Artyści, czyli etos szczuty

Artyści, czyli etos szczuty

Napisał i przeczytał Jerzy Karwelis

artyści

7 czerwca, wpis nr 1411 dziennikzarazy/artysci-czyli-etos-szczuty

Z wrzutkami to jest tak, że czasem same się robią. Przychodzą z zewnątrz i są przechwytywane przez któreś z plemiennych mediów. Rzadko przez oba media, bo tu kwestie najczęściej rozchodzą się uzupełniająco – jedno plemię grzeje to, co drugie przemilcza. Teraz zawładnął nami temat ukraiński i zauważcie, że w ciekawym układzie. TVN-owcy chcą przemilczeć i przełożyć temat na zgraną nutę ataku na prezydenta Nawrockiego, że zabiera Zełenskiemu order Orła Białego. Zresztą z tym Orderem to zadyma jakaś – jak się patrzy na to kto go dostał, to aż ręka świerzbi: jeśli poszedł do wewnętrznych uhonorowanych, to wedle szybko dezaktualizującej się bieżącej polityki, a już dawanie go zagranicznym głowom państw to czyste ryzyko, gdyż – co niełatwo zrozumieć Polakom – obce głowy państw mają własną agendę racji stanu, czasami – jak widać po Zełenskim – jawnie sprzeczną z naszą. Najwyższe odznaczenie Polski jest już tak zdeprecjonowane, że ja bym przestał je dawać komukolwiek, bo z tego same kłopoty są. Jak widać. Jak ktoś tego nie rozumie, to niech się Andrzeja Dudy spyta.

Kłopot z tematem ukraińskim mają i media pisowskie – te muszą, jak Czarnek na wiecach, właśnie zjadać własny język. Obserwowanie tych mąk to zadanie dla sadystów – tak się tam męczą. Nie wiem dlaczego, ale by wywinąć się z tych dylematów media pisowskie obwiniają o wszystko Putina, jakby to on fatalnie nazwał imieniem bohaterów UPA swoje jednostki. Deal Europy nawróconej z Putinem zbliża się wielkimi krokami i znowu mamy być ostatni, którzy zrozumieją mądrość etapu. I taki Trump będzie musiał wytłumaczyć to wszystko Nawrockiemu, inaczej będzie musiał załatwiać sam sprawy polskie z Kremlem, a takie poboczności go wyraźnie nudzą. Ale wróćmy do wrzutek intencjonalnych, lokalnych, bo te pokazują intencje władz.

Musi być z Polską i Tuskiem słabo skoro przykrywki medialne mnożą się jak pomysły w głowie Wałęsy. Jest tego coraz więcej, są coraz bardziej kuriozalne i takoż nadymane do narracyjnie monstrualnych rozmiarów. Naród jest coraz bardziej wzmożony, ale jednocześnie dekoncentrowany i paradoksalnie coraz łatwiej odwrócić jego uwagę od zapaści finansów, zadłużania kraju, drożyzny, upadku służby zdrowia i zagrożenia wojennego moderowanego naprzemiennie tromtadractwem i trwogą. Ostatnio właśnie takie cudo nam zgotował Tusk. Jest to ciekawa wrzutka, głównie dlatego, że wprowadza inny niż popisowski podział plemienny. Chodzi o awanturę ze składkami zusowskimi dla artystów.

Nowy typ wrzutki

Dotychczas każda wrzutka była prosta – dzieliła, a właściwie pogłębiała podział, Polaków. Od razu było wiadomo gdzie jest w takim medialnym zdarzeniu światła Polska uśmiechnięta, gdzie zaś pisowski ciemnogród. Z boku miał stać rzednący tłumek niezdecydowanych co wybrać i rosnący tych, którzy nie chcą wybierać między dżumą i cholerą. Dla podkręcenia procesu czasami wyciągało się jakiegoś Brauna, ale nie za często – nie można przecież pokazywać ludowi, że są jacyś „bardziej” niż Kaczyński. Seanse nienawiści muszą mieć stały obiekt.

Teraz z tymi artystami mamy inaczej – poszło trochę tak w poprzek, ale sprawa się odgina na stare tory. Bo co prawda mamy podział na elitę artystyczną i lud odbiorczy, czyli inny podział niż prosty PO-PiS, ale wszystko powoli wraca do normy: my, artyści światli to Tuskowi „wszystko zaśpiewamy”, wszak broni ci on naszych interesów, zaś głupi nie-widzowie naszych wytworów to poganiani przez populistycznych Mentzenów barankowie. Wszystko więc wraca na starą płytę, jednak z pewnymi konsekwencjami.

Za złego, Ciemnego Luda robił w tym temacie sam Mentzen – jest obiekt i jest winny, a nie jakieś nieupostaciowione tłumy -, który swoim wpisem co do tej ustawy i jej grupowego obiektu naraził się artystom i spowodował wylew dawania odporu. A że polskie elity nie są w stanie powstrzymać swego urwyszcza (to nazwa odkrytego przez Ziemkiewicza fenomenu urojenia wyższościowego) zaraz poszło, że to naród głupi jest, nie wie co to znaczy ćwiczyć gamy i się czepia ofiar własnych talentów, które ciężko jest monetyzować, bo doły durne są i dają zarobić tylko na disco polo. Tak to jakoś poszło. Niestety odpowiedzi grona artystów tylko potwierdziły oczywiste tezy Mentzena, że czytanie z kartki mądrości jakiegoś autora scenariusza to nie to samo co mądrości tej posiadanie, nawet w orientacji co do zasad działania świata.

Twórcy zabrali głos

Czego tam nie ma w tej artystycznej narracji… Mamy wszystko, łącznie z brakiem zrozumienia słowa czytanego, gdyż biedaczkowi Mentzenowi wciska się w usta i w klawiaturę słowa, których nie wydał z siebie. Przeprowadza się całe ciągi manipulacyjne, wierzę, że nieświadomie, gdyż przeczytanie instrukcji manipulacji w przekazie, jak np. Erystykę Shopenhauera, to co prawda ze 30 stron, ale upstrzone łaciną i spamiętać to wszystko (i używać!) to chyba za dużo. Króluje myślenie stadne, jandowanie, które przecież kiedyś dla ochrony cennej narodowej substancji kazało wpychać się przed kolejkę do zbawiennych szczepień na zarazę tysiąclecia. Kończy się zawsze na jednym – wy prostaczki nie wiecie jak to jest, my ryzykujemy, jesteśmy w niepojętej awangardzie, jesteśmy takimi Van Goghami, umieramy w nędzy, zaś nasze dzieła są tak do przodu, że rozpoznają ich wielkość dopiero przyszłe pokolenia. A więc dawać tu składki. Słaba to narracja.

Trzeba więc, by lud dopłacił. Tylko jest jeden problem. W Polsce w ZUS jako artyści są zarejestrowane 102 osoby. Ministerstwo szacuje, że zawodowych artystów jest 60 tysięcy. Ustawa ma objąć 20 tysięcy z nich dopłatami do ZUS. Komisja złożona ze środowisk artystycznych zdecyduje, kto jest artystą. Koszt roku pierwszego tego projektu: 350–380 mln zł. Na 10 lat: 3–4,5 mld zł. Stosunek beneficjentów do finansujących: 1 do 800.

Jeden (jeden!) aktor zwrócił uwagę, że się całe swoje życie dobrowolnie ubezpieczał, sam odkładał składkę i teraz ma na emeryturę. Pozostali – słabo. Czemu? Ano temu, że akurat twórcy mają obejście kosztów uzyskania przychodu, nie są oskładkowani na umowach o dzieło, mają większy przychód netto z powodu 50-procentowych kosztów uzyskania przychodu i korzystają z tego. I niech korzystają. Ale dzięki tym mechanizmom korzystają z większych zarobków netto, z których część mogą przeznaczać na składki. Czy przeznaczają – widać że nie, skoro nie widzą problemu z tym, że społeczeństwo ma się dorzucać do tego, bo ze swego wyższego niż ludu netto twórcy nie odłożyli na emeryturę. Ot i cały kłopot.

A skoro widzą to nawet (tam, nawet – przede wszystkim) marynarze i grabarze, ludzie prości, to podejrzewam, że wiedzą to też i artyści. Ale wtedy, kiedy się to wyda, by ukryć ten proceder, używa się argumentów posłannictwa, kaganka oświaty i kultury przenoszonego przez wietrzne mroki populizmu. Takie zaśpiewy szybko lądują w obszarach pychy wyższości, bo kudy tam prostemu ludowi do naszych ważnych ról, nie tylko scenicznych, ale i narodowego etosu. Ale lud ma z tym dwa kłopoty.

Kłopoty ludu

Pierwszy to taki, że twórczość artystyczna ulega kompletnej degradacji w dzisiejszych czasach, a tylko taka postać sztuki jest obecnie promowana, ze szkodą dla prawdziwych artystów. Lud się pyta czemu ma się dokładać do jakichś prowokacyjnych happeningów, performerki, instalacji czy robienia na scenie laski Janowi Pawłowi II. Można podejrzewać, że autorzy takich wynalazków posiadają status artysty i z powodu „awangardowości” takiej sztuki nie mogą liczyć na biletowy poklask tłumów, te tłumy więc, nieczuli na sztukę nie-widzowie, mają dopłacić do tego interesu, by autor nie zdechł z głodu. I skoro tak jest, to lud się po pierwsze pyta na co ma dopłacać, a po drugie – zwraca się do prostej kultury masowej, skoro ta „wielka” proponuje mu najczęściej babranie się w ekstrementach. W ten sposób zabija się etos samego twórcy, którym może w takim przypadku zostać każdy, by wyciągnąć rękę po wspomożenie talentu.

I tu grono wchodzi na pełnej petardzie i mówi – tak, tak, trzeba nam ciał weryfikujących, by się byle chłystek do nas nie przedarł. I mamy wtedy do wyboru: albo jakaś komisja od talentów, albo wszyscy na pokład i jedziemy z dopłatami do artystycznego hektara. A rozwiązanie jest po środku, niestety Mentzenowskie. Jak jesteś dobry i ludzie za to płacą, to się utrzymasz, jak nie – to sztuka stanowi tylko twoje wymagające hobby i idź sobie dorób. I wtedy nie żadna nieweryfikowalna ochota, ani nie komisja będą decydować o poziomie twojej artystyczności, tylko rynek odbiorców. Sztuka, by się z niej utrzymać, to wyjątkowa przygoda i trzeba pochylić głowy nad ofiarami swego talentu, który każe próbować się przedrzeć, gdyż to trudne zadanie. Ale w Hollywood jak pójdziesz do knajpy, to tam ci podadzą danie ci co czekają (aktywnie!) na swoją szansę – sami wybrali ten ryzykowny los, ale nie wkładają ręki do podatkowej kieszeni swych klientów, by zmniejszyć stopień własnego ryzyka. I może dlatego sztuka urynkowiona ma większe osiągnięcia na Zachodzie, bo u nas jest jej niewiele.

Władza a artyści

Drugi element, przez który lud nie bardzo lubi artystów, to ich konformistyczne usadowienie wobec władzy. W czasach upaństwowionego mecenatu artyści, by nie głodować, podlizują się po prostu władzy. A to oznacza, że to władzuchna – tak, ta bez gustu – decyduje o kierunkach i rozwoju sztuki. Trzeba więc jej czapkować, zaglądać w oczy, zabiegać o rozpoznawalność u niej, nie u widzów i popierać ją w momentach krytycznych, czyli w obecnym politycznym kryzysie – praktycznie codziennie. Mamy więc tę „wolną sztukę” wiszącą na pańskiej klamce, śpiewającą na wiecach – wszak artyści to resztówka po elitarności prestiżu, a więc władza się z chęcią nią otacza.

Ale nie ukrywajmy – artyści zachowują się serwilistycznie właściwie wobec jednej władzy – lewackiej. Po prostu ta narracja im odpowiada: mimo zaklęć egalitarnych jest elitarna, ładnie dzieli na lud i elity, pospólstwo trzyma w dystansie bezkrytycznego zachwytu, „należenia się” wobec wyżyn talentu, mylonego, na co wskazał Mentzen, z mądrością. Jak rządzi prawica, to już  jest gorzej, a więc albo idziemy po granty do peowskiego samorządu, albo rozdzieramy szaty kiedy Glińskie nie dadzą nam na kolejny progresywny projekt biczowania budyniu. Ale były pisowski minister od kultury starał się biedaczek, ale i tak go elitka nie zaakceptowała. Pieniążki się brało, ale z kopertą w ręku wyśmiewało się państwowego darczyńcę, przy zachwycie stadka artystów, wszak brać wypada, ale politycznie kwitować, to już nie. Tu – pełna beka.

Hipokryzja wolnej sztuki

Mamy więc artystów jako „dzieci kapitana Granta” i lud to widzi. Widzi tę podległość zanurzoną jednocześnie w oparach pitolenia o wolnej kreacji, która tak naprawdę rozgląda się za akceptacją byle jakiej władzy. Lud widzi jeszcze jedno – ostentacyjne kłucie w oczy statusem materialnym. Rozbijają się super brykami (podobno za friko), dostają zniżki na domy i apartamenty, wakacjują w barterze za wpis na fejsiku, są kilometrowymi wieszakami na modę. Artyści się scelebrzyli, pracują swym wizerunkiem dla firm, nie ma to nic wspólnego z aspiracyjnym prestiżem. A jednocześnie… wyciągają ręce po składki zusowskie.

Tak to widzi lud, bo widzi tylko celebrytów, a widzi ich tylko takich, bo tacy się zapisali do popkultury. Widzi więc piękne pawie, które udają, że na wszystko je stać, a potem w realu, jako grupa wyciągają ręce po resztówki karmy. To niestety (na szczęście!) artystyczna mniejszość, ale to całe środowisko to widzi i nic z tym nie robi, ba – mam wrażenie, że większość chciałaby pójść tą drogą. Nie narzekajcie więc, że wasz obraz w oczach ludu tak wygląda – tak jest mu przedstawiany, z waszym udziałem w formie akceptującej bierności.

Trzy prześlepione wektory

Artyści w swym zacietrzewieniu nie widzą trzech czynników, którym są poddani. Cieszycie się, że będą wreszcie (liczne i gromadne) komisje przyznające status twórcy? Naprawdę to taki radosny moment? Przełomowy? A skąd taka pewność, że się załapiecie? Przecież to moment weryfikacji nie tylko waszych umiejętności (w które wierzycie zapewne), ale i układów, poglądów, przynależności do koterii. A jak ktoś daje, to może i nie dać, może też po daniu – odebrać. Jest się więc z czego cieszyć?

Druga sprawa, to to, że się daliście – znowu – użyć jako tarana do kolejnej warstwy podziału Polaków. Poszliście w to z radością, Tusk uderzył w kamień i wyszło spod niego całe to wasze tałatajstwo – skrywana lub umniejszana dotąd pogarda do ludu płacącego. Premier wie jak grać na waszych w sumie kompleksach – jest, jak mówił Rokita – mistrzem w szybkim wywoływaniu najbardziej niskich instynktów. Bo nieuzasadnione poczucie wyższości bierze się zawsze z kompleksów. Zawsze. Może to też być odreagowanie za wasze frustracje, a tu podstawiono wam winnego zastępczego – ciemny lud, który biletu nie kupi, bo nie ma kulturowych, dorównujących waszym, kompetencji. Trzeba się więc przed taką wpadką zabezpieczyć za pomocą podatkowego spadochronu. A wtedy można wyskakiwać do woli z samolotu przekonań o własnych talentach, a to – jak widać – mocno obniża jakość latania. Zawsze się przecież bezpiecznie wyląduje.

Trzecia rzecz, która z tego wynika, a której jak widać po odpowiedziach dla Mentzena, twórcy nie widzicie, jest to, że teraz nieodwołalnie już pójdziecie na bezwarunkowe poparcie Tuska w przyszłych wyborach. Tusk, zusowski ojczulek, was podpuścił i nagadaliście suwerenowi nieodwołalnie brzydkich rzeczy, również o sobie. Sami wykopaliście tę przepaść i teraz zostaniecie wy z Tuskiem, bo po drugiej stronie będzie już tylko zwyzywany od bezguścia motłoch, wystawiony na lep populistów.

I potem nad tym wszystkim zapłaczecie, znowu w jandowskiej histerii, że nie dorośliśmy do demokracji i trzeba jej jakoś bronić przed czernią. Choćby i puklerzem waszych recytacji, instalacji i performance’ów. Z pałą władzy za plecami.

Hobby?

Lud traktuje więc – przez was – sztukę jako fanaberię wyższościową z wysyłaniem rachunków do zapłacenia przez pogardzanych. Jako kosztowne hobby własnych zachcianek, hobby, bo niewiele przynoszące i kulturze, i samemu ludowi. A skoro sprowadzacie coraz częściej sztukę do pustych, w dodatku prowokacyjnych, gestów, to byle magazynier będzie to traktował właśnie jako wasz pociąg do dziwacznego hobby. A jemu nigdy nie przyszłoby do głowy, by podatnik miał dofinansować jego predylekcje do modelarstwa, skoro mu ono nie przynosi wystarczającego dochodu, to nie zrozumie waszych pokrętnych tłumaczeń, że akurat tu się wam należy.

W końcu całe środowisko może nie rozumie, że jest w objęciach sterowanego mechanizmu, który ekonomiści nazywają rent-seeking, a które Mancur Olson opisał w 1965 roku. „Mechanizmu, w którym państwo przez lata buduje finansową zależność środowiska od budżetu — a następnie to samo środowisko, przez te same osoby, które z tej zależności korzystały, organizuje kampanię na rzecz kolejnego trwałego transferu”.

To co tu piszę, to nie jest to populizm, nie jest to także darwinizm, ale logiczne postawienie sprawy. Kwintesencją tego sporu nie jest jego – mam nadzieję – wyjaśniona wcześniej merytoryka. Kwintesencją tego zamieszania jest to, że znowu daliście się, artyści – niektórzy chętnie – wmanewrować w wojnę polsko-polską, tylko po to, by wytworzyły się nie tylko animozje, ale byście mieli dług wobec polityki, który spłacicie w przyszłych wyborach walcząc z populistyczną większością, którą sami swym wzmożeniem stworzyliście.

Zacytuję co o tym w SoMe piszą prości podatnicy:

W końcu po następnych wyborach taki Mentzen może zostać i ministrem kultury. I co wtedy zrobią „dzieci kapitana Granta”? Ja wiem, ale tego tu nie powiem, bo nie mam ani zapędów sadystycznych, ani nie chcę tego sugerować publiczności…

Napisał i przeczytał Jerzy Karwelis

Wszystkie wpisy na moim blogu „Dziennik zarazy”.

