Spokojnie – to tylko AfD

Spokojnie – to tylko AfD

Łukasz Jastrzębski

AfD idzie po władzę w Niemczech. Nie mam co do tego większych wątpliwości. Wcale nie dlatego, że jest taka dobra. Powodem jest to, że partie starego establishmentu całkowicie się skompromitowały realizując politykę odklejeńców z Brukseli.

CDU i SPD są po prostu całkowicie niewiarygodne i powszechnie uważane za formacje prowojenne. Dzisiejsze AfD jest w wielkim skrócie dla mnie przedwczorajszym CDU.  Alternatywa dla Niemiec (AfD), w nowym sondażu notuje 45 proc. poparcia, jest najsilniejszą partią we wschodnich landach Niemiec. Jak się nic nie zmieni to tam będzie rządzić samodzielnie lub wraz z lewicowymi suwerenistami z Sojuszu Sahry Wagenknecht. Polityka Niemiec zostanie skorygowana, ale żadnych radykalnych i rychłych zmian kulturowych tam nie będzie. Takie procesy odbywają się długofalowo.

Przyjmuję wyborcze wyniki AfD jako fakt. Nie wolno ulegać emocjom i szantażowi mediów, trzeba analizować. Alternatywa dla Niemiec jest normalną europejską partią polityczną. Nie składa się z aniołów świetlistych ani stronników Lucyfera. Jest typową partią suwerenistyczną z niewielkimi elementami niemieckiego nacjonalizmu. Istnieje w niej oczywiście nurt rewizjonistyczno -nostalgiczny, ale jest on stosunkowo slaby. Demonizują go media lewackie i liberalne. Pisanie o AfD jako o kontynuacji NSDAP jest zupełnie niepoważne. To równie absurdalne twierdzenie jak te, że PiS jest nacjonalistyczny i prorosyjski. Uwierzyć mogą w to, tylko utrzymankowie starego Georga Sorosa i odmóżdżone wyznawczynie KOD-u.

Pisanie o AfD jako formacji antysemickiej jest jeszcze bardziej głupie. Ze względu na ilość muzułmanów w Europie AfD jest raczej proizraelska. Taki jest obecnie trend. Jest również trumpistowska, co wyklucza antyizraelizm. To nie jest wyjątek na naszym kontynencie. Takie są centro-narodowe formacje w całej Europie na czele z Francją, Anglią, Holandią i Austrią. Warto odnotować, że izraelska partia Likud, kierowana przez Benjamina Netanjahu, została w 2025 przyjęta jako członek obserwator do europejskiego sojuszu prawicowych partii politycznych „Patrioci dla Europy”. Tym samym stała się sojusznikiem Krzysztofa Bosaka i jego Ruchu Narodowego. [!!! md]

Zachowajmy umiar i spokój. Nie należy szukać niemieckich wojaków w pikielhaubach wokół osiedlowego Lidla. Na dzisiaj Alternatywa dla Niemiec nie jest zagrożeniem dla Polski. W jej programie nie ma zapisanych żadnych antypolskich elementów. Wypowiedzi jakiś polityków tej formacji nie odzwierciedlają programu AfD. Dokładnie tak jak wypowiedzi Przemysława Czernka nie sprawią, że PiS stanie się realnie antyukraiński.

Formacja ta może nawet odegrać pozytywną rolę dla nas Polaków. Dlatego, że rządy AfD mogą spowodować dalszy rozkład pomysłu europejskiego superpaństwa, zaś rządy tej formacji mogą być elementem normalizacji stosunków z Federacją Rosyjską czy Białorusią. O najważniejszym aspekcie dla Polski napisze na końcu tekstu.

Rok temu w Cedyni podczas III Zjazdu Klubów Myśli Polskiej rozmawiałem z wpływowym w AfD asystentem posła Götza Frömminga Adamem Gołkonttem. Dodam, że jest on przewodniczącym sekcji współpracy polsko-niemieckiej w tej formacji. Wyartykułował kwestie, które nas mogą łączyć z AfD. Nie sposób odmówić było mu w wielu sprawach całkowitej racji. Nie do końca mnie przekonał, ale uważam, że warto a nawet należy rozmawiać.

Premier Donald Tusk stwierdził, że „w Polsce tylko idioci albo zdrajcy mogą się cieszyć z triumfu AfD w Niemczech”. Spodziewając się uderzenia po raz kolejny ze strony PiS-istów dziadkiem z Wehrmachtu wypowiedział te głupawe zdanie. Kiedyś w bezrozumnym amoku sugerował, ze prezydent USA Donald Trump został wręcz zwerbowany przez rosyjskie. Potem Donald Trump został prezydentem USA. Dużo nas Polaków to kosztowało. Za serię idiotycznych wypowiedzi o Alicji Weidel i Alternatywie dla Niemiec też zapłacimy. Tusk ze swoimi tezami zostanie, tak jakby mógł zostać Himilsbach z angielskim – gdyby był mniej zapobiegliwy.

Ze strony niemieckiej – a właściwie „niemieckiej” – widzę dzisiaj inne zagrożenia, niż nacjonalizm, nazizm i szowinizm. Zagrożeniem jest wielobarwna i wielonurtowa ideologia płynąca z „niemieckich” fundacji, które wspierają wszelakie ruchy rozkładowe i antytradycjonalistyczne w naszym kraju – od ekologizmu, przez feminizm i obłędnie pojmowaną równość po jawną rusofobię. Ale te fundacje najczęściej jak wykazała Monika Karbowska mają korzenie w USA. Bo anglosaski i szerzej korporacyjny globalizm nie przewiduje w Europie żadnych państw narodowych – ani Polski, ani Niemiec.

Nie oznacza to oczywiście tego, że kwestia niemiecka powinna być odpuszczona przez nasze środowisko. Jesteśmy endekami – uczniami Romana Dmowskiego – i doskonale rozumiemy sprawę niemiecką. Berlin w dalszym ciągu jest w nieporównywalnie w lepszym położeniu ekonomicznym, niż Warszawa. Powinniśmy obserwować, analizować i wyciągać wnioski. Ale nie wolno ulegać oszołomskiemu i mocno szkodliwemu szantażowi, który został wymyślony przez speców od kreacji polityki działającej na korzyść Anglosasów. Nie jest przypadkiem, że najpierw PiS, a potem KO straszą nas Rosją i Niemcami milcząc o wrogu realnym.

Najgorszym rozwiązaniem jest silne związanie Berlina i Kijowa. Znienawidzona na dzisiaj przez władze na Ukrainie Alternatywa dla Niemiec może zapobiec temu niebezpiecznemu dla Polski scenariuszowi.

Łukasz Jastrzębski

Czy Bibi wymanewruje Trumpa, by użył broni jądrowej

Wygląda na to, że Anglin miał jednak rację.

Autorstwa Mike’a Whitneya uncutnews-ches-sieht-so-aus-als-haette-anglin-doch-recht-gehabt

========================

Trump ma tylko dwie możliwości: albo się wycofa i pogodzi z porażką, albo użyje broni jądrowej. Trzeciej opcji nie ma

======================

Donald Trump nie chce zabijać milionów irańskich cywilów. Ale Trump jest przyparty do muru, a czasu jest coraz mniej. Strategiczne rezerwy ropy naftowej niebezpiecznie się kurczą, długoterminowe stopy procentowe powoli rosną, a globalny szok naftowy jest nieunikniony. Co zrobi Trump?

Praktycznie rzecz biorąc, wojna jest przegrana. To, co miało być ukierunkowaną operacją zmiany reżimu, po której nastąpiły masowe demonstracje publiczne, przerodziło się w boleśnie długi okres adaptacji, w którym przywódca „jedynego supermocarstwa świata” przyzwyczaja się do nowej rzeczywistości, w której Ameryka zakończyła swoją hegemonię w wojnie, której nie musiała toczyć – z wrogiem, który nie chciał nam zrobić krzywdy.

Kwestią nigdy nie poruszaną w mediach jest prosty fakt, że amerykańskie bazy wojskowe rozsiane po Zatoce Perskiej i Bliskim Wschodzie stanowią fundament amerykańskiej hegemonii . W miarę jak coraz więcej tych baz jest niszczonych przez precyzyjne hipersoniczne pociski balistyczne Iranu, regionalna dominacja USA słabnie, pozostawiając próżnię władzy, którą wypełnił Teheran. To jest nowy porządek w regionie i dopóki Trump nie znajdzie sposobu na cofnięcie czasu, nie ma już powodu, by udawać, że Stany Zjednoczone pozostają gwarantem bezpieczeństwa regionalnego.

A jeśli Stany Zjednoczone nie są już w stanie chronić wielu krajów produkujących ropę przed zagrożeniami, to nie ma już powodu, by sprzedawać ropę w dolarach ani reinwestować tych wpływów w amerykańskie obligacje skarbowe. Krótko mówiąc, głupota Trumpa w Iranie doprowadziła do najbardziej niszczycielskiej zmiany geopolitycznej ostatniego stulecia, stanowiąc największą strategiczną porażkę w 250-letniej historii Ameryki . Nic innego nawet się do niej nie zbliża.

