
Zawołajmy do Matki Boskiej Łaskawej o nowy Cud nad Wisłą


| MARIUSZ JAGÓRA OCT 24 |
Nowe badanie opublikowane w czasopiśmie Applications in Engineering Science podważa narrację, że rosnący poziom CO2 w atmosferze doprowadzi do katastrofalnych zmian klimatycznych. Badanie, zatytułowane „Konsekwencje klimatyczne procesu nasycenia absorpcji promieniowania w gazach”, opublikowane przez Jana Kubickiego, Krzysztofa Kopczyńskiego i Jarosława Młyńczaka, naukowców z Wojskowej Akademii Techniczne, sugeruje, że wpływ dodatkowych emisji CO2 na globalne temperatury może być znacznie mniejszy niż się powszechnie przedstawia. Badanie wprowadza pojęcie „masy nasycenia” – ilości absorbującego gazu, powyżej której dalszy wzrost powoduje pomijalną dodatkową absorpcję promieniowania.

We wnioskach czytamy, że pomimo faktu, iż “większość publikacji stara się przedstawić katastroficzną przyszłość naszej planety z powodu antropogenicznego wzrostu CO2 i jego wpływu na klimat Ziemi,zaprezentowane fakty budzą poważne wątpliwości co do tego wpływu.
Korzystając z modeli klimatycznych powinno się dokładnie zbadać czy w ogóle jest możliwe gromadzenie wiarygodnych danych wejściowych dla tych modeli. Dane te powinny być bezpośrednio związane z rozkładem temperatury na powierzchni Ziemi i w atmosferze, rozkładem stężenia pary wodnej w atmosferze, rozkładem prędkości i kierunku wiatru oraz rozkładem aerozoli i cząstek w atmosferze (chmury, aerozole nad fluktuującymi oceanami). Oczywistym jest, że jednoczesne pomiary tych zmiennych na całej kuli ziemskiej są niewykonalne, a uśrednianie ich w sytuacjach, w których występują silne zależności nieliniowe, może prowadzić do znacznych błędów.
Co więcej, atmosfera wykazuje dużą dynamikę, co dodatkowo komplikuje takie pomiary. Dlatego nie dziwi fakt, że wyniki różnych znaczących prac, takich jak Schildknecht (2020) i Harde (2013), znacznie różnią się od tych przedstawionych przez IPCC, który jest powszechnie uważany za jedyny wiarygodny autorytet. Sugeruje to jednoznacznie, że oficjalnie przedstawiony wpływ antropogenicznego wzrostu CO2 na klimat Ziemi jest jedynie hipotezą, a nie potwierdzonym faktem.
Rozstrzygnięcie tych dylematów wymaga dalszych prac eksperymentalnych weryfikujących wyniki badań teoretycznych na każdym możliwym etapie. Aby odpowiedzieć na pytanie, czy dodatkowo emitowany do atmosfery CO2 rzeczywiście jest gazem cieplarnianym, należałoby m.in. przeprowadzić dodatkowe badania dla źródła promieniowania o temperaturze zbliżonej do temperatury powierzchni Ziemi oraz zmierzyć absorpcję promieniowania cieplnego w mieszaninie CO2 i powietrza o różnych temperaturach i ciśnieniach, tak jak ma to miejsce w atmosferze ziemskiej na różnych wysokościach.
Korzystne byłoby również przeprowadzenie badań terenowych przy użyciu odpowiedniego balonu, jak zasugerowano w (Kubicki i in., 2020b). Mierząc absorpcję ziemskiego promieniowania cieplnego w atmosferycznym CO2 pod ciśnieniem atmosferycznym w kuwecie umieszczonej w koszu balonu w górnych warstwach troposfery, moglibyśmy uzyskać wyniki, które zdecydowanie rozstrzygnęłyby wiele kontrowersyjnych kwestii. Przykładowo, gdyby okazało się, podobnie jak w przypadku promieniowania cieplnego z Księżyca, że nie ma zauważalnej absorpcji ziemskiego promieniowania cieplnego w CO2, oznaczałoby to, że widmo promieniowania emitowanego w przestrzeń kosmiczną, ma charakter „lejka” powstałego w wyniku absorpcji w gazach i parze wodnej w atmosferze. Należy zauważyć, że linie absorpcji CO2 na różnych wysokościach są węższe niż linie absorpcji CO2 pod ciśnieniem atmosferycznym, a zatem można by autorytatywnie stwierdzić, że mamy do czynienia z nasyceniem atmosfery, a dodatkowy CO2 emitowany do atmosfery, niezależnie od jego wysokości, nie będzie gazem cieplarnianym.
Autorzy artykułu deklarują, że ich intencją nie jest zachęcanie kogokolwiek do degradacji środowiska naturalnego. Węgiel i ropa naftowa są cennymi zasobami chemicznymi, a ze względu na ich ograniczone zasoby powinny być wykorzystywane oszczędnie, aby zapewnić ich trwałość dla przyszłych pokoleń. Co więcej, intensywne wydobycie węgla bezpośrednio przyczynia się do degradacji środowiska (osuszanie gruntów, zmiany krajobrazu, ruchy tektoniczne). Należy również wziąć pod uwagę, że często używane przestarzałe systemy grzewcze spalające węgiel i przestarzałe silniki spalinowe napędzane produktami ropopochodnymi emitują wiele toksycznych substancji (które nie mają nic wspólnego z CO2).
Należy zintensyfikować działania na rzecz odnawialnych źródeł energii, ale nie powinno się w tym celu używać bezpodstawnych argumentów, zwłaszcza tych hamujących rozwój gospodarczy. W nauce, zwłaszcza w naukach przyrodniczych, powinniśmy dążyć do przedstawienia prawdziwego obrazu rzeczywistości, przede wszystkim poprzez wiedzę empiryczną.”

Pijany Ukrainiec staranował stragany w Białce Tatrzańskiej. Tuż po godzinie 23-szej w poniedziałek policjanci z Komisariatu Policji w Bukowinie Tatrzańskiej zostali wezwani do wypadku w centrum Białki Tatrzańskiej. Jak wynikało ze zgłoszenia, rozpędzony samochód osobowy wypadł z drogi uderzając z impetem w przydrożne stragany. Siła uderzenia była tak duża, że drewniane budynki rozpadły się na drobne kawałki.
Na miejscu policjanci zastali pusty samochód ze zdemontowanymi tablicami rejestracyjnymi, co miało utrudnić namierzenie sprawcy. Policjanci szybko jednak ustalili, do kogo należy samochód oraz kto mógł się nim poruszać w chwili zdarzenia. Po kilkudziesięciu minutach ustalono, że chodziło o dwóch tzw. “uchodźców wojennych” z Ukrainy, w wieku poborowym.
– W miejscu zamieszkania policjanci zatrzymali dwóch 18-latków z Ukrainy. Badanie alkomatem wykazało, że obaj są nietrzeźwi. Pierwszy z nich miał w organizmie blisko 0.6 promila, a drugi blisko 0.9 promila alkoholu – powiedział asp. szt. Roman Wieczorek z Komendy powiatowej Policji w Zakopanem. – Nastolatkowie trafili do policyjnego aresztu do wytrzeźwienia i wyjaśnienia sprawy. Śledczy z wnętrza samochodu zabezpieczyli ślady i dowody, które wykorzystane zostaną w identyfikacji kierowcy. Pojazd został odholowany na strzeżony parking – dodał.
Za jazdę po spożyciu alkoholu, Ukraińcom grozi kara nawet do 3 lat więzienia.
=================
MD: A potem – tj. też po zapłaceniu kar – deportacja na Ukrainę !

Według dyplomaty, Warszawa przygotowuje różne pakiety pomocowe dla Ukrainy. Jak podkreślił w rozmowie z agencją Ukrinform, w ciągu ostatnich dwóch lat Polska przekazała części zamienne i samoloty MiG-29.
„Właściwie to my jako pierwsi zwróciliśmy się do Aliantów, aby dali wam coś cięższego od Javelinów – czołgi, MiG-29 i starsze samoloty. Teraz pytanie brzmi, w jaki sposób możemy zapewnić „wypełnienie luk” – to termin wojskowy.” – podkreślił Łukaszewicz.
Dyplomata powiedział, że Polska ma jeszcze około 10-15 takich samolotów, które nadal służą w obronie powietrznej.
Według niego Warszawa prowadzi obecnie zakrojoną na szeroką skalę transformację sił powietrznych, kupując od partnerów nowe maszyny – samoloty F-16 i F-35. Jednocześnie podkreślił, że proces ten wciąż trwa, dlatego nasz kraj nie może sobie pozwolić na „stratę choćby kilkunastu MiG-29, bo będziemy czuć się bezbronni”.
„Mając strategiczny cel, jakim jest wsparcie Ukrainy, wzywamy naszych sojuszników, zarówno dwustronnych, jak i na szczeblu NATO, aby pomogli nam wypełnić luki, które stworzy transfer MiG-ów. Zasadniczo oznacza to, że nasi sojusznicy powinni wysłać do Polski kilka eskadr innych samolotów, aby dać nam czas na zbudowanie własnych zdolności, abyśmy mogli dostarczyć MiG-y, których tak desperacko potrzebują ukraińscy piloci” – dodał.
Jak przypomina portal Europejska Prawda, w lipcu 2024 Donald Tusk powiedział, że Polska może rozważyć przeniesienie na Ukrainę dodatkowych myśliwców typu radzieckiego, jeśli wspólnie ze swoimi sojusznikami uda się znaleźć dla nich zamiennik.
Minister obrony RP Władysław Kosiniak-Kamysz odrzucił później wezwania prezydenta Wołodymyra Zełenskiego do przyspieszenia transferu MiG-29 na Ukrainę, powołując się na ten sam argument.
ba za eurointegration.com.ua
KZ : Należy zauważyć, że do MiG-29 mamy części, możliwości serwisowe oraz co najważniejsze Migi nie są pod kontrolą USA. F15 mogą zostać uziemione przez naszego sojusznika, gdyby plany ich użycia były nie zgodne z planami USA. Ukraińcy też nie mogą używać Himarsów bez konsultacji z USA – kliknięciem w klawiaturę można je zablokować. Wychodzi na to że gwarantem suwerenności są własne moce produkcyjne sprzętu i amunicji, własne zaplecze naukowe oraz własne surowce. Surowce jeszcze mamy, odbudowa przemysłu jest powolna ale moźliwa (gdyby była po temu wola), niestety poziom edukacji spada.
TRUMP i ŚMIERĆ PORZĄDKU GLOBALNEGO
Krzysztof Baliński
Powrót Trumpa oznaczałby śmierć porządku globalnego– obwieścił Juwal Noach Harari. Jego rozpaczliwy krzyk nie wziął się znikąd. Minione dwa lata zadały znaczące ciosy globalistom – na ostatnim Forum w Davos obrady zdominowały obawy o „deglobalizację”, a oficjalne motto sabatu czarownic głosiło: „Potrzeba odbudowy zaufania”. U nas, równie rozpaczliwy okrzyk wzniósł gen. Waldemar Skrzypczak. Komentując propozycję kandydata na wiceprezydenta, która miałaby „zakończyć wojnę kosztem ukraińskich terytoriów”, przestrzega: Nie warto kombinować z Donaldem Trumpem. W moim przekonaniu ci, którzy są jego zwolennikami, są wrogami Polski. Przypomnijmy, że ten generalski cymbał zapowiada, że wraz z Zełenskim, odbierze defiladę zwycięstwa w Moskwie.
Prawdziwą zapamiętliwość w oskarżeniach wobec Trumpa, przekraczających granice zawziętości, obsesji i nienawiści przejawia Anne Applebaum. Na łamach skrajnie lewicowego „The Atlantic” porównała Trumpa do największych zbrodniarzy w dziejach ludzkości. Według małżonki ministra spraw zagranicznych Rzeczypospolitej, Trump posługuje się taką samą retoryką jak Hitler, Stalin, Mussolini, Mao i Pol Pot, ma takie same intencje jak oni i może urządzić „krwawą łaźnię”. W tym miejscu nie sposób wstrzymać się z refleksją: Już widzimy jej minę (skądinąd demoniczną), gdy 5 listopada ogłoszą zwycięstwo Trumpa. Amerykańskim gazetom wyborczym sekunduje A. Kwaśniewski: „Politycznych poglądów Trumpa trzeba się bać”. Ostrzega i wylicza: będzie reset USA z Rosją, zapłaci za niego Ukraina. Każe nam też bać się muru na granicy z Meksykiem.
