Zaległe Friday Funnies: Hallucinating A.I.s. If they only had a brain.

Friday Funnies: Hallucinating A.I.s.

If they only had a brain.

Robert W Malone MD, MS Aug 02, 2024




Factchecked: True (from Business Insider)

  • Meta’s AI chatbot was initially programmed to not answer questions about the assassination attempt against Trump, the company said.
  • After Meta updated the bot to give a response, in some instances, it claimed the shooting didn’t happen.
  • The incident, which the company blamed on „hallucinations,” shows how chaotic AI can be when mixed with politics.

The Meta spokeperson states:

„In a small number of cases, Meta AI continued to provide incorrect answers, including sometimes asserting that the event didn’t happen — which we are quickly working to address,” Kaplan wrote. „These types of responses are referred to as hallucinations, which is an industry-wide issue we see across all generative AI systems, and is an ongoing challenge for how AI handles real-time events going forward. Like all generative AI systems, models can return inaccurate or inappropriate outputs, and we’ll continue to address these issues and improve these features as they evolve and more people share their feedback.”

We live in a bizarre world.

  • Where the FBI director lies to Congress, stating that it could have been “shrapnel” that hit the president.
  • Where the Google search engine – would not show results for the Trump assassination until public outcry demanded it.
  • Where Facebook denies the assassination was real – until their lies are exposed.

But heck, they can blame it all on “faulty” AI systems, which are busy “hallucinating,”… and MSM goes along to get along…


All of which shows the power of access journalism and advocacy journalism to control the media.





“It takes a lot of balls to win a women’s competitions these days.”

A Southpark episode from four years ago nails it.

Although so close to reality, it made me cringe…

https://www.youtube-nocookie.com/embed/URz-RYEOaig?rel=0&autoplay=0&showinfo=0&enablejsapi=0













I am

W obliczu przygotowań Unii Europejskiej do wprowadzenia podatków bezpośrednich dla siebie, badanie wykazało, że aż 70 % Polaków nie zdaje sobie z tego sprawy.

 <drignacynowopolski@substack.com>

W obliczu przygotowań Unii Europejskiej do wprowadzenia podatków bezpośrednich do swojego budżetu, nowe badanie wykazało, że aż 70 proc. Polaków nie zdaje sobie sprawy z nadchodzących zmian

Według Warsaw Enterprise Institute zdecydowana większość obywateli Polski (66-70 proc.) nie zdaje sobie sprawy, że Unia Europejska zamierza wprowadzić nowe podatki, które będą bezpośrednio zasilać budżet UE.

Podatki te obejmują mechanizm dostosowania granicznego w zakresie emisji dwutlenku węgla (CBAM), minimalny podatek w ramach filaru drugiego i częściowy transfer dochodów z systemu handlu emisjami (ETS).

To odkrycie nastąpiło w momencie, gdy Polska stoi w obliczu potencjalnej procedury nadmiernego deficytu prowadzonej przez Komisję Europejską, co może skutkować podwyższeniem podatków.

W odpowiedzi Warsaw Enterprise Institute zlecił Maison&Partners przeprowadzenie badania w celu oceny świadomości Polaków na temat ich zobowiązań podatkowych. Pomimo niedawnych kryzysów, takich jak pandemia, wojna i inflacja, które nadwyrężyły warunki finansowe, badanie wykazuje ogólnie pozytywny wynik, ale podkreśla znaczną lukę w świadomości dotyczącej polityki fiskalnej UE.

W ciągu ostatnich siedmiu lat polscy obywatele stali się bardziej czujni w kwestii swoich składek podatkowych, co zostało spowodowane trwającymi wyzwaniami gospodarczymi i nominalnymi podwyżkami płac. Prawie 80 procent Polaków spontanicznie wskazuje podatki jako główne źródło finansowania państwa, koncentrując się głównie na podatkach odliczanych od zatrudnienia, a nie na podatkach od towarów i usług.

Badanie pokazuje również, że świadomość różnych rodzajów podatków znacznie wzrosła w porównaniu do sytuacji sprzed siedmiu lat.

Podczas gdy w 2017 r. aż 21 proc. Polaków uważało, że w ogóle nie płaci podatków, dziś odsetek ten spadł do zaledwie 10 proc. Jednocześnie największa grupa Polaków jest świadoma płacenia podatku dochodowego od osób fizycznych (PIT) – przyznaje się do tego 74 proc., w porównaniu do 72 proc. w 2017 r. Tymczasem 59 proc. jest świadomych, że płacą podatek od wartości dodanej (VAT), w porównaniu do 42 proc. w 2017 r., a 50 proc. jest świadomych akcyzy na alkohol, wyroby tytoniowe i paliwo; wyniki te pokazują, że rzeczywiste zrozumienie tych rodzajów podatków jest mniejsze, niż mogłyby sugerować odpowiedzi ankietowe.

Postrzeganie systemu podatkowego jako niesprawiedliwego i skomplikowanego utrzymuje się, 87 procent Polaków opowiada się za jego uproszczeniem, a nadchodzące podatki UE zaskakują wielu. Obejmuje to podatki mające na celu wyrównanie szans konkurencyjnych w państwach członkowskich i rozwiązywanie problemów środowiskowych poprzez nowy podatek węglowy.

Gdy Polska radzi sobie z tymi zmianami, rząd może napotkać opór ze strony swoich obywateli, którzy są dobrze poinformowani o podatkach krajowych, ale mniej o europejskich strategiach fiskalnych. Ta rozbieżność podkreśla potrzebę lepszej komunikacji i edukacji w zakresie polityk podatkowych UE, gdy zaczną one wchodzić w życie.

https://rmx.news/article/most-poles-unaware-of-new-eu-taxes-study-reveals/

Z Forum Żydów Polskich – o kłamstwach Tokarczuk

Paweł Jędrzejewski Te słowa noblistki zapamiętałem… forumzydowpolskich/te-slowa-noblistki-zapamietalem

Istnieje zasada, że o zmarłych należy mówić dobrze, albo wcale. Całe szczęście, zasada ta nie obowiązuje wobec noblistów.

Od dziś (10.10.2019) noblistką jest Olga Tokarczuk.

Olga Tokarczuk przed paroma laty (2015) powiedziała w wywiadzie:
Wymyśliliśmy historię Polski jako kraju tolerancyjnego, otwartego, jako kraju, który nie splamił się niczym złym w stosunku do swoich mniejszości. Tymczasem robiliśmy straszne rzeczy jako kolonizatorzy, większość narodowa, która tłumiła mniejszość, jako właściciele niewolników czy mordercy Żydów”.

Smutne, że hasła Tokarczuk podważyć aż tak łatwo: np. zaczynając od strony tego nieszczęsnego przywołania „niewolnictwa”.
Zapomina ona najwyraźniej, że właściciele niewolników, czyli pańszczyźnianych chłopów, stanowili zaledwie 10% populacji, natomiast niewolnicy, czyli ci chłopi, stanowili absolutną większość. Tak więc współcześni Polacy są w przeważającej liczbie potomkami niewolników, a nie ich właścicieli. Zarzut więc całkiem mylnie sformułowany: żadne „myśmy robili straszne rzeczy”, tylko – jeżeli już – to „z nami robiono straszne rzeczy”.

Nie wiele lepiej z innymi aspektami jej opinii, ale polemizowanie z nimi nie jest moim celem. Podstawowym zarzutem jest coś poważniejszego. Mam pretensję do pisarki o nonszalancję jej wypowiedzi i o postrzeganie historii Polski z zaściankowej perspektywy, czyli tak, jakby nie rozgrywała się ona w kontekście historii takich sąsiedzkich narodów, jak Niemcy i Rosjanie, których doświadczenia z kolonizacją, ludobójstwem oraz zniewoleniem w ich wykonaniu dają dopiero właściwe tło porównawcze. Tło dla tak bardzo ahistorycznej oceny dziejów Polski, jaką jest – ze swej natury – ocena etyczna, dokonywana wedle dzisiejszych kryteriów.

To nasi sąsiedzi robili straszne rzeczy: zniewalali Europę (Niemcy) lub pół Azji (Rosjanie). Mordowali miliony ludzi (Holokaust) i wysiedlali całe narody a inne skazywali na śmierć głodową (Ukraińców za Stalina). Prowadzili wojny religijne i siłą odbierali ludziom narodową tożsamość.

Tu nie chodzi o wypieranie przeszłości, jej idealizowanie, lub odwoływanie się do hasła „a u was biją Murzynów”, a jedynie o kontekst. Historyczny kontekst.

Ogólnie: wydawałoby się, że od Olgi Tokarczuk można oczekiwać czegoś więcej. Chociażby świadomości, że postrzeganie historii Polski ma co najmniej dwie silne tradycje w literaturze i publicystyce historycznej. Jedną – wywodzącą się z Sienkiewicza i jego literatury „ku pokrzepieniu serc”, która stawiała sobie doraźne cele propagandowe w okresie zaborów. Drugą – obecną najsilniej w twórczości Żeromskiego – której zdaniem było, jak to określił sam Żeromski, „rozdrapywanie polskich ran, aby nie zarosły bliznami podłości”.

To już było. Te dwie tradycje toczyły ze sobą ostry spór. W literaturze, ale także obok niej. Trwał on przez długie dziesięciolecia, w zasadzie przez cały XX wiek. W jego procesie zgromadził się całkiem poważny dorobek dobrze uzasadnionych argumentów. Te dwie wizje historii Polski są nadal żywe i w żywym konflikcie. Jednak występowanie z prowokacyjnymi i nie do końca przemyślanymi hasłami tak, jakby nic nie zaistniało w tej materii wcześniej, jest – niestety – podejściem dość … barbarzyńskim.

Jest sprowadzaniem tej tematyki „do parteru”. Rzucaniem jej na żer.

Polityków i demagogów. Czyli polityków…

Paweł Jędrzejewski

======================

mail:

Potwierdza ten tekst prawdę, starannie ukrywaną przez „postęp”, że prawdziwe są różnice kulturowe, nie rasowe.

Ostateczna bitwa między Panem a królestwem szatana będzie dotyczyć Małżeństwa i Rodziny – s. Łucja.

PCh24

“Ostateczna bitwa między Panem a królestwem szatana będzie dotyczyć Małżeństwa i Rodziny” – to słowa, które w liście do kardynała Caffarry napisała siostra Łucja dos Santos, jedna z trójki dzieci będących świadkami objawień Najświętszej Panny Maryi w portugalskiej Fatimie. Jakże prawdziwe stało się to przesłanie zaledwie kilka lat po śmierci autorki. Ostatnia dekada to zmasowany atak rewolucji na instytucję rodziny w całej Europie.

Niestety, wiele państw, które w przeszłości uważały się za katolickie, nie powstrzymało tej ofensywy. Przykładem może być tutaj Irlandia, która zaledwie w ciągu kilku lat pogrążyła się w odmętach szaleństwa, zarówno sodomickiego, jak i dzieciobójczego.

Degrengolada moralna Europy widoczna jest podczas trwających Igrzysk Olimpijskich w Paryżu, do niedawna kojarzonych jednoznacznie z międzynarodowym świętem sportu. Za sprawą antychrześcijańskiej Francji, Igrzyska Olimpijskie można w tym roku nazwać igrzyskami bluźnierstw i antywartości. Obrażanie wiary chrześcijańskiej i naszych świętości podczas ceremonii otwarcia, promocja zabójczej wizji komunizmu piosenką “Imagine” czy promocja genderyzmu na sportowych zawodach, to najważniejsze haniebne wydarzenia ze stolicy Francji, niegdyś kolebki katolicyzmu w Europie.

To samo może czekać naszą Ojczyznę. Rewolucja nie spocznie, póki nie zatopi każdego państwa i narodu w swoich niemoralnych i antychrześcijańskich prawach. Jesteśmy świadkami jej ataku na nasz kraj, w postaci kolejnych ustaw, produkowanych przez liberalno-lewicową koalicję rządzącą. Projekty ustaw dotyczące rozszerzenia procederu aborcji to dopiero przedsmak tej ofensywy. W planach lewicy na najbliższe miesiące jest m.in. legalizacja związków partnerskich z możliwością adopcji dzieci przez pary homoseksualne. Z doświadczenia Europy Zachodniej dobrze wiemy, że postępowcy nie zatrzymają się w pół kroku i planowane ustawy są jedynie środkiem do całkowitej liberalizacji “praw” aborcyjnych i “małżeństw” sodomickich.

Szanowni Państwo!

Ponownie chcę zwrócić Państwa uwagę na słowa siostry Łucji, które przytoczyłem na początku maila. W maryjnym miesiącu sierpniu, miesiącu licznych pielgrzymek, słowa te powinny wybrzmieć szczególnie głośno. Musimy sobie uświadomić, że ta walka nie nastąpi gdzieś w odległych czasach i nie będzie nas dotyczyć. Ona trwa już teraz i powinniśmy zrobić wszystko, aby w niej zwyciężyć.

Zwracam się więc do Państwa z ważnym pytaniem – po raz kolejny staną Państwo razem z nami bronić wartości i wiary katolickiej?

Czego chce ta polska świnia? – Chcę umrzeć za niego

Czego chce ta polska świnia? – Chcę umrzeć za niego

11.08.2024 nczas/czego-chce-ta-polska-swinia

św. Maksymilian Kolbe
św. Maksymilian Kolbe

Obchody ku czci św. Maksymiliana Kolbego, który 14 sierpnia 1941 roku poniósł męczeńską śmierć w niemieckim obozie Auschwitz, zainauguruje dziś msza św. w franciszkańskim Centrum św. Maksymiliana w Harmężach koło Oświęcimia. Kulminacja uroczystości nastąpi w środę.

Franciszkanie z Harmęż poinformowali, że obchody rocznicowe w tym roku rozpocznie triduum. W niedzielny wieczór w tamtejszym Centrum św. Maksymiliana odprawiona zostanie msza święta. Po eucharystii wystąpi chór Maksymalni. Msze św. odprawione zostaną także w poniedziałkowy i wtorkowy wieczór.

Kulminacja uroczystości nastąpi 14 sierpnia. O godz. 10:30 przy bloku 11 na terenie byłego niemieckiego obozu Auschwitz sprawowana będzie msza św. ku czci św. Maksymiliana Kolbego. Przewodniczył jej będzie kardynał Stanisław Dziwisz. Ołtarz zostanie ustawiony obok wejścia do bloku 11 nazywanego Blokiem Śmierci.

Główne wydarzenie poprzedzi nabożeństwo „Transitus” w Centrum św. Maksymiliana. Wierni wysłuchają opisu męczeńskiej śmierci zakonnika, który powstał na podstawie dokumentów, zeznań i świadectw. Odczytany zostanie też jedyny list, który Maksymilian wysłał z obozu do matki. Z Harmęż, po nabożeństwie, wierni przejadą do byłego obozu Auschwitz. Na miejsce celebry przyjdą także pielgrzymi z kościoła św. Maksymiliana w Oświęcimiu.

Pielgrzymki połączą się przed historyczną bramą „Arbeit macht frei” i wspólnie przejdą poobozowymi alejami na miejsce sprawowania mszy św.

Duchowni oraz świeccy złożą wieńce na placu apelowym – miejscu, gdzie ojciec Kolbe zgłosił gotowość pójścia na śmierć za innego więźnia, pod Ścianą Śmierci, przed którą w czasie istnienia obozu Niemcy rozstrzelali wiele tysięcy osób, głównie Polaków, a także w celi śmierci franciszkanina, w podziemiach bloku 11.

Franciszkanin ojciec Maksymilian Maria Kolbe trafił do Auschwitz 28 maja 1941 roku. z więzienia na Pawiaku w Warszawie. W obozie otrzymał numer 16670.

Pod koniec lipca 1941 roku z obozu uciekł więzień Zygmunt Pilawski. Za karę zastępca komendanta Karl Fritzsch wybrał dziesięciu więźniów i skazał ich na śmierć głodową. Wśród nich był Franciszek Gajowniczek, który zaczął rozpaczać. Wówczas ojciec Maksymilian wyszedł z szeregu, zbliżył się do Fritzscha i poprosił o zastąpienie współwięźnia. Esesman zgodził się.

Świadkiem tego zdarzenia był też więzień tego bloku Michał Micherdziński. W późniejszych zeznaniach tak z kolei opisał on to zdarzenie:

O. Maksymilian szedł w więziennym pasiaku, z miską u boku, w drewniakach. Nie szedł jak żebrak, ani też jak bohater. Szedł jak człowiek świadomy wielkiej misji. Stanął spokojnie przed oficerami. Cała świta, która dokonywała selekcji, wszyscy stali i patrzyli po sobie, nie wiedzieli, co robić. Wreszcie opamiętał się kierownik obozu i wściekły, zapytał swojego zastępcę:

– „Was will dieses polnische Schwein?” (pol. Czego chce ta polska świnia?).

Zaczęli szukać tłumacza, ale okazało się, że tłumacz jest zbędny. O. Maksymilian w postawie na baczność odpowiedział spokojnie po niemiecku:

– „Ich will für ihn sterben” (pol. Chcę umrzeć za niego) i wskazał lewą ręką na stojącego obok Gajowniczka. Padło kolejne pytanie:

– „Wer bist du?” (pol. Kim jesteś?)

– „Ich bin polnischer katholischer Priester” (pol. Jestem polskim księdzem katolickim.)

O. Maksymilian, mimo iż wiedział, jak Niemcy traktują polskich księży, nie bał się przyznać do swojego kapłaństwa. Panowała wtedy nieznośna cisza. Każda sekunda wydawała się trwać wieki. Wreszcie stało się coś, czego do dzisiaj nie mogą zrozumieć ani Niemcy, ani więźniowie. Kapitan SS, który zawsze zwracał się do więźniów przez wulgarne „ty”, zwrócił się do o. Maksymiliana per „pan”:

– „Warum wollen Sie für ihn sterben?” (pol. Dlaczego Pan chce umrzeć za niego?)

O. Maksymilian odpowiedział:
– „Er hat eine Frau und Kinder” (pol. On ma żonę i dzieci.)

Po chwili esesman powiedział:
– „Gut” (pol. Dobrze).

Ojciec Kolbe po dwóch tygodniach męki wciąż żył. 14 sierpnia 1941 r. został uśmiercony przez niemieckiego więźnia-kryminalistę Hansa Bocka, który wstrzyknął mu zabójczy fenol.