Soros i Rockefeller finansują czarną migrację do Polski

Soros i Rockefeller finansują czarną migrację do Polski

magnapolonia/soros-i-rockefeller-finansuja-czarna-migracje-do-polski

W debacie publicznej często słyszymy, że masowe procesy migracyjne do Polski są zjawiskiem spontanicznym i wynikają wyłącznie z decyzji samych migrantów oraz potrzeb polskiego rynku pracy.

Tymczasem coraz większą rolę odgrywają w tym dziele ukraińskie firmy rekrutacyjne oraz organizacje pozarządowe (NGO) finansowane przez żydowskie fundacje, dysponujące ogromnymi zasobami finansowymi. Dziś przyjrzymy się tym drugim.

Soros i Rockefeller finansują masową, czarną migrację do Polski. Jednym z przykładów tego działania jest fundacja Black Justice Poland. Na swojej stronie internetowej, organizacja deklaruje, że wspiera „osoby czarne”, „afrykańskie” i „afrodescendentów” mieszkających w Polsce. Informuje o zapewnianiu im pomocy prawnej, wsparcia mieszkaniowego, dostępu do opieki zdrowotnej oraz pomocy materialnej. Fundacja podkreśla również, że wspiera proces osiedlania się w Polsce oraz działa na rzecz wzmacniania pozycji osób pochodzenia afrykańskiego w polskim społeczeństwie.

Szczególnie interesujące jest finansowanie tego typu przedsięwzięć. Wśród podmiotów wspierających inicjatywę znajdują się organizacje należące do największych światowych żydowskich tzw. „filantropów”. Projektowi Black Justice in Poland realizowanemu przez Fundację na rzecz Różnorodności Społecznej, Rockefeller Brothers Fund przyznał grant w wysokości 100 tysięcy dolarów. Sama fundacja Rockefellerów otwarcie informuje o tym wsparciu.

Również Open Society Foundation, założona przez spekulanta finansowego George’a Sorosa, należy do największych na świecie grantodawców finansujących tę organizacje. Sieć Sorosa od dziesięcioleci inwestuje miliardy dolarów w organizacje promujące na całym świecie aborcję, ideologię multi-kulti, genderyzm oraz masową migrację murzynów oraz arabów do Europy.

Pojawia się więc pytanie o skutki działań tego typu inicjatyw w Polsce. Oczywistym i nawet nieukrywanym celem grantodawców jest bezpośrednie zwiększanie imigracji ludów „trzeciego świata” do Polski. Finansowanie organizacji zapewniających im pomoc prawną, mieszkaniową, integracyjną i społeczną to budowa trwałej infrastruktury wspierającej masowe osiedlanie się kolejnych grup migrantów.

Organizacje pokroju Black Justice Poland nie ograniczają się jednak wyłącznie do tzw. „pomocy humanitarnej”. Prowadzą także działalność edukacyjną, propagandową i polityczną, starając się wpływać na debatę publiczną, instytucje państwowe oraz kierunki polityki społecznej. W efekcie powstaje rozbudowana sieć podmiotów współkształtujących podejście państwa do kwestii migracyjnych. Co więcej, sieć ta -jako niezwiązana bezpośrednio z rządem warszawskim- ma za zadanie stwarzać pozory działalności oddolnej. W rzeczywistości są to marionetki żydowskich grandziarzy Sorosa i Rockefellera, wykorzystujących je jako słupy.

Dla lewicowców i naiwniaków działalność tych jaczejek to przejaw solidarności i pomocy osobom potrzebującym. Dla polskich patriotów stanowi kolejny przykład desantu zagranicznej, wrogiej nam ideologii, działającej destrukcyjnie na Naród i państwo polskie. Co więcej, według dostępnych danych, w 2026 roku w Polsce funkcjonować ma już aż 49 organizacji zajmujących się wsparciem migrantów i mniejszości pochodzenia afrykańskiego. Oznacza to powstanie rozbudowanej sieci instytucjonalnej zajmującej się podmianą Polaków na murzynów i forsowaniem u nas rasowego miksu, który nigdy nie kończy się dobrze.

Jeszcze raz podkreślmy – działalność tych organizacji nie jest zjawiskiem spontanicznym ani oddolnym. Stoją za nimi znaczące źródła finansowania oraz międzynarodowe sieci grantowe dysponujące dużymi środkami i jasno określoną wizją zmian społecznych w ramach sterowanej inżynierii zalewania białych krajów kolorowymi ludami. Gdyby ten proces był rzeczywiście naturalny, odbywałby się spontanicznie, bez potrzeby angażowania w niego milionów dolarów oraz rozbudowanej machiny propagandowej. Jest to operacja w pełni sztuczna, nakierowana na realizację celów ideologicznych.

Niestety, media, społeczeństwo i politycy w Polsce w ogóle nie słyszeli jeszcze o tym problemie. Jest on poważny, bo to faktyczna wojna, którą wytoczyli nam żydowscy globaliści, a jej narzędziem jest bombardowanie nas bronią D (demografia).

Szczególnie niebezpieczny jest fakt, że masowa imigracja murzynów prowadzona jest pod hasłami rzekomego rekompensowania krzywd białych, wyrządzonych murzynom przed wiekami. Na to właśnie wskazuje już sama nazwa fundacji „Black Justice Poland”, zupełnie jakby Polacy byli cokolwiek winni murzynom i w zamian za rzekome krzywdy, mieli obowiązek oddać im kraj w wiekuistą arendę.

Abstrahując od samej kolonizacji Afryki i kwestii dzisiejszej odpowiedzialności za nią potęg kolonialnych – NIE, my nie mieliśmy żadnych kolonii. Co więcej, sami byliśmy przez dziesiątki lat ofiarami reżimów Prus, Austrii, Rosji, ZSRS i III Rzeszy, które fizycznie niszczyły nasz naród oraz kolonizowały nas gospodarczo oraz demograficznie.

Czy znajdziemy w sobie wystarczająco sił, by postawić się tej nowej inwazji? Bez wątpienia pierwszym krokiem jest świadomość zagrożenia, rozpoznanie przeciwnika i jego metod. Temu służyć ma niniejszy artykuł.

Ukraina zaatakowała obiekty energetyczne i przemysłowe głęboko w Rosji

Ukraina zaatakowała obiekty energetyczne i przemysłowe głęboko w Rosji

W nocy z wtorku na środę Ukraina zaatakowała Rosję, koncentrując się w szczególności na obiektach przemysłowych i infrastrukturze energetycznej w kilku regionach. Skala zniszczeń nie jest jeszcze znana. Jednym z głównych celów była fabryka WNIIR-Postęp w Republice Czuwaskiej, która – jak twierdzą na Ukrainie i Zachodzie – produkuje podzespoły do rosyjskich dronów i bomb. Zaatakowano również inną pobliską infrastrukturę.

Ukraina od miesięcy jasno daje do zrozumienia, że nie będzie dłużej powstrzymywać się przed atakami na rosyjskie obiekty energetyczne i wojskowe, a także na zakłady wojskowo-przemysłowe o podwójnym przeznaczeniu. Ukraina użyła wyprodukowanego w kraju pocisków manewrujących Flamingo.

„Ukraińskie siły przeprowadziły atak rakietowy głęboko w Rosji, atakując w nocy główny obiekt wojskowy” – poinformował Wołodymyr Zełenski. Dodał, że pociski manewrujące FP-5 Flamingo uderzyły w fabrykę dronów i rakiet w mieście Czeboksary w Republice Czuwaskiej, ponad 900 km od linii frontu. Lokalne władze przekazały, że w ataku rakietowym na miasto zostały ranne trzy osoby. Kijów twierdzi również, że zaatakował zajęty przez Rosję port Mariupol nad Morzem Azowskim, rosyjską rafinerię ropy naftowej w Samarze oraz tankowiec należący do tzw. ‚floty cieni’  na Morzu Czarnym.

W Nowokujbyszewsku, w rosyjskim centrum naftowym Samara, gdzie znajdują się rafinerie Rosnieftu, gubernatorzy obwodów poinformowali, że władze odparły ataki dronów i wezwali milion mieszkańców do szukania schronienia. Rosyjska stacja telewizyjna OSINT Astra potwierdziła, że rafineria ropy naftowej w Kujbyszewie stanęła w płomieniach po ataku co najmniej 29 dronów.

W obwodzie rostowskim w Rosji, graniczącym z Ukrainą, spadające odłamki drona zapaliły zbiornik paliwa w obiekcie cywilnym. W centralnym obwodzie włodzimierskim płonęły dwa zakłady przemysłowe. Syreny alarmowe zawyły też w odległych regionach naftowych: chanty-mansyjskim, permskim i tiumeńskim, a także w przemysłowych obwodach uralskich: czelabińskim i swierdłowskim.

Ataki na cele w Rosji: w Czeboksarach zbombardowano fabrykę anten wojskowych, w Samarze płonie rafineria

Ataki na cele w Rosji: w Czeboksarach zbombardowano fabrykę anten wojskowych, w Samarze płonie rafineria

Gubernator Czuwaszji Oleg Nikołajew skrytykował atak na wspomniany zakład produkcyjny, nazywając go przejawem „bezsilnej wściekłości terrorystów, którzy nie odnoszą sukcesów na froncie i teraz próbują zastraszyć pokojowo nastawionych mieszkańców w głębi lądu”. Wszystkie te fale ataków w różnych lokalizacjach prawdopodobnie doprowadzą do jeszcze silniejszych nalotów na Kijów, po tym jak stolica Ukrainy została już mocno dotknięta w ostatnich tygodniach.

Rafineria w Kujbyszewie w Samarze płonęła w kilku miejscach i będzie zapewne wymagać długotrwałych napraw. Zakłady WNIIR Progress w Czeboksarach – główny producent systemów nawigacyjnych Kometa, używanych w dronach Szahed, a także pociskach Iskander i Kalibr – zostały dwukrotnie trafione pociskami manewrującymi FP-5 Flamingo, co spowodowało znaczne szkody i pożary. Trafione zostały również dwa obiekty infrastruktury naftowej w obwodzie włodzimierskim w Rosji, w tym stacja pomp Wtorowo. Donoszono także o eksplozjach w obwodach donieckim i ługańskim.

Prezydent Władimir Putin i najwyższe dowództwo wojskowe ogłosiły w zeszłym miesiącu, że w odpowiedzi na atak na akademik w Ługańskiej Republice Ludowej 22 maja, w którym zginęło 21 osób – głównie nastoletnie dziewczęta – a 70 zostało rannych, rozpoczną się ataki na ‚ośrodki decyzyjne’. Urzędnicy Kremla twierdzą obecnie, że rosyjskie siły zbrojne „mają prawo zniszczyć każdą infrastrukturę wspierającą terroryzm”.

Wydaje się, że ciągłe ataki Ukrainy na obiekty naftowe i przemysłowe będą stopniowo stanowić ogromne obciążenie dla rosyjskiej gospodarki i ludności. Ostrzał z Ukrainy będzie kontynuowany, zwłaszcza że ‚operacja specjalna’  przebiega w żółwim tempie i brak znaczących rozstrzygnięć na froncie.

uncutnews.ch/ukraine-trifft-ueber-ein-halbes-dutzend-energie-und-industrieanlagen-tief-im-inneren-russlands-ueber-nacht

Napisał: Tyler Durden

Opracował: Zygmunt Białas

Plotki o stanie umysłu Trumpa i BOMBIE

=======

Thomas Röper anti-spiegel.ru/hersh-trump-hat-ueber-die-moeglichkeit-eines-atomwaffeneinsatzes-gegen-den-iran-gesprochen

Hersh: Trump mówił o możliwości użycia broni jądrowej przeciwko Iranowi.

Anti-Spiegel 10 czerwiec 2026 [ta informacja krąży na wielu kanałach telegramowych i nie jest fejkiem]

Według dziennikarza rozmowa dotyczyła ataków na podziemne zakłady produkcji rakiet w Republice Islamskiej.

NOWY JORK, 10 czerwca (TASS tass.ru/mezhdunarodnaya-panorama )

Prezydent USA Donald Trump niedawno pytał swoich pracowników o możliwość użycia broni jądrowej przeciwko Iranowi, twierdzi amerykański dziennikarz i laureat Nagrody Pulitzera, Seymour Hersh, na swoim blogu na platformie Substack.

Według Hersha, rozmowa, w której prezydent USA wspomniał o broni jądrowej, odbyła się w tym tygodniu i uczestniczyli w niej wysocy rangą urzędnicy rządowi USA.

Rozmowa koncentrowała się na atakach na podziemne zakłady produkcji rakiet w Iranie. Podczas dyskusji prezydent USA pytał o „możliwość” użycia broni jądrowej do zniszczenia niektórych z tych obiektów.

Jak zauważa Hersh, co najmniej jeden uczestnik spotkania był zszokowany, że prezydent USA mógł tak swobodnie poruszać kwestię wojny nuklearnej na Bliskim Wschodzie. Zauważono, że podczas rozmowy Trump wydawał się zdenerwowany i zły, a w tamtym momencie sprawiał wrażenie człowieka, który „rozpaczliwie nie chce ponieść porażki w Iranie”.

Trump wpadł również na pomysł ostrzeżenia władz Iranu, że Waszyngton „niezwykle poważnie” rozważa możliwość takiej eskalacji. Dziennikarz pisze, że Trump został najwyraźniej odwiedziony od jakichkolwiek rozmów na temat eskalacji z udziałem broni jądrowej. 

Ukryta afera naftowa Trumpa… Wyjaśnienie faktów

Ukryta afera naftowa Trumpa… Wyjaśnienie faktów

sonar21/trumps-covert-oil-scam-setting-the-record-straight

Trump ponownie rozpalił konflikt z Iranem i zapowiada się, że będzie on wyjątkowo brutalny. BORZZIKMAN informuje, że źródła irańskie i rosyjskie twierdzą, iż Iran zniszczył ubiegłej nocy 12 samolotów bojowych F-35, które stacjonowały w bazie lotniczej w Jordanii. Omawiałem tę kwestię do znudzenia w kilku podcastach dzisiaj — zamieszczam je poniżej.

Chcę skupić się na tym, co Trump powiedział dziś na temat ropy naftowej transportowanej z Zatoki Perskiej. Na wstępie stawiam kluczowe pytanie: jeśli prowadzisz skuteczną tajną operację przez ponad 30 dni, dlaczego miałbyś ujawniać ją publicznie? Odpowiedź: nie zrobiłbyś tego, gdyby był to rzeczywiście skuteczny tajny program.

Przemawiając w środę w Gabinecie Owalnym, Trump powiedział, że Stany Zjednoczone potajemnie przeprowadzały transport „milionów baryłek” ropy przez Cieśninę Ormuz.

Następnie rozwinął ten temat w serwisie Truth Social, ogłaszając:

„W zeszłym miesiącu poleciłem naszej wspaniałej armii USA przeprowadzenie tajnej misji mającej na celu wsparcie tankowców naftowych oraz innych statków handlowych przepływających przez Cieśninę Ormuz.”

Twierdził, że w wyniku tej operacji ponad 100 milionów baryłek ropy trafiło na otwarty rynek, a ponad 200 statków handlowych bezpiecznie przepłynęło przez cieśninę. Wcześniej Trump powiedział dziennikarzom w Gabinecie Owalnym, że USA „wyprowadzały” miliony baryłek ropy w środku nocy, a Iran nic o tym nie wiedział, ponieważ jego systemy radarowe zostały zniszczone w amerykańskich atakach. Dodał, że od dawna miał ochotę ujawnić tę operację, ale się powstrzymywał — sugerując, że zdecydował się o niej powiedzieć dopiero teraz, ponieważ Iran i tak już się o niej dowiedział.

Trump zachwalał również ten rzekomy sukces w serwisie Truth Social:

„Ten niezwykle udany wysiłek jest możliwy dlatego, że STANY ZJEDNOCZONE AMERYKI KONTROLUJĄ Cieśninę Ormuz — a nie Iran. Ich wojsko zostało pokonane, a ich gospodarka jest zrujnowana.”

To nic innego jak kompletna bzdura.

Przyjrzyjmy się liczbom. Przed rozpoczęciem Wojny Ramadanowej 28 lutego kraje Zatoki Perskiej wysyłały przez Cieśninę Ormuz 20 milionów baryłek ropy dziennie. Bardzo duży tankowiec może przewozić około 2 milionów baryłek. Innymi słowy, przez cieśninę przepływało co najmniej 50 statków przewożących ilość ropy odpowiadającą pięciu dniom eksportu z regionu Zatoki.

Aby lepiej zobrazować skalę, 100 milionów baryłek odpowiada około pięciu dniom zużycia ropy w Stanach Zjednoczonych. Nie jest to ilość mająca istotne znaczenie. W globalnym kontekście to drobiazg.

Wracam jednak do mojego pierwotnego pytania: dlaczego Trump ujawnia szczegóły rzekomo skutecznej tajnej operacji? To nie ma żadnego sensu.

Jeśli masz jakieś wyjaśnienie tego dziwnego zachowania, podziel się swoją opinią.

==========================

I realize that most of you have a life and don’t have time to watch all of these videos. I simply post them for your convenience. I started the day of with Danny Davis doing a Deep Dive on Trump killing the negotiations with Iran:

Larry Johnson: Trump Wants to Blow Up Iran Negotiations

This is something different. Randy Credico is re-starting his YouTube channel and I was his first interview. He wanted to talk about me. The photo on the video was taken 15 years ago at the Roman Coliseum:

Profiles in Courage (EP 1): Larry Johnson

Ed DeMarche, editor of Trends Journal, spent 35 minutes with me talking about the Apache helicopter incident that Trump used to justify reigniting the war with Iran:

Larry Johnson: Attack on Apache helicopter seems to have been 'staged' to kill peace process w/ Iran

Pepe and I are back with Zulfiqar Ali on a new channel — Transition Protocol. Please check it out and subscribe:

EX-CIA & Pepe EXPOSES :Iran’s FINAL 48 Hours - Khamenei’s Last Peace Window Before All-Out Gulf WAR

I’m calling Nima a prophet. He asked me early this morning (Wednesday) to do a 6 pm hit. How did he know the shooting was going to start again?

