Odrzucenie Mszy Wszechczasów to „praktyczny ateizm” – kard. Sarah

Odrzucenie rytu rzymskiego to „praktyczny ateizm” – kard. Sarah gloria

Odrzucenie Boga ogarnia znaczną część Zachodu, zwłaszcza Europy, powiedział kardynał Sarah podczas wykładu na Katolickim Uniwersytecie Ameryki (CUA) 14 czerwca.

Nazwał to „praktycznym ateizmem”, który wkroczył również do Kościoła, gdy odrzuca się katolicką moralność, katolicką doktrynę i katolicką liturgię.

Kardynał dostrzega również praktyczny ateizm, gdy „socjologia” lub „żywe doświadczenie” staje się zasadą kształtowania moralnych [i niemoralnych] osądów. W ten sposób Bóg zostaje odsunięty na bok. Kardynał krytykuje fakt, że często słyszymy od biskupów i konferencji biskupów, „że musimy dostosować naszą teologię moralną do czysto ludzkich rozważań”.

Odrzucenie katolickiej moralności czyni wszystko warunkowym i subiektywnym, wyjaśnia Sarah: „Przyjęcie wszystkich [z wyjątkiem katolików] oznacza ignorowanie Pisma Świętego, Tradycji i Magisterium.”

Zwolennicy tej ideologii w Kościele traktują Objawienie jako „drugorzędne”. To pokazuje, jak działa praktyczny ateizm: „Nie zaprzecza Bogu, ale działa tak, jakby Bóg nie był w centrum”.

Sarah dostrzega również praktyczny ateizm w próbie stłumienia liturgii rzymskiej przez [Franciszka]: „Święte tradycje, które dobrze służyły Kościołowi przez setki lat, są teraz przedstawiane jako niebezpieczne”. Sarah wyjaśnia, że praktyczny ateizm skupia się na tym, co horyzontalne, wypierając to, co wertykalne, „tak jakby Bóg był raczej doświadczeniem niż rzeczywistością ontologiczną”.

Kardynał krytykuje próby opisania tradycji jako „ograniczającej” i „wiążącej”, a nie wyzwalającej i doskonalącej. W związku z tym uważa się, że szczęście polega na „byciu tym, kim chcemy być”, a nie na dostosowaniu się do Boga i Jego porządku.

Kardynał ostrzega przed „pogaństwem”, które wkroczyło do Kościoła i jego hierarchii [za pośrednictwem Franciszka]: „Prawdziwym kryzysem jest brak wiary w Kościele”.

Obraz: Photos courtesy of Napa Institute, Tłumaczenie AI

Przełomu nie było. Nawet ekscytowanie opinii publicznej się nie udało.

Przełomu nie było

Stanisław Michalkiewicz „Goniec” (Toronto)    16 czerwca 2024 michalkiewicz

Wybory do Parlamentu Europejskiego, którymi niezależne media głównego nurtu próbowały ekscytować opinię publiczną, nie przyniosły żadnego przełomu, ani na poziomie krajowym, ani na poziomie europejskim. Ale nawet ekscytowanie opinii publicznej się nie udało, o czym świadczy frekwencja wyborcza na poziomie 40 procent. Volksdeutsche Partei Donalda Tuska uzyskała 21 mandatów, podczas gdy PiS – 20, przy różnicy głosów na poziomie 1 procenta.

Pokazuje to, że scena polityczna w Polsce została na dobre zabetonowana, zgodnie z ustaleniami z Magdalenki, a dla pozostałych uczestników życia politycznego zostaje coraz mniej miejsca. Świadczy o tym wynik Lewicy, która wprowadziła do PE trójkę kandydatów, podobnie jak Trzecia Droga. Pewną niespodziankę sprawiła Konfederacja, która z wynikiem 12 procent wprowadziła do PE szóstkę kandydatów, wysuwając się na trzecie miejsce.

Warto jednak rozebrać sobie ten wynik z uwagą tym bardziej, że jeden z liderów tego ugrupowania, pan Sławomir Mentzen wyraził opinię, że po odejściu do PE posła Brauna, klub Konfederacji „zyska na zwartości”. Może i zyska, chociaż zwracam uwagę, że to właśnie Grzegorz Braun, podobnie jak dwie kandydatki: pani Bryłka i pani Zajączkowska, które właśnie dostały się do PE, okazały się lokomotywami, ciągnącymi cały pociąg. Grzegorz Braun otrzymał ponad 113 tysięcy głosów, a obydwie panie – mniej więcej po tyle samo. Pozostali kandydaci uzyskali zaledwie połowę tego, co każda z pań, więc w tej sytuacji pytanie, co będzie z pociągiem, od którego odłączy się lokomotywy, staje się całkiem uzasadnione.

Zabawnym elementem tych wyborów jest wprowadzenie poprzez Lewicę do PE związku partnerskiego panów Biedronia i Śmiszka. Najwyraźniej sodomczykowie płci obojga musieli się zmobilizować, by związek partnerski nie został rozdzielony. Inna sprawa, że Polska nic z tego nie będzie miała, jako, że ten couple nie będzie mógł się rozmnażać, więc w ten sposób kryzysu demograficznego nie przezwyciężymy. Na domiar złego kultura polska poniosła niepowetowaną stratę, bo z ministerstwa odszedł do PE nie tylko pan pułkownik Sienkiewicz, ale i Wielce Czcigodna Joanna Scheuring-Wielgus.

I co my teraz zrobimy? Czy powstałą w ten sposób próżnię zdoła wypełnić 21 nowych posłów, którzy wejdą do Sejmu na miejsca zwolnione przez szczęściarzy, co to dostali się do Parlamentu Europejskiego? O tym nie ma mowy, bo już widać, że w związku z przejściem do PE Wielce Czcigodnego posła Szczerby np. komisja do afery wizowej będzie musiała zakończyć działalność, a przecież na panu Szczerbie świat się nie kończy, bo do PE poszedł Wielce Czcigodny poseł Pupka, podobnie jak Wielce Czcigodny poseł Łajza. Co tu ukrywać; dla polskiego parlamentaryzmu nadchodzą ciężkie czasy, to znaczy – nadeszłyby, gdyby nie to, że na poziomie europejskim ostatnie wybory do PE też nie przyniosły przełomu.

Bo po ostatnich wyborach nic się zasadniczo nie zmieniło. Najlepszy wynik, na poziomie 185 mandatów, uzyskała Europejska Volksdeutsche Partei, zaś „socjały nudne i ponure” uplasowały się na miejscu drugim ze 137 mandatami. Zieloni dostali 52 mandaty, a Czerwoni, czyli komuna – 36 mandatów. Do tego dochodzą „odnawiacze Europy” z 79 mandatami. Konserwatyści i Reformatorzy mają 73 mandaty – ale nie róbmy sobie złudzeń, jako, że do tej frakcji należy PiS, który jest „przeciw, a nawet za”. Tożsamość i Demokracja do której należy Zjednoczenie Narodowe Maryny Le Pen, Alternatywa dla Niemiec i Liga Północna ma 58 mandatów. Niezrzeszeni mają 46 mandatów, a „pozostali” – 54.

Jak z tego wynika przeciwnicy pogłębiania integracji mają akurat tyle, by móc groźnie kiwać palcem w bucie, ewentualnie wygłaszać płomienne, 2-minutowe manifesty przeciwko trzęsieniom ziemi – ale nic więcej. W tej sytuacji wydaje się pewne, że już wkrótce przeforsowana zostanie zarówno nowelizacja traktatu lizbońskiego, jak również Zielony Wał i inne wariackie wynalazki. W takim razie sprawa przekształcenia naszego nieszczęśliwego kraju w Generalne Gubernatorstwo w ramach IV Rzeszy wydaje się przesądzona.

Tymczasem za sprawą portalu „Onet”, któremu jakiś stary kiejkut wetknął nos w świeży trop („wiecie, rozumiecie, redaktorze; macie tu gotowca i opiszcie to wszystko własnymi słowami, jak to wy potraficie”) okazało się, że na polsko-białoruskiej granicy w okolicy w Dubicz Cerkiewnych, w marcu doszło do strzelaniny. Do granicy bowiem zbliżała się kilkudziesięcioosobowa wataha kaukaskich gołoworiezów, który nie reagowali ani na środki łagodnej perswazji, ani nawet na strzały ostrzegawcze w górę. Więc kiedy tyraliera gołoworiezów się zbliżała, żołnierze zaczęli strzelać w ziemię tuż przed skrajem tyraliery. Natarcie wprawdzie zostało powstrzymane, ale nie na długo, bo zaraz pojawiła się Żandarmeria Wojskowa, która żołnierzy zakuła w kajdany i odstawiła do aresztu wydobywczego.

I tu się zaczyna niezamierzony, komiczny element sprawy. Po publikacji „Onetu” okazało się, że żaden z dygnitarzy nic o tym incydencie nie wiedział. Ani pan prezydent, który – jak się wydaje – o wszystkim dowiaduje się przypadkowo, ani Donald Tusk – bo „po co babcię denerwować, niech się babcia cieszy” – jak śpiewał Wojciech Młynarski – ani pan prokurator Generalny Adam Bodnar, ani wreszcie – minister obrony, chociaż tu sprawa się komplikuje, bo podobno Kosiniak wiedział, ale Kamysz nie.

Okazało się jednak, że stare kiejkuty chciały w ten sposób trafić rykoszetem w znienawidzoną Ziobrę, bo ukrytą intencją publikacji było spławienie z wodą prokuratora Janeczka, podobno zatwardziałego ziobrystę. Ale prokurator Janeczek powiedział, że on też nic nie wiedział, jako że pan minister Bodnar odciął go od wszelkich ciekawych informacji.

Zapanowała szalenie kłopotliwa sytuacja, bo wprawdzie dygnitarze okazali się niewinni, ale pojawiło się pytanie, kto w takim razie kazał Żandarmerii zakuć żołnierzy w kajdany? O tym, żeby działała bez rozkazu mowy przecież być nie mogło, bo jakże to – w wojsku i bez rozkazu? Normalnie można by zwalić wszystko na Putina, że to on rozkazał, ale to by było chyba jeszcze gorzej, bo jeśli to Putin, to co powiedzą sojusznicy w Waszyngtonie i Brukseli? I tak już nie wiadomo, co zrobić z tą całą komisją do badania ruskich wpływów, a gdyby jeszcze się okazało, że Putin rozkazuje naszemu wojsku, to już nie można by pokazać się na oczy w żadnym towarzystwie.

Tedy rada w radę Rada Ministrów uradziła, że rząd pojedzie na sesję wyjazdową do Białegostoku, a kiedy przybędzie tam również pan prezydent, to nawet odbędzie się Rada Gabinetowa. I tak się stało.

Żeby zatrzeć nieprzyjemne wrażenie i zagłuszyć jaskółcze niepokoje, i pan prezydent i pan premier zaprezentowali szalenie buńczuczne stanowisko. Pan premier Tusk stanął na nieubłaganym gruncie ochrony polskich granic i surowo przykazał ministru Kosiniaku-Kamyszu, żeby w niedzielę, na poczekaniu, napisał na kolanie ustawę o zasadach użycia broni i w ogóle. Podobno pan minister coś tam nawet napisał, ale mało kto był tego ciekaw, jako, że premier Tusk zapowiedział wyznaczenie wokół granicy strefy buforowej od 200 metrów do 2 km, a pan prezydent zapowiedział, że migrant, podobno Marokańczyk, który niedawno śmiertelnie ugodził nożem polskiego żołnierza, zostanie zidentyfikowany, schwytany i ukarany. W związku z tym na mieście pojawiły się fałszywe pogłoski, jakoby w tym celu został wynajęty znany detektyw od spraw beznadziejnych pan Krzysztof Rutkowski. Jeśli nawet misja mu się nie uda, to odium spadnie na sektor prywatny, a nie na niewinnych dygnitarzy. To byłby nawet plus dodatni, ale czy w tych fałszywych pogłoskach jest chociaż ziarenko prawdy?

Stały komentarz Stanisława Michalkiewicza ukazuje się w każdym numerze tygodnika „Goniec” (Toronto, Kanada).

Jak zatrzymać potop, czyli cele klimatyczne. Jedni budują arkę, inni piszą dyrektywy unijne.

Jak zatrzymać potop, czyli cele klimatyczne UE kelkeszos

https://www.salon24.pl/u/qqc1968/1383326,jak-zatrzymac-potop-czyli-cele-klimatyczne-ue


Nie wiem czy w dziejach ludzkości były organizacje bardziej bezbożne od Unii Europejskiej, przypuszczam, że nie, bo nawet bolszewicy ogłosiwszy, że „Boga nie ma” natychmiast zorganizowali się w struktury silniej religijne niż jakakolwiek inna znana sekta.

W przypadku współczesnych „komisarzy” już tak nie jest, to ludzie idealnie obojętni, w typie lermontowskiego Pieczorina [„Bohater naszych czasów” md] , chyba najlepszego literackiego portretu tych, którzy nami rządzą. Nie uznają żadnej moralności, więc nie muszą sobie zaprzątać głowy poszukiwaniem korzeni, umocowań i prawomocności jakichkolwiek zasad, bo ich żadne zasady nie obowiązują poza każdodziennym powodzeniem objawiającym się w użyciu, w organizowaniu jednodniowych przyjemności, bez jakiegokolwiek zainteresowania konsekwencjami. Ale nawet oni się boją potopu, a przynajmniej tak deklarują. W każdym razie są to ludzie zdolni potopami zarządzać i to nie na zasadzie Noego co to wobec zagrożenia budował arkę przetrwania, ale tych rozkazujących słońcu, wodzie i wiatrowi. Bogowie olimpijscy, czy tam brukselscy, szczegóły nazwy nie są tu najistotniejsze – ważne jest tylko samo zjawisko.

Pewnie Lermontowa teraz czytać nie można, bo „ruski”, choć może na zasadzie indywidualnej abolicji ( w końcu pisał o niemytej Rosji ) warto przypomnieć „Bohatera naszych czasów” powieść tak genialną, że nawet w pozostającej pod rosyjską opresją Polsce, gdzie do słusznych obowiązków patriotycznych należało ignorowanie wytworów kultury Moskali – przetłumaczono ją i opublikowano w ledwie trzy lata po pierwszym petersburskim wydaniu. Nie wiem jak udało się Lermontowowi uchwycić istotę nowego człowieka, zanim jeszcze powstały warunki do jego pełnego rozkwitu, ale zdążył ze swoim proroctwem, tuż przed urodzeniem potworów. Bo pewnie pisał swoje arcydzieło jeszcze przy świecach, albo w najlepszym razie łojowej lampce, ale już za chwilę rozbłysło inne światło, będące oczywiście wielkim dobrodziejstwem ludzkości, ale wydające też skutki uboczne w postaci „jaśnie oświeconych” i to oni teraz rządzą stając się „bohaterami naszych czasów”.

