Zielony komunizm szaleje w UE. To chyba przedśmiertny taniec św. Wita. System kartkowy na powietrze.
ETS dla transportu i budownictwa, 2000 kg CO2 dla każdego! Czy Unia Europejska pozbawi nas domów podatkiem od powietrza?
Totalitaryzm klimatyczny, forsowany przez unijnych Zielonych Khmerów, będzie czymś dużo gorszym od dwudziestowiecznego komunizmu jaki znamy i jaki jawi nam się jako coś strasznego.
W zeszłą sobotę w parlamencie UE doszło do porozumienia w zakresie kontroli emisji CO2 będzie to miało wielkie znaczenie dla naszej przyszłości bo wprowadzony zostanie handel powietrzem ETS II, który tym razem obejmie emisję nie tylko Elektrowni ale również z budynków i z transportu.
Oprócz ETS II premier Mateusz Morawiecki zgodził się na budowę „węglowego kredytu społecznego”, co w praktyce oznacza wprowadzenie powszechnego podatku osobistego od emisji dwutlenku węgla.
Zielony komunizm nigdy nie był tak blisko wdrożenia jak po sobotnim głosowaniu w Parlamencie Europejskim. Zdecydowano, że wszystkim zostanie narzucony tak zwany ETS czyli Emission Trading System, a po polsku system handlu emisjami dwutlenku węgla. Będzie to pierwszy krok a drodze do stworzenia systemu „kredytu społecznego”, w którym wszyscy będziemy płacić za każdą emisję gazów CO2.
Już od przyszłego roku każdy budynek będzie musiał mieć tak zwany certyfikat energetyczny i za jego brak grozić będzie kara finansowa. Wcześniej spisywano źródła ciepła, czyli robiono inwentaryzację pieców, kominków i pomp ciepła. Innymi słowy czyniono przygotowania do tego co właśnie objawiono. Obowiązek posiadania certyfikatu energetycznego jest tylko częściowo związany z prądem elektrycznym, jak postrzegają to ludzie, choć konsumpcja energii elektrycznej jest jednym z elementów oceny tego jak bardzo ekologiczny jest budynek. Na podstawie tych danych będą wyliczane dozwolone emisje. To samo dotyczyć będzie również ruchu samochodów ciężarowych i osobowych, które także zostaną objęte system ETS ll.
„Opłaty za powietrze”, które w tej chwili płacą elektrownie, wkrótce będą musieli płacić wszyscy i to już od 2027 r. Nie jest to zatem jakaś bliżej niesprecyzowane przyszłość tylko nasza rzeczywistość za kilka lat. Nie wiadomo w tej chwili jakie limity CO2 zostaną przyznane dla budynków, w tym domów jednorodzinnych, ale można podejrzewać że utrzymanie domu i samochodu będzie jeszcze trudniejsze i droższe po wdrożeniu unijnego zielonego komunizmu. Konstruktorzy tego dyktatu nie ukrywają że chodzi im o powstaniu świata w którym nikt nic nie będzie posiadał a emisje dwutlenku węgla będą minimalne,
Dla zwolenników marksizmu klimatycznego, ważne jest aby ograniczyć działalność ludzi. Mimo że ostateczne decyzję co do tego jeszcze nie zapadły to już teraz zaproponowano, że każdy będzie dysponował rocznym limitem 2000 kg CO2 do wykorzystania. Np. lot samolotem będzie liczony na 500 kg CO2, a jeden stek 6 kg, zatankowanie 50 l paliwa PB 95 ma kosztować 50 kg CO2 i tak dalej.
Cały ten system kartek na powietrze będzie bardzo przypominał paszporty szczepionkowe i być moze zostanie użyta ta sama infrastruktura, czyli stanie się czymś w rodzaju systemu kredytu socjalnego. Każda nasza transakcja będzie automatycznie przeliczana na CO2 a zajmą się tym banki, które już to robią w ramach testów, na przykład polski oddział Santandera. Oczywiście warunkiem koniecznym wdrożenia tego typu rozwiązania jest też likwidacja gotówki i zastąpienie jej cyfrową walutą banków centralnych tak zwanym CBDC. Po takim uszczelnieniu systemu ucisku, w świecie marksizmu klimatycznego to inni będą decydować za nas czy możemy zakupić dane dobra. Bank będzie wiedział czy mamy nie tylko odpowiednią sumę pieniędzy ale też czy nie brakuje nam specjalnych punktów CO2 i jeśli zużyjemy nasz limit transakcja nie będzie możliwa chyba że odkupimy CO2 od tych, którzy zużywają go mniej niż 2000 kg rocznie.
Obraz systemu jaki chce nam wprowadzić Unia Europejska może przerażać zwłaszcza tych, którzy przeżyli komunizm. Wygląda na to że ten poprzedni marksizm nie był perfekcyjny i dlatego upadł, bo nie miał jeszcze tak doskonałych narzędzi kontroli ludzi jakie dała informatyzacja. Niestety w związku z tym można oczekiwać, że totalitaryzm klimatyczny, forsowany przez unijnych Zielonych Khmerów, będzie czymś dużo gorszym od dwudziestowiecznego komunizmu jaki znamy i jaki jawi nam się powszechnie jako coś strasznego.=======================
mail:
Od wieków na świecie toczy się wojna o pieniądz. Banki i bankierzy kształtują świat, są „elitarnym klubem”, co rządzi światem. Bankierzy w swoich działaniach są bezwzględni. Ludzkie tragedie nie mają nic do rzeczy, gdy bankierzy „strzygą owce”.
Na liście narzędzi bankierów są spekulacje, zamachy, kryzysy i konflikty zbrojne, w których ten sam bank wspiera obie strony konfliktu. Obecnie ze względu na możliwość całkowitej zagłady nuklearnej, wojna światowa „nie jest wskazana”. Dlatego wymyślili globalną wojnę o klimat.
– Warto przypomnieć, że w czasach kiedy były masowe zachorowania grypowe, lekarze przyjmowali po kilkudziesięciu pacjentów dziennie. Co ciekawe, nikt nie kazał im robić testów, nikt się nie izolował i nie wymagał od tych ludzi potwierdzenia, że byli zaszczepieni. Ci chorzy byli wtedy traktowani z godnością, jak ludzie. Oczywiście, że jakiś lekarz mógł się zakazić, ale dzięki kontaktom z wieloma chorymi nabierał naturalnej odporności – mówi w rozmowie z serwisem Fronda.pl ordynator oddziału zakaźnego Dąbrowie Tarnowskiej, internista, specjalista chorób zakaźnych dr Zbigniew Martyka.
======================
Mariusz Paszko, portal Fronda.pl:
Po zapoznaniu się ze stawianymi Panu doktorowi zarzutami i skonsultowaniu ich z kilkoma fachowcami, a także na bazie powszechnie już dostępnych badań naukowych, w tym wielu randomizowanych, wygląda na to, że wszystkie Pana wypowiedzi są zgodne z prawdą i oparte na rzetelnej wiedzy naukowej. Z czego więc może wynikać oskarżanie Pana i postawienie przed Sądem Lekarskim?
Dr Zbigniew Martyka, ordynator oddziału zakaźnego Dąbrowie Tarnowskiej, internista, specjalista chorób zakaźnych:
W moim odczuciu jest to związane z niepopularnością tego, o czym mówiłem. Z psychologicznego punktu widzenia, jeśli ktoś przedstawia informacje fałszywe albo sam dał się zmanipulować, to ciężko jest mu się do tego przyznać i jest bardzo niezadowolony, jeśli ktoś te manipulacje obnaża i wykazuje, że on mijał się z prawdą. I to samo dotyczy grupy ludzi. Wtedy opór jest nawet silniejszy. To, że mijano się z prawdą jest bardzo niewygodne dla tych, którzy kreują rozsiewanie nieprawdziwych informacji, jak też dla tych, który dali się zmanipulować.
Ja mówiłem o tych sprawach w sposób bezkompromisowy, obnażałem te kłamstwa i mówiłem jak to wszystko wygląda naprawdę. To właśnie było solą w oku tych osób. Ludzi mówiących prawdę natomiast stara się w takich sytuacjach w jakiś sposób uciszyć.
Prawdę mówiąc byłem zdziwiony, kiedy otrzymałem to wezwanie do sądu. Chodzi o to, że na początku tego całego zamieszania, każdy mógł mieć wątpliwości, czy ja mam rację czy nie i czy to się potwierdzi w badaniach. Teraz natomiast, kiedy to wszystko jest potwierdzone wieloma badaniami naukowymi, sprawą co najmniej dziwną jest, że ktoś takie oskarżenia podtrzymuje. To brzmi po prostu bardzo niepoważnie.
MP: Jeden z postawionych Panu zarzutów dotyczy kwestionowania przez Pana skuteczności noszenia maseczek. Jak już wiadomo, tylko jedno i do tego nie do końca rzetelne badanie przeprowadzone w Bangladeszu wykazało skuteczność maseczek. W 14 randomizowanych badaniach natomiast wykazano, że noszenie maseczek nie tylko jest nieskuteczne, ale w bardzo wielu przypadkach wręcz szkodliwe. Jak bardzo szkodliwe są zatem maseczki?
ZM: Podstawowym mankamentem jest ograniczenie dopływu tlenu do organizmu, w tym przede wszystkim do mózgu. Ma to też bardzo duży wpływ na psychikę człowieka, ponieważ ludzie, którzy zostali zmuszeni do noszenia maseczek czuli się trochę jak niewolnicy. Pomijam tych, którzy się do tego stopnia przestraszyli, że chodzili w nich nawet po domu. Osobiście miałem też okazję widzieć osobę kierującą samochodem – kierowca jechał bez pasażerów, a mimo to miał na sobie maseczkę i do tego jeszcze przyłbicę. Brzmi to trochę kuriozalnie, ale takie sytuacje miały miejsce.
Co szczególnie ważne, samo niedotlenienie organizmu jest bardzo szkodliwe przy tych schorzeniach, przy których wymagane jest bardzo dobre natlenienie organizmu – jak na przykład poważne choroby serca (w tym sinicze wady serca), astma, POChP (Przewlekła Obturacyjna Choroba Płuc), ale też w takich stanach fizjologicznych jak ciąża, gdzie dziecko powinno mieć w łonie matki jak najlepsze dotlenienie.
Na początku po wprowadzeniu restrykcji były uwzględnione wyjątki, a więc osoby, które chorowały na wymienione przeze mnie wyżej choroby, były zwolnione z ich noszenia. Następnie jednym rozporządzeniem został wprowadzony obowiązek noszenia maseczek przez wszystkich, z wyjątkiem osób cierpiących na schorzenia psychicznie.
Początkowo mówiono więc, że są choroby, które wymagają dobrego dotlenienia organizmu, na następnie temu zaprzeczono jednym dokumentem.
To mniej więcej tak, jakby ktoś wprowadził przepis, że od dzisiaj nie ma cukrzycy. Jest to więc całkowicie bezsensowne, ponieważ badania wykazały nawet, że noszenie maseczek materiałowych (a swego czasu były dopuszczone) zwiększa trzykrotnie możliwość zachorowania na infekcje dróg oddechowych. To zupełnie urąga mądrości klinicznej, jeśli jesteśmy zmuszani robić coś, co nie tylko nie pomaga, ale wręcz szkodzi.
Poza tym było wiele obserwacji i badań dotyczących różnych regionów na świecie. Brano w nich pod uwagę nie tylko maseczki, ale też lockdowny i inne obostrzenia. Wykazano, że tam gdzie były bardzo restrykcyjne obostrzenia wcale nie spadła ilość zakażeń. Co więcej, ich ilość była zupełnie podobna do tych regionów, gdzie restrykcje były całkowicie poluzowane. To też pokazuje, że maseczki nie miały żadnego wpływy na ochronę przed zachorowaniami. Tych badań jest obecnie bardzo dużo, więc każdy logicznie myślący widzi, że to nie miało sensu.
Niektóre badania podają, że wirusy są nawet 7-8 tys. razy mniejsze niż przestrzenie w maseczkach.
Obrazując to nieco humorystycznie, można powiedzieć, że ktoś zakłada nową siatkę na ogrodzenie, żeby komary nie wlatywały do jego ogródka.
MP.: Kolejnym elementem jest chyba też to, że wirusy na świeżym powietrzu czy w wodzie rozpuszczają się bardzo szybko, a więc przestają też być zagrożeniem dla życia i zdrowia ludzi. Jaki zatem był sens noszenia maseczek na zewnątrz?
ZM: Absolutnie żaden. Mnie się to kojarzy z obrazami pokazującymi, jak niewolnikom zakładano maski jako symbol zniewolenia. Z medycznego punktu widzenia – przywołam tu jeszcze raz badania, o których wyżej mówiłem – nie ma to absolutnie żadnego uzasadnienia.
MP.: Kolejnym postawionym Panu zarzutem jest to, że zwrócił Pan uwagę na marginalne zagrożenie Covidem u dzieci i młodzieży.
ZM: Już są dostępne oficjalnie dane statystyczne, które mówią, że niebezpieczeństwo poważnego zachorowania przez małe dziecko to 0.17 na 100 tys. dzieci, a więc jest to rzeczywiście marginalne zagrożenie. My nie mamy oddziału dziecięcego, ale znam przypadki, kiedy dzieci miały pozytywny wynik testu i żadne typowe objawy covidowe u nich nie występowały. Kiedy zapoznawałem się z tymi danymi jakiś czas temu, to w całej Polsce były to 1 czy 2 przypadki ciężkich zachorowań. Jeśli więc niebezpieczeństwo jest tak znikome, to pojawia się zasadne pytanie, po co te dzieci szczepić?
Ja osobiście zajmuję się szczepieniami przeciwko wściekliźnie. Kiedy człowiek zostanie ukąszony i nie wiemy, czy dane zwierzę było chore na wściekliznę czy nie, to na wszelki wypadek my tego człowieka szczepimy, ponieważ w razie czego to ratuje człowiekowi życie. Czy jednak należałoby szczepić wszystkich ludzi, nawet tych żyjących w aglomeracjach miejskich, którzy nawet nie mają kontaktu z dzikimi zwierzętami? To przecież byłby nonsens, ponieważ możliwość zakażenia jest znikoma.
MP.: Kolejny zarzut dotyczy Pana wypowiedzi, że szczepienie dzieci poniżej 12 roku życia stwarza dużo większe zagrożenie, niż samo zakażenie Sars-Cov-2. Z czego to wynika?
ZM: Jak już wspominałem, zakażenie u dzieci przebiega najczęściej bezobjawowo albo z bardzo łagodnymi objawami infekcyjnymi i praktycznie nie odnotowuje się żadnych poważnych następstw, w tym zgonów. Oczywiście mogą się zdarzyć pojedyncze przypadki, tak jak to się dzieje w przypadku każdej innej infekcji wirusowej, jak grypa lub coś innego. Wtedy powinniśmy wyważyć ryzyko w stosunku do potencjalnych korzyści.
Któryś z polityków powiedział tak: o szczepionkach można mówić albo dobrze albo wcale. To ja się pytam, dlaczego albo dobrze albo wcale? A jeśli oficjalnie się dowiemy, że jest coś negatywnego w jakimś danym preparacie, to – ponowię pytanie – dlaczego nie wolno powiedzieć o tym i udostępnić tej prawdy? Czy szczepionka to święta krowa? Ja osobiście nie znam żadnego medykamentu, który nie miałby potencjalnych skutków ubocznych. Jeśli weźmiemy ulotkę jakiegokolwiek leku, który stosujemy w dobrej wierze u pacjentów, to czasem mamy tam wymienionych kilkanaście, a nawet kilkadziesiąt możliwych działań niepożądanych. Na tym właśnie polega specyfika leków chemicznych. Ponadto, nawet najbardziej bezpieczny zabieg operacyjny może się skończyć śmiercią pacjenta. Nawet przy stosunkowo prostym zabiegu, jakim jest usunięcie wyrostka może się to zdarzyć.
Trzeba jednak zwracać uwagę na to, jakie jest prawdopodobieństwo tych powikłań, a w tej chwili już wiadomo, że tych powikłań po szczepieniach na Covid-19 jest coraz więcej. Sami zresztą ich producenci tego nie ukrywają, że pod wieloma względami te preparaty nie zostały jeszcze przebadane. Nie było też długofalowych obserwacji, ponieważ nie mogło ich być przy tak szybkim procedowaniu. Na przykład widnieje zapis, że nie przebadano możliwości działań rakotwórczych, czy też wpływu na płodność.
MP.: Na oficjalnych stronach producentów, jak ma to miejsce na przykład w przypadku firmy Pfizer, ciągle widnieje informacja, że ich preparat na Covid-19 jest nadal w 3 fazie testów klinicznych i gromadzone są na ten temat dane.
ZM: No więc skoro są testy kliniczne, to znaczy, że jest to faza badań, a więc jest to eksperyment i spełnia kryteria eksperymentu. Jeśli zatem więc ktoś u nas mówi, że to już nie jest eksperyment, to po prostu mija się z prawdą. Albo nie wie, co to jest eksperyment medyczny albo chce ludzi świadomie wprowadzić w błąd. Ponadto lista działań ubocznych w tym przypadku rozszerza się coraz bardziej. Mówiło się już o zmianach zakrzepowych, zapaleniach mięśnia sercowego, czy polineuropatii. Ponadto, odnoszę się tu do ulotki, na której czytamy: „nie wykazano negatywnego wpływu na płodność”. Czyli producent nie wiedział. Po pewnym czasie okazało się jednak, że nigdy wcześniej nie było takiej liczby poronień u kobiet zaszczepionych. Okazuje się ponadto, że to białko kolca jest znajdowane w gonadach, w sercu, w mózgu. Nie jest więc prawdą, że ono przebywa w organizmie człowieka tylko krótkotrwale, a okazuje się, że może być bardzo długo produkowane i może znajdować się w różnych narządach. Jeśli zatem wykrywa się je w gonadach, to na jakiej podstawie można powiedzieć, że nie będzie to miało wpływu na płodność? Tego po prostu nie da się powiedzieć. Co więcej, jeśli producenci tego nie wiedzą, to na jakiej podstawie lekarze informują o całkowitym bezpieczeństwie?
MP.: Czyli z jednej strony mieliśmy to, że producenci mówią w zasadzie prawdę, czasem nie dopowiadają, ale nie kłamią. Natomiast przekłamania i podawanie nieprawdy były po stronie lekarzy i polityków?
ZM: W jednym przypadku producent przyznał się do przekłamania – Pfizer początkowo publikował zapewnienia dotyczące braku transmisji wirusa Sars-Cov-2. W Parlamencie Europejskim firma przyznała jednak, że nie zostało to przebadane. To się oczywiście potwierdziło, ponieważ widzimy, że osoby zaszczepione normalnie przenoszą wirusy.
MP.: Wygląda jednak na to, że koncerny farmaceutyczne zabezpieczyły się prawnie pod tym względem. Natomiast przekłamania, podawanie nieprawdy i wprowadzanie ludzi w błąd było już po stronie lekarzy i polityków. Czy tak?
ZM: Taki wniosek się nasuwa, ale oczywiście nie dotyczy to wszystkich lekarzy. Znam wielu, którzy zachowują ostrożność i rozwagę. Mnie z kolei zarzuca się, że postępuję wbrew kodeksowi etyki lekarskiej, ponieważ narażam pacjentów na niebezpieczeństwo, ale… poprzez otwieranie im oczu na prawdę.
Kodeks etyki lekarskiej mówi tak: lekarz jest zobowiązany przedstawić pacjentowi wszystkie za i przeciw proponowanej terapii. Tego właśnie ten kodeks wymaga. Jeśli więc ktoś ukrywa przed pacjentem możliwości innego leczenia czy niebezpieczeństwa związanego z proponowanym leczeniem, to odpowiada za to i wprowadza pacjenta w błąd.
My co prawda nie prowadzimy szczepień przeciwko Covid-19 na naszym oddziale, ale gdyby pacjent mnie zapytał, czy to jest w pełni bezpieczne, to nigdy w życiu nie odważyłbym się na to pytanie odpowiedzieć twierdząco. Bo na jakiej podstawie mógłbym udzielić takiej odpowiedzi, jeśli już są udokumentowane tak liczne dowody działań negatywnych ubocznych? W bazie danych VAERS w USA, gdzie zgłasza się różne choroby, to w ubiegłych latach na mniej więcej podobnym poziomie były zawały serca, a w roku 2021 roku, kiedy wprowadzono szczepienia liczba zawałów serca wzrosła aż o 8000 procent.
MP.: Jest jeszcze jedna kwestia. W ostatnim czasie uzyskałem materiały zebrane przez Pana dr Witczaka. Wykazują one, że liczba udokumentowanych zgonów w USA związanych ze szczepieniami p-SARS-CoV-2 jest czterokrotnie większa, niż liczba zgonów poszczepiennych w ciągu 10 poprzednich lat związanych z wszystkimi pozostałymi szczepionkami razem wziętymi.
Nie można więc powiedzieć, że to jest przypadek. Byłoby to zwyczajnie niepoważne i kompromitujące.
W mojej bliskiej rodzinie mam taki przypadek, że lekarz zapewnił pacjentkę, że szczepionka nie posiada żadnych działań ubocznych. Tymczasem ta osoba na drugi dzień straciła przytomność. Ponowię więc mojej pytanie: na jakiej podstawie lekarz zapewnił, że nie ma ona żadnych działań szkodliwych? On przecież bierze za to odpowiedzialność.
ZM: Każdy kto przed pacjentem ukrywa możliwe negatywne działania i wprowadza go w błąd mówiąc, że na pewno jest wszystko w porządku, powinien ponieść odpowiedzialność. To jest oszukiwanie ludzi i jest to sprzeczne z kodeksem etyki lekarskiej.
MP.: Zarzucono jeszcze Panu, że krytykował Pan skuteczność dystansu społecznego. Jakie negatywne skutki na wprowadzanie takiego dystansu?
ZM: Gdybyśmy chodzili w odległości 5 metrów od siebie, to ryzyko zakażenia na dowolną chorobę było by może rzeczywiście mniejsze, ale – nie dajmy się zwariować. My przecież cały czas żyjemy zanurzeni w morzu bakterii i wirusów. Jest to nasze normalne naturalne środowisko. Poprzez kontakt z ludźmi i innymi patogenami nabieramy odporności. Warto zwrócić uwagę, że jeśli jakieś dziecko jest wychowywane w sterylnych warunkach, bo rodzice są przewrażliwieni i wszystko dezynfekują, to kiedy to dziecko spotyka się ze swoimi rówieśnikami, to znacznie łatwiej i szybciej zapada na różne choroby. To dziecko bowiem nie miało szansy nabyć naturalnej odporności. Kontakt z innymi patogenami w nabywaniu tej odporności jest kluczowy. Często nawet dzieci wychowywane w gorszych warunkach są dużo bardziej odporne. Oczywiście nie mam na myśli skrajnych przypadków.
Z dorosłymi jest zupełnie podobnie. Jeśli do przesady są oni izolowani, to w efekcie narażamy ich na łatwiejsze zachorowania. Ponadto ten dystans społeczny jest zahamowaniem i niszczeniem relacji międzyludzkich, a to jest przecież podstawowa potrzeba człowieka. Ludzie powinni się ze sobą spotykać i rozmawiać – nie przez internet czy telefon, ale osobiście.
Doszło nawet w pewnym momencie do absolutnej skrajności, kiedy zakazano rodzinom odwiedzania bliskich w szpitalach, czy nawet rodzicom zabraniano odwiedzania ich dzieci, kiedy ta potrzeba psychiczna jest tak ogromnie ważna. Czy też wprowadzono zakaz odwiedzania ludzi umierających, którzy nie mogli się pożegnać ze swoimi bliskimi. Dla mnie to było po prostu koszmarne.
Rozumiem, że na początku wiele osób mogło być poważnie przestraszonych, ale później, kiedy już się okazało, że to nie jest aż tak straszne, że jest to choroba jak każda inna? Będziemy mieli kolejne wirusy, ponieważ taka jest naturalna kolej rzeczy. Ale dlaczego niektórzy lekarze w dalszym ciągu się obawiają, to jest to już dla mnie zupełnie zagadkowe. Albo dlaczego wyrzucają pacjentów bez maseczki, czy też niezaszczepionych? Dla mnie osobiście to jest już karygodne i nie umiem sobie wyobrazić, że taki człowiek posiada jakąkolwiek etykę lekarską.
Jeśli taki lekarz boi się pacjenta, który może być potencjalnie chory, to w jakim celu on został lekarzem? Równie dobrze można byłoby powiedzieć, że strażak boi się pojechać do pożaru, bo może się poparzyć. I takie absurdy możemy mnożyć.
