Archiwum autora: Mirosław Dakowski
Medale dla mięsa armatniego. MEMy.


Witamy w Collegium Humanum: humanum.pl/media-studia-magisterskie/fotografia-reklamowa-wydawnicza-i-artystyczna



============================


===============================

—————————–

Minister napisze podanie
Stanisław Michalkiewicz: Minister napisze podanie
Jak wam się żyje? – zażartował towarzysz Chruszczow. – Bardzo dobrze! – zażartowali kołchoźnicy. Tak właśnie wygladała, według anegdoty, gospodarska wizyta Nikity Chruszczowa w jakimś kołchozie. Wynika z tego, że i towarzysz Chruszczow i kołchoźnicy, trzymali się pewnej – tym razem żartobliwej – konwencji.
Inaczej bywało z Józefem Stalinem. Któregoś razu podczas jego przemówenia ktoś kichnął. Stalin przerwał przemówienie i zapytał: kto czichnuł? Sala zamarła i oczywiście nikt się nie odezwał. Na to Stalin: pierwyj riad – rasstrielat`. NKWD wpadło na salę, wywlokło siedzących w pierwszym rzędzie, za chwilę padła salwa. A Stalin znowu: kto czichnuł? Wszystkich ogarnęła zgroza i znowu nikt się nie odezwał. Wtedy Stalin: wtaroj riad – rassstrielat`. Wywleczono następnych, znowu salwa – a Stalin po raz trzeci pyta: kto czichnuł? Siedzący w ostatnim rzędzie starzec pomyślał sobie: tylu młodych ludojad już zamordował, ja już się nażyłem i dosyć. – Eto ja, tawariszcz Stalin – powiedział. Na to Stalin: na zdarowie wam, dieduszka, na zdarowie!
W przypadku Kukuńka było jeszcze inaczej: “oni udawali władzę, a my – opozycję” – powiedział w niepojętym przypływie szczerości w jakimś wywiadzie. Akurat gdy to piszę, trwa kolejny ogólnopolski protest rolników przeciwko masowemu eksportowi ukraińskich produktów rolniczych na obszar Unii Europejskiej i przeciwko tak zwanemu “Zielonemu Ładowi”, to znaczy – pakietowi rozmaitych przedsięwzięć, niby zorientowanych na “ratowanie planety” przez szkodliwym gatunkiem ludzkim, co to zasmradza ją rozmaitymi miazmatami.
Tak w każdym razie twierdzi ponura sekta, nazywająca się “pracownią na rzecz wszystkich istot”, a za nią – mnóstwo utytułowanych ekspertów, gotowych za pieniądze poświadczyć cokolwiek. Wykombinowali oni sobie, że zmiany klimatu mają przyczyny antropogeniczne, to znaczy – spowodowane szkodliwą dla “planety” działalnością człowieka.
Żeby podważyć ten idiotyzm wystarczy być trochę spostrzegawczym. Oto po mroźnej zimie następuje upalne lato. A dlaczego? A dlatego, że stosunkowo nieznacznie zmienia się kąt padania promieni słonecznych na powierzchnię Ziemi.
Ludzkość nie ma na to żadnego wpływu, podobnie jak na precesję, czyli zataczanie przez oś ziemską na biegunie niebieskim ogromnych kół co 26 tysięcy lat, co nazywa się “rokiem platońskim” – ani na obieg Ziemi, wraz z całym Układem Słonecznym wokół centrum galaktyki Drogi Mlecznej, co trwa 250 mln lat i nazywa się “rokiem galaktycznym”. W ciągu 20 “lat galaktycznych” jakie przeżył Układ Słoneczny, na Ziemi zdarzyło się mnóstwo radykalnych zmian klimatycznych, chociaż wtedy, gdy one następowały, nie było ani przemysłu, ani nawet ludzi.
Jednak to wcale nie konfunduje przekupnych ekspertów, ani nie budzi wątpliwości szerokich mas wykształconych w wyższych szkołach gotowania na gazie. A dlaczego? A dlatego, że ci pierwsi są skorumpowani, a ci drudzy – głupi. A kto ekspertów korumpuje I dlaczego. Korumpują ich banksterzy, którzy pod pretekstem walki z klimatem chcą doprowadzić – oczywiście tam, gdzie to możliwe – do likwidacji własności prywatnej, zgodnie z manifestem starego grandziarza Klausa Schwaba, który w Davos instruuje mężyków stanu, jak mają ludowi nawijać i jakie prawa uchwalać.
Śledząc rozwój wypadków w związku ze wspomnianym protestem, natrafiłem na informację, że protestujący rolnicy, a ściślej – ich przedstawiciele – podpisali z ministrem rolnictwa w vaginecie Donalda Tuska, panem Czesławem Siekierskim porozumienie. Jaka jest treść tego porozumienia? Zgodnie z uzgodnieniami, pan Siekierski obiecał rolnikom, że złoży do Donalda Tuska wniosek nie tylko o podtrzymanie embarga na ukraiński eksport rolny na teren UE, ale również – o wstrzymanie tranzytu tych towarów przez Polskę.
Jestem pewien, że pan minister Siekierski takie podanie do Donalda Tuska napisze. W ogóle ministrowie rolnictwa już od dawna wprawiają się w pisaniu podań. Przypominam sobie, jak pan minister Marek Sawicki odgrażał się, że napisze podanie do samej Unii Europejskiej, żeby wstrzymała zakaz upraw tytoniu w Polsce. Jestem pewien, że dotrzymał słowa – ale co z tym podaniem zrobili brukselscy komisarze?
Co z podaniem pana ministra Siekierskiego zrobi Donald Tusk? Miejmy nadzieję, że się nim nie podetrze, tylko przeczyta, a kto wie – może nawet udzieli odpowiedzi – oczywiście odmownej?
A dlaczego odmownej? Bo tego samego dnia, kiedy pan minister Siekierski zobowiązał się wobec rolników do napisania do Donalda Tuska wspomnianego podania, Unia Europejska, to znaczy – Komisja Europejska, na czele której stoi Reichsfuhrerin Urszula von der Leyen, właśnie podjęła decyzję, by przedłużyć bezcłowy import produktów rolniczych z Ukrainy na obszar UE do czerwca 2025 roku. Podobno ta decyzja ma być jeszcze zatwierdzona przez Radę Europejską a nawet – przez Parlament Europejski.
Czy będzie? Tego nie wiemy, bo podobno państwa członkowskie są temu przeciwne. Ale nie tylko my tego nie wiemy, bo prawdopodobnie nie wie tego również pan minister Siekierski, a kto wie – może nawet sam premier, czyli Generalny Gubernator Donald Tusk?
On mówi, że będzie przeciwny i nawet gotów jest porozumieć się w tym celu z węgierskim premierem Wiktorem Orbanem – ale co będzie, jak Reichsfuhrerin Urszula von der Layen wezwie go przed swoje oblicze i odezwie się do niego w te słowa: wiecie, rozumiecie, Tusk, wy tu mi nie wierzgajcie przeciwko ościeniowi, bo w przeciwny razie zdmuchnę ten cały wasz vaginet jak gromnicę i będzie z wami brzydka sprawa? Co wtedy postanowi Donald Tusk?
Czy będzie nadal trwał w swojej zatwardziałości, czy też się zreflektuje i zamelduje się u Reichsfuhrerin przepisowo po niemiecku: rad staratsia, wasze impieratorskoje wieliczestwo?
Ta druga możliwość wcale nie jest wykluczona, bo własnie hrabinia Róża Thun und Handehoch przypomniała Donaldu Tusku, że Parlament Europejski, olewając ciepłym moczem protesty rolników, przyjął dyrektywę o dobudowie zasobów przyrodniczych w ramach Zielonego Ładu.
Głosowało za tym 329 europosłów, ale 275 było przeciw, a wstrzymały się 24 osoby. Jak widzimy, w Parlamencie Europejskim przewagę mają wariaci i zwolennicy likwidacji własności prywatnej. I tak będzie aż do czerwcowych wyborów – o ile oczywiście uda się przepędzić stamtąd wariatów i socjalistów, co z definicji są przeciwnikami własności prywatnej. Bo jeśli się nie uda, to po staremu ministrowie rolnictwa będą rolnikom i wszystkim pozostałym obywatelom mydlić oczy obietnicami, że napiszą podanie i wszystko będzie w porządku.
Ciekawostki dialogu z judaizmem
Ciekawostki dialogu z judaizmem
Stanisław Michalkiewicz „Prawy.pl” (prawy.pl) • 23 marca 2024 ciekawostki
Ciekawe, że największym zwolennikiem melioracji Kościoła katolickiego w naszym nieszczęśliwym kraju jest Judenrat „Gazety Wyborczej”, podobnie jak inne żydowskie przedsięwzięcia na całym świecie.
Tak jest nie od dziś, tylko właściwie od samego początku, to znaczy – od pojawienia się chrześcijaństwa. Jak pisze Tadeusz Zieliński w swoim wiekopomnym i znakomitym dziele od tytułem „Cesarstwo rzymskie”, z chrześcijaństwem było tak, jak mówi ewangeliczna przypowieść o siewcy. Jedne ziarna padły na grunt skalisty, w którym nie mogły się zakorzenić, inne – między ciernie, które pędy zboża zagłuszyły, a wreszcie inne – na ziemię żyzną – i one wydały plony. Otóż według Tadeusza Zielińskiego, tymi ewangelicznymi „cierniami”, które zagłuszały chrześcijańskie pędy, było żydowskie otocznie, ziejące nienawiścią do wszystkiego, co nieżydowskie, to znaczy – do wszystkiego, co nie podziela żydowskich uroszczeń do wyjątkowości w całym Wszechświecie.
Dlatego dla rozwoju chrześcijaństwa konieczna była jego dejudaizacja, odrzucenie wszelkich może nie związków, ale zależności od Żydów. Zapoczątkował to sam Pan Jezus, któremu faryzeusze, czyli ówcześni żydowscy intelektualiści – tacy starożytni redaktorowie Michnikowie – bez przerwy coś zarzucali. A to, że uzdrawia w szabat, a to, że nie przestrzega rytualnej czystości, a to, że Jego uczniowie w szabat zrywają kłosy, słowem – zachowywali się, niczym wilki z bajki Ezopa. Jak pamiętamy, wilki te rozszarpywały owce, które zażądały od nich wyjaśnień – dlaczego to robią. W odpowiedzi wilki wyjaśniły, że to dlatego, iż owce mącą im wodę w rzece.
Toteż w miarę rozszerzania się chrześcijaństwa właśnie wśród „pogan”, którzy byli tą żyzną, ewangeliczną rolą, odrzucało ono po kolei rozmaite żydowskie pozostałości, aż wreszcie doszło do odrzucenia obyczaju, który wśród „pogan” budził powszechny wstręt – mianowicie obrzezania. Odtąd znakiem przynależności do społeczności chrześcijańskiej nie było już obrzezanie, tylko chrzest. Tadeusz Zieliński, który nie był entuzjastą – delikatnie mówiąc – cywilizacji żydowskiej – właśnie w dejudaizacji chrześcijaństwa upatruje ważną przyczynę jego ekspansji na ludy „pogańskie” i ich chrystianizacji.
Warto o tym pamiętać zwłaszcza dzisiaj, kiedy w obliczu trapiącego Kościół katolicki kryzysu przywództwa, niektórzy dygnitarze szukają ratunku w rejudaizacji chrześcijaństwa, czemu służą rozmaite „dialogi” z judaizmem”, czy „dni judaizmu”, będące po prostu promocją judaizmu, a nie chrześcijaństwa, a w najlepszym razie – promocją żydowskiego przemysłu rozrywkowego. Jest oczywiste, że ta amikoszoneria z Żydami niczego dobrego dla Kościoła nie przyniesie, bo nie ulega wątpliwości, iż Żydom wcale nie zależy na odbudowie siły Kościoła katolickiego, tylko dążą do zapędzenia go w kozi róg kierowanymi pod jego adresem pretensjami. Ma to niby na celu meliorację Kościoła, ale tak naprawdę chodzi o to, by przyzwyczaić jego dygnitarzy, a potem i cała resztę, do tłumaczenia się przed Żydami, jako ostatnią instancją.
Warto przy tym dodać, że Żydowie nie kierują się jakimiś stałymi zasadami, tylko – mądrością etapu. Kiedy w latach 80-tych honorowane na Zachodzie certyfikaty przyzwoitości musiały mieć stempel Kościoła, to środowisko michnikuremków prawie nie wychodziło z zakrystii. Kiedy jednak pod koniec lat 80-tych okazało się, że ten stempel kościelny nie jest już konieczny, już na początku lat 90-tych Judenrat „Gazety Wyborczej” rozpętał wojnę przeciwko „ajatollahom”, którzy rzekomo chcieli w miejsce PRL zainstalować „państwo wyznaniowe”. Ponieważ „ajatollahowie” nie byli pewni, czego w roku 1990 szukała w archiwach Ministerstwa Spraw Wewnętrznych „komisja Michnika”, w skład której wchodził przynajmniej jeden tajny współpracownik SB, co tam znalazła i jaki zamierza zrobić z tych znalezisk użytek, to na wszelki wypadek podkulili pod siebie ogony. Na nic to się nie zdało, bo co jeden człowiek chce zakryć, to drugi odkryje.
Toteż i poodkrywał, ale nie od razu, tylko w momencie, gdy Żydowie w Ameryce zainicjowali nową gałąź przemysłu w postaci „przemysłu molestowania”, której celem było podcięcie ekonomicznych fundamentów Kościoła katolickiego. Judenrat „Gazety Wyborczej”, oczywiście w imię moralnej melioracji Kościoła, najpierw zainicjował lustrację wyższego duchowieństwa, które niestety dostarczyło ku temu wiele powodów, a kiedy w ten sposób zepchnął je do defensywy, zainspirował wiele kampanii, które doprowadziły do utrwalenia w skorumpowanym sądownictwie naszego bantustanu zasady odpowiedzialności zbiorowej – tak samo, jak stało się to w USA.
A ponieważ w Polsce nie dzieje się nic, czemu nie towarzyszyłby niezamierzony efekt komiczny, to dochodzi do sytuacji podobnych, jak opisana przez Melchiora Wańkowicza rozprawa rozwodowa w Reno w stanie Newada. Reno słynie z ekspresowych rozwodów, udzielanych niczym na konwejerze, ale – jak to w Ameryce – wszechobecna hipokryzja nakazuje podtrzymywać pozory. Pozew rozwodowy składała jakaś dama, podając za przyczynę „moralne okrucieństwo” męża. Ale sędzia prosił o jakiś konkret – na czym to „moralne okrucieństwo” polegało. Po namyśle pani powiedziała: ziewał w mojej obecności. – No to rzeczywiście skandal – powiedział sędzia – ale może przypomni sobie pani jeszcze coś? Po jeszcze dłuższym namyśle oświadczyła: wyśmiewał się z wuja Jimmy’ego. – Z wuja Jimmy’ego! Coś podobnego! Co za wyrafinowany okrutnik! – krzyknął oburzony sędzia, stuknął młotkiem i już było „po harapie”.
Akurat w dniach ostatnich odbyła się Konferencja Episkopatu Polski, podczas której doszło tam do czegoś w rodzaju kuracji przeczyszczającej. Wydawać by się mogło, że wszystko przebiegało po myśli Judenratu „Gazety Wyborczej”, bo w stan spoczynku przeszedł i JE abp Marek Jędraszewski, który ośmielił się sprzeciwiać sodomczykom i gomorytkom, stanowiącym – jak wiadomo – trzon proletariatu zastępczego, oczywiście oprócz „kobiet” – i JE abp Stanisław Gądecki, któremu nic nie pomogło promowanie Dni Judaizmu – ale co z tego, skoro nowym przewodniczącym KEP został JE abp Tadeusz Wojda, któremu w przeszłości homoseksualizm brzydko pachniał, ale w dodatku, jakby tego było mało, „przestrzegał” przed „halloween”. Tego już za wiele, podobnie jak w przypadku wyśmiewania się z wuja Jimmy’ego, tym bardziej, że teraz jest rozkaz, iż homoseksualizm wydziela woń cudną. Świadczy o tym początek popularnego utworu, według którego „Rozróżniamy trzy zapachy: z…” no, mniejsza z tym.
Stanisław Michalkiewicz
Atrapy demokracji czyli jak zostałam piratem
Atrapy demokracji czyli jak zostałam piratem
Izabela Brodacka
Od dawna z przykrością obserwuję pracowników zarządu oczyszczania miasta którzy gołymi rękami wygrzebują śmiecie z betonowych koszy przy skwerku na rogu Poznańskiej i Wspólnej w Warszawie. Ktoś nie pomyślał żeby te kosze miały metalową wkładkę umożliwiającą wyjęcie i przesypanie śmieci bez fizycznego kontaktu z nimi. Jeżeli pracownicy używają nawet gumowych rękawiczek nie chronią one przed skaleczeniem rozbitym szkłem, które przecież wrzuca się do kosza ( no bo gdzie?). Takie skaleczenie grozi gangreną . Próbowałam uczulić na tę sprawę urzędniczkę gminy Śródmieście ale odpowiedziała że nie będzie ze mną o tym rozmawiać bo nie mam w tej sprawie interesu prawnego. Nie zrozumiałam więc objaśniła, że gdybym była sprzątaczką (a czemu nie?), skaleczyła rękę szkłem, dostała gangreny i obcięto mi tą rękę to miałabym wówczas interes prawny. Gdybym natomiast wiedziona troską o anonimowych dla mnie pracowników zakładu oczyszczania miasta na własny koszt zainstalowała w betonowych koszach metalowe wkłady zostałyby one tego samego dnia wywiezione na śmietnik. Tak jak regularnie wywozi się na śmietnik poidła dla ptaków, które dobre dusze umieszczają na rzeczonym skwerku. Nikogo nie obchodzą cierpienia ptaków w upalne dni. Troska o braci mniejszych realizowana jest w Polsce przez posłanką Jachirę wygłaszającą brednie na temat gwałconych krów. Ta sama gmina kazała wywieźć karmnik dla ptaków, który umieściliśmy na trawniku naszego wewnętrznego podwórka wielkomiejskiej kamienicy, a gdy posadziłam koło śmietnika drzewko, to gdy podrosło zostało wycięte. Otrzymałam z gminy pismo, że są zobowiązani likwidować pirackie (sic!) nasadzenia. W ten oto sposób zostałam piratem. Nie powinnam się temu dziwić. Gdy w liceum, w którym pracowałam zorganizowaliśmy z kolegami (bezpłatne oczywiście) kursy przygotowawcze do egzaminów wstępnych na wyższe uczelnie, jedyną troską dyrektora było jak tę inicjatywę utrącić. Odmówiono nam udostępnienia klas na zajęcia więc przenieśliśmy spotkania do prywatnych domów. Ja na przykład prowadziłam lekcje na tarasie domu, w którym mieszkałam a dzieciaki dostawały kanapki i herbatę. Dyrektor szalał. „ Co panią obchodzą ich egzaminy i studia, niech idą na płatne korepetycje czy jakieś kursy”-wrzeszczał.
