Sama tego chciałaś, Europo Dyndało…

Jerzy Karwelis https://dziennikzarazy.pl/22-02-sama-tego-chcialas-europo-dyndalo/

Administrację Trumpa charakteryzuje delfickość. Jak to z przepowiedniami z ust proroczych wyroczni bywało – były one mętne i właściwie rządzili jej wyrokami interpretatorzy. Tak mamy i teraz – Trump mówi ezopowo, na okrągło, coraz mu się tam zmienia, ale też nie wiadomo do końca, bo jego rewelacje pochodzą bardziej z ust jego podręcznych, niż wprost od niego. I mieliśmy teraz wysyp takowych – raz szef Pentagonu zapodał bardzo smutną wersję przyszłej małej architektury bezpieczeństwa po pokoju (rozejmie?) na Ukrainie, raz to wiceprezydent Vance złagodził to stanowisko, potem znowu wizytujący Europę szef Pentagonu wprowadził trochę realizmu, ale raczej wokół konieczności utraty złudzeń w wykonaniu Polaków.

Z tych interpretacji powstały trzy trendy komentariatu polskiego. Niestety – oficjalny, polski dołączył do grona europejskich płaczek, coś tam bąka znowu o wartościach, nie widząc, że to inne czasy i stare już „se ne vrati”. Że Europy pomijać nie można (jak nie można, skoro właśnie jest pomijana) i żeby się wziąć razem wespół w zespół i dać odpór. Najchętniej chyba słowem. Drugi typ komentarzy, to „a nie mówiłem…”. To smutna satysfakcja tych, którzy od lat ostrzegają, że beztroska zabawa Europy, i wtórującego jej prymusika polskiego, w jazdę na gapę w tramwaju amerykańskiego bezpieczeństwa spowoduje, że bez własnych zasobów realnej siły, jak się ten tramwaj zatrzyma, zaś motorniczy wyprosi z pokładu, to się znajdziemy sami na przystanku. Za to nasi dotychczasowi partnerzy europejscy, co to kozakowali na pusto, wrzucą nas pod pierwszy lepszy tramwaj, tym razem nadjeżdżający ze wschodu. Tak, ci komentatorzy mieli rację, ale zazwyczaj konstatacja jest taka, że właściwie to już jest bardzo późno na jakąś naszą reakcję.

Ale – z kolei nie tylko nie ma nie tyle pomysłu, ale i nie ma wciąż woli polskich władz, by zdefiniować dzisiejszy polski interes w tym okresie kształtowania się naszej rzeczywistości na lata. Znowu mamy się trzymać spódnicy „starszych i mądrzejszych” nie bacząc, że ani ich interesy nie są zbieżne z naszymi, ani nie ma co się łudzić, że żyjemy pod parasolem prymatu amerykańskiego, bo ten właśnie – na Ukrainie – przegrał spektakularne starcie.

Jest też i trzecie podejście – poczekać co się wyłoni z konkretnych propozycji. Ale wszystkie te postawy nie dają nam żadnej gwarancji realizacji naszych (niewiadomych zresztą) celów. Jesteśmy podmiotem biernym, na co długo pracowaliśmy, głównie w wykonaniu elity rządzącej, ale i też z powodu lekkomyślności suwerena, który zajmował się wyborem nieistotnych priorytetów. Przychodzi czas zapłaty za wieloletnie zaniechania i wielu chce się dalej obrażać na rzeczywistość, co powiększy tylko przyszłe i nieuniknione rachunki.       

No i mamy to. Wojna na Ukrainie dobiega powoli końca, pora więc na podsumowanie i bilans stron. Nie ukrywam, że z pewną dozą satysfakcji siadam teraz do pisania tego, ale to satysfakcja gorzka, skoro ziściły się moje (i nie tylko moje) najczarniejsze scenariusze. Warto jednak się pokusić o choćby najgorszą w rezultatach egzegezę, bo lepszy jest taki realizm niż słodzenie rzeczywistości i nagłe obudzenie się w wychodku. Tyle moich tu refleksji. Ale tekst ten dedykuję tym wszystkim mniejszym lub większym podżegaczom wojennym, którzy nie tak dawno wyzywali mnie od pacyfistów, a dziś te moje prognozy i wnioski widzą już na nagłówkach gazet, że mocarstwa tak się umawiają, zaś my – czekamy w piwnicy, aż ktoś do nas zejdzie i powie co, również w naszej sprawie, zdecydowano. Ale pojedźmy po tzw. interesariuszach tej wojny z ich własnym bilansem tego konfliktu, zaś później zobaczymy co wynika z tego w całości.

Rosja

Przypomnieć należy dwie daty. Pierwsza to wyraźne ultimatum Rosji wobec Zachodu, 17 grudnia 2021 roku Kreml wydał z siebie żądania przebudowy układu w Europie, pod wyraźnym szantażem, że jak nie – to będzie awantura na Ukrainie. Poczytajmy co tam chcieli Rosjanie:

  • nieagresji i powstrzymania się od działań, które Rosja uznaje za szkodliwe dla swojego bezpieczeństwa;
  • nierozszerzania NATO, zwłaszcza na wschód, szczególnie na obszar poradziecki;
  • nietworzenia baz i nieprowadzenia aktywności wojskowej na terytorium Ukrainy oraz innych państw poradzieckich niebędących członkami Sojuszu;
  • nierozmieszczania rakiet średniego i pośredniego zasięgu poza obszarem NATO i w rejonach, z których możliwe jest rażenie terytorium Rosji;
  • nierozmieszczania broni jądrowej poza terytorium państw ją posiadających i likwidacji infrastruktury to umożliwiającej;
  • nierozmieszczania wojsk i nieprowadzenia aktywności wojskowej na Ukrainie oraz w innych państwach poradzieckich;
  • wycofania wojsk sojuszniczych rozmieszczonych na terytoriach nowych państw członkowskich NATO po maju 1997 r. (po podpisaniu Aktu Stanowiącego NATO–Rosja);
  • wyznaczenia strefy buforowej wokół granic Rosji i jej sojuszników z Organizacji Układu o Bezpieczeństwie Zbiorowym, gdzie niedozwolone będą ćwiczenia i inna aktywność wojskowa na poziomie brygady sił zbrojnych i wyższym;
  • niedopuszczenia przelotów ciężkich bombowców i przepływu okrętów wojennych na obszarach, z których mogłyby one razić cele na terytorium Rosji (zwłaszcza na morzach Bałtyckim i Czarnym);
  • zachowania przez samoloty bojowe i okręty wojenne państw Sojuszu określonego dystansu od analogicznych jednostek rosyjskich w przypadku ich zbliżenia się do siebie.

Zachód, a zwłaszcza USA te żądania odrzuciły, Biden pogadał z Putinem, czym tak ośmielił rosyjskiego przywódcę, że ten zaatakował 22 lutego 2022 roku Ukrainę. I tu pokazały się kolejne żądania Rosji, tym razem sprowadzone do samej Ukrainy: „demilitaryzacja, denazyfikacja, i neutralny status”. Teraz popatrzmy które z tych celów Rosja osiągnęła:

  • Demilitaryzacja – to kwestia za nie długich ustaleń warunków pokoju (rozejmu?). Zobaczymy co tam USA z Rosją ustalą, a należy się obawiać nie tylko demilitaryzacji Ukrainy, ale i naszego regionu. Bo przegrywana wojna na Ukrainie powoduje, że nie tylko trzeba się patrzeć na trzy „warunki ukraińskie”, ale i na realizację ultimatum Putina z grudnia 2021. A tam stoi między innymi jak byk – „wycofanie wojsk sojuszniczych rozmieszczonych na terytoriach nowych państw członkowskich NATO po maju 1997 r. (po podpisaniu Aktu Stanowiącego NATO–Rosja)”.
  • Denazyfikacja brzmiała na początku bardzo egzotycznie, ale pro-banderowskie inklinacje rządu w Kijowie uświadomiły światu, i przede wszystkim Polakom, że jest coś na rzeczy. Wcześniej brano to po prostu za pretekst Putina do zmiany władz w Kijowie, ale ten pretekst nabrał realnych kształtów. Tak czy siak chodziło o zmianę władz w Kijowie. Proces ten – po rozejmie i rozpisaniu odwlekanych wyborów na Ukrainie – może zostać zrealizowany i przynieść oczekiwane przez Kreml zmiany w Kijowie. Bilans bowiem wojny jest bardzo niekorzystny dla władz ukraińskich i lud może wymóc tu zmianę coraz mniej popularnej ekipy.
  • Neutralny status Ukrainy jest też za rogiem. Nikt już nie będzie obstawał (no, oczywiście oprócz Polski) za natychmiastowym przystąpieniem Ukrainy do NATO. Nawet Kijów to rozumie, choć Warszawa – nie. Jest to zwycięstwo Putina, który i tu osiągnął cele swojej wojny. NATO i tak samo jest w kryzysie, bo wojna ujawniła tu jego bezzębność w przypadku wycofania się USA. Teraz nawet nie wojska NATO będą zasiedlały jakąś strefę buforową, jeśli taka powstanie, by rozdzielić Rosję od Ukrainy.
  • Do tego należy dodać sukcesy terytorialne Rosji, które powiększyły się od czasu rozpoczęcia wojny, przebiły zdobycze z 2014 roku i nie wydają się do porzucenia w ramach jakiejś formy pokoju. Tu więc też Putin wygrał.

Samą sytuację negocjacyjną ma Kreml niezłą. To Trumpowi się spieszy do realizacji swej obietnicy, zaś czas gra na korzyść Putina. Front się zatrzymał i gnije, pomoc zachodnia praktycznie zanikła, morale w wojsku ukraińskim – poniżej poziomu linii okopów. Putin może czekać na coraz to lepsze oferty. Sankcje mu nie uwierają tak jak Zachód myślał, za to europejski Zachód tylko czeka by wrócić do business as usual. Zresztą i nie czekał z tym Zachód do końca wojny – handel z Rosją na surowce kwitł na całego, tyle, że kupowano przez pośredników, co w cudowny sposób wypłukiwało ukraińską krew z ruro- i gazociągów. Jednak jednocześnie podrażało koszty energii w Europie, ale i dawało w końcu zyski Rosji, bez względu na obchodzone sankcje. Wojna zbliżyła Rosję z Chinami, dając jej jednak – jak widać – pole manewru gry z USA. Jeśli dodać do tego społeczne poparcie wśród Rosjan dla tej wojny, brak problemów – kluczowych dla Ukrainy – z rekrutem, to bilans wojny wychodzi u Putinów na plus. Mają więcej niż chcieli zaczynając tę wojnę i mogą spokojnie podbijać cenę punktami z listy ultimatum z grudnia 2021.

USA

Celem tej wojny, a właściwie korzyścią z jej wybuchu (nie wiadomo czy nie stymulowaną) miało być osłabienie Rosji, jako niebezpiecznego potencjalnego partnera Chin. Wiadomo – w układzie trzech mocarstw, a właściwie dwóch i jednego aspirującego (Rosji) sprawa się rozgrywa o przyciągnięcie na którąś ze stron tego trzeciego. Dwóch na jednego to lepszy układ niż odwrotnie. Wydaje się, że celem USA było osłabienie potencjalnego partnera Chin, zrobienie mu na granicy krwawiącego Wietnamu, a w najlepszym razie – by poobijanego pretendenta przeciągnąć na swoją stronę. Tak wydaje się myślał Biden. I dlatego przeciągał jak długo się da trwanie tej wojny, za którą tak naprawdę płaciła Ukraina i jej naród.

Trump zauważył, że ta sytuacja raczej wpycha Rosję w ręce Chin. Bo w czasie tej wojny ta współpraca się zacieśniła, grupa BRICS się umocniła i pojawiła się kolejka chętnych do dołączenia. Rosja znalazła inne rynki zbytu na swe surowce i architektura układu światowych wpływów się zmieniła. I to mocno na niekorzyść USA. A więc Trump doszedł do wniosku (jeszcze przy wsparciu własnej opinii publicznej ), że przedłużanie tej wojny tylko pogłębia te negatywne dla USA trendy i zaczął Trump nastawać na pokój. Pytanie tylko – za jaką cenę? Ano za taką, której na pewno USA nie zapłaci. Ba – dostanie zwrot od Europy za swe „militarne inwestycje” w ten konflikt.

Bo co proponuje na razie Trump? (zobaczymy oczywiście co z tego zostanie). Po pierwsze – kwestia architektury bezpieczeństwa w Europie po tej wojnie to… sprawa Europy. USA tu się nie będą angażować, no boots on the ground. A więc w strefie demarkacyjnej, jeśli ta powstanie, wojska mają wystawić Europejczycy. Po drugie – żadnych marzeń, panowie z Kijowa, ale i Polski, o NATO, to już ustalone, myślę, że tak samo co do zwrotu terytoriów ukraińskich zajętych przez Rosjan. I zapłata – za pomoc w wojnie Ukraina udostępni swe surowcowe zasoby, zwłaszcza metali ziem rzadkich, z których USA będą mogły korzystać. Jak im się w tej prawie zamknęli Chińczycy, to sobie zrekompensują to z Ukrainą. Podkreślmy – taki rachunek wystawiła Ameryka za pomoc Ukrainie, i to jest ważna konstatacja, dla krajów, takich jak np. nasz, które pomagały na piękne oczy, zaś wszystkich tych, którzy wspominali o jakiejś rekompensacie za pomoc – wyzywali od hien cmentarnych.

Czyli – zmniejszenie do zera zaangażowania się USA w ten konflikt, od-natowienie architektury bezpieczeństwa w Europie, artykuł piąty Traktatu Północnoatlantyckiego idzie do lamusa, zero gwarancji militarnych dla Ukrainy od USA, niech Europejczycy martwią się sami. Z drugiej strony – przyjazne gesty wobec Kremla, wielka przyjaźń wielkich narodów, niewiadome koncesje geopolityczne w Europie Środkowo-Wschodniej i mglista, acz groźna przyszłość zbliżenia współpracy gospodarczej. Mroczna, bo nie wiadomo za jaką cenę do zapłacenia przez nas.

Ukraina

No, tragedia. Kraj w ruinie, połowa luda uciekła na Zachód, znowu grożą Dzikie Pola w tym regionie. Największa ofiara tej wojny, co oczywiste, jednak cena tej ofiary nie musiała być taka. Wyraźnie widać, że po pierwszej klęsce ofensywy Rosji na Kijów pojawiło się okienko możliwości godnego pokoju. No, może rozejmu, ale to, co teraz się szykuje też może być tylko rozejmem. Rozmowy w Stambule w 2022 roku uzgadniały o wiele lepsze warunki zakończenia tej wojny niż to, co leży dziś na stole. I Ukraina mogła to brać, ja bym brał w ciemno. Ale pojawili się podżegaczo -naganiacze, gęgacze, żeby dojechać Moskala. Przyjechał premier Wielkiej Brytanii, Sulivan z Białego Domu i przekonali Zełenskiego, że jedziemy dalej. I od tej pory wojna nabrała tempa, ale nie poprawiła sytuacji Ukrainy, tylko ją pogorszyła.

Moskale mówią o sobie, że Rosjanin powoli zaprzęga ale szybko jedzie. Po pierwszej porażce Rosja się ogarnęła co do doktryny tej wojny, odrobiła lekcje, poprzestawiała się ekonomicznie z zaopatrzenia „misji specjalnej” na gospodarkę wojenną, uodporniła gdzie się da na sankcje – i przetrwała. Wojna zaczęła się toczyć nie tak już optymistycznie – Kreml zrezygnował już z zajęcia Kijowa, zajął się – i to skutecznie – podbijaniem tych regionów, gdzie pod mniej lub bardziej realnym pretekstem ochrony ludności rosyjskiej, zajął tereny z dużymi zasobami surowcowymi lub takimi o dużym znaczeniu geostrategicznym.

A Ukraina wciąż wojowała, najgorzej, że z Zachodem, który najpierw podpuścił, później obiecał i na końcu nie dowiózł. Trzeba było się uganiać za każdym pociskiem, zawłaszcza, że Zachód tak się kompletnie rozbroił w strategicznym dealu Niemiec z Rosją, że na pomoc nie można było liczyć, choć i nie było z czego. Zachód był jak kiedyś komunizm z produkcją konserw mięsnych – tych nie robiono z powodu braku blachy, zresztą i tak nie było mięsa. W stosunkach międzynarodowych Zełeński brał skąd dawali, ale nie kwitował. W przypadku krótkotrwałej miłości do Polski, po jej eksploatacji widowiskowo odwrócił się do Niemiec, upatrując w nich swego geopolitycznego patrona. Z USA był zawsze jak najlepiej i kiedy Kijów zobaczył, że po zabiciu ukraińską rakietą dwóch Polaków w Przewodowie Warszawa czeka aż się Biden obudzi, by wiedzieć jak ma zareagować – Ukraina kompletnie przestała się przejmować Polską: po co zabiegać o lokaja, skoro można sprawy załatwiać z jego panem?

Najgorzej Zełenskiemu szło u siebie. Naród spylił od razu, ale i później – morales upadło. No, bo trzeba być rzeczywiście patriotą, by walczyć o kraj rządzony przez oligarchów, gnić w okopach, kiedy oligarchów synowie zamiast walczyć o kraj rozbijają się bentley’ami w luksusowych dzielnicach Europy. Do tego dochodzi jeszcze fatalne budowanie mitu założycielskiego nowej Ukrainy na po-fasztystowskich cokołach banderyzmu. Kompletnie niezrozumiałe podejście, które nie tylko zniechęca Polaków, ale i cały świat, który najpierw oklaskiwał bohatera ukraińskiego w kanadyjskim parlamencie, by potem okazało się, że gościu jest z Waffen-SS. Najgorszy dla Ukrainy jest jednak bilans rzeczywisty – zrujnowany kraj i niewiadome setki tysięcy zabitych Ukraińców. I pytanie, które się kołacze w głowach Ukraińców – po co to było? Po co było ciągnąć tę wojnę, jak można było ją skończyć dwa lata, kilka regionów i kilkaset tysięcy ofiar mniej temu? Jaki był cel i jakie są rezultaty?

Końcowym bilansem jest zrujnowany kraj, zdepopularyzowany naród, kolonia eksploatacyjna surowców dla Zachodu, kraj-bufor pomiędzy wschodem a zachodem, ziemia niczyja i dzikie pola beznadziei. I niewiadoma nowa ekipa polityczna, bo ta stara za tę postawę w wojnie zapewne zapłaci z rąk resztek narodu ukraińskiego. I – po tych wszystkich naszych poświęceniach – niewiadome relacje Polski z przyszła Ukrainą, lub tym, co z niej zostanie.                     

