Abortowane dzieci jako surowiec branży medycznej. [Zamów broszurę – przekazuj „wątpiącym” ! Świetna! ]

Szanowni Państwo, jednym z najważniejszych tematów bioetycznych w ostatnim czasie jest kwestia moralnej dopuszczalności stosowania preparatów medycznych (w szczególności szczepionek na COVID 19), które zostały wyprodukowane przy użyciu tkanek lub organów dzieci zamordowanych poprzez aborcję.
W przestrzeni publicznej dominuje w tej sprawie właściwie tylko jedna narracja – jest to moralnie akceptowalne, gdyż współpraca z aborcją jest w tym przypadku odległa i niewielka. Nasze społeczeństwo utwierdza się również w przekonaniu, że skala powiązań aborcji z przemysłem medycznym jest minimalna. Podaje się, że dzisiejsze produkty farmaceutyczne produkuje się z użyciem linii komórkowych pochodzących od zaledwie kilkorga dzieci abortowanych kilkadziesiąt lat temu, a skoro te aborcje już się wydarzyły i nie możemy tego cofnąć, to w korzystaniu z ich skutków nie ma nic niemoralnego. Jest to błędne przekonanie. W publikacji cytujemy list medycznych środowisk naukowych do prezydenta Bidena. Badacze domagają się zniesienia ograniczeń w finansowaniu eksperymentów
na organach pobranych z abortowanych dzieci, powołując się na dobrodziejstwa, które niosą ze sobą szczepionki przeciw COVID 19. Domniemane korzyści z aborcji dokonanych kilkadziesiąt lat temu, służą uzasadnieniu aborcji dokonywanych dzisiaj, również tych, które polegają na pobieraniu organów od żywych jeszcze dzieci.
Współczesne koncerny farmaceutyczne, korporacje medyczne oraz placówki badawcze masowo korzystają z organów i tkanek dzieci, których dostarcza się poprzez wykonywanie kolejnych aborcji. W latach 2011-2020 Departament Zdrowia i Opieki Społecznej Stanów Zjednoczonych przekazał 867 milionów dolarów na badania z użyciem organów abortowanych dzieci. Pieniądze te trafiają m.in. do największych w USA uniwersyteckich klinik i ośrodków badawczych, w których dokonuje się eksperymentów medycznych na organach pobranych od dzieci poddanych aborcji. Aby organy i narządy były jak najbardziej świeże i zdatne do badań, pobiera się je od dzieci jeszcze żywych, którym wciąż biją serca.
Choć przypomina to eksperymenty rodem z obozów koncentracyjnych, wszystko zostało
udokumentowane i dzieje się naprawdę na masową skalę. Proceder ten motywowany jest chęcią dokonania postępów w medycynie. Aby mógł się on rozwijać, konieczne jest oswojenie z nim opinii publicznej i przekonanie społeczeństwa, że dla dobra ludzkości niezbędne jest przyzwolenie nie tylko na samą aborcję, ale również na pochodzące z niej produkty, które mają być niezbędne dla dobra ludzkości. Poniższa publikacja ujawnia kulisy ścisłej współpracy biznesu aborcyjnego z koncernami farmaceutycznymi i środowiskami naukowymi. Broszura nie ma charakteru medycznego i nie odpowiada na pytania związane ze skutecznością takich czy innych preparatów. Pozwala jednak każdemu wyrobić sobie zdanie na temat moralności i godziwości procederu, który bez przerwy
promowany i reklamowany jest w mediach

Więcej tutaj: [Koniecznie trzeba zobaczyć – a potem zamówić tę broszurkę dla „wątpiących” Mirosław Dakowski]

Przyjdź 11 kwietnia na Marsz w Obronie Dzieci! Warszawa.

Przyjdź 11 kwietnia na Marsz w Obronie Dzieci!

Już 11 kwietnia aborcyjna koalicja Donalda Tuska będzie debatować nad 4 projektami ustaw, które mają pozwolić na zabijanie dzieci w łonach matek nawet do końca ciąży.

Nie bądź bierny. Od Twojej aktywności dużo zależy.

Przyjdź 11 kwietnia na Marsz w Obronie Dzieci.

Przemysł strachu. „Ósmego, o 9-25 wybuchnie WOJNA”!

Przemysł strachu

Aktualnie straszy się wojną z Rosją. Do wojny tej dąży za wszelką cenę Zachód. Najchętniej rękoma żołnierzy z krajów sąsiadujących z Rosją.

Ostrzeszów 1.4.2024 r.

Prezydent i premier Polski postanowili rozpocząć proces wystąpienia Polski z NATO! Taka rewelacja doskonale współgra z dzisiejszą primaaprilisową datą. Pomarzyć wolno każdemu.

Czy Wam też się kojarzy z pewnym włoskim dyktatorem z ubiegłego wieku?

Produkcja strachu na skalę przemysłową – z tym mamy od kilku lat do czynienia. Czym można nas straszyć, to wiemy. Może to być groźba nadejścia epoki lodowcowej, by pół wieku później grozić wysokimi temperaturami, które nas usmażą na Ziemi jak na patelni. Można straszyć wirusem, pomimo że nigdy nie przedstawiono dowodów na istnienie takowych pół żywych pół martwych związków chemicznych. Aktualnie modna jest wojna nuklearna – kolejny produkt z fabryki strachu.

Dlaczego nie pozwalam zastraszyć się mediom? Ponieważ mam dobrą pamięć.

1960 – za 10 lat skończą się zasoby ropy!
1970 – za dziesięć lat zapanuje na Ziemi epoka lodowcowa.
1980 – za 10 lat wszystkie plony na Ziemi zostaną zniszczone przez kwaśne deszcze.
1990 – za 10 lat przestanie istnieć ochronna strefa ozonowa!
2000 – koniec z czapami polarnymi za 10 lat.
2001 – terroryści zabiją nas wszystkich!
2002 – wirus zachodniego Nilu zabije nas wszystkich!
2003 – SARS zabije nas wszystkich!
2004 – zginiemy wszyscy z powodu tsunami!
2005 – ptasia grypa zabije nas wszystkich!
2006 – E. Coli zabije nas wszystkich!
2008 – zabije nas kryzys finansowy!
2009 – zabije nas świńska grypa!
2010 – ropa w morzu nas zabije!
2011 – wszyscy zginiemy przez EHEC (znowu Escherichia coli)!
2012 – koniec kalendarza Majów – wszyscy zginiemy!
2013 – Północna Korea rozpęta trzecią wojnę światową!
2014 – Ebola zabije nas wszystkich!
2015 – ISIS zabije nas wszystkich!
2016 – Zika zabije nas wszystkich!
2017 – Donald Trump rozpęta trzecią wojnę światową!
2018 – ocieplenie Ziemi zabije nas wszystkich!
2019 – CO2 zabije nas wszystkich!
2020 – Corona zabije nas wszystkich!
2021 – mutanty wirusa nas wszystkich zabiją!
2022 – Zmiany klimatu zabiją nas wszystkich!
2023 – Putin zabije nas wszystkich!
2024 – choroba X nas wszystkich zabije!

W zasadzie powinienem to przedstawić w formie cytatu, gdyż są to nagłówki artykułów z mainstreamowej prasy. Nie bałem się jako dziecko, że zabraknie ropy, gdyż była dla mnie zbyt abstrakcyjnym pojęciem. Epoka lodowcowa to przecież fascynująca przygoda! Te zabawy na śniegu i lodzie! Nie znalazłem wśród tych straszaków niczego, co mogłoby być naprawdę groźne. Tu pewnie oburzą się kowidowcy: przecież były śmiertelne przypadki. Owszem, ale grypa zabijała także w poprzednich latach i nie tworzono masowej histerii.

Aktualnie straszy się wojną z Rosją. Do wojny tej dąży za wszelką cenę Zachód. Najchętniej rękoma żołnierzy z krajów sąsiadujących z Rosją. Skoro ta wojna nie leży w interesie Rosji, bombarduje się nas propagandą wojenną, zrzucając przy tym winę na Putina. Wystarczy jakaś prowokacja w stylu napadu na radiostację w Gliwicach i wojna będzie. Miejmy nadzieję, że do tego nie dojdzie. Wojna jest najgorszą opcją w stosunkach między narodami. Także wtedy, gdy telewizja trąbi o rosyjskich „zbrodniach” na Ukrainie.

Autor artykułu Marek Wójcik
Opublikowany 1.4.2024 r. na world-scam.com

„Lev Tahor” po hebrajsku „czyste serce”. Kolejne wyroki w sprawie żydowskiej sekty porywającej dzieci.

Kolejne wyroki w sprawie żydowskiej sekty porywającej dzieci

magnapolonia

Bracia Yoil, Yakov i Shmiel Weingarten z żydowskiej sekty Lev Tahor zostali uznani za winnych udziału w uprowadzeniu dwójki dzieci z ich domu w Woodridge w USA. Lev Tahor oznacza po hebrajsku „czyste serce”.

Zapadły kolejne wyroki w sprawie żydowskiej sekty porywaczy dzieci. W środę 27 marca br. nowojorski sąd skazał trzech członków ortodoksyjnej żydowskiej sekty Lev Tahor, za porwanie dwójki dzieci. Bracia Weingarten usłyszeli wyroki za uprowadzenie 14-letniej dziewczynki i jej 12-letniego brata z domu ich matki w Woodridge w stanie Nowy Jork w 2018 roku.

Bracia byli ostatnimi z dziewięciu podejrzanych w tej sprawie. Wszyscy zostali skazani lub przyznali się do winy, w tym przywódca sekty – rabin Nachman Helbrans, który w 2022 roku został skazany na 12 lat więzienia za liczne porwania i wywózkę za granicę nieletnich w celach seksualnych oraz za inne zarzuty.

– Tym wyrokiem wszystkich dziewięciu przywódców Lev Tahor oskarżonych o te haniebne zbrodnie zostało pociągniętych do odpowiedzialności – stwierdziło w oświadczeniu biuro prokuratora USA w południowym dystrykcie Nowego Jorku, nazywając zachowanie oskarżonych mianem „nie do przyjęcia”.

– Bez względu na to, czy dzieje się to w imię religii, czy innego systemu przekonań, narażanie dzieci na przemoc fizyczną, seksualną lub emocjonalną nigdy nie będzie tolerowane – stwierdzono w oświadczeniu.

Bracia zostali skazani za wszystkie zarzuty, w tym porywanie dzieci dla celów seksualnych i innych oraz spisek mający na celu oszukanie władz Stanów Zjednoczonych.

Lev Tahor to tajemnicza grupa i niewiele wiadomo o jej wewnętrznym funkcjonowaniu. Grupa wyznaje skrajną interpretację prawa żydowskiego, które poważnie ogranicza kontakt jej członków ze światem zewnętrznym i codziennymi aspektami życia, takimi jak dieta i ubiór, a zwłaszcza wątki rytualne. Sprzeciwiająca się działalności sekty, grupa “Lev Tahor Survivors” szacuje ilość członków tej radykalnej, kabalistycznej sekty na kilkaset osób.

Od czasu aresztowania Helbransa, członkowie sekty szukali nowego domu, pojawiając się na Bałkanach i w Maroku. Wydaje się jednak, że większość osiadła w Gwatemali, gdzie grupa ma swoją siedzibę od około 2013 roku, po pobytach w Izraelu i Kanadzie, podczas których próbowała uciec przed sankcjami tamtejszego rządu.

Do porwania za które skazani zostali bracia Weingarten, doszło w wigilię Chanuki w 2018 roku. Wówczas to członkowie sekty późnym wieczorem porwali dwójkę dzieci z miasta Woodridge w stanie Nowy Jork i używając przebrań oraz fałszywych dokumentów tożsamości przemycili młode rodzeństwo do Meksyku. Tam oddali dziewczynkę dorosłemu mężczyźnie, którego uważali za jej „męża”.

“Żydowska sekta Lev Tahor ma zwyczaj wydawania nieletnich dziewcząt z dorosłymi mężczyznami i zmuszać je do współżycia seksualnego z „mężami” – twierdzą amerykańscy śledczy. W tej sprawie porwana miała 13 lat. Została” wydana za mąż” za Jacoba Rosnera, wówczas 18-letniego, kolejnego oskarżonego w tej sprawie Żyda. Nielegalne małżeństwo nigdy nie zostało oficjalnie uznane.

Dzieci odnaleziono w Meksyku po tygodniowych poszukiwaniach z udziałem setek śledczych i pracowników organów ścigania, a następnie wróciły do Nowego Jorku.

Trzej bracia skazani w tym tygodniu zostali poddani ekstradycji do Stanów Zjednoczonych z Gwatemali w 2022 roku. Przetrzymywano ich w więzieniu hrabstwa Westchester i sądzono przed sądem rejonowym Stanów Zjednoczonych w White Plains.

NASZ [magnapolonia] KOMENTARZ: Zastanawia nas, czy porywanie dzieci przez tę żydowską sektę miało jedynie wątki pedofilskie, czy może także inne, których polityczna poprawność zabrania nie tylko badać, ale nawet o nich mówić. Chodzi oczywiście o kwestie rytualne.

Komu potrzebne piekło, skoro jest Davos? „Ta ohydna siła” Lewisa.

Komu potrzebne piekło, skoro jest Davos?

Autor: AlterCabrio , 1 kwietnia 2024 ekspedyt

Spróbuj wyobrazić sobie świat, w którym demokracja jest całkowicie martwa i zastąpiona przez własną, celowo odwróconą symulację, powierzchowny reżim – ateistyczną, wielbiącą naukę, globalistyczną technokrację – w której okropne nieludzkie istoty kuszą upadłą elitarną klasę rządzącą do nieodwołalnego wejścia w szatańską sferę postczłowieczeństwa, możliwą dzięki pysze i osiągnięciom inżynierii przemysłowej oraz konstrukcji maszyn.

−∗−

Tłumaczenie: AlterCabrio – ekspedyt.org

−∗−

Evoluon, budynek w kształcie UFO w Eindhoven w Holandii. Początkowo było to muzeum techniki, później centrum konferencyjne, a ostatnio przemianowano je na muzeum prezentujące „wpływ technologii na nasze życie i planetę”. Jej pierwszą wystawą był wehikuł czasu w wirtualnej rzeczywistości, w którym zwiedzający mogli doświadczyć, jak życie na Ziemi może wyglądać za miliony lat. Zdjęcie: ruddy.media na Unsplash.

Ta ohydna prawda: CS Lewis przewidział technokratyczny globalizm i dyktaturę naukową

Czy osiemdziesiąt lat po ukończeniu klasycznej przypowieści [parable] science-fiction CS Lewisa That Hideous Strength [„Ta ohydna siła”] i konferencji w Dumbarton Oaks, która doprowadziła do utworzenia ONZ, najgorsze totalitarne koszmary z wyobraźni Lewisa w końcu stały się rzeczywistością?

