Niedziela: Siedlce – Msza Święta i Pokutny Marsz Różańcowy za Ojczyznę

24.03.24 Siedlce – Msza Święta i Pokutny Marsz Różańcowy za Ojczyznę

19/03/2024 przez antyk2013

Niech Będzie Pochwalony Jezus Chrystus i Maryja zawsze Dziewica.


      Zapraszamy 24 marca, niedziela, na 89 Pokutny Marsz Różańcowy ulicami Siedlec w intencji naszej kochanej Ojczyzny – Polski.

Zaczynamy o 14,00, pod pomnikiem św. Jana Pawła II. Kończymy Mszą Świętą, która rozpocznie się o godzinie 16,00 w katedrze siedleckiej.

Uwielbiając Boga w Trójcy Świętej Jedynego, modlimy się razem z Maryją Królową Polski, o Polskę wierną Bogu, Krzyżowi i Ewangelii, o wypełnienie Jasnogórskich Ślubów Narodu.

Szczegóły na plakacie.

Z Panem Bogiem,

Andrzej Woroszyło

dr Anna Orawiec: Terminacja, opalenizna i takie tam. Jak sprzedać aborcję miłośniczkom pudelków. „Jogowo i medycznie”.

Terminacja, opalenizna i takie tam. Jak sprzedać aborcję miłośniczkom pudelków

„Jogowo i medycznie. Zabawnie i poważnie. Eksibicjonistycznie (tak w oryginale – JJ). I o tym, żeby pisać, słuchać, czuć, być i patrzeć sercem. Ono wie najlepiej” – tak dr Anna Orawiec opisuje swój profil. opoka/ginekolog-morderca

=================================

Ginekolog zszokowała internautów wypowiedzią, w której ciążę porównała z pasożytnictwem. Później tłumaczyła, że posłużyła się metaforą, odpowiadając na pytanie „widzki”. Jak się jednak okazało, łatwiej bronić wypowiedzi o pasożytach niż wpisów z profilu pani doktor. Zamieszczane tam posty to wielka reklama aborcji adresowana do czytelniczek plotkarskiej prasy.

Zdjęcie z profilu Anny Orawiec facebook.com

„Jogowo i medycznie. Zabawnie i poważnie. Eksibicjonistycznie (tak w oryginale – JJ). I o tym, żeby pisać, słuchać, czuć, być i patrzeć sercem. Ono wie najlepiej” – tak dr Anna Orawiec opisuje swój profil. Teksty o aborcji sąsiadują tu ze zdjęciami opalonych pleców i zachętami do uprawiania jogi. Lekarka pisze o nieszczęśliwej miłości, publikuje zdjęcie z dzieckiem i fotografuje się w maseczce kosmetycznej.

Całość przywodzi na myśli blog Mamy Ginekolog, lekarki, która przez pewien czas była gwiazdą plotkarskich portali, a później – kiedy wyszło na jaw, że ma niepełne kwalifikacje – stała się obiektem kpin tych samych mediów. Jedną z różnic jest to, ile miejsca na profilu Orawiec zajmuje aborcja.

„Bardzo szanuje organizacje feministyczne, współpracuje z @federapl, dyżurowałam pod telefonem udzielając informacji i wsparcia każdej potrzebującej kobiecie – dowiadujemy się z jednego z wpisów. – Chodzę na protesty. Biorę udział w kampanii społecznej «O tym się nie mówi» edukującej na temat wad letalnych płodu. Zabierałam publicznie głos od samego początku, a sama będąc w 8 miesiącu ciąży trzymałam za rękę Pacjentki przyjmowane do zabiegu terminacji ciąży”.

Jest też zaproszenie na „siostrzane warsztaty” Federy, liczne posty poświęcone tzw. pigułce po, zdjęcia z marszów na rzecz aborcji itp. Autorka nie ukrywa, że sama przeprowadzała aborcje. Szokować może długi opis jednej z takich sytuacji – aborcji w 17. tygodniu ciąży dokonanej ze względu na zespół Patau u dziecka (trisomia 13, powoduje liczne wady w rozwoju dziecka). „Jestem wdzięczna, bo jest mi dane wykonywanie najpiękniejszego zawodu na świecie. I tak- dalej wierzę, że to misja. Że bez powołania się nie da. Znieść tego co się codziennie widzi, słyszy – bez tego silnego w środku czegoś szepczącego- jesteś w tam gdzie Twoje miejsce” – pisze autorka. Tekst zilustrowany jest fotografiami uśmiechniętej ginekolog w zakrwawionym kitlu.

Kilka lat temu opinię publiczną zszokowano hasłem „aborcja jest OK”. Społecznościówkowa aktywność warszawskiej ginekolog wpisuje się w dość podobny trend. Nie dlatego, że pokazuje terminację jako coś fajnego – przeciwnie, mowa jest o cierpieniu matki i wątpliwościach samej lekarki – ale umieszcza ją między profesjonalnie zrobionymi postami o życiu i o niczym. Ot, zwyczajna kobieta, która swoje przeszła, ale też swoje bierze od życia pomaga innym jogą, aborcją i poradami, by nikogo nie oceniali.

Angażując się publicznie w szokujący sposób, autorka profilu naraziła się na oceny – może wliczyła to w koszta, może nie przewidziała. Pozostaje mieć nadzieję, że zamiast oswajać z aborcją czytelniczki plotkarskich portali, jej aktywność wywoła odwrotny efekt.

Collegium Humanum: Uroczystość nadania tytułu Profesora Honorowego Ukraińskim rektorom z Kijowa i Lwowa.Serdecznie gratulujemy!

=========================

Koniecznie włączyć dźwięk. Luminarze przemawiają! MD

https://youtu.be/F9XrOn2l3tA

24 cze 2022

31 maja br. w siedzibie Polskiego Komitetu Olimpijskiego w Warszawiew JM prof. dr hab. Paweł Czarnecki Rektor Collegium Humanum nadał tytuł Profesorom Honorowym Collegium Humanum dla: · JM prof. Eugeniusz Imas – Rektor Kijowskiego Narodowego Uniwersytetu Wychowania Fizycznego i Sportu w Kijowie w Ukrainie · JM prof. Eugeniusz Prystupa – Rektor Lwowskiego Państwowego Uniwersytetu Kultury Fizycznej we Lwowie w Ukrainie

Na uroczystości tradycyjną laudację na cześć Profesorów Honorowych wygłosił Prezes Polskiego Komitetu Olimpijskiego – Andrzej Kraśnicki, swoją obecnością zaszczycili Rektorzy i Prorektorzy uczelni z Polski oraz z Ukrainy, przedstawiciele władz państwowych, samorządowych, społecznych oraz mediów.

Serdecznie gratulujemy!

=================================

==========================

Mail:

Może prezydent Zełenski tego Hochstaplera wybroni? A może sam Czarnecki pójdzie na ochotnika pod Awdijiwkę walczyć o wolność i demokracje?

Rektor Collegium Humanum sypie przestępczy „Układ”, który zbudował.

Rektor Collegium Humanum sypie układ. „Czegoś takiego jeszcze nie widziałem w swej karierze”

opracowała Julia Panicz 22.03.2024 gazeta.pl/rektor-collegium-humanum-sypie-uklad

Rektorowi Collegium Humanum postawiono zarzut przyjęcia ponad miliona złotych za wystawianie dyplomów. Paweł C. liczy na zostanie świadkiem koronnym i otworzył się przed prokuraturą – ustaliła „Rzeczpospolita”.

Paweł C. rektor Collegium Humanum

fot. Facebook / Collegium Humanum

Śląski Wydział Zamiejscowy Departamentu do Spraw Przestępczości Zorganizowanej i Korupcji Prokuratury Krajowej w Katowicach 23 lutego postawił zarzuty sześciu osobom z warszawskiej uczelni niepublicznej Collegium Humanum, w tym rektorowi Pawłowi C. Wśród absolwentów osławionej uczelni są m.in.: doradcy prezydenta Dudy Marcin Drewa i Piotr Karczewski, Bartłomiej Obajtek (brat byłego szefa Orlenu i były dyrektor Regionalnej Dyrekcji Lasów Państwowych w Gdańsku). Collegium Humanum ukończyli także politycy PO Jacek Sutryk (prezydent Wrocławia), wiceministerka rodziny Aleksandra Gajewska, Krzysztof Gadowski (skarbnik klubu PO) czy sekretarz stanu w Ministerstwie Rozwoju i Technologii Waldemar Sługocki.

prof. dr hab. Paweł Czarnecki, MBA, dr h.c. mult. – Rektor

===============================

„System rodem z PRL”. Rektor Collegium Humanum zeznaje przed prokuraturą

Jak dowiedziała się „Rzeczpospolita„, Paweł C. zdecydował się pójść na współpracę z prokuraturą i ujawnia nazwiska osób, które kupowały lub otrzymywały za darmo dyplomy na jego uczelni. Wśród tych osób są wpływowi politycy, biznesmeni, samorządowcy, artyści, naukowcy, policjanci, strażacy czy sportowcy. Ponadto w Collegium Humanum handlowała także doktoratami i habilitacjami.

Z informacji dziennika wynika także, że uczelnia za łapówkę otrzymała akredytację. W związku, z czym postawiono zarzuty Arturowi G., dyrektorowi Biura Polskiej Komisji Akredytacyjnej. Zdaniem śledczych G. w zamian zażądał i przyjął od Pawła C. 450 tys. złotych. Jego żona została z kolei zatrudniona na uczelni. –  Kiedy pojawiało się zapotrzebowanie na dany kierunek, to uczelnia go otwierała, w myśl zasady „mówisz i masz – mówi informator dziennika. 

Collegium Humanum solą w oku Tuska. Uczelnię kończyli też ludzie z PO

– Czegoś takiego jeszcze nie widziałem w swej karierze – twierdzi osoba związana ze śledztwem. – Zeznania Pawła C. nie tylko wskazują, kto kupował dyplomy dla dodatku do pensji, prestiżu lub tego, by zasiadać w spółce, ale również obnażają system korupcyjny w Polsce rodem z PRL – dodaje. Rektor liczy, że będzie mógł skorzystać z instytucji „małego świadka koronnego”. Wyszedłby wówczas z aresztu, a sąd złagodziłby jego przyszły wyrok – pisze „Rz”. 

Osoby, które kupowały dyplomy w Collegium Humanum, same zgłaszają się do CBA

Do Centralnego Biura Antykorupcyjnego zgłosiło się kilka osób, które nielegalnie uzyskały dyplomy w Collegium Humanum – informuje reporter RMF FM Krzysztof Zasada. To odpowiedź na propozycję CBA, która zakładała możliwość uniknięcia kary po zgłoszeniu się do śledczych. Służby nie ujawniają ich tożsamości, pełnionych zawodów czy funkcji. 

„Newsweek” o rektorze Collegium Humanum z zarzutami. „On ludzi miażdży”

– Do tej pory dobrowolnie zgłosiło się pierwszych kilka osób. Pozostałe serdecznie zapraszamy. Jeżeli zgłoszą się same, zanim my po nie przyjdziemy, to będą mogły skorzystać z klauzuli niekaralności, jaką daje art. 229 par. 6 kodeksu karnego – podkreśla rzecznik ministra koordynatora służb specjalnych Jacek Dobrzyński w rozmowie z „Rzeczpospolitą”. 

=============================

Politycy chcą mordować polskie dzieci. Nie możemy być bierni! Marsz 11 kwietnia

Współczynnik dzietności w Polsce pod koniec rządów PiS wynosił 1,2 znacznie mniej niż współczynnik dzietności w Chinach w okresie „polityki jednego dziecka”.

Fundacja Pro-Prawo do życia 
Już wkrótce w Sejmie odbędzie się głosowanie w sprawie upowszechnienia w Polsce aborcji. Może to być przełomowy moment, od którego zależeć będzie życie milionów Polaków i biologiczne przetrwanie naszego narodu.
Mamy moralny obowiązek stanąć do walki o życie i przeciwstawić się planom polityków i aktywistów aborcyjnych, którzy dzieci w łonach matek nazywają „pasożytami” przeznaczonymi do likwidacji.
11 kwietnia, w trakcie sejmowej debaty, organizujemy Marsz w obronie dzieci.
Proszę, aby wziął Pan w nim udział lub wsparł jego organizację finansowo.
W dniach od 11 do 13 kwietnia Sejm będzie debatował i głosował nad ustawami, które zabijanie poczętych dzieci mają uczynić rzeczą oczywistą, a w przypadku lekarzy obowiązkową. Projekt premiera Tuska zakłada wprowadzenie aborcji na życzenie do końca 12 tygodnia ciąży bez ograniczeń, a przy podejrzeniu (!) wad dziecka do końca ciąży.
Dalej idzie projekt Lewicy, która chce aborcji na życzenie praktycznie do końca ciąży. W innym projekcie Lewica domaga się wprowadzenia bezkarności wszystkich zamieszanych w proceder aborcyjnego mordowania dzieci – handlarzy środkami poronnymi, osób, które nakłaniają do aborcji a także tych, którzy aborcje wykonują. Z mocy prawa mordercy mają być bezkarni. W mediach od dawna trwa mordercza propaganda, a ostatnio aborcjoniści otwarcie nazywają dzieci w łonach matki pasożytami.
 Zbrodniczość projektów koalicji aborcyjnej można porównać z rozporządzeniami III Rzeszy odnoszącymi się do Polek i zniewolonych narodów Europy Wschodniej. 
Celem pośrednim Hitlera było moralne zniszczenie Polek i Polaków, a celem głównym depopulacja Polski.
Współczynnik dzietności w Polsce pod koniec rządów PiS wynosił 1,2 znacznie mniej niż współczynnik dzietności w Chinach w okresie „polityki jednego dziecka”.
Koalicja aborcyjna robi wszystko, aby pogłębić demograficzną zapaść Polski. W obliczu ataku na biologiczne istnienie Narodu bierność oznacza współudział.
Wobec zdrady polityków zwykli Polacy mają obowiązek stanąć w obronie najmniejszych Polaków. Liczne demonstracje przyczynią się zapewne do opamiętania wystarczającej grupy posłów, aby zablokować mordercze ustawy. Skłonią też Prezydenta do zawetowania ustaw, jeśli większość posłów poprze zabijanie małych Polaków. 
Dlatego 11 kwietnia organizujemy w Warszawie Marsz w obronie dzieci, który zacznie się Mszą Świętą w kościele Świętego Krzyża na Krakowskim Przedmieściu o godzinie 15. Po Mszy Świętej zgromadzimy się pod pomnikiem Kopernika, a następnie przez centrum Warszawy przejdziemy pod Sejm. 
Zapraszam Pana do udziału w Marszu.
Udzielimy wszelkich informacji i pomocy wszystkim, którzy do Warszawy przybędą z daleka. Aby organizatorzy mogli sprawnie przeprowadzić Marsz, a uczestnicy otrzymywali aktualne informacje prosimy o rejestrowanie się na naszej stronie internetowej.
W szczególności prosimy o kliknięcie jednej z opcji uczestnictwa.
Jeżeli nie może Pan osobiście uczestniczyć w Marszu, proszę zachęcić do tego znajomych i wesprzeć organizację akcji finansowo: 
Numer konta: 79 1050 1025 1000 0022 9191 4667
Fundacja Pro – Prawo do życia
ul. J. I. Kraszewskiego 27/22, 05-800 Pruszków
Dla przelewów zagranicznych – Kod BIC Swift: INGBPLPW
Poczęte dzieci nie bronią się same. Pamiętajmy o słowach Jana Pawła II: Naród, który zabija własne dzieci jest narodem bez przyszłości. 
Proszę stanąć razem z nami w obronie dzieci! 
Z wyrazami szacunku
Mariusz Dzierżawski
Fundacja Pro – Prawo do życia
ul. J. I. Kraszewskiego 27/22, 05-800 Pruszków
stronazycia.pl

ABW: NCzas publikował informacje …zagrażające obronności, bezpieczeństwu państwa oraz bezpieczeństwu i porządkowi publicznemu.