W swoim przemówieniu w Detroit, Trump skrytykował pomoc dla Ukrainy, o którą prośby „nie ustają”. „Zełenski jest prawdopodobnie najlepszym komiwojażerem ze wszystkich polityków, jaki kiedykolwiek żył. Za każdym razem, gdy przyjeżdża do naszego kraju, wyjeżdża z 60 miliardami dolarów. Wraca do domu i ogłasza, że potrzebuje kolejnych 60 miliardów. I to nigdy się nie kończy, nigdy się nie kończy. Jako prezydent, rozwiążę tę kwestię”. Na swoich wiecach wyborczych Trump podkreśla: Jesteśmy na granicy wybuchu III wojny światowej. Chcę, by wojna w Ukrainie się skończyła. Miliony ludzi giną bez sensu.
J.D. Vance, który przewodził w Senacie batalii o zablokowanie pomocy wojskowej dla Ukrainy, napisał: „Muszę być z wami szczery – tak naprawdę nie obchodzi mnie, co stanie się z Ukrainą w ten czy inny sposób”. Podkreśla, że czasami trzeba porozumiewać się ze złymi ludźmi: „Przecież w II wojnie światowej sprzymierzyliśmy się z Józefem Stalinem”. Według kandydata na wiceprezydenta, wojnę na Ukrainie mogłoby zakończyć porozumienie. „Wyglądałoby ono mniej więcej tak: Obecna linia demarkacyjna między Rosją a Ukrainą staje się strefą zdemilitaryzowaną. Jest mocno ufortyfikowana, aby Rosjanie nie dokonali kolejnej inwazji. Ukraina zachowuje suwerenność. Rosja otrzymuje od Ukrainy gwarancje neutralności – nie dołącza do NATO. Sfinansowaniem odbudowy Ukrainy zajęłyby się Niemcy”.
I tu pytanie: Czy zakończenie wojny nie leży w interesie Polski?
Czym podejście Trumpa różni się od podejścia tych, którzy sprzeciwiają się wciąganiu Polski do wojny? Czy hipoteza, że Trump jest za „białorusinizacją” Ukrainy, nie jest korzystna dla Polski, bo wtedy Ukraina byłaby państwem buforowym, a nie drugim Izraelem w Europie? Czy polski patriota nie powinniśmy powtarzać za Trumpem: Dlaczego wydawać miliardy na obronę granicy Ukrainy, a nie na obronę granicy przed nielegalnymi imigrantami? Zatem, nikt myślący w kategoriach interesu swego kraju nie powinien być zmartwiony powrotem Trumpa, a już z pewnością nie powinni to być Polacy.
Czy pomysły pokojowe Trumpa są niebezpieczne dla Polski? Czy pokój w proponowanej formule, nie ośmieli Putina do testowania kolejnych krajów? Może tak się stać. Bo konfliktu na Wschodzie nie wykorzystaliśmy dla umocnienia Polski, ale dla zdewastowania finansów państwa. Tuż po wybuchu wojny wydali 40 miliardów, a później w kolejnych transzach 100 miliardów na pomoc Ukrainie. Marnowali czas, bo uznali, że od pilnowania polskich interesów ważniejsza jest walka z polskim antysemityzmem i z „ruskimi onucami” oraz uczenie segregowania śmieci i miłości do pederastów. Inwestowali w wiatraki i nowe plastikowe nakrętki do butelek, prawie ćwierć miliarda złotych poszło na walkę z sezonowymi przeziębieniami, których śmiertelność wynosiła 0,23 procenta.
Ale to nie wszystko – to zapowiedź kolejnych klęsk. Na wszelkie pytania mają tylko jedną odpowiedź: Bij Moskala.Popełniają wciąż te same błędy. 11 lat temu poparli Majdan, czyli swego rodzaju ukraińską Magdalenkę i dorwanie się do władzy oligarchów. Nie widzieli, że Majdan finansował George Soros. Ten sam, który razem z Geremkiem i Michnikiem „wykombinowali” transformację Polski i… Balcerowicza. I ten sam, który założył i utrzymuje Fundację Batorego, zaplecze naszych rodzimych trockistów, którzy kiedyś przywędrowali w taborach dywizji NKWD, zmienili nazwiska i wprowadzili w Polsce komunizm.
Trump będzie prowadził nieprzewidywalną politykę zagraniczną. Będzie zagrożeniem dla stabilności i bezpieczeństwa na świecie – takie oskarżenia lansują żydowskie gazety dla Amerykanów i żydowskie gazety dla Polaków. Tymczasem, gdy spojrzymy wstecz, to widzimy, że za prezydentury Trumpa Ameryka żadnej wojny nie rozpoczęła, a toczące się wygaszała. Chiny nie zagrażały Tajwanowi, Rosja nie najechała na Ukrainę, Korea Północna przestała wysyłać rakiety nad Japonię i zniszczono Państwo Islamskie. To pod rządami Obamy doszło do zamętu w praktycznie każdym zakątku świata. Chiny zajęły Hongkong, a wojska amerykańskie tak wycofały się z Iraku, że powstał islamski kalifat. Co więcej, mieliśmy do czynienia z tzw. „arabską wiosną”, która skończyła się przejęciem władzy przez islamistów w kilku krajach arabskich. Taka sama jest administracja Bidena, która wojuje z całym światem. Nic więc dziwnego, że podpalona Europa z niecierpliwością czeka na strażaka zza oceanu.
W tym kontekście powinniśmy pamiętać, że stosunki z USA są kluczowe dla naszego bezpieczeństwa, że w interesie Polski jest wiarygodny, stabilny i silny sojusz z USA, że wbrew urojeniom euroentuzjastów nikt Ameryki w tym nie zastąpi. Jest gnębiona ogromnymi problemami i podzielona brutalnym konfliktem, ale innej Ameryki nie ma. I szkodliwe, a nawet sabotażem wobec państwa polskiego jest zaangażowanie pary Applebaum-Sikorski po jednej strony sporu w USA, bo zapowiada szalenie groźny i politycznie niebezpieczny scenariusz, w którym folksdojcz Tusk wyprawia dyplomatyczne harce w interesie Berlina, zainteresowanego wypchnięciem Ameryki z Europy. Pamiętajmy jednak przy tym, że Trump nic dla Polski nie zrobi, jeśli nie będzie to w interesie USA.
Wybory prezydenckie w Stanach Zjednoczonych tuż tuż, bo już 5 listopada. Większość Polaków nie zdaje sobie sprawy, ile od nich zależy. Zwycięstwo Donalda Trumpa może storpedować niemiecki zamysł budowy Ukropol i żydowski zamysł budowy Ukropolin. Anuluje też przyzwolenie Joe Bidena dla Berlina, aby, w zamian za sojusz strategiczny Berlin -Tel Awiw, w miejsce sojuszu z Putinem Niemcy urządziły sobie Europę po swojemu, co oznacza dla nas, Polaków państwo pozbawione suwerenności, które nie będzie mogło decydować o własnej polityce zagranicznej, gospodarczej, obronnej, a nawet o podatkach. I w tym miejscu trzeba powiedzieć Polakom: Coś jest w powietrzu, coś się czai, coś się święci.
„Donald Trump to ‘przyjaciel Izraela’. Wystarczy wspomnieć, że będąc prezydentem wielokrotnie wysługiwał się syjonistom, wydał rozkaz zrzucenia bomb na Syrię, kazał przenieść ambasadę USA z Tel Awiwu do Jerozolimy, uznał izraelską władzę nad Wzgórzami Golan, zlecił zabicie irańskiego generała Ghasema Solejmaniego – biadoli jedna z tych, która „nie dała się nabrać na Trumpa”. Tymczasem, po wyborczym zwycięstwie w 2016 r., Trump powiedział: „Wojna w Iraku była bardzo wielką pomyłką. Nigdy nie powinniśmy się tam znaleźć”. Potem oświadczył: „Wydaliśmy 4 biliony dolarów, aby obalić jednego człowieka (…) gdybyśmy przeznaczyli te pieniądze na budowę dróg i mostów, żyłoby nam się o wiele lepiej”. Kiedy zaczął mówić o neutralnym podejściu do konfliktu palestyńsko-izraelskiego, szybko przetestowali go – już następnego dnia pojawiły się karykatury hajlującego Trumpa z hitlerowskim wąsikiem. Bo wiedzieć trzeba, że nic tak nie jednoczy lobby żydowskie, jak zagrożenie pokojem na Bliskim Wschodzie oraz mówienie o „stawianiu na pierwszym miejscu interesów Ameryce”.
Przypomnijmy – pod pretekstem obalenia terrorysty, który miał popierać Ben Ladena i manipulować przy broni masowego rażenia, USA dokonały inwazji na Bagdad (w imieniu Polaków wojnę Arabom wydał Bronisław Geremek, a zagrzewała do niej Anne Applebaum). Na wojnie Polska nie zyskała nic. Koszty wyniosły 3 miliardy zł plus 720 milionów dolarów z umorzenia irackiego długu. W zamian, na otarcie łez, dostaliśmy zardzewiałą fregatę, fakturę na 12 miliardów za F-16, logo „okupanta Iraku” i wsparcie dla roszczeń hien cmentarnych spod znaku „Przemysł Holokaustu”. Dziś, w zamian za bezwarunkowe poparcie dla Netanjahu, też dostajemy faktury do opłacenia: zagrożenia terrorystyczne, ceny gazu i ropy, odciąganie uwagi USA od bezpieczeństwa Polski i „uchodźców. Podobnie postąpili, kiedy popierali Majdan, aby obalić jednego człowieka – Janukowycza, a dziś wydają miliardy, aby utrzymać przy władzy jeden człowiek – Zełenskiego.
Dziś jesteśmy wciągani w wojnę z Iranem, pod pretekstem obalenia krwawego ajatollaha, który popiera Hamas i manipuluje przy rakietach Hezbollah, u boku – jak zakomunikował rabin Szalom Dow Ber Stambler z Chabad-Lubawicz – „najbardziej humanistycznego na świecie wojska”. Izrael, który ma w zwyczaju walczyć gojami, co pokazała inwazja na Bagdad, powtarza jak mantrę, że „broni całego cywilizowanego świata” (a Polski w szczególności). Do wojny z Teheranem zachęca też „Gazeta Wyborcza”: Jesteśmy świadkami największej od czasów Holokaustu masakry Żydów. Poparcie dla Izraela jest dziś więc przejawem człowieczeństwa”.Przypomnijmy, że przy okazji beatyfikacji rodziny Ulmów rozpętano akcję wpajania Polakom przekonanie, że prawdziwym bohaterstwem jest poświęcenie swojej rodziny w imię ratowania Żydów.
A co na to wszystko „polski patriota, który nabrał się na Trumpa”? Po pierwsze – „prożydowskie gesty” Trump adresuje do protestantów-ewangelików, którzy stanowią główną bazę wyborczą Republikanów, i do amerykańskich katolików (których jest 52 miliony). I trudno wymagać, aby równocześnie zabiegał o muzułmanów czy hinduistów. Jeden z żydowsko-amerykańskich geostrategów wygadał się: „Jeśli zwycięży Trump, to źle dla Ukrainy, a dobrze dla Izraela. Jeśli Harris, to dobrze dla Ukrainy, a źle dla Izraela”. Którą zatem opcję powinniśmy wybrać? Czy nie pierwszą, bo Ukraina ma bezpośredni związek z polskimi interesami, a Izrael nie (a jeśli już, to tylko pośrednio, i polega na tym, że im bardziej Żydowie będą dostawać w dupę od Palestyńczyków, tym mniej będą nalegać na zwrot mienia. Dlatego, gdy słyszymy głosy: Trump nie jest przyjacielem Polski, bo jest przyjacielem Izrael i nie lubi Hamasu, to powinniśmy ripostować: „Co ma piernik do wiatraka!”. Polaków w pierwszym rzędzie martwić powinna nie izraelska suwerenność nad Wzgórzami Golan, ale żydowska suwerenność nad obozem w Auschwitz (i nad Jedwabnem). Niepokoić powinno nie przeniesienie stolicy Izraela do Jerozolimy, ale przenoszenie stolicy Polski do Kijowa.
