Amerykański gigant aborcyjny Planned Parenthood sprzedawał części ciał zabitych w aborcji dzieci. Jak podaje portal LifeNews.com, na filmach widać rozmowy o handlowaniu wątrobą zamordowanych dzieci za 1500 dolarów za sztukę.
Film pokazało Center of Medical Progress (Centrum Postępu Medycznego). Nagranie zostało odtworzone podczas przesłuchania w amerykańskim Kongresie. Formalnie mówiono nie o „cenie” za części ciała zamordowanych dzieci, ale o „finansowej zachęcie”. Eksperci ds. zabijania dzieci mówili też, w jaki sposób należy pozyskiwać organy z martwych ciał dziecięcych.
Nagranie odtworzyła kongresmanka Marjorie Taylor Greene podczas przesłuchania z udziałem republikanów Chipa Roya oraz Mary Miller. Chodzi o przesłuchanie w ramach badania tzw. czarnego rynku narządami zabitych w aborcjach dzieci.
– Moglibyśmy zapłacić za wątrobę od 1000 do 1500 dolarów – mówi reporter Center of Medical Progress podczas rozmowy z dyrektor medyczną ds. usług aborcyjnych z Planned Parenthood w Nowym Jorku, dr Stacy De-Lin. – Tak, to wspaniale – odparła dyrektor. – Myślę, że taka zachęta finansowa z waszej strony zachęci naszych ludzi, żeby to zatwierdzić, będą z tego bardzo zadowoleni – dodała.
W innym nagraniu dr Ann Schutt-Aine, pracująca na takim samym stanowisku jak De-Lin, tyle że w innym regionie USA, pouczała w sprawie przeprowadzania aborcji, które pozwoli obejść regulacje federalne i pozyskać wartościowe części działa zabitego dziecka.
Szczegóły są tak bestialskie, że nie będziemy ich tu nawet szczegółowo relacjonować; mówi się na przykład o odcinaniu nóg dziecka albo o wypadających gałkach ocznych, co – dodajmy – wzbudzało śmiech ludzi słuchających tych wynurzeń.
Biznes aborcyjny związany z pozyskiwaniem części ciała dzieci mordowanych w tzw. późnych aborcjach jest potencjalnie bardzo dochodowy, stąd duże zainteresowanie firm żyjących z zabijania dzieci sprzedawaniem narządów.
(“The last 3 million years” may be a slight exaggeration…)
Early spring is here. The weather earlier in the week was wonderful, and we were blessed with hundreds of bees collecting pollen from our peach trees. This is always a wonder to me. So many little bees appearing from nowhere, as soon as the blossoms arrive.
W publicznych uczelniach odbywają się w tym roku wybory rektorów. Kadencja rektora o ogromnej władzy akademickiej trwa 4 lata w uczelni publicznej, ale ta sama osoba może być rektorem takiej uczelni nie więcej niż przez dwie następujące po sobie kadencje.
Nie ma jednak przeszkód, aby po upływie dwóch kadencji rektorskich urząd rektora w tej samej uczelni sprawowała żona dotychczasowego rektora. Musi, co prawda, być wybrana przez kolegium rektorskie, ale polityka prorodzinna ma na polskich uczelniach długie tradycje i cieszy się uznaniem.
Taki stan rzeczy potwierdziły dokonane już wybory rektorskie w Państwowej Akademii Nauk Stosowanych im. ks. Bronisława Markiewicza w Jarosławiu. Przez dwie kadencje rektorem tej uczelni od 2015 roku był prof. ucz. dr hab. Krzysztof Rejman, a w styczniu tego roku na urząd rektora została wybrana jego małżonka, dr n. hum. Beata Rejman. I to ona od 1 września będzie kontynuować tradycje rodzinne zarządzania podkarpacką uczelnią.
Mimo że nauka w Polsce – jak słyszymy – jest głodzona, to jednak na wielu uczelniach często pracują (głodują?) całe rodziny, o czym słyszymy rzadziej. Nepotyzm uczelniany, mimo protestów akademików, został co prawda ograniczony i żona bezpośrednio służbowo nie może podlegać mężowi, ale jak mąż przestaje placówką kierować, to żona może go zastąpić, aby budżet rodzinny nie poniósł szwanku.
Mimo głodowych pensji uczelnianych wynagrodzenia rektorów nie są małe – od kilkunastu do kilkudziesięciu tysięcy miesięcznie – a jeszcze można sobie dorabiać, co nie podlega ujawnianiu. Jakoś da się związać koniec z końcem.
W tym roku mamy też wybory samorządowe i zdarza się, że rektorzy kandydują na stanowiska prezydentów miast, jak ma to miejsce w Krakowie. Wszyscy kandydaci są zobowiązani do ujawniania swych majątków i wyborcy mogą się z tymi danymi zapoznać, ale majątek rektorów nie podlega ujawnianiu! Wszyscy są równi wobec prawa, ale rektorzy są równiejsi. Może głupio jest ujawniać głodowe zasoby finansowe nieprzeciętnych kandydatów, którzy mają w końcu zapewnić dobrobyt przeciętnym mieszkańcom.
Aby garstka mogła dobrze żyć, tłumy muszą umierać.
Wyścig z czasem
Od dłuższego czasu słyszymy o epidemii cukrzycy nie tylko w Polsce, ale i na całym świecie. Z cukrzycą miałem sporo do czynienia w związku z tzw. stopą cukrzycową, czyli przewlekłym ropieniem i stanami zapalnymi nóg, występującymi u cukrzyków. Miałem więc możność obserwacji przebiegu takich schorzeń i mogłem się trochę nauczyć. Zarówno w prasie ogólnej, jak i specjalistycznej ukazuje się duża liczba artykułów dotyczących cukrzycy. Wszystkie prace są pisane podobnie według jednego schematu, który ma unaocznić problem, czyli przestraszyć potencjalnych chorych.
Jest to próba wywołania epidemii masowego strachu przed cukrzycą i nalotu potencjalnych klientów do laboratoriów i sklepów oferujących różnego rodzaju gadżety związane z tą chorobą. Najpierw podaje się nie wyniki badań, tylko modne ostatnio pojęcie „szacunki ekspertów”. Co prawda, nikt nie wie jakich ekspertów czy od marketingu, public relations czy od medycyny, ale ładnie to brzmi. Wymienieni eksperci podają „szacunkową” liczbę chorych, określając ją zawsze w milionach czy też setkach milionów, nie podając ku temu żadnej podstawy. W pracach tych nigdy nie spotkałem się z rzeczowymi danymi statystycznymi. W jakimkolwiek portalu internetowym nie podaje się profilaktyki. Żaden portal nie wskazuje na czynniki, które są przyczyną powstawania cukrzycy typu drugiego. Te portale są po prostu reklamą koncernów farmakologicznych, nastawionych na handel lekami tak jak każdym innym towarem. Niestety, od 100 lat bankierzy zwietrzyli interes w chorobach, większy aniżeli w wojnach. Poza tym wydźwięk humanitarny jest zupełnie inny. Zarabiać na wojnie to be, a pomagać chorym to ok. Już w 2002 roku na czele listy 500 największych koncernów na świecie było 10 firm farmaceutycznych. Ich łączny dochód był większy, aniżeli tych pozostałych 490. Cukrzyca tworzy pacjentów przewlekłe chorych, a więc stałych kupców preparatów, zwanych lekami i płacenie VAT-u, czyli łapówki dla urzędników. Do tego samego grona można wpisać chorych na cukrzycę typu drugiego, czyli występującą głównie u starszych osób.
PRZYCZYNY CUKRZYCY
Na bazie cukrzycy rozwinął się przemysł produkcji tzw. preparatów odżywczych dla cukrzyków. Powstał on na jak najbardziej idiotycznym założeniu, że cukrzyca powstaje dlatego, że jesz cukier. W związku z tym powstała w ludowej wersji metoda zwalczania cukrzycy: nie jedz cukru, to nie będziesz miał cukrzycy. Niestety pomimo faktu, że jest to wierutna bzdura, to nadal pokutuje w medycznych uczelniach. Przeglądając prace naukowe jako przyczynę zachorowań na cukrzycę, zwykle wymienia się: otyłość, chorobę wieńcową, nadciśnienie, chorobę lipidową oraz urodzenie dziecka o masie powyżej 4 kg. I tutaj występuje problem. Wymienione przyczyny są objawami współistniejącymi, a nie czynnikami ryzyka. W ani jednej pracy nie podano zachorowań na cukrzycę w rozbiciu na regiony, gminy, czyli nie chodzi o wychwycenie czynników powodujących zachorowania ludzi, ale o straszenie i namawianie do sprzedaży leków. Przyczyny zachorowania na cukrzycę jednak występują:
1. FLUOR
Jednym z czynników uszkadzających trzustkę jest fluor. Wiadomo od lat, że fluor jest znaną neurotoksyną, wpływającą między innymi na przyspieszenie demencji u ludzi oraz jest jednym z istotnych czynników środowiskowych powodujących występowanie cukrzycy zarówno typu 1. jak i typu 2. Nie wspomnę, że fluor używano zarówno w niemieckich obozach koncentracyjnych, jak i sowieckich łagrach w celu otumaniania więźniów. Nasze badanie z końca lat 90. wykazały, że właśnie w gminie Pruszcz Gdański, narażonej na skażenie fluorem z odpadów poprodukcyjnych Gdańskich Zakładów Fosforowych, notujemy największy w Polsce wzrost zachorowań na cukrzycę u młodocianych. Zdawałoby się, że o ile produkty żywnościowe nie przechodzą żadnych badań dotyczących szkodliwości oddziaływania na nasze zdrowie, to przynajmniej spożywając lekarstwa kupowane na recepty, możemy być spokojni, że nas nie trują. Niestety, tak nie jest. Pragnę przypomnieć, że ani pediatrzy, ani Towarzystwa Diabetologiczne, nie ostrzegają rodziców o możliwości trucia dzieci np. pastami zawierającymi fluor czy w ogóle fluorem. Proszę mi pokazać, czy to konsultanta z pediatrii, czy zwykłego pediatrę, który skierował dziecko na badanie poziomu fluoru w organizmie! Usuwanie odpadów fluoru z przemysłu aluminiowego czy elektrowni atomowych, przekształcono w surowiec do past do zębów. Obecnie każdy sam się truje i w dodatku wmówiono społeczeństwu, że czyni to dla swojego dobra, czyli dobra swoich zębów. Wiadomo, że w czasie normalnego szczotkowania zębów dziecko może połknąć nawet do 5 mg fluoru, a dzienne zapotrzebowanie to ok. 1 mg. Do trzeciego roku życia narządy nie są w pełni wykształcone i dzieci nie potrafią wydalić takiej ilości toksyny. Nadmiar tego pierwiastka uszkadza m.in. trzustkę, kości itp. Ta neurotoksyna przechodzi przez barierę krew-mózg ułatwiając tym samym drogę do wniknięcia innych toksycznych pierwiastków jak aluminium. O związku skażenia środowiska fluorem z występowaniem cukrzycy, chorób nowotworowych, obniżeniem IQ, pisało w swoich pracach w końcu lat 80. i początku lat 90. wielu autorów. Ilość polskojęzycznych publikacji dotyczących tematu przekracza setkę.
2. STOSOWANIE NIEODPOWIEDNICH DIET
Przypomnę, że obecnie wmawiana jest społeczeństwu dieta węglowodanowa oraz zalecenie unikania jedzenia tłuszczy przez chorych na cukrzycę. Około 50% kalorii, według tzw. dietetyków, powinno być pokrywane węglowodanami. Okazuje się jednak, że nadmiar cukru niszczy florę bakteryjną. A to powoduje stany zapalne jelit i wszelkie konsekwencje z tego wynikające. Dodatkowo trzeba podkreślić, że wszelkiego rodzaju dodatki do żywności, tzw. konserwanty czy emulgatory, także wywołują stany zapalne jelit, szczególnie jelita grubego. Emulgatory dodawane są do wszelkiego rodzaju pieczywa, ciast, lodów, margaryn i masłopodobnych produktów. Proszę Czytelników o przekazanie mi, czy chociaż jeden diabetolog kiedykolwiek mówił o profilaktyce cukrzycy, czy tylko reklamuje leki?
