W chwili, gdy nad Ojczyzną i Kościołem naszym gromadzą się chmury ciemne, wołamy jak niegdyś uczniowie Twoi zaskoczeni burzą na morzu: Panie, ratuj nas, bo giniemy!
=========================================
Na tablicy upamiętniającej „Cud nad Wisłą” poświęconej 15 sierpnia 2021 brak Józefa Piłsudskiego.
[W decydujących dniach Bitwy zamiast na front pojechał do miejscowości Bobowa, niedaleko Gorlic, do swojej konkubiny Aleksandry Szczerbińskiej, z którą miał już dwoje dzieci. Przez całe 20-lecie starannie to ukrywano. Obecnie też… md]
=======================
2021-08-12 Tablica upamiętniająca „Cud nad Wisłą” poświęcona 15 sierpnia
Tablica upamiętniająca „Cud nad Wisłą” zostanie poświęcona na Jasnej Górze 15 sierpnia, w kolejną rocznicę zwycięskiej bitwy. Jest na niej tekst Aktu Poświęcenia Narodu Polskiego Najświętszemu Sercu Jezusowemu, który został ponowiony w zeszłym roku, w stulecie jednej z największych i najważniejszych bitew w historii Wojska Polskiego.
Wobec zagrożenia bolszewickim terrorem, 27 lipca 1920r., biskupi zebrani na Jasnej Górze pod przewodnictwem kardynałów Aleksandra Kakowskiego i Edmunda Dalbora ofiarowali Polskę Najświętszemu Sercu Pana Jezusa. Episkopat wezwał naród do krucjaty modlitewnej za Ojczyznę, do żarliwej modlitwy różańcowej połączonej z całodzienną adoracją Najświętszego Sakramentu, do ufności w opiekę Królowej Polski i do zaangażowania w obronę zagrożonego państwa.
„W chwili, gdy nad Ojczyzną i Kościołem naszym gromadzą się chmury ciemne, wołamy jak niegdyś uczniowie Twoi zaskoczeni burzą na morzu: Panie, ratuj nas, bo giniemy” – czytamy w akcie z 1920r.
W tekście zawierzenia, obok błagania o ratunek dla Ojczyzny znalazła się też prośba o przebaczenie grzechów i niewierności: „ale przez zasługi naszych świętych Patronów, przez krew męczeńską przelaną dla wiary przez braci naszych, za przyczyną Królowej Korony Polskiej, Twojej Rodzicielki, a naszej ukochanej Matki Częstochowskiej, błagamy Cię, racz nam darować nasze winy i przemień serca nasze na wzór Twojego Boskiego Serca; przemień nas potęgą łaski Twojej wszechmocnej, z obojętnych i letnich uczyń nas gorliwymi i gorącymi, z małodusznych mężnymi, i spraw, abyśmy już wszyscy odtąd trwali w wiernej służbie Twojej i nigdy Cię nie opuścili”. Polscy hierarchowie przyrzekli, że będą szerzyć kult Serca Jezusowego wśród wiernych, a zwłaszcza w seminariach duchownych, zachęcali do nabożeństwa oraz oddania Boskiemu Sercu Rodzin.
Biskupi zebrani na Konferencji Plenarnej w dniach 27-29 lipca 1920 r. wystosowali też pismo do papieża Benedykta XV, informując go o grożącym Kościołowi w Polsce niebezpieczeństwie. Prosili o modlitwę i apostolskie błogosławieństwo na skuteczną obronę.
Idea upamiętnienia „Cudu nad Wisłą” zrodziła się 2020 r. w setną rocznicę zwycięstwa, które poprzedziła modlitwa – Akt Poświęcenia Narodu Polskiego Najświętszemu Sercu Jezusowemu oraz Matce Najświętszej na Jasnej Górze. Inicjatorem powstania tablicy są pan Stanisław (nazwisko anonimowe), ks. Marian Midura oraz paulin, o. Nikodem Kilnar.
Fundatorami tego dzieła są wdzięczni Polacy z Polski i USA.
Prostokątna tablica wykonana jest z brązu o wysokości 285 cm i szerokości 160 cm. Na jej szczycie jest monstrancja zwieńczona koroną z krzyżem. W centrum znajduje się pozłacane serce wykonane z mosiądzu. Serce Jezusa otoczone jest cierniami. Patrząc z przodu, po lewej stronie monstrancji, znajduje się wizerunek Matki Bożej Jasnogórskiej, a po prawej godło Polski.
W głównym polu poniżej monstrancji znajduje się tekst Aktu Poświęcenia Narodu Polskiego Najświętszemu Sercu Jezusowemu, a pod nim modlitwa wstawiennicza do Matki Litości.
Po lewej stronie tablicy wizerunki czterech osób: na pierwszym planie Prymas Polski kard. Edmund Dalbor a w dalszej kolejności: ks. Ignacy Skorupka, św. Andrzej Bobola i św. Stanisław Kostka.
Na dole po prawej stronie znajdują się żołnierze Wojska Polskiego: generał Tadeusz Jordan Rozwadowski, za nim generał Józef Haller, następnie porucznik Stefan Pogonowski, w głębi premier Wincenty Witos. Te dwa zespoły ludzi rozdziela napis AD 1920, 27 VII. Na dole z prawej strony tablicy ukosem ku górze jest napis: Cud nad Wisłą. Projekt i wykonanie tablicy: ks. Robert Kruczek SDB i ks. Leszek Kruczek SDB.
Tablica upamiętniająca „Cud nad Wisłą” została umieszczona w przejściu między wieżą a dziedzińcem Kaplicy Matki Bożej. Fundatorami tego dzieła są wdzięczni Polacy z Polski i USA.
Kraków przygotowuje się do 33. Finału Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy. W tym roku jednym z wydarzeń będzie… rewia krakowskich Drag Queens.
– Różowa barka w Slay Space zaprasza na wyjątkowy wieczór, gdzie zabawą i sztuką przede wszystkim chcemy pomóc dzieciakom! Aż 16 krakowskich Drag Queens zjednoczy siły, żeby dać Wam najlepsze show w mieście – i to na wodzie! – piszą organizatorzy na stronie swojego wydarzenia.
Krakowianie na specjalnej, różowej barce, która 11 stycznia wieczorem zacumuje przy Bulwarze Kurlandzkim, będą mogli podziwiać Judy Chersand, Lisandra, MissTake, Tempera Mental, Lady Tanya, Andro Daiti, Valeria Viper, Lasota Jarga, Anita Anitamta, Olga Połykowa, Drażka NaPolla, Heather Le Chic, Glassy, Fatastee, Halina S. Viper, Umbrea Espion Viper, Papina McQueen.
Podczas wydarzenia wypełnionego kolorami, zabawą i muzyką, odbędą się też licytacje zaprzyjaźnionych marek i partnerów powiązanych z krakowskimi Drag Queens. Wszystko rozpocznie się o godz. 20.00 i potrwa do godz. 22.00, a after party potrwa aż do godz. 5.00. Wejście jest całkowicie darmowe, a cały dochód z licytacji i puszek zostanie przekazany na rzecz 33. Finału Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy.
Popyt na panele fotowoltaiczne spada gwałtownie również w Niemczech, a firmy zajmujące się ich instalacją, obsługiwaniem i sprzedażą zaczynają bankrutować oraz zwalniać pracowników.
W roku 2024, wzrost mocy instalacji fotowoltaicznych w Niemczech gwałtownie spowolnił, a sektor energii słonecznej dla gospodarstw domowych – z powodu rosnących kosztów finansowania dla konsumentów – znalazł się w poważnych tarapatach.
Spowolnienie popytu i instalacji doprowadziło w ubiegłym roku kilka niemieckich firm z branży energii słonecznej do niewypłacalności.
W listopadzie, ze względu na niewypłacalność, upadłość ogłosiła również firma Solarmax – dostawca systemów magazynowania energii fotowoltaicznej i inwerterów dla gospodarstw domowych https://www.pluta.net/en/press/press-release/michael-pluta-appointed-provisional-insolvency-administrator-for-solarmax.html. Solarmax nie wytrzymał załamania cenowego spowodowanego niskimi cenami chińskich producentów. Niemiecka firma była zmuszona oferować swoje produkty po cenach poniżej kosztów produkcji, co doprowadziło do problemów z płynnością finansową.
Berliński start-up Zolar został zmuszony do redukcji ponad połowy miejsc pracy. Według szefa firmy Zolar – Jamiego Heywooda, lata 2022 i 2023 przyniosły boom w branży solarnej, ale rok 2024 zapisze się jako „dość trudny”.
Problemy w niemieckim przemyśle solarnym zagrażają realizacji celów stawianych w zakresie energii odnawialnej przez największą gospodarkę Europy, która wycofała się z energii jądrowej i liczy na boom w zakresie odnawialnych źródeł energii, aby osiągnąć swoje cele klimatyczne.
W latach 2022 i 2023, w następstwie kryzysu energetycznego, rynek dachów budynków mieszkalnych w UE odnotował silny wzrost, ale w roku 2023 segment ten zaczął wykazywać oznaki spowolnienia, a w roku 2024 zatrzymał się – jak stwierdziła w raporcie z ubiegłego miesiąca grupa lobbingowa SolarPower Europe. https://www.solarpowereurope.org/insights/outlooks/eu-market-outlook-for-solar-power-2024-2028/detail
W roku 2024, popyt na instalacje mieszkaniowe gwałtownie spadł o prawie 5 gigawatów (GW) do 12,8 GW, powracając do podobnego poziomu jak w roku 2022. Według SolarPower Europe, główne rynki UE, w tym Niemcy, Austria, Włochy, Polska, Holandia, Belgia, Szwecja, Hiszpania i Węgry, doświadczyły znacznych spadków w segmencie domowych instalacji słonecznych. Bańka solarna pękła również w sektorze montażu domowego.
„Nie można mieć zielonej transformacji z czerwonymi wskaźnikami ekonomicznymi. Sektor powinien być rentowny” – powiedział gazecie Financial Times,Dries Acke, zastępca dyrektora generalnego SolarPower Europe – komentując spowolnienie na niemieckim oraz unijnym rynku energii słonecznej https://www.ft.com/content/83b927f7-db90-49de-8f2c-d0fd88631573. Podobnie, nie da się dokonać transformacji energetycznej, zwiększając ceny energii do niebotycznych poziomów…
Sejm RP ustanowił rok 2025 Rokiem Milenium Koronacji Dwóch Pierwszych Królów Polski w Gnieźnie. „W 2025 roku przypada wyjątkowa, 1000. rocznica koronacji w Archikatedrze Gnieźnieńskiej dwóch pierwszych królów naszego państwa: Bolesława Chrobrego oraz Mieszka II Lamberta”, czytamy w uchwale Sejmu RP.
„Koronacja Bolesława Chrobrego była jasnym sygnałem dla ówczesnego świata, że młode państwo polskie jest niepodległe i niezależne. Był to początek wzrastania pozycji Polski, na średniowiecznej mapie Europy, która [Polska md] z księstwa przeistoczyła się w królestwo”, podaje izba niższa parlamentu.
Sejm Rzeczypospolitej Polskiej zdecydował oddać hołd władcom, którzy 1000 lat temu, będąc spadkobiercami Księcia Mieszka I oraz księżniczki Dobrawy dążyli do rozwoju oraz kulturowego umacniania polskiej państwowości.
„Koronacje te nie byłyby możliwe, gdyby nie szereg ważnych wydarzeń, począwszy od legendarnego założenia Gniezna przez Lecha, poprzez chrzest Polski, męczeńską śmierć świętego Wojciecha i powstanie pierwszego arcybiskupstwa, a na Zjeździe Gnieźnieńskim skończywszy”, czytamy w uchwale Sejmu RP.
W procesie tworzenia się państwa polskiego kluczowe znaczenie miał chrzest przyjęty przez księcia Polan Mieszka I. Odbył się on prawdopodobnie 14 kwietnia 966 r. – zgodnie z panującym wówczas zwyczajem – w nocy z wielkanocnej soboty na niedzielę, podczas oczekiwania na Zmartwychwstanie Pańskie. Znaleziska archeologiczne wskazują, że wydarzenie mogło nastąpić na wyspie Ostrów Lednicki nieopodal grodu gnieźnieńskiego, głównej siedziby rodu Piastów.
Wstrząsająca ofensywa syryjskiej al Kaidy, obalając reżim al Asada, przypieczętowała załamanie się geopolitycznego ładu na Bliskim Wschodzie, który rozpadał się już od „arabskiej zimy” 2010-11 r. Zwycięstwo islamistów przyspieszy to, co zwiastowała już napaść Rosji na Ukrainę. Wojna obejmie Europę, tyle, że nie za kilka lat, a już w tym roku. Przegniły do szpiku kości lewicowo-liberalnym rakiem kontynent sobie z nią nie poradzi.
Banałem jest stwierdzić, że Zachód się rozkłada. A jeszcze 35 lat temu, kiedy upadał komunizm, powszechnie uważano, jak Fukuyama, że oto nastał kres historii. Liberalna demokracja miała być ostatecznym stadium cywilizacji, objąć cały świat i trwać w wiecznym pokoju i konsumpcji. Nawet po 11 września 2001 r. mało kto dostrzegał początek nowej epoki konfrontacji, a co dopiero, że Zachód ją przegra. USA przeprowadziły błyskawiczną operację antyterrorystyczną w Afganistanie na końcu świata, o której szybko zapomniano, podobnie jak o interwencji w Iraku z 2003 r.
Lewicowy rak niszczy Zachód od środka Tyle, że islamski terroryzm, mimo militarnych klęsk, ciągle się odradzał, bo znajdowały się kolejne tysiące gotowe umierać w dżihadzie, podczas gdy Zachód nie był gotów do żadnych poświęceń, a przeżerająca go od środka neomarksistowska ideologia wręcz dążyła do jego klęski. Po 1989 r. komunizm odniósł zwycięstwo zza grobu, bo zanim politycznie upadł, całkowicie zinfiltrował i zatruł duchowo elity Zachodu. Teraz zainfekowany neomarksizmem Zachód niszczy się sam. Jego skrajnie lewicowy establiszment żywi się tak naprawdę jedną ideą – fanatyczną nienawiścią do chrześcijaństwa i wszystkiego co z niego wyrasta.
