Jestem profetą. Łukasz Warzecha.

Jestem profetą

https://www.salon24.pl/u/lukaszwarzecha/1347282,jestem-profeta

Łukasz Warzecha


Jeden z moich czytelników przypomniał mi, że już dobrych kilka lat temu napisałem tekst, w którym przewidywałem, jak potoczą się wydarzenia po przejęciu w Polsce władzy przez opozycję wobec PiS. Odnalazłem ten tekst. Oto on.

Tekst ukazał się w jednym z numerów „Do Rzeczy” z sierpnia 2017 r. (były to pierwsze miesiące mojej pracy w tygodniku). W niektórych sprawach nieco się oczywiście myliłem – akcję umieściłem przede wszystkim dopiero w 2027, a nie 2023 r., nie doceniając zdolności PiS do zrażania do siebie ludzi. Wielu bohaterów tekstu w polityce już nie ma, ale zastąpili ich inni o podobnym nastawieniu i zdolnościach.

W wielu sprawach zarysowałem wizję zaiste bliską stanowi obecnemu. 

Zresztą – proszę ocenić samemu. Poniżej tekst bez skrótów. 

***

Rok 2027

Politycy rządzącego od trzech kadencji PiS (w ostatniej z koalicjantem w postaci PSL) do ostatniej chwili robili dobrą minę do złej gry. Ale wyniki wyborów, ogłoszone w niedzielny jesienny wieczór 2027 roku nie pozostawiały wątpliwości: partia niemal już 80-letniego Jarosława Kaczyńskiego, wciąż pełniącego funkcję jej prezesa, poniosła klęskę, zdobywając zaledwie 11 procent głosów przy wysokiej, 58-procentowej frekwencji. To znacznie mniej niż osiągała w poprzednich wyborach.

Niektórzy niezależni komentatorzy od dawna przewidywali taki rozwój wypadków, wieszcząc zwycięstwo koalicji, złożonej z Nowej Platformy, niedawno utworzonej partii Lewą Marsz z Adrianem Zandbergiem na czele oraz odświeżonych Zielonych. I tak się faktycznie stało. Ostrzegali, że poza zwykłym zmęczeniem rządzącymi – w PiS trwały wciąż te same twarze, tyle że nieco postarzałe – da o sobie znać irytacja kolejnymi przyjmowanymi na chybcika rozwiązaniami, przedstawianymi jako służące wspieraniu narodowej dumy i „zwykłych Polaków”, a w istocie nieprzemyślanymi i mnożącymi problemy.

Na przykład w 2021 roku powołano Narodową Korporację Taksówkową – coś w rodzaju obowiązkowego zjednoczenia wszystkich korporacji taksówkarskich. Wprowadzone wtedy przepisy oznaczały całkowity koniec Ubera w Polsce oraz niedawno wprowadzonej przez polską firmę SelfDrive usługi wypożyczania na minuty półautonomicznych pojazdów. Zmiany wymusili taksówkarze, domagający się podniesienia biurokratycznych barier dostępu do zawodu, ścisłych limitów liczby taksówek w każdej miejscowości oraz centralnie ustalonego jednolitego cennika. Pod naciskiem związków zawodowych taksówkarzy ich zawód zyskał status funkcjonariusza publicznego.

„Polska może na tym tylko skorzystać” – grzmiał wtedy w Sejmie premier Joachim Brudziński. – „Taksówkarze wreszcie będą mieć zapewniony godziwy byt, a pasażerowie będą korzystać na tym, że rynek zostanie poddany rzetelnemu i uczciwemu państwowemu nadzorowi, bez dotychczasowego bezhołowia. A zagraniczne firmy, które żalą się, że nie będą mogły żerować na Polakach, niech idą gdzie indziej. Pasożytów nam nie potrzeba!”. Pierwszym dyrektorem NKT został Marek Suski. Ceny szybko poszybowały w górę, liczba taksówek się zmniejszyła.

Wprowadzona w 2017 roku ustawa „apteka dla aptekarza” już dawno sprawiła, że lekarstwa były dużo droższe niż kiedyś, a do najbliższej apteki trzeba było iść kilka kilometrów.

Ludziom dawały się we znaki Narodowy Monopol Mleczarski oraz Krajowy Monopol Używkowy. Wskutek działań ministra Konstantego Radziwiłła (wróżono mu krótką karierę, on tymczasem pozostał szefem resortu zdrowia nawet po wyborach 2019 roku) ta ostatnia instytucja, powołana w 2022 roku, otrzymała wyłączność na sprzedaż alkoholu i wyrobów tytoniowych w specjalnych sklepach, otwartych tylko cztery dni w tygodniu między 11 a 15. Dodatkowo wszystkie używki obłożono specjalną akcyzą w wysokości 20 procent. Brygady celne dzielnie walczyły z rosnącym przemytem. „Socjalizm bohatersko zwalcza problemy nieznane w żadnym innym systemie” – przypominał słynne słowa Kisiela Rafał Ziemkiewicz, publicysta „Do Rzeczy”. Odpowiadał mu w „Sieciach Jedynej Prawdy” Jacek Karnowski: „Dość podtruwania narodu polskiego! Mądra decyzja rządu, dbającego o zdrowie i dobrobyt zwykłych Polaków, oznacza także ogromne oszczędności w ochronie zdrowia. Wypada trzymać kciuki za sygnalizowany przez ministra Radziwiłła zamiar wprowadzenia całkowitego zakazu palenia, także w prywatnych mieszkaniach”.

W kampanii 2027 roku lewicowa koalicja obiecywała znaczące poluzowanie barier i zakazów, choć nie wspominała o likwidacji różnego rodzaju monopoli, nadrzędnych instytucji, czap organizacyjnych. Te miały pozostać – w końcu utworzono w nich kilkadziesiąt tysięcy nowych miejsc pracy dla urzędników.

Jako przyczynę zwrotu w lewo zamiast w prawo, ku konserwatywno-liberalnemu blokowi Wolność i Odpowiedzialność Pawła Kukiza i Stanisława Tyszki, analitycy wskazywali trudne do zniesienia natężenie hurrapatriotycznej narracji aparatu władzy. W 2020 roku powołano Ministerstwo Dumy Narodowej. Na jego czele stanął Antoni Macierewicz, łącząc tę funkcję z dalszym szefowaniem MON. W 2023 roku w „Do Rzeczy” ukazał się tekst prof. Stanisława Żerko, który porównywał natężenie hurrapatriotycznej poetyki z okresem rządów pułkowników w drugiej połowie lat 30. i konkludował: „Przebiliśmy już poziom stetryczenia patriotycznej narracji II RP, gdy eksponowanie portretów Marszałka w witrynach sklepowych było obowiązkowe, a dziatwa szkolna na ocenę uczyła się wesołych przyśpiewek o bohaterskim Rydzu-Śmigłym. Rozporządzenie ministra edukacji o obowiązkowych cotygodniowych apelach patriotycznych w szkołach sprawi, że młodzi ludzie się zbuntują. Nazwanie obficie sponsorowanego przez państwo pierwszego polskiego auta elektrycznego (kosztującego zresztą krocie, a przy tym wybitnie niepraktycznego) imieniem »Łupaszki« mogło przyjść na myśl tylko komuś kompletnie pozbawionemu instynktu samozachowawczego”. W wyborach roku 2027 na lewicę zagłosowała ogromna liczba Polaków w wieku 18-25 lat, od ponad 10 lat żyjąca w warunkach obowiązkowej, sankcjonowanej prawnie narracji patriotycznej.

„Ciekawe, ile ten tak zwany profesor wziął od Niemców za ten obrzydliwy tekst” – skomentował na łamach „Gazety Polskiej” Piotr Lisiewicz. I dodawał: „Fakt, że tak wielka część młodych ludzi oddała głos na antypolskie, lewackie partie, pokazuje jedynie, że Ministerstwo Dumy Narodowej powinno zostać powołane jeszcze w pierwszej kadencji PiS”.

Zatem – przyszło nowe. Liderem zwycięskiej koalicji był Zandberg i to on miał zostać premierem. Natychmiast po ogłoszeniu wyników wyborów z gratulacjami pospieszył prezydent Donald Tusk, który łatwo wygrał wybory w 2025 roku, startując przeciwko Joachimowi Brudzińskiemu. W drugiej turze kandydat PiS dostał jedynie 25 procent głosów. Tusk zwyciężył odwołując się w dużej mierze do postulatów radykalnej społecznej lewicy i już wówczas niektórzy ostrzegali PiS, że zmierza ku klęsce.

„Na zmianę kursu jest już chyba jednak za późno. Wkrótce wszystkie instrumenty, które tak pracowicie tworzyła partia Kaczyńskiego, układając państwo pod siebie (a dokładnie: pod rządzące ugrupowanie) zostaną wykorzystane przez kogo innego – prawdopodobnie radykalną lewicę. A wówczas rozlegnie się płacz i zgrzytanie zębów” – przestrzegał, kolejny już zresztą raz, w roku 2026 Łukasz Warzecha, publicysta „Do Rzeczy”. „Ten zdradziecki defetyzm, siany przez niektórych od lat, powinien się wreszcie spotkać ze stanowczą odpowiedzią. Pora, aby zawód dziennikarza obwarować uzyskaniem licencji i pozwolenia. W przeciwnym wypadku każdy będzie mógł sobie pisać, co będzie chciał!” – grzmiała w odpowiedzi Marzena Nykiel na portalu wPolityce.pl.

Zandberg błyskawicznie zabrał się do roboty. Jedną z pierwszych dziedzin, w których nastąpiły zmiany, były media. Tu zadanie było banalnie łatwe – PiS stworzyło mechanizmy, które pozwoliły nowemu rządowi zyskać całkowitą kontrolę nad mediami publicznymi w ciągu miesiąca. Wymienieni zostali wszyscy prezesi, dyrektorzy, kierownicy redakcji. Nowym prezesem TVP został Jacek Żakowski, prezesem Polskiego Radia – Eliza Michalik. Programy z dnia na dzień stracili wszyscy konserwatywni publicyści. Nawet najbardziej neutralni prowadzący zostali zesłani do archiwów czy redakcji dziecięcych.

„Dziennikarze mediów niezależnych chcieli spytać o to min. kultury, ale nie mogli, bo nie wyszedł do sali prasowej” – napisał na Twitterze Marek Kuchciński. Ale szybko skasował tłita, bo przypomniano mu, że to on sam jako marszałek Sejmu w drugiej kadencji rządów PiS w końcu doprowadził do radykalnego ograniczenia swobody dziennikarzy w Sejmie, relegując ich do salki prasowej. Specjalne przepustki, uprawniające do poruszania się po innych miejscach, dostali tylko dziennikarze mediów publicznych. Teraz je utrzymano, dziennikarze mediów publicznych byli nadal bezkrytyczni wobec władzy, tyle że byli to już inni dziennikarze i inna władza.

„Władza w skandaliczny sposób zawłaszcza media publiczne, wyrzucając ludzi jedynie za poglądy! To początek dyktatury!” – grzmiał Jarosław Kaczyński podczas grudniowej miesięcznicy 2027 roku. Miesięcznica odbywała się na Polach Mokotowskich, ponieważ tymczasem zdążono już zmienić ustawę o zgromadzeniach. Według nowej, zgromadzenia o charakterze religijnym nie mogły się odbywać w obrębie centrów miast. „Fakt, że musimy gromadzić się tutaj, pokazuje, z jakim reżimem mamy do czynienia!” – przemawiał Kaczyński do 150 zebranych osób. Następnego dnia w Polskim Radiu minister spraw wewnętrznych Michał Szczerba mówił: „Pan prezes zawsze powtarzał, że realizuje wolę Polaków, którzy wybrali PiS w demokratycznych wyborach, dając mu mandat do wprowadzania nawet wątpliwych rozwiązań. Sądzę, że powinien sobie te słowa przypomnieć. Teraz to my mamy ten mandat”.

Ustawa została przez PiS zaskarżona do TK, ale ten w starym składzie nie zdążył jej rozpatrzyć. Nowy Sejm zmienił ustawę o trybunale, uznając, że w związku z tym wszyscy jego dotychczasowi członkowie zostają odwołani, a na ich miejsce trzeba powołać nowych. Orzeczenie zapadło więc dopiero w połowie 2028 roku i potwierdziło konstytucyjność ustawy. „Nie możemy tu mówić o ograniczeniu niczyich praw, gdyż zakaz dotyczy jedynie centrów miast, które powinny pozostać neutralne kulturowo i wyznaniowo, także dlatego, że tam pojawiają się turyści z krajów o różnych wierzeniach i wrażliwościach. Chrześcijańskie uroczystości religijne mogłyby ich urazić” – mówił w ustnym uzasadnieniu wyroku nowy przewodniczący TK prof. Wojciech Sadurski.

Nieco dłużej zajęło nowemu rządowi opanowanie mediów wciąż nazywanych prywatnymi, choć faktycznie od dawna takie nie były. Wskutek uchwalonej w 2018 roku ustawy dekoncentracyjnej, część dawnych zagranicznych imperiów medialnych została sprzedana specjalnie powołanym spółkom, zależnym od dużych spółek skarbu państwa. Te ostatnie, aby kupić i utrzymać między innymi TVN24, musiały mocno się zadłużyć. W przypadku spółek energetycznych spowodowało to brak pieniędzy na modernizację infrastruktury krytycznej i coraz częstsze blackouty. Jednak jak stwierdził Jarosław Kaczyński w rozmowie z tygodnikiem „Sieci Jedynej Prawdy” w 2020 roku: „Wolne i niezależne od zagranicznych wpływów media wymagają pewnych wyrzeczeń. Nie możemy zachowywać się jak liczykrupy. Inwestycje w energetykę są, owszem, ważne, ale ważniejsze jest, aby zwykli Polacy mieli dostęp do obiektywnej, niezakłamanej informacji”.

Nowy lewicowy rząd zaczął szybko proces zmian w SSP. Po trzech miesiącach łańcuszek zmian sięgnął mediów od nich zależnych, w tym Polskiego Info24 (dawniej TVN24), Narodowego Koncernu Gazet Lokalnych i Polskiego Onetu (dawniej po prostu „Onetu”). Politycy PiS nie posiadali się z oburzenia, wzburzony był także elektorat tej partii. „To niebywałe! Dziennikarze będą teraz wykonywać polecenia skrajnie lewackiego rządu!” – napisał na Twitterze Jarosław Sellin. „A dotąd wykonywali czyje?” – odpowiedział mu Piotr Kraśko, nowy redaktor naczelny Polskiego Onetu. „O co panu chodzi? Przecież wszystkie te media pozostają polskie, jak zawsze chcieliście” – dodawał nowy minister kultury Robert Biedroń.

Przez moment, na początku 2028 roku, wśród sympatyków prawicy oraz PiS pojawiła się nadzieja na przełamanie faktycznego rządowego monopolu medialnego. Inwestycjami medialnymi w Polsce zainteresowały się bowiem dwa wielkie koncerny o konserwatywnej linii: należący do byłego prezydenta USA Donalda Trumpa oraz powstały stosunkowo niedawno niemiecki Bayerische Media Verlag. Ten pierwszy chciał uruchomić telewizję informacyjną uzupełnioną o stację radiową i kanały tematyczne, Niemcy zaś myśleli o portalu uzupełnionym o interaktywną gazetę (interaktywne gazety zastąpiły niemal całkowicie te papierowe).

Niemiecka oferta nie tylko nie budziła sprzeciwu polityków PiS – przeciwnie, oczekiwano jej z nadzieją. Tak się bowiem złożyło, że po wyborach do Bundestagu w 2025 roku niemiecka polityka przesunęła się wyraźnie na prawo, wbrew tradycji kanclerzem został polityk CSU, a nie CDU, zaś do koalicji weszła Alternative Für Deutschland. Niemcy ostatecznie mieli dość polityki multikulturalizmu i otwartości, nastąpiło coś w rodzaju politycznej rewolucji. Nowy niemiecki rząd zaczął deportacje nielegalnych imigrantów. Rząd Zandberga jeszcze w 2027 roku zaoferował przyjęcie części z nich.

Tymczasem niemieckie media, zwykle podchwytujące rządową linię, grzmiały o łamaniu demokracji w Polsce przez lewicową władzę, o zawłaszczaniu mediów, o ograniczaniu wolności religijnej.

„Niemieckie media widzą, co się szykuje w Polsce i ostrzegają!” – deklarował w publicznym radiu były premier Joachim Brudziński.

„Przecież zawsze pan twierdził, że niemieckie media są Polsce niechętne, realizują tylko niemiecki interes i nie należy zwracać uwagi na to, co mówią” – zauważył prowadzący rozmowę Kamil Dąbrowa, od niedawna znów dyrektor Programu 1 Polskiego Radia.

„Nieprawda, przeinacza pan moje słowa!” – oburzył się Brudziński i dodał: „Poza tym to było w innych okolicznościach”.

„Pozwoli pan, że zacytuję panu pańskie wypowiedzi na ten temat” – powiedział Dąbrowa. Po dwóch minutach cytatów Brudziński nie wytrzymał i wykrzyknął: „To jest oburzające, jak media publiczne traktują opozycję! Nie będę brał w tym udziału!” – po czym wyszedł ze studia. „Myślę, że pan premier Brudziński nie obrazi się w takim razie, jeżeli nie będziemy go już więcej zapraszać do naszego programu” – stwierdził ze stoickim spokojem Dąbrowa.

