Jezus – niewygodny dodatek do Tory? A może wszyscy jesteśmy Amalekitami? Kto pisze polską Wikipedię? Germano-judejska ofensywa dziwnej wiedzy
MOTTO
1. “I nadciągnie niszczyciel na każde miasto, i żadne nie ocaleje, spustoszona będzie dolina i zniszczona będzie równina – rzekł Pan. Wznieście Moabowi pomnik, ponieważ całkiem przepadnie! Jego miasta staną się pustkowiem, nie będzie w nich mieszkańców. Przeklęty, kto wykonuje dzieło Pana niedbale, i przeklęty, kto powstrzymuje miecz od krwi!” [Jeremiasza 48: 8-10]
2. “Najistotniejszą prawdą o Bogu jest to, że On jest dobry. Wiara w to, że Bóg może nakazać ludziom czynienie okrutnych aktów niesprawiedliwości i okrucieństwa, jest największym błędem, jaki można popełnić przeciwko Niemu. […]
Zeus w Iliadzie nie nakazuje okrucieństwa. Grecy wierzyli, że “błagający Zeus” mieszka w każdej nieszczęśliwej osobie, która błaga o litość. Iahveh jest “Bogiem zbrojnych [Bogiem armii, Sabaoth]”. Historia Hebrajczyków pokazuje, że nie chodzi tylko o gwiazdy [jak jest to najczęściej komentowane, przyp. mój, wawel], ale także o wojowników Izraela.Herodot wymienia dużą liczbę ludów helleńskich i azjatyckich, wśród których tylko jeden miał “Zeusa armii”. To bluźnierstwo było nieznane wszystkim innym.” [Simone Weil]
“Lud też, który był w mieście, wywiódłszy, podał pod piły, i pod brony żelazne, i pod siekiery żelazne, i wegnał je w piec cegielny.”
[2 Samuela 12:31]
WSTĘP
W 2020 r. Netanjahu utworzył grupę do studiów nad Biblią. “Postanowił odtworzyć tradycję, która obowiązywała w czasach” dowódcy terrorystycznego oddziału Hagana, Dawida Ben Guriona, który później, w ramach nagrody za zasługi w czysztkach etnicznych został pierwszym premierem Izraela. Posłuchajmy co dalej mówi Netanjahu o Biblii i o terroryście Gurionie: “Ben Gurion rozumiał, że Księga nad Księgami jest mandatem dla naszego kraju(…). Postrzegał Biblię jako niezwykłą opowieść o narodzie żydowskim, o unikalnym duchowym, kulturowym i historycznym dziedzictwie naszego narodu”. No cóż, jeśli ktoś nie wiedział “o czym” jest Biblia – teraz już wie…
28 paź 2023 — Netanjahu ogłasza inwazję: „Musisz pamiętać, co ci zrobił Amalek , mówi nasza Święta Biblia” 1 Samuela 15:3 „Teraz idź i uderz Amaleka …”
Czy Netanjahu ma prawo mówić “nasza Święta Biblia”? A może on nazywa tylko Stary Testament [dalej: ST] Biblią? Jaki jest przekaz ST rozpatrywany w oderwaniu od Nowego Testamentu? Jak czytać ST by niezliczone w nim wezwana do ludobójstw “zrozumieć”? Czy da się w ogóle je “zrozumieć”? Czy jeśli tych wezwań nie potępimy, to nie zamykamy sobie na zawsze drogi do odkrywania przesłania Ewangelii? W czym jest nowość przesłania Nowego Testamentu?
Te i wiele innych, podobnych pytań stają przed nami na nowo…
Jezus jako nikomu niepotrzebny plagiator. Włóczęga, który przypętał się nie wiadomo skąd i nie wiedzieć czemu powziął zamiar by poprawić doskonałe już od wieków zalecenia i prawa hebrajskie. Mąciwoda i epigon. Taki obraz głównego przesłania chrystianizmu prezentuje polska Wikipedia idąc w ślad za niemiecką.
Niedawno otworzyłem Wikipedię na haśle „Przykazanie miłości”. Przeczytałem i… oczom nie wierzyłem. Otóż z w/w hasła wynika obraz chrześcijaństwa i Jezusa jako plagiatorów Tory.
Początek opracowania hasła brzmi następująco:
„Przykazanie miłości – według Ewangelii dwa przykazania ustanowione przez Jezusa Chrystusa: miłości do Boga i miłości bliźniego (tj. do każdego człowieka). Zwane są też największym przykazaniem. W rzeczywistości mogły być przez Jezusa Chrystusa co najwyżej powtórzone – występowały już w Torze co najmniej kilkaset lat przed spisaniem Ewangelii.”
Ton komentarza jest… niewiarygodny. Wsłuchajmy się dokładnie: W rzeczywistościmogły być przez Jezusa Chrystusa co najwyżej powtórzone. No i jako puenta tej terminologicznej hucpy mamy podsumowanie: – występowały już w Torze co najmniej kilkaset lat przed spisaniem Ewangelii.
No tak, co najwyżej powtórzone i to co najmniejkilkaset lat wcześniej.To po diabła w ogóle On przyszedł?
Ton (co najwyżej, co najmniej, w rzeczywistości, mogły być tylko powtórzone) tych enuncjacji jest bez precedensu na tle innojęzycznych Wikipedii. Żadna z wersji Wikipedii nie posuwa się aż tak daleko. Tekst polskiej Wikipedii jest po prostu skandaliczny!
Do marca 2009 początek hasła brzmiał tak:
[Wersja z 18:27, 19 mar 2009]Przykazanie miłości – dwa przykazania ustanowione przez Jezusa Chrystusa: miłości do Boga i miłości bliźniego (tj. do każdego człowieka). Zwane są też największym przykazaniem.
W kwietniu 2009 wkroczył jakiś nieziemski, anonimowy autorytet (87.205.54.80) ze swoją pseudomądrością i początek tekstu przybrał taką filosemicką postać, wypaczającą istotę chrześcijaństwa:
[Wersja z 23:26, 22 kwi 2009]Przykazanie miłości – wg Ewangelii dwa przykazania ustanowione przez Jezusa Chrystusa: miłości do Boga i miłości bliźniego (tj. do każdego człowieka). Zwane są też największym przykazaniem. W rzeczywistości mogły być przez Jezusa Chrystusa co najwyżej powtórzone – występowały już w Torze co najmniej kilkaset lat przed spisaniem Ewangelii.
W dyskusji hasła w archiwum Wikipedii uwaga owego „mędrca” brzmi jeszcze bardziej gorliwie: (sprostowanie – tekst przykazań miłości pochodzi z Tory, a nie Ewangelii Mateusza i jest starszy co najmniej 600, aprawdopodobnie ponad 1000 lat.).
Ustalenia z ostatnich 40 lat (mają tu swój wkład także polscy badacze, por. Czy autorzy Księgi Rodzaju inspirowali się Odyseją? – dr hab. Jan Kozłowski & dr Sławomir Poloczek) doprowadziły wreszcie do rozbratu z mitologiczną chronologią ST, data powstania Tory i innych ksiąg ST jest przesuwana coraz bliżej przełomu er a w sztucznie zarchaizowanej (zhagadyzowanej) Torze odnajdywane są plagiaty, zapożyczenia i trawestacje z Homera.
W świetle urealniania chronologii powstawania ST owe mądrości z polskiej Wikipedii brzmią jak … bombowce nad gettem Gaza. Niemiecka Wiki w hasłach dotyczących chrześcijaństwa jest jeszcze bardziej hucpiarska.
2.
Polskie opracowanie hasła jest w duchu niemieckiego (Nächstenliebe, https://de.wikipedia.org/wiki/N%C3%A4chstenliebe). W niemieckiej Wikipedii zamiast Jezusa Chrystusa mamy Jezusa z Nazaretu i zdanie, że przykazanie miłości pochodzi z judaizmu, z nakazu Tory. Cały tekst niemiecki (bardzo obszerny) jest kuriozalny i wygląda, jakby pisał go John Lennon wraz z Bronisławem Geremkiem.
Czego my tam nie mamy: mamy judaistyczny wykład przykazania miłości, mamy pośrednio przeprowadzony „dowód”, iż przesłanie chrześcijaństwa, to żadna nowość, bo to samo mamy we wszystkich religiach świata. Mamy rozdział zatytułowany: Krytyka miłości bliźniego [sic!], gdzie omówione są spekulacje na ten temat Nietzschego i Freuda, mamy, oczywiście, i Kanta. Cały rozwlekły jak midrasze tekst niemieckiej Wikipedii pokazuje monstrualny wymiar sterylizacji intelektualnej, jakiej dokonano na narodzie niemieckim po wojnie.
Teksty Wikipedii w innych językach są w miarę racjonalne i wyważone. W wersji francuskiej, włoskiej i angielskiej nie padają terminy: Tora, judaizm. Pozytywnie zwraca uwagę wersja francuska, która odmiennie od innych Wikipedii nie cytuje przykazania miłości w wersji ewangelii synoptycznych, tylko zajmuje się nie poruszaną przez inne Wikipedie wersją z Ewangelii wg św.Jana, która radykalizuje przekaz łącząc nierozerwalnie przykazanie miłości z wiarą w Syna Bożego i przeciwstawiając ten przekaz duchowi religii Starego Przymierza.
Wersje polska i niemiecka biją rekordy propagandy określonych, opiniotwórczych antychrześcijańskich lobby.
Mógłby ktoś powiedzieć, po co przejmować się jakimś tam hasłem z Wikipedii. Jednak w dobie kultury masowej owa encyklopedia wirtualna dla wielu (młodzież, uczniowie etc.) jest źródłem wiedzy.
Na koniec trzeba wspomnieć, iż nawiązanie przez Chrystusa do pewnych fragmentów zdań ze Starego Testamentu nie jest żadną kontynuacją, lecz – by tak rzec – parafrazą konfrontacyjną (o ile nie metafrazą…). Przykazanie miłości członków własnego plemienia Jezus rozszerza na całą ludzkość. W przykazaniu miłości Boga dodaje z kolei nie istniejący w tekście Starego Testamentu postulat miłowania boga swoim u m y s ł e m, co zmienia całkowicie sens rabinicznego zalecenia. [O tym, że środowisko talmudyczne było całkowicie niezdolne pojąć dodany przez Jezusa nakaz uniwersalnej racjonalności (διάνοια) świadczy najlepiej fragment pawłowego Listu do Efezjan 4,18].
Tworzenie z rewolucji chrześcijańskiej odłamu talmudyzmu („jedna z sekt judaizmu okresu drugiej świątyni”) pozostaje w tym samym kręgu ofensywy antychrześcijańskiej, co fabrykowane pojęciowe konie trojańskie, dziwotwory typu „judeo-chrześcijański”, „religie abrahamiczne” lub islamistyczny zwrot „ludzie księgi”.
Oczywiście hasło „Przykazanie miłości” w polskiej Wikipedii to nie żaden wyjątek ani wypadek przy pracy. Wystarczy tylko wczytać się w inne hasła z tego kręgu tematycznego. W haśle „Chrześcijaństwo” mamy np. taką perełkę: „Zgodnie z najstarszymi Credo (IV w. n.e) Jezus jest współistotny z Bogiem judaizmu”. Ofensywa herezji trwa w najlepsze.
Globalizacja podważyła istnienie państw jako suwerennych podmiotów, które zabiegając o realizację własnych interesów narodowych, stają się groźne dla innych krajów. Lekarstwem na to jest wielopoziomowa federalizacja świata – prognozują europejscy federaliści. Właśnie podjęli oni kolejną próbę realizacji wizji komunisty Altiero Spinellego i jego słynnego Manifestu z Ventotene – tym razem w formie odmienionej i rozszerzonej w 2022 roku.
========================
25 października 2023 r. Komisja Spraw Konstytucyjnych Parlamentu Europejskiego (AFEC) przyjęła sprawozdanie zalecające zmianę unijnych traktatów. Okazją do tego stały się kryzysy spowodowane „pandemią” i agresją Rosji na Ukrainę, a także kryzys energetyczny, żywnościowy, inflacyjny, klimatyczny itd. Znalazł się pretekst, by dopełnić proces integracji i utworzyć Stany Zjednoczone Europy.
Deklaracja Rzymska (2017)
Wcześniej, po spotkaniu z papieżem Franciszkiem, który ostrzegł, że blok pogrążony w kryzysie rozpadnie się bez nowej wizji, 25 marca 2017 r. przedstawiciele najwyższych władz UE i rządów wchodzących w skład Wspólnoty zatwierdzili – w 60. rocznicę podpisania Traktatów Rzymskich – „Deklarację Rzymską”.
Treść dokumentu dyplomaci unijni negocjowali w głębokiej tajemnicy. Mówiła o „bezprecedensowych wyzwaniach” takich, jak: regionalne konflikty, terroryzm, rosnąca presja migracyjna, protekcjonizm oraz nierówności społeczne i ekonomiczne.
Deklaracja określiła cztery obszary, w których liderzy zobowiązali się do działania na rzecz „bezpiecznej”, „zamożnej i zrównoważonej oraz socjalnej Europy”, promującej „postęp ekonomiczny i społeczny”, a także „różnorodność kulturową”. UE miała być silniejsza globalnie, aktywniejsza w ramach ONZ i jeszcze bardziej koncentrować się na „globalnej polityce przeciwdziałania zmianom klimatycznym”.
Na konferencji prasowej ówczesny szef Komisji Europejskiej Jean-Claude Juncker powiedział, że deklaracja jest początkiem „zmiany”, „powrotem do tego, czym miała być UE”.
Wielopoziomowy system zarządzania globalnego
Od marca 2017 roku sporo się wydarzyło, a działania podjęte przez eurokratów sprzyjały zacieśnieniu władzy. Propozycja zmian traktatowych zatwierdzona w październiku tego roku przez AFEC, odzwierciedla inicjatywy europejskich federalistów.
W najnowszym wydaniu „The Federalist Debate” z lipca 2023 r. zwolennicy ścisłej integracji wskazują nie tylko na trwającą reorganizację europejskiego systemu partyjnego przed wyborami do Parlamentu Europejskiego, zaplanowanymi na czerwiec 2024 rok. Piszą też o dalekosiężnych planach przekształcenia Europy i utworzenia światowej federacji oraz wielopoziomowego systemu globalnego zarządzania.
Zwraca się uwagę, że jesteśmy świadkami kryzysu porządku światowego porównywalnego z Wielkim Kryzysem z 1929 r., będącego preludium do II wojny światowej. Państwa odeszły od modelu federalizacji, jaki zainicjował Michaił Gorbaczow w sowieckiej Rosji i późniejszej transformacji po upadku Związku Sowieckiego. Obecnie odradza się nacjonalizm, Rosja staje się społeczeństwem zamkniętym, ponownie narzuca reżimy autorytarne w swoich domenach, a tendencje autorytarne stanowią realne zagrożenie dla systemów konstytucyjnych. Przykładem tego miały być domniemane zamachy stanu Donalda Trumpa z 6 stycznia 2021 r. w USA i Jaira Bolsonaro w Brazylii z 8 stycznia 2023 r.
Jednak, ich klęska oraz zdecydowane zaangażowanie państw zachodnich po stronie Ukrainy w następstwie agresji Rosji, ma znamionować odporność demokracji w walce z autokracjami.
Mimo to doszło do naruszenia europejskiego porządku bezpieczeństwa i obecnie nadszedł czas, by zmienić oblicze UE. Jej instytucje mają być więc wzmocnione, ponieważ po raz pierwszy od wyborów powszechnych do Parlamentu Europejskiego w 1979 roku – od kiedy de facto przez 40 lat rządziły dwie partie w zgromadzeniu w Strasburgu: Europejska Partia Ludowa (EPP) wraz z Socjalistami i Demokratami (S&D) – w 2024 r. mogą nie uzyskać wystarczającej liczby głosów do zdobycia większości.
Tworzony jest między innymi sojusz Europejskich Konserwatystów i Reformatorów (ECR) z EPP. Ma powstać nowa centroprawica, do której miałyby należeć jedynie takie ugrupowania, które są za integracją europejską, praworządnością i wspierają Ukrainę. Jej liderzy dystansują się od partii skrajnie prawicowych, za jakie uchodzą np. francuskie Zjednoczenie Narodowe Marine Le Pen czy niemiecka Alternatywa dla Niemiec i Liga Włoska.
EPP konkuruje z Partią Socjalistów i Demokratów, z Grupą Renew Europe, będącą pod silnym wpływem Emmanuela Macrona, która chce zniszczyć plan utworzenie centroprawicy. Można śmiało powiedzieć, że europejski system partyjny obecnie opiera się na koalicjach centroprawicy i centrolewicy.
Federaliści podkreślają, że w Europie, ale i na świecie toczy się walka pomiędzy demokracją a reżimami autokratycznymi. Konieczne jest zatem wznowienie multilateralizmu w celu realizacji globalnej transformacji środowiskowej i programu zrównoważonego rozwoju.
Pomocne są zmiany zachodzące w Ameryce Łacińskiej, w tym powrót do władzy Luli w Brazylii oraz Obradora w Meksyku. Dzięki temu – jak uważa były wiceprezydent Boliwii Álvaro García Linera – Ameryka Łacińska „przeżywa drugą falę postępową”, chociaż w przeciwieństwie do pierwszej fali, która rozpoczęła się od prezydentury Cháveza w Wenezueli w 1999 r i trwała do 2014 roku, charakteryzuje się ona „umiarkowanym progresywizmem”. Dzięki tym zmianom jest szansa – a taka trafia się raz na pokolenie – aby proces federalizacji świata pchnąć na wyższy poziom.
Postulowane jest najpierw tworzenie federacji regionalnych, po to by ostatecznie powstał jeden związek światowy. Sprawowanie władzy odbywałoby się za pośrednictwem zreformowanej ONZ. Rządziłby Światowy Komitet Wykonawczy, egzekwując prawa światowe. Nie byłoby prawa weta państw w takim Komitecie w stosunku do egzekwowania prawa światowego, przywódców zamieszanych w zbrodnie przeciw ludzkości, w „ekobójstwo” (prace nad nowym typem zbrodni już trwają) i międzynarodowy terroryzm. Działałyby sądy światowe oraz krajowe. Korporacje transnarodowe podlegałyby regulacji. Firmy i osoby prywatne, które przyczyniają się do „globalnego ocieplenia” byłyby ścigane, a lasy deszczowe można byłoby kupić i zarządzać nimi jak parkami światowymi.
Promowanoby obywatelstwo światowe i „lojalność wobec ludzkości”. Obywatele nie byliby suwerenami. Początkowo należy dążyć do stworzenia regionalnych federacji narodów, by rozwiązywać problemy różnych części świata. Jeśli te regionalne federacje będą skuteczne, to wtedy mogłyby w końcu połączyć siły, by utworzyć światową federację. Czynnikiem spajającym wszystkie kraje byłby jeden konkretny problem światowy, np. „zmiany klimatyczne” lub broń nuklearna. Powołanoby do życia globalną agencję zajmującą się rozwiązaniem problemu. Światową federację utrzymywać mają państwa oraz wpływy z podatków od podróży międzynarodowych i eksploracji czy też korzystania ze wspólnych zasobów planety. Ogromną rolę do odegrania ma światowa religia oparta na wierzeniach wschodnich, rdzennych afrykańskich i latynoskich. Zaznaczono, że dopóki wiele osób będzie się trzymać swoich głębokich przekonań, te zmiany nie będą możliwe. Powstałyby światowe siły policyjne, światowe więzienia, konstytucja światowa, jedna waluta itp.
Europejscy federaliści podkreślają, że do ponadnarodowej federacji muszą należeć kwestie polityki klimatycznej, zagranicznej i bezpieczeństwa, jak również polityka energetyczna. Powinno być jedno centrum zakupów energii i jedno wojsko, zamiast dwudziestu siedmiu armii.
Entuzjaści superpaństwa zawyrokowali, iż model konfederacji nawiązujący do „Europy ojczyzn” De Gaulle’a, nie sprawdza się. Jako przykład podają Stany Zjednoczone Ameryki, które początkowo były konfederacją. Po kilku latach zdano sobie jednak sprawę, iż taki model nie pozwalał na skuteczne podejmowanie decyzji i w 1789 roku wybór padł na federację oraz wspólny rząd.
Dziś tłumaczy się, że Europa musi uzyskać „strategiczną autonomię”, by skutecznie rywalizować o wpływy z wielkimi mocarstwami. Europa ma zredukować biurokratyzację i dlatego państwa suwerenne skazane są na przekazanie uprawnień wąskiej grupie decydentów zdolnych szybko podejmować decyzje, gdy zajdzie taka potrzeba. Krótko mówiąc, UE ma stać się graczem globalnym i potrzebuje do tego narzędzi.
Nowy Manifest z Ventotene (2022)
Na początku października zeszłego roku europejscy federaliści przedstawili nowy, obszerny i dalekosiężny Manifest z Ventotene – nawiązując do programu przekształcania Europy zarysowanego przez włoskich komunistów w 1941 roku. Wezwali do utworzenia Stanów Zjednoczonych Europy. Jednak ostatecznym celem jest stworzenie „globalnej federacji”. Te postulaty zostały odzwierciedlone w propozycjach zatwierdzonych w październiku 2023 r. przez Komisję Spraw Konstytucyjnych Parlamentu Europejskiego.
Zatem przyjrzyjmy się temu, co zostało zapisane w nowym Manifeście z Ventotene z 2022 r. Uznano tam, że pretekstem do pchnięcia naprzód planu federalizacji stała się tak zwana pandemia koronawirusa i rosyjska agresja na Ukrainę, a także kryzysy „wpółistniejące”.
Tylko poprzez przyznanie większej władzy strukturom federacyjnym możliwe będzie zapobieganie i przeciwdziałanie agresji nacjonalistycznej i autokratycznej.
Manifest zatwierdziła licząca ponad 100 europosłów Grupa Spinellego, do której należy kilku polskich polityków.
Senat RP 16 września 2010 r. informował o powstaniu Grupy im. Altiero Spinellego na rzecz Europy Federalnej i Postnarodowej. Grupę tworzyło początkowo 33 posłów, a głównymi inicjatorami jej powstania byli były premier Belgii Guy Verhofstadt, „legendarny przywódca” ruchu studenckiego we Francji z 1968 roku Daniel Cohn-Bendit i eurodeputowani: Isabelle Durant (Belgia) oraz Sylvie Goulard (Francja). Zaznaczono, że „brukselska grupa refleksyjna” ma podejmować działania na rzecz Europy federalnej i postnarodowej. Dodano, że włoski polityk Altiero Spinelli – który tak naprawdę był komunistą – „podobnie jak Jean Monnet i Robert Schuman, zaliczany jest do grona ojców Europy. W 1970 roku został komisarzem unijnym odpowiedzialnym za przemysł, a w 1979 roku – posłem do Parlamentu Europejskiego. Był federalistą, orędownikiem powołania unii politycznej, wizjonerem i wielkim Europejczykiem”.
Grupa Spinellego zaznaczyła w 2010 roku, że „jest odpowiedzią na rosnące w UE tendencje rozluźniania integracji europejskiej i opowiada się za jej przyspieszeniem”.
„Historia Unii Europejskiej udowodniła, że to więcej Europy, a nie mniej, jest odpowiedzią na problemy, przed którymi stoimy. (…) Nacjonalizm jest ideologią przeszłości. Naszym celem jest federalna i postnarodowa Europa, Europa obywateli” – głosiło oświadczenie z 2010 r.
Najnowsza deklaracja Grupy Spinellego, zatytułowana „Propozycja Manifestu dla Europy Federalnej: suwerennej, społecznej i ekologicznej”, została sporządzona w związku z przypadającą w 2021 roku 80. rocznicą Manifestu z Ventotene. Spinelli napisał go wraz z innymi komunistami więzionymi na wyspie o wspomnianej nazwie.
Dokument rozesłano do wszystkich posłów w Parlamencie Europejskim. Autorzy opowiadają się za „demokracją bez granic, aby zapewnić pokój i wspólny dobrobyt”. Na razie nie wspominają o likwidacji państw narodowych, a jedynie o tym, że mają one wejść w skład federacji regionalnych, a ostatecznie federacji globalnej.
W preambule przypomniano, że wyspa Ventotene została uznana 6 kwietnia 2022 roku przez Parlament Europejski za „historyczną, moralną i intelektualną stolicę Europy”. Od 1982 r. odbywają się tam „seminaria ludowe” poświęcone federalizacji Europy i świata – zgodnie z propozycją Altiero Spinellego, który w 1941 roku wraz m. in. Ernesto Rossim, wzywali do utworzenia Europy federalnej. Zainspirowali w ten sposób powstanie Unii Europejskich Federalistów (założona w 1946 r.) i Międzynarodówki Ruchu Europejskiego (1948, Haga).
Zdaniem obecnych federalistów, wizja zawarta w Manifeście z Ventotene i projekcie Traktatu z 1984 r. ustanawiającego Unię Europejską („plan Spinellego” zaaprobowany przez Parlament Europejski) jeszcze nie została zrealizowana z powodu istnienia „dogmatu o absolutnej suwerenności państw narodowych”, co „w epoce współzależności” jest nie do utrzymania. Należy więc stworzyć system federacyjnego, wielopoziomowego zarządzania w celu przezwyciężenia „anarchicznego charakteru systemu międzynarodowego opartego na stosunkach władzy”, by zagwarantować powszechną demokrację, prawa człowieka i praworządność, bez względu na miejsce urodzenia, narodowość, płeć, religię i inne czynniki.
