W siedzibie Ministerstwa Klimatu i Środowiska doszło do tajemniczej kradzieży okazów z kości słoniowej, które były wystawione w gablotach na trzecim piętrze. Eksponaty zostały przejęte przez służbę celną od pasażerów, którzy nielegalnie wwieźli je do Polski. Resort nie chce udzielać informacji na temat włamania. Próbuje ten fakt ukryć.
Okazy, które zniknęły z ministerstwa, należały do gatunków zagrożonych wyginięciem, objętych Konwencją Waszyngtońską – CITES. Przewóz takich okazów przez granicę UE jest zabroniony i podlega karze.
Po zatrzymaniu przez funkcjonariuszy Służby Celno-Skarbowej okazy przepadają na rzecz Skarbu Państwa i są dysponowane przez ministra właściwego do spraw środowiska. PUrzędnicy uznali, że doskonałym miejscem ich przetrzymywania będzie ministerstwo klimatu.
Wśród eksponatów, które były wystawione w gablotach w ministerstwie, znajdowały się między innymi figurki z kości słoniowej i kły słoni afrykańskich. Kość słoniowa jest bardzo cennym i poszukiwanym materiałem, który jest wykorzystywany do produkcji biżuterii, rzeźb i innych przedmiotów.
Według informacji, do jakich dotarli dziennikarze Radia ZET, sprawcy włamania wyważyli zamki do gablot i zabrali eksponaty. Nie wiadomo, kiedy dokładnie doszło do kradzieży i czy była ona nagrana przez kamery.
W ministerstwie panuje milczenie na ten temat. Nie wiadomo nawet, czy zgłoszono sprawę na policję. – To tak kompromitujące, że kierownictwo próbuje to ukryć – mówi informator Radia ZET.
Sprawa tajemniczego zaginięcia eksponatów rodzi wiele pytań, nie tylko o procedury bezpieczeństwa, ale także o zuchwałość ewentualnych sprawców kradzieży. – W ministerstwie nie można przebywać bez przepustek, w zasadzie po gmachu można poruszać się tylko będąc pracownikiem, więc sprawa jest kłopotliwa – zwraca uwagę informator.
Ministerstwo klimatu nabrało wody w usta i wydało jedynie lakoniczny komunikat. „Z uwagi na trwające postępowanie wyjaśniające nie udzielamy informacji w przedmiotowej sprawie” – napisał Wydział Komunikacji.
Nie wiadomo nawet, czy do zuchwałej kradzieży doszło za czasów niedawnej minister Anny Moskwy, czy może za kadencji obecnej, „dwutygodniowej” minister Anny Łukaszewskiej-Trzeciakowskiej.
=======================
mail: W tytule: Również wyraz <<okradzione>> wziąłbym w cudzysłów.
Według nowych przepisów kliniki sztucznego rozrodu zostaną dofinansowane kwotą co najmniej 500 mln złotych rocznie. To gigantyczne pieniądze!
In vitro z uwagi na swoją nieskuteczność nie rozwiąże problemów z demografią. Większości par nie da upragnionego dziecka. Spowoduje aborcję, będzie skutkować rozstrojem zdrowia matek i dzieci.
NUMER RACHUNKU BANKOWEGO: 47 1160 2202 0000 0004 7838 2230 NAZWA ODBIORCY: FUNDACJA ŻYCIE I RODZINA TYTUŁEM: DAROWIZNA NA CELE STATUTOWE DLA PRZELEWÓW Z ZAGRANICY: IBAN:PL 47 1160 2202 0000 0004 7838 2230 KOD SWIFT: BIGBPLPW
MOŻNA TEŻ SKORZYSTAĆ Z SYSTEMÓW DO SZYBKICH PRZELEWÓW, BLIKA LUB PŁATNOŚCI KARTAMI POD LINKIEM: https://ratujzycie.pl/wesprzyj/
Ciebie – najpierw zaszczepią, a potem za to zapłacisz.
================================
Światowa Organizacja Zdrowia (WHO) łączona jest z ideologią globalistyczną, i słusznie. Zwykle wynika to z prostego skojarzenia: Klaus Schwab ogłosił globalistyczny Wielki Reset i przewodził światowej walce z tzw. pandemią Covid-19, a jest to zarazem czołowy ideolog globalizmu i przewodniczący Światowego Forum Ekonomicznego (WEF), skupiającego skrajnie bogatych ludzi, którzy chcą zjednoczyć świat pod własną kontrolą.
