Wyniki śledztwa dziennikarskiego dotyczące zniweczenia przez Prezydenta RP ustawowej degradacji członków WRON

Rajmund Pollak

Weto Prezydenta Andrzeja Dudy z dnia 30 marca 2018r okazało się równoznaczne z pozamiataniem pod dywan zbrodni stanu wojennego Wojciecha Jaruzelskiego, Czesława Kiszczaka i innych bandytów WRON-y.

Piszę nie bez kozery, że to byli bandyci, gdyż istnieje oficjalny Wyrok Sądu RP uznającego całą Wojskową Radę Ocalenia Narodowego za związek przestępczy o charakterze zbrojnym.

Potem 6. marca 2018 roku Sejm RP uchwalił Ustawę „O pozbawieniu stopni wojskowych osób i żołnierzy rezerwy, którzy w latach 1943-1990 swoją postawą sprzeniewierzyli się polskiej racji stanu”.

A zatem ustawa dotyczyła nie tylko związku przestępczego WRON, ale również zbrodniarzy okresy stalinowskiego, października 1956, marca 1968, grudnia 1970 roku i czerwca 1976 roku.

Zadałem sobie trudu dokładnego zbadania prawdziwych przyczyn tego weta podjętego w obronie m.in. stopni generalskich Jaruzelskiego i Kiszczaka, bo oficjalne argumenty ujęte w odmowie podpisania Ustawy uznałem za mało przekonywujące.

Podam fakty i dokumenty z korespondencji z Kancelarią Prezydenta Andrzeja Dudy bez dodawania komentarzy, bo szanuję inteligencję Czytelników i wyciąganie wniosków pozostawię internautom.

From: rajmund.pollak [mailto:rajmund.pollak@o2.pl]
Sent: Thursday, December 16, 2021 9:04 AM
To: sekretariat Biuro Prasowe <bp@prezydent.pl>
Subject: Vero dot. degradacji Jaruzelskiego i Kiszczaka 

W  rocznice zbrodni komunistycznej dokonanej na Kopalni Wujek zwracam się o , podanie uzasadnienia veta Prezydenta RP. do ustawy przewidującej zdegradowanie wszystkich zdrajców ojczyzny z organizacji przestępczej o charakterze.zbrojnym WRON.

Dziennikarz portali www.prokapitalizm.pl , www.pressmania.pl .

były działacz opozycji antykomunistycznej

Rajmund Pollak

Odpowiedź otrzymałem 20.12.2021r następującej treści:

Szanowny Panie Redaktorze

Odpowiadając na korespondencję z 16 grudnia, uprzejmie informujemy, że wniosek Prezydenta RP z dnia 30 marca 2018 r. o ponowne rozpatrzenie ustawy z dnia 6 marca 2018 r. o pozbawianiu stopni wojskowych osób i żołnierzy rezerwy, którzy w latach 1943–1990 swoją postawą sprzeniewierzyli się polskiej racji stanu dostępny jest na stronie internetowej Sejmu:

https://www.sejm.gov.pl/prace/veta/8-172-152-2018.pdf.

Jednocześnie, uprzejmie informujemy, że uzasadnienie Prezydenta RP o odmowie podpisania w/w ustawy znajduje się pod linkiem:

https://www.prezydent.pl/aktualnosci/wydarzenia/weto-prezydenta-do-tzw-ustawy-degradacyjnej,919Z

Z poważaniem

Biuro Prasowe

Kancelarii Prezydenta RP

Po przeanalizowaniu ujętych w linkach dokumentów skierowałem do Prezydenta RP następny E-mail:

From: rajmund.pollak [mailto:rajmund.pollak@o2.pl]
Sent: Sunday, December 26, 2021 10:16 PM
To: sekretariat Biuro Prasowe <bp@prezydent.pl>
Subject: Inicjatywa ustawodawcz dot. degradacji Jaruzelskiego i Kiszczaka. PILNE!

Szanowny Pan Prezydent R.P. Andrzej Duda. 

Z uwagi na fakt, że od chwili zavetowania przez Pana Prezydenta R.P. w marcu 2018roku tzw. „Ustawy degradacyjnej” minęło już ponad trzy lata, ośmielam się zapytać: czy Pan Prezydent przygotował już inicjatywę ustawodawczą w tej sprawie? W uzasadnieniu veta zawarte są m.in. takie deklaracje:

[….] „W opinii Prezydenta ta ustawa jest niesprawiedliwa. – Nie możemy w Polsce przywracać sprawiedliwości, jednocześnie wprowadzając niesprawiedliwe rozwiązania – podkreślił. Prezydent zapowiedział też, że po świętach zaprosi na spotkanie m.in. szefa MON i przedstawicieli organizacji kombatanckich. Jak dodał, chciałby, aby powstała taka ustawa, która będzie przyjęta przez społeczeństwo ze zrozumieniem, a przede wszystkim nie będzie niesprawiedliwa.”

W 40 rocznicę wybuchu stanu wojennego i w/w uzasadnienia veta odpowiedź na pytanie: Czy powstała już inicjatywa ustawodawcza Pana Prezydenta R.P. w temacie zdegradowania generałów Jaruzelskiego, Kiszczaka i innych członków organizacji zbrojnej o charakterze przestępczym pod nazwą Wojskowa Rada Ocalenia Narodowego? jest istotne dla każdego Polaka

Licząc na szybką odpowiedź pozostaję z wyrazami szacunku

Rajmund Pollak

Odpowiedź otrzymałem 10 stycznia 2022roku, następującej treści:

10 sty 2022 20:54

sekretariat Biuro Prasowe bp@prezydent.pl

do mnie, Paweł Mucha

Szanowny Panie Redaktorze,

odpowiadając na korespondencję z 26 grudnia 2021 r., uprzejmie informujemy, że na dzień 5 stycznia 2022 r. Pan Prezydent RP nie wniósł inicjatywy ustawodawczej o treści określonej w pytaniu.

Z poważaniem

Biuro Prasowe

Kancelarii Prezydenta RP

Uznałem tę odpowiedź jako dowód na brak woli ze strony Prezydenta Andrzeja Dudy do uczynienia jakichkolwiek kroków prawnych w celu zdegradowania przynajmniej generałów Jaruzelskiego i Kiszczaka, dlatego pozwoliłem sobie na wysłanie kolejnego E-maila do Prezydenta R.P., który prezentuję poniżej:

22 sty 2022 23:16

rajmund.pollak@o2.pl

do

sekretariat Biuro Prasowe, Paweł Mucha

Szanowny Pan Prezydent R.P. Andrzej Duda

W związku z informacją z 10 stycznia 2022 20:54 sekretariatu Biura Prasowego <bp@prezydent.pl , jako były działacz opozycji antykomunistycznej  mam prawo zapytać Pana Prezydenta R.P. czy weto do Ustawy o degradacji członków WRON-y jest skutkiem ustaleń z Magdalenki w 1989r i tzw. „Okrągłego stołu”, których konsekwencją była „gruba krecha”, uniemożliwiająca przez szereg dziesięcioleci ukaranie aferzystów i zbrodniarzy komunistycznych? 

Taki wniosek nasunął mi się po dokładnym przestudiowaniu dokumentów wskazanych  mi przez Kancelarię Prezydenta R.P. w dniu 20 grudnia 2021roku.

 Kancelaria Pana Prezydenta wskazała mianowicie na następujący dokument: https://www.sejm.gov.pl/prace/veta/8-172-152-2018.pdf., gdzie widnieje m.in.:

[……]Prezydent zaznaczył jednocześnie, że ci, którzy piastowali tam najwyższe stanowiska, będąc jednocześnie na najwyższych stanowiskach państwowych i partyjnych – wymienił m.in. gen. Wojciecha Jaruzelskiego oraz gen. Czesława Kiszczaka – „to są ludzie, którzy nie zasługują na szacunek”. – Jeżeli chodzi o odebranie im stopni wojskowych, sprawa jest dla mnie mało dyskusyjna. Chociaż słyszę, że w społeczeństwie jest dyskutowana. Ale dla mnie jest ona mało dyskusyjna. To byli ludzie, którzy szkodzili Polsce, którzy budowali tutaj ustrój zniewolenia nas wszystkich, Polaków – powiedział Prezydent. Ale, jak dodał, nie tylko oni składali się na WRON.  Prezydent wyjaśnił m.in., że w skład Wojskowej Rady Ocalenia Narodowego wchodzili nie tylko generałowie, ale także podpułkownicy i pułkownicy – „ludzie wtedy jeszcze względnie młodzi”. 

Twierdzenia Pana Prezydenta jakoby podpułkownicy i pułkownicy WRON nie zasługiwali na degradacje jako jeszcze wtedy względnie młodzi jest pozamerytoryczna, gdyż żaden z pułkowników WRON-y nie był młodzieniaszkiem. Podaję za źródłami IPN:

1.płk Tadeusz Makarewicz – ur. 17 sierpnia 1925r. miał w chwili ogłoszenia stanu wojennego ukończone 56 lat, a zatem nie był „stosunkowo młody”

2. płk Kazimierz Garbacik ur. 6 listopada 1927 miał 13.12.1981r.miał już 54lata, a zatem nie był młodzieniaszkiem

3. płk Roman Leś ur.10.kwietnia 1924r., a zatem 13.12.1981r miał już 57lat

4.ppłk Jerzy Włosiński – ur. 19 maja 1943r miał 13.12.1981r. ukończone 38lat

5.ppłk Mirosław Hermaszewski ur. 15 września 1941 miał w dniu wybuchu stanu wojennego ukończone 40 lat, a zatem też już nie był młodzieniaszkiem.

Z kolei w drugim dokumencie wskazanym mi przez Kancelarię Pana Prezydenta – Weto z dnia 30.03.2018rok, w którym Pan Prezydent uzasadnił swoje weto m.in. takimi oto argumentami:

[…] ” Zasada zaufania do państwa i nakaz równego traktowania obywateli przez władze publiczne wymagają, aby w każdym przypadku pozbawienia stopnia wojskowego była podejmowana indywidualnie, w oparciu o jasno określone kryteria, w sposób pozwalający na obiektywną ocenę czynów danej osoby” […]

Moim zdaniem ten argument nie ma nic wspólnego z dbałością o praworządność, gdyż ocena  taka została podjęta już wcześniej przez niezawisły Sąd Rzeczypospolitej, który uznał cały skład WRON za związek przestępczy o charakterze zbrojnym bez żadnego personalnego wyjątku.

Wątpliwości Pana Prezydenta RP Andrzeja Dudy co do pułkowników i podpułkowników WRON, w sposób oczywisty podważa dokumentacja IPN:

1.płk Tadeusz Makarewicz – W biuletynie IPN: https://katalog.bip.ipn.gov.pl/informacje/1729?katalog=4 znajdują się następujące informacje: [….] Po zakończeniu działań wojennych, w roku 1947 i 1948, jako dowódca plutonu w 62 i 57 pułku piechoty, na terenie powiatów: łomżyńskiego i grajewskiego, zwalczał oddziały podziemia niepodległościowego. W okresie od 25.04.1945 do 15.09.1945r. brał udział na Kursie Doskonalenia Oficerów przy Akademii Wojennej im. M.Frunze – Moskwa. Następnie od 6.02.1987r. do 21.03.1991r. attache wojskowy, morski i lotniczy przy ambasadzie PRL w Sofii (Bułgarska Republika Ludowa).
Aktywista partyjny, członek Komitetu Partyjnego Marynarki Wojennej w 1970r. (b.b.d.), w 1978 roku ukończył WUML kurs Kadry Kierowniczej, delegat na VIII Zjazd PZPR.”

2.płk Kazimierz Garbacik https://katalog.bip.ipn.gov.pl/informacje/88615?katalog=4 tak m.in. stwierdza: […] pułkownik od 30.09.1970r. W PPR od stycznia 1947r., następnie w PZPR. Jako członek Wojskowej Rady Ocalenia Narodowego winien:”Ponosić pełną odpowiedzialność za stabilizowanie sytuacji i egzekwowanie ustaleń stanu wojennego: – w Łodzi.” Pełnił następujące funkcje partyjne: członek egzekutywy Komitetu Partyjnego Wojsk Wewnętrznych, sekretarz POP sztabu pułku, członek Komitetu Politycznego Szkoły Oficerskiej.”[….]

3. płk Roman Leś  https://katalog.bip.ipn.gov.pl/informacje/90556 awarto m.n. : W PPR od września 1946r., następnie w PZPR. Wyższy Kurs Dokształcania Oficerów przy Akademii Tyłów i Transportu w ZSRR w okresie od 08.1958 do 07.1959r. Z dniem16.08.1975 roku zwolniony z zawodowej służby wojskowej.
Jako uczestniczącemu w pracach WRON, z ramienia Związku Byłych Żołnierzy Zawodowych, „zalecono [mu] zgłosić, spośród oficerów rezerwy, odpowiednich kandydatów na kierownicze stanowiska zwłaszcza w administracji terenowej”.

4. ppłk Jerzy Włosiński Dane z IPN https://katalog.bip.ipn.gov.pl/informacje/88736

[…]od 1961r. do 1964r. Oficerska Szkoła KBW w Legnicy, od 1969r. do 1972r. Akademia Sztabu Generalnego, w 1964r. ppor., w 1967r.por., w 1971r. kpt., w 1975r. mjr., w 1978r. ppłk., w 1982r. płk., m.in. w 1978r. szef sztabu i za-ca d-cy 14 Mazurskiej Brygady Wojsk Obrony Wewnętrznej, w 1981r. d-ca 1 Brygady Wojsk Obrony Wewnętrzej, w 1989r. z-ca szefa sztabu Warszawskiego Okręgu Wojskowego. Pełnił funkcję Sekretarza POP PZPR i członka Komitetu PZPR  w Wojskach Obrony Wewnętrznej.” [….]

5. ppłk Mirosław Hermaszewski  [….] Od 1962 w szeregach PZPR. był delegatem na VIII i X Zjeździe PZPR oraz zaproszonym gościem IX Zjazdu PZPR.

Jako członek WRON-u miał:” Ponosić pełną odpowiedzialność za stabilizowanie sytuacji i egzekwowanie ustaleń stanu wojennego: – w odniesieniu do działalności organizacji młodzieżowych/przy wsparciu GZP WP/” Źródło: IPN BU 2216/15; IPN BU 1585/1009, k. 3v Zatem kosmonauta Mirosław Hermaszewskim był od 1962roku aktywnym komunistą PZPR i należał do kręgu najwyższych dygnitarzy PRL-u, a w stanie wojennym ani razu nie zaprotestował przeciw zbrodniczym działaniom WRON-y lecz je biernie wspierał!

Reasumując w/w fakty i dokumenty można twierdzić, że weto Pana Prezydenta R.P. Andrzeja Dudy z dnia 30.03.2018roku nie miało podstaw ani merytorycznych ani faktycznych, a zatem jako obywatel posiadający status działacza opozycji antykomunistycznej mam prawo zapytać Pana Prezydenta R.P. :

Czy prawdziwym powodem weta do ustawy o degradacji wszystkich członków organizacji o charakterze przestępczym o nazwie WRON były ustalenia zawarte w Magdalence i przy okrągłym stole w 1989r o nie pociąganiu do odpowiedzialności bandytów komunistycznych z organizacji o nazwie WRON???

Licząc na szybką odpowiedźpozostaję z wyrazami szacunku  Rajmund Pollak autor książki pt.: „Polacy wyklęci z FSM za komuny i podczas włoskiej inwazji.” wydanej przez Edition Spotkania

Po tym wystąpieniu elektronicznym sprawa nabrała już wyższej rangi, bo odpowiedzi udzielił Radca Prawny Prezydenta RP.

Wnioski i komentarze pozostawiam Czytelnikom i…historykom

Rajmund Pollak

Czy dopuścimy się w majestacie prawa zwykłego rabunku?!?

Rząd Prawa i Sprawiedliwości zaproponował zmiany w konstytucji w związku z wojną na Ukrainie. Stanisław Michalkiewicz zapowiedział, że jeśli Konfederacja poprze jeden z postulatów, to „plunie na nich” i nie będzie prawicowego ugrupowania traktował „serio”.
https://nczas.com/2022/03/23/michalkiewicz-jesli-konfederacja-to-zrobi-plune-na-nich-nigdy-nie-potraktuje-serio/

———————————

W ramach zmian konstytucji PiS zaproponował, by wyłączyć z progu zadłużenia publicznego wydatki na armię, wprowadzić prawo pozwalające konfiskować majątek rosyjskich obywateli oraz nakładać dodatkowe podatki na firmy, które kontynuują działalność gospodarczą na terenie Rosji.

W rozmowie na kanale „Niezależny Lublin” do jednego pomysłów rządu odniósł się redaktor Stanisław Michalkiewicz.

Skrytykował pomysł konfiskaty prywatnych majątków Rosjan w Polsce. Nie wykluczył, że większość opozycji ten pomysł poprze, ale jednocześnie wyraził nadzieję, że nie zrobi tego Konfederacja.

Gdyby Konfederacja zgodziła się na konfiskatę prywatnego mienia Rosjan w Polsce, to bym plunął na nich. Nie chciałbym mieć wówczas z tą partią nic wspólnego. Już bym nigdy ich nie potraktował 'serio’ – powiedział Michalkiewicz.

Mam nadzieję, że tak nie będzie. Rozumiem, że można nacjonalizować, czy konfiskować majątek państwa rosyjskiego. Podkreślam – państwa (a nie osób prywatnych) – kontynuował Michalkiewicz.

To, że tak daleko odchodzimy od prawa rzymskiego, że dopuszczamy się w majestacie prawa zwykłego rabunku… ja się z tym nie mogę pogodzić – komentował.

Podkreślił raz jeszcze, że nie można przejmować prywatnego majątku obywatela obcego państwa, tylko dlatego, że przypadkowo jest obywatelem tego państwa.

Niektórzy sugerują, by konfiskować majątek tych Rosjan, którzy sympatyzują z Putinem. – Ciekaw jestem, jak oni będą to sprawdzać. Na przesłuchania będą brać, do prądu będą podłączać? – pytał ironicznie Michalkiewicz.

Ocenił też, że byłby to bardzo niebezpieczny precedens, który w przyszłości mógłby zostać wykorzystany do konfiskaty majątków nie tylko Rosjan, ale na przykład Polaków – pod innym już pretekstem.

Ponadto próbę konfiskaty prywatnych majątków rosyjskich obywateli porównał do chęci karania Polski przez niektóre kraje UE za „brak praworządności”.

Prowadzący rozmowę na kanale „Niezależny Lublin” redaktor Hołubowicz zapytał Michalkiewicza, czy nie boi się, że po głoszeniu takich tez zostanie po raz kolejny okrzyknięty „ruską onucą” czy też „ruskim agentem”.

Michalkiewicz odpowiedział, że nie „musi ćwierkać z danego klucza” i jako wolny człowiek może mówić to, co myśli, a nie to, co wypada powiedzieć. – A jak mnie zamkną, to najwyżej nie będę już mówił – podsumował Michalkiewicz.

Francuski sąd: Zgon w wyniku szczepionki jest zakwalifikowany jako samobójstwo. Ubezpieczalnia odmawia wypłaty!

Francuski sąd rozpatrujący sprawę o odmowę wypłaty odszkodowania z polisy na życie, stwierdził, że [tzw.] szczepionki przeciwko Covid-19 są preparatami eksperymentalnymi i osoby je przyjmujące nie mogą zasłaniać się niewiedzą o ich skutkach ubocznych – które według sądu były publikowane – w związku z czym zgon w wyniku poszczepiennych skutków został zakwalifikowany jako samobójstwo.

https://www.bibula.com/?p=132433

———————————–

Według prawnika Carlo Alberto Brusy z paryskiej kancelarii CAB Associés, reprezentującego rodzinę zmarłego w wyniku skutków poszczepiennych, firma ubezpieczeniowa odmówiła wypłaty polisy na życie (Life Insurance / L’assurance-vie) zawartej z osobą, która dobrowolnie zaszczepiła się.

Firma ubezpieczeniowa uzasadniła odmowę wypłaty, ponieważ szczepionki przeciw COVID-19 są uważane jako preparaty eksperymentalne. Firma ubezpieczeniowa wyjaśniła, że w czasie gdy jej klient przyjął [tzw.] szczepionkę, znane były i publikowane jej skutki uboczne oraz ubezpieczony powinien wiedzieć, że uczestniczy w niebezpiecznym eksperymencie medycznym, który mógłby spowodować jego śmierć. W związku z tym firma ubezpieczeniowa uznała jego śmierć jako samobójstwo, a na podstawie klauzuli wykluczającej wypłatę w wyniku śmierci samobójczej, odmówiła wypłaty pieniędzy z polisy na życie.

Rodzina zmarłego pozwała firmę ubezpieczeniową, lecz sąd orzekł, iż

Skutki uboczne eksperymentalnej szczepionki są publicznie znane, a zmarły nie mógł twierdzić, że o nich nie wiedział w czasie gdy dobrowolnie przyjął szczepionkę. We Francji nie ma prawa ani obowiązku zmuszającego do zaszczepienia się, dlatego jego śmierć jest zasadniczo samobójstwem.”

Sąd uznaje kwalifikację ubezpieczyciela, która prawnie uznaje udział w eksperymencie III fazy za dobrowolne przyjęcie ryzyka śmiertelnego nieobjętego umową, biorąc pod uwagę zapowiedziane skutki uboczne, w tym śmierć, co jest prawnie uznane za samobójstwo.

=========================================

Podobne sytuacje miały miejsce również w Niemczech gdzie np. prywatna firma ubezpieczeniowa Die Haftpflichtkasse ostrzegła w liście do swoich klientów, że jakkolwiek skutki poszczepienne tzw. tradycyjnych szczepionek są pokrywane, to wyraźnie zaznaczono, iż skutki po przyjęciu „szczepionki przeciwko Covid-19” są wykluczone z polisy.

W Stanach Zjednoczonych producenci wszystkich szczepionek uzyskali bezwarunkowe zwolnienie od wszelkiej odpowiedzialności za jakiekolwiek skutki swoich produktów, a obowiązujące prawo nie dopuszcza możliwości sądowych pozwów za poszczepienne skutki spowodowane „szczepionkami przeciwko Covid-19”.

Adwokat Carlo Alberto Brusa zamieszcza więcej informacji na swoim Facebooku tutaj.

Oprac. www.bibula.com 2022-03-22
na podstawie: Notre Europe Centrale (20/01/2022) – „Corona-Hammer : L’assurance-vie sort après le décès par vaccination, car la „vaccination volontaire avec un vaccin expérimental” compte comme un suicide ! – MISE À JOUR v. 20/01″

============================================

mail: Tzn. że francuski rząd (jak i inne rządy) namawiały swoich obywateli do samobójstwa.
Co wtedy robił francuski sąd sądy innych krajów?

Ukraina, czyli jak zdobywa się nowe kolonie

Andrzej Szcześniak https://www.wydawnictwowektory.pl/pl/n/17

Artykuł pochodzi z archiwalnego numeru Opcja na Prawo 1/150 z marca 2018 roku.

Na Ukrainie trwa proces niszczenia starego i budowania nowego państwa i narodu. W najnowszej historii to nic nowego, po II wojnie światowej Amerykanie budowali od nowa Japonię i Niemcy, po 1989 r. – Polskę i środkową Europę, obecnie Irak i Afganistan. Przyjrzyjmy się kilku najważniejszym momentom tego procesu, gdyż warto rozumieć, co się dzieje w kraju, gdzie władzę przejmuje Zachód. Zachodzą w nim dwa procesy: podporządkowanie nowo zdobytego terytorium zachodnim regułom gry oraz opanowanie jego rynków i eksploatacja zasobów. W przypadku Ukrainy dochodzi jeszcze plan B – przygotowanie do wojny. 

Ukraina, czyli jak zdobywa się nowe kolonie

Sukces Ameryki i klęska Rosji  

22 lutego 2014 r. obalono rząd i ukraińskiego prezydenta, a władzę przejęli politycy, wybrani przez Stany Zjednoczone, które przesunęły kontrolowane przez siebie terytorium o ponad tysiąc kilometrów na wschód, zbliżając się do Moskwy na odległość, umożliwiającą błyskawiczne wykonanie salw rakietowych i ataków samolotowych. Był to ogromny sukces, Ukraina stała się tak cennym nabytkiem dla Ameryki, że ta porzuciła politykę odprężenia z Rosją, podniosła wysoko poziom napięcia i wykorzystała wiele narzędzi nacisku wobec Moskwy. Rozmieszczono wzdłuż rosyjskich granic NATO-wskie wojska, wynajdując czy wręcz kreując wciąż nowe konflikty, demonizując Rosję i Putina, podgrzewając atmosferę do poziomu histerii, przypominającej czasy McCarthy’ego. Działania te, łącznie z sankcjami personalnymi i gospodarczymi, mają zapobiec twardszej reakcji Rosji, zablokować jej rozwój gospodarczy i zepchnąć do roli światowego pariasa. A cel jest jasny i komunikowany wprost: „Ukraina jest nasza, wycofajcie poparcie dla rebeliantów na wschodzie i oddajcie Krym”.  

