Monsignor Carlo Maria Viganò: Współczesny świat – i Kościół – są zakładnikami kłamstwa księcia tego świata. Lista kłamstw.

Monsignor Carlo Maria Viganò: Współczesny świat – i Kościół – są zakładnikami kłamstwa księcia tego świata.

Date: 10 aprile 2023Author: Uczta Baltazara vigano-swiat-zakladnikiem-klamstwa

Transkrypcja homilii wielkanocnej:

Współczesny świat jest zakładnikiem kłamstwa. Wszystko, co jest teoretycznie podawane przez „elity”, potwierdzane przez instytucje i propagowane przez media, jest kłamstwem, fałszem i oszustwem.

Kłamstwem jest psychopandemiczny stan zagrożenia wirusem stworzonym w laboratorium na potrzeby masowych szczepień, które są równie nieskuteczne, co szkodliwe dla zdrowia.

Kłamstwem jest teoria gender,która neguje zamierzone przez Stwórcę rozróżnienie płci i dąży do zlikwidowania w człowieku obrazu i podobieństwa do Boga.

Kłamstwem są zmiany klimatyczne, które opierają się na fałszywym założeniu istnienia kryzysu klimatycznego spowodowanego przez człowieka i jeszcze bardziej fałszywej chimerze, twierdzącej że redukcja CO2 w niektórych krajach jest w stanie minimalnie zmienić temperaturę na Ziemi.

Kłamstwem jest kryzys ukraiński, sprowokowany w celu zniszczenia tkanki społecznej i gospodarczej krajów europejskich za pomocą bezrozumnych sankcji nałożonych na Federację Rosyjską.

Kłamstwem jest Agenda 2030, narzucona przez kabałę malwersantów w celu zniewolenia ludzkości.

Kłamstwem jest ideologia woke, powodująca wymazanie naszej tożsamości, naszej historii, naszej wiary, aby narzucić piekielną religię Nowego Porządku Świata, barbarzyństwo Wielkiego Resetu.

Najbardziej niepokojące jest to, że owe oszustwa wymierzone przeciwko narodom – popełniane przez osoby sprawujące władzę, które powinny raczej chronić je i bronić – zainfekowały również organizm kościelny, w którym inne, nie mniej poważne fałsze skażają czystość wiary, obrażają Boski Majestat i powodują potępienie tak wielu dusz, za które Pan drogo zapłacił odkupując je swoją własną, najcenniejszą Krwią.

Kłamstwem jest ekumenizm, który obniża żywego i prawdziwego Boga do poziomu bożków pogan.

Kłamstwem jest droga synodalna, która pod fałszywym pretekstem posłuchu dla ludu Bożego obala boską konstytucję Kościoła, chcianą przez Chrystusa.

Kłamstwem jest reforma liturgiczna – wprowadzona pod pozorem uczynienia Mszy Św. zrozumiałą dla wiernych – której jedynym celem jest odebranie czci Bogu i przypodobanie się heretykom. Kłamstwem jest diakonat żeński, który pod alibi przyznania roli kobietom, podważa Mszę i sakramenty oraz manipuluje święceniami ustanowionymi przez naszego Pana.

Kłamstwem jest danie możliwości przystępowania do komunii rozwodnikom i konkubinom, kłamstwem jest błogosławienie związków homoseksualnych, kłamstwem jest dopuszczenie transseksualistów do seminarium: moralność nie powinna podążać za modą, niezależnie od tego, co twierdzi Bergoglio.

Kłamstwem jest akceptacja sodomii, która zbyt często zdaje się legitymizować prowadzenie się wielu prałatów i kleryków, niż chęć ratowania dusz biednych grzeszników.

Owe kłamstwa mają czelność objawiać się jako takie, jako oczywisty fałsz, pozbawiony racjonalnych i wiarygodnych przesłanek. Nie są to kłamstwa, za pomocą których próbuje się coś nieudolnie ukryć: to są buńczuczne twierdzenia mistyfikacji, obalanie logiki, zaprzeczanie prawdzie.

============================

Ale dlaczego tak wielu ludzi dobrowolnie decyduje się zrezygnować z krytycznego osądu i przyjąć rażące kłamstwa jako rzeczy racjonalne i prawdziwe? Ponieważ akceptacja błędu jest ceną, jakiej świat żąda od swoich czcicieli, od tych, którzy nie chcą być zepchnięci na margines – karani, prześladowani. Ale kto jest księciem kłamstwa, jeśli nie szatan, kłamca, który był mordercą od samego początku? Szatan, który skusił naszych przodków nie mniej bezwstydnym kłamstwem: Jeśli zjecie ten owoc, będziecie jako bogowie. I było to rażące kłamstwo, uwierzywszy któremu Adam i Ewa zdecydowali się odrzucić rozsądek i wybrać nieposłuszeństwo wobec Boga, aby pójść za fałszywą obietnicą złożoną przez plugawą istotę.

Kłamstwem było również to, co szatan obiecał naszemu Panu, gdy kusił Go na pustyni: Wszystko to będzie twoje… to, czego Chrystus był nie tylko Panem, ale i Stwórcą.

W Liście czytanym podczas Mszy Św. w tym najświętszym dniu, w którym obchodzimy chwalebne Zmartwychwstanie Pana naszego Jezusa Chrystusa z martwych, Apostoł napomina nas, abyśmy usunęli stare drożdże: expurgate vetus fermentum. Ci, którzy znają starożytny proces wypieku chleba, wiedzą, że zakwas to ta część mąki i wody, która pozostawiona do fermentacji staje się masą zaczynu. Może być przechowywany przez dziesiątki lat, okresowo przemieszany z nową mąką i nową wodą, tak że dzisiejszy chleb jest zasadniczo spokrewniony ze wszystkimi poprzednimi chlebami sięgającymi wstecz. Ale jeśli fermentum ma charakter vetus, tj. jeśli drożdże [zakwas] są stare, ma to wpływ na nowe ciasto i nowy chleb. Oczyszczenie ze starego zaczynu oznacza rozpoczęcie od nowa, dokonanie naprawdę wielkiego resetu duszy każdego człowieka oraz całego organizmu społecznego, wymazanie fermentu złości i przewrotności, i rozpoczęcie na nowo od chleba przaśnego, niekwaszonego, stanowiącego symbol Najświętszej Eucharystii i Sakramentu nowego i wiecznego Przymierza zawartego przez Chrystusa ze swoim Kościołem – nowego w Łasce i nie podlegającego mutacjom związanym z czasem, modami, okolicznościami.

Dlatego św. Paweł mówi o chlebie przaśnym, niekwaszonym. Chlebie prostoty, chlebie tych, którzy nie mają czasu na utrzymanie zakwasu, tych, którzy przygotowują się z przepasanymi lędźwiami do spożycia Baranka bez skazy i gorzkich ziół przed wyjściem z ziemi egipskiej i przejściem przez Morze Czerwone. Reset, nowe Stworzenie, nowa Pascha dokonują się w Chrystusie, jedynej, nieuchronnej, wiecznej Prawdzie, żywym i prawdziwym Słowie wiecznego Ojca. Prawdziwy reset polega na powrocie do Prawdy Chrystusa, Tego, który powiedział o Sobie: Ja jestem drogą, prawdą i życiem. Prawdą, która istnieje, podczas gdy błąd jest niebytem. Prawdą, która wymaga od nas szczerości – in azymis sinceritatis – jako niezbędnej odpowiedzi wobec światła Prawdy – et veritatis.

Szatan, małpujący Boga, groteskowo imituje Stworzenie, dopuszczając się potworności, które każdy rozsądny człowiek rozpoznaje jako takie. Jeszcze bardziej groteskowo naśladuje Odkupienie, obiecując ludziom, których kusi – dobro, które jest mu nieznane i którego sam nie posiada, żądając w zamian, aby uznali go za boga. To jego kłamstwo, powinniśmy uznać za takowe, powinniśmy je odrzucić i zwalczyć je.

Jeśli walczymy o Prawdę – o jakąkolwiek prawdę, nie tylko teologiczną – stajemy po stronie Chrystusa; po stronie Tego, który nie skłamał, gdy zapowiedział Apostołom swoją własną Śmierć i Zmartwychwstanie.

Jeśli natomiast nie zdecydujemy się walczyć o Prawdę, lub wręcz pozwolimy na głoszenie błędu lub sami go rozpowszechnimy, stajemy po stronie Szatana – księcia kłamstwa, tego, który obiecuje i nie dotrzymuje słowa, jedynie w celu wciągnięcia nas w ową otchłań potępienia, w którą on sam postanowił się zapaść, gdy grzesząc pychą, uwierzył, że może umieścić siebie na miejscu Boga i decydować o tym, co istnieje, a co nie, czyli co jest prawdą, a co fałszem, co jest dobrem, a co złem, co jest pięknem, a co brzydotą. I faktycznie, piekielny świat, w którym się pogrążamy, zbudowany jest z kłamstwa, z niegodziwości, z brzydoty. Nie mogłoby być też inaczej.

Szatan nazywany jest księciem tego świata, i to nie przypadkowo: on nie jest królem; jego władza jest efemeryczna i dozwolona przez Boga, aż nadejdzie moment zakończenia czasu próby i czas Sądu. Nie inaczej jest z Jego sługami. Chociaż ich władza zdaje się nas przytłaczać, chociaż środki, jakimi dysponują, wydają się nieograniczone i przemożne, ich koniec zbliża się nieubłaganie, gdy Chrystus odzyska swoje powszechne Królestwo. Oportet illum reign, to się musi stać, to jest zgodne z Bożym porządkiem i nikt, nawet całe piekło, nie może wydłużyć pozornego triumfu zła o jedną chwilę.

Zaledwie dwa dni temu rozważaliśmy Tajemnice Męki i Śmierci Pana, w wyniku zabiegów Sanhedrynu, wycia tłumu, tortur katów. Wraz z Józefem z Arymatei i pobożnymi niewiastami odprowadziliśmy pozbawione życia ciało Jezusa do Grobu. Trwaliśmy na modlitwie w surowej ciszy naszych kościołów. Ale owo consummatum est nie oznacza “wszystko stracone”, lecz raczej “wszystko się wypełniło”, to znaczy “dzieło Odkupienia zostało dokonane”.

Χριστὸς ἀνέστη, to wielkanocne pozdrowienie Greków: Chrystus zmartwychwstał. Na co odpowiada się: Ἀληθῶς ἀνέστη, tj. zaprawdę zmartwychwstał.Surrexit Dominus vere.W tymże ἀληθῶς, w tym vere zawarta jest rzeczywistość Zmartwychwstania Zbawiciela, prawda owego historycznego wydarzenia, w którym Miłosierdzie Człowieka-Boga naprawiło grzech Adama spowodowany kłamstwem szatana, który nadal kłamał oskarżając Chrystusa przy pomocy fałszywych świadków, który nadal kłamie próbując udaremnić owoce Odkupienia.

Dziś, po tym jak uroczyste nuty Exsultetu obwieściły chwałę Zmartwychwstania, świętujemy triumf Chrystusa nad śmiercią i grzechem, Jego zwycięstwo nad szatanem. Będziemy również świętować zwycięstwo Kościoła i cywilizacji chrześcijańskiej nad ziemskimi wrogami, ponieważ los Mistycznego Ciała został zadekretowany w chwili, gdy jego boski Zwierzchnik wisząc na Krzyżu, zablokował starożytnego węża.

Mors et vita duello conflixere mirando: Dux vitæ mortuus, regnat vivus. [Śmierć zwarła się z życiem i w boju, o dziwy, choć poległ Wódz życia, króluje dziś żywy».]

Carlo Maria Viganò, Arcybiskup – 9 kwiecień 2023

Złocą nam rogi

Stanisław Michalkiewicz Złocą nam rogi „Goniec” (Toronto)  •  9 kwietnia 2023

No proszę! Z okazji Świąt Wielkanocnych Nasz Najważniejszy Sojusznik pomyślał o prezencie dla nas. W ostatnią niedzielę w piśmie „Foreign Policy” ukazał się publikacja, w jaki sposób przychylić nieba nie tylko Ukraińcom, ale również nam, to znaczy – Polsce. Przybrała ona postać tego, co przed kilkunastoma laty Aleksander Smolar na łamach żydowskiej gazety wyborczej dla Polaków nazwał „postajegiellońskimi mrzonkami”. Konkretnie chodzi o to, by Polska utworzyła wspólne państwo z Ukrainą. Kiedyś ziemie ukrainne wchodziły w skład Rzeczypospolitej, ale – jak pamiętamy – skończyło się to antypolskim powstaniem Chmielnickiego, w następstwie którego, po niebywałym spustoszeniu tych terenów przez Kozaków i Tatarów, tereny leżące na wchód od Dniepru zostały przez Bohdana Chmielnickiego w Perejasławiu podarowane Rosji. Potem Rosja wzięła sobie również wiele dalszych części Rzeczypospolitej, dzieląc się nią z Prusami i Austrią, co pewien wykładowca Szkoły Morskiej w Tczewie skomentował następująco: „Otczizna nasza została podielona na tri czensti. Jedną wzięli Giermańcy, drugą – Awstryjcy, a trzecią – my!”

Po I wojnie światowej i wojnie polsko-bolszewickiej, część utworzonej podczas wojny przez Niemców i Austriaków Ukrainy znalazła się w granicach Rzeczypospolitej Polskiej. Skończyło się to tzw. rzezią wołyńską, to znaczy – okrutnym wymordowaniem przez UPA około 200 tysięcy Polaków, żeby w ten sposób na tych terenach zapewnić Lebensraum Ukraińcom. Jak widzimy, nie są to doświadczenia zachęcające do ponawiania takich eksperymentów.

Oczywiście amerykański redaktor naczelny niekoniecznie musi o tym wiedzieć. Jemu wystarczy wiedza o Polsce, że to „kraj bałkański, co miał króla Kościuszkę, co wynalazł kluski i że Wiedeń wyzwolił pianista Pedriuski” – żeby mógł myśleć o tym, jak najlepiej nas urządzić, to znaczy – jaką suwerenną decyzję w tej sprawie powinniśmy podjąć.

Potem z takich pomysłów biorą się wielkie nieszczęścia, ale Amerykanom wcale to nie przeszkadza pławić się w pierwotnej niewinności, że przecież chcieli jak najlepiej, jak ten niedźwiedź, co to na czole zaprzyjaźnionego zająca zabił gryzącą go muchę, ale jednocześnie roztrzaskał mu łeb. W kręgach w Polsce, które onanizują się myślą o „rozczłonkowaniu” Rosji, ten artykuł wzbudził ogromne podniecenie tym bardziej, że 5 kwietnia w naszym bantustanie zapowiedział gospodarską wizytę ukraiński prezydent Zełeński, który ma przemówić do nas, jak ma być.

Jestem pewien, że pan prezydent Duda w żadnej sprawie nie ośmieli mu się sprzeciwić, więc tak zwane „rozmowy” będą miały charakter raczej jednostronny. Prezydent Zełeński, podobnie zresztą jak inni politycy ukraińscy, podczas zagranicznych wizyt prezentuje bowiem radykalną postawę roszczeniową. Oto niedawno Polska podarowała Ukrainie za darmo wszystkie swoje samoloty marki MiG-29 – a już na Ukrainie podnoszą się głosy, że to maszyny przestarzałe i w ogóle Scheiss, więc tak naprawdę Polska powinna podarować Ukrainie swoje samoloty F-16 – oczywiście za darmo, no bo jakże inaczej? Myślę, że pan prezydent Duda to mu też obieca, w przekonaniu, że to przecież wszystko jedno, czy te samoloty ma Ukraina, czy Polska, bo 3 maja ubiegłego roku sam przecież głosił potrzebę utworzenia unii Polski z Ukrainą. Potem co prawda ktoś starszy i mądrzejszy musiał go zreflektować, bo mówił tylko, że granica Polsko-ukraińska powinna „łączyć”, a nie „dzielić” – ale jeśli nawet miałaby „łączyć” – cokolwiek by to miało znaczyć, to przede wszystkim musi istnieć, Skoro jednak Amerykanie puszczają takie śmierdzące dmuchy w „Foreign Policy”, to tylko patrzeć, jak podejmiemy suwerenną decyzję o jej zlikwidowaniu – być może jeszcze przed Świętami Wielkanocnymi, żeby udelektować prezydenta Zełeńskiego?

Tak naprawdę jednak Naszemu Najważniejszemu Sojusznikowi chodzi o co innego. Jak wiadomo, prowadzi on na Ukrainie wojnę z Rosją do ostatniego Ukraińca. Podobno na Ukrainie Ukraińców jest jeszcze całkiem sporo, zwłaszcza żołnierzy, którzy wcale nie giną, bo jeśli ktoś tam ginie, to tylko cywile, a zwłaszcza dzieci, na które Putin z jakiegoś zagadkowego powodu jest szczególnie zawzięty, podobnie jak zawzięty na dzieci, tyle, że koreańskie, był prezydent Truman, którego z tego powodu Wanda Odolska na „Fali 49” Polskiego Radia z upodobaniem nazywała „mordercą koreańskich dzieci”.