Ledwie trzynaście lat po publikacji powieści Lermontowa nastąpiły wydarzenia dające w perspektywie jego Pieczorinowi możliwości techniczne, stwarzające nieograniczone pole do kultywowania doskonałej  amoralności. 31 lipca 1853r. Ludwik Rydygier w swoim lwowskim szpitalu przeprowadził pierwszą operację przy świetle lampy naftowej.

To był błysk, przenoszący ludzkość w zupełnie inny wymiar. Wyprodukowanie tak wydajnego paliwa, które natychmiast wyparło tłuszcz z nieszczęsnych wielorybów, stworzyło zupełnie inny świat, poruszający się z nieznaną żadnym wcześniejszym pokoleniom prędkością. Ziemia wprawdzie nadal kręci się tak samo wolno jak zawsze ( i oby to się nie zmieniło ), ale to co na niej – już nie. To co na ziemi pędzi, choć nie do końca wiemy dokąd.

W każdym razie Pieczorinowie, czy też może pieczeniarze, świetnie się w tym pędzie urządziwszy, nagle przestraszyli się potopu. Zaleje nas, lodowce płoną, słońce świeci za mocno, wiatry wieją zbyt silnie, a w tym wszystkim szaleją mikroby. Trzeba przeciwdziałać.

Jeszcze się ludzie nie zdążyli dobrze przyzwyczaić do wygód, od lampy naftowej, do energii atomowej i powszechnej motoryzacji, minęły raptem dwa nie najdłuższe życia, a już pod koniec trzeciego musimy to wszystko na śmietnik wyrzucić, bo za gorąco. I może zalać. Pieczorin musi się czymś zajmować, żeby zabić nudę, to zebrał się w kilku na dachu Europy, gdzie jeszcze chyba bywa chłodno ( nie wiem, bo nie byłem ) i wymyślił – koniec tego dobrego, trzeba schładzać.

Owi bogowie nie byliby sobą, gdyby oszustwa nie zaczęli od manipulacji językiem i to na poziomie tak elementarnym, że aż dziw bierze w jaki sposób tak ogromne rzesze ludzi dają się łapać na tak prosty kant. „Cele klimatyczne” w istocie bowiem nimi nie są i to sprawa tak oczywista jak tylko być może. Jeśli bowiem wziąć walutę „brukselskich bogów” za prawdziwą monetę, to ograniczenia emisji, te wszystkie ich „fity”, są wyłącznie środkiem prowadzącym do schłodzenia. Ograniczamy wszystko, bo chcemy obniżyć temperaturę. To jest cel – obniżenie temperatury, a co za tym idzie, przywrócenie, no przynajmniej w Europie – długich, śnieżnych i mroźnych zim. Jeśli się nie uda, to będzie potop. 

O co zatem walczymy, nakręceni przez „bohaterów naszych czasów”? O to, żeby zima zaczynała się na początku listopada, kończyła w kwietniu, a wielkie śniegi i dwucyfrowe temperatury poniżej zera obowiązywały przez co najmniej trzy miesiące w roku. To jest w Europie klimat idealny i na żadne odstępstwa się zgodzić nie można. Czy wyłączywszy wszystko co spala i emituje, ten ideał osiągniemy? Tego nie wiadomo i Pieczorin, który się teraz nazywa Schwab, czy jakoś tak,  też tego nie wie, ale się dobrze bawi i to jest najważniejsze. Bawi się w zapobieganie potopowi i każe sobie za to bardzo dużo płacić. No to płacimy. A jak już osiągnie swoje „cele klimatyczne”, co zapewne dla nas objawi się dawno nie widzianym zamarznięciem Bałtyku, albo chociaż Wisły, to „bogowie” ogłoszą, że jest za zimno, musimy zatrzymać zlodowacenie, ale spokojnie, mamy na to sposób i za stosowną opłatą go wdrożymy. 

Zabawa w ciepło / zimno wydaje się najlepszym spośród Europejczyków przednia, tyle, że jako ludzie nieodmiennie „wybierający przyszłość”, tak skutecznie zapominają o przeszłości, że nie potrafią ustalać związków przyczynowych, a przy tym nie wiedzą, że potopom się nie da ludzką mocą zapobiec, zawsze w jakiejś formie przychodzą, bo nie od nas zależą.

Wtedy jedni budują arkę, inni piszą dyrektywy unijne.

Uwaga śledzie – Szczerba jedzie

15.06. Uwaga śledzie – Szczerba jedzie

15 czerwca, wpis nr 1273

Wybory się odbyły i komisje się skończyły. Trzeba być tak uśmiechniętą Polską, że napięte policzki zasłaniają oczy, by nie widzieć po co to wszystko było z tymi komisjami. Naiwni, tak – naiwni – myśleli, że to spektakl by dojechać PiS. Ale właśnie obrady komisji się zwijają, nie dlatego, że coś tam ujawniły i można już opublikować raport. Nie, one spełniły swą główną rolę, czyli – wypromowały, jak widać skutecznie – swych szefów na europosłów. To dlatego, tak jak Sienkiewicze czy Kierwińskie, nie certolili się w tańcu, bo po nich choćby i POtop. Dostali nagrodę od ichniego suwerena za chamstwo i ***** *** i będą t.ym promieniować gdzie indziej

