Zrzucanie z sań i sójka za morze. A Polacy o Niedzielskim i Izbie Lekarskiej: Niech wszyscy spierdalają.

Zrzucanie z sań i sójka za morze

Huknęło pod niebiosa. Niedzielski zwolniony. Wszyscy – jak zwykle – dostali soli pod ogon i zaczęła się bieganina. Może więc uporządkujmy. Moim zdaniem gościa odstrzelono z byle pretekstu, a że się sam podłożył, to inna sprawa. Przecież nie takimi stwierdzeniami się podkładał i włos mu z kowidowej głowy nie spadł, a tu bum… Oficjalny powód to – bagatela: ujawnienie wrażliwych danych jednego lekarza, że ten (sobie!) przepisał jakiś specyfik w ramach e-recepty. I za to mieli pogonić ministra, za to wielolicy samorząd lekarski wypowiedział mu posłuszeństwo.

Aż użyję metafory z mego ulubionego „Czasu Apokalipsy”. Kiedy podczas wojny wietnamskiej szukano zbuntowanego pułkownika Kurtza zarzucano mu, że zastrzelił bez sądu kilku Wietnamczyków, których podejrzewał o szpiegostwo na obie strony. I z tego powodu amerykańskie wojsko miało wydać wyrok na pułkownika. Narrator stwierdził, że takie działanie to jak dawanie mandatu za przekroczenie prędkość w czasie rajdu samochodowego.

Teraz też tak mamy. Media, posłowie, wspomniane organizacje lekarskiego samorządu-nierządu przez ostatnie dwa lata z kawałkiem nic innego nie robiły, tylko naruszały tajemnice pacjentów, do których należy fakt poddania się lub nie jakiejkolwiek terapii. Paszporty kowidowe, poświadczenia szczepienia to była nie tylko idea polityków, ale wprowadzona w życie dawała tę wiedzę z tajemnicy lekarskiej w ręce byle kelnera, o pracodawcach, dowódcach, rektorach czy ordynatorach już nie wspominając. Sama niesławna ustawa posła z PiS Hoca dawała przecież taką wiedzę przedsiębiorcy, wraz z władzą zrobienia z tą wiedzą co się mu żywnie podobało. Przed jej wprowadzeniem uratowała nas grupka posłów z PiS (w tym przetransferowana z PiS na listę Konfederacji p. Siarkowska). I bez tej ustawy dowolny restaurator mógł najnielegalniej wymagać od ciebie okazania poświadczenia o szczepieniu, tak jak i cieć na lotnisku wpuszczający do samolotu itd.

Gdzie byli wtedy ci wszyscy, którzy teraz jadą po Niedzielskim jak po burej strzykawce? Te media, dziś ociekające oburzeniem za ujawnienie danych jednego lekarza, który zrobił prowokację dla hucpy? Te izby lekarskie, co to się zatrzęsły z oburzenia, choć w tym samy czasie pozbawiają prawda do wykonywania zawodu lekarzy, którzy ośmielili się leczyć w pandemii, nie czekając na cudowną śmiercionkę?  

To szczyty hipokryzji i szydera z logiki. A więc nie chodzi tu o pretekst jako merytorykę. Chodzi o osobę. Minister umówił się z PiS-em, że za zasługi zrobią mu spadochron bezkarności w postaci immunitetu poselskiego, co miała mu ułatwić jedynka w okręgu pilskim. Na razie wiadomo o wywaleniu Niedzielskiego z ministerstwa, zobaczymy czy immunitetowych obietnic PiS dotrzyma. A wiadomo od czasów Faraona Bolesława Prusa, że dotrzymywanie obietnic wobec swoich podręcznych to jedna z ważniejszych cech władzy. Inni widząc przykład lgną wtedy do szafarza dóbr i bezkarności. W przeciwnym razie – kto by chciał nadstawiać głowy?

Nie wiem czy Niedzielski miał takie gwarancje, czy nie. Bo istnieje takie grono politycznych zapalczywców co to wskakują do politycznego basenu na główkę, nie sprawdziwszy czy tam jest woda. Po prostu ekscytują się samym lotem, wiatr świszczy w uszach, człek małostkowo wierzy w swoją (wieczną) sprawczość i myśli że tak będzie bez końca.

I może Pan Adam z tych. Zobaczymy. Jeśli go pogonią z listy, to będzie oznaczało, że mamy kolejny etap zrzucania z sań, o którego rozpoczęciu już pisałem już w marcu tego roku. A więc wyjdzie na to, że minister poleciał bo stał się obciążeniem dla obozu płomiennych sanitarystów prawoskrętnych. A to oznacza, że PiS zobaczył, że jego dokonania kowidowo-pandemiczne mogą być przedmiotem negatywnych wniosków przy urnie. Czyli, że istnieje obiektywnie sprawdzalny trend w społeczeństwie, oczekujący, że ktoś powinien za to beknąć. A więc goniącym wilkom szuro-rewanżyzmu rzuca się z kowidowych sań celebrycką ofiarę. A nuż wilki zatrzymają się i będą konsumować atrapę rozliczeniową, najlepiej – do wyborów.

Ja uprzedzam od początku – jest drabinka decyzyjna. Są eksperci, co się co prawda poczuli demiurgami, ale zniknęli jak trzeba było płacić rachunki. Są ministrowie, którzy przecież wykonują zalecenia premiera, jest Rada Ministrów, która przecież głosowała za wprowadzeniem obostrzeń. Ale na końcu jest premier i to on odpowiada politycznie za dokonania swego rządu. Nie ma tak, że premier nie wiedział, czy chciał inaczej, a mu się minister opierał. Premier nie wiedział co z nim zrobić, bo minister miał decydujące o większości zaplecze polityczne (Niedzielski, oprócz rzecznika, też pogonionego, nie miał nikogo). Było odwrotnie – minister był narzędziem i w naiwnej pysze – twarzą obostrzeń, stając przed kamerami na konferencjach ogłaszających odcięcie kolejnego plasterka z salami wolności obywatelskich. Premier pojawiał się od wielkiego dzwonu, i raczej z dobrymi wieściami – że łagodzi obostrzenia ministra.

Ja się jednak dziwę temu powtarzającemu się schematowi. Ten ciąg na władzę zamydla jednak oczy. Ci ludzie zachowują się tak, jakby rozpostarty nad nimi parasol miał trwać wiecznie. A są jedynie zderzakami wyznaczonymi przez paru na krzyż decydentów. Postępują tak, jakby byli nietykalni, a byli tylko usłużni. I takich zużytych zelówek decydent pozbywa się w jednej chwili, kiedy stają się już nie sprawnym narzędziem, ale obciążeniem. Ileż można na to patrzeć? Coraz to z niebytu wychyna jakiś nuworysz, przelatuje jak meteor po nieboskłonie i rozwala się z hukiem. Przecież to można śledzić co chwila, ale widać że zastępy kolejnych kandydatów wyrywnych stanowią niekończące się szeregi. A może tu jednak chodzi o to, żeby się w tym locie nachapać, że wiadomo, iż koniec będzie typowy, a więc co tam jak skończysz, ważne że świecąc w locie – odkujesz się na całe życie.

Trzeba będzie śledzić losy tego rozbitego meteorytu. Moim zdaniem Niedzielski, jeśli w ogóle musi się martwić o swą materialną przyszłość, zostanie przygarnięty przez Big Farmę. W końcu tyle mu zawdzięczają. Panzamawiacz szczepionkowy tyle im nastukał kasy, że ja bym mu dał sowitą dożywotnią rentę z promili zysków, albo jakąś synekurkę do rozprostowania kości. Może też się doktor Niedziele i pojawić w ciałach międzynarodowego sanitaryzmu, zejdzie z celownika szarych grzeszników a zajmie się tym, co mu ostatnio najlepiej wychodziło, czyli umiędzynaradawianiem ekspansji WHO. Tam go widzę, jeśli w ogóle będzie się chciał pokazywać.

No i co teraz po takim tromtadractwie? Jak się wróci do normalnego życia w zafundowanej przez niego „nowej normalności”? Czy będą jakieś fotki jak jeździ na rowerze? Co na to inni spacerowicze? Wszak zdejmą mu już ochronę, którą dostał tylko dlatego, że jakiś desperat chciał mu zadać kilka pytań? Mówiłem, żeby się tak nie pysznić bo tak transit gloria mundi. Gdzie uciec po tym wszystkim?

Przestrzegam więc wszystkich, którzy spekulują, by ukoić swe emocje. Ukoić tym, że Niedzielski poleciał za kowidowe zbrodnie. Gdzież tam, nie łudźcie się, ludzie. Byłoby to przecież pisowskie przyznanie się do winy, bo ludzie widzą i sanie, i widzą kto kogo zrzuca i po co.

Dowód? Proszę bardzo.

Następczyni. Taka sama sanitarystka jak Niedzielski, z tym, że kolo „tylko wykonywał rozkazy”, zaś pani posłanka miała możliwość (i z niej korzystała) kształtowania przepisów, które Niedziele miał wprowadzać w życie. Proszę, gdzie pojawia się posłanka Sójka. Portal MamPrawoWiedzieć zadaje pytanie posłom o kowida. Z PiS-u odpowiadają tylko cztery osoby (nie dziwie się – na sanitarystach maseczka gore), pani Sójka jest wśród nich:  

Co odpowiedziała w ankiecie to wiadomo, patrząc jak popierała niesławne przedłożenie swego kolegi (ten, bohater, odmówił udziału w ankiecie), posła Hoca:

Tak, pani poseł była w awangardzie inicjatyw, które w świetle propozycji posła Hoca dawały przedsiębiorcom nieograniczoną władzę wobec pracownika, nie mówiąc już o masowym wglądzie w dane, za ujawnienie których w pojedynczym przypadku miał zostać zwolniony minister. Zastanawia także powtarzająca się obecność w takich gronach posłanki Lichockiej, tej której wystąpienia walnie przyczyniły się do powstania atmosfery skutkującej zwolnieniem dziennikarza Pospieszalskiego, za 15 minut telewizyjnej prawdy o kowidzie. Tak, to ta, co się jej kiedyś paluszek środkowy zaciął, choć patrząc na postać – to kolejny kandydat, który swą gorliwością stawia wszystko na jedną kartę, licząc na wątpliwy rewanż ze strony mocodawców. Pani posłanko, raz na 4 lata decyzje o kontynuacji pani kariery politycznej są w rękach suwenira, o czym zdaje się pani zapominać, że jak wynika z nazwy – potrafi on zgotować nie jedną niespodziankę.

Ale wróćmy do nowej pani minister. Zobaczmy jak wpisami broniła ustawy Hoca:

Pani minister pierwsze swe słowa po nominacji – a jakże – skierowała do Tuska. Im tam to się w PiS-ie wszystko z nim kojarzy. Jedni mają refren na osiem liter, drudzy, skromniej, na cztery. Tak się w Polsce dyskutuje o służbie zdrowia. Pani minister wyjaśniła ludowi jak działają e-recepty i że są korzystne. W jej wypowiedzi czuć pewien zachwyt przynależny odkrywcy rzeczy dla siebie dotąd nieznanych, a znanych ogółowi. To straszny zgrzyt. Coś takiego jak kiedyś miałem po tym, gdy kolejny nowomianowany prezes KGHM pisał z zachwytem odkrywcy, że Kombinat jest przodującym producentem srebra na świecie, co było wiadomo od dawna prawie wszystkim, tylko nie nowemu szefowi całego interesu. Tak samo i z panią Sójką.

Ja się czepiam, a może ona ma po prostu takie poglądy? Że to w pandemii wszystko było ok, Hoce powinny ustalać ramy życia społecznego pod dyktando tempa wznoszonych fal testowych? Może to szczerość, choć mylna? Nic z tego. Pani minister zaczęła czyścić swoje poprzednie wpisy, z których wynikało kim jest i jakie miała stanowiska w danych sprawach i momentach. Do tej pory jej to nie przeszkadzało – ot, była sobie posłanką z poglądami. Teraz ich, jako ministra, nie zmieniła tylko zniknęła. Popatrzmy, tu wpis, co to był:

A teraz go nie ma

Teraz tylko pora na zablokowanie komentarzy pod swoim kontem i wylądujemy tam, gdzie poprzednik. Dialog taki. Ze społeczeństwem.