Jednakże poza tym skojarzeniem, należy wymienić kilka innych czynników łączących WHO z globalizmem. Z powodu ograniczonej ilości miejsca ograniczę się tutaj tylko do dwóch:
1/ Dogodny pretekst. Zjednoczenie świata pod jednym zarządem (ang. governance) musi mieć jakiś powód. Dlatego też globaliści uwielbiają znajdywanie problemów o których można rzec, że „nie mogą zostać rozwiązane na gruncie państw, ponieważ są globalne, a więc można je rozwiązać tylko na poziomie globalnym”. I chętnie wskazują na dwa takie problemy. Pierwszym jest walka z ociepleniem klimatu. Skoro wszystkie ludy i państwa produkują CO2, to jego produkcji nie sposób ograniczyć decyzjami poszczególnych państw, gdyż każde będzie chciało, aby najpierw zrobili to inni, a jego gospodarka w tym czasie zyska w stosunku do tych, które stały się niekonkurencyjnymi z powodu reform zielonego ładu. Dlatego musi powstać zarząd czy rząd światowy, który wprowadzi zieloną rewolucję w tym samym czasie i dla całego świata. Inaczej Ludzkość wymrze. Dalej podawane są daty Wielkiego Wymarcia, zresztą coraz to przesuwane w miarę ich zbliżania się (Greta Thunberg usunęła ze swoich mediów społecznościowych daty, które już są za nami, a końca świata złośliwie nie było). Pandemia Covid-19 spełniła tę samą rolę. Z oficjalnych dokumentów WEF wynika, że organizacja ta nie była zaskoczona pandemią, gdyż przygotowywała się do tego wydarzenia i planowała „globalną walkę” z pandemiami już kilka lat przed jej wybuchem w 2019 roku. Jestem daleki od teorii wielkiego spisku, że WEF sam wyprodukował covida, a Klaus Schwab nosił wirusy w butelce i rozpylał ją z okien. Sprawa wydaje się prostsza: w związku z globalizacją, szybkością i częstotliwością podróży było oczywiste, że także zarodki, bakterie i wirusy będą podróżować wraz z ludźmi i epidemie dotąd lokalne mają szansę przeistoczyć się w globalne. Media już od lat przygotowywały nas na takie wydarzenia, choćby robiąc szum wokół tzw. ptasiej grypy wiele lat temu. Schwab i inni wiedzieli, że w końca jakiś wirus opanuje świat na tyle, że będzie można ogłosił stan „pandemii światowej”. I czekali. Ptasia grypa zawiodła? To czekamy na następną. I akurat trafił się Covid-19, rzeczywiście rozprzestrzenił się na cały świat, a fakt, że objawy były bardzo podobne do grypy spowodował, że można było odgórnie nakręcić medialną histerię. Gdyby nie było Covid-19 w 2019 roku, to pojawiłby się jakiś wirus w 2025 roku. Dziś wielkie media dosłownie czekają a to na krakena, a to na innego wirusa. Czeka nań także WHO, gdyż jako agencja zdominowana przez globalistów służy do odbierania suwerenności państwom narodowym na rzecz centralnego globalnego zarządu, pod pretekstem ewentualnych przyszłych pandemii. Pamiętajmy, epidemię globalną może powstrzymać tylko globalna instytucja! Oczywiście, każdy myślący człowiek zada sobie pytanie: Jak? W jaki sposób? Za pomocą globalnych aktów prawnych WHO powstrzyma wirusy? Nieważne, to tylko pretekst dla budowy globalnego zarządu.
2/ Wielkie korporacje. Wyjąwszy rozmaite „małe Grety” i garść dzieciaków nikt oczywiście nie wierzy, że projekt globalistyczny jest realizowany przez elity intelektualne, polityczne i ekonomiczne, które przeczytały Wieczny pokój Immanuela Kanta i stały się zwolennikami budowy kosmopolitycznego państwa światowego. Globalny zarząd nad światem w dziedzinie zdrowia i walki z pandemiami to gigantyczne pieniądze. Żyjemy w świecie w którym przyśpieszyło zjawisko jeszcze w XIX wieku nazwane przez Karola Marksa mianem „koncentracji kapitału”, gdy drobne i średnie firmy upadają lub są przejmowane, aby ustąpić miejsca gigantom, które dziś określamy mianem „międzynarodowych korporacji”. Ze względu na gigantyczne koszty badań nad lekami przemysł farmaceutyczny jest wprost predestynowany do przejęcia go przez wielkie korporacje, współdziałające z globalistami. Mamy taki cykl zależności:
Oczekiwania korporacji →WEF szykuje się na epidemię →ogłoszenie epidemii →globalna walka z nią za pomocą szczepionek →zyski korporacji →wsparcie korporacji dla WEF.
W czasie pandemii wartość akcji koncernów farmaceutycznych wzrosła wielokrotnie, ponieważ wielokrotnie wzrosły zamówienia rządowe, szczególnie na towar zwany szczepionką. WHO, które jest faktycznym podwykonawcą WEF, walczy teraz o instytucjonalizację swojej pozycji jako centralnego zarządcy walki z przyszłymi epidemiami. Z jednej strony zapewni w ten sposób trwałe zyski korporacjom farmaceutycznym, a z drugiej, stanie się elementem agendy Schwaba, aby wprowadzać w rozmaitych dziedzinach „globalne zarządy”.
Na instytucjonalizacji WHO zyskują zatem wszyscy zaliczający się do ułamka procenta najbogatszych ludzi na świecie. Ciebie, zwykły Kowalski czy Nowaku – najpierw zaszczepią, a potem za to zapłacisz.
Pojawienie się propozycji zmian unijnych traktatów, które prowadzą do bardzo ścisłej integracji krajów członkowskich w ramach Unii Europejskiej, wymagało jakiegoś choćby i najmniej wiarygodnego, ale przynajmniej oficjalnego uzasadnienia. Tych uzasadnień – raczej mniej niż bardziej sensownych – pojawiło się całe mnóstwo.
Pozostające dotychczas kompetencje na poziomie krajowym zostaną przesunięte na poziom unijny, a na dodatek zostanie zlikwidowane prawo weta w kilkudziesięciu obszarach. Oznacza to, że wiele spraw kraje członkowskie będą musiały realizować nie tylko mimo braku na nie zgody, ale i wbrew ich woli i interesom. W ten sposób krajom członkowskim zostaną odebrane resztki suwerenności. Niektórym to pasuje. Na przykład Wojciech Orliński z „Dużego Formatu” stwierdził, że „dla kraju wielkości Belgii czy Polski, pełna suwerenność oznacza czekanie na kolejnego Stalina czy Hitlera”. Takich bredni dawno nie słyszałem. Ale czy to czasem Unia Europejska nie jest nową Trzecią Rzeszą? Skoro kraj członkowski zostanie przegłosowany, to znaczy, że nie będzie realizowana jego racja stanu, a racja stanu jakaś inna. Jaka? Powstanie centralistyczne państwo unijne, które będzie suwerenem – z niemiecko-francuskim centrum decyzyjnym. Interes tych krajów, a nie żadnych innych, będzie brany pod uwagę przy uchwalaniu dyrektyw i ustalaniu, co jest dla Unii dobre, a co złe.
Czyja racja stanu?