Robiłem to właściwie nie dla siebie. Może trochę dla Państwa mnie słuchających czy czytających. Może trochę ku pamięci. Chodzi o śledzenie śledczych komisji sejmowych. Jeżeli robiłem to dla Was, to po to, byście nie musieli się w tym babrać, aby poznać istotę miałkości systemu, w którym przyszło nam żyć. To ja – Wasz szambo-nurek schodzę co jakiś czas na dno tego zbiornika nieczystości, siadam tam i obserwuję co się dzieje. Z obrzydzeniem, które każe większości z Państwa tam nie zaglądać, jednak dla mnie ten mój masochizm jest uzasadniony, a właściwie wart mąk, gdyż w tym gnojowisku trzeba posiedzieć, by zejść pod powierzchnię zjawisk, mieć aparaturę odcedzającą nieczystości od znaków czasów. Ja mam taką aparaturkę, gdyż utkałem ją sobie za komuny, wystarczyło tylko sięgnąć do szafy doświadczeń, by wyciągnąć i filtry, ale i cały kombinezon. Bo trzeba go mieć na grzbiecie, by się tym wszystkim nie ubrudzić.
Krótka historia komisji
Właściwie w sensie obioru społecznego to komisje śledcze zaczęły się od komisji Rywina. Tak – to był przełom. Właśnie z powodu (chwilowego tylko) zerwania zasłon otaczających prawdziwe konstrukcje III RP. To tam dowiedzieliśmy się, że taki Urban z Michnikiem to się na kolacyjkach spotykają i to nie od wielkiego dzwonu, by uzgodnić zeznania przed komisją, ale, że to towarzyski obyczaj. Naród zobaczył, że elity nim rządzące to wcale nie podział na przegranych komuchów i zwycięskich opozycjonistów. Komisja ujawniła dwie rzeczy – jednak (wtedy) jakiś poziom merytoryczny, kulturalny i estetyczny prowadzenia obrad takiej komisji, ale i to – co stało się już tradycją pookrągłostołowej Rzeczpospolitej, że – choćby i najciekawsze, najbardziej dociekliwe ustalenia komisji nie prowadzą do żadnych konsekwencji.
Sukces PR-owski komisji został doceniony przez klasę polityczną, co zaciążyło na wieki nad przyszłymi powołaniami ciał podobnych. Komisje przestały służyć do wyjaśniania jakichś afer, tylko do dwóch rzeczy – grillowania aktualnych opozycjonistów oraz do lansowania się członków komisji. I tu jest ciągły ruch pomiędzy tymi ekstremami – raz grillują, a raz się lansują. Dziś przyszły czasy, by się lansowali na grillowaniu.
Istota komisji
Po co są komisje? W Polsce. Jak już napisałem – po te dwie rzeczy: grill i lans. Ale po co są naprawdę, po co się sięga – głównie do amerykańskich – wzorców jej wprowadzenia i prowadzenia?  W sumie komisje są dowodem na… niemoc systemu. Wyjaśniają bowiem kwestie, które jakoś wymknęły się detekcji przynależnej służbom. Są rozwodnionym w permanencji mini Trybunałem Stanu, przed którym stanął w III RP tylko jeden polityk – pan Wąsacz, nie licząc bohaterów afery alkoholowej, kiedy to polityków uwolniono i beknęli tylko jacyś pośledni urzędnicy, z tym, że to „beknięcie” polegało na pozbawieniu ich biernego prawa wyborczego na lat pięć i na tyle samo zakazu piastowania stanowisk kierowniczych. To się pewnie zmartwili… albo i napili. Co do pana Wąsacza, to jego sprawa trwała tak długo, że przedawniła… się. Tak, w Trybunale, który nic poza tym nie miał do roboty.
Ale wróćmy do samej istoty komisji sejmowych. Fakt, że jej obrady są transmitowane przez media jest tu kluczowy. Wystarczy sobie wyobrazić, że nie ma na sali przekaziorów, a już widać, że złamany poseł nie chciałby uczestniczyć w komisji, bo oba motywatory – grill i lans – nie zaistniałyby. Ale popatrzmy na „ideał założycielski”, jakim jest system komisji czy to Kongresu, czy Senatu w USA. Tam oczywiście istnieją wspomniane dwa motywatory, ale główną (jeszcze) ideą jest wytropienie systemowych błędów ustroju, praktyki sprawowania władzy, by nie tylko usunąć z życia publicznego jego deprawatorów politycznych, ale by widzieć ustrojowe niemoce i zdefiniować je poprawnie, na tyle, by je systemowo poprawić. No i od razu widać jak daleko my jesteśmy od tego ideału, do którego odwołują się chętnie „komisarze”.
Historia komisji
No, PiS takie swoje komisje przespał. Ale żyliśmy zdaje się jeszcze w czasach, kiedy „my nie ruszamy waszych, a wy nie ruszacie naszych”. W dodatku Kaczyńskie skupiły się na grillowaniu Tuska, co było tylko uzewnętrznieniem ich błędnej strategii: żeby w niego walić, to się własny twardy elektorat utwardzi, zaś wahacze zobaczą jakie to wilcze oczy ma ten Tusk i że Kaczyński jest przy nim „mniejszym złem”. Inne spotkania pisowskich komisji waliły nudą, Ambera Golda się nie dowiozło, skoro po wielu przesłuchaniach okazało się w raporcie, że „organy państwa nie zadziałały prawidłowo”. Tylko tyle – nie wiadomo nawet KTO to zrobił, o wspomnianych już wnioskach systemowych na przyszłość tym bardziej nie ma co mówić.Tuski z komisji zrobiły sobie stały format rozliczania PiS-u. Ci przynajmniej dowieźli (jedyną) obietnicę swemu elektoratowi. Jak ***** ***, to trzeba zrobić z tego widowisko. Komisje w sensie tematycznym ustawiono… słabo.
Pegasus i kwestie wyborów kopertowych, to – moim zdaniem – strzał w kolano. Afera podsłuchowa ekscytuje tylko ultrasów, a ich to i tak do niczego nie trzeba przekonywać. Tym daje się tylko satysfakcję z sadystycznego (a może i masochistycznego, patrząc na poziom komisji) oglądania tego, na co czekali tyle lat – doginania PiS-u. Wybory kopertowe to… samobój, bo w ich zaistnieniu sama PO odegrała kluczową rolę (nie licząc judasza-Gowina). W tę stronę idzie PiS i wszystkie jego zeznania – jak się komisja zlituje i da odpowiedzieć świadkowi – idą ku temu, że koperty były rozpaczliwym gestem pogodzenia terminów wyborczych z Konstytucji z zagrożeniem śmiertelnym wirusem.
Dwójpolówka plemienna wyszła z tego kompromisem klepnięcia niekonstytucyjnego terminu i porzucenia kopertowych pomysłów: PO to było potrzebne, by podmienić Trzaskowskiego na szorującą po dnie popularności Kidawę, bo bez tej podmianki, przy wyniku Kidawy, PO utraciłaby pierwsze miejsce na podium opozycyjnym na rzecz jakiegoś Hołowni i byłby problem. PiS wolał zmierzonego Trzaskowskiego, z którym wedle badań wygrywał o milion głosów, zaś z takim Hołownią w drugiej turze – gdyby przepadła Kidawa – to nie wiadomo co by się działo z Dudą.
I teraz jeden wspólnik drugiego wspólnika zaciągnął przed wysokie oblicze komisji, gdzie przy przekaziorach grilluje go za wspólne przecież ustalenia. No, cynizm, który przebija tylko powołanie na budowniczego CPK pana Laska, który szefował ruchowi Nie dla CPK.
Komisja ds. wiz to już lepsza sztuczka. Jest ona wymierzona w antyimigrancką narrację PiS-u. Że tu tak na zewnątrz to tacyście niby na nie, zaś wpuściliście do Polski setki tysięcy pigmentopozytywnych, w dodatku za kasę do własnej kieszeni.
Dziś, zgodnie z onucową licytacją, dodano do tego sprowadzanie ruskich agentów. Jednak i tu dochodzi do przegrzania tematu. Bo w sprawie wiz poluje się np. na prezesa Orlenu – Obajtka. Pytacie pewnie – co ma wspólnego Obajtek z wydawaniem wiz? Łańcuszek jest długi i słaby, ale policzmy jego ogniwa. Orlen z Azotami planuje inwestycję i potrzebni do tego są pracownicy. O tych występuje inwestor, do którego konsorcjum i Azoty, i Orlen tylko należą. Zapotrzebowanie jest zgłaszane do państwa polskiego, że szuka się takich to a takich. Pracodawca występuje o pozwolenie na pracę. To wystawia wojewoda, zaś wizę – MSZ. I gdzie tu biedny Obajtek?
Wzmożenie
Komisje w ogóle się wzmogły przed eurowyborami. I znowu wracamy do dwóch motywatorów: grillowania i lansu. To dlatego komisji teraz się narobiło jak grzybów. W dodatku, bez żadnego logicznego uzasadnienia ustala się karkołomne składy świadków. Celujemy wysoko, zamiast szukać prawdy wśród zapraszanych. A to z ich zeznań wynikałaby pewna kolejność dziobania sprawy. A tu się po dwa razy na każdej komisji słucha czy to Kaczyńskiego, czy Morawieckiego. Pretekstem jest „konfrontacja” ich zeznań z zeznaniami wcześniejszych świadków, ale z przebiegu ponownych przesłuchań wcale to nie wynika. Tu mamy pełen grill.Drugi czynnik to lans – wielu z członków komisji kandyduje do Europarlamentu.
I taki na ten przykład – faworyt mój – poseł Szczerba, to musi się nabudować jak wół na komisji, aby ze swego miejsca – numeros piątos – dostać do wymarzonej, jak widać, Brukseli.
Czemu to mój faworyt? Z dwóch powodów – pierwszy to merytoryczny, drugi – z oglądu. Bo muszę państwu powiedzieć, że posła spotkałem w okolicznościach przyrody, i to niesamowitej. Pamiętacie końcówkę 2016 roku? Mieliśmy próbę Ciamajdanu, nieudaną, ale dokonaną. Posłowie opozycji zablokowali mównicę (oj, by sobie z nimi teraz taki Hołownia poradził jednym pstryknięciem, nie to co pisowskie słabeusze) chcąc uniemożliwić posłom Zjednoczonej Prawicy przyjęcie budżetu, co rodziło duże zamieszanie systemowe.
Co tam się działo w świątyni demokracji… śpiewy, kolędy – bo posłowie się poświęcili nawet na Wigilię – cateringi i performance. Pod Sejmem szalał wzburzony tłum, redaktor Lis pisał na swoim TT „Polacy! Trwa zamach stanu!Teraz!!!!!!” plus flagi. We Wrocławiu przechodzący przypadkiem z tragarzami, wtedy szefo Rady Europejskiej, Tusk, czekał na rozwój wydarzeń.Tu się posłowie męczą, aż nadszedł Sylwester. Już było po sprawie, budżet klepnięty w sali kolumnowej, a posłowie opozycji wciąż w okupacji. Nikt im po prostu nie powiedział, że już dawno po wojnie i nie ma co wysadzać tych pociągów, bo nic już po tej trasie nie jeździ. A więc ja, niepomny na wagę spraw państwowych, siedzę sobie na sali balowej w knajpie jeszcze wtedy upadłego, ale już odżywającego Sowy, aż tu nagle na salę wchodzi poseł Szczerba. Mnie zatkało, bo facet się właśnie urwał z rotacyjnej okupacji Sejmu. Ale wcale nie wyszło, że mu się zmiana skończyła, bo mówił, że wraca, tylko, że musi obskoczyć jeszcze kilka balówek. Nie wiem co zbierał – żarcie dla okupantów, czy poparcie, ale wyglądało to na dziwną misję.
Mój faworyt
No, ale przejdźmy do merytoryki mego ulubieńca w dzisiejszym wykonaniu. Jest on członkiem trójki wynalazków przewodzących trzem komisjom śledczym: Sroka w komisji Pegasusa, Joński w sprawie wyborów kopertowych, i nasz Szczerba od wiz. No, panoptikum niekompetencji i chamstwa. Ktoś, kto ich wybierał, to musiał mieć jakiś wisielczy humor, co może przebić tylko pozostawienie Kopaczowej w roli premiera, kiedy Donald wybrał Brukselę, a więc poszlaki prowadzą chyba w jedno miejsce.
Ale zajmijmy się posłem-przewodniczącym, kolegą jak Flip i Flap, tej pary interwencji poselskich, posła Jońskiego z komisji kopertowej.Co my tu mamy? No – wszystko. Błędy językowe, nie tylko te odziedziczone, typu „czy posiada Pan wiedzę”, ale to nagminne błędy w wymowie. Mylenie „tę” z „tą”, to już narodowy rak, ale kwestia wygłosu na głosce „ą”, to już zęby zgrzytają (a nie – zgrzytajom). „Stawił się przed komsjom świadek” czy te „zajmiemy się kwestiom”. Przypomnę – na końcu wyrazu następuje tzw. wygłos. Głoski tracą swoją dźwięczność, jak np. w słowie „gołąb” czytanym jako „gołomp”. W przypadku głosek nosowych, takich jak „ą” czy „ę” na końcu wyrazu przechodzą one w tzw. dyftong, czyli połączenie samogłoski ustnej „a” i „u” w przypadku wygłosu a z kreseczką (czyli wymawia się wtedy „ou”) i „e” oraz „u” w przypadku e z kreseczką (wymowa „eu”). Ale w przypadku ą nie zawsze jest wygłos. Tak jest wtedy kiedy w mowie musimy mieć rozróżnienie między narzędnikiem liczby pojedynczej a celownikiem liczby mnogiej. Wymawia się „zrobiłem to ręką”, ale „to dzieło zawdzięczamy rękom tkaczek”.
Pisze się inaczej i czyta się inaczej. Zaś niedokształceni ludzie mieszają te dwie rzeczy i żal słuchać. A tu pan Szczerba ani razu nie mówił poprawnie.
Ale to nie jest najważniejsze. Polski się zachwaszcza nieuchronnie. Kiedyś to przynajmniej media trzymały poziom, który jakoś oddziaływał na ludność, zwłaszcza młodą. Ale od kiedy każdy influencer może przebić zasięgami niezłą telewizję, to te ich wynalazki przenikają do polszczyzny niezawodnie. I nie ma co tu prawić o dyftongach czy odmianach wśród ludu młodzieżowego, który – założę się – nie odróżnia deklinacji od koniugacji.
Ale obiecałem, że dam coś więcej niż użalanie się nad zagładą języka Jana z Czarnolasu. To były dwie techniki posła Szczerby. Pierwsza to jest „my story”, druga to guzik. Guzik jest prosty – to najczęstsze narzędzie. Wyłącza się mikrofon zadającym pytania, nawet zeznającym świadkom, przerywa się zeznania, wtrąca jakieś nieistotne uwagi po zakneblowaniu świadka. W dodatku pod względem traktowania swoich świadków czy kolegów koalicyjnych z komisji, to tu jest odwrotnie – swobodna wypowiedź.
Jak się widzi tę chamówę, to się nóż w kieszeni otwiera. W końcu – co prawda teoretycznie – komisja śledcza jest po to, by się czegoś tam dowiedzieć. Przewodniczący Szczerba był tak nakierowany na swoją story (o tym zaraz), że przerywa świadkowi, kiedy ten jest bliski zeznania ciekawych rzeczy. Nawet korzystnych dla swoich przeciwników, których poseł Szczerba reprezentuje. A ten nawet nie daje mu samego siebie obciążyć.
„My story”, to też ciekawa postawa, bo techniką to trudno nazwać. Świadkowie nie są zapraszani, by ich odpytywać, ale po to, by członkowie komisji powiedzieli swoje. Normalnie zajęcie stanowiska członków komisji śledczej następuje w raporcie. Ale nie po to są te komisje. Przypomnę – mają grillować przeciwników i lansować swoich. A jak idzie ciężko z pytaniami i odpowiedziami, to trzeba swoje powiedzieć i tak.
A więc mamy cyrk. Kilkunastominutowe tyrady członków komisji czasami nawet nie kończą się zadaniem pytania. Ostatnio pan Szczerba przesłuchiwał… nieobecnego prezesa Obajtka, który ryzykując karę 3 tysi pozbawił posła Szczerbę możliwości lansowania się przed wyborami, na których mu widać zależy, i nie pojawił się na komisji. Ot, i kulig nie udał się. Ale Szczerba zadał mu (?) przygotowane pytania, które składały się z kilkuminutowej tyrady oskarżeń (a przecież komisja jest od tego, by je dopiero udowodnić), nawet nie prowadzących do choćby i retorycznego zadania pytania, bo przecież to wszystko było wpustkę.
Inny poseł, chyba od Hołowni, wymienił wszystkie nieruchomości Obajtka, i tylko brakowało numeru bramy, bo padały miejscowości, ulice, opisy budynków i posiadłości. Normalnie jak za komuny – ludowi się pokazało czego to tam nieobecny nie miał, licząc pewnie na chorobę czerwonych oczu. No, jak się ma taki elektorat…
Można to ukrócić
Dziwię się tylko pisowcom. Przecież to nie ma nic wspólnego z kodeksem postępowania karnego. Świadkom się przerywa, kwestionuje ich prawa, zabrania zgłaszania wniosków, zadaje się pytania typu „co by zrobili, gdyby”, każe oceniać cudze wypowiedzi i dokumenty. Wreszcie – istnieje całe oprzyrządowanie praw świadka, akurat przygotowane na komisje śledcze, które daje prawo odmowy odpowiedzi na zadanie pytanie m.in. wtedy, kiedy zawiera ono tezy, jest przyczynkiem jedynie do wystąpień pytającego.
A tak wygląda 90% przesłuchań tych komisji. Same tezy, wciskanie Tuska w brzuch, naruszanie dóbr osobistych pytanego świadka, komentarze do wypowiedzi, zarzucanie kłamstw, bez żadnych podstaw. A tak w ogóle to pyskówka i kulturowe oraz proceduralne chamstwo, które ma doprowadzać świadków i opozycyjnych członków komisji do emocjonalnych reakcji. Najczęściej zakończonych wydaleniem z obrad. Dziwię się więc, że świadkowie dają się wciągnąć w tę zabawę, bo przecież przy powołaniu się na takie okoliczności zarówno publiczność, jak i ewentualne sądy ciągające za nieuzasadnioną odmowę zeznań, uznaliby takie zachowanie za uzasadnione.Komisje śledcze, zwłaszcza te z czasów koalicji któregoś tam dnia, któregoś miesiąca – tu też mamy spór, kalendarzowy – to kpina z ich istoty. Nic nie wyjaśnią, nie od tego są. W tym wypadku, poprzez agresję i chamstwo dają tylko satysfakcję swemu elektoratowi, i to jego szczególnie ekstremalnej frakcji. Resztę widowni odstraszają, a więc są kontr-produktywne, nawet dla ich autorów. Bo jak odstraszają, to są tylko widowiskiem dla jebaćpisów. Nikogo innego do niczego nie przekonają.

Paradoksalnie – są jednak elementem wyławiania błędów ustrojowych. Ale nie „w temacie” swoich obrad. To jest pokaz niedowładu „tego kraju”, który nigdy się nie uleczy, skoro z potencjału lekarstwa robi tylko narkotyk dla ekscytowania coraz to mniej licznych, ale coraz to bardziej zawziętych ultrasów. Sprawy pozostaną niezałatwione. Może się tam i kogoś przymknie, ale jak minęły wybory to i tempo spadnie, i popularka. Igrzyska nie będą już (tu) potrzebne, przedwyborcze motywacje się wypaliły. Trzeba będzie wrócić do strategii „jedna wrzutka dziennie”, tylko po to by wspomnianymi igrzyskami przykryć generalnie braki w chlebie. A z burczącym brzuszkiem to jest tak, że jego odgłosy są w stanie zagłuszyć największe propagandowe tuby. A, że się taki poseł Szczerba czy Joński tak wylansowali, iż lud ich zabrał w nagrodę do Brukseli, to może i dla Polski… dobrze.
Napisał 
Jerzy Karwelis
Wszystkie wpisy na moim blogu „Dziennik zarazy”.

Hodowla durni

15 czerwca 2024 r. | Nr 23/2024 (675)
Hodowla durni
       Szanowni Państwo!
    Jak poznać z jakim ustrojem mamy do czynienia? Po problemach jakie mają do rozwiązania społeczeństwa. Te wolne rozwiązują problemy stwarzane przez środowisko naturalne w jakim żyje. W systemach totalitarnych, to władza stwarza problemy, które usiłuje później „dzielnie” rozwiązywać, najczęściej z marnym skutkiem, bo władzę w takim systemie  stanowią dranie i durnie nie znający się na  niczym, prócz „demolki”.
       Unia Europejska jest najlepszym przykładem wylęgarni absurdów takich jak chociażby zakrętki do butelek na uwięzi. Tylko patrzeć, jak następni lobbyści zaproponują obowiązkowe dołączanie do każdej butelki małych nożyczek umożliwiających odcinanie korka na uwięzi.
       To, co jeszcze wczoraj było niewyobrażalnym absurdem, z dnia na dzień staje się unijną dyrektywą. Następna ma podobno dotyczyć zakazu umieszczanie papieru toaletowego w publicznych WC. To akurat wydaje się mieć sens, bo umożliwiłoby sprzedaż Gazety Wyborczej.
       Tusk, niezależnie od motywów jakimi się kieruje, zrobi wszystko, żeby Niemcom dogodzić, co już wielokrotnie udowodnił. Polska jest przeznaczona do zatopienia przez falę barbarzyńców w tym celu sprowadzanych i szkolonych przez GRU. Zielony jad, czy nieład dzieła dokończy.
       Czy można temu zaradzić? Można. Władza totalitarna hoduje durni, bo nimi najłatwiej sterować. Normalni Polacy zadbają o kształcenie nowych, prawdziwych elit. Chcemy być sterowani przez ludzi mądrych.
Z pozdrowieniami
Małgorzata Todd

Israel Agrees to a Ceasefire… as Long as It Can Keep Fighting.

Israel Agrees to a Ceasefire… as Long as It Can Keep Fighting.

Mike Whitney • June 14, 2024 unz.com/mwhitney/israel-agrees-to-a-ceasefire-as-long-as-it-can-keep-fighting

Good news! Israel has agreed to accept Biden’s ceasefire deal as long as it can keep fighting. This is from CNN:

Israeli statement on Tuesday indicated it was poised to formally sign up to the current ceasefire plan for Gaza, while at the same time maintaining the freedom to keep fighting. CNN

Can you see how absurd this is? It’s like the fat man who agrees to go on a diet as long as he can still eat as much as he wants. It’s nonsense.

A ceasefire is a ceasefire. It is the termination of hostilities and an end to the fighting. Period. Israeli’s lawyerly wordplay does not change the meaning of the word or twist it to fit Israel’s strategic agenda. It is semantical gymnastics intended to hoodwink the public.

We shouldn’t have to point this out, but the media appears to be pressing the issue by carefully rephrasing Israel’s deliberate misunderstanding of what “ceasefire” means. Now –in the last 24 hours– they have slightly modified their approach again to better conceal their trickery. Now, instead of saying that a ceasefire allows them “the freedom to keep fighting”, they’re saying that “the ceasefire plan enables its war goals.”

There’s a subtle difference, but the meaning is the same. Israel wants to continue slaughtering civilians while saying they are in compliance with the ceasefire. It boggles the mind to think they’d put so much effort into finding a benign phrase for ‘continuing the killing’.

So, what’s really going on behind this misleading language?