Sam zupełnie niczego nie tworzy. Jedynym jego celem jest niekończąca się rewolucja, czyli niszczenie cywilizacji, nad którą jak rak mózgu przejął władzę, na wszelkich możliwych poziomach – religii, kultury, gospodarki, indywidualnej duszy, a ostatnio nawet biologii człowieka.
Jednym z przejawów tej dzikiej nienawiści do chrześcijaństwa jest ideologia multi-kulturalizmu, w ramach której lewica od lat 70-tych otworzyła Europę na masową imigrację zarobkową z krajów Afryki i Azji, równocześnie promując wśród Europejczyków bezdzietność, aborcję i antykoncepcję.
Doprowadziło to w ciągu dwóch pokoleń do zapaści demograficznej białych i wymiany etnicznej ludności kontynentu. Oficjalne motywy ekonomiczne tej polityki są tylko pozorem. Sztuczne wykreowanie dużych mniejszości kulturowych miało stanowić uzasadnienie ostatecznego usunięcia chrześcijaństwa z życia publicznego (rzekomo w obronie dyskryminowanych mniejszości), rozmyć dawne narody i stworzyć marksistowską utopię europejskiego superpaństwa bez tożsamości religijnej i narodowej.
Projekt ten zakładał, że ściągnięte do Europy obce grupy etniczne ulegną takiej samej laicyzacji jak rdzenni Europejczycy i staną się twardym zapleczem promującej je skrajnej lewicy. Tyle, że wbrew lewackim ideologom miliony muzułmanów się nie zasymilowały. Zaczęły za to przytłaczać swoją dzietnością z-ateizowanych Europejczyków.
„Islamska zima”
Świadomość tego uderzyła w Europę z całą ostrością po 2010 r., kiedy w świecie islamu wybuchła fala buntów społecznych nazywanych eufemistycznie „arabską wiosną”, chociaż tak naprawdę przetoczyła się zimą i wywołała mrożące skutki. Dość powiedzieć, że po interwencji w Afganistanie al Kaida była na krawędzi unicestwienia. Działało tylko kilka jej kilkusetosobowych komórek. Sam bin Laden przez 10 lat w zasadzie tylko się ukrywał. Do 2010 r. w całej Afryce Północnej istniała tylko jedna dogorywająca komórka al Kaidy Islamskiego Maghrebu, licząca 300 ludzi. „Arabska Zima” zmieniła wszystko w kilka miesięcy. Zamiast rojonej przez Zachód demokracji po całym świecie islamu zaczęły wyrastać terrorystyczne bojówki. Dzisiaj dziesiątki tysięcy islamistów chwytają przyczółki terytorium we wszystkich państwach Afryki Subsaharyjskiej, Libii, Nigerii, na egipskim Synaju, Somalii, a nawet w dalekim Mozambiku. Najgorsza okazała się jednak destabilizacja Syrii i Iraku. Radykalniejsze od al Kaidy Państwo Islamskie w latach 2012-14 opanowało terytorium zamieszkane przez kilka milionów ludzi i zagroziło obaleniem całego porządku społecznego.
Demograficzne samobójstwo dla 10-latków Otworzyło to drogę do zalewu Europy już zupełnie nielegalną imigracją – wcale nie spontaniczną. Od zewnątrz organizują ją muzułmańskie gangi i dążące do wywołania kryzysu w Europie Turcja i Rosja, od wewnątrz kontrolujący Zachód lewico-liberalny establiszment. Wyrazem tego była słynna polityka „Herzlich willkommen” – całkowicie bezprawne a zupełnie bezkarne zaproszenie w 2015 r. przez kanclerz Niemiec Angelę Merkel milionów muzułmanów do UE.
Jak samobójcza jest ta polityka, można sobie uświadomić, dodając najprostsze liczby. Już przed 2015 r. muzułmanie w Niemczech stanowili około 5,5 % populacji. W praktyce oznacza to, że w młodszych rocznikach było ich co najmniej 10 %, bo dzietność muzułmanów jest znacznie wyższa od Europejczyków. W pojedynczym roczniku rodziło się w Niemczech około 350 tys. chłopców, co oznacza, że populacja mężczyzn, którzy dziś są w wieku poborowym (20-40 lat) wynosiła około 7 mln, z tego około 700 tys. muzułmanów. Na skutek Merkelowego „damy radę” w ciągu niecałych 2 lat do Niemiec napłynęło 1,5 mln imigrantów, w 3/4 młodych mężczyzn, przedstawianych jako wdowy i sieroty.
Populacja muzułmanów w wieku poborowym wzrosła więc skokowo do około 1,8 mln. Już w 2016 r. na 8 mln młodych mężczyzn, więcej niż co piąty miał muzułmańskie pochodzenie. A przecież kryzys migracyjny się nie skończył. Dalej co roku do Niemiec przybywa kilkaset tysięcy młodych muzułmanów. Sytuacja w mniejszych krajach zachodniej Europy jest równie katastrofalna.
Co teraz zrobić z tą hordą młodych niepracujących byczków? Albo pozwolić im sprowadzić muzułmańskie kobiety do Europy, co spowoduje napływ kolejnych milionów, albo tolerować gwałty na białych kobietach. Nawet według oficjalnych statystyk w Europie Zachodniej dochodzi do 100 tys. przestępstw seksualnych rocznie. W rzeczywistości zapewne jest znacznie więcej. To oczywiście lewakom i feministkom nie przeszkadza. Sami żyją w strzeżonych osiedlach dla „elit” i nie odczuwają skutków swojej polityki. Ich wrogiem jest biały „patriarchalny” mężczyzna.
Przegrana „wojna z terroryzmem” Co oczywiste, porządek społeczny w Europie się załamie. Zanosiło się na to już po szokującym zdobyciu przez Państwo Islamskie Mosulu w 2014 r. Wówczas w morzu imigrantów dostały się do Europy tysiące terrorystów, a w drugą stronę popłynęły dziesiątki tysięcy ochotników do Państwa Islamskiego, uznając, że nadeszła chwila podrzynania gardeł „niewiernym”. Skutkowało to falą zamachów terrorystycznych z 2015-16 r. Nie było w Europie miesiąca bez masakry w strzelaninie lub staranowaniu samochodem.
Ta fala stopniowo wygasła, bo międzynarodowa interwencja zdołała w latach 2015-19 obalić Państwo Islamskie i zepchnąć je do podziemia. Trwałe stłumienie islamizmu przez militarne interwencje nie jest już jednak możliwe. Kiedy prezydent USA George Bush ponad 20 lat temu ogłaszał, że „wojna z terroryzmem” potrwa dekady, odbierano to jako szukanie pretekstu do przeciągania interwencji. Okazało się, że miał rację. Tyle, że wynik wojny okazał się inny niż oczekiwał. Wojna na Bliskim Wschodzie jest już przegrana. Znakiem tego było wycofanie się USA z Afganistanu w 2021 r. Zarazem przyspieszyło to klęskę, bo natychmiast cały kraj opanowali talibowie. Tysiące dżihadystów zyskały bezpieczną wyspę, z której mogą prowadzić ofensywy na całym świecie. Wprawdzie al Kaida pozostawała przez ten czas cicha i niewidoczna, ale to część jej ogólnej strategii przetrwania, przyjętej w ciągu 20 lat ukrywania się przed amerykańskim pościgiem. Tym różniła się od Państwa Islamskiego, które na fali chwilowego powodzenia w 2014 r. ostentacyjnie wzywało muzułmanów do światowego dżihadu, dążąc do obalenia międzynarodowego ładu i oskarżając al Kaidę o odstępstwo. Ściągnęło tym na siebie zagraniczną interwencję i klęskę.
Milczenie al Kaidy się opłaciło. Po agresji Rosji na Ukrainę i Izraela na Liban, zagraniczni sojusznicy dyktatora Syrii Baszara al Asada, odwrócili uwagę od zamrożonej od 5 lat wojny w Syrii. I tę nieuwagę wykorzystało syryjskie skrzydło al Kaidy. Piorunująca ofensywa z niewielkiej prowincji Idlib w ciągu zaledwie 11 dni obaliła reżim, który był bliski wygrania 13-letniej wojny. Niech nikogo nie mylą nic niemówiące i stale zmieniające się oficjalne nazwy islamskiego ugrupowania. Te zmiany były częścią tej samej strategii al Kaidy roztapiania się w szerszych organizacjach i schodzenia z oczu Zachodnim interwenientom.
Al Kaida znalazła się teraz w o niebo lepszej sytuacji niż Państwo Islamskie w 2014 r. Zmęczony i zajęty wojną na Ukrainie Zachód nie podejmie nowej interwencji. Al Kaida będzie więc miała olbrzymią swobodę działania (czego wyrazem jest świeża wizyta w Damaszku ugodowej delegacji UE).
Wszystko się posypie Dotychczasowy porządek w regionie nie tylko jest nie do odtworzenia, ale sytuacja będzie się gwałtownie pogarszać. Al Kaida w przeciwieństwie do Państwa Islamskiego opanowała sztukę mydlenia oczu, ale cel – globalny islamski kalifat – pozostaje ten sam. Upadek Asada w Syrii ma zaś efekt uboczny. Rosja w ostatnich latach całkowicie wypchnęła Francję i jej wojska z dawnych kolonii w Afryce Subsaharyjskiej. Słabe armie tamtejszych państw liczą po kilkanaście tysięcy żołnierzy. Już w 2013 r. jedynie francuska interwencja uratowała Mali przed zajęciem przez al Kaidę Islamskiego Maghrebu. To głównie obecność Francji stabilizowała region. Jednakże kolejne dyktatury wojskowe na Sahelu krótkowzrocznie wyprosiły armię francuską i zastąpiły rosyjskimi najemnikami, zainteresowanymi jedynie eksploatacją lokalnych zasobów.
Stabilność regionu zależy teraz od kilku tysięcy najemników o wątpliwym morale ze stacjonującej tam Grupy Wagnera, przeorganizowanej po buncie z 2023 r. w „Afrika Korps”. Tyle, że Putin jest całkowicie pochłonięty wojną na Ukrainie i nie upilnował nawet tak ważnej dla niego Syrii. Przez bazy w Syrii szło zaopatrzenie dla wagnerowców w państwach Sahelu, teraz odcięte. Jakakolwiek silniejsza ofensywa saharyjskich dżihadystów doprowadzi do natychmiastowego załamania tamtejszych państw i tarcza rosyjskich najemników okaże się iluzją. Wypchnięta z regionu Francja nie przyjdzie nikomu z pomocą. Do ataków dochodzi bezustannie i wagnerowcy tracą w Afryce dziesiątki ludzi. Cały ład w Północnej Afryce wisi na włosku i w każdej chwili może się rozsypać jak domek z kart.
Można przewidzieć, co się wkrótce stanie w Europie Zachodniej. Powtórzy się sytuacja z 2015 r. Pod wpływem wydarzeń w Syrii uaktywnią się ukryte od lat komórki terrorystyczne i tysiące domorosłych islamistów, czujących, że nadchodzi ich dzień. Kontynent już w tym roku zaleje fala ataków i strzelanin, tyle że na znacznie większą skalę niż 10 lat temu, bo sytuacja demograficzna zmieniła się jeszcze bardziej na korzyść muzułmanów. Różnica będzie taka, że tym razem ta fala nie wygaśnie, bo nikt nie obali islamistycznych państw na Bliskim Wschodzie, które staną się niewyczerpanym rezerwuarem terrorystów. Otoczona pasem wyrastających emiratów Europa będzie ulegać dezintegracji.
Proces ten jeszcze wzmocni Rosja, która za wszelką cenę dąży do destabilizacji Europy przy pomocy imigrantów przerzucanych od 2021 r. przez Białoruś, by w ten sposób odwrócić uwagę od Ukrainy. Ukraina już od roku toczy wojnę z Rosją wyłącznie dzięki pomocy militarnej z Zachodu. Ustanie tej pomocy oznaczałoby natychmiastową klęskę i drugi rozbiór Ukrainy. Celem Putina jest jednak całkowite wchłonięcie i Ukrainy, Białorusi i państw bałtyckich oraz odbudowa imperium w granicach Związku Radzieckiego (wbrew różnym pseudo-realistycznym mędrkom, którzy do końca twierdzili, że Rosja żadnej agresji nie planuje, chociaż nawet zwykły zjadacz chleba bez pojęcia o polityce mógł z telewizji dowiedzieć się o zbliżającej się wojnie; a kiedy wojna wybuchła, ci sami mędrkowie twierdzą, że jej przyczyną było szczekanie NATO u bram Rosji, a metodą osiągnięcia pokoju odcięcie pomocy napadniętemu, żeby Rosja go szybciej podbiła, a potem napadła nas).
Trump przy pomocy Muska wzywa do buntu Jaka na to będzie reakcja establiszmentu Unii Europejskiej? Udawanie zmiany polityki imigracyjnej oraz zwiększenie agresji przeciw „faszystom” i „rasistom”, czyli zwykłym ludziom, przenoszącym poparcie na partie „populistyczne” ze strachu przed zalewem islamu. Lewicowemu establiszmentowi UE wojna na Ukrainie najbardziej przeszkadza przez to, że rodzi możliwość powrotu demonów patriotyzmu. Najchętniej wróciłby on do tego, co było, czyli biznesów z Rosją i wojny z prawdziwym wrogiem, czyli do fanatycznego niszczenia resztek cywilizacji chrześcijańskiej poprzez walkę o „wolność, równość, braterstwo”, eko-religię, wymyślanie praw dla kolejnych zboczeń, mniejszości gatunkowych, rasowych i płciowych.