Wracając do sprawy zagranicznych inwestycji medialnych – okazało się, że nie mogą one dojść do skutku. Dlaczego – wyjaśniał w tygodniku „Do Rzeczy” Łukasz Warzecha:

„Wszystkie przepisy, które stanęły na drodze imperium medialnego Trumpa oraz BMV, zostały uchwalone w atmosferze tryumfu przez PiS w roku 2018, a następnie jeszcze zaostrzone podczas drugiej kadencji rządów tej partii w roku 2021. Warto przypomnieć, że weto złożył wówczas prezydent Andrzej Duda, ale zostało ono obalone w Sejmie, a sam Duda ostatecznie został uznany przez Jarosława Kaczyńskiego za polityka obcego ideowo. Duda, który podpisał pierwszą ustawę dekoncentracyjną, uzasadniając swoją decyzję o wecie wobec jej nowelizacji, mówił: »Polska ma już wystarczająco mocne przepisy dekoncentracyjne. Ich dalsze zaostrzenie może nie tylko stać w sprzeczności z prawem UE, ale też w przyszłości może sprawić, że pożądane, dobre zagraniczne inwestycje na naszym rynku medialnym natrafią na blokadę. Patrząc dalej, patrząc strategicznie, nie mogę podpisać przedłożonej mi ustawy«”.

PiS próbował zainteresować sytuacją na polskim rynku mediów Unię Europejską. Europoseł PiS Arkadiusz Mularczyk wygłosił w Parlamencie Europejskim dramatyczne przemówienie o tym, jak w Polsce tłamszona jest wolność słowa. Domagał się wszczęcia procedury kontroli praworządności. „Nasze polskie problemy rozwiązujemy w kraju. Donoszenie na własną ojczyznę jest specjalnością Targowicy!” – w ostrych słowach skomentował rzecznik prezydenta Tuska Paweł Graś.

Swoje żniwo zaczęła też szybko zbierać Ustawa o przeciwdziałaniu rozpowszechnianiu fałszywych informacji, zwana powszechnie ustawą o fake newsach. Uchwalono ją w 2018 roku przy powszechnym entuzjazmie sympatyków PiS, a początkowo dotyczyła jedynie okresu kampanii wyborczej. Zaostrzono ją w roku 2020 – odtąd obowiązywała bez ograniczeń. Regulacja oparta o procedurę administracyjną, nie sądową, była powszechnie krytykowana przez środowiska dziennikarskie, również sprzyjające PiS, i, co oczywiste, przez wszelkie z zasady krytyczne ówczesnemu rządowi zagraniczne gremia, jako tworząca faktyczną cenzurę, napędzająca efekt mrożący i groźna dla wolności słowa.

„Kompletnie niezrozumiała jest krytyka ustawy przez organizacje dziennikarskie, którym powinno przecież zależeć na tym, żeby media – i nie tylko one – nie rozpowszechniały kłamstw” – stwierdził podczas wizyty w studiu TVP w roku 2020 minister kultury Jarosław Sellin. – „Kto mówi i pisze prawdę, nie ma się przecież czego obawiać” – dodawał.

Początkowo po procedurę sięgano oszczędnie. Kilka portali zostało ukaranych za ewidentne kłamstwa w okresie kampanii 2019 i 2020 roku karami po kilkaset tysięcy złotych. Potem urzędnicy się rozpędzili: powołana przy Ministerstwie Kultury Rada Rzetelności, na której czele stanął Krzysztof Wyszkowski, rozpatrywała po kilkadziesiąt spraw miesięcznie. Osoby prywatne karano zwykle grzywnami w wysokości paru tysięcy złotych, media dostawały kary kilkudziesięcio- lub nawet kilkusettysięczne. Z czasem mniejsze redakcje zaczęły unikać pisania o polityce w ogóle – bały się ryzyka. Okazało się bowiem, że powołana przez ministra kultury rada za fałszywą wiadomość może uznać nawet dwukolumnowy artykuł, w którym pojawił się zwykły czeski błąd. Co ciekawe, takie błędy szczególnie często wychwytywano i zgłaszano Radzie Rzetelności w tekstach krytycznych wobec rządu. Próbowali to robić również jego przeciwnicy, ale w tych wypadkach rada oceniała, że chodzi o opinię, a nie kłamstwo, lub że mamy do czynienia ze zwyczajnym błędem, a nie celowym wypaczaniem prawdy.

Głośna była sprawa lokalnej gazety z Kalisza, która w roku 2022 – pisząc krytycznie o poczynaniach posłanki PiS Joanny Lichockiej – pomyliła dwie cyfry, podając na początku tekstu datę jej urodzenia. Lichocka zgłosiła sprawę radzie jako „fake news”, a ta ukarała wydawcę grzywną w wysokości 100 tys. złotych. Gazeta została zamknięta, nie była w stanie zapłacić. Wydawcę ścigał komornik. Przeciwko tej decyzji protestowali nawet dziennikarze mediów związanych z prawicą. Wówczas w Radiu Maryja tak skomentował ją Jarosław Kaczyński: „Wiem, że niektóre decyzje Rady Rzetelności mogą budzić wątpliwości. Ale rada została ustanowiona jako niezawisły, kadencyjny organ, jej członków powołuje większość sejmowa, co jest najlepszym sposobem realizowania zasad demokracji w praktyce. Powołuje ich spomiędzy szanowanych przedstawicieli świata kultury, nauki i mediów. To dobre, przejrzyste rozwiązanie, które pozwala nam walczyć z rozplenionym wcześniej na niespotykaną skalę kłamstwem, szerzonym przez media, pozostające pod władzą zagranicznych ośrodków”. W chwili, gdy Kaczyński mówił te słowa, takich mediów już prawie w Polsce nie było, ale prowadzący rozmowę ksiądz nie zwrócił na to swojemu rozmówcy uwagi.

Nowa władza szybko zaadaptowała Radę Rzetelności do swoich celów. W ustawie o radzie dokonano kosmetycznej zmiany (członkowie rady powoływali teraz jej przewodniczącego spośród trzech, a nie czterech kandydatów, wyłonionych w drodze wewnętrznego głosowania) i na tej podstawie zakończył kadencję wszystkich dotychczasowych członków rady.

„Skrócenie ustawą kadencji członków Rady Rzetelności to zamach na wolność słowa!” – grzmiał w sali prasowej sejmu poseł PiS Piotr Gliński.

„Wygrajcie wybory, to se uchwalicie, co będziecie chcieli!” – szyderczo odpowiedział mu stojący pod ścianą poseł Zielonych Stefan Niesiołowski. Niesiołowskiego wkrótce większość sejmowa wybrała do składu nowej rady, a następnie powierzyła mu funkcję przewodniczącego. Mogli w niej bowiem zasiadać także posłowie.

Rada w zmienionym składzie wkrótce zabrała się do pracy. Na pierwszy ogień poszła posłanka PiS Jolanta Szczypińska, swego czasu wielka orędowniczka powołania rady, a także jej członkini. Szczypińska na Twitterze oceniła sejmowe wystąpienie posła Nowej Platformy Arkadiusza Myrchy. Napisała między innymi: „Trudno o lepszy przykład pychy i arogancji”. Poseł Myrcha zgłosił sprawę do rady, wskazując, że jest to, jego zdaniem, typowy przykład fałszywej wiadomości. „Wbrew stwierdzeniu pani poseł, bardzo łatwo znaleźć przykłady większej pychy i arogancji” – i dołączył listę stosownych jego zdaniem 567 przykładów wypowiedzi polityków PiS z okresu rządów tej partii. Rada rozpatrzyła sprawę i uznała, że stwierdzenie, iż „trudno znaleźć lepszy przykład” jest w istocie bezsprzecznie niezgodne z faktami. Na posłankę nałożono grzywnę w wysokości 50 tys. złotych.

Podczas zamkniętego posiedzenia Rady Politycznej PiS w maju 2028 roku w Jachrance Joachim Brudziński wygłosił referat o „błędach i wypaczeniach”, który jednak przeciekł do mediów. Brudziński mówił między innymi: „Musimy sobie powiedzieć szczerze: uśpiły nas wyniki kolejnych wyborów. Tworząc różne rozwiązania prawne, zapomnieliśmy, że kiedyś mogą one zostać wykorzystane przeciwko nam i naszym wyborcom. Ukręciliśmy bicz na własne plecy”. Z relacji obecnych na spotkaniu wynikało, że Jarosław Kaczyński w trakcie wystąpienia Brudzińskiego uciął sobie drzemkę.

W 2028 r. Łukasz Warzecha opublikował książkę zatytułowaną „A nie mówiłem?”. Składała się ona w większości z jego felietonów, dłuższych tekstów i wypowiedzi z lat 2015-2027, w których ostrzegał, że tworzone przez PiS, przy niezmiennym entuzjazmie jego twardego elektoratu, przepisy i regulacje zostaną kiedyś wykorzystane przeciwko stronie konserwatywnej i samej partii Kaczyńskiego.

Książka słabo się sprzedawała. Zwolennicy PiS jej nie kupowali, bo uważali Warzechę za zdrajcę, a poza tym nikt nie lubi, gdy wypomina mu się jego głupotę. Zwolennicy nowej władzy uważali autora za pisowca i zaprzysięgłego prawaka, którego tekstów się nie czyta.

„Wrota Magadanu” i „Miasta braterskiej miłości”

Szanowni Państwo

Z przyjemnością informuję o wydaniu najnowszej książki mojego autorstwa

„Wrota Magadanu”

zawarłem w niej zbiór swoich felietonów z mijających miesięcy, jak również nie publikowane wcześniej teksty dotyczące tajemniczego zatonięcia promu „Estonia” z roku 1994

 i parę spostrzeżeń na temat dramatycznych wydarzeń w Strefie Gazy

przemilczanych w Polsce

Tytuł ten jest też dostępny w formie e-book. Zachęcam do zakupu.

przypominam także o trwającej do końca roku świątecznej promocji

Czytelnikom, którzy nadal nie mogą się otrząsnąć z niedawnych wydarzeń w Sejmie polecam

„Miasta braterskiej miłości”

pozdrawiam

Sławomir M. Kozak

Po co Tuskowi szopka z TVP? W tle pakt migracyjny z zasadą „przymusowej solidarności”. Do Polski mogą już być przymusowo relokowani nielegalni imigranci?

Po co Tuskowi szopka z TVP? W tle pakt migracyjny z zasadą „przymusowej solidarności”. Do Polski mogą być przymusowo relokowani nielegalni imigranci?

po-co-tuskowi-szopka-z-tvp-w-tle-pakt-migracyjny

Jest porozumienie unijne w sprawie tzw. paktu migracyjnego. Od teraz do Polski mogą być przymusowo relokowani nielegalni imigranci.

Po co Tuskowi szopka z TVP? Wszystko wskazuje, że nie chodzi o samą kontrolę mediów publicznych. Nowy, lewicowy rząd Polski nie sprzeciwi się bowiem porozumieniu w sprawie tzw. paktu migracyjnego.

„Z radością przyjmuję historyczne porozumienie w sprawie paktu o migracji i azylu. Gratulujemy Parlamentowi Europejskiemu i Radzie wyrażenia zgody na ten przełomowy wniosek dotyczący obecnego mandatu” – poinformowała w mediach społecznościowych Ursula von der Leyen, szefowa Komisji Europejskiej.

“Dzień dobry! Mam świetne wieści – mamy porozumienie w sprawie paktu migracyjnego, nad którym pracowaliśmy dwa ostatnie dni” – wskazała z kolei unijna komisarz do spraw wewnętrznych, Ylva Johansson.

Pakt migracyjny wprowadza zasadę „przymusowej solidarności”. W praktyce oznacza ona, że do Polski mogą być przymusowo relokowani nielegalni imigranci z krajów zachodnich. Gdyby Polska nie chciała ich przyjmować, musiałaby płacić po 2000 euro za każdą głowę. Jeśli pakt zostanie ostatecznie przyjęty, decyzja w sprawie przyjmowania nachodźców nie będzie już należeć do Warszawy, ale Komisji Europejskiej i Rady Unii Europejskiej.

NASZ KOMENTARZ: Wszystko wskazuje na to, że cyrk pod TVP, na który skierowano wszystkie kamery i mikrofony mediów głównego ścieku, ma przesłonić ten historyczny moment. Za chwilę, gdy nasz kraj zacznie być zalewany nachodźcami, padną hasła w stylu “nie podoba wam się polityka Unii? To co, chcecie ją opuścić i iść do Putina?”

====================

A temu też służy „wsadzanie do więzienia” ministrów, którzy walczyli przeciw mafii łapówkarskiej [m.inn. Beata Sawicka] w PO md

W tym wypadku chodzi też o zemstę – oraz wykazanie „motłochowi”, czyli nam – że sądy ZAWSZE są po swojej i mafiozów stronie. Mamy do tego przywyknąć – i nie podskakiwać.

Imigranci, historia i hipokryzja

Imigranci, historia i hipokryzja

Grzegorz Kucharczyk 3 września 2015 pch/imigranci-historia-i-hipokryzja

(Angela Merkel na tle obrazu Wojciecha Kossaka „Rugi Pruskie”)

Na naszych oczach spełnia się profetyczna wizja Jeana Raspaila z jego powieści „Obóz świętych”; książki, która w równej mierze poświęcona jest nadciągającej fali imigrantów, którzy na zawsze zmienią kulturowe oblicze naszego kontynentu, jak i postępującej niemocy (politycznej, ale również intelektualnej i duchowej) szeroko pojmowanych elit europejskich wobec tego zjawiska. Nie tylko elit świeckich.

Dzisiaj do tej niemocy dochodzi spora dawka hipokryzji. Słyszymy bowiem z ust prominentnych polityków niemieckich – ostatnio przy okazji rozmowy prezydenta RP Andrzeja Dudy w Berlinie – że Polska powinna zgodzić się na przyjęcie większej niż zadeklarowane dwa tysiące liczby osób szukających dla siebie lepszej przyszłości na Starym Kontynencie nie tylko w imię „europejskiej solidarności”, ale w imię pamięci o tym, „jak dobrze Polacy byli przyjmowani w czasach, gdy sami potrzebowali pomocy”.

Co prawda, gdy chodziło o budowę wraz z Rosją wymierzonej w żywotne interesy Polski rury gazowej na dnie Bałtyku, Niemcy mieli solidarność europejską w głębokim poważaniu. Nie na tym tylko polega przecież hipokryzja niemieckich utyskiwań na polską nieczułość wobec problemu fal imigrantów zalewających Europę. Hipokryzją tchnie również próba wywierania na nasz kraj nacisku poprzez granie na historycznych analogiach.

Warto w tym kontekście przypomnieć o przypadającej w tym roku sto trzydziestej rocznicy tzw. rugów pruskich. W 1885 roku rząd Ottona von Bismarcka opublikował rozporządzenia przewidujące wydalenie z obszaru Prus wszystkich Polaków, którzy nie byli poddanymi króla pruskiego. Chodziło o dziesiątki tysięcy osób, które od wielu lat mieszkały na obszarach zaboru pruskiego, a przybyły na te ziemie ojczyste z dwóch innych zaborów.

Krok ten władze pruskie motywowały troską o bezpieczeństwo państwa oraz zapewnieniem ochrony „niemieckiej kultury i niemieckiego bytu”. Do 1890 roku z całą brutalnością „państwa kultury” jak nazywano w rządowej propagandzie państwo Hohenzollernów, wydalono z granic Prus, przede wszystkim z ziem polskich, ponad trzydzieści tysięcy Polaków.

Brutalność „pruskich rugów” odbiła się głośnym echem w Europie. Sprzeciw budziła również wśród tej części niemieckich elit politycznych, które nie poświęciły resztek zmysłu moralnego na rzecz polityki „zdrowego egoizmu narodowego”. Pruski poseł w Petersburgu zanotował, że „gdy wielki kanclerz [Bismarck] pewnego dnia ustąpi, wiele ludzi będzie się wówczas wstydzić i wzajemnie zarzucać sobie nikczemność, z jaką płaszczyli się przed jego potężną wolą. Mnie dotyka najbardziej niemądre i niepotrzebnie okrutne rozporządzenie o wydaleniach”. W styczniu 1886 roku Reichstag – parlament ogólnoniemiecki wyłaniany w oparciu o inne prawo wyborcze niż parlament t pruski (Landtag) – przegłosował rezolucję potępiającą „pruskie rugi”.

Ostatecznie gdy z majątków junkierskich położonych na wschodzie Prus zaczęły dochodzić alarmistyczne wieści, że po „rugach” zapanował nagle deficyt taniej siły roboczej (czyt. polskich robotników rolnych także objętych polityką bezwzględnej ekspulsji), rząd pruski na początku lat dziewięćdziesiątych dziewiętnastego wieku odstąpił od tego narzędzia antypolskiej polityki. Ale w użyciu był już inny instrument mający chronić „niemiecką kulturę i niemiecki byt” na wschodzie – powstała w 1886 roku pruska Komisja Osadnicza.

  Tak się dziwnie składa, że 130-lecie jej istnienia przypadnie w przyszłym roku, w roku, w którym znikną obowiązujące restrykcje dotyczące kupowania polskiej ziemi.