That’s easy. Israel wants it to look like they’re cooperating with the Biden-backed ceasefire deal while continuing their military operation in Gaza. That’s it in a nutshell. Take a look at this Tuesday article at Newsweek:

Amid conflicting narratives over U.S. President Joe Biden’s latest push for a ceasefire… an Israeli official has told Newsweek that the U.S. proposal aligns with Prime Minister Benjamin Netanyahu’s goal of inflicting a lasting, decisive defeat against the Palestinian movement.

“Israel will not end the war before achieving all its war objectives: destroying Hamas’ military and governing capabilities, freeing all the hostages and ensuring Gaza doesn’t pose a threat to Israel in the future,” the Israeli official told Newsweek on background.

“The proposal presented enables Israel to achieve these goals and Israel will indeed do so,” the Israeli official said. Israel Official Says Biden Ceasefire Plan Allows IDF to Destroy Hamas, Newsweek

Obviously, the ceasefire proposal does NOT align with Netanyahu’s plan to keep fighting or it wouldn’t be a ceasefire. Right?

But the foofaraw over the meaning of “ceasefire” is just one of many cringe-worthy particulars linked to Biden’s ham-fisted Gaza policy. There’s also the administration’s wacko messaging problem. For example, on Tuesday:

Joe Biden announced that the ceasefire resolution (approved by the Security Council on Monday) was “Israel’s proposal.”

Also, on Tuesday, Secretary of State Anthony Blinken said the ceasefire resolution was “Israel’s proposal.”

U.S. National

Judenrat kontynuuje tradycje żydowskich arywistów

Judenrat kontynuuje tradycje żydowskich arywistów

16.06.2024 Stanisław Michalkiewicz nczas/judenrat

Niepodobna nie zauważyć, że Judenrat „Gazety Wyborczej” kontynuuje tradycje żydowskich arywistów, których Stalin wysłał do Polski, by tresowali nasz mniej wartościowy naród tubylczy do komunizmu. Józef Stalin uważał bowiem, że komunizm pasuje do Polaków jak siodło do krowy, więc przysłani do Polski Żydowie mieli jedno z drugim dopasować. Toteż jedni kierowali Ministerstwem Bezpieczeństwa Publicznego, czyli tak zwanym „resortem”, a z kolei innym Stalin powierzył sprawowanie w Polsce rządu dusz.

Jedni zostali postawieni na odcinku terroru, podczas gdy drudzy Żydowie – na odcinku duraczenia. Gwoli duraczenia powstała cała rozbudowana struktura, przy której Fundusz Sprawiedliwości, o którym dzisiaj tak głośno, to jest jakiś Liliput przy Guliwerze. Na czele aparatu duraczenia została postawiona Polska Akademia Nauk, która – mimo sławnej transformacji ustrojowej – nadal pozostaje wierna swemu pierwotnemu przeznaczeniu. Ważną rolę odgrywał też Główny Urząd Kontroli Prasy, Publikacji i Widowisk, czyli tak zwana „cenzura”, której obecnie już „nie ma”, podobnie jak Wojskowych Służb Informacyjnych albo izraelskiej broni jądrowej. O ile PAN miała za zadanie przygotowanie rewolucyjnej teorii duraczenia, to „cenzura” była jej pasem transmisyjnym do bezpośrednio duraczących, czyli mediów głównego nurtu, które zajmowały się już rewolucyjną praktyką.

Rewolucyjna praktyka, zgodnie z przykazaniami Lenina („odchodząc od nas nakazał nam towarzysz Lenin umacniać organizacyjną funkcję prasy – mówił Józef Stalin podczas pogrzebu Lenina i dodawał: przysięgamy ci towarzyszu Leninie, że wiernie wypełnimy również i to twoje przykazanie). I właśnie w tej dziedzinie zaznacza się kontynuacja dzieła żydowskich arywistów w dziele duraczenia mniej wartościowego narodu tubylczego. Z tego powodu zarówno wtedy, jak i teraz Judenrat „Gazety Wyborczej” za swojego głównego przeciwnika uznaje „reakcyjny kler”, przeciwko któremu próbuje obracać opinię publiczną.

Czyni to dość zręcznie, skrupulatnie ukrywając, o co chodzi mu naprawdę, toteż koncentruje się na przypisywaniu „reakcyjnemu klerowi” rozmaitych sprośnych łajdactw Niebu obrzydłych, wśród których na plan pierwszy wysuwa się molestowanie. Stanowiący publiczność Judenratu tubylczy mikrocefale lubią bowiem ekscytować się tak zwanymi „momentami”, co sprawia, że tematyka dobrze się sprzedaje, ale te „momenty” – w ramach wychowawczej funkcji prasy – Judenrat zaprawia tak zwanym „smrodkiem dydaktycznym”, dzięki któremu mikrocefale odczuwają zarówno dreszczyki, jak i umacniają się w poczuciu wyższości nie tylko nad „reakcyjnym klerem”, ale jego logistycznym zapleczem, które przy okazji jest drenowane z pieniędzy przez prawdziwe lub urojone ofiary molestowania, co to nauczyły się, że „z wszystkiego można szmal wydostać, tak jak za okupacji z Żyda” przy pomocy zaangażowanych mecenasów i zblatowanych niezawisłych sądów, które potrafią puścić z torbami każdego, kogo nieubłaganym palcem wskażą im oficerowie prowadzący z watahy starych kiejkutów, lub jakiejś innej.

Ale przemysł molestowania, w którym Judenrat uczestniczy w charakterze naganiacza, organizuje gniew zagniewanego ludu, umiejętnie dodając dramatyzmu opowieściom rozmaitych ofiar, które na ogół nie wyglądają na specjalnie wiarygodne. Jeśli na przykład jakiś dorosły jegomość przypomina sobie, jak to przez kilka lat dzień w dzień nieprzerwanie był „gwałcony”, dzięki temu że się gwałcicielowi swemu regularnie nadstawiał, albo że jakaś panienka była „więziona”, a jednocześnie regularnie chodziła do szkoły, mimo „złamania miednicy” podczas jakiegoś szczególnie intensywnego spółkowania, to bez „dramatyzmu” trudno w takie rzeczy uwierzyć, nie będąc mikrocefalem. Mikrocefale natomiast wierzą we wszystko, co tam Judenrat dla nich przygotuje i w ten sposób – jak to się mówiło przed wojną w sferach kupieckich – biznes sze kręczy.

Jednak organizatorskie ambicje Judenratu idą jeszcze dalej, w czym też dostrzegamy kontynuację. Kiedy za pierwszej komuny nie udało się wytrzebić z mniej wartościowego narodu tubylczego zamiłowania do uroczystości religijnych, jak np, chrzest, bierzmowanie czy zawarcie małżeństwa, ówczesny Judenrat skupiony wokół „Trybuny Ludu” urządził przy KC PZPR specjalną komórkę do wymyślania obrzędowości świeckiej. Tam semiccy i aryjscy mełamedowie, viribus unitis wymyślali rytuały „nadania imienia” bądź „wręczania dowodziku osobistego”, jak i tak zwane „śluby cywilne” czy świeckie pogrzeby. Wszystko to było rodzajem niezamierzonej parodii obrzędów religijnych, bo żydowscy handełesowie, nawet jeśli zajmują się akurat nie handlem śledziami, tylko obrzędowością świecką, nie są w stanie wyjść poza tandetę.

I oto Judenrat „Gazety Wyborczej”, w ramach uprawiania organizacyjnej funkcji prasy, właśnie ogłosił nową inicjatywę w postaci namiastki religijnego obrzędu Pierwszej Komunii Świętej. Artyleryjskie przygotowanie do zniechęcenia mikrocefali do uczestnictwa w tych obrzędach zostało przeprowadzone już wcześniej, w postaci kampanii przeciwko pierwszej spowiedzi dzieci. Wyróżniła się tu para faworytów Judenratu w osobach pani prof. Katarzyny Popiołek i byłego jezuity pana Stanisława Obirka.

Dołączył tego grona przewielebny ksiądz Adam Boniecki z „Tygodnika Powszechnego”, w którym dzisiaj rej wodzą mikrocefale pobożni. To znaczy – pobożni są teraz, bo do 2007 roku „Tygodnik” był współwłasnością grupy ITI, założonej przez wywiad wojskowy za pieniądze ukradzione z Funduszu Obsługi Zadłużenia Zagranicznego jeszcze za komuny, gwoli stworzenia medialnego holdingu dla politycznych i – nazwijmy to – duchowych potrzeb starych kiejkutów i ich konfidentów. W 2007 roku stare kiejkuty, najwyraźniej uznając, że świadoma dyscyplina zatriumfowała w „Tygodniku” na dobre, podarowały wszystkie swoje udziały spółce „Tygodnik Powszechny”, która już spółkuje na własną rękę.

Więc ostatnio Judenrat zaproponował, by zamiast Pierwszej Komunii, gdzie trzeba się spowiadać, wskutek czego dzieci cierpią niewymowne katiusze, urządzać „postrzyżyny-zapleciny”. Chodzi o to, by mikrocefalne dzieci też miały pretekst do otrzymania prezentów. A sam rytuał postrzyżyn-zaplecin? No, tego możemy się domyślać; dzieciom w pewnym wieku zaczynają wyrastać włosy, które w związku z tym trzeba rytualnie przystrzyc, a potem, w ramach „zaplecin” dosztukować je w postaci tresy do włosów na głowie. Z pozostałej reszty – jak to radzi popularna francuska piosenka – można zrobić szczotki.

Konferencja klimatyczna w Sejmie. Braun: Żebyśmy tę doktrynę mogli złożyć nie do grobu, ale na śmietnik historii.

Konferencja klimatyczna w Sejmie. Braun: „Nie zajmujmy się negocjowaniem z terrorystami”

To zmierza po prostu, jak każdy system totalitarny, do masowych zbrodni

—————————————

15.06.2024 konferencja-klimatyczna-w-sejmie-braun

W sobotę w Sejmie odbyła się konferencja dotycząca tzw. polityki klimatycznej. Mimo wcześniejszych zapowiedzi, nie pojawiła się na niej minister klimatu Urszula Zielińska. Głos zabierał m.in. europoseł Konfederacji Grzegorz Braun.

Konferencja pod hasłem „Zmiany klimatu. Polityka a nauka” została zorganizowana w ramach posiedzenia Parlamentarnego Zespołu ds. Gwarancji Własności i Wolności Gospodarczej Polaków.

Mówiąc o zielonej ideologii, poseł Grzegorz Braun stwierdził, że „chciałby życzyć sobie i wszystkim Państwu, (…) żebyśmy mogli nasz sprzeciw wobec tej wrogiej ludzkości, ludzkiej wolności, majętności, ludzkiej godności, której przecież nie ma bez poszanowania tradycji, bez prawa do prywatności, żebyśmy tę doktrynę mogli złożyć nie do grobu, ale na śmietnik historii, tak jak stało się to z tamtą komuną, którą część z nas pamięta jeszcze z autopsji”.

– I ci, którzy z autopsji pamiętają, pojmują, że nie ma ani żadnego nadużycia, ani też nie ma niedokładności w tej analogii, którą ja na użytek właśnie świeżo zakończonej kampanii wyborczej, formułowałem dwoma hasłami: precz z komuną, precz z euro-komuną. Okazjonalnie dodawałem jeszcze precz z żydokomuną, bo wydaje mi się, że to dopiero jest komplet – wskazał europoseł Konfederacji.

Zwrócił uwagę, że ta doktryna „ma charakter quas-religijny. Jest to kult”.

– Tam, gdzie ludzie przestają wierzyć w Pana Boga, zaczynają wierzyć w byle co. I otóż komuna i eurokomuna rugująca z centrum i usuwająca z fundamentów naszego życia publicznego, zbiorowego, państwowego, międzynarodowego, usuwająca ten istotny fundament, opokę chrześcijaństwa, ta komuna oczywiście musi podstawić w to miejsce jakieś kulty fałszywe, oparte na urojeniach. I tak rzeczywiście, jak za tamtej sowieckiej czerwonej komuny, sprawiedliwość społeczna i pogoń za jej mirażem usprawiedliwiała wszystko i miała być wytłumaczeniem każdej niegodziwości, każdej nielogiczności, każdego bezsensu i każdej zbrodni, tak dzisiaj pogoń za urojoną bezemisyjnością i zrównoważonym rozwojem to ma usprawiedliwić wszystko zaznaczył.

– Chciałbym zwrócić uwagę na to, że to jest – tak jak tamta komuna – system, z którym nie można i nie należy negocjować. Nie należy negocjować z terrorystami i nie należy negocjować z ekoterrorystami – dodał Braun.

– Nie należy negocjować zakresu naszej wolności do wypowiadania się na te tematy i nie należy negocjować zakresu naszej wolności decydowania o naszym życiu, o naszym domostwie, naszej gminie, naszym państwie, bo kiedy tylko zaczynamy negocjować już jesteśmy zgubieni – powiedział.

Wskazał, że piewcy zielonej ideologii „nie są tacy znowu w ciemię bici”.

– Oni mają na swoje posyłki, mają na gwizdnięcie rozmaite autorytety medialne, ten cały konsensus naukowy, ale ci, którzy płacą sowicie tym łajdakom, którzy tworzą naukowe teorie, dorabiają do rozboju grabieży zuchwałej, bo to jest przecież grabież zuchwała i naruszenie miru każdego z naszych domostw. To w ogóle jest cały katalog przestępstw kodeksowych. To, czym jest w praktyce walka z globalnym ociepleniem, walka o bezemisyjność, to jest cały długi katalog przestępstw kodeksowych i konstytucyjnych deliktów – dodał.

Braun podkreślił, że „znika prywatność, znika tajemnica i handlowa, i tajemnica lekarska”. Jak dodał, „wszystko jest po to, żeby system zracjonalizować, jest scyfryzowane i wszyscy są w systemie i w związku z tym nie ma żadnej tajemnicy, skoro każdy lekarz, cieć, policjant, polityk spod palca może wydobyć dowolne dane na temat naszego stanu zdrowia i na temat stanu naszego domostwa”. – Czy mamy tam nasz dom obłożony dostatecznie grubą warstwą styropianu, żeby Greta Thunberg nie budziła się z krzykiem i żeby prezydent Trzaskowski w Warszawie był spokojniejszy o los płonącej planety – dodał.

– Do czego to zmierza? Chciałbym podzielić się przekonaniem, że to jednak zmierza po prostu, jak każdy system totalitarny, do masowych zbrodni ocenił polityk.