Wydawało się, że bezustannie pałowani i lżeni przez terror medialny normalni Europejczycy mogą już bezsilnie uciekać na wewnętrzną emigrację od coraz bardziej nieznośnej rzeczywistości. Zwycięstwo Donalda Trumpa wywołuje jednak wstrząs w lewicowych rządach Zachodu. Upadł rząd Niemiec. 6 stycznia dymisję zapowiedział ultra-lewicowy premier Kanady Justin Trudeau. Elon Musk zaczął kampanię agitacji na rzecz najbardziej anty-imigranckich sił w Europie, dotychczas traktowanych jak trędowaci. Zuchwale wzywa do głosowania na AfD w lutowych wyborach w Niemczech. Do tej pory na takie rzeczy pozwalały sobie tylko Niemcy i Bruksela, bezprawnie ingerując w wewnętrzne sprawy krajów UE i bezczelnie obalając lub kreując rządy we Włoszech, Grecji, czy Polsce.
Każdą wypowiedź Muska śledzi teraz cały świat. 2 stycznia odpalił przeciw brytyjskim socjalistom medialną bombę atomową. Wyciągnął sprawę tysięcy gwałtów na białych dziewczynkach (niektórych w wieku 11 lat), jakich dopuszczali się pakistańscy imigranci. Aferę tuszowały brytyjskie władze i policja, a zamiast bronić ofiar ścigały za „rasizm” i „islamofobię” ludzi próbujących ujawnić prawdę.
Nie ma bardziej upokarzającego aspektu islamizacji Europy i europejski establishment boi się sprawy jak ognia. Musk nie dał głosu wykluczonym. Prawie otwarcie wezwał do buntu. Wezwał do obalenia brytyjskiego rządu, a nawet do ustąpienia Nigela Farage’a, popularnego sprawcy Brexitu, przywódcy uważanej za skrajnie prawicową Partii Reform (dawniej „Brexit”). Farage nie chciał bowiem bronić z Muskiem Tommy’ego Robinsona, prawicowego działacza relacjonującego procesy muzułmańskich gwałcicieli, który za swoje anty-islamskie nagrania w sądzie trafił do więzienia. Bez wątpienia Musk działa w porozumieniu z Trumpem. Wprawdzie prezydent USA nie ma aż takiej mocy sprawczej, żeby sobie umeblować rządy w Europie. Swoją aktywnością może jednak doprowadzić do eksplozji społecznej frustracji Europejczyków, przez dekady tłamszonej przez terror lewicowego monopolu medialno-kulturowego. Wtedy nadchodzący kryzys będzie miał jeszcze gwałtowniejszy przebieg.
Wojna przyjdzie do Europy szybciej niż się spodziewa, tyle, że nie ze wchodu, a od środka. Polska zostanie wciśnięta między dwa śmiertelne zagrożenia. I jest na to kompletnie nieprzygotowana. Zatruwana duchowo przez tą samą skrajnie lewicową toksynę, sączącą się od dekad z organów Michnika, TVN-ów, Onet-ów i kontrolowana politycznie przez proniemiecką koalicję ryżego folksdojcza, która podrzuci nam muzułmańskie kukułcze jajo poprzez pakt migracyjny. Alternatywą są zaś rządy tchórzliwych pseudo-patriotów, którzy mieli przeciwdziałać zagrożeniu, a potulnie się pod unijne trendy dostosowali i jako uzasadnienie swojej władzy wymyślili rozdawnictwo socjalne poprzez 500+ i 14 emerytury.
Kryzys nadchodzi nieubłaganie. Trzeba szykować się jak Churchill na pot, krew i łzy, a nie obiecywać rozdawnictwo masła, kiedy potrzeba czołgów. Bez nich wkrótce zabiorą nam masło.
Te dane niewątpliwie nie są pełne. Wiemy, że istnieje tzw. podziemie aborcyjne, wiemy, że istnieje tzw. turystyka aborcyjna, która nie jest ściśle rejestrowana.
============================
„Według oficjalnych danych w ubiegłym roku wskutek tzw. aborcji zabito ponad 45 mln dzieci, co oznacza wzrost o niemal 400 tys. względem 2023 roku. Dla porównania w wyniku raka zmarło 8,2 mln osób. Oznacza to, że kolejny rok z rzędu tzw. aborcja stanowi główną przyczynę śmierci na świecie”, informuje „Nasz Dziennik”.
Eksperci wskazują, że 45 mln dzieci zamordowanych w wyniku ludobójczej aborcji to „wierzchołek góry lodowej”, a ofiar jest znacznie więcej. Statystyki nie uwzględniają bowiem m.in. używania tzw. pigułek poronnych.
– Te dane niewątpliwie nie są pełne, nie są adekwatne. Wiemy, że istnieje tzw. podziemie aborcyjne, wiemy, że istnieje tzw. turystyka aborcyjna, która nie jest ściśle rejestrowana. Nie miej jednak nawet te dane, które są oficjalnie ujawniane, są absolutnie porażające. To jest prawdziwy holokaust niewinnych osób, niewinnych ludzi, dzieci. Holokaust, który jest dokonywany w imię utylitaryzmu, w imię walki z przeludnieniem, w imię ludzkiego egoizmu – podkreśla ks. prof. Paweł Bortkiewicz
– Nie ma tutaj oczywiście żadnego usprawiedliwienia dla tego typu działań. To są czyny wewnętrznie złe, natomiast skala tych czynów jest porażająca – dodaje duchowny.
„Plemię żmijowe w Watykanie”. Tak były biskup diecezji Tyler w USA, Joseph Strickland, skomentował najnowszą decyzję personalną papieża Franciszka. Chodzi o obsadzenie archidiecezji Waszyngtońskiej osobą kardynała Roberta McElroy’a, dotąd biskupa prowincjonalnego San Diego w metropolii Los Angeles.
McElroy jest oskarżany o przynależność do amerykańskiej „kliki” McCarricka, a w teologii i duszpasterstwie otwarcie promuje agendę czysto rewolucyjną.
Decydując się na to, by u progu prezydentury Donalda Trumpa obsadzić Waszyngton właśnie McElroyem papież pokazał, że zrobi wszystko, co w jego mocy, by powstrzymać zgodną z prawem naturalnym reformę amerykańskiego życia publicznego. Nowy arcybiskup stolicy USA jest człowiekiem, który dąży do gruntownej przebudowy katolicyzmu w duchu zgniłego liberalizmu. Nie ma wątpliwości, że papież Franciszek właśnie dlatego powierzył mu tak ważny urząd w Kościele w Stanach Zjednoczonych.
Robert McElroy w 1979 roku ukończył seminarium św. Patryka w Kalifornii. Okres, w którym przygotowywał się do kapłaństwa, był w historii kształcenia seminaryjnego w Stanach Zjednoczonych jednym z najczarniejszych. To właśnie o tej epoce pisał w porażającej książce „Żegnajcie, dobrzy ludzie” (ang. „Goodbye, Good Men”) z 2002 roku Michael S. Rose, odmalowując panoramę głębokiej liberalnej i homoseksualnej infiltracji amerykańskich seminariów. Nie wiem, jaki stosunek miał i ma McElroy do gejowskich klik, które ukonstytuowały się w Kościele w Stanach Zjednoczonych. Swoją głęboką predylekcję do liberalizmu duchowny objawił jednak już bardzo szybko. Kształcąc się pod okiem jezuitów McElroy uzyskał w 1985 roku licencjat z teologii na podstawie pracy „Wolność wiary: John Courtney Murray i Kwestia Konstytucyjna, 1942-1954”. Rok później otrzymał doktorat z teologii na Papieskim Uniwersytecie Gregoriańskim za pracę o tym samym autorze, tym razem pod tytułem: „John Courtney Murray i Kryzys Sekularyzmu: Podstawy Amerykańskiej Katolickiej Teologii Publicznej”. Później uzyskał jeszcze jeden doktorat, z politologii, pochylając się nad moralnością w amerykańskiej polityce zagranicznej.
Kim był John Courtney Murray? To zmarły w 1967 roku amerykański jezuita, który odegrał wiodącą rolę w przyjęciu przez II Sobór Watykański deklaracji „Dignitatis humanae” o wolności religijnej – tej deklaracji, która do dzisiaj jest najbardziej spornym punktem całego nauczania soborowego. Murray promował teologię zbliżoną do potępionego przez Leona XIII amerykanizmu, czyli de facto amerykańskiej wersji herezji modernistycznej. Jezuita skupiał się przede wszystkim na kwestii tzw. wolności religijnej. Był zdecydowanym apologetą liberalnej amerykańskiej konstytucji, zdeterminowanym do przeniesienia zawartych w niej błędnych tez do katolickiego nauczania, co – niestety – z sukcesem przeprowadził właśnie poprzez „Dignitatis humanae”. Murray nie działał sam. Miał silne wsparcie Centralnej Agencji Wywiadowczej USA, czyli po prostu CIA.
Działając w porozumieniu z jej agentami oraz ich ekspozyturą w opiniotwórczym magazynie „Time” skutecznie rozpropagował amerykańskie błędy liberalne wśród Ojców Soborowych. Działalność Murraya w związku z CIA została drobiazgowo i skrupulatnie opisana przez amerykańskiego pisarza Davida Wemhoffa w monumentalnej, dwutomowej pracy „John Courtney Murray, Time/Life, and the American Proposition: How the CIA’s Doctrinal Warfare Program Changed the Catholic Church” (pol. „John Courtney Murray, Time/Life i Amerykańska Propozycja: Jak program doktrynalnej wojny CIA zmienił Kościół katolicki”). Takiej to właśnie postaci Robert McElroy poświęcił swój licencjat i doktorat – bynajmniej nie w duchu krytycznym.
McElroy został biskupem pomocniczym San Francisco w 2010 roku. Według abp. Carlo Marii Viganò stało się tak za sprawą wsparcia ze strony kard. Theodore’a McCarricka; nie ma powodów, by nie wierzyć w te twierdzenia, jako że abp Viganò jest w tych sprawach bardzo dobrze poinformowany z racji pełnienia funkcji nuncjusza apostolskiego w Waszyngtonie w latach 2011 – 2016. Jest faktem, że McElroy długo nie chciał zajmować stanowiska w sprawie oskarżeń formułowanych pod adresem McCarricka – i to mimo faktu, że w 2016 roku otrzymał list od psychoterapeuty Richarda Sipe’a, który zwracał uwagę na deprawację seksualną zarówno samego McCarricka jak i wielu innych duchownych.
Papież Franciszek – jak wiadomo, w pierwszej części pontyfikatu związany z McCarrickiem – zdecydował w 2015 roku o nominacji dla McElroya na biskupa San Diego. W 2022 roku wyniósł go do godności kardynalskiej.
McElroy szybko się odwdzięczył. 24 stycznia 2023 roku nowy kardynał opublikował programowy artykuł na łamach jezuickiego amerykańskiego magazynu „America”. Zdecydowanie wsparł tam Franciszkową liberalną rewolucję. Poparł następujące postulaty lewicowego środowiska Bergogliańskiego:
– udzielanie Komunii świętej rozwodnikom w powtórnych związkach, nawet jeżeli nie żyją w czystości; – wyświęcanie kobiet na diakonisy; – normalizację aktywności homoseksualnej i udzielanie Komunii świętej aktywnym seksualnie gejom i lesbijkom.
W punkcie pierwszym bliskość wobec doktryny Franciszka jest oczywista: papież Bergoglio wprowadził taką „możliwość” w adhortacji apostolskiej „Amoris laetitia” z 2016 roku.
W punkcie drugim biskup Rzymu nie dokonał jeszcze żadnych zmian, ale „uwolnił” dyskusję o wyświęcaniu kobiet, wprowadzając temat nie tylko do Procesu Synodalnego, ale nawet na obrady własnej elitarnej Rady Kardynałów.
Punkt trzeci może być najbardziej szokujący. Aktywność homoseksualna jest według nauczania Kościoła katolickiego grzechem wołającym o pomstę do nieba. Jak to możliwe, by ktokolwiek proponował udzielać Komunię świętą ludziom, którzy ten grzech notorycznie popełniają – i nie mają bynajmniej najmniejszego nawet zamiaru przestać?
Otóż papież Franciszek 18 grudnia 2023 roku dał zielone światło publikacji deklaracji doktrynalnej „Fiducia supplicans”. Deklaracja wprowadziła błogosławieństwa dla par homoseksualnych. Nie ma w deklaracji żadnego wymogu życia w czystości. Duszpasterze z linii Bergogliańskiej mają od tego dnia błogosławić pary, które popełniają w sposób notoryczny i jawny grzech sodomski. Publikacja tego dokumentu była jawnym opowiedzeniem się przez Franciszka za postulatem, który w styczniu tego samego roku postawił na łamach magazynu „America” McElroy. Obaj zresztą – amerykański kardynał i papież Franciszek – mają do seksualności ten sam dziwny stosunek. Franciszek wielokrotnie przekonywał, jakoby grzechy cielesne były w istocie same w sobie dosyć lekkie. 9 grudnia 2021 roku powiedział nawet, że „grzechy ciała nie są najpoważniejsze”.
Sam promował w swoim otoczeniu homoseksualistów – na przykład ks. Battistę Riccę, znanego homoseksualistę, któremu dał dobrą pracę w Watykanie; albo bp. Gustavo Zanchettę, skazanego za molestowanie seksualne seminarzystów w diecezji Oran w Argentynie. Sam McElroy na łamach „America” pisał, że w jego ocenie uznawanie wszystkich aktów seksualnych poza małżeństwem za grzechy ciężkie jest błędem i należałoby tę ocenę zmienić. Franciszek nigdy tak tego nie ujął, ale jego słowa i działania wskazują wyraźnie, że jest dokładnie tego samego zdania. Zresztą, jakby na potwierdzenie poparcia dla tej idei, dał najważniejszą stolicę biskupią w USA właśnie McElroyowi.