Kilka tygodni przed śmiercią Maksymilian powiedział do współwięźnia Józefa Stemlera: „Nienawiść nie jest siłą twórczą. Siłą twórczą jest miłość”.

Franciszek Gajowniczek przeżył wojnę. Zmarł w 1995 r. w Brzegu na Opolszczyźnie w wieku 94 lat. Pochowany został na cmentarzu przyklasztornym franciszkanów w Niepokalanowie.

Rajmund Kolbe urodził się 8 października 1894 roku. w Zduńskiej Woli. W 1910 roku wstąpił do zakonu, gdzie przyjął imię Maksymilian. Studiował w Rzymie. Tam w 1917 roku założył stowarzyszenie Rycerstwa Niepokalanej. Do Polski wrócił dwa lata później. W 1927 roku założył pod Warszawą klasztor-wydawnictwo Niepokalanów. Trzy lata później wyjechał do Japonii, skąd wrócił w 1936 roku, by objąć kierownictwo Niepokalanowa.

We wrześniu 1939 roku Niemcy po raz pierwszy aresztowali Ojca Kolbego i franciszkanów. Duchowni odzyskali wolność w grudniu. 17 lutego 1941 roku o. Maksymiliana aresztowano po raz drugi. Trafił na Pawiak, a potem do Auschwitz.

Polski franciszkanin został beatyfikowany przez papieża Pawła VI w 1971 roku, a kanonizowany przez Jana Pawła II jedenaście lat później. Stał się pierwszym polskim męczennikiem podczas II wojny, który został wyniesiony na ołtarze.

Niemcy założyli obóz Auschwitz w 1940 roku, aby więzić w nim Polaków. Auschwitz II-Birkenau powstał dwa lata później. Stał się miejscem zagłady Żydów. W kompleksie obozowym funkcjonowała sieć podobozów. W Auschwitz Niemcy zgładzili co najmniej 1,1 mln ludzi, głównie Żydów. Spośród około 140-150 tys. deportowanych do obozu Polaków zginęła niemal połowa. W Auschwitz ginęli także Romowie, jeńcy sowieccy i osoby innej narodowości.

Niedziela: Biłgoraj, Warszawa – comiesięczne Msze Święte za Ojczyznę i Pokutne Marsze Różańcowe

11.08.2024 Biłgoraj, Warszawa – comiesięczne Msze Święte za Ojczyznę i Pokutne Marsze Różańcowe

06/08/2024przez antyk2013

Z Maryją Królową Polski modlić się będziemy o Polskę wierną Bogu, Krzyżowi i Ewangelii, o wypełnienie Jasnogórskich Ślubów Narodu

BIŁGORAJ – w każdą drugą niedzielę miesiąca w kościele pod wezwaniem Wniebowzięcia Najświętszej Maryi Panny o godz. 18.00 Msza Święta za Ojczyznę i Pokutny Marsz Różańcowy!

WARSZAWA – zapraszamy na comiesięczny Pokutny Marsz Różańcowy, który już od 9 lat odbywa się w stolicy. Rozpoczynamy Mszą Świętą o godz. 8.00 w kościele św. Andrzeja Apostoła i św. Brata Alberta na pl. Teatralnym 20, po niej udajemy się ulicami Warszawy pod Sejm RP.

Zgodnie ze słowami Najświętszej Dziewicy Maryi (zawartych we wszystkich uznanych objawieniach) modlitwa na Różańcu Świętym jest ostatnim ratunkiem dla świata. To jest FAKT – władze tego świata, odrzucają Boga a na Jego miejsce intronizują zachcianki człowieka (lub w najlepszym wypadku sentymentalnie celebrują humanizm).

Trasa naszego comiesięcznego Pokutnego Marszu Różańcowego w Warszawie:  Po drodze z placu Teatralnego idziemy ogarniając modlitwą Różańca Świętego ważne instytucje i ministerstwa położone przy Krakowskim Przedmieściu, modlimy się za Prezydenta RP pod jego siedzibą, skręcamy w  ul. Świętokrzyską by modlić się pod Ministerstwem Finansów, później przy pl. Powstańców Warszawskich 7 dochodzimy do budynku TVP, gdzie mieszczą się główne studia informacyjne telewizji publicznej (przez dziesięciolecia komunizmu i liberalizmu siejących nienawiść oraz kłamstwa). Modlić się będziemy o konieczne zmiany w mediach i nawrócenie środowisk dziennikarskich. Kierujemy się później w stronę placu Trzech Krzyży i na ul. Wiejską aby ogarnąć modlitwą władze ustawodawcze naszego Kraju. Zakończenie Pokutnego Marszu Różańcowego będzie pod Sejmem i Senatem RP (wcześniej podejdziemy pod ambasadę Kanady, gdzie Panu Bogu i Jego Matce zawierzać będziemy Mary Wagner, która toczy samotny bój o przestrzeganie prawa Bożego w Kanadzie).

https://youtube.com/watch?v=zL3tg863fSE%3Fversion%3D3%26rel%3D1%26showsearch%3D0%26showinfo%3D1%26iv_load_policy%3D1%26fs%3D1%26hl%3Dpl-PL%26autohide%3D2%26wmode%3Dtransparent
https://youtube.com/watch?v=FA-B8j-Tgbk%3Fversion%3D3%26rel%3D1%26showsearch%3D0%26showinfo%3D1%26iv_load_policy%3D1%26fs%3D1%26hl%3Dpl-PL%26autohide%3D2%26wmode%3Dtransparent

Będziemy się modlić o ustanie kłamliwych ataków na nasz Kościół i Ojczyznę, o nawrócenie nieprzyjaciół i pojednanie ludzi, narodów i państw na fundamencie prawdy, aby wobec ofiar zbrodni i ludobójstwa nastąpiło sprawiedliwe zadośćuczynienie za zło jakiego doświadczyli od prześladowców. Będziemy modlić się także o to by dla wszystkich narodów, dawniej i dziś zamieszkujących ziemie Rzeczypospolitej i Europę Środkowo Wschodnią, Jezus Chrystus był  j e d y n ą  Drogą, Prawdą i Życiem, o to też by na ziemiach nasączonych krwią ofiarną poprzednich pokoleń umocniona została święta wiara katolicka, poza którą nie ma zbawienia, by porzucone zostały błędne wyznania i religie wiodące na bezdroża nienawiści.

WWW: Won Wańki Wstańki. 

10  sierpnia 2024 r. | Nr 32/2024 (684)

WWW
       Szanowni Państwo!
      Jeśli ktoś mniema, iż litery www znaczą: World Wide Web, to nie zna najnowszej teorii spiskowej.
       Zanim Europejczycy poznali zalety różnych nauk, zdani byli na wiedzę wiedźm, przekazywaną z pokolenia na pokolenie Wygląda na to, że właśnie wracają do korzeni, jeśli chodzi o mądrości utożsamiane z nauką. Różnica polega głównie na tym, że dawna wiedźma przez lata gromadziła doświadczenie życiowe, które owocowało pożytecznymi radami, jak żyć zdrowo i pomyślnie.  Obecnie, to małolaty są „ekspertami” od mądrości wszelakich, a zwłaszcza posiadły cenną wiedzę o mnogości płci i druzgocząco zgubnym wpływie oddychania na klimat.
       Przewaga komunizmu unijnego nad radzieckim polega na większej premedytacji. Za PRL-u brakowało wszystkiego, bo partia nie radziła sobie z zarządzaniem odgórnym w sprawie każdej wkręconej śrubki. Teraz też unijna komisarz nie ma pojęcia o niczym, ale jako  Wszechstronnie Wykształcona Wiedźma decyduje nie mając zielonego pojęcia o czym. I o to właśnie chodzi, żeby rozwalić Polakom wszystko, czego dokonali.
Dlatego brak kompetencji jest najwyższą kompetencją kadr zarządzających przez Pierwszego Folksdojcza RP.
       Podobno Donald znowu się wściekł. Powód? Nie ważne jaki. To tylko efekt wiary we własne kłamstwa. Jak zwykle coś poszło nie tak, ale na tym właśnie polega przecież totalna destrukcja państwa, żeby nic nie działało, nawet to, co by się w danej chwili chciało, żeby zadziałało. Trzeba poczekać, aż Niemcy znowu wprowadzą swój Ordnung, taki jak w czasie okupacji 1939-1945.
       No, chyba, że się zbuntujemy i powiemy: Won Wańki Wstańki. 
Sierpień jest dobrą porą dla Polaków, jak uczy nas własna historia.
Z pozdrowieniami
Małgorzata Todd

Lewicki: W Paryżu Zachód dokonał zbiorowego coming-outu

https://konserwatyzm.pl/lewicki-w-paryzu-zachod-dokonal-zbiorowego-coming-outu

To co zaprezentowano na otwarciu obecnej olimpiady w Paryżu wzbudziło wielki odzew, zaś powodem było to, że uderzono tam  i zadrwiono z tego co jest święte dla dwóch i pół miliarda chrześcijan żyjących na całym świecie. Chodzi o sparodiowanie wyobrażenia Ostatniej Wieczerzy, o której piszą Ewangelie, a której najbardziej znane przedstawienie kojarzy się z obrazem Leonarda da Vinci.
Dla każdego chrześcijanina, który poważnie, a nie tylko formalnie, czy koniunkturalnie, traktuje swoją wiarę musiało to być bardzo bolesne, co wyraził też wysłannik Watykanu na obecną olimpiadę, mówiąc, że „wyśmiewanie w ten sposób wiary i religii jest bardzo szokujące” i on sam też czuje się „głęboko zraniony”.

W wielu normalnych krajach, cały ten skandaliczny spektakl z Paryża został ocenzurowany i to nie tylko że względu na uczucia chrześcijan, czy też  muzułmanów, ale też z uwagi na obsceniczne sceny, gdyż w całej tej żałosnej imprezie nie zabrakło prezentowania, przez prawie nagich aktorów, i to w obecności dzieci, fragmentów ich genitaliów w postaci, na przykład, jąder.
Jeśli organizatorzy tego przedstawienia, upierają się jednak by zaliczyć to do sztuki, to w takim razie trzeba wymyślić jakąś nową nazwę na określenie tego kierunku w sztuce. Niektórzy, zniesmaczeni tym widowiskiem, określają je pogardliwym słowem – shitshaw.
Z uwagi jednak na rozmiar widowiska i znaczenie jakie temu nadano należy poszukiwać określeń bardziej poprawnych, które by sugerowało, że jest to nowy awangardowy rodzaj sztuki, mający jednak już rangę akademicką. Taką możliwą nazwą wydaje się być, na przykład, ekspresjonizm genitalny. Oczywiście, należy tu wprowadzić dodatkowe zastrzeżenie, że tego rodzaju przedstawienie można będzie nazywać sztuką, tylko w przypadku, gdy autorami i wykonawcami tego są osoby deklarujące się jako należące do społeczności LGBT. W innym wypadku byłby to zwyczajny ekshibicjonizm lub obraza moralności,  i wtedy byłby to karane zgodnie z odpowiednim paragrafem.
Inne możliwe, i bardziej chyba dziś powszechne, podejście jest takie, że gdy obrażane są uczucia chrześcijan, a szczególnie katolików, to wtedy jest to oczywiście sztuka, natomiast gdyby chodziło o negatywne opinie na temat LGBTQ+ i gender, to wtedy traktuje się to jako „mowę nienawiści” i oczywiście karze z najwyższą  mocą.

Jednak nie chodzi tu tylko o taką kwestię, czy było to wydarzenie kulturalne, czy też nie. Wielkie oddziaływanie paryskiego przedstawienia polega na tym, że tym razem, i to bez żadnej przesady, można śmiało powiedzieć, że zostało to zaprezentowane całemu światu.
Wymowa tego jest bardzo istotna i moim zdaniem polega ona na tym, że Zachód, czyli, w pewnym uproszczeniu, UE  oraz kraje anglosaskie, wobec całego świata dokonały symbolicznego coming-outu, czyli ujawniły i zademonstrowały to, że tożsamość LGBTQ+ i ideologia gender są najważniejszą dla Zachodu sprawą, która wszędzie, zarówno w kulturze, życiu codziennym, jak i w prawie ustalającym ład polityczny i społeczny, są absolutnie priorytetową sprawą.

Sądzę, że od teraz nikt już nie może udawać, że Zachód prezentuje obecnie jakieś inne zasady niż te objawione w Paryżu. Chociaż już od dawna było wiadomo, że sprawy tak właśnie wyglądają, to jednak dopiero teraz z taką mocą zostało to jednoznacznie zakomunikowane.
Szok wywołało to jednak duży i skala protestów i dezaprobaty jest zadziwiająco szeroka. Wynika to też z tego, że w krajach owego Zachodu, który ma pretensje do przewodzenia i zarządzania całym światem, żyje dziś niecały miliard ludzi, czyli tylko około 11 proc. ludności naszego globu. Zatem jakby nie patrzeć, jest to przecież margines, a nie żadna większość.
Z jakiej niby racji Zachód uzurpuje sobie prawo do narzucania większości swoich zasad? Tym bardziej, że i w samych krajach Zachodu nie ma absolutnej zgodności co do akceptacji tak całkowicie przekształconego wizerunku cywilizacji zachodniej, która jeszcze niedawno była przecież chrześcijańska.

Przekaz płynący z Paryża został odebrany jako obraźliwy wobec Jezusa Chrystusa, który jest najważniejszy dla chrześcijan, ale też jest ważna postacią i prorokiem dla muzułmanów.
W ten oto sposób Francja rzuciła wyzwanie dla czterech miliardów wyznawców tych religii.
Dezaprobatę wyraziło wielu biskupów oraz rzeczników episkopatów różnych krajów (dziwne jednak, że sam papież dotychczas nie zabrał głosu), ale też przedstawiciele licznych wspólnot i państw muzułmańskich, w tym minister kultury Iranu, który stwierdził: „przedstawienie Jezusa Chrystusa w Paryżu było całkowicie obraźliwe i przekroczyło wszelkie czerwone linie”, zaś największa religijna instytucja muzułmanów w Egipcie – Al-Azhar Al-Sharif – ostrzegła „przed niebezpieczeństwem wykorzystywania wydarzeń o zasięgu globalnym do wprowadzania obelg wobec religii oraz promowania homoseksualizmu i transpłciowości”.
Zaprotestowały także liczne znane osoby niezwiązane z religią, jak Elon Musk, który powiedział: „To był skrajny brak szacunku wobec chrześcijan”. A nawet lider francuskiej, przecież antyklerykalnej, lewicy, Jean-Luc Mélenchon był zniesmaczony: „Nie podobało mi się wyśmiewanie chrześcijańskiej Ostatniej Wieczerzy. […] czemu dobremu służy ryzyko, że zrani się wierzących?”.
Takich wątpliwości nie mają jednak liberałowie, w Polsce często komunistycznej proweniencji, którzy płynnie przeszli od marksizmu do gender, co wydaje się im naturalną transformacją i „postępem”.

Wielki zakres protestów spowodował, że organizatorzy zaczęli się wycofywać i po dwóch dniach ogłosili, że przepraszają osoby, które poczuły się obrażone. Czy to cokolwiek załatwia? W żadnym razie!
Najważniejsze jest to, że intencje organizatorów zostały odkryte i od tego momentu nikt rozumny nie powinien mieć wątpliwości o co im idzie. To, że obecnie się taktycznie wycofują, nic nie znaczy, gdyż dla niech jest to tylko sprawa nieudanego jednego testu, który powtórzą, gdy tylko uznają, że już można.
Oni stosują starą  bolszewicką strategię dzielenia rewolucji na etapy, czyli określania jakie zmiany można wprowadzić już przy obecnym stanie podporządkowania sobie społeczeństwa, a z czym się jeszcze trzeba wstrzymywać, aż do czasu, gdy wyeliminują opór. Lenin nazywał to „mądrością etapu”.
Na razie przepraszają i się tłumaczą, próbując odwrócić kota ogonem, ale zgodnie ze znanym francuskim powiedzeniem – kto się usprawiedliwia, ten się oskarża (qui s’excuse, s’accuse).

Teraz maski opadły i wielu uznało, że opowieści o „mowie nienawiści” i „szanowaniu wrażliwości” osób LGBTQ+ to  hipokryzja, nieuczciwość i tylko próba obezwładnienia przeciwnika. Wobec tego, coraz powszechniejsze stają się takie deklaracje: ”jeśli ty nie szanujesz moich poglądów, wrażliwości i świętości, to ja nie jestem zobowiązany i nie będę zwracał uwagi na twoje pretensje tego dotyczące”.
Upowszechnienie się takiego podejścia może być właśnie takim niezamierzonym, i sprzecznym z intencjami organizatorów,  skutkiem tego prowokacyjnego show z Paryża. Czy będzie to początek dużego zwrotu i chrześcijanie, którzy byli do tej pory bezkarnie obrażani, zaczną w końcu ostrzej reagować? Wiele wskazuje, że tak właśnie może się stać.

Stanisław Lewicki

Co ma Powstanie Warszawskie do aborcji?

Szanowny Panie, Drogi Obrońco Życia Dzieci!

https://tracking.zycierodzina.pl/click/?lt=aHR0cHM6Ly9yYXR1anp5Y2llLnBsL3xNVGN5TWpVeU5EY3pOakEzTURVMk56RXpOQzR4TkRFNExqY3pNREV4T1RnNU5qQTNNVGMwTmpjMk1qbEFlbWx5ZkZSb2RTd2dNREVnUVhWbklESXdNalFnTVRjNk1EVTZNellnS3pBeU1EQjhaR0ZyYjNkNVFHOHlMbkJzZkRFdWVubGphV1Z5YjJSNmFXNWhMbk50ZEhCOGNtVmtaM0pwWkRNMWZEQjhNUzVpWmpBNU5ESTRPR1k0WVdWak1EVXlZV1V4WW1SaVpHVTNOVEZtT0RFMU5RPT0%3D

Mija 80 lat od wybuchu Powstania Warszawskiego. Czcimy pamięć Bohaterów, modlimy się o ich zbawienie i chcemy, aby już nigdy na naszej ziemi nie było żadnej wojny. Bo wydarzenia sprzed 80 lat to także jedna z największych tragedii, jakie spotkały Polskę. Warszawa zrównana z ziemią i rzeź ludności cywilnej. Masowe mordy dokonywane przez Niemców na kobietach i dzieciach.