Dzisiaj tę chlubną tradycję w telewizji rządowej podtrzymuje pani red. Danuta Holecka, a w telewizji nierządnej – pani red. Anita Werner. Wyobrażam sobie, jak Wanda Odolska musi się w zaświatach radować z tej podwójnej reinkarnacji! Ale mniejsza już z tymi gwiazdami dziennikarstwa, bo tu idzie o życie. Chodzi o to, że tak naprawdę, to nie wiemy ilu jeszcze Ukraińców na Ukrainie zostało. Amerykanie jednak mogą wiedzieć lepiej, bo w końcu coś tam muszą wiedzieć – i dlatego właśnie z „Foreign Policy” wyszły wspomniane śmierdzące dmuchy na temat wspólnego, polsko- ukraińskiego państwa. Nawiasem mówiąc, jak przypuszczałem, ambasador Polski we Francji musiał chyba na ten temat coś już wiedzieć, skoro powiedział, że jeśli Ukraina nie zdoła obronić swojej niepodległości, to Polska nie będzie miała innego wyjścia, jak włączyć się do tego konfliktu. A cóż bardziej ułatwiłoby wkręcenie Polski w maszynkę do mięsa, jeśli nie ogłoszenie unii polsko-ukraińskiej?

Popatrzmy: Polska włącza się do konfliktu, chociaż nie była obiektem zbrojnej napaści – a tylko zbrojna napaść uruchamia procedury przewidziane w art. 5 traktatu waszyngtońskiego. Jeśli natomiast państwo członkowskie Sojuszu, z własnej inicjatywy włączy się do konfliktu formalnie toczonego przez państwa nie będące w Sojuszu Północnoatlantyckim, to żadne procedury przewidziane w art. 5 nie muszą być uruchamiane, dzięki czemu Stany Zjednoczone nadal mogłyby pławić się w pierwotnej niewinności i najwyżej współczuć nam w nieszczęściu na antenie „Głosu Ameryki” albo czegoś podobnego. Co tu ukrywać; nieźle to sobie Nasz Najważniejszy Sojusznik wykombinował, najwyraźniej licząc, że jak przy pomocy słowackiego „eksperta” podbije nam bębenka, to będzie mógł z nami zrobić wszystko i w każdą formę ulepić. Czy nie przypadkiem dlatego wspomniana publikacja ukazała się w Niedzielę Palmową, kiedy było już wiadomo, że prezydent Zełeński zaszczyci nas swoją obecnością i swoimi słowami powie nam, co i jak ma być?

Kiedy w starożytnym Rzymie kapłani już wytypowali byka na ofiarę dla Jowisza Najlepszego i Największego, to zanim go zaszlachtowali, najpierw złocili mu rogi. Kto wie, czy byk nie był z tego powodu szalenie dumny i wiele sobie po tych złotych rogach nie obiecywał – ale wszystkie te ceremonie kończyły się dekapitacją byka i jego holokaustowaniem na ołtarzu.

Nasz Najważniejszy Sojusznik najwyraźniej próbuje tej samej sztuczki z nami.

Dr Bodnar dalej szykanowany za leczenie amantadyną. „Izby lekarskie” ostoją ciemnoty i bezprawia.

Dr Bodnar szykanowany za leczenie amantadyną. Dr Basiukiewicz komentuje: Nieludzki i bezprawny konsensus. Izby lekarskie ostoją ciemnoty i bezprawia.

[na podst.: dr-bodnar-szykanowany-za-leczenie md]

Doktora Włodzimierza Bodnara czeka kolejne postępowanie przed Sądem Lekarskim ws. stosowania amantadyny podczas ogłoszonej pandemii koronawirusa. Sprawę komentuje inny z lekarzy „wyklętych” przez system, doktor Paweł Basiukiewicz.

Dr Bodnar w trakcie ogłoszonej pandemii koronawirusa zasłynął z tego, że nie zamknął swojej przychodni przed pacjentami. Gdy inne placówki były zamknięte w imię walki z covidem, gdy ograniczano ludziom dostęp do opieki medycznej, dr Bodnar po prostu przyjmował chorych w potrzebie.

Stosował także amantadynę, bo przynosi ona pozytywne efekty. Wielu pacjentów dziękowało za to lekarzowi z Przemyśla, dając publicznie swoje świadectwo.

Dr Bodnar był jednak solą w oku systemu. Za to, że nie śpiewał tak, jak cały covidowy chór, był narażony na liczne ataki medialne oraz ze strony władzy. Beształ go publicznie chociażby „minister zdrowia” Adam Niedzielski.

Lekarz z Przemyśla ujawnił, że czeka go kolejna rozprawa przez Sądem Lekarskim. Wcześniej został ukarany za „zbyt skromne wpisy w kartotekach u trzech pacjentów”. Teraz donos na dr Bodnara złożyła dr Bożena Kozanecka, przewodnicząca Okręgowego Sądu Lekarskiego w Krakowie.

„Czeka mnie także drugie postępowanie związane z leczeniem pacjentów amantadyną, które tylko chwilowo jest zawieszone. Trudno mi jest odebrać takie postępowania inaczej, niż, że jest to oczywisty atak na moją osobę. Za niesubordynację, wyjście przed szereg w trakcie pandemii, za zbadanie osobiście ponad 10 tys. pacjentów w trakcie pandemii. Za udowadnianie, że zawód lekarza to coś więcej niż słuchawka telefonu i zamknięte drzwi przychodni przed pacjentami. Daje to także jasny sygnał dla całego środowiska lekarskiego, w tym dla młodych lekarzy, co ich czeka, gdy pójdą pod prąd” – komentuje dr Bodnar.

„Gdzie były izby lekarskie i co zrobiły w tym samym czasie, gdy wielu ciężko chorym, a często umierającym pacjentom przepisywano wiele różnych leków bez uprzedniego badania? Przy braku jakichkolwiek wpisów o tej procedurze w historiach choroby u setek tysięcy pacjentów?” – pyta lekarz z Przemyśla.

Nie zostawia także suchej nitki na izbach czy sądach lekarskich. „Obecnie, nasze izby lekarskie niestety często są tworem, który służy głównie do prześladowania lekarzy. Potrafią działać jako instytucje pozbawione spójności i rzetelnego podejścia do lekarzy. Po podwyższeniu składek lekarskich w 2023 roku o 100%, każda z 24 izb lekarskich w Polsce posiada średni budżet w wysokości 10-20 milionów złotych. Mając tak duży budżet, stawia je w komfortowej sytuacji i pozwala im na łamanie praw nieposłusznych lekarzy” – twierdzi.

Jako remedium podaje utworzenie niezależnych i autentycznych izb lekarskich, które będą działać w obronie lekarzy, a nie stosować się wyłącznie do oficjalnych dyrektyw.

Sytuację dr Bodnara skomentował dr Paweł Basiukiewicz, który również miał do czynienia z izbami lekarskimi za swoje, niezgodne z oficjalną linią, działania w kwestii covida. Ostatecznie ze wszystkich zarzutów dra Basiukiewicza oczyszczono.

„Nie słyszałem żeby kogokolwiek ukarano za leczenie trimetazydyną bez wskazań. Albo remdesivirem. Albo pranobexem inozyny. To postępowanie przeciwko lekarzowi, który nie stosował się do nieludzkiego i bezprawnego konsensusu” – komentuje przypadek dr Bodnara dr Basiukiewicz.

============================

M. Dakowski. „Konsensus” – to uzyskanie zgody na racjonalnych podstawach. Tymczasem – polityka kowidowa to narzucenie głupich, szkodliwych, anty-naukowych przymusów.

Używanie do tego celu izb lekarskich jest kolejnym skandalem, świadczącym przy okazji o ich bardzo niskim morale i wiedzy.

Wskaźnik urodzeń we Włoszech osiągnął historyczne minimum. Pesymistyczne prognozy i postępująca kolonizacja. Kiedy lepsze czasy??

Wskaźnik urodzeń we Włoszech osiągnął historyczne minimum. Pesymistyczne prognozy i postępująca kolonizacja. Kiedy lepsze czasy??

-urodzenia-pesymistyczne-prognozy-i-postepujaca-kolonizacja/

Wskaźnik urodzeń we Włoszech osiągnął historyczne minimum – to główny wniosek płynący z raportu krajowego Instytutu Statystycznego Istat. Notuje się mniej niż 7 urodzeń i ponad 12 zgonów na tysiąc mieszkańców.

Trend spadkowy częściowo jest równoważony przez imigrację, czyli obok depopulacji autochtonów postępuje kolonizacja. Dalsze starzenie się społeczeństwa.

Po raz pierwszy od zjednoczenia Włoch w 1861 roku liczba urodzonych w zeszłym roku dzieci spadła poniżej 400 tysięcy – wyniosła 393 tys.

Jak wskazano w raporcie Istat, po raz ostatni wzrost liczny urodzeń zanotowany został w 2008 roku. Od tamtego momentu liczba urodzonych dzieci spadła o 184 tysiące, w tym najwięcej począwszy od 2019 roku.

Kolejne stwierdzone zjawisko to wzrost liczby cudzoziemców, mieszkających we Włoszech – o prawie 4 procent w porównaniu z minionym rokiem. Obecnie obcokrajowców jest ponad 5 milionów w kraju, gdzie liczba ludności wynosi 58,8 mln.

Ogólnie liczba ludności spadła o około 180 tysięcy w ciągu minionego roku. Trend spadkowy częściowo jest równoważony przez imigrację, czyli obok depopulacji autochtonów postępuje kolonizacja.

Średni wiek mieszkańca Włoch to 46 lat i 4 miesiące. Osoby w wieku powyżej 65 lat stanowią 24 proc. ludności kraju. W ciągu ostatnich 20 lat trzykrotnie wzrosła liczba włoskich stulatków. Jest ich teraz 22 tysiące.

Wg scenariusza Instytutu Statystycznego Istat populacja może spaść do 54,2 mln w 2050 i 47,7 mln w 2070. Są jednak bardziej pesymistyczne scenariusze.

– W najbardziej pesymistycznym scenariuszu można sobie wyobrazić, że jeśli wszystko pójdzie najgorzej, populacja Włoch może się podzielić przez dwa w ciągu najbliższych 30 lat – przewiduje Luisa Salaris z Uniwersytetu w Cagliari.

Włosi uważają, że przyczyną rekordowo niskich urodzin jest brak polityki prorodzinnej. Włodarze stawiają więc na… zasiłki. Na każde dziecko przysługuje od niedawna miesięczny czek, a jego wysokość (od 50 do 175 euro) uzależniona jest od dochodów gospodarstwa domowego. Włosi wprowadzają więc swoiste 500+, które – jak pokazał przykład polski – absolutnie nie rozwiązuje problemu. Nad Wisłą, choć program obowiązuje od sześciu lat, również obserwujemy spadek liczby urodzin. Z drugiej strony jest to jeden z czynników proinflacyjnych, przez drożyznę realnie ubożeje społeczeństwo, a wobec braku jasnych perspektyw finansowych część odkłada plany rodzicielskie na „lepsze czasy”.

[„lepsze czasy” już były...md]

Każdy kraj ociepla się dwa razy szybciej niż reszta świata. „Wielki Reset” kłamców.

Każdy kraj ociepla się dwa razy szybciej niż reszta świata. „Wielki Reset” kłamców.

Marek Wójcik narracja-klimatyczna-sie-wali 8.4.2023

Upada narracja klimatyczna

Przewraca się następny klocek domina klimatycznych kłamstw. Po oszustwie z dwutlenkiem węgla, gdzie wykorzystując oceany, faunę i florę o wszelkich (96%) zmianach decyduje natura, pada następny dogmat globalnego wzrostu poziomu mórz i oceanów na świecie. Najnowsze badania opublikowane w styczniu br. – źródło – w Journal of Coastal Conservation wykazują, że poziom morza u wybrzeży Indii od ponad tysiąca lat się obniża. Również ostatnie dwa stulecia spowodowały przyrost lądu, czyli obniżenie się poziomu lustra wody Oceanu Indyjskiego.

Austriacka niezależna telewizja AUF1.info w artykule Każdy kraj ociepla się dwa razy szybciej niż reszta świata – źródło – pisze:

… w 2016 roku informowano, że Niemcy ocieplają się szybciej niż jakikolwiek inny kraj na świecie.  Finlandii, a w 2013 o Wielkiej Brytanii. Następnie, w 2019 i 2023 roku, przyszła kolej na Szwecję, gdzie „mieszkańcy zauważyli”, że temperatury w ich kraju rosną dwa razy szybciej niż w pozostałej części świata. W 2021 roku dla odmiany mówiono, że w Europie było o 2,2 stopnia cieplej niż przed rewolucją przemysłową. Aby inne kontynenty również nie czuły się zaniedbane, w Singapurze w 2019 roku twierdzono, że to państwo-miasto ociepla się dwa razy szybciej niż reszta świata. W 2014 roku to samo dotyczyło Japonii, a w 2015 roku Chin. Również w 2021 roku przyszła kolej na cały kontynent afrykański. Australia, Izrael, część Stanów Zjednoczonych i Kanada również otrzymały odpowiednie ostrzeżenia w tym samym roku, z temperaturami rosnącymi dwa razy szybciej niż gdziekolwiek indziej, które ocieplałyby się trzy lub cztery razy szybciej niż reszta planety.

Raport z 2007 roku, który mówił, że najpóźniej za pięć lat Biegun Północny będzie wolny od lodu. Inne raporty twierdziły, że do 2020 roku wszystkie wybrzeża świata zostaną zalane.

Jak widzimy, nic takiego się nie stało.

Obecnie nie ma prawie miejsca na ziemi, które według propagandy klimatycznej nie ociepla się szybciej niż żadne inne. Nagłówki są praktycznie identyczne, tylko nazwy krajów zostały zamienione. Niemniej jednak to zawsze tak zwane „renomowane media systemowe” rozpowszechniają te wiadomości typu „kopiuj i wklej”. Jeśli mechanizmy leżące u podstaw nie zostaną ujawnione, nastąpi brutalne przebudzenie – nie z powodu kryzysu klimatycznego, ale z powodu globalnej dyktatury.

Temat kłamstwa klimatycznego stanowi osobny dział informacyjny na AUF1. Jest to bardzo ważne, gdyż używa się go jako narzędzia do zubożenia krajów dotychczas rozwiniętych gospodarczo, czyli do zrównanie w dół do poziomu państw, które się próbowały bogacić.

Bogactwo jednak ma być zarezerwowane jedynie dla plutokratów i dostęp do niego jest coraz trudniejszy. Aktualnie znaleźliśmy się na drodze do dwuklasowego, jak by powiedział Marks, światowego społeczeństwa: garstki super bogatych i cała reszta biednych, zależnych od dobrego humoru właścicieli Ziemi.

Media systemowe od kilku lat przekonują nas, że trzeba ograniczać emisję CO2, bo inaczej zbliża się koniec świata. Czy CO2 naprawdę jest aż tak niebezpieczny? I czy zmiany klimatu, tak często powtarzane, są naprawdę „spowodowane przez człowieka”? Każdy, kto kwestionuje te nienaukowe dogmaty, zostanie odrzucony jako „negujący klimat” i postawiony do kąta.

Podobieństwa między kowidem a histerią klimatyczną są oczywiste. Każdy, kto przejrzał oszustwo związane z koronawirusem, nie powinien pozostać nieświadomy, że oszustwo klimatyczne wykorzystuje dokładnie te same instrumenty do manipulowania ludźmi przez te same siły w tle. Koronawirus i klimat to dwie strony tej samej monety, która nosi nazwę „Wielki Reset” i dąży do celu, jakim jest światowy rząd globalistów. 

Nie tylko zboże. Wkrótce może załamać się rynek drobiu i jaj. Import z Ukrainy bez norm jakościowych i „dobrostanu”.

Nie tylko zboże. Wkrótce może załamać się rynek drobiu i jaj. Import z Ukrainy bez norm jakościowych i „dobrostanu”

zboze-kury- z-ukrainy/ 7 kwietnia 2023

Nie tylko zboże: rolnicy wkrótce mogą mieć bardzo poważne kłopoty w innej sferze produkcji. Chodzi o drób z Ukrainy, który za\lewa polski rynek. Eksperci obawiają się prawdziwej katastrofy. Import od naszego wschodniego sąsiada rośnie, a konkurencja jest – nierówna.

Według wyliczeń organizacji AVEC, która reprezentuje drobiarstwo w UE, także w 2024 roku import drobiu z Ukrainy ma być utrzymany na wysokim poziomie. Tymczasem w pierwszych ośmiu tygodniach 2023 roku import z tego kraju wzrósł o 94 proc. w skali rok do roku. Według prezesa Krajowej Federacji Hodowców Drobiu i Producentów Jaj, konkurencja z Ukraińcami jest bardzo nierówna.

– W czerwcu Unia Europejska zniosła kontyngenty na mięso i jaja z Ukrainy. W efekcie nasz rynek został dosłownie zalany mięsem drobiowym i jajami produkowanym za wschodnią granicą. Tam nie muszą przestrzegać norm jakościowych i „dobrostanu” zwierząt nałożonych na producentów unijnych. W efekcie mogą produkować żywność zdecydowanie taniej niż my – powiedział.