To nie koniec problemów z McElroyem. Duchowny jest też zagorzałym przeciwnikiem odmawiania udzielania Ciała Pańskiego tym politykom w USA, którzy promują politykę legalnego mordowania dzieci poczętych. Jak wiadomo w Stanach Zjednoczonych dyskusja na ten temat jest bardzo intensywna. Dla milionów katolików i chrześcijan w ogóle pozostaje niewyobrażalnym skandalem, że Komunię świętą przyjmują tacy ludzie jak Joseph Biden czy Nancy Pelosi, którzy poprzez swoje decyzje administracyjne w sposób oczywisty i jednoznaczny przyczynili się do dramatycznego zwiększenia liczby zabijania ludzi. McElroy uważa, że odmawianie im jedności eucharystycznej z Kościołem i samym Chrystusem byłoby jednak niewłaściwym traktowaniem Eucharystii jako „broni” politycznej.
Wreszcie McElroy jest też zdecydowanym orędownikiem utrzymywania granic Stanów Zjednoczonych w stanie otwartości, co prowadzi do znanych i oczywistych patologii.
Nie ma cienia wątpliwości: Papież Franciszek umieścił McElroya w Waszyngtonie po to, by zwalczać konserwatywną reformę, którą będzie przeprowadzać – daj Boże – prezydent Donald Trump. Jorge Mario Bergoglio próbuje za pomocą kliki liberalnych kardynałów i biskupów ustawić Kościół katolicki w Ameryce przeciwko tej reformie, wspierając w ten sposób zgniły i głęboko zepsuty system lewicowy. Nie sądzę, by katolicy w otoczeniu Donalda Trumpa dali się na to nabrać. Zbyt dobrze wiedzą, jak wielkim błędem jest polityka, która przez ostatnie lata niszczyła życie publiczne w Ameryce.
Mamy w gruncie rzeczy do czynienia z wyjątkowo bolesną sytuacją. Największym przeciwnikiem polityki opartej na zdrowym rozsądku, prawie naturalnym i Bożym ładzie okazuje się być dzisiaj – sam papież…
Meijeren podkreślił erozję holenderskich korzeni kulturowych, ostrzegając, że masowa imigracja osłabia wartości, język i tradycje, które definiują Holandię. „Nasza tożsamość narodowa jest stopniowo zastępowana przez wielokulturowe społeczeństwo bez stałych ram” – argumentował. To, jak powiedział, wzmacnia poczucie wyobcowania wśród rdzennej ludności i tworzy napięcia między grupami, torując drogę do większej kontroli rządowej pod pozorem utrzymania porządku. „Zdezorientowane społeczeństwo jest bardziej podatne na scentralizowaną władzę i globalistyczne plany”
„Wymiana populacji jest faktem”: holenderski poseł ujawnia sztucznie wywołany kryzys demograficzny w Holandii .
„Holandia jest prześladowana – to nie jest teoria, to fakt. Bez zdecydowanych działań będziemy świadkami wymazywania naszego dziedzictwa i rozpadu naszych społeczności” – oświadczył Gideon van Meijeren, poseł Forum for Democracy (FvD).
Podczas debaty na temat budżetu azylowego i migracyjnego na rok 2025 poseł Forum for Democracy (FvD) Gideon van Meijeren wygłosił śmiałą i ostrą krytykę holenderskiej polityki imigracyjnej, ujawniając jej niszczycielskie skutki społeczne i kulturowe.
Centralnym punktem jego przemówienia było użycie terminu „wymiana populacji” [population replacement], zwrotu, który wywołał intensywną debatę i kontrowersje w parlamencie. Wcześniej pojawiały się nawet wnioski mające na celu zakazanie jego używania. Niezrażony tym Meijeren bronił tego terminu jako faktycznego opisu zmian demograficznych spowodowanych masową imigracją, odmawiając ugięcia się pod parlamentarną cenzurą.
Meijeren rozpoczął od uznania humanitarnej odpowiedzialności za pomoc tym, którzy uciekają przed przemocą. Jednak później ostro zmienił temat, krytykując politykę otwartych granic kraju, twierdząc, że niekontrolowana imigracja przez dziesięciolecia doprowadziła do katastrofalnych skutków. Powołując się na statystyki Centralnego Biura Statystycznego (CBS), podkreślił drastyczną zmianę demograficzną: „Od 2000r. populacja Holandii wzrosła o ponad 2 miliony osób, z których około 95 procent ma pochodzenie migracyjne. Od tego czasu populacja osób o holenderskim pochodzeniu maleje, ponieważ umiera więcej osób niż rodzi się dzieci”.
Ostrzegał przed przyszłością, w której prawie połowa populacji będzie miała pochodzenie migracyjne, co opisał jako „celową transformację demograficzną”. Meijeren cytował historycznych zwolenników UE, takich jak Richard Coudenhove-Kalergi — teoretyk polityczny i jeden z pierwszych orędowników integracji europejskiej, który wyobrażał sobie zjednoczoną Europę ukształtowaną przez masową imigrację — oraz architektów polityki, takich jak Peter Sutherland, były szef ds. migracji ONZ i komisarz UE, często nazywany „ojcem globalizacji”. Meijeren oskarżył ich o promowanie globalistycznej agendy mającej na celu podważenie jednorodności narodowej.
„Peter Sutherland, były szef ds. migracji ONZ, powiedział w 2012r. dosłownie, że imigracji należy żądać, aby podważyć jednorodność krajów europejskich” — stwierdził Meijeren, podkreślając dodatkowo celowy charakter takiej polityki. Coudenhove-Kalergi w swojej pracy „Praktyczny idealizm” opisał, że masowa imigracja z Afryki i Bliskiego Wschodu doprowadzi do zmieszania, czego efektem będzie „rasa euro-azjatycko-negroidalna”.
W swoim przemówieniu Meijeren podkreślił również systemową porażkę obecnego podejścia do polityki imigracyjnej. Skrytykował brak odpowiedzialności i przejrzystości w procesie podejmowania decyzji, argumentując, że takie niepowodzenia jeszcze bardziej wyobcowują holenderską ludność i pogłębiają jej nieufność do instytucji rządowych. „Ludzie czują się niesłyszani i porzuceni przez te same systemy, które powinny chronić ich interesy” – powiedział, podkreślając rosnący rozdźwięk między obywatelami a decydentami.https://rumble.com/embed/v63fnsg/?pub=4
Cenzura wywołuje sprzeciw
Odniesienie Meijerena do „wymiany populacji” wywołało natychmiastowe sprzeciwy ze strony innych parlamentarzystów, powołujących się na wcześniejszy wniosek potępiający ten termin jako propagandę. Meijeren odpowiedział: „Nie może być tak, że większość parlamentarna decyduje w drodze uchwały o tym, czego mniejszość nie może powiedzieć. Podważa to nasz demokratyczny system równej reprezentacji”.
Omówił szczegółowo niebezpieczeństwa związane z tłumieniem konkretnej terminologii, łącząc je z szerszymi wysiłkami na rzecz stłumienia sprzeciwu i kontrolowania dyskursu publicznego. „Konstytucja chroni moją wolność wypowiedzi” – oświadczył. „Tłumienie języka jest narzędziem tłumienia idei. Kto reguluje język i zabrania słów, zapewnia tłumienie pewnych idei”. Według Meijerena stanowi to fundamentalny atak na zasady demokratyczne.
Ostrzegł, że bez zdecydowanych działań trwające zmiany demograficzne i kulturowe sprawią, że Holandia stanie się nie do poznania w ciągu kilku dekad. „Jesteśmy świadkami wymazywania naszego dziedzictwa i rozpadu naszych społeczności” – oświadczył. Meijeren argumentował, że ta trajektoria jest nie tylko niezrównoważona, ale także fundamentalnie niesprawiedliwa dla przyszłych pokoleń obywateli Holandii.
Pretekst humanitarny czy wyzysk?
Kwestionując humanitarną narrację polityki imigracyjnej, Meijeren argumentował, że większość osób ubiegających się o azyl nie ucieka przed sytuacjami zagrażającymi życiu, ale jest migrantami ekonomicznymi wykorzystującymi hojne państwo opiekuńcze Holandii. „Jeśli uciekasz przed wojną, dlaczego zostawiasz swoją rodzinę? Dlaczego przejeżdżasz przez osiem bezpiecznych krajów, żeby akurat tu przyjechać?” – pytał.
Meijeren podkreślił również zagrożenia związane z obecną polityką azylową, nazywając ją nieludzką i kontrproduktywną. Jako dowód na istnienie systemu, który zachęca do podróży zagrażających życiu, przytoczył niebezpieczne przeprawy przez Morze Śródziemne ułatwiane przez handlarzy ludźmi. „Wielu migrantów tonie, odnosi obrażenia lub staje się ofiarami handlu ludźmi i wykorzystywania, w tym dzieci i nieletni, którzy doświadczają poważnych urazów, a nawet przemocy seksualnej” — zauważył Meijeren. „Los tysięcy osób nie jest znany, po prostu znikają w chaosie systemu”. Te niedociągnięcia, argumentował, nie tylko szkodzą migrantom, ale także podważają zasadność holenderskiej polityki azylowej.
Koszt multikulturalizmu
Gideon van Meijeren twierdził, że skutki społeczne masowej imigracji wykraczają daleko poza doraźne kwestie humanitarne, zagrażając infrastrukturze kraju i podważając jego tożsamość kulturową.
Meijeren podkreślił erozję holenderskich korzeni kulturowych, ostrzegając, że masowa imigracja osłabia wartości, język i tradycje, które definiują Holandię. „Nasza tożsamość narodowa jest stopniowo zastępowana przez wielokulturowe społeczeństwo bez stałych ram” – argumentował. To, jak powiedział, wzmacnia poczucie wyobcowania wśród rdzennej ludności i tworzy napięcia między grupami, torując drogę do większej kontroli rządowej pod pozorem utrzymania porządku. „Zdezorientowane społeczeństwo jest bardziej podatne na scentralizowaną władzę i globalistyczne plany” – ostrzegł Meijeren, wiążąc ten proces z Celami Zrównoważonego Rozwoju (SDGs) ONZ i szerszym naciskiem na globalne zarządzanie.
Wyzwanie ze strony Meijerena wykraczało poza krytykę polityki, obejmując szersze potępienie tego, co opisał jako „europejską elitę technokratyczną”. Oskarżył te elity o priorytetowe traktowanie celów globalistycznych ponad dobrobyt i suwerenność poszczególnych narodów. „Naród holenderski zasługuje na przywódców, którzy walczą za niego, a nie za Brukselę” – stwierdził, przedstawiając swoje wezwanie do reform jako walkę o samą duszę Holandii.
Wezwanie do radykalnej reformy
Meijeren zakończył wystąpienie apelem o całkowitą przebudowę systemu azylowego i imigracyjnego, wzywając Holandię do opuszczenia UE w celu odzyskania suwerenności. „Dopóki będziemy związani dyktatami UE, nie będziemy mogli skutecznie kontrolować naszych granic ani definiować naszej polityki. Opuszczenie UE nie jest opcją — jest koniecznością”.
Meijeren przedstawił szereg praktycznych reform, w tym uchylenie międzynarodowych traktatów, takich jak Konwencja ONZ w sprawie uchodźców, i wprowadzenie stałych kontroli granicznych. Wezwał również Holandię do odzyskania suwerenności poprzez całkowite opuszczenie UE. „Dopiero wtedy będziemy mogli określić naszą politykę azylową i zdecydować, kogo wpuścić do naszego kraju” – stwierdził. Meijeren podkreślił, że bez tych zmian strukturalnych wszelkie tymczasowe środki będą jedynie „leczyć objawy, nie rozwiązując podstawowego problemu”.
Ponadto przemówienie Meijerena podkreśliło obciążenia ekonomiczne spowodowane masową imigracją, wskazując na rosnące bezrobocie wśród rodzimych obywateli i zwiększoną konkurencję o ograniczone zasoby. „To nie jest współczucie. To zaniedbywanie naszych własnych obywateli” – argumentował, wzywając rząd do przekierowania zasobów, aby w pierwszej kolejności wesprzeć obywateli Holandii.
Zakończył mocnym stwierdzeniem: „Dopiero wtedy możemy uczynić Holandię ponownie Holandią. Nasz kraj jest wart walki”. Obiecał: „Nawet jeśli będziemy musieli płynąć pod prąd, nawet jeśli będziemy stać sami, będziemy nadal walczyć o Holandię, jaką kiedyś znaliśmy. Ponieważ nasz kraj jest tego więcej niż wart”.
Poziom resztkowego DNA w preparacie Pfizera był od 6 do 470 razy wyższy od dopuszczalnych limitów bezpieczeństwa.
===========================
Badanie wykonane przez Agencję ds. Żywności i Leków (FDA) wykazało zanieczyszczenie DNA w preparatach na koronawirusa od koncernu Pfizer. Wynika opublikowano w „Journal of High School Science”. Autorami badania są uczniowie szkoły średniej, którzy przeprowadzili je w FDA pod nadzorem naukowców instytucji.
Potwierdzone wielokrotne przekroczenie norm w „bezpiecznej” szprycy
Badanie wykonane przez uczniów pod nadzorem naukowców z FDA potwierdziło obecność wysokiego poziomu zanieczyszczenia DNA w preparacie mRNA przeciwko Covid-19 koncernu Pfizer. Badanie opublikowano w „Journal of High School Science” 29 grudnia 2024 roku.
Autorami są uczniowie Centreville High School w Clifton w stanie Wirginia. Pierwszą osobą, która opublikowała raport na temat badania jest dziennikarka śledcza Dr Maryanne Demasi.
Z badania wynika, że poziom resztkowego DNA w preparacie Pfizera był od 6 do 470 razy wyższy od dopuszczalnych limitów bezpieczeństwa. Uczniowie przetestowali dwie partie preparatu i odkryli w zawartości „resztkowe DNA w ilości przekraczającej 10 ng [nanogramów] na dawkę”.
„Potencjalne ryzyko dla zdrowia wynikające z resztkowych małych fragmentów DNA jest obecnie nieznane” – stwierdzili autorzy badania.
Zaznaczono jednak, że zanieczyszczenie DNA” może skutkować mutagenezą insercyjną lub mutacjami DNA”, które „mogą powodować raka”.