Lewicowy europoseł Leszek Miller napisał w mediach społecznościowych, że „celem weta jest dalsze osłabianie Unii”. Nie wiem, jakie „dalsze” osłabienie miał na myśli, bo jak na razie Unia Europejska ciągle się wzmacnia, ale jest dokładnie odwrotnie. Ja rozumiem, że ekskomunista myśli w tych samych kategoriach jak towarzysze w Polsce Ludowej, ale to centralizacja oznacza osłabienie, co uzasadnię poniżej. Tak naprawdę likwidacja prawa weta oznacza, że niektóre kraje członkowskie będą decydowały o losie wszystkich pozostałych. Te pozostałe będą mogły zostać zmuszone do działania wbrew własnemu interesowi. W istotnych dla nas sprawach będziemy mieli do powiedzenia tyle, ile miały republiki w byłym ZSRR. Nie będzie można się sprzeciwić Brukseli w kwestiach polityki zagranicznej (na przykład kwestia wojsk USA czy wojny na Ukrainie), klimatycznej, czy odnośnie polityki imigracyjnej. Wszystkie te sprawy inaczej wyglądają z polskiego punktu widzenia, a zupełnie inaczej z niemieckiego lub francuskiego. Przewodniczący grupy liberalnej w Parlamencie Europejskim arcyszkodnik Guy Verhofstadt powiedział wprost, o co w tym chodzi: „Jednomyślność blokuje rozwiązanie problemu migracji”. To właśnie jeden z przykładów, który pokazuje, że mamy do czynienia z różnymi punktami widzenia.
W tak jasnej sytuacji wskazującej na to, że korzyść z pogłębionej integracji, która całkowicie pozbawia suwerenności krajów członkowskich na rzecz Unii Europejskiej i od tej chwili realizowana będzie wyłącznie niemiecko-francuska racja stanu, próbuje się argumentować, że są ważniejsze kwestie niż przestarzała suwerenność państwowa czy anachroniczna racja stanu państwa narodowego. Na przykład skuteczna walka z tzw. kryzysem klimatycznym, ekonomicznym, pandemiami czy nielegalną imigracją. Zdaniem zwolenników głębokiej integracji zcentralizowane państwo o nazwie Unia Europejska łatwiej poradzi sobie z takimi globalnymi zagrożeniami. Tymczasem centralizacja zawsze jest gorszym rozwiązaniem niż decentralizacja. Już dzisiaj widzimy, jak bardzo eurokraci na wysokich szczeblach, eurpodeputowani, a nawet urzędnicy drobniejszego płazu z Brukseli są odklejeni od spraw zwykłych ludzi. Narzucają swoje urojone wizje, strategie i programy, które najbardziej uderzają w osoby najbiedniejsze, w szczególności żyjące w uboższych krajach członkowskich. Dla eurokratów nawet potrojenie cen energii elektrycznej nie będzie problemem, ale dla zwykłych ludzi może to oznaczać katastrofę. Tak naprawdę eurokraci chcą rozwiązywać swoje urojone problemy, które nie istnieją. To znaczy one istnieją na papierze i w chorych głowach tych społecznych szkodników, ale nie istnieją w realnym świecie.
Ręcznie sterowane mocarstwo europejskie
Argumentuje się, że bez integracji Unia Europejska zostanie zmarginalizowana. Dlatego trzeba uczestniczyć w grze i konieczne jest sumowanie potencjałów krajów członkowskich, aby wygrać światową rywalizację. Eurokratom roi się ręcznie sterowane mocarstwo europejskie. A doskonale wiemy z historii, jak kończy gospodarka zarządzana planowo. Tak naprawdę Unia Europejska sama się marginalizuje swoimi szkodliwymi strategiami i regulacjami. Co zostało ze strategii lizbońskiej, która miała spowodować, że Unia w ciągu dekady przegoni gospodarczo Stany Zjednoczone? Po 10 latach żaden eurokrata nie zająknął się, że w ogóle była jakaś strategia lizbońska z 2010 roku, bo zakończyła się ona totalną eurokatastrofą, a kraje Unii stały się jeszcze biedniejsze w porównaniu do USA.
Aby szybko się rozwijać, nie jest potrzebna głębsza integracja, a wręcz przeciwnie. Należy krajom członkowskim pozwolić dobrowolnie się rozwijać, w jakim kierunku tylko zechcą, a jedyne co powinna zrobić Unia, to dokończyć budowę Europejskiego Obszaru Gospodarczego, który coraz bardziej kuleje z powodu coraz to nowszych regulacji. W szczególności w zakresie swobody usług. Zamiast ułatwić korzystanie ze wspólnego rynku, Bruksela cały czas serwuje kolejne tony niepotrzebnych i szkodzących rozwojowi przepisów. W ten sposób unijne regulacje – takie jak Fit for 55, ESG czy BDO – są kulą u nogi działających w Unii przedsiębiorstw i obniżają ich konkurencyjność wobec firm z państw trzecich, całą Unię ciągnąc w dół. Unijnym firmom potrzebna jest deregulacja i decentralizacja, a nie centralizacja i integracja polityczna. Jak się ma dobry produkt, to można handlować z każdym na świecie. Trzeba tylko być konkurencyjnym, a to właśnie Bruksela udaremnia swoimi działaniami. Należy przypuszczać, że scentralizowana Unia będzie narzucać coraz więcej coraz gorszych przepisów, bo bez weta i po przejęciu kontroli nad kolejnymi obszarami gospodarki i życia publicznego stanie się to znacznie łatwiejsze. Jakoś Tajwan czy Korea Południowa potrafili bardzo szybko się rozwinąć, nie będąc w żadnej Unii, a tym bardziej Europejskiej. Niezależne państwo może prowadzić politykę wolnohandlową korzystną dla rozwoju gospodarczego. Będąc w Unii – musi robić to, co każe Bruksela.
Jednym z obszarów, nad jakim kontrolę chciałaby przejąć Unia Europejska są sprawy fiskalne. Już teraz znaczna część prawa podatkowego de facto pochodzi z Brukseli. Aktualnie dotyczy to jednak przede wszystkim podatków pośrednich – VAT i akcyzy oraz ceł. Teraz Unia chciałaby się dorwać do podatków bezpośrednich. Przede wszystkim eurokratom chodzi po głowie ich harmonizacja. Nie daje im spokojnie spać to, że niektóre kraje członkowskie (na przykład Polska) mają niższe stawki podatków dochodowych i przez to ich firmy są bardziej konkurencyjne. Chcieliby to wszystko zglajszachtować, aby firmy z całej Unii były jednakowo mało konkurencyjne, tak jak mniej konkurencyjne są firmy z Niemiec, Włoch, Francji czy Belgii, gdzie stawki podatków dochodowych od osób prawnych są wyższe. Pamiętajmy, że w unijnej nowomowie zharmonizowanie podatków oznacza ich podniesienie do najwyższego poziomu występującego w krajach członkowskich. Socjaliści rzadko zmniejszają obciążenia fiskalne. To zrujnuje konkurencyjność naszych firm. Dlatego nie należy dopuścić do tego, by to Bruksela decydowała o wszystkich podatkach. I nie należy wierzyć w brednie, że wspólne opodatkowanie ochroni firmy przed korporacjami. To tylko wygodny pretekst do tego, by nie sprzeciwiano się harmonizacji.