Jako, że sanitarystka zastąpiła sanitarystę oznacza to, że zabieg był personalny, zaś interes będzie kontynuowany, tyle, że pod inną wizytówką. Kolejnego straceńca, co to dwa miesiące przed wyborami dał się namówić do poświęceń. A to oznacza, że nic się nie zmieniło i nie zmieni, przynajmniej do 15 października. Odchodzi w niesławie najgorszy minister III RP, zasłużony nie tylko tym, że działał jako narzędzie złej sprawy. On to czynił z wyraźna lubością, jaką małym charakterom przydaje chwilowe wyniesienie. Maluczcy wtedy obnażają swą zakompleksioną pychę, jeszcze bardziej podkręcając obostrzenia swoją pogardą. Pozostaje rząd, premier, układ polityczny, czyli ci wszyscy wynosiciele takich szumowin. Pamiętajmy o prawdziwych sprawcach tej sytuacji, nie zadawalajmy się politycznym truchłem zrzuconym z sań. Pamiętajmy o szybkiej ankiecie internetowej, zrobionej w tej sprawie przez @Dej_PL i jej wynikach:

Napisał Jerzy Karwelis

================================

mail: Spierdalają, spierdalają…W podskokach...

Ale kto wytoczy im: Szumowskiemu i Niedzielskiemu procesy karne za ok. 230 tysięcy nadmiarowych zgonów?

Pytania na Referendum odrzucone przez Jarosława Kaczyńskiego

Pytania na Referendum odrzucone przez Jarosława Kaczyńskiego

Kategoria: Archiwum, Polecane, Polityka, Polska, Pudło, Ważne

Autor: CzarnaLimuzyna 11 sierpnia 2023

Referendum- Horrendum Wyborcze 2023

Kampania wyborcza w Polsce polega na tym, że poszczególne mafie polityczne licytują która z nich bardziej załagodzi skutki swojej wieloletniej polityki. Nic nie mówią o likwidacji przyczyn, lecz cały czas o łagodzeniu objawów.

Wczoraj, Jarosław Kaczyński zaprezentował pierwsze pytanie w ramach manipulacji wyborczej. Przy okazji nie omieszkał sam sobie zaprzeczyć, mówiąc nieprawdę i wpisując się tym samym w obowiązującą w głównym nurcie manipulacji i „narracji wyborczych” – normę.

Głos obcych polityków, w tym niemieckich nie ma żadnego znaczenia

Glapiński, Morawiecki, Schwab

Być może, szef antynarodowych socjalistów, wykluczył z tego grona polityków “zaprzyjaźnionych”, w tym żydowskich, ukraińskich, amerykańskich oraz wbrew ogólnej deklaracji, niemieckich czyli tych, których prezydent Duda zaliczył do przyjaciół oraz tych, których słucha się premier Morawiecki, ze szczególnym wskazaniem na wodzirejów ze Światowego Forum Ekonomicznego (WEF) z sympatycznym Klausem Schwabem na czele.

Nie będę dalej dywagować.

Postanowiłem zaprezentować zestaw kilku pytań na Referendum, których nie chce zamieścić PiS.

  • Czy jesteś za przerwaniem Wielkiego Resetu (realizacji: Agendy 2030, energetycznego lockdownu – czy jesteś za unieważnieniem wszystkich pakietów klimatycznych, przywracając korzystanie z naturalnych i tanich źródeł energii?
  • Czy jesteś za wyproszeniem z Polski wszystkich osób niepracujących, żyjących na koszt Polaków, w tym niepracujących mężczyzn w wieku poborowym z Ukrainy?
  • Czy jesteś za zmianą zapisów zawartej w 2016 roku w tajemnicy przed opinią publiczną umowy nakładającej na Polskę zobowiązanie do nieodpłatnego przekazywania Ukrainie strategicznych zasobów polskiego uzbrojenia [link]. Nie chodzi o świadczenie pomocy humanitarnej!
  • Czy jesteś za wszczęciem śledztwa w sprawie 250 tys. zgonów nadmiarowych spowodowanych wprowadzeniem nieuzasadnionego i tragicznego w skutkach lockdownu w „Służbie Zdrowia”?
  • Czy jesteś za ukaraniem osób odpowiedzialnych za promocję toksycznych preparatów „big-pharmy” oraz za malwersacje środków finansowych z budżetu państwa?
  • Czy jesteś za prawnym zakazem głoszenia ideologii totalitarnych zawierającej m.in. elementy neomarksizmu (“antykultury”) i „zielonego faszyzmu” w formie promocji gender i rzekomej ochrony klimatu? Czy jesteś za karaniem molestowania nieletnich w formie „edukacji seksualnej” będącego wstępem do pedofilii?

Jeżeli zgadzasz się z tym, że to właśnie takie pytania powinny znaleźć się w szykowanym na październik zestawie wyborczym, podaj dalej.

PROPAGANDA. Abyśmy nie ulegali po raz kolejny zaczadzeniu.

Sławomir M. Kozak https://www.oficyna-aurora.pl/aktualnosci/propaganda,p735409420

PROPAGANDA

Większość z nas doskonale zna nazwisko Zygmunt Freud, bo też temu żydowskiemu twórcy psychoanalizy poświęcono mnóstwo opracowań, a jego koncepcje eksploatowane są do znudzenia w rozlicznych książkach i filmach, po dziś dzień. Ale, zapewne mniej osób kojarzy postać jego siostrzeńca, którym był Edward Bernays, twórca propagandy i pionier imagistyki społecznej, czyli mówiąc potocznie – public relations. Zakładam, że jego dokonania powinny znać miliony absolwentów, jakże niestety popularnych u nas szkół uczących tzw. marketingu i zarządzania. Tym bardziej dziwi, że w polskiej wersji Wikipedii, tradycyjnie już, nie ma nawet wzmianki o najważniejszej jego pracy, czyli książce zatytułowanej „Propaganda”, którą wydał  w roku 1928. Pisał w niej, że „cokolwiek ma znaczenie społeczne, czy to w polityce, finansach, produkcji, rolnictwie, działalności charytatywnej, edukacji czy w innych dziedzinach, musi odbywać się za pomocą propagandy”. Bernays wskazywał, że manipulowanie opinią publiczną jest niezbędną częścią demokracji, w której jednostki są z natury niebezpieczne dla pazerności elit, jednak mogą być wykorzystywane i kierowane przez te same elity dla ich własnych korzyści ekonomicznych. „Jeśli zrozumiemy mechanizm i motywy grupowego myślenia, możliwe będzie kontrolowanie i regulowanie mas zgodnie z naszą wolą, bez ich wiedzy”.

Ale, zanim Bernays dokonał swych rewolucyjnych zmian na rynku marketingu korporacyjnego, o których można gdzieniegdzie poczytać, odegrał niebagatelną rolę w świecie polityki i w pewien sposób jego dzieło towarzyszy nam wszystkim nieprzerwanie od ponad stu lat. Otóż, prezydent Woodrow Wilson, od którego jego mocodawcy oczekiwali wprowadzenia USA do I wojny światowej, borykał się właśnie z opinią publiczną, która nie podzielała woli ówczesnej, międzynarodowej banksterki, w tym zakresie. W roku 1917 Wilson powołał więc do życia tzw. Komitet Informacji Publicznej, w którym pierwsze skrzypce odegrał właśnie Bernays. 

To wtedy, popularne się stały, autoryzowane przez Wilsona, wystąpienia grup (Four Minute Men) propagujących konieczność amerykańskiego zaangażowania w europejski wysiłek wojenny. Ich członkowie (ponad 75 000 osób) mogli przekonywać w teatrach (w antraktach), restauracjach, na placach całej Ameryki, do konieczności wejścia USA do wojny. Na swe wystąpienia mieli 4 minuty, stąd ich nazwa. W działania te zaprzęgnięto 200 000 szkół. W czasach bez Internetu i telewizji wysłuchało tych nawoływań około 400 milionów osób. Straszono Niemcami powszechnie, zabronione zostało wystawianie jakichkolwiek sztuk, czy koncertów, w których prezentowana była muzyka takich sław, jak Bach, Beethoven, czy Mozart. Ba, zmieniano nazwy potraw i tak, na przykład kiszona kapusta (sauerkraut) stała się kapustą wolności (liberty cabbage), a niemiecki owczarek (German Shepherd) zmienił bez swej wiedzy nazwę na owczarka alzackiego. Departament Sprawiedliwości powołał do życia Amerykańską Ligę Ochrony, szukającą nieprawomyślnie myślących i zwolenników ruchów antywojennych, przekazując ich dane do FBI. Tych ścigających, jakbyśmy dziś powiedzieli,  niemieckie onuce, było ponad ćwierć miliona ludzi w ponad 600 miejscowościach USA. Jak zatem widzimy, wszystko już w historii było. Czy zapobiegło to wymordowaniu milionów ludzi 20 lat później?

Bernays był zresztą obecny także na rozmowach pokojowych w Paryżu, w r. 1918. Bez przesady możemy uznać, że to dzięki jego działalności narodziła się fałszywa idea wprowadzenia demokracji w Europie, jakże skuteczna w odwracaniu poglądów społecznych. Z pewnością, Edward Bernays stał się ojcem marketingu wojennego, który wykorzystywany był przez amerykańskiego hegemona również w kolejnej wojnie światowej, jak i wszystkich następnych misjach „stabilizacyjnych” i „pokojowych” na naszym globie. To z jego nauk korzystano tworząc, ciągle obecne nie tylko w USA, gabinety cieni zarządzające polityką z drugiego, niewidocznego rzędu.

Nie chcę opisywać roli, jaką w ciągu stulecia odegrała propaganda, poprzez książki, prasę, kino i telewizję („film jest najważniejszą ze sztuk” – W. I. Lenin), a także niedoceniony jeszcze ogromny rynek gier komputerowych. Pomysł, by o tym zaledwie wspomnieć, przyszedł na fali corocznego rozpamiętywania zysków i strat, jakie stały się udziałem Powstania Warszawskiego, na temat których licytuje się nadal mnóstwo osób. Te spory będą trwały długo, być może nigdy się nie skończą, bo przecież, poza osobistym nadal podejściem do tego zagadnienia wielu Polaków, są one wykorzystywane cynicznie przez animatorów polskiej sceny politycznej. Animozje te podgrzewane są celowo. 

Pomijając wszystkie, niezwykle ważne argumenty przemawiające za nieuchronnością wybuchu walk w Warszawie w r. 1944, nie mogę się jednak nie odnieść do tego, który mówił o konieczności powstania, by świat usłyszał o niedoli polskiej i przetarł wreszcie oczy. Miałby wobec tego być ów zryw powstańczy argumentem propagandowym! Pominę miałkość tego założenia, choćby w konfrontacji ze znanym już wówczas doskonale zerowym odzewem „cywilizowanego świata” na likwidację żydowskiego getta w tym samym przecież mieście, zaledwie rok wcześniej. „Świat” miał to wszystko w głębokim poważaniu, bo nie kieruje się emocjami, a interesami polityków, którzy realizują stawiane przed nimi wymagania ich rządców.

Jakże inaczej sternicy międzynarodowej sceny politycznej potrafili przekuć na sukces tragiczne wydarzenia amerykańskie z 11.09.2001 r.! Wszelkie kolejne wojny, trwające także w chwili obecnej, są kuponami odcinanymi od owego dramatu. Tamtego dnia zginęło około 3000 osób. 

Gdybyśmy podeszli do strat poniesionych przez naród polski, pomijając zrujnowanie stolicy, anihilację dóbr kultury, zniszczenie dorobku pokoleń, statystycznie – tyle samo cywilnej ludności Warszawy ginęło każdego dnia!Ale nie jednego dnia, kiedy w wyniku kilku eksplozji runęły trzy budynki WTC (1, 2, 7) i kawałek muru Pentagonu, a przez niekończące się dla tych, którym udało się cudem przeżyć, 63 dni i noce tej hekatomby! W Warszawie kamienice waliły się w morze ruin, grzebiąc na zawsze ludzi nie przez kilka minut w odstępie dwóch godzin, a przez ponad dwa miesiące!

Pomijam fakt, że poza jednym przypadkiem morderstwa na tle rabunkowym, nawiasem mówiąc na Polaku, 11.09.2001 r. w stolicy przestępczości, jaką był wówczas Nowy Jork, nie odnotowano ani jednego przypadku rozboju, grabieży, ani gwałtu. Nie chcę przywoływać doskonale udokumentowanych zbrodni tego typu, które były udziałem cywilnej ludności Warszawy w ciągu dwóch, letnich miesięcy roku 1944. Są powszechnie znane.

Czy „świat” spojrzał na nasz dramat ze zrozumieniem? Oto, czym jest propaganda, zarówno ta kierowana wobec własnego narodu, jak i krzycząca kłamliwymi tytułami mediów na użytek reszty świata. I niech mi nikt nie próbuje tłumaczyć, że w 2001 to był akt terroryzmu, bo to oczywiste. To zawsze jest efekt terroru. 