Czy wie Pan, że istnieją interpretacje, zgodnie z którymi tragedia Powstania Warszawskiego – jego klęska, zniszczenie Warszawy i rzeź na jej mieszkańcach – były karą Bożą za aborcję?

Przed II Wojną Światową w Polsce po raz pierwszy zalegalizowano zabijanie nienarodzonych dzieci. Podczas gdy w większości europejskich krajów za aborcję były kary, w polskim kodeksie karnym tzw. Kodeksie Makarewicza z 1932 roku pojawiła się możliwość zabicia dziecka, którego matka była chora lub jeśli do poczęcia doszło w wyniku przestępstwa.

Nadto pleniła się nielegalna aborcja, a państwo umywało ręce od jej ścigania. Szacuje się, że rocznie mogło być abortowane od 250 000 do przeszło 500 000 dzieci. To prawdziwy horror, na który władza przymykała oko.

Trochę tak jak dziś, prawda?

W pismach św. Faustyny Kowalskiej oraz Sługi Bożej Rozalii Celakówny co najmniej kilka razy pojawia się wątek o nadchodzącej Sprawiedliwości Bożej, która nie może już znieść grzechów popełnianych w naszej Ojczyźnie. Mowa wprost o prostytucji (Warszawa była jej niechlubną stolicą), zabójstwach i aborcji.

Przesyłam Panu artykuł, w którym zobaczy Pan fragmenty przedwojennego kodeksu karnego, gdzie przyzwolono na aborcję oraz m.in. cytaty z pism polskich mistyczek o nadchodzącej karze Bożej za grzechy przeciw życiu. Napisałam ten artykuł, by uświadomić ludziom, że trzeba intensywnie działać i modlić się o zatrzymanie aborcji.

https://ratujzycie.pl/kara-boza-za-aborcje-tragedia-powstania-warszawskiego

W Fundacji Życie i Rodzina jesteśmy na pierwszej linii, by ratować życie dzieci. Bezpieczeństwo bezbronnych maluchów w łonach ich matek to fundament bezpieczeństwa Polski. A więc każdego z nas.

Działamy wspólnie z Panem i dzięki Panu.

Za każde wsparcie z serca dziękujemy.

Serdecznie Pana pozdrawiam,

Ceremonia otwarcia igrzysk. Analiza, cz. III: narzeczone gilotyny

Ceremonia, czy raczej rytuał otwarcia Igrzysk XXXIII Olimpiady w Paryżu w 2024 przeszła już do historii. Teraz czas na analizy i refleksje. Można być pewnym, że znaczenie tego spektaklu jest dużo większe, niż się wydaje, a jego skutki będą doniosłe.

Proszę przeczytać część I:

https://www.dakowski.pl/rytual-otwarcia-igrzysk-analiza-cz-i-ca-ira-bartosz-kopczynski/

a następnie część II

https://www.dakowski.pl/rytual-otwarcia-igrzysk-analiza-cz-i-ca-ira-bartosz-kopczynski/

Część trzecia rozpoczyna własne, autorskie objaśnienie treści, zaprezentowanych podczas ceremonii / rytuału otwarcia Igrzysk XXXIII Olimpiady w Paryżu AD 2024. Jest to analiza bardzo subiektywna, oparta na gromadzonej od długiego czasu wiedzy i własnych spekulacjach. Czytelnicy mogą się więc nie zgodzić z większością tego, co tu zostanie ujawnione, i mają do tego prawo, tak samo, jak autor ma prawo do próby zrozumienia i wyłożenia innym obiektywnej rzeczywistości.

Najpierw jednak należy zacząć od wyjaśnienia pewnych kwestii, istniejących poza opisywaną ceremonią. Od pewnego czasu zacząłem używać kilku pojęć, wyjaśniających rzeczywistych animatorów wielu zdarzeń i procesów tak historycznych, jak i współczesnych. Najbardziej znane i najczęściej spotykane to globaliści, co oznacza grupę niezwykle bogatych i wpływowych osób, działających na szczytach globalnej władzy, nie tylko politycznej, ale też informacyjnej, opiniotwórczej, kulturotwórczej, i nade wszystko finansowej. Wśród globalistów są postaci znane, funkcjonujące w rządach oraz jawnych instytucjach ponadnarodowych. Te osoby jednak nie są najważniejsze, pełnią bowiem funkcje wykonawcze i reprezentacyjne. Ważniejsi są ci ludzie, których nazwisk nie znamy, a którzy wysługują się tymi znanymi.

Globaliści to nie jest jednak szczyt hierarchii globalnej władzy. Ponad nimi stoją ludzie cienia, stanowiący samo centrum decyzyjne kryptokracji – ukrytej władzy. Ludzie ci mają bardzo specyficzny system wierzeń i sposób rozumowania. Wszystko wskazuje na to, że najbardziej wierzą w samych siebie i w swoją kastę, kierując się talmudycznym sposobem myślenia i gardząc wszystkimi pozostałymi. Dawno temu ich przodkowie podjęli zamysł podjęcia działań, zmierzających do opanowania wszelkich ośrodków władzy. Dzięki precyzyjnie określonemu celowi i pewnym dziedzicznym cechom plemiennym zdołali przekazać modus operandi kolejnym generacjom swoich potomków. Z pokolenia na pokolenie, nie zmieniając celu, doskonaląc warsztat, wykazując żelazną konsekwencję, osiągnęli biegłość. Kolejny adept wprowadzany jest w arkana sztuki ukrytego władania, dziedzicząc wiedzę, kontakty, bogactwa i wpływy. Wielką siłę czerpią z wiedzy – gnozy, która u nich ma zawsze dwa zakresy – egzoteryczy – udostępniany na zewnątrz, i ezoteryczny – wewnętrzny, ukrywany przed ogółem i dostępny tylko dla kasty. Gnoza znana była już w głębokiej starożytności, a od tamtego czasu wielce się rozwinęła. Aby wejść w jej arkana, każdy adept musi przejść rygorystyczne szkolenie, połączone z samorozwojem, i dostąpić inicjacji, czyli wprowadzenia w kolejne kręgi wtajemniczenia przez starszych. Ci to właśnie ludzie stanowią wierzchołek piramidy ukrytej władzy, dlatego zwę ich gnostykami. Nie jest to jedyne określenie, są bardziej dosadne. Badacz, bardziej zaawansowany ode mnie, pan Marek Tomasz Chodorowski używa pojęcia Bestia, i ono właściwie oddaje charakter tej grupy, więc także i ja stosuję tą terminologię. Obydwa określenia traktuję jak synonimy i używam ich zamiennie, co w ogóle umożliwia pisanie o tej grupie. Są one z konieczności eufemizmami, ponieważ panująca cenzura nie pozwala na jawne nazywanie sprawców zdarzeń.

Ceremonia otwarcia Igrzysk wedle wszelkiego racjonalnego prawdopodobieństwa, graniczącego z pewnością została zorganizowana przez gnostyków, w ich własnym interesie, i dla określanych przez nich celów. Zostaną one opisane pod koniec analizy, jednak już na tym etapie należy mieć świadomość, że ludzie Bestii są głęboko religijni, i pomimo ścisłego przywiązania do świata materialnego mają również cele duchowe. Swoją wiarę i duchowość wywodzą jednak nie od Boga w Trójcy Jedynego, ale od jego przeciwnika, Lucyfera, którego w swoim zaślepieniu uznali za prawdziwe bóstwo. Jemu więc służą i realizują jego cele, z których główny to doprowadzenie jak najwięcej dusz ludzkich do potępienia. W tym celu jego słudzy zostają przez swojego pana wyposażani w inteligencję i władzę ziemską. Można więc wskazać trzy cele działań, których częścią stała się opisywana ceremonia. Dwa należą do gnostyków: materialny to władza, a duchowy to nieśmiertelność. Trzeci należy do ich pana, a jest nim powszechne potępienie dusz ludzkich. Wyjaśnienie tej fundamentalnej kwestii jest konieczne, aby zrozumieć, co odbyło się w Paryżu, i w ogóle aby pojąć rzeczywistość. Spodziewam się, że w tym momencie część czytelników zaprzestanie dalszej lektury, uważając autora za dziwaka, oszołoma i religijnego fanatyka. Lepiej będzie dla takich, aby nie czytali dalej, w trosce o ich dobrostan psychiczny. Apeluję więc do lekkoduchów – jeśli nie chcecie uznać, że istnieje rzeczywistość i walka duchowa, oraz że stwórcą świata i człowieka jest Bóg w Trójcy Jedyny, a człowiek powinien oddawać mu cześć, tedy nie czytajcie dalej, bo możecie się zaniepokoić, a być może nawet nawrócić na chrześcijaństwo.

OTO WIĘC CZĘŚĆ TRZECIA.

Ceremonia w Paryżu była zupełnie inna od wcześniejszych podobnych. Zawsze było tak, że uroczystości takie odbywały się na stadionie, który jako obiekt kontynuuje tradycje antycznej Grecji. Ceremoniał olimpijski został określony: parada sportowców, występujących w barwach narodowych, pod flagami swoich państw; przysięga olimpijska, zobowiązująca wszystkich do uczciwej walki do zwycięstwa, przy czym zwycięstwem jest nie tyle pokonanie przeciwników, ile swoich słabości, i poprzez doskonalenie ciała, wzniesienie ducha; wciągnięcie na maszt flagi olimpijskiej i zapalenie znicza. Do tego celu używana jest pochodnia, zapalana na stadionie w greckiej Olimpii od promieni słonecznych. Stamtąd sztafeta sportowców przekazuje ten sam ogień aż do znicza, znajdującego się na stadionie, będącym centrum każdych igrzysk. Istotne jest, aby był to wciąż ten sam ogień, który jest przenoszony jawnie, to bowiem zapewnia sukcesję olimpijską i łączność z tradycją wszystkich poprzednich pokoleń. W centrum wszystkich dotychczasowych igrzysk znajdował się więc znicz, symbolizujący tradycyjną sukcesję olimpijską, oraz sportowcy – współcześni herosi, wybrani z najlepszych, aby zmagać się ze sobą i miedzy sobą o laury. Dotychczas wszystkie ceremonie były jedynie dodatkami do zawodów, odbywały się w jednym miejscu – na stadionie, gdzie wszyscy mogli dokładnie obserwować, co się dzieje. Każdy wiedział, w czym bierze udział i na co patrzy.

ENCHANTE – ZACZAROWANIE WIDZÓW

Paryscy organizatorzy postanowili jednak coś zgoła innego. Całkowicie przełamali tradycje, zarówno antyczne, jak i nowożytne. Już pierwsza sekwencja – aktor komediowy, konsekwentnie trzymający rękę w kieszeni, aby pokazać brak szacunku reżyserów dla olimpijskiej idei i europejskiej tradycji. Poza tym momentem, stadion ani żaden obiekt sportowy nie został wykorzystany. Pochodnia z ogniem olimpijskim przez większość czasu była niesiona przez nieznaną, zamaskowaną postać. Ogień co pewien czas znikał z widoku, by pojawić się znów znienacka, nie wiemy więc, czy wciąż był to ten sam płomień, przyniesiony z Olimpii. Mamy raczej podstawy mniemać, że ciągłość ognia została przerwana, co oznaczałoby zerwanie sukcesji olimpijskiej. Spektakl był rozprowadzony na dużym obszarze centrum Paryża, tak, że nikt z obecnych nie mógł widzieć wszystkiego. To widzieli tylko widzowie przed ekranami, było to więc przedstawienie typowo telewizyjne. Transmisja została zmontowana z dwóch rodzajów przekazu: akcji w czasie rzeczywistym i materiałów, przygotowanych wcześniej. Całość została starannie zaplanowana, a scenariusz utrzymywany w tajemnicy. Widzowie na miejscu i przed ekranami, sportowcy i członkowie ekip – nie wiedzieli, co ich spotka.

W poprzednich olimpiadach rządy państw, organizujących igrzyska zawsze chciały pokazać się jak najlepiej i wykorzystywały te okazje do swoich celów politycznych. Nie odważali się jednak odsunąć w cień samego sportu i sportowców. Tu właśnie to nastąpiło. Sportowcy, zaproszeni goście, widzowie na miejscu i zdalni – wszyscy stali się elementem spektaklu, którego cele były pozasportowe, metapolityczne i ezoteryczne, czyli niejawne. Sport, sportowcy, idea olimpijska i same Igrzyska zostały wykorzystane instrumentalnie i cynicznie przez organizatorów do swoich własnych celów.

OPERA ANTYKULTURY

Organizatorzy zaangażowali wielu artystów, względnie osób, tak nazywanych, należy więc postrzegać widowisko nie jako przedsięwzięcie sportowe lub protokolarne, lecz artystyczne, którego ramy wyznacza perfomans, czerpiący głęboko z sytuacjonizmu i akcjonizmu wiedeńskiego. Następuje tu całkowite zerwanie ze wszystkimi tradycjami, zmieniając nie tylko formę, ale przede wszystkim cel sztuki. Nie jest on już artystyczny, lecz polityczny, zmierzając do przeprowadzenia głębokiej zmiany społecznej. Elementem performansu może być każdy przedmiot, obiekt, sytuacja, miejsce, pojęcie, człowiek. Zaciera się podział na twórców i odbiorców sztuki. Każdy odbiorca sam staje się twórcą, a zarazem tworzywem. Wszystko traktuje się jako sytuację artystyczną, a właściwym dziełem jest społeczeństwo, które staje się plastyczne i podatne na performacje, czyli przemiany. Najpierw dokonuje się deformacji, czyli zburzenia dotychczasowej formy poprzez rozrywanie, zgniatanie i wymieszanie, a potem reformacji, czyli ulepienia formy nowej.

Tak właśnie postąpili twórcy paryskiego widowiska. Wszyscy uczestnicy – sportowcy, goście, widzowie, artyści, personel techniczny – stali się uczestnikami ogromnego performansu, oglądanego przez cały świat. Każdy uczestnik wiedział tylko to, co miał wiedzieć, i widział tylko to, co miał przed oczami. Wiedzę o scenariuszu mieli tylko jego reżyserowie techniczni, a o celach – gnostycy, czyli reżyserowie ideowi. Paryski performans jest więc dziełem stricte antykulturowym, i to w dwóch aspektach – ze względu na formę, i ze względu na treść.

LIBERTE – WOLNOŚĆ REWOLUCJI

Performans miał kilka dominant politycznych. Mimo tego, że olimpiada jednoczy cały świat, silnie akcentowano symbole Republiki Francuskiej, w postaci trójkolorowych barw i Marsylianki. Osnową spektaklu stały się też fakty, artefakty i osoby, ściśle związane z historią Francji. Pod koniec pojawiła się jednak druga dominanta – symbolika Unii Europejskiej. Należy to odczytywać jako silne powiązanie rządu francuskiego z tą organizacją. W trakcie opętańczego tańca zbiorowego na łodzi – platformie cała podłoga stała się flagą UE, a z głośników dobiegał szlagier zespołu Europe „The Final Countdown” – „Ostateczne odliczanie”. Należy to tak rozumieć, że trwa właśnie ostateczne odliczanie do przemiany Unii Europejskiej w superpaństwo, i taka zapewne była intencja reżyserów. Można to jednak zrozumieć inaczej – trwa właśnie ostateczne odliczanie, na końcu którego Europa stanie się Unią. Na koniec popisów tanecznych platforma stała się cała czerwona jak krew, wszyscy tancerze po kolei upadli jak martwi, i wtedy zapanował ciemność. Takie zapewne są intencje Bestii wobec Europejczyków.

Scenariusz ceremonii opowiedział krótką historię Francji. Głównym jej momentem była Rewolucja, zarówno Lipcowa, jak i Wielka. Oznacza to, że miedzy wszystkimi rewolucjami istnieje więź, że jest to właściwie wciąż ta sama Rewolucja. To, co było przed, zostało przedstawione jako zaledwie wstęp do Rewolucji i porządek, który należy zniszczyć. Historia przedrewolucyjna to Katedra Notre Dame. Na jej iglicy znajduje się co prawda krzyż i relikwiarz, ale uwagę od nich odwraca uczepiony tuż pod krzyżem Quasimodo. Rozlegają się trzy uderzenia dzwonu – wezwanie na nabożeństwo. Nie jest to jednak msza chrześcijańska. Rozpętuje się Rewolucja, walczące postaci na barykadach, wściekłe kobiety – bachantki Rewolucji, a potem ukazuje się Pałac Conciergerie. Przez pewien czas był to pałac królewski, potem służył jako więzienie. Wielu ludzi odbyło stamtąd tylko jedną drogę – na gilotynę, miedzy innymi królowa Francji Maria Antonina. Pałac i makabryczne postaci kobiece z uciętymi głowami symbolizują stary porządek, który należy zniszczyć. Performacja, czyli przemiana społeczna, przez Rewolucję, czyli deformację wszystkiego – ogień, zniszczenie, obcięte głowy i wodospad krwi. Ujrzeliśmy właśnie to. Dzisiejsza Francja jest więc skutkiem reformacji – nadania społeczeństwu nowej formy w wyniku deformacji, czyli Rewolucji. Na tym polegają wartości republikańskie, tym tak bardzo chlubi się prezydent Macron. Zarazem te same wartości są podstawą Unii Europejskiej. Tak więc dzisiejsza, republikańska Francja nie jest tą samą Francją, którą była przed Rewolucją, najstarszą córą Kościoła. Jest Wolnością mordu, pożogi i profanacji, jest Anty-Francją, dziełem oszalałych, pijanych krwią sankiulotów i sankiulotek, uwolnionych od Bożego porządku, oddających się szalonym żądzom, obcinających głowy, palących własny świat. Tak samo Europa, której Unia odlicza jej koniec, odurzona szaleńczo – opętańczym pląsem. Tak, jak republikańska, rewolucyjna Francja jest Anty-Francją, tak samo zjednoczona, rewolucyjna Europa jest Anty-Europą. Rewolucja nie jest faktem z dawnej historii, wciąż trwa, ukryci i jawni reżyserzy tworzą plany, trwa ostateczne odliczanie wśród dzikiej zabawy, na którą spaść ma wodospad krwi, a na końcu – zapanować ciemność. Oto plany Bestii dla Europy i w ogóle świata białego człowieka, wyraźnie ujawnione w Paryżu.