Zmartwieniem Polaków nie powinno być to, kto wydał rozkaz zabicia gen. Solejmaniego, ale kto wydał polecenie uciszenia posła Brauna, i kto uśmiercił polskiego wolontariusza w Gazie. Nie ważne, czy Trump lubi Hamas, ale ważne, czy lubi Polaków. Nie uznawać krytycznych wobec Hezbollah wystąpień Trumpa za wymierzone w Polaków, bo nie zawsze to, co antyarabskie i antyislamskie jest antypolskie. Inny przykład to arabska i islamska imigracja do Polski. W tej kwestii różnimy się diametralnie. I tu pytanie do palestyńskich przyjaciół: Czy powrót Żydów z Palestyny do Polski postrzegają, jako naprawienie historycznej krzywdy? Czy cieszą się z napływu swoich ziomków do Polski?
Niejako uprzedzając złośliwe komentarze, podsumujmy: Oburzamy się poglądami Applebaum i naśmiewamy z gen. Skrzypczaka, a tymczasem w Polsce funkcjonuje silna (kto wie, czy nie najsilniejsza) formacja polityczna „Partia Kononowicza”. Przypomnijmy: w 2006 r. Krzysztof Kononowicz kandydował na urząd prezydenta Białegostoku, pod hasłem „Żeby nie było niczego”. Jeszcze inni, porażeni syndromem „najmądrzejszych we wsi”, wypowiadają się na każdy temat. A jeszcze innych (lub raczej „inne”) można podejrzewać, że swe poglądy kształtują upodobaniem do nie-białych mężczyzn.
A tak w ogóle – Nie zajmujmy się dobrostanem Żydów, Palestyńczyków, Ukraińców, ale troszczmy się o Polaków. Zawsze pytajmy: Gdzie tu Polska? Gdzie tu Polak? Gdzie Polski Interes Narodowy? Nie kierujmy się emocjami, bo to nie nasza wojna tak, jak nie naszą jest wojna Rosja-Ukraina. Nie przejmujmy się losem Palestyńczyków, bo oni sobie całkiem dobrze radzą. Zajmijmy się Polakami, którzy są w jeszcze gorszej sytuacji. Nie oznacza to, że z tego, co się dzieje w Palestynie nie można wyciągnąć pożytecznych konkluzji. Poza wyrazami współczucia oraz potępienia izraelskiego ludobójstwa i barbarzyństwa, pogratulujmy Palestyńczykom zwycięstwa nad „niezwyciężoną i jedną z najsprawniejszych armii świata”. Przez 75 godzin osiągnęli więcej niż wszystkie armie arabskie przez 75 lat. Pokazali, że izraelski żołnierz jest bohaterem, ale tylko w kokpicie samolotu F-16 zrzucającego bomby na kobiety i dzieci. Skompromitowali uważane dotychczas za perfekcyjne izraelskie służby specjalne (w których ręce oddaliśmy bezpieczeństwo państwa polskiego!). Okazał się, że Mosad jest sprawny tylko tam, gdzie może liczyć na V kolumnę. Pokazali, że Stalowa Kopuła (lub raczej Stalowa Mycka, bo tak ją nazywają sami Izraelczycy) jest dziurawa jak durszlak (a my ją właśnie zakupiliśmy!).
Izrael poniósł wielką klęskę polityczną. Runął mit żydowskiej wszechpotęgi. Okazało się, że Żydzi to brutalny okupant, który głodzi i morduje palestyńskie dzieci („bo to przyszli terroryści”), że to rasiści, którzy nie-Żydów nazywają „ludzkimi zwierzętami” i z Gazy zrobili „getto” (nawiasem mówiąc, czy nie zasadne jest skojarzenie Gazy z gettem warszawskim i z tłumieniem „powstania w getcie”?).
I rzecz najważniejsza – zbrodnicze poczynania Izraela stały się wiodącym tematem w kampanii wyborczej w USA. Oprócz wzrostu nastrojów antyżydowskich, pokazały zmęczenie Amerykanów uległością Bidena i Kongresu wobec ciągle rosnących izraelskich żądań. Amerykanie coraz częściej pytają: Czy nasz interes narodowy ma związek z bezpieczeństwem Izraela? Czy w naszym interesie są niekończące się wojny, które wykrwawiły i doprowadziły kraj do bankructwa?
Na koniec – życząc z całego serca Palestyńczykom wolnej Palestyny, życzę im … Wolnej Polski, wolnej od żydowskich i ukraińskich okupantów. A Polakom, zamiast „Chwała Palestynie” lub „Chwała Ukrainie” zalecam wznoszenie zawołania „Jeszcze Polska nie zginęła” lub bardziej aktualnego: „Co nam obca przemoc wzięła, szablą odbierzemy”.
Krzysztof Baliński
24.10.2024 milei-likwiduje-panstwowe-koleje
Kancelaria libertariańskiego prezydenta Argentyny Javiera Mileia poinformowała, że rozpoczęła proces prywatyzacji państwowej spółki kolei towarowych Trenes Argentinos Cargas. Ponowiła przy tym zapowiedź „prywatyzacji wszystkiego, co można sprywatyzować”.

Milei jest zwolennikiem ograniczenia roli państwa w gospodarce do minimum. Od zaprzysiężenia w grudniu 2023 roku wprowadza w życie szeroko zakrojone reformy, starając się rozmontować państwo opiekuńcze i przekształcić kraj zgodnie z modelem liberalnym.
„Kancelaria prezydenta informuje, że rozpoczął się proces prywatyzacji Trenes Argentinos Cargas, znanych również jako Belgrano Cargas y Logistica S.A.” – napisano w komunikacie.
Rzecznik prezydenta Manuel Adorni oświadczył, że spółka przynosiła straty. „W ubiegłym roku państwo włożyło w tę firmę 112 mln dolarów, pieniądze, które wyszły od każdego z nas, Argentyńczyków” – podkreślił.
W komunikacie zaznaczono, że tory i ziemia, będące własnością spółki, pozostaną w rękach państwa. Prywatyzację nadzorować ma szef Agencji Transformacji Przedsiębiorstw Publicznych w ministerstwie gospodarki Diego Caher. Nie podano, czy pojawiły się już firmy zainteresowane przejęciem spółki.
„Jak sygnalizował prezydent Javier Milei, ten rząd sprywatyzuje wszystko, co można sprywatyzować i przekaże sektorowi prywatnemu, aby funkcjonowało efektywnie, wszystko, co można przekazać sektorowi prywatnemu” – dodano.
Administracja Mileia chciałaby sprzedać w prywatne ręce ponad 40 spółek należących w całości lub w części do skarbu państwa, ale Kongres jak dotąd zgodził się tylko na częściową lub całkowitą prywatyzację ośmiu z nich, w tym Trenes Argentinos Cargas.
W tym tygodniu rząd Mileia ogłosił również decyzję o likwidacji urzędu celno-skarbowego AFIP i powołania na jego miejsce urzędu o skrócie ARCA, który – jak zapewniono – będzie „wydajniejszy, mniej kosztowny i mniej biurokratyczny”.
24/10/2024 antyk2013

Nasze Różańce święte uratują Polskę!
Zapraszamy w piątek 25.10 do różańcowego szturmu modlitewnego za Kościół, naszą Ojczyznę i nasze rodziny – od godz.15.00 do Parafii Matki Boskiej Królowej Świata (Lasek Cygański). Koronka do Bożego Miłosierdzia, później Różaniec Święty. O godz. 18.00 Msza święta za Ojczyznę.
Tylko modląc się na Różańcu Świętym i poprzez POKUTĘ możemy wybłagać tryumf Niepokalanego Serca Maryi Panny w Kościele, w Polsce, w naszych rodzinach i na całym świecie
25/10/2024 antyk2013

Krucjata Różańcowa za Ojczyznę prosi:
Z Maryją Królową Polski módlmy się o Polskę wierną Bogu, Krzyżowi i Ewangelii, o wypełnienie Jasnogórskich Ślubów Narodu
Duchowe powstanie narodowe jest potrzebne, do Matki Bożej musimy wołać o NOWY Cud na Wisłą, bo MY CHCEMY BOGA i „Te Deum” wyśpiewać Panu Bogu chcemy.
Prosić o to będziemy w Łomży w Pokutnych Marszach Różańcowych 27.X, 24.XI, 22.XII a w 2025 r. w Warszawie, wraz z innymi.
Jako przedstawiciele Kościoła walczącego wychodzimy na Pokutny Marsz Różańcowy o Polskę wierną Bogu, Krzyżowi i Ewangelii aby Chrystus Król Polski został INTRONIZOWANY w Polsce skoro tego chce. I jak On tego chce!
27 października ok. godz.10:55
spod kościoła św. Andrzeja Boboli w Łomży po Mszy św. w intencji Ojczyzny o godz. 10:00 wyruszymy z modlitwą, a pod figurą Chrystusa Króla zawierzymy Matkę-Kościół i Matkę-Ojczyznę Chrystusowi Królowi i Jego Matce
Aby Chrystus Król odnowił Polskę!
