Strona Mirosława Dakowskiego

Strona Mirosława Dakowskiego

Niemcy okradli nas na setki miliardów złotych

Zamek Królewski po pożarze 17 września 1939 r. Zamek został trafiony niemieckimi bombami, podobnie jak sąsiadująca katedra św. Jana. FOT. MATERIAŁY PRASOWE

Niemiecka okupacja zrujnowała polską gospodarkę i nasz system bankowy – mówi prof. Mirosław Kłusek w rozmowie z „Naszą Historią”.

„Nasza Historia”: Panie profesorze, jak Niemcy w czasie okupacji wykorzystali polski system bankowy do finansowania swoich celów?Prof. Mirosław Kłusek: Na ziemiach wcielonych do III Rzeszy polski system bankowy został całkowicie zlikwidowany, cały jego majątek przeszedł na własność Rzeszy. Likwidacją bankowości polskiej zajmował się Główny Urząd Powierniczy Wschód (Haupttreuhandstelle Ost). On przejmował skradzione przez Niemców środki bankowe i majątek. Następnie pieniądze trafiały na konto Banku Rzeszy i do Ministerstwa Finansów Rzeszy. Ten resort bezpośrednio finansował prowadzenie wojny.Jak to wyglądało na terenach tzw. Generalnego Gubernatorstwa?Gospodarka nie może funkcjonować bez systemu bankowego, ponieważ jest on jej krwiobiegiem. Na ziemiach polskich, które nie zostały wcielone do III Rzeszy, Niemcy pozwolili działać jedynie instytucjom kredytowym i bankom, które finansowały ich cele gospodarcze i wojskowe. Zezwolili na kontynuowanie działalności przez Państwowy Bank Rolny, Bank Gospodarstwa Krajowego i Bank Handlowy. Większość pozostałych banków i instytucji kredytowych pozbawiano możliwości funkcjonowania. W bankach Niemcy wprowadzili zaufanych powierników – Treuhänderów – nadzorujących ich działalność. Państwowy Bank Rolny finansował skup kontyngentów żywnościowych dla Wehrmachtu, policji i SS oraz ludności niemieckiej na okupowanych terenach. Bank Gospodarstwa Krajowego finansował niemiecki przemysł zbrojeniowy.

Ile wynoszą straty poniesione przez polski system bankowy w wyniku okupacji niemieckiej?

Szacuję je na około 5 mld przedwojennych złotych. Po zwaloryzowaniu na współczesną kwotę będzie to 80-100 mld zł. Ale w tej kwocie nie są uwzględnione straty wynikające z działalności Banku Emisyjnego w Generalnym Gubernatorstwie. Szacuję je na około 160 współczesnych miliardów złotych.

Mało znany jest fakt, że Niemcy zmusili Polaków do finansowania ich machiny wojennej. Może pan szerzej o tym opowiedzieć?

Władze Generalnego Gubernatorstwa emitowały obligacje i bilety skarbowe. Do ich zakupu Niemcy zmuszali polskie instytucje bankowe i przedsiębiorstwa.

Podane przez pana kwoty straty polskiej bankowości z czasów okupacji niemieckiej nie uwzględniają depozytów bankowych należących do indywidualnych osób.

Nie, ponieważ jeżeli banki sporządzały sprawozdania za okres okupacji, umieszczały tam wysokość strat w swoich aktywach i majątku. A przecież w bankach znajdowały się również skrytki czy sejfy, w których osoby prywatne przechowywały cenne rzeczy, np. kosztowności, złoto, biżuterię, waluty zagraniczne, papiery wartościowe. Ale to nie było własnością banku, który tylko wynajmował skrytkę. Niemcy po zajęciu Polski w 1939 r. interesowali się tym, co jest w tych skrytkach. Klucze mieli właściciele i banki, które nie były zainteresowane przekazaniem ich Niemcom. Ale to nie było dla okupantów przeszkodą, bo włamywali się do skrytek i je okradali. Interesowało ich zwłaszcza złoto i biżuteria oraz waluty zagraniczne. Złoto trafiało najczęściej do Berlina. Tam przetapiano je w sztabki, a potem w Szwajcarii i w Turcji wymieniano na waluty zagraniczne, które wykorzystywano do zakupu surowców. Biżuterię sprzedawano, podobnie jak zagraniczne papiery wartościowe. Traciły na tym osoby prywatne, natomiast dla banku to nie była strata. Oszacowałem, że straty z tego tytułu wyniosły około miliarda przedwojennych złotych. To równowartość minimum 20 miliardów współczesnych złotych.

Niemiecki rabunek nie ograniczył się do okradania prywatnych skrytek i sejfów.Oczywiście, że nie. Pod koniec wojny, w 1944 i 1945 r. Niemcy wywozili skradzioną z polskich banków walutę zagraniczną, złoto i kosztowności. Rabowali również meble, maszyny liczące i maszyny do pisania z banków. Nie byli zainteresowani sztuczną, stworzoną przez nich walutą okupacyjną, tzw. młynarkami Banku Emisyjnego. Stało się tak, ponieważ nie przedstawiały one większej wartości.Co ze środkami, które odkrył pan na tzw. brytyjskim koncie?W moim odczuciu, graniczącym z pewnością, one są i nadal czekają na odbiór. Są podstawy, by Polska domagała się zwrotu tych pieniędzy. Ich odzyskanie zależy od sprawności polityków.Jak pan trafił na ślad tych pieniędzy?Odkryłem podczas badań, że w 1949 r. w brytyjskiej strefie okupacyjnej na koncie Głównego Urzędu Powierniczego Wschód znaleziono pieniądze pochodzące z likwidacji oddziałów trzech polskich instytucji bankowych: Banku Polskiego, Banku Gospodarstwa Krajowego i Państwowego Banku Rolnego. Suma znajdujących się tam środków wyniosła ok. 180 mln Reichsmarek, to równowartość 360 milionów przedwojennych polskich złotych. Obecnie wartość znajdujących się tam pieniędzy wynosi około 6 mld złotych. Brytyjczycy stwierdzili, że te pieniądze pochodzą z polskich banków. Mieli nawet zamiar zwrócić je Polsce. Ale nic nie wskazuje na to, że tak się stało.

źródło: https://gs24.pl/niemcy-okradli-nas-na-setki-miliardow-zlotych/ar/c15-18279415

Dlaczego aktualny Kim już nie chce zjednoczenia Korei

źródło: https://sniper.neon24.net/post/175067,dlaczego-aktualny-kim-juz-nie-chce-zjednoczenia-korei

W moim swobodnym przekładzie przedstawiam tekst autorstwa  Fiodora Tertnickiego współpracownika naukowego na południowokoreańskim Uniwersytecie Kookmin.

Tekst został opublikowany na stronie Carnegie Politika z datą  23.01.2024 r.
 

Korea Północna przeszła rewolucję ideologiczną na skalę, jakiej nie widziano w tym kraju od 50 lat. Przemawiając na plenum Komitetu Centralnego Partii, a następnie na Najwyższym Zgromadzeniu Ludowym, sekretarz generalny, marszałek  Kim Dzong Un definitywnie pogrzebał ideę zjednoczenia Korei.  Ni mniej, ni więcej wezwał do „wykreślenia z narodowej historii samych pojęć „zjednoczenie”, „pojednanie” oraz  „zjednoczony naród'” i jednocześnie do „zburzenia Łuku Trzech Zasad Zjednoczenia Ojczyzny”, 30-metrowego pomnika w południowym rejonie stolicy kraju, mieście Pjongjang.
https://wyborcza.pl/7,75399,30626372,zniknal-luk-zjednoczenia-symbol-przyszlego-polaczenia-obydwu.html

Deklaracja Kima jest ideologiczną zmianą o prawdziwie tektonicznym wymiarze. Podstawowa zasadą istnienia odrębności  KRLD była idea, że podzielona Korea zostanie pewnego dnia zjednoczona. Triada zasad dla zjednoczonej ojczyzny – „pokój, suwerenność i wielka konsolidacja narodowa” – zostały przedstawione jeszcze przez jego ojca Kim Il-sunga (Kim Ir Sen).

Kim Dzong Un postanowił zburzyć łuk postawiony na cześć jego własnego dziadka, odrzucając symbolicznie jeden dotychczasowych głównych wektorów ideologicznych. Coś jakby w latach 70-tych gensek Leonid Breżniew ogłosił, że w ZSRR już dłużej nie będzie się budowało komunizmu.

Niemniej jednak decyzja została podjęta. Niesie ona ze sobą spore ryzyko dla Kima, ale wydaje się niezbędna do osiągnięcia jego długoterminowych celów.

Podział Korei w 1945 r. rozpoczął się jako decyzja czysto taktyczna. ZSRR i Stany Zjednoczone, które walczyły przeciwko Japonii, zgodziły się podzielić półwysep wzdłuż 38 równoleżnika na dwie, mniej więcej, równe strefy okupacyjne, chociaż główne miasto Seul przypadło Amerykanom. Jednak prowizorka,  pomyślana wszak rozwiązanie tymczasowe, wykazała nadzwyczajną trwałość: dwie strefy okupacyjne najpierw stworzyły oddzielne administracje, a już w 1948 r., proklamowane zostały odrębne  państwa. Mimo to ojcowie założyciele Korei Północnej i Południowej, Kim Il Sung i Rhee Syng-man  (Syngman Rhee), wciąż uznawali podział kraju za niefortunny zbieg okoliczności, pokładając nadzieję na zjednoczenie w całość siłą pod swoim przywództwem. Jednak trzyletnia krwawa wojna koreańska (1950-1953) niewiele zmieniła w tej kwestii: nowa linia demarkacyjna, wytyczona wzdłuż linii frontu w lipcu 1953 r., niewiele  różniła się w swoim przebiegu od starej linii wyznaczonej według 38 równoleżnika.

Po zawieszeniu działań wojennych Seul i Pjongjang odmawiały przez kolejne  dziesięciolecia zaakceptowania podziału kraju, nieufnie oceniając wszelkie posunięcia zmierzające do wzmacniania status quo. Dopiero w 1972 r.  skonfliktowane strony koreańskie zgodziły się na podpisanie  Wspólnej Deklaracji Północ-Południe, stanowiącej praktycznie pakt o nieagresji. Deklaracja wprowadziła do stosunków między obiema Koreami dwuznaczną koncepcję „pokojowego zjednoczenia”. Zakładano, że w pewnym momencie oba kraje „zgodzą się”, aby stać się jednym krajem. Jednak nie skonkretyzowano,  jaką drogą należałoby podążać do osiągnięcia tego ambitnego celu w sytuacji szczelnie chronionej granicy jak też braku stosunków dyplomatycznych.

Po śmierci Kim Il Sunga w 1994 r., jego następcy Kim Dzong Il i Kim Dzong Un byli znacznie mniej przychylnie nastawieni do koncepcji zjednoczonej Korei, niemniej  taka wytyczna wciąż obowiązywała w północnokoreańskim katalogu ideologicznym. Dopiero nawiązanie współpracy międzykoreańskiej w 2002 r., oraz jej zakończenie w 2016 r. w dużym stopniu utrwaliło podział Korei w oczach jej mieszkańców. Pojawienie się wspólnych projektów  pokazało Koreańczykom z Południa, że możliwe jest współdziałanie z KRLD, podobnie  jak ze zwyczajnym innym państwem. Natomiast  ich zamknięcie  było wskazówką, że  taka współpraca jest mało atrakcyjna, zas  posiada znaczenie głównie dla image’u politycznego przywódców w obu Koreach. Innymi słowy, idea zjednoczenia Korei powoli obumierała w okresie 70 lat od zakończenia wojny w 1953 r. Choć już sam czas trwania tej atrofii ukazuje, jak bardzo dramatyczny zwrot wykonał Kim Dzon Un.

Idea zjednoczenia zawsze była trudna do dopasowania do czarno-białej północnokoreańskiej ideologii. W niej wszystko było jasne – oto  my, na Pólnocy, jesteśmy szczęśliwymi ludźmi, którzy mają szczęście żyć pod przywództwem genialnego wodza narodu. I są wrogowie – amerykańscy imperialiści, japońscy rewanżyści i różni zdrajcy socjalizmu, tacy jak Chruszczow i Gorbaczow. Są również przyjaciele – oczywiście nie są tak sprytni jak my (skoro nie mają tak mądrego przywódcy), którzy na ogół  nie są złymi ludźmi. Ale co począć z Koreańczykami z Południa? Z jednej strony są naszymi braćmi, którzy płaczą pod obcasem okupanta, ale jednoczesnie  są też naszymi wrogami i marionetkami Amerykanów.

Z powyższego względu idea zjednoczenia musiała łączyć w sobie zarówno militaryzm, jak i pacyfizm. Północnokoreańska telewizja grała zarówno piosenkę „Wodzu, daj tylko rozkaz„, której słowa mówiły o gotowości do natychmiastowego zmiażdżenia wroga, jak i „Tęczę zjednoczenia„, piosenkę o tym, jak ta tęcza rozciąga się od najwyższej góry na północy kraju do najwyższej góry na jego południu.

Koreańczycy z Północy czuli się znacznie bardziej komfortowo z drugą, pokojową wersją idei zjednoczenia. Zazwyczaj mówili o tym własnymi, szczerymi słowami, nie zaś propagandowymi frazesami. Wielu opowiadało o tym, że marzyli o wyjeździe na Południe po dokonanym zjednoczeniu i spotkaniu z tamtejszymi mieszkańcami.