Terroryzm polega na użyciu siły lub przemocy fizycznej przeciwko osobom lub własności z pogwałceniem prawa, mające na celu zastraszenie i wymuszenie na danej grupie ludności lub państwie ustępstw w drodze do realizacji określonych celów. Działania terrorystyczne mogą dotyczyć całej populacji, jednak najczęściej są one uderzeniem w jej niewielką część, aby pozostałych obywateli zmusić do odpowiednich zachowań. Terroryzm skutkuje zwiększaniem podziałów i zaognianiem konfliktów między grupami co prowadzi do pogarszania nastrojów w społeczeństwie i wzrostu poparcia liderów politycznych chcących go zwalczać (…)”.

Polecam moim rodakom, by w te szczególne, sierpniowe dni, zastanowili się nad tą definicją. Ale też w październiku, może nawet bardziej wtedy, gdy milkną powstańcze piosenki na stołecznych festynach, z dawno odbudowanych kamienic znikają biało-czerwone flagi i plakaty z uśmiechniętą buzią małego powstańca w zbyt dużym hełmie. Abyśmy nie ulegali po raz kolejny zaczadzeniu propagandą. 

Sławomir M. Kozak

Siedemdziesiąt „powodzi stulecia” w czasie 10 wieków. Bezczelność i bajdy IPCC.

Siedemdziesiąt „powodzi stulecia” w czasie 10 wieków. Bezczelność i bajdy IPCC.

Czy faktycznie CO2 powoduje intensyfikację powodzi? Alarmizm

Autor: Jacek Musiał

Kto potrafi zawładnąć czyimiś emocjami, ten ma władzę. Straszenie zmianami klimatu, powodziami, suszami, które z powodu produkcji CO2, mają nas wkrótce czekać, stało się podstawowym narzędziem walki o władzę wielkich grup interesu

Lęk definiowany jest jako stan emocjonalny z poczuciem zagrożenia dotyczącym przyszłości. Lęk towarzyszył ludzkości od zawsze. Lęk może mieć skutki pozytywne lub negatywne. Na przełomie XIX i XX wieku (Gustave Le Bon, Psychologia tłumu, 1885) lęk stał się przedmiotem badań psychosocjologii – działu psychologii dotyczącego procesów psychicznych zachodzących w zbiorowościach ludzkich (na podst. SJP PWN, 2022). Od tego czasu w sposób świadomy i naukowy lęk jest wykorzystywany jako narzędzie do realizacji wyznaczonych celów przez zleceniodawcę. Takim celem może być zachęcenie ludzi do wzięcia udziału w wojnie. Innym razem – do wzrostu sprzedaży określonych towarów. Celem mogą być preferencje wyborcze. Celem może być zniewolenie jakiegoś całego narodu. Psychosocjologia potrafi wywołać w społeczeństwach emocje prowadzące do niekorzystnych decyzji dotyczących rozporządzenia wspólnym majątkiem, jak to miało miejsce w okresie rozbiorów (Adam Poniński) lub w okresie tzw. przemian ustrojowych w Polsce (…). Z punktu widzenia obiektywnego prawa takie nakłonienie kogoś do niekorzystnego rozporządzenia majątkiem jest oszustwem.

W XXI wieku psychosocjologia stała się groźnym narzędziem w wojnie hybrydowej prowadzonej przez głównych graczy: Rosję, Chiny, Stany Zjednoczone, Indie, a wobec słabszych partnerów – Niemcy i Francję.

Emocje wiążą się z bodźcami, ze stresem i ewolucyjnie stały się potrzebą człowieka. Eliminacja stresora nie musi prowadzić do dobrostanu, gdyż człowiek wtedy zacznie poszukiwać innego bodźca.

Kto potrafi zawładnąć czyimiś emocjami, ten ma władzę.

Od kilku dekad w Europie i przejściowo na innych kontynentach pojawiają się defetystyczne opracowania, wieszczące, jak to globalne ocieplenie, rzekomo spowodowane przez dwutlenek węgla, ma doprowadzić do zniszczenia życia na Ziemi. Prawdą jest, że obserwuje się pewne ocieplenie klimatu. Jest ono spowodowane innymi czynnikami, niż przez dwutlenek węgla. Jednak wspomniane fałszywe oskarżenie dwutlenku węgla stało się źródłem niebywałych dochodów energetyki opartej na innych źródłach energii, aniżeli węgiel, w szczególności dla producentów gazu ziemnego, elektrowni atomowych, paneli fotowoltaicznych i wiatraków. Każdy futurolog, wpisujący się w retorykę CO2 – centrycznej teorii globalnego ocieplenia, ma szansę na zrobienie w tym świecie kariery.

Straszenie ludzkości ekstremalnymi zmianami pogody: powodziami, huraganami i suszami, które , rzekomo z powodu dwutlenku węgla miałyby nas wkrótce czekać, stało się podstawowym narzędziem wielkich grup interesu.

Działania Ala Gore’a (specjalisty od propagandy z doświadczeniem w tej branży z wojny w Wietnamie) i Rajendry Pachauri’ego (przewodniczącego IPCC) z biegiem lat pokazały prawdziwe intencje i oblicza tych polityków, a zarazem biznesmenów. Nie do końca zaś jest przejrzysty interes Johna Cooka, specjalisty od psychosocjologii, przekonującego na blogu Skeptical o bezwartościowości węgla jako źródła energii. Na terenie Polski również działa podobny blog, lecz, ku pewnemu zaskoczeniu, prowadzą go w Polsce ludzie, którzy ukończyli fizykę (sic!), a nie psychosocjologię. W wypowiedziach i publikacjach jednego z autorów wspomnianego bloga w Polsce dominuje alarmizm, choć przewrotnie sam temu faktowi zaprzecza. Pomimo pięknie wydanych kilku futurystycznych książek, jak na razie nie wydaje się, aby miał szanse doścignąć naszego doskonałego pisarza – Stanisława Lema. Jakiemu interesowi Ala Gore’a i Rajendry Pachauri’ego służyło straszenie społeczeństw dwutlenkiem węgla – już wiemy. Czemu służy alarmizm polityków niemieckich, którzy przecie mają w swoim kraju poważnych naukowców, konstruujących lasery molekularne i z pewnością potrafiących wyjaśnić absurd teorii globalnego ocieplenia od dwutlenku węgla – można próbować się domyślić z treści wcześniejszych artykułów.

Globalne ocieplenie jest faktem. W prehistorii i historii Ziemi występowały okresy chłodniejsze i cieplejsze. Obecnie do ocieplenia klimatu przyczynia się dodatkowo działalność człowieka. Część prawdziwych, antropogenicznych przyczyn jest sukcesywnie wykazana w kolejnych rozdziałach tej książki. Kolejne informacje będą przedstawione w następnej, przygotowywanej publikacji. Co ważne – nie znajdzie się wśród tych przyczyn dwutlenek węgla!

Jaki może być cel straszenia Polaków dwutlenkiem węgla? Przede wszystkim wspaniale służy promowaniu wszelkich źródeł energii, jakie Polska musi (!) importować (jak się okazuje – wszystkie te importowane technologie powodują podobne lub większe globalne ocieplenie, aniżeli spalanie węgla). 

Sprzyja podejmowaniu nieodpowiedzialnych decyzji, takich, jak np. ta dotycząca demontażu elektrowni w Ostrołęce lub prowadzić może do sprzedania reszty kopalń obcemu kapitałowi, zanim oficjalnie Niemcy nie ogłoszą, że ich naukowcy „odkryli”, że globalne ocieplenie jednak wcale nie jest spowodowane dwutlenkiem węgla.

Straszenie ekstremalnymi zmianami pogodowymi z powodu CO2, w tym powodziami lub na odwrót – suszami, należą do koronnych haseł alarmistów. Innym straszakiem są huragany. W historii występowały zmiany klimatyczne całkowicie niezależne od człowieka. Z pewnością podczas tych zmian występowały i powodzie i susze i huragany (nie wspominając zlodowaceń). Wystarczy sięgnąć do biblijnego opisu potopu (choć niekoniecznie trzeba wszystko brać dosłownie) lub przypomnieć opowieść o siedmiu latach tłustych i siedmiu latach chudych (Księga Rodzaju). Najważniejsze, że w historii zaobserwowano takie zjawiska i nie miały one związku z rewolucją przemysłową i CO2. Pomimo wieszczonego przez alarmistów wzrostu częstości powodzi i ilości huraganów, po analizie okazało się, że takiego wzrostu w epoce przemysłowej nie udało się statystycznie potwierdzić.

POWODZIE W POLSCE

Jeśli w czyimś życiu wystąpi jedna powódź lub katastrofa, nie mając porównania, będzie to ta największa. Powódź w Polsce z 1997 roku okrzyknięto powodzią 1000-lecia. W tym czasie jednak żyła jeszcze część starszego pokolenia, która pamiętała niemniejsze powodzie z 1903, 1924, 1926 i 1934 roku. Okazuje się, że w minionym tysiącleciu na ziemiach polskich wystąpiły dziesiątki dużych powodzi. Poniżej zostaną wymienione lata, w których takie odnotowano, przy czym pierwsze lata państwa polskiego zawierają kilka luk (na podst.: Duch W. Największe powodzie w historii Polski od Mieszka I po powódź z 1997 rokuHistoria.org.pl 2011.06/18; Muszkat O., Powodzie w średniowiecznej PolsceHistoria.org.pl. 2021/07/20; Powódź, Wikipedia.pl 2022);  Girguś R.,   Wyjątki ze źródeł historycznych o nadzwyczajnych zjawiskach hydrologiczno-meteorologicznych na ziemiach polskich w latach 1601-1920, W-wa 2022; Girguś R., Strupczewski W., Rojecki A., Wyjątki ze źródeł historycznych o nadzwyczajnych zjawiskach hydrologiczno-meteorologicznych na ziemiach polskich w wiekach od X do XVI, W.K.i Ł., W-wa, 1965) :

988 lub/i 998, 1057, 1097, 1118, 1125, 1219, 1221, 1235, 1253, 1255, 1270, 1299, 1310, 1312, 1316, 1342, 1347, 1368, 1370, 1372, 1376, 1387, 1388, 1398, 1400, 1404, 1414, 1438, 1451, 1456, 1451, 1468, 1471, 1475, 1493, 1500, 1501, 1515, 1564, 1570, 1593, 1598, 1605, 1635, 1719, 1724, 1736, 1774, 1813, 1829, 1839, 1844, 1854, 1855, 1967, 1888, 1889, 1897, 1903, 1924, 1926, 1931, 1934, 1947, 1958, 1960, 1962, 1970, 1977, 1979, 1980, 1997, 1998, 2001, 2009, 2010.

Dzisiejsze wylewy rzek z pewnością są bardziej spektakularne z uwagi na wielokrotnie większą liczbę ludności Polski, obszary zamieszkałe i media o tym informujące. Za główną, antropogeniczną przyczynę nasilonych współczesnych powodzi  uważa się regulację rzek  i wylesienie znacznej części Polski. Przyczyną zaś katastrof – urbanizacja obszarów dawniej będących terenami zalewowymi. Powodzie nie mają żadnego związku z niezależnie występującym wzrostem stężenia CO2 w atmosferze.

Jak można zauważyć z przedstawionego wyżej zestawienia, w ciągu każdego kolejnego wieku wystąpiło po kilka powodzi. Okresy bezpowodziowe rzadko przekraczały 20 lat. Ponieważ ostatnio w Polsce (w tym wieku) nie było znaczących powodzi, po okresie lat suchych, statystycznie rzecz biorąc, w najbliższych już latach należy się spodziewać większych opadów i wylewów rzek. To tylko statystyka a nie cudowny wpływ dwutlenku węgla o stężeniu 0,04% w atmosferze.

Również susze w Europie zostały udokumentowane na przestrzeni wieków.

Największe występowały przeciętnie co około 100 lat. Co ciekawe, ekstremalne susze w Egipcie notowano również z podobną częstością (Przybylak R., Oliński P., Koprowski M., Filipiak J., Pospieszyńska A., Chorążyczewski W., Puchałka R., Dąbrowski H., Droughts in the area of Poland in recent centuries in the light of multi-proxy data, Climate of the past, 16(6),2020.   https://doi.org/10.5194/cp-16-627-2020).

Z ciekawostek: w 1903 roku na półkuli północnej odnotowano ekstremalne zjawiska pogodowe w postaci powodzi w Ameryce Północnej oraz w całej  Europie, w tym i na terenach Polski, po Anglię, Włochy i Moskwę. W 1902 roku – poprzedzającym – rozpoczęła się jedna z największych w XX wieku erupcja wulkanu Montagne Pelée na Martynice.