LIBERTE – WOLNOŚĆ CHUCI

Republikańska, rewolucyjna Wolność ma też drugą odsłonę. Ta pierwsza, Wolność Rewolucji jest wolnością mordu i pożogi, ta druga ma wymiar indywidualny, będąc Wolnością seksualnej chuci. Nowi Europejczycy o pozaeuropejskim pochodzeniu biorą z przebogatej spuścizny kultury tego miejsca wyłącznie wątki antykulturowe. Spośród wielości głębokich, wysublimowanych treści neoeuropejczycy – neoczytelnicy wynajdują tylko to, co ich interesuje – trójkątne poliamoryczne spółkowanie w garsonierze. Fantazyjne, arlekinowe stroje w wielobarwne serca zdradzają ich życiowy cel – miłość, rozumianą jedynie jako zaspokajanie pożądania. Gdy znajdą możliwość realizacji zachcianek, cała wiedza, zgromadzona przez wieki, nawet ta antykulturowa staje się im zbędna, mogą więc potraktować ją jak rozkapryszone dzieci chwilowe zabawki i porzucić na rzecz czystego egzystencjalizmu – filozofii fizjologii i chuci. Podobnie postaci na sztycach na moście kierują się tymi samymi celami – miłością, podkreśloną wielkim czerwonym sercem na niebie. Tak samo jednak, jak dzisiejsza Francja jest Anty-Francją, tak dzisiejsza miłość jest antymiłością. Samotne postaci na sztycach, powiewające wielkimi flagami chuci same są chorągwiami w ręku tych, którzy potrafią sterować pożądaniami i warunkami ich zaspokajania. Samotny mężczyzna, wiszący na linie nad przepaścią wciąga kobietę, teraz będą wisieć razem. Na końcu wszyscy podążają tłumnym korowodem w kierunku fizjologicznej orgii, a pochód zamyka dwóch mężczyzn, trzymających się za ręce. Triumf miłości – własnej.

EGALITE – RÓWNOŚĆ WSZYSTKIEGO

Wszystkie tradycyjne porządki zakładają jakąś naturalna hierarchię społeczną, opartą na fundamentalnej, prastarej zasadzie – głupsi słuchają mądrzejszych. Ponieważ tych drugich jest daleko mniej, niż tych pierwszych, dlatego do rządzenia wyłania się najbardziej uzdolnionych do tego. Nie może więc być równości, a to narzuca dalsze konsekwencje, które powodują, że w każdym społeczeństwie są różne grupy – jedni lepsi są w czymś, na przykład w rzemiośle wojskowym, a inni – w czymś innym, na przykład w rapie; jedni lepsi są w obronie granic, a drugie – w rodzeniu i wychowywaniu dzieci. Jest też wyraźna hierarchia grup. O ile można porównać zadania mężczyzn, pracujących nad materią i walczących w obronie kraju z zadaniami kobiet, rodzących i wychowujących dzieci, o tyle ranga raperów i obrońców nie jest równa.

Rewolucja jednak zrównuje wszystko i w fazie deformacji niszczy wszystkie naturalne porządki i hierarchie społeczne, nazywając to równością. Jest to jednak zawsze etap przejściowy, potem zawsze następuje reformacja, czyli nowy porządek, i nowe hierarchie. Ozłocone kolorowe raperki mogą więc rozkazywać wojownikom tylko do czasu – na tym etapie Rewolucji, dopóki wszyscy równo nie zostaną przycięci przez gilotynę, lub zapędzeni do równościowego kieratu.

FRATERNITE – BRATERSTWO MINIONKÓW

Są to nie byle jakie postaci. Pomimo kształtu tiktaków i debilnego zachowania mają swoje konsekwentne pragnienia. Żyją na Ziemi od czasów kredy, są więc najstarszym inteligentnym gatunkiem. Zawsze pragnęły służyć złu, i zawsze poszukiwały największego i najpotężniejszego złoczyńcy, któremu będą wiernie służyć jako swojemu panu. Po angielsku minion to sługa. Niestety, mają taką właściwość, że tak bardzo pragną uczcić swojego pana, że zawsze doprowadzają do jego upadku i zguby. Wciąż poszukują więc zła idealnego.

Te milusińskie postaci nie powinny być traktowane tylko jako zabawne stworki z kreskówki, ale również jako figura. Z jednaj strony bowiem Minionki odpowiadają charakterowi Bestii – odwieczne pragnienie zła i służenia najgorszemu panu. W tym kontekście wielce przypominają masonerię. Z drugiej strony są one prefiguracją ofiar Bestii – ludzkości, a szczególnie białych ludzi. Ogłupieni, poprzez procesy celowej debilizacji, doprowadzeni do tego, że sami niszczą swoją kulturę i podstawy swojego bytu, urobieni na nieświadome sługi gnostyków. Sprzeczność tą daje się pogodzić dzięki heglowskiej dialektyce. Tezą jest minionkowatość Bestii, antytezą – ta sama cecha białych ludzi. Syntezą jest zamiana białych homo sapiens na homo debilis, którzy uwielbiają zło, oraz podporządkowują się Bestii w wyznaczaniu celów. Bez kierowania rozwalają swój świat, dlatego wciąż muszą być pod opieką demokracji liberalnej i państwa opiekuńczego. Bestia natomiast sama jest sługą diabła, bo w niego wierzy. Ludzie, wykazujący myślenie talmudyczne często postępują w ten sposób, że swoje własne grzechy przekazują swoim ofiarom poprzez przykład i naukę. Ich ofiary zaczynają same tak żyć, a wtedy sprawcy tych zachowań, którzy ich tego nauczyli zaczynają oskarżać swoje ofiary o swoje własne grzechy.

Minionki pojawiają się jako animacja, wmontowana w performans. W swoim Nautilusie (co za drwina z Kapitana Nemo) urządzają olimpiadę. Są jednak tak bezmyślne, że topią swój okręt, czyli sami niszczą swój świat. Tak właśnie postępują dziś biali ludzie, którzy odrzucili swoją kulturę, wiarę, moralność i naród. Ich kraje toną jak okręt Minionków. Zanim podziurawią burty okładają pięściami tych, którzy im służą, bez których niemożliwy jest porządek społeczny. Tym właśnie są ataki liberolewicy na żołnierzy, broniących granic. Tym samym też jest wściekła nienawiść dużej części białych ludzi do chrześcijaństwa i Kościoła. Z kolei zapamiętałość Minionków do stosowania sztucznego oddychania do wszystkiego przypomina działania służb zdrowia w krajach, ogarniętych niedawną pandemią. Przez pewien czas każdy przypadek dolegliwości dróg oddechowych traktowano respiratorem, a potem każdą chorobę postanowiono wyleczyć szczepionką szczęścia. Tak właśnie zachowują się współcześni ludzie, którzy znaleźli się pod wpływem gnostyków, a przez lenistwo, głupotę i wygodę nie chcą zrozumieć, w czym tkwią, odrzucić poglądy i zachowania, podsunięte przez Bestię i wrócić do chrześcijaństwa.

Minionki okazują się na tyle cwane, że kradną Giocondę z Luwru, lecz zarazem są tak głupie, że tracą to w katastrofie swojego świata, do której sami doprowadzili, i nawet nie potrafią docenić tego, co odrzucili, pozostawiając swoja kulturę, symbolizowaną przez obraz na pastwę fal. Rozwalają wszystko, co mają, i jeszcze się z tego cieszą. Oto dzisiejszy świat pochrześcijański.

Ciąg dalszy nastąpi.

Ceremonia otwarcia igrzysk. Analiza, cz. II: wściekłość gilotyny

Ceremonia, czy raczej rytuał otwarcia Igrzysk XXXIII Olimpiady w Paryżu w 2024 przeszła już do historii. Teraz czas na analizy i refleksje. Można być pewnym, że znaczenie tego spektaklu jest dużo większe, niż się wydaje, a jego skutki będą doniosłe.

Druga część opisu wydarzeń, na zasadzie stenogramu. Należy koniecznie przeczytać część I. Wyjaśnianie znaczeń zacznie się od części III.

Właściwy adres to

Proszę przeczytać część I:

https://www.dakowski.pl/rytual-otwarcia-igrzysk-analiza-cz-i-ca-ira-bartosz-kopczynski/

Oto więc część druga.

Pojawiają się pływające platformy, ozdobione ornamentami nawiązującymi do francuskiej sztuki ogrodniczej, z których tryskają rzymskie ognie. Pojawia się nowe hasło:

SPORTIVITE.

Na platformach ludzie w białych strojach stylizowanych na historyczne wykonują choreografię, łączącą balet, gimnastykę artystyczną, break-dance i sporty uliczne. Na jednej z platform pojawia się Jakub Józef Orliński, wybitny polski kontratenor światowej sławy. Wykonuje arię a opery „Les indes galantes” Jean-Philippe Rameau.

Zaczyna się zmierzchać. Na jednej z kolejnych platform pojawia się Rim’K, czyli Abdelkarim Brahmi-Benalla, ciemnoskóry raper pochodzenia algiersko – kabylskiego.

Jest prawie połowa programu. Docieramy do stalowego mostu, na cześć napoleońskiego generała zwanego Passerelle Debilly. Właściwie jest to kładka dla pieszych o solidnej, łukowej konstrukcji, rzęsiście oświetlonej. Rozbrzmiewa piosenka z 1976 r. France Gall i Michela Berger „Ca balance pas mal a Paris” (całkiem nieźle buja w Paryżu). Opowiada o przewadze Paryża nad kulturą amerykańską. Na moście ustawiono długi i szeroki stół, będący jednocześnie wybiegiem modowym. Przy stole rozstawiono grupę około 20 osób, tak, że przypominają fresk Leonardo da Vinci „Ostatnia wieczerza” z Mediolanu. W samym centrum nad przenośnym pulpitem DJ siedzi mocno otyła kobieta, Leslie Barbara Butch, francuska didżejka pochodzenia żydowsko – marokańskiego, queerowa lesbijka. Ręce układa przed sobą w serduszko, na głowie ma jakby koronę, która przypomina częste wyobrażenie Hostii z odchodzącymi od niej promieniami. Pozostałe osoby są w większości transwestytami, transseksualistami, Drag Queen, względnie reprezentują inne grupy mniejszościowe. Między nimi jest też dziecko – dziewczynka około 10-letnia. Poruszają się zmysłowo jakby w zwolnionym tempie. Pojawia się nowe hasło:

FESTIVITE.

Słowo to oznacza uroczystości, świętowanie, zabawy, ale też gody. Rozpoczyna się parada i pokaz mody. Różnorodne postaci chodzą w pętli, między nimi łysy mężczyzna w sukience, mężczyzna w baletkach oraz osoba, wyglądająca jak kobieta, ale z brodą. Niektóre z zastosowanych utworów:

  • „Andy” grupy pop-rockowej „Les Rita Mitsuoko” z lat 80-tych. Piosenka, zarówno w warstwie muzycznej, jak i wizualnej kolorowa, dzika, nawiązująca do seksu,
  • „DJ” autorstwa Diam’s, raperki cypryjskiego pochodzenia, właściwie Melanie Georgiades. Niegdyś wielce popularna, po przejściu na islam w 2008 r. wycofała się z czynnej kariery muzycznej. Utwór traktuje o rywalizacji dwóch kobiet w klubie o mężczyznę;
  • „Histoire d’1 soir” (historia jednego wieczoru) Bibi Flash, o klubowym życiu, lata 80-te;
  • „Spacer” grupy „Sheila and the Black Devotion”, o uwodzeniu, lata 80-te;
  • „Lady” (Hear Me Tonight), grupa Modjo, o romansie, 2000 r.;
  • „Intro” – Alan Braxe & Fred Falke, 2000 r.

Pozostałe utwory utrzymywały się w klubowo – dyskotekowej atmosferze.

Parada – pokaz trwa około 30 minut. Na wybiegu pojawia się asasyn z pochodnią i wykonuje szaleńczy taniec, posuwając się do przeciwległego końca. Pojawia się migawka z wyspy Tahiti, gdzie rozgrywana jest część konkurencji. Do mostu Passerelle Debilly dociera ostatni statek atletów – reprezentacja Francji. Panuje już ciemność. Most mieni się w trzech kolorach flagi francuskiej.

Nadpływa łódź – platforma taneczna z grupą kilkunastu osób na pokładzie. Rozbrzmiewa instrumentalna wersja przeboju „The Final Countdown” (ostatnie odliczanie) zespołu Europe. Na pokładzie łodzi – platformy wyświetlane jest logo Unii Europejskiej, wypełniające całą powierzchnię pokładu. Na ekranach telewizorów widać również unijne gwiazdy, okrążające Wieżę Eiffla. Na łodzi – platformie zaczyna się pokaz taneczny różnokolorowych postaci.

Istotny jest utwór, który pojawia się, gdy postaci zaczynają pląsy, a pokład wciąż jest logo Unii Europejskiej. To słynny imprezowy kawałek włoskiej wokalistki Gali Rizzatto „Freed from Desire” (wolni od pragnień). Treść utworu można streścić następująco:

„moja miłość nie ma pieniędzy, władzy i sławy, ale ma swoje silne przekonania. Wszyscy chcą więcej i więcej wolności i miłości, i tego właśnie szukają. Uwolnione od pragnień i oczyszczone umysł i zmysły”.

Poza tym dużo na-na-na.

Na ekranach pojawia się dewiza Unii Europejskiej – „Unie dans la diversite” (zjednoczeni w różnorodności), na tle mostu Passerelle Debilly. Na wybiegu produkuje się solo osoba, wyglądająca jak kobieta, ale z brodą, między innymi na czworakach. Równocześnie trwa taniec na platformie, pływającej obok mostu. Na moście pojawia się mężczyzna – baletnica. Pozostali uczestnicy wcześniejszego pokazu siedzą wzdłuż wybiegu i wykonują frenetyczne ruchy.

Wchodzi kolejny utwór, tym razem niemieckiego rapera Da Hool „Meet her at the Love Parade” z 1997 r. Warto znać przesłanie, skierowane do mężczyzny, aby zostawił kobietę, którą kocha, by pozwolił jej odejść, bo tylko wtedy będzie wiedział, że ją kocha. Powinien więc ją zostawić i spotykać jedynie na paradzie miłości.

Pod mostem przepływa łódź – platforma taneczna i zatrzymuje się. Na moście kolejne postaci z wcześniejszego pokazu wchodzą na wybieg i wykonują szaleńcze wygibasy taneczne. W końcu wchodzą wszyscy i tworzą jedną grupę, w której znajdują się też dzieci. Wszyscy wykonują wyuzdany pląs.

Słychać utwór „Desenchantee” Mylene Farmer z 1991 r. Warto zwrócić uwagę na fragment:

„Jeśli muszę spaść z wysoka, niech mój upadek będzie powolny. Znalazłam spokój tylko w obojętności. Chciałabym odnaleźć niewinność, ale nic nie ma sensu i nic nie wychodzi. Wszystko jest chaosem z boku, wszystkie moje ideały: słowa – zniszczone. Szukam duszy, która będzie mogła mi pomóc. Jestem z pokolenia pozbawionego złudzeń”.

Grupy na moście i łodzi – platformie tańczą wesoło.

Na moście Passerelle Debilly, na wybiegu pojawia się wielka taca, nakryta srebrzystą półsferyczną pokrywą, która wędruje w górę i odkrywa wnętrze. Taca pokryta jest kwiatami i owocami, ułożonymi kolorystycznie – od fioletu, przez czerwony i żółty do zielonego. Na tacy, otoczony kwiatami i owocami w pozycji półleżącej spoczywa brodaty mężczyzna w samych majtkach, pomalowany na błękit ze złotym brokatem, broda na złoto. Na głowie ma wieniec z winogron w kolorze czerwonym (nienaturalnym). Obok niego leży talerz z przedmiotem, przypominającym zielony ser z dziurami. W powiązaniu z kolorem postaci budzi to skojarzenie lunarne. Jest to Philippe Katerine, kompozytor, reżyser i aktor. Śpiewa swoją piosenkę „Nu”.

Tekst opiewa nagość – wszyscy rodzimy się nadzy, każdy pod ubraniem jest nagi, szczupli i grubi są nadzy. Gdyby wszyscy pozostali nadzy, nie byłoby wojen, bo nie dałoby się ukryć broni. Jak ludzie będą nadzy, nie będzie bogatych i biednych. Żyjmy tak, jak się urodziliśmy, jak zwierzęta, które nie robią zbyt dużo. Pod płaszczami jesteśmy zbyt podobni do małp. Ubiory to po prostu śmieci, czynią z nas pelikany w kapeluszach. Ludzie są braćmi i siostrami, gdy są nadzy. Po prostu nago.

Pojawia się kolejne hasło:

OBSCURITE.

Oznacza to ciemność. Ludzie na łodzi – platformie tańczą jak w transie, na przemian wiją się w szale i zastygają jak zombie. Podświetlana podłoga platforma zmienia kolory: czarno – biały zmienia się w czerwony. Tańczące postaci po kolei upadają do ostatniego. Wszyscy leżą na czerwonym tle, i wtedy na platformie zapada ciemność.

Na Sekwanie pojawia się kolejna płynąca platforma, przypominająca pofałdowaną wulkaniczną powierzchnię, w której jarzą się białe punkty świetlne. Na platformie znajduje się śpiewaczka i fortepian z akompaniatorem. Fortepian zaczyna płonąć, pianistę od płomieni osłania przezroczysta osłona. Śpiewaczka Juliette Armanet wykonuje swoją wersję songu „Imagine” Lennona.

Tekst wszyscy powinni znać, ale przypomnę, że jest to marzenie o świecie bez nieba, religii, krajów, własności, w którym wszyscy żyją w pokoju dniem dzisiejszym. Marzenie polega też na tym, że każdy się do tego przyłączy, i świat będzie żył jako jeden. Sam Lennon mówił, że jest to manifest komunistyczny. W tym momencie nasz komentator, Przemysław Babiarz na antenie TVP wypowiedział znamienne słowa, że to, co wszyscy teraz słyszą to niestety jest wizja komunizmu, a on sam ma nadzieję, że jednak państwa suwerenne przetrwają. Wyciągnięto wobec niego konsekwencje. Został zawieszony przez władze TVP za podważanie idei pokoju, tolerancji i braterstwa.

Na ekranach pojawiają się napisy: „We stand and call for peace” oraz „Ensemble, unis por la paix” (stoimy i wołamy o pokój, razem zjednoczeni dla pokoju).