To przyjazne nastawienie do Koreańczyków z Południa stanowiło wielkie zagrożenie dla reżimu północnokoreańskiego, ponieważ rodziło całą serię pytań. Dlaczego ludzie tam, pod obcasem amerykańskiego imperializmu, żyją bogato, podczas gdy my, w objęciach wielkiego przywódcy, żyjemy biednie?
Dlaczego południowcy pod uciskiem kapitału i neokolonializmu mogą swobodnie podrózowac po świecie  albo  wiecować przeciwko swoim  liderom politycznym, podczas gdy my nie, lecz  za to musimy mieć w każdym domu, portret przywódcy narodu wiszący na honorowym miejscu? I tak dalej.
Takie pytania mogły wywoływać jeszcze bardziej niebezpieczne porównania. Choćby np. takie, że jeśli na Południu są Koreańczycy tacy jak my, ale żyją znacznie lepiej, to czy dzieje się tak dlatego, że nie przewodzi im Wielki Marszałek Kim? Czy może jest też tak, że przywództwo Wielkiego Marszałka Kima wcale nie jest tym, czego potrzebujemy?

Innymi słowy, od samego początku ideowa bomba zegarowa była wbudowana w ideologiczne fundamenty państwa północnokoreańskiego. Sposobem jej rozbrojenia stała się transformacja ideologii państwowej, która ogłosiła, że Południe nie jest zamieszkane przez Koreańczyków „takich jak my”, lecz przez ludzi, którzy są naszymi wrogami.

Wyprowadzenie idei zjednoczenia z mentalności mieszkańców Korei Północnej (KRLD) nie będzie zadaniem łatwym. To przecież dla obywateli mających poniżej 50 lat, pierwszy o tej skali zwrot ideologiczny od czasu odrzucenia zasad Marksa, Lenina i Stalina oraz konstytucyjnego wprowadzenia na początku lat 70-tych wieczystych rządów dynastii Kimów.

Jak każda zmiana  ideolo, powoduje ona sama przez się ryzyko w postaci wzmacniania sił opozycyjnych stawiających na zachowanie dotychczasowego status quo jako argumentu do przejęcia władzy. Gdy wyobrazimy sobie wojskowy zamach stanu, wówczas zamachowcy nie mieliby problemu z jego uzasadnieniem. Oto obalili Kim Dzong Una, gdyż okazał się zdrajcą idei zjednoczenia  ojczyzny określonej przez jego dziadka i ojca. (Kim Il-Sunga i Kim Dzong Ila).

Zapewne Kim Dzong Un zdawał  sobie z tego sprawę. Mógł przecież wydać poufną dyspozycję dla mediów, aby wyciszyły tematykę zjednoczenia, a zamiast tego kładły nacisk na pokazywanie nieusuwalnych różnic pomiędzy obiema częściami podzielonego półwyspu. Skoro więc odrzucenie idei zjednoczenia nastąpiło publicznie, definitywnie i przy jej stosownym nagłośnieniu, także miedzynarodowym, oznacza to, że według Kima idea ta stała się na tyle atrakcyjna i niebezpieczna, że należy zadysponować radykalne środki, aby ją wyeliminować.

Teraz Koreańczycy z Północy będą musieli za swój przyjąć nowy dogmat głoszący, że „koncepcja dwóch Korei” nie jest antynarodową ideą rozpowszechnianą przez imperialistów, a przeciwnie, stanowi ona ucieleśnienie mądrości przywódcy państwa. Jak też, że  „Republika Korei” nie jest nazwą dla marionetkowej kliki, która tymczasowo i nielegalnie przejęła władzę w  południowej części kraju, ale dla kolejnego wrogiego państwa, podobnego do takich jak Japonia czy Stany Zjednoczone. I że „zjednoczenie” nie jest już pozytywną ideą o dniu, w którym przygarnięci zostaną zagubieni bracia (i siostry) z Południa, ale reliktem przeszłości, dla którego właściwym miejscem jest śmietnik historii, zaś mapy z pokazaną podzieloną na dwoje Koreą,  nie stanowią  wytworu antynarodowej  propagandy Południa, ale są jedynie właściwe, gdyż prezentują  je oficjalne państwowe instytucje i agendy, w tym programy szkolne i  i TV.

Zapewne nie wszystkim będzie łatwo zaakceptować tę zmianę. Odrzucenie koncepcji zjednoczenia może wyprowadzić z ideologicznej strefy komfortu szczególnie przedstawicieli inteligencji, i sprawić, że będą soni ię zastanawiać, dokąd ich kraj jest prowadzony przez obecnego przywódcę. Pomimo tego, kasta sprawująca władzę w Korei Północnej jest zdania, że gra jest warta świeczki, a  ryzyko buntu nie jest zbyt wysokie. Oprócz propagandowego zaniechania porównań z Południem, reżim Kima oczekuje również taktycznych korzyści z dokonania ideologicznego zwrotu. I to już w dającej się przewidzieć przyszłości.

W ostatnich miesiącach Pjongjang zaangażował się w swoją ulubioną grę dyplomatyczną – eskalację napięcia na Półwyspie Koreańskim w celu uzyskania korzyści od społeczności międzynarodowej. KRLD jest zainteresowana zniesieniem sankcji oraz otrzymywaniem  pomocy gospodarczej. Kim Dzong Un miał nadzieję na porozumienie w tej sprawie za czasów prezydentury Trumpa, ale ten ostatni na szczycie w Hanoi w 2019 r. zdezawuował  wszystkie jego umizgi,  oświadczając „nie jesteś gotowy na porozumienie” , czyli  pozostawił Kima z niczym.

Obecnie wyglądają realnie szanse na powrót Trumpa do Białego Domu, więc Pjongjang zdecydował się naciskać na odbycie kolejnej rundy rozmów. Aby Trump, jeśli zostanie wybrany, mógł zająć się negocjacjami z Koreą Północną, kwestia północnokoreańska powinna  stać się stałym punktem programu podczas kampanii wyborczej. Ale standardowe groźby Kima o tym, że „zamienieni Seul w morze ognia” mogą już nie zadziałać. Potrzebne jest coś zupełnie innego – na przykład odrzucenie koncepcji zjednoczenia Korei. Takie zerwanie może wskazywać na większe prawdopodobieństwa wybuchu wojny  na półwyspie , gdyż psychologicznie łatwiej jest wojować z  z”obcymi”,  niż wszczynać  kolejną wojnę domową.  A w ciągu ostatnich kilku lat  świat stał się znacznie mniej stabilny i przewidywalny  w odniesieniu do mapy  konfliktów militarnych.

Zwrot w wykonniu Pjongjangu zmienia wiele priorytetów także dla Korei Południowej. Po pierwsze, temat odnowionej współpracy międzykoreańskiej, tak ukochany przez południowokoreańską lewicę, przeszedł  do przeszłości. W latach 2017-2022 Kim Dzong Un rozpoznał oblicze lewicowej  administracji na Południu i nie spodobało mu się, że w tym okresie  tematyka odprężenia i współpracy została zredukowana w praktyce wyłącznie do retoryki. Obecnie nie zanosi się, aby Kim miał chęć na powtórkę podobnego eksperymentu .

Seul nie powinien oczekiwać, że porzucenie idei zjednoczenia pomoże zmniejszyć napięcia na Półwyspie Koreańskim. Kim Dzong Un konsekwentnie podtrzymuje stanowisko, że w przypadku jakiejkolwiek „agresji na KRLD”, Korea Południowa zostanie zmieciona z powierzchni ziemi. Oznacza to, że armie obu Korei będą pozostawały w pełnej gotowości. W Pjongjangu  już nie wspomina się o otwarciu ambasady w Seulu czy  wznowieniu handlu i turystyki między Koreami.

Zatem i Korea Południowa będzie mogła ostatecznie pogrzebać ideę zjednoczenia, która w przypadku realizacji pociągnęłaby ogromne nakłady. Sondaże wskazują, że umiarkowane poparcie dla zjednoczenia nadal dominuje na Południu, jednakże  ponad połowa ankietowanych wybiera opcję „zjednoczenie jest dobrą rzeczą, jeśli nie kosztuje zbyt wiele”.

Z kolei udział przeciwników zjednoczenia obecnie ponad 30 procent) powoli, ale systematycznie rośnie. To efekt zmian pokoleniowych  i wzrastającej świadomości co do  skali kosztów, jakich wymagałoby zjednoczenie z wychudzonym biedakiem, jakim jest KRLD. Teraz tendencja  wzrostowa dla przeciwników zjednoczenia może przyspieszyć, gdyż inna jest sytuacja , gdy to sama Północ niejako wyciąga rękę i zachęca do dialogu, zaś  zupełnie inna, gdy sam Pjongjang ostentacyjnie odcina się od Południa.

Ale konieczność zjednoczenia jest wyraźnie zapisana również w konstytucji Korei Południowej, więc póki co, problem nie jest rozwiązany obustronnie. Wydaje się możliwe, że uda się taki zapis zmienić w kontekście ostatnich oświadczeń Pjongjangu. I wówczas  prawdopodobnie  przesądzi to o utrwaleniu podziału Korei na okres kolejnego stulecia.

Zadziwiające niepowodzenia arktycznych proroctw Ala Gore’a

Źródło: https://cornwallalliance.org/2018/08/the-astonishing-failures-of-al-gores-arctic-prophecies/

W swoim  przemówieniu z okazji wręczenia Pokojowej Nagrody Nobla w 2007 roku  Al Gore  stwierdził  , że „istnieje 75% szans, że cała polarna czapa lodowa stopi się latem w ciągu najbliższych pięciu do siedmiu lat”.

Cóż, minęło jedenaście lat, a lód Arktyki ma się dobrze.

Dlaczego politycy tacy jak Gore formułują rażąco fałszywe twierdzenia?

Pokrywa lodowa Arktyki stała się przedmiotem debaty na temat zmian klimatycznych. Do tego stopnia, że ​​zarówno alarmiści, jak i sceptycy zmian klimatycznych często mylili się, opierając się wyłącznie na Arktyce w swojej ocenie zmian klimatycznych.

Tak, Arktyka jest ważnym wskaźnikiem zachowania globalnego klimatu. Ale to tylko część większej i znacznie bardziej złożonej układanki klimatycznej. Klimat jest zależny od wielu czynników, z których każdy ma różny wpływ i reakcję ze strony systemu klimatycznego Ziemi.

Żaden czołowy klimatolog (z wyjątkiem samotnego  głosu Wiesława Masłowskiego ) nie odważył się wysunąć w swoich czasopismach akademickich tych samych dziwacznych twierdzeń, co Gore w swoim przemówieniu noblowskim, przynajmniej nie w oparciu o dostępne wówczas dane dotyczące objętości lodu Arktyki. I dobrze, że tak się nie stało.

Twierdzenia Gore’a okazały się  błędne w tym samym roku, w którym je sformułował : lód Arktyki wzrósł do najwyższego poziomu od dwóch lat. W roku 2014, będącym faktycznym rokiem zagłady przepowiedzianym przez Ala Gore’a, jego twierdzenia  ponownie okazały się fałszywe .

Dziesięć lat później jego twierdzenia są nadal błędne. Rzeczywiście, coroczne  dane dotyczące  masy lodu w Arktyce pokazują, że pokrywa lodowa w Arktyce nie zmniejsza się w tempie, o jakim twierdził Gore lub inni alarmiści klimatyczni.

W zeszłym tygodniu objętość lodu w Arktyce osiągnęła trzeci najwyższy poziom od 16 lat, poprzednio w latach 2004 i 2014. Dokładniejsza  analiza danych  dotyczących objętości lodu w Arktyce w ciągu tych 16 lat nie wskazuje na gwałtowny spadek. Raczej wykazuje cykliczny wzór zmian.

Oscylacyjna cykliczna zmiana objętości lodu Arktyki pomimo stałego wzrostu poziomu stężenia dwutlenku węgla w atmosferze sugeruje, że poziom stężenia dwutlenku węgla w naszej atmosferze nie wpływa bezpośrednio na objętość lodu Arktyki.

Jeśli uważasz, że 16 lat to za mało, aby ocenić topnienie Arktyki, zdziwisz się, widząc długoterminowy trend.

Objętość lodu Arktyki jest obecnie najwyższa  od 11 700 lat , z wyjątkiem małej epoki lodowcowej (w XVI i XVII w.), w której ilość lodu była znacznie większa.

We wszystkich pozostałych stuleciach objętość lodu Arktyki była mniejsza. Dzieje się tak pomimo faktu, że od XVIII wieku znajdujemy się w fazie ocieplenia, a od zakończenia małej epoki lodowcowej lody Arktyki nadal topnieją.

Ale dlaczego Gore wysuwał tak nierealistyczne twierdzenia na swoim najlepszym etapie?

Po pierwsze, jest politykiem, a nie naukowcem. Nie oznacza to, że nie może formułować słusznych twierdzeń na temat stanu Arktyki, ale oznacza, że ​​jest podatny na błędy. Po drugie, w swoim przypadku wysunął manipulacyjne twierdzenia na temat Arktyki w oparciu o jedną probabilistyczną teorię prognozy  zamaskowaną jako prawda naukowa .