Dla Rosji utrata neutralnej Ukrainy to poważna porażka, zagrażająca Rosji militarnie i niosąca ogromne straty gospodarcze. Ataki walutowe w 2014 roku, sankcje USA i Unii Europejskiej cofnęły Rosję gospodarczo o dobrych kilka lat. Utrata rynku ukraińskiego, konieczność zastąpienia zerwanych więzi kooperacyjnych z Ukrainą – to znaczące koszty. Wykreowanie przez wrogiego sąsiada setek, wręcz tysięcy nowych problemów i konfliktów, angażuje siły, pozbawia Kreml najcenniejszych obszarów rozwoju na terenach dawnego Związku Radzieckiego a dzisiejszego „ruskiego miru”.  

Marionetkowe państwo  

Ukraina jest jawnie i bezceremonialnie zarządzana przez siły zewnętrzne. Tego faktu nikt nie ukrywa, jedynie media takie informacje niezbyt chętnie przekazują. Najlepszym przykładem działania Departamentu Stanu była słynna podsłuchana rozmowa Victorii Nuland, która w czasie Euromajdanu na początku 2014 r. rozdzielała wśród opozycjonistów stanowiska rządowe, nie przejmując się Unią Europejską (słynne „fuck the EU”).  

Europa odgrywa poślednią rolę. Gdy 21 lutego 2014 roku trzech europejskich ministrów spraw zagranicznych zagwarantowało porozumienie między rządem Janukowycza a majdanową opozycją, następnego dnia tłumy ruszyły i obaliły prezydenta. Taka była siła gwarancji unijnej dyplomacji na Ukrainie i taka do dzisiaj jest, widać to choćby po porozumieniach mińskich, które w obecności szefów Rosji, Niemiec i Francji podpisano w lutym 2015 r. Nic z ich ustaleń nie zostało zrealizowane.  

To nie Europa rządzi na Ukrainie. To amerykańska ambasador Marie Yovanovitsh, otwarcie ingeruje, np. krytykując wybór sędziów najwyższej instancji i decydując o ich ponownym wyborze. W pierwszym rządzie po przewrocie kilka ważnych funkcji objęły osoby spoza Ukrainy, a najważniejszą instytucję – bank centralny – przejęła Natalia Jaresko – obywatelka USA, wcześniej pracownica Departamentu Stanu i ambasady amerykańskiej na Ukrainie. To jej Ukraińcy zawdzięczają kuriozalne porozumienie z inwestorami z sierpnia 2015 r., gdzie za „spisanie” 3,6 miliarda dolarów długu, zobowiązano się przez 20 lat płacić kredytodawcom część wzrostu PKB Ukrainy. Jak szacował IMF, z radością witający tak dobre dla banków porozumienie, wierzyciele mogą uzyskać do 19 miliardów dolarów. Świetnie wykorzystano moment słabości państwa, by nałożyć kolonialne podatki na najbliższe dziesięciolecia. Dzisiaj zrezygnowano z obcokrajowców na najważniejszych stanowiskach, lecz całe zespoły zagranicznych doradców (także z Polski) pracują w administracji i przedsiębiorstwach państwowych realnie zarządzając Ukrainą.  

Charakterystyczną postacią jest tu Joe Biden – były wiceprezydent USA. Kiedyś mówił, że z prezydentem Poroszenko „kontaktuje się częściej niż z własną żoną”. I rzeczywiście – ilość rozmów, wizyt i konsultacji była ogromna. To właśnie wiceprezydent Biden zadzwonił do prezydenta Janukowycza i jak opisuje to w swoich pamiętnikach, zmusił go do wyjazdu z kraju, a władzę dzięki temu przejął „młody patriota Arsenij Jaceniuk”. Na zdjęciu z posiedzenia ukraińskich władz z kwietnia 2014 r. widzimy jak Joe Biden siedzi w fotelu przewodniczącego Rady Najwyższej i wydaje polecenia „młodym patriotom”. W tym samym czasie jego syn – Hunter Biden robił naftowe interesy na Ukrainie z oligarchami obalonego „reżimu Janukowycza”. Amerykański wiceprezydent opowiedział pikantne szczegóły zakulisowych wydarzeń, jak tworzono władzę na Ukrainie i jak pozbywano się niewygodnych dla Ameryki ludzi. W 2016 r. Biden zażądał wyrzucenia ze stanowiska Prokuratora Krajowego Wiktora Szokina, szantażując prezydenta Poroszenkę odcięciem miliarda dolarów kredytu. I otrzymał to, czego żądał, a media pisały o usuniętym prokuratorze jako o osobie „kontrowersyjnej”.  

Zagraniczna ingerencja osiągnęła taki pozom, że nawet parlamentarzysta Jurij Sirotiuk – autor określenia „rewolucja godności” – oskarża rząd że „tańczy jak im USA zagra” i pisze najważniejsze ustawy pod dyktando Waszyngtonu. Julia Tymoszenko twierdzi, że „zewnętrzne zarządzanie poprzez marionetkową władzę w Kijowie: prezydenta, premiera, szefa banku centralnego […] prowadzi do pełnej ekonomicznej kolonizacji Ukrainy”. Wiktor Miedwiedczuk, szef opozycyjnej partii Ukraiński Wybór mówi: „Wstyd mi to mówić jako obywatelowi Ukrainy, ale dzisiaj na Ukrainie wszystkim zarządza ambasador Stanów Zjednoczonych, to najwyższa instancja w kraju”.  

Do bieżącego zarządzania „transformacją ustrojową” Ukrainy służy Międzynarodowy Fundusz Walutowy (IMF), kontrolując ukraińskie finanse i wymuszając wprowadzenie rozwiązań korzystnych dla Zachodu. Ukraińska gospodarka zadłużyła się ponad swoje możliwości już za poprzednich rządów, szczególnie Julii Tymoszenko i Azarowa, obecna władza na skutek zniszczenia gospodarki, ucieczki podatników w szarą strefę, a krajowego kapitału za granicę, nie jest w stanie utrzymać płynności finansowej i wypłacalności państwa. Dlatego IMF, który pożyczył 12 miliardów dolarów, otwarcie szantażuje Kijów, że jeśli nie wprowadzi wymaganych przez Zachód „reform” – to nie będzie następnej transzy kredytów. Używanie przy tym słowa „pomoc” jest czystą kpiną, gdyż są to kredyty, i to wysoko oprocentowane. Kijów pożycza na ponad 9 procent rocznie – są to jedne z najdroższych kredytów na świecie, porównywalne z krajami afrykańskimi.  

Europa zdobywa nowe rynki i zasoby  

O ile strategiczne zarządzanie przekształceniem Ukrainy według zachodnich wzorów należy do Waszyngtonu i jego międzynarodowych instytucji, o tyle gospodarcze opanowanie Ukrainy to zadanie Unii Europejskiej.  

Jest ona zainteresowana przede wszystkim narzuceniem Ukrainie europejskich reguł gry i zbudowaniem rynków zbytu dla swoich produktów. Nie służy to rozwojowi krajowej gospodarki czy wzmocnieniu lokalnego przemysłu, wręcz przeciwnie, produkcja przemysłowa kurczy się, przedsiębiorstwa bankrutują. Takie efekty przynosi wymagane przez Brukselę i IMF podniesienie cen energii i gazu, które czynią niekonkurencyjnym ukraiński przemysł, niezwykle energochłonny, gdyż oparty na niskich cenach energii i gazu. Jednym z absurdów jest narzucenie cen gazu, energii i węgla opartych na formule „europejska giełda plus…”, która nie ma nic wspólnego z kosztami surowców czy energii, ani z siłą nabywczą społeczeństwa czy konkurencyjnością przedsiębiorstw. Zastosowano formułę, która zabija resztki przemysłu, a odbiorcom prywatnym drenuje portfele. Żeby dopełnić absurdu – w tak biednym kraju państwo dopłaca do importowanych z Europy urządzeń energii odnawialnej, by kilka tysięcy najbogatszych mogło sobie postawić panele słoneczne, a znajomi królika zarobić na dotacjach do farm wiatrowych.  

Oczywiście absurdem takie postępowanie jest wtedy, gdy zakładamy, że reformy mają przynieść korzyść Ukrainie, ale gdy założymy że celem jest budowa gospodarki uzależnionej od Zachodu – wszystko zaczyna układać się w racjonalny schemat. Zresztą ambasador USA w Kijowie mówi o tym wprost: „powinniście zostać krajem rolniczym”. Przyjęcie europejskich standardów, norm technicznych, dusi nieprzygotowaną na takie wymagania gospodarkę. Warunki te zawarte były w umowach, których nie chciał podpisać prezydent Janukowycz i za co został obalony.  

Ukraina to lukratywny rynek dla zachodnich przedsiębiorstw, gdzie mogą sprzedać swoje produkty, tworząc u siebie dodatkowe miejsca pracy. Amerykański węgiel po 113 dolarów (dwukrotnie droższy od dostaw z Donbasu, który „ekstremiści” odcięli, blokując kolej), został uzgodniony między prezydentami krajów, gdy Petro Poroszenko potrzebował zdjęcia z Donaldem Trumpem. Podobnie amerykański Westinghouse, który zastępuje paliwo jądrowe w wybudowanych przez Rosjan elektrowniach atomowych. Dość ryzykowne, ale bardzo dochodowe przedsięwzięcie. Nie inaczej jest z rosyjskim gazem, który Ukraina kupuje od europejskich traderów, oczywiście znacznie drożej. A że jest to możliwe jedynie dzięki kredytowi europejskiego banku, dostęp do „wolnego ukraińskiego rynku” mają tylko przedsiębiorstwa wyznaczone przez bank.  

Najbardziej łakomym kąskiem dla Zachodu jest kontrola nad strategicznym tranzytem gazu z Rosji. Chodzi tak o dochody z tranzytu jak i możliwość odcięcia dostaw rosyjskiego gazu do Europy, co nieudolnie próbowała robić wcześniej Ukraina. Dla Zachodu ważne jest także opanowanie rynku gazowego, przejęcie infrastruktury i wprowadzenie swoich firm, co w znacznej mierze się już dokonało.  

Efekt tych zabiegów widać w deficycie handlowym Ukrainy, który przyczynia się do narastającego zadłużenia i zmusza do sprzedaży krajowego majątku, żeby spłacać odsetki. Zadłużenie państwa szybko rośnie, na koniec 2016 r. dług budżetu wyniósł 81 procent PKB, co dla tak słabej gospodarki jest bardzo niebezpiecznym wskaźnikiem. Połowa to dług zagraniczny, który szybko urósł od 2013 r. o 10 miliardów dolarów, co skazuje rząd na łaskę i niełaskę zagranicznych inwestorów.  

Europa zdobywa także milionowe zasoby taniej siły roboczej, której pierwsza fala zalała Polskę, ale coraz więcej wyjeżdżających zasila także zachodnią Europę w poszukiwaniu pracy dającej szansę na godne życie, a której na Ukrainie nie ma. Zdegradowano tam bowiem obywateli do poziomu, na którym zarabiają czterokrotnie mniej niż w Polsce (a u nas trzykrotnie mniej niż na zachodzie), a ceny są często wyższe niż u nas. Tak ogromna różnica poziomów życia wysysa aktywnych ludzi i wtłacza ich do zachodniej gospodarki. Emigracja wylewa się więc szeroko z kraju, a oficjalne dane pokazują, że każdego roku ubywa pół miliona mieszkańców.  

Tak więc Zachód osiąga dwa cele – zdobywa rynki dla swoich produktów i po cenach upadłości otrzymuje zasoby Ukrainy (siła robocza, ale także ziemia, lasy, nieruchomości czy przedsiębiorstwa). W sytuacji krachu gospodarki, gdy państwo jest zadłużone, IMF nalega i stawia sprzedaż przedsiębiorstw jako warunek uruchomienia funduszy, bez których Ukraina nie może przeżyć. Wtedy przedsiębiorstwa albo są sprzedawane za grosze, albo nie dochodzi do prywatyzacji i ich sytuacja pogarsza się. Jednak wyprzedaż przebiega opornie – ukraińscy oligarchowie na tyle twardo grają, że nie pozwalają sobie odebrać majątków. Przez kilka lat prywatyzacja prawie nie ruszyła, dopiero w 2017 r. sprzedano majątek za 150 milionów dolarów. Na dodatek w zakupach państwowych przedsiębiorstw prym wiodą Ukraińcy, tacy jak Rinat Achmetow.  

Upadająca Ukraina jest ze wszystkich stron szarpana przez złodziei, majątek jest rozdrapywany na prawo i lewo. Trudno się dziwić politykom ukraińskim, rozumieją, że oni tu nie rządzą i… nie znasz dnia ani godziny…, więc oczywiście trzeba się zabezpieczyć. O ile przez pierwsze 20 lat samodzielnej Ukrainy środki wyprowadzone za granicę oceniano na 165 miliardów dolarów (Tax Justice Network), o tyle dzisiaj „ucieczka kapitału”, czyli grabież majątku narodowego, przybrała potężne rozmiary. Do zachodnich banków płyną strumieniem pieniądze oligarchów, lewe dochody polityków… to przecież także zyski z „przekształceń ustrojowych” podbijanych krajów.  

Regres kraju – gospodarczy i społeczny 

Piękne hasła, takie jak „rządy prawa” czy „klimat inwestycyjny”, zasłaniają istotę rzeczy: ustawienie systemu prawno-gospodarczego Ukrainy pod potrzeby swojego biznesu. Likwidacja zagrożeń, że państwo może zagranicznego inwestora ukarać lub pogorszyć jego warunki działania. I uniemożliwić wspieranie ukraińskiego biznesu. Od wewnątrz ukraińską gospodarkę niszczy odcięcie dopływu kredytu do przedsiębiorstw. Bardzo wysokie stopy procentowe mają tłumić inflację, ale realnie duszą przedsiębiorstwa, które nie mogą sobie pozwolić na tak drogi kredyt, dzisiaj na Ukrainie podstawowa stopa wynosi 16%. Jest to jednoznaczne z odcięciem tlenu i przemysł po prostu upada. Ale jeśli Zachód tak słabej gospodarce nakazuje włączyć się w międzynarodowe rynki finansowe, to dalej działa to już jak samograj. Bank centralny musi podnosić stopy procentowe, by dać zyski zagranicznym inwestorom, a wysoki koszt kredytu rujnuje przedsiębiorstwa. Ten sam mechanizm zastosowano w Polsce lat 90., przyczyniając się do upadku przemysłu i utraty pięciu milionów miejsc pracy.  

Dzięki takim działaniom, regułom wprowadzanym przez nowe rządy, przez dwa lata po 2013 roku, produkt krajowy brutto Ukrainy liczony w dolarach zmniejszył się o połowę – ze 183 miliardów w 2013 do 91 miliardów dolarów w 2015 r. To, że gospodarka ukraińska błyskawicznie się zwija, widać najlepiej po zmniejszającym się zużyciu energii elektrycznej, której zapotrzebowanie zmniejszyło się o 15 procent (2013-2016), a także zużyciu gazu, które z 60 miliardów spadło do 32 mld (2011-2017). Prawie o połowę i to głównie w przemyśle.  

Trudna sytuacja w kraju powoduje dramatyczne obniżenie poziomu dochodów i standardu życia. Przeciętny Ukrainiec boryka się z rosnącymi gwałtownie cenami podstawowych produktów – chleb, mleko, jajka czy popularne ukraińskie sało (rodzaj słoniny), których ceny szybują coraz wyżej a konsumpcja spada. Mięso staje się luksusowym towarem. Rosną koszty usług komunalnych, prądu, ciepła gazu, transportu. Nastroje społeczne są bardzo złe, badania Gallupa pokazały, że Ukraińcy czują się najbardziej nieszczęśliwymi ludźmi świata. Gorzej jest tylko w Sudanie i na Haiti. Dramatycznie wysokie są statystyki samobójstw w armii. Sam Michaił Saakaszwili nazwał Ukrainę – „europejskim Zimbabwe”.  

Budowanie pozorowanego choćby dobrobytu, opartego na zadłużaniu krajów na Ukrainie nie udaje się. Także z tego powodu, że strategicznym priorytetem Ameryki jest rozerwanie silnych związków przemysłowych, gospodarczych, społecznych i kulturowych tego kraju z Rosją. Z tego powodu destrukcja gospodarki, spadek poziomu życia są jeszcze szybsze. Zakazy używania języka rosyjskiego, którym na wschodnich obszarach mówi większość społeczeństwa, odcinanie dostępu do rosyjskiej telewizji, zakaz importu rosyjskich książek czy zakazy występów a nawet wjazdu rosyjskich artystów, pisarzy, którzy zostali wciągnięci na czarne listy – to praktyki w oczywisty sposób łamiące „prawa człowieka”. Nie spotykają się jednak z krytyką Zachodu.  

Armaty zamiast masła, na horyzoncie wojna  

USA natychmiast po przewrocie 2014 roku zaczęły szkolić armię ukraińską, zmieniając format jej działania i dopasowując do swoich potrzeb. Dzisiaj 250 oficerów amerykańskich szkoli ukraińskich podoficerów, by dopasować struktury armii do potrzeb NATO. Pomagają w tym anglosascy sojusznicy – Wielka Brytania i Kanada, gdzie diaspora ukraińska jest bardzo silna. Nad przygotowaniem Ukrainy do wojny oficjalnie pracują doradcy NATO w ukraińskim ministerstwie obrony, a minister podaje nawet ich dokładną liczbę (67). Kraj znajdujący się w tak trudnej sytuacji gospodarczej będący na krawędzi bankructwa co roku zwiększa wydatki zbrojeniowe.  

Początkowo USA dostarczały ukraińskiej armii wyposażenie, nie służące do zabijania (non-lethal), jednak ostatnio przełamano to ograniczenie – uruchomiono dostawy ręcznych wyrzutni broni przeciwpancernej Javelin, gdzie jeden wystrzał kosztuje 80 tysięcy dolarów. Oczywiście prywatna amerykańska i zachodnia broń wartości kilkudziesięciu milionów dolarów rocznie trafia na Ukrainę już od kilku lat, co jest skrupulatnie odnotowywane w statystykach eksportu.  

Jak widać Kijów może zaatakować zbuntowane republiki , co jest nie do przyjęcia dla Rosji. Jak zapowiedział prezydent Putin, „Rosja nigdy nie dopuści do rzezi jak w Srebrenicy”, bo przecież uważa naród ukraiński za „bratni, jeśli w ogóle nie za część narodu rosyjskiego”. Jeśli więc zaatakowany zostanie Donieck i Ługańsk – oznacza to wojnę z Rosją. Wszystko na Ukrainie do takiej wojny jest szykowane, łącznie z przyjętą w lutym ustawą o „terytoriach okupowanych”, oficjalnie uznającą Rosję za „państwo – agresora”.  

Oczywiście Ukraina nie ma najmniejszych szans w starciu z Rosją, która ma 3,5 raza więcej ludności, 13 razy większy PKB i 24 razy większe wydatki wojskowe, już nie mówiąc o wielkości armii, ilości czołgów czy w końcu broni nuklearnej. Jednak sprawnie przeprowadzona prowokacja, ze zrzuceniem winy na Rosję, mogłaby w konflikt wojenny wciągnąć NATO, a przynajmniej najbliższe kraje, takie jak Polska.  

Ukraina chce wejść do NATO, odcięła się ustawowo od neutralnego statusu już w grudniu 2014 r., a ostatnio otrzymała status państwa aspirującego do NATO. Próby te nawet Henry Kissinger uważa za „nie najmądrzejsze … włączać kraj, który przez 400 lat był częścią Rosji”. Protestują europejscy członkowie sojuszu, obawiając się że szykuje im się wojna tuż przy granicy.  

Na przygotowania do wojny wskazuje także pełna tolerancja dla odradzania się nacjonalizmu ukraińskiego, zwanego u nas banderyzmem. Anne Applebaum, krytykująca wszelkie przejawy narodowych idei w Polsce – pisze jasno: „nacjonalizm jest Ukrainie potrzebny”.  

Czy USA zdecydują się na wojnę z Rosją przy pomocy lokalnych sił ukraińskich (tzw. proxy war) – nie wiemy. Dla marionetkowych władz Ukrainy, niepotrafiących nawet utrzymać standardu życia społeczeństwa, wojna może być jedynym wyjściem. Ciśnienie w kotle jest utrzymywane, pytanie czy zapadnie decyzja o jego wysadzeniu, czy może wielkie mocarstwa jakoś się dogadają?  

Andrzej Szczęśniak

Więcej na temat sytuacji na Ukrainie można przeczytać w książce Ukraińska szachownica.

Broń biologiczna istnieje, ale „na pewno nie produkują jej nasi sojusznicy”.

Ku wojnie totalnej. Broń biologiczna istnieje, ale na pewno nie produkują jej nasi sojusznicy.

Stanisław Michalkiewicz http://michalkiewicz.pl/tekst.php?tekst=5145 22 marca 2022

Wprawdzie teorie spiskowe zostały pryncypialnie potępione przez mądrych i roztropnych, co to rozpoznają się po zapachu, ale z drugiej strony historia świata, to niekończąca się opowieść o spiskach, które albo się udały, albo nie. W rezultacie jesteśmy w potężnym dysonansie poznawczym, bo wiadomo, że w spiskowe teorie wierzyć nie wypada, ale jakże wobec tego wyjaśniać rozmaite fenomeny, których w inny sposób wyjaśnić niepodobna? Ta sprawa staje się szczególnie aktualna w czasie wojny, kiedy to strony wojujące posługują się dezinformacją, w skład której wchodzą oczywiście rozmaite teorie spiskowe. Bo teorie spiskowe służą nie tylko do chamskiego i prostackiego wyjaśniania rozmaitych eleganckich fenomenów, ale również do ukrywania ich rzeczywistego charakteru. Jeśli na przykład na temat jakiegoś wydarzenia powstają coraz to nowe i coraz bardziej fantastyczne teorie spiskowe, to nieomylny to znak, że sprawa jest precyzyjnie uszczelniana przez pierwszorzędnych fachowców, którzy w ten sposób doprowadzają opinię publiczną do utraty zainteresowania tematem.

Oto niedawno pojawiła się teoria spiskowa, według której na Ukrainie są laboratoria pracujące nad bronią biologiczną. Oczywiście nie było w niej ani słowa prawdy, tylko od początku do końca została ona wyssana z brudnego palca zimnego ruskiego czekisty, któremu można by przyznać tytuł Ojca Kłamstwa, gdyby nie to, że tradycyjnie przysługuje on Szatanowi.

Z drugiej jednak strony wiadomo, że broń biologiczna istnieje, a skoro tak, to znaczy, że ktoś musi ją produkować. Oczywiście robi to w głębokiej tajemnicy, której na wszelki wypadek nikt nie ma ochoty ujawniać. Ot na przykład niedawno, w związku z epidemią zbrodniczego koronawirusa, pojawiły się fałszywe pogłoski, jakoby wydostał się on na świat na skutek wypadku przy pracy. Takie opinie padały również z otoczenia ludzi dobrze w takich sprawach zorientowanych, którzy nawet wskazywali, że ten wypadek przy pracy miał miejsce w Chinach, ale trudno powiedzieć, czy to prawda, bo w stosunkach między Chinami, a na przykład – Stanami Zjednoczonymi – od pewnego czasu utrzymuje się, a nawet jakby narastało napięcie, w związku z czym moglibyśmy mieć do czynienia z celową dezinformacją, gdyby nie to, że – w odróżnieniu od Rosji – USA żadnej dezinformacji nie uprawiają, tylko zawsze mówią prawdę, całą prawdę i tylko prawdę.

Toteż naukowcy ostatecznie odstąpili od zbadania tej sprawy, bo nigdy nie wiadomo, do czego taka ciekawość, która jest przecież pierwszym stopniem do piekła, może doprowadzić. Pamiętamy, jak to bywało w Polsce, gdzie pewnego generała – jak pisze poeta – „w tropieniu przestępstw gospodarczych tak poniósł go szlachetny zapał, że się dopiero opamiętał, gdy się za własną rękę złapał”.

Toteż nie możemy wykluczyć, że i do wścibskich naukowców przyszli jacyś panowie i wytłumaczyli im, że taka ciekawość, to brzydka sprawa, a wiadomo, że od brzydkich spraw lepiej trzymać się z daleka. Jak tam było, tak tam było, dość, że nagle wszyscy stracili tą sprawą zainteresowanie. Najwyraźniej lepiej jest, gdy wprawdzie wiemy, że broń biologiczna istnieje, ale wiemy też, że nikt jej nie produkuje, a zwłaszcza, że nie produkują jej nasi sojusznicy.

Oczywiście ta prawda podawana jest do wierzenia odbiorcom masowym, żeby się nie martwili, ani nie niepokoili. W przypadku ludzi trzymających władzę, albo przynajmniej jej zewnętrzne znamiona, może być inaczej. Wprawdzie im też można koloryzować, ale jest to ryzykowne, bo gdyby się o tym dowiedzieli, to mieliby do kolorysty pretensje, wskutek czego mógłby on spędzić resztę życia jęcząc i szlochając w jakimś lochu.

Pewnie dlatego w Dzień Kobiet, podsekretarz stanu USA, pani Victoria Nuland, występując przed komisją spraw zagranicznych Senatu USA powiedziała, że na Ukrainie „istnieją ośrodki badań biologicznych”, ale USA „starają się” by nie wpadły one w ręce Rosjan, którzy mogą wykorzystać je do celów propagandowych i prowokacji.