Problemy mogą mieć także rolnicy z innych państw, jak Węgry, Hiszpania, Holandia, Niemcy czy Francja.

Według prezesa Krajowej Rady Drobiarstwa, Dariusza Goszczyńskiego, możliwym rozwiązaniem byłoby przekierowanie drobiu z Ukrainy na przykład do Afryki.

Przed możliwym wielkim kryzysem w branży drobiarskiej przestrzega też były minister rolnictwa Jan K. Ardanowski.

Źródła: Money.pl, PCh24.pl

„The Times”: „Tajna” klęska ukraińskich sił specjalnych przy Zaporoskiej Elektrowni Atomowej.

„The Times”: „Tajna” klęska ukraińskich sił specjalnych przy Zaporoskiej Elektrowni Atomowej.

bibula

Klęska ukraińskich sił specjalnych, czyli nieudana operacja Ukraińców odbicia z rąk Rosjan największej elektrowni atomowej w Europie.

„The Times” – wysokonakładowy brytyjski dziennik społeczno-polityczny, jeden z największych dzienników w Wielkiej Brytanii opublikował artykuł o kulisach nieudanej operacji wojsk ukraińskich, które próbowały w październiku 2022 odbić z rąk armii rosyjskiej Zaporoską Elektrownię Atomową w Energodarze.

Pamiętacie Państwo serię wystąpień polityków ukraińskich informujących o tym, że świat stoi na krawędzi katastrofy atomowej, większej niż awaria w Czarnobylu, bo „nieodpowiedzialni Rosjanie bombardują z dział Zaporoską Elektrownię Atomową”. Nieliczni pukali się w czoło, wskazując że absurdem jest, aby rosyjskie wojsko samo siebie ostrzeliwało z dział na terenie elektrowni atomowej, którą zajęło wiosną 2022. Inspektorzy MAEA przybyli jesienią 2022 na inspekcję potwierdzali zniszczenia na elektrowni, ale twierdzili , że „nie wiadomo czyje to pociski”.

I oto brytyjscy dziennikarze ujawnili, że w październiku 2022 to wojska ukraińskie przeprowadziły wielką operację desantową sił specjalnych, wspartą artylerią w tym rakietową i dronami, próbując forsując rzekę Dniepr zająć elektrownię atomową w Energodarze.

W artykule „The Times”, podkreśla się, że to była jedną z najbardziej tajnych operacji armii ukraińskiej, której koordynacja wywołała spór na szczycie ukraińskiego establishmentu. W sumie w operacji wzięło udział około 600 żołnierzy ukraińskich sił specjalnych z przeciwległego brzegu Dniepru.

W założeniach „specjalsi” których gros stanowili żołnierze 73 Centrum Morskich Operacji Specjalnych z Oczakowa, w małych grupach mięli zinfiltrować rosyjskie wybrzeże na 30 szybkich łodziach (dostarczonych przez USA), błyskawicznie wybić rosyjskich żołnierzy i przejąć kontrolę nad elektrownią. Kijów planował że , zadając precyzyjne ataki rakietowe z wyrzutni HIMARS oraz za pomocą dronów, na zidentyfikowane pozycje Sił Zbrojnych FR, w boju strzeleckim ukraińscy specjalsi rozbiją ochronę elektrowni atomowej czyli broniących jej żołnierzy rosyjskich . Jednak , co podkreślają autorzy artykułu, operacja nie powiodła się ze względu na dobrze zaplanowaną obronę i zaciekły opór ze strony rosyjskiej armii.

„Chodziło o to, aby narzucić Rosjanom tylko walkę z użyciem broni strzeleckiej. Zakładaliśmy, że nie użyją przeciwko nam artylerii, bo to obszar elektrowni jądrowej. W operacji wzięli udział funkcjonariusze Głównego Zarządu Wywiadu Ministerstwa Obrony Ukrainy ”- powiedział ukraiński oficer.
„Wszyscy byli bardzo doświadczeni, ale nikt nie spodziewał się oporu, jaki napotkali w elektrowni… Rosjanie zbudowali silną obronę, minując wszystko. Kiedy chłopaki się zbliżyli, ściągnęli nawet czołgi i artylerię i zaczęli do nas strzelać”.

Podczas gdy ukraińskie wojsko próbowało zbliżyć się do lewego brzegu Dniepru na szybkich łodziach, Rosjanie znaleźli się pod ciężkim ostrzałem, artylerii i wyrzutni rakietowych HIMARS, dane lokalizacji rosyjskich pozycji na terenie elektrowni dostarczyły Stany Zjednoczone. „Mieliśmy dużo łodzi motorowych, atakowaliśmy ich pozycje, artyleria i „himary” działały, ale w odpowiedzi Rosjanie nadal do nas strzelali. Ogień obrońców był bardzo potężny.

Niewielkiej grupie ukraińskich żołnierzy sił specjalnych udało się dotrzeć do rosyjskiego wybrzeża, ale spotkały się tam z silnym ogniem tak rosyjskich spadochroniarzy jak i czołgów oraz artylerii, a strzelanina trwała ponad trzy godziny. „Główne siły nie nadeszły. Infiltrowaliśmy w małych grupach, ale dla dużej grupy było to niemożliwe, spotkaliśmy się ze zbyt gęstym ogniem. Dowódca zdecydował się na odwrót..” – podsumował ukraiński oficer rozmówca The Times

W formie ciekawostki, mogę dodać, że Zaporoskiej Elektrowni Atomowej broniły oddziały rosyjskich Sił specjalnych (SSO) oraz spadochroniarze z 83 Gwardyjska Brygada Desantowo Szturmowa z Ussurijska , a opisywane przez Ukraińców „czołgi” to bojowe maszyny desantu BMD-2 i BMD-4 , działa zaś to samobieżne szybkostrzelne moździerze 2S9 „Nona” kalibru 120 mm oraz brygadowa artyleria – haubice 122 mm D-30 i wyrzutnie BM-21 „Grad”.

83 Brygada Desantowo Szturmowa zwana jest często „białogardzką”, gdyż została sformowana w Białogardzie w Polsce w roku 1989 wchodzą w skład Zachodniej Grupy Wojsk Radzieckich. Mieliśmy jako mieszkańcy Białogardu, a nim wówczas byłem, możliwość częstego oglądania nad miastem widowiskowych desantów spadochronowych ze śmigłowców i intensywnego szkolenia tej elitarnej jednostki. Brygada w/g planów za pomocą śmigłowców stacjonujących na lotnisku Bagicz k. Kołobrzegu miała desantować się na wyspie duńskiej Bornholm w przypadku III Wojny Światowej. Na co dzień jej żołnierze chronili odległy od Białogardu o ok. 7 km magazyn ładunków jądrowych w Podborsku czyli obiekt o kryptonimie Magazyn 3001.

KP za facebook Za: Mysl Polska – myslpolska.info (8-04-2023) | kleska-ukrainskich

Prawda przeciw kłamstwu

Prawda przeciw kłamstwu

Izabela Brodacka 8 kwietnia 2023

Rafał Ziemkiewicz twierdzi, że historia II Wojny Światowej to stek kłamstw produkowanych na użytek tezy, że było to zwycięskie starcie dobra ze złem. Nawet daty rozpoczęcia i  zakończenia II Wojny zależą od tego kto je podaje. Historycy grzebią się w szczegółach nie próbując stworzyć spójnej historii tych wydarzeń. Moim zdaniem choć synkretyczna wersja historii jest niemożliwa i tak należy walczyć z wszechobecnym kłamstwem.

Pozwoliliśmy na przykład stopniowo zmniejszać odpowiedzialność Niemców za jedną z dwóch największych zbrodni XX wieku – za wywołanie II Wojny Światowej, ludobójstwo i całkowite zniszczenie Polski. Wymierają ostatni świadkowie tych wydarzeń, wymiera już drugie pokolenie. Znaleźli się idioci, tak zwani rewizjoniści, którzy twierdzą, że w niemieckich obozach koncentracyjnych nie stosowano do mordownia ludzi gazu bo komory były nieszczelne i gaz uciekałby.

Pozwoliliśmy żeby w świadomości zbiorowej Zachodu bohaterski antyniemiecki zryw jakim było Powstanie Warszawskie został wyparty przez powstanie  w getcie. Pozwoliliśmy również sfałszować wydarzenia z marca 1968 roku. Dla jednostek podlegających prześladowaniom była to niewątpliwie tragedia, a antysemickie działania władz spotkały się z oporem różnych antykomunistycznych środowisk korzystających z każdej okazji do buntu. Tak naprawdę jednak marzec 68 był rozgrywką miedzy Chamami i Żydami jak to określił  Witold Jedlicki. Inaczej mówiąc pomiędzy natolińczykami i puławianami czyli dwiema frakcjami tego  samego komunistycznego gangu. Owocem tej hucpy była możliwość opuszczenia Polski z całym majątkiem przez ubeckich i partyjnych prominentów żydowskiego pochodzenia.

W demoludach była to rzecz niespotykana, ludzie tracili życie usiłując uciec za granicę, usiłując pokonać choćby słynny berliński mur. Turyści mogli wykupić 5 dolarów, które nie wystarczały na dojazd z lotniska. Ludzie opuszczali znienawidzony system jadąc na osiach pociągu, płynąc kajakiem przez morze, skacząc za burtę Batorego. Cała historia marca 1968roku została celowo zmitologizowana, sprowadzona do filmowych scen pożegnań na Dworcu Gdańskim. Solidarnościowa  rewolta też ma w tle grę komunistycznej nomenklatury, która zapragnęła bogactwa i zrujnowała kraj w procesie uwłaszczania się.

To nie jest tak, że prawda jest względna,  że zależy od osoby, od punktu widzenia, że każdy ma swoją prawdę jak w słynnym filmie „Rashonom czyli prawda przeciw prawdzie” Kurosawy. Nawet w tym filmie prawda jednych okazała się pospolitym kłamstwem innych. Prawdę historyczną piszą zwycięzcy, ale też nie zawsze i nie do końca. „Prawda nie leży po środku- prawda leży tam gdzie leży”- twierdził Władysław Bartoszewski i tak zatytułował jedną ze swoich książek. Czy sam się do tego stosował? Nie jestem pewna.

Idioci nasładzają się słynnym powiedzeniem księdza Tischnera że „są trzy prawdy: świento prawda, tys prawda i gówno prawda”.

Tischner był to bystry i dowcipny góralik, który dał się wciągnąć w orbitę michnikowszczyzny ( jak nazwał tę grupę wzajemnej adoracji Rafał Ziemkiewicz) i tańczył tak jak mu zagrali. Michnikowszczyzna miała swoich, takich jak Tischner, piętaszków czyli ludzi z zupełnie innych środowisk, w tym również z niedobitków arystokracji, którzy całkowicie się jej podporządkowali.

Jednym z ciekawych aspektów przegrywania prawdy z kłamstwem są działania tak zwanych „dziennikarzy śledczych”. Wielu z nich pozwala się prowadzić jakiemuś ubekowi w mylnym przekonaniu, że to on, dziennikarz, jest prowadzącym. To co ubek im dyktuje nie są to zwykłe głupoty, zwykły szum informacyjny. To celowa akcja. Ubek sprzedaje takiemu dziennikarzowi stek kłamstw, a w powodzi tych kłamstw pojawia się od czasu do czasu jakaś ważna informacja, co utwierdza tego dziennikarza w przeświadczeniu, że trafił na autentyczne źródło wiedzy tajemnej.

Otóż w jednej ze swych licznych książek dyktowanych przez skruszonego, odwróconego czy nawróconego gangstera „Masę” Wojciech Sumliński napisał, że mego męża łączyła przyjaźń z Wiktorem Kubiakiem i to podtrzymywało go na duchu wobec braku poparcia z wszystkich innych stron. Faktem był brak poparcia i faktem jest, że nie jest znana do końca lista beneficjentów FOZZ. Natomiast jakakolwiek forma znajomości męża z Kubiakiem jest wymysłem i wierutnym kłamstwem. Nigdy dotąd nie korzystałam z mediów dla poruszania spraw prywatnych, ale nie mam wyjścia. Przecież nie będę wytaczać sprawy sądowej byłemu gangsterowi, ani Sumlińskiemu, którego uważam za poczciwego naiwniaka.

Otóż mój mąż Michał Falzmann współpracował z chłopcami wydającymi pismo bezdebitowe „Głos Wolnego Robotnika”. Pewnego dnia na ich prośbę poszedł z nimi do hotelu Mariott na rozmowę z jakimś zupełnie mu nieznanym, rzekomo szlachetnym sponsorem wydawnictw bezdebitowych. Kim naprawę był Kubiak wiemy z IPN, poza tym jak wiadomo sponsorował „Aferałów” czyli Kongres Liberalno- Demokratyczny Tuska.  Kubiak sfinansował też wystawienie musicalu  „Metro”. W hotelu Mariott zajmował ogromny apartament. Mój mąż nie był człowiekiem zbyt uprzejmym. Powiedział do chłopców: „dlaczego przyprowadziliście mnie do jakiegoś ubola” i wyszedł nie podając Kubiakowi ręki. Świadkami tego byli i mogą to potwierdzić Marek Koźbiał i Krzysztof Wolf. Trzeci obecny czyli Edward Mizikowski już nie żyje.

Dlaczego Masa zrobił z mego męża przyjaciela Kubiaka, co jest po prostu kłamstwem, nie wiem. Dlaczego co gorsza firmuje to kłamstwo Sumliński, tym bardziej nie wiem. Mam nadzieję, że nieświadomie. Już sama znajomość z Kubiakiem byłaby w moich oczach kompromitująca. Tyle że mąż wcale go nie znał. Widział go raz w życiu – wtedy gdy go obraził odmową podania mu ręki. Zapis w książce Sumlińskiego żyje jednak własnym życiem. Nie chcę pozwolić na utrwalenie się ewidentnego kłamstwa. Ktoś kiedyś może powołać się na książkę Sumlińskiego. Nie koniecznie w złych intencjach, może to być  jakiś rewizjonista historyczny. Zmuszona więc jestem napisać to co napisałam. To nie jest prawda przeciw prawdzie. To prawda przeciw kłamstwu.

Modlitwy liturgii Wielkiego Piątku za heretyków, żydów i pogan

Modlitwy liturgii Wielkiego Piątku za heretyków, żydów i pogan, które towarzyszyły liturgii setek świętych Kościoła katolickiego, modlących się tymi słowami:

—————-

Modlitwa za heretyków i schizmatyków:

Oremus et pro haereticis, et schismaticis: ut Deus et Dominus noster eruat eos ab erroribus universis; et ad sanctam matrem Ecclesiam Catholicam atque Apostolicam revocare dignetur.

Oremus.
Flectamus genua.
Levate.

Omnipotens sempiterne Deus, qui salvas omnes, et neminem vis perire: respice ad animas diabolica fraude deceptas; ut, omni haeretica pravitate deposita, errantium corda resipiscant, et ad veritatis tuae redeant unitatem. Per Dominum nostrum Iesum Christum, Filium tuum: qui tecum vivit et regnat in unitate Spiritus Sancti Deus, per omnia saecula saeculorum. Amen.

Módlmy się także za heretyków i schizmatyków, aby Bóg i Pan nasz wyzwolił ich z wszelkich błędów i raczył z powrotem przywieść do świętej Matki Kościoła Powszechnego i Apostolskiego (…)

Wszechmogący, wieczny Boże, Ty wszystkich zbawiasz i nie chcesz, aby ktokolwiek zginął; wejrzyj na dusze zwiedzione przez podstęp szatana; niech serca błądzących opamiętają się i porzuciwszy heretyckie błędy powrócą do jedności Twojej wiary. Przez tegoż Pana naszego Jezusa Chrystusa, Syna Twojego, który z Tobą żyje i króluje w jedności Ducha Świętego Bóg przez wszystkie wieki wieków. Amen.

——————-

Modlitwa o nawrócenie żydów wiarołomnych:

Oremus et pro perfidis Judaeis: ut Deus et Dominus noster auferat velamen de cordibus eorum; ut et ipsi agnoscant Jesum Christum Dominum nostrum.

Oremus.
Flectamus genua.
Levate.

Omnipotens sempiterne Deus, qui etiam Judaicam perfidiam a tua misericordia non repellis: exaudi preces nostras, quas pro illius populi obcaecatione deferimus; ut agnita veritatis tuae luce, quae Christus est, a suis tenebris eruantur. Per Dominum nostrum Iesum Christum, Filium tuum: qui tecum vivit et regnat in unitate Spiritus Sancti Deus, per omnia saecula saeculorum. Amen.

Módlmy się także za żydów wiarołomnych: aby Bóg i Pan nasz zdarł zasłonę z ich serc, iżby i oni poznali Jezusa Chrystusa Pana naszego. ‘Wszechmogący, wiekuisty Boże, który od miłosierdzia swego nawet wiarołomnych żydów nie odrzucasz, wysłuchaj modły nasze za ten lud zaślepiony, aby wreszcie, poznawszy światło prawdy, którym jest Chrystus, z ciemności swych został wybawiony.

