Davos: Czarownica Indianka z namalowanym namordnikiem na pewno ich zaprowadzi do CELU […Putana już cmyka…]

Agnieszka Wolska

@agnieszkawolsk9

Półmetek Forum w Davos ze szczyptą ezoteryki i szamanizmu. Do globalnych elit dociera, że tracą sterowność: większość ludzi odrzuca ich agendę klimatyczną i genderową. Dla obywateli otacza to dokręcanie śruby cenzury („walka z dezinformacją”) i rozbudowę cyfrowego faszyzmu.

Charlie Kirk @charliekirk11

What in the fresh hell is this?

https://x.com/charliekirk11/status/1747701565606289429?s=20

=======================

mail:

[google: putana = kurwa, po włosku, puta – po hiszpańsku]

„przywódzczyni Putany, należąca do amazońskiego plemienia Yawanawa, zamieszkującego brazylijski północno- zachodni stan Acre, odprawiła szamanistyczny rytuał”,


– Możemy złożyć nasze ręce, zjednoczyć nasze serca, zjednoczyć nasze myśli w tym samym kierunku, dla uzdrowienia planety i uzdrowienia duchowego – mówiła do zgromadzonych tuż przed wykonaniem dziwacznego obrzędu szamanka. [por.: Davos: Drogie uczestniczki ! – Like dating. But HOTTER. memy…]

Pozrywamy maski! Jadą wozy z zarazami: gorylego kataru, baraniej rzeżączki, chińskiego kokluszu i pingwiniej sepsy… Posrywamy w maski… W cztery minuty.

https://www.facebook.com/watch/?v=1751663178346619

Pozrywamy maski: gorylego kataru, biegunki hipopotama, chińskiego kokluszu i pingwiniej sepsy… Cztery minuty.

Szkoła „Nowacka”. Feministra: Zmniejszymy na początek religię. Potem fizyka, chemia, geografia, biologia, historia czy język polski.

szkoła nowackiej szkola-nowacka

Porażające! Tak ma wyglądać szkoła: mniej fizyki, chemii, historii i j. polskiego. Nowacka: Uczniowie są zmęczeni tzw. wiedzą bezużyteczną

Już z samych tylko zapowiedzi ekipy Donalda Tuska można było wywnioskować, że zmiany w polskich szkołach będą drastyczne. „Ministra” Barbara Nowacka potwierdziła to swoimi pierwszymi decyzjami – zmianami w kuratoriach oświaty.

Teraz ujawnia kolejne plany: „Zmniejszymy na początek zakres materiału z przedmiotów, które przez nauczycieli, ekspertów i uczniów są wskazywane jako najbardziej problematyczne. To m.in. fizyka, chemia, geografia, biologia, ale też historia czy język polski”.

Lekcje religii najbardziej palącym problemem?

Już na początku rozmowy Z „Newsweekiem” Nowacka została zapytana o zdejmowanie krzyży ze szkolnych ścian. Minister odparła, że sama jest zwolenniczką „wyraźnego rozdzielenia państwa i jego instytucji od religii” dlatego w jej gabinecie nie ma krzyża i zadba o to, by „przestrzeń oficjalna MEN była neutralna religijnie”. Zadeklarowała jednak, że nie będzie „tych poglądów narzucać z urzędu”.

To, czy krzyż został w niej wyeksponowany, pozostaje kwestią lokalnej wrażliwości. Odgórna decyzja o zdejmowaniu krzyży mogłaby być odebrana jako cios w tę wrażliwość i tożsamość, nie będę więc tego ani zakazywać, ani nakazywać. Chcę postawić na większy wpływ społecznościom szkolnym– stwierdziła minister edukacji. Jednocześnie dodała, że będzie „pilnowała” przestrzegania zapisów konkordatu „dla bardziej transparentnego rozdziału Kościoła od państwa”.

Nowacka odniosła się też do sprawy lekcji religii w szkołach stwierdzając, że „naprawdę wystarczy jedna godzina religii, a nie, jak teraz – dwie godziny w tygodniu”. Przekonywała, że ograniczenie godzin lekcji religii w szkołach pomoże w odciążeniu uczniów i wszystko będzie „lepiej funkcjonowało”, jeśli religia zostanie umieszczona na pierwszej lub ostatniej lekcji.

Mniej chemii, biologii i j. polskiego

Następnie Nowacka stwierdziła, że „sprawa niezwykle ważna” to „ulżenie uczniom w szkolnych obowiązkach”, na co – jak przekonywała – wszyscy zwracają jej uwagę. W jej ocenie „polska szkoła stała się niestety miejscem, do którego nikt już chyba nie idzie z przyjemnością”. Nowacka wyliczała, że nauczyciele mają mieć lepsze warunki pracy i zarobki, a dyrektorzy „muszą dostać autonomię, spokój i pewność, że już żaden kurator partyjniak nie będzie ich karał za poglądy”. Za to uczniowie mają mieć przekonanie, że „to, czego uczą się w szkole, jest naprawdę ważne, że odpowiada wyzwaniom i realiom naszych czasów”, bo szkoła „musi w końcu nadążyć za pędzącym światem. A żeby tak się stało – kontynuowała Nowacka – „trzeba dokonać selekcji materiału”, ponieważ uczniowie „są zmęczeni tzw. wiedzą bezużyteczną”.

Które więc przedmioty mają być „odchudzone”? Nowacka powołała się na zdanie nauczycieli, ekspertów i uczniów, a nowe podstawy programowe mają być przygotowane do września.

Zmniejszymy na początek zakres materiału z przedmiotów, które przez nauczycieli, ekspertów i uczniów są wskazywane jako najbardziej problematyczne. To m.in. fizyka, chemia, geografia, biologia, ale też historia czy język polski – powiedziała szefowa MEN dodając, że w planach jest wdrożenie nowych podstaw od nowego roku szkolnego.

Co z listą lektur?

Ofiarą nowego kierownictwa MEN padnie też lista lektur szkolnych. Chociaż Nowacka powiedziała, że o tym, które lektury zostawić, a które nie, będą decydować eksperci”, dodała, że ona sama jest przekonana o tym, że listę tę „należy uwspółcześnić”.

Szkoła, niestety, od czytania systemowo odstręcza. Skoro lektur jest zbyt wiele, żeby uczniowie zdołali je przeczytać, musimy zmniejszyć ich liczbę i zastanowić się uważniej nad doborem – oświadczyła.

Ograniczanie prac domowych

Nowacka powiedziała, że „rozmowa o przeczytanych książkach może być naprawdę rewelacyjnym czasem i dla uczniów, i dla nauczycieli”, a żeby było to możliwe, trzeba „ograniczyć prace domowe”. Dodała, że prace nad rozporządzeniem już trwają.

Prace domowe obciążają uczniów, a jeszcze częściej ich rodziców, którzy w młodszych klasach i tak muszą je wykonać. (…) Co ma zrobić dziecko, którego rodzice nie mają na to czasu albo po prostu nie mają takich umiejętności, żeby z nim jakieś zadanie wykonać? (…) Oczywiście trzeba pamiętać, co jest pracą domową. Czytanie lektury, przygotowywanie się do sprawdzianu czy utrwalanie wiedzy ze szkoły to przecież nie jest praca domowa – powiedziała szefowa MEN.

Cel? „Odczarnkowienie” szkoły

Z dalszej lektury wywiadu możemy dowiedzieć się także, że celem Nowackiej jest „odczarnkowienie” szkoły, w czym – jej zdaniem – ma pomóc zrezygnowanie z przedmiotu historia i teraźniejszość, bo to „nie pomogło w rozumieniu historii współczesnej”.

Wychowanie obywatelskie w szkole musi mieć walor praktyczny i partycypacyjny, tak żeby młody człowiek wchodzący w dorosłość bardzo dobrze zdawał sobie sprawę z tego, jakie ma prawa i możliwości. (…) Na szczęście, wobec nacisków i propagandy rządu PiS, wiele organizacji obywatelskich i wielu nauczycieli przygotowało scenariusze lekcji, wręcz całe programy, które być może będziemy mogli wykorzystać – mówiła Nowacka.

Nie mogło też zabraknąć pytania o edukację seksualną. Nowacka powiedziała, że „w szkole powinny być treści, które dotyczą fizjologii człowieka i jego seksualności, ale również tego, jak radzić sobie w sytuacjach kryzysowych, np. z hejtem, jak żyć higienicznie w cyberświecie, jak się zdrowo odżywiać”. Oceniła, że „wychowanie do życia w rodzinie było fatalnie realizowane przy wykorzystaniu fatalnego podręcznika”.

Kwestie dotyczące nauczycieli

Nowacka mówiła też o odbudowie prestiżu zawodu nauczyciela. Mają w tym pomóc podwyżki wynagrodzeń oraz „uszczuplenie podstawy programowej”, i kuratoria „uwolnione od partyjniactwa”. W tej kwestii kolejny raz uderzyła w byłą małopolską kurator oświaty Barbarę Nowak, którą Nowacka uznała za przykład „dyskredytowania nauczycieli i ścigania samodzielnie myślących dyrektorów szkół”.

Na koniec Nowacka stwierdziła, że zależy jej na tym, by „polska publiczna szkoła utrzymała wysoki poziom nauczania”, a „w interesie państwa polskiego jest dobrze funkcjonujące szkolnictwo publiczne”.

Bezwolna masa – takie mają być kolejne pokolenia młodych Polaków po ukończeniu szkoły w wydaniu Barbary Nowackiej?

Czy pani minister nie zdaje sobie sprawy, że chociażby kwestia nauczania fizyki, chemio, biologii ma wpływ na rozwój technologiczny? Nie wspominając już o zawodach medycznych.

CZYTAJ RÓWNIEŻ:

Barbara Nowak: Pani Nowacka nie wie, o czym mówi. Dla tej ekipy nieważna jest prawda, nauka, wiedza. Ważna jest tylko chęć odwetu

Rewanżyści i postępowcy. Logika która zdeterminowała kształt rządu, jak i jego dotychczasowe posunięcia oraz przyszłe zamiary

MEiN przestało istnieć. Powrócono do dwóch resortów – Ministerstwa Edukacji Narodowej oraz Ministerstwa Nauki i Szkolnictwa Wyższego

wkt/”Newsweek”

==========================

Szanowny Panie Profesorze,

nie tak dawno pojawiła się informacja o planowanych zmianach w systemie edukacji („odchudzenie” programów nauczania), a tymczasem w moim mieście rusza kolejny etap ogłupiania dzieci i młodzieży- „edukacja klimatyczna”– https://www.infokatowice.pl/2024/01/19/katowice-wprowadzaja-edukacje-klimatyczna-do-szkol-na-razie-bedzie-pilotaz/

Tematyka jest zaiste ciekawa:

– bioróżnorodność, 
– antropogeniczne zmiany klimatu, 
– krytyka konsumpcjonizmu, 
– transformacja energetyczna..

I ciekawy cytat:

„Opracowany program zawiera gotowe scenariusze zajęć, z których będą mogli korzystać wszyscy nauczyciele. Zależy nam, by uczniowie pracowali metodą projektów, gdyż takie zdobywanie wiedzy przynosi dobre efekty, a odpowiednie treści zostały wplecione w podstawę programową, co pozwoli na realizację programu w ramach godzin lekcyjnych, bez dodatkowego obciążania uczniów” – podkreśla Grażyna Burek.

Podsumowując- nie dość, że na fizyce, chemii czy geografii uczniowie będą się uczyć mniej, to dodatkowo zostanie im zaserwowana globalistyczna propaganda. Zamiast prawa Ohma czy praw Kirhoffa dzieciaki dowiedzą się, że dobrze mieć koło szkoły wiatrak i że trzeba sortować śmieci.

Z poważaniem, [—]

Dzierżawski UJAWNIA kulisy skandalicznego wyroku.

Dzierżawski UJAWNIA kulisy skandalicznego wyroku [VIDEO]

19.01.2024 dzierzawski-ujawnia-kulisy-skandalicznego-wyroku

Mariusz Dzierżawski.
Mariusz Dzierżawski. / foto: screen YouTube: NCZAS INFO

Na kanale NCZAS INFO ukazała się rozmowa z szefem Fundacji Pro – Prawo do Życia Mariuszem Dzierżawskim. Ujawnił on kulisy procesu, w którym został skazany za organizację kampanii społecznej.

Przypomnijmy, że 17 stycznia Dzierżawski usłyszał wyrok sądu II instancji. Pro-lifer został skazany na rok ograniczenia wolności oraz zapłatę 15 tys. zł kary za organizację kampanii społecznej dot. związków między homoseksualizmem i pedofilią.

W kampanii przedstawiono informacje m.in. o wynikach badań naukowych dotyczących powiązań między homoseksualizmem a pedofilią. Sądy dwóch instancji uznały, że głoszenie takich treści publicznie stanowi zniesławienie tęczowych aktywistów.

Przeciwko Dzierżawskiemu wystąpiło Stowarzyszenie Tolerado z Gdańska. Zarzucało Fundacji zniesławienie. Jednym z zawartych w oskarżeniu zarzutów było to, że Pro – Prawo do Życia podaje do wiadomości publicznej wyniki badań naukowych, które sugerują, że pedofilia jest zjawiskiem częstszym w środowisku homoseksualnym.

https://nczas.info/2024/01/18/skazany-za-kampanie-spoleczna-zaprzeczanie-faktom-ktore-sa-niewygodne-dla-aktywistow-i-ideologow-lgbt/embed/#?secret=RV8WnHBYFo#?secret=szlpCcgCed

– Sąd postanowił dać mi szansę na resocjalizację, dać mi szansę na to, żebym przejrzał na oczy, żebym nie czytał niepotrzebnych opracowań naukowych, żebym nie czytał niepotrzebnych książek – ironizował Dzierżawski.

Jak dodał, „uzasadnienie było mętne”, więc „nie do końca wie, za co jest skazany”. – Generalnie linia jest taka, że ja zniesławiłem ludzi, o których istnieniu nawet nie miałem zielonego pojęcia – stwierdził.

– W czasie procesu były oskarżenia, że ja mówiłem to w niewłaściwym czasie i w niewłaściwym miejscu, a mianowicie mówiłem to kilka miesięcy po śmierci prezydenta Adamowicza i w dodatku wtedy trwała kampania wyborcza na urząd prezydenta Gdańska i startował w tej kampanii straszny Grzegorz Braun i ja w tym samym czasie głosiłem takie straszne hasła – dodał.

Zaznaczył też, że „w dodatku Grzegorz Braun kilka razy się pojawił przy okazji naszych pikiet”.

– Jak słuchałem tych oskarżycieli, zwłaszcza ich pełnomocniczki, to właściwie czułem się, jakbym ja był odpowiedzialny za śmierć prezydenta Adamowicza i za wszystkie zbrodnie, które w ogóle kiedykolwiek zostały popełnione na kochających inaczej – dodał.

https://youtu.be/Hr_ANxyeHk0

„Dezinformacja na skalę przemysłową” czyli priorytety elit z Davos

„Dezinformacja na skalę przemysłową” czyli priorytety elit z Davos

Autor: AlterCabrio , 17 stycznia 2024

„Głównym zmartwieniem na najbliższe dwa lata nie są konflikty ani klimat, lecz dezinformacja” – oznajmiła von der Leyen(…) „Chociaż rządy dysponują wieloma środkami nacisku pozwalającymi stawić czoła wielkim wyzwaniom naszych czasów, ale to przedsiębiorstwa [sic] dysponują innowacjami, technologią i talentami, aby dostarczać rozwiązania, których potrzebujemy, aby walczyć z zagrożeniami, takimi jak zmiany klimatu czy dezinformacja na skalę przemysłową”

−∗−

Tłumaczenie: AlterCabrio – ekspedyt.org

−∗−

Wideo: Przewodnicząca UE wzywa do globalistycznej kontroli nad wszystkimi informacjami

Mówi elicie Davos, że ich najwyższym priorytetem powinna być „dezinformacja na skalę przemysłową”

We wtorek przewodnicząca Komisji Europejskiej Ursula von der Leyen zwróciła się do elit na Światowym Forum Ekonomicznym w Davos, wzywając do nadrzędnej globalistycznej kontroli nad przepływem wszystkich informacji w epoce cyfrowej.

„Głównym zmartwieniem na najbliższe dwa lata nie są konflikty ani klimat, lecz dezinformacja” – oznajmiła von der Leyen, dodając: „Granica między byciem «online» a «offline» staje się coraz cieńsza, a jest to jeszcze ważniejsze w erze generatywnej sztucznej inteligencji”.

Zwracając się do elity per „Ekscelencje” i we wstępie osobiście zwracając się per „drogi” do Klausa Schwaba, von der Leyen wezwała ponadto do opracowania „nowych globalnych ram dotyczących zagrożeń związanych ze sztuczną inteligencją” i obietnicy „przyspieszenia globalnej współpracy”, aby zapobiegać rozpowszechnianiu „dezinformacji” (informacji, o których nie chcą, abyś wiedział).

https://twitter.com/i/status/1747596243331686719

Kontynuowała: „Wiele rozwiązań leży nie tylko we współpracy krajów, ale, co najważniejsze, we współpracy przedsiębiorstw i rządów, przedsiębiorstw i demokracji”, dodając, że ​​„Chociaż rządy dysponują wieloma środkami nacisku pozwalającymi stawić czoła wielkim wyzwaniom naszych czasów, ale to przedsiębiorstwa [sic] dysponują innowacjami, technologią i talentami, aby dostarczać rozwiązania, których potrzebujemy, aby walczyć z zagrożeniami, takimi jak zmiany klimatu czy dezinformacja na skalę przemysłową”.

https://twitter.com/i/status/1747588318529729002

Ponadto von der Leyen stwierdziła, że ​​rok 2024 to „największy rok wyborczy w historii” i wyraziła obawę, że „wolność wiąże się z ryzykiem”.

„Zawsze znajdą się tacy, którzy będą próbowali wykorzystać naszą otwartość, zarówno od wewnątrz, jak i od zewnątrz. Zawsze będą próby wytrącenia nas z właściwej ścieżki. Na przykład dezinformacją” – dodała.

Zachwalała także unijną ustawę o usługach cyfrowych [EU Digital Services Act], która pod pozorem zapobiegania „mowie nienawiści” ustanawia kontrolę nad wszystkimi informacjami na platformach mediów społecznościowych.

„W naszej ustawie o usługach cyfrowych zdefiniowaliśmy odpowiedzialność dużych platform internetowych za treści, które promują i propagują” – przechwalała się von der Leyen.

Na koniec wnioskowała, że „nie ma wątpliwości, że stoimy przed największym w epoce powojennej ryzykiem dla porządku światowego. Jednak moim zdaniem nie ma także wątpliwości, że możemy iść naprzód z optymizmem i determinacją”.

Nie ma wątpliwości, że celem numer jeden tych niewybranych technokratów jest Elon Musk i X [TT], biorąc pod uwagę, że mają już w kieszeni wszystkie inne główne platformy.

https://modernity.news/2024/01/16/video-globalist-wef-speaker-complains-elon-musks-x-is-toxic-and-scary/embed/#?secret=0cZsCDiQQE

Podczas zeszłorocznej konferencji WEF Věra Jourová, posiadająca niesamowicie orwellowski tytuł wiceprzewodniczącej Komisji Europejskiej ds. Wartości i Przejrzystości, skomentowała, że ​​„absolutyzm wolności słowa” Muska nie współgra z nowymi przepisami UE dotyczącymi Internetu.

„Nasz przekaz był jasny: mamy zasady, których należy przestrzegać, w przeciwnym razie zostaną nałożone sankcje” – oświadczyła Jourová, dodając: „Czas Dzikiego Zachodu się skończył” i miała jeszcze czelność oznajmić, że my także <jesteśmy obrońcami> wolności słowa.

W tym roku w Davos Jourová spotykała się między innymi z szefami Meta i YouTube, aby upewnić się, że „przestrzegają zasad”:

_____________

https://x.com/VeraJourova/status/1747299518628913648?s=20

Video: EU President Calls For Globalist Control Over All Information, Steve Watson, 17th January 2024

Chanukowa Rzeczpospolita Przyjaciół, czyli trzy odsłony pieśni Hava Nagila

Chanukowa Rzeczpospolita Przyjaciół, czyli 3 odsłony pieśni Hava Nagila

Autor: wawel , 18 stycznia 2024

image

TRZY ODSŁONY TEJ SAMEJ PIEŚNI

MOTTO

1. Walka z prawicą rządzącą i z prawicą w stanie spoczynku jest nierozdzielna (…)

Program klasy robotniczej nie posługuje się mglistymi symbolami, lecz realiami społecznymi: w swej krytyce i radykalizmie swych postulatów program ten dystansuje wszelkie frazesy nacjonalistyczne i klerykalne (…) i odpowiada interesom mas. Ma więc wszelkie szansę zwycięstwa w walce o poparcie mas.

[List otwarty do partii Kuronia i Modzelewskiego, 1964 r.]

2. Hej, sekciarze, nie bijta się,

Są robotne polskie masy,

Pożywita się

[na melodię: Hej górale, nie bijta się!]

3. (…) szlachta polska, CZEGO WAM WŁAŚNIE TRZEBA, jest dobra i głupia. Jej królowie nie byli nigdy od niej mędrsi (…).

[ Jakub Frank – Odezwa do Żydów polskich w 1755 r. ]

1. Hava Nagila Chanukowa

Wraz ze “sprawą Brauna i Bosaka” rozpoczął się festiwal pokajań, ofiar przebłagalnych.

