„Wymiana etniczna” czyli erozja i unicestwienie kultur i narodów

Wymiana etniczna czyli erozja i unicestwienie kultur i narodów

Autor: AlterCabrio

, 15 maja 2023

„Nie możemy ulegać idei wymiany etnicznej. Wymiana etniczna oznacza: Włosi mają mniej dzieci, więc zastępujemy je kimś innym. To nie jest rozwiązanie. W regionach z mniejszą liczbą programów socjalnych odnotowuje się bardziej znaczące załamanie demograficzne niż w innych obszarach”.

−∗−

Tłumaczenie: AlterCabrio – ekspedyt.org

___________***___________

Wybuch kontrowersji po tym, jak włoski minister wezwał do zwiększenia wskaźnika urodzeń, aby uniknąć „wymiany etnicznej” (wideo)

Z każdym dniem coraz trudniej jest zaprzeczyć, że masowe migracje mają na celu erozję, a ostatecznie unicestwienie unikalnych kultur społeczności lokalnych i narodowych.

Włoski minister rolnictwa Francesco Lollobrigida ostrzegł, że niski wskaźnik urodzeń we Włoszech i wzrost nielegalnej imigracji mogą doprowadzić do „wymiany etnicznej”, wywołując tym gniew lewicowej opozycji w tym kraju.

Uwagi szwagra i bliskiego sojusznika politycznego włoskiej premier Giorgii Meloni są odpowiedzią na niedawny raport, z którego wynika, że ​​Włochy mają jeden z najniższych na świecie wskaźników urodzeń z mniej niż 400 000 urodzeń w 2022r.

Wypowiedzi F. Lollobrigidy padły na wtorkowym kongresie krajowym w Cisal, gdzie omawiał kwestię wzrostu demograficznego i znaczenie stworzenia systemu opieki społecznej, który umożliwi ludziom pracę i założenie rodziny. Lollobrigida podkreślił, że ​​zwiększenie wskaźnika urodzeń nie polega na przekonaniu ludzi do dłuższego pozostawania w domu, ale na stworzeniu środowiska, w którym młode pary mogą znaleźć zatrudnienie i zbudować przyszłość dla siebie i swoich rodzin.

Rozwiązaniem jest pomoc młodym parom w znalezieniu zatrudnienia. Odpowiedzią jest umożliwienie wszystkim zapoznania się z danymi, które pokazują, że wzrost demograficzny i lepsza pomoc publiczna działają równolegle, nawet na terytorium naszego kraju.

„Nie możemy ulegać idei wymiany etnicznej. Wymiana etniczna oznacza: Włosi mają mniej dzieci, więc zastępujemy je kimś innym. To nie jest rozwiązanie. W regionach z mniejszą liczbą programów socjalnych odnotowuje się bardziej znaczące załamanie demograficzne niż w innych obszarach”.

Lollobrigida podkreślił, że wymiana etniczna nie jest rozwiązaniem, a imigracja może być szansą na wzrost gospodarczy kraju. Twierdził, że legalna imigracja, zorganizowana z regularnymi przepływami ludzi, jest drogą naprzód, ale nielegalna i potajemna imigracja jest pierwszym wrogiem legalnej imigracji. Stwierdził, że jego ministerstwo pracuje nad powstrzymaniem głównych przepływów migrantów i stworzeniem zorganizowanych przepływów odbywających się co trzy lata, dzięki którym migranci będą mogli łatwo zintegrować się ze społeczeństwem włoskim.https://rumble.com/embed/v2gsvbq/?pub=4

Według Ministerstwa Spraw Wewnętrznych Włochy odnotowały w tym roku rekordową liczbę nielegalnych migrantów drogą morską, z ponad 34 715 osobami przybyłymi na dzień 19 kwietnia.

Sam Lollobrigida jest wnukiem imigrantów i podkreślał, że imigracja jest naturalnym, potwierdzonym faktem. Zauważył jednak: „Uważam, by nie wierzyć, że emigracja i imigracja są problemem. Wręcz przeciwnie: mogą stać się szansą dla wzrostu gospodarczego kraju. Jeśli pojawi się zapotrzebowanie na pracowników, kiedy wewnętrzna siła robocza się wyczerpie, będziemy musieli polegać również na sile roboczej pochodzącej z innych krajów”.

Spór

Wielu chwaliło poglądy Lollobrigidy na temat imigracji i wzrostu demograficznego, stwierdzając, że przedstawiają odświeżające spojrzenie na ten temat. Jego zaangażowanie w znajdowanie rozwiązań, które przyniosą korzyści zarówno obywatelom Włoch, jak i imigrantom, jest godne pochwały, zachwycali się centryści. Jednak Elly Schlein, radykalna nowa szefowa włoskiej Partii Demokratycznej, określiła oświadczenie Lollobrigidy jako „obrzydliwe” i „przypominające faszystowski reżim Benito Mussoliniego”.

Oskarżyła Lollobrigidę o powrót do mentalności z lat 30., mówiąc, że jego słowa „mają posmak białej supremacji”. Schlein powiedziała dziennikarzom, że ma nadzieję, że rząd Meloni zdystansuje się od jego wypowiedzi.

Niski wskaźnik urodzeń we Włoszech jest głównym zmartwieniem konserwatywnego rządu Włoch, który doszedł do władzy w październiku 2022r. Meloni prowadziła kampanię m.in. w oparciu o zobowiązanie do pomocy Włochom w posiadaniu dzieci. Powiedziała, że ​​Włochy zbyt długo nie inwestowały w zachęty do zwiększenia wskaźnika urodzeń.

Meloni od lat martwi się wymierającą, kurczącą się populacją Włoch. W 2016 roku powiedziała, że ​​trwa „wymiana etniczna” [znana jako Wielka Wymiana] z powodu przybycia do Włoch 153 000 imigrantów, głównie afrykańskich mężczyzn. Stwierdziła, że ​​rządzący próbują „zniszczyć naszą europejską i chrześcijańską tożsamość poprzez niekontrolowaną masową migrację”, a organizacje pomagające uchodźcom zaniedbują głodujących Wenezuelczyków pochodzenia włoskiego.

Jean Renaud Gabriel Camus, współzałożyciel i przewodniczący Narodowej Rady Europejskiego Ruchu Oporu, jest francuskim pisarzem znanym z ukucia zwrotu „Wielka wymiana” [“Great replacement”] — odnoszącego się do doniesień o kolonizacji Europy Zachodniej przez imigrantów z Afryki Północnej i Bliskiego Wschodu.

Wielka Wymiana

Według raportu Gatestone, Włochy i znaczna część Europy przejdą znaczące zmiany demograficzne w nadchodzących dziesięcioleciach. Ponieważ rodzima populacja europejska starzeje się i nie rozmnaża się na poziomie zastępowalności, a rośnie napływ migrantów z Bliskiego Wschodu, Afryki i Azji. Ci przybysze wnoszą ze sobą bardzo różne wartości kulturowe związane z seksualnością, nauką, władzą polityczną, ekonomią i rolą religii w społeczeństwie. Rezultatem jest Europa, która może stać się nie do poznania w ciągu jednego pokolenia.

Jak informowaliśmy wcześniej w RAIR, do 2050r. „dwadzieścia procent populacji Europy będzie muzułmanami z powodu dążenia Europy Zachodniej do wielokulturowości i masowej migracji”.

Według raportu ONZ „Replacement Migration: Is It a Solution to Decline and Aging Populations” [Migracja zastępująca: czy jest to rozwiązanie problemu spadku i starzenia się populacji] w 2050r. jedną trzecią populacji Włoch będą stanowić obcokrajowcy.

Włoski think-tank Fondazione Fare Futuro przewiduje, że do końca wieku połowa populacji Włoch może być muzułmanami z powodu masowej migracji i różnych wskaźników urodzeń chrześcijan i muzułmanów. W ciągu zaledwie dziesięciu lat liczba migrantów we Włoszech wzrosła o 419%.

Z każdym dniem coraz trudniej jest zaprzeczyć, że ostatecznym celem masowej migracji jest podważenie, a ostatecznie wymazanie charakterystycznych kultur społeczności lokalnych i narodowych. Dowody z ostatnich kilkudziesięciu lat pokazują, że systemy prawne, normy kulturowe i fundamentalne zasady równości, które od dawna stanowią podstawę społeczeństw Europy i Ameryki Północnej, ulegają erozji w zastraszającym tempie. Oprócz tej i tak niepokojącej rzeczywistości, poprawność polityczna często wypiera rządy prawa i swobody jednostki, pomagając w realizacji „wielkiej wymiany” poprzez karanie wszelkich form krytyki.

______________

Controversy Erupts After Italian Minister Calls for Boosting Birth Rate to Avoid ‘Ethnic Replacement’ (Video), Amy Mek, April 20, 2023

−∗−

BONUS

Film z archiwum Sumienia Narodu
Plan Richarda Coudenhove-Kalergi – ludobójstwo narodów Europy, Zbigniew Modrzejewskihttps://banbye.com/embed/v_K1bEkZtJC_Ke

−∗−

Powiązane tematycznie:

Great Replacement czyli kto jest przyszłością
Coraz trudniej zaprzeczyć, że masowa migracja ma na celu zniszczenie kultur lokalnych i narodowych poprzez ich rozcieńczenie. Mamy wystarczająco dużo danych historycznych z ostatnich kilkudziesięciu lat, aby wiedzieć, że europejskie i północnoamerykańskie systemy prawne, normy kulturowe i równe prawa są zacierane. […]

______________

Afrykanizacja EU czyli jadą goście
Ursula von der Leyen promuje „afrykanizację” Europy, ostrzega niemiecki eurodeputowany Gunnar Beck. W szokującym raporcie ujawnia plany KE dotyczące zastąpienia ludności Europy afrykańskimi azylantami. […]

Doktoraty humoris causa

Doktoraty humoris causa

 Józef Wieczorek doktoraty-humoris-causa

Doktorat humoris causa kojarzy się zwykle z nagrodą im. Papcia Chmiela (Henryka Chmielewskiego), twórcy „Tytusa, Romka i A’Tomka”. Ale taki tytuł przysługiwać winien też ludziom, którzy mają poczucie humoru i innych nim zarażają

 W domenie akademickiej natomiast popularne są tytuły doktora honoris causa (dr h.c.), przyznawane przez ciała uniwersyteckie osobom niekoniecznie mającym formalne wykształcenie, ale zasłużonym dla nauki i życia społecznego.

Czasem mogą się jednak pojawiać trudności z odróżnieniem ich od doktoratów humoris causa.

Tak się ma sprawa z ogłoszonym ostatnio przyznaniem doktoratu honorowego z… teologii przez Uniwersytet w Helsinkach Grecie Thunberg. Ta 20-letnia znana aktywistka klimatyczna jest istną kapłanką religii klimatyzmu, stąd honorowy, choć raczej humorystyczny doktorat z teologii [ale w jakiejś sekcie protestanckiej w Finlandii md].

Jest znamienne, że w czasach walki z religią rosną w siłę wyznawcy religii klimatyzmu, która zaczyna dominować na uczelniach głoszących rozdział nauki od religii. Pustkę trzeba czymś wypełnić, podobnie jak ankiety personalne dotyczące posiadania stopni naukowych.

Doktorat honoris causa nie jest tytułem naukowym, tylko honorowym, ale tytuły naukowe u nas są pożądane i mile widziane. Dlatego np. Edward Ochab przy wymianie legitymacji partyjnych w 1975 roku w rubryce ankiety „posiadany stopień naukowy” wpisał „dr h.c.”, który to tytuł otrzymał na Uniwersytecie Kairskim w 1965 roku.

Mylne informacje podaje nawet Uniwersytet Warszawski, zasłużony dla nadawania licznych doktoratów honorowych prominentom życia politycznego, tak w czasach PRL, jak i III RP. Na stronach UW można zobaczyć, że Władysław Bartoszewski to doktor nauk historycznych, choć nawet nie był magistrem tej dyscypliny, ale inni idą dalej i obdarzają go tytułem profesorskim.

A Tadeusz Mazowiecki to podobno doktor prawa, choć był jeno początkującym studentem w tej materii. Niemal 40 doktoratów honoris causa ma prosty elektryk Lech Wałęsa, który może przed nazwiskiem podawać „dr h.c. multi”, ale z TW „Bolek” nie korzysta.

Spirala przemocy nakręca się coraz szybciej, także w Palestynie. 75 lat wypędzeń i apartheidu.

Spirala przemocy nakręca się coraz szybciej, także w Palestynie.

75 lat NAKBY – 75 lat wypędzeń i apartheidu | Annette Groth

Oryginalny tekst ukazał się 15 maja 2023 roku na stronie https://apolut.net/75-jahre-nakba-75-jahre-vertreibung-und-apartheid-von-annette-groth/

Spirala przemocy nakręca się coraz szybciej, nie tylko na Ukrainie, ale także w Palestynie. Wiadomość o planowanej izraelskiej reformie sądownictwa i masowych demonstracjach przeciwko niej pojawiła się także w niemieckich mediach głównego nurtu. Zabójstwa, wyburzenia i wysiedlenia Palestyńczyków z ich domów i ziem w większości pozostają niezauważone.

Co najmniej 100 Palestyńczyków, w tym wiele dzieci, zostało zabitych od początku 2023 roku, a liczba ta stale rośnie, a wielu z nich zostało zabitych umyślnie. Ponad 1000 Palestyńczyków przebywa w więzieniach z aresztem administracyjnym, czyli bez procesu. Areszt administracyjny może być wielokrotnie przedłużany i narusza przepisy międzynarodowe. Nawet dzieci w wieku 12 lat mogą być przetrzymywane do sześciu miesięcy, a 12-letnia Palestynka była najmłodszą więźniarką na świecie.

Sytuacja uległa znacznemu pogorszeniu wraz z nowym „prawicowym” rządem Benjamina Netanjahu wybranym w 2022 r. oraz ministrami skazanymi w przeszłości za podżeganie do przemocy i prawicowego ekstremizmu.

Brutalne ataki i „Gwardia Narodowa”

W ostatnich tygodniach i miesiącach agresywni [żydowscy] osadnicy zdewastowali wiele palestyńskich wiosek, zniszczyli domy, podpalili samochody i dotkliwie pobili ludzi. Dziesiątki Palestyńczyków zginęło, setki zostało rannych, a wielu ciężko rannych.

W lutym 2023 r. doszło do pogromu zgotowanego przez osadników w palestyńskiej wiosce Huwara niedaleko Nablusu na Zachodnim Brzegu. Sekretarz skarbu Bezalel Smotrich opowiadał się nawet za „wymazaniem” wioski Huwara, co rzecznik Departamentu Stanu USA nazwał „nieodpowiedzialnym i odrażającym” i zinterpretował jako „podżeganie do przemocy”. Ta orgia przemocy ze strony osadników i komentarze ministra Smotricha, który publicznie określa się jako faszysta, to z pewnością jeden z powodów, dla których Netanjahu nie otrzymał jeszcze zaproszenia do Waszyngtonu, ale został ciepło przyjęty w Berlinie.

Brutalne ataki z początku kwietnia 2023 r. na modlących się muzułmanów w meczecie Al-Aqsa, jednym z trzech sanktuariów islamu, również były skandaliczne, iż pewnością zostaną zapamiętane na zawsze. Bijący, ciężko uzbrojeni policjanci i żołnierze wrzucili do meczetu granaty z gazem łzawiącym i wypędzili wiernych. Powodem tej bezprecedensowej przymusowej eksmisji było stworzenie swobodnego dostępu dla żydowskich ekstremistów, którzy chcieli modlić się w przeddzień żydowskiej Paschy na promenadzie Meczetu Al-Aqsa.

W rozmowie z Le Monde, szef francuskiego ośrodka badawczego w Jerozolimie, Vincent Lemire, wyjaśnia tło tych skandalicznych wydarzeń: „Pod pretekstem zagwarantowania tam wolności religijnej Izrael promuje dostęp radykalnych Żydów do promenady meczetu Al-Aksa w Jerozolimie. Kilku z nich zostało aresztowanych z barankiem na ręku, który zamierzali złożyć jako ofiarę wielkanocną (korban), jak za czasów Drugiej Świątyni, zniszczonej przez wojska Tytusa w roku 70. Ci radykałowie chcą „wznieść trzecią świątynię” w miejsce świętych miejsc muzułmańskich. (1) > jeśli temat jest dla Ciebie nowy, spróbuj wygooglać: Świątynia Jerozolimska, a czasy ostateczne – tekst Hugona Hajduckiego sprzed 20 lat, przyp. tłumacza<

Podczas gdy piętnaście lat temu na promenadzie modliło się niecałe dwa tysiące Żydów, w tym roku było ich ponad pięćdziesiąt tysięcy. Pod rządami Bena Gvira, sekretarza stanu ds. bezpieczeństwa narodowego, te radykalne grupy czują się bezpiecznie w swoich wcześniej zakazanych ofiarach i mają wsparcie Gvira, który bronił ich, gdy był prawnikiem.

Ponieważ Izrael ma „wyłączne i niekwestionowane prawo do wszystkich części Ziemi Izraela” pod nowym skrajnie prawicowym rządem, w tym do Zachodniego Brzegu i Wschodniej Jerozolimy, promenada meczetu Al-Aksa jest również uważana za część Izraela. Nic więc dziwnego, że minister finansów Smotrich powiedział to na spotkaniu we Francji

Palestyńczycy nie istnieją, „ponieważ nie ma czegoś takiego jak naród palestyński”.

Podczas swojego wykładu Smotrich stanął przy pulpicie z mapą „Wielkiego Izraela”, która oprócz całego historycznego Mandatu Palestyny ​​obejmuje części Jordanii i Syrii, i natychmiast wywołał wielki protest w Jordanii.

Obaj ministrowie, Ben Gvir i Bezalel Smotrich, opowiadają się za „przesiedleniem ludności arabskiej”, co jest nieszkodliwie brzmiącym określeniem na czystki etniczne i przymusową ekspatriację. To ostatnie zostało niedawno włączone do izraelskiego prawa jako możliwość popełnienia tak zwanych przestępstw terrorystycznych – ale tylko w odniesieniu do Palestyńczyków.

Gwardia Narodowa

Izraelski „minister bezpieczeństwa” Ben Gvir, skazany za „prawicowy” terroryzm, może dowodzić gwardią narodową – rodzajem policji prewencyjnej – która podlega tylko jemu i której sprzeciwiają się wyżsi urzędnicy izraelskich władz bezpieczeństwa. Siły będą się składać z 2000 strażników, którzy będą mieli takie same uprawnienia jak funkcjonariusze policji i dysponują budżetem w wysokości około 1 miliarda szekli (260 milionów euro). Jednym z faworytów na stanowisko szefa Gwardii Narodowej jest Avinoam Emunah,

„emerytowany pułkownik znany z zachęcania swoich żołnierzy do czerpania przyjemności z zabijania Palestyńczyków, odmawiający pracy z kobietą i znany ze swoich silnych poglądów religijnych”.