– Nie miejmy wątpliwości, że w momencie, w którym państwo przejmuje stery i wszystko dzieje się w państwie i nic poza państwem, niektórzy stracą przedwcześnie życie. I z tego powodu (…) nie należy negocjować z ekoterrorystami, i z tego powodu, uwaga, instytucje, które projektują na nas tego typu doktryny, powinny być zwalczone i skutecznie obalone. Obalone, nie remontowane, nie dokręcane śrubki, bo może trzeba to jakoś inaczej skalibrować i wtedy na przykład Eurokołchoz będzie produkował lepsze projekty i zaproponuje nam lepszą zmianę naszego życia. Ja sądzę, że jesteśmy w takim momencie, w którym trzeba powiedzieć, że instytucja i system, który wyszedł do nas z ofertą bezemisyjności, redukcji emisji, handlu emisjami z Zielonym Ładem, dyrektywą budynkową i na dokładkę jeszcze paktem migracyjnym, to jest organizacja wroga. Po prostu wroga – ocenił Braun.

– Nie organizacja, która popadła w jakieś błędy i wypaczenia, prawda, stalinowskie, które jak się wyeliminuje, towarzysz Chruszczow z towarzyszem Malenkowem, jak się za to wezmą, to będzie lepiej, prawda? Lepiej już było, Szanowni Państwo. Nie zajmujmy się negocjowaniem z terrorystami, nie zajmujmy się dyskutowaniem z wariatami, ponieważ za ich plecami stoją prawdziwi gangsterzy, brońmy się, a nie możemy się bronić inaczej niż dążąc do zneutralizowania źródeł zagrożeń – wskazał.

– Jeśli w tym roku Zielony Ład i dyrektywa budynkowa i pakt migracyjny i to wszystko się zbiega, no to gdyby nawet odtrąbili tutaj taktycznie odwrót i gdyby nawet z tego się wycofali eurokomuniści, klimatyści, no to z czym wyjdą w przyszłym roku? Z czym wyjdą w przyszłym roku i czy w przyszłym roku my będziemy z naszej strony na tyle zorganizowani i na tyle zdeterminowani, żeby móc się oprzeć następnym, nowym, lepszym projektom budowy nowego, wspaniałego świata? Sądzę zatem, że eurokołchoz powinien być zniszczony. Sądzę zatem, że nie należy leczyć się objawowo tylko u korzenia, a jeśli trzeba, to nawet od czasu do czasu wyrwać ząb – zakończył Grzegorz Braun.

Wygasła umowa petrodolara z Arabią Saudyjską: Parcie do wojny jest tego konsekwencją?

Wygasła umowa petrodolara z Arabią Saudyjską: jakie będą konsekwencje?

Poziom życia w USA został sztucznie podniesiony przez status dolara jako globalnej waluty rezerwowej, ale co się stanie, gdy ten status się rozpadnie?

DR IGNACY NOWOPOLSKI JUN 15
 
READ IN APP
 

Tzw. petrodolar odnosi się do roli dolara amerykańskiego jako waluty wykorzystywanej w transakcjach związanych z ropą naftową na rynku światowym. Porozumienie to ma swoje korzenie w latach 70. XX wieku, kiedy Stany Zjednoczone i Arabia Saudyjska zawarły porozumienie wkrótce po tym, jak Stany Zjednoczone odeszły od standardu złota, co miało dalekosiężne konsekwencje dla gospodarki światowej. 

„W historii finansów globalnych niewiele umów przyniosło tyle korzyści, ile pakt petrodolara przyniósł amerykańskiej gospodarce”.

Hoffman wyjaśnia, że ​​porozumienie petrodolarowe, sformalizowane po kryzysie naftowym w 1973 r., przewidywało, że Arabia Saudyjska będzie wyceniać eksport swojej ropy wyłącznie w dolarach amerykańskich, a nadwyżki dochodów z ropy będzie inwestować w amerykańskie obligacje skarbowe.

W zamian Stany Zjednoczone zapewniły królestwu wsparcie militarne i ochronę. To rozwiązanie było sytuacją korzystną dla obu stron; Stany Zjednoczone zyskały stabilne źródło ropy naftowej i  rynek zmonopolizowany dla swojego długu , podczas gdy Arabia Saudyjska zapewniła sobie bezpieczeństwo gospodarcze i ogólne. 

W obliczu wygaśnięcia umowy Stany Zjednoczone nie będą już miały struktury wsparcia finansowego umożliwiającej obsługę ich ogromnego długu publicznego wynoszącego 34,5 biliona dolarów. Dolar upadnie, to tylko kwestia kiedy, a nie czy.

Ta nowa rzeczywistość gospodarcza, w której narody świata kręcą nosem w stronę dolara, reprezentuje zmianę tektoniczną w światowym porządku gospodarczym. I w tym leży prawdziwy powód chęci waszyngtońskiego establishmentu do rozpoczęcia III wojny światowej z Rosją. Ci, którzy najbardziej skorzystali na układzie niekończących się wojen finansowanych z niekończącym się długiem, widzą, że ich zabawa dobiegła końca. Postronni obserwatorzy po raz pierwszy mogą dostrzec w centrum uwagi potencjalny koniec amerykańskiego imperium. Czas pokaże, czy tak się stanie, czy nie, ale co do tego nie ma wątpliwości: żadne imperium w historii nie upadło bez walki.

Jeśli nadal żyjesz w zaprzeczaniu zreczywistości, czas się obudzić. Czas przygotować się do wojny. Rządy Niemiec i Wielkiej Brytanii już mówią swoim obywatelom, aby przygotowali się do wojny z Rosją, ale skorumpowany reżim Bidena milczy w tej sprawie, nawet jeśli w dalszym ciągu szturcha niedźwiedzia coraz większą ilością broni wysyłanej w celu zabijania Rosjan na Ukrainie, a teraz daje nawet zielone światło Ukrainie na użycie amerykańskiej broni do uderzenia w serce Rosji.

Żadne wybory i żaden polityk nas nie uratuje. Padnijmy więc na kolana i módlmy się o pokój, przygotowując siebie i nasze rodziny na nadchodzące trudne czasy.

Hoffman wyjaśnia, że ​​nakazując sprzedaż ropy w dolarach amerykańskich, porozumienie z Arabią Saudyjską podniosło status dolara jako światowej waluty rezerwowej, dodając:

„To z kolei wywarło głęboki wpływ na gospodarkę USA. Globalny popyt na dolary na zakup ropy pomógł utrzymać silną walutę, dzięki czemu import jest stosunkowo tani dla amerykańskich konsumentów. Ponadto napływ kapitału zagranicznego do amerykańskich obligacji skarbowych przyczynił się do niskich stóp procentowych i silnego rynku obligacji”.

W swojej książce  Bonfire of the Sanities z grudnia 2023 r . menedżer ds. inwestycji David Wright argumentuje, że siła dolara jest kluczowym czynnikiem stojącym za wysokim standardem życia w Ameryce. Wright twierdzi, że powodem, dla którego mieszkańcy USA cieszą się „tak wysokim poziomem życia jest mocny dolar”. Siła ta wynika w dużej mierze z postrzeganej wiary w amerykańską gospodarkę, „oraz z faktu, że energii nie można kupić bez dolarów amerykańskich”.

Należy zgodzić się z Hoffmanem, gdy mówi: „To wygaśnięcie ma daleko idące konsekwencje, ponieważ może potencjalnie zakłócić globalny porządek finansowy”.

Umowa między USA a Arabią Saudyjską wygasła 9 czerwca 2024 roku.

Oznacza to, że dolar teraz spadnie lub będzie pływał o własnych siłach. Problem w tym, że nie ma już żadnych zalet. Amerykańska waluta została uwolniona kilkadziesiąt lat temu od standardu złota i po raz pierwszy od ponad 50 lat nie będzie też oparta na ropie.

W międzyczasie amerykańscy politycy lekkomyślnie zaciągnęli bezprecedensowy dług, którego nigdy nie będzie można spłacić. Bankierzy centralni zawsze dostaną swoje. Stąd potrzeba resetu. Nowy system nie powstanie bez bólów porodowych, a jednym z nich jest wojna. Tak, globalne resety mogą być nieuporządkowane, a zaraz przekonamy się, jak bardzo chaotyczne będzie on chaotyczny .

„Polityczne trzęsienie ziemi we Francji”..

„Polityczne trzęsienie ziemi we Francji”. Ludzie wyszli na ulice. FSU wzywa do kolejnych demonstracji

IAR, oprac. Izabela Alberczyk 10.06.2024 gazeta/podwojne-polityczne-trzesienie-ziemi-we-francji

Plac Republiki w Paryżu wypełnił się demonstrantami po wstępnych wynikach wyborów do Parlamentu Europejskiego i idącą w związku z tym zapowiedzią Emmanuela Macrona. Zdaniem organizacji związkowej FSU we Francji trwa „podwójne polityczne trzęsienie ziemi”, a eksperci wyjaśniają, że będzie to miało negatywny wpływ dla Polski.

Francja. Demonstracja na placu Republiki w Paryżu po ogłoszeniu wstępnych wyników do Parlamentu Europejskiego

Prezydent Francji Emmanuel Macron w niedzielę 9 czerwca ogłosił, że rozwiązuje parlament i zapowiedział przedterminowe wybory. Jest to reakcja na wyniki sondażu do Parlamentu Europejskiego, w których „skrajnie prawicowa partia”, Zjednoczenie Narodowe RN związana z Marie Le Pen, uzyskała rekordowy wynik wynoszący ponad 31,5 procent głosów. Decyzja wywołała sprzeciw ludności, która zademonstrowała swoje niezadowolenie.

[logika tych żydków: partia, która reprezentuje 31% Francuzów – jest „skrajnie prawicowa”… A ta „ludności„…. Nie lubią już swojej ulubionej „demokracji” MD]

====================

[Opuszczam bełkocik lewacki, można znaleźć w oryginale. Ale poniżej suche liczby:]

Wstępne wyniki wyborów do Parlamentu Europejskiego we Francji prezentują się następująco:

  • RN – Rassemblement national 31,50 procent;
  • Besoin d’Europe – Coalition Besoin d’Europe 14,50 procent;
  • Réveiller l’Europe – Coalition Réveiller l’Europe 14,00 procent;
  • LFI – La France Insoumise 10,10 procent;
  • LR – Les Républicains 7,20 procent;
  • LE – EELV – Les Écologistes – Europe Ecologie Les Verts 5,50 procent
  • La France fière – Coalition La France fière 5,30 procent;
  • Gauche Unie – Coalition Gauche Unie 2,30 procent;
  • AR – Alliance Rurale 2,20 procent;
  • PA – Parti Animaliste 2,00 procent;
  • UPR – Union Populaire Républicaine 1,00 procent;
  • L’Europe ça suffit – Coalition L’Europe ça suffit 1,00 procent;
  • NPA – Nouveau Parti Anticapitaliste 0,20 procent
  • Inne partie – 3,20 procent.

Niemcy zawróciły na terytorium Polski ponad 3,5 tysiąca cudzoziemców

14 czerwca 2024 pch24/niemiecka-zawrocila-na-terytorium-polski

Strona niemiecka zawróciła na terytorium Polski ponad 3,5 tysiąca cudzoziemców

(Polsko-niemieckie przejście graniczne Słubice -Frankfurt nad Odrą. Fot. Łukasz Dejnarowicz / Forum)

Od początku roku 2024 do końca maja na całej zachodniej granicy Polski strona niemiecka zatrzymała 7371 cudzoziemców próbujących nielegalnie przekroczyć granicę polsko-niemiecką – podał w piątek Lubuski Urząd Wojewódzki.

Strona niemiecka zawróciła na terytorium Polski 3 578 osób, z czego 2 238 to obywatele Ukrainy. Czynności administracyjne wszczęto wobec 549 osób.

Dane pochodzą z Polsko-Niemieckiego Centrum Współpracy Służb Policyjnych, Granicznych i Celnych w Świecku.

Szpital od dwóch lat ponosi koszty leczenia murzyna z Zimbabwe.

Nieubezpieczonego pacjenta z Afryki nie ma gdzie przekazać. Szpital od dwóch lat ponosi koszty rynekzdrowia.pl

Autor: oprac. MCD • Źródło: Rynek Zdrowia, TOK FM

Szpital kliniczny nr 4 w Lublinie zapłacił ponad milion złotych za leczenie pacjenta z Zimbabwe, który nie jest ubezpieczony. W Szpitalu Uniwersyteckim w Krakowie zadłużenie cudzoziemców wobec placówki sięga już dwóch milionów, a w Radomskim Szpitalu Specjalistycznym wzrosło rok temu o 50 tys. zł. To problem systemowy, nie ma w Polsce stosownych rozwiązań prawnych – wskazują eksperci w rozmowie z TOK FM.

  • Na antenie radia TOK FM pracownicy Samodzielnego Publicznego Szpitala Klinicznego Nr 4 w Lublinie opowiedzieli historię studenta z Zimbabwe, który prawie dwa lata temu uległ wypadkowi. Trafił w ciężkim stanie do szpitala, gdzie przebywa do dzisiaj. Nie chodzi, nie mówi, potrzebuje stałej opieki, ale nie ma go gdzie przenieść
  • A koszty szpitala rosną. Wydatki na opiekę nad pacjentem przekroczyły już milion złotych. Z niezapłaconymi rachunkami za leczenie cudzoziemców zmagają się praktycznie szpitale w całej Polsce  – Kwoty na niezapłaconych rachunkach wahają się od 100 zł do nawet pół miliona złotych za osobę – wylicza w TOK FM Maria Włodkowska, rzeczniczka Szpitala Uniwersyteckiego w Krakowie

Kto zapłaci za leczenie pacjenta z Zimbabwe? Koszty opieki przekroczyły milion zł

Historię 27-letniego pacjenta z Zimbabwe, który prawie dwa lata temu trafił po wypadku do Samodzielnego Publicznego Szpitala Klinicznego Nr 4 w Lublinie, nagłośniło radio TOK FM. Mężczyzna przebywał w Polsce legalnie, miał wizę i był studentem. W 2021 roku uległ jednak poważnemu wypadkowi samochodowemu. Najpierw przebywał na oddziale intensywnej terapii. Od stycznia 2022 roku hospitalizowany jest w klinice neurologii. Nie chodzi, nie mówi, choć jego stan jest ciężki, to jednak stabilny i mógłby zostać ze szpitala wypisany. Potrzebuje jednak stałej opieki, ale nie ma go gdzie przenieść. A koszty szpitala rosną. 

