Historia przegranej wojny

Historia przegranej wojny

Marek Wójcik 31. marca 2025 Wiedeń 01.04.2025 historia-przegranej-wojny

To chyba pierwszy raz się zdarzyło, kiedy media mainstreamowe takie jak The New York Times piszą o prowadzonej przez USA wojnie z Rosją. Naturalnie, że na koszt Ukrainy. Z zainteresowaniem przeczytałem długi artykuł o tym, jak amerykańscy generałowie organizowali każdy krok tej wojny. No tak, kilka kroków Ukraina zrobiła bez pytania sojusznika o zgodę. W tym artykule nie obyło się naturalnie, bez propagandy w stylu Rosja jest słaba. Najwyraźniej trzeba być słabym, żeby wygrać wojnę z USA. Przetłumaczyłem ten artykuł na język polski. Źródło.

Wiosennego poranka, dwa miesiące po wkroczeniu wojsk Władimira Putina na Ukrainę, konwój nieoznakowanych samochodów podjechał na róg ulicy w Kijowie i zabrał dwóch mężczyzn w średnim wieku w cywilnych ubraniach. Opuszczając miasto, konwój – obsadzony przez brytyjskich komandosów, nieumundurowanych, ale ciężko uzbrojonych – przejechał 400 mil na zachód do granicy z Polską. Przejazd był bezproblemowy, na paszportach dyplomatycznych. Dalej dotarli na lotnisko Rzeszów-Jasionka, gdzie czekał bezczynnie samolot transportowy C-130.

Brzmi jak powieść kryminalna – jest opowieścią o budowaniu przez USA frontu przeciwko Rosji. Dowiemy się wiele interesujących szczegółów o sporach i konfliktach interesów pomiędzy sojusznikami. Nie dowiemy się nic o nazistach ukraińskich, ale to byłyby stanowczo zbyt wielkie wymagania wobec New York Times.

To nie jest Nowy Porządek Świata.
To jest Nazistowski Porządek Świata.

Administracja Bidena raz po raz autoryzowała tajne operacje, których wcześniej zakazała. Amerykańscy doradcy wojskowi zostali wysłani do Kijowa, a później pozwolono im podróżować bliżej walk. Oficerowie wojskowi i oficerowie CIA w Wiesbaden pomogli zaplanować i wesprzeć kampanię ukraińskich ataków na anektowanym przez Rosję Krymie. Wreszcie, wojsko, a następnie CIA otrzymały zielone światło, aby umożliwić precyzyjne ataki głęboko w samej Rosji. Pod pewnymi względami Ukraina była, w szerszej perspektywie, rewanżem w długiej historii amerykańsko-rosyjskich wojen zastępczych – Wietnam w latach 60., Afganistan w latach 80., Syria trzy dekady później.

Jak w tym kontekście wygląda bajka o złym Putinie, który kiedyś z powodu źle przespanej nocy postanowił zaatakować niewinną Ukrainę? Jak w tym kontekście wygląda akcja fałszywej flagi w Buczy, gdzie oddziały Azowa dokonały w kwietniu 2022 roku, po wycofaniu się wojsk Putina, masakry cywilów, jedynie po to, by zrzucić tę zbrodnię na Rosjan?

Obiecaliście wspomagać Ukrainę przeciwko Rosji, to dawajcie teraz pieniądze i rakiety!

Autor artykułu Marek Wójcik
Mail: worldscam3@gmail.com

Pielgrzymka Chartres-Paryż zakończy się przed Notre Dame

Pielgrzymka Chartres-Paryż zakończy się przed Notre Dame

Chartre

———–

Notre Dame

———

Ostatnia Msza pielgrzymki katolików wiernych Stowarzyszenia Kapłańskiego Świętego Piusa X (FSSPX) z Chartres do Paryża w Zielone Świątki 2025 r. zostanie odprawiona na placu przed katedrą Notre-Dame, a nie na Place Vauban, jak w poprzednich latach.

Lokalne władze wyraziły na to zgodę, pisze LeSalonBeige.fr (31 marca). Katedra Notre Dame i plac przed nią należą do państwa.

Wiadomość ta pojawiła się po tym, jak arcybiskup Paryża odmówił wspólnotom Ecclesia Dei odprawienia mszy inaugurującej ich pielgrzymkę z Paryża do Chartres (w przeciwnym kierunku) w odrestaurowanej katedrze Notre-Dame de Paris.

„Katedra Notre-Dame, wypróbowana w tyglu ognia i znów stojąca dumnie, powita nas u swoich stóp”, pisze SSPX:

„Co za zaszczyt dla nas i co za hołd złożony Notre-Dame przez wiernych wiary katolickiej!”.

=======================

Chartre:

Wykluczenie Marine Le Pen i sądowy gangsteryzm oligarchii liberalnej

Ludwik Pęzioł: Wykluczenie Le Pen i sądowy gangsteryzm oligarchii liberalnej

pch24/sadowy-gangsteryzm-oligarchii-liberalnej

(Fot: Jumeau Alexis/ABACA / Abaca Press / Forum)

Wykluczenie Marine Le Pen z wyborów we Francji ujawnia ideowe bankructwo demokracji liberalnej, nawet wśród samych zwolenników tego ustroju.

Z każdą kolejną dekadą panowania demoliberalizmu w Europie obserwujemy stopniowe upodabnianie się wyznawców tej idei do mitycznego wroga – „zamordysty”, który, depcząc wszelką indywidualność, narzuca ludziom, co mają czuć, myśleć i jak się zachowywać. Przez lata w takiej roli obsadzano polityków Frontu Narodowego (dziś Zjednoczenia Narodowego), oskarżając ich o antydemokratyzm, antyrepublikanizm oraz odmawianie prawa do udziału w życiu publicznym osobom o odmiennym światopoglądzie. Okazuje się jednak, że gdy „miłośnikowi wolności i pluralizmu” zamigoce przed oczami scenariusz utraty władzy, chętnie ucieka się do populizmu, przed którym przez lata ostrzegał, a gdy i to nie zadziała – do twardszych metod, w których jego własne autorytety, takie jak Hannah Arendt, Timothy Snyder czy Karl Popper, upatrywały korzeni tyranii, despotii i totalitaryzmu. Nie ma innego wyjścia – jeśli jego ideologia zaczyna przegrywać w ludzkich umysłach, może zabezpieczyć swoje interesy już tylko za pomocą nagiej siły.

Prawicowy backlash


Od pewnego czasu na Zachodzie obserwujemy ofensywę szeroko pojętej prawicy. Nie jest to prawica z marzeń polskiego Kościoła – przenika ją materializm, egoizm i ledwo zakamuflowany poganizm, a jej fundament tworzy raczej prosta negacja status quo niż afirmacja chrześcijańskiego porządku. Mimo to spełnia podstawowe kryteria tego nurtu i stanowi reakcję na narzuconą odgórnie rewolucję społeczną. Objawia się to rosnącym poparciem dla prawicowych polityków (Trump w USA, AfD w Niemczech, Zjednoczenie Narodowe we Francji), powszechną irytacją wobec nachalnej propagandy LGBT w literaturze i sztuce, odchodzeniem od idei różnorodności (diversity, equity & inclusion) w zakładach pracy, narastającymi nastrojami antymigracyjnymi oraz poluzowaniem poprawności politycznej w części globalnych mediów społecznościowych.

W analizie politycznej i społecznej tego typu zjawisko określa się mianem „backlashu”, czyli gwałtownej reakcji zwrotnej w obliczu emancypacyjnych zmian kulturowych. Jednym z jego niezawodnych wskaźników jest sytuacja, w której politycy – dotąd zadeklarowani postępowcy – nagle zaczynają głosić centroprawicowe hasła, by utrzymać władzę i popularność. Obserwujemy to codziennie podczas trwającej w Polsce kampanii wyborczej.

Zjawisko to nie ominęło również Francji, gdzie jego głównym detonatorem pozostaje problem migracji. Według rankingów Numbeo Crime Index najbardziej niebezpieczne miasta Europy Zachodniej to właśnie te francuskie, zwłaszcza charakteryzujące się wysokim poziomem migracji. Wśród dwudziestu obszarów o najwyższym wskaźniku przestępczości znajdują się Paryż, Marsylia, Nantes, Montpellier i Grenoble – miejsca, w których gangi, handel narkotykami, akty wandalizmu, zamieszki oraz przestępczość pospolita stały się codziennością. Opłakany stan kraju znalazł najmocniejszy wyraz w słynnym apelu generałów do prezydenta Macrona z 2021 roku, w którym otwarcie ostrzegano, że obecny kurs polityczny może doprowadzić do krwawej wojny domowej. Lewica próbowała bagatelizować te ostrzeżenia, sugerując „geriatryczne marudzenie emerytowanych wojskowych”, jednak nawet najbardziej naiwni musieli w końcu zauważyć, że progresywna polityka wiedzie Francję na manowce. Co więcej, wiele wskazuje na to, że ludzie dostrzegli niewydolność demokracji liberalnej nie tylko na poziomie politycznym i społecznym, ale także w sferze duchowej, kulturowej  i egzystencjalnej. Coraz większe zainteresowanie tradycyjnymi formami religijności we Francji to nic innego jak instynkt samozachowawczy społeczeństwa, które zdało sobie sprawę, że dotychczasowe idee doprowadziły je na skraj przepaści. Twórcy i beneficjenci obecnego systemu nie mogą jednak tak po prostu przyznać się do blamażu ideologii, którą narzucali przez dekady i oddać rządów „groźnym nacjonalistom”.

Koniec trójpodziału władzy
Dla każdego, kto nie dał się zwieść powierzchownym frazesom demoliberalnej propagandy, jest jasne, że ustrój ten służy przede wszystkim bogatym i wpływowym warstwom społeczeństwa. Jedną z nich stanowi środowisko prawnicze, współtworzące organy władzy sądowniczej. Reforma (czy nawet obalenie) panującego ustroju niesie za sobą ryzyko wymiany kadr sądowych oraz początkowo bolesnych zmian w sposobie ich funkcjonowania. Nic dziwnego więc, że dąży się do zachowania jego pozornej ciągłości i uniknięcia upadku, nawet jeśli wymaga to pominięcia tzw. „woli ludu” wyrażonej w wyborach powszechnych.

W przeciwieństwie do historycznych sytuacji, gdy zagrożona władza sięgała po środki siłowe w sposób bezpośredni, dzisiejsi beneficjenci systemu chętnie wykorzystują prawnicze zawiłości, niezrozumiałe dla przeciętnego obywatela, by uzasadnić czasową lub definitywną eliminację przeciwników politycznych. Zarówno w Rumunii, Francji, jak i w Polsce (gdzie stosuje się „uśmiechnięte represje polityczne”), wystarczają pozory i preteksty w rodzaju: „rozliczamy złodziei i oszustów”, by sparaliżować potencjalny opór społeczny. W imię obrony fasady demokracji liberalnej, a tak naprawdę interesów jej wierchuszki, dochodzi do faktycznego zaniku trójpodziału władzy. Sądownictwo zlewa się z pozostałymi jej organami, tworząc swoisty „pistolet” wymierzony w każdy przejaw oporu społecznego. Przejawia się to nie tylko w skandalicznych wyrokach wymierzonych w opozycję, która na podstawie prymitywnych pretekstów może zostać pozbawiona możliwości startu w wyborach, ale także w zjawisku tzw. aktywizmu prawniczego.

W Polsce jego przykładem są organizacje zrzeszające upolitycznionych prawników, takie jak Iustitia czy Wolne Sądy; we Francji aktywiści prawniczy angażuje się w sprawy migracji, „równouprawnienia płci” czy ekologizmu (np. La Cimade, GISTI, Notre Affaire à Tous). Przenikanie się prawniczego establishmentu z emancypacyjnymi, a nawet wywrotowymi ruchami (anty)społecznymi, kreuje atmosferę bezkarności dla tych środowisk trzeciego sektora (LGBT, feministki, ekoterroryści), które otwarcie walczą z przeciwnikami demoliberalnego ustroju, często przy użyciu nielegalnych metod.

Wielkie przepoczwarzenie
Choć dla wielu określenie „liberalny zamordyzm” może wydawać się oksymoronem, sytuacja w Europie pokazuje, że taki „dziwotwór” może zaistnieć, gdy zagrożone są interesy elit. Gdy biznesmeni, prawnicy i lewicowo-liberalni politycy czują na karku oddech zawiedzionego społeczeństwa, zwierają szyki i zmieniają paradygmat działania. Porzucają kontrakt demokratyczny na rzecz gangsterskiej lojalności, pozwalającej im „wziąć obywateli w ochronę” przed nimi samymi. W ten sposób demokracja liberalna przechodzi w fazę zamordystycznej oligarchii liberalnej, czego niesynchroniczne przejawy obserwujemy w różnych krajach Europy. Kluczowym założeniem tego procesu jest przekonanie o możliwości skutecznej pacyfikacji społeczeństwa, które mogłoby się przeciwstawić stawianiu go przed faktami dokonanymi. A rolą usłużnych prawników jest na tym etapie zaciemnianie obrazu sytuacji i taktyczne gmatwanie rzeczywistości, by sparaliżować chęć oporu u tych, którzy dostrzegli oszustwa władzy. Resztę przekonuje się, że wszystko odbywa się w „najlepszym interesie praworządności”.

Nic nie dodaje odwagi „naszej uśmiechniętej władzy” bardziej niż bezkarność sądowej przemocy w kraju takim jak Francja. Okazuje się, że przebrani w togi politykierzy mogą skutecznie chronić „kolejności dziobania” w majestacie pustych sloganów o „równości wobec prawa”. Uniemożliwienie pokojowej wymiany władzy i zaprowadzenia reform ustrojowych obywatelom, którzy dostrzegają niedorzeczność obecnego systemu, musi nieuchronnie prowadzić do postliberalnej tyranii. Będzie ona trwać tak długo, aż nowa „zmowa elit” upadnie wskutek własnej systemowej nieefektywności lub ludzie przestaną się bać cerberów systemu  i ruszą wyegzekwować zapisy samowolnie zerwanego kontraktu.

Ludwik  Pęzioł

Nieprofesjonalizm wojsk amerykańskich w Polsce i na Litwie – analiza przypadku M88 i systemowych problemów

Nieprofesjonalizm wojsk amerykańskich w Polsce i na Litwie – analiza przypadku M88 i systemowych problemów

1 kwietnia, 2025 JACEK TOCHMAN dziennik-polityczny/nieprofesjonalizm-wojsk-amerykanskich

jacek tochman ndp

Obecność wojsk amerykańskich w Polsce i na Litwie, realizowana w ramach strategii NATO mającej na celu wzmocnienie wschodniej flanki Sojuszu, od lat budzi mieszane uczucia. Z jednej strony jest postrzegana jako kluczowy element odstraszania potencjalnych zagrożeń, zwłaszcza ze strony Rosji, z drugiej zaś coraz częściej pojawiają się dowody na nieprofesjonalizm i brak dyscypliny wśród amerykańskich żołnierzy stacjonujących w regionie.

Jednym z najbardziej tragicznych i wymownych przykładów jest zatonięcie transportera opancerzonego M88 Hercules w bagnie na Litwie podczas ćwiczeń wojskowych w marcu 2025 roku. Ten incydent, w którym zginęła załoga pojazdu, ujawnił nie tylko rażące zaniedbania, ale także próby zatuszowania prawdy przez dowództwo amerykańskie i litewskie. Analiza tego przypadku oraz szerszego kontekstu pozwala rzucić światło na systemowe problemy związane z zachowaniem i przygotowaniem amerykańskich jednostek w Europie Środkowo-Wschodniej.