Blokada NCzas.com. ABW odpowiada na pozew Sommera. „Ostre oceny” na portalu oko.press

22.03.2024 Autor:Redakcja NCzas nczas

Tomasz Sommer oraz ABW.
Tomasz Sommer oraz ABW. / foto: screen YouTube/PAP (kolaż)

Już w piątek 5 kwietnia rozpocznie się proces redaktora naczelnego „Najwyższego Czasu!” Tomasza Sommera z Agencją Bezpieczeństwa Wewnętrznego, związany z zablokowaniem portalu nczas.com w lutym 2023 roku. Sommer udostępnił w swoich mediach społecznościowych odpowiedź na pozew wystosowaną „w imieniu Skarbu państwa reprezentowanego przez Agencję Bezpieczeństwa Wewnętrznego zastępowanego przez Prokuratorię Generalną Rzeczypospolitej Polskiej”.

Przypomnijmy, że już przeszło rok temu ABW zablokowało bez podania przyczyny portal nczas.com. Obecnie tylko osoby, które odpowiednio zmieniły ustawienia swoich przeglądarek (instrukcja jak to zrobić TUTAJ), mogą wejść na naszą oryginalną stronę.

Państwo polskie wciąż cenzuruje „Najwyższy Czas!” pomimo tego, że jakiś czas temu władza w Polsce się zmieniła. Teraz, ponad rok od zablokowania portalu, rusza pierwszy proces, założony przez Sommera Skarbowi Państwa, reprezentowanemu przez ABW.

Sommer kontra ABW

Redaktor naczelny nczas.com udostępnił w swoich mediach społecznościowych odpowiedź na pozew, wystosowaną „w imieniu Skarbu państwa reprezentowanego przez Agencję Bezpieczeństwa Wewnętrznego zastępowanego przez Prokuratorię Generalną Rzeczypospolitej Polskiej”.

Zaprzeczono w nim między innymi temu, aby „dobra osobiste powoda były naruszone w wyniku wniosku Agencji Bezpieczeństwa Wewnętrznego” oraz temu, aby „wniosek Agencji Bezpieczeństwa był niezgodny z prawem”. Ponadto podkreślono, że absolutnie, w żadnym wypadku motywacje złożenia wniosku nie były polityczne.

Zaznaczono, że rzekomo wniosek był uzasadniony oraz że został wykonany, z czym trudno polemizować. Dalej robi się jedynie ciekawiej. W piśmie notorycznie portal nazywany jest nczas.pl, a więc gdyby ktoś był złośliwy, mógłby uznać, że przez pomyłkę został zablokowany nie ten portal, co trzeba.

„Nie doszło do zablokowania dostępu do ww. portalu (nczas.pl – przyp. red.), skutkiem realizacji wniosku ABW było jedynie ograniczenie dostępności do tego portalu” – czytamy.

Ponadto portal rzekomo „publikował informacje mogące być uznane za zagrażające obronności, bezpieczeństwu państwa oraz bezpieczeństwu i porządkowi publicznemu”. Jakie miałyby to być treści, niestety póki co się nie dowiadujemy, gdyż podobno istniały podstawy do złożenia przez ABW wniosku, ale „z uwagi na objęcie tego dokumentu klauzulą »zastrzeżone« nie jest możliwe szersze odniesienie się do tych faktów” w trybie jawnym.

W odpowiedzi czytamy też, że portal „aktywnie uczestniczył w debacie publicznej i były pod jego adresem kierowane ostre oceny”. O co chodzi? Dowodem na „fakt istnienia w przestrzeni publicznej ostrych, negatywnych ocen działalności portalu” ma być artykuł opublikowany na portalu nczas.com pt. „Mierzyńska z oko.press szaleje. Po prawie 30 latach działalności odkryła »Najwyższy CZAS!« i Stanisława Michalkiewicza”.

Wspomniany artykuł, omawiający tekst opublikowany na portalu oko.press, pojawia się w piśmie jeszcze raz. W odpowiedzi ponownie podkreślono, że portal „uczestniczy w debacie publicznej w sposób bardzo wyrazisty i w konsekwencji bardzo wyraziste są sądy kierowane w debacie publicznej pod adresem tego portalu”. „Debata dotycząca treści jest ostra, padają w niej zarzuty daleko idące” – czytamy.

ABW w swojej odpowiedzi twierdzi zatem, że rzekomo na portalu nczas.com pojawiały się treści „zagrażające obronności, bezpieczeństwu państwa oraz bezpieczeństwu i porządkowi publicznemu”, ale o co chodzi jak na razie się nie dowiadujemy.

Dowiadujemy się natomiast, że pod adresem portalu były „kierowane ostre oceny”, których przykładem jest jeden artykuł portalu nczas.com, będący omówieniem tekstu z oko.press. Trudno powiedzieć, jaki w ogóle miałoby to mieć związek z blokadą portalu, ale widocznie ważny, bo przykład „negatywnej” i „ostrej” oceny jest powtarzany aż dwukrotnie.

Ostatecznie pozwany wnosi o oddalenie powództwa i zarządzenie od Sommera kosztów procesu. Pierwsza rozprawa już 5 kwietnia o godz. 10 w Sądzie Okręgowym w Warszawie. Zainteresowanych serdecznie zapraszamy.

Zachęcamy do wsparcia naszej działalności. 

Oto, co przeraża Prokuratorię Generalną Rzeczypospolitej Polskiej. Już pięć lat!

Mierzyńska z oko.press szaleje. Po prawie 30 latach działalności odkryła „Najwyższy CZAS!” i Stanisława Michalkiewicza

Dominik Cwikla 2.08.2019 nczas/mierzynska-z-oko-press-szaleje

Władymir Putin, Anna Mierzyńska i Tomasz Sommer/fot. PAP/EPA/Facebook Niech Cię widzą - Anna Mierzyńska/YouTube/nczas.com (kolaż)
Władymir Putin, Anna Mierzyńska i Tomasz Sommer/fot. PAP/EPA/Facebook Niech Cię widzą – Anna Mierzyńska/YouTube/nczas.com (kolaż)

Anna Mierzyńska, przedstawiana jako ekspert od mediów społecznościowych na łamach lewackiego portalu oko.press znowu wzięła się za rozwiązywanie zagadek ruskiej agentury i faszystowskiej męskiej dominacji prześladującej pokojowo nastawioną społeczność LGBT. Znalazło się miejsce na nasz portal i redaktora naczelnego. Mierzyńska „awansowała” nas na „liderów opinii Kremla”.

W tekście „Egzotyczna koalicja przeciw LGBT w Polsce: radykałowie religijni, skrajna prawica, Rosja i PiS” Mierzyńska snuje swoje fantazje na temat tego, jak to lewacki PiS rzekomo mobilizuje prawicę przeciwko pokojowemu, tolerancyjnemu i pełnemu miłości społeczeństwu spod znaku LGBT. – W trwającej ideologicznej wojnie nie chodzi bowiem o bezpieczeństwo dzieci czy wizję rodziny – lecz o władzę. Męską władzę – twierdzi autorka.

Wymienionych jest wiele organizacji i mediów, m.in. stop-seksualizacji.pl i „Opcja na prawo”, (ruskoagentyzm i „szerzenie treści anty-LGBT”), Ordo Iuris, Instytut ks. Piotra Skargi i „Magna Polonia”.

Znalazło się także miejsce na nas. Choć z wieloma błędami.

– Wolnosc24.pl i nczas.com to strony należące do Fundacji Najwyższy Czas [do firmy 5S Media Sp. z o.o., co widać w stopce strony – red. nczas]. Redaktorem naczelnym jest Tomasz Sommer, od połowy lat 90. związany politycznie z Januszem Korwin-Mikkem – czytamy w tekście Mierzyńskiej.

– Dziś najbardziej znaną twarzą Najwyższego Czasu jest Stanisław Michalkiewicz, zaś nczas.com we wspominanym wcześniej węgierskim raporcie [przygotowany przez Political Capital z maja – red. nczas] został opisany jako szerzący narrację antyzachodnią i antyestablishmentową. Dodałabym jeszcze antyunijną i antyimigrancką – pisze Mierzyńska.

– Zaś redaktor naczelny Tomasz Sommer w marcu na konferencji Fundacji PAFERE miał wystąpienie o znaczącym tytule: „Jak wyjść z Unii Europejskiej? Praktyczne wnioski z Brexitu” – oburza się autorka.

To miłe, że pani Mierzyńska wreszcie dostrzegła „Najwyższy CZAS!” funkcjonujący na rynku od 1990 roku, i Stanisława Michalkiewicza, który współpracuje z tygodnikiem od początku a przez kilka lat był jego redaktorem naczelnym. Poglądy od początku prezentujemy takie same – konserwatywne i wolnorynkowe, antyunijne i prolife. I jeszcze nie było Putina na Kremlu, ani nawet Federacji Rosyjskiej, tylko Związek Sowiecki, kiedy prezentowaliśmy konserwatywno-liberalne idee.

Należy jednak docenić fakt, że w swoich fantazjach nie nazywa nas już zwykłą „ruską agenturą”, lecz „liderami przekazu zgodnymi z linią Kremla”. Z takimi tezami pozostaje czekać, aż Tomasz Sakiewicz zaprosi panią Mierzyńską na wspólną kawę i ani się obejrzymy, a stanie się ona ekspertem mediów z obozu rządzącego w zakresie tropienia agentur. I kto wie – może uda się jej coś uszczknąć z rządowego koryta za nasze pieniądze?

Źródło: oko.press

Gigantyczne koszty zielono-czerwonego ładu. Polska tego nie wytrzyma!

Gigantyczne koszty czerwonego ładu. Polska tego nie wytrzyma!

Autor: CzarnaLimuzyna , 21 marca 2024 ekspedyt/gigantyczne-koszty-czerwonego-ladu

“Uwaga – ważne! Nie 32 tys. zł rocznie, ale 34 tys. zł rocznie (na jedną pracującą osobę) dokładnie – tyle zapłacimy za zielony ład.

Trwają desperackie próby obrony przed przerażającą sumą 32 tys. zł rocznie przez 26 lat – tyle wg moich wyliczeń opartych na raporcie Institut Rousseau ma nas kosztować zielony ład. Te próby sprawiły, że policzyłem jeszcze raz i okazuje się, że to nie 32 tys., ale 34 tys. zł rocznie”. – pisze Łukasz Warzecha na Twitterze.

W międzyczasie w mało upolitycznionym portalu „Komputer świat” ukazała się notatka prasowa o następującym tytule:

Polsce zabraknie prądu. Eksperci pokazali alarmujące dane

Polskie Sieci Energetyczne zaprezentowały zaktualizowany plan rozwoju sieci, w którym pojawiły się niepokojące wnioski. Eksperci wskazują, że bez nowych inwestycji w produkcję energii w Polsce może szybko zabraknąć prądu. Luka ma rosnąć w zastraszającym tempie./link/

Jak do tego doszło? Jak doszło do sytuacji w której wielomilionowy naród w środku Europy pozwala przez wiele lat się okradać i degradować poszczególne działy swojej gospodarki? Następnym po przemyśle i górnictwie ma być polskie rolnictwo.

Kiedy w wyniku realizacji Wielkiego Resetu zastosowano pierwszy raz narzędzie lockdownu, najpierw medycznego, potem obejmującego przedsiębiorców pojawiły się pierwsze analizy łączące ideologię globalistyczną z wymuszonymi lockdownami i planowanymi efektami, którymi są ograniczenie wolności i uszczuplenie własności aż do całkowitego wywłaszczenia klasy średniej. Następnymi w kolejce miały być lockdowny: energetyczny, żywnościowy, a na samym końcu finansowy. Lockdown energetyczny polega na ograniczeniu aż do całkowitego zamknięcia dostępu do paliw kopalnych.

Pozory czyli wymyślone potwory

Dziś już tylko idioci lub zawodowi propagandziści na usługach Big Pharmy i Agendy czerwono-brunatnego ładu twierdzą, że restrykcje sanitarne i restrykcje energetyczne mają podstawy naukowe.

Alan Jones: „CO2 stanowi 0,04% atmosfery. Ludzie tworzą tylko 3% z tych 0,04%. Czy ktoś poważnie sugeruje, że powinniśmy postawić gospodarkę na głowie, podnieść ceny energii, zaszkodzić biznesowi, zagrozić zatrudnieniu? , ponieważ 0,04% atmosfery to CO2?”

@wideawake_media

Australian broadcaster, Alan Jones: „CO2 is 0.04% of the atmosphere. Human beings create only 3% of that 0.04%. Is anyone seriously suggesting that we should stand the economy on its head, force up energy prices, damage business, jeopardise employment, because 0.04% of the atmosphere is CO2?” Yes Alan, that’s exactly what the climate totalitarians are suggesting, because none of this actually has anything to do with saving the planet, and everything to do with deliberately wiping out the middle class, drastically reducing our standard of living, and exerting absolute totalitarian control over every aspect of our lives, under the mere guise of saving the planet. Source: https://youtube.com/watch?v=c79UkAnrFhw Follow my backup account:

@wide_awake_news Subscribe to me on Telegram: https://t.me/realwideawakemedia

Subscribe to my newsletter, for daily email updates: https://wide-awake-media.com

·Co z Rolnictwem?