Na zakończenie przypomnijmy, że polskie powodzie były jakże małe w porównaniu do powodzi, jakie wystąpiły w ostatnim tysiącleciu na Ziemi i również nie mające żadnego związku ze spalaniem  węgla. Przykładem  powódź w Chinach w 1931 roku, która pochłonęła prawdopodobnie aż 50 milionów ofiar Mariusz Samp,  Powódź, w której zginęło 25 milionów ludzi – to zdarzyło się w Chinach,   Kroniki Dziejów, aktualizacja 01.10.2022, https://kronikidziejow.pl/porady/powodz-w-ktorej-zginelo-kilkadziesiat-milionow-chiny-1931/ )

Jacek, Karol, Michał Musiał

Głos zza grobu, sprzed 12 lat: „Bloger Jarosław Kaczyński o JOW”

„Bloger Jarosław Kaczyński o JOW” [przypomniał w 2023 r. W.b S.]

Jarosław Kaczyński założył blog na S24 i w pierwszym wpisie przedstawił swoją wizję dla Polski. Fakt ten stał się sensacją dnia, a może nawet wielu dni, bo tekst „odświeżono” od razu kilkaset tysięcy razy i i pojawiła się istna lawina komentarzy, co samo w sobie jest wynikiem wyjątkowym i rekordowym. Doniosłe to wydarzenie polityczne zostało zauważone przez chyba wszystkie media i może nawet zepchnęło w cień Afrykę Północną a dziennikarze wszelkich opcji zaczęli przepytywać różnych polityków o ich opinię na ten temat. Zastanawiano się też, czy Jarosław Kaczyński zechce ustosunkować się do pytań i uwag komentujących blogerów, tym bardziej, że miał on do tej pory opinię człowieka unikającego komputerów i Internetu? Ale Prezes PiS i tu sprawił niespodziankę i, w odróżnieniu od wielu innych politycznych blogerów, którzy traktują swoje blogi jako sui generis tablice reklamowe, już 21 lutego, ustosunkował się do szeregu komentarzy.

W zalewie komentarzy padły też pytania o ordynację wyborczą i jednomandatowe okręgi wyborcze w wyborach do Sejmu. 

I tak na przykład, bloger „Kungalu” napisał:

Ja powiadam trzeba dokonać fundamentalnej zmiany systemu. A pierwszym krokiem tej zmiany powinna być zmiana ordynacji wyborczej do Sejmu, na ordynację JOW jak brytyjska.
Dlaczego PiS tak się boi takiej zmiany? Przecież to jest początek naprawdę patriotycznych przemian.

A Jarosław Kaczyński odpowiada:

Stawianie tak sprawy jest, obawiam się, niezrozumieniem systemu brytyjskiego, gdzie posłowie są w istocie mianowani przez kierownictwo partii. I to w końcu Polacy powinni przyjąć do wiadomości – nie można żyć w świecie zupełnie oderwanym od rzeczywistości. W brytyjskiej praktyce politycznej jest tak: jakiś młody polityk zasługuje się odpowiednio kierownictwu partii i dostaje na próbę „zły” okręg – taki, w którym jego partia zwykle przegrywa. Tam ma się sprawdzić, czy potrafi pracować, czy potrafi być twardy, czy potrafi zrobić duży wysiłek, mimo że wie, że ma minimalne czy prawie żadne szanse na zwycięstwo. Jeżeli się sprawdzi, to w kolejnych wyborach dostaje już taki okręg, gdzie są one znaczne. Przy czym jego związek z tym okręgiem jest w ogromnej większości praktycznie zerowy, jest to bardzo często okręg, w którym on wcześniej nigdy w życiu nie był – nie tylko tam nie mieszka, nie tylko się nie urodził, ale w ogóle nie był. I tak to wygląda, tak wygląda system jednomandatowy i on wtedy może funkcjonować. U nas natomiast jest naiwne przeświadczenie, że można stworzyć taki mechanizm oddolnie wybieranych posłów, którzy jednocześnie będą co później robili? Każdy będzie oddzielnie. I w jaki sposób taki parlament będzie funkcjonował? Efekt będzie taki, jak ostatnio widzieliśmy w Pile, będzie mnóstwo ludzi, którzy po prostu dlatego, że mają finansowo mocną pozycję, chociaż żadnych kwalifikacji moralnych i intelektualnych, zostaną posłami. Podobnie też było na Ukrainie, gdzie częściowo wprowadzono takie okręgi. Taki będzie jedyny skutek. I trzeba naprawdę bezmiaru naiwności albo złej woli, żeby coś takiego proponować.

Jarosław Kaczyński jest dzisiaj najbardziej popularnym politykiem polskim, jego słowa mają więc „wielką siłę rażenia” i kiedy przekazuje Polakom jakieś zdecydowane opinie na najważniejsze sprawy państwowe, a taką niewątpliwie jest sprawa procedury wyborczej, to wypada uważnie im się przyjrzeć. 

Tym razem każe on nam wierzyć, że „posłowie brytyjscy są mianowani przez kierownictwo partii” a więc, że to nie obywatele Wielkiej Brytanii decydują o tym kto ich reprezentuje w Izbie Gmin, lecz partyjni baronowie. Dlatego warto by poprosić Jarosława Kaczyńskiego, żeby podał nam nazwisko brytyjskiego posła, który dostał mandat pomimo, że zagłosował na niego zaledwie jakiś  1 promil, czy choćby tylko 1%, wyborców?  Statystyki wyborcze, po każdych brytyjskich wyborach pokazują, że aby uzyskać tam mandat trzeba koniecznie mieć poparcie nie mniejsze niż 30% głosujących. 

Porównajmy to z polskim Sejmem, w którym ok. 2/3 posłów nie zdobyło więcej niż 1 głos na 100 wyborców z ich okręgów.  Np. z posłanką Moniką Ryniak z PiS, która w wyborach uzyskała poparcie 1494 głosów, co stanowi 0,16% wyborców krakowskich, a 0,26% tych, którzy pofatygowali się do urn. Albo z posłem PiS Kazimierzem Smolińskim z Gdańska, na którego głosowało 2774 wyborców, co stanowi 0,33% wszystkich wyborców, a zaledwie pół procenta głosujących. Kto ich posłał do Sejmu? Gdzie szukać wyborców, którzy poparli te kandydatury? I może Jarosław Kaczyński wskaże nam posła brytyjskiego z poparciem 2 tysięcy głosów , przy tym w okręgach dziesięciokrotnie mniejszych niż te, z których pochodzą posłowie z jego nadania?

Jako argument przeciwko JOW Jarosław Kaczyński opowiada nam los jakiegoś – jak rozumiem typowego – młodego kandydata na mandat poselski w Wielkiej Brytanii, którego szef partii wysyła do „złego” okręgu, żeby się tam sprawdził, a dopiero gdy się tam wykaże energią i zdolnościami, wtedy, ewentualnie, pozwoli mu kandydować w „dobrym” okręgu, czyli w takim, w którym partia z reguły wygrywa.

Ciekawy jest ten zarzut i staram się pojąć, co jest w tym nagannego? Co to znaczy „dobry okręg” i dlaczego partia w tym okręgu z reguły wygrywa? Wydawałoby się, że w tym okręgu partia ma już kandydata, który jest na tyle znany i popularny, że ma zwycięstwo w kieszeni. Po cóż więc doświadczony szef partii miałby tam wysyłać człowieka nieznanego i nieopierzonego? Żeby przegrać tam wybory? To chyba normalne i naturalne, że kieruje zdolnego i ambitnego kandydata na posła tam, gdzie partia nie potrafiła do tej pory wygrać? Chciałbym natomiast zobaczyć takiego posła brytyjskiego, który wygrał wybory w okręgu, w którym nikt go nie zna, o którym nie ma on pojęcia i w którym nawet nigdy nie był? Jakiś przykład, choćby tylko jeden?

Byłoby też pożyteczne, gdyby Jarosław Kaczyński opowiedział nam o kraju, w którym w wyniku wyborów takich, jak w UK, powstał parlament złożony z posłów „od Sasa do Lasa”, czyli, jak to ujmuje szef PiS, występujących oddzielnie. Naiwni politolodzy, zaczynając od Maurycego Duvergera, twierdzą, że system brytyjski tworzy dwubiegunową scenę polityczną i jakoś ta hipoteza potwierdzona została w praktyce wszystkich znanych krajów, dlaczego więc Jarosław Kaczyński uważa, że Polska będzie pierwszym wyjątkiem? Co jest takiego niezwykłego w psychice i mentalności Polaków, że uzasadnia takie przewidywania?

Przykład z Piłą i niedawnym wyborem Henryka Stokłosy na senatora jest rzeczywiście nieprzyjemny. Został on senatorem, bijąc w wyborach kandydatów PO, SLD i PSL. Kandydata PiS zabrakło i może szkoda, że Jarosław Kaczyński nie znalazł – jak brytyjscy szefowie partii – żadnego młodego i ambitnego kandydata, aby wysłać go do Piły, żeby przeszkodzić Stokłosie? Stokłosa wygrał nie tylko wbrew wszystkim partiom, ale i wbrew mediom, które nie pozostawiły na nim suchej nitki. Okropna sytuacja! 

Tak, to jest poważny powód, żeby nie lubić JOW: może się okazać, że ani partyjne autorytety, ani złotouści agitatorzy medialni mogą nie wystarczyć, aby posłami zostawali nie ci, których chcą obywatele, tylko ci, których mianują szefowie partii politycznych. Zmusiłoby to szefów partii do wysuwania na kandydatów do Sejmu nie swoich zaufanych, ale ludzi, którzy cieszą się zaufaniem wyborców, a to jest całkiem nie to samo. 

Autor: Jerzy Przystawa,  22.02.2011

13.08.2023 Biłgoraj, Warszawa – comiesięczne Msze Święte za Ojczyznę i Pokutne Marsze Różańcowe

13.08.2023 Biłgoraj, Warszawa – comiesięczne Msze Święte za Ojczyznę i Pokutne Marsze Różańcowe

09/08/2023przez antyk2013

Z Maryją Królową Polski modlić się będziemy o Polskę wierną Bogu, Krzyżowi i Ewangelii, o wypełnienie Jasnogórskich Ślubów Narodu

BIŁGORAJ – w każdą drugą niedzielę miesiąca w kościele pod wezwaniem Wniebowzięcia Najświętszej Maryi Panny o godz. 18.00 Msza Święta za Ojczyznę i Pokutny Marsz Różańcowy!

WARSZAWA – zapraszamy na comiesięczny Pokutny Marsz Różańcowy, który już od 9 lat odbywa się w stolicy. Rozpoczynamy Mszą Świętą o godz. 8.00 w kościele św. Andrzeja Apostoła i św. Brata Alberta na pl. Teatralnym 20, po niej udajemy się ulicami Warszawy pod Sejm RP.

Zgodnie ze słowami Najświętszej Dziewicy Maryi (zawartych we wszystkich uznanych objawieniach) modlitwa na Różańcu Świętym jest ostatnim ratunkiem dla świata. To jest FAKT – władze tego świata, odrzucają Boga a na Jego miejsce intronizują zachcianki człowieka (lub w najlepszym wypadku sentymentalnie celebrują humanizm).

Trasa naszego comiesięcznego Pokutnego Marszu Różańcowego w Warszawie:  Po drodze z placu Teatralnego idziemy ogarniając modlitwą Różańca Świętego ważne instytucje i ministerstwa położone przy Krakowskim Przedmieściu, modlimy się za Prezydenta RP pod jego siedzibą, skręcamy w  ul. Świętokrzyską by modlić się pod Ministerstwem Finansów, później przy pl. Powstańców Warszawskich 7 dochodzimy do budynku TVP, gdzie mieszczą się główne studia informacyjne telewizji publicznej (przez dziesięciolecia komunizmu i liberalizmu siejących nienawiść oraz kłamstwa). Modlić się będziemy o konieczne zmiany w mediach i nawrócenie środowisk dziennikarskich. Kierujemy się później w stronę placu Trzech Krzyży i na ul. Wiejską aby ogarnąć modlitwą władze ustawodawcze naszego Kraju. Zakończenie Pokutnego Marszu Różańcowego będzie pod Sejmem i Senatem RP (wcześniej podejdziemy pod ambasadę Kanady, gdzie Panu Bogu i Jego Matce zawierzać będziemy Mary Wagner, która toczy samotny bój o przestrzeganie prawa Bożego w Kanadzie).

https://youtube.com/watch?v=zL3tg863fSE%3Fversion%3D3%26rel%3D1%26showsearch%3D0%26showinfo%3D1%26iv_load_policy%3D1%26fs%3D1%26hl%3Dpl-PL%26autohide%3D2%26wmode%3Dtransparent
https://youtube.com/watch?v=FA-B8j-Tgbk%3Fversion%3D3%26rel%3D1%26showsearch%3D0%26showinfo%3D1%26iv_load_policy%3D1%26fs%3D1%26hl%3Dpl-PL%26autohide%3D2%26wmode%3Dtransparent

Będziemy się modlić o ustanie kłamliwych ataków na nasz Kościół i Ojczyznę, o nawrócenie nieprzyjaciół i pojednanie ludzi, narodów i państw na fundamencie prawdy, aby wobec ofiar zbrodni i ludobójstwa nastąpiło sprawiedliwe zadośćuczynienie za zło jakiego doświadczyli od prześladowców. Będziemy modlić się także o to by dla wszystkich narodów, dawniej i dziś zamieszkujących ziemie Rzeczypospolitej i Europę Środkowo Wschodnią, Jezus Chrystus był  j e d y n ą  Drogą, Prawdą i Życiem, o to też by na ziemiach nasączonych krwią ofiarną poprzednich pokoleń umocniona została święta wiara katolicka, poza którą nie ma zbawienia, by porzucone zostały błędne wyznania i religie wiodące na bezdroża nienawiści.