Obecność wojskowa USA w regionie – cele i wyzwania

Stacjonowanie amerykańskich wojsk w Polsce i na Litwie rozpoczęło się na większą skalę po 2014 roku, w odpowiedzi na aneksję Krymu przez Rosję. W ramach operacji Atlantic Resolve i Enhanced Forward Presence (EFP) NATO, rotacyjne jednostki, takie jak brygady pancerne czy bataliony z 3. Dywizji Piechoty, regularnie uczestniczą w manewrach na poligonach w Żaganiu, Orzyszu czy litewskim Pabradė. Ich zadaniem jest nie tylko szkolenie, ale także demonstracja siły i solidarności Sojuszu wobec potencjalnych agresorów. Tereny, na których odbywają się ćwiczenia, charakteryzują się trudnymi warunkami – lasami, bagnami i torfowiskami – co wymaga od żołnierzy szczególnych umiejętności i ostrożności.

Mimo nowoczesnego sprzętu, takiego jak czołgi M1 Abrams czy wozy zabezpieczenia technicznego M88 Hercules, incydenty takie jak ten na Litwie wskazują, że zaawansowana technologia nie zawsze idzie w parze z odpowiednim przygotowaniem ludzkim. Co więcej, powtarzające się doniesienia o niezdyscyplinowaniu, w tym nadużywaniu alkoholu, rzucają cień na wizerunek amerykańskich sił zbrojnych w regionie. Tragedia z M88 jest tylko wierzchołkiem góry lodowej, który zmusza do zadania pytania: czy wojska USA są odpowiednio przygotowane do działania w specyficznych warunkach Europy Wschodniej, czy może mamy do czynienia z głębszymi problemami systemowymi?

Zatonięcie M88 – tragiczne szczegóły

Do zdarzenia doszło na poligonie w Pabradė, położonym zaledwie 10 km od granicy z Białorusią. Podczas rutynowych ćwiczeń taktycznych w marcu 2025 roku transporter opancerzony M88 Hercules, obsługiwany przez czteroosobową załogę z Pierwszej Brygady Trzeciej Dywizji Piechoty, zaginął w akcji. Po intensywnych poszukiwaniach odnaleziono pojazd zatopiony w bagnie – pod czterema metrami wody i dwumetrową warstwą mułu. Operacja wydobycia 60-tonowego kolosa trwała kilka dni i wymagała zaangażowania dwóch innych M88 oraz ciężkiego sprzętu. Ostatecznie potwierdzono śmierć trzech żołnierzy, a czwarty pozostaje zaginiony.

Początkowo zarówno amerykańskie, jak i litewskie dowództwo przedstawiło sprawę jako tragiczny zbieg okoliczności, sugerując, że bagno nie było zaznaczone na mapie, którą dysponowali żołnierze. Taki przekaz miał na celu zminimalizowanie odpowiedzialności załogi i dowódców. Jednak z wiarygodnych źródeł poufnych wynika, że prawda jest znacznie bardziej obciążająca. Załoga pojazdu była pijana w czasie ćwiczeń, co potwierdzają nieoficjalne relacje świadków i wstępne ustalenia śledczych. Żołnierze nie zauważyli znaków ostrzegawczych, które miały ostrzegać przed niebezpiecznym terenem. Gdy M88 zaczął tonąć, załoga nie zorientowała się w sytuacji na czas i nie przeprowadziła ewakuacji, co mogło uratować im życie. Te informacje rzucają zupełnie inne światło na przyczyny tragedii.

Dziennikarskie śledztwo i demaskacja kłamstw

Amerykańskie i litewskie dowództwo mogłoby utrzymać swoją wersję zdarzeń, gdyby nie dziennikarskie śledztwo przeprowadzone przez lokalne media oraz niezależnych obserwatorów. Ustalono, że bagno, w które wpadł M88, było nie tylko wyraźnie oznaczone na wszystkich dostępnych mapach – zarówno wojskowych, jak i cywilnych – ale także na ziemi specjalnymi znakami ostrzegawczymi, widocznymi nawet w trudnych warunkach pogodowych. Co więcej, z rozmów z amerykańskimi żołnierzami stacjonującymi na poligonie wynika, że teren jest dodatkowo badany przed każdymi ćwiczeniami, a wszelkie zmiany – takie jak nowe obszary podmokłe czy przeszkody – są nanoszone na istniejące mapy. Te ustalenia jednoznacznie obalają narrację o „niewidocznym bagnie” i wskazują, że tragedia była wynikiem ludzkiego błędu, a nie braku informacji.

Alkohol i brak dyscypliny – głębszy problem

Incydent z M88 nie jest odosobniony, jeśli chodzi o kwestie związane z alkoholem wśród amerykańskich żołnierzy. Z rozmów z mieszkańcami okolic poligonów w Polsce i na Litwie wynika, że żołnierze regularnie kupują niemal wszystkie dostępne napoje alkoholowe w pobliskich sklepach. W litewskim Rukli czy polskim Świętoszowie właściciele sklepów przyznają, że wizyty amerykańskich wojskowych są codziennością, a ich zakupy często obejmują duże ilości wódki, piwa i innych trunków. Co bardziej niepokojące, do transportu alkoholu wykorzystywany jest sprzęt wojskowy. Pewnego razu mieszkańcy Świętoszowa byli świadkami, jak żołnierze ładowali pięć skrzynek alkoholu do czołgu Abrams, co wywołało konsternację wśród lokalnej społeczności.

W wojsku amerykańskim obowiązują surowe przepisy dotyczące spożywania alkoholu, zwłaszcza w czasie służby. Jednak w warunkach rotacyjnych misji w Europie Środkowo-Wschodniej ich egzekwowanie wydaje się niewystarczające. Krótkotrwały charakter pobytu – zazwyczaj kilka miesięcy – może sprzyjać rozluźnieniu dyscypliny, a brak ścisłego nadzoru ze strony dowódców tylko pogłębia problem. Tragedia na Litwie, jeśli informacje o nietrzeźwości załogi się potwierdzą, będzie kolejnym dowodem na to, że kultura picia wśród żołnierzy stanowi poważne zagrożenie dla bezpieczeństwa – zarówno ich samych, jak i sojuszników.

Szerszy kontekst i inne incydenty

Nieprofesjonalizm amerykańskich wojsk w Polsce i na Litwie nie ogranicza się do jednego zdarzenia. W Polsce dochodziło już do podobnych incydentów, które podważają zaufanie do ich zdolności operacyjnych. Przykładem może być kolizja czołgu Abrams z cywilnym pojazdem w Drawsku Pomorskim w 2018 roku czy naruszenia zasad bezpieczeństwa na poligonach, takie jak przypadkowe ostrzały poza wyznaczonymi strefami. W 2022 roku w Żaganiu odnotowano przypadek, gdy amerykański żołnierz, będąc pod wpływem alkoholu, spowodował wypadek drogowy, uszkadzając wojskowy Humvee. Te zdarzenia, choć mniej tragiczne niż zatonięcie M88, wskazują na powtarzający się schemat: brak dyscypliny i niedostateczne dostosowanie do lokalnych warunków.

Tereny Polski i Litwy, z ich bagnami, lasami i zmienną pogodą, różnią się znacząco od poligonów w USA, takich jak Fort Irwin w Kalifornii. Amerykańscy żołnierze, przyzwyczajeni do pustynnych czy górzystych obszarów, mogą nie być odpowiednio przeszkoleni do działania w takich warunkach. Jednak w przypadku M88 problemem nie był brak wiedzy o terenie, lecz rażące zaniedbanie podstawowych zasad bezpieczeństwa i trzeźwości.

Reakcje i konsekwencje

Tragedia na Litwie wywołała lawinę reakcji. Litewskie władze wyraziły współczucie rodzinom ofiar, ale jednocześnie przekazały śledztwo w ręce amerykańskich śledczych, co wzbudziło podejrzenia o próbę zatuszowania sprawy. Sekretarz generalny NATO, Mark Rutte, nazwał incydent „przerażającym” i zaapelował o wyjaśnienie okoliczności. W Polsce wydarzenie to ożywiło debatę na temat bezpieczeństwa ćwiczeń z udziałem wojsk sojuszniczych i ich wpływu na lokalne społeczności.

Dla USA incydent może mieć poważne konsekwencje wizerunkowe. Państwa bałtyckie i Polska, które widzą w amerykańskiej obecności gwarancję bezpieczeństwa, mogą zacząć kwestionować niezawodność swojego sojusznika. Jeśli nieprofesjonalizm i brak dyscypliny okażą się problemem systemowym, zaufanie do zdolności operacyjnych NATO w regionie może zostać nadszarpnięte.

Wnioski

Zatonięcie M88 na Litwie to nie tylko tragiczny wypadek, ale także symptom głębszych problemów w amerykańskich siłach zbrojnych stacjonujących w Polsce i na Litwie. Nietrzeźwość załogi, ignorowanie znaków ostrzegawczych i brak reakcji na tonięcie pojazdu wskazują na rażący nieprofesjonalizm, który nie powinien mieć miejsca w strukturach NATO. Dziennikarskie śledztwo ujawniło, że dowództwo próbowało zrzucić winę na brak oznaczeń, mimo że teren był dokładnie zmapowany i oznakowany. Jednocześnie nadużywanie alkoholu i wykorzystywanie sprzętu wojskowego do jego transportu świadczą o poważnych uchybieniach w dyscyplinie i nadzorze.

Aby uniknąć podobnych tragedii w przyszłości, USA i NATO muszą podjąć zdecydowane kroki: wzmocnić szkolenie w zakresie działania w trudnym terenie, zaostrzyć kontrolę nad przestrzeganiem przepisów oraz zwiększyć odpowiedzialność dowódców. W przeciwnym razie obecność wojskowa, zamiast wzmacniać bezpieczeństwo regionu, stanie się źródłem niepokoju i wątpliwości – zarówno wśród sojuszników, jak i lokalnych społeczności.

JACEK TOCHMAN

Franciszek zdrowieje. Ale papiestwo jest chore. Choroba groźniejsza niż papolatria.

Franciszek zdrowieje. Ale papiestwo jest chore

pch/papiestwo-jest-chore

Choroba Franciszka podsycała spekulacje o przyszłym konklawe i najbardziej prawdopodobnych kandydatach na następców Ojca świętego. Dziś niewiele zostało z tych rozważań, a papież wraca do zdrowia. Kondycja urzędu Piotrowego pozostaje jednak tragiczna. Nikt w klinice Gemelli nie jest w stanie uzdrowić jego głębokiej choroby. Remedium na nią nie przyniosą też same przyszłe zmiany personalne na tronie Piotrowym. Nadziei na poprawę można upatrywać jedynie w przywróceniu zatraconej świadomości: papieska władza ma strzec niezmienności depozytu Wiary. Jeśli próbuje go podważyć, atakuje rację swojego istnienia. Rzymska katedra jest zatem chora obłożnie – z powodu silnej reakcji autoimmunologicznej. 

Podobna obserwacja, zdaniem wielu, paść może tylko z ust wroga ojca świętego. „Tradycjonalisty” i niemal niekatolika. Regułą stały się już zaciekłe ataki na wszystkich, którzy wobec przejawów doktrynalnego zamętu, od lat trwającego w Kościele, mają czelność niepokoić się o czystość wiary. „Papieska” pałka na „konserwatywnych” katolików to jedno z ulubionych narzędzi w arsenale postępowców. I tak ilekroć Franciszek wzniecał burzę swoimi decyzjami i wypowiedziami, dowiadywaliśmy się, że sprzeciw wobec Komunii rozwodników w ponownych związkach, czy błogosławienia grzesznych związków homoseksualnych, jest niedozwolony. Krytyka takich rozstrzygnięć w oparciu o odwieczne zasady moralności i wiary ma tracić rację bytu, gdy papież przemówił. Rzym rozstrzygnął sprawę, jak chciał i oto nowa reguła wiary. Czy zgodna z Tradycją – to ponoć wszystko jedno.

Na wiernych upominających się o doktrynę  i zaniepokojonych „synodem o synodalności”, „Amoris Laetitia”, czy „Fidducia Supplicans” regularnie padały więc gromy upomnień. Zdarzyli się i tacy, którzy sądzili, że Franciszek może pozwolić sobie na promocję pluralizmu religijnego. Powodów do sprzeciwu w ich opinii nie daje nawet fakt, że ojciec święty w czasie podróży do Azji Wschodniej stwierdził, że wszystkie religie prowadzą do Boga, a spory o prawdziwość jednej z nich należy zakończyć. Najwyższy nauczyciel mógłby w tym oglądzie głosić, co mu fantazja podpowie. 

Klakierzy Franciszka zdradzają papiestwo

Zwolennicy tak wypaczonego postrzegania władzy nauczycielskiej papieża uważają się za przyjaciół następcy Piotra. Wszyscy, którzy odważą się powiedzieć jego opiniom „nie” to zaś wrogowie i dysydenci. W rzeczywistości trudno o większe zakłamanie. Role są odwrotne. Ktokolwiek wgłębi się w nauczanie Kościoła o roli Ojca świętego będzie miał tego jasną świadomość. Opór na przykład przeciwko zrównywaniu religii  przez ojca świętego, to wyraz wierności jego urzędowi. Wierni i duchowni, którzy mają w tym wypadku odwagę powiedzieć „nie” bronią samej racji, dla której ustanowiono papiestwo. Reakcja środowisk „konserwatywnych” na podobne słowa ojca świętego to autentyczna troska o rzymską katedrę wobec najgroźniejszego ataku, jaki jej zagraża: „autoimmunologicznej” reakcji, w której sam papież podkopuje misję, leżącą u źródła danej mu władzy. 

Kręgi, które w imię pozornego szacunku dla autorytetu Rzymu chcą zabronić uczciwej polemiki z opiniami Franciszka opartej o prawdy wiary, są awangardą tej choroby. Kto uczy, że papież może głosić dowolne przekonania szkodzi i popisuje się ignorancją. Wypowiedzi katolickiego Magisterium podkreślające powagę i olbrzymie znaczenie Ojca świętego, traktują jego posługę jako nierozłączną z zachowywaniem niezmiennej doktryny Kościoła. Racją kompetencji „sługi sług bożych” jest zachowywanie jedności i czystości wiary.

Konstytucja Soboru Watykańskiego I, orzekająca dogmat o nieomylności papieskich orzeczeń ex cathedra, nie pozostawia na ten temat wątpliwości. Gdy w „Pastor Aeternus” czytamy o wolności od błędu autorytatywnych wypowiedzi Chrystusowego wikariusza dowiadujemy się, że źródłem tej władzy jest zadanie strzeżenia niezmiennego Magisterium i gwarancja, że Piotr nigdy prawdom wiary nie zaprzeczy. Prawda o papieskim autorytecie i niezmienności katolickiego depozytu wiary wyrażone są absolutnie łącznie. Ten pierwszy służy drugiemu za gwarant i ochronę. Oddajmy głos samym ojcom soborowym:

„Ponieważ bramy piekielne, chcąc zniszczyć Kościół, jak gdyby to było możliwe, zewsząd z coraz większą nienawiścią powstają przeciw jego fundamentom położonym przez Boga, za zgodą świętego Soboru uważamy, że dla ochrony, bezpieczeństwa i rozwoju owczarni katolickiej konieczne jest, aby wszystkim wiernym przedstawić naukę o ustanowieniu, ciągłości i naturze świętego prymatu apostolskiego, na którym opiera się siła i moc całego Kościoła, naukę, którą należy wyznawać i utrzymywać według starożytnej i niezmiennej wiary Kościoła powszechnego, oraz aby napiętnować i potępić błędy przeciwne tej nauce, które są szczególnie niebezpieczne dla owczarni Pańskiej. (…)

W prymacie apostolskim, posiadanym w całym Kościele przez biskupa Rzymu, jako następcy św. Piotra, księcia apostołów, zawiera się także najwyższa władza nauczania. Utrzymywała to zawsze święta Stolica, potwierdza to stała praktyka Kościoła, stwierdziły to sobory ekumeniczne, przede wszystkim te, na których Wschód i Zachód spotykał się w jedności wiary i miłości. Ojcowie bowiem Czwartego Soboru Konstantynopolitańskiego, idąc śladem swoich poprzedników, ogłosili następujące uroczyste wyznanie:

Pierwszym warunkiem zbawienia jest zachowanie reguły wiary. Skoro nie można pominąć decyzji naszego Pana Jezusa Chrystusa, mówiącego: << Ty jesteś Piotr, i na tej skale zbuduję mój Kościół >> , słowa te są potwierdzone swymi skutkami, ponieważ w Stolicy Apostolskiej zawsze była wiernie zachowywana religia katolicka i publicznie podawana święta nauka. Nie chcąc więc odłączyć się od tej wiary i nauki, mamy nadzieję, że osiągniemy trwanie w jednej wspólnocie, którą głosi Stolica Apostolska, i na której opiera się trwałość integralnej i prawdziwej religii chrześcijańskiej”.

