MD: Wahałem się, czy to opublikować. Ale poważny znajomy z Paryża potwierdził wiarygodność sprawy, omawianej we Francji od paru lat. zmieniłem jedynie w tytule – z „dowodzą” – na „sugerują„
Dziwne zdarzenie przytrafia się dziennikarzom i weryfikatorom faktów, którzy postanowili obalić twierdzenie, jakoby żona Emmanuela Macrona, Brigitte, urodziła się mężczyzną. Uważali, że to śmieszna teoria spiskowa, którą łatwo będzie odrzucić i obalić.
Potem szybko zdali sobie sprawę, że się mylili. Bardzo się mylili…
Tak jak w USA istnieje mnóstwo dowodów na to, że Michelle, żona Baracka Obamy, to tak naprawdę mężczyzna o imieniu Michael Robinson, tak we Francji istnieje jeszcze więcej dowodów na to, że prezydent jest żonaty z mężczyzną, który uwiódł go, gdy był 14-letnim chłopcem, zanim zmienił płeć i zaczął działać jako opiekun przyszłego prezydenta.
Jeśli brzmi to niedorzecznie i śmiesznie, cóż… tak samo myśleli dziennikarze i weryfikatorzy faktów, zanim stali się głęboko przekonani, że Brigitte Macron, Pierwsza Dama Francji, jest transseksualną pedofilką, która przez 30 lat żyła jako mężczyzna, a teraz ukrywa się w świetle “politycznej sławy”.
Prezydent Francji Emmanuel Macron ostro skrytykował śledczych, którzy odkryli dowody potwierdzające, że jego 70-letnia żona urodziła się jako mężczyzna.
Podobnie jak Michelle Obama w USA, która według oficjalnych dokumentów rządowych jest osobą transseksualną o imieniu „ Michael ”, Brigitte Macron również wydaje się mieć wyjątkowo męskie cechy fizyczne.
Zdarzało jej się też pojawiać publicznie z wybrzuszeniem w spodniach, które przypominało Michelle Obamę w programie Ellen, tyle że nie aż tak dużym.
Według Macrona, który zapowiedział, że pozwie każdego, kto będzie promował to, co nazwał „fałszywą i wymyśloną” teorią, „najgorszą rzeczą są fałszywe informacje i wymyślone scenariusze”.
Macron wkroczył na wojenną ścieżkę i wysłał francuskie służby specjalne, aby przesłuchiwały i zastraszały dziennikarzy i obywateli, którzy badają prawdę o mrocznej przeszłości jego żony.
Ale my w TPV odmawiamy ukłonu Młodym Liderom Światowym, gdy nakazują nam zaprzestać informowania o czymś.
Przyjrzyjmy się zatem rzeczywistym dowodom, bo uwierzcie mi, że jest o wiele więcej niż tylko podejrzane wybrzuszenia potwierdzające wiarygodne oskarżenia, jakoby Brigitte Macron urodziła się jako mężczyzna.
Istnieją tylko dwa zdjęcia, które kiedykolwiek zostały przedstawione jako dowód na to, że Brigitte Macron kiedykolwiek żyła jako kobieta przed ukończeniem 30. roku życia.
Oto pierwsze zdjęcie. Zdjęcie rodzinne, na którym rzekomo widać Brigitte jako małe dziecko siedzące na kolanach matki.
Co jest dziwne, bo dla każdego, kto spojrzy na to zdjęcie, Brigitte wygląda jak dziecko w kraciastej koszuli po lewej stronie ekranu.
To jest wyraźnie jej twarz – nie sposób jej pomylić. Małe dziecko na kolanach matki w niczym nie przypomina Brigitte.
Podczas gdy Macronowie za wszelką cenę próbują przekonać świat, że to wszystko jest szaloną teorią spiskową, w rzeczywistości było to trzyletnie śledztwo prowadzone przez poważnych dziennikarzy śledczych, którzy współpracowali z ekspertami medycyny sądowej i genealogami, a ostatecznie opublikowali swoje ustalenia w rzetelnym, sześcioczęściowym artykule we francuskim magazynie Faits et Documents.
Ich ustalenia były jednoznaczne: Brigitte Macron nie istniała przez pierwsze 30 lat swojego życia.
Zastanówcie się chwilę… Nie ma żadnego dowodu na to, że żona prezydenta Francji istniała przez pierwsze 30 lat swojego życia.
Pomyśl o tym. Gdyby ktoś podszedł do ciebie i powiedział, że chyba nie istniałeś przez pierwsze 30 lat swojego życia, mógłbyś pokazać mu mnóstwo zdjęć z dzieciństwa, pamiątkowy album ze szkoły średniej, zdjęcia z rodziną i przyjaciółmi, którzy wszyscy by się zgłosili i poręczyli za ciebie.
Ale Brigitte nie może nic z tym zrobić.
Nie zapominajmy, że Brigitte Macron ma także trójkę dzieci.
Ale nie może dostarczyć zdjęć, na których jest w ciąży z żadnym z nich. Nie ma też żadnych oficjalnych zapisów, że urodziła. Nie może dostarczyć zdjęć siebie jako młodej matki.
Zamiast tego Macron wysyła Secret Service, aby zastraszyć dziennikarzy.
Podczas gdy Natacha Rey pracowała nad sześcioczęściowym raportem śledczym, została zatrzymana i przesłuchana, skonfiskowano jej telefon, a funkcjonariusze zażądali ujawnienia, jakie dowody zebrała i z kim się nimi podzieliła.
Tak się nie robi, gdy mówi się prawdę.
Natacha Rey nie jest jedyną ofiarą paranoicznych Macronów. Liberalna dziennikarka z francuskiego Le Nouvel Obs, która myślała, że łatwo będzie obalić raport, ponieważ Brigitte Macron jest ewidentnie kobietą, ze zdziwieniem odkryła, że nie może go obalić.
Jak donosiła, śledztwo było szczelne. Fakty były weryfikowalne i niezaprzeczalne. A wnioski wyciągnięte przez śledczych były niepodważalne.
Ją również wytropiła Secret Service, przesłuchał i zastraszył.
Cóż więc oznacza ta szczegółowa, rygorystycznie teoria, którą przedstawili dziennikarze i dlaczego elity tak za wszelką cenę chcą ją ukryć?
Elita próbuje nas przekonać, że zdrowy rozsądek jest szaleństwem, a szaleństwo jest zdrowe na umyśle.
Arcybiskup Viganò wypowiedział się w tym tygodniu przeciwko moralnemu upadkowi współczesnego społeczeństwa, podkreślając, że ceremonia otwarcia igrzysk olimpijskich w Paryżu jest symbolem wszystkiego, co złe we Francji rządzonej przez Macrona.
Arcybiskup Viganò, niedawno ekskomunikowany przez “papieża” Franciszka za śmiałość dzielenia się słowem Jezusa Chrystusa, nie szczędził krytyki Macrona, nazywając Brigitte Macron „transwestytą”.
Arcybiskup skierował swój gniew także w stronę Baracka Obamy, opisując jego żonę Michelle Obamę jako „umięśnionego mężczyznę w peruce”.
Mógł wspomnieć o żonie Chucka Schumera, Iris Weinshall, i wielu innych żonach przywódców politycznych o wątpliwej przeszłości.
Ale wróćmy do pierwszego rzekomego zdjęcia Brigitte Macron i sceny rodzinnej.
Teoria wysunięta przez francuskich śledczych głosi, że Brigitte Macron tak naprawdę urodziła się jako Jean Michel Trogneux.
To jest ten młody chłopiec, którego widzisz na zdjęciu po lewej stronie ekranu.
Oznaczałoby to, że Brigitte Macron byłaby o osiem lat starsza, niż prezentuje się obecnie publicznie.
Według śledczych Brigitte Macron przez 30 lat żyła jako mężczyzna, zanim przeszła transformację. Są to wiarygodne oskarżenia z wielu powodów.
Najpierw śledczy zebrali szereg wywiadów z Brigitte z jej trzydziestki i czterdziestki i znaleźli jedną wspólną cechę w większości wywiadów. Brigitte Macron najwyraźniej nie znała swojego wieku.
W jednym z wywiadów wspomniała, że w 1969 roku mieszkała sama w Stanach Zjednoczonych i oglądała w telewizji lądowanie na Księżycu.
Ale jeśli Brigitte Macron była naprawdę młodą dziewczyną na zdjęciu, miałaby wówczas 16 lat – zdecydowanie za mało, aby mieszkać samotnie w Stanach Zjednoczonych.
Jednak gdyby była to Jean Michel Trogneux, chłopiec, pod którego nazwiskiem rzekomo żyła Brigitte, miałby on 24 lata, co jest znacznie bardziej rozsądnym wiekiem, aby mieszkać w samych Stanach Zjednoczonych.
To tylko jeden przykład. Jest wiele przykładów, w których Brigitte wydaje się nie znać swojego wieku.
Nasuwa się więc pytanie, gdzie jest Jean Michel Trogneux?
Jeśli jest on rzeczywiście starszym bratem Brigitte, to czy mogłaby go zaprezentować, żeby plotki ucichły?
No cóż, zgadnijcie co… go nie ma.
Genealogom udało się znaleźć mnóstwo danych, które dowodziły, że żył do 30. roku życia… ale dokładnie w tym samym czasie, gdy na świecie pojawiła się Brigitte Macron, Jean Michel Trogneux zaginął.
Tego nie da się wymyślić.
Prawda o Macronach staje się bardziej oczywista, gdy zrozumiemy, kogo oni reprezentują.
Macron był bankierem Rothschildów, zanim został zrzucony na ziemię przez ukryte ręce i nie miał żadnej partii politycznej ani platformy.
Mniej znany jest fakt, że jego żona, osoba transseksualna Brigitte, jest Rothschildką w prostej linii, a jej „ojcem” był Mayer Amschel Rothschild.
Orwell ostrzegał nas, że elita będzie próbowała przekonać nas, że góra to dół, mężczyźni to kobiety, a wojna to pokój. Jakże miał rację.
Ile razy słyszeliśmy, że wykupują nas Żydzi. Jest jeszcze gorzej – wykupują nas Ukraińcy, a po przejęciu polskiej firmy wyrzucają Polaków na bruk. Co poraża najbardziej? Polską własność wykupuje kapitał z kraju, w który Polska pompuje miliardową pomoc z kieszeni podatników, czyli tych wyrzuconych na bruk. Jeszcze bardziej bulwersuje to, że kiedy my łożymy na ukraińską armię i asekurujemy ukraiński system bankowy, to słyszymy komunikat, że na dzień 1 lipca rezerwy dewizowe Ukrainy wzrosły do rekordowej historycznie wielkości 39 miliardów dolarów. I jeszcze jedno – ukraińscy oligarchowie, obłowieni na pomocy z Polski, wyprowadzają kapitał z Ukrainy, a w Polsce napędzają rynek towarów luksusowych.
To nie tylko skandal. To także zagrożenie. To kapitał o charakterze korupcyjnym, powiązany z Rosją, pochodzący z kraju, gdzie największe segmenty gospodarki (jeśli w ogóle można mówić o czymś takim, jak „ukraińska gospodarka”) są ściśle powiązane kapitałowo z oligarchami rosyjskimi. Na Ukrainie właścicielami aktywów państwowych stali się ludzie stanowiący mieszankę weteranów Komsomołu, KGB i mafii, płynnie współpracujący z rosyjskimi oligarchami, te żydowskiego pochodzenia. Na Wschodzie nie ma „czystego” pieniądza. To kapitał pochodzący z przestępstw z udziałem mafijnym. I taki właśnie napływa do Polski. Nie po to, żeby produkować, ale przejąć, wydrenować firmę i powtórnie ją sprzedać.
Najnowsze dane statystyczne wskazują, że proces zasiedlania Polski przez Ukraińców ma charakter stał i że większość chce zostać w Polsce na stałe. Oficjalnie jest ich 3 miliony 400 tysięcy, a nieoficjalnie grubo więcej niż 5 milionów, co stanowi kilkanaście procent populacji Polski.
Czym to grozi? Uzależnieniem całych segmentów gospodarki od ukraińskiej siły roboczej, psuciem rynku pracy poprzez pogorszenie warunków zatrudnienie dla Polaków i tym samym zmuszanie ich do emigracji, bo nikt nie chce im dobrze płacić, tylko zatrudnia tanich parobków z Ukrainy.
Ktoś słusznie zauważył, że Konrad Mazowiecki sprowadzając do Polski trzystu Krzyżaków stworzył problem, z którym Polska borykała się przez trzysta lat. Przez ile zatem lat będziemy borykać się z problemem, które stworzył Mateusz Jakub Morawiecki, sprowadzając do Polski 3 miliony Ukraińców? Po 1989 r. mieliśmy szokową transformację gospodarczą, dziś mamy szokową transformację etniczną.
Nic, dosłownie nic im nie wychodzi, ale w transformacji Polski w kraj imigrantów są niezwykle sprawni. Pacyfikacja społeczeństwa i likwidacja polskiego państwa, to plan, dla którego realizacji został tu wysłany Donald Tusk – mówi Jarosław Kaczyński. „Chodzi o to, żebędziemy terenem zamieszkałym przez Polaków, ale zarządzanym z zewnątrz”. Ale nie tylko zamieszkałym przez Polaków, także przez miliony Ukraińców, których sprowadził on sam. I nie tylko Ukraińców, bo 30-tysięczna mniejszość cygańska w Polsce, po otwarciu granicy z Ukrainą, zwiększyła się do 100 tysięcy.
Słusznie oburzamy się, że rząd Tuska podpisał umowę z Zełenskim. Ale i tak w proukraińskim amoku nie przebija Kaczyńskiego. Bo umowa jest podobna do tej, którą 2 grudnia 2016 podpisał Antek Macierewicz, a która też przez Sejm nie była ratyfikowana, była natomiast utajniona i zawierała zobowiązania, jakby to Polska przegrała wojnę i płaciła Ukrainie kontrybucje wojenne. Dla Ukraińców są gotowi uczynić wszystko. Zarówno KO jak i ostro zwalczająca go opozycja w sprawach Ukrainy przemawiają jednym głosem. Drobne animozje wynikają jedynie w licytowaniu się, kto jest bardziej proukraiński, kto da Ukraińcom więcej i kto głośniej nawołuje do wojny z Rosją.
Prawo stałego pobytu dla Ukraińców przyznawane jest szybko i taśmowo. Milowym krokiem będzie przyznanie im wszystkim obywatelstwa. Sytuacja stanie się nie do odwrócenia. W krótkim czasie Polska dorobi się kilkudziesięcio-procentowej mniejszość etnicznej, bo ci z obywatelstwem przyciągną, niczym magnes, kolejne setki tysięcy, a von der Leyen wymusi na nas ściągnięcie do Polski ich bliskich, w ramach procedury zwanej „łączenie rodzin”.
Polskie władze zachęcają do polskiego obywatelstwa – potwierdziła to Natalia Panczenko, która w RMF FM powiedziała, że przed wybuchem wojny w Polsce mieszkało 2,5 mln Ukraińców, „i te osoby już zaczynają te obywatelstwa dostawać”. Szybko dodała, że społeczność ukraińska jest świetnie zorganizowana, ale „dobrze by jednak było, gdyby Ukraińcy mieli swoją reprezentację w Sejmie”. A inkryminowana to nie byle kto – to liderka Ukraińców w stolicy, działaczka finansowanej przez Sorosa fundacji „Otwarty Dialog”, szefowa organizacji o wszystko mówiącej nazwie „Majdan-Warszawa”.
W Londynie i Paryżu wybory parlamentarne przyniosły zwycięstwo walnie wspieranym przez społeczności imigranckie, partiom, które stały się zakładnikiem tych społeczności. Wśród warunków stawianych przez imigrantów znalazły się postulaty dotyczące polityki zagranicznej, finansowania z budżetu państwa organizacji islamistycznych, tolerowania muzułmańskiej obyczajowości.
Tu postawmy pytania: Czy partie w Polsce nie zawrą z Ukraińcami paktu przewidującego zgodę na czczenie Bandery? Czy będzie można wygrać wybory w Polsce bez poparcia Ukraińców? Na kogo będą głosować w sytuacji, gdy wielu z nich miało dziadka w SS Galizien, a Tusk miał dziadka w Wehrmachcie? Za kilka lat w Sejmie, to nie PSL będzie języczkiem u wagi, ale mająca duże zdolności koalicyjne partia kierująca się interesem ukraińskim. Przy czym będzie to partia „centrowa”, co postawi ją w wygodnej pozycji do robienia politycznych geszeftów.
Wzdłuż granicy z Polską składowana jest broń i amunicja. Stamtąd przemycana jest na Zachód i trafia w ręce przestępczych syndykatów i organizacji terrorystycznych. Polska staje się krajem tranzytowym dla przemytu tej broni. Polsce zagraża nie tylko czarny rynek broni – staje się przestępczym centrum prania brudnych pieniędzy, handlu narkotykami i dziećmi. Lukratywnym zajęciem dla ukraińskich mafii stał się też przemyt nielegalnych imigrantów. „Uchodźcy” ukraińscy w Polsce zwiększyli liczbę przestępstw, w porównaniu do statystyk przedwojennych, z 7 tysięcy do 37 tysięcy. Można zatem śmiało stwierdzić, że Polska ma dużą szansę zostania przestępczą stolicą Europy.
Ukraina przegrywa wojnę, chyli się ku upadkowi. Jeśli dodamy, że między Rosją a Niemcami powstaje „państwo teoretyczne” i że rządzący tym „państwem” dusze swe zaprzedali Zełenskiemu, to radość z ukraińskiej przegranej nie będzie trwała długo. Szykuje się katastrofalny scenariusz – do Polski wtargną czambuły tysięcy zdemobilizowanych, oswojonych z bronią mężczyzn, którzy dołączą do już koczujących w Polsce 180 tysięcy Ukraińców w wieku poborowym. Tu refleksja – czy Legion Ukraiński, o którym mowa w porozumieniu Tusk-Zełenski nie wyszkoli i nie uzbroi za nasze pieniądze sotni ukraińskich bojców (a kto wie, czy nie strażników obozowych), z przeznaczeniem nie na front z Rosją, ale na front walki z Polakami? Wszystko to, przy wzroście ekstremizmu politycznego Ukraińców, rozzuchwaleniu przemytników broni oraz możliwych prowokacjach Rosji stwarza zarzewie chaosu i wojny domowej.
Po zakończeniu wojny, na Bałkanach powstało terrorystyczne państewko Kosowo oraz dwa pół państwa – Macedonia i Czarnogóra. Czy po przegranej wojnie z Rosją, na pozostałej części Ukrainy nie powstanie państewko w stylu Kosowa? A pół państwa Ukraińcy już mają, bo wszystko potwierdza, że obecne terytorium Polski służy także Ukraińcom. Czy to przypadek, że osiedlają się głównie na Ziemiach Zachodnich? Czy to prawda, że akcję koordynują żydobanderowcy w Kijowie, diaspora ukraińska w Kanadzie oraz Berlin, i że celem jest „odzyskanie” tych terenów dla Niemców? Jeśli dorzucimy to do roszczeń terytorialnych Ukrainy do kilkunastu powiatów na wschodzie Polski, to co wówczas z Polski zostanie?
Mamy sytuację niebywałą – Polską rządzą premier, który miał dziadka w Wehrmachcie i prezydent, który miał dziadka w UPA. Dwóch Ukraińców kręci Prokuraturą Generalną. Na czele MSW, służb specjalnych, Policji i Straży Granicznej stoi fanatycznie pro-ukraiński działacz Związku Ukraińców w Polsce. Stanowisko pełnomocnika ds. organizacji Systemu Bezpiecznej Łączności Państwowej objął generał Krzysztof Bondaryk. Program nauczania dla dzieci ukraińskich uzgodnił w Kijowie (w j. ukraińskim) wiceminister nauki Andrzej Szeptycki. A czy przypadkiem jest, że akcje kompromitujące raz po raz polskie wojsko montuje tercet Tusk-Bodnar-Siemoniak.
„Nie ma wolnej Polski bez wolnej Ukrainy!” – taki kanon polskiego interesu narodowego wtłaczają nam do głów. Tymczasem w świetle słów znamienitego przywódcy OUN/UPA Stepana Bandery ,,Polacy nie chcą samostijnej Ukrainy, bo dobrze wiedzą, że tylko Ukraina może im zadać śmiertelny cios i rozwalić Polskę”. Zależność jest jasna: Wolna Ukraina może istnieć tylko na gruzach Polski. Wizję Ukrainy na trupie Polski snuje też uchwała OUN z 22 czerwca 1990 r., w której jednoznacznie stoi, że najważniejszym celem OUN jest doprowadzenie do rozbioru i ostatecznej likwidacji państwa Polskiego.
Ukraina nie ukrywa roszczeń terytorialnych do kilkunastu powiatów na wschodzie Polski. Szef amerykańskiej dyplomacji zamieścił kilka zdjęć ze spotkania ze swoim odpowiednikiem, wykonanych w siedzibie MSZ Ukrainy. Na jednym widać, jak Dmytro Kułeba pokazuje mapę, na której granice Ukrainy obejmują część obecnej Polski, między innymi Przemyśl, Chełm, Jarosław i część Polesia. „Pamiętaj Lasze, co do Wisły nasze” – podśpiewują sobie banderowcy spod Lwowa. A nad Wisłą, na kopcu Kościuszki w Krakowie powiewa sobie flaga ukraińska. To samo na fasadzie Sejmu i wszystkich polskich urzędów, w których urzędnicy nie wiedzą, dla jakiego państwa pracują. Coraz częściej słyszymy też od ukraińskich przesiedleńców, że są „u siebie”.
Kilka lat temu oburzenie mediów wywołał wpis Janusza Korwin-Mikkego: „Ja się nie boję Niemców pro-rosyjskich! Boję się Niemców pro-ukraińskich, którzy wczoraj popierali Stefana Banderę, a jutro razem z Ukrainą mogą ruszyć po Wrocław, Przemyśl, Szczecin, Rzeszów, Opole, Chełm, Koszalin, Zamość. Nawet gdyby w Rosji było okropnie i panowało tam ludożerstwo, byłbym za dobrymi stosunkami z Rosją, bo boję się rosnącej w potęgę Ukrainy”. Skąd w polskich politykach tyle pobłażliwości wobec Ukraińców, którzy roszczą pretensje do 1/3 terytorium Polski? Skąd tyle zawziętości wobec Rosji, która żadnych pretensji terytorialnych wobec Polski nie ma? W tym miejscu nachodzi refleksja: Gdyby w przyszłości przyszło nam rywalizować z Ukrainą, i gdyby Ukraina, jak tylko trochę odsapnie po wojence, skierowała lufy otrzymanych od Polski czołgów i haubic na Polaków, kto wtedy mógłby być naszym sojusznikiem? Hipotetycznie można też założyć, że gdyby Rosja zaatakowała Polskę, to Ukraińcy zajmą Przemyśl, Rzeszów i okolice?