W 2022 roku Emunah opuścił wojsko po 24 latach, ponieważ odrzucono jego awans na dowódcę Dywizji Spadochronowej. Według prawicowej gazety religijnej Arutz Sheva powodem odmowy jest nadmierna gorliwość Emunaha do użycia siły jako dowódcy, a nie gorliwość religijna. (2) Szef Standing Together, palestyńsko-żydowskiej inicjatywy pokojowej, komentuje Gwardię Narodową w następujący sposób:

„Mówimy o funkcjonariuszach policji, którzy wyznają faszystowską ideologię i którzy są wyposażeni jak armia. “ (3)

Rzeczywiście, istnieją duże obawy, że „Ben Gvir, który sam jest znany ze swojego antypalestyńskiego podżegania i wspierania grupy sklasyfikowanej jako terrorystyczna, upolityczni dowodzenie siłami i użyje ich jako własnej prywatnej milicji”. (4)

75 lat afery NAKBA i von der Leyen

W tym roku Izrael obchodzi 75. rocznicę powstania jako państwo, podczas gdy Palestyńczycy obchodzą 75. rocznicę wypędzenia NAKBA (po arabsku katastrofa).

Pozdrowienia przewodniczącej Komisji Europejskiej Ursuli von der Leyen z okazji 75. rocznicy powstania państwa Izrael wywołały pod koniec kwietnia 2023 r. skandal dyplomatyczny. Palestyńskie MSZ oskarżyło szefową Komisji Europejskiej o „antypalestyńską retorykę”, którą natychmiast odrzuciła. Von der Leyen powiedziała w swoim przemówieniu gratulacyjnym 26 kwietnia 2023 r.:

Izrael dosłownie sprawił, że pustynia zakwitła.

Dla Palestyńczyków wyrażenie to sugeruje, że region ten nie był ani uprawiany, ani zamieszkany przed założeniem Izraela. Palestyńskie Ministerstwo Spraw Zagranicznych oskarżyło von der Leyen o podważanie reputacji UE poprzez przyjęcie „antypalestyńskiej retoryki” i zażądało przeprosin.

Przemówienie von der Leyen „wymazuje naród palestyński i wypacza jego bogatą historię i cywilizację” – napisano. „Jednocześnie użyte narracje utrwaliły„ uporczywe i rasistowskie zaprzeczanie ”ucieczce i wysiedleniu około 700 000 Palestyńczyków w trakcie ustanawiania państwa Izrael i pierwszej wojny na Bliskim Wschodzie w 1948 r.”. (5)

dr Salman Abu Sitta oskarża

W liście otwartym, który warto przeczytać, palestyński naukowiec i jeden z wybitnych intelektualistów dr. Salman Abu Sitta o przemówieniu Ursuli von der Leyen:

„… Dla kogoś na twoim stanowisku zaskakujące jest to, że popełniono tak wiele błędów faktycznych, błędnych ocen, naruszeń prawa międzynarodowego i odstępstw od podstawowych norm prawnych. Pogratulowali Izraelowi 75 lat istnienia na obszarze 20 500 kilometrów kwadratowych, czyli 78% Palestyny. Ani jeden kilometr kwadratowy tego obszaru nie został nabyty legalnie ani sprawiedliwie. Sześć procent zostało zdobytych dzięki zdradzieckiej zmowie brytyjskiej, a 72 % dzięki podbojom militarnym. Jak możesz gratulować reżimowi, który podtrzymał ten kraj przelewając krew niewinnych? …

Główną ofiarą są nasi ludzie w Gazie. Podczas czterech izraelskich wojen przeciwko Strefie Gazy w ciągu ostatnich sześciu lat produkty Elbit nie tylko były używane do zabijania kobiet i dzieci, ale ich operatorzy byli również na miejscu, aby kierować izraelskimi żołnierzami. … Nie uznali prowadzonych przez Izrael obozów koncentracyjnych i obozów pracy przymusowej dla schwytanych palestyńskich cywilów, chociaż MKCK donosił o tych obozach.

Największym błędem w twojej przemowie jest to, że nie widziałaś słonia w pokoju. Nie widzieli ani nie uznali Al Nakby, najgorszej katastrofy w 4000-letniej historii Palestyny. Nie wspomnieli o syjonistycznej inwazji 120 000 europejskich żołnierzy w 9 brygadach prowadzących 31 operacji wojskowych. Podczas tej inwazji 560 miast i wiosek zostało wyludnionych w wyniku masakr, a dwie trzecie ludności palestyńskiej zostało uchodźcami. Jak możesz ignorować to nieszczęście?” (6)

Ten list jest imponującym świadectwem i pokazuje historyczne wypaczenie Izraela i Palestyny. Czytanie powinno być obowiązkowe w szkoleniu dziennikarskim i należy ciągle podkreślać, że Palestyńczykom w Izraelu nie wolno upamiętniać NAKBA pod karą ścigania. Oznacza to, że nie mogą odbywać się żadne uroczystości upamiętniające, czuwania, demonstracje ani nic podobnego, co przypomina o NAKBA i wielu ofiarach.

Zakaz demonstracji w 2022 i 2023 roku – cios w wolność słowa i zgromadzeń

Aż trudno uwierzyć, że w 2022 roku również w Berlinie zakazano upamiętniania NAKBA i organizowania im podobnych wieców i demonstracji. Czy to oznaka narastającej „izraelizacji” Niemiec, przed którą ostrzegają między innymi autorzy Eyal Sivan i Armelle Laborie w swojej książce „Legitimer Protest”? (7)

W kwietniu 2023 r. berliński sąd wydał zakaz demonstracji palestyńskich, wskazując na antysemickie incydenty podczas wcześniejszej demonstracji, które nie zostały jeszcze do końca wyjaśnione. Izraelczycy i niemieccy Żydzi mieszkający w Berlinie wykorzystali ten zakaz z podobnymi żądaniami zakazu, również ze strony Centralnej Rady Żydów, jako okazję do napisania listu otwartego, który 115 podpisało 21 kwietnia 2023 r. W liście zatytułowanym „Zakazy demonstracji nas nie chronią – sprawiedliwość i solidarność!” sygnatariusze domagają się „prawa Palestyńczyków i ich zwolenników do demonstracji przeciwko brutalnej polityce okupacyjnej i przeciwko łamaniu prawa międzynarodowego, także w Berlinie”. ponadto wzywają władze Berlina do „zakończenia dyskryminacyjnej polityki i zezwolenia na przyszłe demonstracje w celu ochrony prawa do swobodnego i zgodnego z prawem wyrażania opinii przez wszystkich berlińczyków – niezależnie od tego, czy pozostają Palestyńczycy, Żydzi, Żydzi czy inni. Solidarność, ochrona podstawowych praw demokratycznych w kraju i za granicą oraz wspólna praca przeciwko wszelkim formom rasizmu, w tym antysemityzmu, to jedyna droga naprzód!” (8)

To prawie przypomina satyrę: podczas gdy setki tysięcy demonstrują w Izraelu przeciwko prawicowemu ekstremistycznemu rządowi, takie demonstracje są zakazane w Niemczech.

Wezwanie do bojkotu

Sieć palestyńskich organizacji pozarządowych (PNGO) i organizacji praw człowieka również zaprotestowała przeciwko oświadczeniom przewodniczącej Komisji Europejskiej von der Leyen i wezwała wszystkie grupy palestyńskie do bojkotu obchodów Dnia Europy w Unii Europejskiej oraz do odwołania spotkań z przedstawicielami Delegacje Unii w maju 2023 r. (9)

W tym kontekście żądanie zawieszenia układu stowarzyszeniowego UE-Izrael byłoby więcej niż właściwe!

Niektóre miasta i miasteczka w Europie zerwały więzi z Izraelem w odpowiedzi na rosnący ucisk Palestyńczyków. W lutym 2023 r. burmistrz Barcelony poinformował premiera Izraela Netanjahu, że stosunki są zawieszone do czasu, gdy państwo Izrael wdroży i będzie przestrzegać praw Palestyny. W kwietniu 2023 r. belgijskie miasto Liège ogłosiło „zerwanie stosunków z państwem Izrael z powodu złego traktowania Palestyńczyków”, a stolica Norwegii, Oslo, również zaprzestało „handlu towarami i usługami z terytoriów okupowanych przez Izrael” oraz zmienił swoją „politykę zamówień publicznych tak, aby wykluczała firmy, które przyczyniają się do rozwoju osadnictwa izraelskiego, co jest zbrodnią wojenną w świetle prawa międzynarodowego”. (10)

Amsterdam już w 2015 roku zdecydował się nie tworzyć partnerstwa z miastem izraelskim ze względu na sytuację w zakresie praw człowieka.

Te przykłady z Barcelony, Liège, Oslo i Amsterdamu są zachęcającymi oznakami polityki zagranicznej opartej na prawach człowieka, do czego wielokrotnie apelowała minister spraw zagranicznych Annalena Baerbock. Niestety, pozostaje to tylko przy frazach słownych.

Europejska kampania przeciwko umowie stowarzyszeniowej UE-Izrael

W tym kontekście należy przypomnieć postulat społeczeństwa obywatelskiego, które chce zawiesić układ stowarzyszeniowy UE-Izrael do czasu przestrzegania przez Izrael praw człowieka.

W listopadzie 2014 r. 139 organizacji podpisało europejskie wezwanie do zawieszenia układu o stowarzyszeniu UE-Izrael. Powodem wezwania była wojna przeciwko Strefie Gazy w sierpniu 2014 r., w której zginęło ponad 2200 Palestyńczyków, 11 tys. zostało rannych, w tym setki ciężko, a 100 tys. straciło dach nad głową.

Od kilku lat, nie tylko w Niemczech, domagano się zawieszenia umowy. Wielokrotnie odwoływano się do art. 2, który zawiera obowiązek poszanowania praw człowieka przez obu partnerów umowy.

Jako członek Bundestagu i członek Komitetu ds. Migracji Rady Europy często odwoływałam się do tej umowy i wzywałam do jej zawieszenia oraz wykorzystywałam to jako haczyk do politycznej edukacji o Palestynie/Izraelu. Ale klauzula dotycząca praw człowieka, która jest zakotwiczona we wszystkich układach stowarzyszeniowych, jest również ważna z punktu widzenia europejskiej polityki uchodźczej, która lekceważy prawa człowieka.

Sprawiedliwość dla Palestyny ​​teraz – powstrzymaj współudział Europy

W 2017 roku 300 związków zawodowych, organizacji pozarządowych, partii i organizacji politycznych ponowiło apel o zawieszenie porozumienia w celu upamiętnienia potrójnego „roku rocznicowego” 2017 – 100 lat Deklaracji Balfoura, 70 lat rezolucji ONZ o podziale 181, 50 latach okupacji Palestyny. (11)

Sprawiedliwość dla Palestyny ​​natychmiast – koniec współudziału EUROPEJSKIEGO! Justice for Palestine Now – Stop European Complicity to tytuł angielskiego apelu. Na niemieckiej stronie internetowej wezwanie nosi tytuł „Zakaz współpracy z okupacją!” i wyraźnie wzywa do zawieszenia układu stowarzyszeniowego UE-Izrael. (12)

75. rocznica NAKBA byłaby odpowiednią okazją do ponownego wezwania do zawieszenia układu o stowarzyszeniu UE-Izrael.

Ponieważ prawicowy ekstremistyczny rząd jest obecnie krytykowany w Izraelu, ale także w Waszyngtonie i innych miastach i stanach, głośna kampania na rzecz zawieszenia umowy stowarzyszeniowej UE-Izrael z pewnością przyciągnęłaby uwagę. Jeśli europejskie związki zawodowe, organizacje takie jak Amnesty International, Pax Christi i partie postępowe podnoszą to żądanie wszędzie i ciągle, może to wytworzyć polityczną presję na rządy europejskie i UE.

Sama UE wskazuje na możliwość zawieszenia umów stowarzyszeniowych i podkreśla:

„Poszanowanie praw człowieka, zasad demokratycznych i praworządności to istotne elementy umowy. UE może zerwać współpracę z krajami, w których te zasady są uporczywie łamane”. (13)

A kiedyś zawieszono również układ stowarzyszeniowy: przeciwko Sri Lance z powodu trwających naruszeń praw człowieka wobec ludności tamilskiej!

Ponieważ rząd izraelski od dziesięcioleci łamie prawa człowieka, UE powinna być konsekwentna i zdecydować o zawieszeniu umowy do czasu, aż prawa człowieka będą przestrzegane także w Izraelu!

Wniosek: Zawieszenie układu o stowarzyszeniu UE-Izrael jest spóźnione. To właśnie brak woli politycznej ze strony UE i rządów państw członkowskich UE uniemożliwia egzekwowanie praw człowieka.

Tłumaczył : Paweł Jakubas, proszę o jedno Zdrowaś Maryjo za moją pracę.

Oryginalny tekst ukazał się 15 maja 2023 roku na stronie https://apolut.net/75-jahre-nakba-75-jahre-vertreibung-und-apartheid-von-annette-groth/

Źródła i Przypisy:

(1) www.lemonde.fr/en/international/article/2023/04/25/historian-vincent-lemire-in-jerusalem-the-israelis-are-destroying-the-status-quo-they-created-themselves-in-1967_6024321_4.html

(2) Shir Hever, middleeasteye.net, 9. April 2023 https://senderfreiespalaestina.de/pdfs/shir-hever-laecheln-toeten-geniessen.pdf , Palästinako-mitee Stuttgart: infoblatt April 2023

(3) Jessica Buxbaum, „Ben-Gvir’s militia: A private army in the hands of an extremist“, The New Arab, 4. April 2023

(4) Shir Hever, middleeasteye.net, 9. April 2023

(5) www.tagesschau.de/ausland/asien/von-der-leyen-grusswort-palaestinenser-kritik-100.html

(6) https://senderfreiespalaestina.de/pdfs/von-der-Leyen-eklat.pdf , Palästinakomitee Stuttgart: infoblatt April 2023, Abu Sittas Brief ist in englisch und wurde mit einem Übersetzerprogramm ins Deutsche übersetzt, die allerdings einige sprachliche Ungereimtheiten aufwies; diese habe ich selbst korrigiert

(7) Eyal Sivan/Armelle Laborie: „Legitimer Protest – Plädoyer für einen kulturellen und akademischen Boykott Israels“, Promedia Verlag 2018

(8) www.theleftberlin.com/demo-bans-do-not-protect-us-justice-and-solidarity-do/?fbclid=IwAR0KYcCUxaHrL23ATCPRC8B3NKPD0aaglnpQWxbc_PpN0EFj2kBSMNmrrM w, Palästinakomitee Stuttgart: infoblatt April 2023

(9) https://senderfreiespalaestina.de/pdfs/von-der-Leyen-eklat.pdf

(10) middleeasteye.net, https://senderfreiespalaestina.de/pdfs/die-belgische-Stadt-Luettich-kappt-ihre-Beziehungen-zum-Staat-Israel.pdf

(11) http://freepalestine.eu/

(12) http://freepalestine.eu/de/

(13) https://www.eu-info.de/europa/EU-Assoziierungsvertraege/

Wielkie kłamstwo zrównoważonego rozwoju. Czytajcie Orwella !

Wielkie kłamstwo zrównoważonego rozwoju

Łukasz Warzecha: wielkie-klamstwo-zrownowazone

Hasło zrównoważonego rozwoju jest wielkim oszustwem. Jak to zresztą bywało w historii niemal ze wszystkimi pięknie brzmiącymi hasłami, za którymi stała ideologia.

Pojęcie zrównoważonego rozwoju w gruncie rzeczy jest czysto ideologiczne. Oznacza narzucenie ludziom z góry przyjętych reguł, które elita uznała za słuszne, ogłaszając, że są jedynymi możliwymi, jeśli chcemy się uratować przed katastrofą. Jaka to może być katastrofa – to sprawa właściwie drugorzędna. Aktualnie głównym straszakiem jest katastrofa klimatyczna.

Zrównoważony rozwój oznacza, że ludziom trzeba wiele rzeczy narzucić, zakazać lub nakazać, bo sami z siebie tych działań nie podejmą, ponieważ nie czują takiej potrzeby, a w wielu przypadkach chodzi o poczynania sprzeczne z naturalnymi ludzkimi potrzebami i instynktami.

Przytoczmy kilka przykładów, które mogą się wydawać ekstremalne, mało prawdopodobne albo absurdalne. Jeśli jednak wspomnimy, co uznawano za nieprawdopodobne jeszcze dekadę czy dwie temu, sceptycyzm okaże się nie na miejscu. Doświadczenie pokazuje, że nie ma właściwie takiej rzeczy, której nie dałoby się z czasem wprowadzić do głównego nurtu w ramach przesuwania okna Overtona.

Nie jedz tego!

Przykład pierwszy: twój talerz nie jest twoją sprawą. To już nie jest postulat zwariowanych radykałów, ale podejście coraz śmielej wprowadzane do głównego nurtu debaty. Istnieją tu dwa wątki. Pierwszy to kwestia powiązania hodowli zwierząt, przede wszystkim bydła, z histerią klimatystyczną.

Krowy mają emitować potężne ilości metanu, w związku z czym pierwszym radykalnie ograniczonym mięsem miałaby być wołowina. Na tym jednak niemal na pewno się nie skończy, bo tu wchodzi do gry drugi wątek, którym jest nachalna promocja z gruntu fałszywego pojęcia praw zwierząt (czegoś takiego jak „prawa zwierząt” nie ma i być nie może – ale to temat na odrębny tekst).

Przyjęcie koncepcji „praw zwierząt” oznacza odejście od hodowli w ogóle – nie tylko krów, ale też świń czy kur, o zwierzętach futerkowych nawet nie wspominając.

Jakie będą tego konsekwencje, także gospodarcze, nietrudno przewidzieć. Brak mięsa zwierzęcego czy jajek w naszej diecie trzeba będzie czymś przecież zrównoważyć – i tutaj pojawiają się dwie możliwości: mięso syntetyczne (jak wiadomo, w jego produkcję zainwestował poważne pieniądze Bill Gates) oraz niesławne robaki. Jakkolwiek fantastycznie może to dzisiaj brzmieć.

Mięso naturalne pozostanie zbytkiem i luksusem dla najbogatszych, najpewniej importowanym spoza Europy, która ma wielkie ambicje stać w awangardzie postępu. Rolnictwo natomiast zostanie radykalnie ograniczone, a wielu rolników pójdzie z torbami i zostanie zmuszonych do sprzedaży swoich gospodarstw. Ktoś oczywiście te tereny kupi – za niewielkie pieniądze – i w jakiś sposób wykorzysta. Na przykład, aby rozpocząć tam produkcję alternatywnego pożywienia na wielką skalę.

Samochód nie dla ciebie!

Drugą dziedziną, w której zakazy i ograniczenia są nieuchronne, będzie mobilność. Swoboda poruszania się zawsze była solą w oku totalitarystów. Ma to bardzo głęboki fundament kulturowy i cywilizacyjny: ograniczenie wolności przemieszczania się od niemal początków ludzkiej cywilizacji wiąże się z niskim statusem danej osoby. Symbolicznie reprezentowało to przywiązanie chłopa do ziemi czy status niewolnika. Swobodnie przemieszczać się może natomiast człowiek wolny, dla którego jest to element jego podmiotowości. Obywatelem zaś odczuwającym własną podmiotowość – w odróżnieniu od przedmiotowości – o wiele trudniej pomiatać.

Oczywiście nikt nie mówi o przywróceniu niewolnictwa. Rzecz w tym, aby przeciętnemu człowiekowi odebrać (najlepiej poprzez bodźce ekonomiczne) chęć i możliwość swobodnego podróżowania. W tym celu działania idą – widać to już wyraźnie – trzema torami.

