Polityczne gry warte 40 bilionów dolarów: Dlaczego gospodarka USA się nie załamie

Polityczne gry warte 40 bilionów dolarów:

Dlaczego gospodarka USA się nie załamie

Aleksandra Voitolovskaya o amerykańskim długu publicznym

tass-ru/opinions

Aleksandra Voitolovskaya , doktor nauk politycznych, kierownik amerykańskiej grupy badawczej zajmującej się problematyką społeczno-polityczną w Instytucie Gospodarki Światowej i Stosunków Międzynarodowych im. Primakowa Rosyjskiej Akademii Nauk

27 sierpnia,

© Mario Tama/Getty Images

W ostatnich latach tempo wzrostu długu publicznego USA znacznie przyspieszyło. Chociaż osiągnięcie biliona dolarów zajęło krajowi ponad dwa stulecia, w styczniu 2022 roku przekroczono granicę 30 bilionów dolarów, a w sierpniu 2026 roku dług federalny osiągnął nowy rekordowy poziom 40 bilionów dolarów.

W tym kontekście media od dziesięcioleci krążą pogłoski, że niewypłacalność amerykańskich obligacji skarbowych może doprowadzić do kryzysu gospodarczego, nie tylko w kraju, ale i na świecie. Każda kolejna runda podwyżek limitu długu federalnego USA wywołuje panikę. A jednak nic się nie dzieje. Dlaczego?

Dlaczego potrzebujemy długu publicznego?

Główną przyczyną tego gwałtownego wzrostu długu publicznego (dług federalny nie obejmuje długu stanowego i lokalnego) jest utrzymujący się deficyt budżetowy, w którym wydatki rządowe przewyższają dochody. W ostatnich latach zjawisko to było napędzane przez duże zastrzyki finansowe dla gospodarki w czasie kryzysu finansowego w latach 2008–2011 i pandemii COVID-19, a także przez obniżki podatków i wzrost wydatków wojskowych.

Prawo Stanów Zjednoczonych zabrania rządowi federalnemu przekraczania pułapu zadłużenia ustanowionego przez Kongres. Pułap ten został ustanowiony specjalną ustawą federalną w 1982 roku, a wszelkie późniejsze zmiany poziomu zadłużenia są formalizowane jako poprawki do tej ustawy. Kongres nie tylko ustala pułap zadłużenia, ale także określa okres jego obowiązywania i może zawiesić go na określony czas.

Dług publiczny sam w sobie nie stanowi zagrożenia. Nie jest oznaką recesji, tak jak kredyt bankowy na zakup domu dla rodziny o średnich dochodach nie jest katastrofą. W każdym kraju jest narzędziem rozwoju gospodarczego. Koncentrując zasoby finansowe na priorytetowych obszarach polityki publicznej, zaciąganie pożyczek pozwala władzom szybko zaspokoić potrzeby produkcyjne w okresach spowolnienia gospodarczego i kryzysu, finansować kluczowe funkcje i programy rządowe oraz realizować ważne inwestycje i projekty społeczne.

Jednak gdy dług publiczny przekracza ustalone lub akceptowalne limity lub rośnie w nadmiernym tempie, staje się on dużym obciążeniem dla budżetu. To tak, jakby hipotetyczna rodzina zaciągnęła nie jedną, a dziesięć pożyczek. W takiej sytuacji obsługa długu (spłata odsetek) pochłania nadmierną część budżetu federalnego. Ogranicza to możliwości finansowania innych wydatków i ostatecznie spowalnia wzrost gospodarczy i społeczny kraju.

Struktura długu publicznego

Dług federalny nie jest jednorodny. Dzieli się na nierówne części – zbywalne i niezbywalne papiery dłużne, od których odsetki muszą być spłacane na różnych warunkach i w różnym czasie. Z 40,05 bln dolarów, około 7,78 bln dolarów to dług na rachunkach rządowych, tzw. dług wewnątrzrządowy, utrzymywany przez różne agencje federalne (ubezpieczenia społeczne, fundusze emerytalne, fundusze powiernicze i inne). Pozostałe 32,27 bln dolarów to dług publiczny wobec wierzycieli zewnętrznych wobec rządu: obywateli i podmiotów amerykańskich, w tym Rezerwy Federalnej, a także rządów zagranicznych i inwestorów prywatnych. W przeliczeniu na mieszkańca, zadłużenie Stanów Zjednoczonych wynosi obecnie około 116 480 dolarów na obywatela.

Ekonomiści szacują, że masa krytyczna zaciągniętego długu, powyżej której ożywienie gospodarcze staje się praktycznie niemożliwe bez poważnego kryzysu, waha się od 180% do 200% produktu krajowego brutto (PKB). Najbardziej uderzającym przykładem są współczesne gospodarki Japonii, Grecji i Włoch. Przy takim poziomie zadłużenia praktycznie wszystkie wpływy podatkowe przeznaczane są na obsługę odsetek, ryzyko niewypłacalności lub hiperinflacji gwałtownie rośnie, a co najważniejsze, traci się zaufanie inwestorów do zdolności rządu do wywiązywania się z zobowiązań pożyczkowych (obsługi długu).

Relacja długu federalnego USA do PKB wynosi obecnie około 123%. Dlatego paniczne scenariusze załamania globalnego systemu finansowego w wyniku możliwej niewypłacalności USA są bezpodstawne. Hipotetycznie, gdyby uczestnicy rynku, inwestorzy instytucjonalni i zagraniczni oraz agencje ratingowe wykryli rzeczywiste oznaki zbliżającego się bankructwa rządu USA, ich naturalną reakcją byłaby masowa i przyspieszona wyprzedaż amerykańskich obligacji skarbowych po obniżonych cenach. Jednak tak się nie dzieje i nie stanie się to w najbliższym czasie.

Co więcej, nawet zakładając, że taka sytuacja wystąpiłaby w dającej się przewidzieć przyszłości, nie doprowadziłaby ona do załamania amerykańskiej gospodarki, ponieważ nie wpłynęłaby bezpośrednio na produkcję dóbr i usług. Dług publiczny jest kategorią czysto finansową, związaną z obiegiem kapitału. Jego niewypłacalność wywołałaby kryzys przede wszystkim w globalnym systemie finansowym, a głównym negatywnym skutkiem byłaby utrata zaufania do wypłacalności rządu amerykańskiego. W takim przypadku jego wizerunek i „słowo honoru” prawdopodobnie przestałyby być wystarczającym niematerialnym zabezpieczeniem papierów wartościowych.

Spekulacje wokół długu rządu USA

Dlaczego więc wciąż czytamy o zbliżającym się upadku amerykańskiej gospodarki? To prawdopodobnie kwestia psychologii. Dług federalny to idealny temat do politycznych narracji, ponieważ po prostu nie ma konsensusu co do jego akceptowalnego poziomu, konsekwencji przekroczenia limitu ani sposobów walki z jego wzrostem.

Ta niepewność sprawia, że ​​dług publiczny stał się wygodną kartą przetargową dla obu wiodących partii w USA.

Demokraci, będący obecnie w opozycji do obecnej administracji, wykorzystują kwestię długu do krytyki Białego Domu. W szczególności domagają się nieprzedłużania obniżek podatków dla bogatych i korporacji z 2017 roku, niewycofywania cięć w programach Medicaid (ubezpieczenia dla ubogich) i Medicare (dla seniorów), ochrony programu Social Security (emerytury), ograniczenia finansowania ICE (egzekwowania przepisów imigracyjnych) oraz wstrzymania wydatków wojskowych. Ich żądania obejmują również przywrócenie federalnego finansowania mieszkalnictwa i Amtrak (przewozy pasażerskie pociągami), ochronę instytucji demokratycznych, przywrócenie USAID (Agencji Stanów Zjednoczonych ds. Rozwoju Międzynarodowego) oraz utrzymanie programów humanitarnych.

Tymczasem Republikanie wykorzystują groźbę zablokowania limitu zadłużenia jako dźwignię do cięcia wydatków rządowych, zwłaszcza programów socjalnych. To znaczy, z wyjątkiem konserwatystów MAGA – radykalnego prawicowego skrzydła Partii Republikańskiej lojalnego wobec Donalda Trumpa. Podnieśli oni tradycyjną zasadę leseferyzmu do rangi absolutnej: dla nich podatki są przymusem. Aby tego uniknąć, starają się zminimalizować rolę rządu, jakby chcieli „zagłodzić Lewiatana”. Ich strategia polega na cięciu podatków i celowym generowaniu znacznych deficytów budżetowych, a następnie wykorzystywaniu rosnącego długu jako pretekstu do cięć w programach socjalnych, pozbawiając rząd kontroli finansowej. W tym rozumieniu wysoki dług publiczny jest ubezpieczeniem przed „demokratycznym socjalizmem”, którego tak obawiają się prawicowi konserwatyści.

Jednocześnie, dla partyjnego establishmentu, odniesienie do „ogromnego długu publicznego” służy jako wygodne wytłumaczenie trudnych lub niepopularnych decyzji. Pozwala to przenieść dyskusję z obszaru obiektywnych wskaźników ekonomicznych na abstrakcyjny poziom hipotetycznej konieczności, która, niczym piękno, wymaga poświęceń. Wykorzystując głęboko zakorzenione lęki wyborców przed zagrożeniami zewnętrznymi i wewnętrznymi, politycy kształtują opinię publiczną w każdej palącej kwestii – nierówności, demografii, bezrobocia, starzenia się społeczeństw, kosztów i dostępności opieki zdrowotnej, wydatków na obronę i tak dalej.

Co więcej, członkowie obu partii wykorzystują narrację o długu publicznym do krytykowania lub, przeciwnie, wspierania polityki pieniężnej Rezerwy Federalnej, przerzucając odpowiedzialność za niepopularne wśród wyborców realia gospodarcze na regulatora. Kiedy Fed podnosi stopy procentowe, zwiększając koszty obsługi długu, politycy oskarżają go o „duszenie gospodarki”. Kiedy stopy procentowe są obniżane i uruchamiana jest drukarka pieniędzy, regulator jest krytykowany za przyspieszanie inflacji i dewaluację oszczędności obywateli.

W cyklu wyborczym – a wybory do Kongresu w połowie kadencji spodziewane są w USA w listopadzie – temat ten jest również bardzo płodny. Pozwala on zestawiać kandydatów „odpowiedzialnych” z „nieodpowiedzialnymi” i sztucznie kreować poczucie pilności, odwołując się do klasycznego hasła: „Głosuj właściwie, albo nasze dzieci odziedziczą dług”.

Konsekwencje 

Choć większość ekspertów rozumie, że mechanizmy długu publicznego USA są bardziej złożone, niż często przedstawiają to media, rzeczywistość gospodarcza cieszy się mniejszym zainteresowaniem niż proste, emocjonalne hasła. Tymczasem to właśnie zaufanie do tych haseł w dużej mierze leży u podstaw zabezpieczenia amerykańskich obligacji skarbowych. W najgorszym przypadku nowoczesny system finansowy, który narodził się w latach 70. XX wieku i opiera się na dominacji USA oraz wyłącznej roli dolara jako globalnej waluty rezerwowej, mógłby przestać istnieć. Jest wysoce nieprawdopodobne, czy oznaczałoby to globalną katastrofę.

Dopóki Stany Zjednoczone utrzymają przewagę gospodarczą i znaczącą globalną obecność militarną, w tym odstraszanie nuklearne i sieć sojuszy, dolar zachowa swoją dominującą pozycję. Jednak wyczerpanie tego hegemonicznego zasobu doprowadzi do transformacji całego systemu stosunków międzynarodowych. Parametry tego nowego porządku wielobiegunowego są tak niepewne, że ich ocena wykracza poza obecny okres prognozowania.

Targowice różnych prędkości. Którą wybierasz?

Targowice różnych prędkości. Którą wybierasz?

Autor: CzarnaLimuzyna, 31 sierpnia 2026

Targowice różnych orientacji i różnych prędkości czyli wyniki sondażu IBRiS.

grafika IBRiS wykorzystana  w ikonie wpisu pochodzi z X.

Preferencje samobójcze Polaków zwane wyborczymi nie zaskakują. Jest stabilnie. Na samym czele targowica radykalna, a za nią o 10% mniej znajduje się targowica umiarkowana. Potem jest Konfederacja z konserwatywno-zachowawczym mottem “niepodległości odzyskiwać nie będziemy” oraz Konfederacja Korony Polskiej.

Za nimi horroru ciąg dalszy: targowica tradycyjna zwana lewicą oraz targowica plus. To właśnie targowica plus ma nadzieję zadecydować, którym ośrodkom zagranicznym będzie służyć nowa koalicja.

Mam też niespodziankę – ranking zaufania i nieufności

O autorze: CzarnaLimuzyna

Wpisy poważne i satyryczne

========================================================================

  1. AlterCabrio 31 sierpnia 2026
  2. Na marginesie sondaży i przyszłości.
    ______________
  3. W Rosji wiosną 1917 roku może rzeczywiście nie wiedzieli, kto i jakie buty im już na jesień szykuje…W Szwajcarii wiosną 1917 roku kończyły się negocjacje pomiędzy W. Leninem a wywiadem wojskowym Prus. Wywiad sztabu generalnego Prus oprócz eksterytorialności pociągu wiozącego rewolucjonistów ze Szwajcarii do Rosji przez terytorium Prus zaoferował W. Leninowi 400 tysięcy marek jako zwrot kosztów za wywołanie rewolucji w Rosji. 400 tysięcy marek za cesarza Wilhelma II wymienialne było na 400 000 x 0,36 grama złota, czyli w sumie jakieś 143 kg złota.
  4. Pociąg ten wyruszył z Zurychu przez Sassnitz i dalej Trelleborg, a potem dookoła zatoki Botnickiej w kwietniu 1917 roku.Przenosząc historię na dzisiejsze realia: z faktu, że w Polsce nikt nie wie, jak będzie Ona wyglądała na wiosnę przyszłego roku nie wynika, że poza Polską też tego nie wiadomo. Nie wiemy (ani my, którzy to czytamy, ani ci, co im tam pies m*rdę lizał) kto z kim co knuje, tym bardziej nie wiemy, który wywiad którego emigranta opłaca.

Kto rządzi Ameryką. Who Rules America. Mówi Profesor Jeffrey Sachs

Kto rządzi Ameryką. Who Rules America

Mówi Profesor Jeffrey Sachs

[Przysłał mi przed chwilą przyjaciel z Kanady. Razem walczyliśmy przeciw agresji Sachsa, globalistów w latach 90-tych. Widać na starość nawet Sachs trzeźwieje?? MD]

==========================================================

substack.com/@thememoryhole/note/sachs

=================

Dziesięciu Amerykanów posiada […] majątek netto w wysokości 2,3 biliona* dolarów, a Elon chce dodać jeszcze jeden bilion. Już teraz dziesięciu najbogatszych Amerykanów posiada majątek o wartości 2,3 biliona. To ogromna kwota jak na 10 osób, 10 osób fizycznych – nie chodzi tu o 10 firm ani o 10 klanów, tylko o 10 osób.

Ale tak się składa, że posiadają oni dużo więcej. Należy do nich Biały Dom, to oni mianują wiceprezydenta, to oni wyznaczają kierunek polityki rządu USA, to oni będą właścicielami kryptowalut, które staną się naszymi głównymi walutami.

Należą do nich wszystkie duże platformy, za pośrednictwem których się komunikujemy; należy do nich oczywiście YouTube – kanał, na którym czasami mogę mówić rzeczy, które nie przypadają do gustu rządowi USA – ale nie wiem, jak długo jeszcze.

Sa właścicielami mojego adresu e-mail, mają pełną wiedzę o każdym naciśnięciu klawisza, jakie wykonałem w ciągu ostatnich 10 lat – bez wątpliwości, posiadają moją prywatność.

Są właścicielami gazet, takich jak „Washington Post”, należącej do Jeffreya Bezosa, a wkrótce staną się też właścicielami TikTok – a dokładniej TikTok USA – ponieważ Larry Ellison kupuje tę firmę w imieniu Benjamina Netanjahu, a następnie przekaże ją swojemu synowi jako miły prezent. Już wcześniej podarował mu Paramount Studios, Paramount Media i CBS News. To dopiero świat, a chodzi tu tylko o około dziesięciu Amerykanów.

Znajdujemy się więc w sytuacji niezwykle dziwnej koncentracji władzy, jakiej, jak sadze, jeszcze nigdy nie widzieliśmy. Demokracja już uległa zniszczeniu – jesteśmy demokratyczni jedynie z nazwy. Nie mamy jednak sensownego systemu niedemokratycznego, mamy natomiast system sprywatyzowany, co jest czymś zupełnie innym.

W Chinach, które nie są demokracją, panuje technokracja, natomiast w Stanach Zjednoczonych sytuacja jest odwrotna – rząd podporządkowany jest obecnie określonej klasie korporacyjnej z sektora Big Tech. Znajdujemy się więc również w trakcie eksperymentu z formą rządów. […] Czy osiągniemy powszechny dobrobyt? To zależy od tego, jak wykorzystamy naszą nadwyżkę. Jeśli cała nadwyżka trafi do najbogatszych, czeka nas masowe zubożenie.

=======================

* Trillion, w Ameryce to milion milionów, 10 do potęgi dwunastej, czyli 1 z dwunastoma zerami! (więcej zer moglibyśmy znaleźć tylko w naszym rządzie, z pomocą AI, oczywiście)

=============================

mail.

Oczywiście Sachs kłamie. Świadomie. NIE MOŻE bowiem nie wiedzieć, że to ZESPÓŁ. Nie dopuścili go?

Zapewne dwunastu zresztą, jak w „Karierze Nikodema Dyzmy”. Podlegają Trzynastemu, czyli Szatanowi

Czy Europa zmarznie tej zimy? Niepokojąco niskie zapasy gazu

Czy Europa zmarznie tej zimy? Niepokojąco niskie zapasy gazu w magazynach

31/08/2026 zmianynaziemi/czy-europa-zmarznie-tej-zimy-niepokojace-zapasy-gazu-w-magazynach

Europa wchodzi w sezon jesienno-zimowy z bagażem obaw dotyczącymi bezpieczeństwa energetycznego. Aktualne dane wskazują, że magazyny gazu w Unii Europejskiej są zapełnione jedynie w około 63%. Jest to wynik najniższy od 13 lat, co budzi uzasadniony niepokój analityków rynku energii oraz decydentów politycznych. Sytuacja wygląda szczególnie słabo w Niemczech, gdzie poziom zapasów wynosi zaledwie 52,5%, co stawia największą gospodarkę kontynentu w trudnym położeniu.

Obecny stan magazynów jest wynikiem splotu kilku niekorzystnych czynników. Po pierwsze, ubiegłoroczna zima okazała się wyjątkowo surowa, co wymusiło większe zużycie zapasów niż zakładano w optymistycznych scenariuszach. Efekt tego był widoczny już na początku wiosny. W kwietniu poziom wypełnienia magazynów w UE wynosił niespełna 29%, podczas gdy w analogicznym okresie poprzedniego roku wskaźnik ten był o 6 punktów procentowych wyższy. Taki start sezonu uzupełniania zapasów sprawił, że Europa musiała gonić normy przez całe lato.

Dla porównania warto spojrzeć na dane z 2023 roku, kiedy to magazyny osiągały poziom 80% już w lipcu, a w sierpniu przekraczały barierę 90%. W 2024 roku próg 90% został osiągnięty w sierpniu, jednak obecna dynamika wskazuje na znacznie większe trudności. Eksperci z EnergyRiskIQ ostrzegają, że tak głęboki deficyt w stosunku do normy, wynoszący ponad 14 punktów procentowych, jest historycznie sygnałem ostrzegawczym. Jeśli w okresie od września do października, kiedy zamyka się okno intensywnego zatłaczania gazu, dojdzie do jakichkolwiek zakłóceń w dostawach, rynek może wejść w fazę silnego stresu.

Na rynku gazu cena kształtuje się obecnie na poziomie 68 euro za MWh. Choć nie są to kwoty z okresu największego kryzysu energetycznego, to w połączeniu z niskimi zapasami tworzą one presję na ceny dla odbiorców końcowych. Każde gwałtowne ochłodzenie w październiku lub listopadzie może spowodować szybki skok cenowy, ponieważ margines bezpieczeństwa jest w tym roku wyjątkowo wąski.

Mimo tych niepokojących danych, niektórzy analitycy próbują tonować nastroje. Zgodnie z aktualnymi projekcjami, przy zachowaniu obecnego tempa zatłaczania gazu, które wynosi około 0,29 punktu procentowego dziennie, magazyny mogą osiągnąć poziom 83% do 1 listopada. Byłoby to zgodne z tzw. zrelaksowanym celem zapełnienia. Inni eksperci, w tym przedstawiciele szwajcarskiej grupy Axpo, szacują, że realny poziom zapasów przed szczytem zimy wyniesie od 70% do 75%. Jest to wartość niska, ale wciąż nie krytyczna, o ile nie wystąpią nagłe awarie rurociągów lub konflikty geopolityczne odcinające kluczowe szlaki dostaw.

Aby sprostać normom wypełnienia przed sezonem 2026-2027, Europa będzie musiała zatłoczyć do magazynów co najmniej 68 mld metrów sześciennych gazu. To ogromne wyzwanie logistyczne i finansowe, szczególnie w obliczu konieczności dywersyfikacji źródeł dostaw i odejścia od surowców z Rosji. Unia Europejska dopuszcza 10% elastyczności w przypadku bardzo trudnych warunków zatłaczania, jednak w obecnej sytuacji każdy procent ma znaczenie.