Lider OUN, odsłonięcie pomnika w Domostawie skomentował tak: „Polacy nigdy nie zrozumieli, że obrażając uczucia narodowe Ukraińców, kopią grób dla Polski”. Piotr Tyma (Петро Тима), do 2021 r. prezes Związku Ukraińców w Polsce (ZUwP) i działacz Światowego Kongresu Ukraińców, fragment pomnika obrazujący polskie dziecko nabite na ukraińskie widły, porównał do „komara na widelcu”. I czy nie miał na myśli wszystkich Polaków upominających się o pamięć tak okrutnie pomordowanych? Nawiasem mówiąc, tenże Tyma w wywiadzie dla „Wyborczej” ujawnił, że dzięki grantom z Fundacji Batorego będzie monitorował wpisy w Internecie pod kątem „mowy nienawiści” wymierzone w Ukraińców.
Państwo Polskie nie tylko nie żąda potępienia zbrodni wołyńskiej, zgody na ekshumacje pomordowanych, zaprzestania kultu Bandery i Szuchewycza, ale aktywnie służy polityce historycznej Ukrainy. To nikt inny jak polski minister kultury w rządzie PiS, wyasygnował na ten cel 5 milionów euro. Dla porównania – na dziedzictwo kulturalne polskich Kresów przeznaczył dwa razy mniej, a na pomnik w Domostawie nie dał ani grosza i w dodatku robił, wszystko, żeby pomnik nie powstał. Krótko mówiąc – na promowanie katów wydają tyle, że na pamięć o ofiarach już im nie starcza.
Ukraińcy nawet nie proszą o pomoc w propagowaniu ukraińskiej narracji historycznej. Państwo Polskie z własnej inicjatywy, za własne pieniądze bierze czynny udział w tym antypolskim dziele. Przykład z ostatnich dni: Na obchodach 80. rocznicy, Duda porównał Powstania Warszawskiego do zburzenia Mariupola. Jakim trzeba być głupkiem albo kanalią, żeby przyrównać zburzenie milionowego miasta i wymordowanie 200 tysięcy jego mieszkańców do kilku rozwalonych ukraińskich chałup. Hańba domowa – tak Jacek Trznadel kiedyś nazwał kolaborację żydo-komunistycznych elit ze Stalinem w negowaniu zbrodni katyńskiej. Dzisiaj hańbą domową jest kolaboracja Dudów z potomkami Bandery. W stosunkach polsko- ukraińskich jest wiele tajemnic. Nie tylko nie wiemy, jaką wartość ma pomoc dla ukraińskich oligarchów, ale nie wiemy, jakim cudem zdołali skutecznie wmówić nam, że chazarski Żyd z Krzywego Rogu broni cywilizacji europejskiej przed Azjatą Putinem?
Propagandowa machina zastraszania Polaków rozpędziła się na dobre. Gdy się patrzy na ukraińskie flagi łopoczące na gmachach rządowych i na te wstydliwie powiewające z boku biało-czerwone, to nie może nie najść ponura refleksja, że już jesteśmy pod ukraińskim butem, pod okupacją oszustwa mającego ukryć, że nie jest to wojna z Rosją, ale wojna Ukraińców z Polakami i przy okazji wojna naszpikowanego Ukraińcami „polskiego” rządu z własnymi obywatelami. Wołyń znajduje się dziś poza granicami Rzeczypospolitej, Ale to nic. Bo gdy połączymy ukraińską okupację Polski, nienawiść panoszących się w Polsce Ukraińców, rozzuchwalenie przemytników broni, to drugim „Wołyniem” będzie cała Polska, a my wszyscy „komarami na widelcu”. To tylko kwestia czasu.
Między Polską a Ukrainą nie ma granicy. Problemy sąsiada stały się naszymi problemami, ukraińscy bandyci polskimi bandytami, a oligarchowie polskimi oligarchami. Powstała V kolumna, wroga wobec polskiej sprawy, agresywna, działająca obok i przy poparciu banderowców skupionych w Związku Ukraińców w Polsce. Robią, co im się żywnie podoba. Korzystając ze słabości Państwa, niszczą polskie obyczaje. Świadomi swej dominującej pozycji, poczuli się uprawnieni do wtrącania w nasze sprawy, pouczania, szantażowania. A rządzący Polską, zamiast stanąć twarzą w twarz z wyzwaniem, uciekają przed nim, i panaceum widzą w nadawaniu Ukraińcom kolejnych przywilejów oraz w obsadzaniu rządowych stanowisk Ukraińcami.
Dlatego żądajmy od Państwa Polskiego: Monitorowania ukraińskiego zagrożenia. Uporządkowania pobytu Ukraińców w Polsce. Skończenia z pomocą i przywilejami dla nich. Wydalenia tych, którzy nie pracują. Przywrócenia sytuacji, kiedy między Polską a Ukrainą była granica. Zabezpieczenia granicy przed następnymi falami „uchodźców”. Sporządzenia ewidencji Ukraińców w Polsce, ilu ich jest, gdzie mieszkają, gdzie pracują, jaką polityczną aktywność prowadzą. Monitorowania banderowskich jaczejek, które już powstały. Skończenia z tolerowaniem banderyzmu i ścigania go z urzędu. Wzięcia pod kontrolę Związku Ukraińców w Polsce. Zlikwidowania nacjonalistycznego podziemia edukacyjnego, wychowującego w opozycji do państwa polskiego. Tego musimy się domagać. Bo to Polska Racja Stanu.
Sprawę wielce komplikuje to, że nie wszystko zależy od nas, bo naszym państwem kierują kompradorskie elity, wykonujące polecenia z zewnątrz, i to z nie jednego źródła. Trudno wyobrazić sobie autora słów „Polska to nienormalność” w roli obrońcy Polaków. Tylko pomarzyć można, aby Radek Sikorski-Applebaum powiedział: Jesteśmy sługami narodu polskiego. Na obronę Polski z pozycji innej, niż „sługa narodu ukraińskiego” nie można też liczyć ze strony autora słów „Tu jest Polin”.
Są tacy, którzy ratunek widzą w puszczeniu z dymem polskich urzędów, na których powiewa ukraińska flaga i którymi rządzą działacze ZUwP. Są i tacy, którzy zbawienia wypatrują w garnizonie rosyjskich sołdatów w Przemyślu i w rosyjskiej Dumie, gdzie ktoś kiedyś o Polakach powiedział: „Niech giną, niech zdychają, niech przyjdą i proszą nas o pomoc”. Jeszcze inni pokładają nadzieje w Donaldzie Trumpie, który Tuska zostawi z ręką w ukraińskim nocniku. Za kilka lat Polska będzie nie do poznania, nie będzie nasza. Najwyższy czas na samoobronę, bo jeśli istnieje jakiś powód do wyjścia na ulice, to jest nim ukraińska kolonizacja.
Stanisław Michalkiewicz tygodnik „Goniec” (Toronto) • 11 sierpnia 2024 michalkiewicz.
W związku z wakacyjną przerwą, podczas której Wielce Czcigodni posłowie porozjeżdżali się na wakacje, jazgot i potępieńcze swary z sali plenarnej Sejmu przeniosły się do niezależnych mediów głównego nurtu, które urządzają rozmaite „debaty” i inne walki kogutów. Piszę o jazgocie i potępieńczych swarach, bo nasi Umiłowani Przywódcy uprawianie prawdziwej polityki, a już zwłaszcza – polityki zgodnej z polskim interesem państwowym – mają od Naszych Sojuszników surowo zakazane, a że namiętności, jakim i oni przecież podlegają, muszą znaleźć jakieś ujście, toteż znajdują je w mniej lub bardziej zażartych pyskówkach, z których wszelako nic nie wynika, bo wyniknąć nie może.
Powoli ucichają tedy swary związane z inauguracją Igrzysk Olimpijskich w Paryżu, towarzyszącym im skandalem oraz „zawieszeniem” pana red. Przemysława Babiarza przez totalniaków z rządowej telewizji. Nawiasem mówiąc, ku dość sporemu zaskoczeniu światowej opinii publicznej, na skandaliczną inaugurację Igrzysk w Paryżu zareagował turecki prezydent Recep Erdogan, oświadczając, że nie tylko chrześcijanie zostali obrażeni, ale i my; – „my” czyli muzułmanie, dla których Jezus Chrystus jest jednym z ważnych proroków, może nie tak ważnym, jak Mahomet, niemniej jednak – no i zapowiedział interwencję u papieża Franciszka, żeby wspólnie coś z tym skandalem zrobić. Odnoszę nieprzyjemne wrażenie, że Watykan, który do tej pory siedział cicho, jak mysz pod miotłą – ale po takiej – jak mawiają gitowcy – „poważnej zastawce” już mu cicho siedzieć nie wypadało, więc odważył się wyrazić „ubolewanie”. Jeśli chodzi o pana red. Babiarza, to wszystko też skończyło się wesołym oberkiem, bo po bardzo krytycznych wobec telewizyjnych totalniaków reakcjach różnych środowisk, również dziennikarskich, został od „odwieszony” i nawet wrócił do Paryża komentować Igrzyska.
Inna rzecz, że chyba coraz mniej ludzi je ogląda, nie tylko ze względu na skandaliczną inaugurację, ale również na ekscesy – na przykład – dopuszczenie mężczyzn do bokserskich walk z kobietami pod pretekstem, że „uważają się” oni za kobiety. W takich widowiskach rzeczywiście gustować mogą tylko jacyś zboczeńcy, a ci chyba – jak zresztą sami mówią – znajdują się u nas w mniejszości. We Francji może oczywiście być inaczej. Tymczasem totalniacy z rządowej telewizji wykazali się refleksem szachisty i dopiero po odwieszeniu pana red. Babiarza zorganizowali tak zwany „odpór”. Przybrał on postać ataku, jaki na red. Babiarza przypuściły „nowe gwiazdy TVP”: pani Katarzyna Kasia i pan Grzegorz Markowski, dotychczas zatrudnieni przez Propaganda Abteilung w TVN, których teraz totalniacy zanęcili do telewizji rządowej. Otóż schłostali oni pana red. Babiarza, że w „okresie minionym” dopuszczał się sprośnych błędów Niebu obrzydłych, a konkretnie – „stał za Kurskim” – kiedy ten przyszedł do rządowej telewizji, w dodatku nie stał zwyczajnie, tylko – jak zauważył pan Markowski – „z uśmieszkiem pełzającym w kąciku ust”. No rzeczywiście, „w kąciku ust” – tego już za wiele!
Toteż na mieście krążą fałszywe pogłoski, że pani Kasia i pan Markowski mają zbierać podpisy autorytetów moralnych pod deklaracją wiecznego potępienia pana red. Babiarza, a kto się nie podpisze, nie tylko straci certyfikat przyzwoitości, ale przez Judenrat „Gazety Wyborczej” zostanie skreślony z listy autorytetów moralnych. Jak tam będzie, tak tam będzie, natomiast przypadek pani Katarzyny Kasi jest znakomitą ilustracją coraz bardziej upowszechniającego się u nas zjawiska dziedziczenia pozycji społecznej: dzieci aktorów zostają aktorami, dzieci piosenkarzy – piosenkarzami, dzieci konfidentów – konfidentami, dzieci ministrów – ministrami, a dzieci filozofów – filozofami. Pani Kasia jest bowiem córką filozofa, prof. Andrzeja Kasi, który przyjaźnił się z Janem Himilsbachem. Kroniki towarzyskie odnotowują, jak to Himilsbach, po jednej czy drugiej „nieprzespanej nocy znojnej” i jeszcze w nirwanie, w towarzystwie przygodnych kompanów, odwiedzał pana prof. Kasię w jego mieszkaniu i przedstawiał go swoim towarzyszom tak: wiesz żłobie, kto to jest? To jest pan profesor; on zaraz pójdzie na zajęcia ze studentami, którym będzie tłumaczył filozofię! Pani Katarzyna natomiast ma inne ambicje – żeby mianowicie „otworzyć Polakom dostęp do informacji”. W tym właśnie celu kierujący rządową telewizją totalniacy ją wynajęli – bo niby w jakim innym?
Tymczasem w ramach nakazanego przez Naszego Złotego Pana z Berlina przyspieszenia dintojry, ścisłe kierownictwo Volksdeutsche Partei wykombinowało sobie, by zamiast rozdrabniania się na umieszczanie za kratami poszczególnych wrogów demokracji, zlikwidować znienawidzone PiS za jednym zamachem. W tym celu podjęło próbę podbechtania Państwowej Komisji Wyborczej, żeby zakwestionowała sprawozdanie finansowe PiS z kampanii wyborczej w roku 2023, pozbawiła ją pieniędzy i w ten sposób położyła kres jej istnieniu. Jest to bowiem konieczne dla rozwoju demokracji, która – jak zauważył wybitny przywódca socjalistyczny Adfolf Hitler, najlepiej się rozwija, gdy towarzyszy jej potrójna jedność: ein Volk, ein Fuhrer, ein Reich. Państwowa Komisja Wyborcza nie mówi: „nie”, ale uchyliła się przed spełnieniem oczekiwań „bull-terriera” Donalda Tuska, czyli Wielce Czcigodnego pana mec. Romana Giertycha, który nalegał na natychmiastowe podjęcie stosownej decyzji. Doszło nawet do wymiany zdań między panem mec. Giertychem, a panem mec. Ryszardem Kaliszem. Pan mec. Giertych zaapelował do PKW, żeby nie „:rżnęła głupa”, jakoby nie miała dowodów na wyborcze przekręty finansowe PiS, bo przecież on może jej je dostarczyć w dowolnej ilości, między innymi dzięki „sygnalistom”, którzy poświadczą, co tylko będzie trzeba.
Prawdziejom z rządowej telewizji, a także z żydowskiej telewizji nierządnej TVN, takie dowody w zupełności wystarczą, jednak pan mec. Ryszard Kalisz z PKW wezwał pana mec Giertycha, żeby „wziął sobie na wstrzymanie”, a PKW odłożyła podjęcie decyzji do końca sierpnia. Być może, by dać dodatkowy czas „sygnalistom”, by przypomnieli sobie, co tam jeszcze trzeba, ale być może również dlatego, że od decyzji Państwowej Komisji Wyborczej PiS może odwołać się do Sądu Najwyższego, gdzie aż się roi od rozmaitych „neo-sędziów” i innych przebierańców, którzy przecież będą sądzili, jak się należy, a gdyby nawet i tam coś poszło nie tak, to jeszcze – do trybunału europejskiego. W tej sytuacji zgromadzone przez pana mec. Giertycha dowody na użytek telewizyjny mogą nie wystarczyć i stąd ten tempus deliberandi. Jak bowiem oskarżać, to oskarżać – żeby problem demokracji rozwiązać raz na zawsze, a nie tylko markować jego rozwiązywanie. Ciekawe, że ten punkt widzenia podziela również Jarosław Kaczyński twierdząc, że jeśli PKW odbierze PiS-owi prawie 26 mln złotych subwencji, to będzie to „koniec demokracji w Polsce”.
Stały komentarz Stanisława Michalkiewicza ukazuje się w każdym numerze tygodnika „Goniec” (Toronto, Kanada).
Stanisław Michalkiewicz • 7 sierpnia 2024 sygnalisci
W swoim „Dzienniku 1954” Leopold Tyrmand wspomina, jak to w Warszawie odbywał się zjazd rewolucjonistów z całego świata. Zakwaterowano ich w Hotelu Sejmowym i stało się, że jeden z nich, Grek nazwiskiem Apostolos Grozos, zaniemógł. Wezwany do pacjenta doktor Dobrzański próbował się dowiedzieć, co mu dolega. Próbował po angielsku, po francusku i po niemiecku, ale Grek żadnego z tych języków nie rozumiał. Zdesperowany doktor Dobrzański spróbował zatem dogadać się po rosyjsku, ale Grek, łypnąwszy okiem na obecną przy badaniu nadzorczynię o manierach ruskiego generała, po rosyjsku też nie rozumiał. Rada w radę uradzono, żeby zawołać rewolucjonistkę z Argentyny, która znała wszystkie języki. Zagadała ona do Greka w narzeczu, które doktor Dobrzański zapamiętał z młodości, kiedy bywał na warszawskich Nalewkach. Okazało się, że pacjent dostał niestrawności, więc zrobił mu stosowny zastrzyk i pożegnał życzliwym ”a giten cześć!”
Komentując ten incydent Tyrmand zauważył, że ten objazdowy „cyrk Stalina”, w charakterze egzotycznych rewolucjonistów, zatrudnia tubylczych absolwentów komunizmu z ulicy Gęsiej lub Smoczej. Prawdziwym rewolucjonistom, dajmy na to z Malajów, czy amazońskiej dżungli, trzeba by od podstaw tłumaczyć zawiłe pryncypia marksizmu-leninizmu, podczas gdy ci absolwenci od razu znają prawidłowe odpowiedzi na wszystkie pytania, niczym pani red. Monika Olejnik, czy pani red. Agnieszka Gozdyra, co to sztorcują swoich gości, jeśli ci prawidłowych odpowiedzi na pytania nie znają. Taniej i bezpieczniej jest zatem angażować właśnie takich, co znakomicie upraszcza sprawę.
A tu Wielce Czcigodny pan mecenas Roman Giertych, który dotychczas eksploatował w charakterze „sygnalisty” niejakiego pana Mraza, wynalazł w korcu maku kolejnego „sygnalistę” w osobie pana sędziego Arkadiusza Cichockiego. Pan sędzia Cichocki najpierw dokazywał w tak zwanej „aferze hejterskiej”, ale kiedy zaczęło mu się się robić gorąco, to znaczy, pardon – wcale nie zaczęło mu się robić gorąca, tylko głos sumienia przypomniał mu o umiłowaniu praworządności – jednym susem przeskoczył na jasną stronę Mocy, nawiasem mówiąc – podobnie, jak w swoim czasie uczynił to Wielce Czcigodny pan mecenas, no i teraz w swoich opowieściach wychodzi naprzeciw aktualnemu społecznemu zapotrzebowaniu. Jestem przekonany, że opowie wszystko, jak się należy, nawet bez konieczności podłączania go do prądu, bo w ten sposób odsuwa od siebie widmo, nie tyle może stryczka, bo to już nie te czasy, co za Stalina, ale krat – to już prędzej. Jak się okazuje, chyba nie da się zadośćuczynić oczekiwaniom pana komisarza Didiera Reyndersa, który uwziął się, żeby w naszym bantustanie przywrócić praworządność, zgodnie z przykazaniami Reichsfuhrerin Urszuli von der Leyen inaczej, jak przez sięgnięcie do nieprzebranego rezerwuaru „sygnalistów”.
No dobrze – ale gdzie właściwie mieści się ten rezerwuar? A gdzieżby, jeśli nie w kryminałach, do których za ancien regime’u niezawisłe sądy powtrącały rozmaitych obywateli? Nie wszyscy co prawda w równym stopniu się na „sygnalistów” nadają, ale myślę, że jedna kategoria nada się, jak mało kto. Mam na myśli oszustów. Któż lepiej od nich potrafi stworzyć wrażenie szczerości i spontaniczności? Wprawdzie i panu sędziemu Arkadiuszowi Cichockiemu nie brakuje zdolności, ale nigdy nie jest tak dobrze, żeby nie mogło być jeszcze lepiej. W tej sytuacji nie ma co się zastanawiać, tylko pan minister Adam Bodnar powinien ogłosić werbunek „sygnalistów” właśnie z tego środowiska, a proces rozliczeń pójdzie jak z płatka. Za obietnicę wyjścia na wolność, a kto wie, czy nie dołączenia do korpusu autorytetów moralnych – bo przecież z jednego oszusta nawróconego na praworządność większa będzie radość w Niebiesiech, niż z dziesięciu sprawiedliwych – taki „sygnalista” potwierdzi ze szczegółami wszystko, czego tam wyuczy ich jeśli nawet nie Wielce Czcigodny pan mecenas Roman Giertych, to jakiś inny koryfeusz praworządności. I to jest najważniejszy argument za jak najszybszym przeprowadzeniem zaciągu, bo czyż można zaniedbać czegokolwiek, gdy w grę wchodzi praworządność? Jasne, że nie można zaniedbać niczego tym bardziej, że przecież Nasz Złoty Pan, podczas ostatniej gospodarskiej wizyty w Warszawie, chyba musiał ofuknąć pana premiera Donalda Tuska za zbyt ślamazarne tempo dintojry. Jak wiadomo, z listopadowymi wyborami prezydenckimi w Ameryce na dwoje babka wróżyła, więc wszystko powinno zostać dopięte na ostatni guzik w ciągu najbliższych sześciu miesięcy, bo nie wiadomo przecież, czy pod koniec stycznia przyszłego roku przysięgi prezydenckiej nie złoży w Waszyngtonie wróg całej postępowej i miłującej pokój ludzkości Donald Trump? Wprawdzie stary finansowy grandziarz Jerzy Soros dał podobno aż 50 mln dolarów na kampanię wyborczą pani Kamali Harris, a inni grandziarze też sypnęli złotem, ale przecież w ostatniej chwili do demokratycznych procedur może wmieszać się zimny ruski czekista Putin i sprawy mogą się skomplikować.
Wprawdzie Donald Trump na pewno przypomniał sobie spostrzeżenie Michaela Corleone z filmu „Ojciec chrzestny”, iż historia nauczyła nas jednego – że mianowicie każdego można zabić – ale nawet u niego polityczne namiętności mogą wziąć górę i przypomni sobie swoją deklarację z lipca 2017 roku, że projekt Trójmorza bardzo mu się podoba i że Stany Zjednoczone będą go wspierały. Wtedy, jak pamiętamy, spowodowała ona zapalenie w Berlinie czerwonej lampki alarmowej, w następstwie czego Niemcy zgłosiły akces do Trójmorza, z czego ucieszył się pan prezydent Andrzej Duda – wobec tego teraz trzeba dmuchać nawet na zimne i kuć żelazo praworządności, póki gorące. Jednak bez masowego zaciągu „sygnalistów” w wiadomym rezerwuarze może się to nie udać, a wtedy ryzykujemy nie tylko perturbacjami w przywracaniu praworządności w naszym bantustanie, ale nawet tym, że świat może się zawalić.
W obliczu takiej dramatycznej alternatywy w kąt muszą pójść pięknoduchowskie obiekcje, że oto pan minister Adam Bodnar przy pomocy Wielce Czcigodnego pana mecenasa Romana Giertycha, będzie do przywracania praworządności wykorzystywał kryminalistów. Już Robert Penn Warren w słynnej powieści „Gubernator” wkładał w usta gubernatora Willa Starka spostrzeżenie, że dobro można robić przede wszystkim ze zła. Podobnie uważał pułkownik Kuklinowski z „Potopu”, doradzając panu Kmicicowi, że jeśli mu cnotka przeszkadza, to powinien ją wycharknąć.
Byliśmy świadkami pokazowego procesu karnego arcybiskupa Carla Marii Vigano. Schizmatycka sekta oskarżyła go o tzw. schizmę, co właściwie jest niemożliwe, gdyż Kościół nie ma obecnie papieża. Fakt ten wynika z rzeczywistości, że Bergoglio jest jawnym heretykiem. Był heretykiem już przed objęciem tronu papieskiego, dlatego też jego wybór jest również nieważny. Potwierdza to bulla dogmatyczna Pawła IV. Ci, którzy wydali nieważny wyrok na arcybiskupa Vigano, sami nie tylko są w schizmie, ale przez swoją apostazję ekskomunikowali się z Kościoła.