FDA milczy
Kevin McKernan, który jako pierwszy zidentyfikował zanieczyszczenie DNA w szczepionkach w 2023 r. powiedział, że DNA w szczepionkach może stanowić zagrożenie dla zdrowia, gdyż DNA „może zintegrować się z genomem i spowodować zaburzenie genomu lub może zakłócić inne geny związane z rakiem”.
Do FDA wysłano pytania w tej sprawie. Agencja nie udzieliła odpowiedzi.
Dr Demasi stwierdziła, że nowe ustalenia rzutują na „lata odrzucania przez organy regulacyjne, które wcześniej uznały obawy dotyczące nadmiernego skażenia DNA za bezpodstawne”. Zwróciła również uwagę, że wyniki badania są zgodne z wcześniejszymi raportami niezależnych laboratoriów w USA, Kanadzie, Australii, Niemczech i Francji.
Zmowa i zachwalanie preparatów, ignorowanie ryzyka
Epidemiolog Nicolas Hulscher ocenił, że „w świetle tych dowodów, zastrzyki genetyczne COVID-19 muszą zostać natychmiast wycofane, aby chronić społeczeństwo przed dalszymi szkodami”. Z kolei dyrektor firmy biotechnologicznej Vaxine Pty Ltd., dr Nikolaj Petrovsky stwierdził, iż wyniki badań są „niezbitym dowodem”, które „pokazuje wyraźnie, że FDA była świadoma tych danych”
Podobnego zdania jest członek komitetu sterującego Światowej Rady Zdrowia Christof Plothe.
– Do tej pory europejskie, australijskie i amerykańskie organy regulacyjne ds. zdrowia zaprzeczały jakiemukolwiek ryzyku skażenia DNA plazmidowym w zastrzykach COVID-19, pomimo dziewięciu badań przeprowadzonych przez znane na całym świecie zespoły badawcze – podkreślił Plothe.
Wszystkie zespoły doszły do wniosku, że takie skażenie to niedopuszczalne ryzyko dla trzech czwartych populacji świata. Dotychczas trzy zespoły wykazały integrację z komórkami ludzkimi. Nie ma obecnie badań na temat tego, w jakim stopniu wywołuje to podobne reakcje i w jakim stopniu. To dopiero należy zbadać.
„FDA od dawna ignoruje dowody”
McKernan powiedział, że FDA od dawna ignoruje dowody na niebezpieczeństwa stwarzane przez preparaty mRNA przeciwko COVID-19.
– Kryteria wycofania tych zastrzyków zostały ustalone na długo przed pierwszym odkryciem skażenia DNA – powiedział McKernan.
– Mam nadzieję, że dowody na bardzo zmienną produkcję będą podstawą do natychmiastowego wycofania klasy 1 przez FDA. Obecnie są zajęci przeprowadzaniem wycofań klasy 1 nieśmiercionośnych lakierów do włosów – ironizował.
Wycofanie klasy 1 obejmuje „sytuację, w której istnieje uzasadnione prawdopodobieństwo, że użycie lub narażenie na produkt naruszający przepisy spowoduje poważne negatywne skutki dla zdrowia lub śmierć”.
– FDA ma skomentować ustalenia w tym tygodniu. Jednak agencja nie wydała jeszcze publicznego ostrzeżenia, nie wycofała wadliwych partii ani nie wyjaśniła, w jaki sposób fiolki przekraczające normy bezpieczeństwa mogły trafić na rynek – skomentowała dr Demasi.
Plothe przypomniał, że Demasi przedstawiła FDA dowody na zanieczyszczenie DNA już we wrześniu 2024 r. Zapytała przy tym, czy agencja wszczęła dochodzenie lub zażądała dalszych testów preparatów mRNA przez ich producentów.
– Z tego wniosku nic nie wynikło – skwitował Plothe.
Jaki był prawdziwy motyw milczenia o niebezpieczeństwie?
– Ponieważ dziewięć badań wykazało to poważne zanieczyszczenie, a wielokrotne wnioski do rad regulacyjnych ds. zdrowia nie doprowadziły do żadnych konsekwencji, musimy zapytać o motyw – zaznaczył.
Dr Maryanne Demasi zaznaczyła, że istotnym jest, że wyniki badań pochodzą z placówki FDA i zostały opublikowane w recenzowanym czasopiśmie.
– Teraz, gdy zanieczyszczenie DNA szczepionek mRNA zostało zweryfikowane w laboratorium oficjalnej agencji i opublikowane w recenzowanym czasopiśmie, trudno je zignorować – skomentowała dr Demasi.
– Stawia to również producentów szczepionek i regulatorów w niepewnej sytuacji – zaznaczyła.
Bawełna od dekad stanowi jeden z fundamentów przemysłu odzieżowego. Od t-shirtów, przez bluzy, aż po ulubione dżinsy – to materiał, który znajduje zastosowanie niemal w każdej szafie.
Jednak Unia Europejska przygląda się mu z coraz większą rezerwą. Według planowanych przepisów już od 2030 roku bawełna może zostać wyłączona z produkcji i sprzedaży na terenie UE. Czy to oznacza definitywny koniec bawełnianych ubrań?
Dlaczego Unia Europejska chce wyeliminować bawełnę?
Zbyt duże zużycie wody i pestycydów
Bawełna, choć naturalna, stawia przed środowiskiem ogromne wyzwania. Szacuje się, że do wyprodukowania 1 kg tego surowca potrzeba aż 10 000 litrów wody. Dla porównania, uprawa lnu czy konopi jest znacznie mniej „wodochłonna”. Dodatkowo, by zapewnić wysoką wydajność, rolnicy stosują liczne chemikalia i pestycydy, które zanieczyszczają glebę i wody gruntowe. W efekcie regiony słynące z produkcji bawełny – jak Indie, Chiny czy Egipt – borykają się z degradacją środowiska.
Trudności z recyklingiem
W dobie rosnącej świadomości ekologicznej recykling jest jednym z priorytetów polityki UE. Unijne założenia zakładają, że do 2030 roku ponad połowa produkowanych materiałów ma być w pełni recyklingowalna. Bawełniane włókna są jednak na tyle krótkie i kruche, że trudno poddawać je ponownemu przetworzeniu. W rezultacie nie spełniają norm gospodarki cyrkularnej, co czyni je coraz mniej atrakcyjną opcją dla dużych marek.
Od 1 stycznia 2025 obowiązują nowe zasady wyrzucania ubrań! Poznaj szczegóły
Nowe regulacje – co kryje się w unijnych dyrektywach?
Unia Europejska przyjęła dwa kluczowe dokumenty, które mają diametralnie wpłynąć na produkcję i pozyskiwanie surowców:
Dyrektywa o należytej staranności w zakresie zrównoważonego rozwoju przedsiębiorstw (CSDDD)
Dyrektywa o raportowaniu zrównoważonego rozwoju przedsiębiorstw (CSRD)
Oba akty prawne zobowiązują firmy do szczegółowego raportowania pochodzenia materiałów i ich wpływu na środowisko. Jeżeli bawełna zostanie uznana za surowiec nieekologiczny, przedsiębiorstwa mogą zostać zmuszone do natychmiastowego wycofania jej z produkcji i obrotu.
Zakaz bawełny. Co oznacza dla marek odzieżowych?
Duże koncerny, takie jak H&M, Zara, Uniqlo czy Patagonia, już teraz intensywnie pracują nad alternatywami dla tradycyjnej bawełny. Widząc nadchodzące zmiany, testują materiały przyjaźniejsze środowisku oraz wdrażają strategie recyklingu na szeroką skalę. Dla mniejszych marek może to być duże wyzwanie – konieczność zainwestowania w nowe technologie i zmiana łańcucha dostaw mogą podwyższyć koszty produkcji.
Jakie alternatywy zastąpią tradycyjną bawełnę?
Bawełna organiczna
Bawełna pochodząca z upraw bez pestycydów i sztucznych nawozów bywa postrzegana jako bardziej ekologiczna. Jednak jej uprawa wciąż pochłania spore ilości wody, dlatego może okazać się jedynie rozwiązaniem przejściowym.
Materiały syntetyczne z recyklingu
Coraz popularniejsze stają się surowce pozyskiwane z przetworzonych butelek PET czy odpadów tekstylnych. Tkaniny z recyklingu potrafią być przetwarzane wielokrotnie, co wpisuje się w model gospodarki o obiegu zamkniętym. Jednocześnie rośnie zainteresowanie tzw. ekoskórą czy materiałami syntetycznymi nowej generacji, które szybko poddają się recyklingowi.
Len, konopie i bambus
Naturalne włókna roślinne, takie jak len czy konopie, zdobywają coraz większą popularność dzięki niskim wymaganiom wodnym i większej odporności na szkodniki. Bambus również zyskuje uznanie jako szybko odnawialny surowiec, chociaż jego obróbka bywa energochłonna.
Nowe technologie i tkaniny przyszłości
Wielu producentów eksperymentuje z biodegradowalnymi tkaninami, np. z alg czy grzybni (mycelium). Są to wciąż innowacyjne rozwiązania, jednak szybko zyskują poparcie ze strony inwestorów i konsumentów szukających trwałych, a jednocześnie ekologicznych zamienników.
Czy konsumenci są gotowi na wyższe ceny? – [bla-bla…]
Ja’akow Liwne Fot. print screen z YouTube/Kanał ZERO
Ambasador Izraela w Polsce, Ja’akow Liwne, grzmi po tym, jak na jednym z warszawskich upamiętnień Żydów prześladowanych w okupowanej Polsce przez Niemców pojawił się napis nawiązujący do ludobójstwa w Strefie Gazy. „Haniebny wandalizm” – ocenił izraelski dyplomata.
Chodzi o napisy, jakie pojawiły się na warszawskim Pomniku Umschlagplatz przy ul. Stawki. Monument znajduje się na terenie dawnego placu przeładunkowego. W latach 1942-1943 Niemcy wywieźli stąd do obozu w Treblince przeszło 300 tys. Żydów z warszawskiego getta.
Teraz na murze pojawił się napis „Warsaw 1943 = Gaza 2025”. To niezwykle oburzyło izraelskiego ambasadora.
„Haniebny wandalizm na warszawskim pomniku upamiętniającym 300 000 (!) Żydów deportowanych do Treblinki” – grzmiał Liwne.
„Polska ma szczególną odpowiedzialność za ochronę miejsc żydowskich i Holokaustu; pociągnijcie wandali do odpowiedzialności” – rozkazał Polakom.
Napis pojawił się na jednej ze ścian pomnika, na której znajduje się cytat z Księgi Hioba.„Ziemio nie kryj mojej krwi, iżby mój krzyk nie ustawał” – czytamy.
Z Maryją Królową Polski modlić się będziemy o Polskę wierną Bogu, Krzyżowi i Ewangelii, o wypełnienie Jasnogórskich Ślubów Narodu
BIŁGORAJ – w każdą drugą niedzielę miesiąca w kościele pod wezwaniem Wniebowzięcia Najświętszej Maryi Panny o godz. 18.00 Msza Święta za Ojczyznę i Pokutny Marsz Różańcowy!
===================================
WARSZAWA – zapraszamy na comiesięczny Pokutny Marsz Różańcowy, który już od 9 lat odbywa się w stolicy. Rozpoczynamy Mszą Świętą o godz. 8.00 w kościele św. Andrzeja Apostoła i św. Brata Alberta na pl. Teatralnym 20, po niej udajemy się ulicami Warszawy pod Sejm RP.
Zgodnie ze słowami Najświętszej Dziewicy Maryi (zawartych we wszystkich uznanych objawieniach) modlitwa na Różańcu Świętym jest ostatnim ratunkiem dla świata. To jest FAKT – władze tego świata, odrzucają Boga a na Jego miejsce intronizują zachcianki człowieka (lub w najlepszym wypadku sentymentalnie celebrują humanizm).
Trasa naszego comiesięcznego Pokutnego Marszu Różańcowego w Warszawie: Po drodze z placu Teatralnego idziemy ogarniając modlitwą Różańca Świętego ważne instytucje i ministerstwa położone przy Krakowskim Przedmieściu, modlimy się za Prezydenta RP pod jego siedzibą, skręcamy w ul. Świętokrzyską by modlić się pod Ministerstwem Finansów, później przy pl. Powstańców Warszawskich 7 dochodzimy do budynku TVP, gdzie mieszczą się główne studia informacyjne telewizji publicznej (przez dziesięciolecia komunizmu i liberalizmu siejących nienawiść oraz kłamstwa). Modlić się będziemy o konieczne zmiany w mediach i nawrócenie środowisk dziennikarskich. Kierujemy się później w stronę placu Trzech Krzyży i na ul. Wiejską aby ogarnąć modlitwą władze ustawodawcze naszego Kraju. Zakończenie Pokutnego Marszu Różańcowego będzie pod Sejmem i Senatem RP (wcześniej podejdziemy pod ambasadę Kanady, gdzie Panu Bogu i Jego Matce zawierzać będziemy Mary Wagner, która toczy samotny bój o przestrzeganie prawa Bożego w Kanadzie).