Na ekranach pojawia się nowa postać, siedząca w pustej przestrzeni na końcu podłużnej ławki. Za plecami postaci spoczywa olimpijska flaga, częściowo na ławce, częściowo na podłodze. Brzmi mroczna muzyka. Postać ma na sobie kostium w kształcie czarno – srebrnej zbroi, na głowie kaptur, twarz niewidoczna. Postać dopina pasy, zarzuca sobie flagę jako pelerynę i rusza w mrok.

Pojawia się nowe hasło:

SOLIDARITE.

Na ekranach ponownie Sekwana. Z ciemności wyłania się zakapturzona postać, siedząca na mechanicznym srebrzystym koniu. Koń umieszczony jest na niskiej platformie, holowanej przez motorówkę. Po bokach platformy dwa reflektory oświetlają jeźdźca i konia. Jeździec ma u ramion olimpijską flagę jako pelerynę, którą unosi pęd. Brzmi mroczna, dynamiczna, niepokojąca muzyka. Koń wygląda bardziej jak upiorny szkielet, porusza nogami i głową jakby biegł po powierzchni wody. Organizatorzy twierdzą, że zakapturzony jeździec na stalowym szkielecie konia symbolizuje ducha olimpijskiego, Przebąkiwano też o Joannie d’Arc. Bardziej jednak postać ta przypomina renesansowe wyobrażenia śmierci, jeźdźca apokalipsy lub Nazgula – upiór pierścienia. Gdy przepływa pod jednym z mostów, rozbłyska neon przedstawiający skrzydła, które mogą być zarówno anielskie, jak i diabelskie. Na ekranach migają fotosy i fragmenty nagrań z historii olimpiad. Obrazy zmieniają się szybko. Pomiędzy rywalizację i triumfy sportowców wmieszane są specjalnie wybrane zbliżenia, na których sportowcy tej samej płci gratulują sobie. Wygląda to jak sugestia zbieżności idei olimpijskich z LGBT.

W tym samym czasie chorążowie reprezentacji olimpijskich przechodzą w paradzie, prezentując flagi swoich państw. Ustawiają się wzdłuż Pont d’Iena, po dwóch stronach, tworząc szpaler. Jeździec na stalowym koniu mknie po Sekwanie. Nagle następuje przeskok, i widzimy takiego samego jeźdźca na żywym, białym koniu, jadącego wzdłuż Pont d’Iena. Nie jest to ta sama osoba, jeździec na stalowym wierzchowcu miał rękawice czarne, ten na żywym nosi białe. Za jego plecami znajduje się Wieża Eiffla, na wieży rozbłyskuje neon w kształcie skrzydeł. Wygląda to tak, jakby jeździec dostał skrzydeł. Jego peleryną jest flaga olimpijska. Za jeźdźcem ruszają chorążowie, przed nim jedzie eskorta dwóch oficerów Gwardii Republikańskiej na gniadych koniach. Orszak przejeżdża przez Place de Varsovie i dociera do Parc des Champions. Gwardziści salutują szablami, jeździec zatrzymuje się przed człowiekiem, trzymającym złożoną flagę, zsiada z konia, odbiera flagę i idzie w kierunku Ogrodów Trocadero. Znajduje się tam wysoki, podłużny podest w kształcie Wieży Eiffla, na który wchodzi się po schodach. Jeździec wchodzi i podąża dalej w kierunku trybuny honorowej, na której zasiadają oficjele. Pomiędzy podestem a trybuną honorową umieszczono kanał orkiestrowy, powyżej zbudowano schody, na których umieszczono chór. Słychać odgłosy bębnów w japońskim stylu. Jeździec idzie lewą odnogą podestu. Widać wyraźnie jego kostium, stylizowany na srebrną zbroję, srebrny kaptur i zakrytą twarz. Dociera do masztu flagowego, pod którym stoi poczet flagowy, złożony z czterech oficerów francuskich sił zbrojnych – dwóch lądowych i dwóch marynarki – czarnoskórego i kobiety. Maszt stoi obok rzeźby, przedstawiającej głowę byka z wielkimi rogami. Jeździec wręcza flagę czarnoskóremu oficerowi i odchodzi. Poczet flagowy przypina flagę do linki i wciąga na maszt. Flaga zawieszona jest odwrotnie. Rozbrzmiewa oficjalny hymn olimpijski.

Pojawia się kolejne hasło:

SOLENNITE.

Podniośle, uroczyście. Rozpoczynają się oficjalne przemówienia. Pierwszy zabiera głos Tony Estanguet, przewodniczący Komitetu Organizacyjnego Igrzysk. Mówi o historii nowożytnych olimpiad, o sporcie, sportowcach, wolontariuszach, rywalizacji, dumie. Po nim głos zabiera Thomas bach, prezes MKOl. Mówi m.in. o tym, ze są to pierwsze igrzyska, gdzie jest pełna równość płci. Mówił o ludzkości zjednoczonej w różnorodności, o wspólnym życiu całej ludzkości jako jednego żywego organizmu. Następnie prezydent Macron powiedział jedno krótkie zdanie – że Igrzyska XXXIII Olimpiady są otwarte. Słychać gwizdy z tłumu. Następnie chorążowie reprezentacji Francji złożyli przysięgę olimpijską, w imieniu wszystkich sportowców, między innymi na równość i inkluzywność, przeciw dyskryminacji.

Na podest wchodzi Zinedine Zidane. Otwiera się zapadnia pośrodku podestu i wysuwa się z niej asasyn z pochodnią, jak spod ziemi, i wręcza ją Zizou. Na podest wstępuje tenisista Rafael Nadal i przejmuje pochodnię. Na Trocadero przygasa oświetlenie, rozpoczyna się pokaz świateł z Wieżą Eiffla w centrum. Rafael Nadal wchodzi z pochodnią do motorówki, w której są już inni sportowcy – Serena Williams, Carl Lewis, Nadia Comaneci. Motorówka płynie Sekwaną, przybija do brzegu. Ogień z pochodni przekazany do kolejnej pochodni, dzierżonej przez tenisistkę Amelie Mauresmo. Biegnie do Luwru, przekazuje pochodnię kolejnemu sportowcowi, i odtąd każdy nosiciel ognia po jego przekazaniu dołącza do następnego, współtworząc rosnącą grupę. Na tle piramidy w Luwrze pojawia się kolejne hasło:

ETERNITE.

Przy piramidzie czeka trójka sportowców. Pochodnia przekazana, grupa biegnie dalej, w tym dwójka paraolimpijczyków. Grupa zwalnia i nie biegnie, lecz idzie. Co chwilę dołączają kolejni olimpijczycy. Pochodnia trafia do stuletniego Charles Coste, kolarza torowego, najstarszego żyjącego olimpijczyka francuskiego, poruszającego się na wózku, lecz wciąż czynnego. Od jego pochodni odpalają swoje sportsmeni, którzy podpalą znicz olimpijski – sprinterka Marie – Jose Perec i judoka Teddy Riner, obydwoje pochodzący z Gwadelupy.

Znicz Igrzysk XXIII Olimpiady ma kształt okrągłej platformy, podczepionej pod kulisty balon. Został umieszczony pośrodku okrągłego basenu w ogrodach Tuileries. Do znicza prowadzi kładka nad basenem. Sportsmeni przykładają pochodnie do platformy, która zaczyna płonąć na całym obwodzie. Balon z płonącą platformą unosi się. Na Wieży Eiffla odbywa się ostatni występ spektaklu – piosenkę Edith Piaf „L’hymne a l’amour” wykonuje Celine Dion. Na ekranie pojawia się tekst: „reunir celles et ceux qui s’aiment” (zjednoczenie tych, którzy się kochają). Na tym zakończyła się ceremonia otwarcia Igrzysk XXXIII Olimpiady w Paryżu w 2024 r.

Twórcą tego niezwykłego widowiska jest pan Thomas Jolly, aktor i impresario żydowskiego pochodzenia i homoseksualnej orientacji.

Większa część przedsięwzięcia odbywała się w strugach rzęsistego, acz jednostajnego deszczu.

Tyle opis wydarzeń. W następnej części przejdę do omówienia symboliki i ukrytych znaczeń.

Ciąg dalszy nastąpi.

Czego powinna uczyć nas 80 rocznica

Dzisiaj przypada 80 rocznica wybuchu Powstania Warszawskiego. Jak zwykle o godzinie 17.00 rozlegną się syreny, zatrzyma się ruch, a politycy wezmą udział w rocznicowych uroczystościach, w których będą fetowali coraz mniej już licznych, żyjących jeszcze, jego uczestników. To oczywiście dobrze, ponieważ – jak już wielokrotnie pisałem i mówiłem – żołnierze Powstania zasługują na najwyższy szacunek, bo, przynajmniej w pierwszych tygodniach, próbowali wykonać zadanie niewykonalne. Że niewykonalne – to było wiadome od samego początku, chociaż nie dla wszystkich – ale dla ówczesnych polityków, którzy, uczestnicząc w rządzie Rzeczypospolitej, podjęli się wziąć odpowiedzialność za losy państwa i narodu, było to wiadome z całą pewnością. A jednak właśnie oni uchylili się przed podjęciem decyzji, tylko scedowali ją na działaczy politycznych i dowódców AK w Kraju, którzy prawdopodobnie takiej wiedzy o niewykonalności tego zadania nie mieli. Rezultatem była klęska Powstania, masakra żołnierzy, jak i zagłada miasta oraz gehenna jego mieszkańców.

Jeśli tedy słuszne jest twierdzenie, że historia jest nauczycielką życia, to 80 rocznica wybuchu Powstania powinna być okazją do wyciągnięcia wniosków. Kto powinien je wyciągnąć? Przede wszystkim właśnie politycy, którzy powinni pamiętać, że ich zadaniem jest odwracanie niebezpieczeństw od narodu i państwa, a nie ściąganie ich na nie. Tymczasem stało się odwrotnie. Politycy sanacyjni w 1939 roku dali się nabrać na angielską prowokację, której celem było skierowanie uderzenia III Rzeszy na Polskę, by w ten sposób opóźnić niemiecki atak na Zachód Europy. Nawet nie dlatego, by nie mogli tej pułapki uniknąć – bo mogli – ale dlatego, że stali się niewolnikami własnej propagandy, że w razie czego Nasi Sojusznicy nas obronią. Jak wiadomo, nie tylko nas, ale w niektórych przypadkach nie potrafili obronić nawet samych siebie – a gdy Niemcy uderzyli na Sowiety, wykorzystali tę okazję, by Polską zapłacić Stalinowi za jego udział w pokonaniu Hitlera. Do tego zmierzały ustalenia konferencji w Teheranie na przełomie listopada i grudnia 1943 roku, a kropka nad „i” została postawiona na konferencji w Jałcie w lutym 1945 roku. Polska na 45 lat została oddana Stalinowi, że wszystkimi tego konsekwencjami. Również Powstanie Warszawskie, które miało „wstrząsnąć sumieniem świata” wcale nim nie wstrząsnęło, a tylko tę transakcję ułatwiło.

Okazuje się jednak, że historia – chociaż niby powinna – to jednak nie zawsze potrafi być nauczycielką. Przekonujemy się o tym, na szczęście tym razem nie na skórze własnej, ale na skórze Ukrainy, która – podobnie jak Polska w roku 1939 – też pozwoliła wciągnąć się w maszynkę do mięsa, by Stany Zjednoczone mogły tańszym kosztem „osłabić Rosję” przed podejściem do ostatecznego rozwiazania kwestii chińskiej. Tańszym – bo wprawdzie na wojnę z Rosją na Ukrainie, którą prowadzą do ostatniego Ukraińca, wydają średnio 56 mln dolarów dziennie – to jednak jest to koszt pięciokrotnie mniejszy od kosztów „operacji pokojowej” i „misji stabilizacyjnej”, jaką USA bezpośrednio prowadziły w Iraku i Afganistanie, które wyniosły ok. 300 mln dolarów dziennie – a poza tym żołnierze amerykańscy ani w tej wojnie nie giną, ani nie zostają inwalidami – co stanowi dodatkową korzyść.

Obecnie Ukraina, podobnie jak Polska w roku 1944, przestaje już być „natchnieniem narodów”- tylko staje się dla wielkich mocarstw problemem do rozwiązania, a wszelkie znaki na niebie i ziemi pokazują, że najbardziej prawdopodobnym rozwiązaniem będzie zamrożenie konfliktu – co jednak oznacza utratę przez Ukrainę około 20 procent terytorium państwowego na rzecz Rosji. Nie jest to wprawdzie klęska na miarę klęski wrześniowej w 1939 roku, ani klęski Powstania Warszawskiego, ale jednak porażka, ze wszystkimi skutkami klęski wojennej. Dlatego pojawiające się w kołach politycznych nie tylko polskich, ale przede wszystkim – zagranicznych – pomysły, by wmanewrować w tę wojnę Polskę, w dodatku w sposób, który nie rodziłby żadnych zobowiązań, ani dla Stanów Zjednoczonych, ani dla NATO, są bardzo niebezpieczne. W związku z tym politycy powinni zrobić wszystko, aby temu zapobiec – i to jest właśnie lekcja, którą powinniśmy odrobić z okazji 80 rocznicy wybuchu Powstania Warszawskiego.

Stanisław Michalkiewicz

Konkurs: Co to za [—-]? – Rozwiązanie zagadki!

Wyróżnione

Dostałem rozwiązania, było ich kilkanaście. Wszystkie poprawne!!!
https://pl.m.wikipedia.org/wiki/Annegret_Kramp-Karrenbauer
To babsko, posadzone w Niemczech na stołku „feministry wojny”, kazało

aresztować oficera, który nie pozwolił się zaszprycować na kowida…

tutaj link : https://www.igor-chudov.com/p/a-brave-german-soldier-imprisoned

Za wikipedią
Annegret Kramp-Karrenbauer (ur. 9 sierpnia 1962 w Völklingen[1]) – niemiecka polityk,
deputowana do Bundestagu, w latach 2011–2018 premier Saary, działaczka Unii
Chrześcijańsko-Demokratycznej (CDU), w 2018 jej sekretarz generalny, a w latach 2018–2021

przewodnicząca partii, od 2019 do 2021 minister obrony w rządzie federalnym.

Wszystkim zwycięzcom konkursu pogratulowałem i odpisałem co następuje:

Pięknie !!
Nagroda czeka:
Dwie noce z Nią – w łóżku. OBOWIĄZKOWA !!

A potem – na front na Ukrainę

Rozległy się błagania:
Panie Profesorze, jednak zrezygnuję z nagrody…🤗
lub:

„Ja nie Kingsey, Prof !…”


[Dla młodzieży i leniów: Alfred Charles Kinsey, z zawodu biolog, rozpoczął badania
nad rodziną galasówkowatych. Potem bardzo zainteresował się seksem,
szczególnie zwyrodniałym. Opisał „naukowo” np. oglądanie jak kryminaliści
gwałcili niemowlę. [por.: Edward W. Eichel, Judith Reisman „Kinsey – seks i
oszustwo”. Jednak nie w więzieniu, a guru zboczeńców u władzy.

============================
Nie wiem, czy zniesiesz nagrodę:

OBOWIĄZKOWA !!

O, nie! Co to to nie! Aż tak zboczona nie jestem.
I przypomniała nam „gest Kozakiewicza”:

Gest Kozakiewicza

Reputacja w gruzach

Reputacja w gruzach

Stanisław Michalkiewicz „Najwyższy Czas!”    1 sierpnia 2024

Lepsze jest wrogiem dobrego. Niby wszyscy to wiedzą, ale co z tego, skoro każdy woli przekonać się o tym osobiście, podobnie jak o prawdziwości tezy, jakoby pieniądze nie dawały szczęścia? U nas, to znaczy – w naszym nieszczęśliwym kraju – zgodnie z przepowiednią wicepremiera i ministra finansów w poprzednim vaginecie Donalda Tuska, poddanego brytyjskiego z pierwszorzędnymi korzeniami „Jacka” Vincenta Rostowskiego – „piniędzy nie ma – i nie będzie” – i dlatego właśnie nasz nieszczęśliwy kraj jest taki nieszczęśliwy. Ale „piniędze” to nie wszystko, bo oprócz „piniędzy” liczy się także reputacja.

Co prawda reputacja w wielu przypadkach zależy od „piniędzy” – o czym nie wiedzą nasze snoby, które – za poduszczeniem Judenratu, który obficie napawa ich michnikowszczyną – martwią się, co też powiedzą o nich w Paryżu i z tego zmartwienia próbują się dostroić do obyczajów, jakie w ich mniemaniu panują w „wielkim świecie”. Oczywiście w „wielkim świecie” panują obyczaje całkiem inne, niż myślą warszawscy światowcy. Na przykład moja córka, która w wieku kilkunastu lat, a więc w okresie „burzy i naporu” pojechała do Los Angeles, po powrocie oświadczyła ze zdumieniem, że Ameryka jest krajem ludzi religijnych. – Ano tak – powiedziałem. – Świat wygląda całkiem inaczej, niż sobie to wyobrażają warszawscy światowcy. Bo na przykład w Paryżu, zwłaszcza w niektórych kręgach, znakomitą reputacją cieszą się osoby, które mogą zapłacić za szampana, w już niebywałym prestiżem otaczane są osoby, które nie tylko mogą zapłacić za szampana, którego same wypiją, ale w dodatku – za szampana, którego postawią swoim gościom. Pamiętam, jak szansonistki w „Rasputinie”, gdzie byłem pikolakiem, wyśpiewywały smętną pieśń „Jeruszalaim” dla kilku żydowskich nababów, którzy zafundowali całemu personelowi restauracji szampana i to nie byle jakiego, tylko najdroższego Dom Perignon. „Byli czasy – przed wojną – panietego” – jak pisał Gałczyński w nieśmiertelnym poemacie „Tatuś”.

Ale niekiedy prestiż nie jest uzależniony od „piniędzy”, tylko od obserwowania pewnego poziomu w zachowaniu, zwanego kiedyś „kindersztubą”. Odnosi się to również do polityki, chociaż w miarę demokratyzacji życia politycznego ma to coraz mniejsze znaczenie – ale jednak ma. Jak wiadomo, „hipokryzja jest hołdem, który występek składa cnocie” – pisał Franciszek ks. de La Rochefoucauld, toteż nad demokratyzującym się życiem politycznym unoszą się gęste i duszące opary obłudy, znacznie groźniejsze od wszelkich gazów cieplarnianych.