Rolnictwa ma nie być. Żywność produkowaną przez rolników ma docelowo zastąpić żywność sztuczna, nie zawierająca mięsa, produkowana masowo przez koncerny. W okresie przejściowym Rolnicy mają zająć się… rolnictwem społecznym czyli zaprzestać produkcji rolnej i przyjmować starszych, wywłaszczonych z mieszkań przesiedleńcow z 15 minutowych  miast.

Działania w ramach rolnictwa społecznego mogą obejmować również usługi opiekuńcze dla osób starszych, chorych i samotnych w celu zaspokajania codziennych potrzeb życiowych. Jednak w odróżnieniu do wsparcia z zakresu pomocy społecznej, tego typu usługi rolnik może świadczyć w swoim gospodarstwie rolnym. /Gov.pl/

GROWID czyli kiedy rolnik staje się salową

Agenda 2030 – 17 celów długotrwałego zniszczenia

O autorze: CzarnaLimuzyna

Wodamości TVP

Wodamości TVP

https://www.salon24.pl/u/brixen/1347662,wodamosci-tvp

Marcin B. Brixen 22.12.2023 

Hiobowscy w komplecie zasiedli przed telewizorem. Na dziś bowiem zapowiadano nowy główny program informacyjny w pierwszym kanale Telewizji Polskiej.

Hiobowscy w komplecie zasiedli przed telewizorem. Na dziś bowiem zapowiadano nowy główny program informacyjny w pierwszym kanale Telewizji Polskiej.
Włączyli trochę za wcześnie. Trafili na końcówkę odcinka bajki „Tata, tata i ja” zatytułowanego „Zabawa w doktora”. Potem była reklama binderów dla dzieci i na ekranie pojawił się pan, który wczoraj zapowiadał zmiany.
– Witam państwa serdecznie – powiedział pan. – Będę prowadził dla państwa nasz nowy program informacyjny. On będzie jak woda.
– Co to znaczy, że jak woda? – zaniepokoiła się siostra Łukaszka.
Ze strony jej rodziny padały różne odpowiedzi: że taki nudny, że taki bezbarwny, że bez smaku, że bez zawartości. Jedynie mama Łukaszka oburzona, twierdziła, że chodzi o kryształową uczciwość.
Zagrała melodia, zawirowały obrazki i na ekranie pojawił się wielki napis

WODAMOŚCI

Wszyscy zaczęli się śmiać, ale szybko przestali bowiem do studia weszło kilka osób i stanęło koło prowadzącego. Wszyscy mieli tatuaże z ośmioma gwiazdkami.
– Jesteśmy obiektywni i niezależni – powiedział prowadzący.
Na ekranie pojawił premier Tunald-Dosk, który to potwierdził. 
Kiedy znowu pokazano studio Hiobowscy przeżyli szok. Prowadzący siedział w jacuzzi.
– Chcemy łączyć ludzi. Nie licząc oczywiście wyborców partii Karosława-Jaczyńskiego, bo to nie są ludzie. A nasza telewizja będzie dla ludzi. Nasze informacje będą jak woda! – przypomniał prowadzący. – Płyńcie z nami! Dzisiaj informacje ze świata, z kraju, a na koniec, sport, pogoda i wywiad pod nazwą „Najważniejsze pytanie dnia”. Należą się wam te informacje. Czyż nie?
Zanurkował i wypłynął parskając wodą.

Tata Łukaszka upuścił szklankę po herbacie.

– Program miał się nazywać „Minuta prawdy”, ale nasz Premier Uśmiechu stwierdził, że tyle czasu nie zmieści w naszym programie. Zaczynamy od informacji z zagranicy.
Na ekranie pojawił się jakiś młody reporter.
– Po zamknięciu elektrowni Turów znacząco poprawiły się stosunki zarówno z Niemcami, jak i z Czechami – mówił stojąc w plenerze, a za nim było widać dymiące zgliszcza. – I nieprawdą jest, że brakuje prądu, i kupujmy go od Niemców za potrójną cenę. Ewentualne niedobory uzupełniamy zakupami od naszego zachodniego sąsiada płacąc zaledwie czterysta procent ceny rynkowej. Teraz cały ten rejon zostanie przywrócony naturze. Mieszkańcy już się cieszą. A kto się nie cieszy, ten zostanie pozbawiony zasiłku dla bezrobotnego. Nie ma miejsca na warcholstwo w krainie demokratycznego uśmiechu!
Teraz przyszła kolej na młodą reporterkę.
– Sukcesem zakończyły się rozmowy z Rosjanami o sprzedaż Orlenu. Nie uzyskamy za tą firmę wielu pieniędzy, ale pamiętajmy, że tyle coś jest warte ile ktoś chce za to zapłacić. Pieniędzy jednak starczy na pokrycie długów powstałych po zasypaniu bezsensownej inwestycji przekopania Mierzei Wiślanej. I przypomnijmy po raz kolejny, że to nieprawda jakoby kazał to zrobić Pudimir-Włatin. Prośbę o to wystosował Miedmitrij-Dywiediew.
Kolejny reporter, tym razem starszy, poinformował:
– Kanclerz Niemiec poprosił o zasypanie tunelu w Świnoujściu, ponieważ zbyt dużo migrantów ucieka nim z Polski do Niemiec. Niemiecka Straż Graniczna jest już zmęczona pushbackami i ciągłym naprawianiem płotu między Świnoujściem a Ahlbeck. O ich ciężkiej pracy opowiada najnowszy film Agnieszki Holland „Powrót do domu”. A skoro już mowa o granicach, to polska Straż Graniczna zatrzymała grupę nielegalnych migrantów na bagnach na granicy z Białorusią. Tak jak powiedział nasz Premier Uśmiechu, zewnętrzna granica Unii Europejskiej musi być strzeżona, ale z pełnym poszanowaniem praw człowieka. Uchodźcy, głównie kobiety i dzieci, dostali ciepły posiłek, opiekę medyczną i obecnie oczekują na azyl w Polsce.
Pokazano jakiegoś murzyna, który wyrywał się pogranicznikom i krzyczał:
– Belarus! Belarus! I wanna go to Belarus!
– Podajemy stan polskich obozów – oznajmił z namaszczeniem prowadzący. – Od zeszłego tygodnia przybyło dwa. W sumie na terenie Polski są już dziewięćset czterdzieści cztery obozy. I co? I nic. Jest spokój. A tak partia Karosława-Jaczyńskiego straszyła. Komisja Europejska darowała nam trzy biliony euro kary za tych trzech co uciekli do Niemiec we wrześniu. Taki jest pożytek jak się z kimś rozmawia i jest się prawdziwym partnerem w Unii. Poprzedni rząd by tak nie potrafił. Ciąg dalszy kwestii migracyjnej – oznajmił prowadzący i kamery pokazały spacerującą po stolicy Polski kolejną reporterkę.
– Jeśli chodzi o liczbę gwałtów w warszawskim metrze, to w skali rok do roku pozostaje na niezmienionym poziomie, co jest oczywiście sukcesem, bo stacji metra cały czas przybywa. W tym roku jedna. Opozycja to krytykuje, twierdząc, że za ich rządów nie było gwałtów w metrze. Tak, to prawda, ale wtedy nie było po prostu metra! Metro to zasługa prezydenta Warszawy, Trzasfała-Rakowskiego, który doczekał się już swojego pomnika!
I pokazano figurę prezydenta wysokości jednego metra.
– W Radomiu trójka LGBT odkryła podczas kontroli dwa pustostany, które można by przeznaczyć dla migrantów – poinformował z jacuzzi prowadzący – ale okazało się, że się nie da, bo są własnością posła. A teraz wiadomości z kraju. Posłanka Kloulina Pannig-Heska przygotowała projekt uchwały zwiększający odległość elektrowni od domu z dziesięciu do dwunastu metrów. I nieprawdą jest co opowiada partia Karosława-Jaczyńskiego, że każdego będzie można wywłaszczyć pod wiatrak. Nie każdego. Tylko ich sympatyków. Prawo być może tego zabrania, ale prawa nie można brać literalnie tylko tak, jak my to rozumiemy. Nie po to demokratyczna większość dostałą mandat od społeczeństwa by nie przeprowadzać zmian, a poza tym ci podludzie zasłużyli sobie na to stylem i metodami. Reszta informacji z kraju.
Pojawił się młody reporter siedzący za biurkiem, który z marsową miną odczytywał z kartek.
– Warszawa. Znów awaria oczyszczalni Czajka. Jest to wina prezydenta Kacha-Leczyńskiego, który wybrał lokalizację tej inwestycji. Dolnośląskie: jest dobrze. Kujawsko-pomorskie: jest dobrze. Lubelskie: jest dobrze. Lubuskie: jest dobrze. Łódzkie: jest dobrze. Małopolskie: jest dobrze. Mazowieckie… – tu spiker podniósł oczy, popatrzył w kamerę i rzekł z satysfakcję:
– Rozpoczęto procedurę oddawania domów zagrabionych przez poprzedni rząd pod CPK. Opolskie: jest dobrze. Podkarpackie: jest dobrze. Podlaskie: jest dobrze. Pomorskie: jest dobrze. Śląskie: jest dobrze. Świętokrzyskie: jest dobrze. Warmińsko-mazurskie: jest dobrze. Wielkopolskie… – tu spiker drugi raz spojrzał w kamerę. – Sejm podjął specjalną uchwalę, która czyni Stary Rynek w Poznaniu przechodnim. Remont ma się zakończyć za trzy lata. Jest to wina prezydenta Kacha-Leczyńskiego, który wybrał lokalizację tej inwestycji. Zachodniopomorskie: jest dobrze. 
Ponownie pokazano prowadzącego, który oświadczył, że teraz pora na coś lżejszego, czyli na gospodarkę i oddał głos kolejnej reporterce.
– Lot po sprzedaży Lufthansie powoli zaczyna się rozwijać i w przyszłym roku zamierz kupić drugi samolot. Sukces! Wybrano lokalizację pod pierwszą polską elektrownię atomową. Będzie w Szczyrku. Sukces! Teraz rząd zamierza poszukać wykonawcy, bo wszystkie poprzednie kontrakty poprzedni wykonawcy zerwali. Na placu boju pozostała tylko jedna firma z Niemiec, której nazwa zaczyna i kończy się na S.

– Sukces! – zakrzyknęła babcia Łukaszka.
Tata Łukaszka ją sprostował.

– I najważniejsze: Nasz Premier Uśmiechu, Tunald-Dosk uroczyście oświadczył, że w przyszłym roku wprowadzi w Polsce euro.
Na ekranie pojawił się Tunald-Dosk, który rzekł z pochyloną głową:
– Für Deutschland.
Kamera przełączyła na prowadzącego. Był zły. Rzucił gdzieś w bok żelem do kąpieli.
– Patrzcie kurna co puszczacie bo znów wrócicie do telewizji osiedlowej!
Był jeszcze bardziej zły kiedy zobaczył, że jest na wizji. 
– Mamy, tego… Drobne problemy techniczne. Ale następny materiał to państwu wynagrodzi. Przenosimy się na dziecięcą onkologię.
Na szpitalnym korytarzu reporter stał z mikrofonem obok dwójki łysych dzieci w piżamach.
– No dzieci – zaczął ciepło. – Co chciałybyście oddać?
Dzieci spojrzały na siebie i jedno w końcu wydukało:
– Premiera Tunalda-Doska.
– To nie tak – głos reportera znacznie ochłódł. – To jest odpowiedź na drugie pytanie, które brzmi: od kogo chciałybyście otrzymać podziękowania.
– A jak brzmi odpowiedź na pierwsze pytanie? – spytało drugie dziecko.
– Pięć miliardów na TVP. Nie wiecie? Tyle razy to ćwiczyliśmy! – głos reportera drgał z irytacji.
– To miał mówić Grzesio – wyjawiło pierwsze dziecko. – Ale go nie ma.
– Nie ma? A gdzie jest?
– No… Na chemii – bąknęło drugie dziecko.
– Nie do wiary! – reporter uniósł ręce w górę. – To tu telewizja przyjeżdża a on sobie idzie na lekcje! Niesłychane!
W reżyserce ktoś przytomny szybko przełączył obraz, niestety źle wybrał. Widzowie ujrzeli jak prowadzący wali czołem w brzeg jacuzzi. Słychać było jak woda pluska. 
Ktoś podszedł z boku i klepnął prowadzącego w łokieć. Ten szybko się zreflektował i zapowiedział sport.
Ale zamiast typowej relacji sportowej na ekranie pojawiła się arena ze stołem i gromadą publiczności. Na arenę wyszła gromada wielkich, wytatuowanych, brodatych mięśniaków w garniturach, a wśród nich dwie drobne postacie w szlafrokach. Zrzuciły kaptury.

– Miał być sport, a co to jest? Jakaś walka MMA? – zapytał tata Łukaszka.
– Walka to też sport – zauważyła babcia Łukaszka.- 
– Zaraz, chyba rozpoznaję zawodniczki… – rzekł dziadek Łukaszka.

Na arenę wkroczył łysy facet w białej koszuli z mikrofonem. 
– Proszę państwa!!! Po lewej Barota-Dowołek!!! Po prawej Zatarzyna Kalenda-Kolewska!!! Przed państwem walka wieczoru o prawo poprowadzenia wywiadu z premierem!!!
Obie zawodniczki podeszły do stołu.
– Zaczyna Barota-Dowołek!!! – wrzeszczał sędzia.
Zawodniczka przyłożyła prawą dłoń do twarzy drugiej zawodniczki, cofnęła kilka razy, po czym nabrała zamachu i strzeliła całym impetem tamtą w twarz. Zatarzyna Kalenda-Kolewska przechyliła się do tyłu, zarzuciło jej włosy na twarz, ale ustała. Wyprostowała się, odgarnęła włosy z twarzy. Na jej lewym policzku płonął czerwony ślad.
– Teraz Zatarzyna Kalenda-Kolewska!!! – wrzeszczał sędzia.
Wezwana powtórzyła ceremoniał z cofaniem dłoni po czym ona strzeliła przeciwniczkę w twarz, ale dodatkowo nadała impet ramieniem i obrotem. Barota-Dowołek poleciała do tyłu i gdyby dwóch panów jej nie złapało leżałaby. Postawili ją do pionu. Zawodniczka przewróciła oczami i wydawało się, że upadnie, ale jakoś utrzymała pion. Powtórzyła taktykę przeciwniczki z półobrotem. Zatarzyna Kalenda-Kolewska nie upadła, ale a nosa poszła jej krew.
– Dziesięć!!! Dziewięć!!! Osiem!!! – ryczał sędzia.
– Mogę walczyć! Mogę walczyć! – zapewniała Zatarzyna Kalenda-Kolewska. Spojrzała w oczy konkurentki do wywiadu i wysyczała:
– Ja jestem jego największą fanką… Byłam z nim cały czas na każdej przebieżce, każdym joggingu…
I nagle bez ostrzeżenia, bez przymierzania wyprowadziła cios. Barota-Dowołek kompletnie się tego nie spodziewała. Rozległo się echo potężnego plaskacza. Tym razem silni panowie za plecami nie pomogli. Barota-Dowołek przeleciała im przez ręce i upadła na podłogę. Sędzia liczył do dziesięciu, a potem podniósł rękę zwyciężczyni.
– Zatarzyna Kalenda-Kolewska!!!