– Żadna instytucja nie chce z nami rozmawiać, bo nie ma gwarancji finansowania pobytu tego pacjenta. Każdy inny, który miałby PESEL i ubezpieczenie, byłby przeniesiony do Zakładu Opiekuńczo-Leczniczego. Na ten moment, w tym przypadku nie ma takiej możliwości – mówił na antenie radia prof. Konrad Rejdak, kierownik klinicznego oddziału neurologii SPSK Nr 4 w Lublinie. 

Szpital prosił o wsparcie Ambasadę Zimbabwe w Berlinie, kontaktował się też z rodziną pacjenta, ale ta nie wykazała chęci przejęcia nad nim opieki. 

Wojewoda lubelski Lech Sprawka szukając rozwiązania z sytuacji miał zwrócić się do Ministerstwa Zdrowia, ale otrzymał odpowiedź, że nie ma podstaw prawnych do sfinansowania przez resort kosztów świadczeń udzielonych cudzoziemcowi. 

Tymczasem wydatki na opiekę nad pacjentem przekroczyły już milion złotych. Z niezapłaconymi rachunkami za leczenie cudzoziemców zmagają się praktycznie szpitale w całej Polsce. 

Szpitale leczą i liczą straty. „Nie mamy polityki migracyjnej” 

Jak podaje TOK FM, w Szpitalu Uniwersyteckim w Krakowie zadłużenie cudzoziemców wobec placówki sięga już dwóch milionów, a w Radomskim Szpitalu Specjalistycznym tylko rok temu koszt 17 niezapłaconych przez obcokrajowców faktur wyniósł 50 tys. zł (w pierwszym półroczu tego roku wzrósł o kolejnych ponad 10 tys. złotych). 

– Kwoty na niezapłaconych rachunkach wahają się od 100 zł do nawet pół miliona złotych za osobę – wyliczyła w TOK FM Maria Włodkowska, rzeczniczka prasowa krakowskiego szpitala. 

Anna Chmielewska, członkini zarządu Fundacji Ocalenie i koordynatorka Centrum Pomocy Cudzoziemcom w Warszawie tłumaczy, że cudzoziemcy przyjeżdżający do pracy w Polsce często nie wiedzą nawet, że nie zostali ubezpieczeni. – Wielu myśli, że skoro podpisało „jakąś” umowę z pracodawcą, to może liczyć na bezpłatną pomoc medyczną – tłumaczy. 

Szpitale w sytuacji zagrożenia życia muszą natomiast przyjąć pacjenta. Wobec nieubezpieczonych mają obowiązek żądać potem zwrotu kosztów realizowanych świadczeń (art. 50 ust. 11 ustawy o świadczeniach opieki zdrowotnej). Nie zawsze jednak udaje się odzyskać pieniądze. 

Medycy w obliczu sytuacji rozkładają ręce. Jeden z lekarzy w rozmowie z dziennikarką TOK FM podkreśla, że w kraju brakuje rozwiązań systemowych, a lekarze nie mogą nikomu odmówić pomocy. Pochodzenie, religia, orientacja seksualna czy narodowość są tu bez znaczenia. 

[—- Bla…bla… ]

Radiowóz niemieckiej policji w Osinowie Dolnym po polskiej stronie zostawił imigrantów z Bliskiego Wschodu. Przemyt ludzi??

Koneser Unii Europejskiej @KoneserUnii

PILNE JPRDL…

„Radiowóz niemieckiej policji przekroczył przejście graniczne w Osinowie Dolnym i po polskiej stronie zostawił rodzinę imigrantów z Bliskiego Wschodu – informuje nas czytelnik.  Do zdarzenia doszło w piątek 14 czerwca około godziny 9-tej. Policyjny radiowóz z Niemiec zaparkował na parkingu, wysiadło z niego kilka osób pochodzenia bliskowschodniego – dwie dorosłe osoby i trójka dzieci 

Według relacji świadków radiowóz odjechał a pozostawione osoby zaczepiały przechodniów i udały się w kierunku jednego z dużych dyskontów. Na miejscu była przybyła polska policja, poinformowano również straż graniczną. Do tej pory jednak nie udało nam się uzyskać informacji od służb, czy osoby, które zostały przywiezione zostały zatrzymane i czy są to nielegalni imigranci…”

Zdjęcie

Zdjęcie

=======================================

MD: Ci osobnicy ubrani w mundury policajów powinni był zatrzymani, przesłuchani – i najpewniej osadzeni w areszcie jako przemytnicy ludzi.

·

Dziękujemy za zatrzymanie z nami Traktatu Pandemicznego WHO!


Dziękujemy za zatrzymanie z nami Traktatu Pandemicznego WHO!

Powtórzę to jeszcze raz – TO TWOJE DZIAŁANIE, miało znaczenie!
Wracam z nowymi informacjami na temat naszej zaciekłej walki i nieustającej kampanii przeciwko Traktatowi Pandemicznemu WHO, a także z kilkoma spostrzeżeniami zza kulis.
Po powrocie z Genewy mój zespół i ja jesteśmy wyczerpani – ale było warto! Jestem zachwycony, że nasza ciężka praca i wspólny wysiłek przyniosły rezultaty.
Z dumą mogę powiedzieć, że nasza wspólna praca naprawdę przyniosła owoce, i nic nie cieszy mnie bardziej niż świadomość tego faktu.Napełnia mnie nadzieją widok niesamowitych rezultatów, które możemy osiągnąć, gdy działamy razem jako aktywni, kochający wolność obywatele.Poświęcisz mi minutkę? Chciałbym Ci opowiedzieć o wszystkim, co się wydarzyło.
Zanim przejdę do szczegółów, obejrzyj ten niesamowity film podsumowujący działania zespołu CitizenGO na 77. Światowym Zgromadzeniu Zdrowia w Genewie (nigdy mi się on nie znudzi):Dzięki Twojemu nieustannemu wsparciu, udało nam się wywrzeć realny wpływ, ujawnić agendę WHO, a co najważniejsze, zatrzymać ich plany!W tym tygodniu, wszystkie oczy były zwrócone na Genewę. Ludzie z całego świata zebrali się, by być świadkami tego, co miało tam miejsce. Wydawało się, że wszyscy wstrzymywali oddech, czekając na rozwój wydarzeń.
Ujawnienie Ich Okropnej Agendy
Elity ONZ były wściekłe z powodu naszej obecności w Genewie, ponieważ CitizenGO stało się NIEZŁOMNĄ siłą, walczącą z Traktatem Pandemicznym.
Byliśmy JEDYNI, którzy trwali tam sesja po sesji i nie ustępowali – JEDYNĄ organizacją, która nieustannie demaskowała ich projekt, pokazując, czym naprawdę jest, i wywierając presję ze wszystkich stron, aby powstrzymać ich złowieszcze plany.
Myśleli, że owianie tego tajemnicą polepszy ich sytuację i że będą w stanie cicho przepchnąć to za zamkniętymi drzwiami…
Ale wtedy pojawiliśmy się my — i od tamtej pory jesteśmy ich najgorszym koszmarem!Nie mogli znieść naszej obecności. Szef ochrony ONZ nawet wezwał policję, aby próbować zatrzymać nasz “Autobus Wolności CitizenGO”. Tak bardzo starali się nas uciszyć!

Gdy los naszej wolności wisiał na włosku, niezłomny zespół CitizenGO był widoczny na każdym kroku – od intensywnej presji wywieranej na delegatów, po energiczne protesty – dlatego oni zrozumieli, że presja z zewnątrz jest zbyt ogromna, by ją zignorować.
Wyobraź sobie to: delegaci torujący sobie drogę przez morze niebieskich transparentów CitizenGO, z których każdy głośno obwieszczał prawdę o Traktacie — jawny, totalitarny zamach na władzę!
I to nie byli tylko delegaci. Przechodnie tłumnie gromadzili się, ciekawi, co się dzieje.
Media szybko to zauważyły, a reporterzy podążali do nas, by dowiedzieć się na temat naszego autobusu i prowadzonej przez nas kampanii. Media głównego nurtu relacjonowały obecność “Autobusu Wolności CitizenGO”, który nieustannie krążył wokół budynku ONZ podczas negocjacji.
Nawet były zastępca dyrektora generalnego WHO był wyraźnie poruszony naszym przekazem. Przeszkadzała mu świadomość, jak wiele osób opowiada się za rozmontowaniem skorumpowanego projektu WHO.
To był wielki moment i bez wątpienia to był też szok dla tych lewicowców i globalistów, gdy zobaczyli, że 2,5 miliona ludzi zmobilizowało się razem, by walczyć z tym globalnym zamachem na wolność.
To nie koniec – następnie udaliśmy się prosto pod drzwi siedziby Światowej Organizacji Zdrowia, gdzie dostarczyliśmy aż 2,5 miliona podpisów, ku przerażeniu sekretariatu Dyrektora Generalnego WHO!Wyniki Negocjacji
Czas uciekał, a globaliści wewnątrz robili wszystko, co mogli, aby przeforsować w jakiejś formie ten Traktatu.Dlaczego taka desperacja? Cóż, bali się porażki, zwłaszcza że CitizenGO i miliony czujnych obywateli na całym świecie obserwowały każdy ich ruch.Kilka minut przed północą w sobotę, zapadł werdykt w sprawie dwóch dokumentów WHO.
Skończył im się czas! 
Pomimo wielokrotnego przesuwania terminów, zmiany harmonogramu i prowadzenia negocjacji do późnych godzin nocnych, nawet do 4 nad ranem!
WHO zostało zmuszone do przedłużenia procesu negocjacyjnego dot. Traktatu Pandemicznego o rok, przesuwając go na następne Światowe Zgromadzenie Zdrowia w 2025 roku!

TO TY to osiągnąłeś! Gratulacje!
Nasza ciągła kontrola i podnoszenie świadomości publicznej zmusiły ich do stawienia czoła przytłaczającej opozycji, co uniemożliwiło im sfinalizowanie porozumienia.To znaczące zwycięstwo dla nas, dające nam więcej czasu na dalszą walkę i utrzymanie najwyższej presji, pokazując przede wszystkim, że mamy bezpośredni wpływ.
Zanieśliśmy Twój głos bezpośrednio do siedziby WHO (od lewej do prawej: Antonio Velázquez, Dyrektor Kampanii Globalnych; Anna Derbyshire, Dyrektor Kampanii w Stanach Zjednoczonych; i ja, Sebastian Lukomski, Koordynator Kampanii Globalnych).

Nasza Kontynuacja Walki
Pomimo braku czasu na sfinalizowanie Traktatu Pandemicznego, poprawki do Międzynarodowych Przepisów Zdrowotnych (IHR) zostały zatwierdzone przez konsensus w ostatniej chwili – było oczywiste, że nie zamierzają odejść z pustymi rękami.Ten równoległy dokument wprowadza jednostronne ogłaszanie stanów pandemii przez WHO i inne restrykcyjne środki w czasach kryzysu.
Muszę jeszcze zaznaczyć – że to, co się tam dzieje, za zamkniętymi drzwiami, jest bardzo niepokojące.
W sobotę, gdy pakowałem walizki, aby wrócić do domu, otrzymałem mrożące krew w żyłach informacje ze środka. Dotyczyły one szokującej taktyki stosowanej przez WHO. Ich desperacja, by cokolwiek przeforsować, była tak duża, że łamali wszystkie możliwe zasady. Delegaci państw członkowskich byli poddawani presji i groźbom przez cały tydzień, przez co niektórzy z nich opuścili Zgromadzenie wcześniej, w proteście.
Wtedy właśnie ogłoszono konsensus – kiedy tylko jedna trzecia państw członkowskich była obecna na sali! I to nie wszystko – dowiedziałem się, że zagrożono delegatowi z Indii i poinformowano go, że nie wolno mu kupować biletów powrotnych do domu, dopóki nie zgodzi się na poprawki do IHR.
Inni delegaci potwierdzili, że byli poddawani podobnym groźbom, z ostrzeżeniami, że ich kraje będą umieszczone na czarnej liście, zostaną objęte embargiem i będą marginalizowane w mediach.

Tworzenie takiej presji i zastraszanie są dla mnie niewyobrażalne i całkowicie bezprawne. Dzielę się tą informacją, ponieważ musimy być przygotowani na ich podstępne, często nielegalne działania.Jest jasne, że WHO i jego zwolennicy zrobią wszystko, aby przeforsować swoją agendę – to jest ich strategia, gdy są już w desperacji.W czasie, kiedy świętujemy kluczowe osiągnięcia, musimy pozostać czujni. Walka z Traktatem Pandemicznym jeszcze się nie skończyła. Zatwierdzenie poprawek do Międzynarodowych Przepisów Zdrowotnych pokazuje, jak bardzo są zdeterminowani, by sfinalizować swoje cele.
Ale nie damy się zastraszyć. Będziemy kontynuować ciągłą presję na WHO i delegatów, dbając by nasz głos, głos broniący wolności był wyraźnie usłyszany.
Nasza kampania nabiera tempa, z większą ilością działań na miejscu, głębszym zaangażowaniem i strategicznymi wysiłkami, aby ujawnić i powstrzymać wszelkie dalsze próby przeforsowania tego Traktatu.
Dzięki Twojej pomocy, jesteśmy bardziej zmotywowani, bardziej zdeterminowani i bardziej pewni siebie niż kiedykolwiek!Z głębi serca dziękuję za Twoje niezłomne wsparcie i walecznego ducha. Twoje oddanie i zapał są siłami napędowymi tego sukcesu.Razem pokazaliśmy, że możemy wpłynąć na bieg wydarzeń. Kontynuujmy, walczmy dalej i osiągnijmy zwycięstwo, ponieważ razem nie mogą nas zatrzymać!