Teraz, gdy rozumiemy kontekst, powinniśmy zrozumieć, dlaczego groźby Trumpa dotyczące użycia broni jądrowej przeciwko Iranowi nie powinny być odrzucane jako puste przechwałki. Mówiąc wprost, Trumpowi kończy się czas i musi szybko zdecydować, jak postępować. Ale – jak wszyscy wiemy – wyczerpał już swój arsenał broni konwencjonalnej, nie będąc w stanie przekonać Iranu do spełnienia jego żądań ani do żadnych ustępstw. Co więc może zrobić?

Tak, co on może zrobić? To pytanie powinno podnosić ciśnienie każdemu rozsądnemu Amerykaninowi po tej farsie, bo realistycznie rzecz biorąc, Trump ma tylko dwie możliwości: albo się wycofa i pogodzi z porażką, albo użyje broni jądrowej. Trzeciej opcji nie ma.

Dlatego Amerykanie powinni się tak martwić, bo nasz prezydent, ten „ryzykant”, jest zdolny (z czystej desperacji) do podjęcia pochopnej decyzji, która zmieni bieg historii. Trump nie opuści urzędu w niesławie. Znacznie bardziej prawdopodobne jest, że zrobi coś ryzykownego i nieskończenie bardziej niebezpiecznego . Spójrzcie na ten fragment autora Andrew Anglina, który przejrzał, co działo się w kwietniu:

Od dziesięcioleci badania dowodzą, że to, czego jesteśmy świadkami w tej wojnie, jest dokładnie tym, co by się wydarzyło: odwetowe ataki rakietowe zdolne do zniszczenia baz amerykańskich w regionie i sparaliżowania państw Zatoki Perskiej na zachodnim wybrzeżu na dziesięciolecia poprzez zniszczenie portów, pól naftowych i zakładów odsalania; skuteczne ataki na Izrael; oraz zamknięcie Cieśniny Ormuz. Co więcej, każdy, kto choć trochę znał sytuację, wiedział, że doprowadzi to do globalnego kryzysu gospodarczego, połączonego z niedoborami ropy naftowej, gazu, nawozów i helu.

To absolutnie niemożliwe, żeby Izraelczycy uwierzyli w: „Zabijcie ajatollaha, a demokracja wypuści gałęzie i wypełznie z Zatoki Perskiej”.… Bibi jest zdolny do wielu rzeczy, ale nie jest głupi. Mossad dysponuje wszystkimi elektronicznymi danymi wywiadowczymi i najlepszymi źródłami informacji wywiadowczych wśród agencji wywiadowczych na świecie. Nie dadzą się nabrać na takie bzdury, z których śmiałby się każdy student politologii pierwszego roku.

Rozważmy obecną sytuację: Iran zrobił to, co najwyraźniej zamierzał i wygrywa wojnę. Żadne intensywne bombardowania nie powstrzymają go przed wystrzeleniem pocisków w kierunku państw Zatoki Perskiej, baz USA, Izraela i każdego nieautoryzowanego statku próbującego przepłynąć przez cieśninę. Nawet całkowite zniszczenie miast, jak miało to miejsce w Strefie Gazy, nie położy kresu możliwościom Iranu.

W podcastach omówiono następujące możliwości: albo Trump się podda i skapituluje, spełniając większość lub wszystkie żądania Iranu – w tym wycofanie wojsk amerykańskich z regionu, zakończenie izraelskiej agresji i pozwolenie Teheranowi na pobieranie opłaty za przepływ przez cieśninę – albo będzie kontynuował bombardowania, aż skończą mu się bomby, a światowa gospodarka się załamie, a Iran pozostanie u władzy na czas nieokreślony.

Jeśli przyjmiemy tę perspektywę, musimy zadać sobie pytanie, dlaczego Bibi tak zaciekle forsował tę wojnę. Każdy z dwóch wymienionych możliwych scenariuszy stawia Izrael w znacznie gorszej sytuacji niż przed bombardowaniami.

Jaki więc był plan Bibi?

Jedyną możliwą odpowiedzią na to pytanie jest to, że Bibi zamierzał stworzyć warunki do ataku nuklearnego na Iran. Zwróćcie uwagę, że nie chodziło o zrzucenie jednej bomby atomowej na Teheran, bo to i tak niczego by nie rozwiązało, ale o zrzucenie 15 do 20 bomb atomowych i próbę całkowitego unicestwienia cywilizacji.

Wojna z Iranem: nuklearny słoń w pokoju wojennym Trumpa, The Unz Review

Anglin przedstawia bardzo przekonujący argument. Według wszelkich obiektywnych kryteriów Izrael jest dziś w gorszej sytuacji niż przed wojną. Iran ma silną pozycję na najważniejszym szlaku wodnym świata, a siła Stanów Zjednoczonych została znacznie osłabiona przez zniszczenia jego baz wojskowych. Dlaczego więc Bibi jest tak pewny, że sytuacja się poprawi i Izrael zwycięży ? I dlaczego nikt w izraelskich mediach nie skrytykował obecnej sytuacji, w której Iran de facto stał się regionalnym supermocarstwem? Czy nie są zdolni do obiektywnej analizy, czy też wiedzą coś, czego my nie wiemy?

Wiedzą za to, że ktoś tak prominentny w „aktach Epsteina” jak Trump nie odejdzie nagle od scenariusza i nie zrobi czegoś patriotycznego, na przykład wycofa wojsk amerykańskich i położy kres temu koszmarowi.

Nie. Trump zrobi to, co mu każą i zaaranżuje katastrofę, którą przewiduje Anglin. Do tego właśnie zmierzamy. Dlaczego inaczej Izraelczycy mieliby być tak pewni zwycięstwa, skoro wszystkie znaki wskazują na coś przeciwnego?

Oto ponownie Anglin:

Najprostszym sposobem na „uzasadniony” atak nuklearny byłoby zainscenizowane przez Izrael wydarzenie na terytorium USA, na wzór zamachów z 11 września. To prawdopodobnie skłoniłoby Trumpa do naciśnięcia przycisku.

Jeśli jednak to się nie powiedzie, wydaje się prawdopodobne, jeśli nie wysoce prawdopodobne, że Izrael ostatecznie po prostu dokona zbrodni na własnym terytorium, stwierdzi, że „nasze istnienie jest zagrożone” i użyje broni jądrowej.

Następnie Netanjahu podałby się do dymisji i zostałby ułaskawiony przez izraelski sąd.

Oczywiście, nie wiem, czy to się rzeczywiście wydarzy… Jest mnóstwo nieprzewidzianych zdarzeń, które mogą temu zapobiec. Jednak obecnie wydaje się bardzo prawdopodobne, że wojna z Iranem zakończy się atakiem nuklearnym na ten kraj na dużą skalę.

Wojna z Iranem: nuklearny słoń w pokoju wojennym Trumpa, The Unz Review

Oczywiście mam nadzieję, że Anglin się myli, ponieważ uważam, że atak nuklearny byłby niewyobrażalnie tragiczny dla Iranu i całego świata. Niestety, bardzo trudno mi obalić argument Anglina – w końcu Trump przeciągał ten konflikt miesiącami, mimo że doskonale wiedział, że amerykańskie ataki rakietowe są nieskuteczne, a mimo to kontynuował tę samą nieudaną politykę. Dlaczego?

Ponieważ jedynymi realnymi opcjami są ucieczka lub użycie broni jądrowej. Wartość tych ataków odwetowych polega na stworzeniu wrażenia, że ​​Stany Zjednoczone czynią postępy w realizacji swoich celów strategicznych, podczas gdy w rzeczywistości jest odwrotnie. Ataki te nie przynoszą żadnych korzyści. Iran w żadnym momencie nie rozluźnił uścisku na cieśninie ani nie wykazał nawet najmniejszych oznak osłabienia. Irańskie władze są odważniejsze i bardziej zdeterminowane niż kiedykolwiek. Nieustępliwie bronią swojego kraju. Oto Anglin po raz ostatni:

Niesprawiedliwe byłoby twierdzenie, że twórcy podcastów nie poruszają kwestii potencjalnej wojny nuklearnej. Wspomina się o niej. Jednak fakt, że tomusiał być plan Bibiego, nie został poruszony. Nie widziałem, żeby ktoś tak mówił. A jednak nie ma innego logicznego sposobu, aby podążać za tym tokiem rozumowania.

Słyszałem, jak niektórzy komentatorzy poruszali kwestię, że Bibi nie mógł wierzyć w teorię „powstania ludowego”, a ich odpowiedzi były takie, że mógł chcieć osłabić Iran – co jest z pewnością niemożliwe, bo przecież doskonale wiedział, że dojdzie do takiej właśnie sytuacji – albo że obawiał się o swoje postępowania prawne, co jest również śmieszne, bo mógłby je opóźniać, wszczynając wojny w Strefie Gazy, Libanie i na Zachodnim Brzegu.

To po prostu fakt, że jedyne, o czym Bibi mógł myśleć, to możliwość wywołania serii zdarzeń, które albo doprowadzą Trumpa do ataku nuklearnego na Iran, albo do tego, że Izrael będzie „usprawiedliwiony” do użycia własnej broni jądrowej. Wolałby to pierwsze, ale zadowoliłby się również drugim.