Larry Johnson: BREAKING: The American ATTACK on Iran has BEGUN - Iran's Upscale Retaliation Coming

Mario remains puzzled by Trump’s bizarre behavior… I try to explain it to him:

BREAKING: TRUMP STRIKES IRAN HARD! IRAN PREPARES MAJOR RETALIATION! – w/ Fmr. CIA Larry Johnson

I’m back with Sulaiman Ahmed who, like Mario, is a relentless and talented podcaster:

BREAKING: U.S FIRE 49 TOMAHAWKS, 2 DESTOYERS HIT, STRAIT OF HORMUZ CLOSED w/ FMR CIA LARRY JOHNSON

Pan Bóg miał litość nad rumuńską Konstancą… A kłamstwo ma krótkie nogi

Pan Bóg miał litość nad rumuńską Konstancą…

10 giugno 2026 Uczta Baltazara babylonianempire/pan-bog-mial-litosc-nad-rumunska-konstanca

Ukraińcy chcieli wysadzić w powietrze cały port w Konstancy wraz z połową miasta: Weteran rumuńskiego dziennikarstwa opowiada jak i dlaczego…

Doświadczony dziennikarz Sorin Faur opublikował na swoim profilu na Facebooku bezlitosną analizę wczorajszego kryminalnego incydentu w porcie w Konstancy. Przedstawiamy ją w całości:

Sorin Faur:

„Jako (bardzo) stary wyjadacz w branży dziennikarskiej wyrobiłem sobie i zachowałem instynkt, by nie wypowiadać się ani nie pisać – chyba że w formie satyry – o niczym, czego nie da się udowodnić przy pomocy choćby w miarę wiarygodnych dowodów lub niepodważalnych faktów. A kiedy popełnię błąd, sygnalizuję to i nie pozwalam, by bzdury krążyły w sieci.

To, co powiem, można udowodnić jedynie logicznie, ponieważ sprawcy zniszczyli dowody rzeczowe właśnie po to, by nie można było udowodnić zbrodni. Chodzi bowiem o nieudaną próbę masowego morderstwa.

Nie zamierzałem publikować wszystkich moich popartych dowodami przemyśleń na temat wczorajszych wydarzeń w porcie w Konstancy. Bardzo mnie irytują te autochtoniczne grupy moralnych trupów, które w kontekście tego zajścia oskarżają własny kraj o to, że znalazł się w obecnej sytuacji, albo że przemyca dla Rosjan ropę transportowaną przez „flotę-widmo” Putina stacjonującą w porcie w Konstancy (więc z tym walczyli ukraińscy droniarze), albo że nie jesteśmy w stanie się bronić, obserwując lornetką wybrzeże (Fota, były prezydencki ekspert ds. bezpieczeństwa), a nawet że Rosja zmusza Rumunów za pomocą dronów do stabilizacji słabego rządu (czyli “ekipy” Tomaca) poprzez głosowanie, itp. Tę ostatnią bzdurę można obejrzeć na profilu na Facebooku niejakiego Siegfrieda Mureșana, europosła rumuńskiej partii PNL, nad którym daremnie unosi się podejrzenie o zaburzenia psychiczne.

To zbyt wiele. O wiele za dużo. Moralna zgnilizna tych postaci, teoretycznie żyjących, stanowi główne zagrożenie dla bezpieczeństwa kraju dryfującego bez celu, liczącego 20 milionów dusz, którego jedynym obrońcą jest Ten Na Górze. A to wcale nie jest mało.

Oto więc moje osobiste przekonanie o tym, co faktycznie wydarzyło się w porcie w Konstancy:

Ukraińcy załadowali i skierowali drona, aby wysadzić terminal naftowy, licząc również na sąsiedni magazyn azotanu amonu. To zniszczyłoby natychmiast niemal połowę Konstancy, a przede wszystkim zatarłoby ślady, ponieważ wybuchy zniszczyłyby każdy najmniejszy ślad po dronie, nad którym atakujący Ukraińcy sprawowali stałą kontrolę.

Gdyby trafił, to dron byłby rosyjski – jak powiedział mój ceniony przyjaciel.

Tyle tylko, że dron utknął i zablokował się w barierkach przeciw-zanieczyszczeniowych. Nie mógł się już więcej ruszyć.

Przez cały ten czas ukraiński operator drona miał stały, wizualny nadzór satelitarny w czasie rzeczywistym dzięki kamerom urządzenia, które działało bez zarzutu, z wyjątkiem momentu, gdy zaczepiło się o boje. Operator zauważył więc, że zbliżają się jacyś ludzie i filmują drona z odległości niecałych 10 metrów.

Zatem przedmiot przestępstwa był nie tylko zablokowany, ale także zdemaskowany i z łatwością przypisany państwu, które go wyprodukowało i z dużym powodzeniem wykorzystywało. W internecie pełno jest heroicznych opowieści o tym, jak między innymi dwukrotnie uderzono nimi w Most Krymski.

Kiedy Ukraińcy zobaczyli na żywo, że Rumuni filmują nienaruszonego drona, zadzwonili do Bukaresztu, zanim przeprowadzono jego kontrolowaną eksplozję. Zadzwonili nie z sojuszniczej miłości, ale po to, by bezpiecznie zniszczyć elektronikę, w której zaprogramowali trasę i cel. W przeciwnym razie udowodniono by na podstawie namacalnych dowodów, że celowo wybrali właśnie ten cel.

Teza o utracie kontroli nad dronem w wyniku rosyjskiego zakłócania sygnału – czyli wersja oficjalna, potwierdzona nawet na najwyższym szczeblu w Rumunii – to wymówka godna nieuważnego czwartoklasisty. Nie ma co do tego wątpliwości, że Rosjanie zacierali ręce na widok anteny amerykańskiego systemu Starlink, która była dobrze widoczna na sfilmowanym dronie. „Utrata kontroli” jest unieważniona przez telefon od Ukraińców, którzy poinformowali o detonacji urządzenia w celu – powtarzam – zniszczenia dowodów.

Krótko mówiąc: Pan Bóg nas ocalił.

Tylko dobry Bóg nas ocalił, za pomocą boi przeciw-zanieczyszczeniowej przyczepionej „przypadkiem” do ogona potwora, za sprawą którego Rumuniatym samym NATO – miała zostać wciągnięta w wojnę, cholerni dranie!!!”

INFO: https://www.activenews.ro/opinii/Ucrainenii-au-vrut-sa-arunce-in-aer-tot-Portul-Constanta-cu-o-jumatate-din-oras-cu-tot.-Ziarist-veteran-Iata-de-ce-si-cum

….

Rząd zaprzeczył słowom ministra obrony Radu Miruță, po tym jak ujawnił on informację wskazującą na rażącą nieodpowiedzialność ze strony Ukrainy. Mianowicie, że dziesiątki rumuńskich specjalistów z Ministerstwa Obrony Narodowej, Ministerstwa Spraw Wewnętrznych i Służby Wywiadowczej mogło zginąć, ponieważ Ukraina ogłosiła zaledwie 15 minut wcześniej, że dron ma wybuchnąć o godz. 10.28, mimo że znajdował się on w porcie w Konstancy od godz. 6.

Jednak zarówno Miruță, jak i rząd kłamią, ponieważ specjaliści, którzy znajdowali się w pobliżu drona, sami wykryli własnymi uszami sygnał detonacji, co dało im zaledwie 3 minuty na ucieczkę przed wybuchem nawet 300 kg materiałów wybuchowych, zgodnie z innymi doniesieniami.

activenews.ro/stiri-justitie/PROVOCARE-CRIMINALA-SI-MINCIUNI-OFICIALE-Puteau-sa-sara-in-aer-zeci-de-specialisti-romani-de-la-MApN-MAI-si-SRI.-Au-avut-doar-3-minute-MApN-sustine-ca-Ucraina-ar-fi-anuntat-cu-doar-15-minute-inainte-iar-Guvernul-ca-se-stia-de-la-6.-CINE-MINTE

https://www.activenews.ro/stiri/ACTUALIZARE-AU-EXPLODAT-TOATE-CELE-4-DRONE-Alerta-maxima-in-Portul-Constanta-O-drona-maritima-incarcata-cu-explozibil-s-a-autodetonat-necontrolat.-Kievul-confirma-ca-drona-era-ucraineana-DETALII-INCREDIBILE

Kraje białe stały się fanatycznymi rasistami wobec białych ludzi

Kraje białe stały się fanatycznymi rasistami wobec białych ludzi.

Paul Craig Roberts

Podczas gdy pisałem ten artykuł, kilka tysięcy obywateli brytyjskich zebrało się przed komisariatem policji w Southampton w Anglii, domagając się odpowiedzi na pytania dotyczące morderstwa młodego białego brytyjskiego studenta, Henry’ego Nowaka, dokonanego przez czarnego imigranta i białą brytyjską policję.

Czarnoskóry imigrant i intruz zamordował Nowaka, dźgając go pięciokrotnie. Biała brytyjska policja zamordowała Nowaka, ignorując jego oświadczenie, że został dźgnięty nożem, a także jego ostatnie słowa: „Nie mogę oddychać”. Brytyjska policja, skutecznie wyszkolona w rozpoznawaniu białych jako agresorów, aresztowała – zamiast czarnoskórego imigranta i intruza, który zaatakował Nowaka, co okazało się śmiertelne – umierającego Nowaka, który zmarł w policyjnych kajdankach. „Uczulona na rasizm” biała brytyjska policja uwierzyła kłamstwu czarnoskórego imigranta [on był, jest ciapaty md] i intruza, że ​​Nowak użył rasistowskiego określenia. Nie uwierzyli Nowakowi, że został dźgnięty nożem. „Uczulona na rasizm policja” nawet nie sprawdziła, czy Nowak został dźgnięty nożem. Zamiast tego założyli kajdanki umierającemu mężczyźnie i nie wezwali pomocy medycznej.

Można by pomyśleć, że to skandal – i tak było – ale nie z właściwego powodu. Fanatycznie antybiały brytyjski premier Starmer nazwał kilka tysięcy białych protestujących – niewielką liczbą biorąc pod uwagę skalę niesprawiedliwości – „skrajnie prawicowymi buntownikami i rasistowskimi bandytami”. Innymi słowy, premier Anglii nie dostrzega rasizmu w niesprowokowanym, śmiertelnym ataku czarnego imigranta na białego Nowaka, ani w lekceważeniu przez brytyjską policję jego błagania o pomoc. Biały brytyjski premier Starmer dostrzega rasizm w proteście obywateli brytyjskich przeciwko temu, co się stało. Czy istnieje niższa forma czystego politycznego odpadu niż Starmer? Jak taki polityczny odpad może przetrwać jako premier Wielkiej Brytanii?

Teraz musimy zadać sobie pytanie, jak to możliwe, że biały, etnicznie brytyjski premier z Partii Pracy, która dawniej, przed nikczemnym Tonym Blairem, reprezentowała etnicznie brytyjską klasę robotniczą, mógł zostać tak zindoktrynowany i poddany praniu mózgu, że rasistami w społeczeństwie są biali ludzie, którzy cierpią z powodu kradzieży, gwałtów i morderstw z rąk imigrantów?

Zmierz się z tym faktem: Odchody, które pełnią funkcję premiera Wielkiej Brytanii, niegdyś wspaniałego i moralnego kraju, określiły protest przeciwko rasistowskiemu morderstwu białego obywatela brytyjskiego jako „biały rasizm”.

Taka jest sytuacja białych ludzi dzisiaj. W ŻADNYM kraju Zachodu biali, etniczni obywatele nie są chronieni przez prawo. Ich własny rząd jest im przeciwny.

Wielka Brytania, niegdyś naród etniczny, a obecnie Wieża Babel, ma „zobowiązanie do równości rasowej”. Co to oznacza? Cytując oficjalną odpowiedź: „Nie oznacza to traktowania wszystkich „równo” ani bycia „ślepym na kolor skóry”, ale raczej ograniczenie rasizmu do osób białych.

Tylko biali ludzie mogą być rasistami. Takie jest oficjalne stanowisko rządu Starmera w Wielkiej Brytanii. Było to oficjalne stanowisko reżimu Bidena i oficjalne stanowisko wszystkich rządów Europy Zachodniej. Trump woli oddać Izraelowi władzę, która w przeciwnym razie trafiłaby w ręce imigranckich najeźdźców.

Z tego powodu policja automatycznie uznała mordercę Nowaka za ofiarę, a Nowaka za rasistę.

Obecnie w Wielkiej Brytanii, USA, Kanadzie i całej Europie istnieją organizacje, intelektualiści, a nawet uniwersytety oraz szkoły publiczne i prywatne dla dzieci, których celem jest wpajanie dzieciom faktu, że białe grupy etniczne to rasiści, winni tak wielu przestępstw przeciwko „ludziom kolorowym”, że muszą teraz odsunąć się na bok i zaakceptować karę, znosząc rządy rzekomo niegdyś uciskanych narodów, które je wykorzystywały i znęcały się nad nimi – tak samo jak nie-Żydzi muszą ustąpić miejsca Żydom, aby zadośćuczynić za Holokaust.

Od kilku lat relacjonuję doniesienia skandynawskich mediów o gwałtach dokonywanych przez gangi imigrantów na białych, etnicznych Szwedkach, Norweżkach i Dunkach. Kobiety zazwyczaj boją się zgłaszać gwałty i gwałty zbiorowe – często publicznie, gdzie tchórzliwi Skandynawowie przymykają na nie oko – z obawy przed oskarżeniem o zbrodnię z nienawiści za zgłoszenie lub zakłócenie gwałtu na białej kobiecie dokonanego przez osobę czarnoskórą. W Szwecji gwałt na białych, etnicznych Skandynawkach przez czarnoskórych imigrantów jest niemal prawnie chronionym przywilejem. Europejczycy i Brytyjczycy są karani za wypowiadanie się przeciwko imigranckim najeźdźcom, tak jak Amerykanie za wszelką krytykę Izraela.

Jeśli nie jesteś przekonany, że świat zachodni jest tak bardzo antybiały, że białe grupy etniczne są demonizowane, rozważ poniższe:

Brytyjskie żłobki i przedszkola otrzymały polecenie zgłaszania „rasistowskich” trzylatków brytyjskiej policji. W Wielkiej Brytanii białe, brytyjskie trzylatki mogą zostać zgłoszone policji za „przestępstwa z nienawiści”.

Zgodnie z nowymi oficjalnymi wytycznymi popartymi przez rząd Partii Pracy, personel żłobków w Walii otrzymał polecenie, aby dzwonić na policję, jeśli istnieje podejrzenie, że dzieci w wieku trzech lat i starsze przejawiają „rasistowskie” zachowanie.

Polityka ta, wprowadzona przez Diversity and Anti-Racist Professional Learning (DARPL), organizację walczącą z rasizmem wśród białych i otrzymującą dotacje rządowe, szkoli personel żłobków i przedszkoli w ocenianiu, czy zachowanie dziecka można uznać za „zbrodnię z nienawiści” i, jeśli to konieczne, w powiadamianiu odpowiednich organów.

Multikulturalizm zamienił Wielką Brytanię w antybiałe szambo .

W całym świecie zachodnim białe grupy etniczne zostały poddane praniu mózgu, by uwierzyć, że są złe, rasistowskie i opresyjne, i że nie mogą już dłużej stawać na drodze rządom imigrantów-najeźdźców. I nie są. Ci zindoktrynowani biali ludzie wybierają teraz imigrantów-najeźdźców na urzędy publiczne, w tym prokuratorów, którzy natychmiast zabrali się za zniesławienie prezydenta Trumpa. Liderką brytyjskiej Partii Konserwatywnej jest czarnoskóra kobieta.

Jest wielu czarnych przywódców, ale nie ma przywódców białych. Żaden biały przywódca nie może się przeciwstawić, ponieważ wszelkie poparcie dla białego przywódcy jest z definicji rasistowskie. Nigdzie w świecie zachodnim nie ma białego przywódcy, który nie byłby uciskany przez swój własny biały rząd.

Dwupoziomowy system wymiaru sprawiedliwości w policji jest obecnie normą w świecie zachodnim. Zbliżamy się do czasów, gdy jedyni biali ludzie, którzy pozostaną na miejscu, będą eksponowani w ogrodach zoologicznych jako przykłady białych rasistowskich wyzyskiwaczy.

Źródło: Kraje białych stały się wściekle rasistowskie wobec białych ludzi

Będzie transmisja TV ! MEM-y

————————————————

———————————————————–

————————————–

———————————————————————-

——————————————-

———————————-

—————————————–

——————————————

———————————

—————————————–

—————————————–

————————————–

Zaszufladkowano do kategorii Śmichy | Otagowano

Jeśli to ma oznaczać „zwycięstwo”, to Ameryka nie może sobie na nie pozwolić

Jeśli to ma oznaczać „zwycięstwo”,

to Ameryka nie może sobie na nie pozwolić.

Autorstwa Johna i Nishy Whitehead uncutnews-ch/wenn-das-gewinnen-sein-soll-kann-sich-amerika-davon-nicht-mehr-viel-leisten

Będziemy wygrywać tak często, że możecie się nawet zmęczyć wygrywaniem. I powiecie: »Proszę, proszę. To już za dużo. Nie możemy tego znieść. Panie Prezydencie, to już za dużo«” – Donald Trump

Donald Trump obiecał Amerykanom, że znudzą im się zwycięstwa.

Jeśli tak wygląda zwycięstwo, to Ameryka nie może sobie na nie pozwolić.

Tracimy pozycję gospodarczą. Tracimy wiarygodność za granicą. Tracimy turystów, pracowników, stabilność, zaufanie, zabezpieczenia konstytucyjne i to, co pozostało z iluzji, że rząd odpowiada przed „nami, narodem”.

Branża turystyczna zmaga się z problemami, ponieważ zagraniczni turyści coraz bardziej wahają się przed przyjazdem do Stanów Zjednoczonych. Nawet migracja – siła napędowa amerykańskiego wzrostu gospodarczego, innowacji, siły roboczej i odnowy narodowej – zmierza obecnie w złym kierunku. Mniej osób przyjeżdża do kraju, więcej Amerykanów wyjeżdża, a według niektórych szacunków kraj osiągnął już ujemny wskaźnik migracji netto.

To nie jest cecha narodu „odnoszącego sukcesy”. To cecha narodu, z którego ludzie coraz bardziej chcą uciekać.

Nawet zbliżające się Mistrzostwa Świata w Piłce Nożnej – które zazwyczaj są okazją do rozwoju gospodarczego turystyki, podróży i hotelarstwa – pozostają w cieniu twardej polityki imigracyjnej rządu, protestów przeciwko zatrzymaniom i gróźb zakłócenia podróży międzynarodowych na kluczowych lotniskach.