3. SPOŻYWANIE PRODUKTÓW ZAWIERAJĄCYCH FRUKTOZĘ
Wiadomo, że wszelkie produkty kupowane w supermarketach, a będące w kubeczkach, kartonikach, słodzone fruktozą lub słodzikami, podwyższają poziom cukru we krwi. Niestety, także wszelkie napoje słodzone – nawet, na których piszą, że naturalnym cukrem lub fruktozą – powodują wzrost poziomu cukru, ponieważ producenci nie używają naturalnej fruktozy, tylko tzw. chlorowcopochodną fruktozy, która zawiera dwa atomu chloru w cząsteczce, ale za to jest około 600 razy słodsza od cukru. Ten chlor właśnie powoduje uszkodzenie komórek beta w trzustce, czyli jest bezpośrednią przyczyną cukrzycy. Fruktoza po spożyciu omija wątrobę, dostając się od razu do krwioobiegu i podwyższając poziom cukru. Jest to jedna z przyczyn cukrzycy typu 2. Duże spożycie fruktozy może prowadzić do stłuszczenia wątroby. Spożywanie fruktozy jest bowiem dla wątroby sygnałem do uwolnienia trójglicerydów i cholesterolu. Normalnie jak spożywamy cukier, to dostaje się on do wątroby, gdzie jest magazynowany. Fruktoza, jak podałem, omija wątrobę. Więc wątroba produkuje wymienione związki niepotrzebnie. Słodsze od sacharozy chlorowcopochodne fruktozy podawane są do wszelkiej maści słodyczy, od cukierków zaczynając, poprzez batoniki, ciasteczka, a na napojach kończąc. Zrozumiałe jest więc, że stosowanie jej w produktach powoduje obniżenie kosztów produkcji, a więc powiększa zysk producenta. Jak do tej pory żadna wyższa szkoła medyczna, dawniej zwana Akademią, nie wystąpiła z wnioskiem o wprowadzenie zakazu dodawania do produktów spożywczych, szczególnie przez duże koncerny zachodnie, tych chlorowcopochodnych. W większości przypadków producentami napojów czy batoników są te same konsorcja, które produkują leki przeciwcukrzycowe. Tylko nazwy firm są różne.
4. SPOŻYWANIE OWOCÓW
W owocach występuje głównie fruktoza. Pamiętam dziadka, który miał cukrzycę typu II tzw. wyrównaną, ale czasami cukier skakał mu na 300 mg i więcej. Zrozpaczona rodzina nie wiedziała, co robić, a lekarz diabetolog proponował przejście na insulinę. Ale dziadek był niewidomy, więc podawanie zastrzyków było problemem. Co się okazało? Dziadek lubił owoce i wysyłał wnuczka po winogrona czy gruszki. Staruszek, obawiając się, że mu je zabiorą, zjadał owoce od razu, przed przyjściem rodziny z pracy. Rodzina zastawała go w śpiączce cukrzycowej, a przyczyną była właśnie fruktoza zawarta w owocach.
5. SZTUCZNE SŁODZIKI
W sprzedaży znajdują się pod różnymi nazwami i składem chemicznym. Jest to aspartam, sacharyna, spelnda alias sukraloz, acesulfam potasu i wiele innych. Ich jedyną zaletą jest taniość, a więc zwiększają zysk producenta. Zastanówmy się, dlaczego chorzy na cukrzycę nie mogą przyjmować normalnego cukru, a rzekomo muszą przyjmować sztuczne słodziki? Załóżmy, że człowiek wypija 3-5 kaw czy herbat dziennie. Słodzenie to jest łyżeczka cukru, daje ok. 20 kcal, czyli w sumie jest to ok. 100 kcal. Mamy więc sytuacje, że musimy przyjąć 2000 kcal, a cukier to tylko 100 kcal, czyli mniej aniżeli 5%. Jest to wielkość pomijana w całodobowej ilości przyjmowanych kalorii. W słodzikach występuje aspartam, który jest 200 razy słodszy od cukru. Aspartam jest to związek chemiczny, składający się z kwasu asparaginowego, fenyloalaniny i estru metylowego. Blokuje on enzym zwany fosfatazą alkaliczną, a zablokowanie tego enzymu powoduje m.in. cukrzycę. Sztuczne słodziki powodują niszczenie tzw. dobrych bakterii w przewodzie pokarmowym. To z kolei powoduje powstanie ognisk zapalnych w ścianie przewodu pokarmowego, rozpoznawanych pod nazwą „nieswoiste zapalenie jelit”.
6. NAPOJE SŁODZONE
Jeżeli dziecko pije jedną taką porcję koło 33 ml dziennie napoju słodzonego typu coca-cola, to ma pewność wystąpienia cukrzycy typu 2 o 18% większą, aniżeli dzieci tego niepijące. Badania przeprowadzone przez Sharon Fowler wykazały, że każdy pijący takie napoje średnio przez 7 do 8 lat codziennie, jest narażony na nadwagę o 65% bardziej, aniżeli niepijący tych napojów. Badania wykazały jednoznacznie, że picie napojów dietetycznych, słodzonych sztucznymi słodzikami, zwiększa ryzyko cukrzycy typu II o 67%, bez względu na to, czy chory przytył, czy też nie. W tej samej grupie ryzyko zespołu metabolicznego wzrasta o 38%. Publikacja w czasopiśmie „Trend in Endocrynology and Metabolism” jednoznacznie wyjaśnia mechanizm takiego uszkodzenia szlaków metabolicznych.
7. GLUTAMINIAN SODU (MSG)
Glutaminian sodu, czyli wzmacniacz smaku praktycznie dodawany jest do wszystkich przetworzonych produktów żywnościowych, nieważne czy zamrożonych, czy w słoikach. Najczęściej nie występuje pod własną nazwą, tylko jako kwas glutaminowy, hydrolizowane białko, ekstrakt drożdżowy i dziesiątki innych. Przypomnę, że glutaminian zawarty w jednym batoniku, jest w stanie zlikwidować do 50% dobrych bakterii w naszym przewodzie pokarmowym. Glutaminian pierwotnie został opatentowany jako antybiotyk. Z powodu wywoływania powikłań, zmieniono jego użytkowanie na konserwant. Czy widziałeś osobę, która codziennie przez wiele dni, brałaby antybiotyk, a czy często kupujesz batoniki? Systematyczne likwidowanie tych dobrych bakterii, czyli np. częste jedzenie takich batoników, doprowadza do zapaleń przewodu pokarmowego, co niedouczeni lekarze nazywają zespołem jelita nadwrażliwego.
8. STATYNY
Statyny, którymi nas faszerują bez sensu kardiolodzy, mogą wywołać polekową cukrzycę. Podobnie cukrzycę mogą wywołać leki psychotropowe.
9. SZCZEPIENIA
Badania naukowe wykazały silny związek szczepień przeciwko pneumokokom z występowaniem cukrzycy u dzieci. W czasopiśmie medycznym Diabet Med. [czerwiec 2012, 29 (6); 761] z pracy Ramondetti i wsp. wynika jasno, że szczepienia przeciwko śwince, różyczce i chorobom wirusowym są związane z występowaniem cukrzycy typu I u dzieci. Także FDA podał, że szczepionki przeciwko pneumokokom mogą wywoływać epidemię cukrzycy wśród dzieci Immunoterapii Classen, Inc. 08 listopada 1999 Balitimore [BMJ 1999, 319; 1133]. W grupie szczepionych dzieci cukrzyca była aż o 26% częstsza aniżeli w grupie nieszczepionych [zero cukrzycy]. Autorzy tej pracy stwierdzają jednoznacznie, że dane są bardzo niepokojące, ponieważ ryzyko wystąpienia cukrzycy przewyższa w sposób istotny domniemane korzyści. Mimo badań naukowych „nasi” eksperci nadal twierdzą, że należy szczepić wszystkie dzieci. I oczywiście to dla dobra maluchów skazujemy je na dożywotnie leczenie insuliną, a jednocześnie uszczuplamy ich dochody o ileś tam złotych miesięcznie. Przecież my chcemy ich dobra, a że dobro kosztuje, to każdy wie. Już dawno zaobserwowano i udowodniono związek występowania cukrzycy u osób narażonych na działanie metali ciężkich, tj. rtęć, ołów, kadm czy aluminium. Rozwój bariery krew – mózg do 3. roku życia jest niezakończony, tak więc wszelkie toksyny podawane do krwi muszą po prostu uszkadzać mózg.
W następnym numerze [niestety, nie wiem – czego MD] omówię zagadnienie profilaktyki cukrzycy – czy w Polsce istnieje oraz przedstawię skuteczne metody wyleczenia tej choroby.
Rosja dodała „ruch LGBT” do listy organizacji ekstremistycznych i terrorystycznych, podały w piątek media państwowe.
Posunięcie to było zgodne z orzeczeniem Sądu Najwyższego Rosji z listopada ubiegłego roku, zgodnie z którym aktywiści LGBT powinni zostać uznani za ekstremistów, a przedstawiciele osób homoseksualnych i transpłciowych obawiają się, że doprowadzi to do aresztowań i postępowań karnych.
Listę prowadzi agencja Rosfinmonitoring, która ma uprawnienia do zamrażania rachunków bankowych ponad 14 000 osób i podmiotów uznawanych za ekstremistów i terrorystów. Są to zarówno Al-Kaida, amerykański gigant technologiczny Meta, jak i współpracownicy zmarłego przywódcy rosyjskiej opozycji Aleksieja Nawalnego.
Nowy wpis odnosi się do „międzynarodowego ruchu społecznego LGBT i jego jednostek strukturalnych” – podała państwowa agencja informacyjna RIA.
W ramach zwrotu za prezydenta Władimira Putina w stronę tego, co przedstawia jako wartości rodzinne, kontrastujące z dekadenckimi postawami Zachodu, Rosja zaostrzyła w ciągu ostatniej dekady ograniczenia dotyczące wyrażania orientacji seksualnej i tożsamości płciowej.
Przyjęła między innymi ustawy zakazujące promowania „nietradycyjnych” stosunków seksualnych oraz zakazujące prawnej lub medycznej zmiany płci.
Stanisław Michalkiewicz tygodnik „Goniec” (Toronto) • 24 marca 2024 michalkiewicz
W Rosji odbyły się wybory prezydenckie, które przy frekwencji ponad 70 procent wygrał dotychczasowy prezydent Władimir Putin. Swojemu rozczarowaniu tym wynikiem dał wyraz Książę-Małżonek, którego Generalny Gubernator Donald Tusk odwołał w swoim czasie z Parlamentu Europejskiego, by dać mu fuchę ministra spraw zagranicznych. Rzeczywiście – Książę-Małżonek znacznie lepiej wiąże krawaty, niż, dajmy na to, pan prof. Zbigniew Rau, dodatkowo obciążony aferą wizową, podczas gdy Książę-Małżonek jeszcze żadnej afery nie zdążył zrobić, więc powody były. Tedy Książę-Małżonek dał wyraz swemu rozczarowaniu nie tylko tymi całymi wyborami, które „były bezprawne, kompletnie niedemokratyczne”, ale i tym całym Putinem. Chodzi o to, że Księciu-Małżonkowi się wydawało, iż Putin uzyska co najmniej 101 procent głosów, a tymczasem zadowolił się skromnymi 87-ma procentami. Toteż Unia Europejska tych wyborów „nie uznaje”. A co mówi Londyn? Jeszcze nie wiemy, być może po staremu powtarza, że „ona czarna, a on blondyn”, natomiast wiemy, co mówi Waszyngton. Administracja prezydenta Józia Bidena też tych wyborów „nie uznaje”, ale jednocześnie przyjmuje do wiadomości, że zimny ruski czekista Putin jest rosyjskim prezydentem i trzeba będzie jakoś się z nim układać.
Książę-Małżonek z Putinem układać się nie musi, jak zresztą z nikim innym też, bo nasi mężykowie stanu uprawianie prawdziwej polityki mają – jak wiadomo – surowo zabronione od Naszych Sojuszników. Toteż Książę-Małżonek na razie kombinuje, bo by tu zrobić, żeby Putin zaczął się martwić. Na razie wykombinował, żeby Putin myślał, że na przykład on mógłby zrobić coś, czego Putin się nie spodziewa. Najgorsze są nieproszone rady, ale czegóż się nie robi dla Polski? Toteż w czynie społecznym doradzam, by Książę-Małżonek spróbował zrobić kupę na dywanie podczas recepcji u Reichsfuhrerin Urszuli von der Leyen. To się mieści w jego możliwościach, więc sprawę można by uznać za załatwioną. Inna rzecz, by nie robił tego wcześniej, niż za dwa-trzy lata, bo i pan generał Rajmund Andrzejczak i pan prezydent Duda jednym głosem twierdzą, że Rosja zaatakuje NATO – ale dopiero za dwa-trzy lata. Taki widać jest rozkaz. Ciekawe, gdzie za trzy lata będzie pan prezydent Andrzej Duda, podobnie, jak Książę-Małżonek?
Na razie jednak i pan prezydent Duda, i Generalny Gubernator Donald Tusk i Książę-Małżonek, a nawet pan Paweł Graś, co to od lat pilnuje Donalda Tuska, żeby znowu nie zrobił jakiejś samowolki, jak mu się to przytrafiło w roku 2008 z panem Peterem Voglem, z czego wyszły rozmaite śmierdzące dmuchy, łącznie z aferą hazardową, której potem „nie było” , przeżywają upojenie po niedawnym dopuszczeniu do ucałowania ręki Pana Naszego w Waszyngtonie i wprawdzie nie mówią językami, ale za to – jednym głosem, zwłaszcza w służbie bezpieczeństwa. No a służba bezpieczeństwa teraz wyżywa się w sejmowych komisjach śledczych, m.in. w sprawie złowrogiego „Pegasusa”. Tutaj też wychodzą na jaw śmierdzące dmuchy, bo oto okazało się, iż złowrogiego Pegasusa zakupiła w bezcennym Izraelu firemka kontrolowana przez dawnych funkcjonariuszy SB, a CBA tylko go od niej odkupiła. Jak się okazuje, nawet nie zauważyła, że bezcenny Izrael też dysponuje wszystkimi zdobytymi informacjami, nawet w większym zakresie, niż bezpieczniacy tubylczy.