Będziemy się modlić o ustanie kłamliwych ataków na nasz Kościół i Ojczyznę, o nawrócenie nieprzyjaciół i pojednanie ludzi, narodów i państw na fundamencie prawdy, aby wobec ofiar zbrodni i ludobójstwa nastąpiło sprawiedliwe zadośćuczynienie za zło jakiego doświadczyli od prześladowców. Będziemy modlić się także o to by dla wszystkich narodów, dawniej i dziś zamieszkujących ziemie Rzeczypospolitej i Europę Środkowo Wschodnią, Jezus Chrystus był j e d y n ą Drogą, Prawdą i Życiem, o to też by na ziemiach nasączonych krwią ofiarną poprzednich pokoleń umocniona została święta wiara katolicka, poza którą nie ma zbawienia, by porzucone zostały błędne wyznania i religie wiodące na bezdroża nienawiści
Caravaggio: Madonna z Dzieciątkiem kruszy łeb węża
Plemię żmijowe w polińskich mediach znów syczy. „Chińskie władze medyczne alarmują! (Polsat News) Odnotowano gwałtowny wzrost zakażeń metapneumowirusem (hMPV), który jest szczególnie widoczny wśród dzieci poniżej 14. roku życia oraz mieszkańców północnych Chin (…) Pojawiły się doniesienia o przeciążonych szpitalach, a umieszczane w mediach społecznościowych nagrania pokazują sceny przypominające początek pandemii COVID-19”. https://www.polsatnews.pl/wiadomosc/2025-01-05/gwaltowny-wzrost-zakazen-wirusem-hmpv-w-chinach-sceny-niczym-z-pandemii/
Z kolei jakaś panienka na portalu medycznym Medonet zamartwia się, że: „w mediach pojawiają się niepokojące doniesienia o innym wirusie, o tajemniczej nazwie hMPV. Szpitale i krematoria w Chinach są przeciążone, a sam patogen wzbudza ogromny strach”. Zakażeniom w obecnym sezonie jesienno-zimowym rzeczywiście towarzyszą straszliwe objawy: podwyższona temperatura, kaszel, chrypka, zaczerwienienie gardła… Aż skóra cierpnie z przerażenia, zwłaszcza po tych “przeciążonych krematoriach”. https://www.medonet.pl/choroby-od-a-do-z/choroby-zakazne,chiny-zagrozone-kolejna-pandemia–oto-co-wiadomo-o-tajemniczym-wirusie-hmpv,artykul,34873603.html
===========================
A co mówi Polak mieszkający w Chinach ? Pofatygował się nawet, by dziś o poranku 7 stycznia 2025 r. odwiedzić w swej miejscowości Shenzen (centrum chińskiej elektroniki; 13 milionów mieszkańców) Emergency Unit (Izbę Przyjęć). Rzeczywiście, zastraszający wzrost zachorowań! Pusty podjazd szpitala. Personelu medycznego w kombinezonach i maseczkach ani na lekarstwo. Nikogo w biegu nie wiozą na noszach. Karetki pogotowia spokojnie stoją na parkingach. I aż całe dwie osoby siedzą w wielkiej pustej poczekalni!https://www.youtube.com/watch?v=gN7kzHUdda0
Tak ścierwomedia krajowe robią nam wodę z mózgu i wypełniają zamówienie deep state na kolejną „śmiertelną pandemię”.
Jak mawiał pewien przedwojenny Jid polski: „Kto gupi, ten kupi”.
W wywiadzie dla Radia Zet, Minister Edukacji Barbara Nowacka przyznała, że do MEN wpłynęły tysiące protestów przeciwko wprowadzeniu „Edukacji Zdrowotnej” i MEN rozważa, aby przedmiot – wbrew wcześniejszym deklaracjom – jednak nie był obowiązkowy.
To radykalna zmiana! Minister Nowacka do tej pory wydawała się nieugięta, ale jak widać nasz oraz inne protesty przynoszą efekty! Trzeba je kontynuować, do skutku.
Dlatego kontynuujemy zbiórkę podpisów pod apelem „Nie dla deprawacji seksualnej”. Są już nas blisko 92 tysiące osób. Niech będzie ponad 100 tysięcy!
Finalna decyzja Ministerstwa Edukacji odnośnie obligatoryjności „Edukacji Zdrowotnej” na pewno w dużej mierze zależy od skali dalszych protestów i kalkulacji wyborczych. Jeśli protesty będą odpowiednio silnym, to MEN może uznać, że w roku wyborczym jednak nie opłaca się iść na wojnę z rodzicami.
Bardzo prosimy jednocześnie o podejmowanie rozmów w swoim otoczeniu i uświadamianie rodziny i znajomych o zagrożeniu. W skutek medialnej propagandy ciągle mnóstwo osób nie jest go świadoma. Minister Nowacka jednocześnie niestety nie wykorzystała okazji, aby podjąć merytoryczną debatę z protestującymi. Zamiast tego kolejny raz próbowała wmawiać, że nie chcemy by dzieci uczyły się jak walczyć ze złym dotykiem. Minister skrzętnie milczy na temat istoty protestów – protestujemy ponieważ planowana edukacja seksualna w ramach „Edukacji Zdrowotnej” ma opierać się na radykalnie odmiennej wizji seksualności od tej, w której tysiące rodziców chcą wychować swoje dzieci ( m.in. odrywanie seksualności od kontekstu małżeństwa, rodziny i trwałej miłości ; rezygnacja z mówienia o szkodliwości przedwczesnej inicjacji seksualnej).
Do tego, aby uczyć dzieci walczyć ze złym dotykiem naprawdę nie potrzeba forsować taką wizję seksualności, jak w „Edukacji Zdrowotnej”. Zapisy dotyczące szkodliwości pornografii czy umiejętności obrony przed wykorzystaniem seksualnym sformułowane były także w podstawie programowej WDŻ. Nic nie stało na przeszkodzie, aby je rozbudować. Można było też wprowadzić nowy przedmiot, ale zachowując podejście do seksualności zapisane w podstawie WDŻ.
Imigranci na łodzi. Zdjęcie ilustracyjne. Foto: PAP/EPA
Z danych rządu Zjednoczonego Królestwa wynika, że imigranci są 3,5 razy częściej aresztowani za przestępstwa seksualne, niż obywatele brytyjscy. Należy przy tym podkreślić, że wśród „obywateli brytyjskich” zapewne są także dzieci czy wnuki imigrantów.
Nowe dane opublikowane przez władze w Londynie wskazują, że obcokrajowcy są ogólnie dwukrotnie częściej aresztowani za przestępstwa w stosunku do obywateli brytyjskich. Z kolei w przypadku aresztowań za przestępstwa seksualne imigranci są aresztowani aż 3,5 razy częściej, niż obywatele Zjednoczonego Królestwa.
Dane zostały opracowane przez Centrum Kontroli Migracji na podstawie danych z policji, brytyjskiego MSW oraz Urzędu Statystyk Narodowych (ONS).
„Obcokrajowcy byli 3,5 razy bardziej narażeni na aresztowanie za przestępstwa seksualne niż podejrzani brytyjscy, w oparciu o wskaźnik prawie 165 aresztowań na 100 000 populacji migrantów w porównaniu z 48 na 100 000 Brytyjczyków” – podał „Telegraph”.
26,1 proc. aresztowań za przestępstwa seksualne w pierwszych 10 miesiącach ubiegłego roku stanowili imigranci. Stanowią oni około 9 procent populacji. W przypadku wszystkich przestępstw obcokrajowcy stanowili 16,1 proc. całkowitej liczby aresztowań. To dwa razy więcej niż obywatele brytyjscy.
Należy podkreślić, że w danych brytyjskich pod pojęciem „imigrant” czy „obcokrajowiec” rozumie się osobę nie posiadającą obywatelstwa. Z kolei dzieci czy wnuki imigrantów, niejednokrotnie kultywujące obyczaje z kraju pochodzenia, są w znacznej mierze określani „obywatelami” czy też „Brytyjczykami”.
W niektórych regionach Zjednoczonego Królestwa wskaźniki przestępstw imigrantów są znacznie wyższe. W Londynie aż 66,9 proc. aresztowań za przestępstwa seksualne dotyczyło obcokrajowców. W Derbyshire z kolei 44,8 proc. podejrzanych o przestępstwa seksualne to imigranci.
Wśród 48 narodowości o wyższym wskaźniku aresztowań niż obywatele brytyjscy, na czoło wysuwają się Albańczycy, Afgańczycy, Irakijczycy, Algierczycy i Somalijczycy.
„Liczby te prawdopodobnie byłyby znacznie wyższe i bardziej niepokojące, gdyby wziąć pod uwagę osoby z pochodzeniem migracyjnym” – zaznacza portal „ZeroHedge”.
Dane opublikowano w efekcie skandalu w sprawie tuszowania islamskich gangów zajmujących się gwałtami w Wielkiej Brytanii. Rząd Partii Pracy odmówił zatwierdzenia nowego dochodzenia, a problem ten był wielokrotnie podkreślany przez Elona Muska.
Portal wskazuje również, że „ponad połowa przestępstw w Niemczech jest popełniana przez migrantów”.
“Dla wielu osób Covid to przeszłość – nie chcą już o tym rozmawiać, ale my wciąż z tym żyjemy. Straciliśmy bliskich, jesteśmy niepełnosprawni, zdiagnozowano u nas raka, ale nikt nie traktuje poważnie naszych bolesnych doświadczeń” – cytuje poszkodowanych Daily Mail w obszernym artykule dotyczącym tysięcy osób, których zdrowie zostało zrujnowane po przyjęciu szczepionek na Covid-19.
Agencja Regulacyjna ds. Leków i Produktów Opieki Zdrowotnej (MHRA) nadal twierdzi, że szczepienie “jest najskuteczniejszym sposobem na zmniejszenie liczby zgonów i ciężkich chorób wywołanych przez Covid, a korzyści płynące z przyjmowania szczepionek przeciwko Covid znacznie przewyższają skutki uboczne, ponieważ zapobiegają one rozprzestrzenianiu się choroby i ograniczają poważne powikłania.” Jednak coraz więcej osób informuje o poważnych skutkach ubocznych, łącząc szczepionki z poważnymi problemami, takimi jak rak krwi, miastenia i zaburzenia serca – pisze Mail
Daily Mail przytacza konkretne przykłady osób poszkodowanych. 38-letnia Jennifer doznała zakrzepu krwi w płucu, a następnie zdiagnozowano u niej chłoniaka skórnego T-komórkowego, formę raka krwi.
Sprawny i zdrowy Neil Miller, lat 50, zasłabł i zmarł wkrótce po otrzymaniu pierwszej dawki szczepionki w marcu 2021 roku. Przyczyny jego śmierci zostały oficjalnie zarejestrowane jako choroba niedokrwienna serca i reumatoidalne zapalenie stawów – ale po trwającym rok dochodzeniu skorygowano je na wywołaną szczepionką małopłytkowość immunologiczną i zakrzepicę.
Osoby poszkodowane mogą ubiegać się o odszkodowanie w ramach Vaccine Damage Payment Scheme (VDPS), programu, który oferuje jednorazową, wolną od podatku wypłatę w wysokości 120 000 funtów osobom, które zostały ciężko niepełnosprawne w wyniku szczepienia. Aby zakwalifikować się do wypłaty, stopień niepełnosprawności musi wynosić co najmniej 60%. Dane uzyskane na podstawie ustawy o dostępie do informacji publicznej pod koniec listopada ubiegłego roku wykazały, że do tego czasu przyznano w Wielkiej Brytanii 188 rekompensat w łącznej kwocie 22,56 miliona funtów (dla porównania – raport National Audit Office, brytyjskiego odpowiednika naszego NIK pokazuje, że na koniec października 2022 r. całkowity koszt zakupu oraz dystrybucji to około 9,8 mld funtów). Prawie wszystkie z rekompensat VDPS były związane ze szczepionką AstraZeneca Vaxrevia, niegdyś okrzykniętą „triumfem brytyjskiej nauki”, która jednak wywołała powikłanie krzepnięcia krwi, pominięte w badaniach klinicznych. Szczepionka, opracowana we współpracy z Uniwersytetem Oksfordzkim, nie może być już stosowana w Unii Europejskiej po tym, jak AstraZeneca dobrowolnie wycofała swoje „pozwolenie na dopuszczenie do obrotu” w maju 2024, przyznając, że jej szczepionka może powodować zakrzepicę z zespołem małopłytkowości (TTS), znanym również jako VITT.
Najnowsze dane pokazują, że z 16 824 oficjalnie złożonych do tej pory roszczeń do VDPS, 8 018 wciąż czeka na rozstrzygnięcie a zdecydowana większość pozostałych została odrzucona, ponieważ ofiary nie były w stanie udowodnić, że ich obrażenia zostały spowodowane przez szczepionkę, lub ponieważ ich obrażenia nie spełniały 60-procentowego progu ciężkiej niepełnosprawności, który obejmuje urazy takie jak utrata kończyny, zmysłu wzroku lub całkowity paraliż. Program wypłat odszkodowań za szkody wyrządzone przez szczepionki nie zmienił się od lat 70-tych – jest to jednorazowa wypłata w wysokości do 120 000 funtów. Ale jeśli ktoś zostanie uznany za niepełnosprawnego w 59 procentach nie dostanie nic. Wiele osób poddaje się, nie mają energii ani siły, by starać się walczyć o odszkodowania, wielu przebywa na stałe w szpitalach.
Ciekawym przykładem zrujnowanego zdrowia i kariery zawodowej wynikającej z wiary w zalecenia „ekspertów”, którzy przekonywali o całkowitym bezpieczeństwie szczepionek, i dopuszczali – wręcz zalecali – szczepienia różnymi szczepionkami, jest opisany przypadek kobiety, która otrzymała pierwszą szczepionkę AstraZeneca w marcu 2021 r., a drugą cztery miesiące później. Natychmiast po drugiej dawce zaczęła odczuwać mrowienie i drętwienie nóg, a także problemy żołądkowe i wysypki, później lekarze zdiagnozowali zakrzep krwi w płucach. Pani Furno, wtedy 34 letnia zdrowa i sprawna kobieta, była zapewniana przez lekarzy, że jej problemy to zbieg okoliczności nie mający związku ze szczepieniem. W listopadzie tego samego roku otrzymała dawkę przypominającą – tym razem szczepionkę Moderna i w tym samym miesiącu rozwinęła się u niej zatorowość płucna w lewym płucu, a także poważne wysypki na całym ciele. Lekarz rodzinny powiedział, że to „nadaktywna odpowiedź immunologiczna”. Została skierowana do reumatologa, ponieważ cierpiała także na obrzęk kolan, stawów, ramion i szyi. Seria badań krwi i biopsja skóry wykazały cechy zapalenia naczyń, grupy zaburzeń, które powodują stan zapalny i mogą niszczyć naczynia krwionośne. Otrzymała leki immunosupresyjne, ale wysypka skórna stawała się coraz gorsza. W grudniu 2022 r., po zdiagnozowaniu u niej zapalenia naczyń krwionośnych, jeden z leczących ją reumatologów zauważył, że istnieje związek czasowy między wystąpieniem jej objawów a pierwszą dawką szczepionki COVID-19 i postanowił zgłosić to do systemu raportowania NOPów (Yellow Card). Ostatecznie przeprowadzona biopsja skóry wykazała, że Pani Furno ma agresywną formę chłoniaka skórnego a szczepionka jest prawdopodobnie tego przyczyną. Na początku 2024 roku znaleziono anonimowego dawcę szpiku kostnego w Belgii i dokonano przeszczepu. Pani Furno złożyła wniosek o odszkodowanie w ramach programu Vaccine Damage Payment Scheme 18 miesięcy temu, ale jest wątpliwe, żeby otrzymała pozytywną decyzję, tak jak tysiące innych poszkodowanych.
