Zamach majowy. 97 lat temu. Dmowski a Wielkopolska

Wiktor Piotr Chicheł

zamach-majowy-dmowski-a-wielkopolska

97 lat temu rozegrał się dramat dla ówczesnych Polaków, kiedy to grupa zwolenników jednej osoby, dopuściła się ataku na legalnie powołany rząd, doprowadzając prawie do wybuchu wojny domowej. W efekcie zginęło kilkaset osób, a prawie 1000 było rannych. A to wszystko w imię własnych racji i chęci posiadania władzy. Wielkopolska stanęła w większości po stronie praworządnej Rzeczpospolitej i z wielkim podziwem pisał o tym Roman Dmowski. Zaznaczał wierność zasadom cywilizacji europejskiej jak i własnej ojczyźnie.

Przewrót majowy w polskiej świadomości narodowej jest wydarzeniem postrzeganym bardzo różnie. Są jego zwolennicy, duża liczba tych, co w sumie wszystko co przeszłe mają w głębokim poważaniu oraz ci, którzy uważają go za zabójstwo demokracji i zbrodnię. Celem tego artykułu nie jest ocena słuszności zamachu, jednak ukazanie go w oczach Wielkopolan, dlatego też trzeba wyjaśnić jak wyglądała sytuacja polityczna w tym regionie, jakie wartości przodowały. Jest to ważne by uświadomić sobie czy współcześni mieszkańcy nie stoją po drugiej stronie. Jak zmieniło się wielkopolskie postrzeganie rzeczywistości.

To wszystko opisywał polski mąż stanu Roman Dmowski, który od 1922 roku bardzo zżył się z „krainą kwitnącego ziemniaka” zamieszkując w Chludowie pod Poznaniem ponad 10 lat.

Przebieg wydarzeń

Jednak najpierw trzeba w ogóle napisać czym był ów Przewrót Majowy i jak przebiegał. 10 maja 1926 roku został utworzony III rząd premiera Wincentego Witosa, który opierał się o politykach związanych z narodową demokracją, chadecja oraz konserwatywnymi ludowcami (oczywiście patrząc z dzisiejszej perspektywy). Dla lewej strony sceny politycznej oraz wszystkich mniejszości narodowych, a także dla starych legionistów były nie do przyjęcia. Oliwy do ognia dodał szef PSL „Piast”, który w wywiadzie podważał autorytet Piłsudskiego. „Kurier poranny” natomiast przeprowadził rozmowę z Marszałkiem, który skrytykował Witosa wraz z wszystkimi ugrupowaniami z rządu, używając typowych dla siebie, uszczypliwych i niegrzecznych wyrażeń. Na polecenie premiera zakazano publikacji wywiadu. Następnie człowiek Piłsudskiego i zarazem odchodzący Minister Spraw Wojskowych, gen. Lucjan Żeligowski, w Rembertowie zarządził manewry wojskowe, które były podstawą siły zbrojnej zamachowców. Żołnierze odmówili powrotu do kosza nowemu ministrowi, a Żeligowski dowództwo oddał „Ziukowi”. To wszystko wydarzyło się tylko 11 maja i w dniu następnym te wojska zajęły Pragę. Po południu na moście Poniatowskiego doszło do spotkania dawnych przyjaciół Prezydenta RP Wojciechowskiego oraz Naczelnika Państwa. Żaden nie chciał ustąpić ze stanowiska. I jak to bywa zazwyczaj w tak napiętych sytuacjach, jakiemuś z żołnierzy nie wytrzymała dłoń i strzelił.

Tym sposobem rozpoczęły się walki w stolicy, które trwały do 15 maja, kiedy Prezydent wraz z całym Rządem podjęli decyzję o dymisji, wiedząc o prawdopodobieństwie wojny domowej. Były pomysły przeniesienia wojsk rządowych do Poznania i z Wielkopolski kontynuować walkę. Około 400 osób zginęło po obu stronach, a 900 zostało rannych. Co ciekawe, większość Polaków była przeciwna zamachowi, a popierały go takie obozy jak komuniści czy PPS wraz ze związkami zawodowymi. Później dołączą do tego różnej maści monarchiści czy konserwatyści.

Reakcja Wielkopolan

Wielkopolanie stanęli w większości po stronie rządowej, a z czasem pojawiały się wręcz postulaty o autonomii wraz z Pomorzem, gdyż nie chciano żyć pod rządami sanacji, co zdaje się dla przedsiębiorczych Wielkopolan dość zrozumiałe, gdyż piłsudczycy dążyli do monopolu państwowego praktycznie we wszystkich gałęziach gospodarki oraz podnosili drastycznie podatki, a najbardziej na rolnictwo, co zakończyło się strajkiem chłopskim w 1937 roku.

Poznańskie było zdominowane politycznie przez endecję, chadecję oraz inne prawicowe ugrupowania, które popierały rządy Chjeno-Piasta. Właśnie politycy tych ugrupowań stali w awangardzie Powstania Wielkopolskiego oraz pełnili funkcje w samorządach. Te ugrupowania charakteryzowało przywiązanie do wolności, praworządności i demokracji, co sanacja chciała zniszczyć. Stąd też pomysły autonomii oraz chęć obrony Polski doby Konstytucji Marcowej. Przeciw zamachowi opowiedzieli się zdecydowanie m.in. wojewoda poznański, hr. Adolf Bniński i prezydent Poznania, Cyryl Ratajski. Wojewoda wprowadził nawet stan wojenny 15 maja. Zamach potępił też senat Uniwersytetu Poznańskiego, a studenci, którzy najczęściej byli związani z Młodzieżą Wszechpolską czy korporacjami akademickimi, wstępowali do ochotniczej Legii Akademickiej. Kurjer Poznański na bieżąco informował o sytuacji w stolicy i stanowczo potępił zamach piłsudczyków, nazywając go zbrodnią. Ten prawicowy dziennik także opublikował „List XX Biskupów” podpisany przez bp Łukomskiego z Archidiecezji Poznańskiej i bp Laubitza z Archidiecezji Gnieźnieńskiej, którzy wzywali do modlitwy za zakończenie wojny domowej, stając po stronie legalnych władz, W czasie walk w stolicy, przez Poznań przeszły demonstracje i wiece w obronie prezydenta, rządu, a przede wszystkim praworządności i konstytucji.

Powtarzano powszechnie, że my poznaniacy zrobimy wreszcie „porzundek” w Kongresówce. Prasa endecka nazywała Piłsudskiego zdrajcą, buntownikiem, wschodnim bandytą, a wręcz poddawano w wątpliwość stan jego umysłu. [Słusznie, bo miał bo miał, niedoleczony a ukrywany od kilkunastu lat syfilis przechodzący już do III stadium. Dokumentuje to w swej książce „:Ostatnie tajemnica Marszałka Piłsudskiego” doktor Marek Kamiński md]

————————-

Przejdźmy do spraw wojskowych. Minister Spraw Wojskowych, gen. Juliusz Malczewski wezwał na pomoc rządowi i prezydentowi oddziały z całej Polski. Telegram ministra dotarł 12 maja do Dowództwa Okręgu Korpusu nr VII, mającego swoją siedzibę w Poznaniu. Na czele DOK VII stał wprawdzie zagorzały piłsudczyk, gen. Kazimierz Sosnkowski, ale aktualnie nie było go w mieście. Zastępował go gen. Edmund Hauser, który natychmiast zaalarmował dowództwo 14. Wielkopolskiej Dywizji Piechoty. Batalionu błyskawicznie osiągnęły gotowość do wymarszu i już w godzinach popołudniowych, 12 maja wyruszyły pociągiem przez Jarocin i Ostrów Wielkopolski, do Warszawy. Liczebność oddziału liczyła w sumie 1032 oficerów, podoficerów i żołnierzy.

Na pomoc rządowi wyruszyli też żołnierze z innych miast Polski Zachodniej, a zwłaszcza z Leszna, Gniezna, Krotoszyna i Bydgoszczy. Żołnierze z Poznania dotarli do stolicy z nocy z 12 na 13 maja. Prawie od razu wzięli udział w walkach z rebeliantami w obronie Belwederu. Następnie walczyli w rejonie Alei Ujazdowskich, Placu Zbawiciela, ul. Wiejskiej i Koszykowej. 13 maja wyruszyły z Poznania kolejne liczby żołnierzy. W ich skład weszły: I i II dywizjon 14. Pułku Artylerii Polowej, liczące kilkaset wojaków. 14 maja z Poznania wybyły kolejne oddziały wierne rządowi i prezydentowi, w skład których weszli żołnierze m.in. z 15. Pułku Ułanów Poznańskich. Z Leszna wyjechali żołnierze z 17. Pułku Ułanów. Transporty żołnierzy z poznańskiego natrafiały na przeszkody, gdyż siły wierne zamachowcom niszczyły tory, a w rejonie Kutna doszło do katastrofy kolejowej. 19 maja oddziały z Wielkopolski powróciły do Poznania, owacyjnie witane przez mieszkańców stolicy Wielkopolski. Ogółem z walkach z Warszawie straty wśród żołnierzy i oficerów z Poznania wyniosły: 23 zabitych i 107 rannych.

Opinia Dmowskiego

Co jednak pisał na temat postawy Wielkopolan polski mąż dr Roman Stanisław Dmowski? „Kiedy pociąg, którym jechałem z Paryża do Warszawy, stanął 15 maja w Poznaniu, nie mogąc iść dalej, znalazłem się tu w atmosferze powszechnego wzburzenia: w całym kraju się organizowano, wszyscy gotowi byli iść na Warszawę, z pomocą pułkom w tutejszym, wysłanym na wezwanie legalnego rządu. […] Wszelki tedy czyn ze strony Wielkopolski byłby w tym wypadku zaciągnięciem na długo wojny domowej, na którą państwo w naszym położeniu nie może sobie pozwolić, jeżeli nie chce wystawić na pewne niebezpieczeństwo swych granic. Zwłaszcza nie może takiej wojny zaciągnąć ziemia, leżąca na samej granicy, na której czujność jest najpotrzebniejsza. Ten wygląd był silnym hamulcem, który zatrzymał ruch Wielkopolski w miejscu. Poznańskie zajęło postawę wyczekującą. Co oznacza w tych warunkach postawa wyczekujące? W stolicy istnieje stan tymczasowy, który się może rozwinąć albo w mniej więcej trwały porządek prawny, albo w anarchję.

Poznańskie jest ziemią, której przewrót nie dotknął, w której nie było wojny domowej, w której władze funkcjonują prawidłowo, a wojsko nie został zdezorganizowany. Jest to niezmiernie szczęśliwe ze względu na położenie tej ziemi na granicy, nie należącej do najbezpieczniejszych. […] Trzeba tu stwierdzić, że ludzie, stojący na czele władzy cywilnej i wojskowej w Poznaniu, w pełni całkowicie swój obowiązek w tych trudnych chwilach wykazali oni spokój i zimną krew i energię czego przede wszystkim od was się wymaga […]. Właśnie cała zasługa społeczeństwa Wielkopolskiego, jego przedstawicieli władzy państwowej w Poznaniu jest, że pomimo całego oburzenie na to, co się stało w Warszawie, pomimo całej gotowości do walki o cywilizowane, prawne podstawy bytu politycznego, nie zrobili nic, coby naruszało i jedność państwa lub zagrażało jego całości. Dlatego Poznań dziś ma zaufanie w całej Polsce, zaufanie wszystkich Polaków, którym droga jest jedność i całość ojczyzny i pomyślna jej przyszłość. Gdy twórcy przewrotu zapomnieniu położeniu państwa, czy raczej nigdy nie umieli należycie o niem myśleć, tu – na zachodzie kraju – myśl o państwie jako całości zapanowała nad wszystkimi wszelkiemi uczuciami i czynami ludzi”.

Dzisiaj nieco zapomina się ofiarach walk i często przyjmujemy na sucho fakt zamachu, jakby był wydarzeniem wręcz pokojowym. A w regionie rodzinnym autora, a dokładnie w Kórniku, na tablicy wmurowanej w kościół ku pamięci bohaterów walk o niepodległość Polski, z 1928 roku Kórniczanie umieścili także Wincentego Antkowiaka, który zginął w obronie rządu. Nie staramy się jako naród przejść do głębszej refleksji nad losem naszej ojczyzny, w niedalekiej przeszłości i nie wyciągami żadnych wniosków. Niestety przewrót pochłonął kilkaset istnień, a Polak podniósł rękę na Polaka i to w imię „dobra Polski”. Czy ta argumentacja była wystarczająca? Czy II Rzeczypospolita stała się lepszym państwem dla obywateli? No właśnie…

Bibliografia:

Prasa przedwojenna:
Kurjer Poznański
Publikacje książkowe:
Dmowski Roman, „Pisma. Tom X. Od Obozu Wielkiej Polski do Stronnictwa Narodowego”, Częstochowa 1939
Dziurak Adam, Gałęzowski Marek, Kamińsk Łukasz, Musiał Filip, „Od niepodległości do niepodległości. Historia Polski 1918-1989”, Warszawa 2014
Kawalec Krzysztof, „Roman Dmowski. Biografia”, Poznań 2016

Strony internetowe:
https://www.miastopoznaj.pl/blogi/pozostale/1383-na-pomoc-prezydentowi-i-rzadowi-poznan-wobec-przewrotu-majowego-w-1926-roku

Klub milionerów „Dobrej Zmiany”. Pół miliarda złotych dla 90 osób [LISTA]. „Pokora, praca, umiar, roztropność w działaniu i odpowiedzialność”.

Klub milionerów „Dobrej Zmiany”. Pół miliarda złotych dla 90 osób [LISTA].

Na podst.: Klub-milionerow-dobrej-zmiany-pol-miliarda-zlotych oraz:

wiadomosci.wp.pl/klub-milionerow-2023

„Pokora, praca, umiar, roztropność w działaniu i odpowiedzialność” – tymi wartościami, według deklaracji z exposé premier Beaty Szydło z 2015 r., mieli się kierować w swoich działaniach ludzie z obozu „Dobrej Zmiany”.

„Do polityki nie idzie się dla pieniędzy” – dodał trzy lata później Jarosław Kaczyński.

[Czytam z rozbawieniem, bo sporo tu mych byłych „najuczciwszych kolegów”. MD]

==========================================

Wirtualna Polska, już po raz drugi, przeanalizowała raporty 19 spółek notowanych na Giełdzie Papierów Wartościowych, których akcjonariuszem jest Skarb Państwa. Sprawdziliśmy, kto w latach 2016-22 pełnił funkcje w ich władzach i ile zarobili w nich ludzie związani z obozem rządzącym.

Badaliśmy spółki, których akcje ma bezpośrednio państwo: Orlen, Grupę Lotos, Energę, Eneę, KGHM Polska Miedź, Polskie Górnictwo Naftowe i Gazownictwo (PGNiG), Powszechny Zakład Ubezpieczeń (PZU), PKO Bank Polski (PKO BP), Polską Grupę Energetyczną (PGE), Grupę Azoty, Tauron Polska Energia, Jastrzębską Spółkę Węglową (JSW), Polski Holding Nieruchomości (PHN) i Giełdę Papierów Wartościowych (GPW).

Przeanalizowaliśmy także raporty spółek, których wspólnikiem państwo jest pośrednio (przez inne państwowe firmy lub instytucje): Banku Ochrony Środowiska (BOŚ), Banku Pekao, Alior Banku, PKP Cargo i LW Bogdanka.

=======================================

Giełdowe spółki z udziałem państwa wypłaciły ludziom związanym z PiS ponad 437 mln zł pensji i nawet do 45 mln zł. 90 osób „upasło” się na tym tak, że zostali milionerami, albo multimilionerami – donosi „Wirtualna Polska”.

„Wirtualna Polska” wylicza, że za rządów PiS łącznie spółki wypłaciły 152. osobo „Dobrej Zmiany” blisko pół miliarda złotych.

Portal podaje, że wśród nich znalazły się:

  • 4 osoby, które zarobiły ponad 10 mln zł,
  • 19 osób, które otrzymały od 5 do 10 mln zł,
  • 50 osób – od 2 do 5 mln zł,
  • 17 osób – od 1 do 2 mln zł,
  • i 62 osoby mniej niż 1 mln zł wynagrodzenia.

Portal podaje, że „90 osób, zasiadając we władzach giełdowych spółek z udziałem państwa, zostało więc do końca 2022 r. milionerami lub multimilionerami”.

Te 90 osób według WP mogło zarobić nawet 455 mln złotych.

Dalej czytamy, że „62 osób związanych z obozem „Dobrej Zmiany”, które pełniły funkcje w giełdowych spółkach, dołączyła do grona milionerów po wypłatach za pierwsze miesiące 2023 r., a część dołączy w najbliższym czasie”.

To jest poziom, który trudno objąć rozumem, a robi to ekipa, która zapewniała, że „do polityki nie idzie się dla pieniędzy”.

Tymczasem portal zastrzega, że wynagrodzenia niektórych osób w rzeczywistości mogły być jeszcze wyższe, bo „PGNiG w ogóle nie ujawniło wynagrodzeń wypłaconych w 2022 r., a Lotos ujawnił tylko wynagrodzenia wypłacone do marca 2022 r.”.

„I jeszcze jedno. Większość ludzi z naszej listy poza wynagrodzeniem ze spółek giełdowych, miała w ostatnich latach także inne dochody; niektórzy z innych państwowych spółek lub instytucji” – czytamy.

Kto się tak upasł? Oto niektóre osoby:

– Michał Krupiński (b. prezes PZU i Pekao SA, b. szef rady nadzorczej Alior Banku ) – 13 314 000 zł.

– Bartłomiej Litwińczuk (dyrektor w Grupie PZU, członek rady nadzorczej Grupy Azoty i adwokat) – 11 744 000 zł.

– Maciej Rapkiewicz (członek zarządu PZU, b. członek rady Alior Banku) – 11 467 000 zł.

– Aleksandra Agatowska (dyrektorka w Grupie PZU, b. członkini rady nadzorczej Alior Banku) – 10 914 000 mln zł.

– Mieczysław Król (b. wiceprezes PKO BP, były członek Porozumienia Centrum) – 9 755 000 zł plus 1 051 000 zł potencjalnej nagrody.

– Maks Kraczkowski (b. wiceprezes PKO BP i były szef młodzieżówki PiS) – 9 481 000 zł plus 990 000 zł potencjalnej nagrody.