Wojna z Iranem: nuklearny słoń w pokoju wojennym Trumpa, The Unz Review

Myślę, że ma rację. Taki był zawsze plan. Bibi nie chce zmiany reżimu, rewolucji populistycznej ani kontroli USA nad ogromnymi zasobami Iranu. Nie. Chce, żeby Iran stał się drugą Gazą. O to właśnie chodzi. Chce, żeby Iran został starty z mapy, unicestwiony, zredukowany do tlącej się sterty gruzów. Izrael nie kieruje się „celami strategicznymi”. To absurd. Izrael nie ma żadnej strategii. Izrael skacze od jednej konfrontacji do drugiej, siejąc tyle śmierci i zniszczeń, ile to możliwe, nawet nie myśląc o stanie ostatecznym, w którym pokój i bezpieczeństwo mogłyby rozkwitnąć. ​​Bibi wierzy w permanentną wojnę; permanentne państwo, w którym Amalek czai się za każdym rogiem, a Izrael musi nieustannie inicjować działania wojenne w imię „samoobrony”. Tak właśnie działa Izrael.

Bibi nie chce funkcjonującego Iranu. Chce kolejnego Nagasaki, kolejnej Hiroszimy; zniszczenia, jak okiem sięgnąć . To ostrzeżenie Netanjahu dla wszystkich, którzy ośmieliliby się sprzeciwić państwu Izrael. Teraz musi tylko stworzyć odpowiednie warunki (pod fałszywą flagą), aby atak nuklearny wydawał się uzasadniony. Nie powinno to być zbyt trudne dla „doświadczonego” człowieka, takiego jak Bibi.

O tak, i musi zmusić Trumpa do wykonania tego zadania. Nie ma o czym dyskutować.

Źródło: Wygląda na to, że Anglin jednak miał rację

Ćwierć wieku terroru kłamstw

Ćwierć wieku terroru kłamstw

11. września 2026 Marek Wojcik world-scam/cwierc-wieku-terroru-klamstw

Terroryzm nie został wymyślony na potrzeby zamachów na Manhattanie przed 25 laty. Od upadku ZSRR minęła dekada – wystarczająco długi okres, aby Pentagon mógł się przestawić na nowego wroga i stał się nim właśnie terroryzm. Ogłoszono wojnę terroryzmowi, która w praktyce objawiała się cichym wspieraniem terrorystów bezwzględnie potrzebnych głębokiemu państwu, żeby utrzymać społeczeństwo w strachu i przekonać świat, że jedynym ratunkiem przed nowymi atakami Al-Kaidy jest amerykańska armia i jej wojny.

Amerykański flirt z terrorem miał początki w latach 1979–1989, kiedy CIA prowadziła program o nazwie Operacja Cyclone. Było to w okresie, kiedy ZSRR napadł na Afganistan i USA wspomagała Mudżahedinów, Talibów i także pośrednio Al-Kaidę.

Wojna z „osią zła” usprawiedliwia przecież wszelkie metody.

Do czego Deep State potrzebował wojny z terrorem i dlaczego bez skrupułów poświęcił w tym celu życie ponad 3 tysięcy Amerykanów? Na to pytanie jest jedna odpowiedź: władza! Głębokie państwo ma władzę, jednak nie chce jej stracić tylko dlatego, że przeciwnik – ZSRR – poddał walkowerem zimną wojnę.

Jest jeszcze wiele osób przekonanych o „terrorystycznym” zamachu na World Trade Center w Nowym Yorku dokładnie 25 lat temu. Także bajka o bohaterskich pasażerach lotu 93, którzy poświęcili własne życie i powstając na pokładzie przeciwko porywaczom, doprowadzili do katastrofy lotniczej w Pensylwanii ciągle ma wielu zwolenników. Co świat tam zobaczył? Dziurę w ziemi o głębokości około 6 metrów bez jakichkolwiek śladów samolotu, paliwa lotniczego, czy ofiar katastrofy.

Wywiad z burmistrzem Shanksville – miejscowości w pobliżu miejsca „katastrofy”.
Samolot? Po wypadku nie znaleziono niczego, co by przypominało jego szczątki.
Źródło.

Na kolejnym filmie pokazane zostało porównanie śladów po dwóch katastrofach lotniczych. Tej z Pensylwanii i innej, samolotu pasażerskiego Boeing 737 w Etiopii z 10 marca 2019 roku.

Źródło.

Uważam, że po 25 latach nie potrzeba więcej dowodów na największą akcję terrorystyczną, za którą stała banda hochsztaplerów z USA wystraszona groźbą utraty władzy. Jeśli komuś brakuje dowodów, zapraszam do przeczytania mojego artykułu sprzed pięciu lat: 20 lat Ground Zero.

Bez jakichkolwiek dowodów obciążono odpowiedzialnością za zamach Al-Kaidę z jej szefem Osamą bin Ladenem. Dzisiaj ta wersja nie pasuje aktualnej polityce Waszyngtonu. Cóż więc dziwnego, że z okazji 25-lecia zamachu prezydent Trump postanowił uczcić ją, skreślając wielu współpracujących z Al-Kaidą – dzisiaj już „mężów stanu” – z listy poszukiwanych terrorystów. Ot tak, prezydenckim dekretem dawny wróg staje się przyjacielem.

W opublikowanym w piątek na presstv.ir Artykule: Trump znosi sankcje nałożone na znane osobistości Al-Kaidy, podczas gdy Ameryka przygotowuje się do 25. rocznicy zamachów z 11 września (źródło), czytamy:

Trump usunął z amerykańskiej listy terrorystów czołowe postacie Al-Kaidy, takie jak Abdullah Muhaysini, saudyjski duchowny, który rekrutował dzieci i nastoletnich zamachowców, aby siać spustoszenie w Syrii w ciągu ostatniej dekady. Muhaysini, który brał udział w sfilmowanej masakrze 56 jeńców wojennych w bazie lotniczej Abu-Dhuhur w 2015 r., został usunięty z listy na wniosek samozwańczego prezydenta Syrii Abu Mohammeda al-Julaniego, współzałożyciela Daesh i założyciela Dżabat an-Nusra, syryjskiej odnogi Al-Kaidy.

Autor artykułu Marek Wójcik
Mail: worldscam3@gmail.com

9/11 i Epstein w tle

9/11 i Epstein w tle

11.09.2026 Sławomir M. Kozak aurora/9-11-i-epstein-w-tle

Mija ćwierć wieku od tak zwanego „ataku na Amerykę”, a świat nadal nie uzyskał odpowiedzi na pytanie o jego szczegóły, a przede wszystkim rzeczywistych sprawców. Przez wszystkie te lata powstały tysiące „teorii spiskowych” próbujących wyjaśnić te kwestie i najmocniej trzyma się ta powołana do życia przez amerykański rząd, w myśl której cztery samoloty pasażerskie, którymi tego zamachu dokonano porwało 19 arabskich porywaczy z nożykami do cięcia kartonu i nienawiścią do Stanów Zjednoczonych w sercach.

Nie będę już dziś przywoływał po raz kolejny wszelkich argumentów zbijających tę idiotyczną narrację. Moi starsi czytelnicy zdążyli się z nimi zapoznać dokładnie, bo przecież napisałem na ten temat kilka książek i setki artykułów. Tych młodszych, którzy przyszli na świat już po tych wydarzeniach, a dziś wchodzą w dorosłość, zachęcam po prostu do sięgnięcia po nie. Można je łatwo znaleźć, choćby na mojej stronie internetowej (www.oficyna-aurora.pl).

Podpowiadam tylko, że o tym tragicznym, nie tylko dla Ameryki, ale całego świata dniu, wspominałem przez 18 lat również w książkach nie dotyczących bezpośrednio zdarzenia nazywanego dziś powszechnie mianem „9/11”. Odwoływałem się do niego w licznych pozycjach nie mających tego określenia w tytule, poświęconych innym przypadkom czy ludziom występującym w historii przełomu XX i XXI wieku.

Najlepszym przykładem takiej książki jest „TerraMar. Utopia elit”, w której przybliżyłem kluczową dla tej sprawy postać, a której nikt z nią oficjalnie nie łączy. To Robert Maxwell. Magnat prasowy, agent wielu wywiadów i niemal oficjalny łącznik między służbami świata zachodniego i wschodniego w okresie zimnej wojny. To on był głównym sprzedawcą opisywanego przeze mnie w kilku książkach niesławnego oprogramowania PROMIS, które nie tylko dało szansę wejść we wszystkie systemy komputerowe agencji amerykańskich 11 września 2001 roku, w tym te zarządzające bezpieczeństwem na lotniskach i wspierające kontrolę ruchu lotniczego, ale też pozwoliło kilku służbom wywiadowczym na pełną infiltrację państwa polskiego jeszcze w latach poprzedzających tzw. transformację ustrojową.

Czyli w dużej mierze jego ówczesna działalność odbija się, nam Polakom, czkawką do dzisiaj. Z całą pewnością można też przyjąć, że to on położył podwaliny pod obecne wydarzenia bombardujące cały świat każdego dnia. Dosłownie, w kontekście toczących się aktualnie dwóch największych wojen, ale też w kwestii realizowanych nieprzerwanie założeń Agendy 2030, które kontynuują wszystkie jego dzieci.