Zwróćmy uwagę, że tekst jednym tchem mówi o konieczności zachowania wiary do zbawienia i podkreśla papieską władzę. W kolejnych ustępach tej samej Konstytucji łączność między ortodoksją a autorytetem następcy św. Piotra zostaje uwypuklona jeszcze bardziej radykalnie:

„Aby wypełnić ten pasterski obowiązek, nasi poprzednicy zawsze oddawali się przepowiadaniu zbawiennej nauki Chrystusa wobec wszystkich ludów ziemi i z jednakową troską czuwali nad tym, aby tam, gdzie została przyjęta, była zachowywana czysta i bez skazy. Duch Święty został bowiem obiecany następcom św. Piotra nie dlatego, aby z pomocą Jego objawienia ogłaszali nową naukę, ale by z Jego pomocą święcie strzegli i wiernie wyjaśniali Objawienie przekazane przez apostołów, czyli depozyt wiary”.  

„My zatem, wiernie zachowując tradycję otrzymaną od początku wiary chrześcijańskiej, na chwałę Boga, naszego Zbawiciela, dla wywyższenia religii katolickiej i dla zbawienia narodów chrześcijańskich, za zgodą świętego soboru, nauczamy i definiujemy jako dogmat objawiony przez Boga, że gdy biskup Rzymu przemawia ex cathedra, to znaczy, gdy wykonując urząd pasterza i nauczyciela wszystkich chrześcijan, na mocy swego najwyższego apostolskiego autorytetu określa naukę dotyczącą wiary lub moralności obowiązującą cały Kościół, dzięki opiece Bożej obiecanej mu w [osobie] św. Piotra, wyróżnia się tą nieomylnością, w jaką boski Zbawiciel zechciał wyposażyć swój Kościół dla definiowania nauki wiary lub moralności. Dlatego takie definicje biskupa Rzymu – same z siebie, a nie na mocy zgody Kościoła – są niezmienialne. Gdyby zaś ktoś, nie daj Boże, odważył się sprzeciwiać tej naszej definicji – niech będzie wyklęty”.

W powyższych fragmentach soborowej konstytucji widać wyraźnie, że przechowywanie nieskażonej katolickiej doktryny jest racją ustanowienia papieskiego urzędu i obdarzenia go tak szerokimi prerogatywami. Co więcej – papież korzystając ze swoich nieomylnych orzeczeń cieszy się tym samym autorytetem, jaki ma depozyt wiary Kościoła. Gdyby ojciec święty mógł sam podważyć odwieczne nauczanie Kościoła, to zanegowałby jednocześnie i własne kompetencje rozstrzygania spraw wiary i moralności.

Kontrowersje wokół decyzji i słów papieża Franciszka – Bogu dzięki – nie dotyczą jego wypowiedzi z pozycji autorytetu, podanym wszystkim powszechnie do wierzenia. Nie zmienia to w najmniejszej mierze faktu, że powaga nauczycielska papieża ma swoje źródło w strzeżeniu jedności wiary chrześcijan wszystkich czasów i krajów. Promowana współcześnie przez wielu papolatria, zakładająca, że papież może głosić dowolne poglądy, to zagrożenie dla poprawnego sprawowania Urzędu Piotrowego.

Chwiejący się filar   

Pomylenie zwolenników takiego postrzegania władzy Ojca świętego ukazuje również wybitna encyklika o jedności Kościoła Leona XIII „Satis Cognitum”. Na łamach tego dokumentu papież podkreślał, że trwanie przy niezmiennych prawdach wiary i w podległości jednej hierarchii na czele z Piotrem są dwoma filarami jedności, którą Chrystus dał swojej owczarni i nakazał utrzymać.

Jak wyjaśniał Leon XIII, władza nauczycielska w Kościele istnieje, by bronić doktryny przed jakąkolwiek herezją i przeinaczeniem, zapobiegając różnicy zdań i wielości poglądów na sprawy kluczowe wśród wiernych. Ojciec święty nad wyraz celnie i prosto tłumaczył, dlaczego obdarzeni autorytetem uczenia hierarchowie nie mogą zmienić podanej wcześniej do wierzenia prawdy. Ponieważ sam Bóg nakazał posłuszeństwo orzeczeniom Magisterium, to ich rewizja oznaczałaby, że On sam kazał trzymać się fałszywej opinii. Gdyby jakikolwiek autorytet sądził, że skutecznie „zmienia” naukę np. o homoseksualizmie, czy pluralizmie religijnym, musiałby też przyjąć, że Ten, który jest samą Prawdą, stał się na jakiś czas przyczyną błędu człowieka. Mówiąc poetycko… ojcem kłamstwa.

Resztki trzeźwego myślenia i wiary pokazują, że Leon XIII skutecznie sprowadził wiarę w możliwość głoszenia dowolnej nauki przez przedstawicieli władzy nauczycielskiej, a szczególnie papieża, do absurdu. Gdyby ojciec święty sam nie przyjął Objawienia za pewne, wymierzyłby swojemu autorytetowi bolesny cios. 

Papolatryczna masakra wiary

A jednak to wciąż nie wszystkie fatalne konsekwencje przekonania, że papież może sprzeciwiać się zasadom wiary, a wobec jego poglądów nie wolno trzymać się ortodoksji. Następca świętego Piotra jest znakiem jedności Kościoła w wierze, która ma szczególne znaczenie jako dowód autentyczności katolickiej wiary. Brak sprzeczności doktryny religijnej to jeden z „wewnętrznych znaków” jej prawdziwości. Opierając się na nich oraz na zewnętrznych znakach prawdziwości (cudach, proroctwach itd.) człowiek może rozpoznać rozumem, gdzie rzeczywiście Bóg objawił siebie samego.

Wyobraźmy sobie teraz, że jeden papież zaprzecza swobodnie poważnym orzeczeniom wszystkich innych posiadaczy tego samego autorytetu i nie czuje się nimi związany. Doktryna katolicka staje się w ten sposób niejasna, zmienna w czasie i pozbawiona racji, by w nią wierzyć. Z całą pewnością klakierzy, którzy z taką pewnością domagają się przyjęcia za prawdę każdego postępowego sformułowania z ust papieża, nie zdają sobie sprawy, że po prostu radykalnie utrudniają w ten sposób akt wiary. Chrystus ustanowił tymczasem papiestwo, by przeciwnie – jak najbardziej go uprawdopodobnić i ułatwić.

Czy może być zatem jakiś bardziej wstrząsający obraz kryzysu Kościoła, niż ten, gdy następca św. Piotra otwarcie mówi, że nie należy w ogóle upierać się przy katolickich dogmatach lub za swój główny cel przyjmuje reformowanie praktyk i tradycji Kościoła, a nie ich obronę? Papiestwo powróci do pełni zdrowia dopiero, gdy przypomni sobie, że jest dla ortodoksji. Skuteczne terapie i medyczna sprawność rzymskiego szpitala bez tego zdadzą się na nic. 

Filip Adamus

Obłęd i bezczelność zielonych idiotów: Ma powstać 550 stacji ładowania elektrycznych ciężarówek… których nie ma. Miliard złotych w błoto.

[Sprawdziłem : https://biznesalert.pl/stache-ladowania-pojazdy-ciezarowe-drogi-motoryzacja-energetyka/ To nie Prima Aprilis. A tam dalej opisują jakąś zabawę w gierki z punktami – znów ponury dowcip ! MD]

===============================

Ma powstać 550 stacji ładowania elektrycznych ciężarówek. Jest problem: prawie takich nie ma

pch/550-stacji-ladowania-elektrycznych-ciezarowek-takich-nie-ma

W ciągu czterech lat ma zostać uruchomionych nawet 550 ładowarek do szybkiego ładowania pojazdów ciężarowych. Na ten cel przewidywane są 100-procentowe dotacje z Funduszu Modernizacyjnego Unii Europejskiej.

Póki co w Polsce jest kilkaset elektrycznych ciężarówek, a na całym świecie sprzedaje się ich kilka tysięcy rocznie.

Narodowy Fundusz Ochrony Środowiska i Gospodarki Wodnej wyłożył 1 mld zł na program wsparcia dla budowy infrastruktury ładowania ciężarówek, podał portal „Biznes Alert”. Cały budżet na dofinansowanie stworzenia infrastruktury tego rodzaju wynosi do 2 mld złotych. Chodzi o dofinansowanie stacji ładowania prądem stałym DC o mocy co najmniej 350 kW. Dziś jest w Polsce tylko kilka takich ładowarek.

80 proc. nowych ładowarek ma powstać przy autostradach i drogach szybkiego ruchu, a 20 proc. w centrach logistycznych, terminalach intermodalnych czy bazach eksploatacyjnych.

Zgodnie z przewidywaniami ma powstać 550 ładowarek, co oznacza, że koszt budowy jednej to 3,64 mln zł.

Obecnie udział elektryków w ogólnopolskiej flocie samochodów ciężarowych to 0,2 – 0,3 %. Według portalu „Biznes Alert” nie wiadomo w związku z tym, czy na 550 ładowarek będzie w ogóle popyt. Póki co oferta producentów jest dość skromna, a elektryczne ciężarówki nie mają zbyt dobrych zasięgów.

Źródło: biznesalert.pl Pach

Szatan pokonany w Kansas –

Szatan pokonany w Kansas – Oto co się stało

Szatan pokonany w Kansas – Oto co się stało

Jon Paul Fabrizio | 01/04/2025

8 marca ruch satanistyczny wykonał zuchwały krok.

Grupa pod nazwą Satanic Grotto próbowała zorganizować „czarną mszę” w budynku Kapitolu stanu Kansas. Ich zamiar? Bluźnić Mszy Świętej oraz Najświętszemu Sakramentowi w symbolicznym państwowym miejscu.

Jednak wierni katolicy pokrzyżowali ich nikczemne plany. Amerykańskie Towarzystwo Obrony Tradycji, Rodziny i Własności (TFP) natychmiast zmobilizowało się przeciwko tej demonicznej zniewadze.

Siła petycji

TFP uruchomiło cztery petycje na różnych stronach internetowych, wzywając gubernator stanu Kansas, Laurę Kelly, do uniemożliwienia przeprowadzenia „czarnej mszy” w Kapitolu. Udało się zebrać ponad 95 000 podpisów, które zostały dostarczone do biura gubernatora 27 marca.

Zaledwie kilka dni po rozpoczęciu petycji gubernator Kelly ogłosiła, że pozwolenie Satanic Grotto na przeprowadzenie świętokradztwa w Kapitolu zostało cofnięte. Jednak władze przyzwoliły im na gromadzenie się na zewnątrz.

Odpowiedź ta była wciąż nie do przyjęcia. O godzinie 10:15 członkowie TFP, sympatycy i przyjaciele zebrali się przy południowym wejściu do Kapitolu Stanu Kansas, aby sprzeciwić się satanistycznej „czarnej mszy”.

Twarzą w twarz ze złem

Po przybyciu na miejsce sataniści już przygotowywali grunt pod swoje rytuały. Kontrmanifestanci zaczęli skandować: „Chrystus jest Królem”, na co synowie ciemności odpowiedzieli: „Chrystus umarł”. Nieustannie przeklinali i bluźnili, wykorzystując każdą okazję, by obrażać godność naszego Pana.

W pewnym momencie przywódca satanistów Michael Stewart, podniósł hostię i zaczął bluźnić. Następnie rzucił Hostię na ziemię i zaczął po niej tupać. W tym momencie jeden odważny człowiek rzucił się w tłum i spożył Najświętszy Sakrament.

Zaraz potem ten człowiek, który ocalił Najświętszy Sakrament, został aresztowany i zabrany w kajdankach.

Około pół godziny później, mimo zakazu, sataniści ruszyli w stronę wejścia do Kapitolu.

Powiedziano im, że mogą wejść tylko wtedy, gdy zgodzą się nie odprawiać żadnych obrzędów religijnych. Jednak podążając śladami Ojca Kłamstwa, natychmiast zaczęli bluźnić po przybyciu do rotundy.

Inny odważny człowiek próbował usunąć satanistyczny rytuał z rąk Michaela Stewarta. W rezultacie główny satanista uderzył go w twarz. Następnie policjanci przygwoździli go [jednak satanistę, nie „odważnego” md] do ziemi i aresztowali.

Piękny widok

Kontrast między brzydotą kultu diabła a pięknem Wiary Katolickiej był uderzający.

Wolontariusze TFP przynieśli swoje charakterystyczne szkarłatne sztandary, plakaty, banery i wspaniałą figurę Matki Bożej Fatimskiej. Czterej członkowie TFP w habitach ceremonialnych nieśli figurę, dodając powagi modlitwie różańcowej.

Setki katolików z okolic dołączyło do manifestacji, a także zwolennicy z całego kraju. Ludzie przyjechali z Missouri, Teksasu, Florydy, Kalifornii, Pensylwanii i innych stanów, nie chcąc stać bezczynnie, gdy miał miejsce taki obrzydliwy atak na Wiarę.

Manifestację otworzył Francis Slobodnik, mieszkaniec Kansas i zwolennik TFP. Opisał, jak bardzo był wstrząśnięty, gdy dowiedział się, że w jego stolicy ma się odbyć „czarna msza” i jak zainspirowało go to do zorganizowania modlitewnego marszu.

Były kongresman USA, Tim Huelskamp, również przemówił, wyjaśniając wszystkim, dlaczego protest był tak ważny. Oświadczył: „Milczenie w obliczu zła to zło!”

Po przemówieniach, tłum wspólnie odmówił piętnaście tajemnic różańca, śpiewając między nimi pieśni maryjne i patriotyczne. Wzruszający dźwięk dud i bębnów dodał energii i entuzjazmu modlitwom.

Po różańcu odmówiono Akt Poświęcenia Najświętszemu Sercu Jezusowemu, prosząc Boga o ochronę stanu Kansas przed wpływem demonicznym.

Mimo prób zastraszenia pokojowych wojowników modlitwy przez satanistów, ich zapał i determinacja pozostały niezłomne.

Dlaczego szatan przegrał 28 marca?

Niektórzy mogą zapytać, jak to możliwe, że satanistom się nie udało, skoro nadal odprawili swoje bluźnierstwo na stopniach Kapitolu. Istnieją trzy kluczowe powody:

Mieli nadzieję przejść niezauważeni i odprawić swoje bluźnierstwo. Największe zwycięstwa szatana mają miejsce, gdy działa on publicznie bez oporu. W wyniku tego, kult diabła staje się coraz bardziej „normalny” w społeczeństwie.

Tym razem stanęli w obliczu słusznego gniewu tysięcy bogobojnych Amerykanów i zostali zmuszeni do obrony. Zyskali złą reputację, która ujawniła ich jaskrawe, antykatolickie zachowanie. Zamiast zyskać akceptację społeczną, sataniści natrafili na przeszkodę.