Przez tegoż Pana naszego Jezusa Chrystusa, Syna Twojego, który z Tobą żyje i króluje w jedności Ducha Świętego Bóg przez wszystkie wieki wieków.

——————-

Modlitwa za pogan:

Oremus et pro paganis: ut Deus omnipotens auferat iniquitatem a cordibus eorum; ut relictis idolis suis, convertantur ad Deum vivum et verum, et unicum Filium eius Iesum Christum Deum et Dominum nostrum.
Oremus.
Flectamus genua.
Levate.
Omnipotens sempiterne Deus, qui non mortem peccatorum, sed vitam semper iniquiris: suscipe propitius orationem nostram, et libera eos ab idolorum cultura; et aggrega Ecclesiae tuae sanctae, ad laudem et gloriam nominis tui. Per Dominum.


Módlmy się także za pogan: Niech Bóg wszechmogący usunie nieprawość z ich serc, aby porzucili swoje bałwany i nawrócili się do Boga żywego i prawdziwego i do Jedynego Syna Jego Jezusa Chrystusa, Boga i Pana naszego.
Módlmy się.
Klęknijmy.
Wstańcie.
Wszechmogący, wieczny Boże, Ty zawsze zabiegasz o życie grzeszników, a nie o ich śmierć; przyjmij łaskawie naszą modlitwę i wyzwól pogan od bałwochwalstwa, a przyłącz do Twego świętego Kościoła na cześć i chwałę Twojego imienia. Przez Pana naszego….

Wszyscy odpowiadają: Amen.

===================================

[Piszemy żydów z małej litery, jak katolików, gdy chodzi o wyznawców religii talmudycznej. Z dużej piszemy o członkach plemienia, czy narodu. Chodzi też o tę ich część, którą nazwać należy: „wiarołomnych”. MD]

Globalny Finansista w akcji w czasie II wojny  światowej.

RW: W tym artykule: https://www.dakowski.pl/rycerze-pytiasza/ red. S.M. Kozak porusza m. in. sprawę banku BIS. Można dodać jego przewrotną rolę podczas II wojny  światowej.

Oto tekst na ten temat wyjęty z książki:

SONG HONGBING,  Wojna o pieniądz, Prawdziwe źródła kryzysów finansowych.

Głównym pomysłodawcą BIS był Niemiec, Hjalmar Schacht. To właśnie on podczas tajnej konferencji w  Nowym Jorku w 1927 roku wraz z Benjaminem Strongiem z Rezerwy Federalnej i Sir Normanem z Banku Anglii planowali krach giełdowy z 1929 roku. Od roku 1930 Schacht sympatyzował z nazistami. Zaprojektowany przezeń BIS miał za zadanie stworzyć platformę, dzięki której możliwe byłoby wykonanie trudnych do wyśledzenia, tajnych transferów  środków finansowych dla banków centralnych zainteresowanych państw.

Faktycznie, podczas II wojny  światowej bankierzy ze Stanów Zjednoczonych i Wielkiej Brytanii, wykorzystując tę platformę, dostarczyli nazistowskim Niemcom gigantycznej pomocy finansowej po to, by Niemcy były zdolne do prowadzenia wojny możliwie jak najdłużej.

Po wypowiedzeniu przez Niemcy wojny Stanom Zjednoczonym, wielka część amerykańskich towarów i materiałów militarnych pod neutralną flagą została wpierw przetransportowana do Hiszpanii, stamtąd zaś powędrowała do Niemiec. Większość towarzyszących temu rozliczeń dokonano za pośrednictwem BIS. 

Co ciekawe, rada nadzorcza BIS składała się z bankierów pochodzących z obu walczących obozów. Zasiadali w niej: Amerykanin Thomas McKittrick, czołowa postać nazistowskiego przemysłu – Hermann Schmitz z IG Farben, niemiecki bankier baron Von Kettler Schroder, Walter Funk oraz Emil Pauhl z Reichsbanku – ci dwaj ostatni osobiście wskazani i protegowani przez Adolfa Hitlera. (…)

26 marca 1943 roku Jerry Voorhis, kongresman z Kalifornii, na posiedzeniu Kongresu postawił wniosek o wszczęcie dochodzenia w sprawie działań BIS, aby wreszcie zrozumieć, dlaczego „obywatel Stanów Zjednoczonych zajmuje funkcję prezesa w banku zaprojektowanym i pracującym na rzecz państw Osi”. 

Ani amerykański Departament Skarbu, ani sam Kongres nie wyraziły zainteresowania przeprowadzeniem śledztwa. 

W styczniu 1944 roku inny kongresman, John Main Coffee, oburzony oświadczył: Rząd nazistowski posiada  środki kapitałowe warte 85 milionów franków szwajcarskich w złocie w BIS. Większość z członków zarządu tego banku to urzędnicy z partii nazistowskiej, a mimo to nasze amerykańskie pieniądze nie przestają tam płynąć”.

Wielu ludziom trudno było zrozumieć neutralność Szwajcarii na ogarniętym wojną kontynencie, podczas gdy nawet mniejsze państwa, takie jakie Belgia, Luksemburg, Norwegia czy Dania nawet jeśli próbowały zachować neutralność, były miażdżone żelaznymi podkowami nazistów.

W istocie wyjaśnienia należy szukać w funkcjonowaniu BIS, który znajdował się właśnie w Szwajcarii.

Jego rzeczywistym zadaniem było pośredniczenie w finansowaniu wojny i Niemiec przez brytyjskich i amerykańskich bankierów tak, aby sama wojna potrwała możliwie jak najdłużej.

RYCERZE PYTIASZA

RYCERZE PYTIASZA

 Sławomir M. Kozak

www.oficyna-aurora.pl2023-04-07

rycerze-pytiasza

Kiedy dwa lata temu w tzw. mediach alternatywnych pojawiła się informacja, że przedsiębiorcy „chcieliścigania premiera Mateusza Morawieckiego i Ministra Zdrowia Adama Niedzielskiego za bezprawne zamknięcie gospodarki, przy pomocy nielegalnych rozporządzeń”, wszyscy zamarli w oczekiwaniu na ciąg dalszy. A ten nastąpił już 12.04.2021 r., kiedy Prokuratura Rejonowa Warszawa Śródmieście odmówiła wszczęcia postępowania twierdząc, że 

„sprawcy nie podlegają orzecznictwu polskich sądów karnych”.W rozkrzyczanym dotąd Internecie zapadło niezręczne milczenie, które trwa do dziś.

Cóż, są na tym świecie przypadki, które się najmądrzejszym filozofom nie śniły. Opowiem o jednym z nich.

Rycerze Pytiasza, to organizacja braterska i tajne stowarzyszenie założone w Waszyngtonie 19.02.1864 r. To pierwsza organizacja tego typu, która otrzymała statut na mocy ustawy Kongresu Stanów Zjednoczonych. Została powołana do życia przez Justusa H. Rathbone’a, zainspirowanego sztuką irlandzkiego poety Johna Banima o legendzie 

Damona i Pytiasza, podkreślającej ideały lojalności, honoru i przyjaźni, stanowiące główne zasady zakonu. Jeszcze 20 lat temu, posiadał on ponad 2000 lóż w Stanach Zjednoczonych i na całym świecie, z łączną liczbą członków przekraczającą 50 000. Niektóre loże spotykają się w strukturach określanych jako Zamki Pytyjskie. Pośród „rycerzy” odnajdziemy mnóstwo polityków, sędziów i prezydentów amerykańskich, z których wymienić warto choćby takie nazwiska, jak 

William McKinley, 

Nelson A. Rockefeller, czy 

Franklin D. Roosevelt.

To z tego korzenia wyrósł w r.1890, po pierwszej konferencji państw amerykańskich w Waszyngtonie, Międzynarodowy Związek Republik Amerykańskich. 20 lat później, w 1910 r., powstała tzw. Unia Panamerykańska, która w 1948 przekształciła się w Organizację Państw Amerykańskich (OPA), zrzeszającą obecnie 35 krajów. Ale, jeszcze w r. 1902 powołano do życia Panamerykańskie Biuro Sanitarne, którego głównym zadaniem miało być kontrolowanie rozprzestrzeniania się pomiędzy państwami potencjalnych epidemii. Wraz z powstaniem OPA, weszło w jego struktury. Organizowało konwencje zdrowotne i formułowało umowy sanitarne między państwami członkowskimi. W r.1958 przyjęło nazwę 

Panamerykańskiej Organizacji Zdrowia (PAHO). Jest zatem najstarszą tego typu instytucją, określaną mianem „organizacji wyspecjalizowanej” w ramach OPA.

W r.1945 powstała Organizacja Narodów Zjednoczonych (ONZ), a w 1948 

Światowa Organizacja Zdrowia (WHO). To wtedy zawarto w Bogocie tzw. 

traktat między-amerykański o pokojowym załatwianiu sporów, w którym znalazł się zapis o współpracy, z zachowaniem pełnej niezależności pomiędzy OPA i  ONZ, a tym samym PAHO i WHO. Od tej pory, mamy więc dwie współpracujące ze sobą struktury, z których jedna zarządza wszystkimi państwami Ameryki, a druga resztą świata. 

Tymczasem, już w r.1930, na konferencji w Hadze, utworzono Bank Rozrachunków Międzynarodowych (BIS), którego pierwotnym zadaniem miało być zarządzanie środkami wynikającymi z reparacji wojennych Niemiec po I WŚ. Na siedzibę banku wybrano szwajcarską Bazyleę.

Tak się jednak złożyło, że bank okazał się być przydatnym w kolejnych latach. Głównymi architektami banku byli Montagu Norman, prezes Banku Anglii, i 

Hjalmar Schacht, prezes Banku Rzeszy. Członkami założycielami BIS były banki centralne Wielkiej Brytanii, Francji, Niemiec, Włoch, Belgii oraz konsorcjum banków japońskich. Udziały zaoferowano także Rezerwie Federalnej, ale USA, nieufne wobec wszystkiego, co mogłoby naruszać ich narodową suwerenność, odmówiły wówczas ich przyznania. Zamiast tego udziały objęło konsorcjum banków komercyjnych: J. P. Morgan, First National Bank of New York i First National Bank of Chicago. BIS ma obecnie 63 udziałowców, którymi są banki centralne. M.in. Narodowy Bank Polski, Europejski Bank Centralny i Bank Światowy, ale dołączył też System Rezerwy Federalnej. BIS, to bank wymyślony i prowadzony przez bankierów i tylko dla bankierów. To sam szczyt piramidy finansowej świata.

Po zakończeniu II WŚ politycy nie próżnowali. Już 29.12.1945 r. Kongres USA przegłosował ustawę, na mocy którejpewna liczba zagranicznych i międzynarodowych organizacji mogła być zwolniona w USA z płacenia podatków, obostrzeń dotyczących przekraczania granicy i pobytu na ziemi amerykańskiej,czyli korzyści przynależnych dotąd dyplomatom, w tym immunitetów 

(IOIA). Do chwili obecnej, na tej liście uprzywilejowania znalazło się 76 instytucji międzynarodowych i banków, na czele z BIS, a należy w tym miejscu podkreślić, że państwa członkowskie OPA i ONZ, których jest 190, zobowiązały się honorować zapisy tej ustawy u siebie. To oznacza, że organizacje korzystają z ochrony IOIA wszędzie tam, gdzie mają swoje siedziby. Najciekawszym jednak kruczkiem prawnym ustawy jest zapis dający tym organizacjom możliwość przekazywania posiadanych przywilejów współpracującym z nimi podmiotom, firmom, uczelniom, ośrodkom badawczym, poszczególnym osobom, włącznie z ich rodzinami! 

Urywek tych praw cytuję poniżej:

– mienie i ich aktywa nie podlegają pozwom i żadnym formom postępowania sądowego, z których korzystają rządy innych państw;

– immunitet na przeszukanie i zajęcie mienia oraz aktywów, gdziekolwiek się znajdują i przez kogokolwiek są przechowywane;

– nienaruszalność archiwów;

– zwolnienie z wszelkich form podatków;

– wjazd dla urzędników, pracowników i członków ich rodzin bez kontroli celnych;

– funkcjonariusze i pracownicy są zwolnieni z wszelkich działań prawnych lub pozwów dotyczących działań związanych z pracą;

– zakaz rejestracji cudzoziemców lub pobierania odcisków palców od pracowników i członków ich najbliższej rodziny oraz rejestracji agentów zagranicznych.

Oczywiście, do tych zapisów wnoszone są aktualizacje, podpisywane nowe porozumienia, bo czas się globalistom kończy, a życie przyspiesza, zwłaszcza w ostatnich latach. W 2016 r. OPA i PAHO podpisały deklarację o współpracy w zakresie Agendy 2030, a w 2022 administracja Bidena uruchomiła tzw. „America Health Corps”, by umożliwić Big Farmie pozyskanie 500 000 specjalistów w dziedzinie zdrowia publicznego, nauki i medycyny w ich regionie, w przeciągu 5 lat. OPA współpracuje z 465 podmiotami, które wymieniają się informacjami i współdziałają w tworzeniu rozporządzeń rządowych oraz międzynarodowych. Już w 2001 OPA podpisała umowę o współpracy z firmą Microsoft, a w 2021 r. 

z Facebookiem. Immunitetem cieszą się takie firmy, jak GAVI, założona w 2000 r. przez małżeństwo Gatesów, nad którą parasol tego przywileju roztoczył 

UNICEF, ale już od 2009 objęta jestochroną prawną Szwajcarii, podobnie zresztą, jak ich kolejna firma – Global Fund, którą uruchomili w 2002 do spółki z 

Kofi Annanem i ekonomicznym „geniuszem” 

Jeffreyem Sachsem. Skoro jesteśmy w Szwajcarii, nie sposób nie wspomnieć o europejskiej organizacji badań nuklearnych 

CERN, która mając immunitet szwajcarski, a od 2004 r. dodatkowo francuski, sama objęła ochroną prawną stowarzyszone w niej 23 państwa członkowskie.

Wszystkie, poruszane tu wątki, rozwinięte będą w książce „Łzy Anioła”, która ukaże się jesienią br., a w niniejszym tekście, z braku miejsca, zaledwie je sygnalizuję. Jak widzimy, w dzisiejszym świecie coraz mniej postaw rycerskich, koniunkturaliści mogą się co najwyżej załapać na pozycję giermków, a pospólstwu pozostaje słuchać legend o honorze.

Sławomir M. Kozak

Lech, Czech i Rus czy Lech, Żyd i Ukr?

Lech, Czech i Rus czy Lech, Żyd i Ukr?

CzarnaLimuzyna Bielmo na polskich oczach

Czasy określane mianem słusznie minionych powracają.

Żyją jeszcze w Polsce ludzie pamiętający coś, co w żargonie politycznym nazywało się umacnianiem i pogłębianiem, coś co u normalnych osób wywoływało odruch obrzydzenia i skojarzenia z drugim najstarszym zawodem świata. W owych czasach pogłębianie stosunków pomiędzy „Polską” a „Związkiem Zdradzieckim” należało do rytuałów dnia codziennego.

Dziś media z takim samym bezwstydem relacjonują podobne pogłębianie: z posteuropejską Unią lub Stanami Zjednoczonymi i tu nikt normalny nie ma wątpliwości kto kogo bardziej … i w jaki sposób. Ostatnio na topie propagandowym są stosunki z banderowską Ukrainą, która walczy z postsowiecką Rosją nie tylko we własnym, ale także w imieniu słusznych interesów narodów wybranych na przewodnie. Polska na tym odcinku spełnia jakże ważną rolę płatnika i pojemnika (na ukraińskie produkty jakości „technicznej”). Jest to stara, 80 letnia tradycja nieprzerwana techniczną zmianą, gdy insygnia realnej władzy czyli „kijek i marchewka” opuściły Moskwę i zostały wywiezione, ku uciesze gawiedzi, na zachód. Od tamtej pory ten sam kijek i ta sama marchewka wciąż pełnią swoją pogłębiającą i umacniającą, tradycyjną rolę.

Order, listy i całuski

Zdjęcie: Twitter/Kancelaria Prezydenta

Zacznę od listu trybuna chłopskiego, Kołodziejczaka, który skrobnął parę zdań do prezydenta kraju zwanego ukraińskim, którego mieszkańcy, wedle najnowszych odkryć, wynaleźli koło i założyli Kraków. List dotyczy produktów ukraińskich jakości „technicznej”, które zablokowały polskie magazyny powodując milionowe straty u polskich rolników. Pana Kołodziejczaka odsyłam tu: Przemyt Plus. Myślę, że po przeczytaniu będzie musiał zmienić adresata listu, ale samą treść może zostawić. Innych listów i westchnień nie będę cytować.

Żadnych granic

W przyszłości między naszymi narodami nie będzie żadnych granic: politycznych, ekonomicznych i, co bardzo ważne, historycznych. – napisał prezydent Ukrainy na swoim koncie.

Jak można to skomentować? „Pan każe sługa musi” z zaznaczeniem, że ten jest panem, kto dzierży kijek i marchewkę czyli akurat nie prezydent Zelensky. Natomiast rola sługi jest obsadzona w sposób niezmienny od 1943 roku aż do dziś. I to jest przyczyną, dla jednych, dumy, dla innych, upokorzenia.