Pisałem w przywołanej książce, że Christine Maxwell jest żoną Rogera Maliny, fizyka po słynnym MIT. Ukończył on również wydział astronomii na Uniwersytecie Kalifornijskim. Pracował dla NASA, zajmował się badaniem ciemnej materii i ciemnej energii. Brzmi fascynująco, choć odrobinę ponuro. (…) Początkowo, Christine była redaktorką, zajmującą się literaturą naukową, w wydawnictwie Pergamon Press, należącym do jej ojca. To właśnie Pergamon i inne firmy Roberta Maxwella zajmujące się oprogramowaniem i informacją już na początku lat 70., opracowywały komputerowe narzędzia informacyjne. Zostały później przejęte nie tylko przez wielkie firmy globalistyczne, ale także przez FBI i agencje wywiadowcze. Otworzyły ogromne możliwości dla izraelskich programów szpiegowskich. Christine została później współzałożycielką firmy Chiliad, zajmującej się oprogramowaniem do inteligentnej eksploracji danych na żądanie, z wykorzystaniem technologii wyszukiwania w języku naturalnym. Oprogramowanie tej firmy było podstawą technologii pozyskiwania informacji i tworzenia bazy danych antyterrorystycznych dla FBI. To ta baza „pomogła” powiązać arabskich zamachowców z wydarzeniami 11 września 2001 roku!

O ile Christine zdecydowanie odwoływała się do swej brytyjskości i ogólnie, świata anglosaskiego, o tyle jej siostra Isabel Maxwell pozostaje fanatyczną syjonistką, która swe życie poświęciła budowaniu przedsiębiorstw pracujących dla państwa Izrael. Już w latach 90. Isabel i jej mąż David Hayden, z pomocą Christine i także jej męża, stworzyli jedną z pierwszych wyszukiwarek internetowych, Magellan. Została natychmiast wykorzystana przez AT&T, Time Warner, IBM, Netcom i Microsoft. Swą pierwszą spółkę, McKinley Group, założoną w roku 1992, sprzedali w roku 1996, za 4,5 miliona dolarów konkurencyjnej firmie, Excite. W latach 1997-2001 Isabel była prezesem Commtouch Inc., izraelsko-amerykańskiej firmy zajmującej się przesyłaniem wiadomości e-mail i bezpieczeństwem internetowym. Commtouch został później zintegrowany z pocztą Google, czyli Gmail. Pośród jej udziałowców roiło się od ludzi związanych z głośną aferą Jonathana Pollarda. Firma weszła na giełdę NASDAQ w roku 1999, a w 2014 zmieniła nazwę na CYREN. Wielce prawdopodobne jest, że to właśnie Christine i Isabel, przy wsparciu Mosadu, pomogły Sergey’owi Brin i Larry’emu Page stworzyć, i wprowadzić na rynek wyszukiwarkę Google.

Trzeba wyjątkowego uporu, by nie dostrzec, że dzięki takim właśnie osobom, wywiadowi izraelskiemu nie tylko udało się wejść tylnymi drzwiami na teren Doliny Krzemowej, ale też pozyskać z czasem jej najważniejszych graczy, jak choćby Bill Gates, czy Paul Allen. W roku 2001, Isabel zadeklarowała, że „będzie pracować tylko nad sprawami ważnymi dla Izraela”, a żeby to podkreślić, przyjęła równocześnie stanowisko prezesa Centrum Peresa na rzecz Pokoju. (…)

Nie sposób pominąć w tym miejscu postaci jej syna, Alexa Djerassi, który od razu po ukończeniu szkoły został zatrudniony w roku 2008, przez Hillary Clinton do pracy na rzecz jej ówczesnej kampanii prezydenckiej. Fakt, że kampania okazała się porażką nie wpłynął na jego karierę, wręcz przeciwnie, otrzymał pracę w Departamencie Stanu, początkowo jako „specjalny asystent”, ale szybko awansował na szefa sztabu w Biurze Asystenta Sekretarza Stanu, w Wydziale Spraw Bliskowschodnich. W tej roli był doradcą strategicznym i nadzorował stosunki USA z Izraelem, Arabią Saudyjską i Iranem.

Jej bracia, Ian i Kevin, uruchomili nie tak dawno działalność pod nazwą „Zwalczanie terroryzmu i ekstremizmu dżihadystycznego” (COJiT)! W zakładce „o nas” piszą, że „CoJiT jest zarejestrowaną spółką non-profit z ograniczoną odpowiedzialnością (Co. No. 11730673), której głównym celem jest prowadzenie edukacji na rzecz społeczeństwa w Wielkiej Brytanii i poza nią, w dziedzinie zwalczania terroryzmu dżihadu, i ekstremizmu w ogóle, jego przyczyn, cech, i konsekwencji oraz reakcji na niego”. Oczywiście, ponad dwie dekady po 9/11, zajmowanie się dżihadystami zakrawa na kpinę, stąd poczesne miejsce wśród dziś najistotniejszych, światowych „izmów”, zajmuje zapewne nacjonalizm. Wśród osób związanych z COJiT znaleźć można ludzi współpracujących na co dzień z rządem Wielkiej Brytanii, a szczególnie z instytucjami kojarzonymi z Ministerstwem Obrony, uczelniami wojskowymi i przemysłem zbrojeniowym.

Najsłynniejszą z rodzeństwa stała się oczywiście ukochana córeczka Roberta – Ghislaine, którą media całego świata starają się usilnie przedstawiać, jako wspólniczkę słynnego Jeffreya Epsteina, podczas gdy w rzeczywistości w tym duecie to ona grała pierwsze skrzypce. To Robert Maxwell wybrał tego pedofila na przyszłego partnera swej córki już w latach 80. ub. wieku, a w ich wieloletniej działalności stręczenie nieletnich możnym tego świata nie było wcale największą zbrodnią.

Są to sprawy tak intrygujące i ważne dla nas wszystkich, że trudno pojąć, iż ludzi w ogóle to nie zajmuje. Być może rozwinę kiedyś ten wątek, choć coraz mniejszą znajduję przyjemność w pisaniu dla garstki zainteresowanych. Jak wspominałem w książce kończąc jeden z rozdziałów, przez ponad pół wieku rodzina Maxwellów miała bardzo duży wpływ na rozwój nie tylko branży oprogramowania komputerowego, ale też Internetu i mediów społecznościowych. A także, jak wiele na to wskazuje, globalnej sieci szpiegowskiej. Jest to aspekt w ogóle pomijany przez media, co zrozumiałe, ponieważ łatwiej Epsteina sprowadzić do roli psychopatycznego pedofila, działającego bądź to dla zaspokojenia własnych, bądź cudzych, perwersyjnych żądz, aniżeli doszukiwać się rzeczywistych motywów, którymi się kierował i prawdziwych beneficjentów tych działań.

Kilka miesięcy temu administracja Trumpa poinformowała pompatycznie o upublicznieniu tzw. akt Epsteina. W rzeczywistości jednak te dane zawierały ponad 6 mln stron, z czego 3,5 mln pozostaje nadal tajnych. Co najciekawsze, to fakt, że te pozostające z gryfem tajności zawierają zbiór wiadomości i korespondencji z bardzo szczególnego okresu. To przedział kilku miesięcy przed i paru miesięcy po dacie, którą dziś przyszło nam wspominać. Czy zatem 9/11 nie pozostaje nadal jedną z najbardziej intrygujących zagadek historii współczesnej?

Sławomir M. Kozak

Zapraszam do zaglądania na portal Reduta.tv

Idea „Wielkiego Izraela”. Świat już płaci haracz.

Stanisław Michalkiewicz: Świat już płaci haracz

magnapolonia/michalkiewicz-swiat-juz-placi-haracz

   Jak pamiętamy, władze izraelskie, a wraz z nimi wszyscy żydofile, w 2023 roku lamentowali, że rakietowy atak Hamasu na Izrael przeprowadzony 7  października był całkowicie „zaskakujący” i dlatego pociągnął za sobą tyle ofiar, a także – tylu zakładników. Od samego początku wydawało mi się to bardzo wątpliwe i to z kilku powodów.

Po pierwsze – wywiad izraelski, czyli Mosad, uchodzi za jeden z najlepszych, a może nawet najlepszy na świecie. Jest to między innymi skutkiem tego, że Żydowie żyją w diasporze, w związku z tym Mosad w każdym kraju, a jeśli nie w „każdym” to w takim, gdzie ta diaspora żydowska się znajduje, może mieć swoją agenturę.

Po drugie – że co jak co, ale Strefa Gazy, z której Hamas wyprowadził swój „zaskakujący” atak, z całą pewnością jest naszpikowana izraelskimi agentami, niczym wielkanocna baba rodzynkami. Jeśli zatem – po trzecie – do  przeprowadzenia tego „zaskakującego” ataku użyte były tysiące rakiet domowej roboty, to jest rzeczą niemożliwą, żeby argusowemu oku Mosadu umknęła taka masowa produkcja.