Znane pełzanie polskie. Ustawa o IPN pisana w siedzibie Mosadu. Coroczne kajania się marcowe. Samobiczowania holokaustowe (dofinansowywane przez Ministerstwa Kultury) oraz lincze niemiecko-żydowskie na Polakach w rodzaju tych, który przerwał w Warszawie Grzegorz Braun. No i rasistowska kabała talmudyczna nowego Mesjasza Schneersona celebrowana w najważniejszym budynku RP.

Dzisiaj, 17 stycznia zaczyna się w polskim Kościele Dzień Judaizmu. Piąta kolumna w obrębie chrześcijaństwa wepchnięta na Vaticanum II (deklaracja “Nostra Aetate”) przez posłańca braci fartuszkowych (Jules Isaac) oraz przez łóżko męsko-męskie (Gregory Baum).

A skoro dzisiaj jest 17.01. i ostatnio w modzie jest doszukiwanie się różnych analogii liczbowych w datach porównywanych wydarzeń historycznych (może wpływ… kabały chanukowej) to w związku z tym proponuję analogię do dzisiejszej daty: 17 września 1939 r.

17 stycznia 2024 parlamentarne usankcjonowanie uzyskała inwazja neobolszewizmu na polskie “elity” a orzeł z polskiego godła (zgodnie z dawnym koszernym dowcipem) przetransformował się dzisiaj w zwykłą białą gęś. Głupią i strachliwą. I wraz z dzisiejszym Dniem Judaizmu mieliśmy dzisiaj – może nieprzypadkowo – w sejmie HH (Hołd Hebrajski). Chanuka – pod tą nazwą skrywa się rzekomo Święto Świateł. Święto Świateł to inwazyjny kryptonim dla szowinizmu. Te światła to po to, by trybalizm hebrajski lepiej widział jak nieomylnie uciąć głowę cywilizacji. To święto triumfu hebrajskiej plemienności nad hellenistycznym zalążkiem chrześcijaństwa. A sami celebranci, Chabad Lubawicz to groźna sekta ugruntowana na talmudycznej nienawiści do chrześcijaństwa, na magii i kabale oraz na ideologii rasy panów. Ten sam “duch” przenikał socjalistę i przyjaciela Marksa – Mosesa Hessa, gdy pisał o tym, że „naród żydowski jest swym własnym mesjaszem”. Mesjaszem zbiorowym.

Takie coś wpuściliśmy do sejmu ze swymi rasistowskimi (vide święta księga sekty “Tanya”) gusłami.

Widziały gały, co brały…

Wkrótce kajanie się marcowe. Z główną rolą, jak co roku, zapewne Andrzeja Dudy Zbawcy (ech, ci Zbawcy, mnogo ich w Polsze…).

Z ujawnionych ciekawostek: od Mentzena mogliśmy się dowiedzieć czegoś o Szymku (pseudo Idol Gimbazy). Otóż Szymek próbował zmusić Bosaka do uczestnictwa w świętowaniu chanuki mówiąc, że mu to pomoże w utrzymaniu stanowiska marszałka! To jest niesłychane!

Grzegorz Braun będzie sądzony tak zadecydowało ciało z ul. Wiejskiej (tzw. wiejska zbieranina). Zamiast sądzenia tego, który wydał zezwolenie na wejście na teren sejmu grupy podejrzanych typów ze swoimi mrocznymi gusłami i bezczeszczenie go. Wczorajszy dzień to ważny “kamień milowy” w dziejach polskiego pełzania i zdrady.

2. Polskie Hagady

Musimy przygotować się na “idy marcowe”. Zapowiada się, że tegoroczne będą wyjątkowe. Może jakieś symulacje bomb z białym fosforem nad Warszawą? Może monumentalna projekcja Wielkiej Chanukii na niebie kilku polskich sztetli, ups, miast?

Jeśli chodzi o marzec 68 to serwuje się nam jakiś sklecony przez Przyjaciół (tych z Rzeczpospolitej Przyjaciół Andrzeja Zbawcy Dudy)  – Mit Marca 1968. Nie ma tu niczego z rzetelności historycznej. Nie na darmo też i nie bez związku z marcem`68 nie ma żadnego historycznego opracowania całościowego dziejów „Solidarności”. Nikt tu nie chce prawdy, nie szuka jej. Podczas ostatniego ataku Izraela na Polskę (ustawa o IPN) mieliśmy okazję przekonać się, że właśnie tak uprawiają „historię” nasi Przyjaciele. Dokumentów z którymi poleciała Komisja Wildsteina – nikt w Izraelu nie chciał przeglądać. A po kiego diabła im dokumenty? Żeby popsuć humor i zniszczyć już ugruntowaną legendę? O hagadach zaprzeczających ludobójstwu Palestyńczyków trzeba też tu koniecznie wspomnieć.

Taki to pre-racjonalny, azjatycki sposób rozumienia własnych dziejów w “kulturach” – jak to zwie W. M. Kozłowski – dżyngoizmu (od Dżyngis-chana). I Bóg z nim, z takim sposobem. Cała tragedia zaczyna się gdy my, dzieci chrześcijańskiej cywilizacji opartej na Grekach, którzy wydali pierwszego historiografa – Herodota – gdy my zaczynamy – na wzór żydowski –  tworzyć mity, bajki, legendy, hagady zamiast odważnie dążyć ku prawdzie. I tak jest z historią Marca 1968. I pozostałych grudniów, październików, czerwców i sierpniów.  Zwłaszcza sierpniów…

image

Bijatykę dwóch gangów trwającą od stycznia do maja 1968 r. przedstawia się nam jako rzekomą walkę z komunizmem, jako walkę z cenzurą. Prezydent Duda prawie 10-krotnie w marcowej celebracji powtarzał słowa; „błagam o wybaczenie”. I błagał Szewacha Weissa. Przepraszał Stefana Michnika za polską emeryturę. Błagał rabina o wybaczenie za… Moczara. W naszym imieniu…

Z kolei Zandberg (z lewicy, która winna mieć po drugiej wojnie swoją Norymbergę, a nie miała, zgadnij, koteczku, dlaczego nie miała?) z sejmowej mównicy – oddając sens, nie literę –  krzyczy, że… odprawianie kabalistycznych obrzędów w sejmie zaprzecza polskim tradycjom! Gdzie my jesteśmy?

To wygląda jak… Lupanare di Pompei.

Monthy Python. Sezon rekonstrukcyjny.

3. Hava Nagila marcowa

Aby skończyć z żenującymi hołdami nie wiadomo kogo, nie wiadomo na czyje zamówienie, nie wiadomo przed kim i nie wiadomo za co – zajrzyjmy za kulisy i zobaczmy jak wygladają procesy umysłowe tyczące się marcowania`68 w umyśle zdrowym. 

image

Stefan Kisielewski tak pisze o marcu 68 w „Dziennikach”: 

“Dwadzieścia lat temu powiedziałem Ważykowi, że to, co robią Żydzi, zemści się na nich srodze. Wprowadzili do Polski komunizm w okresie stalinowskim, kiedy mało kto chciał się tego podjąć z gojów (poza gorliwcem Gomułką). Społeczeństwo było wtedy jednolicie antykomunistyczne, więc nienawidzono ich. Teraz społeczeństwo jest nowe, niewiele z tamtego pamięta, opór się rozchwiał i rozładował, ale nienawiść została, co obecnie wyzyskał Moczar dla swoich celów personalnych, oskarżając ich o „błędy i wypaczenia” (w których zresztą sam brał udział). Bo Żydzi nie rozumieją jednej rzeczy: gdy są małą grupą, jak po wojnie, to zachowują się wobec siebie solidarnie, negując jednocześnie, jakoby była to solidarność narodowa, i odrzekając się od jakiejkolwiek odpowiedzialności zbiorowej. Tymczasem skoro się działa solidarnie (oczywiście nie wszyscy, ale ci co robili politykę), to można się spodziewać, że ktoś to kiedyś wyzyska. No i rzeczywiście: sprawa Izraela dała pretekst do potraktowania wszystkich (prawie – Starewicz się trzyma) Żydów jednolicie, jako naród — skutek wiadomy. Tragiczny jest tylko los Żydów-Polaków, artystów, pisarzy, którzy biorą w łeb za winy tamtych — tamci zaś sami sobie piwo warzyli. Sytuacja powikłana — ale któż ją dziś rozwikła? Zaś kultura polska traci, obraz Polski widziany z Zachodu staje się ohydny, ale kogóż z walczących o władzę to obchodzi? A Gomułką nic z tego wszystkiego nie rozumie, klepie swoje (a raczej nie swoje, podsunięte) pacierze o rewizjonizmie i tyle. Jak się zbudzi, będzie za późno („i obudził się z ręką w nocniku…”).” 

“[…]  od paru miesięcy odbywa się ostateczna rozgrywka między dwiema grupami ubeków: grupą żydówską, która z łaski Rosji szarogęsiła się tutaj w latach Stalina, oraz grupą „partyzancką”. Po wojnie grupa przybyłych z Rosji Żydów-komunistów (Żydzi zawsze kochali komunizm) otrzymała pełnię władzy w UB, sądownictwie, wojsku, dlatego że komunistów nie-Żydów prawie tu nie było, a jeśli byli, to Rosja się ich bała. Ci Żydzi robili terror, jak im Stalin kazał (zresztą prawdziwi partyzanci też, tyle że byli raczej podwładnymi niż rozkazodawcami), dopiero w roku 1956 wycofali się z tego, a żeby się ratować, zwalili winę na tamtych (Zambrowski robiący Październik), oskarżając ich w dodatku o antysemityzm. Tymczasem dorosło młode pokolenie komunistycznych.byczków i partyzanci rzucili ich na tamtych, szermując przy tym doskonale pasującym argumentem „syjonizmu”. Marzec to była prowokacja, aby Żydów dorżnąć — dwie grupy się walą, a między nimi plącze się nic nie rozumiejący Wiesio, który dał się nabrać, a teraz, gdy się nieco zorientował, jest trochę już późno, bo go robią na szaro, a żona Żydówka też mu nie pomaga. Od 1956 on sam własnymi rękami wykańczał swych sojuszników („Po prostu”, Goździk, Tejkowski, Bieńkowski, „Znak”, Ochab itp.), aż teraz został sam ze swoim nosatym Zenkiem.Już zaczął coś kapować, na zjeździe się utrzyma, bo Ruscy są za nim, robi jakieś kontrakcje, ale jest przypóźno. Trzeba było myśleć wcześniej, a on dał się nabierać, wygłaszając mowy o syjonistach albo jadąc w marcu na nas. Jak Pan Bóg chce kogoś zniszczyć…”

Stefan Kisielewski, „Dzienniki” 

A co my tak naprawdę – mógłby się ktoś zapytać –  będziemy świętować w marcu? To znaczy co świętują kolejne kiszczakowe – bo przecież nie nasze – rządy w każdym marcu uparcie produkując narrację oderwaną od faktów?

Narracja świętowania marcowego była podlewana w ostatnich latach intensywnym sosem emocjonalnym w dwóch zestawach.

1. zestaw w sosie dumy (Premier)

2. zestaw w sosie przebłagalnym (Prezydent)

Ad 1. Z czego mamy być dumni? Z czynów której grupy ubeków? Oczywiście, pytanie jest retoryczne: możliwa jest tylko jedna odpowiedź. My, Polacy, teraz mamy być dumni z jednej grupy ubeków (w terminologii Kisielewskiego: “żydowskiej grupy ubeków”) i z tego, jak sprytnie wciągnęła ona polskich studentów w obronę swojej pozycji (parytetu we władzy)? Potwierdzam, sprytnie to zrobiła grupa żydowska, ale nie ma to związku żadnego z byciem dumnym z tego.

Ad 2. O wybaczenie za co Prezydent dzisiejszej Polski błagał w jedną z rocznic, nieledwie na kolanach? Za to, że “odchylenie nacjonalistyczno-prawicowe” odegrało się (super delikatnie w porównaniu do ceny tego, za co się odgrywało) za orgie polskiej krwi przelewanej przez żydowską grupę ubeków, sędziów, prokuratorów, za krwawe orgie zgotowane Polakom 20 lat wcześniej? Kisielewski ostrzegał ich. Nie posłuchali. A później lament?  Za co tu błagać o wybaczenie? Za odpornośc na naukę jednej z grup? Biorąc pod uwagę, że wtedy wyjechali też Stefan Michnik i Helena Wolińska “zostawiając wszystkie swoje posiadłości” – jest tak, jakby Prezydent ich także przepraszał za to, że nigdy nie zostali osądzeni… 

A poza tym, jak pisze historyk M.Klecel: “Co do przymusowych wyjazdów w 1968 roku, to nie były one takie przymusowe. Kto bardzo nie chciał wyjechać, nie wyjeżdżał. Sędzia Stefan Michnik wyjechał, ale jego brat Adam Michnik pozostał. Wyjechała prokurator Helena Wolińska, podobnie jak sędzia Michnik, przeczuwając, być może, kłopoty z powodu wyroków śmierci, jakie wydawała na polskich patriotów w latach 40. Ale nie wyjechał już komendant obozów pracy w Świętochłowicach i Jaworznie Salomon Morel, lecz pozostał w kraju aż do początku lat 90., kiedy to zdecydował się na wyjazd do Izraela, gdy zainteresowano się bliżej jego biografią, co nie przeszkodziło w tym, że pobierał do końca życia wysoką polską emeryturę. Podobnie jak Adam Michnik, nie musieli wyjeżdżać Kuroń i Modzelewski, Blumsztajn i Szlajfer oraz wiele innych osób, które zakładały później „Gazetę Wyborczą”. 

4. Wciąganie

W marcu 1968 tysiące polskich studentów zostało sprytnie wciągniętych w obronę “żydowskiej grupy”. W identyczny sposób wciągnięto robotników na “strajki” w 1988 … by wynieśli ku władzy  “Bolesława” Wałęsę (obstawionego przez fartuszkowych braci Kaczyńskich, którzy później usamodzielnili się i zatańczyli swoją, lokalną, warszawską Hava Nagila)  i grupę tych samych ludzi, którzy w 1968 nie chcieli nigdzie wyjeżdżać (Michnika, Blumsztajna, Lityńskiego, Wujca, Smolara etc. etc.). Polacy dobrze noszą na rękach (jak w przedwojennym dowcipie…).  Wraz z powstaniem Porozumienia Cetrum i PIS wciągnięto nas w trzecią odsłonę pieśni Hava Nagila. Mówiąc Gombrowiczem: Koniec i bomba, a kto tego nie widzi ten trąba! 

Gdzie tu w tym wszystkim, w tych machlojkach i socjotechnicznym uzywaniu tłumów do własnych interesów, gdzie tu miejsce na dumę i przeprosiny? No, chyba że duma z tego, iż zostało się nabitym w butelkę a przeprosiny za to, że noga z tej butelki wystawała… No i przede wszystkim gdzie tu miejsce na nadzieję? Na własne państwo?

5. Orgie sponsorowanych tautologii

  Za kogo rządzący nas mają? Przecież oni nie mogą nie wiedzieć, nie uświadamiać sobie, że oddają Polskę w pacht niewiadomym, mrocznym, bezwzględnym siłom, że tworzą czołobitne hagady zamiast odbudowywać godność Polski, Polskę pewną siebie, mającą niezbywalne poczucie własnej wartości. Jak niedouczeni, banalni, powierzchowni i recytujący podrzucone im hasła byli Prezydent i były Premier – to aż trudno uwierzyć. Przykładów absurdalnego, napuszonego pustosłowia Prezydenta sprzed 5 lat nie będę teraz przytaczał). A z osiągnięć MM z tego samego okresu przytoczę jedynie 3 niezwykłe zdania. Gdy Premier mówił, że w 1968 miało miejsce także inne niezwykle ważne wydarzenie: zerwanie stosunków dyplomatycznych z Izraelem, to uzupełnił tę informację z bogactwa swego umysłu i z głębi swych uczuć. Powiedział tak: A przecież Izrael był ważnym krajem dla polskiej kultury [i tu nastąpi udowodnienie postawionej tezy], bo w Izraelu wielu ludzi mówiło po polsku i były księgarnie polskie [sic!].

I po tym „wystrzale” następuje atak jądrowy na naszą niewiedzę – Premier postanawia uświadomić nas do końca i wypowiada wiekopomne słowa: „Izrael jest bardzo ważnym krajem dla pielęgnowania więzi polsko-izraelskich” [sic!]. Wmyślmy się w głębię tych słów! Ona powala. Czy premier jest buddystą? Toż to prawie koan! To brzmi przecież jak: „Wiatr jest bardzo ważny dla podmuchów wiatru”. A może wszystkie wystąpienia MM to były li tylko ohydne, bezczelne tautologie, tylko my tego nie dostrzegaliśmy?

A może Premierowi chodziło o nas, może troszczył się o nas, o wydolność naszego intelektu. Żebyśmy czasem nie pomyśleli, że bardzo ważnym krajem dla pielęgnowania więzi polsko-izraelskich jest np. Islandia. Jak dobrze, że przez 8 lat mieliśmy takiego Premiera! Jak dobrze, że odkrył go Wszechmocny Prezes! Chwała wszystkim zwycięstwom Prezesa! Teraz już do końca życia zapamiętamy, że b.ważnym krajem dla pielęgnowania więzi polsko-izraelskich jest Izrael. Zwłaszcza w morzu krwi palestyńskich dzieci zabijanych wg Prezesa palcem bożym czuwającym nad Izraelem.

 6. Miłość nie wybiera

Dlaczego, gdy jeśli Prezydent i Premier zabierali głos wobec rabinów lub na temat Izraela – to mogliśmy mieć pewność, że palną jakieś niestworzone rzeczy. Ja myślę, że to kwestia miłości. Miłości ich życia. Gdy język mówi z przepełnionego nieziemskim uczuciem serca – to nie dba o fakty i sens… Pisał o tym Stendhal i Ortega. Osoba taka ledwo powstrzymuje się od tego, by rzucić się do kolan temu, co kocha. Taki klimat gorących uczuć. Co zrobić. Tylko trochę niesmacznie to obserwować i słuchać.  Nie da się zrekonstruować tych pałających przywódców narodu? Przywódcy nie są od pałania. Chyba że pełną poświęceń i ofiarną miłością do ojczyzny…

W sumie to chyba nie ma się czego spodziewać po polityce historycznej i zagranicznej tych rządów, które wyłonił i wyłoni obecny sejm. Dlaczego? Dlatego, że w sercu sejmu (a także np. IPN) usadowiła się – niestety – Rzeczpospolita Przyjaciół. Świadczy o tym  aktualnie obrany kurs narracji chanukowej.

Rzeczpospolita przyjaciół, rzeczpospolita chanukowa ma wiele niewidzialnych rąk. Co tylko PIS zachciał (zakładając, że naprawdę zachciał) jakąś gruntowną reformę zrobić lub doprowadzić do końca, to niewidzialne rączki pokazały: „A figa!. Tego nie ruszycie, bo tu nasi, bo to nasi. Nasi synowie i nasze wnuki”. I tak to z tymi reformami jest. Co pozostaje? Rzucić się do kolan pewnych panów w czerni, jak Prezydent. Chociaż rozrywki trochę dla ludu. Taki Bollywood Rzeczpospolitej Przyjaciół.  Przy świetle i w dymie szabasowych świec.

7. Forpoczta Chabad Lubawicz, czyli “odwrócony system budowania grup społecznych”

Czym jest to wszystko, co składa się na obraz prawych i sprawiedliwych, obywatelskich, ludowych, trzeciodrogowych, zandbergowych? Czego forpocztą jest Chabad Lubawicz i czym jest kopiowanie tej sekty kryptogangsterskich metod przez “nasze partie”?  By to pojąć może przyjść nam z pomocą fragment wspomnień W.Myśleckiego o Mateuszu Morawieckim. Myślecki pyta się dziennikarza Kultury Liberalnej: Nie wiem, czy pan wie, na czym polegają sukcesy społeczności żydowskiej? Oni mają odwrócony system budowania grup społecznych. – Nie rozumiem… – odpowiada dziennikarz.

Naprzód wszyscy pracują, żeby jeden poszedł do góry, a potem on wciąga innych. To jest taki system jak taternicy. Wchodzi pierwszy, my go z dołu asekurujemy, on nad sobą wbija haki. A jak już dojdzie do góry to dużo łatwiejsza i efektywniejsza jest asekuracja odgórna. On asekuruje każdego następnego.[…] I druga rzecz: jeśli Mateusz Morawiecki czy ktoś z naszego grona prowadzi jakąś sprawę, to ja wykonam – nawet jak mi się nie podoba – to, co on uważa za konieczne do zrobienia.

Myślecki odwołuje się do kodu kulturowego żydowskiego. Nazywa go „odwróconym systemem budowania grup społecznych”. Ładnie to brzmi. Bliższa prawdy byłaby jednak wg mnie nazwa: „orientalna despotia etnocentryczna”… Myślecki nie przypadkowo mówi o żydowskiej metodzie, o metodzie stosowanej przez Żydów wewnątrz społeczności nieżydowskich by się wspiąć na szczyt struktury. Wspiąć się – że tak powiem – bez otwartego przetargu, bez konkursu kompetencji a opierając się li tylko na hakach wbijanych przez będących wyżej „ziomali” (nie przeoczmy też podwójnego znaczenia słowa “hak”). Czyżby ten Myśleckiego klucz etniczny pasował też do NBP, KNF, BFG, IPN, CBA, rad nadzorczych spółek z udziałem Skarbu Państwa etc.?