=============================

Kard. Gerhard Müller: Błogosławienie związków homoseksualnych to bluźnierstwo

Kard. Gerhard Müller: Błogosławienie związków homoseksualnych to bluźnierstwo

pch24/kard-gerhard-muller-blogoslawienie-zwiazkow-homoseksualnych-to-bluznierstwo

Błogosławienie związku homoseksualnego jest bluźnierstwem i świętokradztwem. Dokument Fiducia supplicans jest wewnętrznie sprzeczny i wprowadza nowy rodzaj błogosławieństwa tylko po to, by uzasadnić błogosławienie czegoś, co jest grzeszne. Katolicy nie mogą się na to zgodzić. Pisze o tym JE kardynał Gerhard Ludwig Müller.

Artykuł byłego prefekta Kongregacji Nauki Wiary został pierwotnie opublikowany na łamach portalu InfoVaticana.com. Portal PCh24.pl publikuje całość we własnym tłumaczeniu, za zgodą Autora.

***

Jedyne błogosławieństwo Matki Kościoła to Prawda, która nas wyzwoli.

Uwagi o Deklaracji Fiducia supplicans

Czy Fiducia supplicans to dokument zobowiązujący dla katolików?

Dykasteria Nauki Wiary publikując Deklarację Fiducia supplicans [dalej jako: FS] o duszpasterskim znaczeniu błogosławieństw poczyniła stwierdzenie, które nie ma precedensu w nauczaniu Kościoła katolickiego. Dokument stwierdza de facto, że kapłan może pobłogosławić (nie liturgicznie, ale prywatnie) parę, która żyje w pozamałżeńskim związku seksualnym, także w związku homoseksualnym. Wobec tego oświadczenia biskupi, księża i świeccy podnieśli wiele pytań. Zasługują one na jasną i jednoznaczną odpowiedź.

Czy to stwierdzenie nie przeczy w oczywisty sposób nauczaniu katolickiemu? Czy wierni są zobowiązani do przyjęcia tego nowego nauczania? Czy księża powinni wykonywać te nowe, dopiero co wynalezione błogosławieństwa? Czy biskup diecezjalny może ich zakazać, jeżeli miałyby mieć miejsce w jego diecezji? Żeby odpowiedzieć na te pytania, przyjrzymy się dokładnie temu, czego naucza dokument i na jakiej opiera się on argumentacji.

Brak podstaw dla konkluzji dokumentu

Dokument nie został ani przedyskutowany, ani zatwierdzony przez Zgromadzenie Generalne Kardynałów i Biskupów Dykasterii Nauki Wiary. Tekst przyznaje, że hipoteza (albo nauczanie?), którą proponuje, jest nowa i bazuje zasadniczo na duszpasterskim Magisterium papieża Franciszka. Zgodnie z wiarą katolicką, papież i biskupi mogą kłaść pewne określone akcenty pastoralne i kreatywnie odnosić prawdę Objawienia do nowych wyzwań każdej epoki, na przykład w obszarze społecznej doktryny albo w bioetyce, respektując zarazem fundamentalne zasady chrześcijańskiej antropologii. Takie innowacje nie mogą wykraczać poza to, co zostało im objawione raz na zawsze przez apostołów jako słowo Boże (Dei verbum 8). Tymczasem nie ma żadnych tekstów biblijnych ani tekstów Ojców i Doktorów Kościoła czy wcześniejszych dokumentów Magisterium, które wspierałyby konkluzje FS.

Co więcej, to, co widzimy, nie jest rozwojem doktrynalnym, ale skokiem. Można mówić o rozwoju doktrynalnym tylko wówczas, jeżeli nowe wyjaśnienie jest zawarte – przynajmniej implicite – w Objawieniu, a przede wszystkim jeżeli nie zaprzecza definicjom dogmatycznym. Rozwój doktrynalny, który wchodzi na głębszy poziom znaczenia doktryny, musi dokonywać się stopniowo, poprzez długi okres dojrzewania. Ostatnia nauczycielska wypowiedź na omawiany temat została ogłoszona przez Kongregację Nauki Wiary w Responsum opublikowanym w marcu 2021 roku, niespełna trzy lata temu. Kategorycznie odrzuciła możliwość błogosławienia takich związków. Dotyczy to zarówno publicznego, jak i prywatnego błogosławienia osób żyjących w grzesznych warunkach.

Jak FS usprawiedliwia zaproponowanie nowej doktryny bez zaprzeczenia wcześniejszemu dokumentowi z 2021 roku? Po pierwsze, FS przyznaje, że zarówno Responsum Kongregacji z 2021 roku jak i tradycyjne, ważne i obowiązujące nauczanie na temat błogosławieństw nie pozwala na błogosławienie w sytuacjach, które są sprzeczne z Bożym prawem, jak jest to w przypadku związków o charakterze seksualnym poza małżeństwem. Jest to jasne w przypadku sakramentów, ale także innych błogosławieństw, które FS nazywa „liturgicznymi”. Takie „liturgiczne” błogosławieństwa przynależą do tego, co Kościół nazwał „sakramentaliami”, jak zaświadcza o tym Rituale Romanum. W tych dwóch typach błogosławieństw musi istnieć zgoda pomiędzy błogosławieństwem a nauczaniem Kościoła (FS 9 – 11).

Stworzenie ad hoc nowych błogosławieństw

Po to, by zaakceptować błogosławieństwo w sytuacji, która jest sprzeczna z Ewangelią, Dykasteria Nauki Wiary proponuje oryginalne rozwiązanie: poszerzenie pojęcia błogosławieństwa (FS 7; FS 12). Usprawiedliwia się to w następujący sposób: „Trzeba w jasny sposób uniknąć ryzyka zredukowania znaczenia błogosławieństw do wyłącznie takiego punktu widzenia [scil. do „liturgicznych” błogosławieństw sakramentów i sakramentaliów], bo sprawiłoby to, że oczekiwalibyśmy wypełnienia tych samych warunków moralnych dla prostego błogosławieństwa, których wymaga się w przypadku przyjęcia sakramentu” (FS 12). Potrzebny jest zatem nowy koncept błogosławieństwa, który wykracza poza błogosławieństwa sakramentalne, żeby w ten sposób towarzyszyć duszpastersko drodze ludzi żyjących w grzechu.

W rzeczywistości takie rozszerzenie poza sakramenty występuje już w innych błogosławieństwach zatwierdzonych przez Rituale Romanum. Kościół nie wymaga tych samych warunków moralnych dla błogosławieństw jak dla przyjęcia sakramentów. Dzieje się tak, na przykład, w przypadku penitenta, który nie chce porzucić grzesznej sytuacji, ale pokornie prosi o osobiste błogosławieństwo, tak żeby Pan dał mu światło i siłę potrzebne do zrozumienia i pójścia za nauczaniem Ewangelii. Taki przypadek nie wymaga nowego rodzaju „duszpasterskiego” błogosławieństwa.

Dlaczego w takim razie konieczne jest rozszerzenie znaczenia „błogosławieństwa”, jeżeli błogosławieństwo w rozumieniu Rytuału Rzymskiego wychodzi już poza błogosławieństwo udzielane jako sakrament? Przyczyną jest fakt, że błogosławieństwa rozważane przez Rytuał Rzymski są możliwe tylko wobec „rzeczy, miejsc czy okoliczności, które nie są sprzeczne z prawem albo duchem Ewangelii” (FS 10, cytując Rytuał Rzymski). Dykasteria Nauki Wiary chce przezwyciężyć właśnie ten punkt, bo chce błogosławić pary w sytuacjach takich, jak relacje homoseksualne, które przeczą prawu i duchowi Ewangelii. Jest prawdą, że Kościół może dodać „nowe sakramentalia” do już istniejących (Sacrosanctum concilium 79), ale nie może zmienić ich znaczenia w taki sposób, żeby trywializować grzech, zwłaszcza w trudnych ideologicznie sytuacjach kulturowych, co może wprowadzać wiernych w błąd. Tymczasem to właśnie taka zmiana znaczenia dokonuje się w FS, który to dokument tworzy nową kategorię błogosławieństw wychodzących poza te związane czy to z sakramentem, czy to z błogosławieństwem tak, jak Kościół je rozumiał. FS mówi, że są to pozaliturgiczne błogosławieństwa, które przynależą do pobożności ludowej. Istniałyby zatem trzy rodzaje błogosławieństw:

A) Modlitwy połączone z sakramentami, gdzie wymaga się, żeby osoba była w stanie właściwym dla przyjęcia sakramentu albo gdzie prosi się, żeby osoba otrzymała siłę potrzebną do odwrócenia się od grzechu.

B) Błogosławieństwa, które zostały zawarte w Rytuale Rzymskim i tak, jak zawsze rozumiała je doktryna katolicka; można ich udzielać osobom, nawet jeżeli żyją w grzechu, ale nie „rzeczom, miejscom czy okolicznościom… które przeczą prawu lub duchowi Ewangelii” (FS 10, cytując Rytuał Rzymski). Dlatego można byłoby pobłogosławić kobietę, która miała aborcję, ale nie klinikę aborcyjną.

C) Nowe błogosławieństwa zaproponowane przez FS byłyby błogosławieństwami duszpasterskimi, pozaliturgicznymi i nierytualnymi. Stąd nie miałyby już ograniczeń „rytualnych” czy też związanych z błogosławieństwami „w typie B”. Mogłyby być udzielane nie tylko osobom żyjącym w grzechu, jak w „rytualnych” błogosławieństwach, ale również rzeczom, miejscom czy okolicznościom, które są sprzeczne z Ewangelią.

Takie błogosławieństwa „w typie C” są nowością. Nie mają charakteru liturgicznego, a raczej charakter związany „z pobożnością ludową”; w związku z tym nie narażałyby doktryny ewangelicznej i nie musiałyby być spójne ani z normami moralnymi, ani z doktryną Kościoła. Co można powiedzieć o tej nowej kategorii błogosławieństw?

Nauczanie Franciszka mówi coś innego niż Fiducia supplicans

Pierwsza obserwacja jest następująca: nie ma żadnej podstawy dla takiego nowego użycia ani w tekstach biblijnych cytowanych przez FS, ani we wcześniejszych dokumentach Magisterium. Również teksty papieża Franciszka nie tworzą podstawy dla takiego nowego rodzaju błogosławieństw. Zgodnie z Rytuałem Rzymskim, błogosławieństwa („w typie B”) mogą być udzielane przez księdza komuś, kto żyje w grzechu. Taki rodzaj „błogosławieństw może być stosowany do kogoś, kto przebywa w więzieniu albo do grupy przechodzącej jakąś terapię”, jak mówi Franciszek (cytowany w FS 27). Innowacyjne „duszpasterskie” błogosławieństwo („w typie C”), przeciwnie – idzie ponad to, co mówi Franciszek, bo można byłoby udzielić takiego błogosławieństwa rzeczywistości, która jest sprzeczna z Bożym prawem, takiej jak związek pozamałżeński. Tak naprawdę, zgodnie z kryteriami rządzącymi tym rodzajem błogosławieństw, można byłoby pobłogosławić nawet klinikę aborcyjną albo grupę mafijną.

Arbitralna władza nad znaczeniem słów

To prowadzi do drugiej obserwacji: wymyślanie nowych terminów, które są sprzeczne z tradycyjnym używaniem języka, jest ryzykowne. Taka procedura może doprowadzić do arbitralnego wykonywania władzy. W naszym przypadku jest faktem, że błogosławieństwo ma swoją własną obiektywną rzeczywistość i nie może zostać zredefiniowane wedle woli tak, żeby pasować do subiektywnej intencji sprzecznej z naturą błogosławieństwa. Przychodzą tu na myśl słynne słowa Humpty Dumpty’ego z „Alicji w Krainie Czarów”: „Kiedy używam jakiegoś słowa, to znaczy ono to, co chcę, żeby znaczyło, nic więcej ani nic mniej”. Alicja odpowiada: „Pytanie, czy możesz sprawić, żeby słowa znaczyły różne rzeczy?”. Humpty Dumpty stwierdza: „Pytanie, kto ma tu władzę; to wszystko”.

Prawdziwy cel stworzenia nowych błogosławieństw

Trzecia obserwacja odnosi się do samej koncepcji „błogosławieństw pozaliturgicznych”, które nie mają intencji czegokolwiek sankcjonować (FS 34), czyli do błogosławieństwa „duszpasterskiego” („w typie C”). W jaki sposób różnią się one od błogosławieństwa rozważanego przez Rytuał Rzymski („w typie B”)? Różnica nie polega na spontanicznej naturze tego błogosławieństwa, co jest już możliwe w błogosławieństwach „w typie B”, bo nie muszą one być regulowane ani zatwierdzane w Rytuale Rzymskim. Różnica nie dotyczy również pobożności ludowej, bo błogosławieństwa zgodne z Rytuałem Rzymskim są już dziś adaptowane do pobożności ludowej, co wiąże się z błogosławieniem przedmiotów, miejsc i ludzi. Wydaje się, że innowacyjne błogosławieństwo „duszpasterskie” zostało stworzone ad hoc żeby błogosławić sytuacje sprzeczne z prawem i duchem Ewangelii.

To nie jest żadne błogosławieństwo

To prowadzi nas do czwartej obserwacji związanej z celem takiego „duszpasterskiego” błogosławieństwa, które różni się od „rytualnego” błogosławieństwa z Rytuału Rzymskiego. Błogosławieństwo „duszpasterskie” może dotyczyć sytuacji, które są sprzeczne z Ewangelią. Trzeba zwrócić uwagę, że błogosławi się tutaj nie tylko grzeszne osoby, ale poprzez fakt błogosławienia pary, błogosławiony jest sam grzeszny związek. A jednak Bóg nie może udzielić swojej łaski związkowi, który jest w bezpośredniej opozycji wobec Niego i nie może być na Niego nakierowany. Akt seksualny poza małżeństwem nie może bardziej przybliżyć ludzi do Boga i stąd nie może być otwarty na Boże błogosławieństwo. Stąd jeżeli takie błogosławieństwo zostałoby udzielone, jedynym efektem byłoby wprowadzenie w błąd osób, które je otrzymały lub które były przy tym obecne. Takie osoby myślałyby, że Bóg błogosławi to, czego On błogosławić nie może. „Duszpasterskie” błogosławieństwo nie byłoby zatem ani duszpasterskim, ani błogosławieństwem. Jest prawdą, że kardynał Fernández w późniejszym komentarzu dla Infovaticana powiedział, że nie jest tu błogosławiony związek, ale para. Oznacza to jednak pozbawianie słów ich znaczenia, bo tym, co definiuje parę, jest właśnie to, że chodzi tutaj o związek.

Trudność z pobłogosławieniem związku albo pary jest szczególnie ewidentna w przypadku homoseksualizmu. W Biblii błogosławieństwo jest związane z porządkiem ustanowionym przez Boga; [porządkiem] który z woli Bożej jest dobry. Ten porządek bazuje na płciowej różnicy pomiędzy mężczyzną a kobietą, powołanych do bycia jednym ciałem. Błogosławienie rzeczywistości, która jest sprzeczna ze stworzeniem, nie tylko jest niemożliwe; jest bluźnierstwem. Znowu, to nie jest kwestia pobłogosławienia osób, które „żyją w związku niemożliwym w żaden sposób do porównania z małżeństwem” (FS 30), ale pobłogosławienia samego związku, który nie może być porównany z małżeństwem. To właśnie do tego celu został stworzony nowy rodzaj błogosławieństw (FS 7, 12).

W tekście pojawia się kilka argumentów, które próbują uzasadnić takie błogosławieństwa. Po pierwsze, możliwość zaistnienia okoliczności, które zmniejszają odpowiedzialność grzesznika. A jednak takie okoliczności odnoszą się do osoby, a nie do samego związku. Mówi się też, że prośba o błogosławieństwo umożliwia dobro w postaci rozpoznania przez te osoby ich aktualnej sytuacji, tak jakby poproszenie o błogosławieństwo stanowiło już otwarcie się na Boga i na nawrócenie. Może to być prawda w odniesieniu do osób, które proszą o błogosławieństwo dla siebie samych, ale nie w przypadku tych, którzy proszą o pobłogosławienie jako para. Ci drudzy prosząc o błogosławieństwo chcą pośrednio albo bezpośrednio usprawiedliwić swój związek w oczach Boga, nie przyznając, że to właśnie ten związek oddziela ich od Boga. Wreszcie twierdzi się, że w związku istnieją elementy pozytywne i że to one mogą zostać pobłogosławione. Jednak te elementy pozytywne (jak na przykład pomaganie sobie w chorobie) są drugorzędne względem samego związku – jego definitywną charakterystyką jest wspólnota aktów seksualnych. Takie elementy nie zmieniają natury związku, o którym mowa, który w żadnym wypadku nie może być nakierowany na Boga, jak stwierdziło to już Responsum Kongregacji Nauki Wiary z 2021 roku. Nawet w klinice aborcyjnej są pozytywne elementy, począwszy od anestezjologów uśmierzających ból fizyczny aż po lekarzy, którzy pragną chronić życie kobiety przechodzącej aborcję.