W takiej sytuacji – po czwarte – jeśli Izrael stworzył wrażenie, jakby mu umknęła, to możliwe to było tylko dlatego, że ktoś nałożył Mosadowi czarne okulary, a uszy zalepił woskiem, niczym Odyseusz swoim marynarzom, kiedy chciał posłuchać śpiewu Syren. Jedynym człowiekiem, który coś takiego mógł zrobić, by Beniamin Netanjahu, nad którym wtedy wisiała groźba wtrącenia do turmy – czego domagali się liczni demonstranci.

Kierując się tedy –  po piąte – starożytną, pełną mądrości rzymską sentencją: „is fecit, cui prodest” – co się wykłada, że ten zrobił, kto skorzystał, nieubłagany palec wskazuje nie tylko na premiera Benjamina Netanjahu, który dzięki temu nie tylko uniknął turmy, ale wkrótce stanął na czele „rządu jedności narodowej” bezcennego Izraela i nawet prezydent Józio Biden, który wcześniej kręcił nad nim nosem, po „zaskakującym”  ataku Hamasu nie tylko przestał nosem kręcić, ale pogalopował do Izraela, by swojej umiłowanej duszeńce okazać „pełną solidarność”. Czegóż chcieć więcej?

W takiej sytuacji – po szóste – wcale bym się nie zdziwił, gdyby się okazało, że tak naprawdę to nie żaden Hamas, tylko bezcenny Izrael, za pośrednictwem swojej agentury w Strefie Gazy doprowadził do tego uderzenia po to, by je następnie wykorzystać jako pretekst do aneksji tego terytorium.

   No i właśnie w dniach ostatnich dziennika „Haaretz” doniósł, że premier Beniamin Netanjahu „wiedział” z góry o tym „zaskakującym” ataku Hamasu. Czy tylko „wiedział”, czy dlatego „wiedział” – bo go przygotował i zainicjował? Oczywiście sam zainteresowany temu zaprzecza, chociaż nie bardzo energicznie, a poza tym na taką możliwość wskazuje szczere niewątpliwie wyznanie Beniamina Netanjahu, że „czuje się związany” ideą „wielkiego Izraela”.

Idea ta ma stary rodowód, z głębokiej starożytności,  kiedy to jeszcze bogowie, a nawet sam Stwórca Wszechświata, układali się z różnymi ciekawymi ludźmi i zawierali z nimi przymierza. Opis takiego bliskiego spotkania III stopnia został zapisany w zbiorze żydowskich sag, zwanym Biblią. Czytam tam m.in. jak to Stwórca Wszechświata upodobał sobie w pewnym mezopotamskim koczowniku i ułożył się z nim, że jeśli ów koczownik będzie Go słuchał i wychwalał, to On, w nagrodę, uczyni go „ojcem wielkiego narodu”, któremu odda w arendę obszar „od wielkiej rzeki egipskiej do rzeki wielkiej, rzeki Eufrat”.

Na tej podstawie Żydowie uważają się za faworytów Stwórcy Wszechświata i w ogóle – prawdziwych ludzi wśród istot człekopodobnych, wyciągają stąd wniosek, że ta wyjątkowa pozycja we Wszechświecie powinna kiedyś przełożyć się na panowanie, jeśli już nie nad Wszechświatem, to przynajmniej – nad Ziemią. Wstępem do tego – przynajmniej według premiera Beniamina Netanjahu – miałaby być realizacja idei „Wielkiego Izraela” – zgodnie z obietnicą nakreśloną przez Stwórcę Wszechświata. Trzeba przyznać, ż  e idea ta jest już całkiem zaawansowana.

Dzięki wykorzystaniu siły amerykańskich twardzieli, którzy przed Żydami skaczą z gałęzi na gałąź, kraje leżące na tym obszarze został już w znacznym stopniu politycznie obezwładnione, więc następnym etapem powinna być aneksja. Jest atoli szkopuł w postaci złowrogiego Iranu, który realizowanie idei Wielkiego Izraela uważa za zagrożenie nie tylko dla siebie, ale i dla całego regionu. Toteż Beniamin Netanjahu nie byłby sobą, gdyby nie wpadł na pomysł wykorzystania w tym celu największego amerykańskiego twardziela w  osobie prezydenta Donalda Trumpa.

Jak pamiętamy, wkręcił amerykańskiego prezydenta, chyba nawet „bez jego wiedzy i zgody” w tę wojnę, z której następnie zręcznie się wycofał, pozostawiając jej kontynuowanie Stanom Zjednoczonym. Prezydent Trump chyba już się zorientował, w jaką kabałę został wpakowany, ale sęk w tym, że nie bardzo wie, jak się z niej wymiksować.

Ogranicza się więc do ogłaszania triumfalnych komunikatów, że złowrogi Iran już jest passe – ale cóż z tego, kiedy onże Iran nie tylko się odgrywa, obrzucając amerykańskie bazy w rejonie Bliskiego Wschodu swoimi ponaddźwiękowymi dzidami, ale w dodatku się odgraża, że zrobi coś jeszcze gorszego.

   Wprawdzie Stany Zjednoczone mogłyby zniszczyć złowrogi Iran na tej samej zasadzie, co Feliks Dzierżyński, który każdego mógł aresztować – ale nie wiedzą, co na takie dictum powiedziałaby reszta świata. Wprawdzie w obronie demokracji można użyć nawet broni atomowej, ale w tym cały jest ambaras, że tą bronią dysponują nie tylko demokraci, ale również – wrogowie demokracji. Jak wrogowie demokracji i pokoju zareagowaliby na unicestwienie złowrogiego Iranu – tego nikt, łącznie z prezydentem Trumpem nie wie, więc rozsądek w tej sytuacji nakazuje zachowanie umiaru w niszczeniu.

W rezultacie złowrogi Iran wykorzystuje swój atut w postaci blokady cieśniny Ormuz, w następstwie czego cena baryłki ropy naftowej znowu przekroczyła 100 dolarów a z pewnością nie jest to ostatnie słowo.

   W ten oto sposób, za sprawą sprytnego i co tu ukrywać – obrotnego premiera rządu jedności narodowej bezcennego Izraela Beniamina Netanjahu, cały świat został zmuszony do płacenia haraczu z tytułu „związania się” izraelskiego premiera z ideą „Wielkiego Izraela”. 

Czyż to nie początek żydowskiej władzy nad światem? A co będzie później? Strach pomyśleć.

A niech tego prawnika trafi szlag !! Nie żyje emerytka skazana za „groźby” pod adresem Owsiaka

Nie żyje emerytka skazana za groźby pod adresem Owsiaka

Świeca, zdjęcie ilustracyjne
Świeca, zdjęcie ilustracyjne Źródło: Unsplash / David Tomaseti

Giń człowieku ! Dość okradania, dość twojego dorabiania się!

===================================

Nie żyje pani Izabela Majewska, emerytka z Torunia, która w styczniu tego roku została skazana za „kierowanie gróźb pod adresem Jerzego Owsiaka”. Kobieta miała 67 lat.

O śmierci seniorki poinformował dziennikarz Telewizji Republika, który relacjonował proces.

„Nie żyje Izabela Majewska, dzielna emerytka z Torunia, która przeciwstawiła się złu i stanęła w obronie godności Polaków. Skazana za słowa, które były wyrazem sprzeciwu wobec pogardy dla Rodaków i dzielenia Narodu Polskiego. Niech odpoczywa w pokoju wiecznym Amen!” – przekazał Janusz Życzkowski.

Skazana za grożenie Owsiakowi

Pod koniec stycznia tego roku toruński Sąd Okręgowy skazał panią Izabelę na sześć miesięcy pozbawienia wolności w zawieszeniu na rok. Dodatkowo kobieta miała zapłacić na rzecz Jerzego Owsiaka tysiąc złotych oraz ma zakaz komunikowania się oraz zbliżania do poszkodowanego.

Sprawa dotyczy wydarzeń z ubiegłego roku. Wtedy to emerytka z Torunia na jednym z portali społecznościowych napisała „giń człowieku” i „dość okradania, dość twojego dorabiania się”.

Krytyka była skierowana do szefa WOŚP Jerzego Owsiaka i nastąpiła po kolejnym finale Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy. Bardzo szybko po publikacji wpisów doszło do zatrzymania 67-latki. Służby przyszły do niej o 6 rano. Zatrzymania dokonano dwa dni po wpisach, ponieważ pierwszego dnia funkcjonariusze nie zastali pani Izabeli w mieszkaniu.

Na kobietę nałożono środki zapobiegawcze, m.in. obowiązek meldowania się na komendzie.

– Ta cała sprawa, od samego początku do samego końca, to jakiś żart – przekonywał dr hab. Szymon Tarapata, karnista z UJ.

Adwokat dodaje, że byłoby to wszystko nawet śmieszne, gdyby nie fakt, że to ośmieszanie polskiego państwa. – W tej sprawie, przede wszystkim, nie ma ani groźby bezprawnej, ani nawoływania do popełnienia zbrodni.

Równie dobrze można by postawić zarzuty komuś, kto po przeczytaniu tego tekstu napisałby w komentarzu „a niech tego prawnika trafi szlag„. Groźba karalna musi dotyczyć zapowiedzi popełnienia przestępstwa na szkodę innej osoby – dodał.

“Przebudzenie” Kaczyńskiego? Czy przeprosi? Co będzie po wyborach 2027?