Było oczywiste, że Gore wyolbrzymił istniejące zjawisko naturalne (nieznaczny wzrost globalnych temperatur), aby postawić hipotezę, która pasowałaby i wspierała jego narrację o alarmizmie klimatycznym.

Dodaj do tego mieszankę fałszywych liczb na temat śmierci niedźwiedzi polarnych i wody morskiej zalewającej nadmorskie miasta, a otrzymasz doskonały przepis na alarm klimatyczny.

 Jak widać w ostatnim czasie,  wyolbrzymianie  topniejącej Arktyki może wywołać strach  w umysłach opinii publicznej. Ta panika związana z upadającym światem daje panikarsom takim jak Gore doskonałą platformę do narzucenia restrykcyjnej polityki energetycznej, która ogranicza działanie tradycyjnych  źródeł energii emitujących dwutlenek węgla,  takich jak węgiel i ropa naftowa – i faworyzuje niskoemisyjne technologie „odnawialne”, w które Gore poczynił duże inwestycje jak słońce i wiatr.

Wygląda więc na to, że program Gore’a w rzeczywistości dotyczy wojny z przemysłem węglowym i naftowym, który konkuruje z jego przemysłem, a nie ratowania Arktyki przed jej wyimaginowanym topnieniem.

W swoim filmie z 2007 roku Gore przewidział także upadek populacji niedźwiedzi polarnych w Arktyce. Obalenie tego twierdzenia nie zajęło ekspertom zbyt wiele czasu  . Jak wynika z licznych badań przeprowadzonych w tym regionie, populacja niedźwiedzia polarnego w regionach arktycznych utrzymuje się na stabilnym poziomie   .

W ostatnich czasach Gore trzymał się z daleka od swoich przepowiedni dotyczących topnienia lodu i wyludnienia niedźwiedzi polarnych, ponieważ były to stare sztuczki, a próba czasu udowodniła, że ​​były błędne.

W rezultacie w jego najnowszym filmie An Inconvenient Sequel: Truth to Power, którego premiera miała miejsce w 2017 roku,  nie było zbyt wielu twierdzeń na temat niedźwiedzi polarnych i arktycznych . Film jednak  pozostał wierny swojej reputacji dzięki rozpowszechnianiu kolejnych fałszywych twierdzeń  na temat stanu naszej planety i jej ekosystemu.

Jako sceptyk czekam na kolejne proroctwo Gore’a. Może o pingwinach? Tylko prorok wie! Tymczasem naprawdę cieszę się ze stanu zdrowia Arktyki.

Artykuł pierwotnie opublikowany na Barbwire.com.

Wyróżnione zdjęcie dzięki uprzejmości (CC) JD Lasica, socialmedia.biz.

Komentarz: Gore to bezczelny mizantrop, marzący o depopulacji i o zamianie ludzi w niewolników pod pretekstem ratowania planety. Jego brednie wspaniale wpisują się w tezy raportu z Żelaznej Góry o zarządzaniu strachem.

Szpital, który nie wykonuje legalnych aborcji, nie dostanie kontraktu


Ministra zdrowia Izabela Leszczyna zapowiedziała w środę zmiany w ogólnych warunkach umów z Narodowym Funduszem Zdrowia z oddziałami ginekologiczno-położniczymi. Szpital, który nie wykonuje świadczeń z koszyka, a jednym z nich jest zgodna z prawem terminacja ciąży, nie będzie miał kontraktu z NFZ – zapowiedziała szefowa resortu.

Czytaj więcej na Prawo.pl:
https://www.prawo.pl/zdrowie/legalna-aborcja-w-szpitalu-zmiany-w-kontraktach-z-nfz,525218.html

Co to w ogóle za nowomowa – ministra? Rozmawiałem w pracy koleżanką, która za wszelką cenę próbowała mi udowodnić że aborcja jest potrzebna. Argumentowała że może być dziecko, które cierpi z powodu wady genetycznej i dla jego dobra należy je dobić. Tak właśnie rozmiękcza się u ludzi poczucie prawa. Wybiera się jakiś przykład i pod niego zmienia się całe prawo oraz przesuwa na lewo odczucia ludzi. Dlaczego nie zakazać jazdy autem skoro może się trafić pijany kierowca? Zakazać , jak to ma miejsce w UK noży, bo ktoś kiedyś kogoś zaatakował nożem? Zauważyłem niestety, że zwłaszcza kobiety są wrażliwe na takie argumenty. Młody bandyta bez zasad – biedny chłopak, nie zrozumiany, miał trudne dzieciństwo. Nie rozumieją że, dzisiaj aborcja do 10 tygodnia, jutro do 12 miesiąca, po jutrze eutanazja starych a potem jak leci. Skoro algorytmy i automatyzacja sprawi że połowa ludzi (optymistycznie patrząc) będzie bez pracy, to dlaczego mają ich utrzymywać właściciele koncernów -przyszłościowe hasło przymusowa eutanazja darmozjadów. Niestety Polaków (większość) interesuje tylko (co zapamiętałem z pogadanki Dr Jana Przybyła), jak wyraził, zapytany o sens życia,robotnik do Dr Przybyła „Wypić , poruchać i radia posłuchać”. Krzysztof

Gaza kontra Haga

Dziennikarz, publicysta, dla którego prawda, dziś towar deficytowy jest tym, co może nas wyzwolić.

Gaza kontra HagaBliżej prawdyDziennikarz, publicysta, dla którego prawda, dziś towar deficytowy jest tym, co może nas wyzwolić.Międzynarodowy Trybunał Sprawiedliwości znów zawiódł – sprawa „poprawności politycznej”? – Peter Koenig.Siedemnastoosobowa izba Międzynarodowego Trybunału Sprawiedliwości (MTK) uznała dziś 26 stycznia 2024 r. za „wiarygodne” twierdzenie Republiki Południowej Afryki, że Izrael popełnia ludobójstwo. To oznaczałoby, że Republika Południowej Afryki wygrała sprawę.Niestety, bliższe spojrzenie jest znacznie mniej optymistyczne. Po raz kolejny pokazuje chwiejny wyrok MTK, pomimo wszystkich przesłanek masowego i brutalnego ludobójstwa. Wyrok jest słaby i prawie bez znaczenia, jeśli chodzi o bezpieczne przyszłe życie Palestyńczyków.Po pierwsze, MTS uznał, że Republika Południowej Afryki ma jurysdykcję w tej sprawie, ponieważ „niektóre rzeczy, które Republika Południowej Afryki twierdzi, z pewnością mają miejsce i mieszczą się w definicji Konwencji Narodów Zjednoczonych w sprawie Ludobójstwa z 1948 roku”. Al-Dżazira podsumowała decyzję MTK w następujący sposób:Sąd uznał, że ma kompetencje do orzekania w tej sprawie.Sąd nakazał Izraelowi podjęcie działań mających na celu zapobieżenie aktom ludobójstwa w Strefie Gazy i musi złożyć sprawozdanie w ciągu miesiąca.Sąd orzekł, że Izrael musi zapobiegać podżeganiu do ludobójstwa i karać je.Sąd orzekł, że Izrael musi zezwolić na dostarczenie pomocy humanitarnej do Strefy Gazy.Trybunał zobowiązał Izrael do podjęcia dalszych działań w celu ochrony Palestyńczyków, ale nie nakazał mu zaprzestania operacji wojskowych w Strefie Gazy.Sąd nie posunął się wystarczająco daleko. Jaki jest pożytek z „zezwolenia na pomoc humanitarną i zapobieżenia śmierci niewinnych obywateli”, jeśli Izraelowi wolno nadal mordować setki, jeśli nie tysiące niewinnych i bezbronnych Palestyńczyków?Trybunał Sprawiedliwości nie orzekł o natychmiastowym zawieszeniu broni ani w ogóle o zawieszeniu broni, ani nie wydał wniosku o rokowania pokojowe.Izrael oczywiście nie podporządkowałby się takiej decyzji, a nawet zagorzali zwolennicy Izraela nie zaprzestaliby wspierania izraelskiego zabijania w „samoobronie”, ale wysłaliby światu wiadomość, że MTK nie boi się wydawać „politycznie niepopularnych” wyroków i że Izrael i ludobójstwo zostaną zapisane w krótkiej 75-letniej historii Izraela.Argument premiera Netanjahu o „samoobronie”, uzasadniony słowami „jesteśmy ofiarami ludobójstwa”, jest argumentem psychopatów. Skala okrutnego i bezlitosnego zabijania Palestyńczyków przez Izrael pokazuje światu prawdę.*Minister spraw zagranicznych RPA Naledi Pandor powiedziała: „Trzy litery 'ICJ’ do czasu złożenia pozwu, wielu ludzi w Republice Południowej Afryki nie znało”. I dalej: „Naszym celem było i jest zwrócenie uwagi na ciężki los niewinnych w Palestynie” i „zwrócenie uwagi na brak sprawiedliwości i wolności”.Dodała, że bez względu na sukces czy porażkę, „prawdziwa analiza i osąd będą należeć do samego sądu”. Rząd Izraela nie akceptuje decyzji Międzynarodowego Trybunału Sprawiedliwości i nakazuje zapobieganie ludobójstwu ludności palestyńskiej. Premier Benjamin Netanjahu oświadczył, że twierdzenie o ludobójstwie Izraela jest „nie tylko nieprawdziwe, ale i oburzające”.Gdzie ten wyrok prowadzi wojnę?Jeśli poparcie Zachodu nie ulegnie gwałtownemu osłabieniu, zarówno pod względem moralnym, jak finansowym i dostaw broni – być może z powodu etyki, którą może obudził wyrok sądu – brutalne ludobójstwo Izraela będzie prawdopodobnie kontynuowane.Premier Netanjahu praktycznie od pierwszego dnia przewidywał, że będzie to długa wojna i zastraszał, że nie będzie to tylko wojna odwetowa za [planowany przez Izrael / Zachód] atak Hamasu na Izrael 7 października 2023 roku, ale wojna, której celem będzie podbicie znacznej części Bliskiego Wschodu i jego bogactw w nadchodzących latach, poprzez stopniowe tworzenie „Wielkiego Izraela” obejmującego 100% Palestyny. 100% Jordanii, 100% Libanu, 70% Syrii, 50% Iraku, 33% Arabii Saudyjskiej, Egiptu i Nilu. Netanjahu oczywiście by tego nie powiedział, ale to było dorozumiane[. . . ]Od 1984 roku Izrael posiada monetę 10 Agrot, na której rewersie znajduje się mapa Wielkiego Izraela. Znak na monecie może również przypominać starożytne królestwo babilońskie z 539 r. p. n. e.10 Agorot jest monetą z serii Nowy izraelski szekel (NIS), znaną również jako po prostu izraelski szekel (znak: ₪, kod: ILS). Agrot i szekel są oficjalną walutą Izraela[. . . ]Obraz na monecie jest pełen kontrowersji. Niektórzy Izraelczycy twierdzą, że wizerunek na tej nowej monecie pochodzi z oryginalnego szekla – i że w rzeczywistości przedstawia on izraelskie dążenie do ekspansji w kierunku Wielkiego Izraela. Izraelczycy są dumni z tego, że noszą „Wielkiego Izraela” w kieszeniach.Nie mówiąc o tym zbyt wiele, większość Izraelczyków popiera wojnę przeciwko Strefie Gazy/Palestyny, ponieważ ma ona utorować drogę do Wielkiego Izraela. Nie ma określonego horyzontu czasowego dla osiągnięcia tego celu.Jednak Wielki Izrael byłby jednym z najbogatszych krajów na świecie, zwłaszcza jeśli chodzi o węglowodory. Obejmuje on również ponad bilion stóp sześciennych gazu odkrytego w latach 90. u wybrzeży Strefy Gazy, która obecnie należy do Palestyny.Wracając do 26 stycznia 2024 roku słaby wyrok ICJ. Pozostawia Izraelowi pole do dalszego podążania w kierunku Wielkiego Izraela, co niewątpliwie leży w interesie Zachodu. Posiadanie prawie nieograniczonych rezerw ropy i gazu z bezpiecznego źródła – Izraela, pozwoliłoby Zachodowi zerwać wszelkie powiązania energetyczne z Rosją i światem arabskim.To również wyraźnie pokazuje symbiotyczny związek między Izraelem – sztucznym krajem wymyślonym przez zachodnich (brytyjskich) syjonistów, współzależność, która służy przede wszystkim tym, którzy stworzyli Izrael, a z drugiej strony, daje syjonistycznemu Izraelowi wzniosłość narodu wybranego, wyraźnie zapisaną w ich Biblii, Torze.By do niego dotrzeć, musiałby dojść do rozlewu krwi. Rozsądni ludzie MUSZĄ tego unikać i właśnie w tym przypadku Międzynarodowy Trybunał Sprawiedliwości może mieć i ma znaczący wpływ – neutralny, nie reagujący na żadne rozkazy przywódców globalistycznych, odwołujący się do sumienia tych, którzy popierają ludobójstwo.Gaza Versus The Hague: The ICJ Failed Again – A Case of “Political Correctness”? wyszedł 29.1.2024 na Global Reseach.

https://memron.neon24.net/post/175061,gaza-kontra-haga

Black Rock i inni

We współczesnym świecie, w którym pieniądze odgrywają wiodącą rolę, a globalna gospodarka nieustannie się zmienia, rola firm inwestycyjnych jest nie do przecenienia. Wielkie  korporacje specjalizujące się w funduszach inwestycyjnych otrzymały mozliwość kontrolowania gospodarki w skali globalnej.