Europejska armia i waluta
Jednymi z kompetencji, będących obecnie wyłączną prerogatywą krajów członkowskich, są kwestie bezpieczeństwa i ochrony granic. Po zmianach traktatów mają one stać się kompetencjami dzielonymi, co oznacza, że w ich ramach kraje mogą stanowić własne prawo tylko wtedy, jeśli wcześniej nie zrobi tego Bruksela. Chodzi o to, by Unia miała własną armię. Tym samym Wojsko Polskie stałoby się prawdopodobnie częścią armii unijnej i już nie słuchałoby rozkazów ze Sztabu Generalnego w Warszawie, tylko z Brukseli. Taka wspólna armia miałaby zapewnić nam bezpieczeństwo. Pamiętajmy jednak, że aktualnie unijne armie są małe, źle uzbrojone i nie przedstawiają zbyt dużego potencjału militarnego ani wartości bojowej, może wyłączając broń atomową w posiadaniu Francji. Produkowana przez państwowe przedsiębiorstwa broń w Europie jest gorszej jakości niż broń wytwarzana przez amerykańskie firmy prywatne. W porównaniu z USA w krajach UE wydaje się znacznie mniej na obronę. Dlatego jak na razie to NATO skutecznie zapewnia nam bezpieczeństwo, a nie Unia. Niestety Niemcom i Francji docelowo chodzi o to, by armię amerykańską wyprzeć z Europy i by wszystkie kraje Unii Europejskiej kupowały europejską broń, taką jak przestarzałe francuskie helikoptery typu Caracal. A to przecież amerykańska armia i amerykańska broń zapewnia Polsce bezpieczeństwo. Czy chcemy, żeby Bruksela nam dyktowała, jaką i od kogo mamy kupować broń, jak liczne ma być nasze wojsko i żeby to Niemcy, które wywołały dwie wojny światowe, były odpowiedzialne za utrzymanie pokoju w Europie?
Kolejnym mitem zwolenników głębszej integracji jest teza, że jedna waluta ułatwia handel. Oczywiście, jest to jakieś ułatwienie, bo nie trzeba przeliczać kursów, ale nie ma co przesadzać. Przeliczanie kursów i wymiana walut nie jest jakimś znowu strasznym utrudnieniem w prowadzeniu handlu. A przed ryzykiem kursowym można się zabezpieczyć na różne sposoby. Jednak nadal większość światowego handlu bazuje na dolarze, nie euro. Natomiast wspólna waluta niesie ze sobą wiele niebezpieczeństw: wzrost cen dla konsumentów i firm, co z kolei spowoduje pogorszenie konkurencyjności tych ostatnich. Strefa euro zawsze notuje słabsze wyniki ekonomiczne niż cała Unia Europejska. Ale najistotniejsze byłoby to, że Polska nie mogłaby już prowadzić suwerennej polityki monetarnej, która przeszłaby z Narodowego Banku Polskiego w Warszawie do Europejskiego Banku Centralnego we Frankfurcie nad Menem.
Jedno jest pewne: jeśli ma dojść do jeszcze głębszej integracji w ramach Unii Europejskiej, Polska powinna bez żadnych głębszych przemyśleń jak najszybciej opuścić ten twór. No chyba że jeszcze bardziej chcemy pracować na dobrobyt Francuzów i Niemców. Ci ostatni mają doświadczenie w rządzeniu niemal całą Europą i aż się palą, by to powtórzyć. Wzorem zbudowanej przez narodowych socjalistów Trzeciej Rzeszy aktualna – również lewicowa koalicja – marzy o rządzeniu Europą. Staniemy się czymś na kształt Generalnego Gubernatorstwa i nie będziemy mieli kompletnie nic do gadania. Jak stwierdził redaktor Stanisław Michalkiewicz, „w Generalnym Gubernatorstwie nie będzie miejsca na polskie safandulstwo, tylko wszystkie zbrodnicze zamachy na niemieckie dzieło odbudowy będą tępione – jakby to powiedział wybitny przywódca socjalistyczny Adolf Hitler – z fanatyczną konsekwencją”. A na tych, co się wychylą, będą czekały obozy reedukacyjne stręczące LGBT i nawracające na polityczną poprawność.
Antykatolicki i antycywilizacyjny walec, który od wielu lat niszczy Hiszpanię, przyspiesza. Po zrównaniu praw zwierząt domowych z prawami dzieci, po zalegalizowaniu przymusowej eutanazji, po uderzeniu w modlących się katolików, zdecydowano o nowym otwarciu, jeśli chodzi o walkę z katolickimi symbolami.
Socjaliści (komuniści?) rządzący Barceloną zatwierdzili plan zmiany nazw ulic noszących imiona świętych: Rafała, Magdaleny, Agaty oraz Róży. Święci zostaną zastąpieni przez nazwiska feministek zasłużonych m.in. w walce o „podstawowe prawa kobiet”, jak w Hiszpanii nazywa się antykoncepcję i aborcję.
I tak oto barcelońskie ulice Świętego Rafała i Świętej Magdaleny zmienią nazwę Marii Casas Mira, a także Magdaleny E. Blanc.
Z kolei ulice poświęcona Świętej Agacie i Świętej Róży będą nosić imiona Agaty Badia Puig-rodon oraz Rosie Puig-rodon Pla.
Władze Barcelony twierdzą, że zmiana nazw ulic uczyni stolicę Katalonii miastem o „większej inkluzyjności” i nada mu jeszcze bardziej „świecki charakter”.