Share

13.08.2023 Wałbrzych – Msza święta i czuwanie Krucjaty Różańcowej za Ojczyznę

13.08.2023 Wałbrzych – Msza święta i czuwanie Krucjaty Różańcowej za Ojczyznę

11/08/2023przez antyk2013

13. dnia każdego miesiąca

Króluj nam, Chryste!

Sierpień to miesiąc, w którym wypada szczyt ruchu pielgrzymkowego na Jasną Górę Zwycięstwa, co ma swe duchowe źródło w objawieniach włoskiego mistyka o. Giulia Mancinellego SJ w XVII w. w kontekście uroczystości Wniebowzięcia Niepokalanej. To także czas, kiedy wspominamy największą w dziejach Kościoła krucjatę różańcową, która zaowocowała cudem nad Wisłą i objawieniem się Królowej Polski wniebowziętej jako Patronki Stolicy podczas Bitwy Warszawskiej 15 sierpnia AD 1920.

Jutro, w sobotę 12 sierpnia, pośród patronów dnia wspominać będziemy bł. Innocentego XI, który wprowadził w całym Kościele powszechnym święto Imienia Maryi na prośbę króla Jana III Sobieskiego, ten zaś wnioskował o to z inspiracji swego spowiednika, św. Stanisława Papczyńskiego. A to wszystko dla uczczenia zwycięstwa w imię Maryi sprzed 340 lat, które zostało przepowiedziane przez tego ostatniego. Tego dnia w sanktuarium Matki Bożej Bolesnej, Patronki Wałbrzycha, sprawowana będzie o godz. 8 comiesięczna Msza św. „o nowy cud za przyczyną sługi Bożego o. Giulia Mancinellego SJ, potrzebny do wznowienia jego procesu beatyfikacyjnego”, ale jeszcze bardziej potrzebny do przemiany świadomości tego pokolenia mówiących o sobie, że są Polakami, bez czego nie będzie obiecanego zwycięstwa, które ma przyjść przez Maryję; wcześniej zaś będzie różaniec za Ojczyznę.

Z kolei nazajutrz, w niedzielę 13 sierpnia, będzie comiesięczne czuwanie Krucjaty Różańcowej za Ojczyznę w wałbrzyskiej kolegiacie Św. Aniołów Stróżów od godz. 15 do comiesięcznej Mszy św. za Ojczyznę o godz. 18, a po niej czwarte w tym roku nabożeństwo fatimskie.

W godzinie Miłosierdzia po Koronce w intencji wynagradzającej będzie – jak zawsze 13 sierpnia – Droga Krzyżowa o trzeźwość Narodu.

Gorąco zapraszam do wspólnego wypraszania przez jednomyślną modlitwę tego zwycięstwa, które ma przyjść przez Maryję!    

Sursum corda!
MP

Afryka: Dziwne zgony z powodu COVID’a; Umierają przywódcy broniący swe narody przed szprycami.

Afryka: Dziwne zgony z powodu COVID’a; Umierają przywódcy broniący swe narody przed szprycami.

afryka-dziwne-zgony-z-powodu-covida

Afryka została dotknięta przez COVID-19 w bardzo szczególny sposób: populacja nie zauważyła choroby, chociaż praktycznie nikt nie został zaszczepiony, ale politycy tego kontynentu zapłacili wysoką cenę –  padając jak muchy.

Na przykład prezydent Burundi Pierre Nkurunziza zmarł kilka tygodni po wydaleniu przedstawicieli WHO w roku 2020, w wieku zaledwie 55 lat. Premier Eswatini Ambrose Mandvulo Dlamini, który zmarł pod koniec 2020 roku w wieku zaledwie 52 lat. Minister usług publicznych Eswatini Ntshangase Christian, który zmarł w styczniu 2021 r. w wieku 60 lat. Minister pracy Eswatini Makhosi Vilakati, zmarł w styczniu 2021 r. w wieku 45 lat.

Po owych zgonach rząd premiera Eswatini zezwolił na powszechne szczepienia w kwietniu 2021 r. i nie odnotowano więcej zgonów wśród polityków, podczas gdy zaczęły się «przypadkowe» zgony wśród ludności.

Minister transportu Malawi Sidik Mia zmarł w styczniu 2021 r. w wieku 55 lat. Minister samorządu lokalnego Malawi Lingson Belekanyama zmarł w styczniu 2021 r. W marcu 2021 r. Malawi zezwoliło na stosowanie szczepionek przeciwko Covid i żaden polityk już nie umarł.

Minister ds. prezydencji Republiki Południowej Afryki – Jackson Mphikwa Mthembu zmarł w styczniu 2021 r. w wieku 62 lat.

Minister sprawiedliwości Tanzanii zmarł w maju 2020 roku. Prezydent Tanzanii Johm Magufuli zmarł w marcu 2021 r. w wieku 61 lat. Zdenerwował WHO, pokazując pozytywne wyniki testów przeprowadzonych na kozie i papai. Następca Magufuliego zmienił prawo, aby spełnić żądania WHO dotyczące szczepionek i lockdown’ów.

Wiceprezydent Zanzibaru Maalim Seif Sharif Hamad zmarł w lutym 2021 r.

Minister rolnictwa Zimbabwe Perrance Shiri zmarł w lipcu 2020 roku. Minister spraw zagranicznych Zimbabwe Sibuso Moyo zmarł w styczniu 2021 r. w wieku 60 lat. Minister transportu Zimbabwe Joel Matiza zmarł w styczniu 2021 r. w wieku 60 lat.

Premier Wybrzeża Kości Słoniowej zmarł w marcu 2021 r. w wieku 56 lat.

Królowa i król Zulusów (brat i siostra) zmarli w lipcu 2020 r. i marcu 2021 r.

INFO: https://t.me/s/italiaaustralia

ZAMIAST POLAKOM – MORDERCOM POLAKÓW

ZAMIAST POLAKOM – MORDERCOM POLAKÓW

Krzysztof Baliński

Wokół rocznicy apogeum ludobójstwa Ukraińców na Polakach działy się rzeczy zadziwiające. Wyglądały na paniczne ruchy obozu władzy wywołane najpewniej przez sondaże pokazujące, że bierność w tej sprawie zagraża wynikom PiS w wyborach oraz postawą sporej części społeczeństwa, coraz wyraźniej zniecierpliwionego ukraińską butą i nieustępliwością, którą w kilku krótkich słowach wyraził Drobowycz z ukraińskiego IPN, że nie będzie żadnej zgodny na ekshumację ofiar, dopóki Polska wcześniej nie odbuduje na swoim terytorium wszystkich pomników UPA. W ramach nieudolnie, naprędce, na chybcika skleconej akcji, premier odwiedził wieś Puźniki, gdzie w sposób upokarzający dla pomordowanych Polaków „uczcił” ofiary dwoma kijami, stawiając w szczerym polu zbity z gałęzi krzyż.

Kiedy pojawiła się informacja, że nasz „strategiczny partner” wykonał wiekopomny gest – zezwolił na poszukiwania, ekshumację i upamiętnienia mogił Polaków zamordowanych przez UPA na terenie Ukrainy, szybko okazało się, że zgoda dotyczy tylko jednej wsi i otrzymał ją nie IPN, czyli instytucja do tego powołana, ale Fundacja Wolność i Demokracja (WiD), i że jak nie było, tak nie ma zgody na ekshumację szczątków dzieci, kobiet i starców, ofiar ukraińskich rezunów leżących w tysiącach dołów śmierci. Okazało się też, że nie chodzi o ekshumację, bo groby pomordowanych w Puźnikach są od dawna znane, ale jedynie o wypromowanie Fundacji Wolność i Demokracja.

Okazało się też, że Fundacja, która ma w statucie pomoc Polakom na Wschodzie”, zajmuje się wyłącznie pomocą Ukraińcom na Wschodzie. Na swojej internetowej witrynie epatuje, a nawet szczyci się: wyekspediowaniem na Ukrainę blisko 100 „TIR-ów” z pomocą humanitarną dla Ukrainy, ewakuacją 7,2 tys. ukraińskich rodzin z kompleksowym wsparciem rzeczowym i finansowym, pomocą dla kilkunastu ukraińskich szpitali wojskowych oraz opracowaniem i dystrybucją „Biznesowego ABC dla uchodźców z Ukrainy”. Okazało się też, że druga fundacja, też zasilana pieniędzmi rządowymi i też mająca w statucie „pomoc Polakom na Wschodzie”, powołała Wschodni Fundusz Dobroczynności,  w ramach którego prowadzi zbiórkę pieniędzy „na rzecz ofiar wojny w Ukrainie, dla potrzebujących przebywających zarówno po polskiej jak i ukraińskiej stronie granicy, uchodźców przebywających w Polsce oraz osób w potrzebie, które przebywają w Ukrainie”. Ale to nie wszystko – Fundacja Pomoc Polakom na Wschodzie, bo taką nadała sobie nazwę, na swojej witrynie internetowej szczyci się: „Przy dystrybucji pomocy korzystamy z rozgałęzionej sieci kontaktów z organizacjami polskiej mniejszości narodowej, polskimi szkółkami i parafiami rzymskokatolickimi”. Tak więc, zamiast służyć Polakom na Wschodzie przerabia tamtejszych Polaków na sługi narodu ukraińskiego.

Do fundacji WiD płynie rzeka rządowych pieniędzy. Tylko w latach 2017-2021 z ministerstwa edukacji, spraw zagranicznych, kultury i z Senatu otrzymała 64 mln zł dotacji. W roku 2021 r. najwięcej, bo blisko 11 mln przekazała Kancelaria Prezesa Rady Ministrów, na której czele stał wówczas Michał Dworczyk. Założyciel fundacji, zausznik i najbliższy współpracownika premiera utrzymuje, że po uzyskaniu mandatu poselskiego, zrezygnował z funkcji prezesa zarządu Fundacji i obecnie nie ma wpływu na jej działania. To jednak nie do końca prawda. Bo zgodnie ze statutem, to jemu przysługuje prawo powoływania i odwoływania członków rady fundacji, którzy później decydują o wyborze jej władz. Z fundacją od lat związana jest również żona Mychajło Dworczuka (bo jego pierwotne nazwisko brzmi tak) Agnieszka. Do zarządu, jako wiceprezes, dołączył Maciej Dancewicz, wcześniej naczelnik wydziału w Ministerstwie Kultury i Dziedzictwa Narodowego, który zasiadał w komisji ekspertów rozpatrujących wnioski fundacji ubiegających się o dofinansowanie. Członkiem rady programowej WiD jest Rafał Dzięciołowski, pełniący jednocześnie funkcję prezesa Fundacji Solidarności Międzynarodowej, która w latach 2017-2021 wsparła działalność WiD kwotą 2,5 mln zł. Dzięciołowski to również członek rady innej fundacji – „Niezależne Media”, założonej przez Tomasza Sakiewicza, redaktora naczelnego „Gazety Polskiej”, ukraińskiej gazety dla Polaków, też futrowanej olbrzymimi pieniędzmi rządowymi. W radzie WiD zasiada Zofia Romaszewska, której córka to prezes telewizji Biełsat finansowo wspomaganej przez „WiD”. I tu zapytać należy: Czy to nie jest gigantyczny konflikt interesów, jawna niegospodarność groszem publicznym, i czy nie powinien tego zbadać instytucje, które zajmują się legalnością wydatkowania pieniędzy publicznych takie, jak NIK, prokuratura i CBA?