Ot na przykład prezydent Józio Biden, który – kiedy już nie udało się mu załatwić Donalda Trumpa za pośrednictwem niezawisłych sądów – na kilka dni przed zamachem chlapnął, że trzeba by go „wziąć na celownik”. Po zamachu jednak najwyraźniej przestraszył się własnej odwagi i zaczął kręcić, że został źle zrozumiany, że chodziło mu o coś zupełnie innego – i tak dalej. Tymczasem dla kumatych tajniaków wzięcie na celownik kojarzy się jednoznacznie – no i teraz FBI dopiero będzie miało zgryzotę, co zrobić z tym całym śledztwem przeciwko agentom Secret Service.

Toteż wydawało się, że chociaż Donald Tusk w ramach podmianki na pozycji lidera sceny politycznej naszego bantustanu został wyznaczony przez Reichsfuhrerin Urszulę von der Leyen na stanowisko tubylczego premiera – co pan prezydent Duda nolens volens przyklepał – jakimś szczątkowym prestiżem się cieszy, chociaż każdy zdaje sobie sprawę, że uprawianie jakiejkolwiek prawdziwej polityki ma on surowo zakazane, bo jego zadaniem jest przeprowadzenie w Polsce dintojry i przygotowanie w ten sposób terenu pod Generalne Gubernatorstwo. Jak pamiętamy, Donald Tusk wziął do swego vaginetu na chłopaków od brudnej roboty dwóch osobników: pułkownika Bartłomieja Sienkiewicza, którego największym jak dotąd wyczynem było podpalenie budki strażniczej przed rosyjską ambasadą i pana Adama Bodnara z czarnym podniebieniem, który został fuchę ministra sprawiedliwości i prokuratora generalnego.

Pan Sienkiewicz wprawdzie przy pomocy „silnych ludzi” powyrzucał z gabinetów dotychczasowych szefów rządowej telewizji i wprowadził tam jakieś swoje kreatury, żeby głosiły chwałę Tuska Donalda i krytykowały „dobrą zmianę” – ale zrobił to nader po chamsku, więc gwoli ratowania resztek prestiżu Donald Tusk musiał spuścić go z wodą do luksusowego przytułku dla „byłych ludzi” w Brukseli, żeby swoją obecnością nikogo nie dźgał w oczy.

Pan Bodnar krzątał się tymczasem wokół dintojry, ale starał się być ostrożny, co na premiera Tuska ściągnęło niezadowolenie Naszego Złotego Pana z Berlina. Podczas gospodarskiej wizyty w Warszawie musiał zmyć głowę Tusku Donaldu i przykazał mu zwiększyć tempo dintojry. Premier Tusk musiał podkręcić pana Bodnara, a z kolei ten musiał podkręcić swoich bodnarowców – no i się zaczęło.

A zaczęło się od tego, że zaraz na początku funkcjonowania vaginetu Donalda Tuska siepacze pojmali niejakiego pana Tomasza Mraza, który jest podejrzany o rozmaite nieprawości, ale ma status świadka, bodajże koronnego i z tego powodu ma przyznaną przez bezpiekę specjalną ochronę. Taki świadek koronny, dążąc do uniknięcia stryczka, zezna wszystko, co mu tam siepacze każą i dlatego przyssał się do niego Wielce Czcigodny pan mecenas Roman Giertych. Pan mecenas – oczywiście Wielce Czcigodny – zapewne ma nadzieję, że umiejętnie wykorzystując pana Mraza, który podobno zawczasu wszystko sobie ponagrywał, wytarza w smole i pierzu nie tylko znienawidzonych PiS-iaków, ale nawet samego Kaczora, któremu najwyraźniej nie może darować przerwania pięknie zapowiadającej się kariery politycznej, kiedy to ona mecenas w roku 2007 lansował na stanowisko premiera pana Janusza Kaczmarka, który wkrótce został przyłapany, jak o północy, na 40 piętrze hotelu „Marriot” w Warszawie, składał meldunek sytuacyjny swojemu prawdziwemu przełożonemu, panu Ryszardowi Krauzemu. Nawiasem mówiąc, później panu Krauzemu zaczęły się psuć interesy, więc na wszystkie miejsca przez niego wcześniej zajmowane wprowadzony został syn pana generała Marka Dukaczewskiego i w ten sposób wszystko zostało w rodzinie, znaczy się – przy starych kiejkutach.

Pan Mraz nawija zgodnie ze społecznym zapotrzebowaniem i w ten sposób zarówno pan mecenas – oczywiście Wielce Czcigodny – Roman Giertych, jak i pan Adam Bodnar, ciułają sobie materiały na dintojrę. Kiedy jednak Nasz Złoty Pan nakazał dintojrę przyspieszyć, uderzono w czynów stal. Sejm uchylił immunitet panu Marcinowi Romanowskiemu, któremu prokuratura postawiła chyba więcej zarzutów, niż liczy sobie lat. No ale jak oskarżać, to oskarżać; w tej mnogości zawsze coś tam się przylepi. Pan Romanowski nawet zgłosił się do prokuratury, ale że był to piątek po południu, to nikt nie miał tam do niego głowy, bo wiadomo, że weekend jest po to, by wypić i zakąsić, a nie wysłuchiwać jakichś tam krętactw.

Żeby jednak nie przewróciło mu się w głowie, ABW w poniedziałek z samego rana go „złapała”, zakuła w kajdany, a poza tym kazała mu się rozebrać do naga. No cóż; sodomczykowie z ABW też muszą mieć jakieś przyjemności, bo w przeciwnym razie służba chyba by całkiem im obrzydła.

Słowem – wszyscy dobrze chcieli. Jednak przysłowie mówi, że jak się człowiek spieszy, to się diabeł cieszy. W tym triumfalnym zamieszaniu nikt nie zauważył, że pan Romanowski, oprócz tubylczego immunitetu, ma jeszcze immunitet członka Zgromadzenia Parlamentarnego Rady Europy. Kiedy zwrócił na to uwagę jego adwokat, bodnarowcy, a zwłaszcza najbardziej pełnomocny spośród nich, niejaki pan Korneluk, machnął na to lekceważąco ręką. Pewnie jego starsi kuzyni nie takich sadzali na nodze od stołka. Zresztą – jaki tam znowu immunitet, skoro sam Nasz Złoty Pan kazał, a pan minister Bodnar zatwierdził przyspieszenie dintojry? Na wszelki jednak wypadek obstalowano „ekspertyzy” u zaufanych naukowców, geniuszów podlaskich. Ci powinność swej służby zrozumieli i sporządzili opinie, że ten immunitet jest aktualny tylko gdy Zgromadzenie Parlamentarne Rady Europy obraduje. Jak nie obraduje, to żadnego immunitetu nie ma. I na takim nieubłaganym gruncie stanęła cała niezależna prokuratura. Nawiasem mówiąc, ten cały pan Korneluk, uwijał się wedle zorganizowania niezależnych prokuratorów w pas transmisyjny w postaci organizacji „Lex Super Omnia”, co się wykłada, że prawo ponad wszystko. Ale chyba nie tylko ono – bo honorowym członkiem tej organizacji jest pan Włodzimierz Cimoszewicz i pan Aleksander Bentkowski. Co łączy obydwie te postacie? Ano to, że i jeden i drugi figurował na „liście Macierewicza” w charakterze konfidenta bezpieki. To już chyba wszystko jasne; najwyżej można by jeszcze narysować obrazek.

I kiedy wydawało się, że niezawisły sąd przyklepie co najmniej 3 miesiące aresztu wydobywczego dla pana Romanowskiego, odezwała się Rada Europy żądając natychmiastowego jego zwolnienia. Zapanowało zamieszanie, no bo z jednej strony i pan Korneluk i pan Bodnar, ale z drugiej – Rada Europy, która żadnemu z tych dwóch dygnitarzy nie podlega. Toteż Donald Tusk, który zrozumiał, że posługując się Kornelukami i Bodnarami, tylko patrzeć jak będzie porównywany z ugandyjskim dyktatorem Idi Aminem Dadą. W rezultacie o północy w niezawisłym Sądzie Okręgowym na Mokotowie, do którego został ciupasem dostarczony pan Romanowski, zapadła w podskokach decyzja, by go natychmiast uwolnić – i tak się stało.

Tymczasem Wielce Czcigodny pan mecenas Giertych najwyraźniej o tej decyzji Donalda Tuska nie wiedział. Myślał, że wszystko będzie jak zawsze i nawet wygłosił stosowną opinię – a tu taka siurpryza! Toteż zaraz wygłosił opinię przeciwną, piętnując przy okazji ignorancję, która iuris nocet. Ale chyba nie tylko o tej decyzji Donalda Tuska Wielce Czcigodny pan mecenas Giertych nie wiedział. Oto na kilka dni przed feralnym głosowaniem nad ustawą o depenalizacji aborcji, w niemieckim portalu „Onet” ukazała się publikacja, że mimo zmiany rządu i Prokuratora Generalnego, prokuratura w Lublinie jak gdyby nigdy nic prowadzi śledztwo w sprawie Polnordu, z którego Wielce Czcigodny pan mecenas miał sobie sprywatyzować prawie 100 milionów złotych, a w dodatku jest on tam jako podejrzany. Wygląda na to, że Donald Tusk na wszelki wypadek nie odciął Wielce Czcigodnego pana mecenasa od stryczka. Wyobrażam sobie, jakie ta wiadomość musiała zrobić na nim wrażenie. Janusz Wilhelmi jeszcze za komuny przestrzegał przed uleganiem pierwszym odruchom – bo mogą być uczciwe. Nie wiem, czy Wielce Czcigodny pan mecenas o tej przestrodze słyszał – ale chyba nie, bo podczas głosowania – (jak wy mi tak, to ja wam tak) ostentacyjnie nie głosował, wskutek czego ustawa o depenalizacji aborcji nie przeszła, a na głowę Donalda Tuska runął jazgot rozwścieczonych amatorek dzieciobójstwa, przed którym, gwoli utrzymania higieny psychicznej, na kilka dni wyjechał do słodkiej Francji, gdzie mimo wszystko, siłą inercji traktują go nadal z pewną rewerencją.

Stały komentarz Stanisława Michalkiewicza ukazuje się w każdym numerze tygodnika „Najwyższy Czas!”.

Lider palestyńskiego Hamasu Ismail Hanije zginął w izraelskim zamachu – w Teheranie.

Lider palestyńskiego Hamasu Ismail Hanije zginął w zamachu

Lider palestyńskiego Hamasu Ismail Hanije zginął w zamachu

Jeszcze wczoraj Ismail Haniyeh (w środku z ręką podniesioną w geście zwycięstwa brał udział w zaprzysiężeniu prezydenta Iranu

Irańska Korpus Strażników Rewolucji Islamskiej poinformował w środę w oświadczeniu, że przywódca Hamasu Ismail Hanije został zamordowany w stolicy Iranu, Teheranie – podały irańskie media państwowe. Wraz z liderem Hamasu zabity został także jego ochroniarz.

Palestyńska organizacja terrorystyczna Hamas potwierdziła, że jej przywódca Ismail Hanije zginął w stolicy Iranu. Jak podano, śmierć nastąpiła w wyniku „syjonistycznego” ataku, jak Hamas nazywa rząd Izraela.

Zabójstwo przywódcy Hamasu w Iranie jest „tchórzliwym aktem, który nie pozostanie bezkarny” – podała telewizja Hamasu, Al-Aksa, cytując wysokiego rangą przedstawiciela tego ugrupowania.

Nie żyje także dowódca wojskowy Hezbollahu Fuad Szukr

W odwetowym nalocie Izraela na stolicę Libanu Bejrut zginął również Fuad Szukr, główny dowódca wojskowy Hezbollahu. Poinformowała o tym późnym wieczorem izraelska armia. Wyższy urzędnik izraelski powiedział agencji Bloomberga, że na razie nie należy oczekiwać dalszych uderzeń Izraela.

Szukr był też poszukiwany przez władze USA za sprawowanie kierowniczej roli w zamachu bombowym na koszary amerykańskich żołnierzy w Bejrucie w 1983 r. Zginęło w nim 241 amerykańskich i 58 francuskich żołnierzy. USA za pomoc w ujęciu Szukra oferowały nagrodę w wysokości do 5 mln dolarów.

Liban: w ataku na Bejrut zginęły trzy osoby, 85 rannych

Według libańskiego ministerstwa zdrowia we wtorkowym ataku na przedmieścia Bejrutu zginęły trzy osoby, a 85 zostało rannych, z czego pięć jest w stanie krytycznym.

Nad będącymi bastionem Hezbollahu południowymi przedmieściami Bejrutu unoszą się kłęby dymu (zdjęcie ilustracyjne)

Izraelski odwet na Hezbollahu za sobotni atak na Madżdal Szams był wcześniej zapowiedziany. Według władz w Jerozolimie i Waszyngtonie za uderzeniem bezsprzecznie stał Hezbollahu, jednak libańska organizacja odrzuca swoją odpowiedzialność za atak.

Anonimowe źródła izraelskie, cytowane w mediach, podkreślały jeszcze przed wtorkowym nalotem, że celem odwetu nie jest wywołanie pełnowymiarowej wojny.

Hezbollah przekazał przez pośredników, że grupa nie podporządkuje się płynącym ze świata apelom o nieodpowiadanie na izraelski odwet i rezerwuje sobie prawo do reakcji na atak – napisał dziennik „Haarec”.

Zaszufladkowano do kategorii Wojna | Otagowano

535 lat ołtarza Wita Stwosza w Krakowie. Oszust i amerykański żołnierz na usługach Matki Najświętszej.

Oszust i obcy żołnierz na usługach Matki Najświętszej.

25 lipca, 2024 Karolina Maria Paprocka merkuriuszhistoria/historia-oltarza-wita-stwosza

535 lat ołtarza Wita Stwosza w Krakowie

Wiedziała, że nadchodzi ostatnia godzina. Anioł Jej powiedział. Była spokojna. Czekała. Razem z Nią czuwało Dwunastu – najbliżsi Jej Syna. Zaczęła tracić siły. Jakub stał najbliżej: podtrzymał Ją, gdy osuwała się na ziemię. Ten, który był z tyłu roztoczył nad nimi baldachim dramatycznie rozczapierzonych rąk. Piotr wpatrywał się w księgę. Na jego twarzy rysowało się przerażenie. Ci, którzy stali nieco dalej – nie patrzyli na nich. Wbili wzrok w Niebo.

Tyle średniowieczna legenda. Legenda, którą czułe dłonie mistrza wyrzeźbiły w lipowym drzewie, ściętym w Niepołomickiej Puszczy. 25 lipca 1489 roku w kościele Mariackim stanął najcenniejszy pentaptyk, jaki kiedykolwiek istniał na polskiej ziemi, jeden z największych i najważniejszych ołtarzy Europy. Część centralna przedstawia scenę Zaśnięcia Najświętszej Marii Panny a boczne skrzydła – po dwie pary ruchomych i nieruchomych – ozdobione są płaskorzeźbami przedstawiającymi sceny od spotkania dziadków Jezusa, Anny i Joachima, aż do Zesłania Ducha Świętego. Ponad wszystkim widzimy Wniebowzięcie i Ukoronowanie.

Zobacz gigapanoramę ołtarza mariackiego dłuta Wita Stwosza

Twórca dzieła

Niewiele o nim wiemy. Pochodził z Niemiec, ale naukę pobierał w kilku ośrodkach, u niejednego nauczyciela. Dużo późniejszy obraz czy drzeworyt przedstawiają bardzo dojrzałego mężczyznę z długą brodą. Tymczasem Wit Stwosz w momencie przybycia do Krakowa w 1477 roku był młody, miał 30 lat i niedawno się ożenił. Zamieszkał przy ul. Grodzkiej 39. Na świat przychodziły kolejne dzieci. Pracował intensywnie – po 12 latach dzieło było gotowe. Nie ma żadnych dowodów, by odwiedzał prosektorium – wówczas miejsce zakazane. Wiele jednak wskazuje na to, że jednak odwiedzał: zbyt dobrze znał anatomię ludzkiego ciała.

Na polskiej ziemi wykonał jeszcze kilka nagrobków. Potem wrócił w rodzinne strony, do Norymbergi.

Duma, strach, nadzieja i radość

To był ogromny wysiłek finansowy. Rajcy krakowscy podejmując decyzję o zamówieniu musieli przeznaczyć na nie równowartość rocznego budżetu miasta. Ołtarz wprawdzie był potrzebny, bo poprzedni uległ zniszczeniu na skutek zawalenia się sklepienia świątyni – ale oni zdecydowali się na coś wyjątkowego, co miało budzić zachwyt i umacniać wiarę.

Dzieło spełniło wszystkie pokładane w nim nadzieje. Na szczęście pożary omijały kościół Mariacki. Lata mijały, a krakowianie cieszyli się widokiem ołtarza. Był ich dumą. Do czasu, aż ciemne chmury zawisły na miastem, nad Polską, nad światem.

Zdając sobie sprawę ze złodziejskich planów hitlerowskich Niemiec polski naukowiec, prof. Karol Estreicher, czynił jeszcze przed wojną starania, by ołtarz zdemontować i wywieźć w bezpieczne miejsce. Niestety, kiedy pozwolono mu podjęć działania – było już za późno. Skrzynie z figurami i płaskorzeźbami transportowano do Sandomierza – dotarły tam 1 IX 1939 roku. Zaskoczeni Niemcy zobaczyli w prezbiterium kościoła Mariackiego pustą, zasłoniętą skrzynię ołtarzową. Ponieważ równocześnie stwierdzili brak arrasów na Wawelu, drugiego obok ołtarza głównego celu ich „kulturalnych zabiegów”, rozpoczęły się aresztowania. W tej sytuacji kardynał Adam Sapieha podjął słuszną decyzję: aby ratować życie ludzi zdradził, gdzie znajduje się wywieziony skarb. Tym bardziej, że zdemontowane elementy ołtarza były tak duże, iż nie znaleziono miejsca, by je skutecznie ukryć. Było kwestią czasu, kiedy okupant trafi na skrzynie. W tym czasie Karol Estreicher udał się na emigrację, najpierw do Francji a po jej upadku do Anglii. Stamtąd kierował skomplikowaną akcją wywiadowczo – dyplomatyczną, aby nie stracić kontroli nad miejscem przetrzymywania dzieła.