Ale skoro w tych ośrodkach nie pracowano nad bronią biologiczną, tylko na przykład nad postawieniem na wyższym poziomie hodowli trzody chlewnej, to taka troskliwość wydaje się niepotrzebna, chociaż z drugiej strony z Rosjanami nigdy nic nie wiadomo. Kto wie, czy nie potrafiliby cynicznie wykorzystać sprawy trzody chlewnej, by wstrząsnąć sumieniem świata, a zwłaszcza – Wielce Czcigodnej Sylwii Spurek, czy choćby pana Szymona Hołowni, który od dawna martwi się o to, co na Sądzie Ostatecznym powiedzą o nas świnie?

Żeby tedy uniknąć takich niespodzianek, lepiej dmuchać na zimne i wszystkie te „ośrodki badań biologicznych” zawczasu zlikwidować, żeby nie dostarczały żeru ani ruskiej propagandzie, ani prowokacjom. Zresztą każdy duży chłopczyk i każda duża dziewczynka przecież wie, że nawet najszlachetniejszy sojusznik musi jakieś korzyści z sojuszu wyciągać, zwłaszcza, gdy ów sojusz ma charakter egzotyczny, jak np. sojusz Ukrainy z Ameryką, czy sojusz z Ameryką Polski.

Na przykład więzienia CIA, w których amerykańscy fachowcy oprawiali osoby podejrzane o terroryzm, zlokalizowane były w państwach sojuszniczych, żeby przebierańcy z amerykańskiego Sądu Najwyższego nie mogli wściubić tam nosa, a miłośnicy praworządności – podnosić klangoru. W przypadku laboratoriów pracujących nad bronią biologiczną mogłyby być podobnie – oczywiście w przypadku, gdyby ktokolwiek ją produkował, ale przecież wiadomo, że nie produkują jej nawet Chiny.

A skoro jesteśmy już przy sądowych przebierańcach, to warto odnotować, że Trybunał Konstytucyjny w Warszawie, zwany przez salonowców „trybunałem Julii Przyłębskiej”, po długim zwlekaniu wydusił wreszcie z siebie opinię, że przepis konwencji o ochronie praw człowieka, który przyznaje Europejskiemu Trybunałowi Praw Człowieka i sądom krajowym kontrolowanie statusu innych sędziów krajowych jest niezgodny z konstytucją. Ale polską konstytucją mało kto się dzisiaj przejmuje i nawet „Polskie Babcie”, które jeszcze kilka lat temu w obronie konstytucji kicały razem z panem mecenasem Romanem Giertychem, dzisiaj na konstytucję zadzierają kiecę, więc cóż dopiero mówić o europejskich trybunałach, zwłaszcza gdy Parlament Europejski właśnie uchwalił rezolucję, by Unia jak najszybciej wprowadziła „mechanizm warunkujący”, to znaczy – uzależnienie subwencji dla danego bantustanu od oceny stanu panującej tam praworządności? Pani Urszula von der Layen właśnie powiedziała, że praworządność jest źrenicą oka Unii Europejskiej, więc już wiemy, że Niemcy nie tylko nie zakończą wojny hybrydowej, jaką prowadzą przeciwko Polsce od początku 2016 roku, tylko – kto wie – może przekształcą ją nawet w „wojnę totalną”, o której tak porywająco mówił w Pałacu Sportu Józef Goebbels?

Gry i Zabawy Ośrodków Władzy przy obsadzaniu stanowiska Pretendenta.

Aleksander Prochanow, Господин гексоген, Operacja Heksogen, opublikowane po rosyjsku w lipcu 2001 roku, czyli półtora roku po dojściu Pretendenta do władzy. Str. 56-61 md]

Publiczność obserwując Zarieckiego, jego wpływ na rodzinę Prezydenta, nieustanne działania, które powiększają jego miliardowy majątek, mistrzowskie polityczne kombinacje, od których trzęsie się kraj, padają rządy, zaczynają się przygraniczne wojny nasza krótkowzroczna publika myśli, że ja jestem jego sługą i niewolnikiem, posłusznym wykonawcą jego woli, włócznią, przedłużającą jego rękę.

Kopiejko obrzucił wesołymi oczami salon, z lubością oglądając każdy kryształek żyrandola, każdy załamek na sztukatorskim gzymsie, każde złocenie porcelanowego zegara ze śmiesznymi kupidynami, rozkoszował się wykończeniem staromodnego wnętrza, jego muzealną oryginalnością.

Ale nikt się nie domyśla, że wszystkie operacje finansowe i polityczne projekty, które uczyniły Zarieckiego miliarderem, zostały dokonane z naszą pomocą, przy wykorzystaniu naszych kontaktów, naszego wywiadu, analityków i wykonawców, których pan, Wiktorze Andriejewiczu, mógł spotkać w Afganistanie, w grupach specjalnych naszego resortu.

Kopiejko rozkoszował się komfortem wokół siebie. Grubym polanem w kominku, nad którym unosił się złocisto – niebieski płomień. Politurowanym stolikiem z orzecha, w którym jak w tafli lodu, odbijały się filiżanki i dzbanek. Wysokim półokrągłym oknem, pełnym srebrzystego drgającego słońca. Nasłuchiwał, jakby za drzwiami, w sąsiedniej tanecznej sali, lada chwila miały się rozlec dźwięki fortepianu.

To my przeniknęliśmy do państwowych banków i, złamawszy kody, za pomocą fałszywych awizo wykradliśmy ogromne pieniądze, przerzucając je na zagraniczne konta Zarieckiego, i zwaliliśmy tę kradzież na Czeczeńców. My, wykorzystując kontakty miedzy polowymi komendantami Afganistanu, wojskowymi Tadżykami, rosyjskimi pogranicznikami i celnikami, zorganizowaliśmy przerzut narkotyków z Laszkargachu przez Rosję do Europy Zachodniej, a następnie wypraliśmy pieniądze w kasynach Warszawy i Budapesztu, które są kontrolowane przez Zarieckiego. Stworzyliśmy przemyślny łańcuch podstawionych firm i niepodlegających regulacji państwa stref, i tam przerzucane są przydzielane Rosji kredyty Międzynarodowego Funduszu Walutowego wyciekają do nowojorskich banków, powiększając bogactwo Zarieckiego o miliard dolarów rocznie. Pomogliśmy mu zawładnąć największym kanałem telewizji, usuwając niebezpiecznego konkurenta, po którym do dzisiejszego dnia płaczą liberalni dziennikarze, obchodząc co roku dzień tragicznego morderstwa, kiedy to bożyszcze tłumu i sprytny handlowiec został znaleziony na klatce schodowej z zakrwawionymi wąsami.

I to nasi specjaliści, pracujący z izotopami, umieścili kapsułkę z kalifornem w oparciu krzesła, na którym lubił siedzieć jeden z fartownych przeciwników Zarieckiego, i tamten umarł na galopującego raka mózgu.

Kopiejko ostrożnie dotknął porcelanowej filiżanki, tak cienkiej, że przeświecała w słońcu jak różowy płatek kobiecego ucha. Cesarz Napoleon w wojskowym mundurze był co nieco zatarty od wielu dotknięć, jak zmatowiały wzór na skrzydełku motyla, którego wymięły deszcze i wiatry.

-Może wydawać się, że tym wszystkim włada Zariecki. Ale to iluzja. jego bogactwo jest przez nas tak skonstruowane, że wisi na cienkim włosku. Odcina się Zarieckiego i wszystko przechodzi w nasze ręce. Gromadziliśmy to bogactwo tylko wykorzystując jego nazwisko, nie dla niego, a dla nas.

Zaoszczędzone skoncentrowane, istniejące, ono będzie pracowało nie na potentata Zarieckiego, którego pochowają w nieznanym grobie gdziekolwiek w Ameryce Łacińskiej, a na rosyjskie państwo, któremu przysięgaliśmy wierność…

Biełosielcew czuł, że policzki palą go jak młodzika. Oczy, powleczone wilgotną błonka, patrzyły bystro, rozróżniając maleńkie zagłębienia w marmurowej płycie kominka. Nozdrza delikatnie chwytały zapachy jodłowego dymu i gorzkawej brazylijskiej kawy. Słuch wyławiał ciche potrzaskiwania płonącego polana, w którym gotowały się żywiczne soki. To, co usłyszał, nie odstraszało, a zachwycało. W walce z odrażającym złem, które zabijało naród, były dozwolone wszelkie metody i środki, jeśli służyły walce i zwycięstwu. On, wywiadowca, był gotów bić się według reguł bezlitosnej wojny, do której go przygotowano, w której poniósł porażkę, a teraz, kiedy odnalazł ocalałych współtowarzyszy, był szczęśliwy, mogąc kontynuować bitwę.

– Razem z Zarieckim wciągnęliśmy w nielegalny biznes wielu wysokich urzędników, ministrów rządu, czynnych generałów, oficerów bezpieczeństwa. Ostrożnie i niezauważalnie włączyliśmy w jego dochodowe kryminalne sprawy Administrację Prezydenta, córki i krewnych Bałwana, samego Bałwana, którego umazaliśmy kleksami ropy naftowej, krwawymi bryzgami, obsypaliśmy brylantami paluszki jego czarujących pożądliwych córeczek, wybudowaliśmy w Austriackich Alpach, na Lazurowym Wybrzeżu, na wybrzeżach Hiszpanii pałacyki i wille, zapisane na Sierpniową rodzinę.

A kiedy wszyscy zaplątali się w przestępczy kłębek z łapówek, nielegalnych sprzeniewie— sprzeniewierzeń niewyjaśnionych zabójstw, zrobiliśmy przeciek. Najpierw do francuskich gazet – o rosyjskich kontach w oddziałach banku „Barklay”. Potem do amerykańskich – o nielegalnym praniu pieniędzy w „Bank of New York”. Potem zamieściliśmy w angielskich czasopismach zdjęcie willi w Bawarii, podarowanej prezydenckiej córce przez bogatego bankiera. Potem dostarczyliśmy szwajcarskiej prokuraturze trochę informacji o łapówkach i operacjach z dolarami za narkotyki.

I skandal zaczął się rozrastać, jak kwitnąca georginia z pełnymi płatkami. Mówiono o nim w amerykańskim Kongresie, o nim szeptano na międzynarodowych zjazdach, zaczęli się nim zajmować prokuratorzy kilku krajów. I co najważniejsze – zaczął się nim zajmować nasz prokurator, zaczęły pisać nasze gazety. Stopniowo Kreml zaczął wydawać się miejscem, dokąd zwozi się kradzione łupy, gdzie zagnieździła się brudna mafia, gdzie przechowuje się narkotyki, magazynuje fałszywe dolary, gdzie odbywają się orgie jak w Sodomie. Prezydent ze swoją świtą stał się celem bezlitosnej krytyki ze strony konkurentów.

Łysego Mera, marzącego, by wjechać na Kreml, mnóstwa żarłocznych jak piranie dziennikarzy, kupionych przez Mera, i głównie Prokuratora który założył sprawę karną „o korupcję na kremlowskich szczytach”. Powstał konflikt, w który włączają się coraz to nowe siły, dzieląc klasę rządząca, na dwie frakcje. Dzielą armię, bezpiekę, rząd, wspólnotę oligarchów. jako ze przeciwnik Zarieckiego, którym niezauważalnie kieruje nasz mądry towarzysz Burawkow, utalentowany Astros, włączył się w konilikt po stronie Prokuratora i Mera z całą mocą swojego telewizyjnego imperium, swoich kapitałów, międzynarodowych żydowskich kontaktów, przekształcając to starcie w preludium wojny domowej. W monolitycznym lodowcu powstała szczelina, pojawił się prześwit wolnej wody, i tam skierowaliśmy nasze maleńkie zwinne czółno — „Pirogę Suahili”.

Kopiejko rozchichotał się, pokazując równe sztuczne zęby, które sprawiały, że wyglądał wiecznie młodo. Biełosielcew odczuwał delikatną rozkosz, jak od dźwięków ulubionej muzyki albo oglądania ulubionych obrazów. Wyrafinowana sztuka kierowania ludzkimi wadami, namiętnościami i żądzami, rozpracowana w judejskich domach modlitw, udoskonalona w przybytkach egipskich kapłanów, sprawdzona w rzymskich pałacach i łaźniach, olśniewająco wykorzystywana przez watykańskich nuncjuszy, weszła do polityki Stalina, który umiejętnie szczuł i skłócał swoich najgorszych wrogów. Rękami jednych likwidować drugich, a ostatnich, co stracili siły w krwawym konflikcie, przykuć do swojego politycznego rydwanu, włócząc po bruku pięciolatek, kolektywizacji i czystek. Po czym został jedynym władcą Czerwonego Imperium, któremu nadał rangę światowego i kosmicznego.

Ta metoda, wypróbowana od czasów biblijnych, w doskonałej formie stosowana przez Dzierżyńskiego i Berię, była teraz jedynym środkiem walki, któr’ą prowadzili tajni agenci. I on, Biełosielcew, nie miał wyrzutów sumienia. Mając opanowaną metodę, był gotów włączyć się do walki.

– W tę szczelinę, stopniowo ją poszerzając, nie pozwalając, by się zamknęła, wprowadziliśmy Wybrańca. Prowadzimy go w niezauważalny dla oka sposób. ja mam zadanie opiekować się Zarieckim. Kierować jego działaniami. jego rękoma torować drogę Wybrańcowi do władzy. A potem zlikwidować potentata. Wykorzystałem tysiące sposobów, żeby uczynić go potężnym. I znam tysiące sposobów, żeby go zetrzeć na proch. Znamy jego nawyki, jeden z nich skłania go do zamykania się w łazience, i tam, wśród pienistych szamponów i luster, zajmuje się miłosnymi igraszkami z samym sobą. Znane nam są wiersze Baudelaire’a których nauczył się na pamięć iw których widzi odzwierciedlenie swojego masochizmu i swojej patologicznej ambicji. Mamy pełną historię jego chorób od wczesnego dzieciństwa, włącznie z zaburzeniami psychicznymi i wenerycznymi infekcjami. Mamy odciski jego palców, szczęk, zdjęcia rentgenowskie szkieletu, próbki włosów, dane kodu genetycznego. Mamy wykresy jego zachowań w przypadku sukcesu, niepowodzenia, śmiertelnego zagrożenia, ataków mizantropii.

Kiedy zamknie się koło wokół niego i ucieknie z Rosji, zrobi sobie operację plastyczną, nałoży perukę, zapuści wąsy, to my i tak go rozpoznamy. Znajdziemy w jakiejkolwiek, choćby najmniejszej, portorykańskiej osadzie na brzegu oceanu, a nasz snajper puści kulkę przez otwarte okno, przy którym tamten będzie drzemał w wyplatanym fotelu z tomikiem Baudelairea w ręku. Zakopiemy go w rudej glinie nasypu, pod transamerykańską szosą, a nad jego kośćmi będą przemykać niezliczone auta tych, którym chciał się przypodobać, z którymi pragnął rządzić, którymi gardził i których bał się, i którzy nigdy więcej o nim nie wspomną.

‘The End Game’ czyli w kolejce po umysł

AlterCabrio, 21 marca 2022

Biblioteka automatycznie generuje, zestawia i podsumowuje najlepsze dostępne informacje dotyczące problemu, nad którym pracujesz, zgodnie z wcześniej zainstalowanymi uogólnieniami (przesłankami) i programem logicznym.

−∗−

W menu na dziś danie umysłowe. Opis działania pewnej szczepionki DNA czyli jak nic Jon Rappoport w weekendowym wydaniu, ale… w poniedziałek.

Zapraszam do lektury.

__________***__________

W kolejce po nowy umysł

Zarejestruj się już teraz i wskocz na listę oczekujących na nowy umysł.

Techniczny opis szczepionki DNA wykracza poza granice pojmowania twojego umysłu, ale podstawy są porywające.

Dwa solidne ulepszenia: szybkość i precyzja. Myśl 20 razy szybciej. Twój współczynnik błędów spada do 0,01%.

Pojawia się automatyczny sygnał, gdy problem, nad którym pracujesz, nie może zostać rozwiązany. Zapala się lewy płatek ucha. To informacja, że nie będziesz w stanie wyciągnąć użytecznego wniosku.

Nowy umysł, który otrzymujesz, zawiera kilka podstawowych elementów:

157 893 podświadomych uogólnień (lub przesłanek) uznanych za prawdziwe,

Podświadomy dedukcyjny program logiczny,

Natychmiast dostępna wewnętrzna biblioteka techniczna dostosowana do Twojej pracy.

Biblioteka automatycznie generuje, zestawia i podsumowuje najlepsze dostępne informacje dotyczące problemu, nad którym pracujesz, zgodnie z wcześniej zainstalowanymi uogólnieniami (przesłankami) i programem logicznym.

Dostarcza odpowiedź, rozwiązanie. Twoje rozwiązanie.

Możesz wybrać program społecznościowy, który pozwoli Ci wyjść z trybu pracy i skutecznie komunikować się ze współpracownikami, przyjaciółmi i rodziną.

Sygnał palenia się lewego płata ucha uaktywni się, gdy rozmowy towarzyskie będą dotyczyć kontrowersyjnych kwestii. To wskazówka dla ciebie, by się wycofać.

Twój nowy umysł będzie monitorowany 24 godziny na dobę, 7 dni w tygodniu z węzła, który zapewnia prawidłowe funkcjonowanie. Jeśli zaistnieje potrzeba naprawy, nastąpi częściowe wyłączenie. Korekty zwykle trwają mniej niż trzy godziny.

Istnieje również funkcja ‘poczekalni’ [bullpen]. Uporczywe pytania, na które nie ma dostępnej odpowiedzi, osobiste refleksje i rozmyślania oraz każde wspomnienie o społecznej, politycznej, finansowej lub egzystencjalnej klaustrofobii zostanie skierowane do tej martwej przestrzeni, gdzie będzie słabnąć i stopniowo zanikać.

Ważny Wielkoszlemowy Pakiet przekształci myśli, które kiedyś uważano za twórcze, w siatkę szlamu, w której prędkość transmisji wewnętrznej zwolni do jednego błysku synaptycznego na godzinę. Innymi słowy, osiągniesz zbliżony do zera wskaźnik wyobraźni.

Na granicy twojego nowego umysłu znajduje się Farma Bydła. Krążą tam wolno poruszające się, bezsensowne i przypadkowe tautologie, skutecznie blokujące wyjście z ogólnie zaprogramowanej przestrzeni świadomości.

Jesteś skoncentrowany tam, gdzie jesteś najbardziej potrzebny, gdzie możesz działać użytecznie i szybko.

Przez cały dzień będziesz mieć w głowie myśli, które wyzwalają starannie wypielęgnowany i modulowany współczynnik przyjemności. Efekt pobudzi cię do wysnucia wniosku, że… ​​jesteś zadowolony.

Myślokształty zwane Border Collie będą nieustannie wędrować po przestrzeni twojego umysłu i organizować zbłąkane efekty elektryczne, łącząc je w symetryczne, uproszczone, geometryczne całości. Te całości automatycznie będą stanowić twój „zmysł estetyczny”.

W nocy, w trakcie snu, regiony umysłu niedostępne dla szczepionki DNA, w naturalny sposób wydadzą niezwykłe energie oburzenia, urazy, oporu i czystej nienawiści. To całkiem normalne.

Drony Scooper będą wysysać te energie i towarzyszące im emocjonalne pożary i przesyłać je bezpośrednio do umysłów naszych żołnierzy na polu bitwy, aby pomóc im siać zniszczenie wśród naszych wrogów.

Szacuje się, że mając nowy umysł, będziesz wymagał pełnego remontu co trzy lata. Podczas tych pięciotygodniowych okresów nastąpi całkowite wyłączenie.

Twoja rodzina, przyjaciele i współpracownicy zostaną powiadomieni z wyprzedzeniem.

Podstawowym kosztem szczepionki jest jedynie twoja zgoda na współpracę i kooperację z twoim nowym umysłem.

Procedura: dwie dawki w odstępie 12 dni, trzy tygodnie w oddzieleniu, aby zorientować się w Zmianie. A wtedy ponownie dołączasz do świata.

Osoby, które otrzymały szczepionkę, rozpoznają się natychmiast.

Od czasu do czasu spotykają się i pozdrawiają frazą „Przyjemnie skomponowany z danych”.

Na razie nie wiemy dlaczego, ale testujemy kilka hipotez.

Orwell 2022, Bob

__________

Stand in line for a new mind, Jon Rappoport, March 16, 2022

Uzupełnienia:

“Pandemia” w epoce mózgu łupanego
Kilka lat temu określiłem stan podatności umysłów współczesnych Polaków na propagandę mianem “epoki mózgu łupanego”. Pamiętam, że byłem wówczas zdumiony stopniem ogłupienia polskiego społeczeństwa, które prezentowało się jako całkowicie bezbronne […]

__________

Świadomy kult ignorancji
A jeśli okaże się, że tworzenie ignorancji jest tak samo podstawową i stałą częścią życia, jak wytwarzanie wiedzy, a ponadto procesy, które ją generują, mają łatwe do zidentyfikowania struktury i […]

__________

Idiokracja – Wyuczona głupota
Wyuczona głupota wyjaśnia, jak i dlaczego wysoce inteligentni ludzie, stojąc przed wyborem, raz po raz wybierają głupią, jeśli nie najgłupszą opcję. […]

__________

Drink z noblistą czyli jak przekonać Alberta
Nie myślałem o tym wcześniej w ten sposób, ale jeśli nie ma nic właściwego w cząstkach, co daje początek ‘rozumieniu’ i ‘znaczeniu’, to wtedy wszystko jest bełkotem. Z tym, że […]

__________

Wolność od strachu czyli koniec zabawy w rządowe gry umysłowe
Przez cały czas ci, którzy są u władzy – kupieni i opłacani przez lobbystów i korporacje – posuwają się naprzód ze swoimi kosztownymi programami. A „my, frajerzy”, obarczani jesteśmy rachunkami […]

There’s a News Blackout on the Fed’s Naming of the Banks that Got its Emergency Repo Loans.

There’s a News Blackout on the Fed’s Naming of the Banks that Got Its Emergency Repo Loans; Some Journalists Appear to Be Under Gag Orders

It was the first time the Fed had intervened in the repo market since the 2008 financial crash – the worst financial crisis since the Great Depression. Just four banks held 91 percent of $192.9 trillion. Those four banks were JPMorgan Chase, Citigroup’s Citibank (which blew itself up with derivatives in 2008), Goldman Sachs Bank USA, and Bank of America – the same banks that were taking giant sums from the Fed’s emergency repo loan facility in 2019.

Pam Martens and Russ Martens: January 3, 2022

Four days ago, the Federal Reserve released the names of the banks that had received $4.5 trillion in cumulative loans in the last quarter of 2019 under its emergency repo loan operations for a liquidity crisis that has yet to be credibly explained. Among the largest borrowers were JPMorgan Chase, Goldman Sachs and Citigroup, three of the Wall Street banks that were at the center of the subprime and derivatives crisis in 2008 that brought down the U.S. economy. That’s blockbuster news. But as of 7 a.m. this morning, not one major business media outlet has reported the details of the Fed’s big reveal.

On September 17, 2019, the Fed began making trillions of dollars a month in emergency repo loans to 24 trading houses on Wall Street. The Fed released on a daily basis the dollar amounts it was loaning, but withheld the names of the specific banks and how much they had borrowed. This made it impossible for the public to see which Wall Street firms were experiencing the most severe credit crisis.

It was the first time the Fed had intervened in the repo market since the 2008 financial crash – the worst financial crisis since the Great Depression.

The COVID-19 crisis remained months away. The first reported case of COVID-19 in the U.S. was not reported by the CDC until January 20, 2020 and the World Health Organization did not declare a pandemic until March 11, 2020.

The dollar amounts of the Fed’s repo loans grew to staggering levels. On October 24, 2019, we reported the following:

“The New York Fed will now be lavishing up to $120 billion a day in cheap overnight loans to Wall Street securities trading firms, a daily increase of $45 billion from its previously announced $75 billion a day. In addition, it is increasing its 14-day term loans to Wall Street, a program which also came out of the blue in September, to $45 billion. Those term loans since September have been occurring twice a week, meaning another $90 billion a week will be offered, bringing the total weekly offering to an astounding $690 billion. It should be noted that if the same Wall Street firms are getting these loans continuously rolled over, they are effectively permanent loans. (That’s exactly what happened during the 2007-2010 Wall Street collapse: some teetering Wall Street casinos received, individually, $2 trillion in cumulative loans that were rolled over for two and one-half years – without the authorization or even awareness of Congress or the American people. One bank, Citigroup, received over $2.5 trillion in Fed loans, much of them at an interest rate below 1 percent, at a time when it was insolvent and couldn’t have obtained loans in the open market at even high double-digit interest rates.)”

Under the Dodd-Frank financial reform legislation of 2010, the Fed was legally required to release the names of the banks and the amounts they borrowed “on the last day of the eighth calendar quarter following the calendar quarter in which the covered transaction was conducted.” The New York Fed released the information for the third quarter of 2019 last Thursday, a day earlier than required. We reported on it the following day.

Those Fed revelations, that had been withheld from the American people for two years, should have made front page headlines in newspapers and on the digital front pages of every major business news outlet. Instead, there was a universal news blackout of the story at the largest business news outlets, including: Bloomberg News, the Wall Street Journal, the business section of the New York Times, the Financial Times, Dow Jones’ MarketWatch, and Reuters.