Głos dumnych i upokorzonych

Głos dumnych i upokorzonych rozbrzmiewał wczoraj na Twitterze tuż pod udekorowaniu najwyższym polskim odznaczeniem Orderem Orła Białego prezydenta bratniego kraju za wyżej opisane pogłębianie. Ubolewali głównie ci, którym żal, że nie mają już własnego państwa tylko atrapę oraz narzekający na nagły upadek prestiżu polskiego odznaczenia. Niesłusznie. Można przecież sięgnąć po pierwsze z brzegu przykłady: Adama Michnika syna Ozjasza Szechtera, członka komunistycznej partii Zachodniej Ukrainy notabene uznanego przez Sąd II RP za przestępcę, można także dorzucić do kompletu Szewacha Weissa.

Czarę słodyczy dopełnił niezawodny w takich sytuacjach Duda, który w porywającej recytacji wydobył z ostrego cienia mgły hymn polsko-ukraiński.

Lech, Czech i Rus czy Lech, Żyd i Ukr?

Nowa historyczna legenda, którą się raczy w mediach ogłupiałe społeczeństwo przypomina do złudzenia starą ględę o odwiecznej i gorącej przyjaźni z Rosją Carską, a potem ze Związkiem Zdradzieckim (ZSRR).

Mamy jak najlepsze wspomnienia, powinniśmy mieć we współpracy z Ukraińcami. Tworzyliśmy jedno państwo, mamy wspólną tożsamość (…) Te groby powinny nas łączyć, a nie dzielić.

zobacz, Q…, sam…

Przeniesienie terminu Pokutnego Marszu Różańcowego Warszawa i Biłgoraj.

Przeniesienie terminu Pokutnego Marszu Różańcowego Warszawa i Biłgoraj

06/04/2023przez antyk2013

Uwaga: Ze względu na Niedzielę Zmartwychwstania Pokutny Marsz Różańcowy w Warszawie odbędzie się w następną niedzielę to znaczy 16.04 o zwykłej porze. W Biłgoraju odbędzie się w drugim dniu świąt czyli 10.04 o zwykłej porze i miejscu.

BIŁGORAJ – w kościele pod wezwaniem Wniebowzięcia Najświętszej Maryi Panny o godz. 18.00 Msza Święta za Ojczyznę i Pokutny Marsz Różańcowy!

Greenwashing czyli ekościema: Nienawidzący życia kłamcy. To nie „naturalny świat” ma być równoważony, ale rozwój, który go niszczy.

Greenwashing czyli ekościema: Nienawidzący życia kłamcy.

Greenwashing czyli ekościema okiem „Prawdziwej Lewicy”

To nie „naturalny świat” ma być równoważony, ale rozwój, który go niszczy.

AlterCabrio greenwashing-czyli-ekosciema

Kapitałowa lokomotywa nie jest „zrównoważona”, „przyjazna dla środowiska” ani „zielona”.

Jest to proces wywłaszczania, grabieży i niszczenia w wąskim interesie socjopatycznych właścicieli. Żywi się ciałem natury, wysysa życie i wypluwa śmierć. Pomalowanie jej na zielono i udrapowanie jej piekielnych maszynerii tęczowymi chorągiewkami niczego nie zmienia.

−∗−

Tłumaczenie: AlterCabrio – ekspedyt.org

_________***_________

WEF to nienawidzący życia kłamcy

Byłem zachwycony, że mogłem po raz pierwszy od trzech lat znów pojechać do Anglii i wziąć udział w zorganizowanej 25 marca w Londynie przez Real Left [Prawdziwa Lewica] konferencji, w ramach której uczestniczyłem w panelu prezentującym „ekologiczne zarzuty przeciwko WEF”. Oto tekst mojego wystąpienia, wygłoszonego do około 100 osób.

Argumentem ekologicznym przeciwko WEF jest dla mnie po prostu to, że ta organizacja reprezentuje wszystko, czemu sprzeciwiają się prawdziwi ekolodzy.

Jej pozorne zainteresowanie środowiskiem istnieje wyłącznie w sferze tego, co lubi nazywać swoją „narracją” – jej szef Klaus Schwab w zeszłym roku opublikował nawet książkę zatytułowaną „The Great Narrative” [Wielka Narracja].

Prawdziwe znaczenie tego terminu, mówiąc wprost, to kłamstwa. Uderzająco wielkie kłamstwa. WEF i ich przyjaciele w tak zwanym Globalnym Partnerstwie Publiczno-Prywatnym wiedzą, że nie chcemy tego, co dla nas szykują, więc muszą nas okłamywać na temat tego, co robią i dlaczego to robią, aby oszustwem sprawić, abyśmy zgodzili się na to wszystko.

Ich głównym celem, w całym spektrum ich aktualnego programu – pod różnymi nazwami – jest przepchnięcie nas do nowej fazy centralnej kapitalistycznej kontroli przy aktywnym wsparciu lewicy. Dlatego ta konferencja jest tak ważna. Musimy przerwać to wsparcie.

Ubierając swój podstępny faszystowski program w szaty czegoś dobrego i wartościowego, mają nadzieję, że zajmą moralne wyżyny, często kojarzone z lewicą, i z tej wzniosłej pozycji będą mogli szydzić z przeciwników jako samolubnych, zacofanych prawicowców.

Widzieliśmy to wyraźnie w przypadku covid, a teraz przy okazji 15-minutowych miast i tak dalej, i myślę, że ta sama sztuczka kryje się za całym programem „przebudzenia” [“woke” agenda], dlatego tak wielu instynktownie wyczuwa leżącą u jego podstaw hipokryzję.

To, o czym mówimy, jest kontynuacją, ad absurdum, bardzo starego kłamstwa w używaniu terminów „postęp” i „postępowy” do opisania ekspansji przemysłowego kapitalistycznego raka.

Język i ogólny ton lewicy są nastawione przeciwko wartościom, których lewica historycznie miała bronić – wolności od centralnej kontroli i wyzysku, silnemu poczuciu wspólnoty, sposobowi życia opartemu na samorealizacji wielu a nie samowzbogacaniu się nielicznych.

W dziedzinie ochrony środowiska to oszustwo nie jest trudne do zidentyfikowania. Bądź co bądź, jednocześnie będąc orędownikiem tak zwanego zrównoważonego rozwoju, WEF definiuje swoją ogólną misję jako „ustanowienie podstaw niezbędnych do rozwoju kapitalizmu interesariuszy”. [1]

Jeśli weźmiemy pod uwagę, że wśród partnerów WEF znajdują się takie firmy jak Coca-Cola, Nestlé, Procter and Gamble, Google, Bayer, Unilever, Volvo, Volkswagen, Lockheed Martin, Boeing, BP, ExxonMobil, Shell, Rio Tinto i Heathrow Airport… możemy śmiało przewidzieć rzeczywiste znaczenie, jakie WEF przywiązuje do ochrony świata przyrody. [2]

Słyszymy mnóstwo gadania na temat „odnawialnej” technologii ze strony WEF i ich przyjaciół, ale jak wskazuje wielu krytyków, wcale to tak nie wygląda. To po prostu kolejna forma ekościemy [greenwashing].

Na przykład samochody elektryczne nie powstrzymują zanieczyszczeń, a jedynie przenoszą je gdzie indziej, nie tylko do elektrowni wytwarzających energię elektryczną, ale także do kopalń, które dostarczają lit i kobalt potrzebny do akumulatorów.

Produkcja, transport i utylizacja narzędzi „odnawialnej” energii, takich jak turbiny wiatrowe i panele słoneczne, wiąże się z potworną dewastacją środowiska, nie mówiąc już o ludzkim cierpieniu, a także z ogromnymi ilościami paliw kopalnych, które mają zastąpić, ale których tak naprawdę zastąpić nigdy nie zdołają.

Inspirująca „środowiskowa” wizja Klausa Schwaba, ujawniona w jego książkach, obejmuje instalowanie gigantycznych luster w stratosferze w celu odchylania promieni słonecznych, chemiczne zasiewanie atmosfery w celu zwiększenia opadów i walkę ze zmianami klimatycznymi za pomocą nanocząsteczek. [3]

Według niego „czysta” energia obejmuje syntezę jądrową [4] i nie może się doczekać dnia, w którym satelity „pokryją planetę szlakami komunikacyjnymi”. [5]

Schwab również bardzo ubolewa nad „całą tą biurokracją”, która uniemożliwia nieskrępowany marsz genetycznie zmodyfikowanej żywności, ostrzegając, że globalne bezpieczeństwo żywnościowe zostanie osiągnięte jedynie poprzez poluzowanie przepisów dotyczących produktów GMO. [6]

W końcu to tylko kolejny sposób na zarabianie pieniędzy. Schwab marzy o „dochodowych obiektach wychwytujących i wykorzystujących dwutlenek węgla” oraz o przekształceniu dwutlenku węgla z substancji zanieczyszczającej środowisko w atut [asset]. [7]

Rzeczywiste stanowisko WEF w sprawie ekologii oczywiście potwierdza również sam fakt, że jawnie promuje tzw. Czwartą Rewolucję Przemysłową – Schwab napisał na ten temat dwie książki.

Promowanie transhumanizmu i budowa wszechstronnego wirtualnego „metaświata” [metaverse], w którym nasze życie jest odtwarzane cyfrowo, samo w sobie jest przeciwieństwem „zielonego” podejścia – wystarczy pomyśleć o elektryczności potrzebnej do zasilania tej matrycy i surowcach potrzebnych do jej budowy.

Ale jest jeszcze gorzej.

Agenda forsowana przez WEF i reprezentowany przez nią szerszy globalny system finansowy nie ma na celu ochrony przyrody, ale jej utowarowienie, wykorzystanie jej jako nowego rynku, na który gospodarka może dokonać ekspansji, przekształcenie jej w jeszcze jedno źródło finansowych spekulacji i zysku.

WEF wspiera tak zwany New Deal for Nature, znany również jako NaturePositive lub 30×30, którego widoczny cel „ochrony i przywracania przyrody” sprowadza się do zawłaszczania ziem wartości bilionów dolarów, szczególnie w Afryce. Poleciłbym ludziom przyjrzeć się kampanii No Deal For Nature, aby dowiedzieć się więcej na ten temat.

Inny aspekt tego utowarowienia można dostrzec w obligacjach środowiskowych [Environmental Impact Bonds], będących częścią szerszego kapitalizmu wpływu [impact capitalism], zapoczątkowanego publicznie przez inwestora venture capital Sir Ronalda Cohena, przyjaciela Tony’ego Blaira i Gordona Browna.

Oszustwo to wykorzystuje brak funduszy wśród pozbawionych gotówki, zadłużonych rządów, aby jeszcze bardziej przyspieszyć opłacalną prywatyzację funkcji tradycyjnie będących w gestii sektora publicznego. Podejście to zostało opisane jako „monetyzacja przyszłych oszczędności kosztów”. [8]

W przypadku obligacji środowiskowych [Environmental Impact Bonds] inwestorzy mają nadzieję na uzyskanie znacznego zwrotu ze swoich pieniędzy poprzez finansowanie tak zwanych „rozwiązań” problemów środowiskowych w modelu „płatności za sukces” opartym na wynikach.

To, czy te „rozwiązania” są naprawdę pomocne w dłuższej perspektywie, nie jest tak ważne – jeśli mogą odhaczyć „wynik osiągnięty” i zgarnąć gotówkę, kogo obchodzi, że setki zasadzonych drzew usychają i umierają w letnie upały, bo nikt nie przyszedł ich podlać?

Sukces dla środowiska, w tym bardzo wąskim kontekście, można nawet zdefiniować jako pomoc firmom w znalezieniu tańszych sposobów przestrzegania przepisów rządowych lub omijania ich w jakiś legalny, ale za to etycznie wątpliwy sposób. [9]

Prawdziwym celem tych „możliwości finansowania ochrony”, ich swoistym raison d’être, z punktu widzenia kapitalisty wpływu, jest to, że „mają sens ekonomiczny”. [10]

Oznacza to, że zarabiają pieniądze i mogą okazać się bardzo lukratywne, zwłaszcza że obligacjami można handlować.

Dlatego nie tylko sukces, ale także porażka tych środowiskowych „rozwiązań” ma znaczną potencjalną wartość dla zręcznego spekulanta.

Ogólnie rzecz biorąc, sam termin „zrównoważony rozwój”, za którym opowiada się WEF, jest celowo mylący. To nie naturalny świat ma być równoważony, ale rozwój, który go niszczy.

Termin ten jest oczywiście podstawą UNSDGs, które WEF oficjalnie promuje i które zapewniają strukturę tematyczną dla całego zakresu inwestycji wpływu [impact investing].

„Zrównoważony rozwój” oznacza kontynuację i przyspieszenie programu rozwoju, który od dawna jest promowany przez ONZ wraz z siostrzanymi organizacjami, takimi jak Bank Światowy i Wspólnota Narodów.

Nawet termin „rozwój” stanowi część zwodniczej narracji, którą opisałem wcześniej. Niesie ze sobą implikację bycia czymś łagodnym, a nawet dobrym, czymś nieuniknionym i związanym z koniecznym marszem „postępu”.

Ale kryje się za tym celowy program mający na celu przepchnięcie ekspansji systemu kapitalistycznego, a tym samym bogactwa i władzy tych, którzy są na szczycie piramidy.

Pierwsza oficjalna „dekada rozwoju” ONZ przypadła na lata 60. XX w., a już w 1986r. ONZ publikowała Deklarację o Prawie do Rozwoju [Declaration on the Right to Development] z absurdalnym stwierdzeniem, że „prawo do rozwoju jest niezbywalnym prawem człowieka” (kolejny przykład tego, jak potrafią zawłaszczyć polityczny język lewicy, aby służył ich własnemu programowi kapitalistycznemu).

Stwierdzono w niej, że celem jest doprowadzenie do „nowego międzynarodowego ładu gospodarczego” i podkreślono, że „państwa mają obowiązek współpracować ze sobą w zapewnianiu rozwoju i usuwaniu przeszkód dla rozwoju”.

ONZ i stowarzyszone organizacje są „publiczną” częścią globalnego partnerstwa publiczno-prywatnego, zapewniając infrastrukturę prawną, dzięki której ich partnerzy z sektora prywatnego mogą czerpać zyski kosztem ludzkości i natury.

Jeśli wyobrazimy sobie kapitał przemysłowy jako lokomotywę, buchającą dymem i parą, pędzącą bez końca w kierunku jeszcze większego „dobrobytu”, zaczniemy postrzegać tę globalną infrastrukturę administracyjną niczym szyny, po których pojazd się porusza.

Te szyny, ta dostrzegana „potrzeba” ciągłego rozwoju, wbudowane założenie, że społeczeństwo musi się organizować w interesie wzrostu kapitału, istnieją tylko po to, by nieść lokomotywę.

A lokomotywa nie byłaby w stanie dotrzeć tam, dokąd ma jechać, gdyby nie ułożono dla niej torów i nie usunięto wszystkich przeszkód na jej drodze, co w rzeczywistości jest nie tyle „partnerstwem” publiczno-prywatnym, ale całkowitym przejęciem sfery publicznej dla prywatnych interesów.

Kapitałowa lokomotywa nie jest „zrównoważona”, „przyjazna dla środowiska” ani „zielona”.

Jest to proces wywłaszczania, grabieży i niszczenia w wąskim interesie socjopatycznych właścicieli.

Żywi się ciałem natury, wysysa życie i wypluwa śmierć.

Pomalowanie jej na zielono i udrapowanie jej piekielnych maszynerii tęczowymi chorągiewkami niczego nie zmienia.

***

Źródła artykułu:

[1] https://www.weforum.org/topics/economic-growth-and-social-inclusion/

[2] https://www.weforum.org/partners/

[3] Klaus Schwab, Shaping the Future of the Fourth Industrial Revolution: A Guide to Building a Better World (Geneva: WEF, 2018), e-book, 72%

[4] Ibid. 69%

[5] Ibid. 75%

[6] Ibid. 56%

[7] Klaus Schwab, The Fourth Industrial Revolution (Geneva: WEF, 2016), e-book, 39%

[8] https://sites.duke.edu/casei3/files/2013/03/CASEi3_EIB_Report_FINAL-links.pdf

[9] https://iopscience.iop.org/article/10.1088/2634-4505/ac0b2c

[10] Ibid

Epilog. CMENTARZ ŚWIĘTEGO MEDARDA (20)

Epilog

CZĘŚĆ DRUGA CYKLU POWIEŚCIOWEGO

Andrzej Juliusz Sarwa

CMENTARZ ŚWIĘTEGO MEDARDA (20)





Umiłowanie cierpienia

Przez cały ten czas, przez te pięć lat – od 1727 do 1732 roku licząc, państwo Białeccy całkowicie odsunęli się od świata. Nigdzie już nie bywali ani też i nikogo nie przyjmowali. Choć mieszkali w Paryżu, to żyli niczym pustelnicy. No, może nie do końca, ale nieomal.
Patrząc na nich z boku, można by uznać, że cierpienia, jakich dane im było doświadczyć, zrujnowały ich radość, ich nadzieje, ich wszystko…
Pan Mikołaj, rozważając to, co i jego i najbliższe mu osoby dotykało od tak wielu już lat, ostatecznie doszedł do przekonania, że nie można na wszystko patrzeć jako na przypadki. Stało za tym jakieś zło… a może raczej Zło?… Jakaś bez wątpienia nieprzychylna mu inteligencja.
Z czego to wnosił? Gdyby mu ktoś wprost zadał takie pytanie, to pewnie nie umiałby na nie odpowiedzieć i w jakiś w miarę racjonalny sposób uzasadnić. Sam jednak żywił podejrzenie graniczące z pewnością, iż jest w tym wszystkim pazur hrabiego Bellamarre. A kim był ów Bellamarre? Tego akurat chyba nikt na świecie nie wiedział.
Rozważając na spokojnie bez fascynacji, ale też i bez strachu, słowem bez jakichkolwiek emocji wszystko, co wiedział o tej osobie, co słyszał z jej ust, co zaobserwował, dochodził do przekonania, że jeśli jest on nawet człowiekiem, to w jakiejś zaledwie połowicznej formie… a może wręcz tylko skorupą człowieka, którą ktoś lub coś posłużyło się niczym rak pustelnik, skorupą martwego małża.