Kluczowym pytaniem pozostaje to, jak zareagują rynki na ewentualne problemy z dostawami w najbliższych tygodniach. Jesień jest krytycznym momentem, ponieważ to właśnie teraz decyduje się, z jakim zapasem Europa wejdzie w najzimniejsze miesiące roku. Niskie stany magazynowe w Niemczech, które są hubem energetycznym dla wielu krajów regionu, mogą wpłynąć na stabilność dostaw w całej Europie Środkowej.

Podsumowując, Europa znajduje się w sytuacji ryzykownej, choć nie beznadziejnej. Najniższy od 13 lat poziom zapasów gazu w momencie wejścia w jesień pokazuje, jak bardzo kontynent jest wciąż wrażliwy na wstrząsy zewnętrzne. Choć prognozy wskazują na możliwość osiągnięcia poziomu 83% do listopada, margines błędu jest minimalny. Nadchodzące tygodnie pokażą, czy strategia uzupełniania zapasów w trybie przyspieszonym okaże się wystarczająca, by uniknąć kryzysu energetycznego przy pierwszej fali mrozów.

============================================

Źródła:

https://energyriskiq.com/gas-storage-levels-in-europe

https://global-energy-flow.com/storage

https://www.consilium.europa.eu/en/infographics/gas-stora…

https://tass.com/economy/2177971

https://www.investing.com/analysis/europes-gas-market-fac…

https://www.swissinfo.ch/eng/war-peace/gas-storage-facili…

Wiedeń pod kontrolą

Wiedeń pod kontrolą

30. sierpnia 2026 Marek Wojcik World-scam/wieden-pod-kontrola

Szacuje się, że w Wiedniu znajduje się łącznie ponad 500 000 kamer monitorujących, z czego większość to urządzenia prywatne i zakładowe. Pomimo że to zdanie wyrzuciła z siebie sztuczna inteligencja, nie traktuję tego jako cytat, ponieważ SI ignoruje prawo cytatu.

Wiedeń, niegdyś najbardziej przyjazne do życia miasto na świecie, przechodzi obecnie przez zdumiewającą transformację pod rządami czerwono-różowego, a wcześniej czerwono-zielonego rządu miejskiego — niestety, nie w kierunku większej wolności i jakości życia, ale w kierunku systemu kontroli opartego na kamerach, który ostatecznie sprawia, że ​​termin „socjaldemokratyczny” staje się farsą.

Cytat ze wczorajszego artykułu na tkp.at: Wiedeń na drodze do 15-minutowego miasta: od szalonego lata pełnego placów budowy do opartych na kamerach opłat za wjazd do centrum miasta. Źródło.

Siedem lat temu Londyn zajmował 7., Moskwa 19., Berlin 20., Warszawa 24., a Wiedeń 25. miejsce na świecie w rankingu kontroli przy użyciu kamer na tysiąc mieszkańców.
Źródło.

Piętnastominutowe miasto nie jest odpowiedzią na problemy komunikacyjne. To zwiastun totalnego systemu inwigilacji, który płynie pod zieloną flagą i jest wdrażany w Wiedniu przez Socjaldemokratyczną Partię (SPÖ), która w swoim programie używa słowa „socjaldemokratyczny” jedynie jako historycznego reliktu. Bruno Kreisky przewracałby się w grobie.

Kiedy w latach 80. wybrałem się na nocny pieszy spacer po Wiedniu, przez kilka godzin napotkałem zaledwie parę osób na ulicy. Dotarłem także do Favoriten, uznanej dzisiaj za najbardziej niebezpieczną dzielnicę. Wiedeń był wtedy naprawdę bardzo spokojnym i bezpiecznym miastem.

Zainstalowanie miejskiego monitoringu wcale nie wpływa na wzrost bezpieczeństwa, ponieważ nie usuwa przyczyn wzrostu działalności kryminalnej. Jest to typowe działanie polityki tworzącej złudne wrażenie pełnej kontroli nad problemami, które sama tworzy.

Funkcja ta nosi nazwę „WiFi Motion” i jest częścią pakietu „Xfinity Shield” firmy Comcast. Wykrywa ona ruch w domu bez użycia kamery. Comcast drobnym drukiem zezwala na przekazywanie zebranych danych stronom trzecim pod pewnymi warunkami.
Źródło.

Kontrola to nie tylko kamery śledzące. Twoja komórka to doskonała baza danych o tobie.

SI – początek:

Smartfon zbiera ogromną ilość danych o swoim właścicielu. Informacje te są gromadzone przez system operacyjny (Android/iOS), zainstalowane aplikacje, operatora sieci oraz wbudowane czujniki.

Oto szczegółowa lista informacji, jakie zbiera telefon:

📍 Lokalizacja i przemieszczanie się

  • Historia miejsc: Gdzie mieszkasz, pracujesz i bywasz.
  • Trasy podróży: Jakim środkiem transportu się przemieszczasz.
  • Dokładny punkt: Szerokość i długość geograficzna z GPS.
  • Otoczenie: Sieci Wi-Fi i urządzenia Bluetooth w pobliżu.

👤 Tożsamość i dane osobowe

  • Dane biometryczne: Odciski palców oraz skan twarzy (FaceID).
  • Dane konta: Imię, nazwisko, adres e-mail, wiek i płeć.
  • Kontakty: Numery telefonów, maile i zdjęcia znajomych.
  • Hasła: Dane logowania zapisane w przeglądarce i aplikacjach.

📱 Aktywność cyfrowa i nawyki

  • Historia przeglądania: Wyszukiwane hasła i odwiedzane strony WWW.
  • Użycie aplikacji: Jakich aplikacji używasz i jak długo.
  • Pomiary pisania: Twój styl pisania i najczęściej używane słowa.
  • Zakupy: Dane kart płatniczych i historia transakcji.

💬 Komunikacja i multimedia

  • Połączenia: Historia rozmów, numery, czas i długość trwających połączeń.
  • Wiadomości: Treści SMS-ów oraz powiadomienia z komunikatorów.
  • Pliki: Twoje prywatne zdjęcia, filmy i dokumenty.
  • Głos: Nagrania audio i komendy wydawane asystentom głosowym.

🔋 Stan fizyczny i techniczny

  • Zdrowie: Liczba kroków, puls, sen i spalone kalorie.
  • Dane urządzenia: Model telefonu, poziom baterii i wersja systemu.

SI – koniec.

To nie ja zgromadziłem powyższe zestawienie. Tak odpowiedziała mi sztuczna inteligencja – SI, na pytanie: Jakie informacje o właścicielu zbiera komórka?

Autor artykułu Marek Wójcik
Mail: worldscam3@gmail.com

Od chwały w nauce do hańby (1)

Od chwały w nauce do hańby (1)

Prof. Anna Raźny

O złej kondycji nauki polskiej i równie złej kondycji – głównie materialnej i społecznej – środowiska akademickiego napisano wiele tomów. Dominuje w nich uzasadniony ton krytyki wyjątkowo niskiego finansowania badań i fatalnych reform szkolnictwa wyższego, których kulminację stanowiło przekształcenie – za rządów PiS i Jarosława Gowina jako ministra Nauki i Szkolnictwa Wyższego – uczelni w quasi korporacje.

Jako takie są zaś one  zainteresowane nie tyle poziomem naukowym, ile walką o pieniądze – nade wszystko z systemu grantowego, zawłaszczonego przez oligarchiczne, niezatapialne lobby, które żeruje poprzez system utajnionych recenzji na miliardach złotych zawłaszczanych z naszych podatków.

Gdy do tego dołączymy jednoczesne zatrudnienie wielu – nade wszystko samodzielnych – pracowników naukowych w kilku uczelniach publicznych i niepublicznych oraz PAN czy IPN – otrzymamy obraz niewiele odbiegający od tego z jakim mamy do czynienia w służbie zdrowia, gdzie łączenie praktyki prywatnej lekarzy z jednoczesnym zatrudnieniem w wielu jednostkach podlegających NFZ jest procesem nagminnym. Jeśli w nauce pogoń za zyskiem – osiąganym w każdy możliwy sposób – stała się dewizą funkcjonowania jednostek naukowych oraz celów życiowych wielu ich pracowników, trudno mówić o jakimś ich etosie.

Nauka i nauczanie bez etosu

Obecnie w nauce polskiej nie funkcjonuje żaden etos – ani zawodowy, ani moralny, ani patriotyczny – przypisywany niegdyś humanistyce. Dlatego trudno mówić o takim kształceniu młodzieży w polskich uczelniach, które zapewniałoby jej nie tylko zdobycie wybranego zawodu, ale również mądrości jako podstawy osiągania szlachetnych celów w życiu. Ten drugi nurt kształcenia, wywodzący się z greckiej tradycji eudajmonii – poszukiwania mądrości jako najlepszego sposobu życia – został całkowicie wyparty z naszych szkół wyższych.

Została z nich również wyparta – niestety, skutecznie – tradycja średniowiecznych uniwersytetów chrześcijańskiej Europy, które wypracowały koncepcję akademii jako miejsca nie tylko rozwoju nauki, ale również budowania wspólnoty uczonych i studentów, opartej  na modelu mistrz i uczeń.

Ukształtowany w ramach wolnego rynku i funkcjonujący na zasadach liberalizmu filozoficzno-ekonomicznego obecny typ polskiej uczelni zrywa nie tylko z antyczną i średniowieczną tradycją uniwersytetu, ale narzuca obce jej uzależnienie od jakichkolwiek ideologii. One bowiem dewastują cel badań naukowych i jednocześnie cel kształcenia młodzieży, co jest widoczne nade wszystko w naukach humanistycznych i społecznych. O tym, jakie są skutki ich ideologizacji, świadczy historia nauki i szkolnictwa wyższego PRL.  Wymienić można w tym miejscu tysiące pozycji, odwołujących się do marksizmu-leninizmu. Czy po totalnej dyskredytacji tej ideologii ktoś z poważnych uczonych – wyłączywszy lewacką aberrację – powołuje się na zawarte w nich „odkrycia”?

Upolitycznienie jeźdźcem Apokalipsy

Temu retorycznemu pytaniu towarzyszy drugie: jaką wartość obiektywną mają już teraz prace zdeterminowane ideologią politycznej poprawności – wymuszającej podporządkowanie nie tylko anty-aksjologicznemu postmodernizmowi, ale również dehumanizującemu genderyzmowi? Dodatkowym, najnowszym elementem ideologizacji nauki jest jej upolitycznienie, przynoszące ogromne szkody głównie w humanistyce – która obecnie jest już tylko post-humanistyką – oraz w naukach społecznych. Jak pokazuje uzależnienie nauki w epoce totalitaryzmu komunistycznego od „materializmu dialektycznego” – znanego pod uproszczonym skrótem diamat – oznaczało skazanie jej na upadek, którego skutki odczuwają do dnia dzisiejszego społeczeństwa dawnego bloku socjalistycznego.

Bez przywołania antycznej Kasandry, która wieszczyłaby podobny los tych nauk, już teraz możemy głosić ich upadek. Zapowiadało go – niczym jeździec Apokalipsy – w drugim dziesięcioleciu obecnego wieku stopniowe uzależnianie prac naukowych i procesu dydaktycznego od rosnącej w przestrzeni politycznej rusofobii. Powiązanie rusofobii ze sztuczną ukrainofilią i występującą z nią nieodłącznie banderyzacją polskiej nauki przyspieszyło proces jej upadku.

Można w tym miejscu wymienić dziesiątki rusofobicznych prac o „Putinowskiej Rosji”, zakłamujących do cna jej autentyczny obraz. I paralelnie – można zacytować długą listę publikacji prezentujących „poświęcającą się dla ludzkości” Ukrainę w jej walce z  „Kremlowskim reżimem” i „ruskim mirem” – w których nie znajdziemy żadnej wzmianki o tym, że oficjalną ideologią w tym „poświęceniu” jest odrodzony banderyzm. Ukrywanie w pracach naukowych faktu, iż ludobójcza ideologia jest od rozpadu ZSRR dźwignią ukraińskiej polityki jest najbardziej szkodliwą formą banderyzacji polskiej nauki. Rusofobia i banderyzacja to jedno wielkie piętno, które – podobnie jak niegdyś diamat – skazuje ją na upadek.

Upolitycznienie nauki jest dodatkowym, wyjątkowo silnym umocnieniem jej odwrotu od prawdy, realizowanego jednocześnie na gruncie postmodernizmu, politycznej poprawności i genderyzmu. Negacja prawdy w ramach upolitycznienia jest wyjątkowo skuteczna, gdyż panujący w Polsce system społeczno-polityczny przewiduje dla jej obrońców szereg restrykcji – od wykluczenia ze środowiska uniwersyteckiego i pozbawienia możliwości publikacji prac niezależnych od rusofobii i banderyzacji  po odpowiedzialność sądową z różnych paragrafów kodeksu karnego. W programie unowocześniania  polskich uczelni upolitycznienie nauki i nauczania stanowi również wyjątkowo skuteczną formę zrywania z tradycją uniwersytecką i destrukcji wspólnoty universitas.

Problematyka rosyjska jako obiektywny cel nauki polskiej obecnie nie istnieje. Nie istnieje w niej również obiektywne ujęcie wszelkiej problematyki ukraińskiej. Różnica w tym niezaistnieniu obiektywizmu jest jednak ogromna. W przypadku Rosji celem jest jej unicestwianie polityczne, militarne i cywilizacyjno-kulturowe. W przypadku Ukrainy – wszelkie formy jej poparcia w takim kształcie, jaki uzyskała po rozpadzie ZSRR – czyli neobanderowskim. Zgodnie z tymi dwoma przeciwstawnymi kierunkami upolitycznienia nauki dokonana została pacyfikacja rusycystyki i rosjoznawstwa na polskich uczelniach. Rozwijane na nich badania i kierunki studiów zostały podporządkowane rusofobicznej polityce polskich władz, narzuconej nam w ramach sojuszu z USA oraz członkostwa w NATO i UE. Nikt – oprócz działających poza uczelniami kilku emerytowanych profesorów nie protestował, nie przestrzegał przed przekształceniem idei wykluczania Rosji i Rosjan ze światowej rodziny narodów i odmawiania im prawa do istnienia – w nową formę nazizmu bądź rasizmu.

Zgaszony blask chwały

Rusofobia czyni spektakularne spustoszenie na gruncie nauk o Rosji – nade wszystko dlatego, że w samym swym założeniu degraduje cel ich badań i nauczania. Milczenie wobec odrzucenia prawdy o jej współczesnym obliczu,  zgoda na demonizację nie tylko jej władz, ale również historii i kultury z „ruskim mirem” na czele,  na – graniczące z rasizmem i agresywnym nacjonalizmem – odmawianie Rosji i Rosjanom prawa przynależności do wspólnoty międzynarodowej dyskwalifikuje na wielu poziomach przedstawicieli tych nauk jako kompetentnych badaczy. Świadczy o tym, że nie są w stanie dorównać swym poprzednikom – rusycystom i rosjoznawcom, którzy w warunkach zaborów, politycznego i ideowego skonfliktowania z Rosją radziecką w dwudziestoleciu międzywojenny, a następnie zniewolenia komunistycznego w ramach pojałtańskiego porządku światowego, pozostali wierni etosowi uczonego, służącego prawdzie i w jej imię odrzucającego uzależnienie od wszelkich ideologii.

To oni, mniej lub bardziej znani, przynieśli chwałę obiektywizmu i wolności polskiej nauce; wolności nie tylko od kłamstwa, ale także różnych subiektywizmów i partykularyzmów. Wyróżnia się pośród nich Marian Zdziechowski – wielki uczony końca XIX i pierwszego trzydziestolecia XX wieku, filozof, slawista, nade wszystko badacz kultury rosyjskiej XIX i XX wieku oraz stosunków polsko-rosyjskich, polski patriota zaangażowany w życie polityczne swej epoki. Zdziechowski stał się wzorem dla wielu pokoleń rusycystów – prezentujących opcję filologiczną – oraz rosjoznawców – ukierunkowanych na badania historyczno-kulturowe. Wzorem uczonego Polaka, który jako profesor Uniwersytetu Jagiellońskiego – w latach 1899-1919 – w okresie rozbiorowym Polski stworzył podwaliny dla wolnej od zakłamania nauki o Rosji. W tym okresie powstała fundamentalna dla późniejszych polskich badaczy jego praca porównująca polski mesjanizm z konserwatyzmem rosyjskiego słowianofilstwa Mesjaniści i słowianofile. Szkice z psychologii narodów słowiańskich (1888). Próżno szukać w nich jakiejkolwiek zapowiedzi współczesnej rusofobii, która pogrąża polską naukę.

Jeszcze większe znaczenie pod tym względem posiada do dziś druga jego fundamentalna praca z tego zakresu Mesjaniści i słowianofile. Nowe szkice z psychologii narodów słowiańskich (1888). Z tego tomu pochodzi określenie, jakim Zdziechowski podsumował Lwa Tołstoja jako anarchistę chrześcijańskiego, sprowadzającego wielkość chrześcijaństwa do samej tylko etyki, a ściślej do Kazania na Górze  według św. Mateusza i uznania za jej istotę ideę niesprzeciwianie się złu siłą. Zdziechowski podjął polemikę z drugim najwybitniejszym obok Fiodora Dostojewskiego rosyjskim pisarzem jako równy mu polski uczony, który prezentuje swoje zdanie w poruszanych przez niego uniwersalnych kwestiach dobra i zła, życia i śmierci, ateizmu i wiary.

Do historii kultury – polskiej i rosyjskiej – weszła zarówno ta korespondencja, jak i ta, którą Zdziechowski podjął także z filozofami rosyjskiego renesansu religijnego: Nikołajem Bierdiajewem, Sergiejem Bułgakowem, Piotrem Struwe, Dmitrijem Mereżkowskim, Nikołajem Trubieckim. Kontakty z tymi wybitnymi myślicielami rosyjskimi utrzymywał także w czasie ich pobytu na Zachodzie – głównie we Francji – dokąd wyemigrowali po zwycięstwie rewolucji bolszewickiej.

Również w dwudziestoleciu międzywojennym – już jako rektor Uniwersytetu Wileńskiego Zdziechowski był nie tylko natchnieniem, ale także sumieniem polskich badaczy zajmujących się Rosją – wówczas radziecką, zniewoloną przez utopię komunizmu i przez realizującą jej cele totalitarną władzę. Pisząc o radzieckiej Rosji polscy rusycyści i rosjoznawcy II Rzeczypospolitej – będącej na ideowych antypodach Związku Radzieckiego – nigdy nie posunęli się do utożsamienia z jego dehumanizacyjną machiną narodu rosyjskiego, nigdy nie odmówili mu prawa do istnienia w suwerenności i wolności. Nigdy nie przestrzegali Polski i świata przed Rosją i Rosjanami. Przestrzegali przed komunizmem w totalitarnej postaci bolszewizmu – jak to uczynił Zdziechowski w pracach z lat 30. ubiegłego wieku: Terror intelektualny w Rosji, W obliczu końca, Widmo przyszłości.

Przedwojennych, rzetelnych i obiektywnych badaczy Rosji było wielu.  Wymienić należy w tym miejscu nade wszystko Wacława Lednickiego – syna Aleksandra Lednickiego – który kontynuował na Uniwersytecie Jagiellońskim  dzieło Zdziechowskiego, kierując Katedrą Literatury Rosyjskiej. Inny typ tematyki rosyjskiej na gruncie polskim tego okresu –wolną od politycznej presji publicystykę i krytykę literacką – reprezentował Rafał Blüth, związany z katolickim nurtem wydawniczym, zaś w latach 30. z działalnością emigracyjną rosyjskiej grupy literackiej Domek w Kołomnie, skupionej wokół Dmitrija Fiłosofowa. Na uwagę zasługuje ponadto zainteresowanie twórców polskich literaturą rosyjską. Należał do nich Teodor Parnicki, który podjął się jej popularyzacji w ramach wykładów, jakie wygłaszał na Uniwersytecie Lwowskim, oraz w uprawianej na łamach lwowskich czasopism krytyce literackiej.

Gdy poznajemy bliżej ich dokonania, wnioskujemy jedno: nie mają dominującego obecnie tendencyjnego charakteru; są zbudowane na prawdzie i wierności faktom historycznym, co wyklucza zaistnienie w nich rusofobii. Jest ona dziełem zdehumanizowanej współczesności.

Prof. Anna Raźny

Myśl Polska, nr 35-36 (30.08-6.09.2026)

USA zbombardowały dwa obiekty wojskowe na irańskiej wyspie Larak

Larry Johnson: PILNE WIADOMOŚCI:

USA zbombardowały dwa obiekty wojskowe

na irańskiej wyspie Larak,

w pobliżu kluczowego punktu

dostaw ropy naftowej

W niedzielę, 30 sierpnia 2026 roku, siły amerykańskie zaatakowały dwie irańskie pozycje na wyspie Larak w strategicznie ważnej Zatoce Omańskiej, bezpośrednio przylegającej do Cieśniny Ormuz.