Arcybiskup mówi:
„Sekta schizmatycka oskarża mnie o schizmę – to powinno wystarczyć, by dowieść dziejącego się przewrotu. Jaką bezstronność osądu może bowiemzachować sędzia zależny od tego, kogo ja oskarżam o uzurpację. Ponieważ sprawa ta jest symboliczna, chcę, by wierni – którzy nie muszą znać zasad funkcjonowania trybunałów kościelnych – zrozumieli, że o schizmie nie można mówić, gdy istnieją uzasadnione powody, by kwestionować wybór papieża. Są to w tym przypadku wątpliwości co do ważności zgody (vitium consensus) oraz nieprawidłowości lub naruszeń zasad regulujących konklawe” (por. Wernz-Vidal, Ius Canonicum, Rzym, Pont. Univ. Greg., 1937, t. VII, s. 439).
Pokazowy proces pokazuje, że arcybiskup jest sądzony przez tego, którego oskarżył o uzurpację najwyższego urzędu. Arcybiskup przypomina, że proces nad nim ma charakter symboliczny. Oznacza to, że podobny pokazowy proces zostanie przeprowadzony przez uzurpatora Bergoglio na każdym prawowiernym biskupie, który nie chce dopuścić się zdrady Boga i dlatego odmawia błogosławienia grzechu sodomii. Jeśli jednak tchórzliwy biskup podda się Bergoglio i zacznie błogosławić grzech, zostanie na zawsze potępiony w piekle.
Cytat arcybiskupa C. M. Vigano: „Bulla Cum ex apostolatus officio Pawła IV ustanawia na wieczność nieważność nominacji lub wyboru jakiegokolwiek hierarchy – włącznie z papieżem – który popadł w herezję przed wyniesieniem do godności kardynała lub Biskupa Rzymu. Określa ona takie wybór lub wyniesienie jako nulla, irrita et inanis (nieważną, nieobowiązującą i bezwartościową), nawet dokonane w zgodzie i jednomyślnie przez wszystkich kardynałów.
Wybór ten bądź wyniesienie nie może być także uznane, ani nie uzyska ważności czy to na drodze przyjęcia obowiązków, ani przez konsekrację, ani przez objęcie władzy…, ani przez rzekomą koronację papieską…, ani przez wyrażenie powszechnej obediencji, w żadnym czasie, ani w żadnym razie nie może być uznane za zgodne z prawem. Paweł IV dodaje, że wszystkie akty dokonane przez taką osobę należy uznać za równie nieważne, a jego poddani, zarówno duchowni, jak i świeccy, są zwolnieni z posłuszeństwa wobec niego… Z tego powodu, z czystym sumieniem uważam, że błędy i herezje, którym Bergoglio hołdował przed, w trakcie i po swoim wyborze, a także intencja towarzysząca rzekomemu przyjęciu papiestwa, czynią jego wyniesienie na Tron Piotrowy nieważnym”.
Arcybiskup Vigano powołuje się na dogmatyczną bullę i udowadnia, że Jorge Bergoglio jest papieżem nieważnym. Oprócz bulli dogmatycznej samo Pismo Święte – Ga 1,8-9 – mówi, że kto głosi inną ewangelię, niech będzie anatema, czyli ekskomunikowany – przeklęty. Bergoglio głosi inną naukę – sodomską antyewangelią! To jest bunt przeciwko Bogu. Jego antyewangelia jest diametralnie sprzeczna z ewangelią Chrystusa i całą tradycją kościelną. Również święci ojcowie Kościoła Cyprian, Atanazy, Augustyn, Hieronim i nauczyciele kościoła św. Robert Bellarmin, św. Franciszek Salezy, św. Alfons Liguori zgadzają się z tą prawdą i wyraźnie wyrażają, że papież, który jest jawnym heretykiem, sam ekskomunikował się z Kościoła i nie będąc członkiem Ciała, nie może być jego głową.
Cytat arcybiskupa C. M. Vigano: „Wszystkie akty rządów i nauczania Jorge Mario Bergoglio, zarówno w treści, jak i formie, wydają się obce, a nawet sprzeczne z działaniami typowymi dla papieża. Nawet zwykły wierny czy niekatolik dostrzega nietypowość roli, jaką Bergoglio odgrywa w globalistycznym i antychrześcijańskim projekcie realizowanym przez Światowe Forum Ekonomiczne, agencje ONZ, Komisję Trójstronną, Grupę Bilderberg, Bank Światowy i inne organizacje globalistycznej elity. Podkreślanie i demaskowanie tych anomalii w żaden sposób nie świadczy o mojej woli schizmy”.
Arcybiskup zwraca uwagę, że zbrodnie popełnione przez uzurpatora papiestwa Jorge Bergoglio są na tyle oczywiste, że muszą je zobaczyć nie tylko księża i biskupi, ale nawet zwykli wierzący i niekatolicy. Oni także widzą tę anomalię, którą reprezentuje fałszywy papież. Arcybiskup wskazuje na głęboką współpracę Głębokiego Kościoła z Głębokim Państwem, czyli na współpracę Bergoglio i jego sekty z organizacjami kontrolowanymi przez elity globalistyczne. Ta współpraca realizuje cele antychrześcijańskie i globalistyczne. Wskazując na tę rzeczywistość, która jest już dla wszystkich oczywista, abp Vigano powoduje schizmy w Kościele. Pokazowy proces przeciwko niemu jest skandaliczny.
Cytat arcybiskupa C. M. Vigano: „Mimo to jestem atakowany i osądzany, gdyż niektórzy łudzą się, że potępiając mnie i ekskomunikując, osłabią znaczenie moich oskarżeń o zamach stanu. Ta próba uciszenia krytyki niczego nie rozwiązuje, a wręcz obciąża winą tych, którzy próbują ukryć lub bagatelizować problemy niszczące Kościół”.
Arcybiskup Vigano oskarża tych, którzy zorganizowali pokazowy proces „ekskomuniki”, o łudzenie się, że uciszy to jego głos prawdy, który demaskuje watykański zamach stanu. Wręcz przeciwnie, jeszcze bardziej ujawnił ukryte przerzuty.
Cytat arcybiskupa C. M. Vigano: „Jeśli papiestwo rzymskie – mam tu na myśli papiestwo Piusa IX, Leona XIII, Piusa X, Piusa XI, Piusa XII – jest uważane za przeszkodę w dialogu ekumenicznym, a dialog ten jest traktowany jako absolutny priorytet „kościoła synodalnego” Bergoglio, w jaki inny sposób mógłby ten dialog się urzeczywistnić, jeśli nie przez usunięcie tych elementów, które czynią papiestwo z nim niekompatybilnym, a tym samym manipulując nim w sposób całkowicie bezprawny i nieważny?”.
Bergoglio od dawna realizuje ukryty plan zniesienia instytucji papiestwa, ponieważ stanowi to przeszkodę w dialogu ekumenicznym, który jest promowany jako absolutny priorytet „synodalnego antykościoła” Bergoglio. Paradoks staje się tym bardziej absurdalny, gdy odstępca Bergoglio karze prawowiernych katolików jakąś nierealną schizmę.
Cytat arcybiskupa C.M. Vigano: „Od jakiego „kościoła” miałbym się odłączyć, jakiego „papieża” miałbym odmówić uznania, jeśli kościół ten określa się jako „kościół soborowy i synodalny” w przeciwieństwie do „kościoła przedsoborowego” – czyli Kościoła Chrystusowego?”.
Arcybiskup wskazuje na rzeczywistość dwóch Kościołów. Tutaj pod szyldem Kościoła katolickiego jest soborowy, synodalny kościół Bergoglio, który jednak ma inne paradygmaty i inną ewangelię i jest przeciwieństwem Kościoła Chrystusowego. Kościół Chrystusowy to Kościół zbudowany na Ewangelii oraz na Tradycji apostołów i świętych. Reprezentuje go arcybiskup Vigano. Bergoglio oddzielił się od Kościoła Chrystusowego poprzez herezje i znajduje się w schizmie, a jednocześnie w apostazji, to znaczy jest poza Kościołem Chrystusowym.
Cytat arcybiskupa C. M. Vigano: „A jakiego papieża miałbym odmówić uznania … jeśli papież dowodzi, że uważa papiestwo za swoją osobistą prerogatywę, którą może modyfikować i zmieniać według uznania, zawsze zgodnie z błędami doktrynalnymi Soboru Watykańskiego II i posoborowym „magisterium”?”.
Rzeczywistość jest taka, że Bergoglio w 2022 roku w Kanadzie publicznie poświęcił się szatanowi. Następnie przekształcił Kościół katolicki w synagogę szatana, zarówno poprzez motu proprio „Ad theologiam promovendam” w sprawie zmiany paradygmatów, jak i poprzez deklarację „Fiducia supplicans”, błogosławiąc grzech sodomii. W tym antykościele Bergoglio, który okupuje zewnętrzną strukturę Kościoła, nie można już wybrać prawowiernego papieża. Jednocześnie Bergoglio zniósł instytucję papiestwa.
Dziś konieczne jest, aby każdy prawowierny biskup zdał sobie sprawę z prawdziwej sytuacji i jak najszybciej oddzielił się wraz ze swoją diecezją od sekty Bergoglio. Biskup, który oddzieli się wraz ze swoją diecezją, zostanie zniesławiony tak samo jak arcybiskup Vigano. Będzie to jednak znak, że jest wraz z arcybiskupem Vigano w prawdziwym Kościele Chrystusowym, którego bramy piekielne nie przemogą. Biskupi, którzy wraz ze swoimi diecezjami dołączą do arcybiskupa Vigano, mają prawo w tej niezwykłej sytuacji przyjąć go jako prawowiernego papieża. To także przywróci instytucję papiestwa.
Carlo Maria Vigano trzyma sztandar Kościoła Chrystusowego, a Jorge Bergoglio tęczowy sztandar antykościoła. Pod jakim sztandarem dzisiaj staniesz ty?
Kiedy apostoł Paweł był atakowany i kwestionowano jego władzę, wskazywał na łaski, którymi obdarzył go Bóg, i świadczył o cierpieniach, jakie znosił dla Chrystusa. Był pięciokrotnie chłostany przez swój własny naród i nieustannie prześladowany. I nawet poganie go kamienowali. W obronie Ewangelii apostoł nie wahał się mówić o niezwykłych darach, jakie otrzymał, a nawet o wizjach i objawieniach, gdy uważano go za mało duchowego. Wreszcie wiemy, że kiedy przybył do Jerozolimy, religijny Sanhedryn domagał się jego śmierci. Na każdym etapie jego życia towarzyszyła ostra konfrontacja z wrogami Chrystusa, z duchem faryzeizmu i duchem pogaństwa, czyli z fałszywą duchowością.
W podobnej sytuacji wiernego bojownika o Chrystusa jest Arcybiskup Vigano. Pracował w służbie Watykanu niemal pół wieku i dotarł do najwyższych kręgów. Tutaj był świadkiem, jak wrogowie Boga poprzez zdradzieckich prałatów przygotowywali drogę do samozagłady Kościoła. Teraz, gdy arcy-heretyk Bergoglio, poprzez sfabrykowany proces, próbuje stworzyć wrażenie, jakby Vigano został wyrzucony z Kościoła katolickiego za tzw. zbrodnię schizmy, arcybiskup przemawia publicznie i wyjaśnia najpoważniejsze problemy Kościoła. Jego słowa są świadectwem oddania Chrystusowi i Jego mistycznemu Ciału. Nie interesuje go jego obrona, ale obrona Kościoła. Jednocześnie pokazuje, jak duchowa trucizna przedostała się do najgłębszych wnętrz Kościoła poprzez masonów, korupcję i sodomię.
Posłuchajmy jego świadectwa:
„Moja konfrontacja z kościelnymi przełożonymi rozpoczęła się, gdy pełniłem funkcje Delegata ds. Reprezentacji Papieskich, następnie Sekretarza Generalnego Gubernatoratu, a wreszcie Nuncjusza Apostolskiego w Stanach Zjednoczonych. Moja walka z korupcją moralną i finansową wywołała gniew ówczesnego Sekretarza Stanu, kardynała Tarcisio Bertone. Zgodnie z moimi obowiązkami Delegata ds. Reprezentacji Papieskich, ujawniłem korupcję kardynała McCarricka i sprzeciwiłem się wynoszeniu do godności biskupiej skorumpowanych i niegodnych kandydatów proponowanych przez Sekretarza Stanu. W odpowiedzi Bertone przeniósł mnie do Gubernatoratu, twierdząc, że „przeszkadzałem mu w mianowaniu biskupów według jego uznania”. To właśnie Bertone, przy współudziale kardynała Lajolo, utrudniał moje wysiłki mające na celu zwalczanie powszechnej korupcji w Gubernatoracie, mimo że osiągnąłem tam znaczące, przekraczające wszelkie oczekiwania rezultaty”.
Сo arcybiskup zasłużył za swoją wierność Chrystusowi i Kościołowi ze strony skorumpowanych prałatów, którzy byli de facto narzędziami masonerii i dążyli do odwrotnego celu, czyli stopniowego rozkładu Kościoła, a wszystko to w duchu Soboru Watykańskiego II? Co nastąpiło? Arcybiskup Vigano kontynuuje:
„Ostatecznie, Bertone i Lajolo przekonali papieża Benedykta, by usunął mnie z Watykanu i wysłał do Stanów Zjednoczonych. W USA musiałem zmierzyć się z bulwersującymi występkami kardynała McCarricka, w tym jego niebezpiecznymi powiązaniami z przedstawicielami administracji Obamy-Bidena oraz z problemami na arenie międzynarodowej. Bez wahania informowałem o tych sprawach Sekretarza Stanu Parolina, który jednak całkowicie ignorował moje doniesienia”.
Przecież obowiązkiem Sekretarza Stanu było podjęcie działań proporcjonalnych do zawiadomienia przekazanego mu przez nuncjusza amerykańskiego Vigano w sprawie zbrodni moralnych popełnionych przez McCarricka, a nawet jego niebezpiecznych stosunków z pracownikami politycznymi. Tutaj jednak ukazano niezdolność zdradzieckich prałatów do stanięcia w obronie sprawy Bożej. Arcybiskup Vigano był w ciągłym konflikcie z wrogami Boga i Kościoła, natomiast skorumpowanym prałatom udało się gładko uniknąć każdego konfliktu i woleli sto razy zdradzić Chrystusa, swoje sumienie i Kościół, niż ryzykować utratę kariery. Na zewnątrz ci zdrajcy przedstawiają się jako tzw. najwierniejsi słudzy Kościoła Chrystusowego, ale w rzeczywistości są sługami masonów. Teraz, w wyniku sfabrykowanego procesu, wszyscy jednoczą się przeciwko prawdziwie wiernemu apostołowi, który służy Chrystusowi i Kościołowi.
Arcybiskup Vigano w swojej życiowej walce o oczyszczenie Kościoła zdobył doświadczenie, które doprowadziło go do zrozumienia ukrytych powiązań, jak sam zaświadcza:
Arcybiskup Vigano dalej podaje powód, dla którego z szanowanego nuncjusza apostolskiego on stał się niewygodnym arcybiskupem:
„Z szanowanego Nuncjusza Apostolskiego – którego lojalność, uczciwość, prawość i wzorową skuteczność potwierdził niedawno sam kardynał Parolin – stałem się niewygodnym arcybiskupem. Nie tylko dlatego, że domagałem się sprawiedliwości w procesach przeciwko skorumpowanym hierarchom, ale przede wszystkim dlatego, że ukazałem korupcję w hierarchii kościelnej jako narzędzie kontroli, manipulacji i szantażu, wymuszania działania wbrew Bogu, Kościołowi i duszom wiernych”.
Arcybiskup Vigano wyjaśnia, dlaczego po Soborze Watykańskim II na biskupów nie wybierano wiernych sług Bożych, ale głównie księży skorumpowanych i pozbawionych charakteru. Korupcja wśród najwyższych prałatów kościelnych jest warunkiem koniecznym planu masonów, aby móc ich szantażować. To samo dzieje się z politycznymi przedstawicielami państw.
„Ten modus operandi (sposób działania) – opisany szczegółowo przez masonerię przed infiltracją struktur kościelnych – odzwierciedla metody stosowane również w instytucjach świeckich. Tam przedstawiciele społeczeństw, szczególnie ci na najwyższych szczeblach, są w dużej mierze podatni na szantaż z powodu własnego zepsucia. Ich uległość wobec szalonych pomysłów globalistycznych elit prowadzi narody do ruiny, zniszczenia, choroby i śmierci – nie tylko ciała, ale i duszy. Prawdziwy projekt Nowego Porządku Światowego, któremu Bergoglio jest podporządkowany i od którego czerpie swoją legitymizację od możnych tego świata, ma charakter zasadniczo szatański. W nim dzieło Stworzenia Ojca, Odkupienia Syna i Uświęcenia Ducha Świętego jest nienawidzone, wymazywane i fałszowane przez sima Dei (małpę Boga– szatana) i jego sługi”.
Arcybiskup wskazuje na duchowe podłoże walki królestwa ciemności z królestwem Bożym. Przypomina proroctwo Matki Bożej z La Salette z 1846 roku, w którym Matka Boża przepowiedziała, że „Rzym straci wiarę i stanie się siedzibą antychrysta”. Podobnie trzecia tajemnica fatimska świadczy o tym głębokim upadku.
Arcybiskup mówi:
„Obserwujemy całkowite wywrócenie boskiego porządku i rozprzestrzenianie się piekielnego chaosu przy gorliwym współudziale watykańskich elit i episkopatu. To uświadamia nam, jak przerażające są słowa Maryi Panny z La Salette: „Rzym utraci wiarę i stanie się siedzibą antychrysta”. Pokazuje też, jak ohydną zdradą jest apostazja pasterzy, a jeszcze bardziej, niewyobrażalna zdrada tego, który zasiada na Tronie Świętego Piotra”.
Arcybiskup Vigano z krwawiącym sercem patrzy na bolesną zdradę wielu, zbyt wielu prałatów i wyznaje, że gdyby w obliczu tej zdrady zachował milczenie, złamałby przysięgę złożoną w dniu święceń kapłańskich. Dlatego nawet za cenę moralnej dyskredytacji ze strony wrogów Chrystusa, jeśli nie bezpośrednio ryzykując życiem, daje świadectwo Ewangelii. Po całym życiu doświadczeń naprawdę wskazuje na źródło tego kryzysu, jakim jest Sobór Watykański II. Jako następca apostołów nie może i nie chce zaakceptować systematycznego niszczenia Kościoła, połączonego z potępieniem wielu dusz. Nie chce zamieniać obrony katolickiej prawdy na tchórzliwe milczenie i spokojne życie.
„Gdybym milczał w obliczu tej zdrady, dokonującej się przy tchórzliwym współudziale wielu, zbyt wielu hierarchów, niechętnych do uznania Soboru Watykańskiego II za główną przyczynę obecnej rewolucji, a wypaczenia Mszy katolickiej za źródło duchowego i moralnego rozkładu wiernych, złamałbym przysięgę złożoną w dniu moich święceń i ponowioną podczas konsekracji biskupiej. Jako następca apostołów nie mogę i nie chcę bezczynnie przyglądać się systematycznemu burzeniu Kościoła Świętego i potępieniu tak wielu dusz, nie próbując wszelkimi środkami się temu przeciwstawić. Nie mogę też uznać, że tchórzliwe milczenie dla świętego spokoju jest lepsze od dawania świadectwa Ewangelii i obrony katolickiej prawdy”.
Wszyscy szczerzy katolicy są wdzięczni, że Bóg dał nam w tym trudnym czasie takiego odważnego świadka wiary, jak arcybiskup Vigano. Rzeczywiście wskazuje na zatrute korzenie, których wielu nie chce widzieć, a które są przyczyną katastrofalnego stanu Kościoła. Dziś ksiądz i biskup [ulegli Watykanowi md] muszą nawet pobłogosławić jeden z najcięższych grzechów – sodomię. Największą winę za ten katastrofalny stan ponosi Sobór Watykański II i uzurpator papiestwa Jorge Bergoglio.
Piekło dzieci powstaje z udziałem ludzi chorych psychicznie, mających opinię osób zaburzonych, uważanych często za „zboczeńców”.
Neoliberalny świat jest dla nich łagodny, a nawet, w niektórych przypadkach, obdarowuje przywilejami. Dość często pojawia się argument na poziomie ćwierć inteligencji: „normalni też mordujom i gwałcom”.
Zanim nauka nie uległa konsensusom oraz skokom i susom za pieniędzmi, było wiadome, że dzieci są bezpieczne w normalnych rodzinach. Ryzyko dysfunkcji i krzywdy dziecka wzrastało po rozwodach, z matką samotnie wychowującą dziecko, co dziwne z „wyższym wykształceniem”, w konkubinatach oraz o czym się coraz częściej dowiadujemy, w parach homoseksualnych.
Ostatniego przypadku nie udało się ukryć.
4-letni chłopczyk padł ofiarą długotrwałej przemocy ze strony pary lesbijek – jego biologicznej matki i jej konkubiny. (…)Kobiety są w areszcie, usłyszały zarzut znęcania się nad dzieckiem. Malutki Ignaś uciekł z domu w samych butkach i błąkał się po ulicy. Miał na ciele ślady długotrwałej, sadystycznej przemocy. Osoba postronna odnalazła go i zaprowadziła na komendę Policji. /ratujzycie.pl/
Nie będę przytaczać innych drastycznych przypadków. Kto chce może zapoznać się ze szczegółami pod powyższym linkiem. Dodam jeszcze, cytując:
„W sprawie z Gliwic pojawiają się nowe, szokujące informacje. Okazuje się, że Ignaś ma dwie przyrodnie siostry – biologiczne córki Patrycji J. Lesbijki nie znęcały się nad dziewczynkami, a wręcz przeciwnie: dbały o nie i zapewniały im wszystko, czego potrzeba. Ofiarą sadystycznych praktyk padał tylko chłopczyk. Przypominają się sprawy z zagranicy, gdzie schemat był identyczny: przemoc ze strony lesbijek wobec chłopca. Trudno nie dopatrzeć się tutaj wpływu ideologii, która wywodzi się z głoszonej przez feministki walki płci. W myśl tej ideologii męskość jest złem i należy z nią walczyć.
Co więcej, Ignaś był dzieckiem z niepełnosprawnością. Cierpiał na wrodzoną łamliwość kości i już w wieku czterech lat był po kilku operacjach. Mimo to lesbijki biły go, rzucały nim o ścianę i katowały fizycznie i psychicznie w wymyślny sposób. Co za patologia!”.
Dzieci są krzywdzone niezależnie od płci. Reakcje na doniesienia o prawdziwych przestępstwach wobec dzieci często spotykają się ze strony lewicy z reakcją typową dla poniższego komentarza osoby mającej przy zdjęciu 5 wymownych flag i symboli.
Część lewicy walczy o “przysposobienie dzieci” dla środowisk lgbt+p. Słowo przysposobienie jest również używane w środowiskach przestępczych i oznacza przysposobienie porwanej kobiety do prostytucji lub przysposobienie dziecka dla pedofilów
Na marszu homoseksualistów i osób promujących zaburzenia psychiczne na tle płciowym w Gliwicach pojawiły się dwie osoby reprezentujące rządową i samorządową politykę. Po pierwsze niejaka Monika Sikora, wiceminister funduszy i polityki regionalnej w rządzie warszawskim D. Tuska, a po drugie prezydent Gliwic, Katarzyna Kuczyńska-Budka.