– No wiecie co – powiedziała zdegustowana mama Łukaszka patrząc na wszystkich trzech samców swojej rodziny. 
– Ale jej przylutowała! – przeżywał Łukaszek. – To będzie teraz codziennie? Chcę oglądać!
– Mój Boże! – dziadek złożył dłonie jak do modlitwy. – Kiedyś dałbym każdy pieniądz by patrzeć jak resortowiec dostaje w twarz. A teraz mam to za darmo!
– Sprytny pomysł na podniesienie oglądalności – pokiwał głową tata Łukaszka i podniósł szklankę.

Kamera znów pokazała jacuzzi. Było puste. Obraz przesunął się w bok i kadrze pojawił się prowadzący. Miał na sobie tylko ręcznik wokół bioder i trzymał go oburącz. Kąpielówki leżały przed nim na ławce. Zobaczył, że jest w kadrze i choć wydawało się to niemożliwe jeszcze bardziej poczerwieniał z gniewu. Zrobił krok do przodu po kąpielówki, ale zaraz się rozmyślił i cofnął.
– M… Tego… – bąknął wściekle. – To był program informacyjny „Wodomości”. Będziemy bezstronni, rzetelni, niezależni…
– Mydło – powiedział ktoś zza kadru i koło pana prowadzącego coś przeleciało. Odruchowo wyciągnął ręce żeby to złapać.

– Ręcznik – odezwała się słabym głosem mama Łukaszka i zasłoniła oczy sobie oraz Łukaszkowi.
– Dlaczego mnie? Jej – krzyczał Łukaszek pokazując siostrę. – Ja ten widok przecież znam!
– Ja też znam – ripostowała siostra i zaśmiała się perliście.
Zapadła niezręczna cisza.
– Zaraz, to on wszedł bez mydła? – przerwała ją babcia Łukaszka. Dziadek pokiwał głową i rzekł:
– On zawsze wchodzi bez mydła.

Na ekranie pojawiła się plansza z napisem „Prognoza pogody”. Następnie pokazano prezentera na tle mapy Polski. Polska był tylko częściowo. Nie było Warmii, Mazur, Wrocławia i Szczecina. Na okrojonej części kraju widniały słoneczka.
Prezenter pogody spojrzał na mapę i oznajmił:
– Jutro w całym kraju deszcz.
A potem pojawił się napis, że czas na program publicystyczny „Najważniejsze pytanie dnia”. W fotelach siedzieli premier Tunald-Dosk i redaktor Zatarzyna Kalenda-Kolewska. Pani redaktor miała w nosie wacik i na twarzy sińce, ale trzymała się całkiem dobrze.
– Witam pana, panie profesorze – szepnęła przesuwając się w fotelu ku swojemu gościowi.
– Dzień dobhy pani, dzień dobhy państwu.
– M… – pani redaktor łypała niezapuchniętym okiem nawijając kosmyk włosów na palec. On chrząknął, ona spuściła oczy. On się uśmiechnął, ona pisnęła. 
I tak czas płynął.
– Może wheszcie zada mi pani to najważniejsze pytanie – rzekł premier i zażartował: – Wszyscy obywatele na to czekają, każdy ma prawo być poinformowany. 
– Dobrze – zdecydowała się pani redaktor. Zebrała się sobie, spojrzała premierowi prosto w oczy i wyszeptała:
– Lubi pan serniczka?

„PIELGRZYMI”

PIELGRZYMI

2024-03-22 Sławomir M. Kozak oficyna-aurora.pl/aktualnosci/pielgrzymi

Przyzwyczajeni do medialnej narracji Zachodu, książek szpiegowskich i filmów, na ogół zresztą bardzo dobrych, przywykliśmy uważać, że w efekcie zmagań wywiadów giną tylko  jednostki, a agenci służb eliminują je w ograniczonej ilości i zawsze dla ochrony demokracji oraz w obronie społeczeństw, którym rzekomo służą. Tymczasem, zapewne niewiele osób ma świadomość, że w wyniku poczynań CIA, tylko do końca 1987 r., zginęło na świecie ponad 6 mln ludzi. Dzięki uruchomieniu takich propagandowych działań, jak opisywana przeze mnie operacja „Mockingbird”, odbiorcy medialnej papki nie mają o tym pojęcia. Były analityk Departamentu Stanu William Blum, który porzucił pracę w proteście wobec amerykańskiej polityki w Wietnamie, określił efekty działalności CIA mianem „amerykańskiego holokaustu”. Jego opinia była tym ważniejsza i trudna do zbicia przez potencjalnych oponentów, że Blum był uznanym felietonistą i autorem książki „Państwo zła. Przewodnik po mrocznym Imperium”, której lekturę polecał Amerykanom rzekomo sam Osama Bin Laden, natomiast z całą pewnością znany filozof i działacz polityczny Noam Chomsky nazwał inną pozycję jego autorstwa („Killing Hope”) traktującą o zagranicznych interwencjach USA, „bez wątpienia najlepszą książką napisaną na ten temat”. Musimy pamiętać o tym, że od 1987 r. minęły trzy dekady, w czasie których miały miejsce wszystkie „wojny z terroryzmem”, bombardowanie Jugosławii i wszelkie kolorowe rewolucje. Część z nich nadal trwa i rozwija się na naszych oczach.

Dziś, dla uspokojenia oddechu, przyjrzyjmy się jednak propagandzie innej agencji, według mojej opinii, będącej matką tej amerykańskiej. Mowa o brytyjskiej MI-6. Dla przypomnienia o co chodzi, przywołam urywek jednego z rozdziałów książki „Operacja Terror”, którą gorąco wszystkim polecam.

„Kiedy w lipcu 2014 roku pasażerski samolot malezyjskich linii lotniczych, Boeing 777-2H6,  rejs MH-17 został zestrzelony we wschodniej Ukrainie, 40 mil od granicy z Rosją, samoloty i okręty NATO miały pełen obraz sytuacji w regionie Doniecka i Ługańska. Można pokusić się o stwierdzenie, że nie tylko obraz, ale wręcz kontrolę owego ruchu. Na Morzu Czarnym trwały właśnie 10-dniowe manewry Paktu, z wykorzystaniem takich maszyn, jak Boeing E3 Sentry z systemem AWACS, który pozwala obserwować wszystko, co rusza się na obszarze setek kilometrów i Boeing EA-18G Growler, którego sprzęt potrafi zagłuszyć, oślepić oraz  zneutralizować każdy radar w nadzorowanym teatrze działań. Ale teren ten był objęty nie tylko nadzorem statków powietrznych, bo na Morzu Czarnym pojawił się krążownik Vella Gulf, wyposażony również w elementy wspominanej wcześniej Tarczy, jakimi są nie tylko pociski rakietowe, ale przede wszystkim radar AN/SPY-1, śledzący zarówno loty wszelkich samolotów, jak i potencjalnych pocisków, które mogłyby być wystrzelone w ich kierunku. 

Ćwiczenia połączonych sił Paktu i Ukrainy nosiły nazwę Bryza 2014. Były elementem większych manewrów NATO, z udziałem 7 państw, o nazwie kodowej Rapid Trident II. (…) okryte były dość długo tajemnicą do tego stopnia, że zatwierdzający je ukraiński parlament nie znał dokładnej daty ich rozpoczęcia (…). 5 sierpnia przybyła do Kijowa specjalna grupa Pentagonu ‘w celu pomocy w śledztwie’ wokół katastrofy malezyjskiego B-777. Kiedy oficjalnego przedstawiciela resortu wojskowego zapytano, czym konkretnie będą się zajmować eksperci z tej grupy, odpowiedział tylko, że nie pojadą na miejsce katastrofy, ale będą z Kijowa konsultować śledczych z Holandii, Australii i Malezji. Do zadań Pentagonu nigdy nie należało badanie awarii i katastrof samolotów pasażerskich. Tym w USA zajmowały się zawsze NTSB i FAA. Pentagon ściągano wyłącznie w przypadku katastrof samolotów wojskowych. W skład obecnej delegacji, jeśli wierzyć Pentagonowi, wchodzą eksperci ds. operacji specjalnych, logistyki i planowania operacji wojskowo-powietrznych. (…) 8.08.2014 r. Holandia, Ukraina, Belgia i Australia uznały, że dochodzenie zostanie utajnione!”

W listopadzie 2022 r. zapadł ostateczny wyrok w procesie domniemanych sprawców zamachu na samolot MH17. Obywatele Rosji Igor Girkin i Siergiej Dubiński oraz separatysta z Donbasu Leonid Charczenko (ścigani listami gończymi) zostali skazani zaocznie za zabicie 283 pasażerów i 15 członków załogi na dożywocie. Orzeczono, że zorganizowali oni przekazanie rakiet systemu ziemia-powietrze Buk, która podobno uderzyła w samolot. Oleg Pulatow, jedyny oskarżony, który miał ochronę prawną podczas procesu, został natomiast uniewinniony od wszystkich zarzutów, od czego prokuratorzy się nie odwoływali. Sąd uznał, że strącenia MH-17 dokonano omyłkowo, a sprawcy tego czynu prawdopodobnie chcieli zestrzelić zupełnie inny, wojskowy samolot. Mimo ogólnoświatowego oburzenia na akt terroryzmu z r. 2014, o werdykcie sądu niewiele było słychać. Nie było o nim głośno również w naszych mediach. Dlaczego? I tu powracamy do macierzystej firmy ulubionego na całym świecie Jamesa Bonda, która na długo przed tym wypadkiem powołała do życia tzw. „Grupę Pielgrzymów”, prywatną firmę ochrony oferującą elitarne usługi dla londyńskich ambasad, dyplomatów, agentów wywiadu i przedstawicieli biznesu poza granicami wysp brytyjskich. Kierowana jest przez weteranów brytyjskich sił specjalnych, szkoli zagraniczne wojska i grupy paramilitarne, a także zapewnia ochronę reporterom i ich pracodawcom. To ta firma kształtowała relacje medialne, a przez to oficjalne dochodzenie dotyczące MH17. Utrzymywała obecność w Kijowie dziennikarzy już od początków „rewolucji” na Majdanie (schyłek 2013 r.), przewożąc ich w miejsca najważniejszych wydarzeń. W procesie dotyczącym malezyjskiego samolotu utrzymywała kontrolę nad tym, co reporterzy pod jej okiem widzieli i,  jak relacjonowali sytuacje, z którymi się spotykali. Ich główną tubą propagandową była Bellingcat, założona cudownym zrządzeniem losu w lipcu 2014 r. „brytyjska witryna dziennikarstwa śledczego która specjalizuje się w sprawdzaniu faktów i białym wywiadzie”.

Powołany miesiąc później trybunał do zbadania tragedii MH-17 być może nie korzystał z tych danych, ale z pewnością czyniły to inne światowe media i rządy. Wątpię, by ktokolwiek w Polsce słyszał o grupie „Pielgrzymów”, choć jest ona powszechnie znana w światku dziennikarskim, chełpi się na swej stronie „doświadczeniem w ułatwianiu bezpiecznego zbierania wiadomości i kręcenia filmów”. Zapewnia swych klientów, że przy jej udziale „dziennikarze i pracownicy produkcji mogą działać bezpiecznie i pewnie”. Również w tak nieprzyjaznych miejscach, jak „kraje słabo rozwinięte, państwa upadające i tereny po katastrofach”. W odniesieniu do Ukrainy, chwaliła się tym, że jej zespoły „działały w wielu głównych skupiskach ludności kraju, w tym w Doniecku, Charkowie, Kijowie, Lwowie, Odessie, i na całym Krymie”. Zaangażowanie dotyczące sprawy MH-17 przedstawiane było przez „pielgrzymów” w komunikatach ofertowych, jako dowód na szybkość ich działania w mobilizacji swoich operatorów. Do 27 działających tam wówczas zespołów, w ciągu 6 godzin dołączyło 7 dodatkowych. Ramy felietonu uniemożliwiają rozwinięcie tego tematu, ale polecam zakup moich książek, w których tego typu spiskowa praktyka dziejów jest przeze mnie od lat opisywana. Przykre jest to, że polski czytelnik nie ma prawa dowiedzieć się niczego o dokonaniach tego typu pielgrzymów z naszych mediów, ale o czym tu marzyć, skoro w tydzień po pielgrzymce za Wielką Wodę najważniejszych przedstawicieli naszego państwa, o ich sukcesach też niewiele wiemy.

Sławomir M. Kozak

Wesprzyj emisję billboardów, których boją się politycy forsujący ekoterroryzm… Strefa czystego Absurdu.