Atak, pierwszy publicznie potwierdzony atak USA na cele irańskie od końca lipca, przerwał kruchy okres względnej powściągliwości i w ciągu kilku godzin wywołał irański atak rakietowy na bazy amerykańskie w Jordanii. W wywiadzie na żywo dla kanału Dialogue Works, były analityk CIA Larry Johnson określił te wydarzenia jako symptom braku amerykańskiej strategii i początek nowej rundy eskalacji.

https://youtube.com/watch?v=ApuFYdI9ATc%3Ffeature%3Doembed

Wyspa Larak leży zaledwie kilka kilometrów od irańskiego wybrzeża, w pobliżu Bandar-Abbas, bezpośrednio na jednym z najwęższych i najważniejszych szlaków żeglugowych świata. Znaczna część światowej ropy naftowej przepływa przez Cieśninę Ormuz. Stany Zjednoczone oświadczyły, że Korpus Strażników Rewolucji Islamskiej (IRGC) przygotował tam wyrzutnie rakiet do wystrzeliwania min morskich w kierunku cieśniny. Oficer amerykański potwierdził użycie dronów. Irańskie źródła poinformowały o ofiarach śmiertelnych i rannych wśród żołnierzy i cywilów oraz zapowiedziały „odpowiedź i karę”.

Johnson wierzy w irańskie zapowiedzi. Teheran nie rzuca pustych gróźb. Drony podobno pochodziły z Jordanii; w związku z tym Iran zaatakuje właśnie tam. Jordania ma dwie istotne bazy: Muwaffaq Salti (znaną również jako Al-Azraq) i King Hussein. Te same cele zostały zaatakowane w godzinach po ataku USA kilkoma falami pocisków balistycznych z zachodnich prowincji Iranu, takich jak Teheran, Fars, Tebriz, Kermanszah, Lorestan i Chorramabad. Zgłoszono co najmniej jedno trafienie w Muwaffaq Salti. Systemy obrony powietrznej – najwyraźniej Patriot PAC-3 – wystrzeliły pociski przechwytujące. Niektóre pociski zostały przechwycone, inne nie.

Johnson uważa, że ​​zapasy [USA] są w dużej mierze wyczerpane: „To butelka szampana, która została opróżniona”. Przeciwko systemom manewrującym lub hipersonicznym, takim jak pocisk Fatah, Patriot, THAAD i Żelazna Kopuła mają w każdym razie niewielką skuteczność. Iran często najpierw wykorzystuje starsze rakiety do wyczerpania obrony przeciwnika, a następnie wysyła nowocześniejszą broń.

Moment ten jest politycznie i gospodarczo napięta. Obie strony od tygodni mówiły o deeskalacji. Amerykańscy dyplomaci mieli wrócić. W tym samym czasie Amerykanie najwyraźniej wycofywali tankowce z Kataru – co wskazywało na spodziewane ataki na państwa Zatoki Perskiej. Johnson postrzega to nie jako przemyślany plan, ale jako zwykłą praktykę: „Co zrobimy dzisiaj? Zbombardujmy wyspę”. Waszyngton nadal nie docenia gotowości i zdolności Iranu do odwetu.

Jednocześnie prezydent Trump próbuje obniżyć ceny ropy naftowej, zawierając rzekomo historyczne porozumienie w sprawie wenezuelskich rezerw. Johnson nazwał to iluzją na stronie sonar21.com. Rezerwy znajdują się pod ziemią, ropa jest ciężka i lepka, a niezbędna infrastruktura jest niewystarczająca. ExxonMobil wcześniej podawał koszty rzędu 100 miliardów dolarów i odrzucił ten pomysł. Co więcej, wenezuelska ciężka ropa nie rozwiąże problemu dotkliwego niedoboru oleju napędowego i paliwa lotniczego spowodowanego zakłóceniami na trasie Ormuz. Atak w niedzielę jeszcze bardziej podniesie ceny na rynkach w poniedziałek.

Straty gospodarcze w regionie są już ogromne. Od początku wojny w lutym 2026 roku Katar odnotował spadek PKB o 8% do ponad 17% oraz ogromne straty w produkcji LNG; Kuwejt odnotował spadek wydobycia ropy o około 53%, Irak o 63%, Arabia Saudyjska o 29%, a Zjednoczone Emiraty Arabskie o 40%. Państwa Zatoki Perskiej chcą ponownie otworzyć Cieśninę Ormuz; Iran w zamian domaga się zniesienia blokady nałożonej przez USA. W Stambule niebawem odbędzie się spotkanie w sprawie tzw. Paktu Mekkańskiego.

Jednocześnie Rosja zaostrza sytuację na Ukrainie: Trwające prawie 80 godzin nieprzerwane ataki dronów i rakiet na magazyny, sieci energetyczne i infrastrukturę cywilną. Supermarkety stoją puste. Johnson postrzega to jako przejaw determinacji Putina i braku woli zawarcia zawieszenia broni. Według niego Stany Zjednoczone nie mają jasnej strategii ani wobec Ukrainy, ani wobec Iranu. Trump podwaja skalę operacji wojskowych, a wstrząsy gospodarcze – związane z ropą, pszenicą i olejem napędowym – uderzają w rynki.

Johnson spodziewa się kolejnych dni lub tygodnia wzajemnych ataków, zanim w końcu nastąpi przerwa lub negocjacje. Iran będzie ostro reagował na każdy atak USA. W momencie rozmowy nie było jeszcze jasne, czy rakiety uderzą również w Izrael lub amerykańskie okręty w Zatoce Omańskiej i na Morzu Arabskim. Noc była jeszcze młoda. Cieśnina Ormuz pozostaje punktem krytycznym.

Odpowiedź Johnsona na pytanie, czy Waszyngton wyciągnął jakiekolwiek wnioski z sześciu miesięcy wojny, jest jednoznaczna: nie.

Religia w szkole – TAK, ale jaka? Walka o przywrócenie drugiej lekcji to za mało

Religia w szkole – tak, ale jaka?

Walka o przywrócenie drugiej lekcji

to za mało

31 sierpnia 2026 Adrian Fyda pch24/religia-w-szkole-tak-ale-jaka-walka-o-przywrocenie-drugiej-lekcji-to-za-malo

szkola-religia-AF.jpg
opr. PCh24.pl

Dwie godziny religii tygodniowo? Owszem, ale trzeba sobie zadać pytanie, co właściwie ma się podczas nich dziać. Sama walka o przywrócenie drugiej lekcji nie wystarczy, jeśli katecheza ma sprowadzać się do oglądania filmów zamiast do rzeczywistego pogłębiania wiary i lektury Katechizmu.

Ciekaw jestem, ilu Czytelników tego artykułu rzeczywiście pogłębiło swoją wiarę na lekcjach religii. Mam szczerą nadzieję, że większość. Nie wszyscy mieli jednak taką szansę. Należy bowiem zwrócić uwagę na przypadki, w których religia w szkole sprowadzała się do… oglądania filmów religijnych. A przecież nie o to chodzi.

Na duszpasterzach spoczywa obowiązek edukacji religijnej swoich parafian – szczególnie młodego pokolenia, które dopiero uczy się wiary. Zwykle taka katechizacja odbywa się w salkach parafialnych. W Polsce otrzymaliśmy jednak, wydawałoby się, ogromną szansę: zgodnie z postanowieniami Konkordatu nauka religii stała się przedmiotem szkolnym! Dzieci nie muszą już przychodzić do salek parafialnych po lekcjach czy w sobotę – mogą poznawać prawdy wiary w szkole, obok innych ważnych przedmiotów.

I dlatego w sytuacji, w której katecheta – czy to duchowny czy świecki – traci lekcje religii na oglądanie filmów religijnych, „bo młodych trzeba zaciekawić”, nie tylko marnuje ogromną szansę, lecz wręcz sprzeniewierza się misji otrzymanej od Kościoła. Bo przecież, aby mógł uczyć religii w danej szkole, musi zostać do tej posługi posłany przez biskupa diecezjalnego.

Po trzydziestu latach obecności religii w szkole pojawiają się coraz większe obawy, że możemy ją stracić. Resort oświaty wprowadził już ograniczenia polegające m.in. na zmniejszeniu wymiaru nauczania religii do jednej godziny tygodniowo, umieszczaniu jej wyłącznie na początku lub końcu zajęć danego dnia, łączeniu małych klas w większe grupy czy niewliczaniu oceny z religii do średniej.

Bez wątpienia należy podjąć starania o zachowanie religii w szkole i wycofanie przez MEN wprowadzonych ograniczeń. Sama walka jednak nie wystarczy. Trzeba również postawić sobie pytanie, jak religia w szkole powinna wyglądać.

Po pierwsze katecheza

Już samo określenie nauczyciela religii – katecheta – powinno dawać do myślenia, że lekcja religii to przede wszystkim lekcja katechezy. Ta zaś jest niczym innym jak nauką prawd wiary: że jest jeden Bóg w trzech Osobach, że Chrystus jest jednocześnie Bogiem i Człowiekiem, że ustanowił sakramenty, przez które udziela nam swojej łaski itd. Nie chodzi oczywiście wyłącznie o sztywne „wkuwanie” regułek (choć i te są potrzebne, szczególnie w przypadku młodszych dzieci), lecz o coraz lepsze rozumienie wiary katolickiej. Oczywiście przekazywane treści muszą być dostosowane do wieku uczniów – inaczej wygląda nauka w pierwszych klasach szkoły podstawowej, a inaczej w liceum.

Trudno jednak oprzeć się wrażeniu, że ilość treści katechetycznych na lekcjach religii zmniejsza się wraz z kolejnymi etapami edukacji – a przecież powinno być zupełnie odwrotnie! Do trzeciej klasy szkoły podstawowej nauka religii w szkole działa raczej dobrze. Dzieci przygotowują się wówczas do Pierwszej Komunii Świętej, co wymaga odpowiedniego przygotowania. Uczą się więc podstawowych prawd wiary, zapamiętują pewne regułki, a przede wszystkim coraz lepiej poznają Tego, którego niebawem przyjmą do swojego serca.

Problem pojawia się w kolejnych latach nauki. Warto postawić pytanie, jak wyglądają lekcje religii w klasach IV–VIII szkoły podstawowej oraz w szkole średniej, skoro tak wielu nastolatków wykazuje znaczące braki w znajomości własnej wiary.

Problem niskiego poziomu wiedzy religijnej wśród młodzieży zauważył już w swoim artykule z 2017 r. bp Wojciech Osial, ówczesny biskup pomocniczy diecezji łowickiej:

Jesteśmy świadkami wysokiego poziomu ignorancji religijnej, zarówno wśród osób dorosłych jak i ludzi młodych. Wierni ukazują poważne braki wiedzy na temat Credo, rozumienia celebracji mszy św., znajomości podstawowych modlitw czy wiedzy na temat elementarnych zasad moralności chrześcijańskiej. Świadectwem analfabetyzmu wśród młodzieży mogą być ciekawe refleksje zawarte przed dwu laty w jednym z numerów „Katechety”. Stwierdza się w nich m.in., że „wiedza religijna gimnazjalistów jest na poziomie klas dzieci pierwszokomunijnych”, natomiast uczniowie szkół ponadgimnazjalnych nie potrafią wymienić poprawnie wszystkich sakramentów świętych czy też imion ewangelistów[1] – zaznaczył biskup.

Z pewnością temat ignorancji religijnej jest złożony i uwarunkowany wieloma czynnikami, chociażby wspomnianymi przemianami kulturowymi i religijnymi naszych czasów, ale nie można wykluczyć czynnika katechetycznego. Sytuacja dużej ignorancji religijnej nie może pominąć pytania o skuteczność lekcji religii[2]– kontynuował hierarcha.

Jak to się stało, że wiedza religijna ówczesnych gimnazjalistów była na poziomie dziewięciolatków, a wiedza uczniów szkół średnich przedstawiała się równie tragicznie? Być może na lekcjach religii, na które uczęszczali, brakowało systematycznego poznawania treści zawartych w Katechizmie? I nie chodzi mi tu o podręczniki do religii, które popularnie nazywamy „katechizmami”, ale o Katechizm Kościoła Katolickiego – oficjalną wykładnię doktryny wiary i zasad moralności Kościoła. To na nim powinna bazować zarówno podstawa programowa, jak i podręczniki do religii, tak, by uczniowie mogli zgłębiać jego treść stosownie do swojego wieku.

W szczególności należy postawić poważne pytanie o przygotowanie kandydatów do sakramentu bierzmowania. Jest to przecież sakrament dojrzałości chrześcijańskiej, a zatem osoby go przyjmujące powinny znać prawdy wiary na poziomie odpowiadającym dojrzałemu katolikowi.

Najgorszym jednak z punktu widzenia nauczania religii okresem zdaje się być szkoła średnia. Uczniowie są już po bierzmowaniu, a niejednokrotnie przytłacza ich nauka i przygotowania do matury. Katecheci mogą więc ulec pokusie, by uczynić ten przedmiot „łatwym i przyjemnym”, np. zastępując naukę treści katechizmowych oglądaniem filmów religijnych. A piątka z religii jest niejednokrotnie niemal gwarantowana, szczególnie jeśli ktoś jest członkiem jakiejś grupy parafialnej.

Czy w tym wszystkim ktoś pomyślał jednak o nastolatkach, którzy pragną pogłębiać swoją wiarę – szczególnie o tych, którzy przychodzą na religię nie tylko z obowiązku? Zostają oni pozbawieni tego, do czego mają prawo – dobrej katechizacji, o którą duszpasterze mają obowiązek się zatroszczyć.

Podręczniki do religii i podstawa programowa

Problem nie ogranicza się jednak wyłącznie do luźnego podejścia do przedmiotu przez część katechetów. Uwagi wymagają zarówno podręczniki do religii, jak i podstawa programowa tego przedmiotu.

Przejrzałem spis treści przykładowego podręcznika dla klasy VIII szkoły podstawowej, czyli dla uczniów mających niebawem przyjąć sakrament bierzmowania. Wygląda on na zbiór różnych tematów związanych z wiarą katolicką – jednych ważnych, innych mniej – natomiast zdecydowanie brakuje w nim systematycznego przekazu prawd wiary.

Również analiza najnowszej „Podstawy programowej nauczania religii rzymskokatolickiej w Polsce”, przyjętej przez Konferencję Episkopatu Polski w 2025 roku, pozostawia nieco do życzenia. Choć znajdują się w niej treści katechizmowe, w mojej ocenie jest ich zbyt mało, a ponadto ponownie brakuje tu odpowiedniej systematyczności. Co więcej, znalazły się tam również tematy, których słuszności nauczania na lekcjach religii zupełnie nie rozumiem – jak choćby „rozwijanie wrażliwości ekologicznej” czy „znaczenie sztuki baroku”…

Może w przypadku starszych uczniów lepszym rozwiązaniem byłoby po prostu wzięcie do ręki Katechizmu i omówienie zawartych w nim treści? Przede wszystkim katecheci powinni wraz z uczniami dokładnie omówić Credo – wyznanie wiary, które przecież młody człowiek każdej niedzieli wypowiada w kościele. Dojrzałemu katolikowi nie wystarczy już bezmyślne powtarzanie tych słów. Powinien także rozumieć ich znaczenie – na przykład co oznacza, że Syn jest „współistotny Ojcu”, albo co znaczy, że „począł się z Ducha Świętego i narodził się z Maryi Panny”. Nie chodzi tu o wykładanie skomplikowanej teologii, lecz o troskę o jak najlepsze zrozumienie tych słów przez młodych ludzi.

Podobnie ma się rzecz z Dziesięcioma Przykazaniami czy sakramentami. Znajomość tych podstaw wiary przez nastolatków nie powinna ograniczać się wyłącznie do ich wymienienia. Rozdział Katechizmu poświęcony sakramentom zawiera aż 481 punktów (!). Wszystko to Kościół uznał za treści, które każdy katolik powinien znać.

List do biskupów

W 2024 r. grupa świeckich katolików zatroskanych o stan wiary wśród młodych Polaków – w tym członkowie Stowarzyszenia im. Ks. Piotra Skargi – wystosowała list otwarty do polskich biskupów, z apelem o „podjęcie wspólnej refleksji dotyczącej sposobu i poziomu nauczania religii”.

Świat zmienia się w niespotykanym w dziejach tempie, a Chrystus i Jego Nauka pozostają takie same – należy jednak przedstawiać Go uczniom w sposób przystępny, atrakcyjny, kompetentny ani joty nie tracąc z tego, czego od pokoleń uczyli się katolicy. (…) Młodzi ludzie lubią jasny i klarowny język, rozumieją, gdy tłumaczy im się dlaczego coś jest dobre a dlaczego coś innego jest złe. Warto, by katecheci wyposażeni byli w pogłębioną wiedzę na temat przerażających współczesnych zagrożeń i aby potrafili przestrzegać przed nimi posiadając kompetencje komunikacyjne umożliwiające dotarcie do młodych serc i dusz – czytamy w jego treści.

Religioznawstwo?

Wreszcie pojawiają się opinie, że nauka religii powinna być nauką o różnych religiach. To oczywiście niedorzeczność. Osoby głoszące taki pogląd zapominają, że Konstytucja RP nie mówi o nauce religii jako przedmiocie abstrakcyjnym, lecz konkretnie o nauce „religii kościoła lub innego związku wyznaniowego o uregulowanej sytuacji prawnej” (art. 53 ust. 4). Jest ona zatem ściśle związana z religią wyznawaną przez danego ucznia.

Większość polskich uczniów to katolicy, dlatego uczą się religii katolickiej. Jeśli jednak w danej szkole znajduje się grupa uczniów innego wyznania, możliwe jest zorganizowanie osobnych lekcji religii dla nich. W praktyce takie sytuacje są stosunkowo rzadkie, ponieważ mniejszości religijne stanowią niewielki odsetek polskiego społeczeństwa.

Jednocześnie nauka o innych religiach mogłaby znaleźć swoje miejsce na szkolnej katechezie, pod warunkiem że byłaby prowadzona z perspektywy apologetycznej – czyli jeśli polegałaby na wyjaśnieniu dlaczego to właśnie katolicyzm jest prawdziwą religią, a inne wierzenia nie zawierają pełni prawdy objawionej przez Boga.

Jednak aby być dobrym apologetą, potrzeba najpierw solidnie znać prawdy wyznawanej przez siebie wiary. A tego wśród nastolatków – jak widać – wciąż brakuje.

Adrian Fyda


[1] Osial W., bp, Katechizm narzędziem katechezy – bogactwo Tradycji wobec wyzwań współczesności, „Collectanea Theologica” 87(2017) nr 2, str. 108.

[2] Ibid.

Firma kurierska BOLEK. MEM-y Rocznicowe I.

———————————————————

——————————————

——————————————————————

————————————–

————————————————–

——————————————————–

———————————————

Przekleństwo permisywizmu

Przekleństwo permisywizmu

20220814_032536 (1)

30 sierpnia, wpis nr 1423 Jerzy Karwelis dziennikzarazy/przeklenstwo-permisywizmu

Świat idzie w jakąś otchłań. Właściwie wygląda to na jakiś nieunikniony proces, jakiś determinizm, Marks by powiedział, że dziejowy. Ludzkość w swej dużej części widzi ten fakt, ale zdaje się być bezradna co do jakiejkolwiek reakcji nań. Jakby jakaś zapuszczona machina czasów miażdżyła bezlitośnie dorobek cywilizacji.

A może tu chodzi tylko o dorobek naszej, zachodniej cywilizacji, od dawna na kredyt, tyle, że w końcowym rachunku może pokonanej przez inne cywilizacje, albo innym poddanej. A człowiek Zachodu ma jednak to okcydentalne spaczenie, patrzy tylko po zachodniemu i koniec jego cywilizacji widzi mu się jako koniec świata. Narzekamy, ale nie patrzymy po sobie – uważamy się za zbyt słabych, by przeciwstawić się nieuchronności losu, ale ten – jeśli odrzucić zewnętrzne fatum – składa się przecież z ziarenek naszych postaw i zachowań. Te jednak odpuszczamy, myśląc, że zginą one w dziejowych pustynnych burzach jak drobinki piasku. Jestem daleki od buddyjskich postaw, że należy zacząć od siebie i mrówczą pracą albo zmienić świat, albo go… zaakceptować.

Dziś chcę się zastanowić co takiego w naszych indywidualnych postawach powoduje naszą bezradność wobec świata i czy przypadkiem tą bezczynnością sami go nie kształtujemy. A to tworzy zamkniętą spiralę samonapędzających się zaniechań, które uzasadniają coraz bardziej nasz stan – pogłębiającej się bierności. A kiedy świat popada w stan akceptacji swego losu, wytwarza to próżnię, którą może wypełnić dowolna aktywność – najczęściej miernej próby. Chcącemu nie dzieje się ponoć krzywda, ale skoro chcących jest coraz mniej – mogą oni krzywdzić większość, jeśli ta pogrążona jest w bierności.    

Koniec złudzeń

Co do tego determinizmu w nam sądzonym upadku świata ciekawym czynnikiem jest powszechny upadek ułudy o ludzkiej sprawczości. Kołysani bajeczkami o naszym demokratycznym wpływie na otoczenie zostaliśmy gwałtownie wybudzeni w czasach pandemii mniemanej, choć wielu jeszcze pobywa „w dziedzinie ułudy, kędy zapał czyni cudy i w nadziei obleka złote malowidła”. Po prostu niektórym trzeba chyba końskich dawek środków trzeźwiących dostarczanych przez rzeczywistość, niektórzy zaś nigdy nie wychodzą ze swych mniemań o własnym wpływie na los swój i najbliższych.