Te słowa Łukaszenki nagrodzono owacjami na stojąco. Pełne przemówienie Prezydenta na Szczycie klimatycznym COP28 w Dubaju
1 grudnia Prezydent Białorusi Aleksander Łukaszenko przemawiał na sesji plenarnej Światowego szczytu działań klimatycznych.
Głowa państwa w swoim przemówieniu najwyraźniej odszedł od zaplanowanych tez i dodał swojemu przemówieniu ostrości. W rezultacie słowa białoruskiego przywódcy na sali zostały oklaskiwane (być może z wyjątkiem pierwszych mówców – o nich opowie później Aleksander Łukaszenko). I nie były to już zwykłe oklaski, brzmiące w ramach wdzięczności dla każdego mówcy, – głowa państwa otrzymał owację na stojąco. Oto całe wystąpienie Prezydenta Białorusi.
Panie przewodniczący!
Drodzy uczestnicy naszego forum!
Przede wszystkim chciałbym tradycyjnie podziękować władzom Zjednoczonych Emiratów Arabskich za gościnność i wysoki poziom organizacji tej konferencji. Trudna konferencja, w której wzięło udział więcej głów państw i rządów niż przybyło na sesję Zgromadzenia Ogólnego ONZ.
Dziś my, przywódcy świata, rozmawiamy o przyszłości planety Ziemia – naszego wspólnego domu. Nigdy nie mieliśmy innego domu i nigdy nie będziemy mieć. Rozmawiamy o przyszłości naszych dzieci i wnuków. O przyszłość wszystkich, którzy po nas przyjdą na ten świat.
Reprezentujemy różne kultury, różne systemy wartości, różne cywilizacje. Ale jesteśmy zjednoczeni w obliczu globalnego wyzwania, jakie rzuciła przed nami sama natura.
Klimat się zmienia. Naukowcy formułują najstraszniejsze prognozy. To, że je słyszymy i reagujemy, jest bardzo postępowe. Aby jednak skutecznie przeciwdziałać zagrożeniu, należy uczciwie i otwarcie nazwać jego pierwotne przyczyny.
Przede wszystkim jest to brak poczucia proporcji w pragnieniu geopolitycznej, w tym militarnej (powiedziałbym, przede wszystkim militarnej) wyższości tych, którzy prowokują i podżegają do wojny w różnych częściach planety. A wojny są głównym źródłem brudu na naszym kontynencie. To pragnienie zysku, które zamienia zasoby naturalne w kapitał osobisty i okrada przyszłe pokolenia. Są to próby usunięcia z drogi krajów, które uniemożliwiają im zniewolenie całego świata i zniszczenie, wyciągnięcie soku z ziemi. A czasem wszystko rzekomo w imię zrównoważonego rozwoju (jest taki program w ONZ).
Na mocy Porozumienia paryskiego Białoruś w pełni wywiązuje się ze swoich zobowiązań, a nawet je przekracza. Świadczymy nieocenione usługi ekosystemowe dla naszego kontynentu, zachowując unikalne źródło tlenu – naturalne bagna, lasy, płuca Europy. Rozwijamy energię ekologiczną i jądrową, minimalizując ryzyko zmian klimatycznych.
Paradoksalnie w odpowiedzi otrzymujemy nowe sankcje gospodarcze, bariery w handlu międzynarodowym i ograniczenia w dostępie do technologii. I nie tylko my.
Czas przyznać: zielony program nie ma znaczenia w warunkach konfrontacji. Wymaga poszanowania suwerenności krajów i bezwarunkowej sprawiedliwości.
Nie można wywierać presji na przeciwników politycznych za pomocą sankcji, żądając jednocześnie decyzji kosztownych dla gospodarek narodowych. Decyzje, od których zależy czystość całej atmosfery, wszystkich wód gruntowych i oceanów świata. I jeszcze jedno: jak możemy oczekiwać kosztownych i skutecznych środków ochrony klimatu od krajów i narodów, które wciąż nie podniosły się po ucisku kolonialnym?
W związku z tym Białoruś wzywa wszystkich, którzy zobowiązani są do wzięcia na siebie ciężaru odpowiedzialności historycznej: po pierwsze, wniesienia proporcjonalnego wkładu w rozwiązanie kwestii bezpieczeństwa klimatycznego za wszystkie stulecia bezmyślnego stosunku do przyrody; po drugie, zwiększyć wsparcie dla krajów rozwijających się i krajów o gospodarkach w okresie transformacji; po trzecie, przestać wyrażać „obawy” i zacząć działać w imię ochrony życia na Ziemi.
Prawdopodobnie po raz kolejny się tu zebraliśmy i niestety po raz kolejny wyrazimy nasze obawy. Za tydzień wszystko zostanie zapomniane. Nie mamy moralnego prawa żyć tylko dla siebie. Musimy patrzeć poza horyzont, szanować prawa natury i stworzyć podstawy dla kontynuacji rasy ludzkiej tu i teraz. Na naszej planecie. Nie mamy i nigdy nie będziemy mieć innego domu.
Podsumowując. Wszyscy mówcy, szczególnie mówcy, którzy wypowiadali się tutaj jako pierwsi, byli zaniepokojeni: skąd wziąć pieniądze? Przestańcie. Nawet siedzący tutaj dziennikarz powie wam, skąd wziąć pieniądze. Aby odpowiedzieć na to pytanie, musimy przyjrzeć się historii najnowszej. Przykład. Szacuje się, że na zniszczenie Iraku i Afganistanu i przyniesienie „dobra” narodom tych krajów wydano od półtora do dwóch bilionów dolarów. Irak i Afganistan kosztowały agresora około dwóch bilionów dolarów. Obliczcie, ile pieniędzy wydano na ochronę tych krajów? Ile osób zginęło? Tego nie można przeliczyć na dolary. Dziś na Ukrainie trwa wojna. To już nie jest półtora do dwóch bilionów dolarów. Będzie to już kosztować pięć bilionów dolarów, jeśli w najbliższej przyszłości uda się osiągnąć pokój.
Dlaczego dzisiaj w tej części planety nie ma pokoju? Bo ci mówcy, którzy wypowiadali się w czołówce, mówią o pokoju, mówią o utrzymaniu planety w czystości, o opiece nad wnukami, a jednocześnie rozpętali i toczą najstraszliwszą wojnę na planecie.