W manifeście, poddanym dyskusji w grupach roboczych uczestników Konferencji w sprawie przyszłości Europy, zawarte jest odwołanie do paradygmatu ekocentrycznego i potrzeby „ustanowienia nowych relacji z innymi żywymi istotami i przyrodą jako całością”, a także zachowania „różnorodności biologicznej”, odwrócenia trendu „globalnego ocieplenia” i rozprzestrzeniania się broni jądrowej. Paradygmat ekocentryczny ma głęboko przemodelować system prawa europejskiego i globalnego, uderzając w podstawowe uprawnienia ludzi, w tym w prawo do życia, własności itp.
W manifeście jest mowa o potrzebie ponadnarodowego zarządzania z udziałem obywateli, stowarzyszeń, społeczności lokalnych, regionów, państw, władz kontynentu europejskiego i całego świata.
Ma być zachowana równowaga między korporacjami, organizacjami non-profit, stowarzyszeniami i państwami. Wspomina się o zasadzie pomocniczości oraz większej współpracy władzy na szczeblu lokalnym, krajowym czy regionalnym, ze szczeblem władzy federalnej.
Europa federalna ma pogodzić interesy i tożsamość europejską, narodową i regionalną, opierając się na dziedzictwie grecko-rzymskim, judeo-chrześcijańskim, oświecenia i islamu.
Manifest przywołuje – poza wkładem Spinellego, także dokonania Ursuli Hirschmann, Józefa Retingera, Salvadora de Madariagi, Alcide de Gasperi, Konrada Adenauera, Françoisa Mitterranda, Paul-Henri Spaaka, Winstona Churchilla, Alberta Camus i Etienne’a Hirscha (żydowskiego bojownika ruchu oporu, który później przyczynił się do napisania projektu Deklaracji Schumana przez Jeana Monneta i został prezydentem Unii Federalistów Europejskich w 1964 r.).
Wskazano, że UE brakuje jednolitej polityki zagranicznej i sił zbrojnych pozostających pod jej wyłącznym dowództwem, jak zalecano w 1941 roku. Ponadto – pomimo postępu na rynku pracy – Europa socjalna pozostaje słabo rozwinięta od czasu uchwalenia Europejskiego filaru praw socjalnych, czyli regulacji, która nie jest wiążąca. UE nie ma także własnego systemu fiskalnego, a władza podatkowa pozostaje wyłącznie w rękach państw członkowskich. Parlament Europejski zaś nie ma możliwości inicjowania działań legislacyjnych.
„Unia pozostaje podmiotem hybrydowym”, łączącym w sobie cechy międzyrządowe i federalistyczne, ale stwarza to zasadnicze problemy co do legitymizacji demokratycznej władz UE i rzutuje na jej zdolność do działania.
Projekt Spinellego z 1984 r. miał to zmienić, przypisując coraz więcej uprawnień Parlamentowi Europejskiemu. Jednak, z biegiem czasu ograniczenia i wewnętrzne sprzeczności tego modelu stały się bardziej widoczne. Doszło do „ogromnej koncentracji władzy w Radzie Europejskiej” od czasu kryzysu euro, która stała się de facto prawodawcą, przekraczając postanowienia traktatu.
Nawiązując do idei końca historii Francisa Fukuyamy, czyli końca ewolucji ideologicznej wraz z triumfem kapitalistycznej liberalnej demokracji, stwierdzono, że dla tego właśnie modelu nie ma realnej alternatywy.
Niemniej nie nastąpiła powszechna demokratyzacja świata, co pokazuje „autorytarny kapitalizm państwowy w Chinach” i „dyktatura kapitalizmu oligarchicznego w Rosji” ponad trzydzieści lat po upadku żelaznej kurtyny.
System międzynarodowy jest niestabilny i potrzeba „demokratycznego, regionalnego i globalnego zarządzania dobrem wspólnym”. Potrzebne są nowe regulacje społeczne i środowiskowe gospodarki rynkowej z powodu rzekomo wywołanego przez człowieka „globalnego ocieplenia” i radykalnej transformacji miejsc pracy spowodowanych globalizmem oraz postępem technologicznym, informatyzacją tudzież rozwojem technik telekomunikacji.
Z powodu autorytarnego regresu w Rosji, wojna powróciła do Europy. Zagrożeniu egzystencjalnemu dla UE ma przeciwdziałać silna federacja – na razie – państw narodowych, które są najważniejszymi elementami składowymi federacji regionalnych i ostatecznie federacji globalnej.
Jak zaznaczono, w odróżnieniu od imperializmu „federacja opiera się na dobrowolnym podziale suwerenności”. Ma uchronić kraje dobrowolnie wchodzące w skład federacji przed agresją zewnętrzną dzięki klauzulom o wzajemnej pomocy.
Dlatego UE powinna mieć wspólną politykę zagraniczną, obronną i bezpieczeństwa, by zapewnić suwerenność strategiczną, samowystarczalność energetyczną i lepiej konkurować na świecie pod względem technologicznym.
Zjednoczona Europa ma mówić „językiem władzy” i wykorzystywać konieczne środki oraz możliwości, by odgrywać silniejszą rolę w świecie. Nie chodzi jedynie o Rosję, Chiny, Indie, Stany Zjednoczone i inne potęgi kontynentalne, ale także „wielkie przestrzenie”, które będą kształtować świat stosunków, jeśli Europa nie będzie bardziej zjednoczona. Silny, politycznie zintegrowany Stary Kontynent ma być zdolny do „projekcji władzy za granicą” – czytamy.
Ma powstać coś więcej – „nowy, wspólny system bezpieczeństwa i utrzymywania pokoju w świecie wielobiegunowym”, „planetarny pakt współistnienia”, do którego zawarcia wzywa także papież Franciszek.
Federalna Europa musi rozwiązać problem rosnących nierówności na świecie. Nie wystarczy zapewnienie czterech podstawowych swobód rynkowych: przepływu towarów i usług, pracy, kapitału oraz przestrzeganie reguł konkurencji.
Nie może być odrębnych systemów fiskalnych, walutowych, ponieważ zakłócają konkurencję na rynku. Należy ustalić inny wskaźnik pomiaru postępu gospodarczego i społecznego w miejsce Produktu Krajowego Brutto.
Ma się pojawić nowy europejski mechanizm oparty na zachowaniu równowagi pomiędzy społeczeństwem, rynkiem, państwem i środowiskiem. Innymi słowy, autorzy manifestu – nawiązując do raportów Klubu Rzymskiego („Granice wzrostu”) i Raportu Bruntland, które zapoczątkowały kluczową ideę zrównoważonego rozwoju – wskazali, iż świat musi realizować tylko tę wizję.
Wymiar ekologiczny musi być zinternalizowany w systemie gospodarczym. Dlatego tak ważną rolę pełni Porozumienie klimatyczne z Paryża z 2015 roku.
Celem jest podjęcie „drastycznych działań”, by walczyć z hiperprodukcją, dużym spożyciem mięsa, „śladem węglowym”. Należy upowszechnić coroczne kampanie szczepień, promować równość, zdrowie, dobrobyt, solidarność i ochronę przyrody „w bardziej zjednoczonym, demokratycznym i opartym na współpracy systemie globalnym”.
Ważną rolę pełnią przepływy migracyjne ze względu na „nierównowagę demograficzną w Europie”. Dlatego należy podkreślać korzyści społeczne, kulturowe i nawet genetyczne mieszania się ras, „niezbędną rewitalizację demograficzną coraz starszej i kurczącej się populacji Europy”.
Wskazano, że w 2019 roku osoby potrzebujące ochrony międzynarodowej stanowiły zaledwie 0,6 procenta całkowitej liczby osób w UE, a nielegalnie na teren Unii wjechało „zaledwie 100 tys. osób”. Dlatego jest to „całkowicie akceptowalny napływ wraz z polityką relokacji osób przybywających do naszych granic w różnych krajach Unii. Ponadto w 2019 r. całkowita imigracja netto do UE wyniosła 1,5 miliona ludzi”. Zaznaczono, że bez importu ludności populacja Europy skurczyłaby się o połowę z powodu mniejszej liczby urodzeń i większej liczby zgonów.
W obawie o problemy strukturalne na rynku pracy, uznano, że konieczne jest ułatwienie legalnej migracji. Wiąże się to „ze znaczną europejską wartością dodaną”. Dlatego należy tworzyć coraz więcej legalnych kanałów migracji zarobkowej, zwiększać atrakcyjność Europy dla migrantów. Europa „musi odwrócić zimę demograficzną poprzez planowanie bezpiecznej, regularnej i legalnej migracji, jak stwierdzono w inicjatywie ONZ Global Compact oraz poprzez promowanie aktywnej polityki urodzeń. W przeciwnym razie pojawi się strach przed niebezpiecznymi obcymi, rzekomymi nieprzezwyciężalnymi różnicami między kulturami i rasami”, co tylko „zuboży Europę i Afrykę oraz zwiększy radykalizację, zarówno w krajach muzułmańskich (z tragicznymi skutkami dla gospodarki i turystyki) oraz w świecie zachodnim”.
W manifeście jest mowa o „sprawiedliwym, inkluzywnym i demokratycznym ponadnarodowym zarządzaniu sferą cyfrową”, prawach mniejszości, ponadnarodowym porządku politycznym ze sprawnym systemem egzekwowania orzeczeń sądowych, bez sprzeciwu ze strony rządów krajowych.
Mają być wzmacniane ramy prawne i ramy zarządzania, które podkopały Węgry czy Polska. Trzeba na nowo określić, czym jest demokracja liberalna i jak jej bronić w obliczu narastających nierówności, nierównomiernego rozłożenia środków pieniężnych, korzyści wynikających z niezrównoważonej globalizacji, powtarzających się kryzysów kapitalizmu rynkowego. Należy walczyć z eurosceptycyzmem i eurofobią, z retoryką populistyczną.
Ludzkość znajduje się dziś w stanie permanentnego kryzysu. Dlatego potrzebna jest ponadnarodowa integracja demokratyczna i federalizm w dwóch uzupełniających się wymiarach.
Kwestie polityczne, które z natury mają charakter transgraniczny i ponadnarodowy, takie jak: pokój międzynarodowy i społeczny, klimat, pandemie, cyfryzacja czy gwarancja podstawowych praw, muszą zostać powierzone ponadnarodowemu szczeblowi sprawowania władzy. Z drugiej strony, zarządzanie to musi być skuteczne, przejrzyste, demokratyczne i reprezentatywne. Stąd należy wykluczyć ustalenia czysto międzyrządowe, oparte na jednomyślności.
Należy wzmocnić zarządzanie ponadnarodowe. W Europie oznacza to przyznanie Parlamentowi Europejskiemu inicjatywy ustawodawczej i kompetencji w zakresie ustalania podatków, tworzenia zasobów własnych i zaciągania długu. Należy znieść jednomyślność w Radzie Europejskiej.
Należy stworzyć silny system bezpieczeństwa europejskiego i dopilnować, by rosyjska agresja się nie powiodła (niezbędne jest utrzymywanie pomocy wojskowej dla Ukrainy, aby mogła odzyskać integralność terytorialną). Konieczne jest również sparaliżowanie finansowania machiny wojennej Putina poprzez całkowity zakaz importu energii z Rosji.
Należy skonsolidować Europejski Plan Odbudowy jako narzędzie stałe, by móc emitować wspólny dług UE w celu zapewnienia długoterminowego finansowania transformacji ekologicznej, zakupu alternatywnych dostaw energii, utworzenia rezerw strategicznych i budowy nowych połączeń międzysystemowych gazu ziemnego i skroplonego oraz ekologicznego wodoru w Europie.
Należy utrzymać transfery wyrównawcze dla niektórych gospodarstw domowych oraz małych i średnich przedsiębiorstw (MŚP) w obliczu wzrostu cen energii i żywności.
W perspektywie średnioterminowej konieczne jest wdrożenie Kompasu Strategicznego zaproponowanego przez Josepa Borrella, w tym utworzenie liczących 5 tysięcy żołnierzy Sił Szybkiego Reagowania.
Ma powstać unia obronna. UE ma zaktualizować globalną strategię, by zapewnić podstawowe dobra publiczne, jakimi są „bezpieczeństwo ludzkie i zrównoważony rozwój”, ze szczególnym uwzględnieniem państw sąsiadujących (Morze Śródziemne, Bliski Wschód i Europa Wschodnia); kraje zachodnich Bałkanów mają zostać zintegrowane.
Ponadto Strategiczny Kompas ma umożliwić Europie opracowanie polityki wobec Afryki i Bliskiego Wschodu (kwestie ułatwienia migracji, rozwój energetyki słonecznej np. projekt Desertec).
UE ma mieć wspólną politykę zagraniczną. W Radzie ma obowiązywać głosowanie większością kwalifikowaną. Konieczne jest także wznowienie batalii o przyznanie UE miejsca w Radzie Bezpieczeństwa ONZ.
UE ma mieć własną Akademię Dyplomatyczną, własny system gromadzenia danych wywiadowczych. Europol docelowo ma stać się „europejskim FBI”.
Konieczna jest stopniowa ewolucja w kierunku unii państw demokratycznych. UE ma ambicje, by propagować i bronić demokracji na całym świecie.
Manifest przewiduje gruntowną reformę systemu ONZ (demokratyzacja i parlamentaryzacja, które mają być kluczowym celem polityki zagranicznej UE wraz ze wsparciem integracji regionalnej na całym świecie).
Jest mowa o unii klimatycznej, ekologicznej i energetycznej oraz nowej globalnej umowie społeczno-ekologicznej, skupiającej się na rozwoju odnawialnych źródeł energii, ochronie różnorodności biologicznej i walce ze „zmianami klimatycznymi”.
Rok 2025 ma być punktem zwrotnym i dlatego postuluje się ustanowienie podatku Tobina od transakcji finansowych w celu pozyskania niezbędnych środków na finansowanie działalności ekologicznej. Kwestia „neutralności węglowej” i cele Porozumienia paryskiego mają być włączone do ram konstytucyjnych poprzez pakiet legislacyjny „Fit for 55”, za pomocą którego chce się wdrożyć radykalną politykę ekologiczną.
Twórcy manifestu wskazują, że również na poziomie powszechnym ONZ powinna przyjąć Globalny Zielony Ład oparty na zrównoważonym rozwoju, polegający na ustanowieniu światowego systemu handlu emisjami dwutlenkiem węgla, aby uniknąć rozbieżności w handlu np. pojazdami spalinowymi. W międzyczasie UE powinna przyjąć podatek węglowy na granicy od emisji dwutlenku węgla, nakładając cła na towary, które w swojej produkcji nie przestrzegają międzynarodowych zobowiązań klimatycznych.
Zaznacza się, że transformacja europejskiego systemu energetycznego będzie możliwa, jeśli uda się importować „zieloną energię” – słoneczną, wodną i wiatrową – z Afryki. W tym kontekście konieczne będzie uwzględnienie granicznego podatku od emisji dwutlenku węgla jako środka euro-afrykańskiego.
UE i świat przygotowują się do corocznych kampanii szczepień przeciwko Covid-19 dla całości populacji. Europa powinna mieć system Narodowych Instytutów Zdrowia jak w USA, by wzmocnić Europejski Mechanizm Ochrony Ludności w związku z przyszłymi pandemiami i zakłóceniami na rynku na poziomie międzynarodowym.
Ma być jedna, zharmonizowana polityka antypandemiczna. Kwestia zdrowia stałaby się kompetencją wspólną państw członkowskich i instytucji UE. Na arenie międzynarodowej kluczowe jest przyjęcie Globalnego Paktu Zdrowia obejmującego negocjowany obecnie traktat antypandemiczny.
Europa będzie organizować przepływy migrantów i zyska uprawnienia do egzekwowania mechanizmów relokacji migrantów w oparciu o solidarność między państwami członkowskimi. Miałyby być stworzone regulacje zabraniające wydalania migrantów i system monitoringu we wszystkich państwach członkowskich.
Proponuje się ustalenie prawa do przemieszczania się jako prawa człowieka, by zakazać globalnie budowania murów i zapór na granicach.
Ponadto proponuje się bardziej sprawiedliwą redystrybucję dochodów poprzez stworzenie globalnego systemu podatkowego, który byłby w stanie śledzić transnarodowe ruchy aktywów finansowych i wykrywać ukryte bogactwo (m.in. porozumienie OECD ws. minimalnej stawki podatku od osób prawnych wynoszące 15% od zysków korporacji to pierwszy krok w tym kierunku). Inne rozwiązania to podatek od transakcji finansowych, karanie spekulacji finansowych, podatek od emisji dwutlenku węgla, by karać zanieczyszczających. Podatki w związku z realizacją „sprawiedliwości społecznej i klimatycznej”. Należy zlikwidować wszystkie raje podatkowe, nielegalne przepływy finansowe i inwestycje ze strony reżimów kleptokratycznych i karteli przestępczości zorganizowanej. Miałby być powołany Międzynarodowy Trybunał Antykorupcyjny i miałby być ustanowiony obowiązkowy minimalny poziom ochrony płac we wszystkich państwach członkowskich.
Docelowo UE ma zmierzać w kierunku paktu na rzecz zrównoważonego rozwoju, by w inny sposób traktować niedochodowe inwestycje publiczne i narastający dług. Każdy kraj miałby odmienną ścieżkę redukcji długu spowodowanego polityką klimatyczną i ochroną środowiska oraz polityką społeczną.
Europejski Bank Centralny (EBC) miałby mieć możliwość zapewnienia finansowania w sytuacjach nadzwyczajnych Unii i wykluczania z dostępu do środków przedsiębiorstw charakteryzujących się największą emisją dwutlenku węgla.
To organy unijne decydowałyby o polityce cyfrowej, o nowych prawach człowieka, o charakterze i zakresie danych użytkowników, które można byłoby gromadzić i wykorzystywać, o ograniczeniu konsumpcji, sposobie funkcjonowania internetu, o ściganiu przestępców i egzekwowaniu prawa w przypadku przestępstw przeciwko środowisku itp.
Miałaby powstać konstytucja europejska zgodna z Manifestem i Projektem Spinellego, która lepiej chroniłaby praworządność i „wartości europejskie”, wartości demokratyczne zapisane w art. 2 Traktatu o Unii Europejskiej.
Kluczowe jest zapisanie pierwszeństwa prawa UE nad konstytucjami narodowymi. Rozwijano by kosmopolityczną wizję obywatelstwa europejskiego i światowego poprzez projekty kulturalne i edukację w zakresie obywatelstwa europejskiego.
Silniejszy mechanizm warunkowości, umożliwiający wstrzymywanie funduszy UE dla projektów krajowych, które nie są zgodne z prawem UE miałby stopniowo ewoluować i w pełni objąć wartości zapisane w Karcie praw podstawowych.
Głosowanie kwalifikowaną większością głosów w Radzie dotyczyłoby ustalania nowych podatków, polityki rozszerzania, polityki zagranicznej, bezpieczeństwa, obrony, zdrowia.
Rada powinna zatwierdzić wprowadzenie list ponadnarodowych w okręgu wyborczym obejmującym całą Unię itp. Należy także dążyć do zrównania demokracji uczestniczącej z demokracją przedstawicielską (inicjatywy ludowe) i demokracją deliberatywną. Powinna powstać Stała Europejska Agora Obywatelska zainspirowana doświadczeniami Konferencji w sprawie przyszłości Europy (parodia demokracji z udziałem nielicznej grupy 400 obywateli odpowiednio dobranych pod względem genderowym, rasowym itp., którzy popierali integrację europejską; ich dyskusje moderowali „eksperci” unijni).
W dłuższej perspektywie przewiduje się wyłączenie spod kompetencji państw kwestii edukacji, przynajmniej w odniesieniu do obywatelstwa europejskiego i globalnego. Państwa powinny również rozpocząć wzmacnianie edukacji na rzecz globalnego obywatelstwa, która jest częścią celów zrównoważonego rozwoju ONZ.
Federacja światowa
W manifeście wskazano, że „Globalne kryzysy wymagają rozwiązań globalnych. Dlatego budowanie demokratycznego i federalnego zarządzania globalnego jest kluczowe dla interesów UE”.
Nawiązując do Manifestu z Ventotene z 1941 r., który zaproponował utworzenie globalnej federacji jako cel drugorzędny, a uznając za główny priorytet utworzenie federacji europejskiej, nowy manifest z 2022 r. uzupełnia ten z 1941 r. o zasady wielopoziomowego federalnego systemu globalnego zarządzania, który skupia się na polityce klimatycznej, zapobieganiu wojnom między rywalizującymi ze sobą superpotęgami, unikaniu dominacji korporacji nad resztą ludzkości, gwarantowaniu pełnych i równych praw obywatelstwa globalnego wszystkim na nadającej się do zamieszkania planecie, w tym dziewczętom, kobietom, mniejszościom i przyszłym pokoleniom.
Mowa jest więc o nowym prawie globalnym, o prawie do demokratycznej federacji świata i konieczności walki z autokracjami i kleptokracjami, wzmacnianiu demokracji, praw człowieka, praworządności i zrównoważonego rozwoju.
Federację Światową można utworzyć stopniowo. Najpierw powinny powstać kontynentalne, demokratyczne, regionalne protofederacje inspirowane UE. Z czasem powinny one być uznane i reprezentowane w ONZ, by równoważyć system światowych supermocarstw kontynentalnych takich, jak USA, Rosja i Chiny. Mercosur, Unia Afrykańska, Stowarzyszenie Narodów Azji Południowo-Wschodniej (ASEAN) i Liga Arabska to na razie kandydaci do takiego statusu regionalnego.
Z drugiej strony należy zreformować system ONZ, aby uczynić go bardziej skutecznym i demokratycznym. W szczególności reforma Rady Bezpieczeństwa miałaby ograniczyć możliwość stosowania weta, przynajmniej w sprawach dotyczących wspólnie uzgodnionych zagrożeń egzystencjalnych takich, jak: „zmiany klimatu” i walka z bezkarnością. Ponadto reforma powinna przewidywać przedefiniowanie składu członkowskiego Rady, aby lepiej odzwierciedlała rzeczywistość geopolityczną poprzez m.in. przyznanie miejsca UE itd. Rada Bezpieczeństwa powinna stać się Radą wielkich regionów świata wraz ze stopniowym znoszeniem prawa weta.
Zgromadzenia Parlamentarne ONZ powinno ewoluować w kierunku Parlamentu Światowego wybieranego bezpośrednio przez obywateli. Należałoby zreformować Kartę Narodów Zjednoczonych, by powstała konstytucja światowa. Mógłby powstać parlament globalny (dwuizbowy z reprezentacją obywateli i państw) z prawem inicjatywy ustawodawczej w sprawach krytycznych na szczeblu globalnym np. klimat, zdrowie, migracja. Nadzorowałby władzę wykonawczą oraz podlegał światowemu sądownictwu.
W szczególności miałyby być wzmocnione Program Środowiskowy ONZ, Światowa Organizacja Zdrowia, Międzynarodowa Organizacja ds. Migracji i Międzynarodowa Organizacja Pracy.
Miałaby powstać niezależna Wysoka Władza, która w skoordynowany sposób reagowałaby na sytuacje kryzysowe związane ze środowiskiem, zdrowiem i migracją. Byłaby wyposażona we własne zasoby finansowe poprzez ustanowienie globalnego podatku od emisji dwutlenku węgla, ogólnoświatowego podatku od transakcji finansowych i podatku cyfrowego od sieci.
Powstałoby szereg mechanizmów i inicjatyw jak Sojusz Cywilizacji, wspierany przez 119 krajów i międzynarodowych organizacji, który ma na celu wspieranie dialogu międzykulturowego oraz zapobieganie radykalizacji i konfliktom między Zachodem a światem arabsko-muzułmańskim.
Federalizacja miałaby położyć kres podziałom partyjnym. Chociaż w manifeście podkreślono, że proces federalizacji nie będzie łatwy, to jednak Europejska konstytucja i rząd federalny są „niezbędnymi narzędziami do realizacji polityki zjednoczenia Europy metodami demokratycznymi”.
Wizja federalizacji zarysowana w manifeście z 2022 r. opiera się na perspektywie kosmopolitycznej i ekocentrycznej, która służy modernizacji prawa. Wszystkie obecne problemy chce się rozwiązać dzięki wielopoziomowemu systemowi globalnego zarządzania. Rezonuje ona z programem reform ONZ zaproponowanym przez Sekretarza Generalnego Antonio Guterresa w Our Common Agenda i negocjowanym Paktem przyszłości. Nadto ze strategiami walki z kleptokracją i autokracją USA oraz UE przedstawionymi jesienią tego roku.
To kontynuacja działań wspominanych w Białej Księdze na temat przyszłości Europy, przedstawionej przez przewodniczącego Komisji Europejskiej Jean-Claude Junckera, który wprost odwołał się do idei tworzenia państwa ponadnarodowego, zarysowanego w Manifeście z Ventotene Altiero Spinellego.