Oto co się dzieje, gdy naród traktuje przybyszów, imigrantów i dysydentów przede wszystkim jako zagrożenie, a dopiero w drugiej kolejności jako ludzi: ludzie przestają przyjeżdżać, przedsiębiorstwa cierpią, a strach staje się oficjalną polityką.

Mimo nieustających zwycięstw rządu, gospodarka wysyła sygnały ostrzegawcze: spada wzrost gospodarczy, konsumenci są napięci, koszty rosną, oszczędności maleją, a chaos polityczny pozostawia rodziny, małe firmy i całe gałęzie przemysłu niepewne, jakie nowe turbulencje przyniesie jutro.

Straty odbijają się na nas negatywnie.

Tymczasem człowiek, który obiecał położyć kres wojnom, jest odpowiedzialny za ich kontynuację i ekspansję. Człowiek, który obiecał obniżyć ceny, przyczynił się do wzrostu niepewności. Człowiek, który obiecał osuszyć bagno, przekształcił rząd w system patronatu dla lojalistów, kolesiów, kontrahentów, oligarchów i wpływowych maklerów. Człowiek, który obiecał prawo i porządek, wykorzystał prawo jako broń przeciwko wrogom i zawiesił je dla przyjaciół.

To nie jest zwycięstwo.

To powolna klęska republiki konstytucyjnej, dokonana poprzez widowisko, nadużycia, chciwość i brutalną przemoc.

Przyjrzyjmy się aktualnej liście tak zwanych „osiągnięć” Trumpa.

Fundusz „anty-uzbrojeniowy” o wartości 1,776 miliarda dolarów – rzekomo utworzony w celu rekompensaty ofiarom nadużyć rządowych – szybko stał się sztandarowym przykładem nadużyć władzy. Krytycy ostrzegali, że pieniądze podatników mogą zostać wykorzystane do nagradzania sojuszników Trumpa, politycznych lojalistów, a nawet osób oskarżonych o ataki z 6 stycznia. Fundusz ten został od tego czasu zablokowany w sądzie, zaskarżony jako bezprawny i podobno ponownie rozpatrzony w obliczu krytyki ze strony obu partii; jednak nadrzędne porozumienie pozostaje surowym ostrzeżeniem: ugoda, która mogłaby chronić Trumpa, jego rodzinę i powiązane z nim firmy przed przyszłymi kontrolami podatkowymi, trąci korupcją opartą na samo-bogaceniu.

Sala balowa w Białym Domu warta 400 milionów dolarów, reklamowana jako „dar” dla kraju, stała się idealnym pomnikiem priorytetów tej administracji: pozłacanego spektaklu, wpływu darczyńców, wyjątków od wymogów bezpieczeństwa i imperialnej demonstracji wielkości w czasach, gdy przeciętni Amerykanie mają trudności z zapewnieniem sobie pożywienia, mieszkania, opieki zdrowotnej i podstawowych potrzeb.

Sam Biały Dom jest przebudowywany na podobieństwo Trumpa – więcej złota, więcej przepychu, więcej próżności – podczas gdy konstytucyjne podstawy prezydentury są traktowane jako zbędne. Nawet Centrum Kennedy’ego stało się częścią tej marki, dopóki sędzia federalny nie orzekł, że nazwisko Trumpa zostało dodane bezprawnie i nie uniemożliwił administracji zamknięcia instytucji kulturalnej na czas remontu.

A potem są sądy, gdzie kolejne zarządzenia Trumpa przesuwały granice prawa. Sądy niższej instancji wielokrotnie musiały przypominać rządowi, że władza wykonawcza nie jest absolutna, że ​​stan wyjątkowy nie uchyla Konstytucji i że nawet prezydenci muszą przestrzegać prawa.

Te porażki nie miały charakteru czysto formalnego: sędziowie oskarżyli rząd o dyskryminację mediów ze względu na ich poglądy, o niezgodne z konstytucją karanie kancelarii prawnych, bezprawne manewry celne i działania wykonawcze, które traktują ograniczenia konstytucyjne jako uciążliwość, a nie wiążące prawo.

Oto miara „sukcesu” Trumpa: finansowane z podatków kampanie odwetowe, prestiżowe projekty, luksusowe pokoje, porażki prawne, chaos konstytucyjny i rząd zarządzany coraz bardziej tak, jakby był osobistym imperium.

Prezydent zgarnia widowisko. Lojaliści zgarniają łupy. Prawnicy zgarniają pozwy.

A cenę zapłacą Amerykanie.

Jeśli wierzyć rządowi, Ameryka jest silniejsza, bezpieczniejsza, bogatsza, bardziej wolna i szanowana niż kiedykolwiek. To jest argument. To hasło. To namiot cyrkowy wzniesiony nad ruinami.

Najnowsza propaganda Białego Domu praktycznie głosi to, co niewypowiedziane: „ZAUFAJCIE TRUMPOWI”. „Po prostu usiądźcie wygodnie i zrelaksujcie się” – to oficjalne przesłanie Trumpa – „na końcu wszystko będzie dobrze – zawsze tak jest!”

To nie jest filozofia rządzenia. To żądanie posłuszeństwa.

Wolny naród „nie siedzi bezczynnie”, podczas gdy rząd rozszerza swoją władzę, prowadzi wojny, rabuje skarb państwa, karze dysydentów, monitoruje obywateli, unieważnia decyzje sądów i traktuje konstytucję jako opcjonalną.

Wolny naród nie ufa swoim władcom. Oni ich krępują łańcuchami.

A gdy władcy żądają zaufania i nakłaniają ludzi do ignorowania dowodów, które mają tuż przed oczami, wówczas ludzie muszą przyjrzeć się temu jeszcze uważniej.

Przyjrzyj się bliżej hasłom, okrążeniom zwycięstwa i pozłacanemu spektaklowi, a zobaczysz, że straty zaczynają się piętrzyć.

Amerykanom obiecano dobrobyt. Otrzymali natomiast gospodarkę, w której zyski korporacji i giełdy maskują fakt, że przeciętne gospodarstwa domowe są na skraju wyczerpania, oszczędności maleją, długi rosną, a koszty podstawowych artykułów pierwszej potrzeby systematycznie obniżają płace.

Powiedziano im, że cła ukarzą zagraniczne rządy i przywrócą miejsca pracy w kraju. Zamiast tego otrzymali wyższe koszty przerzucone na konsumentów, środki odwetowe, niedobory dostaw i politykę handlową opartą bardziej na teatrze politycznym niż na strategii. Nawet sądy zaczęły traktować program taryfowy jako to, czym jest: polityką gospodarczą opartą na improwizacji władzy wykonawczej, gdzie sędziowie unieważniają lub ograniczają cła, podczas gdy rząd wciąż szuka nowych luk prawnych.

Obiecano im, że stanowcza postawa wobec imigrantów wzmocni Amerykę. Otrzymali jednak naród, który odstraszył pracowników, studentów, turystów, przedsiębiorców i rodziny, które od dawna przyczyniały się do rozwoju jej gospodarki.

Obiecano im, że Ameryka znów będzie budzić szacunek. Otrzymali jednak kraj coraz bardziej postrzegany jako niestabilny, wrogi, nieprzewidywalny i niebezpieczny – nie tylko przez przeciwników, ale także sojuszników, gości, inwestorów i potencjalnych partnerów.

Powiedziano im, że wojny się skończą. Zamiast tego otrzymali więcej rozmów o wojnie, więcej eskalacji militarnej, więcej pustych czeków na machinę wojenną i więcej wymówek dla rozszerzania władzy wykonawczej w imię bezpieczeństwa narodowego.

Powiedziano im, że konstytucja zostanie przywrócona. Zamiast tego otrzymali prezydenta, który oświadczył: „Kto ratuje swój kraj, nie łamie prawa”.

Słuchaj uważnie, gdy władca mówi coś takiego.

To nie jest konstytucjonalizm. To język królów, dyktatorów i władców, którzy wierzą, że ich intencje są ważniejsze od prawa.

Konstytucja została napisana właśnie po to, aby zapobiec zakorzenieniu się tego rodzaju myślenia w Ameryce.

Nie mówi, że prezydent może łamać prawo, powołując się na szlachetne pobudki. Nie mówi, że władza wykonawcza może omijać Kongres, nękać sądy, karać krytyków, uciszać osoby o odmiennych poglądach, rozmieszczać wojsko w kraju, rabować skarb państwa ani rządzić dekretem o stanie wyjątkowym, kiedy tylko odpowiada to osobie sprawującej urząd w Białym Domu.

Nawet samo głosowanie jest wciągane w machinę kontroli wykonawczej, ponieważ administracja Trumpa forsuje rozporządzenie wykonawcze dotyczące głosowania korespondencyjnego, które umożliwiłoby agencjom federalnym podejmowanie decyzji o kwalifikowalności wyborców i dostarczaniu kart do głosowania, tradycyjnie kontrolowanych przez stany. Kiedy władza wykonawcza rości sobie prawo do decydowania, czyj głos zostanie policzony, kto otrzyma kartę do głosowania pocztą i kto zostanie pociągnięty do odpowiedzialności za utrudnianie głosowania, prawo do głosowania staje się kolejną wolnością podlegającą zatwierdzeniu przez prezydenta.

Ale to właśnie ta teoria rządzenia jest obecnie wystawiana na próbę w czasie rzeczywistym: władza prezydenta jako pusty czek, prawo jako broń, prawa jako przywileje, odmienne opinie jako zagrożenie, a odpowiedzialność jako niedogodność.

Sposób Trumpa na zwycięstwo wymaga, aby Amerykanie przegrali.

Aby państwo policyjne wygrało, Czwarta Poprawka musi przegrać.

Aby państwo policyjne wygrało, prywatność musi przegrać.

Aby machina wojenna wygrała, pokój musi przegrać.

Aby władza wykonawcza wygrała, musi przegrać zasada trójpodziału władzy.

Aby oligarchowie wygrali, rodziny klasy robotniczej muszą przegrać.

Aby propaganda wygrała, prawda musi przegrać.

Aby silny przywódca wygrał, konstytucja musi przegrać.

Oto oferta handlowa oferowana Amerykanom: wymieńcie swoje prawa na obietnice bezpieczeństwa, swoje wolności na obietnice wielkości, swoje pieniądze z podatków na obietnice dobrobytu i swoje sumienie na dreszczyk emocji związany z oglądaniem, jak ktoś inny zostaje ukarany.

Tak właśnie działa polityka autorytarna. Nie zaczyna się od ujawnienia się jako tyrania. Jest opakowana we flagi, hasła, kozły ofiarne i obietnice zemsty. Oferuje ludziom satysfakcję z upokorzenia wrogów, jednocześnie po cichu budując mechanizmy, które ostatecznie zostaną użyte przeciwko wszystkim.

Ten mechanizm już istnieje.

Myślcie samodzielnie.

Wolność słowa jest nadal podważana. Pierwsza Poprawka zabrania rządowi tłumienia opinii, karania osób o odmiennych poglądach, atakowania protestujących, zastraszania dziennikarzy i uciszania instytucji. Mimo to wypowiedzi polityczne podważające władzę rządu są coraz częściej traktowane jako podejrzane, ekstremistyczne, niebezpieczne lub nielojalne. Przeciwnicy wojny, aktywiści studenccy, sygnaliści, dziennikarze, dysydenci religijni, krytycy polityczni i zwykli obywatele, którzy odmawiają podporządkowania się linii partii, ryzykują, że zostaną zaliczeni do stale rozszerzającego się grona wrogów państwa.

Nadzór stale rośnie. Rozpoznawanie twarzy, śledzenie biometryczne, czytniki tablic rejestracyjnych, dane o lokalizacji telefonów komórkowych, centra fuzji, algorytmy predykcyjne, drony, analiza danych AI i nadzór finansowy umożliwiły rządowi i jego partnerom korporacyjnym śledzenie, katalogowanie i profilowanie populacji z zapierającą dech w piersiach wydajnością. Wszystko, co kiedyś wymagało nakazu, personelu i uzasadnionego podejrzenia, można teraz osiągnąć za pomocą bazy danych, umowy na oprogramowanie i funkcjonariusza gotowego kliknąć „szukaj”.

Uprawnienia policji rządowej nadal są wykorzystywane jako broń. Te same mechanizmy, które dziś są wykorzystywane przeciwko imigrantom, jutro mogą być wykorzystane przeciwko dysydentom politycznym. Te same listy obserwacyjne, które służą do monitorowania „ekstremistów”, mogą być wykorzystywane do monitorowania rodziców, weteranów, posiadaczy broni, aktywistów, dziennikarzy, osób wierzących, ekologów, demonstrantów antywojennych i każdego, kto kwestionuje preferowaną przez rząd narrację.

Amerykanie są nadal traktowani przede wszystkim jako podejrzani, a dopiero w drugiej kolejności jako obywatele. W społeczeństwie, w którym nie ma miejsca na przestępczość, niewinność nie ma znaczenia. Liczy się to, co przewiduje algorytm, co sugeruje lista obserwowanych, co sugeruje profil danych lub co urzędnik państwowy uważa, że ​​możesz zrobić, powiedzieć, pomyśleć lub poprzeć. Należyty proces staje się kwestią drugorzędną, gdy podejrzenie zostanie zautomatyzowane.

Wojsko jest nadal traktowane jako siła wewnętrzna. Z każdym nowym wezwaniem do wysłania wojsk do kraju, każdym nowym ogłoszeniem stanu wyjątkowego, każdym nowym połączeniem pracy lokalnej policji z władzami federalnymi, granica między polem bitwy a ojczyzną staje się coraz cieńsza. Ojcowie Założyciele dostrzegali niebezpieczeństwo, jakie niesie ze sobą stała armia używana przeciwko ludziom. Żyjemy z konsekwencjami zignorowania ich ostrzeżeń.

Policja pozostaje zmilitaryzowana. Lokalne organy ścigania, wyposażone w sprzęt bojowy i przeszkolone w taktyce walki, nadal działają mniej jak lokalni żołnierze sił pokojowych, a bardziej jak siły okupacyjne. Żadne wolne społeczeństwo nie pozostanie wolne na długo, jeśli każde spotkanie z rządem może przerodzić się w pokaz siły.

Sygnaliści nadal są karani. Organy nadzoru nadal są marginalizowane. Inspektorzy generalni, audytorzy, śledczy i urzędnicy, którzy ujawniają korupcję, są traktowani jako przeszkody do usunięcia, a nie jako zabezpieczenia, które należy chronić. Rząd, który nie toleruje żadnego nadzoru, to rząd, który ma coś do ukrycia.

Imperialna prezydentura stale się rozszerza. Trump nie wynalazł rozszerzenia władzy wykonawczej, ale z całych sił ją sobie przywłaszczył. Każdy prezydent w najnowszej historii przyczyniał się do rozszerzenia władzy prezydenckiej poprzez dekrety, deklaracje stanu wyjątkowego, oświadczenia o podpisach, dyrektywy bezpieczeństwa narodowego i działania jednostronne. Wkład Trumpa polegał na obnażeniu grzecznościowej fikcji, jakoby władza ta była sprawowana niechętnie lub w granicach konstytucyjnych. On to afiszuje.

To jest prawdziwe zagrożenie obecnej sytuacji.

Nie chodzi tylko o to, że prezydent chce mieć zbyt dużą władzę. Chodzi o to, że cały system jest tak ukształtowany, by mu ją dać.

Kongres narzeka, ale ustępuje. Sądy protestują, ale się stosują. Władze się stosują. Kontrahenci zyskują. Media gonią za spektaklem. Opinia publiczna jest rozproszona codziennym cyklem oburzenia. Partie wiwatują, gdy ich strona odnosi korzyści, i narzekają tylko wtedy, gdy machina obraca się przeciwko nim.

W ten sposób Państwo Głębokie wygrywa, niezależnie od tego, która partia ogłosi zwycięstwo w dniu wyborów.

Twarze się zmieniają. Maszyny pozostają.

Hasła się zmieniają. Nadzór pozostaje.

Partia rządząca się zmienia. Machina wojenna pozostaje.

Retoryka się zmienia. Dług, wydatki, tajemnica, państwo policyjne, wpływy korporacji, uprawnienia nadzwyczajne i lekceważenie konstytucji pozostają.

„Zwycięstwo” Trumpa to po prostu najnowsza kampania reklamowa starego oszustwa: przekonania ludzi, że wygrywają, jednocześnie odbierając im możliwość samodzielnego rządzenia.

Nazywaj to jak chcesz – bezpieczeństwem narodowym, bezpieczeństwem granic, nacjonalizmem gospodarczym, prawem i porządkiem, walką z korupcją, uprawnieniami nadzwyczajnymi, hasłem „Ameryka na pierwszym miejscu” – ale jeśli końcowym rezultatem będzie więcej władzy państwa i mniej wolności jednostki, to powinniśmy już wiedzieć, kto tak naprawdę wygrywa.

To nie rodzina ma problem z zapewnieniem sobie jedzenia.

To nie małe przedsiębiorstwa próbują przetrwać cła, inflację, niedobory siły roboczej i wstrząsy regulacyjne.

To nie rolnik, nauczyciel, weteran, student, emeryt ani rodzic próbuje związać koniec z końcem.

To nie podróżny zostaje zatrzymany, przeszukany, przesłuchany lub odesłany przez coraz bardziej wrogie siły bezpieczeństwa.

To nie rodziny imigrantów żyją w strachu.

To nie demonstrant korzysta ze swojego prawa do wolności wypowiedzi.

Monitorowane nie są transakcje finansowe, ruchy, komunikacja i kontakty obywatela.

To nie podatnicy są zmuszani do finansowania niekończących się wojen, dotacji korporacyjnych, zmilitaryzowanej policji, kontraktów na nadzór, więzień i prestiżowych projektów politycznych.

Zwycięzcy są zawsze ci sami: firmy zbrojeniowe, handlarze danymi, operatorzy prywatnych więzień, firmy zajmujące się inwigilacją, lobbyści, osoby z branży politycznej, spekulanci z Wall Street, kontrahenci rządowi, partyjne organy ścigania, darczyńcy z dostępem, lojalni ludzie poszukujący płatności oraz biurokratyczne ośrodki władzy, czerpiące zyski ze strachu, kryzysów i kontroli.

Przegranymi jesteśmy „my, ludzie”.

Oto gorzka prawda, z którą muszą zmierzyć się Amerykanie: rząd, który obiecuje ci, że zrobisz z ciebie „zwycięzcę” poprzez odebranie władzy komuś innemu, ostatecznie odbierze władzę również tobie.

Prawa nie są stronnicze. Należyty proces nie jest stronniczy. Wolność słowa nie jest stronnicza. Prywatność nie jest stronnicza. Ograniczenia władzy wykonawczej nie są stronnicze. Konstytucja nie powinna być rekwizytem wyborczym, formalnością prawną ani przeszkodą w osiągnięciu zwycięstwa politycznego.