Europa

Tak, to koniec wożenia się na gapę. Głównie z Amerykanami. Jeszcze w pierwszej jego kadencji Niemcy się śmiali z Trumpa, w ONZ, gdy ten napominał ich, że ich projekty z Rosją skończą się źle. No, bo USA miały zatarg o hegemonię z Chinami, płaciły za ochronę Europy, a ta Europa handlowała z Rosją, budując tą współpracą przyszłego partnera Chin w starciu z Ameryką. Gdzie tu był sens do kontynuacji tej polityki w interesie USA? W dodatku Europa pluła na te straszne Stany, Jankee miały go home, co chwila. Jednocześnie pieniądze zaoszczędzone na zanikające zbrojenia Europa przeznaczała na social, pukała się w głowę nad losem Amerykanów, co to zasuwają na trzech etatach i mają dwa tygodnie urlopu w roku. No to przyszedł Trump i powiedział – barabardzo, radźcie sobie sami.

Deal europejski był dealem niemiecko-rosyjskim i po to tylko była i jest ta cała Unia. Po to, by Berlin miał organizacyjną ekspozyturę do realizacji swej europejskiej hegemonii. Pomysł był porywający – my tu mamy technologie, dostaniemy surowce od Rosji za półfree, jeszcze pohandlujemy nimi z resztą Europy, trzeba tylko zaczopować kraje z własnymi zasobami energii, najlepiej pod zielonoładowym pretekstem. Warunkiem współpracy ze strony rosyjskiej było pilnowanie, głównie przez Niemcy, demilitaryzacji Europy, na co się godziły beztroskie narody, gdyż zaoszczędzone w ten sposób środki wracały do suwerena w postaci rozbuchanego socialu. Było to więc perpetuum mobile, wszystko grało, szło jak po maśle, aż tu Putin zrobił numer i wszystko popsuł wojną na Ukrainie.

Wojna pokazała od razu egoizmy państwowe, kompletnie nierówny krok Zachodu w tym konflikcie, NATO zostało praktycznie obnażone, jako twór bezzębny, jeśli nie używa sztucznej szczęki amerykańskich militariów. Zachód nie wsparł Ukrainy, nawet gdyby chciał to nie miał na to innych niż amerykańskich środków. Wojna się zaglimziła, Unia wydała z siebie setki konferencji o niemożności, deklaracji o wzmożeniu i wyrazów poparcia. W dodatku na zasadzie wahadła – dla ciemnego ludu chyba – odbiła się wajcha w drugą stronę: niegdysiejsi europejscy poplecznicy Putina zaczęli recenzować jego zatwardziałych przeciwników, co do współczynnika onuzycmu. Zrobiło się zero-jedynkowo: żadnych rozmów z mordercą z Kremla, sankcje, ostracyzm, nawet balet ruski nie pasował, co dopiero mówiąc o Dostojewskim i Puszkinie w bibliotekach.

A pod spodem, wręcz po linią frontu, szedł business, może nie as usual, ale szedł. Sankcje na import ruskich surowców były przez Zachód ogłaszane, a jednocześnie obchodzone, z wykorzystaniem pośredników, którzy nagle stali się znaczącymi eksporterami surowców, których przecież nie wydobywali, tylko kupowali od Ruskich, doliczając marżę. I interes się kręcił, europejskie pieniądze wracały na Kreml na zakupy w wojnie, którą Zachód jednocześnie oficjalnie potępiał. Ale wszystko w Europie podrożało, w dodatku nasiliły się trendy de-industrializacji na Starym Kontynencie i kontrakt społeczny, że Europejczycy będą tu sobie spokojnie zawijać marżę w sreberka, bez pocenia się – zawalił się na oczach jednego pokolenia.

Europa nie budowała swojej siły, konsumowała tylko swoją byłą pozycję, licząc, że stan ten będzie trwał wiecznie. W dodatku przytrafiły się jej dwie rzeczy po drodze – bezwstydny już poziom aspiracji niemieckich (tak samo coraz mniej uzasadniony) do przywództwa na kontynencie (podbity przez Bidena i zakwestionowany przez Trumpa) i do tego doszło jeszcze globalistyczno-lewackie ideolo. Zielony Ład dobił (i jak widać z uporu wciąż dobija) resztki europejskiej konkurencyjności. Słaba Europa, ze „sprawdzam” Trumpa okazała się porcelanowym słonikiem byłej wielkości stojącym (?) na glinianych nogach prężenia zwiotczałych mięśni. W czasach rewolucji, nawet nie zdrowego rozsądku, ale pragmatyzmu – taka waluta ma słabiutki kurs, na który nabierają się już chyba tylko takie kraje jak Polska.

Polska

Tak właściwie to w sprawie „Polska a wojna na Ukrainie” można mieć tylko jedną satysfakcję, ale wynikającą raczej z geopolitycznego przypadku, nie zaś naszej, państwowej zapobiegliwości. Do tej pory, od lat, w roli dzisiejszej Ukrainy występowała Polska. Byliśmy „first to fight”, ale i też „first to loose”. Główne królestwo „ziem skrwawionych” było terenem ścierania się europejskich potęg, buforem i to bez względu kto z kim i o co walczył. Taki już nasz los. Polska, bez obecnej Ukrainy mogłaby podzielić jej los, też się wykrwawiać w interesie mocarstw na wojnie zastępczej dla nich, ale jak najbardziej realnej dla nas. Też bylibyśmy, jak obecnie Ukraina, obiektem poświęceń dokonywanych zza bezpiecznych biurek Zachodu, podziwiani za daninę krwi, ale z wyraźnym westchnieniem, ufff, że to nie my. Ale to nie nasza zasługa, nawet odwrotnie – nasi przywódcy wysoce starali się byśmy my, Polacy, weszli w gorącą fazę tej wojny, mając w planach nie tyle użycie naszej nieistniejącej siły, ale rachuby na silniejszych z naszej bandy, ostatecznie – posiadając plany szybkiej ewakuacji z Okęcia naszych światłych przywódców.

W bilansie jak zwykle wyszliśmy na lekkomyślnych romantyków. Jeśli Europa jeździła na gapę w tramwaju amerykańskim, to myśmy myśleli, że jak mamy dobry układ z motorniczym, to nam to ujdzie na sucho. Były to kompletnie błędne kalkulacje. Nasze pojęcie interoperacyjności na wschodniej flance NATO dało nam złudną nadzieję, że kwestie naszej suwerenności będzie wiecznie bronił najsilniejszy z bandy na naszym podwórku. A więc zarzuciliśmy chodzenie na siłownię, zaś nasze ambicje budowy własnej siły militarnej ograniczyliśmy do roli pomocniczej w armii dowodzonej przez Amerykanów. A nikt się nie zastanawiał – a jak to będzie z nami, jak się Amerykanie zawiną z Europy, bo ich rachunek kalkulacyjny się zmieni, a nawet jak się okaże, że takie stracie z Rosją – przegrali, bo tak wychodzi nam teraz?

W kraju, w którym strategią państwa nie zajmuje się ono same, ale prywatne think tanki, finansowane za pomocą portalu „Zrzutka”, nie można się spodziewać niczego innego. Wojsko stało się depozytariuszem obciachu, baletami do defilad, orzełkowania, biało-czerwonienia, w końcu – uzależnienia od zmiennej sceny politycznej, bez żadnej perspektywy strategicznej dla Polski, innej niż przetrwanie danej ekipy. W dodatku zapatrzonej w jedyne źródło swej siły, jaką po odrzuceniu sprawczości polskiego suwerena stali się zewnętrzni patroni.

Władze polskie – i to bez względu na ich zmienne kolory – zaczęły licytować nieosiągalne cele tej wojny – chciejstwo, wrzucanie wszystkiego do obcego koszyka i deklaracje, z których teraz albo się jest głupio wycofać, albo jeszcze bardziej – dalej obstawać przy fantasmagoriach. Ta ostatnia postawa – wcale nie rzadka, nawet w wykonaniu oficjeli, popycha do kolejnych konstatacji opartych na wykryciu ponownej zdrady przez niewdzięczny Zachód, potrzebie przeciwstawienia się poprzez wartości i ubolewaniu nad okropnościami pragmatyzmu. Typowe romantyczne zawodzenia, że po klęsce – oj d..a panie, boli, oj boli…

Wyszło, że nic się nie nauczyliśmy przez całą III RP. No, bo jak to jest, że nasza racja stanu została sprowadzona do osiągnięcia celów średnioterminowych – członkostwo w NATO i UE – czyli „poza” Polską, w podczepieniu się pod sojusze? To miało dwa fatalne efekty – po pierwsze uznaliśmy te cele za osiągnięte, a więc poszliśmy spać do domu, zamiast się budować pod osłoną tychże sojuszy. Po drugie – straciliśmy w sumie narzędziowość tych celów w końcu tylko średnioterminowych. Gdyby bowiem nasze cele były oczywiste i długoterminowe – zapewnienie przez państwo bezpiecznego rozwoju kraju i dobrobytu Polakom, to wiedzielibyśmy, że nasza przynależność do sojuszy, to tylko jeden krok na długiej drodze. A myśmy zatrzymali się w połowie schodów do suwerenności, by oddać się albo konsumpcji, albo emocjom wojny polsko-polskiej.

Z obecnych przesłuchów widać, że CAŁA klasa polityczna nie jest w stanie wyjść poza ten błędny paradygmat. Do tego trzeba konstatacji, że nasz główny sojusznik przegrał na naszym terenie i trzeba się samemu ogarnąć. A Trump bardziej lubi silnych partnerów niż słabych, acz lojalnych gapowiczów. Można być i członkiem NATO, i prowadzić własną politykę suwerenności, tak jak Turcja, która dokonuje projekcji własnej siły daleko poza granicami swego kraju, ale zawsze w granicach swego interesu geopolitycznego. A wydaje – uwaga! – niewiele więcej na armię, niż paździerzowo-baletowe wojsko polskie.

Trzeba nam tu głębokiego resetu, ale wydaje się, że bez zasadniczej zmiany zapyziałej już w starych koleinach obecnej sceny politycznej nie da się tego zrobić. No, bo co robią nasi rządzący i nierządzący teraz? Tuski zaszywają się z płaczliwym trupem Europy w worku suplikacji do Trumpa, żeby może nie, że trzeba by i Europa siedziała przy stole nowego ładu? A czemuż niby tak miało by być? Co ona takiego wkładać ma w te negocjacje? Jakie gwarancje? Militarne? To chyba żarty jakieś? Może jakiś sprzeciw, bo jak się jej nie uwzględni to co? Sprzeciwi się? Czym? I jak, skoro teraz prosi Trumpa, żeby jednak USA zostały bronić Europy?

Opozycja pisowska to samo, choć nie tak samo. Skandowanie „Donald Trump” w polskim Sejmie i nadzieja, że znowu się wróci i będzie po staremu. Że Donald Trump tym razem zauważy i doceni. Poklepie, powie coś o Powstaniu, może nawet naśle nowych kelnerów, którzy, tak jak starzy, wywrócą okropną Platformę. Czyli znowu ten sam błąd – przewagi obrotów wewnętrznej polityki złożone na ołtarzu strategii przetrwania. Wszystko byśmy to my znowu rządzili – my z Kaczorem na przedzie i… jakoś to będzie. Nie będzie…

Po-okrągłostołowcy niczego tu nie wymyślą. Oni są mentalnie w czasach powstania III RP, z przekonaniem, że jesteśmy słabi, więc musimy szukać zawsze patrona, zawsze jednego, bo to przecież nielojalnie grać z innymi i chodzić na różne randki. A takie Węgry, kraj o kilkakrotnie mniejszym potencjale – mogą. I żadna z pięknych i o niebo bardziej wpływowych panien się nie gniewa. Kawaler po prostu rozgrywa wszystkie swoje walory, a one – geopolityczne panienki – mają swoje interesy. A więc Orban może być i europejskim hubem importu z Chin na Unię, i człowiekiem Trumpa w Europie, mieć dobre relacje z Waszyngtonem i Unią, ba – nawet Rosją.

Czy my tak możemy? Możemy, bo mogliśmy. Ale tylko wtedy, gdyby nasze władze realizowały przede wszystkim własny interes narodowy, a nie interes zewnętrznych patronów. Czy robią to z powodów odreagowania kompleksów, czy dlatego, że ich najęto do bycia ekspozyturą obcych interesów w kraju nadwiślańskim – to prawie wszystko jedno, bo efekt jest takim sam. No, może z wyjątkiem tego, że dla zewnętrznych patronów lokalni pożyteczni idioci są tańsi w utrzymaniu, gdyż wierzą, że to wszystko naprawdę.

Co teraz?

No dobrze – co teraz, bo daliśmy tu tylko diagnozę, i to dość pesymistyczną. Jest słabo, a jak bardzo dowiemy się za jakiś czas i będzie nam to oznajmione, jak bardzo słabo. To powinno nas uczulić na ujrzenie naszej mizerii w całej rozciągłości, a widać, że nawet na to nie jesteśmy gotowi, co dopiero na skonstatowanie, że trzeba zrobić coś kompletnie innego niż robiliśmy dotąd i mieć na to pomysł. I nie chodzi nawet o to, że mental polityków tego nie ogrania, nie ogarniają tego ich interesy umocowania w starej pajęczynie zależności. Jest to marzenie, że będzie ona trwała wiecznie, a nawet jak zniknie i będzie zaplatana nowa, to my będziemy cały czas w tej starej, bo tylko ona dawała nam takie profity wyniesienia.

No, ale pomarzmy, że polski suweren się otrząsa, wychodzi z walki politycznej na poziomie czy jeden kandydat na prezydenta był sutenerem, zaś czy inny natrzaska pompek w Tatrach ile wlezie. Załóżmy więc, że stanie się taki cud. Co więc trzeba byłoby zrobić?

Po pierwsze – ale wrócimy to tego tylko na chwilę – na wiele działań jest już za późno. A czas nieubłaganie pika. Rosja przetrzymała wojnę i sankcje, i wychodzi z nich zwycięsko. Może to co widzimy, to wcale nie Jałta, bo ta była końcem wojny, ale par excellance – Monachium? Czyli Trump przywiezie nam świstek papieru z pozornym pokojem, który agresor wykorzysta tylko do pieriedyszki, by przygotować się na kolejną dogrywkę? Jak Zachód i Polska wykorzysta ten czas? Bo Amerykanie sprawdzili kozakujących Europejczyków i powiedzieli, żeby się – przynajmniej konwencjonalnie – bronili sami.

I co teraz będzie? Armia europejska? Wolne żarty – jak się znam na historii to owszem, ale za pieniądze środkowo-europejskie, zarządzane przez Niemcy, które będą wysyłały polskie mięso armatnie na front starcia Zachodu ze Wschodem. A co, może objawi się przywództwo europejskie? A widział kto-to takowe w przeciągu istnienia Unii? Prędzej to urzędnicy w śliskich zarękawkach pełnych lobbystycznych apanaży, regulatorzy bananów, zielonoładowcy, pełni frazesów o integracji i wspólnych europejskich wartościach? Innych „mężów stanu” w Unii nie widziałem. Przywódcy państw też się tu nie objawili, nie wyszli bowiem z egoizmów państwowych, gdyż to lokalny, nie paneuropejski suweren dawał im władzę.

Wyjdzie, że trzeba będzie ratować się samemu, a na razie pomysły są, żeby razem, solidarystycznie jechać… w przepaść. Ale, by radzić sobie samemu, trzeba będzie zrewidować praktycznie wszystko, łącznie z podległościami polityków, ścieżkami podwieszeń wydeptanymi na terenach patronów. Po pierwsze – musimy mieć spójną doktrynę obronną, czyli ustalić do jakiej wojny mamy się przygotowywać, do niej planować pobór i zakup sprzętu. Po drugie – znaleźć do tego sojuszników w nowym rozdaniu militarnym, poza NATO, a właściwie obok – bo, miejmy nadzieję, że pod atomowym parasolem amerykańskiego odstraszania. Musimy więc zbudować konwencjonalną potęgę do utarczki z Rosją. A tu można mieć paru dobrych sojuszników, bez oglądania się na Niemców a nawet Amerykanów. USA nie będą tu przeciwni, jak my tu sobie w Europie to ułożymy.

Musimy na poważnie zainwestować we własna produkcję militarną, wszystkie fundusze na klimatyczno-genderowe pierdoły przemianować na wsparcie budowy potencjału militarnego i odpornościowego. Do tego trzeba odblokować potencjał naukowo-badawczy, marnowany w PRL-owskiej strukturze niemocy. Potrzebna jest pilna realizacja systemu obrony cywilnej, gdyż ludność jest obecnie bezbronnym zakładnikiem kalkulacji wojennych, o którym się nie mówi, by się lud nie spanikował. I należy całkowicie zmienić paradygmat polskiej dyplomacji, która nie ma czepiać się obcych klamek, ale wykorzystywać nasze geopolityczne położenie i gospodarczy potencjał, które są naszym przekleństwem, gdy jesteśmy słabi, i atutem, gdy ten potencjał rozbudowujemy i wiemy co z nim zrobić.

Do tego trzeba kompletnie nowej władzy, gdyż ta przespała ważne momenty rozwoju i umacniania naszej suwerenności. Trzeba do tego także przebudzenia śpiącego giganta – suwerena, który musi wyjść z pozorów polityki, jaką jest emocjonalna wojna polsko-polska. Właśnie płacimy za nią rachunki. I jeśli się naród nie spostrzeże, to nie zapłacimy rachunków większych, tylko zbankrutujemy. Nie finansowo, ale jako suwerenny byt państwowy. Taka Polska znowu nie będzie nikomu w Europie potrzebna. Nawet Polakom. I znowu wejdziemy w ten śmiertelny rytm – utraconej Ojczyzny, bo się jej formuła nie sprawdziła lekkomyślnym rodakom, utraty suwerenności i pokoleniowych walk następnych generacji Polaków, którzy skonstatują, że jednak lepiej mieć tę swoją Najjaśniejszą, karmić własną armię, zamiast obcych i pracować na własny dobrobyt, zamiast być kolonią starszych i wcale nie mądrzejszych.

Napisał i przeczytał Jerzy Karwelis

Wszystkie wpisy na moim blogu „Dziennik zarazy”.

Niemcy nie kwitną, tylko się sypią

Niemcy nie kwitną, tylko się sypią

22.02.2025 https://www.tysol.pl/a135931-niemcy-nie-kwitna-tylko-sie-sypia

Niemcy, bez względu na to kto wygra wybory, będą musiały zmierzyć się z pilną naprawą infrastruktury, ponieważ niemieckie drogi, mosty i koleje są w coraz większej zapaści – czytamy w sobotniej „Gazecie Wyborczej”

zdjęcie ilustracyjne

zdjęcie ilustracyjne / Pixabay

„Gazeta Wyborcza” pochyliła się nad kondycją pierwszej gospodarki Europy i trzeciej gospodarki świata. Z konkluzji, do jakich doszedł dziennik, można wnioskować, że Niemcy zmagają się z potężnym kryzysem gospodarczym i infrastrukturalnym.