Prof. Wincenty Lutośławski w swym mało znanym tekście “Solidarność w Izraelu” ujmował to tak:”O ile Żyd ma wpływ decydujący w jakiejkolwiek instytucji, to popiera Żydów na stanowiska w tej instytucji, nie bacząc na ich uzdolnienie w porównaniu z kandydatami gojami, przez co pożyteczność i powaga instytucji bywa obniżoną”. “Gdy się zastanawiamy nad stosunkiem Żydów do społeczeństw obcych, wśród których oni swą odrębność zachowują, uderza nas ich solidarność, polegająca na tym, że każdy Żyd chętniej Żydowi zapewnia zyski z jakiegokolwiek interesu, niż obcemu (…) ta solidarność jest łączeniem [się] we wspólnej pracy i przy wspólnych materialnych korzyściach ludzi o wspólnym pochodzeniu.”

To samo piszą o dzisiejszych obywatelach Polski mających korzenie żydowskie i skrywających często ten fakt Susan A. Glenn, Naomi B. Sokoloff w książce Boundaries of Jewish Identity , University of Washington Press, Washington 2010, gdzie podkreślają, że Polacy żydowskiego pochodzenia zatrudniają i szukają zatrudnienia najczęściej u osób o żydowskich korzeniach.

8. 17 stycznia 2024 r. w Chanukowym Sejmie ukonstytuowała się Chanukowa Rzeczpospolita Przyjaciół

Aby nie było, że tylko negatywy, że wciąż o banksterze o  korzeniach żydowskich, o misjonarzu Prezydencie, pochwalę za jedną rzecz Prezydenta. Jest to coś, za co – mniemam ; ) – Prezydent przejdzie do historii. Mianowicie w 2018 r. – co przeszło zupełnie niezauważone – wprowadził i wylansował oraz zamierza zastąpić nową nazwą – nazwę naszego państwa.

W krasomówczej pasji i emocjonalnym nadpobudzeniu Rzeczpospolita Polska zaczyna zamieniać się w jego oracjach w Rzeczpospolitą Przyjaciół. Od pięciu lat. Prezydent nawet zaryzykował otarcie się o Trybunał Stanu zmieniając samowolnie i bezprawnie historyczną nazwę naszej ojczyzny w projekcie ustawy sejmowej o wprowadzeniu święta państwowego “Dnia Polaków ratujących Żydów”.

Jest to do sprawdzenia, w druku sejmowym widnieje Rzeczpospolita Przyjaciół a… znika Rzeczpospolita Polska. To jest Trybunał Stanu, ale póki co możemy korzystać z tego określenia dla opisu porządków panujących w Polsce. Jest ono b.użyteczne dla ukazania kto rządzi w większości instytucji Rzeczpospolitej Polskiej. Już nie trzeba używać chropowatych zwrotów: “resortowe dzieci”, “oligarchia pochodzenia żydowskiego” etc., zamiast tego można mówić ‘Rzeczpospolita Przyjaciół. Bardzo użyteczny ten knot semantyczny sklecony przez gorliwego Prezydenta. Rządzi nie Rzeczpospolita Polska a Chanukowa Rzeczpospolita Przyjaciół. Tajna, widna i dwupłciowa. Za zgodą poprzednich sejmów i obecnego. Szalom.

PS

Musimy stanąć murem za Braunem, bo następnym razem przyjdą po nas…

image
image

Tagi:Braun, Chabad Lubawicz, Chanuka, sejm

O autorze: wawel

komentarz

  1. CzarnaLimuzyna 18 stycznia 2024 godz. 08:52…
  2. zaczyna się w polskim Kościele Dzień Judaizmu. Piąta kolumna w obrębie chrześcijaństwa wepchnięta na Vaticanum II (deklaracja “Nostra Aetate”) przez posłańca braci fartuszkowych (Jules Isaac) oraz przez łóżko męsko-męskie (Gregory Baum).Nostra aetate dokument zredagowany pośrednio i bezpośrednio przez środowiska żydowskie to “kamień milowy” na drodze zatraty, który namieszał katolikom w głowach. My, chrześcijanie niezależnie od wiary lub niewiary innych narodów mamy traktować ich przedstawicieli jako naszych bliźnich, a zadaniem kapłanów jest nauczanie wszystkich narodów, bez wyjątków. Dzień bez Chrystusa w Kościele katolickim z tegoroczną specjalną zachętą modernisty Rysia jest dalszym ciągiem tej hucpy- nie chodzi o judaizm starotestamentowy, lecz o antychrześcijański judaizm rabiniczny. Ile razy można to pisać?

Mariusz Dzierżawski skazany za kampanie prawdy o aktywistach i ideologach LGBT i ich pedofilii.

Skazany za kampanię społeczną! „Zaprzeczanie faktom, które są niewygodne dla aktywistów i ideologów LGBT”

18.01.2024 nczas/skazany-za-kampanie-prawdy-o-pedofilii

Mariusz Dzierżawski
Mariusz Dzierżawski. / Foto: screen YouTube/Telewizja Republika

Szef Fundacji Pro – Prawo do Życia, Mariusz Dzierżawski, usłyszał prawomocny wyrok roku ograniczenia wolności oraz zapłatę 15 tys. zł kary za organizację kampanii społecznej dot. związków między homoseksualizmem i pedofilią.

Wyrok gdańskiego sądu zapadł 17 stycznia. Dzierżawski został skazany za zorganizowanie kampanii społecznej, w ramach której Fundacja Pro – Prawo do Życia przekazywała informacje m.in. o wynikach badań naukowych dotyczących powiązań między homoseksualizmem a pedofilią. Sądy dwóch instancji uznały, że głoszenie takich treści publicznie stanowi zniesławienie tęczowych aktywistów.

Przeciwko Dzierżawskiemu wystąpiło Stowarzyszenie Tolerado z Gdańska. Zarzucało Fundacji zniesławienie. Jednym z zawartych w oskarżeniu zarzutów było to, że Pro – Prawo do Życia podaje do wiadomości publicznej wyniki badań naukowych, które sugerują, że pedofilia jest zjawiskiem częstszym w środowisku homoseksualnym.

Do zarzutów wysuwanych przez aktywistów LGBT oraz wyroku sądu I instancji przychylił się sąd II instancji. Orzekł, że takie stwierdzenia zniesławiają i pomawiają osoby o „orientacji homoseksualnej”. Stwierdził też, że to naraża je na poniżenie w oczach opinii publicznej, co zaś może utrudniać im… m.in. „działalność edukacyjną” wśród dzieci!

Skazany został Mariusz Dzierżawski, jako odpowiedzialny za działania Fundacji. Wyrok jest prawomocny.

W ocenie szefa Fundacji wyrok ten „przypomina najgorsze czasy totalitarne” i stanowi „nic innego jak zaprzeczanie faktom, które są niewygodne dla aktywistów i ideologów LGBT”.

Istnieje szereg badań naukowych wskazujących na nieproporcjonalnie duży odsetek pedofilów wśród homoseksualistów. Lider aktywistów LGBT ze Szczecina trafił jakiś czas temu do więzienia za pedofilię. Same środowiska LGBT wielokrotnie otwarcie wyrażały swój pozytywny stosunek do seksu z dziećmi. Część aktywistów LGBT działała na rzecz legalizacji pedofilii. Organizatorzy największej w Polsce warszawskiej „parady równości” LGBT publicznie chwalili się tym, że uczestnikiem i promotorem „parady” był w przeszłości niemiecki polityk, który domagał się legalizacji pedofilii. Były rzecznik tej „parady równości” mówił sam o sobie, że jest pedofilem i że nie zgadza się na zakaz mówienia o tzw. „pozytywnej pedofilii” – wskazał.

– Aktywiści LGBT z Poznania wydali broszurę, w której opisują orgie seksualne z udziałem młodych chłopców. Do mediów społecznościowych bez przerwy trafiają nowe nagrania obrazujące, jak aktywiści LGBT obnażają się przed dziećmi i wykonują przed najmłodszymi tańce erotyczne. Media donoszą o kolejnych zatrzymaniach aktywistów LGBT, którzy stali na czele dużych grup pedofilskich, które wykorzystywały dzieci seksualnie i produkowały dziecięcą pornografię. Słyszeliśmy wstrząsające doniesienia o wyrokach wobec homoseksualnych pedofilów, którzy kupowali dzieci od matek-surogatek tylko po to, aby je gwałcić. To wszystko fakty, które można łatwo i szybko zweryfikować – dodał.

– Tego typu przykłady można długo mnożyć, jednak tęczowi rewolucjoniści oraz sprzyjające im sądy nie tylko udają, że takie sytuacje nie mają miejsca, ale również grożą każdemu, kto przypomni o tym w przestrzeni publicznej – skwitował.

W ocenie Dzierżawskiego „ograniczanie wolności i surowe kary finansowe” maja na celu „uniemożliwić dotarcie do Polaków z informacjami opartymi o fakty, badania naukowe i dane statystyczne”. – Nie zamierzamy się ugiąć przed tymi prześladowaniami – oświadczył.

Dzierżawski zapowiedział już kolejne ogólnopolskie kampanie społeczne w ramach akcji „Stop pedofilii”.

Życie na linie 2. Namalował metalową obejmę na wysokości stu metrów.

Życie na linie 2

Pędząca Glizda

Jedną z bardziej oryginalnych postaci spółdzielni „Okienko” był Darek Klonowski. Całkowicie zapoznany poeta, gitarzysta, żeglarz, miłośnik Gorców. Darek jak większość członków i pracowników spółdzielni „Okienko” był przekonany, że ich niezwykle wysokie zarobki to klasyczne działanie rynku pracy. Ich umiejętności są tak unikalne, że państwowe firmy muszą ich zatrudniać do robót wysokościowych, nie mają po prostu wyboru. Oczywiście chłopcy odpalali co nieco nadzorowi technicznemu oraz dyrektorowi, nikt nie widział w tym nic złego. W tych czasach tak zwana mentalność porozbiorowa podobna do mentalności wschodniej czyniła bakczysz czyli zwykłą łapówkę codziennym elementem życia, w tym życia gospodarczego.

Darek Klonowski dochodził do rozumu i prawdy bardzo wolno. Po przewrocie 89 roku, gdy otworzył się naprawdę wolny rynek prac wysokościowych i stawki alpinistów przemysłowych drastycznie spadły ze zdumieniem stwierdził, że za dobrych komunistycznych czasów zarabiał miesięcznie przynajmniej tyle co jego siostra, nauczycielka przez dwa lata ciężkiej pracy.

Co chłopcy zrobili z tymi wielkimi pieniędzmi jest ich słodką tajemnicą. Tylko jeden z nich nie pijący i nie zażywający utworzył za zgromadzone środki wielką firmę. Chłopcy uważali oczywiście, że łatwość otrzymywania zleceń jest, poza unikalnymi kwalifikacjami, pochodną ich młodzieńczego uroku. Niejednej sekretarce na widok wkraczających do firmy rozbawionych chłopaków z ich ławeczkami, linami i małpami ( przyrząd zaciskowy do wspinani się po linie) miękły nogi i drżało serduszko. Chłopcy nie przyjmowali do wiadomości, że ani sympatia urzędniczek, ani łapówki dawane nadzorowi technicznemu nie mogą zapewnić monopolu w pozyskiwaniu zleceń i musi istnieć jakaś głębsza tego przyczyna.

Spółdzielnia „Okienko” skupiała po prostu całą młodą opozycję swego terenu i nie trzeba było nawet nasyłać na nich ubeków żeby wiedzieć jakie działania planują. Wystarczyło bywać na licznych biesiadach w lokalnych knajpach, które konsumowały większość zarobionych tak łatwo pieniędzy. Nadzór techniczny traktował ich prace priorytetowo, nie dyskutowano na temat stawek i nie grymaszono przy odbiorze prac. Jednym ze standardowych zajęć chłopców z „ Okienka” było malowanie, naprawianie i ewentualne rozbieranie fabrycznych kominów. Darek Klonowski zasłynął kiedyś brawurowym dowcipem. Zamiast nałożyć na rozpadający się komin przewidzianą przez inżyniera metalową obejmę namalował tę obejmę na wysokości stu metrów. Malunek był tak sugestywny, że odbiór techniczny przeszedł bez problemów. Naczelny inżynier fabryki, człowiek słusznej tuszy nie miał najmniejszego zamiaru wchodzić na komin.

Czy komin się zawalił? O tym historia milczy.

CDN Zbieżność nazwisk i sytuacji jest przypadkowa. W kolejnych odcinkach mojej opowieści poznają państwo losy innych osób pracujących w spółdzielni „Okienko” 

Masoneria, LGBT i wielki kapitał. O tajnych stowarzyszeniach bez cenzury – część II

Masoneria, LGBT i wielki kapitał. O tajnych stowarzyszeniach bez cenzury – część II

pch24.pl/masoneria-lgbt-i-wielki-kapital

(Oprac. GS/PCh24.pl)

Jeżeli urzędnik jest katolikiem, to mniej więcej wiadomo jakim kieruje się światopoglądem. Jeśli jest masonem, to ma obediencję nie wobec religii, tylko wobec organizacji, jej mniej lub bardziej wyartykułowanych ideałów, wobec swojego mistrza czy przełożonego z danej loży – mówi w rozmowie z PCh24.pl dr Wojciech Golonka (Instytut Dziedzictwa Europejskiego Andegavenum).

Kiedy masoni zaczęli orientować się na ideologię LGBT i wspierać, promować wszelkiej maści „tęczowe” ruchy? A może to sami masoni wymyślili ideologię LGBT?

LGBT nie wymyślili masoni. LGBT to skutek grzechu pierworodnego. Natomiast robienie z tego ideologii, roszczeń prawnych, miny pod dotychczasowy porządek społeczny, to druga połowa XX wieku i nasze czasy, w formie gradacji.

Nie jestem w stanie wskazać, kiedy masoneria podchwyciła „tęczową” ideologię i w mojej ocenie byłoby to zresztą trudne do zbadania. Musielibyśmy mieć bowiem dostęp do archiwów, do których nie ma dostępu. Ale mamy jednak wypowiedzi masonów i wywiady z nimi. Otóż mistrz Wielkiego Orientu Francji mówi wprost i chwali się tym, że zasługą masonerii jest wprowadzenie wszystkich tzw. praw LGBT, począwszy od tzw. związków partnerskich przez małżeństwa homoseksualne i adopcję dzieci dla tych par, po in vitro dla par lesbijskich (a w niedalekiej przyszłości pewnie i gejowskich) – to dlaczego mu nie wierzyć? Jeśli sami masoni chwalą się i mówi otwartym tekstem, że najpierw pracują nad tego typu przepisami w swoich lożach, a później lądują one w parlamencie i nikt temu nie zaprzecza, to widocznie coś jest na rzeczy w tych przechwałkach.

Abstrahując od tego co i kiedy powstało widzimy, że jest pewna organizacja chwaląca się, że to jej „zasługa”. Musimy więc przyjąć do wiadomości, że te osoby za tym stoją i nie przechwalają się na próżno.

Przyjmujemy do wiadomości i co dalej?

Kolejny krok to obnażenie takiego stanu rzeczy, że pewna niedemokratyczna siła mebluje nam cywilizację, a raczej buduje nam anty-cywilizację.

Papieże ongiś przez dziesięciolecia nawoływali do tego, aby państwa doczesne zakazywały masonerii. Stąd m.in. nienawiść masonerii do Stolicy Apostolskiej i próby zlikwidowania samego papiestwa poprzez wyprowadzanie ciosów w kolejnych następców świętego Piotra.

Przypomnijmy sobie tę wielką manifestację, która wstrząsnęła Maksymilianem Kolbe w 1917 roku, czyli roku objawień fatimskich. Co widział w tamtym czasie w Rzymie Maksymilian Kolbe? W Rzymie, przypomnijmy, nie podlegającym władzy papieskiej. Młody Maksymilian Kolbe widzi procesję masońską, w której niesione są sztandary przedstawiające Lucyfera miażdżącego św. Michała Archanioła oraz hasła, iż papież będzie poddany masonerii, że będzie jej służącym. Oni to mieli wypisane wprost na swoich sztandarach podczas bluźnierczych manifestacji i się z tym nie kryli.

To wstrząsnęło Maksymilianem Kolbe i dlatego powołał on Rycerstwo Niepokalanej, które miała nie tylko zwalczać wpływy masonerii na świecie, ale także, przede wszystkim, walczyć o to, żeby masonów nawracać na katolicyzm. To dobry kierunek i odpowiedź na pytanie: co dalej? W rzeczy samej, Maksymilian Kolbe dał nam przykład jak walczyć z masonerią.

Pierwsza rzecz, jaką zatem możemy zrobić, to obnażać prawdziwe oblicze masonerii. W momencie, kiedy mówi się, że to instytucja filantropijna, która działa na rzecz dobra ludzkości, to można ją zestawić praktycznie ze wszystkim – organizacją charytatywną, stołówką dla bezdomnych, pomocą dzieci z biednych rodzin etc. W momencie jednak, kiedy owa filantropia polega na tym, żeby zerwać z człowieka „łańcuchy porządku naturalnego i objawionego”, a następnie zarzucić na niego „łańcuchy porządku lucyferycznego” to nie jest to już żadna filantropia, tylko anty-cywilizacja i musimy jej stawiać opór. To właśnie robili papieże potępiając masonerię: ujawniali, głośno mówili, zrywali maskę, pokazywali światu, jaki jest prawdziwy cel masonerii. Świadomość o niej, to w sumie ogromny krok do tego, żeby kontrować jej działalność.

Pierwsza rzecz, i od tego każdy z nas musi zacząć, to stwierdzenie pewnych obiektywnych faktów: zachodzą wpływy masonerii na współczesne ustawodawstwo w kwestiach obyczajowych, potwierdzone przez samych masonów, obalające nasz porządek cywilizacyjny. We Francji, przynajmniej, masoni już mogą się otwarcie chwalić, że to oni stoją za rewolucją obyczajową. W Polsce jeszcze tego nie powiedzą wprost.

Dlaczego?

Bo by to przeszkadzało działalności masonów. Dopóki masoni muszą działać pod przykrywką ogólnej filantropii, to będą mówili o pomocy biednym i cierpiącym, o demokracji, o dostosowaniu społeczeństwa do współczesności i postępu etc. W Polsce masoni, tudzież ludzie po prostu przesiąknięci ich duchem, jeszcze nie mogą tak otwarcie chwalić się przygotowywaniem ustaw i wdrażaniem rewolucyjnych zmian anty-cywilizacyjnych.

Zresztą, tak jak wspomniałem, nie wszystko musi sprowadzać się formalnie do członków masonerii, choć w dużej mierze sprowadza się do jej ideałów, kiedy partnerzy umysłowi wolnomularstwa są „nośnikami transmisyjnymi” dla pewnych działań organizacji, w ramach „wolontariatu”. Sama działalność masonerii nie znaczy oczywiście, że nie ma innych „lóż”, które mogą działać, to jest innych tajnych stowarzyszeń. Bo gdy mówimy o masonerii, mówimy tak naprawdę o tajnych stowarzyszeniach mających pewne, konkretne cele. Nie mówimy tylko o samej, ścisłej masonerii. To może być na przykład jakiś klub globalistów, gdzie też ludzie mają swoje tajne cele. Ale prawdą jest, że niezależnie od tego czy przynależą do masonerii, czy nie, są oni przesiąknięci masońską ideologią i działają na swój, czyli dość masoński obraz i podobieństwo.

Zauważmy jedną rzecz: we Francji na przykład zmieniają się partie polityczne – raz rządzi prawica, raz lewica, raz socjaliści, raz liberałowie – ale nie zmienia się jedno, mianowicie: masoneria cały czas pozostaje przy władzy. Niezależnie od tego, czy mamy do czynienia z prezydentem Hollandem, czy z prezydentem Sarkozym, to w tych ekipach praktycznie wszystko jest naszpikowane masonami. Oni mogą się nie zgadzać, co do szczegółów, na przykład: są masoni wierzący, czy też uznający istnienie Boga, ale są i ateiści. Są masoni uważający, że nie należy zbyt wojować z Kościołem, albo utrzymywać modus vivendi, ale są i tacy, którzy twierdzą, że walka z Kościołem to najważniejszy cel ich życia. Są tacy, którzy chcą „postępu” za wszelką cenę oraz tacy, którzy preferują bardzo długi, powolny marsz rewolucji. Tak działa na przykład francuska prawica – ona nie robi większych zmian społecznych. Są oczywiście wyjątki jak legalizacja związków partnerskich za prezydenta Jacquesa Chiraca. Kiedy zaś zmian obyczajowych dokonują socjaliści, po których do władzy wraca prawica, to owa prawica zostawia to co jest i nawet nie próbuje tego odkręcić. Lewica więc działa w trybie przyspieszonym, a prawica w jakimś stopniu utrzymuje status quo, ale nigdy nie narusza tego, co wprowadziła lewica.

Ponadto we Francji istnieje loża parlamentarna łącząca masonów z różnych partii politycznych dzięki czemu mogą się oni dogadywać w różnych sprawach i tworzyć konsensus ponadpartyjny.

Masoneria lubi wielki biznes, czy wielki biznes lubi masonerię?