Kapłan zawsze działa w imieniu Chrystusa i Kościoła

Piąta obserwacja dotyczy wewnętrznej niespójności tych innowacyjnych błogosławieństw „duszpasterskich”. Czy jest możliwe udzielenie pozaliturgicznego błogosławieństwa, czyli błogosławieństwa, które oficjalnie nie reprezentowałby nauki Chrystusa ani Kościoła? Kluczem do odpowiedzi na to pytanie nie jest to, czy takie ryty są oficjalnie zaaprobowane, czy też raczej udzielane spontanicznie. Kwestia dotyczy czego innego: czy osoba, która udziela błogosławieństwa, jest księdzem, a zatem reprezentantem Chrystusa i Kościoła. FS stwierdza, że nie jest problemem, by ksiądz przyłączył się do modlitwy tych, którzy znajdują się w sytuacji sprzecznej z Ewangelią (FS 30). Jednak w takim błogosławieństwie ksiądz robi coś więcej niż po prostu przyłącza się do ich modlitwy – on raczej przywołuje udzielenie darów Bożych właśnie ich związkowi. Kiedy ksiądz działa jako ksiądz, czyni to w imieniu Chrystusa i Kościoła. Twierdzenie, że człowiek może oddzielić znaczenie tego błogosławieństwa od nauczania Kościoła jest postulowaniem dualizmu pomiędzy tym, czego Kościół naucza, a tym, co robi. Jednak, jak uczy II Sobór Watykański, Objawienie zostało nam dane w czynach i słowach, które są nierozdzielne (Dei Verbum 2), a przepowiadanie Kościoła nie może oddzielić czynów od słów. To właśnie zwykli ludzie, naprzeciw którym chce wyjść omawiany dokument, dzięki promowaniu pobożności ludowej są najbardziej podatni na oszukanie przez symboliczne czyny, które przeczą doktrynie, jako że będą intuicyjnie pojmować doktrynalną treść czynu.

Czy katolik może zaakceptować Fiducia supplicans?

Czy w świetle tego, co powiedziano, wierny katolik może przyjąć nauczanie FS? Biorąc pod uwagę jedność czynów i słów w wierze chrześcijańskiej, można zgodzić się, że błogosławienie takich związków jest dobre – nawet w sposób duszpasterski – tylko wtedy, jeżeli ktoś wierzy, że takie związki nie są obiektywnie sprzeczne z prawem Bożym. W związku z tym tak długo, jak długo papież Franciszek podtrzymuje nauczanie, zgodnie z którym związki homoseksualne są zawsze sprzeczne z prawem Bożym, pośrednio potwierdza on, że takich błogosławieństw nie wolno udzielać. Dlatego nauczanie FS jest wewnętrznie sprzeczne i wymaga dalszego wyjaśnienia. Kościół nie może czynić jednego, a nauczać czegoś innego, bo jak napisał św. Ignacy z Antiochii, Chrystus był Nauczycielem, „który przemówił i stało się”. Dlatego nikt nie może oddzielić Jego Ciała od Jego Słowa.

Czy ksiądz może pobłogosławić związek homoseksualny, a biskup na to przystać?

Inną kwestią jest, czy ksiądz może zgodzić się na to, by pobłogosławić takie związki, spośród których niektóre współistnieją z legalnym małżeństwem albo w których zmiana partnerów nie jest niczym nadzwyczajnym. Zgodnie z FS, mógłby tak zrobić za pomocą pozaliturgicznego, nieoficjalnego błogosławieństwa „duszpasterskiego”. Oznaczałoby to, że ksiądz udzieliłby takiego błogosławieństwa nie działając w imieniu Chrystusa i Kościoła. Oznaczałoby to, że nie działałby jako ksiądz. W istocie nie udzielałby takiego błogosławieństwa jako kapłan Chrystusa, ale jako ktoś, kto odrzucił Chrystusa. Kapłan, który błogosławi takie związki, przedstawia je jako drogę do Stwórcy. Popełnia zatem świętokradczy i bluźnierczy akt przeciwko planowi Stworzyciela i przeciwko Chrystusowi, który umarł za nas po to, by wypełnił się plan Stwórcy. To samo dotyczy biskupa diecezjalnego. Jako pasterz swojego Kościoła lokalnego, jest zobowiązany zapobiec takim bluźnierczym aktom, w przeciwnym razie stałby się ich wspólnikiem i zaprzeczyłby mandatowi danemu mu przez Chrystusa, aby utwierdzać swoich braci we wierze.

Księża powinni głosić miłość Bożą i dobroć wobec wszystkich ludzi, pomagając modlitwą oraz radą grzesznikom i tym, którzy są słabi, a mają trudności w nawróceniu. To zupełnie co innego niż udzielanie im wymyślonych i mylących znaków oraz słów, według których Bóg wcale tak bardzo nie przejmuje się grzechem. To ukrywanie prawdy, że grzech myśli, mowy i uczynku oddziela nas od Boga.

Nie ma błogosławieństwa dla grzechu

Nie ma błogosławieństwa – nie tylko publicznego, ale również prywatnego – dla grzeszników żyjących w warunkach obiektywnie sprzecznych ze świętą wolą Boga. Nie jest dowodem na zdrową hermeneutykę, że odważni obrońcy chrześcijańskiej doktryny są piętnowani jako rygoryści, bardziej zainteresowani legalistycznym wypełnianiem ich norm moralnych niż zbawieniem konkretnych osób. Jezus mówi do zwykłych ludzi: „Przyjdźcie do Mnie wszyscy, którzy utrudzeni i obciążeni jesteście, a Ja was pokrzepię. Weźcie moje jarzmo na siebie i uczcie się ode Mnie, bo jestem cichy i pokorny sercem, a znajdziecie ukojenie dla dusz waszych. Albowiem jarzmo moje jest słodkie, a moje brzemię lekkie”. Apostoł wyjaśnia to w następujący sposób: „[…] przykazania Jego nie są ciężkie. Wszystko bowiem, co z Boga zrodzone, zwycięża świat; tym właśnie zwycięstwem, które zwyciężyło świat, jest nasza wiara. A kto zwycięża świat, jeśli nie ten, kto wierzy, że Jezus jest Synem Bożym?” (1 J 5, 3 – 5). W czasie, w którym fałszywa antropologia podważa Bożą instytucję małżeństwa pomiędzy mężczyzną a kobietą, z rodziną i dziećmi, Kościół powinien pamiętać o słowach swojego Pana i swojej Głowy: „Wchodźcie przez ciasną bramę! Bo szeroka jest brama i przestronna ta droga, która prowadzi do zguby, a wielu jest takich, którzy przez nią wchodzą. Jakże ciasna jest brama i wąska droga, która prowadzi do życia, a mało jest takich, którzy ją znajdują!” (Mt 7, 13 – 14).

Kard. Gerhard Ludwig Müller

Tłum. Pach

(śródtytuły pochodzą od Redakcji)

Milei, Argentyna: 300 środków uwalniających gospodarkę, przedsiębiorczość.

Argentyna: 300 środków uwalniających gospodarkę, przedsiębiorczość.

Milei podpisał dekret. Na ulicach protesty

nczas/milei-podpisal-dekret-protesty

Nowy prezydent Argentyny Javier Milei podpisał w środę dekret nakreślający ponad 300 środków deregulacji krajowej gospodarki – od eksportu, przez państwowe spółki, po prawo wynajmu nieruchomości. Na ulice Buenos Aires wyszły tymczasem tysiące osób sprzeciwiających się polityce zaciskania pasa.

To zaledwie pierwszy krok (…) Celem jest przywrócenie wolności i autonomii jednostkom oraz rozpoczęcie demontażu olbrzymiej ilości przepisów, które utrudniały, spowalniały i zatrzymywały wzrost gospodarczy – powiedział znany z liberalnych poglądów gospodarczych prezydent, który sam siebie określał jako anarchokapitalista.

Wśród ponad 300 kroków zawartych w dekrecie z mocą ustawy są między innymi zmiany lub uchylenie przepisów dotyczących ceł, gastronomii, pracy, regulacji cen, ziemi, wynajmu nieruchomości, sektora turystycznego, satelitarnych usług internetowych, a także przygotowanie gruntu pod prywatyzację państwowych spółek.

By wprowadzić wszystkie te zmiany, w dekrecie ogłoszono „gospodarczy stan wyjątkowy” na okres dwóch lat, co pozwala prezydentowi na zmianę licznych ustaw przy pomocy dekretów – podkreśla dziennik „La Nacion”.

Argentyńczycy, dziś jest historyczny dzień dla naszego kraju po dekadach niepowodzeń, zubożenia i anomalii. W związku z tym potrzeba zmiany kursu, która rozpoczyna się dzisiaj – powiedział Milei, obiecując przy tym, że Argentyna znów będzie „światową potęgą”.

Tymczasem, jak informują media, tysiące ludzi wyszły w środę na ulice Buenos Aires w zorganizowanym przez środowiska lewicowe pierwszym dużym marszu przeciwko polityce Mileia, który objął urząd 10 grudnia. – Nie pozwolimy, żeby zagłodzili naród – mówił podczas manifestacji cytowany przez dziennik „Clarin” przedstawiciel związku zawodowego ATE Daniel Catalano.

Przeciwko ogłoszonemu w środę dekretowi protestowano także w mieście La Plata, stolicy prowincji Buenos Aires – przekazał „La Nacion”.

W kampanii wyborczej Milei zapowiadał „ścięcie piłą łańcuchową” wydatków publicznych i walkę z ponad 150-procentową inflacją. Prezydent wprowadza w życie radykalny program zaciskania pasa, przyznając, że społeczeństwo boleśnie go odczuje w krótkim terminie, i zapewniając, że jest on konieczny, by uniknąć całkowitego krachu. W pierwszym tygodniu po zaprzysiężeniu pozwolił na spadek oficjalnego kursu peso względem dolara o ponad 50 proc., co wywołało nagłe wzrosty cen w sklepach i na stacjach benzynowych.

Osadnicze państwa kolonialne mają ostateczny okres „przydatności do spożycia”. Izrael nie jest wyjątkiem.

Śmierć Izraela

Osadnicze państwa kolonialne mają ostateczny okres przydatności do spożycia. Izrael nie jest wyjątkiem.

Chris Hedges Global Research, 19 grudnia 2023 https://www.globalresearch.ca/the-death-of-israel-chris-hedges/5843720

Izrael będzie wyglądał na triumfującego po zakończeniu swojej ludobójczej kampanii w Gazie i na Zachodnim Brzegu. Przy wsparciu Stanów Zjednoczonych, osiągnie swój obłąkany cel. Jego mordercze szaleństwa i ludobójcza przemoc doprowadzą do eksterminacji lub czystek etnicznych Palestyńczyków. Jego marzenie o państwie wyłącznie dla Żydów, ze wszystkimi Palestyńczykami pozbawionymi podstawowych praw, zostanie zrealizowane.

Będzie rozkoszować się przesiąkniętym krwią zwycięstwem. Będzie czcić swoich zbrodniarzy wojennych. Ludobójstwo Palestyńczyków zostanie wymazane ze świadomości publicznej i wrzucone do ogromnej czarnej dziury historycznej amnezji Izraela. Ci, którzy mają sumienie w Izraelu, zostaną uciszeni i prześladowani.

Ale zanim Izrael dokona zdziesiątkowania Gazy – Izrael mówi o miesiącach wojny – podpisze własny wyrok śmierci. Jego fasada przyzwoitości, rzekomy wychwalany szacunek dla praworządności i demokracji, jego mityczna historia o odważnej armii izraelskiej i cudownych narodzinach narodu żydowskiego, zostaną rozsypane w stosy popiołu.

Kapitał społeczny Izraela zostanie zniszczony. Zostanie ujawniony jako brzydki, represyjny, przepełniony nienawiścią reżim apartheidu, alienujący młodsze pokolenia amerykańskich Żydów. Jego patron, Stany Zjednoczone, gdy do władzy dojdą nowe pokolenia, będzie dystansować się od Izraela w taki sam sposób, w jaki dystansują się od Ukrainy.

Jego powszechne poparcie, już osłabione w USA, będzie pochodzić od schrystianizowanych faszystów w Ameryce, którzy postrzegają dominację Izraela na starożytnej ziemi biblijnej jako zwiastun Drugiego Przyjścia, a w ujarzmieniu Arabów przez to państwo będą stanowić pokrewny rasizm i białą supremację.

Palestyńska krew i cierpienie – 10 razy więcej dzieci zginęło w Gazie niż w ciągu dwóch lat wojny na Ukrainie – utorują drogę do zapomnienia Izraela. Dziesiątki, a może setki tysięcy duchów, dokonają zemsty. Izrael stanie się synonimem swoich ofiar, tak jak Turcy są synonimem Ormian, Niemcy – Namibijczyków, a później Żydów. Życie kulturalne, artystyczne, dziennikarskie i intelektualne Izraela zostanie wytępione. Izrael będzie narodem pogrążonym w stagnacji, w którym dyskurs publiczny zdominują fanatycy religijni, bigoci i żydowscy ekstremiści, którzy przejęli władzę. Znajdzie sojuszników wśród innych despotycznych reżimów. Odrażająca dominacja rasowa i religijna Izraela będzie jego cechą definiującą, dlatego też najbardziej wsteczni biali suprematyści w USA i Europie, w tym filosemici, tacy jak John Hagee, Paul Gosar i Marjorie Taylor Greene, żarliwie popierają Izrael. Osławiona „walka z antysemityzmem” jest słabo zamaskowanym świętowaniem Białej Mocy.

Despotyzmy mogą istnieć długo po przedawnieniu się daty ich ważności, ale zawsze się kończą. Nie trzeba być biblistą, żeby zobaczyć, że izraelska żądza rzek krwi jest sprzeczna z podstawowymi wartościami judaizmu. Cyniczne uzbrojenie w znamię Holokaustu, w tym piętnowanie Palestyńczyków jako nazistów, ma niewielką skuteczność, gdy przeprowadza się ludobójstwo transmitowane na żywo na 2,3 milionach ludzi uwięzionych w obozie koncentracyjnym.

Aby przetrwać, narody potrzebują czegoś więcej, niż tylko siły. Potrzebują mistycyzmu. Ta mistyka zapewnia cel, przyzwoitość, a nawet szlachetność, aby inspirować obywateli do poświęceń dla narodu. Mistyka daje nadzieję na przyszłość. Nadaje sens. Zapewnia tożsamość narodową.

Kiedy ideologie implodują, kiedy zostają zdemaskowane jako kłamstwa, załamuje się centralny fundament władzy państwowej. Relacjonowałem śmierć komunistycznych ideologii w 1989 roku podczas rewolucji w NRD, Czechosłowacji i Rumunii. Policja i wojsko zdecydowały, że nie ma już czego bronić. Upadek Izraela wywoła takie samo znużenie i apatię. Nie będzie w stanie werbować rdzennych współpracowników, takich jak Mahmoud Abbas i Autonomia Palestyńska – których większość Palestyńczyków potępia – aby wykonywali rozkazy kolonizatorów.

Historyk Ronald Robinson przytacza niemożność werbowania rdzennych sojuszników przez Imperium Brytyjskie jako moment, w którym współpraca zamieniła się w brak współpracy, co stanowi decydujący moment dla rozpoczęcia dekolonizacji. Robinson wyjaśnia, że gdy brak współpracy rodzimych elit przekształci się w aktywną opozycję, „szybki odwrót” Imperium będzie zapewniony.

Jedyne, co pozostało Izraelowi, to eskalacja przemocy, w tym tortur, co przyspiesza upadek. Ta masowa przemoc działa na krótką metę, tak jak miało to miejsce podczas wojny prowadzonej przez Francuzów w Algierii, Brudnej Wojny prowadzonej przez argentyńską dyktaturę wojskową i podczas brytyjskiego konfliktu w Irlandii Północnej. Ale na dłuższą metę to samobójstwo.

„Można powiedzieć, że bitwa o Algier została wygrana dzięki zastosowaniu tortur” – zauważył brytyjski historyk Alistair Horne – „ale wojna, wojna algierska, została przegrana”.

Ludobójstwo w Gazie zmieniło bojowników Hamasu w muzułmańskich bohaterów świata i Globalnego Południa. Izrael może zniszczyć przywództwo Hamasu. Jednak przeszłe – i obecne – zabójstwa dziesiątek przywódców palestyńskich niewiele przyczyniły się do stępienia oporu. Oblężenie i ludobójstwo w Gazie stworzyło nowe pokolenie głęboko traumatycznych i wściekłych młodych mężczyzn i kobiet, których rodziny zostały zabite, a społeczności unicestwione. Są gotowi zająć miejsce umęczonych przywódców. Izrael wysłał oddziały swojego przeciwnika w stratosferę.

Izrael był w stanie wojny ze sobą przed 7 października. Izraelczycy protestowali, aby uniemożliwić premierowi Benjaminowi Netanjahu zniesienie niezależności sądów. Jego religijni bigoci i fanatycy, będący obecnie u władzy, przygotowali zdecydowany atak na izraelski sekularyzm. Jedność Izraela od czasu ataków jest niepewna. Jest to jedność negatywna. Łączy ich nienawiść. I nawet ta nienawiść nie wystarczy, aby powstrzymać protestujących od potępienia decyzji rządu o opuszczeniu izraelskich zakładników w Gazie.

Nienawiść jest niebezpiecznym towarem politycznym. Gdy skończą z jednym wrogiem, ci, którzy podsycają nienawiść, wyruszają na poszukiwanie kolejnego. Palestyńskie „ludzkie zwierzęta”, kiedy zostaną wykorzenione lub ujarzmione, zostaną zastąpione przez żydowskich apostatów i zdrajców. Zdemonizowanej grupy nigdy nie można odkupić ani wyleczyć. Polityka nienawiści powoduje trwałą niestabilność, którą wykorzystują ci, którzy pragną zniszczenia społeczeństwa obywatelskiego.