|
Ministerstwo Edukacji ujawniło właśnie szczegóły dotyczące podstawy programowej do przymusowej „edukacji seksualnej”, która od przyszłego roku wchodzi do wszystkich szkół. Polskie dzieci będą ćwiczyć zakładanie prezerwatyw, przygotowywać się do inicjacji seksualnej oraz oswajać się z „różnymi rodzajami związków” oraz z homoseksualizmem i „transpłciowością”. Dzieje się dokładnie to, przed czym nasza Fundacja od dawna alarmuje – siłowo w Polsce wdrażana jest systemowa deprawacja dzieci wedle wytycznych stworzonych w Niemczech i gabinetach ponadnarodowych instytucji. Trzeba natychmiast stawić temu powszechny opór! Przede wszystkim do walki muszą stanąć rodzice oraz osoby mające wpływ i oddziaływanie na innych. Proszę Pana o osobistą reakcję i dołączenie do tej walki. „Koniec tabu. Ministra Nowacka szykuje rewolucję w edukacji seksualnej” – takie nagłówki od wczoraj możemy przeczytać w mediach po tym, jak MEN ujawniło pierwsze szczegóły dotyczące podstawy programowej do przymusowej „edukacji seksualnej” w szkołach od 1 września 2025 r. „To jest przełom. Tego się nie udawało przewalczyć od trzydziestu lat” – mówi seksuolog Zbigniew Izdebski, odpowiedzialny z ramienia rządu Tuska za powstanie podstawy programowej. Czego będą obowiązkowo uczyć się polskie dzieci na „edukacji seksualnej” w szkołach? Do założeń podstawy programowej dotarł Newsweek. „O seksie i prezerwatywach. I to już w podstawówce. Mamy szczegóły projektu Nowackiej” – pisze na swoim portalu. Wedle opublikowanych informacji, podstawa programowa zakłada m.in., że uczniowie będą ćwiczyć używanie i zakładanie prezerwatyw, przygotowywać się do inicjacji seksualnej, poznawać „różne rodzaje związków”, oswajać się z homoseksualizmem oraz wyjątkowo niebezpieczną „transpłciowością”, polegającą m.in. na przyjmowaniu blokerów hormonalnych hamujących proces dojrzewania oraz amputacjach części ciała takich jak piersi czy organy rozrodcze. W trakcie obowiązkowych lekcji: „będzie miejsce na rozmowy o różnych rodzajach związków, nie tylko o rodzinie, którą tworzą kobieta i mężczyzna” – pisze Newsweek. Cała podstawa programowa ma zostać opublikowana w listopadzie. Panie Mirosławie, ujawnione właśnie pierwsze szczegóły podstawy programowej przymusowej „edukacji seksualnej” w polskich szkołach to nic innego, jak wytyczne płynące z niemieckich Standardów Edukacji Seksualnej w Europie, przed którymi nasza Fundacja ostrzega już od ponad 10 lat w ramach naszej kampanii „Stop pedofilii”. „Edukacja seksualna”, ukrywająca się dla zmylenia rodziców pod nazwą „edukacji zdrowotnej”, to totalitarna, systemowa przemoc seksualna wobec dzieci i młodzieży. Wprowadzenie nowego przedmiotu do szkół od 1 września 2025 r. to jeden z elementów systemu totalnej deprawacji, który ma objąć wszystkie dzieci i wszystkie rodziny w Polsce na wzór tego, co już zrobiono na Zachodzie, a szczególnie w Niemczech. Trzeba w tym miejscu po raz kolejny przypomnieć, że w świetle założeń Standardów Edukacji Seksualnej w Europie, oraz zgodnie z orzeczeniem Europejskiego Trybunału Praw Człowieka, udział w „edukacji seksualnej” ma być obowiązkowy dla każdego dziecka, a rodzicom nie wolno zwalniać z niego dzieci, zasłaniając się np. „klauzulą sumienia”, wyznaniem religijnym czy światopoglądem. Tak samo ma być w Polsce. Obowiązkowy przedmiot będzie już od 1 września przyszłego roku. Kolejny etap to prawne i systemowe zmuszenie wszystkich polskich rodzin do posyłania dzieci na lekcje deprawacji. Przypomnijmy – w Niemczech, gdzie taka „edukacja seksualna” jest obowiązkowa od dziesięcioleci, rodzice są prześladowani za sprzeciw wobec deprawacji własnych dzieci. Pisaliśmy już np. o wstrząsającej historii rodziny państwa Romeike, która uciekła z Niemiec do USA, gdyż niemiecki rząd zmuszał ich dzieci m.in. do udziału w „edukacji seksualnej”. Pewnego dnia do domu państwa Romeike zapukała policja. Ich dzieci akurat uczyły się odrabiając lekcje przy stole. Funkcjonariusze zagrozili, że wyważą drzwi jeśli im nie otworzą. Policjanci stwierdzili, że dzieci (Daniel lat 9, Lydia lat 8 i Joshua lat 6) muszą iść do szkoły. Policjanci siłą wsadzili dzieci do radiowozu (!) i odwieźli do szkoły. „Dzieci płakały, policjanci krzyczeli. Czułem się bezradny” – wspomina Uwe Romeike, ojciec rodziny. W ciągu kilku następnych lat państwo Romeike zapłacili tysiące euro grzywien za odmowę wysyłania dzieci do szkoły i samodzielną edukację ich w domu. Każdego dnia bali się, że znów przyjedzie policja i siłą zabierze dzieci. W końcu zdecydowali się uciec do USA, gdzie otrzymali azyl polityczny. Informowaliśmy już także o licznych wyrokach sądowych, które zapadały na niemieckich rodziców za uchylanie się od „obowiązku” deprawacji. Głośnym echem odbił się sprawa rodziców z Nadrenii Północnej-Westfalii. Odmówili oni udziału swoich dzieci w lekcjach „edukacji seksualnej”. Sprawa trafiła do sądów, a rodzice, którzy nie chcieli płacić grzywien, zostali skazani na karę więzienia. Sprawa miała swój finał przed Europejskim Trybunałem Praw Człowieka, który orzekł, że rodzice nie mogą z powodu swoich przekonań zwalniać dzieci z lekcji „edukacji seksualnej”. Panie Mirosławie, to samo ma się dziać w Polsce, gdyż w naszym kraju rząd Tuska realizuje dokładnie ten sam scenariusz – najpierw wprowadzić przymusowe lekcje „edukacji seksualnej” według stworzonych w Niemczech Standardów Edukacji Seksualnej w Europie, a następnym krokiem będzie zmuszenie rodziców do posyłania dzieci na lekcje deprawacji. Polacy muszą się obudzić z letargu i stanąć do walki. W sposób szczególny opór muszą postawić rodzice w swoim miejscu zamieszkania oraz wszystkie osoby, które mają autorytet w społeczeństwie i wpływ na innych. Opór wobec wprowadzania tej totalitarnej deprawacji jest obecnie sprawą kluczową dla istnienia dalszych fundamentów naszego narodu. Jeżeli będziemy bierni, jeśli nie podejmiemy osobistych działań w naszych rodzinach, naszych szkołach, naszych parafiach i naszych środowiskach lokalnych, to czeka nas ten sam los co niemieckie rodziny. Nie pozwólmy na to, aby do drzwi polskich domów zapukały służby, które siłą zabiorą nasze dzieci na lekcje deprawacji. Stańmy do walki, teraz, dzisiaj! Co każdy z nas może zrobić? – Zamówić egzemplarze naszej broszury ostrzegającej przed „edukacją seksualną” w szkołach i rozdać je w swoim miejscu zamieszkania, szczególnie wśród innych rodziców w szkole, wśród dyrektorów szkół i nauczycieli, na parafii, we wspólnocie, w miejscu pracy itp. Broszury można zamówić za darmo za pośrednictwem formularza na naszej stronie. Rozdając broszury należy budzić świadomość innych osób, w szczególności rodziców i nauczycieli oraz mobilizować do oporu wobec przymusowej „edukacji seksualnej”. – Zorganizować przy pomocy koordynatorów naszej Fundacji publiczną modlitwę różańcową w swoim mieście. W trakcie takiej publicznej akcji można rozdawać broszury ostrzegające przed „edukacją seksualną”, docierać do przechodniów i rozmawiać z mieszkańcami. Najważniejsza jest jednak publiczna modlitwa w intencji powstrzymania deprawacji i odnowy moralnej Polski. W związku z aktualną sytuacją nasza Fundacja zachęca również wszystkie rodziny do tego, aby przenieść swoje dzieci do szkół, w których rodzice mają realny wpływ na życie i funkcjonowanie szkoły, w których dyrekcja jest świadoma zagrożeń, oraz (co najważniejsze) w których inne rodziny tworzące społeczność szkolną wyznają te same zasady i w podobny sposób próbują wychowywać swoje dzieci. Zachęcamy także do rozważenia przejścia na edukację domową swoich dzieci (nie mylić z tzw. „zdalnym nauczaniem”), która szybko zyskuje w Polsce na popularności z uwagi na postępującą deprawację i niszczenie systemu oświaty. W obu tych kwestiach – wyborze szkoły i przejścia na edukację domową – poradami służą nasi wolontariusze, prosimy o kontakt e-mailowy lub telefoniczny, gdyby z uwagi na filtry anty-spamowe nie dotarła nasza odpowiedź. Walka z deprawacją polskich dzieci to przede wszystkim walka o świadomość i sumienia Polaków. Nasza Fundacja chce dalej tę walkę prowadzić – organizować kolejne, niezależne kampanie informacyjne, wydrukować tysiące kolejnych broszur ostrzegawczych, przeprowadzić publiczne różańce w kolejnych miastach, pomóc nowym osobom zgłaszającym się do działania, wesprzeć rodziny pytające o wsparcie i rady. Wszystkie te działania mogą być prowadzone tylko dzięki zaangażowaniu naszych wolontariuszy oraz stałej i regularnej pomocy Darczyńców. W najbliższym czasie potrzebujemy na nie ok. 19 000 zł. Dlatego proszę Pana o przekazanie 50 zł, 100 zł, 200 zł, lub dowolnej innej kwoty, aby umożliwić nam dalszą walkę z planami systemowej deprawacji polskich dzieci, docieranie do kolejnych rodzin i mobilizowanie społeczeństwa do działania. Numer konta: 79 1050 1025 1000 0022 9191 4667 Fundacja Pro – Prawo do życia ul. J. I. Kraszewskiego 27/22, 05-800 Pruszków Dla przelewów zagranicznych – Kod BIC Swift: INGBPLPW Z wyrazami szacunku ![]() Fundacja Pro – Prawo do życia ul. J. I. Kraszewskiego 27/22, 05-800 Pruszków stronazycia.pl |
Podoba Ci się to co robimy? Wesprzyj projekt Magna Polonia!
Stanisław Michalkiewicz: Myślozbrodnie w Anglosocu myslozbrodnie-w-anglosocu
Któż mnie pochwali, jeśli sam się nie pochwalę? Wprawdzie przysłowie powiada, że “swoja chwała, to pod progiem stała”, ale inne przysłowie powiada, że “na bezrybiu i rak ryba”, więc nie wypada grymasić, zwłaszcza, że czasy są ciężkie. Oto deficyt budżetowy przekroczył już 300 mld złotych, a to nie wszystko, bo rząd będzie musiał pożyczyć jeszcze 100 mld, żeby mu się zbilansowały fundusze pozabudżetowe. Czy nie po to właśnie poleciał do Ameryki minister finansów?
Będzie tam negocjował, jak nie z Goldmanami-Sachsami, to z jakimiś innymi lichwiarzami – bo przed oblicze “samego głównego Srula” chyba nie zostanie dopuszczony?
Jak mu pożyczą, to Volksdeutsche Partei otrąbi wielki sukces, za który będziemy musieli zapłacić krwawymi łzami. Toteż w vaginecie obywatela Tuska Donalda pojawiają się pomysły, by zlikwidować szkodliwy program “800 plus”, bo całkowicie zawiódł nadzieje, jako remedium na kryzys demograficzny.
Najwyraźniej obywatel Tusk Donald zmyłkowo trzaska dziobem przeciwko migrantom i nawet się odgraża, że “zawiesi” im prawo azylu, ale to tylko taki parawan, za osłoną którego przyspieszają prace nad wdrożeniem Paktu Migracyjnego, nazywanego obecnie “mechanizmem solidarności”, czy jakoś tak – ale cały czas chodzi o to samo.
Poszczególne bantustany będą musiały przyjąć zatwierdzone kwoty Murzynów, bo jak nie – to będą musiały wybulić 20 tys. euro od łebka. W tej sytuacji wiadomo, że przyjmą i w związku z tym taka na przykład Polska będzie organizować co najmniej 40 ośrodków integracyjnych, w których nasze panienki będą się integrowały z wyposzczonymi Murzynami. Jak to nie pomoże na kryzys demograficzny, to vaginet już nie wie, za co się złapać.
Ale dość tych dygresji, bo przecież chciałem się pochwalić, że mianowicie proroctwa mnie wspierają. Oto gdzieś przed rokiem wydawnictwo Capital wydało mi książkę pod tytułem “Myślozbrodnie”, w której, wraz z panem Jarosławem Kornasiem, omówiliśmy wyrywkowo rozmaite myślozbrodnie, to znaczy – zbrodnie w sferze myśli. Już samo to jest nowością, jako że jeszcze do niedawna w krajach cywilizowanych obowiązywała zasada znana jeszcze w starożytnym Rzymie, że cogitationis poenam nemo patitur, co się wykłada, że za myśli się nie karze.
Jednak w miarę postępów demokracji i rewolucji komunistycznej, poziom cywilizacyjny na świecie gwałtownie się obniża, czego dowodem jest rozszerzająca się penalizacja “mowy nienawiści”, czyli każdej opinii, która nie podoba się politycznym gangom będącym akurat przy żerowisku – a to nie jest bynajmniej ostatnie słowo, bo przecież wiadomo, że usta mówią z obfitości serca, czyli mówiąc konkretnie – myśli – gdzie mowa nienawiści najpierw się wylęga.
W takiej sytuacji myślozbrodnie – o których wspominał już Jerzy Orwell w swojej proroczej książce “Rok 1984” , to znaczy – ich penalizacja, to tylko kwestia czasu i to niedługiego.