“Przebudzenie” Kaczyńskiego? Czy przeprosi? Co będzie po wyborach 2027? – Bartosz Kopczyński

Autor: AlterCabrio, 11 września 2026

Ale Polacy wciąż na nich patrzą. Są zahipnotyzowani. To nie jest tylko zasługa mediów. To jest to, że Polacy się zajęli swoją osobistą konsumpcją. Za komuny brakowało wszystkiego. Mała stabilizacja. Mówiliśmy o tym niedawno. I teraz machnęli sobie ręką. Wiemy, że jesteście złodziejami. Mówią o politykach. Wiemy, że jesteście zdrajcami. Wiemy, że robicie machloje. Wiemy, że wasza polityka to jest bagno. Nie lubimy was. Ale machamy na to ręką, bo zajmujemy się swoimi sprawami. Jest nam dobrze. Mamy co jeść, gdzie mieszkać. Mamy to, czego nie mieliśmy za komuny. Byliśmy głodni tego, teraz to mamy. A więc co nas obchodzą te sprawy publiczne? To wasza sprawa. A my tutaj swoje życie urządzamy po swojemu.

◊

Myślę, że to szybko ci ludzie musieliby skorzystać z tych plecaków ucieczkowych i wynosić się stąd, bo z jednej strony mieliby wściekły tłum ludzi, którym zaburzyli konsumpcję osobistą, a z drugiej strony mieliby swoich własnych podwładnych. I teraz jaki jest, jaki jest knyf [chwyt lub podstęp md] ? Jaki tutaj jest patent w tym wszystkim? O czym ci politycy III RP nie myślą? Myślę, że oni o tym nie myślą, to trzeba im to podpowiedzieć. Co ich może czekać.

Oni od czasu pandemii biorą udział w potwornych szwindlach globalnych. Wcześniej robili szwindle w Polsce. Potworne. Ale potem już weszli na wyższy poziom. Zostali wciągnięci do tego jako narzędzia. Więc te wszystkie sprawy związane ze szczepieniami, plandemia, a potem wojna ukraińska, ukrainizacja Polski, tak zwane wsparcie dla Ukrainy, to są tak grube szwindle, że my to sobie nawet nie wyobrażamy, co tam jest. I teraz ci, którzy ich to wciągnęli, oni dali im działę.

Czyli ci tutaj politykierzy III RP biorą udział w tych szwindlach, ale ktoś ma na to kwity. I teraz, ale oni też mają dowody na to. Oni, ponieważ oni są wspólnikami, to oni też mają dowody na to. I gdyby jakimś sposobem ta ich władza upadła, a gdyby wprowadzili stan wyjątkowy, to ich władza prędzej czy później by upadła z tego powodu, że zaburzyliby konsumpcję Polaków i Polacy by ich po prostu roznieśli. Część przynajmniej. I oni by gdzieś tam próbowali uciekać, a część pewnie udałoby się tutaj zatrzymać, żeby posadzić na ławach oskarżonych i zaczęliby sypać swoich wspólników tam z zagranicy. I oni to wiedzą ci wspólnicy. Ja myślę, że gdyby przyszło co do czego, to byłoby tak jak Chruszczow robił z przywódcami demoludów(…)

================================

Koszt wojny na Ukrainie uderzył w Polskę. GUS ujawnia gigantyczne straty

Gigantyczny koszt wojny na Ukrainie uderzył w Polskę. GUS ujawnia gigantyczne straty w PKB

admin3 pt., 11/09/2026 mianynaziemi/gigantyczny-koszt-wojny-na-ukrainie-uderzyl-w-polske-gus-ujawnia-gigantyczne-straty-w-pkb

Źródło: AI Generated

Główny Urząd Statystyczny oszacował, że w latach 2022–2025 Polska utraciła 490,1 mld zł wartości produktu krajowego brutto w związku z rosyjską agresją na Ukrainę. Kwota ta odpowiada mniej więcej 3,5 proc. łącznego PKB kraju w tym okresie i stanowi równowartość około 113,5 mld euro. Szacunek zaprezentował 9 września 2026 r. prezes GUS Marek Cierpiał-Wolan podczas Forum Ekonomicznego w Karpaczu.

Dla porównania: w ustawie budżetowej na 2026 r. dochody państwa zaplanowano na 647,2 mld zł. Straty skumulowane przez cztery lata wojny są więc niemal tak duże, jak całoroczne wpływy do budżetu centralnego.

Największa część obciążenia spadła na gospodarstwa domowe – 292,1 mld zł. Sektor przedsiębiorstw stracił 126 mld zł, a sektor rządowo-samorządowy 72 mld zł.

GUS wyliczył także, że oszczędności gospodarstw domowych skurczyły się o 70 mld zł na skutek wyższej inflacji. Prezes urzędu wyjaśnił, że wysoka inflacja wywołała gwałtowny wzrost płac nominalnych, ale tempo wzrostu płac realnych wyraźnie wyhamowało. W 2022 r. wynagrodzenia realne spadły o 2 proc. Urząd przyjął ostrożne założenie, że jedna trzecia inflacji powyżej celu inflacyjnego wynikała z eskalacji wojny. Na tej podstawie oszacowano utratę siły nabywczej oszczędności.

Osobną kategorią są koszty, które państwo poniosło bezpośrednio. Dodatkowe wydatki na obronę narodową w latach 2022–2025 wyniosły 154,2 mld zł. Gdyby pozostały na poziomie zapisanym w pierwotnym projekcie ustawy o obronie Ojczyzny, byłyby właśnie o tę kwotę niższe. Cierpiał-Wolan podkreślił, że te pieniądze można było przeznaczyć na inne cele, potencjalnie bardziej efektywne z punktu widzenia wzrostu gospodarczego. Środki te finansowano w dużej mierze deficytem.

Z Funduszu Pomocy wydano dodatkowo 46,7 mld zł. W kalkulacjach uwzględniono skalę pomocy dla Ukrainy i obywateli Ukrainy przebywających w Polsce, sytuację na rynku pracy oraz zmiany gospodarcze i demograficzne.

Wstrząs gospodarczy wywołany wojną obniżył wartość dodaną brutto o 426,5 mld zł. Szczególnie mocno ucierpiało budownictwo – w tej sekcji wytworzono o 120,9 mld zł mniej wartości dodanej. Statystycy wiążą to m.in. z odpływem siły roboczej oraz skokiem cen materiałów: stali, cementu, szkła, asfaltu, kruszyw, metali nieżelaznych i tworzyw sztucznych. Wojna podniosła też koszty energii i surowców, a odcięcie od dostaw z Rosji dodatkowo zwiększyło presję cenową.

Nie wszystkie dziedziny gospodarki odnotowały spadek. Wzrosły wydatki w administracji, obronie narodowej, edukacji i ochronie zdrowia.

GUS zaznacza, że jest to szacunek, a nie roszczenie o natychmiastową wypłatę odszkodowania. Metodologię konsultowano z ekspertami, w tym z przedstawicielami ONZ. Jesienią urząd zapowiada pogłębione analizy regionalne i dziedzinowe oraz kolejne seminaria.

Celem opracowania jest – jak tłumaczono w Karpaczu – pokazanie, że koszty wojny ponoszą nie tylko państwo zaatakowane, ale także sąsiedzi i pozostali uczestnicy życia międzynarodowego. Ma to znaczenie perswazyjne w okresie powojennym i stanowi argument, że naruszenie prawa międzynarodowego da się wycenić także poza granicami Ukrainy.

Szacunek nie obejmuje wszystkich możliwych pozycji pozabudżetowych ani pełnego obrazu skutków społecznych. Skupia się na utraconej wartości PKB, sile nabywczej, wydatkach publicznych i wybranych efektach sektorowych. Jest to jednak pierwsze tak syntetyczne zestawienie przygotowane przez oficjalny urząd statystyczny.

Liczba 490 mld zł pokazuje skalę szoku, jaki pełnoskalowa inwazja wywołała w polskiej gospodarce: poprzez inflację, droższe surowce, wyższe wydatki obronne, pomoc humanitarną i zaburzenia w produkcji. Jednocześnie przypomina, że decyzje podejmowane po lutym 2022 r. – od polityki energetycznej po budżet obronny – miały konkretny, mierzalny rachunek, który spadł przede wszystkim na gospodarstwa domowe.

Źródła:

https://www.rp.pl/dane-gospodarcze/art45123441-ogromny-ra…

https://www.money.pl/gospodarka/gigantyczne-straty-polski…

https://wgospodarce.pl/informacje/158113-wojna-na-ukraini…

https://www.rmf24.pl/fakty/ekonomia/news-ile-kosztuje-nas…

https://www.bankier.pl/wiadomosc/Rachunek-za-wojne-za-nas…

Przewał na mech w Krakowie jak „prawie 300 drzew”

„Mechofiltr” za prawie 300 tys. zł w Krakowie. Ekspert od ochrony środowiska: „Daje zarobić” [VIDEO]

11.09.2026 nczas/mechofiltr-za-prawie-300-tys-zl-w-krakowie-ekspert-od-ochrony-srodowiska-daje-zarobic

w sumie wiadomo mechofiltr greenwashing krakow
NCZAS.INFO | Tiktoker „W Sumie Wiadomo”, prof. Mariusz Czop i „Mechofiltr” za prawie 300 tys. zł / fot. TT / w.sumie.wiadomo (kolaż)

Dr hab. inż. Mariusz Czop, profesor AGH, specjalista z zakresu hydrogeologii, gospodarki wodnej i ochrony środowiska i wód oraz inżynierii środowiska na tiktokowym kanale „W Sumie Wiadomo” komentował niby-ekologiczną instalację w Krakowie, która rzekomo miała wchłaniać zanieczyszczenia. Instalacja kosztowała podatników prawie 300 tys. zł.