Ta sama gmina Śródmieście zawraca głowę ludziom tak zwanym funduszem partycypacyjnym. Przeznacza się niewielką sumę żeby pozwolić obywatelom decydować w niezwykle istotnej dla nich sprawie na co wydać te pieniądze. Na przykład czy obywatele chcą na klombie posadzić bratki czy stokrotki. Albo czy chcą wydać pieniądze na ścieżki rowerowe czy na sadzenie drzew. W sprawie bratków miałabym być może interes prawny gdybym w tym głosowaniu uczestniczyła. Nigdy jednak nie uczestniczę w żadnych fikcjach bo tak jak nie lubię piwa bezalkoholowego i wyrobów czekoladopodobnych tak nie interesują mnie atrapy i namiastki demokracji.
Jest wiele podobnych sytuacji. Na przykład zwracałam się kiedyś do prokuratury w sprawie chorej starszej bezradnej osoby bezczelnie okradzionej przez sprytnego hodowcę koni. Pomimo ewidentnych dowodów przestępstwa prokuratura przysłała mi zupełnie bezsensowne pismo umarzające postepowanie. W piśmie tym stwierdzono, że to ja rzekomo niekorzystnie rozporządziłam swoim mieniem pod wpływem porad oszusta. Widać było, że wpisano mechanicznie moje nazwisko do szablonu umorzenia dochodzenia nawet nie zapoznając się z moim pismem oraz dowodami.
Zauważmy że w telewizji umieszcza się płatne reklamy nawołujące do interweniowania w sprawach pokrzywdzonych dzieci czy osób starszych i bezradnych. To tylko gra pozorów. W praktyce prawie każda interwencja kończy się tak jak w opisanym wyżej przypadku.
Swego czasu propagowano hasło: „myśl globalnie- działaj lokalnie”. Hasło to miało moim zdaniem znaczyć: „ myśl sobie co chcesz bo i tak, choć teoretycznie jesteś suwerenem, praktycznie nie masz wpływu na politykę i bieg wydarzeń, a zajmij się dokarmianiem kotków na podwórku”. Okazuje się, że dokarmianie kotków też jest poza naszym zasięgiem. Pewnego dnia na podwórku pojawił się sprowadzony przez administrację łowca z pętlą polujący na koty. Wprawdzie łowca został przez nas przepędzony lecz obrażone koty wyniosły się na inne podwórka. Teraz po naszym podwórku paradują szczury.
Powiedzmy, że ktoś z dobrego serca dokarmia zaniedbane dzieci sąsiadów. Może narazić się na poważne przykrości. Nie ma na to zgody Sanepidu, nie ma badań, a każda taka bezinteresowna inicjatywa jest właściwie bardzo podejrzana. Przecież gdyby dobroczyńca miał rozum i odpowiednie koneksje założyłby fundację, wyciągał dotacje z budżetu, zatrudniał w fundacji znajomych i rodzinę i brylował w telewizjach. Natomiast gdyby ktoś z dobrego serca douczał matematyki czy angielskiego te same zaniedbane dzieci sąsiadów mógłby narazić się na podobne perypetie jakie miał masztalerz z pewnej stadniny, który kupował kolegom z pracy bułki na śniadanie. Okazało się, że choć koledzy nie płacili za tę usługę powinni odprowadzać podatek od „nienależnej” korzyści, którą uzyskali.
Powiedzmy, że ktoś ma pomysł jak usprawnić działanie jakiejś instytucji i chciałby tym pomysłem się bezinteresownie podzielić. Nikt nie zechce go nawet wysłuchać. Pewien znajomy profesor uniwersytecki antyszambrował w różnych instytucjach w sprawie reformy programu matematyki. Delegowano do rozmów z nim jakieś urzędniczki, które co chwila patrzyły na zegarek. Zniechęcił się trwale do działania pro bono. Ja też mam swoją maleńką idée fixe. Jestem przekonana, że powinno się w Polsce prowadzić hodowlę i tresurę psów rasy bloodhound dla poszukiwań osób zaginionych. Psy tej rasy mają wielokrotnie lepszy węch od owczarków niemieckich czy labradorów, poza tym potrafią odróżnić zwłoki od osób żyjących i to zasygnalizować. Sprowadza się je w razie potrzeby z Niemiec płacąc za to ogromne sumy. Naprawdę znam się na psach ale co z tego. Nikt nie będzie słuchał pirata, czyli osoby nieuprawnionej instytucjonalnie do przekazywania wiedzy.
Niemcy: Nauczyciele zmuszają chrześcijańskich uczniów do udziału w Ramadanie [w tym do postu].
Niemcy: nauczyciele zmuszają chrześcijańskich uczniów do udziału w Ramadanie
magnapolonia/niemcy-nauczyciele-zmuszaja-uczniow-do-postu-z-powodu-ramadanu
Zasady Islamu mówią, że w krajach muzułmańskich niemuzułmanie muszą dostosować swoje zachowanie do wrażliwości islamu.
Z kolei w krajach niemuzułmańskich, niemuzułmanie muszą dostosować swoje zachowanie do wrażliwości Islamu.
Tak zaczęło dziać się w Niemczech.
========================
Muzułmańscy nauczyciele zmuszają uczniów do postu z powodu Ramadanu. Jako, że trwa muzułmański miesiąc postu, przez 30 dni nie wolno im pić ani jeść przy świetle dziennym. W związku z tym w szkole podstawowej w aglomeracji Frankfurtu dwóch nauczycieli zabroniło piątoklasistom spożywania napojów na lekcjach. Tłumaczyli to względem na poszczących muzułmańskich kolegów z klasy.
Muzułmanie z Frankfurtu rozpoczęli Ramadan w centrum miasta pod sztandarami z półksiężycami i okrzykami Allahu Akbar. Przykład szkoły podstawowej po raz kolejny pokazuje, że praktykowanie wiary muzułmańskiej w coraz większym stopniu zajmuje przestrzeń publiczną.
Redaktor serwisu sius.de rozmawiał z ojcem, którego córka uczęszcza do przedmiotowej klasy. Ten powiedział: -Przy kolacji zawsze rozmawiamy o tym, jak minął dzień. Zapytałam córkę, co nowego w szkole. Odpowiedziała nam, że dwóch nauczycieli zabroniło uczniom picia wody na lekcjach, ponieważ troje z 27 dzieci pościło.
Niemieckim dzieciom zazwyczaj pozwala się pić na zajęciach. Dzieci stawiają butelki z wodą na stole i mogą pić na zajęciach, jeśli czują pragnienie. -Zawsze możesz napełnić butelki na korytarzu na zewnątrz, jest tam dystrybutor wody – dookreślił ojciec uczennicy, po czym kontynuował: – Uznaliśmy to ogłoszenie za dziwne. Z jednej strony dzieci w piątej klasie mają od 10 do 11 lat. Nawet w przypadku religijnych muzułmanów wymóg postu obowiązuje dopiero od 14. roku życia.
Z kolei fakt, że 24 dzieci musi uwzględniać troje dzieci, jeśli chodzi o podstawowe potrzeby fizyczne – to również dziwna narracja.
On i jego żona powiedzieli córce, że powinna pić, jeśli czuje pragnienie. Według dziewczynki oświadczenie dwóch nauczycieli nie wydaje się być wymogiem szkolnym. Inny nauczyciel pozwolił dzieciom pić jak zwykle, jeśli chciały.
=================
NASZ KOMENTARZ: Nie ma się co łudzić – trwa przyspieszona islamizacja Europy, wspierana przez eurokołchozowych decydentów. W ich planach muzułmanie mają być taranem, który zmiażdży resztki chrześcijańskiej cywilizacji. W przypadku Niemiec nie czujemy z tego powodu szczególnej trwogi. Ważne, by Islam nie wlał się do Polski i wprowadził tu swoje porządki.
Wielka Brytania w gender-odwrocie. Co zrobi Polska? Genderowa, ideologiczna rzeźnia, w której zniszczono życie tysiącom dzieci i nastolatków.
Wielka Brytania w gender-odwrocie. Co zrobi Polska? Szanowni Państwo, Kiedy czytam o tym, co działo się w londyńskiej klinice Tavistock dla osób z dysforią płciową, to mam tylko jedno skojarzenie. Rzeźnia. Genderowa, ideologiczna rzeźnia, w której zniszczono życie tysiącom dzieci i nastolatków. Proszę wybaczyć mi uniesienie, ale przeprowadzony audyt ujawnił, że było to miejsce niczym z horroru. Dlaczego? Choćby dlatego, że operacje „zmiany płci” przeprowadzano tam bez względu na wiek pacjenta. W ciągu ostatniej dekady skierowano do niej niemal 400 małych dzieci. 12 z nich miało zaledwie 3 lata, 61 – 4 lata. Było także 140 pięciolatków i 169 sześciolatków. Na szczęście nie u wszystkich przeprowadzono procedurę. Śledztwo dziennikarskie przeprowadzone przez dziennikarkę BBC Hannah Barnes ujawniło jeszcze więcej przerażających szczegółów. Klinika Tavistock to miejsce, w którym:szantażowano rodziców, że jeśli nie zgodzą się na zmianę płci, ich dziecko się zabije;aktywiści trans wysyłali e-maile, wywierając presję, by pracownicy kliniki podawali blokery dojrzewania i hormony jak najszybciej;bez żadnych podstaw medycznych, bez rzetelnej diagnozy i prób szukania prawdziwych przyczyn odczuwanej dysforii, zmieniano dzieciom płeć.Ale po latach genderowego szaleństwa zarówno rodzice, jak i brytyjskie władze zauważyły to, co powinno być jasne dla od samego początku: ideologia gender wyrządza naszym dzieciom nieodwracalną krzywdę. I dzięki Bogu klinika została zamknięta. I wiele wskazuje na to, że Wielka Brytania naprawdę budzi się z pseudotęczowego letargu. Zaledwie kilka dni temu podjęto tam kolejną ważną decyzję: lekarze w Anglii nie mogą już przepisywać dzieciom środków blokujących dojrzewanie, aby ułatwić im „zmianę płci”. Badacze prowadzący obecnie przegląd usług związanych z tożsamością płciową zgłosili bowiem poważne wątpliwości. Dotyczą zarówno bezpieczeństwa ich stosowania, jak i skuteczności klinicznej. Okazało się, że istnieją „luki w dowodach” dotyczące rzekomej odwracalności wpływu blokerów dojrzewania na ciała, a także psychikę dzieci. Lekarze wskazali, że nie jest do końca jasne, jak działają takie środki. Czy jedynie „wstrzymują” okres dojrzewania czy też są po prostu początkiem nieodwracalnego procesu, którego kulminacją jest „zmiana płci”. Jak podkreśla New York Times, rosną obawy dotyczące „długoterminowych skutków fizycznych i innych konsekwencji” przyjmowania blokerów. Można jedynie powiedzieć: szkoda, że tak późno. Dopiero, gdy setki żyć zostało nieodwracalnie zniszczonych. Gdy tylu młodych ludzi, nieświadomych w pełni konsekwencji tego, na co namawiają ich lekarze, zaprzepaściło swoje szanse na zostanie rodzicami. I po prostu na zdrowe, wolne od bólu i dźwigania ciężaru błędów młodości życie. Czy na podobne opamiętanie możemy liczyć także w Polsce? Pomagam chronić młodzież!Trudno mieć na to nadzieję, zwłaszcza obserwując działania polityków, którzy „puszczają oczko” do krzewicieli ideologii gender.Bo choć teraz rządzący nie wychylają się z tematem tranzycji nieletnich, to jeszcze w okresie kampanii Donald Tusk zapowiedział, że ma już przygotowane projekty ustaw dotyczących ułatwienia „upiornych procedur sądowych w przypadku osób transseksualnych”. I nie trzeba było długo czekać na pierwsze oznaki tego „ułatwienia”. W początkach tego roku Minister Sprawiedliwości Adam Bodnar wycofał z Sądu Najwyższego zapytanie w kwestii procedury zmiany płci. Dotyczyło ono udziału najbliższej rodziny w sprawach sądowych dotyczących zmiany płci. W ocenie ministra: „(…) skierowanie tego wniosku miało utrudnić przeprowadzenie powyższej procedury”. To oczywiście tylko niewielki krok – ale w jasno określonym kierunku. Rządzący nie zamierzają zrobić nic, aby chronić polskie dzieci przez horrorem ideologii gender. Przykład: brak jakichkolwiek reakcji po tym, jak mający tysiące czytelników portal Gazeta.pl zupełnie bez krygowania się promuje wywiad z transaktywistką Eweliną Negowetti. Działaczka chwali się, że pomaga „transiątkom” w zdobyciu bindera (czyli specjalnych bandaży lub koszulki do spłaszczania biustu) za plecami rodziców: Zdarzało się, że wysyłałam binder schowany do ćwiczeń z niemieckiego albo w opakowaniu płyty CD. „Bo rodzice przeglądają rzeczy i mogliby go wyrzucić”. Wielkie fundacje propagujące tranzycje jako lek na całe zło, wciąż bezkarnie polecają usługi psychologów czy seksuologów, którzy za pieniądze, w trakcie jednej wizyty są gotowi wystawić zaświadczenia o występowaniu dysforii płciowej. Czy to medycyna czy już szarlataneria? Wiele młodych osób zachłyśniętych ideologią gender mówi, że o do eksperymentowania z hormonami i blokerami dojrzewania zostali zachęceni przez „znajomych w internecie”, którzy, przekonywali ich, że rozwiązaniem ich problemów będzie „zmiana płci”. I wreszcie to, co pisałem Państwu kilka tygodni temu: z podstawy programowej nauczania biologii wykreślono punkt, w którym mowa o tym, że nie należy bez konsultacji z lekarzem przyjmować preparatów hormonalnych. To tylko kilka przykładów tego, jak ten obłęd podskórnie trawi nas – Polaków. A będzie tylko gorzej, bo u władzy znaleźli się ludzie, którzy ideologię i żądania środowisk trans przedkładają nad dobro dzieci. Ostatnią nadzieją na przebudzenie pozostają więc zwykli ludzie: rodzice, nauczyciele, a przede wszystkim sama młodzież. Dlatego w Centrum Życia i Rodziny to właśnie do nich adresujemy nasze działania.Chcę pomóc w walce z ideologią gender!Pod koniec ubiegłego roku zorganizowaliśmy konferencję ekspercką pt. Tranzycja – „zmiana płci” czy nowa odsłona ideologii?, która cieszyła się ogromnym zainteresowaniem. Wówczas przekonaliśmy się, jak bardzo potrzebne są w Polsce takie działania. Wśród nas są już rodzice, którzy mierzą się z dramatem zaburzeń tożsamości płciowej swoich dzieci. Nauczyciele, którzy doświadczają problemów w pracy, sprzeciwiając się zmianie zaimków czy imion swoich uczniów albo na to, by korzystali z toalet przeznaczonych dla płci przeciwnej, bo rzekomo to z nią się identyfikują. To ludzie, którzy rozumieją, że prawdziwą miłością i prawdziwą pomocą nie jest utwierdzanie dzieci w myśleniu, że „urodziły się w niewłaściwym ciele”. I to właśnie oni zwracają się do nas po pomoc. Otrzymujemy zaproszenia do szkół, aby informować rodziców o zagrożeniu ideologią gender, która często bez ich świadomości wkrada się do umysłów ich dzieci. Służymy pomocą nauczycielom, informując o przysługujących im prawach. Ostrzegamy i alarmujemy, jak dzieci mogą zetknąć się z tą ideologią i narazić się na „tęczowe pranie mózgu”. Zachęcam Państwa do kontaktu z nami, jeśli chcielibyście Państwo zaprosić naszych ekspertów także do Państwa miejscowości. Być może takie spotkanie otworzy oczy rodzicom i wychowawcom. Być może w ten sposób ochronimy jakiegoś młodego człowieka przed popełnieniem nienaprawialnych błędów. Szczególnie ważne jest dla nas właśnie dotarcie do młodzieży. Dlatego przygotowaliśmy także e-book „Chciałbym być sobą”, w którym przedstawiamy historie młodych ludzi, którzy dali się zmanipulować „tęczowym” ideologom. Mając zaledwie kilkanaście lat, podjęli tragiczne w skutkach decyzje. Ale podjęli też walkę o swoje życie i zdecydowali się powrócić do biologicznej płci. Broszurę „Chciałbym być sobą” mogą Państwo pobrać ze strony SzlachetnyPiatek.pl/publikacja. Serdecznie do tego zachęcam, bo takie świadectwa działają lepiej niż najgrubsze naukowe opracowania! Przeciwstawienie się tej barbarzyńskiej ideologii to wymagające i kosztowne zadanie. Organizacja konferencji, logistyka spotkań czy przygotowywanie publikacji łączą się z dużymi wydatkami: od wynagrodzenia za pracę zaangażowanych w to ekspertów aż po koszty promocji wydarzeń i materiałów, aby informacja o nich dotarła do jak największej liczby osób. Wiem jednak, że musimy to robić, bo – jak mogli Państwo przeczytać powyżej – wiele wskazuje, że Polska nie zamierza iść drogą Wielkiej Brytanii, ale raczej bezrefleksyjnie akceptować kolejne ideologiczne pomysły. Nie możemy pozwolić, aby w Warszawie, Krakowie czy Gdańsku zaczęły działać takie „rzeźnie” jak Tavistock. Dlatego proszę Państwa o wsparcie naszych działań i kampanii w walce z ideologią gender, zwłaszcza w kwestiach ochrony przed nią polskiej młodzieży datkiem w wysokości 50 zł, 100 zł czy 200 zł lub nawet większej.Wspieram działania Centrum Życia i Rodziny!Tylko dzięki Państwa zaangażowaniu możemy stawać naprzeciw tej ideologicznej machinie. Tak bowiem należy określić to, z czym się mierzymy: to przede wszystkim wielki biznes, w którym uczestniczą z jednej strony „kliniki” tranzycyjne, z drugiej zaś napędzające im klientów media, korporacje, politycy i celebryci, którzy w blasku pseudotęczowego „postępu” chcą ocieplić swój wizerunek. A do tego zastępy transaktywistów, którzy nie cofną się przed niczym, by zwerbować kolejne młode ofiary. I w Polsce są setki, a może i tysiące młodych ludzi, których możemy jeszcze uratować przed zniszczeniem sobie życia. To o nich toczy się ta walka. Liczę na Państwa zaangażowanie i serdecznie pozdrawiam |
Wspieram działania Centrum Życia i Rodziny!Dane do przelewu: Centrum Życia i Rodziny Skrytka pocztowa 99, 00-963 Warszawa 81Nr konta: 32 1240 4432 1111 0011 0433 7056, Bank Pekao SAZ dopiskiem: „Darowizna na działalność statutową Centrum Życia i Rodziny” SWIFT: PKOPPLPWIBAN: PL32 1240 4432 1111 0011 0433 7056 Centrum Życia i Rodziny Skrytka Pocztowa 99, 00-963 Warszawatel. +48 22 629 11 76 |
Niedziela: Siedlce – Msza Święta i Pokutny Marsz Różańcowy za Ojczyznę
24.03.24 Siedlce – Msza Święta i Pokutny Marsz Różańcowy za Ojczyznę
19/03/2024 przez antyk2013