Wydaje się jednak, że Wielce Czcigodnych komisarzy ten wątek specjalnie nie interesuje, jako że głównym celem, jaki sobie stawiają, jest przyłapanie Jarosława Kaczyńskiego na fałszywych zeznaniach. Celuje w tym zwłaszcza pani Magdalena Sroka, której przypadek potwierdza w całej rozciągłości słuszność spostrzeżenia, że „ten się błaźni, kto policjanta zaufa przyjaźni”. Pani Sroka bowiem najpierw związała się politycznie z PiS, ale potem wykombinowała sobie, że lepiej jej będzie u pobożnego posła Gowina, którego nawet zastąpiła na stanowisku prezesa. Ale co tam jakieś rachityczne „porozumienia” w porównaniu z dysponującym 100-procentową zdolnością koalicyjną (a w patriotycznych porywach nawet większą) Polskim Stronnictwem Ludowym? Toteż pani Magdalena nie wahała się ani chwili, bo gdzie można lepiej służyć Polsce, gdzie się dla niej poświęcać, jak nie w Polskim Stronnictwie Ludowym, zwłaszcza w ramach „Trzeciej Drogi”, którą Pan Nasz Miłosierny ostatecznie zapragnął zastąpić zaśmierdziałe PiS?
Uwzięła się tedy na Jarosława Kaczyńskiego prawie tak samo, jak pan mec. Roman Giertych, który na punkcie Jarosława Kaczyńskiego jest najwyraźniej zafiksowany. Zresztą nie tylko na nim, ale i na Zbigniewie Ziobrze, którego ze szpitalnego łoża boleści w Lublinie pragnie zawlec przed oblicze komisji śledczej. W tej sytuacji Zbigniew Ziobro nie będzie miał innego wyjścia, jak umrzeć w szpitalu, jako symulant, chyba, żeby skorzystał z wynalazku pana mec. Giertycha. Kiedy siepacze przyjdą po niego, powinien odwrócić się do ściany i zemdleć, a wtedy siepacze będą musieli odczytać mu wezwanie do odwrotnej strony medalu, co niezawisły sąd uzna za doręczenie wadliwe. Tak właśnie było w przypadku pana mec. Giertycha, dzięki czemu zażywa on reputacji autorytetu moralnego, chociaż Judenrat „Gazety Wyborczej” chyba jeszcze nie odpuścił mu wszystkich błędów młodości.
„Takie były zabawy, spory w one lata” – jak pisze Adam Mickiewicz. Podczas gdy komisje śledcze próbują zgromadzić „haki” na obóz „dobrej zmiany”, żeby w momencie, gdy w ramach operacji „Przywracanie Praworządności” pan minister Bodnar powyrzuca wszystkich niewygodnych prokuratorów i sędziów, a na opróżnione w ten sposób miejsca wprowadzi fagasów wskazanych mu nieubłaganym palcem przez stare kiejkuty, zaciągnąć ich przed surową rękę sprawiedliwości ludowej – zdesperowani rolnicy na 20 marca zaplanowali zablokowanie większości głównych dróg i prawie wszystkich większych miast w całej Polsce. Cały czas chodzi o dwie sprawy: ukraiński eksport na obszar UE, no i „Zielony Ład”, czyli pakiet szaleńczych pomysłów, zasuflowanych wariatom, co to zdominowali Parlament Europejski, przez banksterów, którzy w ten sposób, w myśl wytycznych starego grandziarza Klausa Schwaba, chcą doprowadzić do likwidacji własności prywatnej w Europie.
Jednak dotychczasowe doświadczenia z tymi protestami wskazują, że ani na ukraińskich oligarchach, którzy ten eksport forsują, ani na unijnych komisarzach, których podejrzewam, iż zostali przez oligarchów przekupieni, nie robią najmniejszego wrażenia. Co najwyżej chcą oni ratować sytuację odwlekaniem, licząc, że rolnicy kierowani instynktem, wiosną ruszą w pole – a jesienią się zobaczy.
Okazuje się, że demokracja też nie daje nikomu szczęścia, więc chyba Książę-Małżonek niepotrzebnie się tak nadyma.
Stały komentarz Stanisława Michalkiewicza ukazuje się w każdym numerze tygodnika „Goniec” (Toronto, Kanada).
Szanowny Panie, dzisiaj chciałbym opowiedzieć Panu o trwającym już „opiłowywaniu” polskich katolików, które zapowiadał jeszcze przed wyborami minister sportu Sławomir Nitras. Wtórował mu wtedy zresztą sam premier Donald Tusk, zapowiadając „natychmiast po wygranych przez PO wyborach, przeprowadzenie procesu oddzielenia Kościoła od państwa ze wszystkimi tego skutkami”. W radykalizmie ścigał się z nimi Szymon Hołownia, obiecujący osłabienie ochrony prawnej uczuć religijnych oraz likwidację funkcji oficjalnych kapelanów. W toku kampanii wyborczej ostrzegaliśmy, że te antykatolickie wystąpienia oznaczać będą szybki atak na nauczanie religii w szkole i na prawo do klauzuli sumienia, a także ideologizację edukacji, wypowiedzenie konkordatu i finansowy szantaż wobec Kościoła. Ostatnie miesiące dowiodły, że nasze przewidywania były trafne. Co więcej, takie wypowiedzi polityków ośmieliły aktywistów nienawidzących chrześcijan do ataków na nasze konstytucyjne prawa i wolności.Na początku marca po pomoc do naszych prawników zwrócili się rodzice dzieci z jednej ze szkół podstawowych na Mazowszu, gdzie dyrekcja odmówiła udostępnienia sali szkolnej na potrzeby rekolekcji wielkopostnych, które do tej pory odbywały się co roku w szkole. Przed podjęciem tej decyzji nie tylko nie pytano rodziców o opinię, ale nawet nie przekazano im informacji, że taka decyzja została podjęta. Z informacji uzyskanych od rodziców wynika, że zmiana dotycząca rekolekcji była wynikiem zastraszenia szkoły przez fundację „Wolność od religii”. Antychrześcijańscy aktywiści wysyłają do placówek oświatowych pogróżki wyciągnięcia konsekwencji prawnych za… organizowanie w szkołach wydarzeń, apeli lub uroczystości o chrześcijańskim charakterze. Ta sama fundacja zwalcza nawet szkolne „bale wszystkich świętych” i podburza w mediach społecznościowych uczniów do zgłaszania i protestowania przeciwko wszelkim tego typu wydarzeniom. O ile przez lata podobni radykałowie pozostawali marginesem, teraz mogą cieszyć się pełnym poparciem urzędników ministerstwa oraz kuratorów. Nasze wsparcie dla rodziców i szkół staje się więc pilną koniecznością.Dlatego opublikowaliśmy na naszej stronie internetowej i w naszym portalu „Vademecum katolika” szereg opracowań dotyczących praw dzieci i ich rodziców w szkole – między innymi poradniki prawne dla rodziców i dla nauczycieli, a nawet specjalne, odrębne poradniki na temat modlitwy i organizacji jasełek w szkole. Wyposażenie chrześcijan w wiedzę na temat ich praw jest bardzo istotne, gdy wrogowie wiary mogą liczyć na poklask i wsparcie nowego rządu. Jednocześnie reagujemy na zapowiedzi i działania rządu uderzające w prawa ludzi wierzących. Sam premier Donald Tusk straszył ostatnio prokuraturą lekarzy odmawiających zabijania dzieci nienarodzonych. W specjalnej opinii prawnej wskazaliśmy na przepisy prawa polskiego i międzynarodowego oraz wyroki sądów, które zapewniają każdemu Polakowi prawo do sprzeciwu sumienia.Klauzuli sumienia bronimy też przed sądami. Złożyliśmy kasację do Sądu Najwyższego w sprawie farmaceutki, która odmówiła pacjentce sprzedaży pigułki „Dzień po”. Zostaliśmy także poproszeni o trwałą współpracę, wsparcie i pomoc prawną dla członków ogólnopolskiego stowarzyszenia ginekologów, którzy obawiają się prześladowań za wierność wyznawanym wartościom i powoływanie się na gwarantowaną konstytucyjnie wolność sumienia.Wielkimi krokami zbliża się także ostateczna rozprawa z religią w szkołach, którą poprzedzono atakiem na rangę tego przedmiotu. Na początek, nowy rząd chce ograniczyć liczbę lekcji religii z 2 do 1 godziny w tygodniu, która ma być obligatoryjnie pierwszą lub ostatnią lekcją w ciągu dnia, usunąć ocenę z religii ze świadectwa szkolnego i wpływu na średnią ocen oraz usunąć katechetów z rad pedagogicznych. Sprzeciwiając się temu, sporządziliśmy już 3 analizy prawne. Wbrew kłamstwom radykałów, publiczne finansowanie lekcji religii w szkołach jest standardem w większości krajów UE. Niezbędne jest też wyjaśnianie, że pieniądze przeznaczone na ten cel są po prostu normalną pensją nauczycieli przedmiotu szkolnego, a obecność oceny z religii na szkolnym świadectwie wynika z samego faktu jej uznania jako przedmiotu szkolnego, co potwierdził Trybunał Konstytucyjny.Szkół dotyczą także, ogłoszone przez Ministerstwo Edukacji, potężne zmiany w programie nauczania, które nasi eksperci określili mianem „dechrystianizacji szkoły”. Budując koalicję organizacji nauczycielskich i ekspertów przedmiotowych, szykujemy się do walki z nadciągającą próbą zmiany rozporządzenia regulującego program kształcenia naszych dzieci. Odpowiedzieliśmy także na szeroko rozpowszechniane kłamstwa i manipulacje na temat źródeł finansowania Kościoła. Podczas konferencji zorganizowanej w Sekretariacie Episkopatu Polski, Łukasz Bernaciński z zarządu Ordo Iuris przypomniał, że Fundusz Kościelny powstał po to, by przekazywać poszkodowanym kościołom zyski z zagrabionych przez władze komunistyczne nieruchomości kościelnych. Przy okazji pokazaliśmy najlepsze sposoby na rozwiązanie stale nawracającego problemu. Przykładem państwa, które mogłoby być cenną inspiracją są między innymi Czechy, które zdecydowały się na częściową restytucję majątku odebranego w okresie komunistycznym Kościołowi w połączeniu z rozłożoną na roczne raty rekompensatą. Alternatywnym rozwiązaniem jest zastąpienie Funduszu dobrowolnym odpisem podatkowym działającym na podobnych zasadach co odpis na organizacje pożytku publicznego. Konferencja cieszyła się dużym zainteresowaniem mediów. Relacjonowały ją między innymi branżowe serwisy kościelne czy finansowe, a także najważniejsze portale ogólnopolskie jak Interia czy Onet. Jeśli chrześcijanie pozostaną bierni, gdy lewicowy rząd odpala piły mechaniczne by zrealizować politykę „opiłowywania” katolików z rzekomych przywilejów, to wkrótce wszyscy obudzimy się w państwie wojującego ateizmu, gdzie nie będzie można mówić o swojej wierze ani nosić publicznie symboli religijnych takich jak różaniec, krzyżyk czy medalik.Nie łudźmy się – radykałowie nie poprzestaną na likwidacji klauzuli sumienia i usunięciu religii ze szkół. Oni chcą wejść ze swą ateistyczną ideologią do naszych domów, rodzin, a nawet kościołów. Zobowiązanie ze strony prawników i ekspertów Ordo Iuris jest jednoznaczne – nie porzucimy żadnego Polaka prześladowanego i gnębionego ze względu na wiarę. Polska tradycja i polska konstytucja stoją po stronie państwa, które „współdziała” z Kościołem „dla dobra człowieka i dobra wspólnego” (art. 25 Konstytucji). Polska tradycja ustrojowa odrzuca wojujące modele „państwa świeckiego”. Będziemy tej pięknej tradycji bronić.Procesy w obronie katolickiego wychowania, prawa do odmowy aborcji, analizy chroniące prawo Kościoła do udziału w życiu społecznym – wymagają Pana wsparcia. Dlatego proszę dzisiaj o akt hojności, bez której nasza skuteczna pomoc – na niezbędną dziś w Polsce skalę – nie będzie możliwa. W kierunku dechrystianizacji polskiej szkoły Polska tożsamość od ponad 1000 lat jest oparta na fundamencie chrześcijańskim, co jest solą w oku radykałów chcących „opiłowywać” katolików. Aby rozerwać związek pomiędzy młodym pokoleniem Polaków a chrześcijańskim dziedzictwem naszego Narodu, rząd Donalda Tuska zamierza radykalnie przebudować podstawę programową, usuwając z niej treści i postaci świadczące o silnym związku polskości i chrześcijaństwa. Taki wniosek płynie z dokładnej analizy zaproponowanych przez zespół ekspertów Ministerstwa Edukacji Narodowej propozycji „odchudzenia” podstawy programowej.Minister Nowacka chce między innymi usunąć z podstawy programowej postać o. Augustyna Kordeckiego – obrońcy jasnogórskiego klasztoru w czasie potopu szwedzkiego, którego bohaterska postawa natchnęła Polaków do pokonania szwedzkiego najeźdźcy, św. o. Maksymiliana Kolbego, którego życiorys jak żaden inny stanowi przykład tragizmu i heroizmu losu Polaków w czasie II wojny światowej, a także treści dotyczące prześladowania Kościoła w okresie stalinowskim i Jasnogórskich Ślubów