Po drugie, zostali wyrzuceni z wnętrza budynku Kapitolu. Choć powinni zostać usunięci z terenu Kapitolu, odprawienie „czarnej mszy” pod kopułą Kapitolu miałoby dużo większe znaczenie symboliczne. Oznaczałoby to współudział władz. Jednak dzięki petycji TFP, gubernator Kelly poczuła wystarczającą presję, aby cofnąć ich początkowe pozwolenie.

Co więcej, Michael Stewart i inni sataniści nie zostaliby aresztowani, gdyby nie protest.

Wreszcie, sataniści będą teraz zmuszeni zastanowić się dwa razy przed podjęciem kolejnych publicznych działań. Są teraz świadomi, że za każdym razem, gdy publicznie atakują Boga, będą musieli stawić czoła tysiącom katolików. Stanie się coraz bardziej jasne, że Ameryka jest krajem bogobojnym, a nie kochającym demony.

Pan Slobodnik doskonale podsumował manifestację:

„Założyciel TFP, profesor Plinio Corrêa de Oliveira, często przypominał nam, że głowa diabła została stworzona, by zostać zmiażdżona przez Matkę Bożą. Dokładnie to wydarzyło się dzisiaj. Diabeł ukazał swoją wstrętną głowę w Kansas, a wierni katolicy natychmiast ją zmiażdżyli. Tak musi się stać w całej Ameryce. Za każdym razem, gdy publicznie atakują Boga, będą musieli stawić czoła tysiącom katolików”.

Bitwa jeszcze się nie skończyła, ale 28 marca po raz kolejny udowodniono, że kiedy katolicy podejmują stanowczy krok, diabeł zawsze przegrywa.

Źródło: tfp.org

Murem za Rzeszą

Murem za Rzeszą

Felieton    serwis „Prawy.pl” (prawy.pl)    1 kwietnia 2025

Jak pamiętamy, pierwszym krokiem na drodze do ostatecznego sformułowania nowej rewolucyjnej teorii, była uwaga obywatela Tuska Donalda, że żyjemy w „okresie przedwojennym”. To bardzo ciekawa uwaga, która każdego badacza rewolucyjnych teorii powinna skłaniać do przyjrzenia się, jak to było w poprzednim „okresie przedwojennym”, żeby lepiej zrozumieć, co właściwie oznacza to dzisiaj.

Otóż charakterystycznym zjawiskiem dla poprzedniego okresu przedwojennego były tzw. „fołksfronty”. Chodziło o pozornie apolityczne ruchy pacyfistyczne, które jednak tak naprawdę były dyrygowane przez Komintern z Moskwy, żeby opinię publiczną państw Europy Zachodniej urabiać w kierunku korzystnym dla polityki sowieckiej.

Celem polityki sowieckiej w latach 30-tych było doprowadzenie państw Europy Zachodniej do stanu obezwładnienia, by stały się one łatwym łupem dla sowieckiego podboju i wprowadzenia tam komunistycznych porządków w ramach rewolucji światowej. Wstępnym posunięciem było zdjęcie przez partie komunistyczne anatemy z socjaldemokratów, z którymi wcześniej nie wolno było wchodzić w sojusze. Odkąd Stalin zatwierdził fołksfronty, partie komunistyczne mogły już tworzyć koalicje nie tylko z socjaldemokratami, ale nawet – chadekami, żeby tylko zrobić „no pasaran” znienawidzonemu faszyzmowi. Ale w sierpniu 1939 roku Stalin dogadał się z Hitlerem, co wszystkich fołksfrontowców wprawiło w wielkie zakłopotanie, jako że musieli to wszystko przełknąć i to bez żadnej omasty.

Chodziło o sowieckie korzyści z rozbioru Polski – podobnie jak to było w wieku XVIII, kiedy to Fryderyk II w podobny sposób wykiwał opłacanych przez siebie francuskich filozofów, co delikatnie wytknął mu sam Voltaire, że wy władcy zawsze zrobicie coś takiego, co nas, filozofów wprawia w konsternację. Ale Fryderyk, podobnie jak i Stalin, wiedział coś z czego filozofowie nie zdawali sobie sprawy, a co w swoim czasie wyraził Bismarck – że zagadnień dziejowych nie rozstrzyga się deklamacjami, tylko krwią i żelazem.

Teraz mamy sytuację podobną, z tą różnicą, że tworzące się obecnie fołksfronty nie słuchają już Moskwy, tylko Berlina, który próbuje wykorzystać prezydenturę Donalda Trumpa w USA do spełnienia co najmniej dwóch swoich marzeń. Pierwszego – żeby nareszcie uwieńczyć budowaną od dziesięcioleci IV Rzeszę własną, to znaczy – europejską armią pod egidą uzbrojonej po zęby za pieniądze całej Europy Bundeswehry i drugie – żeby w ramach tej „europejskiej” armii położyć wreszcie i niemiecki palec na francuskim atomowym cynglu.

W tym celu Niemcy, za pośrednictwem instytucji Unii Europejskiej, opanowanej przez osoby zaaprobowane przez Reichsfuhrerin Urszulę Wodęleje, wykorzystują wojnę na Ukrainie, która w tej sytuacji stanowi dla nich prawdziwy dar Niebios, bo nie tylko ułatwia przekonanie europejskich narodów do podporządkowania własnych bantustanów do militarystycznej polityki niemieckiej, ale również dostarcza pretekstu do wskazania nieubłaganym palcem wroga w postaci Rosji. Jaka Rosja jest – każdy widzi – ale rozdmuchując rosyjskie zagrożenie, Niemcy – jak się okazuje – bez specjalnego trudu, odwróciły ostrze przedwojennych fołksfrontów, które teraz próbują robić „no pasaran” już nie „faszystom”, bo Unia Europejska przezornie nie mówi o sznurze w domu wisielca – tylko „ekstremistom”. A kto jest „ekstremistą”? To proste, jak budowa cepa. Każdy, kto nie akceptuje linii politycznej IV Rzeszy. W tym celu forsowany jest model demokracji kierowanej, który u nas obywatel Tusk Donald nazywa „walczącą”, a którą w działaniu mogliśmy zobaczyć w Rumunii, a tylko patrzeć, jak zobaczymy i u nas, kiedy już zwołany zostanie „okrągły stół” w sprawie wyborów prezydenckich w Polsce.

Skoro tedy Stalin, to znaczy – pardon – oczywiście nie żaden Stalin, tylko Reichsfuhrerin Urszula Wodęleje, rzuciła hasło przyspieszenia na odcinku militarystycznym, natychmiast zareagował Parlament Europejski, uchwalając rezolucję, bardzo rozbudowaną – ale po odciśnięciu z niej wody, trudno mieć złudzenia co do tego, o co chodzi naprawdę. A naprawdę chodzi o przygotowanie Europy do zaakceptowania europejskich sił zbrojnych oraz – że „Wał Tuska”, czyli „Tarcza Wschód” oraz Bałtycka Linia Obrony, „powinny być sztandarowymi projektami UE”. Co to konkretnie znaczy? Skoro „Tarcza Wschód” ma być „sztandarowym projektem UE”, to znaczy, że Unia Europejska, a ściśle – jej ścisłe kierownictwo, czyli aktualny Reichsfuhrer (czy Reichsfuhrerin), ma przejąć w odniesieniu do niej kompetencje decyzyjne.

Wprawdzie żaden z europosłów mi się nie zwierza, ale uprzejmie zakładam, że właśnie obawa przed przejęciem kompetencji decyzyjnych przez UE, czyli – przez IV Rzeszę Niemiecką – skłoniła europosłów PiS i europosłów Konfederacji do głosowania przeciwko tej rezolucji. O ile jednak europosłom Konfederacji niczego w tej sprawie zarzucić nie można, o tyle politykom PiS, zwłaszcza tym, którzy w Parlamencie Europejskim zasiadają od lat, można zarzucić działania tak bardzo spóźnione, że aż można je podejrzewać o pozorność.

O tym, do czego po wejściu w życie traktatu z Maastricht zmierzają Niemcy, trzeba było myśleć najpóźniej w roku 2003 – ale wtedy Naczelnika Państwa Jarosława Kaczyńskiego nic w tej sprawie nie różniło z szefem Volksdeutsche Partei, obywatelem Tuskiem Donaldem, podobnie jak w roku 2008, kiedy to Naczelnik Państwa, wraz z obywatelem Tuskiem Donaldem przeforsowali w Sejmie ustawę upoważniającą prezydenta do ratyfikacji traktatu lizbońskiego. To wtedy zostaliśmy wepchnięci na równię pochyłą, a teraz jesteśmy już niedaleko jej końca. W tej sytuacji bezsilne protesty mogą służyć tylko podtrzymaniu wśród wyznawców Naczelnika złudzeń, że jeśli nawet popełnia on łajdactwa, a w najlepszym, najbardziej uprzejmym komentarzu – głupstwa – to robi je z miłości do Polski, podczas gdy obywatel Tusk Donald robi to samo, to kieruje się pragnieniem zdrady i zaprzaństwa. Kto chce – niech wierzy.

No i 20 marca odbyło się w Sejmie głosowanie w sprawie poparcia dla wspomnianej rezolucji Parlamentu Europejskiego w sprawie „obronności”. Za poparciem rezolucji głosowało parlamentarne zaplecze polityczne vaginetu obywatela Tuska Donalda, a przeciwko – posłowie PiS i Konfederacji.

Ta sytuacja skłoniła obywatela Tuska Donalda do wzbogacenia rewolucyjnej teorii o nowe odkrycia. Jak pamiętamy, obywatel Tusk Donald wzbogacił był wcześniej rewolucyjną teorię w kwestii przyzwoitości. Wszyscy ludzie przyzwoici stoją murem za Ukrainą do samego końca – w dodatku bez względu na to, co Ukraina robi. Teraz doszła do tego kolejna ocena – nie polityczna, bo przecież obywatelu Donaldu Tusku żadnej polityki wykraczające poza zadania wyznaczone przez Reichsfuhrerin, która przecież tylko dlatego go tu trzyma, uprawiać nie wolno – że ci posłowie głosujący przeciw poparciu rezolucji „wybrali hańbę”. Tu już obywatel Tusk Donald chyba nawet wybiegł przed orkiestrę, bo przedłożył wierność wobec Reichsfuhrerin („nasz honor, to wierność” – deklarowali członkowie SS) nad wszystko inne.

Ciekawe, jakich jeszcze odkryć w zakresie rewolucyjnej teorii dokona.

Stanisław Michalkiewicz

Morderca polityka PiS – Cyba – wyszedł na wolność.

Potem groził innym osobom użyciem niebezpiecznego narzędzia

Morderca polityka PiS wyszedł na wolność. Jest wyjaśnienie Służby Więziennej

01.04.2025 morderca-cyba-wyszedl-na-wolnosc

– Pan Cyba był w takim stanie psychicznym, który pozwalał stwierdzić, że on nie rozumie gdzie się znajduje, ani co się z nim dzieje – przekazała rzecznik Służby Więziennej Arleta Pęconek, która poinformowała, że zabójca działacza PiS nie znajduje się obecnie w więzieniu.

Według ustaleń Telewizji Republika, 18 marca 2025 roku z zakładu karnego wyszedł Ryszard Cyba, mężczyzna skazany za zabicie działacza Prawa i Sprawiedliwości Marka Rosiaka.

Mimo że sąd orzekł, iż Cyba mógł ubiegać się o przedterminowe zwolnienie dopiero po ukończeniu 90. roku życia, decyzja o jego uwolnieniu zapadła już teraz, co budzi liczne kontrowersje.

W dokumentach mających uzasadniać powód zwolnienia użyto sformułowania o „zawieszeniu postępowania wykonawczego”.

Kilka godzin po opuszczeniu murów więzienia skierował się do lokalnej placówki oferującej wsparcie socjalne w rejonie swojego zameldowania w Częstochowie. Tam, jak przekazano, miał grozić innym osobom użyciem niebezpiecznego narzędzia, co w konsekwencji doprowadziło do jego skierowania na oddział psychiatryczny już następnego dnia.

Jest komunikat Służby Więziennej

W rozmowie z Polsat News rzecznik Służby Więziennej, ppł Arleta Pęconek skomentowała opuszczenie więzienia przez Ryszarda Cybę.

W przeprowadzonych przez biegłych badaniach wyszło, że osadzony nie jest zdolny do odbywania kary pozbawienia wolności w warunkach zakładu karnego

– wyjaśniła ppłk Arleta Pęconek. Jak dodała, podczas odbywania kary zabójca działacza PiS był pod stałą opieką medyczną i psychologiczną.

Po jednej z konsultacji psychiatrycznych wynikło, że osoba ta najprawdopodobniej jest w takim stanie, że ma trudności z adaptacją. Informacje te zostały przesłane do sądu okręgowego w Słupsku, który zdecydował się na przeprowadzenie badań sądowo-psychiatrycznych przez biegłych sadowych

– przekazała rzecznik Służby Więziennej w rozmowie z Polsat News.

W tych badaniach wyszło, że osadzony nie jest zdolny do odbywania kary pozbawienia wolności w warunkach zakładu karnego, nie może realizować kodeksowego celu wykonywania kary pozbawienia wolności. W związku z tym sąd okręgowy w Słupsku przekazał dokumentację do sądu okręgowego w Łodzi, który zdecydował o zawieszeniu wykonania kary pozbawienia wolności

Sąd jasno określił, że osoba ta musi przebywać w konkretnym ośrodku, w zakładzie opiekuńczo-leczniczym lub w domu pomocy społecznej, gdzie będzie miał całodobową opiekę medyczną

– powiedziała. Wyjaśniła także, że tego typu rozwiązania są stosowane wówczas, gdy ktoś „całkowicie nie jest zdolny do zrozumienia celu wykonywania kary pozbawienia wolności”. 

Tak było w tym przypadku. Pan Cyba był w takim stanie psychicznym, który pozwalał stwierdzić, że on nie rozumie gdzie się znajduje, ani co się z nim dzieje

– stwierdziła Arleta Pęconek.

W dniu kiedy wpłynął nakaz zwolnienia tego człowieka, został on przewieziony konwojem służby więziennej do placówki opiekuńczo-leczniczej – wyjaśniła funkcjonariuszka.

Jak podaje Polsat News, rzecznik Służby Więziennej nie chciała przekazać, gdzie obecnie przebywa Ryszard Cyba. Podkreśliła, że do jednostki karnej nie wpłynęły żadne sygnały o jego niewłaściwym zachowaniu po opuszczeniu więzienia.

Na obecną chwilę ten człowiek jest człowiekiem wolnym, w związku z tym podlega jurysdykcji ośrodka, w którym przebywa 

– dodała rzecznik Służby Więziennej.

Morderstwo polityka PiS Marka Rosiaka

Przypomnijmy, że 19 października 2010 roku Ryszard Cyba wdarł się do biura poselskiego Prawa i Sprawiedliwości w Łodzi i zaatakował tamtejszych pracowników. W wyniku napaści zginął polityk PiS Marek Rosiak, a kolejna osoba została ranna. Po zatrzymaniu sprawca nie ukrywał swoich motywów, krzycząc, że „chciał zabić Kaczyńskiego”, ale na to miał „za małą broń”.

Jestem przeciwko PiS-owi i chciałem go zamordować – krzyczał wówczas Cyba.

Antypolska nienawiść, Chabad Lubawicz i duchowy matrix

Antypolska nienawiść i duchowy matrix – Anna Mandrela

Autor: AlterCabrio , 31 marca 2025

«Niezależni reżyserzy też się starali o środki z PISFu, a te środki idą na filmy szkalujące Polaków. Ten rząd PiSu, nawet jeśli na początku na tym temacie zdobył sobie wyborców, to potem te środki wydawał na produkcje antypolskie.»