A tymczasem Niemcy stoczyli między sobą małą wojenkę o ołtarz. Dla nikogo nie przedstawiał on wartości jako przedmiot kultu religijnego i nikt nie zamierzał się przed nim modlić. Chodziło o cenne dzieło sztuki. Gubernator Hans Frank zabiegał, by ołtarz pozostał „u niego”, czyli w GG. Berlin też zgłosił swoje pretensje. Ale Adolf Hitler zdecydował, że największe prawa ma Norymberga – a skoro wódz tak chciał, to tak się stało. Paradoksalnie, ta decyzja uratowała arcydzieło. Ogromne gabaryty nie pozwoliły na swobodne eksponowanie go, dlatego został złożony w podziemiach góry zamkowej, w schronie w którym znajdowało się wiele wojennych łupów. Z oddali trzymał rękę na pulsie prof. Estreicher. Do akcji wkroczył, gdy wojna dobiegła końca i należało z Amerykanami ustalić zwrot ołtarza. Ta historia miała wiele dramatycznych zwrotów akcji i niewątpliwie jest gotowym scenariuszem filmowego przeboju. Ostatecznie 30 IV 1946 roku ołtarz wrócił tam, skąd nigdy nie powinien zostać zabrany.

Nie wiemy, jak reagowali wierni w 1489 roku, gdy zobaczyli gigantyczną nastawę ołtarzową autorstwa Wita Stwosza: żaden kronikarz nie opisał emocji, które towarzyszyły mieszkańcom Krakowa. Ale wiemy, co działo się w 1946 roku. Ludzie stali, klęczeli i płakali. Wnętrze świątyni wypełniała modlitwa.

Właściwie ta historia powinna w tym momencie dobiec końca. Bo wszystko jest już na swoim miejscu. Konserwatorzy zabytków czynią od kilkudziesięciu lat swoją powinność – z wielkim sercem i z wykorzystaniem najnowszych osiągnięć nauki. Bazylikę nawiedzają tłumy turystów i podziwiają ołtarz w świetle przenikającym przez kościelne witraże. A u stóp zasypiającej Matki Najświętszej ludzie wierzący oddają swoje sprawy Bogu. Ale jestem Ci winna, drogi Czytelniku, prawdziwe zakończenie. Jedno – sprzed wieków. I drugie – sprzed kilku zaledwie lat.

Tożsamość oszusta

Niewiele o nim wiemy, ale to, co wiemy, nie jest łatwą wiedzą. Tak, tytułowym oszustem był sam Wit Stwosz. Genialny artysta, któremu sztuka jakby nie wystarczała. Zajmował się jeszcze handlem. Z Krakowa wyjechał bogaty, zdobył swój majątek uczciwie, pracą rzeźbiarza i kupca. Ale w Norymberdze… jego grób, zachowany do dziś, jest skromnym kamiennym sarkofagiem na cmentarzu, pod gołym niebem. Złożono w nim doczesne szczątki człowieka, którego łaska możnych tego świata uratowała przed karą śmierci za oszustwo i podrobienie podpisu. Został jedynie… napiętnowany przez przypalenie policzków. Tak skończył ten, którego nazwiska nie znają niemieckie dzieci, za to w Polsce słyszał o nim każdy, nawet przedszkolak.

Tożsamość żołnierza

Był niewinny. Nazywał się Curtis Dagley i miał 18 lat i był Amerykaninem. Konwojował wraz z innymi żołnierzami pociąg, w którym do Polski wracały po II wojnie światowej zrabowane dzieła sztuki. Między innymi ołtarz. Komunistyczne władze udawały, że zachowują pozory – ale nawet udawanie wdzięczności i gościnności nie za bardzo im wychodziło. Przyjazd pociągu zbiegł się z obchodami 1-go Maja i 3-go Maja. Obawiano się manifestacji patriotycznych, zresztą słusznie. Ktoś musiał być winny wydarzeniom krakowskim wiosną ‘46 roku. Padło na niego. Reszta odjechała, on pozostał: w najcięższym więzieniu, więzieniu św. Michała, pozbawiony prawa do spacerów, łaźni i zmiany munduru. Taka czerwona sielanka dla młodego bohatera, żeby na zawsze pamiętał, że komunizm jest największym szczęściem na świecie. Strona amerykańska walczyła o jego uwolnienie – ostatecznie udało się dzięki operacji wymiany więźniów. Siedemdziesiąt lat czekał na uwolnienie z zarzutów – bo ani PRL-u, ani III RP nie było wcześniej stać na sprawiedliwość. Bogu i Maryi należy jedynie dziękować, że choć jako sędziwy człowiek tego doczekał.

W kościele Mariackim chłód, choć o ciszy można jedynie pomarzyć. Służby porządkowe próbują rozdzielić modlących się od zwiedzających. Do wnętrza płynie rzeka ludzi. Aby podejść pod ołtarz trzeba uiścić opłatę. Za możliwość robienia zdjęć kolejną. Zgiełk potęgują żebracy, przewodnicy, handlarze świętymi i nieświętymi pamiątkami. Średniowieczny harmider i współczesny galimatias.

Potrzeba sporego wysiłku albo duchowej wielkości, aby móc oddać się skupieniu i modlitwie. Ale ponad wszystkim jest Ona: omdlewająca jak przed wiekami, jak w średniowiecznej legendzie, uchwycona w ostatniej scenie ziemskiego żywota i zachowana w drewnie przez wielkiego mistrza: Najświętsza Maryja Panna.

Paul Craig Roberts: Stany jakie znałem trafiły na śmietnik historii

Paul Craig Roberts: stany jakie znałem trafiły na śmietnik historii

Skąd wzięła się klasa przywódcza Ameryki?

DR IGNACY NOWOPOLSKI JUL 31
 
READ IN APP
 

Kamala Harris mówi, że zebrała 230 000 000 dolarów na kampanię od bogatych amerykańskich liberałów. Dlaczego bogaci amerykańscy liberałowie są tak zdeterminowani, aby Kamala została prezydentem Stanów Zjednoczonych?

Jednym z powodów może być to, że w przeciwieństwie do Trumpa, jest ona podatna na kontrolę, co oznacza, że ​​bogaci wybierają osoby kierujące się własnymi interesami.

Ale czy tak jest? Demokraci mają dwa cele: jeden to normalizacja i legitymizacja seksualnej perwersji. Drugi to otwarte granice. Mówiąc inaczej, Demokraci są oddani przekształcaniu tradycyjnej Ameryki w wieżę Babel oraz ulepszenie Sodomy i Gomory.

Czy służy to interesom bogatych liberałów poza zapewnieniem im klasy służących?

Głównymi beneficjentami są zboczeńcy seksualni i imigranci-najeźdźcy.

Czy bogaci liberałowie wolą, aby ich geny nie były przekazywane dalej, ponieważ ich transseksualne dzieci nie są zdolne do prokreacji i stają się bezpłodne z powodu szczepionek na COVID-19 i różnych inhibitorów testosteronu, które nawet młodym mężczyznom uniemożliwiają osiągnięcie naturalnej erekcji?

Ich polityka sugeruje, że interesy bogatych liberałów różnią się od interesów ich spadkobierców, przyszłości ich kraju i ich szacunku do samych siebie. Wszystko, w co zaangażowani są bogaci liberałowie – różnorodność, równość i integracja, globalne ocieplenie, globalizm, Wielki Reset WEA – podważa ich zaangażowanie w swój kraj. Bogaci liberałowie postrzegają Amerykę jako zasób, który należy wykorzystać w imię „większych planów”.

Skąd więc wzięła się klasa przywódcza Ameryki?

Pochodzi od Żydów. Sekretarz Skarbu jest Żydem. Sekretarz Stanu jest Żydem. Sekretarz Bezpieczeństwa Wewnętrznego jest Żydem. Finanse, media, Hollywood i rozrywka są w rękach Żydów. Jak Netanjahu powiedział wczoraj Kongresowi, każdy Żyd jest syjonistą, obrońcą Izraela. A każdy Amerykanin, który nie jest obrońcą Izraela, jest antysemitą. John V. Whitbeck opisuje całkowite upokorzenie „dumnej Ameryki” na kolanach całującej stopy Netanjahu. Całkowicie podbity kraj, którego pokłon jest okazywany 58 owacjami na stojąco. https://www.counterpunch.org/2024/07/25/american-obeisance/

W dzisiejszej Ameryce pozostali patrioci to „Trump deplorables”. Są pogardzani przez elitę i lewicę i uważani za białych suprematystów, zagrożenie dla demokracji i insurekcjonistów. FBI umieszcza ich nazwiska na listach obserwacyjnych i wnosi fałszywe oskarżenia przeciwko tym, którzy uczestniczyli w wiecu Trumpa 6 stycznia.

Demokraci, którzy usunęli Bidena ze sceny, są gotowi ukraść listopadowe wybory. Demokraci w stanach wahających się zalegalizowali i zinstytucjonalizowali mechanizmy kradzieży, których użyli do kradzieży wyborów krajowych w 2020 i 2022 roku. Na przykład Sąd Najwyższy stanu Wisconsin uchylił zakaz wrzucania ulotek, umożliwiając w ten sposób, aby nieważne głosy stały się częścią liczenia głosów. Duża liczba takich praktyk, które umożliwiają oszustwa wyborcze, jest teraz legalna w stanach wahających się.

Demokraci nie mogli ukraść wyborów z Bidenem jako kandydatem, ponieważ nikt nie uwierzyłby, że wygrał. Biden został odsunięty. Teraz sondaże są fałszowane, pokazując, że Kamala prowadzi z Trumpem o 3 punkty. Sfałszowane sondaże tworzą publiczną wiarygodność zwycięstwa Kamali. Gdyby Demokraci nie zamierzali ukraść wyborów, nie zalegalizowaliby mechanizmów kradzieży w kluczowych stanach.

Społeczeństwo zaakceptowało ostatnie dwa skradzione wybory krajowe i zaakceptuje trzecie. Ludzie tak beztroscy nie mają szans na zachowanie swojej wolności i odpowiedzialności rządu. Biorąc pod uwagę amerykańską beztroskę, można się zastanawiać, czy głosujący obywatele i Partia Republikańska zdają sobie sprawę, że jeśli Demokraci wygrają wybory, mając tak wiele do zaoferowania Trumpowi, skutkiem będzie umocnienie Uni-Partii (mafijnego konglomeratu republikańsko-demokratycznego). Republikański establishment dojdzie do wniosku, że jedynym sposobem, w jaki partia może konkurować z Demokratami, jest lepsze reprezentowanie interesów rządzącej elity. Odtąd nie będzie już Trumpów. Unipartia będzie reprezentować wyłącznie rządzącą elitę.

Jeśli Trump zostanie wybrany pomimo prób Demokratów, by ukraść wybory, co może zrobić? Czy znajdzie ludzi chętnych zaakceptować ryzyko pomocy mu w odbudowie Ameryki? Czy tacy ludzie mogą uzyskać zatwierdzenie na stanowisku przez Senat? Czy Trump przetrwa kolejne cztery lata ataków mediów, FBI, CIA i jego nominatów? Czy Trump przetrwa zamach? Z całą pewnością Trump nie może polegać na ochronie Secret Service.

Jasne jest, że Ameryka jest podzielona bardziej zdecydowanie niż przez cła, które doprowadziły do ​​tak zwanej „wojny domowej”. Wszystkie relacje w amerykańskim społeczeństwie zostały nadszarpnięte przez liberalną lewicę. Feminizm sprawił, że kobiety stały się niechętne, a nawet wrogie mężczyznom. W konsekwencji mężczyźni nie mogą ufać kobietom. Rodziny, podstawa społeczeństwa, są osłabione. Poziom testosteronu u mężczyzn spadł tak bardzo, że nie mogą nawet wdać się w bójkę w barze dla wieśniaków.

Republikanie wskazują na fundusz wyborczy Kamali, który zapewniają bogaci amerykańscy liberałowie, i proszą swoich zwolenników z klasy robotniczej o pomoc w finansowaniu wyborów Trumpa. Niedopasowanie zasobów między demokratycznymi miliarderami a republikańską klasą robotniczą „godną pożałowania” jest niezwykłe. Należy jednak zauważyć, że dla obu partii wybory są kwestią tego, która ma najwięcej pieniędzy.

To znak, że kraj jest skończony, rozwiązany i odsunięty od egzystencji.

Turpizm moralny, czyli etyka brzydoty nowego świata

dziennikzarazy Jerzy Karwelis

Miałem to puścić dopiero w sierpniu, ale jako że wypadł nam z telewizji kolejny odcinek „Pogromców Mitów” (z powodu relacji z obchodów Powstania), to puszczę ten temat wcześniej niż myślałem. Poza tym temat się brzydko starzeje i warto jeszcze zdążyć, zanim się kompletnie zaśmierdzi.

———————–

No dobra, wszyscy o tym, co tam się w czasie otwarcia Igrzysk porobiło, a więc i ja też. Z tym, że – jak zwykle – z czasowym dystansem, kiedy to już wszystko co bieżące zostało powiedziane. Ale pora wrócić do tego, wydaje się, że zgrzanego tematu, by wyciągnąć – skoro z dystansu czasu – wnioski natury bardziej ogólnej.

Temat imprezy na otwarcie Igrzysk w Paryżu zdominował, a wielu zepsuł, cały weekend. Katolicy marnowali czas na oburzenia, zaś legiony paputczyków narracji masowego gaslightingu (o tym za chwilę) też nie próżnowali. Znowu mieliśmy gównoburzę, kolejny akt pozornych wzmożeń emocjonalnych, z których powoli składa się nasza widzialna, czyli medialna, rzeczywistość.

Wyrównajmy wiedzę

Najpierw, jak to się mówi, wyrównajmy wiedzę, czyli ustalmy fakty i ich kontekst. W medialnym obiegu ostały się u nas z tej imprezy ze trzy tematy: obrazoburcza parodia „Ostatniej Wieczerzy”, piosenka „Imagine” Lennona, oraz – tu wątek polski – słowa redaktora Babiarza, za które wyleciał z telewizji. Zacznijmy od końca, czyli Lennona. Tu, jako się rzekło, w polskim komentariacie, sprawa poszła na ostro. Piszę „w polskim”, bo bez casusu Babiarza sprawa by przeszła bez zauważenia, tak jak to było w innych „niebabiarzowych” krajach. Po prostu puszczono piosenkę, którą puszcza się często, nie specjalnie chyba znając jej kontekst, a pewnie i treść. Zauważono jednak za granicą nie komentarz redaktora do piosenki, ale skandaliczną reakcję jego pracodawców. Redaktor Przemysław Babiarz, relacjonujący imprezę otwarcia skomentował to słowami „Świat bez nieba, narodów i religii. To jest wizja pokoju, który ma wszystkich ogarnąć. To jest wizja komunizmu, niestety”.

Rozpętało się zaraz polskie piekiełko, choć nie bardzo wiadomo o co kaman, gdyż sam autor piosenki powiedział o niej w książce „Lennon and McCartney: Together Alone”: „to właściwie manifest komunistyczny, chociaż nie jestem komunistą i nie należę do żadnego ruchu”. Rzucili się wyjaśniacze, którzy przekonywali „co autor miał na myśli”, oczywiście w imieniu autora, który przecież potwierdzał tezę Babiarza. Czego tam nie było, a to że Lennon nie deklarował się jako komunista (jakby tylko komunista mógł napisać manifest), aż do tego, że to wzięte z jakiegoś… modlitewnika, o czym głupi Babiarz, a zawłaszcza durne katole, oczywiście nie wiedzieli. No, bo tych katoli to też trzeba uczyć ich własnej religii, bo wszystko, co o niej wiedzą, to od Rydzyka przecież pochodzi.

No, ja bym z chęcią chciał zobaczyć modlitewnik kwestionujący potrzebę istnienia religii. To musi być ciekawy zapis, ciekawej… religii. Do tego padały argumenty, że taki Babiarz jest od komentowania sportu, jak trąba od pierdzenia i nie ma prawa odzywać się w innych sprawach. Czemu więc dano go do komentowania imprezy otwarciowej, która najmniej z dotychczasowych miała do czynienia ze sportem, zaś z ideolo – a owszem?

Osobna sprawa to reakcja TVP na skandal z Babiarzem. Tak, skandal, bo cytuję słowa oficjalnego oświadczenia telewizji „czystej wody”, motywujące zawieszenie redaktora. Oto fragment: „Informujemy, że po wczorajszych skandalicznych słowach Przemysława Babiarza, został on zawieszony w obowiązkach służbowych i nie będzie komentował zmagań podczas Igrzysk Olimpijskich.” Czyli skandal polegał na powtórzeniu tego, co sam autor powiedział o komentowanej własnej piosence? Czyli, gdyby w TVP pracował sam Lennon, to też jego by wywalili? A może Babiarza zgubiło to „niestety”? A może – jak twierdzi redaktor Warzecha – gdyby redaktor powiedział, że to wizja komunizmu nie „niestety”, ale „na szczęście”, to by jeszcze awansował. Śmiem twierdzić, że na bank.

Wyrywnych może ciekawić jednoczesna hipokryzja nowej telewizji, za przeproszeniem publicznej. Oto czytamy w inwokacji do tolerancji, jaką jest początek oświadczenia TVP w sprawie Babiarza: „Wzajemne zrozumienie, tolerancja, pojednanie – to nie tylko podstawowe idee olimpijskie, to także fundament standardów, którymi kieruje się nowa Telewizja Polska. Nie ma zgody na ich łamanie.”