– Małgorzata Sadurska (członek zarządu PZU, wywodząca się ze środowiska o. Tadeusza Rydzyka) – 9 316 000 zł.

– Marcin Chludziński (członek rady nadzorczej PZU, b. prezes KGHM i członek rady nadzorczej Tauronu) – 9 297 000 zł.

– Piotr Woźniak (b. prezes PGNiG) – 8 922 000 zł.

– Marek Wadowski (wiceprezes Grupy Azoty, b. wiceprezes Tauronu) – 8 303 000 zł plus 1 395 000 zł potencjalnej nagrody.

– Paweł Śliwa (wiceprezes PGE, członek rady nadzorczej Alior Banku) – 7 421 000 zł.

– Ryszard Wasiłek (b. wiceprezes PGE) – 7 318 000 zł.

– Daniel Obajtek (prezes Orlenu, b. szef Energi i.. były wójt Pcimia) – 7 201 000 zł plus 4 783 000 zł potencjalnej nagrody.

– Paweł Gruza (wiceprezes PKO BP, b. wiceprezes KGHM) – 6 955 000 zł.

– Zbigniew Leszczyński (b. członek zarządu PKN Orlen) – 6 869 000 zł plus 4 686 000 zł potencjalnej nagrody.

– Wojciech Wardacki (b. prezes Grupy Azoty i b. członek rady nadzorczej BOŚ) – 6 681 000 zł.

– Tomasz Karusewicz (były dyrektor w Grupie PZU i b. członek rady nadzorczej Grupy Azoty oraz przyjaciel Joachima Brudzińskiego) – 6 520 000 zł.

– Łukasz Kroplewski (b. wiceprezes PGNiG) – 6 449 000 zł.

– Wojciech Jasiński (członek rad nadzorczych Orlenu i PKO BP, b. prezes Orlenu, wraz z Jarosławem Kaczyńskim zakładał Porozumienie Centrum) – 6 310 000 zł.

– Grzegorz Kądzielawski (wiceprezes Grupy Azoty) – 6 275 000 zł plus 2 956 000 zł potencjalnej nagrody.

– Beata Kozłowska-Chyła (prezeska PZU, członkini rady nadzorczej PKO BP, b. członkini rady Grupy Lotos) – ponad 6 283 000 zł.

– Filip Grzegorczyk (wiceprezes Grupy Azoty, b. prezes Tauronu) – 6 091 000 plus 1 684 000 potencjalnej nagrody.

– Mariusz Grab (wiceprezes Grupy Azoty) – 5 482 000 zł plus 2 941 000 zł potencjalnej nagrody.

– Emil Wojtowicz (b. wiceprezes PGE) – 4 780 000 zł.

– Tomasz Hinc (prezes Grupy Azoty) – 4 770 000 zł plus 2 659 000 zł potencjalnej nagrody.

– Patrycja Klarecka (członkini zarządu PKN Orlen) – 4 546 000 zł plus 4 459 000 zł potencjalnej nagrody.

– Kamil Kamiński (b. wiceprezes Tauronu i przyjaciel Zbigniewa Ziobry) – 4 455 000 zł.

– Grzegorz Ksepko (b. wiceprezes Energi) – 4 404 000 zł.

– Armen Artwich (członek zarządu Orlenu) 4 323 000 zł plus 4 300 000 zł potencjalnej nagrody.

– Mirosław Kochalski (b. wiceprezes Orlenu) – 4 308 000 zł.

– Tomasz Hryniewicz (b. wiceprezes Grupy Azoty) – 4 285 000 zł plus 2 614 000 zł potencjalnej nagrody.

– Robert Perkowski (członek zarządu PKN Orlen, b. członek zarządu PGNiG, „uważany za człowieka Jacka Sasina”) – ponad 4 127 000 zł plus 180 000 zł potencjalnej nagrody.

– Ernest Bejda (członek zarządu PZU i rady nadzorczej Alior Banku) – 4 117 000 zł.

– Mateusz Bonca (b. prezes Lotosu) – 3 991 000 zł plus 500 000 zł potencjalnej nagrody.

– Leszek Skiba (prezes Pekao, członek rady nadzorczej GPW) – 3 965 000 zł.

– Jerzy Kwieciński (wiceprezes Pekao, b. prezes PGNiG) – 3 907 000 zł.

– Dominik Wadecki (b. wiceprezes Energi) – 3 894 000 zł.

– Dariusz Dumkiewicz (wiceprezes Bogdanki) – 3 530 000 zł.

– Jacek Kościelniak (b. wiceprezes i b. członek rady nadzorczej Energi) – 3 515 000 zł.

– Krzysztof Kozłowski (członek zarządu PZU, b. wiceprezes Pekao) – 3 511 000 zł.

– Iwona Duda (b. prezes Alior Banku i PKO BP, b. członkini rady BOŚ – siostra Zbigniewa Dudy, szefa PiS-u w Ostrowcu Świętokrzyskim) – 3 358 000 zł plus 113 tys. zł potencjalnej nagrody.

– Paweł Strączyński (wiceprezes Pekao, b. prezes Tauronu i b. wiceprezes PGE) – 3 191 000 zł.

– Robert Ostrowski (wiceprezes JSW) – 3 143 000 zł.

– Adam Burak (członek zarządu PKN Orlen) – 3 083 000 zł plus 3 015 000 zł potencjalnej nagrody.

– Wojciech Dąbrowski (prezes PGE) – 3 033 000 zł.

– Janusz Szewczak (członek zarządu PKN Orlen) – 3 029 000 zł plus 3 020 000 zł potencjalnej nagrody.

– Zbigniew Piętka (b. wiceprezes Enei) – 2 999 000 zł.

– Paweł Cioch (b. wiceprezes PGE) – 2 987 000 zł.

– Andrzej Jaworski (dyrektor Grupy PZU, b. członek zarządu PZU – jeden z najbliższych ludzi o. Tadeusza Rydzyka) – 2 955 000 zł.

– Paweł Majewski (prezes Enei, członek rady nadzorczej PHN, b. prezes Lotosu i PGNiG) – ponad 2 914 000 zł.

– Patryk Demski (wiceprezes Tauronu, b. wiceprezes Lotosu) – 2 798 000 zł plus 270 000 zł potencjalnej nagrody.

– Zofia Paryła (prezeska Energi, b. wiceprezeska Grupy Lotos) – ponad 2 681 000 zł plus 1 200 000 zł potencjalnej nagrody.

– Andrzej Kensbok (b. wiceprezes KGHM) – 2 675 000 zł.

– Paweł Szczeszek (prezes Tauronu, b. prezes Enei) – 2 672 000 zł.

– Marcin Jastrzębski (b. prezes Lotosu, b. członek rady nadzorczej BOŚ) – 2 507 000 zł.

– Marek Kasicki (b. wiceprezes Energi) – 2 497 000 zł.

– Jacek Rawecki (b. wiceprezes KGHM i b. członek rady nadzorczej Tauronu) – 2 475 000 zł.

– Janusz Kowalski (b. wiceprezes PGNiG i członek rady nadzorczej KGHM, jeden z czołowych polityków partii Zbigniewa Ziobry) – 2 453 000 zł.

– Alicja Klimiuk (b. wiceprezes i p.o. prezesa Energi) – 2 432 000 zł.

– Marcin Pawlicki (członek zarządu Enei, b. członek rady nadzorczej Grupy Azoty – uważany za człowieka Joachima Brudzińskiego) – 2 430 000 zł.

– Marek Pietrzak (wiceprezes KGHM, członek rady nadzorczej Alior Banku – jeden z najbliższych współpracowników Jacka Sasina) – 2 425 000 zł.

– Józef Rojek (b. wiceprezes Grupy Azoty) – 2 382 000 zł.

– Jacek Goliński (b. prezes Energi, brat Małgorzaty Golińskiej posłanki PiS, obecnej wiceminister klimatu i środowiska) – 2 327 000 zł.

– Radosław Domagalski-Łabędzki (b. prezes KGHM i b. członek rady nadzorczej Tauronu) – 2 360 000 zł.

– Wanda Buk (wiceprezeska PGE) – 2 252 000 zł.

– Maciej Libiszewski (b. członek zarządu PKP Cargo) – 2 187 000 zł.

– Tomasz Siwak (b. członek zarządu Enei – uważany za człowieka Marka Suskiego) – 2 136 000 zł.

– Tomasz Sztonyk (członek zarządu PHN) – 2 095 000 zł plus 793 000 zł potencjalnej nagrody.

– Czesław Warsewicz (b. prezes PKP Cargo) – 2 094 000 zł.

– Tomasz Górnicki (b. wiceprezes Polskiego Holdingu Nieruchomości) – 2 051 000 zł plus 877 000 zł potencjalnej premii.

– Krzysztof Skóra (b. prezes KGHM) – 2 044 000 zł.

– Jarosław Ołowski (b. członek zarządu Enei) – 2 022 000 zł.

– Rafał Mucha (członek zarządu Enei) – 1 774 000 zł.

– Remigiusz Nowakowski (b. prezes Tauronu i b. członek rady nadzorczej Orlenu) – 1 549 000 zł plus nagroda.

– Radosław Załoziński (b. wiceprezes JSW) – 1 549 000 zł.

– Andrzej Kisielewicz (członek rad nadzorczych PKO BP i KGHM) – 1 485 000 zł.

– Piotr Zborowski (wiceprezes Pekao, członek rady nadzorczej Enei) – 1 356 000 zł.

– Lechosław Rojewski (członek zarządu PGE) – 1 372 000 zł.

– Janina Goss (członkini rad nadzorczych PGE i PKN Orlen, b. członkini rady BOŚ – wieloletnia przyjaciółka rodziny Kaczyńskich) – 1 316 000 zł.

– Rafał Litwińczuk (członek zarządu Alior Banku) – 1 304 000 zł.

– Dariusz Kaśków (b. prezes Energi) – 1 264 000 zł.

– Stanisław Ryszard Kaczoruk (członek rady nadzorczej Pekao, b. członek rady Alior Banku) – 1 232 000 zł.

– Maciej Jankiewicz (b. prezes PHN) – 1 207 000 zł.

– Maciej Zaborowski (członek rady nadzorczej PZU) – 1 181 000 zł.

– Paweł Górecki (członek rady nadzorczej PZU) – 1 103 000 zł.

– Stanisław Kluza (b. prezes BOŚ) – 1 088 000 zł.

– Robert Pietryszyn (członek rady nadzorczej PKO BP, b. wiceprezes PZU i b. prezes Lotosu) – 1 079 000 zł.

– Iwona Waksmundzka-Olejniczak (członek zarządu Orlenu, b. prezeska Energi i PGNiG) – 1 030 000 zł plus 180 000 zł potencjalnej nagrody.

– Agata Górnicka (członek rady nadzorczej PZU) – 1 025 000 zł.

ŹRÓDŁO wiadomosci.wp.pl/klub-milionerow-2023

========================

mail:

Do sprawy odniósł się podczas briefingu prasowego rzecznik rządu Piotr Mueller.

– Byłbym wdzięczny, żeby dotrzymać rzetelności dziennikarskiej i dokonać porównania, jak to wyglądało w poprzednich latach, czy te wynagrodzenia są wyższe, czy niższe, bo pewnie opinia publiczne mogłaby odnieść wrażenie, że wynagrodzenia w sferze spółek Skarbu Państwa wzrosły, a jest dokładnie na odwrót – powiedział Mueller,

…”wynagrodzenia nadal są bardzo wysokie, bo to są spółki paliwowe, energetyczne, z ważnych obszarów funkcjonowania państwa”.

Absurdalny sąd nad historią, czyli słów kilka o tablicy potępiającej wprowadzenie tzw. getta ławkowego. To takie święto Purim w miniaturze. Bartyzel.

Absurdalny sąd nad historią, czyli słów kilka o tablicy potępiającej wprowadzenie tzw. getta ławkowego. To takie święto Purim w miniaturze.

prof. dr hab. Jacek Bartyzel absurdalny-sad-nad-historia

W związku z odsłonięciem na kampusie Uniwersytetu Warszawskiego, ufundowanej przez „Rektora, Senat i Społeczność” (czy tę ostatnią in corpore ktokolwiek pytał o zdanie?) UW, tablicy potępiającej wprowadzenie przez odległego poprzednika Jego Magnificencji tzw. getta ławkowego dla studentów żydowskich, nasuwa się kilka spostrzeżeń i refleksji:

1. Inkryminowane przez fundatorów tablicy zarządzenie Rektora Uniwersytetu Józefa Piłsudskiego (gdyż taką nosił on wówczas nazwę, nigdy zresztą formalnie niezniesioną), prof. Włodzimierza Antoniewicza, z 5 października 1937 roku było legalnym aktem autonomicznej władzy akademickiej, w którego treści nie widzimy również niczego nagannego w aspekcie moralnym. Potępianie tego aktu po ponad ośmiu dziesiątkach lat, w zupełnie innym kontekście społecznym i politycznym, nosi znamiona absurdalnego sądu nad historią oraz nad osobą wybitnego uczonego, który już dawno nie żyje i nie może bronić swojego imienia.

2. Tzw. getto ławkowe, którego wprowadzenia domagała się młodzież narodowa, było w gruncie rzeczy jedynie symbolicznym wyrazem pragnienia zwrócenia uwagi na palący problem ówczesnej polskiej rzeczywistości, jakim była procentowa nadreprezentacja studentów żydowskich na uczelniach wyższych, a w konsekwencji tegoż – nadreprezentacja osób narodowości żydowskiej w tzw. wolnych zawodach oraz w kadrze kierowniczej przemysłowej i handlowej, wynikająca nie z większych zdolności umysłowych młodzieży żydowskiej, ale z lepszej sytuacji finansowej ich rodzin w stosunku do ogółu społeczeństwa polskiego, a zwłaszcza mas chłopskich i robotniczych, dla których poniesienie kosztów studiów wyższych ich dzieci przekraczało zazwyczaj ich możliwości. Problem ten był zresztą jedynie częścią ogólnej tzw. kwestii żydowskiej w Polsce międzywojennej wynikającej z ogromnego i ciągle się zwiększającego odsetka mniejszości żydowskiej w Polsce, opanowania przez nią całych gałęzi gospodarki narodowej, a zwłaszcza niemal monopolu handlu oraz jej cywilizacyjno-kulturowej i religijnej obcości przy jednoczesnym wzrastaniu jej wpływów również w sferze kultury. Nie można wymagać od żadnego narodu, aby godził się na to, aby tak węzłowe sektory jego życia w państwie znajdowały się pod cudzą kontrolą i nie próbował temu jakoś przeciwdziałać. Rozumiał to również i dawał temu wyraz w dokumentach jego hierarchii najwyższy autorytet duchowy i moralny w Polsce, czyli Kościół katolicki, podkreślając jedynie konieczność przestrzegania w tej samoobronie zasad etyki chrześcijańskiej i wykluczenia środków niegodziwych.

3. W tablicy umieszczonej na kampusie UW znalazły się słowa o poświęceniu jej „pamięci ofiar” – w domyśle rzeczonego „getta”. W uzusie polskiego języka literackiego i potocznego słowa „ofiara” używa się w kontekście jakichś zdarzeń samoistnych albo czyichś działań na oznaczenie osoby, która w ich wyniku poniosła śmierć. Pomimo istnienia sugestii w tym kierunku, nie ma żadnego dowodu, aby rezultatem wprowadzenia selekcji miejsc dla studentów na UW, ani nawet ogółu starć, nieraz faktycznie gwałtownych, pomiędzy młodzieżą polską a żydowską, była czyjakolwiek śmierć. Wobec powyższego zdanie z tablicy jest co najmniej retoryczną hiperbolizacją.

4. Swoistą kodą ideologiczną tekstu na tablicy jest zdanie: „Aby antysemityzm i nacjonalizm nigdy już nie zatruły wspólnoty akademickiej”. Należy tu zwrócić uwagę, że o ile termin „antysemityzm”, choć jak zwykle nadużywany i celowo nieostro definiowany, ma od biedy jakiś związek z kwestią, której dotyczy treść tablicy, o tyle uznanie „nacjonalizmu” per se za czynnik trucicielski względem wspólnoty akademickiej jest zupełnie skandaliczne. Samo słowo „nacjonalizm” poddane zostało tu jakiejś nienawistnej hostylizacji, tak jakby chodziło o wskazanie „wroga publicznego” (hostis), którego należy zniszczyć, podczas gdy w normalnym i obiektywnym znaczeniu nacjonalizm jest po prostu doktryną i prądem ideowo-politycznym, zrodzonym w prawie we wszystkich krajach, w których wykształciła się ponadklasowa wspólnota narodowa, i który również w Polsce wydał wielu mężów stanu oraz luminarzy kultury, sztuki, nauki i wytwórczości (w tym profesorów UW), a także męczenników sprawy narodowej. Główny polityczny wykładnik nacjonalizmu w Polsce, czyli obóz narodowy, złożył największą chyba ze wszystkich stronnictw daninę krwi pod okupacją hitlerowską i komunistyczną. Postulowane przez autorów tablicy wykluczenie nacjonalizmu ze wspólnoty akademickiej jest wreszcie absurdalne i autodestrukcyjne, albowiem od czasu, gdy europejskie uniwersytety przestawiły się z języka łacińskiego jako wykładowego na języki narodowe, uniwersytet stał się wszędzie jednym z głównych ognisk świadomości narodowej, czyli inaczej mówiąc także nacjonalizmu.

5. Reasumując powyższe uwagi należy zauważyć, że nagłośnione przez media tzw. głównego nurtu odsłonięcie na UW omawianej tablicy i towarzyszące temu działania nie są żadnym aktem sprawiedliwości, lecz noszą wszelkie znamiona mściwego odwetu tych, którzy dzisiaj są silniejsi i mogą robić, co im się podoba, bo mają status „wieczystych ofiar”. To takie święto Purim w miniaturze.

Czy PiS wpuści dodatkowo nachodźców z Bliskiego Wschodu i Afryki? Haracz 600 milionów euro…[rocznie czy miesięcznie??]

Czy PiS wpuści dodatkowo nachodźców z Bliskiego Wschodu i Afryki? 600 milionów euro…

Bosak: Wraca sprawa sprzed 8 lat [VIDEO w oryg. ]

czy-pis-wpusci-migrantow-z-bliskiego-wschodu-i-afryki

To jest sprawa, o której mówimy wiele lat – Konfederacja przedstawiła podczas konferencji prasowej swoje stanowisko „w sprawie kompromitacji rządu ws. paktu migracyjnego Unii Europejskiej”.