Tymczasem producent szczepionki oraz przedstawiciele rządu brną w dotychczasową narrację…
Rzecznik AstraZeneca powiedział: „Bezpieczeństwo pacjentów jest naszym najwyższym priorytetem. Na podstawie dowodów uzyskanych w badaniach klinicznych i rzeczywistych danych, szczepionka Oxford-AstraZeneca stale wykazuje akceptowalny profil bezpieczeństwa, a organy regulacyjne na całym świecie konsekwentnie stwierdzają, że korzyści ze szczepień przewyższają ryzyko niezwykle rzadkich potencjalnych skutków ubocznych. Jesteśmy niezwykle dumni z roli, jaką Vaxzevria odegrała w zakończeniu globalnej pandemii. Według niezależnych szacunków, tylko w pierwszym roku stosowania uratowano ponad 6,5 miliona istnień ludzkich i dostarczono ponad 3 miliardy dawek na całym świecie. Nasze wysiłki zostały docenione przez rządy na całym świecie i są powszechnie uważane za kluczowy element zakończenia globalnej pandemii”.
Rzecznik Departamentu Zdrowia i Opieki Społecznej wyraził najgłębsze współczucie dla wszystkich poszkodowanych: “Sekretarz ds. zdrowia i opieki społecznej spotkał się z rodzinami osób, które doznały uszczerbku na zdrowiu w wyniku szczepień przeciwko Covid-19 i które mają obawy związane z programem płatności za szkody wyrządzone przez szczepionki, i łaskawie zgodził się, że rząd postara się przyjrzeć poszkodowanym, obawiającym się, że nie otrzymają rekompensaty.”
Rzecznik Agencji Regulacyjnej ds. Leków i Produktów Opieki Zdrowotnej powiedział: „Ponad 90 procent osób w wieku 12 lat i starszych w Wielkiej Brytanii otrzymało szczepionkę przeciwko Covid-19. Szczepionki są najlepszym sposobem ochrony ludzi przed COVID-19 i uratowały już miliony istnień ludzkich. W ramach naszego ciągłego rygorystycznego monitorowania bezpieczeństwa szczepionek Covid-19, uważnie analizujemy raporty Żółtej Karty przesłane nam w Wielkiej Brytanii wraz z danymi dotyczącymi bezpieczeństwa z innych źródeł z Wielkiej Brytanii i z zagranicy. Ściśle współpracujemy również z naszymi brytyjskimi partnerami w zakresie zdrowia publicznego w celu oceny danych dotyczących bezpieczeństwa i skuteczności szczepionek Covid-19. Podobnie jak w przypadku wszystkich szczepionek i leków, bezpieczeństwo szczepionek Covid-19 jest stale monitorowane i nadal analizujemy pojawiające się informacje”.
W czerwcu 2022 rząd brytyjski podpisał z firmą Moderna umowę na budowę fabryki szczepionek mRNA, która ma na celu wzmocnienie krajowej produkcji innowacyjnych preparatów mRNA, a także poprawę zdolności Wielkiej Brytanii do szybkiej reakcji na przyszłe pandemie. W ramach partnerstwa powstanie Centrum Innowacji i Technologii, które będzie w stanie wyprodukować do 250 milionów szczepionek rocznie w przypadku pandemii. Umowa jest również ważnym bodźcem dla brytyjskich badań zdrowotnych i sprawi, że Brytyjska Agencja Bezpieczeństwa Zdrowia (UKHSA) będzie współpracować z firmą Moderna w celu zapewnienia wczesnego opracowania szczepionki, wspierając misję G7, aby przejść od wariantu do szczepionki w 100 dni.
Dane z badań naukowych nie pozostawiają wątpliwości. Homoseksualiści wykazują szereg niestandardowych zachowań seksualnych, które wydają się być początkiem równi pochyłej. Wiele wskazuje, że mogą być po prostu uzależnieni od seksu i bardzo silnych doznań w tym obszarze. W dzisiejszym zestawieniu artykułów z portalu Fundacji Życie i Rodzina znajdzie Pan informacje, które dają do ręki konkretne argumenty. Sprzeciw wobec aborcji i LGBT – jak wobec każdego zła – jest zdrowym odruchem każdego człowieka dobrej woli. Jednak warto dowiadywać się coraz więcej, by móc bronić Prawdy, Dobra i Piękna, również biorąc pod uwagę argumenty zdroworozsądkowe.
Zapraszamy do lektury.
+18 Uzależnienie od seksu wśród homoseksualistów
UWAGA: TREŚCI +18! Środowisko homoseksualistów cechuje się rozwiązłością seksualną. Wielu partnerów, seks bez zabezpieczeń, bez informowania partnera o zarażeniu wirusem HIV. Do tego poszukiwanie coraz mocniejszych i coraz bardziej oryginalnych doznań. Czy geje mają swoją „kulturę”, czy to po prostu uzależnienie od seksu?Czytaj dalej >
Transseksualista gwałcił dziewczynki w szkole
Transseksualista gwałcił dziewczynki w szkole, do której uczęszczał. Sprawa miała miejsce w roku 2021 w dystrykcie Loudoun w stanie Virginia w USA. Gdy nastolatek został przeniesiony, sytuacja się powtórzyła. Ponieważ nosił spódnice i udawał dziewczynę, mógł chodzić za koleżankami wszędzie, także do toalet i przebieralni. Po tym, jak sprawa wyszła na jaw, lobby LGBT oskarżyło nie sprawcę gwałtów, ale ojca jednej z ofiar, który domagał się ochrony dzieci.Czytaj dalej >
Kolejny gej-pedofil. Aktor z serialu Netflixa
22-letni Amerykanin Jerry Harris był nazywany przez amerykańskie media ikoną gejów. Zdobył sobie popularność wśród młodzieży dzięki serialowi Netflixa „Cheer”, który uzyskał w sumie 28 nagród Emmy. Ujawnił publicznie, że jest homoseksualistą, co spotkało się z uznaniem środowiska LGBT w Ameryce i na świecie. Szybko okazało się, że jest sprawcą przestępstw seksualnych na nieletnich. Gej-pedofil 2022 roku usłyszał wyrok 12 lat więzienia federalnego.Czytaj dalej >
+18 Pedofil napisał program „edukacji” seksualnej
Benjamin Levin był wiceministrem edukacji w Kanadzie w rządzie premier Kathlyn Wynne, zadeklarowanej lesbijki. Napisał program edukacji seksualnej dla szkół, który stał się podstawą dla nowego przedmiotu w prowincji Ontario w 2010 roku. Tymczasem Levin okazał się pedofilem. Posiadał i produkował pornografię dziecięcą, a w Internecie doradzał ludziom, jak rozbudzać seksualnie dzieci. Na jednym z forów w sieci doradził kobiecie, aby zgwałciła własną córkę.Czytaj dalej >
Szpital Bielański – rozmowa o aborcji, ale nie o dzieciach
W “Gazecie Wyborczej” ukazał się wywiad z dr. Filipem Dąbrowskim, ordynatorem Oddziału Położnictwa i Ginekologii w Szpitalu Bielańskim. Ten szpital to oczko w głowie aborterów. Dąbrowski chwali się oficjalnymi danymi Ministerstwa Zdrowia. Według nich odpowiada za 20 procent aborcji wykonywanych w całej Polsce.Czytaj dalej >
Aborterzy dostarczają ciała dzieci do eksperymentów
Planned Parenthood dostarcza uniwersytetom narządy abortowanych dzieci. Ciała wykorzystywane są w różnoraki sposób. Naukowcy z Uniwersytetu w Pittsburghu opublikowali eksperymenty, w którym szczurom przyczepiali skórę głowy zabitych maluchów. W ten zbrodniczy sposób badano ludzki układ odpornościowy.Czytaj dalej >
Policjanci i była radna zastraszają koordynatorkę Fundacji
To bulwersująca sprawa. W Częstochowie zastraszają koordynatorkę terenową Fundacji. Małgorzata organizuje Publiczne Różańce o zatrzymanie aborcji, pikiety i kontry do parad LGBT. W październiku wraz z innymi obrońcami życia i rodziny przeprowadziła akcję informacyjną pod szkołą, w której miał miejsce tzw. tęczowy piątek. Zbiera wokół siebie ludzi zaangażowanych w ratowanie życia dzieci i koordynuje ich działania. W ostatnim czasie jest ofiarą prześladowań ze strony organów ścigania. Przy okazji ujawnił się układ pomiędzy byłą radną Rady Miasta Częstochowa a policjantami z komendy przy ul. Popiełuszki w tym mieście.Czytaj dalej >
Szanowny Panie, poniżej znajduje się link do petycji przeciw edukacji zdrowotnej. Wciąż zbieramy podpisy, aby zahamować szkodliwe treści w szkołach. A jeśli już podpisał Pan petycję, prosimy wysłać ją do innych, aby też wsparli protest.
NIE dla edukacji „zdrowotnej” w szkołach!
Nauka masturbacji od IV klasy szkoły podstawowej, zgoda na seks, dbanie o zadowolenie seksualne partnera, antykoncepcja od VII klasy szkoły podstawowej, aborcja, propaganda koncernów farmaceutycznych, podważanie autorytetu rodziców, oduczanie myślenia krytycznego, dewiacje seksualne jako norma w sferze płciowej, brak moralności w działaniu o charakterze seksualnym, przymusowe molestowanie treściami erotycznymi.Czytaj dalej >
Czy podoba się Panu to, co robimy? Jeśli tak, to zapraszamy do korzystania z tekstów na portalu www.RatujZycie.pl i do śledzenia na bieżąco zamieszczanych tam treści.
Prosimy także o wsparcie modlitewne i finansowe. Działalność w obronie życia i rodziny jest silnie zwalczana. Pańska pomoc pozwala nam docierać do ludzi z wiadomościami i aktywnie stawiać czoła złu.
NUMER RACHUNKU BANKOWEGO: 47 1160 2202 0000 0004 7838 2230 NAZWA ODBIORCY: FUNDACJA ŻYCIE I RODZINA TYTUŁEM: DAROWIZNA NA CELE STATUTOWE DLA PRZELEWÓW Z ZAGRANICY: IBAN:PL 47 1160 2202 0000 0004 7838 2230 KOD SWIFT: BIGBPLPW
MOŻNA TEŻ SKORZYSTAĆ Z SYSTEMÓW DO SZYBKICH PRZELEWÓW, BLIKA LUB PŁATNOŚCI KARTAMI POD LINKIEM:
Łukasz Warzecha: Wszyscy finansujemy Owsiakową hucpę
(fot. Mikolaj Kamienski / Forum)
Jeden z obserwujących mnie na X, czytając, że krytycznie piszę o imprezie pana Jerzego Owsiaka od 18 lat (pierwsze teksty, jakie mogę odnaleźć w swoim archiwum, powstały w 2007 r. w Salonie24, aczkolwiek zdaje mi się, że nie były to moje pierwsze krytyczne teksty na ten temat w ogóle, możliwe zatem, że to nie 18 lat, ale jakieś dwie dekady), napisał, że muszę się mylić, skoro WOŚP przez tyle lat nie zajęła się prokuratura. W tym przez osiem lat rządów PiS.
Ów komentujący najwyraźniej nie wie, że nigdy nie zajmowałem się sprawami rozliczeń czy dochodów fundacji pana Owsiaka od strony ich legalności. Robił to natomiast wielokrotnie pan Piotr Wielgucki. Ja natomiast demaskowałem polityczną rolę pana Owsiaka – rolę sojusznika głównie lewicowego, a bardziej ogólnie – mainstreamowego establishmentu, którego cała działalność dobroczynna była traktowana jako fundament rzekomego autorytetu tego pana, z wysokości którego w razie dużej potrzeby mógł razić maluczkich.
Tak jak to było choćby wówczas, gdy na konferencji prasowej ogłaszał, że może „dać z baśki” (w typowym dla siebie, knajackim, wulgarnym stylu) tym, którzy będą podważali czystość życiorysu pana prezydenta Wałęsy. A zdarzyło się to zaraz po wydaniu słynnej książki panów Cenckiewicza i Gontarczyka, której ustaleń dzisiaj nikt już nie kwestionuje.
Zresztą sympatie i poglądy pana Owsiaka są akurat przykładem stuprocentowej spójności ze środowiskiem, z którego osoba ta się wywodzi – a nie zawsze tak przecież bywa.
Jeśli zahaczałem o sprawy finansowe, to pisałem i mówiłem o absurdzie, tkwiącym w samym sposobie finansowania akcji. Ten absurd warto dzisiaj przypomnieć, dodając do niego kilka liczb, ponieważ w sytuacji wsparcia, jakiego Fundacji WOŚP zaczynają udzielać państwowe giganty, przede wszystkim Orlen i PZU, sprawa staje jeszcze bardziej bulwersująca.
Zacznijmy jednak od wielokrotnie pojawiającego się skrajnie demagogicznego argumentu wyznawców Owsiakowej sekty: jeśli nie podoba ci się WOŚP, to noś karteczkę, żeby cię w razie czego nie leczyć kupionych przez nich sprzętem. Ten „argument” jest z gruntu absurdalny: jeśli sprzęt znajduje się w palcówkach publicznej służby zdrowia, to nie ma kompletnie znaczenia, kto go kupił. Skorzystanie z niego należy się każdemu ubezpieczonemu w ramach NFZ.