Jakież to wszystko interesujące! Bo rodzą się pytania: o jakim zrozumieniu i tolerancji w stosunku do komunizmu się tu mówi? Czy, jak słyszymy, telewizja, która się trzyma standardów olimpijskich (to jakieś kuriozum) nie wie, że propagowanie komunizmu, jako ustroju totalitarnego jest w Polsce zabronione? Czy lektura artykułu 256 kodeksu karnego komuś tam coś mówi? Tam jest to-to zabronione, nic tam nie ma o tym, żeby to-to tolerować, rozumieć, a także przypisywać do panteonu olimpijskich wartości. Stąd gdyby Babiarz powiedział, że chodzi tu o pochwałę komunizmu „na szczęście”, zamiast nieszczęsnego „niestety”, to mógłby pójść do kicia na do lat trzech. A tak się, cwaniaczek – wyłgał…

DaVinci w okowach dekonstrukcji

Druga sprawa to „Ostatnia Wieczerza”. Pierwszy wątek u nas to był autoprowincjonalny. To znaczy wciskano nam, że przeciwko temu bluźnierstwu paryskiemu protestowali tylko ciemnogrodzcy Polaczkowie, co jest oczywistą nieprawdą. Potem wyskoczył, jak diabeł z pudełka, wątek, że to przewrażliwieni katole widzą wszędzie wszystko co im się kojarzy z obrazą uczuć religijnych, nadymają się protestami przeciwko wyimaginowanym prześladowaniom. Potem wciągnięto jakiegoś malarza. Jak się podniosła fala oburzenia za drwienie sobie z religii, to nagle ktoś (kto?) wyciągnął jak królika z kapelusza Jana van Bijlerta, dopiero w dniu skandalu inkryminowany obraz dodał do profilu malarza na Wikipedii, wskazał na niego, jako źródło inspiracji tej paryskiej hucpy. Ja sobie poczytałem te połajanki do niedouczonych katolików, że nie wiedzą jak wygląda malarstwo, choć stawiam juany przeciwko tęczy, że pouczający o sztuce napominacze nie mieli zielonego pojęcia o istnieniu tego malarza. Dopiero jak się okazało, że można zajść katoli od strony charakterystycznego dla nich obskurantyzmu, zaś zręczne media podpowiedziały o co chodzi, to wszyscy zaczęli gęgać, że to przecież wiadomo było od dawna, zaś obraz trzeciorzędnego malarza wisi w domu każdego kulturalnego mikrocefala, zaś tysiące kopii jest – jak mundurki Putina – do nabycia w każdym sklepie dla wędkarzy. Za rogiem.

Jak się przypatrzeć obu dziełom, to nie ma lotu. Każdy, kto nie widzi nawiązań do „Ostatniej Wieczerzy” Leonarda, zaś widzi podobieństwo u Holendra jest zaślepiony nachalstwem tezy do sprzedania. Musi się przejść do lekarza od oczu. Obraz Bijlerta stylem nawiązuje do „Ostatniej Wieczerzy”, jest jego parodią, przekształconą w konotacje w kierunku mitologii greckiej. Byłby więc – przy fikołku logicznym – paryski wyrzyg parodią parodii, a więc i tak wracałby do swego źródła. Pośrednim dowodem na nawiązanie do DaVinci, a nie do „święta Bogów” jest to, że sama pulchna dj-ka, która robiła za Chrystusa w paryskiej wersji wieczerzy najpierw pochwaliła się, że to jej (ich?) „nowy gejowski testament”, by po aferze swój wpis zamienić na nawiązujący do obrazu Holendra.

Tu ładnie wszystko zagrało. Po raz któryś już. Role są obsadzone, podzielone na inicjatorów i coraz bardziej pożytecznych i coraz mniej idiotów. Ci ostatni są w gotowości – potrzebny tylko temat i tzw. content, by przywalić katolom. I ci, co tym zawiadują podrzucają karmę, na którą rzucają się wygłodzone pieski poprawności politycznej i nowego świata. A że to potem okaże się humbugiem, to już nie jest ważne. To, że się wszyscy dookoła samoskompromitowali w świetle faktów, to nic – ważne, że został powtórzony kolejny raz ten manewr: powolnego odkrajania kolejnego plasterka salami „starego”. Mechanizm jest prosty: najpierw się opluwa takowych, a potem pokazuje palcem na ich reakcję, wykazując, że znowu się miotają w swej niewiedzy i zapalczywości. Biedacy…

Gaslighting masowy

Tak jak ostatnio odkryłem bambizm językowy, tak dziś zauważyłem, że tzw. gaslighting ma nie tylko indywidualny aspekt manipulacyjny, ale, że jest to proceder masowy. Cóż to takiego, ten gaslighting? Polega on na manipulacji, która powoduje, że ofiara tego procederu ma zwątpić we własny osąd i percepcję. Udowadnia się jej, że rzeczywistość jest inna, niż ta postrzegana przez gashligtowanego, co ma doprowadzić do niewiary w siebie i integralność własnego widzenia świata. I, uwaga, robi się to w formie… zatroskania, by uchronić ofiarę od błędów.

Techniki są wielorakie i jeśli się je zobaczy w kontekście nie osobowym, a zbiorowym, to widać, że jesteśmy kształtowani w tę stronę od lat. Oto podstawowe taktyki gaslightingu:

  • Dyskredytowanie — sprawca przemocy może udawać zatroskanie po to, by podważać kompetencje lub możliwości ofiary, np. “Wydajesz się zmęczony. Jesteś pewien, że to odpowiednia praca dla Ciebie i dasz sobie radę?”.
  • Kłamstwa — manipulator nie stroni od kłamstw, a kiedy zostanie przyłapany, będzie szedł w zaparte. Potrafi być na tyle przekonujący, że w końcu ofiara zaczyna kwestionować swoje przekonania i uczucia.
  • Minimalizowanie emocji — jeśli tylko sprawca wyczuje, że ofiara broni się, będzie próbować zarzucić jej, że nie potrafi regulować emocji. Powie wtedy np. “Znowu przesadzasz. Jesteś taki wrażliwy!”.
  • Zaprzeczanie — to jedna z najsilniejszych broni manipulatora. Kiedy dochodzi do konfrontacji, będzie zaprzeczał i dodatkowo wmawiał ofierze, że to coś z nią jest nie tak: “Wszystko sobie wymyśliłaś, nic takiego nigdy nie miało miejsca”.
  • Uderzanie w czułe punkty — manipulator zazwyczaj dobrze zna ofiarę, bowiem sprawcami gaslightingu są najczęściej rodzice, partnerzy albo współpracownicy. Dlatego wie, jakie są jej czułe punkty. To takie tematy, które są dla ofiary szczególnie ważne i które wzbudzają w niej emocje.
  • Izolowanie od innych osób — aby ofiara nie zorientowała się, że jest manipulowana, sprawca może izolować ją od rodziny i przyjaciół. W ten sposób odcina ją od osób, które mogłyby zauważyć, że sprawca stosuje przemoc.

A więc mamy tu wszystko: manipulatorów i ofiary. A pomiędzy nimi całkiem spore i rosnące grono paputczyków, którzy to łykają jak gęsi kluski.

Estetyka turpizmu

Osobną sprawą jest cała impreza otwarciowa. Tu też podział od wniebowziętych zachwytów (np. Iga Świątek), poprzez grono paryskich symetrystów co to trochę za i przeciw, aż po wyklęcie w całości. Dla mnie to popis niestety postępackiego kiczu. Coraz częściej masowe, a zwłaszcza już międzynarodowe imprezy robione „za publiczne” stają się takimi erupcjami kiczu kontrowersyjności. Przypomnę tylko niedawne finały Eurowizji, gdzie mieliśmy wszystko, tylko nie piosenki, za to wykwity jakichś dziwactw i zboczeń. Tu też, w Paryżu, tak samo – baby z rogami, brodami, fajfusy jako tło dla jak najbardziej żywego dziecka, karły, i co tam sobie pani Aniela życzy. Tyle dziwactwa i zboczenia.

Te mają jedyną funkcję – epatować kontrowersją. A tę postępactwo może wywołać tylko nawiązując i dekonstruując istniejące wzorce kultury. Nic więcej. Widać to już od dziesięcioleci, że to się sprowadza tylko do tego. Nowa sztuka już coraz rzadziej wyznacza jakieś kierunki, proponuje coś konstruktywnego. Konstruktywnego, to dobre słowo, bo dzisiejsza sztuka czy wmuszana kultura ma wyłącznie dekonstruktywny charakter, Jest więc pusta w środku. Jest jak pasożyt, który żyje tylko dzięki swemu żywicielowi, zabijając go powoli. I co to żywiciela obchodzi, że w tej samobójczej misji zginie on i pasożyt, skoro wszyscy pójdą do – tu kulturowego – piachu? Mamy więc w zamian nicość, nic, oprócz destrukcji. I tak to jest: w ramach postępu walka klasowa – tu kulturowa – zaostrza się. To naturalne prawo postępactwa: im bliżej zwycięstwa, a skoro nie idzie jak się wymarzyło, to z lupą trzeba już szukać czegoś starego do przełamania, proces zawraca w miejscu i pożera się sam. Tak i tu – „kultura paryska” żyje (jeszcze) tylko dlatego, że nie wszystkie resztki „starego” dało się wyeliminować. A jako, że jest tego coraz mniej w dekadencji niewolników, to czekają nas jeszcze większe wygibasy. Wydaje się, że bardziej już nie można, że osiągnęliśmy już dno, a tu zawsze okazuje się, że ktoś puka od spodu. To nowe.

Trzeba też zaznaczyć, że ludek aspirujący chętnie łapie nowinki pochodzące od elit. A jeśli te są zdegenerowane, to łapią i ten trend. A więc jeśli będziemy jechać z góry dekadencją, to klasa pośrednia (nie średnia, bo ta już wyginęła) podłapie ten trend jako przepustkę do symbolicznego chociażby wzięcia w ręce klucza do drzwi prowadzących do elit. Nawet gdyby to była tylko namiastka i mieli nie wyjść z przedpokoju na salony, będą to podłapywać, ba – nawet w nuworyszowskim zapędzie – eskalować bardziej niż źródło promocji rozpadu.

Ważne tu jest rozróżnienie między dekonstrukcją a destrukcją. Ta pierwsza wygrywa, gdyż proces ma być niezauważalny. Gdyby ktoś zamalował sprejem fresk Leonarda, to można by się było spodziewać jakiejś otrzeźwiającej reakcji. A tak pokpić sobie, to co innego. Tu niczego się (pozornie) nie niszczy. Nadaje się „tylko” inny kontekst, znaczenie dla istniejących już pojęć, ale i wzorców kulturowych. Robi się to krok po kroku, wczoraj wywaliło się Pileckiego, Ulmów i św. Kolbe z muzeów, dziś podstawi grubo-lesbijkę za Chrystusa, a jutro jakieś wyrywne aktywiszcze wysadzi Watykan. I po falce oburzenia znajdą się uzasadnienia dla tego kroku, zrozumienie (jak to co do komunizmu w TVP), wszak to słuszny protest zdesperowanych ciemiężonych przez KK, potem dojdzie już do akceptacji i admiracji.

Co ciekawe ten ruch dotyczy tylko jednej religii. Widać kto jest śmiertelnym wrogiem nowego – słabnący pod tymi ciosami kościół katolicki, bo co do innych chrześcijańskich wiar, to raczej jest już po makale. Ale nie przeszkadza wojujący Islam, inne wiary, jak choćby mocno „elitarny rasowo” judaizm. Tu się nie dotykamy – KK jest najgroźniejszy. A może by tam kto w Paryżu podworował z Islamu? No właśnie, czemu nie? No bo to by się skończyło w sekundę tysiącami Charlie Hebdo i trzeba by było następnego dnia zamknąć światowe święto pokoju. A z katolami to można, bo to potulne bydełko co to nadstawia zawsze drugi policzek, zaś pasterzy ma równie zagubionych co dzieci w lesie.

Obraz przyszłości

Ale pamiętajmy, że paryskie obchody nie spadły nam z nieba. Większość imprez otwarciowych igrzysk (tych zachodnich) wyglądało tak samo. Ja pamiętam jeszcze zimowe w Albertville we Francji, z 1992 roku. Tam jeszcze wyglądało to na ciekawy formalizm a la Cirque du Soleil. Potem było już gorzej. Olimpiada w Barcelonie i jej otwarcie może służyć do straszenia dzieci (najlepiej od 44:00), zaś trudno się oprzeć profetycznej wizji wirusa i „tańca służby zdrowia” w kontekście przyszłej pandemii, w trakcie otwarcia Igrzysk w Londynie (od 47:30).

Idziemy w postępie do ukazywania wizji świata posępnego. Oprócz dziwactw pokazują się wyraźne konotacje satanistyczne, wizje zagłady świata, jakby ożywić obrazy Beksińskiego. Króluje rozpad, ale – jako się rzekło – nikt nie podaje nadziei ratunku. Wychodzi, że czeka nas zagłada. I widać, że paryską okazję, jak i wiele „olimpijskich” wykorzystuje się do promowania takiej wizji przyszłości. Nie można było przegapić przecież takiej miliardowej widowni. A że to się ma nijak, a właściwie w ścisłej odwrotności, do idei olimpijskiej – nic to… Każdy pretekst jest dobry dla dużej widowni, a taką zawsze gromadzą Igrzyska.

A – przepraszam – zapytam się, gdzie jest sport? Gdzie pokojowa forma rywalizacji? Gdzie przesłanie barona de Cubertin? Nic, zero. Mamy za to kolejne wersje zagłady, estetycznie obrzydlistwa, w przekazie mrocznym, wręcz agresywnym. Jak widać to tylko okazja, by przemycić, ba, przemycić! – wykrzyczeć swoje przesłanie. Świat jak pokruszona w wypadku szyba samochodu – jeszcze się trzyma, ale nic nie widać przed sobą.

To apokaliptyczny determinizm. Ja tu też snuję wizje Apokalipsy, jak większość, których nie oślepia światło „nowej normalności”. Ale ja, w przeciwieństwie do wizji paryskich, nie pokazuję tego jako nieuchronny pewnik. Wprost przeciwnie – alarmuję, że Hanibale ante portas. A Hanibale to cwani, bo sami mówią co zrobią, zaś jedni tego nie słuchają, inni tego chcą, jeszcze inni uważają, że to nie za ich, bezpotomnego życia. Takie widowiska pokazują tę wizje przyszłości nie jako ostrzeżenie, ale konieczność dziejową. To się już dzieje, ba – stało się. Jedyne co możesz zrobić to się przyłączyć. Inaczej się będziesz męczył w postępowym odrzuceniu. Jak skamielina muszli, pamiątka po domu stworzenia, którego czas minął, wyrzucona na piasek plaży nowego świata.  

Schadenfreude

Ale nie martwmy się, trzeba się tylko wznieść na wyżyny człowieczeństwa. To nie koniec świata, to koniec NASZEGO świata. Ludzkość ocaleje. Tylko nasz świat ulegnie samo-destrukcji. Przypominają się czasy upadku Cesarstwa Rzymskiego, które dla nas wydaje się od zawsze upadłe (większość tylko to pamięta), istniało zaś ono z 1.500 lat, coś jak my. A też, z ichniejszej perspektywy, wydawało się mieć wieczne podstawy. Gdyby wtedy Rzymianie mieli kamery, zaś barbarzyńcy telewizory to przekaz byłby taki jak dzisiejszy. Z Paryża. Świat gnuśniejący, wręcz gnijący od konsumpcji dobrobytu gromadzonego przez niegdyś dzielne pokolenia i oglądający to wszystko aspirujący. Dziś to Azja, Afryka. I mają rację Ziemkiewicz, który uważa, że takie otwarcie to prezent dla Putina, którym nagania się tym w łapy resztki niedobitego naiwnie pojętego konserwatyzmu. I doktor Szewko, który zastanawia się w jakiż to sposób tak pokazywany „zachodni model życia”, a właściwie gnicia, miałby być atrakcyjny dla innych kultur. Kiedyś, jeszcze niedawno, to niósł za sobą jakieś wartości, dziś już nie niesie nawet materialnych. Cóż to dla Arabów, Chińczyków czy Ghańczyków za atrakcja – baba z brodą i gołą de, karły, czy królowa śpiewająca ze swą uciętą głową na kolanach?

Pamiętajmy, że tak kończą się cywilizacje – barbarzyńcy nie bardzo mogli zrozumieć rzymski pociąg do walk gladiatorów, a to przecież mieszkańcy Wiecznego Miasta uchodzili za wzór cywilizacji. A tu tacy barbarzyńcy przywracali rozsądek rozpasaniu gnuśniejącej w zbytkach i krwawych rozrywkach odchodzącej cywilizacji. I tak samo będzie chyba z nami. Przypomnę, że „najlepszym” scenariuszem dla Europy jest… bankructwo postępackiej ideologii. A to nas i tak cofnie o dziesięciolecia w stosunku do gospodarek aspirujących, nie tylko spoza Europy, ale i spoza Zachodu. Powtarzam – to będzie najlepszy scenariusz. Inny – to całkowity upadek, skansen i zapomniany półwysep Eurazji. Nie trzeba będzie żadnych Jedwabnych Szlaków, bo nie będzie nic na wymianę za chińskie towary.

Trzeba się więc będzie wznieść na szczyty człowieczeństwa – cieszyć się w smutku, że nasz TYLKO świat upadnie, ludzkość gdzie indziej zaś przeżyje. Tylko dzieci nasze będą przewodnikami nuworyszy po zabytkach byłej chwały cywilizacji swoich przodków. I tak jak Rzymianie będziemy w tym wszystkim bezradni, patrząc się na upadek naszego świata. Świata, którego niewielu chce już bronić. Świata, który tak wielu chce (sobie) zniszczyć.

Napisał Jerzy Karwelis

Wszystkie wpisy na moim blogu „Dziennik zarazy”.

Słowacja daje dobry przykład. Zbojkotują zamknięcie Olimpiady.

https://news.az/news/slovak-deputy-premier-to-boycott-paris-olympics-closing-ceremony

Wicepremier Słowacji ogłosił, że pominie ceremonię zamknięcia Igrzysk Olimpijskich w Paryżu w 2024 r. 
– w odpowiedzi na „kontrowersyjną”, bluźnierczą parodię Ostatniej Wieczerzy zaprezentowaną podczas ceremonii otwarcia w zeszłym tygodniu. 

Organizatorzy Igrzysk Olimpijskich w Paryżu przygotowali dla świata obrzydliwy spektakl pełen ideologii LGBT  i zniewagę dla symboli chrześcijaństwa, powiedział Tomas Taraba w poście na Facebooku w niedzielę, News.Az podaje, powołując się na zagraniczne media.

„Miałem reprezentować Słowację na ceremonii zamknięcia, ale dla normalnego świata te igrzyska olimpijskie na zawsze pozostaną symbolem zdegenerowanej dekadencji, która nadużyła piękna sportu i przekształciła go w „postępowy” teatr polityczny. 
Dlatego postanowiłem nie uczestniczyć w ceremonii zamknięcia” — dodał.