Izrael był daleko na tej drodze, kiedy 7 października ogłosił szereg dyskryminujących praw wobec nie-Żydów, które przypominają rasistowskie ustawy norymberskie, które pozbawiły Żydów praw wyborczych w nazistowskich Niemczech. Ustawa o akceptacji społeczności zezwala wyłącznie osadom żydowskim na blokowanie osób ubiegających się o pobyt na podstawie „zgodności z podstawowymi poglądami społeczności”.

Wielu najlepiej wykształconych i młodych Izraelczyków opuściło kraj do takich miejsc jak Kanada, Australia i Wielka Brytania, a aż milion przeniosło się do Stanów Zjednoczonych. Nawet Niemcy doświadczyły napływu około 20 000 Izraelczyków w pierwszych dwóch dekadach tego stulecia. Od 7 października około 470 000 Izraelczyków opuściło kraj. W Izraelu obrońcy praw człowieka, intelektualiści i dziennikarze – izraelscy i palestyńscy – są atakowani jako zdrajcy w sponsorowanych przez rząd kampaniach oszczerstw, umieszczani pod nadzorem państwa i poddawani arbitralnym aresztowaniom. Izraelski system edukacyjny to machina indoktrynacyjna dla wojska.

Izraelski uczony Yeshayahu Leibowitz ostrzegł, że jeśli Izrael nie oddzieli synagogi od państwa i nie zakończy okupacji Palestyńczyków, doprowadzi to do powstania skorumpowanego rabinatu, który wypaczy judaizm w kult faszystowski. „Izrael” – powiedział – „nie zasługiwałby na istnienie i nie warto go chronić”.

Globalna mistyka Stanów Zjednoczonych, po dwóch dekadach katastrofalnych wojen na Bliskim Wschodzie i ataku na Kapitol 6 stycznia, jest tak samo skażona jak ich izraelski sojusznik. Administracja Bidena, pragnąc bezwarunkowo wspierać Izrael i udobruchać potężne izraelskie lobby, ominęła proces weryfikacji Kongresu z Departamentem Stanu w celu zatwierdzenia transferu 14 000 sztuk amunicji czołgowej do Izraela. Sekretarz stanu Antony Blinken argumentował, że „istnieje sytuacja nadzwyczajna, która wymaga natychmiastowej sprzedaży”. Jednocześnie cynicznie wezwał Izrael do zminimalizowania ofiar cywilnych.

Izrael nie ma zamiaru minimalizować ofiar cywilnych. Zabił już 18 800 Palestyńczyków, co stanowi 0,82 procent populacji Gazy – co odpowiada około 2,7 milionom Amerykanów. Kolejnych 51 000 zostało rannych.

Według ONZ połowa ludności Gazy głoduje. Wszystkie palestyńskie instytucje i usługi podtrzymujące życie — szpitale (tylko 11 z 36 szpitali w Gazie nadal „częściowo funkcjonuje”), stacje uzdatniania wody, sieci energetyczne, kanalizacyjne, budownictwo mieszkaniowe, szkoły, budynki rządowe, centra kulturalne, systemy telekomunikacyjne, meczety, kościoły, punkty dystrybucji żywności ONZ – zostały zniszczone. Izrael zamordował co najmniej 80 dziennikarzy palestyńskich wraz z dziesiątkami członków ich rodzin oraz ponad 130 pracowników organizacji humanitarnych ONZ wraz z członkami ich rodzin. Chodzi o ofiary cywilne. To nie jest wojna przeciwko Hamasowi. To wojna przeciwko Palestyńczykom. Celem jest zabicie lub usunięcie 2,3 miliona Palestyńczyków z Gazy.

Zastrzelenie trzech izraelskich zakładników, którzy najwyraźniej uciekli swoim porywaczom i podeszli do sił izraelskich bez koszul, machając białą flagą i wołając o pomoc po hebrajsku, jest nie tylko tragiczne, ale stanowi przebłysk izraelskich zasad zaangażowania w Gazie. Te zasady są takie: zabijaj wszystko, co się rusza.

Jak napisał w „Yedioth Ahronoth” emerytowany izraelski generał dywizji Giora Eiland, który wcześniej stał na czele izraelskiej Rady Bezpieczeństwa Narodowego, „[Państwo Izrael] nie ma innego wyboru, jak tylko przekształcić Gazę w miejsce, w którym czasowo lub trwale nie da się żyć …Wywołanie poważnego kryzysu humanitarnego w Gazie jest niezbędnym środkiem do osiągnięcia celu”. „Gaza będzie miejscem, w którym nie może istnieć żaden człowiek” – napisał. Generał dywizji Ghassan Alian oświadczył, że w Gazie „nie będzie prądu ani wody, nastąpi jedynie zniszczenie. Chciałeś piekła; czeka cię piekło.

Osadnicze państwa kolonialne, które przetrwają, w tym Stany Zjednoczone, eksterminują poprzez choroby i przemoc prawie całą swoją rdzenną populację. Choroby zakaźne przywiezione przez kolonizatorów do obu Ameryk, takie jak ospa, zabiły szacunkowo 56 milionów rdzennej ludności w ciągu około 100 lat w Ameryce Południowej, Środkowej i Północnej. Do 1600 roku pozostała mniej niż jedna dziesiąta pierwotnej populacji. Izrael nie może zabijać na taką skalę, skoro pod okupacją żyje prawie 5,5 miliona Palestyńczyków, a kolejne 9 milionów w diasporze.

Prezydentura Bidena, która, jak na ironię, mogła podpisać swój własny polityczny akt zgonu, jest powiązana z ludobójstwem Izraela. Będzie próbowała zdystansować się retorycznie, ale jednocześnie przeznaczy miliardy dolarów na broń, której żąda Izrael – w tym 14,3 miliarda dolarów na dodatkową pomoc wojskową w celu zwiększenia rocznej pomocy wynoszącej 3,8 miliarda dolarów – aby „dokończyć robotę”. Jest pełnoprawnym partnerem izraelskiego projektu ludobójstwa.

Izrael jest państwem pariasem. Pokazano to publicznie 12 grudnia, kiedy 153 państwa członkowskie na Zgromadzeniu Ogólnym ONZ głosowały za zawieszeniem broni, przy czym tylko 10 – w tym USA i Izrael – było przeciwnych, a 23 wstrzymało się od głosu. Izraelska kampania spalonej ziemi w Gazie oznacza, że nie będzie pokoju. Nie będzie rozwiązania dwupaństwowego. Apartheid i ludobójstwo zdefiniują Izrael. Zapowiada to długi, długi konflikt, którego państwo żydowskie nie może ostatecznie wygrać.

Argentyna: Prezydent ogłosił „gospodarczy stan wyjątkowy”. Lewacy i nieroby protestują, nie chcą zaciskać pasa.

Argentyna: Prezydent ogłosił „gospodarczy stan wyjątkowy”. Lewacy i nieroby protestują, nie chcą zaciskać pasa.

pch24l/argentyna-prezydent-oglosil-gospodarczy-stan-wyjatkowy

Nowy prezydent Argentyny Javier Milei ogłosił „gospodarczy stan wyjątkowy”. Przez dwa lata będzie mógł zmieniać ustawy przy pomocy dekretów. Przeciwnicy prezydenta wyszli na ulice – nie chcą polityki „zaciskania pasa”.

Podpisany dekret nakreśla ponad 300 środków deregulacji krajowej gospodarki. Dotyka on różnych dziedzin – od eksportu, przez państwowe spółki, po prawo wynajmu nieruchomości. Celem jest „przywrócenie wolności i autonomii jednostkom oraz rozpoczęcie demontażu olbrzymiej ilości przepisów, które utrudniały, spowalniały i zatrzymywały wzrost gospodarczy”.

W przyjętych zapisach znalazło się ponad 300 kroków, to m.in. zmiany lub uchylenie przepisów dotyczących ceł, gastronomii, pracy, regulacji cen, ziemi, wynajmu nieruchomości, sektora turystycznego, satelitarnych usług internetowych, a także przygotowanie gruntu pod prywatyzację państwowych spółek.

By ułatwić realizację zmian, w dekrecie ogłoszono „gospodarczy stan wyjątkowy” na okres dwóch lat. To pozwala prezydentowi na zmianę licznych ustaw przy pomocy dekretów.

Równocześnie na ulice Buenos Aires wyszły w proteście tysiące ludzi. To przeciwnicy prezydenta, zwołani przez środowiska lewicowe. Obawiają się oni, że nowa władza zagłodzi obywateli i nie podobają im się podjęte zmiany.

Warto przypomnieć, że w kampanii wyborczej Milei zapowiadał „ścięcie piłą łańcuchową” wydatków publicznych i walkę z ponad 150-procentową inflacją. Prezydent wprowadza w życie radykalny program zaciskania pasa, przyznając, że społeczeństwo boleśnie go odczuje w krótkim terminie, i zapewniając, że jest on konieczny, by uniknąć całkowitego krachu. W pierwszym tygodniu po zaprzysiężeniu pozwolił na spadek oficjalnego kursu peso względem dolara o ponad 50 proc., co wywołało nagłe wzrosty cen w sklepach i na stacjach benzynowych.

Źródło: PAP/ Oprac. MA

Awantura o TVP, – a pakt migracyjny uzgodniony! Co z przymusową relokacją? „Obywatele w całej UE chcą” [sic !!]

Awantura o TVP, a pakt migracyjny uzgodniony! Co z przymusową relokacją?

21.12.2023 nczas/awantura-o-tvp-a-pakt-migracyjny-uzgodniony

Imigranci we Francji. Zdjęcie ilustracyjne.
Imigranci we Francji. Zdjęcie ilustracyjne. / foto: PAP/Abaca

W Polsce opinia publiczna skupiona jest na walce o media reżimowe, a tymczasem w Unii Europejskiej osiągnięto porozumienie ws. paktu migracyjnego. W jakim kształcie?

„UE spełnia swoją obietnicę poprawy systemu azylowego i migracyjnego. Obywatele w całej UE chcą” [sic !! md] , aby ich rządy zajęły się wyzwaniem migracyjnym, a dzisiejszy dzień jest dużym krokiem w tym kierunku. Ta reforma jest kluczowym elementem układanki. Ale UE pozostaje również zaangażowana w zwalczanie pierwotnych przyczyn migracji, współpracując z krajami pochodzenia i tranzytu oraz zajmując się plagą przemytu migrantów” – tak brzmi oficjalne oświadczenie hiszpańskiej prezydencji w Radzie UE.

A co w praktyce kryje się za tymi słowami? Z jednej strony mamy przymusową relokację w państwach unijnych lub wpłatę do budżetu UE za odmowę przyjęcia, z drugiej – na razie w teorii, bo czas pokaże jak sprawdzi się w praktyce – uproszczone procedury przyspieszające odsyłanie osób, którym odmówiono azylu.

Pięć unijnych aktów prawnych, których nowelizacja została wstępnie uzgodniona dotyczy kontroli nielegalnych migrantów po ich przybyciu do UE; pobierania danych biometrycznych; procedur składania i rozpatrywania wniosków o azyl; zasad określania, które państwo członkowskie jest odpowiedzialne za rozpatrzenie wniosku o azyl oraz współpracy i solidarności między państwami członkowskimi; a także sposobu radzenia sobie z sytuacjami kryzysowymi.

Jeśli zmiany wejdą w życie, co wydaje się formalnością, to kraje członkowskie będą miały wybór między przyjęciem uchodźców a wpłatą do budżetu UE.

Przewidywany system kontroli będzie miał na celu odróżnienie osób potrzebujących ochrony międzynarodowej od tych, które jej nie potrzebują. Osoby, których wnioski o azyl mają małe szanse powodzenia, takie jak osoby z Indii, Tunezji lub Turcji, mogą zostać powstrzymane przed wjazdem do UE i zatrzymane na granicy, podobnie jak osoby postrzegane jako stanowiące zagrożenie dla bezpieczeństwa.

Przekonywanie tych, którzy żyją w związku ze swej natury grzesznym, że mógłby on posiadać jakąkolwiek pozytywną wartość, jest najgorszą formą zwodzenia, a także wyrazem braku miłości dla tych zagubionych dusz. Komunikat przełożonego generalnego Bractwa św. Piusa X.

Komunikat przełożonego generalnego Bractwa św. Piusa X

Kto Mnie miłuje, zachowuje – i uczy zachowywać – moje przykazania

Z głębokim niepokojem przyjęliśmy ogłoszenie przez prefekta Dykasterii Nauki Wiary deklaracji Fiducia supplicans, dotyczącej błogosławienia związków nieregularnych oraz homoseksualnych, zwłaszcza że ten dokument został podpisany przez samego papieża.

Choć deklaracja podkreśla, że [dykasteria] stara się zapobiec dezorientacji, do jakiej prowadziłoby utożsamianie błogosławieństwa udzielanemu takim nielegalnym związkom z błogosławieństwem małżeństwa między mężczyzną a kobietą1, w istocie nie zapobiega ani dezorientacji, ani zgorszeniu: nie tylko naucza, że sługa Kościoła może ściągać Boże błogosławieństwo na takie grzeszne związki, ale przez ten fakt utwierdza pozostających w nich ludzi w grzechu.

Udzielenie „błogosławieństwa” miałoby polegać jedynie na proszeniu Boga, poza sprawowaną liturgią, żeby „wszystko, co w ich [tj. członków „błogosławionej” pary] życiu oraz relacji jest prawdziwe, dobre oraz po ludzku ważne, zostało ubogacone, uzdrowione i uwznioślone przez obecność Ducha Świętego”2.

Jednak przekonywanie tych, którzy żyją w związku ze swej natury grzesznym, że mógłby on posiadać jakąkolwiek pozytywną wartość, jest najgorszą formą zwodzenia, a także wyrazem braku miłości dla tych zagubionych dusz. Jest błędem wyobrażanie sobie, że w publicznym grzechu może być cokolwiek dobrego, i jest błędem twierdzenie, że Bóg może błogosławić parom w takim grzechu żyjącym.

Bez wątpienia każdy człowiek może uzyskać pomoc przez uprzedzające Boże miłosierdzie oraz odkryć, że jest wezwany do nawrócenia, aby otrzymać oferowane mu przez Boga zbawienie. Kościół Święty nigdy nie odmawia błogosławienia grzeszników, którzy ze słusznych powodów o to proszą, jednak wówczas jedynym celem takiego błogosławieństwa jest pomóc duszy w przezwyciężeniu grzechu, aby mogła żyć w stanie łaski.

Tak więc Kościół Święty może udzielić błogosławieństwa każdemu, nawet poganinowi. Jednak nigdy, w żadnych okolicznościach, nie może on pobłogosławić związku, który jest grzeszny z samej swej natury, pod pretekstem rozwijania tego, co jest w nim dobre.

Kiedy błogosławimy parę, nie błogosławimy pojedynczych osób: w nieunikniony sposób błogosławimy łączącą ich relację. Nie możemy jednak zrehabilitować czegoś, co samo w sobie jest złe i gorszące.

Tego rodzaju zachęta do kierowania się przy udzielaniu owych błogosławieństw motywami duszpasterskimi w praktyce prowadzi – w sposób nieunikniony i bez względu na wszelkie zapewnienia – do systematycznej akceptacji sytuacji sprzecznych z prawem moralnym.

Pokrywa się to niestety z twierdzeniami papieża Franciszka, określającego mianem „powierzchownego i naiwnego” stanowiska tych, którzy zmuszają ludzi do postępowania „w sposób, do którego jeszcze oni nie dojrzeli lub też do którego są niezdolni”3.

Ta idea, stanowiąca przejaw braku wiary w siłę łaski i odrzucająca krzyż, nie pomaga nikomu w unikaniu grzechu. Zastępuje ona prawdziwe przebaczenie oraz prawdziwe miłosierdzie będącą wyrazem bezsilności amnestią – i jedynie przyśpiesza zgubę dusz oraz erozję katolickiej moralności.

Zawiły styl oraz sofistyka dokumentu Dykasterii Nauki Wiary nie są w stanie ukryć zasadniczej i oczywistej natury owych błogosławieństw: przyczynią się one wyłącznie do utwierdzenia w grzechu osób żyjących w złych z samej swej natury związkach oraz będą zachęcać innych do ich naśladowania. Będzie to jedynie substytut małżeństwa katolickiego.

W istocie ten dokument stanowi świadectwo braku wiary w rzeczywistość nadprzyrodzoną, w łaskę Bożą oraz w siłę krzyża, dzięki którym możemy prowadzić życie cnotliwe, w czystości i miłości, zgodnie z Bożą wolą.

Jest przepełniony duchem naturalistycznym i defetystycznym, można rzec – duchem tego świata, wrogiego Bogu. Mamy tu do czynienia z kolejną kapitulacją i podporządkowaniem się światu przez liberalną i modernistyczną hierarchię, która od czasu II Soboru Watykańskiego pozostaje na służbie rewolucji [toczącej się] tak wewnątrz, jak i na zewnątrz Kościoła.