Narodu. Z kolei z listy lektur mają zniknąć nieliczne dzieła duchowych ojców naszego Narodu – św. Jana Pawła II i bł. kard. Stefana Wyszyńskiego. Odnosząc się do zmian na liście lektur, prof. Andrzej Waśko z UJ stwierdził, że zmiany „mają charakter ideologicznej cenzury: usuwa się utwory patriotyczne (…), radykalnie redukuje wątki chrześcijańskie, wykreśla pisarzy emigracyjnych i związanych z ruchem Solidarności”.Chcąc, aby polskie dzieci nadal mogły uczyć się w szkołach o chrześcijańskiej tożsamości naszego Narodu – we współpracy z zewnętrznymi ekspertami oraz organizacjami zajmującymi się edukacją – przygotowaliśmy szczegółową analizę ministerialnych propozycji zmian w podstawie programowej. Wskazaliśmy w niej między innymi, że usunięcie z listy lektur – w dodatku uzupełniających – dzieł św. Jana Pawła II i bł. kard. Stefana Wyszyńskiego nie znajduje racjonalnego uzasadnienia. Pozbawienie młodych ludzi możliwości zapoznania się w szkole z dziełami postaci, które są wielkim autorytetami dla większość Polaków, jest policzkiem wymierzonym rodzicom chcącym wychować swoje dzieci w duchu chrześcijańskiego dziedzictwa naszego Narodu. Przygotowany dokument przekazaliśmy Ministerstwu Edukacji Narodowej. Teraz czekamy na projekt rozporządzenia MEN w tej sprawie, który poddamy analizie natychmiast po publikacji. Polacy mają prawo do lekcji religii w szkoleW prawa chrześcijan uderza także radykalny postulat usunięcia lekcji religii ze szkół.Jednak licząc się z silnym sprzeciwem Polaków wobec tego pomysłu, rząd Donalda Tuska na razie skupia się na obniżaniu znaczeniu religii jako przedmiotu szkolnego, czemu służyć ma rezygnacja z wliczania oceny z religii do średniej ocen szkolnych, obowiązkowe przesunięcie religii na pierwszą lub ostatnią godzinę lekcyjną w ciągu dnia, redukcja tygodniowego wymiaru religii z dwóch do jednej godziny oraz propozycje usuwania katechetów z rad pedagogicznych. Sprzeciwiając się realizacji podobnych postulatów, przygotowaliśmy trzy analizy prawne. W pierwszej z nich wskazaliśmy, że obecnie funkcjonujący w Polsce model nauczania religii w szkołach jest wyrazem poszanowania wolności religijnej. Natomiast postulat usunięcia lekcji religii z placówek oświatowych będzie nie tylko ograniczeniem tej wolności, ale również uderzy w konstytucyjne prawo rodziców do wychowania dzieci w zgodzie z własnymi przekonaniami. Wskazaliśmy, że – wbrew kłamliwej narracji lewicy – finansowanie lekcji religii ze środków publicznych nie jest formą dotowania kościołów i innych związków wyznaniowych, ale dochodem konkretnego nauczyciela, który jest zatrudniony odpowiednio do potrzeb związanych z liczbą osób wyrażających chęć uczęszczania na lekcje religii. Podkreśliliśmy przy tym, że nauczyciele religii mają taki sam status prawny, jak nauczyciele innych przedmiotów.W drugiej analizie zwróciliśmy uwagę na fakt, iż pomimo różnic wynikających z odmiennego przebiegu historycznych relacji pomiędzy państwem i związkami wyznaniowymi większość krajów Unii Europejskiej uznaje lekcje religii za niezbędny element swojego systemu edukacji i finansuje nauczanie tego przedmiotu z budżetu państwa. Zajęcia te różnią się zakresem tematycznym, ale w większości państw europejskich – podobnie jak w Polsce – mają one charakter dobrowolny i odbywają się w szkole. Trzecia analiza stanowi naszą odpowiedź na projekt rozporządzenia Ministerstwa Edukacji Narodowej, którego efektem będzie rezygnacja z wliczania oceny z religii do średniej ocen na koniec roku. W naszej analizie wskazaliśmy, że umieszczanie oceny z religii na świadectwie szkolnym podlega takim samym zasadom, jak umieszczanie na nim ocen z innych przedmiotów. Ocenie podlega wiedza ucznia, a nie jego udział w praktykach religijnych. Podkreślamy, że wliczanie ocen z religii do średniej wbrew zarzutom radykałów nie stanowi przejawu dyskryminacji. Przywołujemy orzeczenie Trybunału Konstytucyjnego, który wyrokiem z 20 kwietnia 1993 roku, stwierdził, że obecność oceny z religii na świadectwie szkolnym wprost wynika z faktu organizacji tych lekcji w publicznych szkołach. Niestety wczoraj minister Nowacka podpisała rozporządzenie ws. niewliczania ocen z religii do średniej od nowego roku szkolnego. Klauzula sumienia pod ostrzałem Prawem każdej osoby, które chce zlikwidować rząd Donalda Tuska, jest możliwość odmowy wykonania określonej czynności z powodu sprzeciwu sumienia. Tak zwana klauzula sumienia wykorzystywana jest między innymi przez katolików pracujących w sektorze opieki medycznej do odmowy uczestnictwa w zabijaniu dzieci nienarodzonych. Radykałowie chcą zmusić lekarzy i pielęgniarki do dokonywania aborcji, a farmaceutów do sprzedaży śmiercionośnych pigułek poronnych. Sprzeciwiając się temu, przygotowaliśmy komentarz prawny, w którym przypomnieliśmy, że Konstytucja RP gwarantuje każdemu Polakowi prawo do sprzeciwu sumienia.Przywołaliśmy przy tym wyrok Trybunału Konstytucyjnego z 7 października 2015 roku, który – jeszcze pod przewodnictwem prof. Andrzeja Rzeplińskiego i bez udziału kwestionowanych przez rząd Donalda Tuska sędziów – stwierdził, że „w demokratycznym państwie prawnym wyrazem prawa do postępowania zgodnie z własnym sumieniem, a w konsekwencji także wyrazem wolności od przymusu postępowania wbrew własnemu sumieniu, jest klauzula sumienia (…). Wolność sumienia musi bowiem przejawiać się także w możliwości odmowy wykonania obowiązku nałożonego zgodnie z prawem z powołaniem się na przekonania naukowe, religijne lub moralne”. Podkreśliliśmy, że prawo do sprzeciwu sumienia jest standardem nie tylko polskiego, ale również europejskiego prawa. Karta Praw Podstawowych Unii Europejskiej „uznaje prawo do odmowy działania sprzecznego z własnym sumieniem, zgodnie z ustawami krajowymi regulującymi korzystanie z tego prawa”. Odkłamujemy przy tym fałszywą narrację lewicy, która twierdzi, że klauzula sumienia ma rzekomo zagrażać życiu kobiet. Przypominamy, że sprzeciw sumienia nie może być uzasadnieniem dla odstąpienia od czynności ratujących życie matki – nawet jeśli przyniesie to negatywne konsekwencje dla jej poczętego dziecka. Jednocześnie cały czas na salach sądowych bronimy pracowników sektora medycznego, którzy są represjonowani za korzystanie z prawa do sprzeciwu sumienia. W ubiegłym miesiącu złożyliśmy kasację do Sądu Najwyższego w sprawie farmaceutki, która odmówiła pacjentce sprzedaży pigułki poronnej. Aptekarka powołała się na klauzulę sumienia wskazując, że tabletka stanowi zagrożenie dla życia nienarodzonego dziecka. Początkowo Okręgowy Sąd Aptekarski w Krakowie odmówił kobiecie prawa do obrony, karząc ją naganą pod jej nieobecność.Dopiero włączenie się w sprawę naszych prawników odwróciło losy procesu. W postępowaniu odwoławczym domagaliśmy się uchylenia orzeczenia i przekazania sprawy do ponownego rozpoznania sądowi pierwszej instancji w celu rzetelnego przeprowadzenia postępowania dowodowego, podnosząc, że obwiniona nie mogła skorzystać z prawa do obrony. Nasz wniosek poparł Naczelny Rzecznik Odpowiedzialności Zawodowej. Naczelny Sąd Aptekarski uznał słuszność naszego stanowiska i przekazał sprawę do ponownego rozpoznania. W ponownym postępowaniu Okręgowy Sąd Aptekarski w Krakowie umorzył sprawę. Ponieważ w postanowieniu farmaceutka została uznana za winną, a o umorzeniu zdecydował „znikomy stopień społecznej szkodliwości” czynu, złożyliśmy odwołanie. Sąd drugiej instancji podtrzymał decyzję. Dlatego, chcąc, aby Sąd Najwyższy jasno potwierdził prawo do sprzeciwu sumienia farmaceutów, złożyliśmy kasację. Szczegółowo argumentujemy w niej, że w świetle prawa krajowego i międzynarodowego oraz orzecznictwa TK, farmaceuci mają prawo do sprzeciwu sumienia. Fundusz Kościelny pretekstem do ataków na Kościół Aby przekonać Polaków do poparcia ograniczania praw chrześcijan, radykałowie uderzają w Kościół katolicki zarzucając mu przyjmowanie publicznych środków z Funduszu Kościelnego. Lewica konsekwentnie pomija milczeniem genezę powołania Funduszu, który miały tworzyć zyski uzyskiwane z kościelnych nieruchomości ziemskich przejętych na własności Polskiej Rzeczypospolitej Ludowej. Wychodząc naprzeciw formułowanym zapowiedziom likwidacji Funduszu Kościelnego oraz chcąc, aby ta sprawa została rozwiązana w sposób sprawiedliwy i niekrzywdzący osób wierzących, poddaliśmy ten problem pogłębionej analizie. W naszych komentarzach prawnych zwracamy uwagę na to, że likwidacja Funduszu nie musi mieć wcale charakteru destrukcyjnego. Można tego uniknąć, korzystając z rozwiązań wypracowanych przez Czechów, którzy zadośćuczynili historycznym zobowiązaniom związanym z zagrabieniem przez komunistów mienia kościelnego, uchwalając zwrot części znacjonalizowanych majątków w połączeniu z rekompensatą finansową rozłożoną na 30 lat. Rozważamy także inne – demokratyczne i zgodne z konstytucją – warianty finansowania związków wyznaniowych, które są już stosowane w innych państwach UE. Przykładem takiego demokratycznego i prowolnościowego rozwiązania jest – przyjęta w Hiszpanii, na Węgrzech i we Włoszech – asygnata podatkowa. Wierni sami decydują tam, któremu związkowi wyznaniowemu chcą przekazać środki w postaci dobrowolnego odpisu podatkowego, którego funkcjonowanie nie powiększa zobowiązań podatkowych obywateli. Wyniki naszych analiz w tym temacie przedstawiliśmy podczas konferencji „Co dalej z Funduszem Kościelnym? Funkcjonowanie systemu opartego na dobrowolnym odpisie podatkowym na Kościoły i inne związki wyznaniowe w wybranych krajach”, zorganizowanej 13 lutego w siedzibie Sekretariatu Konferencji Episkopatu Polski. W wydarzeniu – obok Członka Zarządu Ordo Iuris Łukasza Bernacińskiego – głos zabierali także Członek Rady Naukowej naszego Instytutu ks. prof. Piotr Stanisz, Sekretarz Episkopatu bp Artur Miziński, prezes Katolickiej Agencji Informacyjnej Marcin Przeciszewski oraz dr Marcin Burzec z Wydziału Prawa, Prawa Kanonicznego i Administracji KUL. Czym są „sekty biznesowe”? W ramach obrony praw chrześcijan, zwracamy uwagę Polaków na proceder tworzenia tzw. „sekt biznesowych”, czyli nowych związków wyznaniowych powoływanych nie w celu zaspokojenia potrzeb religijnych jej członków, ale dla uzyskania przywilejów ekonomicznych, w które polski ustawodawca wyposaża nawet najmniejsze związki wyznaniowe – od pierwszego dnia ich zarejestrowanego funkcjonowania. Przygotowaliśmy na ten temat dwie analizy prawne.W analizach dowiedliśmy między innymi, że obowiązujące w Polsce przepisy w zakresie rejestracji nowych związków wyznaniowych są zbyt liberalne, umożliwiając uzyskanie statusu zarejestrowanego związku wyznaniowego przez organizacje, których celem jest przede wszystkim zysk finansowy, a nie organizacja życia religijnego wyznawców nowej religii. Aby to zmienić postulujemy korektę prawa wyznaniowego, zakładającą dodatkowe warunki przyznawania przywilejów finansowych nowopowstającym związkom wyznaniowym. W tym celu przyjrzeliśmy się rozwiązaniom prawnym, które w tym zakresie obowiązują w wybranych krajach UE. Wskazaliśmy, że polskie przepisy są na tym tle wyjątkowo liberalne. Przykładowo w Niemczech szczególny status prawny uzyskują tylko te wspólnoty religijne, których struktura i liczebność gwarantują trwałość istnienia. W Czechach nowe związki wyznaniowe uzyskują przywileje prawne po 10 latach zgodnego z prawem funkcjonowania, a w Austrii po 20 latach. Aktualnie przygotowujemy kolejną analizę, która ujawni kontrowersyjne przypadki rejestracji związków wyznaniowych w Polsce.