– Teraz dowiadujemy się, że Rada Unii Europejskiej przyjęła już stanowisko ws. rozporządzenia o przymusowej relokacji migrantów, a więc wraca ta sama sprawa, o której była mowa mniej więcej 8 lat temu, z tym że teraz nie jest mowa o kilku tysiącach, ale o kilkudziesięciu. Polska bowiem miałaby bowiem przyjąć 30 tys. […] nielegalnych imigrantów nazywanych uchodźcami, z których niewpuszczeniem nie poradziły sobie państwa południa Unii Europejskiej i my mielibyśmy, albo ich do siebie do Polski przyjmować, albo pokrywać koszty ich utrzymania mówił Krzysztof Bosak podczas konferencji.

– Mowa jest o […] 20 tys. euro za każdego nieprzyjętego imigranta. Czyli Polska miałaby płacić takie „wykupne” od tego mechanizmu polityki Unii Europejskiej – wyjaśnia jeden z liderów Ruchu Narodowego i szef koła Konfederacji w Sejmie.

[30 000 * 20 000 = 600 milionów euro md]

Bosak stwierdza, że „to nie ma nic wspólnego z traktatami, które Unia Europejska akceptowała”. – Po drugie jest to sfera naszej kompetencji, jako państwa polskiego, gdzie i kogo chcemy wpuścić, jeżeli nie dotyczy to oczywiście obywateli państw Unii Europejskiej – przypomniał.

Polityk stwierdza, że „rząd absolutnie na te przepisy nie powinien się zgadzać i widzimy tu rażący brak skuteczności rządu PiS-u, który obiecał wstawanie z kolan„.

– To państwa, które nie potrafią bronić swoich granic, powinny płacić pozostałym, bo to pozostali płacą koszty ich nieskutecznej polityki – stwierdza Krzysztof Bosak.

Narodowiec zauważa, że Polska jako państwo graniczne Schengen wydaje ogromne pieniądze na zatrzymanie fali „uchodźców”, która próbuje wedrzeć się do Unii Europejskiej przez Białoruś. Bosak zaznacza, że w takiej sytuacji „nigdy nie będzie zgody Konfederacji” na to, by następował „transfer pieniądza” z Polski do bogatszych państw.

LGBTiHGW – zamiast Serca Jezusa. Hunwejbini Antykościoła już w Polsce.

LGBT zamiast Serca Jezusa. Hunwejbini Antykościoła już w Polsce.

Paweł Chmielewski lgbt-zamiast-serca-jezusa-hunwejbini-antykosciola-sa-juz-w-polsce

Czerwiec, miesiąc poświęcony kultowi Najświętszego Serca Pana Jezusa, jest wykorzystywany przez środowiska rewolucyjne do promocji zepsucia i degrengolady moralnej. Ulicami miast w całym świecie zachodnim przeciągają piekielne parady afirmujące grzech i nazywające oczywiste zło – dobrem. Z roku na rok ofiarą propagandy tych środowisk pada coraz więcej Polaków – także w Kościele. Powoli zaczynają krystalizować się i stabilizować struktury, które można uznać za wewnątrzkościelne przyczółki nowej wspólnoty nieprawości, Antykościoła, który przepowiada ubóstwienie człowieka zamiast kultu Chrystusa.[To na wstępie, wyjaśnienie dla maluczkich. Potem – „wtajemniczanie” w kult szatana. MD]

=================

Kilka dni temu znany amerykański jezuita o. James Martin SJ, którego sam Franciszek stawia za wzór kapłaństwa księżom całego świata, opublikował w „katolicko”-LGBTowskim portalu obszerny artykuł, zestawiając kult Najświętszego Serca Pana Jezusa z moralną degrengoladą i dehumanizującą, animalną rozpustą parad tzw. „Gay Pride”. Nie, jezuita nie zrobił tego po to, by ukazać kontrast między katolicką pobożnością a dewiacją współczesności. Wprost przeciwnie: starał się wykazać, że kult Najświętszego Serca Pana Jezusa jest bardzo podobny do gejowskich parad, bo w obu wypadkach chodzi jakoby o to samo, o miłość!

Trudno o większą profanację; z o. Jamesem Martinem SJ może równać się chyba tylko biskup Innsbrucka Hermann Glettler, który w tegorocznym Wielkim Poście szydził z Najświętszego Serca Jezusowego: biskup nakazał powiesić nad kościelnym ołtarzem wizerunek zdjęcia świńskiego serca wepchniętego do prezerwatywy. Według artysty, który to wykonał, miało to wprost nawiązywać do Serca naszego Zbawiciela.

Komu wydawałoby się, że te szaleńcze zjawiska dotyczą tylko upadłych moralnie odległych krajów gdzieś na zgniłym Zachodzie, ten grubo się myli. Ziarna dokładnie tego samego zepsucia są właśnie dziś zasiewane w Polsce – i wydają już pierwsze zatrute owoce.

Kalwińsko-luterańsko-”katolicka” celebracja LGBTQ

W ostatnim czasie głośno było o inicjatywie o. Macieja Biskupa OP, łódzkiego dominikanina, który wziął udział w tzw. „nabożeństwie LGBTQ” w Warszawie. Rzecz odbyła się w połowie maja w zborze kalwińskim; o. Biskup wygłosił progejowskie kazanie, a później razem z kalwińskim pastorem i luterańską pastorką pobłogosławił zgromadzonych reprezentantów środowiska LGBTQ, czyniąc to znad stołu ołtarzowego okrytego tęczową flagą, na której postawiono Pismo Święte.

Dominikanin sugerował, że osoby tej samej płci mogą swobodnie żyć ze sobą razem; mówił też, że – uwaga – „Duch Święty nie jest strażnikiem jakiegoś sztywnego projektu życia wyznaczonego przez lękową moralność”. Można to rozumieć tylko następująco: życie w czystości przez osoby homoseksualne to „lękowa moralność” i „sztywny projekt”, prawdziwie chrześcijańskie byłoby coś wprost przeciwnego…

Zakon Kaznodziejski w korespondencji z portalem PCh24.pl stwierdził, że o. Maciej Biskup „zrobił to z własnej inicjatywy i bez wiedzy przełożonych” – ale żadnych konsekwencji nie wyciągnięto.

Skandaliczny „eksces” o. Biskupa nie powinien jednak nikogo specjalnie szokować. W Kościele katolickim w Polsce środowiska rewolucyjne są dość dobrze usadowione i coraz częściej prezentują agendę zupełnie wprost.

„Kongres Katoliczek i Katolików”, czyli nazywanie oczywistej nieprawości dobrem

Zrobił to na przykład „Kongres Katoliczek i Katolików”, organizacja, którą wielu uważa za marginalną, a która skupia jednak dość dużą grupę działaczy i katolickich intelektualistów, zarówno duchownych jak i świeckich. Kongres, wzorujący się na niemieckiej Drodze Synodalnej, w listopadzie 2022 roku przyjął „10 Postulatów”. Jeden z nich dotyczył właśnie kwestii LGBTQ. Brzmi on: „Domagamy się odrzucenia języka nienawiści i wykluczenia wobec osób LGBT+ w Kościele, a w szczególności odwołania Stanowiska Konferencji Episkopatu Polski w kwestii LGBT+ z 2020 roku, które zawiera treści homofobiczne i transfobiczne”. Kongres zaprezentował też uzasadnienie postulatu. Krótki cytat:

[…] uważamy, że uznanie w nauczaniu Kościoła i praktyce duszpasterskiej orientacji homoseksualnej i biseksualnej za równoważną heteroseksualnej, zaś transpłciowości za naturalną tożsamość płciową (w zgodzie z obowiązującą wiedzą naukową i współczesnymi interpretacjami Pisma Świętego) mogłoby przyczynić się radykalnie do zmniejszenia postaw wrogich i agresywnych wobec osób LGBT+ i sprawić, by Kościół stał się dla nich miejscem akceptacji i miłości”.

Kongres uważa zatem, że homo- i biseksualizm oraz transpłciowość są zupełnie normalne i wyprowadza to z jednej strony ze współczesnych nauk, a z drugiej… z Pisma Świętego.

Intelektualna „elita” rewolucyjnego „kościoła LGBT”

Tego rodzaju idee krzewią także cenieni w pewnych kręgach polskiego Kościoła duchowni. To na przykład ks. prof. Alfred Wierzbicki, były kierownik katedry etyki na Katolickim Uniwersytecie Lubelskim. Ksiądz profesor od bardzo dawna działa na rzecz nowego podejścia do kwestii moralności seksualnej. Podam tylko jeden przykład; w tym roku w wywiadzie udzielonym „Więzi” stwierdził: „Konieczne jest przemyślenie doktryny na nowo, które pociągnęłoby za sobą odejście od rygorystycznej wykładni w szeregu spraw, czy też pochopnej moralnej kwalifikacji niektórych działań. Uważam na przykład, że partnerskie związki homoseksualne są do przyjęcia ze strony Kościoła. Sam Franciszek opowiedział się w prywatnej rozmowie za związkami – jak to określił – cywilnymi”. „Przemyślenie doktryny na nowo” bez „pochopnej kwalifikacji moralnej” niektórych działań to, jak możemy się domyślać, zawoalowana zachęta do tego, by nie potępiać aktów seksualnych jako grzesznych. Tak, jak nieco wcześniej robił to inny znany kapłan, o. Jacek Prusak SJ, w rozmowie z „Tygodnik Powszechnym” przedstawiając narrację jako żywo przypominającą wystąpienia innego jezuity, o. Jamesa Martina. O. Martin pytany o homoseksualizm nie potępia nigdy relacji intymnych między osobami tej samej płci, albo temat w ogóle pomijając, albo relatywizując jego znaczenie. O. Jacek Prusak stwierdził:

„Proponuję, byśmy patrzyli w perspektywie eschatologicznej: ludzka miłość jest ci dana po to, abyś odziedziczył niebo, wobec tego zrób z niej użytek! Gdy homoseksualni katolicy pytają mnie, co mają robić, nie mówię: rób to, a nie rób tamtego! Odpowiadam: kochaj! Musisz wziąć odpowiedzialność za miłość. To nie jest moja opinia – tak mówi Kościół od dwóch tysięcy lat. Jak będziesz kochał, to nie będziesz miał problemów ze swoją orientacją. Możesz kochać w celibacie, możesz kochać nie w celibacie. Musisz wiedzieć, czy kochasz, i podjąć ryzyko – wtedy nie będziesz się skarżył, że ktoś zabiera ci życie”.

Te kilka nazwisk i jedna organizacja to oczywiście tylko wycinek szerszego zjawiska. Obok Kongresu Katoliczek i Katolików na rzecz zniszczenia nauki moralnej Kościoła działa w Polsce więcej organizacji, z grupą „Wiara i Tęcza” na czele. Obok wymienionych kapłanów z postulatami LGBTQ sympatyzuje o wiele szersze grono. Stoi za nimi duże zaplecze medialne. „Tygodnik Powszechny”, „Więź” i „Deon” to tylko niektóre katolickie tytuły, do których należy doliczyć jeszcze prasę świecką z entuzjazmem opisującą ekscesy i wybryki homofilnych duchownych. To wszystko ma swoje konsekwencje. Jeszcze kilka lat temu byłoby całkowicie niewyobrażalne, by dominikanin błogosławił grupę LGBTQ stojąc przy Piśmie Świętym na tęczowej fladze. Dzisiaj to się dzieje – i co? I nic.

United in diversity, czyli witamy w Kościele Unioeuropejskim

Jest to możliwe dlatego, że „teologia LGBTQ” powoli wchodzi do mainstreamu. W Polsce: jeszcze nie, ale jest to tylko kwestia czasu. W krajach Europy Zachodniej oraz obu Ameryk, zwłaszcza w Ameryce Północnej, artykuły dowodzące bezgrzeszności aktów homoseksualnych nie są niczym zaskakującym, to nowa „normalność”. Narracja, zgodnie z którą św. Paweł Apostoł udzielałby dzisiaj ślubów parom LGBT i chrzcił dzieci, które kupili od surogatek, nikogo nie zaskakuje. To się po prostu dzieje. Polska pozostaje członkiem struktur świata zachodniego i będzie zmieniać się wraz z nimi. Niewielu pamięta, jak brzmi motto Unii Europejskiej: od 2000 to „United in diversity”, „Jedność w różnorodności”. Dokładnie to samo hasło za motyw przewodni uznali biskupi i świeccy obradujący na synodzie europejskim w Pradze w lutym tego roku. Także Kościół katolicki ma być na naszym kontynencie „zjednoczony w różnorodności”.

Co to oznacza w praktyce? Normalizację grzechu i błędu. W Kościele w Niemczech poglądy księży Biskupa, Wierzbickiego czy Prusaka są mainstreamem. W niemieckiej debacie nie można nazywać ich po imieniu herezją czy fałszem, bo to wyklucza z dyskusji. Jeżeli Polacy spotykają się na płaszczyźnie kościelnej z Niemcami, podobnie nie mogą zrobić tego samego: oznaczałoby to wykluczenie z dyskusji. W jednym z ostatnich numerów „Przewodnika Katolickiego”, tygodnika ukazującego się w archidiecezji Poznańskiej abp. Stanisława Gądeckiego, przeczytałem obszerny artykuł z powagą referujący postulaty niemieckiej Drogi Synodalnej i prezentujący je jako pod wieloma względami rozsądne. Dlaczego? Bo budujemy „jedność w różnorodności”: nie możemy piętnować drugich, musimy z nimi rozmawiać, szanować i akceptować. Skoro tak, będziemy je traktować jako uprawnione głosy. Kongres Katoliczek i Katolików, który dziś wygląda jeszcze na pewne ekstremum, za dziesięć lat bynajmniej nim nie będzie: znajdzie swoje miejsce w przeciętnej katolickiej prasie. Bo taka jest Europa, taki jest „Kościół w Europie”: różnorodny.

Zaniechania

Z czego to wynika? Z długoletnich i wielopłaszczyznowych zaniechań. Wraz z rozpoczęciem przez Franciszka pontyfikatu w 2013 roku powiał w Kościele „nowy wiatr”: dowolności głoszenia rewolucyjnych teorii doktrynalnych i moralnych. Kościół w Polsce nie był na to przygotowany. Niestety, nie wykorzystano też następnych lat, choć wszystkie znaki wskazywały, że czekają nas bardzo burzliwe wydarzenia. W 2016 roku Franciszek ogłosił adhortację apostolskąAmoris laetitia, która stanowi podstawę pod głęboką rewizję wielu elementów etyki kościelnej. Nie wyciągnięto z tego odpowiednich wniosków. Niemiecka Droga Synodalna, która w 2019 roku ruszyła z programem gotowym od A do Z, przez długi czas była w naszym kraju kompletnie ignorowana. Dopiero teraz, gdy już się zakończyła, zaczęła budzić krytyczne emocje. Kilka dni temu abp Marek Jędraszewski mówił, że niemieccy rewolucyjni katolicy „odwrócili się od Boga”.

Słusznie; problem w tym, że jest już za późno. Amoris laetitia się wydarzyła. Droga Synodalna się wydarzyła. Synod w Pradze z jego unijno-różnorodnym hasłem również się wydarzył.

Homoseksualni rewolucjoniści są w Polsce dobrze zakotwiczeni i prowadzą swoją pracę, ciesząc się rosnącym poparciem zblazowanej opinii publicznej, wielkich mediów oraz wpływowych czynników zagranicznych, w tym wewnątrzkościelnych. Wiele rzeczy zostało po prostu przespanych i pewnych strat nie da się naprawić. Wciąż można jeszcze podjąć wysiłek obrony katolickiej wiary. Mamy do wyboru: albo utonąć w „unijnym” katolicyzmie, albo umacniać normalność.

Ostrzeżenie przed oszustwem Antychrysta

Fundamentalnym zagrożeniem pozostaje dyktatura pseudo-nauki. Katechizm Kościoła Katolickiego przestrzega przed tajemnicą bezbożności w postaci oszukańczej religii, która da ludziom pozorne rozwiązania ich problemów – za cenę odstępstwa od prawdy. Wielkim oszustwem Antychrysta będzie pseudomesjanizm – uwielbienie samego człowieka zamiast Boga i Jego Mesjasza (por. pkt. 675). Właśnie to dzieje się dzisiaj.

29 czerwca 1972 roku św. Paweł VI mówił o „dymie szatana”, który wdarł się do Kościoła, wskazując na obalanie kolejnych prawd wiary w imię wierności programowo sceptycznym czy zgoła agnostycznym twierdzeniom „naukowym”. O tym samym pisał w encyklice Spe salvi Benedykt XVI, wskazując na rewolucyjną linię europejskiego myślenia od Franciszka Bacona (zm. 1626) aż do współczesnych neomarksistów. W jego testamencie duchowym, który powstał już w 2006 roku, ale który ogłoszono dopiero po jego śmierci, właśnie problem naginania chrześcijaństwa do roszczeń „nauki” wskazał jako największe zagrożenie dla Kościoła. Z kolei wywiadzie udzielonym w 2019 roku mówił o duchowej mocy Antychrysta, która przenika coraz większe połacie życia kościelnego i społecznego, niosąc ze sobą aborcję, homoseksualne „małżeństwa” czy tworzenie ludzi w laboratoriach. Naturalny porządek jest wywracany przez „naukę” do góry nogami i staje się zaczynem nowej wspólnoty nieprawości. Hunwejbini tego systemu Antychrysta, którego ostatecznym celem jest podmiana treści wiary, są już w Polsce: głoszą, przepowiadają i wciągają ludzi do swojego Antykościoła.

Paweł Chmielewski

Grabież Ukrainy przez skorumpowanych amerykańskich demokratów.

Grabież Ukrainy przez skorumpowanych amerykańskich demokratów.

unz.com/ishamir/the-plundering-of-ukraine

Israel Shamir • October 25, 2019

Rozmowa z Olegiem Tsarevem ujawnia tożsamość „informatora Trumpa na temat Ukrainy”.

Czołowi Demokraci są zaangażowani w grabież Ukrainy: nowe nazwiska, zadziwiające konta.

Tajemniczy „informator”, którego raport doprowadził do impeachmentu, został wymieniony w wyłącznym wywiadzie udzielonym Unz Review przez wybitnego ukraińskiego polityka, byłego posła do parlamentu czterech kadencji, kandydata na prezydenta Ukrainy, Olega Tsareva.