Spróbuj wyobrazić sobie świat, w którym demokracja jest całkowicie martwa i zastąpiona przez własną, celowo odwróconą symulację, powierzchowny reżim – ateistyczną, wielbiącą naukę, globalistyczną technokrację – w której okropne nieludzkie istoty kuszą upadłą elitarną klasę rządzącą do nieodwołalnego wejścia w szatańską sferę postczłowieczeństwa, możliwą dzięki pysze i osiągnięciom inżynierii przemysłowej oraz konstrukcji maszyn.

Jeśli wszystko to brzmi jak coś skradzionego z powieści science-fiction, to dzieje się tak dlatego, że tak właśnie jest — powieść, o której mowa, to „That Hideous Strength” CS Lewisa z 1945r., którą (zgodnie z harmonogramem publikacji) faktycznie skończył pisać jakiś czas wcześniej przed końcem II wojny światowej. Jest to przerażająca i satyryczna przepowiednia tego, co Lewis przewidywał, a co powojenny świat najprawdopodobniej przygotował dla niczego niepodejrzewającej ludzkości, która naiwnie myślała, że ​​demokracja zatriumfuje na zawsze wraz z wyłaniającymi się dwiema porażkami Niemiec i Japonii: mianowicie nową formą „łagodnej” dyktatury globalistycznej w przebraniu.

Lewis przewidywał, że narzędziem, za pomocą którego będzie zarządzany taki zamaskowany reżim, będzie prawdopodobnie jakaś dobrotliwie brzmiąca organizacja tego samego rodzaju, która wkrótce miała się ujawnić w rzeczywistości pod postacią Organizacji Narodów Zjednoczonych (ONZ). Choć oficjalnie ustanowiono ją dopiero w 1945r., tuż po zakończeniu wojny, to właśnie w obecnym, 2024 roku mija 80 lat od skutecznego sformułowania podstawowego formatu ONZ podczas konferencji w Dumbarton Oaks w 1944r. Konferencja odbyła się w Waszyngtonie pomiędzy ówczesnymi wielkimi mocarstwami sprzymierzonymi, które odtąd miały stać się głównymi „czterema policjantami” rządzącymi planetą: Stanami Zjednoczonymi, Związkiem Radzieckim, Wielką Brytanią i Chinami.

Lepiej znany jako autor chrześcijańskich traktatów i fantastyki, takich jak seria Opowieści z Narnii, Lewis próbował także swoich sił w chrześcijańskim science fiction w swojej Trylogii Kosmicznej z lat trzydziestych i czterdziestych XX wieku. W tych ekscytujących opowieściach głównym wspólnym bohaterem jest dr Elwin Ransom, chrześcijański naukowiec. Podróżuje na inne planety, po czym wraca na ląd, aby walczyć z demonami zwanymi „Makrobami”, które fałszywie udają wszechmądre istoty pozaziemskie, mając na celu skuszenie ludzkich naukowców i polityków do przekształcenia całej planety w prawdziwe post-ludzkie piekło na Ziemi.

Końcowa część trylogii, ‘Ta ohydna siła‘, ma tytuł zaczerpnięty z mało znanego poematu z 1555 roku o Wieży Babel, wcześniejszym przedsięwzięciu pełnym arogancji faustowskiej, podjętym na przekór Bożej Woli. Pisząc to pod koniec II wojny światowej, myśli Lewisa w naturalny sposób zwróciły się ku światu, jaki zwycięzcy alianci będą próbowali dla siebie zbudować – mianowicie świat tak nierealistycznie utopijny w swojej naturze, że zamiast tego stanie się swoim dokładnym przeciwieństwem. Przewidział, że taki świat ostatecznie doprowadzi do powstania globalistycznego reżimu totalitarnego tak złego w skutkach, choć niekoniecznie w zamierzeniach, że sprawi, iż nowo pokonana Trzecia Rzesza będzie przypominać raj. Jak sam autor przyznał w przedmowie, książka ta była fabularyzowaną opowieścią o zasadniczym motywie jego eseju The Abolition of Man z 1943 roku, którego tytuł z pewnością jest oczywisty.

Fabuła jest prosta, ale zabójczo skuteczna. Po stracie Hitlera i Hirohito globalistyczne elity technokratyczne, które porzuciły wszelką wiarę w Boga i tradycję na rzecz kontrastującej faustowskiej wiary w naukę i postęp, wzorowane w dużej mierze na lewicowych naukowcach-reformatorach społecznych z tamtych czasów, takich jak Julian Huxley, ustanawiają nową Organizacja typu ONZ. Początkowo ma siedzibę w Anglii, ale organizacja ta zamierza zdominować świat. Z zamierzoną przebiegłością nazywa się ją „NICE” (the National Institute for Co-ordinated Experiments – Narodowy Instytut Skoordynowanych Eksperymentów).

Cóż, podobnie jak dzisiejsza internetowa społeczność #BeKind, NICE ma, całkiem dosłownie, bardzo „miłą” nazwę, więc nie może być w tym nic podejrzanego ani negatywnego, prawda? Niestety, jej działaniami kierują z daleka demoniczne Makroby. Te fałszywe istoty pozaziemskie obiecują przywódcom NICE prometejskie dary naukowe, takie jak nieśmiertelność, jeśli tylko będą postępować zgodnie ze swoimi „racjonalnymi” i „postępowymi” planami łagodnie totalitarnego Jednego Rządu Światowego. W domyśle taki reżim jest tym, co stosują same istoty pozaziemskie na swoich doskonałych, obcych światach gdzie indziej. Zatem rzeczywiście jest w tym coś bardzo podejrzanego.

Łącząc marksizm, pozytywizm, scjentyzm, inżynierię społeczną i wojujący ateizm, NICE stara się zmusić ludzkość do ewolucji w zupełnie nowy, rzekomo „ulepszony” gatunek postludzki – i zabić wszystkich tych głupich i niewdzięcznych, którzy odmówią współpracy. Sam Lewis nie był całkowicie przeciwny istnieniu na innych planetach rzeczywistego, niedemonicznego, inteligentnego życia (w swoim eseju ‘Religia i rakiety’ przewidywał nawet, że naszym ostatecznym kosmicznym zadaniem może być nawrócenie ich na chrześcijaństwo). Ostatecznie jednak poczuł, że prawdziwe zagrożenia ludzkości czyhają raczej bliżej domu i nie dotyczą inwazji wrogich kosmitów, a leżą w coraz bardziej porzucających Boga sercach i umysłach samej ludzkości.

Fantastyka naukowa, fakty teologiczne

Aby udowodnić swoją lojalność wobec Makrobów, kandydaci na wyższe szczeble NICE muszą dosłownie deptać Chrystusa, gdyż właśnie w tym celu w ich kwaterze głównej trzyma się Jego posąg. Mówiąc bardziej obrazowo, organizacja depcze Chrystusa także w swoich szerszych działaniach.

Najwyraźniej Lewis nie miał szczególnie wysokiego mniemania o socjologach, bo tacy właśnie są w istocie ludzie w NICE. Tworzą zorganizowany spisek socjologiczny, którego celem jest przede wszystkim zaprzeczanie realności natury ludzkiej, a następnie jej przymusowe, hurtowe przemodelowanie poprzez przekształcenie Ziemi w jeden gigantyczny maoistyczny obóz reedukacyjny.

Dla jednego z takich niereformowalnych technokratów „Istotą były statystyki dotyczące robotników rolnych. Każdy prawdziwy kopacz, oracz czy syn rolnika, był zaledwie cieniem.” Rzeczywiście, ta jednostka ma podświadomą tendencję, aby nigdy nie używać konkretnych terminów, takich jak „mężczyzna” czy „kobieta”, ale raczej zwykłych kolektywnych abstrakcji, takich jak „grupy zawodowe”, „klasy” i „populacje”. Dzieje się tak, twierdzi Lewis, ponieważ „na swój sposób wierzy równie mocno jak każdy mistyk w wyższą rzeczywistość rzeczy, których nie widać”.

NICE doprowadza do logicznych celów pozytywistyczną herezję zastąpienia teologii socjologią, tworząc rodzaj pozytywistycznej inkwizycji, mającej na celu utrzymanie globalnej populacji w ryzach. Według jednego z ich nowego gestapo w NICE: „Na dłuższą metę nie ma różnicy między pracą w policji a socjologią”. Podczas gdy staromodna praca policji skupiała się na tropieniu przestępców już po faktycznym popełnieniu przez nich przestępstwa, socjologiczna praca policji przyszłości będzie polegać na mentalnym programowaniu obywateli, aby przede wszystkim nigdy nie popełniali żadnych przestępstw. Można by to osiągnąć za pomocą kompleksowych programów prania mózgu i inżynierii społecznej. Zatem NICE wierzy w herezje zarówno dotyczące ludzkiej możności osiągnięcia doskonałości, jak i zniesienia Bożego daru wolnej woli.

Niezbyt mili ludzie z NICE

Inżynieria społeczna NICE obejmuje nie tylko sferę mentalną człowieka, ale także jego sferę biologiczną. Siłą przemieniając neo-Adama jutra w nowy kształt fizyczny, ci Prometejczycy dosłownie próbują bawić się w Boga. Trwają w bluźnierczej pogoni za najwyższą władzą nad stworzeniem, podobnie jak dr Frankenstein, Mengele i Moreau. Jak chełpi się jeden z nich: „Wiesz równie dobrze jak ja, że ​​władza człowieka nad naturą oznacza władzę jednych ludzi nad innymi ludźmi, przy pomocy instrumentu jakim jest natura”.

A do czego Makrobowie chcą przekonać NICE, aby na siłę ewoluowała ludzi? Na początek osoby transpłciowe. Według jednego z naukowców z NICE, podobnie jak alchemicy w starym stylu pichcący homunkulusy (małe sztuczne ludziki) w swoich laboratoriach, NICE ma na celu zrobić to samo. Ludzkość musi odtąd „pozbyć się” swoich nagle przestarzałych, seksualnych ciał za pomocą następujących środków:

Nauczyć się sprawiać, by nasze mózgi żyły z coraz mniejszą ilością ciała: nauczyć się budować nasze ciała bezpośrednio za pomocą chemikaliów, nie musieć już napychać ich martwym zwierzem i chwastami. Nauczyć się rozmnażać bez kopulacji… Nigdy nie będzie pokoju, porządku i dyscypliny, dopóki będzie istniał seks. Kiedy człowiek to odrzuci, wtedy w końcu będzie można nim rządzić.

Makrobowie obiecują nauczyć NICE, jak to wszystko robić, ale istniały autentyczne postacie z czasów Lewisa, które naprawdę pragnęły sprawić, aby ludzkość wyewoluowała w takie autotroficzne istoty, naprawdę, bez potrzeby pomocy egzoplanetarnej.

Jedną z takich faustowskich postaci, którą Lewis wyszydzał, był JD Bernal, wybitny anglo-irlandzki biolog molekularny, krystalograf rentgenowski i komunista, którego niepokojąca książka z 1929r. ‘The World, the Flesh and the Devil: An Enquiry into the Future of the Three Enemies of the Rational Soul‘ dowodziła, że aspirujący, zaawansowani posthumanoidzi, tacy jak on, mają trzech głównych wrogów: naturę, ludzkie emocje i cielesne ciało. Twierdził, że naukę należy wykorzystać do zniesienia wszystkich trzech powyższych. Następnie „naukowcy wyłoniliby się jako nowy gatunek i pozostawili ludzkość w tyle”.

Propozycja Bernala była prosta: wyjąć ludzki mózg z czaszki i umieścić go w jakimś sztucznym słoiku. Uwolniony z powoli gnijącego biologicznego więzienia swego ciała, odcięta ludzka inteligencja może nadal sztucznie funkcjonować na zawsze, czyniąc ludzi nieśmiertelnymi. Jak napisał Bernal: „Prędzej czy później człowiek będzie zmuszony zdecydować, czy porzucić swoje ciało, czy życie. W końcu liczy się mózg.”

Według fikcyjnego JD Bernalsa z NICE:

Macie wyobrazić sobie [przyszły] gatunek jako zwierzę, które odkryło, jak uprościć odżywianie i poruszanie się do tego stopnia, że ​​stare, złożone narządy i wielkie ciało, które je zawierało, nie są już potrzebne… Jednostka ma stać się w całości głową. Rasa ludzka ma stać się w całości technokracją… dzień dużej [ludzkiej] populacji minął. Spełnił swoją funkcję, będąc rodzajem kokonu dla technokratycznego i obiektywnego człowieka. Teraz Makroby i wybrani ludzie, którzy mogą z nimi współpracować, nie mają już z tego pożytku.

Te dziwne postludzkie stworzenia, które są „w całości głową”, brzmią niesamowicie niczym „Szaraki” we współczesnej ufologii, te bladoskóre istoty o czarnych oczach i ogromnych okrągłych głowach, które być może znacie z filmów takich jak „Z Archiwum X”.

Często zauważa się, że Szaraki przypominają koszmarne wizje tego, czym ludzkość może pewnego dnia stać się pod rosnącym wpływem naukowo wymuszonej „ewolucji”. Ich mózgi, o czym świadczą masywne, kopulaste czoła, są ogromne, ale ich ciała są wrzecionowate i słabe. Prawie postbiologiczne, ich nosy skurczyły się do nozdrzy, a usta do zwykłych szparek. Podobno nie jedzą ani nie wydalają. Unikają odzieży, są całkowicie gładcy na dole, bez genitaliów umożliwiających seks lub oddawanie moczu, ani odbytów do wydalania. Zamiast tego, dosłownie pozbawione krwi, w ich żyłach płynie czysty chlorofil, żywią się światłem słonecznym, emocjami lub energią kosmiczną i wydalają bezpośrednio przez swoją szarą skórę poprzez pocenie się.

Niektórzy obdarzeni wyobraźnią ufolodzy uważają, że być może wcale nie są to kosmici, ale podróżnicy w czasie z ziemskiej przyszłości – innymi słowy, oni są nami, zmienionymi w postludzką formę przez naukowców podobnych do tych z NICE w nadchodzących stuleciach. Folkloryści, czyli ufolodzy z tzw. „szkoły psychospołecznej”, wolą postrzegać ich jako wizjonerskie, halucynacyjne koszmary. W związku z tym wyrażają utajony strach przed zepsuciem nauki, który pojawia się spontanicznie w umysłach rzekomo uprowadzonych przez UFO, kiedy w nocy w łóżkach mają oni pozornie realistyczne sny na jawie. Czymkolwiek są, wygląda na to, że Lewis z powodzeniem przewidział ich ostateczne przybycie.

Adwokat diabła

Tak naprawdę książka Lewisa nie miała być przepowiednią przyszłej inwazji obcych, ale metaforą religijną i polityczną, aczkolwiek bardzo proroczą. Lewis nie do końca był przekonany, że demoniczni kosmici przejmą kontrolę nad planetą, tak jak George Orwell, pisząc „Folwark zwierzęcy”, nie sądził, że zrobią to komunistyczne świnie.