* * *

Tymczasem Florine ogarnięta nieustannym smutkiem często płakała, wyrzucając z siebie bolesne emocje, Mikołaj odwrotnie zapiekł się w swym bólu i tak jak przed laty, u jezuitów, po tragedii, bardziej przypominał – zewnętrznie – automat niż ludzką istotę. Z tą różnicą, iż tym razem zachował jasność umysłu i trzeźwy osąd.
Skutkiem tego dopiero teraz w pełni zrozumiał, dlaczego sandomierscy jezuici trzymali go w ukryciu, w podziemiu, przez tak wiele lat. Bynajmniej nie dlatego tylko, że groziło mu niebezpieczeństwo zapłacenia głową za mord na saskich żołdakach, bo przy odrobinie dobrej woli i sprytu mogli do ze sto razy wywieźć z Sandomierza, czy to w przebraniu, czy używając jakiegoś innego fortelu. W końcu przecie w przebraniu właśnie zawiedli go świątobliwej Krystyny Brzezińskiej, benedyktynki świętomichalskiej.
Nie wywieźli jednak. Trzymali. Czemu? Bo popadł był w szaleństwo i póki nie wróciłyby mu, choćby w części, zdrowe zmysły nie chcieli go odsyłać, poczuwając się do odpowiedzialności, a może i pewnego rodzaju obowiązku, względem ich dawnego wychowanka. Kiedy jednak nadszedł czas, gdy już widać było niejaką poprawę, wsparłszy się radą i modlitwą tejże Krystyny, zorganizowali wyjazd do Paryża.
Lecz i tutaj, wbrew nadziejom, życie mu się nie ułożyło, a jego ścieżka nie była wysłana płatkami, ale kolcami róż…

* * *

– Mikołaju – któregoś dnia odezwała się Florine. – Mikołaju, tyle się mówi o wszystkich tych cudach, o nadprzyrodzonych zdarzeniach…
– I cóż z tego?
– Ja wiem, że tyś ostatecznie nie uznał de Pârisa ani za proroka, ani za cudotwórcę.
– I owszem, chociaż nie od razu, bo przecie zaleciła mi spotkanie z nim świątobliwa mniszka sandomierska Krystyna Brzezińska. Tyle że to jej modlitwy były dla mnie bardziej skuteczne, ponieważ jego modlitw Pan Bóg nie wysłuchał… ale… zastanawiając się na tą jej radą, również obudziły się we mnie niejakie wątpliwości, jąłem zadawać sobie pytanie… skądże niby mniszka klauzurowa z dalekiego Sandomierza, wiedziała o jakimś paryskim samotnym pokutniku? No, jakże to było możliwe? Skąd powzięła tę wiedzę? Z Ducha Świętego? Za pośrednictwem anioła? Na sposób mistyczny? Dziwne, co najmniej dziwne to wszystko… A może całkiem prozaicznie? Wszak janseniści to nie tylko Francuzi, Belgowie czy Flamandowie, co prawda w Polsce nie cieszą się popularnością, ale… i tam jacyś bez wątpienia docierają, wszak to modna herezja. Na dodatek bliska kalwinizmowi, a ów w Sandomierskiem właśnie cieszył się bardzo znacznym zainteresowaniem moich przodków. Więc i grunt podatny...
Florine nic nie odpowiedziała, tylko w milczeniu wróciła do jakiejś ręcznej robótki.
– Ale nie dokończyłaś. Czego byś, kochana, chciała?
– Może chociaż zobaczyć…
– Zobaczyć? A co takiego?
– Co też się odbywa w domach zwolenników zmarłego diakona… cuda się jakoweś niebywałe nadal dzieją… może i na nas jakiś łaska mogłaby spłynąć?…
– Skoro miałoby ci to pomóc, przegnać precz smutek z twojego serca… jeśli tylko zobaczyć… niechby.
– Więc się zgadzasz? – policzki Florine zarumieniły się z przejęcia.
– Tak. Ale najpierw sam, bez ciebie powęszę…
– Niechże i tak będzie. Lecz mam nadzieję, że słowa dotrzymasz?
– Florine! Szlachcicem jestem! Polskim, nie zaś francuskim!

* * *

Rue du Cloître-Notre-Dame No 8. Ten dom nie zmienił się prawie wcale od ostatniej w nim wizyty pana Mikołaja, może tylko tynki bardziej poszarzały.
Po rozmowie z małżonką pomyślał, że gdzie, jak gdzie, ale tam jest największe prawdopodobieństwo spotkania się z ludźmi, którzy praktykują osobliwe obrzędy, zapoczątkowane na Cmentarzu Świętego Medarda, na grobie de Pârisa. I wcale się nie omylił.
Udając się na rekonesans, zabrał ze sobą krzepkiego sługę. Przypuszczał, że dostać się na takie zebranie nie będzie łatwo, pamiętał bowiem dawne czasy i tę ostrożność, tę konspirację heretyków.
Ale okazało się, że nie było to takie trudne.
Weszli więc ze sługą do znanego mu sprzed lat salonu, stanęli pod ścianą w podle drzwi, by jeśli zaszłaby konieczność móc się szybko ewakuować. Patrzyli i słuchali.
A było na co patrzeć i czego słuchać!
Oto do pokoju wkroczył szlachcic, na którego widok rozległ się szmer przyciszonych głosów:
– Chevalier Folard… Kawaler Folard...
Korciło pana Mikołaja, by zapytać któż to taki, ale zmilczał, nie uległszy tej pokusie, bo nie chciał zdekonspirować swojego dyletanctwa w zakresie konwulsjonizmu. Wolał tu uchodzić za jednego ze swoich.
Tymczasem ów chevalier Folard rozmodlony, bezgłośnie poruszając wargami, stanąwszy pośrodku, otoczony wianuszkiem niewiast i mężczyzn pochodzących z różnych stanów zaczął śpiewać nieszpory.
Kiedy jednak doszedł do Magnificat1, nie był w stanie kontynuować, bo w tejże chwili targnęły nim okropne konwulsje2. A potem, jak rażony gromem padł na podłogę i rozkrzyżowawszy ramiona, na krótką chwilę zastygł w bezruchu. Lecz zaraz konwulsje wróciły, a towarzyszył im śpiew dziwaczny jakiś, jakby psalmodia, z intonacji i rytmu sylab się domyślając, ale nieznana, niezrozumiała. Zamilkł i się rozpłakał. Płacz zaś rychło przemienił się w bełkot, a bełkot w jakąś bezsensowną deklamację złożoną z monosylab, która na koniec przeistoczyła się w ryk tak przerażający, że zgrozą zdjęci ludzie obecni w salonie drżeć poczęli.
Konwulsje narosły do tego stopnia, że aby ochronić Folarda, z trudem, bo była w nim taka siła, taka moc, iż kilku krzepkich mężczyzn miało problem, iżby go poskromić, przywiązali go do fotela, razem z którym rzucał się niby ryba na piasku, ledwo łapiąc oddech. Na końcu jednak uspokoił się, zamknął powieki i umilkł.
Za czas jakiś otworzył jednak oczy i wtedy przeraźliwie krzyknął – że oślepł, że niczego nie widzi, że jest w ciemności, w gęstym niczym smoła mroku, ale gdy ponownie zamknął powieki, z ulgą odetchnął i głosem przepełnionym niekłamanym szczęściem rzekł, iż teraz na odmianę znalazł się w nieziemskiej światłości.
Wtedy podeszły do niego jakieś kobiety, by się nad nim pomodlić, a on ujmował rąbki ich sukien i pocierał nimi piersi, ruchem kolistym jakby dookoła serca, znów dziwnie bełkocząc. Widząc to, zbliżył się doń także pewien ksiądz, a Folard ujął go za kraj sutanny i pocierał nią już nie tylko swoje serce, ale też i inne części ciała.
Ów dziwaczny, delikatnie rzecz ujmując, spektakl trwał i trwał, przez znaczną część nocy, a potem Folard zapadł jakby w stan somnambuliczny.
Gdy zaczynało świtać, wstał, aby udać się do kościoła de la Madeleine, gdzie szło się z rue du Cloître-Notre-Dame prawie godzinę, a inni powędrowali, jakby w procesji, za nim. Kiedy już znalazł się na miejscu, wtedy nagle, znienacka, jakaś niezwykła siła odepchnęła go z całą mocą od drzwi świątyni. Folard jął wówczas krzyczeć, że widzi jakieś okropne widmo, i na jego widok ze strachem wielkim i w popłochu uciekł. Spektakl się zakończył.
Pan Mikołaj z mieszanymi uczuciami, ale bardziej zdegustowany niż zaintrygowany tym, czego był świadkiem, powróciwszy do domu, odezwał się do żony:
– Nie wiem, doprawdy nie wiem, czyś powinna oglądać takie rzeczy, jakiem ja oglądał dzisiejszej nocy. 
– Dałeś słowo.
– Istotnie. Ale teraz wybacz, bo muszę odpocząć.

* * *

– Pójdźmy, Florine, ale z kolei teraz ty mi przyobiecaj, że w niczym co tam zobaczysz, nie weźmiesz udziału, a jak się już napatrzysz do woli, to nie będziesz się więcej upierać, aby z owymi ludźmi utrzymywać jakiekolwiek dalsze kontakty.
– A jeśli to jednak od Boga pochodzi?
– Wedle mojego rozeznania absolutnie nie. Cóż, sama się przekonaj.
Poszli i tak przez kilka tygodni wędrowali z miejsca na miejsce, trafiając do mniej czy bardziej zakonspirowanych zgromadzeń i patrzyli, i słuchali z coraz bardziej rosnącym przekonaniem, iż nie tylko nie widać tu działań Bożych, ale coraz czytelniejsze się stają działania Jego Przeciwnika…

* * *

Z czasem konwulsje tak się rozpowszechniły, że ulegały im tysiące ludzi. Początkowo wyglądające niewinnie, teraz były przyczyną nieopisanie okrutnych cierpień tych, którzy ich doznawali.
A konwulsjonistom jedyną ulgę przynosiły doświadczane przez nich katusze – im sroższe, tym skuteczniejsze – gdy się ich biło pięściami po żołądkach, zgniatało ciała przy pomocy deski, na której kładło się nieraz i po dwunastu chłopa czy traktowało kopniakami. A zadanie tegoż ‘przynoszenia ulgi’ przypadło specjalnej grupie osób, mężczyzn, nazywanych ‘braćmi wspomożycielami’.
Jeszcze później z tego zwykłego wspomagania, wynikł drugi jego rodzaj – tak zwane ‘wspomaganie wielkie’, inaczej ‘wspomaganie zabójcze’, dokonywane poprzez uderzanie ofiary sztabą żelaza lub drągiem drewnianym, jak choćby niejaką Nisettę, która się tego domagała, nie mogąc znieść katuszy, jakie przeżywała podczas drgawek.
Inna z niewiast, Marguerite-Catherine Turpin aż czterech mężczyzn waliło z całej mocy pięściami, kiedy tylko jej ciało najpierw poruszając się gwałtownie, zmieniało swój wygląd, bo po kolei puchły i powiększały się jej różne mięśnie, przez co doświadczała bólu nie do zniesienia i błagała, by ‘bracia wspomożyciele’ z całej mocy bili ją w owe rozrośnięte mięśnie. Więc okładano bezlitośnie jej twarz, plecy, boki i brzuch drągiem drewnianym tak grubym i ciężkim, że z wielkim trudem można go było unieść oburącz. A takich ciosów zadawano jej nieraz aż do dwóch tysięcy! I tu rzecz znamienna: uderzenia owe rzeczywiście przynosiły ulgę i nigdy nie pozostawiały najmniejszego nawet śladu zranienia!
A do tego wszystkiego dołączyła się rozpacz, ogarniająca znaczną liczbę konwulsjonistów, ten naprawdę nieomylny znak działania Szatana.
Białeccy widzieli, jak jedna z konwulsjonistek, rozorawszy sobie twarz paznokciami, usiłowała popełnić samobójstwo.
Lecz na nikim z ‘zarażonych’ nie robiło to większego wrażenia i zjawisko konwulsjonizmu wręcz nabierało rozmachu i nowej jakości.
Na ciałach niektórych pojawiały się stygmaty Męki Jezusa, u innych zaś często obserwowano objawy konania...
Epidemia trwała w najlepsze!
Mikołaj i Florine będąc świadkami tak nieprawdopodobnych harców, zaczęli się obwiać, by sami nie popadli w obłęd.
A obserwowali choćby takie widowiska, jak to, że niejaki Cosse, znany jako frère Augustin, kładł się na stole i twierdząc, że jest ‘Barankiem bez Zmazy’ i kazał sobie oddawać cześć boską. Zafundował on też sobie dwie ‘apostołki’, śliczne nieletnie dziewczęta Manon i Martine, które uwiódł. Inny z konwulsjonistów, abbé Vaillant, ogłosił się wcieleniem proroka Eliasza, natomiast oratorianin, ksiądz Alexandre Darnaud dowodził, że jest prorokiem Henochem.
Ba! I lepsze jeszcze zdarzały się cudowne niespodzianki, jak choćby ta, że dzięki działalności ‘braci wspomożycieli’ dwanaścioro dziewcząt konwulsjonistek zaszło w ciążę, a prorocy konwulsjoniści w swych przemowach namawiali matki, by te same oddawały im córki, bo to bardzo podoba się Bogu i miłe Mu jest.
Białeccy słyszeli też jak w czasie przemów i obrzędów konwulsjonistycznych obrzydliwie bluźniono i dopuszczano się licznych świętokradztw.
Na przykład jedna z kobiet konwulsjonistek odprawiała mszę, do której służyli jej księża. Inna także odprawiała mszę, z godnością i powagą, w nikomu nieznanym języku. Jeszcze inna także odprawiała mszę, ale na leżąco, wijąc się i rzucając w sposób nieprzyzwoity.
Wdowa Thévenet wznosiła się od czasu do czasu na siedem lub osiem stóp nad ziemię, aż do sufitu. A unosząc się, pociągała za sobą na trzy stopy od ziemi dwie inne osoby, które całym swoim ciężarem wisiały u jej nóg! Wypadek jeszcze dziwniejszy – podczas gdy wspomniana wdowa podnosiła głowę do góry, jej spódnice i bielizna zwijały się jakby własną siłą ponad jej głową.
Nadzwyczajność owych wydarzeń bywała jeszcze bardziej widoczna, kiedy relikwie świętego diakona przykładano do ciał dzieci, lub dorosłych, którzy nie byli tego świadomi, albo znajdowali się pogrążeni w głębokim śnie, a natychmiast po owym przyłożeniu relikwii następowały gwałtowne konwulsje. W momencie, gdy relikwie usuwano, natychmiast, w jednej chwili, konwulsje ustawały.
Władza – zarówno świecka, jak i duchowna (z wyjątkiem biskupów sprzyjających jansenizmowi) – rozpoczęła ostrą walkę z konwulsjonistami, zabraniając im występowania publicznie. Zaczęły się i aresztowania, a więzienia zapełniły rzesze owych szaleńców.
Mimo to, zjawisko nie tylko, że nie ustępowało, ale nawet się wzmogło. Czemu? Ano chyba dlatego, iż nieskończona liczba istot chorych, niedołężnych, chromych, paralityków na grobie diakona de Pârisa została w jednej chwili uzdrowiona. I to było niepodważalne. Tego nie sposób było kwestionować.
I w oczach owych osób tak hierarchia duchowna, jak i król przestawali się już liczyć. Szacunek do nich gasł. Bo to nie oni im pomogli, lecz błogosławiony zmarły z Cmentarza Świętego Medarda. Ba! Król i biskupi, chcieli im odebrać to źródło ulgi i pociechy, to lekarstwo na ich choroby, smutki i strapienia. Więc ogarnęła ich niechęć do króla i Kościoła. Niechęć powolutku przeistaczająca się w nienawiść...
I tłum ów opętany stawał się w końcu czymś, co można porównać do rzeki, która wystąpiła ze swego łożyska i na razie powoli, ale jednak podmywała fundamenty tronu i ołtarza…
A zgromadzeni po prywatnych domach janseniści nie tylko doświadczali konwulsji, popadali w ekstazy, przemawiali nieznanymi językami, lecz również prorokowali.
A owe proroctwa wymierzone były jasno i wyraźnie, bez najmniejszych nawet niedomówień w istniejący ład społeczny i w strażników tego ładu…
Paryż opętały demony… Niebo nad Francją zaczynało się chmurzyć…