Jak zaniedbane są Niemcy? – pytały tabloidy. Dla kraju, który jest pierwszą gospodarką Europy i trzecią gospodarką świata, jednym z wiodących eksporterów, samo pytanie brzmi jak potwarz. Ale to niestety prawda. Niemcy nie kwitną, tylko się sypią – czytamy w artykule Bartosza Wielińskiego. 

„Niemcy nie kwitną, tylko się sypią”

O tym, że jazda po niemieckich mostach stała się niebezpieczna, media trąbiły od ponad dekady, zwykle przed wyborami. Ale do tej pory (września ubiegłego roku – PAP), mimo złych technicznych diagnoz, żaden się nie zawalił

– zauważyła „GW”. Jak wynika według z ministerstwa transportu, 4 tys. mostów trzeba wyremontować albo zburzyć i postawić na nowo, a stan 3/4 mostów ocenia się jako zły, ale dopuszczalny.

Dodatkowym utrudnieniem jest „gigantyczna biurokracja”.

Przygotowanie inwestycji, zebranie odpowiednich pozwoleń i uzgodnień, dokumentacji to koszmar– podkreślił dziennikarz „GW”. Wykonawcy pod uwagę muszą brać ok. 20 tys. przepisów prawa, a z wyliczeń związków przedsiębiorców budowlanych wynika, że sama budowa pochłania tylko 15 proc. czasu inwestycji. „Resztę – użeranie się z urzędnikami i sądami” – dodała gazeta.

Brak pieniędzy i pracowników

Ponadto, z szacunków niemieckiej branży budowlanej wynika, że co trzecia firma boryka się z brakiem pracowników.

Ale przede wszystkim brakuje pieniędzy. W 2022 roku minister transporty Volker Wissing na specjalnej konferencji poświęconej sypiącej się infrastrukturze zapowiedział narodowy plan naprawy 400 mostów rocznie. Projekt miał pochłonąć 4,5 mld euro. Eksperci oceniali go za zbyt ambitny– zauważyła „GW”.

Rok później resort Wissinga stracił 5,2 mld euro, a plan „w dużej mierze pozostał na papierze”.

Czym jest Made in China 2025? Propaganda i duma.

Czym jest Made in China 2025? [MIC25]

HUA BIN – 17 LUTEGO 2025

https://www.unz.com/bhua/revisiting-made-in-china-2025-mic25

(…) Od czasu reform rynkowych we wczesnych latach 80-tych, Chiny zintegrowały się z globalną gospodarką dzięki taniej sile roboczej i dużemu rynkowi. Chiny stopniowo rozwijały swoje zdolności produkcyjne w wielu sektorach przemysłu, głównie w dolnej części łańcuchów wartości. Wzrost gospodarczy był szybki, a tak zwana chińska przewaga cenowa pomogła Chinom zdobyć udział w rynku w wielu podstawowych branżach. Jednak chińska gospodarka była w dużym stopniu zależna od technologii i innowacji bardziej zaawansowanych gospodarek w zakresie produkcji wysokiej klasy.

Prezydent Xi, który objął władzę w 2013 roku, uznał tę zależność za niepewną i niemożliwą do utrzymania. W 2015 roku chiński rząd oficjalnie ogłosił, że planuje promować rodzime innowacje technologiczne, zwiększyć samowystarczalność w produkcji wysokiej klasy i ostatecznie przenieść się na wyższy poziom łańcuchów wartości.

Plan ten został przedstawiony w dokumencie dla Kongresu Narodowego zatytułowanym Made in China 2025, który obejmował 10 krytycznych branż, na których należy się skupić i wymieniał 260 konkretnych celów ilościowych do osiągnięcia do 2025 roku.

Dla każdego, kto jest zaznajomiony z korporacyjnymi dokumentami strategicznymi, MIC25 jest prostym programem z jasno wyartykułowanymi celami strategicznymi i powiązanymi wskaźnikami KPI. Każda firma ma taki program.

Jedną z bardzo interesujących części planu MIC25 była przedmowa do dokumentu, w której chiński rząd omówił, co sprawiło, że Zachód odniósł sukces.

Zgodnie z tą analizą, Zachód zyskał potęgę gospodarczą i polityczną dzięki rozwojowi nauki i technologii, przemysłu i produkcji, a NIE dzięki przyjęciu wielopartyjnego systemu wyborczego lub powszechnego prawa wyborczego. Rozwój gospodarczy i technologiczny nie musiał iść w parze z prywatyzacją i deregulacją. Rynki nie zawsze działały efektywnie. Produkcja była podstawą siły narodowej, a finansjeryzacja była szkodliwa dla realnej gospodarki.

Zasadniczo chiński rząd obalił mit, że naród może osiągnąć nowoczesność tylko poprzez hurtowe przyjęcie zachodnich systemów politycznych i gospodarczych, tj. modernizacja równa się westernizacji. Zamiast tego chiński rząd uważa, że sedno zachodniego sukcesu tkwi w jego przewadze technologicznej i przemysłowej.

Aby Chiny mogły się zmodernizować, najlepszą drogą jest dostosowanie tych kluczowych czynników sukcesu do chińskich realiów, przy jednoczesnym odrzuceniu wielu błędów w zachodnim myśleniu gospodarczym i politycznym. W związku z tym, plan wielokrotnie wzywał do rozwoju gospodarki rynkowej opartej na technologii, produkcji i innowacjach o chińskich cechach.

Takie podejście było propagowane przez trzy dekady przez Wang Huninga, czołowego chińskiego intelektualistę, czwartego najwyższego rangą przywódcę państwowego i ostatecznego geostratega kraju.

Wang Huning mocno podkreślił rolę technologii i przemysłu w sukcesie USA w swojej przełomowej książce America Against America, opublikowanej w 1991 roku. Myśli Wang Huninga były siłą kształtującą chiński rozwój gospodarczy i polityczny przez ostatnie 30 lat. Planuję napisać na ten temat nieco więcej w przyszłym eseju.

Na poziomie szczegółowym, MIC25 zidentyfikował 10 głównych branż, na których Chiny powinny się skupić:

– Technologia informacyjna nowej generacji (5G, układy scalone, sztuczna inteligencja)

– Zaawansowane maszyny sterowane cyfrowo i robotyka

– Sprzęt lotniczy i kosmiczny (odrzutowce pasażerskie, satelity)

– Sprzęt oceanotechniczny i zaawansowana budowa statków

– Zaawansowany sprzęt do transportu kolejowego (kolej dużych prędkości, szyny lewitacji magnetycznej)

– Nowe pojazdy energetyczne (np. pojazdy elektryczne)

– Systemy i sprzęt elektroenergetyczny (energia jądrowa, inteligentna sieć, przesył energii elektrycznej o bardzo wysokim napięciu)

– Nowe materiały (zaawansowane materiały kompozytowe, nanomateriały, materiały pochodzenia biologicznego)

– Biofarmaceutyczny i zaawansowany sprzęt medyczny

– Sprzęt do maszyn rolniczych

W każdej z 10 kategorii zidentyfikowano wysoce wyspecjalizowane technologie i sprzęt do rozwoju lokalnego. Określono konkretne cele, aby zmierzyć sukces w każdym obszarze. Łącznie ustalono 260 celów.

Celem MIC25 było nie tylko nadrobienie zaległości. Wybiegał również w przyszłość. Na przykład, MIC25 obejmował chipsety mobilne z ulepszoną sztuczną inteligencją jako produkt dostarczany już w 2015 roku. Zaledwie w zeszłym roku telefony ze sztuczną inteligencją stały się gorącym tematem na targach Consumer Electronics Show w Vegas.

Obecnie chińskie smartfony z funkcjami sztucznej inteligencji są powszechnie dostępne i wysoce konkurencyjne. Wraz z niedawnym sukcesem startupu DeepSeek, wszyscy główni chińscy producenci telefonów komórkowych (Huawei, Xiaomi, Vivo itp.) oraz operatorzy komórkowi (China Mobile, China Telecom itp.) włączają DeepSeek do swoich urządzeń i sieci, jeszcze bardziej zwiększając zastosowanie sztucznej inteligencji na największym na świecie rynku mobilnym.

Jak Chiny poradziły sobie z MIC25?

Kiedy po raz pierwszy opracowano plan, Chiny znajdowały się na dolnym końcu globalnego przemysłowego łańcucha wartości, wytwarzając głównie tanie i zacofane technicznie produkty. Większość samochodów na chińskich drogach pochodziła od zachodnich producentów, dzięki czemu Chiny były największym rynkiem zbytu dla GM, BMW i VW. Praktycznie wszystkie główne światowe marki motoryzacyjne miały spółki joint venture w różnych częściach kraju. Chińskie niebo było zdominowane przez Boeinga i Airbusa. Chipy, systemy operacyjne i oprogramowanie w komputerach i telefonach komórkowych pochodziły głównie z USA. Wiele chińskich fabryk nie mogło działać bez importowanych obrabiarek.

Od czasu ogłoszenia planu, chiński rząd i przedsiębiorstwa zainwestowały znaczne środki w budowanie potencjału technologicznego i innowacyjnego w tych branżach.

Polityka i dotacje są wdrażane w celu umożliwienia rozwoju technicznego, komercjalizacji i przyjęcia. Rząd skoncentrował również krajowy system edukacji i pule talentów na tych obszarach.

Dziś chińskie pojazdy elektryczne opanowały rynki krajowe. 80% nowych samochodów sprzedawanych w Chinach to marki krajowe. Chińscy konsumenci kupują obecnie więcej pojazdów elektrycznych niż samochodów spalinowych napędzanych paliwami kopalnymi. Sprzedaż pojazdów elektrycznych w Chinach w 2024 roku osiągnęła 11 milionów sztuk w porównaniu do 1,3 miliona w USA. Chiny stały się eksporterem samochodów nr 1 na świecie, wyprzedzając Japonię i Niemcy.

Nawet chiński rząd nie przewidział tak szybkiego wzrostu popytu na pojazdy elektryczne. Zgodnie z celami MIC25, roczna sprzedaż pojazdów elektrycznych miała osiągnąć 3 miliony do 2025 roku, a sam BYD sprzedał ponad 3 miliony sztuk w 2024 roku.

Chińskie pojazdy elektryczne są nie tylko konkurencyjne cenowo, ale także technologicznie wyprzedzają swoich konkurentów. Już dziesięć lat temu rząd wyznaczył rozwój taniego, wysokowydajnego lidaru montowanego w pojazdach jako cel krajowy. Umożliwiło to chińskim producentom samochodów opracowanie bardziej niezawodnych i wydajnych inteligentnych systemów jazdy niż konkurenci, tacy jak Tesla, która nie korzysta z lidarów.

Obecnie nowe samochody chińskiej marki mogą łączyć się z Internetem i zapewniać bogate funkcje rozrywkowe – coś, co planowano również dekadę temu. Chiny najprawdopodobniej osiągną powszechne przyjęcie autonomicznej jazdy wcześniej niż jakikolwiek inny kraj.

Chiny wprowadziły na rynek odrzutowiec pasażerski COMAC C-919, który obecnie obsługuje najbardziej ruchliwe korytarze powietrzne między Pekinem, Szanghajem, Kantonem i Hongkongiem.

Chiny opracowały najbardziej zaawansowaną technologię kolei dużych prędkości i zbudowały najdłuższą na świecie sieć kolei dużych prędkości o długości 48 000 kilometrów, czyli więcej niż reszta świata razem wzięta. Podróżując ze średnią prędkością 350 kilometrów na godzinę, pociągi są tak płynne, że można postawić jajko pionowo na stole [t.zw. jajko Kolumba md] i pozostanie ono w tej pozycji przez resztę podróży. Zobacz liczne filmy na YouTube lub TikTok.

Chińskie chipy zasilają teraz najnowsze telefony komórkowe Huawei. HarmonyOS, mobilny system operacyjny Huawei, w przeciwieństwie do Androida i iOS, jest używany na ponad 1 miliardzie inteligentnych urządzeń.

Chińskie roboty produkowane w kraju i wykorzystujące sztuczną inteligencję działają w najbardziej zautomatyzowanych fabrykach na świecie, montując samochody, komputery, a nawet inne roboty. W całym kraju znajdują się liczne „ciemne fabryki”, ponieważ roboty nie potrzebują światła ani ciepła.

Chiny są obecnie niekwestionowanym światowym liderem w produkcji zielonej energii z energii słonecznej, wiatrowej, jądrowej i wodnej. Chińscy naukowcy i inżynierowie opracowali najbardziej wydajne i czyste elektrownie węglowe na świecie, a także najbardziej zaawansowaną technologię jądrową czwartej generacji, w tym wysokotemperaturowe reaktory chłodzone gazem, reaktory prędkie chłodzone sodem i reaktory stopionej soli na bazie toru.

Chiny stworzyły również najpotężniejsze na świecie elektrownie wodne, najbardziej wydajne elektrownie słoneczne, najpotężniejsze turbiny wiatrowe i najbardziej zaawansowaną, największą na świecie sieć przesyłową i dystrybucyjną.

Nowe chińskie elektrownie jądrowe wyprzedzają amerykańskie o jedno pokolenie. Udział Chin w globalnym rynku paneli słonecznych i turbin wiatrowych wynosi ponad 80%. Chiny zużywają obecnie ponad dwa razy więcej energii elektrycznej niż Stany Zjednoczone (9,85 bln kWh vs. 4,08 bln kWh w 2024 roku).

Przewaga Chin w zakresie taniej produkcji energii da im również ogromną przewagę nad konkurentami w zakresie rozwoju i wdrażania sztucznej inteligencji, ponieważ sztuczna inteligencja i centra danych zużywają ogromne ilości energii.

Chińskie firmy mogą samodzielnie zaprojektować i wyprodukować najbardziej zaawansowany na świecie nadprzewodzący system rezonansu magnetycznego, który może generować pole magnetyczne o wartości 5 tesli, czyli o 70% wyższe niż planowany cel.

Obecnie ponad 90% maszyn MRI używanych w chińskich szpitalach jest produkcji krajowej, a ich cena stanowi 10% ceny zagranicznych marek.

Leki przeciwnowotworowe opracowane przez chińskie firmy zaczęły wchodzić na rynek amerykański, a ich ceny stanowią zaledwie ułamek cen podobnych leków oferowanych przez zachodnie firmy farmaceutyczne.

Postęp technologiczny znacznie zwiększył również produkcję rolną w Chinach. Pomimo posiadania mniej niż 15% światowych gruntów ornych, Chiny produkują ponad połowę światowych warzyw, dzięki wykorzystaniu dronów, automatycznych siewników i biotechnologii.

Chiny mają obecnie najbardziej zaawansowaną technologię 5G na świecie i zdecydowanie najszersze jej zastosowanie. Chińska technologia 5G pozwala pasażerom kolei w Chinach cieszyć się nieprzerwanym, szybkim połączeniem internetowym nawet podczas przejazdu przez najdłuższe tunele na świecie, z których większość znajduje się w Chinach. Pod tym względem chińskie maszyny drążące tunele wyprzedzają o kilka generacji firmę Boring Company Elona Muska.

Chiny mają więcej inteligentnych fabryk i zautomatyzowanych terminali portowych niż jakikolwiek inny kraj. Ponad 50% robotów przemysłowych na świecie znajduje się w chińskich fabrykach.

Drony chińskiej produkcji dominują na światowych rynkach konsumenckich z ponad 80% udziałem w rynku. Podczas obchodów chińskiego nowego roku zaprezentowano roje dronów w formacjach ruchomych fajerwerków i smoków z 12 000 zsynchronizowanych dronów, obsługiwanych przez jeden laptop.

Najnowsze humanoidy z obsługą sztucznej inteligencji od Unitree i Deep Robotics – oba z siedzibą w Hangzhou – mogą prześcignąć Usaina Bolta i wykonywać tradycyjne chińskie tańce.

Chiny osiągnęły wszystkie cele MIC25 w zakresie robotyki, sprzętu rolniczego, biofarmaceutyków i inżynierii morskiej.

W dziedzinie technologii kosmicznej Chiny obsługują obecnie jedyną na świecie krajową stację kosmiczną Tiangong. Chiny mogą również wysyłać astronautów na stację kosmiczną i sprowadzać ich z powrotem na czas. W przeciwieństwie do innych „supermocarstw”, które twierdzą, że wysłały ludzi na Księżyc 6 razy i za każdym razem bezpiecznie sprowadziły ich z powrotem – ponad 50 lat temu. Ale w jakiś sposób straciło wszystkie technologie i może wysłać astronautów tylko na bilet w jedną stronę na stację kosmiczną w pobliżu orbity okołoziemskiej w 2024 roku. Bardzo wiarygodne.

Chińskie łaziki księżycowe wylądowały na ciemnej stronie Księżyca i przywiozły próbki księżycowej gleby.

Chiny wdrażają obecnie wiodący na świecie system nawigacji satelitarnej, sieć Beidou. Zbudowały największą na świecie komercyjną sieć obserwacji satelitarnych do obserwacji Ziemi. Rozpoczęły program eksploracji Marsa.

Zdolność produkcyjna chińskich stoczni przewyższyła zdolność produkcyjną Stanów Zjednoczonych ponad 200 razy. Według Marynarki Wojennej USA, jedna stocznia w Chinach, Jiangnan Shipyard w Szanghaju, produkuje więcej tonażu okrętów marynarki wojennej w ciągu roku niż wszystkie stocznie w USA razem wzięte.

Chociaż Chiny poczyniły znaczne postępy w realizacji planu MIC25, niektóre cele pozostają opóźnione, w tym zaawansowana technologia fotolitograficzna wykorzystywana w produkcji chipów i szerokopasmowych internetowych sieci satelitarnych. Opóźnienie to jest w dużej mierze spowodowane przeszkodami ze strony przeciwników Chin.

Pomimo tego wyzwania, Chiny osiągnęły większość celów wyznaczonych w zakresie układów scalonych, systemów operacyjnych, oprogramowania przemysłowego i inteligentnej produkcji. Chińskie firmy mogą obecnie produkować wysokiej klasy serwery, procesory do komputerów stacjonarnych, dyski półprzewodnikowe, szybkie światłowody, przemysłowe systemy operacyjne i systemy Big Data. W 2015 r. we wszystkich powyższych kwestiach polegały na zagranicznych dostawcach.

Henry Kissinger błyskotliwie zauważył, że „przestępstwa możemy zrobić od razu, niekonstytucyjność zajmie nam trochę więcej czasu”.