WESPRZYJ AKCJĘ BILLBOARDOWĄ
Odsłaniamy prawdę o ekorewolucji i nazwiska polityków popierających szkodliwe „strefy” w miastach!
Szanowny Panie 
Zwracam się dzisiaj do Pana w bardzo ważnej sprawie. To dotyczy tak naprawdę mieszkańców wszystkich dużych miast w Polsce, nawet jeżeli jeszcze nie zdają sobie z tego sprawy.Być może już Pan wie, że od lipca 2024 roku w dwóch polskich miastach pojawi się tzw. strefa czystego transportu. Będą to Warszawa i Kraków.
To jednak jest tylko początek! Problem szkodliwych „stref” dotyczyć może każdego większego miasta. Prace już trwają.
A mówimy o uchwałach rad gmin, które uniemożliwiają jazdę po własnym mieście, jeśli nie posiada się dostatecznie nowego auta lub auto to nie spełnia rygorystycznych norm emisji spalin!Podobnie jak sprawa obrony naszej narodowej waluty, tak i chory pomysł z katalogu Agendy 2030 i Europejskiego Zielonego Ładu, mocno nami poruszyły. Wielu członków i pracowników naszego Stowarzyszenia zaangażowało się w akcje społecznego protestu przeciwko tym zmianom.Zdajemy sobie bowiem sprawę, że jeśli teraz – wykorzystując podwójną kampanię wyborczą – nie zdołamy ich powstrzymać, kolejne miasta wprowadzą to bezprawie: dziś „strefy czystego transportu”, a jutro getta „miast 15-minutowych” itd.
WSPIERAM WALKĘ Z EKOREWOLUCJĄ
(pod tym linkiem może Pan włączyć się w wielką akcję billboardową, którą prowadzimy od początku marca)

 No właśnie!  Pana przecież nie muszę przekonywać o potrzebie zachowania przez naszą ojczyznę suwerenności i przeciwstawienia się tej rewolucji. Wspólnie widzimy, że Fit for 55, Zielony Ład i Agenda 2030 zmierzają do uczynienia z Europy wielkiego, socjalistycznego państwa multikulturowego, w którym – jak przystało na realia socjalizmu – utracimy w części lub całości swoją własność oraz zostaniemy poddani gigantycznej kontroli i represji.
Pana podpis pod petycją „Nie chcemy euro”, która z każdym dniem niesie się coraz szerzej wśród internautów, jest tego najlepszym dowodem.Ale, o ile kwestia likwidacji polskiego złotego pozostaje na razie w planach lewicowej większości rządzącej Polską – czemu słusznie się sprzeciwiamy – o tyle pomysły ekorewolucjonistów pod hasłem „stref czystego transportu” to już zagrożenie, które za moment zacznie obowiązywać w największych polskich miastach…… chyba, że wspólnie zdołamy je powstrzymać!Skąd takie przekonanie?Proszę spojrzeć na te trzy zdjęcia z naszej kampanii billboardowej, którą już prowadzimy:Kampania billboardowa pod hasłem „Strefa czystego absurdu”, w ramach której alarmujemy mieszkańców przed zagrożeniem SCT i ujawniamy nazwiska polityków popierających ekorewolucję, to efekt ciężkej pracy dużej grupy ludzi, którą udało nam się zgromadzić w ramach nieformalnego ruchu społecznego „Nie Oddamy Miasta”.
Działamy w ten sposób, często po godzinach czy w weekendy, od kwietnia zeszłego roku. Muszę Panu powiedzieć, że nasze starania przyniosły już pierwsze efekty.Nie wiem, czy dotarła już do Pana wiadomość, że Wojewódzki Sąd Administracyjny w styczniu tego roku – w postępowaniu, w którym brali udział także działacze naszego ruchu – wydał wyrok unieważniający w całości pseudo-strefę w Krakowie. Sędziowie nie mieli wątpliwości co do tego, że w treści uchwały istnieje szereg naruszeń prawa oraz że cała ta „strefa” – poprzez objęcie zasięgiem całego miasta – właściwie nawet nie spełnia ram definicyjnych takiego pojęcia.
Proszę sobie wyobrazić, że krakowscy radni utrzymują dalej, że… SCT w Krakowie i tak powstanie! Wbrew wyrokowi i licznym głosom mieszkańców!Sami zorganizowaliśmy dotąd trzy wiece, na które przychodziły setki krakowian, a nasze petycje, czy też niezależne obywatelskie inicjatywy uchwałodawcze, które wspieraliśmy, zyskiwały poparcie liczone w tysiącach podpisów.Dlatego – oprócz wielu innych działań, takich jak ulotki, pisma i wnioski do organów władzy, spotkania z mieszkańcami, o których szerzej piszemy na stronie NieOddamyMiasta.pl – podjęliśmy się zadania ekstremalnie trudnego: zorganizowania akcji billboardowej przeciwko „strefom czystego transportu”.I to pomimo tego, że niektóre firmy odmawiały nam publikacji naszego projektu graficznego, inne z kolei – przeciągały negocjacje i kluczyły.
Ale to, co widzi Pan powyżej na zdjęciach, to billboardy już wiszące w aglomeracji krakowskiej (m.in. Skawina, Wieliczka, Michałowice), jak też w kilku miejscach Warszawy. Jest to nasz wspólny głos sprzeciwu, pobudka dla setek tysięcy jeszcze niezorientowanych Polaków i zarazem czerwona kartka wobec radnych, którzy skompromitowali się głosowaniami za SCT, czyli na szkodę mieszkańców.
Dzięki dużej determinacji oraz wsparciu finansowemu naszych Przyjaciół, to już się udało zrobić!Wszyscy jednak wiemy, że tych billboardów przydałoby się nie kilkanaście, lecz KILKASET. Tak, by nie mogły tego zignorować, zarówno władze samorządowe, jak też i lokalne media.Mając to na uwadze, zarezerwowaliśmy nowe powierzchnie pod billboardy i wznowiliśmy zbiórkę pieniędzy, którą może Pan zobaczyć pod poniższym linkiem.
Tutaj może Pan wesprzeć drugi etap kampanii, aby pomnożyć liczbę billboardów oraz zawiesić je w kolejnych miastach
Powiem Panu o czymś, o czym jestem szczerze przekonany. Widzę to dzięki wieloletniej działalności społecznej.
Masowe dotarcie do Polaków z prawdą o tych pseudo strefach spowoduje, że politykom nie uda się tego „po cichu” przegłosować np. we Wrocławiu, czy w Rzeszowie.
W Warszawie z kolei ciężko będzie im utrzymać SCT w batalii sądowej. Czy wie Pan o tym, że w ostatnich dniach Rzecznik Praw Obywatelskich (w końcu! Sami przecież  apelowaliśmy do niego w tej sprawie) zadał magistratowi kierowanemu przez Rafała Trzaskowskiego serię niewygodnych pytań, otwarcie podważając uchwaloną SCT?Biuro Rzecznika zauważa, że:„przepisy załącznika Nr 2 do uchwały w sprawie strefy czystego transportu różnicują uprawnienia właścicieli aut wyposażonych w silniki benzynowe oraz w silniki Diesla. Wydaje się, że zróżnicowanie to nie ma racjonalnych podstaw. Rodzi też obawy, czy spełnia standardy konstytucyjne, które gwarantują obywatelom prawo do równego traktowania przez władze publiczne”.
Ta interwencja wobec „strefy”, która teoretycznie w stolicy ma wejść w życie już 1 lipca, to kolejny dowód na to, że presja społeczna na masową skalę ma sens.Wiemy o tym nie tylko my, ale również np. setki tysięcy rolników, którzy wyszli i wyjechali na ulice miast w protestach m.in. przeciwko Europejskiemu Zielonemu Ładowi. To jedna z katalogu tych ekorewolucyjnych strategii płynących z Brukseli (Green Deal), które mogą doprowadzić do katastrofy gospodarczej, upadku setek tysięcy firm i powszechnej biedy.
Efekt protestów?
Ministrowie rządu Donalda Tuska już zaczęli mówić językiem protestujących i podważać ustalenia eurokratów. Jak to się mówi, nie chwalmy dnia przed zachodem słońca, ale warto zauważyć, że pojawiają się pierwsze doniesienia medialne o planowanych zmianach w przepisach Zielonego Ładu…Jak Pan doskonale widzi, na polityków działa tylko naga siła społecznego gniewu, której zaczątki udało nam się już stworzyć w ruchu „Nie Oddamy Miasta”.
Dlatego właśnie potrzebujemy Pana wsparcia w dalszej pracy.
TAK, JESTEM Z WAMI. POSTAWCIE JAK NAJWIĘCEJ BILLBOARDÓW PRZECIWKO „STREFOM” I EKOREWOLUCJI!
Gdy piszę do Pana te słowa, jesteśmy już dość blisko celu naszej zbiórki. Wchodząc na linkowaną powyżej stronę, zobaczy Pan, jak niewiele nam brakuje, by zebrać pieniądze potrzebne do tej kampanii.
Dlatego też za każdą złotówkę przekazaną na kontynuację tej przełomowej kampanii oraz na nowe billboardy w kolejnych miastach już teraz ogromnie Panu dziękuję! Proszę przyjąć moje serdeczne pozdrowienia.


Sławomir Skiba
Wiceprezes Stowarzyszenia
Kultury Chrześcijańskiej
im. Ks. Piotra Skargi 

Rektor Collegium Humanum zaczął sypać. Liczy na skorzystanie z «małego świadka koronnego». Handel dyplomami, nie tylko MBA, ale także doktoratami i habilitacjami.

Rektor Collegium Humanum zaczął sypać. Liczy na skorzystanie z „sześćdziesiątki”

22.03.2024 nczas/rektor-collegium-humanum-zaczal-sypac

========================

M. Dakowski. Nie wiem, w jakim dziale te sprawy kryminalne umieszczać. Przecież to nie „nauka”, bo czego np. kieszonkowiec może się od „rektora” nauczyć?

============================

Collegium Humanum, afera z dyplomami.
Logo Collegium Humanum. / Fot. PAP

Rektor Collegium Humanum z zarzutem przyjęcia ponad 1 mln zł za wystawienie ponad tysiąca dyplomów. Poszedł na współpracę z prokuraturą – podaje piątkowa „Rzeczpospolita”

„Rz” informuje, że „aresztowany miesiąc temu Paweł C., rektor Collegium Humanum, ujawnia prokuraturze nazwiska osób, które kupowały lub dostawały za darmo dyplomy MBA w jego uczelni”.

„To nie tylko politycy, ale również menedżerowie, samorządowcy, policjanci, strażacy, sportowcy, artyści i naukowcy. W tym osoby (lub ich współmałżonkowie), które obecnie są na świeczniku.

Sypie również cały układ, który pozwalał mu latami prowadzić lukratywny biznes dyplomami, nie tylko MBA, ale także doktoratami i habilitacjami, jak np. fakt, że za łapówkę uczelnia dostała akredytację. – Czegoś takiego jeszcze nie widziałem w swej karierze – mówi nam osoba znająca kulisy tej sprawy” – pisze gazeta.

Według dziennika „C. liczy, że dzięki ujawnieniu całej wiedzy o korupcyjnym układzie skorzysta z tzw. sześćdziesiątki, czyli instytucji «małego świadka koronnego» – wyjdzie z aresztu, a sąd złagodzi mu przyszły wyrok”.

„Zarzuty czekają również tych, którzy kupowali dyplomy (niektórym je fundowano za darmo). Śledczy sukcesywnie weryfikują, w jaki sposób je uzyskali. Są już pierwsi «skruszeni»” – informuje „Rz”.

– Do tej pory dobrowolnie zgłosiło się pierwszych kilka osób. Pozostałe serdecznie zapraszamy. Jeżeli zgłoszą się same, zanim my po nie przyjdziemy, to będą mogły skorzystać z klauzuli niekaralności, jaką daje art. 229 par. 6 kodeksu karnego – mówi „Rz” Jacek Dobrzyński, rzecznik ministra koordynatora służb specjalnych.

Czemu Transformacja energetyczna słabnie. Koszty farm wiatrowych i słonecznych gwałtownie rosną.

Transformacja energetyczna słabnie. Dariusz Galczak.

17 grudzień 2023 altershot.tv/transformacja-energetyczna-slabnie

Koszty farm wiatrowych i słonecznych gwałtownie rosną – jak wpływa to na konsumentów?

Teoretycznie energia elektryczna ze słońca i wiatru powinna być tania, ponieważ nic nie kosztuje. Ale tak było kiedyś. Wysokie stopy procentowe, wąskie gardła w dostawach, cła, niekończące się procedury autoryzacji i roszczenia gwarancyjne sprawiają, że energia odnawialna jest złym interesem. Plany Dubaju dotyczące potrojenia produkcji energii to myślenie życzeniowe.

Nadeszły ciężkie czasy dla inwestorów w zrównoważone wytwarzanie energii. Pieniądze zainwestowane w budowę elektrowni i infrastruktury przesyłowej nie przynoszą już takich zysków, jak pięć lat temu. Zwroty są wyższe gdzie indziej, co ma konsekwencje dla wszystkich: Projekty przeciągają się w czasie, a za niektóre z nich nie ma już kto zapłacić. W tym kontekście ambitne cele, takie jak potrojenie rocznej produkcji energii ze źródeł odnawialnych, są warte dążenia, ale są po prostu myśleniem życzeniowym.

Ceny modułów słonecznych i turbin wiatrowych znacznie spadły

Rzeczywistość wygląda następująco. Według danych Międzynarodowej Agencji Energii, ceny paneli słonecznych i turbin wiatrowych zlokalizowanych na lądzie lub w morzu spadły o 87% (energia słoneczna), 64% (wiatr na lądzie) i 55% (wiatr na morzu) w latach 2010-2020. Czysta energia stała się konkurencyjna w stosunku do brudnych alternatyw i była kupowana bezpośrednio od deweloperów przez duże firmy zużywające energię elektryczną. Przyczyną spadku cen były coraz bardziej zaawansowane technologie i rozwój producentów.

Niektóre z największych na świecie firm zarządzających aktywami, takie jak kanadyjskie grupy inwestycyjne Brookfield i australijska Macquarie Group, postawiły na energię odnawialną. Podobnie postąpiły niektóre firmy zajmujące się paliwami kopalnymi, takie jak BP. Przedsiębiorstwa użyteczności publicznej, takie jak RWE i EnBW w Niemczech, zainwestowały w zielone projekty. Według brytyjskiego dziennika ekonomicznego Economist, średni zwrot z inwestycji dla deweloperów projektów wzrósł z trzech procent w 2015 r. do sześciu procent w 2019 r., czyli do poziomu podobnego do produkcji ropy i gazu, choć z mniejszymi wahaniami.

Perspektywy dla branży były tak dobre, że na przykład wartość rynkowa NextEra, wiodącej amerykańskiej firmy zajmującej się energią słoneczną i wiatrową, na krótko przyćmiła wartość Exxon Mobil, najpotężniejszego amerykańskiego giganta naftowego. Przez kilka tygodni NextEra była najcenniejszą amerykańską spółką energetyczną. Dziś inwestorzy zadają sobie pytanie na swoich forach: Co, u licha, dzieje się z NextEra?

Rentowność odnawialnych źródeł energii osłabiona

Sytuacja wygląda następująco: W ciągu ostatnich dwóch lat rentowność energii odnawialnej ucierpiała z powodu rosnących stóp procentowych, problemów z łańcuchem dostaw, opóźnień w wydawaniu pozwoleń i coraz bardziej protekcjonistycznych działań niektórych rządów. „Zielona premia” dla akcji zamieniła się w „zielone dyskonto”, pisze Ecomomist. Dowodem na poparcie tej tezy jest indeks S&P Global Clean Energy, który śledzi wyniki tego sektora. W ciągu ostatnich dwunastu miesięcy spadł on o 32 procent, podczas gdy globalne rynki akcji wzrosły o jedenaście procent. NextEra jest warta około jedną trzecią tego, co Exxon Mobil. Większość producentów turbin wiatrowych odnotowała straty.