Po publikacji książki ‘That Hideous Strength‘ wybitny naukowiec JBS Haldane napisał skargę do Lewisa, w której zaprotestował, że oszczerczo przedstawił cały swój rodzaj jako quasi-nazistowskich czcicieli diabła. W początkowo niepublikowanej odpowiedzi Lewis miał profesorowi Haldane’owi do powiedzenia poniższe, wyjaśniając, że jego prawdziwe przesłanie brzmiało:

… nie „naukowe planowanie z pewnością doprowadzi do piekła”, ale „we współczesnych warunkach każde skuteczne zaproszenie do piekła z pewnością pojawi się pod postacią naukowego planowania” – tak jak faktycznie zrobił to reżim Hitlera. Każdy tyran musi zacząć od stwierdzenia, że ​​ma to, co szanują jego ofiary, i daje to, czego chcą. Większość współczesnych krajów szanuje naukę i chce, aby [społeczeństwo] było zaplanowane. Dlatego też, niemal z definicji, jeśli jakikolwiek człowiek lub grupa chce nas zniewolić, będzie to oczywiście określane jako „naukowo planowana demokracja”. Być może prawdą jest, że każde prawdziwe zbawienie, choćby hipotetycznie prawdziwe, musi opisywać siebie jako „naukowo planowaną demokrację”. To kolejny powód, aby bardzo uważnie przyglądać się wszystkiemu, co nosi tę etykietę.

Można zatem powiedzieć, że niedoszli postludzie z NICE z przypowieści Lewisa stworzyli już własną satanistyczną, antychrześcijańską, świecką kontrreligię. Ta „religia” przybrała postać ich postępowej, pozytywistycznej socjologii i scjentyzmu. I po prostu otwiera ich na późniejszą, jeszcze większą pokusę ze strony Makrobów, zamiast na pierwotny impuls dla nowych przywódców ludzkości, pochodzący od demonów jako takich, aby zgrzeszyli przeciwko stworzeniu. W swojej powieści Lewis ujmuje to następująco:

Z punktu widzenia przyjętego w piekle, cała historia Ziemi prowadziła aż do tego momentu. Teraz upadły Człowiek miał wreszcie realną szansę otrząsnąć się z ograniczeń swoich mocy, które nałożyło na niego miłosierdzie jako ochronę przed pełnymi skutkami upadku. Jeśli to się powiedzie, piekło w końcu się wcieli. Źli ludzie, będąc jeszcze w ciele, wciąż pełzając po tym małym globie… mieliby władzę i moc złych duchów. Natura na całym świecie Tellusa stanie się ich niewolnikiem. I z całą pewnością nie będzie można przewidzieć końca tego panowania przed końcem samego czasu.

Rzeczywiście ponura perspektywa. Ale przede wszystkim jak, bez wcześniejszego istnienia „złych ludzi” na Ziemi, mógłby ten piekielny scenariusz w ogóle się wydarzyć? Jeśli nie ma doktora Fausta, który początkowo pragnąłby wyczarować Mefistofelesa z własnej pychy, to z definicji nie może się też później pojawić żaden Mefistofeles.

Obecnie istnieją ufolodzy o zacięciu teologicznym, którzy wierzą, że podstawowy wątek powieści Lewisa rozgrywa się teraz naprawdę w kategoriach współczesnego zjawiska UFO, niczym coś wyrwanego ze stron Borgesa. Jedna z pobocznych ufologicznych teorii spiskowych, głoszona przez takich ludzi jak brat Seraphim Rose, nieżyjący już amerykański prawosławny hieromnich, twierdzi, że „obcy”, o których świadkowie mówią, że widzą dzisiaj śmigających po niebie w swoich spodkach, są, podobnie jak Macroby Lewisa, po prostu demonami piekła w nowym, historycznie odpowiednim, Przebraniu Ery Kosmicznej, tutaj, aby kusić głupią ludzkość do potępienia, oszukując nas wszystkich, abyśmy czcili ich i ich doskonałe cudowne technologie, a nie Boga Wszechmogącego.

Z pewnością jest to interesująca teoria, ale jestem co do niej sceptyczny. Obecna, przypominająca NICE kasta przywódców postchrześcijańskiej ludzkości Zachodu, w wystarczającym stopniu udowodniła swoją zdolność do przekształcania cywilizacji w coraz bardziej miękkiego, totalitarnego awatara piekła na Ziemi, z własnej woli, czyniąc to w imię pseudonaukowych kłamstw w rodzaju „zwalczanie kryzysu klimatycznego” czy „zakończenie ludobójstwa osób transpłciowych”. Dlatego zapytałbym, dlaczego demony w ogóle miałyby zawracać sobie głowę tak wyszukaną fasadą science-fiction? Dużo mniej wysiłku wymaga dla Screwtape’a i Mephisto leniwe leżenie w Hadesie i patrzenie z uśmiechem, podczas gdy ludzkość z radością sama się potępia, prawda? Komu potrzebne piekło, skoro jest Davos?

_______________

That Hideous Truth: C.S. Lewis Predicted Technocratic Globalism and Scientific Dictatorship, Steven Tucker, March 23, 2024

−∗−

O autorze: AlterCabrio

If you don’t know what freedom is, better figure it out now!

Od Haraschina do Collegium Humanum

Od Haraschina do Collegium Humanum

Posted on 27 marca, 2024 by jw

Od Haraschina do Collegium Humanum

Afera lipnych dyplomów w Collegium Humanum wstrząsnęła nader słabo zorientowanymi w rozmiarach plag akademickich Polakami. Faktem jest, że skala procederu wydawania dyplomów potrzebującym ich dla kariery publicznej jest wielka. Popyt na dyplomy u nas jest ogromny od lat, to i z podażą różne podmioty starają się nadążyć. Z tego względu poziom udyplomowienia polskiego społeczeństwa jest imponujący. Mało kto może nam dorównać.

Jeszcze u zarania PRL, kiedy brakowało u nas ludzi z wyższym wykształceniem, w różny sposób starano się te braki uzupełnić. Jednym z prekursorów produkcji lipnych dyplomów był sławny prokurator stalinowski Julian Haraschin, który po wydaniu 60 wyroków śmierci na działaczy podziemia niepodległościowego rozpoczął karierę akademicką na Uniwersytecie Jagiellońskim. Uczył przestrzegania prawa, z czego ta uczelnia słynie do dziś. Jednocześnie opracował innowacyjną na owe czasy metodę uzyskiwania dyplomów bez konieczności zdawania egzaminów czy trudzenia się pisaniem prac dyplomowych. Wynalazek wprowadził w życie akademickie jednak tylko na skalę ograniczoną, metodą – rzec można – chałupniczą. W PRL znane było też wydawanie dyplomów prominentom partyjnym w ramach fikcyjnych studiów, co znane jest z opowiadań o dygnitarzach, którzy dzwonili do rektoratów, aby się dowiedzieć, na którym to są roku, i czasem strofowali władze, że proces ich udyplomowienia idzie zbyt opieszale.

W wolnej Polsce zapotrzebowanie na dyplomy zwiększyło się wielokrotnie i obejmuje coraz szersze kręgi społeczne. Powstały firmy trudniące się pisaniem prac dyplomowych. Co więcej, przed kilku laty powstało Collegium Humanum, ujawniony ostatnio lider na rynku produkcji lipnych dyplomów na skalę wręcz przemysłową. Uwiarygadniał je rektor Paweł Cz. (obecnie w areszcie), lider nauki o dorobku etyczno-moralnym, posiadacz wielu doktoratów honorowych, jak i honorowej profesury (w wieku 26 lat!). Otrzymał Złoty Medal Zasłużony dla Nauki Polskiej Sapientia et Veritas.

Tekst opublikowany w tygodniku Gazeta Polska 27 marca 2024 r.

===================================

Pedofilia a sodomici. O tych badaniach nie chciały słyszeć sądy.

O tych badaniach nie chciały słyszeć sądy

Sąd Rejonowy i Sąd Okręgowy w Gdańsku uznały, że twierdzenie o większej częstości występowania pedofilii wśród homoseksualistów płci męskiej jest zniesławieniem. Podczas procesów przedstawiliśmy liczne dowody potwierdzające tezę, która została uznana za zniesławiającą. Sądy zignorowały je całkowicie. Najistotniejsze z nich przedstawiam poniżej. 

Po pierwsze przywołaliśmy artykuł opublikowany w 2007 r., w Mayo Clinic Proceedings, według Wikipedii jednym z najbardziej rozpowszechnianych, poczytnych i cytowanych czasopism medycznych. Nosi on tytuł: „Profil pedofilii: Definicja, charakterystyka przestępców, recydywa, wyniki leczenia i kwestie kryminalistyczne„, autorstwa Ryan C. W. Hall, MD, and Richard C. Hall, MD, PA.

W artykule wskazano: „Odsetek pedofilów homoseksualnych waha się od 9% do 40%, co stanowi około 4 do 20 razy więcej niż wskaźnik dorosłych mężczyzn odczuwających pociąg do innych dorosłych mężczyzn (przyjmując wskaźnik rozpowszechnienia homoseksualizmu wśród dorosłych na poziomie 2%-4%) (…)

Pedofile heteroseksualni, w badaniach autoreferencyjnych, wykorzystywali średnio 5,2 dzieci i popełniali średnio 34 akty seksualne, w porównaniu z pedofilami homoseksualnymi, którzy wykorzystywali średnio 10,7 dzieci i popełniali średnio 52 akty.15 Przestępcy biseksualni wykorzystywali średnio 27,3 dzieci i popełniali ponad 120 aktów seksualnych.15

W badaniu przeprowadzonym przez Abela i wsp.32 wśród 377 pedofilów nieprzebywających w więzieniu, niezwiązanych z przestępczością, których sytuacja prawna została uregulowana i którzy zostali przebadani przy użyciu anonimowego kwestionariusza samoopisowego, stwierdzono, że pedofile heteroseksualni średnio zgłaszali wykorzystanie 19,8 dzieci i popełnienie 23,2 czynów, podczas gdy pedofile homoseksualni wykorzystali 150,2 dzieci i popełnili 281,7 czynów.”

Po drugie powołaliśmy się na książkę pt. „Podstawy psychopatologii i jej leczenie” autorstwa Mark D. Kilgus, Jerrold S. Maxmen, Nicholas G. Ward (W.W. Norton and Company, 4 wydanie, rok 2015). Publikacja polecana jest przez APA (American Psychological Association). Wydawca pisze o niej: Kompleksowa rewizja podręcznika nowoczesnej diagnostyki i leczenia psychiatrycznego, dostosowana do DSM-5 i ICD-10. Od dawna uważany za wiodący tekst dotyczący oceny, diagnozy i leczenia zaburzeń psychicznych, ta najnowsza wersja zawiera najnowocześniejsze aktualizacje w neurobiologii, psychofarmakologii i genetyce. Skierowany do studentów psychiatrii i dyscyplin pokrewnych, ma praktyczny, czytelny sens tej dziedziny.

Na stronie 453 tego podręcznika czytamy: „Pedofilia heteroseksualna jest dwa razy bardziej powszechna niż pedofilia homoseksualna, mimo że liczba mężczyzn heteroseksualnych w populacji ogólnej wynosi około 35:1. Tak więc, w ujęciu procentowym, nieproporcjonalnie wyższe wskaźniki zachowań pedofilnych występują u mężczyzn homoseksualnych w porównaniu z mężczyznami heteroseksualnymi.”  

Charles Silverstein, znany działacz LGT, który w 1973 miał istotny udział w wykreśleniu homoseksualizmu z DSM (listy zaburzeń seksualnych), wypowiedział się w 2009 roku w następujący sposób:”Poza homoseksualizmem DSM (9) wymienia także sadyzm, masochizm, ekshibicjonizm, voyeuryzm, pedofilię i fetyszyzm jako zaburzenia psychiczne. Jeśli nie ma obiektywnego, niezależnego dowodu, że orientacja homoseksualna jest sama w sobie nienormalna, jakie istnieje usprawiedliwienie umieszczania jakiegokolwiek z innych zachowań seksualnych w DSM?” (10) 

W lipcu 1995 r. w homoseksualnym magazynie „Guide” ukazało się stwierdzenie pokazujące stosunek tego środowiska do pedofili: Jesteśmy dumni, że ruch gejowski jako jeden z nielicznych zdobył się na odwagę powiedzenia głośno, że dzieci są naturalnie seksualne i zasługują na prawo seksualnej ekspresji z kimkolwiek, kogo wybiorą. […] Zamiast bać się przyklejenia etykiety pedofila, powinniśmy dumnie przyznawać, że seks jest dobry, włączając w to dziecięcą seksualność. […] Musimy to robić dla dobra samych dzieci. 

Jak widać publikacje naukowe potwierdzają tezę o nadreprezentacji pedofilii w środowisku LGBTQ+. Również wypowiedzi prominentnych przedstawicieli tego środowiska świadczą o akceptacji pedofilii. 

Sąd jednak całkowicie zignorował te oczywiste fakty. 

Ludzki mózg rośnie, a ludzie głupieją. IQ maleje o 7 pkt na pokolenie.

Zaskakujące odkrycie naukowe – Ludzki mózg rośnie, a ludzie głupieją

autor: admin (2024-04-01 zmianynaziemi.pl/ludzki-mozg-rosnie-ludzie-glupieja

W ciągu ostatnich dziesięcioleci naukowcy obserwują fascynujące zjawisko – średnia objętość ludzkiego mózgu systematycznie się powiększa. Badania przeprowadzone przez zespół z Uniwersytetu Kalifornijskiego w Davis wyraźnie to potwierdzają. Analiza obrazów rezonansu magnetycznego mózgu ponad 5 tysięcy osób urodzonych między 1930 a 1970 rokiem wykazała, że objętość ta wzrosła o imponujące 6,6 procent. 

Okazuje się, że nie tylko całkowita wielkość mózgu ulega zmianie – naukowcy zaobserwowali również zwiększenie się poszczególnych jego obszarów. Istota biała powiększyła się o 8 procent, a istota szara aż o 15 procent. Skąd bierze się ten „przerost” mózgu u młodszych pokoleń?

Zdaniem ekspertów, większa objętość mózgu przekłada się na zwiększoną „rezerwę poznawczą”, która może chronić przed związanymi z wiekiem problemami, takimi jak pogorszenie pamięci, uwagi czy szybkości reakcji. Jak podkreślają naukowcy, „większa struktura mózgu oznacza większą rezerwę mózgową i może łagodzić skutki chorób związanych z wiekiem, takich jak choroba Alzheimera i powiązane z nią demencje w starszym wieku”.

To z pewnością dobra wiadomość, biorąc pod uwagę starzejące się społeczeństwa i rosnącą liczbę przypadków otępienia. Czy oznacza to jednak, że młodsze pokolenia są bardziej inteligentne od swoich rodziców i dziadków? Okazuje się, że niekoniecznie.

Badania przeprowadzone przez naukowców z Uniwersytetu w Ulster wskazują, że pomimo zwiększenia objętości mózgu, IQ w ciągu ostatnich dziesięcioleci systematycznie spada. Według norweskich ekspertów Brenta Bratsberga i Ole Rogeberga, inteligencja badanych osób malała średnio o 7 punktów na pokolenie w latach 1970-2009.

Jak to możliwe, że mózg rośnie, a jednocześnie stajemy się mniej inteligentni?