«Jeśli mamy jakieś takie zdroworozsądkowe założenia filozoficzne, to nie jest tak, że my możemy po prostu tak sobie tego człowieka zniszczyć, albo że roboty osiągną taką samą rangę jak człowiek (…) To, co widzimy teraz w tym rozwoju technologii, to często wychodzi z takich środowisk, które w sposób podobny, panteistyczny myślą. Ten rozwój technologii i taka [przewrotna] chęć, żeby stworzyć taką sztuczną inteligencję, takiego robota, który będzie właściwie o tej samej randze, co człowiek, to jest taka chęć zabawy w Pana Boga. O tym też mówi kabalistyczna legenda o Golemie.»

−∗−

Antypolska nienawiść i duchowy matrix – o ataku na Wyklętych, Chabad Lubawicz, Noosferze i prawdzie

W tym odcinku na atak, który miał miejsce z okazji Dnia Żołnierzy Wyklętych – odpowiadam nie słowami nienawiści, lecz gestem: wysyłam książkę mojej oponentce.

Druga część programu to refleksja nad duchowymi i filozoficznymi pułapkami współczesności – noosfera Teilharda de Chardin, zbiorowa świadomość, Chabad Lubawicz i neoplatońska wizja, która stoi w sprzeczności z nauką Kościoła katolickiego.

Duchowa wojna toczy się nie tylko o pamięć, ale i o duszę.

[nie ma rady, trza odsłuchać.. md]

−∗−

Noosfera – koncepcja filozoficzna opracowana i spopularyzowana przez biogeochemika Władimira Wiernadskiego oraz filozofa i jezuickiego księdza Pierre’a Teilharda de Chardina.

Przesłuchanie przeprowadzono zgodnie z prawem, świadek nie żyje.

Na zimno – najlepiej smakuje …zemsta

Przesłuchanie przeprowadzono zgodnie z prawem, świadek nie żyje.

Stanisław Lewicki konserwatyzm/przesluchanie-przeprowadzono-zgodnie-z-prawem-swiadek-nie-zyje

Duże poruszenie i mnóstwo komentarzy wywołał ciąg zdarzeń, którego początkiem było przesłuchanie przez prokurator Ewę Wrzosek pani Barbary Skrzypek, 66 letniej kobiety, która była wiele lat temu sekretarką Jarosława Kaczyńskiego. W trzy dni po tym przesłuchaniu, do którego, decyzją prokurator Wrzosek, nie dopuszczono pełnomocnika świadka, pani Barbara Skrzypek doznała, jak stwierdzono, rozległego zawału mięśnia sercowego i zmarła.

Wiele osób zaczęło wskazywać, że śmierć pani Barbary mogła być skutkiem przesłuchania i nadmiernego stresu związanego z tym zdarzeniem, gdzie została ona pozbawiona wsparcia swojego pełnomocnika, i musiała samotnie konfrontować się z trzema prawnikami, gdyż dodatkowo, obok prokurator Wrzosek, w przesłuchaniu brali też udział dwaj pełnomocnicy strony pozywającej.

Opinia publiczna nie będzie miała możliwości dowiedzieć się jak przebiegało to przesłuchanie, gdyż nie tylko nie dopuszczono pełnomocnika świadka i nie nagrywano jego przebiegu, ale nawet nie był obecny protokolant. Wszystko to razem powoduje, że cała rzecz budzi duże wątpliwości i coraz więcej osób, nawet spośród tych co krytykowali PiS, wskazuje na niewłaściwe działania prokurator względem świadka.

Dla przykładu Andrzej Seremet, prokurator generalny w latach 2010-2016, stwierdził: „(…) źle się stało, że nie dopuszczono pełnomocnika świadka do jego przesłuchania. Jeśli prawdą jest, że uczestniczyło w nim dwóch pełnomocników pokrzywdzonego i jeśli świadek powoływała się na stan zdrowia i był on udokumentowany, trzeba było się zgodzić, bo właśnie tu pojawiał się interes świadka, o którym mowa w art. 87 kodeksu postępowania karnego”.

Prezes Naczelnej Rady Adwokackiej, mec. Rosati powiedział w wywiadzie dla Rzeczpospolitej: „Nie spotkałem się z przypadkiem niedopuszczenia pełnomocnika świadka do czynności przesłuchania świadka w prokuraturze”.

Także osoby związane wprost z obecną władzą mają duże wątpliwości w tej sprawie. Wicemarszałek Sejmu i lider lewicy Włodzimierz Czarzasty przyznał:” Ja bym nie powierzył pani Wrzosek tej sprawy”. Nawet profesor Zoll, znany z krytyki poprzedniego rządu, ocenił, że przydzielenie tej sprawy prokurator Wrzosek „to jest błąd”. Co ciekawe, z tym zdaniem, zgodził się nawet Borys Budka, były przewodniczący KO, obecnie europoseł z tej partii.

To tylko kilka z bardzo wielu głosów wskazujących, że widoczne zaangażowanie polityczne pani Wrzosek powinno zadecydować o nie powierzaniu jej tego śledztwa, które i tak było oceniane jako mające kontekst polityczny. Już raz, w lutym 2020 r., warszawski sąd okręgowy utrzymał w mocy postanowienie o odmowie wszczęcia śledztwa w tej sprawie.

  W przypadku prokurator Wrzosek, zwracają uwagę jej pewne szczególne porównania obecnej sytuacji z przeszłością. Nie jeden raz nawiązywała ona do rzekomego, w jej ocenie, podobieństwa dzisiejszych czasów do tych powojennych. W swoim wywiadzie dla „Polityki” użyła słów: „Żyjemy w czasach powojennych, gdzie „po lasach grasują bandy”, państwo wciąż jest zagrożone i trzeba działać w sposób niestandardowy. Prokurator ma prawo sam oceniać, jakie działanie jest zgodne z interesem społecznym. Ja mam odwagę to robić”.

Jest to bardzo czytelne przedstawienie sytuacji i wizji własnych działań. Trudno też się dziwić, że wielu komentatorów stwierdziło, że pani Wrzosek widzi siebie w roli organizatora, czegoś w rodzaju nowej Obławy Augustowskiej. Przypomnę tylko, że pierwotnie ta obława została przeprowadzona, tuż po wojnie, przez NKWD przy wsparciu wojska oraz UB, i polegała na wyłapywaniu Polaków, członków podziemia niepodległościowego i antykomunistycznego. Około 600 osób zaginęło i ich ciał nigdy nie odnaleziono. Zdarzenia te nazywa się też „Małym Katyniem”.

Dla mnie nie tyle istotne jest tu polityczne zaangażowanie prokurator Wrzosek, gdyż tu mało kto chce zaprzeczać, że ono było mocno widoczne, ale pewne szczególne elementy prezentowanych przez nią przekonań, które mnie zaszokowały, gdy je zestawiłem z faktem, że jest ona prokuratorem. Chodzi mi m.in o, często cytowany, jej wpis na platformie X, gdzie powtórzyła znaną frazę z „Ojca chrzestnego”, że „na zimno – najlepiej smakuje …zemsta”. Powieściowy mafiozo, Vito Corleone, w ten sposób mówił o planach zabicia swoich wrogów.
Zachodzi pytanie, co to oznacza, że prokurator, lub inny funkcjonariusz publiczny, używa, w swoich wypowiedziach pojęcia zemsta, które przecież może być oceniane w kontekście jego działań i czynności prawnych.

Trzeba sobie uświadomić, że cały sens istnienia prokuratury zawarty jest w tym, by zemsta, która była powszechna w dawnych strukturach rodowych, klanowych, czy mafijnych, została całkowicie wyeliminowana z życia społecznego, zaś ściganiem przestępców ma zajmować się oskarżyciel publiczny, który powinien kierować się sprawiedliwością, a nie zemstą właśnie.
Jak ma się czuć normalny obywatel, gdy dziś prokurator mówi o jakiejś zemście?

A nie jest to niestety epizod całkowicie odosobniony. Znany jest przypadek sędzi Ireny Kamińskiej, która, podczas konferencji organizowanej przez Fundację Batorego, wyznała: „–Ja będę szczera, ja pragnę zemsty”.

Czy osoby kierujące się zemstą mogą być bezstronne i zapewnić praworządność? Czy zwykły obywatel może mieć zaufanie do takich osób i ich działań? Znana jest łacińska sentencja – medice, cura te ipsum – lekarzu, ulecz się sam. Nie tylko do medyków może ona mieć zastosowanie.

Stanisław Lewicki

============================

mail:

Amerykańscy „Demokraci” nie mają już nic…

Amerykańscy Demokraci nie mają już nic. Możliwe, że nawet zmienią nazwę

31.03.2025 tysol/amerykanscy-demokraci-nie-maja-juz-nic

O sytuacji partii demokratycznej – w pięć miesięcy po przegranych wyborach w USA – najlepiej świadczy rezultat badań opinii publicznej, zleconych przez CNN. Okazało się, że dobrze ocenia demokratów zaledwie 29% społeczeństwa. Jest to najgorszy wynik w historii tego sondażu i aż o 20 punktów procentowych niższy, niż w roku 2021 – w momencie, gdy do Białego Domu wprowadzał się Joe Biden.

Donald Trump Amerykańscy Demokraci nie mają już nic. Możliwe, że nawet zmienią nazwę

Donald Trump / POOL Dostawca: PAP/EPA

Nawet nazwa „Partia Demokratyczna” stała się toksyczna

Politycy partii demokratycznej mówią o największym kryzysie partii od roku 1980, gdy demokrata, prezydent Jimmy Carter przegrał z republikaninem – Ronaldem Reaganem. Obecnie demokraci nie mają politycznie nic, a republikanie – wszystko: swojego prezydenta, Izbę Reprezentantów, Senat i większość stanowisk gubernatorów poszczególnych Stanów. Konserwatywni sędziowie Sądu Najwyższego – nominowani przez republikanów – także stanowią większość, a to oni są ostateczną instancją w sporach konstytucyjnych.

Wśród działaczy partii demokratycznej panuje przygnębienie. Niektórzy z nich uważają nawet, że nazwa partii powinna zostać zmieniona. Organizacje polityczne, które współpracowały z partią demokratyczną (np. Klub Demokratyczny Rose Pak w San Francisco), zrywają tę współpracę, twierdząc, że sama nazwa „partia demokratyczna” jest toksyczna dla ich wyborców.

Hasło MAGA kluczem do sukcesu

Najważniejszą przewagą republikanów jest to, że większość przypadkowych ludzi zapytanych, o co walczą republikanie, odpowie bez wahania: „o uczynienie Ameryki znów wspaniałą”. Ruch MAGA (Make America Great Again) był znakomitym pomysłem marketingowym. Przekaz republikanów jest prosty, jasny, nośny i znakomicie się kojarzy. Odwołuje się do archetypu niegdysiejszej świetności kraju, czyli do wspólnego większości kultur mitu „złotego wieku”.

Gdy to samo pytanie dotyczy demokratów, odpowiedzią będzie jedynie zakłopotanie, milczenie lub stwierdzenie „demokraci walczą o to, żeby mężczyźni mogli brać udział w kobiecych sportach”. Ewentualnie: „żeby mężczyźni uważający się za kobiety mogli korzystać z damskich toalet”.

Taktyka „obrzydzania Ameryki” zawiodła

Ale istnieje coś znacznie gorszego, co obciąża partię demokratyczną. To obsesyjne propagowanie przez dziesięciolecia antyamerykańskiej ojkofobii – odrzucenia rodzimej tradycji, głoszenia, że Ameryka jest krajem rasistowskimi, imperialistycznym, ksenofobicznym, homofobicznym i transfobicznym. Plus cała standardowa litania historycznych win i zbrodni.

Ta odrażająca wizja Ameryki i jej historii stała się wizytówką partii demokratycznej. Chodziło o uzyskanie poparcia grup mniejszościowych, którym starano się wmówić, że są krzywdzone przez „białą Amerykę”. Stąd odwoływanie się do rzekomych niesprawiedliwości. I może byłby to skuteczny sposób, gdyby te niesprawiedliwości były faktem. Jednak większość wyborców uznała słusznie, że były fikcją.

Lewica zatopiła Partię Demokratyczną

Oczywiście, te pomysły wynikały z faktu przejęcia i uprowadzenia Partii Demokratycznej przez lewicę, szczególnie skrajną lewicę. Pod jej wpływem, demokraci przestali reprezentować  umiarkowanych wyborców, szczególnie tzw. „klasę pracującą”. Żeby zaistnieć w partii, trzeba było licytować się na skrajności w tematyce tak oderwanej od rzeczywistych problemów wyborców jak „woke”, BLM, LGBTQ+ oraz opowiadać się za niekontrolowaną, nielegalną imigracją.

Można więc uznać za cud, że demokraci przegrywają w Kongresie tylko minimalnie, gdy weźmiemy pod uwagę, że to politycy partii demokratycznej byli gorącymi zwolennikami „walki z przestępczością” poprzez… drastyczne obcinanie budżetu na policję. I to także demokraci popierali wszystkie pomysły tzw. DEI, czyli preferowania – przy zatrudnieniu, przyjmowaniu na studia, awansowaniu i przydzielaniu stypendiów – nie ludzi najlepszych, najzdolniejszych i najbardziej pracowitych, ale należących do mniejszości rasowych, etnicznych, seksualnych, genderowych.

Nikt tym nie zarządza

Następną wielką słabością partii demokratycznej jest brak przywództwa na poziomie ogólnokrajowym. Joe Biden został przez własną partię zepchnięty w niebyt z racji wieku i demencji. Kamala Harris przegrała wybory, a – co jeszcze gorsze – nie była w stanie wypracować programu wyborczego, który mógłby przetrwać mimo jej personalnej klęski. Z kolei, wieloletnia szefowa demokratów w Izbie Reprezentantów, Nancy Pelosi ma już 85 lat i jej polityczna kariera wygasła. Przywódca demokratów w Senacie, Chuck Schumer jest skłócony z skrajną lewicą w partii demokratycznej oraz z Pelosi i właśnie trwają próby jego usunięcia. Poza tymi wymienionymi politykami, demokraci nie mają dosłownie nikogo.

Zostali im tylko lewacy

Charakterystyczne jest, że w tej chwili jedyni aktywni działacze demokratów – odbywający wiece i próbujący przeciwstawić się dominacji republikanów, to skrajni lewacy – Bernie Sanders i Aleksandria Ocasio-Cortez. Gromadzą wokół siebie demokratów o skrajnych, lewackich poglądach, ale jednocześnie coraz bardziej oddalają się od amerykańskich wyborców.

Sytuacją dla demokratów dotkliwą jest to, że dwie grupy wyborców, na których liczyli, odwracają się od nich. Mniejszości rasowe i etniczne (w tym i Czarni i Latynosi) oraz młodzież. Podważająca zdrowy rozsądek lewicowa metamorfoza demokratów spowodowała, że młodzi wyborcy stają się coraz bardziej konserwatywni.

Upadek tradycyjnych mediów – tuby demokratów

Kolejnym problemem partii jest upadek tradycyjnych mediów tzw. „głównego nurtu”, które od ponad pół wieku były bezwarunkowo sojusznikami demokratów. Obecnie dokonała się gigantyczna zmiana. Te media utraciły swój status, wiarygodność i miliony odbiorców. Czytelnictwo gazet jest w agonii, a telewizyjne wiadomości oglądają już tylko starcy, których z powodów naturalnych jest coraz mniej. Punkt ciężkości przeniósł się na konserwatywne, pro-republikańskie podcasty i na media społecznościowe. W efekcie, medialny świat przesunął się na prawo.

Czy republikanie znów zmarnują szansę?