Pierwszy polega na spowodowaniu, żeby skończyła się era względnie dostępnej i taniej motoryzacji. W tym wątku mamy próbę zniszczenia silnika spalinowego (częściowo zatrzymaną z powodu sprzeciwu Niemiec, ale to, nie wdając się w detale, w dużej mierze złudne ustępstwo) przy pozorach przejścia na „motoryzację” elektryczną – faktycznie skrajnie niepraktyczną, bardzo drogą i słabo dostępną.

Tor drugi to radykalne podniesienie cen paliw. To stanie się w UE już niedługo, gdy wejdzie w życie ETS II, czyli nowa wersja systemu handlu emisjami, zakładająca opodatkowanie transportu, w tym również lotniczego. Uderzy to nie tylko w zasilających swoje pojazdy paliwami kopalnymi, ale także w chcących korzystać z wciąż względnie jeszcze taniego transportu lotniczego. Era tanich podróży, przynajmniej dla Europejczyków, odejdzie w przeszłość.

Tor trzeci to urządzanie miast. To już widzimy: nasze miasta są organizowane w taki sposób, żeby maksymalnie utrudnić życie kierowcom i zrobić z nich obywateli drugiej kategorii, a przy tym wprowadzić coraz wyższe i coraz bardziej zniechęcające koszty utrzymywania samochodu w mieście. To koszty parkowania i przy okazji brak miejsc parkingowych, ale także instrument w postaci stref czystego transportu, wprowadzony Ustawą o elektromobilności, uchwaloną przez PiS i oddaną do dyspozycji samorządów. Dodatkowo, na podstawie ustawodawstwa unijnego, wprowadzenie SCT będzie obligatoryjne w miastach powyżej 100 tysięcy mieszkańców, gdzie przekroczone są w określonym okresie normy tlenków azotu.

Po co ci mieszkanie?

Brak możliwości posiadania samochodu to odebranie wielu ludziom drugiej najcenniejszej rzeczy, jakiej są właścicielami. Pierwszą jest oczywiście mieszkanie – i na tym polu również toczy się gra. Jej najnowszym etapem jest dyrektywa EPBD, która w ciągu dekady może sprawić, że wiele osób będzie zmuszonych pozbyć się swoich nieruchomości, ponieważ nie będzie ich stać na doprowadzenie ich do wymaganego przez unijne przepisy stanu zeroemisyjności.

Tu ważna uwaga: mówimy o dyrektywie, czyli o przepisie, który nie jest bezpośrednio implementowany do krajowego prawa, ale państwa członkowskie mają wypełnić zakładane cele. Dyrektywa w swojej obecnej postaci stwierdza zatem, że powinno się zapewnić najbardziej potrzebującym wsparcie, ale nie mówi, jak ma ono wyglądać ani jaką ma mieć wysokość. Można zatem założyć, że kraje, których nie będzie na to stać, maksymalnie ograniczą mechanizmy takiej pomocy, pozostawiając mnóstwo osób samym sobie. Zresztą nawet gdyby wsparcie miało się pojawić, będą się musieli na nie złożyć wszyscy. Wszak państwo nie ma własnych pieniędzy – ma tylko pieniądze podatników.

Stul gębę!

Wreszcie kolejna dziedzina (niezwiązana już bezpośrednio z klimatem, ale z samym rozpowszechnieniem zrównoważonego rozwoju i wszystkim, co z tego wynika) to swoboda obiegu informacji. Zachód od lat igra z nowymi formami cenzury. Przybiera ona różne formy: od narzucania poprawności politycznej i wprowadzania opartych na niej ograniczeń do prawa, poprzez działania korporacji będących częściami oligopolu mediów społecznościowych, skończywszy na ograniczeniach mających teoretycznie zapobiegać manipulowaniu opinią publiczną. Tutaj pojawiają się kolejne preteksty – od pandemii po wojnę na Ukrainie.

Najnowszym, a potencjalnie bardzo groźnym rozwiązaniem, jest opracowywane w tym momencie w instytucjach unijnych rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (nr 2021/0381) w sprawie przejrzystości i targetowania reklamy politycznej. Pierwotnie miało ono przeciwdziałać ukrytemu przekazowi politycznemu i teoretycznie zapobiegać wzbudzaniu niepokojów. W praktyce, w swojej aktualnej postaci, uderzyłoby potężnie w niezależnych twórców czy właściwie w każdego, kto chciałby dzielić się w sferze wirtualnej swoimi poglądami, ocenami, spostrzeżeniami czy wiadomościami w jakikolwiek sposób dotyczącymi sytuacji politycznej. A jest to, jak wiadomo, pojęcie maksymalnie pojemne.

Na początku lutego Parlament Europejski uchwalił poprawki do projektu rozporządzenia, które jednak w żaden sposób nie zmniejszyły zagrożenia. Wygląda to tak, jakby parlamentarzyści z pełną świadomością zamierzali utrudnić obywatelom wyrażanie niezależnych opinii.

Wielki Brat patrzy!

Opowieść o rzekomo lepszym życiu, do jakiego ma nas prowadzić idea zrównoważonego rozwoju, jest wielkim kłamstwem. Żeby ją zrealizować, trzeba będzie albo odebrać nam wolność wyboru w bardzo wielu dziedzinach, albo przeprowadzić masowe pranie mózgów, wskutek którego wystarczająco duża liczba ludzi uwierzy, że wojna to pokój, wolność to niewola, ignorancja to siła, a żałosna namiastka normalnego życia to największe szczęście.

Czytajcie Orwella!

Mroczne oblicze technologii zielonych i cyfrowych.

„Wojna o metale rzadkie”. Mroczne oblicze technologii zielonych i cyfrowych

Guillaume Pitron 13 maja 2023 wojna-o-metale-rzadkie-mroczne-oblicze

Technologie, które lubimy określać jako „zielone”, mogą wcale takie nie być. Ich oddziaływanie na środowisko może być nawet znaczące. Uświadomiłem sobie to w Toronto, dokąd udałem się w 2016 roku.

W sercu Financial District wszyscy liczący się gracze północnoamerykańskiego przemysły wydobywczego, przedsiębiorstwa poszukiwawcze, eksperci, władze państwowe, inwestorzy kapitałów podwyższonego ryzyka, firmy konsultingowe i wykładowcy uniwersyteccy zebrali się w przytulnej atmosferze wielkiego hotelu na konferencji poświęconej gorączce metali rzadkich. Mówi się tam o inwestycjach, płynności finansowej, marży brutto, zdobywaniu funduszy, strukturze kosztów, kapitalizacji giełdowej, średniej rocznej produkcji… Perspektywy rozwoju zielonych technologii są nadzwyczajne. W horyzoncie roku 2040, prorokuje Międzynarodowa Agencja Energetyczna, udział energii ze źródeł odnawialnych w światowej produkcji elektryczności wzrośnie do 45 procent wobec 26 procent w roku 2018.

Ale na tej wielkiej górniczej scenie, zdecydowanie męskiej i dobrze zorganizowanej, znajdują się dwie postacie, które nie pozwalają temu światkowi być piany na próżno.

GREEN TECH – PRZYGNĘBIAJĄCY BILANS EKOLOGICZNY

Pierwsza postać to Kanadyjczyk Bernard Tourillon. Kieruje Uragoldem, przedsiębiorstwem produkującym materiały niezbędne dla sektora energetyki słonecznej. I skrupulatnie wyliczył wpływ paneli fotowoltaicznych na środowisko. Samo wyprodukowanie jednego panelu, zwłaszcza ze względu na krzem, który zawiera, a powoduje emisję, ponad 70 kilogramów CO2. Otóż przy roczny wzroście liczby paneli fotowoltaicznych rzędu 2 % w nadchodzących latach oznacza to, że co roku produkcja instalacji słonecznych będzie potrzebowała 10 gigawatów energii. Daje to 2,7 miliarda ton węgla wyrzuconych do atmosfery, czyli równoważność zanieczyszczenia emitowanego przez rok wskutek ruchu blisko 600 tysięcy samochodów.

Jeszcze większy wpływ na środowisko mają panele słoneczne produkujące prąd z energii cieplnej: niektóre z tych technologii zużywają do 3500 litrów wody na megawatogodzinę. To 50% więcej wody, niż potrzebuje elektrownia węglowa. Co więcej, problem tkwi również w tym, że farmy słoneczne mieszczą się najczęściej w strefach suchych, gdzie zasoby wodne są niedostateczne.

Drugą postacią zakłócającą spokój uczestnikom konferencji był John Petersen, teksański adwokat, który długo pracował w sektorze baterii elektrycznych. Z każdej strony rozważył dane liczbowe, skonsultował wyniki licznych badań naukowych i przeprowadził własne wyliczenia, po czym doszedł do szczególnego wniosku. Wróćmy do roku 2012: badacze z Uniwersytetu Kalifornijskiego w Los Angeles przystępują do porównania emisji węgla przez samochód klasyczny na paliwo płynne i przez samochód elektryczny.

Odkrycie pierwsze: wyprodukowanie samochodu elektrycznego, w założeniu mające zużywać mniej energii, wymaga jej dużo więcej niż wyprodukowanie samochodu klasycznego. Powodem jest bateria, na ogół litowo-jonowa, która jest ciężka, bardzo ciężka… Wyobraźcie sobie, że waga baterii montowanej w modelu S samochodu elektrycznego marki Tesla jest równa jednej czwartek całkowitej wagi samochodu: wynosi 544 kilogramy – to połowa wagi renault clio.

Otóż baterie litowo-jonowe składają się w 80 procentach z niklu, w 15 procentach z kobaltu, w 5 procentach z aluminium, ale także z litu, miedzi, manganu, stali i grafitu na dokładkę.

Wiemy już, w jakich warunkach te minerały są wydobywane w Chinach, Kazachstanie czy w Demokratycznej Republice Konga, do tego trzeba dodać rafinację i całą logistykę niezbędną do ich transportu i łączenia. Wniosek naukowców z UCLA: Produkcja samochodu elektrycznego pochłania trzy lub cztery razy więcej energii niż konwencjonalnego.

Natomiast na poziomie pełnego cyklu eksploatacyjnego korzyści z używania samochodu elektrycznego są realne. Ponieważ nie wymaga on paliwa ciekłego, emisja gazów cieplarnianych do atmosfery jest wyraźnie mniejsza: 32 tony węgla od wyjazdu z fabryki do zezłomowania, co stanowi połowę emisji w trakcie eksploatacji samochodu konwencjonalnego. Ale uwaga: badanie naukowców odnosiło się do baterii elektrycznej samochodu średniej wielkości, dysponującego zasięgiem do 120 kilometrów. Tymczasem postęp na rynku samochodów elektrycznych jest tak szybki, że auta sprzedawane dzisiaj mają zasięg nie mniejszy niż 300 kilometrów. Bateria na tyle silna, by wystarczyć samochodowi na przejechanie 300 kilometrów, według Johna Petersena odpowiada za podwojenie emisji dwutlenku węgla w okresie użytkowania pojazdu. A w przypadku baterii pozwalającej na przejechanie 500 kilometrów bez ładowania trzeba by nawet skalę emisji potroić!

Efekt: podczas całego cyklu eksploatacji samochód elektryczny może emitować gazy cieplarniane nawet na poziomie trzech czwartych tego, co emituje samochód na paliwo ciekłe. A im bardziej będą rosły osiągi samochodów elektrycznych, tym bardziej może wzrastać ilość energii koniecznej do ich wyprodukowania i powstających podczas tego procesu gazów cieplarnianych. Grupa Tesla niedawno zapowiedziała, że jej modele S będą odtąd wyposażone w baterie o zasięgu powyżej 600 kilometrów. A Elon Musk, jej szef, obiecuje wkrótce baterie o zasięgu 800 kilometrów.

Wniosek Johna Petersena: „Z technicznego punktu widzenia pojazdy elektryczne mogą być konstruowane, ale z ekologicznego ich produkcja nigdy nie da się obronić”. Liczne badania poświęcone temu zagadnieniu doprowadziły zresztą do dość zbliżonych wniosków: z raportu ADEME (francuskiej Agencji Ochrony Środowiska i Zarządzania Energią) opublikowanego w 2016 roku wynika, że „w całości cyklu eksploatacyjnego energochłonność samochodu elektrycznego jest w sumie bliska energochłonności samochodu z silnikiem Diesla”. Jeśli chodzi o jego wpływ na środowisko, badanie wskazuje, że „jest on tego samego rzędu wielkości dla samochodu napędzanego elektrycznością, co dla pojazdu z silnikiem na paliwo ciekłe”. Samochód elektryczny może nawet emitować więcej CO2, jeśli elektryczność, którą zużywa, pochodzi w większości z elektrowni węglowych, jak jest w przypadku państw takich, jak RPA, Australia, Indie, Tajwan, Chiny czy Polska.

Identyczne wnioski z badania opublikowanego w 2018 roku w przeglądzie „Nature Energy”: autorzy piszą, że jeśli każdy Chińczyk rzuci się do terminala szybkiego ładowania w chwili szczytu zużycia energii – to znaczy gdy tylko elektrownie cieplne są w stanie zaspokoić zwiększony popyt – poruszający się w Chinach samochód elektryczny może podczas całego cyklu eksploatacji emitować więcej CO2 niż samochód konwencjonalny.

Wiele kwestii pozostaje wciąż w zawieszeniu: czy wkalkulowana wymianę baterii samochodowej, która często szybko się zużywa? Czy znamy dokładnie koszty ekologiczne całej elektroniki i innych podłączonych urządzeń, którymi te samochody są nafaszerowane? A co z oddziaływaniem na środowisko przyszłego recyklingu tych aut, w większości jeszcze nowych? Wreszcie ile będzie trzeba energii, by zbudować sieci punktów ładowania i elektrownie niezbędne do zabezpieczenia nowego zapotrzebowania? W sumie, jak przyznaje pytany w Toronto amerykański ekspert w zakresie metali rzadkich, „wypowiadanie się w tych sprawach nie leży w interesie żadnego profesjonalisty z branży zielonej energii… Wszyscy chcą wierzyć, że coś poprawimy, a nie że się cofamy, prawda?”.

Guillaume Pitron

Powyższy tekst stanowi fragment książki „Wojna o metale rzadkie. Ukryte oblicze transformacji energetycznej i cyfrowej”, która ukazała się nakładem wydawnictwa Kogut.

Mleko w skupie za 1,5 zł, a w markecie za 5 zł. Kto stoi nad przepaścią…?

Mleko w skupie za 1,5 zł, a w markecie za 5 zł. Mleczarze stoją nad przepaścią..

nad-przepascia

Coraz niższa konkurencyjność, wysoka inflacja, podcinająca skrzydła polityka sieci handlowych, a na domiar złego – nowa opłata szykowana przez rząd. Kryzys branży mleczarskiej w Polsce pogłębia się w zawrotnym tempie. Działalność producentów balansuje na granicy opłacalności.

– Sytuacja jest dramatyczna. Od wielu producentów słyszę, że są o krok od działalności poniżej kosztów produkcji – mówi money.pl lider Agrounii Michał Kołodziejczak, który wraz z przedstawicielami ruchu odwiedził w minioną środę jedno z gospodarstw we Władysławowie Popowskim w województwie łódzkim. Podczas spotkania z miejscowymi rolnikami działacze zwracali uwagę na drastycznie niskie ceny mleka, wynoszące nawet 1,5 zł w skupie, przy jednocześnie wysokich, sięgających 5 zł cenach towaru w sklepach. Taka sytuacja – zdaniem Agrounii – prowadzi produkcję mleka w Polsce na skraj opłacalności i w konsekwencji może pozbawić przedsiębiorców środków na spłaty kredytów.

Kryzys zagląda w oczy mleczarzom

– Cykl hodowania krowy jest długi i wymaga pracy każdego dnia. Tu nie da się niczego odstawić, nawet na chwilę. Skala problemu jest duża, jako kraj jesteśmy przecież potentatem mleczarskim – podkreśla Kołodziejczak. Jego zdaniem branży grozi kryzys porównywalny z tym, z którym mierzą się producenci zboża.

W odpowiedzi na pytanie o możliwości rozwiązania problemu, lider Agrounii mówi o powiązaniu za pomocą ustawy początkowej ceny mleka z ceną końcową. – Jeżeli mleko kosztuje dzisiaj 4,50-5 zł, to powinniśmy wiedzieć, że przynajmniej połowa tej ceny trafia do polskiego rolnika.

Wtedy, przy spadkach cen u rolnika, spadłaby cena w sklepie. U rolnika jest coraz taniej, a w sklepie cena utrzymuje się na wysokim poziomie. To handel dobija dzisiaj nas wszystkich – mówił Kołodziejczak 10 maja we Władysławowie Popowskim.

Markety wymuszają niskie ceny na dostawcach, którzy później też są zmuszeni mało płacić producentom, czyli spółdzielniom mleczarskim. One padają ofiarą polityki grabieżczej marketów.

================================

Sprawdzam: , tu przykłady:

MleMleko łaciate 3,2% 1l 4,95zł

Mleko łaciate UHT 3,2% 1 litr 5,03zł

Mleko UHT ŁACIATE 3,2% 1L 5,54zł

Mleko UHT 1l 3.2% Łaciate. 6,19zł

Mleko Łaciate 3,2% 1 litr 5, 25

Mleko UHT 1l 3.2% Łaciate. 6,19zł

Mleko Łaciate 3,2% 1 litr 4,95zł

Mleko łaciate UHT 3,2% 1 litr 5,03zł

Mleko UHT ŁACIATE 3,2% 1L 5,54zł

500+, 800+ dla obywateli Ukrainy…

500+, 800+ dla obywateli Ukrainy…

17 maja 2022 https://www.zus.pl/-/500-dla-obywateli-ukrainy

Obywatelom Ukrainy, którzy wjechali legalnie z Ukrainy do Polski po 23 lutym 2022 r. w związku z działaniami wojennymi i chcą pozostać w Polsce, Zakład Ubezpieczeń Społecznych (ZUS) przyznaje i wypłaca świadczenie wychowawcze z programu Rodzina 500+ (tzw. 500+).

Specjalny wniosek o 500+ w języku ukraińskim (formularz SW-U) można składać elektronicznie przez Platformę Usług Elektronicznych (PUE) ZUS, portal Emp@tia lub bank.

Kto może złożyć wniosek o 500+

Wniosek możesz złożyć, jeśli:

  • jesteś obywatelem Ukrainy albo małżonkiem obywatela Ukrainy,
  • Twój pobyt w Polsce jest legalny,
  • masz pod opieką dziecko (jesteś jego rodzicem lub opiekunem tymczasowym), które ma ukraińskie obywatelstwo i przybyło z Ukrainy do Polski po 23 lutego 2022 r. w związku z działaniami wojennymi,
  • masz pod opieką dziecko (jesteś jego rodzicem lub opiekunem tymczasowym) urodzone w Polsce przez matkę, która jest obywatelką Ukrainy i której pobyt w Polsce jest legalny.

Jest to świadczenie dla rodzica, opiekuna tymczasowego albo osoby sprawującej pieczę zastępczą nad dzieckiem.

Ważne!
Pobyt w Polsce jest legalny przez 18 miesięcy, licząc od 24 lutego 2022 r. , czyli do 24 sierpnia 2023 r., dla obywateli Ukrainy, którzy wjechali legalnie z Ukrainy do Polski po 23 lutego 2022 r. w związku z działaniami wojennymi i chcą pozostać w Polsce.