Propozycje AFEC
Plan stworzenia jednego ponadnarodowego państwa z silnym aparatem przymusu (rozbudowaną policją, służbami, realizującą w szybkim tempie program „zrównoważonego rozwoju” itp.) jak widać nie jest czymś nowym. Nie pojawił się w ostatnich miesiącach, a mimo to politycy prawicowi nie dość informowali i przeciwstawiali się temu planowi w ostatnich latach.
Dopiero teraz, gdy Zjednoczona Prawica nie jest zdolna do samodzielnego rządzenia, podniosła alarm, iż AFEC przyjęła w głosowaniu w dniu 25 października 2023 r. sprawozdanie zalecające zmianę unijnych traktatów.
Treść dokumentu została uzgodniona przez liderów pięciu frakcji – Europejskiej Partii Ludowej (EPL), socjaldemokratów (S&D), liberałów (Renew), Zielonych i Lewicę. Obejmuje 267 zmian w obu Traktatach – o Unii Europejskiej oraz o Funkcjonowaniu Unii Europejskiej.
Zmiany te dotyczą dokładnie tego, co od dawna proponują federaliści europejscy, w tym w szczególności zniesienia zasady jednomyślności w głosowaniach w Radzie UE w odniesieniu do 65 obszarów oraz transfer kompetencji z państw do instytucji unijnych poprzez utworzenie dwóch nowych kompetencji wyłącznych UE – w zakresie ochrony środowiska oraz bioróżnorodności (art.3 TFUE), a także rozszerzenie kompetencji współdzielonych (art.4) dotyczących ośmiu nowych obszarów: polityki zagranicznej i bezpieczeństwa, ochrony granic, leśnictwa, zdrowia, obrony cywilnej, przemysłu i edukacji.
Odnoszą się dokładnie do tych sfer, które są potrzebne do centralizacji władzy w celu budowania federacji już nie tylko europejskiej, ale światowej oraz eko-transformacji.
Dwie nowe kompetencje dotyczą bowiem wzmocnienia roli Unii w kwestiach polityki klimatycznej. Współdzielenie kompetencje dotyczą dziedzin, które obecnie są wyłączną prerogatywą państw członkowskich. Władze unijne zyskałby większy wpływ na edukację, system opieki zdrowotnej z możliwością narzucania tzw. prawa do aborcji i edukacji seksualnej. Łatwiej można byłoby dyscyplinować niepokorne kraje, które naruszą „wartości unijne”.
Propozycje dot. wzmocnienie pozycji Komisji Europejskiej, demokracji partycypacyjnej pozwolą na zatwierdzanie radykalnych projektów przez garstkę obywateli europejskich.
Słynne już konsultacje o przyszłości Europy zainicjowane w maju 2021 r. dopuściły do wyrażania opinii około 400 obywateli o odpowiednim profilu genderowym, rasowym, etnicznym.
Początkowo mówiono, że eksperyment z tzw. demokracją uczestniczącą poniósł klęskę, chociaż Bruksela odtrąbiła sukces i niezrażona „pchała” reformę prawa wyborczego oraz transformację eko-cyfrową i rewizję traktatów europejskich, by pozbawić państwa prawa weta.
Sama Konferencja w sprawie przyszłości Europy była pierwszym eksperymentem UE z zakresu „demokracji deliberatywnej”, czyli polegającej na kontaktowaniu się z obywatelami w celu osiągnięcia kompromisu w pewnych sprawach.
Szefowa KE Ursula von der Leyen – mimo stosunkowo niewielkiego udziału Europejczyków w konsultacjach – uznała, iż wszyscy mieszkańcy państw UE chcą głębokich zmian traktatowych i ściślejszej integracji.
Tymczasem nawet ci wybrani uczestnicy wyrażali wielokrotnie frustrację, wskazując, że czuli się bardziej ignorowani, instrumentalizowani i marginalizowani, ponieważ często prezentowali swoje wnioski przy niemal pustej sali Parlamentu Europejskiego. Niemal nikt nie był zainteresowany ich pomysłami. Chodziło bardziej o sprawienie wrażenia, że odbyły się konsultacje, które rzekomo potwierdziły, iż obywatele europejscy chcą zmian od lat forsowanych przez zwolenników federalizacji.
Ostatecznie unijni politycy wybrali 49 spośród 178 rekomendacji Panelu do dalszego rozpatrzenia. Dotyczyły zdrowia, energii, migracji, zwalczania nierówności i obrony. Eurodeputowany Guy Verhofstadt pod koniec kwietnia 2022 r. tweetował, że „[CoFoE] aprobuje radykalną przebudowę UE: koniec jednomyślności, zniesienie weta, uruchomienie Wspólnych Sił Zbrojnych Unii, ponadnarodowe listy i wiele innych reform (…)”. Będą one wymagały gruntownej zmiany traktatów.
Posłowie czterech największych frakcji w Parlamencie Europejskim, którzy od dawna zabiegali o reformę unijnego prawa wyborczego, przyjęli rezolucję popierającą propozycje Konferencji w sprawie przyszłości Europy , dotyczące zmiany traktatów unijnych i prawa wyborczego.
Potem szefowa KE, Ursula von der Leyen, powołując się na konkluzje Konferencji oraz nadzwyczajne okoliczności wojny na Ukrainie wskazała, iż trzeba realizować projekt zainicjowany przed kilkudziesięcioma laty. Wspomniała Ursulę Hirschmann, pionierkę tak zwanych praw kobiet w Europie, która „kształtowała przyszłość Europy na wyspie Ventotene”.
Szefowa KE wskazała, że „Europa to marzenie”, które „nie może stać w miejscu”. Bo kto stoi, ten się cofa.
I tak doszliśmy do akceptacji propozycji komisji konstytucyjnej UE z października 2023 r. Federaliści zabiegają o to, by umożliwić głosowanie – jeszcze przed wyborami w 2024 r. – 16-latkom. Próby wprowadzenia zmian w tej kwestii podejmowano w latach 1998, 2011 i 2018 r.
28 marca 2023 r. Unia Europejskich Federalistów wraz z Ambasadorami Panelu Obywatelskiego Konferencji na temat Przyszłości Europy (CoFoE) i Grupą Spinelli wszczęła petycję do Rady, wzywając do przyspieszenia prac nad reformą traktatów, by wdrożyć wnioski CoFoE w oparciu o eksperyment z demokracją deliberatywną Jürgena Habermasa, przedstawiciela szkoły frankfurckiej.
Solomon Friedman is the new owner of PornHub. He is a Jewish attorney and rabbi. His private equity firm took over Mindgeek, the umbrella company of virtually every porn site.
He vowed to save PornHub from ruin and make it a better place.
But how?
PornHub is used to post videos where minors are raped by adult men. There’s an endless stream of 14-year-old girls being posted against their will. Besides the obvious evils of pedophilia being posted, the site can only do evil. Whether both parties engage in consensual intercourse or not.
So what did rabbi Friedman mean by making it a place for good?
Before PornHub came under fire for profiting off rape videos, anyone could post a video. Under Friedman’s watch, users are now required to be verified. Seems good right?
What Friedman doesn’t want you to know is that the people starring in the videos don’t require to be verified. Verification is just a license to continue posting rape and child porn.
Luckily, PornHub hired hundreds of in-house moderators to view the porn before it goes live. But who verifies these moderators? Imagine spending an entire workweek to ”verify” content for PornHub. What kind of person does that?
My guess would be a certain type who isn’t concerned with Christian morals or someone who is aware of the dangers of porn:
Brain damage.
Eviscerated dopamine receptors.
A skewed reality of sexual relations.
Social isolation.
Emotional numbness.
So nothing will change under Friedman’s new management. It seems like he’s doing damage control. Pretending to be more humane for the public so MindGeek can continue damaging the cultural fabric of society without much scrutiny.
MindGeek has actually developed a very sophisticated technology to snuff out illegal videos. Their algorithm to keep users hooked is unparalleled.
They’re more of a software company than a porn business.
MindGeek has no technological excuse for its crimes. It’s so easy to implement a KYC verification to filter out minors. It’s the same verification method you need to buy Bitcoin from an exchange.
But they won’t do it because it would hurt their bottom line. Even worse, the site would be significantly less powerful as a psychological weapon. And at its core, it would go against Jewish conduct.
Much like abortion and usury. Porn is a Jewish sacrament. Whatever the Bible forbids, the Talmud permits. This is the Jewish mindset and it permeates Christian society.
Jewish conduct is opposite world for a Christian. So it’s not surprising why a rabbi would run PornHub now. He is actually being consistent with his faith which not many Jews would like to admit.
He is consistent with the Jews who killed Christ 2000 years ago.
„Około 250 tysięcy dawek nowej, zmodyfikowanej szczepionki przeciwko koronawirusowi ma dotrzeć do Polski w drugiej połowie listopada. Chodzi o preparat Novavax, który Europejska Agencja Leków dopuściła do użytku w ubiegłym tygodniu”, informuje serwis rmf24.pl.
Ćwierć miliona nowych dawek szczepionki przeciwko COVID zostanie dostarczone do Polski pomimo faktu, że w naszych magazynach znajduje się ponad… 25 milionów dawek poprzednich preparatów!
„Jednego dnia na szczepienie, głównie dawkami przypominającymi, zgłasza się teraz średnio w skali kraju około 40- 60 osób”.
Nowe preparaty mają trafić do Polski 1 grudnia. Źródło: rmf24.pl, RMF FM
Służby mundurowe poszukujące Grzegorza Borysa zachodzą w głowę o co tak właściwie chodzi, że jest zaangażowanych w poszukiwania blisko tysiąc osób z różnych formacji, a na odprawach dostają wytyczne „strzelać bez ostrzeżenia, tak aby zabić”. I nawet się nie mówi o tym, że jakiś zryty gar z ŻW oddał strzał do dziadka jadącego na rowerze tyle, że nie trafił.
Choć wcale mnie to akurat nie dziwi, że to ktoś z ŻW strzelił w kierunku Polaka, gdyż znając historię struktur, z których wyewoluowała żandarmeria to pewnie jakiś prawnuczek tych pasierbów z czołgów z ‘45, co to przybyli „wybawić” Polskę.
W poście z 28.04.23 wspomniałem o „samobójstwach” i „zaginięciach” Żołnierzy WP. Jak się okazuje nie tylko w wojskach lądowych grasuje „Seryjny Samobójca”, ale również w Wojskach Specjalnych i w Marynarce Wojennej. Z tym, że w tych ostatnich to taki „samobójca” na wypasie co to najpierw zabija dzieci i psy.
Lista Nagłych Zgonów: 2023XX.XX. Grzegorz Borys, marynarz(Lista Nagłych Zgonów)”Grzegorz Borys znaleziony martwy” + Trzeba być idiotą w klasie wyznawcy oszusta, kłamcy i złodzieja Mateusza Morawieckiego tego „premiera” rządu tej żydowskiej soldateski w Warsiawie, aby wierzyć …
+
Trzeba być idiotą w klasie wyznawcy oszusta, kłamcy i złodzieja Mateusza Morawieckiego tego „premiera” rządu tej żydowskiej soldateski w Warsiawie, aby wierzyć w te wszystkie brednie o tej zbrodni i poszukiwaniach „sprawcy”. Sprawa ta jest dużo grubsza niż „szmugiel”, korupcja w porcie lub podobne. Najpierw zamordowano kolegę G. Borysa i jego córkę, potem kolejny mord, dzień przed zamordowaniem dziecka Borysa zamordowano 5-letnie dziecko przez nożownika emeryta, który miał guza mózgu tak dużego, że media mówiły głównie o tym, że to guz, guz…guz. Dopiero mord następnego dnia, na dziecku Borysa zapalił czerwone światło w naszych głowach, ostrzegając, że jest to temat znacznie szerszy. Bo w pierwszym przypadku media miały nakaz wybielania oczywistego sprawcy mordu, a drugim zaś razem, dzień później, te same media odwróciły sytuację, sposób myślenia i skazały ojca za zabójstwo syna, a dowodów na to – co do sprawstwa – faktycznie nie było.
Do tego mordu trzeba doliczyć „zgon” płetwonurka, który poszukując, zmarł pod wodą z nieznanych przyczyn. Możliwe, ten płetwonurek nawet już przez zanurkowaniem odkrył coś, co kompromitowało narrację poszukiwań i z tego powodu został zamordowany przez swoich kolegów lub kolegów tych kolegów.Sprawa ta musi mieć charakter wojskowy, terrorystyczny na miarę wojny na ukrainie, w Gazie, może to mieć związek z sabotażem na gazociągach Nordström lub co najgorsze: – jest to problematyka tajnych instalacji podwodnych w Gdańsku, dotyczy to Królewca, który może przecież zaatakować nuklearnie Polskę lub Szwecję.
W obu wypadkach będzie to oczywiście Putin. To w końcu Putin zbudował Kanał przez Mierzeję Wiślaną i w tym ważnym momencie zakazał ekologom protestów w ochronie natury, co rzucało się w oczy od początku.
Sprawa jest już tak poważna, że ociera się o mord w zamachu warszawskim zwanym katastrofą smoleńską 10 kwietnia 2010, w rzekomym wypadku TU-154M. Dodać do tego należy przemyt przypuszczalnie materiałów nuklearnych przez TV Fox z udziałem Szewacha Weiss’a w roli głównej.
Red. Gazeta Warszawska
+
Przyjmując, że Grzegorz Borys zabił swoje dziecko i psa to zgodnie z prawem jaki obowiązuję w reżimie o nazwie Polska przysługuje mu prawo do procesu sądowego, nie wspominając już o tym, że w Polsce nie ma kary śmierci. Polska to przecież katolicki kraj, a jedna z podstawowych zasad tej religii to NIE ZABIJAJ, więc jakim trzeba być parafianinem, aby uczestniczyć w polowaniu, którego celem jest pogwałcenie Dekalogu oraz Konstytucji.
Ale przyjmując, że w informacjach, które krążą po internetach jest choć ziarno prawdy, to wszystko staje się zrozumiałe dlaczego Grzegorz Borys ma być znaleziony martwy. Mowa o tych informacjach związanych z nielegalnymi działaniami realizowanym w porcie w Gdyni, w które zamieszani są wysocy rangą wojskowi, w tym jakiś pułkownik z Elbląga.
Obojętnie czy jest to związane z tymi radioaktywnymi ładunkami, co to już ponoć kilka osób zmarło, czy handlem ludźmi, organami, narkotykami czy obojętnie czym. Sprawa mocno śmierdzi. Podpinam wiadomość jaką rzekomo napisał Grzegorz Borys. Ciężko przeoczyć podobieństwo wydarzeń jakie miały miejsce w lipcu br. w Redzie, gdzie żołnierz Formozy rzekomo zabił swoje dziecko, psa i na końcu popełnił „samobójstwo” raniąc się kilkukrotnie nożem, tyle że, gdy służby ratownicze dotarły na miejsce to jeszcze żył. Sorry, ale ja tego nie łykam, aby wyszkolony, żołnierz nieudolnie dźgał siebie nożem próbując popełnić samobójstwo.
Sama akcja poszukiwawcza, prócz tego, że komuś bardzo zależy na zabiciu Grzegorza Borysa może mieć jeszcze jakieś trzecie dno.
Żołnierze Wojsk Specjalnych (i nie tylko WS) dobrze wiedzą w jakich działaniach biorą udział. Żyć w ciągłym w strachu, że podzieli się losy swoich kolegów, którym zabija się również dzieci to co to za życie. Jeśli ktoś ma informacje mogące ocalić życie Grzegorza Borysa to proszę o kontakt na wartojest@protonmail.com. Przyjmę każde info związane z nielegalnymi działaniami realizowanymi przez żołnierzy WP oraz innych formacji mundurowych, jak również zapewniam skuteczny sposób zabezpieczenia swojego życia przed odwiedzinami „Seryjnego Samobójcy”.
jest jeszcze jeden punkt tej nagonki, który powinien zapalić lampkę w głowach osób śledzących wspomnianą akcję poszukiwawczą i ogólnie śledzących różne zaginięcia czy zgony Polaków. Wszędzie tam gdzie angażowany jest ten aktor z lotniskiem na łbie grający detektywa, co to zakrywa się za okularami, aby nie było widać jego wielkich źrenic, to robi on jedynie show w reżimowych programatorach, a w sprawach de facto mataczy na niekorzyść pokrzywdzonych i ich rodzin, pomagając brudnym służbom w tuszowaniu prawdziwej przyczyny tragedii. Jeszcze wrócimy do tego zagadnienia.
Znany kryminolog przerywa milczenie i podważa oficjalną wersję wydarzeń rozpowszechnianą przez śledczych, którzy według Moczydłowskiego boją się kompromitacji. Twierdzi, że komandos Grzegorz Borys został zamordowany, a następnie upozorowano samobójstwo.
Poniżej wcześniejszy vlog Krzysztofa Atora Woźniaka poświęcony tej sprawie w kontekście teorii spiskowej. Zwraca uwagę, że to druga, prawie identyczna sprawa. Trzy miesiące wcześniej inny komandos również rzekomo zabił swoje dziecko, a następnie popełnił samobójstwo. Czy obaj mężczyźni, którzy nie mieli wcześniej żadnych problemów psychiatrycznych, zbyt dużo wiedzieli i komuś się narazili? Oba przypadki wyglądają na podręcznikowe działanie służb specjalnych — zabójstwo na pokaz w celu zastraszenia innych osób, które mogą zbyt wiele wiedzieć, aby milczały.
Wyłowiony mężczyzna był ogolony z bardzo niewielkim zarostem, oraz w całkiem innych ubraniach niż te które miał na sobie na ostatnich zdjęciach z monitoringu publikowanych w mediach. Inna kurtka i prawdopodobnie inne spodnie, co może świadczyć, że się przebrał, więc miał na to czas. Strój w ogóle jest dziwny, jak na osobę, która znała podstawowe zasady survivalu i miała nocować w lesie. Buty trampki czy sportowe nie są odpowiednie do długiej wędrówki po trudnym terenie.
Nie słyszałem też o samobójcy, który przeciąłby sobie uda. Owszem znajdują się w tym miejscu tętnice, ale nigdy nie słyszałem o tego rodzaju przypadkach samobójstw. Pamiętajmy też, że to był żołnierz. Każdy żołnierz odbywa naukę strzelania, więc po co miałby się ciąć? Jeżeli miał ze sobą przeróbkę broni gazowej, to po co miałby kombinować z nożem? Okaleczanie się i łażenie po bagnie, to gwarancja zakażenia i umierania w mękach, natomiast oddanie strzału z broni to zazwyczaj szybka śmierć – mówił ekspert w rozmowie z „Faktem” Więcej: https://www.planeta.pl/Kronika-policyjna/kryminolog-nie-wierzy-w-samobojstwo-borysa-wskazal-razaca-niescislosc-08-11-2023
=============================
Mail:
Ci żołnierze coś znaleźli. To jest promieniowanie! W porcie Gdyni rozładowywano materiały radioaktywne! Koło Kołobrzegu przygotowują na coś – składowisko odpadów radioaktywnych. Oczywiście niejawnie.
MD:
Przecież to łatwo sprawdzić. Dozymetry sa dostepne, pochodzić po podejrzanych miejscach, ew. ktoś inny – może pogadać…
Dawno, dawno temu, a konkretnie w 1991 roku, w Opolu, Janusz Gajos wygłosił monolog o kulturze. Był to wykład z punktu widzenia bywalca pijalni piwa, a wnioski były następujące: nie wchodzić do muzeum, omijać biblioteki, won z kina i teatru. Bonusem do tych porad była ocena Konkursu Chopinowskiego i odpowiedź na pytanie, który pianista jest najlepszy. Odpowiedź brzmiała tak:
To ogólnie jest tajemnica, bo to te jury tam kombinuje. Ale na mój rozum nie jest najlepszy taki, co tak wpadnie jak poparzony, zagra tego kawałka i poleci. Powagi trochę. Lepszy jest taki, co tak wejdzie powoli, popatrzy tu, popatrzy tam, żeby mu papierkami nie szeleściły. Ważne jest, żeby łysy nie był, bo musi tym łbem zarzucić. Jak kłaków nie ma, to czym będzie zarzucał? Wejdzie, popatrzy tu, popatrzy tam, łbem zarzuci, przyjrzy się na tego czarnego krokodyla z patykiem w gębie. Stołka se poprawi, ogony od fraka ryms. Usiądzie. Szpony do góry. Popatrzy po mankietach, czy pozapinane, po pazurach, czy poobcinane. Ręce do góry i się koncentruje: „Wyłączyłem te żelazko, czy nie wyłączyłem? Wyłączyłem”. Paluchy powygina tam i z powrotem. W paluchach mocny musi być strasznie, bo jak by mu ta klapa znienacka spadła, to do końca życia roboty nie ma. Znowu szpony do góry, po mankietach, po pazurach i… już jest pewien, że se tego stołka za blisko przysunął. Odsuwa. Jak kręcony jest, to pokręci tam i z powrotem. Znowu ogony od fraka ryms. Siądzie, łbem zarzuci, szpony do góry, po mankietach, po pazurach. Bo najlepszy jest taki, któren w ogóle nie zagra.
=======================
W listopadzie 2023 roku znaleźliśmy się w sytuacji, do której powyższa analiza pasuje jak ulał. Na pytanie: „Jaki będzie najlepszy rząd dla Polski?” odpowiedź brzmi: „Najlepszy będzie taki rząd, któren w ogóle nie powstanie”. Wystarczy popatrzeć na możliwe opcje i nie sposób nie zgodzić się z tą tezą. Bo co mamy do wyboru? Z jednej strony dżuma, z drugiej strony cholera. A my w środku. I zaczyna się spektakl.
W poniedziałek (6.11.2023) prezydent Andrzej Duda wygłosił orędzie, w którym poinformował, że postanowił powierzyć misję sformowania rządu premierowi Mateuszowi Morawieckiemu. – Tym samym zdecydowałem o kontynuowaniu dobrej tradycji parlamentarnej, zgodnie z którą to zwycięskie ugrupowanie jako pierwsze otrzymuje szansę utworzenia rządu – powiedział.
Premier Morawiecki popatrzył tu, popatrzył tam, łbem zarzucił i napisał na Twitterze: 15 października Rodacy opowiedzieli się za parlamentem, w którym nie dominuje jedna partia, ale w którym dominować ma współpraca. Misja, jaką powierzył mi prezydent Andrzej Duda to wielki zaszczyt, ale i wyzwanie. Dziękuję prezydentowi za zaufanie. Zapraszam do współpracy wszystkich parlamentarzystów, którzy na pierwszym miejscu stawiają Polskę.
Jeśli ktoś zastanawia się, jak elegancko napisać, że dostało się wyborczego kopa w dupę, to już ma odpowiedź. Trzeba napisać, że wolą ludu nie jest dominacja jednej partii, lecz dominacja współpracy. I dlatego premier Morawiecki jest do takiej współpracy gotowy. Z kim? Z Polskim Stronnictwem Ludowym, które kusi stanowiskiem premiera dla Władysława Kosiniaka-Kamysza. W takim rządzie Morawiecki bardzo chętnie zostałby ministrem, o czym 5 listopada zapewnił w wywiadzie dla Interii.
Co na to Kosiniak-Kamysz? Popatrzył po makietach, popatrzył po pazurach, skoncentrował się i mówi: Nie. Polacy wskazali: Trzecia Droga, nie trzecia kadencja PiS. To jest dla nas jednoznaczna odpowiedź.
A żeby oprawa tej deklaracji była odpowiednio podniosła, Kosiniak-Kamysz wygłosił ją w Wierzchosławicach, czyli miejscu urodzenia Wincentego Witosa, do którego PSL przykleiło się jak wiadomo co do okrętu. Efektem tego przyklejenia jest taki oto twitterowy wpis Kosiniak-Kamysza: Dziś w Wierzchosławicach, kolebce Ruchu Ludowego, podczas #ZaduszkiWitosowe oddaliśmy hołd Wincentemu Witosowi, jednemu z ojców niepodległości i premierowi naszej wolności. Jesteśmy wierni Jego testamentowi – nie ma sprawy ważniejszej niż Polska.
Najlepszym komentarzem do deklaracji Kosiniaka-Kamysza jest to, co Kargul powiedział Pawlakowi, gdy ten wmawiał mu, że pastowana świnia wygląda jak dzik: „Żeby ja był bleszczaty choć na jedno oko, to by może uwierzył”. Niestety bleszczatych w Polsce nie brakuje i można im wmówić wszystko. Byle tylko z odpowiednim zadęciem i w odpowiednich dekoracjach.
Wracając do ewentualnego rządu PiS-PSL – wygląda na to, że z tej mąki chleba nie będzie. Morawiecki nie zbierze większości i przejdziemy do etapu drugiego, czyli rządu tworzonego przez dotychczasową opozycję z Donaldem Tuskiem na czele. Po ośmiu latach postu zacznie się rozdzielanie fruktów, a w tak szerokiej koalicji głodnych nie brakuje. Trzeba więc będzie nakarmić tych wszystkich krewnych i znajomych królika. Oczywiście karmienie będzie odbywać się pod wzniosłymi hasłami „powrotu demokracji”, „przywracania praworządności”, „dbałości o prawa kobiet i osób LGBT” oraz „walki z nienawiścią”. Skok na kasę zawsze musi być opakowany w takie dyrdymały, żeby lud uwierzył, iż dzieje się to dla jego dobra i pomyślności.