Niech Będzie Pochwalony Jezus Chrystus i Maryja zawsze Dziewica.
Zapraszamy 24 marca, niedziela, na 89 Pokutny Marsz Różańcowy ulicami Siedlec w intencji naszej kochanej Ojczyzny – Polski.
Zaczynamy o 14,00, pod pomnikiem św. Jana Pawła II. Kończymy Mszą Świętą, która rozpocznie się o godzinie 16,00 w katedrze siedleckiej.
Uwielbiając Boga w Trójcy Świętej Jedynego, modlimy się razem z Maryją Królową Polski, o Polskę wierną Bogu, Krzyżowi i Ewangelii, o wypełnienie Jasnogórskich Ślubów Narodu.
Szczegóły na plakacie.
Z Panem Bogiem,
Andrzej Woroszyło
dr Anna Orawiec: Terminacja, opalenizna i takie tam. Jak sprzedać aborcję miłośniczkom pudelków. „Jogowo i medycznie”.
Terminacja, opalenizna i takie tam. Jak sprzedać aborcję miłośniczkom pudelków
„Jogowo i medycznie. Zabawnie i poważnie. Eksibicjonistycznie (tak w oryginale – JJ). I o tym, żeby pisać, słuchać, czuć, być i patrzeć sercem. Ono wie najlepiej” – tak dr Anna Orawiec opisuje swój profil. opoka/ginekolog-morderca
=================================
Ginekolog zszokowała internautów wypowiedzią, w której ciążę porównała z pasożytnictwem. Później tłumaczyła, że posłużyła się metaforą, odpowiadając na pytanie „widzki”. Jak się jednak okazało, łatwiej bronić wypowiedzi o pasożytach niż wpisów z profilu pani doktor. Zamieszczane tam posty to wielka reklama aborcji adresowana do czytelniczek plotkarskiej prasy.