Warto przypomnieć, że w czasach kiedy były masowe zachorowania grypowe, lekarze przyjmowali po kilkudziesięciu pacjentów dziennie. Co ciekawe, nikt nie kazał im robić testów, nikt się nie izolował i nie wymagał od tych ludzi potwierdzenia, że byli zaszczepieni. Ci chorzy byli wtedy traktowani z godnością, jak ludzie. Oczywiście, że jakiś lekarz mógł się zakazić, ale dzięki kontaktom z wieloma chorymi nabierał naturalnej odporności.
Tak więc wprowadzenie tego dystansu społecznego, zamykanie ludzi w domach, pozbawienie aktywności społecznej, czy pozbawianie słońca, a więc i mniejszy poziom witaminy D, która jak się okazało wpływa bardzo pozytywnie na wzrost odporności, były bardzo niekorzystne. Następnie stres, którym karmiono ludzi, przez który układ odpornościowy człowieka też znacznie gorzej funkcjonuje. Wszystko, co było robione, prowadziło do tego, że ludzie stawali cię coraz bardziej podatni na choroby.
Jest przecież nauka psycho-neuro-immunologia, która wyraźnie wykazuje wpływ naszych myśli i samopoczucia na funkcjonowanie organizmu. Człowiek jest przecież istotą psych-fizyczną, stres osłabia odporność organizmu, a ostatnia faza stresu prowadzi wprost do śmierci.
Jest to całkowita prawda, że stres pogarsza odporność fizyczną organizmu. Jako przykład można podać taniec śmierci w kulturze indiańskiej, kiedy osoba starsza wie, że zbliża się jej koniec życia, wykonuje wtedy tzw. tanieć śmierci, po zakończeniu którego pada na ziemię martwa. Ta osoba wie i wierzy w to, że kiedy ten tanieć śmierci zakończy to umrze. Jej psychika jest tak właśnie nakierowana.
To samo działa też w drugą stronę. Jeśli pacjent ma silną wolę przeżycia, to nawet w bardzo skomplikowanych sytuacjach czy chorobach przeżywa. Inny natomiast, nawet przy wydawałoby się banalnym schorzeniu jest zdołowany i nie wierzy w możliwość wyleczenia, to umiera.
Tak więc nasza ludzka psychika jest naprawdę potężnym narzędziem w walce z chorobami.
W USA, ale też w wielu innych krajach w profesjonalnych szpitalach przed przeprowadzeniem operacji u pacjenta przeprowadzane jest rozeznanie psychologiczne – czy pacjent jest religijny, czy jest pogodzony z rodziną, czy na przykład był u spowiedzi. Okazuje się bowiem, że osoby stabilne emocjonalnie przez operacją, po jej wykonaniu szybciej wracają do zdrowia.
Jest to jak najbardziej logiczne i zasadne w kontekście togo, o czym już powiedziałem.
MP.: Ostatnim stawianym Panu zarzutem jest to, że mówił Pan o tym, że podjęcie programu szczepień przeciwko COVID-19 jest eksperymentem medycznym na niespotykaną dotąd skalę.
ZM: Producenci szczepień – o czym już rozmawialiśmy – podawali i nadal podają oficjalnie, że są prowadzone badania i wiele elementów jeszcze nie zostało przebadanych. Skoro więc badania nie zostały zakończone, to jest to prowadzone – nazwijmy to – w trybie awaryjnym. Nie mamy więc żadnej pewności, jeżeli chodzi o odległe następstwa, ale z drugiej strony widzimy coraz więcej tych wczesnych następstw, które początkowo nigdzie opisywane nie były. Warto tu podkreślić, o czym już wcześniej mówiłem, że lista tych działań niepożądanych się powiększa. Okazuje się więc, że jest to eksperyment, ponieważ wszystkiego nie wiemy, a dopuszczenie tych preparatów do użytku było przecież warunkowe.
MP.: W poniedziałek Sąd Lekarski w Krakowie wydał wyrok w Pana sprawie zawieszając prawo do wykonywania zawodu na okres jednego roku. Jak Pan to skomentuje?
ZM: Ponieważ sąd wyłączył jawność postępowania, więc nie wolno mi przekazywać informacji na temat przebiegu procesu sądowego.
Ale mogę powiedzieć o moich odczuciach: uczestnicząc w procesie jako obwiniony miałem wrażenie, że przyszedłem po gotowy wyrok.
Tymczasem mówiąc z punktu widzenia mojego doświadczenia jako przewodniczącego Okręgowego Sądu Lekarskiego, (którą to funkcje pełniłem uczciwie przez 8 lat) – gdyby proces był w pełni obiektywny, zgodny z prawem, sprawiedliwością i uczciwością – to wyrok mógłby być jedynie uniewinniający.
Tymczasem orzeczono zawieszenie prawa wykonywania zawodu lekarza na okres jednego roku.
Oczywiście nie godzę się z tym wyrokiem i będę korzystał z możliwości odwołania.
Pan Białecki od dnia, w którym zniknął stary Cadaver Illuminatus, nie mogąc odnaleźć spokoju, dręczony wciąż i wciąż wracającym obrazem cienistej lipowej alei, w której, na jego oczach, rozpływają się dwaj mężowie… a potem ten krzyk niewątpliwie doznającego męczarni doktora… usiłował dociec zarówno przyczyny, jak i tego, w jaki sposób mogło dojść do budzącego grozę tajemniczego zjawiska.
Pierwsze, co przychodziło na myśl Jurowi, to owo, że Cadavera porwał diabeł i zawlókł go w czeluści piekielne. To, czego był świadkiem było jednakowoż nie tylko dziwne, lecz i przerażające, a na dodatek tak nieprawdopodobne, iż nie sposób było w to uwierzyć. I to nawet nie dając wiary własnym oczom i uszom!
Lecz kto mu to mógł wytłumaczyć, objaśnić? Miejscowy pleban na kazaniu, nieudolnie, własnymi słowami, streszczający perykopę ewangeliczną, którą przed chwilą przeczytał, ani tego nie potrafił, ani nie chciał niczego przekazać, niczego nauczyć, niczego rozświetlić, bo i sam nic nie umiał.
Dla plebana było dobrze tak, jak było. Po mszy czekały go kluski z rosołem i obsmażona na masełku zacnych rozmiarów kurza noga albo pół kaczki, które mu przyrządziła dorodna i urodziwa gospodyni i to mu za cały ziemski raj i krynicę mądrości starczało.
Ale pan Białecki się dręczył.
Odczekawszy czas jakiś, albowiem mu się zdawało, iż Cadaver jeszcze powróci, ostatecznie – po dłuższym czasie – uznawszy, że jednak nie, wszedł do jego izby i rozejrzał się po niej. Niewiele tam było. Nawet książek – tych ledwie kilka. I każdą z nich znał, ale grzebiąc po kątach, natknął się na skrytkę w szafie, gdzie zza ruchomej deski zaplecka wyciągnął plik papierów, zapisanych nerwowym charakterem swego byłego preceptora.
Zaczął je przeglądać, a im bardziej zagłębiał się w ich treść, tym większej pewności nabierał, iż jego nauczyciel miał o wiele większą wiedzę, niźli ta, do której się przyznawał. Tak… musiał być adeptem. To nie ulegało najmniejszej nawet wątpliwości. Ze zdumieniem zauważył, że z tych zapisków dowiaduje się o rzeczach i sprawach, które go od dawna już nurtowały. Może nie było tam jasnych, prostych i ostatecznych odpowiedzi, ale wskazanie kierunku, w którym winien podążać, chcąc posiąść gnostyckie oświecenie… a może i te odpowiedzi były, tylko on ich nie potrafił odczytać?… Tak czy inaczej – znalazł jednakowoż punkt zaczepienia.
Pan Jerzy Białecki z ogromnym zainteresowaniem począł więc studiować owe szkice i notatki, jakie zostały po starym Cadaverze i ze zdumieniem spostrzegł, iż w jednym z dokumentów są przedstawione jakby w skrócie pewne sprawy: dzieje ludzkości, które stary doktor odnosił do wydarzeń ze swojego życia, jakby był co najmniej nadczłowiekiem, jeśli nie… samym wręcz bogiem. Tyle że według pewnego klucza, notacji, czy też kodu, który od razu rzucił mu się w oczy. W kodzie owym bowiem dominowała liczba 17.
Być może Cadaver, czyli po polsku trup, wydarzenia te porównywał i w jakiś niepojęty dla Jura sposób odnosił do siebie, bo z siedemnastki zapisanej cyframi rzymskimi w formie XVII, da się utworzyć anagram VIXI, co zapisane małymi literami, aby łatwiej nam było to przeczytać, nie myląc z cyframi, przybiera formę łacińskiego słowa vixi, będący czasem przeszłym czasownika żyć, czyli żyłem, a w domyśle i uzupełnieniu: lecz teraz już nie żyję. Ergo – jestem trup – cadaver.
Ale… przecie wcale nie tak się musiało tę siedemnastkę interpretować, bo równie dobrze mogła ona oznaczać – żyłem, lecz w innym sensie – istniałem, a teraz już nie istnieję, skończyłem się – skończyłem się jako pewien period, pewien przedział czasowy, a może… inkarnacja? Ale ponownie się odrodzę w nowym ciele i znów na ten świat powrócę, mniej czy bardziej zaznaczając się na jego dziejach?
Pan Jerzy ostatecznie jednak doszedł do wniosku, że jest zbyt głupi, iżby snuć takie dociekania i zagłębiać się w obliczeniach, bez żadnego, najskromniejszego nawet przygotowania, wyłącznie na podstawie skąpych i schematycznych notatek Illuminatusa.
Uznał zatem, że lepiej zrobi, jeśli na razie zostawi to wszystko, a zajmie się dokładniejszym przeszukiwaniem izby opuszczonej przez doktora. A nuż jeszcze coś ciekawego w niej znajdzie?
Do odłożonego na razie pasjonującego tematu zamierzał jednak jeszcze kiedyś powrócić. Nie planował, kiedy, ale miał taki zamiar… Całą tę numerologię pozostawił w zawieszeniu… Dopóki się z nią gruntownie nie zapozna. O ile, oczywiście, będzie mu to dane.
Podczas swojego wystąpienia, wygłoszonego 29 listopada, polski(?) wiceminister obrony narodowej (MON) Marcin Ociepa powiedział: „Prawdopodobieństwo wojny, w której będziemy uczestniczyć, jest bardzo wysokie. Zbyt wysokie, byśmy mogli traktować ten scenariusz jedynie hipotetycznie”. Polskie MON planuje rzekomo powołać 200 tysięcy rezerwistów w 2023 roku na kilkutygodniowe szkolenie, ale obserwatorzy w Warszawie podejrzewają, że ta akcja może łatwo doprowadzić do pełnej mobilizacji.
Tymczasem wewnątrz administracji Bidena narasta obawa, że ukraiński wysiłek wojenny załamie się pod ciężarem rosyjskiej ofensywy. I w miarę zamarzania ziemi na południu Ukrainy, obawy administracji są wysoce uzasadnione. W wywiadzie opublikowanym w „Economist”, szef ukraińskich sił zbrojnych generał Walery Zalużny przyznał, że zarówno rosyjska mobilizacja jak i taktyka przynoszą oczekiwane skutki. Zasugerował nawet, że siły ukraińskie nie będą w stanie powstrzymać Rosjan.Jednocześnie, Zalużny odrzucił wszelkie możliwości negocjacji i zamiast tego błagał o więcej sprzętu i wsparcia. Upierał się, że z 300 nowymi czołgami, 600-700 nowymi bojowymi wozami piechoty i 500 nowymi haubicami może wygrać wojnę z Rosją. Prawdę mówiąc, generał Zaluzhny nie prosi o pomoc, on prosi o nową armię.
W tym tkwi największe niebezpieczeństwo dla Waszyngtonu i jego sojuszników z NATO. Kiedy w polityce zagranicznej Waszyngtonu sprawy idą w złym kierunku, wtedy prawdziwi wyznawcy „wielkiej sprawy” zawsze czerpią głęboko ze studni ideologicznych iluzji, aby przygotować się do ostatecznej bitwy. Blinken, Klain, Austin i reszta partii wojennej (podżegaczy wojennych po prostu -dop. tłumacza) nadal deklarują nieustające wsparcie dla Kijowa bez względu na koszty. Podobnie jak „najlepsi i najzdolniejsi” w latach 60-tych, chętnie poświęcają realizm na rzecz myślenia życzeniowego, by pławić się w rozgłosie i autopromocji podczas kolejnych wizyt na Ukrainie.
Ten spektakl w przerażający sposób przypomina wydarzenia sprzed ponad 50 lat, gdy poniosła klęskę wojna zastępcza Waszyngtonu w Wietnamie. Ci w administracji Johnsona, którzy wątpili w mądrość interwencji lądowej w celu uratowania Sajgonu przed pewnym upadkiem, pochowali się wtedy. W 1963 roku, Waszyngton miał już w Wietnamie 16 tysięcy doradców wojskowych. Myśl o tym, że wspierany przez USA, Wietnam Południowy, może przegrać z Wietnamem Północnym, została z miejsca odrzucona. Sekretarz stanu Dean Rusk powiedział: „Nie wycofamy się, dopóki nie wygramy wojny”.
Wiosną 1965 roku, amerykańscy doradcy wojskowi już tracili nadzieję. Generał Westmoreland, ówczesny dowódca Military Assistance Command Vietnam, raportował Johnsonowi: „Jest coraz bardziej oczywiste, że obecny poziom pomocy Stanów Zjednoczonych nie może zapobiec upadkowi Wietnamu Południowego… Wietnam Północny zmierza ku zwycięstwu… Działając na prośbę rządu Wietnamu Południowego, należy podjąć decyzję o jak najszybszym zaangażowaniu 125 000 żołnierzy Stanów Zjednoczonych, aby zapobiec przejęciu władzy przez komunistów.
„Bezwarunkowe wsparcie administracji Bidena dla reżimu Żeleńskiego w Kijowie osiąga swój strategiczny punkt zwrotny, podobny do tego, jaki nastąpił w 1965 roku. Tak jak w 1964 roku, gdy Johnson nagle zdecydował, że pokój i bezpieczeństwo w Azji Południowo-Wschodniej jest żywotnym interesem strategicznym USA, tak teraz administracja Bidena wysuwa podobny argument w odniesieniu do Ukrainy. I również tym razem, podobnie jak Wietnam Południowy w latach 60-tych, Ukraina przegrywa wojnę z Rosją.Ukraińskie szpitale i kostnice są wypełnione po brzegi rannymi i umierającymi ukraińskimi żołnierzami. Waszyngtoński Pełnomocnik w Kijowie, roztrwonił swój kapitał ludzki i znaczną pomoc zachodnią w serii samobójczych kontrofensyw. Ukraińscy żołnierze obsadzający linie obrony na południu Ukrainy są odważnymi ludźmi, nie są też głupcami. Spartanie w Termopilach też byli odważni, a i tak zginęli.
Prawdziwe niebezpieczeństwo polega teraz na tym, że Biden wkrótce pojawi się w telewizji, aby powtórzyć występ Johnsona w 1965 roku, zastępując słowa „Wietnam Południowy” słowem „Ukraina”:Dzisiaj, moi drodzy Rodacy, chcę mówić do was o wolności, demokracji i walce narodu ukraińskiego o zwycięstwo. Żadna inna sprawa nie przykuwa obecnie uwagi naszego narodu jak ta. Żadne inne marzenie nie pochłania tak bardzo milionów mieszkańców Ukrainy i Europy Wschodniej… Nie mówię jednak o ataku NATO na Rosję. Proponuję raczej wysłanie na Ukrainę kierowanej przez USA zdeterminowanej koalicji, składającej się z amerykańskich, polskich i rumuńskich sił zbrojnych, w celu ustanowienia naziemnego odpowiednika „strefy zakazu lotów”.
Proponowana przeze mnie misja ma charakter pokojowy i ma na celu stworzenie bezpiecznej strefy w zachodniej części Ukrainy dla ukraińskich sił zbrojnych i uchodźców, przed niszczycielskimi atakami Rosji…Katastrofa opakowana w retorykę nie jest sposobem na uratowanie ludności Ukrainy. Wojna na Ukrainie nie jest fantazją w stylu Call of Duty. To pogłębianie ludzkiej tragedii, którą stworzyła ekspansja NATO na wschód. Ofiary nie mieszkają w Ameryce Północnej. Żyją w regionie, którego większość Amerykanów nie potrafi znaleźć na mapie. Waszyngton wezwał Ukraińców do walki. Teraz Waszyngton musi wezwać ich do jej zaprzestania.
Rządy państw NATO są podzielone w swoim myśleniu o wojnie na Ukrainie. Z wyjątkiem Polski i ewentualnie Rumunii, żaden z członków NATO nie spieszy się z mobilizacją swoich sił do długiej, wyczerpującej wojny z Rosją na Ukrainie. Nikt w Londynie, Paryżu czy Berlinie nie chce ryzyka wojny atomowej z Moskwą. Amerykanie nie popierają wojny z Rosją, a ci nieliczni, którzy to robią, to ideolodzy, płytcy polityczni oportuniści lub chciwi kontraktorzy z branży najemników wojennych.Kiedy wojska amerykańskie w końcu wycofały się z Azji Południowo-Wschodniej, Amerykanie myśleli, że Waszyngton wykaże się większą powściągliwością, uzna granice amerykańskiej potęgi i będzie prowadził mniej wojowniczą i bardziej realistyczną politykę zagraniczną. Amerykanie byli wtedy w błędzie.
Dzisiaj, zarówno Amerykanie jak i Europejczycy wiedzą, że odmowa Waszyngtonu uznania uzasadnionych interesów bezpieczeństwa Rosji na Ukrainie i wynegocjowania zakończenia tej wojny jest drogą do przedłużającego się konfliktu i większych cierpień ludzkich.
Douglas Macgregor tłum. Sławomir Soja
Douglas Macgregor, jest emerytowanym pułkownikiem Armii Stanów Zjednoczonych. Współpracownikiem The American Conservative, byłym doradcą sekretarza obrony w administracji Trumpa, odznaczonym weteranem wojennym i autorem pięciu książek.
Przez krótki czas miałem wyrzuty sumienia, gdy napisałem, że PiS postąpiłby ze Smoleńskiem tak samo jak PO, gdyby wówczas sprawował władzę, ale to szybko minęło. Oczywiście nie da się porównać tragedii, w której zginęło 96 osób, w tym najwyżsi urzędnicy państwowi, ze skrajną głupotą komendanta KGP w sposób cudowny nie skutkującej żadnym nieszczęściem. Niemniej jednak sam sposób prowadzenia „śledztwa” i komunikowania się, jak najbardziej porównać się da. Tak jak „piloci byli nie wyszkoleni”, a w kokpicie „pojawił się pijany generał”, żeby postraszyć Lechem Kaczyńskim, tak granatnik zamienił się w głośnik i potem jeszcze w ruski sabotaż.
Nie da się tego czytać i słuchać spokojnie, to „przekopanie ziemi smoleńskiej na metr w głąb”, w tak żenującej sprawie, która powinna się zakończyć w jeden jedyny możliwy sposób, czyli dymisją skompromitowanego Jarosława Szymczyka. Jak wiemy nic podobnego się nie stało i zamiast prostego rozwiązania PiS zafundował nam tandetną tragifarsę i każda nowa odsłona tego spektaklu przyprawia o coraz większe zażenowanie połączone ze zgrzytaniem zębami. Wydawało się jednak, że sprawa zostanie wykpiona na krajowym podwórka, nie licząc opisów incydentu na całym świecie, bo temat sam się sprzedaje. Nic z tego! Będzie międzynarodowe śledztwo i gościnna wizyta ministra ukraińskiego MSWiA, co zapowiedział Mariusz Kamiński, minister polskiego MSWiA. Wcześniej byliśmy zapewniani, że Polska zwróciła się do Ukrainy z żądaniem wyjaśnień, jakiż to prezent, nomen omen, odpaliła naszemu biednemu komendantowi.
Normalny, tak zwany zwykły człowiek, starałby się robić wszystko, żeby wstydliwej wpadki nie nagłaśniać i po wsi się nie chwalić, bo też nie ma czym. Politycy są przeciwieństwem normalnych, zwykłych ludzi i dlatego postępują dokładnie odwrotnie. Nowy dzień przynosi nowe śmieszności, które postępują wykładniczo, jak to się zwykło mówić w czasach pomorowych.
I nie mają litości ani dla siebie ani dla Polski! Zawsze byłem daleki od histeryzowania, co tam „napisze zachodnia prasa”, ale tę kompromitację opisuje polska władza, prasa tylko i wyłącznie kopiuje, żeby nie popsuć piorunującego efektu.
Szef policji, który nie potrafi odróżnić głośnika od granatnika, to jest poziom abstrakcji zbliżony lub nawet przekraczający, Komorowskiego na stołku w japońskimparlamencie.
Należy podejrzewać, że cukru pudru od kokainy też Jarek generał nie odróżni i wódki od wody utlenionej, jak na topowego policjanta przystało.
Oczyma wyobraźni widzę te międzynarodowe konsultacje i śledztwo. Przyjedzie jakiś Wasilij i będzie tłumaczył polskim prokuratorom, gdzie wkłada się granat, co przycisnąć, żeby odpalił i jak bardzo trzeba być nierozgarniętym, aby się tym bawić w gabinecie na pierwszym, czy tam drugim piętrze. Polska prokuratura sporządzi protokół i na szczęście będzie to wszystko zamknięte klauzulą „niejawne”.
Gorzej, że w między czasie ujawniły się wszystkie tektury wykorzystane do budowy „państwa”, czego przecież miało już nie być, ale póki co najwyżej zamieniono metki polityczne i kartonowa Polska rośnie w siłę, bo obywatelom się żyje dostatnio. Zapomniałem jeszcze dodać, że strona ukraińska będzie ustalać warunki i wprowadzać własne metody i tylko żółwika przybitego w zaciszu gabinetu przez ministra Kamińskiego raczej nie zobaczymy.