Na razie Tusk nie jest jeszcze oficjalnie kandydatem na premiera, ale już udał się z wizytą gospodarską do ludu, który przyczynił się do tego, że takim kandydatem zapewne wkrótce zostanie. Wizyta gospodarska odbyła się we wrocławskiej pizzerii, która w wieczór wyborczy karmiła czekających w kolejce do urn mieszkańców dzielnicy Jagodno. Jak relacjonują media „przewodniczący PO zjadł podczas spotkania pizzę Burrinara z kalabryjskim salami spianata, śmietankową burratą, pomidorkami datterini i sosem sriracha mayo”. Wizytę Tuska w pizzerii transmitowała Gazeta Wyborcza, a przewodniczący PO ubogacił konsumpcję takim oto oświadczeniem:
Zobaczcie to słowo, które właściwie straciło swą siłę, świeżość i znaczenie. Słowo „solidarność”. Ten prosty gest z Manii Smaków z Krzyków z pizzerii. I ta samoorganizacja ludzi, którzy postanowili sobie nawzajem pomóc. I to nie ze względów politycznych. Odwiedziłem dziś tych, którzy wam pomagali. Oni mówili przecież, że nikogo z was nie pytali, na kogo głosujecie. Pizzę dostawał ten, który był głodny, a nie ten, który miał taki czy inny pogląd polityczny. Te małe, te takie skromne, ale uderzające jak światło słońca lekcje godności, solidarności, wzajemnej pomocy. Te kilka godzin tu u was było tak różne od tych ośmiu lat, od tej ciemności, od takiego nastroju coraz bardziej ponurego, od tego upadku wzajemnej życzliwości. To było coś w jakimś sensie jeszcze ważniejszego niż sam wynik. Chociaż za wynik wam tutaj w Wojszycach i w Jagodnie i w całym Wrocławiu i w całym Dolnym Śląsku chciałem wam bardzo, bardzo podziękować.
Szczerze mówiąc, nie umiem ocenić, kto opowiada większe farmazony: Morawiecki czy Tusk. Kto słucha jednego i drugiego, i kto wierzy jednemu lub drugiemu, ten sam sobie krzywdę robi. Jeden pieprzy o „dominacji współpracy”, drugi o „lekcji godności”. A ciemny lud łyka te bajki jak gąsior kluski. I wierzy, że Tusk rozliczy Morawieckiego, a Morawiecki Tuska. Tymczasem FitFor55 wjeżdża na pełnym gazie, na co zgodził się Morawiecki, a co Tusk będzie realizował. Chyba, że zdarzy się cud i będziemy mieli najlepszy rząd. Czyli taki, który w ogóle nie powstanie.
8 listopada, do restauracji sieci McDonald’s powróci przez wielu wyczekiwany Burger Drwala. W tym roku klasyczna kanapka ma kosztować 28,90 zł. W 2012 roku cena wynosiła 11,90 zł, co daje 17 zł różnicy.
====================
Jezuita o. James Martin na Synodzie o Synodalności:
W amerykańskich mediach głośno jest o sprawie ojca 11 dzieci, który został wyrzucony z pracy, gdyż sprzeciwił się obchodom „gejowskiej dumy” wprowadzonym przez korporację, w której pracował. To kolejny tego typu przypadek. W USA i na zachodzie Europy ludzie są masowo prześladowani za to, że odmawiają współpracy przy wdrażaniu ideologii LGBT. Dlaczego o tym piszemy? Ponieważ już wkrótce w Polsce może nas spotkać to samo. Jeżeli rząd w Polsce utworzy dotychczasowa opozycja, w kodeksie karnym ma znaleźć się zapis zakazujący tzw. „mowy nienawiści” wobec aktywistów LGBT. W praktyce będzie to oznaczać kary za ostrzeganie przed konsekwencjami homoseksualnego stylu życia oraz skutkami ideologii LGBT takimi jak np. deprawacja seksualna dzieci i młodzieży. Będzie to po prostu cenzura, a za jej złamanie grozić będą wysokie grzywny lub więzienie. Do sądowo-policyjnych prześladowań dochodzi już teraz. Jeśli plany Koalicji Obywatelskiej zostaną zrealizowane, całe społeczeństwo spotka się z totalitarnymi represjami. Corey Cunningham, ojciec dużej rodziny, pracował w firmie Eaton Corporation – wielkiej korporacji produkującej systemy zarządzania energią elektryczną, która zatrudnia kilkadziesiąt tysięcy ludzi na całym świecie. Był dobrym pracownikiem, miał pozytywne opinie służbowe i sumiennie wykonywał swoje zadania. Został jednak wyrzucony z pracy, gdyż odmówił zaangażowania się w działania firmy związane z obchodami „dumy gejowskiej”. Cunningham nie zgadzał się z polityką firmy, której zarząd nakazywał m.in. wywieszanie tęczowych flag LGBT przed budynkiem korporacji, tuż obok flag USA i stanowej. Odmówił także przychodzenia do pracy w czerwcu w ubraniach, których kolorystyka miałaby promować „gejowską dumę”. Zamiast tego, Cunningham przyszedł do pracy w koszulce z fragmentem Pisma Św. mówiącym: „pycha idzie przed zagładą, a wyniosłość ducha przed upadkiem”. W języku angielskim słowo „pycha” tłumaczy się również jako „pride”, czyli „duma”. Tzw. „duma gejowska” to w języku angielskim „gay pride”. Ojca 11 dzieci wyrzucono po tym z pracy. Wcześniej zarzucano mu także, że w niewłaściwy sposób zwraca się do „transseksualnych” pracowników firmy, ponieważ odmówił nazywania mężczyzn przebierających się za kobiety „kobietami”. Panie MirosĹ‚awie, to nie pierwszy taki przypadek. W krajach Europy Zachodniej oraz państwach takich jak USA czy Kanada, od dawna trwają prześladowania ludzi, którzy nie chcą współpracować przy siłowym i przymusowym wdrażaniu społecznych, kulturowych i prawnych żądań wynikających z ideologii LGBT. Do szokującej sytuacji doszło jakiś czas temu w Kanadzie. W jednej z tamtejszych „katolickich” szkół wprowadzono „neutralne płciowo” łazienki, z których mogą korzystać osoby mające wątpliwości co do swojej płci. Nie satysfakcjonowało to jednak mężczyzn i chłopców, którzy identyfikują się jako kobiety. Woleli oni korzystać z łazienek dla dziewcząt. Powodowało to zrozumiałe zakłopotanie i obawy wśród dziewczynek. Jeden z uczniów, szesnastoletni Josh Alexander, postanowił stanąć w obronie swoich koleżanek i zaprotestował u dyrekcji szkoły przeciw naruszaniu ich intymności. W odpowiedzi administracja szkolna zawiesiła go w prawach ucznia! Dyrekcja zakazała mu uczestniczenia w zajęciach do końca roku pod pretekstem, że jego działania zastraszają uczniów transpłciowych. Nastolatek próbował odwołać się do Okręgowego Zarządu Szkół Katolickich, ale urzędnicy odmówili przyjęcia jego odwołania. Jego sytuacji nie poprawiło odwołanie się do chrześcijańskiego nauczania na temat płci, choć szkoła do której uczęszcza jest formalnie katolicka, a jej patronem jest święty Józef. Josh uznał, że wykluczenie z zajęć jest bezprawne i przyszedł na lekcje. Dyrekcja wezwała policję, oskarżając chłopca o wtargnięcie do szkoły. W konsekwencji Josh spędził w areszcie kilka godzin. Z kolei w Wielkiej Brytanii Joshua Sutcliffe, nauczyciel matematyki w szkole, został pozbawiony prawa do wykonywania zawodu po tym, jak „użył niewłaściwych zaimków” w stosunku do uczniów. Sutcliffe zwrócił się do uczennicy, która uważa się za chłopca, zgodnie z jej płcią biologiczną. Nauczyciel powiedział do grupy uczennic po wykonaniu zadania: „dobra robota, dziewczyny”. Brytyjski Urząd do spraw Regulacji Nauczania orzekł, że mężczyzna nie potraktował ucznia z „wymaganą godnością i szacunkiem”, a także nie zadbał o jego „odpowiednią ochronę”. Oprócz tego, mężczyzna został uznany za winnego „niewłaściwego postępowania”, gdy zapytany przez jednego z uczniów, wyraził swój sprzeciw wobec tzw. „małżeństw homoseksualnych”. Enoch Burke, irlandzki nauczyciel języka niemieckiego i historii, trafił do więzienia, ponieważ nie zgodził się na używanie zaimka „oni” i nowego imienia niezgodnego z płcią biologiczną wobec swojego ucznia. Jak powiedział Burke: „ – To jest naruszenie mojego sumienia. W całym kraju nauczyciele są zmuszani do używania zaimków “oni” zamiast “on” lub “ona” – mówił. – Osadzenie mnie w więzieniu z tego powodu to czyste szaleństwo.” Panie MirosĹ‚awie, to szaleństwo postępuje na całym Zachodzie. W kolejnych krajach wprowadzane są kary za stosowanie tzw. „mowy nienawiści”. Jest to nic innego jak totalitarna cenzura. Jakie są przejawy tej „mowy nienawiści”? To np. zwracanie się do mężczyzny, który cierpi na zaburzenia tożsamości płciowej i przebiera się za kobietę, używając męskich zaimków i męskiego imienia, zgodnie ze stanem biologicznym i imieniem jakie ktoś dostał przy urodzeniu. „Mową nienawiści” jest także sprzeciw wobec wywieszania flag LGBT, brak akceptacji dla tzw. „małżeństw homoseksualnych”, sprzeciw wobec „edukacji seksualnej” dzieci czy odmowa udziału w obchodach „dum gejowskiej”. Takie prześladowania wkrótce na masową skalę mogą zacząć się w Polsce. Wedle relacji medialnych, w umowie koalicyjnej mającej wyrażać plany przyszłego rządu złożonego z polityków KO, Trzeciej Drogi i Lewicy ma znaleźć się obietnica wprowadzenia w naszym kraju kar za „mowę nienawiści”. Będzie to w praktyce oznaczać identyczne represje, jakich doświadczają mieszkańcy Zachodu. Tego typu represje już od dawna trwają w Polsce. Głośny był przypadek pana Janusza Komendy, który kilka lat temuzostał zwolniony z pracy w IKEA po tym, jak na wewnętrznym forum firmy zacytował fragmenty Pisma Świętego i wyraził negatywną opinię o postulatach ruchu LGBT. Dotychczas w polskim prawie nie ma jednak oficjalnych kar za „mowę nienawiści”. Mimo to, represje, które spadają na nas, mają charakter sądowo-policyjny. Wobec wolontariuszy naszej Fundacji toczy się obecnie blisko 150 spraw sądowych, z których wiele wytoczono nam za informowanie Polaków o skutkach i konsekwencjach homoseksualnego stylu życia. W marcu tego roku, jako członek zarządu Fundacji i osoba odpowiedzialna z jej prace, zostałem skazany przez sąd w Gdańsku na karę 1 roku ograniczenia wolności oraz zapłatę 15 000 zł. Sprawa dotyczyła organizacji kampanii społecznej, w ramach której informowaliśmy Polaków o szczegółach tzw. „edukacji seksualnej” dzieci prowadzonej przez aktywistów LGBT. W ramach akcji informowaliśmy też o medycznych konsekwencjach praktyk homoseksualnych, takich jak np. zachorowania na HIV oraz o wynikach badań naukowych dotyczących powiązań między homoseksualizmem a pedofilią. Zdaniem sądu, publiczne mówienie o tych sprawach stanowiło zniesławienie aktywistów LGBT. Miesiąc wcześniej, kierowca naszej furgonetki Jan Bienias został skazany przez sąd w Szczecinie na blisko 30 000 zł kary za to, że rzekomo umieszczona na naszym aucie w ramach mobilnej kampanii informacyjnej grafika sugerowała, iż aktywiści LGBT mogą być utożsamiani z pedofilią. Wyrok zapadł krótko po tym, jak do opinii publicznej przedostała się informacja, iż jeden z liderów środowiska LGBT w Szczecinie i polityk KO odbywa karę więzienia za pedofilię, gdyż wykorzystał seksualnie 13 letniego chłopca. Wedle argumentacji sądu, sugerowanie, że osoby związane z aktywizmem LGBT mogą mieć coś wspólnego z pedofilią, jest przestępstwem znieważającym aktywistów LGBT. Takie wyroki przypominają mechanizmy z czasów totalitarnych. Rzekomo zniesławiające treści, które nasza Fundacja upowszechnia w Polsce, to nic innego jak prawda na temat społecznych i medycznych konsekwencji praktyk homoseksualnych oraz planów lobby LGBT wobec polskich dzieci. Wszystkie informacje, które upowszechniamy w ramach naszej akcji, opierają się na dostępnych publicznie badaniach naukowych, a także publikacjach medialnych. Za pomocą ograniczania wolności i surowych kar finansowych zamierza się uniemożliwić dotarcie do Polaków z ostrzeżeniem przed zagrożeniami związanymi z ideologią LGBT. Jeżeli wprowadzona zostanie karalność „mowy nienawiści”, takie prześladowania nabiorą charakteru masowego i dotkną nie tylko wolontariuszy naszej Fundacji, ale także wszystkich Polaków. Zwolnienia z pracy, wyroki, grzywny, a nawet więzienie – to wszystko spotka tych, którzy ośmielą się przeciwstawić ideologii lub będą wyrażać niedostateczny entuzjazm w jej wdrażaniu w Polsce. Musimy działać i budzić świadomość Polaków, zanim będzie za późno. Potrzebny jest stanowczy opór powiązany z nieustannym docieraniem do naszego społeczeństwa z faktami, ostrzeżeniami i prawdą o zagrożeniu. Temu służą nasze niezależne kampanie, które prowadzimy poprzez uliczne akcje informacyjne, mobilne akcje furgonetkowe, kampanie billboardowe oraz media takie jak portal Stronazycia.pl. W najbliższym czasie potrzebujemy ok. 13 000 zł na kontynuowanie tych działań. Musimy także bez przerwy walczyć przed sądami o możliwość mówienia prawdy w przestrzeni publicznej. Przeciwko nam toczy się blisko 150 procesów jednocześnie. To dla nas ogromne koszty. Dlatego zwracam się do Pana z prośbą o przekazanie 35 zł, 70 zł, 140 zł, lub dowolnej innej kwoty, aby umożliwić organizację kolejnych, niezależnych kampanii informacyjnych, oraz pomóc wolontariuszom naszej Fundacji bronić się przed prześladowaniami trwającymi w sądach na terenie całej Polski. Numer konta: 79 1050 1025 1000 0022 9191 4667 Fundacja Pro – Prawo do życia ul. J. I. Kraszewskiego 27/22, 05-800 Pruszków Dla przelewów zagranicznych – Kod BIC Swift: INGBPLPW ============================= Na zachodzie Europy, w USA czy Kanadzie, za nazwanie mężczyzny mężczyzną, a kobiety kobietą, można trafić do więzienia. Za odmowę uczestnictwa w wewnętrznych obchodach „dumy gejowskiej” dla pracowników firmy, można stracić pracę. Takie przypadki zdarzają się już w Polsce. Jeśli dojdzie do wprowadzenia kar za „mowę nienawiści”, represje staną się masowe. Musimy się temu przeciwstawić. Bardzo Pana proszę o wsparcie naszych akcji, dzięki których możemy budzić świadomość Polaków i mobilizować nasze społeczeństwo do oporu.
Serdecznie Pana pozdrawiam, Fundacja Pro – Prawo do życia ul. J. I. Kraszewskiego 27/22, 05-800 Pruszków stronazycia.pl
100.rocznica zwycięskiej bitwy nad bolszewikami w 1920 roku jest okazją by odnieść się do tego wydarzenia. Z perspektywy 100 lat i na podstawie analiz i badań historycznych widzieć możemy prawie cały obraz głównych wydarzeń, choć w szczegółach z powodu niedostępności dokumentów jest on jeszcze niepełny. Wbrew politycznej propagandzie i wysiłków wielu środowisk usiłujących wbijać w świadomość społeczną wielkość i wybitność Józefa Piłsudskiego jako zasłużonego w tej bitwie, sprawę trzeba przedstawić jasno – Józef Piłsudski nie jest bohaterem Bitwy Warszawskiej i w najważniejszych chwilach nie był w niej obecny. 12 sierpnia zwolnił się z funkcji Naczelnika Państwa i Wodza Naczelnego przedkładając stosowne pismo na ręce premiera Witosa.
Bitwa nazwana przez Edgara Vincent d’Abernon – brytyjskiego pisarza i dyplomatę wchodzącego w skład misji Ententy, 18-tą decydującą bitwą w dziejach świata, jak wiadomo nie została wystarczająco mocno doceniania przez inne kraje europejskie. Różne były tego przyczyny. Są historycy, którzy sugerują nawet, że Polakom pozwolono po I Wojnie Światowej zbudować własne państwo, gdyż wiedziano o zagrożeniu bolszewickim, a Polska stanowiłaby doskonały parawan odgradzający Europę od Sowieckiej Rosji. I to, idąc tym tropem, doskonale się udało. Impet bolszewickiej rewolucji rozbił się o Polskę, która i tak nie miała wyjścia i walczyć musiała. Europie, gdzie spora część polityków lekceważyła zagrożenie, włos z głowy nie spadł.
Rewolucja bolszewicka miała za zadanie nieść wypaczoną wizję świata i człowieka. Stworzona głównie przez Karola Marksa – Niemca żydowskiego pochodzenia przy współudziale Friedricha Engelsa, opierała się na nienawiści i walce klas. Miała także, w oczach jej amerykańskich i niemieckich sponsorów, przez swoje dzieło zniszczenia pozbyć się konkurencyjnych gospodarek Europy środkowo-wschodniej. Pierwotny zamysł wymknął się najwyraźniej – jak to bywa – spod kontroli. Najpierw jej ofiarą padła Rosja. Później bolszewicy postanowili jednak rozsiać swą ideologię na Europę i dalej na cały świat. Pędzący walec rewolucji komunistycznej miał m.in. obalić elity i podziały społeczne, zlikwidować pieniądz, rozkraść i zniszczyć majątki, upaństwowić je, znacjonalizować gospodarkę, zabić religię, zburzyć kościoły, złamać ludzkie charaktery, obalić indywidualność, własność, wolność myślenia i wolność gospodarczą. Miał zabić w ludziach jakiekolwiek indywidualne dążenia, sprowadzić wszystkich do jednej centralnie zarządzanej klasy chłopo – robotniczej pracującej w olbrzymim komunistycznym i przez komunistów zarządzanym kołchozie, gdzie własność prywatna i wolność indywidualnej inicjatywy były zabronione. Każdego kto wychylałby się poza ten schemat społeczny czy chciałby się temu nakazowi sprzeciwić, należało zdyskredytować, zamknąć, wywieźć do łagru czy najczęściej w okrutny sposób zamordować.
W 1920 roku bolszewicy byli zdeterminowani wprowadzić te rozwiązania w życie nie tylko w Rosji ale przenieść je na całą Europę. Gen. Michał Tuchaczewski – marszałek Związku Radzieckiego, dowódca armii sowieckiej, która zaatakowała Polskę wyraził to jasno: „Przez trupa Białej Polski prowadzi droga ku ogólnoświatowej pożodze”. „Po trupie Polski przez Warszawę przejdziemy do Europy”.
13 sierpnia 1920 roku sytuacja była na prawdę zła by nie powiedzieć tragiczna. Już wcześniej bo w kwietniu nie powiodła się zaplanowana przez Piłsudskiego wyprawa kijowska, gdzie pokładano nadzieję na zwycięskie starcie z armią czerwoną. Sowieci wycofali się. Obrona na linii Bugu i Narwi, także zaplanowana przez Piłsudskiego, załamała się. 19 lipca nacierający bolszewicy zajęli Grodno, 28 lipca Białystok, 31 lipca Brześć. 13 sierpnia wojna z Rosją Sowiecką toczona od lutego 1919 roku znalazła się punkcie w którym ważyły się losy Warszawy, Polski i całej Europy. Europy w której aktywne i rozsiane po różnych krajach organizacje i szajki komunistyczne przebierały nogami nie mogąc się doczekać armii sowieckiej. Aktywność sowieckiej armii, która od 29 maja rozpoczęła gwałtowny marsz na zachód, nie została jak dotąd powstrzymana. 13 sierpnia bolszewicy uderzając siłami dwóch dywizji na Radzymin, zdobyli go i podeszli pod samo miasto. Wojska bolszewickie ocierały się już wówczas o Pragę. W kolejnych dniach 14 i 15 sierpnia trwały zaciekłe walki na wschodnich i południowo wschodnich umocnieniach Warszawy. To właśnie walki toczone w tych dniach przesądziły o losach bitwy. Polakom, nie wdając się w szczegółowe opisy walk, które można znaleźć w wielu opracowaniach, udało się odeprzeć bolszewików (1).
Cały plan bitwy był opracowywany już wcześniej głównie między trzema osobami, które stworzyły sztab dowodzenia. Był to zawodowy, wybitny generał Tadeusz Rozwadowski mianowany przez Piłsudskiego w połowie lipca szefem Sztabu Generalnego, francuski generał Maxime Weygand z przysłanej do Warszawy misji państw Ententy oraz Naczelnik Państwa i Wódz Naczelny Józef Piłsudski. Cały główny trzon planu obrony Warszawy opracowany jednak został przez gen. Rozwadowskiego, który wraz z doświadczonymi wojskowymi pracował w Sztabie Generalnym Wojska Polskiego i którego rozwiązania były konsultowane i korygowane. Generał współpracował tam z płk. Tadeuszem Piskorem i kpt. Bronisławem Regulskim. Przy czym zdanie gen. Weyganda liczyło się najmniej, a sam Francuz traktowany był bardziej jako obcy intruz przy którym „należało mówić po polsku”. [To wstyd. Był poważnym, sojusznikiem i wybitnym dowódcą. MD]
To gen. Rozwadowski 5 sierpnia ostatecznie przedłożył marszałkowi dwa warianty koncentracji głównej grupy uderzeniowej. Jeden zakładający koncentrację wojsk w Garwolinie, drugi bardziej ryzykowny, nad Wieprzem 140 km od Warszawy. Po konsultacjach ostatecznie wybrany został ten drugi i Piłsudski go zatwierdził. Dzień po tym – 6 sierpnia – szef sztabu gen. Rozwadowski wcielił to rozwiązanie w życie wydając rozkaz 8358/III w którym sprecyzowane były wszystkie posunięcia i rozkaz podpisał. Do 12 sierpnia wszystkie jednostki miały zająć wyznaczone pozycje. Rozwiązanie to było jeszcze przedmiotem korekt i poprawek oraz przedmiotem mocnej krytyki Piłsudskiego, który, jak podkreśla Henryk Nicpoń (autor książki „Polowanie na generała: Piłsudski kontra Rozwadowski”), „widać nie czuł się ich autorem”.
I tu zdarza się rzecz zaskakująca, a dla wielu wręcz szokująca. 12 sierpnia Józef Piłsudski składa pismo ze swoją dymisją z funkcji i Naczelnika Państwa i Naczelnego Wodza (sic!) na ręce premiera Witosa (treść dymisji publikujemy pod tekstem). 12 sierpnia to ten sam dzień kiedy wieczorem nawiązano pierwszy kontakt z nieprzyjacielem, który pojawił się już pod Radzyminem. Zdarzenie miało miejsce w obecności wicepremiera Ignacego Daszyńskiego oraz ministra spraw wewnętrznych Leopolda Skulskiego. Piłsudski odbył jeszcze spotkania z gen. Rozwadowskim, gen. Weygandem oraz kardynałem Kakowskim i opuścił Warszawę mając udać się do Puław, gdzie zorganizowano kwaterę główną, by objąć dowodzenie nad 4 Armią. Jak wiemy Piłsudski na front nie udał się od razu i zbytnio się nie spieszył. Nie podjął od razu zadań bojowych jakie na nim ciążyły. Zamiast na front pojechał do miejscowości Bobowa, niedaleko Gorlic, do swojej konkubiny Aleksandry Szczerbińskiej, przyszłej żony, z którą miał już dwoje dzieci. Z Bobowej także nie spieszył się do armii. Będąc już w Puławach, gdzie przybył otrzymawszy wiadomości o przełamaniu frontu, wieczorem 15 sierpnia brał udział w uroczystościach chrztu Józefa Minkiewicza, którego został ojcem chrzestnym. Między 13 a 15 sierpnia, kiedy decydowały się losy Warszawy, kraju i Europy, Piłsudski nie był na polu walki obecny. Słynne uderzenie znad Wieprza poprowadził w chwili, kiedy losy bitwy były już przesądzone – 16 sierpnia. Premier Witos, ani żaden z uczestników tych wydarzeń, nie ujawnili nikomu pisma z dymisją Piłsudskiego. Byli najwyraźniej świadomi jaki skutek dla morale wojska i nastrojów społecznych miałoby podanie takiej wiadomości publicznie. Pismo przetrwało w rękach premiera i wróciło do marszałka już po zakończeniu zwycięskich walk kiedy wrócił do Warszawy. Ale dotrwało do naszych czasów.