Zdjęcie z profilu Anny Orawiec facebook.com
„Jogowo i medycznie. Zabawnie i poważnie. Eksibicjonistycznie (tak w oryginale – JJ). I o tym, żeby pisać, słuchać, czuć, być i patrzeć sercem. Ono wie najlepiej” – tak dr Anna Orawiec opisuje swój profil. Teksty o aborcji sąsiadują tu ze zdjęciami opalonych pleców i zachętami do uprawiania jogi. Lekarka pisze o nieszczęśliwej miłości, publikuje zdjęcie z dzieckiem i fotografuje się w maseczce kosmetycznej.
Całość przywodzi na myśli blog Mamy Ginekolog, lekarki, która przez pewien czas była gwiazdą plotkarskich portali, a później – kiedy wyszło na jaw, że ma niepełne kwalifikacje – stała się obiektem kpin tych samych mediów. Jedną z różnic jest to, ile miejsca na profilu Orawiec zajmuje aborcja.
„Bardzo szanuje organizacje feministyczne, współpracuje z @federapl, dyżurowałam pod telefonem udzielając informacji i wsparcia każdej potrzebującej kobiecie – dowiadujemy się z jednego z wpisów. – Chodzę na protesty. Biorę udział w kampanii społecznej «O tym się nie mówi» edukującej na temat wad letalnych płodu. Zabierałam publicznie głos od samego początku, a sama będąc w 8 miesiącu ciąży trzymałam za rękę Pacjentki przyjmowane do zabiegu terminacji ciąży”.
Jest też zaproszenie na „siostrzane warsztaty” Federy, liczne posty poświęcone tzw. pigułce po, zdjęcia z marszów na rzecz aborcji itp. Autorka nie ukrywa, że sama przeprowadzała aborcje. Szokować może długi opis jednej z takich sytuacji – aborcji w 17. tygodniu ciąży dokonanej ze względu na zespół Patau u dziecka (trisomia 13, powoduje liczne wady w rozwoju dziecka). „Jestem wdzięczna, bo jest mi dane wykonywanie najpiękniejszego zawodu na świecie. I tak- dalej wierzę, że to misja. Że bez powołania się nie da. Znieść tego co się codziennie widzi, słyszy – bez tego silnego w środku czegoś szepczącego- jesteś w tam gdzie Twoje miejsce” – pisze autorka. Tekst zilustrowany jest fotografiami uśmiechniętej ginekolog w zakrwawionym kitlu.
Kilka lat temu opinię publiczną zszokowano hasłem „aborcja jest OK”. Społecznościówkowa aktywność warszawskiej ginekolog wpisuje się w dość podobny trend. Nie dlatego, że pokazuje terminację jako coś fajnego – przeciwnie, mowa jest o cierpieniu matki i wątpliwościach samej lekarki – ale umieszcza ją między profesjonalnie zrobionymi postami o życiu i o niczym. Ot, zwyczajna kobieta, która swoje przeszła, ale też swoje bierze od życia pomaga innym jogą, aborcją i poradami, by nikogo nie oceniali.
Angażując się publicznie w szokujący sposób, autorka profilu naraziła się na oceny – może wliczyła to w koszta, może nie przewidziała. Pozostaje mieć nadzieję, że zamiast oswajać z aborcją czytelniczki plotkarskich portali, jej aktywność wywoła odwrotny efekt.
Collegium Humanum: Uroczystość nadania tytułu Profesora Honorowego Ukraińskim rektorom z Kijowa i Lwowa.Serdecznie gratulujemy!
=========================
Koniecznie włączyć dźwięk. Luminarze przemawiają! MD
24 cze 2022
31 maja br. w siedzibie Polskiego Komitetu Olimpijskiego w Warszawiew JM prof. dr hab. Paweł Czarnecki Rektor Collegium Humanum nadał tytuł Profesorom Honorowym Collegium Humanum dla: · JM prof. Eugeniusz Imas – Rektor Kijowskiego Narodowego Uniwersytetu Wychowania Fizycznego i Sportu w Kijowie w Ukrainie · JM prof. Eugeniusz Prystupa – Rektor Lwowskiego Państwowego Uniwersytetu Kultury Fizycznej we Lwowie w Ukrainie
Na uroczystości tradycyjną laudację na cześć Profesorów Honorowych wygłosił Prezes Polskiego Komitetu Olimpijskiego – Andrzej Kraśnicki, swoją obecnością zaszczycili Rektorzy i Prorektorzy uczelni z Polski oraz z Ukrainy, przedstawiciele władz państwowych, samorządowych, społecznych oraz mediów.
Serdecznie gratulujemy!
=================================

==========================
Mail:
Może prezydent Zełenski tego Hochstaplera wybroni? A może sam Czarnecki pójdzie na ochotnika pod Awdijiwkę walczyć o wolność i demokracje?
Rektor Collegium Humanum sypie przestępczy „Układ”, który zbudował.
Rektor Collegium Humanum sypie układ. „Czegoś takiego jeszcze nie widziałem w swej karierze”
opracowała Julia Panicz 22.03.2024 gazeta.pl/rektor-collegium-humanum-sypie-uklad
Rektorowi Collegium Humanum postawiono zarzut przyjęcia ponad miliona złotych za wystawianie dyplomów. Paweł C. liczy na zostanie świadkiem koronnym i otworzył się przed prokuraturą – ustaliła „Rzeczpospolita”.

fot. Facebook / Collegium Humanum

Śląski Wydział Zamiejscowy Departamentu do Spraw Przestępczości Zorganizowanej i Korupcji Prokuratury Krajowej w Katowicach 23 lutego postawił zarzuty sześciu osobom z warszawskiej uczelni niepublicznej Collegium Humanum, w tym rektorowi Pawłowi C. Wśród absolwentów osławionej uczelni są m.in.: doradcy prezydenta Dudy Marcin Drewa i Piotr Karczewski, Bartłomiej Obajtek (brat byłego szefa Orlenu i były dyrektor Regionalnej Dyrekcji Lasów Państwowych w Gdańsku). Collegium Humanum ukończyli także politycy PO Jacek Sutryk (prezydent Wrocławia), wiceministerka rodziny Aleksandra Gajewska, Krzysztof Gadowski (skarbnik klubu PO) czy sekretarz stanu w Ministerstwie Rozwoju i Technologii Waldemar Sługocki.

prof. dr hab. Paweł Czarnecki, MBA, dr h.c. mult. – Rektor
===============================
„System rodem z PRL”. Rektor Collegium Humanum zeznaje przed prokuraturą
Jak dowiedziała się „Rzeczpospolita„, Paweł C. zdecydował się pójść na współpracę z prokuraturą i ujawnia nazwiska osób, które kupowały lub otrzymywały za darmo dyplomy na jego uczelni. Wśród tych osób są wpływowi politycy, biznesmeni, samorządowcy, artyści, naukowcy, policjanci, strażacy czy sportowcy. Ponadto w Collegium Humanum handlowała także doktoratami i habilitacjami.
Z informacji dziennika wynika także, że uczelnia za łapówkę otrzymała akredytację. W związku, z czym postawiono zarzuty Arturowi G., dyrektorowi Biura Polskiej Komisji Akredytacyjnej. Zdaniem śledczych G. w zamian zażądał i przyjął od Pawła C. 450 tys. złotych. Jego żona została z kolei zatrudniona na uczelni. – Kiedy pojawiało się zapotrzebowanie na dany kierunek, to uczelnia go otwierała, w myśl zasady „mówisz i masz – mówi informator dziennika.
Collegium Humanum solą w oku Tuska. Uczelnię kończyli też ludzie z PO
– Czegoś takiego jeszcze nie widziałem w swej karierze – twierdzi osoba związana ze śledztwem. – Zeznania Pawła C. nie tylko wskazują, kto kupował dyplomy dla dodatku do pensji, prestiżu lub tego, by zasiadać w spółce, ale również obnażają system korupcyjny w Polsce rodem z PRL – dodaje. Rektor liczy, że będzie mógł skorzystać z instytucji „małego świadka koronnego”. Wyszedłby wówczas z aresztu, a sąd złagodziłby jego przyszły wyrok – pisze „Rz”.
Osoby, które kupowały dyplomy w Collegium Humanum, same zgłaszają się do CBA
Do Centralnego Biura Antykorupcyjnego zgłosiło się kilka osób, które nielegalnie uzyskały dyplomy w Collegium Humanum – informuje reporter RMF FM Krzysztof Zasada. To odpowiedź na propozycję CBA, która zakładała możliwość uniknięcia kary po zgłoszeniu się do śledczych. Służby nie ujawniają ich tożsamości, pełnionych zawodów czy funkcji.
„Newsweek” o rektorze Collegium Humanum z zarzutami. „On ludzi miażdży”
– Do tej pory dobrowolnie zgłosiło się pierwszych kilka osób. Pozostałe serdecznie zapraszamy. Jeżeli zgłoszą się same, zanim my po nie przyjdziemy, to będą mogły skorzystać z klauzuli niekaralności, jaką daje art. 229 par. 6 kodeksu karnego – podkreśla rzecznik ministra koordynatora służb specjalnych Jacek Dobrzyński w rozmowie z „Rzeczpospolitą”.
=============================

Politycy chcą mordować polskie dzieci. Nie możemy być bierni! Marsz 11 kwietnia
Współczynnik dzietności w Polsce pod koniec rządów PiS wynosił 1,2 znacznie mniej niż współczynnik dzietności w Chinach w okresie „polityki jednego dziecka”.
|
| Już wkrótce w Sejmie odbędzie się głosowanie w sprawie upowszechnienia w Polsce aborcji. Może to być przełomowy moment, od którego zależeć będzie życie milionów Polaków i biologiczne przetrwanie naszego narodu. Mamy moralny obowiązek stanąć do walki o życie i przeciwstawić się planom polityków i aktywistów aborcyjnych, którzy dzieci w łonach matek nazywają „pasożytami” przeznaczonymi do likwidacji. 11 kwietnia, w trakcie sejmowej debaty, organizujemy Marsz w obronie dzieci. Proszę, aby wziął Pan w nim udział lub wsparł jego organizację finansowo. W dniach od 11 do 13 kwietnia Sejm będzie debatował i głosował nad ustawami, które zabijanie poczętych dzieci mają uczynić rzeczą oczywistą, a w przypadku lekarzy obowiązkową. Projekt premiera Tuska zakłada wprowadzenie aborcji na życzenie do końca 12 tygodnia ciąży bez ograniczeń, a przy podejrzeniu (!) wad dziecka do końca ciąży. Dalej idzie projekt Lewicy, która chce aborcji na życzenie praktycznie do końca ciąży. W innym projekcie Lewica domaga się wprowadzenia bezkarności wszystkich zamieszanych w proceder aborcyjnego mordowania dzieci – handlarzy środkami poronnymi, osób, które nakłaniają do aborcji a także tych, którzy aborcje wykonują. Z mocy prawa mordercy mają być bezkarni. W mediach od dawna trwa mordercza propaganda, a ostatnio aborcjoniści otwarcie nazywają dzieci w łonach matki pasożytami. Zbrodniczość projektów koalicji aborcyjnej można porównać z rozporządzeniami III Rzeszy odnoszącymi się do Polek i zniewolonych narodów Europy Wschodniej. Celem pośrednim Hitlera było moralne zniszczenie Polek i Polaków, a celem głównym depopulacja Polski. Współczynnik dzietności w Polsce pod koniec rządów PiS wynosił 1,2 znacznie mniej niż współczynnik dzietności w Chinach w okresie „polityki jednego dziecka”. Koalicja aborcyjna robi wszystko, aby pogłębić demograficzną zapaść Polski. W obliczu ataku na biologiczne istnienie Narodu bierność oznacza współudział. Wobec zdrady polityków zwykli Polacy mają obowiązek stanąć w obronie najmniejszych Polaków. Liczne demonstracje przyczynią się zapewne do opamiętania wystarczającej grupy posłów, aby zablokować mordercze ustawy. Skłonią też Prezydenta do zawetowania ustaw, jeśli większość posłów poprze zabijanie małych Polaków. Dlatego 11 kwietnia organizujemy w Warszawie Marsz w obronie dzieci, który zacznie się Mszą Świętą w kościele Świętego Krzyża na Krakowskim Przedmieściu o godzinie 15. Po Mszy Świętej zgromadzimy się pod pomnikiem Kopernika, a następnie przez centrum Warszawy przejdziemy pod Sejm. Zapraszam Pana do udziału w Marszu. Udzielimy wszelkich informacji i pomocy wszystkim, którzy do Warszawy przybędą z daleka. Aby organizatorzy mogli sprawnie przeprowadzić Marsz, a uczestnicy otrzymywali aktualne informacje prosimy o rejestrowanie się na naszej stronie internetowej. W szczególności prosimy o kliknięcie jednej z opcji uczestnictwa. Jeżeli nie może Pan osobiście uczestniczyć w Marszu, proszę zachęcić do tego znajomych i wesprzeć organizację akcji finansowo: Numer konta: 79 1050 1025 1000 0022 9191 4667 Fundacja Pro – Prawo do życia ul. J. I. Kraszewskiego 27/22, 05-800 Pruszków Dla przelewów zagranicznych – Kod BIC Swift: INGBPLPW Poczęte dzieci nie bronią się same. Pamiętajmy o słowach Jana Pawła II: Naród, który zabija własne dzieci jest narodem bez przyszłości. Proszę stanąć razem z nami w obronie dzieci! Z wyrazami szacunku ![]() Fundacja Pro – Prawo do życia ul. J. I. Kraszewskiego 27/22, 05-800 Pruszków stronazycia.pl |
ABW: NCzas publikował informacje …zagrażające obronności, bezpieczeństwu państwa oraz bezpieczeństwu i porządkowi publicznemu.
Blokada NCzas.com. ABW odpowiada na pozew Sommera. „Ostre oceny” na portalu oko.press
22.03.2024 Autor:Redakcja NCzas nczas