Naukowcy tłumaczą, że sama wielkość mózgu nie jest jednoznacznym wskaźnikiem poziomu inteligencji. Na nią wpływa wiele czynników, takich jak efektywność połączeń między neuronami, stopień mielinizacji aksonów czy złożoność strukturalna poszczególnych obszarów.

Ponadto, choć współczesne pokolenia mają fizycznie większe mózgi, to być może ich potencjał poznawczy nie jest w pełni wykorzystywany. Zmiana stylu życia, wzrost narażenia na zanieczyszczenia środowiska, a także coraz większe uzależnienie od technologii mogą mieć negatywny wpływ na rozwój intelektualny.

Wygląda zatem na to, że choć nasze mózgi rosną, to nie przekłada się to wprost na wzrost inteligencji. Być może kluczem jest znalezienie sposobów, by w pełni wykorzystać ten zwiększony potencjał mózgowy i stać się jeszcze mądrzejszymi niż poprzednie pokolenia.

========================

Por.:

Porównanie IQ dla różnych ras.

To nie kryzys – to rezultat. Spada IQ Amerykanów. Oj tam, oj tam…

Sośnierz: Zmiana czasu na Wielkanoc to bardzo dobry pomysł

Sośnierz: Zmiana czasu na Wielkanoc to bardzo dobry pomysł

nczas!!!1.04.2024

Dobromir Sośnierz
Dobromir Sośnierz Fot. FB

Dobromir Sośnierz w swoich mediach społecznościowych przypomniał, dlaczego zmiana czasu to chory i szkodliwy wymysł etatystów. Swój wpis wolnościowiec zaczyna jednak bardzo przewrotnie.

„Zmiana czasu na Wielkanoc to bardzo dobry pomysł” – pisze sarkastycznie Sośnierz, stwierdzając, że dzięki temu człowiek rozumie, co to znaczy, że ktoś „czuje się jak z krzyża zdjęty”.

„Dla tych, co nie zauważyli: tak, biurokracja znowu przestawiła nam czas ze strefowego na rządowy (tzw. letni). Wprawdzie jeszcze za mojej kadencji Parlament Europejski pracował nad iście przełomowym pomysłem, żeby skończyć z tymi wygłupami, ale potem wiadomy wirus pokrzyżował te śmiałe plany” – napisał wolnościowiec na swoim FB.

Dalej Sośnierz stwierdza sarkastycznie, że „zmiana czasu, to nie likwidacja samochodów spalinowych albo zarzynanie rolnictwa, żeby to robić ot tak, bez wieloletniej debaty i wszechstronnego namysłu”.

„I tak oto mimo wielu dowodów na bezsensowność tego kręcenia zegarkami, nasi niemiłościwie panujący nie mogą się z tą władzą nad czasem rozstać. Na razie zarezerwowali sobie ten przywilej co najmniej do 2026” – czytamy dalej.

„I tak przestawiają ten czas jak stół, o który będę się przez kilka kolejnych dni obijał, zanim przyzwyczaję się, że stoi w nowym miejscu” – dodaje na koniec wolnościowiec.

In vitro to biznes, który przynosi większe zyski niż przemysł aborcyjny i eutanazyjny.

Vitromiliardy

1.04.2024 Autor:Leszek Szymowski nczas/vitromiliardy

Zapłodnienie in vitro.
Zapłodnienie in vitro. Zdjęcie ilustracyjne: Pixabay

Zapłodnienie in vitro to biznes, który przynosi większe zyski niż przemysł aborcyjny i eutanazyjny. Podpisana przez prezydenta Andrzeja Dudę ustawa o refundacji zabiegów in vitro otworzyła przed klinikami perspektywy zysków idących w miliardy złotych. Nie wiadomo, dla ilu istnień ludzkich oznacza to wyrok śmierci. Wiadomo jednak, że dla tego przemysłu oznacza to miliardowe zyski.

20 tysięcy złotych – to najniższa, podstawowa cena zabiegu in vitro oferowanego przez popularną warszawską „klinikę leczenia niepłodności”. Do tej kwoty doliczyć trzeba bardzo drogą i długotrwałą terapię hormonalną oraz serię badań i konsultacji. Łącznie cała procedura sztucznego zapłodnienia kosztować może ponad 55 tysięcy złotych. Dla przeciętnej polskiej rodziny jest to wydatek niemożliwy do zaakceptowania, stąd już w 2010 roku w rządowych kręgach pojawił się pomysł, aby zabiegi in vitro finansowane były przez państwo.

Tysiące zabiegów

5 listopada 2010 roku ówczesna minister zdrowia Ewa Kopacz, ogłaszając początek prac nad ustawą, powiedziała: „Szacujemy, że po wprowadzeniu nowej ustawy rocznie wykonywać się będzie w Polsce około 10 tysięcy zabiegów”. Zaznaczyła przy tym: „oczywiście mamy świadomość, że na zabieg zdecydują się tylko ci, którym pozwoli na to światopogląd”. Pytana przez dziennikarzy Ewa Kopacz oznajmiła, że pracownicy resortu policzyli koszty finansowania przez państwo procedur in vitro. Miały one wynieść rocznie 91-375 milionów złotych, w zależności od rodzajów stosowanych przez kobiety terapii hormonalnych. Te szacunki się nie sprawdziły. Uchwalona w 2013 roku ustawa (weszła w życie 1 lipca ub. roku) umożliwiła refundację zabiegu in vitro ze środków publicznych. Nie wiadomo, ile dotychczas pieniędzy podatników wydano na te zabiegi. Wiadomo jednak, że kwoty, które może pochłonąć prawo refundacyjne, są ogromne. Skąd to wiadomo?

Z wypowiedzi późniejszej premier, a wówczas minister zdrowia. Na wspomnianej konferencji prasowej w listopadzie 2010 roku Ewa Kopacz przyznała, że z jej szacunków wynika, iż w Polsce z powodu braku potomstwa cierpi milion par. Nawet jeśliby przyjąć hurraoptymistycznie, że 90 proc. Polaków to katolicy kierujący się w życiowych wyborach wskazaniami wiary (w tym przypadku szacunkiem dla życia), oznaczałoby to, że pozostałym 10 procentom wyznawany światopogląd pozwoli podjąć decyzję o zapłodnieniu in vitro. 10 procent z miliona to 100 tysięcy par, a więc potencjalne 100 tysięcy zabiegów. Przy dzisiejszych cenach daje to więc 7,5 miliarda, a przy cenach zakładanych – około 20 miliardów w skali dekady, czyli 2 miliardy rocznie. Ale to jeszcze nie wszystko.

Z danych Światowej Organizacji Zdrowia – WHO – (w te akurat dane możemy wierzyć) wynika, że tylko w połowie przypadków zabieg in vitro kończy się powodzeniem. W pozostałych 50 procentach przypadków albo nie udaje się skutecznie wszczepić zarodka, albo kobiecie nie udaje się donosić ciąży. Taki rozwój sytuacji to dla kliniki powód, aby procedurę zapłodnienia in vitro rozpocząć od nowa. I wystawić polskiemu podatnikowi drugi rachunek za zabieg. Zatem kwotę 2 miliardów rocznie trzeba będzie podwoić.

Ogromne pieniądze

„Witraże” – jak ostatnio nazywa się organizacje lobbujące za wprowadzeniem in vitro – w 2010 roku dostały więc największą szansę w historii: perspektywę miliardów złotych z refundacji in vitro. Spodziewać się należy, że te wydatki bardzo szybko wzrosną. Już teraz bowiem w zagranicznych ośrodkach badawczych prowadzi się badania naukowe „udoskonalające” metodę sztucznego zapłodnienia. Z badań tych wynika, że potrzebna jest skuteczniejsza i bardziej długotrwała terapia hormonalna – czyli dodatkowe koszty. Wzrosnąć może też cena samego zabiegu in vitro. Skoro płacić będzie państwo, kliniki będą zainteresowane tym, aby ceny były jak najwyższe. Trzeba więc brać po uwagę, że już w najbliższych latach procedura in vitro zostanie wydłużona o np. dodatkowe terapie hormonalne, a to z kolei drastycznie podwyższy cenę. Całe sztuczne zapłodnienie, obejmujące terapie, sam zabieg, badania, konsultacje itp. może więc wynieść nawet 150 tysięcy złotych. Jeśli pomnożymy to przez 100 tysięcy par czekających na zabieg to otrzymujemy ogromne wręcz kwoty. A i na tym wydatki się pewnie nie skończą.

Długie kolejki

Odpowiadając na pytania dziennikarzy, ówczesna minister Ewa Kopacz zapewne umyślnie mówiła o „parach”, które nie mogą mieć dzieci. A przecież „pary” to nie tylko małżeństwa. To także konkubinaty i tzw. wolne związki. Choć na razie ustawa mówi jedynie o „parach”, można spodziewać się, że lista potencjalnych beneficjantów zabiegów może być większa. W kolejce ustawią się „singielki”, czyli samotne kobiety, niezwiązane z mężczyznami, dla których refundacja in vitro może być w przyszłości okazją do uzyskania dziecka. Po nich przyjdą z pewnością pary homoseksualne lub transseksualne, które będą mogły w ten sposób zafundować sobie potomka.

In vitro, czyli zabójstwo

Aspekt finansowy to tylko jedna strona mody na in vitro. Drugim, znacznie bardziej szkodliwym skutkiem jest zabijanie embrionów ludzkich. W lipcu tego roku portal Fronda.pl alarmował: „Według udostępnionych danych wskutek państwowego wsparcia urodziło się 108 dzieci z probówki, a 2,3 tys. matek zaszło w ciążę. Z podanych liczb nie wynika jednoznacznie, czy 108 urodzeń to wynik 2,3 tys. ciąż, czy urodziło się ponad 100 dzieci, a 2,3 tys. kobiet ma szansę je urodzić. Obie wersje są jednakowo prawdopodobne, bo statystycznie, aby urodziło się jedno dziecko z probówki, musi zostać uśmierconych ok. 20 innych. Jeśli okazałoby się, że mamy 2,3 tys. udanych sztucznych zapłodnień, prawdopodobnie odbyło się to kosztem 50 tys. innych ludzkich embrionów, które obumarły wskutek stosowanej metody”.

Skąd takie szacunki? Można się opierać na oficjalnym raporcie dla Ministerstwa Zdrowia Republiki Włoskiej, który opublikował w Polsce w 2010 roku Instytut Globalizacji. Dane naukowe przytaczane w tym zestawieniu są przerażające. Wynika z niego, że zaledwie co dwudziesty zarodek ma szanse przeżycia w wyniku sztucznego zapłodnienia. W 2005 roku dokonano 58.869 przeniesień embrionów, co dało zaledwie 3385 urodzeń. Jeden poród wymagał więc zniszczenia 17 innych istnień. Z kolei w 2007 roku na 71 tys. zarodków dzieci przeniesionych z probówki do narządów rodnych kobiet, przeżyło zaledwie 6 tys. Szokujące są także inne dane na temat „skutków ubocznych” tej metody. W 2005 roku. 5349 embrionów ludzkich obumarło na skutek rozmrażania. 60 proc. kobiet poddająca się zabiegowi miała powyżej 50 lat! Z kolei 67 kobiet po udanym zabiegu rozmyśliło się i poddało się aborcji na życzenie.

Bawaria kontra gender. Zakazano języka „neutralnego płciowo”

Niemcy kontra gender. Zakazano języka neutralnego płciowo

oprac. Weronika Papiernik wiadomosci.dziennik

Od pierwszego kwietnia, w szkołach, urzędach i instytucjach wyższych edukacji w Bawarii, wprowadzono zakaz stosowania języka neutralnego pod względem płci, znanego jako język gender.

Rząd Bawarii, kraju związkowego na południowym wschodzie Niemiec, na wniosek ministra spraw wewnętrznych Bawarii Joachima Herrmanna, przyjął podczas posiedzenia gabinetu 19 marca poprawkę do ogólnego regulaminu dla bawarskich urzędów i sfery publicznej.

Język gender. Bawaria wprowadza zakaz

Według nowych przepisów, dyrektorom szkół, nauczycielom oraz administracji zabronione jest w oficjalnej korespondencji stosowanie określeń językowych uwzględniających neutralność płciową. Dotyczy to także zajęć lekcyjnych. Wyjątek stanowią profesorowie na uczelniach wyższych, którzy mają dowolność w używaniu form językowych. W przypadku uczelni wyższych podkreślono, że studenci nie będą karani za nieużywanie języka neutralności płciowej, np. poprzez obniżenie oceny.

Tzw. język gender oznacza formy uwzględniające mężczyzn, kobiety oraz inne osoby, które nie utożsamiają się ani z płcią męską, ani żeńską. Chcąc wyrazić neutralność płciową w języku niemieckim, stosuje się zapis rzeczowników z: gwiazdką (np. Schüler*innen), podkreślnikiem (np. Lehrer_innen), dwukropkiem (np. Student:innen) lub wielką literą w końcowej części wyrazu (np. KundInnen).

Premier Bawarii Markus Soeder zapowiedział podjęcie działań w sprawie zakazu używania języka gender już w grudniu 2023 r., czyli około dwóch miesięcy po wygranych przez jego partię CSU wyborach do bawarskiego landtagu. U nas nie będzie obowiązkowego +genderowania+. Przeciwnie: my w Bawarii zabronimy języka gender w szkołach i administracji – zapowiedział wówczas.

Szef Bawarskiej Kancelarii Stanu Florian Hermann podkreślił, że „język musi być jasny i zrozumiały”. Jego zdaniem zakaz stosowania języka neutralności płciowej ma służyć „utrzymaniu otwartej przestrzeni dyskursu w liberalnym społeczeństwie”, podczas gdy „język nacechowany ideologicznie działa wykluczająco”.

Nie dotyczy uczniów

Nowe przepisy wchodzą w życie 1 kwietnia. Za niedostosowanie się do nich będą grozić konsekwencje. Jeżeli nauczyciele będą używali neutralnych płciowo rzeczowników w korespondencji szkolnej, ich przełożeni zostaną wezwani do „rozmów z nauczycielami” i „uwrażliwienia” na przestrzeganie wytycznych Rady ds. Ortografii Niemieckiej. Rada przekonywała do niestosowania w pisowni znaków specjalnych, ponieważ – w jej opinii – wpływa to negatywnie na zrozumiałość tekstów. Nowe regulacje nie dotyczą uczniów.

Pozytywnie do zakazu używania języka gender odniósł się Niemiecki Związek Nauczycieli. Jego przewodniczący Stefan Duell zaznaczył, że „w języku urzędowym chodzi o to, aby było jasne, że uwzględnia się wszystkich, a nie tylko poszczególne grupy”. Chodzi o pełne szacunku sformułowania, które są również wrażliwe na płeć, bez oznaczania ich jako takie – dodał Duell. Dlatego też – jak ocenił – „gwiazdka może być również rozumiana jako marginalizująca”.

„Wojna kulturowa”

Nowe regulacje skrytykowali politycy Zielonych i środowiska LGBT+. Według drugiego burmistrza Monachium Dominika Krausego (Zieloni) CSU prowadzi „wojnę kulturową”. Uważam, że w kwestii gender powinniśmy trochę wyluzować. Kto chce +genderować+, niech to robi, a jeśli nie – to nie – stwierdził Krause.