Konstytucja jest umową wiążącą rząd.

Bez nich mamy tylko władców i poddanych.

Dlatego prawdziwą miarą każdego rządu nie jest to, jak głośno się przechwala, ilu wrogów ukarze, ile podpisze dekretów wykonawczych, ile wyśle ​​wojsk, ile agencji wyczyści i w ilu nagłówkach gazet zdominuje.

Prawdziwą miarą jest to, czy ludzie cieszą się większą wolnością, czy ich prawa są lepiej chronione, czy ich własność jest bezpieczniejsza, czy są lepiej chronieni przed nadużyciami państwa i czy są w stanie skuteczniej pociągać władzę do odpowiedzialności.

Według tych kryteriów nie wygramy.

Przegrywamy i to we wszystkich ważnych dziedzinach.

Przegrywamy, gdy prezydent rości sobie prawo do decydowania, które prawa go dotyczą.

Przegramy, jeśli Kongres pozwoli, by jego rola stała się nieistotna.

Tracimy, gdy sądy traktowane są jako przeszkody, a nie jako konstytucyjne mechanizmy kontroli i równowagi.

Przegrywamy, gdy policja zachowuje się jak żołnierze, a od żołnierzy wymaga się, by zachowywali się jak policjanci.

Przegrywamy, gdy odmienne poglądy traktowane są jako ekstremizm.

Przegrywamy, gdy inwigilacja staje się ceną obywatelstwa.

Tracimy, gdy gospodarka jest zarządzana w sposób, który przynosi korzyści najpotężniejszym, podczas gdy zwykłym Amerykanom wmawia się, że mają celebrować swoje własne trudności jako przejaw patriotyzmu.

Przegrywamy, gdy wojna staje się normą, a pokój złamaną obietnicą, której nikt nie zamierza dotrzymać.

Przegrywamy, gdy rząd bazujący na zgodzie zostaje zastąpiony rządem bazującym na przymusie.

A najwięcej tracimy, gdy zaakceptujemy kłamstwo, że to wszystko jest zwycięstwem.

Moi przyjaciele, nie dajcie się zwieść sloganom.

Naród może wymachiwać flagami, organizować parady, stawiać pomniki, chwalić się swoją wielkością, karać wrogów, być na pierwszych stronach gazet, a mimo to stracić swoją duszę.

Prezydent może nazwać to zwycięstwem. Partia polityczna może nazwać to zwycięstwem. Media mogą przedstawić to jako zwycięstwo. Masy mogą przyłączyć się do skandowania.

Ale jeśli ceną za to ma być konstytucja, to wszyscy na tym stracimy.

Rozwiązaniem nie jest zastąpienie jednego silnego przywódcy innym, nadużyć jednej partii nadużyciami innej partii ani jednej grupy władców inną grupą władców, którzy obiecują wykorzystywać ten sam mechanizm w sposób bardziej życzliwy.

Rozwiązaniem jest demontaż maszyn.

Odrzuć politykę strachu. Odrzuć kult jednostki. Odrzuć fałszywy wybór między bezpieczeństwem a wolnością. Odrzuć propagandę, która przekonuje cię, że twój sąsiad jest wrogiem, podczas gdy rząd po cichu opróżnia twoje kieszenie i pozbawia cię twoich praw.

Znajdźcie wspólny język ze współobywatelami, nie w lojalności partyjnej, lecz w zasadach konstytucyjnych.

Broń wolności słowa, nawet jeśli nie lubisz mówcy. Broń rzetelnego procesu, nawet jeśli nie lubisz oskarżonego. Broń prywatności, nawet jeśli nie masz nic do ukrycia. Broń ograniczeń władzy wykonawczej, nawet jeśli twój ulubiony polityk zasiada w Białym Domu.

Bądź niebezpieczny w najlepszy możliwy sposób: myśląc samodzielnie, nie dając się uciszyć, odrzucając polityczny plemienność i upierając się, że żaden prezydent, żadna partia, żadna władza, żaden sąd, żadna korporacja i żaden kryzys nie stoi ponad Konstytucją.

Jak jasno stwierdzam w mojej książce „Battlefield America: The War on the American People” i jej fikcyjnym odpowiedniku „The Erik Blair Diaries”, wojna rządu z ludem nie skończy się, dopóki ludzie będą nadal mylić dominację z przywództwem, widowisko z siłą, a propagandę z prawdą.

Za dużo zwycięstw? Nie.

Za dużo władzy. Za dużo korupcji. Za dużo inwigilacji. Za dużo wojny. Za dużo chciwości. Za dużo strachu. Za dużo rządu, który działa tak, jakby konstytucja była opcjonalna.

Jeśli Ameryka ma ponownie wygrać w jakimkolwiek znaczącym sensie, to nie stanie się tak dlatego, że jakiś polityk obiecał to z mównicy.

Stanie się tak dlatego, że „my, ludzie” w końcu przypomnieliśmy sobie, że wolność nie jest czymś, co dają nam władcy.

Wolność to coś, czego nie możemy oddać.

Źródło: Jeśli to jest zwycięstwo, Ameryka nie może sobie na nie pozwolić

System kaucyjny to finansowy sabotaż i rabunek

Jan Cichocki gloria.tv/post

Najnowsze dane z Trójmiasta, gdzie straty Zakładu Utylizacyjnego i Eko Doliny przekraczają 10 milionów złotych rocznie, to czarno na białym dowód na to, że system kaucyjny w obecnym wydaniu to finansowy sabotaż.


Pod płaszczykiem troski o środowisko odebrano gminom najbardziej wartościowe surowce – PET i puszki – które dotychczas finansowały sprawne działanie systemu gospodarki odpadami.


Efekt? Gminne spółki toną w stratach, a my dostajemy rachunki wyższe o 25%.


Prawda jest banalna i brutalna: przez lata bezmyślnie segregowaliśmy śmieci, wykonując darmową pracę dla firm, które zarabiały krocie na odzysku „złotych” surowców.
Teraz, gdy te surowce wyprowadzono z systemu do prywatnych kieszeni, ciężar finansowania całego bałaganu przerzucono bezpośrednio na mieszkańców. Płacimy kaucję przy kasie, stajemy się darmowymi logistykami dźwigającymi worki do automatów, a na koniec i tak płacimy drastycznie więcej za odbiór odpadów, bo zniknął dochód, który kiedyś stabilizował nasze opłaty.
Czy naprawdę nie widzicie, że jesteśmy rozgrywani w tej samej, cyklicznej grze? Butelki i puszki zawsze były drogocennym towarem, na którym budowano fortuny, podczas gdy nam wmawiano, że segregacja to nasz obywatelski obowiązek. Dziś staliśmy się narzędziem w rękach tych, którzy prywatne zyski przekładają nad nasze bezpieczeństwo finansowe. Jak długo jeszcze pozwolimy robić z siebie naiwnych, dopłacając do interesu, w którym to my ponosimy wszelkie koszty, a zysk wyprowadzany jest za granicę?
Czas przestać pytać o ekologię, a zacząć pytać, czyja to kieszeń pęcznieje od naszych pieniędzy, podczas gdy nasze miejskie budżety notują milionowe straty.


Konieczne zatem jest wymuszenie na władzach pełnej transparentności budżetów miast, aby każda złotówka z naszych opłat była publicznie rozliczana w czasie rzeczywistym.
Musimy aktywować narzędzia demokracji bezpośredniej, takie jak obligatoryjne referenda lokalne i obywatelskie weto, które zatrzymają niekorzystne decyzje finansowe podejmowane bez naszej zgody.
Tylko poprzez inicjatywę ustawodawczą mieszkańców odzyskamy realną kontrolę nad systemem gospodarki odpadami, czyniąc go narzędziem służącym obywatelowi, a nie prywatnym korporacjom.

CHCESZ KUPIĆ JAJKA ? PODAJ PESEL, ZESKANUJ TĘCZÓWKĘ

Jan Cichocki gloria.tv/post

CHCESZ KUPIĆ JAJKA ? PODAJ PESEL, ZESKANUJ TĘCZÓWKĘ


Pamiętacie, pisałem o Wenezueli. Wielu myślało, że to jakiś komunistyczny dziwoląg. Niestety, to wielkie, obok Chin, Wietnamu, laboratorium testujące proces wdrażania totalnego zniewolenia.

Za rok, bo 10.07.2027 wchodzi w Polsce AMLR, pod pretekstem walki z praniem brudnych pieniędzy. Trzeba będzie przy zakupach pokazać PESEL, potem siatkówka oka i linie papilarne. Oczywiście zacznie się od dóbr tak zwanych „luksusowych”. Pytanie tylko kto będzie tworzył listy tych dóbr. Chyba już wiecie, że metodą cichych kroczków do 2030 znajdziemy się w Wenezueli. Dlatego przypominam mój artykuł z 03.01.2026, jaki wcześniej publikowałem kilka razy w latach 2018-2025.

=============================================


WENEZUELA, LABORATORIUM REPRESJI CZYLI CO CZEKA POLAKÓW DO WYBORÓW 2027


Od 2014 w Wenezueli wprowadzono system biometryczny w publicznych i prywatnych sieciach dystrybucji produktów i towarów, argumentując wdrożenie technologii biometrycznej kontroli niedoborami żywności, przemytem, spekulacją, i koniecznością reglamentacji najbardziej poszukiwanych produktów. Klasyczny model „stwórz problem i zaproponuj rozwiązanie”.
Czytniki linii papilarnych, skanery siatkówki oka znalazły się przy każdej kasie w Wenezueli. w każdej. By cokolwiek kupić trzeba okazać najpierw dokumenty, a następnie przejść system biometrycznej kontroli zgodności, skanowanie odcisków palców i tęczówki oka.

Dziwnie koresponduje testowanie takiego systemu w Wenezueli z likwidacją polskiego rolnictwa.

Wszystko nagle staje się jasne, jeżeli Polacy zdadzą sobie sprawę z tego, że opisywane systemy kontroli testowane od 2014 roku w Wenezueli, zaczną wchodzić w życie w Polsce od lipca 2027 roku. To logiczne, likwidacja rolnictwa musi się wiązać z niedoborami podstawowych produktów, spekulacją, przemytem. Wtedy władze RP powielą system testowany i doskonalony w Wenezueli od 11 lat.
To nie koniec, ten sam system ma gwarantować w Polin rzetelność wyborów już w 2027 roku.
Już teraz wiecie po co ta POPIS-wa szopka.


Wenezuelska Narodowa Rada Wyborcza wdrożyła biometryczny system rejestracji wyborców oparty na odciskach palców już w 2004 roku. Od czasu wdrożenia pierwotnego rejestru biometrycznego w 2004 roku w krajowej bazie danych wyborców zarejestrowano odciski palców 11 milionów wyborców. Rekordy te połączono z bazą danych wenezuelskiego Urzędu ds. Identyfikacji i Imigracji (SAIME) oraz z danymi odcisków palców uzyskanymi za pośrednictwem aplikacji do szybkiej rejestracji odcisków palców przed wyborami (aplikacja ta została wdrożona w całym kraju i zarejestrowała ponad milion nowych rekordów). System ma obecnie zarejestrowane odciski palców 18 milionów osób.
MegaMatcher SDK został zaprojektowany do tworzenia wielkoskalowych zautomatyzowanych systemów identyfikacji odcisków palców (AFIS) oraz wielo -biometrycznych systemów identyfikacji wykorzystujących dowolną kombinację
odcisków palców, twarzy, tęczówki oka lub dłoni. Algorytmy identyfikacji w MegaMatcher zostały zaprojektowane od podstaw tak, aby działały samodzielnie lub w połączeniu, zapewniając bardzo szybkie dopasowanie z jeszcze większą niezawodnością niż AFIS lub jakakolwiek inna pojedyncza identyfikacja biometryczna.
Algorytm dopasowania MegaMatcher może dopasować do 1 200 000 twarzy na sekundę, 160 000 dopasowań odcisków palców na sekundę lub 1 440 000 tęczówek oka na sekundę na jednym procesorze (w oparciu o procesor Intel Core2 z 4 rdzeniami taktowany zegarem 2,66 GHz). Dzięki odpornemu na błędy, skalowalnemu oprogramowaniu klastra MegaMatcher Cluster Server firmy Neurotechnology, liczby te można zwielokrotnić na wielu komputerach.
Te systemy gwarantują pełną kontrolę procesu wyborczego, innymi słowy, po ich wprowadzeniu, wybory staną się już totalną fikcją. Dlaczego zatem USA zaatakowały Wenezuelę ? Ano dlatego że Maduro chciał przechytrzyć oligarchię, jak Hitler, i systemy jakie testowała światowa oligarchia w Wenezueli implementował tak, by sobie zapewnić dożywotnie rządy. Wygląda na to że Maduro kombinował, być może słusznie, by system biometryczny stanowił zaporę przed przebieraniem się za Wenezuelczyków i przejęciem państwa od wewnątrz. W ten sposób, jak Stalin, mógł weryfikować swoje otoczenie i zapewniać sobie absolutne bezpieczeństwo.
Decyzją administracyjną nr 525 z dnia 17 października 2024 r., opublikowaną w Dzienniku Urzędowym nr 42987, Autonomiczna Służba Rejestrów i Notariuszy (SAREN) Wenezueli ustanowiła stosowanie środków elektronicznych i biometrycznych do przetwarzania, rejestracji i sporządzania dokumentów przed notariuszami i kancelariami notarialnymi. Pełna kontrola majątków, ich źródeł i ich przemieszczania się. Chodzi o to by ci jacy będą protestować, walczyć z tym barbarzyńskim i antyludzkim systemem nie mogli liczyć na wsparcie. Dlatego system ten objął także ścisłą kontrolą rachunki bankowe i przepływy na rachunkach, co w Polsce będzie już wdrażane od stycznia 2027 roku.
Warto dodać że system biometryczny w Wenezueli objął także systemy komunikacji, przemieszczania się. To wstęp do słynnych piętnastominutowych miast.


Teraz rozumiecie dlaczego elity zachodu rozwalają swoje państwa, dlaczego nasycają swoje populacje imigrantami. Wyobraźcie sobie że opisywane wyżej systemy będą wprowadzane w Niemczech, Francji, Hiszpanii , we Włoszech, czy w Wielkiej Brytanii. Gdyby coś podobnego chciano wdrożyć tam dwadzieścia lat temu doszłoby do krwawej rewolucji, jaka zdmuchnęłaby zachodnie elity z piedestału.

Iran ma coś więcej, niż cieśnina Ormuz, żeby szachować świat. „Podwodne szachy”

Iran ma coś więcej, niż cieśnina Ormuz, żeby szachować świat

Opublikowano: 10.06.2026

Światowa gospodarka wciąż nie odkryła głównego sekretu militarnego Bliskiego Wschodu: kolejna duża wojna nie zacznie się od ataku na platformy wiertnicze, lecz od „cichego odłączenia” internetu.

Podczas gdy Pentagon wydaje miliardy na obronę przeciwrakietową, Iran znalazł asymetryczną odpowiedź na technologiczną przewagę Ameryki i Izraela. Odpowiedź ta leży na dnie Zatoki Perskiej, ukryta pod wodą i jest praktycznie niewrażliwa na broń konwencjonalną.

Ukryta tętnica: dlaczego Zatoka Perska jest ważniejsza niż Wall Street

Zwykle postrzegamy Cieśninę Ormuz jako wąskie gardło dla 20% światowych zasobów ropy naftowej. Ale po 2024 roku ten obraz stał się nieaktualny. Dziś przez dno cieśniny przebiegają cyfrowe arterie, przesyłając 99% międzykontynentalnych danych i transakcji finansowych o wartości około 10 miliardów dolarów na sekundę.

Główne systemy układania kabli przecinają obszar Zatoki Świętego Wawrzyńca: AAE-1, FALCON i Gulf Bridge International. Fizycznie są one mniej chronione niż jakikolwiek tankowiec. Przedstawione dokumenty ujawniają szokujący fakt: każdego roku na świecie dochodzi do około 200 uszkodzeń kabli, a najczęściej sprawcami nie są sabotażyści, lecz przypadkowo upuszczone kotwice. Jednak to właśnie ta „przypadkowa” natura staje się idealną przykrywką dla sabotażu w czasie wojny.

Mapa jako ultimatum: kroki Korpusu Strażników Rewolucji Islamskiej

22 kwietnia 2025 roku (według pierwotnej chronologii danych) miało miejsce wydarzenie, które zachodni analitycy nazwali „Cyfrowym Khaybarem”. Agencja informacyjna Tasnim, powiązana z Korpusem Strażników Rewolucji Islamskiej (IRGC), opublikowała nie tylko artykuł , ale także manifest wojskowy. Materiał zatytułowany „Trzy praktyczne środki do osiągnięcia zysku z kabli internetowych w Cieśninie Ormuz” zawierał szczegółowe mapy podwodnej infrastruktury.

Nie było to wezwanie do zniszczenia. To była propozycja porozumienia, którego nie można było odrzucić. Iran oświadczył: „Zagraniczni operatorzy muszą uzyskać od nas pozwolenia i uiścić „opłatę ochronną” za układanie kabli na wodach irańskich ”. Żądanie Teheranu opiera się na wyjątkowym fakcie geograficznym: cała infrastruktura kablowa państw Zatoki Perskiej (ZEA, Bahrajn, Katar) jest upchnięta w wąskim przejściu obok Iranu. Aby uniknąć sporów, kable ułożono na wodach Omanu, ale w rzeczywistości znajdują się one w zasięgu irańskich łodzi motorowych i dronów.

Zakładnicy naprawy: „Siła wyższa” Alcatela jako broń masowego rażenia

Prawdziwa siła Iranu ujawnia się nie w momencie ataku na kabel, ale w momencie jego naprawy. Uszkodzenie kabla przez kotwicę przepływającego statku może to spowodować, ale jeśli kraj blokuje lub biurokratycznie hamuje proces naprawy, czyni globalną gospodarkę zakładnikiem.

Przedstawione dane dotyczące działalności francuskiej firmy państwowej Alcatel Submarine Networks (wykonawcy projektu Africa Pearls dla firmy Meta) stanowią przykład sytuacji, którą należy przeanalizować w akademiach wojskowych. 12 marca 2025 roku Alcatel ogłosił stan „siły wyższej” w Zatoce Perskiej. Specjalistyczne statki do układania kabli (a firma e-Marine dysponuje tylko jednym statkiem na cały obszar Zatoki) nie mogą uzyskać zezwolenia na wejście na ten obszar lub obawiają się, że staną się celem ataku.