Już w piątek 5 kwietnia rozpocznie się proces redaktora naczelnego „Najwyższego Czasu!” Tomasza Sommera z Agencją Bezpieczeństwa Wewnętrznego, związany z zablokowaniem portalu nczas.com w lutym 2023 roku. Sommer udostępnił w swoich mediach społecznościowych odpowiedź na pozew wystosowaną „w imieniu Skarbu państwa reprezentowanego przez Agencję Bezpieczeństwa Wewnętrznego zastępowanego przez Prokuratorię Generalną Rzeczypospolitej Polskiej”.
Przypomnijmy, że już przeszło rok temu ABW zablokowało bez podania przyczyny portal nczas.com. Obecnie tylko osoby, które odpowiednio zmieniły ustawienia swoich przeglądarek (instrukcja jak to zrobić TUTAJ), mogą wejść na naszą oryginalną stronę.
Państwo polskie wciąż cenzuruje „Najwyższy Czas!” pomimo tego, że jakiś czas temu władza w Polsce się zmieniła. Teraz, ponad rok od zablokowania portalu, rusza pierwszy proces, założony przez Sommera Skarbowi Państwa, reprezentowanemu przez ABW.
Sommer kontra ABW
Redaktor naczelny nczas.com udostępnił w swoich mediach społecznościowych odpowiedź na pozew, wystosowaną „w imieniu Skarbu państwa reprezentowanego przez Agencję Bezpieczeństwa Wewnętrznego zastępowanego przez Prokuratorię Generalną Rzeczypospolitej Polskiej”.
Zaprzeczono w nim między innymi temu, aby „dobra osobiste powoda były naruszone w wyniku wniosku Agencji Bezpieczeństwa Wewnętrznego” oraz temu, aby „wniosek Agencji Bezpieczeństwa był niezgodny z prawem”. Ponadto podkreślono, że absolutnie, w żadnym wypadku motywacje złożenia wniosku nie były polityczne.
Zaznaczono, że rzekomo wniosek był uzasadniony oraz że został wykonany, z czym trudno polemizować. Dalej robi się jedynie ciekawiej. W piśmie notorycznie portal nazywany jest nczas.pl, a więc gdyby ktoś był złośliwy, mógłby uznać, że przez pomyłkę został zablokowany nie ten portal, co trzeba.
„Nie doszło do zablokowania dostępu do ww. portalu (nczas.pl – przyp. red.), skutkiem realizacji wniosku ABW było jedynie ograniczenie dostępności do tego portalu” – czytamy.
Ponadto portal rzekomo „publikował informacje mogące być uznane za zagrażające obronności, bezpieczeństwu państwa oraz bezpieczeństwu i porządkowi publicznemu”. Jakie miałyby to być treści, niestety póki co się nie dowiadujemy, gdyż podobno istniały podstawy do złożenia przez ABW wniosku, ale „z uwagi na objęcie tego dokumentu klauzulą »zastrzeżone« nie jest możliwe szersze odniesienie się do tych faktów” w trybie jawnym.
W odpowiedzi czytamy też, że portal „aktywnie uczestniczył w debacie publicznej i były pod jego adresem kierowane ostre oceny”. O co chodzi? Dowodem na „fakt istnienia w przestrzeni publicznej ostrych, negatywnych ocen działalności portalu” ma być artykuł opublikowany na portalu nczas.com pt. „Mierzyńska z oko.press szaleje. Po prawie 30 latach działalności odkryła »Najwyższy CZAS!« i Stanisława Michalkiewicza”.
Wspomniany artykuł, omawiający tekst opublikowany na portalu oko.press, pojawia się w piśmie jeszcze raz. W odpowiedzi ponownie podkreślono, że portal „uczestniczy w debacie publicznej w sposób bardzo wyrazisty i w konsekwencji bardzo wyraziste są sądy kierowane w debacie publicznej pod adresem tego portalu”. „Debata dotycząca treści jest ostra, padają w niej zarzuty daleko idące” – czytamy.
ABW w swojej odpowiedzi twierdzi zatem, że rzekomo na portalu nczas.com pojawiały się treści „zagrażające obronności, bezpieczeństwu państwa oraz bezpieczeństwu i porządkowi publicznemu”, ale o co chodzi jak na razie się nie dowiadujemy.
Dowiadujemy się natomiast, że pod adresem portalu były „kierowane ostre oceny”, których przykładem jest jeden artykuł portalu nczas.com, będący omówieniem tekstu z oko.press. Trudno powiedzieć, jaki w ogóle miałoby to mieć związek z blokadą portalu, ale widocznie ważny, bo przykład „negatywnej” i „ostrej” oceny jest powtarzany aż dwukrotnie.
Ostatecznie pozwany wnosi o oddalenie powództwa i zarządzenie od Sommera kosztów procesu. Pierwsza rozprawa już 5 kwietnia o godz. 10 w Sądzie Okręgowym w Warszawie. Zainteresowanych serdecznie zapraszamy.
Oto, co przeraża Prokuratorię Generalną Rzeczypospolitej Polskiej. Już pięć lat!
Mierzyńska z oko.press szaleje. Po prawie 30 latach działalności odkryła „Najwyższy CZAS!” i Stanisława Michalkiewicza
Dominik Cwikla 2.08.2019 nczas/mierzynska-z-oko-press-szaleje