Sprawy nieporównywalne, zachowania niemal identyczne i ten sam brak hamulców, co prowadzi do wesołej jazdy po polskich bezdrożach absurdu i kompromitacji. Prawdopodobnie komendant Jarosław Szymczyk zachowa swój stołek, chociaż taka partia, jak PiS potrafi rano mówić coś zupełnie innego niż wieczorem, ale kim on będzie na tym zaszczytnym stanowisku? Człowiekiem memem, niczym więcej! Przy każdym wystąpieniu publicznym będzie mu natychmiast wypominane i wręcz odruchowo skojarzone bawienie się ukraińskim granatnikiem w kształcie głośnika. [A może odwrotnie – wszystko jedno. md]
Do absurdalnego ataku na naszą Fundację doszło w ostatnich dniach. Zwolennicy aborcji i aktywiści radykalnej lewicy uruchomili przeciwko nam kampanię medialnych kłamstw, oszczerstw i manipulacji. Doszło również do niebezpiecznej sytuacji na ulicy. Co takiego się wydarzyło? Na ulice polskich miast wyjechała furgonetka informująca o rozpoczęciu naszej akcji Ocalone.org, w ramach której oferujemy pomoc kobietom, które spodziewają się dziecka, ale są w trudnej sytuacji życiowej: wspieramy, rozmawiamy, towarzyszymy, przekazujemy pomoc materialną, służymy kontaktem do lekarzy i specjalistów. To wszystko wywołuje wściekłość aborcjonistów, którzy dla każdej kobiety w ciąży widzą tylko jedno wyjście: morderstwo dziecka. Dlatego za wszelką cenę próbują podważyć naszą wiarygodność w oczach Polek. Proszę zobaczyć co zrobili. „Jesteś w ciąży? Potrzebujesz pomocy? Pomożemy Ci!” – głosi napis na naszej furgonetce, który zaprasza wszystkie kobiety w trudnej sytuacji życiowej do kontaktu z naszą Fundacją poprzez portal Ocalone.org, gdzie nasze wolontariuszki dyżurują na czacie i infolinii. W ostatnim czasie w ramach akcji pomogliśmy m.in. pani Kamili, która samotnie wychowuje 4 dzieci. Objęliśmy jej rodzinę opieką i przekazaliśmy wyprawkę dla najmłodszej córeczki Hani, która niedawno się urodziła. Te działania wywołały furię zwolenników aborcji. Gdy tylko poinformowaliśmy o rozpoczęciu kampanii Ocalone.org, a nasze furgonetki wyjechały na ulice, aby skutecznie docierać do potrzebujących, rozpoczął się atak. „Uważajcie na tych oszustów!” Napisała w mediach społecznościowych Wanda Nowicka, jedna z czołowych propagatorek aborcji w Polsce. Nowicka w pełnym agresji wpisie nazywa nas „fanatycznymi oszustami” i „kłamcami”. Artykuły w podobnym tonie ukazały się na wielu innych platformach medialnych, które przestrzegają Polki przed naszą akcją Ocalone.org . O jakie rzekome „oszustwa” chodzi? Aż trudno uwierzyć. Wyjaśnia to Gazeta Wyborcza, na łamach której opublikowano list czytelnika, który widząc naszą furgonetkę pomyślał, że… to akcja handlarzy aborcyjnymi pigułkami poronnymi, w ramach której zachęca się Polki do zamawiania morderczych tabletek. Innymi słowy – zwolennicy aborcji są w szoku, że ktoś oferuje kobietom w ciąży prawdziwą pomoc, używając przy tym haseł i reklam podobnych do tych, które promują w przestrzeni publicznej zorganizowane grupy przestępcze pośredniczące w handlu tabletkami poronnymi. Panie MirosĹ‚awie, zwolennicy aborcji chcą mieć monopol na akcje społeczne z użyciem haseł o pomocy kobietom w ciąży. Wszystkie organizacje aborcyjne i feministyczne są oficjalnie zakładane po to, aby „pomagać kobietom”. Tyle tylko, że za ich „pomocą” kryje się wyłącznie chęć namówienia kobiet na kupno pigułek i aborcję. W momencie gdy my zaczęliśmy oferować prawdziwą, realną pomoc, i docierać do kobiet w trudnej sytuacji życiowej, zaczęła się agresja. W największych mediach zaczęto oczerniać naszą Fundację, a liczne komentarze nawoływały do ataków fizycznych na naszych wolontariuszy. Na jednym z portali sugerowano spalenie naszej furgonetki, która informuje w jaki sposób kobiety mogą się z nami skontaktować, aby otrzymać pomoc. Od nienawistnych słów i komentarzy w internecie, niektórzy zwolennicy aborcji przeszli już do czynów. Gdy nasza furgonetka jeździła po centrum Warszawy, przejeżdżająca obok agresywna kobieta ominęła samochody na swoim pasie ruchu, przecięła podwójną ciągłą linię, zjechała na pas ruchu w przeciwną stronę i jadąc pod prąd zablokowała nasze auto! Następnie wysiadła z samochodu i oświadczyła, że dokonuje „obywatelskiego ujęcia” naszego kierowcy. Jan, który kierował naszą furgonetką, próbował nawiązać z kobietą rozmowę. Zapytał się, co ją tak zbulwersowało? Przecież na plandece furgonetki nie ma dramatycznych zdjęć, są tylko fotografie uśmiechniętych kobiet, deklaracja pomocy i adres kontaktowy. Blokująca auto kobieta zapytała, jak dokładnie wygląda pomoc, na co Jan wyjaśnił jej jak działa nasza akcja Ocalone.org – że jeżeli ktoś się do nas zgłosi, to takiej kobiecie udzielamy wsparcia, przekazujemy pomoc materialną, towarzyszymy, przekazujemy namiary do specjalistów, pomagamy znaleźć lekarza itp. Odpowiedź kobietyobnażyła istotę mentalności aborcyjnej: „Co to za pomoc, skoro kobieta nadal będzie w ciąży!” Wykrzyknęła w stronę naszego kierowcy blokująca auto zwolenniczka aborcji. To właśnie esencja myślenia aborcjonistów. Jeżeli kobieta jest w ciąży i ma trudności życiowe, to zamiast pomóc jej przezwyciężyć te trudności, należy wyłącznie pomóc jej „usunąć ciążę”, czyli zamordować poczęte dziecko. Nic innego się dla aborcjonistów nie liczy. W umysłach zarażonych aborcyjną ideologią oraz w zatwardziałych sercach nie ma miejsca na miłość, dobroczynność, ofiarność i poświęcenie. Jest tylko jedno rozwiązanie – zbrodnia, która ma być rzekomo najlepszą receptą na wszelkie problemy. To jednak nie wszystko. Aborcjoniści kierują się nienawiścią nie tylko wobec nienarodzonych dzieci, które wprost nazywają „pasożytami” lub „chwastami do wyrwania”, ale również wobec wszystkich niosącym pomoc i wsparcie. W USA, w związku z wyrokiem tamtejszego Sądu Najwyższego, który wprowadził możliwość zakazania aborcji przez poszczególne stany, trwają zamachy terrorystyczne na centra pomocy kobietom w ciąży. Do siedzib organizacji zajmujących się taką działalnością wrzucane są bomby i ładunki wybuchowe, a elewacje budynków są niszczone. Liderzy i wolontariusze organizacji dobroczynnych, najczęściej chrześcijańskich, otrzymują pogróżki, których celem jest zmuszenie ich do zaprzestania działalności. W Polsce takiej agresji doświadczyła m.in. nasza wolontariuszka Zuzanna, która zaoferowała pomoc młodej dziewczynie w ciąży. Gdy aborcjoniści dowiedzieli się, że Zuzanna próbowała nawiązać kontakt z dziewczyną i jej rodziną, wpadli w szał. W internecie opublikowano adres zamieszkania Zuzanny i nawoływano do jej zamordowania. Na facebookowym profilu naszej wolontariuszki pojawiło się kilkadziesiąt tysięcy (!) komentarzy, które zawierały m.in. groźby poderżnięcia gardła, pobicia lub zgwałcenia naszej działaczki. Teraz aborcjoniści planują nie tylko kolejne ataki, ale również sabotaż naszej kampanii Ocalone.org i mnożenie kolejnych kłamstw na nasz temat. Chcą w ten sposób podważyć zaufanie do naszej Fundacji i przedstawić siebie jako jedynych, którzy chcą „pomagać” kobietom. Ostatecznie chcą doprowadzić do tego, aby pomoc kobiecie w ciąży kojarzyła się wyłącznie z jednym – namówieniem do aborcji za pomocą pigułek poronnych kupionych od zorganizowanych grup przestępczych. Panie MirosĹ‚awie, przekaz, jaki płynie do kobiet z naszej akcji Ocalone.org jest bardzo prosty – pomożemy Ci. Zgłaszająca się do nas kobieta słyszy, że w trudnej sytuacji życiowej da radę. Oczywiście nie sama, a z naszą pomocą. Można całkiem anonimowo napisać do nas albo zadzwonić. Wspólnie ustalamy plan działania i staramy się wyciągnąć z kłopotów. Co więcej, mogą się z nami kontaktować również mężczyźni, szczególnie w sytuacji, gdy ich żony lub partnerki zamierzają dokonać aborcji wbrew ich woli. Takim osobom również potrzebne jest wsparcie. Musimy rozwijać nasz projekt Ocalone.org i docierać do kolejnych Polaków. To bardzo ważne, gdyż osoby takie jak samotne kobiety w trudnej sytuacji życiowej to cel numer 1 dla propagandy aborcjonistów. Takie kobiety, pod wpływem silnych emocji i psychologicznych sztuczek używanych przez zwolenników aborcji, najłatwiej namówić na kupno pigułki i zamordowanie swojego dziecka. Musimy także nieustannie organizować kolejne akcje informacyjne na temat aborcji. Nie możemy pozwolić na to, aby umysły Polaków zainfekowała aborcyjna mentalność. Jeśli zaniechamy walki o świadomość i sumienia naszego społeczeństwa, to wkrótce całkowicie zniszczone zostaną fundamenty moralne naszego narodu. Ideologia śmierci, którą wyznają aborcjoniści i ich sojusznicy zakłada, że morderstwo jest najlepszym rozwiązaniem każdego problemu. Jesteś w ciąży? Dokonaj aborcji. Jesteś stary? Dokonaj eutanazji. Jesteś chory lub nie chce Ci się żyć? Dokonaj samobójstwa. Zamiast dążyć do usunięcia problemu, należy usunąć człowieka. Tymczasem każde życie jest darem od Boga i trzeba o nie walczyć, a także z ofiarnością pomagać innym, nawet jeśli oznacza to trudności, wyrzeczenia i cierpienia. Przypomina nam o tym Dzieciątko Jezus, którego narodziny już wkrótce będziemy świętować. Tylko w ten sposób możemy być ludźmi i zachować nasze człowieczeństwo. Nasza Fundacja chce budować Polskę opartą na miłości i prawdzie. Aborcjoniści chcą społeczeństwa zbudowanego na śmierci, kłamstwie i ruinach naszej cywilizacji. Wielkie media i politycy wspierają kampanie nienawiści. My mamy znacznie skromniejsze środki pochodzące od naszych Darczyńców. Naszą bronią jest prawda, ale musimy zintensyfikować akcję promocyjną kampanii Ocalone.org, aby dotrzeć do wielu kobiet i rodzin w trudnej sytuacji. W najbliższym czasie potrzebujemy na te działania ok. 13 000 zł. Pomoc jest nam obecnie szczególnie potrzebna, gdyż skierowane w nas ataki i oszczerstwa nasilają się wraz z rozwojem naszych działań. Dlatego zwracam się do Pana z prośbą o przekazanie 35 zł, 70 zł, 140 zł, lub dowolnej innej kwoty, aby wesprzeć akcję ratunkową Ocalone.org oraz organizację akcji informacyjnych na temat konsekwencji i skutków aborcji. Numer konta: 79 1050 1025 1000 0022 9191 4667 Fundacja Pro – Prawo do życia ul. J. I. Kraszewskiego 27/22, 05-800 Pruszków Dla przelewów zagranicznych – Kod BIC Swift: INGBPLPW Presja aborcjonistów, szczególnie na młode dziewczęta i samotne kobiety, jest obecnie ogromna. Handlarze tabletkami poronnymi na ogromną skalę reklamują się w mediach, oferując „pomoc” kobietom w trudnej sytuacji życiowej. Ich cel jest jasny – wytworzyć w kolejnych pokoleniach Polaków przekonanie, że „pomoc” kobiecie w ciąży to namówienie jej do aborcji i przekazanie kontaktu do handlarzy pigułkami. Jeśli taka mentalność się w naszym społeczeństwie zakorzeni, to zanikną miłość, ofiarność i dobroczynność, a ofiar aborcyjnych morderstw będą już nie dziesiątki, ale setki tysięcy rocznie. Prawda i dobro wydają się bezbronne, a jednak zwyciężają. Każdy z nas może okazać się zwycięzcą, jeśli otworzy się na miłość, którą przynosi na świat Dzieciątko. Serdecznie pozdrawiam,
„Mówimy o znaczącej liczbie, która powoduje konieczność systematycznego podejścia do tego problemu” – powiedział Kubicki. Zdaniem polityka FDP władze sanitarne powinny „regularnie” przeprowadzać sekcje zwłok wszystkich osób, które zmarły w ciągu dwóch tygodni od szczepienia: „To też ma sens, ponieważ warunkowe zatwierdzenie tych szczepionek odbyło się pod ogromną presją czasu”.
−∗−
Tłumaczenie artykułu z serwisu RAIR Foundation USA na temat pojawiających się w Niemczech głosów wzywających do badań związanych z powikłaniami i zgonami w kontekście szczepień przeciw covid19. /AlterCabrio – ekspedyt.org/
______________***______________
Z ostatniej chwili: Wiceprzewodniczący niemieckiego parlamentu wzywa do zbadania przypadków zgonów i szkód spowodowanych szczepionką Covid (wideo)
Naczelny patolog i jego zespół odkryli, że u 30 procent badanych osób, które zmarły wkrótce po szczepieniu przeciw Covid, to właśnie szczepienie było przyczyną zgonu.
Wiceprzewodniczący Bundestagu Wolfgang Kubicki wzywa do sekcji zwłok osób, które zmarły wkrótce po otrzymaniu szczepionki przeciw Covid. Kubicki uważa, że istotne jest, aby każdy niewyjaśniony zgon, który ma miejsce w ciągu 14 dni po szczepieniu przeciw Covid, był automatycznie rejestrowany w Instytucie Paula Ehrlicha (PEI) jako podejrzany przypadek. Polityk partii FDP mówi, że zbadanie „powiązania między szczepieniami, zapaleniem mięśnia sercowego i śmiercią jest koniecznością”.
„Mówimy o znaczącej liczbie, która powoduje konieczność systematycznego podejścia do tego problemu” – powiedział Kubicki. Zdaniem polityka FDP władze sanitarne powinny „regularnie” przeprowadzać sekcje zwłok wszystkich osób, które zmarły w ciągu dwóch tygodni od szczepienia: „To też ma sens, ponieważ warunkowe zatwierdzenie tych szczepionek odbyło się pod ogromną presją czasu”.
Tino Sorge (CDU), rzecznik ds. polityki zdrowotnej frakcji Unii w Bundestagu uważa, że „dwa lata po pierwszym szczepieniu przeciwko covid nadszedł czas na bardziej otwarte podejście do skutków ubocznych i szkód poszczepiennych”. Badanie Schirmachera jest również niepokojące, jak wyjaśnia Sorge, „ponieważ pokazuje, jak mało wiemy o ryzyku związanym ze szczepionkami nawet po dwóch latach”.
Według polityka Unii Chrześcijańsko-Demokratycznej Niemiec (CDU), badania i gromadzenie danych należy teraz mocno przyspieszyć: wciąż brakuje wiarygodnych i istotnych danych. Wyniki mają ogromne znaczenie dla oceny stosunku korzyści do ryzyka. W tym celu należy wzmocnić PEI, lepiej wykorzystywać dane i znacznie uprościć procedury sprawozdawcze.
Niemiecka agencja informacyjna WELT opublikowała w poniedziałek wywiad z patologiem P. Schirmacherem. Wezwał on do prowadzenia dalszych badań na temat szkód poszczepiennych. „Istnieją ważne pytania bez odpowiedzi, które należy wyjaśnić albo poprzez kompleksową rejestrację wszystkich działań niepożądanych, albo w ramach dalszych badań w sensie poprawy szczepień, wskazań do szczepień i ochrony ludności”, mówi Schirmacher: „Czy istnieją jakieś czynniki genetyczne lub pewne przebyte choroby – np. choroby autoimmunologiczne – które predysponują do poważnych konsekwencji po szczepieniu? Konsekwencje szczepień są zależne od szczepionki – ale jakie cechy i składniki preparatu o tym decydują? Czy pewne rodzaje aplikacji odgrywają w tym rolę?”
Niemiecka agencja informacyjna BILD omówiła niedawne żądania polityków dotyczące dochodzenia w sprawie szczepionek przeciw Covid i szkód, jakie mogą wyrządzić. Zobacz wideo z tłumaczeniem wyłącznie w RAIR Foundation USA
[Materiał można również obejrzeć w serwisie YT z możliwością włączenia napisów pl – LINK]
‘Nie jest bezpieczna’ czyli co pokazało badanie Rasmussen Reports Siedmioprocentowy odsetek poważnych skutków ubocznych jest bezprecedensowy. Z danych V-safe wiemy, że oznacza to faktycznie, że efekty uboczne były tak poważne, że osoby musiały zwrócić się o pomoc lekarską. Gdyby […]
__________________
‘… nagle’ czyli najnowszy dokument Stew Peters’a Dokument traktujący o szczepieniach, konsekwencjach przedstawianych przez między innymi balsamistów i lekarzy, informatorów wojskowych i wielu innych ludzi pomagających ludzkości w toczącej się wojnie informacyjnej. −∗− [Tekst ze strony […]
__________________
Tsunami zgonów czyli trzy krótkie filmy o… Prokuratura Europejska (EPPO) wszczęła dochodzenie w sprawie zakupów szczepionek przeciwko koronawirusowi przez UE, co prawdopodobnie zwróci uwagę na rolę w tej sprawie przewodniczącej Komisji Europejskiej Ursuli von der Leyen. […]
OFICJALNE STANOWISKO W SPRAWIE ZAKAZÓW PALENIA DREWNEM W KRAKOWIE
W związku z sytuacją, o której w ostatnich dniach poinformowała Gazeta Krakowska, Ogólnopolskie Stowarzyszenie „Kominki i Piece” postanowiła wydać oficjalne oświadczenie w tej sprawie. Sytuacja Pani Małgorzaty Zegarek i jej uzasadniona niezgoda na przyjęcie mandatu za palenie drewnem w urządzeniu grzewczym spowodowała, że warto znów pochylić się nad ustaleniami małopolskiego Programu Ochrony Powietrza i uchwałom antysmogowym przyjętym w mieście Kraków. Ogólnopolskie Stowarzyszenie „Kominki i Piece” już wcześniej wielokrotnie zaskarżało POP, by przeciwdziałać takim skutkom przyjętych zapisów, zabraniających palić drewnem, które jest odnawialnym źródłem energii. Efekty zakazów odczuwa społeczeństwo, którego niepodważalnym prawem jest zabezpieczenie energetyczne swoich rodzin. Ogólnopolskie Stowarzyszenie „Kominki i Piece” stale alarmuje o błędach w ustawach antysmogowych i ma nadzieje, że sytuacja z Krakowa zmusi władze do przyjęcia poprawek, które pozwolą ogrzewać nasze domy, dzięki użyciu najtańszego, najłatwiej dostępnego i krajowego OZE – drewna kawałkowego. Obserwujemy wciąż silny wpływ lobbystów, którzy chcą zdyskredytować biomasę drzewną na rzecz innych źródeł OZE. Cenę za to płacą zwykli obywatele jak Pani Małgorzata Zegarek z Krakowa.
Co istotne, przepisy zakazujące eksploatacji kominków, jako mieszkaniowych urządzeń grzewczych, opalanych stałymi biopaliwami z przetworzonej biomasy drzewnej naruszają Konstytucję RP i Kodeks Cywilny w zakresie przepisów o ochronie prawa własności, Ustawę o Odnawialnych Źródłach Energii, Dyrektywę Parlamentu Europejskiego i Rady 2009/28/WE z dnia 23 kwietnia 2009 r. w sprawie promowania stosowania energii ze źródeł odnawialnych i wreszcie Ustawę o wspieraniu termomodernizacji i remontów oraz o centralnej ewidencji emisyjności budynków.
Pragniemy podkreślić, że drewno to polskie, ekologiczne, odnawialne źródło energii i naturalny magazyn energii słonecznej. To biopaliwo stałe niekopalne (w przeciwieństwie do węgla i gazu) zalecane do powszechnego stosowania w Unii Europejskiej dyrektywą PARLAMENTU EUROPEJSKIEGO I RADY (UE) 2018/2001 z dnia 11 grudnia 2018 r. Drewno kawałkowe, zrębki, pellet, brykiet to produkty biomasy drzewnej, które zgodnie z art. 2 pkt. 3 i 7a Ustawy z dnia 20 lutego 2015 r. o odnawialnych źródłach energii, dalej jako ustawa o OZE są zaliczane do odnawialnych źródeł energii.
Drewno jest paliwem ekologicznym na każdym etapie jego przetwarzania i energetycznego wykorzystania. Produkcja drewna opałowego nie ma negatywnego wpływu na poziom zalesienia w Polsce, a wręcz przeciwnie: stymuluje rozwój gospodarki przez zalesianie niezagospodarowanych gruntów i zapewnia miejsca pracy. Paliwa drzewne są w głównej mierze produktem ubocznym pozyskiwania i przetwarzania drewna pełnowartościowego wykorzystywanego w przemyśle meblarskim i w konstrukcjach drewnianych. Lokalne wykorzystywanie drewna przekłada się na minimalny ślad węglowy wynikający z transportu i przygotowania do wykorzystania jako stałego biopaliwa. Drewno z polskich lasów, jako uboczny produkt gospodarki leśnej, jest powszechnie dostępne i niedrogie. W przypadku ogrzewania drewnem powstaje tyle samo dwutlenku węgla, ile wchłonęło ono podczas swojego wzrostu, czego rezultatem jest zerowy bilans emisji CO2. Jest to zgodne z polityką UE, której celem jest osiągnięcie neutralności klimatycznej do 2050 r.
Nasze Stowarzyszenie stanowczo sprzeciwia się wszelkim zakazom i ograniczeniom ogrzewania drewnem, zwłaszcza w instalacjach przeznaczonych wyłącznie do stosowania biomasy, spełniających wymogi ekoprojektu. Przepisy ustawy o OZE oraz ustawodawstwo i praktyka europejska są w kwestii drewna jednoznaczne. Przykładem mogą być, chociażby Włochy, Szwajcaria, Austria, Francja, Niemcy czy znane z rygorystycznego podejścia do ekologii kraje skandynawskie, gdzie ogrzewanie drewnem jest czymś normalnym i niebudzącym zastrzeżeń. Zakazy używania drewna jako paliwa w naszej strefie klimatycznej, co jest często przemilczane, powodują zwiększenie zużycia gazu, który jest paliwem kopalnym, drogim i w większości pochodzącym z importu, co zmniejsza nasze bezpieczeństwo energetyczne.
Uchwały antysmogowe i Programy Ochrony Powietrza, jakkolwiek z założenia słuszne i potrzebne, jednak ze względu na silny wpływ lobbystów, prowadzą do wypaczenia swojego głównego celu, jakim jest poprawa jakości powietrza. Znane nam uchwały antysmogowe w większości przypadków obarczone są rażącymi błędami w kontekście ekologii, walki ze smogiem, promowania OZE oraz logiki i sensowności wprowadzanych regulacji.
Emerytka z krakowskich Bielan, Małgorzata Zegarek, nie przyjęła mandatu za palenie drewnem w kominku. Miasto odmówiło jej podłączenia do sieci ciepłowniczej, a założenie systemu ogrzewania gazem jest poza jej możliwościami finansowymi. Kominek na drewno był jedynym źródłem ogrzewania. Teraz w sądzie walczy, by nie ponieść konsekwencji swojej decyzji. Liczymy na korzystny dla Niej wyrok w tej sprawie. Może on pomóc innym ludziom, w podobnej sytuacji, dla których kominek jest jedynym źródłem ciepła.
Ogólnopolskie Stowarzyszenie „Kominki i Piece” jest dobrowolnym i samorządnym zrzeszeniem osób fizycznych, osób prawnych, przedsiębiorców i innych organizacji społecznych i gospodarczych zainteresowanych sprawami związanymi z branżą kominkową i zduńską.
Miłośnikom smartphonów: «Anomaly Six»… jest w stanie jednocześnie monitorować trzy miliardy smartfonów w czasie rzeczywistym. Nawet w tajnych bazach Korei Płn.
Wikipedia: Anomaly Six (A6) to amerykańska firma zajmująca się wywiadem medialnym. Sprzedaje produkty global-location-data dla rządu Stanów Zjednoczonych i sektora prywatnego. Firma osadziła swoje oprogramowanie w ponad 500 aplikacjach mobilnych, co daje jej możliwość śledzenia setek milionów telefonów komórkowych.[1][2] W jednej z prezentacji firma twierdziła, że może śledzić 3 miliardy telefonów w czasie rzeczywistym.[3]
Firma została założona w 2018 roku przez dwóch byłych oficerów wywiadu wojskowego. Jej siedziba znajduje się w Alexandrii w stanie Wirginia[3].
Firma kupuje dane o lokalizacji telefonu komórkowego od reklamodawców, którzy z kolei uzyskują informacje z wbudowanych zestawów programistycznych (SDK) w powszechnie używanych aplikacjach telefonicznych.[3] Wydawcy aplikacji często pozwalają stronom trzecim na wstawianie SDK do swoich aplikacji za opłatą.[1] Niektóre aplikacje mają wbudowane autorskie SDK firmy Anomaly Six. System ten często bazuje na ujawnieniach zawartych w zawiłych warunkach świadczenia usług, na które należy się zgodzić, aby korzystać z aplikacji.[3] Polityka prywatności większości aplikacji nie ujawnia, czy SDK są wbudowane w ich produkt, czy nie.[1]
We wrześniu 2020 roku U.S. Special Operations Command Africa, jednostka operacyjna Dowództwa Operacji Specjalnych Stanów Zjednoczonych, zapłaciła Anomaly 6 589 500 dolarów za “Commercial Telemetry Feed”. Jest to pierwszy zgłoszony kontrakt pomiędzy rządem Stanów Zjednoczonych a Anomaly 6.[2]
W kwietniu 2022 roku ujawniono, że firma zademonstrowała swoje zdolności inwigilacyjne, śledząc telefony komórkowe członków CIA i NSA. Firma ujawniła śledzenie podczas spotkania pomiędzy A6 a Zignal Labs. Obie firmy prowadziły rozmowy w celu omówienia potencjalnego partnerstwa, którego postanowiły nie kontynuować.[4][3] https://en.wikipedia.org/wiki/Anomaly_Six
…………………………
Przecieki: prywatna firma szpiegowska namierza populację całego świata przy pomocy nielegalnego oprogramowania szpiegowskiego
Data publikacji: 6 grudnia 2022
Firma Anomaly Six z Waszyngtonu wprowadza na rynek nielegalną technologię szpiegowską, która może wyłuskać najbardziej wrażliwe dane osobowe osoby poprzez śledzenie jej smartfona. Potencjalnymi nabywcami są brytyjskie Ministerstwo Obrony oraz GCHQ (Government Communications Headquarters https://en.wikipedia.org/wiki/GCHQ).