==========================

Pan Tsarev, wysoki, zwinny i pełen gracji mężczyzna, dobry mówca i płodny pisarz, był czołowym i popularnym ukraińskim politykiem przed puczem w 2014 roku; pozostał na Ukrainie po ucieczce prezydenta Janukowycza; ubiegał się o prezydenturę przeciwko Poroszence, a ostatecznie musiał udać się na wygnanie z powodu wielokrotnych gróźb dla jego życia. Podczas nieudanej próby secesji został wybrany na przewodniczącego parlamentu Noworosji (południowo-wschodnia Ukraina). Rozmawiałem z nim na Krymie, gdzie mieszka w przyjemnym nadmorskim mieście Jałta. Tsarev nadal ma wielu zwolenników na Ukrainie i jest liderem opozycji wobec reżimu w Kijowie.

=================================

Oleg, śledziłeś historię Bidena od samego początku. Biden nie jest jedynym politykiem Demokratów zaangażowanym w ukraińskie schematy korupcyjne, prawda?

Rzeczywiście, John Kerry, sekretarz stanu w administracji Obamy, był jego partnerem w przestępstwach. Ale Joe Biden był numerem jeden. Podczas prezydentury Obamy Biden był prokonsulem USA na Ukrainie i był zaangażowany w wiele programów korupcyjnych. Zezwolił na przekazanie trzech miliardów dolarów z pieniędzy amerykańskich podatników rządowi Ukrainy po zamachu stanu; pieniądze zostały skradzione, a Biden zgarnął dużą część łupów.

Jest to historia oszukiwania amerykańskiego podatnika i ukraińskiego klienta na korzyść kilku korupcjonistów, amerykańskich i ukraińskich. Jest to również historia kijowskiego reżimu i jego zależności od USA i MFW.

Ukraina ma kilka średniej wielkości złóż gazu ziemnego, wystarczających do krajowej konsumpcji gospodarstw domowych. Koszt jego wydobycia był dość niski; a Ukraińcy przyzwyczaili się płacić grosze za gaz. W rzeczywistości był on tak tani w produkcji, że Ukraina mogła zapewnić wszystkim swoim gospodarstwom domowym darmowy gaz do ogrzewania i gotowania, tak jak zrobiła to Libia. Pomimo niskich cen dla konsumentów, firmy gazowe (podobnie jak Birma) miały bardzo wysokie zyski i bardzo małe wydatki.

Po zamachu stanu w 2014 r. MFW zażądał podniesienia cen gazu dla konsumentów krajowych do poziomu europejskiego, a nowy prezydent Petro Poroszenko zobowiązał się do tego. Ceny poszybowały w górę. Ukraińcy zostali zmuszeni do płacenia wielokrotnie więcej za gotowanie i ogrzewanie, a ogromne zyski trafiły do kas firm gazowych. Zamiast podnieść podatki lub obniżyć ceny, prezydent Poroszenko zażądał od firm gazowych, aby mu płaciły lub dotowały jego projekty. Powiedział, że to on zorganizował podwyżkę cen, co oznacza, że powinien być uważany za partnera.

Firma Burisma Gas musiała zapłacić wymuszone pieniądze prezydentowi Poroszence. W końcu jej założyciel i właściciel, Nicolai Zlochevsky, zdecydował się zaprosić do zarządu firmy kilka ważnych osób z Zachodu, mając nadzieję, że złagodzi to apetyty Poroszenki. Sprowadził syna Bidena, Huntera, Johna Kerry’ego, polskiego byłego prezydenta Kwaśniewskiego; ale to mu nie pomogło.

Poroszenko wściekł się, że utuczone cielę może mu uciec, i poprosił prokuratora generalnego Shokina o zbadanie Burismy, ufając, że pojawią się jakieś nieprawidłowości.

Prokurator generalny Shokin natychmiast odkrył, że Burisma płaciła tym „gwiazdom” od 50 do 150 tysięcy dolarów miesięcznie każdej z nich tylko za bycie na liście dyrektorów. Jest to niezgodne z ukraińskim kodeksem podatkowym; nie można tego uznać za legalne wydatki.

W tym czasie do akcji wkroczył ojciec Biden. Zadzwonił do Poroszenki i dał mu sześć godzin na zamknięcie sprawy przeciwko jego synowi. W przeciwnym razie miliard dolarów z funduszy amerykańskich podatników nie trafi do ukraińskich korupcjonistów. Zlochevsky, właściciel Burismy, dobrze zapłacił Bidenowi za tę rozmowę: otrzymał od trzech do dziesięciu milionów dolarów, według różnych źródeł.

AG Shokin powiedział, że nie może zamknąć sprawy w ciągu sześciu godzin; Poroszenko zwolnił go i zainstalował na jego miejsce pana Łucenko. Łucenko był gotów umorzyć sprawę Burismy, ale również nie mógł tego zrobić w ciągu jednego dnia, a nawet tygodnia. Biden, jak wiemy, nie potrafił trzymać języka za zębami: mówiąc o naciskach, jakie wywierał na Poroszenkę, obciążył samego siebie. W międzyczasie pan Shokin przedstawił dowody na to, że Biden wywierał presję na Poroszenkę, aby go zwolnił, a teraz zostało to potwierdzone. Dowody zostały przekazane amerykańskim prawnikom w związku z inną sprawą, sprawą Firtasza.

Czym jest sprawa Firtasza?

Demokraci chcieli sprowadzić do USA innego ukraińskiego oligarchę, pana Firtasza, i zmusić go do przyznania się, że nielegalnie wspierał kampanię Trumpa na rzecz Rosji. Firtasz został aresztowany w Wiedniu w Austrii, gdzie walczył z ekstradycją do USA. Jego prawnicy twierdzili, że „jest to sprawa czysto polityczna” i wykorzystali zeznania pana Shokina, aby uzasadnić swoje twierdzenie. Z tego powodu dowody dostarczone przez Shokina nie są łatwe do odwrócenia, nawet gdyby Shokin był chętny, a nie jest. Stwierdził on również pod przysięgą, że Demokraci naciskali na niego, aby pomógł i dokonał ekstradycji Firtasza do USA, chociaż nie miał on żadnej pozycji w tej czysto amerykańskiej sprawie. Wygląda na to, że pani Clinton uważa, że fundusze Firtasza pomogły Trumpowi wygrać wybory, co jest niezwykle mało prawdopodobne [mówi Tsarev].

Mówiąc o Burisma i Bidenie; czym jest ten miliard dolarów pomocy, który Biden może dać lub wstrzymać?

To pieniądze USAID, głównego kanału amerykańskiej pomocy na „wspieranie demokracji”. Pierwszy miliard dolarów z USAID trafił na Ukrainę w 2014 roku. Zostało to zatwierdzone przez Joe Bidena, podczas gdy w przypadku Ukrainy dokumenty podpisał Turczynow, „pełniący obowiązki prezydenta”.

Ukraińska konstytucja nie przewiduje takiego stanowiska, a Turczynow, „pełniący obowiązki prezydenta”, nie miał prawa podpisywać ani dokumentów prawnych, ani finansowych. Tak więc wszystkie dokumenty, które zostały przez niego podpisane, w rzeczywistości nie miały mocy prawnej. Jednak Biden kontrasygnował dokumenty podpisane przez Turczynowa i przeznaczył pieniądze dla Ukrainy. A pieniądze zostały skradzione – przez Demokratów i ich ukraińskich odpowiedników.

Dwa lata temu (czyli już za prezydenta Trumpa) Stany Zjednoczone rozpoczęły dochodzenie w sprawie alokacji 3 miliardów dolarów; zostały one przyznane w 2014, 2015 i 2016 roku; miliard dolarów rocznie. Dochodzenie wykazało, że dokumenty zostały sfałszowane, pieniądze zostały przekazane na Ukrainę i skradzione. Śledczy śledzili każdą płatność, odkryli, gdzie trafiły pieniądze, gdzie zostały wydane i jak zostały skradzione.

W rezultacie w październiku 2018 r. Departament Sprawiedliwości USA wszczął postępowanie karne w sprawie „nadużycia władzy i defraudacji pieniędzy amerykańskich podatników”. Wśród oskarżonych są dwaj kolejni ministrowie finansów Ukrainy, pani Natalie Ann Jaresko, która służyła w latach 2014-2016 i pan Alexander Daniluk, który służył w latach 2016-2018, oraz trzy amerykańskie banki. Dochodzenie spowodowało, że USAID zaprzestało wydawania dotacji od sierpnia 2019 roku. Jak powiedział Trump, teraz USA nie rozdają pieniędzy i nie narzucają demokracji.

Pieniądze zostały przyznane z rażącym naruszeniem amerykańskiego prawa. Nie było oceny ryzyka, nie było raportów z audytów. Zwykle USAID, przydzielając środki pieniężne, zawsze przygotowuje obszerny pakiet dokumentów. Ale miliardy zostały przekazane Ukrainie całkowicie bez dokumentów. Sprawa karna dotycząca defraudacji funduszy USAID została podpisana osobiście przez prokuratora generalnego USA, więc te kwestie są bardzo żywe.

Sam Kislin był zaangażowany w to śledztwo. Jest on dobrym przyjacielem i współpracownikiem Giulianiego, prawnika Trumpa i byłego burmistrza Nowego Jorku. Kislin jest dobrze znany w Kijowie i mam wielu przyjaciół, którzy są przyjaciółmi Sama [powiedział Tsarev]. Dowiedziałem się o jego postępie, ponieważ niektórzy z moich przyjaciół zostali zatrzymani w Stanach Zjednoczonych lub byli przesłuchiwani na Ukrainie. Poinformowali mnie o tym. Wygląda na to, że Burisma to tylko wierzchołek skandalu, wierzchołek góry lodowej. Jeśli Trump będzie kontynuował i wykorzysta to, co już zostało zainicjowane i zbadane, cała „wierchuszka” Partii Demokratycznej upadnie. Nie będą w stanie przeprowadzić wyborów. Nie mam prawa wymieniać nazwisk, ale wierzcie mi, w sprawę zamieszani są czołowi funkcjonariusze Partii Demokratycznej.

Poroszenko zdawał sobie z tego sprawę; wydał rozkaz ogłoszenia Sama Kislina persona non grata. Pewnego razu starzec (ma ponad 80 lat) przyleciał na lotnisko w Kijowie i nie pozwolono mu wejść; spędził noc w areszcie, a następnego dnia odleciał do USA. Poroszenko był całkowicie sprzymierzony z obozem Clinton.

A prezydent Zełenski? Czy jest wolny od wpływów Clintonowskich Demokratów?

Gdyby tak było, nie byłoby skandalu z telefonem Trumpa. Skąd Demokraci dowiedzieli się o tej rozmowie i jej rzekomej treści? Oficjalna wersja mówi, że był człowiek z CIA, informator, który zgłosił się do Demokratów. Wersja ta nie wyjaśnia, gdzie znajdował się ten informator podczas rozmowy. Mówię wam, że znajdował się w Kijowie i był obecny podczas rozmowy u boku ukraińskiego prezydenta Zełenskiego. Ten człowiek był (być może) agentem CIA, ale był także bliskim współpracownikiem George’a Sorosa i ukraińskim urzędnikiem wysokiego szczebla. Nazywa się Alexander Daniluk. Jest to również człowiek, do którego doprowadziło śledztwo Sama Kislina i DoJ, ówczesny minister finansów Ukrainy, człowiek odpowiedzialny za defraudację trzech miliardów dolarów amerykańskich podatników. Departament Sprawiedliwości wydał nakaz jego aresztowania. Oczywiście jest on osobiście oddany Bidenowi i ogólnie Demokratom. W ogóle nie ufałbym jego wersji rozmowy telefonicznej.

Daniluk miał towarzyszyć prezydentowi Zełenskiemu w jego wizycie w Waszyngtonie, ale został poinformowany, że jest nakaz jego aresztowania. Pozostał w Kijowie. Wkrótce potem rozpętało się piekło rzekomego wycieku rozmowy telefonicznej. Administracja Zełenskiego przeprowadziła dochodzenie i doszła do wniosku, że przeciek został dokonany przez Aleksandra Daniluka, znanego z bliskich stosunków z George’em Sorosem i Bidenem. Alexander Daniluk został zwolniony. (Jednak nie przyznał się do winy i powiedział, że przeciek został dokonany przez jego zaprzysięgłego wroga, szefa biura administracji prezydenta, pana Andreya Bogdana, który rzekomo wrobił Daniluka).

Nie jest to jedyny przypadek korupcji związanej z USA na Ukrainie. Jest Amos J. Hochstein, protegowany byłego wiceprezydenta Joe Bidena, który służył w administracji Baracka Obamy jako asystent sekretarza stanu ds. zasobów energetycznych. Wciąż wisi na włosku. Wraz z amerykańskim obywatelem Andrew Favorovem, zastępcą dyrektora Naftogazu, zorganizował bardzo kosztowny „rewersowy import gazu” na Ukrainę.

W tym schemacie rosyjski gaz jest kupowany przez Europejczyków, a następnie sprzedawany Ukrainie z wysoką marżą. W rzeczywistości gaz pochodzi bezpośrednio z Rosji, ale płatności dokonywane są przez Hochstein. Jest to znacznie droższe niż kupowanie bezpośrednio od Rosji; Ukraińcy płacą, podczas gdy marża jest pobierana przez Hochstein i Favorov. Teraz planują importować skroplony gaz ze Stanów Zjednoczonych, po jeszcze wyższej cenie. Ponownie, cenę zapłacą Ukraińcy, podczas gdy zyski trafią do Hochsteina i Favorova.

We wszystkich tych oszustwach biorą udział ludzie Clintona i szpiedzy, którzy są w pełni zintegrowani z Partią Demokratyczną. Były szef CIA, Robert James Woolsey, zasiada obecnie w zarządzie firmy Velta, produkującej ukraiński tytan. Woolsey jest neokonem, członkiem Projektu na rzecz Nowego Amerykańskiego Stulecia (PNAC), pro-izraelskiego think-tanku i człowiekiem, który nieustannie naciskał na wojnę w Iraku. Typowy demokratyczny szpieg, teraz czerpie zyski z ukraińskich złóż rudy.

Jedna z najlepszych ukraińskich historii korupcyjnych związana jest z Audriusem Butkeviciusem, byłym ministrem obrony (1996-2000) i posłem do Sejmu postsowieckiej Litwy. Pan AB rzekomo pracował dla MI6, a obecnie jest członkiem osławionego Institute for Statecraft, brytyjskiej organizacji propagandowej zaangażowanej w operacje dezinformacyjne, obalanie procesu demokratycznego oraz promowanie rusofobii i idei nowej zimnej wojny. W 1991 r. dowodził snajperami strzelającymi do litewskich protestujących. Zabójstwa zostały przypisane sowieckim siłom zbrojnym, a ostatni prezydent ZSRR Gorbaczow nakazał szybkie wycofanie swoich wojsk z Litwy. Pan AB został ministrem obrony swojego niepodległego kraju. W 1997 r. szanowny minister obrony „zażądał 300 000 USD od starszego członka zarządu spółki naftowej w trudnej sytuacji w zamian za pomoc w uzyskaniu umorzenia postępowania karnego dotyczącego ogromnych długów spółki”, zgodnie z wyrokiem sądu. Został aresztowany po otrzymaniu łapówki, został skazany na pięć lat więzienia, ale człowiek z takimi kwalifikacjami nie został pozostawiony w więzieniu.

W 2005 roku dowodził snajperami, którzy zabili protestujących w Kirgistanie, w Gruzji powtórzył ten wyczyn w 2003 roku podczas Rewolucji Róż. W 2014 roku zrobił to ponownie w Kijowie, gdzie jego snajperzy zabili około stu ludzi, protestujących i policję. Do Kijowa sprowadził go Turczynow, który nazywał siebie „pełniącym obowiązki prezydenta” i który kontrasygnował miliardową dotację Joe Bidena.

W październiku 2018 r. nazwisko AB pojawiło się ponownie. Zapaliły się magazyny wojskowe w Czernichowie; rzekomo tysiące pocisków przechowywanych do walki z separatystami zostało zniszczonych przez ogień. I nie był to pierwszy pożar tego rodzaju: w październiku 2018 r. poprzedni, równie ogromny, podpalił magazyny ukraińskiej armii w Winnicy w 2017 roku. W sumie w ciągu ostatnich kilku lat doszło do 12 ogromnych pożarów arsenałów wojskowych. Tylko w 2018 roku szkody wyniosły ponad 2 miliardy dolarów.

Kiedy główny prokurator wojskowy Ukrainy Anatolij Matios zbadał pożary, odkrył, że w magazynach brakowało 80% broni i pocisków. Nie zostały one zniszczone przez ogień, ale w ogóle ich tam nie było.

Zamiast służyć do zabijania rosyjskojęzycznych Ukraińców w Doniecku, sprzęt został wysłany z portu w Nikołajewie do Syrii, do islamskich rebeliantów i ISIS. A człowiekiem, który zorganizował tę ogromną operację, był nasz pan AB, stary bojownik o demokrację z ramienia MI6, działający w zmowie z ministrem obrony Połtorakiem i panem Turczinowem, przyjacielem pana Bidena. (Mówi się, że pan Matios otrzymał 10 milionów dolarów za milczenie).

Straty ponieśli obywatele Ukrainy i amerykańscy podatnicy, podczas gdy beneficjentami było Głębokie Państwo [Deep State md] , co jest prawdopodobnie tylko inną nazwą dla śmiertelnej mieszanki szpiegów, mediów i polityków.

Prezy Dęci

Prezy Dęci https://ekspedyt.org/2023/06/11/prezy-deci/

piko , 11 czerwca 2023

W nawiązaniu do tekstu Czarnej Limuzyny “Obrona Andrzeja Dudy” zamieszczam skromne, subiektywne podsumowanie działalności Prezydentów RP zwracając szczególną uwagą na osiągnięcia Andrzeja Dudy. Tekst z maja 2022.

Motto:

Ryba śmierdzi od głowy


Tegoroczne wystąpienie Andrzeja Dudy podczas obchodów Święta 3 Maja stało się impulsem do napisania kilku zdań o nim i o wcześniejszych prezydentach III RP.

Nie będzie to szczegółowa analiza wszystkich dokonań tych zacnych postaci posiadających mandat z wyborów powszechnych (poza prezydentem Jaruzelskim) do sprawowania najwyższej funkcji w państwie. Będzie to tylko przypomnienie kilku istotnych posunięć mających wpływ na losy kraju.