Opiekuna tymczasowego albo pieczę zastępczą dla dziecka, które przybyło z Ukrainy w związku z działaniami wojennymi i przebywa w Polsce bez opieki, ustanawia polski sąd.

Komu przysługuje świadczenie

500+ przysługuje Ci na dziecko do ukończenia przez nie 18 lat, gdy jesteś:

  • obywatelem Ukrainy albo małżonkiem obywatela Ukrainy, który po 23 lutego 2022 r. przybył wraz z dzieckiem z Ukrainy do Polski w związku z działaniami wojennymi,
  • obywatelką Ukrainy albo żoną obywatela Ukrainy, która po 23 lutego 2022 r. przybyła z Ukrainy do Polski w związku z działaniami wojennymi, a dziecko urodziło się w Polsce,
  • obywatelem Ukrainy albo małżonkiem obywatela Ukrainy, który zamieszkał w Polsce przed 24 lutego 2022 r., ale dziecko, na które ubiegasz się o świadczenie, przybyło z Ukrainy
  • [—]

Warszawiacy przepłacali i przepłacają za śmieci. Ponad 180 mln zł rocznie. Trzaskowski wezwany do obniżenia stawek.

Warszawiacy przepłacali i przepłacają za śmieci. Ponad 180 mln zł rocznie. Trzaskowski wezwany do obniżenia stawek

15.05.2023, afera-smieciowa-w-warszawie-wladze-od-ieszkancow-zbyt-duze-oplaty-za-odpady

Miasto stołeczne pobrało w ubiegłym roku od mieszkańców ponad 180 mln zł za dużo za gospodarkę odpadami, dlatego w tym roku musi obniżyć stawki za odbiór śmieci – uznała Regionalna Izba Obrachunkowa. Warszawscy radni PiS żądają, aby władze stolicy, której prezydentem jest Rafał Trzaskowski, jak najszybciej wprowadziły niższe opłaty za odbiór śmieci.

Przewodniczący Klubu Radnych PiS Dariusz Figura wyjaśnił na konferencji prasowej, że pod koniec zeszłego tygodnia do stołecznego ratusza wpłynęła opinia Regionalnej Izby Obrachunkowej ws. wykonania przez zarząd Warszawy budżetu za ubiegły rok.

 Miasto „zarabiało” na śmieciach. Ogromne kwoty 

  RIO odniosła się w nim m.in. do faktu, że zrealizowane dochody miasta w ramach gospodarowania odpadami komunalnymi opiewały na kwotę 1,08 mld zł, a łączne wydatki związane z odbiorem i zagospodarowaniem śmieci wyniosły 895,7 mln zł. – Zatem nadwyżka dochodów z opłat od mieszkańców wyniosła ponad 180 mln zł – wyliczył. 

  – RIO wskazała, że tego typu „oszczędności” nie mogą być przeznaczone na inne cele. Muszą być one wykorzystane w ramach systemu gospodarki odpadami komunalnymi – podkreślił Figura.

  Zwrócił uwagę, iż RIO podkreśliła w opinii skierowanej do ratusza, że zgodnie w przepisami „środki pochodzące z opłat za gospodarowanie odpadami komunalnymi, które nie zostały wykorzystane w poprzednim roku budżetowym, gmina wykorzystuje [tj. powinna !! md ] na pokrycie kosztów funkcjonowania systemu”.

W opinii RIO wskazano na potrzebę weryfikacji kalkulacji kosztów systemu gospodarki odpadami komunalnymi oraz wysokości pobieranych stawek.

– Znaczy to, że urząd bez zbędnej zwłoki powinien przedstawić projekt uchwały, która będzie stanowiła niższe ceny dla mieszkańców. Bo skoro są oszczędności w systemie, to te pieniądze powinny trafić do kieszeni mieszkańców – ocenił radny.

„Trzaskowski nieobecny” 

– Te fakty są znane od dwóch, trzech miesięcy i nic w tej sprawie się nie dzieje. Mamy nieobecnego prezydenta, który nie podejmuje niezbędnych decyzji, także tych korzystnych dla warszawiaków – powiedział Figura.

Przypomniał, żeza „kadencji Rafała Trzaskowskiego nastąpił gwałtowny wzrost opłat za zagospodarowanie odpadów komunalnych”. – Dla jednoosobowych gospodarstw wynosił on nawet ponad 800 proc.. 

Czytaj więcej: Śmieciowy szwindel w warszawskim ratuszu na 628 mln zł. NIK zawiadamia prokuraturę [RAPORT] 

W USA stabilnie – nie schodzą z kursu i ścieżki zbrodni. Dyrektor[ka??] szpitala dziecięcego mówi, że 'rewolucyjna’ metoda zmiany płci dla dzieci jest równie potrzebna, jak leczenie cukrzycy.

W USA stabilnie – nie schodzą z kursu i ścieżki zbrodni.

Dyrektor[ka?? md] szpitala dziecięcego mówi, że 'rewolucyjna’ metoda zmiany płci dla dzieci jest równie potrzebna, jak leczenie cukrzycy.

’Istnieje wiele możliwości płci. Nie ma tylko on i ona, są oni, są inne opcje’ – powiedziała dr Angela Goepferd

hospital-director-claims-sex-changes-kids-no-diferent-treating-diabetes-asthma

Dyrektor programu genderowego w Children’s Minnesota stwierdził [-a?] , że leczenie astmy i cukrzycy nie różni się od oferowania zmian płci dla dzieci.

Ta instytucja medyczna odnosi się do zmiany płci jako „opieki potwierdzającej płeć”, która obejmuje doradztwo w zakresie zdrowia psychicznego, transformację społeczną, hormony i potencjalne operacje płci.

Dr Angela Goepferd, pediatra, kieruje kliniką zmiany płci, która jest przeznaczona dla dzieci w Children’s Minnesota. W Children’s Minnesota dzieci „zmagające się z dysforią płciową” są leczone już od 6 roku życia i tworzone są dla nich plany, jak twierdzi Goepferd. Oferują hormony dzieciom w wieku 14 lat.

Według przykładowego planu wsparcia płci uzyskanego przez Fox News Digital, szpital będzie oferował blokery dojrzewania przy pierwszych oznakach rozwoju seksualnego zwanych Tanner Stage 2.

LEKARZ PENTAGONu TWIERDZI, ŻE PRZEPISYWANIE LEKÓW TRANSSEKSUALNYCH NIELETNIM MOŻE SPOWODOWAĆ „ROZPŁYNIĘCIE SIĘ” CHOROBY PSYCHICZNEJ

Niedawno naukowcy z czołowej szwedzkiej szkoły medycznej stwierdzili, że jego stosowanie u dzieci z dysforią należy uznać za medycynę „eksperymentalną” ze względu na możliwość trwałego spowodowania utraty minerałów kostnych u dzieci.

Ponieważ dojrzewanie dotyczy całego ciała – w tym rozwoju mózgu – [no i głównie duszy ale o tym „genderowcy” nie chcą wiedzieć MD] długoterminowe skutki dla innych wielu układów ciała u dzieci z dysforią płciową są obecnie nieznane. „Lek” [raczej – trucizna md] tłumi rozwój dojrzewania poprzez ciągłą stymulację przysadki mózgowej, powodując zatrzymanie produkcji hormonów płciowych.

W ubiegłym roku FDA zidentyfikowała sześć przypadków dzieci przyjmujących „agonistów GnRH”, które przedstawiły „wiarygodne skojarzenie” z powodowaniem zwiększonego ciśnienia wokół mózgu, co może ostatecznie doprowadzić do obrzęku tego organu.

Dr Goepferd mówił[-a] w grudniu jadowicie przeciwko instytucjom dostarczającym dzieciom leki zmieniające płeć – takie jak blokery dojrzewania i hormony.

DYREKTOR SZPITALA DZIECIĘCEGO W BOSTONIE WZYWA DO DRASTYCZNEGO ZWIĘKSZENIA MOŻLIWOŚCI PRZEPROWADZANIA OPERACJI ZMIANY PŁCI U NIELETNICH

„Z pewnością operacje i inne procedury medyczne mogą być usługami, które osoby transgenderowe mają jako część swojej opieki. Ale nie tak zaczynamy tę opiekę z dziećmi” – powiedział Goepferd.

„A jeśli moje dziecko miało cukrzycę lub raka lub astmę, zasługuję na to, aby móc pójść do specjalisty od astmy, aby dowiedzieć się, jakie rzeczy możemy zrobić, aby poprawić, jakie rzeczy mogą pogorszyć”, powiedziała.

„I jeśli masz dziecko, które jest transgenderowe, zasługujesz na to samo. Na naprawdę podstawowym poziomie, dzieci zasługują na opiekę zdrowotną, która jest wyspecjalizowana i dostosowana do ich potrzeb zdrowotnych.”

Dr Goepferd powiedziała w szkoleniu dla placówki pediatrycznej z 2020 roku, przejrzanym przez Fox News, że używa osoby o tożsamości płciowej, aby zilustrować pojęcia płci i seksualności dzieciom, a także personelowi szpitala.

„Jest mnóstwo możliwości związanych z płcią. Nie ma tylko on i ona, są oni, są inne opcje. To jest coś, z czym dzieci dorastają teraz, co zasadniczo zmieni sposób, w jaki o tym mówimy. I myślę, że zmienia go już teraz”.

Wychowana przez nią osoba z genderbread pokazała płeć biologiczną na spektrum:

„Więc w odniesieniu do płci biologicznej, może być stosunkowo ustalone na jednym z nich, chyba że jesteś poddawany zabiegom chirurgicznym, aby zmienić niektóre z tych cech,” wyjaśniła.

„Więc co to znaczy być transgenderowym? Więc być transgender oznacza, że płeć, którą przypisano ci przy urodzeniu, przypisanie, które ktoś inny dał ci – jest inne niż sposób, w jaki widzisz siebie.”

Goepferd mówił[a] o „Rewolucyjnej prawdzie o dzieciach i tożsamości płciowej” w Ted Talk w 2020 roku

.

„Jest to moje fundamentalne przekonanie, że wszyscy wiemy, kim jesteśmy od bardzo młodego wieku, w tym najprawdziwsze wyrażenie naszej tożsamości płciowej. I tak naprawdę spędzamy większość naszego życia szukając słów, narzędzi, bezpieczeństwa i agencji, aby podzielić się sobą ze światem” – powiedział[a] dr Goepferd.

Fox News Digital zwrócił się do Children’s Minnesota i Goepferd o komentarz, ale nie otrzymał odpowiedzi.

Związek szczepionki MMR (odra – świnka – różyczka) z autyzmem. Andy Wakefield i fałszerstwa CDC.

Związek szczepionki MMR (odra – świnka – różyczka) z autyzmem.

Szczepionki cz.3 – historia Andy Wakefielda i fałszerstwa CDC

Pikohistoria-wakefilda-i-falszerstwa-cdc

Będzie to opis głośniej sprawy dr Wakefielda, który powiązał autyzm ze szczepieniami dzieci preparatem MMR za co spotkały go szykany ze strony ludzi i środowisk medycznych związanych z przemysłem szczepionkowymi. W filmie  VAXXED (link na końcu) – [w oryginale md] przedstawiona cała historia.

——————————————

Ten angielski lekarz (gastroenterolog dziecięcy), pod koniec lat ’90 opublikował w prestiżowym magazynie medycznym „LANCET” pracę, sugerującą możliwy związek szczepionki MMR (odra – świnka – różyczka) z autyzmem.

Andrew Wakefield zainteresował się tematem szczepień i autyzmu przypadkowo – nie była to jego specjalizacja. Ale zgłaszało się do niego coraz więcej rodziców z dziećmi, które po szczepieniu MMR zapadały niejako synchronicznie na autyzm i choroby przewodu pokarmowego – a to już była jego działka. Po przebadaniu kilkudziesięciu dzieci z takimi połączonymi objawami chorobowymi, które pojawiły się bezpośrednio po szczepieniu (pierwsze symptomy, że z dzieckiem zaczyna dziać się coś złego, wystąpiły już po kilku godzinach), opublikował swoje spostrzeżenia i ostrożne wnioski (że ta zbieżność czasowa zmusza do przyjrzenia się tej szczepionce dokładniej), w „LANCECIE”. Abstrahuję od tego, co jest teraz – wtedy jeszcze było to najbardziej uznane pismo medyczna na świecie. Żeby jakaś praca mogła się tam ukazać, wymagała przejścia przez sito kilkunastu recenzentów – lekarzy profesorów o uznanym dorobku.

Przez 12 lat publikacja Wakefielda nikomu nie przeszkadzała – do momentu, kiedy ilość przypadków autyzmu wzrosła tak dramatycznie (wraz ze wzrostem ilości szczepień), że ktoś przypomniał sobie o jego publikacji i zaczął się na nią powoływać, przez co sprawa została nagłośniona przez media. Wybuchła panika – rodzice dowiedziawszy się o całej sprawie, przestali zgłaszać się na szczepienia i magazyny ze szczepionkami zaczęły puchnąć, a okres przydatności zaczął się kończyć – producent szczepionki zrozumiał, czym to grozi. Wtedy rozpętało się piekło. Lobby szczepionkowe wynajęło dziennikarskiego cyngla, niejakiego Briana Deera (rzeczywiście – zrobił „w jelenia” miliony ludzi), by napisał paszkwil na Wakefielda, oskarżając go o oszustwa. „Fałszował badania!” – to były główne tytuły wszystkich gazet i od tego zaczynały się wszystkie dzienniki telewizyjne – finansowane przez reklamy koncernów farmaceutycznych. Tamtejszy sąd lekarski błyskawicznie odebrał mu prawo wykonywania zawodu, a „LANCET” usunął jego publikację. Nikogo nie obchodziły rodzinne powiązania szefa tego sądu lekarskiego, z prezesem koncernu medialnego wydającego pismo.

Wakefield odwołał się do sądu – w sprawie obrony swojego dobrego imienia. Po długim i wnikliwym rozpatrzeniu sprawy, tamtejszy Sąd Najwyższy uwolnił go od zarzutów oszustwa i fałszowania badań, a także prowadzenia badań „nieetycznych”, bez zgody specjalnej komisji. Te „nieetyczne” badania polegały na pobieraniu chorym dzieciom krwi do badań – rzecz, do której ma prawo każdy lekarz. Sąd orzekł, że doktor Wakefield nigdzie nie przekroczył swoich kompetencji, oraz w żadnym zakresie nie dopuścił się jakiegokolwiek fałszerstwa. Nie pozostawił też suchej nitki na paszkwilach Deera, wykazując właśnie jemu chodzenie na skróty i formułowanie pod adresem Wakefielda i jego pracy opinii nie potwierdzonych żadnym konkretnym faktem.

To wystarczyło Wakefieldowi, by odzyskać honor, ale nie zawodowe uprawnienia – nawet brytyjski Sąd Najwyższy nie ma wpływu na sądy lekarskie, które są – podobnie jak u nas – państwem w państwie. Aby odzyskać naukowe tytuły, dr Wakefield musiałby wszcząć postępowanie przed tymiż sądami lekarskimi, a na to nie miał pieniędzy – wniesienie takiej kasacji wiąże się z ogromnymi kosztami. Wiedział też, ilu ma tam wrogów i nie był na tyle naiwny by wierzyć, że zniszczyli go tak bezwzględnie tylko po to, by potem przyjąć z powrotem z otwartymi ramionami.

Zniesmaczony postawą kolegów po fachu w rodzinnym kraju, wyemigrował do USA – gdzie zajął się medycznym dziennikarstwem.
Wkrótce potem powstał szokujący, wyreżyserowany przez niego film „Zaszczepieni” (Vaxxed) – obnażający korupcję i przestępcze działania amerykańkiego CDC – Urzędu Kontroli Chorób. Jak się okazało, po przybyciu do USA, Wakefield poznał tamtejszego naukowca, który już od roku zajmował się badaniem bezpieczeństwa szczepień i miał dostęp do informatora właśnie z CDC, który obszernie opowiadał mu o fałszerstwach, jakich dopuszczają się jego koledzy z zespołu do spraw badania szczepionek.

Dr William Thompson z Centers for Disease Control (rządowy amerykański odpowiednik naszego sanepidu) ujawnił dwa lata temu, że CDC przez kilka lat fałszowało badania bezpieczeństwa szczepionek. Na początku opowiadał o tym w prywatnych rozmowach innemu naukowcowi pracującemu nad tym tematem – nie wiedział jednak, że ten, porażony wagą tych informacji, nagrywa ich rozmowy. Dr Thompson przekazał mu owe informacje nie tylko ustnie, ale też w postaci dokumentów papierowych i elektronicznych. Wymienił tam nazwiska wszystkich osób z CDC (swoich szefów i współpracowników), którzy w owych fałszerstwach brali udział i je wymuszali. Ów drugi naukowiec, Brian Hooker, skontaktował się z Wakefieldem i sprawa została ujawniona w owym głośnym filmie dokumentalnym.

Wybuchł krótki skandal – kilku kongresmenów żądało natychmiastowego powołania komisji do zbadania sprawy i przesłuchania Thompsona, który sam, jako pracownik CDC (bezterminowo urlopowany) nie miał prawa zabierać głosu. Mógłby tylko odpowiadać na pytania utworzonej komisji i organów śledczych. Dwa lata upłynęły – nikt nie zamierza powoływać jakiejkolwiek komisji i wszcząć śledztwa. A słyszeliśmy przed wyborami prezydenckimi w USA, że jedno z dzieci prezydenta Trumpa też zapadło na autyzm (właśnie po szczepionce) i ten zamierza zrobić wreszcie porządek z tym szczepionkowym państwem w państwie.

Miał powołać jakąś specjalną komisję do zbadania tego tematu – gdzie dr Thompson mógłby wreszcie zostać wezwany i zwolniony z obowiązującej go tajemnicy służbowej – jego zeznania i przedstawione dokumenty musiałyby zaprowadzić na dożywocie kilka ważnych w CDC osób, oraz jako logiczną konsekwencję wywołać natychmiastowe wstrzymanie wszystkich szczepień w USA. Zresztą przy takim nagłośnieniu sprawy, ludzie sami zaczęliby strzelać (a tam mają z czego) do lekarzy proponujących szczepionki dla ich dzieci. I co? KOMPLETNE NIC! Za to główna podejrzana o owe fałszerstwa (ona wydawała polecenia), z szefowej CDC, wskoczyła na wart kilka milionów dolarów stołek … w koncernie szczepionkowym, badania szczepionki którego fałszowała.
Można? Można.

Warto zwrócić uwagę, że nawet dziś, po tym, jak dr Thompson oficjalnie przyznał się, że jego zespół z rządowego CDC, przez wiele lat fałszował badania bezpieczeństwa szczepionki MMR, to łatka oszusta nadal przyklejona jest do dr Wakefielda.
Mało tego – przybiera to wręcz formy groteskowe. W Polsce pełno jest młodych (ale i starych) konowałów, których jedynym zawodowym sukcesem jest odebranie dyplomu (średnią ocen pominę), którzy nazywają Wakefielda „pazernym oszustem”, co to wypełzł z jakiejś ciemnej nory, by oszustwem zdobyć rozgłos i majątek.