No bo gdyby tak było, że mamy ten wpływ, to czemu nasze sprawy idą coraz gorzej – przecież nie ma jakiegoś ludzkiego masochizmu, jako reakcji cywilizacji na egzystencjalne rozterki? W sumie chcielibyśmy, by było lepiej, jest za to gorzej. Zamiast więc pytać o źródło takiego zwrotu należy może się zastanowić co jest takiego w nas, że to się i dzieje i nie mamy na to skutecznej reakcji. Na razie odłóżmy tych, którzy nie widzą tu problemu i skupmy się na tych, co się niepokoją i jednocześnie nie wiedzą jak to się porobiło z tym światem i co z tym począć.

Świat idzie w złą stronę myślę, że społecznie z jednego głównego powodu. Zaraz spróbujemy to wytropić w społecznych właśnie faktach i zachowaniach, jednak o przełożeniach stricte politycznych. Ten powód to poszerzający się permisywizm, czyli masowe godzenie się na rzeczy kiedyś nie do przyjęcia. Jest to proces postępujący, przyspieszający, wszechobecny i zdaje się, że niepowstrzymany. Ciekawe gdzie jest (i czy w ogóle istnieje) jego koniec i jak świat może wyglądać, w swej formie, w której będzie wszystko wolno? Skoro wszyscy pozwalają na więcej, to pozwalają – komu? Kto korzysta z tego rosnącego przyzwolenia?

Kwestionującym tu mój kasandryzm podam kilka przykładów, by nie były to biadania starucha nad upadkiem świata, tak charakterystyczne dla pewnych grup wiekowych. Wiadomo – starszym wali się ich świat, więc zawsze marudzą, że wszystko pada, podczas kiedy może tylko się przepoczwarza. Podobno pierwszy, sprzed tysięcy lat znaleziony zapisany tekst jest właśnie o tym, jak starszy autor utyskuje na moralny upadek świata i beztroskę młodzieży, konkludując, że świat się kończy.

Nie o tym jednak tu będzie – będzie o tym jak to się stało, że pozwalamy na coraz więcej.

Eutanazja

Przykład pierwszy – eutanazja. Powtarzam, mówię o zachodnim podejściu do sprawy, bez tu rozróżnień na inne cywilizacje. Kiedyś tabu, dziś kompletnie utylitarne podejście. Szacunek do starszych, zabieganie o ich zdrowie miało głębokie przesłanie cywilizacyjne i to na poziomie globalnym. W myśl tego przesłania ludzi starszych do młodszych (czasami publikowanym na grobach) „byłem kim jesteś, jestem kim będziesz”, chodziło o pokoleniową sztafetę nadawania życiu ludzkiemu sensu i znaczenia, bez względu na jego użyteczność dla rodziny czy społeczeństwa. Każdy, szczególnie w pełni sił, w opiece nad starszymi miał widzieć siebie w przyszłości, że nie zostanie porzucony, kiedy straci swoją przydatność w sensie materialnym czy fizycznym.

To dawało gwarancję sensu życiowej drogi, ale implikowało jeszcze jeden korzystny czynnik: w czasach kiedy nie było żadnych systemów społecznego wsparcia, emerytur czy rent, jedyną gwarancję na godne życie na starość dawało dobre wychowanie swoich dzieci – w poszanowaniu do starszych, estymie do ich drogi życiowej i doświadczenia, i to nie tylko w przypadku własnych rodzin. Dziś tę gwarancję przejęły wątpliwe systemy zaopatrzeń emerytalnych i ani rodzice, ani dzieci nie muszą już dbać o wzajemne relacje na przyszłość, bo te w sensie materialnym ma przejąć, a właściwie zastąpić, państwo. To, że w tylko materialnej sferze i to, że niekoniecznie nawet te materialne obietnice dowiezie, to już wstydliwy szczegół.

A w dzisiejszym systemie nowej normalności dożyliśmy czasów, w których pozwalamy na eutanazję osób wcale już nie termalnie chorych, ale po prostu starych. Podam parę przykładów. W Kanadzie eutanazja jest już trzecią co do częstości występowania przyczyną zgonów. We Francji, nawet w kościelnych domach starców obsługa, nawet siostra zakonna, nie może odwodzić od rozważań o poddaniu się eutanazji staruszków pod swoją opieką, pod groźbą bezwzględnego więzienia do lat dwóch. Japonia, czy to poprzez tezy Yusuke Narity, czy dyskusję związaną z tzw. planem 75 (obowiązkowa eutanazja powyżej 75 toku życia, na razie proponowana w formatach filmowych) zaczyna rozważać eutanazję jako systemowe radzenie sobie z problemami społecznymi.

Starość jako koszt publiczny

Dlaczego starość jest problemem społecznym? Staje się ona takim problemem od niedawna, kiedy kwestie społeczne zostały poddane bezwzględnej, dehumanizującej kalkulacji. W Polsce ponad 55% środków na służbę zdrowia idzie na leczenie ludzi w wieku 60 lat i starszych. Na świecie ten współczynnik dochodzi do 75%. Ubolewają nad tym głównie systemy ubezpieczeń, dla których starszy schorowany człowiek jest kosztem, przegraną ubezpieczalni w zakładzie wzajemnym z płatnikiem składek pt. zakładamy się za pieniądze obywatela (często przymusowo płacone) kto jak długo będzie żył.

Starszy, schorowany rodzić to udręka dla wyzutych z cywilizacyjnych wartości jego dzieci. Te, zaganiane, obciążone ze swej kieszeni kosztami leczenia, męczą się ze staruchami. W dodatku w Polsce nie ma rozwiniętego systemu opieki nad starszymi w specjalnych ośrodkach – jesteśmy na to za biedni. A więc męczą się wszyscy i „starcy niepotrzebni światu”, i ich dzieci. Państwo zaś, które tyle obiecywało w systemie służby zdrowia i zaopatrzeń emerytalnych, wycofuje się na z góry upatrzone pozycje. Nagle okazuje się, że te wszystkie systemy składek na bezpieczeństwo i przyszłość były tylko ukrytą daniną na wiecznie wygłodzone państwo. Co zrobić – obietnice redystrybucji środków publicznych w pożądane rejony wyborców jest kosztowne. Ale niezbędne na tyle, że kosztami takich procederów kupowania głosów obarczane są ofiary związane ze schorowaną i samotną starością.

W końcu można mieć, i mamy, do czynienia z różnymi formami eutanazji. Osobiście uważam, że system kolejkowania pacjentów w dostępie do specjalisty jest ukrytą formą eutanazji, zwłaszcza przy „elektronizacji” systemu zapisów. Gdyby bowiem wszyscy oczekujący na przyjęcie stanęli w realu w kolejkach przed gabinetami, to byśmy zobaczyli prawdziwą rozległość patologii. A tak czekają (i umierają) po domach. Tak to się załatwia, za takim kotarkami. Wybuchło to nam w oczy w czasach pandemii, gdy to – pomimo szalonych akcji z ujednoimiennianiem oddziałów szpitalnych i budowania szpitali tymczasowych – większość Polaków (a szczególnie tych ponad 200.000 ponadnormatywnych) umierała po domach. Z daleka od oczu rodzin, bliskich, sąsiadów, Polaków i mediów. 

Słyszymy o narastających w naszych cywilizacjach przypadkach i nowych formach eutanazji i nie reagujemy. Pochylmy się nad tym pierwszym przykładem przyzwolenia – bo jego źródło ma uniwersalne podstawy. Króluje myślenie, że to gdzieś tam, u kogoś tam i do nas nigdy to nie dotrze. Po prostu żaba się łudzi, że gotują wodę w innych akwariach i do nas, do tego polskiego bagienka to nie dojdzie. My jakoś tak z boku. Ale ileż to było takich złudzeń? Ileż to wyśmiewanych mód, jakichś zachodnich dziwactw oglądaliśmy z uśmiechem wyższości, by potem to do nas zawitało?

Zezwolenie na deprawację najmłodszych

Kolejnym przykładem perfidii przyzwolenia jest kwestia tolerowania zboczonych postępków wobec dzieci. Każdy tu krzyknie – jak to, a kto na to pozwala, przecież to okropne, ścigane i karane? Tak? A czemu te procedery się coraz to rozszerzają, wybuchają skandalami, jakby latami gromadziła się w tym wrzodzie ropa i wychodziła tylko w wyniku incydentalnego pęknięcia? A ile takich wrzodów do tej pory nie pękło i nie wiemy, że one istnieją i wiedzieć nie będziemy, bo nie pękną nigdy? A cały proces, często wieloletni w wykrywanych aferach trwał sobie przy co najmniej ślepocie otoczenia, jeśli wręcz nie przyzwoleniu. I nawet nie chodzi tu o ostatnie przypadki z Kłodzka czy Złotowa, tylko o systemowe narastanie tego procederu.

Najgorsze są tu działania pozorne. Kiedyś poprzedni Tusk założył nawet kompletnie nielegalny ośrodek przetrzymywania pedofili… po odbyciu przez nich kary. Zrobił to wyraźnie pod publiczkę, bo obecnie słuch o działaniu tego ośrodka zaginął. I tak będzie teraz – będziemy tresowani pozorami surowości, a jednocześnie przestępcy seksualni będą traktowani permisywnie przez wymiar sprawiedliwości, a więc i z przyzwoleniem społecznym. Jesteśmy oswajani, że zacytuję profesora Hartmana o kazirodztwie: „Jeśli udaje się powiązać harmonijnie miłość macierzyńską albo bratersko-siostrzaną z miłością erotyczną, to osiąga się nową, wyższą jakość miłości i związku. Być może piękna miłość brata i siostry jest czymś wyższym niż najwznioślejszy romans niespokrewnionych ze sobą ludzi?”. Zaś o pedofilii: „Do opłacanych przez PiS za publiczne pieniądze trolli: Tak! Pedofile też mają prawa! Jak wszyscy inni przestępcy! Żadnego człowieka nie wolno piętnować – nawet pedofila!”. I pisze to człowiek-naukowiec, za nasze pieniądze, który był kandydatem na Lewicy na jedynkę w Nowym Sączu.

Jesteśmy osmotycznie oswajani metodą na „okno Overtona” z tematem kiedyś nietolerowalnym. Czy słyszeliście Państwo o jakichkolwiek protestach wobec rozgłośni radiowej, która zrobiła sobie fejm z naśmiewania się z ofiar Trynkiewicza, który zamordował na tle seksualnym czterech chłopców? [fejm – potoczne określenie sławy, popularności lub uznania w jakimś środowisku. Kto tak gada?? md]

Nie? A przecież to na tym „temacie” wypromował swój format niejaki Kuba Wojewódzki, polski papież „elyt” i panświnizmu, godny następca w tej kwestii nieświętej pamięci Urbana? Cały dzień szła na antenie beka na żywo jak to sobie „Trynek” radzi w życiu po wyjściu na wolność, jak to się tam zabawiał i za co poszedł siedzieć, bez cienia empatii, co czują słuchający tego bagna bliscy nieletnich ofiar.

Można takie rzeczy robić? Nie można! Ale dało się i jakoś „piorun nie strzelił”.

Kiedyś zniewieściały Józek w szkole był przedmiotem lekkich drwin, dziś nie tylko nim nie jest, nie tylko jest chroniony, ale afirmatywnie wywyższany na zasadzie słynnej dyskryminacji pozytywnej. Kiedyś uważaliśmy to za tolerowalne dziwactwo – dziś boimy się nawet… nie chcieć tego podziwiać. No właśnie – ten nas permisywizm schodzi już na niższe poziomy – działa tu mechanizm internalizacji: przyjmujemy akceptację niegdysiejszych dziwactw za nasze autonomiczne decyzje. Byleby się sumienie i zdrowy rozsądek nie męczyły w konflikcie poznawczym z naszymi postawami. A więc wszystko, co widzimy gdzieś tam, co nam się wydaje odległe, przyjdzie do nas i to w wynaturzonej formie, jak to z nuworyszem, który chce się jako nowy wkupić gorliwością. Pytanie tylko komu i po co? Ale na to pytanie spróbujemy sobie odpowiedzieć na końcu.

Źródła przyzwolenia

Importowane w społeczeństwo przyzwolenie na te dewiacje bierze się też z „unaukowienia” problemu, charakterystycznego dla lewicy. Tak jak seryjnych zabójców tłumaczy się często trudnym dzieciństwem, tak i w tym przypadku mamy do czynienia ze stwierdzeniami typu: „Pedofilia jest zaburzeniem preferencji seksualnych, które dotyka ok. 1 proc. populacji, głównie mężczyzn, a nie czynem karalnym. Nie jest też czymś, co się wybiera. Wiele, jeśli nie większość osób cierpiących na pedofilię, nie gwałci i nie molestuje dzieci.” Czyli można być pedofilem bezobjawowym, zaś jak się przejdzie od cierpienia do czynu, to można już udać się w okolice tłumaczenia, że samemu się takiego losu (czyli preferencji) nie wybrało i koło permisywizmu się zamyka.

Powiecie Państwo, że to są jakieś lewackie tłumaczenia promilowych zboczeń suflowanych w celu dezintegracji społeczeństwa opartego na tradycyjnym modelu rodziny? Czyli to nas nie dotyczy, bo dajemy odpór. A dajemy? A kto, jak nie rodzice, my znaczy się, bezradnie, a raczej biernie patrzyliśmy się na tęczowe piątki w szkołach, promowane przez ministerstwo edukacji i wzmożonych dyrektorów szkół? Kto wpuścił do szkół promocje zboczeń, rozchwiania tożsamości wobec dzieci w najbardziej wrażliwym momencie jej formowania się? Gdzie byli rodzice?

Ja mam jednak nadzieję, że nawet większość elektoratu Tuska, nawet Lewicy stanowią rodzice, którzy nie poddają się temu trendowi, który pozwala kręcić przedszkolakom przed oczyma tęczowym transtyłkiem, czy przebierać dzieciaki za inne płcie. Dlaczego więc na to pozwalamy? Wydaje mi się, że doszliśmy do drugiego powodu – jesteśmy zakompleksieni, widzimy, że świat nam tu odjechał (oj, odjechał, odjechał…) i chcemy go dogonić. Skoro to z Zachodu, to znaczy, że to z definicji dobre jest, a jak tego nie rozumiemy, to znaczy, że wciąż jesteśmy kulturowym zaściankiem i trzeba nadrabiać. I zaczynają się te żałosne obrazki „doganiania Zachodu” w pokraczny formach nadgorliwego zakompleksionego zacofańca. Szkoda tylko, że kosztem dzieci. I pal licho, że cudzych, bo akurat w tym względzie wszystkie dzieci „nasze są”. To jak z komórkami w klasie – wystarczy jeden co łazi i gada z tą komórką i cała reszta dzieciaków jest zarażona, tak samo i tu – wystarczy jeden kolo hodowany w szkole i w domu progresywnie i mamy kłopot ze swoim dzieciakiem, bo się jeszcze nabierze na „nowoczesnego” koleżkę z ławki.

Za tą pandemią roznoszonego permisywizmu stoją też rodzice. Moja siostra opiekowała się latami cudzymi dziećmi. Jakoś tak zawsze trafiała na nowobogackie, progresywne domy. Dlatego piszę, że pracowała, bo już nie pracuje, gdyż nie wytrzymała. Nie wytrzymała ciągle powtarzającego się procederu: rodzice wychodzili do pracy, zaczynała się normalna praca i zabawa z dzieckiem, uczenie podstaw, obowiązków, ogarniania siebie, aż do momentu, kiedy przychodzili rodzice. I cała robota – jak krew w piach! Pełne wychowanie bezstresowe, żadnych wymagań, tolerancja wszelkich zachowań. I znowu – pal licho takie domy, niech się sami męczą, ale takie potworki zaraz pójdą do szkół i zderzą się z naszymi dziećmi i nikt nie wie co z tego wyjdzie. A na wywiadówce to jak zaszumisz do rodziców w tej sprawie to cię zlinczują. A więc permisywizm jest jak (prawdziwy) wirus: nieliczni nosiciele rozsiewają toto, zakażają zdrowych, nawet tych kulturowo zaszczepionych.

Owieczki i pasterze

Kolejny, ostatni przykład naszej biernej zgody przyszedł dość niedawno. Pamiętacie? Chodziło o niesławny list Episkopatu Polski wzywający do pojednania z Żydami. Pomijając kompletnie przyczynkarską, a właściwie kompletnie niezręczną w obliczu żydowskiego ludobójstwa na Bliskim Wschodzie, kwestię relacji katolicko-judajskich, to jest to temat dla katolików albo obojętny, albo wywołujący poirytowanie. Są, zaprawdę, moi kardynałowie i biskupi, ważniejsze tematy w polskich katolickich domach. Ale hierarchowie Kościoła dopuścili się w tym liście szeregu herezji – pasterzom katolickiej trzódki pomyliły się mapy i kompasy. I co na to owieczki? Ano nic. Zobaczymy czy z niemocy, czy jednak z permisywizmu: dajmy spokój, nie pierwszy raz, jakoś to będzie. Nie będzie.

Polski kościół im wyżej tym mniej chyba w Boga wierzy, szczególnie tego nowotestamentowego, zesłanego nam w Osobie Jezusa.

Co pozostaje? Ano lud boży i jego kapłani niższego sortu. Tu wygląda dobrze, bo kontrowersyjny list przeczytano tylko w 10% parafii, co świadczy o tym, że proboszczowie mają jednak większe rozeznanie w prawdach wiary niż ich zwierzchnicy. A lud co? Ano chyba w tych 90% odetchnął, że nie musiał się zastanawiać jak zareagować w kościele na takie bezeceństwa. Odpowiedź jednak nadeszła, bo tłumy wiernych jakoś nie ruszyły do postulowanych przez hierarchów synagog. Teraz pytanie czy Episkopat w ogóle odczytał ten sygnał zagłosowania nogami? Sądząc po ostatnim liście w sprawie bitych Ukraińców – nie bardzo.

To szkodnictwo na wielką skalę, a my nic. Ma rację redaktor Michalkiewicz, że to zbrodnia, gdyż Episkopat w niesławnym liście zakwestionował 2000 lat nauki Kościoła, że zbawienie idzie tylko przez Chrystusa. W zawiązku z tym żaden katolik nie może być już pewien zasad swojej dotychczas wyznawanej wiary. A w wierze pewność zawierzenia jest kluczowa. Przypomnę – Jezu, ufam Tobie! To dlatego wielu chrześcijan, ba – ateistów, przy takim labilnym traktowaniu wiary, zwraca się do religii, gdzie pewność dogmatu jest niedyskutowalna, takich jak np. islam. Dzisiejszy człowiek potrzebuje busoli pewności we wzburzonych czasach. I co my na to?

Trzeci powód bierności

Tu docieramy do trzeciej możliwej przyczyny naszego permisywizmu. Nie mamy narzędzi do wyrażenia, co dopiero wyegzekwowania naszego sprzeciwu. W swej zaślepionej, wmuszonej i zinternalizowanej bierności godzimy się z suflowanym biegiem wydarzeń. Ruch społeczny z dołu do góry, sprzeciw wobec spływającego z gór elit szlamu jest systemowo zaczopowany. Pod każdą szerokością geograficzną. Kiedyś wytykaliśmy takie tendencje autorytarnym reżymom jakichś Bantustanów. Dziś to przyszło i do nas, a może było z nami cały czas, ukrywane tylko pod medialną powierzchnią ułudy obywatelskiej sprawczości. Teraz, kiedy czasy stały się coraz bardziej bezceremonialne nie trzeba już bawić się w subtelności.

Sami się pilnujemy, jest jak w syberyjskim łagrze: jeden fałszywy krok, zejście ze ścieżki mainsteamowego przekazu w śnieg nieprawomyślności i lodowa kula ostracyzmu wystrzelona czy to przez medialnego mediaworkera czy znajomego, trafia cię w potylicę i lądujesz po drugiej stronie społecznego muru sanitarnego.

Dlatego godzimy się na coraz więcej. Karmimy tego nienasyconego smoka, który żąda od nas coraz więcej. Wycofujemy się coraz bardziej, nawet nie zauważamy, że jesteśmy już w jego jaskini. Coraz bliżej ściany.

Napisał i przeczytał Jerzy Karwelis

Wszystkie wpisy na moim blogu „Dziennik zarazy”.

Niemcy, Lipsk: Pasza, mający trzy żony i 32 dzieci, otrzymuje 100 000 euro zasiłku

Lipsk: Pasza, mający trzy żony i 32 dzieci,

otrzymuje 100 000 euro zasiłku na dzieci!!!

Można??? Można !!!

faktiditor.ch/leipzig-pasha-me-tre-gra-dhe-32-femije-merr-100000-euro-per-shteset-e-femijeve

mediabrest.by/news/novosti-v-mire/v-germanii-vspyhnul-skandal-siriyskaya-semya-proedaet-posobie-razmerom-v-100-tysyach-evro-ezhegodno

Lipsk, Niemcy

– Cztery duże rodziny syryjskie w Lipsku znalazły się w centrum uwagi saksońskich służb bezpieczeństwa. Według doniesień niemieckich mediów i materiałów, na które powołuje się Saksoński Krajowy Urząd Policji Kryminalnej (LKA), te struktury rodzinne liczą łącznie około 1000 osób.