Jednak polityczni przeciwnicy demokratów nie powinni popadać w triumfalizm. Przewaga republikanów w Kongresie jest cienka i krucha. Jak mawiał słynny komentator radiowy Rush Limbaugh, „republikanie nawet, gdy wygrywają, to przegrywają”. Dzieje się tak, bo nie potrafią przekładać swoich wyborczych zwycięstw na polityczne, ekonomiczne i kulturowe konkrety. Dlaczego? Ponieważ konserwatyzm nie żywi się wizją przemiany świata, więc reprezentujący go wyborcy traktują politykę „na chłodno”, czyli bez – charakterystycznego dla lewicy – emocjonalnego zaangażowania. Gdy tylko wygrają wybory, natychmiast wracają do swojego życia, bo mają na głowie ważniejsze sprawy niż polityka. I to trzeźwe podejście do polityki obraca się przeciwko nim. Szybko tracą zdobyte pozycje.

Czy będzie tak też tym razem – za prezydentury Trumpa? Jest on tak nietypowym, zaskakującym prezydentem, a – jednocześnie – świat amerykańskiej polityki przechodzi przez takie trzęsienie ziemi, że może jednak tym razem będzie inaczej.

Francja: Sędziowie zastępują powszechne prawo wyborcze.

Bogdan Dobosz 31 marca 2025 czarny-dzien-demokracji

„Czarny dzień demokracji”. WYJAŚNIAMY, o co naprawdę chodzi w sprawie Marine Le Pen

(fot. EPA/MOHAMMED BADRA Dostawca: PAP/EPA.)

Demokracja francuska osiągnęła poziom… Rumunii. Marine Le Pen – faworytka wyborów prezydenckich we Francji zaplanowanych na 2027 rok, prawdopodobnie podzieli los rumuńskiego zwycięzcy pierwszej, unieważnionej tury wyborów Georgescu i zostanie wykluczona z udziału we francuskim „święcie demokracji” przez wymiar „sprawiedliwości”.

Kiedy nie pomaga tradycyjna propaganda i zaczynają wygrywać kandydaci „niekompatybilni” z polityką unijną, po prostu się ich wyklucza.

Marine Le Pen została przez paryski sąd uznana za winną „defraudacji środków publicznych”. Chodzi o „fikcyjne zatrudnianie asystentów”, kiedy była deputowaną w PE. Została ukarana grzywną w wysokości 100 tys. euro, karą 4-letniego więzienia (z czego 2 lata w zawieszeniu), ale przede wszystkim odebraniem biernych praw wyborczych na lat 5.

Oznacza to, że Marine Le Pen nie mogłaby wystartować w następnych wyborach prezydenckich w 2027 roku, w których jest faworytką. Le Pen szybko odwołała się, ale ta procedura nie zatrzymuje zakazu startu w wyborach. Media wskazują, że rozpatrzenie apelacji odbędzie się za mniej więcej 12 miesięcy, a do wydania nowej decyzji sądu mogą minąć kolejne trzy miesiące, czyli stałoby się to tuż przed wyborami w 2027 roku. W związku z tym Marine Le Pen po prostu może nie zdążyć zgłosić swojej kandydatury. Rzecznik Zjednoczenia Narodowego (RN), Laurent Jacobelli, mówi wprost, że „system jest w rozsypce” i ratuje się go pozapolitycznymi działaniami.

Marine Le Pen i 8 europosłów jej partii zostało uznanych za „winnych defraudacji środków publicznych” w wysokości 2,9 miliona euro. Na Le Pen, która miała „fikcyjnie” zatrudniać czterech asystentów, przypada „rachunek” na sumę 474 tys. euro. Sąd oszacował, że pieniądze z Parlamentu Europejskiego były pobierane przez osoby, które „faktycznie pracowały dla partii”. Trzeba jednak zwrócić uwagę, że trudno rozgraniczyć te obowiązki, a podobną sprawę mieli już euro-deputowani centrowej partii MoDem, która popiera prezydenta Macrona. W ich przypadku wyroki nie były jednak tak surowe.

Nic dziwnego, że padają stwierdzenia o „zmiennej geometrii wyroków sądów”. RN w poprzednich latach nie miała swojej reprezentacji w parlamencie krajowym (okręgi jednomandatowe), ale przy większościowej ordynacji do PE, miała zawsze sporą grupę posłów w Brukseli. W tym przypadku nie chodziło o przywłaszczenie jakichkolwiek środków, ale o ich wydawanie na prace także związane z polityką krajową struktur partii, która od lat ma problemy finansowe. Przypomnijmy, że słynna sprawa „rosyjskiej pożyczki” wzięła się stąd, że żaden bank krajowy nie chciał udzielić takiej pomocy, chociaż gwarancją była refundacja po wyborach z środków budżetowych.

Marine Le Pen jest nadal faworytką wyborów prezydenckich. W sondażach wygrywa pierwszą turę z wynikami od 34 proc. do 37 proc. poparcia. Drugi najprawdopodobniej byłby kandydat obozu prezydenckiego, centrowy polityk Édouard Philippe, który uzyskiwał w ostatnich sondażach od 20 proc. do 25 proc. głosów.

Przy utrzymaniu zakazu startu,  Le Pen zapewne zastąpi lider jej partii Jordan Bardella. Jednak sam wyrok wywołuje duże kontrowersje. Kierownictwo RN zebrało się jeszcze w poniedziałek w Paryżu, celem omówienia nowej sytuacji ich kandydatki na prezydenta. Po tym spotkaniu, rzecznik partii oświadczył, że Marine Le Pen nie traci ducha, pozostaje „waleczna, odważna i godna, a ci, którzy sądzą, że ta polityczna egzekucja rzuciła ją na kolana, są w poważnym błędzie”. – Walka trwa! – dodał.

Głosów krytycznych wobec wykorzystywania systemu sądowniczego i wymiaru sprawiedliwości do walki politycznej nie szczędzą nawet politycy z kręgów rządu. François-Xavier Bellamy z Partii Republikanie (LR), mówi, że „data wydania wyroku będzie czarnym dniem dla francuskiej demokracji”. Dodał, że „kandydat, którego sondaże faktycznie stawiają na czele wyborów prezydenckich, został pozbawiony możliwości udziału w nich decyzją sądu i takie bezprecedensowe wydarzenie pozostawi głębokie blizny”.

Szef grupy parlamentarnej Republikanów i potencjalny kandydat na prezydenta, Laurent Wauquiez wyraził ubolewanie i stwierdził, że to „niezdrowe, by w demokracji wybrany parlamentarzysta nie mógł kandydować w wyborach”. Dodał, że „debaty polityczne powinny być rozstrzygane przy urnach wyborczych, a ten wyrok będzie miał bardzo duży wpływ na funkcjonowanie naszej demokracji”.

 Prawicowy mer miasta Beziers, Robert Ménard mówił wprost, że ​​„sędziowie zastępują powszechne prawo wyborcze”. Nawet premier Francois Bayrou wyrażał obawy o możliwe „wstrząsy” wśród wyborców i mówił o przewidywanym „kryzysie politycznym”. Socjalistyczny poseł Jérôme Guedj, który uznał za „zobowiązanie polityczne niedopuszczenie do wyboru Marine Le Pen” i twierdził, że „jeśli nic się nie wydarzy, naturalnym następstwem będzie zwycięstwo Marine Le Pen”, stwierdził, że wolałby jednak „walczyć na gruncie idei, skuteczności polityki gospodarczej, kwestii społecznej i problemów bezpieczeństwa”.

Siostrzenica Le Pen, euro-deputowana Marion Maréchal zareagowała w obronie ciotki wpisem: „przez dziesięciolecia obóz narodowy i nasza rodzina cierpiały wszystkie ciosy, wszystkie ataki, wszystkie niesprawiedliwości. Sędziowie, uważający się za ważniejszych od suwerennego ludu, postanowili wykonać wyrok w sądzie, którego nigdy nie byliby w stanie odwrócić w głosowaniu”. Przypomniała też sprawę sądowego „linczu” na b. premierze François Fillon, który był pewnym kandydatem do zwycięstwa w wyborach prezydenckich, ale na skutek ujawniania różnych „afer” wybory przegrał, co utorowało drogę do Pałacu Elizejskiego Emmanuelowi Macronowi. – To nie sędziowie powinni decydować, na kogo ludzie powinni głosować – mówił Éric Zemmour, szef prawicowej partii „Reconquête!”.

Skazany razem z Le Pen były skarbnik jej partii, Wallerand de Saint-Just, oświadczył, że „sąd wyraził swoją wolę polityczną, a nie wolę sądowniczą czy prawną” i zapowiedział „opór”. Ten polityk sam został skazany na trzy lata więzienia, w tym jeden rok z „elektronicznym systemem monitorowania” oraz na trzy lata utraty biernych praw wyborczych. Były skarbnik wyraził zamiar złożenia apelacji. Odwołanie składa też były numer 2 partii Bruno Gollnisch, który także został skazany.  Jego zdaniem „wyroki praktycznie kopiują ekstrawaganckie żądania prokuratury”.

Głosy przeciwne pojawiają się tylko na lewicy i to nie wśród wszystkich polityków. „Prawo jest takie samo dla wszystkich” – powiedziała Cyrielle Chatelain, przewodnicząca grupy Zielonych i Socjalistów w parlamencie. Złośliwie zauważyła, że Marne Le Pen zawsze popierała ostre prawo i te ją dopadło. „Kiedy kradniesz pieniądze Francuzów, jesteś karany i kropka” – dodała francuska polityk Zielonych zupełnie w stylu naszych krajowych „zetemesówek” z Sejmu… W obozie prezydenckim opinie są podzielone. Jednak parlamentarzystka partii Renaissance i była rzeczniczka rządu, Prisca Thevenot, mówiła, że politycy powinni „szanować” system sprawiedliwości. Mówiła także, że żadne wyniki sondaży nie pozwalają „stać ponad prawem”. Partia Socjalistyczna zaakceptowała  decyzję sądu skazującą Marine Le Pen i wezwała wszystkich do „poszanowania niezależności sądownictwa i praworządności”. Wszystko to prawda, ale polityczna motywacja tego wyroku jest jednak dla wszystkich oczywista.

Echa wyroku odbiły się szeroko także poza granicami Francji. Szybko zareagował m.in. Elon Musk, który skrytykował „nadużywanie systemu prawnego”. Napisał: „kiedy radykalna lewica nie może wygrać poprzez demokratyczne głosowanie, nadużywa systemu prawnego, aby uwięzić swoich przeciwników”. „To jest zasada gry, którą stosują wszędzie na świecie”, dorzucił.

Można się jeszcze zastanawiać nad konsekwencjami tego wyroku dla całej UE. Eksperyment „ratowania” demokracji w Rumunii, czy nowa „demokracja walcząca” w Polsce można było traktować jako „wypadki przy pracy”. Przykład Francji wskazywałby już na nowe reguły gry, o której napisał też Musk. 

Bogdan Dobosz

Muzułmanie opanowali miasta? Eid al-Fitr, mocium panie !!! KTO koordynuje te demonstracje? Kto płaci?

Muzułmanie opanowali miejską halę w Mysłowicach. Prezydent miasta reaguje [FOTO/VIDEO]

31.03.2025 muzulmanie-opanowali

Muzułmanie w Mysłowicach.
Muzułmanie w Mysłowicach. / Fot. screen

Prezydent Mysłowic Dariusz Wójtowicz wydał bezwzględny zakaz komercyjnego wynajmu miejskich obiektów dla wydarzeń o charakterze religijnym. Decyzja ta jest bezpośrednią reakcją na kontrowersje, jakie wywołało niedzielne spotkanie modlitewne muzułmanów w hali Miejskiego Ośrodka Sportu i Rekreacji.

W niedzielę w wielu miastach w Polsce odbyły się uroczystości z okazji Eid al-Fitr, święta kończącego Ramadan. Wydarzenie przyciągnęło rekordową liczbę wiernych, co świadczy o rosnącej obecności islamu w przestrzeni publicznej w Polsce.

[Nikt się nie pyta, czemu to czy komu oni są „wierni”, ani – KTO TO KOORDYNUJE. Czapka GŁUPOTY spadła na łby „dziennikarzy niezależnych” !!! Kto ją nakłada – i za ile?? Czas Najwyższy, by na to odpowiedzieć!! Mirosław Dakowski],

Wyznawcy islamu zebrali się także w Mysłowicach. Wynajęli w tym celu halę MOSiR. Nagrania z tego wydarzenia obiegły media społecznościowe. Wywołała się z tego niemała afera.

Natychmiast zareagował prezydent Mysłowic Dariusz Wójtowicz, który wydał oficjalne oświadczenie w tej sprawie. Podkreślił, że miasto nie było organizatorem wydarzenia, które zostało zorganizowane zewnętrznie w ramach komercyjnego wynajmu obiektu.

„W związku z emocjami i niepokojem społecznym, jakie towarzyszyły naszym mieszkańcom, poinformowałem kierowników jednostek miejskich o bezwzględnym zakazie komercyjnych wynajmów o charakterze religijnym. Ponadto informuję, że podobne spotkania w Mysłowicach nie będą już miały miejsca” – przekazał prezydent w krótkim wpisie na swoim profilu w mediach społecznościowych.

Radny Adrian Panasiuk był jednym z pierwszych, którzy zareagowali na pojawienie się muzułmanów w mieście. W swoim wpisie na Facebooku poinformował, że wielu mieszkańców wyrażało oburzenie w przestrzeni internetowej.

„Pojawiły się komentarze m.in. o bezpieczeństwie mysłowiczan, o tym czy hala kojarzona ze sportem w mieście jest dobrym miejscem na organizację spotkań wyznawców islamu. Były też głosy, że w Mysłowicach nie powinno się wydawać zgody na tego typu wydarzenia” – napisał radny.

„Nieoficjalnie też wiadomo, że nikt odpowiedzialny za bezpieczeństwo w mieście, nie posiadał wcześniej informacji o tym wydarzeniu” – dodał samorządowiec.

Radny Miasta Mysłowice Adrian Panasiuk

W niedzielę: 🟣Kultura islamu w Mysłowicach.

ℹ️W niedzielę, 30 marca, zaniepokojeni mieszkańcy Mysłowic🆘️informowali o sporej ilości osób innej karnacji i narodowości, które pojawiały się przed halą MOSiR przy ulicy Bończyka. Osoby te, widziane też były na innych ulicach naszego miasta oraz🚍na przystankach autobusowych.

ℹ️Jak udało się ustalić, Miejski Ośrodek Sportu i Rekreacji 💵 wynajął komercyjnie halę. Odbywało się tam zamknięte spotkanie modlitewne, którego organizatorem było Centrum … Zobacz więcej

Może być zdjęciem przedstawiającym tłum i tekst „R Edklubaral A12 R12 MASIR YSLOWICE SIR DOBRZE MYSŁOWCE SŁOWICE m BRZMIACE”
Może być zdjęciem przedstawiającym 1 osoba, samochód i tłum
Może być zdjęciem przedstawiającym 7 osób i szpital
Może być zdjęciem przedstawiającym 4 osoby i samochód
59

🎥Krótka relacja z hali poniżej:

https://www.facebook.com/share/v/19FhUKz55U

Wszystkie reakcje:

Paul Craig Roberts: Trump i Putin mogą przynieść pokój światu

Paul Craig Roberts: Trump i Putin mogą przynieść pokój światu

Źródło: https://www.paulcraigroberts.org/2025/03/30/trump-and-putin-could-bring-peace-to-the-world/

Paul Craig Roberts, Institute for Political Economy [former United States Assistant Secretary of the Treasury for Economic Policy]

=============================

DR IGNACY NOWOPOLSKI MAR 31

Anglia i Francja, państwa marionetkowe wobec Ameryki, przez dziesięciolecia aż do pojawienia się Trumpa 2, wyraźnie pracują nad zakłóceniem wysiłków Trumpa zmierzających do osiągnięcia porozumienia z Putinem, które zakończy konflikt na Ukrainie. Rosyjskie Ministerstwo Obrony stwierdziło, że drugi atak na infrastrukturę rurociągu Sudzha w rosyjskim obwodzie kurskim w zeszły piątek, który zakończył zniszczenie obiektu, był dziełem [żołnierzy -specjalistów md] Wielkiej Brytanii i Francji.