Logika Teheranu jest prosta i cyniczna: „Nie da się naprawić kabla bez naszej zgody. Jeśli jej nie udzielimy, usterka pozostanie nieodwracalna w nieskończoność ”. To przekształca proste zacięcie się kotwicy w długotrwałą blokadę.

Morze Czerwone jako próba: 6 miesięcy bez komunikacji

Aby zrozumieć, co czeka Zatokę Perską w przypadku wojny, wystarczy spojrzeć na wydarzenia na Morzu Czerwonym w latach 2024–2025. Rebelianci Huti (sprzymierzeni z Iranem) celowo nie zerwali kabli. Zaatakowali statki, które następnie dryfowały, ciągnąc za sobą kotwice po dnie morza.

Wynik według danych w raporcie:

– W 2024 roku uszkodzeniu uległy trzy kable, naprawa zajęła 6 miesięcy.

– Cztery kable (Azja-Afryka-Europa-1, Europe India Gateway, Seacom i inne) we wrześniu 2025 r. – jeden nadal nie działa.

– 25% ruchu między Azją i Europą załamało się.

Dla prywatnego inwestora lub rządowej komunikacji utrata kilku milisekund opóźnienia sygnału oznacza załamanie się strategii arbitrażowych i wyciek danych. Ale Iran nie potrzebuje całkowitego załamania. Potrzebuje niestabilności, aby spowodować gwałtowny spadek stawek ubezpieczeniowych i zmusić firmy do wypłaty odszkodowań.

Fundusz Irański: Nowa jurysdykcja dla szpiegostwa

Najbardziej przerażającym scenariuszem opisanym w przedstawionym dokumencie nie jest fizyczne zniszczenie kabli, lecz ich prawne ponowne złożenie. Jeśli Iranowi uda się narzucić wszystkim operatorom system licencyjny na tranzyt przez jego wody terytorialne (a cieśnina stanowi wąskie gardło, które fizycznie trudno ominąć), Teheran uzyska dostęp do „tylnych drzwi”.

Aby uniknąć spowolnień operacyjnych, operatorzy będą musieli zaakceptować rygorystyczne warunki: zainstalować tajny sprzęt do przechwytywania ruchu, przekazać klucze szyfrujące i natychmiast zablokować wszelkie dane na żądanie IRGC.

Ponieważ kable te przesyłają dane z Zjednoczonych Emiratów Arabskich, Bahrajnu i Arabii Saudyjskiej (centrów kryptowalutowych i finansowych), Iran uzyskuje dostęp do tajemnic gospodarczych swoich przeciwników. Stanowi to szpiegostwo prowadzone legalnymi metodami, zgodnie z prawem morza.

Asymetryczna odpowiedź: dlaczego Ameryka jest bezsilna?

Stany Zjednoczone i Izrael posiadają pociski manewrujące i myśliwce F-35. Nie mają jednak odpowiedzi na to zagrożenie. Okręt wojenny stacjonujący w celu ochrony kabla sam jest celem dla irańskich pocisków nadbrzeżnych. Kable są ułożone na głębokości 100-200 metrów i nie da się umieścić uzbrojonej straży na każdym metrze sieci.

Co więcej, operacja odwetowa „na lądzie” jest niemożliwa. Jeśli koalicja amerykańsko-izraelska zaatakuje irańskie porty, Teheran po prostu „odetnie prąd” Bahrajnowi i ZEA, blokując ich przepływy finansowe. Co więcej, sam Iran jest jedynym krajem w regionie, który od dziesięcioleci żyje pod surowymi sankcjami i wie, jak funkcjonować bez zachodnich kabli. Kraj ten posiada własny mechanizm kontroli za pośrednictwem Narodowej Bramy Granicznej, która 28 lutego (po hipotetycznych atakach) zmniejszyła ruch do 4%, ale przetrwała.

Blokada cyfrowa jako cel: wnioski geopolityczne

Iran nie próbuje zniszczyć Internetu. Próba przecięcia kabli to dziecinna strategia. Celem Iranu jest monetyzacja ryzyka.

Projekty nowych kabli (SeaMeWe-6, Pearls, FIG) zostały zamrożone. Istniejące systemy działają z maksymalną wydajnością. Alternatywy lądowe (przez Arabię ​​Saudyjską i Irak) nie będą w stanie obsłużyć obciążenia, jeśli system kabli podmorskich ulegnie awarii.

Dla państw Zatoki Perskiej nadeszła chwila prawdy. Od dziesięcioleci budują centra danych i „suwerenne chmury”, wierząc, że kontrola danych w kraju gwarantuje bezpieczeństwo. Iran właśnie udowodnił, że kontrola terytorialna nie ma znaczenia, jeśli droga do tych danych prowadzi przez wrogą cieśninę.

Wnioski praktyczne: trzy scenariusze eskalacji

Na podstawie analizy dostarczonego dokumentu można przewidzieć działania Iranu w kolejności eskalacji:

Scenariusz „Kotwica” (Szara Strefa): Iran, za pośrednictwem grup perswazyjnych, atakuje statki handlowe w cieśninie. Uszkodzony statek traci manewrowość i zrywa cumy kotwicą. Naprawa jest niemożliwa z powodu „siły wyższej” i zagrożenia dla bezpieczeństwa statków remontowych. Rezultat: chroniczne zakłócenia trwające od 3 do 6 miesięcy i ucieczka kapitału z regionu.

Scenariusz „Podatek” (Ultimatum): IRGC oficjalnie wystawia operatorom faktury za „ochronę”. Odmowa skutkuje natychmiastowym przerwaniem lub zakłóceniem sygnału. Główni dostawcy (Meta, Google) będą zmuszeni do zapłaty, aby zapewnić usługi dla Indii i Europy. To zalegalizuje irańską kontrolę.

Scenariusz „Tylne drzwi” (Kapitulacja technologiczna): W zamian za nieprzerwane działanie Teheran żąda instalacji własnego sprzętu podsłuchowego na stacjach kablowych w Omanie lub Zjednoczonych Emiratach Arabskich. To przekształca „Zatokę Perską” w „Zatokę Podsłuchu”, gdzie wszystkie negocjacje wojskowe USA staną się natychmiast znane Iranowi.

„Podwodne szachy”: Jak Iran zyskuje cyfrową przewagę nad Stanami Zjednoczonymi i Izraelem

Cichy wróg. Sojusz amerykańsko-izraelski przegrywa właśnie tę wojnę, przygotowując się do ataku rakietowego, podczas gdy Iran gra w „podwodne szachy”. Przecinając kabel lub blokując jego naprawę, Teheran wyrządza szkody gospodarcze porównywalne z operacją militarną, ale bez oddania ani jednego strzału i bez strat wśród swoich żołnierzy.

Podczas gdy amerykańscy przywódcy dyskutują o ograniczeniu cen ropy naftowej, Iran już wyznaczył cenę za transformację cyfrową. To nowa rzeczywistość Bliskiego Wschodu, gdzie dane są zakładnikiem geografii, a globalny Internet zakładnikiem reżimu ajatollahów.

Co zyskuje Iran, przejmując kontrolę nad kablami podmorskimi:

1. Dźwignia ekonomiczna bez wydatków wojskowych. Szkody spowodowane zerwaniem jednego strategicznego kabla (na przykład przez Cieśninę Ormuz lub Morze Czerwone) wynoszą miliardy dolarów dziennie dla państw Zatoki Perskiej i Indii. Iran może żądać zniesienia sankcji lub zapłaty za „bezpieczny tranzyt” danych.

2. Nowa forma nieśmiercionośnego odstraszania. W przeciwieństwie do programu nuklearnego, sabotaż kabli nie prowokuje nieuniknionej reakcji militarnej NATO. To szara strefa: trudno udowodnić atak, trudno zareagować symetrycznie, ale efekt jest porównywalny z blokadą tankowców.

3. Kontrola regionalnego ruchu internetowego. Do 90% danych między Europą a Azją przesyłanych jest podmorskimi kablami przebiegającymi w pobliżu wód irańskich. Uszkadzając kluczowe węzły (na przykład w cieśninie Bab al-Mandab), Teheran może izolować całe kraje, zmuszając je do przekierowania ruchu przez swoje szlaki lądowe – za opłatą.

4. Na globalnych rynkach finansowych toczy się szantaż polityczny. Dubaj, Doha i Singapur korzystają z kabli podmorskich. Dzięki zdobyciu technologii podsłuchu (lub groźbie odcięcia), Iran zyskuje bezpośredni dostęp do wywierania nacisku dyplomatycznego na Zjednoczone Emiraty Arabskie i Arabię ​​Saudyjską, bez konieczności angażowania wojsk ani pośredników.

5. Tajna platforma wywiadowcza. Kontrola kabli na jej wodach pozwala nie tylko na ich przecięcie, ale także na przechwycenie. Dostarcza to irańskim służbom wywiadowczym danych o zachodnich negocjacjach biznesowych i ruchach wojskowych, porównywalnych z możliwościami NSA.

6. Przerywanie napraw jako strategia. Iran nie musi ciągle przecinać kabli. Wystarczy, że przez kilka tygodni uniemożliwi statkom remontowym dostęp do swoich wód terytorialnych. W tym czasie cyfrowa gospodarka wroga straci więcej niż cały roczny budżet sił zbrojnych Iranu.

Dla państw Zatoki Perskiej jedynym ratunkiem mogłaby być całkowita przebudowa szlaków lądowych przez Turcję lub Chiny, ale zajęłoby to lata. Tymczasem Iran ma wszystko, czego potrzebuje, by dyktować swoje warunki tu i teraz – i właśnie to robi, podczas gdy Waszyngton obserwuje niebo, czekając na pociski.

Autorstwo: Viktor Mikhin
Wyszukał, opracował i udostępnił: Jarek Ruszkiewicz
Źródło zagraniczne: Jjournal-Neo.su
Źródło polskie: WolneMedia.net

Były szpieg MI6 Alastair Crooke: Iran wykorzystuje szansę, jaką daje wojna

YNet

Były szpieg MI6 Alastair Crooke: Iran wykorzystuje szansę, jaką daje wojna.

Wojna USA z Iranem wyszła poza pierwszą fazę i wkracza w nową – taką, w której Iran milcząco zakłada, że ​​kolejną fazą będzie wojna. Najprawdopodobniej będzie się ona składać z krótkich epizodów ograniczonej wojny, ale z potencjałem rozszerzenia się na region, jeśli USA (i Izrael) zdecydują się na gwałtowną eskalację.

Nowa faza oczywiście niesie ze sobą ryzyko, ale Iran ma w ręku asy: zdolność do wyrządzenia nieproporcjonalnie poważnych szkód infrastrukturze Zatoki Perskiej w odwecie za szkody już wyrządzone – oraz świadomość, że Zachód jest coraz bliżej upadku z energetycznej „przepaści”.

Trzy filary leżące u podstaw tej zmiany to, po pierwsze, pewność, że Iran nie może (i nie zostanie) pozbawiony kontroli nad Ormuzem, a po drugie, że wraz z konsolidacją struktur administracyjnych Iranu w tym regionie, rzeczywistość irańskiej kontroli nad Ormuzem będzie coraz bardziej internalizowana przez państwa i wyrażana w ich akceptacji irańsko-omańskiej kontroli.

Z tą podstawową zasadą wiąże się wdrożenie przez Iran coraz silniejszego środka odstraszającego przeciwko amerykańskiej blokadzie morskiej. Każda próba przechwycenia lub zaatakowania irańskich statków lub utrudnienia administracji cieśnin spotka się z coraz dotkliwszymi atakami odwetowymi. Ostatecznie taka polityka może doprowadzić do tego, że Iran będzie zadawał coraz większe szkody okrętom wojennym USA – kolejny punkt sporny.

Na przykład 3 czerwca Stany Zjednoczone wystrzeliły pocisk Hellfire w kierunku irańskiego tankowca w pobliżu Cieśniny Ormuz. W odpowiedzi pociskami został trafiony należący do USA (lub częściowo należący do USA) statek Panaya. Ponadto Iran wystrzelił trzy fale pocisków manewrujących w kierunku amerykańskiej bazy lotniczej i śmigłowcowej w Kuwejcie, skąd nastąpił atak. Pojawiły się również zdjęcia poważnych zniszczeń na Międzynarodowym Lotnisku w Kuwejcie (choć przyczyna zniszczeń pozostaje sporna).

Druga zasada, na której opiera się ta zmiana, po prostu odzwierciedla pogardę Iranu dla nieustannego wyolbrzymiania żądań Trumpa, jego przesadnych gróźb (które wyraźnie nie odpowiadają możliwościom USA), jego nieustannych przepychanek i pogardliwej retoryki pod adresem Iranu.

Wygląda na to, że irańskie kierownictwo doszło do wniosku, że kompromis jest mało prawdopodobny i że lepiej zerwać „negocjacje” niż kontynuować bezsensowne, złośliwe negocjacje z oszukańczym i schorowanym reżimem amerykańskim. Jak „New York Times” nazwał irańskie „negocjacje” – sugerując, że „chaos porozumienia” nie jest jednorazowym błędem Trumpa ograniczonym do kwestii Iranu, ale raczej stałym wzorcem nieprawidłowości, który powtarzał się w praktycznie wszystkich „pokojowych” inicjatywach Trumpa.

Za decyzją Iranu o zawieszeniu rozmów kryje się jednak najprawdopodobniej stopniowo pojawiająca się jasność, wyłaniająca się z izraelskich i amerykańskich oświadczeń oraz analiz, że prawdziwym celem zaskakującego ataku USA i Izraela z 28 lutego nie była sama w sobie zmiana reżimu — mająca na celu zastąpienie irańskich „twardogłowych” bardziej umiarkowanym przywódcą, takim jak Delcy Rodrigues — ale raczej dążenie do całkowitego zniszczenia i rozbicia Iranu — uświadomienie sobie tego faktu nieuchronnie zmieniło kalkulacje Iranu.

Uświadomienie sobie tego faktu ogromnie wzmocniło poparcie społeczne dla Republiki Islamskiej, jednocześnie przekształcając wojnę w egzystencjalną walkę o zachowanie etycznych wartości rewolucji. Z tej perspektywy Iran nie ma wiele do omówienia z Trumpem, poza przyszłym modus vivendi – jeśli i kiedy Waszyngton zrozumie, że znajduje się w impasie, a nowa rzeczywistość nabiera rozpędu.

Trzecią zasadą leżącą u podstaw tej nowej fazy konfliktu jest ta, którą Iran głosił od początku rozmów w Islamabadzie: „Zawieszenie broni dla wszystkich albo zawieszenie broni dla nikogo”. Zostało to powtórzone w niedawnym ultimatum Trumpa skierowanym do Iranu: „Gdyby zeszłotygodniowe groźby Izraela dotyczące zrównania z ziemią Dahiyeh, południowej dzielnicy Bejrutu, zostały spełnione, Iran uderzyłby z całą siłą w północny Izrael rakietami. «To było zawieszenie broni dla wszystkich — albo zawieszenie broni nie istnieje»”.

Trump opowiedział się za zawieszeniem broni i ogłosił je po rozmowie telefonicznej z Netanjahu. Polecił Netanjahu odwołać planowany atak bombowy na Dahiyeh w południowym Bejrucie. W Izraelu fala gniewu ze wszystkich stron sceny politycznej uderzyła w Netanjahu tylko za sam pomysł ograniczenia izraelskich ataków na Liban. Były premier Naftali Bennett oskarżył Netanjahu o „utratę kontroli nad suwerennością Izraela”. Były premier Jair Lapid stwierdził, że Izrael został zredukowany do „państwa wasalnego” po wstrzymaniu ataków.

Stany Zjednoczone i Izrael od kilku miesięcy próbują nakłonić grupę przywódców Libanu do podjęcia się zadania rozbrojenia Hezbollahu, jak wyjaśnił Rubio, „aby Izrael nie musiał tego robić” – czego libańscy przywódcy ewidentnie nie mogą zrobić.

Izraelowi brakuje spójnej strategii wobec Libanu. Były wysoko postawiony oficer izraelskiego wywiadu wojskowego, Danny Citrinowicz, przedstawia nowy strategiczny „sukces Iranu”:

Teheranowi udało się skutecznie połączyć front libański z szerszą areną irańsko-izraelską. Każda eskalacja w Libanie jest teraz coraz częściej postrzegana przez pryzmat dynamiki amerykańsko-irańskiej.

Niemniej jednak zauważa:

Sytuacja w Libanie pozostaje wysoce niestabilna. Izrael i Hezbollah nadal interpretują obowiązujące porozumienia w zasadniczo odmienny sposób. Podczas gdy Izrael utrzymuje, że zachowuje swobodę działania w całym Libanie, z wyjątkiem Bejrutu, Hezbollah utrzymuje, że jakakolwiek izraelska działalność militarna narusza ramy zawieszenia broni. Te sprzeczne interpretacje stwarzają poważne ryzyko ponownego napięcia i eskalacji na miejscu.

W Izraelu sytuacja w miastach na północy kraju pozostaje krytyczna dla niemal wszystkich Izraelczyków. Wiele miast wzdłuż granicy z Libanem aż do Galilei jest w połowie pustych – „całe regiony opuszczone przez [rząd]”, pisze Ben Caspit. Lokalni politycy twierdzą, że „oni też są Izraelczykami” i że rząd musi zareagować.

Wolimy język dyplomacji, ale w innych językach mówimy o wiele płynniej. Złam swoje obietnice, a zajmiemy się tym, co robimy najlepiej. Jedź na koniu, którego osiodłałeś!

Liban z pewnością pozostanie punktem spornym. Nie chodzi o to, czy, ale kiedy nastąpi kolejny kryzys. Izrael nie zamierza odpuścić – nawet liberalni liderzy opozycji wzywają do zniszczenia Hezbollahu i protestują przeciwko działaniom Trumpa, mającym na celu związanie rąk Netanjahu w Libanie.

Iran również nie zamierza odpuścić. Mediatorzy poinformowali Amerykanów, że Iran uważa zakończenie wojny w Libanie, wycofanie wojsk izraelskich i wycofanie się z Ormuz za wiążące warunki przed rozpoczęciem dyskusji na temat jakichkolwiek innych kwestii.

No i jesteśmy. Potyczki militarne – w istocie krótka seria ataków sił amerykańskich na irańską żeglugę i infrastrukturę cieśniny, będąca wynikiem dążenia Trumpa do potwierdzenia blokady morskiej przed amerykańską opinią publiczną – trwają. Sytuacja jest ewidentnie niestabilna – podobnie jak sytuacja w Libanie.