Mieszkańcy Bawarii zostali zapytani, co sądzą o zakazie używania języka neutralnego płciowo. Nie uważam, że powinno się dyktować ludziom, jak powinni tworzyć swój język, o ile nikogo to nie obraża. Osobiście staram się używać języka gender, ale nie uważam za dramatyczne, jeśli ktoś z jakiegoś powodu tego nie robi – powiedziała Rita, nauczycielka języka niemieckiego w jednej z bawarskich szkół.

Zdaniem Gregora, studenta dziennikarstwa, „niestosowanie języka neutralnego płciowego to nie przejaw dyskryminacji”.

Bawaria jest pierwszym krajem związkowym Niemiec, który wprowadził przepisy zakazujące stosowania języka neutralnego płciowo. Podobną decyzję podjęła Heska Kancelaria Stanu. W administracji publicznej i szkołach w Hesji nie będzie można używać form ze znakami specjalnymi.

Toskania: Sansepolcro. Najpiękniejsze „Zmartwychwstanie” Odrodzenia

Toskania: Sansepolcro. Najpiękniejsze „Zmartwychwstanie” Odrodzenia

Autor: pokutujący łotr , 1 kwietnia 2024

Witaj, Toskanio!  (…) Jak można nie być malarzem w takim kraju? Słońce tu pali  pod różnymi kątami naraz, odbija się od jeziorka i uderza znów w nieboskłon, jak w  lustrze renesansowych magów, aby przy następnym skręcie kierownicy znów pędzić w dół, i skosem, w wiązkach i rozproszeniach, przez tiule cienkiej mgły ogarniającej widoki miast. Cynobrowe dachówki ponad taflami wody i strumienie zaczajone wśród przyjaznych tataraków, bez ukrytych węży. A za zakrętem,  gdzie spodziewaliśmy się łuku bram miasta, otwiera się jeszcze jeden  zielony ekran, rozpięty między płaskimi pasmami wzniesień a domami już wciśniętym w dolinę a częściowo wspinającymi się zboczem na wzniesienie, skąd strzela w niebo dzwonnica katedry.

      Sansepolcro

Miasteczko jest opasane resztką murów z czterema bramami i ma piętnaście tysięcy mieszkańców, tyle, ile Nakło lub Grójec. A jest tu katedra, dwadzieścia pięć kościołów oraz teatr ochrzczony pięknym imieniem Dantego. Już samo to mówi, w jak niezwykła krainę wkroczyliśmy. No a, Sansepolcro jest do tego miastem rodzinnym najwspanialszego dla mnie mistrza wczesnego renesansu Piera della Franceski. Należy tu przyjeżdżać choćby dla wystawionego w tutejszym muzeum „Zmartwychwstania” z 1463 roku –  obrazu, który każdy katolik i niekatolik, choćby raz  w życiu powinien obejrzeć.

Perugino “Wniebowstąpienie”, Katedra w Sansepolscro

Jest to miasto-kiszka wzdłuż drogi szybkiego ruchu na Florencję. Stare miasto ciągnie się po lewej stronie i zakończone jest szarą kamienną Porta Fiorentina z resztkami murów. Czerwona masa domków z kamienia i cegły kłębi się pod cynobrowymi dachówkami, pocięta zaułkami, którymi już nie potrzeba wciąż tak się wspinać się i zbiegać w dół, jak w Umbrii. Ze środka tego zgiełku kamienia i cegły wyrasta prostokątny olbrzym Katedry. Zapełnia swym cielskiem cały Piazza della Reppublica, a ukosem przed nią znajduje się Museo Civico ze skarbami Odrodzenia. Katedra jest straszliwie stara, wzniesiono ją w IX wieku i w jej czystym, białym wnętrzu ma się wrażenie przedsionka nieba, jakby romańską Kryptę Św. Leonarda przyniesiono tu z Wawelu i powiększono dwadzieścia razy, przecinając dwuszeregiem krępych romańskich kolumn i nakrywając płaskim krzyżakowym dachem. Przed ołtarzem, w lewej bocznej nawie wisi krzyczące barwami w tej bieli „Wniebowstąpienie Chrystusa” Perugina. To już jest dojrzały renesans: Chrystus w krwawej szacie męczeństwa,  łagodnie uśmiechnięty unosi się ku niebu nad umbryjskim krajobrazem, w  wieńcu anielskich główek i mając u stóp na ziemi  Swoją Matkę – w ciemnej zieleni, prawie czerni, w stanie ekstatycznego rozmodlenia – i wszystkich Apostołów. W niebie, w oczekiwaniu, chór aniołów gra na wioli, lutni, harfie i wstążki spływają w splotach w dół z rąk asystujących cherubinów, zapowiadając barok. U czystych umbryjczyków: Pinturicchia, Giotta coś takiego byłoby nie do pomyślenia, ale Perugino wprowadza już nas do Toskanii, do jej zmysłowości i rozkoszy widzialnego świata.

Capella di Volto Santo

Święte Oblicze w katedrze w Sansepolcro

Lewa nawa kończy się Kaplicą Świętego Oblicza, w której wisi stary jak świat z VIII wieku (ma być najstarszą drewnianą rzeźbą  w Europie) Krucyfiks i niezwykłe Oblicze Chrystusa otoczone kultem od czasów św. Nikodema, który miał być autorem pierwszej rzeźby. Obecna jest czternastowieczną kopią tamtej i nadal rozsiewa łaski. Oto wisi przede mną Chrystus prosty, wpisany  tylko w linię pionową i poziomą, w sięgającej po  kostki szarozielonej szacie przepasanej złocistym pasem i ze złotymi taśmami pod pod szyją układającym się w literę M, jak Maryja. Patrzy z góry na ludzkość przewijającą się u bezwładnie zwisających stóp. Tych oczu nie da się zapomnieć: są żywe, nieco wyłupiaste, lekko okryte powiekami, patrzą w ciebie a zarazem obok. Spojrzenie Boga. I wąskie, lekko zaciśnięte usta wygięte są w grymasie żalu. Wiedzy i  rozczarowania. To jest kolejne wstrząsające Oblicze, po tamtym w Manoppello, odbitym na Chuście Weroniki, do którego pielgrzymowałem z Liviem w ubiegłym roku (opisane jest to w dzienniku z września 2006). Słabo pamiętam postać Nikodema, bogatego jerozolimskiego faryzeusza. Muszę w domu zajrzeć do Ewangelii św. Jana, który opisuje to ich niezwykłe spotkanie, gdy bojąc się jawnie uwielbiać Jezusa, zakradł się do niego pod osłona nocy. Wtedy padły te słowa Jezusa najważniejsze dla każdego, kto się nawraca: Nie wejdziesz do królestw Bożego, jeśli nie narodzisz się na nowo.

      Najwspanialszy obraz Odrodzenia

Nareszcie Museo Civico i „Zmartwychwstanie” Piera della Franceski. Czy chóry powinny zagrzmieć nad tą chwilą? Stoję przed nim jak sparaliżowany. Tyle lat na to czekałem.  Oprócz nas dwóch,  nikogo tu nie ma. Stoję, stoję zanurzony w paśmie ciszy, która płynie z tego obrazu. Nie ma drugiego tak potężnego dzieła na świecie. Mona Lisa jest tajemnicza, patrząc na nią myśli się o ewig-weiblichkeit, o zalotności i tajemnicach kobiety. Aż kobiety – i tylko kobiety. Patrząc na Henryka VI Holbeina widzisz doskonały portret tłustego, obwieszonego złotem wieprzka a w jego oczach – zbrodnię. Tu – stoję przed przybywającym Bogiem.

Piero della Francesca “Zmartwychwstanie”, Museo Civico w Sansepolcro

Twarzy Chrystusa nie da się zapomnieć. Patrzy wprost w twą duszę przenikliwym, twardym wzrokiem Oskarżyciela. Choć jest też w nim wyrzut i miłosierdzie, ale jakby pełne zmęczenia. Skąd on przychodzi, z jakiej niewyobrażalnej Męki? A ci tu, u Jego stóp, znowu śpią. Ludzie spali, gdy wił się  z bólu w Ogrójcu, potem tulili się do siebie w Wieczerniku, gdy mordowano Go na Golgocie. Teraz dokonuje się największy cud w Kosmosie: Bóg powstaje z martwych, Sam przez Siebie wskrzeszony. A te barany chrapią u Jego stóp. Nie ma żałośniejszego oskarżenia ludzkiej nędzy. Ci rządzący światem, te pyszne matoły w garniturach, jachtach, ze swymi rozkrzyczanymi dziwkami – powinni obowiązkowo ze trzy razy dziennie wpatrywać się w to malowidło. Ale czy coś do nich dotrze? Powiedziane jest przecież: że choćby umarli z grobów powstali, nie uwierzą. Także i te uśpione byczki  w zbrojach, które będą potem przysięgać fałszywie, że apostołowie wykradli ciało z grobu. Jedyny z nich, który jest obrócony twarzą do widza, śpi spokojnie. Jego głowa oparta jest o drzewce flagi, którą trzyma Jezusa. On już chce wkroczyć na Jego drogę. Tędy Zbawienie wkracza w jego myśl i ciało.

Nawet drzewa za Chrystusem są podzielone: te z prawej są bezlistne, prawie uschłe, a po lewej wypuszczają zielone listki. Przypomina się przypowieść o siewcy: tak, z Chrystusem przychodzi życie, ale nie wszyscy je przyjmą…  Również różowawa barwa togi i Jego jasne ciało odcinają się od szarości krajobrazu i ciemnej odzieży strażników – bo oni wciąż tkwią w mroku. Ciało Zbawcy wpisane jest w idealny trójkąt, który mówi o Trzech Osobach Boskich. Co za kompozycja!  Pewien jestem, że Tamara tu stała, dokładnie w tym miejscu; nie wiem, czy płakała, ale ja już prawie tak.

Livio mówi, że obecne Museo Civivo to jest dawny Ratusz miasteczka i ten fresk został zamówiony u artysty przez radę miasta dla ozdobienia sali obrad, w której teraz stoimy. Choć ściana jest teraz inna niż tamta, na której wtedy widniał fresk. Obraz flankują po obu stronach gotyckie ostrołuki, siadali pod nimi sędziowie i gubernatorzy i przed tym wizerunkiem modlili się na rozpoczęcie obrad… Tamci rajcy, urzędnicy, zamówili do swej sali posiedzeń TAKI obraz, TAKIEGO artysty,  aby przypominał im, kim są w swej służbie: tylko prochem, prochem. Jak nisko upadł nasz świat! Wieprzki, które rządzą dziś światem w tych świątyniach Baala zwanych urzędami, tylko chrumkają zamiast mówić i  dzwonią pod stołem do agencji towarzyskich, aby udać się tam gromadą, kiedy już nasadzą podpisów pod paragrafami tych swoich imitacji praworządności, a w przerwach obrad, nastroiwszy mądrych min do kamer, przyćpają  solidnie białym proszkiem na klapie kibla w toalecie…

Livio czyta ze swej książeczki, że fresku omal nie zniszczono podczas bombardowania Sansepolcro przez wojska alianckie w czasie II wojny światowej. Nie sądzę, aby robili to specjalnie, starczy, że robili to z głupoty nie wiedząc, jakie skarby kryją te mury i myśląc, że „miasto wciąż znajduje się pod niemiecką okupacją”. Ale sansepolcranie ocalili swój skarb, osłoniwszy fresk workami z piaskiem. Inna wersja mówi o oficerze brytyjskim, który miał wiedzieć o fresku i tak poprowadził ogień, żeby miasto mniej ucierpiało.

(Grzegorz Musiał: Dziennik włoski. Umbria i Toskania, Wyd. Zysk i Ska, Poznań 2023)

Do druku podał: Pokutujący Łotr

Tusk robi to, co umie najlepiej. Od dzisiaj podwyżki cen na żywność.

Tusk robi to, co umie najlepiej. Od dzisiaj podwyżki cen w sklepach

1.04.2024 tusk-robi-to-co-umie-najlepiej

Donald Tusk. Foto: PAP
Donald Tusk. Foto: PAP

Z końcem marca wygasło rozporządzenie, na mocy którego produkty żywnościowe zostały objęte obniżoną, zerową stawką VAT. Tym samym od poniedziałku stawka VAT na żywność wynosi znowu 5 proc.

Z końcem marca wygasło rozporządzenie, na mocy którego produkty żywnościowe objęte były obniżoną, zerową stawką VAT. W rezultacie od poniedziałku stawka podatku od towarów i usług będzie wynosić 5 proc.

Zmiana obejmie m.in. mięso, ryby i przetwory, mleko i produkty mleczarskie, jaja, miód naturalny, warzywa, owoce i przetwory, oraz orzechy. 5-proc. stawka VAT zostanie przywrócona także na tłuszcze roślinne i zwierzęce, zboża i przetwory ze zbóż, m.in. pieczywo i pieczywo cukiernicze, preparaty i mleko do żywienia niemowląt i dzieci, woda pitna i wybrane napoje, a także na dietetyczne środki spożywcze specjalnego przeznaczenia medycznego.

Według szacunków NBP, powrót do pięcioprocentowej stawki VAT może podbić inflację o 0,9 pkt. proc.

Podnoszenie podatków to jest to, co premier Donald Tusk robi najlepiej. Przypomnijmy, że to właśnie Tusk w 2011 roku podniósł tymczasowo podatek VAT z 22 na 23 proc. „tymczasowo na 3 lata”.

A już niedługo zapłacimy więcej za energię elektryczną, co oczywiście przełoży się na ceny wszystkich towarów i usług. Inflacja znowu wzrośnie, a rząd będzie zadowolony, bo im większa inflacja tym więcej może nam ukraść. I tak się kręci ten złodziejski proceder.

Rakiety, ISIS i Gestapo

Rakiety, ISIS i Gestapo

Stanisław Michalkiewicz „Goniec” (Toronto)    31 marca 2024 Izis

Panie doktorze, co JA przeżyłam! – Tak według Stefana Kisielewskiego rozpoczynała żydowska pielęgniarka swoje sprawozdanie o tym, jak pacjenci w szpitalu spędzili noc. Tymczasem polska pielęgniarka informowała doktora rzeczowo i bez egzaltacji.

Może tak było kiedyś, ale teraz już tak nie jest i to nie tyle z pielęgniarkami, tylko z dostojnikami wchodzącymi w skład vaginetu Generalnego Gubernatora – premiera Donalda Tuska, jak i tymi, którzy do vaginetu nie wchodzą.