Could this critically important story have simply slipped by all of the dozens of investigative reporters and Fed watchers at these news outlets? Absolutely not. The Fed was required to release its repo loan data and names of the banks for the span of September 17 through September 30, 2019 at the end of the third quarter of this year. We reported on what that information revealed on October 13. Because we were similarly stunned by the news blackout on that Fed release, out of courtesy we sent our story to the reporters covering the Fed for the major news outlets. Our article alerted each of these reporters that a much larger data release from the Fed, for the full fourth quarter of 2019, would be released on or about December 31. The data was posted at the New York Fed sometime before 1:23 p.m. ET last Thursday.

The most puzzling part of this news blackout is that the majority of the reporters who covered this Fed story at the time it was happening in 2019, are still employed at the same news outlets. We emailed a number of them and asked why they were not covering this important story. Silence prevailed. We then emailed the media relations contacts for the Wall Street Journal, the New York Times, the Financial Times and the Washington Post, inquiring as to why there was a news blackout on this story. Again, silence.

Next, we emailed a number of reporters who had covered this story in 2019 but were no longer employed at a major news outlet. We asked their opinion on what could explain this bizarre news blackout on such a major financial story. We received emails praising our reporting but advising that they “can’t comment.”

The phrase “can’t comment” as opposed to “don’t wish to comment” raised a major alarm bell. Wall Street megabanks are notorious for demanding that their staff sign non-disclosure agreements and non-disparagement agreements in order to get severance pay and other benefits when they are terminated. Are the newsrooms covering Wall Street megabanks now demanding similar gag orders from journalists? If they are, we’re looking at a form of corporate tyranny previously unseen in America.

The history of Bloomberg News came to mind. That news outlet had previously come under fire for spiking stories that may have been counter to the business interests of its billionaire owner Michael Bloomberg, who derives his billions of wealth from leasing the Bloomberg data terminal to Wall Street’s trading floors around the world.

On March 11, 2016, Matt Winkler, Editor-in-Chief-Emeritus at Bloomberg, wrote a sycophantic piece titled “Stop Bashing Wall Street. Times Have Changed.” Winkler wrote a fantasy view of where things stood at the time:

“One of the reasons the American economy is performing better than any of the largest in Asia and Europe is that its regulators have repaired the damage of the financial crisis and the worst recession since the Great Depression. Led by the Federal Reserve, they replaced incentives for reckless speculation with catalysts for old-fashioned credit creation backed by levels of capital that are unprecedented in modern times.”

Winkler’s column was an egregious coverup of the “reckless speculation” that continued on steroids on Wall Street. The megabanks were trading their own stock in their own dark pools – which continues to this day. The Office of the Comptroller of the Currency would report that as of March 31, 2016, just four banks held 91 percent of $192.9 trillionin notional derivatives held by all banks and savings associations in the U.S. Those four banks were JPMorgan Chase, Citigroup’s Citibank (which blew itself up with derivatives in 2008), Goldman Sachs Bank USA, and Bank of America – the same banks that were taking giant sums from the Fed’s emergency repo loan facility in 2019.

Also in 2016, Michael Bloomberg showed very poor judgement in co-authoring an OpEd with Jamie Dimon, Chairman and CEO of JPMorgan Chase, a man who should have been the target of investigative reporting by Bloomberg journalists for an unprecedented crime spree at his bank.

In 2015 Politico’s Luke O’Brien deeply reported the details of a Bloomberg News article that was critical on China and appeared to have been spiked to preserve business sales of the Bloomberg terminal in that country.

And then there are those strange associations with felony counts or fines at Wall Street banks and those expensive Bloomberg terminals. The chat rooms that facilitated the rigging of the Libor interest rate benchmark and the criminal charges that came out of the rigging of foreign exchange trading were tied to chat rooms on the Bloomberg terminals. According to the late Bloomberg reporter, Mark Pittman, the Bloomberg terminal also had the capability of allowing hedge funds to find the worst subprime dreck in the market, making it possible for hedge funds like John Paulson’s to short the market while getting banks like Goldman Sachs to sell the other side of the deal to its unwitting investors.

On November 20, 2019, Brian Chappatta, who still works for Bloomberg News, wrote this about the Fed’s emergency repo loans under the headline “Fed Throws the Kitchen Sink at Short Rates and Still Struggles”:

“Consider all the steps the Fed has taken since Sept. 16 just for [Fed Chair] Powell to get to the point where he thinks funding markets are under control:

“Sept. 17: The New York Fed conducts its first overnight system repurchase agreement in a decade, taking in $53.2 billion of securities.

“Sept. 25: The New York Fed increases the size of its overnight system repurchase agreement operations to a $100 billion maximum, from $75 billion previously, and also raises the limit on its 14-day term repo operation to $60 billion from $30 billion.

“Oct. 11: The Fed announces it will purchase $60 billion of Treasury bills a month and will keep doing so ‘at least into the second quarter of next year.’

“Oct. 23: The New York Fed boosts the size of its overnight repo offerings to at least $120 billion, a size it is set to maintain through at least Dec. 12.

“Nov. 14: The New York Fed says it will conduct two repo operations, each with terms of 42 days, on Nov. 25 and Dec. 2. With maximum sizes of at least $25 billion and $15 billion, these would carry past the end of the year. Taken together, it’s readily apparent that Fed officials are throwing the kitchen sink at the short-term funding markets and hoping they’ll settle down….”

Numerous other Bloomberg News reporters wrote about the Fed’s emergency repo operations in 2019 and early 2020, including Liz McCormick, Adam Tempkin, and Alex Harris. And yet, today, not one of them has revealed to the American people that the very same megabanks that were drinking at the Fed’s trough in 2008 were back again at the trough in 2019.

One of the most inquisitive reporters in September 2019 when it came to what had led to the Fed’s hasty interventions in the repo market was Francine McKenna, who at that time reported for the Dow Jones affiliate, MarketWatch. Less than two months later, according to her LinkedIn profile, McKenna no longer worked for MarketWatch. She had gone independent, publishing The Dig, a newsletter at Substack. On November 3, 2019, McKenna reported as follows at The Dig on the ongoing repo crisis:

“One of the opinion writers at Market Watch wrote late last week that the Fed is in ‘stealth’ intervention mode after the Fed injected $99.9 billion in temporary liquidity into the financial system and $7.5 billion in permanent reserves as part of a program to buy $60 billion a month in Treasury bills.

“But market demand for overnight repo operations far exceeded even the $75 billion the Fed allocated. So, on Wednesday, the Fed added $45 billion in addition to the $75 billion repo facility for a daily total of $120 billion.

“There’s nothing stealth about continuing to pump billions into the repurchase market long after it said it would be needed.

“The Fed originally said it planned to conduct daily repo operations until October 10. That intervention has now gone on beyond the end of the month of October with no end in sight.

“Something is cooking but no one who knows what is telling the rest of us who is suddenly chronically illiquid.”

Obviously, the banks that were borrowing the largest sums on a perpetual basis from the Fed were the “chronically illiquid.” JPMorgan Chase and Citigroup’s Citibank are among the largest deposit-taking, federally-insured banks in the U.S. Americans have an urgent need to know why they needed to borrow from the Fed on an emergency basis in the fall of 2019.

We’ve never before seen a total news blackout of a financial news story of this magnitude in our 35 years of monitoring Wall Street and the Fed. (We have, however, documented a pattern of corporate media censoring news about the crimes of Wall Street’s megabanks.)

Theories abound as to why this current story is off limits to the media. One theory goes like this: the Fed has made headlines around the world in recent months over its own trading scandal – the worst in its history. Granular details of just how deep this Fed trading scandal goes have also been withheld from the public as well as members of Congress. If the media were now to focus on yet another scandal at the Fed – such as it bailing out the banks in 2019 because of their own hubris once again – there might be legislation introduced in Congress to strip the Fed of its supervisory role over the megabanks and a restoration of the Glass-Steagall Act to separate the federally-insured commercial banks from the trading casinos on Wall Street.

Why might such an outcome be a problem for media outlets in New York City? Three of the serially charged banks (JPMorgan Chase, Goldman Sachs and Citigroup) are actually owners of the New York Fed – the regional Fed bank that played the major role in doling out the bailout money in 2008, and again in 2019. The New York Fed and its unlimited ability to electronically print money, are a boon to the New York City economy, which is a boon to advertising revenue at the big New York City-based media outlets.

Wspólny obowiązek wszystkich mieszkańców Oceanii: Wir gegen Putin! „Europejki i europejczycy” wkroczyli w nową erę.

Tomasz MIANOWICZ Monachium, 26 lI – 5 III 2022

Ze swej natury wszyscy ludzie dążą do wiedzy Arystoteles: Matafizyka

Niewiedza jest siłą Orwell: 1984

[Wowa, Wowa, to jest WRÓG!!

Wowa, Wowa, to jest WRÓG!!

Wowa, Wowa, to jest WRÓG!!

Wowa, Wowa, to jest WRÓG!!

– lud pracujący miast i wsi] (md)

————————————————

Każdy, kto interesuje się politycznymi poczynaniami globalistów, mógł się spodziewać, że po zwycięstwie wyborczym Joe Bidena, od dawna związanego z tymi kręgami, polityka amerykańska, obliczona na rozszerzenie kontroli nad Euro-Azją, nabierze impetu. America is back! – zapewniał Biden uczestników monachijskiej Konferencji bezpieczeństwa w 2021 roku, co było wyraźnym odejściem od America first! – hasła głoszonego przez Donalda Trumpa. USA – wg zapewnień Bidena złożonych przy tej samej okazji – są zdecydowane „odzyskać pozycję przywództwa i zaufania” oraz „ponownie angażować się w Europie”. W celu realizacji tych celów prezydent powierzył główne stanowiska w swej administracji zwolennikom ofensywnej polityki wobec Rosji i Chin (Antony Blinken, Avril Haines, Jake Sullivan, Samantha Power, dołączając do nich – jako ministra obrony – ściągniętego z emerytury generała Lloyda J. Austina, który już wcześniej współpracował blisko z Bidenem, gdy ten pełnił urząd wiceprezydenta; zainteresowanych personaliami odsyłam do publikacji Stephena J. Sniegoskiego, np. Zeit-Fragen nr 11, 18.5.2021).

Zasada, w myśl której ten, kto chce rządzić światem, musi kontrolować Euro-Azję, powinna być znana w Polsce, bowiem jednym z jej propagatorów był Zbigniew Brzezinski, odgrywający niepoślednią rolę w Council on Foreign Relations (CFR) – think tanku globalistycznej polityki. Również amerykańscy ideowi patroni „zjednoczonej Europy” już w latach 1940-tych traktowali ją jako przyczółek do dalszej ekspansji USA. Zastanawiam się, czy polscy „przywódcy partii i rządu” zdają sobie sprawę z tego, jakie czynniki mają decydujący wpływ na sytuację polityczną w świecie a szczególnie w Europie. Sądząc po ich zachowaniach i wypowiedziach wiedza ta jest raczej ograniczona, co może niepokoić, bowiem losy Polski, która nie pełni na arenie międzynarodowej roli podmiotowej, w znacznym stopniu zależne są od zmagań o kontrolę Euro-Azji.

W ostatnich miesiącach środki masowego przekazu w świecie zachodnim (w sensie politycznym, a nie geograficznym) eksponowały „konflikt rosyjsko-ukraiński”. Wyjaśnię w tym miejscu, że niniejsze refleksje opieram głównie – z uwagi na miejsce zamieszkania – na medialnej atmosferze w RFN. Nie sądzę jednak, aby przekaz polskiej prasy na temat rzeczonego konfliktu różnił się zasadniczo od tego, co otrzymuje konsument mediów nad Łabą i Renem. Nie wykluczam nawet, że medialna „narracja” w Polsce – jeśli chodzi o jej poziom i faktograficzną rzetelność – odbiega nawet in minus od niemieckiej. Zdarzało mi się bowiem w czasie pobytów w Ojczyźnie słyszeć, lub widzieć, takie niedorzeczności, że gdybym nie zetknął się z nimi osobiście – nie uwierzyłbym, iż twierdzenia tego typu mogą się pojawić w mediach publicznych. Szczególnie utkwiły mi w pamięci „Wiadomości” prorządowej telewizji, nadane w okresie, gdy nasz strategiczny partner – Izrael, wystąpił pod adresem Polski z żądaniami finansowymi, uzasadnianymi prześladowaniami Żydów w czasie II wojny światowej. Otóż – twierdził elegancki spiker – „jak wiadomo (dosłownie!) stoją za tym służby specjalne Federacji Rosyjskiej”.

Każdy czytelnik antyutopii „1984” wie, że w skutecznej propagandzie potrzebna jest personifikacja zła. Jest nią obecnie – któż by inny – Putin. Pełni on taką samą rolę jak Emanuel Goldstein w powieści George’a Orwella: – jest wrogiem absolutnym a walka z nim to oczywiście wspólny obowiązek wszystkich mieszkańców Oceanii (Wir gegen Putin! [My przeciwko Putinowi!] – wzywał kilka dni temu niemiecki dziennik „Bild” gigantycznymi literami na 1. stronie, kreując w ten sposób jedność czytelników w „walce ze złem”). Killer określił prezydenta Rosji przywódca zachodniego świata, zaś tygodnik „Najwyższy Czas!”, który – w odróżnieniu od innych organów prasowych – charakteryzował się dotychczas sporym poczuciem realizmu, na okładce nr. 9-10 przedstawił Putina jako Hitlera.

„Hitleryzacja” to ulubiony chwyt propagandowy w dobie globalizmu i polityczni manipulatorzy prezentowali w ostatnich latach już kilku „nowych Hitlerów”: Jörg Haider, Slobodan Milosevic, Saddam Hussein, Ahamdineżad, Gaddafi. Wymienionych polityków łączy tylko jedno: nie lubiano ich (to oczywiście eufemizm) w kręgach globalistów i europeistów. Wowa Putin był swego czasu w owych sferach popularny (miał zresztą w zachodnich elitach politycznych wielu przyjaciół), do momentu, gdy nie zaczął – w kontekście rozszerzania NATO i rozbudowy amerykańskich baz wojskowych na obszarach otaczających Rosję – upominać się o interesy bezpieczeństwa własnego kraju. Teraz osiągnął status zbrodniarza. Ale czy uda się z niego wykreować kolejnego „nowego Hitlera”? Otóż Putin jako jeden z celów ataku na Ukrainę deklarował jej „denazyfikację”. O celach Wowy będzie jeszcze mowa, faktem jest jednak, że siły polityczne wywodzące się z tradycji Stefana Bandery i towarzyszy, którzy w czasie II wojny światowej byli sojusznikami hitlerowskich Niemiec, odgrywają obecnie na Ukrainie rolę niepoślednią. Ale – nie oszukujmy się – żyjemy w orwellowskim świecie a zatem fakty historyczne nie odgrywają większej roli. Współprzewodnicząca niemieckiej partii „Die Linke” (dawniej NRD-owska SED) tow. Hennig-Wellsow, określiła Putina jak „faszystę”. Jeśli jednak osiągnie on status „nowego Hitlera” – to palma pierwszeństwa w tej kategoryzacji będzie się chyba należeć „N.Cz!”. Gwoli ścisłości dodam, że labourzystowski poseł Christ Bryant twierdził w brytyjskim parlamencie, iż „Putin to nazista – jak Hitler”. Tę wypowiedź przytoczył John Pilger w „Mint Press” z 17 lutego br., nie podając jednak daty wystąpienia Bryanta.

Narodowo-socjalistyczny minister oświaty i propagandy dr Joseph Goebbels podkreślał: „Tylko ten, kto potrafi sprowadzić problemy do najprostszej formuły […] i ciągle powtarzać je w tej uproszczonej formie, osiągnie trwałe sukcesy w kształtowaniu opinii publicznej”. W myśl tej zasady media od miesięcy prezentowały konflikt rosyjsko-ukraiński, przy czym uproszczenie polegało na tym, że przekaz (shaping the narrative– w anglo-amerkańskim żargonie dziennikarskim) sprowadzał się do prostych twierdzeń: Rosja – (znacznie częściej propaganda posługuje się personifikacją – Putin), grozi Ukrainie, gromadzi wojska, przygotowuje się do ataku. Jednak trudno było dowiedzieć się z tej narracji, co jest przyczyną raptownego zaognienia konfliktu. Obecna co prawa w przestrzeni medialnej była cały czas sprawa zajęcia Krymu przez Rosję, czy też działalność separatystów w Doniecku i Ługańsku, są to jednak problemy istniejące od 8 lat. Jedynie wystąpienie kanclerza Niemiec Scholza na tegorocznej konferencji bezpieczeństwa w Monachium, mogło spowodować dodatkowe pytania a tym samym utrudnić funkcjonowanie „uproszczonej formuły”. Otóż Scholz, odnosząc się do kontaktów pomiędzy Moskwą a państwami zachodnimi (z mediów można się było dowiedzieć jedynie , że dotyczyły one rzeczonego konfliktu), oświadczył, iż żądania Rosji są „absolutnie nie do przyjęcia” i Ukraina ma prawo swobodnego wyboru sojuszu. Ten kto dysponuje pewną „dodatkową wiedzą”, mógł się domyślić, że chodzi o kwestię przyłączenia Ukrainy do Paktu Północnoatlantyckiego.

NATO, swego czasu stworzone w celu obrony Europy Zachodniej przed zagrożeniem komunistycznym, od czasu proklamowania „nowego amerykańskiego stulecia” i no-rival plan (za autora tej koncepcji uważany jest Paul Wolfowitz, por. „New York Times”, 8.3.1992), jest podporządkowane celom globalistów i – jak w wypadku ataku na Jugosławię – wręcz ich instrumentem. Konflikt rosyjsko-ukraiński jest zatem jedynie wynikiem dążeń do kontroli Euro-Azji, natrafiających na przeszkodę w postaci Rosji (a także Chin).

Gdy na szczycie Sojuszu Atlantyckiego w Bukareszcie w 2008 r. zapowiedziano przyłączenie Ukrainy i Gruzji do NATO, Moskwa oświadczyła, że do tego nie dopuści. Uprzednie rundy ekspansji sojuszu takiego sprzeciwu nie wywołały, choć z pewnością nie były dla Rosji powodem do radości. Gwałtowna reakcja na plany włączenia Ukrainy do NATO ma również konkretne przyczyny, o których trudno dowiedzieć się z mediów głównego nurtu. Amerykańskie wyrzutnie rakietowe typu Mk-41 znajdują się już na terytorium Rumunii i – jeśli się nie mylę – mają być rozmieszczone również w Polsce. Są one przystosowane do przenoszenia pocisków „tomahawk”, które w czasie krótszym niż 10 minut mogą osiągnąć Moskwę. Rozmieszczenie tych systemów na terytorium Ukrainy skróciłoby czas ataku na stolicę Federacji Rosyjskiej do 7 minut, zaś w wypadku zastosowania pocisków hipersonicznych – do 5. Rosja nie dysponuje możliwością adekwatnej odpowiedzi w wypadku ataku. Przy pomocy własnej broni rakietowej może co prawda równie szybko trafić Bukareszt, ale nie terytorium Stanów Zjednoczonych. Przyłączenie Ukrainy do NATO oznacza więc ryzyko zwielokrotnienia tej dysproporcji. W 1961 r. Chruszczow skierował na Kubę sowiecką broń rakietową, wyposażoną w głowice atomowe, co było odpowiedzią na rozmieszczenie na terytorium Turcji analogicznej broni amerykańskiej, wycelowanej w główne miasta ZSRS. Ale czasy sowieckie minęły bezpowrotnie. Po rozszerzeniu NATO na Wschód Moskwa nie ma możliwości przywrócenia równowagi w zakresie wzajemnego i ekwiwalentnego ryzyka, wynikającego z możliwości użycia broni rakietowej średniego zasięgu.

Rzecz jasna sytuacja zaostrzyła się po puczu w Kijowie. Do 2014 roku Ukraina, pomimo zapowiedzi włączenia do sojuszu atlantyckiego, była państwem militarnie neutralnym, gwarantującym jednak Rosji możliwość korzystania z najważniejszej bazy morskiej na Morzu Czarnym – Sewastopolu. Bazę tę Moskwa zachowała dzięki przyłączeniu Krymu, jednak sprawa rozszerzenia NATO – zarówno formalnego jak i faktycznego – na obszar Ukrainy, powróciła za rządów Bidena na porządek dzienny, jako jeden z najważniejszych punktów. Aliści już za rządów Donalda Trumpa Stany Zjednoczone podjęły zbrojenie Ukrainy (czego nie praktykowano za Obamy) a do kraju tego przybył amerykański i brytyjski personel wojskowy. Amerykański politolog prof. John J. Mearsheimer w obszernym wywiadzie z 15 lutego tego roku, udzielonym studentom King’s College z Cambridge (istotne fragmenty tej wypowiedzi opublikowała internetowa „Bibuła”), wykazując, że rzeczywistą przyczyną napięć we wschodniej części Europy jest polityka Stanów Zjednoczonych, uważa, iż Ukraina de facto już jest członkiem Sojuszu Atlantyckiego. Co prawda różnica między formalnym a faktycznym udziałem w NATO jest istotna, bowiem atak Rosji na członka sojuszu oznaczałby sytuację, o której mowa w art. 5 Traktatu Północnoatlantyckiego.

Wydarzenia na Ukrainie w 2014 roku stworzyły korzystne warunki do uruchomienia akcji dezinformacyjno-propagandowej, w celu przekonania opinii publicznej, że głównym celem Putina jest „odbudowa ZSRS”. Szczególnie w Polsce twierdzenia tego typu trafiły na podatny grunt. Warto wiedzieć, że w aktualnym do tej pory dokumencie TRADOC 525-3-1 „Win in a Complex World”, sporo miejsca poświęconoinformation warfare. To nic innego jak dezinformacja, jedna z podstawowych metod „działań aktywnych”. TRADOC to Trading and Doctrine Command, zaś publikowane opracowania stanowią kompendium taktycznych zasad przeznaczonych dla wszystkich rodzajów sił zbrojnych Stanów Zjednoczonych. Dokumenty można znaleźć w internecie.

Często cytowana jest wypowiedź wspomnianego już niemieckiego ministra, według której powtarzane wielokrotnie kłamstwo staje się prawdą. Zasada ta sprawdza się przy braku alternatywnych źródeł informacji. John Pilger (Mint Press 17.2.2022) twierdzi, że ze środków masowego przekazu praktycznie wyeliminowano opinie odbiegające od głównego nurtu. Autor opiera swe przekonanie przede wszystkim na prasie brytyjskiej i amerykańskiej, ale sytuacja w Niemczech, a prawdopodobnie w całym politycznym świecie zachodnim, jest taka sama. Obecnie zakazem objęto rosyjskie stacje „Russia Today” i „Sputnik”. Można jeszcze korzystać z internetowych lub drukowanych w niewielkim nakładzie mediów niezależnych, ale do poszukiwań alternatywnych informacji potrzebny jest czas i motywacja, w przeciwieństwie do naciśnięcia guzika na pilocie telewizora.

Kolejna analogia do „1984” to trudność w uchronieniu się przed propagandą, jest ona bowiem wszechobecna: na wszystkich kanałach telewizji i radia, z reguły 24 godziny na dobę. W wielkich miastach dochodzą do tego uliczne bilbordy, ekrany umieszczane w stacjach metra a od paru lat także wewnątrz pojazdów komunikacji publicznej.

Szef moskiewskiej filii Carnegie Endowment for International Peace Dimitri Trenin, opublikował pod koniec ubiegłego roku rzeczową analizę przyczyn i celów polityki Putina. Co ciekawe, artykuł ukazał się w „Foreign Relations”, periodyku wydawanym przez CFR (!); do znalezienia na stronie internetowej pisma pod datą 28.12.2021. Ale publikacji tego typu nie czytają przecież masy, do których kierowana jest propaganda (a polscy przywódcy partii i rządu na pewno też nie).

Pat Buchanan, uznając zasadność oporu Rosji przeciwko dalszej ekspansji NATO na Wschód, określił go jako „Putina doktrynę Monroe”. W celu realizacji tej „doktryny” pod koniec 2021 roku Rosja przedłożyła stronie zachodniej 2 koncepcje porozumień – z NATO i ze Stanami Zjednoczonymi. Art. 5. projektu umowy Rosja – NATO przewidywał zakaz stacjonowania naziemnych rakiet krótkiego i średniego zasięgu na obszarach, z których możliwy byłby atak na terytorium strony przeciwnej. Jednak przede wszystkim Moskwa odwoływała się do ustaleń OSCE, przyjętych w Stambule w 1999 roku i potwierdzonych w Astanie 11 lat później. Przewidują one swobodę przystępowania do sojuszów, ale stanowią równocześnie, że „umacnianie własnego bezpieczeństwa nie może się odbywać kosztem bezpieczeństwa innych państw” (wg Moskwy chodzi o „niepodzielność bezpieczeństwa”, jednakże sformułowanie traktatu pozostawia pewien margines do interpretacji, w zależności od woli politycznej sygnatariuszy). Jak wynika z informacji przekazanych prasie przez ministra Ławrowa 27 stycznia i 1 lutego br., w sprawie „niepodzielności bezpieczeństwa” Rosja otrzymała od strony zachodniej odpowiedź negatywną.