Anna Mierzyńska, przedstawiana jako ekspert od mediów społecznościowych na łamach lewackiego portalu oko.press znowu wzięła się za rozwiązywanie zagadek ruskiej agentury i faszystowskiej męskiej dominacji prześladującej pokojowo nastawioną społeczność LGBT. Znalazło się miejsce na nasz portal i redaktora naczelnego. Mierzyńska „awansowała” nas na „liderów opinii Kremla”.
W tekście „Egzotyczna koalicja przeciw LGBT w Polsce: radykałowie religijni, skrajna prawica, Rosja i PiS” Mierzyńska snuje swoje fantazje na temat tego, jak to lewacki PiS rzekomo mobilizuje prawicę przeciwko pokojowemu, tolerancyjnemu i pełnemu miłości społeczeństwu spod znaku LGBT. – W trwającej ideologicznej wojnie nie chodzi bowiem o bezpieczeństwo dzieci czy wizję rodziny – lecz o władzę. Męską władzę – twierdzi autorka.
Wymienionych jest wiele organizacji i mediów, m.in. stop-seksualizacji.pl i „Opcja na prawo”, (ruskoagentyzm i „szerzenie treści anty-LGBT”), Ordo Iuris, Instytut ks. Piotra Skargi i „Magna Polonia”.
Znalazło się także miejsce na nas. Choć z wieloma błędami.
– Wolnosc24.pl i nczas.com to strony należące do Fundacji Najwyższy Czas [do firmy 5S Media Sp. z o.o., co widać w stopce strony – red. nczas]. Redaktorem naczelnym jest Tomasz Sommer, od połowy lat 90. związany politycznie z Januszem Korwin-Mikkem – czytamy w tekście Mierzyńskiej.
– Dziś najbardziej znaną twarzą Najwyższego Czasu jest Stanisław Michalkiewicz, zaś nczas.com we wspominanym wcześniej węgierskim raporcie [przygotowany przez Political Capital z maja – red. nczas] został opisany jako szerzący narrację antyzachodnią i antyestablishmentową. Dodałabym jeszcze antyunijną i antyimigrancką – pisze Mierzyńska.
– Zaś redaktor naczelny Tomasz Sommer w marcu na konferencji Fundacji PAFERE miał wystąpienie o znaczącym tytule: „Jak wyjść z Unii Europejskiej? Praktyczne wnioski z Brexitu” – oburza się autorka.
To miłe, że pani Mierzyńska wreszcie dostrzegła „Najwyższy CZAS!” funkcjonujący na rynku od 1990 roku, i Stanisława Michalkiewicza, który współpracuje z tygodnikiem od początku a przez kilka lat był jego redaktorem naczelnym. Poglądy od początku prezentujemy takie same – konserwatywne i wolnorynkowe, antyunijne i prolife. I jeszcze nie było Putina na Kremlu, ani nawet Federacji Rosyjskiej, tylko Związek Sowiecki, kiedy prezentowaliśmy konserwatywno-liberalne idee.
Należy jednak docenić fakt, że w swoich fantazjach nie nazywa nas już zwykłą „ruską agenturą”, lecz „liderami przekazu zgodnymi z linią Kremla”. Z takimi tezami pozostaje czekać, aż Tomasz Sakiewicz zaprosi panią Mierzyńską na wspólną kawę i ani się obejrzymy, a stanie się ona ekspertem mediów z obozu rządzącego w zakresie tropienia agentur. I kto wie – może uda się jej coś uszczknąć z rządowego koryta za nasze pieniądze?
Źródło: oko.press
Feministra i politolożka: „Produkowanie energii z prądu”.
POLSKA2050: PRODUKOWANIE ENERGII Z PRĄDU
Tak bredzi Paulina Hennig-Kloska. Feministra klimatu i środowiska , politolożka i ekonomistka….
Juan Joya Borja komentuje 100 dni Tuska
Y€baćpisy oszukane?
Gigantyczne koszty zielono-czerwonego ładu. Polska tego nie wytrzyma!
Gigantyczne koszty czerwonego ładu. Polska tego nie wytrzyma!
Autor: CzarnaLimuzyna , 21 marca 2024 ekspedyt/gigantyczne-koszty-czerwonego-ladu
“Uwaga – ważne! Nie 32 tys. zł rocznie, ale 34 tys. zł rocznie (na jedną pracującą osobę) dokładnie – tyle zapłacimy za zielony ład.
Trwają desperackie próby obrony przed przerażającą sumą 32 tys. zł rocznie przez 26 lat – tyle wg moich wyliczeń opartych na raporcie Institut Rousseau ma nas kosztować zielony ład. Te próby sprawiły, że policzyłem jeszcze raz i okazuje się, że to nie 32 tys., ale 34 tys. zł rocznie”. – pisze Łukasz Warzecha na Twitterze.
W międzyczasie w mało upolitycznionym portalu „Komputer świat” ukazała się notatka prasowa o następującym tytule:
Polsce zabraknie prądu. Eksperci pokazali alarmujące dane
Polskie Sieci Energetyczne zaprezentowały zaktualizowany plan rozwoju sieci, w którym pojawiły się niepokojące wnioski. Eksperci wskazują, że bez nowych inwestycji w produkcję energii w Polsce może szybko zabraknąć prądu. Luka ma rosnąć w zastraszającym tempie./link/
Jak do tego doszło? Jak doszło do sytuacji w której wielomilionowy naród w środku Europy pozwala przez wiele lat się okradać i degradować poszczególne działy swojej gospodarki? Następnym po przemyśle i górnictwie ma być polskie rolnictwo.
Kiedy w wyniku realizacji Wielkiego Resetu zastosowano pierwszy raz narzędzie lockdownu, najpierw medycznego, potem obejmującego przedsiębiorców pojawiły się pierwsze analizy łączące ideologię globalistyczną z wymuszonymi lockdownami i planowanymi efektami, którymi są ograniczenie wolności i uszczuplenie własności aż do całkowitego wywłaszczenia klasy średniej. Następnymi w kolejce miały być lockdowny: energetyczny, żywnościowy, a na samym końcu finansowy. Lockdown energetyczny polega na ograniczeniu aż do całkowitego zamknięcia dostępu do paliw kopalnych.
Pozory czyli wymyślone potwory
Dziś już tylko idioci lub zawodowi propagandziści na usługach Big Pharmy i Agendy czerwono-brunatnego ładu twierdzą, że restrykcje sanitarne i restrykcje energetyczne mają podstawy naukowe.
Alan Jones: „CO2 stanowi 0,04% atmosfery. Ludzie tworzą tylko 3% z tych 0,04%. Czy ktoś poważnie sugeruje, że powinniśmy postawić gospodarkę na głowie, podnieść ceny energii, zaszkodzić biznesowi, zagrozić zatrudnieniu? , ponieważ 0,04% atmosfery to CO2?”
Australian broadcaster, Alan Jones: „CO2 is 0.04% of the atmosphere. Human beings create only 3% of that 0.04%. Is anyone seriously suggesting that we should stand the economy on its head, force up energy prices, damage business, jeopardise employment, because 0.04% of the atmosphere is CO2?” Yes Alan, that’s exactly what the climate totalitarians are suggesting, because none of this actually has anything to do with saving the planet, and everything to do with deliberately wiping out the middle class, drastically reducing our standard of living, and exerting absolute totalitarian control over every aspect of our lives, under the mere guise of saving the planet. Source: https://youtube.com/watch?v=c79UkAnrFhw Follow my backup account:
@wide_awake_news Subscribe to me on Telegram: https://t.me/realwideawakemedia
Subscribe to my newsletter, for daily email updates: https://wide-awake-media.com
·Co z Rolnictwem?
Rolnictwa ma nie być. Żywność produkowaną przez rolników ma docelowo zastąpić żywność sztuczna, nie zawierająca mięsa, produkowana masowo przez koncerny. W okresie przejściowym Rolnicy mają zająć się… rolnictwem społecznym czyli zaprzestać produkcji rolnej i przyjmować starszych, wywłaszczonych z mieszkań przesiedleńcow z 15 minutowych miast.
Działania w ramach rolnictwa społecznego mogą obejmować również usługi opiekuńcze dla osób starszych, chorych i samotnych w celu zaspokajania codziennych potrzeb życiowych. Jednak w odróżnieniu do wsparcia z zakresu pomocy społecznej, tego typu usługi rolnik może świadczyć w swoim gospodarstwie rolnym. /Gov.pl/
GROWID czyli kiedy rolnik staje się salową
Agenda 2030 – 17 celów długotrwałego zniszczenia
O autorze: CzarnaLimuzyna
Wodamości TVP
Wodamości TVP
https://www.salon24.pl/u/brixen/1347662,wodamosci-tvp
Marcin B. Brixen 22.12.2023
Hiobowscy w komplecie zasiedli przed telewizorem. Na dziś bowiem zapowiadano nowy główny program informacyjny w pierwszym kanale Telewizji Polskiej.
Hiobowscy w komplecie zasiedli przed telewizorem. Na dziś bowiem zapowiadano nowy główny program informacyjny w pierwszym kanale Telewizji Polskiej.
Włączyli trochę za wcześnie. Trafili na końcówkę odcinka bajki „Tata, tata i ja” zatytułowanego „Zabawa w doktora”. Potem była reklama binderów dla dzieci i na ekranie pojawił się pan, który wczoraj zapowiadał zmiany.
– Witam państwa serdecznie – powiedział pan. – Będę prowadził dla państwa nasz nowy program informacyjny. On będzie jak woda.
– Co to znaczy, że jak woda? – zaniepokoiła się siostra Łukaszka.
Ze strony jej rodziny padały różne odpowiedzi: że taki nudny, że taki bezbarwny, że bez smaku, że bez zawartości. Jedynie mama Łukaszka oburzona, twierdziła, że chodzi o kryształową uczciwość.
Zagrała melodia, zawirowały obrazki i na ekranie pojawił się wielki napis
WODAMOŚCI
Wszyscy zaczęli się śmiać, ale szybko przestali bowiem do studia weszło kilka osób i stanęło koło prowadzącego. Wszyscy mieli tatuaże z ośmioma gwiazdkami.
– Jesteśmy obiektywni i niezależni – powiedział prowadzący.
Na ekranie pojawił premier Tunald-Dosk, który to potwierdził.
Kiedy znowu pokazano studio Hiobowscy przeżyli szok. Prowadzący siedział w jacuzzi.
– Chcemy łączyć ludzi. Nie licząc oczywiście wyborców partii Karosława-Jaczyńskiego, bo to nie są ludzie. A nasza telewizja będzie dla ludzi. Nasze informacje będą jak woda! – przypomniał prowadzący. – Płyńcie z nami! Dzisiaj informacje ze świata, z kraju, a na koniec, sport, pogoda i wywiad pod nazwą „Najważniejsze pytanie dnia”. Należą się wam te informacje. Czyż nie?
Zanurkował i wypłynął parskając wodą.
Tata Łukaszka upuścił szklankę po herbacie.
– Program miał się nazywać „Minuta prawdy”, ale nasz Premier Uśmiechu stwierdził, że tyle czasu nie zmieści w naszym programie. Zaczynamy od informacji z zagranicy.
Na ekranie pojawił się jakiś młody reporter.
– Po zamknięciu elektrowni Turów znacząco poprawiły się stosunki zarówno z Niemcami, jak i z Czechami – mówił stojąc w plenerze, a za nim było widać dymiące zgliszcza. – I nieprawdą jest, że brakuje prądu, i kupujmy go od Niemców za potrójną cenę. Ewentualne niedobory uzupełniamy zakupami od naszego zachodniego sąsiada płacąc zaledwie czterysta procent ceny rynkowej. Teraz cały ten rejon zostanie przywrócony naturze. Mieszkańcy już się cieszą. A kto się nie cieszy, ten zostanie pozbawiony zasiłku dla bezrobotnego. Nie ma miejsca na warcholstwo w krainie demokratycznego uśmiechu!
Teraz przyszła kolej na młodą reporterkę.
– Sukcesem zakończyły się rozmowy z Rosjanami o sprzedaż Orlenu. Nie uzyskamy za tą firmę wielu pieniędzy, ale pamiętajmy, że tyle coś jest warte ile ktoś chce za to zapłacić. Pieniędzy jednak starczy na pokrycie długów powstałych po zasypaniu bezsensownej inwestycji przekopania Mierzei Wiślanej. I przypomnijmy po raz kolejny, że to nieprawda jakoby kazał to zrobić Pudimir-Włatin. Prośbę o to wystosował Miedmitrij-Dywiediew.
Kolejny reporter, tym razem starszy, poinformował:
– Kanclerz Niemiec poprosił o zasypanie tunelu w Świnoujściu, ponieważ zbyt dużo migrantów ucieka nim z Polski do Niemiec. Niemiecka Straż Graniczna jest już zmęczona pushbackami i ciągłym naprawianiem płotu między Świnoujściem a Ahlbeck. O ich ciężkiej pracy opowiada najnowszy film Agnieszki Holland „Powrót do domu”. A skoro już mowa o granicach, to polska Straż Graniczna zatrzymała grupę nielegalnych migrantów na bagnach na granicy z Białorusią. Tak jak powiedział nasz Premier Uśmiechu, zewnętrzna granica Unii Europejskiej musi być strzeżona, ale z pełnym poszanowaniem praw człowieka. Uchodźcy, głównie kobiety i dzieci, dostali ciepły posiłek, opiekę medyczną i obecnie oczekują na azyl w Polsce.
Pokazano jakiegoś murzyna, który wyrywał się pogranicznikom i krzyczał:
– Belarus! Belarus! I wanna go to Belarus!
– Podajemy stan polskich obozów – oznajmił z namaszczeniem prowadzący. – Od zeszłego tygodnia przybyło dwa. W sumie na terenie Polski są już dziewięćset czterdzieści cztery obozy. I co? I nic. Jest spokój. A tak partia Karosława-Jaczyńskiego straszyła. Komisja Europejska darowała nam trzy biliony euro kary za tych trzech co uciekli do Niemiec we wrześniu. Taki jest pożytek jak się z kimś rozmawia i jest się prawdziwym partnerem w Unii. Poprzedni rząd by tak nie potrafił. Ciąg dalszy kwestii migracyjnej – oznajmił prowadzący i kamery pokazały spacerującą po stolicy Polski kolejną reporterkę.
– Jeśli chodzi o liczbę gwałtów w warszawskim metrze, to w skali rok do roku pozostaje na niezmienionym poziomie, co jest oczywiście sukcesem, bo stacji metra cały czas przybywa. W tym roku jedna. Opozycja to krytykuje, twierdząc, że za ich rządów nie było gwałtów w metrze. Tak, to prawda, ale wtedy nie było po prostu metra! Metro to zasługa prezydenta Warszawy, Trzasfała-Rakowskiego, który doczekał się już swojego pomnika!
I pokazano figurę prezydenta wysokości jednego metra.