Razem obronimy prawa chrześcijan Rząd Donalda Tuska zaczyna „opiłowywanie” praw chrześcijan od usuwania katechezy ze szkół, „dechrystianizacji” programu nauczania i ataku na wolność sumienia. Jeżeli chrześcijanie pozostaną obojętni, już wkrótce radykałowie przedstawią kolejne postulaty uderzające w nasze prawa. Prawnicy Ordo Iuris włączają się w obronę chrześcijan wszędzie tam, gdzie potrzebna jest pomoc prawna i rzetelna argumentacja. Każda z naszych interwencji wiąże się z konkretnymi kosztami finansowymi, które możemy ponosić tylko i wyłącznie dzięki hojności Darczyńców naszego Instytutu. Aby bronić wierzących oraz ocalić naszą wolność wyznawania i przekazywania wiary, musimy połączyć siły i sprostać wielkiemu wyzwaniu – zapewnienia wsparcia wszędzie tam, gdzie trwa atak na chrześcijan. Monitoring prac sejmu, senatu oraz rządu to miesięczny koszt nie mniejszy niż 6 000 zł.Pozwala nam to jednak na podjęcie natychmiastowych działań za każdym razem, gdy władza szykuje zamach na nasze prawa. Z kolei opracowanie pojedynczej analizy na temat projektu zmian w prawie to – w zależności od jego przedmiotu, zakresu i objętości – wydatek od 10 000 do nawet 15 000 zł. Niejednokrotnie nasze merytoryczne argumenty wpływały na decyzje głosujących nad zmianami w prawie polityków. Podjęcie każdej interwencji w obronie położnej, farmaceuty, lekarza, któremu odmawia się prawa do korzystania z konstytucyjnie gwarantowanego sprzeciwu sumienia, wymaga każdorazowo zabezpieczenia 12 000 zł. Kontynuowanie postępowania w obronie farmaceutki, która odmówiła pacjentce sprzedaży śmiercionośnej pigułki, to koszt 8 000 zł. W związku z kolejnymi zapowiedziami likwidacji klauzuli w Polsce w najbliższych tygodniach spodziewamy się kolejnych zgłoszeń w podobnych sprawach. Dlatego bardzo Pana proszę o wsparcie Instytutu kwotą 80 zł, 130 zł, 200 zł lub dowolną inną, dzięki czemu prawnicy Ordo Iuris będą mogli skutecznie stawać w obronie praw chrześcijan w naszym kraju. Aby wesprzeć działania Instytutu Ordo Iuris, proszę kliknąć w powyższy przycisk
Z wyrazami szacunkuP.S. W Wielkim Tygodniu pamiętajmy, że owacyjnie witany Chrystus już kilka dni później był pojmany, przesłuchiwany niezgodnie z obowiązującym prawem, a wreszcie skazany pomimo braku winy – jedynie dla zaspokojenia oczekiwań społecznych. Prawa chrześcijan także padną ofiarą radykalnych polityków, jeśli zabraknie zdecydowanej reakcji i wyrażenia silnego sprzeciwu względem ograniczania wolności religijnej w Polsce. Nie pozwólmy by wyznawcy Chrystusa zostali wypchnięci poza margines debaty publicznej, tracąc prawo głosu i realny wpływ na rzeczywistość. Nadal możemy zatrzymać proces dechrystianizacji naszej Ojczyzny. Liczę, że pomoc ludzi takich jak Pan pomoże nam zatrzymać rewolucję prawną rządu Donalda Tuska.
Polskie myśliwce podczas ćwiczeń. Zdjęcie ilustracyjne. Źródło: X/DORSZ
Podpułkownik Jacek Goryszewski (Dowództwo Operacyjne Rodzajów Sił Zbrojnych) wyjaśnia, dlaczego polskie Siły Zbrojne nie zestrzeliły rosyjskiej rakiety, która pojawiła się w polskiej przestrzeni powietrznej.
Doszło do naruszenia polskiej przestrzeni powietrznej przez jedną z rakiet manewrujących wystrzelonych w nocy przez rosyjskie lotnictwo – poinformowało w niedzielę rano Dowództwo Operacyjne Rodzajów Sił Zbrojnych. Szef BBN Jacek Siewiera rozmawiał ws. incydentu z ministrem obrony Władysławem Kosiniakiem-Kamyszem.
Podpułkownik Jacek Goryszewski, rzecznik Dowództwa Operacyjnego, podczas konferencji prasowej poinformował, że rosyjska rakieta „poruszała się z prędkością niemalże 800 kilometrów na godzinę i na wysokości 400 metrów”. – Przekroczyła tę granicę, około dwa kilometry. Następnie wyleciała z naszego terytorium – dodał.
– Przez cały czas przebywania w naszej przestrzeni była oczywiście obserwowana radiolokacyjnie. Wiedzieliśmy o jej trajektorii, o jej kierunku. I spodziewaliśmy się, gdzie opuści naszą przestrzeń i miało to miejsce – tłumaczył wojskowy.
Goryszewski dodał, że „w przypadku tej rakiety nie było decyzji, nie było autoryzacji o zestrzeleniu”.
Rzecznik wyjaśnił, że było to spowodowane tym, że polskie wojsko wiedziało, jaka jest trajektoria loty rosyjskiego pocisku.
– Poza tym ta rakieta przebywała w naszej przestrzeni przez bardzo krótki czas i nie była w zasięgu naszych wojskowych lądowych środków ogniowych. Więc tutaj nie było mowy o zestrzeleniu. Nie było też mowy o tym, żeby nasze myśliwce podjęły jakąkolwiek interwencję, gdyż nie zmierzała ona w głąb terytorium naszego kraju – powiedział wojskowy.
===========================
mail:
Bo nasze „środki ogniowe” są zgromadzone na granicy z Hondurasem?
To krótka wiadomość, pilna sprawa, bo stało się to wszystko dosłownie kilkanaście godzin temu.
W Raciborzu policja bezprawnie zakończyła naszą pikietę i aresztowała baner antyaborcyjny. Dodatkowo funkcjonariusze zabrali nam stelaż, wszystko spakowali do radiowozu i na sygnale wywieźli na komendę.
Jestem w szoku. Policja tyle razy nie reaguje, gdy feministki reklamują aborcję, ignoruje sygnały, że namawiają do zabijania i prowadzą regularny instruktaż, jak mordować dziecko w domu tabletkami poronnymi. Tymczasem gdy obrońcy życia przestrzegają przed aborcją – Policja sama z siebie kończy pikietę i rekwiruje nasze wyposażenie. Dlaczego???
Baner wyglądał tak:
Nie rozumiem, dlaczego funkcjonariusze nam go ukradli. Potraktowali naszych wolontariuszy jak przestępców, spisali koordynatora, a resztę uczestników pikiety zastraszali.
Nie wiemy kiedy i czy w ogóle odzyskamy nasz sprzęt.
Jestem w tej chwili w kontakcie z organizatorem akcji w Raciborzu oraz z prawnikami Fundacji, którzy analizują zajście. Jeszcze w tym tygodniu złożymy skargę na bezprawie, jakiego dopuścili się policjanci oraz zawiadomienie do Prokuratury o możliwości popełnienia przestępstwa.
Wydarzenia w Raciborzu to jedna z wielu sytuacji, którym musimy stawiać czoła prowadząc edukację o tym, czym naprawdę jest aborcja. Czasem wydaje mi się, że gdybyśmy wyszli na rynek i krzyczeli, że aborcja jest OK, nikt by nas nie nękał. Bo właśnie o to chodzi zwolennikom zabijania – żeby ludzie nie dowiedzieli się, jak strasznie cierpią mordowane dzieci i co kryje się pod kłamliwą narracją aborterów.
Nie poddamy się i nie zrezygnujemy z pokazywania prawdy. Stoimy po stronie ofiar i w ich imieniu wołamy: PRECZ Z MORDOWANIEM DZIECI.
PS – Wiem, po co są te wszystkie ataki: aborcjoniści chcą nas zniechęcić, pozbawić zaplecza materialnego, narazić na kolejne koszty. To stała metoda ich działania, a my możemy polegać tylko na Dobrych Ludziach – takich jak Pan.
WSPIERAM
NUMER RACHUNKU BANKOWEGO: 47 1160 2202 0000 0004 7838 2230 NAZWA ODBIORCY: FUNDACJA ŻYCIE I RODZINA TYTUŁEM: DAROWIZNA NA CELE STATUTOWE DLA PRZELEWÓW Z ZAGRANICY: IBAN:PL 47 1160 2202 0000 0004 7838 2230 KOD SWIFT: BIGBPLPW
MOŻNA TEŻ SKORZYSTAĆ Z SYSTEMÓW DO SZYBKICH PRZELEWÓW, BLIKA LUB PŁATNOŚCI KARTAMI POD LINKIEM: https://ratujzycie.pl/wesprzyj/
Armia Polska w Pigułce: „Burdel w wojsku” nabiera nowego znaczenia.
Mail:
Oficerowie Wojska Polskiego w zaufaniu piszą do posłów Konfederacji. Przesyłam dosłownie taką jedną korespondencję.
——————- Armia Polska w Pigułce.
W ubiegłym roku na skutek wymyślenia przez rząd PiS 300-tysięcznej armii naprzyjmowaliśmy do wojska mnóstwo ludzi niezasługujących ani na ten mundur, ani na wojskowe uposażenie bardzo dobre bo to okolice ok. 5 tys. miesięcznie plus dodatki.
Presja z góry była taka, że brano praktycznie wszystkich, nawet takich, którzy bardzo źle oceniali ich pierwsi instruktorzy jako ewidentnie nienadający się. Dowódcy jednostek byli bezsilni, odgórnie nakazywano brać jak leci, do wojska przyjmowano sieroty życiowe, świrów, bezdomnych, leni i im podobnych. Zamieniono wojsko po części w program socjalny, rozdawnictwo pod płaszczykiem munduru.
Teraz mamy te tysiące mistrzów w szeregach. W efekcie nie tylko mamy obniżenie poziomu wojskowo-moralnego, ale też plagę, której na imię permanentne L4. Gdyby ktoś to sprawdził to pewnie żadna grupa zawodowa nie spędza tyle czasu na L4 co żołnierze. L4 stało się sposobem na niechodzenie do roboty przez całe miesiące czy tygodnie lub ucieczkę przed jakimikolwiek zadaniami. Mamy tysiące ściemniaczy kobiet i mężczyzn, które sięgają po L4 jak po poranną herbatę albo po prostu się nie nadają.
Szeregu seks-afer związanych z kobietami nie wspomnę ale określenie, uwaga, burdel w wojsku nabiera nowego znaczenia. Dowódcom brakuje narzędzi do robienia porządku, czyli wyrzucania takich ludzi.
Ja mam na przykład podległego żołnierza, którego przez rok widziałem tylko jeden raz.”
———————————–
Konfederacja domaga się debaty o bezpieczeństwie Polski.
Nasz wniosek już od wielu tygodni czeka w zamrażarce na rozpatrzenie.
Kazimierz Grześkowiak w utworze „Odmieniec” obarczał winą za „odmianę” m.in. nawozy sztuczne. Piosenka miała być satyrą na ciemnotę krajowego chłopa, ale okazuje się prorocza i znacznie wyprzedzająca swoje czasy. Okazuje się, że to co kojarzono z „chłopską ciemnotą” jest „awangardą postępu”.
Zacznijmy jednak od fragmentu tekstu samej piosenki:
„Chłop jest z morgami i urodziwy
w rękach mocarny, że istne dziwy
Jedno go tylko hańbi i plami:
Czemu nie lata za dziewuchami?
Może to przez te nawozy sztuczne,
Może był w szkole zbyt pilnym uczniem,
Może to wszystko przez te atomy,
Że wariata mamy!”.
Nieoczekiwanie taką samą diagnozę w sprawie „odmieńców” postawiła czołowa polityk socjalistów w Europie. Chodzi o Francuzkę, Ségolène Royal, m.in. minister ds. środowiska, kandydatkę Partii Socjalistycznej w wyborach prezydenckich w 2007, byłą „partnerkę” prezydenta Francois Hollande’a. Odniosła się do raportu senackiego, w sprawie mody na zmianę płci wśród nieletnich we Francji i wyjaśniła to zjawisko wpływem… nawozów sztucznych.
Konkretnie obwinia służący do niszczenia chwastów glifosat, który ma zawierać substancje zaburzające funkcjonowanie układu hormonalnego. W 2017 roku Europejska Agencja Chemikaliów podtrzymała opinię, że glifosat silnie uszkadza oczy i jest niebezpieczny dla organizmów wodnych, ale wyjaśniała, że badania nie pozwalają sklasyfikować glifosatu jako kancerogennego, mutagennego i środka zagrażającego reprodukcji.
Segolene Royal uznaje, że wpływ tego środka nie jest wystarczająco zbadany i na antenie BFMTV stwierdziła, że ta substancja zaburzając funkcjonowanie układu hormonalnego jest odpowiedzialna za wzrost dysforii płciowej wśród nieletnich. „Nie wolno nam zapominać, że wzrost liczby tych przypadków wynika z substancji zaburzających funkcjonowanie układu hormonalnego” – oświadczyła, zapewniając dodatkowo, że powiązanie to zostało „udowodnione”.