============================================

– Panie profesorze, co to za skrzyneczka? – zapytał tiktoker „W Sumie Wiadomo”.

– To jest średniej wielkości las – odparł ironicznie prof. Czop, na co wyraźną konsternacją zareagował tiktoker.

Jak podkreślił profesor, w „najbardziej zadłużonym mieście w Polsce” przy ul. Wielickiej, gdzie „z budżetu obywatelskiego postawiono taką instalację, która się nazywa 'mechofiltr’”.

– Czyli taka witrynka wypełniona mchem, który – w opinii autorów – „jak magnes przyciąga zanieczyszczenia i oczyszcza powietrze” – uwaga – tak, jak „prawie 300 drzew”, czyli tej właśnie średniej wielkości las

Tiktoker dopytał specjalistę z zakresu hydrogeologii, gospodarki wodnej i ochrony środowiska i wód oraz inżynierii środowiska, czy to rzeczywiście działa w taki sposób? Ekspert wyraził zdecydowaną wątpliwość.

– To jest całkowicie suche, nie ma żadnych badań potwierdzających, że to w ogóle oczyszcza, jakie ilości to oczyszcza. No i wydaje się, że urzędnicy rozstrzygający zasadność tych projektów z budżetu obywatelskiego nie powinni polegać na ulotkach reklamowych, tylko rzeczywiście to weryfikować, dlatego, że tego typu rozwiązania nie mają nic wspólnego z rzetelną ochroną środowiska

– Są zwykłym greenwashingiem i jakimś „czystym PR-em”

Najlepsze jest to, ile kosztowała „skrzynka filtrująca powietrze”, która „nic nie daje”. Otóż wartość projektu wyniosła 272,1 tys. zł.

– Mówi pan, panie profesorze, że to nic nie daje. Daje – zarobić – podsumował ironicznie tiktoker „W Sumie Wiadomo”.

https://www.tiktok.com/embed/v2/7683541744197192992?lang=pl&referrer=https%3A%2F%2Fnczas.info%2F2026%2F09%2F11%2Fmechofiltr-za-prawie-300-tys-zl-w-krakowie-ekspert-od-ochrony-srodowiska-daje-zarobic-video%2F

Nagranie z TikToka wrzucono na X, gdzie obejrzano je już setki tys. razy. Post z filmem udostępnił m.in. redaktor naczelny „Najwyższego Czasu!” Tomasz Sommer.

„Wałek na mech. Czego to ludzie nie wymyślą” – skwitował Sommer.

לכתוב בעברית [napisz po hebrajsku] MEM-y IX.

————————————————

———————————————-

——————————————————–

——————————————–

==========================================

——————————————

———————————-

————————————————————————

————————————

————————-

—————————–

Taaką dupę będziecie mieli ! MEM-y VIII.

————————————-

—————————————-

———————————

——————————————————

——————————————-

Signature: CEQkB4MvZnoOQLcrX5rhV6ltIPd69OAHtWmHKPwqFRA4gCgUdXNwwRHh1Gw4pMn4TRywHHnR01D1sACgqYKyuLdLthUakHMZ4wdVGkM7IjRjuI2WYt8vRyy4lT0utJsTIPdGqNzuVdu9s92THW12zerPZunnN/uII9rwAyWEDi4VnLuXXZeUYvgBnlTZ2G4SDGNv762urDThBMh5SfiPxw==

——————————————————

————————————————————–

Odessa

================================

————————————-

O geniuszu dyplomacji. I arytmetyki. MEM-y VII.

—————————————-

—————————————-

—————————–

————————–

—————————————-

———————————————

——————————————————

————————

——————————————-


Prezerwatywy na lekcjach? Przyrządy do rozszerzania pochwy? Tak ma wyglądać „edukacja zdrowotna”.

Prezerwatywy na lekcjach? Tak ma wyglądać „edukacja zdrowotna”

magnapolonia.org/prezerwatywy-na-lekcjach-tak-ma-wygladac-edukacja-zdrowotna

Antonina Kopyt, lewacka aktywistka i edukator seksualna współtworząca podstawę programową edukacji zdrowotnej, pokazuje w swoich materiałach sposób prowadzenia zajęć dotyczących zakładania prezerwatywy. Materiał budzi poważne pytania o granice szkolnej edukacji oraz o to, czy pod pozorem troski o zdrowie do szkół nie jest wprowadzana coraz dalej idąca seksualizacja dzieci.

Prezerwatywy na lekcjach w szkole lada dzień mogą stać się faktem? Skrajnie lewicowa aktywistka Antonina Kopyt, która to zapowiada, była członkinią zespołu pracującego nad podstawą programową przedmiotu „edukacja zdrowotna”. Nie jest więc jedynie komentatorką reformy – należała do grona osób mających wpływ na kształt treści, które trafiają do polskich szkół.

W opublikowanym przez nią materiale przedstawiony zostaje praktyczny instruktaż dotyczący zakładania prezerwatywy. Kopyt prezentuje również przyrządy służące do rozszerzania pochwy, wskazując je jako pomoce, które mogą być wykorzystywane do ćwiczenia zakładania prezerwatyw. W materiale pojawia się także odniesienie do ich zastosowania przez dewiantów gender.

Przyjrzyjmy się faktom – uczniowie oczywiście powinni otrzymywać rzetelną wiedzę o dojrzewaniu, zdrowiu, chorobach przenoszonych drogą płciową czy zagrożeniach związanych z przemocą seksualną. Czym innym jest jednak przekazywanie wiedzy, a czym innym praktyczne oswajanie dzieci z seksualnością dewiacyjną, zboczeniami i uczenie ich technik związanych z nienormalną aktywnością seksualną. To właśnie przekroczenie tej granicy budzi największe obawy rodziców.

Rządzący przedstawiają „edukację zdrowotną” przede wszystkim jako nowoczesny program profilaktyki zdrowotnej. Problem polega na tym, że jego zakres obejmuje również zagadnienia dotyczące seksualności, antykoncepcji, relacji, tzw. orientacji seksualnej” czy tzw. 'tożsamości płciowej”.

Nazwa przedmiotu „edukacja zdrowotna” w tych warunkach brzmi neutralnie i uspokajająco, podczas gdy w praktyce część programu wkracza w obszar, który wielu rodziców uważa za należący przede wszystkim do rodziny. Trudno również nie zauważyć, że przyjęta przez lewackich edukatorów seksualnych filozofia zakłada coraz wcześniejsze oswajanie dzieci z tematyką seksualną. Prowadzi to do przesuwania granicy tego, co jeszcze kilka lat temu uznawano za domenę prywatności i wychowania rodzinnego.

Rodzice mają pełne prawo pytać, jakie materiały wykorzystywane są podczas zajęć oraz jak nauczyciele i edukatorzy interpretują podstawę programową. Nagranie Antoniny Kopyt pokazuje, że nie jest to abstrakcyjna dyskusja. Jeżeli osoba współtworząca podstawę programową przedstawia praktyczny sposób uczenia zakładania prezerwatyw, rodzice mają prawo zastanawiać się, czy właśnie tak ma wyglądać szkolna edukacja ich dzieci i dlaczego nie są o tym informowani – wszystko odbywa się za ich plecami.

NASZ KOMENTARZ: Szkoła ma przekazywać wiedzę i nie powinna stawać się miejscem darmowego siania lewicowej propagandy, eksperymentowania z granicami obyczajowymi i zastępowaniem rodziców w wychowaniu seksualnym dzieci. To prawdziwy skandal!

Tędy łatwiej przekonywać. MEM-y VI.

——————————

———————————

———————————–

——————————————————

——————————————–

—————————————————————

—————————————————–

—————————————-

————————————————–

———————————————-

Narodowe MEM-y V.

—————————————————

——————————

—————————————–

——————————————–

————————————————

——————————-

————————————————

—————————————————-

———————————————

————————————–

———————————————-

[nie pal drewnem, bo ono daje ZERO co2 md]

Ukraina: «AAA: Poszukujemy atrakcyjnych najemniczek…»

«AAA: Poszukujemy atrakcyjnych najemniczek…»

Date: 10 settembre 2026 Author: Uczta Baltazara

babylonianempire/aaa-poszukujemy-atrakcyjnych-najemniczek

Aktualny konflikt na Ukrainie to także swego rodzaju „wystawa” wszystkiego, co produkuje Zachód – od broni po skrajną korupcję, od terroryzmu po firmy najemników, od niewiarygodnych i triumfalnych narracji, które przeradzają się w coraz to większe bzdury, po neonazistowski reżim bezwstydnie reklamowany jako szczyt demokracji – co jest kompletną obscenicznością, szerzoną pośród głupoty społeczeństw.