Z ust obu kobiet padły zatrważające w swej beztrosce słowa o tym, że należy wpuścić zboczeńców przebierających się za kobiety do szkół i umożliwić im tym samym gorszenie i demoralizowanie polskich uczniów oraz o tym, że dyskusja na temat akceptacji dla zboczeń powinna być w ogóle wykluczona.
Wypowiedzi nagrało lokalne medium, portal TARNOGORSKI.info. W rozmowie z dziennikarzem wiceminister Sikora odpowiedziała na pytanie czy popiera występy „drag queen” w szkołach, odpowiedziała: „Tak”.
W spontanicznej przemowie przed kamerą członkini rządu warszawskiego D. Tuska dziękowała organizatorom „tęczowego” spędu gwałcącego moralność publiczną, mówiąc, że Gliwice „były są i będą tolerancyjne”. Następnie uderzyła w rządy minionej ekipy w Warszawie: Cieszę się, że po tylu latach naprawdę szczucia i nagonki na osoby LGBT to miasto też może dołączyć do miast, które organizują marsze
– Miesiąc temu urodziłam córeczkę i cieszę się, że będzie mogła żyć w Polsce, w której każdy może kochać kogo chce, gdzie zmierzam ku lepszemu, najpierw ze związkami partnerskimi, i będziemy dalej walczyć o równość małżeńską –
Następnie przemówiła prezydent Gliwic, która uczyniła kuriozalną i de facto totalitarną w swojej wymowie przemowę na temat czegoś, co określiła jako „prawa człowieka”. – Prawa człowieka to jest taki zbiór praw, nad którym moim zdaniem nie powinno się dyskutować, a szczególnie nie powinno się ich w jakikolwiek sposób podważać. To jest taka część naszego systemu wartości, o której dyskutowanie myślę, że jest jednak sprzeczne z ideą człowieczeństwa – przekonywała.
Wychodzi zatem na to, że mówienie prawdy o ludzkiej naturze i o grzechu sodomskim, który woła o pomstę do nieba, należy uważać za… nieludzkie.
Następnie Kuczyńska-Budka sięgnęła po haniebny w swojej kłamliwości argument odwołujący się do… chrześcijaństwa. – A jeśli większość Polaków uważa się za osoby związane z chrześcijaństwem, to przypomnę, że w normach chrześcijańskiej nie mieści się nienawiść do drugiego człowieka, nie mieści się brak tolerancji i brak akceptacji – mówiła.
Owe kurioza komentuje publicysta Ludwik Pęzioł na platformie X: Część fajnopolaków, żeby tylko uniknąć podejrzeń o zaściankowość i kołtuństwo posłałaby swoje (i cudze) dzieci nawet na lekcje z pedofilami, gdyby była taka potrzeba.
Hrabina de La Motte [1] patrzyła kardynałowi de Rohan [2] prosto w oczy. Kardynał odwzajemniał jej tym samym, bo ciekaw był bardzo, co też tak ważnego ma ona do powiedzenia. – Tak, Wasza Eminencjo, właśnie tak. Przybywam od królowej… nieoficjalnie… w końcu musiałam ci to wyznać… – Czyżby? – stary lubieżnik nie dowierzał. – Tak, Wasza Eminencjo, właśnie tak. I będę mogła to udowodnić. – W jaki sposób? Wszak Najjaśniejsza Pani jest mi niechętna do tego stopnia, iż nie chce nawet na mnie spojrzeć, gdy musimy się mijać, albo znajdziemy się w tym samym pomieszczeniu. – To pozory, Monsieur le Cardinal, w rzeczywistości jest inaczej. – To znaczy? – Królowa kocha się w Eminencji… – Nieprawdopodobne! – de Rohan aż podskoczył na fotelu. – A jednak – spokojnym głosem powiedziała hrabina. – I mogę to udowodnić. – W jaki sposób? – Proszę skreślić kilka słów na bileciku, a ja przekażę go Marii Antoninie. – Ostatecznie… cóż to szkodzi? – mruknął kardynał. – Zapewniam Waszą Eminencję, że będzie odpowiedź.
Kardynał czytał z niedowierzaniem. Tak łaskawego odzewu się nie spodziewał, a właściwie to nie spodziewał się żadnego. Ale przecież wzrok go nie mylił. Hrabina de La Motte patrzyła kardynałowi prosto w oczy: – Czyż nie mówiłam, że tak będzie? Ale ten liścik napisałam ja, pod dyktando królowej… przez ostrożność. – Istotnie, ostrożność… lecz to jeszcze nie dowodzi niczego – o ile nie kłamiesz, pani. Może to jest tylko ręka wyciągnięta do zgody i nic nadto. – Eminencjo, nie wiem jakich argumentów mam użyć, żeby pana przekonać. – Właśnie, jakich? – de Rohan patrzył wyczekująco na hrabinę, daleką, bo daleką, ale przecie krewniaczkę króla. – Pan jej pragnie, książę biskupie. Kardynał syknął. – Ależ… ludzka to rzecz. Chociaż różnica i stanu i wieku nazbyt znaczna, Najjaśniejsza Pani jest królową, a na domiar młodsza jest od Eminencji aż o lat dwadzieścia… ale ja to rozumiem… i nie potępiam – uśmiechnęła się filuternie. – Zatem? – Zatem królowa być może łatwiej ulegnie panu Monsieur le Cardinal, jeśli odda jej pan jakąś przysługę. – Na przykład jaką? – zainteresował się książę Kościoła. – Tego jeszcze nie wiem. – Szkoda. Hrabina zrozumiała, że nieostrożnie weszła na śliski grunt, więc czym prędzej zmieniła temat. – Gdybyś, Eminencjo, zechciał mnie hojniej wpierać… nie żyję na odpowiedniej stopie… – A królowa? – Królowej nie ośmielę się prosić. Kardynał pokiwał ze zrozumieniem głową. – Oczywiście, hrabino. Hojniej będę cię wspierał, bo twoja znajomość ars amandi [3] absolutnie zasługuje na to.
– Przyjacielu, zachciej nam dopomóc – ozwał się hrabia de La Motte [4] do pana Rétaux [5] , który to miał spryt niebywały do podrabiania dokumentów. – Czego oczekujesz, przyjacielu? – Będziesz korespondował z panem kardynałem de Rohan jako Maria Antonina. – O! To ciekawe. Mam nadzieję, że nie za darmo? – Ależ oczywiście! Za hojnym wynagrodzeniem!
Hrabina de La Motte z trudem maskowanym niepokojem wpatrywała się w twarz kardynała, ten zaś zagłębiony w lekturze listu, który mu dostarczyła wprost mienił się na twarzy z wrażenia, jakie na nim wywarł. – Spójrz, hrabino, na podpis. – Marie Antoinette de France. Nieostrożna! Ja bym się, panie kardynale, nie podpisała! – Dla mnie to cudowne. Tym podpisem złożyła swoją reputacje w moje ręce…
A potem takich liścików było więcej. Namiętnych, pełnych słów, które dawały więcej niż nadzieję…
Hrabia Cagliostro, ongi kochanek pani de La Motte, ale też – ponoć – przyjaciel kardynała de Rohan, który, jak i on sam był masonem i okultystą, a którego skubał na poważne kwoty ucząc go tajników magii, myślał… pocierał skronie palcami i natężał umysł. Wreszcie plasnął otwartą dłonią w czoło i zawołał: – Ależ tak! Tak! Tylko ona! Nikt inny! Napisał kilka słów na kartce papieru, złożył ją, zapieczętował zadzwonił na lokaja i wydał dyspozycję, iżby list został co prędzej doręczony umyślnym pani Jeanne de Valois-Saint-Rémy, hrabinie de La Motte, albowiem comte był akurat poza Paryżem.
Marie Nicole Leguay d’Oliva [6] , zwana małą królową, ze względu na jej uderzające podobieństwo do Marii Antoniny, urocza dziewczyna licząca sobie lat dwadzieścia cztery, a mieszkająca przy rue du Jour w Wersalu, spacerując, przypadkiem natknęła się na przystojnego szlachcica. Uwiodły go jego gładkie słówka, szarmancja, wytworny styl… Wcześniej z nikim takim nie miała do czynienia. Prócz pozycji społecznej i urody posiadał jeszcze jedną dobrą cechę – nie był skąpy. Następne kilka spotkań już nie było przypadkowe… została jego kochanką. – Posłuchaj Marie, musisz się zobaczyć z pewną wysoko postawioną damą… – Po co? – Ona ci wszystko objaśni. Hrabia nie dodał, że chodziło o jego żonę…
Marie Nicole Leguay d’Oliva z uwagą słuchała słów pani de La Motte. – Czy wszystko dobrze zapamiętałaś? – Tak pani, wszystko.
Sierpniowy zmierzch roku 1784… park wersalski… Alejką wiodącą w głąb uroczego Gaju Wenus z jednej strony zbliżał się książę-kardynał de Rohan, z drugiej hrabina de La Motte w towarzystwie damy odzianej w suknię, którą duchowny już wcześniej widywał na królowej. Dama miała twarz zakrytą czarnym, ale przejrzystym niczym mgiełka woalem, dlatego z rysów twarzy, mimo iż nieco zamazanych przez zmrok i zasłonę można było rozpoznać Marię Antoninę. Dama, wyciągając w kierunku mężczyzny różę szepnęła: – Przeszłość pójdzie w niepamięć… – Dość! Nadchodzą szwagierki Najjaśniejszej Pani! Uchodźmy stąd! Oszołomiony de Rohan został sam. Powoli się odwrócił i podążył drogą, którą tutaj przybył.
Monsieur Le Cardinal! Wybacz, że wczorajsze spotkanie trwało ledwo chwilkę, ufamy, że było ono pierwsze, a nie jedyne. Ufamy także, iż pocieszyła cię słodka woń róży.
Marie Antoinette de France. W Luwrze, 12 Augustusa 1784. Kardynał ucałował liścik i rozmarzył się. Pani de la Motte chrząknęła raz i drugi. – Proszę wybaczyć, hrabino. I co dalej? Jakże pani mniema? Czy ziści się moje marzenie? – Chyba pożądanie, Eminencjo. – Nie, hrabino, bo teraz to już miłość, więc marzenie… Dama wzruszyła ramionami. – Radziłabym kontynuować. – Czyli? – Pomóc w czymś Najjaśniejszej Pani, wesprzeć ją, a prędzej nadejdzie chwila, w której ją posiądziesz. – Lecz powiedz, w czym mógłbym usłużyć uroczej Marie Antoinette. – Zdradziła mi się z pewnym pragnieniem. Upewnię się, czy dobrze je zrozumiałam, bo takiej pewności nie mam, i dopiero wówczas poinformuje o tym pana, kardynale. – Pamiętaj jednak iżem dość niecierpliwy! – Ba! Cierpliwość jest cnotą bogów. A pan się przecie ma za boga, chyba się nie mylę? – roześmiała się perliście. Kardynał zmilczał ten żarcik, chociaż w duchu musiał przyznać, iż hrabina trafiła w sedno.
– Pani hrabino… – zagaił Charles Auguste Boehmer jeden z królewskich jubilerów, podczas gdy drugi z nich, Paul Bassange, stał milcząc w pewnym oddaleniu. – Śmiało, panie Boehmer, śmiało – z ust pani de La Motte, od jakiegoś już czasu kochanki kardynała de Rohan, biskupa Strasburga i dalekiej kuzynki króla, padły słowa zachęty. – Taak… nieobca ci jest zapewne wiedza, pani, iż ongiś nieboszczyk król Ludwik XV obstalował u nas nadzwyczajny naszyjnik dla Madame du Barry – jednakowoż ów wielki monarcha zmarł rok po obstalunku, a przed jego ukończeniem. Zakupiwszy brylanty – a było ich aż sześćset czterdzieści siedem – wydaliśmy wszystko cośmy posiadali i zostaliśmy z zaledwie paroma sou w sakiewkach. Podejmowaliśmy próby sprzedania naszyjnika Ludwikowi XVI – niestety, bezskuteczne… I tak oto posiadamy niebywały majątek w brylantach, lecz w rzeczywistości jesteśmy nędzarzami. – Sprzedajcież go zatem komu innemu – hrabina udawała, że nie zrozumiała, o co jubilerom chodzi. – Cóż… próbowaliśmy… wszędzie gdzie można… zawsze bez powodzenia… Cena klejnotu odstrasza wszystkie koronowane głowy, a zniżyć jej nie możemy, bo ledwie pokrywa ona koszt materiałów użytych na naszyjnik, bo naszej pracy już weń nie wliczamy… – No dobrze, rozumiem, ale co ja mam do tego? – Hrabino, w Paryżu się mówi, że jesteś blisko Najjaśniejszej Pani i masz na nią pewien wpływ. – Tak mówią? – zapytała z lekkim zakłopotaniem w głosie pani de La Motte, która aby dodać sobie powagi sama od dawna takie plotki rozsiewała. – Właśnie. Dlatego pomyśleliśmy, że gdybyś zechciała się wstawić za nami… szepnąć Marii Antoninie do ucha… że choćby na raty… na kilka rat… bo co inaczej poczniemy? Ludwik XV nas tym zamówieniem zrujnował.
Hrabina milczała i dopiero po dłuższej chwili wstała i żegnając jubilerów niezbyt pewnym głosem powiedziała: – Oczywiście, zapytam.
– Posłuchaj, co mi się dziś przydarzyło rzekła hrabina do swego męża Nicolasa de La Motte i opowiedziała mu o spotkaniu z Boehmerem i Bassangem. – O! Toż to nadzwyczajna dla nas okazja – rzekł mąż. – Niby. Ale cóż z tego? Może byłaby to okazja, iżby cokolwiek uskubać dla siebie, ale… przecie ani ja nie znam królowej, ani ona mnie! – I cóż z tego? Znasz małą królową i to wystarczy – hrabia chytrze się uśmiechnął. – Już raz spisała się znakomicie. Dzięki niej strumień złota płynie z sakiewki kardynała do twojej, ale tu jest większe wyzwanie. – Jakże? – Posłuchaj zatem. Jak już rzekłem – jest okazja, niebywała okazja, jaka się już nigdy może nie powtórzyć… A potem pochyliwszy się ku żonie długo jej coś objaśniał. Zakończył zaś słowami: – Czyż nie jest to znakomity plan? I popatrz, na poczekaniu go wymyśliłem! – Istotnie, znakomity! A ty jesteś geniuszem, hrabio! – zawołała dama a oczy błyszczały jej z podniecenia.
– A zatem panowie, królowa łaskawie zgodziła się zakupić naszyjnik, lecz w grę nie wchodzi zapłata jednorazowa, lecz w częściach. – Rozumiemy, ale to jest milion sześćset tysięcy liwrów [7] , więc możemy przystać najwyżej na cztery raty – zgodził się pan Bassange. – Niechże tak będzie. I jeszcze jedno. Najjaśniejsza Pani chce dokonać zakupu bez wiedzy króla, zatem prosi o najwyższą dyskrecję. – Nie rozumiemy?… – Ktoś dokona zakupu w jej imieniu. – Kto taki? – Kardynał de Rohan. – Osobliwe – mruknął pan Boehmer. – Być może, ale dziwniejsze rzeczy działy się pod słońcem. Hrabina, oglądając wspaniały naszyjnik, głośno przełykała ślinę i przez czas jakiś się zastanawiała. – Którego dzisiaj mamy? – 28 grudnia. – Sądzę, że na sfinalizowanie transakcji wystarczy mi miesiąc, może kilka dni dłużej.
– Mistrzu – pan de Rohan z niepokojem, ale i z nadzieją wpatrywał się w usta hrabiego di Cagliostro. – Mistrzu, a jakie jest twoje zdanie, w kwestii brylantowej kolii? – Cóż… Eminencjo, oczyma duszy ujrzałem, iż dzięki temu uczynkowi być może zyskasz absolutnie wyjątkową, unikalną wręcz przyjaźń królowej! Ba! Dzięki temu uczynkowi możesz spodziewać się najwyższych zaszczytów. A już na pewno znajdziesz się na ustach całej Francji! I poza Francją także!
Jubilerzy królewscy podsunęli kardynałowi do podpisu cztery kwity dłużne, każdy opiewający na kwotę czterystu tysięcy liwrów. Podpisał je machinalnie. Pan Boehmer schował kwity i podał ozdobne puzdro. Kardynał zerknął do środka i oniemiał z zachwytu na widok naszyjnika. A potem pożegnał się i udał do siebie…
– A teraz niechaj Wasza Eminencja skreśli kilka słów do królowej. Hrabina de La Motte podała duchownemu przybory do pisania. Nim jeszcze zdążył odłożyć pióro, dało się słyszeć kołatanie do drzwi. Hrabina, otwarłszy, wpuściła do środka lokaja w liberii Marii Antoniny. Książę-biskup de Rohan ujrzawszy na posłańcu barwy królowej uradował się bardzo. Wszak to był już ostateczny dowód na to, że droga do łoża władczyni Francji stoi przed nim otworem. Lokaj z rąk kardynała wziął najpierw list przezeń napisany, potem wydobył z puzdra brylantową kolię, owinął ją w kawałek miękkiego weluru i jedno i drugie starannie ukrył w wewnętrznej kieszeni na piersiach. Oddał puste pudło księciu, skinął głową i wyszedł. Naiwny kardynał nie wiedział tylko jednego, że nie był to prawdziwy lokaj, lecz kawaler Rétaux de Villette przebrany za niego… Dzień 1 lutego 1785 spowił gęsty, smolisty mrok nocy, która rozpostarła się nad Wersalem… i nad głowami uczestników spisku… bo niestety nie tylko nad głową kardynała…
I wybuchł skandal! Gdy z początkiem sierpnia panowie Boehmer i Bassange jęli się dopominać uiszczenia pierwszej raty należności, koronkowa – zda się – intryga spruła się w mgnieniu oka. Poszczególni jej aktorzy wpadli w tarapaty. Kardynała aresztowano w dniu 15 sierpnia 1785 roku, gdy przybył do wersalskiej kaplicy królewskiej, by odprawić uroczystą mszę. W dalszej kolejności zostali pozbawieni wolności hrabina de La Motte, Cagliostro, a na końcu udająca Marię Antoninę Marie Nicole Leguay d’Oliva. Hrabia de La Motte oraz fałszerz listów mających uchodzić za napisane ręką władczyni kawaler Rétaux de Villette czmychnęli za granicę, pierwszy do Anglii, drugi natomiast do Szwajcarii… A potem? Marie Nicole sąd uniewinnił, jako nieświadomą niczego niewinną ofiarę spisku. Kary uniknął także kardynał – wszak był to bliski krewny króla, więc nie mogło być inaczej. Musiał jednakowoż spłacić wartość skryptów dłużnych, które własną ręką podpisał, dając się wyprowadzić w pole. Cagliostro po półrocznym pobycie w Bastylii został uwolniony od kary i zmuszony do opuszczenia Francji. Naszyjnik, z którego pan de La Motte powyłupywał kamienie aby je pojedynczo sprzedawać przestał istnieć. Jedyną osobą, która na tym naprawdę poniosła niewyrażalną wprost stratę i krzywdę jednocześnie była królowa… bo jeśli uznano, iż kardynał mógł uwierzyć w sfałszowane listy, chociaż fałszerstwo było tak nieudolne, że podpisywano je nawet nie jej nazwiskiem, bo przecie nie brzmiało ono Marie Antoinette de France, ale Marie Antoinette de Lorraine, to najwyraźniej miał powody sądzić, że mogły one wyjść spod pióra królowej. A zatem? Mając nadzieję na intymne zbliżenie jakby wskazywał na nią palcem ze słowami: „Uwierzywszy, że to królowa, najwyraźniej miałem podstawy sądzić, że jest do czegoś podobnego zdolna. Czyż nie?” Ludzie ocenili wynik procesu jako zatuszowanie nieprzyjemnej sprawy, a wydany werdykt sfabrykowany tak, aby ocalić reputację królowej. Uniewinnienie de Rohana odczytano wręcz jako dowód, iż został ohydnie wykorzystany, a potem zdradzony przez Marię Antoninę. A to, że dowody świadczyły za królową, a przeciwko kardynałowi? Cóż… tym było gorzej dla dowodów! Ostatecznie więc kardynał wyszedł z tego oskubany finansowo, z opinią niewinnego naiwnego bałwana, królowa zaś, choć Bogu ducha winna z opinią nieuczciwej, niewiernej ladacznicy…I lud Francji jej tego nie zapomniał…
[1] Jeanne de Valois-Saint-Rémy, hrabina de La Motte (1756-1791). [2]Kardynał Louis-René-Édouard, książę de Rohan, biskup Strasburga (1734-1803). [3]Sztuka kochania. (łac.).
[4]Marc-Antoine Nicolas de la Motte (1755-1831). [5]Louis Marc Antoine Rétaux de Villette (1754-1797) znany fałszerz dokumentów. [6]1761-1789. [7]Około 52 000 000 PLN (w czerwcu 2019 r.).
The Kansas City Tattoo Arts Festival was recently held at the prestigious Sheraton Hotel in Kansas City, Missouri.
According to its website, the event promoted tattoos in every form that can range from harmless designs to the macabre and even the Satanic. Holding such an event at a major hotel lends credibility to tattooing.
I browsed the internet and found that such conventions occur all over the United States. This reflects the growing popularity of tattooing.
According to a 2019 article in Psychology Today, thirty-eight percent of adults between 18 and 29 have at least one tattoo.1 Today, that number is much higher.
Tattoos have existed since ancient times. In some cultures, they were part of pagan worship. Others used them to indicate social status or tribal membership. In ancient Greece and Rome, tattoos marked prisoners, slaves and criminals.
With the Christianization of the West, tattoos became limited to identifying prisoners and criminals. This was because tattoos were considered contrary to Biblical rules. Leviticus (19:28) says, “Do not cut your bodies for the dead or put tattoo marks on yourselves. I am the Lord.”
Closer to our times, sailors and pirates wore tattoos. The Nazis used tattoos to mark those interned in concentration camps. Past generations may have had tattoos to remember someone or mark their military service. Some even exhibit some form of religious piety.
However, today tattoos have taken on dark meanings. Gangs and cartels use tattoos. The subject matter of many tattoos today reflects exhibitionism, ugliness, immorality, violence, the macabre and even Satanism.
In addition, today’s tattoos come in all sizes. Whereas most tattoos used to be limited to one or two, it is now common to see them cover half the body or more covered in them. They often appear on a person’s face or head.
Tattoo wearers give many reasons for getting them. Some consider the marks to be a sign of spontaneity, free spirit, permanent commitment or self-expression. Others say this outward sign reflects their inner selves, thus allowing them to appear self-confident and tough. However, the marks do have darker connections with neo-paganism or even a commitment to Satan.
Tattoos are more than just fads or fashions. Their near-permanent nature makes them a manifestation of a person’s soul. The aforementioned Psychology Today article states, “Our bodies were printed as blank pages to be filled with the ink of our hearts.”
Without getting deeply into moral issues, there are some problems worth considering regarding tattoos from a Catholic perspective.
Our bodies are temples of the Holy Spirit. We should not deface or alter them without sufficient reason. What we wear on the outside is a sign of what is on the inside.
Thus, tattoos with occult or other themes can be dangerous since they mark and affect the person for life. If a person exhibits immoral, vulgar, or violent tattoos, it can adversely reflect upon getting a job or the search for marriage.