Jej zdaniem „na obszarach, gdzie masowo stosuje się pestycydy, wiek dojrzewania małych dziewczynek rozpoczyna się czasami w wieku 8–9 lat. No i okazuje się, że trzeba było czekać ponad pół wieku, żeby wyśpiewana przez Kazimierza Grześkowiaka prawda, znalazła potwierdzenie w wystąpieniu „postępowej” polityk i to w samej Francji.
Dodajmy, że dyskusja o dysforii płciowej ma miejsce w związku z propozycją Partii Republikanie, która chce złożyć jeszcze w tym półroczu projekt ustawy zakazującej „zmian płci” dla osób nieletnich. Opublikowany kilka dni w wcześniej raport senacki, uznał odpowiedzialność w możliwym krzywdzeniu dzieci zwłaszcza „ideologii transafirmatywnej”, która rozprzestrzeniła się wśród pracowników służby zdrowia. Lewica woli obarczać winą… nawozy sztuczne.
Szanowni Państwo! Zapraszanie do dyskusji na temat Polski ludzi, demonstrujących otwartą do Niej nienawiść, to jak pisanie listu do analfabety, a może jak negocjowanie z bandytą, żeby nie zabierał wszystkiego. „Silni ludzie”, podobnie jak ich mocodawcy, niczego prócz siły nie rozumieją. Nic się z nimi nie ugra, ani wyhandlować nie uda, bo po co mieliby dotrzymywać jakichkolwiek obietnic? Tusk przyzwyczaił nas do tego, że kłamie na zawołanie stale i na każdy temat. Nie wymaga to już każdorazowego udowadniania. Nie umiałabym przytoczyć wszystkich tych jego „minięć z prawdą”, podobnie jak nie potrafię wymienić choćby tuzina „płci” wymyślonych przez świrów. Tu zachodzi pewne, nieoczekiwane podobieństwo. Zwolennicy Tuska nie umieliby wymienić jego kłamstw, bo ich nie kojarzą.
Wiedzą natomiast, że PiS jest zły i wcale nie muszą wiedzieć dlaczego. Powtórzono im to tyle razy, że taka „oczywistość” przestała wymagać jakichkolwiek dowodów. Aksjomat. Żyjemy więc w dwóch całkiem innych światach, nie przenikających się wzajemnie. Posługujemy się tylko z pozoru tym samym językiem. Znaczenia słów różnią się diametralnie. Czy jednak na pewno mamy do czynienia z analfabetami tylko?
Obawiam się, że jest znacznie gorzej. Celem ekipy Tuska, jest zniszczenie Polski, przez wprowadzenie ogólnego chaosu. Im szybciej to zrozumiemy i zaczniemy przeciwdziałać, tym mniejsze poniesiemy straty.
Jak wam się żyje? – zażartował towarzysz Chruszczow. – Bardzo dobrze! – zażartowali kołchoźnicy. Tak właśnie wygladała, według anegdoty, gospodarska wizyta Nikity Chruszczowa w jakimś kołchozie. Wynika z tego, że i towarzysz Chruszczow i kołchoźnicy, trzymali się pewnej – tym razem żartobliwej – konwencji.
Inaczej bywało z Józefem Stalinem. Któregoś razu podczas jego przemówenia ktoś kichnął. Stalin przerwał przemówienie i zapytał: kto czichnuł? Sala zamarła i oczywiście nikt się nie odezwał. Na to Stalin: pierwyj riad – rasstrielat`. NKWD wpadło na salę, wywlokło siedzących w pierwszym rzędzie, za chwilę padła salwa. A Stalin znowu: kto czichnuł? Wszystkich ogarnęła zgroza i znowu nikt się nie odezwał. Wtedy Stalin: wtaroj riad – rassstrielat`. Wywleczono następnych, znowu salwa – a Stalin po raz trzeci pyta: kto czichnuł? Siedzący w ostatnim rzędzie starzec pomyślał sobie: tylu młodych ludojad już zamordował, ja już się nażyłem i dosyć. – Eto ja, tawariszcz Stalin – powiedział. Na to Stalin: na zdarowie wam, dieduszka, na zdarowie!
W przypadku Kukuńka było jeszcze inaczej: “oni udawali władzę, a my – opozycję” – powiedział w niepojętym przypływie szczerości w jakimś wywiadzie. Akurat gdy to piszę, trwa kolejny ogólnopolski protest rolników przeciwko masowemu eksportowi ukraińskich produktów rolniczych na obszar Unii Europejskiej i przeciwko tak zwanemu “Zielonemu Ładowi”, to znaczy – pakietowi rozmaitych przedsięwzięć, niby zorientowanych na “ratowanie planety” przez szkodliwym gatunkiem ludzkim, co to zasmradza ją rozmaitymi miazmatami.
Tak w każdym razie twierdzi ponura sekta, nazywająca się “pracownią na rzecz wszystkich istot”, a za nią – mnóstwo utytułowanych ekspertów, gotowych za pieniądze poświadczyć cokolwiek. Wykombinowali oni sobie, że zmiany klimatu mają przyczyny antropogeniczne, to znaczy – spowodowane szkodliwą dla “planety” działalnością człowieka.
Żeby podważyć ten idiotyzm wystarczy być trochę spostrzegawczym. Oto po mroźnej zimie następuje upalne lato. A dlaczego? A dlatego, że stosunkowo nieznacznie zmienia się kąt padania promieni słonecznych na powierzchnię Ziemi.
Ludzkość nie ma na to żadnego wpływu, podobnie jak na precesję, czyli zataczanie przez oś ziemską na biegunie niebieskim ogromnych kół co 26 tysięcy lat, co nazywa się “rokiem platońskim” – ani na obieg Ziemi, wraz z całym Układem Słonecznym wokół centrum galaktyki Drogi Mlecznej, co trwa 250 mln lat i nazywa się “rokiem galaktycznym”. W ciągu 20 “lat galaktycznych” jakie przeżył Układ Słoneczny, na Ziemi zdarzyło się mnóstwo radykalnych zmian klimatycznych, chociaż wtedy, gdy one następowały, nie było ani przemysłu, ani nawet ludzi.
Jednak to wcale nie konfunduje przekupnych ekspertów, ani nie budzi wątpliwości szerokich mas wykształconych w wyższych szkołach gotowania na gazie. A dlaczego? A dlatego, że ci pierwsi są skorumpowani, a ci drudzy – głupi. A kto ekspertów korumpuje I dlaczego. Korumpują ich banksterzy, którzy pod pretekstem walki z klimatem chcą doprowadzić – oczywiście tam, gdzie to możliwe – do likwidacji własności prywatnej, zgodnie z manifestem starego grandziarza Klausa Schwaba, który w Davos instruuje mężyków stanu, jak mają ludowi nawijać i jakie prawa uchwalać.
Śledząc rozwój wypadków w związku ze wspomnianym protestem, natrafiłem na informację, że protestujący rolnicy, a ściślej – ich przedstawiciele – podpisali z ministrem rolnictwa w vaginecie Donalda Tuska, panem Czesławem Siekierskim porozumienie. Jaka jest treść tego porozumienia? Zgodnie z uzgodnieniami, pan Siekierski obiecał rolnikom, że złoży do Donalda Tuska wniosek nie tylko o podtrzymanie embarga na ukraiński eksport rolny na teren UE, ale również – o wstrzymanie tranzytu tych towarów przez Polskę.
Jestem pewien, że pan minister Siekierski takie podanie do Donalda Tuska napisze. W ogóle ministrowie rolnictwa już od dawna wprawiają się w pisaniu podań. Przypominam sobie, jak pan minister Marek Sawicki odgrażał się, że napisze podanie do samej Unii Europejskiej, żeby wstrzymała zakaz upraw tytoniu w Polsce. Jestem pewien, że dotrzymał słowa – ale co z tym podaniem zrobili brukselscy komisarze?
Co z podaniem pana ministra Siekierskiego zrobi Donald Tusk? Miejmy nadzieję, że się nim nie podetrze, tylko przeczyta, a kto wie – może nawet udzieli odpowiedzi – oczywiście odmownej?
A dlaczego odmownej? Bo tego samego dnia, kiedy pan minister Siekierski zobowiązał się wobec rolników do napisania do Donalda Tuska wspomnianego podania, Unia Europejska, to znaczy – Komisja Europejska, na czele której stoi Reichsfuhrerin Urszula von der Leyen, właśnie podjęła decyzję, by przedłużyć bezcłowy import produktów rolniczych z Ukrainy na obszar UE do czerwca 2025 roku. Podobno ta decyzja ma być jeszcze zatwierdzona przez Radę Europejską a nawet – przez Parlament Europejski.
Czy będzie? Tego nie wiemy, bo podobno państwa członkowskie są temu przeciwne. Ale nie tylko my tego nie wiemy, bo prawdopodobnie nie wie tego również pan minister Siekierski, a kto wie – może nawet sam premier, czyli Generalny Gubernator Donald Tusk?
On mówi, że będzie przeciwny i nawet gotów jest porozumieć się w tym celu z węgierskim premierem Wiktorem Orbanem – ale co będzie, jak Reichsfuhrerin Urszula von der Layen wezwie go przed swoje oblicze i odezwie się do niego w te słowa: wiecie, rozumiecie, Tusk, wy tu mi nie wierzgajcie przeciwko ościeniowi, bo w przeciwny razie zdmuchnę ten cały wasz vaginet jak gromnicę i będzie z wami brzydka sprawa? Co wtedy postanowi Donald Tusk?
Czy będzie nadal trwał w swojej zatwardziałości, czy też się zreflektuje i zamelduje się u Reichsfuhrerin przepisowo po niemiecku: rad staratsia, wasze impieratorskoje wieliczestwo?
Ta druga możliwość wcale nie jest wykluczona, bo własnie hrabinia Róża Thun und Handehoch przypomniała Donaldu Tusku, że Parlament Europejski, olewając ciepłym moczem protesty rolników, przyjął dyrektywę o dobudowie zasobów przyrodniczych w ramach Zielonego Ładu.
Głosowało za tym 329 europosłów, ale 275 było przeciw, a wstrzymały się 24 osoby. Jak widzimy, w Parlamencie Europejskim przewagę mają wariaci i zwolennicy likwidacji własności prywatnej. I tak będzie aż do czerwcowych wyborów – o ile oczywiście uda się przepędzić stamtąd wariatów i socjalistów, co z definicji są przeciwnikami własności prywatnej. Bo jeśli się nie uda, to po staremu ministrowie rolnictwa będą rolnikom i wszystkim pozostałym obywatelom mydlić oczy obietnicami, że napiszą podanie i wszystko będzie w porządku.
Stanisław Michalkiewicz „Prawy.pl” (prawy.pl) • 23 marca 2024 ciekawostki
Ciekawe, że największym zwolennikiem melioracji Kościoła katolickiego w naszym nieszczęśliwym kraju jest Judenrat „Gazety Wyborczej”, podobnie jak inne żydowskie przedsięwzięcia na całym świecie.
Tak jest nie od dziś, tylko właściwie od samego początku, to znaczy – od pojawienia się chrześcijaństwa. Jak pisze Tadeusz Zieliński w swoim wiekopomnym i znakomitym dziele od tytułem „Cesarstwo rzymskie”, z chrześcijaństwem było tak, jak mówi ewangeliczna przypowieść o siewcy. Jedne ziarna padły na grunt skalisty, w którym nie mogły się zakorzenić, inne – między ciernie, które pędy zboża zagłuszyły, a wreszcie inne – na ziemię żyzną – i one wydały plony. Otóż według Tadeusza Zielińskiego, tymi ewangelicznymi „cierniami”, które zagłuszały chrześcijańskie pędy, było żydowskie otocznie, ziejące nienawiścią do wszystkiego, co nieżydowskie, to znaczy – do wszystkiego, co nie podziela żydowskich uroszczeń do wyjątkowości w całym Wszechświecie.
Dlatego dla rozwoju chrześcijaństwa konieczna była jego dejudaizacja, odrzucenie wszelkich może nie związków, ale zależności od Żydów. Zapoczątkował to sam Pan Jezus, któremu faryzeusze, czyli ówcześni żydowscy intelektualiści – tacy starożytni redaktorowie Michnikowie – bez przerwy coś zarzucali. A to, że uzdrawia w szabat, a to, że nie przestrzega rytualnej czystości, a to, że Jego uczniowie w szabat zrywają kłosy, słowem – zachowywali się, niczym wilki z bajki Ezopa. Jak pamiętamy, wilki te rozszarpywały owce, które zażądały od nich wyjaśnień – dlaczego to robią. W odpowiedzi wilki wyjaśniły, że to dlatego, iż owce mącą im wodę w rzece.
Toteż w miarę rozszerzania się chrześcijaństwa właśnie wśród „pogan”, którzy byli tą żyzną, ewangeliczną rolą, odrzucało ono po kolei rozmaite żydowskie pozostałości, aż wreszcie doszło do odrzucenia obyczaju, który wśród „pogan” budził powszechny wstręt – mianowicie obrzezania. Odtąd znakiem przynależności do społeczności chrześcijańskiej nie było już obrzezanie, tylko chrzest. Tadeusz Zieliński, który nie był entuzjastą – delikatnie mówiąc – cywilizacji żydowskiej – właśnie w dejudaizacji chrześcijaństwa upatruje ważną przyczynę jego ekspansji na ludy „pogańskie” i ich chrystianizacji.