Trzeba też zapytać: Dlaczego zgodę na ekshumację lub raczej jej atrapę otrzymała pozarządowa fundacja związana z Dworczykiem, czyli powiązana z lobby ukraińskim w rządzie, a nie dostał jej publiczny IPN? Czy nie chodziło o jednorazowy gest, który miała być wykorzystany propagandowo w celu umocnienia lobby ukraińskiego w rządzie? Czy nie chodziło o obniżenie rangi IPN, a nawet wyeliminowania z prac badawczo-ekshumacyjnych, prof. Krzysztof Szwagrzyka oraz Leona Popka, którzy dotychczas się tym zajmowali? Czy nie chodziło o przyzwolenie Ukraińcom na wysuwanie kolejnych żądań, „w zamian za Puźniki”?

20 lipca ambasador Ukrainy stwierdził, że prace trwające w Puźnikach świadczą, że na Ukrainie nie ma całkowitego zakazu prowadzenia poszukiwań i ekshumacji szczątków Polaków, ofiar rzezi wołyńskiej. Według niego, prace zaczęły się w 2019 roku, ale zostały zakłócone najpierw przez pandemię COVID-19, a potem przez rosyjską inwazję i że „nawet w takich warunkach Ukraina wydała zgodę” na prowadzenie poszukiwań w Puźnikach. Wasyl Zwarycz uznał też, że znaczny postęp nastąpił już w kwestii pojednania: „Koncentrujemy nasze wysiłki i czynimy to konsekwentnie na uczczeniu pamięci niewinnych ofiar Wołyńskiej Tragedii” (tak nazwał ludobójstwo Polaków na Wołyniu!). I…, na tym samym wydechu, zażądał, aby Polska odnowiła pomnik ku czci OUN-UPA na górze Monastyrz, czyli nagrobek upamiętniający bojowców OUN-UPA, którzy mordowali Polaków. Tu przypomnijmy, że na rzecz odnowienia tego pomnika od dawna działa też Fundacja Wolność i Demokracja, co potwierdził szef ukraińskiego IPN w wywiadzie dla „Naszego Słowa”.

Czy nie chodziło o wykorzystanie teatralnego gestu premiera w Puźnikach, dla wzmocnienia tezy, że Kijów zezwolił na ekshumacje? Czy nie chodziło o stworzenie ukraińskim mediom okazji do podania, że premier Polski odwiedził „miejsce zbrodni dokonanej przez Sowietów”? Dnia 8 lipca 2023, czyli w dniu wbicia przez Morawieckiego krzyża z patyków na skraju lasu w nieistniejącej już wsi Puźniki, ukraiński portal „Suspilne Nowyny” cytuje historyka twierdzącego, że UPA zaatakowała „wieś – centrum polsko-bolszewickiej agresji”, z powodu żołnierzy AK i współpracujących z sowietami Polaków”. Portal pisze, że według doniesień ukraińskiego podziemia w Puźnikach działał oddział polskiego podziemia nacjonalistycznego, a przyczyną zniszczenia wsi była „działalność jednostki zbrojnej AK, która z nadejściem władzy radzieckiej na teren naszego obwodu automatycznie przekształciła się w tak zwany ‘istribitielnyj batalion’, które formowano pod egidą NKWD”. Krótko mówiąc, Fundacja WiD, która w swoim statucie ma „promowanie wiedzy o antykomunistycznym podziemiu w Polsce”, wypromowała ukraińską narrację o AK. A co w tym było najbardziej pikantne? O tym, że w Puźnikach Ukraińcy zamordowali bagnetami, nożami i siekierami kobiety, dzieci i starców, a nie „istribitielnyj batalion” milczał zasiadający w radzie WiD, znany z publikacji o Polakach zamordowanych na Wschodzie, Tadeusz Płużański. Tak, jak milczał, że fundusze fundacji, zamiast na pomordowanych na Wschodzie idą na tych, którzy mordowali Polaków na Wschodzie.

Mateusz Morawiecki pojechał na Ukrainę, nazwał rzeź wołyńską ludobójstwem, i wcale nie wywołał tymi słowami kryzysu w relacjach Warszawy z Kijowem, Ukraińcy nie wypowiedzieli umowy z 2 grudnia 2016 roku o bezpłatnym udostępnieniu Ukrainie wszystkich zasobów państwa polskiego i nie zerwali przyjaźni, jaka rozkwitła między Polakami i Ukraińcami „wobec tragedii, jakiej doświadcza Ukraina”. Nie uraził też przeżywających wojenną traumę ukraińskich przesiedleńców, których „Polska tak gościnnie przyjęła”. Dlaczego? Bo to była zasłona dymna, pozorowane działanie, wyreżyserowane przedstawienie, kamuflaż potajemnie uzgodniony z Zełenskim i skoordynowany z ambasadorem Ukrainy. Bo chodziło o naprawienie wyjątkowo prostackiej wypowiedzi Dudy o „bieganiu z widłami”, o spacyfikowanie coraz silniejszych nastrojów antyukraińskich w Polsce, o pozwolenie Ukraińcom, by, „w zamian za Puźniki”, mogli wysuwać inne żądania.

Gdy minister finansów nieopatrznie ujawniła, że Polska wydała na pomoc Ukrainie 50 miliardów złotych, z pomocą pospieszył ambasador Ukrainy, informując, że od chwili rosyjskiej agresji Polska udzieliła Ukrainie pomocy tylko w wysokości 3,4 mld dolarów, tj. 14 mld zł. Czemu jeszcze służyła prymitywna teatralna inscenizacja Kijowa i Warszawy? Stworzeniu premierowi okazji do głoszenia: „Zawsze będziemy bronić dobrego imienia Polski, jej bezpieczeństwa, a interes żadnego innego państwa nigdy nie będzie stał ponad interesem Rzeczypospolitej. Prezydenckiemu ministrowi do wygłoszenia: „To, co najważniejsze dziś, to obrona interesu polskiego rolnika”. Ministrowi edukacji i nauki popisania się bon motem: „Politycy z Ukrainy muszą wiedzieć, że jesteśmy sojusznikami, ale nie frajerami”. Wiceszefowi MSZ-u, to jest resortu, którego rzecznik przyznał, że „Jesteśmy sługami narodu ukraińskiego”, do złożenia deklaracji: „My kierujemy się polityką polskiego interesu narodowego. Wspieramy Ukrainę w takim zakresie, jaki jest w polskim interesie narodowym”.

Ten ostatni nieopatrznie wygadał się jednak: „Podchodzimy z wyrozumiałością do emocji, jakie przeżywają Ukraińcy będący obiektem barbarzyńskiej agresji. Emocje bywają jednak złym doradcą, i nie pomagają w osiąganiu dyplomatycznych celów, np. w staraniach o zwiększenie skali i form pomocy”. Sekundował mu Przemysław Czarnek: My pomagamy, pomagaliśmy i pomagać będziemy, bo to jest w interesie narodu polskiego (…) Nam jest potrzebna niepodległa Ukraina i dlatego w naszym interesie i każdego Polaka jest pomagać”. Intrygę ostatecznie zdemaskował minister Kułeba, oznajmiając: „Strona ukraińska ma bardzo spokojny stosunek do jakichś wewnętrznych politycznych procesów w Polsce. To ich sprawa. Zdajemy sobie sprawę z tego, że mają swoje procesy, swoje interesy. Ale także ten kryzys minie, wszystko się ułoży, bo żywotne interesy Ukrainy i Polski są całkowicie jednakowe. Kiedy mówię żywotne, to są to naprawdę sprawy życia i śmierci państwa”.

Na nasilenie żądań zwiększenia pomocy nie musieliśmy długo czekać. Jeszcze tego samego dnia minister oświaty przekazał „subwencję oświatową” dla ukraińskich uczniów w wysokości 200 mln zł., a minister cyfryzacji przekazał ukraińskiemu ministrowi cyfryzacji 500 akumulatorów Tesla o wartości 25 mln zł., „dzięki którym nauczyciele będą prowadzić lekcje, a Ukraińcy pozostaną w kontakcie”. Ponieważ o hojności Polaków polski Żyd poinformował ukraińskiego Żyda 1 sierpnia, bloger zapytał: PiS dał te akumulatory w podzięce za Rzeź Woli? Czy z jakiej to okazji? Zabrali się też do przygotowania opinii publicznej, że chociaż walczyli jak lwy, będą musieli ustąpić Ukrainie w eksporcie zboża, bo Nec Hercules contra plures, bo presja Komisji Europejskiej, bo nie podoba się to administracji USA, bo będą ukraiński retorsje w postaci embarga na produkty drobiowe z Polski.

Duda, Morawiecki, Kaczyński – wszyscy wzięli udział w tym przestępczym dziele. Podzielili między sobą role. Grali po tamtej stronie. Przy czym nie była to tylko zmowa. Było gorzej – Duda zniechęcał Zełenskiego do wydania zgody na ekshumacje, bo to kłóciłoby się z całą jego wizją ukrainizacji Polski i burzyło całą misternie utkaną żydowsko-amerykańską intrygę z powołaniem UkroPolin. Zwykle coś utajnia się przed wrogami. W tym przypadku nie chodziło jednak o Ruskich, Szwabów czy totalną opozycję, lecz o zwykłych Polaków, w tym towarzyszy partyjnych z PiS. I tu pytanie: Jeśli rządzący dogadują się za kulisami, to czy nie jest to spisek, czyli przestępstwo?

Nie będzie przeprosin. Nie będzie zgody na ekshumację. Rządzące Ukrainą oligarchiczne i hajdamacki klany nie ustąpią, bo w międzyczasie zbudowali silną żydobanderowską tożsamość Ukrainy. Wiedzą przy tym, że patron zza Wielkiej Wody nie zgadza się na polską martyrologię, gdyż monopol na tym polu przysługuje tylko Żydom. Wiedzą też, że amerykańscy Żydzi wybaczyli banderowcom unicestwienie ukraińskich Żydów, bo są znakomitym materiałem dla potrzeb dywersji wobec Rosji, i nawet żydowskim niedobitkom na Ukrainie nie pozwalają powiedzieć na Banderę złego słowa.

Sprawdzą się wszystkie złowieszcze prognozy. „Strona polska” zgodzi się na wszystko: Na zbudowanie 100 pomników Bandery w miejscach wskazanych przez ambasadora Ukrainy (nie wyłączając miejsca obok pomnika Lecha Kaczyńskiego na Placu Piłsudskiego). Na wyasygnowanie 100 mln zł w celu renowacji pomników UPA. Na zalanie Polski 100 milionami ton ukraińskiego zboża. Na bezzwrotną 100-milionową pożyczkę, którą – dla udobruchania rezunów – Duda osobiście zawiezie do Kijowa. Na restytucję mienia poukraińskiego w Bieszczadach. Na wypłacanie 100 euro miesięcznego świadczenia 100 tysiącom Ukraińców wysiedlonych z Bieszczad w wyniku Akcji Wisła. Na przeszkolenie 100 tysięcy funkcjonariuszy Policji i prokuratury w ramach „Treningu przeciwdziałania przestępstwom z nienawiści wobec Ukraińców i uchodźców”.

Nad Wisłą niewiele się zmieni. Polska będzie dalej wspierać Ukrainę, aż do „wyzwolenia wszystkich okupowanych terytoriów” czyli po wsze czasy, za darmo i bez jakichkolwiek zobowiązań ze strony obdarowanych. Dalej będzie utrzymywać tabuny ukraińskich „uchodźców” z Dzikich Pól. Dalej będzie realizować, zamiast polskiej, ukraińską rację stanu. A lud pracujący miast i wsi Podkarpacia dalej będzie głosował na PiS.

Hipokryzja lewicy :)

Nie ma co komentować – dno i kilo mułu

Źródło:

Amerykańskie państwo nadzoru – kiedy upadnie Wielki Brat?

Bliżej prawdy

Dziennikarz, publicysta, dla którego prawda, dziś towar deficytowy jest tym, co może nas wyzwolić.

pyta Phil Butler i przytacza liczne przykłady inwigilacji.


W 2013 roku Edward Snowden ujawnił informacje amerykańskiej Agencji Bezpieczeństwa Narodowego (NSA) dotyczące masowego inwigilacji osób fizycznych, firm i rządów na całym świecie. Snowden udostępnił mediom miliony dokumentów i zachował kluczowe pliki, które dowodzą jego twierdzenia, że amerykańskie agencje, w szczególności NSA, działają bezkarnie i szpiegują każdego, kto znajdzie się na ich celowniku. Chociaż donosiciel Edwarda Snowdena ujawnił ohydne operacje NSA w ścisłej współpracy z trzema z czterech partnerów Five Eyes: australijskim ASD, brytyjskim GCHQ i kanadyjskim CSEC, nikt nie podjął działań.