Rewolucja zawsze potrzebuje wielkich pieniędzy. Za rewolucją zawsze stoją jakieś siły finansowe, które mają pewien interes, chociażby dlatego, że na rewolucjach można zarabiać. Współpraca między masonami, a wielkim biznesem byłaby zatem jak najbardziej zrozumiała. Ale to nie znaczy, że mamy dowody, że w takiej a takiej sytuacji mason promuje konkretnie innego masona, choć jest to wpisane w ich „braterstwo”. Jeden dziennikarz śledczy we Francji zwrócił uwagę, że jeśli chodzi np. o przestępstwa pedofilii, to w przypadku ludzi Kościoła nastąpiła przejrzystość. Natomiast w przypadku masonerii tej przejrzystości nie ma, bo w momencie, kiedy mason oskarżony o pedofilię jest przesłuchiwany przez policjanta-masona, a wyrok ma wydać sędzia-mason, to istnieje prawdopodobieństwo tuszowania, wyciszania sprawy. O tym piszą niezależni dziennikarze. W związku z tym ta sama machina wsparcia może działać w biznesie.

Nie znaczy to oczywiście, że każdy bogaty człowiek na świecie, że każdy kapitał jest zbijany na zasadzie kolesiostwa, a tym bardziej, że ktoś oddał pokłon Lucyferowi. Lucyfer jak wiemy z Pisma Świętego, podczas kuszenia Pana Jezusa na pustyni powiedział: „Dam Ci to wszystko, jeśli upadniesz i oddasz mi pokłon” (Mt 4, 9). Obietnica brzemienna w skutki, choć nie twierdzę, że każdy bogacz oddał pokłon Lucyferowi. Wiemy natomiast, że rewolucja wymaga finansowania.

Ale myślę, że związki masonerii z wielkim kapitałem są, tu znowu, mniej istotne, niż sedno sprawy: jej element masońskiego braterstwa, skutkującego de facto państwem w państwie, „deep state”.

Jeżeli urzędnik jest katolikiem, to mniej więcej wiadomo jakim kieruje się światopoglądem. Jeśli jest masonem, to ma obediencję nie wobec religii, tylko wobec organizacji, jej mniej lub bardziej wyartykułowanych ideałów, wobec swojego mistrza czy przełożonego z danej loży.

Śledzenie kapitału, śledzenie przepływu pieniędzy między wielkim biznesem a masonerią na pewno byłoby ciekawe, ale cały czas pojawia się tutaj problem źródeł i jednoznacznych dowodów. A w momencie kiedy przesadzamy z ciekawostkami, to robimy to, na czym być może zależy masonerii – popadamy w sensacyjność i odchodzimy od meritum. Zatem jeśli ktoś chce poznać konkrety na temat masonów, to powinien przeczytać papieskie encykliki na ten temat oraz te wyznania masonów, które zostały upublicznione przez Kościół katolicki, albo z polecenia Kościoła katolickiego, jak uczyniono to za pontyfikatu Piusa IX. I to jest najważniejsza kwestia. Nie zgubimy się wówczas w sensacyjnych szczegółach, tylko skupimy się na tym jak Kościół postrzega masonerię i dlaczego tak bezwzględnie ją potępił, do dziś dnia, mimo prób relatywizacji tego potępienia.

Dziękuję za rozmowę

Tomasz D. Kolanek

Komu masoni oddają pokłon? O tajnych stowarzyszeniach. Część I

Komu masoni oddają pokłon? O tajnych stowarzyszeniach bez cenzury
Część I

pch24/komu-masoni-oddaja-poklon

(Oprac. GS/PCh24.pl)

Kiedy mówimy o masonerii, lepiej jest stronić od pewnych sensacji, które nie są łatwe do zweryfikowania i potwierdzenia, jak na przykład ta, że ktoś składa pokłon Lucyferowi. O wiele łatwiej powiedzieć, że masoneria to projekt lucyferyczny, bo jego orientacja w oderwaniu od obiektywnego porządku Bożego jest z natury rzeczy lucyferyczna – mówi w rozmowie z PCh24.pl dr Wojciech Golonka (Instytut Dziedzictwa Europejskiego Andegavenum).

Szanowny Panie doktorze, gdyby miał Pan wskazać największe, najbardziej jaskrawe, najistotniejsze różnice między masonami z XVIII wieku, a współczesnymi masonami, to co by to było?

Masoneria w XVIII wieku działała jako organizacja budząca zainteresowanie sporej części ówczesnych elit. Uważano wręcz, iż wypada należeć do masonerii, organizacji o szyldzie „filantropijnym”. Ten szyld jest obecny również i dzisiaj, choć dziś bardziej widziałbym w przynależności do masonerii trampolinę do kariery, podczas gdy w wieku XVIII był to w dużej mierze snobizm, wabiący także „światowych” katolików.

Obecnie, po wszystkich potępieniach masonerii przez papieży, przynależność praktykującego katolika do masonerii jest o wiele mniej oczywista i to pomimo faktu, że niejednokrotnie niektórzy hierarchowie w ostatniej dekadzie rozmywali niekompatybilność bycia katolikiem i masonem.

Warto jednak zaznaczyć, że gdy chodzi o ogólny, gruntowny ideał, to nic się nie zmieniło na przestrzeni ponad 200 lat. Masoneria chce zbudować świat całkowicie antropocentryczny, oparty wyłącznie o wolę człowieka niepodporządkowanego pryncypialnie de facto czemukolwiek.

Owszem, mason XVIII-wieczny być może nie był w stanie wyciągnąć wszystkich konkluzji ze swojej działalności; być może nie potrafiłby on sobie wyobrazić współczesnego świata ze wszystkimi przemianami obyczajowymi i społecznościowymi; być może przeraziłby się widząc pewne konsekwencje swoich ówczesnych działań, ale raz jeszcze podkreślam – ogólna zasada jest taka sama, czyli budowa świata opartego nie o wyraźny porządek natury ani tym bardziej o objawione Prawo Boże, tylko budowa świata, którego porządek społeczny jest skupiony wyłącznie na woli człowieka.

Być może XVIII-wieczni masoni uznawali pewien obiektywizm prawa naturalnego, ale mimo wszystko przeważał u nich antropocentryzm. Summa summarum niezależnie od tego, czy masoneria to artykułuje wprost czy nie, jej wizja państwa i świata koliduje wprost z porządkiem chrześcijańskim. Jeżeli cywilizacja chrześcijańska zakładała, iż porządek polityczny uwzględnia konsekwencje objawienia, Dekalogu itd., to siłą rzeczy przebudowanie społeczeństwa na model antropocentryczny oznacza odejście, tudzież likwidację dorobku cywilizacji chrześcijańskiej, który może pozostać co najwyżej w wymiarze spuścizny czysto kulturowej, mniej lub bardziej tolerowanej (dziś znacznie mniej niż bardziej), ale z pewnością nie jako zasadniczy element tożsamościowy.

Dlaczego najważniejsze dla masonerii jest obalenie Kościoła i porządku zbudowanego przez cywilizację chrześcijańską? Przecież do masonerii należało i należy wielu wpływowych katolików, wielu kapłanów, a nawet biskupów, którzy mówili o tym wprost, którzy się tym wręcz chwalili i szczycili.

Problem jest następujący: papieże potępili masonerię, ponieważ było to tajne zgromadzenie, a więc nie można poznać wprost jego celów. To po pierwsze. Po drugie: rzeczywistym celem masonerii na tyle, na ile można było to wywnioskować było i jest obalenie porządku chrześcijańskiego i Kościoła w sferze doczesnej.

Już sam fakt, że masoneria jest tajnym zgromadzeniem, które ma swoje rytuały jest z perspektywy nauki Kościoła nie do przyjęcia, ale i także z punktu widzenia bezpieczeństwa państwa, albowiem tajne stowarzyszenia to państwo w państwie, słynny, ale jakże realny „deep state”. Masoni do tego charakteru skrytości podchodzą bardzo poważnie. Dla przypomnienia: jakiś czas temu podczas jednego z masońskich rytuałów inicjacji w Nowym Jorku został zamordowany człowiek. Dlaczego tak się stało? Bo, jakkolwiek to nie zabrzmi, nie przeszedł on rytuału dochowywania tajemnicy. W ramach takiego rytuału strzelano do osoby przechodzącej masońską inicjację. To miała być symulacja strzału, tyle że okazała się, że broń była nabita a koniec końców ten człowiek został zastrzelony. Czy było to przypadkowe, czy celowe tego nie wiem, ale w świat poszedł jasny sygnał: mason ma dochować tajemnicy pod groźbą śmierci. Nie dochowa tajemnicy to zostanie zlikwidowany przez samą masonerię – to jest symbolika tego rytuału.

Wróćmy jeszcze na moment do tajności masonerii. Jeśli kieruje się ona taką zasadą to jednocześnie trzeba wysunąć wniosek, że niektórzy członkowie są lepiej wtajemniczeni, a niektórzy gorzej i w związku z tym nie zdają sobie sprawy z tego, jakie mogą być najwyższe cele działania takiej organizacji. Mniej wtajemniczeni, mówiąc brutalnie, często służą za pożytecznych idiotów. Ale bycie pożytecznym idiotą nie zwalnia z pewnych skutków prawnych. Powiedział Pan, że do masonerii przynależą katolicy, kapłani, a nawet biskupi. Otóż nie! Nie przynależą, bo z miejsca zaciągają na siebie ekskomunikę, czyli zostają odcięci od społeczności wiernych Kościoła. Co najwyżej może im się wydawać, że są katolikami, ale formalnie nimi nie są.

Wracając do elementu walki masonerii z Kościołem: jest wystarczająco dużo źródeł, publikacji masońskich, w których jest mowa wprost o przebudowaniu świata i odejściu od cywilizacji chrześcijańskiej i nie można mieć żadnych wątpliwości, jaki jest ostateczny cel masonerii. Ten cel ma typowo lucyferyczny aspekt i nie jest to żadna złośliwość, teoria spiskowa czy nadużycie z mojej strony. To Lucyfer był pierwszym umysłem, który postanowił budować jakiś doczesny porządek w oderwaniu od Boga, a w oparciu wyłącznie o samego siebie, i w takim porządku znaleźć swą doskonałość. Budowanie porządku doczesnego świata w totalnej abstrakcji, totalnym zaprzeczeniu Boga jest projektem lucyferycznym i dlatego jest to projekt nie do pogodzenia z religią katolicką. A pamiętajmy, że „anioł niosący światło”, to jest Lucyfer, to typowo masoński symbol.

Jak to jest z tymi stopniami wtajemniczenia w masonerii? Jedni twierdzą, że jest ich trzydzieści kilka, inni że siedem, a jeszcze inni, że sto pięćdziesiąt. Jedni twierdzą, że na ostatnim stopniu wtajemniczenia trzeba oddać pokłon Lucyferowi, inni że trzeba przejść na islam. Kto wymyśla takie teorie i czemu mają one służyć? A może to sami masoni rozpuszczają po świecie totalną dezinformację, żeby nikt nie wiedział, jaka jest prawda i żeby sprowadzić dyskusję o masonerii do kwestii pobocznych, a nie meritum?

Jest wielki problem z wiarygodnością w tej kwestii, ale nie tylko w tej. We Francji żyje ksiądz Michel Vion, który ma obecnie niecałe 80 lat. W przeszłości był on pastorem protestanckim jak i masonem. Tego typu ludzie czasem nawracają się i wstępują do Kościoła katolickiego. Ks. Vion opuścił Wielką Lożę we Francji, w której otrzymał 31. stopień wtajemniczenia, a następnie przedstawił światu swoje świadectwo o masońskich procedurach, inicjacjach, kolejnych stopniach wtajemniczenia. Są więc ludzie – byli masoni, którzy nawracają się na wiarę w Chrystusa i mówią nam, jak wygląda masoneria od wewnątrz.

Ale moim zdaniem, kiedy mówimy o masonerii, lepiej jest stronić od pewnych sensacji, które nie są łatwe do zweryfikowania i potwierdzenia, jak na przykład ta, że ktoś składa pokłon Lucyferowi. O wiele łatwiej powiedzieć, że masoneria to projekt lucyferyczny, bo jego orientacja w oderwaniu od obiektywnego porządku Bożego jest z natury rzeczy lucyferyczna. To nie wymaga dowodu, bo to fakt, natomiast to, czy ktoś oddaje pokłon Lucyferowi… Ja nie mam możliwości zweryfikowania takiego twierdzenia i chyba nikt poza samymi masonami nie może tego potwierdzić bądź temu zaprzeczyć. Moim zdaniem to jest jednak nieistotne dla naszych rozważań, ponieważ w ten sposób skupia się uwagę na wątkach sensacyjnych odwracając uwagę od meritum: istnieje potężna organizacja mająca ponadnarodowe powiązania, która jest w stanie wpływać na ustawodawstwo konkretnych państw, co z kolei powoduje erozję naszej cywilizacji, w kierunku, o którym wspomniałem.

W momencie, kiedy skupiamy się na tym, czy na 31., czy na 33. stopniu wtajemniczenia przechodzi się na islam odchodzimy od tego, co jest najistotniejsze. Wewnętrzne procedury masonów są po pierwsze trudne do udowodnienia, a po drugie, powtarzam raz jeszcze – ma to odwracać naszą uwagę. Papiestwo nie dlatego potępiło masonerię, że ktoś oddaje cześć szatanowi, tylko dlatego, że ten projekt ma konkretne cele i prowadzi do konkretnych skutków, a w praktyce jak i w założeniach ten projekt zwalcza Kościół katolicki i wpływ Kościoła na społeczeństwo.

Wiele się mówi o rozdziale państwa i Kościoła. Bardzo często ci, którzy rzucają takie hasło popierają jednak cudzołożny związek państwa z masonerią. Można powiedzieć, że masoneria jest w pewnym sensie kontr-Kościołem niezależnie od tego, czy jej członkowie zdają sobie z tego sprawę, czy nie. Masoneria to „świecki kościół”, który rości sobie prawo do budowy nowego społeczeństwa bez Stwórcy; to o wiele istotniejsze w tej kwestii, niż ewentualne ciekawostki dotyczące stopni przynależności do masonerii.

Dlaczego francuskie loże masońskie cieszą się tak dużym zainteresowaniem u polskich wolnomularzy? Przecież nie starczyłoby nam czasu, gdybyśmy zaczęli wymieniać Polaków, którzy zaliczyli „inicjację” właśnie u francuskich masonów…

W XVIII wieku polskie elity były całkowicie zwrócone na Paryż. Nasza młodzież w rodzinach arystokratycznych mówiła do siebie po francusku; było w tym wyrachowanie jak i snobizm.

XVIII-wieczne powiązania Warszawy z Paryżem skutkowały powiązaniami z lożami francuskimi. Następnie mamy okres napoleoński, kiedy Bonaparte roznosi na bagnetach po całej Europie swój Kodeks Cywilny, a w Polsce był postrzegany jako główny sojusznik w walce o niepodległość. To, że zostaliśmy cynicznie zinstrumentalizowani w jego rozgrywce nie miało wówczas dla naszych elit znaczenia, ponieważ Polska była maksymalnie zwrócona na Francję. Sama Rewolucja francuska była postrzegana jako okazja do osłabienia naszych zaborców, więc można powiedzieć, że wpływy masonerii w Polsce były jak najbardziej właśnie znad Sekwany. To nie znaczy, że później, w ramach na przykład zaboru pruskiego nie powstawały inne loże mające orientację na Berlin, bo i takie powstawały, ale pierwotnie to wpływy francuskie były zdaje się najsilniejsze.

Zresztą i podobnie było w XX wieku, kiedy za czasów komuny emigracja intelektualistów obierała za swój cel Francję, i tam mogły zachodzić kolejne powiązania z masonerią.

Oczywiście, są różne gałęzie masonerii, które są nawet mniej lub bardziej masońskie. Niektórzy ludzie podchodzą bowiem do masonerii jak do jakiegoś elitarnego klubu, gdzie można się spotkać, zapalić cygaro, napić koniaku i porozmawiać o „sprawach ważnych”. Choć tacy ludzie albo udają, że nie wiedzą do jakiej organizacji należą, albo im to nie przeszkadza.

Przy czym, gdyby zapytał mnie Pan, czym różni się np. Polska Masoneria Narodowa od francuskiego Wielkiego Orientu, to powiedziałbym, że nie wiem i nie będę tego sprawdzał, ponieważ to nie jest sedno sprawy, choć z pewnością można na tym zarabiać pieniądze pisząc bardziej lub mniej wiarygodne książki.

Ba! Różne ośrodki mogą być częściowo ze sobą skłócone rywalizując o pewne wpływy, co w jakimś stopniu pomniejsza ich skuteczność, aczkolwiek co do pewnego rodzaju meritum niezależnie od kwestii spornych loże ze sobą współpracują – jak pojawiają się nowe ustawy społeczne uderzające w chrześcijański porządek, to widać, że wprowadza je jeden kraj po drugim. Moim zdaniem tutaj nie ma przypadku, jeśli chodzi o zbieżność chronologiczną. To wskazuje nam, że nie tyle obywatele danych krajów myślą tak samo, tylko że pewne ośrodki decyzyjne realizują tę samą agendę. Masońską. Nie ma w tym żadnego spisku: sama masoneria mówi, że jest to właśnie ich agenda.

Dziękuję za rozmowę Tomasz D. Kolanek

Drugą część rozmowy opublikujemy 17 stycznia 2024r.

Pope Francis and the “Global Conflict” in 2024

Pope Francis and the “Global Conflict” in 2024

by Roberto de Mattei January 16, 2024 .tfp.org/pope-francis-and-the-global-conflict-in-2024

Pope Francis and the “Global Conflict” in 2024
Pope Francis and the “Global Conflict” in 2024
Photo: © Mazur/catholicnews.org.uk,

What is the state of the world in this opening of 2024? Pope Francis outlined a broad picture in his Jan. 8 address to ambassadors to the Holy See, gathered for the traditional New Year’s audience.

There is a first point that deserves to be emphasized. Pope Francis does not habitually quote Pius XII. This time, he did so twice in the same speech, referring back to Pius XII’s famous Radio Message to the Peoples of the Whole World of December 24, 1944, in which the Pope proposed the foundations of a new international order, developing important concepts, such as the difference between the “people” and the “mass,” which constitutes the degeneration of democracy. This speech of Pius XII deserves to be reread in the run-up to the European elections in June 2024.

But the salient point of Pope Francis’ speech was when he said that alongside the reality, which he has repeatedly denounced, of a “world war in pieces,” he sees the danger of a “true global conflict” approaching. The reference is to the threat of nuclear carnage, which has never been closer than in recent years.

“I see no reason why we should not use nuclear weapons,” said Russian political scientist Aleksander Dugin recently. In an article published in The Spectator on Jan. 6, two days before Pope Francis’ speech, Edward Stawiarski, who met personally with Dugin, writes that he considers the invasion of Ukraine a “Holy War” against the “Satanism” of the West: “It is a major event, perhaps the biggest in history.” According to Dugin, “We are in a situation where either Ukraine will in the future cease to exist and will become part of south and western Russia, or there will be no Russia. Not Russia as it is now. The trouble is there is also a third possibility, where there will be nobody. Neither Russia nor Ukraine nor humanity nor the West.’ The nuclear option, in other words.”

Stawiarski writes, “Dugin explicitly warns that it is folly to ridicule Russia’s reasons for going to war. ‘Eschatology is present in our minds and influences our decisions,’ he says. ‘You can laugh at it, but you should remember that you laugh at people with nuclear weapons. I see no reason why we should not use them or why Putin will hesitate to use them if Russia starts to fail.”

It is difficult to say to what extent Dugin is the “voice” of Vladimir Putin. However, in some circles of the so-called “identity” right, he is regarded as a “master of thought.” In these circles, hatred of the West parallels enthusiasm for Putin’s Russia, seen as the only bastion of traditional values in a corrupt world. Dugin hints that a nuclear war would have neither winners nor losers, but he sees an opportunity for humanity in the global conflict. To the “Great Reset” of the West, he opposes a Russian nuclear “Great Reset” that, through a “reset” of the situation, would allow the forces of the Gnostic tradition to rise, Phoenix-like, from chaos.If Dugin’s vision is “eschatological,” what is missing in Pope Francis’ discourse is precisely that “theology of history” that constitutes the only possible key to interpreting the events of our times. Pope Francis has repeatedly criticized “Pelagianism,” the heresy whereby man trusts only in his own strength, emancipating himself from the help of grace. But the supernatural power of grace does not appear in Pope Francis’ Jan. 8 address, not even when he condemns surrogacy, wishing, like Italian Prime Minister Giorgia Meloni, that it would become a universal crime, or when he attacks the “ideological colonization” of gender, in a perspective that can be shared even on the basis of natural law alone. A natural law, which has moreover been heavily offended by a document signed by Francis himself, such as the Declaration Fiducia Supplicans published on December 18, 2023 by the Dicastery of the Doctrine of the Faith.

But where the Pontiff’s lack of supernatural perspective most surfaces is when he singles out hunger, exploitation and the climate crisis as the main roots of the looming planetary war, without ever mentioning sin, that is, the transgression of divine and natural law, which Popes Benedict XV and Pius XII defined as the main cause of World War I and World War II.

Pope Francis, on March 25, 2022, consecrated Russia and Ukraine to the Immaculate Heart of Mary, but he seems to be unaware that at Fatima itself, in 1917, Our Lady said that wars were a consequence of the sins of men and that only the conversion of humanity would prevent them. A single sin is in itself more serious than a nuclear war because the spiritual death of a soul is a worse misfortune than any physical death. The Pope and bishops have a duty to remind a world immersed in hedonism of these elementary truths of the Catholic Faith.

The consequences of sin are not only individual but social because society has its foundation in the objective order of moral values. In this sense, as Pius XII explained in his first encyclical, Summi Pontificatus, of Oct. 20, 1939, estrangement from Jesus Christ and disavowal of natural law are at the origins of wars and the disintegration of society. International conflicts have their only solution in the Divine Redeemer of Humanity.