Wojciech Jaruzelski (1989 – 1990) – TW Wolski, gen. Ludowego Wojska Polskiego, I sekretarz KC PZPR, mógł być Pinochetem RP a złamał kręgosłup narodowi. Pachołek Moskwy.

Lech Wałęsa (1990 – 1995) – TW Bolek, był i jest tym co jest pomiędzy nogą lewą i prawą. Noblista – konfident. Prymityw.

Aleksander Kwaśniewski (1995 2005) – TW Olek, minister w rządach PRL założyciel SdRP, z bolącą golenią i chorobą filipińską profanujący pamięć pomordowanych przez sowietów Polaków.
Na uroczystości w Jedwabnem 10 lipca 2001 powiedział:

“Przepraszam w imieniu swoim i tych Polaków, których sumienie jest poruszone tamtą zbrodnią. W imieniu tych, którzy uważają, że nie można być dumnym z wielkości polskiej historii, nie odczuwając jednocześnie bólu i wstydu z powodu zła, które Polacy wyrządzili innym”.

Lech Kaczyński (2005 – 2010), lista niektórych dokonań:
– ratyfikował traktat lizboński,
– wprowadził chanukowe świece do pałacu prezydenckiego w 2006,
– rok później restauruje i legalizuje żydowską masońską lożę Bnai Brith  –  profesor Jan Hartman się kłania, a prezydent Mościcki przewraca w grobie,
– wcześniej jako minister sprawiedliwości na prośbę rabina Szudricha wstrzymuje ekshumacje w Jedwabnym.

Bronisław Komorowski (2010 – 2015) ze związkami z WSI, „hrabia” Szczynukowicz
– na uroczystościach w Jedwabnem 10 lipca 2011 Tadeusz Mazowiecki odczytał jego list w którym był taki fragment:
…naród musi zrozumieć, że był także sprawcą…[zbrodni]”.

Andrzej Duda (2015 – ) „NASZ PREZYDENT”
– jako prawnik w biurze prezydenta Kaczyńskiego bez formalnych dokumentów przekazał Kancelarię ludziom Komorowskiego,
– jako prezydent nie udostępnił Aneksu do raportu o likwidacji WSI,
– nie przyłożył ręki do wycofania ustawy 1066 o „bratniej pomocy”,
– nie podjął działań w celu pełnego wyjaśnienia śmierci Popiełuszki,
– nie zaangażował się w rozliczenie afer poprzedniej ekipy, itd.

To są drobiazgi w porównaniu do opinii i deklaracji jakie wyrażał z okazji różnych rocznic i okoliczności.

Udział w Marszu Żywych (28.04.2022):
https://www.prezydent.pl/aktualnosci/wizyty-krajowe/prezydent-andrzej-dudawzial-udzial-w-marszu-zywych,52878
Opowiadał, że ofiar nigdy nie zapomni. Oczywiście głównie żydowskich ofiar. Uroczystości poświęconej polskim ofiarom Rzezi Wołyńskiej patronować nie chciał.

Wystąpienie z okazji 3 Maja:
https://www.prezydent.pl/aktualnosci/wypowiedzi-prezydenta-rp/wystapienia/wystapienie-prezydenta-podczas-uroczystosci-naplacu-zamkowym,53158
– „Stało się coś, o czym powiedział ostatnio prezydent Ukrainy Wołodymyr Zełenski, dosłownie kilka dni temu: „Wobec tego, co zrobili Polacy, cała historia jest nieważna”. W jakimś sensie można powiedzieć, że tak – że w całym ogromie tej historii, przecież w ostatnich stuleciach tak trudnej, gdzie na wspólnym stole między Polakami a Ukraińcami tak często leżał karabin, tak często leżał topór, broń – został położony chleb. Chleb! Została położona dłoń na dłoni. Dziękuję Wam za to. Jest to akt, który – wierzę w to głęboko – buduje całkowicie nową drogę w naszych dziejach, w dziejach naszych obojga narodów”.

– “(…) by – gdy wojna się zakończy – mogli [Ukraińcy] wrócić do swoich domów, a my pomóc im w dziele odbudowy Ukrainy: wolnej, suwerennej, niepodległej. Ukrainy, która – mam nadzieję – będzie na dziesięciolecia, a daj Boże i na stulecia, państwem bratnim dla Rzeczypospolitej, pomiędzy którym a nami, Polską – jak, mam nadzieję, proroczo powiedział Prezydent Wołodymyr Zełenski – nie będzie granicy; że tej granicy faktycznie nie będzie; że będziemy żyli razem na tej ziemi, (…)“.

Wystąpienie z okazji Chanukowych Świec (01.12.2021):
https://www.prezydent.pl/aktualnosci/wydarzenia/uroczystosc-zapalenia-swiec-chanukowych-plenhebr,45866
(…) Rola społeczności żydowskiej na przestrzeni tysiąca lat była dla Polski bardzo ważna, chcę to z całą mocą podkreślić. To jest Polin, to jest miejsce dla nas wszystkich, ukształtowane historycznie, umocowane kulturowo, w którym chcemy nadal razem żyć, w tolerancji, we wzajemnym zrozumieniu i szacunku (…)”.

Kilka zdań komentarza.
Opinię o Kwaśniewskim i Komorowskim wyraziłem w tekście ZdrajcyTU .

Ponieważ to prezydent Andrzej Duda sprowokował ten tekst więc należy mu się specjalna uwaga.

Zacznę od końca czyli od chanukowych wygłupów.
Jakim prawem przedstawiciele Państwa Polskiego oficjalnie świętują jakąś legendę (hagadę) z historii Żydów?
Czy władze Izraela w rocznicę „Cudu nad Wisłą”, czy odstąpienia Szwedów od ataku na Jasną Górę „za sprawą ingerencji Matki Boskiej” urządzają przyjęcie dla księży katolickich i przedstawicieli RP?
Czy Duda jest katolikiem, bo sądząc po treści linkowanego przemówienia to raczej nie?

Prezydent podkreślił „… rolę społeczności żydowskiej …” itd. Ciekawe czy miał na myśli:

– niechlubną rolę Żydów podczas Powstania Styczniowego czy Powstania Listopadowego?
– sprzeciwy i obstrukcje społeczności żydowskiej podczas tworzenia Polski po rozbiorach?
–  wypowiedź barona Rotschilda na okoliczność planowanego udziału Dmowskiego w Konferencji Wersalskiej, gdzie miano dyskutować o granicach w Europie:
„(…) [jeżeli Dmowski będzie reprezentować Polskę] Wy nas znajdziecie na drodze do Gdańska, na drodze do Śląska pruskiego i do Cieszyńskiego, na drodze do Lwowa, na drodze do Wilna i na drodze do wszystkich waszych projektów finansowych”.
– denuncjacyjną rolę Żydów po 17.09.1939 na zajętych przez sowietów ziemiach polskich?
– rolę żydokomuny w mordowaniu polskich patriotów za PRLu?
– utworzenie świetnie działającej holokaust industry?
– bezprawne roszczenia na gigantyczną kwotę za pożydowskie mienie bezspadkowe?
– słowa Izraela Singera : Jeżeli Polska nie spełni roszczeń Żydów, będzie „publicznie atakowana i upokarzana” na forum międzynarodowym?
– działalność „historyka” Grossa czy innego „literata” Kosińskiego?

Można by jeszcze długo wyliczać jak wielka była i jest rola społeczności żydowskiej dla Polaków i Polski.

Wisienką na torcie jest wypowiedź Dudy z 03.05.2022.
Po pierwsze
według tego człowieka spontaniczna pomoc Polaków spowodowała, że „cała historia jest nieważna”.
Ojciec sąsiada spalił kiedyś mojemu ojcu chałupę razem z żoną. Po jakimś czasie pomogłem jego synowi, bo był w ciężkiej sytuacji i z tego jest wniosek, że nie ma sprawy, spoko, zapomnijmy o chałupie.
Ja mu pomogłem – to znaczy, że on może przeszłość uznać za niebyłą, nieistotną. Taka to pier… na logika.
Takie zdanie mógł wypowiedzieć jakiś kretyn u cioci na imieninach. Jeżeli to powiedział Prezydent to mamy przesrane.
Po drugie
sprawa braku granicy. To nie była przenośnia. To jest zapowiedź jakiegoś koszmarnego projektu, który będzie skutkować konfliktem. Polska ma swoje interesy Ukraina swoje i nie są one tożsame.

Na koniec dla przypomnienia tekst ślubowania prezydenckiego:

Obejmując z woli Narodu urząd Prezydenta Rzeczypospolitej Polskiej, uroczyście przysięgam, że dochowam wierności postanowieniom Konstytucji, będę strzegł niezłomnie godności Narodu, niepodległości i bezpieczeństwa Państwa, a dobro Ojczyzny oraz pomyślność obywateli będą dla mnie zawsze najwyższym nakazem“.

i zadanie – połącz kropki (informacje) i napisz co ci wyszło?


Jeżeli Andrzej Duda został prezydentem to znaczy, że w zasadzie z każdego można zrobić Prezydenta.

Djokovic, który się strzykawcom ani oszczercom z UE, wrogom Serbii nie kłaniał, triumfuje.

Djokovic, który się strzykawcom ani oszczercom z UE, wrogom Serbii nie kłaniał, triumfuje.

Novak Djokovic, który się strzykawkom w czasie pandemii nie kłaniał, triumfuje w Paryżu.

djokovic-ktory-sie-strzykawkom-nie-klanial-triumfuje

Serb, który się strzykawkom w czasie pandemii nie kłaniał, wyrównał ilość wygranych Wielkich Szlemów na Roland Garros z Igą Świątek. Jednak łącznie triumfował już po raz 23. w turnieju wielkoszlemowym, co jest rekordem świata. W sumie wygrał każdy turniej Wielkiego Szlema co najmniej trzy razy.

W finale w Paryżu rozstawiony z numerem trzecim serbski tenisista wygrał z Norwegiem Casperem Ruudem (nr 4.) 7:6 (7-1), 6:3, 7:5. Obaj tenisiści zmierzyli się ze sobą po raz piąty i zawsze górą był Djokovic.

W finale emocje były w zasadzie tylko w pierwszym secie. Djokovic dał się przełamać w drugim gemie i po kilkunastu minutach Ruud prowadził 4:1. Serb wrócił jednak do gry. W siódmym gemie odrobił przełamanie, a w tie-breaku nie dał rywalowi szans. Norweg zdobył w nim tylko punkt.

W drugim oraz trzecim secie Djokovic nie dał się już przełamać i w obydwu raz przełamywał Norwega. W ostatniej partii dokonał tego w jedenastym gemie, a chwilę później serwował na zwycięstwo. Wykorzystał drugą piłkę meczową. Spotkanie trwało trzy godziny i 13 minut.

Do tej pory rekord 22 wielkoszlemowych zwycięstw Serb dzielił z Rafaelem Nadalem. Hiszpan, 14-krotny triumfator w stolicy Francji, nie bronił tytułu z powodu kontuzji.

36-latek z Belgradu wcześniej w Paryżu najlepszy był w 2016 i 2021 roku. Trzykrotnie zwyciężał też w US Open (2011, 2015, 2018). Najwięcej, aż dziesięć triumfów ma w Australian Open (2008, 2011, 2012, 2013, 2015, 2016, 2019, 2020, 2021, 2023). Siedem razy wygrywał Wimbledon (2011, 2014, 2015, 2018, 2019, 2021, 2022).

24-letni Ruud po raz trzeci w karierze wystąpił w finale wielkoszlemowej imprezy – zawsze jednak przegrywał. Okazał się jednak gentlemanem i zwróciłsię do Serba po porażce słowami – „Kolejny dzień, kolejny rekord ustanowiony przez ciebie. Jest niezwykle trudno opisać, jak niesamowitym jesteś tenisistą. Gratulacje”.

Źródło: PAP

13.06.2023 Wałbrzych – Msza święta i czuwanie Krucjaty Różańcowej za Ojczyznę

13.06.2023 Wałbrzych – Msza święta i czuwanie Krucjaty Różańcowej za Ojczyznę

12/06/2023przez antyk2013

13. dnia każdego miesiąca

Króluj nam, Chryste!

W najbliższy wtorek – jak zawsze 13. dnia miesiąca – o godz. 18.00 będzie w wałbrzyskiej kolegiacie Św. Aniołów Stróżów Msza święta w intencji Ojczyzny, poprzedzona czuwaniem Krucjaty Różańcowej za Ojczyznę, które będzie trwało od godz. 15 do procesji eucharystycznej o godz. 17:30, a po Mszy świętej będzie jeszcze nabożeństwo fatimskie.

Wprowadzane na rynek preparaty ‘przeciw HPV’ nie są szczepionkami.

„Wprowadzane na rynek preparaty ‘przeciw HPV’ nie są szczepionkami”. Szokujące ustalenia Jana Pospieszalskiego

wprowadzane-na-rynek-preparaty-nie-sa-szczeionkami

„Sprawdziłem statystyki zachorowalności w krajach, które wdrożyły masowe szczepienia na HPV. Okazuje się, że programy szczepień nie przyniosły poprawy, a w wielu badaniach notuje się nawet wzrost zachorowań.

Dlaczego? Ponieważ wprowadzane na rynek preparaty nie są szczepionkami przeciwko rakowi”, alarmuje na łamach tygodnika „Do Rzeczy” Jan Pospieszalski.

Publicysta komentuje ogłoszenie przez premiera Morawieckiego oraz ministrów Maląg i Niedzielskiego programu „darmowych i dobrowolnych szczepień przeciw HPV”. Ma on obejmować dziewczynki w wieku 12 i 13 lat. Przyjęcie preparatu ma przez całe życie chronić je przed nowotworem szyjki macicy.

Tymczasem z danych, do których dotarł gospodarz programu „W Pośpiechu” na antenie PCh24 TV preparaty przeciwko HPV chronią tylko przed czterema typami wirusa spośród kilkudziesięciu, z których każdy może wywołać raka szyjki macicy.

Pospieszalski powołuje się na artykuły naukowe z najbardziej prestiżowych medycznych pism, z których wynika, że wszystkie zapewnienia, że tzw. szczepionka przeciwko HPV zapewnia ochronę na całe życie są po prostu kłamstwem. „Nowotwór rozwija się niezwykle wolno – 10 lat i więcej. Zapadalność na raka występuje najczęściej w grupie 40–65 lat, a zaszczepione w 2008 r. nastolatki dziś nie osiągnęły jeszcze 30. roku życia. Ponadto szczepienia oddziałują tylko na określone rodzaje wirusa, inne zaś typy są na szczepienia odporne”, wylicza.

„Poważne naukowe periodyki zwracają uwagę, że w krajach, gdzie stosowano populacyjne, dywanowe szczepienia, zaobserwowano zjawisko substytucji, polegające na zastępowaniu i przejmowaniu roli ograniczonych przez szczepienie typów wirusa HPV przez pozostałe, bardzo onkogenne, a niezawarte w szczepionce typy. Zatem ani zapadalność, ani śmiertelność nie maleją. (…) Skoro powyższa wiedza jest powszechnie dostępna, to dlaczego rząd namawia Polaków do tak wątpliwego środka?”, podsumowuje Jan Pospieszalski.

Źródło: tygodnik „Do Rzeczy”

Komisja ds. zbadania żydowskich wpływów w Polsce

Lex Morawiecki. Komisja ds. zbadania żydowskich wpływów w Polsce

CzarnaLimuzyna , 11 czerwca 2023

Gdyby politrucy z PiS, PO et consortes traktowali poważnie Polskę i Polaków już dawno sprawa żydowskich, niemieckich, rosyjskich i ukraińskich wpływów byłaby przedmiotem skutecznych działań odpowiednich służb.

Niestety, zgodnie z mądrością etapu, nasi wrogowie, wszyscy prócz Rosji, nazywani są przyjaciółmi

Przyjaźń z Niemcami oparta na prawdzie, partnerstwie i wzajemnym zrozumieniu

Po dziesięcioleciach burz, po dziesięcioleciach dramatów, przyszły dziesięciolecia dobrej przyjaźni opartej na prawdzie, opartej na partnerstwie i wzajemnym zrozumieniu” – powiedział prezydent Andrzej Duda /Berlin, 2016/

Przyjaźń polsko-niemiecka jest dla mnie niezwykle ważna /Duda,2018/

Chciałbym podziękować, że te rozmowy odbywały się w bardzo dobrej, przyjacielskiej, bardzo dobrosąsiedzkiej atmosferze – zaznaczył Andrzej Duda. /Berlin, 2022/

Nie będę cytować propagandowych bredni na temat Ukrainy i Ukraińców, którzy częściej byli sprzymierzeni z hitlerowskimi Niemcami oraz w większości walczyli po stronie Rosji Radzieckiej (1920) niż stali po stronie Polski. Współpraca OUN z Abwehrą przed 1939 r.  Podobnie było z Żydami: Żydzi polscy: cudzoziemcy czy współobywatele?

Lex Morawiecki. Komisja ds. zbadania żydowskich wpływów w Polsce

Czy taka komisja powstanie? W tym bagnie umoczone jest nie tylko PiS z Kaczyńskim i Morawieckim na czele, ale także stronnictwo niemieckie, Tuska. Szanse powstania takiej komisji są bliskie zeru. Zastanowienie budzą relacje Morawieckiego z Żydami i Niemcami: Kulisy koszernej kolacji premiera Morawieckiego. To przestaje być śmieszne.

A jak jest z Rosjanami? Na nasze szczęście wpływy rosyjskie oraz możliwości działania rosyjskiej agentury zmalały na przestrzeni ostatnich lat. Dwie konkurujące ze sobą targowice: „totalna” i „Nowogrodzka” są zorientowane antyrosyjsko. Stronnictwa niemiecko-żydowskie (Tusk) i amerykańsko-żydowskie (Kaczyński i Morawiecki) walczą ze sobą tylko o władzę nad korytem, będąc w innych sprawach w strategicznym sojuszu.

Komisja ds. zbadania wpływów „Bestii”

Słowo Bestia jest używane w publicystyce oraz w tradycyjnym nauczaniu Kościoła. Znaczenie jest częściowo zbieżne. „Bestia” w znaczeniu geopolitycznym oznacza globalistyczną klikę, której najbardziej znacząca agenda jest znana pod nazwą WEF (Światowe Forum Ekonomiczne). O „bestii” mówi i pisze Marek Tomasz Chodorowski.