Szef NSA i emerytowany generał James Clapper, który okłamał Kongres o podsłuchu i innych strategiach NSA, nie dostał nawet klapsa. Prezydent Obama napisał memorandum, w którym stwierdził, że „całkowicie ufa kierownictwu społeczności wywiadowczej dyrektora Clappera”. Clapper podał się do dymisji po ustąpieniu Baracka Obamy ze stanowiska prezydenta. Obecnie pracuje jako komentator w CNN.

Za niewyobrażalne błędy jednostek i organów władzy winę ponosi jedynie Edward Snowden. Tylko on jest łobuzem. Co gorsza, cała ta afera była testem woli ogółu społeczeństwa do przeciwstawienia się tyranii. Teraz wydaje się jasne, że ówczesny prezydent Barack Obama i wielu zachodnich liderów w polityce i biznesie wiedzieli o głębokiej inwigilacji osób, firm, a nawet organizacji charytatywnych bez prawnego upoważnienia. W jednym przypadku NSA, CIA i GCHQ posunęły się tak daleko, że szpiegowały użytkowników Second Life, Xbox Live i World of Warcraft i próbowały pozyskać potencjalnych informatorów z tych stron. To wszystko i wiele więcej ujawnił dziennikarz Glenn Greenwald w dzienniku The Guardian.

Aby zrozumieć powagę tego, co robiła NSA, Greenwald w książce No Place to Hide stwierdził, że deklarowanym celem NSA było „zebranie wszystkiego”, „przetworzenie wszystkiego”, „wykorzystanie wszystkiego”, „współpraca ze wszystkimi”, „wywąchanie wszystkiego” i „wiedza wszystko”. Barack Obama bronił NSA i innych agencji wywiadowczych i zasadniczo powiedział obywatelom Ziemi, aby „pierdolili się”, jeśli nie podoba im się sposób amerykańskiej ochrony. A szpiegostwo trwa.

Edward Snowden nie jest sam w swoim losie gawędziarza prawdy. Założyciel WikiLeaks – Julian Assange, jest doskonałym przeciwnikiem prawdziwego Wielkiego Brata, którego Orwell sobie tylko wyobrażał. Ucieka przed amerykańskim państwem bezpieczeństwa od ponad dziesięciu lat, a dziś żyje w najgorszym brytyjskim więzieniu tylko dlatego, że ujawnił prawdę. Najpierw WikiLeaks opublikował przerażające odkrycia Chelsea Manning, ujawniające zbrodnie wojenne popełnione przez armię amerykańską w Afganistanie i Iraku. W szczególności zeznania Manninga pokazały światu horror ataku bombowego B1 Granai w Afganistanie, w którym zginęło 147 cywilów, głównie dzieci.

Manning za pośrednictwem WikiLeaks ujawnił również atak na Bagdad w 2007 roku, kiedy to amerykańskie śmigłowce AH64 Apache zastrzeliły dwóch dziennikarzy wojennych Reutersa i cywilów. Pentagon nigdy oficjalnie nie wszczął śledztwa, ale wydał oświadczenie, w którym oskarżył korespondenta agencji Reutera o własną śmierć, ponieważ nie mieli na sobie „wyposażenia dziennikarskiego”. W tym przypadku nikt poza Chelsea Manning nie ucierpiał.

 WikiLeaks publikowało hity jeden po drugim, w tym o tym, jak Hillary Clinton oszukała swojego kontrkandydata z Partii Demokratycznej Berniego Sandersa, aby w 2016 roku rywalizować z Donaldem Trumpem w wyborach prezydenckich. W tym przypadku nastąpiła rezygnacja przewodniczącej DNC Debbie Wasserman Schultz i przeprosiny Sandersa ze strony DNC. Wasserman Shultz jest nadal reprezentantką USA z 25. okręgu kongresowego na Florydzie i urzędu, do którego została powołana w 2004 roku. Przywódcy Ameryki oszukali ludzi w procesie wyborczym i żadna głowa nie spadła. Potem oskarżyli Rosjan o utratę Białego Domu. A teraz, kiedy im na to pozwoliliśmy, obwiniają Rosjan prawie o wszystko.

Cablegate ujawnił, jak rozpoczęła się arabska wiosna. Potem były akta z Guantanamo, syryjskie akta, kable Kissingera i saudyjskie rewelacje. Ale wraz z publikacją e-maili Johna Podesty i Hillary Clinton, w ktorych WikiLeaks ujawniły całkowitą arogancję i lekkomyślność elit waszyngtońskich. Wtedy Seth Rich, źródło przecieków z DNC, zmarł szybko, nawet jak na warunki Waszyngtonu. I znowu głowy nie spadły, ani w Guantanamo, ani z powodu klęski w Bengazi, a już na pewno nie po tym, jak USA tworzące ISIS wysłały miliony uchodźców do Europy. Mówimy o absolutnej bezkarności. Patrzymy z otwartymi oczami na awanturników szkolnych, którzy okradają nie tylko innych uczniów, ale także nauczycieli i dyrektorów.

Przejdźmy szybko do niedawno ujawnionych plików Discord Files, według których amerykańskie deep state nadal szpieguje Ukrainę (podsłuch z biura Zełenskiego), partnerów NATO, w tym Niemiec, dyplomatów, takich jak Sekretarz Generalny ONZ Antonio Guterres, a także zwykłych obywateli, takich jak ten pisarz, którego dane na Facebooku zostały niedawno skonfiskowane przez FBI w związku z wydarzeniami z 2016 roku. Ostatnie podsłuchy ministra Gwinei Równikowej w przededniu szczytu rosyjsko-afrykańskiego pokazują, że szpiegowanie przyjaciół i wrogów przez USA nie słabnie. Amerykański Departament Bezpieczeństwa Publicznego podsłuchuje i robi nagrania przeciwko wszystkim. Rządzące elity naszego kraju stały się nową mafią, która prowadzi gangi ochronne, wykorzystuje łapówki lub morderstwa, zbiera informacje szantażu i niszczy wszystko, co jest napisane o prawach jednostki w naszej amerykańskiej konstytucji. A jednak nikt nie kiwnął palcem. Od nalotów dronów na mosty i rurociągi po satelitarne namierzanie rosyjskich generałów walczących na Ukrainie, mój kraj już dawno porzucił biały kowbojski kapelusz.

Chcę skończyć aktami Discord, dowodzącymi obecności sił specjalnych USA i innych krajów NATO działających w strefie działań wojennych. Niewielu Amerykanów zdaje sobie sprawę z tego, że konflikt na Ukrainie przenosi się na Bliski Wschód. Opublikowane przez Discord chaty, których autorem jest Jack Teixeira, 21-letni pilot z Massachusetts National Air Guard, to dziesiątki ściśle tajnych dokumentów ujawniających poufne informacje przeznaczone dla wysokich rangą wojskowych i wywiadowczych. Niektóre z plików pokazują przenikanie USA do rosyjskich planów wojskowych, szpiegowskie wysiłki USA skierowane nie tylko przeciwko Rosji, ale także przeciwko amerykańskim sojusznikom i sekretarzowi generalnemu ONZ.

Rządzące elity USA całkowicie bezkarnie szpiegują i oszukują w kraju i za granicą. Wielu analityków mówi o amerykańskiej państwowej inwigilacji, ale niewielu z nich mówi o krokach, które Amerykanie podejmą po zebraniu informacji wywiadowczych. Nie będę mówił o gazociągu Nord Stream, o obaleniu przywódców, takich jak Muammara Kaddafiego, ani o konsekwencjach zmian reżimów popieranych przez Amerykanów. Chciałbym zakończyć to sprawozdanie ostatecznymi stratami, utratą ludzkiego życia, potencjału i swobód, które powinny być tak drogie Amerykanom.

The American Surveillance State – When Will Big Brother Fall? Ukazał się 3.8.2023 na journal-neo.org.

Źródło: Amerykańskie państwo nadzoru – kiedy upadnie Wielki Brat?

Polskie uczelnie rekrutują w Zimbabwe gdzie co piąta osoba żyje z HIV.

źródło:

https://www.salon24.pl/u/glos-pokolenia-90/1273789,polskie-uczelnie-rekrutuja-w-zimbabwe-gdzie-co-piata-osoba-zyje-z-hiv

Coraz więcej obcokrajowców studiuje w Polsce. Zaskakuje Zimbabwe, odległy afrykański kraj z którego liczba studentów w ostatnich latach gwałtownie rośnie. Organizacja „Study in Poland” rekrutuje na studia ze 100% gwarancją otrzymania wizy. Odsetek zakażonych HIV w Zimbabwe należy do największych na świecie i według statystyk dotyczy 21,4% populacji.

Niż demograficzny w Polsce powoduje wręcz desperacką próbę wypełnienia miejsc na uczelniach studentami z zagranicy. Kiedy zaczęła się w Polsce moda na studiowanie, gdzieś w drugiej połowie lat 90′ gdy do studiowania zachęcano niemal wszystkich młodych Polaków jak grzyby po deszczu zaczęły powstawać nowe prywatne uczelnie. Maturzystów w Polsce jest dzisiaj jednak niemal dwa razy mniej niż kilkanaście lat temu.

image

Aby ratować miejsca pracy na uczelniach publicznych czy prywatne biznesy włodarze niemal wszystkich uczelni szukają studentów poza Polską. Liczba zagranicznych studentów na polskich uczelniach wzrosła kilkukrotnie w przeciągu ostatnich 10 lat. Do Polski jednak rzadko przyjeżdżają studenci z innych krajów Unii Europejskiej. To pochodna niskiego poziomu szkolnictwa wyższego w Polsce. Polskie uczelnie nie są konkurencyjne na rynku europejskim ze względu na niższy poziom. Polska postanowiła więc dopłacać do każdego zagranicznego studenta wyższą kwotę niż do własnych obywateli. To pozwala na ofertę tanich studiów w Polsce dla obcokrajowców. Za tych studentów, którzy przyjadą do Polski na cały cykl kształcenia, np. studia pierwszego i drugiego stopnia lub jednolite studia magisterskie, uczelnie otrzymują trzy razy wyższą dotację niż za studenta pochodzącego z Polski [1].

image

image

Wśród liczby zagranicznych studentów w Polsce zaskakuje duża grupa obywateli Zimbabwe. Ten znajdujący się w Afryce kraj wydawałby się jednym z ostatnich potencjalnych kierunków  pozyskiwania studentów ze względu na samą odległość czy sytuacje wewnętrzną. Ciężko powiedzieć co kierowało osobami które podjęły decyzję o otworzeniu filii organizacji „Study in Poland” w stolicy tego kraju [2]. Zimbabwe to obecnie państwo w którym inflacja wynosi kilkaset procent, to kraj w którym wskaźnik morderstw należy do najwyższych na świecie, to miejsce gdzie brutalnie prześladowano białą mniejszość i naród z którego szacunkowo 21,4% populacji to potwierdzeni nosiciele wirusa HIV [3];[4];[5];[6]. Zimbabwe zajmuje czwarte miejsce na świecie pod względem odsetka zakażonych wirusem HIV. Co piąty mieszkaniec tego kraju może więc być potencjalnym nosicielem.

image

Jak widać nie robi to wrażenia na polskich uczelniach, które znalazły sobie nowe źródło dochodu dotowane prawdopodobnie przez polskiego podatnika. Filia organizacji „Study in Poland” w Harare kilka lat temu reklamowała studiowanie w Polsce za jedyne 20$ [2].