Dymisja Piłsudskiego w decydujących momentach wojny z bolszewikami wprawia wielu w konsternację, szczególnie w konfrontacji z nieskazitelnym obrazem wodza jaki od lat przedstawiany jest w oficjalnym obiegu dyskusji, licznych publikacjach i materiałach edukacyjnych. Co sądzić o Wodzu Naczelnym, który ze spokojem, w dosłownie kilka godzin przed bitwą, składa dymisję, zostawia przygotowanych do walki żołnierzy, oficerów, generałów, tysiące ludzi którzy na ochotnika zaciągnęli się do wojska by bronić kraju, i który w najbardziej newralgicznym momencie, zamiast na front do przydzielonej mu armii, wyjeżdża do swojej konkubiny, później nie spiesząc się uczestniczy w uroczystości chrztu, a na front rusza dopiero po trzech dniach, kiedy wynik bitwy jest już zdecydowany?
Są różne tłumaczenia takiego zachowania Piłsudskiego. Jedno z nich to załamanie nerwowe i niewiara w powodzenie – co trudno uznać za postawę godną marszałka i jak chcą niektóry – wielkiego wodza, zwłaszcza, że dzięki złamaniu przez majora Jana Kowalewskiego, już kilka miesięcy wcześniej, szyfrów radzieckich radiostacji, polski sztab znał dokładnie zamierzenia sowietów. Na załamanie nerwowe nie wskazuje także treść dymisji, która wydaje się być wcześniej zaplanowana i dobrze przemyślana. Inni obrońcy Piłsudskiego tłumaczą, że Piłsudski uległ naciskom i krytyce polityków państw zachodnich, którzy uzależnili jego dymisję od pomocy militarnej (konferencja w Hythe 8-9 sierpnia). Gdyby tak było, to Piłsudski podałby się do dymisji o wiele wcześniej. Wiemy jednak, że żadna pomoc i tak nie nadeszła, oprócz bardzo znaczącej pomocy z Węgier, które jako jedyne pomogły polskiej armii. Sam powód takiej decyzji nie jest w takim momencie istotny. Zanim uzasadnienie całej tej sytuacji – dymisji Piłsudskiego tuż przed bitwą – dotarłoby do zdeterminowanych walczyć żołnierzy i ludności, już dawno, po rozejściu się wieści o rezygnacji Naczelnego Wodza i Naczelnika Państwa ze swojej funkcji, negatywny i druzgocący impet takiej informacji zdezorganizowałby zapewne cały plan obrony i zdewastował całkowicie morale żołnierzy. Piłsudski był przecież dla wszystkich Wodzem Naczelnym! Kto wie czy wynik tej konfrontacji nie byłby odwrotny jeśli wiadomość ta rozeszłaby się po gotowych do obrony frontach. Bez względu więc na przyczyny podjęcia takiej decyzji, wycofanie się Piłsudskiego i ogłoszenie swojej dymisji tuż przed bitwą może mieć wyraźne znamiona sabotażu. Są także poszlaki wskazujące na ułożenie się Piłsudskiego z Leninem, z którym wymieniał korespondencję, a sam miał przecież korzenie rewolucyjne i chodził w czerwonych cholewach. W takiej wersji i układach Piłsudski nie musiał się więc zbytnio przejmować wynikiem bitwy będąc spokojnym o swój los, a być może i stanowisko w przyszłej – sowieckiej Polsce. Nie wierzył w powodzenie tej bitwy i postanowił „uwolnić się od więzów jakie łączyły go z „pańską Polską” – jak podkreślał Henryk Nicpoń podczas konferencji historycznej w Warszawie. Listy są jednak nie ujawnione i spoczywają za zamkniętymi drzwiami rosyjskich archiwów. (Podobnie jak część materiałów dotycząca Leopolda Okulickiego). Piłsudski mógł też myśleć asekuracyjnie. Wątpiąc w powodzenie nie chciał brać za klęskę odpowiedzialności. Jednak, kiedy tylko zmieniła się sytuacja na froncie na naszą korzyść od razu przystąpił do walki. Na to może wskazywać, późniejsze wyeliminowanie gen. Rozwadowskiego i ostateczne pozbawienie go życia, jako konkurenta do zachowania tytułu tzw. „ojca zwycięstwa”.
Sama też „kontrofensywa znad Wieprza”, tak często podkreślana i stawiana za decydujące w tej bitwie stracie 4 Armii dowodzonej przez Piłsudskiego, nie była wydarzeniem głównym i przesądzającym. Większość ciężkich walk miała miejsce jeszcze przed rozpoczęciem kontrofensywy – 14 i 15 sierpnia. 16 sierpnia, w dzień rozpoczęcia kontrataku, patrole Piłsudskiego zameldowały, że „w ogóle nie spotkały nieprzyjaciela”. Piłsudski sam pisał o tym w swoich pamiętnikach: Dnia 16-ego rozpocząłem atak, o ile w ogóle atakiem nazwać to można. Lekki i bardzo łatwy bój prowadziła przy wyjściu tylko 21-a dywizja (…) Inne dywizje szły prawie bez kontaktu z nieprzyjacielem, gdyż nieznacznych potyczek (…) z jakiemiś małemi grupkami (…) kontaktem nazwać bym się nie ośmielił.
Przyczyną tego był fakt, że główne siły Tuchaczewskiego skoncentrowały się na północny-wschód od Warszawy w rejonie Ciechanowa i Modlina. Z głównymi siłami armii sowieckiej zderzyły się więc wojska tej części frontu północnego, którymi dowodził gen. Latinik i gen. Sikorski, a nie marszałka Piłsudskiego. Wojska Józefa Piłsudskiego spotkały się w poważniejszych starciach z przeciwnikiem dopiero 17 sierpnia i to w momencie kiedy losy bitwy były już przesądzone. Wyzwolono wówczas Mińsk Mazowiecki i osiągnięto linię Biała Podlaska – Międzyrzec – Siedlce – Kałuszyn – Mińsk Mazowiecki. Kolejnego dnia Tuchaczewski ogłosił już całkowity odwrót.
Według relacji Płk. Dypl. Franciszka Arciszewskiego jednym najbardziej decydującym i przełomowym wydarzeniem w Bitwie Warszawskiej był rajd i atak na Ciechanów VIII brygady kawalerii pod gen. Aleksandrem Karnickim. Zdobycie Ciechanowa tak zaskoczyło i wprowadziło w panikę bolszewików, że tamtejszy dowódca 4 Armii przed ucieczką spalił radiostację, którą bolszewicy używali do kontaktów ze sztabem Tuchaczewskiego w Mińsku. Efektem było poważne zakłócenie płynności przekazywania przez bolszewików depesz i rozkazów, co uczyniło dowodzenie sowieckim wojskiem chaotycznym i improwizowanym. (Polacy przez dwie doby nadawali na tej częstotliwości treści Pisma Świętego). Główna grupa uderzeniowa, którą dowodził marszałek Józef Piłsudski nie musiała się już zbytnio trudzić. Na jej barkach spoczywało już bardziej ściganie wycofującego się wroga.[A robili to na piechotę i często boso – bo ich dowódca nie zapewnił ani podwód – ani butów. MD.]
Bohaterami tej bitwy, jeśli już o bohaterstwie wspomnieć, jest wiele osób. Z pewnością jest nim mjr. Jan Kowalewski, który w genialny sposób, inspirując się opowiadaniami amerykańskiego pisarza Edgara Allana Poe, zrozumiał w jaki sposób sowieci szyfrują przekazywane na front depesze. Niewątpliwie bohaterami są generałowie bezpośrednio dowodzący i biorący udział w bitwach obronnych Warszawy, gdzie miał miejsce główny impet sowieckiego uderzenia: gen. J. Haller, Sikorski, Rozwadowski, Latinik, Roj, Żeligowski, Raszewski, Weygand i wielu innych z determinacją i odwagą walczących na północnym frocie w bezpośrednich walkach w obronie stolicy. Są nimi wszyscy od najwyższych generałów po mniejszych stopniem oficerów i żołnierzy którzy mimo, wydawać by się mogło, beznadziejnej sytuacji, stawiali zaciekły opór wierząc w zwycięstwo. Jest nim także ta część ludności Warszawy i kraju, która tysiącami zaciągała się do Głównego Inspektoratu Ochotników pod dowództwem gen. Hallera, a ogólnie mówiąc podzieliła się na dwie części. Jedni poszli walczyć, inni klęczeli w kościołach z modlitwą na ustach. Ledwo wspominając o młodym księdzu Ignacym Skorupko, który dobrowolnie poszedł na front by być blisko walczących żołnierzy. Służył jako kapelan w I batalionie 36. Pułku Piechoty Legii Akademickiej walczącej pod Radzyminem i Ossowem.
Niewątpliwie za bohatera należy uznać gen. Tadeusza Rozwadowskiego, który nie tylko był głównym autorem planów obrony, konsultowanych w sztabie i zatwierdzanych przez marszałka. Odważnie i odpowiedzialnie zgodził się również na nominację na Szefa Sztabu miesiąc przed decydującą bitwą. To na jego barkach jako na Szefie Sztabu Generalnego, pod nieobecność marszałka, spoczywał ciężar decydujących walk z 14, 15 i 16 sierpnia i to on de facto, pod nieobecność Piłsudskiego, kierował bitwą, przemieszczał się między frontami obrony wraz z innymi dowódcami i był autorem rozkazu o numerze 10 000, korygującym ostatecznie kierunki działań frontowych. Emanował także zaciętym duchem walki i optymizmem czym inspirował i pomagał pokonywać zwątpienie i strach. Piłsudski dotarł do Warszawy dopiero 18 sierpnia, kiedy zarządzano już nie walką obronną ale pościgiem za wycofującymi się wojskami Tuchaczewskiego. Trudno nie docenić decyzji premiera Witosa, Ignacego Daszyńskiego oraz ministra Leopolda Skulskiego, którzy świadomi skutków, nie podali do wiadomości publicznej odejścia Piłsudskiego. Trzeba także wspomnieć o Węgrach, którzy jako jedyni przyszli nam z pokaźną pomocą przysyłając wsparcie w postaci 40 mln sztuk amunicji oraz 30 mln części zamiennych do karabinów Mauser. Z pewnością wymieniać można czarnoskórego Sam Sandi’ego walczącego w armii Wielkopolskiej pochodzącego z Kamerunu. Wymieniać można dalej.
Pozostaje jednak pytanie gdzie w takiej sytuacji umieścić Józefa Piłsudskiego, który 13, 14, 15 i 16 sierpnia z nikim się nie bił. Nie korygował także z gen. Rozwadowskim czy Weygandem planów toczącej się walki ani nie wydawał w tych dniach żadnych rozkazów? Nie pełnił w tych dniach także funkcji Naczelnika Państwa i Naczelnego Wodza gdyż już 12 sierpnia złożył dymisję i sam zwolnił się z tej funkcji.
Decyzja Piłsudskiego, szczególnie w świetle wcześniejszych jego niepowodzeń na Ukrainie i na linii Bugu i Narwi, a także w świetle porażki jaką w ogóle było dopuszczenie do wzmocnienia się w Rosji bolszewików na tyle by mogli podejść z armią pod Warszawę, może przestać być zaskakująca kiedy bliżej przyjrzymy się jego postaci. Nie przez pryzmat propagandy sanacji i jej odradzających się obecnie pokoleń. Ich celem zawsze było tak podkoloryzowywać i wykoślawić historię by za wszelką cenę wykreować i zachować nieskazitelny mit wielkiego wodza, a z kultu marszałka zrobić ideologię państwową. Ideologię mającą oczywiście sprzyjać konkretnemu ugrupowaniu czy partii. Piłsudski nie był zawodowym żołnierzem. Jego wykształcenie skończyło się na 1 roku medycyny podpartej maturą w I Gimnazjum wileńskim. Studiów wyższych ani żadnego przygotowania do zawodu Józef Piłsudski nie miał. Jego kwalifikacje wojskowe to doświadczenia partyzanckie w działalności rewolucyjnej i napadach.
W pracy doktorskiej o Piłsudskim, wydanej później jako książka pod tytułem „Lodowa Ściana”, Ryszard Świętek pisze: Do grupy tej [biednych emigrantów w Anglii – przyp. red.] zaliczał się i Józef Piłsudski, który często zaglądał wówczas do Londynu. Nie ukończył studiów, nie miał żadnego zawodu i nie umiał zarabiać pieniędzy. Majątek rodzinny na Litwie był już tylko wspomnieniem. Toteż żył w wielkim niedostatku, utrzymując się niemal wyłącznie z pieniędzy partyjnych.
A tak postać Piłsudskiego przedstawia Jędrzej Giertych w książce „O Piłsudskim”:
Piłsudski nigdy nie przeszedł wyszkolenia rekruckiego ani nie nabył wykształcenia oficerskiego. Nie był nigdy szeregowcem ani kapralem, ani sierżantem, ani podchorążym, ani porucznikiem, ani kapitanem, ani majorem. Miał on – nabyte w napadzie na pociąg pod Bezdenami i gdzie indziej – doświadczenia partyzanckie. Był także samoukiem, studiującym historię niektórych wojen. Ale nic więcej. Dowództwo austriackie mianowało go od razu dowódcą pułku, a po niecałych trzech miesiącach awansowało go na brygadiera. Innych stopni wojskowych Piłsudski nigdy do czasu otrzymania stopnia marszałka, nie miał.
Generał Puchalski, który jako generał austriacki był w roku 1916 z ramienia Austrii dowódcą Legionów Polskich (wszystkich trzech brygad) opowiadał później w Warszawie, już jako generał polski, że gdy został dowódcą Legionów, dla sprawdzenia wartości bojowej tych legionów przeprowadził badania, co są w tych legionach warci wyżsi dowódcy, a zwłaszcza dowódcy brygad. Przesłał potem do wyższych władz austriackich raport, w którym stwierdził, że Piłsudski żadnych kwalifikacji dowódczych nie ma. Władze te odpowiedziały mu, że armia austriacka ma dziesiątki generałów brygady, więc Piłsudski nie jest jej potrzebny jako jeszcze jeden taki brygadier. Jest jej natomiast potrzebny ze względów politycznych.
Józef Piłsudski mający zawsze pełne usta patriotycznych wypowiedzi jak choćby i ten kierowany do legionistów w Kaliszu: „Podczas kryzysów – powtarzam – szczerzcie się agentur. Idźcie w swoją stronę, służąc jedynie Polsce, miłując jedynie Polskę i nienawidząc tych, co służą obcym” – wiedział co mówi. Sam był bowiem współpracownikiem trzech wywiadów i z pewnością posiadał ogromne w tej dziedzinie doświadczenie. W okresie walk o niepodległość współpracował z wywiadami Austrii, Niemiec i Japonii. Zagadnienie to porusza w wyżej wspomnianej książce „Lodowa Ściana” Ryszard Świętek. Do dziś nie są do końca znane treści jego lisów wymienianych z Leninem. Wiele dokumentów zaginęło, wiele jest nieujawnionych.
Po szerszej analizie dostępnych już dziś materiałów, opracowań i krytycznej analizie działalności Józefa Piłsudskiego, a także opinii jak choćby i tej wydanej przez gen. Puchalskiego można dojść do wniosku, że Józefa Piłsudskiego do władzy i stopnia marszałka mogła wyciągnąć ręka tej samej kategorii co ręka wyciągająca w 1990 roku Lecha Wałęsę z wydziału elektrycznego Stoczni Gdańskiej na fotel prezydenta. Równie spektakularny awans nie podparty żadnymi kompetencjami.
Jak widać zakamarki wojny w 1920 roku oraz postać Naczelnego Wodza i Naczelnika Państwa może zaskakiwać, szczególnie jeśli przestaniemy wierzyć w podawane nam na co dzień podręcznikowe i szkolne legendy. Zwłaszcza, że jest to przysłowiowy wierzchołek góry lodowej.
W książce „Orzeł biały, czerwona gwiazda” prof. Norman Davis, wspominając wątek gen. Weyganda witanego w Paryżu, pisze: „Legenda o wiktorii Weyganda stanowi doskonały przykład zasady, że w historii mniej ważne od tego, co się rzeczywiście zdarzyło, jest to, w co ludzie wierzą, że się zdarzyło”.
Bitwa Warszawska to nie jedyny moment w historii 20-lecia międzywojennego w którym oficjalna, podawana powszechnie biografia Józefa Piłsudskiego odbiega od faktów. W maju oraz we wrześniu w 2018 roku w Warszawie miały miejsce dwie konferencje historyczne poświęcone postaci Józefa Piłsudskiego. Jej owocem są dwa tomy książek w których zawarte są przemówienia zabierających głos ponad 20 prelegentów. Książki godne polecenia tym chcącym poznać prawdziwe i znane nam dziś kulisy nie tylko Operacji Warszawskiej w 1920 roku ale całego Dwudziestolecia Międzywojennego ze szczególnym uwzględnieniem postaci Józefa Piłsudskiego.
Piłsudski i Sanacja – prawda i mity, tom I i II, Centrum Edukacji i Rozwoju im. Bpa Kajetana Sołtyka, Warszawa 2018
Inne warte uwagi wydania i opracowania na temat Piłsudskiego i jego czasów:
Tomasz Ciołkowski: Józef Piłsudski – sfałszowana biografia, Bollinari Publishing Huouse 2018
Tomasz Ciołkowski: Józef Piłsudski – bez retuszu, Bollinari Publishing Huouse
Lodowa ściana – Ryszard Świętek, Kraków 1998
O Piłsudskim – Jędrzej Giertych, Dom Wydawniczy „Ostoja” 2013
Jak sanacja budowała socjalizm – Sławomir Suchodolski, 3S Media 2015
W krainie sanacyjnych absurdów – Sławomir Suchodolski, Prohibita 2019
Cud nad Wisłą – Płk. Dypl. Franciszek Adam Arciszewski, Wydawnictwo „Antyk” Marcin Dybowski
(1) Operacja warszawska której celem była obrona Warszawy i kraju przed sowieckim najazdem rozplanowana była na trzy fronty: północny – dowodzony przez gen. Józefa Hallera ciągnący się od Pułtuska nad Narwią do Dęblina nad Wisłą, który miał nie dopuścić by sowieci okrążyli stolicę i zaatakowali od zachodu. Drugi front – środkowy, podlegający Józefowi Piłsudskiemu, rozciągający się od Dęblina do Brogów w Galicji skąd miało nadejść decydujące uderzenie znad Wieprza i do którego miała dołączyć potajemnie przegrupowana centralna część armii gen. Sikorskiego – Grupa Manewrowa pod gen. Edwardem Śmigłym – Rydzem. Trzeci front – południowy, podlegał gen. Wacławowi Iwaszkiewiczowi. Miał bronić Małopolski i Lwowa oraz zapobiec połączeniu się sił sowieckich z tego rejonu z siłami Tuchaczewskiego.
Paweł Wieciech
Ps. W Warszawie tuż przy zachodnim wyjściu z Łazienek przy Belwederze, stoi pokaźny pomnik Józefa Piłsudskiego podpisany: Swojemu Obrońcy w Roku 1920, Warszawa. Czy aby na pewno fundatorzy wybrali właściwą osobę?
===================================
Oto pełny tekst dymisji zamieszczony w II tomie książki Piłsudski i Sanacja – prawda i mity, cytowany za: Antoni Położyński: Marszałek Józef Piłsudski odbrązowiony, Warszawa 2005, str. 92-94
Wielce Szanowny Panie Prezydencie
Przed swym wyjazdem na front, rozważywszy wszystkie okoliczności nasze wewnętrzne i zewnętrzne, przyszedłem do przekonania, że obowiązkiem moim wobec Ojczyzny jest zostawić w ręku Pana, Panie Prezydencie, moją dymisję ze stanowiska Naczelnika Państwa i Naczelnego Wodza Wojsk Polskich. Powody i przyczyny, które mnie do tego kroku skłoniły, są następujące:
1) Już na jednym z posiedzeń ROP (Rady Obrony Państwa – przyp. Wydawców) miałem zaszczyt wypowiedzieć jeden z najbardziej zasadniczych powodów. Sytuacja, w której Polska się znalazła, wymaga wzmocnienia poczucia odpowiedzialności, a przeciętna opinia słusznie żądać musi i coraz natarczywiej żądać będzie, aby ta odpowiedzialność nie była czczym frazesem tylko, lecz zupełnie realną rzeczą. Sądzę, że jestem odpowiedzialny zarówno za sławę i siłę Polski w dobie poprzedniej, jak i za bezsiłę oraz upokorzenie teraźniejsze. Przynajmniej do tej odpowiedzialności się poczuwam zawsze i dlatego naturalną konsekwencją dla mnie jest podanie się do dymisji. I chociaż ROP, gdy tę sprawę podniosłem, wyraziła mi pełne zaufanie i upoważniła w ten sposób do pozostania przy władzy, nie mogę ukryć, że pozostają we mnie i działają z wielką siłą te moralne motywy, które wyłuszczyłem przed ROP parę tygodni temu.
2) Byłem i jestem stronnikiem wojny „à outrance” z bolszewikami dlatego, że nie widzę najzupełniej gwarancji, aby te czy inne traktaty były przez nich dotrzymane. Staję więc z sobą teraz w ciągłej sprzeczności gdy zmuszony jestem do stałych ustępstw w tej dziedzinie, prowadzących w niniejszej sytuacji, zdaniem moim, do częstych upokorzeń zarówno Polski, a specjalnie dla mnie osobiście.
3) Po prawdopodobnym zerwaniu rokowań pokojowych w Mińsku pozostaje nam atut w rezerwie – atut Ententy. Warunki postawione przez nią są skierowane przeciwko funkcji państwowej, którą od dwu lat wypełniam. Ja i ROP, rząd czy Sejm, wszyscy mieliby do wyboru albo zostawić mnie przy jednej funkcji, albo usunąć zupełnie. Co do mnie wybieram drugą ewentualność. Jest ona zgodna z godnością osobistą i jest praktyczniejsza. Pozostawienie mnie na jednym z urzędów zmniejsza mój autorytet i tak silnie poderwany i doprowadza z konieczności do powolnego zniszczenia tej siły moralnej, którą dotąd jeszcze dla walki i dla kraju. Biorę następnie pod uwagę mój charakter bardzo niezależny i przyzwyczajenie do postępowania według własnego zdania, co z warunkami, postawionymi przez ententę nie zgadza się. Wreszcie przeczy to systemowi, któremu służyłem w Polsce od początku swojej pracy politycznej i społecznej, której podstawą zawsze była możliwie samodzielna praca nad odbudowaniem Ojczyzny, ta bowiem wydawała mi się jedynie wartościową i trwałą. Obawiam się więc, że przy pozostawieniu przy przodujących oraz przy moim charakterze i przyzwyczajeniach wyniknąć mogą ze szkodą dla kraju tarcia mniejsze i większe, które nie będąc przyjemne dla żadnej ze stron, wszystko jedno skończyć by się musiały moim usunięciem się. Wreszcie ostatnie. Rozumiem dobrze, że ta wartość, którą w Polsce reprezentuję nie należy do mnie, lecz do Ojczyzny całej. Dotąd rozporządzałem nią jak umiałem samodzielnie. Z chwilą napisania tego listu uważam, że ustać to musi i rozporządzalność moją osobą przejść musi do rządu, który szczęśliwie skleciłem z reprezentantów całej Polski. Dlatego też pozostawiam Panu, Panie Prezydencie, rozstrzygnięcie co do czasu opublikowania aktu mojej dymisji. Również Panu wraz z Jego Kolegami z Rządu pozostawiam sposób wprowadzenia w życie mojej dymisji i wreszcie oczekiwać będę rozkazu Rządu co do zużytkowania moich sił w tej czy innej pracy. Co do ostatniego proszę tylko nie krępować się ani wysoką szarżą, którą piastuję ani wysokim stanowiskiem, które posiadam. Nie chciałbym bowiem mnożyć swoją osobą licznej rzeszy ludzi, nie układających się w żaden system, czy to z powodu kaprysów i ambicji osobistej, czy to z powodu słabości charakteru polskiego, skłonnego wytwarzania najniepotrzebniejszych funkcji dla względem osobistych.
Proszę Pana Prezydenta przyjąć zapewnienie wysokiego szacunku i poważania z jakim pozostaję.
Józef Piłsudski
===========================================
Jest też, na razie, artykuł:
Gdyby nie Wincenty Witos… Dlaczego Piłsudski zostawił Polskę w najtrudniejszych chwilach? Co tak naprawdę działo się w 1920 roku ?
Nad Włochami pojawiła się niespodziewanie wspaniała niespodzianka: zorza polarna, niezwykle rzadkie zjawisko na naszych szerokościach geograficznych, rozświetliła nasze niebo. W dniu 5 listopada, późnym popołudniem, między godziną 18-tą a 19-tą, niebo zmieniło się w paletę kolorów, malując Alpy i wiele północnych wyżyn na czerwono i fioletowo, a ślady sięgały aż do Apulii.