W centrum uwagi znajduje się głowa jednej z tych rodzin. Według danych cytowanych przez LKA, jest to patriarcha mający co najmniej trzy żony, 32 dzieci i co najmniej 25 wnuków.

Społeczeństwo niemieckie jest zszokowane historią syryjskiego migranta, którego liczna rodzina żyje z pieniędzy niemieckich podatników. Mężczyzna mający trzy żony, 32 dzieci i 25 wnuków otrzymuje od państwa rocznie około 100 tysięcy euro świadczeń socjalnych. Sytuację pogarsza fakt, że około 70% członków tego klanu ma przeszłość kryminalną.

Historia kryminalna klanu: Według organów ścigania, dwie trzecie członków rodziny – około 600 osób – zwróciło uwagę policji. Zakres ich „działalności” jest szeroki: od handlu narkotykami i prania pieniędzy, po oszustwa związane z zasiłkami i ciężkie uszkodzenia ciała.

Jeden z synów patriarchy rodu, znany jako „Król Bilal”, zyskał rozgłos: w 2023 roku, nie mając prawa jazdy, spowodował wypadek drogowy, w którym zginęły cztery osoby. Sąd skazał go na 3,5 roku więzienia. Saksońska policja kryminalna prowadzi obecnie zakrojone na szeroką skalę śledztwo w sprawie działalności czterech dużych klanów, liczących łącznie około 1000 członków.

Gwałtowny wzrost liczby takich dużych rodzin w regionie, ściśle powiązanych z organizacjami przestępczymi, przyciągnął uwagę organów ścigania. Według saksońskiego Ministerstwa Spraw Wewnętrznych, w Lipsku oficjalnie zarejestrowano około 130 Syryjczyków należących do tego środowiska klanowego, w którym powiązania rodzinne często stają się podstawą przestępczości zorganizowanej.

Absurd ekonomiczny: świadczenia wyższe niż pensja specjalisty. Kwota 100 000 euro rocznie wydaje się skandaliczna w porównaniu ze średnim dochodem przeciętnego obywatela niemieckiego (około 48 000 euro przed opodatkowaniem). Oznacza to, że jedna rodzina kosztuje budżet więcej niż dwóch pracujących Niemców razem wziętych. Miesięczne utrzymanie klanu wynosi około 8300 euro – więcej niż pensja nauczyciela na początku kariery.

U progu nowego sezonu

U progu nowego sezonu

Stanisław Michalkiewicz „Goniec” (Toronto)  •  30 sierpnia 2026 michalkiewicz

Co tu ukrywać; vaginet obywatela Tuska Donalda brnie od sukcesu do sukcesu. Pierwszym sukcesem było wynalezienie w korcu maku przez obywatela Tuska Donalda pani doktor habilitowanej Barbary Mróz-Gorgoń na pełnomocniczkę rządu do „promowania Polski”. Prezentując panią Barbarę obywatel Tusk Donald wprost nie mógł się jej nachwalić, jaka jest mądra i urocza, niczym małżonka Pana Karola ze słynnego wiersza Janusza Szpotańskiego „Pan Karol i Kostuś” – dedykowanego Stefanowi Niesiołowskiemu.

„Pan Karol ma żonę uroczą i mądrą,

plus seraj rozkosznych kochanic.

A Kostuś z pyskatą żonaty jest flądrą

i romans ma z tkaczką z Pabianic.”

Idylla trwała całe trzy tygodnie, dopóki nie ukazał się raport pod tytułem „Marka polska – podstrategia turystyczna” pani Barbary, przygotowany – jak się okazało – przy udziale sztucznej inteligencji. Tak w każdym razie przyznała pani Barbara – ale ja myślę, że przesadziła – bo wszystko wskazuje na to, że w przygotowaniu raportu musiała uczestniczyć nie żadna tam „sztuczna inteligencja”, tylko – sztuczna półinteligencja. Świadczyły o tym np. rewelacje, że Katowice znajdują się w „północnym centrum” Polski – i tak dalej. Muszę powiedzieć, że ja panią Barbarę rozumiem: woli współpracować ze sztuczną półinteligencją, niż ze sztuczną inteligencją.

Sztuczna inteligencja mogłaby wpędzić ją w kompleksy, podczas gdy w towarzystwie sztucznej półinteligencji może odczuwać zrozumiały dobrostan. O ile sukces ma wielu ojców, o tyle klęska jest sierotą, więc do „Raportu” nikt nie chciał się przyznać, wskutek czego nie wiadomo, kto konkretnie i do czyich rąk wypłacił z tego tytułu 200 tys złotych. Ale zadawanie takich pytań przez osoby nie upoważnione przez obywatela Żurka Waldemara jest zakazane, toteż skończyło się na tym, iż pani Barbara zgłosiła swoją dymisję z powodu „hejtu”, jaki obrócił się na nią po ukazaniu się Raportu. Wprawdzie zaraz potem pojawiły się fałszywe pogłoski, że ma być ona gwiazdą „Pikniku Polska”, jaki w Olsztynie urządza pan Rafał Trzaskowski, ale pani Barbara energicznie je zdementowała. Zresztą – to nic, ponieważ w „Pikniku” będą uczestniczyć inni, równie wybitni luminarze tubylczej nauki, więc mikrocefale nie doznają z tego powodu żadnego uszczerbku.

A jeśli o „hejcie” mowa, to tak właśnie tłumaczyła się działaczka Volksdeutsche Partei z Dolnego Śląska, krytykowana przez złe języki za przydzielenie odszkodowań z tytułu powodzi swemu mężowi i osobom zaprzyjaźnionym. Wprawdzie – powiada – powódź może tam nie dotarła, ale za to zalała mnie taka fala „hejtu”, że przyznanie odszkodowań z tytułu powodzi było w tej sytuacji oczywiste.

Z tą powodzią to w ogóle mamy sto pociech. Cały kraj cierpi na „suszę hydrologiczną” z powodu „globalnego ocieplenia” – ale w Głuchołazach odwrotnie. Tam ni stąd ni zowąd wystąpiła powódź, chociaż pan minister Kierwiński jeszcze nie zdążył usunąć wszystkich szkód po powodzi poprzedniej. Mimo to „rządzi mądrze i wesoło”, a podobno znajomi witając się z nim pytają go – jak ci się powodzi?

Ale to jeszcze nic w porównaniu z sukcesem na odcinku związków partnerskich. Oto właśnie weszło w życie rozporządzenie vaginetu obywatela Tuska Donalda, nakazujące urzędom stanu cywilnego w całym kraju dokonywanie „transkrypcji” tak zwanych „małżeństw” jednopłciowych. Osobą pilotującą ten projekt jest Wielce Czcigodna Kotula Katarzyna, co to w swoim czasie „robiła doktorat” w Wyższej Szkole Gotowania Na Gazie, dopóki się nie okazało, że legitymuje się wykształceniem średnim („coś się wie, coś się nie wie”). Wprawdzie niektórzy pedanci podnoszą, że konstytucja polska nie przewiduje żadnych „małżeństw” jednopłciowych, ale zarówno obywatel Tusk Donald, jak i Wielce Czcigodna Kotula Katarzyna nie przyjmują tego do wiadomości.

Skoro bowiem „transkrypcja” została zalecona przez Europejski Trybunał Sprawiedliwości, któremu patronuje sama Riechsfuhrerin Urszula Wodęleje, a na jej polecenie „transkrypcję” dopuścił niezawisły Naczelny Sąd Administracyjny, to co tu ma do rzeczy jakaś tubylcza konstytucja? Wiadomo, że konstytucja to jest po to, żeby było ładniej, a obowiązują rozkazy Reichsfuhrerin, ewentualnie – polecenia oficerów prowadzących albo ze starych kiejkutów, albo z ABW. Najwyraźniej w przyszłorocznych wyborach sodomczykowie i gomorytki ławą zagłosują – no właśnie – czy na Volksdeutsche Partei, czy na Lewicę – bo chociaż obywatel Tusk nalega na stworzenie „wspólnej listy” pod jego egidą, to Lewica chce stawać do wyborów pod własną flagą, podobnie jak PSL, dufne w swój aparat wyborczy w gminach wiejskich i małych miasteczkach? To są ludzie, którzy jeszcze za komuny obsiedli tam wszystkie synekury w sektorze publicznym i nie wyznają żadnej ideologii, kierując się instynktem samozachowawczym. Ten zaś im podpowiada, że dopóki PSL będzie w Sejmie, to synekury są bezpieczne, więc „ludowcy z Marszałkowskiej” mogą na nich liczyć tym bardziej, że już machnęli ręką na reprezentowanie „wszy i rolnictwa”, tylko zasmakowali w bliskich spotkaniach III stopnia z przemysłem zbrojeniowym.

Ale sodomczykowie i gomorytki do tylko jeden z odcinków, bo vaginet przechodzi do ofensywy również na odcinku praworządności ludowej. Chodzi o to, że we wrześniu w Trybunale Konstytucyjnym kończy się kadencja tzw. „sędziego-dublera” Justyna Piskorskiego, na miejsce którego wysuwany jest przez obywatela Tuska pan Maciej Berek – do niedawna minister w vaginecie i jego prawa ręka. W styczniu zaś kończy się kadencja ostatniego „sędziego-dublera” Jarosława Wyrembaka, więc jest szansa, że Trybunał Konstytucyjny zostanie już obsadzony prawidłowo przez sędziów, na których można polegać – a wtedy nie tylko będzie można zrobić porządek z resztą Trybunału, nie tylko przed wyborami zdelegalizować „niepotrzebne” partie polityczne, ale również wysadzić w powietrze „uzurpatora”, czyli – jak Judenrat nazywa pana prezydenta Karola Nawrockiego – wykorzystując w tym celu mechanizm opisany w art. 131 konstytucji. Chodzi o stwierdzenie niemożności sprawowania przez prezydenta urzędu. Jeśli prezydent „nie może” zawiadomić o takiej niemożności marszałka Sejmu – na przykład dlatego, że nic o żadnej niemożności nie wie – to wtedy o „niemożności” orzeka Trybunał Konstytucyjny – oczywiście obsadzony przez sędziów, na których można polegać.

W rezultacie obowiązki prezydenta przejmuje marszałek Sejmu. Mechanizm jest prosty, jak budowa cepa – ale aż taka ostentacja budzi wątpliwości wśród niektórych przedstawicieli środowiska płomiennych szermierzy praworządności. Jedni są przeciw – inni, np. pan prof. Sadurski – są za – a reprezentująca autorytety moralne pani prof. Ewa Łętowska chciałaby tylko, żeby zostały zachowane pozory, w postaci „procedur”. To da się zrobić, a jeśli nawet pojawiłyby się przy tej okazji jakieś hałasy, to zostaną one stłumione jako „mowa nienawiści” – bo nie można usmażyć omletu, nie rozbijając jajek. Zatem sezon polityczny zapowiada się interesująco.

Stały komentarz Stanisława Michalkiewicza ukazuje się w każdym numerze tygodnika „Goniec” (Toronto, Kanada).

Zełenski wykorzystuje cywilów jako żywe tarcze, ale wygląda na to, że cierpliwość Putina się wyczerpała

Rosja atakuje skład amunicji w pobliżu budynków mieszkalnych w Kijowie

Ukraińskie wojsko wielokrotnie wykorzystywało cywilów jako żywe tarcze, ale wygląda na to, że cierpliwość Putina się wyczerpała.

29 sierpnia 2026 roku – dym unosi się po rosyjskim nalocie na Kijów

W piątek wieczorem rosyjski dron zaatakował ukraiński wojskowy skład amunicji we wsi Myla, na zachód od Kijowa. W wyniku pożaru i kilkugodzinnych eksplozji zginęło co najmniej 37 osób, kilkadziesiąt zostało rannych, uszkodzono około 50 budynków mieszkalnych i dom opieki dla osób starszych i niepełnosprawnych, a setki osób zmuszono do ewakuacji. Wśród ofiar był sołtys wsi, który pospieszył z pomocą.

W odpowiedzi Wołodymyr Zełenski nazwał utworzenie składu broni w pobliżu ludności cywilnej ‚rażącym zaniedbaniem‚. Dodał, że pierwszy wybuch trafił w skład zawierający granaty, miny, inną amunicję i drony, które „nigdy nie powinny się tam znaleźć”. Kijowska prokuratura wszczęła śledztwo w sprawie legalności przechowywania materiałów wybuchowych w pobliżu obszarów mieszkalnych. To już drugi taki incydent w ciągu dwóch miesięcy. Lipcowy atak na skład w pobliskim Wysznewie doprowadził do podobnych wtórnych eksplozji, ofiar śmiertelnych, a następnie aresztowań kadry kierowniczej państwowych przedsiębiorstw zbrojeniowych.

Rosyjskie Ministerstwo Obrony poinformowało, że w bazie w Myle składowane były komponenty i rakiety nośne dronów dalekiego zasięgu. Ministerstwo stwierdziło również, że przeprowadziło ataki na obiekty związane z pociskiem manewrującym Flamingo w obwodzie kijowskim, a także na porty w Mikołajowie i Izmaił. Krążące w mediach społecznościowych doniesienia o przechowywaniu tam pocisków Patriot nie zostały jeszcze potwierdzone przez oficjalne oświadczenia ukraińskie.

Eksplozja w piątek wieczorem miała miejsce w ramach wielodniowej rosyjskiej ofensywy z użyciem dronów odrzutowych i pocisków rakietowych, która doprowadziła do niemal nieustannych ostrzeżeń przed nalotami nad Kijowem i uderzenia w magazyny należące do sieci supermarketów, operatorów pocztowych, sprzedawców detalicznych i firm logistycznych.

Minister rolnictwa Ukrainy Taras Wysocki powiedział dziennikarzom, że około 90% infrastruktury logistycznej żywności wykorzystywanej przez duże sieci handlowe (duże centra dystrybucyjne zaopatrujące sieci takie jak Fora, Silpo, NOVUS i Varus) zostały zniszczone.

Niemniej jednak Wysocki zapewnia, że nie doprowadzi to do głodu, ponieważ sieci przechodzą na droższe dostawy ‚na kółkach’  bezpośrednio od producentów. Mimo to w sklepach w Kijowie widać puste półki z owocami i warzywami, nabiałem i podstawowymi produktami spożywczymi. Ostatni działający hipermarket Epicentr w Zaporożu również został zaatakowany w piątek rano, zaledwie kilka godzin przed eksplozją w Myle.

Obie strony systematycznie atakują wzajemnie swoją logistykę i cywilno-wojskową infrastrukturę handlową. Ukraina zaatakowała rosyjskie rafinerie, elektrownie i magazyny sklepów internetowych. Rosja odpowiedziała atakiem na magazyny zaopatrujące ukraińskie sklepy. Obrona przeciwlotnicza Kijowa jest nadal utrudniona przez dobrze udokumentowany niedobór pocisków przechwytujących Patriot – jedynego systemu zdolnego do niezawodnego przechwytywania pocisków balistycznych. Drony z napędem odrzutowym dodatkowo zwiększyły presję.

Rząd Zełenskiego przedstawił własne ataki dalekosiężne jako sposób na zmuszenie Rosji do negocjacji. Natychmiastowe konsekwencje są widoczne na przedmieściach Kijowa: kolejna źle zlokalizowana amunicja wybucha w pobliżu ludności cywilnej, sieć logistyczna handlu detalicznego została zniszczona w 90%, według ukraińskiego ministra, a do tego dochodzi nadchodząca zima. Śledztwo w sprawie tego, kto zdecydował o przechowywaniu materiałów wybuchowych w pobliżu obszarów mieszkalnych, wyjaśni część sprawy. Resztę dopowiedzą puste półki i wyjące syreny.

uncutnews.ch/russland-greift-munitionsdepot-in-kiew-in-der-naehe-von-wohnhaeusern-an-ukraine-raeumt-ein-dass-90-der-logistik-fuer-den-lebensmitteleinzelhandel-zerstoert-sind

Napisał: Tyler Durden

Opracował: Zygmunt Białas

Requiem ??? Jak Cyfrowy Lewiatan pożera narody

Jak Cyfrowy Lewiatan pożera narody

Na zdjęciu: Alex Karp (z lewej), jeden ze współzałożycieli Palantira

„I sprawia, że wszyscy: mali i wielcy, bogaci i biedni, wolni i niewolnicy otrzymują znamię na prawą rękę lub na czoło. I że nikt nie może kupić ni sprzedać, kto nie ma znamienia – imienia Bestii lub liczby jej imienia” (Ap.13,16-17).

W nowym, wspaniałym świecie technologii tracą znaczenie i sens znane dotychczas sposoby rządzenia ludźmi w postaci historycznych rodów, plemion, państw, narodów i wreszcie cywilizacji. Urzeczywistnia się za to idea rządu światowego, realizowanego przez globalne korporacje. Wielokrotnie zresztą ogłaszana przez finansowe elity na przykład przez Jamesa Warburga, który w senacie amerykańskim w 1950 roku zapowiadał: „Będziemy mieli rząd światowy, czy nam się podoba, czy nie. Jedyną otwartą kwestią pozostaje to, czy taki rząd zostanie osiągnięty siłą, czy dobrowolnie”.  Powstaje pytanie, czy mamy już z nim do czynienia, czy nie?

W przekazach medialnych oraz w naukach politologicznych dominuje mapa mentalna osadzona na westfalskim sposobie urządzenia świata, wprowadzonym w 1648 roku. Był on oparty o państwa narodowe, rządzone do czasu przez monarchów a od 1919 (nieprzypadkowo – o czym dalej) demokratycznie. Jednak jak pokazuje chociażby wojna na Ukrainie „poziom sprawczości państwowych aktorów wciąż maleje, chociaż manifestują oni dla publiczności coraz bardziej pozorną siłę, a sami bywają coraz bardziej groteskowi” (Jacek Janowski, „Wielki i głęboki reset. Od demokracji do technokracji”, 2025, str. 179).

Okazuje się, że państwa narodowe Europy wespół postanowiły popełnić kulturowe, demograficzne i gospodarcze samobójstwo. Ich polityka analizowana w tradycyjnych kategoriach racji stanu lub interesu narodowego staje się niezrozumiała. Dlaczego na przykład dominujące gospodarczo w Europie Niemcy miałyby zniszczyć swój przemysł? Czemu służy utrata tożsamości narodowych? Podobne pytania można mnożyć.

Jeżeli rozumowanie nie wyjaśnia obserwowanego stanu rzeczy to reguła metodologiczna nakazuje zmienić przesłanki rozumowania. Przesłanką systemu międzynarodowego jest anarchizm przyjmujący, że państwa są autonomiczne czyli, że nie ma nad nimi żadnej instancji politycznej. Odpowiada to pojęciu autonomu w rozumieniu polskiej szkoły cybernetyki.

Systemem autonomicznym jest taki, który steruje się (tj. wpływa na siebie i otoczenie) sam i we własnym,  samodzielnie określonym interesie. Jeżeli założenie to prowadzi do fałszywych wniosków to na mocy prawa negowania implikacji, samo jest fałszywe. Jeśli założenie o autonomii państw osłabimy do ich samosterowności, czyli przyjmiemy, że państwa sterują się same, ale cel tego sterowania nie jest przez nie same (tj. ich elity) określany, to otrzymamy zgodność ze stanem rzeczy, który bezskutecznie próbuje wyjaśnić politologia. Oznacza to, że ponad państwami istnieje jakaś architektura władzy.

Globalny syndykat i jego przejawy

Zarówno polityka USA, jak i Chin jest niezrozumiała z punktu widzenia ich interesów narodowych. Jaki jest cel Ameryki w prowadzonych przez nią wojnach na całym świecie? Zgodnie z teorią realizmu ofensywnego Johna Mearsheimera nie da się osiągnąć hegemonii światowej ze względu na ograniczenie projekcji siły przez oceany (por. „Tragizm polityki mocarstw”, 2019, str. 52 i str. 140 i nast.). USA wyraźnie realizują jakiś inny, mocno osadzony cel. Nieudana próba jego zmiany na cel narodowy, jakim było poparcie ruchu MAGA dla Donalda Trumpa, spaliła na panewce.

Polityczną bezradność narodu amerykańskiego, nominalnie rządzącego najsilniejszym do tej pory państwem świata, potwierdza wypowiedź szefa największego, szacowanego na 13,5 biliona dolarów funduszu inwestycyjnego BlackRock – Laurence’a Finka, który w 2023 roku oznajmił, że z jego punktu widzenia  nie ma znaczenia, który z kandydatów na prezydenta wygra, gdyż korporacje w jakich ma udziały finansują obydwie strony. Wspierane propagandą wyparcie przez masy wiedzy o tworzeniu się światowych struktur władzy i administracji umożliwia Finkowi  otwarte ogłoszenie końca demokracji w Ameryce.

Podobnie trudno wyjaśnić po co wprowadzono ograniczenia pandemiczne w Chinach, które przejęły Światową Organizację Zdrowia po tym jak wycofały się z niej Stany Zjednoczone. „Wiele wskazuje na to, że podzielane przez publicystów, polityków i naukowców przekonanie na temat opozycyjnego charakteru krajów BRICS+ pod chińskim przewodnictwem wobec krajów G7 pod amerykańską hegemonią nie odpowiada rzeczywistej sytuacji politycznej i ekonomicznej świata […] O biegu światowych spraw mniej decydują instytucje państwowe i międzypaństwowe, w tym również takie jak BRICS i G7, a więcej poza- i ponadnarodowe, takie jak Światowe Forum Ekonomiczne, Komisja Trójstronna, czy Grupa Bilderberg. Światową spójność obydwu poziomów (nominalnego i realnego) zapewniają m.in. formuły partnerstwa publiczno-prywatnego na rzecz światowych wyzwań, np. w ramach ID2021 czy GAVI, oraz umowy partnerskie, np. w celu prac nad CBDC zawarta między Bankiem Rozrachunków Międzynarodowych i Chińską Republiką Ludową” (J. Jankowski, tamże, str. 180).