– W Radomiu trójka LGBT odkryła podczas kontroli dwa pustostany, które można by przeznaczyć dla migrantów – poinformował z jacuzzi prowadzący – ale okazało się, że się nie da, bo są własnością posła. A teraz wiadomości z kraju. Posłanka Kloulina Pannig-Heska przygotowała projekt uchwały zwiększający odległość elektrowni od domu z dziesięciu do dwunastu metrów. I nieprawdą jest co opowiada partia Karosława-Jaczyńskiego, że każdego będzie można wywłaszczyć pod wiatrak. Nie każdego. Tylko ich sympatyków. Prawo być może tego zabrania, ale prawa nie można brać literalnie tylko tak, jak my to rozumiemy. Nie po to demokratyczna większość dostałą mandat od społeczeństwa by nie przeprowadzać zmian, a poza tym ci podludzie zasłużyli sobie na to stylem i metodami. Reszta informacji z kraju.
Pojawił się młody reporter siedzący za biurkiem, który z marsową miną odczytywał z kartek.
– Warszawa. Znów awaria oczyszczalni Czajka. Jest to wina prezydenta Kacha-Leczyńskiego, który wybrał lokalizację tej inwestycji. Dolnośląskie: jest dobrze. Kujawsko-pomorskie: jest dobrze. Lubelskie: jest dobrze. Lubuskie: jest dobrze. Łódzkie: jest dobrze. Małopolskie: jest dobrze. Mazowieckie… – tu spiker podniósł oczy, popatrzył w kamerę i rzekł z satysfakcję:
– Rozpoczęto procedurę oddawania domów zagrabionych przez poprzedni rząd pod CPK. Opolskie: jest dobrze. Podkarpackie: jest dobrze. Podlaskie: jest dobrze. Pomorskie: jest dobrze. Śląskie: jest dobrze. Świętokrzyskie: jest dobrze. Warmińsko-mazurskie: jest dobrze. Wielkopolskie… – tu spiker drugi raz spojrzał w kamerę. – Sejm podjął specjalną uchwalę, która czyni Stary Rynek w Poznaniu przechodnim. Remont ma się zakończyć za trzy lata. Jest to wina prezydenta Kacha-Leczyńskiego, który wybrał lokalizację tej inwestycji. Zachodniopomorskie: jest dobrze.
Ponownie pokazano prowadzącego, który oświadczył, że teraz pora na coś lżejszego, czyli na gospodarkę i oddał głos kolejnej reporterce.
– Lot po sprzedaży Lufthansie powoli zaczyna się rozwijać i w przyszłym roku zamierz kupić drugi samolot. Sukces! Wybrano lokalizację pod pierwszą polską elektrownię atomową. Będzie w Szczyrku. Sukces! Teraz rząd zamierza poszukać wykonawcy, bo wszystkie poprzednie kontrakty poprzedni wykonawcy zerwali. Na placu boju pozostała tylko jedna firma z Niemiec, której nazwa zaczyna i kończy się na S.
– Sukces! – zakrzyknęła babcia Łukaszka.
Tata Łukaszka ją sprostował.
– I najważniejsze: Nasz Premier Uśmiechu, Tunald-Dosk uroczyście oświadczył, że w przyszłym roku wprowadzi w Polsce euro.
Na ekranie pojawił się Tunald-Dosk, który rzekł z pochyloną głową:
– Für Deutschland.
Kamera przełączyła na prowadzącego. Był zły. Rzucił gdzieś w bok żelem do kąpieli.
– Patrzcie kurna co puszczacie bo znów wrócicie do telewizji osiedlowej!
Był jeszcze bardziej zły kiedy zobaczył, że jest na wizji.
– Mamy, tego… Drobne problemy techniczne. Ale następny materiał to państwu wynagrodzi. Przenosimy się na dziecięcą onkologię.
Na szpitalnym korytarzu reporter stał z mikrofonem obok dwójki łysych dzieci w piżamach.
– No dzieci – zaczął ciepło. – Co chciałybyście oddać?
Dzieci spojrzały na siebie i jedno w końcu wydukało:
– Premiera Tunalda-Doska.
– To nie tak – głos reportera znacznie ochłódł. – To jest odpowiedź na drugie pytanie, które brzmi: od kogo chciałybyście otrzymać podziękowania.
– A jak brzmi odpowiedź na pierwsze pytanie? – spytało drugie dziecko.
– Pięć miliardów na TVP. Nie wiecie? Tyle razy to ćwiczyliśmy! – głos reportera drgał z irytacji.
– To miał mówić Grzesio – wyjawiło pierwsze dziecko. – Ale go nie ma.
– Nie ma? A gdzie jest?
– No… Na chemii – bąknęło drugie dziecko.
– Nie do wiary! – reporter uniósł ręce w górę. – To tu telewizja przyjeżdża a on sobie idzie na lekcje! Niesłychane!
W reżyserce ktoś przytomny szybko przełączył obraz, niestety źle wybrał. Widzowie ujrzeli jak prowadzący wali czołem w brzeg jacuzzi. Słychać było jak woda pluska.
Ktoś podszedł z boku i klepnął prowadzącego w łokieć. Ten szybko się zreflektował i zapowiedział sport.
Ale zamiast typowej relacji sportowej na ekranie pojawiła się arena ze stołem i gromadą publiczności. Na arenę wyszła gromada wielkich, wytatuowanych, brodatych mięśniaków w garniturach, a wśród nich dwie drobne postacie w szlafrokach. Zrzuciły kaptury.
– Miał być sport, a co to jest? Jakaś walka MMA? – zapytał tata Łukaszka.
– Walka to też sport – zauważyła babcia Łukaszka.-
– Zaraz, chyba rozpoznaję zawodniczki… – rzekł dziadek Łukaszka.
Na arenę wkroczył łysy facet w białej koszuli z mikrofonem.
– Proszę państwa!!! Po lewej Barota-Dowołek!!! Po prawej Zatarzyna Kalenda-Kolewska!!! Przed państwem walka wieczoru o prawo poprowadzenia wywiadu z premierem!!!
Obie zawodniczki podeszły do stołu.
– Zaczyna Barota-Dowołek!!! – wrzeszczał sędzia.
Zawodniczka przyłożyła prawą dłoń do twarzy drugiej zawodniczki, cofnęła kilka razy, po czym nabrała zamachu i strzeliła całym impetem tamtą w twarz. Zatarzyna Kalenda-Kolewska przechyliła się do tyłu, zarzuciło jej włosy na twarz, ale ustała. Wyprostowała się, odgarnęła włosy z twarzy. Na jej lewym policzku płonął czerwony ślad.
– Teraz Zatarzyna Kalenda-Kolewska!!! – wrzeszczał sędzia.
Wezwana powtórzyła ceremoniał z cofaniem dłoni po czym ona strzeliła przeciwniczkę w twarz, ale dodatkowo nadała impet ramieniem i obrotem. Barota-Dowołek poleciała do tyłu i gdyby dwóch panów jej nie złapało leżałaby. Postawili ją do pionu. Zawodniczka przewróciła oczami i wydawało się, że upadnie, ale jakoś utrzymała pion. Powtórzyła taktykę przeciwniczki z półobrotem. Zatarzyna Kalenda-Kolewska nie upadła, ale a nosa poszła jej krew.
– Dziesięć!!! Dziewięć!!! Osiem!!! – ryczał sędzia.
– Mogę walczyć! Mogę walczyć! – zapewniała Zatarzyna Kalenda-Kolewska. Spojrzała w oczy konkurentki do wywiadu i wysyczała:
– Ja jestem jego największą fanką… Byłam z nim cały czas na każdej przebieżce, każdym joggingu…
I nagle bez ostrzeżenia, bez przymierzania wyprowadziła cios. Barota-Dowołek kompletnie się tego nie spodziewała. Rozległo się echo potężnego plaskacza. Tym razem silni panowie za plecami nie pomogli. Barota-Dowołek przeleciała im przez ręce i upadła na podłogę. Sędzia liczył do dziesięciu, a potem podniósł rękę zwyciężczyni.
– Zatarzyna Kalenda-Kolewska!!!
– No wiecie co – powiedziała zdegustowana mama Łukaszka patrząc na wszystkich trzech samców swojej rodziny.
– Ale jej przylutowała! – przeżywał Łukaszek. – To będzie teraz codziennie? Chcę oglądać!
– Mój Boże! – dziadek złożył dłonie jak do modlitwy. – Kiedyś dałbym każdy pieniądz by patrzeć jak resortowiec dostaje w twarz. A teraz mam to za darmo!
– Sprytny pomysł na podniesienie oglądalności – pokiwał głową tata Łukaszka i podniósł szklankę.
Kamera znów pokazała jacuzzi. Było puste. Obraz przesunął się w bok i kadrze pojawił się prowadzący. Miał na sobie tylko ręcznik wokół bioder i trzymał go oburącz. Kąpielówki leżały przed nim na ławce. Zobaczył, że jest w kadrze i choć wydawało się to niemożliwe jeszcze bardziej poczerwieniał z gniewu. Zrobił krok do przodu po kąpielówki, ale zaraz się rozmyślił i cofnął.
– M… Tego… – bąknął wściekle. – To był program informacyjny „Wodomości”. Będziemy bezstronni, rzetelni, niezależni…
– Mydło – powiedział ktoś zza kadru i koło pana prowadzącego coś przeleciało. Odruchowo wyciągnął ręce żeby to złapać.
– Ręcznik – odezwała się słabym głosem mama Łukaszka i zasłoniła oczy sobie oraz Łukaszkowi.
– Dlaczego mnie? Jej – krzyczał Łukaszek pokazując siostrę. – Ja ten widok przecież znam!
– Ja też znam – ripostowała siostra i zaśmiała się perliście.
Zapadła niezręczna cisza.
– Zaraz, to on wszedł bez mydła? – przerwała ją babcia Łukaszka. Dziadek pokiwał głową i rzekł:
– On zawsze wchodzi bez mydła.
Na ekranie pojawiła się plansza z napisem „Prognoza pogody”. Następnie pokazano prezentera na tle mapy Polski. Polska był tylko częściowo. Nie było Warmii, Mazur, Wrocławia i Szczecina. Na okrojonej części kraju widniały słoneczka.
Prezenter pogody spojrzał na mapę i oznajmił:
– Jutro w całym kraju deszcz.
A potem pojawił się napis, że czas na program publicystyczny „Najważniejsze pytanie dnia”. W fotelach siedzieli premier Tunald-Dosk i redaktor Zatarzyna Kalenda-Kolewska. Pani redaktor miała w nosie wacik i na twarzy sińce, ale trzymała się całkiem dobrze.
– Witam pana, panie profesorze – szepnęła przesuwając się w fotelu ku swojemu gościowi.
– Dzień dobhy pani, dzień dobhy państwu.
– M… – pani redaktor łypała niezapuchniętym okiem nawijając kosmyk włosów na palec. On chrząknął, ona spuściła oczy. On się uśmiechnął, ona pisnęła.
I tak czas płynął.
– Może wheszcie zada mi pani to najważniejsze pytanie – rzekł premier i zażartował: – Wszyscy obywatele na to czekają, każdy ma prawo być poinformowany.
– Dobrze – zdecydowała się pani redaktor. Zebrała się sobie, spojrzała premierowi prosto w oczy i wyszeptała:
– Lubi pan serniczka?
„PIELGRZYMI”
PIELGRZYMI
2024-03-22 Sławomir M. Kozak oficyna-aurora.pl/aktualnosci/pielgrzymi
Przyzwyczajeni do medialnej narracji Zachodu, książek szpiegowskich i filmów, na ogół zresztą bardzo dobrych, przywykliśmy uważać, że w efekcie zmagań wywiadów giną tylko jednostki, a agenci służb eliminują je w ograniczonej ilości i zawsze dla ochrony demokracji oraz w obronie społeczeństw, którym rzekomo służą. Tymczasem, zapewne niewiele osób ma świadomość, że w wyniku poczynań CIA, tylko do końca 1987 r., zginęło na świecie ponad 6 mln ludzi. Dzięki uruchomieniu takich propagandowych działań, jak opisywana przeze mnie operacja „Mockingbird”, odbiorcy medialnej papki nie mają o tym pojęcia. Były analityk Departamentu Stanu William Blum, który porzucił pracę w proteście wobec amerykańskiej polityki w Wietnamie, określił efekty działalności CIA mianem „amerykańskiego holokaustu”. Jego opinia była tym ważniejsza i trudna do zbicia przez potencjalnych oponentów, że Blum był uznanym felietonistą i autorem książki „Państwo zła. Przewodnik po mrocznym Imperium”, której lekturę polecał Amerykanom rzekomo sam Osama Bin Laden, natomiast z całą pewnością znany filozof i działacz polityczny Noam Chomsky nazwał inną pozycję jego autorstwa („Killing Hope”) traktującą o zagranicznych interwencjach USA, „bez wątpienia najlepszą książką napisaną na ten temat”. Musimy pamiętać o tym, że od 1987 r. minęły trzy dekady, w czasie których miały miejsce wszystkie „wojny z terroryzmem”, bombardowanie Jugosławii i wszelkie kolorowe rewolucje. Część z nich nadal trwa i rozwija się na naszych oczach.
Dziś, dla uspokojenia oddechu, przyjrzyjmy się jednak propagandzie innej agencji, według mojej opinii, będącej matką tej amerykańskiej. Mowa o brytyjskiej MI-6. Dla przypomnienia o co chodzi, przywołam urywek jednego z rozdziałów książki „Operacja Terror”, którą gorąco wszystkim polecam.
„Kiedy w lipcu 2014 roku pasażerski samolot malezyjskich linii lotniczych, Boeing 777-2H6, rejs MH-17 został zestrzelony we wschodniej Ukrainie, 40 mil od granicy z Rosją, samoloty i okręty NATO miały pełen obraz sytuacji w regionie Doniecka i Ługańska. Można pokusić się o stwierdzenie, że nie tylko obraz, ale wręcz kontrolę owego ruchu. Na Morzu Czarnym trwały właśnie 10-dniowe manewry Paktu, z wykorzystaniem takich maszyn, jak Boeing E3 Sentry z systemem AWACS, który pozwala obserwować wszystko, co rusza się na obszarze setek kilometrów i Boeing EA-18G Growler, którego sprzęt potrafi zagłuszyć, oślepić oraz zneutralizować każdy radar w nadzorowanym teatrze działań. Ale teren ten był objęty nie tylko nadzorem statków powietrznych, bo na Morzu Czarnym pojawił się krążownik Vella Gulf, wyposażony również w elementy wspominanej wcześniej Tarczy, jakimi są nie tylko pociski rakietowe, ale przede wszystkim radar AN/SPY-1, śledzący zarówno loty wszelkich samolotów, jak i potencjalnych pocisków, które mogłyby być wystrzelone w ich kierunku.