Dr Wakefield nie był jakimś tam podrzędnym, nikomu nie znanym, zakompleksionym i sfrustrowanym trzeciorzędnym konowałem, któremu na mózg rzuciło się parcie na szło. Tę przełomową pracę w „LANCECIE” opublikował mając 41 lat – a wcześniej, jeszcze przed 40-ką, zamieścił pond 150 prac naukowych w wielu prestiżowych pismach medycznych na świecie. Był cenionym naukowcem prowadzącym badania kliniczne nad chorobami jelit – od ponad 10 lat. Żadnej z publikowanych przez niego wcześniej prac nie zarzucono jakichkolwiek błędów lub zaniedbań. 150 prac naukowych – zrecenzowanych przez nie wiadomo ilu innych specjalistów – jeszcze przed 40-ką – a tu wychodzi jakiś szczawik prosto po studiach, z jeszcze ciepłym dyplomem, bez żadnego doświadczenia i dla „zdrapki” od koncernu szczepionkowego (punkty za sprzedaż!!!) – po wypełnieniu której koncern wyśle go na „konferencję naukową” na plażach Dominikany – lekceważąco wyciera sobie gębę człowiekiem takim jak dr Wakefield.

———————————————————
Film koniecznie do obejrzenia https://www.cda.pl/video/141668702 (polski lektor). Jak wiemy Youtube tego typu materiałów nie prezentuje. Ciekawe dlaczego?

Korzystałem z tekstu ze strony prof. Dakowskiego.

Urzędnicze „samo-zaoranie” w Warszawie. Zamiast rowerów kupią nowe auta… „Miasto 15-minutowe”.

Urzędnicze „samo-zaoranie” w Warszawie. Zamiast rowerów kupią nowe auta… „Miasto 15-minutowe”…

Paweł Rygas motoryzacja

„Bujać to my, ale nie nas”. Tak podsumować można stanowisko warszawskiego ratusza dotyczące projektu „Urzędnicy na rowery: Rafał Trzaskowski daje przykład” – zgłoszonego w ramach warszawskiego Projektu Obywatelskiego.

Ku zaskoczeniu warszawiaków, zachęcanych do porzucenia aut na rzecz rowerów, projekt sprzedaży samochodów służbowych nie zyskał aprobaty w stołecznym ratuszu. Urzędnicy zaopiniowali go negatywnie i odrzucili. Ich argumenty to woda na młyn dla „przyspawanych do samochodów” mieszkańców.

Nie ma co ukrywać – inicjatywa, która wyszła od radnego PiS – Ernesta Kobylińskiego, to czysty „trolling” polityki transportowej miasta. Władze Warszawy prześcigają się obecnie w pomysłach utrudnienia życia zmotoryzowanym, co w założeniach skutkować ma porzuceniem prywatnych pojazdów na rzecz rowerów i komunikacji publicznej.

Radny chciał, by ratusz sprzedał samochody. Kuriozalne tłumaczenia urzędników

Sam projekt zakładał, by w miejsce wykorzystywanych przez prezydenta Trzaskowskiego i jego zastępców samochodów służbowych, ratusz zainwestował w:

  • rowery miejskie,
  • rowery cargo,
  • rowery tandem,
  • riksze dostosowane do przewozu dorosłych.
  • Autor projektu przekonywał ponadto, że władze „podróżując rowerami będą mogły realnie ocenić możliwość i komfort podróżowania jednośladem po Warszawie„, a także – dzięki rezygnacji z aut służbowych – „lepiej poznają realia i mankamenty komunikacji miejskiej„. Za projektem przemawiał też jego pozytywny wpływ na środowisko.

Ostatecznie zgłoszony przez Kobylińskiego projekt został odrzucony jako „naruszający przyjęte w urzędzie standardy odbywania podróży służbowych przez przedstawicieli stołecznych władz samorządowych”.

Trudno o bardziej kuriozalne uzasadnienie, bo idę o zakład, że z dokładnie tych samych powodów – „naruszenia standardów odbywania podróży” – warszawscy kierowcy nie spieszą się do przesiadki z własnych czterech kółek na rzecz rowerów czy komunikacji miejskiej.

Urzędnicze „samozaoranie” – nie chcę rowerów bo to niebezpieczne

Lektura argumentów przytoczonych przez urzędników za pozostawieniem floty samochodów służbowych daleko wykracza poza ramy popularnego dziś słowa „samozaoranie”. W piśmie czytamy bowiem, że „prezydent i kierownictwo Urzędu zwyczajowo korzystają z samochodów, które gwarantują im sprawne zarządzanie miastem„, a „rezygnacja z tego standardu wiązałaby się z ryzykiem obniżenia efektywności działań zarządczych – w szczególności w sytuacjach kryzysowych„.

Nie wiem, co warszawscy urzędnicy rozumieją pod pojęciem „sytuacji kryzysowych”, ale jako etatowa głowa rodziny, której członkowie w zbliżonym czasie dotrzeć muszą do przedszkoli, szkół i zakładów pracy – muszę się z nimi zgodzić. Faktycznie nie wyobrażam sobie bez własnego samochodu sprawnego zarządzania w codziennych sytuacjach kryzysowych własną rodziną, a co dopiero liczącym setki tysięcy mieszkańców miastem!

Jako rodzica ujął mnie również argument za tym że:

…poruszanie się kierownictwa Urzędu rowerami w czasie np. niekorzystnych warunków atmosferycznych, w szczególności warunków na drogach, podnosi ryzyko utraty zdrowia lub życia w możliwej kolizji drogowej; korzystanie z samochodu mającego liczne atesty i certyfikaty bezpieczeństwa jest w tym kontekście rozwiązaniem znacznie korzystniejszym.

Cóż, naprawdę rzadko zdarza mi się w pełni zgadzać z urzędnikami, ale sam nie ująłbym tego lepiej. Warszawscy urzędnicy odkryli właśnie fenomen SUV-ów – większych, cięższych i zapewniających wyższą pozycję za kierownicą niż standardowe samochody.

Pod argumentacją dotyczącą poziomu bezpieczeństwa podpisze się każdy rodzić, który – wbrew nawoływaniom do korzystania z rowerów i przyczepek – codziennie odwozi swoje dziecko do przedszkola autem. Dokładnie z tego powodu, zamiast rowerem z przyczepką, wożę córę samochodem ocenionym przez EuroNCAP na 5 gwiazdek.

Warszawscy urzędnicy: zamiast rowerów, nowe samochody

Inne argumenty? Np. taki, że po przesiadce na rowery:

….konieczne byłoby podjęcie kroków zmierzających do podniesienia ogólnego stanu zdrowia i tężyzny fizycznej pracowników, niezbędnych do sprawnego i szybkiego poruszania się rowerem/rikszą.

W tym miejscu widzę jednak pewną nieścisłość.

Przecież rower oznacza zdrowy tryb życia i w naturalny sposób przekłada się na podniesienie ogólnego stanu zdrowia oraz rozbudowanie tkanki mięśniowej. Czego tu się bać? Katar czy zapalenie zatok nikogo jeszcze nie zabiły, a odrobina ruchu pozwoli odegnać widmo nadwagi i choroby wieńcowej.

Tym bardziej, że – zgodnie z kolejnym argumentem – członkowie kierownictwa przejeżdżają dziennie nawet do – uwaga – 150 km. Ratusz mówi więc o konieczności zatrudnienia „rowerzystów zmienników”, a ja zachodzę w głowę, jak ten dystans ma się do promowanej przez władze stolicy idei miasta 15-minutowego?

Ostatecznie za samochodami przemawia jednak argument natury ekonomicznej. Urzędnicy piszą, że nie sprzedadzą samochodów i nie przesiądziemy się na rowery, bo: „w budżecie są już zaplanowane pieniądze na leasing samochodów służbowych, w tym samochodów elektrycznych„.

Gdyby ktoś z Was, drodzy Warszawiacy, miał wątpliwości – chodzi o WASZE PIENIĄDZE.

Ukrywanie Trzeciej Tajemnicy Fatimskiej





Ukrywanie Trzeciej Tajemnicy Fatimskiej.
Chris Ferrara : the Third Fatima Secret cover-up (Ukrywanie Trzeciej Tajemnicy Fatimskiej) 
[przypominam.. md]  https://www.bitchute.com/video/hXGN6THGWw9p/

Dziękuję John, wielebni księża, Wasze Ekscelencje. Dziękuję za przywilej ponownego zwrócenia się do was. Ten temat będzie raczej kontrowersyjny, nawet bardziej niż to o czym mówiłem wczoraj. Być może niektórzy z was odbiorą to o czym zamierzam mówić jako poważne oskarżenie. Chciałbym odnieść się do tego oskarżenia bezpośrednio, na końcu tej prezentacji. Mam nadzieję, że będę w stanie je przedstawić w sposób, który pozwoli nam podejść do tego bez wrogości albo urazy, w stosunku do osób, stojących na czele Kościoła, ale raczej ze zrozumieniem tego, w jaki sposób rozwinął się problem, o którym dzisiaj będę mówić.
Tematem mojego wystąpienia jest Trzecia Tajemnica Fatimska i kontrowersje, związane z najnowszymi odkryciami wokół niej. Te kontrowersje to oczywiście kwestia, czy władza kościelna, faktycznie upubliczniła pełną treść Trzeciej Tajemnicy Fatimskiej.
Istnieje pewna grupa w Kościele. Ta grupa, na przestrzeni lat, wskazywała na rzeczy, o których zdecydowana większość członków Kościoła nie wie, którymi się nie interesuje lub też do których podchodzi ze sceptycyzmem. Jedną ze spraw, o których mówiła ta niewielka grupa na przestrzeni ostatnich 30 lat, jest to, że Paweł VI nigdy nie zabronił odprawiania tradycyjnej mszy łacińskiej i że każdy kapłan w Kościele, ma prawo odprawiać tradycyjną mszę łacińską.
I oczywiście papież Benedykt XVI potwierdził, że tak w istocie jest. W swoim liście apostolskim "Motu Proprio", powiedział, że tradycyjna msza łacińska nigdy nie została zniesiona a w swoim liście wyjaśniającym, stwierdził, że nigdy nie została zabroniona. I że nigdy nie była potrzebna zgoda, by odprawiać tę mszę.
Było coś jeszcze, o czym ta mała grupa mówiła przez lata - że podczas konsekracji Rosji, trzeba wymienić nazwę "Rosja". Że nie można konsekrować narodu, jeśli się go nie wymieni [z nazwy].
Na podstawie tych dwóch przykładów, można powiedzieć, że ta grupa ma skłonność do wskazywania rzeczy oczywistych. Niektórzy określają tę grupę różnymi obraźliwymi nazwami. Ta grupa nazywana jest "tradycjonalistami" lub "fatimistami" lub "ekstremalnymi tradycjonalistami" lub "fatimitami" lub inną obraźliwą nazwą. Osobliwą cechą tej grupy jest to, że to o czym mówi, okazuje się prawdą, jak w przypadku tradycyjnej mszy, która nie została zabroniona, Rosji, która nie została konsekrowana. Zwyczajne stwierdzenie oczywistości.
Ta grupa, "tradycjonaliści" lub "fatimici", jakkolwiek byś jej nie nazwał, do której też się zaliczam, od lat mówiła, że czegoś brakuje w tym, co Watykan upublicznił w czerwcu roku 2000 [jako Trzecią Tajemnicę Fatimską]. Że muszą istnieć jeszcze słowa, wypowiedziane przez Matkę Bożą do widzących dzieci, które wyjaśniają wizję biskupa w bieli, zabitego na wzgórzu, na obrzeżach zrujnowanego miasta, którą Watykan opublikował w czerwcu roku 2000 i o której powiedział, że to całość Trzeciej Tajemnicy.
Nie - stwierdziła ta grupa. Czegoś tu brakuje. Matka Boża z pewnością musiała wyjaśnić co ta wizja oznacza. Co doprowadziło do tego, że papież został zabity na obrzeżach na wpół zrujnowanego miasta. Dlaczego miasto jest pełne ciał. Dlaczego miasto jest zrujnowane. Jakie to miasto. Kto zabił tych wszystkich ludzi. I kto zabił papieża na obrzeżach miasta, na szczycie wzgórza. Czegoś tu brakuje. 
Okazuje się, że tak, jak ta grupa miała rację, w kwestii mszy łacińskiej, która nie została zakazana, Rosji, która nie została konsekrowana, tak samo ma rację w tym przypadku [Trzeciej Tajemnicy]. Zagadka [ujawnienia] została rozwiązana. Mamy naocznego świadka, arcybiskupa Capovilla, Loris F. Capovilla, osobistego sekretarza Jana XXIII, który ujawnił jednemu spośród mówców, uczestniczących w tej konferencji, Solideo Paolini, że w rzeczywistości istnieją dwie różne koperty, zawierające Trzecią Tajemnicę Fatimską i dwa różne teksty, składające się na Trzecią Tajemnicę Fatimską.
Pierwsza koperta zawiera wizję, która została ujawniona 26 czerwca roku 2000, a druga koperta, zawiera tekst, którego treści jeszcze nie ujawniono. Ale arcybiskup Capovilla potwierdził a Watykan nie zaprzeczył, że istnieją dwie koperty. Pierwsza koperta, mówi arcybiskup, zawsze znajdowała się w apartamencie papieskim, w biurku do pisania Jana XXIII, w zabytkowym biurku. W tak ważnym zabytku, że biurku nadano nazwę. Nazwano je "Barbarigo".
 Arcybiskup powiedział, że w [pierwszej] kopercie jest tekst, który znajduje się w biurku "Barbarigo" i Watykan nie zaprzeczył temu. 
A więc zagadka jest rozwiązana. Wiemy, że istnieje brakujący tekst [Trzeciej Tajemnicy]. Teraz pytaniem jest, co zawiera ten tekst. Co się w nim znajduje. Mała grupa "tradycjonalistów", "fatimitów" i "ekstremistów", jak zwykle, "dodaje dwa do dwóch i otrzymuje cztery". To do czego doszli to kolejne stwierdzenie oczywistości, co ten brakujący tekst musi zawierać. Jak oni do tego doszli? Po prostu spojrzeli na istniejące dowody, ponieważ wiele osób mówiło o tym, co jest w pierwszej kopercie, znajdującej się w biurku "Barbarigo". I wiele osób ujawniło, w taki czy inny sposób, zawartość tego tekstu. 
Pierwszą z nich, był papież Pius XII. W 1931 roku, kiedy jako Monsignor Pacelli, był Sekretarzem Stanu Papieża Piusa XI, przyszły papież Pius XII, wypowiedział następujące słowa na temat przesłania Fatimy. Chcę, byście zapamiętali ten cytat, gdyż jest jednym z najważniejszych dowodów, ponieważ jest to absolutnie zadziwiające, że papież wygłosił to w 1931 roku.
Oto, co powiedział: "jestem zmartwiony, słowami Matki Bożej, skierowanymi do małej Łucji z Fatimy. Ta konsekwencja z jaką Maryja, odnosi się do zagrożeń, które czyhają na Kościół, jest bożym ostrzeżeniem, przed SAMOBÓJSTWEM, które grozi, w przypadku zmiany wiary, liturgii, teologii i duszy [Kościoła]".
Następnie przyszły papież mówi: "słyszę wszędzie wokół mnie, innowatorów, którzy chcą zdemontować 'Świętą Kaplicę', zgasić płomień powszechności Kościoła, odrzucić jego ozdoby i sprawić, by poczuł wyrzuty sumienia z powodu swojej historycznej przeszłości". 
Potem [przyszły] papież ostrzega, przed tym, co nadciąga nad Kościół. Mówi: "nadejdzie dzień, kiedy cywilizowany świat zaprze się swojego Boga, kiedy Kościół zwątpi, jak zwątpił Piotr. Kościół będzie kuszony, by uwierzyć, że człowiek stał się Bogiem. W kościołach, chrześcijanie na próżno będą szukać wiecznej lampki, wskazującej miejsce, gdzie Bóg na nich czeka. Będą pytać, jak Maria Magdalena, płacząca nad pustym grobem: 'gdzie Go zabrano?' ".
Tak o przyszłości Kościoła mówił [przyszły] Pius XII, na 31 lat przed Soborem Watykańskim II. Mówił to w odniesieniu do przesłania, które siostra Łucja, otrzymała od Matki Bożej. Mówił o tym, w odniesieniu do przesłania Fatimy. Mówił, że przesłanie Fatimy, dotyczy kryzysu w Kościele, spowodowanego samobójstwem zmiany liturgii, teologii i duszy Kościoła.
Przeczytałem oryginalny francuski tekst, oświadczenia papieża. Posiadam biografię papieża, autorstwa Monsignor’a Roche, który spisał tę rozmowę, w której papież złożył to oświadczenie. Nie ma wątpliwości, że [papież] złożył to oświadczenie! 
Dzięki temu oświadczeniu z 1931 roku, wiemy, że w tekście przesłania fatimskiego, jest coś na temat zmian w liturgii, zmian w teologii, zmian w duszy Kościoła, na temat czasów, w których w kościele parafialnym, ludzie nie znajdą wiecznej lampki. Jeśli chodzi o Amerykę, mogę potwierdzić, że istnieje wiele kościołów, z czasów po Soborze Watykańskim II, w których nie znajdziecie wiecznej lampki i w których będziecie mogli zapytać, podobnie jak Pius XII: 'gdzie Go zabrano?', gdzie jest Bóg w Postaci Eucharystycznej? To niezwykłe proroctwo, wypełniło się a przyszły papież, powiązał to z przesłaniem Fatimy. 
Tak więc wiemy, że Trzecia Tajemnica musi zawierać odniesienie do zmian w liturgii, teologii i duszy Kościoła, ponieważ pierwsze dwie tajemnice, które były znane już od lat dwudziestych XX wieku, w ogóle o tym nie mówiły! Tak więc to o czym papież Pius XII mówił [w 1931 roku], musi stanowić część Trzeciej Tajemnicy, nie znanej światu w 1931 roku. To oczywisty wniosek, gdy weźmiemy pod uwagę dostępne dzisiaj dowody.

Siostra Łucja. Ostatni wywiad z 1957. Przesłanie Matki Bożej jest ostatecznym ostrzeżeniem.

Ostatni wywiad z 1957. Siostra Łucja. Przesłanie Matki Bożej jest ostatecznym ostrzeżeniem.

[przypominam, bo ciągle jeszcze aktualne. MD]
---------------------
W wywiadzie ks. Fuentesa, przeprowadzonym 26 grudnia 1957 roku, zostało zaprezentowane ostateczne przesłanie Matki Bożej dla świata, powierzone posłańcowi Matki Bożej oraz ostatniemu żyjącemu świadkowi objawień w Fatimie [Siostrze Łucji].

Przesłanie Matki Bożej było ostrzeżeniem. Bóg ukarze świat, jeśli ludzie nie zwrócą uwagi na przesłanie Matki Bożej, powierzone Łucji oraz jej kuzynom Hiacyncie i Franciszkowi. W momencie przeprowadzania wywiadu, 40 lat po objawieniach w Fatimie i Cudzie Słońca, mało osób zwróciło uwagę na przesłanie.

Ponieważ zarówno dobrzy, jak i źli zignorowali doniosłość objawienia Fatimy, Bóg ukarze świat po 1960 roku. Siostra Łucja przewidywała ciągłe postępy komunizmu, bliską karę ze strony Rosji oraz rewolucję modernistyczną w Kościele Katolickim, która zmieni go nie do poznania.