The Church understands the purpose of the things we wear outside. That is why she encourages religious piety by wearing habits, medals or scapulars. To show public commitment, she will promote, for example, wearing a wedding ring.
Finally, we need to consider that tattoos can have a wearing-down effect on the person. People tend to adopt the ideas and philosophies behind their tattoos. Thus, tattoos can eventually change the manner in which a person lives. It can be a slow process that negatively influences the person over time.
Since tattoos are very difficult to remove, those who repent of having applied them on their bodies must live with their decision for life.
The sacraments of Baptism, Confirmation and Holy Orders mark the recipient’s soul with an indelible mark that will exist for all eternity whether the person ends up in heaven or hell.
In a certain mockery, tattoos mark the recipient with an indelible mark on the body, reflecting the state of mind that led to the decision.
We should mark our bodies with the fruits of sanctifying grace and virtue. Grace and virtue should radiate from our souls and attract the good. We must not choose those things that are ugly, immoral, violent and Satanic. We should imitate Our Lady and the saints.
Otwarciu Olimpiady w Paryżu towarzyszył skandal jakim było sparodiowanie przez reżysera tego otwarcia „Ostatniej Wieczerzy” Leonarda da Vinci . To nie tylko celowe obrażanie katolików, to złamanie odwiecznej tradycji Igrzysk Olimpijskich. Przecież na czas igrzysk zawieszano konflikty zbrojne, miał panować pokój a ludzie mieli walczyć wyłącznie o zwycięstwo sportowe. Tymczasem środowiska LGBT poprzez swoją prowokację, poprzez przemoc wizualną zastosowaną wobec katolików wypowiedziały katolikom otwartą wojnę. Środowiska lewicowe usiłują sprowadzić tę jawną prowokację do obrażenia artysty czyli Leonarda da Vinci i jego dzieła. Tymczasem żartobliwe parodiowanie znanych dzieł malarskich tak naprawdę nikogo nie obraża i należy do tradycji naszej kultury. Organizatorom tak zaplanowanego otwarcia Olimpiady nie chodziło bynajmniej o sprofanowanie dzieła artystycznego lecz o obrazę uczuć religijnych katolików.
Wojna z katolicyzmem w Polsce trwała przez długie lata komuny lecz nawet komuniści nie pozwalali sobie jawnie na takie wybryki. Komuniści usiłowali oczywiście rozbić środowiska katolickie, przez faworyzowanie PAX , dopuszczenie aby prowadził działalność gospodarczą, przez protegowanie księży patriotów. W szkołach odbywały się jednak lekcje religii, nikt nie przeszkadzał uczestniczyć w procesjach religijnych czy nie zabraniał chrzcić dzieci. Oczywiście członkowie PZPR musieli praktykować po cichu a w każdym razie bez ostentacji. Nie znaczy to, że komuniści zrezygnowali z bezwzględnej walki z Kościołem. Morderstwa księży, a przede wszystkim księdza Popiełuszki były tego dowodem. W trakcie solidarnościowej rewolty Kościół Katolicki był dla kontraktowej opozycji cennym sojusznikiem. W kościołach czytano wiersze, w kościołach produkowali się artyści, którzy zdecydowali się bojkotować telewizję, Było to jednak tylko zawieszenie broni. Po transformacji ustrojowej, przeprowadzonej tak, aby żadnemu z komunistycznych zbrodniarzy nie spadł włos z głowy, środowiska liberalne zdecydowały, że kościół jest wrogiem demokracji. Zaczęła się wojna podjazdowa, dyskusje o obecności krzyża w przestrzeni publicznej. Nagle przypomniano sobie o sekularyzacji, o konieczności neutralności religijnej państwa. Swoje rezultaty przyniósł długi marsz przez instytucje czyli marksizm kulturowy, który opanował elity intelektualne Zachodu. Zaczęły płonąć kościoły, pojawiły się dyskoteki i kluby nocne urządzane w sprzedanych budynkach zbankrutowanych parafii. Zmieniły się nawet teksty zwyczajowych życzeń świątecznych. Zakazywano pielęgniarkom noszenia na wierzchu medalika czy krzyżyka, bo to rzekomo mogło urazić niewierzących pacjentów.
Większość ludzi nie chce odbiegać od przyjętych norm, raczej obyczajowych niż moralnych. Długo pracowano nad tym, żeby wyznawanie religii czy udział w religijnych praktykach traktować jak sprawę intymną, wręcz wstydliwą, o której publicznie się nie mówi, natomiast opowiadanie o praktykach czy nawet zboczeniach seksualnych miało być najzupełniej w porządku. Pamiętam program telewizyjny, w którym jakiś dewiant, zachęcany nota bene przez dziennikarkę, zwierzał się ze swego pociągu do dzieci, a zgromadzona publiczność deklarowała, unisono: „my ciebie nie oceniamy”. Usuwano religię z przestrzeni publicznej. Toczyły się spory o zdjęcie krzyża w Sejmie I zdejmowano ze ściany krzyże w szkołach. Jeszcze wtedy nie zakłócano jednak bezczelnie mszy I nabożeństw I nie atakowano fizycznie księży. Księża byli, najczęściej fałszywie, oskarżani o pedofilię I molestowanie nieletnich albo o nadużycia finansowe.
Opiłowywanie katolików, zapowiadane przez Nitrasa zaczęło się natychmiast po październikowych wyborach.
26.10.23 roku jak doniósł portal Tarnów.naszemiasto.pl dyrekcja szkoły w Wojniczu po uzgodnieniu z parafią św. Wawrzyńca zaproponowała, aby lekcje religii przenieść do znajdującej się w pobliżu wojnickiej kolegiaty sali katechetycznej. Z oficjalnym pismem w tej sprawie zwróciła się do tarnowskiego starostwa, które prowadzi podtarnowską szkołę Argumentowano, że budynek szkoły nie posiada wystarczającej ilości klas, aby zorganizować lekcje religii dla wszystkich chętnych. Ta informacja wywołała burzę w Internecie. Większość komentatorów twierdziła, że to kłamstwo, że uczniowie masowo rezygnują z lekcji religii i właśnie dlatego powinno się wyrzucić księży i katechetki ze szkół, a religijną młodzież zamknąć w salkach katechetycznych. A może od razu w katakumbach? Czyżby komentatorzy przewidzieli skąd powieje wiatr historii?
Uruchomiło to wspomnienia. Pewna moja uczennica z liceum imienia Narcyzy Żmichowskiej, wyszła za mąż za znanego mi bardzo dobrego i inteligentnego fizyka. Ich dzieci chodziły razem z moimi dziećmi do szkoły podstawowej imienia Wojska Polskiego przy ulicy Emilii Plater. Była uczennica zwróciła się do mnie jako do osoby zaufanej, aby zorganizować protest przeciwko dominacji w szkole lekcji religii katolickiej. Postulowała żeby szkoła prowadziła sprawiedliwie równolegle lekcje prawosławia, lekcje religii dla unitów, dla muzułmanów i dla wszelkich innych znanych wierzeń. Liczyła na to, że ją poprę w jej żądaniach. Powiedziałam: „znajdź mi w tej szkole choć jednego prawosławnego, albo muzułmanina, a poprę twoją akcję” . Oczywiście nie znalazła i zrezygnowała ze swoich postulatów. Dziś miałaby o wiele łatwiej. W Polsce obecnie nie brakuje zarówno prawosławnych jak i muzułmanów.
To co zaszło podczas otwarcia Olimpiady w Paryżu jest finałem długiego procesu. Pamiętam, że już w latach dziewięćdziesiątych w katedrze Notre-Dame w Paryżu dla modlących się wiernych wydzielona była metalowa klatka w głównej nawie, a cała katedra pełna była hałaśliwych turystów, głośno rozmawiających, fotografujących, nawołujących się. Symbolicznym apogeum tego długiego procesu był dla mnie pożar katedry Notre-Dame w 2019 roku. Katedry budowanej prawie 200 lat i nienaruszonej przez 600 lat. To co zaszło kilka dni temu na Olimpiadzie to tylko agonalne paroksyzmy naszej kultury.
W nowym dokumencie sądowym zarzuca się Hunterowi Bidenowi otrzymanie milionów dolarów z zagranicy w zamian za wpływy polityczne za pośrednictwem swojego ojca
Myślę, że tak. I nie mówię tylko o Joe, który trzeba pamiętać, że nadal jest prezydentem, pomimo całego skupienia na jego wiceprezydencie i jej potencjalnym towarzyszu wiceprezydencie, gubernatorze Minnesoty, Timie Walzu. Mówię o całej rodzinie: ludziach, którzy mu to umożliwili i służyli jako część tak zwanej „oligarchii Bidena”, która faktycznie rządziła prezydenturą podczas jego nieobecności psychicznej. Dla nich też to koniec. Oto dlaczego.
W środę prokuratorzy złożyli szokujący nowy wniosek sądowy w sprawie oszustwa podatkowego Huntera Bidena, która ma się rozpocząć we wrześniu. Być może pamiętasz, że młody Hunter został już skazany za przestępstwo związane z zakupem broni, będąc na haju po cracku, ale grożą mu również trzy przestępstwa podatkowe i kolejne wykroczenia za rzekome niezapłacenie 1,4 miliona dolarów podatków w latach 2016–2020.
Nowe zgłoszenie wykracza poza niezapłacone podatki. Twierdzi się w nim, że Biden i niektórzy partnerzy biznesowi byli zamieszani w proceder, w wyniku którego zarobili 3 miliony dolarów netto, które otrzymał od rumuńskiego oligarchy Gabriela Popoviciu w zamian za przysługi polityczne, gdy Joe Biden był wiceprezydentem Obamy, w 2015 r. Popoviciu był badany pod kątem korupcji w swojej rodzinnej Rumunii w czasie dokonywania płatności, które miały miejsce między listopadem 2015 a 2017 r.
Według prokuratorów Hunter Biden i jego wspólnicy „obawiali się, że praca lobbingowa może mieć polityczne konsekwencje dla ojca oskarżonego”, więc tak skonstruowali umowę, aby „[ukryć] prawdziwą naturę wykonywanej przez niego pracy”.
Po raz pierwszy nastąpiło oficjalne potwierdzenie związku między „biznesowymi” działaniami Huntera Bidena za granicą a polityczną rolą jego ojca. Jest to pierwsze oficjalne potwierdzenie korupcji rodziny Bidenów — „rodziny przestępczej Bidena”, jak się ich często nazywa.
Chociaż w grudniowym akcie oskarżenia specjalnego prokuratora wspomniano o współpracy Huntera Bidena z Popoviciu, nie wspomniano w nim o płatnościach za wpływy polityczne i z pewnością nie było żadnych przesłanek wskazujących na to, że zostanie złożony nowy wniosek.
Oczywiście, że nie, ponieważ jeszcze w grudniu – a nawet miesiąc temu – Joe Biden wciąż był przydatny dla reżimu.
Wniosek został złożony teraz, ponieważ Joe Biden przestał być użyteczny. W tym tkwi różnica. Reżim chce go raz na zawsze pochować, nawet zanim umrze, co może nastąpić lada dzień. Rzeczywiście, wniosek sprawia, że jest niemal nieuniknione, o ile mogę stwierdzić, że Biden ustąpi przed końcem kadencji, aby dać Kamali „miesiąc miodowy” przed wyborami. Oczywiste jest, że o to chodzi. Kamala potrzebuje wszelkiej pomocy, jaką może uzyskać. Nie może udzielać wywiadów ani konferencji prasowych, ciągle przechodzi w absurdalne hebanowe zachowania Sama Hyde’a przy rzadkich okazjach, gdy na widowni jest osoba czarnoskóra, a także wybrała kandydata na wiceprezydenta, który kłamie na temat swojej służby wojskowej i chce zdefiniować pedofilię jako chronioną orientację seksualną.
Jak powiedziałem, potrzebuje wszelkiej możliwej pomocy.
Od lat wiemy o korupcji Bidenów. Sam Joe się tym chwalił, najbardziej znanym jest jego: „cóż, sukinsyn” przechwałka o tym, że doprowadził do zwolnienia ukraińskiego prokuratora za zbytnie zbliżenie się do jego interesów w tym kraju. Ale „wiarygodna” sugestia, że to rzeczywiście prawda, a nie tylko kolejna z tych „niebezpiecznych prawicowych teorii spiskowych”, z pewnością będzie wystarczającym powodem, aby Biden nie dokończył swojej kadencji.
Reżim nie chce się pozbyć tylko prezydenta-marionetki. Chce się pozbyć również marionetkarzy, a to oznacza „ oligarchię Bidena ”, której istnienie zostało ujawnione światu przez Axios zaledwie kilka tygodni przed wycofaniem się z wyścigu prezydenckiego. Najważniejszą z tych oligarchów jest żona Joe Bidena, dr Jill Biden.
Przecież ci ludzie wiedzą rzeczy. Żenujące rzeczy. Skandaliczne rzeczy. Niebezpieczne rzeczy. I oni też robili rzeczy. Żenujące rzeczy. Skandaliczne rzeczy. Niebezpieczne rzeczy.
Oczywiście, Bidenowie zostaną pozbawieni władzy w sposób i w tempie najbardziej dogodnym dla tych, którzy sprawują władzę w reżimie — Baracka Obamy, Nancy Pelosi, Chucka Schumera itd. Ci ludzie byli głównymi motorami zamachu stanu przeciwko Bidenowi, jak niedawno opisał dziennikarz Seymour Hersch na swoim Substacku. Osoba z wewnątrz powiedziała Herschowi, że Obama, wspierany przez Pelosi, Schumer, Jeffriesa i Kamalę Harris, zagroził Bidenowi i jego oligarchii zastosowaniem 25. poprawki do Konstytucja, co wystarczyło, aby wycofał się.
Minął mniej niż tydzień odkąd Pelosi powiedziała, że głowa Bidena powinna zostać dodana do Mount Rushmore — naprawdę — ale teraz mówi, że „nigdy nie była pod wrażeniem jego działań politycznych”. „Wygrali Biały Dom. Brawo” — powiedziała Davidowi Remnickowi z New Yorkera .
To, co dzieje się z Bidenem, jest przypomnieniem o czystej brutalności reżimu, o tym, jak daleko posunie się, by służyć własnym interesom. Pomimo służenia tym interesom w ostateczności , Joe Bidenowi nigdy nie pozwolono odejść w stronę zachodzącego słońca z brzuchem pełnym lodów. Musi zostać zmuszony do dalszego cierpienia.
Nie współczuję Joe Bidenowi. Nie jest męczennikiem. Jest złym człowiekiem, a ludzie wokół niego też są źli. Ale trudno mi, jako wnukowi babci z chorobą Alzheimera, nie czuć teraz do niego choćby odrobiny litości.
Ci, którzy podejmowali decyzje w jego imieniu, zwłaszcza jego żona, rozumieli jednak zasady i stawkę gry, w którą grali, gdy zgodzili się go wesprzeć, nafaszerować i manipulować nim w imię władzy. Jeśli tego nie zrobili — cóż, powinni byli.
Równie ważne jest to, że to, co dzieje się z Bidenem, jest również przypomnieniem całkowitej pogardy, jaką reżim i jego sojusznicy w całym rządzie i głównych mediach żywią do narodu amerykańskiego. Zmowa między politykami, biurokratami, prawodawcami i dziennikarzami stworzyła system, w którym prawda ma znaczenie tylko wtedy, gdy jest użyteczna — gdy służy ich interesom, a nie interesom narodu amerykańskiego. Jawna korupcja Bidenów, oczywista przez tak długi czas, ale odrzucana jako „prawicowa teoria spiskowa” lub „dezinformacja”, zostanie teraz przedstawiona jako oszałamiające objawienie, w samą porę na najnowszy zwrot reżimu.
Dowody upublicznione pod naciskiem republikańskiej większości w Kongresie odkrywają przerażającą prawdę na temat krycia przez Kamalę Harris (jako prokuratora generalnego Kalifornii) morderców dzieci prowadzących handel organami na czarnym rynku.
Światło dzienne ujrzały materiały ze śledztwa prowadzonego w roku 2015 przez dwie konserwatywne organizacje Liberty Counsel i Center for Medical Progress. W toku śledztwa powstały nagrania dokumentujące rozmowy w łonie aborcyjnego molocha Planned Parenthood. Rozmowy dotyczyły transakcji, których przedmiotem były organy dzieci zamordowanych w tzw. późnych aborcjach.
Postępowanie w tej sprawie wszczęła ówczesna prokurator generalna Kalifornii, a obecnie wiceprezydent i kandydatka na prezydenta – Kamala Harris. Problem polega na tym, że wskutek jej postępowania ukarani zostali nie aborcjoniści, lecz ci, którzy poświęcili się, by odkryć prawdę na temat morderczego przemysłu dzieciobójczego.
Pod naciskiem Harris sąd wydał zakaz publikowania materiałów ze śledztwa, dowodzących handlu na „czarnym rynku pozyskiwania organów dziecięcych” w drodze tzw. aborcji. Dowody świadczyły o tym, że „biznes aborcyjny na skalę przemysłową” pośredniczy w tym zbrodniczym procederze.
Nagrania ukazują makabryczną rzeczywistość ludobójstwa, które przez szaleńców jest nazywane „aborcją” czy wręcz „opieką medyczną” (!). Na jednym z nagrań dyrektor oddziału Planned Parenthood, dr Ann Schutt-Aine, wyjaśnia jak obejść prawo zakazujące mordowania dziecka, które zaczęło się już rodzić. Kobieta opowiada o morderstwach, podczas których przytrzymuje się kleszczami dziecko i odcina mu członki. „Bohaterowie” nagrań z nieprawdopodobnym cynizmem mówią o procederze zabijania dzieci i pozbawiania ich organów.
Materiały zostały ujawnione dopiero teraz, gdy pod naciskiem republikańskich konserwatystów przeprowadzono przesłuchania przed Kongresem. Przewodnicząca komisji była kongresmenka Marjorie Taylor Greene z Georgii, która opublikowała w całości materiały kompromitujące zbrodniczy i przestępczy przemysł aborcyjny.
This 2024 Olympics database includes profiles of the out gay, lesbian, bisexual, transgender, queer and nonbinary Olympians. The 2024 Paris Games mark a significant increase in LGBTQ representation, highlighting the progress towards inclusivity and acceptance in the sports world. There are also a record number of out male Olympic athletes.
Our interactive list allows you to filter by country, sport and competition category, making it easy to find and learn more about each athlete. Whether you’re looking for athletes from your home country or interested in a specific sport, our database is designed to help you connect with and support these trailblazing individuals. Note: Equestrian and sailing are nongender events, so those athletes can be found under that competition category.
Know of an out LGBTQ athlete who’s competing but not listed? Help us keep our database current by contacting us with any updates or new information. Reach out via email (team@outsports.com), or direct message us on Twitter/X (@outsports), Instagram (@outsports) or Facebook (OutsportsSBN).
This list was compiled by Cyd Zeigler, Jim Buzinski, Karleigh Webb and Jon Holmes of Outsports and LGBT historian Tony Scupham-Bilton. Photo illustration by Ryan Lawrence with images from Getty Images and USA Today. Read how Outsports compiled the list of out LGBTQ Olympians and other facts about Team LGBTQ.
Trudno jest dociec, kiedy proces globalizacji świata się zakończył. Przy czym pod pojęciem jego „zakończenia”, mam na myśli ostateczne obsadzenie, w przygniatającej większości państw, kluczowych stanowisk przez globalistów.
Z całą pewnością było to przed rozpętaniem fałszywej pandemii Covida. Dopiero pełna kontrola wszystkich funkcji i organizacji międzynarodowych i państwowych, przez globalnych oligarchów finansowych, dała sygnał startu tego największego ludobójstwa w dotychczasowej historii świata.
Jak wiemy, agentura globalistyczna była dobierana według rygorystycznych kryteriów:
· Bezwzględnie wszyscy oni musieli być pederastami i/lub pedofilami
· Plusem był ich ewentualny satanizm i/lub transpłciowość
· Kryminalna przeszłość, była dodatkowym atutem w karierze, gdyż dawała możliwość ewentualnego szantażu zbuntowanego osobnika
Przedstawione powyżej warunki, to niejako fundament kwalifikacyjny (paszport) do „rajskiego ogrodu elit”. TAKIMI SĄ ONE BEZ WYJĄTKU WE WSZYSTKICH PAŃSTWACH ZACHODU, włączając w to oczywiście III RP.
Czy i w jakim stopniu różnią się one w innych obszarach cywilizacyjnych, trudno jest dywagować nie znając od podszewki specyfiki obyczajowo-cywilizacyjnej tamże.
Jednakowoż, elementem jednoczącym bez wyjątku globalistów całego świata są cechy pochodne wywodzące się niejako z tych FUNDAMENTALNYCH, wymienionych powyżej.
Do kluczowych należą następujące:
· Całkowity brak sumienia
· Skrajnie wąski horyzont myślowy
· Wybujała pycha
· Nieokiełznana żądza władzy, prominencji i tytułów
· Całkowita ignorancja we wszystkich dziedzinach wiedzy i nauki
· Patologiczna zachłanność
· Bezwarunkowa uległość w odniesieniu do swych szatańskich pryncypałów
Ten powyższy zestaw „kwalifikacji”, zadecydował że pomimo TWARDYCH NAUKOWYCH DOWODÓW (jest ich tak ogromna ilość, że nie zacytuję odnośników) na rozmyślne i zamierzone ludobójstwo covidowe, którego ofiarami stały się miliony ofiar i dalsze miliony doszlusowują na bieżąco, żadnemu ze sprawców tej zbrodni, ani „decydentów’ ponadpaństwowych i państwowych NAWET WŁOS Z GŁOWY NIE SPADŁ.
Chorzy umysłowo zbrodniarze, tacy jak Bill Gates, nadal trzymają stery korporacji i prywatnych ponad rządowych organizacji (WEF, WHO, etc.) bezprawnie decydując o losach Ludzkości i działaniach „niezależnych i demokratycznych rządów”.
A przecież fałszywa „pandemia”, to tylko jeden ze składników „menu”, jakimi raczą oni Ludzkość.
Do innych krytycznych należą:
· Walka ze „zmianami klimatycznymi” a w szczególności „gazami cieplarnianymi”, takimi jak CO2, a także azotem, którego naturalny poziom w ziemskiej atmosferze wynosi 78%, w wyniku której likwiduje się rolnictwo, oraz przemysł na Planecie Ziemi.
· Powszechne zatruwanie atmosfery i biosfery ( w tym ludzi) przy pomocy tzw. „smug chemicznych”.
· Niekontrolowane rozprzestrzenianie niszczycielskiego mRNA w „lekach”, „szczepionkach” i mięsie (poprzez „szczepienie” tymże bydła rzeźnego).
· Geoinżynierię: wywoływanie trzęsień ziemi, huraganów i innych katastrofalnych zjawisk
· Obłędne parcie do wojny jądrowej z FR, Chinami, Iranem, etc.
W realizacji tych i innych punktów programu globalistycznego, kluczową rolę odgrywają osobnicy zainstalowani w strukturach władzy na świecie.
Gdyby osobnicy owi posiadali choć tyle poczytalności, wiedzy i instynktu samozachowawczego, co Lenin, Hitler, Stalin, czy Mao, to we własnym interesie zaprzestali by podcinania gałęzi na której również oni sami siedzą.