Warto o tym pamiętać zwłaszcza dzisiaj, kiedy w obliczu trapiącego Kościół katolicki kryzysu przywództwa, niektórzy dygnitarze szukają ratunku w rejudaizacji chrześcijaństwa, czemu służą rozmaite „dialogi” z judaizmem”, czy „dni judaizmu”, będące po prostu promocją judaizmu, a nie chrześcijaństwa, a w najlepszym razie – promocją żydowskiego przemysłu rozrywkowego. Jest oczywiste, że ta amikoszoneria z Żydami niczego dobrego dla Kościoła nie przyniesie, bo nie ulega wątpliwości, iż Żydom wcale nie zależy na odbudowie siły Kościoła katolickiego, tylko dążą do zapędzenia go w kozi róg kierowanymi pod jego adresem pretensjami. Ma to niby na celu meliorację Kościoła, ale tak naprawdę chodzi o to, by przyzwyczaić jego dygnitarzy, a potem i cała resztę, do tłumaczenia się przed Żydami, jako ostatnią instancją.
Warto przy tym dodać, że Żydowie nie kierują się jakimiś stałymi zasadami, tylko – mądrością etapu. Kiedy w latach 80-tych honorowane na Zachodzie certyfikaty przyzwoitości musiały mieć stempel Kościoła, to środowisko michnikuremków prawie nie wychodziło z zakrystii. Kiedy jednak pod koniec lat 80-tych okazało się, że ten stempel kościelny nie jest już konieczny, już na początku lat 90-tych Judenrat „Gazety Wyborczej” rozpętał wojnę przeciwko „ajatollahom”, którzy rzekomo chcieli w miejsce PRL zainstalować „państwo wyznaniowe”. Ponieważ „ajatollahowie” nie byli pewni, czego w roku 1990 szukała w archiwach Ministerstwa Spraw Wewnętrznych „komisja Michnika”, w skład której wchodził przynajmniej jeden tajny współpracownik SB, co tam znalazła i jaki zamierza zrobić z tych znalezisk użytek, to na wszelki wypadek podkulili pod siebie ogony. Na nic to się nie zdało, bo co jeden człowiek chce zakryć, to drugi odkryje.
Toteż i poodkrywał, ale nie od razu, tylko w momencie, gdy Żydowie w Ameryce zainicjowali nową gałąź przemysłu w postaci „przemysłu molestowania”, której celem było podcięcie ekonomicznych fundamentów Kościoła katolickiego. Judenrat „Gazety Wyborczej”, oczywiście w imię moralnej melioracji Kościoła, najpierw zainicjował lustrację wyższego duchowieństwa, które niestety dostarczyło ku temu wiele powodów, a kiedy w ten sposób zepchnął je do defensywy, zainspirował wiele kampanii, które doprowadziły do utrwalenia w skorumpowanym sądownictwie naszego bantustanu zasady odpowiedzialności zbiorowej – tak samo, jak stało się to w USA.
A ponieważ w Polsce nie dzieje się nic, czemu nie towarzyszyłby niezamierzony efekt komiczny, to dochodzi do sytuacji podobnych, jak opisana przez Melchiora Wańkowicza rozprawa rozwodowa w Reno w stanie Newada. Reno słynie z ekspresowych rozwodów, udzielanych niczym na konwejerze, ale – jak to w Ameryce – wszechobecna hipokryzja nakazuje podtrzymywać pozory. Pozew rozwodowy składała jakaś dama, podając za przyczynę „moralne okrucieństwo” męża. Ale sędzia prosił o jakiś konkret – na czym to „moralne okrucieństwo” polegało. Po namyśle pani powiedziała: ziewał w mojej obecności. – No to rzeczywiście skandal – powiedział sędzia – ale może przypomni sobie pani jeszcze coś? Po jeszcze dłuższym namyśle oświadczyła: wyśmiewał się z wuja Jimmy’ego. – Z wuja Jimmy’ego! Coś podobnego! Co za wyrafinowany okrutnik! – krzyknął oburzony sędzia, stuknął młotkiem i już było „po harapie”.
Akurat w dniach ostatnich odbyła się Konferencja Episkopatu Polski, podczas której doszło tam do czegoś w rodzaju kuracji przeczyszczającej. Wydawać by się mogło, że wszystko przebiegało po myśli Judenratu „Gazety Wyborczej”, bo w stan spoczynku przeszedł i JE abp Marek Jędraszewski, który ośmielił się sprzeciwiać sodomczykom i gomorytkom, stanowiącym – jak wiadomo – trzon proletariatu zastępczego, oczywiście oprócz „kobiet” – i JE abp Stanisław Gądecki, któremu nic nie pomogło promowanie Dni Judaizmu – ale co z tego, skoro nowym przewodniczącym KEP został JE abp Tadeusz Wojda, któremu w przeszłości homoseksualizm brzydko pachniał, ale w dodatku, jakby tego było mało, „przestrzegał” przed „halloween”. Tego już za wiele, podobnie jak w przypadku wyśmiewania się z wuja Jimmy’ego, tym bardziej, że teraz jest rozkaz, iż homoseksualizm wydziela woń cudną. Świadczy o tym początek popularnego utworu, według którego „Rozróżniamy trzy zapachy: z…” no, mniejsza z tym.
Od dawna z przykrością obserwuję pracowników zarządu oczyszczania miasta którzy gołymi rękami wygrzebują śmiecie z betonowych koszy przy skwerku na rogu Poznańskiej i Wspólnej w Warszawie. Ktoś nie pomyślał żeby te kosze miały metalową wkładkę umożliwiającą wyjęcie i przesypanie śmieci bez fizycznego kontaktu z nimi. Jeżeli pracownicy używają nawet gumowych rękawiczek nie chronią one przed skaleczeniem rozbitym szkłem, które przecież wrzuca się do kosza ( no bo gdzie?). Takie skaleczenie grozi gangreną . Próbowałam uczulić na tę sprawę urzędniczkę gminy Śródmieście ale odpowiedziała że nie będzie ze mną o tym rozmawiać bo nie mam w tej sprawie interesu prawnego. Nie zrozumiałam więc objaśniła, że gdybym była sprzątaczką (a czemu nie?), skaleczyła rękę szkłem, dostała gangreny i obcięto mi tą rękę to miałabym wówczas interes prawny. Gdybym natomiast wiedziona troską o anonimowych dla mnie pracowników zakładu oczyszczania miasta na własny koszt zainstalowała w betonowych koszach metalowe wkłady zostałyby one tego samego dnia wywiezione na śmietnik. Tak jak regularnie wywozi się na śmietnik poidła dla ptaków, które dobre dusze umieszczają na rzeczonym skwerku. Nikogo nie obchodzą cierpienia ptaków w upalne dni. Troska o braci mniejszych realizowana jest w Polsce przez posłanką Jachirę wygłaszającą brednie na temat gwałconych krów. Ta sama gmina kazała wywieźć karmnik dla ptaków, który umieściliśmy na trawniku naszego wewnętrznego podwórka wielkomiejskiej kamienicy, a gdy posadziłam koło śmietnika drzewko, to gdy podrosło zostało wycięte. Otrzymałam z gminy pismo, że są zobowiązani likwidować pirackie (sic!) nasadzenia. W ten oto sposób zostałam piratem. Nie powinnam się temu dziwić. Gdy w liceum, w którym pracowałam zorganizowaliśmy z kolegami (bezpłatne oczywiście) kursy przygotowawcze do egzaminów wstępnych na wyższe uczelnie, jedyną troską dyrektora było jak tę inicjatywę utrącić. Odmówiono nam udostępnienia klas na zajęcia więc przenieśliśmy spotkania do prywatnych domów. Ja na przykład prowadziłam lekcje na tarasie domu, w którym mieszkałam a dzieciaki dostawały kanapki i herbatę. Dyrektor szalał. „ Co panią obchodzą ich egzaminy i studia, niech idą na płatne korepetycje czy jakieś kursy”-wrzeszczał.
Ta sama gmina Śródmieście zawraca głowę ludziom tak zwanym funduszem partycypacyjnym. Przeznacza się niewielką sumę żeby pozwolić obywatelom decydować w niezwykle istotnej dla nich sprawie na co wydać te pieniądze. Na przykład czy obywatele chcą na klombie posadzić bratki czy stokrotki. Albo czy chcą wydać pieniądze na ścieżki rowerowe czy na sadzenie drzew. W sprawie bratków miałabym być może interes prawny gdybym w tym głosowaniu uczestniczyła. Nigdy jednak nie uczestniczę w żadnych fikcjach bo tak jak nie lubię piwa bezalkoholowego i wyrobów czekoladopodobnych tak nie interesują mnie atrapy i namiastki demokracji.
Jest wiele podobnych sytuacji. Na przykład zwracałam się kiedyś do prokuratury w sprawie chorej starszej bezradnej osoby bezczelnie okradzionej przez sprytnego hodowcę koni. Pomimo ewidentnych dowodów przestępstwa prokuratura przysłała mi zupełnie bezsensowne pismo umarzające postepowanie. W piśmie tym stwierdzono, że to ja rzekomo niekorzystnie rozporządziłam swoim mieniem pod wpływem porad oszusta. Widać było, że wpisano mechanicznie moje nazwisko do szablonu umorzenia dochodzenia nawet nie zapoznając się z moim pismem oraz dowodami.
Zauważmy że w telewizji umieszcza się płatne reklamy nawołujące do interweniowania w sprawach pokrzywdzonych dzieci czy osób starszych i bezradnych. To tylko gra pozorów. W praktyce prawie każda interwencja kończy się tak jak w opisanym wyżej przypadku.
Swego czasu propagowano hasło: „myśl globalnie- działaj lokalnie”. Hasło to miało moim zdaniem znaczyć: „ myśl sobie co chcesz bo i tak, choć teoretycznie jesteś suwerenem, praktycznie nie masz wpływu na politykę i bieg wydarzeń, a zajmij się dokarmianiem kotków na podwórku”. Okazuje się, że dokarmianie kotków też jest poza naszym zasięgiem. Pewnego dnia na podwórku pojawił się sprowadzony przez administrację łowca z pętlą polujący na koty. Wprawdzie łowca został przez nas przepędzony lecz obrażone koty wyniosły się na inne podwórka. Teraz po naszym podwórku paradują szczury.
Powiedzmy, że ktoś z dobrego serca dokarmia zaniedbane dzieci sąsiadów. Może narazić się na poważne przykrości. Nie ma na to zgody Sanepidu, nie ma badań, a każda taka bezinteresowna inicjatywa jest właściwie bardzo podejrzana. Przecież gdyby dobroczyńca miał rozum i odpowiednie koneksje założyłby fundację, wyciągał dotacje z budżetu, zatrudniał w fundacji znajomych i rodzinę i brylował w telewizjach. Natomiast gdyby ktoś z dobrego serca douczał matematyki czy angielskiego te same zaniedbane dzieci sąsiadów mógłby narazić się na podobne perypetie jakie miał masztalerz z pewnej stadniny, który kupował kolegom z pracy bułki na śniadanie. Okazało się, że choć koledzy nie płacili za tę usługę powinni odprowadzać podatek od „nienależnej” korzyści, którą uzyskali.
Powiedzmy, że ktoś ma pomysł jak usprawnić działanie jakiejś instytucji i chciałby tym pomysłem się bezinteresownie podzielić. Nikt nie zechce go nawet wysłuchać. Pewien znajomy profesor uniwersytecki antyszambrował w różnych instytucjach w sprawie reformy programu matematyki. Delegowano do rozmów z nim jakieś urzędniczki, które co chwila patrzyły na zegarek. Zniechęcił się trwale do działania pro bono. Ja też mam swoją maleńką idée fixe. Jestem przekonana, że powinno się w Polsce prowadzić hodowlę i tresurę psów rasy bloodhound dla poszukiwań osób zaginionych. Psy tej rasy mają wielokrotnie lepszy węch od owczarków niemieckich czy labradorów, poza tym potrafią odróżnić zwłoki od osób żyjących i to zasygnalizować. Sprowadza się je w razie potrzeby z Niemiec płacąc za to ogromne sumy. Naprawdę znam się na psach ale co z tego. Nikt nie będzie słuchał pirata, czyli osoby nieuprawnionej instytucjonalnie do przekazywania wiedzy.
Zasady Islamu mówią, że w krajach muzułmańskich niemuzułmanie muszą dostosować swoje zachowanie do wrażliwości islamu.
Z kolei w krajach niemuzułmańskich, niemuzułmanie muszą dostosować swoje zachowanie do wrażliwości Islamu.
Tak zaczęło dziać się w Niemczech.
========================
Muzułmańscy nauczyciele zmuszają uczniów do postu z powodu Ramadanu. Jako, że trwa muzułmański miesiąc postu, przez 30 dni nie wolno im pić ani jeść przy świetle dziennym. W związku z tym w szkole podstawowej w aglomeracji Frankfurtu dwóch nauczycieli zabroniło piątoklasistom spożywania napojów na lekcjach. Tłumaczyli to względem na poszczących muzułmańskich kolegów z klasy.