Wyciekłe dokumenty przejrzane przez The Grayzone ujawniają, jak technologia śledzenia smartfonów depcze podstawowe zasady ochrony danych i prawo międzynarodowe, naruszając prywatność obywateli na całym świecie bez ich wiedzy i zgody. To tajne narzędzie może przekształcić każdego w potencjalną osobę będącą w kręgu zainteresowania zachodnich agencji wywiadowczych, a tym samym celem rekrutacji, nadzoru, nękania lub czegoś gorszego.
Prawdopodobnie większość czytelników nie zna firmy Anomaly 6. Jej spartańska, jednostronicowa strona internetowa zawiera nazwę firmy, ogólny adres e-mail i ogólną lokalizację – Fairfax, Virginia, niedaleko siedziby CIA – ale nic o jej usługach, personelu i innych https://www.anomalysix.com/. Przebijając się przez warstwy “zanonimizowanych” danych, owa mało znana firma odkrywa pokłady wrażliwych informacji o każdej osobie, którą wybierze w dowolnym miejscu na Ziemi.
Działalność Anomaly 6 przybiera formę ogólnoświatowej siatki przestępczej, której zasięg może sięgać jeszcze dalej niż CIA i NSA. Jak zobaczymy, jego założyciele są bardzo ostrożni wobec zainteresowania mediów, nie tylko dlatego, że obawiają się, że “podstawy prawne” ich operacji “nie są w stanie sprostać weryfikacji”, biorąc pod uwagę przeszłe udane działania sądowe przeciwko państwowym agencjom szpiegowskim, takim jak GCHQ i NSA. https://www.theguardian.com/uk-news/2021/may/25/gchqs-mass-data-sharing-violated-right-to-privacy-court-rules
W kwietniu, The Intercept doniósł o wyciekłej promocji Anomaly 6 dotyczącej nowego biznesu, w której firma twierdziła, że jest w stanie jednocześnie monitorować w przybliżeniu trzy miliardy smartfonów w czasie rzeczywistym(przekład fragmentów artykułu, o którym mowa, poniżej).
Aby wykazać swoją inwazyjną brawurę, Anomaly 6 śledziło ruchy setek pracowników Centralnej Agencji Wywiadowczej i Agencji Bezpieczeństwa Narodowego jednocześnie za pośrednictwem ich smartfonów. Anonimowe źródło wycieku prezentacji “wyraziło poważne obawy” co do legalności ujawniania przez firmę “postów społecznościowych, nazw użytkowników i lokalizacji Amerykanów” amerykańskim agencjom rządowym.
Grayzone może ujawnić, że nie tylko obywatele USA, ale cała populacja świata znajduje się na linii strzału niezmrużonego oka Anomalii 6. A firma potajemnie sprzedaje swoje hiperinwazyjne wyroby wielu zagranicznym rządom, wojsku oraz służbom bezpieczeństwa i wywiadu.
Anomaly 6 twierdzi, że śledzi amerykańskiego naukowca, i setki innych zachodnich obywateli w Korei Północnej
Jednym z najbardziej niepokojących plików Anomaly 6 przejrzanych przez The Grayzone jest studium przypadku, ukazujące zdolność firmy do śledzenia “ruchów osób w całkowicie zanegowanym terenie”. Firma zidentyfikowała 100 000 oddzielnych użytkowników smartfonów, którzy podróżowali do Korei Północnej w ciągu 14 miesięcy, wśród nich obywateli USA, “aby pokazać przydatność naszych danych” zarówno dla celów kontrwywiadu, jak i rozwoju źródeł.
Korea Północna została wybrana do studium przypadku, ponieważ jest to “bardzo wyjątkowa bestia” i “taka, w której tradycyjnie jest niezwykle, jeśli nie niemożliwe, wypracowanie umiejscowienia i dostępu w sposób spójny”.
Badając “wzorce życia” tychże obywateli, Anomaly 6 namierzyło “bardzo interesujący przypadek użycia” w postaci jednej osoby, eksperta od fizyki jądrowej mieszkającego w USA, który rzekomo przeprowadził “wielokrotne podróże do Korei Północnej” między marcem a sierpniem 2019 roku. Grayzone zdecydowało się nie identyfikować naukowca w trosce o jego bezpieczeństwo.
“Zagłębiając się w tę aktywność widzimy kilka bardzo ciekawych odwiedzanych lokalizacji” – zauważa Anomaly 6.
Anomaly 6 wykorzystała swoją technologię szpiegowską do śledzenia interesującej ją osoby na terenie Changsuwon Residence należącej do Kim Il Sunga, lokalizacji “godnej uwagi ze względu na fakt, że obszar ten został zbudowany specjalnie dla byłego przywódcy Korei Północnej Kim Il Sunga, dziadka obecnego przywódcy Kim Jong Un’a”. Firma twierdzi, że obszar ten jest pełen “sił szybkiego reagowania ochrony, stanowisk artylerii przeciwlotniczej i rakiet oraz obiektów podziemnych.” https://wikimapia.org/66718/Changsuwon-Residential-Palace
“Dostęp do miejsca takiego jak to nie wydaje się być przypadkowy i można założyć, że ten gość miał autoryzację i był eskortowany w tak wrażliwym miejscu przywództwa” – stwierdza Anomaly 6. “Wspomniana podróż do ‘podziemnego obiektu’ jest interesująca pod tym względem, że wskazuje również na inne ‘przypadkowe’ schematy podróży w góry w innej lokalizacji poza stolicą”.
Ta lokalizacja to kolejny podejrzany “podziemny obiekt” około 31 mil na południowy wschód od Pyongyang, “w górzystym terenie”. Zaciekawiona, Anomaly 6 śledziła ruchy tej osoby po powrocie do USA, odkrywając po drodze “kilka bardzo unikalnych spostrzeżeń”.
Łącząc użytkownika smartfona z hotelami, szkołami, rezydencjami i innymi miejscami w całych Stanach Zjednoczonych, Anomaly 6 wskazała ich “najbardziej prawdopodobną miejscowość, w której śpią”. Korzystając z “informacji z otwartego źródła”, firma szpiegowska ustaliła następnie, kim jest ta osoba, gdzie pracowała, jej adres, stan cywilny, imiona i zdjęcia jej dzieci oraz szkoły i uniwersytety, do których uczęszczają.
Takie spostrzeżenia są niezwykle złowieszcze, biorąc pod uwagę, że osoba ta została uznana za “obiekt zainteresowania”, ze względu na “obawy” kontrwywiadu. Anomaly 6 stwierdziła, że osoby te mogły pochwalić się poświadczeniem bezpieczeństwa wydanym przez rząd USA, a zatem albo podróżowały do Korei Północnej “poza kanałami bezpieczeństwa, które muszą być przestrzegane”, albo w imieniu rządu USA. Tak czy inaczej, firma oceniła, że ta działalność zasługuje na “dalszą analizę”.
Według Anomaly 6, podróż naukowca stanowiła zagrożenie dla bezpieczeństwa nie dlatego, że był on szpiegiem, ale dlatego, że chiński wywiad mógł zastosować podobne narzędzia szpiegowskie do śledzenia jego ruchów i w ten sposób odkryć “potencjalne tajne negocjacje między USA a Koreą Północną”. To z kolei “mogłoby szybko wywołać napięcia” z Pekinem, alarmowała firma.
“Tutaj widzimy, że jeśli bezpośredni cel nie jest dostępny, istnieje [sic] inne pomocnicze wysiłki, które można podjąć, aby znaleźć interesującą osobistość” – chwaliła się Anomaly 6 w swojej prezentacji. “Efektem końcowym jest pokazanie, jak szybko i głęboko mogą klienci zagłębić się w cele z bardzo małą liczbą punktów startowych lub bardzo mglistymi punktami startowymi i uzyskać informacje w krótkim czasie”.
Pracownik naukowy, z którym skontaktowała się The Grayzone poprzez e-mail, określony jako “obiekt zainteresowania” przez Anomaly 6, upierał się, że firma szpiegowska wszystko pomyliła.
“Nigdy nie byłem w Korei Północnej i mój telefon też nie” – stwierdzili. “Powinieneś być wysoce sceptyczny wobec wszelkich informacji mówiących inaczej”.
Naukowiec nie był w stanie wyjaśnić, jak Anomaly 6 mogło popełnić podobny błąd. “W jakiś sposób udało im się namierzyć mój telefon” – powiedział. “Wydaje się, że z tego względu powinni byli wiedzieć, że nie byłem w Korei Północnej w marcu 2019 roku, więc mamy tu raczej do czynienia z niezgodnymi informacjami”.
Ten oczywisty błąd popełniony przez Anomaly 6 wyraźnie podkreśla potencjał milionów niewinnych ludzi, którzy mogą być badani i potencjalnie skompromitowani przez agencje rządowe na całkowicie fałszywych podstawach.
Uzyskane “wrażliwe informacje”, “planowane kolejne działania”.
Na zakończenie prezentacji, Anomaly 6 firma ujawniła, że naukowiec był jedynie jednym z “setek” obywateli USA, których rzekomo śledziła podczas rzekomych wizyt w Korei Północnej w ciągu ostatniego roku. Szpiegowała również użytkowników “urządzeń z innych przyjaznych krajów”, w tym członków składowych globalnej sieci szpiegowskiej Five Eyes oraz Francji i Niemiec. (…)
Nie jest jasne, dla kogo lub po co to studium przypadku zostało przygotowane, ale tego typu komentarze silnie sugerują, że potencjalnymi klientami były podmioty rządowe USA – w szczególności CIA i/lub NSA. Oba te podmioty mają prawny zakaz szpiegowania obywateli USA i często były przedmiotem kontrowersji z tego powodu. Technologia Anomaly 6 pozwoliłaby owym agencjom obejść takie ograniczenia.
Obawiając się kontroli mediów i oskarżenia, Anomaly 6 zwraca się do brytyjskiej firmy zajmującej się wywiadem wojskowym
Wyciekłe dokumenty przejrzane przez The Grayzone wskazują, że dane ze smartfonów i IoT, które zbiera Anomaly 6, są tak precyzyjne, że mogą wskazać piętro budynku, na którym znajduje się użytkownik, jego usługodawcę telekomunikacyjnego, markę i model urządzenia, poziom naładowania baterii i wiele innych.
Niestety dla firmy, jej usługi szpiegowskie są absolutnie nielegalne z punktu widzenia wielu krajowych i międzynarodowych systemów ochrony danych.
Aby ominąć owe ograniczenia, Anomaly 6 zwróciła się do brytyjskiej prywatnej firmy wywiadowczej o nazwie Prevail Partners. https://www.prevailpartners.com/
W listopadzie tego roku Grayzone ujawnił wniosek firmy Prevail dotyczący budowy tajnej partyzanckiej armii terrorystycznej na rzecz odeskiego oddziału Służby Bezpieczeństwa Ukrainy, z polecenia wysokich rangą szpiegów brytyjskich. https://thegrayzone.com/2022/11/03/british-spies-terror-army-ukraine/
Inne wyciekłe pliki ujawniają, że Prevail działa jako zaufany pośrednik, potajemnie promując i sprzedając usługi Anomaly 6 klientom państwowym i niepaństwowym na całym świecie. Protokół ze spotkania pomiędzy przedstawicielami Prevail i Anomaly 6 z maja tego roku pokazuje, że ta druga firma “wyraziła znaczące obawy” dotyczące zgodności z wymogami GDPR Unii Europejskiej (https://en.wikipedia.org/wiki/General_Data_Protection_Regulation,https://gdpr-info.eu/), których Wielka Brytania pozostaje sygnatariuszem pomimo jej wyjścia z bloku.
Główną obawą Anomaly 6 było to, że “obiekt zainteresowania” złapany w jej wszechogarniające zasysanie danych mógłby złożyć Subject Access Request https://en.wikipedia.org/wiki/Right_of_access_to_personal_data do firmy lub instytucji rządowej korzystającej z jej usług, “co ujawniłoby ich działanie i potencjalnie mogłoby doprowadzić do podjęcia działań prawnych kupionych [sic] przez Biuro Komisarza ds. Informacji (ICO) kraju europejskiego”. (…)
Aby uniknąć szkód w sferze public relations i prawnej, które mogłyby wyniknąć z ujawnienia programu szpiegowskiego Anomaly 6, Prevail zbadał schematy, dzięki którym można by ominąć przepisy o ochronie danych, w tym “czy możliwe byłoby zastosowanie odstępstwa rządowego”. Jako część środków kontroli szkód, Prevail zakontraktował elitarne firmy prawnicze, takie jak londyński Cooley, aby doradziły im, czy i jak działania Anomaly 6 “będą możliwe do obrony w sądzie europejskim”.
Stawka jest wysoka dla Prevail, ponieważ firma może zebrać miliony jako tajny łącznik między Anomaly 6 a brytyjskim Home Office i Ministerstwem Obrony.
Zgodnie z warunkami umowy sporządzonej w grudniu 2021 roku, Prevail otrzymał “wyłączne prawa do wprowadzania na rynek i sprzedaży” towarów Anomaly 6 dla londyńskiej Agencji Wywiadu Obronnego, Stałego Połączonego Dowództwa, różnych elitarnych wojskowych jednostek szpiegowskich, GCHQ, MI5, MI6 oraz służb bezpieczeństwa i wywiadu, a także sił specjalnych, w krajach takich jak Argentyna, Australia, Dania, Malta i Zjednoczone Emiraty Arabskie.
Potencjalny zakup nielegalnej i wysoce inwazyjnej technologii Anomaly 6 przez praktycznie całe brytyjskie państwo bezpieczeństwa narodowego oznacza, że wrażliwe dane osobowe miliardów obywateli mogą być wykorzystywane do szeregu złośliwych celów.
Brendon Clark, przedstawiciel handlowy Anomaly 6, powiedział The Grayzone, że przedstawiciel public relations jego firmy zadzwoni, aby omówić ich związek z Prevail i brytyjskim aparatem wojskowo-wywiadowczym. Mimo upływu kilku dni, ten wątek wciąż czeka na odpowiedź.
Amerykańska firma śledząca telefony zaprezentowała swoje umiejętności w zakresie inwigilacji, szpiegując CIA i NSA
Anomaly Six, tajny kontrahent rządowy, twierdzi, że monitoruje ruchy miliardów telefonów na całym świecie i demaskuje szpiegów za pomocą jednego przycisku.
(Artykuł z kwietnia 2022)
W miesiącach poprzedzających inwazję Rosji na Ukrainę, dwa mroczne amerykańskie startupy spotkały się, aby omówić potencjalne partnerstwo w zakresie nadzoru, które połączyłoby zdolność do śledzenia ruchów miliardów ludzi za pośrednictwem ich telefonów z ciągłym strumieniem danych zakupionych bezpośrednio od Twittera. Według Brendona Clarka z Anomaly Six – lub “A6” – połączenie jego technologii śledzenia lokalizacji telefonu komórkowego z nadzorem mediów społecznych dostarczonych przez Zignal Labs pozwoliło rządowi amerykańskiemu bez wysiłku szpiegować rosyjskie siły, kiedy zgromadziły się wzdłuż granicy z Ukrainą, lub podobnie śledzić chińskie atomowe łodzie podwodne. Aby udowodnić, że technologia działa, Clark wycelował potencjał A6 do wewnątrz, szpiegując Agencję Bezpieczeństwa Narodowego i CIA, używając ich własnych telefonów komórkowych przeciwko nim.
Anomaly Six z siedzibą w Wirginii założona w roku 2018 przez dwóch byłych oficerów wywiadu wojskowego i utrzymująca jawność, która jest skąpa do granicy tajemniczości, jej strona internetowa nie ujawnia nic na temat tego, co firma faktycznie robi https://www.anomalysix.com/. Ale istnieje duża szansa, że A6 wie o tobie niezmiernie dużo. Firma jest jedną z wielu, która kupuje ogromne ilości danych o lokalizacji, śledząc setki milionów ludzi na całym świecie poprzez wykorzystywanie słabo rozumianego faktu: niezliczone popularne aplikacje na smartfony stale zbierają informacje o Twojej lokalizacji i przekazują je reklamodawcom, zazwyczaj bez Twojej wiedzy lub świadomej zgody, opierając się na powiadomieniach zakopanych w języku prawnym rozległych warunków świadczenia usług, które zaangażowane firmy liczą na to, że nigdy ich nie przeczytasz. Gdy Twoja lokalizacja jest przesyłana do reklamodawcy, nie ma obecnie w Stanach Zjednoczonych prawa zabraniającego dalszej sprzedaży i odsprzedaży tych informacji firmom takim jak Anomaly Six, które mogą je sprzedawać swoim klientom z sektora prywatnego i rządowego. Dla każdego zainteresowanego śledzeniem codziennego życia innych, przemysł reklamy cyfrowej zajmuje się niewdzięczną pracą dzień w dzień – wszystko, co musi zrobić osoba trzecia, to kupić dostęp.
Materiały otrzymane przez The Intercept i Tech Inquiry dostarczają nowych szczegółów na temat tego, jak potężne są uprawnienia Anomaly Six do inwigilacji całego świata, zdolne do zapewnienia każdemu opłacającemu klientowi zdolności zarezerwowanych wcześniej dla biur szpiegowskich i wojska.
Według nagrań audiowizualnych z prezentacji A6 recenzowanych przez The Intercept i Tech Inquiry, firma twierdzi, że może śledzić około 3 miliardów urządzeń w czasie rzeczywistym, co odpowiada jednej piątej ludności świata. Oszałamiająca zdolność nadzoru została przytoczona podczas pitchu, który miał udostępnić potencjał A6 w zakresie śledzenia telefonów firmie Zignal Labs https://zignallabs.com/, firmie monitorującej media społecznościowe, która wykorzystuje swój dostęp do rzadko przyznawanego przez Twittera strumienia danych “firehose”https://developer.twitter.com/en/docs/twitter-api/enterprise/compliance-firehose-api/overview, pozwalającego na nieograniczone przeglądanie setek milionów tweetów dziennie. Z połączenia ich mocy, proponowanego przez A6, klienci korporacyjni i rządowi firmy Zignal byliby w stanie nie tylko śledzić globalną aktywność w mediach społecznościowych, ale także ustalić, kto dokładnie wysłał pewne tweety, skąd je wysłał, i z kim był, gdzie był wcześniej i gdzie udał się później. Ta niezwykle rozbudowana możliwość byłaby oczywistym dobrodziejstwem zarówno dla reżimów mających na oku swoich globalnych przeciwników, jak i dla firm mających na oku swoich pracowników.
Źródło informacji, które wypowiedziało się pod warunkiem zachowania anonimowości, aby chronić swoje życie, wyraziło poważne obawy co do legalności działań kontrahentów rządowych takich jak Anomaly Six i Zignal Labs “ujawniających posty społecznościowe, nazwy użytkowników i lokalizacje Amerykanów” użytkownikom “Departamentu Obrony”. Źródło również twierdziło, że Zignal Labs miał świadomie oszukać Twittera przez zatajenie szerszych wojskowych i korporacyjnych przypadków wykorzystania nadzoru z jego dostępu firehose. Warunki korzystania z usług Twittera technicznie zabraniają stronie trzeciej “prowadzenia lub dostarczania nadzoru lub zbierania danych wywiadowczych” przy użyciu jej dostępu do platformy, choć praktyka jest powszechna i egzekwowanie tego zakazu jest rzadkie. Zapytany o tego typu obawy, rzecznik Tom Korolsyshun powiedział The Intercept “Zignal przestrzega przepisów dotyczących prywatności i wytycznych określonych przez naszych partnerów danych.”
A6 twierdzi, że jej siatka GPS dostarcza od 30 do 60 pingów lokalizacyjnych https://en.wikipedia.org/wiki/Ping_(networking_utility) na pojedyncze urządzenie dziennie i 2,5 biliona punktów danych lokalizacyjnych rocznie na całym świecie, co daje 280 terabajtów danych lokalizacyjnych rocznie i wiele petabajtów łącznie, co sugeruje, że firma śledzi około 230 milionów urządzeń średnio w ciągu dnia. Przedstawiciel A6 dodał, że podczas gdy wiele konkurencyjnych firm zbiera dane o indywidualnej lokalizacji za pośrednictwem połączeń Bluetooth i Wi-Fi telefonu, które umożliwiają ogólną lokalizację, Anomaly 6 zbiera wyłącznie dane GPS, potencjalnie z dokładnością do kilku stóp. Oprócz lokalizacji, A6 twierdził, że zbudował bibliotekę zawierającą ponad 2 miliardy adresów e-mail i innych danych osobowych, które ludzie udostępniają podczas rejestracji w aplikacjach smartfonów, które mogą być wykorzystane do identyfikacji, do kogo ping GPS należy. Całość jest napędzana, jak zauważył Clark z A6 podczas pitchu, przez ogólną ignorancję wszechobecności i inwazyjności zestawów do tworzenia oprogramowania dla smartfonów, znanych jako SDK: “Wszystko jest uzgodnione i wysłane przez użytkownika, mimo że prawdopodobnie to oni nie czytają 60 stron w [umowie licencyjnej użytkownika końcowego]”.
The Intercept nie był w stanie zweryfikować twierdzeń firmy Anomaly Six dotyczących jej danych lub możliwości, które zostały przedstawione w kontekście kampanii sprzedażowej. Badacz prywatności Zach Edwards powiedział The Intercept, że wierzy, iż twierdzenia są wiarygodne, ale ostrzegł, że firmy mogą być skłonne do wyolbrzymiania wartości swoich produktów. Badacz bezpieczeństwa mobilnego, Will Strafach, zgodził się, zauważając, że przechwałki A6 dotyczące pozyskiwania danych “brzmią niepokojąco, ale nie są dalekie od ambitnych twierdzeń innych”. Według Wolfie Christl, badacza specjalizującego się w inwigilacji i implikacjach prywatności przemysłu danych aplikacji, nawet jeśli możliwości Anomaly Six są przesadzone lub oparte częściowo na niedokładnych danych, firma posiadająca nawet ułamek tych szpiegowskich uprawnień byłaby głęboko niepokojąca z punktu widzenia prywatności osobistej.
Rzecznik prasowy firmy Zignal, poproszony o komentarz, wydał następujące oświadczenie: “Podczas gdy Anomaly 6 w przeszłości zademonstrował swoje umiejętności firmie Zignal Labs, Zignal Labs nie ma relacji z Anomaly 6. Nigdy nie zintegrowaliśmy możliwości Anomaly 6 z naszą platformą, ani nigdy nie dostarczyliśmy Anomaly 6 żadnemu z naszych klientów”.
Zapytany o prezentację firmy i jej możliwości inwigilacyjne, współzałożyciel Anomaly Six, Brendan Huff, odpowiedział w mailu, że “Anomaly Six to mała firma należąca do weteranów, która dba o amerykańskie interesy, naturalne bezpieczeństwo i zna prawo.”
Firmy takie jak A6 są napędzane przez wszechobecność SDK https://en.wikipedia.org/wiki/Software_development_kit, które są gotowymi pakietami kodu, które producenci oprogramowania mogą wsunąć do swoich aplikacji, aby łatwo dodać funkcjonalność i szybko spieniężyć swoje oferty z reklamami. Według Clarka, A6 może pozyskiwać dokładne pomiary GPS zebrane dzięki tajnemu partnerstwu z “tysiącami” aplikacji na smartfony, podejście, które opisał w swojej prezentacji jako “farm-to-table approach to data acquisition”. Te dane są przydatne nie tylko dla ludzi, którzy mają nadzieję sprzedać ci rzeczy: W dużej mierze nieuregulowany globalny handel danymi osobowymi coraz częściej znajduje klientów nie tylko w agencjach marketingowych, ale także agencjach federalnych śledzących imigrantów i cele dronów, a także sankcje i unikanie podatków. Według rejestrów publicznych, o których po raz pierwszy doniósł Motherboard, U.S. Special Operations Command zapłacił Anomaly Six 590 000 dolarów we wrześniu 2020 roku za rok dostępu do “komercyjnego kanału telemetrycznego” firmy.