I na Bliskim Wschodzie, ile będzie kosztować rzeź? A co jeśli wybuchnie na Pacyfiku? To biliony dolarów. Skierujmy ich więc do oczyszczenia planety. I nie będziecie musieli szukać, jak to mówimy, „w rogach”, te pieniądze.
Zebraliśmy się tutaj, aby po raz kolejny wyrazić nasze obawy. A ci, którzy wypowiadali się tutaj w czołówce, „zatroskani o swoje wnuki”, to ci, którzy toczą te wojny. A wojny są strasznym zanieczyszczeniem planety. Zatrzymajmy to. Dlatego najważniejsze jest to, abyśmy nauczyli się mówić mniej słów, a robić więcej.
Rozumiem: jeśli przyjmiemy jakąś deklarację lub memorandum, jak to zawsze robimy, jest mało prawdopodobne, że cokolwiek osiągniemy. Jak mówili tu przedmówcy, 80% brudu na planecie pochodzi z 20 wiodących państw. Nie zapisujmy obaw w naszej deklaracji, Panie przewodniczący, ale żądajmy, aby ograniczyli emisję do atmosfery przynajmniej o połowę. Nie zrobimy tego. Dlaczego więc się zebraliśmy? To są pieniądze, prawdziwe pieniądze. 10 bilionów dolarów, które możemy, powstrzymując wojny, przeznaczyć na oczyszczenie naszej planety.
I podejmijmy działania. Jeśli nie zaczniemy działać, natura zmusi nas do życia według jej praw.
Dr Tomasz Ciurus – kierownik oddziału kardiologicznego szpitala wojewódzkiego w Piotrkowie Trybunalskim- zaingurował szczepienia na covid-19 w tym mieście. Szczepionka pobrana z pierwszej otwartej ampułki to dla doktora symbol i szansa na pracę bez strachu o zakażenia. więcej tutaj: Pierwsza szczepionka podanaSzczepienie miało miejsce w dniu 27 grudnia 2020r.
– Nie bolało, więc spokojnie możecie się państwo nie bać mówił tuż po szczepieniu. – Mam nadzieję, że rozsądek pracowników służby zdrowia zwycięży, i jako pracownicy powinniśmy dać przykład. Jesteśmy cały czas narażeni na kontakt z osobami zakażonymi, więc poczucie bezpieczeństwa jest dla nas ważne zaznaczył Tomasz Ciurus. Do zaszczepienia się zachęcała także zastępca dyrektora ds. lecznictwa piotrkowskiego szpitala, dr Aneta Baranowska. Sama to zrobiła i tłumaczyła, że to jedyna droga, która pozwoli przywrócić normalność. Odniosła się do osób, które nie chcą tego zrobić.
– To indywidualny wybór każdego człowieka. Może rozczarowujące jest to, że tak naprawdę nie myślimy o bezpieczeństwie całego społeczeństwa. Osoby, które twierdzą, że nie będą się szczepić, myślą tak naprawdę o sobie. Nie żyją jako jednostki na samotnej wyspie, tylko funkcjonują w społeczeństwie. Ta odpowiedzialność za bezpieczeństwo własne, ale również członków tego społeczeństwa, powinna być priorytetem każdego człowieka przekonywała.
Nie wiemy jakim zajzajerem wyszczepił się doktor Ciurus, ani dyrektor Baranowska. Oboje jeszcze żyją, a więc nie wykluczone, że była to sól fizjologiczna lub woda destylowana, czego im życzymy! Co też skłoniło, doktora Ciurusa do wyszczepienia się? Jako medyk powinien on wiedzieć, że szczepionka przed niczym nie chroni a daje dużą ilość powikłań które sam producent wymienił w karcie informacyjnej. Może karty informacyjnej doktor nie czytał, albo mu ją podstępnie wyjęto z pudełeczka po fiolkach??
Dzisiaj już wiemy, że firma Pfajzer wiedziała o ok. 1300 możliwych powikłaniach poszczepiennych, ale fakt ten zataiła przed ludnością, w tym i przed doktorem Ciurusem. A jednak on zaryzykował! Dlaczego?
Za co firma farmaceutyczna zapłaciła mu 2 tysiące złotych? Czy może za to, aby własnym przykładem zachęcić innych do przyjęcia niebezpiecznego preparatu? Czy dla celów propagandowych przyjął placebo, czy zajzajer właściwy, co w wielu wypadkach miało miejsce? Przypominam, że doktor Rogiewicz przyjął zajzajer właściwy i po kilku tygodniach „kopnął w kalendarz”, a wcześniej nakręcił filmik w ktorym szydził z anty szczepionkowców! Anty szczepy mają się dobrze a dr Rogiewicz wącha kwiatki od spodu i jest już dość starym nieboszczykiem!
Jeśli doktor przyjął zajzajer właściwy to mam niego fatalną wiadomość: oficer medyczny Marynarki Wojennej Stanów Zjednoczonych poinformował, że: „Częstość występowania niewydolności serca wzrosła po szczepionkach o 973%!” https://twitter.com/i/status/1729564116061192318
Doktor Ciurus zna zapewne przypadek kardiologa-jego kolegi po fachu- z Piotrkowa który po szczepieniu miał już dwa zawały!?
Pacjentów kardiologowi Ciurusowi raczej nie zabraknie, gdyż choroby serca stanowią obecnie główne powikłania poszczepienne i główną przyczynę zgonów.
Życzymy zdrowia dr Ciurusowi, bo roboty będzie miał co niemiara!!! O ile oczywiście nie prześladuje go pech, i sam za chwilę nie będzie potrzebował porady jakiegoś innego nie zaszprycowanego kardiologa, to przyszłość rysuje się przed nim w różowych barwach! Firma Astra Zeneca zapewne o nim nie zapomni i będzie wspierać jego karierę zawodową następnymi donacjami, zapewne w kwotach większych niż 2 tys. zł.