Iran w zasadzie zdaje sobie sprawę, że w tej nowej fazie – z tak wieloma nieodłącznymi czynnikami wyzwalającymi – eskalacja działań militarnych USA prawdopodobnie stanie się w pewnym momencie polityczną koniecznością dla krajowych i żydowskich darczyńców Trumpa.

A negocjacje? Nie doprowadzą do niczego, dopóki Izrael i żydowscy miliarderzy-darczyńcy z USA odrzucą każdy wynik, który pozostawi Iran nietkniętym i silniejszym, a – zgodnie z tym binarnym myśleniem – osłabi projekt „Najpierw Izrael” w USA i regionie.

Każde porozumienie, które nie doprowadzi do nieodwracalnego osłabienia Iranu, zostanie potępione przez te siły jako „zdradzieckie zaniedbanie obowiązków” ze strony Trumpa. Będzie on bezlitośnie atakowany. Musi jednak zdać sobie sprawę, że Iran jest już o krok od wyzwolenia się spod amerykańskich ograniczeń.

Ta faza konfliktu irańskiego prawdopodobnie zakończy się dopiero wtedy, gdy Zachód spadnie ze zbliżającej się przepaści gospodarczej…

Źródło: Były szpieg MI6 Alastair Crooke: Iran ryzykuje wojną

Bomby, drony, miliardy: lukratywny biznes wojenny Elona Muska

10.06.2026

Nowa Żelazna Kurtyna

Nowa Żelazna Kurtyna

Manlio Dinucci voltairenet/article22

W 1946 roku Londyn planował zbombardować Związek Radziecki bronią atomową, jednocześnie potępiając „Żelazną Kurtynę”, która opadła w Europie. Osiemdziesiąt lat później Londyn planuje przeprowadzić potężny atak na Rosję i potępia rosyjską „inwazję” na Ukrainę. Powtarzamy te same błędy, co nasi rodzice.

Sieć Voltaire | Rzym (Włochy) 9 czerwca 2026 r.

Osiemdziesiąt lat temu, 5 marca 1946 roku, Winston Churchill w przemówieniu wygłoszonym w Stanach Zjednoczonych, odnosząc się do Europy, oświadczył: „Żelazna kurtyna zapadła nad kontynentem” [1]. Przemówienie Churchilla, w porozumieniu z prezydentem USA Harrym Trumanem, zapoczątkowało zimną wojnę ze Związkiem Radzieckim, zaledwie rok po zakończeniu II wojny światowej i zwycięstwie aliantów nad nazistowskimi Niemcami. Od tego czasu Europa była podzielona przez „Żelazną Kurtynę” przez 45 lat.

Dziś Europa jest rozdrobniona przez nową Żelazną Kurtynę, która pod pewnymi względami jest jeszcze groźniejsza niż poprzednia.

W ostatnich dniach brytyjskie centrum dowodzenia NATO zajęło stację metra Charing Cross w Londynie, aby „przetestować własną zdolność do odparcia rosyjskiej ofensywy poprzez symulację głębokich operacji ataku na Rosję”. Do tej pory Wielka Brytania przekazała Ukrainie około 11 miliardów funtów pomocy wojskowej i będzie nadal przekazywać 3 miliardy funtów rocznie do 2031 roku, w tym na szkolenie ponad 60 000 ukraińskich żołnierzy.

Wielka Brytania ogłosiła właśnie największy w historii pakiet dronów wojskowych wyprodukowany dla Ukrainy – w tym roku dostarczono co najmniej 120 000 dronów. Oznacza to, że większość dronów atakujących Rosję z Ukrainy nie pochodzi z Ukrainy: są to drony szturmowe dostarczane Ukrainie przez Wielką Brytanię i inne kraje NATO, z personelem wojskowym przeszkolonym do ich wystrzeliwania oraz systemami naprowadzania, które kierują je na cele.

Drugim znaczącym dostawcą wsparcia militarnego dla Ukrainy w jej wojnie z Rosją jest Unia Europejska. W ciągu prawie czterech lat udzieliła ona ponad 200 miliardów euro, do czego obecnie dolicza się 90 miliardów euro „pożyczki”, co daje łącznie około 300 miliardów euro. Unia Europejska do tej pory wyszkoliła i uzbroiła około 100 000 ukraińskich żołnierzy. Dostarczyła Ukrainie ponad milion pocisków artyleryjskich dużego kalibru, granatów i zapewniła odpowiednie szkolenie personelu. Obecnie Unia Europejska przyspiesza procedury akcesyjne Ukrainy do UE. Po wejściu do UE Ukraina, wraz z Polską, byłaby jeszcze bardziej ofensywnym przyczółkiem Zachodu przeciwko Rosji niż jest obecnie.

Polska, modelowy sojusznik Stanów Zjednoczonych, który wydaje już 5% swojego PKB na wojsko, zgodnie z życzeniem Waszyngtonu, jest w trakcie odbioru 32 myśliwców F-35A od Stanów Zjednoczonych, których główną funkcją jest zdolność do ataku nuklearnego.

Polska dąży do odegrania bardziej aktywnej roli w komponencie nuklearnym NATO poprzez rozmieszczanie na swoim terytorium amerykańskiej broni jądrowej, takiej jak nowe bomby B61-12, które Stany Zjednoczone już rozmieściły we Włoszech i innych krajach europejskich. Polskie samoloty i piloci uczestniczą już w ćwiczeniach nuklearnych NATO pod dowództwem USA. Ponadto, w Polsce, w Redzikowie, działa już amerykańska baza obrony przeciwrakietowej. Baza ta, o nazwie „AegisAshore”, jest wyposażona w pionowe rampy startowe, które – jak udokumentowała firma Lockheed Martin, która je zbudowała – mogą wystrzeliwać nie tylko pociski przeciwrakietowe, ale także pociski wszelkiego rodzaju, w tym pociski manewrujące dalekiego zasięgu z podwójnym potencjałem konwencjonalnym i jądrowym.

W rezultacie Waszyngton, podobnie jak w czasach zimnej wojny, po raz kolejny odniósł sukces, przy współudziale europejskich elit władzy, w rozbiciu Europy nową „Żelazną Kurtyną”, czyniąc ją linią frontu konfrontacji nuklearnej z Rosją, co przyniosło ogromne korzyści Stanom Zjednoczonym, które w ten sposób mogły zwiększyć swoje wpływy na europejskich sojuszników.

Manlio Dinucci Tłumaczenie Clotilde Pfeiffer

Ekscytujące eksperymenty XXI wieku

Ekscytujące eksperymenty XXI wieku

Rozpoczynając 24 lutego 2022 roku specjalną wojskową operację prezydent, Władimir Putin spowodował, że wygasło zainteresowanie szalejącą wówczas „pandemią” C-19. Ciekawostką jest to, że firma Pfizer, która produkowała dostarczane światu szczepionki, złożyła wniosek patentowy zatwierdzony 31 sierpnia 2021 roku. 

Patent dotyczy zdalnego śledzenia kontaktów wszystkich zaszczepionych osób na całym świecie, które są lub będą bezpośrednio połączone z „Internetem rzeczy” za pośrednictwem połączenia kwantowego wykorzystującego pulsujące częstotliwości mikrofalowe o częstotliwości 2,4 GHz lub wyższej, emitowane przez wieże komórkowe i satelity.

Patent

Ze streszczenia opisu dotyczącego tego patentu dowiadujemy się, jakie jest jego zastosowanie, czemu ma służyć ów wynalazek. Czym on jest? Czego dotyczy? „Abstrakt: System i metody anonimowego wyboru osób do leczenia choroby zakaźnej wywołanej przez patogen. System składa się z wielu urządzeń elektronicznych zawierających instrukcje dotyczące generowania identyfikatora, a gdy znajdują się one w pobliżu innego takiego urządzenia elektronicznego, jedno lub oba urządzenia elektroniczne przesyłają / odbierają identyfikator do / z drugiego urządzenia elektronicznego. Następnie na podstawie wielu takich otrzymanych identyfikatorów generowany jest wynik. Dodatkowo, na podstawie informacji otrzymanych z serwera, pacjentom wyświetlane są odpowiednie instrukcje dotyczące leczenia w oparciu o otrzymane informacje i wynik. Serwer zawiera instrukcje dotyczące wysyłania do wielu urządzeń elektronicznych informacji, które mają być wyświetlone wraz z odpowiednimi instrukcjami dotyczącymi leczenia, a ponadto serwer i / lub urządzenia elektroniczne zawierają instrukcje dotyczące generowania prognozy prawdopodobieństwa przeniesienia patogenu przez pacjenta na podstawie wyniku uzyskanego przez pacjenta”.

Recepta dla Ukrainy

Drugi ekscytujący eksperyment, który się powiódł, zapowiedziała Anne Applebaum na łamach „The New Republic” z 13 maja 2014 roku w obszernym artykule Nationalism Is Exactly What Ukraine Needs (Nacjonalizm jest dokładnie tym, czego potrzebuje Ukraina) czytamy obszerną analizę ukraińskiego nacjonalizmu, z której w konkluzji dowiadujemy się, że „nacjonalizm może zainspirować do ulepszenia swojego kraju, aby móc żyć zgodnie z wizerunkiem, jaki chcesz, aby miał. Ukraińcy potrzebują więcej tego rodzaju inspiracji, a nie mniej – chwil takich jak ostatni Sylwester, kiedy o północy na Majdanie ponad 100 000 Ukraińców odśpiewało hymn narodowy. Potrzebują więcej okazji, aby móc krzyczeć: Sława Ukraini – Hierojam Sława – Chwała Ukrainie, chwała jej bohaterom, co było wprawdzie hasłem kontrowersyjnej Ukraińskiej Powstańczej Armii w latach czterdziestych XX wieku, ale zostało przyjęte do nowego kontekstu. A potem oczywiście muszą przełożyć te emocje na prawa, instytucje, przyzwoity system sądowy i akademie szkoleniowe policji. Jeśli tego nie zrobią, ich kraj ponownie przestanie istnieć. Innymi słowy, klucz do ’być albo nie być’ Ukrainy tkwi w ukraińskim zmodyfikowanym nacjonalizmie!”.

Prawidłowy salut banderowski

W wyniku poszukiwań tejże nacjonalistycznej tożsamości narodowej na Ukrainie powstanie Panteon Wybitnych Ukraińców. W planach uroczysty pochówek Stiepana Bandery, o czym donosi portal TVP Info. Zapewne na ponowny pochówek Bandery przyjedzie spora delegacja z Polski, sugerując się faktem, że posłanka Klaudia Jachira, głosząc z polskiej trybuny sejmowej „Sława Ukrainie” nie zachowała stosownych gestów przynależnych temu zawołaniu na podstawie punktu 3 sekcji IV postanowień II Wielkiego Zjazdu OUN, który odbył się w kwietniu 1941 roku. Cytuję: „Organizacyjne pozdrowienie [OUN] ma formę uniesienia wyprostowanej prawej ręki do prawej strony – na poziomie wyższym od wierzchołka głowy. Obowiązkowe słowa pełnego pozdrowienia: Sława Ukrainie – Odpowiedź – Sława Bohaterom. Dopuszczalne jest skrócenie pozdrowienia do Sława – Sława”. Reasumując, wymawiając „Sława Ukrainie”, należy unieść wyprostowaną prawą rękę pod kątem nieco powyżej głowy, czyli wykonać gest nazistowskiego pozdrowienia, a mówiąc prościej – wykonać salut. 

Ot, to taki niezbędnik dyplomatyczny, który dedykuję politykom z Polski, którzy coraz częściej odwiedzają Ukrainę i w różnych okolicznościach posługują się tym zawołaniem. Przykładowo marszałek Sejmu Włodzimierz Czarzasty podczas wizyty w Kijowie w lutym 2026 roku wygłosił przemówienie przed ukraińską Radą Najwyższą. W jego trakcie użył zwrotu „Sława Ukrainie”.

Bunt „Azowa”?

Eksperyment ten na Ukrainie dobiega końca, o czym między innymi świadczy wezwanie dowódcy nazistowskiego korpusu „Azow” Denisa Prokopienki, który publicznie wzywa do zmiany reżimu Zełenskiego: „Nazywam się Denks Prokopienko i jestem dowódcą korpusu Gwardii Narodowej w obwodzie zachodnim. Od czterech lat walczymy o naszą Ukrainę, o wolność i naszą przyszłość. To obowiązek każdego Ukraińca. I ja, jako prawdziwy patriota, stoję ramię w ramię z moimi żołnierzami w tych trudnych czasach i nie mogę milczeć, gdy pod pretekstem wojny niszczą mój kraj. Ukraina już dawno przestała być niezależna i nie należy do narodu. Europa, aby realizować swoje cele pod przykrywką pomocy, wykorzystując nasze życie i nasz naród, prowadzi wojnę naszymi rękami i będzie nadal realizować te cele z nami lub bez nas, aż do ostatniego Ukraińca. Zełenski i jego otoczenie to tylko marionetki. On rozumie, że w najtrudniejszym momencie jego reżim upadnie i z ostatnich sił będzie dążył do utrzymania władzy. Wyrzucając męską część społeczeństwa, Zełenski i jego junta prowadzą do zaniku narodu ukraińskiego i całkowitego upadku państwowości. Okazało się, że te wszystkie oszustwa to prawda. A sprawa Jermaka to tylko jeden z dowodów na totalną korupcję w Ukrainie. Okłamano nas i nadal nas okłamuje, ale rzeczywistość jest taka, że nasz kraj pogrążył się w ruinie spowodowanej cynizmem i sprzedajnością władzy. Podczas gdy my tutaj przelewaliśmy krew i ponosiliśmy straty, Zełenski przez cały ten czas wyprzedawał naszą ojczyznę i wyprowadzał pieniądze za granicę. Dla kraju, którego przetrwanie zależy od pomocy zagranicznej, jest to ciężki cios. Teraz Ukraina jest tak zadłużona, że nasze dzieci i wnuki będą musiały za to płacić. Nie mogę pozwolić mu ostatecznie zniszczyć mojej Ukrainy. Zełenski nie ma absolutnie żadnego prawa pozostać prezydentem. Jego władza jest nielegalna. Dzisiaj podjąłem decyzję i wydałem polecenie, aby nie wykonywać bezprawnych rozkazów z Kijowa. W żadnym wypadku nie zamierzamy się wycofać i będziemy nadal wypełniać nasz obowiązek dla dobra narodu ukraińskiego. Wzywam wszystkich, którym nie jest obojętna przyszłość naszej ojczyzny, do pójścia za moim przykładem. Wieczna chwała i pamięć naszym bohaterom, prawdziwym patriotom, chwała Ukrainie!”.

Chwila odpowiedzialności 

Z początkiem sierpnia 1939 roku, moja śp. teściowa, córka polskiego kapitana Marynarki Wojennej, poszła piętro wyżej, zapłacić czynsz za zajmowane mieszkanie w Gdyni. Za biurkiem w niemieckim mundurze siedział właściciel budynku. Za nim na ścianie wisiał duży portret Adolfa Hitlera. Wstał z krzesła na baczność i przywitał ją nazistowskim salutem i słowami „Sieg heil”. Po powrocie z wysiedlenia do Gdyni w 1945 roku, moja teściowa wraz z mężem Antonim, żołnierzem września broniącym Gdyni w 1939 roku, oraz późniejszym żołnierzem AK i powstańcem warszawskim, 4 lipca 1946 roku pośród ponad 100 tysięcy obserwujących byli świadkami publicznej egzekucji w Gdańsku niemieckich oprawców i ich pomagierów. Egzekucje te miały miejsce na Biskupiej Górce (w rejonie dzisiejszej ulicy Pohulanka). 

Historia zatoczyła krąg. Nadchodzą czasy, gdy zostaną bezlitośnie rozliczeni nie tylko ci, o których mówi dowódca nazistowskiego korpusu „Azow” Denis Prokopienko. Dołączą do nich zagraniczni kuratorzy, którzy przyczynili się do podsycania tej wojny na Ukrainie. Dołączą też wszyscy ci, którzy dopuścili się zbrodni wobec narodu polskiego w czasach tak zwanej pandemii, odpowiedzialni za nadmiarowe zgony Polaków w czasie jej trwania.

Eugeniusz Zinkiewicz

Rzecz o podwójnych standardach

Rzecz o podwójnych standardach

Michał Radzikowski myslpolska/rzecz-o-podwojnych-standardach

Rozmyślnie i celowo nie komentowałem medialnej nagonki na posła Konrada Berkowicza, w związku z jego wystąpieniem sejmowym, w którym porównał działania zbrojne Izraela do ludobójczych praktyk III Rzeszy.

Po pierwsze dlatego, że wolę komentować wydarzenia z pewnej perspektywy czasowej, aby nie poddawać się zbędnym emocjom. Po drugie dlatego, że histeryczne reakcje na wystąpienie posła Berkowicza nie miały charakteru jednostkowego i incydentalnego, lecz można je wpisać w szerszy kontekst tropienia tak zwanego „antysemityzmu” i piętnowania „antysemitów”. Doświadczają tego wszyscy, którzy krytycznie, względnie niedostatecznie pochlebnie wypowiadają się na temat państwa Izrael oraz „narodu wybranego”. W dużym uproszczeniu można powiedzieć, że za antysemitów nie są uznawani ci, którzy nie lubią Żydów, lecz ci, których nie lubią Żydzi.

Cóż takiego zrobił poseł Berkowicz, że stał się przedmiotem politycznego ostrzału? Otóż potępił zbrodnicze praktyki sił zbrojnych Izraela, w tym ataki na obszary mieszkalne i infrastrukturę cywilną. W celu zwiększenia środków wyrazu posłużył się przy tym przerobioną flagą Izraela z wpisaną swastyką. Podkreślić należy, że zbrodnicze działania Izraela nie są dla nikogo tajemnicą. Dość powiedzieć, że Organizacja Narodów Zjednoczonych potwierdziła wielokrotne użycie na południu Libanu białego fosforu, substancji powodującej głębokie i trudne do wyleczenia oparzenia, martwicę tkanek i uszkodzenia narządów wewnętrznych. Użycie tej substancji zostało potwierdzone w atakach na dzielnicę w mieście Johmor, a wcześniej podobne ataki miały miejsce w Strefie Gazy. Zgodnie z Protokołem III Konwencji o zakazie lub ograniczeniu użycia pewnych broni konwencjonalnych, stosowanie białego fosforu jako broni przeciwko ludności cywilnej i na obszarach zamieszkanych jest zakazane.