Młodzież z Afryki zachęcana jest wizją otrzymania wizy studenckiej w europejskim kraju, co umożliwia także podjęcie pracy. Organizacja zachęca do aplikowania gdyż rzekomo 100% osób dostanie wizę do Polski [2].Studenci z Zimbabwe tak jak i inni mieszkańcy Afryki licznie napływają w ostatnich latach do Polski. Pytanie brzmi czy oprócz potencjalnego zysku uczelni nie pojawią się także koszty społeczne które być może poniesie całe polskie społeczeństwo? Dochodzi już do pierwszych „incydentów” z udziałem przedstawicieli tego kraju. W listopadzie Sebele T. obywatel Zimbabwe mieszkający w Lublinie próbował dokonać zabójstwa swojej partnerki poprzez zatłuczenie jej młotkiem. Zdesperowana młoda kobieta uratowała się tylko dzięki wyskoczeniu z okna [7].
Największym potencjalnym zagrożeniem dla Polek i Polaków jest jednak możliwość zakażenia się wirusem HIV. Niestety w Zimbabwe według danych CIA zakażony jest co piąty człowiek [6]. Dobrze wiemy że jedna osoba jest w stanie zakazić wiele innych, jak chociażby Simon Mol który w latach 2000′ był w stanie zakazić kilkadziesiąt Polek [8]. Ile więc osób może być w stanie zakazić kilka tysięcy studentów z Afryki? Widać wyraźny wzrost liczby par mieszanych na polskich ulicach głównie w przypadku polskich kobiet i Afrykańczyków.

image
W tym momencie pozostaje wiele pytań dlaczego do Polski ściąga się właśnie akurat studentów z tego kraju. Czy ostatni spory wzrost liczby zakażeń wirusem HIV w Polsce może mieć jakikolwiek związek z dużą dynamiką wzrostu liczby zagranicznych studentów z Afryki a także imigrantów zarobkowych [9]? Polska podobno w tej chwili nie wymaga żadnych testów, certyfikatów ani nie poddaje weryfikacji osób legalnie przybywających do Polski. Jedynie uchodźcy są poddawani obowiązkowym testom na HIV [10]. To już jest poważna sprawa jeżeli ściągamy do kraju osoby wśród których szansa natrafienia na potencjalnego nosiciela śmiertelnego wirusa statystycznie wynosi ponad 20%. Czy za chwile będzie się nam  także wmawiać że potrzebujemy „głów” do nauki i ściąganie ludzi z krajów trzeciego świata na polskie uczelnie to po prostu wyższa konieczność?


Źródła:

[1] https://www.uczelnie.net/system-prawo-i-reformy/5495-wyzsze-dotacje-za-przyjmowanie-cudzoziemcow
[2] https://www.facebook.com/StudyInPolandAfrica/
[3] https://tradingeconomics.com/zimbabwe/inflation-cpi
[4] https://afryka.org/rasizm-wobec-bialych-w-zimbabwe/
[5] http://chartsbin.com/view/1454
[6] https://en.wikipedia.org/wiki/List_of_countries_by_HIV/AIDS_adult_prevalence_rate
[7] https://tvn24.pl/polska/lublin-obywatel-zimbabwe-podejrzany-o-usilowanie-zabojstwa-kobiety-prokuratura-uciekla-wyskakujac-przez-balkon-6220094
[8] https://www.fakt.pl/wydarzenia/polska/simon-mol-zarazal-wirusem-hiv-polki-zarazone-wirusem-hiv/dxzk8bx
[9] https://www.medonet.pl/choroby-od-a-do-z/choroby-zakazne,dramatyczny-wzrost-zakazen-hiv-w-polsce–lekarz–ta-fala-ma-dwa-glowne-powody,artykul,79683731.html
[10] https://hivtravel.org/Default.aspx?PageId=143&CountryId=145

Podcieranie d.. ręką będzie trendem wśród mądrych, postępowych i wykształconych?

Tradycyjny papier toaletowy ma policzone dni użytkowania, gdyż – aby zaradzić kryzysowi klimatycznemu – UE promuje papier toaletowy ze słomy. Według hiszpańskiego portalu elEconomista nie wyklucza się całkowitej rezygnacji z papieru na rzecz „wody i mydła”. Celem jest ochrona zasobów naturalnych i zmniejszenie emisji dwutlenku węgla o co najmniej 35 proc. do 2030 r.

więcej:

https://nczas.com/2023/08/09/absurdy-unioklimatyzmu-papier-toaletowy-ze-slomy-albo-tylko-woda-i-mydlo/

Wydaje mi się, że obróbka słomy też powoduje emisje CO2 itp, ale w sumie można podcierać się ręką – lewą jak np w krajach arabskich. Wówczas można prawą witać się z normalnymi ludźmi a lewą z wszelkiej maści postępakami / urzędnikami klimatu / ministerstwa prawdy itp.

Jak to władza broni Polski przed imigracją …

Oglądając wiadomości można by sądzić, że Polska broni się przed imigracją. Setki agencji pośrednictwa pracy za granicą szuka chętnych do pracy w Posce i sprowadza ich tysiącami.

Jedną z nich jest od 2021 jest JOB Hiring Poland z Doha, Doha, Qatar

tel +974 7713 1001

link:

https://www.facebook.com/IVYJOBS

https://www.facebook.com/IVYJOBS/photos

dla osób nie mających facebooka:

Idzie kominiarz, łap się za … portfel

Pamiętam, że gdy szedł kominiarz to miałem łapać się za guzik , teraz za portfel.

W domach na terenie całej Polski ruszą wkrótce kontrole przeprowadzane przez kominiarzy. Nie byłoby w tym nic dziwnego, gdyby nie to, że inspekcja będzie dotyczyć m.in. grubości ścian czy liczby pokoi. Samorządy za takie przedsięwzięcie będą musiały wyłożyć około miliarda złotych z własnej kieszeni.

Ruszą szczegółowe kontrole. Wszystko przez nowy urząd

Dlaczego kominiarze będą sprawdzać grubość ścian? W zeszłym roku powstała Centralna Ewidencja Emisyjności Budynków (CEEB). Właściciele nieruchomości byli zobowiązani złożyć deklarację o źródłach ciepła. Z ewidencji dowiadujemy się, jakie jest zużycie energii, grubość dachu i ścian, kiedy obiekt został wybudowany i ile ma pokoi.

Portal money.pl informuje, że dane zbierać będą… kominiarze. W trakcie rutynowej kontroli zajmą się oni wypełnianiem ankiety. Dane będą zapisywać w aplikacji na tabletach. Koszt wizyty poniesie oczywiście właściciel budynku. Za rutynowy przegląd kominiarski płaci się 250 złotych.

reszta tu:

https://www.salon24.pl/newsroom/1317979,smorzady-skontroluja-5-mln-domow-absurdalny-powod

Niemcy od lat prowadzą masowo na Ukrainie ekshumacje żołnierzy Wehrmachtu i SS

Tylko w ubiegłym roku na Ukrainie ekshumowano  szczątki 816 niemieckich żołnierzy poległych w II wojnie światowej, a ukraińskie władze nadal odmawiają ekshumacji pomordowanych na Wołyniu Polaków.

Niemiecki Związek Ludowy Opieki nad Grobami Wojennymi zdołał w ubiegłym roku wydobyć na Ukrainie szczątki 816 poległych Niemców z czasów II wojny światowej – informował w kwietniu portal Deutsche Welle. Ekshumacje były prowadzone także podczas wojny – zwracały uwagę niemieckie media.

Niemiecki Związek Ludowy Opieki nad Grobami Wojennymi zdołał w ubiegłym roku wydobyć szczątki 816 poległych Niemców z czasów II wojny światowej – sprawców hitlerowskiej inwazji na Ukrainę, która wówczas należała do Związku Radzieckiego. Było to o połowę mniej niż w poprzednich latach, ale działo się to w środku nowej wojny. – czytamy w DW.

Niemiecki Związek Ludowy Opieki nad Grobami Wojennymi powstał jeszcze w Republice Weimarskiej – pierwszym demokratycznym państwie na ziemi niemieckiej – po I wojnie światowej. Początkowo w celu odnalezienia i pochowania zmarłych w bitwach pod Verdun i Ypres. Po II wojnie światowej stowarzyszenie kontynuowało swoją działalność najpierw w zachodnich Niemczech, a później w sąsiednich krajach Europy Zachodniej. Po upadku żelaznej kurtyny Związek rozszerzył działalność na kraje Europy Środkowej i Wschodniej oraz byłego Związku Radzieckiego – przede wszystkim na Polskę, Białoruś i Ukrainę, ale także na samą Rosję.

Miejsca, w których znaleziono kości, są sprawdzane z informacjami z niemieckiego Archiwum Federalnego. Potem szczątki są chowane na różnych cmentarzach Niemieckiego Związku Ludowego Opieki nad Grobami Wojennymi w całej Europie i często w obecności krewnych z Niemiec – także na Ukrainie.

Anton Drobowycz, szef Ukraińskiego IPN oświadczył w czerwcu, że dopóki strona polska nie odnowi obiektu ku czci OUN-UPA na Górze Monastyrz i nie zacznie odnawiać innych obiektów tego typu w Polsce, nie będzie zgody na poszukiwania i ekshumacje szczątków pomordowanych Polaków.

źródło: https://www.goniec.net/2023/08/07/niemcy-od-lat-prowadza-masowo-na-ukrainie-ekshumacje-zolnierzy-wehrmachtu-i-ss/

Wątpliwa opłacalność pomp ciepła

Pan Marcin ma pompę ciepła, ma panele solarne i rachunki wyższe też ma.
Pan Marcin ma pompę ciepła, ma panele solarne i rachunki wyższe też ma. | Foto: Czytelnik Business Insidera / zdjęcie czytelnika
  • Dopłaty od państwa idą w dziesiątki tysięcy, samemu trzeba wyłożyć mniej niż połowę i już ma się ekologiczny prąd i ogrzewanie. Do tego obiecują, że będzie taniej niż przy piecu na ekogroszek
  • Rzeczywistość weryfikuje to negatywnie. Ceny prądu po przekroczeniu limitu 2000 kWh rocznie są bardzo wysokie, więc ogrzewanie pompą też
  • Do tego fotowoltaika produkuje prąd w lecie, kiedy ten jest tańszy, a ogrzewać trzeba, kiedy prąd jest droższy
  • Według wyliczeń czytelnika po zainwestowaniu 64 tys. zł oszczędność w porównaniu z ekogroszkiem jest 1,9 tys. zł rocznie. Gdyby jednak kupił ekogroszek taniej niż założył, oszczędności nie byłoby w ogóle. A niemałe odsetki od kredytu trzeba spłacać, więc inwestycja jest na minusie
  • A to nie wszystkie atrakcje, jakie system zapewnia „ludziom eko”

więcej tutaj:

https://businessinsider.com.pl/technologie/nowe-technologie/rachunki-ostro-w-gore-mimo-fotowoltaiki-i-pompy-ciepla-rzad-wystawil-nas-do-wiatru/jr4bnrw

Opodatkowanie domów podatkiem od emisji CO2 około 1600 zł rocznie

Jeszcze z 2-3 lata temu, palenie gazem było EKO , w Krakowie zakazano kominków czy palenia węglem. Teraz nadchodzi nowa mądrość etapu – Eurokołchoz opodatkuje budynki od emisji CO2

Podatek a bardziej wprowadzenie wyższych opłat od ogrzewania związane jest z implementacją systemu ETS 2 i opłat za emisję dwutlenku węgla w UE. Unia właśnie zatwierdziła ETS 2 rozszerzając handel emisjami o sektor budownictwa i transportu. To oznacza dla nas wyższe rachunki za ogrzewanie i jazdę samochodami spalinowymi.

  • Obowiązują już przepisy Unijne wprowadzające sektory budownictwa i transportu drogowego do ETS 2 co wiąże się z ograniczaniem emisji gazów cieplarnianych w UE w ramach Fit for 55.
  • Zgodnie z danymi z Centralnej Emisyjności Budynków ponad 3,2 mln gospodarstw domowych ogrzewanych jest gazem zaś węglem ok. 4,6 mln gospodarstw domowych. To oni poniosą dodatkowe koszty związane z roszczeniem ETS 2 i emisją gazów cieplarnianych i dwutlenku węgla do atmosfery najpóźniej od 2028 r.
  • Właściciel ogrzewający dom węglem, ekogroszkiem, gazem olejem opałowym będzie musiał zapłacić ok. 45 euro za 1 tonę emisji, przy czym gospodarstwo domowe średnio zużywa 6 ton na rok co daje ok. 270 euro. W sumie zapłaci więc minimum ok. 1200 zł za rok. Jednak jak podają eksperci te opłaty mogą wzrosnąć nawet do ponad 1600 zł rocznie w 2030 r.
  • Opłata za emisję gazów cieplarnianych i CO2 będzie wliczana w cenę węgla, ekogroszku, oleju opałowego lub gazu oraz paliwa do aut spalinowych i ponoszona przy zakupie od 2027 r. lub 2028 r.

reszta pod linkiem:

https://www.farmer.pl/energia/ponad-1600-zl-rocznie-wiecej-na-ogrzewanie-domu-ue-zatwierdzila-nowy-podatek,134495.html

Pazerne państwo – legalizacją studni 5000 zł

Niestety, ale prawda jest taka że człowiek jest właścicielem gruntu tylko formalnie – jako osoba przypisana do płacenia podatku. Władza ludowa może zawsze użyć monopolu na przemoc , np za korzystanie z wody ze studni.