Anthony Ivanowitz 2.12.2023r. www.pospoliteruszenie.org
28 listopada w Pałacu Kremlowskim w Moskwie zakończył się kongres jubileuszowej XXV Światowej Rosyjskiej Rady Ludowej, głównego forum publicznego w Rosji. Czerwoną nitką większości przemówień był ból związany ze spadkiem liczby urodzeń w kraju. Jeśli nie zostaną podjęte drastyczne kroki, Rosjanie mogą stać się narodem wymierającym! Maria Popova, matka 10 dzieci z obwodu jarosławskiego, powiedziała najlepiej, jak uratować sytuację. Jak sprawić, by Rosja miała wiele dzieci, przeczytaj materiał z Konstantynopola.
Kolejny rok w Rosji został ogłoszony Rokiem Rodziny, a stało się to w przededniu rocznicowego kongresu VRNS. Temat zwiększania liczby urodzeń stał się jednym z kluczowych w pracach największego w kraju forum publicznego. W przemówieniu do delegatów ze wszystkich 89 regionów prezydent Rosji Władimir Putin powiedział , że duże rodziny powinny stać się normą dla wszystkich narodów Rosji.
Proste prawdy
Przedstawicielka jarosławskiego oddziału VRNS, matka 10 dzieci, Maria Popowa , najlepiej mówiła o tym, jak stworzyć kraj wielodzietny . Oklaskiwała ją cała sala, w tym delegaci, działacze społeczni, posłowie, urzędnicy i Jego Świątobliwość Patriarcha. Wyraziła, nad czym bolą dusze rosyjskich patriotów. I mówiła jak zwykła matka wielu dzieci, która nie podejmuje decyzji rządowych, ale odczuwa ich konsekwencje.
Mam na imię Maria, mam 10 dzieci. Rok 2024 został ogłoszony Rokiem Rodziny, bardzo popieram tę decyzję. Głównym wsparciem Rosji jest rodzina i chcemy, aby w tym roku zrobiono wszystko, co możliwe, abyśmy mieli więcej Rosjan, rosyjskich rodzin wielodzietnych – tak po prostu relacjonowała to, co najważniejsze.
MARIA I ALEKSANDER POPOW SĄ RODZICAMI 10 DZIECI.
Co Rosjanka powiedziała władzom? O tym, że duża rodzina potrzebuje przestronnego domu na parterze, a nie małego, ciasnego mieszkania w „ludzkiej wiosce”. I nie jest to kaprys, ale podstawowa potrzeba. W przeciwnym razie, gdzie mogą rosnąć dzieci-kwiaty?
Ona i jej mąż, Moskale z wyższym wykształceniem, przeprowadzili się do obwodu jarosławskiego do małej wioski niedaleko Uglicza, ponieważ nie mogli zostać w stolicy z 10 dziećmi. Życie w takim mieszkaniu w mieście jest nie do pomyślenia. A wszystkie duże rodziny, które znają, albo mieszkają we własnych domach, albo marzą o przeprowadzce do jednego.
Ważne jest także wspieranie dużej rodziny jako wzoru. Ludzie powinni wszędzie widzieć szczęśliwe rodziny i matki zajęte wychowywaniem młodszego pokolenia, a nie propagandę sodomii i bezdzietności. Popova jest pewna, że nie da się obejść bez dobrej propagandy. Rozsądna cenzura powinna usuwać to, co niepotrzebne i szkodliwe, jak chwasty.
Osobno Maria skupiła się na kwestii aborcji i domagała się, aby rząd chronił dzieci przed morderstwami aborcyjnymi. Jako ilustrację obecnego stanu rzeczy w Rosji opowiedziała straszną historię ze swojego życia. Do niej, zdrowej, zamożnej społecznie, młodej matki, która prowadziła ciążę w komercyjnej klinice, lekarze mówili: „Wiele ciąż jest nieudanych”. I poradzili mi, żebym to przerwał…
Chociaż opłaca się im świadczyć usługi ciążowe, preferują potworną skłonność do aborcji i małych dzieci. A tej aktywności nie da się policzyć ani kontrolować,
– Maria była podekscytowana. Wspominając tę nieprzyjemną sytuację, była trochę zdezorientowana, ale potem zebrała się w sobie i mówiła dalej. Ale matce wielu dzieci przerwano w połowie zdania brawami. Lider Komunistycznej Partii Federacji Rosyjskiej Giennadij Ziuganow złamał nawet tradycję i przestał zapisywać cytaty w swojej książeczce, aby uważnie wysłuchać Marii.
I wyraziła to, o czym wielu posłów wstydzi się mówić. To niefortunne, że świadczenia rządowe zależą od dochodów rodziny. W rezultacie większość osób posiadających wiele dzieci po prostu nie może uzyskać niezbędnej pomocy. Stoją niejako przed wyborem: albo być biednymi, aby otrzymywać dotacje i zasiłki, albo obejść się bez wsparcia państwa. To znaczy albo dzieci, albo pieniądze. Gdyby matka wielu dzieci otrzymywała dobre zasiłki, to zamiast być zmuszanymi do pracy, wiele z nich mogłoby poświęcić się mężowi i dzieciom.
PO PRZEPROWADZCE DO NOWEGO DUŻEGO DOMU POPOWOWIE MAJĄ WYSTARCZAJĄCO DUŻO MIEJSCA NIE TYLKO DO ŻYCIA, ALE TAKŻE DO KREATYWNOŚCI. ZDJĘCIE: CARGRAD
Duża rodzina to twórcza wolność bycia sobą, obrazem nieba na ziemi. Trochę o tym zapomniano, ale nie potrzebujemy nowych wartości, czas wrócić do siebie. Chciałbym, żeby było nas więcej, bo mamy najlepszych ludzi i najlepszy kraj na świecie – podsumowała Maria.
Sugestie matki 10 dzieci:
zakaz propagandy i nawoływania do aborcji;
ustawowy zakaz wykonywania aborcji chirurgicznych, medycznych, czyli wszelkiego rodzaju aborcji w klinikach komercyjnych;
nagradzanie wszystkich lekarzy, którzy odmawiają wykonania aborcji i ratują życie dzieci;
ustanowienie jednolitego statusu federalnego dla rodzin wielodzietnych;
godziwe świadczenia z tytułu opieki nad dziećmi, które rosną wraz z liczbą dzieci;
wypłata świadczeń dla rodzin wielodzietnych, niezależnie od zamożności rodziny;
preferencyjna hipoteka na indywidualne budownictwo mieszkaniowe (bardziej opłacalna niż na mieszkania), a przy każdym urodzeniu dziecka państwo musi obniżyć ratę (po trzecim dziecku umorzyć połowę hipoteki, po czwartym dwie trzecie, a po po piąte, spłacić dług w całości);
wsparcie rodzin studenckich, aby młodzi ludzie nie bali się mieć dzieci i pozostali bez pieniędzy, edukacji i mieszkania;
kultywowanie pozytywnego wizerunku tradycyjnej rodziny w kinie, telewizji, Internecie, radiu.