Spektakularnym przykładem uzależniania całych krajów i ich populacji od kontroli globalnego establishmentu jest porozumienie z 28 czerwca 2019 roku między Unią Europejską a Argentyną, Brazylią, Paragwajem, Boliwią i Urugwajem. Byłby to kolejny, niewytłumaczalny w klasycznych kategoriach politycznych przykład sterowania się państw w celu utraty własnego bezpieczeństwa żywnościowego. Następnymi zaś mogą być destabilizujące polityki wewnętrzne, imigracyjne i wojenne. „Eskalowanie międzynarodowych konfliktów wkracza obecnie w najwyższy poziom strukturalnych sprzeczności skutkujących wciąganiem przez upadający Zachód w wojenny zamęt rozwijającego się chińsko-azjatyckiego Wschodu, aby na nowo – trans-biegunowo urządzić świat. Miałby on być rządzony z wykorzystaniem: a) technologii identyfikacji cyfrowej i sztucznej inteligencji, b) ideologii zrównoważonego rozwoju i transformacji klimatycznej oraz c)ekonomii kapitalizmu inkluzywnego i cyfrowego pieniądza. […] Będzie to zapowiadana już od dawna globalna cywilizacja informacyjna jako zbudowana na centrach przetwarzania danych redefinicja, reorientacja i reorganizacja życia ludzkiego w kierunku życia cyfrowego. Cyfryzacja ze wszystkimi jej aktualnymi i potencjalnymi konsekwencjami w postaci morfizacji, automatyzacji, anonimizacji i anihilacji staje się wspólnym mianownikiem zachodnio-północnego G7 i wschodnio – południowego BRICS w ramach jednego – poszerzanego do niedawna G20, a obecnie wraz z Unią Afrykańską G21” (tamże, str. 180).

Nieprzypadkowo zatem znajdująca się na „wschodniej flance NATO” Polska jest championem informatyzacji a jednocześnie przoduje w dysfunkcjonalności swojego systemu prawnego. Niemożliwa do opanowania inflacja prawa stanowionego prowadzi w swojej konsekwencji do zastąpienia prawa automatycznymi systemami cyfrowymi. Widać to już w takich systemach jak Centralna Ewidencja Kierowców, czy Centralna Ewidencja Pojazdów, które mają zostać zintegrowane w jedną CEPIK, czy systemie KSEF, który po rozbudowie docelowo może zastąpić niezrozumiałe już dla nikogo prawo podatkowe. Prawo polskie jest systematycznie zastępowane regulacjami unijnymi, od których implementacji uzależnia się pozyskanie funduszy unijnych. Premierzy podpisują tajne umowy wojskowe bez asygnaty Sejmu, jednoosobowo (w tajemnicy przed kierowanym przez siebie rządem?) zgadzają się na transformację klimatyczną a prezydent odrzuca pomysł referendum w tej  sprawie. Trudno nie odnieść wrażenia, że władze w Warszawie nie decydują o polityce państwa, a ich funkcja polega na oszukiwaniu rządzonych. Taka interpretacja faktów każe stwierdzić, że państwo polskie nie jest nawet systemem samosterownym, lecz jedynie sterownym – niczym samochód, którym dowozi się personel do miejsca przeznaczenia.

Fikcja suwerenistycznego azylu

Oponenci globalizacji proponują strategię powrotu do państwa narodowego i demokracji, które uważają za rzeczywistą alternatywę dla postępującego globalizmu. W ich optyce elity globalistyczne wracają do myślenia dynastycznego i systemu feudalnego, odesłanego do lamusa wraz z rozwojem państw narodowych (vide: Michał, Kuź, „Globalizm, lokalizm i nowe średniowiecze”, 2024, Magdalena Ziętek – Wielomska, Adam Wielomski „Państwo narodowe i jego wrogowie”, 2020). Wystarczy zatem przywrócić państwo narodowe. Kłopot w tym, że z cybernetycznego i historycznego punktu widzenia jest to prezentystyczne nieporozumienie, bazujące na wyobrażaniu sobie ustroju feudalnego na podobieństwo scentralizowanych państw współczesnych a państw narodowych jako demokracji realizujących wolność od feudalnego ucisku.

Historyczne średniowiecze tworzyło rozproszony system polityczny oparty na prywatnych umowach i zasadzie „wasal mego wasala, nie jest moim wasalem” (vide np: Regine Pernoud, „Blask średniowiecza”, 2022). Był to ustrój bliższy współczesnym ideałom libertariańskim niż nowożytnemu centralizmowi, mylonemu z domniemanym feudalizmem (dla ilustracji błędu: gdyby Polska miała obecnie ustrój feudalny to wojewoda lubelski nie podlegałby rządowi w Warszawie). Święte Cesarstwo Rzymskie Narodu Niemieckiego (I Rzesza) można w dużej mierze uznać za instytucjonalną i społeczną „skamielinę” porządku feudalnego. W epoce nowożytnej, gdy Europa Zachodnia dynamicznie budowała absolutystyczne, scentralizowane państwa narodowe, Cesarstwo zakonserwowało rozproszenie władzy, przekształcając średniowieczny feudalizm w unikalny, skomplikowany system prawno-ustrojowy.

Powstawanie państw narodowych, początkowo monarchicznych potem demokratycznych, zbiega się z procesem globalizacji nieprzypadkowo. Westfalski porządek po 1648 roku uskutecznił w ramach monarchii centralizację, która kreowała dług publiczny w miejsce wcześniejszego prywatnego długu monarchy.  Już dług zaciągany przez Napoleona był długiem wszystkich Francuzów. Zniesienie systemów monarchicznych w 1919 roku umożliwiło sterowanie masami przez emisję długu wieczystego banków centralnych. Konferencja w Bretton Woods z 1944 roku ustanawiała system finansowy oparty o dolara. Konsensus waszyngtoński z 1989 roku narzucał światu demoliberalną globalizację ideową. Wielki Reset z 2020 roku zapowiadał technokrację eliminującą resztki państw narodowych i wprowadzenie omówionego wyżej bezpośredniego bata behawioralnego. W toku historycznej ewolucji elity finansowe tworzyły stopniowo nadsystem sterujący państwami. Państwa narodowe były im w tym procesie potrzebne do uzyskania skokowego przyrostu mocy swobodnej do poziomu wymaganego dla globalnego sterowania. Obecnie państwa narodowe stały się zbędne i pozostaje pytanie na czym ma polegać ich przywrócenie?

Fikcja narodowej kasy

Państwo narodowe zwiększało dochody elit finansowych a tym samym ich wpływ na rzeczywistość, umożliwiając globalizację i tworzenie rządu światowego. Banksterzy od zawsze, tj. od starożytności zarabiali na obsłudze długu rządowego. Wielkość sektora rządowego oraz poziom jego długu jest obiektywną miarą eksploatacji społeczeństwa, tak samo jak poziom podatków i zadłużenia każdej rodziny jest miarą jej eksploatacji. Literacko przedstawił to Bolesław Prus w powieści „Faraon”. Dopóki rząd był prywatny (monarchiczny) nie był wstanie przejąć znaczącej części dochodu i tym samym zaciągać wielkich długów. Od XI do połowy XIX wieku kształtował się on na poziomie 5-10% PKB, przekraczając 15% tylko w przypadku Niemiec (Hans-Hermann Hoppe, „Demokracja – bóg, który zawiódł”, 2006, str. 97).  „W trakcie centralizacji politycznej w XVI i XVII wieku pojawiły się nowe źródła dochodów rządu: cła, opłaty akcyzowe i podatek od ziemi. Mimo to do połowy XIX wieku wśród wszystkich państw Europy Zachodniej tylko w Wielkiej Brytanii obowiązywał podatek dochodowy (od 1843 roku). Francja po raz pierwszy wprowadziła rodzaj podatku dochodowego w 1783” (tamże, str. 98).  Dla porównania udział publicznego sektora rządowego w PKB osiągnął 50% w latach siedemdziesiątych XX wieku. Wzrost sektora rządowego wprost proporcjonalny do procesów globalizacji sugeruje przyczynowe powiązanie obu procesów, które potwierdzone jest wzrostem publicznego zadłużenia i mechanizmem transmisji zysków z jego obsługi.

Różnica wielkości między prywatnym a publicznym rządem jest doskonale widoczna w ich zadłużeniu. Dług monarchii brytyjskiej rósł w czasie wojen a malał w czasie pokoju. W 1748 roku wynosił 76 milionów funtów, w 1783 roku – 232 milionów funtów, w 1815 roku – 900 milionów funtów. „Tymczasem od nastania epoki demokratyczno – republikańskiej dług brytyjski cały czas rósł zarówno w okresach wojny, jak i pokoju. W 1920 roku wynosił 7,9 miliarda funtów, w 1938 roku – 8,3 miliarda, w 1945 roku – 22,4 miliarda, 1970 roku – 34 miliardy, a od tego momentu rósł gwałtownie, by w 1987 roku osiągnąć wartość ponad 190 miliardów funtów” (tamże, str. 103). Podobnie dług amerykańskiego rządu federalnego z 25 miliardów dolarów w 1919 roku wzrósł do 370 miliardów w 1971 roku a po 1971 roku, gdy zniesiono wymienialność dolara na złoto eksplodował do 6 bilionów dolarów w latach dziewięćdziesiątych XX wieku i nadal bezprzykładnie rośnie. Wzrost długu publicznego przekraczający wzrost sektora publicznego dowodzi, że moc społeczna jest przekazywana poza państwo, dzięki mechanizmowi alimentacji (zasilania), jaki umożliwia demokracja.

Choć królowie robili co mogli, żeby wzbogacić się kosztem społeczeństwa, na przykład monopolizując bicie pieniądza, czy zmniejszając zawartość kruszcu w monetach, to nigdy nie udało im się wprowadzić pieniądza fiducjarnego bez pokrycia. Eksperymenty związane z bankiem Amsterdamu, Bankiem Anglii, Johnem Lawem i Banque Royal de France miały charakter lokalnych wybryków i kończyły się finansową katastrofą. „Nikomu, nawet królowi, nie ufano by, gdyby dysponował tak niezwykłym monopolem. Dopiero w warunkach demokratycznego republikanizmu – rządów anonimowych i odpersonalizowanych – udało się dokonać tego wyczynu” (tamże, str.100). W konsekwencji waluta ulega stałej inflacji i deprecjacji. Na przykład wskaźnik cen artykułów konsumpcyjnych w USA wzrósł z 40 w 1971 roku do 136 w 1991 roku; w Wielkiej Brytanii z 24 do 137 (ponad pięciokrotnie); we Francji z 56 do 116. Oznacza to, że co 20 lat ceny towarów zwiększały się od 2,5 do 5 razy pomimo równoległego bezprecedensowego wzrostu wydajności pracy. Dla porównania ceny w Wielkiej Brytanii „w 1760 roku były znacznie niższe niż sto lat wcześniej, a w 1860 niższe niż w 1760 roku” (tamże, str. 101).

Fikcja narodowej władzy

Elity globalistyczne nie myślą dynastycznie. Dynastie legitymowały się zawsze jawnością i utożsamiały z zarządzanym terytorium, kapitalizując swoją rentę monopolową. Król panował mając na uwadze dłuższy horyzont czasowy, co ograniczało poziom eksploatacji zasobów: każdy zaciągany dług zmniejszał jego przyszły majątek. Dla bankierów monarchia jest niewygodna z dwu powodów. Po pierwsze ogranicza ich dochody a po drugie stanowi konkurencję w dziedzinie długofalowej polityki. Elitom finansowym odpowiada demokratyczny polityk, który zamiast utrzymać lub powiększyć wartość majątku, będzie starał się zużyć jak najwięcej rządowych zasobów, bo „to, czego nie skonsumuje teraz, nie będzie mógł skonsumować nigdy […] W szczególności zarządca – w przeciwieństwie do prywatnego właściciela rządu – nie będzie miał powodów, żeby nie doprowadzać kraju do ruiny” (tamże, str. 89). Ruinę poszczególnych krajów widać dzisiaj doskonale.

       Zysk globalistów bazuje na demokratycznym rozmyciu odpowiedzialności i zakulisowym sterowaniu finansowym. „Kiedykolwiek król zapożycza się u obywateli (sprzedaje im obligacje), to gwarantuje zwrot pożyczki prywatnym majątkiem (którego wartość w związku z tym spada). Od demokratycznego zarządcy niczego takiego się nie wymaga. Może on cieszyć się wszystkimi korzyściami płynącymi ze wzrostu aktualnych wydatków, podczas gdy odpowiedzialność za długi i obniżenie wartości mienia staje się po jego odejściu problemem innych. Dług rządu demokratycznego będzie więc większy i będzie rósł szybciej niż dług monarchów” (tamże, str. 132).

Inaczej niż w monarchii, przeciętny obywatel nie ma do kogo skierować swych frustracji. Ludzie na ogół uważają kradzież za niemoralną i dlatego uważnie przyglądają się postępkom księcia. Inaczej jest w systemie nieograniczonego dostępu do (publicznej) władzy, który każdemu pozwala otwarcie wyrażać pragnienia cudzej własności. Do władzy dochodzą ludzie najbardziej pozbawieni hamulców moralnych. Obywatel jest urabiany w przekonaniu, że rządzi nim wyłoniona w wyborach reprezentacja suwerennego narodu. Reprezentacja ta jednak za nic nie odpowiada (jak wiadomo najbardziej bezużytecznym urzędem III RP jest Trybunał Stanu). „Psychologiczny mechanizm demokracji tłumaczy masową wrogość wobec przymusowego położenia poddanych w stosunku do znanego im dobrze władcy, a zarazem masowe poparcie dla dobrowolnego zniewolenia obywateli przez anonimowe państwo. Zakulisowe wyzwalanie pospolitej zazdrości wobec prywatnego monarchy tłumaczy dobrowolne przyjmowanie niepomiernie większych niedogodności powodowanych przez publiczne rządy jakoby przez siebie ustanawiane” (J. Janowski, „Wielki i głęboki reset….”, (str. 341).

Ideowa bezalternatywność rozwiązania demokratycznego stanowi o jego totalitarnym charakterze. „Wszystkie współczesne demokracje, podobnie jak ich amerykański pierwowzór, są organizacjami opartymi na przymusowej: przynależności, integracji, redystrybucji, reedukacji, resocjalizacji, dobroczynności, zapobiegliwości, wrażliwości i solidarności. Przymusowość odbiera im jednak kluczowy i konstytutywny walor, niszcząc życie społeczne, ograniczając rozwój gospodarczy i deprawując postawy” (tamże, str. 311). Powołując się na utopijne dyrektywy  demokratyczne, zyskuje się quasi religijną legitymację do rządzenia. Jest ona tak silna, że nawet pacyfikowanemu narodowi umknie naoczny dowód na brak suwerenności.  Tak jak nie zauważyli tego Polacy ustawiający się niedawno w kolejkach do eksperymentów medycznych, czego obecnie nie chcą nawet pamiętać.

Ideologia demokratyzmu jest kamuflażem dla finansowego komunizmu, czyli operacji uwspólnienia długu przez rządowy monopol pieniądza fiducjarnego. To rozwój tego mechanizmu spowodował upadek monarchii na całym świecie. Monarcha kontrolujący swoje zadłużenie został pokonany przez republikę z większym kredytem. Demokratyczne zadłużenie jest nieograniczone, bo naród, który nie ma do kogo zaadresować swoich resentymentów, można eksploatować prawie bez końca. Dlatego nie jest historycznym przypadkiem, że rządy finansjery zaczynają się gwałtownie rozwijać właśnie w systemach republikańskich i demokratycznych, a nie w monarchiach. Zaczęło się od republik włoskich miast z Wenecją na czele. Potem był Amsterdam i jego giełda, chwalebna rewolucja w Anglii, rządy parlamentu i Banku Anglii (czytaj: Rotszyldów), a następnie rewolucja francuska i wojna secesyjna w Stanach Zjednoczonych.

Mane, tekel, fares

Państwo narodowe jest likwidowane, ponieważ wykonało już swoją robotę. Współczesne metody zarządzania behawioralnego nie potrzebują ideologii narodowych, które wcześniej tłumaczyły ludziom konieczność pracy dla globalistycznej finansjery oraz potrzebę ginięcia w jej światowych wojnach. Powrót do dziewiętnastowiecznego nacjonalizmu się zatem nie uda. Nowożytny nacjonalizm powstał jako produkt uboczny na glebie upadającej cywilizacji łacińskiej,  na potrzeby rządzących elit, w wyniku sponsorowanej przez te elity powszechnej edukacji, masowej prasy i popkultury. Teraz zaś elity go nie potrzebują, bo mają technologię inwigilacji Palantira. A nacjonalizm sam się nie zrobi. Wbrew bowiem temu, co się wciąż sądzi i pisze naród nie posiada duszy, nie ma rozumu i nie ma woli. Naród nie może być źródłem żadnej władzy a wyrażenie „suwerenność narodu” to oksymoron.

Z logicznego punktu widzenia pytanie o suwerena brzmi: „nad kim?”.  Naród nie może być sam dla siebie autorytetem. Człowiek jest żyworodnym ssakiem a jego potomstwo do osiągnięcia społecznej dorosłości potrzebuje edukacji i wychowania, które bez autorytetu (czyli władzy) jest niemożliwe. Wyniki ludzkiego dorastania są zawsze różne. Co sprawniejsze jednostki stają się autorytetami w określonych dziedzinach. Dla większości ludzi jest to autorytet w rodzinie lub u sąsiadów. Tylko nieliczni wyrastają na politycznych liderów, co jest zresztą przejawem zdrowia, bo nadprodukcja elit jest zawsze przyczyną społecznych kryzysów. Fakt, że takich pretendentów jest zawsze nadmiar, jest bardzo wygodny dla realizacji najstarszej reguły politycznej: divide et impera. Zgodnie bowiem z popularnym powiedzeniem: „demokracja demokracją ale ktoś tym musi rządzić”.  Sam fakt, że polityki demokratycznej nie daje się uprawiać z jedną reprezentacją całego narodu bez żadnych partii i frakcji wymownie demaskuje iluzję jego „samostanowienia”. To, że ostatecznie zawsze ktoś musi występować w imię narodu, potwierdza biblijną a nie demokratyczną teorię władzy pochodzącej „z góry” a nie od ludu.

Suwerenność i samostanowienie narodów są prawnymi dyrektywami, a nie faktami: nie mówią, co jest, tylko co ma być. Zostały wymyślone przez autorytety i są uznawane na skutek społecznego uznania tych autorytetów, jak każda ideologia polityczna. Naród jest strukturą hierarchiczną, jak wszystkie inne naturalne struktury: rodzina, ród, plemię, szkoła, kościół czy uniwersytet. Naród opiera się na samoidentyfikacji jednostek z otrzymanym przez nie kodem cywilizacyjnym oraz historią jego realizacji. Narodowość jest dobrowolna, w przeciwieństwie do przymusowego państwa, czy biologicznie zdeterminowanego etnosu. Wymaga jednak tradycji a nie każdy ich rodzaj umożliwia powstanie narodu.

Według Feliksa Konecznego narody powstały w tradycji łacińskiej na miejscu zlikwidowanej struktury rodowo-plemiennej, jako szeroka społeczna identyfikacja i współpraca oparta na utrwalonej w obyczaju moralności. „Narodowość może się zjawić dopiero po całkowitej emancypacji rodziny. Sama ta okoliczność wyklucza od pojęcia narodowości cywilizację turańską, arabską, bramińską i chińską”.

Ponieważ tradycja i kultura łacińska są obecnie w zaniku, żadnych narodów wkrótce nie będzie. Świat rozpada się na naszych oczach na neopogańskie plemiona i biologiczne etnosy. Będą one ze sobą nieustannie walczyć o przetrwanie, będą pacyfikowane, depopulowane i bezwzględnie wykorzystywane przez technologiczne korporacje. Ogłupiała, pozbawiona tradycyjnych i naturalnych autorytetów, zatomizowana przez technologię jednostka, będzie szukała jakichkolwiek dostępnych jej sposobów przetrwania. Może znaleźć je tylko w pierwotnej, biologicznej identyfikacji z plemieniem. Tak właśnie będzie wyglądać nadchodzący nowy porządek świata.

Zakorzeniony w XIX-wiecznym romantyzmie lub pozytywizmie ruch narodowy faktycznie dokonał przebóstwienia narodu. Oświeceniowe idee postawiały naród w miejsce Boga, jako ostateczne źródło moralności i władzy. Z punktu widzenia tradycyjnej teologii katolickiej odbieramy dzisiaj karę za bałwochwalstwo (idolatrię).

Rozpad narodów na neopogańskie plemiona nie jest żadnym wypadkiem przy pracy historii, czy sukcesem inżynierii Palantira. Jest logiczną konsekwencją duchowej zdrady. Bożek narodu postawiony w miejsce Boga, okazuje się bezsilny w starciu z Cyfrowym Lewiatanem.