Jednak nawet gdyby przez moment przyjąć rozumowanie fanatyków pana Owsiaka, to i tak rzecz się nie klei. Przecież od lat na WOŚP płacimy wszyscy, chcemy czy nie. Na tym właśnie polega absurd. Spójrzmy na zestawienie kosztów organizacji finałów Orkiestry od 2014 r. (takie dane można znaleźć na portalu zbiórek publicznych).
Podaję w milionach złotych najpierw ogólny koszt, następnie koszt reklamy (część kosztu ogólnego):
Już na pierwszy rzut oka widać radykalny wzrost kosztów organizacji finałów, dalece i wielokrotnie przekraczający skumulowaną inflację w tym okresie. Gdyby ją uwzględnić w relacji do 2014 r., ostatni rozliczony finał powinien kosztować ok. 3,2 mln zł, a na pewno nie 14 mln! To wzrost o ponad 580 procent! Zwracają także uwagę rosnące budżety reklamowe. W 2020 r. budżet reklamowy stanowił wyraźnie ponad połowę kosztów całej imprezy.
Ale przecież to, z czego rozlicza się WOŚP, to jedynie koszt ponoszony bezpośrednio przez samą fundację. Koszt faktyczny, którego nikt nigdy nie policzył – również z powodu obstrukcji instytucji, biorących w tej hucpie udział – jest wielokrotnie większy. I to prawdopodobnie o rząd wielkości. To koszt czasu antenowego w publicznej telewizji (z wyłączeniem czasów PiS), koszt ochrony imprez WOŚP przez policję i inne służby, olbrzymie, a rozproszone koszty samorządów, które często opłacają stronę organizacyjną lokalnych finałów WOŚP, koszt różnego rodzaju aukcji z udziałem państwa.
Wygląda to więc tak, że polskie państwo od lat dokłada ogromne pieniądze do imprezy, która następnie zbiera pieniądze, żeby część z nich zwrócić w postaci sprzętu dla służby zdrowia, wartego promile państwowych nakładów na tęże służbę zdrowia. Logiki w tym nie ma najmniejszej i nie da się tego wytłumaczyć inaczej niż tylko zapotrzebowaniem na propagandę. To jest jedyny sens Owsiakowej imprezy – właśnie propaganda (do tej zaliczam również manipulację społecznymi emocjami, w tym tworzenie mechanizmu łatwego zaspokojenia potrzeby poczucia się lepszym, po to, aby można było z wyżyn swojej wyimaginowanej szlachetności pouczać innych).
Już pokazany wyżej mechanizm pokazuje, że każdy z nas mimowolnie do WOŚP się dokłada – chce czy nie. Wszyscy przecież płacimy choćby lokalne podatki. Ale to nie koniec, ponieważ jest jeszcze kwestia wpłat instytucjonalnych, czego jaskrawym przykładem są obecne umowy z Orlenem i PZU (które ma się stać oficjalnym ubezpieczycielem finałów WOŚP – w ten sposób do imprezy dołożą się wszyscy klienci ubezpieczyciela).
WOŚP chętnie podaje ogólną kwotę ze zbiórki, ale nie rozbija jej na to, co udało się zebrać na ulicy i to, co pochodzi od sponsorów instytucjonalnych. Ci zaś kierują się całkiem inną logiką – sponsoring ze strony instytucji to piar oparty na owczym pędzie. WOŚP wspiera się tak samo jak „równouprawnienie” i inne postępackie brednie.
Fundacja raportuje jedynie, ile pieniędzy pochodzi ze zbiórki ulicznej, a ile z innych źródeł (m.in. wpłaty na konto, sprzedaż cegiełek, licytacje, zbiórka przez kanały elektroniczne, wpłaty za pomocą kart). Spójrzmy na dane od 2014 r. Najpierw podaję sumę zbiórki ulicznej, potem sumę „dodatkową” – obie w milionach złotych:
Nawet jeśli odłożymy na bok lata 2020-21 – mieliśmy wówczas restrykcje covidowe – to i tak widać, że ta druga wielkość stanowi w ostatnim czasie znacznie większy procent w relacji do zbiórki ulicznej niż jeszcze 11 lat temu. W 2014 r. było to nieco ponad 33 proc., w 2023 aż 78,5 proc. Można to oczywiście częściowo złożyć na karb mniejszej popularności gotówki.
Problem w tym, że nie dostajemy nigdzie wyszczególnienia, jaka część pieniędzy pochodzi od darczyńców indywidualnych, a jaka – od firm, w tym w szczególności od firm z dominującym udziałem skarbu państwa. A to jest bardzo ważna informacja.
Jak wiadomo, Orlen ma przekazywać określoną część wpływów za każdą kupioną na stacji kawę. To daje przynajmniej możliwość uniknięcia dołożenia się do imprezy bardziej świadomym kupującym. Ale co z niekoniecznie państwowymi firmami, które dokładają się do WOŚP? Użytkownicy kart Master sponsorują od lat pana Owsiaka, czy im się to podoba czy nie. Podobnie klienci niektórych banków i sieci komórkowych. Wychodzi zatem na to, że Owsiakową hucpę składamy się niemal wszyscy – może ułamkami złotówki, ale jednak. I nikt nie pyta nas o zdanie.
„Rażąca korupcja papieża Franciszka i amerykańskich kardynałów jest w pełni widoczna po mianowaniu klona McCarricka do tej samej archidiecezji, w której jego zło panowało dwadzieścia lat temu”, pisze biskup Joseph Strickland na x.com (6 stycznia):
„My wszyscy, którzy kochamy Jezusa Chrystusa i Jego Kościół, musimy wystąpić przeciwko tym wilkom hierarchii”.
„Nie możemy milczeć w obliczu tej rażącej korupcji”.
Cytując św. Jana Chrzciciela, biskup Strickland woła do „roju żmij w Watykanie”: „Nawracajcie się i wierzcie w Ewangelię”.
„Walka o praworządność” w Polsce, rozpoczęta w marcu 2017 roku z inicjatywy Naszej Złotej Pani, czyli niemieckiej kanclerzycy Angeli Merkel, najwyraźniej weszła w nową fazę.
Ale incipiam. Otóż gdy w roku 2015 Polska przeszła spod kurateli niemieckiej pod kuratelę amerykańską, w związku z czym trzej kelnerzy zawiązali spisek, w następstwie którego nastąpiła podmianka na pozycji lidera sceny politycznej naszego bantustanu: Volksdeutsche Partei, będąca ekspozyturą Stronnictwa Pruskiego, została zastąpiona przez PiS, będące ekspozyturą Stronnictwa Amerykańsko-Żydowskiego – Niemcy ani myśleli pogodzić się z utratą wpływów w naszym bantustanie.
I chociaż rząd Beaty Szydło nie zdążył jeszcze nic zrobić, ani nawet nic powiedzieć – Komisja Europejska, na czele której stały dwa niemieckie owczarki: Jan Klaudiusz Juncker i Franciszek Timmermans, wszczęła wobec Polski procedurę sprawdzania stanu demokracji. Zaraz tedy stare kiejkuty w służbie niemieckiej nakazały swoim konfidentom założenie Komitetu Obrony Demokracji, który urządzał rozmaite incydenty. Kulminacyjnym momentem walki o demokrację był „ciamajdan”, zorganizowany w Sejmie 16 grudnia 2016 roku. Jak wiadomo, za sprawą wysłannika prezydenta-elekta Donalda Trumpa, Rudofa Gulianiego do Warszawy, „ciamajdan” spalił na panewce.
W związku z tym Nasza Złota Pani 7 lutego 2017 roku przybyła z gospodarską wizytą do Warszawy i po różnych rozmowach postanowiła położyć lachę na walkę o demokrację, a zamiast tego – rozpocząć walkę o praworządność. W związku z tym gwałtownie załamała się polityczna kariera pana Mateusza Kijowskiego, który za sprawą starych kiejkutów wyrastał już na naszą najukochańszą duszeńkę, natomiast na pierwszą linię frontu stare kiejkuty rzuciły niezawisłych sędziów.
Ci niezawiśli sędziowie za pierwszej komuny w zdecydowanej większości służyli Partii, do której należała większość niezawisłych sędziów, no i oczywiście – bezpiece.. Ale w 1990 roku PZPR się rozwiązała, więc stare kiejkuty, czyli Wojskowe Służby Informacyjne, nadzorujące przebieg transformacji ustrojowej w naszym bantustanie, natychmiast kazały swoim konfidentom zorganizować następny pas transmisyjny bezpieki do środowiska sędziowskiego, w postaci organizacji „Iustitia”, która powstała właśnie wtedy. Jednak „Iustitia” nie objęła swoim zasięgiem całego środowiska, w związku z czym ABW uruchomiła operację pod kryptonimem „Temida”, której celem był werbunek agentury w środowisku sędziowskim. Żadne informacje na ten temat nie przedostały się przez mur tajności, jakim ABW otacza swoje łajdactwa, ale pewne światło na sprawę liczebności tego oddziału agentury wśród sędziów rzuca organizacja „Themis”, która nawet w nazwie nawiązuje do kryptonimu wspomnianej operacji. Mamy zatem dwa sędziowskie korpusy agenturalne, przy pomocy których niemiecki wywiad, posługując się instytucjami IV Rzeszy, czyli Unii Europejskiej, prowadził walkę o praworządność, której celem jest destabilizowanie państwa polskiego – jak w wieku XVIII.
Batalia ta nabrała rumieńców po tym, jak w marcu ub. roku amerykański prezydent Józio Biden pozwolił Niemcom na urządzanie Europy po swojemu, co doprowadziło do kolejnej podmianki na pozycji lidera tubylczej sceny naszego bantustanu. Dzięki wyrozumiałości Państwowej Komisji Wyborczej, która nie miała nic przeciwko temu, by obywatele głosowali na Volksdeutsche Partei do białego rana, udało się sklecić koalicję z Volksdeutsche Partei, Trzeciej Drogi, czyli PSL z partią pana Szymona Hołowni oraz Lewicy obydwu obrządków, to znaczy – komuszego i sodomskiego. Ta koalicja rozpoczęła „rozliczanie”, które znakomicie wkomponowuje się w operację „walki o praworządność”. Zasadniczym rysem procesu „rozliczania” jest ostentacyjne lekceważenie polskiego prawa i instytucji państwa polskiego.
Pretekstu dostarcza Judenrat „Gazety Wyborczej”, jako że na tym etapie Żydowie koordynują z Niemcami nie tylko swoją politykę historyczną, ale i każdą inną. Judenrat nieubłaganym palcem wskazuje, które instytucje państwa polskiego można olać ciepłym moczem, a bodnarowcy z vaginetu, obywatela Tuska Donalda oraz inni jego ministrowie, na przykład – Wielce Czcigodny pan Domański, piastujący fuchę ministra finansów, czy Wielce Czcigodna Barbara Nowacka od wciskania uczniom ciemnoty epidemiczno- klimatycznej oraz szkolenia w bzykaniu we wszelkie otwory ciała, posłusznie lekceważą i jedno i drugie, a mikrocefale, których najtwardsze jądro stanowi tak zwane „towarzycho”, zatwierdzone jeszcze u progu transformacji ustrojowej przez generała Kiszczaka na stado autorytetów moralnych, pod batutą starych kiejkutów te wszystkie łajdactwa obcmokuje. Tak to wygląda od strony kadrowej.
W dniach ostatnich Państwowa Komisja Wyborcza, stosunkiem głosów 4 do 5, zdecydowała o odroczeniu decyzji co do sprawozdania finansowego PiS. Wcześniej, takim samym stosunkiem głosów, PKW odrzuciła to sprawozdanie. Od tej decyzji PiS odwołało się do Sądu Najwyższego, który skargę uwzględnił. Gdyby nie było żadnej walki o praworządność, to PKW musiałaby to sprawozdanie finansowe przyjął, a pan minister Domański powinien wypłacić subwencję. Ten cały pan Domański najpierw był „związany” z Unią Wolności, ale kiedy stare kiejkuty utworzyły Platformę Obywatelską, to zaraz doszlusował do niej, za co został wynagrodzony wciągnięciem na listę wyborczą i fuchą ministra finansów. W związku z tym żadnego Sądu Najwyższego nie uznaje, a tylko – PKW – jak nakazują stare kiejkuty w służbie niemieckiej. Nazywa się to „demokracją walczącą” czyli „streitbare Demokratie”. Ten niemiecki wynalazek polega na tym, by pod pretekstem miłości do praworządności łamać prawo. Toteż obywatel Tusk Donald otwartym tekstem powiedział, że skoro nie ma prawnych instrumentów dla nakazanej przez Reichsfuhrerin Urszulę von der Leyen operacji „przywracania praworządności”, to będzie się posługiwał instrumentami bezprawnymi. W ten sposób przekształcił swój początkowo groteskowy vaginet w organizację przestępczą o charakterze zbrojnym.
Co w związku z decyzją PKW może się wydarzyć? Ano – a la guerre comme a la guerre. Jeśli w ogóle dojdzie do wyborów prezydenckich a wygrałby Rafał Trzaskowski, to Sąd Najwyższy może tych wyborów nie uznać. Jeśli z kolei wygrałby pan Nawrocki, to wyboru tego nie uzna PKW, albo tak policzy głosy, że niczego nie będzie musiała „uznawać”. Kto wobec tego może zostać prezydentem naszego bantustanu? Ku pośmiewisku całej Europy (może z wyjątkiem Rumunii) pełniącym obowiązki prezia może został pan Szymon Hołownia. To nie tragedia; skoro prezydentem był Kukuniek, to nic już nie powinno nas dziwić.
Stanisław Michalkiewicz
Stały komentarz Stanisława Michalkiewicza ukazuje się w każdym numerze tygodnika „Najwyższy Czas!”.