Pius XII, in the speech quoted by Pope Francis recalled this in words that Pope Francis did not quote: “Our gaze is spontaneously carried from the bright Child of the crib to the world around us, and the sorrowful sigh of the Evangelist John rises to our lips: ‘Lux in tenebris lucet et tenebrae eam non comprehenderunt’ (Io. I, 5): The light shines in the darkness and the darkness did not comprehend it. (…) The cradle of the Savior of the world, of the Restorer of human dignity in all its fullness, is the point marked by the covenant between all men of good will. There the poor world, torn by discord, divided by selfishness, poisoned by hatreds, will be granted light, love restored and will be given to set out, in cordial harmony, toward the common goal, to find at last the healing of its wounds in the peace of Christ.”

„Żyd spełniony”. Dlaczego nad Dniem Judaizmu unosi się duch błędu, a nie świadectwa konwertytów?

„Żyd spełniony”. Dlaczego nad Dniem Judaizmu unosi się duch błędu, a nie świadectwa konwertytów? 

https://pch24.pl/zyd-spelniony-dlaczego-nad-dniem-judaizmu-unosi-sie-duch-bledu-a-nie-swiadectwa-konwertytow/


Stary Testament jako zapowiedź wyczekiwanego Mesjasza dopełnił się wraz z przyjściem na świat Chrystusa. To na Pana Jezusa z tęsknotą czekali Żydzi – z których przeważająca część, niestety okazała się wiarołomna i odrzuciła Zbawiciela. Błąd poprzednich pokoleń zauważył jednak w historii niejeden wyznawca rabinicznego judaizmu. Fakt ten owocował niejednokrotnie spektakularnymi nawróceniami…

Dlaczego to nie ich duch – a atmosfera relatywizacji zbawczej jedyności Chrystusa i Jego Kościoła towarzyszy obchodom „Dnia Judaizmu” w Polsce?

We wtorek 17 stycznia przypada kolejny już „Dzień Judaizmu” w polskim Kościele katolickim. Twarzą obchodów jest nikt inny, jak obdarzony przez Franciszka kardynalską purpurą łódzki ordynariusz. W radomskim kościele św. Jana Chrzciciela będzie on przewodniczył „nabożeństwu słowa bożego”. Zostanie tam także odtworzone przesłanie rabina Michaela Schudricha.

Kardynał Ryś tuż przed organizacją obchodów rozmawiał z Katolicką Agencją Informacyjną. W trakcie wywiadu podzielił się z odbiorcami dramatycznie mylącym przesłaniem: powołując się na kontrowersyjną deklarację soborową Nostra Aetate kardynał przekonywał, że Żydzi pozostają „narodem wybranym” – a zatem dotyczące ich Stare Przymierze wciąż obowiązuje. Jak dodał – Kościół miał jakoby „błędnie” nauczać przeciwnych treści przez większość swojego istnienia…

Purpurat zdaje się zapominać, że sednem Starego Testamentu było przecież oczekiwanie na Mesjasza, który wypełniłby Prawo i proroków. Jak można, z szacunkiem dla zasady niesprzeczności, pogodzić przekonanie o aktualności przymierza Mojżeszowego z wiarą w Mesjaństwo Chrystusa? Skoro Syn Boży istotnie objawił się dawnemu narodowi wybranemu, to na kogo jeszcze tamten ma oczekiwać?

Jeszcze bardziej martwi relatywizacja zbawczej jedyności Chrystusa i Kościoła Powszechnego, jaka podszywa „Dzień Judaizmu”. A przecież można by zupełnie inaczej… Zamiast usilnych prób zamiecenia pod dywan dystansu, jaki od chrześcijaństwa dzieli judaizm rabiniczny, wystarczyłoby postawić świadectwo wybitnych konwertytów z tej religii…

Ich historie są źródłem poruszających świadectw. Wypełnienie Starego Testamentu w Chrystusie dostrzegł chociażby ceniony polsko-żydowski poeta Roman Brandstaetter. Co kluczowe w kontekście „Dnia Judaizmu”, konwersję na chrześcijaństwo postrzegał on jako naturalną konsekwencję przywiązania do mojżeszowego przymierza, wyniesionego z podtarnowskiego domu.

„Dopełniwszy Stary Testament Nowym stał się, wedle własnych słów, Żydem spełnionym”, streszcza drogę literata do chrześcijaństwa Aleteia.org. „Po prostu uznałem Nowy Testament za całkowite wypełnienie Obietnicy Pańskiej zawartej w Starym Testamencie. Cała reszta była dla mnie logiczną konsekwencją tego faktu”, przypomina portal słowa szeroko znanego pisarza i biblisty.

Konwersja pisarza, choć Brandstaetter robił co mógł, by światła wiary nie trzymać pod korcem, nie odbiła się tak szerokim echem, jak nawrócenie głównego rabina Rzymu w II połowie XX wieku. Izrael Zolli – bo tak było na imię prominentnemu uczonemu z żydowskiej rodziny – wstrząsnął światem, gdy tuż po wojnie, w 1945 roku z całą swoją rodziną przyjął chrzest i zrezygnował z funkcji przełożonego stołecznej gminy. Przyjął również chrześcijańskie imię Eugenio. 

Już podczas wojny Zolli współpracował z papieżem Piusem XII i organizacjami katolickimi na rzecz ratowania Żydów przed Holokaustem. W kolejnych latach wojennej zawieruchy nabrał zaś pewności, że wypełnieniem starotestamentalnych obietnic jest Jezus Chrystus. Świadectwo swojego nawrócenia Zolli zawarł w książce zatytułowanej „Nazarejczyk”.

Koronne historie żydowskich nawróceń przedstawiają życiorysy Edyty Stein – świętej Teresy Benedykty od Krzyża i Alfonsa Ratisbonne’a. Zachęcamy, by z „Dnia Judaizmu” zrobić jedyny możliwy użytek i poznać świadectwo ich życia. Poświęcony im tekst można przeczytać klikając w link.

https://pch24.pl/zydzi-ktorzy-nie-bali-sie-pojsc-za-prawda-czego-ucza-nas-sw-edyta-stein-i-alfons-ratisbonne/

Źródła: aleteia.org, PCh24.pl

„Coraz mniej szopki, coraz więcej chanuki”. Ks. Skrzypczak o mesjanizmie Lubawiczerów

„Coraz mniej szopki, coraz więcej chanuki”. Ks. Skrzypczak o mesjanizmie Lubawiczerów

https://www.fronda.pl/a/Coraz-mniej-szopki-coraz-wiecej-chanuki-Ks-Skrzypczak-o-mesjanizmie-Lubawiczow,225443.html


„W naszej kulturze zachodniej jest coraz mniej szopki, a za to coraz więcej chanuki. Stawianej w miejscach publicznych. Z jednej strony my Europejczycy zgadzamy się na marginalizowanie Bożego Narodzenia, kpiny z przesłania tego święta. Niektórym nawet samo słowo nie przejdzie przez gardło czy klawiaturę, natomiast w tym samym społeczeństwie zaczyna narastać ten symbol, który jest symbolem mesjańskim” – zauważa ks. prof. Robert Skrzypczak.

Pod hasłem „SZALOM. Pokój – dar Boga” obchodzą dziś XXVII Dzień Judaizmu w Kościele katolickim w Polsce. Ciekawym zbiegiem okoliczności tego dnia Sejm zajął się wnioskiem prokuratury o uchylenie immunitetu posłowi Konfederacji Grzegorzowi Braunowi. Wśród zarzutów, które chce mu postawić prokuratura, są również te związane z jego „haniebnym zachowaniem” w grudniu, kiedy to za pomocą gaśnicy zgasił w Sejmie chanukiję. Wydarzenia te zachęcają nas, aby przyjrzeć się świętu Chanuki. O różnicach pomiędzy biblijnym świętem Poświęcenia Świątyni a wyrosłą z niego współczesną Chanuką kilka dni temu w rozmowie z red. Filipem Memchesem opowiedział na antenie Polskiego Radia 24 ks. prof. Robert Skrzypczak.

– „Dla Żydów to święto, które nazywane było świętem Poświęcenia Świątyni, które było obchodzone w zimie, potem w rodzinach żydowskich znalazło wyraz w postaci świętowania Chanuki. A chanuka to po prostu nazwa świecznika. To było świętowane w domach, miało charakter rodzinny, edukacyjny.

Natomiast do przestrzeni publicznej symbol chanuki i świecznika zimowego przeniósł rabin Menachem Mendel Schneerson, siódmy potomek dynastii z Lubawicza, on sam był nazywany Lubawiczem; mesjaszem z Brooklynu” – wyjaśnił teolog.

Z Lubawiczem wiąże się grupa chasydzka znana jako Chabad-Lubawicz.

– „Posiada silne elementy mesjanizmu i przesłanie nadziei Jahwe, który z największego cierpienia jest w stanie wyprowadzić dobro. Jest silnie misyjny, wychodzi ze swoimi celami poza świat żydowski i dociera do innych wyznań czy nawet niewierzących. Stawia mocny wykrzyknik na działalności charytatywnej, ale jest także mocno skupiony na działalności na rzecz przeobrażenia tego świata” – scharakteryzował ten nurt ks. prof. Skrzypczak.

Wyznawców mesjanizmu Lubawiczów wyróżnia przekonanie, wedle którego nie istnieje nic poza światem widzialnym, dlatego należy zaangażować wszystkie możliwości w czynienie lepszym tego doczesnego świata.[Precyzuję: Tylko dla „bliźnich”, nie dla goim. MD]

Ks. prof. Skrzypczak zwrócił uwagę, że dopiero po skandalu z udziałem posła Brauna pojawiło się pytanie o obecność świecy chanukowej w polskim parlamencie.

– „To pytania mogło pojawić się w umysłach wielu już wcześniej, ale nikt tych pytań nie zadawał. Zwróćmy uwagę, że chanuka pojawia się zazwyczaj w miejscach publicznych, w miejscach gdzie zapadają decyzje dotyczące globalnych problemów tego świata, w miejscach gdzie styka się polityka z finansami. Chanuka była świętowana nie tylko w Sejmie i Pałacu Prezydenckim, ale i na Katolickim Uniwersytecie Lubelskim, w Berlinie na centralnym placu, w Parlamencie Europejskim, a w ogóle największą chanukę wystawili na placu Majdanu w Kijowie w ubiegłym roku” – zauważył duchowny.

Za świecą chanukową ustawiono natomiast wizerunek Menacha Schneersona, twórcy ruchu bardzo dziś aktywnego w głównych nurtach polityki. To jednak nie zaangażowanie tego ruchu w światową politykę jest w ocenie gościa Polskiego Radia najbardziej niepokojące z punktu widzenia chrześcijan.

– „To, co mnie, biednego księdza katolickiego zainteresowało, to ta zbieżność, że jak idzie Boże Narodzenie, to przynajmniej w naszej kulturze zachodniej jest coraz mniej szopki, a za to coraz więcej chanuki. Stawianej w miejscach publicznych. Z jednej strony my Europejczycy zgadzamy się  na marginalizowanie Bożego Narodzenia, kpiny z przesłania tego święta. Niektórym nawet samo słowo nie przejdzie przez gardło czy klawiaturę, natomiast w tym samym społeczeństwie zaczyna narastać ten symbol, który jest symbolem mesjańskim” powiedział teolog.

Ta rzeczywistość stawia nas dziś przed bardzo konkretnym pytaniem.

– „Trzeba zadać sobie kluczowe pytanie, czy mesjaszem jest Jezus z Nazaretu i symbolem jego przyjścia na świat jest szopka oraz wyciągnięte ręce, które kiedyś zawisną na krzyżu aby zniszczyć całe zło i cały grzech całego świata? Czy mesjaszem jest jakaś nowa koncepcja, którą reprezentuje chanuka, która prezentuje mesjanizm polityczny, społeczny, którego celem nie jest inny świat, Królestwo Boże, ale naprawianie, ulepszanie tego świata. Natomiast przedmiot zainteresowania stanowi jakość życia między porodówką a cmentarzem. Uświęcenie czegoś, co my nazywamy tymczasowością, gdzie nie ma życia wiecznego, Trójcy Świętej, Zmartwychwstania, nie ma nieba” – wyjaśnił.

Życie na linie. I. Zamach stanu opanowany.

Życie na linie

Pędząca Glizda, 17 I 2024

Była sobie spółdzielnia robót wysokościowych „Okienko” . W tej spółdzielni pracował Chyży Rój. Pewnego dnia kierownikiem robót w elektrociepłowni Bukowiec został niejaki Kurowski [ps. „Siwy” md] . Część pracowników, w tym Chyży Rój malowała stojąc na ziemi framugi drzwi i ścianki pomieszczeń socjalnych, a część poruszając się na specjalnych ławeczkach zawieszonych na rolkach nad czynnymi, rozpalonymi piecami czyściła i malowała sufit oraz wysokie partie ścian.

Kurowski jako brygadzista wyznaczył inną stawkę za metr pomalowanej ściany w kiblu czy pokoiku socjalnym, a inną za malowanie nad rozgrzanym piecem. Robota była terminowa, podpisano wysokie kary konwencjonalne za opóźnienia, więc brygadzista gonił ludzi do roboty. W tej sytuacji Chyży Rój, który nigdy nie palił się do pracy, natomiast wyjątkowo lubił kasę, urządził strajk. Nie było to trudne, wystarczyło kupić alkohol i zioło aby chłopcy popadli w nirwanę. Kurowski próbował przemówić koledze do rozumu, odwoływał się do solidarności pracowniczej, ale to nie działało.

Wyprowadził więc go za budynek administracji i nałożył mu po pysku. Podziałało. Zamach stanu został opanowany z pożytkiem dla wszystkich.

C D N

Zbieżność nazwisk i sytuacji jest przypadkowa. W kolejnych odcinkach mojej opowieści poznają państwo losy innych osób pracujących w spółdzielni „Okienko”

=================================

mail: Dociekliwy:

Czy to okienko może było w dachu?

Zbrodnie wojenne Izraela są dokładnym odbiciem izraelskiego społeczeństwa. Wywiad z byłym żołnierzem sił specjalnych Izraela

Wywiad z Miko Peled, byłym żołnierzem sił specjalnych Izraela

Zbrodnie wojenne Izraela są dokładnym odbiciem izraelskiego społeczeństwa.

https://www.unz.com/article/the-idfs-war-crimes-are-a-perfect-reflection-of-israeli-society/

Trzy miesiące po izraelskim bombardowaniu Gazy okrucieństwa, których IDF [wojsko izraelskie] dopuściła się wobec Palestyńczyków, są zbyt liczne, aby je wymienić. Izrael przeprowadza długotrwały atak na najważniejsze środki utrzymania narodu palestyńskiego – niszcząc domy, szpitale, infrastrukturę sanitarną, źródła żywności i wody, szkoły i nie tylko.

Aby zrozumieć ludobójczą kampanię rozgrywającą się na naszych oczach, musimy zbadać korzenie izraelskiego społeczeństwa. Izrael jest osadniczym państwem kolonialnym, którego istnienie zależy od eliminacji Palestyńczyków. W związku z tym Izrael jest głęboko zmilitaryzowanym społeczeństwem, którego obywatele wychowują się w środowisku rewizjonizmu historycznego i indoktrynacji, wybielających zbrodnie Izraela, jednocześnie kultywując głęboko zakorzeniony rasizm wobec Palestyńczyków.

Miko Peled, były żołnierz sił specjalnych IDF i autor książki „General’s Son: Journey of an Israeli in Palestine”, dołącza do raportu Chrisa Hedgesa, aby przeprowadzić szczerą rozmowę na temat zniekształceń historii i rzeczywistości leżących u podstaw izraelskiej tożsamości.

TRANSKRYPCJA

Chris Hedges:

Armia izraelska, znana jako Izraelskie Siły Obronne (IDF), jest integralną częścią izraelskiego społeczeństwa. Prawie wszyscy Izraelczycy odbywają trzyletnią służbę wojskową, większość kontynuuje służbę w rezerwie do średniego wieku. Jej generałowie często odchodzą na emeryturę, aby zająć wyższe stanowiska w rządzie i przemyśle. Dominacja wojska w społeczeństwie izraelskim pomaga wyjaśnić, dlaczego wojna, militarystyczny nacjonalizm i przemoc są tak głęboko osadzone w ideologii syjonistycznej.

Izrael jest następstwem zmilitaryzowanego ruchu kolonialnego osadników, który szuka swojej legitymizacji w mitach biblijnych. Zawsze starał się rozwiązać z użyciem przemocy niemal każdy konflikt: czystki etniczne i masakry Palestyńczyków znane jako Nakba lub katastrofa w latach 1947–1949, wojna sueska w 1956 roku, wojny z arabskimi sąsiadami w latach 1967 i 1973, dwie inwazje na Liban, intifady palestyńskie i seria ataków wojskowych na Gazę, w tym ostatni. Długa kampania mająca na celu okupację ziemi palestyńskiej i czystkę etniczną [znaczy: zabijanie md] Palestyńczyków jest zakorzeniona w syjonistycznych organizacjach paramilitarnych, które utworzyły państwo izraelskie i jest kontynuowana w IDF.

Nadrzędnym celem kolonializmu osadniczego jest całkowity podbój ziemi palestyńskiej. Nieliczni izraelscy przywódcy, którzy starali się rządzić w wojsku, jak na przykład izraelski premier Levi Eszkol, zostali zepchnięci na bok przez generałów. Niepowodzenia militarne, jakie poniósł Izrael w wojnie z Egiptem i Syrią w 1973 roku, a także podczas izraelskich inwazji na Liban, jedynie napędzają skrajnych nacjonalistów, którzy porzucili wszelkie pozory liberalnej demokracji. Mówią otwartym językiem apartheidu i ludobójstwa. Ci ekstremiści stali za zabójstwem premiera Icchaka Rabina w 1995 roku i niezastosowaniem się Izraela do Porozumień z Oslo.

Ekstremizm ten zaostrzył się obecnie w wyniku ataku z 7 października, w którym zginęło około 1200 Izraelczyków. Nieliczni Izraelczycy, którzy sprzeciwiają się militarystycznemu nacjonalizmowi, zwłaszcza po 7 października, zostali uciszeni i prześladowani w Izraelu. Ludobójcza przemoc jest niemal wyłącznie językiem, którego używają izraelscy przywódcy, a obecnie również żydzi izraelscy, rozmawiając z Palestyńczykami i światem arabskim.

Aby omówić rolę wojska w społeczeństwie izraelskim, dołącza do mnie Miko Peled.

——————-

Ojciec Miko był generałem armii izraelskiej. Miko był członkiem izraelskich sił specjalnych, choć rozczarowany wojskiem, przeszedł z roli kombatanta do roli medyka. Po wojnie w Libanie w 1982 roku zakopał swoją odznakę służbową. Jest autorem książek Syn generała: podróż Izraelczyka do Palestyny oraz „Injustice: The Story of the Holy Land Foundation Five”.

Dorastałeś, byłeś dzieckiem, kiedy twój ojciec był generałem w IDF. To wpajanie etosu wojskowego rozpoczęło się bardzo wcześnie i już w szkołach. Czy możesz o tym porozmawiać?

Miko Peled:

Jasne, dziękuję, że mnie zaprosiłeś, Chris. Dobrze jest znowu być z wami i porozmawiać.

A więc zaczyna się przed wojskiem. Zaczyna się już w przedszkolu. Zaczyna się, gdy dzieci zaczynają mówić i chodzić. Zawsze powtarzam, że znałem kolejność stopni w wojsku, zanim poznałem alfabet i dotyczy to wielu izraelskich dzieci. Izraelski system edukacji jest taki, że prowadzi młodych Izraelczyków do zostania żołnierzami i służenia państwu apartheidu oraz służeniu w tym ludobójczym państwie, jakim jest państwo Izrael. To ogromna część tego procesu. A u mnie wiązało się to z mega dawkami, ponieważ kiedy ojciec był generałem, a szczególnie przedstawiciele tego pokolenia generałów z 1967 roku, byli jak bogowie Olimpu. Wszyscy znali ich imiona.

Pamiętam, że w Dniu Niepodległości w szkołach mieliśmy małe flagi, nie tylko flagi Izraela, ale flagi IDF z wizerunkami generałów IDF, ze zdjęciami wojska, wszelkiego rodzaju symbolami wojskowymi i tak dalej. Kiedy byłem dzieckiem, nadal organizowano paradę wojskową. To jest wszędzie i jest nieuniknione. Jak powiedziałeś, słyszy się to, gdy idzie się ulicą, słychać to w wiadomościach, słyszy się to w rozmowach, słyszy się to w szkołach, czyta się to w podręcznikach i nie ma miejsca na rozwijanie sprzeciwu. Nie ma miejsca na rozwijanie w sobie poczucia, że sprzeciw jest w porządku, że sprzeciw jest możliwy. A w tych nielicznych przypadkach ludzie rzeczywiście stają się dysydentami, dzieje się tak albo dlatego, że ich rodziny mają tradycję komunistyczną, albo bardziej postępową i w jakiś sposób jest to część ich tradycji, ale jest to mniejszość mniejszości. Ogólnie rzecz biorąc, Izrael stoi z armią i Izrael jest armią. Nie można oddzielić Izraela od jego armii, od jego wojska.

Chris Hedges:

Porównajmy mit, że w szkole uczono Cię o IDF, z rzeczywistością.

Miko Peled:

Ponownie, przekazywano mi to w domu w większych dawkach, ponieważ mój ojciec i jego towarzysze byli częścią mitologii 1948 roku.