W przypadku Chin to, co trudne, możemy zrobić od razu, a to, co niemożliwe, zajmie kolejny 5-letni plan.

Według analizy przeprowadzonej przez amerykański think tank CSIS, Chiny osiągnęły 86% celów określonych w MIC25 i są na dobrej drodze do osiągnięcia pozostałych w ciągu najbliższych 2-3 lat.

Wyroki, zawyżanie zagrożeń i wezwania do kradzieży chińskich technologii i talentów z USA

Jednym z najbardziej niepokojących aspektów MIC25 dla USA jest zdolność Chin do łączenia rozwoju technologii wojskowych i cywilnych.

Potęga technologiczna i przemysłowa Chin napędza ich rozwój wojskowy w dziedzinie pocisków hipersonicznych, dronów, robotyki wojskowej, wojny elektronicznej, wojny kosmicznej i sieciocentrycznych działań wojennych. Ta techniczna i przemysłowa sprawność zaowocowała już masową rozbudową chińskiej marynarki wojennej i lotniczej, podczas gdy Chiny przygotowują się do militarnego starcia z USA.

Ponieważ amerykański reżim wielokrotnie wypowiadał wojnę Chinom o Tajwan i Morze Południowochińskie, znalazł się w sytuacji, w której musiał poprzeć swoją brawurę. W związku z tym amerykański kongres i wojsko zebrały „ekspertów”, ekspertów i think tanków na różne przesłuchania kongresowe i panele burzy mózgów w ciągu ostatniego roku, aby zrozumieć MIC25 i jego implikacje dla takiej przyszłej wojny.

Komentarze płynące z tych sesji były dziwną mieszanką niedowierzania, protekcjonalności, uczciwości, zazdrości i wezwania do jawnego kopiowania, a nawet kradzieży chińskich technologii i talentów. Listek figowy został zdjęty, a kradzież jest w porządku dla „wyjątkowego” kraju, który oskarża Chiny o kradzież własności intelektualnej i technologii na każdym kroku. Oczywiście jego słowa są dobre jak złoto i nie potrzeba żadnych dowodów.

Zaledwie dwa tygodnie temu Komisja ds. Przeglądu Gospodarczego i Bezpieczeństwa USA-Chiny, która monitoruje i sporządza raporty na temat zagrożeń dla bezpieczeństwa narodowego wynikających z dwustronnych stosunków handlowych i gospodarczych z Chinami, zorganizowała kongresowe przesłuchanie zatytułowane „Made in China 2025 – Kto wygrywa? „

Liza Tobin, dyrektor zarządzająca w Garnaut Global, firmie doradczej zajmującej się ryzykiem geopolitycznym, powiedziała podczas przesłuchania: „Pekin obalił mit, który panował w Waszyngtonie kilka lat temu, że Chiny nie mogą wprowadzać innowacji – że mogą jedynie pożyczać i kraść technologie”.

Ostrzegła: „Nie jesteśmy przygotowani na przedłużający się konflikt z naszym głównym strategicznym rywalem. Amerykańska baza przemysłu obronnego jest obecnie uzależniona od potencjalnego przeciwnika w zakresie krytycznych surowców, od minerałów ziem rzadkich po zaawansowaną elektronikę, a nawet materiały energetyczne wykorzystywane w materiałach wybuchowych do broni”.

„Ryzykujemy utratę kolejnej rewolucji przemysłowej, która rozwija się, gdy sztuczna inteligencja łączy się z przemysłem fizycznym, aby zmienić sposób wytwarzania rzeczy”.

W innym zeznaniu Tim Khang, dyrektor ds. globalnej inteligencji w Strider Technologies, powiedział, że Kongres powinien wykorzystać amerykańską politykę imigracyjną H-1B, aby „przyciągnąć” więcej chińskich talentów: „Najlepsi i najzdolniejsi z systemu ChRL – w szkolnictwie od gimnazjów po szkoły średnie – chcą przyjeżdżać na uniwersytety tutaj i studiować (STEM), możesz mieć tutaj swobody, możesz uzyskać obywatelstwo tutaj, możesz zostać Amerykaninem”. (Brzmi to tak, jakby zostanie Amerykaninem było najwyższą aspiracją dla nas wszystkich, pokornych Ziemian).

Kontynuowała: „Chiński ekosystem sztucznej inteligencji i robotyki odnotował znaczny wzrost, a główne firmy napędzają innowacje w dziedzinie robotyki humanoidalnej i ucieleśnionej inteligencji… Firmy te są pionierami w dziedzinie sprzętu robotycznego, integracji sztucznej inteligencji i automatyzacji przemysłowej, pozycjonując Chiny jako lidera w dziedzinie inteligentnej robotyki nowej generacji”.

„Należy podkreślić, że wiele chińskich sukcesów przemysłowych można przypisać bardziej bezpośrednio silnemu otoczeniu rynkowemu i kulturze przedsiębiorczości niż polityce przemysłowej. Uderzające jest to, że największe sukcesy Chin miały miejsce w sektorach przemysłowych, w których bariery wejścia nie są szczególnie wysokie, a zróżnicowany i konkurencyjny zalążek przedsiębiorstw zapewnia wielu kandydatów do sukcesu”.

Najbardziej rażące wezwanie do działania (kradzieży) padło z ust Melanie Hart z waszyngtońskiej Rady Atlantyckiej, think tanku NATO, podczas przesłuchania zwołanego przez Senacką Komisję Stosunków Zagranicznych. Powiedziała: „Ukradnijmy ich najlepszych inżynierów”.

Odnosząc się do chińskiego talentu stojącego za modelami sztucznej inteligencji DeepSeek, Hart zeznała, że „byłoby lepiej, gdyby inżynierowie stojący za tym pracowali tutaj, w USA”. Aby to osiągnąć, kontynuowała, studenci z kontynentu musieliby czuć się bezpiecznie w Ameryce, dodając: „Możemy pokonać Pekin w zapewnianiu chińskim naukowcom poczucia bezpieczeństwa”.

Chociaż trzeba przyznać jej „uczciwość”, jest to wielki krok naprzód od niesławnej Inicjatywy Chińskiej FBI i zakazu studiowania STEM przez chińskich studentów w USA do „przyznania wolności chińskim studentom” i „sprawienia, by chińscy naukowcy czuli się tutaj bezpieczniej niż w swoim kraju”.

Najwyraźniej ci „eksperci” podzielają przekonanie, że chińskie talenty, które próbują „przyciągnąć”, są tak bezmózgie, że nie potrafią rozpoznać, kiedy dzwoni lis.

Czy amerykańscy „eksperci” naprawdę chcą takich „talentów”, którzy są na tyle głupi, by nabrać się na ten śmieszny ruch Myszki Miki? Może to jest poziom intelektualny, na którym sami działają w demerytokracji, w której żyją.

https://huabinoliver.substack.com/p/the-west-is-a-demeritocracy

W ostatecznym rozrachunku jednym z najważniejszych wniosków płynących z MIC25 jest to, że chiński rząd może realizować wielkie strategie wbrew wszelkim przeciwnościom i śmiertelnym błędem Zachodu i USA jest przekonanie, że mogą powstrzymać postęp Chin lub rzucić im wyzwanie militarne.

https://huabinoliver.substack.com/p/comparing-war-readiness-between-china

Niedocenianie Chin przez USA i przecenianie własnej potęgi doprowadzi je do katastrofalnej porażki, z której prawdopodobnie nigdy się nie podniosą.

W ciągu 10 lat Chiny przekształciły się ze światowego potentata w globalnego lidera w opracowywaniu i wdrażaniu najnowocześniejszych technologii w każdym sektorze przemysłowym.

Od szoku cenowego w Chinach dekadę temu, Stany Zjednoczone i Zachód bębnią teraz o zagrożeniu nadwyżką mocy produkcyjnych w Chinach. https://huabinoliver.substack.com/p/the-myth-of-chinese-overcapacity

Od „powstrzymania chińskiej kradzieży” do „okradnijmy ich”, hegemon z dnia na dzień wygląda na coraz bardziej niedorzecznego i przerażonego.

Chiny jeszcze nie skończyły. W 2024 r. chiński rząd zaproponował kolejny ambitny plan rozwoju „nowych sił produkcyjnych”, który jest kontynuacją inicjatywy Made in China 2025. W następnej dekadzie nacisk zostanie położony na sztuczną inteligencję, obliczenia kwantowe i technologię kosmiczną.

Teraz, gdy Chiny odniosły sukces w MIC25, wszystkie oczy zwrócone są na Trumpa i dowiemy się, jak dobrze poradzi sobie z Projektem 2025. Może tak jak MIC25 sprawia, że Chiny znów są wielkie, tak Projekt 2025 sprawi, że Stany Zjednoczone znów będą wielkie?

HUA BIN – 17 LUTEGO 2025

https://www.unz.com/bhua/revisiting-made-in-china-2025-mic25

Gwałt po polsku i ukraińsku

Gwałt po polsku i ukraińsku

Stanisław Michalkiewicz 22 lutego 2025 http://www.michalkiewicz.pl/tekst.php?tekst=5776

Akurat zaczęła się konferencja bezpieczeństwa w Monachium, na której dyskutowana będzie przede wszystkim sprawa zakończenia wojny na Ukrainie. Nie ma powodu, by kierować się przesądami, ale wybór Monachium na konferencję poświęconą takiej sprawie nie wróży najlepiej – przede wszystkim Ukrainie. Zresztą wynika to z wcześniejszych deklaracji, przede wszystkim amerykańskiego sekretarza obrony, który ukraińskie postulaty odzyskania terytoriów zajętych przez Rosjan w następstwie wojny oraz przyjęcie Ukrainy do NATO, uznał za „nierealne”.

Z tego powodu wśród naszych żurnalistów i politologów, którymi żurnaliści podpierają się w realizowaniu swoich zadań propagandowych, zapanowała konfuzja. Przez trzy lata utrzymywali swoich czytelników, słuchaczy i widzów w przekonaniu, że Ukraina tę wojnę wygra, a Rosja zostanie pokonana i upokorzona – no a teraz nie bardzo wiedzą, co powiedzieć. Zwłaszcza wśród generałów naszej niezwyciężonej armii zapanował urzędowy optymizm i jedynym rozsądnym człowiekiem w tym towarzystwie okazał się pan gen. Leon Komornicki.

Chodzi o to, że prezydent Trump obiecał Amerykanom zakończyć wojnę na Ukrainie i w tym celu nawiązał rozmowy nie z prezydentem Zełeńskim, którzy zwłaszcza przez pana prezydenta Dudę, ale i przez wszystkich innych dygnitarzy ponad podziałami, uważany jest za naszą najukochańszą duszeńkę, niemal – za wyrocznię we wszystkich, nader światowych sprawach, którym nasi Umiłowani Przywódcy mogą tylko kibicować, jako że zajmowanie się prawdziwą polityką mają od Naszych Sojuszników surowo zabronione. Ciekawe skąd się to bierze, skoro Wiktor Orban, który jest premierem rządu w państwie trzykrotnie od Polski mniejszym, uprawia prawdziwą politykę, jakby nigdy nic – podczas gdy nasi mądrale – tylko kibicują, to znaczy tupią nóżkami, wymachują rączkami, podskakują, pokrzykują – a i to chyba na rozkaz, a nie z własnej woli, której najwyraźniej musieli się wcześniej wyrzec – jak to ma miejsce w przypadku człowieków sowieckich.

Więc prezydent Trump nawiązał rozmowy z prezydentem Putinem, najwyraźniej przyjmując rosyjskie warunki brzegowe. Chodzi o stan posiadania, uzyskany przez Rosję w następstwie wojny. Jest rzeczą oczywistą, że skoro amerykański prezydent pragnie wojnę zakończyć, to nie może zaczynać od zakwestionowania rosyjskich zdobyczy wojennych, bo każda taka próba oznaczałaby nie zakończenie wojny, tylko jej kontynuowanie i to nie przez miesiące, a lata. Tymczasem na kontynuowanie wojny, zwłaszcza przez „lata”, Ukraina zwyczajnie nie ma już rezerw ludzkich – a prezydent Trump z góry wykluczył udział żołnierzy amerykańskich nawet w formacjach „rozejmowych” rozmieszczonych na Ukrainie gwoli przestrzegania zawieszenia broni. Prezydent Trump wyraźnie wskazuje, że ten obowiązek powinna wziąć na siebie „Europa”, to znaczy – nie bardzo wiadomo, kto konkretnie. Po pierwsze dlatego, że „Europa”, czyli Eurokołchoz, nie ma własnych sił zbrojnych. Siły zbrojne mają poszczególne członkowskie bantustany.

Drugi powód jest jeszcze ważniejszy – że wysłanie wojska na Ukrainę, nawet pod pretekstem nadzorowania rozejmu, grozi wciągnięciem tego państwa w wojnę. Warto wreszcie zatrzymać się nad uwagą prezydenta Putina, o której wspomniał prezydent Trump – że trzeba wyeliminować również „pierwotne” przyczyny tej wojny. O co tu chodzi? Przypomnę, że 20 listopada 2010 roku na szczycie NATO w Lizbonie zostało proklamowane strategiczne partnerstwo NATO-Rosja. Ta proklamacja stanowiła zakończenie 25-letniego procesu kształtowania nowego porządku politycznego w Europie, który miałby ostatecznie zastąpić niekatulany już porządek jałtański.

A tamten porządek stał się nieaktualny na skutek serii wydarzeń, między innymi – przyjęcia do NATO państw Europy Środkowej, co miało miejsce w roku 1999. Jak wiadomo, Rosja przeciwko temu nie oponowała – a nie oponowała dlatego, że w 1997 roku zawarła ze Stanami Zjednoczonymi porozumienia paryskie, dotyczące tzw. środków budowy zaufania.

Chodziło m.in. o to, że zachodnia broń jądrowa nie miała być przesuwana na wschód od dawnej granicy niemiecko-niemieckiej, a na terytoriach państw właśnie do NATO przyjętych, nie będą zakładane stałe bazy NATO. Ale w 2014 roku prezydent Obama ten „porządek lizboński” wysadził w powietrze, wykładając 5 mld dolarów na zorganizowanie na Ukrainie „majdanu”, którego nieukrywanym celem było wyłuskanie Ukrainy z rosyjskiej strefy Europy. Czy naprawdę – czy tylko chodziło o wykorzystanie Ukrainy jako frajera, który będzie Rosję prowokował, ze wszystkimi tego dla siebie konsekwencjami – to się właśnie na naszych oczach obecnie wyjaśnia.

Czy w związku z tym Rosjanie, którzy absolutnie nie chcą zgodzić się na udział Ukrainy w NATO, zgodzą się na obecność tam żołnierzy państw członkowskich NATO – tuż u granic Rosji? Obawiam się, że nie – a skoro prezydent Trump spycha na Europę obowiązek dostarczenia Ukrainie „gwarancji bezpieczeństwa”, to znaczy – że ani mu w głowie wciągać Amerykę w tę stuprocentowo prawdopodobną awanturę i że liczy na to, iż „Europa” znajdzie jakichś durniów, którzy to ryzyko na siebie wezmą. Zachowanie prezydenta Dudy oraz – ponad podziałami – obywateli Tuska Donalda i Kaczyńskiego Jarosława pokazuje, że nadzieje prezydenta Trumpa wcale nie muszą być takie bezpodstawne.

W tej sytuacji staje się oczywiste, że Ukraina tę wojnę już przegrała, a ta świadomość sprawia, że tamtejszy prezydent Zełeński chwyta się brzytwy – występując z operetkowymi pomysłami, by Rosja wymieniła się z Ukrainą terytoriami – za część obwodu kurskiego – Krym i cztery obwody Zadnieprza, albo dziwacznym pomysłem, by Ukrainie „zwrócono” broń jądrową. Kto miałby to zrobić – nikt, łącznie z prezydentem Zełeńskim, tego chyba nie wie, bo nie sądzę, by Rosjanie chociaż przez chwilę o tym myśleli – no a Amerykanie – tym bardziej – bo przecież oni Ukrainie żadnej broni jądrowej nie odbierali.

A tak się akurat składa, że w dzień św. Walentego, kiedy to postępactwo propaguje ruję i porubstwo, weszła w życie nowelizacja kodeksu karnego, forsująca nową definicję gwałtu. Dotychczas chodziło o zmuszenie kogoś do obcowania płciowego przy pomocy przymusu fizycznego, groźby, czyli tzw. vis compulsiva, albo podstępu. Nowa definicja dodaje do tych okoliczności „brak zgody”. Inicjatorkami tej nowelizacji były Wielce Czcigodne durnice z lewackich ugrupowań sejmowych, a pan prezydent Duda, niczym ów król z poematu Aleksandra Fredry o królewnie, „na łzy czuły”, stosowną ustawę bezmyślnie podpisał. Bezmyślnie – bo taka regulacja wyda na łup mściwych dam wszystkich lekkomyślnych mężczyzn, którzy zaryzykują z nimi bliskie spotkanie III stopnia. Od tej pory będą przez resztę życia drżeli przed szantażem i jego skutkami – bo nowelizacja nie stawia żadnych ram czasowych, których dama nie może przekroczyć, by przypomnieć sobie, że żadnej zgody nie wyraziła. Jedynym ratunkiem byłoby uzyskiwanie notarialnych aktów z podpisaną zgodą – ale jaki normalny mężczyzna będzie wzywał notariusza w momencie, gdy – jak śpiewał Wojciech Młynarski w słynnej balladzie – „dziewczę kwili”?

W tej sytuacji jestem pewien, że gwałtownie wzrośnie popyt na gumowe lalki, które – dzięki postępowi w dziedzinie zastosowania sztucznej inteligencji, nie tylko niczym nie będą się różniły od Wielce Czcigodnej Katarzyny Kotuli i kto wie, czy jakiś kolejny prezydent nie wystąpi z inicjatywą przyznania im praw politycznych oraz cywilnych. Nie o to jednak w tym momencie chodzi, bo ważniejsza wydaje się odpowiedź na pytanie, czy według tej nowej definicji Ukraina zostanie zgwałcona, czy nie?

Stanisław Michalkiewicz

Biały Dom żąda od krajów G7 zmiany sformułowań w oświadczeniach i zaprzestania nazywania Rosji „agresorem”

Biały Dom żąda od krajów G7 zmiany sformułowań w oświadczeniach i zaprzestania nazywania Rosji „agresorem”

Nastąpiła zasadnicza zmiana w retoryce nowej administracji USA dotyczącej oceny konfliktu na Ukrainie.

Dr Ignacy Nowopolski Feb 20, 2025 https://drignacynowopolski.substack.com/p/biay-dom-zada-od-krajow-g7-zmiany

Nie wiadomo jeszcze, czy jest to efekt negocjacji w Rijadzie, czy też po prostu zemsta Trumpa na Zełenskim za jego nieprzyjazną retorykę, ale europejskie media z niepokojem oceniają takie zmiany.