W dziedzinie finansów i inwestycji działa kilku największych graczy, których władza i wpływy owiane są plotkami i tajemnicami. Wśród nich wyróżnia się w pierwszej kolejności trzy fundusze, albo korporacje. Są to:  BlackRock, Vanguard oraz State Street.

Co o nich nam wiadomo (nam, czyli ludziom spoza kręgu wtajemniczeń)?        

BlackRock  gigantyczna firma inwestycyjna, która zarządza aktywami o wartości 9 bilionów dolarów. Jej obszar działania to rynki finansowe, korporacje i rządy na całym świecie. BlackRock, ze względu na swój potencjał, posiada możliwości do  wywierania presji na podmioty gospodarcze , aby stosowały w swoim działaniu określone strategie lub polityki.
The Global Executive Committee
Vanguard to firma o podobnym profilu działania do poprzedniej, zarządzająca portfelem z ponad 10 bilionami dolarów.  Specjalizuje się w pasywnych strategiach  inwestycyjnych, takich jak fundusze indeksowe (inwestowanie w  akcje spółek, które wchodzą w skład określonego indeksu ale bez aktywnej selekcji akcji). Vanguard jest również jednym z największych posiadaczy akcji wielu korporacji.

Dla ponad 30% akcji spółek notowanych w indeksie S&P 500 w zarządzaniu ich własnością właśnie  Vanguard jest pośrednikiem.
The Vanguard Group Inc: Executives
S&P 500:Indeks S&P 500

State Street  to jeden z wiodących dostawców usług finansowych i usług depozytarialnych dla  aktywów. Specjalizuje się w głosowaniu na zgromadzeniach akcjonariuszy spółek, w których posiada udziały. Firma posiada możliwości wpływania  na decyzje, takie jak wybór zarządu spólek i decyzje odnoszące się do strategii gospodarczej.  
https://www.inclusivecapitalism.com/member/ronald-p-ohanley/

Wymieniona trójka skoncentrowała w swoich rękach zarządzanie operacyjne aktywami największych firm na świecie. Nie są ujawniani konkretni właściciele tych funduszy, a jedynie zarządzający nimi managerowie o szerokich uprawnieniach. Zawiły schemat własnościowy skonstruowany został na zasadzie wzajemnej asekuracji pomiędzy funduszami, czyli wzajemnym posiadaniu określonych pakietów akcji. Niejako schowani są  we własnym cieniu.

Rola „cienia” w sektorze inwestycyjnym.

BlackRock, Vanguard i State Street wspólnie zarządzają aktywami liczonymi w dziesiątkach bilionów dolarów. Korporacje te sukcesywnie inwestowały znaczne środki w akcje, obligacje i inne instrumenty finansowe różnych spółek na całym świecie. To sprawiło, że stały się największymi udziałowcami znaczących światowych korporacji. Fakt ten umożliwia wywieranie przez nie wpływu na strategiczne decyzje zależnych podmiotów. Jednym ze sposobów, w jaki fundusze inwestycyjne mogą wpływać na decyzje korporacyjne, jest głosowanie na zgromadzeniach akcjonariuszy. Np. State Street jest  aktywnie zaangażowany w głosowania nad kwestiami związanymi z wyborem członków zarządu, wynagrodzeniem kadry managerskiej, decyzjami o kierunkach rozwoju i innymi ważnymi aspektami zarządzania spółką.

Fundusze  inwestycyjne operują na globalnych rynkach finansowych, co ułatwia im  dokonywanie natychmiastowej realokacji kapitału akcyjnego znacznych wielkości. To z kolei oznacza, że mają możliwość wpływania  na wahania kursu akcji i obligacji oraz kształtowanie się ogólnych tendencji 
na danym  rynku.

Jedną z ważnych form strategii  stosowanych przez fundusze inwestycyjne jest neokolonializm finansowy. Gdy państwo pożycza pieniądze za pośrednictwem głównych  graczy na  globalnych rynkach finansowych w celu  zabezpieczenia realizacji własnych projektów i programów  rozwojowych,  wówczas wpada z reguły w pułapkę, gdy staje przed koniecznością dobrania  kolejnych transz kredytów na spłatę poprzednich zobowiązań. Oczywiście udzielanych na coraz bardziej drastycznych warunkach. I, oczywiście, tylko do czasu. Niedługo potem trzeba już wykopać z ogródka  „rodowe srebra”.

Globalne instytucje finansowe i fundusze spekulacyjne mogą przez swoją politykę wytypować „ofiarę”, która w danym czasie wpadnie w pułapkę zadłużenia, np. kreując niestabilność finansową poprzez  kurs wymiany waluty oraz  zmiany stopy procentowej, aby w rezultacie doprowadzić do obniżenia wyceny aktywów  kraju-dłużnika.To bardziej dyplomatryczne określenie ataku na kurs waluty w celu jego deprecjacji i wywołania hiperinflacji. Niekiedy proces taki charakteryzuje  gwałtowny przebieg, przy okazji  generując niepokoje społeczne w kraju-ofierze.

Międzynarodowe instytucje finansowe również wpływają na decyzje polityczne i strategie krajów rozwijających się. Zależność od zagranicznych inwestorów i wierzycieli często skutkuje ograniczoną suwerennością, czyli brakiem swobody wyboru w podejmowaniu sposobu  realizacji kluczowych kwestii.

Działania podejmowane przez firmy inwestycyjne przy okazji  konfliktów zbrojnych wypełniają definicję zbrodni wojennych. Np. ostatnio na Ukrainie wielka trójka funduszy inwestycyjnych została wykorzystana do utworzenia siatki międzynarodowych firm-słupów przy wykupie ziemi.  Ponadto firmy kontrolowane przez fundusze inwestycyjne zostały tam zaangażowane dla finansowania specjalnych  formacji zbrojnych, w tym werbunku najemników.

Fundusze inwestycyjne korzystają również  z mechanizmu „równoległych banków” (parabanków), tj.  instytucji finansowych działających poza formalnymi normami i przepisami bankowymi. Oczywiście, kontrola instytucjonalna takich form działania jest jedynie iluzoryczna (tzn. nie istnieje), co grozi stwarzaniem permanentnego stanu nadmiernego ryzyka dla całego systemu finansowego (ryzyka jego niewypłacalności).

Firmy inwestycyjne, zwłaszcza duże i potężne, poprzez kontrolę alokacji  istotnej części aktywów światowych, mogą powodować pogłębianie nierówności oraz zmniejszanie bądź zwiększanie  mobilności społecznej w wytypowanych regionach. Inaczej mówiąc, mogą one wytwarzać zarzewia konfliktów społecznych, rozmaitych „kolorowych” rewolucji, majdanów i wojen lokalnych. Jednakże posługiwanie się stanem  „pełzającej nierównowagi” niesie ryzyko, że taka zabawa   może łatwo wymknąć się spod kontroli.

Fundusze inwestycyjne, stawiając na pierwszym miejscu zyski,  niechętnie angażują się w finansowanie  projektów, które nie gwarantują  szybkiego zwrotu kapitału, mimo iż mogą mieć znaczącą wartość społeczną lub środowiskową. Są często kojarzone z globalnym zarządzaniem finansami  i dobrobytem, ale ich oddziaływanie poprzez sankcje gospodarcze, generowanie konfliktów zbrojnych oraz rabunkową eksploatację krajów rozwijających się, wywołuje i szereg negatywnych konsekwencji, które nie są nagłaśniane. Przedmiotowe fundusze mają bowiem wpływ na strukturę gospodarczą krajów. Inwestycje takich korporacji w kluczowych sektorach, jak np. wydobycie zasobów naturalnych lub sektor bankowo-finansowy, tworzą w konsekwencji uzależnienie kierunków rozwoju gospodarczego danego kraju od ich własnych  preferencji w interesach.

Ogranicza to zdolność rządów do podejmowania decyzji w interesie własnych krajów, a wówczas  iluzją okazuje się ich niezależność. Ponadto inwestycje w wybranych przez fundusze sektorach gospodarki wpływają na strukturę zatrudnienia oraz  warunki pracy.  Np. inwestowanie w projekty niestabilne środowiskowo przy braku właściwych norm ochrony środowiska  doprowadza do szkód o długotrwałym horyzoncie czasowym, a w konsekwencji wpływa na stan  zdrowia lokalnej ludności. A brak właściwych norm w tej keestii to wszak skutek działalności  lobby’s.

Rządy państw nie dysponują stosownym aparatem kontroli (kadrowym i technicznym), aby skutecznie monitorować  system transakcji w sieci firm zbudowanej przez międzynarodowe fundusze, choćby po to, aby naliczyć stosowny wymiar podatku i  i wyegzekwować go. Tak wygląda  rzeczywistość współczesnego porządku dziobania w światowym kurniku. A niejawność jest kluczową cechą podobnych ponadnarodowych struktur, ajej powiązanie z  siłą pieniądza kredytowego skutecznie chroni anonimowość głównych graczy pakietowych inwestycji.

Ponadnarodowa monopolizacja nie tylko środowiska gospodarczego, ale także politycznego za pomocą narzędzia, jakim stały się fundusze inwestycyjne,  to scenariusz zaplanowany do realizacji także w największym kraju świata – Federacji Rosyjskiej. Rdzeń tego systemu stanowią anglosaskie elity, które wraz z innymi ponadnarodowymi grupami liczą zaledwie kilka tysięcy osób. Ale na najwyższym piętrze tej piramidy decyzje podejmowane są w relacjach więzów poziomych (kooptacja z tego samego pietra – np. poprzez mariaże w klanach multimilionerów) ). Zamknięta dla obcych kasta opiera się na  stabilnym  konsensusie, który określony jest przez  parytet: pierwszy wśród równych, ale nie wyższy. Przypomina to, znany skądinąd, model wzajemnej  asekuracji według schematu: my nie ruszamy waszych, a wy nie ruszacie naszych.

Efektem stało się jest wytworzenie układu zamkniętego, który charakteryzuje chów wsobny. Członków elit z najwyższego piętra piramidy nie dotyczą normy zwalczania dyskryminacji społecznej i etnicznej, zakaz neokolonializmu czy naruszania suwerenności, etc., etc.

https://sniper.neon24.net/post/175050,blackrock-i-inni-dokonczenie

Zrozumieć chorobę X

Dlatego właśnie, byśmy się bali, choroba X jest 20 razy bardziej groźna, niż był covid. Covid był zmyśloną chorobą ze śmiertelnością zero.

Wiedeń 30.1.2024 r.Aby „lepiej się przygotować” i „zrozumieć chorobę X”, należy przyjąć na całym świecie „Porozumienie w sprawie pandemii” WHO.

Tak reklamował nieistniejącą chorobę etiopskiterrorysta, szef WHO Tedros,na forum WEF w Davos. Czym jest ta tajemnicza choroba X? Tworem wyobraźni psychopatów z gatunku filantropów i fanatyków eugeniki. Po co się to wymyśla? Z tego samego powodu, dla którego stworzono nieistniejącą chorobę COVID-19. Ta ostatnia została sztucznie sklecona z grupy dziesięciu znanych chorób górnych dróg oddechowych. Następnie wystarczyła powszechna reklama w mediach. Celem jest nasz strach. To właśnie strach pozwolił cztery lata temu na bezmyślne popieranie bezpodstawnych ograniczeń wolności przez większość ponoć zdrowo myślących ludzi. Taki sam strach, wsparty czasem przez 30 srebrników, każe młodym aktywistom przyklejać dłonie do asfaltu i krzyczeć na cały świat: Nie oddamy nikomu naszego globalnego ocieplenia! Ten sam strach spowodował bezmyślne powtarzanie kłamstw medialnych o „potwornościach wojennych” Rosjan na terenie Ukrainy, a jednocześnie milczeć, gdy cały naród palestyński jest planowo unicestwiany przez tych „dobrych”. Gdzie panuje strach – tam nie ma rozsądku. Grzecznie przekazujemy myślenie agencjom prasowym. Niech one uzasadniają swoją jedynie słuszną narrację. Po co mamy się wysilać i ryzykować wykluczenie ze wspólnoty bezmyślnych owiec medialnie karmionych w jednym kierunku?Dlatego właśnie, byśmy się bali, choroba X jest 20 razy bardziej groźna, niż był covid. Covid był zmyśloną chorobą ze śmiertelnością zero, ponieważ prawdziwą przyczyną śmierci tych ludzi była grypa, zapalenie płuc, eliksir szczęścia mylnie nazywany szczepionką oraz respiratory stosowane wbrew zasadom medycznym. Tak więc choroba X ma także śmiertelność równą zero. Wynika to z prostego rachunku: dwadzieścia razy zero = zero . Wiem, że ta logika niewiele pomoże opanowanym przez strach. Ze strachem można jednak skutecznie walczyć. Wystarczy chcieć i działać w tym kierunku.Możecie przeczytać dobry artykuł na temat:Hipotetyczna „choroba X”: Traktat pandemiczny WHO jest oszustwem.