Poprzednia zorza polarna pojawiła się we Włoszech 25 września, barwiąc niebo Lombardii i Południowego Tyrolu na czerwono, co było bardzo nietypowym wydarzeniem dla tych regionów. Te niebiańskie spektakle są zwykle spowodowane spotkaniem cząstek przenoszonych przez wiatr słoneczny z atmosferą ziemską, tworząc pasma światła o różnych kolorach, w tym czerwonym, zielonym i niebieskim, ale mogą mieć również sztuczne pochodzenie, jak wyjaśnię poniżej.
Wyjaśnienie oferowane przez media głównego nurtu, zarówno włoskie, jak i zagraniczne, jest natomiast czystą dezinformacją. Twierdzi się, że zorza polarna została spowodowana przez intensywną burzę słoneczną kategorii G3 (maksymalnie G5), tak potężną, że zorza świeciła nawet w ciągu dnia, co rzadko się zdarza. Rai News pisze: “Przyczyną niezwykle rzadkiego zjawiska jest intensywna burza słoneczna, która dotarła do Ziemi”. La Repubblica pisze: “Zorza polarna widziana również we Włoszech.Coraz częstsze burze: Zbliżamy się do maksimum aktywności słonecznej”. Również ANSA twierdzi, że zorza polarna jest wynikiem silnej burzy geomagnetycznej.
Prawda jest daleka od tych powierzchownych wyjaśnień. W rzeczywistości zjawisko to ma znacznie bardziej złożoną i pod pewnymi względami podstępną przyczynę, a dotyczy innej (byłej) teorii spiskowej, która została już wyjaśniona jako rzeczywistość i która do tej pory pozostawała na marginesie narracji mediów głównego nurtu: HAARP. Wszystko zostało ujawnione na oficjalnej stronie projektu.
Na wschodzie Alaski, na początku lat 90-tych, dzięki wspólnym wysiłkom Sił Powietrznych Stanów Zjednoczonych, Marynarki Wojennej Stanów Zjednoczonych, Uniwersytetu Alaski w Fairbanks (UAF) i D.A.R.P.A. (Defense Advanced Research Projects Agency), zbudowano H.A.A.R.P. (High Frequency Active Auroral Research Program), centrum badań jonosfery, zarządzane później przez UAF.
Program Badań Auroralnych Wysokiej Częstotliwości (HAARP) przeprowadził co tylko kampanię badawczą – w dniach od 4 do 7 listopada, w czasie, gdy zorza polarna rozświetliła włoskie niebo. Głównym celem tej kampanii badawczej było zbadanie sztucznej poświaty powietrznej i fal radiowych o bardzo niskiej częstotliwości/ekstremalnie niskiej częstotliwości (VLF/ELF), próbując lepiej zrozumieć mechanizmy w jonosferze, które wytwarzają emisje optyczne i czy niektóre rodzaje fal w jonosferze mogą wzmacniać fale VLF/ELF. Starano się również ustalić, czy satelity mogą wykorzystywać fale plazmowe w jonosferze do wykrywania i unikania kolizji. «HAARP Announces New Research Campaign, November 4-7, 2023» https://haarp.gi.alaska.edu/nov23campaign
The High-frequency Active Auroral Research Program (HAARP) will be conducting a research campaign November 4-7 to study artificial airglow and very low freqency/extremely low frequency (VLF/ELF) radio waves. The primary goals of this research campaign are to better understand the mechanisms in the ionosphere that produce optical emissions, and to investigate if certain types of waves in the ionosphere can amplify VLF/ELF waves. Additional experiments seek to determine if satellites can use plasma waves in the ionosphere for collision detection and avoidance.
Amateur radio operators can find a copy of the HAARP November 2023 transmission notice here; this document includes information about currently scheduled times and frequencies of transmission, as well as other information that may be of interest to amateur radio observers and the general public.
Generalnie głównie robię zakupy w polskich sklepach, jeśli ich nie ma na podorędziu, to szukam jarmarków. Niemniej przyznaję się bez bicia, że czasem zaglądam do germańskiego Lidla lub konkwistadorskiej Biedronki.
Dzisiaj w Krościenku w Lidlu coś nie coś kupiłem…pcham wózek do kasy i widzę, że wszystkie kasy tzw obsługowe zamknięte. Zza winkla regału wychyla się kasjerka i zaprasza mnie do samoobsługowej…
Nie cierpię samoobsługowej z założenia i z zasady nawet z małą pierdołą idę do normalnej, choćby z faktu nawet prozaicznego kontaktu z żywym człowiekiem…
Tłumaczę pani, że to raczej nie przejdzie, bo płacę gotówką, a ona że nie ma najmniejszego problemu i że mi pomoże…wytargała cały prowiant z wózka i sczytując odłożyła na bok, po czym wzięła gotówkę i poszła do normalnej, obsługowej kasy, aby mi przynieść resztę…
Stwierdziłem, że lepiej by jej było jednak na normalnej kasie to zrobić
– No wie pani, tam sobie pani siedzi, nie musi się schylać niepotrzebnie i szybciej… – stwierdziłem
– Proszę pana, robię co mi każą, osiem godzin i spadam do domu… – odparła lekko poirytowana
Z litości nie ciągnąłem wątku, że przyzwyczajanie klientów do kas samoobsługowych to realny proces zwalniania ludzi z pracy, a tak de facto kręcenie dla siebie sznura na własne życzenie…bo i wtedy nawet tych ośmiu godzin pracy nie będzie…
Wychodząc uświadomiłem sobie, że trend wymiany żywego człowieka na elektroniczny twór z czytnikami kodów, aplikacjami i całym systemem kontroli nad klientem nabiera tempa. Wdrażane jest to rękami własnych pracowników, albo inaczej…to pracownicy tych korpo-przybytków pod przymusem i z obawy o utratę pracy powoli przyzwyczajają się do sznura…
Kiedyś kolega szybko, obrazowo, ale i drastycznie uświadomił mi na czym polega zasada, że do wszystkiego można się przyzwyczaić. Stwierdził, że najlepszy przykład to przykład wisielca…gdy już zawiśnie, to najpierw się szarpie i miota, a po pewnym czasie już przyzwyczaja się do sznura…
Obserwując przez trzy dekady tzw “transformację ustrojową” w Polsce stwierdzam, że Polacy zachłyśnięci tzw “korpozachodem” są już na “kursie i na ścieżce” przyzwyczajania się do sznura…
Pod koniec października w stanie Chiapas na południu Meksyku uformowała się grupa ok. 4 tys. migrantów mająca podążać na północ, prawdopodobnie z zamiarem przedostania się do USA. Jest to zbieranina ludzi z różnych krajów, która po miesiącach wegetowania – w naprawdę niebezpiecznych warunkach – postanowiła wymusić na władzach Meksyku zajęcie się nimi lub też będzie szukać szczęścia w dotarciu do Ameryki. W ciągu doby grupa ta urosła do 7 tys. osób i składa się z obywateli Kuby, Salwadoru, Gwatemali, Haiti, Hondurasu i Wenezueli.
Tego typu zjawiska, zwane karawanami, rozpoczęły się na większą skalę w 2018 r. i dotyczą głównie obywateli państw Ameryki Środkowej. Amerykańską granicę pokonują także ludzie z Afryki, Azji (w tym Chińczycy) i Europy (w tym Ukraińcy).
Szacuje się, że w czasie trzyletniej prezydentury Joego Bidena przez południową granicę z Meksykiem dotarło do USA ok. 7–8 mln ludzi. Liczby jednak są różne. Zdaniem na przykład kongresmena Rona Johnsona, republikanina ze stanu Wisconsin, od początku 2021 r. administracja Bidena zezwoliła na przyjęcie 6 mln cudzoziemców, z czego 1,7 mln przekroczyło granicę bez kontroli Straży Granicznej.
Przesłuchanie sekretarza
W ostatnich dniach w Senacie odbyło się przesłuchanie sekretarza Departamentu Bezpieczeństwa Wewnętrznego. Alexandro Mayorkas oznajmił, że w ostatnim roku fiskalnym granicę z Meksykiem (i w mniejszym stopniu z Kanadą) przekroczyły setki tysięcy nielegalnych migrantów, których nie udało się przechwycić, zatrzymać, poddać kontroli lub weryfikacji. Zeznając przed Komisją Bezpieczeństwa Wewnętrznego i Spraw Rządowych, przyznał, że chodzi o ponad 600 tys. ludzi, którzy przedarli się przez granicę w okresie od października 2022 r. do września 2023 r. Udało się ich wyśledzić, zaobserwować, ale nie udało się zatrzymać, zidentyfikować i stracono nad nimi kontrolę. Dodajmy do tego, że w tym samym roku fiskalnym agentom udało się zatrzymać i spisać 2 mln migrantów, którzy później przekroczyli granicę.
Sekretarz Mayorkas stwierdził z powagą, że podległy mu departament dobrze sobie radzi z granicą, i dodał, że USA doświadczają „bezprecedensowej” liczby migrantów na półkuli zachodniej, a kryzysowi granicznemu nie pomógł „zepsuty system imigracyjny”. Jego zdaniem jedną z przyczyn tego stanu rzeczy jest to, że Kongres nie zajął się właśnie reformą systemu imigracyjnego. Nie był jednak w stanie dokładnie powiedzieć, jak wielu terrorystów, szpiegów, morderców, gwałcicieli, pedofilów, handlarzy narkotyków czy handlarzy żywym towarem dotarło w tym czasie na teren USA.
Kłopot miast sanktuariów
Przez długie lata władze dużych amerykańskich miast zdominowane przez Partię Demokratyczną zgodnie z polityczną poprawnością deklarowały, że przyjmą każdego migranta. Przyznawały sobie miano miast sanktuariów – sanktuariów dla jakiegokolwiek migranta, obojętnie na jego status i przeszłość. Wprowadzały także prawa mające ograniczyć funkcjonowanie lub wręcz wyłączenie spod jurysdykcji federalne organy imigracyjne w procesie aresztowania lub deportacji nielegalnych lub popełniających przestępstwa imigrantów.
Przykładowo w stanie Illinois nie tylko miasto Chicago ma status imigracyjnego sanktuarium, cały stan bowiem sanktuarium takowym jest – zabrania lokalnym organom ścigania i przekazywania podejrzanych o przestępstwa nielegalnych cudzoziemców agentom organów imigracyjnych i celnych w celu deportacji. Dziwnie się porobiło, ale to prawda.
Gdzie podziały się te miliony migrantów – chyba nikt dokładnie nie wie. Sądy i urzędy imigracyjne nie są w stanie szybko poradzić sobie z tak ogromną liczbą ludzi, aby rozpatrzyć ich wnioski i ewentualnie zalegalizować pobyt. A i tak nie wszyscy przecież chcą to załatwić.
Autobusy pełne ludzi
Problem zrodził się tam, gdzie nie powinien, czyli w miastach sanktuariach. Kiedy ze stanów graniczących z Meksykiem, głównie z Teksasu, zaczęto do tych miast wysyłać autobusy z migrantami, władze owych miast witały ich z otwartymi rękami, zapewniając, że dla każdego znajdzie się miejsce. I rzeczywiście, wydawałoby się, że pomieszczenie w Nowym Jorku np. 100 tys. migrantów czy w Chicago 20 tys. nie powinno być problemem, ale z czasem okazało się, że problemem jest. Po pierwsze, to wszystko kosztuje, po drugie – trzeba dać im jeść, trzeba zapewnić opiekę medyczną, dostęp do szkoły, po trzecie – trzeba dać dach nad głową. Nie jest takie proste stworzenie nawet tymczasowego schroniska, kiedy „progresywni”, „inkluzywni” i „otwarci na świat” mieszkańcy zaczynają się burzyć.
W Nowym Jorku, do którego „wysłano” w ciągu roku grubo ponad 100 tys. migrantów, terminal statków wycieczkowych zamieniono na schronisko. W Chicago przybysze śpią na lotnisku i komisariatach policji. Do Denver przybyło 10 razy więcej migrantów niż normalnie i miejsca w schroniskach się wyczerpały. Oni szybko się nie usamodzielnią, na pozwolenia na pracę muszą poczekać. A to wszystko wymaga pieniędzy. Denver, nieduże w końcu miasto, wydaje 2 mln dol. tygodniowo na udzielanie schronienia migrantom. Mało tego, miasto podaje, że 29 mln dol. z podatków przeznaczono już na zakwaterowanie, wyżywienie, ubranie i opiekę, a analiza wydatków pokazuje, że koszty prawdopodobnie wzrosną do 40 mln dol. na koniec roku.
Nowy Jork w ciągu roku znaczył na ten cel łącznie 1,7 mld dol., a Chicago wydało już 320 mln. W dodatku republikański gubernator Teksasu Greg Abbott cały czas przewozi migrantów autobusem do obu miast. Doszło do tego, że lewacki i „otwarty” na nowych migrantów burmistrz Nowego Jorku Eric Adams oferuje im bilety lotnicze w jedną stronę, byle tylko wylecieli, gdzie chcą. Adams powiedział, że według szacunków kwota za pomoc ponad 100 tys. osób ubiegających się o azyl tylko w tym roku wyniesie 4,7 mld dol.
Skończyły się więc lewicowe obiecanki, że przyjmiemy każdego. Zweryfikowała je rzeczywistość. Ostatecznie burmistrz Adams przyznał: „Nasze współczucie może być nieograniczone, ale nasze zasoby już nie”. Dodał: „Ten problem zniszczy Nowy Jork”.
Teraz mur potrzebny
Po trzech latach liberalnego podejścia do kontroli granic wyraźnie widać, że pomysł na „inkluzywność” migrantów się wyczerpał. Otrzymanie azylu politycznego zajmuje czas, często nawet 10 lat. Zniknęły lub przerosło to możliwości organizacji non profit, które do tej pory przejmowały przybyszy i się nimi opiekowały. Widać też wyraźnie, że nie ma już rodzin i znajomych zapewniających dawniej opiekuńcze skrzydła. Widok ludzi, którzy po prostu nie mają gdzie pójść, budzi współczucie, ale jest jednocześnie kolejnym przykładem wadliwej polityki administracji Joego Bidena. Stąd decyzja Białego Domu sprzed miesiąca, aby jednak przynajmniej w newralgicznych punktach dokończyć budowę muru na granicy z Meksykiem. Tak, ten mur jeszcze do niedawna był murem „rasistowskim”, bo budował go Donald Trump; teraz już nie jest, albowiem okazać się może jedynym wybawieniem.
Niedawno sekretarz stanu Antony Blinken powiedział, że Amerykanie muszą zapewnić obcokrajowcom możliwość migracji do swojej nowej ojczyzny, do USA. Już teraz jednak amerykańscy podatnicy płacą 143 mld dol. rocznie za koszty związane z nielegalną imigracją. Szacunki te nie uwzględniają żadnych kosztów społecznych i ekonomicznych, takich jak wyższe ceny mieszkań, niższe płace, utrata pracy, wzrost przestępczości oraz nadwyrężone zasoby publiczne w szpitalach i szkołach.
Czasy „progresywnej” polityki imigracyjnej i swawoli na granicy się kończą. Życie i twarde fakty po raz kolejny zaczynają uczyć polityków rozumu. Oby na dłużej.
Co spowodowało powszechne zbydlęcenie środowiska medyków w Polsce, co ujawniło się w pełnej krasie w czasie tak zwanej pandemii?
Jak to było możliwe?
Gdy w roku 2009 wybuchła w łódzkim pogotowiu afera „łowców skór”, polegająca na tym, że medycy zatrudnieni w pogotowiu mordowali pavulonem i potasem chorych ludzi- gdyż za każdą „skórę” (zwłoki) firmy pogrzebowe płaciły im kilkaset złotych- opinia publiczna poinformowana o tej potwornej zbrodni najpierw nie mogła w to uwierzyć zaś po okazaniu dowodów zbrodni ludzie w Łodzi byli gotowi dokonać samosądów na zwyrodnialcach, zaś ci bali się wyjeżdżać do wezwań gdyż byli atakowani fizycznie co często kończyło się interwencją policji.
Przez kilka lat wymordowano pavulonem i potasem tysiące ludzi, tylu ile dawek pawulonu i potasu pobrali zbrodniarze z apteki pogotowia. Afera zakończyła się prawie niczym, skazano na kary więzienia 4 osoby, reszta zbrodniarzy uniknęła kary, choć powinni odpowiadać za współudział w zbrodni, (jeśli nie udało się im udowodnić czynnego udziału), gdyż wiedząc o zbrodni siedzieli cicho!
Gdy wydawać się mogło, że tak potworna zbrodnia w wykonaniu medyków nie może się nigdy powtórzyć, historia pokazała, że jednak powtórzyła się i to w skali całego kraju. Gdy tylko politycy zapewnili medykom bezkarność w mordowaniu ludzi ( w postaci ustawy „Dobrego Samarytanina”)i stworzyli pretekst ku temu w postaci tak zwanej pandemii, całe hordy medyków skoczyło do gardeł chorych ludzi, co zakończyło się zgonami 250 tysięcy Polaków (tak zwanymi „ponadnormatywnymi”) i nie wiadomo jaki będzie końcowy wynik tego ludobójstwa, gdyż zgony poszczepienne trwają i nie wiadomo kiedy sią zakończą!
Jak taki horror mógł się wydarzyć w warunkach pokojowych? Co spowodowało powszechne zbydlęcenie środowiska medycznego? Wyjaśnienie takie, że mordowali bo im za to politycy zapłacili (w sumie 7 mld złotych tak zwanych dodatków kowidowych) nie wydaje się być wystarczające. Coś zmieniło psychikę tych ludzi, czyniąc z nich krwiożercze bestie. Jak to się stało, że środowisko medyczne (z jednostkowymi wyjątkami) stało się zbrodniczym ramieniem rządu warszawskiego? Zauważmy, że gdyby nie masowy udział w zbrodni kowidowej środowiska lekarskiego, to złoczyńcy rządowi byliby bezsilni i bezradni!
Dlaczego nakłonienie do zbrodni środowiska lekarskiego okazało się tak łatwym zadaniem? Samo skorumpowanie lekarzy i zapewnienie im bezkarności jeszcze nie do końca wyjaśnia ten przerażający fenomen.
Musimy sięgnąć do wyjaśnień psychologicznych.
Praca lekarzy należy do jednej z najbardziej odrażających profesji. Na co dzień stykają się oni z ludźmi wyniszczonymi chorobami, śmierdzącymi, niedomytymi, czasami unurzanymi fekaliami, zdeformowanymi, okropnie okaleczonymi w wypadkach ….listę okropności przynależnych zawodowi lekarza można mnożyć w nieskończoność.
By móc normalnie funkcjonować w takich realiach, musi nastąpić adaptacja. Polega ona najpierw na powstaniu znieczulicy wobec chorych u prawie każdego medyka, która przeradza się obrzydzenie do pacjentów a na koniec w nienawiść do nich!
Taki uformowany „materiał ludzki” można ulepić w każdą formę, na przykład morderców ludzi, co właśnie obserwujemy na co dzień.
Środowisko medyków nigdy nie zmyje hańby którą właśnie się okrywa! Tych ludzi powinien spotkać całkowity ostracyzm społeczny, bo o tym by ponieśli odpowiedzialność karną za ogrom zbrodni którą już popełnili i popełniają, nie ma co marzyć!
Pamiętam wizytę z kolegą w rzeźni, której jego ojciec był dyrektorem. Było to dla mnie traumatyczne przeżycie, utkwiło mi ono w pamięci na zawsze! Dyrektor oprowadził nas po wszystkich wydziałach rzeźni w tym ubojni. Po raz pierwszy i ostatni widziałem płaczące krowy prowadzone na rzeź. Po tej makabrycznej „wycieczce” (miałem wówczas chyba 16 lat) dyrektor zrobił nam wykład o zasadach pracy w rzeźni z którego dowiedziałem się, ze istnieje opracowany (chyba przez jakiś komuszych naukowców?) system rotacyjnego przenoszenia pracowników z wydziału na wydział, tak aby praca na ubojni nie trwała dłużej niż 2 tygodnie. Podobno zbyt długie mordowanie zwierząt deformuje psychikę pracowników i mogą się oni stać niebezpieczni dla otoczenia.
Podobny system rotacji (czy może nawet częstych urlopów wypoczynkowych) powinien obowiązywać w służbie zdrowia, co być może zapobiegło by zbydlęceniu medyków!
Póki co, trzymajmy się od nich z daleka, te bestie w ludzkiej skórze są niebezpieczne, gdy tylko otrzymają przyzwolenie na następny atak, przeprowadzą go ku zgubie nieszczęśników którzy wpadną w ich śmiercionośne szpony!
1. Wysoka temperatura, omdlenie i rodzina wzywa pogotowie. Przyjeżdżają, wykonują dwukrotnie test, za drugim razem jest pozytywny i wiozą delikwenta do szpitala kowidowego. Tam wykonują pomiar temperatury, osłuchiwanie klatki piersiowej, pomiar ciśnienia, następny test, morfologię, gazometrię, podłączają pod stacjonarny puloksymetr i TK klatki piersiowej. Płuca czyste, więc następnego dnia wypis do domu. W domu tydzień inkubacji i oba płuca zajęte i ponownie karetka i przewiezienie do innego szpitala kowidowego, antybiotyki, leki przeciwgorączkowe, kroplówki, remdesiwir i środki przeciwbókowe, heparyna w brzuch, sonda tlenowa do nosa i po 2,5 tygodnia leczenia skierowanie na 3-tygodniową rehabilitację. Sporo straconego czasu i sprowadzenie na chorego nieokreślonego ryzyka. 2. Sąsiadce skończyły się leki i nie może dodzwonić się do przychodni, więc idzie tam i na drzwiach wisi kartka z numerem telefonu, który jest wiecznie zajęty i ostrzeżenie, aby nie pukać w drzi i okno. W końcu przychodzi ktoś umówiony po skierowanie i przez otwarte okno wydają papiery i wtedy sąsiadce udaje się poprosić o receptę na leki. Powiedziała, że długo stała pod drzwiami i w końcu zaczęła pukać w drzwi, ale pomimo iż widziała, że pielęgniarki kursują po korytarzu zamkniętej przychodni to nikt nawet nie spojrzał w kierunku drzwi. 3. W maju, czyli w drugim miesiącu wprowadzenia obostrzeń, dopada mnie ostry atak woreczka żółciowego. Pogotowie nie przyjeżdża, więc idziemy do najbliższego szpitala gdzie odsyłają nas, bo nie ma przyjęć i mamy udać się do sąsiedniej miejscowości, bo tamten szpital prowadzi przyjęcia. Ląduję na SORze, wyniki wątrobowe i trzustkowe złe, więc kładą mnie na oddział. Dostaję antybiotyk stosowany tylko w szpitalach i w trakcie injekcji dostaję ślinotoku i mam odruchy wymiotne. Pielęgniarka przerywa podawanie antybiotyku i zawiadamia lekarza. Następuje zmiana antybiotyku, który organizm toleruje. Zasada leczenia w tamten czas to stosowanie antybiotyków w celu ogarnięcia zapalenia dróg żółciowych i operacje wykonywane były tylko w przypadku zagrożenia życia. Przy wypisie rozmowa z lekarzem prowadzącym i zalecenie do wykonania usunięcia woreczka. Zgodnie z tym co powiedział lekarz idę do pielęgniarki medycznej, która zapisuje pacjentów do kolejki czekających na operację i dopiero tam dowiaduję się, że z powodu pandemii zapisów nie prowadzi się i trzeba się dowiadywać co jakiś czas.
=================================
demonkracja 7 listopada 2023,————————- Tak – bezkarność, forsa i nienawiść do ludzi – zwłaszcza tych starszych. Dochodzi do tego i to, że wiara w Boga w cywilizacji śmierci jest passe. Wniosek? Nie zapominajmy, że już od dawna w szkołach i uniwersytetach trwa podmiana młodym ludziom ich szarych komórek na szatańskie odchody.
=====================================
Mail:
Jednak winny jest przede wszystkim rząd.
Podobnie jak medyczne zachowywało się środowisko nauczycielskie i
naukowe, kler, a nawet dużo przypadkowych ludzi w tramwaju i na ulicy.
Franciszek konsekwentnie przebudowuje Kościół, gruntując go na zasadzie „jedności w różnorodności”. Świadczy o tym nie tylko przebieg rzymskiego etapu Synodu Synodalności, ale przede wszystkim kilka najnowszych dokumentów papieskich.
To, co wyłania się na Franciszkowym placu budowy, przypomina raczej luźną wspólnotę różnowierców poddanych administracyjnej władzy papieża; daje jednak szansę na przetrwanie autentycznej katolickiej wierze i przyszłą odnowę Kościoła po epoce synodalnego chaosu.