* * *

– I cóż, Florine? Spełniło się twoje pragnienie, ciekawość została zaspokojona. Czy doznałaś jakiejś ulgi na sercu, na duszy?
Pani Białecka zaprzeczyła, energicznie potrząsając głową.
– Bynajmniej, bynajmniej… Jestem jeszcze bardziej pogrążona w smutku, niż wpierw, zanim zobaczyłam ów spektakl szaleństwa.
– Ostrzegałem.
– Wiem. Żałuję, że cię nie posłuchałam, ale… każdy człowiek musi popełniać własne błędy. Wiesz? Teraz najbardziej bym chciała wyjechać z Paryża, usunąć się gdzieś na głęboką prowincję, odetchnąć. Ukoić stargane nerwy.
Mikołaj spoglądał na żonę i milczał. Był przekonany, iż to tylko w nagłym jakimś odruchu, tak zareagowała.
– Nie odpowiadasz.
– A co mam rzec? Za czas jakiś ochłoniesz. Zapomnisz.
– Nicolás, ja to mówiłam serio…
– Serio?
– Tak.
– Niechże i będzie, jak zapragnęłaś. Tutaj nic nas nie trzyma. A czy pomyślałaś, dokąd byś się chciała przeprowadzić.
Skinęła głową.
– Więc dokąd?
– W Pireneje.
– W Pireneje?!
– Przecież masz tam spłacheć góry.
– Tak, z ruinami na szczycie. Jakże niby chcesz tam zamieszkać? Bez dachu nad głową. Może w miasteczku u podnóża?
– Nie, w zamku.
– Nie ma zamku! I nie mam chęci, by go odbudować, a poza tym ileż by to trwało?! Zdążylibyśmy się zestarzeć!
– Przecież wieża nie całkiem popadła w ruinę. Pokryć ją dachem, urządzić kilka komnatek we wnętrzu. Czy więcej nam potrzeba?
– Sądzisz, że to ci wystarczy?
– A po cóż mi więcej. Mam tylko ciebie. A ty tylko mnie…
I Mikołaj podjął decyzję o wyremontowaniu owej wieży, dawnego zamku d’Urgel y d’Osona…
– Jeśli robota pójdzie sprawnie, to będziemy się tam mogli przenieść wczesną jesienią, zanim nastaną chłody, a drogi będą nieprzejezdne…

Rozwaliny

Hrabia Bellamarre siedział naprzeciwko króla Augusta II w zacisznej komnatce, gdzie monarcha lubił przebywać sam na sam z winem, miodem, gorzałką i zwierciadłem…

Było późne bardzo popołudnie 23 września 1732 roku. Mrok za oknem gęstniał, drobny deszcz podzwaniał o parapety, smutek jakiś rozsnuty po świecie przesiąkał nawet przez mury warszawskiego zamku.

– I cóż hrabio?

Bellemare wzruszył ramionami:

– Wszystko się toczy swoją koleiną.

– Co niby?

– Któryż to rok mamy?

– A co to ma do rzeczy?

– Coś tam ma. Przypominasz sobie, Najjaśniejszy Panie, naszą rozmowę na sandomierskim zamku.

– Przypominam. Przyznam, że zapadła mi w pamięć. Głęboko nawet.

– To powinieneś wiedzieć.

– Odejmuję zatem te 400 lat… 1332… i co?

– No właśnie.

August sapał i natężał pamięć.

– Łokietkowi się wiodło… do czasu… Krzyżacy utrzymali przywłaszczoną ziemię dobrzyńską, ale w roku 1332 zajęli także i Kujawy?

– Pięknie!

– Tylko że akurat z datą ową nic nie koreluje.

– Ależ koreluje!

– Cóż takiego?

– 13 tegoż miesiąca, czyli dziesięć dni temu, Rosja i Austria podpisały traktat wymierzony nie tylko w Rzeczpospolitą, ale także i w ciebie. Kiedy odejdziesz, nie twój syn ma tu panować, jakbyś pragnął…

– A kto?

– Infant portugalski Dom Emanuel Bragança3.

– Bez Prus nie dadzą rady przeprowadzić tej kombinacji!

– Król pruski już się przechyla na ich stronę.

– Nie! Kłamiesz hrabio!

– Owszem, nie zaprzeczę, kłamię, bywa, że często, ale tym razem nie, bo prawda prędzej cię zabije.

– Mniemałem, że mam w tobie przyjaciela.

– Ja nie mam przyjaciół.

– Czemuż to?

– Bo wszystkich ludzi nienawidzę.

– Co za pycha!

– Poniekąd, ale raczej kiepskie kalkulacje… nie tak to miało wyglądać…

– Co niby? Moje życie?

– A cóż mnie obchodzi twoje życie… mój los…

August wzruszył ramionami. Nalał sobie gorzałki po wręby kielicha i duszkiem wypił, krzywiąc się przy tym niemiłosiernie. Przed zamglonymi wódką oczami obraz twarzy hrabiego rozmywał się, przybierając kształt niewyraźny, ale jakiś upiorny…

Król oparł ramiona na stole, a na nich ułożył głowę. Najpierw ciężko dyszał, a potem jął pochrapywać.

Bellamarre spojrzał na niego z pogardą, splunął w kierunku śpiącego i wyszedł z komnaty, głośno trzaskając drzwiami.

* * *

1 lutego 1733 roku zaczęła się agonia. Król August II umierał na zamku warszawskim. Chwilami tracił przytomność, ale zaraz ją odzyskiwał. Cierpiał straszliwie. Niewyobrażalnie wprost. Noga zniszczona przez cukrzycę, w którą po amputacji wdała się gangrena, rwała, paliła i pulsowała. A tego bólu nie było czym złagodzić… Gorzałka nie skutkowała. Nie skutkowało też laudanum…

Gnój sypał się z ust królewskich. Przeklinał Polskę, przeklinał tych, którzy go zanęcili, a on połknął haczyk i przywdział polską koronę, przeklinał wreszcie i siebie samego.

Skonał przepełniony goryczą i rozpaczą… chociaż… może dla jego duszy była jeszcze jakaś nadzieja, bo umierając, wyszeptał:

– Cały mój żywot to grzech nieustający… ulituj się Boże nade mną…

To, co się zaczęło w Sandomierzu roku 1704, właśnie dobiegło końca…

Epilog

Już od pierwszych lat XVIII wieku pojawiały się w naturze znaki zdające się wieszczyć nadchodzące jakieś niebywałe wydarzenia, a może nawet jakąś ogromną, może nawet wręcz globalną, przemianę świata. Ale jaką? To już trudno było odgadnąć, mimo iż takie próby ten i ów czynił.

Niemniej jednak zdecydowana większość ludzi ani się nad nimi nie zastanawiała, ani nie uważała za żadną tam przestrogę, a za zwykłe przypadki, których ze sobą nic nie łączyło, widząc w nich jedynie, co prawda sporą liczbę budzących lęk i skłaniających do refleksji zjawisk nad przemijalnością i nieprzewidywalnością tego, co nas w życiu spotkać może, lecz traktowała je wyłącznie jako niemiłe incydenty i nic ponadto.

Niemniej jednak nie brakowało takich, którzy bacznie się im przyglądali, skrzętnie notowali i oczekiwali zdarzeń, które wstrząsną dotychczasowym ładem, obracając go w perzynę.

A byli i tacy, którzy nie szczędząc czasu i sił, usilnie pracowali, iżby ów dotychczasowy ład wywrócić…

* * *

16 maja 1702 roku szwedzką Uppsalę strawił potężny pożar, którego przyczyny nigdy nie ustalono. Zaczął się nagle i unicestwił ogromną połać miasta, niszcząc jego najcenniejsze gmachy i niezliczoną liczbę ludzi pozbawiając dobytku i dachu nad głową…

Od 5 do 13 grudnia 1703 roku straszliwa burza uderzyła na Wyspy Brytyjskie, Francję i Niemcy. Szczyt kataklizmu przypadł na noc z 7 na 8 grudnia. W tej klęsce żywiołowej w samej tylko Anglii śmierć poniosło ponad piętnaście tysięcy ludzi. Zniszczonych zostało trzynaście okrętów, a półtora tysiąca marynarzy poniosło śmierć na morzu. Siła wiatru była taka, że jeden ze statków cumujących w Kornwalii został przepędzony w ciągu ośmiu godzin ponad 300 kilometrów, aż na Wyspę Wight. Burza położyła pokotem tysiące mil kwadratowych lasów, w tym koło czterech tysięcy starych dębów, a w samym tylko Londynie zrujnowała ponad dwa tysiące domów… Dla Niemiec i Francji była łaskawsza, lecz straty przez nią spowodowane również były olbrzymie…

W latach 1702-1714 na Europę spadła plaga czarnej śmierci. Pierwszy wypadek zachorowania na dżumę zauważono w wojskowym szwedzkim lazarecie w Sandomierskiem, w Pińczowie. Do stolicy województwa, do Sandomierza dotarła jednak dopiero w roku 1708, dziesiątkując ludność. Miało to znaczenie bez wątpienia symboliczne, albowiem Sandomierz w ówczesnej dobie, dobie rozgrywek politycznych i gier wojennych zajmował bardzo znaczącą rolę. A potem dżuma z Sandomierskiego rozpełzła się na Ruś, Litwę, do krajów północy, ogarniając Niemcy, by zatoczywszy koło powrócić, w roku 1714, na polskie ziemie…

Jakby tego było mało, w okresie, kiedy śmierć czarna zbierała straszne żniwo, dołączyła do niej zima 1708/1709 roku, uznana za zimę tysiąclecia, która wręcz zamroziła Europę… To wówczas lód skuł Lagunę Wenecką i Jezioro Bodeńskie! Zamarzła zresztą cała Italia, Hiszpania, a nawet Portugalia! Największe jednak straty poniosła Francja, która została oszczędzona przez dżumę. A zima owa bynajmniej nie skończyła się z wiosną, w marcu czy kwietniu, bo mrozy nie odpuszczały aż do połowy lata! Ostatnią mroźną noc odnotowano w Niemczech… 7 lipca 1709 roku…

Konsekwencją owej straszliwej zimy był Wielki Głód 1709-1710 roku we Francji, którego przyczyną były niebywałe straty, jakie dotknęły uprawy. Z tego powodu śmierć poniosło, według różnych szacunków od sześciuset tysięcy do miliona Francuzów! I trudno się dziwić, bo przecie cena tylko chleba, o innych produktach nie wspominając, wzrosła aż dziesięciokrotnie, tak że mało kogo było stać na jego zakup… Zresztą nie było co kupować, bo chleba po prostu brakowało, bo nie było go z czego piec! Mieszkańcy miast, gdzie owszem było przeraźliwie zimno, nie mając jednakże pojęcia, że pola, sady, winnice nie wydały plonu i to jest przyczyną ich strasznych cierpień, oskarżali władze o „spisek głodowy”, co stało się przyczyną wybuchu rozruchów w Paryżu i innych miastach. Zamieszki trwały w latach 1709-1710. Tragiczne było to, iż po okresie odwilży ziemię znów skuł mróz, wyniszczając doszczętnie zasiewy pszenicy. Przemarzły też pąki na drzewach i do reszty zniszczone zostały winnice. Wymarzły wszystkie orzechy i kasztany4, a z tych drugich można by było przecie robić substytut mąki! Wymarzły również doszczętnie gaje oliwne. Pnie drzew na skutek ogromnego mrozu z trzaskiem pękały. Pszenica, którą posiano, co prawda wyrosła bujnie, lecz nie miała ziarna, kłosy były jałowe! Gdyby nie zasiewy jarego jęczmienia ofiar owego głodu mogłoby być znacznie więcej niż tylko sześćset tysięcy do miliona! Wyginęły też zwierzęta tak gospodarskie, jak i dzikie… Po lasach nie było słychać ptasich treli, kury nie gdakały na podwórzach, nie widać było ni kaczek, ni gęsi, ni bydełka, ni kóz, ni owiec, ani też nierogacizny…

W roku 1711 to, co zostało z Sandomierza po wygaśnięciu dżumy, strawił okrutny pożar…

Rok 1712 przyniósł Francji wyjątkowo śmiertelną epidemię ospy, w wyniku której nawet rodzina królewska została zdziesiątkowana…

W nocy z 24 na 25 grudnia 1717 niezwykle silna wichura uderzyła w wybrzeża Holandii, Niemiec i Skandynawii, sprawiając, że obszary położone nad morzem zalały wody nieomal potopu, w którym śmierć poniosło ponad czternaście tysięcy osób! A potem przyszła sroga mroźna zima z ogromnymi śnieżycami, a 25 i 26 lutego 1718 kolejna powódź… a po niej kolejne mrozy…

W roku 1720 zaraza, czarna śmierć, dżuma, Grande peste de Marseille – Wielka zaraza marsylska, nawiedziła francuską Marsylię, zbierając obfite żniwo liczone w tysiące ofiar. W samym mieście doliczono się około czterdzieści tysięcy trupów, a na terenie Prowansji aż stu dwudziestu tysięcy.

W 1728 spłonęła duńska Kopenhaga, a w 1731 angielskie Tiverton…

Między grudniem 1739 a wrześniem 1741 roku dotkliwe zimno znów ogromną falą rozlało się po zachodniej Europie. Tym razem najbardziej ucierpiała Irlandia… W tym okresie wiały straszne porywiste wiatry, niosąc ze sobą ogromny mróz, lecz ani jednego śniegowego płatka. Zasiewy wyginęły… A ziemniaki przechowywane w kopcach na polach albo w piwnicach-ziemiankach przemarzły i zgniły. Straszliwy głód dopadł Irlandczyków i tysiącami o śmierć ich przyprawiał… Lato 1740 było tak chłodne i suche, że ziemia nie wydała plonów… Chleb i ziemniaki należały do takiej rzadkości, że księża pozwolili się ludziom karmić mięsem nawet i w okresie Wielkiego Postu… Ale i mięsa nie było, bo susza unicestwiła stada bydła i owiec, ponieważ trawa na pastwiskach wyginęła… Zima roku 1740 była na odmianę i śnieżna i mroźna, skutkiem czego resztki słabych, nieodkarmionych latem zwierząt ledwo trzymało się na nogach i wiele z nich padło… Marli też ludzie i to na taką skalę, że wedle ostrożnych szacunków Irlandia straciła prawie czterdzieści procent mieszkańców…

* * *

Na tle tych plag apokaliptycznych nieomal jakże było nie wierzyć proroctwom jansenistów? Jakże nie wierzyć, że Paryż, grzeszne miasto, doświadczy straszliwych nieszczęść, jakie nań spadną:
O miasto dotąd niepokonane! O dumne miasto! O miasto prześladujące świętych! O miasto, które zabija dzieci Boże! Miasto pełne próżności i nieczystości Sodomy, miasto, któreś jest mieszkaniem demonów, wzbudziłoś w Panu zastępów gniew i odrazę! Ach! Los twój przesądzony! – wykrzykiwali jansenistyczni prorocy podczas doświadczanych konwulsji.
Jakże nie było wierzyć, iż Pan Bóg pomści głodnych biedaków, spuszczając na szlachtę i duchowieństwo coś na kształt deszczu ognistego płonących węgli i duszącego swądu palącej się siarki. Ale jak rychło to miało nastąpić – nikt nie wiedział...

* * *

W zrujnowanym gnieździe hrabiów d’Urgel y d’Osona, na szczycie jednej z pirenejskich gór, w jedynej odrestaurowanej zamkowej wieży wiedli skromny żywot państwo Białeccy – Mikołaj i Florine… 
Nie tęsknili za światem, a świat nie tęsknił za nimi. Byli skromni i żyli skromnie… Pomagali miejscowym na ile mogli, a miejscowi daliby się za tych państwa hrabiostwa pokrajać.
Białeccy nie oczekiwali już niczego prócz śmierci spokojnej i wiecznego zbawienia. Ale czy to Los, czy to Bóg niekoniecznie musi zgadzać się z naszymi pragnieniami…
Oto bowiem dnia 25 lipca roku 1753, licząca sobie wówczas lat 47 hrabina Florine, powiła zdrowego chłopca, któremu z tej racji, iż urodził się w dniu św. Jakuba z Compostelli, nadano na pierwsze imię Jacobo, a wedle obyczaju hiszpańskiego jeszcze dodatkowo dwa – Pedro i Juan. Pan Mikołaj, gdy to się wydarzyło, liczył sobie wieku lat 62…

* * *

Tego samego, 1753 roku, wiele, a raczej wieleset kilometrów na północ od zamku d’Urgel y d’Osona na świat przyszła pewna dziewczynka, Gabrielle-Pauline, w przyszłości autorka pamiętników i hrabina Adhémar…
Czy przetną się ścieżki życia tych dwojga?...