Oprogramowanie Anomaly Six pozwala swoim klientom przeglądać wszystkie te dane w wygodnym i intuicyjnym rzucie satelitarnym Ziemi w stylu Map Google. Użytkownicy muszą tylko znaleźć interesującą ich lokalizację i narysować wokół niej pole, a A6 wypełnia tę granicę kropkami oznaczającymi smartfony, które przeszły przez ten obszar. Kliknięcie w kropkę dostarczy Ci wierszy reprezentujących urządzenie – i jego właściciela – przemieszczanie się po okolicy, mieście, a nawet całym świecie.
Jako że rosyjskie wojsko kontynuowało gromadzenie się wzdłuż granicy z Ukrainą, przedstawiciel handlowy A6 wyszczególnił, w jaki sposób nadzór GPS może pomóc przekształcić Zignal w rodzaj prywatnej agencji szpiegowskiej, zdolnej do pomocy klientom państwowym w monitorowaniu ruchów wojsk. Wyobraźmy sobie, wyjaśnił Clark, że tweety z obszaru kryzysowego, które Zignal szybko wyłapuje za pomocą firehose’a, byłyby tylko punktem wyjścia. Wykorzystując zdjęcia satelitarne zamieszczane na Twitterze przez konta prowadzące coraz popularniejsze śledztwa typu “open-source intelligence” lub OSINT, Clark pokazał, jak śledzenie GPS przez A6 pozwoliłoby klientom Zignal nie tylko ustalić, że ma miejsce gromadzenie wojsk, ale także śledzić telefony rosyjskich żołnierzy w trakcie mobilizacji, aby dokładnie określić, gdzie się szkolili, gdzie stacjonowali i do jakich jednostek należeli. W jednym przypadku Clark pokazał oprogramowanie A6 śledzące telefony rosyjskich żołnierzy w czasie, z dala od granicy i z powrotem do instalacji wojskowej poza Jurgą, i zasugerował, że mogą być śledzone dalej, aż do ich indywidualnych domów. Poprzednie doniesienia Wall Street Journal wskazują, że ta metoda śledzenia telefonów jest już wykorzystywana do monitorowania rosyjskich manewrów wojskowych i że amerykańscy żołnierze są równie podatni na ataki. https://www.wsj.com/articles/academic-project-used-marketing-data-to-monitor-russian-military-sites-11595073601https://www.wsj.com/articles/the-ease-of-tracking-mobile-phones-of-u-s-soldiers-in-hot-spots-11619429402 (…)
Aby w pełni zaimponować publiczności ogromną mocą tego oprogramowania, Anomaly Six zrobiła to, co niewielu na świecie może przyznać: szpiegowała amerykańskich szpiegów. “Lubię żartować z naszych własnych obywateli” – zaczął Clark. Wyciągając widok satelitarny przypominający Google Maps, przedstawiciel handlowy pokazał siedzibę NSA w Fort Meade w stanie Maryland oraz siedzibę CIA w Langley w stanie Virginia. Po narysowaniu wirtualnych pól granicznych wokół obu tych obiektów, techniką znaną jako geofencing, oprogramowanie A6 ujawniło niesamowitą zdobycz wywiadowczą: 183 kropki reprezentujące telefony, które odwiedziły obie agencje, potencjalnie należące do pracowników amerykańskiego wywiadu, z setkami linii ciągnących się na zewnątrz, ujawniających ich ruchy, gotowych do śledzenia na całym świecie. “Jeśli więc jestem oficerem wywiadu zagranicznego, to mam teraz 183 punkty startowe” – zauważył Clark. Zarówno NSA, jak i CIA odmówiły komentarza.
Kliknięcie na jedną z kropek z NSA pozwoliło Clarkowi śledzić dokładne ruchy tej osoby, praktycznie każdy moment jej życia, od tego poprzedniego roku do chwili obecnej. “Chodzi mi o to, że wystarczy pomyśleć o takich zabawnych rzeczach jak sourcing” – powiedział Clark. “Jeśli jestem oficerem wywiadu zagranicznego, nie mam dostępu do takich rzeczy jak agencja czy sztab, mogę dowiedzieć się gdzie ci ludzie mieszkają, mogę dowiedzieć się gdzie podróżują, mogę zobaczyć kiedy opuszczają kraj”. Pokaz następnie śledził osobę po Stanach Zjednoczonych i za granicą aż do centrum szkoleniowego i lotniska mniej więcej godzinę jazdy na północny zachód od bazy lotniczej Muwaffaq Salti w Zarqa w Jordanii, gdzie USA podobno utrzymuje flotę dronów.
FOTO: Anomalia Six namierzyła urządzenie, które odwiedziło siedziby NSA i CIA, w bazie lotniczej na obrzeżach Zarqa w Jordanii. Screenshot: The Intercept / Google Maps
“Z pewnością istnieje poważne zagrożenie bezpieczeństwa narodowego, jeśli broker danych może śledzić kilkuset urzędników wywiadu do ich domów i na całym świecie” – powiedział w wywiadzie dla The Intercept senator Ron Wyden, D-Ore., głośny krytyk przemysłu danych osobowych. “Nie potrzeba wiele kreatywności, aby zobaczyć, jak zagraniczni szpiedzy mogą wykorzystać te informacje do szpiegostwa, szantażu, wszelkiego rodzaju, jak to się kiedyś mówiło, podłych czynów”.
Po powrocie do kraju, osoba ta została namierzona do własnego domu. Oprogramowanie A6 zawiera funkcję o nazwie “Regularność”, przycisk, który klienci mogą nacisnąć, aby automatycznie przeanalizować często odwiedzane miejsca w celu wywnioskowania, gdzie cel mieszka i pracuje, nawet jeśli punkty GPS uzyskane przez A6 pomijają nazwisko właściciela telefonu. Badacze prywatności już dawno wykazali, że nawet “zanonimizowane” dane lokalizacyjne są banalnie łatwe do przypisania do osoby na podstawie miejsc, w których najczęściej przebywa. Po naciśnięciu przycisku “Regularność”, Clark powiększył obraz Google Street View swojego domu.
“Branża wielokrotnie twierdziła, że zbieranie i sprzedawanie tych danych o lokalizacji komórek nie naruszy prywatności, ponieważ są one związane z numerami identyfikacyjnymi urządzeń, a nie z nazwiskami ludzi. Ta funkcja udowadnia, jak bardzo fałszywie brzmią te twierdzenia” – powiedział Nate Wessler, wicedyrektor projektu Speech, Privacy, and Technology Project w American Civil Liberties Union. “Oczywiście, śledzenie przemieszczania się osoby 24 godziny na dobę, dzień po dniu, powie ci, gdzie mieszka, gdzie pracuje, z kim spędza czas i kim jest. Naruszenie prywatności jest ogromne.” (…) (przekład automatyczny)
Wiele ustaw procedowanych obecnie na świecie dotyczących spraw gender i aborcji powstaje w lożach masońskich, uważa prof. Alberto Bárcena, wykładowca historii na madryckim uniwersytecie CEU San Pablo.
Prof. Alberto Bárcena, autor książki „Kościół i masoneria” wskazał, że w Hiszpanii i w wielu państwach Zachodu masoni wpływają na prawodawstwo oraz inicjują proces stanowienia nowego prawa.
Zdaniem historyka realizujące „dyktaturę relatywizmu” wolnomularstwo „próbuje wykorzenić chrześcijaństwo z kultury Zachodu i stworzyć nowego człowieka”, który nie akceptuje żadnych dogmatów. „W Hiszpanii wielką bronią członków lóż jest przedstawianie swojego środowiska jako ofiary frankizmu” – wskazał naukowiec, podkreślając, że „pozują oni na ojców hiszpańskiej demokracji”.
Według profesora w przypadku państw takich, jak Francja i Stany Zjednoczone masoneria ma duży wpływ na proces ustawodawczy. Zwrócił on uwagę, że francuską ustawę o niekaralności i legalizacji aborcji przygotowali członkowie jednej z paryskich lóż wolnomularskich.
Prof. Alberto Bárcena oświadczył, iż masoneria z powodu wyznawanego przez siebie relatywizmu stanowi zagrożenie dla społeczeństwa, gdyż promuje systemy wartości pasujące do sposobu myślenia poszczególnych lóż, a ich zróżnicowanie stanowi dodatkowe zagrożenie. Dla jednych masonów „wielkim architektem” może być Bóg, dla innych zaś może być nim diabeł – podsumował wykładowca historii na uniwersytecie CEU San Pablo.
Premier Mateusz Morawiecki wydał zarządzenie ustanawiające funkcję pełnomocnika ds. zwierząt. Do jego zadań będzie należała m.in. współpraca z krajowymi i zagranicznymi organizacjami pozarządowymi, instytucjami międzynarodowymi czy „promowanie pozytywnych zachowań wobec zwierząt”. Z decyzji rządu zadowolona jest przede wszystkim lewica i organizacje „prozwierzęce” znane z kampanii oczerniających rolników. Obecnie przy ministrze rolnictwa działa już pełnomocnik ds. ochrony zwierząt. Jest nim Wojciech Kurkowski.
Zarządzenie szefa rządu w sprawie powołania Pełnomocnika Prezesa Rady Ministrów do spraw Ochrony Zwierząt wydane zostało 6 grudnia br. Zakłada, że pełnomocnika powołuje i odwołuje Prezes Rady Ministrów. Do jego zadań należy m.in. analiza obowiązujących regulacji prawnych związanych z ochroną zwierząt, w szczególności zwierząt bezdomnych; wypracowanie, w uzgodnieniu z właściwymi ministrami, propozycji zmian legislacyjnych związanych z ochroną zwierząt.
Zadania rzecznika to także wspieranie i promowanie przedsięwzięć mających na celu ochronę zwierząt, współpraca z organami administracji publicznej, organami jednostek samorządu terytorialnego i innymi podmiotami działającymi w obszarze ochrony zwierząt, w tym w szczególności z krajowymi i zagranicznymi organizacjami pozarządowymi, instytucjami międzynarodowymi; opiniowanie projektów aktów prawnych i innych dokumentów dotyczących ochrony zwierząt; promowanie pozytywnych zachowań wobec zwierząt.
Bardzo często podobne organizacje „prozwierzęce”, oprócz prowadzonej wybiórczo pomocy dla niektórych zwierząt, znane są głównie z kampanii oczerniających polskich hodowców. Ich wolontariusze bezprawnie wchodzą na posesje i kradną żywy inwentarz pod pretekstem „ochrony dobrostanu” zwierząt.
Obecnie przy ministrze rolnictwa działa już pełnomocnik ds. ochrony zwierząt. Jest nim Wojciech Kurkowski. Nie wiadomo jednak, czy to jemu zostanie powierzona nowa rola. Z nieoficjalnych informacji PAP wynika, że rozważana jest również kandydatura Kariny Daniszewskiej-Sroki, „działaczki prozwierzęcej” znanej z zaangażowania politycznego; wspierania strajków proaborcyjnych, postulatów LGBT+ czy kampanii opozycyjnych.
Szefowa Parlamentarnego Zespołu Przyjaciół Zwierząt Katarzyna Piekarska (KO – wcześniej SLD i ZL) powiedziała, że cieszy się z ustanowienia przy premierze pełnomocnika ds. zwierząt, choć jej zdaniem najlepsze byłoby powołanie niezależnego Rzecznika Praw Zwierząt.
***
Choć zwalczanie procederu znęcania nad zwierzętami jest oczywiście rzeczą chwalebną, to hasła „ochrony zwierząt”, przyjmowane w kluczu lewicowym, zbudowane są na niebezpiecznym fundamencie filozoficznym. Działalność „prozwierzęca” staje się aktywnym wyrazem procesu humanizacji zwierząt, najwyraźniej dostrzegalnego w przestrzeni semantycznej; zwierzęta mogą być „adoptowane” czy „poddane eutanazji”, a ich właściciel staje się „matką” czy „ojcem”. Z kolei kupno zwierzęcia z udokumentowanym rodowodem, w odróżnieniu od wzięcia ze schroniska jakiegoś mieszańca, uznawane jest za „rasizm”.
Naturalną konsekwencją takiej postawy jest sytuacja, gdzie zwierzętom – reprezentowanym przez rzecznika – chce nadać się „prawa” zakazujące, w mniejszym lub większym stopniu, wykorzystania ich przez człowieka. Ta „filozofia” najlepiej wyraża się w postulatach radykalnych wegan, chcących m.in. zakazać reklam nabiału, wprowadzenia podatku od mięsa, a docelowo – zakazania jakiejkolwiek hodowli. „Mięsożercom”, należy pozostawić jedynie zamienniki w postaci przypominających mięso produktów roślinnych, mięsa wyhodowanego laboratoryjnie (in vitro) czy stanowiących źródło białka insektów.
Jednocześnie postawienie znaku równości pomiędzy zwierzęciem i człowiekiem prowadzi do „animalizacji” tego drugiego, odzierając go z roli pana i gospodarza ziemskich zasobów; istoty, której potrzeby wcale nie powinny być brane pod uwagę bardziej niż potrzeby roślin czy „istot pozaludzkich”, jak w tej filozofii określa się zwierzęta.
Rozmowę przeprowadziła niemiecka stacja radiowa Mega.
Panie Profesorze, w naszej ostatniej rozmowie, która miała miejsce w czerwcu b. roku, pokusił się Pan o kilka przewidywań, które się sprawdziły. Mówił Pan o kryzysowej sytuacji niemieckich firm produkujących nawozy sztuczne. Temat trafił na pierwsze strony gazet zaledwie kilka tygodni po naszej rozmowie. Powiedział Pan również: „To, co Pan określa jako „blokowanie Nord Stream 2”, to tak naprawdę polityka „kupujcie amerykański gaz”. To teraz też stało się oczywiste, po zniszczeniu rurociągów Nord Stream.
Czy mógłby Pan to skomentować?
MH – Polityka zagraniczna Stanów Zjednoczonych od dawna koncentruje się na kontroli międzynarodowego handlu ropą naftową. Handel ten jest głównym czynnikiem wpływającym na amerykański bilans płatniczy, a jego kontrola daje amerykańskim dyplomatom możliwość narzucania ograniczeń innym krajom.
Ropa naftowa jest głównym źródłem energii, a wzrost wydajności pracy i PKB w wiodących gospodarkach, zazwyczaj odzwierciedla wzrost zużycia energii na jednego pracownika. Ropa i gaz służą nie tylko do spalania w celu uzyskania energii, ale są również podstawowym składnikiem chemicznym dla nawozów sztucznych, a tym samym dla wydajności rolnictwa, jak również dla wielu tworzyw sztucznych i innych wyrobów chemicznych.
Stratedzy amerykańscy uznają więc, że odcięcie państw od ropy i jej pochodnych zdusi ich przemysł i rolnictwo. Możliwość stosowania takich nacisków, pozwala USA podporządkować te państwa ich polityce.
Dyplomaci amerykańscy od wielu lat mówią Europie, aby nie uzależniała się od rosyjskiej ropy i gazu. Cel jest dwojaki: pozbawić Rosję jej wielkiej nadwyżki handlowej oraz przechwycić ogromny europejski rynek dla amerykańskich producentów ropy. Dyplomaci amerykańscy przekonali przywódców niemieckich, aby nie zatwierdzili rurociągu Nord Stream 2, a w końcu wykorzystali pretekst wojny NATO z Rosją na Ukrainie, aby działać jednostronnie i doprowadzić do zniszczenia obu rurociągów, Nord Stream 1 i 2.
Pytanie – W swojej ostatniej książce „Przeznaczenie cywilizacji: Kapitalizm Finansowy, Kapitalizm Przemysłowy czy Socjalizm”, stwierdza Pan, że gospodarka światowa rozpada się obecnie na dwie części, Stany Zjednoczone i Europa, to część dolarowa. Ten zachodni i neoliberalny segment światowej gospodarki, wpędza Eurazję i większość Globalnego Południa w osobną grupę. Stwierdził Pan to w wywiadzie z listopada.
Czy mógłby Pan to rozwinąć?
MH – Podział ten ma nie tylko charakter geograficzny, ale przede wszystkim odzwierciedla konflikt między zachodnim neoliberalizmem a tradycyjną logiką kapitalizmu przemysłowego. Zachód zdeindustrializował swoje gospodarki, zastępując kapitalizm przemysłowy kapitalizmem finansowym, początkowo próbując utrzymać niskie płace poprzez przenoszenie się za granicę w celu zatrudniania zagranicznej siły roboczej, a następnie próbując ustanowić przywileje monopolistyczne i zmonopolizować rynki broni (obecnie ropy naftowej) i zaawansowanych produktów technologicznych. Tym samym, usiłowano przekształcić własne zachodnie gospodarki w gospodarki typu rentierskiego.
Sto lat temu oczekiwano, że kapitalizm przemysłowy przekształci się w socjalizm przemysłowy, w którym rządy będą zapewniać subsydiowane podstawowe usługi infrastrukturalne (takie jak opieka zdrowotna, edukacja, komunikacja, badania i rozwój), aby zminimalizować koszty życia i prowadzenie działalności gospodarczej. W ten sposób, Stany Zjednoczone, Niemcy i inne kraje zbudowały swoje potęgi przemysłowe, a w ostatnich latach, podobnie uczyniły Chiny i inne kraje euroazjatyckie.
Wybór Zachodu, by sprywatyzować i skomercjalizować swoją podstawową infrastrukturę i przenieść planowanie na Wall Street, do Londynu i innych centrów finansowych, a pozbawić tej roli rządy krajowe, spowodował, że nie ma on teraz wiele do zaoferowania innym krajom – z wyjątkiem obietnicy, że nie będzie ich bombardował ani traktował jak wrogów, jeśli przekażą swoje bogactwo amerykańskim inwestorom i korporacjom, zamiast trzymać je we własnych rękach.
Skutek jest taki, że kiedy Chiny i inne kraje budują swoje gospodarki w taki sam sposób, jak robiły to Stany Zjednoczone od końca wojny secesyjnej do II wojny światowej, traktuje się je jak wrogów. To tak, jakby amerykańscy dyplomaci widzieli, że gra jest już przegrana, a ich gospodarka stała się tak zadłużona, sprywatyzowana i wysoko-kosztowa i niekonkurencyjna, że po prostu mają nadzieję na dalsze uzależnianie innych krajów od siebie jak najdłużej się da, aż gra w końcu się skończy.
Jeśli USA uda się narzucić światu finansowy neoliberalizm, to inne kraje będą miały wkrótce te same problemy, co Stany Zjednoczone.
Pytanie – Obecnie, w Niemczech otwierane są pierwsze terminale dla LNG z USA. Jak to wpłynie na handel i współzależność / zależność między Niemcami a Stanami Zjednoczonymi?
MH – Amerykańskie sankcje i zniszczenie Nord Stream 1 i 2 uzależniły Europę od drogiego gazu z USA(około sześć razy więcej niż muszą płacić Amerykanie i Azjaci) do tego stopnia, że Niemcy i inne kraje straciły zdolność do konkurowania w produkcji stali, szkła, aluminium i wielu innych sektorach. Powstała w ten sposób próżnia, którą wypełnią firmy amerykańskie, inwestując w te sektory w innych krajach lub nawet w samych Stanach Zjednoczonych.
Spodziewane jest przeniesienie niemieckiego i europejskiego przemysłu ciężkiego, chemicznego i innych rodzajów produkcji do Stanów Zjednoczonych, celem uzyskania dostępu do ropy naftowej i innych produktów, których nie wolno im kupować od Rosji, Iranu czy z innych miejsc. Ewentualne przeniesienie produkcji do Rosji lub Azji, będzie blokowane drogą nakładania sankcji, grzywien i nacisku politycznego, przez amerykańskie organizacje pozarządowe i ich satelity jak National Endowment for Democracy, tak jak to miało miejsce od 1945 roku. Możemy spodziewać się nowej operacji Gladio, aby promować polityków chętnych do podtrzymania tego Globalnego Pęknięcia i przeniesienia europejskiego przemysłu do Stanów Zjednoczonych.
Pozostaje pytanie, czy za niemieckim przemysłem podąży ich wykwalifikowana siła robocza. To zwykle ma miejsce w takich sytuacjach. Tego rodzaju demograficznego kurczenia się, doświadczyły już kraje bałtyckie. Jest to produkt uboczny polityki neoliberalnej.
Pytanie – Jak Pana zdaniem wygląda obecna sytuacja na wojnie rosyjsko-ukraińskiej?
MH – Wygląda na to, że Rosja z łatwością wygra w lutym lub marcu. Prawdopodobnie stworzy Strefę Zdemilitaryzowaną, aby chronić rosyjskojęzyczne tereny (prawdopodobnie włączone do Rosji) przed pro-NATO-wskim Zachodem, aby zapobiec sabotażowi i terroryzmowi.
Europie powie się, aby nadal bojkotowała Rosję i jej sojuszników, zamiast szukać wzajemnych korzyści poprzez handel i inwestycje. USA może nakłaniać Polskę i inne kraje do „walki do ostatniego Polaka” lub Litwina, naśladując w tym Ukrainę. Będzie wywierana presja na Węgry. Ale przede wszystkim będą wywierane naciski, by Europa wydawała ogromne sumy na dozbrojenie, głównie w broń amerykańską. Te wydatki odbiją się na wydatkach socjalnych, które zostaną ograniczone aby uporać się z rozprzestrzeniającą się depresją gospodarczą lub przekierowane na ożywienie przemysłu. Tak więc zmilitaryzowana gospodarka stanie się rosnącym kosztem ogólnym i wzrosną zadłużenie konsumentów i przemysłu oraz dług publiczny.
Gdy to nastąpi, Rosja może zażądać od NATO cofnięcia swoich granic do stanu sprzed 1991 roku. Jest to najbardziej prawdopodobny punkt zapalny konfliktu.
Pytanie – Jaki jest Pana pogląd na obecną sytuację finansową w kontekście tej wojny. Rządy G7 i UE mówią już o odbudowie Ukrainy po wojnie. Co to oznacza dla firm zachodnich i kapitalizmu finansowego?
MH – Ukrainy nie da się odbudować. Po pierwsze, duża część jej ludności wyjechała i raczej nie wróci, ze względu na zniszczenie dachu nad głową, infrastruktury i ograniczenie zasobów.
Po drugie, Ukraina jest własnością wąskiej grupy kleptokratów – którzy próbują się wyprzedać zachodnim inwestorom rolnym i innym sępom. (Myślę, że wiesz o kim mówię).
Ukraina jest już ogromnie zadłużona i stała się lennikiem MFW (czyli w praktyce NATO). Europa zostanie poproszona o „dołożenie się”, a rezerwy zagraniczne przejęte od Rosji mogą zostać wydane na wynajęcie amerykańskich firm, które zarobią na rzekomej odbudowie gospodarki na Ukrainie – wpędzając ten kraj w jeszcze większe długi.
Nowy sekretarz stanu z Partii Demokratycznej powtórzy słowa Madeleine Albright i powie, że zabijanie ukraińskiej gospodarki, dzieci i żołnierzy „było tego warte”, jako koszt szerzenia demokracji w stylu amerykańskim.
Pytanie – Przeczytałem wiele raportów na temat sankcji przeciwko Rosji. Wydaje się, że sankcje coraz bardziej uderzają w Rosję, ponieważ nie jest ona w stanie samodzielnie wytwarzać wszystkich produktów, zwłaszcza technologicznych. Z drugiej strony Rosja ma teraz bardziej stabilne relacje gospodarcze np. z Chinami czy Indiami.
Jaki jest Pana zdaniem realny efekt sankcji?
MH – Sankcje amerykańskie okazały się dla Rosji niespodziewanym wybawieniem. Na przykład w rolnictwie, sankcje przeciwko eksportowi litewskich i innych bałtyckich produktów mlecznych doprowadziły do rozkwitu rosyjskiego sektora mlecznego. Dzięki zachodnim sankcjom, Rosja jest obecnie największym na świecie eksporterem zboża. Sankcje te przyniosły taki sam efekt jak taryfy ochronne i kontyngenty importowe, które Stany Zjednoczone stosowały w latach 30. ubiegłego wieku w celu modernizacji swojego sektora rolnego.
Gdyby prezydent Biden był tajnym rosyjskim agentem, to trudno byłoby mu bardziej pomóc Rosji. Rosja potrzebowała ekonomicznej izolacji i protekcjonizmu, ale wciąż była zbyt zauroczona neoliberalną polityką wolnego handlu, by zrobić to samodzielnie. Stany Zjednoczone zrobiły to za nią.
Sankcje zmuszają państwa do większej samowystarczalności, przynajmniej w zakresie podstawowych potrzeb, takich jak żywność i energia. Ta samowystarczalność jest najlepszą obroną przed amerykańską destabilizacją gospodarczą, mającą na celu wymuszenie zmiany reżimu czy inną formę podporządkowania.