Według rosyjskiego Ministerstwa Obrony, celowanie i nawigacja amerykańskich pocisków HIMARS (pocisków, których Biden powiedział, że nie da Zełenskiemu, ale dał) zostały zapewnione przez Francję. Brytyjscy specjaliści wprowadzali współrzędne celu, a polecenie wystrzelenia przyszło z Londynu.

Co wyjaśnia, że ​​dwa amerykańskie państwa marionetkowe działają przeciwko rządowi Stanów Zjednoczonych? Czy to kolejna operacja CIA przeciwko Trumpowi? Czy to amerykański kompleks militarno-bezpieczeństwa płaci rządom brytyjskiemu i francuskiemu za podtrzymywanie dochodowego (dla amerykańskiego kompleksu militarno-bezpieczeństwa) konfliktu? Czy to wspierani przez Izrael amerykańscy neokonserwatyści syjonistyczni kontynuują swoje wysiłki, aby zmniejszyć wpływ Rosji na sprawy światowe?

Jakakolwiek jest odpowiedź, rosyjskie Ministerstwo Spraw Zagranicznych nie ma lepszego pomysłu niż ja. Rzeczniczka Zacharowa obwinia Zełenskiego o nieprzestrzeganie wynegocjowanego porozumienia, zgodnie z którym obie strony zaprzestają ataków na infrastrukturę energetyczną drugiej strony. Rosja zgodziła się na propozycję Trumpa jako sposób ochrony elektrowni jądrowych, których zniszczenie może być śmiertelne dla dużej liczby cywilów w Rosji, na Ukrainie i w Europie.

Rzecznik Kremla Dmitrij Pieskow obwinił ukraińskie wojsko o niewykonanie rozkazów Zełenskiego. To zagadka, jak Zacharowa i Pieskow mogą nadal opisywać sytuację jako kwestię ukraińską, kiedy dwa uzbrojone w broń jądrową (uzbrojone przez Waszyngton) kraje NATO, Wielka Brytania i Francja, pracują nad podważaniem negocjacji pokojowych Trumpa i Putina.

Gdyby Trump i Putin byli w lidze, w zgodzie z wielkimi strategami w historii, co zrobiliby, aby położyć kres temu klaunowskiemu aktowi? Ogłosiliby sojusz wojskowy. Putin może mieć Ukrainę, kraje bałtyckie i tyle Europy, ile zechce. Trump weźmie Kanadę, Grenlandię i Panamę. Nikt na świecie nie mógłby nic z tym zrobić.

Putin nie chce Ukrainy, krajów bałtyckich ani Europy. Chce tylko, aby Rosja została sama i swobodnie angażowała się w sprawy krajów tworzących świat. Czego naprawdę chce Trump, jeszcze nie wiemy. Ale sojusz Trumpa z Putinem ustanowiłby dominację nad rządami na Ziemi, w tym nad Izraelem. Izraelski plan Wielkiego Izraela mógłby łatwo zostać zniweczony, broń jądrowa Izraela zniszczona, a Palestyńczykom oddana zostałaby sprawiedliwość. Izrael zostałby zmniejszony, a nie rozszerzony, w granicach, a Żydzi mogliby wykorzystać swój talent do biznesu, aby uczynić Bliski Wschód zamożnym obszarem świata.

Prezydent Trump wydaje się mieć pogląd, że dążenie do wspólnych interesów w biznesie jest o wiele lepsze od dążenia do wojny. Putin pokazał, że jest najmniej wojowniczym z przywódców potężnych krajów.

Gdyby tylko Trump i Putin zdali sobie sprawę, że sojusz wojskowy USA i Rosji zaprowadzi pokój na świecie, bez NATO, bez CIA obalających rządy, bez propagandy fałszywych wiadomości, moglibyśmy wkroczyć w złotą erę pokoju.

Oczywiście, kompleks wojskowo-bezpieczeństwa zamordowałby [MD: łagodzę; usiłowałby zamordować] zarówno Trumpa, jak i Putina.

Mimo wszystko uważam, że obaj powinni podjąć to ryzyko!

Pułkownik Douglas Macgregor: Zełenski odejdzie, a NATO się rozpadnie

Pułkownik Douglas Macgregor: Zełenski odejdzie, a NATO się rozpadnie

W obliczu rosnących napięć geopolitycznych pułkownik D. Douglas Macgregor bada prawdziwe tło konfliktu na Ukrainie, przyszłość NATO i rozpadający się porządek globalny.

DR IGNACY NOWOPOLSKI MAR 31

[Mnie „nie istniejąca cenzura” zabrania wejścia na tę stronę. M. Dakowski]

Glenn Diesen rozmawia z nim o szansach dyplomatycznych, błędnych ocenach strategicznych Zachodu i możliwych ścieżkach do osiągnięcia pokoju. Spostrzegawcza, brutalnie szczera rozmowa – wykraczająca poza główny nurt mediów.

Podsumowanie najważniejszych punktów:

„Zełenski musi odejść” – pułkownik Douglas Macgregor wzywa do zmiany polityki wobec Ukrainy

Rozmowa z Glennem Diesenem

W kontrowersyjnej rozmowie z politologiem Glennem Diesenem, pułkownik USA Douglas Macgregor analizuje geopolityczne konsekwencje wojny na Ukrainie – i znajduje jasne słowa.

Zełenski jest największą przeszkodą na drodze do pokoju, NATO nie ma przyszłości, a Europa stoi w obliczu próby bezpieczeństwa i gospodarki.

„Przeszkody nie znajdują się w Rijadzie – znajdują się w Kijowie i Waszyngtonie”.

Macgregor podkreśla, że ​​negocjacje między Rosją i USA w Arabii Saudyjskiej były zaskakująco konstruktywne. Prawdziwy problem leży jednak w prezydencie Zełenskim, który według Macgregora odrzuca każde rozwiązanie, które nie zakłada powrotu do sytuacji sprzed 2014 r. – scenariusz [Zełenskiego md] , który uważa za nierealny.

Rząd przejściowy zamiast eskalacji

Propozycja Macgregora: utworzenie na Ukrainie rządu przejściowego, któremu towarzyszyłyby wybory pod nadzorem ONZ lub OBWE. Tylko w ten sposób możliwe będzie dyplomatyczne wyjście z wojny. Obecne władze Ukrainy nie są już trwałe – sabotują porozumienia, celowo eskalują sytuację i tracą kontrolę nad własnymi siłami zbrojnymi.

NATO: obumierająca struktura?

Szczególnie mocna jest teza Macgregora o rychłym końcu NATO. Sojusz utracił strategiczną rację bytu, a gospodarcza i polityczna erozja Europy sprawia, że ​​duży projekt militarny przeciwko Rosji staje się farsą.
„Bez Stanów Zjednoczonych wszystko się zawali” – mówi Macgregor. Informuje o wcześniejszych próbach zapewnienia Europejczykom niezależnej infrastruktury dowodzenia – ale nikt nie chciał zainwestować.

Rosja: Brak zainteresowania podbojami

Macgregor przeczy zachodniej narracji, że Rosja chce zawładnąć Europą. Putin jest najbardziej pokojowym przywódcą rosyjskiego państwa od stulecia – celem jest stabilna, suwerenna Rosja.
Kreml jest również skłonny do kompromisu w kwestiach terytorialnych – pod warunkiem uznania Krymu i terenów obecnie kontrolowanych oraz uzyskania neutralności Ukrainy.

Trump jako czynnik pokoju?

Niezależnie od tego, czy go lubisz, czy nie, Macgregor widzi w Donaldzie Trumpie szansę na normalizację stosunków między Rosją a Zachodem. Jedynym promykiem nadziei w atmosferze zaostrzonej ideologią i eskalacją jest gotowość [administracji md] Trumpa do dialogu.

Wniosek

Wywiad przedstawia ponury obraz strategii Zachodu w konflikcie na Ukrainie – i formułuje jasną kontrpropozycję: dyplomacja zamiast permanentnej wojny, neutralność zamiast rozszerzania NATO, poczucie rzeczywistości zamiast ideologicznego uporu.
Pozostaje pytanie, czy ta perspektywa znajdzie oddźwięk w Waszyngtonie i Brukseli – ale analiza Macgregora najprawdopodobniej stanowi część rosnącego ruchu kontrreformacyjnego, który opiera się bardziej na faktach niż na narracjach.

Demograficzna katastrofa! Polska wymiera w zastraszającym tempie. To tempo rośnie.

Demograficzna katastrofa! Polska wymiera w zastraszającym tempie. Historyczne minimum

31.03.2025 nczas/demograficzna-katastrofa-polska-wymiera

Puste łóżeczko dziecięce
Puste łóżeczko dziecięce. Zdjęcie ilustracyjne. / Foto: Pixabay

Polska zajmuje ostatnie miejsce w Unii Europejskiej pod względem wskaźnika dzietności, a wśród krajów OECD znajduje się na szarym końcu. W 2024 roku odnotowano bezprecedensowy spadek liczby urodzeń, co stawia Polskę na ostatnim miejscu w Unii Europejskiej pod względem wskaźnika dzietności i w ogonie krajów OECD.

Według wstępnych szacunków Głównego Urzędu Statystycznego, w 2024 roku zarejestrowano około 252 tysięcy urodzeń, co oznacza spadek o ponad 20 tysięcy w porównaniu z rokiem poprzednim. Jest to najniższa liczba urodzeń odnotowana w całym okresie powojennym w Polsce.

Współczynnik dzietności (TFR) w Polsce spadł do alarmującego poziomu 1,11 w 2024 roku, w porównaniu do 1,16 w roku 2023 i 1,26 w roku 2022. Oznacza to, że na 100 kobiet w wieku rozrodczym (15-49 lat) przypada zaledwie 111 urodzonych dzieci. Warto przypomnieć, że optymalna wielkość tego współczynnika, zapewniająca stabilny rozwój demograficzny, powinna wynosić 2,10-2,15. [Jak wam nie wstyd, młodziki chyba z NCz! To nie „optymalna wielkość”, lecz minimalna dla zachowania stanu obecnego !! Optymalna – to między 2.5 a 3.5. Mirosław Dakowski]

„Za Birth Gauge można wnioskować, że Polska w 2024 r. miała wskaźnik urodzeń (TFR) na poziomie 1,11, co daje nam najniższy poziom w Europie. To także 3. najniższy wynik wśród krajów OECD, za nami jedynie Chile i Korea” – podkreśla Andrzej Kubisiak, zastępca dyrektora Polskiego Instytutu Ekonomicznego. [Korea – oczywiście Południowa. Ta pod komunistyczną dyktaturą ma się lepiej md]

Starzejące się społeczeństwo i konsekwencje gospodarcze

Problem niskiej dzietności nakłada się na zjawisko starzenia się społeczeństwa. Jak informuje Kubisiak, w Polsce w ciągu ostatnich 10 lat udział osób w wieku 65+ wzrósł najszybciej (+5,6 pkt proc.) ze wszystkich krajów UE.

Równocześnie Polska, wraz z Czechami, doświadcza największego wzrostu współczynnika obciążenia demograficznego, który zwiększył się o 13,3 punktu procentowego. Wskaźnik ten określa stosunek liczby osób w wieku nieprodukcyjnym do liczby osób w wieku produkcyjnym.

Od około 30 lat utrzymuje się w Polsce zjawisko depresji urodzeniowej, co oznacza, że niska liczba urodzeń nie zapewnia zastępowalności pokoleń. Najnowsze dane wskazują, że problem ten pogłębia się, stawiając przed Polską poważne wyzwania społeczne i gospodarcze na najbliższe dekady.

Fikcyjne zatrudnienie rektora Collegium Humanum. Czy była to łapówka od Jacka Sutryka.

Fikcyjne zatrudnienie rektora Collegium Humanum. Tyle zarobił we Wrocławiu

Dominik Kołodziej 31 marca 2025,

Miejska spółka Wrocławski Park Technologiczny (WPT) przez dwa lata zatrudniała rektora uczelni Collegium Humanum Pawła Cz. w roli doradcy — pisze „Gazeta Wyborcza”. Zdaniem Prokuratury Krajowej mogła to być forma łapówki od prezydenta Wrocławia Jacka Sutryka w zamian za załatwienie mu dyplomu MBA. W dwa lata Paweł Cz. miał zarobić 75 tys. zł. Pytani przez „Wyborczą” przedstawiciele spółki oraz Sutryk nabierają wody w usta.

Były rektor Collegium Humanum Paweł Cz. był przez dwa lata zatrudniony w spółce Wrocławski Park Technologiczny

Były rektor Collegium Humanum Paweł Cz. był przez dwa lata zatrudniony w spółce Wrocławski Park Technologiczny | Foto: Michal Zebrowski/East News / East News

[To oczywiście, wszyscy to wiedzą, Paweł Czarnecki,

krewny i „przyjaciel”Ryszarda Czarneckiego, zawód „polityk”. Czemu i na jakiej podstawie nazwiska takich celebrytów są ukrywane – nie wiemy. md]

==================================

Jak przekazała „Wyborcza”, były rektor Collegium Humanum przez dwa lata był zatrudniony na fikcyjnym stanowisku we Wrocławskim Parku Technologicznym. Miał w nim pełnić funkcję doradcy w programie „Przestrzeń warsztatowo-koncepcyjna WPT”. Nie wyjaśniono jednak, na czym miała polegać jego praca, brak jest też namacalnych dowodów, że coś tam realnie robił — dodaje dziennik.

Były rektor Collegium Humanum we wrocławskiej spółce. Śledczy twierdzą, że była to łapówka od Jacka Sutryka

Jak pisze dalej „Wyborcza”, zatrudnienie Pawła Cz. w WPT miało zdaniem śledczych charakter fikcyjny, a rektor zarobił w tym czasie 75 tys. zł za nic. Według śledczych była to forma łapówki od prezydenta Wrocławia Jacka Sutryka za otrzymanie dyplomu MBA bez konieczności chodzenia na zajęcia i zdawania egzaminów.

{Co znaczy „za nic”, jakie „za nic” ?? To poważny dyplom, panowie !! md]

Z dokumentów przedstawionych wrocławskim radnym z klubu Naprawmy Przyszłość wynika, że Paweł Cz. był zatrudniony w WPT od 1 czerwca 2020 r. do 30 czerwca 2022 r. i otrzymywał co miesiąc 3 tys. zł brutto.

Prezydent Jacek Sutryk i WPT unikają odpowiedzi na pytania

Prezes WPT Maciej Potocki nie odpowiedział na pytania „Wyborczej” dotyczące sprawy. Dr Marcin Pawęska, szef Rady Nadzorczej WPT, oznajmił, że nie zna jej szczegółów, ponieważ w ostatnim czasie był za granicą. Na pytania nie odpowiedział także prezydent Jacek Sutryk, który usłyszał zarzuty w aferze Collegium Humanum.

Studia MBA na Collegium Humanum w niecałe trzy miesiące ukończyło 50 polityków PiS piastujących wysokie stanowiska w spółkach Skarbu Państwa. Pod koniec lutego ub.r. na uczelni zaczęły się zatrzymania, a były rektor Paweł Cz. usłyszał 30 zarzutów, w tym działania w zorganizowanej grupie przestępczej.

Deep State

Deep State

Ukryty Rząd – od teorii spiskowej do racjonalnej krytyki biurokracji

MARIUSZ JAGÓRA MAR 31

„Deep State” (z ang. „Głębokie Państwo”) to termin używany do określenia ukrytej struktury władzy, którą tworzy tajna sieć wpływowych osób lub grup, umiejscowionych wewnątrz agencji rządowych, wojskowych, wywiadowczych i sektora prywatnego, działających poza normalnymi procesami demokratycznymi, w celu utrzymania kontroli nad polityką i władzą. Interpretacja koncepcji Głębokiego Państwa różni się w zależności od kontekstu – od racjonalnej krytyki biurokracji po wizje ukrytego rządu powszechnie zwane teoriami spiskowymi.