Byliśmy mali, zaradni i sprytni, dlatego w 1948 roku byliśmy w stanie pokonać te arabskie armie i tych arabskich zabójców, którzy przybyli, żeby nas zabić itd. i zniszczyć nasze raczkujące małe państwo żydowskie. I dzięki naszemu bohaterstwu –wspomniałeś o biblijnym powiązaniu – ponieważ jesteśmy potomkami króla Dawida i Machabeuszów i tę zaradność i siłę mamy w genach, udało nam się stworzyć państwo a potem za każdym razem, gdy atakowali, byliśmy tam. Potrafiliśmy się bronić, zwyciężyć i tak dalej.

To jest wszędzie. Z drugiej strony, w moim przypadku dzieje się tak za każdym razem, gdy spotyka się większa, dalsza rodzina lub moi rodzice spotykają się ze swoimi przyjaciółmi. W wielu przypadkach ojcowie byli także towarzyszami broni.

Historie bitew, historie podbojów; każde miasto w Izraelu ma plac IDF. Nazwy ulic na cześć różnych jednostek różnych generałów są w całym kraju, nazwy ulic, na których odbywały się bitwy – są wszędzie. Dopiero gdy miałem około 40 lat, albo trochę mniej niż 40, po raz pierwszy zetknąłem się z inną narracją, historią palestyńską, i było to niewiarygodne. Ktoś mi mówił, że dzień jest nocą, a noc jest dniem, albo świat jest płaski, czy jakkolwiek chcesz dokonać porównania, to było niesamowite. Mówią mi, że to co wiem, że jest prawdą, bo słyszałem to w szkole i czytałem w książkach, i słyszałem od ojca i od mamy, i od znajomych, że to wszystko nie jest prawdą. I odkryjesz, jeśli pójdziesz ścieżką, którą wybrałem, tą podróżą Izraelczyka do Palestyny, że była to przerażająca zbrodnia przeciwko ludzkości.

Na tym właśnie polegało to tak zwany bohaterstwo, wcale nie był to bohaterstwo. Była to dobrze wyszkolona, wysoce zmotywowana, dobrze zindoktrynowana i dobrze uzbrojona milicja, która następnie stała się IDF. Ale kiedy to się zaczęło, wciąż była to milicja, dziś nazwano by ją organizacją terrorystyczną, która wystąpiła przeciwko ludziom, którzy nigdy nie mieli sił zbrojnych, którzy nigdy nie mieli czołgów, którzy nigdy nie mieli samolotów bojowych, którzy nigdy nie byli przygotowani, nawet zdalnie, do bitwy lub do szturmu. Następnie musisz dokonać wyboru: jak to połączyć? Różnice to nie niuanse, różnice są ogromne. Postanowiłem sam zbadać sprawę i dowiedzieć się, kto mówi prawdę, a kto nie. A moja strona nie mówiła prawdy.

Chris Hedges:

Jak wyjaśnili wydarzenia takie jak Nakba – masakry, które miały miejsce w latach 48 i 56, masowe czystki etniczne, które miały miejsce w 1967 roku? Jak wyjaśniono ci to w tej mitycznej narracji? W takim razie zastanawiam się, czy mógłbyś, ponieważ wiele działań, o których wspomniałeś, które IDF musiało przeprowadzić, ma charakter dość brutalny, zabijanie, masowe zabijanie cywilów, o Gazie możemy porozmawiać za chwilę. Jaki to miało wpływ na społeczeństwo, na ludzi, którzy dopuścili się tych zabójstw i, oczywiście, ostatecznie na ogromne więzienia, tortury i wszystko inne? Zacznijmy jednak od tego, jak mit poradził sobie z tymi wydarzeniami, a następnie porozmawiajmy o traumie, jaką niesie ze sobą izraelskie społeczeństwo z powodu popełnienia tych zbrodni wojennych.

Miko Peled:

Moje pokolenie wiedziało, że było kilka przypadków „zgniłych jabłek”, które dopuściły się straszliwych zbrodni. I przyznaliśmy, że był Deir Yassin, czyli wieś na obrzeżach Jerozolimy, spokojna wieś, w której miała miejsce straszliwa masakra. Potem wiedzieliśmy, że Ariel Sharon był trochę wariatem i zabrał komandosów, którymi dowodził w latach 50., udał się na Zachodni Brzeg, udał się do Gazy i dopuścił się aktów straszliwych masakr. Nadal był bohaterem, darzonym przez wszystkich wielkim szacunkiem, ale wiedzieliśmy, że były pewne przypadki… każde wojsko, każdy naród popełnia błędy i wtedy zdarzają się takie rzeczy. Ale nigdy nie było poczucia, że to w jakiś sposób pomniejsza lub szkodzi wizerunkowi nas jako moralnej armii.

Istnieje wiele historii o tym, jak żołnierze poszli i z dobroci serca postanowili nie krzywdzić cywilów. I ci sami cywile poszli a następnie ostrzegli wroga, że nadchodzimy. I ci sami dobrzy izraelscy żołnierze zapłacą cenę i zginą.

Dlatego jest to przedstawiane jako ograniczone przypadki. Nakba nie była tematem, o którym kiedykolwiek dyskutowano. Jestem pewien, że nie mówi się o tym dzisiaj, a już na pewno nie w szkołach. W dzisiejszych izraelskich szkołach nie wolno wspominać o Nakbie. Ministerstwo Edukacji wydało zarządzenie, które zabrania nawet Palestyńczykom wspominania o Nakbie. Nikt nigdy o tym nie mówił.

A Arabowie odeszli. Co zamierzacie zrobić? Była wojna, wszyscy ci ludzie odeszli i tak jest.

Zatem nic z tego nigdy w żaden sposób nie zaszkodziło wizerunkowi nas jako tej chwalebnej, bohaterskiej armii, potomków króla Dawida i innych wielkich tradycji żydowskiego bohaterstwa, nic z tego nigdy, przenigdy nie zaszkodziło nam. Nie ma więc żadnej traumy, bo nie zrobiliśmy nic złego. Jeśli ktoś zrobił coś złego, cóż, był to przypadek zgniłych jabłek, ograniczał się do konkretnych okoliczności, konkretnej osoby, konkretnej jednostki, a szaleni ludzie są wszędzie.

Co zamierzasz zrobić?

To nigdy nie było przedstawiane jako systemowe. Dzisiaj mamy historię, więc możemy spojrzeć wstecz i jeśli rzeczywiście zwrócimy uwagę, jeśli czytamy literaturę i słuchamy Palestyńczyków – dzisiaj istnieje wspaniała organizacja pozarządowa o nazwie Zochrot, której misją jest podtrzymywanie pamięci miast i miasteczek zniszczonych w 1948 roku i ożywienie opowieści o tym, co wtedy wydarzyło się — cały czas odkrywają nowe masakry. Ponieważ w miarę wymierania tego pokolenia zarówno Izraelczycy, którzy popełnili te zbrodnie, jak i Palestyńczycy, którzy wtedy jeszcze żyli i przeżyli, otwierają się i opowiadają coraz więcej historii.

Wiemy więc o kościołach wypełnionych cywilami i spalonych. Wiemy o meczecie w Lydd, który był pełen ludzi, a młody mężczyzna podszedł i wystrzelił w niego rakietę Fiata.

Wszystkie te przerażające historie wciąż wychodzą na jaw, ale Izraelczycy nie zwracają na to uwagi, Izraelczycy nie słuchają. Ilekroć ma miejsce atak na Gazę – a jak dobrze wiecie, ataki te rozpoczęły się w latach pięćdziesiątych, nawiasem mówiąc, za sprawą Ariela Szarona – zawsze był powód. Ponieważ na początku byli to infiltratorzy, potem terroryści, a teraz nazywają się Hamas i niezależnie od tego, jak diabeł się nazywa, zawsze jest dobry powód, aby tam wejść, ponieważ są to ludzie wychowani w nienawiści i zabijaniu. Jest to zatem ściśle powiązana i ściśle zorganizowana narracja, która jest utrwalana i Izraelczycy nie wydają się mieć z tym problemu.

Chria Hedges:

A mimo to dokonują aktów brutalności. Okupacja . Ogromna liczba, milion Izraelczyków przebywa w USA. Duża liczba Izraelczyków opuściła kraj. Zastanawiam się, ilu z nich to ludzie, którzy mają sumienie i czują odrazę do tego, co zobaczyli na Zachodnim Brzegu i w Gazie. Być może nie mam co do tego racji.

Miko Peled:

Nie wiem. Z tych kilku spotkań, jakie odbyłem z Izraelczykami w USA na przestrzeni lat, zdecydowana większość popiera Izrael, wspiera działania Izraela. Ciekawe, że o tym wspomniałeś, bo dostałem e-mail od osoby reprezentującej grupę absolwentów żydowskich szkół dziennych. Są to szkoły syjonistyczne we wszystkich krajach, w których indoktrynują najgorszy syjonizm: świecki syjonizm. A teraz są przerażeni indoktrynacją, aby służyć w IDF. Bardzo wysoki procent tych uczniów dorósł, wyjechał do Izraela, dołączył do IDF i brał udział w wydarzeniach APEC i tak dalej. A teraz patrzą wstecz, zastanawiają się i czują złość, że musieli przez to przechodzić i przez całe życie kłamali na ten temat.

Jest to zatem interesujące zjawisko. A jeśli liczba ta wzrośnie, może to zmienić zasady gry, ponieważ są to najbardziej lojalni amerykańscy Żydzi. Najbardziej lojalni wobec Izraela.

Ale ogólnie rzecz biorąc, Izraelczycy, których spotykam, z nielicznymi wyjątkami, wspierają Izrael i są tutaj z jakiegokolwiek powodu, dla którego ludzie przybywają do Ameryki: nie są wyjątkowi, niekoniecznie są tutaj, ponieważ mieli dość lub byli źli lub byli dysydentami w jakikolwiek sposób, w jakimkolwiek kształcie lub formie. W okolicach DC i Maryland jest wielu Izraelczyków. Czasami usiądziesz w kawiarni lub gdzieś pójdziesz, usłyszysz rozmowy i z tego, co widzę, wśród tych Izraelczyków nie brakuje poparcia dla Izraela.

Chris Hedges:

Porozmawiajmy o armii. Byłeś w elitarnej jednostce Sił Specjalnych. Mów o tej indoktrynacji. Pamiętam, że kilka lat temu odwiedziłem Auschwitz i widziałem tam grupy izraelskie, a ludzie wywieszali izraelskie flagi. Ale mów o tej formie indoktrynacji i jej powiązaniu w szczególności z Holokaustem.

Miko Peled:

Mitem jest, że Izrael jest odpowiedzią na Holokaust. I że IDF jest odpowiedzią na Holokaust; Musimy być silni, musimy być gotowi do walki, musimy zawsze mieć pistolet w jednej ręce lub broń w jednej ręce, aby to się nigdy więcej nie powtórzyło. I co ciekawe, kiedy rozmawiasz z ocalałymi z Holokaustu, którzy nie są indoktrynowani, którzy nie dali się wciągnąć w syjonizm – a jest ich bardzo, bardzo wielu – powiedzą, że pogląd, że zmilitaryzowane państwo jest w jakiś sposób odpowiedzią na Holokaust, jest absurdalny, ponieważ odpowiedzią na Holokaust jest tolerancja, edukacja i człowieczeństwo, a nie przemoc i rasizm. Nikt jednak nie chce burzyć dobrego mitu faktami. Oto cała historia.

Ta historia jest związana z Auschwitz, reprezentujemy wszystkich, którzy zostali zabici, zginęli przez nazistów itd., dlatego musimy być silni. Reprezentuje ich flaga izraelska i izraelskie wojsko”.

To absurd, absolutne szaleństwo. Poszedłem do wojska z własnej woli, jak robi to większość młodych Izraelczyków. W moim otoczeniu nie słychać było o odmowie czy nie wyjeździe, choć na pustyni pojawiały się głosy, które odmawiały i kwestionowały moralność. Ale nigdy tego nie robiłem. Nikt wokół mnie tego nie robił, dopóki nie zacząłem szkolenia i patrolowania. Pamiętam – być może kiedyś o tym rozmawialiśmy – byliśmy jednostką piechoty komandosów. I nagle dostaliśmy pałki i te plastikowe kajdanki i kazano nam patrolować Ramallah.

Co się do cholery dzieje? Co my tu robimy? A potem powiedziano nam, że jeśli ktoś spojrzy na ciebie śmiesznie, szyderczo, łamiesz mu każdą kość w ciele. I pomyślałem, że wszyscy będą na nas patrzeć, jesteśmy komandosami maszerując przez miasto. Kto na nas nie spojrzy? Byłem z tyłu. Nie zdawałem sobie sprawy, że wszyscy już zrozumieli, że tak to jest, tak ma być. Pomyślałem: czekaj, to coś złego. Dlaczego to robimy? Mamy tu być tymi dobrymi.

A potem była inwazja na Liban w 1982 roku i tak dalej. To było poważne pęknięcie w murze wiary i murze patriotyzmu, który był we mnie. Ale całe to przekonanie, że bycie brutalnym, militarystycznym, rasistowskim i bycie zdobywcą jest w jakiś sposób odpowiedzią na okropności Holokaustu, jest absolutnym szaleństwem. Ale kiedy w tym jesteś, nikt wokół ciebie nie zadaje pytań. Ty też nie zadajesz pytań, chyba że masz ochotę się wyróżnić i dać klapsa.

Chris Hedges:

Jak w wojsku, w IDF, mówiono o Palestyńczykach i Arabach?

Miko Peled:

Dyskurs nienawiści i rasizm są przerażające. Po pierwsze, że są to zwierzęta. Oni są niczym. Widzisz, to żart, to jest przerażające. Uważają, że zabawne jest zatrzymywanie ludzi i proszenie ich o dowód osobisty, ściganie ich, ściganie dzieci i strzelanie. To wszystko wygląda jak rozrywka! Nigdy nie słyszałem tej dyskusji, dopóki w niej nie uczestniczyłem. Potem, kiedy spotkałem Izraelczyków, którzy służyli, nawet tutaj, w USA, w sposób, w jaki żartowali z tego, co robili na Zachodnim Brzegu, w sposób, w jaki żartowali z zabijania lub zatrzymywania ludzi lub zmuszania ich do rozbierania się i tańca nago, to rozrywka.

Uważają, że to zabawne. Nie widzą, że tu jest problem, bo rasizm jest tak zakorzeniony od najmłodszych lat, że jest niemal organiczny. I nie sądzę, żeby to było zaskakujące. Myślę, że kiedy masz rasistowskie społeczeństwo i rasistowski system edukacji, który jest tak metodyczny, to właśnie to dostajesz. A rasizm nie kończy się na Palestyńczykach i Arabach; dotyczy to Czarnych, kolorowych, Żydów i Izraelczyków, którzy z jakiegoś powodu pochodzą z innych krajów i mają ciemną skórę. Rasizm przekracza wszystkie te granice i jest całkowicie częścią kultury.

Chris Hedges:

Bardzo mało krytykujecie IDF, prawie wcale w izraelskiej prasie, choć obecnie jest sporo krytyki pod adresem Netanjahu, jego złego zarządzania i korupcji. Porozmawiaj trochę o deifikacji IDF w dyskursie publicznym i mediach głównego nurtu oraz o tym, co to oznacza dla tego, co dzieje się w Gazie.

Miko Peled:

Cóż, wojsko jest ponad prawem, bez zarzutu, z wyjątkami od czasu do czasu. Zatem po wojnie w 1973 roku wszczęto śledztwo. A teraz, tuż na początku tego tygodnia, na posiedzeniu gabinet spotykał się w każdą niedzielę. Był tam szef sztabu armii i najwyraźniej to wyciekło ze spotkania, posiedzenia gabinetu. Wyciekło, że niektórzy z bardziej prawicowych partnerów, zabawnie jest powiedzieć „prawicowi partnerzy”, ponieważ wszyscy oni są tym prawicowym szaleństwem w izraelskim rządzie. Ale im więcej prawicowych osadników w rządzie atakowało armię i szefa sztabu, ponieważ, jak sądzę, zdecydował się rozpocząć dochodzenie, ponieważ doszło do katastrofy, kiedy bojownicy palestyńscy przybyli z Gazy, tam nikogo nie było w domu. Odzyskali połowę swojego kraju. Zajęli dwadzieścia dwie izraelskie osady i miasta.

Przejęli bazę wojskową Brygady Gazy, która miała bronić kraju przed właśnie tym wydarzeniem. A w środku nie było nikogo, przejęli bazę. Więc chyba zaczął, albo wszczął wewnętrzne dochodzenie w armii i krytykują go.

A to, co można zobaczyć w izraelskiej prasie, to dwie bardzo interesujące rzeczy. Po pierwsze, coś poszło nie tak i musimy dowiedzieć się dlaczego, ale powinniśmy poczekać, ponieważ nie powinniśmy tego robić w czasie wojny. Nie powinniśmy krytykować armii w czasie wojny. Nie powinniśmy sprawiać, że żołnierze czuli, że muszą się powstrzymywać, bo jeśli będą musieli strzelać, powinni mieć pozwolenie na strzelanie. Inną rzeczą, którą widzimy, jest to, że pod względem politycznym wszyscy zjadają się nawzajem.

Mam na myśli, że zabijają się politycznie w prasie. Zatem oczywiście każdy, kto jest przeciwko Netanjahu i chce to zobaczyć, atakuje go.

Jego ludzie atakują innych za atak na rząd. Mam na myśli, że jest to kompletne, wygląda na to, że mamy do czynienia z paraliżem w wyniku tych konfliktów, które zdecydowanie wpływają na funkcjonowanie państwa. Izraelczyków nie ma w tym kraju, Izrael nie jest już tym samym państwem, jakim był przed 7 października, sparaliżowany przez kilka tygodni, a teraz nadal jest sparaliżowany pod wieloma względami. Mamy rakiety nadlatujące z północy, rakiety nadlatujące z południa. Mamy do czynienia z bardzo dużą liczbą izraelskich żołnierzy zabitych i tysiącami rannych oraz wojną, która się nie kończy. Nie są w stanie pokonać Palestyńczyków w Gazie, zbrojnego oporu i tak dalej.

Więc to wszystko ma miejsce, czytasz izraelską prasę i jest to jak szambo, które bulgocze, bulgocze i bulgocze, a wszyscy atakują każdego. A armia, jak powiedziałeś, to prawda, w większości jest bez zarzutu, ale od czasu do czasu, jak powiedziałem, tym razem osadnicy są bardzo źli, ponieważ, także z innego powodu, bo chyba szef sztabu, wojsko zdecydowało się wycofać część żołnierzy lądowych, co jest zrozumiałe, ponieważ otrzymują tak mocne uderzenia. I pamiętam, że działo się to wcześniej, kiedy armia wycofała się z Gazy i byli atakowani za zaprzestanie zabijania, za niekontynuowanie masowych mordów Palestyńczyków.

Chris Hedges:

Cóż, miałeś na myśli 70 ofiar śmiertelnych w Brygadzie Golani. I zostali odciągnięci. To bardzo elitarna jednostka.

Miko Peled:

Tak, to bardzo interesujące, ponieważ wiele ofiar to wysocy rangą oficerowie. Zabijani są pułkownicy, podpułkownicy, bardzo wysocy rangą dowódcy izraelskich sił specjalnych. I zazwyczaj zabija się ich jak mówisz, w dużych grupach, ponieważ w transporterze opancerzonym lub maszerujących razem. A w Jenin, także niedawno, kilka dni temu wysadzili pojazd wojskowy i zabili grupę żołnierzy.

Zatem Izraelczycy, jak sądzę, drapią się po głowie, nie wiedząc, co się do cholery dzieje i co robić, ponieważ po pierwsze, nie byli chronieni tak, jak myśleli.

I jestem pewien, że o tym wiecie, izraelskie osiedla, kibuce, miasta na południu graniczące z Gazą [niesłyszalne 00:25:59], cieszą się jednym z najwyższych standardów życia wśród Izraelczyków. To piękny styl życia. Jest ciepło, jest cudownie. Rolnictwo jest i nie sądzę, żeby kiedykolwiek przyszło im do głowy, że Palestyńczycy odważą się wyjść z Gazy, walcząc i odnosząc sukces w sposób, jak to zrobili. I że armia zbankrutowała. Nie było obrony, aparat wywiadu zbankrutował, nic nie działało. I przypomina to, co wydarzyło się w 1973 roku, to znaczy jest o wiele gorsze, ale przypomina. I nie sądzę, że to przypadek, że ataki z 7 października miały miejsce dokładnie 50 lat i jeden dzień po rozpoczęciu wojny październikowej w 1973 roku, w wyniku której cały system upadł. To właśnie widzimy teraz.

Chris Hedges:

Jak odczytujesz to, co dzieje się w Gazie pod względem militarnym?

Miko Peled:

Cóż, najwyraźniej Palestyńczycy są w stanie zatrzymać i zabić wielu Izraelczyków. I chociaż Izraelczycy mają siłę ognia i logistykę, oczywiście ich łańcuchy dostaw nie stanowią problemu. Natomiast Palestyńczycy nie wiem, skąd biorą zaopatrzenie. Nie wiem, skąd biorą jedzenie, żeby w ogóle kontynuować walkę. Najwyraźniej stawiają zaciekły opór. Nie sądzę, że militarnie tu jest strategia. To znaczy, to jest zemsta. To jest w ich rozumieniu sprawiedliwe: Izrael został upokorzony, armia została upokorzona i musieli się na kimś wyładować.