Brytyjski dziennik The Financial Times informuje, że Stany Zjednoczone sprzeciwiły się nazywaniu Rosji „agresorem” w nowym komunikacie G7 poświęconym trzeciej rocznicy rozpoczęcia specjalnej operacji wojskowej na Ukrainie. Ponadto administracja Trumpa domaga się, aby to, co się dzieje, nazywać nie „inwazją na dużą skalę”, ale „konfliktem ukraińskim”.

Amerykanie blokują ten język, ale wciąż nad nim pracujemy i mamy nadzieję na porozumienie. – FT cytuje anonimowego europejskiego urzędnika.

Ponadto dzisiaj ujawniono, że Stany Zjednoczone po raz pierwszy od 3 lat nie były współautorem antyrosyjskiego projektu rezolucji Zgromadzenia Ogólnego ONZ w sprawie Ukrainy. Dokument jest również przygotowywany na 24 lutego i wzywa Federację Rosyjską do wycofania wojsk z zajętych terytoriów. Autorami projektu rezolucji w tym roku były Wielka Brytania, Francja, Niemcy, Kanada, Szwajcaria, Polska i rusofobiczne państwa bałtyckie. Stany Zjednoczone nie brały udziału w opracowaniu dokumentu.

Financial Times uważa, że ​​zmiana retoryki Białego Domu nastąpiła po tym, jak błazen z Kijowa Zełenski skrytykował Trumpa na konferencji poświęconej bezpieczeństwu w Monachium. Źródła gazety sugerują, że żądanie nowej administracji USA złagodzenia brzmienia oświadczenia oznacza zmianę w polityce zagranicznej Waszyngtonu .

Polacy mówią STOP dla dozbrajania Ukrainy. To tekst „oficjalny” !!

Polacy mówią STOP dla dozbrajania Ukrainy? Sensacyjne wyniki sondażu

[Czemu Sensacyjne?? Temu, że wreszcie i zawsze zakłamana propaganda musi robić zwrot md]

oprac. Aneta Malinowska https://wiadomosci.dziennik.pl/wydarzenia/artykuly/9744531,polacy-mowia-stop-dla-dozbrajania-ukrainy-sensacyjne-wyniki-sondazu.html

Ponad połowa Polaków (53 proc.) nie popiera dalszego przekazywania przez Polskę broni Ukrainie – wynika z sondażu Opinia24 dla Radia Zet. Odmiennego zdania jest co trzeci ankietowany. Największy sprzeciw wobec dozbrajania Ukrainy wyrażają wyborcy Konfederacji oraz zwolennicy Sławomira Mentzena.

—————

W badaniu zleconym pracowni Opinia24 przez Radio Zet zadano pytanie: „Czy Pana/Pani zdaniem Polska powinna przekazać Ukrainie więcej broni do walki z Rosją?

Według 53 proc. respondentów Polska nie powinna przekazać więcej broni Ukrainie. Przeciwnego zdania jest 29 proc. ankietowanych.

Polacy mówią STOP dla dozbrajania Ukrainy? Sensacyjne wyniki sondażu

Wyniki badania wskazują też, że najwięcej przeciwników dozbrajania Ukrainy przez Polskę jest wśród wyborców Konfederacji (85 proc.); 13 proc. zwolenników tej partii uważa, że Ukrainę należy doposażać w broń z Polski.

Wśród wyborców Koalicji Obywatelskiej odsetek zwolenników i przeciwników takiego działania rozkłada się po równo i w obu przypadkach wynosi 40 proc.

Z kolei 54 proc. wyborców Prawa i Sprawiedliwości uznało, że Polska nie powinna przekazywać więcej broni Ukrainie. Przeciwnego zdania jest 34 proc. zwolenników tej partii.

Pozostali ankietowani w grupach wyborców wskazanych partii wybrali odpowiedź: „Nie wiem/trudno powiedzieć”

Analiza odpowiedzi zwolenników koalicji rządzącej i opozycji wskazuje, że za przekazaniem Ukrainie dodatkowej broni z Polski jest w sumie 37 proc. wyborców Koalicji Obywatelskiej, Lewicy i Trzeciej Drogi oraz 27 proc. osób deklarujących poparcie dla Prawa i Sprawiedliwości, Konfederacji i Razem. Przeciw dozbrajaniu Ukrainy jest 64 proc. wyborców obozu opozycyjnego i 41 proc. zwolenników obozu rządzącego.

Wyniki badania przeanalizowano także pod kątem deklaracji, na kogo odpowiadający zagłosują w nadchodzących wyborach prezydenckich. 38 proc. wyborców Rafała Trzaskowskiego popiera ruch dozbrajania Ukrainy przez Polskę, przeciwko jest 42 proc. zwolenników kandydata Koalicji Obywatelskiej.

Z kolei 52 proc. deklarujących poparcie dla popieranego przez PiS Karola Nawrockiego jest przeciwna przekazaniu przez Polskę więcej wsparcia militarnego Ukrainie; 37 proc. jego wyborców jest za.

Najwięcej przeciwników tego pomysłu reprezentują zwolennicy kandydata Konfederacji na prezydenta Sławomira Mentzena (83 proc.). 13 proc. jego wyborców popiera to działanie.

W przypadku zwolenników kandydata Trzeciej Drogi Szymona Hołowni 35 proc. badanych zadeklarowało poparcie dla dalszego dozbrajania Ukrainy przez Polskę, a 40 proc. jego wyborców wskazało odpowiedź przeciwną.

Pozostali wyborcy wskazanych kandydatów wybrali odpowiedź: „Nie wiem/trudno powiedzieć”.

Badanie zostało zrealizowane przez pracownię Opinia24 na zlecenie Radia ZET metodą wywiadów telefonicznych (CATI) oraz internetowych (CAWI) na próbie 1000 Polaków w wieku 18 lat i więcej w dniach 23-29 stycznia 2025 roku. Wyniki procentowe zaokrąglono do pełnych wartości.

Nie chcemy Wojny! Chcemy żyć normalnie! Nie chcemy Wojny z krzyżem! Manifest Romualda Starosielca

Manifest Romualda Starosielca
https://www.facebook.com/61570984154410/videos/wsparcie-kampanii/1132515635332880/?rdid=fHt99Oll1RrGYAzV

Szanowni Państwo,
   Przesyłam poniżej manifest, który przyjęliśmy z Radą Programową po listopadowych prawyborach i któremu chcę pozostać wierny. 
Proszę obecnie o wsparcie mojej kampanii na niecałe 3 miesiące przed wyborami:
a) kontynuujemy zbiórkę podpisów (DUŻA MOBILIZACJA na kolejne 2 tygodnie), 
b) ponosimy już teraz niemałe koszty, więc proszę o wsparcie finansowe komitetu (szczegóły poniżej) 
c) prowadzimy aktywną kampanię w internecie (zachęcam do dołączenia do zespołu efektywnych wolontariuszy. Wystarczy się z nami skontaktować i działać. Za każde wsparcie z góry dziękuję !

***
Nie chcemy Wojny! Chcemy żyć normalnie!
Nie chcemy Wojny z krzyżem!
Chcemy tradycyjnych wartości, normalnej rodziny, dzieci!
Nie chcemy Wojny z Rosją!
Chcemy Pokoju i dobrych relacji z sąsiadami!
Nie chcemy być sługą Ukrainy!
Chcemy troski o interes Polaków!
Nie chcemy zielonego szaleństwa!
Chcemy normalnej gospodarki i godnego życia!
Nie chcemy najdroższego w Europie prądu!
Chcemy, aby węgiel i wszystkie zasoby naturalne były własnością Narodu i służyły Polakom!
Nie chcemy być obarczani winą za holokaust!
Chcemy ekshumacji i chrześcijańskiego pochówku dla polskich ofiar ukraińskiego ludobójstwa!
Nie chcemy być obcą kolonią!
Chcemy silnej Polski współpracującej ze wszystkimi krajami!
Nie chcemy, aby nasza młodzież wyjeżdżała z Polski za chlebem!
Chcemy repatriacji Polaków ze Wschodu i reemigracji Polaków z Zachodu!
Nie chcemy, aby Polska wymierała!
Chcemy tanich mieszkań i kwalifikowanej pracy dla młodych Polaków!
Nie chcemy więcej dyktatorów Tuska i Kaczyńskiego!
Chcemy demokracji prawdziwej, silniejszej pozycji Prezydenta i obligatoryjnego referendum!

Romuald Starosielec, kandydat Polski normalnej, kandydat Partii Pokoju
—————————
***WSPARCIE FINANSOWE KOMITETU WYBORCZEGO
przygotuj przelew (przelew od obywatela Polski zam. na terenie Polski);dane odbiorcy: KW Kandydata na Prezydenta RP Romualda Starosielca;
numer rachunku: 91 1020 1185 0000 4302 0403 1845;
tytuł: „Darowizna, obywatel Polski, zamieszkały na terenie RP”.
POBIERZ KARTĘ – ZBIERZ PODPISY – WYŚLIJ
#STAROSIELEC2025
#Starosielec2025

=================

https://www.facebook.com/reel/802932582037989

Ratunku – nadchodzi pokój!

Marek Wójcik – blog 895. Ratunku – nadchodzi pokój!

21. lutego 2025 Wiedeń

Teraz Trump chce zakończyć tę wojnę. Jednak, zamiast świętować, eurokraci i „postępowe” media krzyczą, jakby ich portfele zostały skradzione na środku Rue de la Loi. Mówią nam, że to kapitulacja, że to niesprawiedliwe wobec Ukrainy, że cała przelana krew poszła na marne. Jakby ktokolwiek wierzył, że skończy się to w inny sposób. Tak jakby ta wojna nie była wynikiem zimnej wojny słabo zamkniętej w 1990 roku, której pęknięcia otworzyły się ćwierć wieku później. Jakby Biden nie napędzał machiny wojennej, nigdy nie oferując Putinowi prawdziwych gwarancji, nigdy nie proponując realnego rozwiązania politycznego.

Cytat z artykułu na gatewayhispanic.com: Trump podpisze pokój, a UE będzie płakać nad swoją bezużytecznością. Źródło.

Naturalnie, że Ukraina była jedynie posłusznym narzędziem przeciwko Rosji w rękach USA. Można się zgodzić z Trumpem, że eksprezydent Ukrainy Zełeński rozpętał tę wojnę, jednak zrobił to na polecenie Bidena. Ten aktorzyna wmówił sobie, że może wpływać na cokolwiek, będąc wyjątkowo drogą marionetką Waszyngtonu. Aktualnie jesteśmy świadkami powtórki scenariusza z Jałty, z tym że nawet Brytyjczycy nie wezmą w tym udziału.

Największe oszustwo związane z darowiznami w historii.

Oburzone kukiełki z Komisji Europejskiej razem z nędznym komikiem krzyczą: nic o nas bez nas! Trump go home! Przecież Ukraina leży w Europie – więc to nasza sprawa. Owszem leży. W gruzach — właśnie dzięki waszej pomocy. Mogli przez trzy lata zrobić coś dla pokoju. I owszem zrobili – przegnali go do diabła, którego wizerunkiem jest dla nich Putin.

Żeby ratować wojnę, zwołali szczyt kryzysowy w Paryżu. I cóż takiego tam postanowili? Postanowili, że nie mogą się ze sobą dogadać.

Z powodu Trumpa: Macron zwołał konferencję wojenną wielkich wodzów nieliczących się w grze państw.

Przypomina to sytuację, kiedy jakiś dziennikarz zapytał Stalina, co sądzi na temat ostatniej wypowiedzi papieża? Stalin – słoneczko narodów – odpowiedział: a ile ten papież ma dywizji czołgowych? Jedyne co im pozostało to groźba, że NATO zbombarduje Waszyngton, lub przynajmniej Biały Dom. Nie zdziwiłbym się, gdyby na tak absurdalny pomysł wpadła pani Urszula v. d. L. – po polsku „wodę leje”.

USA planuje wreszcie przywrócić stosunki dyplomatyczne z Rosją. Donald Trump potrzebuje taniego gazu. Niech Europa kleci następne sankcje wobec Rosji, Trump zapowiedział zniesienie wszystkich takich restrykcji. Ciekawe kto się przebije?

Podobnie jak z cenzurą. Jeśli mamy dostęp do wiadomości ze Stanów Zjednoczonych, to żaden DSA nie ukróci dostępu do niechcianych przez brukselskich biurokratów wiadomości. Mamy przecież Głos Ameryki w formie internetowej.

Na Ukrainie zaraz po wybuchu werbalnej wojny pomiędzy Zełeńskim i Trumpem, zablokowano dostęp do Truth Social – platformy Trumpa, na której Ukraińcy mogliby się dowiedzieć, że Zełeński ma jedynie 4% wsparcia we własnym kraju.

Ludzie mogliby uczyć się na swoich błędach, gdyby nie byli tak zajęci zaprzeczaniem im.
Carl Gustav Jung.

Autor artykułu Marek Wójcik
Mail: worldscam3@gmail.com

„Kultura lęku”, konsumpcja, przyjemność… I mamy katastrofę demograficzną

„Kultura lęku”, konsumpcja, przyjemność… I mamy katastrofę demograficzną

https://pch24.pl/kultura-leku-konsumpcja-przyjemnosc-i-mamy-katastrofe-demograficzna

(PCh24.pl)

Boimy się praktycznie wszystkiego. Nasze lęki zostały bardzo mocno wzmocnione przez „pandemię” oraz przez wojnę za naszą wschodnią granicą. To powoduje, że wielu z nas jest po prostu sparaliżowanych; boi się o byt, o przyszłość etc. W związku z tym nie bardzo ludzie chcą mieć dzieci – mówi w rozmowie z PCh24 Marek Grabowski, prezes Fundacji Mamy i Taty.

Szanowny Panie prezesie, dlaczego w ostatnim czasie mamy do czynienia z wysypem analiz na temat katastrofy demograficznej w Polsce? Jak to jest, że ludzie, którzy przez lata bagatelizowali problem, teraz są tak bardzo poruszeni i szukają rozwiązań? 

Przede wszystkim ludzie, których Pan redaktor wywołał, nie zastanawiają się, co zrobić żeby zwiększyć w Polsce dzietność, tylko co zrobić, żeby zminimalizować skutki trwającej katastrofy. Po prostu oni zaczynają dostrzegać problem, że w Polsce zaczyna brakować rąk do pracy, że przybywa emerytów i w następnych latach będzie się to tyko pogłębiać.

Niestety jest już za późno, żeby jakoś poważnie odkręcić tę katastrofę i jej skutki.

Rynek pracy ma się ponoć nieźle. Jak to jest więc z tymi „rękami do pracy” w Polsce?

Sytuacja na rynku pracy w ostatnich latach znacznie się poprawiła. Powiem więcej: rządzący i różni eksperci cieszą się, że mamy w Polsce wielu migrantów z Ukrainy, Białorusi i innych krajów. Co jakiś czas pojawiają się informacje, ile podatków ci ludzie wnieśli do budżetu państwa. Moim zdaniem nie jest to jednak trend, który długoterminowo nam pomoże, ponieważ duża część obywateli tych krajów po prostu wróci do siebie, albo wyjedzie dalej na Zachód.

Mamy do czynienia z zupełnie inną sytuacją jak ta sprzed 20 lat, kiedy miliony osób po wejściu Polski do UE wyjechało zagranicę za pracą do Anglii, do Irlandii, do Niemiec etc. Tak samo działo się w latach 80-tych, kiedy Polacy wyjeżdżali do Niemiec, do Francji, do USA i nie wrócili, co oznaczało dla Polski duże straty ludności.

Według najnowszych danych GUS liczba ludności Polski w końcu 2024 r. wyniosła 37.490 tys., co oznacza, że obniżyła się o ok. 147 tys. w stosunku do stanu z roku 2023. Oznacza to, że stale się kurczymy, że co roku nas ubywa i to jest fatalna wiadomość.

Dlaczego rynek pracy jest dla tzw. ekspertów jedynym wyznacznikiem, jeśli chodzi o dyskusję o demografii?

Dobre pytanie… Myślę, że po prostu pewne partykularne interesy są naruszane i w związku z tym mamy to „przebudzenie”… Przepraszam, „przebudzenie” to złe słowo, bo gdyby faktycznie miało ono miejsce, to oznaczałoby to, że będzie się podejmować jakiejś wysiłki czy działania, żeby tę dzietność zwiększyć. Takich ruchów jednak nie ma. Zamiast tego mamy dyskusję na temat zwiększania wydajności pracy, chociażby poprzez wprowadzanie jakichś nowych technologii.

To jednak również nie jest w stanie zminimalizować skutków katastrofy demograficznej chociażby dlatego, że są zawody typu malarz pokojowy, którego sztuczna inteligencja, nowa technologia nie zastąpi. Może kiedyś powstaną jakieś roboty, które będą w stanie coś takiego robić, ale jest to jednak pieśń przyszłości. To samo tyczy się prac budowlanych czy przemysłu, gdzie człowiek jest po prostu niezastąpiony.

Powiem brutalnie: naszym elitom, naszym ekspertom po prostu brakuje myślenia o narodzie i społeczeństwie. Siłą narodu są jego obywatele i liczba obywateli ma znaczenie. Im jest ich więcej, tym kraj jest silniejszy.

Złośliwie dodam, że największe partie w Polsce prześcigają się – może z wyjątkiem Lewicy – w szafowaniu słowem „naród”.

To prawda, tylko co z tego? To ciągle są tyko słowa, a liczą się realne działania. Czy działania polskich elit, czy działania partii rządzących w Polsce są rzeczywiście skierowane na dobro narodu? Niektóre niekoniecznie…

Jednym z elementów, jaki ma nas ocalić przed zgubnymi skutkami katastrofy demograficznej jest zrównanie, a potem podniesienie wieku emerytalnego. To ma nas uratować?

Jest to co najwyżej rozwiązanie zapychające lukę na rynku pracy. Trzeba jednak z drugiej strony zastanowić się, jak bardzo pożądani na rynku pracy są pracownicy, którzy mają lat 60, 65 lub więcej… W wielu branżach dla pracodawcy nie liczy się doświadczenie, tylko siła, sprawność i wigor pracownika, w związku z tym mając do wyboru 30-latka i 60-latka pracodawca postawi na młodszego.

Inna kwestia: od lat trwają dyskusje chociażby dotyczące kierowców czy motorniczych oraz tego, ile i jak często powinno im się robić badań. Czy to nie jest sprzeczne z ideą podniesienia wieku emerytalnego?

Czy popiera Pan podniesienie wieku emerytalnego?