Doniesienia o istnieniu czegoś w rodzaju „głębokiego państwa” to żadna nowość. Już w XIX wieku Benjamin Disraeli, który dwukrotnie sprawował urząd szefa rządu, ostrzegał, że: „świat jest rządzony przez zupełnie inne osoby niż to sobie wyobrażają ci, którzy nie są za kulisami”. W przemówieniu do Izby Gmin w 1856 roku, mówił o tajnych stowarzyszeniach w Europie, podkreślając ich wpływ na politykę: „Nie da się tego ukryć, że znaczna część Europy – Włochy i Francja, a także duża część Niemiec, nie mówiąc o pozostałych krajach – pokryta jest siecią tajnych stowarzyszeń. One nie chcą rządów konstytucyjnych… One chcą zmienić własność ziemi, wygnać obecnych jej właścicieli, i zniszczyć istnienie kościelnych instytucji”.

W historii USA roi się od przykładów tajnych operacji prowadzonych bez odpowiedniego nadzoru i poza normalnymi procesami demokratycznymi, które powinny być przejrzyste. W latach 70-tych ubiegłego wieku ujawniono, że w latach 1950-60 CIA prowadziła tajny program, na nieświadomych uczestnikach, który miał na celu rozwój metod kontroli umysłu, za pomocą podawania narkotyków, takich jak LSD. Innymi przykładami są afera Watergate w 1972 roku, operacja COINTELPRO (seria tajnych i nielegalnych programów FBI, mających na celu dyskredytowanie organizacji politycznych, szczególnie tych o lewicowych poglądach) czy nielegalna sprzedaż broni Iranowi w celu finansowania Contras w Nikaragui, co było sprzeczne z prawem USA.

Otoczenie Donalda Trumpa od dawna oskarżało „głębokie państwo” o sabotowanie jego pierwszej prezydentury przez fabrykowanie dowodów w śledztwie prokuratora Roberta Muellera, które badało rzekome wpływy Rosji w wyborach z 2016 roku, czy blokowanie jego decyzji, szczególnie w kontekście polityki budowy muru na granicy z Meksykiem czy zakazu podróży z niektórych krajów muzułmańskich. Ale także o to, że czynnie działało przeciwko jego reelekcji, czego dobitnym przykładem jest sprawa „laptopa Huntera Bidena”. Laptop ten zawierał e-maile sugerujące, że Hunter wykorzystywał nazwisko ojca w interesach z ukraińską firmą Burisma i chińską CEFC. Informacje opublikował w „New York Post” w październiku 2020 roku, co wywołało natychmiastową reakcję mediów społecznościowych i biurokratów federalnych, oficjalnie podlegających urzędującemu prezydentowi – Twitter i Facebook ograniczyły udostępnianie artykułu „New York Post” na rozkaz płynący z FBI, a ponad 50 byłych urzędników wywiadu sugerowało, że historia ma „znamiona rosyjskiej operacji dezinformacyjnej”. Gdyby informacje przedostały się do szerokiej opinii publicznej, mogłyby zagrozić reputacji Bidena jako kandydata na prezydenta, zmniejszając jego szansę w wyborach. Nie przedostały się, Biden wygrał, a konto Trumpa zniknęło z Tweetera.

Ogłaszając swoją kandydaturę na reelekcję w 2024 roku, Trump spotkał się z szeregiem działań prawnych, które miały na celu uniemożliwienia mu startu w wyborach. W sierpniu 2022 roku FBI przeprowadziło nalot na jego posiadłość Mar-a-Lago w poszukiwaniu tajnych dokumentów, w wyniku czego roku Trump został oskarżony o 37 przestępstw związanych z niewłaściwym przechowywaniem dokumentów klasyfikowanych i utrudnianiem śledztwa. Oskarżenia obejmowały naruszenie ustawy o szpiegostwie, z możliwymi karami do 20 lat więzienia za niektóre zarzuty. W listopadzie 2022 roku specjalna komisja Izby Reprezentantów ds. zamieszek z 6 stycznia rekomendowała wszczęcie śledztwa przeciwko Trumpowi z rekomendacją postawienia oskarżeń o podżeganie do insurekcji. W marcu 2023 roku ława przysięgłych na Manhattanie oskarżyła Trumpa o 34 przestępstwa związane z fałszowaniem zapisów biznesowych.

Przytoczone przykłady mogą wskazywać, że koncepcja „głębokiego państwa” nie jest teorią spiskową, lecz praktyką wpływania na bieżąca politykę. Jeśli definiujemy Deep State jako sieć urzędników agencji rządowych, funkcjonariuszy wywiadu i wpływowych przedstawicieli biznesu, którzy działają w celu kształtowania polityki poza demokratyczną kontrolą, to warto spojrzeć na istniejące w USA organizacje czy agencje i na to, czy, i jaki mają wpływ na politykę. Niezwykle ciekawym przykładem jest USAID, czyli Amerykańska Agencja Rozwoju Międzynarodowego, założona w 1961 roku przez prezydenta Johna F. Kennedy’ego, odpowiedzialna za administrowanie cywilną pomocą zagraniczną, koncentrując się na takich obszarach jak rozwój gospodarczy, zdrowie i edukacja.

Tuż po dojściu do władzy, w lutym 2025 roku administracja Trumpa ogłosiła plany redukcji personelu USAID z ponad 10 tysięcy do mniej niż 300 osób, co oznacza fizyczne wygaszanie działalności agencji i paraliż jej możliwości operacyjnych. Siedziba agencji w Waszyngtonie została zamknięta, sprzęt biurowy wywieziony, pracownicy zostali wysłani na urlop administracyjny lub zwolnieni, a personel zagraniczny otrzymał 30 dni na powrót do USA. Elon Musk, kierujący Departamentem Wydajności Rządu DOGE, publicznie poparł likwidację USAID, nazywając ją „organizacją przestępczą” twierdząc, że „nie nadaje się do naprawy”. Tegoroczny budżet agencji w wysokości 50 mld dolarów został zamrożony z powodu wykrycia przez DOGE przykładów marnotrawienia milionów dolarów na kontrowersyjne projekty, takie jak 59 milionów dolarów na luksusowe pokoje hotelowe dla migrantów w Nowym Jorku, 8 milionów na myszy transpłciowe, 1,5 miliona dolarów na promowanie DEI w Serbii, 2 miliony dolarów na wsparcie opieki zdrowotnej afirmującej płeć w Gwatemali czy finansowanie badań dla EcoHealth Alliance, związanego z laboratorium w Wuhan.

Jak się okazuje, deklarowane cele zupełnie rozmijają się z operacyjnymi działaniami USAID. Agencja oficjalnie powołana do udzielania pomocy na rzecz rozwoju i działań humanitarnych na całym świecie, angażowała się również, pod pretekstem integracji euroatlantyckiej i reform demokratycznych, w działania, które wpływały na krajobraz polityczny innych krajów, często poprzez partnerstwa z think tankami, takimi jak Rada Atlantycka (The Atlantic Council), finansując inicjatywy promujące politykę zgodną z interesami określonych grup wpływu z USA. Założona także w 1961 r. Rada Atlantycka jest znanym amerykańskim think tankiem, organizacją zajmującą się sprawami międzynarodowymi, bezpieczeństwem i globalnymi kwestiami gospodarczymi, ze szczególnym naciskiem na wspieranie współpracy transatlantyckiej między Stanami Zjednoczonymi a Europą. Jej deklarowanym celem jest „wspólne kształtowanie globalnej przyszłości poprzez promowanie konstruktywnego przywództwa i zaangażowania w sprawy międzynarodowe w oparciu o centralną rolę społeczności atlantyckiej w stawianiu czoła wyzwaniom XXI wieku”. Rada Atlantycka otrzymuje znaczne wsparcie finansowe od amerykańskich agencji rządowych (np. Departament Obrony, USAID), zagranicznych rządów (np. Zjednoczone Emiraty Arabskie, Wielka Brytania), wykonawców z branży obronnej (np. Lockheed Martin, Northrop Grumman), banków i korporacji (Goldman Sachs czy ExxonMobil) i prywatnych darczyńców. Jest w znaczący i wielopłaszczyznowy sposób powiązana z Centralną Agencją Wywiadowczą (CIA). O tym, jak wpływowa jest ta organizacja, świadczy fakt, że zasiada w niej siedmiu byłych dyrektorów CIA. Kiedy NATO angażuje się w działania „społeczeństwa obywatelskiego”, które chce skoordynować, zsynchronizować z działaniami wojskowymi w danym regionie, Rada Atlantycka służy do wypracowaniu aprobaty dla tych działań, budowaniu konsensusu i realizacji działań politycznych w regionie będącym przedmiotem zainteresowania USA i NATO.

USAID często działa pod hasłem wspierania demokracji, co obejmuje pomoc w organizowaniu wyborów, szkolenie urzędników wyborczych i monitorowanie procesu wyborczego. Jednakże, w wielu przypadkach działania te są postrzegane jako próby wpływania na wyniki wyborów na korzyść określonych kandydatów lub partii. W przeszłości USAID wspierało organizacje i inicjatywy, które były wykorzystywane do obalania rządów uznanych za niepożądane przez administrację USA.

Istnieją oskarżenia [uzasadnione, z dowodami md] , że USAID była zaangażowana w „zmiany reżimów” w krajach, takich jak Serbia (2000), Gruzja (2003), czy Ukraina (2004, 2014).

Poza USAID czy Radą Atlantycką, istnieją inne organizacje, których oficjalnym celem jest wsparcie dla demokracji, a ukrytym – ingerencja wyborcza. Jedną z nich jest Narodowy Funduszu na rzecz Demokracji (NED), założona w 1983 roku przez Kongres USA prywatna organizacja typu non-profit dedykowana wspieraniu wzrostu i umacnianiu instytucji demokratycznych na całym świecie. Każdego roku NED udziela ponad 2000 grantów organizacjom pozarządowym w ponad 100 krajach, oficjalnie wspierając wolne media, prawa pracownicze, wolny rynek. Ta prywatna organizacja finansowana jest przez granty od Departamentu Stanu.

Amerykański Deep State a Polska

W Polsce, sojuszniku NATO i członku UE, działania USAID historycznie koncentrowały się na wspieraniu przemian demokratycznych w latach 90-tych. W 2000 roku agencja oficjalnie zakończyła swoją misję w Polsce, uznając udane przejście kraju do gospodarki rynkowej. Jednak pod rządami Bidena wznowiła niektóre programy, w celu wspierania społeczeństwa obywatelskiego i mediów w Europie Środkowej, w tym Polski Program USAID dla Europy Środkowej. Wiele środowisk prawicowych oskarżało agencję o wspieranie opozycji przeciwko rządom konserwatywnym w kontekście wyborów 2023 roku. USAID finansowało takie projekty jak „Latarnik Wyborczy” czy „Młodzi głosują” oficjalnie w celu edukacji wyborczej, ale krytycy twierdzą, że mogły wpływać na preferencje wyborcze młodych ludzi. Pieniądze miały otrzymywać takie lewicowe organizacje jak „Krytyka Polityczna”, „MamPrawoWiedziec.pl”, Centrum Edukacji Obywatelskiej, Helsińska Fundacja Praw Człowieka, czy Kampania Przeciw Homofobii. Według portalu money.pl, co najmniej 27 polskich instytucji otrzymało pieniądze USAID w ciągu ostatnich pięciu lat, głównie na lewicową propagandę i działania anty-PiS.

Mike Benz, były urzędnik Departamentu Stanu USA, w programie „The Joe Rogan Experience” wskazał na możliwą ingerencję administracji Stanów Zjednoczonych w polską politykę: „Według bidenowskiej, lewicowej administracji, jedyna prawdziwa demokracja to demokracja liberalna, inna to reżim, w stosunku do którego należy zastosować mechanizm „sprawiedliwości okresu przejściowego”, z pomocą finansów Departamentu Stanu i agencji USAID. Sprawiedliwość przejściowa (Transitional Justice) to idea, która sprowadza się do tego, że kiedy zachodniej lewicowej elicie nie podoba się jakiś rząd, dąży do jego obalenia pompując fundusze w celu wsparcia opozycyjnej partii politycznej, żeby pomóc wygrać jej wybory, żeby „pomóc” sojusznikowi przejść on od autokracji do demokracji czyli od nieliberalnej demokracji do prawdziwej, liberalnej demokracji.

Doktryna ta przewiduje, że po sukcesie wyborczym, należy układ zacementować, korzystając pomocy subsydiowanych organizacji pozarządowych i usłużnych mediów, doprowadzić do stworzenia kryminalnych przesłanek w celu wyeliminowania przeciwników politycznych, właśnie pokonanych w wyborach, aby powstrzymać ich przed ponownym dojściem do władzy”. Benz zauważył, że oficjalnym czasopismem Międzynarodowego Forum Studiów Demokratycznych wspomnianej wcześniej NED jest Journal of Democracy. W grudniu 2023 w czasopiśmie pojawia się artykuł autorstwa Jarosława Kuisza i Karoliny Wigury zatytułowany „Jak zdemontować nieliberalną demokrację?” w którym autorzy piszą: „Nowy rząd Polski musi zatem zrobić coś więcej niż tylko powrócić do liberalnej demokracji; musi zająć się sprawiedliwością okresu przejściowego. Premier Tusk i jego rząd koalicyjny muszą również ustabilizować system polityczny, aby zapewnić, że populizm nie powróci w następnych wyborach. Przyszłość demokracji w Polsce wisi na włosku.”

Przyszłość demokracji leży na sercu Henny Virkkunen, Wiceprezydent Komisji Europejskiej ds. Suwerenności Technologicznej, Bezpieczeństwa i Demokracji, która ogłosiła w wywiadzie dla Deutsche Welle, że Komisja Europejska zorganizuje „okrągły stół” dotyczący wyborów prezydenckich w Polsce, zaplanowanych na 18 maja 2025 roku, z możliwą drugą turą 1 czerwca 2025 roku. Do obowiązków Pani Virkkunen należy zapewnienie „bezpieczeństwa i integralności demokratycznej państw członkowskich, szczególnie w sferze cyfrowej”. W Rumunii w grudniu 2024 roku pierwszy etap wyborów prezydenckich został unieważniony z powodu domniemanej ingerencji rosyjskiej za pośrednictwem TikToka. UE prowadzi dochodzenie przeciwko TikTokowi na podstawie Aktu o Usługach Cyfrowych (DSA). Urzędujący Prezydent Rumunii Klaus Iohannis wezwał państwa UE do współpracy w przeciwdziałaniu rosyjskiej ingerencji, wskazując na ataki cybernetyczne, dezinformację i propagandę.

W styczniu 2024 roku, wtedy jeszcze senator JD Vance w liście wysłanym do sekretarza stanu Antony’ego Blinkena potępił milczenie administracji Bidena w sprawie tłumienia przez polski rząd „wolności mediów i rządów prawa”.

W poście na X napisał: „Do niedawna Polska miała konserwatywny rząd. Stosując dużą presję dyplomatyczną i ekonomiczną, administracja Bidena (przy pomocy wielu krajów europejskich) atakowała ten rząd jako antydemokratyczny. Rząd ten został niedawno zastąpiony przez globalistyczny rząd liberalny, który obecnie aresztuje swoich przeciwników politycznych i zamyka debatę publiczną. W imię ochrony demokracji wykorzystują dolary z podatków obywateli do atakowania rządu, który był naszym wielkim sojusznikiem. Stany Zjednoczone wykorzystują presję dyplomatyczną oraz dolary podatników do atakowania konserwatywnych wartości i rządów, tworząc rządy, skłonne do globalnej współpracy.”