Muzułmanie z Frankfurtu rozpoczęli Ramadan w centrum miasta pod sztandarami z półksiężycami i okrzykami Allahu Akbar. Przykład szkoły podstawowej po raz kolejny pokazuje, że praktykowanie wiary muzułmańskiej w coraz większym stopniu zajmuje przestrzeń publiczną.
Redaktor serwisu sius.de rozmawiał z ojcem, którego córka uczęszcza do przedmiotowej klasy. Ten powiedział: -Przy kolacji zawsze rozmawiamy o tym, jak minął dzień. Zapytałam córkę, co nowego w szkole. Odpowiedziała nam, że dwóch nauczycieli zabroniło uczniom picia wody na lekcjach, ponieważ troje z 27 dzieci pościło.
Niemieckim dzieciom zazwyczaj pozwala się pić na zajęciach. Dzieci stawiają butelki z wodą na stole i mogą pić na zajęciach, jeśli czują pragnienie. -Zawsze możesz napełnić butelki na korytarzu na zewnątrz, jest tam dystrybutor wody – dookreślił ojciec uczennicy, po czym kontynuował: – Uznaliśmy to ogłoszenie za dziwne. Z jednej strony dzieci w piątej klasie mają od 10 do 11 lat. Nawet w przypadku religijnych muzułmanów wymóg postu obowiązuje dopiero od 14. roku życia.
Z kolei fakt, że 24 dzieci musi uwzględniać troje dzieci, jeśli chodzi o podstawowe potrzeby fizyczne – to również dziwna narracja.
On i jego żona powiedzieli córce, że powinna pić, jeśli czuje pragnienie. Według dziewczynki oświadczenie dwóch nauczycieli nie wydaje się być wymogiem szkolnym. Inny nauczyciel pozwolił dzieciom pić jak zwykle, jeśli chciały.
=================
NASZ KOMENTARZ: Nie ma się co łudzić – trwa przyspieszona islamizacja Europy, wspierana przez eurokołchozowych decydentów. W ich planach muzułmanie mają być taranem, który zmiażdży resztki chrześcijańskiej cywilizacji. W przypadku Niemiec nie czujemy z tego powodu szczególnej trwogi. Ważne, by Islam nie wlał się do Polski i wprowadził tu swoje porządki.
Wielka Brytania w gender-odwrocie. Co zrobi Polska? Szanowni Państwo, Kiedy czytam o tym, co działo się w londyńskiej klinice Tavistock dla osób z dysforią płciową, to mam tylko jedno skojarzenie. Rzeźnia. Genderowa, ideologiczna rzeźnia, w której zniszczono życie tysiącom dzieci i nastolatków. Proszę wybaczyć mi uniesienie, ale przeprowadzony audyt ujawnił, że było to miejsce niczym z horroru. Dlaczego? Choćby dlatego, że operacje „zmiany płci” przeprowadzano tam bez względu na wiek pacjenta. W ciągu ostatniej dekady skierowano do niej niemal 400 małych dzieci. 12 z nich miało zaledwie 3 lata, 61 – 4 lata. Było także 140 pięciolatków i 169 sześciolatków. Na szczęście nie u wszystkich przeprowadzono procedurę. Śledztwo dziennikarskie przeprowadzone przez dziennikarkę BBC Hannah Barnes ujawniło jeszcze więcej przerażających szczegółów. Klinika Tavistock to miejsce, w którym:szantażowano rodziców, że jeśli nie zgodzą się na zmianę płci, ich dziecko się zabije;aktywiści trans wysyłali e-maile, wywierając presję, by pracownicy kliniki podawali blokery dojrzewania i hormony jak najszybciej;bez żadnych podstaw medycznych, bez rzetelnej diagnozy i prób szukania prawdziwych przyczyn odczuwanej dysforii, zmieniano dzieciom płeć.Ale po latach genderowego szaleństwa zarówno rodzice, jak i brytyjskie władze zauważyły to, co powinno być jasne dla od samego początku: ideologia gender wyrządza naszym dzieciom nieodwracalną krzywdę. I dzięki Bogu klinika została zamknięta. I wiele wskazuje na to, że Wielka Brytania naprawdę budzi się z pseudotęczowego letargu. Zaledwie kilka dni temu podjęto tam kolejną ważną decyzję: lekarze w Anglii nie mogą już przepisywać dzieciom środków blokujących dojrzewanie, aby ułatwić im „zmianę płci”. Badacze prowadzący obecnie przegląd usług związanych z tożsamością płciową zgłosili bowiem poważne wątpliwości. Dotyczą zarówno bezpieczeństwa ich stosowania, jak i skuteczności klinicznej. Okazało się, że istnieją „luki w dowodach” dotyczące rzekomej odwracalności wpływu blokerów dojrzewania na ciała, a także psychikę dzieci. Lekarze wskazali, że nie jest do końca jasne, jak działają takie środki. Czy jedynie „wstrzymują” okres dojrzewania czy też są po prostu początkiem nieodwracalnego procesu, którego kulminacją jest „zmiana płci”. Jak podkreśla New York Times, rosną obawy dotyczące „długoterminowych skutków fizycznych i innych konsekwencji” przyjmowania blokerów. Można jedynie powiedzieć: szkoda, że tak późno. Dopiero, gdy setki żyć zostało nieodwracalnie zniszczonych. Gdy tylu młodych ludzi, nieświadomych w pełni konsekwencji tego, na co namawiają ich lekarze, zaprzepaściło swoje szanse na zostanie rodzicami. I po prostu na zdrowe, wolne od bólu i dźwigania ciężaru błędów młodości życie. Czy na podobne opamiętanie możemy liczyć także w Polsce?Pomagam chronić młodzież!Trudno mieć na to nadzieję, zwłaszcza obserwując działania polityków, którzy „puszczają oczko” do krzewicieli ideologii gender. Bo choć teraz rządzący nie wychylają się z tematem tranzycji nieletnich, to jeszcze w okresie kampanii Donald Tusk zapowiedział, że ma już przygotowane projekty ustaw dotyczących ułatwienia „upiornych procedur sądowych w przypadku osób transseksualnych”. I nie trzeba było długo czekać na pierwsze oznaki tego „ułatwienia”. W początkach tego roku Minister Sprawiedliwości Adam Bodnar wycofał z Sądu Najwyższego zapytanie w kwestii procedury zmiany płci. Dotyczyło ono udziału najbliższej rodziny w sprawach sądowych dotyczących zmiany płci. W ocenie ministra: „(…) skierowanie tego wniosku miało utrudnić przeprowadzenie powyższej procedury”. To oczywiście tylko niewielki krok – ale w jasno określonym kierunku. Rządzący nie zamierzają zrobić nic, aby chronić polskie dzieci przez horrorem ideologii gender. Przykład: brak jakichkolwiek reakcji po tym, jak mający tysiące czytelników portal Gazeta.pl zupełnie bez krygowania się promuje wywiad z transaktywistką Eweliną Negowetti. Działaczka chwali się, że pomaga „transiątkom” w zdobyciu bindera (czyli specjalnych bandaży lub koszulki do spłaszczania biustu) za plecami rodziców: Zdarzało się, że wysyłałam binder schowany do ćwiczeń z niemieckiego albo w opakowaniu płyty CD. „Bo rodzice przeglądają rzeczy i mogliby go wyrzucić”. Wielkie fundacje propagujące tranzycje jako lek na całe zło, wciąż bezkarnie polecają usługi psychologów czy seksuologów, którzy za pieniądze, w trakcie jednej wizyty są gotowi wystawić zaświadczenia o występowaniu dysforii płciowej. Czy to medycyna czy już szarlataneria? Wiele młodych osób zachłyśniętych ideologią gender mówi, że o do eksperymentowania z hormonami i blokerami dojrzewania zostali zachęceni przez „znajomych w internecie”, którzy, przekonywali ich, że rozwiązaniem ich problemów będzie „zmiana płci”. I wreszcie to, co pisałem Państwu kilka tygodni temu: z podstawy programowej nauczania biologii wykreślono punkt, w którym mowa o tym, że nie należy bez konsultacji z lekarzem przyjmować preparatów hormonalnych. To tylko kilka przykładów tego, jak ten obłęd podskórnie trawi nas – Polaków. A będzie tylko gorzej, bo u władzy znaleźli się ludzie, którzy ideologię i żądania środowisk trans przedkładają nad dobro dzieci. Ostatnią nadzieją na przebudzenie pozostają więc zwykli ludzie: rodzice, nauczyciele, a przede wszystkim sama młodzież. Dlatego w Centrum Życia i Rodziny to właśnie do nich adresujemy nasze działania.Chcę pomóc w walce z ideologią gender!Pod koniec ubiegłego roku zorganizowaliśmy konferencję ekspercką pt. Tranzycja – „zmiana płci” czy nowa odsłona ideologii?, która cieszyła się ogromnym zainteresowaniem. Wówczas przekonaliśmy się, jak bardzo potrzebne są w Polsce takie działania. Wśród nas są już rodzice, którzy mierzą się z dramatem zaburzeń tożsamości płciowej swoich dzieci. Nauczyciele, którzy doświadczają problemów w pracy, sprzeciwiając się zmianie zaimków czy imion swoich uczniów albo na to, by korzystali z toalet przeznaczonych dla płci przeciwnej, bo rzekomo to z nią się identyfikują. To ludzie, którzy rozumieją, że prawdziwą miłością i prawdziwą pomocą nie jest utwierdzanie dzieci w myśleniu, że „urodziły się w niewłaściwym ciele”. I to właśnie oni zwracają się do nas po pomoc. Otrzymujemy zaproszenia do szkół, aby informować rodziców o zagrożeniu ideologią gender, która często bez ich świadomości wkrada się do umysłów ich dzieci. Służymy pomocą nauczycielom, informując o przysługujących im prawach. Ostrzegamy i alarmujemy, jak dzieci mogą zetknąć się z tą ideologią i narazić się na „tęczowe pranie mózgu”. Zachęcam Państwa do kontaktu z nami, jeśli chcielibyście Państwo zaprosić naszych ekspertów także do Państwa miejscowości. Być może takie spotkanie otworzy oczy rodzicom i wychowawcom. Być może w ten sposób ochronimy jakiegoś młodego człowieka przed popełnieniem nienaprawialnych błędów. Szczególnie ważne jest dla nas właśnie dotarcie do młodzieży. Dlatego przygotowaliśmy także e-book „Chciałbym być sobą”, w którym przedstawiamy historie młodych ludzi, którzy dali się zmanipulować „tęczowym” ideologom. Mając zaledwie kilkanaście lat, podjęli tragiczne w skutkach decyzje. Ale podjęli też walkę o swoje życie i zdecydowali się powrócić do biologicznej płci. Broszurę „Chciałbym być sobą” mogą Państwo pobrać ze strony SzlachetnyPiatek.pl/publikacja. Serdecznie do tego zachęcam, bo takie świadectwa działają lepiej niż najgrubsze naukowe opracowania! Przeciwstawienie się tej barbarzyńskiej ideologii to wymagające i kosztowne zadanie. Organizacja konferencji, logistyka spotkań czy przygotowywanie publikacji łączą się z dużymi wydatkami: od wynagrodzenia za pracę zaangażowanych w to ekspertów aż po koszty promocji wydarzeń i materiałów, aby informacja o nich dotarła do jak największej liczby osób. Wiem jednak, że musimy to robić, bo – jak mogli Państwo przeczytać powyżej – wiele wskazuje, że Polska nie zamierza iść drogą Wielkiej Brytanii, ale raczej bezrefleksyjnie akceptować kolejne ideologiczne pomysły. Nie możemy pozwolić, aby w Warszawie, Krakowie czy Gdańsku zaczęły działać takie „rzeźnie” jak Tavistock. Dlatego proszę Państwa o wsparcie naszych działań i kampanii w walce z ideologią gender, zwłaszcza w kwestiach ochrony przed nią polskiej młodzieży datkiem w wysokości 50 zł, 100 zł czy 200 zł lub nawet większej.Wspieram działania Centrum Życia i Rodziny!Tylko dzięki Państwa zaangażowaniu możemy stawać naprzeciw tej ideologicznej machinie. Tak bowiem należy określić to, z czym się mierzymy: to przede wszystkim wielki biznes, w którym uczestniczą z jednej strony „kliniki” tranzycyjne, z drugiej zaś napędzające im klientów media, korporacje, politycy i celebryci, którzy w blasku pseudotęczowego „postępu” chcą ocieplić swój wizerunek. A do tego zastępy transaktywistów, którzy nie cofną się przed niczym, by zwerbować kolejne młode ofiary. I w Polsce są setki, a może i tysiące młodych ludzi, których możemy jeszcze uratować przed zniszczeniem sobie życia. To o nich toczy się ta walka. Liczę na Państwa zaangażowanie i serdecznie pozdrawiam
Wspieram działania Centrum Życia i Rodziny! Dane do przelewu: Centrum Życia i Rodziny Skrytka pocztowa 99, 00-963 Warszawa 81Nr konta: 32 1240 4432 1111 0011 0433 7056, Bank Pekao SAZ dopiskiem: „Darowizna na działalność statutową Centrum Życia i Rodziny” SWIFT: PKOPPLPWIBAN: PL32 1240 4432 1111 0011 0433 7056 Centrum Życia i Rodziny Skrytka Pocztowa 99, 00-963 Warszawatel. +48 22 629 11 76