Siostra Łucja przekazała, jakie środki duchowe będą potrzebne by przetrwać w tych złowrogich czasach.  Potrzebna jest postawa osobistej odpowiedzialności, duchowej samodzielności, oddanie się Niepokalanemu Sercu Matki Bożej oraz ciągłe uciekanie się do Boga i Matki Bożej poprzez modlitwę różańcową.

Śledztwo organizacji 'Prawda o Siostrze Łucji' ('Sister Lucy Truth'), prowadzone na podstawie analiz naukowych, jasno wskazało, że należy zignorować KAŻDE SŁOWO "Siostry Łucji", które pojawiło się po wywiadzie z ks. Fuentesem [uzasadnienie we wcześniejszych materiałach wydanych przez organizację – tłum].
Ceńmy słowa prawdziwej Siostry Łucji jako wskazówki by osiągnąć wieczne błogosławieństwo.

Ostatni wywiad.

Siostra Łucja, która udzieliła wywiadu w ostatnich dniach roku 1957, była pełnym smutku posłańcem Matki Bożej, roniącej łzy nad ludzkością, z powodu kary, która nadciąga po roku 1960.
Wywiad z 26 grudnia 1957 roku.
Rozmawiając z Siostrami Misjonarkami Najświętszego Serca Pana Jezusa, 22 maja 1958 w Meksyku, ks. Fuentes powiedział : "Chciałbym opowiedzieć o ostatniej rozmowie z Siostrą Łucją jaką miałem 26 grudnia ubiegłego roku. Była bardzo smutna, blada i wycieńczona". 
Ks. Fuentes odczytał słowa jakie Siostra Łucja wypowiedziała podczas wywiadu : "Księże, Matka Boża jest bardzo smutna, gdyż nikt nie zwraca uwagi na Jej przesłanie. Ani dobrzy, ani źli. Dobrzy, pozostają na drodze ku dobremu, nie zważając na przesłanie. Źli, ze względu na swoje grzechy, nie widzą kary bożej, która już ich dotknęła. Oni pozostają na drodze ku złemu, ignorując przesłanie."
"Księże, musisz mi uwierzyć, że Bóg ma zamiar ukarać świat w straszny sposób. Kara z Nieba jest blisko, poniesiemy konsekwencje za rok 1960. Co wtedy nastąpi? To co nastąpi będzie bardzo smutne i nieszczęsne dla całej ludzkości, jeśli wcześniej świat nie będzie się modlić i czynić pokuty. Nie mogę podać więcej szczegółów, ponieważ to wciąż tajemnica [Trzecia Tajemnica Fatimska w roku 1957]. Z woli Matki Bożej, tylko Ojciec Święty i biskup Fatimy, mogą zapoznać się z tajemnicą [przed rokiem 1960 - tłum.]. Obaj jednak zdecydowali się jej nie otwierać, by ona na nich nie wpłynęła. Trzecia część przesłania Matki Bożej, pozostanie tajemnicą do roku 1960."

"Powiedz im księże, że Matka Boża wiele razy powtarzała moim kuzynom Franciszkowi i Hiacyncie, jak również mi, że wiele narodów zniknie z powierzchni ziemi, że z woli Nieba, Rosja będzie narzędziem kary dla całego świata, jeśli nawrócenie tego biednego narodu, nie zostanie uzyskane wcześniej."
Siostra Łucja powiedziała także : "Księże, diabeł wydał ostateczną bitwę Matce Bożej.
Jak wiesz, to co najbardziej obraża Boga i to co zapewnia diabłu największą liczbę dusz w najkrótszym czasie, to pozyskanie dusz osób poświęconych Bogu. To pozostawia świeckich bez ochrony i diabeł może łatwiej przejąć ich dusze. Księże, powiedz im też, że moi kuzyni Franciszek i Hiacynta, widząc wciąż zasmuconą Matkę Bożą, czynili ofiary [za grzeszników]. Matka Boża nigdy się nie uśmiechała. Cierpienie, które u Niej widzieliśmy, spowodowane obrażaniem Boga i karą, która grozi grzesznikom, przenikało nasze dusze. Będąc dziećmi, nie wiedzieliśmy co więcej możemy czynić, niż to by modlić się i czynić ofiary."

Odnośnie wizji piekła, które Matka Boża pokazała Łucji, Franciszkowi i Hiacyncie, Siostra Łucja powiedziała : "Z tego powodu, moją misją jest nie tylko mówić o materialnych karach, które z pewnością nadejdą na świat, jeśli nie będzie się on modlić i czynić pokuty. Moją misją jest, by ostrzec wszystkich o nadciągającym niebezpieczeństwie utraty duszy na całą wieczność, jeśli zdecydujemy się trwać w grzechu.
Księże, nie powinniśmy czekać na wezwanie Ojca Świętego z Rzymu, by czynić pokutę, ani na wezwanie biskupów naszych diecezji w tym względzie, ani na wezwanie z kongregacji religijnych. Bóg już wielokrotnie używał tych środków, ale świat nie zważał na nie. Dlatego każdy z nas musi sam zacząć nawracać się duchowo. Każdy z nas musi ratować nie tylko własną duszę, ale też wszystkie dusze, które Bóg postawił na naszej drodze."
"Księże, Matka Boża nie powiedziała mi, że jesteśmy w czasach ostatecznych, ale zrozumiałam, że tak jest z trzech powodów. 
Po pierwsze, Matka Boża powiedziała, że diabeł wydał Jej ostateczną bitwę. To bitwa, po której jedna strona będzie zwycięska, druga przegrana. Od teraz jesteśmy albo po stronie Boga albo po stronie diabła, nie ma innych opcji.
 Po drugie, Matka Boża powiedziała mi i moim kuzynom, że Bóg daje światu dwa ostatnie środki ratunku : modlitwę różańcową i oddanie się Niepokalanemu Sercu Matki Bożej. Oznacza to, że innych środków już nie będzie. 
Po trzecie, Bóg zawsze karze świat dopiero wtedy, gdy wyczerpie wszystkie inne środki ratunku.
Gdy Bóg widzi, że nikt nie zwraca na nie uwagi, posyła jako ostatnią szansę zbawienia, Swoją Błogosławioną Matkę. Jeśli wzgardzimy tymi ostatnimi środkami ratunku i odrzucimy je, Niebo już nam nie przebaczy, ponieważ popełnimy grzech, który Ewangelia nazywa grzechem przeciw Duchowi Świętemu. Ten grzech oznacza jawne odrzucenie - za pełną wiedzą i wolą - zbawienia, którego wybór znajduje się w naszych rękach.
Ponieważ Jezus, jest bardzo dobrym Synem, On nie pozwoli obrażać i pogardzać Swoją Błogosławioną Matką. W historii jest wiele świadectw z różnych wieków, jak On zawsze bronił honoru Swojej Błogosławionej Matki."
"Modlitwa i ofiara to dwa środki by uratować świat. W tych czasach ostatecznych, w których żyjemy, Błogosławiona Dziewica, nadała nową skuteczność modlitwie różańcowej. W taki sposób, że nie ma problemu, który nie mógłby być rozwiązany poprzez modlitwę różańcową. Niezależnie jak trudny by nie był, czy to doczesny czy przede wszystkim duchowy, czy w życiu duchowym każdego z nas, czy naszych rodzin, czy rodzin na świecie, czy wspólnot religijnych, czy nawet w życiu ludów lub całych narodów. Powtarzam, nie istnieje problem, jakkolwiek trudny mógłby być, który nie mógłby być rozwiązany w tych czasach poprzez modlitwę różańcową. Poprzez modlitwę różańcową uratujemy nas samych, uświęcimy się, pocieszymy Jezusa oraz wyprosimy zbawienie wielu dusz."
"Drugim środkiem jest oddanie się Niepokalanemu Sercu Matki Bożej, naszej Najświętszej Matki, w którym znajduje się litość, dobroć, przebaczenie, które jest pewną drogą by osiągnąć Niebo."
"To jest pierwsza część przesłania, odnosząca się do Matki Bożej z Fatimy, druga część, która jest krótsza ale nie mniej ważna, odnosi się do Ojca Świętego."

Można doprowadzić do uzdrowienia całego systemu prawnego. I to w ciągu roku.

Michalkiewicz: „Można by doprowadzić do uzdrowienia całego systemu prawnego. I to w ciągu roku”

mozna-doprowadzic-do-sanacji-systemu

W rozmowie Tomasza Sommera ze Stanisławem Michalkiewiczem, jaka ukazała się na kanale Sommer 13, pojawił się m.in. temat odnowy prawa podatkowego. Publicysta przypomniał kilka swoich projektów ustaw. 

– Kolega Mentzen jest pod nagonką i ma zamiar przedstawić ustawy w ciągu tygodnia, które podobno skracają te wszystkie kodeksy podatkowe do kilkudziesięciu stron, z kilku tysięcy – powiedział Sommer.

– Ja miałem pomysł jednej ustawy, która by jedną trzecią skutków biegunki legislacyjnej usunęła, a być może nawet połowę – odparł Michalkiewicz.

– Otóż ustawa była bardzo krótka – zapewnił. Publicysta wymienił kilka jej artykułów.

Art. 1: Przywraca się moc obowiązującą Kodeksu zobowiązań.

Art. 2: Uchyla się wszystkie akty prawne sprzeczne z tą regulacją.

Art. 3: Zobowiązuje się Radę Ministrów do ogłoszenia w terminie rocznym listy aktów prawnych uchylonych w trybie artykułu poprzedzającego.

Art. 4: Ustawa wchodzi w życie z dniem…

==========================

– Takie ustawy nam są potrzebne – podsumował Michalkiewicz. – Co to miałoby oznaczać właściwie? – dopytywał Sommer.

– To, że znaczna część biegunki legislacyjnej, tych wszystkich dyrektyw Komisji Europejskiej, to wszystko by musiało być uchylone – wyjaśnił publicysta.

– Jak tyle lat zajęło przyjmowanie ich, to ma pan świadomość ile lat by zajęło uchylanie ich? – pytał redaktor naczelny nczas.com.

– Nie. W jednej chwili by się uchyliło – odparł Michalkiewicz. Sommer, jednak nie dowierzał i chciał wiedzieć, „no jak?”.

– W ciągu roku Rada Ministrów by musiała ogłosić listę aktów prawnych uchylonych w tym trybie, które zostały uchylone na mocy tej ustawy. I tyle – skwitował publicysta.

– Na tym polega reforma prawdziwa, że się węzły gordyjskie przecina, a nie supła się je jeszcze bardziej – skwitował.

– Czyli pan tutaj kolegę Mentzena przebija jednostronicową ustawą? – powiedział Sommer.

– Ależ oczywiście, że tak. Cztery artykuły wystarczą. Co jest więcej, to od złego pochodzi – odpowiedział Michalkiewicz.

W dalszej części programu Sommer pytał, „Co wtedy z tymi wszystkimi podatkami?”.

Michalkiewicz przypomniał, że Korwin-Mikke wygrał kiedyś konkurs Ministerstwa Finansów na najlepszy system podatkowy. – Proponował trzy podatki: pogłówne, podymne i łanowe – wyjaśniał.

– Świetny system podatkowy, naprawdę. I co więcej również moralnie uzasadniony – wskazał.

– Ja już taki projekt ustawy w innej sprawie proponowałem, mianowicie:

Art. 1: Przywraca się moc obowiązującą ustawy o działalności gospodarczej w brzmieniu z 1 stycznia 1989 roku.

Art. 2: Uchyla się wszystkie akty prawne sprzeczne z tą regulacją

Art. 3: Upoważnia się Radę Ministrów (…) – dodał.

– W ten sposób można by doprowadzić do sanacji całego systemu prawnego. I to w ciągu roku, tu nie ma co czekać. Milton Friedman mówił, że jak czegoś się nie zrobi w ciągu stu dni, to już się potem nie zrobi – skwitował Michalkiewicz.

Można jedynie opuścić UE lub pogodzić się z agonią demokracji.

Unia Europejska: Permanentny pucz “technokracji fasadowej”

Nie można bowiem ani prowadzić innej polityki w owych ramach, ani ich zreformować. Można jedynie opuścić UE lub pogodzić się z agonią demokracji.

Date: 14 Maggio 2023 Author: Uczta Baltazara

Ze swoją Komisją, Parlamentem i Trybunałem Sprawiedliwości, Unia Europejska wygląda jak wzorcowy system demokratyczny. Tyle tylko, że jest to jedynie katastrofalna fikcja.

Jean Monnet, który z kupca koniaku stał się bankierem w San Francisco, wolał służyć Brytyjczykom niż reprezentować wolną Francję w Waszyngtonie Jean_Monnet. Następnie, w 1943 roku, jego nowi amerykańscy pracodawcy wysłali go do Algieru, aby zapewnić polityczne przewodnictwo wysoce podatnemu na manipulacje generałowi Giraud, którym zamierzali zastąpić generała de Gaulle’a.

Giraud de_Gaulle

Później, w Europie zimnej wojny, ten najbardziej amerykański z Francuzów stał się inspiracją – według słów de Gaulle’a – dla wszystkich inicjatyw mających na celu zorganizowanie zachodniej części kontynentu jako filii Stanów Zjednoczonych: a były nimi Europejska Wspólnota Węgla i Stali (EWWiS), Europejska Wspólnota Obronna (EDC), stała struktura NATO, Europejska Wspólnota Gospodarcza (EWG), Europejska Wspólnota Energii Atomowej (EURATOM), storpedowanie traktatu francusko-niemieckiego z 1963 roku przez dodanie przez Bundestag jednostronnej preambuły.

Poprzez tego rodzaju inicjatywy Monnet chciał zapobiec «robieniu rzeczy głupich przez obywateli», stosując następującą metodę: zredukowanie demokracji do formy wyborczej pozbawionej wszelkiego znaczenia, ponieważ decyzje podejmowane są przez niewybieralne organy, które «lepiej niż obywatele wiedzą, co jest dla nich dobre».

W rzeczywistości mamy do czynienia z permanentnym zamachem stanupolegającym na mnożeniu faktów dokonanych o charakterze technicznym – których ostatecznego celu obywatele nie powinni być w stanie dostrzec. Realizowane jest to poprzez zamknięcie polityki w takiego rodzaju ograniczeniach, że na koniec możliwa jest wyłącznie jedna polityka – tj. ta “rozsądna”.

To właśnie powiedział de Gaulle podczas swojej konferencji prasowej w dniu 12 listopada 1953 roku: połączyć “państwa, armie, ideologie […] w sposób, w jaki łączy się kapitały dwóch konkurujących ze sobą firm” –  neutralizując suwerenność narodów za pomocą “technokracji fasadowej”, czyli czynnika sprawczego owej wielkiej transformacji.

Oto cała filozofia “konstrukcji europejskiej” ostatnich siedemdziesięciu lat. I nie ma innej.

Magiczna zapadka Ratchet_effect

W demokracji naród jest suwerenem. To znaczy, że poprzez swoich okresowo wybieranych przedstawicieli w uczciwym i pluralistycznym głosowaniu, naród może cofnąć to, co ustalił. Jeśli jedna większość znacjonalizowała, inna może sprywatyzować, a następna prowadzić jeszcze bardziej przeciwstawną politykę. Żadna dziedzina życia narodowego nie wymyka się tej zasadzie.

W systemie Unii Europejskiej to uprawnienie już nie istnieje. Od roku 1951, każdy traktat, każda dyrektywa, każde rozporządzenie, każde orzeczenie Europejskiego Trybunału Sprawiedliwości coraz bardziej pozbawiło przedstawicieli wybranych przez obywateli tychże uprawnień – uprawnień, które są podstawą każdej demokracji: tj. prawa inicjatywy i głosowania nad ustawami oraz zatwierdzania budżetu.

Ponieważ w UE żaden tekst mający wartość legislacyjną nie jest omawiany ani zatwierdzany przez prawdziwy parlament, żaden dokument nie może zostać zmieniony – a możliwość zmiany jest kolejnym przywilejem parlamentu leżącym u podstaw demokracji. Wszystko musi zostać “przetransponowane do prawa krajowego”, pod groźbą grzywny, jeśli termin jest zbyt długi, przez parlamenty zredukowane do roli biur protokolarnych, jak dzieje się to w reżimach autorytarnych. Jeśli chodzi o budżet, to on również jest ustalany z góry przez traktaty i nakazy wydawane okresowo przez “technokrację fasadową” za pośrednictwem Ogólnych Wytycznych Polityki Gospodarczej (Gope); w przeciwnym razie państwo członkowskie, które od nich odstąpi, zostanie ukarane.

Do tej pory ponad 36 000 aktów prawnych (tj. ponad 100 000 stron!) zostało opracowanych i przyjętych bez interwencji instytucji (PE), która powstała w wyniku głosowania powszechnego i której istnienie nie zostało zlikwidowane w kolejnym głosowaniu. Każdy z owych aktów prawnych uruchomił trybik w “zapadce” tzw. «acquis communautaire» wikipedia, którego żadna władza wyłoniona w wyborach nie może cofnąć, pozbawiając obywateli – dzień po dniu – środków do zmiany polityki i wpływu na ich własny los. Wszystko to jest produktem “technokracji fasadowej”, którą metoda Moneta postawiła ponad demokracją, aby ją zneutralizować.

Fikcyjny Parlament Europejski

Zgromadzenie deliberujące.

Wiele reżimów autorytarnych posiadało, lub nadal posiada, powszechnie wybierane zgromadzenia, w których dopuszczono do rywalizacji kilka partii. Sposób powoływania nie czyni zgromadzenia parlamentem; ono staje się nim jedynie wtedy, gdy posiada pewne uprawnienia: inicjatywę ustawodawczą, prawo do wprowadzania poprawek, prawo do głosowania na temat podatków, możliwość powoływania i kwestionowania władzy wykonawczej – lub blokowania jej działań w przypadku systemu prezydenckiego.

Parlament Europejski nie dysponuje żadnym z wyżej wymienionych uprawnień; przemawia w próżni i o niczym nie decyduje: nazywanie go “parlamentem” jest zorganizowanym zbiorowym oszustwem.

Wyłącznie Rada Unii Europejskiej – działając na wniosek Komisji w Brukseli – ustala ustala dochody budżetu; Parlament Europejski natomiast może zmienić podział wydatków jedynie za zgodą Rady – przy braku której wymagane jest 3/5 głosów oddanych, reprezentujących co najmniej bezwzględną większość posłów! – Nie ma więc nic wspólnego z uprawnieniami budżetowymi parlamentu zasługującego na to miano.

Jeśli chodzi o inicjatywę ustawodawczą, Parlament Europejski ma jedynie prawo wyrazić własne oczekiwanie, zanim zostanie mu przedłożona propozycja. Ale to wyłącznie Komisja – czyli “technokracja fasadowa” – ściśle uzależniona od lobbyjej pracodawców (które później oferuje lukratywne kariery urzędnikom europejskim, dobrze im słyżącym) – opracowuje dyrektywy i rozporządzenia, z własnej inicjatywy lub na wniosek Rady.