Włodzimierz Kowalik Myśl Polska, nr 35-36 (130.08-6.09.2026)

Cotabambas !!! Leo XIV mianował arcybiskupem faceta, który złożył ofiarę Pachamamie i lubi diakonki

gloria.tv/Cotabambas

Leo XIV mianował arcybiskupa, który złożył ofiarę Pachamamie

Dzisiaj Leon XIV mianował biskupa pomocniczego Lizardo Estradę Herrerę O.S.A. (52 lata) z Cuzco w Peru na arcybiskupa koadjutora tej samej archidiecezji. Zostanie on zatem następcą arcybiskupa Richarda Daniela Alarcóna Urrutii (74 lata).

Zaledwie dwa tygodnie temu nowy arcybiskup złożył ofiarę na cześć BAŁWANa – Pachamamy.

Leo XIV osobiście wychował Estradę

Urodzony w Cotabambas w 1973 r. prałat Estrada wstąpił do zakonu augustianów i przyjął święcenia kapłańskie w 2005 r. W styczniu 2021 r. papież Franciszek mianował Estradę biskupem pomocniczym w Cuzco.

W maju 2025 r. biskup Estrada powiedział serwisowi VaticanNews.va, że Leon XIV był już jego profesorem, kierownikiem duchowym w zgromadzeniu augustianów, a następnie przeorem generalnym. W końcu obaj pełnili wspólnie posługę w ramach peruwiańskiego episkopatu.

Biskup Prevost był koncelebrantem podczas święceń kapłańskich Estrady oraz jego współkonsekratorem biskupim.

Estrada uczestniczył w rytuale Pachamama

W dniach 13–14 sierpnia 2026 r. biskup Estrada pomógł zainaugurować konferencję w Cuzco.

Ceremonia otwarcia obejmowała rytuał oddania czci Pachamamie. Biskup Estrada zaniósł liście koki do misy z ogniem jako ofiarę dla „Pachamamy” (Matki Ziemi), umieszczając je na mandali używanej podczas tego rytuału.

Ceremonia rozpoczęła się od wyraźnych odniesień do sierpnia jako miesiąca „Matki Ziemi”, po czym nastąpiło złożenie liści koki, ćwiczenia oddechowe pod przewodnictwem prowadzącego, dziękczynienie złożone ziemi oraz instrukcja, by przed złożeniem liści trzykrotnie wdychać powietrze.

Amazonia jako „miejsce teologiczne”

W wywiadzie udzielonym w 2023 r. serwisowi VaticanNews.va biskup Estrada stwierdził, że ludy andyjskie i amazońskie mają wiele do przekazania Kościołowi – nie tylko poprzez swoją kulturę i sposób życia, ale także poprzez swoje sposoby „wierzenia”. Dodał również: „Pragnę Kościoła zakorzenionego w kulturze lokalnej”.

Od lat biskup Estrada jest głęboko zaangażowany w teologię duszpasterską rdzennej ludności, inkulturację, rdzenną „kosmovizję” oraz nowe posługi na rzecz rdzennej ludności.

Podczas Zgromadzenia Duszpasterskiego na rzecz Ludów Rdzennych, które odbyło się w sierpniu 2025 r. w Ekwadorze, podkreślił pilną potrzebę „promowania i rozwijania obrzędu amazońskiego oraz obrzędu majskiego”.

W marcu 2026 r. opisał Amazonię jako „miejsce teologiczne”, w którym Kościół może odkrywać nowe sposoby życia Ewangelią.

9 czerwca 2026 r., otwierając regionalne spotkanie CELAM na Karaibach, biskup Estrada przypomniał o potrzebie wsłuchania się w „wołanie ubogich i Matki Ziemi”.

Diakonki

W 2023 r., pełniąc funkcję sekretarza generalnego CELAM, Estrada przedstawił obszerne opracowanie CELAM dotyczące udziału kobiet w Kościele Ameryki Łacińskiej i Karaibów, które wyraźnie uwzględniało diakonat kobiet wśród swoich propozycji.

W swoim wstępie Estrada podkreślił apele o „stworzenie nowych posług, w ramach których [kobiety] będą mogły lepiej służyć Kościołowi”.

Podczas prezentacji badania pochwalił jego wyniki, stwierdzając, że „wyprzedziły one tematy poruszane podczas pierwszej sesji Synodu w październiku 2023 roku”.

Szajs i hajs

Rzeźba, wyglądająca jak wyrzucone odpady, wzbudziła społeczną niechęć i artystyczne oburzenie

28.08.2026, ministerstwo „kultury”

donald/rzezba-wygladajaca-jak-wyrzucone-odpady-wzbudzila-spoleczna-niechec-i-artystyczne-oburzenie

fot. Facebook @Muzeum Jana Kochanowskiego

W minioną sobotę w parku

Muzeum Jana Kochanowskiego w Czarnolesie

odsłonięta została instalacja

 Fence

 współczesnej artystki Moniki Sosnowskiej. Eksponat przedstawia „

zniekształcony fragment modernistycznego ogrodzenia

, którego metalowa konstrukcja wygląda tak, jakby została gwałtownie wyrwana z ziemi wraz z masywnymi, betonowymi blokami”:

„Artystka przekształca codzienny, użytkowy element architektury w obiekt o aurze tajemnicy:

stalowa siatka i beton zyskują tu zaskakująco poetycki wymiar

” – przekazało muzeum w opisie instalacji.

Projekt powstał w 2010 roku i był prezentowany na międzynarodowej wystawie w 2018 roku w Antwerpii, a także w 2017 roku w Bruton i w 2010 r. w Nowym Jorku.

Zakup eksponatu był możliwy dzięki

dofinansowaniu z programu Rzeźba w przestrzeni publicznej wspieranego przez Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego

.

Projekt uzyskał dofinansowanie w ramach programu realizowanego przez Centrum Rzeźby Polskiej w Orońsku. Całkowity koszt inwestycji wynosił ok. 460 tys. złotych, a kwota

dofinansowania wyniosła 377 tys. złotych

.

Zaakceptuj pliki cookies Meta (Facebook), aby zobaczyć ten post.

Instalacja wywołała

poruszenie w sieci

:

Zaakceptuj pliki cookies Meta (Facebook), aby zobaczyć ten post.

Zaakceptuj pliki cookies Meta (Facebook), aby zobaczyć ten post.

Zaakceptuj pliki cookies Twitter/X, aby zobaczyć ten tweet.

Zaakceptuj pliki cookies Twitter/X, aby zobaczyć ten tweet.

Przypomnijmy, o projekcie

Rzeźba w przestrzeni publiczne

j, organizowanym przez Centrum Rzeźby Polskiej w Orońsku i finansowanym przez Ministerstwo Kultury, zrobiło się już głośno w ubiegłym roku. Wówczas dofinansowanie uzyskała

rzeźba GAJA

autorstwa grafika i fotografa Maurycego Gomulickiego. Instalacja przedstawia postać o kobiecych, bujnych kształtach, która stanęła w

Busku-Zdroju

. Projekt został dofinansowany kwotą 300 tys. zł przez resort kultury. Instalacja również wywołała niemałe poruszenie:

Radar geopolityczny Hollistera, 24–30 sierpnia 2026 r.

Radar geopolityczny Hollistera, 24–30 sierpnia 2026 r.

Radar geopolityczny Hollistera, 24–30 sierpnia 2026 r.

apolut-/hollisters-geopolitik-radar-vom-24-30-august

Wojny toczą się za pomocą pocisków. Ale władza jest coraz bardziej uwarunkowana tym, kto ma dostęp . Waszyngton oplata Iran siecią sankcji, banków, ubezpieczycieli i zakazów technologicznych, podczas gdy Teheran tworzy własne zasady przepływu przez Ormuz. USA zapewniają sobie długoterminowy dostęp do wenezuelskiej ropy, Syria wymienia centralizację wojskową na powrót do zachodnich sieci płatniczych, Europa Północna konsoliduje swoje struktury dowodzenia, a Chiny dalej rozbudowują swoją infrastrukturę strategiczną.

Radar geopolityczny KW35 Hollistera ukazuje świat, w którym granice nie istnieją już wyłącznie na mapach, lecz są definiowane przez konta, licencje, łańcuchy dostaw, czujniki, porty i prawa dostępu .

Radar geopolityczny z 24 do 30 sierpnia 2026 r.

Artykuł publicystyczny autorstwa  Michaela Hollistera.

W tym tygodniu geopolityczna władza z uderzającą częstotliwością przesuwała się w kierunku zasad dostępu. Waszyngton próbuje izolować Iran nie tylko militarnie i poprzez handel ropą, ale także za pośrednictwem banków, ubezpieczycieli, dostawców technologii i firm żeglugowych. Teheran odpowiada, wprowadzając własne zasady przepływu przez Cieśninę Ormuz. W Wenezueli problem nie dotyczy już wyłącznie sankcji, ale długoterminowej kontroli nad polami naftowymi. Syria łączy likwidację armii równoległej z jej powrotem do międzynarodowych sieci płatniczych.

Ten schemat jest widoczny również poza tymi konkretnymi teatrami działań. Szwecja oddaje siły pod dowództwo Finlandii, państwa Morza Bałtyckiego planują wspólny system obrony przed dronami, Kanada odpowiada na cła USA cłami odwetowymi i pomocą przemysłową, a Chiny i Indie opracowują nowe procedury mające na celu ograniczenie konfliktów granicznych. Siła przejawia się zatem nie tylko w broni i terytoriach. Znajduje się również w licencjach, kanałach płatności, kontroli eksportu, prawach inwestycyjnych, misjach obserwacyjnych i strukturach dowodzenia wojskowego.

Nie oznacza to, że wydarzenia przebiegają według wspólnego planu. Interesy, ramy prawne i dynamika władzy znacznie się różnią. Metoda jest jednak porównywalna: państwa zmieniają warunki, w jakich inni mogą działać. W przypadkach, gdy fakty pozostają niejasne – dotyczące wyniku referendum w Islandii, dynamiki władzy w Nigrze i funkcji nowych chińskich obiektów na Morzu Południowochińskim – ten radar wyraźnie odróżni sytuację w momencie publikacji od potwierdzonych ustaleń.

SERCE

1. Waszyngton rozpoczyna globalną kampanię sankcji w ramach „Operacji Economic Outcast” (24 sierpnia 2026 r.)

Departament Skarbu USA nałożył sankcje na prawie 60 osób, firm i statków, a także rozszerzył ryzyko sankcji wtórnych na pięć dodatkowych sektorów irańskiej gospodarki: aktywa cyfrowe, technologię, złoto, lotnictwo i żeglugę. Administracja ogłosiła, że ​​wyznaczy terminy dla państw trzecich na zakończenie zidentyfikowanych transakcji biznesowych z Iranem. W odpowiedzi Zjednoczone Emiraty Arabskie wszczęły dochodzenie w sprawie dotkniętych sankcjami banków; egipski Banque Misr również analizuje konsekwencje dla swoich oddziałów w ZEA. Waszyngton łączy zatem te indywidualne sankcje z globalną strategią dostępu do strefy dolara. Najnowsze doniesienia o Iranie z 30 sierpnia 2026 r. umieszczają te wydarzenia w kontekście trwającej wojny.

2. Iran umieszcza tankowce na czarnej liście i negocjuje korytarz z Omanem (24–27 sierpnia 2026 r.)

Teheran oświadczył, że 45 tankowców naruszyło nowe przepisy tranzytowe w Cieśninie Ormuz. Statki te zostały ukarane grzywnami, konfiskatą lub konfiskatą ładunku. Jednocześnie Iran i Oman omawiały tymczasowy korytarz żeglugowy i rozminowanie. Liczba przejść nieznacznie wzrosła w ciągu tygodnia, ale nadal była uzależniona od zgód, opłat za bezpieczeństwo i odstraszania militarnego. W rezultacie powstają dwa konkurujące ze sobą systemy: tranzyt kontrolowany przez Iran i wspierany przez USA. Kontekst planowanego korytarza został omówiony w artykule „Szlak Południowy ” .

3. Stany Zjednoczone i Wenezuela zgadzają się na zabezpieczenie dostępu do rezerw ropy naftowej na 25 lat (28-30 sierpnia 2026 r.)

Prezydent USA Donald Trump oświadczył, że Stany Zjednoczone zapewniły sobie większościową kontrolę nad ponad 65 miliardami baryłek wenezuelskich rezerw ropy naftowej dzięki partnerstwu z firmami prywatnymi. Tymczasowa prezydent Wenezueli, Delcy Rodríguez, mówiła następnie o 25-letniej umowie. Wymieniła 17 istniejących złóż ropy naftowej, osiem nowych bloków i cel produkcji 1,5 miliona baryłek dziennie; suwerenność nad zasobami pozostanie w gestii Wenezueli. Pełne teksty umów i dokładna struktura prawna nie były publicznie dostępne w momencie publikacji. Tło ekonomiczne i polityczne zostało omówione w artykule „Insider Trading off Caracas ” .

4. Syria rozwiązuje SDF i jednocześnie otwiera międzynarodowe kanały płatnicze (24-28 sierpnia 2026 r.)

Dowodzone przez Kurdów Syryjskie Siły Demokratyczne (SDF) zostały formalnie rozwiązane; ich jednostki mają być stopniowo włączane do struktur państwowych. Kilka dni później prezydent Ahmed al-Sharaa mianował byłego dowódcę SDF, Mazloum Abdi, na stanowisko doradcy. Pytania dotyczące integracji jednostek kobiecych i faktycznego zakresu dowodzenia pozostają bez odpowiedzi. Jednocześnie Stany Zjednoczone usunęły Syrię z listy państw sponsorujących terroryzm. Visa i Mastercard rozpoczęły przetwarzanie międzynarodowych płatności kartami za pośrednictwem partnerów syryjskich. Damaszek łączy w ten sposób centralizację sił zbrojnych z reintegracją gospodarczą. Wstępne etapy zostały przeanalizowane w artykule „Ciche zwycięstwo Trumpa w Syrii ” .

5. Trump przedstawia Kongresowi porozumienie nuklearne z Arabią Saudyjską (25 sierpnia 2026 r.)

Rząd USA przedłożył Kongresowi 30-letnią cywilną umowę nuklearną z Arabią Saudyjską. Przewiduje ona między innymi budowę reaktorów Westinghouse AP1000; Kongres ma 90 dni sesyjnych na jej rozpatrzenie. Trump politycznie powiązał umowę z uznaniem Izraela przez Arabię ​​Saudyjską. Rijad jednak podtrzymuje swoje żądanie wiarygodnej ścieżki do utworzenia państwa palestyńskiego. Krytycy wskazują, że wyraźne zrzeczenie się wzbogacania i przetwarzania uranu nie zostało jasno określone. Regionalna architektura bezpieczeństwa została opisana w dokumencie „Pakt Mekka – część 2” .

6. Wojna między Rosją a Ukrainą dotyczy paliw, magazynów i terenów cywilnych (28-29 sierpnia 2026 r.)

Rosja przedłużyła zakaz eksportu oleju napędowego z rafinerii do 30 września 2026 roku. Jako powód podano niedobory po ukraińskich atakach na zakłady przetwórcze oraz konieczność zabezpieczenia rynku krajowego. Z kolei rosyjski atak uderzył w ukraiński magazyn pod Kijowem, którego eksplozja, według władz, zabiła 37 osób i uszkodziła budynki mieszkalne oraz dom opieki. Ukraina potwierdziła, że ​​w pobliżu terenów cywilnych składowano tam materiały wybuchowe; prezydent Wołodymyr Zełenski zapowiedział dochodzenia i analizy. Aktualizacja sytuacji na Ukrainie z 28 sierpnia 2026 roku dokumentuje strategiczną głębię wojny powietrznej.

7. Szwecja i Finlandia wzmacniają swoją obronę – państwa Morza Bałtyckiego planują utworzenie grupy zadaniowej ds. dronów (28-29 sierpnia 2026 r.)

Szwecja ogłosiła, że ​​jesienią wzmocni Finlandię myśliwcami Gripen, korwetą Visby oraz potencjalnym wsparciem radarowym i obrony przeciwlotniczej przed dronami. Siły szwedzkie mogą zostać podporządkowane dowództwu fińskiemu. Jednocześnie, według niemieckiego rządu, państwa Morza Bałtyckiego planują utworzenie wspólnej grupy zadaniowej ds. obrony przed dronami i szybsze mechanizmy reagowania. Prezydent Finlandii Alexander Stubb przedstawił kluczowy kontrargument: nie ma konkretnych dowodów na rychły atak Rosji na NATO. Niemniej jednak, integracja operacyjna jest wdrażana jako środek zapobiegawczy. Finansowe aspekty tego przedsięwzięcia zostały omówione w filmie dokumentalnym „Od Zielonego Ładu do zdolności bojowych ” .

8. Islandia podejmuje decyzję o nowych negocjacjach z UE minimalną większością głosów (29-30 sierpnia 2026 r.)

Islandia głosowała nad wznowieniem negocjacji akcesyjnych z UE, przerwanych w 2013 roku. W momencie oddawania artykułu do druku, po przeliczeniu około 152 000 głosów, przeciwnicy mieli minimalną przewagę, 50,1% do 49,9%; ostateczny wynik wciąż nie został ustalony. Głosowanie nie rozstrzyga samo w sobie o członkostwie w UE. Wynegocjowane porozumienie musiałoby zostać zatwierdzone w drugim referendum. Koncentruje się ono na prawach połowowych, kwestiach walutowych, stopach procentowych i strategicznym porozumieniu. Analiza „Zerwanie z Rosją, zależność od Ameryki, konflikt z Chinami” pokazuje, jak zależności gospodarcze ograniczają możliwości polityczne .

9. Próba zamachu stanu wstrząsa Nigrem – kluczowe szczegóły pozostają sporne (29-30 sierpnia 2026 r.)

Zbuntowani żołnierze zaatakowali lotnisko, pałac prezydencki i państwową stację radiową w Niamey. Ministerstwo Obrony ogłosiło, że sytuacja jest opanowana; jednak walki trwały nadal, szczególnie na lotnisku. Państwowe media donosiły o licznych ofiarach śmiertelnych i aresztowaniach, twierdząc, że siły rosyjskie wspierały rząd. Te twierdzenia mogły zostać zweryfikowane jedynie częściowo. Powstanie ma miejsce w kraju, którego dowództwo wojskowe wyparło wojska zachodnie, rozszerzyło współpracę z Rosją i zrestrukturyzowało swoje interesy górnicze. Ryzyko strukturalne związane z rosyjskimi partnerstwami wojskowymi w Sahelu zostało omówione w artykule „Mali Burns – Russia Bleeds ” .

10. Chiny budują na Wyspach Paracelskich – Wietnam żąda wstrzymania prac (25–28 sierpnia 2026 r.)

Zdjęcia satelitarne przeanalizowane przez agencję Reuters pokazują nowe instalacje na kontrolowanej przez Chiny rafie Yagong na Wyspach Paracelskich. Konstrukcja może być częścią radaru wczesnego ostrzegania; jej funkcja nie została jeszcze potwierdzona. Wietnam zażądał wstrzymania budowy i potwierdził swoją suwerenność. Pekin również uważa grupę wysp za swoje terytorium i stopniowo rozbudowuje swoją infrastrukturę wojskową i cywilną na Morzu Południowochińskim. Kluczowym czynnikiem jest nie tyle pojedyncza instalacja, co zagęszczenie sieci czujników, baz i obecności administracyjnej. To podejście opisano w artykule „The Countermove – China’s Quiet Response Without Firing a Shot ” .

11. Chiny i Indie tworzą nowe mechanizmy dla swojej nierozwiązanej granicy (25-26 sierpnia 2026 r.)

Podczas 25. rundy rozmów specjalnych wysłanników Chiny i Indie uzgodniły osiem punktów dotyczących kwestii granicznej. Obejmują one dodatkowe wojskowe punkty kontaktowe, dwa nowe kanały infolinii, grupy robocze ds. demarkacji i zarządzania granicami oraz spotkanie ekspertów ds. rzek transgranicznych we wrześniu. Kolejna runda rozmów planowana jest w Indiach w 2027 roku. Nie osiągnięto ostatecznego porozumienia granicznego. Zamiast tego obie strony starają się szybciej opanować incydenty wzdłuż linii faktycznej kontroli i oddzielić powiązania gospodarcze od sporu terytorialnego. Szerszy kontekst azjatycki można znaleźć w dokumencie „Chiny – Cichy Manewr” .

12. Kanada odpowiada na cła USA cłami odwetowymi i inwestycjami przemysłowymi (25–29 sierpnia 2026 r.)

Ottawa ogłosiła cła odwetowe w wysokości 15, 25 i 50 procent na towary amerykańskie o wartości 27,6 miliarda dolarów kanadyjskich, obowiązujące od 8 września 2026 roku. Cła obejmą między innymi stal, produkty mleczarskie, sprzęt gospodarstwa domowego, maszyny rolnicze, papier i elektronikę; 7,5 miliarda dolarów kanadyjskich zostanie przeznaczone na pomoc towarzyszącą. Tymczasem wstępne porozumienie między General Motors a związkiem zawodowym Unifor przewiduje nowe inwestycje w Kanadzie, w tym montaż GMC Sierra w Oshawie. Ratyfikacja jest nadal w toku. Ten rozwój sytuacji ilustruje, jak konflikty handlowe mogą przyspieszać politykę lokalizacji przemysłu. Podobną logikę zależności analizuje się w badaniu „12 think tanków, 30 studiów, jedna komisja ” .