Putin zapowiadał równocześnie, że w wypadku, gdy Rosja nie zrealizuje swoich postulatów na drodze umów, sięgnie do środków militarnych. Koncentracja wojsk przy granicy z Ukrainą miała więc groźbę tę uwiarygodnić. Wowa liczył zapewne na to, że Niemcy faktycznie uczynią „wszystko” – jak zapewniał kanclerz Scholz – aby zapobiec konfrontacji wojennej. Miałoby to oznaczać przede wszystkim polityczną presję na Ukrainę. Jednak o polityce Kijowa decyduje Waszyngton, a nie Berlin czy Paryż. Francja i Niemcy nie potrafiły nawet doprowadzić do respektowania przez rząd ukraiński porozumień zwanych Mińsk II, zawartych w 2015 roku przy ich udziale. Tymczasem groźba została zrealizowana, przy czym nie jest jasne, w jaki sposób interwencja wojskowa na Ukrainie ma zapewnić Rosji bezpieczeństwo w konfrontacji z NATO. Decyzja o przyjęciu Ukrainy do sojuszu została już podjęta, zaś proces rozszerzania NATO na tym się nie skończy.

Od momentu rozpadu Związku Sowieckiego w kręgach globalistów powstawały również długoterminowe koncepcje o charakterze taktycznym, obliczone na osłabianie Rosji poprzez destabilizację państw z nią sąsiadujących i związanych politycznie (Wolfgang Effenberger w „Schwarzbuch EU & NATO”, przytacza wiele amerykańskich dokumentów dotyczących tego tematu). Udział Stanów Zjednoczonych, Wielkiej Brytanii, RFN (i Polski) w organizowaniu „pomarańczowej rewolucji”, nie jest chyba żadną tajemnicą, tym bardziej, że to kandydaci wyznaczeni przez Victorię Nuland, od lat aktywną w realizacji politycznych celów globalistów, obsadzili najważniejsze stanowiska w Kijowie (kandydat Berlina – Witalij Kliczko, którym zastąpiono skompromitowaną na Ukrainie Julię Timoszenko, musiał się zadowolić stanowiskiem mera stolicy).

Nuland, obecnie podsekretarz stanu ds. politycznych w Departamencie Stanu, od 1993 roku pełni odpowiedzialne funkcje w administracji amerykańskiej, niezależnie od tego, czy prezydentem był demokrata czy republikanin (wyjątkiem był okres prezydentury Trumpa). Mąż p. Nuland – Paul Kagan, jest współtwórcą Project for a New American Century.Wspomniany John Mearsheimer uważa ekspansję NATO i UE na Wschód oraz organizowanie tam „kolorowych rewolucji” za podstawowe elementy polityki USA wobec Rosji. Co ciekawe, w opublikowanej w maju 2019 roku a opracowanej przez RAND Corporation koncepcji „Extending Russia. Competing from Advantageous Ground”, znajdujemy elementy, które już weszły w fazę realizacji (RAND jest think tankiem amerykańskiego kompleksu militarno-przemysłowego): m.in. zbrojenie Ukrainy, dążenie do regime change na Białorusi, ograniczenie wpływów Rosji w Azji Centralnej -co tłumaczy rozróbę w Kazachstanie, szybko jednak stłumioną przez Tokajewa. Planowane jest też osłabienie wpływów Rosji w Transnistrii, więc może to być potencjalny kandydat do kolejnej „kolorowej rewolucji” (por. T. Meyssan: Montée des tensions (2), Réseau Voltaire, 11.1.2022, www.voltairenet.org). Krótko po opublikowaniu wspomnianego dokumentu przez RAND Corporation w prasie niemieckiej pojawiły się artykuły, ukazujące Transnistrię jako „otwartą ranę” Europy Wschodniej.

Na koniec warto zastanowić się nad konsekwencjami wojny na Ukrainie, uwzględniając nasze własne interesy, bowiem racjonalna refleksja nad tą kwestią jest w Polsce chyba towarem deficytowym.

Do wojny faktycznie przystąpiła Unia Europejska, udzielając Ukrainie pomocy wojskowej, politycznej, finansowej i propagandowej. Decydujące w tej sprawie było stanowisko RFN, jednak nie zapominajmy, że Berlin, jak cała UE, wpisany jest w polityczne plany globalistów (pomijając Rosję, Białoruś i Transdnistrię na dobrą sprawę żaden rząd w Europie nie może odmówić udziału w realizacji „nowego światowego ładu”). Joe Biden zapowiedział na 16 lutego atak Rosji na Ukrainę. Wg niezależnego portalu „Nachdenkseiten” Biden domagał się wpierw od Olafa Scholza, w czasie wizyty tego ostatniego w Waszyngtonie, zgody na definitywne wstrzymanie budowy Nord-Stream 2 w momencie, gdy na Ukrainie dojdzie do „eskalacji”. Gdyby kanclerz się zgodził – Amerykanie sprowokowaliby konflikt zbrojny na Ukrainie a to oznaczałoby koniec Nord-Stream 2. Wtedy zamiast gazu z Rosji – płynny gaz z Ameryki, którego USA jest największym producentem na świecie. Scholz wił się jak piskorz, ale wymaganej obietnicy nie złożył.

16-ego Joe dzwonił do niego w tej samej sprawie. I chyba też nie uzyskał żądanego zobowiązania. Nie można wykluczyć, że Waszyngton podał tę datę inwazji rosyjskiej, zakładając zgodę Scholza na automatyczną rezygnację z „rury” w momencie „zaostrzenia konfliktu”.

Tymczasem jednak konflikt się zaostrzył. Projekt Nord-Stream 2 rzecz jasna pogrzebany, ale jest to tylko jeden element większej całości. Przemawiając w Bundestagu Scholz określił decyzję UE w sprawie wsparcia Ukrainy jako „nową erę w historii kontynentu”. Równocześnie kanclerz ogłosił przeznaczenie dodatkowych 100 mld euro na zbrojenia. Akcje niemieckich koncernów zbrojeniowych poszybowały w górę. „Możemy pracować 24 godziny na dobę” – oświadczył szef jednego z nich.

Oczywiście RFN – jako „przewodnia siła” UE uzyskuje dodatkową możliwość politycznej ekspansji na Wschód (już pucz w Kijowie otworzył jej drogę do gospodarczej kolonizacji Ukrainy i wykupu ziemi tamże). Oprócz niewielkich enklaw zachodnia i środkowa część kontynentu jest już wcielona do Unii Europejskiej. Zełenskij domaga się natychmiastowego włączenia Ukrainy do Unii. Gruzja właśnie złożyła wniosek akcesyjny. Wszystko to po myśli polskich przywódców, bowiem Warszawa była i jest najbardziej gorliwym sojusznikiem Niemiec w ich ekspansji na Wschód, traktując rozszerzanie UE jako element „wojny z Putinem”. Atmosfera entuzjazmu wywołana sankcjami nałożonymi przez Brukselę na Rosję, przesłoniła fakt, że unia stosuje sankcje również wobec Polski (oczywiście na mniejszą skalę) i akurat odbiera nam resztki legislacyjnej suwerenności.

„Nasi” przywódcy zapewne cieszą się z deklaracji niemieckiej „ministerki” (to moja próba zastosowania się do wymagań ideologicznej poprawności) spraw zagranicznych Annaleny Baerbock: „Jako 'europejki i europejczycy’ (w języku polskim nazwy mieszkańców kontynentu piszemy wielką literą, ale zwolenników ideologii – małą) nie zgodzimy się na agresję Putina!”. Teraz Baerbock zapowiada „w porozumieniu z naszymi sojusznikami z NATO, EU i G7 uderzenie w centrum władzy w Rosji”.

W centrum władzy w Warszawie Niemcy uderzają już od dłuższego czasu.

Kto zna historię, ten pamięta zapewne, że niemieccy europejczycy już kiedyś wspomagali Ukrainę, czego rezultaty dla Polaków były raczej negatywne, pomimo tego, że owa współpraca kierowała się przeciwko ZSRS. Skomplikowana historia: bo przecież Związek Sowiecki był wówczas „sojusznikiem naszych sojuszników”! Ograniczmy się tedy do przypomnienia faktu, że europeizm był częścią składową ideologii III Rzeszy (jego zwolennikiem był także kanclerz) a niemiecka propaganda obiecywała narodom we wschodniej części kontynentu „wolną Europę”. „Europejską” propagandą posługiwano się również w Francji w czasach Pétaine’a; film Claude’a Chabrola „L’oeil de Vichy” wymownie to ilustruje (aktualnym uzupełnieniem jest tylko nowo-mowa, dostosowana do wymagań genderyzmu).

W czasie II wojny światowej Niemcy popierali ukraińskich nacjonalistów, którzy masowo mordowali Polaków, zamieszkałych na przedwojennych ziemiach II Rzeczpospolitej. Dziś przywódcy OUN i UPA uznani są w Kijowie za bohaterów narodowych. Do ich tradycji nawiązują obecnie ukraińscy nacjonaliści, włącznie z formacjami zbrojnymi, z których najbardziej znaną jest batalion „Azow”. Batalion (chyba tylko z nazwy…) został formalnie zintegrowany z ukraińskimi siłami zbrojnymi.

Postawa prezydenta Zełenskiego wobec zbrojnych formacji nacjonalistycznych wywołała krytykę ze strony żydowskich komentatorów na Zachodzie, publikujących jednak poza „głównym nurtem” (np. A. Rubinstein, M. Blumenthal: How Ukraine’s Jewish President Made Peace With Neo-Nazi Paramilitaries, www.mintpressnews.com 4.3.2022), ale nie ze strony „europejek i europejczyków”. Bojownicy „Azowa”, zdecydowanie przeciwni pokojowemu rozwiązaniu konfliktu w Donbasie, operują głównie w rejonie Mariupolu, gdzie można się spodziewać ciężkich walki z wojskami rosyjskimi. To prawdopodobnie w tamte okolice ruszą ochotnicy z Polski.[por.: Plan „Niebiańska Jerozolima” realizuje się spokojnie w ….Mariupolu. Putin nie przeszkadza. md]

Wołodymyr Zełenskij wygrał wybory prezydenckie obiecując pokój. Nawet jeśli faktycznie myślał o pokojowym uregulowaniu konfliktu na wschodzie Ukrainy, Waszyngton takiego rozwiązania nie mógł zaakceptować, skoro – jak wspomniałem – wywoływanie konfliktów, także zbrojnych, na granicach Rosji należy do taktyki, której stosowanie zaplanowano na okres do roku 2040. Po wyborze Bidena Zełenskij zapowiedział „odbicie” Donbasu, zaś w marcu 2021 roku Narodowa Rada Bezpieczeństwa uchwaliła dokument przewidujący działania na rzecz „zakończenia okupacji Autonomicznej Republiki Krymu i miasta Sewastopol oraz ponownej integracji” tych obszarów z Ukrainą. Równocześnie przedstawiciele rządu w Kijowie już kilkakrotnie zapowiadali, że jeśli Ukraina nie zostanie przyjęta do NATO, uzbroi się w broń atomową. Kilka dni przed rosyjskim atakiem zapowiedź taką ponowił ambasador Ukrainy w Berlinie. Nie spotkała się ona z żadną krytyką, choć „zieloni”, którzy w RFN kierują resortem spraw zagranicznych, konsekwentnie walczą – na koszt przeciętnego obywatela – z pokojowym wykorzystaniem energii atomowej.

Polska uczestniczy w wojnie z Rosją zarówno jako członek Unii Europejskiej, jak i państwo wasalne Stanów Zjednoczonych. Na decyzje, które zapadają w Waszyngtonie i w Berlinie nie ma żadnego wpływu. Może jednak – przynajmniej teoretycznie – przygotować się na różne warianty rozwoju sytuacji na Ukrainie. Niestety, z zachowania naszych przywódców partii i rządu wynika, że często nie zdają sobie sprawy ze skutków własnych decyzji politycznych. Poparcie wyboru Ursuli von der Leyen na stanowisko naczelnej „komisarki” UE, czy też zgoda na mechanizm warunkujący unijne transfery finansowe do państw członkowskich od przestrzegania w nich „zasad praworządności” – to jedynie 2 przykłady (a jest ich legion). Można było uznać za pewnik, że za rządów Uschi wojna hybrydowa UE (czyli Berlina) przeciwko Polsce przybierze na sile. Chodzi tu również o pozbawienie PiS-u władzy, bowiem akcje jego konkurentów stoją w Berlinie zdecydowanie wyżej. Toć przecież jeszcze jako ministerka w niemieckim rządzie p. von der Leyen oświadczyła „popieramy opozycję w Polsce”. Przypomnę też jej dosłowną deklarację „Wir wollen die Welt führen“ [chcemy przewodzić światu].

Co prawda do tej roli aspirują – jak sama nazwa wskazuje – globaliści, ale skoro UE służy realizacji ich celów, to kierownicza rola w unii na pewno jakiś udział w tym przywództwie gwarantuje.

Polska jest najbardziej poniżanym państwem członkowskim Unii Europejskiej. Zdarzało się już parokrotnie, że Berlin nie chciał zaakceptować rządów wyłonionych na drodze wyborów w państwach należących do UE. Pierwszym przypadkiem była Austria, gdzie w 2000 roku powstała koalicja rządowa złożona z partii ludowej (ÖVP) i liberalnej (FPÖ). Już wtedy Bruksela wprowadziła – naruszając tzw. prawo europejskie – sankcje. Również Włochy za rządów Silvio Berlusconiego, Czechy – gdy prezydentem był Vaclav Klaus i oczywiście Węgry Viktora Orbana to sytuacje, które wywoływały gniew Berlina i kampanie propagandowe w mediach głównego nurtu. Jednak żadne z tych państw nie było tak poniewierane jak Polska.

Niestety, ów specjalny – w sensie negatywnym – status jest wynikiem zachowań polskich mężów stanu. Chyba żaden inny rząd nie wykazuje swego serwilizmu w stosunku do Waszyngtonu w sposób tak demonstracyjny, jak Warszawa. Szczyt (względnie dno) osiągnął prof. Jacek Czaputowicz jako minister spraw zagranicznych, publicznie zapewniając, że Polska u boku Stanów Zjednoczonych weźmie udział w wojnie przeciwko Iranowi (od dawna planowanej przez USA i Izrael).

Co prawda nie wątpię, że Polska przyłączy się do tej wojny, gdy wreszcie do niej dojdzie, ale deklaracja złożona przez Czaputowicza a priori była co najmniej żenująca. Groteskowe było natomiast wystąpienie premiera rządu RP w Brukseli, gdzie jednym tchem zapewniał, że będzie bronił suwerenności Polski i przysięgał wierność Unii Europejskiej. Nie pamiętam, kto przewodniczył wówczas obradom, ale jego gesty, mimika i ton uwag wzywających Morawieckiego, aby zakończył swe wystąpienie, w tłumaczeniu na prosty żołnierski język brzmiałyby: „Przestań już pieprzyć!”.

Tego typu zachowania są rzecz jasna odnotowywane i w Berlinie, i w Moskwie, ale i w Kijowie, gdzie Polska nie cieszy się specjalnym poważaniem.

Pomimo tego, przynajmniej w ramach „ograniczonej suwerenności”, wskazana byłaby refleksja nad możliwym rozwojem sytuacji na Wschodzie. Ponieważ jednak nasi przywódcy partii i państwa nie dostrzegli do tej pory, że obecność milionowych rzesz Ukraińców w Polsce jest sporym problemem, w dodatku o charakterze strategicznym, obawiam się, że różne niekorzystne warianty będą dla nas przykrym zaskoczeniem. Jak donosi ukraiński portal internetowy strana, prezydent Zełenskij postanowił otworzyć więzienia, aby ich lokatorzy, włącznie z kryminalistami skazanymi za najcięższe zbrodnie, mogli wziąć udział w obronie ojczyzny.

Ale co będzie, gdy część tych patriotów, zamiast stanąć do walki z Putinem, stanie na polskiej granicy jako tegoż Putina ofiary? Oczywiście Polska – w ramach europejskiej solidarności – będzie musiała zapewnić im dach nad głową, przysłowiowy wikt i opierunek, świadczenia socjalne.

Mogą się też pojawić problemu większego kalibru. Dostawy sprzętu i broni z UE czy też z państw NATO (które na razie oficjalnie nie bierze udziału w wojnie), będę wędrowały przez Polskę, aby dotrzeć do miejsc przeznaczenia na Ukrainie. Ius ad bellum i wszelkie konwencje regulujące prawo wojny zezwalają na atakowanie transportów o charakterze wojskowym. Transportowany będzie natowski sprzęt wojskowy. [por.: Broń zamiast pomocy humanitarnej: Na lotnisku w Pizie, pracownicy odmawiają załadunku samolotów do Rzeszowa, dalej na Ukrainę… md]

Jeśli zatem Rosja takie konwoje zaatakuje, nie można wykluczyć, że Joe wezwie sojuszników do zastosowania art. 5 Paktu Północnoatlantyckiego (Waszyngton uczynił to już przy okazji operacji 9/11). Tydzień temu z baz w Kilonii wyruszyło na Bałtyk 9 jednostek niemieckiej marynarki wojennej, „w związku z sytuacją na Ukrainie”. Marynarka wojenna na Bałtyku żadnego wpływu na walki na terenie Ukrainy mieć nie może. Można natomiast stosunkowo łatwo sprowokować starcie z marynarką rosyjską („przymiarki” do akcji tego typu miały już miejsce w 2021 roku na Morzu Czarnym). Kolejny dobry pretekst, aby USA wezwały sojuszników do ogłoszenia, iż doszło do ataku w rozumieniu art. 5 Traktatu Północnoatlantyckiego. Może warto jednak, nie czekając na zachętę ze strony władz, pomyśleć o zapasach mąki, cukru i papieru toaletowego?

Niezależnie od tego, jak długo wojna będzie trwała, jej wynik, przynajmniej częściowo, jest już znany. Rosja przegrała tę wojnę politycznie, dyplomatycznie (Mikronezja zerwała stosunki dyplomatyczne z Moskwą!), propagandowo, gospodarczo i finansowo. Poprawi się sytuacja mieszkańców wschodnich obwodów Ukrainy, bowiem Rosja jest obecnie zobowiązana na mocy dwustronnej umowy udzielić mi skutecznej pomocy wojskowej. Ok. 14000 ofiar w tym rejonie (zdecydowana większość to rosyjska ludność cywilna), to nie putinowska propaganda, tylko szacunki opublikowane na Zachodzie. Nie jest jednak jasne, dlaczego Moskwa zdecydowała się na dyplomatyczne uznanie separatystycznych obwodów jako samodzielnych republik dopiero 8 lat po ich secesji. Brandon Smith sugeruje, że ta powściągliwość była wynikiem powiązań Wowy z globalistami (Order Out of Chaos. How The Ukraine Conflict Is Designed To Benefit Globalist, https://alt-market.us ).

Bardziej prawdopodobna jest jednak po prostu kalkulacja strat i zysków – z punktu widzenia Moskwy – bowiem jest to elementarne kryterium decyzji politycznych, którym Władimir Putin bez wątpienia się posługuje; raz jeszcze odsyłam do artykułu Trenina.

Wojnę wygrali już globaliści; w tym punkcie trudno się ze Smithem nie zgodzić. Tryumfują specjaliści od information warfare i spin doctors, którym udało się stworzyć na skalę światową atmosferę graniczącą ze zbiorową histerią. Wygrał również amerykański kompleks militarno-przemysłowy i koncerny zbrojeniowe w najważniejszych państwach NATO. Z uwagi na niestabilną sytuację europejski kapitał „odpłynie” w większym stopniu do USA, zmniejszając tam presję inflacyjną, już w tej chwili z trudem hamowaną przez politykę zerowych odsetek. „Europejki i europejczycy” wkroczyli w nową erę; UE staje się czynnikiem, który również militarnie uczestniczy w kształtowaniu sytuacji na kontynencie euro-azjatyckim.

Nasz Najważniejszy Sojusznik chętnie prowadzi wojny metodą by proxy, z dala od własnego terytorium, ale mniej chętnie wysyła tam własnych żołnierzy a już zupełnie niechętnie przyjmuje uchodźców z obszarów wojną objętych. Niemcy, choć nie przewodzą jeszcze całemu światu, wzmacniają swoją pozycję europejskiego hegemona. A jeśli „wojna z Putinem” będzie tego wymagała, to – kto wie – może konieczne będzie stacjonowanie jednostek Bundeswehry na terytorium Polski, aby mogły szybko włączyć się do „obrony europejskich wartości”?

Listę zwycięzców można kontynuować, jednak Polska na tej wojnie nic nie wygra, zaś przeciętny obywatel sporo do niej dopłaci.

Chwała wolontariuszom! Hańba rządzącym faryzeuszom!

„Musimy zachować zdrowy rozsądek” – wywiad Agnieszki Piwar z Grzegorzem Braunem.

https://www.bibula.com/?p=132364

Nasz rozmowa zbiegła się w czasie, kiedy padliśmy ofiarą tzw. cenzury prewencyjnej. Operatorzy w Polsce blokują dostęp do strony internetowej „Myśli Polskiej”, a ostatnia konferencja prasowa z Pana udziałem została zbojkotowana przez dziennikarzy akredytowanych w Sejmie.

– Nie po raz pierwszy zbojkotowano naszą konferencję, ale pierwszy raz media głównego ścieku same zareklamowały tę akcję. Mówię nie po raz pierwszy, bo właściwie od początku działania Konfederacji w przestrzeni publicznej na poziomie parlamentarnym my się spotykamy z obstrukcją i bojkotem. Takie demonstracyjne fochy pato-dziennikarzy i ekip telewizyjnych już się zdarzały. To jest oczywiście groteska, bo ich zadaniem w teorii miałoby być relacjonowanie, gdy tymczasem oni zajmują się raczej cenzurowaniem przekazu. I nadymają się poczuciem misji za jaką mają najwyraziściej tępienie wszystkiego co nie mieści się w głównym ścieku, wszystkiego co odbiega od polit-poprawnego standardu.

Co Pan powiedział podczas konferencji, którą zbojkotowały media?

– Bardzo jasny i myślę nieskomplikowany, nietrudny do zrozumienia przekaz: upominamy się o to, by polityka pomocy uchodźcom wojennym nie była prowadzona kosztem obywateli polskich i by ewidentne preferowanie przybyszów z Ukrainy nie przeradzało się w systemową dyskryminację Polaków. O to upominam się osobiście od początku tej wojny. Już pierwszego dnia tej wojny zwracałem uwagę na to niebezpieczeństwo jakim będzie otwieranie granic RP na przestrzał i tworzenie popytu na migrację. Zdanie, które być może najbardziej oburza politycznie poprawnych cenzorów, to jest zdanie, którego zresztą autorstwa sobie nie przypisuję, tylko cytuję pana profesora Jacka Bartyzela, którego diagnozę uważam za trafną i którego obawy w pełni podzielam. A pan profesor stwierdził właśnie, że mamy do czynienia nie z pomocą uchodźcom wojennym ale z operacją masowego przesiedlenia ludności. I ja myślę, że to jest trafna diagnoza.

Na czym dokładnie to polega?

– Jeżeli na dzień w którym rozmawiamy właśnie oficjalna statystyka tej migracji wojennej przekracza dwa miliony; jeżeli od trzech dni ci przybysze zza granicy stoją w kolejkach po nadanie numeru PESEL w Polsce; jeżeli i władze rządowe i samorządowe ogłaszają kolejne przywileje i preferencje dla Ukraińców w Polsce w dostępnie do lecznictwa, szkolnictwa, mieszkalnictwa, komunikacji; jeżeli wreszcie ogłoszono, że te preferencje mają dotyczyć nie tylko Ukraińców przekraczających wschodnią granicę Polski ale także tych, którzy przybędą do nas z innych krajów – no to wszystko to składnia mnie do stwierdzenia, że wojna jest tu wykorzystywana jako pretekst do wprowadzenia operacji radykalnej zmiany struktury ludnościowej Rzeczypospolitej Polskiej w jej obecnych granicach. I oznajmiłem to właśnie na konferencji prasowej. To już w tej chwili jest inny kraj. To jest inny kraj, w którym zasadne staje się zadanie pytania o status Polaków. Czy przypadkiem Polacy – z woli rządu warszawskiego i prezydenta belwederskiego mocą ustawy „Ukrainiec plus” i innych specjalnych rozwiązań – nie spadają do kategorii drugiej obywatelstwa w Rzeczypospolitej, która Polską będzie już coraz bardziej umownie.

Osobiście uważam, że ten odruch Polaków z pomaganiem potrzebującym jest chwalebny. Jak zatem Polska powinna pomagać ludziom uciekającym przed wojną, aby jednocześnie nie sprowadzało to zagrożenia dla funkcjonowania naszego państwa i nas samych?

– Oczywiście skorzystam z okazji i podyktuję do protokołu, że w żadnym wypadku moje stanowisko nie oznacza lekceważenia, czy tym bardziej potępienia tej aktywności pomocowej, filantropii, akcji humanitarnej. Wznoszę hasło, od szeregu dni je powtarzam: „Chwała wolontariuszom!”. Jeśli już komuś chwała, to właśnie wolontariuszom na tym froncie tej wojny. Ale jednym tchem powiadam: hańba rządzącym faryzeuszom, którzy tę filantropię, ten humanitaryzm chcą uprawiać kosztem własnych obywateli.