Tak czy inaczej, głosowanie Parlamentu Europejskiego nigdy nie jest wystarczające do przyjęcia tekstu, ponieważ musi go zatwierdzić Rada. A prawo do poprawek jest zredukowane do symulakrum (gdy nie jest ono zabronione), ponieważ w niektórych sprawach przyjęta poprawka musi być zatwierdzona przez Radę. Wymagana jest nawet jednomyślności Rady, jeśli Komisja jest przeciwna!

Powoływanie członków Komisji również jest parodią demokracji. Komisarze, mianowani przez każdy rząd, są zazwyczaj tzw. «kulawymi kaczkami», których pragnie się pozbyć ze sceny krajowej. Tak było w przypadku Jean-Claude’a Junckera – skompromitowanego serią skandali, które zmusiły go do rezygnacji, i tak jest również w przypadku obecnej przewodniczącej, Ursuli von der Leyen, która według sondaży cieszyła się godnym pozazdroszczenia tytułem najgorszego ministra w rządzie Merkel.

Jeśli chodzi o przesłuchanie kandydatów przez Parlament Europejski, to jest to przede wszystkim okazja do pokazania ich niekompetencji i ukrycia ich konfliktu interesów. Jest to oczywiste, ponieważ to “technokracja fasadowa” ma rządzić. Tak więc konserwatywni posłowie do PE z Europejskiej Partii Ludowej i ci z Europejskiej Partii Socjalistycznej, do których teraz dołączyli liberałowie, zatwierdzają wszystko, na koniec śmiesznej komedii, w której ci pierwsi, którzy udawali, że chcą zablokować kandydata popieranego przez drugich, zgadzają się go zatwierdzić, gdy ci drudzy zrezygnują z udawania, że blokują kandydata popieranego przez tych pierwszych. Trzeba było wręcz niemożliwego do ukrycia skandalu, by Sylvie Goulard została odrzucona w roku 2019 Sylvie_Goulard.

Parlament Europejski funkcjonuje wyłącznie dzięki zmowie i wymianie przysług, między partiami, które rywalizują przed wyborcami, ale dogadują się we wszystkim.

Równie groteskowe jest votum nieufności, gdyż aby obalić władzę wykonawczą, w przeciwieństwie do prawdziwego parlamentu, gdzie wystarczy większość bezwzględna, wymagane są dwie trzecie oddanych głosów reprezentujących co najmniej bezwzględną większość deputowanych. Dopiero seria niemożliwych do zduszenia skandali doprowadziła do ustąpienia Komisji Santera w roku 1999 zanim doszło do niemal pewnego votum nieufności. wikipedia.

Jednym z warunków koniecznych do zaistnienia demokracji jest podział władzy: na władzę ustawodawczą, która przygotowuje i poddaje pod głosowanie ustawy; władzę wykonawczą, która kieruje działaniami rządu, poddaje proponowane przez siebie ustawy pod głosowanie władzy ustawodawczej i egzekwuje je; oraz władzę sądowniczą (która, o czym często się zapomina, tak naprawdę nie stanowi “władzy”, ponieważ nie jest wybierana przez naród), która osądza wykroczenia, przestępstwa i zbrodnie karane przez prawo.

Ten rozdział może być mniej lub bardziej kompletny w zależności od rodzaju systemu; jest to warunek, który pozwala obywatelowi zorientować się, kto jest odpowiedzialny za co i w ten sposób oddać świadomy głos.

Jednakże owa podstawowa zasada została zlekceważona od samego początku “budowy Europy”, do tego stopnia, że żaden obywatel nie jest w stanie odróżnić, kto jest odpowiedzialny za co – w UE opartej na całkowitym pomieszaniu władzy. A dzieje się tak, ponieważ Parlament Europejski nie tylko nie posiada władzy ustawodawczej, ale władzę tę sprawuje zarówno Komisja, jak i Rada (reprezentująca państwa członkowskie), czyli te same organy, które pełnią również funkcję wykonawczą.

Krótko mówiąc, mamy pseudo-prawodawczy organ, który nie stanowi prawa oraz dwa organy wykonawcze – z których jeden jest czysto technokratyczny – które wspólnie sprawują funkcję ustawodawczą… razem z trzecim podmiotem, który stanowi najgorsze zaprzeczenie zasady demokracji: Trybunałem Sprawiedliwości Unii Europejskiej.

Faktycznie, zamiast być organem sądowym, który rozstrzyga spory wynikające ze stosowania traktatów i zasad uchwalonych przez obu ustawodawców, sąd ten nadał sobie uprawnienia do produkcji prawa w sposób ciągły.

Dzień 20 lutego 1979 roku był czarnym dniem dla demokracji: podczas drobnego sporu handlowego między firmą L’Héritier-Guyot, producentem likieru z czarnej porzeczki, a niemieckim importerem odkryto, że Trybunał – utworzony przez EWWiS (Europejską Wspólnotę Węgla i Stali) Monneta – przypisał sobie prawo – którego nie przyznał mu żaden traktat, żaden parlament ani żaden naród – do “suwerennego” interpretowania traktatów europejskich i wydawania nowych przepisów w oparciu o swe interpretacje, bez żadnej demokratycznej kontroli czy sankcji. Jest to świetne i doskonałe zobrazowanie “metody Moneta”, która polega na ogołoceniu polityki z wszelkich treści poprzez permanentny zamach stanu realizowany przez “technokrację fasadową”.

Odbyło się to przy aktywnej współpracy francuskiej Rady Państwa i Rady Konstytucyjnej oraz wszystkich tzw. partii rządzących – jest to dobrowolna kapitulacja naszych elit, która jest w istocie zbrodnią przeciwko demokracji.

Ale UE narusza tę demokrację jeszcze bardziej otwarcie. Po duńskim referendum w sprawie traktatu z Maastricht w roku 1992, w wyniku którego Dania musiała uzyskać prawo do zachowania własnej waluty narodowej, “technokracja fasadowa” postanowiła, że tego rodzaju wydarzenie już nigdy więcej się nie powtórzy: odtąd, jeśli jakiś naród zagłosowałby źle, głosowanie to powinno zostać w taki czy inny sposób unieważnione.

Kiedy Irlandczycy powiedzieli “nie” traktatom z Nicei (2001), a następnie z Lizbony (2008), musieli zadowolić się kilkoma nic nie znaczącymi deklaracjami dobrych intencji i głosować ponownie pod groźbą obcięcia funduszy europejskich. A kiedy Francuzi i Holendrzy odrzucili rzekomy traktat konstytucyjny (którego jedynym celem była konstytucjonalizacja liberalnego porządku gospodarczego zgodnie z ideologią niemiecką), doświadczyli nie tylko permanentnego zamachu stanu, ale także zamachu parlamentarnego. Ich przedstawiciele – pokazując w ten sposób, że reprezentują wyłącznie siebie – zignorowali oczywistość zasady, że to, o czym zadecydował naród, może zostać unieważnione wyłącznie przez naród, i wepchnęli obywatelom do gardła (z pewnymi symbolicznymi rezygnacjami) kopiuj-wklej odrzuconego traktatu.

Następnie, w roku 2011, w ciągu pięciu dni – z palcem na spuście finansowania – UE zażądała dymisji dwóch wybranych szefów rządów, Georgiosa Papandréou w Grecji i Silvio Berlusconiego we Włoszech, aby zastąpić ich dwoma niewybranymi, fasadowymi technokratami: Grekiem Loukásem Papadimosem – byłym wiceprezesem Europejskiego Banku Centralnego (EBC) oraz Włochem Mario Montim – byłym komisarzem europejskim, który wcześniej pracował w amerykańskim banku Goldman Sachs, w którym – od roku 2016 –szczęśliwe dni spędza były przewodniczący Komisji Europejskiej – José Manuel Barroso. Pucz został powtórzony w lutym 2021 roku, za sprawą zdrady włoskich wyborców przez partię Pięciu Gwiazd i Ligę, na rzecz Mario Draghiego – który z Goldman Sachs przeniósł się na stanowisko prezesa EBC.

Grecja: nasza przyszłość w UE

Ale to właśnie w Grecji, gdzie się narodziła, demokracja została naruszona z największą brutalnością. W styczniu 2015 roku partia Syriza wygrała wybory dzięki obietnicy zerwania z polityką oszczędnościową narzucaną Grecji od 2009 roku. Ale po sześciu miesiącach konfrontacji – prawdziwej czy symulowanej – oraz referendum, w którym “nie” dla żądań UE, EBC i Międzynarodowego Funduszu Walutowego wygrało 61,3% głosów, premier Tsipras oraz bardzo wąskie grono jego otoczenia zdecydowało się skapitulować i wdrożyć trzeci (i najgorszy) z memorandów narzuconych przez tzw. trojkę.

Owe memoranda są całkowitym zaprzeczeniem demokracji. Polegają one na narzuceniu parlamentowi państwa członkowskiego setek środków, z których niektóre są sprzeczne z obowiązującą w tym państwie konstytucją.

Listy, o których mowa są sporządzane w języku angielskim przez “technokrację fasadową”, bez najmniejszego udziału urzędników wybranych w wyborach. Środki te dotyczą wszystkich dziedzin życia narodowego i wymuszają sprzedaż/rozbiórkę majątku publicznego. Setki stron owych memorandów nie są nawet w pełni przetłumaczone przed wysłaniem ich do posłów, którzy – nie mając fizycznej możliwości zapoznania się z nimi – są zmuszeni głosować na nie pod groźbą wstrzymania finansowania (które uniemożliwiłoby państwu wypłacanie wynagrodzeń urzędnikom państwowym), oraz w ramach procedury nadzwyczajnej – na pojedynczy artykuł upoważniający rząd do transpozycji wszystkiego, co zawiera memorandum do prawa krajowego.

Nie można sobie wyobrazić bardziej totalnego zaprzeczenia roli parlamentu, a tym samym suwerenności narodu. Juncker ostrzegł Greków: “Nie może być mowy o demokratycznym wyborze wbrew traktatom europejskim”  (Le Figaro, 28/01/2015); co oznacza, że: demokracja istnieje najwyżej na marginesie, ponieważ traktaty europejskie zrealizowały marzenie Monneta, ustalając porządek ekonomiczny i społeczny, z którego narodom nie wolno wyłamywać się.

Grecja stała się laboratorium narzucania siłą owego porządku, co do którego Francuzi muszą zrozumieć, że jest ich przyszłością: obniżenie płac i emerytur, które powoduje eksplozję nędzy i zubożenie dużej części klasy średniej; podwyższenie wieku emerytalnego; wyprzedaż majątku publicznego; zniszczenie państwa opiekuńczego i prawa pracy; cięcia w wydatkach państwowych, które sprawiają, że służby publiczne, w tym edukacja i służba zdrowia, nie są w stanie wypełniać swoich zadań.

UE: Z niej się wychodzi albo umiera

Na razie jedynym krajem, który zrozumiał, dokąd prowadzi ów dryf, jest ten, którego patriotyzm jest głęboko parlamentarny: Wielka Brytania.

Bo to właśnie oznacza Brexit: jeśli parlament westminsterski nie decyduje już o podstawowych kierunkach życia królestwa, to demokracja przestaje istnieć. To dlatego gniew “technokracji fasadowej” rozszalał się przeciwko decyzji Brytyjczyków. I to dlatego Brexit powinien był nie udać się. Bo w przeciwnym razie dawano zły przykład innym.

Ale Brexit ma się dobrze: Wielka Brytania mnoży umowy bilateralne, kontrola jej granic generuje wzrost płac, wzrost w roku 2021 był najbardziej energiczny spośród krajów rozwiniętych.

Jeśli chodzi o Francuzów, żyją oni w reżimie propagandowym, który zaczyna się w szkole oraz zakazuje w dużych mass-mediach jakiegokolwiek debaty, która kwestionuje “konstrukcję europejską” – chyba że w sposób marginalny, aby utrzymać iluzję pluralizmu, przy czym dbając o to, aby aparat medialny uniemożliwiał tym – którzy w drodze wyjątku – są zapraszani do studiów na rozwinięcie najmniejszego dyskursu spójnego. Francuzi biją się więc przeciwko polityce oszczędności, niszczeniu prawa pracy, reformie emerytalnej, degradacji usług publicznych, a jutro przeciwko prywatyzacji ubezpieczeń społecznych. Ale nie dostrzegają, skąd nadchodzą owe ciosy.

Demonstrują, dezerterują urny wyborcze i sankcjonują tzw. partie rządzące, głosują na formacje, które jeszcze nie sprawują władzy, a które obiecują prowadzenie innej polityki. Nie widzą jednak, że głosowanie zostało sprowadzone do konkursu piękności między kandydatami, którzy będą prowadzić tę samą politykę ograniczoną ramami UE i walutą euro.

Nie można bowiem ani prowadzić innej polityki w owych ramach, ani ich zreformować. Można jedynie opuścić UE lub pogodzić się z agonią demokracji.

INFO: union-europeenne-le-coup-d-etat-permanent-de-la-technocratie

Powiedz NIE zagarnięciu władzy przez WHO – Działaj już teraz!

Ignacio Arsuaga, CitizenGO” <petycje@citizengo.org>

Światowa Organizacja Zdrowia, będąca częścią Organizacji Narodów Zjednoczonych,  negocjuje obecnie nowy Traktat Pandemiczny, który znacznie rozszerzyłby jej uprawnienia i wpłynął na nasze prawa i wolności.Informacje, które dotarły do nas po ostatnim spotkaniu są bardzo niepokojące:Wstępny projekt traktatu jest już niemalże ukończony. W jego obecnej formie traktat ten ogranicza wolność słowa, rozszerza nadzór nad obywatelami oraz wprowadza takie środki jak paszporty zdrowotne, które ograniczają swobodę podróżowania. Dodatkowo, projekt zakłada przymusowe szczepienia, co pod pretekstem „zapobiegania pandemii”, jest naruszeniem naszych praw obywatelskich.Ale nie traćmy nadziei!
Nadal mamy szansę na zatrzymanie tego niebezpiecznego projektu, jakim jest Traktat Pandemiczny podczas 76. sesji Światowego Zgromadzenia Zdrowia, która odbędzie się w dniach 21-30 maja.Aktualnie znajdujemy się w punkcie krytycznym i musimy podjąć szybkie działania  w obronie naszych praw i wolności.
Czas ucieka!Musimy działać szybko, aby zapewnić, że nasi liderzy będą stawiać dobro obywateli Polski ponad interesami rządu światowego. Dlatego potrzebujemy dzisiaj Twojego zaangażowania:
Podpisz petycję wzywającą Ministra Zdrowia do odrzucenia niebezpiecznego Traktatu Pandemicznego, który poważnie naruszyłby nasze prawa i wolności obywatelskie oraz uniemożliwiłby skuteczne działania w sytuacji zagrożenia epidemicznego.
Dlaczego powinniśmy sprzeciwić się temu niebezpiecznemu Traktatowi Pandemicznemu?Światowa Organizacja Zdrowia chce przypisać sobie prawo do ustalania jednej, globalnej strategii zwalczania przyszłych epidemii. To dałoby jej międzynarodową kontrolę zarówno podczas, jak i poza okresem epidemii (dokument określa również uprawnienia koordynacyjne). To z kolei naruszałoby suwerenność Polski i każdego innego państwa.
To oznaczałoby, że poszczególne państwa nie miałyby już władzy do decydowania i stosowania własnych metod w zakresie zarządzania zdrowiem publicznym. Zamiast tego, podlegałyby one kontroli jednej, scentralizowanej, globalnej władzy.
To jednak nie są wszystkie niepokojące zapisy tego traktatu.Dokument odnosi się do „równości zdrowotnej”, co sugeruje, że obywatele z bogatszych krajów zostaną zmuszeni do finansowania powszechnej (depopulacyjnej) opieki zdrowotnej, skierowanej do mieszkańców uboższych regionów z użyciem „środków antykoncepcyjnych, sterylizacji, aborcji, szczepień i zmiany płci”.Te skandaliczne pomysły zyskują coraz większe poparcie, jednak wprowadzenie tego traktatu tylko pogłębiłoby degradację i korupcję szerzące się w organizacjach ONZ.Zagrożenie wzrasta, gdy weźmie się pod uwagę brak niezależności wśród organów finansujących WHO. Obecnie kraje finansują zaledwie 20% budżetu WHO, podczas gdy oszałamiające 80% pochodzi od darczyńców publicznych lub prywatnych, głównie fundacji i firm farmaceutycznych, które skupiają się przede wszystkim na realizacji własnych interesów.
Co możemy zrobić TERAZ?
Możemy wywierać nacisk na przedstawicieli WHO podczas 76. sesji Światowego Zgromadzenia Zdrowia, która odbywać się będzie w dniach 21-30 maja, aby powstrzymali traktat pandemiczny!Musimy działać teraz, zanim sytuacja wymknie się spod kontroli. Dlatego potrzebujemy Państwa podpisu pod tą petycją:
Szanowny Panie Ministrze: Wzywamy Pana do powstrzymania Traktatu Pandemicznego, który jest zagrożeniem dla podstawowych praw obywatelskich oraz obniża skuteczność przyszłych działań naszych władz w zakresie zwalczania epidemii.
Rosnący wpływ globalistów, takich jak Biden, Macron, Sánchez, Von de Leyen oraz innych wpływowych lewicowych magnatów, jak George Soros i Bill Gates, stanowi poważne zagrożenie dla suwerenności naszego kraju.Dążą oni do konsolidacji globalnej władzy, wykorzystując organizacje międzynarodowe jako narzędzia do wywierania kontroli nad poszczególnymi krajami i ich obywatelami.Ten niepokojący trend podważa fundamenty demokratycznej władzy. Wybrani przedstawiciele, służący interesom swoich wyborców są coraz bardziej pod presją, aby podporządkowywać się dyrektywom globalnej władzy, kierowanej ideologicznymi motywami.Dążenie do jednolitej globalnej władzy nie tylko zagraża autonomii Polski i wszystkich narodów. Niszczy też wartości, które od dawna kształtują nasz świat.Niezwykle ważne jest, aby przedstawiciele wszystkich narodów stawiali dobro swoich obywateli na pierwszym miejscu i pozostawali stanowczy w swoim zobowiązaniu do obrony demokracji i suwerenności narodowej.Musimy naciskać na nich, aby opierali się narastającemu wpływowi globalistycznych sił, które dążą do narzucenia jednej, ideologicznej agendy. Zamiast tego, politycy powinni wspierać tożsamość i unikalne aspiracje naszego kraju.Połączmy siły i niech nasz wspólny głos zabrzmi podczas 76. Sesji Światowego Zgromadzenia Zdrowia.Razem możemy zwiększyć świadomość, pozyskać poparcie i walczyć o zachowanie naszych wolności obywatelskich w obliczu zbliżającego się Traktatu Pandemicznego.
Nadszedł czas, abyśmy stanęli na wysokości zadania i dokonali trwałej zmiany:
Działaj teraz! Podpisz petycję, wzywającą Ministra Zdrowia do wyrażenia zdecydowanego sprzeciwu wobec centralizacji ONZ na 76. Sesji Światowego Zgromadzenia Zdrowia (21-30 maja) i do obrony naszej wolności oraz suwerenności naszego państwa.
Dziękuję za Państwa niesłabnące wsparcie.Ignacio Arsuaga z całym zespołem CitizenGO–Więcej informacji
https://pch24.pl/zerowy-projekt-traktatu-antypandemicznego-juz-gotowy-za-rok-panstwa-mialyby-go-przyjac/https://pch24.pl/co-dalej-z-traktatem-pandemicznych-who-karwelis-maszyna-gotowa-do-uruchomienia/
Więcej informacji w języku angielskim:
Biden Pushes Abortion in New Pandemic Treatyhttps://c-fam.org/friday_fax/biden-pushes-abortion-and-secrecy-in-new-pandemic-treaty/
Let’s Block the WHO Treatyhttps://stopwhotreaty.org/en/
Pandemic prevention, preparedness and response accordhttps://www.who.int/news-room/questions-and-answers/item/pandemic-prevention–preparedness-and-response-accord
An international treaty on pandemic prevention and preparednesshttps://www.consilium.europa.eu/en/policies/coronavirus/pandemic-treaty/:
Biden’s Pandemic Treaty would kill Americans for Equity 
 https://nypost.com/2023/03/01/bidens-who-pandemic-treaty-would-kill-americans-in-for-equity/amp/

CitizenGO to społeczność aktywnych obywateli, która stara się, aby ludzkie życie, rodzina i wolność były darzone szacunkiem na całym świecie. Członkowie CitizenGO zamieszkują wszystkie kraje świata. Nasz zespół pracuje w 16 państwach na 5 kontynentach i działa w 12 językach. Więcej o CitizenGO dowiedzą się Państwo tutaj.