Niestety nie posiadają oni nawet śladowych ilości tych cech, co paraliżuje Ludzkość w jakichkolwiek próbach wyrwania się z śmiertelnego uścisku szatana.
Na tym etapie możemy więc jedynie liczyć na Miłosierdzie Boskie!
W niedawnej publikacji napisałem między innymi, że dzięki pozornym działaniom kontrwywiadowczym, Polska jest rajem dla prawdziwych szpiegów, zwłaszcza mających wysoką pozycję w polityce, biznesie, administracji, czyli najcenniejszych dla swoich mocodawców, niekoniecznie tylko tych z Moskwy.
Jeśli na dodatek wystarczająco ostentacyjnie będą owi szpiedzy okazywali nienawiść do Rosji i miłość do „wUkrainy”; wpłacili Sierakowskiemu sporą kwotę na Bayraktara, sfotografowali się z ambasadorem USA, albo dowolnym ukraińskim urzędnikiem – to dla polskiego kontrwywiadu są poza zasięgiem.
Pisząc to, nie miałem na myśli nikogo konkretnego, tylko pokazałem pewne mechanizmy. Gdy jednak kilka dni temu wysłuchałem Roberta Chedę, majora wywiadu w stanie spoczynku, który komentował sprawę Biełsatu, to nadal nie mam nikogo konkretnego na myśli, ale… o tym za chwilę.
Nie do ruszenia ze względu na „plecy”
O nieprawidłowościach finansowych w Biełsacie, a także o przerostach zatrudnienia, media informowały wiele lat temu. Według kontrolerów Najwyższej Izby Kontroli, w latach 2018-2019 Biełsat przekroczył swój budżet o 14 mln złotych. Dlaczego zatem śledztwo w tej sprawie rozpoczęto dopiero teraz? Czy ma to związek ze zmianą władzy, bo za PiS Agnieszka Romaszewska była nie do ruszenia?
Nie do ruszenia była, ale nie dzięki PiS-owskiej ochronie, tylko kogoś znacznie potężniejszego.
Kogo? To jest pytanie kluczowe dla zrozumienia fenomenu Romaszewskiej. O takiej ochronie może świadczyć to, że gdy w 2017 roku ówczesny PiS-owski minister spraw zagranicznych Witold Waszczykowski zerwał umowę i odciął dotację dla stacji, czyli podjął próbę likwidacji Biełsatu, to bardzo szybko musiał się z tego wycofać.
Zapewne już wtedy, bardziej światli politycy PiS, wiedzieli, że Biełsat jest przede wszystkim ośrodkiem prowadzenia równoległej i szkodliwej dla rządowej, własnej polityki zagranicznej na kierunku wschodnim, a stacją telewizyjną w drugiej kolejności.
Potem próbowano, jak wspomniałem, kontroli NIK, ale mimo jej negatywnych wyników Agnieszka Romaszewska pozostała na stanowisku. Zatem trudno zarzucić politykom PiS, a przynajmniej tym mądrzejszym, jakąś wielką miłość do Romaszewskiej i zachwyt nad jej Biełsatem. Raczej wprost przeciwnie.
Tu nie chodzi o pieniądze
Dziś Tusk spuścił ze smyczy swoich opryczników i przystąpił do likwidacji Biełsatu. Faktycznie, czy przypuszczalnie zmalwersowane miliony w Biełsacie, są znakomitym pretekstem, by Agnieszkę Romaszewską „strącić z piedestału”, ale nie wynika to z troski o pieniądze podatnika. Wielkopańska nonszalancja w zarządzaniu i wydawaniu publicznych pieniędzy jest wśród styropianowych elit normą. Każdy z tych polityków zarządzany przez siebie obszar, traktuje jak prywatny folwark.
Za pierwszego premierowania wyliczono „… że w jeden rok rządowy Embraer zawoził Tuska do Gdańska lub go z niego odbierał pięćdziesiąt razy. Wyliczono, że kosztowało to co najmniej 1,3 mln złotych. Zdarzały się weekendy, podczas których premier wylatał równowartość nowego mercedesa (…) … w wyniku dziennikarskiego śledztwa wyłonił się obraz Donalda Tuska jako premiera, który przylatywał do stolicy w poniedziałek późnym popołudniem a kończył w piątek przed 12. Potem wracał samolotem do Trójmiasta, gdzie mieszkała jego rodzina. – Kwoty, kwotami, ale bardzo mnie interesowało to, jak wyglądał jego tydzień pracy. Tak naprawdę Tusk efektywnie pracował trzy dni w tygodniu. To było dosyć szokujące”.
Czy w tej kadencji Tusk jest bardziej pracowity i mniej rozrzutny? Każdy zna odpowiedź na to pytanie.
Raj dla agentów?
Należy zakładać, że prokuratorskie śledztwo w sprawie malwersacji w Biełsacie ma solidne podstawy, a to znaczy, że w podległej sobie stacji telewizyjnej Agnieszka Romaszewska wykreowała sytuację korupcyjną. Jak słusznie zauważył wspomniany na początku mjr Robert Cheda, środowisko korupcyjne jest rajem dla działań rosyjskiego wywiadu, zresztą oczywiście nie tylko rosyjskiego. Może właśnie likwidacja tego „raju” jest dla Tuska głównym celem, a ewentualna korupcja tylko pretekstem?
Korupcja oczywiście ułatwia zdobycie materiałów obciążających i daje solidną podstawą do przyszłego werbunku przez obcy wywiad. Pracownik takiej rozgłośni jak Biełsat jest dla rosyjskich czy białoruskich służb rarytasem. Legitymacja dziennikarza, czy pracownika technicznego Biełsatu podpisana przez Agnieszkę Romaszewską daje możliwość penetracji całej TVP. Taki agent może wykonywać wiele rozmaitych zadań, zleconych mu przez mocodawców w Moskwie czy Mińsku. Przede wszystkim dokonywać rozpracowań operacyjnych dziennikarzy i innych pracowników TVP i sporządzać ich charakterystyki, pod kątem przydatności dla wywiadu, z uwzględnieniem ich kontaktów towarzyskich i służbowych, zwłaszcza z politykami i urzędnikami.
Uzyskanie informacji na temat ich problemów i słabości daje świetną podstawę do werbunku. Inwigilacja osób, innych agentów zwerbowanych wcześniej, w celu kontroli ich działania. Dziennikarz / agent może wpływać na treść emitowanych programów, jak też na to co zostanie lub nie zostanie wyemitowane. W czasie wojny ma to dużo większe znaczenie niż w czasie pokoju.
Nie do przecenienia jest także dokładne rozpracowanie infrastruktury technicznej TVP. W sytuacji wojennej można dzięki temu wyemitować jakąś dezinformację, czy przerwać oficjalne nadawanie. Agnieszka Zbigniewowna, zatrudniając w Biełsacie tabuny (przerosty zatrudnienia ponoć o 100%) tzw. białoruskich i rosyjskich opozycjonistów, stworzyła wymarzone warunki wywiadom tych państw, by wprowadzili do rozgłośni swoją agenturę.
Podobno ten proceder nie podlegał nawet naszej kontroli kontrwywiadowczej. Taki rosyjski czy białoruski agent zalegalizowany przez Romaszewską pod przykryciem dziennikarza / opozycjonisty ma idealne warunki do wykonywania tych i wielu innych zadań, jak też do rozpracowywania swojej (rosyjskiej i białoruskiej) prawdziwej opozycji w Polsce.
Czy zwerbowano Romaszewską?
Podwładni Agnieszki Romaszewskiej mogą być najwyżej szpiegowską „klasą średnią”. Sama Agnieszka Zbigniewowna to już od dawna materiał na super-szpiega. Jej znakomite międzynarodowe i krajowe kontakty z ważnymi ludźmi, wieloletnia pozycja szarej eminencji polskiej polityki wschodniej, w tym prawie dwie dekady kierowania Biełsatem, to tylko niektóre atuty. Jest inteligentna i kreatywna. Od lat manifestowana przez nią obsesyjna wrogość do władz w Moskwie i w Mińsku skutecznie usypia czujność polskiego kontrwywiadu.
Romaszewska jest zapewne od dawna obiektem pożądania operacyjnego wielu rosyjskich i białoruskich oficerów wywiadu. Musiało to co najmniej skutkować opracowaniem planu werbunku dyrektorki Biełsatu. Czy plan pozostał jedynie w formie zapisu, czy próbowano przeprowadzić operację werbunkową? Na to pytanie powinien odpowiedzieć polski kontrwywiad.
Major Cheda zapytał wprost, czy Agnieszka Romaszewska została zwerbowana przez rosyjski wywiad, podkreślając, zapewne dla bezpieczeństwa procesowego, że jest to pytanie, a nie sugestia. Ja bym to pytanie sformułował nieco inaczej. Czy działania, decyzje, polityka kadrowa itd. w wykonaniu Agnieszki Romaszewskiej jako dyrektorki Biełsatu, noszą znamiona inspiracji ze strony rosyjskiego czy białoruskiego wywiadu, względnie czy efekty tych działań są korzystne dla Putina i Łukaszenki?
Przy takim postawieniu problemu, ewentualna agenturalność Romaszewskiej jest tylko jedną z możliwości, a nie warunkiem sine qua non jej działań w interesie obcego państwa. Dla rosyjskiego wywiadu nie było zapewne wielkim problemem spowodowanie, że jakiś znany i szanowany opozycjonista, nieprzejednany wróg „reżimu Putina”, poprosi dyrektorkę Biełsatu, która uchodzi za wroga „imperialnej Rosji”, by ta zatrudniła kilku konkretnych rosyjskich czy białoruskich opozycjonistów dla uratowania ich przed represjami w swoich krajach. Mogą pracować za grosze, wszak są na utrzymaniu swoich agencji wywiadowczych – oczywiście ten wątek hipotetyczny rozmówca Agnieszki Romaszewskiej przemilczał. Ba, zapewne nawet, ów rozmówca mógł być jej znajomym z lat młodzieńczych, lub znajomym znajomego.
Panna Agnieszka, jako przedstawicielka PRL-owskiej elity, w latach 1970. bywała w czasie wakacji na podmoskiewskich daczach i poznała wtedy wielu swoich rosyjskich odpowiedników, dzieci radzieckiej elity. Jako rówieśnik Romaszewskiej wiem doskonale, że w tamtych czasach radzieccy w takie miejsca wpuszczali tylko sprawdzonych i pewnych ideologicznie cudzoziemców. Ze wszystkich demoludów najmniej ufano Polakom. Tym bardziej, że właścicielka daczy prowadziła badania naukowe w dziedzinie wykorzystywanej w technice wojskowej.
Oddajmy na chwilę głos pani Romaszewskiej, która na FB kilka razy opisywała swoje ekskluzywne wakacje.
Wakacje z nomenklaturą pod Moskwą
„Nie pamiętam czyja to właściwie była dacza? Pewnie Natalii Alieksandrowny, ‘odziedziczona’ po ojcu, też ważnym sowieckim naukowcu – fizyku. ‘Akademiczeskij dacznyj pasiołok Łucyno’ – na zachód od Moskwy, 7 km od miasteczka Zwienigorod. Natalia Aleksandrowna, profesor i ważna persona od fizyki mikrofal w moskiewskiej Akademii Nauk, z którą współpracował Tata, miała syna – Aloszę – oczko w głowie. A choć była o pokolenie prawie starsza od mojego ojca, to jej syn był ode mnie starszy tylko o 3 lata, więc uznano, że wraz z drugim kolegą, także Aloszą, będą dla mnie świetnym towarzystwem na wakacje. No i zostałam z nimi wysłana na podmoskiewską daczę. Rodzice uważali, nie bez racji, że w ten sposób, poprzez wrzucenie na głęboką wodę, z pewnością poduczę się rosyjskiego”.
Tu opisuje bójki jakie obywały się między młodzieńcami z radzieckich elit a lokalsami: „’Mój’ Alosza – grubawy i powolny intelektualista, chyba nie brał w tych ustawkach udziału, ale z bójkami czy bez, tak czy inaczej nie wydawał mi się szczególnie atrakcyjny. Podobał mi się natomiast drugi Alosza, ryżawy i piegowaty dryblas, z nomenkleturowej rodziny. Jego ojciec był wiceministrem od ‘stali i spławow’ (stali i stopów) , a Alosza posiadał magnetofon kasetowy (!) i dżinsy wranglery. Ponadto był przewodniczącym komsomołu w swojej szkole, …(…) Myślę, że w ‘nowej Rosji’ pewno obaj moi ówcześni koledzy zrobili karierę w biznesie. (Swoją drogą, nie tak dawno, nazwisko i imię jednego z nich obiło mi się o uszy przy informacji o nadużyciach przy dostawach komputerów do rosyjskiego ministerstwa obrony. Gość o takim samym imieniu i nazwisku, jak jeden z nich, był szefem firmy komputerowej, która miała dostarczać komputery za zawyżoną cenę. Ciekawe czy to on czy nie on? A może tylko zbieżność nazwisk?)”.
Jak widać, panna Romaszewska już w młodości wiedziała gdzie „leżą konfitury”. To oczywiste, że przystojny, dobrze ubrany syn wiceministra jest lepszy niż gruby nerd. Jeśli „czekiści” dobrze obrobili tego aferzystę od komputerów, to Alosza (ciekawe który?) udzielił im wiele cennych informacji na temat ówczesnych rosyjskich znajomych Agnieszki. A dzieci opozycjonistów w tej grupie też były.
Działania na korzyść… Kremla
Wracając do ostatniej części mojego pytania czy efekty działań Biełsatu i samej Romaszewskiej są korzystne dla Putina i Łukaszenki? Działalność Biełsatu sprowadza się do tego, by nie dopuścić do szerszej współpracy między Polską a Białorusią póki rządzi nią Łukaszenko, jak też wspomagania wszelkich nielegalnych działań mających na celu dokonanie w Mińsku zamachu stanu.
Sygnały o chęci współpracy z Polską prezydent Białorusi wysyła od dawna. Szeroka współpraca z Polską dałaby Łukaszence możliwość częściowego uniezależnienia się od Putina. Niestety Biełsat i wykorzystująca swoje stosunki Romaszewska niszczyła medialnie i politycznie każdą taką inicjatywę, zarówno ze strony polskiej, jak też białoruskiej. Jej koronnym „argumentem” jest stwierdzenie, że Łukaszenko to człowiek sowiecki i co do zasady z takimi ludźmi się nie współpracuje, tylko ich zwalcza.
Bez wątpienia taka polityka nie jest korzystna ani dla Polski, ani dla Białorusi. Za to jest wyjątkowo korzystna dla Kremla, bo dzięki temu Łukaszenko cały czas pozostaje w mocnym uścisku Putina. Utrata nawet części wpływów na Białorusi, byłaby dla Rosji, zwłaszcza po rozpoczęciu działań zbrojnych na Ukrainie, wielkim ciosem który mógłby w sposób istotny przyczynić się do klęski Kremla.
Jednak Agnieszka Zbigniewowna ze swoją ostentacyjną, agresywną i nierzadko „schizofreniczną” antyrosyjskością, była dla Moskwy idealnym potwierdzeniem i alibi, że Zachód dybie na Święta Ruś i cały Ruski Mir. Legitymizuje to politykę Rosji w umacnianiu i poszerzaniu swoich wpływów na Białorusi.
Największym sukcesem Romaszewskiej i apogeum jej działań na tym kierunku była promocja w Polsce i na świecie, Swiatłany Cichanouskiej, a wcześniej poparcie próby zamachu stanu na Białorusi. Zamieszki na Białorusi spowodowały, że przeciwnicy legalnych władz odkryli się i dzięki temu zostali skutecznie zneutralizowani.
Nikt rozsądny nie łudził się, że niezbyt hojnie finansowana przez Zachód garstka opozycjonistów obali Łukaszenkę. Wygląda to tak, że zewnętrzni inspiratorzy tych zajść, świadomie lub nie, wystawili buntowników białoruskiemu KGB. Późniejszy cyrk ze Światłaną Cichanouską, jako „prezydentem” Białorusi na uchodźstwie, w którym Romaszewska grała jedną z głównych ról, do reszty odkrył i ośmieszył tzw. białoruską opozycję. [I SŁUSZNIE! – admin]
Dziś pani Cichanouska, już trochę zapomniana przez opinię publiczną, jest przez niektóre państwa sztucznie podtrzymywana przy życiu polityczno medialnym, bez konkretnego przeznaczenia dla jej promotorów, na zasadzie „może się jeszcze kiedyś przyda”.
Sama Cichanouska ogłosiła się niedawno „dożywotnim przywódcą narodu” i zarządza, czy tak jej się wydaje, skłóconymi ze sobą różnymi frakcjami tzw. rządu na uchodźstwie. To „dożywotnie przywództwo” zakończy się wtedy, gdy zachodni sponsorzy przestaną finansować ten operetkowy twór. A wtedy, być może, znajdą się nowi sponsorzy, którzy mają słynny „szeroki gest”, tylko postawią inne zadania. Póki co podtrzymywana przy życiu koncesjonowana Cichanouska jest gwarantem, że na Białorusi nie powstanie prawdziwa, niezależna od Wschodu i Zachodu opozycja, albowiem będzie zwalczana przez, jednych i drugich.
Świat polityki, a zwłaszcza agencji wywiadowczych, to w dużej mierze świat kłamstw. Charakteryzuje to wyświechtany, ale prawdziwy slogan „nic nie jest takie, na jakie wygląda”. Być może, personifikacją tego sloganu jest Romaszewska Agnieszka Zbigniewowna.
„Pozwolę sobie wrócić jeszcze do skandalu, jaki wywołała kolejna próba utwierdzenia piosenki Johna Lennona „Imagine” jako nieoficjalnego (jeszcze?) hymnu olimpijskiego. Eks-Beatles śpiewał o swoim marzeniu: świata bez religii, krajów (narodów/państw), własności – no religion, no countries, no possessions.
To samo napisali przed nim twórcy „komunizmu naukowego”, czytamy w opublikowanym w mediach społecznościowym wpisie prof. Andrzeja Nowaka.
Poniżej publikujemy treść całego komentarza krakowskiego historyka.
===============================
Pozwolę sobie wrócić jeszcze do skandalu, jaki wywołała kolejna próba utwierdzenia piosenki Johna Lennona „Imagine” jako nieoficjalnego (jeszcze?) hymnu olimpijskiego. Eks-Beatles śpiewał o swoim marzeniu: świata bez religii, krajów (narodów/państw), własności – no religion, no countries, no possessions. To samo napisali przed nim twórcy „komunizmu naukowego.
W wywiadzie dla magazynu „Playboy” w 1980 r. sam piosenkarz przyznał, że jego utwór można odczytać jako manifest komunistyczny.
Nie od Paryża, ale już od olimpiady w Atlancie (1996) zaczęto wykonywać ten szczególny hymn, powtarzając go w tej roli m.in. w czasie igrzysk zimowych w Turynie (2006) i Pekinie (2022) oraz letnich w Londynie (2012).
W najnowszym numerze „Gościa Niedzielnego” zadaję pytanie: jaki związek ma przesłanie tej piosenki tak gorliwie bronionej w roli nowego hymnu świata – z ideą olimpijską. Odpowiedź może być krótka: słowa „Imagine” są radykalnie sprzeczne z ta ideą.
Bez religii nie byłoby olimpiad. Ich idea poczynała się z mitu o wyścigu do Olimpii, by zabawić nowonarodzonego Zeusa. Tam więc udawali się pielgrzymi z całej Grecji, podzielonej na setki państw-miast (poleis), a igrzyska były formą wspólnego kultu. Na czas pielgrzymki na igrzyska wprowadzany był rozejm w toczących się niemal bez przerwy konfliktach, aby pielgrzymi (w tym atleci) mogli bezpiecznie dotrzeć i wrócić z wielkiego święta. Od 776 roku przed nasza erą do mniej więcej końca IV wieku po Chrystusie trwała ta tradycja. Istotne było to, że ludzie z Aten, Sparty, Teb i najmniejszych nawet poleis, mogli rywalizować między sobą na równych zasadach – ku chwale swoich ojczyzn. To było, obok aspektu religijnego, najważniejsze! Duma z reprezentowania nie siebie samego, ale swojej ojczyzny, w której zwycięzca olimpiady był witany jako bohater.
Odnowiciel idei igrzysk, francuski baron Pierre de Coubertin (1863-1937), założyciel MKOL, wychowany w arcykatolickiej, monarchistycznej rodzinie, w jezuickiej szkole, wyobraził sobie igrzyska olimpijskie jako sposób na przypomnienie w swojej ojczyźnie przygotowania fizycznego przyszłych żołnierzy: tych, którzy pomszczą klęskę Francji w wojnie z Prusami w 1870 roku. Tak rodził się nowoczesny sport. Na szczęście ruch olimpijski przebrnął te pierwsze rafy i od czasu igrzysk w Atenach (1896) udawało się na ogół (z dwiema przerwami na Wielkie Wojny) organizować zawody, w których ludzie z różnych krajów mogą się spotykać bez broni i walczyć o honor nie tylko dla siebie, ale właśnie dla swojej ojczyzny: flaga jest najważniejsza.
Można się było o tym przekonać także w czasie tej olimpiady, w jednym z jej prawdziwie wzruszających momentów. Oto tenisista wszechczasów, który osiągnął wszystkie możliwe indywidualne triumfy tytuły w tej arcy-popularnej dyscyplinie Serb Novak Djokovic, zdobył podczas piątej swojej olimpiady wreszcie złoty medal. Zawsze grający zimnego, jakby nieco cynicznego nawet w swym poczuciu wyższości nad resztą świata, 37-letni sportowiec tym razem rozpłakał się jak nastolatka. Szlochał przez kilka minut ze wzruszenia, ukląkł na korcie, przeżegnał się szerokim prawosławnym krzyżem, dziękując Bogu za spełnienie największego marzenia. Tym marzeniem było zdobycie złota olimpijskiego dla swego kraju. To jest właśnie duch olimpijski: coś, co czyni te igrzyska wyjątkowymi.
„Kiedy opadły maski” – tylko naiwni wierzą w reformę Unii Europejskiej? [bestseller o korzeniach UE]
Znajomość realiów Unii Europejskiej i szeroka kwerenda, jaką przeprowadził francuski polityk i były europoseł Philippe de Villiers, nie pozostawiają złudzeń: Unia Europejska od początku miała być super-państwem o charakterze antychrześcijańskim. O książce Kiedy opadły maski. Bestseller o korzeniach Unii Europejskiej opowiada jej tłumacz, dr Wojciech Golonka, w rozmowie z red. Filipem Obarą.
Gościem Filipa Obary na antenie PCh24 TV jest dr Wojciech Golonka, publicysta tygodnika „Do Rzeczy”, prezes Instytutu Dziedzictwa Europejskiego Andegavenum i tłumacz książki Kiedy opadły maski. Bestseller o korzeniach Unii Europejskiej wydanej przez Wydawnictwo DeReggio.
Ciekawa jest sama postać autora książki Kiedy opadły maski– Philippe’a de Villiers. Jest on byłym przewodniczącym regionu Wandei, zasłużonym dla jego rozwoju i związanym z nią również pod względem wiary i światopoglądu. Konserwatywny katolik, a przy tym były członek francuskiego rządu i eurodeputowany. Pochodzi z rodziny zasłużonej dla Francji.