Powinna tu mieć zastosowanie zwyczajna hierarchia obowiązków stanu, porządek miłosierdzia, ordo caritatis, a więc kolejne zakresy tych obowiązków i troski. Najpierw nakarmić własne dzieci, a potem spieszyć z pomocą w odległych zakątkach galaktyki. I tu praktycznie, proszę zauważyć, w ogóle nie stanęła kwestia pomocy ofiarom wojny i uchodźcom w kraju ich pochodzenia. Nikt nie pytał, czy przypadkiem nie można, nie należy pomagać ofiarom wojny w miejscach nie tak odległych od miejsc ich zamieszkania jak Polska.

Czy ktokolwiek zaproponował akcję: Polaku jeśli chcesz pomóc, to za swoje pieniądze wynajmij mieszkanie u rodaka Polaka we Lwowie z przeznaczeniem dla uchodźców z terenów ogarniętych wojną. Bo przecież zauważmy – Ukraina to duży kraj, znacznie większy od Polski. I jakkolwiek problematyczne są dziś granice tego tworu państwowego, z całą pewnością Ukraina nie płonie od krańca do krańca.

I zauważmy, że nikt nie pyta czy ludzie uciekający z miast i osiedli, w których dochodzi do starć zbrojnych muszą koniecznie jechać aż do Krakowa, Wrocławia czy Warszawy. Nota bene wszystko wskazuje na to, że nie bardzo chcą jechać gdzie indziej. I to nawet oficjalne komunikaty rządowe, wypowiedzi zatroskanych urzędników już od pierwszych dni tej operacji donoszą, że Ukraińcy nie bardzo chcą mieszkać w mniejszych miejscowościach.

A zatem szeroka może być skala tej pomocy. Bądź co bądź jesteśmy co dzień upewniani w przekonaniu, że władze państwa ukraińskiego działają, funkcjonuje rząd, urzęduje prezydent. Ja nie słyszałem, żeby ten rząd i prezydent zajmował się tymi swoimi uchodźcami, żeby organizował dla nich jakieś osiedla czy obozy dla uchodźców przy granicy. I stwierdzam, że to jest co najmniej nadzwyczajna okoliczność, bo nie znam historii operacji o takiej skali, której rozwiązaniem miałoby być rozlokowanie uchodźców po prywatnych mieszkaniach z zaangażowaniem budżetu państwowego i samorządowego oraz budżetów rodzinnych Polaków, którzy szeroko otwierają ramiona na tych przesiedleńców.

Jakie mogą być tego konsekwencje?

– To bardzo prędko doprowadzi do konfliktów. Konflikty i animozje będą skutkować destabilizacją wewnętrzną Polski. A zdestabilizowana wewnętrznie i jednocześnie wciągnięta w konflikt międzynarodowy Polska będzie bezradna, ubezwłasnowolniona i zdana na łaskę i niełaskę nie wiadomo czyją.

I taka Polska z całą pewnością nie pomoże już nikomu z zewnątrz, a może nawet samej sobie nie pomoże. Dlatego od pierwszych dni tej wojny sprzeciwiałem się organizowaniu popytu na migrację. Rozumiem oczywiście, że to jest spełnienie marzeń i realizacja projektu tych ludzi, którzy od lat powtarzali, że bez takiego zastrzyku demograficznego, takiego transferu ludności polski system socjalny, piramida finansowa ZUS zawali się.

I ja znam te wypowiedzi chociażby pana Roberta Gwiazdowskiego sprzed lat. Uważam jednak, że zanim doczekamy się rzekomo zbawiennych skutków transferu ludności, bokiem wyjdą nam problemy, których szybciej niż później się nabawimy. A problemu niewydolności systemu ubezpieczeń społecznych to i tak na dłuższą metę nie rozwiąże. Natomiast nieodwołalnie zmieni polski pejzaż nie tylko socjologiczny ale wręcz kulturowy. I jeśli dzisiaj sprawy idą w tym tempie, to ja logicznie wnioskując przepowiadam, że być może już następne wybory samorządowe wygra w niektórych gminach „partia ukraińska”. Proszę to włożyć oczywiście w cudzysłów, bo ta partia może się inaczej nawyzywać, może ten elektorat będzie inaczej rozparcelowany przez – już jak widzę – cieszące się na tę możliwość partie tworzące i autoryzujące dzisiaj tę operację.

Bo to i ze strony PiS-u i ze strony totalnej opozycji widać radość, że to się właśnie dzieje. Ale polski państwowiec, polski patriota nie może cieszyć się perspektywą znalezienia się w coraz silniej marginalizowanej mniejszości we własnym kraju.

Co Pan sądzi o niedawnej wizycie Jarosława Kaczyńskiego i premiera Mateusza Morawieckiego w Kijowie? Czyż to nie dziwne, że z jednej strony widzimy w przekazach medialnych obrazy strasznej wojny, a z drugiej strony jadą oni pociągiem do stolicy ogarniętej działaniami zbrojnymi Ukrainy? Jednak przede wszystkim chciałam Pana zapytać o komentarz na temat odezwy Kaczyńskiego, który zaproponował, aby NATO weszło z „misją pokojową” na Ukrainę.

– Tutaj kilka kwestii. Jedna taka, że oczywiście ten spektakl medialny, ta wyprawa kijowska, no to jest kolejny przyczynek do tezy, że medialna zasłona dymna nie pozwala nam na zorientowanie się w pełni jaki właściwie jest stan, jaka jest sytuacja i co tam właściwie się dzieje. I to jest ważna konstatacja. Nie możemy polegać na przekazach medialnych, które nie mają na celu ustalania prawdy. One są narzędziem prowadzenia działań wojennych na froncie informacji i dezinformacji. Media są jednym z rodzajów broni, która jest używana na współczesnym polu walki. I w związku z tym, nie przesądzając jak jest rzeczywiście, trudno się nie zadumać nad tym faktem, że w Kijowie najwyraźniej żadne bomby nie groziły Kaczyńskiemu, Morawieckiemu i premierom, których tam przyholowali.

I uwaga, wirus złowrogi też im nie groził. Tam najwyraźniej wirusa nie ma, bo wszyscy goście Wołodymyra Zełenskiego, podobnie jak on sam, nie przejmowali się reżimem sanitarnym, który nota bene na terenie RP w dalszym ciągu obowiązuje.

Druga kwestia. Sam Jarosław Kaczyński – wygląda na to, że do grobowej już deski – niepoprawny socjalista, internacjonalista, żoliborski post-peerelowski inteligent, wzywa dziś do tego, by ustanawiać międzynarodową kuratelę nad Ukrainą i eskalować wojnę wciągając do niej Rzeczpospolitą i kolejne państwa, pod pretekstem misji pokojowej.

Tu nawiasem zauważmy, że we współczesnym świecie już nie jest tak łatwo o prawdziwą wojnę, częstsze są „misje pokojowe”. Nota bene, ten sam Kaczyński był jednym z liderów opinii jako orędownik tworzenia armii europejskiej. Zauważmy, że to jest ten sam człowiek, który wraz ze swoim bratem doprowadził do ustalenia kurateli międzynarodowej nad Polską poprzez wprowadzenie jej do eurokołchozu, co było jedną z głównych ambicji – i zdaje się pozostaje do dzisiaj – tego polityka. Zatem nie dziwmy się temu, że Kaczyński nie staje twardo na gruncie polskiego interesu, polskiej racji stanu i że suwerenność narodowa jest w jego ustach frazesem, nie mającym odniesienia do rzeczywistości, którą usilnie stara się kreować.
No i trzecia kwestia.

Nie tylko Kaczyński, ale też i Andrzej Duda ma najwyraźniej ambicje odgrywania roli ponad własne możliwości. To przecież prezydent Duda szereg razy stwierdzał publicznie, że Polska nie jest neutralna w tej wojnie rosyjsko-ukraińskiej. To jest świadectwo woli uczynienia z Polski strony wojującej. Albo też świadectwo kompletnej ignorancji w kwestiach prawa międzynarodowego. Albo też są to ludzie, którzy słowa «neutralność» i «suwerenność» używają już jako terminu literackiego, a nie terminu z dziadziny prawa międzynarodowego – patrz: konwencja haska. I zdaje się, że te terminy nie są dla nich wiążące. I to jest dramatyczne, dlatego że pozostawanie tych ludzi u władzy jest po prostu niebezpieczne dla zdrowia, życia i mienia Polaków.

Chciałbym zauważyć, że to są – bądź co bądź – ludzie, którzy w ciągu ostatnich dwóch lat swoimi działaniami i zaniechaniami, a przede wszystkim przez blokadę szpitalnictwa i lecznictwa w Polsce, przyprawili o przedwczesną śmieć 150 a może już nawet 200 tysięcy Polaków w kategorii tzw. zgonów namiarowych. To są ludzie, którzy mówią dzisiaj o zbrodniach wojennych, którzy z uwagi na skalę swoich działań przeciwko zdrowiu, życiu i mieniu Polaków w istocie sami w ostatnich latach zapracowali na miano zbrodniarzy. I o tym trzeba pamiętać. I jeżeli ktoś traktuje jako wiarygodne ich stanowisko wobec wojny na Ukrainie, to najwyraźniej pamięć ma tak krótką, że nie pamięta już tego, co ci ludzie nam uczynili w ciągu ostatnich dwóch lat.

I wreszcie, ludzie, którzy gotowi dzisiaj jak widać walczyć do ostatniego Ukraińca i ostatniego Polaka, w ubiegłym sezonie 2021 uczynili bardzo wiele, by zwiększyć prawdopodobieństwo tej wojny poprzez działania na kierunku białoruskim. Przypomnijmy, że Mateusz Morawiecki osobiście, ale także wszyscy inni wyżej wymienieni, przy solidarnym wsparciu całej totalnej opozycji – z odrębnym głosem przeciwnym wyłącznie Konfederacji – w 2021 roku ostatecznie wepchnęli Aleksandra Łukaszenkę w objęcia Włodzimierza Putina. I jeżeli dzisiaj teatr wojny ukraińskiej ma takie ramy, jeśli armia rosyjska może wyprowadzać uderzenia także z rubieży białoruskiej, no to przecież działania rządu warszawskiego i prezydenta belwederskiego w roku 2021 dostarczyły doskonałych pretekstów do tego, by Moskale mogli wyprowadzić swoje wojska także na Białoruś. I to jest zupełnie osobna kwestia, której nie sposób pomijać jeśli mówimy o genezie wojny rosyjsko-ukraińskiej. I w moim prywatnym rankingu to jest sprawa, za którą – pomijając wszystko inne – Morawiecki i jego wspólnicy w tym dziele powinni stawać przed Trybunałem Stanu.

Złowrogie działania polityków z Polski to jedno. Jednak obecna tragedia za naszą wschodnią granicą wydaje się być przede wszystkim konsekwencją pewnych błędów wynikających z nierozliczenia historii zarówno Rosji jak i Ukrainy. Zacznę od Rosji. Obecne władze Federacji Rosyjskiej tkwią z kulcie wielkiej wojny ojczyźnianej i ZSRR. Iskierkę nadziei dawał wyraźny ukłon w stronę Prawosławia. Jednak wraz z przywracaniem w miejsce publiczne chrześcijańskich wartości, nie poszło wyraźnie potępienie zbrodni Józefa Stalina, którego wciąż uważa się tam za wspaniałego przywódcę. Rosjanie mówiący z nostalgią o wielkości Związku Radzieckiego nie kajają się za zbrodnie tamtego systemu, który doprowadził do śmierci milionów niewinnych ludzi, także samych Rosjan. Czy paradoksalnie obecna katastrofa może wywołać lawinę, która w konsekwencji otworzy szansę na oczyszczenie Rosji ze zgniłych pozostałości sowietyzmu?

– I tu pojawia się kwestia prawdziwego końca II wojny światowej jako końca narracji zwycięzców. Tak, w całym tym nieszczęściu mam wrażenie, że otworzyło się jedno przynajmniej okienko możliwości przełamania antypolskiej narracji, która to od czasu zakończenia działań wojennych II wojny światowej, aż do dziś obowiązuje na wschodzie i na zachodzie. Jest to wersja historii podyktowana przez zwycięzców, wersja stalinowsko-rooseveltowska, w której poczesne miejsce przypada Armii Czerwonej. W niektórych przypadkach Armia Czerwona urasta wręcz do roli głównego zwycięzcy w II wojnie światowej, przy jednoczesnym pominięciu roli tej samej armii sowieckiej i osobiście Józefa Stalina w – uwaga – rozpętaniu II wojny światowej. Jeżeli się to pominie, no to zostaje tylko wyzwolicielska Armia Czerwona. A taka wersja jest oczywiście po naszym trupie, po trupie Rzeczypospolitej Polskiej. Tam gdzie Armia Czerwona jest armią bezalternatywnie wyzwolicielską, tam nie ma miejsca na polski interes; tam po prostu nie ma Polski, która może skutecznie aspirować do niepodległości.

I paradoksalnie to, że Włodzimierz Putin, można powiedzieć wygrał casting na „Hitlera XXI wieku”, to jest prawdziwy koniec II wojny światowej. Bo II wojna światowa w swoich konsekwencjach trwa tak długo, jak długo obowiązuje wersja historii podyktowana przez zwycięzców tej wojny. Przypomnijmy, że jeszcze w roku 2008, 2009 spotykali się nad Morzem Czarnym Dmitrij Miedwiediew – wówczas przejściowo prezydent Rosji – i prezydent Izraela Szimon Peres. Ich spotkanie zaowocowało m.in. komunikatem, że obie strony będą wspólnie i stanowczo przeciwstawiać się rewizjonizmowi historii. A tym rewizjonizmem jest oczywiście negowanie holokaustu ale także negowanie wyzwolicielskiej roli Armii Czerwonej w II wojnie światowej. Taka wersja historii obowiązywała jeszcze do wczoraj – zarówno w Moskwie w Muzeum Wielkiej Wojny Ojczyźnianej, w Waszyngtonie w Muzeum Holokaustu jak i w Instytucie Yad Vaszem w Jerozolimie, w którym zaledwie dwa lata temu gościł Włodzimierz Putin wprowadzony tam przez swojego serdecznego kolaboranta Mosze Kantora, prezesa Europejskiego Kongresu Żydowskiego.

I otóż moment, w którym abstrahując od rzetelności przekazu, ale w wymiarze propagandowym Putin zostaje najczarniejszym charakterem, który rozpętał III wojnę światową, tamta wersja historii kończy swoją przydatność. I oczywiście zobaczymy jakie fikołki propagandowe, jakie łamańce logiczne będą stosowanie, kiedy nadejdzie faza rokowań pokojowych, bo w którymś momencie nadejdzie. Ale jak sądzę otwarła się dzięki temu pewna luka, szpara w tym gorsecie polit-poprawnej wersji historii, która dla nas Polaków była oczywiście dewastująca i de facto była dla nas wyrokiem. Teraz może się to zmieni.

Istnieje uzasadniona obawa, że wokół obecnej wojny urośnie nowe kłamstwo. Wystarczy wspomnieć, że już obowiązuje jedyna słuszna narracja, wedle której jedynym winowajcą jest Rosja. A przecież tak nie jest. I tu pozwolę sobie nawiązać do wypowiedzi prof. Johna Mearsheimera, amerykańskiego politologa, twórcy teorii realizmu ofensywnego, który przyznał wprost, że to NATO odpowiada za obecną sytuację – bo sprowokowało Rosję, zaś Amerykanie zmienili retorykę tak, aby całą winę zrzucić na Rosjan. W podobnym tonie wypowiedział się arcybiskup Carlo Maria Viganò. Hierarcha wskazał również na straszne prześladowania jakie od lat stosuje ukraiński reżim względem rosyjskojęzycznych obywateli Ukrainy. Takie głosy są eliminowane z debaty publicznej.

– Dlatego powiedziałem: abstrahując od rzetelności przekazu. Nie ma wątpliwości, że nowa narracja już jest kreowana. Rzecz w tym, że my Polacy mamy szansę nie być spisanymi na straty w tej nowej wersji historii, którą podyktują nowi jej zwycięscy. Tylko żeby ta sytuacja była przez Polskę wykorzystana, to musimy się znaleźć przy stole rokowań. A żeby być przy stole rokowań na konferencji w jakimś Wiedniu czy jakimś Wersalu, to trzeba nie dać się zutylizować w tej wojnie w pierwszej jej fazie. I żeby być przy tym stole, no to trzeba nie znaleźć się wcześniej na stole w charakterze dania, które inni będą konsumować. I to oczywiście jest kwestia niebacznego wprowadzania Polski wojnę przez aktualne władze. Ja oczywiście mówię jaka jest szansa, ja nie mówię, że jest taka jest gwarancja. Pod obecnymi władzami jest raczej gwarancja tego, że po raz kolejny Polska wypuszczona na zająca da przykład światu w pierwszym akcie, po to żeby w ostatnim akcie tego dramatu dziejowego w ogóle nie wystąpić, albo być jakąś postacią drugo-, trzecioplanową, a może i nawet nominowaną na sprawcę nieszczęścia, prowokatora i mąciciela. Na każdą z tych ewentualności należałoby się jakoś przygotować i asekurować. Nie przypuszczam, by były do tego zdolne aktualne władze RP.

Przy okazji, polecam wykłady prof. Mearsheimera, zresztą szereg jego wypowiedzi. Podobnie jak polecam głos odrębny abp. Viganò, który będąc jednym z nielicznych głosów sprzeciwu wobec terroru sanitarystycznego w ostatnich dwóch latach, teraz bardzo szlachetnie podjął próbę zaznaczenia takiego odrębnego stanowiska ws. wojny na Ukrainie. I z całą pewnością głos ten powinien być przynajmniej z uwagą wysłuchany. Tymczasem w Polsce abp Viganò doczekał się niewybrednych napaści, nawet obelg – i to ze strony, z której najmniej można by się tego spodziewać, czyli ze strony ludzi, którzy wcześniej z pietyzmem publikowali jego wcześniejsze wypowiedzi. W amoku, jaki ogarnął masy i elity, każdy taki głos nawet niekoniecznie polemiczny, ale choćby tylko wskazujący szersze konteksty geopolityczne czy historyczne – a nie ograniczający się do obowiązującej retoryki wzmożenia i oburzenia – jest skazany na zamilczenie lub zaszczucie.

Ukraina również ma problem z rozliczeniem swojej historii, w tym setek tysięcy pomordowanych przez OUN-UPA. A przecież odrodzenie kultu banderyzmu pociąga za sobą kolejne zbrodnie, także na narodzie ukraińskim. Dlaczego ten straszny temat jest w Polsce zamiatany pod dywan?

– Zyskał pewną popularność taki mem internetowy parodiujący plakat z epoki stalinowskiej, z hasłem: nie mów o banderyzmie, bo będziesz ruskim agentem. Oczywiście Państwo na tych łamach świetnie rozumienie, że na przypominanie prawdy o ludobójstwie ukraińskim na Polakach nigdy nie było dobrego klimatu, nigdy nie ma dobrej pory. Ale o takich rzeczach trzeba mówić w porę i nie w porę. Kiedy w końcu mamy o tym mówić jeśli nie teraz? Po wojnie będzie już za późno, by cokolwiek renegocjować – niezależnie od tego jaki będzie bilans zamknięcia, kto znajdzie się w obozie zwycięzców, a kto zostanie rzucony na kolana.

Ukraińców należy właśnie teraz pytać, czy na zawsze już chcą pozostać narodem specjalnej troski; narodem, który nie jest zdolny do poważnego odniesienia się do faktów historycznych i do zasad cywilizowanych. Polaków natomiast należy zapytać, czy chcą już zawsze traktować Ukraińców jako ludzi niepełnosprawnych, niezdolnych do tego, żeby konfrontować się z historią własnego narodu. Właśnie z szacunku do Ukraińców należy wreszcie zacząć oczekiwać od nich dojrzałości i powagi. Zresztą to dotyczy nie tylko polityki historycznej. Mówiłem o tym szereg razy w ostatnich tygodniach i ostatnich miesiącach: trzeba wyraźnie artykułować własne oczekiwania i asertywnie stawiać warunki. Warszawa powinna zacząć stawiać warunki i w sprawach gospodarczych, i w sprawach polityki historycznej. Rok Bandery, rok UPA obchodzony we Lwowie, ekshumacje wstrzymane przed laty – nic się nie zmieniło. Kiedy mielibyśmy oczekiwać od Ukraińców, że w tej sprawie wreszcie zaczną się zachowywać jak ludzie cywilizowani, jeśli nie teraz? Dla nas to jest zagadnienie kluczowe: czy Ukraina wyjdzie z tej wojny jako naród, który przyspieszył procesy myślowe i dorasta do swojej roli?

Oprócz rozliczenia z banderyzmem co może pomóc Ukraińcom?

– Już na Majdanie w 2014 roku pojawiły się takie, powiedzmy, światełka w tunelu, takie sygnały ozdrowieńcze. Bo tam na Majdanie nie tylko wznoszono hasła i emblematy nazistów ukraińskich, ale pojawiła się też figura Najświętszej Maryi Panny z Fatimy, pojawił się Michał Archanioł jako adresat żarliwych modlitw o ocalenie i pokój.  Czekamy na dzień 25 marca. Bardzo czekamy, można powiedzieć z zapartym tchem, bo oczywiście diabeł tkwi w szczegółach i do ostatniej chwili będzie dla nas zagadką czy poświęcenie Rosji Niepokalanemu Sercu Najświętszej Maryi Panny będzie spełniało wprost i dosłownie te w końcu nieskomplikowane kryteria sformułowane w orędziu fatimskim.

No właśnie. Czytałam, że papież Franciszek zapowiedział pewne działania w tym zakresie, ale niekoniecznie tak, jak życzyła sobie tego Matka Boża w Fatimie.

– Dlatego dopiero jak usłyszymy co się w istocie wydarzyło, dopiero jak się okaże m.in. czy ten akt został dopełniony przez papieża w łączności z wszystkimi biskupami świata, no to się wtedy dopiero okaże jaki mamy stan faktyczny. Ale najlepsze wiązać z tym nadzieje. Osobiście bardzo chciałbym, żeby ta sprawa została przeprowadzona z największą powagą, starannością i rzetelnością. I żeby przypadkiem nie okazało się, że był to tylko jakiś gest o dominancie propagandowej, nie daj Boże traktowany przez Rosjan jako kolejny wymierzony w nich akt agresji propagandowej. Zawczasu módlmy się o to, żeby te największe świętości jakie mamy nie były tutaj wykorzystane w walce propagandowej z narodem rosyjskim.

A zatem, Michał Archanioł – tak! Matka Boża Fatimska – trzy razy tak! I czas przestać traktować Ukraińców jako dzieci specjalnej troski, z którymi negocjujemy odstawienie do konta zabawki, którymi brzydko się bawią. Bo na razie tak to wgląda. Negocjujemy dyskretne wyprowadzenie z panteonu narodowego ludobójcy Romana Szuchewycza, ale kiwamy głową i mówimy: no, tego Banderę niestety trzeba im zostawić, no bo inaczej nie będą sobą.

Albo traktujemy się poważnie albo nie. Albo liczmy na to, że Ukraińcy wydorośleją i wydoskonalą się duchowo, albo też stawiamy na nich kreskę i wtedy liczmy się z tym, że z tej wojny, z jej dymów wyłoni się kontur niestety nie sąsiedniej bratniej Ukrainy, ale wrogiego nam Banderlandu.
Reasumując.

Jeżeli słusznie oczekujemy od Rosjan, że przestaną być zakutymi Moskalami i przestaną upatrywać w Józefie Stalinie figury zbawcy ojczyzny oraz przestaną używać retoryki i narracji sowieckiej do celów integracji wewnętrznej i ekspansji zewnętrznej, tona tej samej zasadzie nie wahajmy się oczekiwać od Ukraińców, żeby przestali budować swoją przyszłość na fundamencie kultu ludobójców, morderców i oprawców słabszych i bezbronnych.

Oczywiście tak jak do celów polityki wewnętrznej sądzą niektórzy, że masowe przesiedlenie Ukraińców do Polski pozwoli na bezpieczną prolongatę systemu socjalnego, to jest to moim zdaniem urojenie niebezpieczne i szkodliwie. Tak samo oczywiście uważam za urojenie te wyobrażenia – którym wygląda na to, że hołduje dzisiaj znaczna liczba polityków i propagandystów głównego nurtu – ta wizja wielkiej defilady zwycięzców, którą na Palcu Czerwonym stojąc na ruinach Kremla przyjmować będą Kaczyński z Błaszczakiem, a w loży prasowej redaktorzy Sakiewicz, Karnowscy i spółka. To jest urojenie, ponieważ gdyby Rosja w tym planie wielkiej gry mocarstw miała rzeczywiście upaść, to posługując się pewnym skrótem powiem, że Anglosasi pierwsi pospieszą z pomocą, żeby ją podeprzeć, aby nie upadła.

Jak to? Przecież z historii wiemy, że Anglosasi wielokrotnie w swych intrygach geopolitycznych spiskowali przeciwko Rosji.

– Ponieważ tak przyroda jak geopolityka próżni nie znosi. I jeżeli Anglosasi mieliby prowadzić do ostatniego Ukraińca i Polaka skuteczną wojnę z Moskalami aż do upadku państwa rosyjskiego, no to będzie znaczyło, że nie mogą liczyć przynajmniej na neutralność Rosji w konflikcie z Chinami. Amerykanie nie chcą przecież wzmacniać Chin poprzez wydanie na ich łaskę i niełaskę Rosji wycieńczonej i zdegradowanej do roli mocarstwa li tylko regionalnego. Jeśli więc Moskwa ma być kiedykolwiek zniszczona, to nie przez Amerykanów. Pomijam wymiar moralny i religijny takiej koncepcji, ale nawiasem mówiąc warto pamiętać, że w Fatimie Matka Boża wyraziła oczekiwanie nawrócenia, nie zaś anihilacji Rosji.