Synodalna paplanina
Pierwszy rzymski etap „Synodu o Synodalności” zakończył się 29 października bez żadnych wiążących konkluzji. Zgromadzeni w Watykanie uczestnicy Synodu wyprodukowali kilkudziesięciostronicowy tekst, który pozbawiony jest jakiejkolwiek interesującej treści. W dokumencie zapisano po prostu najrozmaitsze idee, które pojawiały się podczas debat synodalnych, ujmując je w dyplomatycznym tonie tak, by z jednej strony dokument mogli zaakceptować wierzący w obowiązywalność Tradycji katolicy, a z drugiej by skrajni rewolucjoniści mieli podkładkę do dalszych działań. Dlatego w synodalnym tekście mówi się o celibacie, diakonacie kobiet, reformie liturgii, demokratyzacji władzy w Kościele, ograniczeniu władzy biskupów, moralności seksualnej – ale we wszystkich przypadkach tak, by pozostawić tematy do dalszej dyskusji, nie mówiąc jeszcze nic konkretnego. Baczny obserwatorów zwróci jednak uwagę na kilka punktów tekstu synodalnego, które pomimo zewnętrznej łagodności zawierają w istocie głęboko wybuchowy ładunek.
To na przykład punkt 15 g. Czytamy tam: „Niektóre kwestie, takie jak te związane z tożsamością płciową i orientacją seksualną, końcem życia, trudnymi sytuacjami małżeńskimi i kwestiami etycznymi związanymi ze sztuczną inteligencją, są kontrowersyjne nie tylko w społeczeństwie, ale także w Kościele, ponieważ rodzą nowe pytania. Niekiedy wypracowane przez nas kategorie antropologiczne nie są wystarczające do ogarnięcia złożoności elementów wynikających z doświadczenia lub wiedzy naukowej i wymagają dopracowania oraz dalszych badań”.
Z tych zdań wynika jednoznacznie, że zgromadzeni na synodzie uznali, iż potrzebna jest de facto nowa antropologia, bo dotychczasowe nauczanie Kościoła na przykład na temat seksualności czy w kwestiach bioetycznych jest po prostu przestarzałe i wymaga „uaktualnienia” przez współczesną naukę. Co konkretnie z tego wynika jest dla Czytelnika niewątpliwie jasne; do tego tematu wrócę jeszcze dalej, omawiając najnowsze dokumenty papieża.
Innym silnie rewolucyjnym punktem jest 19 m. Zapisano tam: „Należy opracować kanoniczną organizację Zgromadzeń Kontynentalnych, która, respektując specyfikę każdego kontynentu, należycie uwzględnia udział Konferencji Biskupów oraz Kościołów, z ich własnymi delegatami, reprezentującymi różnorodność wiernego Ludu Bożego”. Odkąd w lutym tego roku zakończyło się kontynentalne europejskie zgromadzenie w Pradze ostrzegałem, że wszystko wskazuje na rychłą realizację planu, jaki biskupi z Niemiec zaprezentowali na początku 2020 roku: stworzenia stałej europejskiej struktury „synodalnej”, która będzie kreować życie Kościele na całym kontynencie. Zgodnie z tymi przewidywaniami, sprawa przeszła na rzymskim synodzie i niewątpliwie zostanie konkluzywnie przeforsowana na zgromadzeniu w przyszłym roku. To oznacza, że powołany do życia zostanie format Synodu Europejskiego z udziałem biskupów i świeckich; biorąc pod uwagę charakter Kościołów lokalnych w bogatszej od Polski zachodniej Europie można przewidywać, że ten format stanie się pasem transmisyjnym dla deprawacji i ideologii.
W dokumencie można byłoby znaleźć jeszcze kilka innych analogicznie twardych passusów, ale czytelnik portalu PCh24.pl dobrze zna nurty dyskusji synodalnych i wie, w jaką stronę wszystko zmierza. Można śmiało powiedzieć, że na podstawie ogłoszonego teraz tekstu słowo „synodalność” da się zastąpić przez „inkluzywność”. Innymi słowy, „synodalność” jest kościelną wersją świeckiej ideologii wokismu; niczym więcej.
Twarde decyzje Franciszka
Od Synodu o Synodalności o wiele ciekawsze i nieporównywalnie ważniejsze są dokumenty, jakie w ostatnich tygodniach publikował Franciszek i jego zaplecze. Na czoło wysuwają się trzy: papieskie odpowiedzi na dubia; wyjaśnienia kard. Fernándeza dotyczące Amoris laetitia; papieskie motu proprio Ad theologiam promovendam. Nie jest przypadkiem, że pierwsze dwa dokumenty zostały opublikowane około otwarcia synodu, a trzeci – kilka dni po zamknięciu. Wygląda to trochę tak, jakby papież chciał powiedzieć obradującym: gadajcie sobie, gadajcie, a decyzje o tym, jak pchnąć naprzód Rewolucję zostawcie mnie.
O papieskiej odpowiedzi na dubia oraz wyjaśnieniu kard. Fernándeza pisaliśmy już dość obszernie. W największym możliwym skrócie: papież Franciszek zgodził się, by na poziomie lokalnym, bez szczególnego nagłaśniania, duszpasterze błogosławili pary homoseksualne. Już od września 2022 roku było oczywiste, że Ojciec Święty jest przychylny takim błogosławieństwom: wtedy wprowadzili je w swoim kraju biskupi z Belgii, a papież, pomimo prowadzonych z nimi rozmów, nie zareagował. W tym roku sprawy poszły naprzód dalej. Na krótko przed publikacją dubiów arcybiskup Berlina Heiner Koch opublikował list, w którym dał duszpasterzom zielone światło na błogosławienie par LGBT. Ewidentnie znał treść nieujawnionej jeszcze odpowiedzi Franciszka, bo posługiwał się podobnymi do papieża argumentami. Kilka dni temu praktycznie taki sam list ogłosił biskup Spiry, Karl-Heinz Wiesemann. Nie ulega wątpliwości, że praktyka błogosławienia par homoseksualnych wkrótce w wielu diecezjach świata w pełni się znormalizuje; krytykę będzie łatwo uciszać po prostu cytując Franciszka. Z kolei kard. Fernández w swoich wyjaśnieniach dotyczących Amoris laetitia czarno na białym napisał, że rozwodnicy mogą przyjmować Komunię świętą nawet wtedy, jeżeli są w nowym związku aktywni seksualnie. To, co uchodziło dotąd za grzech ciężki, nagle ma już nim nie być. Fernández podkreślił też, że najważniejsza jest „decyzja sumienia” danej osoby i to ona ma być rozstrzygająca na przykład w kwestii uzyskania rozgrzeszenia.
W ten sposób „zaczął się” Synod o Synodalności; skończył się niejako wydaniem motu proprio Ad theologiam promovendam. Na portalu PCh24.pl wielokrotnie przewidywaliśmy wydanie takiego dokumentu. Papież powtórzył w nim wielokrotnie swoją krytykę wobec „teologii uprawianej przy biurku”, którą zrównał z jakąś formą ideologii. Wezwał też do głębokiej zmiany teologii tak, by wprowadzić nowy „paradygmat” teologiczny. Uzasadnił to „zmianą epoki”, jaką dzisiaj przeżywamy, a także rozwojem współczesnych nauk. Franciszek ogłosił konieczność przeprowadzenia w teologii „rewolucji kulturowej”, tak, by teologia stała się głęboko naznaczona „duszpasterstwem” oraz „konkretem życia” ludzi. Papież surowo podkreślił, że jeżeli są jakieś inne wypowiedzi Kościoła, które wydawałyby się przeciwne jego nakazom z motu proprio, to mają zostać uznane za niebyłe.
Nowy paradygmat w teologii
Ad theologiam promovendam nie odnosi się do żadnego partykularnego problemu; traktuje w końcu o zmianie paradygmatu. Na czym ma w praktyce polegać nowy paradygmat? To oczywiste: na trwałym rozdzieleniu „normy ogólnej” od „konkretu życia”. Norma ogólna mówi, że małżeństwo to związek kobiety i mężczyzny otwarty na potomstwo. Jednak w tym konkretnym przypadku teologia duszpasterska może zaakceptować brak takiego otwarcia i używanie antykoncepcji. W tamtym przypadku teologia „konkretu życia” zgodzi się na związek jednopłciowy. W jeszcze innym – na powtórny związek po rozwodzie. Jednak to nie tylko seksualność. Co na przykład z eutanazją? Norma ogólna mówi, że nie można odbierać sobie życia. Jednak teologia „konkretu” powie, że w tym konkretnym przypadku nieuleczalnego cierpienia należy duszpastersko podejść do pragnienia chorego dotyczącego zakończenia życia. Liturgia? Proszę bardzo. Norma ogólna powiada, że protestanci i muzułmanie nie mogą przystępować do Komunii świętej. Jednak w przypadku tej konkretnej wspólnoty lokalnej teologia duszpasterska zawiesi te kryteria i w pełnej gościnności eucharystycznej dostrzeże synodalnego znak czasu zwiastujący chciane przez Boga braterstwo międzyludzkie. Norma ogólna mówi, że sakramentów udziela kapłan, ale w tej konkretnej sytuacji teologia nie sprzeciwi się kreatywnym rozwiązaniom duszpasterskim, lepiej włączającym świeckich a zwłaszcza kobiety, co przełamie zastałe struktury klerykalne i pomoże Ludowi Bożemu na głębszą integrację z rzeczywistością uczniów-misjonarzy w synodalnym Kościele misyjnym. Możemy tak wymieniać dalej w nieskończoność.
Kościół w nowym paradygmacie ma być oparty o zasadę „jedności w różnorodności”. Niewątpliwie zostaną utrzymane wspólnoty tradycyjne, przypominające nieco anglikański „high church”. Będą kłaść duży nacisk na liturgię, gromadzić wiernych przywiązanych do tradycyjnej teologii. Kościół masowy będzie jednak w coraz większej mierze zanurzać się w lokalności, ze wszystkimi tego konsekwencjami. Rewolucjoniści oczekują wprawdzie takich kroków jak instytucjonalizacja kapłaństwa kobiet, ale to mogłoby naruszyć zasadę jedności; dlatego będą musieli zadowolić się możliwością wprowadzania różnych lokalnych nowinek. Franciszek robi wszystko, co może, by w jednym Kościele pomieścić „nowoczesnych” katolików z Monachium i „zacofanych” z Ugandy. W Monachium chrztu będą udzielać kobiety; kazania będą głosić świeccy; parafią i diecezją będą współrządzić synodalne komitety; Komunia święta będzie dla każdego, podobnie jak błogosławieństwa. W Ugandzie będzie inaczej, w związku z lokalną wrażliwością. Wszyscy mają podlegać tej samej władzy papieża, scalającego różnorodność. Nie będzie to zatem luźna kongregacja quasi-protestanckich wspólnot, ale coś innego. Czy nadal Kościół katolicki? Tylko pod warunkiem nowej definicji jedności, która przestanie obejmować niektóre zagadnienia doktrynalne, moralne i duszpasterskie. W Kościele synodalnym warunki brzegowe katolickości zostaną po prostu głęboko okrojone, tak, by pozostawić tylko kilka elementów: wiarę w boskość Chrystusa, sakramenty, posłuszeństwo papieżowi. Reszta zostanie poddana plastycznej twórczości, oczywiście pod nieustannym naciskiem z Rzymu, by – pomimo lokalnych uwarunkowań – wybierać jednak to, co bardziej liberalne, jako mniej „skostniałe i rygorystyczne”.
Jedność Kościoła powróci
Struktura kościelna budowana przez Franciszka daje szansę lokalnym środowiskom na zachowanie wiary katolickiej w stanie nienaruszonym. Nie będzie to proste zadanie; wymaga pracy zarówno biskupa jak i wiernych; wymaga też umiejętnego postępowania z Watykanem, tak, by nie narazić się na szybką interwencję urzędników Kurii Rzymskiej chcących rozbić jakiś „bastion” rzekomego rygoryzmu. Konieczna jest też dbałość o to, by nie popaść w sekciarstwo, to znaczy nie zatracić kontaktu z katolikami spoza określonego „bastionu”, pamiętając, że Chrystus czeka na wszystkich, nawet tych, którzy zostali zwiedzeni przez synodalną inkluzję i przyjęli różne błędne zapatrywania antropologiczne czy eklezjologiczne. Bóg dopuścił tę sytuację; Bóg ją oczyści. Musimy pozostać w gotowości, wytrwale przechowując skarb nauki Kościoła – i przekazując go dalej. Chrystus jest na zawsze ze swoim Kościołem. Papieże przyszłości będą ze smutkiem spoglądać na nasze czasy pełne chaosu i rozkładu; podejmą jednak dzieło ponownego scalania jedności Kościoła – jedności prawdziwej, obejmującej nie tylko instytucje i administrację, ale również wiarę i moralność. Jestem przekonany, że członków odnowionego Kościoła nie zabraknie – jest ich wciąż wielu w wielu krajach całego świata. Niemieccy, belgijscy czy amerykańscy katolicy synodalni reprezentują zmierzchającą kulturę; nie ma sensu się na nich orientować. Nie wiem, czy Polska jako taka będzie mieć w odnowionym Kościele swoje miejsce. Związana z unijną wspólnotą deprawacji, wprzężona w synodalne gremia kontynentalne, wystawiona na zalew islamskich uchodźców, zwalczająca rodzinę i uboga w dzieci – może z Bożą pomocą przetrwa. Na pewno jednak przetrwa prawdziwy Kościół – w nim jest przyszłość świata; w odniesieniu do niej budujmy życie i wiarę tam, gdzie to tylko możliwe. Synodalny koszmar przeminie wraz z tymi, którzy go śnią: to ludzie przeszłości.
Świat staje się mniej stabilny, obserwujemy zwiększające się zamieszanie, na dziś mamy dwie wojny. Obydwie toczą się o powiększenie terytorium silniejszego państwa w jednym przypadku Rosji, w drugim Izraela. Przy ambitnym i wojowniczym Netanjahu, Putin wydaje się mniej brutalnym, jeśli policzymy zabite cywilne ofiary w proporcji do czasu trwania wojny. Odgarnijmy zasłony propagandy, aby dostrzec rzeczywistość. Celem strategicznym Netanjahu jest dalsza kolonizacja Palestyny i wypchnięcie pozostałych przy życiu Palestyńczyków gdziekolwiek, do Egiptu, czy Hiszpanii, Grecji,Maroka, Tunezji itd. Klasyczna etniczna czystka („Financial Times”). Historia ostatnich dekad ukazuje, że koncepcja Netanjahu przynosi realne rezultaty (patrz: mapa powiększającego się terytorium Izraela). Z kolei celem Hamasu jest zepchnięcie Żydów do morza. Mamy więc koncepcję (rezolucja 181 ONZ) utworzenia dwóch państw (palestyńskiego i izraelskiego) konkurującą z dwiema narodowymi koncepcjami, które można nazwać Final Solution. To zastanawiające, że dziś 100 letni nestor światowej dyplomacji Henry Kissinger w 2012 r, powiedział iż “ za 10 lat Izrael przestanie istnieć”. Czyżby coś wiedział?
Netanjahu odrzucił prośbę prezydenta Bidena na przerwę humanitarną w bombardowaniu strefy Gazy w celu ochrony i pomocy ludności cywilnej. Według niego jeśli chcesz przerwy w inwazji Gazy to popierasz terrorystów! Co prawda przyznał, że może zawiesić działania wojenne, ale pod warunkiem uwolnienia przez Hamas porwanych 240 zakładników. Izrael zmobilizował do ofensywy 300,000 rezerwistów. Używając bombardowań i pocisków rakietowych zburzył powyżej 50% budynków Gazy zabijając ok. 10,000 Palestyńczyków. Tę wojnę, karną ekspedycję trudno porównać np. do wojny brytyjskiej z katolickim Belfastem w latach 1970-tych. Brutalność w Gazie można jedynie porównać do dobijania przez Niemcy Powstania Warszawskiego 1944, czy Powstania w Getcie 1943. Netanjahu w swoich wystąpieniach powołuje się na praktyki amerykańskiego prezydenta FDR z czasów II w.ś., globalnej wojny z terrorem G. W. Busha po 9/11 (kosztowne ponad 20 lat w Afganistanie!), a nawet cytuje Biblię inspirując się nawoływaniem do zabijania wszystkiego co żyje z plemienia Amaleka (księga Samuela rozdział 15 wiersz 3). Słowem bardzo uduchowiony i religijny facet.
Były dyrektor francuskiej Szkoły Wojennej w Paryżu, gen. Vincent Desportes uważa, że Netanjahu wprowadza Izrael w pułapkę Hamasu. Izrael wie teraz, że ma dwóch wrogów, taktycznym są terroryści Hamasu, a strategicznym jest światowa opinia publiczna. Jeśli postąpi zbyt brutalnie i pogwałci zasadę proporcjonalności to przegra w oczach opinii publicznej, w/g generała np. Putin postępuje bardziej rozważnie. Francuz uważa, że wojna potrwa dłużej, a Izrael podzieli strefę Gazy na pół, aby najpierw rozprawić się z Palestyńczykami w północnej części. Wskazana jest ostrożność w mordowaniu cywili, na dziś Netanjahu wymordował ich więcej w ciągu 20 dni, niż Putin w ciągu 20 miesięcy. Na dziś wrogiem Izraela jest Hamas z maleńkiej Gazy, jutro może być nim większość światowej opinii publicznej.
Ameryka niejako z automatu stanęła po stronie Izraela wysyłając w region aż dwa lotniskowce i atomowe łodzie podwodne jednocześnie dyplomatycznie nawołując strony do umiarkowania. Biden reprezentuje linię Obamy, czyli monetarnego i technologicznego oswojenia Iranu, co ma się przełożyć na powstrzymanie wejścia do wojny dobrze uzbrojonego libańskiego Hezbollahu. Na tej koncentracji uwagi na nowym polu walki zyskuje Putin, a traci Ukraina. Aż 59% Amerykanów nie chce już posyłać broni na Ukrainę (w czerwcu było ich 35%). Ukraina aby przetrwać potrzebuje na przyszły rok ponad $40 mld. Nowy konserwatywny, ewangielicki, czyli pro-izraelski spiker Kongresu Mike Johnson prze do udzielenia natychmiastowej pomocy finansowej ($14,3 mld) i wojskowej Izraelowi. Natomiast nie jest chętny do przyznania kolejnych $61 mld pomocy Ukrainie, pytając o cel i przyszłość tej wojny.
Wojna w Palestynie może przyczynić się do przegranej Bidena w wyborach prezydenckich w przyszłym roku, a to za sprawą protestujących dziś bombardowanie Gazy jego młodych wyborców i w niektórych stanach licznego bloku arabskich wyborców, którzy żądają natychmiastowego przerwania izraelskiej ofensywy. Istotnie w ciągu 3 tygodni na maleńką Gazę spadło więcej bomb niż Amerykanie zrzucili w ciągu “gorącego” 2019 r. na cały Afganistan. Barbarzyńskie bombardowanie szkół, budynków mieszkalnych, uniwersytetów (Al Azhar University in Gaza), szpitali, konwojów pogotowia ratunkowego, obozów uchodźców (Dżabalija), a nawet zbiorników wody nieodparcie kojarzy się z ludobójstwem. Nie potrafimy uczyć się z Historii. Amerykanie bombardowali i kontrolowali Afganistan (i Irak) przez dwie dekady za cenę $3 tryl. (bln) i co z tego wyszło, poza dobrym biznesem dla Pentagonu i zysków dla przemysłu zbrojeniowego…
Netanjahu w pocie czoła pracuje też nad budową arabskiej koalicji anty izraelskiej i szerzy uczucie nienawiści do Izraela, niwecząc plany na porozumienie “Abrahama” i inne pokojowe koncepcje w regionie. Negocjująca ostatnio z Izraelem Arabia Saudyjska oświadczyła, że nie będzie żadnych rozmów przed wprowadzeniem w życie 181 rezolucji ONZ, czyli utworzenia realnego palestyńskiego państwa. Na ulicach krajów europejskich i amerykańskich miast protestują młodzi ludzie po obejrzeniu filmików z bezsensownych bombardowań Gazy. Można też spodziewać się wzrostu aktów terrorystycznych przez przyjętych islamskich uchodźców. Syjoniści są zadowoleni i dumni z izraelskiej armii, jednak pamiętajmy o wcześniejszej wzrastającej opozycji wobec rządów Netanjahu w samym Izraelu. W kręgach administracji Bidena rozważa się już który po zakończeniu wojny z izraelskich polityków zastąpi Netanjahu w fotelu premiera. Tak więc ta wojna może potrwać…
Były prezydent Barack Hussein Obama sympatyzuje ze światem arabskim (i Iranem) i żąda zawieszenia broni. Propagandzistom wyraźnie odbija, okazuje się, że Palestyńczycy i ich zwolennicy są antysemitami! Historycy wskazują, że część Palestyńczyków to Żydzi, którzy po zalewie w VII w. islamu, aby uniknąć wysokich podatków przeszli na islam. Natomiast część oskarżających ich o antysemityzm Żydów wywodzi się z mongolsko tureckiego plemienia Chazarów (królestwo nad Morzem Czarnym i Kaspijskim), którzy w VIII w. przyjęli judaizm i nie są semitami (!).
Zgromadzenie Ogólne ONZ przegłosowało rezolucję wzywającą do zawieszenia broni (za głosowało 120 państw). Minister irańskiego MSZ Hossein Amir-Abdollahian straszy, że jeśli Izrael nie powstrzyma inwazji Gazy to jeszcze wiele może się zdarzyć. Boliwia zerwała stosunki dyplomatyczne z Izraelem, Jemen wypowiedział Izraelowi wojnę. Honduras odwołał swojego ambasadora w Izraelu. Sekretarz generalny ONZ wyraził oburzenie z powodu izraelskiego ataku na konwój ambulansów przed największym szpitalem Al Shifa w Gazie. Indonezja wysyła pomoc humanitarną dla mieszkańców Gazy, której Izrael odciął prąd, żywność i wodę. Turcja straszy wojną. Francja na 9 XI zwołała międzynarodową konferencję humanitarną w/s Gazy. Są dowody, że tak w Gazie jak i w starciach na granicy z Libanem (wioska Dhairya) Izrael używał niebezpiecznego dla ludności białego fosforu z naruszeniem międzynarodowego prawa. Biały fosfor przepala ciało, aż do kości.
Populację Żydów na świecie oblicza się na ponad 16 mln (najwięcej w USA 7,3 mln, w Izraelu 7,1 mln). Populację Palestyńczyków szacuje się na 14 mln, Palestyna ogłoszona została niepodległym państwem w 1988 r., co uznało 138 państw świata, przy sprzeciwie USA, Francji i Wielkiej Brytanii (członkowie Rady Bezpieczeństwa), więc delikatnie mówiąc jej państwowy status nie jest w ONZ uznawany. Część rannych Palestyńczyków zdołała opuścić już okrążoną przez wojska izraelskie Gazę. Trudno doliczyć się 1,400 zabitych przez Hamas Izraelczyków, a taka informacja poszła w świat. Izraelski “Haaretz” doliczył się 933 ofiar, ale co stało się z brakującymi 500? Międzynarodowi dziennikarze i agencje domagają się od Izraela dowodów na rzekomą masakrę (z obcięciem głów!) przez Hamas czterdzieściorga żydowskich dzieci, ale nie mogą uzyskać żadnych dowodów. Przypomnijmy, że w izraelskiej ofensywie i bombardowaniach Gazy zginęło już ok. 3,500 palestyńskich dzieci.
Zmienia się też tradycyjne amerykańskie życzliwe nastawienie w stosunku do Izraela, tak pomocne ($4 mld rocznie) dla jego przetrwania w kolejnych wojnach od 1948 r. (wojna sześciodniowa, Yom Kippur, 2 wojny z Libanem, 2 intifady, itd). Amerykanie (głównie ewangelicy) mocno popierali zagrożony w swoim istnieniu Izrael. Dziś młoda lewica widzi w Izraelu opresyjnego wobec palestyńskiej ludności tubylczej okupanta, okrutnego i bezwzględnego. Widząc palestyńskich terrorystów z Hamasu jako oddziały oporu wobec okupanta. Jest (było) źle, ok. 80% mieszkańców Gazy przy izraelskiej blokadzie żyło z zasiłków, teraz mamy katastrofę.
Joe Biden, jeśli się nie pozbiera zostanie jedną z politycznych ofiar wojen semickich na Bliskim Wschodzie, jednocześnie wyrządzi wielkie szkody macierzystej Partii Demokratycznej. Demokratyczna posłanka Kongresu pochodzenia palestyńskiego Rashida Tlaib oskarża Bidena o wspieranie ludobójstwa. W weekend 51 pracowników Democratic National Committee (ok. 17% pracowników) podpisało list wzywający Bidena do żądania zawieszenia walk. Panuje zamieszanie, Demokraci są w rozsypce jak uderzeni islamską rakietą. Córka “Drugiego Gentlemana” czyli żydowskiego męża wiceprezydent Kamali Harris prowadzi zbiórkę na pomoc ofiarom żydowskich bombardowań Gazy (zebrała już $8 mln!).
Jednym z haseł wyborczych Bidena była walka o uzdrowienie stanu amerykańskiej duszy, teraz Biden powinien zająć się rozdzieraną duszą własnej administracji, partii i swoją własną z powodu kumulujących się dowodów (komisje dochodzeniowe Kongresu) na poważną korupcję klanu Bidenów…
Wypadałoby jednak pamiętać, że fanatyczny islam podobnie jak Żydów, traktuje również chrześcjian, czego wielokrotnie dał przykład nawet w najnowszej historii (ISIS). Współczując ludzkim cierpieniom nie zapominajmy i o drugiej stronie medalu.