I co Państwo powiecie? Właśnie mój Honorable Correspondant nadesłał mi wiadomość, prosto z Anglosocu, że penalizacja myślozbrodni właśnie się tam rozpoczęła. Wspominam o Anglosocu, bo Jerzy Orwell również go przewidział – że mianowicie wynalazki dokonane w Rosji przez Ojca Narodów, Chorążego Pokoju, Józefa Stalina i jego semickich kolaborantów, prędzej czy później trafią do Anglii, gdzie się zaadaptują właśnie w postaci Anglosocu.
Ale do rzeczy.
Były żołnierz brytyjskiej armii, Adam Smith-Connor, został właśnie skazany przez niejaką Orlę Austin, która od Anglosocu dostała fuchę sędzi, na 2 lata więzienia w zawieszeniu i zapłatę 9 tysięcy funtów kosztów sądowych. Dopuścił się mianowicie następującej myślozbrodni.
Na skutek narastającej presji tamtejszych semickich promotorów rewolucji komunistycznej oraz pozostających pod ich wpływem mikrocefali, zwłaszcza półgłówek płci żeńskiej, Anglosoc do swojego systemu bezprawia wprowadził myślozbrodnię w postaci “dezaprobaty aborcji”, czyli krytyki ćwiartowania bez znieczulenia dzieci przed urodzeniem – w czym specjalizują się kliniki imienia żydowskiego króla Heroda. W rezultacie odmawianie przez tymi klinikami modlitw w intencji mordowanych dzieci zostało zakazane pod groźbą kary.
Ale Adam Smith-Connor nie modlił się na głos, tylko w myślach, a poza tym nie pikietował kliniki im. żydowskiego króla Heroda, tylko stał odwrócony do niej plecami. Nie wymówił na głos ani jednego słowa, nie miał przy sobie żadnych transparentów, ani żadnych symboli – nic. Ale sędzia Orla Austin uznała, że jednak dopuścił się myślozbrodni, bo “w pewnym momencie pochylił głowę” a w dodatku “ręce miał złożone”. Nie jest to zresztą pierwszy w Anglosocu przypadek skazania za myślozbrodnię; wcześniej pod tym pretekstem została skazana pani Izabela Vaughan i katolicki ksiądz Sean Gougha.
Jak widzimy, również w Anglosocu są już sędziowie gotowi na wszystko, to znaczy – na popełnianie zbrodni sądowych. Od takich sędziów u nas to już się roi, a zresztą byli i wcześniej, zwłaszcza w czasach stalinowskich, kiedy to taka sędzia Maria Gurowska, nee Morycówna Zandówna w tak zwanym “majestacie prawa” zamordowała generała Emila Fieldorfa.
Z uwagi na jej żydowskie korzenie włos nie spadł jej za to z głowy również w “wolnej Polsce” – bo i któż ośmieliłby się zrobić jej krzywdę, kiedy przecież niezawiśli sędziowie “głęboko odczuwają wspólnotę własnych losów” i na wszelki wypadek raczej robią sobie na rękę, niż wbrew?
W naszym bantustanie kary – ale na razie nie na lekarzy, oskarżanych o odmowę ćwiartowania dzieci przed ich urodzeniem, tylko na szpitale – nakłada pani Izabela Leszczyna, której w następstwie partyjnych siucht obywatel Tusk Donald powierzył fuchę ministra zdrowia.
Co na to niezawisłe sądy – bo te kary nakładane są na podstawie samowolki pani Leszczyny, nazwanej “rozporządzeniem”, czy może nawet “zarządzeniem”, a nie na podstawie ustawy – tego jeszcze nie wiemy, bo szpital w Pabianicach, ukarany pod tym pretekstem na sumę 550 tys. złotych, dopiero “zapowiada” zaskarżenie biurokratycznego gangu używającego ksywy “Narodowy Fundusz Zdrowia” przed niezawisłym sądem.
Ciekawe, co niezawisłemu sądu nakaże w tej sprawie oficer prowadzący i w ogóle – czy będzie musiał cokolwiek nakazywać, jeśli niezawisły sąd sam powinność swej służby zrozumie na podstawie tak zwanej “świadomej dyscypliny”? Bo niezawisłe sądy też kierują się instynktem samozachowawczym, podobnie jak kiedyś trójki NKWD. Aleksander Sołżenicyn wspomina o nieszczęśniku skazanym na “ćwiarę”, czyli 25 lat łagru. Udało mu się cudem przeżyć i w czasie chruszczowowskiej “odwilży” – nawet zapoznać się ze swoją teczką.
Okazało się, że jest tam tylko jedna kartka na której zapisano: “Zatrzymany podczas obchodu dworca”.
Po zakończonym pogrzebie, policja zatrzymała księdza do kontroli trzeźwości. Gdy okazało się, że duchowny był trzeźwy, wystawiono mandat za brak gaśnicy w aucie. Za nim wstawił się 83-latek, który – po szarpaninie z policją – został zapakowany do samochodu i zawieziony na komendę. Do dantejskich scen doszło w Gorzowie Wielkopolskim.
am | Niezalezna.PL kontrola-duchownego-tuz-po-pogrzebie

Moment zatrzymania 83-latka
Sprawę opisał lokalny portal gorzowianin.com. „Przed godz. 11 kiedy zakończyła się msza pogrzebowa, policjanci zatrzymali do kontroli trzeźwości księdza, który przyjechał samochodem. Kiedy okazało się, że ksiądz był trzeźwy, funkcjonariusze sprawdzili wyposażenie samochodu. Duchowny został ukarany mandatem karnym w wysokości 200 zł za brak gaśnicy” – czytamy na portalu.
Z relacji świadków wynika, że jeden z mężczyzn ujął się za duchownym, wdając się w dyskusję z policjantami. Niedługo później doszło do awantury, wskutek której na miejsce przyjechało łącznie pięć policyjnych radiowozów.
To 83-letni mężczyzna. Miał rzucić policjantom 10 zł mówiąc „masz 10 zł na piwo, jak cię nie stać”. Mężczyzna nie chciał dać się wylegitymować i zaczął się szarpać z funkcjonariuszami. Na nic zdały się apele zgromadzonych, by odpuścić seniorowi.
– Szok i niedowierzanie jak zachowuje się policja wobec starszego i schorowanego człowieka. Wszyscy uczestnicy pogrzebu byli w emocjach. Pięć radiowozów zjechało się do 83-letniego pana, który był w emocjach po pogrzebie. Jeden z policjantów prowokował go swoimi odzywkami i zachowaniem. Nikt z policjantów uczestniczących w tej interwencji nie chciał wezwać karetki, pomimo wielokrotnych próśb. Żona tego mężczyzny prosiła policjantów, żeby go puścili, bo on jest chory i nie widzi na oczy, a oni dalej go szarpali. Przed wepchnięciem do radiowozu widać było, że zaczął się źle czuć
– relacjonuje w rozmowie z gorzowianin.com pani Magda, jeden ze świadków.
Po tym, gdy mężczyzna zdarł okulary z oczu jednego z policjantów, ci użyli siły. Został zatrzymany i zabrany przez policjantów do komendy. Po przeprowadzeniu czynności, 83-latek został zwolniony do domu. Ma odpowiedzieć za naruszenie nietykalności cielesnej funkcjonariusza.

Wróciłem niedawno z Wrocławia, gdzie po długim czasie szykan i samowoli urzędników prawda o aborcji wreszcie wygrała.

Od miesięcy we Wrocławiu działa quasi-mafijna struktura. Podwładni Prezydenta Miasta Jacka Sutryka oraz lokalna policja cenzurują zdjęcia z aborcji. Nie przeszkadza im, że w co najmniej kilku szpitalach w ich mieście oraz w nieodległej Oleśnicy morduje się dzieci, które żyją, czują i nie chcą umierać. Za to przeszkadzają plakaty. Są one zbyt drastyczne. To wobec tego jaka jest sama aborcja…?
Sytuacja nabrzmiewała. I naprawdę musiała się już skończyć.
W każdą III niedzielę miesiąca o 12-tej modlimy się we Wrocławiu na Rynku za nienarodzone dzieci.
W ostatnią niedzielę odbył się kolejny już Publiczny Różaniec o zatrzymanie aborcji. Już w chwili, gdy rozkładaliśmy banery na ziemi, jeszcze zanim je postawiliśmy, zauważyłem patrol policji wraz z kobietą ubraną w jaskrawoczerwone ubranie. Krążyli wokół nas, a po chwili okazało się, że szukają przewodniczącego zgromadzenia. Kobieta chodziła nieustannie z telefonem przy uchu, a policjanci dawali sobie znaki i obserwowali ją wyczekująco.
Gdy tylko rozpoczęliśmy Różaniec, podeszła i poinformowała, że wszczyna procedurę rozwiązania zgromadzenia. Zaraz po tym powiedziałem zebranym, że zwołuję kolejne zgromadzenie, tym razem na zasadach o zgromadzeniach spontanicznych. Nikt z trzymających banery nie wycofał się z placu.
Urzędniczka znowu sięgnęła po telefon, a potem razem z patrolem policji zniknęła w uliczkach wrocławskiej Starówki.
Cały Rynek po stronie Pręgierza pokrył się banerami ze zdjęciami zabitych dzieci. Ludzie przystawali i kiwali głowami w milczeniu. Do naszej modlitwy przyłączyło się wielu przechodniów. Wypowiadali słowa modlitwy i solidaryzowali się z ofiarami aborcji.
Proszę zobaczyć krótką relację z tego wydarzenia:

Szanowna Pani,
W Fundacji Życie i Rodzina stawiamy barierę morderczym działaniom aborterów. Wiem, że urzędniczka z Wrocławia nie chciała zdjęć właśnie dlatego – bo skutecznie zniechęcają one do aborcji. Pewna znana feministka powiedziała kiedyś, że nie da się rozmawiać o aborcji na tle zdjęć rozerwanego płodu. Wiemy, że się nie da. I choć zawsze jesteśmy gotowi do rozmowy, to wiemy, ze najbardziej oddziałuje na ludzi właśnie zdjęcie martwego dziecka. Jak mówić, że to zlepek, skoro widać maleńkie rączki, nóżki i zmasakrowane twarzyczki…?
Chcę także, aby wiedziała Pani, że akcja we Wrocławiu to modelowy przykład, jak używamy pieniędzy wpłacanych przez Dobrych Ludzi – takich jak Pani.
Bardzo proszę Panią o wsparcie, bo wciąż zbieramy fundusze na wyposażenie dla naszych działaczy terenowych. Każdy oddział musi mieć swoje nagłośnienie, stelaże, plakaty, kamizelki, materiały drukowane. Stajemy naprzeciw środowisk aborcyjnych, które są silne dotacjami i grantami od producentów sprzętu do aborcji.
My możemy liczyć tylko na Panią.
W tej chwili chcemy dokupić materiały za około 3300 złotych. To najpilniejsze wydatki, moim marzeniem jest zrobić zakupy za co najmniej 2 razy tyle, ale niepokoję się, czy w tym miesiącu będzie to możliwe.
Czy mogę liczyć na Pani wsparcie?
Numer konta Fundacji Życie i Rodzina:
47 1160 2202 0000 0004 7838 2230.
Kod SWIFT: BIGBPLPW
Blik, wpłaty kartami i systemami online znajdują się pod linkiem:
Dziękuję z góry, ze włączy się Pani w wielkie dzieło ratowania życia dzieci.
24.10.2024 urzednicy-kupuja-wypasione-fury-o-elektrykach-nie-chca-slyszec
Politycy każą Polakom przesiadać się na drogie i mało efektywne samochody elektryczne, podobno dla „dobra klimatu”, ale sami, mając do dyspozycji publiczną kasę, po elektryki nie sięgają.
Najnowsze dane pokazują, że polskie instytucje państwowe zarejestrowały w 2024 roku 942 nowe pojazdy, notując 4-procentowy wzrost w porównaniu z rokiem ubiegłym.
Wśród wybranych modeli dominują klasyczne marki premium: Range Rover Velar, Mercedes Klasy S, BMW Serii 7 oraz Audi A6. Nie zabrakło również bardziej ekonomicznych wyborów, takich jak Dacia Duster czy Skoda Superb.