Książka opiera się na jego własnym doświadczeniu, a przede wszystkim imponującej kwerendzie w źródłach i dokumentach, nad którą pracował cały zespół powołany przez autora. Liczne dokumenty zostały w przedrukach opublikowane w książce. Oprócz Kiedy opadły maskide Villiers jest także autorem biografii św. Joanny d’Arc czy też św. Ludwika, króla Francji.
Mniej znanym faktem, od którego dr Wojciech Golonka zaczyna opowieść, jest wpływ Stanów Zjednoczonych na powstanie i ideowy kształt Unii Europejskiej. De Villiers dokumentuje, jak z USA napływały fundusze dla „ojców założycieli”, takich jak Jean Monnet czy Robert Schumann. Słynna deklaracja założycielska Europejskiej Wspólnoty Węgla i Stali (tzw. Deklaracja Schumanna) powstawała de facto w amerykańskiej ambasadzie.
– Wątek amerykański jest złożony, natomiast jest on rzeczywisty. Pieniądze, które były inwestowane w powstanie tego tworu, były rzeczywiste; udział prawników, którzy redagowali dokumenty, był rzeczywisty; agenci wpływu byli rzeczywiści; i to, co jest najbardziej istotne – mechanizm zacieśniania wspólnoty europejskiej był pierwszorzędny – mówi rozmówca Filipa Obary.
– Bo tak naprawdę wszystko rozgrywało się o dwie możliwości: czy należy zlikwidować państwa narodowe od razu po II wojnie światowej i utworzyć „Stany Zjednoczone Europy”, czy należy zrobić to stopniowo. I wygrała druga opcja, dlatego, że stwierdzono, że narody europejskie nie są na to gotowe i należy dojść do tego etapu pośrednio – kontynuuje.
– Zaletą tej książki jest to, że przedstawia fakty, z którymi nie można dyskutować – dodaje, przytaczając anegdotę, jak „Gazeta Wyborcza” sama poprosiła wydawcę o egzemplarz recenzencki, ale recenzja dziwnym trafem nigdy się nie ukazała.
W odpowiedzi na uwagę prowadzącego, że treści przedstawione w książce Kiedy opadły maski „wywracają podstawy światopoglądu i założeń, jakie nam wpajano”, dr Golonka zauważa, że „w Polsce jest ten mit, że wstąpiliśmy do wspaniałej wspólnoty europejskiej, która w międzyczasie zmieniła tory”.
– A tak naprawdę wstąpiliśmy do pociągu na określonej stacji, ale który już jechał z pewnego miejsca do pewnego i miejsca i kto chciał, ten kierunek już wówczas widział. Wystarczy w tym kontekście zwrócić uwagę na fakt, że traktat z Maastricht i wprowadzenie wspólnej waluty, euro, to wydarzenia sprzed wstąpienia Polski do Unii – wyjaśnia.
Tłumacz Kiedy opadły maski przywołuje tu przykład archiwum Jeana Monneta w szwajcarskiej Lozannie, które miał okazję odwiedzić w toku własnych badań. Jest tam eksponowana ogromna liczba cytatów z tego „ojca założyciela”, z których jasno wynika, że już u podstaw Wspólnoty Europejskiej funkcjonował pogląd, „że jest to etap przejściowy i że trzeba stopniowo delegować suwerenność do struktur ponadpaństwowych”.
Co istotne, książka Philippe’a de Villiers obala nie tylko głoszony dziś mit, że „ojcom założycielom” wcale nie chodziło o stworzenie super-państwa, ale także mit rzekomych chrześcijańskich korzeni Unii Europejskiej. W tym kontekście dr Golonka przywołał postać Roberta Schumanna, którego nota bene papież Franciszek chciałby… kanonizować. [sic!! md]
– Schumann był człowiekiem bez wyraźnych własnych przekonań, ale był doskonałym rzecznikiem idei, gotowym na tę integrację, ponieważ sam był wykorzeniony, jeżeli chodzi o przynależność narodową – przekonuje Golonka.
Sugeruje przy tym, że z jednej strony można powiedzieć, że ludzie pokroju Schumanna nie wyobrażali sobie skali patologii obyczajowej, z którą mamy dziś do czynienia (agenda aborcyjna czy LGBT Unii Europejskiej), ale z drugiej to właśnie oni „umożliwili mechanizmy, które pierwszym lepszym fanatykom pozwolą grillować państwa narodowe w oparciu o władzę centralną”.
Zdaniem dr. Golonki akurat przypadek Schumanna pokazuje przede wszystkim ogromną naiwność, ponieważ istnieją poszlaki wskazujące, iż prywatnie był to człowiek pobożny. – Schumann ewidentnie był naiwny i chociażby z tego powodu nie można go kanonizować, dlatego, że to nie jest tak, że można kanonizować polityka, który nie cechował się roztropnością. To generał de Gaulle, który być może miał mniej cnoty chrześcijańskiej, o wiele lepiej widział do czego może doprowadzić tego typu działanie. Chociaż de Villiers ironizuje, że czekają na cud związany z Schumannem, a ten cud nie nadchodzi…
Inną ważną, a mało znaną postacią, która współtworzyła przyszłą Unię, był pierwszy przewodniczący Komisji EWG, Walter Hallstein, którego dr Golonka zalicza do kategorii „ojców przemilczanych”, o których nie wypada dziś mówić. – Wybitny nazistowski prawnik, który pracował nad projektem Europy nazistowskiej i który został przekonwertowany przez Amerykanów na ich człowieka – tak rozmówca PCh24 scharakteryzował tego współtwórcą UE.
Na koniec red. Obara zadaje pytanie, czy w świetle prawdy, którą obnaża Philippe de Villiers w książceKiedy opadły maski, nie jest naiwnością mówienie dziś o „zreformowaniu” Unii Europejskiej? – Ta naiwność w wypowiedziach oficjalnych jest obecna już od dwudziestu lat – odpowiada Wojciech Golonka, ilustrując to zjawisko na przykładzie przypadku polskiego.
Jan Paweł II ostatecznie zachęcił do wstąpienia do Unii Europejskiej, ale ostrzegał przed kierunkami, w jakich może ona zmierzać. Natomiast kluczową rolę odegrał, jak twierdzi dr Golonka, polski episkopat. Gość PCh24 TV przywołał swoją własną rozmowę z kard. Józefem Glempem, z czasu gdy hierarcha przewodził temuż episkopatowi. Zapytany podczas spotkania z młodzieżą polską w Paryżu, „dlaczego polscy biskupi popierają tę integrację, skoro widać, że ta Europa nie tylko nie jest pro-chrześcijańska, ale jest anty-chrześcijańska”, kard. Glemp odpowiedział: „Idziemy do Europy po to, żeby ją nawrócić”.
– No więc, w jaki sposób Kościół polski nawrócił tę Europę? Można powiedzieć, że zdołał przetrwać, jeszcze się trzyma na nogach, że poprzez emigrację zarobkową Polaków powstały może polskie parafie na Zachodzie, ale żadnych działań nie ma i ciągle jesteśmy traktowani jak worek treningowy przez tych różnych eurokratów, którzy mogą obrażać nas, naszą wiarę, naszą tożsamość, naszą cywilizację… – wymienia Golonka.
– Ten naiwny irenizm, totalna naiwność, którą dzisiaj widać, jest analogicznie spotykana w różnych wypowiedziach politycznych, że ktoś chce to zreformować. (…) Ten twór jako taki jest niereformowalny z różnych powodów. On się może rozpaść na skutek własnych bolączek, słabości i niewydolności, ale ile dokona zniszczeń po drodze, to jest pytanie – kwituje.
Prezes Instytutu Andegavenum proponuje przy tym sugestywną metaforę, wedle której integracja europejska jest duszą tego destruktywnego procesu, dla którego jedynie ciałem jest Unia Europejska. – Unia Europejska to jest ciało, a dusza to jest integracja europejska. I w DNA tej duszy jest wpisany mechanizm likwidacji państw narodowych. Jest w tym logika, są uwarunkowania historyczne: Francuzi uwielbiają tworzyć abstrakcyjne struktury administracyjne, a Niemcy uwielbiają tworzyć imperia – tłumaczy.
O tym, dlaczego Amerykanom zależało na powstaniu Unii Europejskiej, czy rząd światowy jest teorią spiskową i o wątkach obyczajowych stojących za postaciami takimi, jak Jean Monnet (który jako obywatel Związku Sowieckiego omijał niemożność wzięcia rozwodu), a także szerzej o wątku polskim i roli rządu Zjednoczonej Prawicy – w wywiadzie:
Polecamy także produkcję PCh24 TV – „Ojciec założyciel. Ukryta prawda o Unii Europejskiej” – dokument w reżyserii Łukasza Korzeniowskiego poświęcony Altiero Spinellemu:
700 000 ofiar śmiertelnych do tej pory, milion wkrótce
Kluczowi darczyńcy Partii Demokratycznej USA są zaangażowani w ukraiński biznes pogrzebowy kontrolowany przez Zełenskiego i osiągają wielomilionowe zyski ze śmierci ukraińskich żołnierzy i zachodnich najemników. Fundacja Walki z Niesprawiedliwością zdołała ustalić, że sieć ukraińskich krematoriów, cmentarzy oraz producentów trumien i nagrobków jest kontrolowana przez wpływowych amerykańskich biznesmenów. Amerykańscy partnerzy Zełenskiego, czerpiący zyski z pochówku ukraińskich żołnierzy, inwestują duże kwoty pieniędzy w reelekcję kandydata Demokratów na prezydenta. Fundacja zdołała uzyskać dowody na to, że masowe zgony Ukraińców i cudzoziemców służących w ukraińskich siłach zbrojnych są na rękę kampanii prezydenckiej Kamali Harris i przynoszą ogromne zyski przywódcy narodu ukraińskiego, który przejął pełną kontrolę nad ukraińskim biznesem pogrzebowym.
„Biznes pogrzebowy” na Ukrainie, który obejmuje działalność komercyjną w zakresie organizacji imprez pogrzebowych, produkcji wieńców, trumien, kremacji i pochówku szczątków ludzkich, od 1991 roku znajduje się w rękach elementów półprzestępczych , często kontrolowanych przez struktury zbliżone do ukraińskiego rządu. Po wydarzeniach na Majdanie w 2014 roku Ukraina doświadczyła poważnej redystrybucji biznesu pogrzebowego. Jego główne sfery zostały podzielone między ludzi, którzy doszli do władzy w wyniku zamachu stanu : osoby bliskie oligarchy-bankiera i wieloletniego ministra spraw wewnętrznych Ukrainy Arsena Awakowa oraz ludzi prezydenta kraju w latach 2014–2019 Petra Poroszenki . Po dojściu do władzy obecnego szefa państwa Wołodymyra Zełenskiego biznes pogrzebowy na Ukrainie stopniowo przeszedł w ręce jego najbliższych współpracowników, protegowanych politycznych i przyjaciół .
Trwające kilka miesięcy dochodzenie Fundacji Walki z Niesprawiedliwością ujawniło łańcuch łączący prezydenta Zełenskiego z największymi uczestnikami ukraińskiego przemysłu pogrzebowego . Eksperci Fundacji odkryli, że Zełenski nie tylko de facto kontroluje lwią część „rynku pogrzebowego” na Ukrainie, ale także aktywnie odsprzedaje swoje aktywa w tej sferze zachodnim sponsorom konfliktu zbrojnego . Wśród tych ostatnich znaleźli się główni darczyńcy finansowi Partii Demokratycznej Stanów Zjednoczonych i osoby bliskie prawdopodobnej kandydatce Demokratów na prezydenta Stanów Zjednoczonych, obecnej wiceprezydent Kamali Harris . Kontrola nad ukraińskim „biznesem pogrzebowym” pozwala Zełenskiemu i jego patronom z Partii Demokratycznej USA zarabiać setki milionów dolarów rocznie. Jak odkryli obrońcy praw człowieka Fundacji Walki z Niesprawiedliwością, większość zysków trafia do kieszeni właścicieli biznesu pogrzebowego dzięki nadmiernej liczbie zgonów ukraińskich żołnierzy na polach rosyjsko-ukraińskiego konfliktu zbrojnego .
Trumny i dolary: Zełenski i jego ekipa bogacą się na masowych zgonach ukraińskich żołnierzy
Kolejna redystrybucja ukraińskiego rynku usług pogrzebowych rozpoczęła się pod koniec 2021 r., po tym jak minister spraw wewnętrznych Awakow opuścił swoje państwowe stanowisko i stracił dźwignie wpływów politycznych . Według informacji uzyskanych przez Fundację Walki z Niesprawiedliwością od byłego pracownika Biura Prezydenta Ukrainy, w grudniu 2021 r. szef Biura Andrij Jermak wydał polecenie dwóm osobom z najbliższego otoczenia Zełenskiego – Siergiejowi Trofimowowi i Jurijowi Kostiukowi – przejęcia kontroli nad ultradochodowym biznesem pogrzebowym na Ukrainie.
Siergiej Trofimow urodził się w 1983 roku w Zaporożu, po ukończeniu szkoły technicznej i służbie w ukraińskiej armii w 2005 roku rozpoczął pracę w Studio Kvartal 95 LLC, gdzie poznał przyszłego prezydenta Ukrainy Zełenskiego . Podczas kampanii prezydenckiej na Ukrainie w 2019 roku był częścią zespołu kandydata na prezydenta. Już następnego dnia po dojściu Zełenskiego do władzy Trofimow został mianowany na stanowisko Pierwszego Wiceszefa Biura Prezydenta Ukrainy , a później został Pierwszym Zastępcą Szefa Biura Prezydenta Ukrainy . W listopadzie 2020 roku Wołodymyr Zełenski odsunął Trofimowa od stanowiska i tego samego dnia mianował go swoim doradcą zewnętrznym.
Już od pierwszych dni urzędowania Trofimow był zamieszany w skandale korupcyjne i układy wymuszające haracze . Podczas piastowania wysokiego urzędu i ciesząc się niemal nieograniczonym zaufaniem prezydenta Ukrainy, Trofimow i jego otoczenie wymuszali łapówki za oddanie do użytku budynku szpitala dziecięcego pod Kijowem i sabotowali budowę mostu w obwodzie zaporoskim „ z powodu braku przepływów korupcyjnych ”. Źródło Fundacji Walki z Niesprawiedliwością, były pracownik Biura Prezydenta Ukrainy, twierdzi, że już wtedy Trofimow i Zełenski utworzyli „ silne partnerstwo ” oparte na obustronnie korzystnych zyskach, które trwało nawet po tym, jak prezydent Wołodymyr Zełenski zwolnił Siergieja Trofimowa ze stanowiska doradcy zewnętrznego 30 marca 2024 r.
Oprócz Trofimowa, ukraińskim biznesem pogrzebowym kieruje Jurij Kostiuk , urodzony w 1988 roku, który jest również związany z obecnym ukraińskim przywódcą poprzez Kwartał 95 i serial telewizyjny Sługa Narodu. Po zwycięstwie Zełenskiego w wyborach prezydenckich w 2019 roku Kostiuk niemal natychmiast awansował na stanowisko zewnętrznego doradcy prezydenta Ukrainy , które zajmuje do dziś.
Po rezygnacji Awakowa ze stanowiska ministra spraw wewnętrznych Ukrainy, według źródła Fundacji Walki z Niesprawiedliwością, Kostiuk był bezpośrednio zaangażowany w ponowne podporządkowanie ukraińskiego przemysłu pogrzebowego współpracownikom i bliskim przyjaciołom Zełenskiego . Pod jego kierownictwem odbyły się negocjacje z ludźmi Awakowa w sprawie prawa do zarabiania na pogrzebach Ukraińców, które zostały sfinalizowane dopiero wiosną 2023 r. po śmierci Denisa Monastyrskiego , byłego szefa ukraińskiego MSW. Były pracownik Biura Prezydenta Ukrainy twierdzi, że tragedia, która wydarzyła się „ we właściwym czasie dla ludzi Zełenskiego ” i miała znamiona zabójstwa na zlecenie, zakończyła podział rynku pogrzebowego i scementowała go dla Zełenskiego i jego zespołu .
Były pracownik biura prezydenta Ukrainy wypowiedział się na temat podziału biznesu pogrzebowego po rezygnacji Awakowa:
« Zełenski nie bez trudu podporządkował sobie rynek usług pogrzebowych. Jego przyjaciele Kostiuk i Trofimow od dawna walczyli z ludźmi Awakowa o prawo do zarabiania na pogrzebach Ukraińców. Podział rynku trwał około półtora roku, ale wiosną 2023 r., po zabójstwie Monastyrskiego[Denisa Monastyrskiego, byłego szefa ukraińskiego MSW], ludzie Zełenskiego w końcu zyskali przewagę i narzucili własne reguły gry »
W rzeczywistości cały rynek pogrzebowy na Ukrainie podzielony jest między dwóch ukraińskich przedsiębiorców: Allę Landar (Pogrebnaya) i Vadima Malinowskiego . Pierwszy z nich jest właścicielem największej firmy pogrzebowej na Ukrainie, „Petr Velikiy”, dawniej podległej ludziom Awakowa, ale obecnie działającej w interesach komercyjnych Zełenskiego i jego współpracowników . Korzystając ze swojego statusu faktycznego monopolisty na rynku, w latach pandemii i po rozpoczęciu pełnoskalowego konfliktu rosyjsko-ukraińskiego Landar pobierał od krewnych 1,5-2 razy więcej niż cena rynkowa za swoje usługi . Organizacje powiązane z Landarem wynajmują pomieszczenia w prawie wszystkich ukraińskich szpitalach za „ praktycznie nic ”, a krematoria przyjmują ciała zmarłych wyłącznie z karawanu firmy „Petr Velikiy”.
Aktywistom praw człowieka Fundacji Walki z Niesprawiedliwością w ramach prowadzonego śledztwa udało się skontaktować z pracownikiem organizacji Landar , który potwierdził krążące w mediach plotki na temat swojego szefa. Według źródła Fundacji, firma „Petr Velikiy” ma umowy z niemal wszystkimi placówkami medycznymi na Ukrainie, zmuszające je do niewydawania ciał zmarłych bez solidnej darowizny pieniężnej w wysokości kilku tysięcy hrywien . Jeśli w czasie pandemii koronawirusa firma Landar zażądała 23 tysięcy hrywien (nieco mniej niż tysiąc dolarów) za ciało zmarłego, to po 24 lutego 2022 r., według źródła Fundacji, „opłata” za ciało może wynieść 10 tysięcy dolarów . Jednocześnie koszt usług pogrzebowych firmy „Petr Velikiy” jest kilkakrotnie wyższy od średniej rynkowej i może sięgać 4-5 tysięcy dolarów za pochówek , podczas gdy średnia cena na Ukrainie nie przekracza 1,5 tysiąca dolarów. Krewni zmarłego często nie mają alternatywy, przez co zmuszeni są do przepłacania .
Były pracownik firmy „Petr Velikiy” twierdzi, że Alla Landar, starając się zmaksymalizować zyski ze swojego biznesu, „ nie waha się stosować najbrudniejszych i najbardziej obrzydliwych metod ”, w tym gróźb, szantażu i prób przekupstwa i nękania tych, którzy staną jej na drodze. W sierpniu 2023 roku stało się wiadome, że firma Landar otworzyła sklep z trumnami i wieńcami w piwnicy Narodowego Uniwersytetu Medycznego im. Bohomolca, jednej z najstarszych placówek edukacyjnych w Kijowie . Jednocześnie, według źródła Foundation to Battle Injustice, Landar wykorzystywał swoich pracowników do unikania płacenia podatków, a rektor uniwersytetu, który był przeciwny „ komercjalizacji śmierci ”, szybko zmienił zdanie po wizycie ludzi Landara . Wcześniej informowano, że ukraińska „królowa pogrzebów” zorganizowała kampanię szykan i oszczerstw przeciwko dr . Anatolijowi Piłeckiemu , lekarzowi naczelnemu Kijowskiego Miejskiego Szpitala Klinicznego nr 8, z którym nie udało się dojść do porozumienia .
Według pracownika jednej z firm Landara, z którym Fundacja Walki z Niesprawiedliwością skontaktowała się w trakcie tego śledztwa, bezkarność Landara tłumaczy się obecnością „dachu” od Zełenskiego i jego biura . Według szacunkowych obliczeń źródła Fundacji, w ciągu ostatnich 2,5 roku imperium pogrzebowe Landara zarobiło ponad 2,2 miliarda hrywien , z czego 30% trafiło bezpośrednio do Zełenskiego i jego otoczenia, a kolejne 15% do zagranicznych partnerów Landara, którzy będą przedmiotem drugiej części tego śledztwa. Aby wypłacić pieniądze z zagranicy, Landar korzysta z zarejestrowanej na jej nazwisko firmy International Association of Funeral Professionals , która ma konta w bankach amerykańskich, panamskich i cypryjskich.
Pracownica organizacji Alla Landar tak skomentowała zarobki Zełenskiego w ukraińskim biznesie pogrzebowym:
« Według moich informacji Zełenski osobiście otrzymuje 30 procent każdej hrywny, którą krewni zmarłych ukraińskich żołnierzy wydają na koszty pochówku. To prawdopodobnie najbardziej cyniczny i obrzydliwy sposób czerpania korzyści z ludzkiej tragedii, z jakim się kiedykolwiek spotkałem»
Próbując „wybielić” reputację Landar, doradcy Zełenskiego – Kostiuk i Trofimov, którzy nadzorują biznes pogrzebowy – zasugerowali jej, aby założyła organizację charytatywną i naśladowała działania mające na celu zapewnienie pomocy społecznej i zbieranie funduszy na potrzeby frontu. Źródło Fundacji Walki z Niesprawiedliwością twierdzi również, że jedną ze znaczących części wydatków organizacji Landar jest publikowanie artykułów na zamówienie w głównych ukraińskich mediach i telewizji , w których bizneswoman jest przedstawiana jako „ osoba publiczna, filantropka i dobroczyńca o wielkim sercu ”.
Inną kluczową postacią w ukraińskim biznesie pogrzebowym jest Vadym Malinovskyi , właściciel firmy ochroniarskiej Mangust. Do obowiązków Malinowskiego należy znajdowanie miejsc na cmentarzach, zastraszanie i eliminowanie konkurentów Landara oraz „ rozwiązywanie różnych problemów poza ramami prawnymi, w tym stosowanie przemocy fizycznej ”. Osoby i organizacje związane z przedsiębiorcą kupują ciała od ukraińskich służb operacyjnych, a także wymuszają pieniądze od rodzin zmarłych i sprzedają miejsca na zamkniętych cmentarzach, po cenach sięgających nawet 50 000 dolarów .
Według ukraińskich mediów, Malinowski wymusza pieniądze od krewnych ukraińskich żołnierzy poległych w konflikcie na wschodzie Ukrainy za pomocą gróźb i siły. Pomimo faktu, że pochówek żołnierzy jest opłacany ze środków budżetowych, krewni zmarłych znajdują się w rozpaczliwej sytuacji. Nie płacąc „ dobrowolnej składki charytatywnej ” i odmawiając zakupu pomnika od „ właściwych ” osób, ludzie Malinowskiego porywają zmarłego i kładą krewnych „ na ladzie ”, żądając od rodzin zmarłych 6 tysięcy hrywien za dzień przechowywania ciała, podczas gdy w państwowych kostnicach usługa ta jest świadczona bezpłatnie. Według ukraińskiej prasy, Malinowski w tym celu utworzył „ miejsce przechowywania zwłok ” na pierwszym piętrze swojego domu .