Ćwiczenia połączonych sił Paktu i Ukrainy nosiły nazwę Bryza 2014. Były elementem większych manewrów NATO, z udziałem 7 państw, o nazwie kodowej Rapid Trident II. (…) okryte były dość długo tajemnicą do tego stopnia, że zatwierdzający je ukraiński parlament nie znał dokładnej daty ich rozpoczęcia (…). 5 sierpnia przybyła do Kijowa specjalna grupa Pentagonu ‘w celu pomocy w śledztwie’ wokół katastrofy malezyjskiego B-777. Kiedy oficjalnego przedstawiciela resortu wojskowego zapytano, czym konkretnie będą się zajmować eksperci z tej grupy, odpowiedział tylko, że nie pojadą na miejsce katastrofy, ale będą z Kijowa konsultować śledczych z Holandii, Australii i Malezji. Do zadań Pentagonu nigdy nie należało badanie awarii i katastrof samolotów pasażerskich. Tym w USA zajmowały się zawsze NTSB i FAA. Pentagon ściągano wyłącznie w przypadku katastrof samolotów wojskowych. W skład obecnej delegacji, jeśli wierzyć Pentagonowi, wchodzą eksperci ds. operacji specjalnych, logistyki i planowania operacji wojskowo-powietrznych. (…) 8.08.2014 r. Holandia, Ukraina, Belgia i Australia uznały, że dochodzenie zostanie utajnione!”
W listopadzie 2022 r. zapadł ostateczny wyrok w procesie domniemanych sprawców zamachu na samolot MH17. Obywatele Rosji Igor Girkin i Siergiej Dubiński oraz separatysta z Donbasu Leonid Charczenko (ścigani listami gończymi) zostali skazani zaocznie za zabicie 283 pasażerów i 15 członków załogi na dożywocie. Orzeczono, że zorganizowali oni przekazanie rakiet systemu ziemia-powietrze Buk, która podobno uderzyła w samolot. Oleg Pulatow, jedyny oskarżony, który miał ochronę prawną podczas procesu, został natomiast uniewinniony od wszystkich zarzutów, od czego prokuratorzy się nie odwoływali. Sąd uznał, że strącenia MH-17 dokonano omyłkowo, a sprawcy tego czynu prawdopodobnie chcieli zestrzelić zupełnie inny, wojskowy samolot. Mimo ogólnoświatowego oburzenia na akt terroryzmu z r. 2014, o werdykcie sądu niewiele było słychać. Nie było o nim głośno również w naszych mediach. Dlaczego? I tu powracamy do macierzystej firmy ulubionego na całym świecie Jamesa Bonda, która na długo przed tym wypadkiem powołała do życia tzw. „Grupę Pielgrzymów”, prywatną firmę ochrony oferującą elitarne usługi dla londyńskich ambasad, dyplomatów, agentów wywiadu i przedstawicieli biznesu poza granicami wysp brytyjskich. Kierowana jest przez weteranów brytyjskich sił specjalnych, szkoli zagraniczne wojska i grupy paramilitarne, a także zapewnia ochronę reporterom i ich pracodawcom. To ta firma kształtowała relacje medialne, a przez to oficjalne dochodzenie dotyczące MH17. Utrzymywała obecność w Kijowie dziennikarzy już od początków „rewolucji” na Majdanie (schyłek 2013 r.), przewożąc ich w miejsca najważniejszych wydarzeń. W procesie dotyczącym malezyjskiego samolotu utrzymywała kontrolę nad tym, co reporterzy pod jej okiem widzieli i, jak relacjonowali sytuacje, z którymi się spotykali. Ich główną tubą propagandową była Bellingcat, założona cudownym zrządzeniem losu w lipcu 2014 r. „brytyjska witryna dziennikarstwa śledczego która specjalizuje się w sprawdzaniu faktów i białym wywiadzie”.
Powołany miesiąc później trybunał do zbadania tragedii MH-17 być może nie korzystał z tych danych, ale z pewnością czyniły to inne światowe media i rządy. Wątpię, by ktokolwiek w Polsce słyszał o grupie „Pielgrzymów”, choć jest ona powszechnie znana w światku dziennikarskim, chełpi się na swej stronie „doświadczeniem w ułatwianiu bezpiecznego zbierania wiadomości i kręcenia filmów”. Zapewnia swych klientów, że przy jej udziale „dziennikarze i pracownicy produkcji mogą działać bezpiecznie i pewnie”. Również w tak nieprzyjaznych miejscach, jak „kraje słabo rozwinięte, państwa upadające i tereny po katastrofach”. W odniesieniu do Ukrainy, chwaliła się tym, że jej zespoły „działały w wielu głównych skupiskach ludności kraju, w tym w Doniecku, Charkowie, Kijowie, Lwowie, Odessie, i na całym Krymie”. Zaangażowanie dotyczące sprawy MH-17 przedstawiane było przez „pielgrzymów” w komunikatach ofertowych, jako dowód na szybkość ich działania w mobilizacji swoich operatorów. Do 27 działających tam wówczas zespołów, w ciągu 6 godzin dołączyło 7 dodatkowych. Ramy felietonu uniemożliwiają rozwinięcie tego tematu, ale polecam zakup moich książek, w których tego typu spiskowa praktyka dziejów jest przeze mnie od lat opisywana. Przykre jest to, że polski czytelnik nie ma prawa dowiedzieć się niczego o dokonaniach tego typu pielgrzymów z naszych mediów, ale o czym tu marzyć, skoro w tydzień po pielgrzymce za Wielką Wodę najważniejszych przedstawicieli naszego państwa, o ich sukcesach też niewiele wiemy.
Sławomir M. Kozak
Wesprzyj emisję billboardów, których boją się politycy forsujący ekoterroryzm… Strefa czystego Absurdu.
WESPRZYJ AKCJĘ BILLBOARDOWĄOdsłaniamy prawdę o ekorewolucji i nazwiska polityków popierających szkodliwe „strefy” w miastach! Szanowny Panie Zwracam się dzisiaj do Pana w bardzo ważnej sprawie. To dotyczy tak naprawdę mieszkańców wszystkich dużych miast w Polsce, nawet jeżeli jeszcze nie zdają sobie z tego sprawy.Być może już Pan wie, że od lipca 2024 roku w dwóch polskich miastach pojawi się tzw. strefa czystego transportu. Będą to Warszawa i Kraków. To jednak jest tylko początek! Problem szkodliwych „stref” dotyczyć może każdego większego miasta. Prace już trwają. A mówimy o uchwałach rad gmin, które uniemożliwiają jazdę po własnym mieście, jeśli nie posiada się dostatecznie nowego auta lub auto to nie spełnia rygorystycznych norm emisji spalin!Podobnie jak sprawa obrony naszej narodowej waluty, tak i chory pomysł z katalogu Agendy 2030 i Europejskiego Zielonego Ładu, mocno nami poruszyły. Wielu członków i pracowników naszego Stowarzyszenia zaangażowało się w akcje społecznego protestu przeciwko tym zmianom.Zdajemy sobie bowiem sprawę, że jeśli teraz – wykorzystując podwójną kampanię wyborczą – nie zdołamy ich powstrzymać, kolejne miasta wprowadzą to bezprawie: dziś „strefy czystego transportu”, a jutro getta „miast 15-minutowych” itd. WSPIERAM WALKĘ Z EKOREWOLUCJĄ (pod tym linkiem może Pan włączyć się w wielką akcję billboardową, którą prowadzimy od początku marca) No właśnie! Pana przecież nie muszę przekonywać o potrzebie zachowania przez naszą ojczyznę suwerenności i przeciwstawienia się tej rewolucji. Wspólnie widzimy, że Fit for 55, Zielony Ład i Agenda 2030 zmierzają do uczynienia z Europy wielkiego, socjalistycznego państwa multikulturowego, w którym – jak przystało na realia socjalizmu – utracimy w części lub całości swoją własność oraz zostaniemy poddani gigantycznej kontroli i represji. Pana podpis pod petycją „Nie chcemy euro”, która z każdym dniem niesie się coraz szerzej wśród internautów, jest tego najlepszym dowodem.Ale, o ile kwestia likwidacji polskiego złotego pozostaje na razie w planach lewicowej większości rządzącej Polską – czemu słusznie się sprzeciwiamy – o tyle pomysły ekorewolucjonistów pod hasłem „stref czystego transportu” to już zagrożenie, które za moment zacznie obowiązywać w największych polskich miastach…… chyba, że wspólnie zdołamy je powstrzymać!Skąd takie przekonanie?Proszę spojrzeć na te trzy zdjęcia z naszej kampanii billboardowej, którą już prowadzimy: ![]() ![]() Kampania billboardowa pod hasłem „Strefa czystego absurdu”, w ramach której alarmujemy mieszkańców przed zagrożeniem SCT i ujawniamy nazwiska polityków popierających ekorewolucję, to efekt ciężkej pracy dużej grupy ludzi, którą udało nam się zgromadzić w ramach nieformalnego ruchu społecznego „Nie Oddamy Miasta”.Działamy w ten sposób, często po godzinach czy w weekendy, od kwietnia zeszłego roku. Muszę Panu powiedzieć, że nasze starania przyniosły już pierwsze efekty.Nie wiem, czy dotarła już do Pana wiadomość, że Wojewódzki Sąd Administracyjny w styczniu tego roku – w postępowaniu, w którym brali udział także działacze naszego ruchu – wydał wyrok unieważniający w całości pseudo-strefę w Krakowie. Sędziowie nie mieli wątpliwości co do tego, że w treści uchwały istnieje szereg naruszeń prawa oraz że cała ta „strefa” – poprzez objęcie zasięgiem całego miasta – właściwie nawet nie spełnia ram definicyjnych takiego pojęcia. Proszę sobie wyobrazić, że krakowscy radni utrzymują dalej, że… SCT w Krakowie i tak powstanie! Wbrew wyrokowi i licznym głosom mieszkańców!Sami zorganizowaliśmy dotąd trzy wiece, na które przychodziły setki krakowian, a nasze petycje, czy też niezależne obywatelskie inicjatywy uchwałodawcze, które wspieraliśmy, zyskiwały poparcie liczone w tysiącach podpisów.Dlatego – oprócz wielu innych działań, takich jak ulotki, pisma i wnioski do organów władzy, spotkania z mieszkańcami, o których szerzej piszemy na stronie NieOddamyMiasta.pl – podjęliśmy się zadania ekstremalnie trudnego: zorganizowania akcji billboardowej przeciwko „strefom czystego transportu”.I to pomimo tego, że niektóre firmy odmawiały nam publikacji naszego projektu graficznego, inne z kolei – przeciągały negocjacje i kluczyły. Ale to, co widzi Pan powyżej na zdjęciach, to billboardy już wiszące w aglomeracji krakowskiej (m.in. Skawina, Wieliczka, Michałowice), jak też w kilku miejscach Warszawy. Jest to nasz wspólny głos sprzeciwu, pobudka dla setek tysięcy jeszcze niezorientowanych Polaków i zarazem czerwona kartka wobec radnych, którzy skompromitowali się głosowaniami za SCT, czyli na szkodę mieszkańców. Dzięki dużej determinacji oraz wsparciu finansowemu naszych Przyjaciół, to już się udało zrobić!Wszyscy jednak wiemy, że tych billboardów przydałoby się nie kilkanaście, lecz KILKASET. Tak, by nie mogły tego zignorować, zarówno władze samorządowe, jak też i lokalne media.Mając to na uwadze, zarezerwowaliśmy nowe powierzchnie pod billboardy i wznowiliśmy zbiórkę pieniędzy, którą może Pan zobaczyć pod poniższym linkiem. Tutaj może Pan wesprzeć drugi etap kampanii, aby pomnożyć liczbę billboardów oraz zawiesić je w kolejnych miastach Powiem Panu o czymś, o czym jestem szczerze przekonany. Widzę to dzięki wieloletniej działalności społecznej. Masowe dotarcie do Polaków z prawdą o tych pseudo strefach spowoduje, że politykom nie uda się tego „po cichu” przegłosować np. we Wrocławiu, czy w Rzeszowie. W Warszawie z kolei ciężko będzie im utrzymać SCT w batalii sądowej. Czy wie Pan o tym, że w ostatnich dniach Rzecznik Praw Obywatelskich (w końcu! Sami przecież apelowaliśmy do niego w tej sprawie) zadał magistratowi kierowanemu przez Rafała Trzaskowskiego serię niewygodnych pytań, otwarcie podważając uchwaloną SCT?Biuro Rzecznika zauważa, że:„przepisy załącznika Nr 2 do uchwały w sprawie strefy czystego transportu różnicują uprawnienia właścicieli aut wyposażonych w silniki benzynowe oraz w silniki Diesla. Wydaje się, że zróżnicowanie to nie ma racjonalnych podstaw. Rodzi też obawy, czy spełnia standardy konstytucyjne, które gwarantują obywatelom prawo do równego traktowania przez władze publiczne”. Ta interwencja wobec „strefy”, która teoretycznie w stolicy ma wejść w życie już 1 lipca, to kolejny dowód na to, że presja społeczna na masową skalę ma sens.Wiemy o tym nie tylko my, ale również np. setki tysięcy rolników, którzy wyszli i wyjechali na ulice miast w protestach m.in. przeciwko Europejskiemu Zielonemu Ładowi. To jedna z katalogu tych ekorewolucyjnych strategii płynących z Brukseli (Green Deal), które mogą doprowadzić do katastrofy gospodarczej, upadku setek tysięcy firm i powszechnej biedy. Efekt protestów? Ministrowie rządu Donalda Tuska już zaczęli mówić językiem protestujących i podważać ustalenia eurokratów. Jak to się mówi, nie chwalmy dnia przed zachodem słońca, ale warto zauważyć, że pojawiają się pierwsze doniesienia medialne o planowanych zmianach w przepisach Zielonego Ładu…Jak Pan doskonale widzi, na polityków działa tylko naga siła społecznego gniewu, której zaczątki udało nam się już stworzyć w ruchu „Nie Oddamy Miasta”. Dlatego właśnie potrzebujemy Pana wsparcia w dalszej pracy. TAK, JESTEM Z WAMI. POSTAWCIE JAK NAJWIĘCEJ BILLBOARDÓW PRZECIWKO „STREFOM” I EKOREWOLUCJI! Gdy piszę do Pana te słowa, jesteśmy już dość blisko celu naszej zbiórki. Wchodząc na linkowaną powyżej stronę, zobaczy Pan, jak niewiele nam brakuje, by zebrać pieniądze potrzebne do tej kampanii. Dlatego też za każdą złotówkę przekazaną na kontynuację tej przełomowej kampanii oraz na nowe billboardy w kolejnych miastach już teraz ogromnie Panu dziękuję! Proszę przyjąć moje serdeczne pozdrowienia. ![]() Sławomir Skiba Wiceprezes Stowarzyszenia Kultury Chrześcijańskiej im. Ks. Piotra Skargi |






Kampania billboardowa pod hasłem „Strefa czystego absurdu”, w ramach której alarmujemy mieszkańców przed zagrożeniem SCT i ujawniamy nazwiska polityków popierających ekorewolucję, to efekt ciężkej pracy dużej grupy ludzi, którą udało nam się zgromadzić w ramach nieformalnego ruchu społecznego 