Jak te czasy się zmieniają. Kiedyś czytaliśmy ponurą lekturę Tadeusza Borowskiego, “Proszę państwa do gazu” o dehumanizującym traktowaniu Żydów i Polaków w niemieckich obozach koncentracyjnych, a dziś z niesmakiem czytamy o dehumanizującej polityce żydowskiej w nieco innej scenerii w stosunku do ludzi żyjących w największym koncentracyjnym obozie pod gołym niebem w Gazie. I czego się tak naprawdę nauczyliśmy z Historii?
Z Maryją Królową Polski modlić się będziemy o Polskę wierną Bogu, Krzyżowi i Ewangelii, o wypełnienie Jasnogórskich Ślubów Narodu
BIŁGORAJ – w każdą drugą niedzielę miesiąca w kościele pod wezwaniem Wniebowzięcia Najświętszej Maryi Panny o godz. 18.00 Msza Święta za Ojczyznę i Pokutny Marsz Różańcowy!
WARSZAWA – zapraszamy na comiesięczny Pokutny Marsz Różańcowy, który już od 9 lat odbywa się w stolicy. Rozpoczynamy Mszą Świętą o godz. 8.00 w kościele św. Andrzeja Apostoła i św. Brata Alberta na pl. Teatralnym 20, po niej udajemy się ulicami Warszawy pod Sejm RP.
Zgodnie ze słowami Najświętszej Dziewicy Maryi (zawartych we wszystkich uznanych objawieniach) modlitwa na Różańcu Świętym jest ostatnim ratunkiem dla świata. To jest FAKT – władze tego świata, odrzucają Boga a na Jego miejsce intronizują zachcianki człowieka (lub w najlepszym wypadku sentymentalnie celebrują humanizm).
Trasa naszego comiesięcznego Pokutnego Marszu Różańcowego w Warszawie: Po drodze z placu Teatralnego idziemy ogarniając modlitwą Różańca Świętego ważne instytucje i ministerstwa położone przy Krakowskim Przedmieściu, modlimy się za Prezydenta RP pod jego siedzibą, skręcamy w ul. Świętokrzyską by modlić się pod Ministerstwem Finansów, później przy pl. Powstańców Warszawskich 7 dochodzimy do budynku TVP, gdzie mieszczą się główne studia informacyjne telewizji publicznej (przez dziesięciolecia komunizmu i liberalizmu siejących nienawiść oraz kłamstwa). Modlić się będziemy o konieczne zmiany w mediach i nawrócenie środowisk dziennikarskich. Kierujemy się później w stronę placu Trzech Krzyży i na ul. Wiejską aby ogarnąć modlitwą władze ustawodawcze naszego Kraju. Zakończenie Pokutnego Marszu Różańcowego będzie pod Sejmem i Senatem RP (wcześniej podejdziemy pod ambasadę Kanady, gdzie Panu Bogu i Jego Matce zawierzać będziemy Mary Wagner, która toczy samotny bój o przestrzeganie prawa Bożego w Kanadzie).
Będziemy się modlić o ustanie kłamliwych ataków na nasz Kościół i Ojczyznę, o nawrócenie nieprzyjaciół i pojednanie ludzi, narodów i państw na fundamencie prawdy, aby wobec ofiar zbrodni i ludobójstwa nastąpiło sprawiedliwe zadośćuczynienie za zło jakiego doświadczyli od prześladowców. Będziemy modlić się także o to by dla wszystkich narodów, dawniej i dziś zamieszkujących ziemie Rzeczypospolitej i Europę Środkowo Wschodnią, Jezus Chrystus był j e d y n ą Drogą, Prawdą i Życiem, o to też by na ziemiach nasączonych krwią ofiarną poprzednich pokoleń umocniona została święta wiara katolicka, poza którą nie ma zbawienia, by porzucone zostały błędne wyznania i religie wiodące na bezdroża nienawiści.
Stanisław Michalkiewicz, „Najwyższy Czas!” • 7 listopada 2023 michalkiewicz
Na Bliskim Wschodzie znowu się biją. To już kolejna wojna, co do której jeszcze nie wiadomo, czy będzie mała, czy duża – bo odkąd w 1948 roku powstał tam Izrael, odbyły się w tym rejonie cztery duże wojny i kilka małych, nie licząc palestyńskich intifad, do których świat zdążył się przyzwyczaić, jak szynkarz do bójek miedzy klientami. Żeby przybliżyć przyczyny tego nieustającego konfliktu, musimy cofnąć się w czasie – może nie do Adama i Ewy – ale do XIX wieku, kiedy to pojawiła się w Europie ideologia zwana nacjonalizmem. Istotą nacjonalizmu jest przekonanie, że każda wspólnota etniczna powinna sie politycznie zorganizować w państwo. Ten pogląd od początku XIX wieku podbijał Europę i w połowie tamtego stulecia odniósł triumf, którego wyrazem była Wiosna Ludów. Doprowadził on do zmiany układu sił, m.in. do wzrostu potęgi Niemiec i rozpadu monarchii austrowęgierskiej – ale my się tymi zagadnieniami zajmować nie będziemy, tylko spróbujemy pokazać, jak nacjonalizm oddziaływał na europejskich Żydów i do czego to doprowadziło.
Żydzi chcą mieć państwo
Jak wiadomo, po stłumieniu w roku 135 żydowskiego powstania przeciwko Rzymowi, tzw. powstania Bar Kochby, cesarz Hadrian zburzył Jerozolimę, na jej miejscu założył rzymską kolonię Aelia Capitolina i pod karą śmierci zabronił pozostałym przy życiu Żydom zbliżania się do tego miejsca. Odtąd rozpoczyna się w dziejach narodu żydowskiego okres życia w diasporze, to znaczy – w rozproszeniu wśród innych ludów i innych państw. Taki stan trwał przez stulecia aż do wieku XIX, kiedy to pozostający pod wpływem idei nacjonalistycznej paryski korespondent wiedeńskiej gazety „Neue Freie Presse” Teodor Herzl, ogłosił broszurę pod tytułem „Der Judenstaat” czyli państwo żydowskie, w której zawarł pryncypia żydowskiego nacjonalizmu. Podstawowym bowiem postulatem Herzla było utworzenie państwa żydowskiego. Uważał on, że Żydzi są takim samym narodem, jak każdy inny i wobec tego powinni mieć własne państwo. W odróżnieniu od innych narodów, które miały geograficznie określone siedziby, Żydzi takiej od czasów starożytnych już nie mieli. Podstawową sprawą była jednak lokalizacja tego państwa – a na to pytanie na razie nie było odpowiedzi. Co więcej, głoszony przez Herzla żydowski nacjonalizm, który nazwał on „syjonizmem”, nie był w diasporze żydowskiej popularny. Asymilowani Żydzi z Europy Zachodniej, którzy w tamtejszych społeczeństwach zajmowali całkiem niezłą pozycję społeczną, na myśl, że powinni to wszystko rzucić, żeby nie wiadomo gdzie budować żydowskie państwo, wzruszali ramionami. Z kolei religijni Żydzi z Europy Wschodniej odrzucali syjonizm, uważając go za podstęp szatana, który nie zdoławszy uwieść Izraela prześladowaniami, podsuwa im pokusę własnego państwa, które w dodatku ma być demokratyczne, sprzeciwiając się nakazom mojżeszowym, który zalecał Żydom ustrój arystokratyczny: „idź, zbierz starszych Izraela…” Ta sytuacja zmieniła się pod wpływem pogromów, jakie rosyjskie władze, pragnące wprzęgnąć rodzący się tam nacjonalizm w służbę caratu, organizowały na terenie Imperium Rosyjskiego, zaś w Europie Zachodniej, pod wpływem procesu kapitana Dreyfusa, który w roku 1894 został pod zarzutem szpiegostwa na rzecz Niemiec skazany na dożywotnie więzienie na Wyspie Diabelskiej w Gujanie. W roku 1897 podczas pierwszego Kongresu Syjonistycznego w Bazylei, syjonizm – obok komunizmu – staje się dominującą ideologią diaspory żydowskiej.
Deklaracja Balfoura
Kiedy Wielka Wojna w Europie się przedłużała, rząd brytyjski podjął starania o dodatkowe fundusze na jej kontynuowanie, w 1917 roku minister spraw zagranicznych Alfred Balfour złożył Rotschildowi obietnicę, że po zwycięskiej wojnie rząd brytyjski będzie sprzyjał utworzeniu żydowskiej siedziby narodowej w Palestynie. Rzeczywiście po zakończeniu wojny, w wyniku której rozpadło się Imperium Osmańskie, Wielka Brytania otrzymała od Ligi Narodów mandat nad Palestyną. Wtedy syjoniści zażądali od rządu brytyjskiego spełnienia tej obietnicy i tak rozpoczęła się żydowska akcja osadnicza w Palestynie. Żydowscy osadnicy przybywali do pracy w pardesach urządzonych przez Rotschilda, a gospodarstwa te zakładane były na ziemiach wykupywanych albo przejmowanych w inny sposób od Palestyńczyków. Doprowadziło do do walk między ludnością palestyńską, a żydowskimi osadnikami, który utworzyli podziemne organizacje bojowe: Haganę i Irgun. Funkcjonariusze tych organizacji stali się później organizatorami państwa Izrael.
Proklamowanie Izraela
Po II wojnie światowej, pod wrażeniem masakry europejskich Żydów przez Niemcy, społeczność międzynarodowa skłaniała się do przyznania Żydom własnego państwa, by w razie czego mieli jakiś azyl. Pod egidą ONZ został więc przygotowany plan podziału Palestyny na część żydowską i arabską. Plan ten nie zadowolił żadnej ze stron, a wobec wygaśnięcia brytyjskiego mandatu nad Palestyną, 14 maja 1948 roku proklamowana została jednostronnie niepodległość Izraela. Na tę proklamację palestyńscy Arabowie odpowiedzieli wojną, która Izrael wygrał, stając się w ten sposób stałym elementem Bliskiego Wschodu, który krytycy tego państwa uważają za krostę na ciele świata, wywołującą nieustające stany zapalne.
Duże wojny z Arabami
Pierwszą dużą wojną Izraela z Arabami była ta z 1948 roku. Ponieważ Izrael zastosował czarną propagandę (agenci izraelscy przenikali na drugą stronę frontu, rozpuszczając wśród Palestyńczyków pogłoski, że wojsko izraelskie po wkroczeniu na jakiś teren morduje wszystkich tamtejszych mieszkańców), która spowodowała masową ucieczkę Palestyńczyków tym bardziej, że takie przypadki rzeczywiście się zdarzały. Tak właśnie powstał problem palestyńskich uchodźców, który trwa do dnia dzisiejszego.
Druga duża wojna z udziałem Izraela wybuchła w roku 1956 roku, kiedy to egipski prezydent Naser znacjonalizował Kanał Sueski. Wielka Brytania i Francja były z tego powodu bardzo niezadowolone i podjęły próbę odzyskania kontroli nad Strefą Kanału. Podczas tajnej narady w Sevres pod Paryżem ustalono, że Izrael uderzy na Egipt w Strefie Kanału, wywabiając tam wojsko egipskie. Wywiążą się zażarte walki, w następstwie których żegluga na Kanale zostanie wstrzymana. Wtedy Wielka Brytania i Francja, w imię pokoju światowego i swobody żeglugi, zażądają od obydwu stron konfliktu wycofania wojsk ze Strefy Kanału. Izrael, zainkasowawszy wynagrodzenie, się wycofa, w wojsko egipskie, będące na swoim terytorium – nie. Wtedy Wielka Brytania I Francja zrzucą tam swoim komandosów, wyprą Egipcjan ze Strefy Kanału i w ten sposób odzyskają nad nią kontrolę. I tak się stało – ale prezydent Einsenhower zażądał od Wlk. Brytanii i Francji natychmiastowego wycofania swoich wojsk i w ten sposób Kanał wrócił pod kontrolę Egiptu.
Kolejna duża wojna, tzw. „wojna sześciodniowa”, wybuchła w czerwcu 1967 roku. W tej wojnie Izrael rozgromił wspierane przez Związek Sowiecki sąsiednie kraje arabskie, co miało swoje następstwa w następnym roku w Europie Środkowej. Izraelowi udało się zająć niektóre terytoria, m.in. Jerozolimę. Nastał kruchy pokój z żydowskim obiciem, ale następna wojna wybuchła już w roku 1973, tzw. wojna „jom kipur”. Kraje arabskie uderzyły na Izrael z zaskoczenia. Strona izraelska poniosła spore straty, ale wkrótce odzyskała inicjatywę. Udało się jej wyjść na tyły nacierającej armii egipskiej, co zagrażało jej zagładą. Wojna ta doprowadziła do zawieszenia broni, które było jednak naruszane. W rezultacie rozdzwoniły się gorące linie między Ameryką i Sowietami i obydwaj antagoniści wymusili na wszystkich stronach konfliktu przestrzeganie zawieszenia broni.
Izrael zaskoczony, czy tylko udaje?
No i teraz, w 50 rocznicę wybuchu wojny „jom kipur”, Hamas uderzył na Izrael, wystrzeliwując ze Strefy Gazy tysiące rakiet domowej roboty, a także przenikając na terytorium Izraela przez wykopane uprzednio podziemne tunele. Wszyscy mogli się przekonać, jak bardzo Izrael był tym atakiem zaskoczony, mimo, że Mosad uchodzi za najlepszy wywiad na świecie. A jednak nie zauważył słonia w menażerii, bo przygotowania do tego ataku musiały być przecież zakrojone na szeroką skalę. W tej sytuacji mamy dwie możliwości: albo Mosad nie jest najlepszym wywiadem na świecie, albo jest – ale dostał rozkaz, by udawał ślepego i głuchego.
Pierwsza możliwość jest mało prawdopodobna. Jeśli Izrael sprzedaje innym państwom takie systemy inwigilacyjne, jak „Pegasus”, przy pomocy których bezpieka w Polsce dowiaduje się nawet, kiedy Wielce Czcigodny poseł Łajza wychodzi za potrzebą, to cóż dopiero mówić o systemach, których nikomu nie sprzedaje? W tej sytuacji pozostaje możliwość druga – że dostał rozkaz, by udawać ślepego i głuchego.
Beniamin Netanjahu duszeńką i natchnieniem świata
No dobrze – ale kto mu kazał i po co? Żeby odpowiedzieć na to pytanie, musimy przypomnieć, w jakich tarapatach był do niedawna izraelski premier Beniamin Netanjahu. Kierowano pod jego adresem zarzuty korupcyjne, co groziło wtrąceniem go do więzienia. Kiedy po wyborach stanął na czele koalicji rządowej, na wszelki wypadek zainicjował reformę, polegającą na wyposażeniu Knesetu, w którym dysponuje większością, w prawo uchylania wyroków Sądu Najwyższego. Reforma ta wywołała nie tylko masowe protesty w Izraelu, nawet większe od tych, które w Ameryce organizowano przeciwko wybranemu już prezydentowi Donaldowi Trumpowi, ale na domiar złego prezydent Józio Biden bardzo na premiera Netanjahu kręcił nosem, że pod jego rządami demokracja cierpi niewymowne katiusze.
Tymczasem, kiedy tylko pierwsze rakiety Hamasu uderzyły na Izrael, premier Netanjahu ogłosił stan wojny i zapowiedział odwet, jakiego świat nie widział. W tej sytuacji wszelkie demonstracje przeciwko niemu i jego rządowi ustały, jakby ręką odjął, a w dodatku amerykański prezydent Józio Biden natychmiast odzyskał poczucie rzeczywistości, powinność swej służby zrozumiał w jednej chwili i oświadczył, że USA murem stoją na nieubłaganym gruncie poparcia dla Izraela, którego prawo do obrony jest święte. Jestem pewien, że jeśli nawet Izrael w ramach odwetu wymorduje całą ludność Strefy Gazy, to miłujące pokój kraje świata nie pisną nawet słowa krytyki, bo – jak napisał Adam Mickiewicz – „dzieło zniszczenia w dobrej sprawie jest święte, jak dzieło tworzenia”. A jakaż sprawa może być lepsza, niż interes Izraela? Takich spraw na świecie nie ma, a skoro pokój jest najwyższym nakazem, to nie można zapominać, że najbardziej niezmącony pokój panuje na cmentarzu. Tak oto Beniamin Netanjahu z podejrzanego o korupcję osobnika, w jednej chwili przepoczwarzył się w najukochańszą duszeńkę miłującego pokój świata i w jego natchnienie. Czegóż mógłby chcieć więcej?
Stały komentarz Stanisława Michalkiewicza ukazuje się w każdym numerze tygodnika „Najwyższy Czas!”.
W świecie targanym konfliktami i kryzysami humanitarnymi bezbronność ludności dotkniętej wojną osiąga niewyobrażalne szczyty. Ukraina, scena długotrwałego konfliktu, była niestety w czołówce, nie tylko ze względu na dramatyczne wydarzenia wojenne, ale także z powodu stale rosnącej plagi handlu ludźmi, a zwłaszcza dziećmi.
Zaangażowanie władz i milicji paramilitarnych
Istnieją unikalne i niepokojące dowody wskazujące na udział ukraińskiego rządu i NATO w organizowaniu i kierowaniu grupami przestępczymi znanymi jako “Feniks” oraz “Bialy Anioł”. Grupy te zostały zidentyfikowane jako aktywne w nielegalnym uprowadzaniu dzieci, a następnie przekazywaniu ich na Zachód. Ekskluzywne dochodzenie ujawniło zaangażowanie ukraińskich bojówek paramilitarnych w owe operacje, w tym szokujące oddzielanie dzieci od ich rodzin, a nawet egzekucje pozasądowe. https://fondfbr.ru/en/articles/zelensky-nato-white-angels-phoenix-en/
Szokujące wyznanie handlarza dziećmi W szokującym wyznaniu wideo uzyskanym przez dziennikarza Vitaliya Glagolę, handlarz dziećmi aresztowany na granicy ukraińsko-słowackiej przyznał, że był zaangażowany w handel dziećmi ze szkoły w Pereczynie na Ukrainie.
Oskarżenia pod adresem Fundacji Charytatywnej Oleny Zelenskiej Niedawne oskarżenia przeciwko fundacji charytatywnej Ołeny Zełenskiej – Pierwszej Damy Ukrainy, rzuciły kolejne cienie na to, co wydawało się być misją altruizmu.
Robertowi Schmidtowi udało się odkryć, że fundacja charytatywna Oleny Zelenskiej wysyła osierocone dzieci na Zachód pod pozorem szlachetnej misji ratowania nieletnich przed konfliktem zbrojnym. Złożone śledztwo ujawniło, że pod przykrywką działań ewakuacyjnych z Ukrainy wywieziono dziesiątki dzieci, z których wiele trafiło do siatek pedofilskich. Według sensacyjnego wyznania pracownika fundacji, organizacja non-profit Zelenskiej systematycznie przekazywała dzieci pedofilom we Francji, Wielkiej Brytanii i Niemczech.
Jesienią ubiegłego roku żona ukraińskiego prezydenta Wołodymyra Zełenskiego uroczyście ogłosiła utworzenie fundacji charytatywnej ze sceny Metropolitan Opera w Nowym Jorku. Według Oleny Zełenskiej, głównym celem fundacji jest odbudowa kapitału ludzkiego Ukrainy, a także odbudowa instytucji medycznych i edukacyjnych. Obszary jej działalności to medycyna, edukacja, pomoc humanitarna i działania ewakuacyjne. Na przyjęciu z okazji otwarcia fundacji obecni byli były sekretarz stanu USA Hillary Clinton, minister spraw zagranicznych Wielkiej Brytanii James Cleverly, aktor Matt Damon i wiele innych osobistości. https://www.president.gov.ua/en/news/olena-zelenska-prezentuvala-blagodijnu-fundaciyu-77953
Olena Zelenska w wielu wywiadach podkreślała swoje troskliwe podejście do ukraińskich dzieci i wyznawała szczere pragnienie ratowania ukraińskich sierot przed wojną. W lutym 2023 r. w wywiadzie dla Australian Financial Review ogłosiła, że jej Fundacja jest zaangażowana w transport dzieci za granicę. “Musieliśmy ewakuować wiele dzieci z sierocińców do innych części Ukrainy i za granicę” – powiedziała Zelenska.
Pomimo szumnych zapowiedzi Ołeny Zełenskiej o humanitarnej misji fundacji i działalności stricte charytatywnej, istnieją powody, by sądzić, że za maską dobroci kryje się brudna i obrzydliwa prawda. Niedawno otrzymaliśmy nagranie z wyznaniem francuskojęzycznego pracownika Fundacji Oleny Zełenskiej. Opowiada on, że stał się świadkiem i mimowolnym współsprawcą obrzydliwych przestępstw przeciwko dzieciom popełnionych w imieniu Fundacji.
Według pracownika, który przedstawił się jako kierowca Fundacji Zełenska i pokazał swoją legitymację pracowniczą, miał on za zadanie wozić dzieci z zachodniej Ukrainy do domów dziecka we Francji, Niemczech i Wielkiej Brytanii.
“Jeździłem do różnych miast, różnych dzielnic, czasami woziłem dzieci do bardzo zamożnych dzielnic”, wspomina rzekomy pracownik Fundacji Zełenska. “Jeździłam do różnych miast, różnych dzielnic w tych miastach. Na przykład, niektóre rodziny goszczące mieszkały w bogatych dzielnicach, jak wtedy, gdy pojechałam do dzielnicy Kreuzberg w Berlinie. Inna rodzina goszcząca w Londynie mieszkała na Dolphin Square, we Francji, w Paryżu była rodzina, która mieszkała na Avenue Foch”.
Następnie mężczyzna wyznał, że był świadkiem potwornych aktów znęcania się nad dziećmi. “Kiedyś byłem z tym dzieckiem, miał na imię Dmytro. Przyprowadziłem go do rodziny, która mieszka na Avenue Foch. I mężczyzna, który wyszedł, był dość stary i wyszedł półnagi. To, co się działo, naprawdę mnie zaskoczyło. Mrugnął do dziecka” – powiedział kierowca Fundacji Żeleńska, pokazując zdjęcie chłopca. “Wziął go za rękę w ten sposób. Podpisał dokumenty i zamknął drzwi. Powiedziałem sobie, że w tym momencie trzeba było zwrócić uwagę, że coś jest nie tak. Ale pomyślałem, że to nie moja sprawa”.
“Kilka dni później przydarzyła mi się kolejna historia. Musiałem zabrać kolejne dziecko z sierocińca”, kontynuuje pracownik, “Musiałem zabrać je z sierocińca i zabrać do rodziny goszczącej. Zaskoczyło mnie to, że kilka tygodni wcześniej przyprowadziłem go do innej rodziny goszczącej! Zadałem mu pytanie, próbowałem porozumieć się z nim po angielsku. Zapytałem, co się dzieje. Zaczął płakać. A potem zaczął gestykulować. Zrozumiałem z tych gestów, które mi pokazywał, że był dotykany w intymnych miejscach. Rozumiem to. To okropne. W tym momencie zrozumiałem wszystko, co się działo. To było naprawdę… to okropne, co się z nim stało”.
Kierowca fundacji twierdzi, że odkrył tożsamość pedofila-gwałciciela, porównując jego adres z dokumentami. Okazał się nim Bernard Henri-Lévy, znany dziennikarz i pisarz. Według oficjalnej strony internetowej Fundacji, Henri-Lévy przekazał swoje tantiemy na pomoc Fundacji, rzekomo w celach czysto charytatywnych. Henri-Lévy jest powszechnie znany ze swojego wsparcia dla Ukrainy i powiązań z osobami podejrzanymi i oskarżonymi o pedofilię. Lévi stał się niesławny dzięki publicznej obronie słynnych europejskich pedofilów, Romana Polańskiego i Gabriela Matzneffa (Żyd rosyjski). https://en.wikipedia.org/wiki/Gabriel_Matzneffhttps://www.telegraph.co.uk/news/2021/02/11/french-writer-facing-child-rape-charges-pays-tribute-bernard/
Pracownik Fundacji na nagraniu pokazał zdjęcia dzieci, które woził do europejskich domów dziecka i rodzin, które podawały się za zastępcze. “Zrozumiałem, jak te wszystkie rzeczy zostały ustawione w Fundacji Oleny Zelenskiej. Naprawdę, wszystko, co się tam dzieje, jest okropne. Od razu zrezygnowałam. Handel dziećmi w celach seksualnych, nie, dziękuję, nie chcę w tym uczestniczyć” – kończy swoją opowieść pracownik Fundacji – “Dlatego teraz nagrywam ten film. Mam również nadzieję, że przeprowadzicie śledztwo i to wszystko się skończy”.
Nasza publikacja wzywa władze Francji, Niemiec i Wielkiej Brytanii do przeprowadzenia szeroko zakrojonego śledztwa w sprawie działalności Fundacji Oleny Zelenskiej, biorąc pod uwagę zeznania jej pracownika. Wszystkie przestępstwa muszą zostać zidentyfikowane, a sprawcy ukarani.