Splot kilku czynników

Trudności w branży są wynikiem połączenia kilku czynników. Są to rosnące koszty w łańcuchu dostaw. Cena polikrzemu, kluczowego materiału do produkcji modułów słonecznych, wzrosła z 10 USD za kilogram w 2020 r. do 35 USD w 2022 r. z powodu problemów z łańcuchem dostaw w Chinach spowodowanych pandemią.

Koszt turbin wiatrowych również gwałtownie wzrósł. Z jednej strony wynika to z inwazji Rosji na Ukrainę, która spowodowała wzrost cen stali. Ale wynika to również z faktu, że turbiny stają się coraz bardziej złożone. Aby zbudować mocniejsze łopaty wirnika, producenci zapuszczają się w nowe obszary technologii i eksperymentują z drogimi materiałami kompozytowymi z włókna węglowego. Aby uchwycić silniejszy wiatr na większych wysokościach, przeciętna wieża ma obecnie prawie 100 metrów wysokości. W 2018 r. firma General Electric zaprezentowała morską turbinę wiatrową o wysokości 260 metrów – wielkości wieży Eiffla. Dostawcy około 8000 części turbiny wiatrowej mają trudności z dotrzymaniem kroku. Statki i ciężarówki mają trudności z transportem części wielkości boisk piłkarskich. Transport wymaga niekończących się procesów zatwierdzania, co sprawia, że projekty są droższe.

Zatwierdzenia i budowa są szybsze w USA

W Ameryce zatwierdzenie farmy słonecznej zajmuje średnio cztery lata, a lądowej farmy wiatrowej – sześć lat. Zasada UE, zgodnie z którą czas zatwierdzania projektów energii odnawialnej w UE nie powinien przekraczać dwóch lat, zwykle nie jest przestrzegana. Ponieważ farmy słoneczne i wiatrowe generalnie generują mniej energii niż konwencjonalne elektrownie i są coraz częściej budowane w odległych obszarach ze względu na już zajęte, łatwe do podłączenia lokalizacje, często wymagają nowych i długich linii przesyłowych. Te również muszą najpierw uzyskać pozwolenie.

Niemieckie ciekawostki

W Niemczech prowadzi to do takich kuriozów, jak „ghost power”: turbiny wiatrowe muszą być wyłączone, ponieważ w przeciwnym razie produkowałyby energię elektryczną, której nie można by przetransportować. Operatorzy otrzymują jednak za to rekompensatę. Według szacunków Niemieckiego Stowarzyszenia Przemysłu Energetycznego i Wodnego, tylko w 2022 r. ograniczono dobre trzy miliardy kilowatogodzin energii wiatrowej, która mogłaby zostać wyprodukowana przez turbiny lądowe. Koszt tego może teraz wynieść ponad miliard euro.

Co więcej: W październiku turbina duńskiej firmy Vestas zapaliła się w stanie Iowa. Mniej więcej w tym samym czasie łopaty turbiny GE w Niemczech odłamały się i spadły na pole. Ze względu na zapisy gwarancyjne w umowach zakupu, producenci muszą ponosić koszty. W ciągu ostatnich dwunastu miesięcy takie gwarancje kosztowały Vestas 1,2 miliarda dolarów.

Problemy z jakością w Siemens Gamesa, w tym zagniecenia łopat wirnika, spowodowały, że roczne straty operacyjne spółki-matki Siemens Energy wzrosły do 4,6 mld euro. 14 listopada niemiecki rząd udzielił firmie gwarancji kredytowej, w przeciwnym razie Niemcy doświadczyłyby kolejnego spektakularnego bankructwa. Wszystko to doprowadziło na przykład do wzrostu cen morskich projektów wiatrowych o 50% w ciągu ostatnich dwóch lat, zgodnie z obliczeniami dostawcy danych energetycznych BloombergNEF. I to nawet biorąc pod uwagę dotacje zawarte w ustawie o redukcji inflacji (IRA), gigantycznej ustawie klimatycznej prezydenta Joe Bidena.

Deweloperzy projektów z problemami

Deweloperzy projektów, którzy uzgadniają ceny energii elektrycznej ze swoimi klientami przed ustaleniem kosztów, wpadają w pułapkę nierentownych projektów. Według BloombergNEF, w Ameryce anulowali oni lub próbowali renegocjować kontrakty na połowę budowanych obecnie morskich elektrowni wiatrowych. W październiku duńska firma Orsted, największy na świecie deweloper morskich elektrowni wiatrowych, musiała odpisać 4 miliardy dolarów, gdy anulowała dwa duże projekty u wybrzeży New Jersey, jak podaje The Economist.

Wszystko to pogarsza rosnący protekcjonizm. Ameryka skutecznie zablokowała chińskich producentów energii słonecznej wysokimi cłami antydumpingowymi. Według firmy konsultingowej Wood Mackenzie, moduły słoneczne są ponad dwukrotnie droższe w tym kraju niż gdzie indziej.

First Solar, największy amerykański producent modułów, zwiększa obecnie swoje krajowe moce produkcyjne z 6 GW w tym roku do 14 GW do 2026 roku. Jest to jednak tylko niewielki ułamek tego, czego Ameryka potrzebuje, aby osiągnąć swoje cele w zakresie dekarbonizacji. W dniu 22 listopada UE przyjęła ustawę Net Zero Industry Act, która wprowadzi minimalny udział energii krajowej w publicznych kontraktach na energię odnawialną. Komisja Europejska rozważa również przeprowadzenie dochodzenia w sprawie chińskich dotacji dla producentów turbin, którzy sprzedają swoje turbiny o 70% taniej w kraju niż zachodni konkurenci w innych częściach świata. Prawdopodobne są niedobory dostaw. Niewiele wskazuje też na to, by protekcjonistyczne nastroje miały ulec poprawie.

Największym zagrożeniem jest protekcjonizm polityczny

Czy jest jakaś nadzieja na poprawę sytuacji? Problemy z podażą będą prawdopodobnie możliwe do opanowania. Jednak protekcjonizm jest napędzany politycznie – i taki pozostanie. Przynajmniej branża zdaje sobie sprawę, że musi pozycjonować się inaczej. „Większe nie zawsze znaczy lepsze”, jeśli chodzi na przykład o turbiny wiatrowe, mówi Henrik Andersen, dyrektor generalny Vestas. Duńska firma niedawno odzyskała rentowność.

autor: Oliver Stock źródło: https://www.focus.de/finanzen/news/energiewende-stockt-kosten-fuer-wind-und-solarparks-explodieren-wer-soll-das-noch-bezahlen_id_259472497.html

Dowody, jak „decydenci” kłamali w sprawie kowida: „Należy zwiększyć ocenę ryzyka” – właśnie BEZ DOWODÓW…

Należy zwiększyć ocenę ryzyka Dariusz Galczak

21 marzec 2024 altershot.tv/ze-swiata/nalezy-zwiekszyc-ocene-ryzyka

Multipolar ujawnił dotychczas tajne protokoły zespołu kryzysowego Instytutu Roberta Kocha (RKI) ds. koronawirusa. Wynika z nich jasno, że zaostrzenie oceny ryzyka z „umiarkowanego” do „wysokiego” ogłoszone w marcu 2020 r. – podstawa wszystkich środków blokujących i wyroków sądowych – nie opierało się na eksperckiej ocenie RKI, ale na instrukcjach politycznych podmiotu zewnętrznego – którego nazwisko/nazwa została zaciemniona w protokole.

zobacz także:

Nauka w czasach „zarazy”.

Chińska kampania promująca „Globalny Lockdown”

==========================

Głos Lothara Wielera brzmiał jak zwykle dźwięcznie i spokojnie, gdy 17 marca 2020 r. ogłosił przed kamerami decyzję, która stanie się podstawą wszystkich środków blokujących, a tym samym wywróci życie w Niemczech do góry nogami na kilka lat:

„Dzisiaj zmienimy ocenę ryzyka dla zdrowia ludności w Niemczech. Od dziś będziemy je oceniać jako wysokie. Powód jest dość prosty. Widać dynamikę. (…) Tłem dla zmiany oceny ryzyka jest dalszy wzrost liczby przypadków (…)”.

Uaktualnienie oceny ryzyka było, jak się wkrótce okaże, podstawą prawną dla wszystkich środków związanych z koronawirusem. Powołały się na nią wszystkie sądy, które odrzuciły skargi osób dotkniętych koronawirusem. Tenor: Ocena ryzyka przeprowadzona przez RKI – jako właściwy organ wyznaczony przez ustawę o ochronie przed infekcjami – nie jest kwestionowana przez sąd. Jeśli RKI stwierdzi, że ryzyko jest wysokie, to tak jest, a zatem odpowiednie środki polityczne są uzasadnione.

Niewiarygodne uzasadnienie

Multipolar już pod koniec marca 2020 r. zbadał niewiarygodność krótkiego uzasadnienia Wielera dla aktualizacji („dynamika”, „rosnąca liczba przypadków”). Nie tylko liczba przypadków potroiła się w marcu, ale także liczba przeprowadzonych testów – co RKI przyznał drobnym drukiem w swoim raporcie o stanie z 26 marca 2020 r., kilka dni po zapytaniu naszego magazynu, ale czego wówczas prawie nikt nie zauważył.

W szczególności rzeczywisty wzrost rozprzestrzeniania się wirusa w stosunku do liczby testów wyniósł zaledwie jeden punkt procentowy na krótko przed blokadą. Między 9 a 15 marca 2020 r. sześć procent osób poddanych testom w Niemczech uzyskało pozytywny wynik testu na obecność wirusa, a siedem procent między 16 a 22 marca (raport sytuacyjny RKI z 26 marca 2020 r., s. 6). Ten wzrost o jeden punkt procentowy stanowił tak zwany „wykładniczy wzrost” epidemii, o którym mówili wówczas wszyscy w polityce i mediach. 22 marca kanclerz Niemiec Angela Merkel ogłosiła lockdown, uzasadniając to tym, że koronawirus „nadal rozprzestrzenia się w alarmującym tempie”.

Eksperci z RKI, na czele z Lotharem Wielerem i jego zastępcą Larsem Schaade, musieli zdawać sobie sprawę, że ta interpretacja była myląca. Co więc tak naprawdę stało za wzrostem oceny ryzyka? Jakie dyskusje miały miejsce w RKI, jakie argumenty były wymieniane wewnętrznie? Krótko mówiąc: na czym opierała się decyzja?

Spór prawny

RKI konsekwentnie blokowało odpowiednie zapytania. Po pierwszym pozwie złożonym przez Multipolar w listopadzie 2020 r. w celu wyegzekwowania prawa do informacji na mocy prawa prasowego, berliński sąd administracyjny wydał w marcu 2021 r. orzeczenie, zgodnie z którym organ musiał ujawnić przynajmniej nazwiska wyższych rangą członków zespołu kryzysowego RKI. W następstwie tego Multipolar złożył wniosek na podstawie ustawy o wolności informacji za pośrednictwem renomowanej berlińskiej kancelarii Partsch & Partner. RKI zwlekała z odpowiedzią, więc pod koniec 2021 r. złożyliśmy pozew o dostęp do protokołów zespołu kryzysowego RKI. Po latach przeciągania liny między prawnikami, w 2023 r. RKI zdecydowała się na zaskakujący zwrot i opublikowała protokoły, choć z obszernymi redakcjami.

Multipolar wkrótce opublikuje pakiet ponad 200 protokołów liczących łącznie ponad tysiąc stron z okresu od stycznia 2020 r. do kwietnia 2021 r. (Aktualizacja z 20 marca: dokumenty zostały już opublikowane). Obecnie pozywamy berliński sąd administracyjny o zniesienie redakcji. Rozprawa odbędzie się tam 6 maja.

Do tej pory postępowanie kosztowało nasz magazyn około 15 000 euro. Finansujemy je z niewielkich darowizn od naszych czytelników – i jesteśmy wdzięczni za dalsze wsparcie.

Protokoły

Po przejrzeniu protokołów, które zostały teraz opublikowane, jasne jest, że początkowo odbyła się wewnętrzna dyskusja ekspertów na temat oceny ryzyka, ale aktualizacja w marcu była nagła i najwyraźniej została zainicjowana spoza RKI. Cały proces konsultacji naukowych został wyraźnie przyćmiony przez presję polityczną.

Poniżej znajduje się przegląd wydarzeń. W poniedziałek, 24 lutego 2020 r., Włochy zgłosiły łącznie pięć zgonów, Tagesschau poinformował: „Po pojawieniu się nowego koronawirusa we Włoszech, niemiecki rząd widzi zmianę sytuacji w Niemczech. Minister zdrowia Spahn spodziewa się, że wirus może rozprzestrzenić się również w tym kraju”. Protokół zespołu kryzysowego RKI z tego samego dnia stwierdza, że ryzyko dla ludności niemieckiej pozostaje „niskie”.

Fragment protokołu z posiedzenia zespołu kryzysowego RKI z 24 lutego 2020 r.

W całkowitej sprzeczności z tym, Heiko Rottmann-Großner, starszy członek personelu Spahna z doskonałymi kontaktami na amerykańskiej scenie zarządzania pandemią, powiedział tego samego dnia kilku sekretarzom stanu w Ministerstwie Spraw Wewnętrznych, że konieczne jest teraz „sparaliżowanie gospodarki” i podjęcie środków ostrożności w zakresie godzin policyjnych na czas nieokreślony. Rok wcześniej powiernik Spahna uczestniczył jako przedstawiciel Niemiec w symulacji pandemii wysokiego szczebla zorganizowanej przez prywatne instytucje amerykańskie.

WHO również zwiększyła presję, jak donosi Tagesschau 25 lutego: „Światowa Organizacja Zdrowia wzywa rządy na całym świecie do przygotowania się na wybuch koronawirusa”. 26 lutego Spahn oświadczył: „Jesteśmy na początku epidemii koronawirusa w Niemczech”. Punktem wyjścia było siedem nowych przypadków w Niemczech, w których nie można było już prześledzić drogi zakażenia. Tego samego dnia w wewnętrznym protokole RKI odnotowano, że strona główna została zaktualizowana, „teraz ryzyko dla ogółu populacji w Niemczech” niskie do umiarkowanego „, lepiej pasuje do aktualnej oceny”.

Fragment protokołu z posiedzenia zespołu kryzysowego RKI z 26 lutego 2020 r.

Tego samego dnia tagesschau.de rozpoczął blog na żywo, który nie kończył się przez miesiące i lata. Pierwsze nagłówki brzmiały: „WHO wzywa do przygotowań”, „Pacjent w NRW w stanie krytycznym” i „Strach przed pandemią przygnębia Dax”.