Ale incipiam. Oto w nocy z soboty na niedzielę 24 marca, w polską przestrzeń powietrzną wpadła ruska, manewrująca rakieta. Jak poinformował nas już po wszystkim pan minister-ministrowicz Władysław Kosiniak-Kamysz, wszyscy dygnitarze z panem prezydentem Dudą inclus, zostali o tym natychmiast poinformowani, a w dodatku poderwane w powietrze zostały dwa dyżurujące myśliwce polskie i dwa amerykańskie. Nic więcej się nie wydarzyło, bo rakieta przebywała w polskiej przestrzeni powietrznej tylko 39 sekund, poczem wróciła na stary szlak, to znaczy – nad Ukrainę. Każdy rozumie, że w ciągu 39 sekund nie można zwołać posiedzenia Biura Bezpieczeństwa Narodowego, to znaczy zwołać oczywiście można, ale zanim zwołani by się stawili, a zwłaszcza – zanim podjęliby decyzję i wydali stosowne rozkazy – to po rakiecie nie byłoby ani śladu. Zatem tylkośmy się o niej dowiedzieli, a przy okazji – również o tym, że państwo zachowało się „prawidłowo”. Tak w każdym razie powiedział pan minister-ministrowicz Władysław Kosiniak-Kamysz, więc nie wypada zaprzeczać.

Pojawiły się co prawda wątpliwości, czy państwo nasze nie powinno tej rakiety zestrzelić, ale czynniki miarodajne podały bodajże 88 powodów, dla których nie można było tego zrobić – a wśród nich był i ten, że wtedy rakieta by spadła i mogła zrobić komuś krzywdę. Rzeczywiście, coś takiego mogłoby się zdarzyć, a wtedy – strach pomyśleć! – ile protokołów trzeba by sporządzić, ile postępowań rozpocząć, więc nic dziwnego, że rada w radę uradzono, iż skoro rakiety nie zestrzelono, to nic nie szkodzi, bo w takim razie można podjąć próbę zestrzelenia ruskiego ambasadora w Warszawie. To znaczy – nie tyle może zestrzelenia, co wezwania go do MSZ, gdzie Książę-Małżonek zaprezentowałby mu mimicznie swoje wysokie niezadowolenie i w ten sposób zmusił do wyjaśnień, żebyśmy i my mieli z tego trochę satysfakcji. Niestety zatwardziały w swojej zatwardziałości ambasador to wezwanie zignorował, podnosząc, że Polska nie ma żadnego dowodu, iż – po pierwsze – w przestrzeń powietrzną wleciała jakaś rakieta, a po drugie – że była to rakieta ruska. Na takie zuchwalstwo nikt nie był przygotowany, bo każdy uważał, że skoro wszyscy zgodnie uznali, że rakieta wleciała i że była to rakieta ruska, to co tu jeszcze udowadniać? Toteż teraz trwają narady, co z tym całym ambasadorem zrobić. Czerwoną farbą już był oblany, więc nie ma co do tego wracać. Pojawiły się głosy, żeby go wydalić – ale decyzji jeszcze nie podjęto.

Nie podjęto tym bardziej, że jeszcze w piątek gruchnęła wieść, iż w podmoskiewskiej miejscowości Krasnogorsk terroryści zabili w sali koncertowej ponad 130 osób, a wiele innych poranili. Od detonacji budynek się zapalił i częściowo zawalił. Od razu pojawiły się komentarze, wśród których na szczególną uwagę zasługuje opinia pana doktora Witolda Sokały, który – nie ruszając się z Kielc, gdzie naucza studentów na tamtejszym Uniwersytecie Jana Kochanowskiego – od razu spenetrował prawdę, że zamachu dokonał Putin. Podobnie węzeł gordyjski przeciął w swoim czasie pan red. Bronisław Wildstein. Kiedy wywiady całego świata zachodziły w głowę, gdzież to złowrogi Saddam Husajn schował broń masowej zagłady, której istnienie było pretekstem do wojny miłującego pokój świata” z Irakiem – nie ruszając się z Warszawy spenetrował prawdę, że Saddam Husajn schował ją „w miejscach niemożliwych do wykrycia”. Od razu wszystko stało się jasne, a wojna z Irakiem nabrała charakteru wojny sprawiedliwej. Wprawdzie wkrótce do zamachu w Krasnogorsku przyznało się Państwo Islamskie, ale chyba pana doktora Sokały nie zbiło to z pantałyku i nadal obstaje przy swoim, to znaczy – przy złowrogim Putinie – niczym antysemitnicy, co to nawet wybuchy wulkanów, trzęsienia ziemi i inne kataklizmy przypisują Żydom. Na domiar złego Rosjanie złapali kilku uczestników zamachu, którzy uciekali „w stronę Ukrainy”. Po podłączeniu ich do prądu delikwenci do wszystkiego się przyznali, ale na tym się nie skończyło, bo teraz zostaną ponownie podłączeni do prądu, żeby powiedzieli, kto im tę mokrą robotę zlecił. Ciekaw jestem, co powiedzą, na przykład – czy powiedzą, że na granicy ukraińskiej ktoś na nich czekał – i tak dalej – czyli podadzą oczekiwane nazwiska, adresy, kontakty i bliskie spotkania III stopnia? W każdym razie prezydent Zełeński, który nawet w obliczu ruskich nalotów zachowuje spokój, tym razem, wyraźnie zdenerwowany, nawymyślał złemu ruskiemu czekiście Putinowi, którego nawet nazwał „cynicznym stworzeniem”. Czyżby z tym zamachem coś poszło nie tak? Czyżby zamachowcy mieli co do jednego zginąć, a tymczasem – taka siurpryza, taki pasztet? Ładny interes!

Jak tam było tak tam było; zawsze jakoś było, bo jeszcze nigdy tak nie było, żeby jakoś nie było – twierdził dobry wojak Szwejk. Toteż cały wolny, miłujący pokój świat, czeka na kolejne kremlowskie kłamstwa, które będzie można zdemaskować i przygwoździć, na wszelki jednak wypadek wzmacniając czujność przed Wielkanocą, bo z bisurmanami nigdy nic nie wiadomo. Tymczasem nasz nieszczęśliwy kraj najwyraźniej wkracza w nową fazę budowania Generalnego Gubernatorstwa w miejsce III Rzeczypospolitej. Otóż od pewnego czasu, a konkretnie – od deklaracji Reichsfuhrerin Urszuli von der Leyen, która wśród ugrupowań przeciwnych budowie IV Rzeszy wymieniła również złowrogą Konfederację – pojawiły się fałszywe pogłoski, jakoby pan prezydent Duda do spółki z panem Mateuszem Morawieckim pragnął założyć nową partię. Tym fałszywym pogłoskom towarzyszyć zaczęły coraz częstsze przypadki polemik między działaczami Suwerennej Polski byłego ministra Zbigniewa Ziobry, z pretorianami pana Morawieckiego. Doszło nawet do wzajemnych wyzwisk, a w dodatku 26 marca gruchnęła wieść, że ABW włamała się do mieszkania pana Ziobry i kilku innych członków Suwerennej Polski.

Co tam podrzucili, co tam zabrali, poza telefonami – tego jeszcze nie wiemy – ale myślę, że ABW na pewno zdemaskuje jakąś zdradę. Najwyraźniej pan Mateusz Morawiecki na swoim odcinku, a Generalny Gubernator-premier Donald Tusk na swoim, przeprowadzają kurację przeczyszczającą, której celem jest niwelacja gruntu pod budowę Generalnego Gubernatorstwa. Jak już wszystkich, których nieubłaganym palcem wskazała Reichsfuhrerin Urszula von der Leyen, wspólnie zdemaskują, to wtedy głos zabierze „towarzysz Mauzer”, czyli pan minister Adam Bodnar. Chyba on też wkrótce zakończy kurację przeczyszczającą w prokuraturze i sądach, robiąc w ten sposób miejsce dla fagasów wskazanych mu i przez stare kiejkuty i przez BND, no a fagasy – jak to fagasy – będą solić przeciwnikom IV Rzeszy piękne wyroki. Zatem – wszystko jasne – a w tej sytuacji warto dodać, że literatura wyprzedza życie i to znacznie, bo jeszcze przed wojną Konstanty Ildefons Gałczyński wszystko przewidział, pisząc w nieśmiertelnym poemacie „Tatuś”, że „każdy kraj ma Gestapo”.

Stanisław Michalkiewicz

Stały komentarz Stanisława Michalkiewicza ukazuje się w każdym numerze tygodnika „Goniec” (Toronto, Kanada).

Cztery podstawowe herezje Bergoglio: Fałszywe miłosierdzie, kościelna legalizacja homoseksualizmu, herezje przeciwko Eucharystii, grzechy przeciwko 1 przykazaniu.

BKP: Cztery podstawowe herezje Bergoglio 

wideo: https://vkpatriarhat.org/pl/?p=21185  https://auferstehung.wistia.com/medias/7pg3xjumun

https://bcp-video.org/pl/podstawowe-herezje/  https://youtu.be/XvnSq5L_dCw

https://rumble.com/v48dv1c-podstawowe-herezje.html  cos.tv/videos/play/50155234985284608

ugetube.com/watch/TZtZZ1veFbz6wLB

Bergoglio dopuścił się herezji w czterech podstawowych obszarach.

Pierwszy obszar – głoszenie fałszywego miłosierdzia

W Piśmie Świętym przyjęcie miłosierdzia Bożego zawsze wiąże się z pokutą. Wyraża to przypowieść o synu marnotrawnym. Ale głoszenie fałszywego miłosierdzia wyklucza ten warunek zbawienia, jakim jest pokuta. Jezus nalega: „Jeśli się nie nawrócicie, wszyscy zginiecie” (Łk 13:3).

Bergoglio głosi herezje i naucza ich publicznie, korzystając z uzurpowanej władzy papieskiej. Popełnia tę zbrodnię świadomie i dobrowolnie. Wymaga naśladowania czy realizacji swoich herezji. Opiera się na systemie kłamstw, który jest bardzo skuteczny. To dlatego, że składa się z bardzo żywych, z wyczuciem przekazywanych „prawd”, które chwytają za serce.

Wyjaśnia na przykład, że Jezus jest miłosierny i przebaczający, dlatego wobec pokutującego grzesznika diabeł jest bezsilny. Jednak pokutujący grzesznik ma także szczere pragnienie zerwania z grzechem. Ale Bergoglio nie chce tego i nie pozwala na to. Dlatego określenie „pokuta” i inne określenia biblijne są w jego ustach po prostu manipulacyjnymi frazesami.

Wtedy nie diabeł, ale Pan Jezus, który przebacza, jest bezsilny, bo grzesznik nie przyjmuje przebaczenia, lecz je odrzuca. Bergoglio uczy, aby nie uważać grzechu za grzech i trwać w nim. Zagłusza sumienia sodomitów frazesami w stylu: „Bóg kocha cię takim, jakim jesteś, więc i ty kochaj siebie takim, jakim jesteś”. W ten sposób uniemożliwia im zbawczą pokutę.

W katechizmie kardynała Tomáška z 1955 roku wymienione są grzechy przeciw Duchowi Świętemu:

Najpierw wymienia: nadmierne poleganie na miłosierdziu Bożym. Bergoglio świadomie i jednostronnie zapewnia grzeszników o miłosierdziu Bożym, aby nie odwracali się od grzechu i, jak mówi św. Bazyli, mieli więcej odwagi do grzechu, bo prawdy o wiecznym potępieniu głosić nie wolno. Bergoglio utrzymuje grzeszników na drodze do zagłady, celowo przeceniając miłosierdzie Boże.

Jako drugi grzech przeciw Duchowi Świętemu katechizm wymienia: sprzeciwianie się uznanej prawdzie chrześcijańskiej. Bergoglio między innym zaprzecza także prawdzie o sodomii, która w Piśmie Świętym jest wyraźnie potępiana jako wołający o pomstę grzech, ściągający z nieba ogień.

Jako kolejny grzech przeciw Duchowi Świętemu katechizm wymienia: zatwardziałe serce aż do śmierci. Wprowadzając błogosławieństwo związków homoseksualnych i podkreślając wierność w grzesznym związku, który nazywa miłością, Bergoglio stwarza warunki, w których grzesznicy mogą pozostać zatwardziali w tym grzechu aż do śmierci. W ten sposób Bergoglio nie tylko sam popełnia grzechy przeciwko samemu Duchowi Świętemu, ale także uczy innych ich popełniania i stwarza warunki dla tych grzechów.

Drugim obszarem, w którym Bergoglio dopuścił się herezji, jest kościelna legalizacja homoseksualizmu

Na pytanie dotyczące homoseksualizmu odpowiedział kontr-pytaniem: „Kim jestem…?” Czyniąc to, faktycznie odpowiedział, że jest jawnym heretykiem. Mianowicie, gdyby był chrześcijaninem, a tym bardziej, gdyby był papieżem, miałby obowiązek jednoznacznie nazywać grzech homoseksualizmu grzechem i wskazać grzesznikowi konieczność zbawczej pokuty. Jednak on, jako oczywisty heretyk, dąży do usunięcia prawa Bożego i zalegalizowania grzechu.

Poprzez rażącą herezję, która teraz w pełni objawiła się w jego synodalnej drodze LGBTQ, już dawno ekskomunikował się z Kościoła i dlatego nie może być jego głową. Prawdę tę podkreśla św. Bellarmin i inni nauczycieli i ojcowie Kościoła, opierając się na samej istocie nauczania Chrystusa. Przez cały czas sprawowania najwyższego urzędu Bergoglio otwarcie przy każdej okazji, słowem, gestem i czynami promuje sodomię. W 2018 r. nie pozwolił biskupom w USA zająć się kwestią sodomii, kiedy go o to poprosili. Zwolnił kardynała Müllera ze stanowiska prefekta Kongregacji Nauki Wiary, ponieważ odmówił niesprawiedliwej obrony homoseksualisty.

Zwolnił także innego prefekta Kongregacji i jego sekretarza, ponieważ wydali oświadczenie, że Kościół nie może błogosławić grzechu homoseksualizmu. On sam demonstracyjnie całował stopę transseksualisty w ramach ceremonii Wielkiego Czwartku. Umycie nóg wiąże się z Ostatnią Wieczerzą. Jezus nie umył nóg wrogom Kościoła, kobietom czy transseksualistom, ale swoim wybranym apostołom. Tym gestem Bergoglio ujawnił, kim są jego apostołowie ideologii LGBTQ.

Nadużywając władzy papieskiej, de facto aprobował transseksualizm i zbrodnię przeoperowania płci. Ponadto Bergoglio nie tylko umył stopy, ale także je ucałował, jest to gest latrii, czyli szacunku dla jedynego Boga. Tym gestem otworzył drzwi nieczystym demonom LGBTQ i dopuścił się bałwochwalstwa. We władzy papieskiej przyjął dla Kościoła innego boga, a potem sam dał się ostentacyjnie poświęcić szatanowi w Kanadzie. Stało się to w roku 2022, czyli już w czasie drogi synodalnej. W ten sposób przedstawił wszystkim katolikom wzór drogi odstępstwa od Chrystusa.

Jeśli chodzi o czystość moralną, przypomnijmy sobie słowa Jezusa: Słyszeliście, że powiedziano: Nie cudzołóż! A Ja wam powiadam: Każdy, kto pożądliwie patrzy na kobietę, już się w swoim sercu dopuścił z nią cudzołóstwa. Jeśli więc prawe twoje oko jest ci powodem do grzechu, wyłup je i odrzuć od siebie. Lepiej bowiem jest dla ciebie, gdy zginie jeden z twoich członków, niż żeby całe twoje ciało miało być wrzucone do piekła (Mt 5:27-29).