Autor artykułu Marek Wójcik

Artykuł został opublikowany 30.1.2024 r. naworld-scam.com

Jak wywozi się hajs z Ukrainy…

https://blitz-bg.translate.goog/svyat/ungarski-mitnichari-spipakha-s-30-miliona-dolara-v-kufari-sprugata-na-ukrainski-deputat-blizk-do-avakov_news875414.html?_x_tr_sl=bg&_x_tr_tl=pl&_x_tr_hl=pl&_x_tr_pto=wapp

Węgierscy celnicy złapali w pobliżu Awakowa żonę ukraińskiego posła z 30 milionami dolarów w walizkach

Anastasia Kotvitskaya jest żoną Igora Kotvitsky’ego, prawą ręką ojca chrzestnego batalionów narodowych na Ukrainie

Ukraińscy strażnicy graniczni na Zakarpaciu „nie zauważyli” wywiezionych w walizkach z Ukrainy 28 mln dolarów i 1,3 mln euro. Poinformował o tym na swoim profilu na Facebooku biznesmen Seyar Kurshutov, który zapowiedział nagrodę w wysokości 100 000 dolarów dla szefa byłej prokurator Krymu Natalii Pokłońskiej. 

Pieniądze z kolei zauważyli węgierscy celnicy i po wielogodzinnej kontroli kwotę trzeba było zadeklarować. 

„Ci, którzy wierzą w zbiegi okoliczności, chcę wiedzieć, że ostatnio podobna usługa w urzędzie celnym Zakarpacia kosztuje od 3 do 7,5% w zależności od kwoty i poziomu klienta. W innych zachodnich regionach sytuacja jest gorsza” on napisał.  

Publikuje także nazwiska funkcjonariuszy straży granicznej i celników zajmujących się tym handlem.  

„Punkt Wilok Zakarpackiej Służby Celnej. Szef – Bezsmertnij I.I. Starszy na zmianie DMSU – Huda Wasilij, starszy inspektor – Buryak Bogdan, główny inspektor – Walery Simoczko, inspektor – Kabal Michaił, inspektor – Samow Aleksander”, starszy inspektor – Cheipish Yury” – relacjonuje Kurshutov.

Władze celne odmówiły komentarza UNIANowi i stwierdziły, że „to jest poziom Państwowej Służby Celnej”.  

Black Rock i inni. Część 1

Źródło: https://sniper.neon24.net/post/175034,black-rock-i-inni-czesc-1

Z oka cyklonu

Notka to mój swobodny przekład najważniejszych fragmentów artykułu Aleksieja Muratowa zamieszczonego z datą 24 styczeń 2024 r.) na   portalu PolitNawigator.  Autor – jeden z głównych liderów ruchu „Republika Doniecka” oraz działacz partii „Tylko Rosja” w Ludowej (Narodowej) Republice Donieckiej) –  jest  twórcą ww. portalu. Czyli wiadomości z „oka cyklonu”.

Kto stał się bezpośrednim beneficjentem ukraińskiego zamachu stanu z 2014 roku? Kto i dlaczego ciągle podsyca eskalację konfliktu i kto czerpie korzyści z ludobójstwa rosyjskojęzycznych mieszkańców Donbasu? Czy w ogóle można rozpatrywać śmierć tysięcy ludzi w kategoriach ekonomicznych? Okazuje się, że można jak, najbardziej, a kalkulowanie opłacalności ludobójstwa czy to Rosjan czy innych narodów, czyli  zbrodni przeciwko ludzkości,  od dawna jest stosowana przez ekonomistów na Zachodzie i uznawana za skuteczne narzędzie do osiągania zakładanych  zysków. Po prostu popełnianie zbrodni przez mocarstwa zachodnie w różnych częściach świata, należy do repertuaru banalnych sposobów dla utrzymania władzy i obrony swojej   dominacji w świecie. Jak to się w tych kręgach powiada, że to nic osobistego,bo  to tylko business.

W  dzisiejszym świecie największa wagę zyskało oddziaływanie globalnych gigantów finansowych w rodzaju BlackRock, Vanguard, Fidelity Investments czy State Street (dalej: Kwartet). Według analityków światowego rynku finansowego, pakiety kontrolne akcji największych korporacji stały się  własnością tych kilku „inwestorów instytucjonalnych”. Członkowie  tych czerech karteli (Kwartet) wzajemnie posiadają swoje akcje.

Większość branż jest kontrolowana przez korporacje Kwartetu,  zaś  ich aktywa są własnością wymienionej czwórki kartelowej. Posiada ona kontrolę nad przepływem najważniejszych strumieni środków pieniężnych. Co oczywiście oznacza, iż decyduje o tym, ile bilionów dolarów ma zostać dodrukowanych. Jeśli wyobrazimy sobie, że globalny proces polityczny i gospodarczy jest teatrem, to oni piszą doń scenariusz i obsadzają główne role.  

Wspomniane korporacje ponadnarodowe stworzyły rozległe sieci firm fasadowych, tak że w praktyce nikt nie jest w stanie określić całości wytworzonych pomiędzy nimi powiązań . Ale nie należy ulegać złudzeniu, że za tym pozornym chaosem nie kryje się z centralizowany i spójny system zarządzania. Przypomina on piramidę schodkowa zbudowaną wg poziomów hierarchii, które z kolei są podzielone wg branż. Umożliwia to posiadanie decydującego wpływu na gospodarkę i politykę państw, które przyjęły lub został im narzucony status wasalny.

Wolumen łącznej puli finansów znajdujących się pod kontrolą kartelu przekracza budżety większości państw UE. Np. Black Rock zarządzał w 2021 r.  aktywami o wartości ponad 10 bilionów dolarów. 
Dla porównania: całkowity dług publiczny Stanów Zjednoczonych wynosi 31 bilionów dolarów, a PKB Stanów Zjednoczonych za  2023 r. to ok.  23 biliony USD.  Czyli ta firma mogłaby z łatwością kupować mniejsze kraje i na dodatek robić to hurtowo.

BlackRock współpracuje również bardzo blisko z bankami centralnymi. Korporacja pożycza pieniądze bankowi centralnemu danego kraju, jak również świadczy mu usługi doradcze. Nie za darmo, rzecz jasna. Może w ten sposób wpływać na działania MFW i MBOiR (Międzynarodowy Bank Odbudowy i Rozwoju). Nie trzeba dodawać, iż aby otrzymać kredyt, należy spełnić zalecenia takich „doradców”.

Wielu pracowników BlackRock oficjalnie pracowało w Białym Dom w charakterze  doradców. Toteż nie ma większego znaczenia, jak nazywa się każdorazowy nominalny prezydent USA, bo i tak będzie on wykonawcą ich instrukcji. Żeby nie było wątpliwości, kto faktycznie trzyma lejce władzy,  jeszcze przed inauguracją swojej prezydentury, Joe Biden mianował w  grudniu 2020 r., Briana Deese’a, szefa BlackRock Global, swoim asystentem ds. zrównoważonego inwestowania i dyrektorem Krajowej Rady Gospodarczej. Onże B. Deese, który kiedyś odegrał kluczową rolę dla Baracka Obamy w tworzeniu paryskiego porozumienia klimatycznego w 2015 r., opracował plan wojny Bidena z  branżą kopalnych surowców energetycznych. Poskutkowało to nałożeniem dużych podatków na  obrót węglem kamiennym  oraz  różnymi ograniczeniami na ropę, gaz i węgiel w UE, na długo przed rozpoczęciem operacji wojskowej na Ukrainie w lutym 2022 r. Jest to prosta droga do wywołania najgłębszego kryzysu energetycznego oraz  inflacyjnego w historii  świata.

Za pięknymi słowami o promowaniu zielonej agendy , czyli”społecznie odpowiedzialnego” biznesu,  kryją się faktyczne cele globalnej elity: zmniejszenie światowej populacji, oraz zbudowanie cyfrowego obozu koncentracyjnego i umieszczenie w nim 99% populacji, która ocaleje; zniszczenie małych i średnich przedsiębiorstw; przekazanie zarządzania gospodarczego globalnym korporacjom; likwidacja resztek państw narodowych i zbudowanie na ich gruzach państwa ogólnoświatowego z takim rządem. Czyli plan ten dotyczy ścieżki dojścia do nowego rodzaju światowego systemu niewolniczego.

A jak to się ma do wydarzeń w Donbasie? Otóż niemożliwe jest zrozumienie tych wydarzeń bez uwzględnienia wpływu najpotężniejszych korporacji finansowych  – członków wymienionego wcześniej „Kwartetu” – które kontrolują krwiobieg amerykańskiego systemu bankowego.

Np.  nie wiadomo, kto personalnie zalicza się do grona głównych właścicieli Vanguard, bo jak dotąd nie udało się tego wiarygodnie ustalić. Według niektórych oznak, znaczna część firmy należy do słynnego amerykańskiego miliardera Warrena Buffetta. Z kolei Larry Fink jest właścicielem BlackRock.

Wśród firm, które wytypowały Ukrainę jako duży potencjalny rynek zbytu dla swoich produktów, znajduje się  amerykańska korporacja Monsanto. Wg niektórych  oszacowań Monsanto  kontroluje nawet  90% światowego rynku nasion transgenicznych. Taka monopolizacja ww. rynku zapewnia korporacji stosowne zyski, toteż może ona przeznaczać znaczne środki na aktywną promocję swoich interesów, poprzez lobbing wśród decyzyjnych urzędników  Departamencie Stanu USA, MFW i WTO. Nic zatem dziwnego, że Monsanto wyciągnęło swoje macki po Ukrainę, jako kraj posiadający największy odsetek ziemi uprawnej wysokiej klasy (czarnoziem) oraz który jest głównym areałem zbożowym w Europie. Monsanto uzależniło tutejsze uprawy  zbożowe od nasion modyfikowanych genetycznie. Ale oprócz widocznej strony działalności Monsanto na Ukrainie, istnieje także strona ukryta. Od 2014 r.  prywatna firma wojskowa Academi (wcześniej znana jako Blackwater oraz Xe Services) odgrywa na Ukrainie rolę prywatnej armii chroniącej plantacje i magazyny korporacji Monsanto.

„Prawy Sektor” i tak zwane bataliony ochotnicze Ihora Kołomojskiego zostały utworzone przy wsparciu instruktorów z  Academi. I. Kołomojski to „przykrywka” (tzw. słup),  a finansowanie wspomnianych struktur militarnych ma źródło w USA.

Ingerencja globalnych korporacji w wydarzenia na Ukrainie jest najzupełniej jawna.   Prezydent W. Zełenski podpisał umowę z funduszem BlackRock w grudniu 2022 r.  Oficjalny cel funduszu został w niej określony jako przyciągnięcie prywatnych inwestycji w duże projekty energetyczne, infrastrukturalne i rolnicze na Ukrainie. 29 grudnia 2022 r. , po wideokonferencji Zełenskiego i Larry’ego Finna, amerykański publicysta Kurt Nimmo napisał: „BlackRock planuje wykupić całą Ukrainę”.
Umowa przewiduje świadczenie  usług prawnych i finansowych, udzielanie konsultacji i wsparcia dla  Funduszu Rozwoju Ukrainy, przyciąganie zagranicznego kapitału prywatnego. W praktyce to przekazanie zewnętrznemu podmiotowi zarządzania państwem w zakresie suwerenności gospodarczej.

Ważnym segmentem konfliktu zbrojnego stały się dostawy broni i sprzętu dla sił zbrojnych Ukrainy, rzecz jasna, nie o charakterze prezentów, ale w ramach sprzedaży kredytowej, stosownie oprocentowanej. Na przykład samoloty F-16  i słynne pociski rakietowe Javelin produkowane są przez Lockheed Martin Corporation. Nie będzie niespodzianką, gdy poznamy nazwy głównych udziałowców Lockheed Martin Co.  Otóż są  to sami starzy znajomi, czyli korporacje State Street, Vanguard oraz BlackRock.

Za pośrednictwem swoich partnerów finansowych, korporacje „Kwartetu” kontrolują również przepływ informacji na świecie.  Walec monopolizacja wkrótce pochłonie wszystko co istotne – energię, komunikację, zasoby wody pitnej , nie wspominając o podaży pracy. Konsekwencje tego są łatwe (albo trudne) do wyobrażenia.

cdn

Izrael oskarża MTS o (jak się domyślacie) antysemityzm

The following is a reposting of Caitlin Johnstone’ comments regarding the ICJ’s ruling with an accompanying Order in the matter of South Africa v. Israel as was announced yesterday.

Israel Accuses The ICJ Of (You Guessed It) Antisemitism

By Caitlin Johnstone • 27 January 2024

Listen to a reading of this article (reading by Tim Foley):

https://w.soundcloud.com/player/?auto_play=false&buying=false&liking=false&download=false&sharing=false&show_artwork=true&show_comments=false&show_playcount=false&show_user=true&hide_related=true&visual=false&start_track=0&url=https%3A%2F%2Fapi.soundcloud.com%2Ftracks%2F1728983052

The International Court of Justice rejected Israel’s request to dismiss the genocide case brought against it by South Africa on Friday, ruling by a massive majority that the case shall proceed and instructing Israel to refrain from killing and harming Palestinians in the interim. 

Many Palestine supporters have expressed dismay that the ICJ did not explicitly order a ceasefire, while many others (including South African officials) argue that the ruling is very positive and tantamount to a ceasefire order because it demands the end of harm to members of the protected group.

Imperial media are aggressively emphasising the absence of a ceasefire order in their headlines and many Israel apologists are framing that absence as a victory for their favorite ethnostate, but such performative chest-thumping is severely undercut by the way high-level Israeli officials are currently accusing the ICJ of antisemitism and saying Israel should ignore its rulings.