Sebastian Lukomski i cały zespół CitizenGO
=============================
P.S. Walka wciąż trwa, a Twoje wsparcie jest  bardziej kluczowe niż kiedykolwiek. Wstrzymaliśmy ich zamiary, ale WHO i zwolennicy są podstępni i nieustępliwi. Dzięki odroczeniu negocjacji Traktatu Pandemicznego na 2025 rok, mamy unikalną okazję, aby nasilić nasze wysiłki i upewnić się, że nasze głosy zostaną usłyszane.Pozostań z nami w tej walce — Twoje zaangażowanie jest kluczem do ochrony naszej wolności i zatrzymania ich okropnej agendy. Razem możemy i dokonamy różnicy! Każda wpłata pomaga nam kontynuować tę ważną walkę i wzmocnić nasz przekaz.
Dlatego proszę, rozważ wsparcie naszej kampanii darowizną.
Dzięki Tobie :Negocjatorom WHO nie udało się sfinalizować Traktatu Pandemicznego
https://www.voanews.com/a/who-negotiators-fail-to-draft-pandemic-treaty-/7626586.html
Kraje nie zdołały osiągnąć porozumienia w sprawie traktatu przygotowującego świat na następną pandemię
https://www.nytimes.com/2024/05/24/health/pandemic-treaty-vaccines.html
Traktat pandemiczny ma zostać sfinalizowany do 2025 roku, mówi WHOhttps://www.swissinfo.ch/eng/international-geneva/pandemic-treaty-to-be-finalised-by-2025-who-says
Globalny traktat pandemiczny może być gotowy dopiero za ponad rok przez przekroczenie terminu
https://www.theguardian.com/global-development/article/2024/may/29/global-pandemic-treaty-could-be-more-than-a-year-away-after-deadline-missed
Były Zastępca Dyrektora Generalnego ds. UHC/Chorób Zakaźnych i Niezakaźnych
 https://x.com/RMinghui/status/1796268817397497904
atu Pandemicznego na 2025 rok, mamy unikalną okazję, aby nasilić nasze wysiłki i upewnić się, że nasze głosy zostaną usłyszane.Pozostań z nami w tej walce — Twoje zaangażowanie jest kluczem do ochrony naszej wolności i zatrzymania ich okropnej agendy. Razem możemy i dokonamy różnicy! Każda wpłata pomaga nam kontynuować tę ważną walkę i wzmocnić nasz przekaz.
Dlatego proszę, rozważ wsparcie naszej kampanii darowizną.
Dzięki Tobie :Negocjatorom WHO nie udało się sfinalizować Traktatu Pandemicznego
https://www.voanews.com/a/who-negotiators-fail-to-draft-pandemic-treaty-/7626586.html
Kraje nie zdołały osiągnąć porozumienia w sprawie traktatu przygotowującego świat na następną pandemię
https://www.nytimes.com/2024/05/24/health/pandemic-treaty-vaccines.html
Traktat pandemiczny ma zostać sfinalizowany do 2025 roku, mówi WHOhttps://www.swissinfo.ch/eng/international-geneva/pandemic-treaty-to-be-finalised-by-2025-who-says
Globalny traktat pandemiczny może być gotowy dopiero za ponad rok przez przekroczenie terminu
https://www.theguardian.com/global-development/article/2024/may/29/global-pandemic-treaty-could-be-more-than-a-year-away-after-deadline-missed
Były Zastępca Dyrektora Generalnego ds. UHC/Chorób Zakaźnych i Niezakaźnych
 https://x.com/RMinghui/status/1796268817397497904


CitizenGO to społeczność aktywnych obywateli, która stara się, aby ludzkie życie, rodzina i wolność były darzone szacunkiem na całym świecie. Członkowie CitizenGO zamieszkują wszystkie kraje świata. Nasz zespół pracuje w 16 państwach na 5 kontynentach i działa w 12 językach. Więcej o CitizenGO dowiedzą się Państwo tutaj. Mogą nas Państwo także śledzić na Facebooku i Twitterze.

Viktor Orban: Nie damy ani grosza Ukrainie. Nie udostępnimy węgierskiego terytorium.

Viktor Orban: Nie damy ani grosza Ukrainie. Nie udostępnimy węgierskiego terytorium do przygotowania działań wojskowych.

Ci, którzy się boją, umierają codziennie. Ci, którzy się nie boją, umierają tylko raz

Pomimo działań NATO nie damy Ukrainie ani grosza. Nie udostępnimy węgierskiego terytorium do przygotowania działań wojskowych i nadal nie będziemy dostarczać broni Ukrainie

Propozycja NATO w tej sprawie to przekraczanie czerwonych linii, które Sojusz sam wyznaczył na początku wojny rosyjsko-ukraińskiej – ocenił w wywiadzie dla portalu Index minister spraw zagranicznych Węgier Peter Szijjarto, nazywając plany pomocy Ukrainie „szaloną misją”.

Premier Orban skomentował również czwartkowy wyrok TSUE nakazujący Węgrom zapłacenie 200 mln euro grzywny za naruszenie polityki imigracyjnej UE. Każdy dzień zwłoki z dostosowaniem się do wyroku ma kosztować Budapeszt 1 mln euro.- Naród węgierski może być pewien, że skończy się to dla Brukseli bardziej boleśnie niż dla Węgier  

Dodał, że rząd w Budapeszcie „nie da (Ukrainie) ani grosza”, zwłaszcza wobec wyroku TSUE.
– Ludzie w Brukseli są podstępni. Dla Węgra to, co się tam dzieje, jest trudne do zrozumienia z kulturowego punktu widzenia – ocenił szef węgierskiego rządu.”Decyzja o ukaraniu Węgier za obronę granic Unii Europejskiej jest oburzająca i nie do przyjęcia” – napisał w czwartek Orban na portalu X.

„Wygląda na to, że nielegalni migranci są ważniejsi dla brukselskich biurokratów niż europejscy obywatele”. Szef kancelarii premiera Gergely Gulyas ocenił na konferencji prasowej, że „wyrok jest całkowicie sprzeczny że wszystkim, w co wierzymy na temat prawa europejskiego, węgierskiej konstytucji, ochrony granic zewnętrznych i skutecznych działań przeciwko migracji”.

Rzecznik rządu Zoltan Kovács, odpowiadając na inicjatywę NATO w zeszłym miesiącu, powiedział w X, że Węgry nie poprą żadnych propozycji NATO, które „mogłyby przybliżyć sojusz do wojny lub przesunąć go z koalicji defensywnej do ofensywnej”.

https://www.hungarianconservative.com/articles/current/hungary_government-press-brief_nato-mission_ukraine_war_peace-talks/

Wszystkim kręci Putin

Wszystkim kręci Putin

Stanisław Michalkiewicz 15 czerwca 2024 putin

Trwa cisza wyborcza przed wyborami go Parlamentu Europejskiego. „W takiej ciszy – pisze Adam Mickiewicz – tak ucho natężam ciekawie, że słyszałbym głos z Litwy”. Jak wiemy, żadnego głosu z Litwy Adam Mickiewicz nie usłyszał („jedźmy, nikt nie woła!”) – i nic dziwnego, skoro nasłuchiwał głosu akurat z Litwy. Gdyby tak słuchał głosu z Rosji, to na pewno by coś usłyszał, zwłaszcza w takiej ciszy. Na jego usprawiedliwienie możemy jednak przypomnieć, że wtedy Litwa znajdowała się w Rosji, podobnie jak znaczna część Polski – więc ta cisza i brak jakiegokolwiek wołania stamtąd wyglądał co najmniej dziwnie. Inna sprawa, że cisza, którą opisuje Adam Mickiewicz, nie była ciszą wyborczą, tylko zwyczajną („Stójmy! Jak cicho. Słyszę ciągnące żurawie, których by nie dościgły źrednice sokoła. Słyszę, kędy się motyl kołysa na trzawie, kedy wąż śliską piersią dotyka się zioła…”)

O żadnych wyborach do Parlamentu Europejskiego ani słowa – i w tym, jak sądzę należy szukać przyczyny, że nie słychać było żadnego wołania – wszystko jedno; z Litwy, czy z Rosji. Gdyby wtedy zbliżały się wybory, zwłaszcza do Parlamentu Europejskiego, to jazgot panujący na Litwie były słyszalny aż na Stepach Akermańskich, a towarzyszyłyby mu z pewnością głuche odgłosy dobiegające z czeluści Rosji.

Skąd ta pewność? A skądże by, jeśli nie z komunikatów vaginetu Donalda Tuska, który ostrzega, że w te wybory stara się ingerować Putin, sypiąc piasek w szprychy rozpędzonego parowozu dziejów, który całą Europę wiezie do Ausch… to znaczy pardon – nie do żadnego „Auschwitz”, tylko oczywiście – do świetlanej przyszłości w IV Rzeszy. Skąd wiemy, że do świetlanej przyszłości? A choćby z wypowiedzi pana Aleksandra Kwaśniewskiego, wygłoszonej przy okazji obchodów Ogólnopolskiego Dnia Konfidenta na Placu Zamkowym w Warszawie w dniu 4 czerwca, kiedy to obchodzona była tam rocznica odwołania rządu premiera Olszewskiego, który podjął próbę ujawnienia agentury w strukturach państwa. Pan Kwaśniewski właśnie został wyciągnięty z naftaliny i ponownie zadaniowany na propagandowym, ale chyba i wywiadowczym odcinku frontu ideologicznego. Ponownie – bo żyją jeszcze ludzie pamiętający, jak to Aleksander Kwaśniewski z wprawą stręczył Polakom pogłębianie integracji ze Związkiem Radzieckim. Takie zadanie postawił przed Tajnym Współpracownikiem „Alkiem” jego oficer prowadzący, jako że na tamtym etapie tak zwane „sojusze”, a zwłaszcza ten jeden, że Związkiem Radzieckim, uchodził za źrenicę oka ówczesnego reżymu. Za to Aleksander Kwaśniewski był hojnie wynagradzany podczas uwłaszczania nomenklatury – bo kogóż hojnie wynagradzać, jeśli nie wytrawnych stręczycieli, którzy wprawnie stręczyli Polakom pogłębianie integracji ze Związkiem Radzieckim? No a teraz, kiedy etap się zmienił, oficerowie prowadzący wydają całkiem inne rozkazy, to znaczy nie całkiem inne, tylko podobne, tyle, że skierowane w przeciwną stronę. Toteż z okazji Ogólnopolskiego Dnia Konfidenta Aleksander Kwaśniewski wygłosił spiżową sentencję, która – tylko patrzeć – jak stanie się obowiązującym prawem naszego bantustanu – że „kto nie chce unijnej współpracy, działa w interesie Putina”. A na czym polega istota „unijnej współpracy”, jej najtwardsze jądro? Właśnie na „pogłębianiu integracji”, tyle, że nie ze Związkiem Radzieckim, tylko z IV Rzeszą.

Skoro Aleksander Kwaśniewski wygłasza takie spiżowe sentencje, to jakże tu nie wierzyć głęboko, że te całe wybory do Parlamentu Europejskiego zostały zmanipulowane przez Putina? Jak zauważył wspomniany Adam Mickiewicz, „gawiedź wierzy głęboko”, więc w tej sytuacji pozostaje nam tylko zilustrować autentycznymi faktami tę manipulację. Nie jest to żadna trudność, bo – jak wiadomo – Putin jest dobry na wszystko, nawet „na ładną, niewinną panienkę” – o czym jeszcze za komuny zapewniali nas Starsi Panowie w znanym telewizyjnym kabarecie. Okazało się na przykład, że seria zagadkowych pożarów, jakie strawiły część naszego nieszczęśliwego kraju, została spowodowana przez agentów Putina. Tak w każdym razie twierdzą bezpieczniacy z ABW, którym nawet udało się ich ująć, no a teraz w areszcie wydobywczym trzeba będzie z nich wydobyć potwierdzenie tych podejrzeń. Nie może być bowiem tak, że kraj trawią pożary, a ABW nie wie, z jakiej przyczyny. Jak w areszcie wydobywczym podłączy się delikwenta do prądu, to przyzna się do wszystkiego, niczym dobry wojak Szwejk surowemu panu w Dyrekcji Policji w Pradze: ja, wielmożny panie, przyznaję się do wszystkiego, bo wiem, że w wojsku dyscyplina musi być. Ale gdyby wielmożny pan powiedział: Szwejku, nie przyznawajcie się do niczego to będę się zapierał rękami i nogami.

A skoro już jesteśmy przy wojsku, to mamy kolejny przykład. Oto zmarł żołnierz Straży Granicznej, ugodzony nożem przez migranta, a kilku innych jęczy i szlocha w areszcie wydobywczym, do którego wtrąciła ich Żandarmeria Wojskowa. Kto za tym wszystkim stoi? A któż by inny, jak nie Putin? Okazało się bowiem, że nikt nie wiedział o incydencie z użyciem broni palnej na polsko-białoruskiej granicy. Ani nie wiedział o tym pan premier Tusk, w co chętnie wierzę, jako że w ogóle co on tam wie? Ani nie wiedział o tym pan minister – prokurator generalny Adam Bodnar, ani nawet jego zastępca, złowrogi ziobrysta, prokurator Janeczek, którego prokurator generalny Bodnar, jako zatwardziałego ziobrystę, odciął od wszystkich ciekawych informacji, a zwłaszcza – od faktów autentycznych.

Co prawda z pewnymi komplikacjami, ale okazało się też, że o niczym nie wiedział pan minister Władysław Kosiniak-Kamysz. To znaczy – podobno Kosiniak o wszystkim wiedział, ale ukrywał to przed Kamyszem i w rezultacie również pan minister-ministrowicz znalazł się poza wszelkim podejrzeniem. W tej sytuacji na usta ciśnie się pytanie – kto właściwie kazał Żandarmerii Wojskowej zakuć żołnierzyków w kajdany? Odpowiedź wydaje się jasna – to Putin, nikt inny.

To z jednej strony dobrze, ale z drugiej – niedobrze. Dobrze – bo nasi Umiłowani Przywódcy znaleźli się poza wszelkim podejrzeniem. Ale zarazem niedobrze – bo jeśli Putin wydaje rozkazy Żandarmerii Wojskowej, to chyba mamy do czynienia z sytuacją jeszcze gorszą, niż przejście ochrony pana prezydenta Dudy na żołd i służbę pana ministra Kierwińskiego, który właśnie rejteruje do Parlamentu Europejskiego i pojmanie w pałacu Prezydenckim panów Kamińskiego i Wąsika. Taka Żandarmeria Wojskowa może przecież wtargnąć na posiedzenie komisji badającej ruskie wpływy w – pożal się Boże – „polityce” naszego bantustanu i zakuć w kajdany wszystkich jej członków, z kobietami i dziećmi włącznie.

Stanisław Michalkiewicz

Friday Funnies: WHO’s deep concerns

Friday Funnies: WHO’s deep concerns

The threat posed by mis- and dis- and mal-information to human lives and health

Robert W Malone MD, MS Jun 14, 2024

















The following tweet is from the Director-General of the WHO two days ago.

I think we all also share Director-General Tedros’ ….

deep concerns about the threat posed by mis- and disinformation to human lives and health.”

This is why it is important to remember and remind others of just “who” was and is spreading mis- dis- and mal- information.



Another season is in the works!

The FallOut Link for Tonight’s Show

As promised, the teaser video is posted below.


Eurokołchoz szykuje nową pandemię. A ptasia grypa ani nie jest „pandemią”, ani nie zaraża ludzi. Ale już płacimy…

Eurokołchoz szykuje nową pandemię. A ptasia grypa ani nie jest „pandemią”, ani nie zaraża ludzi. Już płacimy…

magnapolonia/-nowa-pandemia

Jak podała agencja Reuters, 11 czerwca br. Unia Europejska podpisała umowę mającą na celu dostarczenie ponad 40 milionów dawek szczepionki przeciwko ptasiej grypie dla 15 krajów. Pierwsze dostawy mają trafić do Finlandii.