Nie tylko Polska, ale prawie wszystkie narody zostały rzucone na żer „bestii”, która realizuje program Wielkiego Resetu, a ten ma umożliwić wprowadzenie cyfrowego niewolnictwa. Ostatecznym celem jest zniszczenie Człowieka takim jakim on jest z natury i stworzenie transhumanistycznej hybrydy wyznającej satanizm. Słowo satanizm może budzić u niektórych wątpliwość, ale wystarczy spojrzeć na dotychczasowe skutki pozornie bezwyznaniowej ideologii rządzącej dziś rozumem i sumieniem miliardów ludzi. Nienawiść i miłość w czasach Wielkiego Resetu. Ks. prof. Tadeusz Guz

Funkcjonariusze “Bestii” czyli starsi bracia w wierze w nowy porządek (NWO)

“Nie wypada w tym kontekście nie wspomnieć, że to właśnie funkcjonariusze “Bestii” zadecydowali o pozostawieniu Polski pod ścisłą kontrolą uniemożliwiającą restytucję polskiej państwowości po 1989 roku. W tym celu administracja USA wsparła zawarte przy okrągłym stole porozumienie  dwóch zwaśnionych, mających stalinowskie korzenie frakcji. Wspólny projekt “Wasz prezydent, nasz premier” został zrealizowany w formie wyboru Jaruzelskiego (“Chamy”) i Mazowieckiego (“Żydy”). Przypomnę również, że zgoda na rejestrację fundacji Sorosa – awangardy nowego porządku w Polsce została wydana przez Jaruzelskiego w roku 1988, a więc przed teatrzykiem znanym pod nazwą” Okrągły Stół” .

Istotną sprawą podniesioną podczas rozmów z Markiem Chodorowskim jest kwestia kontroli przez Bestię debaty politycznej w formie tworzenia narracji dwóch stron “sporu”, a tym samym nadzoru nad tezą i antytezą”. Pluralistyczna Bestia opanowała wyobraźnię Polaków

Komisja ds. zbadania wpływów „ideologii gender”

Pośród wielu ujemnych cech lewactwa najbardziej wydatną jest głupota /Bogusław Wolniewicz/

Lewoskrętność na którą zwrócił uwagę prof.Wolniewicz oznacza w praktyce wybór moralnego zła.

Taka komisja również nie powstanie. Większość polityków głównego ścieku w Polsce jest oportunistyczna i lewoskrętna. O skutkach braku rozdziału państwa i lewicy świadczą miliony ofiar na całym świecie. „Akt 2223 dosłownie legalizuje dzieciobójstwo – zabicie dziecka do drugiego miesiąca życia, poprzez usunięcie cywilnych i karnych konsekwencji aborcji włączając pojęcie śmierci okołoporodowej”/link/

cdn…

Gnoza – smok wielki, ryży, mający siedem głów i dziesięć rogów, a na głowach jego siedem koron…

Gnoza – smok wielki, ryży, mający siedem głów i dziesięć rogów, a na głowach jego siedem koron…

ks. Piotr Dzierżak FSSPX Zawsze Wierni nr 3/2023 (226)

https://www.piusx.org.pl/zawsze_wierni/artykul/3146

[—-] Dlaczego gnoza miałaby być czymś tak ważnym? Czy nie jest to tylko sprawa jakiejś grupy starożytnych bądź w najlepszym razie średniowiecznych sekt heretyckich, charakteryzujących się nienawiścią do materii, które już dawno nie zostały zgładzone i nawet zapomniane? Przecież – wydawałoby się – dzisiejszy człowiek raczej zbyt mocno tkwi w okowach materii, zapominając o swojej nieśmiertelnej duszy; trzeba mu wręcz przypominać o potrzebie duchowego doskonalenia się, zamiast przestrzegać przed tymi, którzy chcą go nauczyć odrazy do życia cielesnego.

Również i ten byłby w błędzie, kto by sądził, że zagadnienie gnozy wyczerpuje się całkowicie w kwestiach związanych z okultyzmem, ezoterycznym chrześcijaństwem czy masonerią, choć niewątpliwie wszystkie te wymienione zjawiska mają z gnozą bardzo wiele wspólnego.

Aby zrozumieć gnozę, najlepiej sięgnąć do Objawienia, do jej zapisanej w Piśmie Świętym części – a konkretnie zwrócić szczególną uwagę na sam początek i koniec zbioru ksiąg objawionych. I tak w Rdz 3, 4–5 czytamy:

I rzekł wąż do niewiasty: „żadną miarą nie umrzecie śmiercią. Bo wie Bóg, iż któregokolwiek dnia będziecie jeść z niego, otworzą się oczy wasze i będziecie jako bogowie, znając dobre i złe”.

Z kolei pewne zdanie z samego prawie końca Pisma, umieszczone w Ap 12, 3, ukazuje nam inny aspekt gnozy:

I ukazał się inny znak na niebie: oto smok wielki, ryży, mający siedem głów i dziesięć rogów, a na głowach jego siedem koron i ogon jego ciągnął trzecią część gwiazd niebieskich i zrzucił je na ziemię.

O ile pierwszy cytat w zadowalający sposób tłumaczy nazwę, gdyż słowo gnoza pochodzi od greckiego gnosis oznaczającego wiedzę, tak drugi ukazuje nam wieloaspektowość gnozy – siedem głów smoka połączonych cielskiem stanowi czytelne odniesienie dla wewnętrznego zróżnicowania tego zjawiska, stanowiącego pewną syntetyczną całość, mimo znacznych przeciwieństw i sprzeczności tkwiących między różnymi odłamami.

I dlatego ktoś, kto pojmuje gnozę jedynie fragmentarycznie, może paść ofiarą jednego jej nurtu, choć przed innymi umie się uchronić. Bowiem w świecie gnozy każdy znajdzie coś dla siebie: jeśli uważasz się za upadłego z niebios anioła zaklętego w powłokę cielesną – jesteś w domu; jeśli chcesz zgłębiać tajniki starożytnej wiedzy niedostępnej profanom – jesteś w domu; jeśli masz silne przekonanie, graniczące z pewnością, że wszystkie rzeczy we wszechświecie tworzą jedność, a ty jesteś częścią Absolutu – jesteś w domu; jeśli uważasz, że cielesność jest obrzydliwa i człowiek powinien przenieść swoją jaźń do komputera – jesteś w domu; jeśli uważasz, że dla dobra glonów i wodorostów powinieneś zrezygnować z posiadania dzieci – jesteś w domu.

Ale z drugiej strony: jeśli chcesz żyć pełnią życia kosztem innych, jak społeczny pasożyt, dysząc nienawiścią do tych bardziej od ciebie utalentowanych czy majętnych; albo jeśli chcesz dać upust swej zwierzęcej naturze, dopuszczając się największych bezeceństw – (paradoksalnie) również świetnie odnajdziesz się w świecie gnozy. Bo gnoza nie oznacza tylko ascezy: można przecież okazywać wzgardę materii poprzez najhaniebniejsze jej nadużywanie.

Jesteśmy więc w sytuacji człowieka walczącego z siedmiogłowym smokiem – by się skutecznie bronić, musimy uważać na wszystkie głowy naraz. A najlepiej zwracać baczną uwagę na sam korpus smoka, gdyż głowy nigdy się od niego zbytnio nie oddalą. Tym też ma być niniejszy numer ZW – próbą zdemaskowania owego cielska, pokazania, gdzie znajdują się (czy mogą się znajdować) szczeliny, przez które gnoza zacznie dostawać się do naszej duszy.

Bo to, że już od dawna żyjemy w świecie opanowanym przez gnostyków, nie powinno budzić w nas wątpliwości. Jeśli na poważnie głosi się poglądy negujące porządek naturalny w dziedzinie ludzkiej rozrodczości; jeśli traktuje się ludzką aktywność (intelektualną czy materialną) jako zagrożenie dla biologicznych ekosystemów, jednocześnie dążąc do całkowitego upadku społeczeństwa w dziedzinie ducha, moralności, intelektu (zniszczenie edukacji, skorumpowanie świata nauki), to przyczyną tego musi być coś poważniejszego niż tylko dążenie do zysku przez wielkie korporacje czy też łatwość kierowania ogłupiałym społeczeństwem, skądinąd tak pożądana przez demokratycznych polityków. Od zarania dziejów toczy się bowiem walka duchowa i to jest jeden z jej ważniejszych frontów.

Jeszcze i co do jednego nie wolno mieć nam wątpliwości: gnoza jest dziełem węża (smoka), wroga naszej natury – a on nigdy nie tworzy niczego nowego. Nawet gdyby z jakiegoś powodu chciał, to przecież nie potrafi. Umie tylko małpować, albo dosadniej: degenerować, wynaturzać to, co stworzył Bóg. Otóż nasz wróg nienawidzi nie tylko materii – jak pokazują historyczne doświadczenia z komunizmem (będącym de facto narzędziem gnozy) – jeszcze bardziej nienawidzi tego, co umysłowe, intelektualne. Po prostu nienawidzi bytu, ponieważ pełnią bytu jest właśnie Bóg.

Podsumowując, wąż obiecał ludziom wiedzę, będącą pierwotną formą gnozy – wiedzy, która ma dawać zbawienie. Zatem gnoza jest niczym innym, jak próbą samo-zbawienia. Już w tym tkwi jej niezwykłe bluźnierstwo – bowiem prawdziwym Zbawicielem jest tylko Bóg: Jezus Chrystus. Co więcej, jest On również naszym nauczycielem, dającym nam prawdziwą mądrość i wiedzę: Słowo, którym jest On sam.

Niniejszy numer ZW nieprzypadkowo kończy się artykułem przedstawiającym wizerunki Najświętszej Maryi Panny, pogromicielki smoka i węża. Ona jest w dziedzinie praktyki1 najskuteczniejszym lekarstwem na gnostycką chorobę.

Przypisy

  1. Analogicznie w dziedzinie teorii jest nią doktryna św. Tomasza z Akwinu, patrz artykuł na ten temat.

Trwa zamiatanie ogromnej afery korupcyjnej w PE pod dywan

Trwa zamiatanie afery korupcyjnej w PE pod dywan

Korupcja w Parlamencie Europejskim jest wyciszana

korupcja-w-parlamencie-europejskim-jest-wycszana

„Bohaterowie” korupcji w PE już nie siedzą w „wydobywczych celach”, a media poświęcają aferze katarsko-marokańskiej coraz mniej miejsca. Eurodeputowany Jacek Saryusz-Wolski mówi wprost – „trwa zamiatanie afery korupcyjnej w PE pod dywan”.

Dodaje, że „główni podejrzani wracają do parlamentu, jakby nic się nie stało”, chociaż „afera była realna, a dowody były namacalne”, teraz „wygląda na to, że sprawa została rozwodniona i zepchnięta z agendy”.

Polski europarlamentarzysta zauważa, że „paradoksalnie, a wręcz groteskowo w tym kontekście brzmi nazwa NGO, którym kierował Pier Antonio Panzeri – „Fighting impunity”, czyli „Zwalczać bezkarność”. Jest to przykład bezkarności w przypadku korupcji, w którą zaangażowane były osoby z PE. Sądzę, że zamiatanie pod dywan jest związane z tym, że afera sięgała również dalej – egzekutywy unijnej i innych politycznych kręgów. Być może widok tego, jak daleko sięga spowodował, że jak najszybciej chcą zatrzasnąć wieko nad tą sprawą”.

Przypomnijmy, że afera korupcyjna wybuchła w grudniu 2022 r. wraz z aresztowaniem byłej wiceprzewodniczącej PE, greckiej socjalistki Evy Kaili, znalezieniem walizek pieniędzy, odkryciem niejasnych powiązań z Katarem i Maroko i uprawianego za opłatą lobbingu na rzecz tych krajów.

Śledztwo przeciw Kaili trwa też w Grecji, gdzie również grozi jej więzienie. Jeśli Kaili zostanie uznana za winną w Grecji, wyrok wydany przez krajowy organ sądowy będzie najprawdopodobniej surowszy niż ten w Belgii.

Kaili nie jest jedyną negatywną bohaterką afery korupcyjnej w PE. Podejrzanym jest m.in. Pier Antonio Panzeri, były włoski europoseł. To on jest założycielem organizacji pozarządowej Fight Impunity. W aferę zamieszani są też europosłowie Marc Tarabella i Andrea Cozzolino.

Potwierdzeniem tezy o rozmywaniu afery, może być skandaliczna decyzja o tym, że Eva Kaili, główna podejrzana w aferze korupcyjnej, może jechać na sesję plenarną w Strasburgu w nadchodzącym tygodniu. Tak przynajmniej podaje portal Politico, powołując się na prawników Greczynki.

„Brukselski sąd zdecydował, za zgodą sędziego śledczego Michela Claise’a i sędziego federalnego Raphaela Malagniniego, że Kaili może udać się w podróż do Strasburga tylko w celu wykonywania swoich obowiązków” – oświadczyli w niedzielę prawnicy eurodeputowanej, Sven Mary i Michalis Dimitrakopoulos.

BioNTech w obliczu pierwszego niemieckiego pozwu o skutki uboczne szczepionki COVID

BioNTech staje w obliczu pierwszego niemieckiego pozwu o skutki uboczne szczepionki COVID

HAMBURG, 11 czerwca (Reuters) iontech-faces-first-german-lawsuit-over-alleged-covid-vaccine-side-effects

– BioNTech pójdzie do sądu w poniedziałek [12.06], aby bronić się przed pozwem niemieckiej kobiety, która domaga się odszkodowania za skutki uboczne szczepionki COVID-19, pierwszej z potencjalnie setek spraw w kraju.

Kobieta, korzystając z przysługującego jej na mocy niemieckiego prawa do prywatności – prawa do nieupubliczniania jej nazwiska, pozywa niemieckiego producenta szczepionek o co najmniej 150 000 euro (161 500 USD) odszkodowania za uszkodzenie ciała, a także odszkodowanie za szkody materialne. zSąde rejonowym w Hamburgu rozpatruje sprawę, a kancelaria Rogert & Ulbrich ją reprezentuje.

Powódka twierdzi, że z powodu szczepionki cierpiała na ból górnej części ciała, obrzęk kończyn, zmęczenie i zaburzenia snu.

Tobias Ulbrich, prawnik w Rogert & Ulbrich, powiedział agencji Reuters, że zamierza zakwestionować w sądzie ocenę dokonaną przez organy regulacyjne Unii Europejskiej i niemieckie organy oceniające szczepionki, że „zastrzyk BioNTech ma pozytywny profil ryzyka i korzyści”.

Niemieckie prawo farmaceutyczne stanowi, że producenci leków lub szczepionek są zobowiązani do wypłaty odszkodowania za skutki uboczne tylko wtedy, gdy „nauka medyczna” wykaże, że ich produkty powodują nieproporcjonalne szkody w stosunku do korzyści lub jeśli informacje na etykiecie są błędne.

Firma BioNTech, która posiada pozwolenie na dopuszczenie do obrotu w Niemczech szczepionki opracowanej wspólnie z Pfizer , stwierdziła, że [—] jest ona bezpodstawna.

„Pozytywny profil korzyści i ryzyka Comirnaty pozostaje pozytywny, a profil bezpieczeństwa został dobrze scharakteryzowany” – powiedziała firma biotechnologiczna. Zauważyła, że około 1,5 miliarda ludzi otrzymało zastrzyk na całym świecie, w tym ponad 64 miliony w Niemczech.

Europejska Agencja Leków (EMA) twierdzi, że Comirnaty firmy BioNTech, najczęściej stosowana w świecie zachodnim, jest bezpieczna w użyciu.

Podczas briefingu dla mediów w zeszłym tygodniu EMA potwierdziła korzyści płynące ze wszystkich zatwierdzonych przez nią szczepionek przeciwko COVID-19, w tym szczepionki BioNTech, twierdząc, że tylko w pierwszym roku pandemii szczepionki pomogły uratować prawie 20 milionów istnień ludzkich.

Stwierdzono, że istnieje bardzo małe ryzyko zapalenia mięśnia sercowego i osierdzia, dwóch rodzajów zapalenia serca, po szczepieniu Comirnaty, głównie u młodych mężczyzn. Nieoczekiwane skutki uboczne po zatwierdzeniu leku przez organy regulacyjne są rzadkością. Bezprecedensowa szybkość, z jaką opracowano szczepionki przeciwko COVID podczas pandemii, oznaczała, że potencjalne nietypowe skutki uboczne mogły nie zostać wykryte tak łatwo, jak w przypadku tradycyjnie dłuższych badań.

EMA stwierdziła, że monitorowanie bezpieczeństwa nie zostało naruszone podczas przyspieszonej oceny.

Do maja EMA zarejestrowała prawie 1,7 miliona spontanicznych zgłoszeń podejrzewanych skutków ubocznych, co przekłada się na około 0,2 na każde 100 podanych dawek.

W Europejskim Obszarze Gospodarczym (EOG), który obejmuje 27 państw członkowskich UE oraz Islandię, Liechtenstein i Norwegię, podano prawie 768 milionów dawek szczepionki.

Najczęstsze tymczasowe skutki uboczne to ból głowy, gorączka, zmęczenie i ból mięśni.

EMA monitoruje również zdarzenia niepożądane lub choroby po szczepieniu i sprawdza, czy ich częstotliwość przekracza normalne wskaźniki w populacji nieszczepionej.

ODPOWIEDZIALNOŚĆ

Nie jest jasne, kto pokryje koszty prawne lub odszkodowanie, jeśli powód wygra sprawę.

Źródła podały, że niektóre umowy zakupu hurtowego UE z producentami szczepionek, w tym BioNTech-Pfizer, zawierały pełne lub częściowe zrzeczenie się odpowiedzialności zarówno za koszty prawne, jak i potencjalne odszkodowania, co może zmusić rządy UE do poniesienia części kosztów.

Podobnie jak wiele innych krajów, Niemcy również posiadają program wsparcia finansowego sektora publicznego dla osób, które doznały trwałego uszczerbku na zdrowiu w wyniku szczepionek, znany jako program odszkodowań bez winy, ale uczestnictwo w programie nie blokuje osobom ubiegającym się o odszkodowanie oddzielnie.

Stany Zjednoczone przyznały producentom zwolnienie z odpowiedzialności za szczepionki przeciwko COVID-19, które zostały zatwierdzone przez organy regulacyjne.

Rogert & Ulbrich twierdzi, że złożył około 250 spraw dla klientów ubiegających się o odszkodowanie za domniemane skutki uboczne szczepionek COVID-19.