W tym momencie RKI nie przyłączył się jeszcze do chóru. W piątek, 28 lutego, wicedyrektor RKI Lars Schaade uspokoił sytuację przed kamerami:

„Oceniam, że sytuacja jest mniej więcej tak samo poważna, jak w przypadku silnej lub bardzo silnej epidemii grypy”.

Tego samego dnia Bill Gates wkroczył na publiczną arenę koronawirusa. Artykuł „Jak reagować na Covid-19” pojawił się na jego blogu, a także został opublikowany w New England Journal of Medicine, jednym z najbardziej szanowanych i poczytnych czasopism medycznych na świecie. Gates ostrzegł w nim, że ze względu na niezwykle wysoki wskaźnik śmiertelności z powodu Covid-19, rozwój szczepionek musi być teraz znacznie przyspieszony i wspierany ze środków publicznych. „Miliardy dolarów” są szybko potrzebne od rządów, aby szczepionki były gotowe do zatwierdzenia. Śmiertelność rzędu normalnej grypy – jak podejrzewał wówczas RKI – nie pasowała do tego obrazu.

W poniedziałek, 2 marca, RKI zaostrzyła ocenę ryzyka z „niskiego do umiarkowanego” na „umiarkowane”. Odpowiednia sekcja w protokole z 2 marca jest prawie całkowicie zaciemniona.

Fragment protokołu z posiedzenia zespołu kryzysowego RKI z 2 marca 2020 r.

W dalszej części protokołu, w sekcji „Diagnostyka laboratoryjna”, wspomniano, że Grupa Robocza ds. Grypy w RKI przetestowała „ponad 140 próbek do tej pory” pod kątem koronawirusa, ale „wszystkie były negatywne”.

Tego samego dnia Jens Spahn pojawił się z dużą obsadą na federalnej konferencji prasowej. Christian Drosten pojawił się obok niego po raz pierwszy, podobnie jak szef RKI Wieler i inni profesorowie. Minister otwarcie przyznał, że „dzisiejsze wystąpienie było częścią zintensyfikowanej ofensywy komunikacyjnej”. Kampania reklamowa jest już prowadzona we wszystkich głównych gazetach, emitowane są również reklamy radiowe specjalnie wyprodukowane przez rząd, a kanały mediów społecznościowych są wykorzystywane „na wszystkich poziomach„.

Następnego dnia w protokole RKI odnotowano: „80 próbek przetestowanych wczoraj, wszystkie negatywne”.

Fragment protokołu z posiedzenia zespołu kryzysowego RKI z 3 marca 2020 r.

6 marca: „213 próbek przebadanych wczoraj, wszystkie negatywne”.

Fragment protokołu z posiedzenia zespołu kryzysowego RKI z 6 marca 2020 r.

11 marca w ocenie ryzyka stwierdzono: „brak potrzeby dostosowania”. Tego dnia WHO ogłosiła pandemię. Następnego dnia w protokole odnotowano: „Ocena ryzyka została uzupełniona o informację, że WHO ogłosiła pandemię. Skorygowana ocena ryzyka zostanie opublikowana online. Pod względem finansowym, praktycznym itp. nic się nie zmienia”. Następnie dalej: „AGI Sentinel Surveillance: brak nowych przypadków”.

Fragment protokołu z posiedzenia zespołu kryzysowego RKI z 12 marca 2020 r.

Tydzień zakończył się w piątek 13 marca zwięzłym stwierdzeniem: „Aktualna ocena ryzyka pozostaje niezmieniona”. Ryzyko dla populacji było zatem nadal uważane przez RKI za „umiarkowane”, pomimo podekscytowania w mediach i pomimo ogłoszenia pandemii przez WHO. Instytut Roberta Kocha nadal opierał się na faktach – na razie.

Tego samego dnia WHO nadal wywierało presję. „Szef WHO: Europa jest teraz epicentrum”, donosi Tagesschau i wyjaśnia: „Według szefa WHO Tedrosa Adhanoma Ghebreyesusa, Europa stała się epicentrum pandemii koronawirusa. Każdy kraj, który wierzy, że uniknie poważnych epidemii koronawirusa, takich jak te w innych krajach, popełnia śmiertelny błąd”.

W sobotę, 14 marca, nowy numer Der Spiegel został opublikowany pod nagłówkiem „Czy jesteśmy gotowi?” z lekarzem ratunkowym w odzieży ochronnej na okładce, stojącym między plandekami namiotu szpitala wojskowego. Tego dnia Berlin zaczął kopiować chińskie środki z zaskakującą szybkością i rygorystycznością. Senat zakończył życie publiczne w stolicy zwykłym dekretem. Wszystkie puby, kluby, targi, kina i teatry zostały zmuszone do zamknięcia – łącznie z kościołami. Władze miasta zakazały wszelkich zgromadzeń liczących więcej niż 50 osób, w tym wszelkich demonstracji politycznych.

Coś stało się również z RKI w ten weekend. Świadczy o tym przede wszystkim protokół z poniedziałku 16 marca, w którym napisano: „W weekend przygotowano nową ocenę ryzyka. Zostanie ona zwiekszona w tym tygodniu. Ocena ryzyka zostanie opublikowana, gdy tylko [redacted] da na to sygnał”.

Fragment protokołu z posiedzenia zespołu kryzysowego RKI z 16 marca 2020 r.

„Zostanie ona zwiększona w tym tygodniu” – to najwyraźniej decyzja polityczna, a nie naukowa, a także nagła i zaskakująca, bez żadnych wskazówek w poprzednich protokołach i bez znaczących zmian podstawowych kluczowych danych. W protokole odnotowano, że „VPräs” przedstawił tę informację zespołowi kryzysowemu, tj. wiceprezesowi RKI Larsowi Schaade. Czekali tylko na „sygnał” do wdrożenia, który miała dać osoba zaciemniona w protokole. Może był to Jens Spahn, a może ktoś inny. W każdym razie Wieler ogłosił aktualizację następnego dnia.

Wydaje się oczywiste, że jeśli, jak stwierdzono w protokole, „przygotowano nową ocenę ryzyka” w weekend od 14 do 15 marca – a miało to mieć miejsce w RKI – to RKI powinna oczywiście również posiadać dokumenty na ten temat: samą ocenę ryzyka, a także całą komunikację i porady na jej temat. Tak się jednak nie stało. Kancelaria prawna Raue, która reprezentuje RKI w postępowaniu wszczętym przez Multipolar, nawet stanowczo temu zaprzecza w piśmie z września 2023 r. do berlińskiego sądu administracyjnego w imieniu swojego klienta:

„Po zakończeniu tego przeglądu nadal nie są dostępne żadne dalsze dokumenty dotyczące zmiany oceny ryzyka w dniu 17 marca 2020 r. z „umiarkowanego” na „wysokie”. (…) Informacje, które nie są dostępne, nie mogą zostać ujawnione przez pozwanego”.

Wniski z tego wszystkiego: Twierdzenie, że RKI dokonał aktualizacji – a tym samym podstawy blokady i stanu wyjątkowego – na podstawie opinii naukowych nie jest już możliwe do utrzymania. Aktualizacja nastąpiła nagle, bez udokumentowanej dyskusji i procesu konsultacji, na polecenie nienazwanego podmiotu.

Oznacza to również, że jest teraz jasne, że sądy w Niemczech, które oparły się na fakcie, że ocena ryzyka przeprowadzona przez RKI była oparta na podstawach naukowych w swoich orzeczeniach dotyczących legalności środków związanych z koronawirusem – i nie poddały krytycznej ocenie tej oceny ryzyka w odpowiednich postępowaniach – popełniły błąd, który musi zostać jeszcze uznany i rozwiązany.

autor:

Paul Schreyer

źródło:

https://multipolar-magazin.de/artikel/rki-protokolle-1

dokumenty do wglądu:

https://my.hidrive.com/share/2-hpbu3.3u#$/
https://bastian-barucker.de/RKIProtokolleganz.pdf

Fragment protokołu z posiedzenia zespołu kryzysowego RKI z 26 lutego 2020 r.

Środki ochrony przed zakażeniem

– Trwa dyskusja na temat środków ochrony indywidualnej, maski (MNS) są rzadkością, maski FFP2 są rzadkością, pojawiają się pytania, czy można używać przeterminowanych masek.

– Dowody przemawiające za maskami – brak badań potwierdzających skuteczność /są wręcz przeciwne, brak dowodów na korzyść

– ECDC nie zaleca stosowania u zdrowych osób w populacji ogólnej.


– RKI podtrzymuje: niezalecane w miejscach publicznych, w środowisku domowym w uzasadnionych przypadkach, również w celu ochrony innych osób.

źródło ( str. 230 – 231):

https://bastian-barucker.de/RKIProtokolleganz.pdf

Dariusz Galczak

Hej jestem Dariusz Galczak współtwórca AlterShot. Od marca 2020 wyszukuję i tłumaczę teksty o zachodzących wokół nas przemianach, także o „wiadomej sprawie”, by dać szerszą perspektywę tam gdzie jej brakuje. Od lipca 2020, tworzę też filmy i relację głównie z konferencji. Mimo, że jak wielu „nowa sytuacja” postawiła mnie w nowej roli, to staram się współpracować z profesjonalistami i stale rozwijać umiejętności i warsztat.

Zima prawem człowieka, czyli aborcja wiosny do 12 tygodnia

Zima prawem człowieka, czyli aborcja wiosny do 12 tygodnia

https://www.salon24.pl/u/brixen/1367948,zima-prawem-czlowieka-czyli-aborcja-wiosny-do-12-tygodnia


Marcin B. Brixen 21.03.2024 

– Dzisiaj mamy pierwszy dzień kalendarzowej wiosny – oświadczył tata Łukaszka zaglądając do swojej gazety. Ale mama Łukaszka zajrzała do swojej i oznajmiła, że nic z tego, wiosny nie ma i nie będzie.

– Dzisiaj mamy pierwszy dzień kalendarzowej wiosny – oświadczył tata Łukaszka zaglądając do swojej gazety. Ale mama Łukaszka zajrzała do swojej i oznajmiła, że nic z tego, wiosny nie ma i nie będzie.
– To pieniędzy zawsze nie ma i nie będzie – wtrącił dziadek Łukaszka.
– Za tego rządu, za poprzednich jakoś były  – zauważyła babcia Łukaszka. 
– O co chodzi z tą wiosną i dlaczego jej nie będzie  w pierwszy dzień wiosny? – zapytała siostra Łukaszka jedząc budyń.
– Bo planeta płonie – odparł Łukaszek.
– Wreszcie ktoś, kto się choć trochę w tym orientuje! – zakrzyknęła mama Łukaszka z radością. – Tak, synu mój, masz rację! Planeta płonie!
I dramatycznym gestem pokazała okno kuchenne, za którym drobno siąpił deszcz a termometr pokazywał plus dwa stopnie Celsjusza.
Siostra Łukaszka rzuciła się do okna i zaczęła zachłanni wpatrywać w dal.
– To co z tą wiosną? – powtórzyła pytanie babcia Łukaszka.
– Wiosna została abortowana – oznajmiła z satysfakcją mama Łukaszka i położyła na stole „Wiodący Tytuł Prasowy” tak by wszyscy mogli przeczytać wywiad z aktywiszczem grupy „Zimowy Dream Team”.
W wywiadzie stało, że ze względu na płonącą planetę wiosna została abortowana. Aktywiszcze bardzo się z tego cieszyło, bo odzyskało łyżwy, sanki, czapki i rękawiczki i inne zimowe akcesoria, które już uważało za pogodowo wykluczone. Na końcu był podany telefon, pod który można było zadzwonić i zakupić trochę sztucznego śniegu zamiast jeździć po niego za granicę.
– Co za bzdury – skomentował dziadek Łukaszka. – I jak oni niby tą wiosną abortowali? Czym?
– Uchwałą Sejmu – rzekła z namaszczeniem mama Łukaszka. – Przegłosowano, że aborcja wiosny do dwunastego tygodnia jest bezpłatna, legalna i jest prawem człowieka. Mamy prawo znów nosić zimowe…
– Zaraz, czy ten projekt uchwały nie wniosło do Sejmu jakieś NGO? – przypomniał sobie tata Łukaszka.
– Tak, Stop The Spring PL – przypomniała mama Łukaszka.
– Tak myślałem – Łukaszek podał tacie telefon.
– Co tam macie?
– Zarząd tej fundacji. Ho ho, kogo tu mamy? Sami Niemcy – ironizował tata Łukaszka. – Przewodniczący Alexander von Futtro, członkowie zarządu Heinrich Koschuch i Jorgen Schalnaschyje.
– Czyli lobby czapkowo rękawiczkowe – skomentował dziadek Łukaszka. – To było do przewidzenia. 
Mama Łukaszka chciała coś powiedzieć, ale od okna odwróciła się siostra Łukaszka.
– Nic nie widzę. Gdzie ta planeta płonie?
I została wyrzucona z kuchni.

“Transformacja żywieniowa” to wojna z żywnością, rolnikami – i ludzkością.

“Transformacja żywieniowa” to wojna z żywnością, rolnikami i społeczeństwem

Data: 21 marzo 2024 Author: Uczta Baltazara babylonian-empire

https://youtube.com/watch?v=Xq5qmyYNwHk%3Fversion%3D3%26rel%3D1%26showsearch%3D0%26showinfo%3D1%26iv_load_policy%3D1%26fs%3D1%26hl%3Dit%26autohide%3D2%26wmode%3Dtransparent

Artykuł rozpoczyna się od krótkiego wideo opartego na wywiadzie z badaczką Sandi Adams, która opisuje plany dotyczące rolnictwa w wiejskim hrabstwie Somerset w południowo-zachodniej Anglii i ogólnie w Wielkiej Brytanii. Jest to ważny klip, ponieważ to, co opisuje, wydaje się być częścią szerszej agendy Organizacji Narodów Zjednoczonych przekazanej przez niezwykle bogatą, nieodpowiedzialną i niewybieralną elitę.

Elita ta uważa, że może wykonać lepszą pracę niż natura, zmieniając istotę żywności i genetyczny rdzeń dostaw żywności (poprzez biologię syntetyczną i inżynierię genetyczną). Plan obejmuje również usunięcie rolników z ziemi (farmy bezrolne napędzane sztuczną inteligencją) i wypełnienie dużej części terenów wiejskich farmami wiatrowymi i panelami słonecznymi. Chociaż system żywnościowy ma problemy, które wymagają rozwiązania, ten błędny program jest receptą na brak bezpieczeństwa żywnościowego, na który nikt nie głosował.