Eurokołchoz szykuje nową pandemię. Umowa zawarta została na dostawę 665 000 dawek szczepionek od firmy Seqirus i obejmuje opcję na kolejne 40 milionów szczepionek, dostarczanych w ciągu czterech lat. Szczepionki zostaną zakupione wspólnie przez wydział Komisji Europejskiej ds. zdrowia, 15 krajów UE i Europejskiego Obszaru Gospodarczego.

Dawki przeznaczone będą głównie dla osób najbardziej narażonych na kontakt z wirusem ptasiej grypy, takich jak pracownicy ferm drobiu i lekarze weterynarii. Stany Zjednoczone, Kanada i Wielka Brytania również są w trakcie zapewniania dawek “szczepionek zapobiegawczych”.

Co więcej, Komisja za pośrednictwem HERA zabezpieczyła już od firm GSK i Seqirus

111 milionów dawek szczepionek przeciwko “grypie pandemicznej”, które “można dostosować do każdego powszechnie występującego szczepu grypy”.

– Jeśli chodzi o ptasią grypę, stale i aktywnie monitorujemy sytuację. Jutro wraz z naszymi państwami członkowskimi zapewnimy dostęp do ponad 40 milionów dawek szczepionki przeciw ptasiej grypie, aby chronić osoby najbardziej narażone. Dostawy do krajów, które mają najpilniejsze potrzeby, są już zaspokajane – powiedziała agencji Reuters unijna komisarz ds. zdrowia Stella Kyriakides.

Co ciekawe, według Europejskiego Centrum ds. Zapobiegania i Kontroli Chorób (ECDC) w tym roku w UE nie stwierdzono aktywnych przypadków ptasiej grypy u ludzi czy u bydła. Nie potwierdzono też przeniesienia wirusa z człowieka na człowieka, chociaż od 1 kwietnia w USA trzy osoby zostały zarażone po kontakcie z zakażonym bydłem.

„Przenoszenie wirusa na ludzi pozostaje rzadkim zjawiskiem i jak dotąd nie zaobserwowano żadnego trwałego przeniesienia wirusa między ludźmi. (…) Ryzyko przeniesienia grypy odzwierzęcej na ogół społeczeństwa w krajach UE/EOG uważa się za niskie”.– stwierdziło ECDC w cotygodniowym raporcie za okres 1–7 czerwca.

Niemcy wykorzystują niezdecydowanie polskich władz i osoby bez dokumentów wydalają do Polski

Niemcy masowo odsyłają nachodźców do Polski

magnapolonia

W przytułkach w Zielonej Górze i okolicy, pomocy szuka coraz więcej arabskich i murzyńskich nachodźców, wydalonych z Niemiec. Ma to związek z falą ich wydaleń z Niemiec. Berlin wyrzuca niechcianych ludzi do Polski, korzystając z nieudolności proniemieckiej ekipy Tuska.

Niemcy masowo odsyłają nachodźców do Polski. Dziennikarka Aleksandra Fedorska ujawniła, że ponad 3,5 tys. migrantów odesłali Niemcy do Polski w ciągu kilku miesięcy, a polski rząd przymyka oko na ten problem. Ludzie zaangażowani w pomoc cudzoziemcom obawiają się, że liczba osób wydalanych przez Niemców nabierze jeszcze bardziej na sile.

“Od miesięcy w Lubuskiem wrze i bije się na alarm, ale władze nie chcą nic słyszeć o problemach. Straż Graniczna w Tuplicach, która przejmuje tych wydalonych z Niemiec ludzi, może działając nawet w dobrej wierze, wciska im zaledwie kartkę do ręki z punktami pomocy dla imigrantów”napisała Fedorska.

Dziennikarska pisze również o dokumentach wskazujących na to, że “Niemcy wykorzystują niezdecydowanie polskich władz i z zasady decydują, że osoby bez dokumentów wydalane są do Polski”. Polska Straż Graniczna ma akceptować wywody Niemców, które “nie są ani logiczne, ani rzeczowe, ani zgodne z prawem”.

Bartosz Sulczewski, który prowadzi zielonogórską noclegownię powiedział dziennikarce, że ludzie, którzy trafiają do niego z posterunku granicznego w Tuplicach, są przerażeni. – Czasem mijają trzy doby, nim zrozumieją, że nie są w więzieniu. Większość z nich nie wie, co to jest noclegownia – wyjaśnił.

Sulczewski zapewnił, że do Polski trafiają z Niemiec mężczyźni w sile wieku, w przedziale wiekowym 30–40 lat. Zaznaczył, że cudzoziemcy funkcjonują jakby poza społecznością, która mieszka w noclegowni. Nie integrują się z nią.

Jak przeprowadzane są wydalenia niechcianych nachodźców z Niemiec do Polski wskazuje przypadek osoby określanej przez niemiecką Straż Graniczną z Frankfurtu nad Odrą jako „Jammal”. Inspekcja policji federalnej wydała w stosunku do niego zakaz wjazdu do Niemiec. Wydalono go do Polski, jak zapisane jest w dokumencie z 13 maja 2024 roku. Niemieccy policjanci pisemnie informują, że wydalają Jammala, bo kojarzą go z wydarzeniem, do którego doszło niedaleko jego lokalizacji i było nieuprawnionym wjazdem na terytorium Niemiec. Nie podają na to jednak dowodów.

Dokument sporządzony przez policję niemiecką nie został podpisany przez Araba, mimo to i tak został wydalony do Polski. W międzyczasie pojawiły się dokumenty wskazujące na to, że Niemcy wykorzystują niezdecydowanie polskich władz i co do zasady decydują, że nachodźcy zatrzymani w Niemczech bez dokumentów, wydalane są do Polski.

NASZ [magnapolonia] KOMENTARZ: Wygląda na to, że wojnę hybrydową przeciwko Polsce prowadzą nie tylko Łukaszenka z Putinem, ale także Scholz. Celem jest zrobienie z naszego kraju swoistego śmietnika na niechcianych Murzynów i Arabów którzy nie nadają się do pracy i normalnego życia w cywilizowanym kraju. Niestety, w Warszawie rządzi zdradziecka ekipa, która temu wszystkiemu przyklaskuje.

===============================

mail:

Nie do pojęcia.
Na granicy wschodniej straszny Łukaszenko, parkany, straże, przepychanki,
a na przyjaznej granicy zachodniej bez problemu, kto chce niech idzie

Pokój Chrystusa albo samozniszczenie Europy

Pokój Chrystusa albo samozniszczenie. Roberto de Mattei o przyszłości Europy

pokoj-chrystusa-albo-samozniszczenie-europy

Droga do światowego pokoju wiedzie wyłącznie przez powrót do prawa naturalnego i Bożego. Jeżeli prawa te będą nadal gwałcone, samozniszczenie Zachodu jest pewne. Pisze o tym włoski historyk prof. Roberto de Mattei.

Dwie kulawe kaczki, Macron i Scholz; a także brzydko kwacząca była suwerenistka zamieniona w łabędzia, Giorgia Meloni. To wszystko, co zostało z Europy po wyborczym trzęsieniu ziemi”. Powyższe słowa, zapisane przez publicystę Antoniego Polito w Corriere della Sera 11 czerwca, wyrażają istotę wyników wyborów europejskich. Francusko-niemiecki silnik Unii Europejskiej popsuł się, a Giorgia Meloni dowiodła, że jest jedynym europejskim premierem, który zdołał zwiększyć i ustabilizować swoje poparcie po dwóch latach rządów.

Należy dodać, że wielką klęskę wyborczą poniosła historyczna lewica. Ugrupowaniem, które otrzymało w skali europejskiej największą liczbę głosów, jest Europejska Partia Ludowa, podczas gdy socjaliści i zieloni wszędzie przegrywają. Niemiecka SPD, najstarsza partia socjalistyczna w Europie – założona w 1863 roku – została pokonana przez „suwerenistyczną” Alternative für Deutschland (Alternatywa dla Niemiec), założoną w 2013 roku. We wszystkich krajach, od Francji po Austrię, od Niemiec po Hiszpanię, naprzód idą „suwereniści” czy też mówiąc szerzej „centro-prawica”, w swoich różnych formach. Mit imigracjonistycznej, globalistycznej i inkluzywnej Europy otrzymał mocny cios, co potwierdza istnienie niepowstrzymywalnego procesu deglobalizacji.

Po ataku na World Trade Center miał on swoje wyrazy w kryzysie finansowym 2008 roku, wojnie handlowej pomiędzy Stanami Zjednoczonymi a Chinami, która zaostrzyła się za prezydentury Trumpa oraz w pandemii koronawirusa. Perspektywa „globalnego coup d’état”, tak drogiego niektórym teoretykom spiskowym, zanika, podczas gdy aktualne pozostaje prawdziwe zło trapiące Europę: polityczna niestabilność oraz chaos intelektualny i moralny.

Kto będzie rządzić w Parlamencie Europejskim, który rozpocznie urzędowanie 16 czerwca w Strasbourgu od przemówień deputowanych tworzących nowe grupy polityczne? W kategoriach liczbowych istnieje wciąż większość Partii Ludowej, Partii Socjalistycznej i liberalnej partii Renew, ale to zbyt mało, by zapewnić stabilność takiego sojuszu. Po przegraniu wyborów socjaliści i liberałowie nie będą już mogli wpływać na decyzję EPL, która nie ma innego wyjścia, jak tylko pójść na prawo, na przykład biorąc pod uwagę możliwość uzyskania wsparcia od Giorgii Meloni czy prezydenta Republiki Czeskiej, Petra Fialy. Partie suwerenistyczne są tymczasem podzielone pomiędzy grupę Konserwatystów i Reformatorów, której członkiem jest Giorgia Meloni, oraz Tożsamość i Demokracja, do której przynależy Marine Le Pen. Premier Węgier Wiktor Orban będzie musiał zdecydować, do której grupy się przyłączyć. Jednak nawet głosy ich wszystkich złączone z głosami EPL nie dadzą wymaganej większości.

W związku z tym nowy Parlament Europejski jest bardziej kruchy niż poprzedni i nie będzie mu łatwo zająć wspólnego stanowiska, zwłaszcza w najważniejszych dziś kwestiach – tych dotyczących polityki zagranicznej. Partie prawicowe, które wyszły zwycięsko ze zmagań, współdzielą ideę powstrzymania nieograniczonej migracji, sprzeciwiają się ideologii ekologicystycznej i chcą zredukować europejskie narzędzia przymusu, zwłaszcza w obszarze ekonomii. Są jednak podzielone w najważniejszej dla Europy sprawie: w kwestii dwóch wojen zagrażających wolności Zachodu, na Ukrainie i na Bliskim Wschodzie. W tym obszarze linia podziału przebiega przez lewicę i prawicę, będąc podsycana przez rosyjską i chińską „wojnę hybrydową”.

W latach 80. XX wieku sowiecka propaganda stworzyła slogan: „Better red than dead”, by przekonać europejską lewicę i ruch pacyfistyczny do sprzeciwu wobec umieszczenia amerykańskich pocisków Pershing II, mających stawić czoła pociskom SS-20, przygotowanym przez Rosję w celu uderzenia w Europę Zachodnią. Psychologiczny szantaż polegał na stworzeniu fałszywej alternatywy pomiędzy „sowieckim pokojem” a wojną nuklearną.

Związek Sowiecki upadł, ale jego dzisiejszy spadkobierca, Władimir Putin, ma cele, które wówczas wydawały się nieosiągalne:  demontaż NATO, izolacja Europy od Stanów Zjednoczonych, neutralizacja krajów, które wcześniej były częścią żelaznej kurtyny; jednym słowem, podporządkowanie Europy projektowi rosyjskiej hegemonii. Narzędziem osiągania tego celu pozostaje przede wszystkim broń psychologiczna. Nowy slogan „Pokój zamiast katastrofy nuklearnej” pojawił się w show telewizyjnym z 10 czerwca, padając z ust generała Roberto Vannacciego, wybranego jako niezależny z szeregów prawicowej Ligi przez ponad 500 tysięcy ludzi, oraz z ust profesora i komentatora Angelo d’Orsiego, który otwarcie mówi o nostalgii za komunizmem. Każdy, kto chce stawić opór celom Putina albo świata islamskiego, jest oskarżany o bycie „wrogiem pokoju” chcącym doprowadzić Europę do atomowej apokalipsy.

Podstawowe pytanie brzmi jednak jakiego pokoju chcemy i jaka jest prawdziwa i najgłębsza przyczyna zagrożeń, które na nas czekają. Lider Ligi, Matteo Salvini, nazwał francuskiego prezydenta Emmanuela Macrona „przestępcą” za to, że ten popiera wysłanie francuskich albo natowskich żołnierzy na Ukrainę. Określenie użyte wobec prezydenta Francji nie jest błędne, ale z zupełnie innych przyczyn niż te, które wskazał Salvini. Macron zasadniczo może być uważany za przestępcę, bo jest prezydentem kraju, który wpisał aborcję do konstytucji, przedstawiając to nawet jako „uniwersalne przesłanie”.

Ostentacyjne i publiczne odrzucanie naturalnego i chrześcijańskiego porządku nie może pozostać bez konsekwencji. Jedynie poszanowanie dla tego porządku moralnego zapewni pokój, podczas gdy jego pogwałcenie nieuchronnie doprowadzi do wojen i wszelkiego rodzaju rozruchów społecznych.

Przypominanie o tych prawdach jest przede wszystkim zadaniem Kościoła. Papież Franciszek bierze udział w szczycie G7, który odbywa się pod kierunkiem Włoch w dniach 13-15 czerwca w Apulii. To pierwsze raz, kiedy papież bierze udział w szczycie z uczestnictwem, poza Włochami, Stanów Zjednoczonych, Kanady, Francji, Wielkiej Brytanii, Niemiec i Japonii.

Czy można sobie wymarzyć lepszą okazję dla przypomnienia możnym tego świata, że istnieje prawo naturalne i prawo Boże, którego nie wolno bezkarnie łamać; i że jedyną drogą do autentycznego pokoju jest powrót do tego prawa, bo chodzi tu o pokój Chrystusa?  Jeżeli tego nie będzie, kurs do samozniszczenia Zachodu – która wiedzie również przez poddanie się szantażowi Putina – będzie nieubłaganie postępować naprzód.

Roberto de Mattei Źródło: voiceofthefamily.com Pach