* * *

W krypcie – skrytej pod grubą warstwą ziemi przemieszanej z okruchami gruzu i pecynami wapiennej zaprawy porosłej srebrzystolistnym piołunem i ostami rozkwitłymi ciemnopurpurowo – jedynej pozostałości po niewielkim kościółku beginek, który Szwedzi puścili z dymem, jak zresztą znaczną część królewskiego Sandomierza, do której zamaskowane i znane tylko wtajemniczonym wejście znajdowało się tuż za murem odgradzającym Wzgórze Kolegiackie od Wzgórza Zamkowego, przy okrągłym stole, na dwunastu zydlach, zasiadało dwunastu mężczyzn. Zydle były równej wysokości, a stół idealnie kolisty, co miało oznaczać, iż wszyscy, którzy przy nim zajęli miejsce, są sobie równi i to bez względu na status społeczny, majątek czy wykształcenie. Chociaż, oczywiście, był to pozór… ale na lep takich pozorów najłatwiej łowić tych, którzy zapragnęli stać się bogami…

Zebraniu dwunastu mężczyzn, którzy nawzajem nazywali siebie braćmi, przewodniczył markiz Balletti, tym razem używający imienia hrabiego de Saint-Germain. Bo chociaż wszyscy mieli być sobie równi, to przecie ktoś musiał przewodzić. Kiedy wszyscy wpatrywali się z napięciem w jego twarz, on uniósł nieco głowę, lecz niezbyt wysoko. Rozłożonymi zaś dłońmi wspierał się o blat stołu. Czas jakiś milczał, aż wreszcie rzekł:

– Nie mam zbyt wiele do powiedzenia, prócz tej jednej niezmiernie istotnej rzeczy. Oto nasza robota posuwa się co prawda do przodu, lecz z oporami, a można by wszystko przyśpieszyć. Dwa filary ma katolicka Europa – Polskę i Francję. Jeden z nich jest już prawie zrąbany i niezadługo runie, wystarczy tylko lekko dmuchnąć. Pozostaje ten drugi, na razie jeszcze nietknięty, choć od dziesięcioleci nękany przez żywioły najrozmaitszymi klęskami. Tedy skruszał, bo lud już głodu i wszelkich innych plag nie ma siły znosić, a winę za nie zrzuca na króla i biskupów. Na razie chętnie słucha proroctw jansenistów, głoszących, że na Francję kara spaść musi. A przecie może posłuchać też nas i sam tę karę wymierzyć…

– Zatem?

– Zatem trzeba ów galijski filar zrąbać. Nasz spisek teraz musi ogarnąć tę, jak to ją papieże zowią, „najstarszą córę Kościoła”, tę „słodką Francję”, jak powiadają inni. Niechże tedy każdy z nas rusza w swoją stronę i wykona poruczone mu zadanie.

Saint-Germain rozdał zebranym zapieczętowane pisma, a potem polecił:

– Złamcie, bracia, pieczęcie, przeczytajcie, zapamiętajcie ich treście i wrzućcie do misy, do ognia.

W milczeniu spełniono owo polecenie.

– Czy każdy wie, co mu poruczono?

– Tak bracie – posłyszał chóralne potwierdzenie.

– Tedy w drogę. Dla sprawy. Dla Niego. Dla Świetlistego.

Wszyscy wyszli, tylko de Saint-Germain pozostał w krypcie. Czas płynął, mijały kwadranse, minęła godzina, aż wreszcie dźwignął się z zydla, wydobył pochodnię ze szczeliny kamiennego muru i zapalił nią lont, biegnący wzdłuż ściany do okazałej beczki napełnionej po wręby prochem, a skrytej w ciasnej wnęce, którą szczelnie zasnuwał mrok.

Nieśpiesznie wyszedł na zewnątrz, ale potem już szparko ruszył ku zrujnowanej Bramie Krakowskiej. Wybuch targnął powietrzem i zakołysał ziemią pod stopami hrabiego. Tajna komnata zapadła się, znikając na zawsze.

De Saint-Germain odwrócił się wówczas i spoglądając na Królewski Zamek i na Farę Narodzenia Najświętszej Maryi Panny, szepnął sam do siebie:

– Oto kres twoich chwalebnych dziejów miasto niegdyś tak zacne, bo jeśli nawet przetrwasz, to czeka cię tylko wegetacja, smutek, zapomnienie, pogarda i szyderstwo…

* * *

24 stycznia 1789 roku z Bożej łaski Arcychrześcijański król Francji i Nawarry, Ludwik XVI, ogłosił zwołanie Stanów Generalnych…

5 maja tegoż roku w Wersalu uroczyście zainaugurowano ich pierwszą sesję…

14 lipca runęły mury Bastylii…

=-=================

Książkę w wersji papierowej można, klikając w poniższy link, kupić tu:

https://ksiegarnia-armoryka.pl/Cmentarz_Swietego_Medarda_Andrzej_Juliusz_Sarwa.html

1Wielbi dusza moja Pana – pieśń dziękczynna wyśpiewana przez Matkę Najświętszą podczas spotkania ze swoją kuzynką Elżbietą, także kantyk śpiewany podczas nieszporów, czyli popołudniowego nabożeństwa, przedostatniego w liturgii godzin.

2Adrien Borel, Les convulsionnaires…, p. 245.

31697-1766.

4Kasztan jadalny, maron (Castanea sativa) to roślina rodząca smaczne orzechy. Nie mylić z kasztanowcem pospolitym (Aesculus hippocastanum), w Polsce również, choć błędnie, nazywanym kasztanem. Obydwie rośliny nie są ze sobą nawet spokrewnione.

Czy „obowiązkowe masowe samobójstwa” osób starszych to planowana przyszłość? Prowadzi do uboju słabych.

Czy obowiązkowe masowe samobójstwa osób starszych to planowana przyszłość? Prowadzi do uboju słabych.

Is Mandatory Mass Suicide for the Elderly the Future?

by Michael Haynes mandatory-mass-suicide-for-the-elderly

W miarę jak jednostki i narody szybko podążają ścieżką całkowicie oderwaną od rzeczywistości, sposób rozumienia i wartościowania życia ludzkiego staje się coraz bardziej widoczny, gdy pojawiają się wezwania do mordowania tych, którzy są uważani za przeszkodę.

Od dziesięcioleci dowodzi tego praktyka aborcji. Kraj po kraju padał ofiarą ideologii, że nienarodzone dzieci muszą być zabijane, aby w jakiś sposób przynieść szczęście, wolność osobistą lub spełnienie „mężczyznom i kobietom”. Jeśli naród pozwala swoim obywatelom na dowolne rozczłonkowywanie i mordowanie ich nienarodzonych dzieci, to nie można go opisać inaczej, niż jako kraj moralnej katastrofy.

Jakby nie wystarczyło nieustanne mordowanie nienarodzonych, ci, którzy postanowili rozwijać kulturę śmierci, w ostatnich latach skierowali swój wzrok na osoby starsze. Starzy i niedołężni najwyraźniej zasługują teraz na to samo, co zamordowani nienarodzeni – są uznawani za irytujących, bez celu, wyczerpujących zasoby i w końcu przeszkadzają. Te słowa kluczowe stanowią ideologiczne podłoże każdego argumentu, za pomocą którego aktywiści proponują wprowadzenie eutanazji lub wspomaganego samobójstwa.

Masowe samobójstwo osób starszych

Niedawny przypadek, który wstrząsnął tymi, którzy wciąż cenią ludzkie życie, to 37-letni Japończyk Yusuke Narita. Narita jest adiunktem ekonomii na Uniwersytecie Yale, które to stanowisko zajmuje od 2013 roku. Ostatnio w sieci pojawiły się komentarze, które wygłosił w wywiadzie z 2021 roku.

Odpowiadając na pytanie, jak poradzić sobie z problemami demograficznymi Japonii, dr Narita stwierdził: „Mam wrażenie, że jedyne rozwiązanie jest dość jasne. W końcu, czy nie jest to masowe samobójstwo i masowe’ seppuku’ osób starszych?” Seppuku to brutalny zwyczaj rytualnego samobójstwa polegający na wypatroszeniu, a następnie dekapitacji. Zrodzony z praktyki samurajów, rytualne samobójstwo było uważane za bardziej honorowe niż pozwolenie na pokonanie siebie w bitwie i tym samym wpadnięcie w ręce wrogów. Praktyka ta jest szerzej znana jako harikari.

Nie był to jednak jedyny przypadek, w którym naukowiec z Yale opowiedział się za polityką eugeniczną. W innym wykładzie dla uczniów, Narita rozszerzył swoje pomysły dotyczące eutanazji. Odniósł się do szwedzkiego horroru „Midsommar” z 2019 roku, w którym członkowie szwedzkiego kultu popełniają samobójstwo skacząc z klifu. Członkowie kultu popełnili samobójstwo w wieku 72 lat, uważając to za zaszczyt.

„Czy to dobra rzecz, czy nie, to jest trudniejsze pytanie do odpowiedzi”, powiedział dr Narita. „Więc jeśli uważasz, że to jest dobre, to może możesz ciężko pracować w kierunku stworzenia takiego społeczeństwa”.

Trzeci przypadek dotyczył podniesienia przez naukowca możliwości obowiązkowego samobójstwa w przyszłości – ewentualności, która wydaje się być echem szwedzkiego horroru. „Możliwość uczynienia tego obowiązkowym w przyszłości” „pojawi się w dyskusji”, powiedział.

Jak zauważył New York Times, podczas gdy dr Narita przeszedł do tej pory stosunkowo niezauważony w Stanach Zjednoczonych, zgromadził dużą liczbę zwolenników wśród obywateli Japonii i ma prawie 600 000 zwolenników na Twitterze. Pisząc w NewsWeek Japan, felietonista Fujisaki zauważył, że komentarze Narity nie mogą być zignorowane jako jedynie urojone szaleństwa.

„Ta wypowiedź nie powinna być postrzegana jako 'metafora'” – napisał Fujisaki. „Poważniejsze jest to, że jego komentarze zostały zaakceptowane przez innych wykonawców programu, którzy są obecni na tym wydarzeniu”, i nie tylko komentarze dr Narity zostały przyjęte przez ankieterów, ale reprezentowały one rosnący trend myślowy w Japonii. „Coraz więcej ludzi ma pragnienie odcięcia się od tych, którzy mogą być dla nich ciężarem lub obciążeniem” – napisał Fujisaki.

Po burzy medialnej wokół swoich komentarzy, akademik z Yale próbował się nieco wycofać, informując New York Timesa, że terminy „masowe samobójstwo” i „masowe seppuku” były tylko „abstrakcyjną metaforą”. „Powinienem był bardziej uważać na ich potencjalnie negatywne konotacje” – stwierdził. „Po pewnej autorefleksji, przestałem w zeszłym roku używać tych słów”.

Od aborcji do eutanazji: Nieprzerwany związek

Argumenty dr Narity uderzają jako szczególnie oburzające. Opowiadając się za popełnieniem samobójstwa przez starszych, aby w jakiś sposób ułatwić życie młodszym pokoleniom, demonstruje całkowite odrzucenie jakiejkolwiek wartości czy godności ludzkiego życia. Jego argumenty opierają się na założeniu, że życie jest towarem bez wartości i nie ma większego znaczenia niż jakikolwiek inny przedmiot, który można kupić, a potem usunąć.

W istocie, podkreślają one również, jak społeczeństwo zmieniło się w ostatnich dekadach. Podczas gdy młodzi, sprawni mężczyźni dobrowolnie poszli walczyć w czasie II wojny światowej, aby chronić swoich starszych i rodziny, teraz ta sama grupa wiekowa domaga się, aby nadać im priorytet ponad wszystkimi innymi.

Być może nie powinno to dziwić w świetle powszechnego uwielbienia, jakim współczesne społeczeństwo darzy aborcję, która jest zabójstwem nienarodzonych.

W rzeczywistości promocja eutanazji wydaje się być logiczną konsekwencją tej promocji aborcji, ponieważ poprzez lekceważenie wartości nienarodzonego, „niewidzialnego” życia ludzkiego, jest tylko kwestią czasu, kiedy społeczeństwo będzie błagać o utratę szacunku dla tych, którzy się urodzili i mogą być widziani.

Tak jak zabicie niewinnego nienarodzonego dziecka jest przedstawiane jako sposób na usunięcie „problemu”, tak też eutanazja jest przedstawiana jako sposób na rozwiązanie „różnych problemów społecznych”. W miarę jak odrzucanie religii i wiary w Boga staje się coraz bardziej powszechne, a ludzie postrzegają życie jako coś, czym należy się przede wszystkim cieszyć, sens życia i śmierci traci na znaczeniu. W ten wypaczony obraz rzeczywistości wpisuje się więc argumentacja dr Narity. Jest to nihilistyczny, ale przewidywalny rezultat przekonania, że życie nie ma żadnej wartości i jest czymś, co można poświęcić tylko dla przyjemności.

Zabijanie jako odpowiedź na problemy

Uciekanie się do mordowania bliźnich nie jest niczym nowym. Jest to pokusa od czasu upadku człowieka w ogrodzie Eden, o czym świadczy zabójstwo Abla przez jego brata Kaina. Mordowanie niewinnych młodych jest również poświadczone w annałach historii. Jednak nigdy wcześniej nie było takiego paradoksu jak dziś: „nowoczesne” społeczeństwo pozuje na najbardziej zaawansowane, a w rzeczywistości jest najbardziej zacofane z powodu odrzucenia podstawowych prawd, takich jak istnienie Boga i wynikający z tego sens życia.

Alex Schadenburg, współzałożyciel i dyrektor wykonawczy Canada’s Euthanasia Prevention Coalition, zauważył, że eutanazja opiera się na argumencie, że zabijanie niewinnych jest „rozwiązaniem ludzkich problemów”.

„Problem z eutanazją polega na tym, że tworzy ona scenariusz, według którego zabijanie ludzi jest rozwiązaniem ludzkich problemów” – skomentował. „W większości jurysdykcji, eutanazja jest sprzedawana jako sposób na wyeliminowanie cierpienia, czy to bolesnej śmierci, czy przewlekłych i psychologicznych problemów.

„Narita proponuje eutanazję jako sposób na poradzenie sobie z zimą demograficzną, problemami ekonomicznymi i społecznymi, które będą wynikać z nadciągającego kryzysu demograficznego, polegającego na posiadaniu zbyt wielu starszych ludzi w stosunku do liczby młodych ludzi w obrębie danej kultury” – powiedział Schadenburg, który od ponad 25 lat prowadzi kampanię przeciwko eutanazji.

Zauważył, że kryzys demograficzny w Japonii nie jest odosobniony, ale jest podobny do tego, który „nadciąga w większości krajów zachodnich”.

Wskazując na kanadyjskie prawo dotyczące eutanazji (MAiD), zauważył, jak „kiedy zabijanie staje się rozwiązaniem ludzkich problemów… staje się utylitarną odpowiedzią na inne problemy”. Argumenty używane pierwotnie do wprowadzenia eutanazji, wkrótce zmieniły się na znacznie bardziej swobodne i łatwe, co spowodowało wzrost wskaźników eutanazji.

W Kanadzie sprzedano ją kulturze jako sposób na zaoferowanie „spokojnej śmierci” dla osób nieuleczalnie chorych, a jej efektem było zabijanie jako „odpowiedź” dla osób niepełnosprawnych i starszych, które są biedne, doświadczają bezdomności lub mają trudności z uzyskaniem leczenia. W Kanadzie przekroczyliśmy wyraźną linię , zatwierdzając zabijanie jako rozwiązanie jednego problemu, a następnie zostało ono rozszerzone na wiele problemów.

Taka sytuacja, ostrzegła Schadenburg, prawdopodobnie zdarzy się w Japonii, jeśli sugestie dr Narity zostaną wprowadzone w życie: „Jeśli Japonia miałaby zalegalizować eutanazję, aby zachęcić ludzi do 'wyboru’ wczesnej śmierci, w oparciu o kryzys demograficzny, po kulturowej akceptacji stałaby się narzędziem do kończenia życia osób starszych, zwłaszcza niepełnosprawnych, ubogich, bezdomnych lub mających trudności z uzyskaniem opieki medycznej. Prowadziłoby to do uboju słabych w społeczeństwie”.

Jerzy Urban a FOZZ. Chim Janina: Ja nie jestem buchalterem… jestem finansistką..

=================================

============================

Na Targach Książki w 1992 roku, w Pałacu Kultury im. Józefa Stalina, pojawiła się, po raz pierwszy, prosto z drukarni, nasza książka. Poszedłem do Urbana [była do niego kolejka] i poprosiłem o podpis.. w naszej książce. Dał:

======================================================

Kontroler NIK Michał Falzmann: Proszę o Księgę zobowiązań i należności Polski.

Janina Chim, FOZZ, Universal: Ależ ja nie jestem buchalterem, ja jestem finansistką…

================================================

Gomułka, Bierut, Gierek, Mazowiecki, Wałęsa, Jaruzelski, Bielecki