Znaleźli więc najsłabsze ofiary, jakie mogli znaleźć – to palestyńscy cywile w Gazie. I tak zabijają ich dziesiątkami tysięcy. Nie sądzę, żeby ktokolwiek wierzył w coś takiego jak pozbycie się Hamasu. Chyba nikt tak naprawdę nie wierzy, że to możliwe. Nie sądzę, że ktokolwiek traktuje poważnie lub faktycznie wierzy, że można zabrać zbyt wiele ludzi z Gazy i rozproszyć ich po całym świecie lub w innych miejscach, mimo że tak mówią. Ale dopóki Izraelowi wolno zabijać i dopóki łańcuch dostaw nie zostanie przerwany, tak długo będzie zabijał.

Zaszufladkowano do kategorii Wojna | Otagowano

Obecna „operacja nieprawości” (2 Tes 2) jest tak skuteczna i dobrze zorganizowana, że wyraźnie wskazuje na działanie lucyferiańskiej inteligencji.

Komentarze Eleison


biskup williamson

Komentarze Eleison Jego Ekscelencji Księdza Biskupa Ryszarda Williamsona


Komentarz Eleison nr DCCCLX (860) 6 stycznia 2024 komentarze-eleison

1 Dziewiątego dnia ostatniego miesiąca minionego roku arcybiskup Vigano wygłosił kolejną ze swoich znakomitych konferencji, zadając pytanie, czy papież Bergoglio jest prawdziwym papieżem. Problem jest dobrze znany katolikom: W ciągu ostatnich 10 lat katolicki Autorytet został zastąpiony aroganckim autorytaryzmem, kapłaństwo Boga – klerykalizmem człowieka, a objawiona Prawda – permanentną rewolucją i chaosem.

2 Jeśli chodzi o kościelnych hierarchów, którzy mają obowiązek pomagać w obronie Prawdy, to albo są oni wspólnikami Bergoglia, albo tak bardzo się go boją, że nieliczne osoby wyrażające sprzeciw nie mają odwagi wyciągnąć koniecznych wniosków, głównie dlatego, że ubóstwiają Vaticanum II. Można krytykować Bergoglio i nie zgadzać się z nim, „ale nie z Vaticanum II”. Ci dobrzy ludzie nie chcą przyznać, że rewolucyjny proces, który pozwolił osobie takiej jak Bergoglio zostać biskupem i kardynałem, a w końcu wejść na konklawe i zostać „papieżem”, był zasługą Soboru, który w ich mniemaniu jest nietykalny. Można dojść do wniosku, że niektórym ludziom bardziej zależy na soborowej doktrynie niż na zbawieniu dusz. Wolą być rządzeni przez papieża heretyka i apostatę, niż uznać, że heretyk czy apostata nie może być głową Kościoła, do którego jako taki nie należy.

3 Żaden Doktor Kościoła nigdy nie rozważał przypadku papieża apostaty takiego jak Bergoglio. Tak wielki dramat mógłby się wydarzyć tylko w wyjątkowych i nadzwyczajnych okolicznościach, takich jak ostateczne prześladowanie przepowiedziane przez proroka Daniela i opisane przez św. Pawła. Ta „operacja nieprawości” (2 Tes 2) jest tak skuteczna i dobrze zorganizowana, że wyraźnie wskazuje na działanie lucyferiańskiej inteligencji. To dlatego „problem Bergoglio” nie może być rozwiązany w żaden zwykły sposób: żadne społeczeństwo nie może bowiem przetrwać całkowitego zepsucia władzy, która rządzi, i nie inaczej jest z Kościołem.

4 Ta „operacja nieprawości” nie jest też jedynie kwestią papieża trwającego przy konkretnej herezji (co zresztą Bergoglio czynił wielokrotnie). Mamy do czynienia z osobistością wysłaną na konklawe z rozkazem zrewolucjonizowania Kościoła ze szczytu Katedry Piotrowej. To właśnie ta perfidna intencja nadużycia autorytetu i uprawnień papiestwa, uzyskanych w wyniku zwiedzenia, czyni Bergoglio uzurpatorem Tronu Piotrowego. Nie możemy też zachowywać się tak, jakbyśmy li tylko rozwiązywali jakąś kwestię na gruncie prawa kanonicznego: Bóg jest obrażany, Kościół upokarzany, a dusze giną, ponieważ ten, kto zasiada na Tronie Piotrowym, jest uzurpatorem. Niezmienne zachowanie Bergoglio – przed, w trakcie i po wyborze – jest wystarczającym dowodem jego wewnętrznej niegodziwości. Czy możemy być moralnie pewni, że jest on fałszywym prorokiem? Tak. Czy jesteśmy zatem upoważnieni w sumieniu do odwołania naszego posłuszeństwa wobec tego, który podając się za papieża, zachowuje się jak biblijny dzik w Winnicy Pańskiej? Tak.

5 Jednakże nie możemy wydać oficjalnej deklaracji, że Bergoglio nie jest papieżem, ponieważ nie mamy do tego autorytetu. Ten straszny impas, w którym się znaleźliśmy, uniemożliwia jakiekolwiek czysto ludzkie rozwiązanie. Naszym zadaniem dziś nie powinno być wdawanie się w abstrakcyjne kanonistyczne spekulacje, ale przeciwstawienie się ze wszystkich sił – i z pomocą łaski Bożej – jawnie destrukcyjnym działaniom argentyńskiego jezuity, odrzucając z odwagą i determinacją jakąkolwiek, nawet pośrednią, współpracę z nim lub jego wspólnikami.

6 Nie łudźmy się: ci, którzy upierają się przy postrzeganiu aktualnej sytuacji przez pryzmat czysto ludzki, narażają nie tylko siebie, ale całą ludzkość na utrzymywanie się i pogarszanie obecnego stanu rzeczy: albowiem bój nasz nie jest przeciw ciału i krwi, ale przeciwko książętom i władzom, przeciwko rządzcom świata tych ciemności, przeciwko duchownym złościom w okręgach nadziemskich (Ef 6, 12).

Kyrie eleison.

SKANDAL !! Rok ograniczenia wolności i 15 tys. „kary” dla szefa Fundacji Pro-Prawo do Życia za naukową prawdę o homoseksualizmie

Rok ograniczenia wolności dla szefa Fundacji Pro-Prawo do Życia za naukową prawdę o homoseksualizmie

pch24.pl/rok-ograniczenia-wolnosci-dla-szefa-fundacji-pro-prawo-do-zycia-za-naukowa-prawde-o-homoseksualizmie/

(Mariusz Dzierżawski. Fot. PCh24TV)

Mariusz Dzierżawski, członek zarządu Fundacji Pro-Prawo do Życia, został w dniu 17.01.2024 skazany prawomocnym wyrokiem sądu w Gdańsku na rok ograniczenia wolności oraz zapłatę 15 tys. zł kary za organizację kampanii społecznej informującej o badaniach naukowych dotyczących powiązań między homoseksualizmem a pedofilią.

Mariusz Dzierżawski został skazany za organizację kampanii społecznej w ramach której Fundacja Pro-Prawo do Życia informuje Polaków m.in. o wynikach badań naukowych dotyczących powiązań między homoseksualizmem a pedofilią. Zdaniem sądów dwóch instancji, publiczne mówienie o tych sprawach stanowi zniesławienie aktywistów LGBT.

Akt oskarżenia przeciwko Dzierżawskiemu skierowało do sądu Stowarzyszenie Tolerado z Gdańska, zarzucając Fundacji zniesławienie. W oskarżeniu podniesiono m.in. zarzut, że Fundacja podaje do wiadomości publicznej wyniki badań naukowych wskazujące na to, iż pedofilia jest częstszym zjawiskiem w środowisku homoseksualnym.

W dniu 17.01.2024 sąd II instancji przychylił się do opinii aktywistów LGBT oraz wyroku sądu I instancji i stwierdził, że tego typu stwierdzenia zniesławiają oraz pomawiają osoby o „orientacji homoseksualnej”, narażając je na poniżenie w oczach opinii publicznej, co może im utrudniać m.in. „działalność edukacyjną” wśród dzieci. Mariusz Dzierżawski, jako osoba odpowiedzialna za działania Fundacji, został skazany na karę 1 roku ograniczenia wolności poprzez wykonywanie prac społecznych oraz zapłatę 15 tys. zł. Wyrok jest prawomocny.

Dzisiejszy wyrok przypomina najgorsze czasy totalitarne. Dzisiejszy wyrok to nic innego, jak zaprzeczanie faktom, które są niewygodne dla aktywistów i ideologów LGBT – mówi Mariusz Dzierżawski.

Istnieje szereg badań naukowych wskazujących na nieproporcjonalnie duży odsetek pedofilów wśród homoseksualistów. Lider aktywistów LGBT ze Szczecina trafił jakiś czas temu do więzienia za pedofilię. Same środowiska LGBT wielokrotnie otwarcie wyrażały swój pozytywny stosunek do seksu z dziećmi. Część aktywistów LGBT działała na rzecz legalizacji pedofilii. Organizatorzy największej w Polsce warszawskiej „parady równości” LGBT publicznie chwalili się tym, że uczestnikiem i promotorem „parady” był w przeszłości niemiecki polityk, który domagał się legalizacji pedofilii. Były rzecznik tej „parady równości” mówił sam o sobie, że jest pedofilem i że nie zgadza się na zakaz mówienia o tzw. „pozytywnej pedofilii”. Aktywiści LGBT z Poznania wydali broszurę, w której opisują orgie seksualne z udziałem młodych chłopców. Do mediów społecznościowych bez przerwy trafiają nowe nagrania obrazujące, jak aktywiści LGBT obnażają się przed dziećmi i wykonują przed najmłodszymi tańce erotyczne. Media donoszą o kolejnych zatrzymaniach aktywistów LGBT, którzy stali na czele dużych grup pedofilskich, które wykorzystywały dzieci seksualnie i produkowały dziecięcą pornografię. Słyszeliśmy wstrząsające doniesienia o wyrokach wobec homoseksualnych pedofilów, którzy kupowali dzieci od matek-surogatek tylko po to, aby je gwałcić. To wszystko fakty, które można łatwo i szybko zweryfikować. Tego typu przykłady można długo mnożyć, jednak tęczowi rewolucjoniści oraz sprzyjające im sądy nie tylko udają, że takie sytuacje nie mają miejsca, ale również grożą każdemu, kto przypomni o tym w przestrzeni publicznej – mówi Dzierżawski.

Za pomocą ograniczania wolności i surowych kar finansowych zamierza się uniemożliwić dotarcie do Polaków z informacjami opartymi o fakty, badania naukowe i dane statystyczne. Nie zamierzamy się ugiąć przed tymi prześladowaniami – podsumowuje Mariusz Dzierżawski, który zapowiada organizację kolejnych, ogólnopolskich kampanii społecznych w ramach akcji „Stop pedofilii”.

Źródło: Fundacja Pro-Prawo do Życia
stronazycia.pl

Aparat państwa w gruzach, po których buszują goryle. Plany. Deska lożowa.

Aparat państwa w gruzach, po których buszują goryle. Plany. Deska lożowa.

Mirosław Dakowski, 14 styczeń 2024

Aparat państwa w gruzach, po których buszują goryle z maczugami w przednich kończynach, z pianą na pyskach.

Jest to realistyczny obraz Polski w styczniu AD 2024.

Rozsądni ludzie muszą się zastanowić, dlaczego tak się stało, komu na tym zależy, i jakie są perspektywy.

Przecież po 1989-tym, po umowach Kiszczaka [WSI – GRU] z Panami z zachodu, zainstalowano w Warszawie mechanizm pozwalający na płynną zmianę rządów w obrębie najpierw „bandy czworga „, a gdzieś po roku 2000 – na kolejne wymiany PO-PiS.

Oni wiedzieli, że muszą się wymieniać, zaś nie orientujący się w polityce Polak sądził, że te „wybory”, to tak naprawdę. A marionetki „u władzy” posłusznie wykonywały polecenia, a to z Niemiec, potem formalnie z UE, a to od Żydów amerykańskich, formalnie „z USA”, czy z Izraela.

Cała ta grupa, oddzielona od narodu, a skupiona przy korycie władzy, naszpikowana była i jest gęsto agenturą, jak za dawnych czasów comber sarni – słoninką.

Zabawne zresztą, że ostatnio Jarosław Kaczyński w furii ujawnił oficjalnie w sejmie, prawdę znaną od 10-lecia, że Tusk to TW Oskar, ze Stasi. Zabawniejsze jeszcze, że [narzucony przez kogo?] Kaczyńskiemu i PiS-owi na premiera młody [syn Kornela] Morawiecki, to też agent Stasi – TW Jakub. Mamy więc od początku „przemian” samych agentów, jako marionetki – niby u Władzy. Nie warto tych Bolków, Olinów, Karolów [Docent], Alków szczegółowo wymieniać. Starcy, co to już stracili pamięć i młokosy, które poklepują głównie smartfony, mogę sobie znaleźć w googlach, póki AI tego nie usunie.

———————-

Stan państwa na 14 stycznia 2024:

Całkowite, jawne zerwanie nowej „władzy” z prawem, uczciwością, logiką. Różne bodnary, feministry itp męty „decydują o wszystkim ” [ na przykład Hyży Rój]. Na to w każdym razie wskazują telewizje, pozory. A może nawet niektórzy z nich w to wierzą, gdy bardziej uchlani?

Wszelkie [ustalone od stu czy więcej lat?] sposoby przekazywania władzy nowej ekipie – legły w gruzach. I gnoju. Czemu? Nie, to nie tylko poziom Kinderstube oraz moralny obecnych „polityków”. Ten poziom był przecież podobny przy poprzednich zmianach rządów.

To obecni główni wykonawcy, nie zaś motłoch dopuszczony do ministerstw, dostali z góry [to jest od realnych władz UE, szczytów lóż, może nawet od prezydium WHO], polecenia takich działań.

Nakazano swoim podwładnym w Polsce demonstrację brutalności, łamania praw i odwiecznych zwyczajów.

Nie, nie jest to powtórka z 13 grudnia Jaruzela.

Obecnie uderzają o wiele głębiej!

========================

Widzę dwa Sposoby zapisane w ich deskach lożowych:

I

Poprzez pogłębienie chaosu, bezprawia, pogardy dla przyzwoitości można [w ich planach] doprowadzić do wybuchów, nie skoordynowanych buntów, krwawych rozruchów.

Wtedy, przy pomocy wojsk sojuszniczych [głównie niemieckich, bo najbliżej], a też prywatnych firm wojskowo-bandyckich oraz skołowanego „Wojska Polskiego” ma nastąpić brutalne, krwawe uspokojenie „niesfornych Polaków „, pacyfikacja „tego kraju”.

II

Do tego stanu może też doprowadzić przerażenie, strach i bierność „tutejszej ludności”. Ona wtedy, poprzez swą „opinię” – poprosi – już tak pięknie wielonarodową UE o pomoc, Unię Europejską o interwencję i o POKÓJ.

—————————

W obu tych scenariuszach przewidziane są dwie możliwości, jako rezultaty.

Włączenie wszystkich regionów byłej Polski do Państwa Europejskiego,

– lub – wspólnie z Chabad Lubawicz, czy podobną siłą, podzielenie „tego kraju” mniej więcej według granic trzeciego rozbioru:

Zachód jako Warthegau, poprosi o bezpośrednie przyłączenie do Zielonej, Szczęśliwej Europy, a były zabór rosyjski i wschodnie połacie zaboru austriackiego rzucą się do budowy Rzeczpospolitej Trzech Narodów – Ukropolinu.

Wreszcie Jagiellońskie Marzenie spełni się, Lwów [no nie… Lviv] …wróci do Macierzy.

A ze wschodnich terenów obecnej Ukrainy powstanie Nowy Izrael. W Palestynie przecież buszują krwiożerczy Palestyńczycy! A tu przecież odwieczne ziemie Chazarów, przodków Żydów aszkenazim, jak już to odkryto i jawnie przekazano mediom w Izraelu. Społeczność żydowska w Rosji zapewne na to się zgodzi, część z nich entuzjastycznie, a część „dla świętego spokoju” i interesów.

Przy tej okazji Rosja imperialna zostanie wykastrowana, co zwiększy szansę na jakżeż upragniony przez „społeczność międzynarodową” Światowy Pokój.

—————–

To co powyżej, to bardzo prawdopodobny plan „dostojnych „, plan spisany jako Główna Deska Lożowa.

Czy musi się spełnić?

Nie jest prawdą, że Polacy to tłum bezmyślnych, goniących za wódą i spaniem, najlepiej zespołowym, leniwych baranów. Tak przecież ciągle nas charakteryzują, a media światowe są pod „właściwą komendą”, a mają pod sobą prawie wszystkie – również w Polsce.

Podam skrótowo parę przykładów z mojego, bardzo przecież wycinkowego, pola działań.

A. W połowie zeszłego wieku byłem wśród młodych, którzy studiowali, chcieli budować fizykę jądrową w Polsce. Pasterzowali nam profesorowie, którzy też nie byli jądrowcami, przerzucali się wtedy z innych dziedzin fizyki, też się uczyli.

Mieliśmy więc sporą swobodę badań, poszukiwań. Znaleźli się wtedy młodzi, pracowici [po 110 do 120 godzin tygodniowego tyrania], którzy mimo tej naukowej nędzy, braku kontaktów z Zachodem, stworzyli liczące się ciągle, jeszcze teraz osiągnięcia naukowe. Wszyscy oni albo odeszli, albo zostali później zmuszeni do wypełniania papierków, projects i „proposali”, – ale przecież byli!

B. W latach 80 w „podziemiu”, obok „komitetów ” i „zarządów ” pełnych agentury, więc kontrolowanych, poznałem, głównie przez ich wyniki, rzadko zaś osobiście, Samotne Wilki. Były więc one trudne do odnalezienia i ujarzmienia. To byli kandydaci na przyszłych generałów, ministrów, premierów.

Wszyscy oni zostali maczugą Sorosa wbici w ziemię – ale przecież byli!

C. Na początku lat 90, przed zakrzepnięciem – niby anonimowych – „dyrektyw nie do odrzucenia” poznałem sporo świetnych dalekowzrocznych strategów energetyki [Przykładowo: profesor Szargut, docent Aleksander Szpilewicz, Stanisław Albinowski]. I wielu innych.

Wszyscy oni zostali maczugą Sorosa wbici w ziemię – ale przecież byli!

D. Podobnie, lecz szerzej, mieliśmy wielu bardzo światłych polskich ekonomistów mieli gotowe programy wyjścia z gospodarki komunistycznej – ku dobrobytowi Polski i Polaków. Nie wymienię nazwisk, by nie budzić kłótni i jałowych przekomarzań. To byli kandydaci na przyszłych ministrów, premierów.

Wszyscy oni zostali maczugą Sorosa wbici w ziemię – ale przecież byli!

E. W czasie 20 lat burzliwego rozwoju Ruchu Jednomandatowych Okręgów Wyborczych znów poznałem wielu, między innymi wójtów starostów. To byli kandydaci na przyszłych generałów, ministrów, premierów.

Wszyscy oni zostali maczugą Sorosa wbici w ziemię – ale przecież byli!

Po śmierci Jerzego Przystawy Ruch ten został zapędzony na manowce przez przypadkowego celebrytę, Pawła K. , który zrobił to celowo (na czyje polecenie?), jak i z wrodzonej głupoty i nabytej pychy.

F. Stwierdzam teraz, w ciągu 17 lat harówki w mym portalu: W ostatnim dwudziestoleciu powstało kilku strategów, uczonych, napisali ważne książki, wnioski z których uwzględniali nawet ministrowie.

Ci ludzie nie zostali jeszcze wgnieceni w nawóz, siedzą sobie na emigracji wewnętrznej.

Więc kandydatów na mężów stanu mamy – i mieć będziemy.

Jak doprowadzić do przełomu, by to Oni doszli do głosu, do decyzji?

Parę sensownych propozycji zostało na razie zlekceważonych.

Może musimy o wiele mocniej dostać w dupę, by do nich, do tych ludzi się zwrócić, do tych propozycji powrócić?

Ale dobra diagnoza to połowa drogi do wyleczenia.

Ad majorem Dei gloriam.

============================

mail:

Nie pisze pan o wywołaniu 3 wojny światowej przez Planiste, a wiele na to wskazuje…..co dalej wtedy z Polską!??

https://dorzeczy.pl/swiat/537612/plany-bundeswehry-niemcy-przygotowuja-sie-do-wojny-z-rosja.html

=============================

mail: Polski Lwów, to nie było marzenie Jagiellońskie,  to był czyn Kazimierza Wielkiego, Piasta (1349 rok), zresztą na usilne żądanie mieszkańców Lwowa. 

md; ale „marzenie” z ostatnich dziesięcioleci, teraz już szkodliwe…

Poważna wada ustrojowa, która niszczy Rzeczpospolitą, osłabia państwo, stanowiąc mechanizm negatywnej selekcji elit: Sposób wyboru – ordynacja.

Do Uczestników Ruchu JOW jow.pl

Od 30 lat Ruch na rzecz Jednomandatowych Okręgów Wyborczych zwraca uwagę na fundamentalną wadę założycielską ustroju konstytucyjnego III Rzeczypospolitej: patologiczną ordynację wyborczą do Sejmu, która odbiera Polakom podmiotowość, uniemożliwiając milionom obywateli indywidualne ubieganie się o mandat poselski. Tylko liderzy partii politycznych mają przywilej decydowania, kto ma większe, a kto mniejsze szanse zostania posłem. Jest to poważna wada ustrojowa, która niszczy Rzeczpospolitą, osłabia państwo, stanowiąc mechanizm negatywnej selekcji elit. Działanie tej negatywnej selekcji i ciągłe pogarszanie się kultury życia publicznego obserwujemy niezmiennie od czasu pierwszych wyborów do Sejmu III RP 27 października 1992 roku aż do ostatnich wyborów, które odbyły się 15 października 2023 roku. Było już tych wyborczych rund 10. Po każdej z tych rund następowała karuzela wymiany obsady tysiąca dobrze płatnych stanowisk, które po wyborach obsadzane są ludźmi lojalnymi wobec partii władzy, bez względu na ich umiejętności i kompetencje.