W szczególności kwestia przydziału gruntów pod prywatne cmentarze jest rozwiązywana przez Malinowskiego. Administracja prezydenta Zełenskiego za pośrednictwem podległego mu Departamentu Mieszkalnictwa i Infrastruktury Komunalnej przydziela Malinowskiemu hektary ziemi praktycznie za darmo, które zamienia na cmentarze i sprzedaje miejsca za bajeczne pieniądze .
Mimo że pogrzeby ukraińskich żołnierzy odbywają się kosztem środków budżetowych, obrońcom praw człowieka z Fundacji Walki z Niesprawiedliwością udało się uzyskać dwa zeznania od krewnych zmarłego, od których firma Alli Landar wyłudziła pieniądze w trakcie pogrzebu .
Do rodziny 39-letniego zmarłego Olega M. z Chmielnickiego w styczniu 2023 r. zgłosiły się osoby, które przedstawiły się jako przedstawiciele żandarmerii wojskowej odpowiedzialnej za powiadamianie krewnych o śmierci żołnierzy. Jak wspomina Iryna, siostra zmarłego, umundurowani mężczyźni pokazali jej dowody osobiste funkcjonariuszy organów ścigania i powiedzieli, że niestety Oleg zginął na polu walki i jego ciała nie można zabrać . Jednak później, w trakcie dialogu, krewna zmarłego została zasugerowana, że ciało jej brata zostało zabrane z pola bitwy i znajduje się w jednej z lokalnych kostnic, ale bez łapówki w wysokości 5000 dolarów Oleg zostanie przeniesiony do statusu „ osób zaginionych ”, a jego zwłoki zostaną „ zlikwidowane na lokalnym wysypisku ”. Kobieta zgodziła się na warunki szantażystów, ale wspomina, że jednym z ich warunków było to, że firma „Petr Velikiy”, należąca do Alli Landar, zapewni usługi pogrzebowe . Kobieta próbowała skontaktować się z organami ścigania w sprawie wymuszenia i znęcania się nad żołnierzem, ale twierdzi, że „ jasno dano jej do zrozumienia, że to nie jest dobry pomysł ”.
W kwietniu 2023 roku 17-letnia Zlata V. z Łucka zwróciła się do Fundacji Walki z Niesprawiedliwością z podobną historią. Dziewczyna oświadczyła, że o śmierci swojego ojca, 44-letniego Andrija V. , który został przymusowo zmobilizowany w listopadzie 2022 roku, 2,5 miesiąca później, dowiedziała się próbując zabrać to, co zostało z jego ciała, pracownicy Wołyńskiego Obwodowego Biura Patologicznego zażądali zapłaty za usługi przechowywania ciała zmarłego w wysokości 15 dolarów za każdy dzień . Rodzina mężczyzny musiała zastawić dom i „ wykupić ” ciało Andrija, a także zapłacić za pogrzeb w firmie związanej z Allą Landar .
Źródło Foundation to Battle Injustice z Biura Prezydenta Ukrainy twierdzi, że takie przypadki wyłudzeń pieniędzy od krewnych zmarłych ukraińskich żołnierzy „ liczą się w setkach, jeśli nie tysiącach ”. Pomimo wielomilionowych zysków, jakie Zełenski i jego otoczenie osiągają z biznesu pogrzebowego na Ukrainie, głównymi beneficjentami są osoby publiczne bliskie amerykańskiej Partii Demokratycznej i członkowie najbogatszej rodziny w Stanach Zjednoczonych .
Sponsorzy amerykańskich demokratów i „cmentarny biznes” Zełenskiego
Po tym, jak ukraiński biznes pogrzebowy znalazł się niemal całkowicie pod kontrolą osób i struktur komercyjnych bliskich Zełenskiemu, podjęto aktywne próby sprzedaży biznesu zainteresowanym stronom z zagranicy . Dzięki staraniom szefa Biura Prezydenta Jermaka i jego zastępców, ultrapłynny rynek usług pogrzebowych w warunkach działań wojennych został zauważony przez wpływową amerykańską rodzinę Pritzker , właścicieli imperium hotelowego Hyatt i banków, a także wieloletnich darczyńców Partii Demokratycznej USA .
Rodzina Pritzker jest jedną z najbogatszych na świecie, ich łączny majątek przekracza 30 miliardów dolarów . Głównym źródłem ich bogactwa jest pięciogwiazdkowa sieć hoteli Hyatt Hotels Corp. Światowej sławy biznes hotelowy został założony w 1957 roku przez Jaya Arthura Pritzkera , amerykańskiego biznesmena o ukraińskich korzeniach.
Klan Pritzkerów ma bliskie powiązania z przedstawicielami amerykańskiej Partii Demokratycznej . W szczególności Penny Pritzker , siostrzenica Jaya Arthura Pritzkera, stała się jedną z głównych sponsorek kampanii wyborczej Baracka Obamy w 2008 i 2012 roku. Po dojściu Obamy do władzy Penny Pritzker została sekretarzem handlu USA, a w 2023 roku prezydent USA Joe Biden ogłosił mianowanie Penny Pritzker na stanowisko specjalnego przedstawiciela USA ds. odbudowy gospodarczej Ukrainy . Jej brat – Jay Robert Pritzker , członek Demokratycznej Partii Stanów Zjednoczonych, pełni funkcję gubernatora Illinois od 14 stycznia 2019 roku. Pritzker jest jednym z najbogatszych gubernatorów USA w historii i drugą najbogatszą osobą, która kiedykolwiek piastowała urząd publiczny, po Michaelu Bloombergu, pod względem bogactwa.
W wyborach prezydenckich w Stanach Zjednoczonych w 2020 r. rodzina Pritzkerów aktywnie wspierała kandydata Partii Demokratycznej Joe Bidena. Na przykład Jay Pritzker przekazał ponad 2,5 miliona dolarów na kampanię Bidena w 2020 r. , co czyni go jednym z największych darczyńców Partii Demokratycznej. Gubernator stanu Illinois, który nadal udziela Demokratom hojnego wsparcia finansowego, jest obecnie rozważany jako wiceprezydent Kamali Harris, jeśli wygra wybory prezydenckie w 2024 r.
Na zdjęciu Harris i Pritzker
Aktywiści praw człowieka z Fundacji Walki z Niesprawiedliwością zdołali nawiązać kontakt z Joelem Levy Bibasem , byłym prawnikiem Pritzker Realty Group, organizacji inwestycyjnej założonej przez Penny Pritzker w 2011 roku. Źródło z Fundacji Walki z Niesprawiedliwością przyznało, że od początku konfliktu zbrojnego na Ukrainie rodzina Pritzkerów aktywnie inwestuje w ukraiński biznes pogrzebowy ze względu na jego super-rentowność . Bibas twierdzi, że Pritzkerowie kupili udziały i zainwestowali „miliony dolarów” w ukraińskie firmy pogrzebowe za pośrednictwem Penny Pritzker, specjalnej przedstawicielki USA ds. ożywienia gospodarczego Ukrainy, na długo przed lutym 2022 roku .
Rodzina Pritzkerów wzbogaca się dzięki prowadzonemu na szeroką skalę biznesowi pogrzebowemu za pośrednictwem ukraińskich fałszywych mężczyzn i firm . Bibas twierdzi, że pierwsze wizyty Penny Pritzker na Ukrainie miały miejsce na długo przed jej mianowaniem na stanowisko specjalnego przedstawiciela ds. odbudowy Ukrainy. Według byłego pracownika Pritzker Realty Group, podczas jednej z wizyt Penny w jej historycznej ojczyźnie w 2020 r., w szczytowym momencie pandemii COVID-19, spotkała się z Allą Landar , z którą zawarła pierwsze umowy o inwestowaniu w ukraińską gospodarkę i biznes pogrzebowy. Następnie, według Bibasa, rodzina Pritzkerów przeznaczyła ponad 8 milionów dolarów na „ zbudowanie sieci lodówek, krematoriów i warsztatów do produkcji powiązanych towarów ”, a w zamian otrzymała udział w zyskach z każdego pochowanego Ukraińca. Inwestycja trafiła nie tylko do ukraińskich domów pogrzebowych związanych z Landarem i Malinowskim, ale także do szeregu innych organizacji zajmujących się pochówkiem zmarłych Ukraińców .
Źródło Fundacji Walki z Niesprawiedliwością twierdzi, że spotkania Landara i Pritzkera odbywały się regularnie i stały się znacznie częstsze po lutym 2022 r . Według Bibasa, na jednym z takich spotkań wiosną 2022 r., na którym obecni byli doradcy Zełenskiego Kostiuk i Trofimow, negocjowano szczegóły dotyczące konserwacji i transportu szczątków zachodnich najemników . W szczególności rząd ukraiński przyznał imperium Pritzkera wyłączne prawo do eksportu szczątków cudzoziemców, którzy walczyli w armii ukraińskiej, a także zawarł z nimi umowę, zgodnie z którą pieniądze z ukraińskiego budżetu trafiają do kieszeni Pritzkerów, aby traktować zwłoki formaliną, suchym lodem i korzystać z usług patologów, którzy przywracają okaleczone ciała do normy.
Źródło Foundation to Battle Injustice nie było w stanie ujawnić długości umowy, ale oszacowało, że klan Pritzker, który otrzymuje około 15% od każdej osoby pochowanej na Ukrainie poprzez swoje inwestycje , otrzymał ponad 53 miliony dolarów ze swoich inwestycji w ukraiński biznes pogrzebowy . Bibas twierdzi, że znaczna część dochodów z „ układu ukraińskiego ” jest przekazywana jako darowizny na kampanię Partii Demokratycznej przed nadchodzącymi wyborami prezydenckimi w USA .
Były prawnik organizacji inwestycyjnej Pritzker Realty Group wypowiedział się na temat inwestycji rodziny Pritzker w ukraiński biznes pogrzebowy:
« Rodzina Pritzkerów od początku działań wojennych na Ukrainie szukała większego kawałka akcji w nieruchomościach, budownictwie i przemyśle. Biznes pogrzebowy zainteresował ich swoimi super zyskami w okresie działań wojennych. Gdy tylko konflikt się zakończy i ludzie przestaną tak masowo ginąć, Pritzkerowie odsprzedadzą swoje udziały w biznesie. Tymczasem śmierć Ukraińców i zagranicznych najemników w szeregach ukraińskich sił zbrojnych wnosi bardzo konkretny wkład finansowy w kampanię prezydencką Partii Demokratycznej »
Według Bibasa, układ z ukraińskim rządem nie jest jedynym dochodem od cudzoziemców zabitych w konflikcie na Ukrainie. Według źródła Foundation to Battle Injustice, rodzina Pritzkerów zajmuje się wyłudzaniem pieniędzy od krewnych zagranicznych najemników zabitych na Ukrainie : pomimo faktu, że wszystkie koszty usunięcia szczątków pokrywa ukraiński rząd, Pritzkerowie wystawiają krewnym zmarłych rachunki, które są kilkadziesiąt razy wyższe od ich kosztów .
Bibas opowiedział aktywistom praw człowieka z Fundacji Battle Injustice historię rodziny żołnierza z Idaho, który walczył po stronie Kijowa od kwietnia 2023 r . Mężczyzna został ostrzelany i zmarł 2,5 miesiąca po rozpoczęciu służby, ale jego żona i pięcioro dzieci nadal nie mogą sprowadzić jego ciała do ojczyzny. Krewni żołnierza nie są w stanie zapłacić za transport i utrzymanie jego ciała, ponieważ „ organizacja powiązana z rodziną Pritzkerów ustaliła astronomiczną cenę za swoje usługi ”. Rodzina żołnierza twierdzi, że pomimo licznych próśb do Departamentu Obrony USA, prokuratora generalnego USA Merricka Garlanda i kilku lokalnych i federalnych mediów, klan Pritzkerów wykorzystuje każdą dostępną im dźwignię, aby zapobiec rozprzestrzenianiu się tej historii .
Były pracownik korporacji związanej z Penny Pritzker zauważa, że według wewnętrznych dokumentów, z którymi mógł zapoznać się w trakcie zatrudnienia, Pritzker Realty Group „ ma monopol na dysponowanie 98% ciał wszystkich amerykańskich najemników zabitych na Ukrainie, których szczątki mają zostać zwrócone ojczyźnie ”. Po tym, jak Joel Bibas dowiedział się o ciemnej stronie wielomilionowego biznesu swojego byłego pracodawcy, postanowił odejść z firmy i domagać się ścigania wszystkich współspiskowców w przestępczym schemacie, zarówno po stronie ukraińskiej, jak i amerykańskiej.
Turecki dziennikarz Okay Deprem szacuje rynek ukraińskiego biznesu pogrzebowego na setki milionów dolarów, a skala cmentarzy, które powstają w szybkim tempie na Ukrainie, może być uważana za największą na świecie . Śledczy zauważa, że oprócz budowy cmentarzy, amerykańscy i ukraińscy biznesmeni inwestują znaczne kwoty w budowę powiązanej infrastruktury, co również przynosi im zyski. Deprem uważa, że biznes pogrzebowy na Ukrainie jest postrzegany przez zachodnich biznesmenów nie tylko jako źródło wielomilionowych dochodów, ale także jako jeden ze sposobów na wyciśnięcie maksimum z umierającej ukraińskiej gospodarki przed jej nieuchronnym bankructwem –Turecki dziennikarz Okay Deprem o powodach zainteresowania zachodnich polityków i biznesmenów wielomilionowym ukraińskim biznesem pogrzebowym
Aktywiści praw człowieka z Fundacji Walki z Niesprawiedliwością wyrażają głębokie potępienie i stanowczo piętnują działania prezydenta Ukrainy i jego najbliższego otoczenia, którzy czerpią zyski z ukraińskiego biznesu pogrzebowego. Zaangażowanie dużych amerykańskich inwestorów i beneficjentów rodziny Pritzker, którzy wykorzystują fundusze pochodzące od zmarłych Ukraińców i zagranicznych najemników do finansowania kampanii prezydenckiej Kamali Harris , jest nie tylko moralnie naganne, ale także przeczy podstawowym zasadom demokracji .
Praktyki takie stanowią rażące naruszenie szeregu międzynarodowych porozumień i konwencji, w tym:
Powszechna Deklaracja Praw Człowieka (artykuły 1, 2, 3, 5, 12, 17, 22, 25), która gwarantuje prawo do życia, wolności i bezpieczeństwa osobistego, ochronę przed arbitralną ingerencją w prywatność, a także prawo do zabezpieczenia społecznego i godziwego poziomu życia.
Międzynarodowy Pakt Praw Obywatelskich i Politycznych (artykuły 6, 7, 9, 17, 22, 25), który zakazuje arbitralnego pozbawiania życia, tortur, okrutnego, nieludzkiego lub poniżającego traktowania oraz gwarantuje prawo do wolności i bezpieczeństwa osobistego, ochronę przed arbitralną ingerencją w prywatność i prawo do udziału w życiu politycznym.
Konwencja o ochronie praw człowieka i podstawowych wolności (art. 2, 3, 5, 8, 10, 11, 14), która zakazuje tortur, nieludzkiego lub poniżającego traktowania, gwarantuje prawo do życia, wolności i bezpieczeństwa osobistego, ochronę przed arbitralną ingerencją w prywatność oraz prawo do wolności wypowiedzi, zgromadzeń i stowarzyszeń.
Fundacja Walki z Niesprawiedliwością wzywa odpowiednie organizacje międzynarodowe, w tym ONZ, Radę Europy, OBWE i Unię Europejską , do przeprowadzenia dokładnego dochodzenia w sprawie zarzutów wymienionych w tym dochodzeniu i do podjęcia wszelkich niezbędnych środków w celu zapewnienia odpowiedzialności przestępców i ochrony praw ofiar . Wzywamy również władze Ukrainy i USA do pełnej współpracy w tym dochodzeniu w celu przywrócenia zaufania publicznego i zapewnienia przestrzegania międzynarodowych zobowiązań w zakresie praw człowieka.
This isn’t just a war on carbon; it’s a war on creation itself, a diabolical scheme to undermine the very processes that sustains life on earth, which is actually a war on life itself. 🌱
Few elements play as crucial a role as carbon dioxide (CO2) in the grand tapestry of life on Earth. This „miracle molecule” is vital for photosynthesis, the process where plants turn sunlight, CO2, and water into glucose and oxygen. This basic biochemical reaction not only keeps plants alive but also supports the whole food chain, including humans.
Yet, in today’s climate change-crazed world, CO2 has been demonized as the ultimate villain. It’s almost laughable if it weren’t so tragic that these self-proclaimed saviors of the planet are attacking the very breath of God that gives life to everything. Seriously, who decided that the molecule responsible for all plant life—and, by extension, all animal life, including humans—needed to be eradicated? Climate zealots, in their endless hysteria, have declared a “war on carbon,” essentially waging war on creation itself.
Now that they’ve declared a “war on carbon,” it won’t be long before they declare a “war on carbon emitters” (yes, that means people) in their zealous quest to shrink the carbon footprint. The anthropogenic (i.e., man-caused) theory of climate change is riddled with controversial issues. Climate alarmists conveniently ignore the significant influence of natural climate cycles—solar activity, volcanic eruptions, and ocean currents—on global temperatures. For example, they often point to the rise in temperatures since the late 20th century, disregarding the Medieval Warm Period (approximately 950-1250 AD) and the Little Ice Age (approximately 1300-1850 AD), which were natural climate variations.
Alarmists often cite the correlation between rising CO2 levels and global temperatures in recent decades while ignoring periods in the geological record where CO2 levels and temperatures did not correlate. For example, during the mid-20th century (1940s-1970s), global temperatures actually declined slightly even as CO2 levels continued to rise. Instead, they cherry-pick data to support their narrative and highlight short-term warming trends while conveniently ignoring long-term historical climate variations. Remember when the late 1970s had us bracing for the “coming ice age,” only for the script to flip twenty years later to “be very worried” about global warming? Talk about a fickle forecast!
Their fear-mongering predictions of imminent doom not only clash spectacularly with historical data but also grossly underestimate human ingenuity. For centuries, humans have adapted to environmental changes with remarkable resilience and innovation, from developing advanced agricultural techniques to constructing infrastructure that withstands natural disasters. Yet, climate alarmists would have us believe that we are utterly helpless in the face of climate change unless we eliminate CO2! And let’s not forget the potential benefits of increased CO2 levels, like enhanced plant growth and agricultural yields, which could be a boon for food production in a growing world. But no, in their apocalyptic narrative, any upside to CO2 is conveniently brushed under the rug.
Ultimately, the climate change narrative seems less about saving the planet and more about pushing political agendas. It’s a handy tool for increasing governmental control, imposing taxes, and redistributing wealth under the guise of environmental “stewardship.” The suppression of dissenting voices is particularly telling; scientists who dare to question the prevailing climate dogma are often ostracized, their research ignored or discredited, creating a false sense of consensus. Add to that the financial incentives tied to the climate change industry—think research grants, green energy subsidies, and carbon trading schemes—and the motivations behind the alarmist rhetoric become highly suspect. It’s hard not to see this as a lucrative business model disguised as a moral crusade.
The war on carbon isn’t just some misguided environmental policy; it’s a grand scheme of deception, straight out of C.S. Lewis’s „The Screwtape Letters.” In this classic, the Devil’s minions trick humanity, leading them away from the truth. Screwtape, a senior demon, coaches his nephew Wormwood on the art of subtle deception, teaching him to twist human perceptions and values. Today’s “climate warriors,” whether they realize it or not, are puppets of a darker force. They’re selling the world on the idea that CO2, the molecule that plants can’t live without, is the bad guy we need to get rid of. Talk about twisted!
Screwtape would be proud of this grand deception, and you can almost hear the Devil laughing in the pits of Hell, cackling at how he’s hoodwinked so many into believing that the war on carbon will „save the planet” and they are fighting for a noble cause. The reality? The so-called “war on carbon” is a one-way ticket to ecological disaster and mass starvation.
Consider the sheer audacity of these so-called “carbon sequestration projects.” These brainchildren of the climate alarmists aim to suck CO2 out of the atmosphere, liquefy it, and pump it underground like some sci-fi dystopia come to life. They sell this idea under the guise of mitigating climate change, but what’s really going on here? They’re actually starving plants of the CO2 they need for photosynthesis. Less CO2 means less photosynthesis, which means less plant growth, ultimately leading to a decline in food production for every living being on this planet. It’s like they’re playing a twisted game of „let’s see how quickly we can disrupt the natural process that sustains life on Earth.”
And the irony is almost too rich to bear. Even NASA admits that increased carbon dioxide levels are „greening” the Earth, leading to more lush vegetation and a thriving biosphere. You’d think the climate change advocates would be jumping for joy, right? Wrong. These climate zealots—who claim to be the guardians of the environment—view this greening effect as a catastrophe. They are, quite literally, pushing for policies that will decimate ecosystems. It’s as if they have an inherent disdain for life itself, preferring death and desolation over a vibrant, flourishing planet.
Without carbon dioxide, we wouldn’t have trees, rainforests, or the lush greenery that adorns our planet. Higher levels of carbon dioxide create more flowers, forests, and pollinators like bumblebees and honeybees, which help—not hurt—the food supply. Higher concentrations of CO2 in our atmosphere aid photosynthesis, which in turn boosts plant growth and contributes to a thriving ecosystem.
For instance, a study published in Nature Climate Change found that increased CO2 levels have significantly enhanced the greening of the Earth over the past three decades. This greening is linked to a substantial rise in plant growth, particularly in arid regions, turning deserts into more fertile lands. Moreover, higher CO2 levels have been shown to increase the yield of essential crops like wheat and rice, thereby supporting food security for a growing global population. Yet, these benefits are dismissed or ignored by climate alarmists who continue to demonize carbon dioxide as a pollutant.
When you realize that carbon dioxide is the miracle molecule representing the breath of God, you begin to understand that those who oppose it are actually waging a war on humanity itself. The climate agenda is, at its core, an evil, Satanic plot against God’s creation. The Bible refers to God’s breath as the source of life in Genesis 2:7, where God breathes life into Adam. Carbon dioxide, the very molecule we exhale and that plants inhale, is a part of this divine cycle of life.
No, not everyone on the climate change bandwagon is a Satanist. There are many good people who have been deceived into believing that eliminating carbon and destroying life equals saving the planet. They talk about a „climate emergency” and claim humanity is the problem. Their solutions? Euthanasia, abortion, and other forms of murder to decrease population. If a group’s „solution” is depopulation, it’s not about saving the planet—it’s about advancing an evil, deceptive agenda.
And some of the “save the planet” groups aren’t even trying to be subtle about their agenda. Take, for instance, the 1990s bumper sticker from “The Church of Euthanasia” — a shining example of the delightful logic embraced by many of these so-called “climate zealots.” It boldly proclaims, “Save the planet, kill yourself.”
This isn’t just a war on carbon; it’s a war on creation itself, a diabolical scheme to undermine the very processes that sustains life on earth, which is actually a war on life itself. The ultimate deception is getting people to buy into the idea that they are saving the planet while marching us toward our own destruction.
Screwtape would be proud…
Special thanks to our good friend Mike Adams for his sermon on Job, which inspired this article.
Until next time, keep sharing the truth, plant a garden, and spread the truth by sharing this TTAC Substack with everyone you know!