Jednym z efektów jest to, że Rosja będzie musiała kupować znacznie mniej od Europy nawet po zakończeniu walk na Ukrainie. Będzie więc mniejsza potrzeba eksportu surowców do Europy. Rosja będzie je mogła zużyć sama. Centrum przemysłowe, jakim do tej pory była Europa, może przenieść się do Rosji i jej azjatyckich sojuszników zamiast do Stanów Zjednoczonych.
Taki jest ironiczny rezultat nowej żelaznej kurtyny NATO.
Pytanie – Jak by Pan określił Chiny, Rosję i Indie: Czy widać tam więcej kapitalizmu przemysłowego czy socjalizmu?
MH – RIC(Rosja, Indie, Chiny) były pierwotnym rdzeniem BRICS, obecnie znacznie rozszerzonym o Iran i dużą część Azji Środkowej oraz państw związanych z chińską inicjatywą Drogi i Pasa. Celem jest, aby Eurazja nie musiała już polegać na Europie czy Ameryce Północnej.
Sekretarz obrony Donald Rumsfeld często określał „Starą Europę” jako kurczącą się martwą strefę. Nie udało jej się zrealizować planów sprzed stu lat, aby przekształcić się w coraz bardziej uspołecznioną gospodarkę z rządowymi dotacjami na rosnące standardy życia i wydajność pracy, naukę i przemysł. Europa odrzuciła nie tylko marksizm [dziwne twierdzenie: przecież tam, z nami na smyczy, kwitnie „zielony komunizm”, marzenie Marksa.. MD], ale i marksistowską analizę klasycznej ekonomii Adama Smitha, Johna Stuarta Milla i im współczesnych. Tą drogą podążono w Eurazji, podczas gdy prawicowy [??? MD] , antyrządowy liberalizm Szkoły Austriackiej i Szkoły Chicagowskiej zniszczył gospodarki NATO od wewnątrz.
W miarę jak ośrodek przywództwa przemysłowego i technologicznego przesuwa się na wschód, europejskie inwestycje i siła robocza będą prawdopodobnie podążać za nim.
Euroazjaci nadal będą odwiedzać Europę jako turyści, tak jak Amerykanie lubią odwiedzać Anglię jako rodzaj skansenu postfeudalnej szlachty, ze strażą pałacową i innymi osobliwościami z czasów rycerzy i smoków. Kraje europejskie będą wyglądały bardziej jak Jamajka i Karaiby, a hotele i hotelarstwo staną się głównymi sektorami gospodarki, z francuskimi i niemieckimi kelnerami ubranymi w quasi-hollywoodzkie kostiumy. Muzea będą robiły świetny biznes, ponieważ Europa zamieni się w swoiste muzeum postindustrializmu.
Pytanie – Byliśmy świadkami upadku i bankructwa giełdy kryptowalutowej FXT. Zarząd tej firmy sprawia wrażenie organizacji przestępczej. Co Pan sądzi o tej sytuacji?
MH – Za wzrostem sektora kryptowalut w ciągu ostatnich kilku lat, stoi przestępczość. Inwestorzy kupowali kryptowaluty, ponieważ były instrumentem monetyzowania fortun zbijanych na międzynarodowym handlu narkotykami, bronią, unikaniu podatków i innych przestępstwach. To są wielkie postindustrialne sektory wzrostu w zachodnich gospodarkach.
Schematy Ponziego często są dobrymi instrumentami inwestycyjnymi w ich fazie początkowe – fazie pump-and-dump. Było nieuniknione, że przestępcy nie tylko wykorzystają kryptowaluty do transferu funduszy, ale faktycznie ustanowią własne waluty „wolne od opresyjnych regulacji rządowych”. Przestępcy ci są najwyższą formą wolnorynkowego libertarianizmu ze szkoły chicagowskiej.
Każdy może stworzyć swoją własną walutę, podobnie jak robiły to amerykańskie banki na Dzikim Zachodzie w połowie XIX wieku, drukując walutę do woli. Kiedy ktoś szedł na zakupy na początku XX wieku, sklepy wciąż miały listy zmieniających się wartości różnych banknotów. Te najlepiej zaprojektowane cieszyły się największym powodzeniem.
Pytanie – Czy ma Pan wiedzę na temat relacji biznesowych pomiędzy FTX a Ukrainą, rządem w Kijowie? Były na ten temat jakieś plotki i artykuły prasowe w mediach alternatywnych.
MH – MFW i Kongres wypłaciły duże sumy pieniędzy rządowi Ukrainy i rządzącym nią kleptokratom. Gazety donoszą, że duża część tych pieniędzy została przekazana FTX – który stał się drugim największym fundatorem Partii Demokratycznej (za Georgem Sorosem, który również podobno próbuje wykupić ukraińskie aktywa). Wydaje się więc, że mamy do czynienia z przepływem okrężnym: Kongres USA głosuje za finansowaniem Ukrainy, która umieszcza część tych pieniędzy w kryptowalucie FTX, aby zapłacić za kampanię wyborczą proukraińskich polityków amerykańskich.
Pytanie – Kilka miesięcy temu w amerykańskiej prasie pojawiły się artykuły o planach FED dotyczących utworzenia cyfrowego Dolara, czyli Central Bank Digitcal Currency (CBDC). Również w Europie prezes EBC Madame Lagarde i niemiecki minister finansów Lindner mówią o wprowadzeniu cyfrowego Euro. Niektórzy eksperci niemieccy ostrzegają, że będzie to kolejny krok do całkowitej inwigilacji ludności.
Jakie jest Pana zdanie na temat pieniądza cyfrowego?
MH – To nie jest moja specjalizacja. Cała bankowość jest elektroniczna, więc co oznacza „cyfrowy”? Dla libertarian oznacza to brak nadzoru rządu, ale gdy rząd będzie tym administrował, to będzie miał zapis wszystkiego, co ktokolwiek wydaje.
Pytanie – Jakie jest Pana zdanie na temat obecnej siły lub słabości dolara amerykańskiego, euro, funta brytyjskiego, złota i srebra?
MH – Ciągle będzie popyt na dolara, dzięki uzależnieniu od niego strefy euro. Funt brytyjski ma niewielkie środki wsparcia i jest mało powodów, by obcokrajowcy w niego inwestowali. Euro jest niższej rangi walutą satelitarną w stosunku do dolara.
Bez dolara lub innej waluty, w której można by trzymać rezerwy finansowe, rządy będą nadal polegać na złocie, ponieważ nie są z nim związane zobowiązania rządowe – więc urzędnicy amerykańscy nie mogą go po prostu zagarnąć, jak to zrobili z rezerwami zagranicznymi Rosji [no i – po majdanie – natychmiast wywieźli całe złoto Ukrainy md]. Nie można ufać krajom strefy euro, że nie będą wykonywać amerykańskich poleceń dotyczących zagarniania rezerw obcych krajów, więc rezerwy w walucie nie będą popularne.
Wraz ze spadkiem kursu euro w stosunku do dolara spadną inwestycje zagraniczne, ponieważ inwestorzy nie będą chcieli inwestować w (1) kurczący się rynek oraz (2)w firmy zarabiające w euro, które są warte coraz mniej dolarów lub innych twardych walut.
Oczywiście złoto będzie musiało być trzymane w domu, aby nie mogło być po prostu zagarnięte, tak jak Bank Anglii zagarnął złoto Wenezueli i oddał je sojusznikowi USA. Niemcy dobrze by zrobiły, gdyby przyspieszyły transport lotniczy własnych zapasów złota ze skarbców Banku Rezerwy Federalnej USA w Nowym Jorku.
Pytanie – Jaka jest Pana obecna analiza kryzysów; energetycznego i finansowego?
MH – Nie jest to prawdziwy kryzys, raczej powolny krach. Rosną ceny za to, co eksportuje Ameryka: ropę, żywność i towary monopolu informatycznego, a koszty życia konsumentów rosną szybciej niż płace. Większości rodzin będzie musiała zacisnąć pasa. Klasa średnia nagle odkryje, że tak naprawdę żyje z pensji i będzie się głębiej zadłużać – zwłaszcza jeśli weźmie kredyt hipoteczny na zakup domu.
Badam XI i XII wiek z powodu pracy nad historią zadłużenia i natknąłem się na wątek, który może mieć związek z pytaniami, które zadałeś. NATO cały czas twierdzi, że jest sojuszem obronnym. Ale Rosja nie ma ochoty najeżdżać Europy. Powód jest oczywisty: żadna armia nie jest w stanie najechać dużego kraju. Co ważniejsze, Rosja nie ma nawet motywu, aby zniszczyć Europę, ponieważ jest to marionetka USA. Poza tym, Europa ulega autodestrukcji.
Przypomina mi się bitwa pod Manzikertem w 1071 roku, kiedy to Cesarstwo Bizantyjskie przegrało z Turkami Seldżuckimi (w dużej mierze dlatego, że generał, na którym polegał cesarz, Andronikos Doukas, zdezerterował, a następnie obalił cesarza). Crusade of Kings, dodatek do gry komputerowej, obszernie omawia tę bitwę i sugeruje, że między Alp Arslanem a Romanosem miała miejsce następująca rozmowa:[52]
Alp Arslan: „Co byś zrobił, gdyby to mnie postawiono przed tobą jako jeńca?”.
Romanos: „Być może bym cię zabił, albo wystawił na ulicach Konstantynopola”.
Alp Arslan: „Moja kara jest o wiele cięższa. Przebaczam ci i uwalniam cię”.
To jest kara, którą Europa otrzyma od Eurazji. Jej przywódcy dokonali wyboru: chcą być satelitą USA.
Władze Unii Europejskiej nie odpowiadają przed obywatelami, gdyż nie są wybierane w powszechnym głosowaniu, lecz mianowane. To system bardzo podatny na korupcję.
W Stanach przejrzystość postępowań wygląda zupełnie inaczej. Sądy potrafiły zablokować wiele covidowych absurdów – mówi doktor Norman Pieniążek, biolog, doktor nauk przyrodniczych ze specjalnością genetyka biochemiczna, autor ponad 140 prac publikowanych w prestiżowych czasopismach naukowych.
============================
Każdy Polak ma otrzymać elektroniczne skierowanie na szczepienie przeciwko grypie. Jak Pan ocenia ten przejaw troski władz publicznych o nasze zdrowie?
To nie jest żaden przejaw troski. W Stanach Zjednoczonych od lat prowadzona była wielka kampania żeby szczepić się na grypę. Dopiero niedawno ukazały się badania wskazujące na to, że te szczepienia tak naprawdę nic nie dają. Chodzi o Cochrane Reports z 2018 roku, czyli metaanalizę wszystkich publikacji, badań na ten temat. Według tego opracowania, skuteczność tej szczepionki dla osób młodych i zdrowych wynosi zaledwie około 2,8 procenta. Natomiast u osób, które mają więcej niż 60 lat – jest zerowa. Cała ta kampania polega więc na tym, że ludzi się szczepi a ktoś bierze pieniądze za naganianie ludzi na preparaty, których efekt jest zerowy.
W Polsce w ubiegłych latach szczepiło się przeciwko tej chorobie tylko około 3 procent populacji, natomiast w Niemczech i całej Skandynawii – grubo powyżej 70 procent. Jednak nie testuje się w ogóle osób chorujących na grypę, gdyż w trakcie sezonu naszej obniżonej odporności mamy do czynienia z od 200 do 1,5 tysiąca różnych wirusów. Skąd taki duży rozrzut tej kalkulacji? Otóż sama taksonomia wirusów jest w dalszym ciągu mocno dyskutowana. Trudno ustalić, ile jest gatunków wirusów powodujących przeziębienia.
Jeszcze niedawno było normą, że jeśli ktoś jest przeziębiony, to albo idzie do pracy, albo zostaje w domu. Powszechnie mówiło się o epidemii grypy. W tych okresach bardzo niewielu ludzi trafiało do szpitali na ostry dyżur czy w ogóle wzywało lekarza.
CDC, w której pracowałem przez 24 lata [Centers for Disease Control and Prevention – Centra Kontroli i Zapobiegania Chorobom], mając w każdym stanie USA wiele swych oddziałów, gromadziły statystyki przeziębień na podstawie liczby osób zgłaszających się do lekarza czy do szpitala. Tych przypadków przeziębień nie określano jako grypę, lecz jako infekcje grypopodobne. Nie chodziło o to, kto z powodu jakiego wirusa choruje, bo nie jest prostą sprawą opracowanie tysiąca pięciuset rodzajów testów na te wirusy. Można to zrobić w badaniach naukowych, ale nie w rutynowych testach, które obecnie nie wiadomo, po co się robi.
Istotne jest natomiast to, że jeżeli ktoś zapadł na chorobę grypopodobną, to należy koniecznie interweniować, kiedy ta osoba ma tzw. ostrą niewydolność oddechową. Takiego pacjenta na ogół osłuchuje lekarz. Jeżeli uznaje, że doszło do zapalenia oskrzeli czy płuc, to należy przepisać antybiotyk. Tak to z reguły przedstawiało się aż do covidu, wraz z początkiem którego wszystko zaczęło wyglądać inaczej. Przeziębione osoby „przyjmowano” jedynie na zasadzie teleporady, polecono im siedzieć w domu, a jeżeli ktoś miał ostrą niewydolność oddechową, był zabierany do szpitala z kwalifikacją covida, a nie zapalenia płuc. Na skutek wielu niewłaściwych procedur ta osoba bardzo szybko trafiała pod namiot z wbitym respiratorem i była szpikowana szkodliwymi lekami w rodzaju Remdesiwiru. [Dwóch moich bliskich zabito pod respiratorem – odmawiając im amantadyny, o którą błagali. Mirosław Dakowski]
Wracając do szczepienia przeciwko grypie – jest to kompletna mistyfikacja z tego powodu, że nie wiadomo, kto naprawdę ma grypę. Ta szczepionka pomaga bardzo niedużej grupie osób. Wiele osób mogłoby powiedzieć: zaszczepiłem się na grypę i tydzień później zachorowałem na grypę. Oczywiście, nie wiadomo, na co ta osoba zachorowała, wiadomo jedynie, że miała grypopodobną infekcję.
Nazwał Pan kiedyś protokół postępowania z pacjentami podczas tzw. pandemii covid-19 instrukcją „jak zabić przeziębionego”
W przeszłości zajmowałem się dłuższy czas diagnostyką molekularną. Brałem udział w jednym z takich programów jako wykonawca, w drugim zaś jako konsultant. Projekty miały na celu ustalenie etiologii (przyczyny) zapalenia płuc czy ciężkich infekcji układu oddechowego.
Praktyka w tej mierze do 2020 roku była taka: osoby, które już zgłosiły się do lekarza czy na ostry dyżur do szpitala z powodu złego samopoczucia, stanowiły dużo mniej niż 1 p% przechodzących ciężkie przeziębienia. Chodzi o kaszel, czyli stadium, w którym infekcja z zatok przeszła już niżej. Po dwóch dniach od wzięcia antybiotyku przepisanego przez lekarza, suchy kaszel z reguły zamienia się na mokry. Poprawia się też samopoczucie. Nasz układ odpornościowy musi pomóc antybiotykowi, który spowalnia namnażanie się bakterii. Jeśli jednak ten układ nie jest w odpowiednio dobrej kondycji, na przykład u osób starszych, można umrzeć na zapalenie płuc. Większość chorych na zapalenie płuc jednak potrafiono uratować, szczególnie rzadko zaś umierali ludzie młodzi.
Od 2020 roku jednak wszystko w postępowaniu z tego typu chorobami zmieniło się. Wymyślono masę niepotrzebnych rzeczy. Przeziębieni traktowani byli zgodnie z nowym protokołem, którego stosowanie doprowadziło w Polsce do śmierci kilkuset tysięcy osób. Wymyślono na przykład „chorych bezobjawowych”, co akurat w przypadku infekcji płucnych jest po prostu dowcipem czy też raczej zwykłym, nienaukowym kłamstwem. Jeżeli bowiem ktoś nie ma objawów infekcji układu oddechowego (katar, kaszel), to taka osoba nikogo nie zaraża, ponieważ nie produkuje wirusa. Dopiero kiedy pojawiają się u takiej osoby objawy takie jak drapanie w gardle, kaszel, kichanie, oznacza to, że komórki nabłonka wyścielającego układ oddechowy są zaatakowane i zaczynają umierać, dając naszemu układowi immunologicznemu wiadomość o infekcji. Dopiero taka osoba może zakażać. Ludzie, którzy powtarzają, że ktoś, kto nie ma objawów, zaraża innych, kłamią. Ludzi, którzy podpisują się pod takimi dokumentami, dzielę zaś na dwie grupy. Nie podam tu nazwisk, ale są tacy, którzy wiedzą, że stosowane masowo testy PCR nic nie dają, a osoby nie mające objawów po prostu są zdrowe. Kłamią jednak ze względu na łapówki za naganianie na testy lub z powodu oportunizmu.
Natomiast inni nie mają zielonego pojęcia. Zapewne od czasu skończenia studiów nie przeczytali ani jednej pracy naukowej na ten temat. Przykro, że wypowiadają się publicznie obnażając swoją głupotę.
To wszystko jest bardzo przykre, bo z powodu takiego postępowania jak w czasie covid, niepotrzebnie umarło bardzo wiele osób. Przestano przyjmować ludzi do lekarza, zaczęły się teleporady, podczas których nie istnieje możliwość osłuchania pacjenta. Przecież można było go obejrzeć, osłuchać czy wysłać na prześwietlenie płuc.
Ludzi przyjmowanych do szpitala trzymano przedtem bardzo długo w taksówkach czy ambulansach. Z jakiegoś powodu, zamiast uruchomić na przykład aplikację albo inny system informacji o wolnych miejscach w szpitalach, to wożono pacjentów od placówki do placówki. Podobno z powodu braku łóżek, co też nie było prawdą, bo tzw. oddziały covidowe w dużych miastach stały na ogół puste. Taki pacjent powoli umierał, jeżeli już trafił do szpitala, obsługiwali go „kosmici”, nie mogła się z nim widzieć rodzina, podawano mu trujące leki, wbijano w tchawicę respirator na ogół uszkadzając przy tym nerwy kontrolujące połykanie. Po takim uszkodzeniu nie można nawet pić dlatego, że taki płyn poszedłby do płuc. Jedynym wyjściem jest w takiej sytuacji kroplówka lub sonda jelitowa. Dobrze wiadomo, że stres powoduje obniżenie odporności a troskliwa opieka i kontakt z bliskimi jest ważny dla przeżycia osoby chorej. Na ogół osoba poddana praktykom „covidowym” już zbyt długo nie pożyje.
Takie sytuacje miały miejsce na całym świecie. Jeden kraj naśladował postępowanie drugiego, powtarzając, że inaczej nie można. Do tej pory prześladuje się lekarzy i naukowców niezgadzających się z takim postępowanie z pacjentami.
Nagle cała wiedza medyczna nagromadzona przez wiele dziesiątków lat, wyparowała.
W ostatnich dziesięcioleciach przeżyliśmy dwie pandemie grypy: w Stanach Zjednoczonych w 1976 roku i w Europie w 2009. W obydwu przypadkach wydawało się, że mamy do czynienia z grypą, która może zabić wiele osób, gdyż „podobno” była to znana sprzed stu lat „hiszpanka”.
W 2009 roku ktoś zapowiedział, że w Europie nastąpi pandemia grypy świńskiej. Właściwie bez dowodów na to zamówiono w brytyjskiej firmie GlaxoSmithKline szczepionkę nazwaną Pandemrix. Nie była ona przetestowana i najprawdopodobniej w Unii Europejskiej doszło do korupcji, aby ją polecać. W Unii Europejskiej wprowadzono wręcz nakaz kupowania szczepionki (znamy tę retorykę z roku 2020). Polska minister zdrowia, pani Ewa Kopacz zwróciła jednak uwagę, że producent nie gwarantuje, iż ten preparat nikomu nie zrobi krzywdy. Producent nie zapewniał również wypłaty odszkodowań w przypadku, gdy ktoś poniesie uszczerbek na zdrowiu w rezultacie przyjęcia tej szczepionki. Minister powiedziała: ja tej szczepionki nie kupię. Oczywiście, działała w określonej sytuacji. W Polsce bardzo mało osób szczepiło się na grypę i nie było dużego nacisku przerażonych osób, które demonstrowałyby przed Ministerstwem Zdrowia przeciwko pani Kopacz.
Bardzo prędko okazało się, że w krajach, gdzie zawsze ludzie pędzili na wyścigi by się szczepić, np. skandynawskich, podobnie jak w Stanach 30 lat wcześniej, preparat powoduje problemy neurologiczne w postaci narkolepsji. Wypłacono odszkodowania z tego tytułu co najmniej kilkudziesięciu tysiącom ludzi.
Nie należy się więc spieszyć z przyjmowaniem szczepionki przeciwko grypie.
Skąd w Pańskiej ocenie bierze się taka jednomyślność państw Unii Europejskiej w sprawie polityki sanitarnej?
Władze Unii Europejskiej nie odpowiadają przed obywatelami, gdyż nie są wybierane w powszechnym głosowaniu, lecz mianowane. To system bardzo podatny na korupcję. Na przykład, bardzo trudno wydobyć od przewodniczącej Komisji Europejskiej Ursuli von der Leyen jej całej korespondencji z Pfizerem. W Stanach przejrzystość postępowań wygląda zupełnie inaczej. Dlatego między innymi główny prezydencki doradca medyczny Antoni Fauci był przesłuchiwany przez prokuratora przez 7 godzin z powodu wywierania wpływu na cenzurowanie mediów w sprawie „pandemii”. W USA także sądy potrafiły zablokować wiele covidowych absurdów.
To jest właśnie największa różnica. W Europie ogólnym „ukazem” UE jest w stanie wprowadzić paszporty covidowe, w USA jest to niemożliwe. Rząd federalny kontroluje granice, więc może wymagać tych certyfikatów dla osób je przekraczających. W innym razie żadne zielone paszporty nie mogą być wprowadzone.
Jeden ze stanowych sądów zobowiązał Pfizera do ujawnienia dokumentacji dotyczącej preparatów genetycznych przeciwko covid. Co istotnego już dzięki temu wiadomo?
To dosyć złożona sprawa. Pierwsza decyzja sądu zapadła rok temu. Producent, który otrzymuje prawo do wypuszczenia na rynek jakiegoś specyfiku w „warunkach nadzwyczajnych” – w tym przypadku szczepionki – zobowiązany jest do gromadzenia przez określony czas danych od każdej osoby, która ten preparat przyjmuje. Tutaj chodzi o okres około roku, gdyż ta szczepionka została wprowadzona na rynek w grudniu 2020 r. Jedna z organizacji społecznych zwróciła się do federalnej Agencji Żywności i Leków [FDA] o upublicznienie tych wszystkich materiałów. Problem polega na tym, że to nie są dokumenty zapisane na papierze czy choćby w formie zwykłych plików tekstowych, np. w programie Word. Jest to baza danych zapisywanych przez Pfizera w programie SAS. FDA oceniła, że tych danych jest tak wiele, że ich upublicznienie zajmie 70 lat. Jednak sprawa wróciła do tego samego sędziego, który nakazał ujawnienie. Sędzia nie widział problemu w szybszym ujawnianiu i zobowiązał FDA do regularnego publikowania porcji informacji, kończąc 1 sierpnia 2022 roku. Zajmuje to rzeczywiście wiele czasu, ale pierwszą opublikowaną dzięki temu kwestią był spis wszystkich niepożądanych odczynów poszczepiennych (NOP), które Pfizer zauważył. Ta lista obejmuje tysiące różnych skutków. Niektóre z nich to przypadki jednostkowe, ale samo wyliczenie wygląda przerażająco.
Rozmawiał Roman Motoła
Dr Norman Pieniążek to biolog, doktor nauk przyrodniczych ze specjalnością genetyka biochemiczna, były profesor biologii molekularnej na Wydziale Genetyki w Sewilli w Hiszpanii oraz profesor mikrobiologii na Wydziale Mikrobiologii, Immunologii i Parazytologii na Medycznym Uniwersytecie Stanowym w Luizjanie w USA. Od 1989 roku do przejścia na emeryturę w 2013 był twórcą i szefem pierwszego Laboratorium Molekularnej Diagnostyki Referencyjnej w Narodowym Centrum Chorób Zakaźnych (CDC) w Atlancie w USA. Dr Pieniążek opublikował ponad 140 prac w prestiżowych czasopismach, jak np. Nature. Jego prace były i nadal są cytowane już ponad 8 200 razy. Jest specjalistą w dziedzinie biologii molekularnej ze szczególnym uwzględnieniem testów diagnostycznych PCR wszelkiego rodzaju, wirusologii, epidemiologii, a także związanymi z tym aspektami zdrowia publicznego, jak maski, odkażanie powierzchni i inne. Posiada również wiedzę z zakresu immunologii i szczepionek. Jego indeks Hirscha to 54.