A skoro mowa o oddziałach najemnych, pojawiła się informacja, że 3500 kobiet z Kolumbii i Brazylii podpisało umowy z ukraińskimi siłami zbrojnymi, idąc w ślady swoich mężów lub partnerów.

Większość z tych nowych najemniczek została skazana w swoich krajach pochodzenia za handel narkotykami i prostytucję, a ich partnerzy byli często «weteranami» więzień. Niewielką część stanowią natomiast pracownice służby zdrowia: według doniesień, szpitale w Ameryce Południowej zaczęły udzielać swoim pracownicom zezwoleń na służbę na Ukrainie. Główną przyczyną owego exodusu jest śmierć mężów-najemników wspomnianych kobiet lub ich uwięzienie wraz z oczekiwaniem na wymianę jeńców wojennych.

Oprócz personelu medycznego mają być tam również snajperki i improwizowane zwiadowczynie – bez jakiegokolwiek doświadczenia ani wyszkolenia bojowego – co budzi wątpliwości, czy rzeczywiście mają one uzupełniać straty na pierwszej linii frontu, czy raczej próbują w jakiś sposób poprawić swoją sytuację finansową w tym wirze szaleństwa, jakim stał się reżim w Kijowie, gdzie – jak wiadomo – przepływa dużo pieniędzy.

Naszych pieniędzy – żeby było jasne.

Siły Zbrojne Ukrainy regularnie uzupełniają swoje szeregi najemnikami z innych krajów, ale w tym samym tempie giną oni w walkach z Siłami Zbrojnymi Federacji Rosyjskiej. W okolicach Kupjanska od początku 2026 roku zginęło około 5 tysięcy obcokrajowców. Ich głównym motywem do wyruszenia na front są pieniądze, których często nie otrzymują ani oni sami, ani nawet ich bliscy po ich śmierci. Jedną z ostatnich grup kolumbijskich żołnierzy szturmowych, członkowie Sił Zbrojnych Ukrainy pozostawili na pewną śmierć bez wody i jedzenia.

Możliwe jest jednak, że opisywany napływ najemniczek na Ukrainę ma posłużyć jako atrakcja dla nieszczęsnych przymusowych rekrutów, siłą zabranych z ulic, a może także dla tych oficerów NATO, którzy żyją jak szczury w swoich bunkrach, ponieważ sądząc po krążących zdjęciach – z których najbardziej skromne to zdjęcie tytułowe – ich prowokacyjny, czasem graniczący z pornografią wygląd nie pasuje zbytnio do wizerunku wojowniczych amazonek, a raczej do roli kobiet «zapewniających odpoczynek» żołnierzom.

Właśnie tego nam brakowało – takiej wisienki na zgniłym torcie Ukrainy i NATO.

INFO: ilsimplicissimus2./aaa-cercasi-mercenarie-di-bellaspetto

https://t.me/shot

Ubogacenie kulturowe a pech dzieci. MEM-y IV.

-[To w Bochni]

—————————————————-

——————–

——————————————————-

—————————————–

——————————————————–

————————————————————-

—————————————————

———————————————–

———————————-

Rosyjska arktyczna droga morska przyspiesza

Rosyjska arktyczna droga morska przyspiesza

Rosja latami inwestowała w rozwój wielkiego korytarza transportowego przez północne arktyczne morza. Rozwijał się powoli, ale teraz nabrał gwałtownego przyspieszenia. To Państwo Środka wkroczyło na polarne szlaki morskie.

O wielkim rosyjskim projekcie przebicia Północnej Drogi Morskiej (PDM) przez arktyczne morza pisałem trzy lata temu („Przerwać się przez lody Arktyki” (Szczęśniak: Przerwać się przez lody Arktyki | Myśl Polska). Projekt rozwijał się powoli, gdyż jego rozmiar i konieczne inwestycje są ogromne.

Ta trasa ma ogromną przewagę nad klasyczną drogą z Azji do Europy przez Pacyfik i Kanał Sueski. Arktycznym szlakiem płynie się 20 dni, a przez Suez – dwukrotnie dłużej. Na dodatek dzisiaj, z powodu wojny, często trzeba płynąć przez Przylądek Dobrej Nadziei. To daje 50-dniową podróż, co dramatycznie zwiększa koszty logistyki.

PDM ma też swoje słabe strony. Największym problemem tej trasy są lody, pokrywające ją przez większą część roku. Tylko od sierpnia (czasami od lipca) do października mogą tam pływać statki nie posiadające klasy arktycznej. Jednak nie obywa się i wtedy bez asysty lodołamacza, gdyż na trasie mogą się niespodziewanie pokazać zwały lodu. Rosja ma ogromną flotę – jedyną w świecie – lodołamaczy o napędzie atomowym (Szczęśniak: Arktyczna atomowa flota | Myśl Polska), jednak wciąż nie jest możliwe utrzymanie całorocznego ruchu. Wymaga to bowiem znacznie większej floty lodołamaczy, prowadzących konwoje statków handlowych. To w końcu aż sześć tysięcy kilometrów między Cieśniną Beringa a Murmańskiem, pierwszym niezamarzającym portem.

W zimie jest nieporównywalnie trudniej. Jedynie tankowce i gazowce najwyższej arktycznej klasy Arc7 wożą LNG z Sabetty, i to głównie w kierunku europejskim, który jest dużo krótszy i łatwiejszy do przepłynięcia zimą. Były podejścia do samodzielnego pływania przez gazowce do Azji, jednak koszty uszkodzeń, spowodowanych zwałami lodu, były ogromne.

Ale w sierpniu rozwój nabrał zupełnie nowej dynamiki – wkroczyli Chińczycy. „Sea Legend Shipping” otworzył pierwsze regularne połączenie z Europą poprzez arktyczną drogę. Statki będą wypływać co tydzień, osiem rejsów z udziałem małych i średnich jednostek. 15 sierpnia, gdy u nas na ulicach defilowały wojska, z portu Ningbo wypłynął 35-tysięczny kontenerowiec Dubai Tower. Wiezie do Europy ładunek urządzeń energii odnawialnej – baterie i moduły fotowoltaiczne. Pokona 7,5 tysiąca mil morskich do brytyjskiego portu Felixstowe. I właśnie w tych dniach ma dotrzeć do Hamburga i Gdyni.

To nie jest pierwsza ich przeprawa arktycznym szlakiem. Rok temu bliźniaczy statek przetestował przejście, sprawdzając warunki. I rzeczywiście dopłynął do brytyjskiego portu w 20 dni.

Ten nowy projekt otrzymał nazwę China-Europe Arctic Express. Dla Chin ma on wartość znacząco przekraczającą oszczędność 20 czy 30 dni rejsu. Arktyczna droga zastępuje dzisiaj używane trasy, wiodące przez bardzo gorące węzły światowej logistyki: Cieśnina Malakka, Ocean Indyjski, Morze Czerwone, Kanał Sueski.

Jeszcze lepiej układa się współpraca z chiński armatorem „NewNew Shipping”, który ma doświadczenie w Arktyce, pływa tam już od 2023 roku, głównie do Archangielska. To on jest przewoźnikiem, który przebija arktyczny szlak transportowy dla Chin. Ten chiński armator do specjalnych poruczeń (by nie narażać na waszyngtońskie sankcje głównego trzonu biznesu) i Rosatom (operator PDM) budują wspólnie sześć kontenerowców klasy arktycznej – po 4,8 tys. TEU. Pierwsze cztery jeszcze w tym roku. A w przyszłym – zaczynają budować lodołamacz arktycznej klasy Arc7, mogący przez cały rok pokonywać tę trasę.

Chińskie arktyczne przewozy kontenerowe rosną powoli, ale systematycznie. W 2023 r. było ich 7, w kolejnym – 14, w ubiegłym – 24, a w bieżącym roku będzie ich ponad 30 (z ogólnej liczby 64 chińskich rejsów tym szlakiem). Przewozy między portami Chin i Rosji to już prawie 15% całości przewozów PDM. Jednak znacznie większym wyzwaniem jest tranzyt do Europy.

Za Chińczykami szybko pojawili się Koreańczycy, którzy odbywają właśnie pierwszy próbny rejs. Kontenerowiec klasy lodowej Panstar Acro wypłynął 23 sierpnia i ma dopłynąć do Gdańska 15 września. Wiezie 2758 standardowych, 20-stopowych kontenerów (TEU). Mały w porównaniu do gigantów tras Azja – Europa, ale należy do klasy najczęściej spotykanych kontenerowców klasy Panamax.

To już nie jest zaopatrywanie rosyjskich regionów arktycznych, do czego stworzono tę Drogę. To nie tylko eksport surowców energetycznych, i nie jedynie handel z Chinami. Buduje się tranzytowa funkcja PDM, która w tym roku zaczyna przybierać realne kształty. I w warunkach globalnego logistycznego chaosu, może być tą „bezpieczną przystanią”, choć bardzo mroźną.

Andrzej Szczęśniak

Myśl Polska, nr 37-38 (13-20.09.2026)

Peron im odjechał. MEM-y II.

———————————————————-

————————————–

————————————————————-

—————————————————-

—————————————————

————————————————————

———————————

——————————————————

—————————————-