“The international court of justice went above and beyond when it granted South Africa’s antisemitic request to discuss the claim of genocide in Gaza, and now refuses to reject the petition outright,” complained Israeli defense minister Yoav Gallant in response to the ruling. 

“The decision of the antisemitic court in The Hague proves what was already known: This court does not seek justice, but rather the persecution of Jewish people,” said Israeli national security minister Itamar Ben Gvir.

Ben Gvir also tweeted “Hague Schmague” immediately after the ruling was issued, which will probably go down in history as the most Israeli tweet of all time.

Everyone’s arguing about whether or not the ICJ’s ruling is helpful, and I don’t know enough one way or the other to be sure either way, but from where things stand right now it does seem unlikely to me that managers of the Israeli war machine would be getting this freaked out and whipping out their tired old “antisemitism” song and dance if there wasn’t something of substance to it.

International lawyer Francis Boyle, who won provisional measures against Yugoslavia at the ICJ in 1993, said the following of the ruling:

“This is a massive, overwhelming legal victory for the Republic of South Africa against Israel on behalf of the Palestinians. The U.N. General Assembly now can suspend Israel from participation in its activities as it did for South Africa and Yugoslavia. It can admit Palestine as a full member. And — especially since the International Criminal Court has been a farce — it can establish a tribunal to prosecute the highest level officials of the Israeli government, both civilian and military.”

So take that for whatever that’s worth to you. In any case the butchery in Gaza still urgently needs to be ended, and only time will tell whether Friday’s development had any major effect on the outcome of this horror. 

But man what I wouldn’t have given to be a fly on the wall at the meetings they were having at the US State Department on Friday. It’s days like this that remind you why empire managers switched from talking about “international law” to using the meaningless phrase “rules-based international order”.

Jak Leo dba o klimat

A ja mam jeździć na rowerze do pracy i moja 20 letnia Toyota jest nie ekologiczna i powinienem ją zezłomować…..

https://twitter.com/Minister_Prawdy/status/1678398033266974720?ref_src=twsrc%5Etfw%7Ctwcamp%5Etweetembed%7Ctwterm%5E1678398033266974720%7Ctwgr%5E31703634ece2fbeb4829ed8f2b3a0192346318c2%7Ctwcon%5Es1_c10&ref_url=https%3A%2F%2Fbabylonianempire.wordpress.com%2F2024%2F01%2F27%2Finfomix-28%2F
Zaszufladkowano do kategorii Śmichy

Skandal na Harvardzie: Zmanipulowane badania nad rakiem; wysoko opłacane kariery zbudowane na podstawie fałszywych odkryć naukowych

Światem akademickim wstrząsnął niemały skandal, ponieważ naukowcy z Dana-Farber Cancer Institute, filii Uniwersytetu Harvarda, zostali oskarżeni o fałszowanie wyników badań nad rakiem. Według instytutu, sześć badań zostało wycofanych, a dziesiątki innych skorygowanych, po tym jak brytyjski naukowiec odkrył, że autorzy manipulowali danymi poprzez “photoshopowanie” zdjęć próbek komórek i wyników testów.

Dana-Farber Cancer Institute poinformował w notatce przesłanej do CNN w poniedziałek, że obecnie przegląda 50 artykułów badawczych, w tym artykuły czterech czołowych naukowców, w tym dyrektora generalnego instytutu, dr Laurie Glimcher i dyrektora operacyjnego, dr Williama Hahna. Według rzecznika Dana-Farber, sześć tekstów zostało już wycofanych, 31 wymaga poprawek, a jeden jest nadal sprawdzany pod kątem domniemanego błędu.

Brytyjski biolog molekularny Sholto David jako pierwszy odkrył fałszerstwa, opisując je szczegółowo w poście na swoim blogu w tym miesiącu. David ujawnił, że zdjęcia użyte w dokumentach zostały rozciągnięte, zmienione, a nawet skopiowane i wklejone w celu manipulowania wynikami testów. W jednym z rażących przypadków, zdjęcie czterech szczurów laboratoryjnych, rzekomo zrobione pierwszego dnia trwania projektu badawczego, zostało przedstawione tak, jakby zostało zrobione szesnastego dnia, co stanowiło fałszywe potwierdzenie skuteczności leczenia raka.

https://forbetterscience.com/2024/01/02/dana-farberications-at-harvard-university/embed/#?secret=cjn5Z91kFN#?secret=9XrMa9urcl

Dr Hahn, jeden z zaangażowanych naukowców, jest oskarżony o fałszowanie wyników testów “Western blot”, wykorzystywanych do wykrywania określonych białek związanych z rakiem, chorobami autoimmunologicznymi i zaburzeniami prionowymi.

Dana-Farber odpowiedział na zarzuty, twierdząc, że niektóre z informacji cytowanych przez Davida zostały wygenerowane w zewnętrznych laboratoriach, a “rozbieżności dotyczące grafiki” mogą być czasami błędnie interpretowane jako celowe fałszerstwa. Rzecznik nie sprecyzował jednak, czy dotyczyło to “rozbieżności” wskazanych przez Davida.

“Miliardy dolarów zostały zmarnowane na tę śmieciową naukę o raku, ale dzięki niej wielu naukowców zrobiło kariery, niektórzy stali się bardzo bogaci, a całe dynastie osiedliły się w Dana-Farber” – napisał David we wpisie na blogu.

Ta krytyczna sytuacja pojawia się w trudnym momencie dla Harvardu, po skandalu plagiatowym z udziałem prezydent uczelni, Claudine Gay, która została oskarżona o ponad 50 przypadków kradzieży akademickiej, w tym w swojej pracy doktorskiej. Pomimo wewnętrznego dochodzenia, które w grudniu oczyściło Gay z zarzutu “fałszowania badań”, kontrowersje doprowadziły do rezygnacji ze stanowiska prezydenta, co było najkrótszym okresem w 388-letniej historii Harvardu.

Skandal związany z badaniami nad rakiem podważa uczciwość badań naukowych i rodzi pytania dotyczące weryfikacji dokumentacji akademickiej. Stanowi również trudne wyzwanie dla prestiżowego Dana-Farber Cancer Institute i Uniwersytetu Harvarda, które będą musiały poradzić sobie z konsekwencjami tego kryzysu, który dotyczy nie tylko reputacji akademickiej, ale także zaufania publicznego do społeczności naukowej.

INFO: https://newsacademy.it/news/2024/01/25/scandalo-ad-harvard-ricerche-sul-cancro-manipolate-milioni-di-dollari-e-carriere-costruite-su-scoperte-scientifiche-falsificate/

ze strony https://babylonianempire.wordpress.com/2024/01/26/skandal-na-harvardzie-zmanipulowane-badania-nad-rakiem-wysoko-oplacane-kariery-zbudowane-na-podstawie-falszywych-odkryc-naukowych/

Takie będą Rzeczypospolite, jakie ich młodzieży chowanie.

Lewica ustami pani minister oświaty zapowiedziała oprócz
podwyższenia płac nauczycieli likwidację prac domowych.
Propozycja ta wpisuje się w program kokietowania nieletnich.
W niższych klasach zamiast ocen rysuje się uśmiechnięte lub
smutne buźki, wiele szkól wprowadziło samocenę uczniów nie
rozumiejąc że realizują w ten sposób koncepcje
wychowawcze niejakiego Makarenki, a obecnie chce się
zwolnić uczniów od pracy własnej. Oczywiście projektodawcy
planują obciążenie nauczycieli dodatkową pracą z uczniem w
szkole. Pomijam problem przekupywania nauczycieli
obiecywanymi i chyba tylko obiecywanymi podwyżkami. Jako
wieloletni doświadczony belfer z całą odpowiedzialnością
stwierdzam – zadawanie prac domowych jest koniecznością,
bo niezbędna jest praca własna uczniów. Moim uczniom
zawsze tłumaczyłam. Przeczytaj sobie podręcznik konnej
jazdy, wszystko jest zrozumiałe więc siądź na konia i wygraj
Wielką Pardubicką albo nawet zwykłą gonitwę płaską na
Służewcu. Bez treningu nawet podczas przejażdżki
rekreacyjnej w lesie spadniesz ze spokojnego konia na
pierwszym zakręcie. Albo przeczytaj podręcznik narciarstwa,
wszystko wydaje ci się jasne więc zjedź z Kasprowego. Albo
przeczytaj podręcznik żeglarski i weź rumpel do ręki przy
silnym wietrze. Prawie pewne, że wywrócisz łódkę. Teoria
teorią ale operowanie łódką, samochodem czy skuteczne
jeżdżenie konno lub na nartach wymaga wielu godzin własnej
pracy, wielu godzin treningu. Specyficzna pamięć mięśniowa
umożliwia unikanie przy uprawianiu tych dyscyplin
podstawowych i groźnych w skutkach błędów. Podobny efekt

istnieje przy praktykowaniu na przykład matematyki.
Zrozumienie tematu nie daje sprawności rachunkowej.
Obecnie uczniowie, a nawet studenci, mają problemy z
przekształcaniem wzorów, robią błędy przy sprowadzaniu
wyrażeń wymiernych do wspólnego mianownika, mają
kłopoty z jednostkami. W czasie lekcji nauczyciel najczęściej
sam rozwiązuje zadania na tablicy, więc bez rozwiązywania
zadań w domu uczeń nie ma szans na nabranie niezbędnej
sprawności rachunkowej.
Oczywiście organizacja współczesnej szkoły pozostawia wiele
do życzenia. Wśród uczniów popularne jest bliskie prawdy
stwierdzenie: „kiepskie liceum nie uczy i nie wymaga, dobre
liceum nie uczy ale wymaga”. Stąd rozwinięty rynek
korepetycyjny. Powszechny jest pogląd, że za większe
pieniądze nauczyciele prywatnie uczą skutecznie dzieci i
młodzież tego czego nie są w stanie czy nie chcą nauczyć ich
w szkole. Stąd mylne przeświadczenie, że wystarczy
nauczycielom dobrze zapłacić aby poziom szkoły poszybował
w górę. Mylne, gdyż za czasów realnego socjalizmu
nauczyciele byli jedną z najgorzej uposażonych grup
społecznych, a poziom oświaty był relatywnie wyższy. Mówię
tu o przedmiotach przyrodniczych i matematyce. Historia była
oczywiście zakłamywana a literatura kastrowana. Pisałam o
tym wielokrotnie i wiem, że się powtarzam, ale to ważne. Jak
pisałam w poprzednim tekście większość zadań ze zbioru
zadań do matematyki dla klasy V-VI szkoły podstawowej
Tadeusz Korczyca i Jerzy Nowakowskiego zdecydowanie
przerasta możliwości maturzysty wybierającego obecnie
maturę na poziomie podstawowym. Należy zadać sobie

pytanie jak to się stało, że w ciągu ostatnich lat przeciętny
maturzysta osiągnął poziom niższy od ucznia V klasy szkoły
podstawowej w PRL? Za PRL istniał wśród uczniów kult
olimpiad fizycznych i matematycznych. Większość nazwisk
wybitnych obecnie naukowców można odnaleźć na listach
nagrodzonych w tych olimpiadach. Często byli to ludzie z
małych ośrodków, którzy swój sukces zawdzięczali
prawdziwemu talentowi i uczciwej pracy. Nauczyciele z
oddaniem przygotowywali swoich uczniów do olimpiad. W
liceum Żmichowskiej znanym, świetnym nauczycielem fizyki
był pan Piotr Halfter organizator olimpiad fizycznych. Halfter-
jak głosiła wieść gminna- nie był wcale fizykiem lecz
matrosem. Nie wiem czy to prawda. Jego żona uczyła
rosyjskiego. Nie bardzo się lubiliśmy bo były to zaciekłe
komuchy, ale uczyli świetnie. Przeciętni nasi uczniowie, którzy
wyjeżdżali za granicę, byli tam uważni niemal za geniuszy.
Poziom nauczania w Polsce był o wiele wyższy niż w szkołach
publicznych we Francji czy w Stanach pomimo niskich
zarobków nauczycieli. Nie oznacza to bynajmniej, że nie
należy nauczycielom dobrze płacić. Oznacza tylko, że nie ma
korelacji dodatniej pomiędzy wysokością pensji nauczyciela a
poziomem oświaty. To jeden z tych mitów, podobnie
fałszywych jak słynny bon oświatowy, który miał wprowadzić
polską szkołę na wyżyny. Płacić trzeba dobrze, bon oświatowy
można stosować, lecz wysoki poziom nauczania może
zapewnić wyłącznie wysoki etos zawodowy nauczyciela i
wytężona praca własna ucznia. Rezygnując z pracy własnej
ucznia będziemy kształcić zbieraczy szparagów dla Niemiec.

Izabela Brodacka-Falzmann

Poduszka z Banderą do kupienia w sklepie internetowym Empik. Wstrząsający produkt wywołał skandal  

„Batko nasz Bandera Poduszka” – to nazwa produktu, jaki jeszcze dzisiaj można było zakupić w internetowym sklepie sieci Empik. Witryna, umożliwiająca nabycie czarno- czerwonego elementu pościeli z podobizną przywódcy ukraińskich szowinistów, została zablokowana po tym, jak zdjęcia skandalicznego towaru obiegły media społecznościowe.