Najbardziej znaczący jest jednak fakt, że żaden z zakupionych pojazdów nie był w pełni elektryczny. To bardzo ciekawe zważywszy na to, że ci sami politycy wprowadzają takie prawo, by kierowcom obrzydzić samochody spalinowe.
Wybór samochodów spalinowych do flot rządowych ma swoje praktyczne uzasadnienie. Pojazdy te często pokonują długie trasy z wysokimi prędkościami, gdzie sprawdzone jednostki napędowe, szczególnie diesle, wciąż oferują optymalną kombinację osiągów i niezawodności.
Sytuacja stwarza jednak wyraźny dysonans komunikacyjny. Z jednej strony obywatele są zachęcani do przesiadania się na pojazdy elektryczne, z drugiej – instytucje państwowe konsekwentnie wybierają napędy konwencjonalne.
W kontekście planowanego przez UE zakazu sprzedaży samochodów spalinowych, decyzje zakupowe administracji państwowej nabierają szczególnego znaczenia. Sektor publiczny najwyraźniej nie ma najmniejszej ochoty stosować się do rozwiązań, które narzucają prywatnym nabywcom.
2024-10-23 bankier/Drozyzna
Największy wzrost średniej ceny koszyka zakupowego miał miejsce w sieci Lidl (71%)
„Z wrześniowego badania wynika, że pozycję lidera najniższych cen zajął Auchan. Średni koszt koszyka zakupowego ASM Sales Force Agency w tej sieci wyniósł 280,27 zł. To wzrost o 96,72 zł, czyli o 52,69 proc. więcej niż najtańszy koszyk w sierpniu, należący przed miesiącem do sieci Lidl” – napisano w raporcie.
Różnice w średniej cenie koszyka między pierwszym, a drugim i trzecim sklepem w rankingu wyniosły odpowiednio więcej o 6,88 zł (Selgros Cash & Carry) i 7,70 zł (Makro Cash & Carry).
Najwyższą wartość koszyka zakupowego we wrześniu 2024 r. odnotowano w sieci POLOmarket, gdzie za analizowany zestaw produktów trzeba było zapłacić 330,30 zł.
Wśród kategorii sieci tradycyjnych, najtańsze zakupy można było zrobić w sklepach typu Cash & Carry – 287,56 zł. Natomiast w zestawieniu kanałów sprzedaży najwyższe, średnie ceny badanych produktów w koszyku zakupowym odnotowano w dark store – 362,68 zł. Natomiast najtańsze zakupy (305,83 zł) można było zrobić w sklepach hybrydowych, czyli sieciach oferujących sprzedaż stacjonarną oraz internetową.
Średnia cena koszyka zakupowego wzrosła w IX o 8,82 proc., czyli o 25,07 zł mdm i wyniosła 309,27 zł – podała agencja badawcza ASM SFA. W porównaniu z poprzednim rokiem wzrosła o 8,5 proc., czyli 24 zł. Z raportu wynika, że w dziesięciu sieciach średnie ceny koszyków przekroczyły próg 300 zł.
Najmocniej zdrożały napoje (19 proc.), słodycze (11 proc.) i mrożonki (10 proc.) a spadek zanotowały jedynie produkty tłuszczowe (5 proc.). Spadek cen odnotowano jedynie w czterech sieciach, a w pozostałych dziewięciu ceny badanych produktów były wyższe niż w sierpniu.
Największy wzrost średniej ceny koszyka zakupowego miał miejsce w sieci Lidl (71,05 proc.), natomiast największy spadek w sklepach Selgros Cash & Carry (1,16 proc.).
W ujęciu rocznym wzrost cen badanych produktów zaobserwowano w 9 na 13 analizowanych sieci. Największy wzrost ceny koszyka zanotowano w sieci Biedronka, w której średnia cena koszyka we wrześniu 2024 r. była wyższa aż o 109,10 zł niż w 2023 r., tj. o 50,31 proc.
W raporcie podano, że we wrześniu w przypadku minimalnych cen produktów liderem został Selgros Cash & Carry, który oferował 12 produktów w cenach minimalnych. Tuż za nim uplasował się Auchan z 11 produktami z najniższymi cenami, a następnie Netto (5 produktów), Kaufland (4 produkty), Makro Cash & Carry (3 produkty), E.Leclerc i Lidl (po 2 produkty).
Najwięcej najdroższych badanych produktów (25) można było we wrześniu znaleźć w sieci Netto. Kolejno uplasowały się sklepy Aldi i POLOmarket (po 6 produktów). Następnie Lidl (5 produktów), Biedronka, Dino, Intermarche (po 4 produkty), Kaufland, E.Leclerc, Selgros Cash & Carry (po 2 produkty), Auchan, Carrefour, Makro Cash & Carry po 1 produkcie z najwyższą ceną spośród 40 analizowanych. (PAP Biznes)
[Pierwsza hala to ponad 7 hektarów, a druga to 9 hektarów!! ]
/wielka-inwestycja-lidla-w-gietrzwałdzie-protesty-nic-nie-daly
Sprawa budowy centrum dystrybucyjnego Lidla w Gietrzwałdzie trwa już prawie dwa lata. Od samego początku inwestycja wywoływała kontrowersje i spotkała się z krytyką ze strony mieszkańców [i ogromnej ilości katolików. md] .
Ostatecznie centrum dystrybucyjne otrzymało zgodę na budowę.
Inwestycja Lidla na Warmii i MazurachŹródło: money.pl, fot: Rafał Parczewski
Na początku 2024 r. władze Olsztyna poinformowały, że rozpoczęto postępowanie administracyjne przed Samorządowym Kolegium Odwoławczym w sprawie unieważnienia przez Wójta Gminy Gietrzwałd decyzji o środowiskowych uwarunkowaniach dla projektu „Budowa Centrum Dystrybucyjnego LIDL Gietrzwałd wraz z infrastrukturą techniczną”.
17 września SKO ogłosiło, że nie stwierdza nieważności tej decyzji, co otwiera drogę do realizacji inwestycji – donosi portal olsztyn.com.pl.
Warto przypomnieć, że plany budowy centrum dystrybucyjnego Lidla wywoływały kontrowersje wśród lokalnej społeczności. W maju 2023 roku Komitet Obrony Gietrzwałdu zorganizował Ogólnopolski Protest Pielgrzymkowy przeciwko tej inwestycji.
Komitet argumentował, że budowa magazynu może negatywnie wpłynąć na warmiński krajobraz. Zwłaszcza, że w Gietrzwałdzie znajduje się jedyne w Polsce uznane miejsce objawień maryjnych. [Cóż za odwrócenie kota ogonem !! Chodzi nam o brutalne uderzenie komercji w jedyne w Polsce uznane oficjalnie przez Kościół miejsce Objawień Maryjnych, gdzie, pod zaborem pruskim, Matka Boża mówiła do dziewczynek, do nas – po polsku. Mirosław Dakowski]
Z kolei wójt Kasprowicz podkreślał korzyści związane z nowymi miejscami pracy i rozwojem gminy. Lidl w oświadczeniu dla mediów zapewniał, że magazyn nie będzie wykorzystywany do utylizacji, przetwarzania czy spalania surowców.
Planowany magazyn w Gietrzwałdzie będzie 14. takim obiektem Lidla w Polsce, porównywalnym rozmiarami do największego magazynu sieci w Oleśnicy, który ma powierzchnię około 70 tys. mkw.
Jak w 2023 r. pisały wiadomosci.wp.pl, we wsi Gietrzwałd na stałe żyje niecałe 600 osób. Jest tam powszechnie znana Karczma Warmińska, pizzeria, posterunek policji, apteka, cukiernia i dwie stacje benzynowe przy trasie krajowej nr 16.
– Najpoważniejszym zarzutem wobec inwestycji jest próba zniszczenia kulturowego i przyrodniczego krajobrazu Gietrzwałdu, wsi o historycznym znaczeniu walki o polskość Warmii i oczywiście kultu maryjnego [znów to odwrócenie kota ogonem !!] . Monstrualna hala zdominuje krajobraz i przyćmi historyczną zabudowę oraz wzgórze kościelne – tłumaczy Wirtualnej Polsce Wojciech Samulowski z Gietrzwałdu, autor lokalnej gazety.
======================
mail:
Oficjalnie:
Trzon obecnego etapu inwestycji to gigantyczna hala główna. Obiekt o pow. 7,3 ha ma 440 m. długości, 166 m. szerokości. Wysokość hali to 24 m.
W kolejnym etapie ma powstać druga hala, która do powierzchni logistycznej Lidla doda kolejne 9 tys. mkw.
Autor: Józef Wieczorek , 23 października 2024
Głodówka w obronie ks. Michała Olszewskiego Głodujący Jan Karandziej i Stanisław Oroń
Częstochowa, 21 października 2024
[dokumentacja: zdj. i wideo – Józef Wieczorek]

























xxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxx
Kraków solidarny z ks. Michałem Olszewskim
18 października, Kraków, Franciszkańska 3
Odkrycie pierwszego na Wyżynie Sandomierskiej długiego domu z okresu wczesnego neolitu
W początkach października 2024 r. zakończyły się archeologiczne badania ratownicze w Sandomierzu – Mokoszynie podjęte w związku budową w miejscu znanego stanowiska archeologicznego zespołu domów jednorodzinnych. Badania prowadziła pracownia „Trzy Epoki” Monika Bajka z Klimontowa.
Podejmując prace wykopaliskowe spodziewano się odkrycia pozostałości niewielkiej osady z okresu środkowego neolitu ludności kultury pucharów lejkowatych (ok. 3700-3200 lat przed n.e.), tak bowiem zostało to stanowisko określone na podstawie wyników przeprowadzonych pod koniec ubiegłego wieku badań powierzchniowych. I rzeczywiście badania potwierdziły istnienie w tym miejscu osady ludności kultury pucharów lejkowatych w postaci dużych jam – piwniczek służących do przechowywania żywności. Największa z nich, w przekroju poprzecznym przypominająca trapez, przy dnie miała średnicę prawie 3 m i głębokość 2,7 m. W jamach kultury pucharów lejkowatych znaleziono fragmenty naczyń glinianych, narzędzia krzemienne i odpadki krzemienne powstałe przy ich wytwarzaniu, kamienne żarna i płyty szlifierskie, a także kości zwierzęce i muszle małży. Z osadą kultury pucharów lejowatych wiązać należy również odkryte w sąsiedztwie jam – piwniczek ślady palenisk.
Pozostałości podobnych osad znane są z wielu miejsc w okolicach Sandomierza. Dwie największe z nich, to mająca ok. 8 ha powierzchni osada w Kamieniu Łukawskim i, prawdopodobnie nawet większa od niej, osada w Zawichoście-Podgórzu.
Natomiast zupełnie nieoczekiwanym a jednocześnie najciekawszym odkryciem były pozostałości starszej o kilka tysięcy lat, bo pochodzącej z wczesnego neolitu (ok. 5300-4900 lat przed n.e.), osady ludności kultury ceramiki wstęgowej rytej. Kultura ta jest przypisywana pierwszym rolnikom i hodowcom, którzy przybywali na ziemie obecnej Polski z terenów zakarpackich, przemieszczając się przez Bramę Morawską i przełęcze w Bieszczadach. Ludność ta przynosiła ze sobą nie tylko umiejętność uprawy ziemi i hodowli, ale także znajomość wytwarzania i wypalania naczyń ceramicznych czy umiejętność budowy dużych domów o konstrukcji opartej na słupach wkopywanych w ziemię. Właśnie pozostałości takiego dużego domu – pierwszego w okolicach Sandomierza – udało się w trakcie obecnych badań zadokumentować. Tworzyły je zespół tzw. dołków posłupowych, których część jest pozostałością ścian zewnętrznych budynku składających się z wkopanych w ziemię słupów ok średnicy ok. 30 cm i uzupełnianych plecionką wylepianą gliną, część zaś to pozostałości trzech rzędów słupów wewnętrznych o średnicach około 50 cm na których wspierała się konstrukcja dachu. Dom był zorientowany wzdłuż osi północ – południe, z wejściem od strony południowej.