Pięć dni przed wigilią Bożego Narodzenia 2022 roku etyka lekarska została oficjalnie anulowana przez skorumpowany establishment korporacji medycznej w Polsce.
Podczas gdy w Stanach Zjednoczonych coraz głośniej mówi się o sądzeniu covidowego „guru” dr. Fauciego, nad Wisłą zapada wyrok na lekarza, którego jedyną winą jest to, że nie złamał przysięgi, zachował uczciwość intelektualną i… sumienie.
Jeżeli nie ma winy, to i kara jest moralnie nieprawomocna. Ale, jak uczy nas życie, dura lex sed lex i pomimo moralnej słuszności można zostać pokonanym przez nieuczciwy system. Dr Zbigniew Martyka ma jeszcze możliwość odwołania się od skandalicznej decyzji tzw. Okręgowego Sądu Lekarskiego i oby wygrał. Niemniej sam fakt, że taki wyrok zapadł pokazuje, że etyka lekarska została w Polsce instytucjonalnie przekreślona, a standardy debaty publicznej i postępowania prawnego plasują nas w niechlubnym gronie „republik bananowych”.
W państwie prawa nie może być mowy o uznaniowym cenzurowaniu debaty pod dyktando przestępczych karteli farmaceutycznych. W państwie prawa sędzia może całym sercem nienawidzić podsądnego, ale nie może go skazać, jeżeli nie znajduje dowodów winy. Jeżeli winą lekarza jest dzielenie się z opinią publiczną ustaleniami naukowymi sprzecznymi z polityczno-biznesową narracją, to możemy już tylko postawić znicz na grobie państwa prawa, któremu na imię Polska…
Czy dr. Martyce udowodniono wyrządzenie choć jednej konkretnej szkody na rzecz pacjentów? Czy powołano na świadka choć jedną osobę, która poszedłszy za jego radą straciła zdrowie bądź naraziła życie?
Chcielibyśmy poznać odpowiedzi na te pytania, ale z jakiegoś powodu lekarski sanhedryn uznał, że rozprawa ma być tajna. Proces za rzekome wprowadzanie w błąd opinii publicznej w debacie publicznej jest… niepubliczny? A jakże, logika republiki bananowej w pełnej krasie! Jeszcze, nie daj Boże, ta przebrzydła opinia publiczna mogłaby sama zobaczyć i ocenić, że proces jest sfingowany, a jak się sprawę wyciszy, to nic nie stoi na przeszkodzie, by potem uznać ją za niebyłą.
Cui bono? – zapytajmy. Co zyskuje establishment lekarski na takim wyroku? Choć wydaje się, że posunięcie jest desperackie, to w tym szaleństwie jest metoda. Skoro skazany, to może choć trochę winy miał – ma teraz myśleć przeciętny człowiek. A gdyby czasem przyszło mu do głowy zapytać: „a czemu to GUS podał w zeszłym roku ponad 200 tysięcy więcej zgonów”, to zawsze można mu powiedzieć: „Gdyby nie ci wstrętni pandemiczni negacjoniści, to wszyscy przyjęliby eliksir szczęścia i zgonów byłoby mniej”.
Odpowiedź na pytanie cui bono? dotyczy oczywiście nie tylko awangardy karteli farmaceutycznych (z różnych powodów wciąż nazywającej się środowiskiem medycznym), ale także samych tych przestępczych organizacji, odpowiedzialnych za co najmniej setki tysięcy oficjalnie raportowanych powikłań po tzw. szczepieniach przeciw COVID-19…
Święte krowy Rockefellera, od dekad robiące biznes kosztem ludzkiego zdrowia, daj Boże, już wkrótce mogą utracić niezachwiane przekonanie o swojej bezkarności. Gubernator Florydy powołuje właśnie specjalną ławę przysięgłych przy stanowym Sądzie Najwyższym. Zadaniem tego gremium będzie pociągnięcie karteli farmaceutycznych do odpowiedzialności za kłamstwa na temat rzekomej nieszkodliwości eksperymentalnych preparatów oraz za szkody na zdrowiu i życiu obywateli Florydy.
Na szczęście kropla drąży skałę. Jakikolwiek promyk nadziei ze Słonecznego Stanu – nie mówiąc już o ewentualnym skazaniu globalnego szamana covidowego, Fauciego – może sprawić, że skorumpowani sprawcy pohańbienia zawodu lekarskiego nie będą mogli już tak łatwo ferować wyroków na tych, dla których przysięga Hipokratesa ma jeszcze jakieś moralne znaczenie.
Tymczasem jednak wysocy funkcjonariusze tzw. służby zdrowia (istotnie jest to służba, jeżeli potraktujemy ją jako przedłużenie aparatu represji), napawają się swoim łajdackim tryumfem, tym bardziej, że jest on dla nich symboliczny. Nie tylko przenosi ciężar winy z rządowego systemu, który rujnował opiekę zdrowotną polityką lockdownów i absurdów „sanitarnych”, ale przede wszystkim znajduje wyrazistego kozła ofiarnego, którego można złożyć na ołtarzu branżowych interesów. Jak można się domyślać, intencją tych dzierżących urzędową władzę sługusów koncernów farmaceutycznych jest przykładne ukaranie właśnie takiego lekarza, którego niewinność jest najbardziej oczywista.
Tzw. Okręgowa Izba Lekarska w Krakowie, która wydała wyrok na dr. Zbigniewa Martykę, pomijając jego osobistą krzywdę, w sumie oddała wszystkim Polakom przysługę. Wobec jawnej niesprawiedliwości, łatwiej ocenić moralną zgniliznę i zerowy autorytet takiego gremium. Niestety, wciąż posiada ono moc odebrania licencji na wykonywanie zawodu. Widzimy jednak przynajmniej, że celem jego działalności nie jest dobro pacjenta, lecz wysługiwanie się władzy i dochowywanie wierności narzucanym z Warszawy narracjom – z pogwałceniem prawdy, etyki i misji zawodowej. Niech ta granda będzie kolejnym punktem zapalnym na ropiejącym cielsku polskiej „służby zdrowia”, a odrobina nowego smrodu z otwartej rany, którą musi teraz znieść uczciwy lekarz, niech będzie reszcie Polaków na otrzeźwienie i uświadomienie, że ten chory twór o nazwie NFZ (ze wszystkimi przyległościami) nie może istnieć wiecznie.
Filip Obara
========================
mail:
Ten tytuł jest mylący. W trzecim świecie tylko jedna czwarta ludności została zaszczepiona. Polska jest, niestety w pierwszym świecie.
Przed nami druga część przygotowanych na Adwent rozważań, które będziemy publikować do zbliżających się Świąt. Może Pan przeczytać tekst lub odsłuchać go, klikając w link. Dziś zastanowimy się nad tym, co znaczą słowa Jana Chrzciciela i czy są jeszcze aktualne. Spojrzymy na nie w szerszym kontekście, aby zaczerpnąć sił do zadań, które dzisiaj stoją przed nami.
W oczekiwaniu na Mesjasza towarzyszy nam, a właściwie przewodzi, Jan Chrzciciel, który kieruje do nas słowa: „Nawracajcie się, bo bliskie jest królestwo niebieskie„. Na czym to nawracanie miałoby polegać, moglibyśmy zapytać, podobnie jak tłumy otaczające Jana 2 000 lat temu. Jan powiedział wówczas: „Kto ma dwie suknie, niech się podzieli z tym, który nie ma; a kto ma żywność niech tak samo czyni”. Celnikom Jan odpowiada: „Nie pobierajcie nic więcej ponad to, co wam wyznaczono”. Żołnierzom mówi: „na nikim pieniędzy nie wymuszajcie i nikogo nie uciskajcie lecz poprzestawajcie na waszym żołdzie.” W dzisiejszej Polsce trudno spotkać człowieka, który nie miałby się w co odziać, głodni też zdarzają się rzadko. Z wypowiedzi publicznych i wpisów w mediach społecznościowych wynika, że prawie wszyscy uważają, że potrzebującym należy pomagać. Popularność rozmaitych zbiórek internetowych wskazuje, że wielu ludzi realnie pomaga. Czy znaczy to, że Polacy XXI wieku po Chrystusie zdecydowanie górują nad Izraelitami wieku I? Wystarczy przypomnieć sobie hordy młodych, wykształconych, z większych ośrodków, biegające po ulicach i domagające się prawa do zabijania dzieci poczętych, aby ten optymistyczny wniosek porzucić. Dla Izraelitów I wieku dziecko było źródłem radości i nadziei, podarunkiem od Pana Boga. Dla wielu współczesnych Polaków, czy szerzej mówiąc Europejczyków, jest źródłem lęku i frustracji. Czy zatem słowa Jana są nieaktualne? Bynajmniej, trzeba jednak słyszeć je w szerszym kontekście. Jan wzywa nas, abyśmy potrafili dostrzec człowieka który potrzebuje naszej pomocy. Kim są ludzie najbardziej zagrożeni w Polsce roku 2022? Nie powinniśmy mieć wątpliwości, że są nimi dzieci poczęte zagrożone aborcją. Co roku w Polsce, przy pomocy środków aborcyjnych, zabijanych jest kilkadziesiąt tysięcy dzieci. Jak możemy im pomóc? Po pierwsze, powinniśmy głośno mówić, że dziecko poczęte jest człowiekiem, a więc dla chrześcijanina bliźnim. Zabójstwo bezbronnego dziecka jest odrażającą zbrodnią, której nie da się usprawiedliwić. Niestety, możni tego świata i media im podległe, zaprzeczają tym oczywistym faktom, dlatego potrzebne jest nasze świadectwo. Musimy domagać się zmian w prawie, które zapewnią ochronę życia dzieci poczętych. Musimy domagać się, aby funkcjonariusze państwa skutecznie bronili życia najsłabszych. Ale jesteśmy wezwani również do tego, aby zajmować się konkretnymi osobami. Bardzo możliwe, że wśród naszych znajomych znajduje się kobieta w ciąży, która nie czuje się na siłach, aby urodzić i wychować dziecko. Czy zwracamy uwagę na ludzi wokół, czy potrafimy dostrzec, że są w trudnej sytuacji? Czy widzimy w naszym otoczeniu ludzi, którzy postrzegają płciowość tylko jako źródło przyjemności, nie dostrzegając odpowiedzialności, jaka wynika ze współżycia seksualnego? Czy potrafimy poruszać te tematy z przyjaciółmi, kolegami, znajomymi, własnymi dziećmi? Jan nie boi się mówić o konkretnych ludziach, którzy prowadzą niemoralne życie nawet wtedy, gdy jest to niebezpieczne dla niego. Upomina Heroda, który żyje z żoną swego brata, co jest źródłem publicznego zgorszenia. Przykazania Boże są dla Jana ważniejsze niż opinia ludzi. Dzisiejsze czasy, podobnie jak czasy Cesarstwa Rzymskiego, to czasy rozwiązłości. Czy potrafię upominać, z szacunkiem, ale również z respektem dla prawdy, ludzi, którzy prowadzą życie niemoralne? Jan za słowa prawdy pod adresem Heroda został uwięziony i skazany na śmierć, ale otrzymał nagrodę życia wiecznego. Jaką wartość ma dla mnie życie wieczne? Czy jestem gotów dla wierności Bogu wyrzec się wygód, dobrej opinii w środowisku, wreszcie życia? Prośmy Najświętszą Marię Pannę, aby pomogła nam dorosnąć do heroicznych zadań, które stawia przed nami Bóg. ============================ Zachęcam też do przekazania adwentowej jałmużny na potrzeby ratowania dzieci zagrożonych aborcją i budowania świadomości Polaków na temat aborcji i deprawacji: Numer konta: 79 1050 1025 1000 0022 9191 4667 Fundacja Pro – Prawo do życia ul. J. I. Kraszewskiego 27/22, 05-800 Pruszków Dla przelewów zagranicznych – Kod BIC Swift: INGBPLPW Z wyrazami szacunku,
ŻYCIE BŁOGOSŁAWIONEGO ANDRZEJA BOBOLI, MĘCZEŃSTWO I PRZEPOWIEDNIE.
Andrzej Sarwa 20. XII. 2022.
Urodził się w 1592 r. w województwie sandomierskim. Dotąd nie wiemy imion jego rodziców i miejscowości, w której przyszedł na świat. Niesiecki 1) podaje, że ojcem błogosławionego był Krysztof, za Niesieckim powtarza to samo O. Marcin Czerminski 2) zaznaczając, że Krysztof Bobola oprócz syna Jędrzeja miał córkę Urszulę poślubioną przez Andrzeja Zborowskiego. Na podstawie dokumentów znajdujących się w archiwum parafialnym w Jankowicach twierdzimy z wszelką pewnością, że Krysztof Bobola nie dwoje, a czworo miał dzieci, a mianowicie: 1. Andrzeja ożenionego z Marcjanną, z Łapszów Trembecką dziedzica Ruszczy, Nietni, Niedrzwicy, Zbigniewic i folwarku Kąpie. 2. Jakuba ożenionego z Zofią z Tulkowic Tulkowską, dziedzica Jankowic, Wilczyc, Dacharzewa i Pęczyn. 3. Córkę Urszulę za Andrzejem Zborowskim i 4. Córkę Katarzynę za Pawłem Suliszowskim.
Odnośnie do Bobolów, Niesiecki podaje inne jeszcze błędne wiadomości. Błogosławiony Andrzej ówczesne nauki gimnazjalne skończył w kolegium jezuitów w Sandomierzu, w 1611 r. wstąpił do ich nowicjatu w Wilnie, gdzie uczył się filozofii trzy, teologii cztery lata. W przerwie pomiędzy filozofią a teologią był przez dwa lata nauczycielem, w kolegiach swojego zakonu. Odznaczał się szczególną zdolnością w uczeniu się obcych języków, po grecku nprz. mówił tak biegle, jak po polsku. Po przyjęciu świeceń kapłańskich w Wilnie rozpoczął życie pełne pracy i poświęceń; wielka jego nauka, znajomość obcych języków i niepospolita wymowa, złożyły się na to, że był jednym z najznakomitszych mówców. Oprócz kazań, głoszonych z ambony, oddawał się z wielkim zapałem pracy misyjnej w okolicach Bobrujska i Pińska, gdzie nawracał nie tylko całe rodziny, ale i parafie z popami prawosławnymi. Podczas grasującej w tych okolicach zarazy chętnie śpieszył z pomocą zadżumionym, lecząc nie tylko dusze, ale i ciała.
W 1657 r. gdy motłoch kozacki w okolicach Bobrujska i Pińska urządzał formalne obławy na Polaków katolików, błogosławiony Andrzej udał się do Janowa, który uważał jako bezpieczniejsze miejsce. 16 maja oddział kozaków dopytywał się o niego w miejscowości Peredile; kiedy modlił się po odprawionej Mszy św., zawiadomiono go, że kozacy blisko i szukają „duszochwata”, na razie chciał zostać we wsi i spokojnie oczekiwać śmierci męczeńskiej, potem dał się namówić naleganiom katolików i wyjechał, w drodze jednak wpadł w ręce kozaków pod wsią Mogilno niedaleko Janowa; woźnica uciekł do lasu; kozacy, obstąpiwszy Andrzeja, namawiali go do odstępstwa od wiary katolickiej i przyjęcia prawosławia. Po stanowczej jego odpowiedzi, że prawdziwego Kościoła Katolickiego nigdy się nie wyprze, zdarli z niego sutannę, przywiązali do płotu i bili nahajkami; widząc to, pracujący w polu wieśniacy, ze strachu pouciekali. Potem kozacy uwili z wierzbowych gałęzi koronę, wcisnęli Andrzejowi na głowę, ściskając tak mocno, że aż czaszka trzeszczała; pokaleczywszy ręce, przytroczyli je do dwóch siodeł i między dwoma końmi zawlekli do Janowa, w drodze okładali toporkami, zadając dwie rany w głowę. W Janowie esauł kozacki zapytał: „Toś ty jest księdzem katolickim?”
Wtedy męczennik stanowczo i z pewnym akcentem radości wypowiedział otwarcie: „Jestem kapłanem katolickim, urodziłem się w tej wierze i chcę w niej umrzeć. Moja wiara jest prawdziwa i prowadzi do zbawienia i zaprzeć się jej nie mogę. Raczej wy się nawróćcie i pokutujcie, bo nie zbawicie się w błędach waszych. Jeżeli wzgardzicie waszymi schizmatyckimi błędami i przyjmiecie tę wiarę, którą ja wyznaję, rozpoczniecie poznawać Boga i zbawicie swe dusze”. Spokojna odpowiedź zakonnika doprowadziła esauła do wściekłości, zamierzył się szablę i tylko mimowolne zasłonięcie się ręką ocaliło Andrzeja. Cięcie jednak szabli skaleczyło palec u prawej ręki; nastąpiło drugie cięcie, przecięło żyły i nadwerężyło kość w lewej nodze. Odpowiedzią Boboli na te cięcia było nowe wyznanie wiary: „Wierzę i wyznaję, że jest tylko jeden Bóg i jeden prawdziwy Kościół i jedna prawdziwa wiara katolicka”.
Wtedy jeden z kozaków wyłupił końcem szabli oko Andrzejowi. To wszystko jednak było tylko wstępem do dalszych stokroć okrutniejszych męczarni. Zaprowadzono Andrzeja, a raczej zawleczono do rzeźni, pociągając za lewą nogę tak gwałtownie, że ją, wyrwali ze stawu w biodrze i w rzeźni rozłożono na rzeźnickim stole, zamknięto drzwi i poczęto gorejącymi drzazgami przypiekać boki; przy tej męczarni ponowiono namowy do odstępstwa. Zauważywszy wygoloną, na głowie tonsurę, czyli koronę, wycięli mu w tym miejscu do kości duży krąg skóry, u lewej ręki poranili palce, a z prawej zdarli skórę, przewrócili twarzą, do stołu i zawołali z szyderstwem: „Ubierzemy cię w ornat”, nożami rzeźniczymi zaczęli wycinać skórę na ramionach i plecach, nadając formę ornatu, rany posypali sieczką i obrócili męczennika twarzą, do góry dla lepszego wciśnięcia się sieczki w rany i bili po twarzy tak, że nabrzmiała krwią, wbijali igły i drzazgi za paznokcie u prawej ręki, obcięli nos i wargi, wyrznęli kilka sztuk ciała w okolicach serca i tułowia, wycięli w szyi otwór, wyrwali język, rzucając na ziemię, przywiązali postronki do nóg, pociągnęli ciało do góry, głową, na dół, a widząc konwulsyjne drgania, żartowali: „Patrzcie, jak Lach tańcuje”, Po wyjściu katów z rzeźni wiszącego jeszcze z godzinę i walczącego ze śmiercią, dwoma cięciami szabli dobił oficer kozacki.
To wszystko stało się 16 maja 1657 r. o godzinie 3 po południu. Po męczeństwie Boboli kozacy w popłochu i nieładzie uciekli z Janowa. Ciało męczennika wyrzucone z rozkazu esauła na pole przeniesione było wkrótce do kościoła parafialnego, gdzie, przybrane w kapłański mszalny ubiór, spoczywało na katafalku dwa tygodnie i ciało nie psuło się, było giętkie, jak żywe. Z Janowa przeniesiono zwłoki do grobów zakonnych w Pińsku i umieszczono w podziemiach kościoła jezuitów, gdzie w zapomnieniu zostawały przez 44 lata. W 1701 r. O. Marcinowi Godebskiemu ukazał się jakiś nieznajomy jezuita, a zapytany, kto jest, odpowiedział: „Ja jestem Andrzej Bobola, wasz brat, umęczony przez kozaków za wiarę. Szukajcie mojego ciała i odłączcie je od innych. Ja będę opiekunem waszego kolegium”. Na trzecią, noc objawił się znowu jednemu z zakonników i dokładnie opisał miejsce, gdzie znajdowało się jego ciało doskonale zachowane.
W 1730 r. komisja złożona z zaprzysiężonych lekarzy badała relikwie, okazało się, że ciało było giętkie i miękkie, krew zakrzepnięta, ale nie zepsuta.
Ks. Aleksander Bastrzykowski, Monografia historyczna parafii Jankowice Kościelne Sandomierskie, Warszawa 1927, s. 157-158.
————————-
Z Okólnika J. O. Arcypasterza, tyczący się zaprowadzenia czci błogosławionego A. Boboli.
Leon Przyłuski
z Bożego zmiłowania i łaski Ś. Stolicy Apostolskiej
arcybiskup gnieźnieński i poznański, legat tejże Stolicy, prałat domowy
i asystent tronu papieskiego i t. d.
Wszem wobec i każdemu z osobna, komu o tem wiedzieć należy, a w szczególności szanownemu duchowieństwu archidiecezji Naszych gnieźnieńskiej i poznańskiej wiadomo czynimy, żeśmy idąc w ślady ś.p. poprzedników naszych Stanisława Szembeka, arcybiskupa gnieźnieńskiego i prymasa państwa, jako też Piotra Tarły, biskupa poznańskiego, którzy po kilkakrotnie prosili świętą Stolicę Apostolską o uzyskanie beatyfikacji świątobliwego sługi Bożego Andrzeja Boboli i powodowani szczególnym nabożeństwem prowincji naszej kościelnej ku temuż znakomitemu męczennikowi, a mając tylko na uwadze w powiększeniu czci dla świątobliwego sługi Bożego chwałę Boga w Trójcy jedynego, który jest także chwalebny w męczennikach swoich, mając na celu zbawienie wieczne mych kochanych owieczek, za przyzwoleniem Jego Świątobliwości Pana naszego Piusa papieża IX. z dnia 6. grudnia roku zeszłego udzielonem nam w formie należytej ku nabożeństwu publicznemu i kościelnemu błogosławionego Andrzeja Boboli męczennika towarzystwa Jezusowego dzień dwudziesty pierwszy lutego w powyżej rzeczonej połączonej archidiecezji naszej powagą naszą ordynariusza i wieczne czasy naznaczyli i niniejszym naznaczamy. Ku temu celowi oracje właściwe do mszy według modły od świętej kongregacji obrzędów naznaczonej, jako też lekcje właściwe do officium kościelnego, z obowiązku przypadającego, na nowo publikować polecamy.
Dan w Poznaniu dnia 29. września 1855.
+Leon, arcybiskup.
(L. S.)
Ks. Mirucki.
Lekcja IV
Andrzej Bobola, Polak, w województwie Sandomierskiem z szlacheckiej pochodzący rodziny, pierwsze młodości czasy w takiej skromności i niewinności chwalebnej przepędził, iż młodzieniec latami obyczajami zdawał się dojrzałym. Zapalony pragnieniem doskonalszego żywota, zrzekłszy się rodzicielskich dostatków, wstąpił do Towarzystwa Jezusowego: gdzie co dzień większe czyniąc postępy, z natężeniem pracował nad ćwiczeniem się w cnocie doskonałości, i wkrótce tak daleko doprowadził, że był drugim pobudką i wzorem świętości. Po ukończonym nowicjacie życia zakonnego poruczono mu naukę i chrześcijańskie wychowanie młodzieży, a wyświęcony na kapłana całkiem się poświęcił na pozyskiwanie dusz dla Boga i całą prawie Litwę na apostolskich przeszedł wyprawach.
Przegląd Poznański. Pismo Sześciotygodniowe, Półrocze Drugie, Poszyt II, III i IV, Poznań 1855, s. 491-492
PRZEPOWIEDNIA ŚW. ANDRZEJA BOBOLI
List O. Grzegorza Felkierzamb o pojawieniu się błog. Boboli.
Jeden z białoruskich Jezuitów znajdujących się obecnie w Rzymie opisał szczegóły cudownego pojawienia się błog. Andrzeja Boboli na Litwie, w liście prywatnym, który dziennik Union franc-comtoise przed kilkoma miesiącami wydrukował. List ten podajemy w tłumaczeniu:
W r. 1819 znajdował się w Wilnie o. Korzeniecki dominikanin, kapłan wysokiej świętości i sławny kaznodzieja. Walczył on nieustannie a z niezmordowaną gorliwością przeciw błędom schizmatyckim i to nie tylko z kazalnicy, ale także w uczonych dziełach, które sprowadziły ze strony rządu rosyjskiego zakaz miewania kazań, ogłaszania jakichkolwiek pism, ba nawet spowiadania. Tak tedy zamknięty w klasztorze i skazany na nieczynność, biedził się w swojej samotności z myślą, że nic nie może dla chwały Bożej i zbawienia braci.