Oby Najświętsza Maryja Panna, Strażniczka wiary i świętości, raczyła przyjść z pomocą Kościołowi Świętemu. Oby zechciała otoczyć swą opieką zwłaszcza tych, którzy wskutek tego chaosu są narażeni na największe niebezpieczeństwo: dzieci, zmuszone dorastać obecnie w nowym Babilonie, bez [pewnych] punktów odniesienia czy też przewodnika, który przypominałby im o prawie moralnym.

ks. Dawid Pagliarani FSSPX, przełożony generalny
Menzingen, 19 grudnia 2023 r.

Źródło

Przypisy

  • 1Poprzez wprowadzenie „obrzędu liturgicznego lub błogosławieństwa przypominającego obrzęd liturgiczny”, cf. https://press.vatican.va/content/salastampa/it/bollettino/pubblico/2023/12/18/0901/01963.html#en – przyp. tłum.
  • 2Ibidem.
  • 3Papież Franciszek, rozmowa z jezuitami w Lizbonie 5 sierpnia 2023.

Mickiewicz o Kaczyńskim, czyli wół i osioł w Stajence

ekspedyt/mickiewicz-o-kaczynskim-czyli-dwa-zwierzatka-w-stajence

MOTTO 

1. “Chanukowy tchórz lub głupiec chanukowy, 

dylemat Polaka, co ocknąć się nie chce, 

spojrzeć w twarz prawdzie 

i pójść po rozum do głowy.” 

2. “Ale tylko mamy w cenie:

Ci — drapieżne urodzenie,

Tamci — rogate znaczenie,

A owi — socjalne, tłuste położenie.”

“Wodzu! Prowadź na Ko…, na Woronicza!” – pobrzmiewa z wielu stron. Wódz nigdzie nie poprowadzi, bo Polska od 34 lat nie ma żadnego godnego swej historii przywódcy. Są dwa wodzyszcze: Kaczyński i Tusk, tchórz i głupiec. Przerzucają się Polską jak piłką plażową dopingowani przez swoje tłuste koty.

Przyjaźń spod chanuki prysła. Ring wolny! Gang patriotów chanukowych przepycha się (polityczne sporty walki) z gangiem europejczyków chanukowych a wszystko to pod okiem trzeciego gangu, chabadowskiego.

A media? No cóż, drodzy kibice partyjni. Kilkanaście dni po tym jak Lech Kaczyński pozwolił na rejestrację żydowskiej loży wolnomularskiej B’nai B’rith  [Żydowskie Stowarzyszenie B’nai B’rith w Rzeczypospolitej Polskiej (B’nai B’rith – Loża Polin)] zaczęła ona uzurpować sobie prawo do decydowania o kształcie rynku medialnego w Polsce i o przyznawaniu koncesji na rozpowszechnianie programów telewizyjnych! Czy dla kogoś myślącego mogło to być zaskoczeniem?

A treść mediów i edukacji? No cóż… Trzeba po nitce do kłębka ;). W 2017 r. prezydent Duda dokonał uroczystego (uroczystego jak chanuka) otwarcia warszawskiego biura American Jewish Committee Central Europe (AJC) o której to organizacji wszyscy na całym świecie (oprócz A. Dudy i J. Kaczyńskiego) wiedzą, że prowadzi intensywną działalność lobbistyczną na rzecz gender, LGBT i transpłciowości – w obyczajowości (marsze, propaganda medialna), kulturze i edukacji. Sam więc tego chciałeś Grzegorzu pisowski Dyndało… Nie szukaj pozornych kozłów ofiarnych – ty to wszystko sam, “tymi ręcami!“. Tymi samymi “ręcami”, którymi wpuściłeś do sejmu (na 17 lat) mroczne rytuały biznesowego czarnoksiężnika Stamblera. Jeśli sam nie wiesz co czynisz, Grzegorzu, to jesteś niepoczytalny i nie lamentuj po takich a nie innych – łatwych do przewidzenia –  skutkach twoich świadomych działań. Niepoczytalny jest Grzegorz pisowski Dandin, a nie… Grzegorz Braun.

Ojczyzna żadnych wodzów ani dzielnych wojowników spośród tych dwóch grup nie wywoła, bo ojczyznę i jedni i drudzy mają za nic, co pokazała afera chanukowa realizowana przez wszystkich polskich posłów polegająca na wchodzeniu w konszachty z m**ią spod ciemnej gwiazdy, na pozwoleniu jej w znaczeniu swojego terenu w najważniejszym budynku państwa. Ukrainę już chłopcy chabadowcy pieszczotliwie przejęli. I maszerują na zachód w oparach świec i magicznych kadzideł.

image

Chóry eunusze nie znają kategorii “przywódca narodu” ani “dzielny wojownik”.

Gdy tchórz lub głupiec podnoszą rejwach, że “niszczona jest demokracja!” – nic to nie znaczy. Bo demokracji nie ma tutaj od 34 lat, a bardzo intensywnie nie ma jej od 8 lat. I od 13 grudnia.

Zobaczmy jak Mickiewicz opisał Jarosława Kaczyńskiego i rozliczenia powyborcze oraz pięknie rozrysował panoramę zwierzęcych alegorii kadr partyjnych lewicy prawej i lewicy lewej:

Tchórz na wyborach (Mickiewicz, 1893)

“Po owej porażce zwierząt

Wszczął się w ich armii nierząd.

Zwołana wojenna rada,

Z rady zwada;

Każdy każdemu się żali,

Każdy przed każdym się chwali

I każdy winę na każdego wali,

Tchórzowi tylko wszyscy pokój dali.

Obywatel tchórz w rządzie nie zasiadał,

Ani wojskowo nawet nie służył,

Więc w politycznem życiu się nie zużył,

Ufny w niepokalaną swą przeszłość, tak gada

„Obywatele! czas jest przystąpić do kwestji

Czemu przypiszem klęski tej kampanji?

Czy że na wodza brak nam zdolnej bestji?

Nie! Ale my ulegli przesądów tyranji!

Grzesznym przodków obyczajem,

Nie tym buławę oddajem,

Których zasługa i talent wyniosą,

Ale tylko mamy w cenie:

Ci — drapieżne urodzenie,

Tamci — rogate znaczenie,

A owi — socjalne, tłuste położenie.

Otóż dowódzcy nasi, przypatrzcie się kto są?

Lew, prezes, istny pańskich ideał nałogów;

Radca żubr, już dziad, ledwie goni resztą rogów;

Niedźwiedź mruk, niech-no stanie przed wojskiem, co powie?

Z lamparta byłoby coś, ale mu pstro wgłowie;

Że pułkownik wilk sławny, toć tylko z rabunków

I z procesu, co zrobił owemu jagniątku;

A o kwatermistrzu lisie

Lepiej przemilczeć zda mi się,

Niźli zazierać do jego rachunków,

Sam się nie tai, że skory do wziątku.

Pominiemy odyńca, pan ten tylko pragnie

Skarbić żołędzie i spoczywać w bagnie.

Przywyklejszy doń, niż do marsowego kurzu:

Co się zaś tyczy osła, ten był i jest błaznem.“

Gdy tchórz tak gadał. Rada wrąc entuzyazmem,

Gotowa za krasomówstwo

Dać mu naczelne wodzostwo,

Odezwała się nagle w jeden głos: „Żyj tchórzu!“

On, stropion krzykiem tym pośród perory,

Zmieszał się, owszem, dał czuć najwyraźniej,

Że był w gwałtownej bojaźni.

Dopiero rozruch. „Precz z nim! pfe! tchórz! a do nory!“

Szczęściem, tuż była. Wśród sarkań i śmiechu

Wpadł w nią i rył bez oddechu,

Aż gdy na sążeń czuł się pod podwórzem,

Rzekł do siebie z ironją czystego sumienia:

„Ot proszę, co też to jest przesąd urodzenia!

Obranoby mię wodzem, gdybym nie był tchórzem.“

Dlaczego Mickiewicz zza grobu tak ostro nazwał J. Kaczyńskiego?

Bo być może tchórzostwo (sprowadzające się do braku kręgosłupa, braku charakteru, braku osobowości) to właśnie oścień osobowości Prezesa. Dowód? Kaczyński nie był w stanie przeciwstawić się USA, Izraelowi, autokratycznym marionetkom z UE, infiltracji kulturowej i gospodarczej prowadzonej przez Chabad Lubawicz, Kołomojskiemu i innym oligarchom chanukowym, dynastii baronostwa Sobolewskich i dziesiątkom im podobnych,, ani Niemcom (mimo pijarowego wrzasku o oporze przeciwko ich interesom), totalizmowi covidowemu, bredni klimatycznej, inwazji destruującej kulturę, obyczaj, zdrowie psychiczne dzieci i medycynę mafii gender, LGBT i transpłciowości. Czyli – podsumowując – nie był w stanie skutecznie przeciwstawić się NICZEMU. Taka jest moc – jak to nazwał Mickiewicz –  “urodzenia”, a jak to dzisiaj mniej poetycko a bardziej naukowo nazywamy “genów”.

Wybór albo głupca (Tusk, lub inny Hołownia czy Kosiniak), albo tchórza (Kaczyński, Morawiecki itp.) to nasz przeklęty dylemat i los, dopóki się nie obudzimy, to z tych nożyc się nie wyrwiemy. Osioł i wół  (symbole głupca i tchórza) były obecne w stajence bożonarodzeniowej. Wół leży, osioł ma pusty łeb i ślepy upór. Ale potrzebują siebie. Głupiec to nie obelga. To ocena stanu intelektu osoby zachwycającej się “wartościami” europejskimi, czyli marksowskimi koniami trojańskimi a niezdolnej (“przesąd urodzenia”) do ujrzenia autentycznych wartości cywilizacji zachodniej (Piękno-Dobro-Prawda).

Tchórz to też nie obelga. To psychologiczne określenie osoby imposybilnej, markującej działanie opowiadaniem samemu sobie (w pozycji leżącej) bajek o własnym bohaterstwie. Nie ma potrzeby obrażać nikogo, ale obserwować trzeba.

Gdy wyrwiemy się z dwupartyjnego ubóstwiania głupca i tchórza może narodzi się ten Oczekiwany… Nie pozwólmy dwóm zwierzakom… rozdeptać Dzieciątka.

image

Can’t we Phase Out Climate Change Instead?

Can’t we Phase Out Climate Change Instead?

by John Horvat II December 18, 2023

Can’t We Phase Out Climate Change Instead?
Can’t We Phase Out Climate Change Instead?

At the COP28 climate summit in Dubai this December, the climate change world was waiting with bated breath for a final document that would declare war on fossil fuels. The 70,000 delegates at the United Nations-sponsored event in the oil-rich nation of the United Arab Emirates hoped for a radical turning point where countries might agree to the “phase-out” of the production and consumption of oil, gas and coal by mid-century.

For much of the conference, the debate was centered on whether to use the term “phase-out” or “phase-down” to describe the pace of the process to keep world temperature increase frozen at 1.5 degrees Celsius. Either term would put energy companies on notice that their days are numbered.

The climate change movement has been waiting for this strong commitment for thirty years. However, delegates were horrified to learn that the final draft document consisted of a watered-down agreement that did not mention fossil fuels and recommended actions that “could” be taken to reduce carbon footprints. There was no sense of urgency, drastic action plans, or concrete timelines.

The climate lobby was shocked and extended the deadline for the final document, working around the clock to hammer out something presentable. The final product was deemed a victory, although “phase-out” or “phase-down” were not mentioned. A softer term, “transition away,” to alternative fuel sources was inserted in this non-binding loophole-filled directive that satisfied no one.

Despite all the media fanfare declaring victory, climate change scientists are calling the cop-out at COP28 “devastating and “dangerous.” One called it a “dream outcome” for the oil industry.” A Wall Street Journal editorial called it a “phony promise,” adding, “The point of the deal is to preserve the West’s illusion that its climate policies are accomplishing something.”

Prof. Michael Mann, a climatologist from the University of Pennsylvania, declared that “To ‘transition away from fossil fuels’ was weak tea at best. It’s like promising your doctor that you will ‘transition away from donuts’ after being diagnosed with diabetes.”

The lackluster policies seem to be standard fare for the COP meetings held almost yearly to realign worldwide commitments to climate change goals. The meetings, a conference of parties (COP), revisit the themes discussed by the “parties” at the first COP meeting in Rio de Janeiro in 1992. They usually feature many heads of state and government officials representing some 200 nations. Climate radicals complain that the meetings generally accomplish little—save to emit carbon from the tens of thousands that travel to attend.

In his recent Apostolic Exhortation Laudate Deum, Pope Francis bitterly complained of the failure of past conferences and held high hopes for the COP28 event, which sickness prevented him from attending. President Joe Biden, China’s Xi Jinping and Russia’s Vladimir Putin were conspicuously absent, which many saw as a bad omen, demonstrating a lack of commitment.

The event was further shaken by an interview with COP28 president Sultan Al Jaber, who declared that “There is no science out there, or no scenario out there, that says that the phase-out of fossil fuel is what’s going to achieve 1.5C.” The statement, later walked back a bit, bordered on climate denial heresy. The sultan is also the chief executive of the United Arab Emirates’ state oil company, Adnoc.

Meanwhile, China and other developing countries remain committed to building more coal power plants. Oil production, including in the United States, is scheduled to go up, not down, over the coming years.

When even the event’s president is not entirely on board with the crisis narrative, it makes it hard to find its message believable. Something is seriously wrong with the climate crisis movement if it can only secure tiny incremental changes despite the immense resources and favorable media that all things ecological enjoy.

The movement is in crisis. It can’t get its messaging right. It fails even when followers gather exclusively to craft statements and action plans. Activists seem doomed to bounce from COP to COP without passing their agendas—emitting tons of carbon on their way to their far-flung destinations (see you next year in Azerbaijan). Their hysterical message does not resonate or move people to action. It only seems to call for more carbon-heavy conferences and the distribution of lavish eco-subsidies to leftist NGOs.

Perhaps another kind of phase-out can be proposed. It is time to phase out the climate crisis. Tone it down. Make it believable. Listen to, don’t cancel, scientists who want to present another side of the debate.

The constant barrage of climate alarmism causes fatigue in public opinion. The dire predictions, “hockey stick” graphs and “population bomb” datelines that fail to deliver an apocalypse rightly cause great skepticism. Blaming every freak weather storm, natural disaster, or even socio-political crisis on climate change destroys the credibility of “the science” that should seek empirical evidence, not political agendas.

A phase-out or even a gradual phase-down of the eco-rhetoric and its accompanying climate summits would be a welcome relief for a public tired of being told inconvenient untruths.

=========================

„CO2 , The Gas of Life”-Dr. William Happer
The invited speaker at the October 3, 2023 meeting of the Old Guard of Summit NJ was Dr. William Happer, professor emeritus of physics at Princeton University. He presented a divergent interpretation of selected climate change data. Dr. Happer questioned current dogma about climate change by presenting scientific data and theory which question …www.youtube.com

UN Conference on Climate Change Melts Down!

12/20/2023 :
The American TFP <tfp@tfp.org>

I have a very exciting lineup for today. The first article in on the COP28 eco-conference in Dubai last week, which some say was a great success. The problem is it was a massive failure! These eco-summits produce only two things—more eco-summits and carbon emissions. It is time to phase them out. Read the article below for more details.
Can’t We Phase Out Climate Change Instead?
The next item is about a war that is going on and nobody is noticing. Islamic vandals are attacking the Church in France! Decapitated holy statues, broken stained glass windows and personal attacks on priest and worshipers are now common. Please read the following article to find out more:
Why are people ignoring the Slow-Motion Jihad that Rages Inside France?
Everyone has to follow the rules if they are involved in the world of finance. There is only one big exception: China. To find out how Wall Street is betraying itself and America in China right now, read the following article:
How Wall Street Betrays Itself and America in ChinaPhotoUntil next time, I remain
Sincerely yours,Signature
Gary J. Isbell
Tradition Family Property
www.tfp.org

Backing down is not an option. CitizenGO’s determination against the „Pandemic Treaty” is on full display.