W trakcie badań odsłonięto jedynie fragment pozostałości domu, którego południowa część została zniszczone przez późniejsze osadnictwo kultury pucharów lejkowatych, natomiast północna, znajdująca się już poza terenem inwestycji nie została przebadana. Tym niemniej ustalono, że szerokość domu wynosiła około 6 m, długość natomiast przekraczała 20 m. Najdłuższy znany na ziemiach polskich długi dom z okresu wczesnego neolitu miał długość ponad 40 m.
Dookoła domu znajdowały się różne jamy, w tym tzw. glinianka powstała w wyniku wybieranie lessu do wylepiania ścian, w także jamy o charakterze gospodarczym. W dwóch z nich odkryto wytwory ze szkliwa wulkanicznego (obsydianu), przynoszonego przez pierwszych rolników z terenów zakarpackich (z terenu obecnej Słowacji bądź północnych Węgier), m.in. fragment rdzenia przerobionego na narzędzie i fragmenty wiórów. Poza tym odnaleziono ceramikę, zdobioną liniami rytymi i guzami, narzędzia z krzemienia czekoladowego i świeciechowskiego, w tym drapacze używane do oczyszczania skór w procesie wyprawiania, wkładki do sierpa, grocik strzały, a także kości zwierzęce, fragmenty kamiennych żaren i płyt.
Długie domy kultury ceramiki wstęgowej rytej dotychczas były znane z terenów Kujaw i ziemi chełmińskiej, Dolnego Śląska i Małopolski. Na Wyżynie Sandomierskiej do tej pory nie odkryto śladów konstrukcji naziemnych z tego
Dodatkowo, w jednej z jam znaleziono duży fragment naczynia neolitycznej kultury lubelsko-wołyńskiej, co wskazuje na osadnictwo w tym miejscu również ludności tej kultury neolitycznej.
Dokonane obecnie odkrycia uzupełniają w znacznej mierze dotychczasową wiedzę na temat najstarszych dziejów okolic Sandomierza. Należy podkreślić, że nie miały by one miejsca, gdyby wzorcowe współdziałanie inwestora (ponoszącego koszty badań archeologicznych), urzędu konserwatorskiego, który do nich inwestora zobowiązał, jednocześnie określając ich zakres i sposób prowadzenia, oraz archeologów, którzy badania te zrealizowali.
Zabytki odkryte w trakcie badań po naukowym opracowaniu zostaną przekazane do Muzeum Zamkowego w Sandomierzu.
Biskupi-sekretarze Bizantyjskiego Katolickiego Patriarchatu
Strona internetowa vkpatriarhat.org/pl/, adres email: byzcathpatriarchate@gmail.com
Chancellery Patriarchate <secretariat.patriarchate@gmail.com> |
———————————————————————————-
BKP: Nieważne mianowanie 21 kardynałów
7 grudnia 2024 roku Jorge Bergoglio, publiczny heretyk, odstępca od Chrystusa i uzurpator stolicy św. Piotra ma ogłosić na konsystorzu 21 nowych kardynałów. Przypominamy, że zgodnie z nauką katolicką dotyczącą papieża-heretyka, konkretnie głoszoną przez nauczyciela kościoła św. Roberta Bellarmina i wyrażoną w bulli Pawła IV „Cum ex apostolatus officio”, a przede wszystkim zgodnie ze słowami apostoła Pawła (Ga 1,8-9) Bergoglio jest ipso facto ekskomunikowany z Kościoła katolickiego i wszystko, co robi, jest nieważne i nieskuteczne. Najwyższy czas, aby biskupi katoliccy opamiętali się i zaczęli respektować nauczanie ojców i nauczycieli Kościoła, a także bullę dogmatyczną papieża Pawła IV. Nadszedł czas, aby biskupi jako kolegium apostolskie publicznie skazali Bergoglio za herezję i apostazję. Następnie wystarczy jedynie stwierdzić fakt, że Bergoglio jest ipso facto ekskomunikowany z Kościoła.
W normalnych okolicznościach, czyli gdyby zamiast Bergoglio urząd papieski zajmował prawowity i prawowierny papież, mianowanie kardynałów oznaczałoby ogłoszenie nazwisk hierarchów, którzy mają mu aktywnie pomagać w ochronie integralności skarb wiary „depositum fidei” i moralności. Jednak mianowanie do rangi kardynała przez Bergoglio, uzurpatora władzy kościelnej, jest nieważne. Ci wybrańcy mają mu pomóc w dokończeniu diabolicznego dzieła przekształcenia Kościoła katolickiego w antykościół New Age, czyli nierządnicę antychrysta. Wszystko to dzieje się według modelu masońskiej koncepcji Kościoła bez Syna Bożego Jezusa Chrystusa, bez Ducha Świętego, bez łask i bez wiary. To przerażające, że biskupi milczą w tej sprawie.
Wśród 21 nominowanych jest dziewięciu, którzy otwarcie popierają bluźnierczą „Fiducia supplicans”, a zatem ideologię LGBTQ całkowicie sprzeczną z nauczaniem katolickim. Przykładem jest dominikanin Timothy Radcliffe, znany z propagowania ideologii LGBTQ i zaprzeczania nauczaniu katolickiemu.
W 2005 roku, po opublikowaniu dokumentu zabraniającego kandydatom o skłonnościach homoseksualnych wstępu do seminarium, Redcliffe ostro się temu sprzeciwił. Powiedział londyńskiemu „The Times”: „Głęboko zakorzenione uprzedzenia wobec innych, takie jak homofobia czy mizoginia, byłyby podstawą do odrzucenia kandydata do kapłaństwa, ale nie jego orientacja seksualna”.
Dla „The Tablet” napisał: „Nie mam wątpliwości, że Bóg powołuje homoseksualistów do kapłaństwa, a są oni jednymi z najbardziej oddanych i imponujących księży, jakich kiedykolwiek znałem”.
W 2012 roku powiedział „The Tablet”, że chociaż małżeństwa osób tej samej płci są niemożliwe, „nie jest to powód, aby lekceważyć oddaną miłość osób tej samej płci. Jej również należy szanować i wspierać, dlatego urzędnicy kościelni powoli zaczynają wspierać związki partnerskie osób tej samej płci. Bóg miłości może być obecny w każdej prawdziwej miłości”.
Po opublikowaniu „Fiducia supplicans” nie jest wcale zaskakujące, że Bergoglio nielegalnie mianuje hierarchów, którzy bezpośrednio popierają jego dokument i sami są zwolennikami perwersji seksualnych, które Bóg potępił jako obrzydliwość. Bóg karze ten grzech zarówno ogniem doczesnym, jak i wiecznym, więc wspieranie grzechu sodomii i ideologii LGBTQ jest otwartym buntem przeciwko Bogu.
Podsumowując, podkreślamy, że każdy z szeregów księży, biskupów, kardynałów – czy, jak jesteśmy dzisiaj świadkami, nawet uzurpator papiestwa, – który popiera LGBTQ oraz ideologię gender, czyli sodomską antyewangelię, podlega nie tylko ekskomunice latae sententiae, ale wykluczeniu z Mistycznego Ciała Chrystusa – anatemie Bożej według Gal 1,8-9.
Anatema Boża spada nie tylko na dominikanina Radcliffa, ale także na pozostałych 8 wymienionych, którzy aktywnie wspierają legalizację grzechu sodomii, związanego z „Fiducia supplicans”. Ale anatema spada także na pozostałych nominatów, którzy zgadzają się z programem „Fiducia supplicans”, czyli z buntem przeciw Bogu i samozagładą Kościoła. Należy wiedzieć, że ich nominacja jest kanonicznie i dogmatycznie nieważna i nieskuteczna. Wzywamy tych odstępczych hierarchów, aby szczerze pokutowali i wyraźnie nazwali grzech grzechem i herezję herezją. W przeciwnym razie, jeśli będą trwać w uporze aż do śmierci, zostaną potępieni na wieki w piekle, podobnie jak apostoł Judasz.
Nieważne mianowanie 21 kardynałów
https://vkpatriarhat.org/en/?p=24893 /english/
https://vkpatriarhat.org/fr/?p=18115 /français/
Roman Motoła https://pch24.pl/cejrowski-ukraincy-mieli-w-warszawie-swoj-marsz-niepodleglosci-polacy-dostali-zakaz

W audycji Radia Wnet „Studio Dziki Zachód” pisarz i podróżnik Wojciech Cejrowski spierał się z redaktorem Krzysztofem Skowrońskim o relacje polsko-ukraińskie i dyskryminację, jakiej doznają w jego ocenie polskie środowiska patriotyczne w porównaniu z sytuacją imigrantów zza naszej wschodniej granicy.
Wymiana zdań na temat Ukrainy wywiązała się w związku z wątkiem zakazu wydanego przez prezydenta Warszawy wobec corocznej demonstracji polskiego patriotyzmu.
– Resortowe dziecko Trzaskowski zakazuje Marszu Niepodległości, którego nie lubi – podkreślał Wojciech Cejrowski. – Urzędnik powinien być ślepy na swoje „lubię, nie lubię”, tylko z paragrafu powinien to robić. No a wcześniej zezwolił na organizację banderowskiej wielkiej imprezy w dniu niepodległości Ukrainy. Czyli Ukraińcy w Polsce – którzy przebywają tu, mam nadzieję, czasowo tylko, a potem pojadą sobie gdzieś jak się wojna skończy – dostali [pozwolenie] na swoją, z ich punktu widzenia patriotyczną imprezę, dokładnie taką samą jak Marsz Niepodległości, i Trzaskowski z tym problemu nie miał – przypomniał podróżnik.
Analogia nie spodobała się gospodarzowi programu. – Wolałbym porównanie do Marszu Miliona, zorganizowanego przez Donalda Tuska – odparł Krzysztof Skowroński.
– Marsz Miliona to nie był marsz ściśle patriotyczny, związany z Marszem Niepodległości. Marsz Ukraińców, z ich punktu widzenia, w ich intencji to był marsz niepodległości, związany ze świętem niepodległości, gdzie oni manifestują niezależnie od swoich partyjnych upodobań. I dlatego to można porównać z Marszem Niepodległości – ripostował Cejrowski.
– Porównać można, ale przeciwstawiać nie – pokazać, że tu banderowcy zorganizowali, a tutaj Polakom…
– A dlaczego nie można przeciwstawiać, kto mi zabroni? – oponował gość Radia Wnet.
– To nie jest przeciwstawne – wciąż oponował szef rozgłośni.
– Ale ja jestem wkurzony tym, że w moim kraju Ukraińcy manifestują swoją niepodległość.
– Ale jak jesteś w wolnym kraju to każdy może demonstrować bo jest poprawka do Konstytucji, że każdy ma wolność zgromadzeń, w związku z tym i Ukraińcy, i Haitańczycy…
– Obywatel, wyłącznie obywatel, a nie nielegalny przybysz – nie zgadzał się Wojciech Cejrowski.
Dalej rozmówcy doszli do analogii z paryskimi demonstracjami poparcia dla „Solidarności” albo schronieniem udzielanym naszym przodkom przez Anglię i Francję w czasach zaborów.
W końcu gość programu stwierdził: – Mogę traktować Ukrainę jako wroga Rzeczypospolitej.
– Możesz, wszystko. Wojciech Cejrowski może wszystko, ale dlaczego? – padło pytanie.
– Z powodu grobów, z powodu Wołynia, z powodu tego, że nas wymiksowali z rozmów. Polska podobno najwięcej forsy wyłożyła, najwięcej pomocy udzieliła i została wymiksowana z rozmów, bo jest nieważnym psem, którego można teraz kopnąć, swoje zrobił. A wielcy Francuzi, którzy oponowali przeciwko pomocy dla Ukrainy, Niemcy, którzy wysłali hełmy, oni są zapraszani, bo oni są ważni. A tego psa parszywego Polskę trzeba kopnąć. Czy Zełenski się upomniał? „Ale panowie, ale nieelegacko wypadnę bo udzielono mi tyle pomocy ze strony Polski, i ona była pierwsza” – no, bo mamy wspólną granicę, ale mamy też z innymi wspólne granice. A jednak to Polacy swoją otworzyli i bez kontroli paszportów przepuścili 2 miliony ludzi ciurkiem i bez kontroli covidowej. Pana Cejrowskiego w tym samym czasie na lotnisku kontrolowali na covid….