Inna firma prawnicza, Caesar-Preller, twierdzi, że reprezentuje 100 spraw, przy czym obie firmy osobno twierdzą, że obejmują prawie wszystkie sprawy w Niemczech.

Kilka podobnych spraw zostało złożonych we Włoszech.

We Włoszech zgłoszono kilka podobnych przypadków.

Biskup o ezoteryzmie, parapsychologii, tzw. energii reiki, metodzie Silvy, yin-yang, feng shui, bonsai, chińskiej akupunkturze

Biskup o ezoteryzmie, parapsychologii, tzw. energii reiki, metodzie Silvy, yin-yang, feng shui, bonsai, chińskiej akupunkturze i innych praktykach chińskiego buddyzmu.

Duchowy korzeń ego i życiowa drogaczłowieka 

Biskupi-sekretarze Bizantyjskiego Katolickiego Patriarchatu 

byzcathpatriarchate@gmail.com

BKP: Duchowy korzeń ego i życiowa droga człowieka 

wideo: http://vkpatriarhat.org/pl/?p=20240  https://zivotni-cesta.wistia.com/medias/mxg83r9h64

https://rumble.com/v2f1zm4-duchowy-korze.html  https://bcp-video.org/pl/zyciowa-droga/

cos.tv/videos/play/43361819780485120  bitchute.com/video/ioiJkWmx04sg/

Człowiek ma nie tylko stronę materialną, którą otrzymuje poprzez swojego ojca i matkę. Człowiek jest w zasadzie istotą duchową. Bóg stworzył człowieka, używając materii – prochu ziemi – i tchnął w niego swojego ducha. Człowiek stał się duszą żywą, czyli istotą duchową, myślącą, w przeciwieństwie do zwierząt (por. Rdz 1-3).

Grzech pierworodny, duchowa trucizna, wszedł w duszę człowieka poprzez naruszenie Bożego przykazania. Człowiek zgrzeszył nieposłuszeństwem wobec najwyższej istoty – Boga. Jednocześnie tym otworzył się na inną istotę duchową – diabła.

Istotą tego genetycznego kodu zła w duszy ludzkiej jest odwrócenie się od Boga i ubóstwianie samego siebie. Ten egocentryzm jest w najwyższym stopniu utożsamieniem się z duchem kłamstwa i zła, z diabłem. Nasienie diabła jest nieodłączną częścią ludzkiego ego. Jest to tzw. grzech dziedziczny lub duchowy korzeń albo siedlisko zła w naszej duszy. Z ego pochodzi wszystkie zło, jakie kiedykolwiek w ludzkości istniało i jeszcze będzie istnieć. Źródło zła w człowieku jest głęboką tajemnicą, wykracza poza czas i nie kończy się wraz ze śmiercią osoby ani ludzkości. Tak zwane superego, czyli ludzki duch, jest nierozerwalnie połączony z duszą. Znajduje się jakby we więzieniu duszy (psyche), która jest zatruta duchową trucizną pierworodnego grzechu i programem samozniszczenia. To zatrucie powoduje, że umysł jest zamglony i trudno mu poznawać prawdę, zwłaszcza prawdy duchowej. Wola jest skłonna do zła.

Programem korzenia zła w duszy, czyli programem grzechu pierworodnego, jest stopniowe duchowe samobójstwo. Natomiast celem, nadanym przez Boga każdemu człowiekowi, jest życie wieczne w doskonałym szczęściu. Duch ludzki tęskni za Bogiem, źródłem prawdy i wiecznej miłości. Genetyczny kod zła powoduje stopniowe ogłuszanie sumienia, czyli Bożego głosu w duszy. Potajemnie, poprzez kłamstwa i samooszukiwanie się, dąży do swojego celu – emancypacji, czyli oddzielenia od Boga. Egocentryzm skutkuje wieczną śmiercią, czyli oddzieleniem od Źródła prawdy i szczęścia. Ten stan oddzielenia ludzkiego ducha od Boga jest istotą wiecznego cierpienia, które nazywamy piekłem. Diabeł jest złym duchem, kłamcą i mordercą (J 8:44), wrogiem rodzaju ludzkiego. Grzech pierworodny, korzeń zła w nas, przejawia się egocentryzmem. To niechęć, a raczej niezdolność przyznania się do prawdy. Kiedy człowiekowi pokazuje się jego błąd lub zło, które uczynił, reaguje urazą, zemstą, a czasem wielkim gniewem, a nawet wściekłością. Swoją winę umie ukryć jakimś dobrem, przynajmniej pozornym, albo zrzuca winę na kogoś innego, nawet na Boga. Prawda człowieka upokarza i demaskuje, dlatego prawdy nienawidzi. Ale ta prawda wyzwala z niewoli kłamstwa i różnych nałogów. A takie przyznanie prawdy jest warunkiem odpuszczenia grzechów. Dlatego drogę prawdy każdy musi rozpocząć sam od siebie. Ten proces możemy nazwać zmianą myślenia, czyli jest to biblijna metanoja. Myślenie „starego człowieka” jest egoistyczne, nie szuka prawdy, nawet jeśli ta prawda prowadzi do wiecznego szczęścia.

Nowy sposób myślenia opiera się na Bożej prawdzie – na Ewangelii (Mk 1,15), która łączy nas z pionem, z Bogiem. Boża prawda dotyczy przede wszystkim naszego istnienia, naszego celu w życiu i sensu naszego życia. Koncentruje się na naszym odkupieniu i wyzwoleniu, czyli w osobie naszego Zbawiciela. Zamiast egocentryzmu akceptujemy teocentryzm i Chrystocentryzm. Tak więc centrum naszego życia staje się Bóg, nasz Ojciec i Stwórca, a my przyjmujemy dane przez Niego zbawienie i miłość, która jest w Jego Synu, Jezusie Chrystusie. W języku hebrajskim imię Jehoszua oznacza, że Bóg jest moim Zbawicielem – Odkupicielem. Imię to przyjął Syn Boży, Jezus Chrystus, kiedy przyszedł w pełni czasu, aby wziąć na siebie naszą ludzką naturę. On dał nam program życia, którym jest Jego Ewangelia. Po dokonaniu Swojego dzieła zbawienia na haniebnym krzyżu dał nam swojego Ducha. Przez chrzest otrzymaliśmy Boże życie. Staliśmy się Bożymi dziećmi. (J 1). W chrzcie zostaliśmy w tajemniczy sposób zanurzeni w moment śmierci Chrystusa, a jednocześnie przez chrzest otrzymaliśmy udział w Jego nowym życiu, w życiu Chrystusa zmartwychwstałego. Tej pełni zmartwychwstania doświadczymy dopiero po przekroczeniu granicy czasu, czyli po naszej fizycznej śmierci, aż po zakończeniu historii przy powtórnym przyjściu Chrystusa. Wtedy i nasze materialne ciało zostanie nie tylko ożywione, ale także przemienione na obraz zmartwychwstałego ciała Chrystusa. Poprzez interwencję Bożej wszechmocy podczas zmartwychwstania Chrystusa, prawa fizyczne zostały podporządkowane wyższym, duchowym prawom. Zmartwychwstały Jezus przeszedł przez kamienny grób i zamknięte drzwi, kiedy ukazał się po zmartwychwstaniu apostołom. Ukazał się także ponad 500-osobowemu tłumowi w Galilei.

Wkraczamy w sferę wiary. Jest wiara naturalna, gdy wierzymy na przykład, że Ziemia jest kulą, że w Arktyce żyją niedźwiedzie polarne itp., czyli wierzymy w świadectwa ludzi. Istnieje jednak inny stopień wiary, jakim akceptujemy duchowe rzeczywistości. Łączymy się z nimi naszym duchem lub duszą. Ta wiara otwiera naszego ducha, umysł i wolę na świat duchowy. Ale tutaj już musimy rozróżniać, na jakiego rodzaju ducha się otwieramy. Istnieje również sfera okultyzmu, w której działają istoty duchowe, dziś często zwane energie. W rzeczywistości to upadłe anioły, demony. Te duchy kłamstwa wpływają na myślenie człowieka pozornie prawdziwymi inspiracjami. Jeśli człowiek nie kocha prawdy i nie jest w niej zakorzeniony, trudno będzie mu dostrzec kłamstwo, kryjące się za tymi sugestywnymi inspiracjami. Co więcej, korzeń zła w człowieku z tymi fałszywymi inspiracjami rezonuje i istotnie się z nimi łączy. Te inspiracje ostatecznie prowadzą do buntu przeciwko Bogu i Jego prawom. Fałszywe inspiracje człowiek zawsze uzasadnia jakąś pseudodobrocią, pseudoprawdą lub pseudosprawiedliwością. Ale jak mówi Jezus: „Po owocach poznaje się drzewo”. Zjednoczenie ludzkiego ego z demoniczną inspiracją przynosi zło i śmierć, nie tylko doczesną, ale i wieczną. Pogaństwo, podobnie jak współczesne zwietrzałe lub apostatycze chrześcijaństwo, jest religią „starego człowieka”. Czci demona Pachamamę i inne demony oraz promuje LGBTQ. Wszystko to prowadzi do potępienia.

Pogaństwo czci różne bóstwa, którym nadaje postać zwierząt, ptaków i bestii. Na przykład w buddyzmie, podczas medytacji, człowiek jednoczy się duchowo z jakąś bestią, a następnie przybiera ducha okrucieństwa i cynizmu. W istocie ta fałszywa duchowa droga jest ubóstwieniem dumnego ego i surowym odrzuceniem drogi prawdy i drogi zbawienia. Ta fałszywa droga jest oznaczona terminem „do”, na przykład aiki-do, bu-do, taikwon-do. Ale to nie jest droga prawdy czy wyzwolenia od zła w nas. To wielkie oszustwo i kłamstwo. Duch pogaństwa, ze swoimi tzw. duchowymi energiami, nie działa w pełni, jeśli sztuka walki jest traktowana tylko jako zwykły sport. Ale istnieje niebezpieczeństwo, że ten, kto uprawia ten sport, pragnie maksymalnych sukcesów. Tutaj radzi się mu, że musi medytować, ponieważ tak właśnie robią najlepsi mistrzowie sztuk walki. Tylko wtedy przez niego będzie działał z mocą duch, który działa w pogańskim buddyzmie. To samo dotyczy pogańskiego hinduizmu i praktykowaniem jogi. Hatajoga przedstawia się jako zwykła gimnastyka. Ci, którzy chcą pójść dalej, muszą kontynuować ćwiczenia oddechowe, po których następują medytacje, aż do tzw. królewskiej jogi, gdzie jest to już totalne opętanie demonem kłamstwa. Medytujący twierdzi: „Ja jestem bogiem”. Ta droga tzw. samozbawienia, połączona z nauką o reinkarnacji, jest wielkim oszustwem i pułapką także dla wielu chrześcijan. Joga była intensywnie promowana na chrześcijańskim Zachodzie od lat 60 XX wieku. Wkrótce potem buddyzm był promowany poprzez literaturę promocyjną i filmy, które spopularyzowały sztuki walki i otworzyły drzwi do inwazji buddyjskiej duchowości.

Stworzono atmosferę, jakby buddyzm przyniósł wyższą, bardziej prestiżową duchowość. Bezpieczna droga zbawienia, dana nam w Chrystusie przez Jego odkupieńczą śmierć na krzyżu, zaczęła być uważana za coś gorszego. To tragiczne oszustwo budowało na ludzkiej dumie i ludzkim ego, dlatego tak łatwo rozprzestrzeniło się pośród zwietrzałego chrześcijaństwa. W rzeczywistości chodziło o otwarcie drzwi do świata duchowego, czyli istot duchowych, demonów. Jezus wypędzał demony swoim słowem prawdy i Duchem Bożym. Tę moc dał również apostołom, a także każdemu chrześcijaninowi, aby mógł pokonać te demony. Warunkiem jest jednak zakorzenienie chrześcijanina w Chrystusie i Jego Ewangelii, aby był prawdziwym Chrystusowym uczniem.

Pogaństwo ma wiele kierunków. Zasadniczo chodzi o otwarcie się na moc demoniczną i oddawanie czci demonom i szatanowi. Okultystyczna pseudokultura dziś wpływa głównie na młodzież. Modny jest już nie ateizm, ale pogaństwo i okultyzm. Przypomnijmy sobie na przykład spopularyzowaną książkę „Harry Potter”. Promowaniem magii i okultyzmu są zarażone prawie wszystkie filmy dla dzieci, książki, a nawet podręczniki. Halloween, satanistyczne święto, które kojarzyło się ze składaniem ofiar z ludzi, jest również narzucane dzieciom w przedszkolach. Poganie Aztekowie co roku składali 20 000 ofiar demonom, czyli bóstwom. Otwierali żywcem klatkę piersiową młodzieńca i jego serce składali w ofierze demonom. Położyło temu kres dopiero chrześcijaństwo. Do dziś jednak szamani składają ofiary bożkowi Pachamamie, na przykład podczas budowy domu. W fundamentach małych domów umieszczają małą lamę, a w fundamenty dużych budynków składają ofiary z ludzi. Zwykle łapią bezdomnego lub turystę, podają mu opiaty ,narkotyki, a następnie zakopują go żywcem w fundamenty. Podobna szatańska praktyka istnieje nie tylko w Ameryce Południowej, ale także w Tybecie.

W piątej księdze Mojżesza, czyli ponad 1000 lat przed naszą erą, Pan poprzez Mojżesza ostrzega przed określonymi formami wróżbiarstwa, magii i spirytyzmu (por. Pwt 18:9 i nast).

Obecnie mówi się o ezoteryzmie, parapsychologii, tzw. energii reiki, metodzie Silvy, yin-yang, feng shui, bonsai, chińskiej akupunkturze i innych praktykach chińskiego buddyzmu. Męczennicy, niż uczcić pogańskie bóstwa, woleli poddać się okrutnym torturom i śmierci, ponieważ wiedzieli, że pierwsze przykazanie Dekalogu mówi jasno: „Ja Pan, jestem Bóg twój, Bóg jedyny. Nie będziesz miał innych (pogańskich) bogów oprócz Mnie. Nie będziesz wyobrażał sobie boga w postaci zwierząt, ptaków, gadów ani człowieka. Jestem zazdrośnie miłującym Bogiem”.

Kiedy na pustyni diabeł kusił Jezusa, Jezus powiedział do niego: „Idź precz, szatanie! Jest bowiem napisanePanu, swemu Bogu, będziesz oddawał pokłon i tylko jemu będziesz służył. System pogaństwa – to służba i czczenie fałszywych bogów, demonów i samego szatana.

Z pewnością dla każdego jest dziś jasne, że droga, czyli program elit rządzących, które propagują pogaństwo, niemoralność i redukcje człowieczeństwa, jest drogą antychrysta. I pseudopapież Franciszek idzie nią, nazywająć ją „drogą synodalną”. Nie trzeba komentować jego poświęcenia się demonom w pogańskim rytuale, prowadzonym przez szamana. Dopuścił się publicznej apostazji, za co ściągnął na siebie klątwę – ekskomunikę, czyli wykluczenie z Kościoła Chrystusowego.

Zbawiająca wiara jest zakorzeniona w objawionej nam przez Boga prawdzie. „Kto uwierzy (w Chrystusa) i przyjmie chrzest, będzie zbawiony” (Mk 16:16). To jest podstawa. Ale potem następuje droga, a nią jest Jezus Chrystus. Kto w niej wytrwa aż do końca, ten będzie zbawiony (Mt 24:13). Na tej drodze człowiek potrzebuje przede wszystkim codzienny porządek modlitwy. Idealnie – jedną dziesięcinę czasu. Kto codziennie będzie oddawał Bogu dziesięcinę czasu, czyli 2,5 godziny, wyzwoli się z uzależnienia od ducha świata i kłamstw, który działa w mainstreamie i mediach społecznościowych. Czyniąc to, preferuje komunikację pionową nad poziomą, tz. przedłoży zbawczą prawdę nad kłamstwa, półprawdy i marność.

Jeśli chodzi o modlitwę, ona prowadzi nas pod krzyż Chrystusa. Tutaj wyznajemy nasze grzechy i otrzymujemy przebaczenie przez wiarę w krew Chrystusa, ofiarowaną za przebaczenie grzechów.

Zbawiająca wiara przejawia się przede wszystkim we wewnętrznej modlitwie i osobistej relacji ze Zbawicielem. Łączy nas z Nim. Jednoczymy z Nim nasze cierpienia i nasze krzyże, to znaczy przeżywamy współukrzyżowanie z Chrystusem.

Naszym celem po tym krótkim życiu jest życie wieczne. Do niego jest tylko jedna prawdziwa droga, a jest nią Jezus Chrystus. On jest Drogą i Prawdą, ale także Życiem a to życiem wiecznym. (J 14:6) 

+ Eliasz

Patriarcha Bizantyjskiego Katolickiego Patriarchatu

Duchowy korzeń ego i życiowa droga człowieka

vkpatriarhat.org/en/?p=22641  /english/

vkpatriarhat.org/fr/?p=16099  /français/

vkpatriarhat.org/es/?p=12947  /español/

Ukraine is producing war propaganda in the style of Bollywood dance videos. Żenada.. Dwie minuty żałości…

Ukraine is producing war propaganda in the style of Bollywood dance videos.

https://twitter.com/i/status/1667518772947853312

Żenada.. Dwie miunuty żałości…

Covid -dance??

=========================

comments:

Our tax dollars being put to great use.

It reminds me of TikTok doctors and nurses

I thought this was a @TheBabylonBee skit

Szwecja ubogacona wojnami gangów. Działają w nich głównie osoby pochodzenia asyryjskiego, z Syrii, Iraku oraz Turcji. Istna rzeź w Sztokholmie.

Szwecja ubogacona wojnami gangów. Działają w nich głównie osoby pochodzenia asyryjskiego, z Syrii, Iraku oraz Turcji. 

Nowe informacje o strzelaninie w Sztokholmie. Najmłodsza ofiara to 15-latek

11.06.2023 normalka-horror-w-sztokholmie-strzelanina-nie-zyje-15-latek

Jedna osoba zginęła, a trzy zostały ranne w wyniku strzelaniny w okolicy centrum handlowego w Sztokholmie – to najnowszy bilans tragedii, o którym informuje lokalna policja. Do zdarzenia doszło w sobotę w południowej dzielnicy Farsta na przedmieściach stolicy Szwecji. Ofiara śmiertelna to 15-latek.