Polska stała się sienkiewiczowskim „postawem sukna”, które przykrawane jest według prywatnych interesów w sposób nieodpowiedzialny, bez obawy o konsekwencje.

A konsekwencji nie ma, bo Polacy nie posiadają możliwości rozliczenia każdego polityka indywidualnie i usuwania skompromitowanych osób z życia publicznego. Ordynacja wyborcza odbiera im to prawo.

Sytuacja po ostatnich wyborach skłania do bardzo głębokiej refleksji. Widać jak na dłoni skutki zaniku kultury debaty, braku wymiany myśli i braku spokojnej dyskusji nad kierunkami naprawy i rozwoju. W życiu publicznym głównie toczy się kłótnia o stanowiska. Zanika poczucie wspólnoty w stopniu, który staje się groźny dla dalszego funkcjonowania państwa.

Zmiana wymaga odwagi. Miejmy więc odwagę ciągłego, uporczywego dopominania się o realizację podstawowych praw Polaków, które zawarte są w postulatach Ruchu JOW. Wymaga tego szacunek choćby dla naszej własnej historii. Konstytucja 3 Maja oddaje hołd pamięci „przodków naszych jako fundatorów rządu wolnego” i odwołuje się do wielosetletniego dorobku Polaków w tworzeniu pionierskich i skutecznych instytucji parlamentarnych.

Im bardziej niestabilna staje się sytuacja polityczna w Polsce, tym mocniej trzeba domagać się zmiany sposobu wybierania posłów. Klasa polityczna będzie wymyślać tysiące powodów, dla których tego się nie da zrobić. Dlatego wykażmy się determinacją, bo innej drogi nie ma.

III Rzeczpospolita musi wreszcie wejść na drogę przestrzegania swobodnego prawa do kandydowania. Wybory muszą zostać zdecentralizowane, gdzie 460 posłów wybiera się w 460 okręgach wyborczych, gdzie sami, wskazani przez kandydatów, obywatele liczą głosy na dole w okręgach i to publicznie przy udziale kamer i gdzie zamiast absurdalnej liczby tysięcy podpisów, prawo kandydowania uzyskuje się przedstawiając tych podpisów 10.

Życzę wszystkim w Nowym Roku 2024 realizacji ich prawa do wolnego, nieskrępowanego, indywidualnego kandydowania w wyborach do Sejmu. Tak, jak było w Polsce przez wieki i jak jest teraz w wiodących demokracjach świata.

Tomasz J. Kaźmierski
Prezes Stowarzyszenia JOW
www.jow.pl

31 grudnia 2023 r.

Prawo Duvergera, czyli dlaczego Jarosław Kaczyński musiał przegrać te wybory

Prawo Duvergera, czyli dlaczego Jarosław Kaczyński musiał przegrać te wybory

http://jow.pl/prawo-duveregera-czyli-dlaczego-jaroslaw-kaczynski-musial-przegrac-te-wybory/

Wojciech Błasiak 30 października 2023

Polskie i polskojęzyczne media pełne są analiz przyczyn klęski wyborczej partii Jarosława Kaczyńskiego w wyborach AD 2023. Analiza tych przyczyn jest w większości mniej lub bardziej słuszna, ale nie dotyka istoty przegranej.

Przyczyny porażki wyborczej

Te analizowane przyczyny to nade wszystko niezdolność do budowy narodowej siły państwa; siły jego oświaty, nauki, ochrony zdrowia i przede wszystkim siły jego narodowej gospodarki, z silnym prywatnym i państwowym polskim kapitałem. Ta niezdolność była wynikiem kunktatorskiej i kompradorskiej, acz i nieudolnej wobec Brukseli i Waszyngtonu polityki wewnętrznej i zagranicznej, maskowanej buńczuczną i prostacką propagandą pseudo-patriotyczną. Aż po prozaiczne przyczyny drażniącego wyborców zadufania i arogancji rządowych polityków, z jawnym i ogromnym przekupywaniem świadczeniami pieniężnymi dużych grup społecznych, przy równoczesnej degradacji płacowej i społecznej służb publicznych, z nauczycielami w roli głównej. Szczególnie oburzająca była właśnie degradacja ekonomiczna 700 tys. nauczycieli: dla zobrazowania, nauczyciel dyplomowany zarabia obecnie 4 550 zł brutto, a pomoc kuchenna w stołówce w tej samej szkole blisko 5 700 zł brutto.

Ale te wszystkie przyczyny przy innej konfiguracji koniunktur na polskiej scenie politycznej mogły nie wystarczyć. Jarosław Kaczyński, bo to on jest bezpośrednią i personalną przyczyną porażki wyborczej PiS, musiał te wybory przegrać. Musiał, gdyż od lat jego strategia polityczna opiera się na założeniu, iż, jak to sam ongiś ujął – „na prawo (od nas – WB) ma być tylko ściana”. A jest to strategia oparta na niezrozumieniu własnych interesów, co potocznie nazywa się głupotą.

Ordynacja wyborcza a system partyjny

W latach 50. XX wieku francuski politolog i prawnik Maurice Duverger sformułował twierdzenie o zależności systemu partyjnego od ordynacji wyborczej, znanym powszechnie w naukach społecznych jako „prawo Duvergera”. M. Duverger twierdził, iż wybory w ordynacji większościowej prowadzą do systemu dwupartyjnego, z wielkimi i silnymi partiami. Wybory zaś w ordynacji proporcjonalnej, a taką mamy w Polsce od 1991 roku, prowadzą do systemu wielopartyjnego i rządów koalicyjnych.

To twierdzenie rozwinął w Polsce w latach 90. XX wieku prof. Jerzy Przystawa z Ruchu Obywatelskiego na rzecz Jednomandatowych Okręgów Wyborczych. Ostatecznie to „prawo Duvergera-Przystawy” brzmi następująco:

Ordynacja większościowa prowadzi do wyłonienia w drodze wyborów systemu dwupartyjnego z relatywnie silnym wykonawczo rządem jednej partii tworzonym bezpośrednio po wyborach; ordynacja proporcjonalna prowadzi do wyłonienia w drodze wyborów systemu wielopartyjnego z relatywnie słabym wykonawczo rządem koalicyjnym wielu partii tworzonym w wyniku konsultacji i negocjacji międzypartyjnych.


Prawidłowość społeczna i wyjątki ją potwierdzające

To prawo Duvergera-Przystawy jest wynikiem logiki wyborczej ordynacji większościowej i ordynacji proporcjonalnej. I jest prawidłowością społeczną.

Jak każda prawidłowość społeczna działa tylko w masowej skali i w długim okresie czasu i to w formie stałej tendencji modyfikowanej zmiennym kontekstem społecznym. W wyniku splotu okoliczności koniunkturalnych tego kontekstu zdarzają się wyjątki w funkcjonowaniu tej prawidłowości. I takim wyjątkiem był powołany w 2010 roku w Wielkiej Brytanii po 70 latach rządów jednej partii, koalicyjny rząd socjaliberałów i konserwatystów. I takim wyjątkiem był, powołany w 2015 roku po 24 latach rządów koalicyjnych w Polsce, rząd jednej partii Prawa i Sprawiedliwości. A już zdumiewające było omalże powtórzenie tego wyjątku w wyborach w 2019 roku, choć już bez przekupywania indywidualnie posłów taki rząd by nie powstał.

Powstaje pytanie, jak można było liczyć na powtórzenie po raz trzeci wyjątku w działaniu prawidłowości społecznej? Otóż nie można było w praktyce liczyć. Takie liczenie było zaklinaniem rzeczywistości i przejawem zwykłej głupoty politycznej. Było wbrew społecznej logice wyborczej ordynacji proporcjonalnej.

Strukturalne przyczyny prawidłowości Duvergera-Przystawy

Otóż w ordynacji większościowej wybiera się tylko jednego posła w relatywnie niewielkim okręgu wyborczym. Ten niewielki, kilkudziesięciotysięczny okręg jest tu istotny, gdyż opiera kampanię wyborczą na kontaktach i informacjach interpersonalnych, istotnie redukując znaczenie mediów, szczególnie elektronicznych.

Ale decydujące znaczenie ma fakt wyboru tylko jednego posła w okręgu. Przede wszystkim czyni to posła bezpośrednio zależnym od jego wyborców, a nie od partii politycznej.

Decydujące jest wszakże to, że o wyborze kandydata decyduje bezwzględna większość wyborców w jego okręgu wyborczym. Kandydaci muszą się więc odwoływać do interesów, aspiracji i ambicji bezwzględnej większości swoich wyborców, czyli do ich większości, a następnie realizować swe obietnice w parlamencie. A to oznacza konieczność odwoływania się do tego, co nade wszystko łączy większość i poszukiwania rozwiązań wspólnych dla tej większości problemów, a redukowania i marginalizowania tego, co tę większość w różny sposób dzieli. W konsekwencji zaś oznacza to konieczność poszukiwania wspólnych kompromisów w tych podziałach i różnicach. To wzmacnia spójność socjopolityczną, a ostatecznie wzmacnia narodową wspólnotę całego społeczeństwa. Jest to bowiem głosowanie większości politycznych.

W ordynacji proporcjonalnej o wyborze kandydata z listy partyjnej w kilkusettysięcznym okręgu wyborczym decyduje poparcie dla listy wyborczej jego partii i jej liderów krajowych przez określoną część wyborców, jakiś ich procent. Partie i ich liderzy odwołują się za pośrednictwem mediów, szczególnie elektronicznych, do specyficznych i wyodrębnionych interesów, aspiracji i ambicji różnych segmentów społeczeństwa. Nie poszukuje się kompromisowych rozwiązań, a interesy wspólne są w istocie neutralne politycznie, gdyż nie służą wzmacnianiu partykularnego partyjnie elektoratu. Jest to w istocie głosowanie różnych mniejszości politycznych.

Tak więc w ordynacji proporcjonalnej kandydaci z list partyjnych odwołują się ostatecznie do tego, co dzieli społeczeństwo narodowe, a przynajmniej go różnicuje. I dotyczy to również praktyki parlamentarnej tak wybranych posłów. Partie w parlamencie działają zasadniczo na rzecz zwiększania swego partykularnego wpływu na sprawowanie władzy w państwie, a nie rozwiązywaniu problemów całego społeczeństwa.

Tworzenie i podtrzymywanie podziałów socjopolitycznych

Tak więc ordynacja proporcjonalna generuje podziały socjopolityczne i ideologiczne w społeczeństwie zgodnie z logiką wyborczą ordynacji proporcjonalnej, w której to logice funkcjonuje cała scena polityczna. Partie polityczne są obiektywnie zainteresowane utrzymywaniem, a nawet wręcz pogłębianiem tych podziałów, gdyż to podtrzymuje i scala ich segmentowe elektoraty wyborcze. W Polsce wykorzystuje się wręcz koniunkturalne napięcia społeczne, aby je generować i utrwalać dla tworzenia nowych podziałów socjopolitycznych. To ostatecznie prowadzi do osłabiania spójności i więzi narodowych oraz stale deformuje życie polityczne społeczeństwa i destabilizuje procesy rządzenia i administrowania państwem. Drastycznym tego przejawem w Polsce jest przekupywanie przez rządzących wybranych grup i środowisk społecznych, a degradowanie i zaniedbywanie innych.

Tak więc ma to negatywny wpływ na praktykę funkcjonowania parlamentu i jakość jego pracy, podobnie jak i na jakość rządzenia. Choć tu stale trzeba uwzględniać kluczową rolę braku bezpośredniej zależności polityków od wyborców w ramach ordynacji proporcjonalnej, co prowadzi do ich buty i arogancji, a w konsekwencji do korupcji i dekadencji zawodowej oraz osobowej.

„Nie jest rolą członka parlamentu reprezentować wyborców tak, jakby byli losową próbką ludzi – jak to znakomicie ujął kanadyjski filozof polityki John T. Pepall – I nie jest rolą rządu służyć ludziom podzielonym ze względu na ich poglądy czy interesy, problemy czy kultury, płeć czy grupy wiekowe. Rząd musi działać na rzecz wspólnych interesów i spraw publicznych ludzi. Członkowie parlamentu muszą koncentrować się na wspólnym dobru i muszą próbować reprezentować wyborców we wspólnych sprawach, a nie tak jak oni sami mogą być podzieleni.”

A dokładnie tak jest w systemie parlamentarno-rządowym wyłanianym w ramach ordynacji proporcjonalnej.

Dlatego proporcjonalna ordynacja wyborcza generuje podziały socjopolityczne w społeczeństwie i tworzy wielopartyjność systemu politycznego, a w konsekwencji prowadzi do słabych wykonawczo dzięki konieczności kompromisów międzypartyjnych rządów koalicyjnych. I dlatego działa społeczna prawidłowość Duvergera-Przystawy.

Samobójstwo wyborcze Kaczyńskiego

I dlatego J. Kaczyński musiał przegrać wybory parlamentarne AD 2023. Musiał przegrać, gdyż w żaden sposób nie można założyć, że nastąpiłby kolejny raz wyjątek od prawa Duvergera. Musiał przegrać, gdyż jego strategia mogłaby nawet sprawdzić się w ordynacji mieszanej, z dominacją ordynacji większościowej, tak jak na Węgrzech, gdzie partia Victora Orbana zdobyła kolejny raz większość konstytucyjną. Tak, ale na Węgrzech na 199 deputowanych, 106 wybieranych jest w ramach ordynacji większościowej w okręgach jednomandatowych. I tam z reguły wygrywa Fidesz. I czyż nie jest zdumiewające, że ten fakt całkowicie pomijają tak polskojęzyczne, jak i polskie media?

Strategia polityczna J. Kaczyńskiego, którą Leszek Moczulski dobitnie określił jako „endecką”, polegała na politycznej samoizolacji PiS oraz zwalczania i marginalizowania wszelkich ugrupowań politycznych po prawej stronie sceny politycznej. Czyli politycznego niszczenia swoich potencjalnych koalicjantów rządowych. To, aby stworzyć rząd koalicyjny z Konfederacją czy PSL, mając w latach 2019-2023 dokupywaną większość, pewnie było dla J. Kaczyńskiego nie do pojęcia i zrozumienia.

Dobitnym dowodem na niszczenie potencjalnych koalicjantów była kampania wyborcza w państwowej telewizji. Otóż TVP, która corocznie otrzymuje 2 mld zł z państwowego budżetu na realizację „misji publicznej”, ograniczyła programy wyborcze siedmiu zarejestrowanych ogólnokrajowo, partii do 10 minut każdego dnia emitowanych w godzinach nieoglądalności o 16.40. Realizacja misji społecznej w ramach najważniejszego wydarzenia politycznego w roku, została zredukowana do niezauważalności medialnej.

Było to celowe, gdyż chodziło o to, aby żadna nowo startująca partia nie była znana opinii publicznej. W ramach ordynacji proporcjonalnej głosuje się bowiem na medialne wizerunki partii politycznych i ich przywódców, a nie na znanych kandydatów w swoim okręgu. W ten sposób całkowicie wyeliminowano partie Bezpartyjni Samorządowcy i Polska Jest Jedna, które mogłyby współtworzyć rząd koalicyjny z PiS, ze względu na zbieżność programową. Było to jaskrawe złamanie zasady misyjności społecznej TVP, ale i reguły równości wyborczej, na co nie reagowała Państwowa Komisja Wyborcza, a co było jej elementarnym, by nie powiedzieć „psim” obowiązkiem.

Kaczyński i Tusk jako efekt ordynacji proporcjonalnej

Paradoksalnie przyczyna samobójczej strategii J. Kaczyńskiego i PiS leży również w ordynacji proporcjonalnej. J. Kaczyński, podobnie jak i Donald Tusk, zostali wyniesieni na polską scenę polityczną układem „okrągłego stołu” i komunistyczną transformacją w latach 1989-1991. Tak wyłoniona została z istotnym udziałem komunistycznej bezpieki grupa około 500 do 1000 osób. Byli to ludzie wyłącznie ugodowi wobec systemu komunistycznego, a więc bez kręgosłupa ideowego i moralnego, a w istocie również narodowego. Ze sceny politycznej wyeliminowano równocześnie antykomunistycznych i niepodległościowych działaczy rewolucyjnego nurtu „Solidarności” oraz Konfederacji Polski Niepodległej i „Solidarności Walczącej”.

Było to możliwe dzięki puczowi związkowemu Lecha Wałęsy i ostatecznemu dobiciu przez niego i jego popleczników ruchu „Solidarności” w latach 1986-1990. Wałęsa i jego grupa, z braćmi Kaczyńskimi w kluczowej roli, dokonała kradzieży politycznej znaku i znaczenia „Solidarności”. Wyeliminowano władze Komisji Krajowej związku wybrane na I Zjeździe w 1981 roku, zastępując je dobieranymi przez Wałęsę kolejnymi „władzami krajowymi”, z ludźmi skłonnymi do pełnej kolaboracji z komunistami.

Nowy związek zawodowy grupy Wałęsy, pod tą samą nazwą „Solidarności” zarejestrowano w kwietniu 1989 roku. Dokonano wszakże kluczowej zmiany w statucie i usankcjonowano utworzenie przez Wałęsę i jego grupę nowych władz związku, czyli Krajowej Komisji Wykonawczej i Regionalnych Komisji Wykonawczych, co oznaczało unieważnienie wyborów władz związku z lat 1980-1981. Dla ukrycia tego oszustwa politycznego pierwszy zjazd nowego związku, który się odbył w kwietniu 1990 roku, nazwano II Zjazdem „Solidarności”. Unieważniono też niepodległościowy, demokratyczny i uspołeczniający dorobek ideowy i programowy związku, zastępując go akceptacją antynarodowego i anty-pracowniczego programu neoliberalnej transformacji komunizmu, znanej jako tzw. plan Balcerowicza.

Ten najważniejszy fakt dla współczesnej historii Polski jest całkowicie przemilczany, a wręcz ukrywany przez polskie nauki społeczne i polską publicystykę społeczną i polityczną. Fałszuje to zasadniczo całą historię III Rzeczpospolitej. Polskie nauki społeczne i polska publicystyka dogłębnie sfałszowały tę historię.

Ustrojowe liberum veto III RP

J. Kaczyński jako członek grupy Wałęsy, dokonał jeszcze ważniejszego i to fundamentalnego spustoszenia w polskiej historii współczesnej. Jako minister prezydenta Wałęsy był odpowiedzialny za rokowania z władzami Sejmu Kontraktowego sprawy przyszłej ordynacji wyborczej. Pierwotnie miała to być ordynacja mieszana, co jak widać na przykładzie Węgier, istotnie ogranicza negatywne skutki ordynacji proporcjonalnej. W wyniku działań J. Kaczyńskiego, choć nigdy nie zdał on z tego publicznie sprawy, ostatecznie wprowadzono ordynację proporcjonalną, która stała się praprzyczyną wszelkiego zła w III RP.

O małości politycznej, ale i ludzkiej Kaczyńskiego świadczy też jednoznacznie fakt, iż nie odważył się on postawić Tuska w stan oskarżenia o zdradę dyplomatyczną w związku z zamachem smoleńskim w 2010 roku, w którym zamordowano jego brata prezydenta Lecha Kaczyńskiego. D. Tusk, jako premier rządu dopuścił się ewidentnej zdrady dyplomatycznej, fałszując status lotu wojskowego samolotu prezydenckiego. Lot wojskowy był lotem państwowym, a więc śledztwo powinna prowadzić wyłącznie strona polska. Po to, aby oddać śledztwo Kremlowi, trzeba było zastosować lotniczą konwencję chicagowską, a ta dotyczy wyłącznie lotów i samolotów cywilnych. I wie o tym każdy uczeń III klasy technikum logistycznego. D. Tusk sfałszował więc status lotu państwowego czyniąc z niego lot cywilny i uznając samolot wojskowy za samolot cywilny. I żaden najbardziej upolityczniony sąd w Polsce nie odważyłby się go najprawdopodobniej uniewinnić. Tu nie trzeba by nic dowodzić.

Ale dzięki tej ordynacji właśnie nie można skutecznie usunąć ze sceny politycznej takich właśnie ludzi, jak Kaczyński i Tusk oraz ich partyjnych nominatów. Nie można usunąć skutecznie środowisk wypromowanych w latach 1989-1991. I to od trzydziestu paru już lat. Najważniejszą bowiem cechą jest sprzyjanie samoreprodukcji partyjnych grup władzy politycznej, dzięki głosowaniu na partyjne listy wyborcze.

Zdolność do wymiany złych polityków jest bowiem najważniejszą cechą ordynacji wyborczych. W ordynacji proporcjonalnej nie można skutecznie tego zrobić – nie można „wyrzucić kiepskich”, jak to ujął J. T. Pepall. Jest to ustrojowe liberum veto III RP. Nie da się rozpocząć naprawy polskiego państwa bez usunięcia jego ustrojowej wady, jaką jest proporcjonalna ordynacja wyborcza do Sejmu. I każde kolejne wybory parlamentarne, i każda nowa kadencja Sejmu, i każdy nowy rząd to potwierdzają. I będą potwierdzać. Bowiem jest to prawidłowość społeczna.

30 października 2023