I’ve just returned from a critical mission in Geneva, where a new Intergovernmental Negotiating Body (INB) meeting has just ended at the World Health Organization (WHO).
Once again, CitizenGO’s determination against the Pandemic Treaty was on full display.
Reporting back from the ground, our team was yet again on the front line, directly confronting decision-makers attending the latest round of negotiations.I am eager to share with you firsthand the ongoing developments.
Let me begin by saying thank you – because once again, your support, persistence, and generosity played a pivotal role in ensuring that our message, backed by more than 500,000 people like you, echoed through the corridors of the UN this week!I could not be more proud of the community you and I are part of, and the determination we are showing in this ongoing battle for our fundamental freedoms.
Watch the video of the CitizenGO team’s actions, outside the United Nations and WHO Headquarters in Geneva:
As you know, we are deep in the negotiation process. This was the seventh meeting by the Intergovernmental Negotiation Body, which is responsible for overseeing the development of the final draft of the Pandemic Treaty.The latest negotiations in Geneva were a battleground of ideas and principles. The Globalists and Leftists are in a mad rush to seal this Pandemic Treaty. Why? 
They’re terrified of losing, especially with CitizenGO and thousands of citizens worldwide breathing down their necks. It’s their fear that’s driving them to push so hard.
In parallel with the pandemic agreement process, governments are also negotiating amendments to the International Health Regulations (IHR), which is another huge concern.These meetings took place simultaneously this week – the proposed amendments are also scheduled for consideration and adoption at the next World Health Assembly in May 2024. 
Aware of this critical situation unfolding, we took to Geneva to voice your concerns about the treaty’s attack on individual freedoms and national sovereignty. We stood firm outside the UN and WHO headquarters, making our stance unmissable to the globalist bureaucrats!
As heads of state and delegates walked in and out of the building, our message was made visible, for delegates of every nation to see!We delivered your signatures, together with flyers containing crucial information on the Pandemic Treaty directly into the hands of delegates and Permanent Missions to the UN. They can’t use ignorance as an excuse – our team has hammered them time and again about the huge risks this Treaty carries. It’s nothing less than a blatant attack on our freedom and national rights.
It didn’t end there.We’ve been working nonstop, meeting with as many delegations as we can, to express our strong opposition to this draft. One thing’s for sure, they’ve got the idea: Neither you nor I are planning to back off – not by a long shot!We visited a number of Permanent Representations, meeting directly with delegates and WHO negotiators and experts.
We warned them of the possible repercussions on individual freedoms of citizens, and global health policy, as a whole.I personally delivered your signature to several delegations over the course of the week, including Italy, Poland, Slovakia, Hungary, Australia, Kenya, Mexico, Brazil, and the European Union, amongst others.
Check out these and all other pictures here.
Our presence in Geneva was yet another testament to the power of our collective action. Now, more than ever, talking to people, and seeing what is taking place inside the decision rooms, I am witnessing firsthand the mighty force of our collective voice.What we are achieving is amazing!Despite the WHO’s drive to finalize a global agreement, the uncertainty within their ranks and their race against time, are signs of the direct impact you and I continue to have. 
Each meeting, each conversation, each leaflet, represents the voices of half a million of us, who stand united in this cause.As the negotiations progress towards the May 2024 deadline, the tension is palpable. Globalists and UN bureaucrats are aware of the growing resistance, a collective of citizens and defenders of freedom, rising in unison against this encroaching control.
Our goal now is to intensify this pressure, to leverage the Treaty’s weaknesses, and to disrupt their plans as negotiations resume in Geneva in the new year.That’s why these upcoming months are critical.We are counting on your ongoing engagement as we approach the home straight of this radical proposal.As the negotiations continue, the stakes are higher than ever.
The WHO and its allies will continue to push on and push hard!I see this every time, on every occasion I have to hear these sessions firsthand. But our mission remains unchanged – our efforts will continue to match them stride for stride.Our movement is growing from country to country. Citizens are rising up to say NO to globalist health governance.You and I do not have a choice here. It is our freedoms that are on the line.Please stay engaged, stay hopeful, and most importantly, stay with us. Our collective action can still shape a safer and freer future for us all.
Thank you for your support in this vital campaign.Sebastian Lukomski and the entire team at CitizenGOPS: The battle isn’t won yet. Our freedoms are on the line, and this is not the time to step back. 
We need your help to keep fighting against the Pandemic Treaty. 
Please consider making a donation to help us continue our important work. Every penny counts, and we greatly appreciate your generosity. 
Your contribution will directly enable us to keep fighting for our cause. Stand with us, and let’s make a difference together! Thanks for standing firmly with CitizenGO.

CitizenGO is a community of active citizens that works to ensure that human life, the family and our freedoms are respected worldwide. CitizenGO members live in every nation of the world. Our team is spread across 16 countries on 5 continents and operates in 12 languages. Learn about CitizenGO here or follow us on Facebook or Twitter.

Sutskever z OpenAI buduje boga. Czy Yuval Harari świętuje boże Narodzenie?

Sutskever z OpenAI buduje boga.

Czy Yuval Harari świętuje boże Narodzenie? Transhumanizm, AI i człowiek-boski

Piotr Relich pch24-transhumanizm-ai-i-czlowiek-boski

„Czy Bóg istnieje? Powiedziałbym, że jeszcze nie” – miał stwierdzić czołowy inżynier Google’a, Raymond KurzweiI. Nieformalny prorok transhumanizmu jest przekonany, że i on wkrótce będzie świętować narodziny boga – owoc pracy rąk ludzkich. A kiedy technologia zaczyna mówić głosem metafizyki, robi się niebezpiecznie.

Nazbyt często popadamy w pułapkę neutralności rozwoju technologicznego. „Nożem można zabić, ale można też nim pokroić chleb dla swojej rodziny” – słyszymy w odniesieniu do nowoczesnych wynalazków. W wielu przypadkach jest to oczywiście prawda, wystarczy sięgnąć po pierwszy z brzegu przykład energii jądrowej[no oczywiście: błogosławieństwo Windscale, Czarnobyla, Fukushima itp. md] .

Są jednak technologie, które znacznie wykraczają poza kryterium nauki i produkcji, przechodząc w obszary zarezerwowane dla filozofii, sztuki a nawet religii.

Do takich technologii z pewnością należy sztuczna inteligencja. Nie mówimy tu jednak o algorytmach generatywnej sztucznej inteligencji, których działanie, często sprawiające wrażenie obcowania z systemem inteligentnym, opiera się wyłącznie o związki korelacyjne zachodzące na gigantycznych bazach danych.

Chodzi o Święty Graal doliny krzemowej, silną sztuczną inteligencję, AGI (artificial general intelligence) – system o potencjale zbliżonym do ludzkiego umysłu, potrafiący poszukiwać rozwiązań w równie elegancki i wydajny sposób, uczący się bez udziału człowieka i podejmujący samodzielne decyzje. I co najważniejsze, wykorzystujący zdobytą wiedzę do konstruowania coraz lepszych wersji samej siebie.

Jak przekonuje chociażby Ilya Sutskever, główny naukowiec OpenAI, budowa AGI stanowi imperatyw moralny branży technologicznej. Wspaniały sztuczny mózg wewnątrz komputera jego zdaniem znajdzie odpowiedzi na „wszystkie problemy, z którymi mierzymy się dzisiaj”; czy będzie to globalne ocieplenie, choroby zakaźne, ubóstwo czy nieuleczalne schorzenia. Samych ludzi zaś uczyni – jak przekonywał jego szef Sam Altman – superwspaniałymi.

Sutskever nie jest jednak w swoich wywodach wybitnie oryginalny. Odkąd polski matematyk Stanisław Ulam po raz pierwszy użył określenia Singularity (Jednolitość, Osobliwość), mając na myśli wszechobecną maszynę przewyższającą człowieka w inteligencji, całe pokolenia programistów oddały się poszukiwaniom współczesnej wersji kamienia filozoficznego. Temu celowi służą dzisiaj chociażby m.in. tak popularne generatory tekstu i grafik, które żeglując po oceanie informacji wyszukują w nich korelacji, związków przyczynowo-skutkowych i wzorców postępowania. Słowem, wszystkiego co służy mapowaniu wspólnego „mózgu ludzkości” i rządzących nim zasad.

Choć nad opracowaniem AGI pracują liczne zespoły na całym świecie (Rosja wcale nie ustępuje w tej dziedzinie Stanom Zjednoczonym) to właśnie ze środowiska kalifornijskiego start-upu wyszedł przeciek, jakoby w sekretnych laboratoriach OpenAI powstały zręby przełomowej technologii. Trzymanie w tajemnicy przed zarządem istnienia tzw. modelu Q*, miało kosztować Sama Altmana nawet posadę dyrektora generalnego.

Dzisiaj podobne rewelacje należy traktować jednak wyłącznie jako eksperymenty marketingowe. Ciężko aby obecne wielkie pożeracze danych, wyszukujące odpowiedzi na zasadzie korelacji i prawdopodobieństwa, w jakiś tajemniczy sposób upodobniły się do ludzkiego mózgu. Byłby to pierwszy przypadek, gdyby ilość przeszła w jakość, a herbata stała się słodka od samego mieszania. W przypadku OpenAI chodzi zapewne o podreperowanie zaufania inwestorów, zaniepokojonych wrogim przejęciem firmy przez potężny Microsoft.

Nie znaczy to jednak, że zespoły ds. sztucznej inteligencji od San Francisco po Władywostok nie wierzą w ziszczenie fantastycznej wizji. W zasadzie to już nie jest wiara; tam panuje przekonanie, że opracowanie AGI rozpocznie nową erę w historii świata.

Głos wołającego na pustyni

Kościół w swojej refleksji nad rozwojem technologicznym wielokrotnie przestrzegał przed próbami realizacji obietnic ostatecznych w wymiarze doczesnym. Benedykt XVI w encyklice Spe salvi wyjaśniał, że postęp uznany za synonim ziemsko-materialnego odkupienia; formę poszukiwania „utraconego raju” na miarę własnych sił, będzie jedynie „straszliwym postępem na drodze zła” i „zagrożeniem dla człowieka i świata”.

Jednak dzisiejsze marzenia o nadczłowieku rodzą się z tej samej linii, która rozpoczęła się wraz z przekonaniem o prymacie rozumu nad duchem, a z czasem przybrała formę rewolucji naukowo-technicznej i rewolucji proletariackiej. Jak przypominał Ratzinger, wszystkie zawierały w sobie elementy autosoteriologii, idei samozbawienia się człowieka własnym wysiłkiem. I wszystkie, na skutek błędów założycielskich bazujących na fałszywej wizji człowieka, doprowadziły do największych tragedii w dziejach.

Z rozwojem sztucznej inteligencji swoje nadzieje wiąże nie tylko drugie pokolenie dzieci Woodstocku, przewrażliwione na punkcie wszelkich nierówności i patriarchatu. Potężna technologia od dawna jest na celowniku dużo starszych wizjonerów, pragnących wykorzystać AGI nie tylko do wprowadzania gwarantowanego dochodu podstawowego. W połączeniu z osiągnięciami bioinżynierii i nanotechnologii, marzy im się powstrzymywane procesu starzenia, uzbrajanie mózgu w moc obliczeniową superkomputerów czy ostatecznie „wyzwalanie” go z ograniczeń ciała. Marzy im się „uzdrawianie” społeczeństwa już na etapie prenatalnym; hodowla ludzi wprost z antyutopii Huxley’a.

Na naszych oczach odradzają się połączone demony eugeniki i rewolucji proletariackiej, równoczesne marzenia o nadczłowieku a zarazem człowieku sowieckim, pozbawionym nie tylko własności i samodzielności myślenia, co sterowalnego na poziomie kory mózgowej. A wraz z rozwojem – jak pisał J. Elul – społeczeństwa technicznego, przy równoczesnej pogardzie dla ponadczasowej etyki i moralności, szykuje nam się obraz katastrofy znacznie przekraczającej rozmiary XX – wiecznego ludobójstwa.

Cena postępu

„Naukowcy byli oskarżanie o zabawę w Boga już od jakiegoś czasu. To nad czym obecnie pracujemy, nie przypomina niczego, co już udało się stworzyć” – przyznaje mózg stojący za sukcesem ChataGPT. Głoszenie technologicznej epifanii; prostowanie ścieżek nadchodzącemu techno-bóstwu, będzie miało nieprzewidziane konsekwencje. Jak wyjaśnia Sutskever, autonomiczne, dużo inteligentniejsze od nas byty cyfrowe znajdą się całkowicie poza naszą kontrolą. Co więcej, będą przeważać nad nami w taki sposób, jak dzisiaj człowiek panuje nad zwierzęciem.

„Przecież nie nienawidzimy zwierząt. Kochamy je. Ale nie pytamy mrówek o zdanie, kiedy musimy zbudować kolejny odcinek obwodnicy” – tłumaczy. Główny naukowiec OpenAI nie tylko przekonuje, że technologia zaczyna mieć pomysł na samą siebie, ale, że dla naszego dobra powinniśmy stać się jej pupilami. Ale co w sytuacji, gdy cybernetyczne bóstwo, zamiast zostać naszym przyjacielem, uzna ludzkość – wiedzione intuicją swoich lewicowych twórców – za nowotwór toczący planetę?

Ale wcale nie trzeba sięgać po scenariusze rodem z science-fiction. Sztuczna inteligencja wcale nie musi osiągać samoświadomości, aby utrwalać cyfrowe dyktatury rodem z powieści Orwella. Coraz doskonalsze algorytmy będą w stanie czytać nasze ciała i umysły, jeszcze bardziej zwiększając już i tak ogromną przewagę dystrybutorów wysokich technologii nad ich użytkownikami.

Jednocześnie dalszy imperatyw budowania AGI, zmuszający do wysysania kolejnych gigantycznych ilości informacji, pogłębi postępującą hiperindywidualizację. W konsekwencji doprowadzi do jeszcze większych problemów z tożsamością, zamieniając stworzenia społeczne w samotne, bezludne wyspy, wiedzione na pokuszenie marnymi błyskotkami, niezdolne do zbudowania trwałych relacji i podejmowania racjonalnych decyzji wobec swojego życia.

Rewolucja biotechnologiczno-cyfrowa, w swojej nieprawdopodobnej pysze jak nigdy wcześniej rzuca wyzwanie nadprzyrodzoności. Będąc przekonanym, że złamali kod życia – łańcuch DNA, inżynierowie pragną posiąść tajemnicę życia wiecznego.

W konsekwencji uzurpować sobie prawo do kształtowania zasad kierujących nie tylko ekosystemami, ale i naszym sumieniem. Opracowanie AGI, a właściwie –  wystarczająco przekonującej iluzji AGI – stworzy przekonanie o ostatecznej śmierci ludzkiej duszy. Będzie niczym cięcie gilotyny, na zawsze oddzielające rzekomo zdrową, empiryczną i doświadczalną tkankę od chorej „rzeczywistości wyobrażeniowej”.

A wraz ze „śmiercią Boga”, ustąpić będą musiały również wszelkie ustanowione przez Niego prawa.

Wraz z odejściem wiary w przyrodzoną godność człowieka, nastąpi [-łaby… md] era dehumanizacji i depersonalizacji ludzi. Zredukowanych do roli homo ludens, ludzi „bawiących się”, postrzeganych wyłącznie jako narzędzie przepływu doświadczeń, mechanizmów do odczuwania, na zawsze uzależnionych od dostawców coraz intensywniejszych bodźców. A wszechwiedzące algorytmy już zadbają o to, by zamiast w Dobrej Nowinie, małpy człekokształtne homo sapiens uwolnienia od moralnej winy poszukiwały – jak stwierdził Harari – w „środkach psychotropowych i grach”. A nie mogąc jednak znaleźć skutecznej recepty na wszechogarniającą rozpacz, w końcu znalazł ukojenie w objęciach cichej, bezbolesnej śmierci.

Prorokowane przez Kurzweila nadejście Osobliwości, nie będzie narodzinami Boga, lecz dekarnacyjnym bluźnierstwem, parodią Tajemnicy Wcielenia i aktem zuchwałości dalece przekraczającym czyn budowniczych wieży Babel.

W 2008 r. papieżowi Benedyktowi XVI uniemożliwiono otwarcie roku akademickiego na rzymskim uniwersytecie La Sapienza. Najgłośniej protestowali wykładowcy biologii i fizyki. Jak widać, świat nauki i techniki, roszczący sobie prawo do wyłącznego kształtowania rzeczywistości, wciąż nie odrobił najważniejszej lekcji.

Synod Bergoglio jest buntem przeciwko Bogu i popełnia grzechy przeciw Duchowi Świętemu

BKP: Synod Bergoglio jest buntem przeciwko Bogu i popełnia grzechy przeciw Duchowi Świętemu 

wideo: https://vkpatriarhat.org/pl/?p=21073  https://unbefleckt.wistia.com/medias/0nv4lbhwes

https://youtu.be/Xl3o1hLEJdc  https://bcp-video.org/pl/bergoglio-jest-buntem/

https://rumble.com/v41gaqt-bergoglio-jest-buntem.html  cos.tv/videos/play/49318299366887424

Kardynał Müller, który był bezpośrednim uczestnikiem październikowego Synodu, skomentował, że cały Synod w zasadzie służył jedynie promowaniu legalizacji LGBTQ w Kościele. Synod pod przewodnictwem pseudopapieża Bergoglio wprowadza tę legalizację poprzez grzechy przeciwko Duchowi Świętemu. Kardynał skomentował:

„Twierdzą, że dzisiaj mamy nową wiedzę, objawioną przez Ducha Świętego, dlatego odtąd akty homoseksualne lub błogosławienie aktów homoseksualnych są dobrą rzeczą. To jest nadużywanie Ducha Świętego w celu wprowadzenia doktryn otwarcie sprzeciwnych z Pismem Świętym… Nie możemy pogodzić nauk Chrystusa i antychrysta. Ta homoseksualna ideologia LGBT jest ideologią otwarcie antychrześcijańską. To duch antychrysta przemawia poprzez agendę LGBTQ. Jest to całkowicie sprzeczne z Bogiem”.

Pismo Święte ukazuje istotę grzechu przeciwko Duchowi Świętemu: „Przyprowadzili do Jezusa człowieka opętanego, ślepego i niemego. (Jezus wyrzucił demona) i uzdrowił go, tak że niemy mógł mówić i widzieć…. Faryzeusze powiedzieli: «On tylko przez Belzebuba, władcę złych duchów, wyrzuca złe duchy»… Jezus rzekł: «Powiadam wam, że każdy grzech i bluźnierstwo będą odpuszczone ludziom, ale bluźnierstwo przeciwko Duchowi nie będzie odpuszczone…. ani w tym wieku, ani w przyszłym»” (Mt 12:22-32).