13. Obserwatorzy zawieszenia broni docierają do wschodniego Konga – walki trwają (24 sierpnia 2026 r.)

Wspólna misja obserwacyjna, złożona z przedstawicieli rządu kongijskiego, M23 i państw regionu, rozpoczęła pracę w Kiwu Południowym. Jej misją jest dokumentowanie naruszeń zawieszenia broni wynegocjowanego przez Katar; misja ONZ MONUSCO podobno zapewniła wsparcie logistyczne. Jednocześnie w kilku rejonach trwały walki, a obie strony oskarżały się wzajemnie o ataki i nadużycia. Misja po raz pierwszy ustanawia w ten sposób wspólny mechanizm weryfikacji, ale nie zapewnia jeszcze skutecznego rozdziału sił. Za konfliktem kryją się nie tylko interesy bezpieczeństwa, ale także dostęp do terenów bogatych w minerały. Aspekt łańcucha dostaw opisano w artykule „Konflikt o koltan – systemy nie zawodzą ” .

14. Seul ogranicza dwustronne ćwiczenia wojskowe i pozostaje przy formacie trójstronnym (28 sierpnia 2026 r.)

Korea Południowa popiera wznowienie rozmów USA z Koreą Północną, ale chce utrzymać gotowość militarną i prawo głosu w tej sprawie. Dwustronne ćwiczenia Ulchi Freedom Shield zostały wcześniej skrócone z jedenastu do pięciu dni, a ich część polowa została zmniejszona. Jednocześnie Korea Południowa, Japonia i Stany Zjednoczone ogłosiły ćwiczenia Freedom Edge w dniach 9-11 września 2026 roku na wodach międzynarodowych w pobliżu Dżedżu. Deeskalacja i odstraszanie nie przebiegają zatem sekwencyjnie, lecz równolegle, w różnych formatach. To regionalne powiązanie jest głównym tematem artykułu „ World in Flames – część 9”.

15. Tajwan oskarża dziewięć osób o nielegalny eksport serwerów AI do Chin (24 sierpnia 2026 r.)

Tajwańscy śledczy oskarżają dziewięciu oskarżonych o eksport 130 serwerów zawierających układy sztucznej inteligencji Nvidia B300 na podstawie fałszywych deklaracji dotyczących przeznaczenia końcowego. 74 urządzenia rzekomo wjechały do ​​Chin przez Indonezję, Japonię i Hongkong; 56 zostało przechwyconych, według władz. Zaangażowane w sprawę firmy oświadczyły, że współpracują ze śledztwem. Sprawa dowodzi, że kontrola eksportu wysokowydajnych układów scalonych nie kończy się na granicy układu: kluczowe znaczenie ma integracja serwerów, pośrednicy, logistyka i weryfikacja rzeczywistego użytkownika. To stawia Tajwan w centrum uwagi, zarówno jako miejsce produkcji, jak i centrum kontroli. Strategiczne środki zaradcze opisano w dokumencie „Three Levers, Four Countermeasures ” .

W naszym własnym interesie – wcześniejsze powiadomienie – Iran Special

Dominuje narracja, że ​​Waszyngton ugrzązł w wojnie z Iranem i nie może znaleźć wyjścia. Ale co, jeśli to założenie jest błędne? Blokada wpływa na chińskie dostawy energii, wzmacnia amerykańskie interesy eksportowe i daje USA dostęp do jednej z najważniejszych dźwigni strategicznych światowej gospodarki. Pojawiło się kilka okazji do zakończenia konfliktu – ale żadna nie została wykorzystana. Poniższa analiza stawia zatem pytanie rzadko zadawane w debacie o Iranie: czy Waszyngton w ogóle chce wycofać się z tej wojny?

Specjalny raport dotyczący Iranu zostanie opublikowany w środę 2 września 2026 r . w centrum sytuacyjnym na stronie michael-hollister.com .

PUNKTY ANALIZY

Iran: Waszyngton zamyka kanały finansowe, Teheran przyznaje prawa tranzytowe

Dwa kluczowe doniesienia tego tygodnia dotyczące Iranu są ze sobą powiązane. „Operacja Economic Outcast” nie jest wymierzona tylko w pojedyncze firmy. Departament Skarbu USA próbuje przerzucić koszty wszelkich powiązań z Iranem na strony trzecie. Banki, firmy spedycyjne, ubezpieczyciele, dostawcy usług kryptograficznych i firmy technologiczne nie muszą mieć siedziby w Stanach Zjednoczonych, aby ryzykować dostęp do amerykańskiego systemu finansowego. Presja wywierana na instytucje w Zjednoczonych Emiratach Arabskich i Egipcie pokazuje, jak szybko amerykańskie oświadczenie może zostać przełożone na krajowe procedury weryfikacji. Aktualizacja sytuacji w Iranie z 30 sierpnia 2026 r. śledzi ten front gospodarczy na równi z sytuacją militarną.

Iran stosuje inną, ale strukturalnie powiązaną, metodę na morzu. Każdy, kto chce przepłynąć Cieśninę Ormuz, musi spełnić irańskie zezwolenia, opłaty i przepisy bezpieczeństwa. Teheran nie może sankcjonować globalnego handlu przez strefę dolarową, tak jak Waszyngton. Kontroluje jednak bliskość geograficzną, infrastrukturę przybrzeżną, pola minowe i ryzyko eskalacji cieśniny, przez którą przepływa znaczna część światowego handlu ropą naftową. Czarna lista tankowców ma na celu przekształcenie tej lokalnej potęgi w system oparty na regułach.

Korytarz omawiany z Omanem byłby zatem czymś więcej niż tylko przejściem technicznym. Mógłby potwierdzić przynależność Iranu do traktatu, jednocześnie umożliwiając ograniczony ruch bez całkowitego zniesienia blokady. Ta selektywna przepuszczalność ma wartość strategiczną: generuje dochody, nagradza współpracujących partnerów i utrzymuje presję na przeciwników. Artykuł „Follow the Oil – How Washington is Dismantling China’s Energy Supply” przedstawia kontekst polityki energetycznej. Te dwa systemy nie są prawnie ani materialnie równoważne. Łączy je to, że sam dostęp staje się bronią.

Granice wytrzymałości gospodarczej stają się już widoczne. Agencja Reuters, powołując się na dane irańskie, podała roczną inflację na poziomie 66 procent i spadek handlu zagranicznego o prawie 35 procent. Jednocześnie, według dostępnych danych, Iran był w stanie sprzedać około 90 milionów baryłek ropy naftowej w ramach umowy tranzytowej zawartej w czerwcu. To wyjaśnia, dlaczego ustanowienie nowego korytarza jest tak ważne dla obu stron: dla Teheranu chodzi o walutę obcą i polityczne uznanie jego kontrolującej roli; dla Waszyngtonu chodzi o to, czy ograniczone wyjątki złagodzą presję, czy też zostaną wykorzystane jako narzędzie dalszych ustępstw. Całkowicie zamknięty szlak morski byłby kosztowny nawet dla sojuszników USA; z drugiej strony, całkowicie otwarty korytarz osłabiłby najważniejszą siłę nacisku Iranu.

Pytania

  • Czy Oman i inni mediatorzy mogą stworzyć korytarz, który sprawdzi się w praktyce, nie ogłaszając żadnej ze stron politycznym zwycięzcą?
  • Ile krajów trzecich wdroży amerykańskie sankcje wtórne, jeśli w ich wyniku poniosą straty w handlu i energetyce?
  • Czy irańskie porozumienia tranzytowe pozostaną narzędziem wojny, czy staną się trwałym elementem powojennej architektury?

Wenezuela: Polityka sankcji przekłada się na długoterminową kontrolę

Porozumienie z Wenezuelą oznacza potencjalną transformację. Przez lata Stany Zjednoczone ograniczały wenezuelski sektor naftowy poprzez sankcje, licencje i kontrolę kanałów płatności. Teraz Donald Trump mówi o kontroli większościowej nad ponad 65 miliardami baryłek, podczas gdy Delcy Rodríguez mówi o 25-letnim programie rozwoju. Te dwa stwierdzenia niekoniecznie oznaczają to samo. Wenezuela może formalnie pozostać właścicielem swoich zasobów naturalnych, podczas gdy prawa do wydobycia, decyzje inwestycyjne, kanały dystrybucji i rachunki przychodów są kontrolowane zewnętrznie. Kluczowym czynnikiem jest zatem nie tylko to, kto jest właścicielem ropy, ale także to, kto decyduje o tempie, nabywcach, cenach i przepływach płatności.

Opublikowane kluczowe dane są imponujące: 17 istniejących złóż, osiem nowych bloków i cel 1,5 miliona baryłek dziennie. Rodríguez prognozował dochody rządu w setkach miliardów. Jednak takie długoterminowe prognozy zależą od inwestycji, infrastruktury, cen na rynkach światowych, stabilności politycznej i warunków kontraktów. Dopóki teksty nie zostaną ukończone, są to cele polityczne, a nie gwarantowane zyski.

Dla Waszyngtonu model ten oferuje szereg korzyści. Amerykańskie firmy uzyskują dostęp do ciężkiej ropy naftowej, rafinerie na wybrzeżu Zatoki Meksykańskiej mogą zabezpieczyć odpowiednie dostawy, a Stany Zjednoczone zyskują wpływ na bazę rezerwową, która wcześniej miała strategiczne znaczenie również dla Chin. „Operacja Pivot” opisuje zmianę polityczną, „handel poufnymi informacjami z Caracas” – związek między decyzjami rządu, firmami naftowymi i interesami finansowymi. To, czy nowe porozumienie przywróci autonomię Wenezueli, czy też ją na stałe ograniczy, zależy od klauzul, których obecnie brakuje.

Należy rozróżnić kontrolę państwową od prywatnej realizacji. Trump mówił o partnerstwie z firmami; strona wenezuelska ogłosiła umowy z kilkoma inwestorami. Takie porozumienie pozwala rozłożyć ryzyko inwestycyjne na podmioty prywatne, podczas gdy Waszyngton zachowuje wpływy polityczne poprzez licencje, finansowanie lub prawa do odbioru. Z drugiej strony, Caracas może zwiększyć produkcję i dochody w krótkim okresie, bez konieczności ponoszenia wyłącznie kosztów odbudowy. Nie eliminuje to asymetrycznej dynamiki władzy. Im dłuższy okres obowiązywania umowy i wyższe koszty początkowe, tym trudniejsza będzie późniejsza zmiana kursu politycznego. Dopiero przepisy regulujące rozstrzyganie sporów, podział zysków, wpływ na środowisko, lokalnych pracowników i rozwiązanie umowy pokażą, ile z obiecanej suwerenności faktycznie pozostaje.

Pytania

  • Jakie konkretne prawa obejmuje „kontrola większościowa”, którą rości sobie Trump – promocję, marketing, finansowanie czy zarządzanie przychodami?
  • Czy pełne brzmienie umów i ich zgodność z prawem wenezuelskim zostaną poddane publicznej kontroli?
  • Jaką rolę będą musieli odegrać chińscy, rosyjscy i europejscy wierzyciele oraz firmy energetyczne?

Syria: Monopol na przemoc i dostęp do systemów płatniczych powstają jednocześnie

Rozwiązanie SDF to początkowo proces wojskowo-administracyjny. Sojusz wojskowy, niezależny od wielu lat i wspierany przez Stany Zjednoczone, ma przerzucić personel i jednostki do państwa syryjskiego. Mianowanie Mazloum Abdi na doradcę prezydenta tworzy powiązanie polityczne, ale nie rozwiązuje problemu operacyjnego: kto wydaje rozkazy, kontroluje broń i decyduje o operacjach na obszarach zamieszkanych przez większość kurdyjską? Przyszłość kobiecych jednostek bojowych i regionalnych struktur samorządowych również pozostaje niejasna.

Jednocześnie zmienia się zewnętrzny wizerunek gospodarczy Syrii. Usunięcie jej z amerykańskiej listy państw sponsorujących terroryzm zmniejsza ryzyko prawne dla banków. Pierwsze transakcje za pośrednictwem kart Visa i Mastercard pokazują, że to złagodzenie ograniczeń nie jest jedynie symboliczne. Międzynarodowe płatności kartami, banki korespondencyjne i weryfikowalne kanały transakcyjne są warunkiem koniecznym dla handlu, inwestycji i przekazów pieniężnych. „Ciche zwycięstwo Trumpa w Syrii” od samego początku opisywało ten związek między uznaniem politycznym a dostępem do gospodarki.

Oba procesy wzajemnie się wzmacniają. Bez kontroli nad podmiotami zbrojnymi liberalizacja gospodarcza pozostaje ryzykowna. Bez dochodów, systemów płatności i inwestycji Damaszek nie ma środków na finansowanie nowych struktur państwowych. Jednocześnie rośnie jego zależność od państw i firm, które zapewniają konta, karty, licencje i ochronę inwestycji. Pakt Mekka – część 2 sytuuje Syrię w ramach rodzącej się regionalnej architektury bezpieczeństwa. Integracja nie oznacza zatem automatycznie suwerenności. Może ona wzmocnić władzę państwa, jednocześnie tworząc nowe zewnętrzne instrumenty nacisku.

Dla państw sąsiednich kolejność wydarzeń ma kluczowe znaczenie. Turcja postrzega uzbrojone struktury kurdyjskie na swojej granicy jako zagrożenie dla bezpieczeństwa i będzie oceniać integrację na podstawie tego, czy istniejące sieci dowodzenia faktycznie znikną. Podczas gdy USA tracą bezpośredniego partnera w postaci niezależnych SDF, zyskują możliwość warunkowania stabilności poprzez złagodzenie sankcji i dostęp do finansowania. Dla regionów kurdyjskich istnieje kontrzagrożenie: to, co na poziomie krajowym jawi się jako przywrócenie jedności państwa, może być odczuwane lokalnie jako utrata autonomii politycznej. Doradcza rola Abdiego zapewnia widoczność, ale nie gwarantuje jeszcze udziału. Sukces integracji zależy zatem mniej od dokumentu o rozwiązaniu, a bardziej od budżetów, nominacji, lokalnych sił bezpieczeństwa i weryfikowalnych praw.

Pytania

  • Czy SDF zostanie faktycznie włączone do jednolitego łańcucha dowodzenia, czy też będzie po prostu funkcjonować dalej pod nową nazwą?
  • Jakie prawa polityczne i kulturalne otrzymają w zamian regiony, w których zamieszkiwana jest większość kurdyjska?
  • Czy syryjskie banki będą w stanie sprostać międzynarodowym standardom bez zastępowania starych sankcji nowymi zależnościami?

Ukraina i Rosja: Wojna powietrzna przenosi się na grunt ekonomiczny i cywilny.

Rosyjski zakaz eksportu oleju napędowego i eksplozja w ukraińskim składzie amunicji ujawniają dwie strony tego samego medalu. Obie strony konfliktu próbują sparaliżować nie tylko jednostki frontowe, ale także systemy, które za nimi stoją. Ukraińskie ataki na rafinerie mają na celu zakłócenie dostaw paliw, dochodów z eksportu i zdolności naprawczych Rosji. Moskwa odpowiada ograniczeniami eksportowymi, aby ustabilizować swój rynek krajowy. Wstrzymanie dostaw oleju napędowego przez Rosję, jako głównego dostawcę, wzmacnia wpływ ataków wojskowych na rynki cywilne i klientów zagranicznych.

Rosyjskie ataki na ukraińskie składy i logistykę przebiegają w odwrotnym kierunku: celem jest zniszczenie amunicji, zanim dotrze ona na front. Jednak uderzenie w pobliżu Kijowa wywołało serię eksplozji wtórnych, które przyniosły wysokie straty wśród ludności cywilnej. Ukraińskie potwierdzenie, że materiały wybuchowe były składowane w pobliżu obszarów mieszkalnych, sprawia, że ​​sam wybór lokalizacji staje się przedmiotem analizy. Rozsądne pod względem wojskowym rozmieszczenie składów może utrudniać rozpoznanie, ale w przypadku uderzenia przenosi ryzyko na obszary zaludnione.

Raport sytuacyjny dotyczący konfliktu rosyjsko-ukraińskiego pokazuje, jak ataki na infrastrukturę energetyczną, linie kolejowe, magazyny i zakłady produkcyjne stają się osobnym frontem. „Kontratak – jak Rosja zamierza przełamać okrążenie” opisuje strategiczną odpowiedź Moskwy. Wojna nie stanie się geograficznie nieograniczona, ale jej zakres funkcjonalny się poszerzy: ceny paliw, zakazy eksportu, środki bezpieczeństwa pożarowego i ewakuacje miejskie staną się częścią jej wpływu.

Z militarnego punktu widzenia prowadzi to do konfliktu celów. Duże magazyny są skuteczne w ochronie i zaopatrywaniu, ale stają się podatne na ataki po ich wykryciu. Liczne małe magazyny zwiększają redundancję i komplikują planowanie wroga, ale wymagają więcej transportu, personelu i stref bezpieczeństwa. Podobnie jest w przypadku rafinerii: naprawy mogą zniwelować pojedyncze awarie, ale powtarzające się ataki trwale blokują wykwalifikowanych pracowników i części zamienne. Obie strony starają się zatem zmusić wroga do korzystania z droższej infrastruktury. Strategicznego wpływu nie można mierzyć wyłącznie poprzez zniszczone budynki, ale także poprzez objazdy, zaopatrzenie, przestoje w produkcji i środki bezpieczeństwa. Właśnie w tym momencie militarna wojna na wyniszczenie dotyka odporności społecznej – i zwiększa ryzyko, że straty cywilne nie pozostaną efektem ubocznym pojedynczych ataków, lecz zostaną wkomponowane w logikę rozproszonej gospodarki wojennej.

Pytania

  • Jak długo Rosja będzie w stanie utrzymać olej napędowy poza rynkiem światowym, nie obciążając swoich dochodów i partnerów bardziej niż Ukraina?
  • Jakie konsekwencje poniesie Kijów za składowanie ładunków wybuchowych w pobliżu osiedli cywilnych?
  • Czy obie strony dalej będą rozszerzać swoje kampanie przeciwko energetyce i logistyce, jeśli linia frontu będzie się przesuwać powoli?

+++

Michael Hollister  służył sześć lat w niemieckich siłach zbrojnych (SFOR, KFOR) i posiada wiedzę na temat wewnętrznych mechanizmów strategii wojskowych. Po 14 latach pracy w dziedzinie bezpieczeństwa IT analizuje militaryzację Europy, politykę interwencjonizmu Zachodu oraz geopolityczne zmiany sił, korzystając ze źródeł pierwotnych. Jego praca koncentruje się na Azji, a zwłaszcza na Azji Południowo-Wschodniej, gdzie bada zależności strategiczne, strefy wpływów i architekturę bezpieczeństwa. Hollister łączy wiedzę operacyjną z bezkompromisową krytyką systemową – daleką od dziennikarstwa opiniotwórczego. Jego prace są publikowane dwujęzycznie na stronie www.michael-hollister.com  oraz w krytycznych mediach w krajach niemiecko- i anglojęzycznych. 

+++

Źródło obrazu: Michael Hollister

+++

LISTA ŹRÓDEŁ

A) Źródła pierwotne i źródła zewnętrzne

Iran, sankcje i Cieśnina Ormuz

Wenezuela

Syria i Arabia Saudyjska

Rosja, Ukraina i Europa Północna

Islandia, Niger i wschodnie Kongo

Chiny, Indie, Korea i Tajwan

Kanada

B) Własne analizy i raporty sytuacyjne


=================================================================

Podoba Ci się nasz program? Wspólnie działajmy na rzecz niezależności od systemu bankowego poprzez „cyfrową samoobronę finansową” i wesprzyj nas \darowizną w kryptowalucie „Nackte Mark”: https://apolut.net/unterstuetzen/#nacktemark

lub

Bitcoinem: https://apolut.net/unterstuetzen#bitcoin.

Informacje o innych sposobach wsparcia znajdziesz tutaj: https://apolut.net/unterstuetzen/

+++
Zachęcamy do polecania nas innym i udostępniania naszych treści w mediach społecznościowych. Niniejszym wyrażasz zgodę na udostępnianie, przesyłanie i publikowanie naszych postów w Twoich mediach społecznościowych i na platformach wideo.

+++
Zapisz się teraz do newslettera apolut: https://apolut.net/newsletter/

+++
Możesz również okazać wsparcie dla apolut poprzez ubrania! Oto link do naszego sklepu dla fanów: https://harlekinshop.com/pages/apolut

Handel ropą naftowąSyriageopolitykaWenezuelaObrona dronamiOperacja Wyrzutek EkonomicznyIranRezerwy ropy naftowejRezerwy ropy naftowej

Zaktualizowano dnia30 sierpnia 2026 r.


Również ciekawe…

AfD ponownie ponosi porażkę w głosowaniu nad wotum nieufności – Mario Voigt pozostaje premierem Turyngii (zdjęcie główne)

AfD ponownie ponosi porażkę w głosowaniu w sprawie wotum nieufności – Mario Voigt pozostaje premierem Turyngii

Zaktualizowano dnia28 sierpnia 2026 r.