Na całym świecie, od Holandii po Indie, rolnicy protestują. Może się wydawać, że protesty te mają ze sobą niewiele wspólnego. Ale mają. Rolnicy mają coraz większe trudności z utrzymaniem się, czy to na przykład z powodu neoliberalnej polityki handlowej, która prowadzi do importu produktów, które osłabiają produkcję krajową i obniżają ceny, wycofania wsparcia państwa lub wdrożenia polityki zerowej emisji netto, która wyznacza nierealistyczne cele.

Wspólnym wątkiem jest to, że w ten czy inny sposób rolnictwo jest celowo uniemożliwiane lub finansowo nieopłacalne. Celem jest wyparcie większości rolników z ziemi i przeforsowanie programu, który z samej swojej natury wydaje się powodować niedobory i podważać bezpieczeństwo żywnościowe.

Globalny program “jednego światowego rolnictwa” jest promowany przez Fundację Gatesów i Światowe Forum Ekonomiczne. Obejmuje ona wizję żywności i rolnictwa, w której firmy takie jak Bayer, Corteva, Syngenta i Cargill współpracują z Microsoftem, Google i gigantami technologicznymi w celu ułatwienia prowadzenia gospodarstw bez rolnictwa opartego na sztucznej inteligencji, “żywności” modyfikowanej laboratoryjnie i sprzedaży detalicznej zdominowanej przez Amazon i Walmart. Kartel właścicieli danych, zastrzeżonych dostawców środków produkcji i platform handlu elektronicznego na szczytach gospodarki.

Program ten jest pomysłem kompleksu cyfrowo-korporacyjno-finansowego, który chce przekształcić i kontrolować wszystkie aspekty życia i ludzkich zachowań. Kompleks ten stanowi część autorytarnej globalnej elity, która jest w stanie koordynować swoją agendę na całym świecie za pośrednictwem Organizacji Narodów Zjednoczonych, Światowego Forum Ekonomicznego, Światowej Organizacji Handlu, Banku Światowego, Międzynarodowego Funduszu Walutowego i innych organizacji ponadnarodowych, w tym wpływowych think tanków i fundacji (Gates, Rockefeller itp.).

Jej program dotyczący żywności i rolnictwa jest eufemistycznie nazywany “transformacją żywnościową”. Wielki agrobiznes i fundacje “filantropijne” pozycjonują się jako zbawiciele ludzkości ze względu na ich szeroko promowane plany “wyżywienia świata” za pomocą zaawansowanego technologicznie “precyzyjnego” rolnictwa, rolnictwa “opartego na danych” i “zielonej” (zerowej netto) produkcji – z mantrą “zrównoważonego rozwoju”.

Integralną częścią tej “transformacji żywieniowej” jest narracja “zagrożenia klimatycznego”, komentarz, który został starannie skonstruowany i promowany (patrz praca dziennikarza śledczego Cory’ego Morningstara), a także ideologia zerowego netto związana z uprawamisprzyjającymipochłanianiu dwutlenku węglaprzez glebę i handlem uprawnieniami do emisji dwutlenku węgla.

“Transformacja żywnościowa” polega na zamknięciu rolników (przynajmniej tych, którzy pozostaną w rolnictwie) w rolnictwie kontrolowanym przez korporacje, które wydobywa bogactwo i służy potrzebom rynkowym globalnych korporacji, schematom Ponzi handlu uprawnieniami do emisji dwutlenku węgla oraz inwestorom instytucjonalnym i spekulantom niezwiązanym z rolnictwem, którzy uważają rolnictwo, towary spożywcze i grunty rolne za zwykłe aktywa finansowe. Rolnicy ci zostaną zredukowani do korporacyjnych agentów czerpiących zyski, którzy ponoszą całe ryzyko.

Ta drapieżna komercjalizacja obszarów wiejskich wykorzystuje błędne założenia i alarmizm klimatyczny, aby legitymizować wdrażanie technologii, które rzekomo uchronią nas wszystkich przed załamaniem klimatu i katastrofą maltuzjańską.

W społeczeństwie w ogóle widzimy również, że kwestionowanie oficjalnych narracji jest zniechęcane, cenzurowane i marginalizowane. Widzieliśmy to w przypadku polityki i “nauki”, które zostały wykorzystane do legitymizacji działań państwa związanych z COVID. Bogata elita w coraz większym stopniu finansuje naukę, określa, co powinno być badane, jak powinno być badane oraz w jaki sposób wyniki są rozpowszechniane i jak należy wykorzystywać wytworzoną technologię.

Elita ta ma moc zamykania prawdziwej debaty oraz oczerniania i cenzurowania innych, którzy kwestionują dominującą narrację. Dominuje przekonanie, że problemy, z którymi boryka się ludzkość, powinny być rozwiązywane poprzez innowacje techniczne determinowane przez plutokratów i scentralizowaną władzę.

Ten wyniosły sposób myślenia (lub wręcz arogancja) prowadzi i jest symptomem autorytaryzmu, który dąży do narzucenia ludzkości szeregu technologii bez demokratycznego nadzoru. Obejmuje to samonośne szczepionki, inżynierię genetyczną roślin i ludzi, syntetyczną żywność, geoinżynierię i transhumanizm.

To, co widzimy, to błędny eko-modernistyczny paradygmat, który koncentruje władzę i uprzywilejowuje ekspertyzę techno-naukową (forma technokratycznej wyątkowości). Jednocześnie historyczne relacje władzy (często zakorzenione w rolnictwie i kolonializmie) oraz ich dziedzictwo w społeczeństwach i między nimi na całym świecie są wygodnie ignorowane i odpolityczniane. Technologia nie jest lekarstwem na destrukcyjny wpływ ubóstwa, nierówności, wywłaszczenia, imperializmu czy wyzysku klasowego.

Jeśli chodzi o technologie i polityki wdrażane w sektorze rolnym, zjawiska te zostaną wzmocnione i utrwalone – w tym choroby i zły stan zdrowia, które znacznie wzrosły w wyniku nowoczesnej żywności, którą spożywamy oraz agrochemikaliów i praktyk już stosowanych przez korporacje naciskające na “transformację żywnościową”. Otwiera to jednak inne możliwości zarabiania pieniędzy w sektorze nauk przyrodniczych dla inwestorów takich jak BlackRock, którzy inwestują zarówno w rolnictwo, jak i farmaceutyki.

Jednak w neoliberalnej sprywatyzowanej gospodarce, która często ułatwiała rozwój członkom kontrolującej bogatej elity, rozsądne jest założenie, że jej członkowie posiadają pewne założenia dotyczące tego, jak świat działa i powinien nadal działać: świat oparty na deregulacji z ograniczonym nadzorem i hegemonią prywatnego kapitału oraz świat kierowany przez osoby prywatne, takie jak Bill Gates, które uważają, że wiedzą najlepiej.

Niezależnie od tego, czy chodzi na przykład o patentowanie form życia, handel emisjami dwutlenku węgla, umacnianie zależności rynkowej (korporacyjnej) czy inwestycje w grunty, ich eko-nowoczesna polityka służy jako przykrywka do generowania i gromadzenia dalszego bogactwa oraz do cementowania ich kontroli.

Nie powinno więc dziwić, że potężni ludzie, którzy mają pogardę dla zasad demokracji (a co za tym idzie, dla zwykłych ludzi) uważają, że mają boskie prawo do podważania bezpieczeństwa żywnościowego, zamykania debaty, dalszego wzbogacania się dzięki swoim technologiom i polityce oraz ryzykowania przyszłością ludzkości.

INFO: https://off-guardian.org/2024/03/05/the-food-transition-is-a-war-on-food-farmers-and-the-public/ (przekład automatyczny)

Życie na linie 10. Knucie.

Życie na linie 10 Pędząca Glizda

Knucie

Jak Polska długa i szeroka podstawowym zajęciem ludzi młodych, starszych i zupełnie starych było w opisywanych czasach knucie czyli konspirowanie. Gdyby energię wpakowaną w zadrukowywanie milionów stron papieru szybko znikającą farbą drukarską włożyć w coś pożytecznego, na przykład w budowę domów, w Polsce nie byłoby permanentnego niedostatku mieszkań. Z jakiejś przyczyny komuna zdecydowanie przeszkadzała jednak budować domy a nie przeszkadzała knuć. Może chciała społeczeństwu upuścić trochę pary czyli energii społecznej. Gdyby zaoszczędzić drzewa, które poszły na te, czytane najczęściej wyłącznie przez ich autorów, ich żony, mężów, kochanków i kochanki samizdaty, nie byłoby globalnego ocieplenia, bo drzewa zmieniałyby CO2 na cukier prosty, a cukier jak wiadomo jest podstawowym surowcem dla domowej produkcji napojów wyskokowych. Tradycję produkcji tych napojów przejęły od prostego ludu ówczesne elity intelektualne, w środowiskach uniwersyteckich wymieniano się mniej czy bardziej sprawdzonymi przepisami na te napoje, a wspólna degustacja produktów konspiracyjnej działalności pogłębiała międzyludzkie więzi i nadawała knuciu czyli konspirowaniu specyficzny urok. Sprzyjała również demografii. Gdyby niepodległość wybuchła nieco później nie trzeba by było sprowadzać obecnie do roboty Ukraińców.

W „Okienku” knucie odbywało się na ogół w łazience z trudem mieszczącej knującą elitę, reszta czyli prosty okienkowy lud zazdrośnie rejestrowała nagłe kłopoty żołądkowe kolegów, a z łazienki dochodził przedłużający się szum bezmyślnie marnowanej wody. Bezmyślnie, bo po kilku dniach tout le monde znał i dyskutował poruszone w kiblu ważkie problemy a dzięki obdarzonej nadzwyczaj długim jęzorem ciotce Irence omawiała je tout Varsovie. Gdy kiedyś ( to był zupełnie inny, wcześniejszy etap konspiry) na sali sądowej zapytano znanego goprowca, partyjnego kapusia, czy poważnie traktował noszenie przez tak zwanych „taterników” tam i z powrotem przez Tatry konspiracyjnej makulatury odpowiedział: „ e tam – to były tylko takie podchody”. Pikanterii tym podchodom dodaje fakt, że noszący bibułę w większości nie znali dobrze Tatr, aktywna w tym procederze dama, krytyk teatralny lokalizowała w swych opowieściach schronisko Murowaniec na przełęczy Krzyżne, a realne były tylko wyroki za te podchody no i realna była późniejsza kariera kapusia, między innymi kariera literacka.

Wracając do „ Okienka”, nie wiem po co zamykano się w łazience jeżeli po kilku dniach i tak wszyscy wszystko wiedzieli. Do konspiracyjnej tradycji tych czasów należało posiadanie w swych szeregach jakiegoś jawniaka czyli kapusia, który nie krył swojej proweniencji, pomagał czasem w uniknięciu mandatu za złe parkowanie, albo w uzyskaniu paszportu i był zbratany a nawet wręcz spoufalony z konspiracyjną elitą ugrupowania. Była to wyraźna mentalna подготовка do Kanciastego Stołu (nie wiadomo dlaczego zwanego okrągłym) gdzie coitus tajniaków z jawniakami spłodził bękarta zwanego III RP.

No cóż- tajniacy z jawniakami dawno ustalili i wmówili naiwnym konspiratorom, że dzieci nie odpowiadają za grzechy swoich rodziców. Ten paradygmat, dogmat, wręcz wyznanie wiary pozwolił różnym dysydentom ze stalinowskiej grupy interesu wśliznąć się w opozycyjne szeregi, zdominować je, przejąć przywództwo społecznego buntu i poprowadzić go w wybranym przez siebie kierunku. Wprawdzie w niektórych społecznościach i kulturach dzieci odpowiadają za zbrodnie rodziców i to aż do dziesiątego pokolenia, ale my jesteśmy przecież społeczeństwem nietolerancyjnym więc odrzucamy takie przez wieki sprawdzone, cudze wzorce. Elita „ Okienka” bratała się więc z kapusiami przy pracy na linie oraz podczas pijatyk w lokalnych knajpach. Elita warszawki bratała się podczas spotkań (połączonych najczęściej z pijatyką) w inteligenckich salonach. Rezultaty tego powszechnego braterstwa okazały się opłakane. Knujących było podobno 10 milionów. Tajniaków, jawniaków, nawróconych, odwróconych, przechrzczonych, trockistów i maoistów, zdecydowanie mniej. Ale łyżka dziegciu niszczy podobno beczkę miodu. W każdym razie na pewno psuje jej smak. A jak mówi poeta „ lecz w gruncie rzeczy była to sprawa smaku”. I tego smaku knującym wyraźnie zabrakło.

C D N

Zbieżność nazwisk i sytuacji jest przypadkowa. W kolejnych odcinkach mojej opowieści poznają państwo losy innych osób pracujących w spółdzielni „Okienko”

Komu „lewy dyplom”, komu? Ziemkiewicz punktuje „tuskowe media” w sprawie skandalu Collegium Humanum

Komu „lewy dyplom”, komu? Rafał Ziemkiewicz punktuje „tuskowe media” w sprawie Collegium Humanum

pch24.pl/komu-lewy-dyplom-komu-ziemkiewicz-punktuje-tuskowe-media-w-sprawie-collegium-humanum/

„Nic tak nie śmieszy, jak widok, że ktoś sam wpada w dołek, który kopał pod innym”, pisze na łamach tygodnika „Do Rzeczy” Rafał Ziemkiewicz.

Publicysta opisuje sprawę Collegium Humanum i wydawanych przez tę placówkę „lewych” dyplomów. „Media tuskowe rzuciły się na sprawę na pewniaka w przekonaniu, że podrzucono im kolejny sposób do zdezawuowania, ośmieszenia i poniżenia PiS”, zauważa.

Wywołane przez RAZ-a media, zgodnie z zasadami obowiązującymi w ich bańce psycho-moralno-mentalnej byli przekonani, że za chwilę wejdą w posiadanie listy „PiS-owców”, którzy kupili sobie dyplom CH.

Problem pojawił się, kiedy okazało się, iż podobne dyplomy zakupili sobie wspierani przez nich politycy koalicji 13 grudnia.

„No i sprawa się rypła: najpierw wyszło, że pan Sutryk i że Wrocław, potem że od absolwentów Kolegium Tumanum roi się na listach koalicji w Warszawie i innych metropoliach…”, kpi autor „Polactwa”.

„Wtedy pojawiła się narracja nowa: o ile pisowscy nominaci są przestępcami i oszustami, o tyle działacze PO i jej stronnictw sojuszniczych – ofiarami. Zapłacili normalnie za studia, nie kontrolowali oczywiście ich toku, no bo kto by… Wszystko w dobrej wierze. (…) Zdobyty w trudzie dyplom okazał się lewizną!”, podsumowuje Rafał Ziemkiewicz.

Źródło: tygodnik „Do Rzeczy” TG