Kiedy trzeba z takim radykalizmem zachowywać przykazanie „Nie cudzołóż”, co możemy powiedzieć o wypaczonej sodomii lub całej synodalnej drodze LGBTQ? Pamiętajmy przynajmniej, że Słowo Boże wyraźnie ostrzega przed tym grzechem karą doczesnego ognia (2 Pt 2:6), a także karą ognia wiecznego (Judy 7).

Stwierdzenie na synodzie, że Duch Święty im teraz objawił, że sodomia nie jest już grzechem, jest diabolicznym kłamstwem i bluźnierstwem przeciwko Duchowi Świętemu. To kłamstwo nie zostało im objawione przez Ducha Świętego, ale przez ducha diabelskiego, ducha nieczystego.

Trzeci obszar to herezje przeciwko Eucharystii

Celem przyjęcia Ciała i Krwi Chrystusa jest umocnienie się w walce z grzechem, a nie umacnianie się w grzechu. Bergoglio nakazuje, aby Eucharystię przyjmowały osoby bez spowiedzi, bez wyrzutów sumienia i bez chęci wyznania grzechów i odbycia pokuty, czyli osoby LGBTQ. Jest to publiczne nawoływanie do świętokradztwa. Pismo wyraźnie ostrzega, że taki człowiek je i pije wyrok na siebie (1 Kor 11:31).

Co więcej, w dokumencie końcowym Synodu o Amazonii Bergoglio wprowadza bezpośrednio do Liturgii pogańskie obrzędy i ducha pogańskiego. Jest to wiązka herezji przeciwko Eucharystii. Kardynał Brandmüller skomentował, że nie są to tylko herezje, ale wręcz głupota.

Promując pseudo-pandemię, Bergoglio nakazał księżom trzymać Najświętszy Sakrament w gumowych rękawiczkach. Do degradacji Najświętszego Sakramentu i sakramentu kapłaństwa prowadzi także promocja święceń kobiet na diakonisy, a później na kapłanki i biskupki.

Czwarty obszar to grzechy przeciwko 1 przykazaniu

Oprócz herezji związanych z prawdami dogmatycznymi w obszarze wiary Bergoglio dopuszcza się także publicznego bałwochwalstwa. Aktywnie uczestniczył w pogańskim rytuale w Ogrodach Watykańskich z udziałem czarodziejów i czarownic. Następnie uroczyście intronizował demona Pachamamę w Bazylice św. Piotra. Szczytem jego bałwochwalstwa jest publiczne poświęcenie się szatanowi pod przewodnictwem szamana w Kanadzie. To oczywiste herezje. W tym duchu Bergoglio promuje dialog międzyreligijny, co także jest oczywistą herezją.

Heretyckie oświadczenie, które Bergoglio podpisał w Abu Zabi, zawiera herezję, że wielość religii jest wolą Boga, to znaczy, że kult demonów w pogaństwie jest wolą Boga. To wyraźnie heretyckie stanowisko niszczy prawdziwą misję i czyni z misjonarzy jedynie pracowników kultury i społeczeństwa.

Bóg karze bałwochwalstwo aż do trzeciego-czwartego pokolenia (Pwt 5:9). Bałwochwalcy nie będą mieli udziału w królestwie Bożym (1 Kor 6:9; 1 Tm 1:10, Ap 21:8).

Wskazaliśmy na cztery podstawowe obszary herezji Bergoglio. Jest całkowicie jasne, że Bergoglio jest wielokrotnym i oczywistym heretykiem, który nadużywa papiestwa w celu szerzenia herezji w Kościele. Jedynym rozwiązaniem jest oddzielenie się od niego biskupów i księży, ponieważ on i jego sekta nie opuszczą dobrowolnie okupowanych urzędów kościelnych. Największą przeszkodą na drodze do kroku ratunkowego, czyli oddzielenia od heretyka, jest samobójcza herezja papolatrii!

+ Eliasz

Patriarcha Bizantyjskiego Katolickiego Patriarchatu

+ Metodiusz OSBMr                  + Tymoteusz OSBMr

biskupi-sekretarze

Herezje, za które Franciszek Bergoglio ekskomunikował się z Kościoła

bcp-video.org/basic-heresies/  /english/

bcp-video.org/it/quattro-eresie-fondamentali/  /italiano/

Fałszywe zmartwychwstanie transhumanistów

Stare herezje w nowych szatach. Fałszywe zmartwychwstanie transhumanistów

pch24.pl/stare-herezje-w-nowych-szatach

(Oprac. GS/PCh24.pl)

Przyglądanie się osobom, które uwierzyły w obietnice, jakie składa transhumanizm i wiara w zbawienie przychodzące rzekomo przez technologię, to rzecz, na którą musimy zwracać uwagę i głośno o tym mówić, alarmować. Zbigniew Herbert w jednym z wierszy napisał: „Dowodem istnienia potwora są jego ofiary”. Jeśli spojrzymy na to, jakich ludzi pozostawia światu transhumanizm, zauważymy, że ofiar jest naprawdę wiele. Pamiętajmy o nich w naszych modlitwach i róbmy wszystko, żeby je ratować przed fałszywym zbawieniem oraz realnym wiecznym potępieniem – mówi w rozmowie z PCh24.pl ksiądz profesor Piotr Roszak.

Wielebny Księże Profesorze, przygotowując się do naszej rozmowy trafiłem na archiwalny numer kwartalnika „FRONDA” z tematem przewodnim „Cyber-zbawienie?”. Opublikowano tam m. in. przemyślenia na temat nowej ewangelizacji w związku z rozwojem nowych technologii, świata cyfrowego. Autorzy jednoznacznie zasugerowali, że Internet jest miejscem, gdzie Kościół powinien zacząć działać i głosić Słowo Boże. Jak ocenia Ksiądz Profesor postępy w tego typu działalności Kościoła na przestrzeni ostatnich lat?

Internet jest środkiem, dzięki któremu możemy dotrzeć z Dobrą Nowiną do ludzi, którzy znajdują się na nowym, cyfrowym kontynencie. Miejmy nadzieję, że nie są oni całkowicie pochłonięci cyberprzestrzenią, ale że traktują ją nadal – jak zresztą zakładano na początku ery Internetu – jako pewien środek komunikacyjny ułatwiający nawiązywanie kontaktów, relacji, ale także jako medium, a nie jako cel sam w sobie.

To jest rzeczywistość, w której Kościół katolicki z pewnością przez ostatnie lata starał się być obecny. To Kościół, jako jedna z nielicznych instytucji na świecie, ma odwagę powiedzieć uzależnionym od cyberprzestrzeni użytkownikom Internetu: „ZAWRÓĆ i zacznij podążać tam, gdzie jest prawdziwy cel twojego życia, czyli Jezus Chrystus”.

Internet bez wątpienia dla wielu stał się dzisiaj swego rodzaju bożkiem, który zasłania sobą wszystko inne, wszystko co nas otacza, i nie pozwala się nam rozwijać. Również dlatego kapłani, misjonarze zaczęli działać w sieci. Chcemy pokazać, że cyberprzestrzeń nie jest celem, do którego zmierzamy. Chcemy pokazywać użytkownikom Internetu drogowskazy, które poprowadzą ich prawdziwą drogą życia. Nie można bowiem bezkrytycznie rzucić się w wir nowego medium. Człowiek po to otrzymał od Stwórcy rozum, żeby potrafić rozróżniać wady i zalety, plusy i minusy, i wyciągać wnioski, a nie bezkrytycznie polegać na wytworze rąk ludzkich. Jedynym, na kim możemy bezkrytycznie polegać, jest Chrystus Pan. Nie Internet! Tylko Chrystus!

Z pewnością wiele jeszcze przed nami, katolikami do odrobienia, jeśli chodzi o Internet. W pierwszej kolejności musimy pokazywać, na czym polega etyka korzystania z sieci, bo ona absolutnie zawsze przychodzi za późno. Mamy taką tendencję we współczesności, że najpierw korzystamy z różnych środków i możliwości, a dopiero potem zastanawiamy się, czy to szkodzi, czy nie szkodzi…

Zwracał na to uwagę m. in. papież Grzegorz XVI, kiedy mówił o szansach i zagrożeniach związanych z gigantycznym rozwojem kolei żelaznej…

Dokładnie. Tutaj jest podobnie. Internet wiele nam daje, ale jednocześnie w świecie jest wiele jego ofiar. W przeszłości w tego typu przypadkach „za późno” ludzkość zdawała sobie sprawę, że tak naprawdę nie jest przygotowana na nowe rozwiązania. Teraz jednak „za późno” jeszcze nie nadeszło, a wszystkie problemy związane z cyberprzestrzenią są przemilczane, spychane na dalszy plan, bagatelizowane albo przedstawiane jako „zło konieczne”.

Tutaj podkreślę raz jeszcze: jest wielka rola Kościoła. Oprócz głoszenia Ewangelii musimy uświadamiać wszystkich, że najpierw trzeba zrozumieć medium, jakim jest sieć cyfrowa; czy ma sens używanie jej w taki sposób, jak się nam to narzuca; czy czymś dobrym jest dostarczanie jej osobom nieprzygotowanym, etc. Wiemy przecież dobrze, że o ile udostępnimy ją komuś, kto jest niedojrzały, nieprzygotowany, kto nie zna się na obsłudze jakiegoś urządzenia, to nie dość, że taka osoba wyrządza krzywdę sobie, to jeszcze może zaszkodzić innym.

Krótko mówiąc: ostatnie lata to niewątpliwie postępy z przekazywaniem Słowa Bożego w świecie, który się dynamicznie rozwija. Z drugiej strony wciąż za mało mówimy, że Internet to także przestrzeń moralna, etyczna. Musimy o tym mówić, zwłaszcza, iż coraz bardziej utrwala się w powszechnej świadomości przekonanie, że Internet to miejsce „wolne od moralności”, że nie obowiązują tam jakiekolwiek zasady.

Dodałbym do tego jeszcze jedną kwestię: w cyberprzestrzeni naroiło się nam w ostatnim czasie wielu samozwańczych „wybawicieli świata i ludzkości”, którzy oferują coś, co nazwałbym „cyberreligią”. Zdecydowana większość z nich stręczy użytkownikom sieci swego rodzaju „zbawienie”, które ze zbawieniem rozumianym po katolicku nie ma nic wspólnego…

Zdecydowanie. Czymś innym jest „zbawienie Internetu”, a czymś innym zbawienie. Odnoszę wrażenie, że bardzo często cały wysiłek idzie na zdominowanie przestrzeni cyfrowej, przestrzeni wirtualnej, jakby to tam rozstrzygała się główna batalia o zbawienie człowieka.

Cały czas mamy bowiem do czynienia z fałszywą perspektywą, o której już mówiłem: Internet może być co najwyżej środkiem, a nie celem samym w sobie, nawet dla tych, którzy postrzegają siebie jako wirtualnych nomadów. Cały czas potrzebujemy spojrzenia na rzeczywistość realną, na Chrystusa Zmartwychwstałego, a nie rzeczywistość wirtualną i związaną z nią technologię.

Technologie mogą rościć sobie fałszywe pretensje do tego, aby uchodzić za zbawcze dla ludzkości i świata. Mogą i roszczą! Tak było przez wieki – technologie przedstawiano jako coś, co ma „zbawić”, czy też uratować świat i człowieka. Ale rozwiązać problem doczesny a „zbawić” to różne kwestie. Współcześnie jednak technologie nie tylko mają „zbawić” nas w sensie ziemskim, ale również przypisują sobie prawa do dystrybucji „zbawienia wiecznego”.

Czym jest to „wieczne zbawienie”, do którego prawa roszczą sobie nowoczesne technologie? Albo inaczej: jakie „zbawienie” oferują transhumaniści, bo domyślam się, że to ich ma Ksiądz Profesor na myśli, mówiąc o technologii i „wiecznym zbawieniu”?

Transhumaniści oferują wyłącznie „zbawienie”, które dla nich jest możliwe. Skoro odsunęli od siebie perspektywę nadprzyrodzoną i twierdzą, że istnieje tylko to, co doczesne, materialne; że nie istnieje żaden Bóg ani to, co głoszą chrześcijanie, to jedynym „zbawieniem”, jakie mogą zaproponować swoim wyznawcom, jest „długo-trwałość” czy „długo-bycie” na ziemi. Celowo nie używam słowa długowieczność mimo, że transhumaniści lubią go nadużywać, co sugeruje, że mamy do czynienia z bardzo inteligentną podróbką wieczności, chrześcijaństwa, soteriologii, czyli nauki o zbawieniu.

Transhumaniści mogą zaproponować „zbawienie” jedynie w wymiarze trwania, sugerując, że narzędziem do jego osiągnięcia nie jest przyjęcie łaski od Chrystusa, tylko wzięcie sprawy w swoje ręce przy zaangażowaniu technologii, która w rzeczywistości odrywa człowieka od tego, kim on naprawdę jest. Próbuje zaś przekształcić go w cyborga, dla którego zbawienie będzie wiązało się tylko z jedną sferą życia – sferą umysłową. Tymczasem przecież człowiek to nie tylko umysł, ale również dusza i ciało.

Mamy więc do czynienia z redukcją zbawienia do jednego wymiaru. Wynika to poniekąd z utraty ambicji, jaką od zawsze miało w sobie chrześcijaństwo. Wyznawcom Chrystusa przez wieki nie zależało bowiem na tym, żeby jedynie jakoś pozostać w pamięci następnych pokoleń i w ten sposób „ocaleć w historii”. My od zawsze chcieliśmy wieczności, czyli spotkania z Bogiem w Trójcy Jedynym; wieczności, która jest możliwa, jeśli jesteśmy w relacji do Tego, który jest wieczny sam w sobie.

Transhumaniści to wszystko rozcieńczają i fałszują, oferując nam sztuczkę związaną z możliwością transferu umysłu czy wszelakimi próbami innego „zbawienia”, które byłoby możliwe w świecie bez Boga. W niemal wszystkich wypowiedziach transhumanistów jasno widać bowiem, że chodzi o propozycję będącą kontrą wobec chrześcijaństwa.

Dlaczego transhumaniści wzięli sobie na celownik przede wszystkim chrześcijaństwo, a nie inne religie?

Przede wszystkim dlatego, że w chrześcijaństwie mamy do czynienia z bardzo silnym naciskiem na jedność duchową i psychofizyczną człowieka, który jest dziełem Boga obdarowanym duszą i ciałem; nie na zasadzie przeciwnych sobie, antagonizujących części, ale właśnie jako jedność. Człowiek został stworzony na obraz i podobieństwo Boga. Człowiek przeżywa na ziemi swój czas jako przygotowanie do wieczności, jako pielgrzymkę do Niebieskiej Ojczyzny.