Mogą nas Państwo także śledzić na Facebooku i Twitterze.

Opuśćmy amerykański sektor

Opuśćmy amerykański sektor – Konrad Rękas

bibula

Wymiary amerykańskiej dominacji nad Polską.

Kwestię amerykańskiego wpływu na Polskę należy omówić na kilku płaszczyznach. Po pierwsze, mamy do czynienia z bezpośrednią kontrolą polityczną i administracyjną.

I nie chodzi tu tylko o sferę uzgodnień międzyrządowych i sojuszniczych. Pracując przed laty w samorządzie województwa ze zdziwieniem dowiedziałem się, że ambasada amerykańska prowadzi regularne odprawy i telekonferencje z udziałem wojewodów. Niżsi urzędnicy amerykańskiej placówki dyplomatycznej w Polsce odbierają raporty i wydają bezpośrednie polecenia urzędnikom polskim wysokiego i średniego szczebla, zarządzając nawet sprawami lokalnymi, np. dotyczącymi drogownictwa, zarządu przejść granicznych, oczywiście porządku publicznego i bezpieczeństwa.

Oczywiście dla Polaków takie umiejscowienie obcej ambasady zupełnie jawnie i oficjalnie ponad strukturami państwa – wywołuje jednoznaczne skojarzenie z okresem upadku państwowości polskiej w XVIII wieku, kiedy podobne praktyki stosowali posłowie przyszłych państw zaborczych, czyli Rosji, Prus i Austrii. Nawet w okresie dominacji sowieckiej kontrola sprawowana była dyskretniej i mniej ostentacyjnie.

Celebrowanie okupacji

Podobnie zresztą rzecz się miała z obecnością Armii Sowieckiej na terenie komunistycznej Polski. Trzeba zauważyć, że inaczej niż dzisiaj Amerykanie i ich polscy zwolennicy – Sowieci wykazywali się pewną dozą wrażliwości i zrozumienia dla polskich uczuć, w tym naszej dumy narodowej. Stacjonowanie Armii Sowieckiej w żadnym stopniu nie była eksponowane. Praktycznie poza faktycznymi miejscami rozlokowania Sowieci nie byli w ogóle widoczni, funkcjonowali niemal wyłącznie w swoich bazach, a na te tematy obowiązywał zapis cenzorski. Władze komunistyczne lubiły wręcz okazywać pewne zażenowanie (zapewne nieautentyczne) i żebrać o popularność populistycznymi mrugnięciami, w rodzaju „wiecie na jakim świecie żyjemy” z machnięciem ręką na wschód. Co zabawne – to działało!

Nikomu też nie przychodziło do głowy, by świętować obecność w Polsce obcych wojsk, nie urządzano z tego powodu parad radości, nie kazano dzieciom w szkołach rysować wesołych obrazków wyrażających zachwyt, że jesteśmy okupowani. Tymczasem teraz tak właśnie się dzieje z Amerykanami. Choć ich obecność jest uciążliwa, G.I. Joes nie raz już powodowali wypadki drogowe, prowokowali awantury, zaczepiali polskie kobiety – wciąż jedyną dopuszczalną formą odnoszenia się do tego jest ciągła radość i przywoływanie „strategicznej przyjaźni polsko-amerykańskiej” Sowieci przynajmniej tej hipokryzji nam oszczędzali…

Nietykalność amerykańskiego biznesu

Co oczywiste, amerykańska kontrola nad Polską w szczególności dotyczy kwestii strategicznych, przy czym nie tylko militarnych, ale zwłaszcza gospodarczych, włączając w to ochronę zysków amerykańskich korporacji, szczególnie medialnych. Amerykański biznes ma mieć bezwzględne pierwszeństwo, oczywiście też musi być wyłączony spod wszelkich regulacji, jakie nieśmiało i niekonsekwentnie próbowały wdrażać zwłaszcza prawicowe rządy, obiecujące ochronę polskiego rynku. Realnie nie może jednak być o tym mowy i nawet pozorowane ruchy spotykają się z brutalną reakcją Amerykanów.

W takich sytuacjach nie udaje się już pikniku dla dzieci, a polski prezydent i premier są bezwzględnie besztani przez amerykańskich dyplomatów. Można zauważyć, że pod tym względem forma stosunków i dialogu uległa znacznemu zaostrzeniu w okresie prezydentury Donalda Trumpa, który wyraźnie kazał zerwać z pozorami i ustawił tak zwanych sojuszników w pozycji pokornych, podrzędnych petentów, niczym prezydent Polski, któremu nie zaproponowano nawet krzesła podczas wizyty w Białym Domu czy prezydent Serbii usadzony jak uczniak w kozie.

Bezczelność i arogancja, znane z amerykańskiej praktyki w Ameryce Łacińskiej, krajów bałtyckich czy Rumunii – już na trwale wyznaczają nowe standardy dyplomatyczne amerykańskiej hegemonii w Europie Środkowej i Wschodniej.

Oczywiście interesy gospodarcze USA w Polsce to nie tylko media, ale zwłaszcza rynek energii. Od kilku lat trwają kosztowne przekształcenia polskiego systemu energetycznego, opartego dotąd na wydobyciu węgla kamiennego oraz imporcie rosyjskiego gazu ziemnego i ropy. Po zmianach głównymi surowcami energetycznymi dla Polski stają się amerykańskie i katarskie LPG, a docelowo także amerykańska technologia elektrowni jądrowych. Transformacja ta wiąże się rzecz jasna ze skokowym wzrostem kosztów życia i inflacją stymulowaną wzrostem cen energii.

Bazy wojskowe i biedaUnia

Amerykańska dominacja ma wreszcie charakter przede wszystkim militarny. W Polsce stacjonuje stale około 10.000 żołnierzy amerykańskich, a ich liczba ma jeszcze wzrosnąć. Jest także zupełnie jasne, że w przypadku bezpośredniego zagrożenia, np. pełnowymiarową wojną polsko-rosyjską siły amerykańskie zostaną natychmiast ewakuowane na zachód, zabierając ze sobą kosztowny sprzęt, a odwrót ten będzie osłaniany przez nieliczne Wojsko Polskie, w dodatku rozbrojone wraz z wysłaniem większej części operacyjnego uzbrojenia i amunicji jako pomoc dla Kijowa.

Istotnym aspektem jest także wykorzystywanie Polaków jako agentów wpływu mających sabotować wszelkie próby emancypacji Europy. Amerykanie używają polskich polityków, by krytykować w szczególności inicjatywy niemieckie i francuskie pozbawione waszyngtońskiej akceptacji. Nie jest tajemnicą, że absurdalny pomysł żądania przez Warszawę reperacji od Berlina miał propagandową inspirację niektórych wpływowych kół amerykańskich, zainteresowanych szantażowaniem Niemiec, choć rzecz jasna nie w udzielaniu Polsce realnego poparcia, czyli dokładnie tak samo jak w kwestii żądań wysuwanych przeciw Polakom przez globalny przemysł holokaustu.

Z kolei, gdyby Europa Zachodnia miała wymknąć się Amerykanom z rąk, alternatywą mogłoby być utrzymanie ścisłej kontroli nad europejską strefą zgniotu, w formie nowej biedaUnii od Finlandii przez Pribałtykę, Rumunię w stronę Bałkanów. Tak, by można było utrudniać. przyszłą normalizację stosunków europejsko-rosyjskich, blokować wznowienie współpracy energetycznej z Rosją, a także uniemożliwić rozwój chińskiej Inicjatywy Pasa i Drogi.

Okupowana Europa

I wreszcie wspomnieć należy kwestie ideologiczne, kulturowe i cywilizacyjne. Hegemonia amerykańska lubi udawać pełną transparentność ideologiczną, zgodnie z zasadą, że istnieć może tylko jeden akceptowany i narzucany system wartości, związanych z pojęciami zglobalizowanego neoliberalizmu, hasłami takimi jak transgender, klimatyzm, woke culture. Ambasada amerykańska jawnie i hałaśliwie finansuje i promuje w Polsce wszelkie inicjatywy wywodzące się z tego źródła, głęboko obce tradycyjnej, chrześcijańskiej i słowiańskiej tożsamości Polaków.

Jednocześnie ponad 30-letnia już dominacja zachodniego neoliberalizmu musiała wywrzeć wpływ stan polskiej świadomości. Pozbawieni dostępu do innych kręgów ideowych i kulturowych Polacy podobnie jak i inni Europejczycy ulegają wrażeniu, że „There Is No Alternative”. Czyni to sytuację Polski mocno schizofreniczną, gdy jednocześnie wciąż jako naród jesteśmy napędzani naszym kompleksem Zachodu, ambicją dogonienia rozwiniętych gospodarek zachodnich, a zarazem nie potrafimy ani zmierzyć się z naszym trwale peryferyjną pozycją w ramach amerykańskiego systemu-świata, ani też zaakceptować jego podstaw ideologicznych, słusznie nadal przez większość Polaków uznawanych za obce, wrogi i wręcz obrzydliwe.

Zachód, o którym marzyły pokolenia Polaków, Zachód chrześcijaństwa, katedr, muzyki klasycznej, suwerenności państw narodowych i państwa dobrobytu – już nie istnieje, a może zawsze istniał tylko w naszej wyobraźni. Zamiast świata Karola Wielkiego i papieży, Moliera i Goethego, Mozarta i Chopina, Kopernika i Pasteura – mamy tylko amerykański sektor okupacyjny, ze wszystkimi tego tragicznymi konsekwencjami. Dlatego musimy go jak najszybciej opuścić.

Konrad Rękas
Referat wygłoszony na międzynarodowej konferencji „Influence of the American Sector”, Wiedeń, 10 maja 2023 r.
https://chart.neon24.org

Rozpoznanie walką

Rozpoznanie walką

Stanisław Michalkiewicz „Goniec” (Toronto)  •  14 maja 2023 michalkiewicz

Wojna polsko-rosyjska rozwija się wprawdzie powoli, ale się rozwija. Inaczej zresztą być nie może. Skoro na Ukrainie jest wojna, to musi być także i u nas – bo inaczej – co by sobie o nas pomyśleli Nasi Najwięksi Sojusznicy w Waszyngtonie? Mogliby sobie pomyśleć, że my tu niby Ukrainie oddalibyśmy serce, ale tak naprawdę, to coś tu pokątnie kombinujemy. Tymczasem my nic nie kombinujemy, u nas co w sercu, to na dłoni, ewentualnie – na języku, więc jeśli jest taki rozkaz, żeby Polska włączyła się do wojny z Rosją, to się włączamy.

Jak wiadomo, w ramach działań rozpoznawczych, tak zwanej – jak to nazywają ruscy zbrodniarze – „razwiedki bojem”, czyli rozpoznania walką, niezależna prokuratura przejęła pieniądze rosyjskiej ambasady, uprzednio tylko zamrożone w Santander Banku, w ramach „zmiany formuły prawnej”. Ponieważ to działanie przypisano rządowi „dobrej zmiany”, to nieprzejednana opozycja nie mogła być gorsza. Co by sobie wtedy pomyślał o niej Nasz Najważniejszy Sojusznik?

Toteż pan Rafał Trzaskowski, który w wolnych chwilach sprawuje funkcję prezydenta Warszawy, nakazał przeprowadzenie „egzekucji komorniczej” budynku przy ulicy Kieleckiej w Warszawie, w którym wcześniej mieściła się szkoła dla dzieci rosyjskich dyplomatów. Strony rosyjskiej nie było stać na nic więcej, jak tylko na wezwanie polskiego charge d’affaires w Moskwie, któremu w tamtejszym ministerstwie spraw zagranicznych zrobiono wygowor – ale od tego przecież jeszcze nikt nie umarł.

Tymczasem samolot polskiej Straży Granicznej, który w ramach służby dla „Frontexu” patrolował nad Morzem Czarnym w pobliżu wybrzeża rumuńskiego, był nękany przez ruski myśliwiec, który wykonywał wokół niego manewry, zmuszając do zmiany kursu – ale poza tym nic się nie stało. Ten „Frontex” to taka biurokratyczna struktura Unii Europejskiej, która teoretycznie ma chronić zewnętrzne granice – ale podczas apogeum kryzysu migracyjnego urzędnicy „Frontexu” pochowali się w mysich dziurach i w rezultacie granice Unii Europejskiej sprawiały wrażenie opuszczonych. Wyjątek stanowiła granica polsko-białoruska, gdzie Straż Graniczna próbowała powstrzymywać napierających migrantów, za co była pryncypialnie krytykowana zarówno przez panią Ochojską, jak i przez panią Barbarę Kurdej-Szatan, która Straż Graniczną strasznie obsobaczyła i nawet została z tego powodu zawleczona przez reżym Jarosława Kaczyńskiego przed niezawisły sąd – ale sąd powinność swej służby zrozumiał i nie pozwolił zrobić pani Basi najmniejszej krzywdy.

Podobnie wesołym oberkiem zakończyła się też operacja niszczenia zasieków granicznych przez „aktywistów” przywiezionych nad granicę przez pana Bartosza Kramka z fundacji „Otwarty Dialog”, która pozostaje pod ochroną czyjejś Mocnej Ręki, której istnienia nikt u nas nie śmie się nawet domyślać. Wprawdzie złowrogi Aleksander Łukaszenka, który tych migrantów najpierw na Białoruś zwabił, a potem wypychał nad polską granicę, jest „pies potępiony”, jako pogromca pani Swietłany Cichanouskiej, z którą nasi Umiłowani Przywódcy pobawili się trochę w mocarstwowość i jako kolaborant Putina, ale potępienie Łukaszenki to jedna sprawa, a potępienie reżymu Jarosława Kaczyńskiego to sprawa druga – i dlatego Judenrat „Gazety Wyborczej” nieubłaganie stanął po stronie migrantów, a w tej sytuacji pani Ochojska nie miała wyboru, to jasne.

Wróćmy jednak do wojny polsko-ruskiej, która zresztą została proroczo przepowiedziana przez panią Dorotę Masłowską, damę i pisarkę w stosownej powieści, przeznaczonej dla wyrośniętej młodzieży z uwagi na wplecione tam „momenty”. Otóż nieubłaganie zbliżał się dzień 9 maja, kiedy to ruscy zbrodniarze tradycyjnie urządzają prowokacje. W ubiegłym roku rosyjski ambasador w Warszawie został oblany czerwoną farbą przez ukraińską aktywistkę, którą zaraz potem pośpiesznie wyekspediowano za granicę, żeby ani nasza ojczysta policja, ani niezależna prokuratura, ani niezawisłe sądy nie musiały doświadczać dysonansów poznawczych. Ale ambasadora niczego ta nauczka nie nauczyła i ogłosił, że 9 maja złoży kwiaty na cmentarzu-mauzoleum żołnierzy radzieckich. I tym razem do tego nie doszlo, a to za sprawą „aktywistów”, których tłum ustawił prawdziwy las z ukraińskich flag i wznosił rozmaite okrzyki. W rezultacie ambasador nawet nie zdołał docisnąć się w pobliże i – jak to podsumował poświęcony portal „Fronda” – „przestraszył się tłumu”.

Ośmielony tym triumfem nad Rosją pan Krzysztof Sobolewski, sekretarz generalny PiS wyraził pogląd, że rosyjskiego ambasadora Polska powinna „wydalić”. Pan Sobolewski dotychczas chyba nie zdążył jeszcze zdobyć żadnego doświadczenia heroicznego, w odróżnieniu od pana prezydenta Dudy, któremu prezydent Zełeński wielkodusznie włączył syreny alarmowe podczas jego pobytu w Kijowie, podobnie jak prezydentowi Bidenowi – ale pewnie w swoim tornistrze nosi buławę marszałkowską.

Co innego pani wicemarszałek Sejmu Małgorzata Gosiewska. Ta przeszła chrzest bojowy w słynnym ukraińskim pułku „Azow”, co – zgodnie z teorią Janusza Korwin-Mikke – uczyniło z niej nieprzejednaną antyrosyjską egerię, więc jeśli ktokolwiek miałby poprowadzić naszą niezwyciężoną armię na Moskwę, to stawiałbym właśnie na nią. Już na sam jej widok zimny ruski czekista czmychnąłby na Nową Ziemię, albo jeszcze dalej, zwłaszcza, gdyby, swoim zwyczajem, jego też obsobaczyła. W ten sposób nasza niezwyciężona armia powtórzyłaby sukces hetmana Żółkiewskiego ustępując następnie miejsca na Kremlu ukraińskiej załodze – bo to jej, zgodnie z rozkazem prezydenta Bidena, wypowiedzianym w Arkadach Kubickiego w Warszawie – należy się ostateczne zwycięstwo. Polska zaś, jako sługa narodu ukraińskiego, ma to umożliwić, nie tylko udostępniając za darmo Ukrainie zasoby całego państwa, ale nawet – jeśli będzie trzeba – to się z Ukrainą „zleje” – o czym pisał wpływowy amerykański periodyk „Foreign Policy”.

Wydawać by się tedy mogło, że żadna chmurka nie mąci świetlanego politycznego horyzontu, ale nie. Kiedy ruska prowokacja się nie udała, to zaraz niemiecki kanclerz Otto Scholz zaczął sypać piasek w szprychy rozpędzonego parowozu dziejów, oświadczając, że 8 maja to rocznica „wyzwolenia Niemiec i świata z tyranii narodowego socjalizmu”. Te słowa dlaczegoś wzburzyły akurat panią Beatę Szydło i pana ministra aktywów państwowych Jacka Sasina – żeby Niemcy nie chowały się za placami złych „nazistów”. Ale – jak to w Brzezince powiedział przed wielu laty Jego Świątobliwość Benedykt XVI – Niemcy były „pierwszym krajem, nad którym grupa zbrodniarzy zdobyła władzę”, toteż kiedy jeden zbrodniarz się zastrzelił, a inni – rozpierzchli – Niemcy zostały wyzwolone. Teraz trzeba tylko wyzwolić Rosjan – a potem się zobaczy.

Stały komentarz Stanisława Michalkiewicza ukazuje się w każdym numerze tygodnika „Goniec” (Toronto, Kanada).