Więc zachowujmy roztropność, zachowujmy zdrowy rozsądek. Nie gódźmy się na to, by w polityce międzynarodowej główną busolą dla Polaków miałoby być XIX wieczne masońskie, lelewelowskie hasło: za wolność waszą i naszą.

I tak samo nie gódźmy się, by polityka wewnętrzna RP miała realizować model „wielkiej orkiestry świątecznej pomocy” dla wszystkich 365 dni w roku. Opuśćmy tę kolejkę i nie pozwólmy na wprowadzanie Polski do wojny, bo kto pójdzie na wojnę w pierwszym szeregu, ten z niej nie wróci w jednym kawałku.

Dziękuję za rozmowę.

Z Grzegorzem Braunem rozmawiała Agnieszka Piwar

Za: Myśl Polska (21-03-2022) | https://myslpolska.info/2022/03/20/grzegorz-braun-musimy-zachowac-zdrowy-rozsadek/

KILKA FAKTÓW O KTÓRYCH SIĘ NIE MÓWI

 *1. Ukraina jest dwa razy większa od Polski, ma 600 000 km kw.

**2. Obrazy zniszczeń, które widzisz w TV to max 20 km kw

**3. To rząd Ukrainy powinien w pierwszej kolejności zapewnić swoim obywatelom schronienie na dużej części terenów nie objętych działaniami wojennymi

.**4. Na Ukrainie jest ponad ćwierć miliona osób z HIV/AIDS, którym media mówią, że leków retrowirusowych starczy na kilka tygodni.

**5. Mężczyźni którzy mogą opuścić Ukrainę, to ci ze zwolnieniem ze służby. Nie są to tylko ojcowie dzieci 3+, ale również osoby serpozytywne HIV/AIDS, osoby z gruźlicą lekooporną i kiłą wrodzoną.

**6. Na Ukrainie jest 600.000 osób ze zdiagnozowaną gruźlicą lekooporną – czyli śmiertelną ( gruźlica jest nadal w pierwszej 10 chorób śmiertelnych)

**7. Dochodzi wysoko zakaźny wirus żółtaczki typu C

**8. Nikt nie bada osób przekraczających teraz granicę… co powoduje śmiertelne zagrożenie.

**9. Polskie Centrum HIV/AIDS już się uruchomiło – terapia, badania i leki mają być darmowe dla uchodźców.

**10. W Polsce szacuje się, że jest 30 tyś osób zakażonych HIV w tym ok 5000 ze zdiagnozowanym AIDS. – Ukraina natomiast zakażonych zdiagnozowanych ma ćwierć miliona!

**11. Kiła wrodzona jest też bardzo niebezpieczna i występowalność wzrosła w ostatnich latach o ponad 70 procent.

**12. Nikt, nikt nie przestrzega ludzi. Nikt nie uczula polskiego społeczeństwa aby zachować ostrożność, aby rodziny z małymi dziećmi i kobietą w ciąży unikały korzystania np. ze wspólnej toalety, wanny, naczyń z obcymi. kiła i gruźlica to choroby roznoszone również drogą kropelkową.

**13. Nie rozumiem dlaczego jest powszechne przekonanie, że Ukraina jest bezpieczna dla Polski…. jakby historia temu przeczy.

Australian Gov. Published Data Confirming the Fully Vaccinated Now Account for 9 in Every 10 Covid-19 Deaths; Some ‘Quadruple’ Vaccinated. While You Were Distracted by Russia’s Invasion…

March 15, 2022 https://www.thelibertybeacon.com/while-you-were-distracted-by-russias-invasion-the-australian-gov-published-data-confirming-the-fully-vaccinated-now-account-for-9-in-every-10-covid-19-deaths-some-quadruple/

ER Editor: We restate what The Exposé states below in their report. The New South Wales government bizarrely does NOT consider a person vaccinated within 21 days as vaccinated. They are labelled below as ‘No Effective Dose’, which does NOT mean ‘unvaccinated’.

We’ll reiterate a point we as well as many others used to say endlessly: just what is a Covid death or even a Covid hospitalisation? Are some of these vaccine injury deaths and hospitalizations? As ever, the picture remains murky but certainly the double- and triple-vaccinated would appear to be suffering as a result of the injections, as well as contributing to inflated ‘Covid’ statistics.

The NSW government isn’t the only one to have stopped publishing Covid data. See

ONS Refuses to Publish Data on Child Deaths After Previous Report Showed Covid-19 Vaccinated Children are 5100% more likely to die than Unvaccinated Children

And Public Health Scotland has started doing the same – in order to quash ‘vaccine doubt’ so goes the official explanation. See this report. What are they hiding?

********

Whilst you were distracted by Russia’s invasion, the Australian Gov. published data confirming the Fully Vaccinated now account for 9 in every 10 Covid-19 Deaths; some ‘Quadruple’ Vaccinated

THE EXPOSÉ

The mainstream media narrative in Australia has switched from non-stop lies and propaganda around Covid-19, to non-stop lies and propaganda around the Russia-Ukraine conflict, just as it has in the UK. Proving that Governments and their propaganda machines in the “Western World” are working in lockstep to tell the public what to think and when to think it.

Covid-19 deaths by vaccination status. Because those figures show that the fully vaccinated population in Australia now account for 9 in every 10 Covid-19 deaths, and some of those who have sadly lost their lives had received four doses of a Covid-19 vaccine.


The Government of New South Wales, Australia had been producing a weekly Covid-19 Statistical Report, but they have failed to update the figures for over a month now, with the available data showing the number of cases, hospitalisations and deaths by vaccination status up to 5th Feb 22.

Here’s how the figures added up between 26th Nov 21 and 5th Feb 22 according to the now neglected Government of NSW report –

Source Data

At this point, the fully vaccinated population accounted for 4 in every 5 Covid-19 cases, 9 in every 10 hospitalisations, 9 in every 10 ICU admissions, and 4 in every 5 Covid-19 deaths. So even by the beginning of February 2022, things were already looking terrible for the fully vaccinated population in the largest wave of Covid-19 to hit Australia since the pandemic allegedly

.

These terrible figures may be why the Government of New South Wales chose to stop publishing deaths, etc. by vaccination status over a month ago in their weekly report. But thankfully, they do provide a daily Covid-19 update which includes the number of Covid-19 deaths that day, and even the vaccination status of the people who have died.

Here’s the list of all the daily updates between 1st March and 14th March 22

LinkDate
https://www.health.nsw.gov.au/news/Pages/20220301_00.aspx1st March
https://www.health.nsw.gov.au/news/Pages/20220302_00.aspx2nd March
https://www.health.nsw.gov.au/news/Pages/20220303_00.aspx3rd March
https://www.health.nsw.gov.au/news/Pages/20220304_00.aspx4th March
https://www.health.nsw.gov.au/news/Pages/20220305_00.aspx5th March
https://www.health.nsw.gov.au/news/Pages/20220306_00.aspx6th March
https://www.health.nsw.gov.au/news/Pages/20220307_00.aspx7th March
https://www.health.nsw.gov.au/news/Pages/20220308_00.aspx8th March
https://www.health.nsw.gov.au/news/Pages/20220309_00.aspx9th March
https://www.health.nsw.gov.au/news/Pages/20220310_00.aspx10th March
https://www.health.nsw.gov.au/news/Pages/20220311_00.aspx11th March
https://www.health.nsw.gov.au/news/Pages/20220312_00.aspx12th March
https://www.health.nsw.gov.au/news/Pages/20220313_00.aspx13th March
https://www.health.nsw.gov.au/news/Pages/20220314_00.aspx14th March

In each report, the Government of NSW provides a segment like this one taken from the 5th March report –

So we sifted through the 14 reports and tallied up the deaths by vaccination status which were as follows –

Click to enlarge

Deaths per day by Vaccination Status

The worst day for deaths throughout these 14 days came on the 5th March with 1 death among the ‘no effective dose’ population, 3 deaths among the double vaccinated population, and 6 deaths among the triple vaccinated population.

Deaths 1st – 14th March by Vaccination Status

Between 1st and 14th March, the Government of New South Wales claims 82 people lost their lives because of Covid-19, but only 12 of these people were considered not-vaccinated, but even this may have not been true because the Government of New South Wales still considers a person unvaccinated within 21 days of actually being injected with a Covid-19 jab.

Source – Page 14

The highest number of Covid-19 deaths was recorded among the double vaccinated population with 39 deaths, but the triple vaccinated population were not far behind with 28 deaths. Even the quadruple vaccinated population have got in the action with 1 death being recorded.

The following chart shows the percentage of Covid-19 deaths by vaccination status in NSW, Australia between 1st and 14th March 22 –

The no-effective-dose population accounted for 15% of those deaths, whilst the partly vaccinated population accounted for 2% of deaths. Meanwhile the double vaccinated population accounted for 48% of those deaths and the triple vaccinated population accounted for 34% of deaths. With just 1 death recorded among the quadruple vaccinated they accounted for just 1% of deaths.

The following chart shows the percentage of Covid-19 deaths between the vaccinated population as a whole and the no-effective-dose population –

In all, the no-effective-dose population accounted for 14.6% of all Covid-19 deaths between 1st and 14th March whilst the vaccinated population accounted for 86.4%, meaning 9 in every 10 Covid-19 deaths in NSW, Australia are now among the vaccinated population.

There’s no wonder the Government of NSW wanted to make that statistic both hard and tedious to find.

************

Source

Published to The Liberty Beacon from EuropeReloaded.com

Czy Waszyngton walczy z Rosją do ostatniego ukraińskiego żołnierza? – Ron Paul

https://www.bibula.com/?p=132328

Ponieważ mija już trzeci tydzień od rozpoczęcia rosyjskiej inwazji na Ukrainę, są niewielkie nadzieje, że negocjacje między obiema stronami mogą wkrótce doprowadzić do zawieszenia broni. Ale z rozmów waszyngtońskiej elity podżegającej do wojny można wnioskować, że rząd USA nie chciałby, aby tak się stało.

Kongres i administracja USA wydają się być zdeterminowane, by wciągnąć Stany Zjednoczone do wojny z Rosją o Ukrainę. Senator Lindsay Graham otwarcie wzywa, by zabito rosyjskiego prezydenta, a wielu w Izbie Stanów Zjednoczonych domagało się, aby administracja ustanowiła „strefę zakazu lotów” nad Ukrainą.

Czy oni nie są szaleńcami? Strefa zakazu lotów oznacza, że możesz ​​niszczyć wszystko, co uniemożliwiałobyć całkowitą amerykańską dominację w powietrzu. Oznacza to również atak na rosyjskie systemy przeciwrakietowe i przeciwlotnicze w Rosji. Innymi słowy, oznacza III wojnę światową.

Wszyscy możemy czuć wstręt do zniszczeń na Ukrainie, ale czy naprawdę musimy grać z własną nuklearną zagładą?

Niestety, wydaje się, że tak myśli duża, ponadpartyjna grupa w Kongresie.

Wiele z tego, co dzieje się na Ukrainie, można przypisać administracji Obamy. Urzędnicy Departamentu Stanu, tacy jak Victoria Nuland i Antony Blinken, zaplanowali i zrealizowali obalenie rządu ukraińskiego w 2014 roku. To właśnie postawiło nas na drodze do konfliktu, gdy ustanowiony przez przewrót rząd zaczął domagać się członkostwa w NATO.

Blinken, Nuland i inni odpowiedzialni za ten haniebny czyn wrócili do rządu na wyższe stanowiska za prezydenta Bidena i nadal forsują swoją agendę na Ukrainie.

W zeszłym tygodniu sekretarz stanu Blinken – nasz czołowy dyplomata – starał się wysłać na Ukrainę polskie myśliwce z czasów sowieckich, by strzelały do ​​Rosjan. Kiedy Polacy powiedzieli, że z radością wysłaliby samoloty do amerykańskiej bazy w Niemczech i pozwolili Pentagonowi przenieść je na Ukrainę, Pentagon w końcu wkroczył, by stłumić niezwykle ryzykowne posunięcie, którego nawet Pentagon powiedział, że nie będzie miał realnego wpływ na wynik wojny.

Departament Stanu próbuje wciągnąć nas w wojnę, a Pentagon próbuje nas od niej powstrzymać. Jak ironicznie!

Kiedyś, gdy jeździłem po kraju podczas kampanii prezydenckiej, powiedziałem, że w rządzie mamy kilka tysięcy dyplomatów i wykorzystanie ich nie byłoby złym pomysłem. Ale z pewnością nie chodziło mi o to, że powinniśmy ich używać do tego, aby dalej angażować się w wojnę!

Po trzech tygodniach tej strasznej wojny USA nie prowadzą rozmów z Rosją. Jak niedawno doniósł Antiwar.com, zamiast wspierać negocjacje między Ukrainą a Rosją, które mogą doprowadzić do zawieszenia broni i zakończenia rozlewu krwi, rząd USA w rzeczywistości eskaluje sytuację, która może tylko zwiększyć rozlew krwi.

Nieustanny napływ amerykańskiej i sojuszniczej broni na Ukrainę oraz mówienie o wspieraniu przedłużonego powstania nie wydaje się mieć na celu zapewnienia Ukrainie zwycięstwa na polu bitwy, ale raczej wręczenia Rosji tego, co sekretarz stanu Blinken nazwał „strategiczną porażką”.

Brzmi to okropnie, jakby administracja Bidena zamierzała walczyć z Rosją aż do ostatniego Ukraińca. Jedynym rozwiązaniem dla USA jest ucieczka. Niech Rosjanie i Ukraińcy dojdą do porozumienia. Czy to oznaczałoby pozbawienie [aspiracji do członkostwa i wsparcia] NATO dla Ukrainy i usunięcie rakiet amerykańskich na granicach z Rosją? Niech tak będzie! Zakończmy wojnę, a potem rozwiążmy NATO.

Ron Paul

Ron Paul (ur. 1935) – amerykański lekarz i polityk, Republikanin, były członek Izby Reprezentantów, dwukrotny kandydat na prezydenta Stanów Zjednoczonych. Ojciec Randa Paula (amerykański polityk, senator, lekarz).

Za: RonPaulInstitute.org (March 14, 2022) | http://www.ronpaulinstitute.org/archives/featured-articles/2022/march/14/is-washington-fighting-russia-down-to-the-last-ukrainian/ | „Is Washington Fighting Russia Down to the Last Ukrainian?”

Polska mocarstwem światowym

Stanisław Michalkiewicz 20 marca 2022 http://michalkiewicz.pl/tekst.php?tekst=5144

Wojna na Ukrainie toczy się już 20 dzień, chociaż nie wiadomo właściwie dlaczego, bo według komunikatów przekazywanych nam przez niezależne media głównego nurtu, zarówno te rządowe, jak i te nierządne, armia rosyjska od samego początku ucieka w popłochu, porzucając po drodze sprzęt, zresztą wcześniej zniszczony – a nie mogąc dosięgnąć ukraińskich żołnierzy, których kule najwyraźniej się nie imają, specjalnie uwzięła się na dzieci, które tępi bez miłosierdzia.

Mamy tedy dwie możliwości: albo to prawda – ale wtedy nie wiadomo, dlaczego właściwie wojna – jak powiedział doradca prezydenta Zełeńskiego – miałaby trwać aż do maja – albo też niezależne media głównego nurtu mają swoich widzów za idiotów – być może słusznie.

Nawiasem mówiąc, z tymi dziećmi mamy analogię historyczną, bo podczas wojny koreańskiej, ówczesne wcielenie bohaterskiej pani redaktor Danuty Holeckiej, czy Anity Werner z TVN, czyli Wanda Odolska, której towarzyszył Stefan Martyka, z upodobaniem nazywała południowo-koreańskiego prezydenta Li Syn Mana oraz generała MacArthura „mordercą koreańskich dzieci.

Zmieniają się czasy, zmieniają się ustroje, następuje odwrócenie sojuszy wojskowych i politycznych – ale dzieci, po staremu są mordowane, jak nie przez generała MacArthura, to przez Putina. Nie jest to zresztą jedyna analogia, a nawet rodzaj rekonstrukcji historycznej.

Miał swoją wyprawę kijowską Józef Piłsudski, to dlaczego zapatrzony w niego aktualny Naczelnik Państwa Jarosław Kaczyński, nie miałby mieć swojej? Toteż wraz ze swoim pierwszym ministrem Mateuszem Morawieckim, wsiadł w Schnellzug i kiedy to piszę – właśnie jedzie do Kijowa. Niby wojna – ale najwyraźniej ruscy żołnierze, skupiając swoją uwagę na dzieciach – dlaczegoś nie bombardują linii kolejowych, dzięki czemu wyprawa kijowska Naczelnika Państwa, jak dotąd przebiega bezpiecznie, a może nawet komfortowo, jeśli Schnellzug ma salonkę, a przynajmniej – wagon restauracyjny. Samolotem lepiej nie ryzykować, bo kto wie, czy Putin nie wsadziłby tam bomby, albo nawet i dwóch, wskutek czego kolejne miesięcznice musielibyśmy obchodzić nie tylko w kwietniu, ale i w marcu.

Wszystko jest możliwe, bo oto podczas spotkania pani prezydentowej Agaty Dudy z ukraińskimi uchodźcami okazało się, że rozmowę tłumaczy pan Mateusz Piskorski, niedawno wypuszczony z aresztu wydobywczego, gdzie trzymano go aż trzy lata w nadziei uzyskania jakichś dowodów jego szpiegostwa na rzecz Rosji. Widać, że swoje macki zimy ruski czekista wsadził nawet w najbliższe otoczenie pana prezydenta Dudy i to tuż przed odwiedzinami w Warszawie prezydenta Bidena, który będzie u niego zasięgał rady, co ma robić dalej.

Pan prezydent Duda bowiem, razem z całą Polską, – jak to napisała „Gazeta Wyborcza”, czy może „Onet” – co zresztą na jedno wychodzi – „wybija się na niepodległość”, a nawet mocarstwowość, to znaczy – podlizuje się zarówno Naszemu Najważniejszemu Sojusznikowi, jak i Naszemu Sojusznikowi Mniejszemu w Berlinie, ponieważ – jak przytomnie zauważył Leszek Miller – bez protekcji albo jednego, albo drugiego, albo obydwu naraz, pan prezydent Duda nie ma szans na żadną prestiżową synekurę, kiedy już skończy mu się okres dobrego fartu na stanowisku prezydenta naszego bantustanu.

Na razie jednak „cała Europa” powinna się od Polski uczyć, a przede wszystkim Polskę przeprosić, jako że ona pierwsza przejrzała na wylot zimnego ruskiego czekistę Putina. Tak w każdym razie skomplementowała nas pani Żorżeta Mosbacher, co chyba uderzyło panu premierowi Morawieckiemu do głowy, bo właśnie rozstawia po kątach całą Europę, która wyrozumiale mu na to pozwala, chociaż zablokowanych pieniędzy z Unii Europejskiej odblokować nie pozwala.

Tymczasem prezydent Zełeński już nie może wytrzymać, żeby nie wciągnąć do wojny jeśli nie całego NATO, to przynajmniej państw Europy Środkowej, co zwycięskiej Ukrainie trochę by ulżyło. Chodzi oczywiście o zamknięcie przestrzeni powietrznej nad Ukrainą – ale to na początek – bo na przykład The Wall Street Journal” twierdzi, że NATO powinno na Zachodnią Ukrainę wysłać również swoje niezwyciężone armie.

Najwyraźniej nowojorskie Goldmany-Sachsy i inni grandziarze kombinują, by swoją rozgrywkę z Rosją i Chinami prowadzić nie tylko do ostatniego Ukraińca, ale również – do ostatniego Polaka, Rumuna, czy Węgra.

Byłoby to całkowicie zgodne z doktryną elastycznego reagowania, według której Wysokie Strony Wojujące haratają się – ale na przedpolach – taktownie oszczędzając wzajemnie własne terytoria. Z nowojorskiego obserwatorium przy Wall Street Ukraina, podobnie jak Europa Środkowa, świetnie nadają się na takie przedpola, a skoro tak, to dlaczego sobie żałować?

Nalegania prezydenta Zełeńskiego znajdują pozytywny rezonans nie tylko przy Wall Street. Oto grupa wpływowych osobistości amerykańskich właśnie napisała list do prezydenta Bidena, by „jak najszybciej” doprowadził do zamknięcia przestrzeni powietrznej nad Ukrainą, a osobistościom tym wtóruje były prezydent naszego nieszczęśliwego kraju, Bronisław Komorowski. Czyżby stare kiejkuty przewerbowały się teraz do Goldmanów-Sachsów? Nawiasem mówiąc, Bronisław Komorowski chyba cierpi na zaniki pamięci, bo właśnie nieubłaganym palcem wytknął polskiemu duchowieństwu, że kombinowało z patriarchą Moskwy i Wszechrusi Cyrylem, który budzi zgorszenie całego chrześcijańskiego świata, popierając zimnego ruskiego czekistę. Tymczasem wiadomo, że w tym sezonie Pan Bóg stoi na niewzruszonym gruncie poparcia dla prezydenta Zełeńskiego – co zresztą przypomniał papieżowi Franciszkowi prezydent Duda.

A duchowieństwo rzeczywiście kombinowało, zaś ta kombinacja przybrała postać deklaracji o pojednaniu między narodami polskim i rosyjskim, podpisanej na Zamku Królewskim w Warszawie w sierpniu 2012 roku, a więc za kadencji prezydenta Komorowskiego. Oczywiście wtedy był inny sezon, bo 20 listopada 2010 roku na szczycie NATO w Lizbonie proklamowano strategiczne partnerstwo NATO-Rosja, więc i Pan Bóg inaczej na te sprawy patrzył. Czyżby w związku z tym stare kiejkuty wtedy uznały, że nie warto zaprzątać prezydentowi Komorowskiemu głowy takimi głupstwami i niech się spokojnie bawi w prezydenta, czy też prezydent Komorowski taktownie o tym zapomniał?

Tymczasem do Polski przybyły już przeszło 2 miliony uchodźców z Ukrainy, a to dopiero początek, bo w miarę, jak Ukraina zbliża się do ostatecznego zwycięstwa, cały czas napływają nowi w liczbie około 100 tysięcy na dobę. Ale już teraz okazało się, że zaczynamy mieć z nimi zgryzoty, bo 14 marca grupa „aktywistów”, z działaczką fundacji „Otwarty Dialog, której z zagadkowych powodów boi się cała Polska, panią Natalią Panczenko, urządziła na przejściu granicznym w Kukurykach blokadę, nie przepuszczając ciężarówek na Białoruś i do Rosji – aż policja musiała przejście graniczne odblokować. Skoro tak się zaczyna, to jak się skończy, kiedy uchodźców będzie pięć, a może nawet sześć milionów?

Stały komentarz Stanisława Michalkiewicza ukazuje się w każdym numerze tygodnika „Goniec” (Toronto, Kanada).

Plan „Niebiańska Jerozolima” realizuje się spokojnie w ….Mariupolu. Putin nie przeszkadza.

Mam ciekawostkę, która potwierdza moją  tezę ( w międzyczasie teze Brauna i Bartyzela) o planowym i świadomym wysiedlaniu Ukraińców, żeby zrobić miejsce dla etnicznych:

Otóż przyjaciel mojej polskiej młodej znajomej, też Polak pracuje w chwili obecnej jako budowlaniec w ….Mariupolu, gdzie na obrzeżu miasta budowane jest całkowicie nowe osiedle dla żydów z Izraela (plan Niebiańska Jerozolima).

Wydaje się, że Putin współuczestniczy w realizacji tego planu, bo budowlańcom żaden ostrzał nie przeszkadza.

Dobre?

J.

O, Holy Father, Please Consecrate Russia in union with all the bishops of the world. Now!

March 15, 2022 https://americaneedsfatima.org/petitions/consecrate-russia-e22611

n her apparition of July 13, 1917, Our Lady said to the three little shepherds at Cova da Iria:

“I will come to ask for the consecration of Russia to my Immaculate Heart and the Communion of reparation on the First Saturdays. If they listen to my requests, Russia will convert, and there will be peace; if not, it will spread its errors throughout the world, promoting wars and persecutions of the Church.”

In another apparition, on June 13, 1929, at the convent of the Dorothean Sisters in Tui (Spain), which Sister Lucia had joined, Our Lady confided to her: “The moment has arrived wherein God is asking the Holy Father to consecrate Russia to my Immaculate Heart in union with all the bishops of the world. He promises to save it by this means.”

The request was conveyed to the Holy See in a timely fashion.

However, in the more than 90 years since it was formally delivered, none of the successive popes made the consecration in the manner Our Lady had requested. Although some consecrations came close to fulfilling those requirements, none fulfilled them all. That was due to natural rather than supernatural reasons. First, it was deemed “politically incorrect” to displease Russia, one of the Allies in the Second World War. Later, it was believed that such consecration would hinder ecumenical efforts with the Moscow Patriarchate. Finally, it was objected that an act of “consecration” could only be made to God, not to Our Lady, that for the Mother of God, it had to be an act of “entrustment.”

The destruction being perpetrated by invading Russian forces in heroic Ukraine, and the threat posed to world peace by the indiscriminate use of lethal weapons, suggest that Our Lady has not accepted the consecrations made so far. Otherwise, her promise would have been fulfilled, Russia would have been on the path of conversion, and the world would have genuine prospects for peace.