W czwartek 25 stycznia polską prasę i portale społecznościowe zszokował przedmiot dostępny w sklepie on – line Empika. Była to poduszka, przedstawiająca podobiznę Stepana Bandery, utrzymana w barwach organizacji OUN-B – jednej z formacji odpowiedzialnej za ludobójstwo Polaków na Wołyniu i w Małopolsce Wschodniej.

Obecność towaru na wirtualnych półkach e- sklepu udokumentowano we wpisach w mediach społecznościowych. Choć nie jest on już dostępny, to wpisując w wyszukiwarkę odpowiednie zapytanie wciąż można zobaczyć ślady wystawienia skandalicznego produktu na sprzedaż. Jako producenta poduszki upamiętniającej czołowego ideologa organizacji winnej krwawych mordów ludności polskiej wskazano firmę WP Merchandise – producenta marki Weplay. Przedsiębiorstwo to wystawia na stronie internetowej Empika licznie inne produkty – w tym poduszki ze wzorem ukraińskiej flagi. Poniżej przedstawiamy zrzut ekranu, ukazujący podgląd obecnie niedostępnej już strony:

Jak napaść na państwo – b.ważny film Jurij Bezmienow

Bardzo polecam oglądnąć ten film i przemyśleć treść w nim zawartą. Żyjemy w ostatnim etapie rozpadu struktur państwowych , wszystko się sypie, nie ma możności porozumienia pomiędzy ludźmi. Taką sytuację jako zamierzony efekt działań soft dywersji intelektualnej, kulturowej opisuje Jurij Bezmienow. Żeby uleczyć organizm wypada wpierw poznać co mu szkodzi. Polecam!

Teksas w kontrze do Waszyngtonu

pobrane z : https://zbigniew1108.neon24.net/post/174992,teksas-w-kontrze-do-waszyngtonu

„Ktoś powiedział, że Teksas poradzi sobie bez USA, ale USA bez Teksasu rozpadnie się.”



Gubernator Teksasu Greg Abbott oskarżył w środę rząd federalny o zerwanie porozumienia ze stanami
po poniedziałkowym orzeczeniu federalnego Sądu Najwyższego,

 które utorowało prawną drogę Straży Granicznej podporządkowanej administracji Bidena
 do usunięcia drutu kolczastego zainstalowanego przez Teksas wzdłuż granicy amerykańsko-meksykańskiej.


Gubernator Greg Abbott oświadczył, że Teksas został najechany przez imigrantów, 
że ​​rząd federalny nie wywiązuje się że swoich konstytucyjnych obowiązków (art. 4) 
i że w związku z tym Teksas ma prawo działać z własnej inicjatywy 
i wysłać wojsko na granicę z pominięciem rządu.


 


Waszyngton dał czas do dzisiaj-piątek, 
aby Teksas podporządkował się orzeczeniu sądu.

Sytuacja zaostrza się, gdyż 25 republikańskich gubernatorów wydało wspólne oświadczenie popierające gubernatora Teksasu Grega Abbotta i konstytucyjne prawo Teksasu do samoobrony:

„Prezydent Biden i jego administracja pozostawili Amerykanów i nasz kraj całkowicie bezbronnych wobec bezprecedensowej nielegalnej imigracji zalewającej południową granicę. 
Zamiast stać na straży praworządności i zabezpieczać granicę, administracja Bidena zaatakowała 
i pozwała Teksas za zintensyfikowanie działań mających na celu ochronę obywateli amerykańskich przed historycznymi poziomami nielegalnych imigrantów, śmiercionośnych narkotyków, 
takich jak fentanyl, i terrorystów przybywających do naszego kraju.

„Solidaryzujemy się z naszym kolegą gubernatorem, Gregiem Abbottem, i stanem Teksas, wykorzystując wszelkie narzędzia i strategie, w tym ogrodzenia z drutu kolczastego, 
aby zabezpieczyć granicę. Robimy to po części dlatego, że administracja Bidena odmawia egzekwowania przepisów imigracyjnych, które już obowiązują i nielegalnie zezwala na masowe zwolnienia warunkowe w całej Ameryce migrantów, którzy wjechali do naszego kraju nielegalnie.

Autorzy Konstytucji Stanów Zjednoczonych jasno stwierdzili, że w czasach takich jak obecne, stany mają prawo do samoobrony, zgodnie z Artykułem 4, Sekcją 4 i Artykułem 1, Sekcją 10, Klauzulą 3 Konstytucji Stanów Zjednoczonych. Ponieważ administracja Bidena zrzekła się swoich konstytucyjnych zobowiązań wobec stanów, Teksas ma wszelkie prawne uzasadnienie, aby chronić suwerenność naszych stanów i naszego narodu.

Wśród sygnatariuszy znaleźli się: gubernator Kay Ivey (AL), gubernator Mike Dunleavy (AK), gubernator Sarah Sanders (AR), gubernator Ron DeSantis (FL), gubernator Brian Kemp (GA), gubernator Brad Little (ID), gubernator Eric Holcomb (IN), gubernator Kim Reynolds (IA), gubernator Jeff Landry (LA), gubernator Tate Reeves (MS), gubernator Mike Parson (MO), gubernator Greg Gianforte (MT), gubernator Jim Pillen (NE), gubernator Joe Lombardo (NV), Gubernator Chris Sununu (NH), gubernator Doug Burgum (ND), gubernator Mike DeWine (OH), gubernator Kevin Stitt (OK), gubernator Henry McMaster (SC), gubernator Kristi Noem (SD), gubernator Bill Lee (TN), gubernator Spencer Cox (UT), gubernator Glenn Youngkin (VA), gubernator Jim Justice (WV) i gubernator Mark Gordon (WY).”




Oprócz gubernatorów  w bębny powstańcze uderzają 
także władze hrabstw teksańskich.

„Po wtorkowym głosowaniu sędzia hrabstwa Montgomery Mark Keough w odpowiedzi na wczorajsze orzeczenie Sądu Najwyższego, aby umożliwić agentom Straży Granicznej usunięcie barier w Teksasie oświadczył, że nadszedł czas, aby Teksas okazał obywatelskie nieposłuszeństwo.

Za pośrednictwem OLS (Operacją Samotna Gwiazda0 Teksas wzniósł bariery z drutu harmonijkowego, aby zapobiec nielegalnemu wjazdowi między przejściami wjazdowymi na terytorium Teksasu.

Po tym, jak agenci Straży Granicznej zaczęli je niszczyć, Teksas wniósł pozew do sądu. 
Sąd Najwyższy uchylił orzeczenie Sądu Piątego Okręgu, agenci Straży Granicznej mają prawo 
 zburzyć bariery z drutu harmonijkowego w Teksasie w Eagle Pass w Teksasie.

Po orzeczeniu Abbott powiedział, że będzie „nadal bronił konstytucyjnego autorytetu Teksasu w zakresie zabezpieczenia granicy i uniemożliwienia administracji Bidena zniszczenia naszej własności”.

Niektórzy mieszkańcy hrabstwa Montgomery od ponad półtora roku wzywają władze hrabstwa 
do ogłoszenia inwazji. Jednym z nich był mieszkaniec hrabstwa Montgomery, Jonathan Hullihan, główny radca prawny organizacji Citizens Defending Freedom, który twierdzi, że to, co dzieje się na granicy USA, nie jest kwestią imigracji, ale bezpieczeństwa narodowego.

Twierdzi on, że Teksas ma konstytucyjne prawo do ogłoszenia inwazji na granicy z Meksykiem 
i odparcia jej. Powołuje się na tzw. „klauzulę gwarancyjną” Konstytucji Stanów Zjednoczonych 
(art. IV, sekcja 4) oraz inne historyczne precedensy, w tym opinię prawną napisaną przez byłego republikańskiego prokuratora generalnego Arizony, Marka Brnovicha.

Brnovich był pierwszym i jedynym stanowym prokuratorem generalnym w historii USA, 
który wydał opinię prawną definiującą inwazję. Argumentował, że administracja Bidena nie zdołała ochronić Arizony przed inwazją na mocy klauzuli gwarancyjnej i że gubernator, jako głównodowodzący, ma niezależne uprawnienia na mocy stanowej klauzuli samoobrony konstytucji Arizony,
 aby bronić Arizony przed inwazją.

Hrabstwa Teksasu ogłosiły inwazję, używając podobnych argumentów. Sędziowie i komisarze hrabstw Kinney, Goliad i Terrell jako pierwsi ogłosili inwazję 5 lipca 2022 roku. Do listopada ubiegłego roku urzędnicy z 50 hrabstw przyjęli rezolucje w sprawie inwazji.

Sędzia Atascosa Weldon Cude zachęca więcej hrabstw do ogłoszenia inwazji, 
ponieważ „ważne jest, aby bronić suwerenności Teksasu i tego kraju, gdy prezydent tego nie chce. Teksańczycy nie wycofają się z obrony Teksasu czy Stanów Zjednoczonych”

„Mamy rozwiązania, aby zabezpieczyć naszą granicę i zapobiec wkroczeniu przestępców i terrorystów” – dodał Cude, wzywając Kongres do działania. „Kongres musi teraz powstrzymać inwazję. 
Nie chcemy amnestii. Nie chcemy konferencji prasowych. Chcemy zamknięcia granicy. 
Chcemy, aby Amerykanie byli chronieni przed kartelami i przestępcami”.

Rezolucja hrabstwa Montgomery powołuje się na Artykuł IV, Sekcję 4 Konstytucji Stanów Zjednoczonych, który stanowi, że rząd federalny „zagwarantuje każdemu stanowi w tej Unii republikańską formę rządu i będzie chronił każdy z nich przed inwazją”. 
Cytuje również artykuł IV, paragraf 7 Konstytucji Teksasu, który daje gubernatorowi prawne upoważnienie do „tłumienia powstań i odpierania inwazji”.

Wzywa również delegację Kongresu Teksasu do „natychmiastowego podjęcia wszelkich niezbędnych działań legislacyjnych, które zmuszą prezydenta Bidena i wszystkie agencje federalne do zabezpieczenia naszej południowej granicy z Meksykiem w celu ochrony obywateli hrabstwa Montgomery 
oraz wszystkich obywateli Teksasu i Stanów Zjednoczonych”.

Po tym, jak Sąd Najwyższy orzekł na niekorzyść Teksasu, Smith powiedział The Center Square: 
„Wielu ludzi nie rozumie, że Teksas stoi w obliczu realnego zagrożenia dla bezpieczeństwa naszych obywateli. To nie jest debata na temat polityki imigracyjnej, ale konstytucyjne zagrożenie dla suwerenności Teksasu. Teraz, bardziej niż kiedykolwiek, gubernator Abbott musi twardo stanąć po stronie Teksasu i nie wycofywać się.

Teksas historycznie ponosił ciężar nielegalnego przekraczania granic i przestępczości, 
która się z tym wiąże. Pod rządami administracji Bidena w roku fiskalnym 2023 do Teksasu wjechała największa w historii USA liczba osób nielegalnie przekraczających granicę – ponad 1,9 miliona, 
czyli prawie 50% wszystkich nielegalnych osób przekraczających granicę, które zgłosiły wjazd do kraju.

Do tej pory prawie 100 hrabstw Teksasu wydało deklaracje o klęsce żywiołowej lub inwazji lub o obu tych deklaracjach, powołując się na kryzys graniczny.”

Źródło:https://www.thecentersquare.com/texas/article_841371f0-ba3d-11ee-ae03-8f3f5a9d1c07.html 



Demokraci z Teksasu prezentują  jednak radykalnie inne podejście.

” Kongresmen z Teksasu Joaquin Castro jako pierwszy wezwał do federalizacji
 Gwardii Narodowej Teksasu

Reprezentant Greg Casar (D-Texas) poszedł w jego ślady w środę po oświadczeniu Abbotta.

„Zgadzam się z kongresmanem Castro: jeśli Abbott przeciwstawia się wczorajszemu orzeczeniu Sądu Najwyższego, prezydent Biden musi ustanowić wyłączną federalną kontrolę nad Gwardią Narodową Teksasu”.