To nie jest istotne, czy to popieram, czy nie, ponieważ to prędzej czy później nastąpi i tego nie unikniemy.

Ja mogę jedynie wyrazić przekonanie, że taka decyzja nie ochroni nas przed skutkami katastrofy demograficznej.
W Polsce nadal w dużej mierze tak funkcjonuje rzeczywistość społeczna, że kobiety i mężczyźni na emeryturze bardzo często pomagają swoim dzieciom w wychowaniu wnuków. Podniesienie wieku emerytalnego uderzy w łączność międzypokoleniową i stworzy kolejną barierę do posiadania dzieci.

Rządzący w tym miejscu odpowiedzą Panu: „Przecież wprowadziliśmy babciowe, więc niech babcia się zwolni i zajmuje dziećmi, a matka idzie spokojnie do pracy”.

Czyli podnosimy wiek emerytalny, żeby babcia się zwolniła z pracy i zajęła wnukami? Przepraszam, ale tu nie ma elementarnej logiki ani jakiejkolwiek wizji, a w działaniach pro-demograficznych ze strony władzy to one powinny być podstawą.

Zamiast „logiki i wizji” wprowadza się kolejne programy socjalne, które w dodatku nie do końca ze sobą konweniują, które są po to, żeby być, a nie żeby osiągnąć określony cel.

Mam wrażenie, że istnieje wśród naszych elit politycznych przekonanie o jakiejś nieuchronności dziejowej, wynikający z jakiejś mieszanki heglizmu i marksizmu. Elity po prostu doszły do wniosku, że już po prostu nie da się zmienić pewnych rzeczy, że procesy antynatalistyczne posunęły się tak daleko, że nie ma sensu z tym walczyć, bo sprawa jest przegrana.

Jeżeli już na starcie ludzie ci uważają, że przegraliśmy, to w zasadzie o czym my tu w ogóle mówimy? Jeśli klasa polityczna jest przekonana o nieuchronności dziejowej katastrofy demograficznej, to rzeczywiście zostaje nam się tylko zwijać i zamknąć w swoich czterech ścianach i nic nie robić.

Kolejnym przykładem są próby wprowadzenia w Polsce legalnej „aborcji na żądanie” do 12. tygodnia ciąży, co w dodatku niektórzy okrasili hasłem… „Aborcja za życiem”. No sorry, ale nie będzie w Polsce więcej dzieci, jeżeli będą one zabijane już w łonach matek. Jeżeli coraz więcej osób traktuje aborcję jak jakąś formę antykoncepcji, no to coś jest nie tak z naszym społeczeństwem.

I tuta płynnie przechodzimy do kwestii, która przewijała się w wielu naszych poprzednich rozmowach. Chodzi mi o wpływ kultury na demografię.

Kultura i religia są tu kwestiami fundamentalnymi. Obecnie w jakiejś mierze funkcjonujemy w kulturze zaszczepionego lęku.

Boimy się praktycznie wszystkiego. Nasze lęki zostały bardzo mocno wzmocnione przez „pandemię” oraz przez wojnę za naszą wschodnią granicą. To powoduje, że wielu z nas jest po prostu sparaliżowanych; boi się o byt, o przyszłość etc, W związku z tym nie bardzo ludzie chcą mieć dzieci.

To nie jest strach! To jest lęk, który każdego dnia eskaluje. W efekcie jakże chwytliwe staje się hasło „Po co sprowadzić dzieci na tak fatalny świat?”. Jest to oczywiście błędne samo w sobie, ale coraz częściej mamy do czynienia z postawą zrozumienia i akceptacji dla takiej postawy. Skoro już za chwilę czeka nas istny Armagedon, to może nie ma co sobie zawracać głowy dziećmi.

Druga kwestia to sfera wartości. Przestano myśleć o dzieciach i w ogóle o życiu w kategorii pewnego daru. Wielu z nas nie cieszy się życiem, tylko cieszy się konsumpcją przez co nie dostrzega, nie widzi, jaką wartością, jakim darem jest życie. Skoro ludzie tego nie widzą, to nie działają na rzecz nowego życia.

Efektem kultury materialnej i niekończącej się konsumpcji są pustka i poczucie braku sensu. To są największe problemy współczesnego świata. Kiedyś sens ludzkiemu życiu nadawała wiara w Chrystusa Zmartwychwstałego. Kiedyś ludzie nie potrzebowali psychologów i psychiatrów, bo wystarczał im kapłan udzielający sakramentów. A dzisiaj? Dzisiaj zamiast do kościoła wielu woli iść do galerii handlowej…

Często słyszymy, że muzułmanie, którzy przybyli do Europy podbiją ją demograficznie. Ostatnie badania pokazują jednak, że o ile pierwsze ich pokolenie miało 4-5 dzieci, tak kolejne mają 1 lub 2 dzieci…

Czyli dalej więcej niż większość „rdzennych Europejczyków”. To pokazuje, jaka jest siła konsumpcji i materializmu, i że mało kto jest się w stanie jej oprzeć. Wszystko jest w zasadzie na wyciągnięcie telefonu. Rozmawiając z Panem mógłbym włączyć aplikację i nie przerywając zrobić zakupy w pięciu różnych sklepach, zamówić bilet lotniczy i umówić się do fryzjera.

Kiedy chodziłem do gimnazjum nauczycielka zaproponowała, że podczas „Wychowania do życia w rodzinie” puści nam film „Niemy Krzyk”. Praktycznie cała klasa zareagowała słowami: „Nie będziemy oglądać morderstwa”. Dzisiaj osoby w wieku 15, 16 lat chodzą na „czarne marsze”, a gdyby nauczyciel zaproponował im obejrzenie „Niemego krzyku”, to prawdopodobnie straciłby pracę. Co się stało, że mamy tak diametralną zmianę?

Odpowiem następująco: niedawno przy okazji dosyć ważnej konferencji we Włoszech dotyczącej okaleczania dzieci przez środowiska transgenderowe odbyłem bardzo dużo ciekawych rozmów z Włochami. Pytali mnie oni, jak to jest możliwe, że mając tak wybitnego rodaka, jakim jest Jan Paweł II, w Polsce niszczy się jego pomniki, kościoły oblewa farbą, usuwa religię ze szkół etc.

„U nas w Rzymie rządzą komuniści, którzy nie tak dawno odnowili pomnik papieża z Polski. U nas we Włoszech, nawet w tych miastach, w których rządzą masoni są pomniki i tablice ku pamięci Jana Pawła II i nikomu to nie przeszkadza, a u Was się to niszczy, dlaczego?”, pytali.

To była taka przykra dla mnie uwaga, ale słuszna. Jedyne, co mogłem powiedzieć, to były dwa słowa „nie wiem”. I tak również odpowiem na Pana pytanie: nie wiem. Mogę się tylko domyślać, że jest to pokłosie choroby duszy, na którą cierpi coraz więcej z nas. Inaczej nie jestem w stanie tego wytłumaczyć.

Mam jednak nadzieję, to ważne szczególnie w Roku Jubileuszowym, że nastąpi odnowa. Najpierw każdego z nasz, następnie naszych rodzin, w końcu społeczeństwa.

Wbrew twierdzeniom heglistów i marksistów nie jesteśmy zdeterminowani, czyli możemy wspólnie odkręcić złe trendy. Trzeba zacząć od leczenia ducha, następnie walki o kulturę, dopiero na końcu myśleć o rozwiązaniach socjalno-ekonomicznych.

Dziękuję za rozmowę

Tomasz D. Kolanek

Czy to jest jeszcze Polska? Kto nam wydziera duszę?

Czy to jest jeszcze Polska? Kto nam wydziera duszę?

Autor: AlterCabrio , 21 lutego 2025

– Żyjemy w dość trudnych czasach. Polska, naród polski, społeczność obywateli można w zasadzie podzielić na takie dwie grupy: naród – może 10, może 15 procent w porywach i 85 procent społeczeństwo. Kto wyrwał duszę naszemu narodowi?

– To się dzieje od kilkuset lat. To robią rządy, agentury obce, zaborcy. Ci, którzy nas mordowali, okradali, a przede wszystkim demoralizowali. Największym spustoszeniem jest zdemoralizowanie narodu. Nie utrata substancji materialnej, tylko demoralizacja. Uczynienie z ludzi bezmyślnych, nieodpowiedzialnych grzeszników, wprawienie ich do zła i nauczenie ich nieodpowiedzialności za siebie, tak by grzech nie przerażał, obowiązki nie zobowiązywały. Tak się traci najpierw wiarę, później rozum, później tożsamość, a później naród zamienia się w masę upadłościową i niewolników bezmyślnych, którzy żyją na poziomie jakiejś wegetacji, istnienia bezmyślnego, bez-odpowiedzialnego. I to się dzieje.

Myślę, że ostatnich 30 lat demoralizacja to jest większe spustoszenie niż okupacja niemiecka, sowiecka, a nawet szwedzka. To jest coś najgorszego, co się mogło nam przydarzyć i co już ma miejsce. Dlatego, że nie tylko zniszczono wiarę i rodzinę, ale zniszczono niewinność już nawet dzieci.

−∗−

Czy to jest jeszcze Polska?! Kto nam wydziera duszę?! Ks. Marek Bąk u Marka Skowrońskiego:

https://banbye.com/embed/v_fq8CfrDRt8pf

−∗−

Dzieci gwałcą dzieci, to skutki edukacji seksualnej

RatujŻycie.pl

Szanowny Panie, Drogi Obrońco Życia Dzieci!


Mocne teksty na portalu www.RatujZycie.pl.

Przesyłamy Panu wybrane artykuły, które ukazały się na portalu Fundacji Życie i Rodzina www.RatujZycie.pl.

Jakie są skutki edukacji seksualnej? Tragiczne: dzieci gwałcą dzieci. Na całym świecie w 2024 roku zamordowano poprzez aborcję 73 miliony ludzi. Dane i tak nie obejmują aborcji tabletkami z aptek, zatem ofiar może być jeszcze więcej. Po zwycięstwie Donalda Trumpa USA odważnie odrzucają lewicowy dyktat. O konieczności skończenia z cenzurą mówił wiceprezydent USA JD Vance na konferencji o bezpieczeństwie w Monachium.

Tymczasem w Polsce sądy wciąż prześladują obrońców życia, jak ostatnio w Starogardzie Gdańskim, gdzie matka została skazana za ostrzeganie przed aborterem.

Zapraszamy do lektury.

OPIS ZDJĘCIA

Alfred Kinsey – promotor zboczeń

Przedstawiamy sylwetkę człowieka, który wskutek nierzetelnych badań zawyżył statystyki aktywności homoseksualnej. Alfred Charles Kinsey traktował chrześcijańską moralność jako ograniczenie, promował pedofilię i wszelkie zboczenia seksualne ukryte dziś pod skrótem LGBT.Czytaj dalej    >

OPIS ZDJĘCIA

Depresja i samobójstwa wśród homoseksualistów

Homoseksualiści są grupą narażoną na depresję i samobójstwo. I to pomimo że społeczeństwa coraz bardziej obojętnieją na zjawisko par jednopłciowych. Także pomimo tego, że rządy sprzyjają wypaczeniom seksualnym. Pomimo miesięcy dumy i celebrytów promujących LGBT.Czytaj dalej    >

OPIS ZDJĘCIA

Czy homoseksualizm może być wrodzony?

Orientacji się nie wybiera, jestem taki od zawsze, człowiek tak ma. Podobne słowa często powtarzają ci, którzy uważają, że można urodzić się homoseksualistą. Czy to możliwe, że geny decydują o preferencjach seksualnych człowieka? Czy homoseksualizm może być wrodzony? Przejrzyjmy dostępne badania.Czytaj dalej    >

OPIS ZDJĘCIA

Tragiczne skutki edukacji seksualnej

Edukacja seksualna jest w Polsce wprowadzana jako edukacja zdrowotna. W ostatnim czasie pod wpływem protestów Minister Edukacji Barbara Nowacka oświadczyła, że na początek przedmiot nie będzie obowiązkowy. Czy jednak możliwość wypisania dziecka z zajęć rozwiąże problem? Przykłady z Zachodu pokazują, że lekcje seksu w szkołach, nawet nieobowiązkowe, powodują ogromne zagrożenia dla dzieci i młodzieży. Skutki edukacji seksualnej są opłakane.Czytaj dalej    >

WSPIERAM WSPIERAM

OPIS ZDJĘCIA

73 miliony aborcji na świecie w 2024 roku

W 2024 roku oszałamiająca liczba niewinnych dzieci zginęła z powodu barbarzyńskiej praktyki aborcji. Według Worldometer, popularnego serwisu gromadzącego globalne statystyki, na całym świecie zamordowano poprzez aborcję aż 73 miliony dzieci.Czytaj dalej    >

OPIS ZDJĘCIA

Prezydent Trump ułaskawia proliferów

23 stycznia 2025 r. prezydent Donald Trump spełnił obietnicę złożoną w czasie kampanii prezydenckiej i ułaskawił 23 proliferów. Administracja Bidena więziła ich i przetrzymywała w aresztach po oskarżeniach wniesionych przez Departament Sprawiedliwości. Prześladowania były możliwe dzięki specjalnej ustawie FACE, która pozwalała przeganiać obrońców życia spod klinik aborcyjnych.Czytaj dalej    >

OPIS ZDJĘCIA

W USA wracają dwie płcie

Już w pierwszym dniu swojej prezydentury Donald Trump podpisał przełomowe rozporządzenie. Nosi ono tytuł „Obrona kobiet przed ekstremizmem ideologicznym i przywrócenie biologicznej prawdy w rządzie federalnym”. Dokument stwierdza, że rząd Stanów Zjednoczonych będzie rozpatrywał tylko dwie płcie – żeńską i męską. W ten sposób w USA mamy powrót do normalności i obalenie lewackiej polityki narzucającej ideologię gender.Czytaj dalej    >

WSPIERAM WSPIERAM

OPIS ZDJĘCIA

WHO promuje aborcję i LGBT

Światowa Organizacja Zdrowia to skorumpowana instytucja realizująca cele całkowicie sprzeczne z ochroną życia czy zdrowia. WHO promuje aborcję i LGBT, jak również rości sobie prawo do zarządzania życiem i zdrowiem ludzi. Narzuca lewicową ideologię, zupełnie nie respektując suwerenności granic państw narodowych.Czytaj dalej    >

OPIS ZDJĘCIA

JD Vance przeciw cenzurowaniu obrońców życia

Amerykański wiceprezydent JD Vance w Monachium podczas Konferencji o Bezpieczeństwie zrugał państwa Unii Europejskiej za stosowanie cenzury. Zwrócił uwagę m.in. na kwestię wolności słowa i prawa do pokojowego protestu. Poruszył m.in. problem tzw. stref buforowych wokół klinik aborcyjnych. Mówił także o proliferach skazanych za pokojowe protesty przed ośrodkami aborcyjnymi w Wielkiej Brytanii i Szkocji.Czytaj dalej    >

OPIS ZDJĘCIA

Policja filmuje Publiczny Różaniec o zatrzymanie aborcji

Po co policja filmuje Publiczny Różaniec o zatrzymanie aborcji? To pytanie stawiają sobie wszyscy, którzy widzą nagranie z ostatniej soboty z Placu Biegańskiego w Częstochowie. Bo funkcjonariusze z tutejszej komendy przy ul. Popiełuszki nie odpuszczają. Mimo zimna i dużych opadów śniegu wysłali w sobotę technika, który przez całą modlitwę stał naprzeciw księdza i wiernych i nagrywał, jak ludzie się modlą.Czytaj dalej    >

Jeśli podoba się Panu to, co robimy, prosimy o wsparcie modlitewne i finansowe. Fundacja Życie i Rodzina podejmuje wszystkie działania za życiem, wolnością i normalnością dzięki hojności Darczyńców. Dziękujemy za każdą modlitwę, gest życzliwości i wpłatę

Serdecznie pozdrawiamy – 

Fundacja Życie i Rodzina

www.RatujZycie.pl

WSPIERAM

NUMER RACHUNKU BANKOWEGO: 47 1160 2202 0000 0004 7838 2230
NAZWA ODBIORCY: FUNDACJA ŻYCIE I RODZINA
TYTUŁEM: DAROWIZNA NA CELE STATUTOWE
DLA PRZELEWÓW Z ZAGRANICY:
IBAN:PL 47 1160 2202 0000 0004 7838 2230
KOD SWIFT: BIGBPLPW

MOŻNA TEŻ SKORZYSTAĆ Z SYSTEMÓW DO SZYBKICH PRZELEWÓW, BLIKA LUB PŁATNOŚCI KARTAMI POD LINKIEM: https://ratujzycie.pl/wesprzyj/

RatujŻycie.pl

Trump: Zełenski nie ma żadnych kart przetargowych. A Biden jest bardzo głupim człowiekiem.

Trump: Zełenski nie ma żadnych kart przetargowych. A Biden jest bardzo głupim człowiekiem.

21.02.2025 https://nczas.info/2025/02/21/trump-zelenski-nie-ma-zadnych-kart-przetargowych-biden-jest-bardzo-glupim-czlowiekiem/

donald trump
Donald Trump / fot. YT / Fox News

Ukraina nie ma żadnych kart przetargowych, ale rozgrywa je twardo – powiedział w piątek prezydent USA Donald Trump. Stwierdził też, że obecność prezydenta Wołodymyra Zełenskiego na rozmowach dotyczących zakończenia wojny „nie jest zbyt ważna” i po raz kolejny podważał winę Rosji za inwazję.

„Miałem bardzo dobre rozmowy z (Władimirem) Putinem i nie tak dobre rozmowy z Ukrainą. Oni nie mają żadnych kart do gry, ale rozgrywają je twardo” – kpił Trump podczas spotkania w Białym Domu z gubernatorami stanów.

Wcześniej podobnie sprawę komentował w radiowym wywiadzie udzielonym publicyście Fox News, Brianowi Kilmeadowi.

„Patrzyłem na niego, jak negocjował bez kart. Nie ma żadnych kart. I mam tego dość. Po prostu mam tego dość” – powiedział Trump, utyskując na żądania Zełenskiego, by zostać włączony do rozmów, które rozpoczęły się między USA i Rosją w Rijadzie.

On był na spotkaniach przez trzy lata i nic nie zostało zrobione. Więc nie sądzę, by to było zbyt ważne, by był obecny na spotkaniach” – powiedział Trump.

Prezydent USA ponownie podważał przy tym winę, jaką Rosja ponosi za inwazję. Jak przyznał, to Rosja zaatakowała Ukrainę, lecz Ukraina „nie powinna jej była pozwolić na atak”.