We are facing the most critical situation since World War II. Russian leaders and international analysts raise the possibility of a nuclear war being triggered by this conflict—even if here and there the intensity of the fighting diminishes for a time. In this dire situation, we must lift our eyes to Heaven and ask Our Lady, who foresaw these events, to help us.

To ward off the hecatomb, we must do what she requested, namely, that the pope consecrate Russia to her Immaculate Heart in union with all the bishops of the world.

Holy Father, we, the undersigned, in the name of the blood of the thousands of victims of Russian aggression and the tears of millions of Ukrainians, forced to flee or live in terror in their homes; on behalf of the millions of Catholics worldwide who empathize with their suffering Ukrainian brethren, and of all righteous people who want peace for the world, we implore Your Holiness to use your full apostolic power and call on all the bishops of the world to join you in a formal consecration of Russia to the Immaculate Heart of Mary.

The time has come to put aside human and political considerations and make a supernatural act of filial trust in the efficacy of what Our Lady requested.

During the Second Vatican Council, more than fifty years ago, two Brazilian bishops presented a petition written by Prof. Plinio Corrêa de Oliveira, requesting this consecration of Russia. It was signed by 512 Council Fathers, but the consecration was not done. This filial appeal is presented within this historical continuity.

Holy Father, the time has come to make the consecration! If you do so, Our Lady will convert Russia, bringing it back to the bosom of the Holy Catholic Church, which it abandoned so many centuries ago. The Blessed Mother will take charge of this extraordinary work. She will make peace prevail, and her maternal heart will reign over a pacified world: “Finally, my Immaculate Heart will triumph.”

Your courageous gesture will have opened up the grand perspective of the Reign of Mary.

SHARE THIS PETITION

Gorączka ustępuje? Czy to Duch Święty oświecił naszych Umiłowanych Przywódców?!?

Stanisław Michalkiewicz 19 marca 2022 http://michalkiewicz.pl/tekst.php?tekst=5143

Wygląda na to, że ostre objawy gorączki wojennej, na którą przez 14 dniami zapadła spora część, jeśli nawet nie społeczeństwa, to funkcjonariuszy niezależnych mediów głównego nurtu i oczywiście – Umiłowanych Przywódców – powoli zaczynają ustępować. Wprawdzie jedna jaskółka nie czyni wiosny, ale dzięki Bogu i za to, bo to może świadczyć o powolnym i pełnym zasadzek, ale jednak – powrocie do zdrowia psychicznego. Jednak leczenie może być trudne, bo objawy gorączki wojennej mogą być też symulowane z uwagi na konieczność podlizywania się Naszym Najlepszym Sojusznikom, a zwłaszcza – Temu Najważniejszemu – bez którego rekomendacji nawet pan prezydent Andrzej Duda, mimo niewątpliwych zalet, czyniących zeń prawdziwego męża stanu formatu światowego, a w każdym razie – europejskiego – nie może liczyć na żadną prestiżową synekurę, ani w ONZ, ani w NATO, a kto wie – może nawet w Brukseli, w której bezpieczny przytułek, wikt i opierunek znalazło już tylu „byłych ludzi”.

Ale do rzeczy. Wojna na Ukrainie na pewno skończy się, a właściwie już się kończy sromotną porażką Rosji, bo taki właśnie jest rozkaz – ale prezydent Wołodymir Zełeński coraz natarczywiej dąży do umiędzynarodowienia tego konfliktu, by działania wojenne rozlały się również na inne kraje, przede wszystkim – Europy Środkowej – co trochę odciążyłoby Ukrainę i przyspieszyło ostateczne zwycięstwo. Chodzi przede wszystkim o zamkniecie przestrzeni powietrznej nad Ukrainą, co wciągnęłoby do wojny z Rosją państwa Sojuszu Atlantyckiego, bo zadanie zamknięcia tej przestrzeni właśnie spadłoby na nie. Taka kombinacja przynosi ukraińskiemu prezydentowi zaszczyt i pewnie dlatego komentatorzy podkreślają, że z komika przekształcił się on w męża stanu. Ciekawe, czy takie metamorfozy działają również w kierunku odwrotnym, to znaczy – czy osobistości cieszące się reputacją tęgich mężów stanu, nagle okazują się komikami?

Wprawdzie sekretarz generalny NATO, pan Stoltenberg przytomnie zauważył, że takie działania ze strony Sojuszu są wykluczone, bo nie chce on stać się stroną tego konfliktu, co przy takim zaangażowaniu byłoby nieuniknione. Podobne deklaracje złożył również prezydent Biden, ale warto zwrócić uwagę, że nalegania prezydenta Zełeńskiego budzą w USA dość silny rezonans. Niedawno grupa ważnych, a może nawet bardzo ważnych osobistości wystosowała do amerykańskiego prezydenta list, by zamknięcie przestrzeni powietrznej nad Ukrainą nastąpiło możliwie jak najszybciej.

Ciekawe, jak na tę prośbę, a właściwie żądanie, zareaguje prezydent Biden? Prof. Zbigniew Brzeziński, który jeszcze w latach 60-tych ubiegłego wieku sformułował teorię konwergencji, głoszącą, że tkwiące w morderczym uścisku antagonistyczne mocarstwa oraz bardziej się do siebie upodabniają. Warto w związku z tym przypomnieć przełomowy moment tzw. „puczu Janajewa” w ZSRR, kiedy to, uprzednio głuche na desperackie prośby Borysa Jelcyna, dywizje tamańska i kantemirowska, ruszyły do akcji po otrzymaniu listu „grupy intelektualistów i biznesmenów”. Niestety nie udało się, przynajmniej mnie, ustalić nazwisk członków tej grupy, ale musiały to być osoby o dużym ciężarze gatunkowym, skoro ich list uruchamiał motory czołgów obydwu elitarnych dywizji. Czy grupa sygnatariuszy listu do prezydenta Bidena ma podobne właściwości – tego oczywiście nie wiem – ale nie wykluczam niczego, bo – chociaż taka opinia jest uznawana przez Ligę Antydefamacyjną za „antysemicką” – każdy wie, że lobby żydowskie ma na politykę USA i wszystkich tamtejszych prezydentów bardzo duży, jeśli nie olbrzymi wpływ, a te Moce mogły zostać poruszone zaklęciem wypowiedzianym przez prezydenta Zełeńskiego, który przecież nie tylko ma znakomite korzenie, ale w dodatku jest wynalazkiem samego Igora Kolomojskiego, co to legitymuje się nie tylko paszportem ukraińskim, ale również – cypryjskim, no i oczywiście – izraelskim.

Jak tam będzie, tak tam będzie i tylko miejmy nadzieję, że zostanie to objawione również i nam, zanim jeszcze wyparujemy w atomowym ogniu, żebyśmy przynajmniej wiedzieli, o co walczymy i za co giniemy.

Wydaje się jednak, że prezydent Biden trochę się miga, bo przed podjęciem przezeń ostatecznej decyzji, Polska nagle zaczęła być gorąco zachęcana do przekazania Ukrainie swoich samolotów MIG29. Departament Stanu USA „pozwolił” nam je przekazać, wielkodusznie oświadczając, że będzie to „suwerenna decyzja” Polski.

Gdyby tak się właśnie stało, to USA byłyby niczemu niewinne, a wszelkie konsekwencje obciążyłyby nasz nieszczęśliwy kraj. Warto w związku z tym przypomnieć, że przyznanie Polsce prawa do podejmowania „suwerennych decyzji” ma charakter wyjątkowy, bo w przypadku nowelizacji ustawy o Instytucie Pamięci Narodowej, czy „lex TVN”, o żadnej „suwerenności” nie było mowy. Jak pisał Adam Mickiewicz w balladzieŚwitezianka” – „słowicze dźwięki w mężczyzny głosie, a w sercu lisie zamiary”.

Widocznie jednak Duch Święty – bo któżby inny? – oświecił któregoś z naszych Umiłowanych Przywódców, który przypomniał sobie ten fragment ballady i niby to wyszedł naprzeciw oczekiwaniom Naszego Najważniejszego Sojusznika, ale tak naprawdę przyczynił mu tylko dodatkowych zgryzot. Oto pan minister Rau zaproponował, że Polska – a jakże – wyśle te samoloty, oczywiście za darmo, ale nie na Ukrainę, tylko do bazy lotniczej w Ramstein w Niemczech, gdzie podaruje je Stanom Zjednoczonym i niech to one robią potem z nimi, co tylko chcą.

Gdyby tak się stało, to wtedy Polska byłaby niczemu niewinna, bo o przeznaczeniu tych samolotów decydowałyby suwerennie Stany Zjednoczone. Timeo Danaos et dona ferentes – musiał pomyśleć sobie na takie dictum Nasz Najważniejszy Sojusznik – co się wykłada, że boję się Greków nawet jak przychodzą z darami. Toteż Pentagon uznał polską propozycję za „nierozsądną”, mimo, że pan minister Rau zadeklarował, iż po darmowym przekazaniu Stanom Zjednoczonym polskich myśliwców, Polska przystąpi do negocjowania zakupu amerykańskich samolotów F-16. Widać wyraźnie, że nie o forsę tu chodzi, tylko o coś innego. O co? Wyjaśnia to deklaracja brytyjskiego ministra obrony Bena Wallace, że jak tylko Polska przekaże samoloty Ukrainie, to Wielka Brytania Polskę „poprze”, a w przypadku odwetu rosyjskiego brytyjskie wojsko nie pozostanie „bezczynne.

Co to konkretnie znaczy – nie wiadomo, bo gdyby nawet rozjechało się na urlopy, to przecież jakieś czynności jednak musiałoby podjąć. Ale Polska pozostała głucha na te umizgi, toteż amerykańscy senatorowie ogłosili, że chcą Ukrainie i innym krajom „wschodniej flanki”, m.in. Polsce, przyznać forsę w kwocie „między 12 a 14 miliardów dolarów”. Najwyraźniej liczą, że „nie ma takiej bramy, której nie przeszedłby osioł obładowany złotem”, nawet gdyby miała do być brama piekielna.

Świat potrzebuje poświęcenia Rosji Niepokalanemu Sercu, które może rozpocząć epokę pokoju i pobożności.

Komentarze Eleison Jego Ekscelencji Księdza Biskupa Ryszarda Williamsona


Komentarz Eleison nr DCCLXVI (766)

19 marca 2022 https://fsspxr.wordpress.com/komentarze-eleison/

ROZPOCZĘTA WOJNA – I

Cały świat potrzebuje poświęcenia Rosji Niepokalanemu Sercu,

Które rozpocznie epokę pokoju i pobożności.

I tak oto pomiędzy Rosją a Ukrainą wybuchła wojna. Liczni mniej lub bardziej bezbożni komentatorzy już teraz wylewają potok różnych mniej lub bardziej trafnych komentarzy natury politycznej i strategicznej, ale wyznawcy Naszego Pana Jezusa Chrystusa powinni spojrzeć na te wydarzenia z perspektywy Wszechmogącego Boga, ponieważ tylko On mógł dopuścić do tego, że zwaśnione strony znalazły się w tym punkcie.

Poniższy tekst jest próbą – daleką od nieomylności – przedstawienia w największym skrócie tego, co Pan Bóg mógł mieć na myśli, gdy dopuścił do wybuchu tej wojny.

Kiedy Bóg wspaniałomyślnie tworzył świat, najważniejszym celem Jego łaskawości było zaludnienie stworzonego przez Niego nieba istotami zdolnymi do uczestniczenia w Jego nieskończonej szczęśliwości. Spośród różnych rodzajów istot na świecie, które Bóg stworzył – aniołów, ludzi, zwierząt, roślin i skał – tylko dwa obdarzył wolną wolą, konieczną do tego, by mogły uczestniczyć w tej szczęśliwości. Aniołowie, jako istoty niematerialne, zaraz po swym stworzeniu użyli albo nadużyli swej wolnej woli, by swobodnie zdecydować, czy chcą dzielić tę szczęśliwość, czy nie. Nie mieli oni materialnego ciała, tak jak ludzie, które umożliwiałoby im zmianę decyzji w przyszłości, a więc już w pierwszej chwili swego istnienia przypieczętowali swój wieczny los.

Z kolei ludzie mieli żyć na ziemi z duszą i ciałem, aby dokonać wyboru, zawsze w pełnej wolności, między piekłem a niebem, między pokusami świata, ciała i diabła a wezwaniem Bożej łaski. Adam i Ewa upadli, ciężko raniąc wszystkie kolejne istoty ludzkie skutkami grzechu pierworodnego. Bóg przyjął raz ludzką naturę, w osobie Jezusa Chrystusa, aby pokonać te skutki grzechu za pomocą jednego i jedynego Kościoła, który założył, umierając w ludzkiej naturze na krzyżu. Od tego Kościoła, i tylko od niego, zależy odpowiednie wypełnienie się Bożego zamysłu towarzyszącego stworzeniu świata.

Ludzie grzeszą i wzniecają nienawiść, na przykład poprzez wojnę, ale Bóg jest miłością, dlatego karci nienawiść i rozpala miłość, aby utrzymać ludzi na dobrej drodze do nieba. On nie chce wojny, ale dopuszcza ją, aby ludzie się otrząsnęli. Stąd też Pismo Święte stwierdza, że wojna jest karą za nasze grzechy (Jk 4, 1 i dalej). Tak więc w czasie II wojny światowej Pan Bóg posłużył się – zwłaszcza w tytanicznym starciu między Niemcami a Rosją – nazistami, aby ukarać komunistów, a komunistami, aby ukarać nazistów. A na Zachodzie, w latach czterdziestych, bezpośrednio po zakończeniu wojny, należycie ukarani ludzie zwrócili się ku Bogu, który dopuścił cuda np. w postaci gołębi składających hołd u stóp figur Matki Bożej Fatimskiej. Ale już w latach pięćdziesiątych grzechy znowu przybrały na sile, a w latach sześćdziesiątych Zachód poprowadził świat do zdrady Kościoła przez Sobór Watykański II.

Natomiast od czasów Soboru Watykańskiego II cała ludzkość popełniła tak wiele zbrodni w swojej wojnie przeciwko Bogu, że aż dreszcz przechodzi na myśl o tym, jaką karę musi na nas wszystkich sprowadzić III wojna światowa, gdy do niej dojdzie. W chwili pisania niniejszego Komentarza walki toczą się na Ukrainie, ale Zachód już od wieków, a zwłaszcza od 1809 roku, znajduje się pod kontrolą kasty ludzi, którzy zdecydowanie pragną III wojny światowej. [Illuminati de Bavière? md]. Liczą oni na to, że wojna ta przyniesie im panowanie nad całym światem, które według nich należy im się bezwzględnie, jako istotom znacznie przewyższającym resztę ludzkości, która w ich oczach jest tylko zwykłym bydłem.  Ludzie ci zrobią wszystko, co tylko w ich mocy, aby walki na Ukrainie przerodziły się w III wojnę światową.

To, czy tym razem im się to uda, czy nie, zależy od planów Pana Boga dotyczących oczyszczenia Jego Kościoła. Oni Go nie znają, ale On ich zna i „śmieje się z nich i szydzi z nich”, i będzie „mówił do nich w swoim gniewie i trwożył w swej zapalczywości” (por. Ps 2, 4-5).  Zachód jest równie winny, jeśli nie bardziej, ze względu na to, że tych ludzi wspiera.

Pozostaje nam tylko modlić się do Matki Bożej Fatimskiej – „Tylko ja mogę wam teraz pomóc” – aby wyprosiła nam złagodzenie nieuniknionego już Oczyszczenia. Ma Ona wspaniałe plany dotyczące przyszłych losów Rosji, gdy tylko katolicki papież i biskupi dokonają długo oczekiwanego poświęcenia Rosji Niepokalanemu Sercu Matki Bożej.

Kyrie eleison.

Wojna na Ukrainie i „huragan głodu”

AlterCabrio 19 marca https://www.ekspedyt.org/2022/03/19/wojna-na-ukrainie-i-huragan-glodu/

Wszystko wskazuje na to, że potrzebne są regionalne i lokalne systemy żywnościowe oparte na krótkich (lub przynajmniej krótszych) łańcuchach dostaw żywności, które będą w stanie poradzić sobie z przyszłymi wstrząsami. Sposób, w jaki uprawiamy żywność, również musi się zmienić.

−∗−

W menu na dziś danie… głodowe. Artykuł Colina Todhuntera na temat zapowiadanej perspektywy gwałtownego kryzysu żywnościowego, któremu może dać początek konflikt rosyjsko-ukraiński. Czy zagrożenie jest realne, czy można temu jeszcze zaradzić i czy czekają nas dogłębne zmiany w systemie produkcji żywności? O tym w materiale poniżej.

Zapraszam do lektury.

_____________***_____________

Wojna na Ukrainie i „huragan głodu”. Przekształcanie systemów żywnościowych

W poniedziałek 14 marca sekretarz generalny ONZ Antonio Guterres ostrzegł przed „huraganem głodu i załamaniem się światowego systemu żywnościowego” w następstwie kryzysu na Ukrainie.

Guterres powiedział:

„Ceny żywności, paliw i nawozów gwałtownie rosną. Łańcuchy dostaw ulegają zakłóceniom. A koszty i opóźnienia transportu importowanych towarów – jeśli są dostępne – są na rekordowym poziomie”

.

Dodał, że to najmocniej uderza w najbiedniejszych i sieje ziarno politycznej niestabilności i niepokojów na całym świecie.

Biedniejsze kraje już wcześniej zmagały się lockdownami i przymknięciem znacznej części światowej gospodarki. Obecnie rośnie inflacja i stopy procentowe oraz zwiększa się zadłużenie.

Ukraina jest największym na świecie eksporterem oleju słonecznikowego, czwartym co do wielkości eksporterem kukurydzy i piątym co do wielkości eksporterem pszenicy. Rosja i Ukraina wspólnie produkują ponad połowę światowych dostaw oleju słonecznikowego i 30% światowej pszenicy.

Około 45 krajów afrykańskich i najmniej rozwiniętych importuje co najmniej jedną trzecią swojej pszenicy z Ukrainy lub Rosji, a 18 z nich importuje co najmniej 50%.

Przed obecnym kryzysem rosły ceny paliw i nawozów. Przed COVIDem i wojną na Ukrainie było jasne, że długie globalne łańcuchy dostaw oraz zależność od (importowanych) surowców i paliw kopalnych sprawiają, że dominujący system żywnościowy jest podatny na wstrząsy regionalne i globalne.

Lockdowny z powodu koronawirusa zakłóciły działalność transportową i produkcyjną, ujawniając słabości systemu. Teraz, z powodu nałożenia się zakłóceń w dostawach, sankcji i ograniczenia przez Rosję eksportu nawozów nieorganicznych, światowy system żywnościowy ponownie stoi w obliczu potencjalnych zawirowań, powodujących wzrost cen żywności i możliwe niedobory.

Oprócz tego, że jest głównym producentem i eksporterem gazu ziemnego (niezbędnego do produkcji niektórych nawozów), Rosja jest trzecim co do wielkości producentem ropy naftowej i największym eksporterem ropy crude na świecie.

Kruchość zależnego od ropy zglobalizowanego systemu żywnościowego jest wyraźnie widoczna w tym szczególnym czasie, gdy zagrożone są dostawy rosyjskiej energii z paliw kopalnych.

Pisząc w 2005 roku, Norman J Church stwierdził:

„Ogromne ilości ropy i gazu wykorzystywane są jako surowce i energia w produkcji nawozów i pestycydów oraz jako tania i łatwo dostępna energia na wszystkich etapach produkcji żywności: od sadzenia, nawadniania, karmienia i zbioru, po przetwarzanie, dystrybucję i pakowanie.

Ponadto paliwa kopalne są niezbędne w budowie i naprawie sprzętu i infrastruktury potrzebnej do usprawnienia tego przemysłu, w tym maszyn rolniczych, zakładów przetwórczych, magazynów, statków, ciężarówek i dróg”.

Konflikt rosyjsko-ukraiński wpłynął również na światowe łańcuchy dostaw nawozów, ponieważ oba kraje zamierzają zawiesić ich eksport. Główne rynki zbytu nawozów z Rosji to Brazylia oraz UE i USA.

W 2021 roku Rosja była największym eksporterem mocznika, nawozów NPK, amoniaku, roztworu saletrzano-mocznikowego i saletry amonowej oraz trzecim co do wielkości eksporterem potasu. Ceny nawozów dla rolników wzrosły i mogą prowadzić do wzrostu kosztów żywności.

Wszystko wskazuje na to, że potrzebne są regionalne i lokalne systemy żywnościowe oparte na krótkich (lub przynajmniej krótszych) łańcuchach dostaw żywności, które będą w stanie poradzić sobie z przyszłymi wstrząsami. Sposób, w jaki uprawiamy żywność, również musi się zmienić.

Niedawny artykuł na stronie internetowej Konwencji Rolniczej i Wiejskiej (ACR2020) stwierdza:

„To, w co teraz musimy pilnie zainwestować, to nowa lokalna i terytorialna infrastruktura do produkcji i przetwarzania żywności, która przekształca rolno-przemysłowy system żywnościowy w odporny, zdecentralizowany system zaopatrzenia w żywność. Wojna na Ukrainie ujawnia skrajną wrażliwość dostaw żywności, daleką od bezpieczeństwa rzeczywistej niezależności żywnościowej”.

Rolno-spożywczy i ogólnie światowy system handlu są w dużym stopniu uzależnione od nawozów syntetycznych i paliw kopalnych. Jednak agroekologiczne i silne regionalne podejście skutkowałoby mniejszą zależnością od takich towarów.

Raport z 2017r. Towards a Food Revolution: Food Hubs and Cooperatives in the US and Italy [Ku rewolucji żywnościowej: centra żywnościowe i spółdzielnie w USA i we Włoszech] zawiera wskazówki dotyczące tworzenia zrównoważonych systemów wsparcia dla małych producentów oraz dystrybucji żywności. Systemy te opierałyby się na krótkich łańcuchach dostaw i rolnictwie wspieranym przez społeczność.

Wiąże się to ze zmianą paradygmatu polityki, która przedkłada lokalne nad globalne: małe gospodarstwa, lokalne rynki, odnawialne zasoby w gospodarstwie, różnorodne uprawy agroekologiczne i suwerenność żywnościową.

Podejście oparte na lokalnej i regionalnej samowystarczalności żywnościowej, a nie na uzależnieniu od kosztownych dostaw z dalekiego importu i produktów spoza gospodarstwa (własnościowego).

Artykuł z 2020r. Reshaping the European Agro-food System and Closing its Nitrogen Cycle [Przekształcenie europejskiego systemu rolno-spożywczego i zamknięcie jego cyklu azotowego] mówi, że wdrożenie w Europie ekologicznego systemu rolno-spożywczego wzmocniłoby autonomię kontynentu, wyżywiłoby przewidywaną w 2050r. populację i pozwoliłoby kontynentowi dalej eksportować zboża do krajów, które potrzebują ich do wyżywienia swojej ludności.

Pytanie brzmi, jak to osiągnąć, zwłaszcza gdy wpływowe konglomeraty agrobiznesu i handlu detalicznego traktują takie podejście jako zagrożenie dla swoich modeli biznesowych.

Raport z 2021r. A Long Food Movement: Transforming Food Systems by 2045 zawiera przydatne informacje.

Dokument opracowany przez Grupę ETC i Międzynarodowy Panel Ekspertów ds. Zrównoważonych Systemów Żywnościowych (IPES) mówi, że organizacje obywatelskie, międzynarodowe organizacje pozarządowe, grupy rolników i rybaków, spółdzielnie i związki muszą ściślej współpracować, aby przekształcić przepływy finansowe, struktury zarządzania i systemy żywnościowe od podstaw.

W czasie wojny, sankcji czy katastrofy ekologicznej systemy produkcji i konsumpcji często ulegają radykalnym przeobrażeniom. Jeśli ostatnie dwa lata nam coś powiedziały, to to, że transformacja systemów żywnościowych jest teraz potrzebna bardziej niż kiedykolwiek.

Colin Todhunter specjalizuje się w rozwoju, żywności i rolnictwie i jest pracownikiem naukowym Centrum Badań nad Globalizacją w Montrealu. Możesz przeczytać jego „mini e-book”, Food, Dependency and Dispossession: Cultivating Resistance, tutaj.

________________________

Ukraine War & “Hurricane of Hunger” Transforming Food Systems, Colin Todhunter, Mar 17, 2022

Uzupełnienia:

Nowy Koszmarny Świat. Etap II – pandemia głodu
Wspólność, identyczność, stabilność “Nowy Wspaniały Świat”. Aldous Huxley. Niektórzy zapewne błyskawicznie skojarzyli tytuł z „Nowym Wspaniałym Światem” Aldousa Huxleya, odczytywanym przez niektórych jako antyutopia. Dziś wiele rzeczy wskazuje, że poddawana […]

__________

Nasza Nowa Normalność: inflacja, ubóstwo, głód, faszyzm, marksizm, komunizm, morderstwa…
Tylko naród żałosnych tchórzliwych głupców pozwoliłby, aby taki odrażający los dotknął ich własne bezbronne potomstwo. Tego typu zachowanie wskazuje na całkowity brak intelektu i masową nieznajomość rzeczywistości. Wskazuje również na […]