źródło:https://thehill.com/latino/4427387-abbott-texas-border-invasion-supreme-court-immigration/

Każdy kraj ma Gestapo

Premier Donald Tusk powołał Zespół d/s Rozliczeń – oczywiście rozliczeń z PiS-em. Na czele tego zespołu postawił pana mecenasa Romana Giertycha. To bardzo ciekawa inicjatywa, już choćby dlatego, że do spraw rozliczeń – cokolwiek by to nie miało znaczyć – mamy w naszym nieszczęśliwym kraju mnóstwo rozmaitych i sowicie opłacanych instytucji. Nie mówię już nawet o siedmiu bezpieczniackich watahach, z których każda ma prawo prowadzenia działalności operacyjnej, a tym samym – werbowania agentury. Ilu tych konfidentów dotychczas nawerbowano? Tajemnica to wielka, bo watahy chronią się za murami tajności i na przykład kiedy pan sędzia Lipiński, który w Warszawie prowadził proces sędziego Andrzeja Hurasa, przypadkowo wykrył, że ABW prowadziła operację „Temida”, polegającą na werbunku agentury w środowisku sędziowskim i zażądał wyjaśnień, odpowiedzią było mu głuche milczenie. A warto zwrócić uwagę, że taki konfident za darmo nie donosi, czy nie wykonuje zleceń. W najgorszym razie dostaje forsę, a w najlepszym – bezpieka projektuje mu i pilotuje karierę i chroni w niebezpieczeństwach. A przecież oprócz bezpieki mamy policję, prokuraturę i niezawisłe sądy. Do obowiązków tych wszystkich instytucji należy wykrywanie, a następnie „rozliczanie”. Najwyraźniej jednak to wszystko nie wystarcza, skoro pan premier Tusk powołał nowy, specjalny zespół z panem mecenasem Romanem Giertychem na czele. Możliwe, że premier Tusk, pamiętając własne przeżycia związane z aferą hazardową, zdaje sobie sprawę, że bezpieczniackim watahom ufać nie może, nawet jak w trybie natychmiastowym powoła nowych szefów każdej z nich. Zresztą, co tu pan premier Tusk, skoro cała Polska widziała, jak nawet pana prezydenta Dudę wystawiła bezpieczniakom jego własna ochrona? W tej sytuacji jest oczywiste, że nikomu ufać nie można i to rzuca snop światła na decyzję premiera Tuska o powołaniu odrębnego Zespołu d/s Rozliczeń. No dobrze – ale dlaczego na jego czele pan premier postawił akurat pana mecenasa Romana Giertycha? Myślę, że przyczyny mogą być dwie. Pierwsza, to ta, że pan mecenas Giertych pała żądzą zemsty na Jarosławie Kaczyńskim, więc premier nie będzie musiał go jakoś specjalnie podkręcać, żeby robił z pisiaków marmoladę. Druga przyczyna może być taka, że – jak pamiętamy – pan mecenas Giertych był pełnomocnikiem syna pana premiera, Michała Tuska w związku ze sprawą Amberg Gold, której wątkiem odpryskowym była sprawa linii lotniczych OLT Express. Trudno zapomnieć widok dygnitarzy Platformy Obywatelskiej, z prezydentem Gdańska, panem Adamowiczem, jak na podobieństwo ruskich burłaków, co to ciągnęli po brzegach Wołgi ładowne barki pod prąd, ciągnęli samolot OLT Express po płycie gdańskiego lotniska. Jak pamiętamy, sejmowa komisja śledcza, której przewodniczyła pani Małgorzata Wassermann, niczego nie wykryła poza tym, co wiedzieliśmy od początku – że niezawisłe sądy ze znanego na całym świecie z niezawisłości gdańskiego okręgu sądowego przez całe lata nie zwróciły uwagi, że pan Marcin P. jest obciążony wieloma kondemnatkami, podobnie – że tamtejsza niezależna prokuratura podjęła tzw. „energiczne kroki” dopiero wtedy, gdy pieniądze wyłudzone od naiwniaków rozpłynęły się w nocy i mgle. Oczywiście „energiczne kroki” nie doprowadziły do znalezienia forsy, bo przecież Gdańsk to nie żadna wyspa skarbów. Dlaczego tak się stało – tego już komisja nie odważyła się wyjaśnić, najwyraźniej pamiętając o ruskim przysłowiu, że kto nie wie, ten śpi w poduchach, a kto wie – tego wiodą w łańcuchach. No dobrze – ale pan mecenas musiał być dopuszczony do konfidencji, żeby skutecznie reprezentować swego klienta. Czego się wtedy dowiedział, podobnie jak wtedy, gdy reprezentował Księcia-Małżonka i przy innych okazjach? Tego, ma się rozumieć, nie wiemy, ale lepiej rozumiemy, że – zwłaszcza znając zawziętość pana mecenasa Giertycha – Donald Tusk na wszelki wypadek nie tylko ułatwił mu powrót do polityki i uzyskanie immunitetu, ale woli też mieć go na widoku, jako że nikt nie jest bez grzechu wobec Boga, ani bez winy wobec cara. To też ruskie przysłowie.

W rezultacie mamy w naszym państwie nową instytucję, bardzo podobną do Nadzwyczajnej Komisji do Walki z Kontrrewolucją i Sabotażem, czyli tak zwaną „Cze-Ką”, a w tej sytuacji rola pana mecenasa jest podobna do roli Feliksa Dzierżyńskiego. Oczywiście oprócz podobieństw są i różnice, bo o ile Feliks Dzierżyński mógł aresztować i wepchnąć do dołu z wapnem właściwie każdego, to uprawnienia pana mecenasa chyba aż tak daleko nie sięgają. Jeśli tedy już musimy doszukiwać się jakichś historycznych analogii, to porównałbym rolę pana mecenasa Giertycha na czele wspomnianego Zespołu do roli Mikołaja Jeżowa. On też nie mógł aresztować wszystkich, a tylko tych, których nieubłaganym palcem wskazał mu Ojciec Narodów Józef Stalin.

Nie chcę przez to powiedzieć, że tak pięknie reaktywowana polityczna kariera pana mecenasa Romana Giertycha zakończy się tak samo, jak błyskotliwa kariera Mikołaja Jeżowa. Historia nie powtarza się bowiem aż tak dosłownie, chociaż warto zwrócić uwagę, że jeśli w ogłoszonej przez premiera Tuska w jego expose „linii porozumienia i walki”, z jakichś powodów, których dzisiaj niepodobna jeszcze przewidzieć, akcenty zostaną położone już nie na „walkę”, a na „porozumienie”, to wtedy bardzo przydatne byłoby znalezienie jakiegoś kozła ofiarnego, którego można by poświęcić na ołtarzu „porozumienia”. Pan mecenas Giertych nadawałby się wtedy do odegrania tej roli, jak mało kto – ale nie uprzedzajmy faktów.

Zresztą ważniejsze od osobistych losów pana mecenasa jest co innego. Kierowany przez niego Zespół sprawia wrażenie doraźnego – ale z doświadczenia wiemy, że właśnie takie prowizorki są najtrwalsze. Na przykład „Cze-Ka” – oczywiście pod zmieniającymi się nazwami – przetrwała w Rosji aż do dnia dzisiejszego, chociaż być może nawet Lenin nie przypuszczał, że aż tak się utrwali. Ale – jak pamiętamy – niezależnie od tego, jaką rolę przywódcy rewolucji bolszewickiej przeznaczyli do odegrania czekistom, to oni też mieli swój interes, żeby funkcjonować jak najdłużej. Jak pisze w nieśmiertelnym poemacie „Towarzysz Szmaciak” Janusz Szpotański – „brudną i mokrą swą robotą przecież parają się nie po to, by takie odnieść stąd korzyści, że obłąkany świat się ziści. Kiedy śmiertelne toczą boje ze straszną, reakcyjną hydrą, to chcą mieć pewność, że na zawsze zdobędą to, co hydrze wydrą!” Tak może być również w przypadku uczestników Zespołu kierowanego przez pana mecenasa, bo wydarzenia I instytucje nie tylko nabierają własnej dynamiki, ale w dodatku również obecnym protektorom premiera Tuska może być na rękę istnienie jakiegoś Gestapo na wypadek, gdyby przewróciło mu się w głowie i zaczął wierzgać przeciwko ościeniowi.

Chcą zakazać ogródków przy domowych?

https://www.telegraph.co.uk/news/2024/01/22/carbon-footprint-homegrown-food-allotment-increase/

Komentarz własny – Chciałem przypomnieć że bodajże w AD 2023 powstał obowiązek ogólno-Eurokołchoźny, żeby rejestrować drób. W socjalistycznej Polszy, wesołym baraku 2.0 , zwolniono z tego obowiązku osoby, które mają kurki na własne potrzeby. Władza ludowa wykazała się wyrozumiałością…. Coś tak czuje że „ptasia grypa” wybuchnie w tych zagrodach które poddały się rejestracji. A pierzasta ręka kurzej śmierci ominie, „szczęśliwym trafem” niemieckie kurze fermy. Herr Tusk dopilnuje! Jawohl! Zakaz uprawy warzyw występuje z tego co wiem w nie których stanach USA . Obawiam się że może dojść i do nas. Krzysztof

Tutaj ten bełkot:

Ślad węglowy domowej żywności pięciokrotnie większy niż żywności uprawianej konwencjonalnie

Badanie wykazało, że za podwyższony poziom CO2 odpowiedzialna jest indywidualna infrastruktura ogrodnicza

Badania sugerują, że własna uprawa żywności na działce może nie być tak dobra dla środowiska, jak oczekiwano.

Dane pokazują , że ślad węglowy domowej żywności jest pięciokrotnie większy niż produktów wytwarzanych w wyniku konwencjonalnych praktyk rolniczych, takich jak gospodarstwa wiejskie.

W badaniu przeprowadzonym na Uniwersytecie Michigan sprawdzano, ile CO2 powstało podczas uprawy żywności w różnych typach gospodarstw miejskich, i stwierdzono, że średnio porcja żywności wyprodukowanej z tradycyjnych gospodarstw wytwarza 0,07 kg CO2.

Wpływ na środowisko jest prawie pięciokrotnie większy i wynosi 0,34kg na porcję w przypadku ogrodów indywidualnych, takich jak grządki warzywne czy działki .

https://cf-particle-html.eip.telegraph.co.uk/493ce442-af5a-4c83-9d95-3a97bd222ece.html?direct=true&id=493ce442-af5a-4c83-9d95-3a97bd222ece&truncated=true

Naukowcy twierdzą, że większość emisji nie pochodzi z samej uprawy żywności, ale z infrastruktury niezbędnej do uprawy żywności.

Naukowcy podzielili tereny rolnictwa miejskiego na trzy kategorie: ogrody indywidualne lub rodzinne, w tym ogródki działkowe; ogrody zbiorowe, takie jak ogrody społeczne; oraz większe, komercyjne gospodarstwa miejskie.

Jake Hawes, doktorant w Michigan i pierwszy autor badania, powiedział: „Najbardziej znaczącym czynnikiem przyczyniającym się do emisji gazów cieplarnianych na terenach rolnictwa miejskiego, które badaliśmy, była infrastruktura wykorzystywana do uprawy żywności – od podwyższonych grządek, przez szopy ogrodowe po ścieżki, w konstrukcje te włożono dużo węgla.

„ Źle zarządzany kompost i inne syntetyczne składniki również mogą mieć istotny wpływ, chociaż w większości naszych zakładów nie stanowili większości”.

Budowa podwyższonych grządek i szop ogrodowych przyczyniła się do wyższych poziomów emisji
Budowa podwyższonych grządek i altan ogrodowych przyczyniła się do wyższych poziomów emisji ŹRÓDŁO : ISTOCKPHOTO/GIORGIO MAGINI

Do badania, opublikowanego w czasopiśmie Nature Cities, włączono 73 obszary rolnictwa miejskiego na całym świecie, w tym w Europie, USA i Wielkiej Brytanii, a następnie przeprowadzono kompleksową ocenę cyklu życia infrastruktury, nawadniania i zaopatrzenia terenu.

Stwierdzono, że owoce są 8,6 razy bardziej przyjazne dla środowiska w przypadku konwencjonalnej uprawy w porównaniu z uprawą w mieście, podczas gdy warzywa pozostawione profesjonalistom są 5,8 razy bardziej przyjazne dla środowiska.

Jednak niektóre uprawy mają niższy ślad węglowy niż inne i mogą pomóc obywatelom o zielonych palcach w ulepszaniu swoich działek lub ogrodów z punktu widzenia środowiska .

Na przykład pomidory uprawiane w kraju mają niższy ślad węglowy niż uprawy konwencjonalne, podobnie jak szparagi.

Jedna porcja pomidorów miejskich wytwarza średnio 0,17 kg CO2 w porównaniu do 0,27 kg w konwencjonalnym gospodarstwie, w którym zastosowanoby energochłonną szklarnię.

Podobnie szparagi, które najczęściej przywożą samolotami z zagranicy i przemierzają tysiące mil lotniczych, są źródłem dużej emisji dwutlenku węgla, jeśli są uprawiane w sposób konwencjonalny.

Badanie sugeruje, aby w miarę możliwości budować grządki warzywne z materiałów pochodzących z recyklingu lub używanych
Badanie sugeruje, jeśli to możliwe, budowanie grządek warzywnych z materiałów pochodzących z recyklingu lub używanych. ŹRÓDŁO : NICK DAVID/STONE RF

„Odkryliśmy, że miejscy rolnicy i ogrodnicy mogą zmniejszyć swój wpływ netto, koncentrując się na żywności o wysokiej zawartości węgla w rolnictwie konwencjonalnym” – powiedział Hawes.

„Dwa przykłady, które zidentyfikowaliśmy, to rośliny uprawiane w szklarniach, w tym wiele pomidorów, oraz rośliny często przywożone z całej planety, takie jak szparagi”.

Naukowcy odkryli również, że mogą poprawić ochronę środowiska w swoich ogrodach i gospodarstwach domowych, naprawiając w miarę możliwości infrastrukturę i nie wymieniając jej, jeśli nie jest to absolutnie konieczne.

Dane pokazują, że dwie trzecie śladu węglowego działek wytwarza sam ogród, a zbudowanie go tak, aby przetrwał surowe zimy przez kilka lat, może zmniejszyć ten wpływ.

Ogrodnicy powinni także w miarę możliwości próbować budować swoje tereny z materiałów pochodzących z recyklingu lub z drugiej ręki , przy czym emisje zostaną zmniejszone o ponad połowę, jeśli na przykład odpady z innych części miasta zostaną wykorzystane do wykorzystania w łóżkach i szopach.

Badanie to opublikowano w czasopiśmie Nature Cities