Owóż jednego razu, gdy był przyciśnięty smutkiem (zdarzyło się to w roku 1819, miesiąca i dnia nie pomnę), otworzył późno wieczór okno swojej celi i patrząc w niebo, zaczął wyzywać wielebnego Andrzeja Bobolę, ku któremu od dzieciństwa swojego czuł szczególniejsze nabożeństwo, chociaż jeszcze Kościół nie był tego Męczennika na ołtarzach postawił. O wielebny Andrzeju, mówił, wiele już lat przeszło, jak przepowiedziałeś wskrzeszenie nieszczęśliwej Polski. Kiedyż się ziści twoje proroctwo? Wiesz lepiej ode mnie, z jaką nienawiścią schizmatycy prześladują naszą świętą wiarę i jak starają się nasz kochany kraj, twoją ojczyznę, do schizmy popchnąć.Ach święty Męczennikunie pozwól na takie nieszczęście;wyjednaj u Boga Miłosiernego litość dla biednych Polaków. Niech Polska stanie się znowu jednym królestwem prawowiernym i Bogu podległym.
Już było późno w noc. O. Korzeniecki, skończywszy modlitwę, zamknął okno i chciał iść spać; aliści skoro się obrócił, ujrzał na środku celi poważną postać męską w ubiorze jezuity. Ta postać ozwała się: Stawiam się na twe wezwanie Ojcze Korzeniecki, jestem Andrzej Bobola. Otwórz jeszcze raz okno twoje, a dziwy obaczysz. Chociaż nieco przestraszony, uczynił dominikanin, co mu było rozkazane i z wielkim zdziwieniem ujrzał nie ciasny ogródek klasztorny, ale niezmierną przestrzeń rozciągająca się do krańców horyzontu. Płaszczyzna, którą masz przed sobą, mówił dalej wielebny Bobola, to okolica Pińska, śród której miałem szczęście ponieść męczeństwo dla wiary, przyjrzyj się, a dowiesz się o tym, co cię tak żywo obchodzi.
Ojciec Korzeniecki zwrócił znowu oczy na krajobraz, tą razą płaszczyzna była pokryta niezliczonymi batalionami Moskali, Turków, Anglików, Francuzów, Niemców i innych ludów, których nie umiał rozróżnić. Wszyscy oni walczyli z zaciekłością bezprzykładną. Zakonnik nie rozumiał, co to miało znaczyć; przyszedł mu w pomoc święty. Kiedy, rzekł, ludzie doczekają się takiej wojny, za przywróceniem pokoju nastąpi wskrzeszenie Polski, i ja zostanę uznany Jej głównym patronem. Uradowany obietnicą o. Korzeniecki, zawołał: O mój święty jakże mogę mieć pewność, że to widzenie, te odwiedziny niebiańskie i ta przepowiednia nie są złudzeniem wyobraźni, snem jedynie?– Daję ci na to rękę, odrzekł wiel. Andrzej, widzenie twoje jest prawdziwe i rzeczywiste. Wszystko się tak stanie, jakem ci powiedział. Udaj się teraz na spoczynek, zaś abyś miał znak mojego pojawienia się, ślad dłoni mojej na stoliku twoim zostawiam. To mówiąc, położył dłoń na stole i znikł.
O. Korzeniecki długo nie mógł przyjść do siebie; gdy się nieco uspokoił, podziękował z wylaniem Bogu i swojemu kochanemu Świętemu za otrzymaną pociechę potem zbliżywszy się do stołu, ujrzał wyciśnięty na nim ślad prawej dłoni Męczennika. Pamiątkę tę ucałował stokroć, zanim się spać położył. Nazajutrz ledwie się ocknął, pobiegł zaraz do stołu, aby się przekonać, azali ślad cudowny pozostał, a widząc go równie wyraźnym, jak w nocy, zbył wszelkiej wątpliwości. Zaczym zawołał do swej celi wszystkich ojców i braci klasztoru, i opowiedział im o niesłychanej łasce, jaka go spotkała. Wszyscy wtedy oglądali wycisk dłoni przez wielebnego dla przekonania pozostawiony.
Że o. Korzeniecki żył w ścisłej przyjaźni z ojcami naszego Towarzystwa, uwiadomił o wszystkim Jezuitów Wielkiego Kolegium w Połocku, między którymi się znajdowałem. Opowiadanie całego zdarzenia słyszałem na własne uszy.
Przegląd Poznański. Pismo Sześciotygodniowe, tom XX, Poznań 1855, s. 292-293.
Objaśnienia redakcji:
W dawnej literaturze, a także i oficjalnych dokumentach kościelnych jest podawane, iż św. Andrzej Bobola rodził się w województwie sandomierskim, a wg litewskiej (i tylko litewskiej!) Wikipedii wprost, że w samym mieście Sandomierzu: „Šv. Andriejus Bobola (lenk. Andrzej Bobola; 1591 m. spalio 3 d. Sandomeže, Lenkija – 1657 m. gegužės 16 d. Polesės Janovo apylinkėse) – šventasis, kunigas, kankinys. (…) Šv. Andriejaus Bobolos gimęs 1591 m. Sandomieže (Sandomierz, Lenkija), Andriejus Bobola 1611 m. įstojo į Jėzaus Draugiją. 1622 m. įšventintas kunigu jis buvo vienos Vilniaus marijinės kongregacijos pamokslininkas ir vadovas. Nuo 1636 m. jis tapo keliaujančiu misionieriumi ir siekė sutaikyti stačiatikius su Šventuoju Sostu [w:] Šv. Andriejus Bobola – https://lt.wikipedia.org/wiki/Andriejus_Bobola – dostęp: 20 grudnia 2022].
Informacje dot. województwa sandomierskiego podaje także autor pierwszego życiorysu świętego, jaki ukazał się w języku polskim, Ks. Aleksander Sobieszczański S.J., Rektor Kolegium Jezuickiego w Przemyślu w dziełku: Apostoł Piński, żarliwością zbawienia dusz ludzkich pałający, to iest Życie y Śmierć Świątobliwej Pamięci W.X. Jędrzeja Boboli, Societatis Jesu etc., Sandomierz 1755, s. 14 i n.).
Tymczasem Strachocina, wszędzie dziś uznawana za miejsce narodzin św. Andrzeja, chociaż i tam Bobolowie mieli swoje posiadłości, leżała już w województwie ruskim. Jako rzekomo pewne miejsce narodzin świętego niezbyt dawno wymyślił je proboszcz tamtejszej parafii.
W samym Sandomierzu do dziś zachował się budynek konwiktu dla ubogiej młodzieży szlacheckiej pobierającej nauki w sandomierskim kolegium jezuickim ufundowanego przez Jakuba Bobolę (1578-1636), podczaszego sandomierskiego, prawdopodobnie stryjecznego brata św. Andrzeja. Licznych śladów po Bobolach w powiecie sandomierskim I Rzeczypospolitej nie brakuje.
Jednakże jest to sprawa zapewne nie najważniejsza, bo ważniejsza jest inna, tycząca się przepowiedni św. Andrzeja Boboli zawartej wliście o. Grzegorza Felkierzamb i warto opatrzyć ją kilkoma uwagami. Mamy nadzieje, że dość istotnymi, zadając pewne pytania:
– Czy się już ona wypełniła?
– Bez wątpienia nie.
– Dlaczego?
– Otóż chociaż w roku 1819 po Kongresie Wiedeńskim (1815) formalnie przywrócono nazwę Królestwa Polskiego, a car Aleksander I (1777-1825) przybrał tytuł króla polskiego, to jednak koronowany nie był. Oficjalnie na króla polskiego koronował się dopiero jego następca Mikołaj I Romanow (1796-1855). Zatem w roku 1819 funkcjonowała nazwa, ale nie było króla. Mikołaj I natomiast i formalnym i faktycznym królem Polski był zaledwie kilkanaście lat. Potem go zdetronizowano, chociaż władzę zachował. A więc tego krótkiego czasu nie można uznać za odzyskanie przez Polskę niepodległości.
Taki stan rzeczy utrzymał się aż do roku 1918, kiedy to ogłoszono, iż przepowiednia św. Andrzeja Boboli w końcu się sprawdziła. Ale czy rzeczywiście? Niepodległość okresu „międzywojnia” trwała zaledwie dwie dekady, można więc ten czas uznać co najwyżej za okres pieredyszki i nic ponadto. Poza tym wielka wojna ludów i narodów bynajmniej nie zakończyła się na terenie obecnej Białorusi.
– Na co więc czekamy?
– Warto ponownie przywołać słowa świętego: Kiedy, rzekł [św. Andrzej], ludzie doczekają się takiej wojny, za przywróceniem pokoju nastąpi wskrzeszenie Polski, i ja zostanę uznany Jej głównym patronem.
– Czy taka wojna już miała miejsce, kończąc się tam, gdzie św. Andrzej poniósł śmierć męczeńską?
– Nie.
– Czy został głównym patronem Polski?
– Nie. W roku 2005 Jan Paweł II ogłosił św. Andrzeja jedynie patronem drugorzędnym. „Głównymi patronami Polski są: Najświętsza Maryja Panna Królowa Polski oraz dwóch świętych biskupów męczenników: Stanisław i Wojciech. Prócz tego za naszą ojczyzną orędują w niebie tzw. patronowie drugorzędni: bliski sercu młodzieży św. Stanisław Kostka oraz św. Andrzej Bobola”. (Wojciech Nowicki, ŚWIĘCI PATRONOWIE POLSCY, [w:] „Przewodnik Katolicki” 19/2007 – https://www.przewodnik-katolicki.pl/Archiwum/2007/Przewodnik-Katolicki-19-2007/Rodzina/SWIECI-PATRONOWIE-POLSCY – dostęp: 20 grudnia 2022 r.].
A zatem? Zatem wciąż należy czekać na wypełnienie się przepowiedni św. Andrzeja…
W tej książce zebrałem felietony, wydane w kolejnych numerach „Warszawskiej Gazety”, miesięczniku „Zakazane Historie”, tygodniku społeczno-ekonomicznym „Gazeta Finansowa”, w nagraniach serii „Po prostej” emitowanych na kanale telewizji PL1.tv, ale też przedstawiane w moim autorskim programie „Prosto z Mostu” na platformie BanBye.com. Dołączyłem też kilka przemyśleń, które nie pojawiły się w żadnym z tych mediów. Dla tych Czytelników, którzy mogliby się czuć zawiedzeni, gdybym oferował im tylko to, co już znają. Wiem jednak, że nie sposób znaleźć takich, choćby najwierniejszych, którzy mieli czas i siły, by poznać je wszystkie. Nie w tak przeraźliwie smutnym, dramatycznym dla wielu, okresie. (…) Jako autor, nie mam zbyt wielu powodów, by kajać się za niesprawdzone oceny, nietrafione opinie, błędne interpretacje faktów. To, niestety marne pocieszenie, bo wskazujące, że miałem często rację, a rozwój sytuacji potwierdził moją wcześniejszą diagnozę.
Dr Zbigniew Martyka został zawieszony na rok w prawie do wykonywania zawodu przez Sąd Lekarski za to, że śmiał podważać oficjalną covidową narrację. „Wredna machina państwowa się teraz mści” – komentuje Krzysztof Szczawiński.
– Szanowni państwo, jawność została wyłączona. Możemy tylko powiedzieć, że zapadł wyrok negatywny dla pana doktora – zawieszenie w prawie wykonywania zawodu przez rok. Czekamy na uzasadnienie i będziemy się odwoływać – przekazała w poniedziałek prawnik dra Martyki po rozprawie.
Wyrok skomentował Krzysztof Szczawiński. „Tak, to już jest ten moment gdy można mówić o faszyzmie – to jest dyktatura ciemniaków!” – napisał.
„Nie ważne że miał rację, nie ważne że próbował ratować ludzi przed głupotą tragicznej polityki rządowej – robił to z wielką kulturą, ponosząc osobiste ryzyko, w imię dzielenia się swoją wiedzą i zrozumieniem, w imię prawdy – no i za to ta wredna machina państwowa się teraz mści – żeby następnym razem już nikt się nie odważył pisnąć słówka sprzeciwu przeciw państwowej głupocie… Wszystko w państwie, nic poza państwem – to jest właśnie faszyzm” – kontynuuje.
„Robią to mali, wredni, głupi, zacietrzewieni ludzie – którzy przecież muszą widzieć że mają do czynienia z człowiekiem dużo większego formatu od nich samych, rozumiejącego zjawiska głębiej, mającego rację – i tego nie są w stanie znieść, tego nie mogą mu wybaczyć, i za to właśnie chcą go zgnoić…” – nie ma wątpliwości Szczawiński.
„Bo gdy przyjdą po wszystkich, którzy nie godzą się na rządy ciemniaków, to nie będzie już nikogo żeby stanąć po stronie rozumu i rozsądku – a bez rozumu i rozsądku to czeka nas już wyłącznie katastrofa…” – podsumowuje.
Pan Jerzy Białecki siedział zamyślony na ławeczce, w cieniu starej gruszy, opierając się plecami o jej chropawy pień, od czasu do czasu tylko zerkając na swego mentora, doktora Illuminatusa, który, otulony wielbłądzim pledem, usiłował rozgrzać się w gorącu piekielnego wprost, niespotykanego o tej porze roku, majowego upału, lecz na próżno, bo wciąż podzwaniał z zimna zębami, a jego ciałem wstrząsały dreszcze. Wyglądało na to, że jego osiemdziesięciosiedmioletnie życie powolutku zmierza do swego kresu. Cóż… zwykła kolej rzeczy…
Myśli pana Jerzego pogrążone były we wspomnieniach tego, co odeszło już bezpowrotnie, tak jak choćby jego opiekunowie, którym tyle w życiu zawdzięczał, jak beztroskie dni młodości, jak pola ciągnące się od horyzontu po horyzont, porośnięte łanami żyta, od których smużył się łagodny i lekko cierpkawy zapach kwitnących kłosów, wieszcząc rychłe nadejście lata… Jakoś smutno, jakoś ciężko zrobiło mu się na duszy…
Pan Jerzy, wzbogaciwszy się niepomiernie skarbami rodu d’Urgel y d’Osona po ślubie z Kasią, która teraz już nie była Kasią, lecz Walerią, a z którą oboje wczuli się w nową rolę znakomicie, nie kłopotał się o nic. Rodzinne majątki powypuszczał w dzierżawę, a sam żyjąc w dostatkach i luksusach, nie trapił się, co mu też los przyniesie.
Nie dbał nawet o to, czy dzierżawcy w porę i uczciwie wywiązują się ze zobowiązań. Pieniądze miał. I to jakie! A poza tym uważał się za kogoś więcej niż zwykłego śmiertelnika. Bo miał przeświadczenie, że będąc młodym, zdrowym i bogatym jest dla losu nietykalny i to on losowi, a nie los jemu dyktuje warunki.
Z Walerią mieli dwójkę dzieci, pięcioletniego Jana Chrzciciela i młodszą, czteroletnią, Marię Magdalenę, o których wychowanie nadto się nie troszczył, powierzając je matczynym rękom, głowie i sercu. Sam natomiast zainteresował się sprawami bardziej podniosłymi, hieratycznymi, seraficznymi, namaszczonymi.
Chociaż – trzeba to przyznać uczciwie – jego wiekowy mentor nigdy nawet nie próbował go zainteresować tym, nad czym większość swego życia strawił, i nie chciał zeń uczynić adepta, co z kolei sprawiało, iż przez to stawał się niewiernym swojemu mistrzowi, który, choć co prawda od lat nie dawał znać o sobie, to stary alchemik wiedział, iż kiedyś się pojawi i zażąda rozrachunku… Kiedy się zestarzał i nabrał tłuszczu przy Białeckich, było mu już wszystko jedno. Jednak wolał życie spokojne i stabilne. Dla pozoru chadzał nawet do kościoła, gdzie niemiłosiernie się nudził.
Brzęczenie owadów i żar lejący się z nieba powoli uśpiły Jerzego, przymknął oczy i zaczynał podrzemywać, kiedy naraz gwałtownie się przecknął na dźwięk słów Cadavera, który deklamował głosem mocnym i wyraźnym:
– Zrozumiałeś, paniczu sens, tego, com powiedział? – zapytał Illuminatus.
– Oczywiście. To banał.
– Być może… Ale czyż nie z banałów życie się składa?
– Zapewne.
– Zatem, chociaż uważasz, iż to banał, to przyjmij go, jako mój testament… dla ciebie…
– Wybieracie się gdzieś doktorze?
– A czy nie pora?
– Nie wam o tym, na szczęście, decydować.
– Otóż się mylisz. Nie dano człowiekowi decydować, czy chce tu przychodzić, lecz niekiedy dane mu jest wybrać chwilę, w której zechce odejść…
– Skazując się na męki po tej drugiej stronie?
– Ech! Chłopcze, chłopcze…
Skryte przed nami głębie przyszłego żywota,
Boć nikt jeszcze nie skruszył muszli perłopława.
Tak naprawdę nikt nie wie, jaka ich istota,
Choć każdy o nich prawi, co mu się tam zdawa.
Pan Jerzy zasępił się, słysząc owe słowa i chciał staremu odpowiedzieć… jakąś przyganę… cokolwiek… ale naraz uświadomił sobie, że nie miał żadnych argumentów. Wszystko, czego go uczono, w tym momencie zdało mu się miałkie i płytkie… a gdzieś w duszy coś zaskwierczało niczym sopel lodu rzucony na rozgrzaną do czerwoności kuchenną blachę.
A co jeśli stary ma rację?… A co, jeśli całe ludzkie życie nie ma najmniejszego sensu? Jeśli cel, o jakim prawią, to ułuda?
A stary nie przestawał…
Jutrzejszy dzień – niestety! – przed nami zakryty!
Śpieszmyż używać życia w bezdeń chwil pędzący.
Pij! moja ukochana, bo to jedno wiemy,
Że rychło wzejdzie księżyc – nas już niewidzący.
Jerzy czekał na kolejną strofę…
Dla tych, co umierają, Bagdad, Balch – za jedno!
Czy słodki, czy gorzki kielich – dojrzymy w nim dno.
Naraz doktor zamilkł i jął z bolesnym lękiem w oczach wpatrywać się w głąb lipowej alei, wiodącej ku bramie prowadzącej w głąb posiadłości Białeckiego.
Więc także Jerzy odruchowo zerknął w tamtą stronę i ze zdumieniem dostrzegł jakąś dziwną postać, która nie wiadomo skąd pojawiła się w ogrodzie.
Był to mężczyzna z wyglądu około czterdziestoletni, szczupły i zgrabny, o twarzy inteligentnej i szlachetnych arystokratycznych rysach.
Odziany był w rodzaj pątniczej opończy czy też mniszego habitu, z szerokimi rękawami uszytego z czarnej tafty, czyli drogiej tkaniny jedwabnej, gęstej i dość sztywnej, która mieniła się i szeleściła, kiedy mężczyzna się poruszał. Habit ów ściągnięty był w pasie grubym zgrzebnym sznurem splecionym z surowych włókien konopnych, co dziwnie kontrastowało z tą bardzo kosztowną materią, z jakiej był uszyty. Niemniej dziwne było jeszcze i to, co nawet mało bystremu obserwatorowi od razu musiało rzucić się w oczy, że mężczyzna, choć sprawiał wrażenie zakonnika, nie miał na sobie, a i też przy sobie, żadnych przedmiotów religijnych – ni krzyża, ni różańca – nic. Zupełnie jak nie mnich. Natomiast, co było jeszcze dziwniejsze, nad uchem zwisało mu karmazynowe pióro jakiegoś egzotycznego ptaka.
Przybysz zatrzymał się kilka kroków przed doktorem i stał tak w milczeniu. Ten ostatni zaś poszarzał na twarzy, groza wykrzywiła mu jej rysy i wyszeptawszy tylko do Jerzego, iżby nie brał sobie do serca i wyrzucił z umysłu wiersze, które mu deklamował przed momentem, z trudem podźwignął się z siedziska i powłócząc nogami, powlókł ku bramie za tajemniczym nieznajomym.
Jerzy chciał wstać, przegnać intruza, zawrócić doktora, ale jakaś niewyobrażalna siła wręcz wgniotła go w ławkę, w pień gruszy, w ziemię, o którą wspierał stopy. Nie mógł nawet drgnąć. Patrzył tylko jak owo dziwne indywiduum i stary doktor rozsnuwają się niczym mgła, rozpływają w powietrzu, niknąc mu z oczu…
Tylko skądś, nie wiedzieć skąd, z nieokreślonej przestrzeni, do uszu Białeckiego dobiegło zawodzenie, płacz i zgrzytanie zębów… bolesne skamlenie, krzyki i przeraźliwe jęki Illuminatusa, co sprawiło, że włosy na głowie pana Jerzego się podniosły, serce zamarło i dziwny chłód zmroził mu wnętrzności.
Gdy nareszcie odzyskał władzę nad ciałem, powstał i zataczając się niczym pijany, pomaszerował ową aleją, rozglądając się, czy aby jednak nie wypatrzy gdzieś pośród drzew owych mężczyzn.
Ale nie wypatrzył. Dojrzał za to leżący na ziemi zwój, zwinięte w rulon kilka kart zapisanych gęsto pięknym, wyraźnym odręcznym pismem. Schylił się odruchowo i zwój ów podniósł. Po raz ostatni bezradnie rozejrzał się po ogrodzie, a później wrócił pod gruszę, aby przyjrzeć się znalezisku. Nie wiedział, do kogo należało. Czy to doktor je zgubił, czy przybysz je upuścił?…
Pan Jerzy rozwiązał tasiemkę, którą zabezpieczony był ów rulon i rozprostowawszy go, spojrzał na pierwszą kartę, wybrał akapit na chybił trafił i przeczytał takie oto słowa:
…są pierwotne duchy, które przebywają parami (łącząc swe przeciwieństwa), lecz każdy z nich działa niezależnie. Jeden z nich jest lepszą istotą, drugi gorszą, jeśli chodzi o myśli, słowa i czyny. Niech wszyscy mądrzy ludzie wybiorą jednego, właściwego. Nie wybierzcie tak, jak ludzie czyniący zło!
Gdy nadejdą oba duchy, jeden z nich będzie chciał stworzyć życie, a Niebo uczynić Najwspanialszym Duchowym Stanem. Drugi natomiast będzie chciał stworzyć niebyt, a ze świata uczynić Piekło.
Każdy z nich, po ukończeniu czynu stworzenia, wybiera swój wymiar. Ten, który ma w sobie zło, wybiera najgorszą z możliwych alternatyw, a ten, który ma w sobie dobrego ducha, wybiera Boską Sprawiedliwość. Ten drugi na swój ubiór wybiera twarde, niebiańskie kamienie i jest uradowany działaniami Ahura Mazdy, które zawsze są wykonywane w wierze3.
Młody pan Białecki zamyślił się nad tymi słowami… Czyje to słowa?… Ach! Nie pamięta… A przecież to ważne… Przecież powinien wiedzieć… Ahura Mazda, no tak! To słowa Zoroastra! Mądrość irańskiego proroka… To on uczył, że zaraz po akcie kreacji wybuchł konflikt między Dobrem a Złem, Światłem i Ciemnością, Prawdą i Kłamstwem. I trwa on po dziś dzień.
Kiedyś jednak nastanie kres tej walki, Ziemia zginie w ogniu, nadejdzie dzień Sądu Ostatecznego, a później, gdy już Zło zostanie ostatecznie pokonane, wszystko zostanie odnowione i zatriumfuje Dobro… Hm… tylko co jest Dobrem, a co Złem?… Tego już nie można być takim pewnym…
Pan Jerzy się zamyślił. Czy było przypadkiem, że rozwinąwszy rulon, natknął się na tak znamienny, streszczający w zasadzie całą naukę Persów, fragment ich świętej księgi? A jeśli to nie był przypadek, to co? Wskazówka? Rodzaj instrukcji, jaką wiedzę winien zgłębić? Od kogo? Od Illuminatusa? Od postaci nie z tego świata w szacie dziwnej mającego wygląd peregrynusa? Zatem? Którą drogą podążyć? Być może tą, którą szedł do tej pory, a być może całkiem inną?… Nie wiedział. Pomyślał zatem: „niechże więc los sam mną pokieruje” i zdecydował, iż podda mu się bezwolny i posłuszny… Bez względu na cenę… Bo… a nuż wyciągnie wygrany los z Wielkiej Loterii Przeznaczenia?… Przeznaczenia?…