Napastnicy mieli broń automatyczną i rozpętali istną rzeź na przedmieściach szwedzkiej stolicy. Świadkowie relacjonowali, że strzelały dwie osoby.

Ofiara śmiertelna to 15-letni chłopiec, a ranni to inny 15-latek, 45-letni mężczyzna i 65-letnia kobieta. Zostali oni przetransportowani śmigłowcem do pobliskiego szpitala.

Obława z ziemi i powietrza

W rezultacie obławy z użyciem śmigłowców i psów zatrzymano na autostradzie dwie osoby w wieku ok. 20 lat. Według mediów obaj zatrzymani są ranni.

Szwecja zmaga się z wojnami gangów, często związanymi z handlem narkotykami. W przeszłości dochodziło do strzelanin i ataków z użyciem materiałów wybuchowych.

Szwedzkie przedmieścia symbolem przestępczości

Jak ocenia gazeta „LT”, rosnąca przestępczość na szwedzkich ulicach potęgowana jest również przez wewnętrzne konflikty w siatce przestępczej z miasta Södertälje. Działają w niej głównie osoby pochodzenia Asyryjskiego, między innymi z Syrii, Iraku oraz Turcji. 

Od początku roku do maja tego roku w Szwecji doszło do 144 strzelanin, z czego do 52 w rejonach Sztokholmu. W ich wyniku zginęło 18 osób, w tym 10 w samej stolicy

Syn znanej sędzi Sądu Najwyższego Marty Romańskiej z domu Armata, napadał z siekierą na sklepy. Głupio i nieudolnie.

Nieoficjalnie: Syn znanej sędzi Sądu Najwyższego Marty Romańskiej z domu Armata, napadał z siekierą na sklepy

Syn-znanej-sedzi-Sadu-Najwyzszego-napadal-z-siekiera

Jak ustalił „Super Express” 17-letni syn, znanej sędzi Sądu Najwyższego dokonywał kolejnych zuchwałych napadów z siekierą w ręku na sklep w Wieliczce. Policja ujęła napastnika na gorącym uczynku.

„Udało się ustalić, że syn sędzi Sądu Najwyższego, znanej działaczki walki o „unijne standardy ” w sadownictwie, Marty Romańskiej z domu Armata, dokonywał napadów rabunkowych z siekierą w ręce” – napisał w mediach społecznościowych Robert Bąkiewicz.

Relacjonujący całą sprawę „Super Express” donosi, że sprawca aż trzykrotnie na przestrzeni zaledwie trzech tygodni dokonywał napaści na sklep sieci „Żabka” w Wieliczce. 

Działał dość schematycznie, wchodził z siekierą w ręku do sklepu niedługo przed jego zamknięciem, terroryzował ekspedientki i żądał wydania mu pieniędzy z kasy, pochodzących z dziennego utargu. Z pieniędzmi w ręku oddalał się natychmiast w kierunku pobliskich osiedli.

Kiedy za trzecim razem mężczyzna próbował powtórzyć swój proceder i podszedł do ekspedientki grożąc jej siekierą, tuż za nim weszli do sklepu uzbrojeni policjanci. Ten początkowo ruszył w kierunku funkcjonariuszy, ostatecznie jednak odrzucił siekierę na podłogę, a policjanci go obezwładnili.

Jak informuje wielicka policja, 31 maja 17-latkowi przedstawiono trzy zarzuty, dwa z nich dotyczą dokonania rozboju przy użyciu niebezpiecznego narzędzia (art. 280 § 2 kk), natomiast jeden usiłowania dokonania takiego rozboju. Przestępca trafił do aresztu. Grozi mu kara pozbawienia wolności na czas nie krótszy niż 3 lata. Górna granica kary to 12 lat za kratami.

Skontaktowaliśmy się w tej sprawie z sędzią Sądu Najwyższego Martą Romańską. Zaczęła podnosić głos, straszyć, wypytywać o źródła i wmawiać, że nie wiadomo czy do przestępstwa doszło i że nie mamy prawa o tym mówić. Niesamowity tupet tej pani…” – napisał w mediach społecznościowych dziennikarz TVP Info Samuel Pereira.

[to nie ten głupi bandyta, lecz reklama]

ren/se.pl

============================

mail:

Biuletyn Informacji Publicznej

Instytutu Pamięci Narodowej

Komisja Ścigania Zbrodni przeciwko Narodowi Polskiemu

Ppl Kr 382/10 zarządzenie z dnia 19.11.2010 r. dotyczące Marty Małgorzaty Romańskiej – prokurator IPN zarządził o pozostawieniu sprawy bez dalszego biegu wobec nie stwierdzenia wątpliwości, co do zgodności oświadczenia lustracyjnego z prawdą.

Konfidenci i męczennicy

Konfidenci i męczennicy

Stanisław Michalkiewicz „Goniec” (Toronto)  •  11 czerwca 2023 tekst

Połączenie Ogólnopolskich Obchodów Dnia Konfidenta z inauguracją kampanii wyborczej Volksdeutsche Partei pod przewodnictwem Donalda Tuska udało się znakomicie. 4 czerwca do Warszawy przybyło… – no właśnie; tu zaczynają się spory, bo Policja twierdzi, że mogłoby być od 150 do 200 tysięcy uczestników, podczas gdy Donald Tusk jeszcze w trakcie trwania demonstracji, najwyraźniej podniecony widokiem tłumów twierdził, że przybyło 500 tysięcy. Potem ta liczba rosła, zgodnie z zasadą, jaką sformułowali jeszcze starożytni Rzymianie, że „fama crescit eundo”, co się wykłada, że wieści rosną po drodze. Wszystkich przelicytował pan mecenas Roman Giertych, upierając się, że uczestników demonstracji było ponad milion. Ale pan mecenas musi teraz podlizywać się ścisłemu kierownictwu Volksdeutsche Partei, żeby nie zrobili mu nieprzyjemnej siurpryzy i w poznańskim okręgu wyborczym do Senatu nie wystawili jakiejś Schweine, co mogłoby w mglistość rozwiać nadzieje pana mecenasa na uzyskanie przynajmniej czteroletniego immunitetu.

Rzecz w tym, że nieprzejednana opozycja – oczywiście bez Konfederacji, co tylko potwierdza, że to ugrupowanie uważane jest przez stare kiejkuty za rodzaj wypadku przy pracy – zawarła siuchtę, zwaną elegancko „paktem senackim”. Hasłem siuchty jest oczywiście „róbmy sobie na rękę”, to znaczy – nie róbmy sobie nawzajem konkurencji. Tymczasem pan mecenas Giertych zgłosił swoje wystawienie bez porozumienia z siuchtą, a ta samowolka spotkała się z jej strony z energiczną i pryncypialną krytyką. W tej sytuacji pan mecenas musi się podlizywać, ale nie wiadomo, czy to coś da. Wprawdzie odciął się już od „błędów młodości”, jednak obawiam się, że nie pomogłaby mu nawet niewielka operacja chirurgiczna. S(r)alon tak łatwo nie przebacza, a nie zapomina nigdy – o czym świadczy przypadek Guntera Grassa. Za „Blaszany bębenek” S(r)alon nosił go na rękach, ale kiedy sprzeciwił się on dalszemu futrowaniu Izraela przez Niemcy okrętami podwodnymi, zaraz nieubłaganym palcem dźgnął go w chore z nienawiści oczy, że był SS-manem w Waffen SS.

Ale ilu tam tych konfidentów było, tylu było. Zresztą nie tylko konfidentów, bo były też europejsy, pederaści wszystkich możliwych płci, „Polskie Babcie”, słowem – każdego gatunku gromada, liczniej, niż w Arce Noego, gdzie było tylko po parze. Wszyscy zagrzewali się nawzajem do zwycięstwa, co tylko potwierdza trafność spostrzeżenia Konrada Lorenza, że zachowania ludzkie uważane za kulturowe, tak naprawdę mają rodowód biologiczny. Podawał on m.in. przykład Masajów, którzy przed polowaniem na lwa odtańcowują taniec wojenny, przy pomocy którego wprawiają się w euforię i dodają sobie odwagi. Ale Masajowie, to przecież ludzie, a Lorenz twierdzi, że tak samo postępują szympansy, kiedy jedno stado ma stoczyć walkę z drugim.

W tej sytuacji obchody Dnia Konfidenta, to nic innego, jak „zebranie budujące”, co jest elegancką nazwą zachowania stada szympansów. Nie mówię o tym, by postponować w ten sposób Donalda Tuska i jego kolaborantów, bo ten sposób postępowania właściwy jest całemu rodzajowi ludzkiemu – o czym możemy przekonać się obserwując choćby wiece wyborcze z udziałem kandydatów na prezydentów Stanów Zjednoczonych. Jeśli o tym przypominam, to przede wszystkim po to, by wyszydzić uniwersytety, które za pieniądze prostytuują się, traktując tzw. studia genderowe, czyli współczesną postać łysenkizmu, jako dyscyplinę akademicką.

A skoro już o prostytuowaniu mowa, to warto poświęcić kilka słów ogłoszonemu podczas obchodów Dnia Konfidenta programowi politycznemu demonstrantów. Można streścić go w krótkich, żołnierskich słowach: „jebać PiS!” Muszę powiedzieć, że jest to program nader ambitny, bo PiS jest organizacją całkiem liczną, nie mówiąc już o rodzinach i sympatykach. W tej sytuacji realizacja tak ambitnego programu może okazać się niemożliwa, zwłaszcza przed wyborami tym bardziej, że taki na przykład Kukuniek, któremu euforia podsunęła deklarację, że dokonał „sukcesu tysiąclecia”, jednak przekroczył tzw. „wiek rębny”, więc z niego wielkiego, a może nawet żadnego pożytku nie będzie.

Ale to pieśń przyszłości, a na razie pan prezydent Duda, który w podskokach podpisał ustawę o utworzeniu nadzwyczajnej komisji do badania rosyjskich wpływów w – pożal się Boże – polskiej polityce, zaledwie w dwa dni później, tuż przed Dniem Konfidenta, zawetował własny podpis oświadczając, że przygotował nowelizację tej ustawy i skierował ją do Sejmu. Potwierdza to, w całej rozciągłości moje przypuszczenia, że uprzednia skwapliwość pana prezydenta wzięła się z przekonania, że w ten sposób zasłuży sobie na życzliwą uwagę Naszego Najważniejszego Sojusznika, który w 2025 roku umieści go na jakiejś prestiżowej synekurze, czy to w ONZ, czy w NATO, czy choćby w Banku Światowym. Tymczasem, ku konfuzji pana prezydenta Dudy, Nasz Najważniejszy Sojusznik, słodszymi od malin ustami pana ambasadora Brzezińskiego, ofuknął Polskę stwierdzając, że „jest zaniepokojony”, iż przepisy tej ustawy mogą być ”niewłaściwie użyte”. Najwyraźniej poszło o to, że pan prezydent Duda podpisał ustawę nie pytając Naszego Najważniejszego Sojusznika o pozwolenie. Wcale bym się tedy nie zdziwił, gdyby pan ambasador Brzeziński powiedział mu: „wiecie, rozumiecie, Duda; wy u nas bardzo uważajcie i zawsze pytajcie, czy wolno wam coś podpisywać, czy nie – bo inaczej będzie z wami brzydka sprawa!

Nawiasem mówiąc, nowelizacja pana prezydenta polega na wyrwaniu pierwotnej ustawie zębów. Likwiduje ona bowiem sankcję w postaci 10-letniego zakazu piastowania stanowisk publicznych i wprowadza możliwość odwołania od decyzji komisji nie do NSA, a do sądu powszechnego. Trudno to ostatnie zrozumieć, bo od czego właściwie delikwent miałby się odwoływać, skoro komisja nie będzie mogła podjąć żadnej decyzji?

Jakby tego było mało, to jeszcze Europejski Trybunał Sprawiedliwości w Luksemburgu orzekł, że Polska „naruszyła zobowiązania traktatowe”, bo nie zlikwidowała Izby Dyscyplinarnej Sądu Najwyższego. Tymczasem Izba Dyscyplinarna już dawno została zastąpiona Izbą Odpowiedzialności Zawodowej, więc trudno byłoby zrozumieć orzeczenie Trybunału, gdyby nie wyjaśnienie, że chodzi o pociąganie do odpowiedzialności sędziów, którzy złożyli do ETS tak zwane „pytania prejudycjalne” – czy konkretny inny polski sędzia na pewno jest sędzią, czy tylko przebierańcem.

Tak naprawdę chodzi o kolejny pretekst, by wobec Polski nadal stosować szantaż finansowy. Myślę, że gdyby Polska zlikwidowała nie tylko tę Izbę Odpowiedzialności Zawodowej, ale w ogóle – cały Sąd Najwyższy – to Trybunał uczepiłby się pretekstu, że polscy sędziowie nie mogą składać do ETS „pytań prejudycjalnych”, jaki wyrok wydać w konkretnej sprawie. Myślę, że większość, a może nawet wszyscy niezawiśli sędziowie w podskokach korzystaliby z takiego przywileju, co pokazuje, że Niemcy mają jeszcze wiele możliwości, by Polskę dyscyplinować. W końcu IV Rzesza nie może w jakiś istotny sposób różnić się od Rzeszy III, toteż żadne polskie warcholstwo tolerowane tu nie będzie.

Na tym tle wypada odnotować męczeństwo pana ministra spraw wewnętrznych Mariusza Kamińskiego i pana wiceministra tego resortu Macieja Wąsika. Otóż Sąd Najwyższy właśnie uchylił decyzję pana prezydenta Dudy o ułaskawieniu obydwu panów i skierował sprawę do ponownego rozpoznania w warszawskim Sądzie Okręgowym. Zostali oni ułaskawieni przez pana prezydenta po wyroku skazującym za przestępstwo w tak zwanej „aferze gruntowej” z roku 2007, która była zmontowana w celu przyłapania wicepremiera Andrzeja Leppera na przyjęciu łapówki. W tym celu bezpieka – najprawdopodobniej na polecenie szefa resortu – miała sfałszować decyzję administracyjną o odrolnieniu jakiejś działki na Mazurach. Rzecz w tym, że zgodnie z ustawą, bezpieczniakom wolno fałszować dokumenty i posługiwać się nimi – ale tylko takie, które umożliwiałyby ich identyfikację, jako agentów: dowody osobiste, prawa jazdy, dowody rejestracyjne samochodów itp. – ale nie wolno im fałszować ani tytułów własności, ani decyzji administracyjnych. Dla Sądu Najwyższego było jednak istotne to, że pan prezydent Duda ułaskawił obydwu skazańców jeszcze przed uprawomocnieniem się wyroku skazującego, a tymczasem kodeks postępowania karnego wyraźnie stwierdza, że ułaskawienie może nastąpić PO uprawomocnieniu się wyroku. W tej sytuacji panów Kamińskiego i Wąsika może czekać jeszcze co najmniej 7 lat męczeństwa, bo może sprawa zakończy się wesołym oberkiem dopiero w roku 2027.

Stały komentarz Stanisława Michalkiewicza ukazuje się w każdym numerze tygodnika „Goniec” (Toronto, Kanada).

We Francji ma miejsce „wspomagane samobójstwo narodu”. Czy Św. Michał Archanioł przegrał ze „smokiem praworządności”.

We Francji ma miejsce „wspomagane samobójstwo narodu”. Czy Św. Michał Archanioł przegrał ze „smokiem praworządności”. Nowy etap rewolucji jakobinów we Francji

czy.sw-michal-archaniol-przegral-ze-smokiem

„Francuska Rada Stanu utrzymała w mocy wyrok sądu administracyjnego nakazujący w imię laickości demontaż posągu św. Michała Archanioła w Sables-d’Olonne. To błędna interpretacja laickości. Historia i kultura Francji muszą podlegać ochronie”, pisze na łamach francuskiego dziennika „Le Figaro” Philippe de Villiers – polityk, pisarz, obrońca tradycyjnych wartości Francji. Przemyślenia byłego Przewodniczącego Rady Wandei przetłumaczono i opublikowano w magazynie „Wszystko co najważniejsze”.

Villiers zwraca uwagę, że Rada Stanu „dobrze wybrała moment, żeby wydać wyrok”. Zapadł on w… Wielki Piątek.

„Symboliczny zbieg okoliczności. Posąg św. Michała ma zostać usunięty. Rady Stanu nikt nie odważyłby się usunąć. Co innego posąg. Zwierzchnik raju nie ma tu czego szukać. Ma ustąpić miejsca hulajnogom. Patron spadochroniarzy przegrał walkę z nową religię praworządności, która zajmuje się ważeniem naszych jajeczek na szalkach z pajęczyny, podczas gdy wspólnota zamiera”, czytamy.

„To porażka dusz prostych, porażka zwykłych ludzi przywiązanych do swojego posągu, porażka wielowiekowego imaginarium z bezdusznym arsenałem zasad, które prą do zadeptania tysiącletniego dziedzictwa”, podaje polityk.

W ocenie francuskiego myśliciela tego typu sytuacja pokazuje, że we Francji ma miejsce „wspomagane samobójstwo narodu”, a prawo staje się narzędziem do „zabijania dusz, ciał, obrazów i ludowej pobożności”.

„Stoimy w obliczu nowego smoka – destrukcyjnej, zrywającej wszelkie więzi praworządności. To z niej skorzystał nielegalny imigrant, aby podpalić katedrę w Nantes, a następnie zamordować księdza w Saint-Laurent-sur-Sevre. To ta sama praworządność odziera ze skuteczności nasze władze, choćby wtedy, gdy policja zatrzymuje bojówkarzy Czarnego Bloku, a sądy puszczają ich wolno. To ta sama waga poruszaną tą samą normatywną żarliwością naszych pięciu najważniejszych sądów i trybunałów narzuca ów stan niepraworządności i zastępuje bożkami nasze pomniki”, podkreśla polityk.

Na koniec Villiers zauważa, że jego kraj poza kultem bożka praworządności stoi w obliczu dwóch innych zagrożeń – wokeizmu i islamizmu. „Oba się nienawidzą, ale działają ramię w ramię. Podział zadań jest imponujący: wokeizm robi wszystko, aby nas odcywilizować, a islamizm poczynił sobie za misję ucywilizowanie nas na nowo. Ruch ten wspierają pożyteczni idioci – duchowi synowie Robespierre’a, który chciał wykorzenić dawną religię i narzucić nową, tworząc w ten sposób nowego człowieka”, podsumowuje Philippe de Villiers.

Źródło: magazyn „Wszystko co najważniejsze”