Istota grzechu przeciwko Duchowi Świętemu polega na tym, że przejaw Bożej mocy przypisuje się diabłu lub odwrotnie, to, za czym stoi diabeł, przypisuje się Bogu i woli Bożej. Synod Bergoglio promuje swój bluźnierczy program błogosławienia związków LGBTQ pod hasłami, że tak dynamicznie dziś sam Bóg, Duch Święty, oświeca i prowadzi Kościół:

„…sam Bóg podtrzymuje, kieruje i oświeca swoją misję”.

„…chodzi o autentyczne słuchanie i rozeznawanie tego, co Duch mówi do Kościołów”.

Na zakończenie tego bluźnierczego synodu Bergoglio powiedział: „Z uwagą słuchaliśmy Ducha Świętego”.

Jest całkowicie jasne, że za promocją sodomii nigdy nie może stać Duch Święty. W katechizmie Duch Święty nazywa homoseksualizm grzechem wzywającym do nieba, a Pismo Święte potępia go jako obrzydliwość lub wstyd (gr. Atimia – Rz 1) i ostrzega, że Bóg karze go ogniem doczesnym i wiecznym (2 Piotra 2:6, Judy 7). Bergoglio i jego zwolennicy na Synodzie odważyli się na najbardziej bluźniercze kłamstwo, twierdząc, że dzisiaj rzekomo sam Duch Święty promuje sodomię.

Podobnie, niszcząc depozyt wiary, bluźnierczo twierdzą, że czyni to Duch Święty. Bergogliowy Synod manipuluje tak, jakby Bóg teraz legalizował grzech, tj. w rezultacie prowadził ludzi do piekła. I to jest największe oszustwo Bergoglio i całego tzw. Synodu, który nazywa swoją niszczycielską działalność, mającą na celu zniszczenie chrześcijaństwa, „natchnieniem Ducha Świętego”.

Do tych zbrodni wykorzystują przywłaszczoną władzę tzw. następcy apostoła Piotra i namiestnika Chrystusa na ziemi. Dzieje się tak, aby mogli oszukać jak największą liczbę osób poprzez żądanie fałszywego posłuszeństwa. Nie głoszą pokuty, nie mówią o istocie zbawienia czy podstawowych prawdach, a jedynie słuchają nieczystego ducha LGBTQ.

Ponownie pojawia się pytanie: Czy człowiek, który intronizował demona Pachamamę i poświęcił się szatanowi w Kanadzie, może twierdzić, że jest namiestnikiem Chrystusa na ziemi i że przez niego przemawia Duch Święty? Nie! On rozpowszechnia ducha nieczystego i buntuje się przeciwko Bogu. Publicznie wyrzekł się Chrystusa i przyjął ducha antychrysta. Największą tragedią jest to, że ani katolicy, ani księża, ani biskupi nie są w stanie dostrzec tej rażącej rzeczywistości i w porę oddzielić się od zgubnego systemu, który okupuje papiestwo i prowadzi cały Kościół do samozagłady. Konwulsyjnie trzymają się satanisty w papieskich szatach, który bezczelnie śmieje im się w twarz i pozwala nazywać się namiestnikiem Chrystusa na ziemi.

Bergoglio przez całą swoją działalność i synodem w centrum umieścił diabła, któremu się poświęcił i którego intronizował w bazylice św. Piotra. Wypełnia wolę tego ducha kłamstwa i śmierci, precyzyjnie realizuje jego program, oszukując katolików, jak gdyby sam Bóg, sam Duch Święty, teraz zmieniał wszystkie paradygmaty Kościoła i wykorzenił depozyt wiary. Bergoglio zamienił drogę zbawienia na drogę zagłady i wszyscy mają wierzyć, że w ten sposób Duch Święty prowadzi obecnie Kościół, że jest to rzekomo „pomoc Opatrzności Bożej”. Takiego oszustwa i tak prowokacyjnego samobójstwa Kościoła katolickiego na tak wysokim poziomie bluźnierstwa nikt w historii nie miał odwagi dokonać.

Nie mieści się w głowie, że temu duchowi kłamstwa i śmierci katolicy poddają się, a biskupi nie są w stanie ocalić ani siebie, a tym bardziej swoich diecezji, i oddzielić się. Ani jedna konferencja episkopatu, ani żadna diecezja nie jest w stanie się oddzielić, chociaż Bóg pozwolił, żeby w sprawie tak istotnej jak sodomia Bergoglio ujawnił, że ma ducha antychrysta. Być może nawet stali pacjęci psychiatrii mają więcej rozsądku i osądu, aby rozróżnić tak prymitywne i bezczelne kłamstwo, którym Bergogliowi obecnie w absurdalny sposób udało się zmanipulować cały Kościół katolicki i wywrócić go do góry nogami.

+ Eliasz

Patriarcha Bizantyjskiego Katolickiego Patriarchatu

+ Metodiusz OSBMr               + Tymoteusz OSBMr

biskupi-sekretarze

10. 11. 2023

Manipulacje Bergoglia na Watykańskim Synodzie o synodalności

vkpatriarhat.org/en/?p=23746  /english/

vkpatriarhat.org/it/?p=10332  /italiano/

vkpatriarhat.org/fr/?p=17130  /français

Biskupi afrykańscy odmawiają błogosławieństwa „par LGBT”. Kolejny sprzeciw.

Biskupi afrykańscy odmawiają błogosławieństwa „par LGBT”. Kolejny sprzeciw.

https://pch24.pl/kolejny-sprzeciw-wobec-decyzji-watykanu-biskupi-malawi-odmawiaja-blogoslawienstwa-par-lgbt/

(fot. Brian TalbotRainbow at Half Mast

Konferencja Episkopatu Malawi wydała we wtorek dyrektywę zakazującą błogosławienia związków osób tej samej płci. Dokument jest odpowiedzią na zamieszanie związane z udzieleniem zgody Watykanu na błogosławieństwa par żyjących w związkach cudzołożnych i związków osób homoseksualnych.

Oficjalna deklaracja biskupów afrykańskiego Malawi stwierdza, że „aby uniknąć zamieszania wśród wiernych, zarządzamy, że ze względów duszpasterskich błogosławieństwa jakiegokolwiek rodzaju i dla związków tej samej płci nie są dozwolone w Malawi”.

„Chociaż rozumiemy uzasadniony interes i obawy, jakie wywołała ta Deklaracja, pragniemy zapewnić wszystkich katolików i wszystkich zainteresowanych nauczaniem katolickim, że nauczanie Jedynego Świętego Kościoła Katolickiego i Apostolskiego na temat małżeństwa pozostaje tym, o którym mowa w paragrafie 4: wyłącznym trwały i nierozerwalny związek mężczyzny i kobiety, w sposób naturalny otwarty na poczęcie dzieci” – konkludowali biskupi Malawi. 

Malawi to państwo we wschodniej Afryce, bez dostępu do morza. Graniczy z Tanzanią, Mozambikiem i Zambią. Wśród niemal 20 mln mieszkańców, 17 proc. stanowią wierni Kościoła katolickiego.

Fiducia supplicans, nowy dokument Dykasterii Nauki Wiary, wydany przez prefekta kard. Victora Manuela Fernándeza w porozumieniu z Franciszkiem oficjalnie zezwala na udzielanie błogosławieństw parom homoseksualnym i rozwodnikom w ponownych związkach. „Na nakreślonym tu horyzoncie jawi się możliwość błogosławienia par w sytuacjach nieregularnych oraz par tej samej płci” – wprost zaznaczono w dokumencie.

Dokument zakłada przewrotną interpretację błogosławieństwa, tak by stwierdzić, że można błogosławić również tę rzeczywistość, która obiektywnie nie odpowiada woli Bożej. Błogosławieństwo miałoby należeć się od teraz „każdemu” i „nikt nie jest z niego wykluczony”, nawet pomimo „grzesznej sytuacji”. Co więcej, w tekście czytamy, że nikt „nie powinien ograniczać ani zakazywać bliskości Kościoła wobec osób w każdej sytuacji, w której mogliby szukać pomocy Boga poprzez proste błogosławieństwo”. Innymi słowy, dokument wprowadza zakaz zakazywania błogosławieństw dla kogokolwiek, niezależnie jak grzeszny jest styl życia danej osoby.

Jeszcze w 2021 r. Dykasteria Nauki Wiary wyraźnie stwierdziła, że Kościół nie posiada „władzy udzielania błogosławieństwa związkom osób tej samej płci”. W odpowiedzi na obserwowane w niemieckim Kościele tendencje, dykasteria wyjaśniła, że „nie jest dozwolone udzielanie błogosławieństwa związkom lub partnerstwom, nawet stabilnym, które obejmują aktywność seksualną poza małżeństwem (tj. poza nierozerwalnym związkiem mężczyzny i kobiety otwartym na przekazywanie życia), jak ma to miejsce w przypadku związków między osobami tej samej płci”.

Źródła: lifesitenews.com / X PR

Uchwała w sprawie wygaszenia pożaru

Uchwała w sprawie wygaszenia pożaru

Wysłane przez Marcin B. Brixen w 20-12-2023 uchwala-w-sprawie-wygaszenia-pozaru

Grudzień był wyjątkowo ciepły, więc na osiedlu Hiobowskich doszło do tylko jednego mrożącego krew w żyłach wydarzenia, a był nim pożar. Na szczęście nie pożar mieszkania, nie pożar samochodu, a pożar śmietnika.
Zapadł już zmrok. Koło płonącej świątyni ekologów zgromadziło się sporo mieszkańców, w tym Łukaszek i jego dwaj koledzy: Gruby Maciek i okularnik z trzeciej ławki.
– Może ktoś zadzwoni po strażaków – poprosiła zrozpaczona dozorczyni. pani Sitko.
– Już dzwoniliśmy – odezwał się ktoś. – Jadą.
– Dlaczego to tak długo trwa? Przecież remiza jest na sąsiednim osiedlu.
– To już nie jest remiza – wyjaśnił Łukaszek. – Teraz tam jest stowarzyszenie LGBT „Woda jest sucha”.
Pani Sitko załamała ręce, ale na krótko, bo na końcu osiedlowej uliczki pojawiły się niebieskie błyski. Co ciekawe – nie było nic słychać. Ani syreny, ani nawet silnika. Zagadka wkrótce się wyjaśniła. Pod płonący śmietnik podjechało malutkie, elektryczne autko, w kolorze czerwonym. z napisem „Strax pożarnx” i zaparkowało obok śmietnika.
Wszystkich zamurowało.


Z auta z trudem wygrzebała się osoba o figurze amfory, z wielkimi okularami, kolczykami w różnych miejscach i niebieską grzywką, ubrana w niekształtny czarny strój. Zdjęła z dachu głośnik bluetooth, który emitował dźwięk i światło i go wyłączyła.
– O Jezu – powiedział ktoś.
– Proszę nie sakralizować przestrzeni publicznej! – zgromiła osoba strażacka i stanęła jakby na coś czekając.
– No? Gasi pani czy nie? – zadudnił Gruby Maciek.
– Acha! Już zaczynamy od seksualizowania! – zakrzyknęła osoba strażacka.
– Myślałem, że do pożaru przyjeżdża więcej strażaków – rzekł rozczarowany okularnik.
– Jestem osobą niebinarną – wyjaśniła osoba strażacka.
– Gdzie ma pani węża? – spytał niefortunnie Gruby Maciek i osoba strażacka się obraziła.
– Koledze chodziło o sprzęt do gaszenia – wyjaśnił szybko okularnik.
– Nie gasimy już. Piana jest nieekologiczna, wodą też nie, bo na świecie jest jej deficyt, a gaszenie za pomocą CO2 wytwarza zbyt duży ślad węglowy.
– To w jaki sposób strażaszcze chce to gasić? – spytał Łukaszek.
– Strażaszcza – poprawiła osoba strażacka. – Jesteśmy niebinarne.
– Pali się – przypomniała zrozpaczona pani Sitko.
– Przecież i tak nie gaszą – rozłożył ręce Gruby Maciek.
– Robimy to inaczej – oświadczyła uśmiechnięta osoba strażacka. Wyjęła z auta teczkę i położyła na dachu, odpięła ją i wyjęła z środka papier i długopis. – Spiszemy uchwałe delegalizującą ten pożar. To położy kres jego działalności.
– To działa? – pani Sitko była nieufna.
– W instytucjach państwowych działa – osoba strażacka ruszyła zakolczykowanym nosem. – Co tu tak śmierdzi?
– Auto się pali – zachichotał okularnik.
– Nie mówi: się pali, tylko: się świeci – pouczyło strażaszcza. – A co konkretnie? Reflektory?
– Opona – sprecyzował Łukaszek.
Ogień przerzucił się na tylne koło samochodu i konsumował jedną po drugiej część pojazdu. Ludzie w panice zaczęli się odsuwać i krzyczeć, żeby przyjechała straż pożarna.
– Po co? – spytała spokojnie osoba strażacka. – I tak nie gasimy, a poza tym auta elektrycznego nie można ugasić.
– To co można zrobić? – chciała wiedzieć pani Sitko.
– Bardzo dużo. Możemy na przykład uśmiechać się do siebie.
– Za Karosława-Jaczyńskiego gasili pożary…
– Możliwe. Ale oni łamali Konstytucję!

Bóg nie błogosławi związkom homoseksualnym! Stanowczo ostrzegają biskupi ukraińskich diecezji.

Bóg nie błogosławi związkom homoseksualnym! Stanowczo ostrzegają biskupi ukraińskich diecezji.

Biskupi Kijowa i Charkowa z odważnym wyrazem sprzeciwu

Żadne błogosławieństwo nie może objąć homoseksualnego związku – ten jest bowiem sprzeczny z prawem naturalnym i Wolą Bożą.

pch24/bog-nie-blogoslawi-zwiazkom-homo

(fot. Bp Witalij Krywicki podczas wywiadu. prtscr/youtube/ Art.43)

Najnowszy dokument Watykanu, pozwalający na „błogosławienie związków jednopłciowych”, niesie ze sobą wielkie niebezpieczeństwo, ostrzegają biskupi ukraińskich diecezji. W wydanym oświadczeniu ordynariusz diecezji Charkowsko- Zaporoskiej wraz z biskupem pomocniczym wskazali, że praktyka, na która zgadza się Stolica Apostolska jest początkiem afirmacji grzesznych związków. Podobnego zdania jest bp. Witalij Krywicki, pasterz diecezji Kijowsko- Żytomierskiej.

Deklaracja „Fiducia Supplicans” „zawiera niepokojące sformułowania, które wyraźnie wprowadzają praktykę błogosławienia nie pojedynczych osób żyjących w grzechu, ale błogosławienia pary osób tej samej płci (par. 31)”, zwrócili uwagę bp. Jan Sobiło i Bp Pavlo Honcharuk w podpisanym przez nich komunikacie.

W ten sposób udzielenie błogosławieństwa parze osób tej samej płci jest początkiem akceptacji tej formy związku. Widzimy wielkie niebezpieczeństwo we wprowadzeniu takiego sformułowania jako początku kroków, które stopniowo pozwolą na dalszą legalizację. Nie może być sformułowania błogosławieństwo pary tej samej płci, gdyż pojęcia te wzajemnie się wykluczają”, przestrzegli hierarchowie diecezji Charkowsko- Zaporoskiej.

Błąd w treści watykańskiego dokumentu dostrzegł również Bp. Witalij Krywicki, zastępca przewodniczącego Konferencji Episkopatu Ukrainy, sprawujący władzę nad diecezją Kijowsko- Żytomierską.

W wywiadzie udzielonym portalowi credo.pro, hierarcha przypomniał bez ogródek, że żadne błogosławieństwo nie może objąć homoseksualnego związku – ten jest bowiem sprzeczny z prawem naturalnym i Wolą Bożą.

Duchowny zwrócił również uwagę na niebezpieczną zmianę w rozumieniu celu i znaczenia błogosławieństwa, zawartą w dokumencie. – Rytuał Rzymski zauważa, że zgodnie ze starożytną tradycją, celem formuły błogosławieństwa jest przede wszystkim oddanie chwały Bogu za Jego dary oraz prośba o Jego przychylność i pokonanie mocy złego na świecie – przypominał bp. Krywicki.

– (…) Patrząc z tej perspektywy, wszystko jest jasne: nie ma mowy o błogosławieństwie, jeśli chodzi o pary żyjące w związku niesakramentalnym, a tym bardziej, jeśli chodzi o pary tej samej płci – mówił w rozmowie z ukraińsko-języcznym medium biskup. – Kościół nie ma uprawnień do błogosławienia związków osób tej samej płci. To wszystko.

Podczas wywiadu ordynariusz diecezji Kijowsko- Żytomierskiej poinformował również, że stanowisko to jest wspólne dla całego episkopatu na Ukrainie. – Nie możemy błogosławić osoby wiedząc, że nie chce ona wyjść ze stanu grzechu, że nie robi nic, aby to zrobić i że jest to droga, którą wybrałaoświadczył.

– Ukraińscy biskupi są jednomyślni w swojej opinii, więc nie musimy wydawać oddzielnych dokumentów dotyczących naszych diecezji [jak ma to miejsce na przykład w Stanach Zjednoczonych]. Nie szukamy nowych form błogosławienia ludzi, którzy żyją w stanie grzechu ciężkiego – deklarował jednoznacznie hierarcha.

Źródła: credo.pro, catholic-kharkiv.org FA