– Bo się zaczęła wojna i leciały bomby na głowę a panu Cejrowskiemu te bomby na głowę nie leciały. Poza tym Zełenski nie był gospodarzem tego spotkania – przekonywał Krzysztof Skowroński.
Źródło: Radio Wnet
https://wpolityce.pl/polityka/710336-demokracja-walczaca-prosto-z-niemiec
Dariusz Matuszak
Za sprawą orędzia prezydenta Andrzeja Dudy do obiegu publicznego wróciło pojęcie demokracji walczącej. Wprowadził je w Polsce premier Donald Tusk, który de facto zapowiedział, że zaprowadzając swoje porządki będzie łamał prawo i by w Polsce praworządność i demokrację przywrócić musi się posługiwać demokracją walczącą.
A skąd premier Donald Tusk w ogóle tę całą demokrację walczącą wziął? A z Niemiec, bo to Wehrhafte Demokratie jest. Można ten termin tłumaczyć jako demokracja obronna, defensywna, choć potocznie w Niemczech mówi się też o walczącej. Po polsku też to lepiej brzmi i budzi szlachetne skojarzenia – z symbolem Polski Walczącej, czy Solidarnością Walczącą. A że Donald Tusk i jego otoczenie propagandowo sprytni są, to takie miano temu niemieckiemu wynalazkowi nadali.
Koncept demokracji walczącej powstał jeszcze w czasach Republiki Weimarskiej, a potem był rozwijany w latach 40-ych i 50-ych w Niemieckiej Republice Federalnej – tak się wówczas Zachodnie Niemcy nazywały. Potem demokracja walcząca na całe dziesięciolecia zniknęła, by odrodzić się w czasie rządów skrajnie nieudolnej koalicji świateł drogowych, jak od barw partyjnych nazwano sojusz po wodzą kanclerza Olafa Scholza czerwonej SPD, liberalnej FDP i Zielonych.
Jak rządy nie idą, wszystko się sypie, władcy sobie nie radzą, to znajdują sobie wroga, którego można obwinić. Dobrze też rzucić coś na pożarcie niezadowolonym poddanym, by się wyładowali, żądze zaspokoili. Do tego służy demokracja walcząca o demokrację.
Jak sami państwo widzą sprytny to koncept, bo potrójne korzyści daje. Pozwala zrzucać winy za własne porażki nieudolność, niekompetencje na wroga, który knuje i psuje, pułapki jak Zjednoczona Prawica pozastawiał, albo jak prezydent Duda tryb w szprychy kochanemu rządowi kochanego premiera Tuska wkłada.
Po drugie obłaskawia tłum, bo igrzyska daje, żądzę krwi zaspokaja. Ile to radości jest jak się jakiegoś księdza i dwie panie za kraty wrzuci.
Po trzecie pozwala w imię wyższych celów zwalczenia owego wroga zaprowadzać brutalne, agresywne, niedemokratyczne, autorytarne porządki i wciąż nazywać je demokracją, tyle, że walczącą.
W powojennych Niemczech zastanawiano się czy w porządku demokratycznym może być miejsce dla takich partii jak lewicowa NSDAP, którą oczywiście dla oszustwa nazywano skrajną prawicą. Historia tego wielkiego kłamstwa o prawicowym nazizmie przypomina tę o polskich obozach śmierci.
Wątek o skrajnej prawicy jest o tyle ważny, że w niemieckim, ale też w całej Europie lewicowym przekazie prawica ze zbrodniami ma się kojarzyć i tylko z nią za pomocą brutalnych, agresywnych metod – np. demokracji walącej wolno walczyć. Zaś słusznym lewicowym ideologom ludobójstwa jak Marks nawet się uroczystą sesję w Parlamencie Europejskim odprawi, a zbrodniarzom ludobójcom jak Lenin pomnik np. w Gelsenkirchen postawi.
Problem czy nazistom należą się demokratyczne prawa jest rzeczywisty. Niemcy jak wiadomo z nazizmem zmierzyły się tylko publicystycznie i teoretycznie, dlatego większość ich zbrodniarzy bez rozliczenia dożyła w spokoju starczych lat, dostając nawet od państwa niemieckiego comiesięczne wypłaty za mordy i grabieże. Warto pamiętać o nierozliczeniu się z Polską i jednoczesnym wypłacaniu emerytur za służbę w SS.
Tym niemniej w Niemczech dostrzegano problem tego jak zaprojektować ustrój polityczny i porządek konstytucyjny, który gwarantuje demokratyczne prawa i wolności, równość obywateli i jednocześnie mieć instrumenty zapobiegające obaleniu demokracji metodami demokratycznymi. Stąd pomysł, by powstało coś takiego jak Wehrhafte Demokratie – owa demokracja walcząca, która walczy o demokrację. Niemcy chyba do dziś nie uświadomili sobie tego, że owszem Hitler doszedł do władzy w wyniku wyborów, ale już całkiem niedemokratycznie pozwolili mu by został ich fuhrerem.
Jak już ta demokracja o demokrację tak walczy, to może w tej walce posługiwać się metodami demokracji obcymi. Zawieszać sobie demokrację, albo stosować prawo tak jak my je rozumiemy, czyli jak Donald Tusk, albo Bodnar pojmują.
Jak już wspomnieliśmy demokracja walcząca ma zastosowanie tylko wtedy, gdy prawica stanowi owo zagrożenie dla demokracji. Należy jednak rozumieć, że w niemieckim wydaniu termin „prawica” oznacza dowolne ugrupowanie, które nie podoba się licencjonowanym władcom Niemiec i mediom.
…demokracja, która podobnie jak niemiecka postrzega siebie jako „defensywną”, nie może być na tyle naiwna, aby wierzyć, że żądań prawicy należy słuchać tylko dlatego, że istnieją – nie mówiąc już o ich przestrzeganiu — pisze w swej książce „Atak antydemokratów” Samuel Salzborn, komisarz Berlina ds. antysemityzmu, który wzywa do ochrony demokracji przed prawicą.
Czujecie Państwo jak w tych Niemczech kwitnie kultura demokracji i tolerancji skoro nawet takiego komisarza muszą mieć. A naziści to prawica i od walki z nią jest właśnie Wehrhafte Demokratie.
Zagrożenie dla demokracji narasta w Niemczech wraz z przybyciem milionów imigrantów, których Merkel zaprosiła. Ale wedle prawidłowych Niemców, to nie przybysze owo zagrożenie stanowią, tylko ci co się inwazji sprzeciwiają. Trzeba więc demokratycznymi metodami zniszczyć te ruchy, które są niewłaściwe i przeciwko nielegalnej imigracji powstały – jak Pegida czy AfD.
Dziś oficjalnie dyskutuje się o zdelegalizowaniu AfD – partii, która w niektórych landach wygrywa wybory, czyli ma największy mandat obywatelski do sprawowania władzy. No ale przecież Hitler też miał i teraz już wiemy, że nie wolno było Hitlera do władzy dopuszczać, a AfD to taki nowy Hitler.
W Polsce taką nieprawidłową partią, którą być może należałoby zdelegalizować a już na pewno pozbawić środków finansowych a co ważniejszych działaczy do więzienia wrzucić jest oczywiście PiS.
Demokracja w Niemczech walcząca zaprowadza cenzurę, poprzez Urząd Ochrony Konstytucji prowadzi nieustanną inwigilację niektórych środowisk i czasami nieposłusznych za zbyt ostentacyjne wyrażanie myśli do więzienia wsadza. Demokracja walcząca buduje też getta polityczne, czy kordony sanitarne, by trędowate, nie dość europejskie partie izolować. Nie wchodzi się z nimi w żadne relacje, a nawet jak PO sprawdza kto do kogo na urodziny poszedł, albo posłankę wyrzuca z komisji dlatego, że CPK z zadżumionymi chciałaby budować.
Wehrhafte Demokratie jest w Niemczech pełnoprawną odmianą demokracji i taką właśnie chce zaprowadzić w Polsce Donald Tusk. Ma w tym wsparcie Niemców, którzy wprost sformułowali instrukcje, że dla obrony demokracji można łamać demokrację, a dla praworządności dopuszczać się bezprawia.
Demokracja walcząca w Niemczech obudowana jest tyloma instytucjami i przepisami jakby kraj ten garściami czerpał wzorce z komunistycznego NRD. W tym nie ma wielkiej niespodzianki, wszak przez lata jego władczynią była dawna komunistyczna działaczka Angela Merkel a i kanclerz Scholz młodzieńcze uniesienia w NRD przeżywał. Tam na zlotach młodzieży o pokój walczącej polityki się uczył.
Ochrona przed faszyzmem, czyli niszczenie prawicy ma nie tylko wymiar propagandowy, publicystyczny, ale przestaje być abstrakcją i nabiera bardzo konkretnego kształtu. Plan ten – „Środki przeciwko prawicowemu ekstremizmowi” opracowali wspólnie minister spraw wewnętrznych Nancy Faeser, szef Federalnego Urzędu Ochrony Konstytucji Thomas Haldenwang i szef Federalnej Policji Kryminalnej Holger Monch. To także jawna, bezwstydna zapowiedź zaangażowania służb w walkę polityczną. O tym jak RFN powoli zamienia się w NRD pisaliśmy tutaj:
Te idee demokracji walczącej właśnie zaimportował Donald Tusk, a Niemiec się cieszył jak sprzedawał. Na bieżąco będziemy śledzić postępy demokracji walczącej i porównywać z dokonaniami naszych zachodnich sąsiadów, którzy są tak wielkim wzorem porządku prawnego i demokracji choćby dla Adama Bodnara, że ten się tłumaczy i hołdy składa przed byle ministrem sprawiedliwości jakiegoś landu.
Co w Niemczech to i w Polsce – np. nielegalni imigranci, więc przekonamy się niedługo czy władze zafundują nam jakąś polską odmianę niemieckiej ustawy z 2022 roku o Promocji Demokracji, w której uzasadnieniu czytamy:
Aby skutecznie prowadzić walkę ze skrajną prawicą, państwo potrzebuje u swego boku demokratycznego społeczeństwa obywatelskiego – w całej jego szerokości i różnorodności.
Jak widać w Niemczech to nie obywatele jako suweren mają swoje państwo, tylko państwo ma swych obywateli, których „potrzebuje”.
Zobaczymy też w jakim tempie zostanie wprowadzona w Polsce instytucjonalna cenzura taka jak jest w Niemczech. Bo na razie mamy samowolę i anarchię i redaktor z telewizora sam musi zgadywać co może się kochanej władzy nie podobać i co jest niezgodne z demokracją walczącą. A tak będzie miał przepis i urząd, który go przypilnuje.
Dla Niemiec polskie doświadczenia w zaprowadzaniu demokracji walczącej też mogą być bardzo przydatne. Nasza ojczyzna może być takim laboratorium gdzie prowadzi się eksperymenty dotyczące np. tego ilu więźniów sumienia i jak długo można bez wyroku za kratami trzymać, albo tego ilu policjantów trzeba by pruć sejfy w prokuraturze, czy jakąś stację telewizyjną opanować. Taka międzynarodowa wymiana doświadczeń w ramach naszego wspólnego europejskiego domu będzie bardzo cenna.
Do demokracji walczącej odnosi się jeszcze też zasada którą towarzysz Soso, czyli Stalin sformułował mówiąc, że wraz z rozwojem komunizmu zaostrza się walka klasowa. Tak więc im więcej czasu od wyborów upłynęło, im więcej ich przeprowadzono – do Sejmu, samorządowe, do Parlamentu Europejskiego, im więcej instytucji publicznych obecna władza przejęła, im więcej jej ludzi państwo obsiadło tym bardziej demokracja walcząca o demokrację walczyć musi.
=============
MD
Toż to parafraza: “W miarę postępów w budowie socjalizmu walka klasowa zaostrza się” – Stalin