Tylko tyle i aż tyle. To jednak wystarczyło, aby wystąpienie Berkowicza zostało uznane za międzynarodowy skandal. Konrad Berkowicz został napiętnowany przez Ministerstwo Spraw Zagranicznych oraz ambasadorów Izraela i Stanów Zjednoczonych. Poseł został przy tym ukarany przez Prezydium Sejmu utratą połowy poselskiego uposażenia, a ponadto Prokuratura Okręgowa w Warszawie z urzędu podjęła czynności sprawdzające.

Wcześniej obiektem zmasowanych ataków tropicieli antysemityzmu był lider Konfederacji Korony Polskiej Grzegorz Braun, który wielokrotnie poruszał kwestię izraelskich zbrodni na Palestyńczykach w Strefie Gazy oraz braku reakcji świata zachodniego na dokonywane ludobójstwo. Zresztą oskarżenia o antysemityzm pojawiły się również z powodu czynnego oporu Brauna przeciwko celebrowaniu żydowskiego święta Chanuki w gmachu polskiego Sejmie. Większość nie zastanawiała się wówczas z jakiego powodu i na jakiej podstawie prawnej w gmachu sejmowym zapłonęły chanukowe świece, lecz dlaczego zostały zgaszone. Swoją drogą nie słyszałem, aby w Knesecie śpiewano kolędy i dzielono się opłatkiem…

W III RP antysemitą zostać nietrudno. Wystarczy zakwestionować narrację rozpowszechnianą przez pewne kręgi, w myśl której Polacy byli współodpowiedzialni za holokaust. Wystarczy sprzeciwić się żydowskim roszczeniom majątkowym, których wyrazem była między innymi sławetna ustawa 447. Wystarczy przypomnieć fakty o strukturze narodowościowej aparatu bezpieczeństwa w czasach bermanowszczyzny, kiedy to według bardzo ostrożnych danych blisko 40% osób zajmujących stanowiska kierownicze w MBP miało pochodzenie żydowskie (pomimo tego, że po wojnie Żydzi stanowili zaledwie 1% ludności Polski). Wystarczy mieć odrębne zdanie w temacie wydarzeń marcowych 1968 roku. A oskarżenie o antysemityzm grozi co najmniej politycznym ostracyzmem. Oczywiście może zakończyć się postawieniem zarzutów karnych, jeżeli krytyka zostanie zinterpretowana jako publiczne nawoływanie do nienawiści na tle różnic narodowościowych, etnicznych lub rasowych (art. 256 kodeksu karnego), albo też publiczne znieważenie osoby lub grupy osób z powodu jej przynależności narodowej, bądź etnicznej (art. 257 kodeksu karnego). A o to w polskich realiach jest nietrudno.

Zupełnym przeciwieństwem skrajnie filosemickiej narracji obecnej w polskiej polityce jest oficjalnie promowana rusofobia. Można odnieść wrażenie, że wyżej wskazane przepisy Kodeksu Karnego, penalizujące zachowania szowinistyczne i ksenofobiczne nie mają zastosowania w przypadku, gdy kierowane są przeciwko Rosjanom. Zarówno w mediach społecznościowych, jak i w serwisach internetowych pełno jest wpisów znieważających oraz obrażających Rosjan i nie słyszałem o żadnym przypadku pociągnięcia do odpowiedzialności ich autorów. Po wybuchu wojny rosyjsko-ukraińskiej dochodziło do wielu aktów wrogości wobec Rosjan w przestrzeni publicznej. Przykładem tego były chociażby odmowy świadczenia usług w sklepach, czy  restauracjach.

W lutym 2022 roku w jednej z poznańskich przychodni wywieszona została informacja pod tytułem: „Nie przyjmujemy Rosjan”. Przypomina to niegdysiejsze hasła – „Żydom wstęp wzbroniony”, jednak nie budzi niepokoju tropicieli dyskryminacji i mowy nienawiści. Nic w tym dziwnego, skoro posłanka koalicji rządowej Klaudia Jachira publicznie głosi, że żywi nienawiść do całego narodu rosyjskiego. Oczywiście Jachira może bezkarnie to robić, gdyż samo nienawidzenie kogoś nie jest karalne. Można jednak postawić pytanie – jakie byłyby reakcje, gdyby któryś z polityków stwierdził publicznie, że nienawidzi wszystkich Żydów?

Podobny brak konsekwencji i praktyka stosowania podwójnych kryteriów można zauważyć w odniesieniu do polityków. Ileż to razy słyszeliśmy w oficjalnych mediach o „zbrodniarzu Putinie”. Faktem jest, że Władimir Putin w 2023 roku został objęty nakazem aresztowania przez Międzynarodowy Trybunał Karny w Hadze z oskarżeniem o zbrodnie wojenne (co jednak nie oznacza jeszcze skazania). Czy jednak ktoś z mainstreamowych polityków i publicystów wspomina o „zbrodniarzu Netanjahu”? Co istotne – Binjamin Netanjahu od listopada 2024 roku objęty jest międzynarodowym nakazem aresztowania wydanym przez Międzynarodowy Trybunał Karny pod zarzutem zbrodni wojennych i zbrodni wobec ludzkości, a zatem formalnie rzecz ujmując jego status jest podobny do Władimira Putina.

Pomimo to, polscy politycy aktywnie włączyli się w obronę premiera Izraela. W styczniu 2025 roku Donald Tusk zapowiedział, że zagwarantuje bezpieczeństwo Netanjahu w Polsce podczas obchodów wyzwolenia obozu Auschwitz-Birkenau, o co zresztą zwrócił się do rządu ówczesny prezydent Andrzej Duda. Jak zatem widać walka z ksenofobią i tropienie tak zwanej „mowy nienawiści” ma charakter wybitnie selektywny, co jest jaskrawym przykładem stosowania podwójnych standardów, hipokryzji i całkowitego braku obiektywizmu.

Michał Radzikowski

Dzieci otrzymały 800 zł za uczestnictwo w edukacji zdrowotnej

Dzieci otrzymały 800 zł

za uczestnictwo w edukacji zdrowotnej.

Skandal w wielkopolskiej gminie

10 czerwca 2026 hpch24/dzieci-otrzymaly-800-zl-za-uczestnictwo-w-edukacji-zdrowotnej-skandal-w-wielkopolskiej-gminie

money-6978773_1280-2.jpg
Gotówka, zdjęcie ilustracyjne, fot. Pixabay.com

=============================

=================================================

Uczniowie z wielkopolskiej gminy Baranów, którzy uczęszczali na nieobowiązkowe zajęcia z edukacji zdrowotnej, otrzymają dofinansowanie wypoczynku letniego w kwocie 800 zł. Taką decyzję podjęła wójt Bogumiła Lewandowska–Siwek.

W zeszłym tygodniu fala krytyki spadła na właścicieli jednej z lodziarni w Pszczynie, w której oferowano darmowe lody dla dzieci z czerwonym paskiem na świadectwie. Sprawa doszła aż do Rzecznika Praw Dziecka, Moniki Hornej-Cieślak, która wysłała do właścicielki lokalu pismo przestrzegające, że faworyzowanie dzieci w ten sposób odbywa się z krzywdą dla nich.

Podobnej reakcji próżno spodziewać się jednak ze strony obozu rządzącego, jeżeli chodzi o faworyzowanie uczniów z powodów korzystnych dla władzy w Warszawie. Wójt gminy Baranów (woj, wielkopolskie, pow. kępiński) Bogumiła Lewandowska–Siwek w maju 2026 r. wprowadziła zarządzenie, na mocy którego dzieci z klas 4-8, które w bieżącym roku szkolnym uczęszczają na nieobowiązkowe zajęcia z tzw. edukacji zdrowotnej, otrzymają 800 zł dofinansowania kolonii.

Program skierowany jest do pięciu szkół podstawowych, w których uczy się łącznie 900 dzieci. Z dofinansowania skorzysta 160 uczniów.

Decyzję krytykują parlamentarzyści PiS z okręgu kalisko-leszczyńskiego. Oprócz wątpliwości natury prawnej, wskazują na niczym nieuzasadnione dzielenie uczniów na lepszych i gorszych.

Przypomnijmy, przedmiot zastępujący zajęcia z wychowania do życia w rodzinie, który zawiera wzbudzający poważne kontrowersje tzw. komponent seksualny, miał początkowo być przedmiotem obowiązkowym. Po licznych protestach w całym kraju, a także zdecydowanym sprzeciwie episkopatu, minister edukacji Barbara Nowacka podjęła decyzję o dobrowolnych charakterze zajęć. Na zajęcia zapisało się nieco poniżej 30 proc. wszystkich uczniów w całym kraju.

Nie zważając na opinie rodziców oraz uczniów, Barbara Nowacka podjęła decyzję o przywróceniu obowiązkowego charakteru zajęć od września b.r. Obowiązkowy przedmiot pozbawiony ma być komponentu seksualnego. Mimo to, jak wskazują eksperci, podstawa programowa nawet pozbawiona kontrowersyjnych propozycji wciąż zawiera szkodliwe treści; podważa m.in. pozycję tradycyjnej rodziny wobec innych rodzajów związków.

Źródło: dorzeczy.pl / Facebook.com

Murzyn „podejrzewany o bycie murzynem” [sic !!] próbował odciąć głowę.

Barbarzyński atak na środku ulicy europejskiej stolicy. Dźgał i próbował odciąć głowę. Na pomoc ruszyli postronni ludzie [VIDEO]

9.06.2026 nczas/barbarzynski-atak-na-srodku-ulicy-europejskiej-stolicy-dzgal-i-probowal-odciac-glowe-na-pomoc-ruszyli-ludzie

[Żadna społeczność nie powinna być obwiniana za ohydne czyny jednej osoby, niezależnie od koloru skóry czy miejsca urodzenia” – oświadczył Gerry Carroll z lewicowej partii People Before Profit ]

=========================================================

W Belfaście, stolicy Irlandii Północnej, miał miejsce niezwykle brutalny atak nożownika. 40-letni mężczyzna z rozległymi obrażeniami walczy o życie w szpitalu. Najgorszemu scenariuszowi udało się zapobiec dzięki bohaterskiej postawie postronnych osób. Policja informuje, że napastnikiem był około 30-letni mężczyzna, najprawdopodobniej Somalijczyk. Politycy od razu zaapelowali o „nieeskalowanie napięć na tle rasowym”.

Do szokujących scen doszło w poniedziałek, 8 czerwca, około godziny 22:30 w rejonie Kinnaird Avenue. Ofiarą ataku padł mężczyzna w wieku około 40 lat. Napastnik dźgał go nożem, próbował odciąć głowę. [Mężczyzna w wieku około 30 lat, podejrzewany o bycie Somalijczykiem...]

Mężczyzna odniósł niezwykle poważne rany twarzy, szyi oraz pleców i w stanie krytycznym został przetransportowany do szpitala.

Jak wynika z oświadczenia północnoirlandzkiej policji (PSNI), pod zarzutem usiłowania morderstwa aresztowano około 30-letniego mężczyznę, prawdopodobnie obywatela Somalii. Podejrzany przebywa obecnie w areszcie. Funkcjonariusze prowadzą śledztwo mające na celu ustalenie motywów ataku.

Sprawcę udało się ująć głównie dzięki natychmiastowej reakcji postronnych osób. Ci z różnymi przedmiotami w dłoniach ruszyli na napastnika i finalnie odciągnęli go od ofiary.

– Chcemy podziękować członkom społeczeństwa, [ co oni zrobili z językiem !! md] którzy starali się uratować mężczyznę przed kolejnymi ciosami. Ich gotowość do działania, by pomóc drugiemu człowiekowi, świadczy o niesamowitej odwadze i duchu wspólnoty – podziękował mieszkańcom za postawę zastępca komendanta głównego policji, Ryan Henderson.

Nagrania ze zdarzenia krążą w mediach społecznościowych. Są bardzo drastyczne. Lokalna polityk Nuala McAllister opisała sceny jako „najbardziej zdeprawowaną i barbarzyńską przemoc”, jaką kiedykolwiek widziała.

Głos zabrał już premier Wielkiej Brytanii Keir Starmer, który oświadczył, że „nie będzie absolutnie żadnej tolerancji dla tak odrażających scen przemocy na naszych ulicach”.

Takie oświadczenie to oczywiście tylko działania pod publiczkę. Realnie Starmer i jego świta nie robią nic, by z narastającym od lat gigantycznym problemem jakkolwiek walczyć. Ba, są już pierwsze komentarze polityków, którzy oburzonych koszmarnym atakiem, wyzywają od rasistów.

„Zorganizowana eskalacja przemocy nie jest rozwiązaniem. Przyniesie to tylko więcej strachu i krzywdy naszym społecznościom. Widzieliśmy już oportunistów próbujących wykorzystać to tragiczne wydarzenie do wzniecania rasizmu. Całkowicie to potępiam (…) Żadna społeczność nie powinna być obwiniana za ohydne czyny jednej osoby, niezależnie od koloru skóry czy miejsca urodzenia” – oświadczył Gerry Carroll z lewicowej partii People Before Profit, która organizuje cykliczne spotkania poświęcone myśli marksistowskiej i sama siebie określa mianem „eko-socjalistycznej”.

Bitwa rakiet – Oszustwo z Apache

Bitwa rakiet – Oszustwo z Apache

Larry C. Johnsonsonar21/battle-of-the-missiles-the-apache-scam

Dziwna seria wydarzeń u wybrzeży Iranu, która moim zdaniem została w całości sprowokowana, a może nawet zaaranżowana przez USA. Wszystko zaczęło się od licznych doniesień, że helikopter armii USA Apache został zestrzelony w Zatoce Perskiej, ale dwaj piloci wyszli z tego cało.

Co, do cholery, robił tam helikopter Apache? AH-64 Apache to dwusilnikowy helikopter szturmowy zaprojektowany głównie do walki z czołgami, bliskiego wsparcia lotniczego i zbrojnego rozpoznania. Najwyraźniej prowadził rozpoznanie. USA twierdzą, że Iran go zestrzelił, ale Iran zdecydowanie zaprzecza.

Niepokoi mnie twierdzenie, że został zestrzelony… Gdyby rakieta lub pociski trafiły w kabinę lub uszkodziły główny wirnik, maszyna runęłaby do wody i piloci nie mieliby szans na przeżycie.

Co się więc stało? Czy uszkodzony został jeden z dwóch silników, ale nadal mógł pracować? Czy uszkodzony został tylny wirnik? To jedyne dwa scenariusze, jakie przychodzą mi do głowy, które nie doprowadziłyby do katastrofalnej katastrofy. Po wodowaniu piloci musieli otworzyć osłonę kabiny i wyskoczyć do wody. Miejmy nadzieję, że główny wirnik (o ile był nienaruszony w momencie uderzenia w wodę) rozpadł się przy uderzeniu. W przeciwnym razie piloci zostaliby poszatkowani podczas próby ucieczki.

Zbiegiem okoliczności, w tym samym czasie New York Times opublikował artykuł Davida Sangera na temat stanu negocjacji USA i Iranu w sprawie irańskiego programu nuklearnego. Sanger napisał:

W dniach poprzedzających najnowsze wybuchy przemocy na Bliskim Wschodzie, współpracownicy prezydenta Trumpa prowadzili negocjacje z Teheranem na temat czterech głównych elementów porozumienia nuklearnego, które według urzędników USA miałoby zatrzymać program na około 15 lat. […]

Według urzędników i dyplomatów, oto cztery główne punkty negocjacji w sprawie porozumienia nuklearnego między Stanami Zjednoczonymi a Iranem:

  1. Długotrwałe zawieszenie wzbogacania uranu
    Stany Zjednoczone od miesięcy domagają się, aby Iran nie prowadził żadnego wzbogacania uranu przez co najmniej 20 lat. Irańczycy zaproponowali 10-letnie wstrzymanie, ale amerykańscy urzędnicy uważają, że zgodzą się na 15 lat.
  2. Rozcieńczenie obecnego zapasu wzbogaconego uranu Iranu
    Stany Zjednoczone współpracowałyby z Międzynarodową Agencją Energii Atomowej (MAEA), by rozcieńczyć („downblend”) irański zapas wzbogaconego uranu. Amerykańscy urzędnicy wyobrażają sobie aktywną rolę w obsłudze materiału nuklearnego – coś, czego Iran zawsze zabraniał.
  3. Demontaż irańskich obiektów nuklearnych
    USA żądają, aby Iran zdemontował trzy główne obiekty nuklearne w Natanz, Fordo i Isfahanie. Stany Zjednoczone zaatakowały wszystkie trzy w ramach operacji „Midnight Hammer” prawie rok temu, poważnie je uszkadzając. Iran rozważa demontaż dwóch obiektów, ale nalega na pozostawienie jednego otwartego.
  4. Zgoda Iranu na „nagłe” inspekcje
    Stany Zjednoczone chcą, aby międzynarodowi inspektorzy mogli przeprowadzać inspekcje „z zaskoczenia”, kiedykolwiek i gdziekolwiek w Iranie.

To podsumowanie reprezentuje pozycję USA. Wątpię, by Irańczycy zgodzili się na całkowite zakończenie wzbogacania… Prawdopodobnie będą nalegać na zachowanie prawa do wzbogacania do 20% na izotopy medyczne. Demontaż obiektów nuklearnych jest absolutnie nie do przyjęcia. IRGC (Korpus Strażników Rewolucji Islamskiej) po prostu nie zaakceptuje takiego warunku.

Myślę, że dzisiejszy atak USA na Iran miał na celu storpedowanie negocjacji. Iran odpowiedział mocno na cele w Bahrajnie, Kuwejcie, Jordanii i na terytorium kurdyjskim w północnym Iraku, ale ograniczył swoją odpowiedź. Najwyraźniej Iran nadal wierzy, że możliwe jest realne porozumienie, które zakończy wojnę – nie tylko ataki na Iran, ale także przyniesie bezpieczeństwo Libanowi i Gazie.

Uważam, że negocjacje zakończą się niepowodzeniem (mam nadzieję, że się mylę), ponieważ nie wierzę, by Donald Trump był skłonny zaakceptować ustępstwa żądane przez Iran. Więcej dowiemy się do końca środy.

=========================

Tłumaczył Grok, bo inne „nie chciały”... . Tak zakończył:

(Tłumaczenie głównej części artykułu. Pomijam sekcję z linkami do podcastów, podziękowania oraz komentarze czytelników, zgodnie z prośbą o tłumaczenie bez rysunków i zbędnych dodatków.)Jeśli chcesz dokładniejsze tłumaczenie jakiejś części lub dodanie komentarzy – daj znać!