„Oni by nie zaatakowali, gdybyśmy mieli ludzi, którzy wiedzieli, co robią. Joe Biden jest bardzo głupim człowiekiem” – powiedzial. Trump argumentował, że Biden i Zełenski „mówili złe rzeczy”, podczas gdy on bardzo łatwo dogadałby się z Putinem i uniknął wojny.

„Za każdym razem, kiedy mówię: +o, to nie jest wina Rosji+, zawsze jestem uderzany przez fake news. Ale mówię ci, Biden mówił złe rzeczy, Zełenski mówił złe rzeczy. I zostali zaatakowani przez większe i potężniejsze państwo” – powiedział Trump.

UE twierdzi, że chroni demokrację — ale to jest fałszowanie wyborów w biały dzień.

Tajny plan UE ujawnił, w jaki sposób establishment, lewicowi liderzy spiskowali, aby zablokować prawicowym partiom dostęp do władzy — zakazując im wstępu do kluczowych komitetów, blokując ich propozycje i izolując je od koalicji.

Cel? Uniemożliwić im wpływ, pomimo że miliony na nich głosują.

1. Planowali kontrolować debatę ustawodawczą, odrzucając konserwatywne propozycje, zanim jeszcze doszły do dyskusji.

➡️ Narusza artykuł 10(1) TUE, który gwarantuje system demokracji przedstawicielskiej. Blokowanie udziału wybranych urzędników unieważnia wolę wyborców.

2. Zablokowali prawicowym prawodawcom dostęp do kierownictwa komisji, zapewniając, że nie będą mieli głosu w kształtowaniu polityki.

➡️ Narusza artykuł 2 TUE, który stanowi, że UE opiera się na „pluralizmie” i „niedyskryminacji”. Wykluczanie urzędników ze względu na ideologię jest czystą represją polityczną.

3. Sfałszowali sojusze, wywierając presję na partie centrowe, aby umieściły konserwatystów na czarnej liście, uniemożliwiając im tworzenie koalicji.

➡️ Narusza artykuł 10(3) TUE, który obiecuje każdemu obywatelowi prawo do uczestnictwa w demokracji. Jeśli ich wybrani przywódcy zostaną umieszczeni na czarnej liście, ich głosy nie mają znaczenia.

UE twierdzi, że chroni demokrację — ale to jest fałszowanie wyborów w biały dzień.

Źródło: EU Conservative, Politico

Where Is America Headed? To Chaos or a Counter-Order?

Where Is America Headed? To Chaos or a Counter-Order?


Leaving God out of the solution will end in disaster

by John Horvat IIFebruary 21, 2025 https://www.tfp.org/where-is-america-headed-to-chaos-or-a-counter-order/?PKG=TFPE3544

Where Is America Headed? To Chaos or a Counter-Order?
Where Is America Headed? To Chaos or a Counter-Order?

For society to work normally, there must exist an order, which can be defined as a state where things are arranged and function according to their nature and purpose.

“Order is the first need of the soul,” writes Russell Kirk. “Freedom, justice, law and virtue are all very important, but order is the first and most basic need.”

 

In the case of a Christian order, this would entail things functioning according to natural law and the rule of law. Its end would be the common good, human flourishing and the greater glory of God.

Such an order is incompatible with practices like procured abortion, unnatural vice and the destruction of the rule of law. For this reason, a return to the Christian order has always been linked to moral issues that guarantee the general functioning of society, even in non-Christian nations.

A Secular Counter-Order

Liberal society established a secular counter-order. It is not properly speaking an order but only a semblance of one. It contains defects, shortcomings, laws and principles that work against society’s end and nature. It leads to ever more radical forms of liberal behavior that end up destroying authentic order.

The radical form of this liberal counter-order now manifests itself in wokism, gender theory, human extinction movements, eco-alarmism and other aberrations that conspire against what remains of the Christian order.

America is at a point where the old liberal counter-order is breaking down. The left is crumbling as its firebrand and vanguard elements demand unpopular ideologies and programs.

A Reaction, Backlash and Explosion

On the right, there is a massive reaction and backlash against the tyranny of these oppressive ideologies and the overall decay of modern society.

People are demanding a return to common sense and an elimination of the madness that has come to govern society.

The unexpected result of this clash has not been a return to order but an explosion.

Two Factors

This explosion is caused by two factors: the radical demands of the left that will not retreat. The famous metaphor of the toothpaste that cannot be put back into the tube fits a disoriented left that is doubling down on its errors.

The other factor is the partial nature of a restoration of order. It consists of spectacular and very necessary measures against the more radical elements of the liberal counter-order. However, this reaction tends to sideline the moral, cultural and family issues that guarantee the proper functioning of society. It tends to leave in place elements of the old liberal order (like procured abortion and same-sex “marriage”) that corrode society.

Godless Crusade

Despite exterior trappings of Christian symbols and rhetoric, the reaction turns the religious element into a mere “cultural identity marker” without substance. It presents the paradox of what author Tobias Kremer calls a “godless crusade.”

National conservative thinkers like Oren Cass recommend that America adopt a secularized version of virtue for its political agenda that can more widely appeal to those with little or no faith.

“By anchoring our account of virtue in an explicitly religious foundation, conservatives weaken our own cause, quiet our own voice. We are left not only ineffective in countering the left but derelict in reforming the right…” Cass writes in the very religiously-oriented First Things.

Thus, this crusade without Christ no longer relies on the powerful and dynamic force of religion, which is necessary in the fight for the restoration of society.

Chaos not Order

The result of this hurried clash of doubled-down left and partial reaction on the right is not order but chaos.

Chaos is an explosive destruction of both order and even the appearance of order. In this case, it represents the contradiction of using disorder as a means toward order.

Such a situation can lead to anarchy. An authentic restoration to order can only happen when there is an authentic moral conversion. That is where the reaction should be headed. Anything else will only lead to some counter-order or, even worse, to chaos and anarchy.

Zaszufladkowano do kategorii O Świat | Otagowano

Friday Funnies: Chainsaw Massacre – Bureaucracy thrives in darkness

Friday Funnies: Chainsaw Massacre –

Bureaucracy thrives in darkness

Robert W Malone MD, MS Feb 21, 2025
















https://www.youtube-nocookie.com/embed/hIIuG-k53SI?rel=0&autoplay=0&showinfo=0&enablejsapi=0




(True story) – From Grok:

I assume you’re referring to „Norman,” the AI developed by MIT researchers in 2018 to demonstrate the impact of biased data on artificial intelligence. Norman was trained exclusively on violent and gruesome image captions from a Reddit forum focused on disturbing content, deliberately avoiding the use of actual images due to ethical concerns. The goal was to show how the data fed into an AI can shape its behavior and outputs, rather than the algorithm itself being inherently flawed.

Named after Norman Bates from Alfred Hitchcock’s Psycho, this AI was designed to perform image captioning—a process where it generates textual descriptions of images. After its training, researchers tested Norman with Rorschach inkblot images, comparing its responses to those of a „standard” AI trained on more neutral data. The results were striking: where a typical AI might see „a group of birds on a branch” or „a vase with flowers,” Norman interpreted the same inkblots as „a man electrocuted to death” or „a man shot dead in front of his screaming wife.” These grim outputs underscored the experiment’s point about data-driven bias.




Another gud video by Dominic.

“The Office of Communications, commonly known as Ofcom, is the government-approved regulatory and competition authority for the broadcasting, telecommunications and postal industries of the United Kingdom.”


Czułe pożegnanie donosiciela i pedofila, ks. Michała Czajkowskiego. Groteska „katolicyzmu otwartego”.

Czułe pożegnanie donosiciela. Groteska katolicyzmu otwartego

https://pch24.pl/czule-pozegnanie-donosiciela-groteska-katolicyzmu-otwartego

15 lutego odszedł do wieczności [na Sąd Boga.. md] ks. Michał Czajkowski – profesor, biblista, donosiciel. Pomimo powszechności wiedzy o jego działaniach został uprzejmie pożegnany przez środowisko tak zwanych katolików otwartych, w tym „Więź” i „Tygodnik Powszechny”. Nie przeszkadzało im nawet to, że w 1960 roku Czajkowski dopuścił się molestowania chłopców.

Jestem zwolennikiem zasady, by w chwili śmierci o zmarłych mówić dobrze, albo wcale. Powiem więc, że doznałem dzięki Michałowi sporo dobra” – napisał na łamach „Więzi” Zbigniew Nosowski. „Niech pamięć o ks. Michale będzie błogosławieństwem – także przez wnioski co do tego, jak sobie radzić ze złem we własnym życiu” – dodał.

Michał Czajkowski współpracował ze Służbą Bezpieczeństwa przez dwadzieścia cztery lata. Przestał donosić dopiero wtedy, kiedy zamordowano błogosławionego księdza Jerzego Popiełuszkę. Czajkowski dobrze znał Adama Pietruszkę, skazanego w procesie toruńskim przełożonego oprawców męczennika. Pietruszka był oficerem prowadzącym Czajkowskiego. Pożegnany przez „Więź” kapłan donosił również na księdza Jerzego.

„Łagodność – to słowo najbardziej kojarzy mi się z ks. prof. Michałem Czajkowskim, zmarłym w sobotę 15 lutego 90-letnim ekumenistą i biblistą, zaangażowanym w dialog chrześcijańsko-żydowski” – tak rozpoczęła artykuł o śmierci Czajkowskiego Zuzanna Radzik z „Tygodnika Powszechnego”.

Łagodnością Czajkowski nie wykazał się w 1960 roku, kiedy został zwerbowany przez SB. Podstawą pozyskania go do współpracy był szantaż. Służba Bezpieczeństwa ustaliła, że Czajkowski molestował dwóch chłopców – braci w wieku dziewięciu i dziesięciu lat. Miał dotykać ich narządów płciowych i obnażać się przed nimi. W teczce personalnej Tajnego Współpracownika zawarte jest jego pisemne oświadczenie, w którym przyznaje się do „wykroczenia seksualnego” wobec dzieci.

W 2023 roku sprawę szeroko opisała „Rzeczpospolita”. Na łamach „Więzi” głos zabrali wówczas Zbigniew Nosowski i Andrzej Friszke. Cytowali wówczas Czajkowskiego, który jeszcze w 2006 roku miał mówić „Więzi”, że wydarzenie z 1960 roku było „drobnym incydentem”.

„Więź” i „Tygodnik Powszechny” nie mają w zwyczaju nazywać „drobnym incydentem” przypadków molestowania seksualnego dzieci przez kapłanów. Tropią tego rodzaju przestępstwa i głośno je piętnują. „Więź” zajęła na przykład zdecydowaną postawę wobec ks. Andrzeja Dymera, który w 2023 roku został uznany winnym wykorzystywania seksualnego podopiecznych szczecińskiego Ogniska św. Brata Alberta. Andrzej Dymer zmarł 16 lutego 2021 roku. Tego samego dnia „Więź” opublikowała artykuł w całości skupiony na jego przestępstwach. W tamtym wypadku zasada Zbigniewa Nosowskiego, by „w chwili śmierci o zmarłych mówić dobrze, albo wcale” nie obowiązywała.

Dlaczego? Ks. Michał Czajkowski w latach 1984 – 2006, a więc przez ponad dwie dekady był asystentem kościelnym „Więzi”. Jak pisze Zbigniew Nosowski – de facto „Więzi” duszpasterzem. Z „katolikami otwartymi” nawiązał relację na tyle bliską, że – jak pokazują pożegnalne artykuły – gotowi są wskazywać na „dobro” i „łagodność” w przypadku człowieka, który molestował dzieci i przez niemal ćwierć wieku donosił esbecji, czerpiąc z tego oczywiście korzyści w postaci nieujawniania jego przestępczego czynu – i zapewnienia możliwości prowadzenia spokojnej pracy naukowej, w tym odbywania wyjazdów zagranicznych.

Nie jest to pierwszy raz, gdy środowiska katolicyzmu otwartego zajmują szczególną postawę wobec bliskich sobie, ale skompromitowanych postaci.

Pisarz, polityk, chrześcijanin” – tak „Tygodnik Powszechny” zatytułował felieton Tomasza Fiałkowskiego o „Dziennikach” Jerzego Zawieyskiego w roku 2012. W tym samym czasie ks. Adam Boniecki komentując biografię Zawieyskiego pióra Marty Korczyńskiej zwracał uwagę na nawrócenie bohatera książki, a kwestię jego homoseksualizmu zbywał jako „pogłoskę”. W latach 2016 i 2018 „Więź” publikowała z kolei bez żadnych zmian czy dodatkowych wyjaśnień stare teksty Zbigniewa Nosowskiego (z 1986) i Andrzeja Friszke (z 1998) na temat Zawieyskiego. Padały w nich określenia o „postaci niezwykłej i pasjonującej”, „prostoduszności i naiwności”.

Kim był Jerzy Zawieyski – oprócz polityka i lidera środowisk katolików otwartych w PRL? W 2005 roku Ewa Siedlecka opublikowała książkę „Obława. Losy pisarzy represjonowanych”. Opisała w niej szeroko sylwetkę Jerzego Zawieyskiego. Rzecz jest łatwo dostępna w sieci, kto chce, niech poszuka. Tak krótko scharakteryzował sprawę prof. Rafał Łatka z UKSW w rozmowie z PCh24 TV: Zawieyski utrzymywał liczne kontakty homoseksualne – z klerykami, księżmi, świeckimi. […] Był erotomanem, wiecznie niezaspokojonym. Dzięki temu, że [homoseksualne] spotkania odbywały się pod lupą bezpieki, to miała ona haki na bardzo dużą grupę osób.

Tego rodzaju współżycie z klerykami i księżmi pod ścisłą obserwacją SB, wydawałoby się, jest okolicznością zasługującą na to, by ją przynajmniej uwzględnić w tekstach wspominkowych – zamiast redukować do rzędu „pogłoski”.

Nie chodzi bynajmniej o „sprawy obyczajowe”, zwłaszcza w przypadku Michała Czajkowskiego. Wieloletnie donoszenie esbekom i pedofilski „incydent” to nie „obyczajówka” (trudno zbyć też tak łatwo utrzymywanie stosunków płciowych z klerykami i księżmi). Ze strony tzw. katolików otwartych bardzo wiele słychać o konieczności moralnej odnowy Kościoła i zerwania z praktyką zamiatania pod dywan skandali seksualnych, zwłaszcza pedofilskich. Nie sposób traktować tych apeli poważnie, kiedy ich autorzy podsumowują życie takich osób jak Czajkowski w kategoriach wyświadczonego dobra i łagodności.

W cytowanej rozmowie z PCh24 TV Rafał Łatka użył kilkukrotnie słowa „hipokryzja”. Trudno tu odmówić celowości jego zastosowania.

Paweł Chmielewski

https://youtube.com/watch?v=woWXYKU-BxY%3Ffeature%3Doembed

Łukaszenka dogaduje się z Trumpem, polityka białoruska polskiego rządu zbankrutowała

Łukaszenka dogaduje się z Trumpem, polityka białoruska polskiego rządu zbankrutowała

https://zmianynaziemi.pl/wiadomosc/lukaszenka-dogaduje-sie-z-trumpem-polityka-bialoruska-polskiego-rzadu-zbankrutowala


W zaskakującym zwrocie wydarzeń, 12 lutego 2025 roku doszło do bezprecedensowego tajnego spotkania między przedstawicielami Stanów Zjednoczonych a prezydentem Białorusi Aleksandrem Łukaszenką. Spotkanie, które odbyło się z dala od medialnego rozgłosu, przyniosło natychmiastowe rezultaty w postaci uwolnienia trzech osób, w tym obywatela amerykańskiego.

Głównym amerykańskim negocjatorem był Christopher Smith, zastępca asystenta sekretarza stanu USA, który w tajemnicy przybył na Białoruś, by spotkać się osobiście z Łukaszenką. To pierwsze tak wysokie rangą spotkanie amerykańsko-białoruskie od pięciu lat, co nadaje mu szczególnego znaczenia w kontekście napiętych relacji między oboma krajami.

Największym sukcesem rozmów okazało się uwolnienie trzech osób: obywatela USA, którego tożsamość ze względów bezpieczeństwa nie została ujawniona, oraz dwóch więźniów politycznych, w tym znanego dziennikarza Andrieja Kuznieczyka z Radia Wolna Europa/Radio Liberty. Kuznieczyk spędził w białoruskim więzieniu ponad trzy lata, będąc zatrzymanym w listopadzie 2021 roku na podstawie zarzutów, które międzynarodowa społeczność uznała za politycznie motywowane.

Sekretarz stanu Marco Rubio nie omieszkał podkreślić roli prezydenta Donalda Trumpa w całym procesie, sugerując, że to jego przywództwo przyczyniło się do sukcesu negocjacji. W oficjalnym oświadczeniu Rubio złożył również podziękowania rządowi litewskiemu za wsparcie w całym procesie, co wskazuje na szerszą międzynarodową współpracę w tej sprawie.

Eksperci spekulują, że może to być początek znacznie szerszej inicjatywy dyplomatycznej. Według niepotwierdzonych doniesień, USA i Białoruś mogą pracować nad tak zwanym „wielkim układem”, który przewidywałby uwolnienie większej liczby więźniów politycznych w zamian za złagodzenie sankcji nałożonych na białoruskie banki i sektor potasowy. Taki scenariusz mógłby oznaczać istotną zmianę w dotychczasowej polityce USA wobec reżimu Łukaszenki.

Spotkanie to nabiera szczególnego znaczenia w kontekście geopolitycznym, zwłaszcza biorąc pod uwagę bliskie związki Białorusi z Rosją oraz jej rolę w konflikcie ukraińskim. Potencjalne ocieplenie relacji między Waszyngtonem a Mińskiem mogłoby wpłynąć na układy sił w regionie, choć na razie jest zbyt wcześnie, by mówić o fundamentalnej zmianie w białoruskiej polityce zagranicznej.

Departament Stanu USA wykorzystał moment uwolnienia więźniów, by ponowić wezwanie do uwolnienia pozostałych około 1300 więźniów politycznych przetrzymywanych na Białorusi. To pokazuje, że mimo sukcesu negocjacji, USA nie rezygnują z nacisków na reżim Łukaszenki w kwestii przestrzegania praw człowieka.

Sytuacja ta stawia w szczególnie trudnym położeniu Polskę, która od lat prowadziła jednoznaczną krytyczną politykę wobec Białorusi. Podczas gdy Waszyngton wykazuje gotowość do pragmatycznego dialogu z Mińskiem, polska dyplomacja konsekwentnie tego odmawia o wspiera tak zwaną „białoruską opozycję”, w tym podejrzaną kobietę podającą się za prezydenta Białorusi, Swiatłanę Cichanouską. Zarówno poprzedni rząd Prawa i Sprawiedliwości, jak i obecna koalicja pod przewodnictwem Platformy Obywatelskiej, mimo różnic w innych obszarach, zachowały ciągłość tej linii politycznej.