W związku z powyższym chrześcijańska antropologia jest zasadniczo osadzona w rzeczywistości. Nie sprowadza człowieka tylko do miana jakiegoś elementu, nie pozwalając manipulować ciałem ani innymi składnikami ludzkiego bytu, co w innych religiach zdarza się nagminnie. Jeśli bowiem ktoś zakłada, że człowiek to tylko dusza, to w związku z tym z ciałem można robić, co się żywnie podoba. To dysponowanie ciałem widać wyraźnie w transhumanizmie. Jest to jeden z naczelnych postulatów transhumanistów. Ciało się nie liczy. Ciało jest dodatkiem do tego, co intelektualne czy umysłowe. Nawiasem mówiąc, chrześcijaństwo broni przy tym godności ciała – co jest pewnym paradoksem, ponieważ w mediach jest przedstawiane jako system negujący przyjemności cielesne. Jednocześnie jednak to właśnie chrześcijaństwo bardzo nobilituje ciało. Pokazuje, że troska o to ciało jest kluczowa dla duchowej kondycji człowieka i dla jego wiecznego losu, w którym człowiek nie zmartwychwstanie w pamięci ludzi, nie zmartwychwstanie w duszy. Przedmiot wiary wyznawanej w Credo stanowi przecież „ciała zmartwychwstanie”.

To, co Ksiądz Profesor powiedział, wydaje mi się kluczowe. Odnoszę bowiem wrażenie, że wielu odbiorców „religii” transhumanizmu wychodzi z założenia, iż ich mózg zostanie przetransferowany do innego ciała – biologicznego, cyfrowego, mechanicznego itd. Chyba niewielu zdaje sobie sprawę, że chodzi tak naprawdę o… no właśnie, o co? Zapisanie na dysku komputera ludzkich wspomnień i cyfrowe generowanie uczuć i emocji?

Warto zauważyć, że aby projekt transhumanistyczny się powiódł, trzeba koniecznie usunąć antropologię chrześcijańską i zastąpić ją gnostycką, czyli taką, która będzie redukowała człowieka do pierwiastka umysłowego. Wtedy rzeczywiście będzie można tę „tanią nieśmiertelność” jakoś sprzedać i pokazać, że jest ona rozwiązaniem.

Ale przecież główny transhumanista naszych czasów, czyli Yuval Noah Harari twierdzi, że jest ateistą, a nie gnostykiem…

Gnostycyzm może być również niereligijny i w tym sensie jest on wizją antropologiczną sprowadzającą człowieka wyłącznie do pierwiastka umysłowego. „Zbawienie”, które oferuje Harari, jest pozbawione – jak już podkreślałem – nadprzyrodzoności. Jest ono tylko i wyłącznie osadzone w tym świecie, poza którym, według transhumanistów, niczego nie ma. Tu właśnie mamy ewidentną linię sporu z chrześcijaństwem. Nie było przypadkiem, tylko wręcz znakiem Opatrzności, że święty Jan Paweł II rozpoczynając swój pontyfikat przypomniał słowa Pisma: „Stworzył więc Bóg człowieka na swój obraz, na obraz Boży go stworzył: stworzył mężczyznę i niewiastę” (Rdz 1, 26-27). Papież Polak przypomniał antropologię biblijną i w prorocki sposób zasugerował nam, że to właśnie będzie temat, który skupi współczesną dyskusję; że chrześcijanie znowu będą musieli bronić cielesności człowieka.

Znowu?

Tak, bo jest to sytuacja, która przypomina jako żywo pierwsze wieki chrześcijaństwa. Wówczas święty Ireneusz z Lyonu musiał stanąć w obronie wizji człowieka, jego powołania do wieczności, zbawienia przyniesionego przez Chrystusa, w sporze z gnostycyzmem. Ten ostatni z jednej strony próbował budować poczucie elitarności twierdząc, że wiedza i pogarda dla ciała są drogą do osiągnięcia zbawienia. Z drugiej strony sytuowała się ezoteryka, czyli próba pozbawienia się ciała i widzenia wpływu na ludzkie losy w jakichś magicznych, pozaziemskich siłach, prezentowanych jako alternatywa (fałszywa) dla Chrystusa; alternatywa oferująca człowiekowi zbawienie w sposób prostszy i mniej wymagający, właściwie „na przycisk”.

Dokładnie z tym samym mamy do czynienia w propozycjach transhumanistów. To nie są oferty szanujące integralność człowieka, jego tożsamość. To rozwiązania magiczne, czyli natychmiastowe.

Ludzkość od zawsze mierzy się z wieloma intelektualnymi problemami trwającymi czasami setki, a nawet tysiące lat; z pytaniami będącymi przedmiotem wielu sporów teologicznych i filozoficznych, a tu nagle jeden przycisk i sprawa jest załatwiona. A zatem mamy do czynienia po raz kolejny w historii ludzkich ideologii z pomysłami, które chcą zawładnąć umysłem i zatrzymać uwagę człowieka w taki sposób, aby pokładał on wiarę we własnych możliwościach, a nie otwierał się na to, co przychodzi z wieczności od Boga.

A czy można powiedzieć, że mamy do czynienia z odrodzeniem się, czy też nową odsłoną niezwykle groźnej herezji, jaka panoszyła się w pierwszych wiekach chrześcijaństwa – herezji monofizytyzmu?

Niewątpliwie trzeba stawiać takie pytania i bardzo dobrze, że Pan to zrobił. Mamy bowiem do czynienia z odarciem człowieka z wymiaru nadprzyrodzonego. W V wieku wyznawcy herezji monofizytyzmu próbowali odrzeć Pana Jezusa z Jego ludzkiej natury. Widać więc, że mamy do czynienia z podobną sytuacją – może istnieć tylko jedna natura. W wypadku transhumanizmu chodzi o naturę umysłową.

„Zbawienie” ma przynieść technologia i to ona ma zapewnić „zmartwychwstanie” umysłu…

Wypisz, wymaluj to samo głosili wyznawcy monofizytyzmu twierdząc, że na krzyżu umarł Chrystus człowiek, a nie Chrystus Syn Boży…

Analogia jest ewidentna. Czasy świętego Augustyna były naznaczone również sporem z manicheizmem czy z dualizmem, które niebezpiecznie rozdzielały sfery życia człowieka nie po to, żeby je połączyć. My w Chrystusie Panu też rozdzielamy pewne aspekty dotyczące Jego natury boskiej i ludzkiej w jednej osobie Syna Bożego. Robimy to jednak, aby je połączyć, a nie żeby oddzielać, przeciwstawiać sobie, traktować jako całkowicie odseparowane od siebie.

Dogmat chalcedoński z 451 roku, który przypomina nam o jedności Chrystusa, jest tutaj kluczowy. Nie oznacza to, że unifikujemy i nie dostrzegamy różnic. Dostrzegamy, ale jednocześnie podkreślamy, że to nie są różnice prowadzące do separacji.

Tak więc mamy do czynienia nie tylko z powrotem herezji monofizytyzmu, ale i dualizmu oraz manicheizmu, który deprecjonował materię, a nawet uważał ją za źródło istnienia zła. Wszystkie te trzy herezje łączy jedno: pogarda dla cielesności, która ma być co najwyżej dodatkiem. Stąd też wszystkie dostrzegane w życiu społecznym postulaty traktujące ciało tylko jak własność, albo uważające, że dysponowanie ciałem nie ma żadnych ograniczeń, są w mojej ocenie przejawem odradzających się herezji.

Przyglądanie się osobom, które uwierzyły w obietnice, jakie składa transhumanizm i wiara w zbawienie, jakie przychodzi rzekomo przez technologię, to rzecz, na którą musimy zwracać uwagę i głośno o tym mówić, alarmować. Zbigniew Herbert w jednym z wierszy napisał: „Dowodem istnienia potwora są jego ofiary”. Jeśli spojrzymy na to, jakich ludzi pozostawia światu transhumanizm, zauważymy, że ofiar jest naprawdę wiele. Pamiętajmy o nich w naszych modlitwach i róbmy wszystko, żeby je ratować przed fałszywym zbawieniem oraz realnym wiecznym potępieniem.

Bóg zapłać za rozmowę.

Tomasz D. Kolanek

Cywilizacja śmierci II

Cywilizacja śmierci II

Izabela Brodacka

Francja jest pierwszym państwem na świecie, które wpisało do konstytucji prawo do aborcji, czyli zabijania nienarodzonych dzieci do 14 tygodnia życia. Wprawdzie nie pojawia się w tym zapisie słowo „prawo”, lecz „gwarantowana wolność” i nie ma mowy o zabijaniu, lecz o wyborze, ale przecież to tylko eufemizmy. 780 członków obu izb parlamentu zagłosowało za zabijaniem dzieci. Towarzyszy temu entuzjazm w mediach. Od dawna różne zboczenia podniesiono w tym kraju do rangi cnoty. Przez upodobanie do zboczeń upadł kiedyś Rzym, upadła starożytna Grecja, a obecnie upada cała Europa. Francja stojąc nad przepaścią zrobiła duży krok do przodu.

Jak zwykle proponuję państwu eksperyment myślowy. Wyobraźmy sobie, że do konstytucji jakiegoś kraju wpisano prawo do wyboru czy chcemy zabić uciążliwego psa sąsiadów, który przeszkadza nam nieustannym szczekaniem. Kodeks dopuszcza jak wiadomo prawo do obrony własnej gdy ktoś czy coś zagraża naszemu życiu lub zdrowiu, lecz nienarodzone dziecko, podobnie jak pies na łańcuchu nikomu nie zagraża tylko przeszkadza. Pojawienie się dziecka może przeszkadzać matce zmieniając jej tryb życia. Zabicie cudzego psa tylko dlatego, że szczeka wydaje nam się odrażające, a wpisanie tego prawa do konstytucji byłoby absurdalne, obrażające konstytucję i cały porządek prawny. Tym bardziej karygodne wydaje się być zabicie nie cudzego lecz własnego psa tylko dlatego, że nam przeszkadza. Osobą, która dopuści się takiego czynu zajmie się bez wątpienia prokurator, szczególnie gdy ten czyn został dokonany w okrutny sposób.

Jak jest zatem możliwe, że zabicie własnego dziecka z wyjątkowym okrucieństwem, bo przez pocięcie go żywcem na kawałki, może być uznane za czyn neutralny moralnie, niezbywalne prawo kobiety, które jest gwarantowane specjalnym zapisem w konstytucji? Jak ludzie mogą w to uwierzyć i to popierać?

Jak zawsze wszystko zaczyna się od zabiegów semantycznych. Wmawia się ludziom, że zabijane w łonie matki dziecko to nie człowiek, to płód, zlepek komórek, zygota. Jak zwykle w tym podejściu refleksję zastępuje sztywna procedura. Jeżeli można zabić dziecko do 12 tygodnia jego życia, to dlaczego nie można przesunąć terminu tego morderstwa o jeden dzień? Jeżeli do 12 tygodni plus jeden dzień to dlaczego nie plus dwa dni? I tak ad infinitum.

Terminy prekluzyjne i zawite nie mogą odnosić się do człowieka, mają sens tylko w odniesieniu do rzeczy martwych. Umowa najmu mieszkania wygasa w ostatnim dniu zapisanym w tej umowie. Prawo człowieka do życia nie może wygasać w jakimś prekluzyjnym czy zawitym terminie. Między innymi dlatego zniesiono w większości krajów karę śmierci.

Podobnym zabiegiem semantycznym sankcjonującym zbrodnię jaką jest pobieranie narządów od żywego jeszcze człowieka jest definicja śmierci mózgowej. W oczach lekarzy taki człowiek jest martwy i można go żywcem rozebrać na części zamienne. Nie trafia do nich argument, że muszą tego rzekomo martwego człowieka przed pobraniem narządów znieczulać, a przede wszystkim argument, że polskiemu profesorowi Janowi Talarowi udało się przywrócić do normalnego życia przeszło 1000 osób ze stwierdzoną śmiercią mózgową czyli śmiercią pnia mózgu.

Gdyby udokumentowano nawet tylko jeden taki przypadek należałoby definicję śmierci mózgowej uznać za niewłaściwą. Takim żywym dowodem jest Agnieszka Terlecka, którą po upadku z konia ojciec siłą wyrwał z rąk oprawców nie tyle w białych co w gumowych rękawiczkach i oddał pod opiekę doktora Talara. Dziewczyna żyje, skończyła studia, wyszła za mąż i urodziła zdrowe dziecko. To wszystko zreferował jej ojciec, pan Terlecki podczas konferencji poświęconej transplantologii, w której brałam udział. Obecni na sali przedstawiciele niezwykle silnego lobby transplantologicznego nie byli w stanie temu zaprzeczyć. Jest to lobby faktycznie niezwykle silne, bo związane z ogromnymi dochodami.

Do reklamowania społeczeństwu zgody na pobranie narządów używa się osób znanych i tak wybitnych intelektualnie jak Krystyna Janda. Głosiła ona hasło : „podziel się narządami” jakby można się było podzielić na przykład sercem (na marginesie – nowe władze powinny wpisać do polskiej Konstytucji prawo, że Krystyna Janda ma do końca życia grać wyłącznie role amantek, a prawnie zakazane jest proponowanie jej ról staruszek i czarownic.)

Natomiast profesor Talar za swe wybitne osiągnięcia został wynagrodzony rocznym zakazem wykonywania zawodu lekarza.

Państwo chińskie jak wiele totalitarnych państw handluje narządami pobranymi od więźniów skazanych na śmierć. Natomiast w Polsce jak w wielu innych rzekomo cywilizowanych krajach stosuje się definicję śmierci mózgowej czyli morduje ludzi, których być może udałoby się uratować. Vox populi nazywa wiejskich motocyklistów „dawcami”. Nie tylko dlatego, że jeżdżą nieostrożnie, lecz przede wszystkim dlatego, że jak głosi wieść gminna ( czyli vox populi) nikt ich nie ratuje, bo są z góry przeznaczeni do rozbioru na części zamienne. Wiadomo, że niezamożnych rodzin nie będzie stać na wytaczanie spraw sądowych lekarzom. Żadne statystyki nie ujmują podobnych przypadków. Podobnie znacząca jest ciemna liczba młodych osób, których nikt poza rodziną i fundacją Itaka nie szuka i które nigdy – żywe lub martwe -nie zostały odnalezione.

W medycynie współczesnej zdrowy rozsądek, uczciwość, moralność, empatię, a nawet przysięgę Hipokratesa zastąpiły procedury. Najlepszym tego dowodem jest fakt odwołania z dnia na dzień pandemii covid-19 gdy ze względu na wojnę na Ukrainie zaplanowano wpuścić do Polski miliony nie przebadanych ludzi. Tak jakby groźny koronawirus czytał zarządzenia i okólniki oraz stosował się do procedur.

Zawód lekarza z zawodu zaufania stał się zawodem kompletnego braku zaufania. W Holandii starsi ludzie boją się, że gdy zgłoszą się do lekarza czy do szpitala, przypadkowa komisja zadecyduje, że ich standard życia jest rażąco niski i dla ich własnego dobra należy ich poddać eutanazji czyli uśpić jak psa. Tyle, że oni wcale nie chcą umierać.

Zapanowała cywilizacja śmierci.