Nagłe ocieplenie relacji na linii Waszyngton-Mińsk może postawić Warszawę w kłopotliwej sytuacji dyplomatycznej. Polska, która dotychczas była jednym z głównych promotorów twardego kursu wobec reżimu Łukaszenki, może zostać zmuszona do rewizji swojego stanowiska. Jest to tym bardziej istotne w kontekście regionalnego bezpieczeństwa i relacji gospodarczych.

Eksperci wskazują, że brak elastyczności w polskiej polityce wschodniej może prowadzić do marginalizacji roli Polski w regionalnych procesach dyplomatycznych. Podczas gdy główni gracze, jak USA, przyjmują bardziej pragmatyczne podejście, sztywne trzymanie się dotychczasowej linii politycznej może ograniczyć pole manewru polskiej dyplomacji w przyszłych negocjacjach dotyczących regionu.

Zostaliśmy uznani za winnych zanim „wina” zaistniała

Fundacja Pro-Prawo do życia
Szanowny Panie!
 W Rzeszowie policja na porannej odprawie dla funkcjonariuszy otrzymała rozkazy wszczęcia postępowania przeciwko naszym wolontariuszom, którzy dopiero zamierzali (!) tego dnia zorganizować w mieście akcję informacyjną na temat aborcji. 
Zgłoszenie popełnienia rzekomego wykroczenia zostało przyjęte zanim nasi wolontariusze przyszli na miejsce planowanej akcji! Zostaliśmy uznani za winnych, zanim jeszcze „wina” zaistniała. Pomimo tych represji docieramy z prawdą do kolejnych Polaków.Prześladowania policyjne [foto]Kilka dni temu w Rzeszowie nasi działacze chcieli przeprowadzić kolejny publiczny różaniec połączony z akcją informacyjną na temat aborcji. Zaplanowali i zgłosili legalne zgromadzenie publiczne. Gdy przyszli na miejsce, czekał już na nich policyjny radiowóz z włączonymi sygnałami świetlnymi.
Marta, koordynatorka akcji, zapytała policjantów, dlaczego tu stoją. Funkcjonariusze odpowiedzieli, że „było zgłoszenie” dotyczące popełnienia wykroczenia.
Wolontariuszka usiłowała dowiedzieć się, jak to w ogóle możliwe, że zgłoszono popełnienie wykroczenia, kiedy naszych działaczy nie było jeszcze w ogóle na miejscu… W tym samym czasie policyjny fotograf zaczął robić zdjęcia naszym wolontariuszom, którzy dopiero przygotowywali się do rozpoczęcia akcji. Wolontariusze zostali również wylegitymowani „do założenia sprawy”.
W toku rozmowy okazało się, że policjanci otrzymali rozkaz udana się do „wykroczenia” na porannej odprawie (!) nie wiedząc nawet, czy nasza akcja w ogóle dojdzie do skutku.
Jak relacjonuje dyskutująca z policjantami Marta:
„Kręciliśmy się w kółko. Tutaj prawa logiki nie miały miejsca. Znaleźliśmy się w jakiejś alternatywnej rzeczywistości, gdzie Orwellowska wizja świata przejęła kontrolę nad czasem i przestrzenią. Zostaliśmy uznani za winnych, zanim jeszcze „wina” zaistniała.”

Panie Mirosławie, z tego typu represjami spotykamy się od wielu lat w całej Polsce. Podobnie jak z atakami aborcyjnych i deprawacyjnych terrorystów. Pomimo tych prześladowań walczymy dalej, gdyż chcemy dotrzeć z prawdą do kolejnych Polaków i zmobilizować nasze społeczeństwo do działania w obronie dzieci zagrożonych aborcją i deprawacją seksualną.
Kilka dni temu przeprowadziliśmy też akcję w Tarnowie, gdzie modliliśmy się i pokazywaliśmy prawdę o skutkach aborcji. Pod koniec Różańca przechodzący mężczyzna zatrzymał się i chwilę stał obok patrząc na baner i kiwając ze zrozumieniem głową. W tym samym czasie po drugiej stronie ulicy dwie kobiety nie mogły sobie poradzić z tym co zobaczyły i usłyszały przez nasz megafon. Długo stały i dyskutowały wymachując rękami, później jedna z nich wyciągnęła telefon i zaczęła robić nam zdjęcia po czym odeszła. 
Właśnie dla takich ludzi tam byliśmy – aby kształtować ich świadomość i budzić ich sumienia.
Podobną akcję zorganizowaliśmy także na rynku w Szamotułach. Prawdę o aborcji ujrzało wiele osób, a sprawę nagłośniły także media. Byliśmy także w Bolesławcu, gdzie z inicjatywy lokalnej wolontariuszki pani Roksany odbył się publiczny różaniec i akcja informacyjna na temat aborcji. Jak napisały lokalne media: „Baner jest doskonale widoczny, nie można nie zwrócić na niego uwagi.” Nasi wolontariusze zorganizowali także wystawę ukazującą skutki aborcji w pobliżu parafii w Dębach Szlacheckich, dzięki czemu udało się dotrzeć do wielu osób.
W ten sposób w całym kraju zmieniamy świadomość społeczną w sprawie aborcji, informując miliony Polaków, że to morderstwo na niewinnym dziecku. Kontakt z prawdą wpływa na sumienia i decyzje podejmowane w dalszym życiu, szczególnie przez kobiety w trudnej sytuacji życiowej, które są głównym celem aborcyjnych aktywistek nakłaniających do aborcji. Chcemy takich akcji i publicznych różańców zorganizować więcej niż w ubiegłym roku, kiedy to udało się przeprowadzić ich ponad 1 000. W najbliższym czasie potrzebujemy na działania ok. 15 000 zł.

Dlatego proszę Pana o przekazanie 50 zł, 100 zł, 200 zł, lub dowolnej innej kwoty, jaka jest dla Pana w obecnej sytuacji możliwa, aby umożliwić nam organizację kolejnych niezależnych akcji informacyjnych i dotarcie do Polaków z prawdą o mordowaniu dzieci w łonach matek.
Numer konta: 79 1050 1025 1000 0022 9191 4667
Fundacja Pro – Prawo do życia
ul. J. I. Kraszewskiego 27/22, 05-800 Pruszków
Dla przelewów zagranicznych – Kod BIC Swift: INGBPLPW
Z wyrazami szacunku
Mariusz Dzierżawski
Fundacja Pro – Prawo do życia
ul. J. I. Kraszewskiego 27/22, 05-800 Pruszków
stronazycia.pl

Napływowi przestępcy w Polsce.

Napływowi przestępcy w Polsce. To tutaj najczęściej łamią prawo

20.02.2025 https://nczas.info/2025/02/20/naplywowi-przestepcy-w-polsce-to-tutaj-najczesciej-lamia-prawo/

Ukraińcy. Ukraina. Więzienie.
Zdjęcie ilustracyjne. / foto: domena publiczna (kolaż)

Polska stolica stała się niechlubnym liderem – to właśnie Warszawa jest na pierwszym miejscu pod względem przestępstw popełnianych przez cudzoziemców. Prawo złamało tu ponad 4 tys. imigrantów.

W ubiegłym roku w całej Polsce cudzoziemcy popełnili 16 437 przestępstw. Co czwarte z nich zostało dokonane w Warszawie.

Imigranci w stolicy karani byli najczęściej za następujące kategorie przestępstw: kradzieże, posiadanie narkotyków, oszustwa i jazdę po alkoholu. W całej Polsce natomiast dominowało prowadzenie pojazdu w stanie nietrzeźwości.

Najwięcej przestępstw – zarówno w samej Warszawie, jak i w całej Polsce – popełnili Ukraińcy. Dopuszczali się oni raczej drobnych przestępstw.

[ „Zapomniano” tu o sieciach domów publicznych, prostytutkach na ulicach i skraju dróg, porywaniu dzieci na części i porno. md]

Według informacji RMF FM uzyskanych od stołecznej policji, za najcięższe przestępstwa odpowiadają z kolei Gruzini. Chodzi o napady, włamania czy kradzieże na spore sumy, m.in. metodą „na kolec”. [Polega ona na tym, że sprawcy przebijają oponę w samochodzie osoby, najczęściej korzystającej z bankomatu. md]

W policyjnych statystykach trzecie miejsce zajmują Białorusini. W Warszawie swoje kartoteki mają także obywatele Uzbekistanu czy Mołdawii.

Czy najbardziej wpływowa gazeta na świecie – New York Times – zmienia zdanie na temat pornografii?

https://polskakatolicka.org/pl/artykuly/czy-najbardziej-wplywowa-gazeta-na-swiecie-zmienia-zdanie-na-temat-pornografii

Czy najbardziej wpływowa gazeta na świecie zmienia zdanie na temat pornografii?

Czy najbardziej wpływowa gazeta na świecie zmienia zdanie na temat pornografii?

 Siedziba New York Times. Obraz źródłowy: Wikimedia Commons / Haxorjoe.

TFP | 12/02/2025

12 grudnia 2024 r. The New York Times opublikował artykuł zatytułowany „Nadszedł czas, aby porozmawiać o pornografii, mówią naukowcy”. Cytowano w nim otrzeźwiające badanie z 2023 r., które wykazało, że prawie trzy czwarte amerykańskiej młodzieży poniżej 17. roku życia oglądało materiały pornograficzne.

Sztuczna inteligencja dostarcza więcej pornografii

Duża część artykułu dotyczyła szkodliwego, wprowadzającego w błąd i nierealistycznego charakteru nieprzyzwoitej literatury, zdjęć i filmów. Autorzy nie mieli złudzeń, by miało się to zmienić. Próby kontrolowania tego zjawiska okazały się w dużej mierze bezowocne. Sztuczna inteligencja (AI) tylko zwiększa zagrożenie. Podczas gdy badania przyznają, że pornografia wywiera szkodliwe skutki, sami badacze są dalecy od dokonywania jej moralnej oceny czy uznawania jej za grzeszną. Pozostaje ona „problemem”, a nie kryzysem.

Temat godny uwagi dla The New York Times

Ten artykuł nie jest niczym niezwykłym. Wiele magazynów mówi o zagrożeniach związanych z pornografią. Niezwykłe jest to, że pojawił się w Timesie. Przez dziesięciolecia „szara dama” szczyciła się swoją tolerancyjną postawą. Kiedy w latach 60. wybuchła rewolucja seksualna, New York Times niósł jej sztandar.

1964: „Pornografia nie może zaszkodzić”

Jednym z powodów, dla których próby walki z pornografią nie powiodły się, było to, że Times często ją lekceważył. Twierdził, że taki problem istnieje tylko w zamkniętych umysłach. Weźmy na przykład krótki cytat z artykułu „Pornografia i cenzor”, opublikowanego przez NYT 12 kwietnia 1964 roku: „Z pewnością zawsze znajdą się nastolatki z nadmiernym zainteresowaniem seksem. Tak długo, jak ich eksperymentalne tendencje nie szkodzą innym, zwłaszcza innym dzieciom, mogą znaleźć własną trudną drogę do normalnego życia i normalnych zainteresowań”.

Czasy się zmieniają, ale nie Times

„Magisterium” amerykańskiego dziennikarstwa bez ogródek twierdziło więc, że większość młodych ludzi zignoruje pornografię, a pozostali nieliczni jej nie zauważą. Dla tych w pobliżu Times Square prawdziwe niebezpieczeństwo leżało gdzie indziej: „To duch absolutyzmu jest największym wrogiem liberalnej cywilizacji”.

Niezmiennie antyreligijne i pro-seksualne nastawienie

Ten artykuł z 1964 roku nie był jedynym. W ciągu ostatnich sześćdziesięciu lat NYT miał wiele do powiedzenia na temat pornografii. Jeśli przeszukasz archiwa internetowe tej gazety pod kątem „pornografii”, znajdziesz setki, a może nawet tysiące takich artykułów. Niemal wszystkie z nich miały antyreligijne i pro-seksualne nastawienie. Oto próbka tych artykułów.

1973: „Pornografia jest korzystna”

W lipcu 1973 r. gazeta opublikowała artykuł Anthony’ego Burgessa, powieściopisarza i „wybitnego profesora literatury” w City College of New York. Tytuł artykułu podsumowywał jego postawę i stanowisko Timesa: „Pornografia: 'Kwestia moralna to nonsens’”.

Wolność artystyczna

Autor omawia w nim naturę i konieczność wolności. „Pisarze i filmowcy muszą mieć swobodę robienia tego, co im się podoba… Wolność wiąże się zawsze z ogromną odpowiedzialnością, ale żadna istota ludzka nie powinna się od niej uchylać. Pozostawienie innym decydowania o tym, co jest dla nas dobre, a co złe, jest grzeszną rezygnacją z ludzkiego prawa i ludzkiego obowiązku”.

Pornografia jako dobro

Według takiego standardu pornografia mogłaby być nawet pozytywną wartością. Egzekwowanie sztucznych granic prawa jest pogwałceniem samego człowieczeństwa. W najgorszym razie pornografia jest złem koniecznym. Zezwolenie na jej deprawującą naturę w społeczeństwie jest lepsze niż tłumienie zdolności artystycznych.

Ówczesny kodeks permisywny

Ci, którzy przeszli przez szkoły średnie i kampusy uniwersyteckie w latach siedemdziesiątych, słyszeli wiele z tych pretensjonalnych sloganów. W swej istocie jest to jedynie powtórzenie permisywnego kodu tamtych czasów. Times i Burgess zdecydowali się promować to „narodowe dorastanie”.

1985-1986: „Walka z pornografią jest bezużyteczna”

W 1985 roku szkodliwe skutki pornografii stały się jasne nawet dla osób, które zaakceptowały postawy z lat 70-tych. W maju 1985 r. sekretarz sprawiedliwości w gabinecie Ronalda Reagana, Edwin Meese III, powołał komisję w celu zbadania tej kwestii. Jej liderem był Henry Hudson, główny prokurator hrabstwa Arlington w Wirginii, który zasłynął z tępienia pornografii na przedmieściach Waszyngtonu.

Podział w komisji

Jedenaście miesięcy później Times doniósł, że komisja ds. pornografii była podzielona w miarę zbliżania się terminu jej prac. Barry Lynn z American Civil Liberties Union, jednego ze źródeł informacyjnych gazety, wyraził swoje racje: „Ta komisja zaczyna się rozpadać… To dowodzi naszej tezy. Indywidualny gust decyduje o tym, jak myślisz o pornografii i czy powinieneś z niej korzystać”.

Dziecinny, kpiący ton

Kiedy raport został ostatecznie opublikowany 27 maja 1986 r., Lynn był podekscytowany. Oparł swoje wywody na fakcie, że zawierał on przykłady materiałów, które uważał za szkodliwe. W wywiadzie dla Timesa przyjął dziecinny, kpiący ton.

„Wyraźny charakter kilku rozdziałów gwarantuje, że raport będzie jedną z najlepiej sprzedających się publikacji rządowych w historii… Chociaż osobiście uważam, że wiele materiałów zawartych w tej książce jest wysoce obraźliwych, to jednak absolutnie broniłbym prawa rządu federalnego do jej opublikowania”.

2001: uwaga przenosi się na Internet

Na przełomie wieków dyskusje na temat pornografii koncentrowały się mniej na książkach i czasopismach, a bardziej na szybko rozwijającym się internecie. Główne argumenty dotyczyły uniwersalności nowej technologii. Komputer nie może ocenić wieku oczu wpatrujących się w ekran.

Przeciw filtrom

12 listopada 2000 r. NYT sprzeciwił się „błędnemu prawu dotyczącemu pornografii”, które wymagałoby od szkół instalowania oprogramowania filtrującego na szkolnych komputerach. Dziennikarze argumentowali, że takie oprogramowanie filtrowałoby zbyt wiele.

Sąd Najwyższy

Rok później kwestia ta była już bardziej teoretyczna. W 1957 roku Sąd Najwyższy ustanowił trzy standardy określania czy materiał jest pornograficzny. Jednym z nich było to, czy dany przedmiot narusza „współczesne standardy społeczne”. Sformułowanie to zawsze było problematyczne, ale uznawało, że mieszkańcy Nowego Jorku mogą postrzegać takie przedmioty inaczej niż, powiedzmy, mieszkańcy Dothan w Alabamie. Sąd doprecyzował tę koncepcję w sprawie Miller przeciwko Kalifornii z 1973 roku, ale nie zakończyło to kontrowersji.

Świat jako jedna społeczność

Internet maksymalnie komplikuje taką ocenę. Komputer nie jest w stanie ocenić z jakiej społeczności użytkownik się wywodzi ani jakie postawy dominują w jego środowisku. Internet zamienia cały świat w jedną „społeczność”.

Gazeta cytuje „ekspertów”

Artykuł Timesa z 30 listopada 2001 r. cytował „ekspertów”, z których większość podzielała pogląd profesora Erica Friedmana z Hofstra University Law School. „Byłoby wspaniale, gdyby internet w końcu zepchnął Millera z wątpliwej doktrynalnej krawędzi, na której obecnie się chwieje. Im dłużej i mocniej spada, tym lepiej”.

To samo przesłanie, co w latach sześćdziesiątych

Łączenie tych dwóch sytuacji stało się powszechne. Podobnie jak w latach sześćdziesiątych i siedemdziesiątych, Times doszedł do wniosku, że zbyt duża ochrona jest gorsza niż jej brak.

Głęboki wpływ na kulturę amerykańską

Przez dziesięciolecia Times i jego współpracownicy w tak zwanych mediach głównego nurtu wielokrotnie powtarzali Amerykanom, że pornografia nie jest prawdziwym problemem. Ci, którzy się jej sprzeciwiają, są albo głupi, albo szaleni, albo są potencjalnymi teokratami.

Zwyciężyła ideologia „tolerancji”

Times ignorował rosnącą liczbę tak zwanych pozamałżeńskich poczęć, rozwodów i wszelkiego rodzaju występków na tle seksualnym. Dowody na szkodliwość pornografii nigdy ich nie zniechęciły. Tolerancyjna ideologia zdominowała ich raporty, a poprzez ich wpływ, całe społeczeństwo.

Czy The New York Times sygnalizuje zmianę filozofii? Czy w końcu jego kierownictwo dostrzega, że nasycone pornografią społeczeństwo staje się wylęgarnią prawdziwych problemów? Być może, ale jest wiele miejsca na wątpliwości. Pojedynczy artykuł niekoniecznie sygnalizuje znaczącą zmianę ideologiczną. Pornografia napędzała lewicową agendę zbyt długo i zbyt silnie, by teraz z niej dobrowolnie zrezygnować.

Ten artykuł ukazał się wcześniej na stronie tfp.org.