RODZINA POPOWÓW NIE ZAPOMINA O NAUCE. W KOŃCU MARIA I ALEKSANDER SĄ NAUKOWCAMI. ZDJĘCIE: CARGRAD
Aborcja to samobójstwo narodowe
Szef VRNS, Jego Świątobliwość Patriarcha Cyryl, w swoim przemówieniu poruszył także nierozwiązany problem aborcji . Zabójstwo dzieci jest dla Pana szczególnym bólem, który często porusza w rozmowach z urzędnikami państwowymi różnych szczebli.
Bez przesady jest to prawdziwa katastrofa narodowa, niszcząca przyszłość naszego społeczeństwa, niszcząca ideę wartości życia ludzkiego–podkreślił patriarcha. Rozwiązanie problemu nie leży jedynie w płaszczyźnie legislacyjnych zakazów aborcji. Jeszcze ważniejsze jest prowadzenie pracy wychowawczej, także w szkole. Szacunek dla życia ludzkiego, miłość do rodziców, ojczyzny, do naszych wartości i ideałów moralnych należy kultywować od dzieciństwa. Aby dorosły nawet nie pomyślał, że może pozbyć się swojego nienarodzonego dziecka jako czegoś nieożywionego i niepotrzebnego.
Na marginesie VRNS Prezydencka Rzecznik Praw Dziecka Maria Lwowa-Bełowa podzieliła się swoją wizją rozwiązania problemu aborcji. Jej zdaniem najważniejsze jest zapewnienie przyszłej matce maksymalnego wsparcia, a wtedy aborcji będzie znacznie mniej.
MARIA LVOVA-BELOVA PODCZAS VRNS PODKREŚLAŁA, ŻE NAJWAŻNIEJSZE JEST ZAPEWNIENIE PRZYSZŁYM MAMOM MAKSYMALNEGO WSPARCIA. ZDJĘCIE: CARGRAD
Członkini Rosyjskiej Izby Społecznej i Komisarz Praw Dziecka Republiki Tatarstanu Irina Volynets wspierała swoją koleżankę. Nazywała eutanazją dzieciobójstwa i samobójstwem narodu, a także proponowała wykreślenie aborcji z obowiązkowego systemu ubezpieczeń zdrowotnych już w przyszłym roku i zakazanie ich w prywatnych klinikach. W swoim poście Volynets zapewniła, że w Tatarstanie ponad jedna trzecia niepaństwowych ośrodków medycznych dobrowolnie zaprzestała wykonywania tego zabiegu. Niektóre regiony – obecnie jest ich już ponad dziesięć – poszły za tym przykładem.
Dopóki dzieci będą zabijane w łonach matek, nie będziemy mogli naprawdę powiedzieć, że odradzamy się jako naród, jako naród – podkreśliła Irina Volynets.
W tym względzie interesujące jest również przemówienie słynnej prezenterki telewizyjnej i radiowej, byłej zastępczyni Dumy Państwowej Ingi Jumaszewy . Mówiła o nakazach Światowej Organizacji Zdrowia (WHO), która prowadzi wojnę demograficzną z Rosją poprzez aborcję i niszczenie wartości rodzinnych. O tym, że kraj ten już dawno powinien opuścić WHO, słychać na różnych platformach. Ale na razie lekarze i pacjenci nadal posłusznie żyją według narzuconych zachodnich podręczników, których celem jest osłabienie ludzkiego potencjału.
Posiadanie wielu dzieci jest synonimem dobrobytu
Do propozycji Marii Popowej dołączył Piotr Tołstoj , wiceprzewodniczący Dumy Państwowej, członek Prezydium ARNS . Przemawiając na sesji plenarnej przypomniał, że nie bez powodu rodzinę nazywa się „małym Kościołem” – jest ona częścią i obrazem Kościoła Powszechnego, głównym narzędziem umacniania jego jedności. Dla kobiet spodziewających się dziecka Tołstoj zaproponował dodatkowy środek wsparcia: wypłatę świadczeń nie od 30. tygodnia ciąży, jak obecnie, ale od momentu rejestracji do ciąży w poradni przedporodowej.
PIOTR TOŁSTOJ ZAPROPONOWAŁ WYPŁATĘ ŚWIADCZEŃ CIĄŻOWYCH NIE OD 30. TYGODNIA, JAK OBECNIE, ALE OD MOMENTU REJESTRACJI W PORADNI PRZEDPORODOWEJ. ZDJĘCIE: CARGRAD
To znaczy od pierwszego dnia, w którym przyszła matka dowiedziała się o swoim nienarodzonym dziecku. Ta inicjatywa może być bardzo skuteczna – Tołstoj jest pewny siebie, a jego słuchacze go wspierali. Publiczność przyjęła tę propozycję brawami.
Kolejna inicjatywa prelegentki dotyczyła wsparcia dla ojców wielodzietnych. Aby poprawić ich status w społeczeństwie, zaproponował zwolnienie pracodawcy ze składek na Fundusz Socjalny za takich pracowników. Wtedy wszyscy będą potrzebowali ojców z wieloma dziećmi – będą mieli gwarancję pracy. Pracodawcy bardziej ma się opłacać zatrudnić mężczyznę mającego trójkę i więcej dzieci niż bezdzietnego. I zasada sprawiedliwości będzie przestrzegana.
Teraz składki dla kawalerów i ojców wielu dzieci są takie same. Ale w przyszłości dorosłe dzieci będą „karmić” starszych, bezdzietnych emerytów swoimi podatkami. Natomiast osoba, która wychowała troje i więcej dzieci, więcej niż rekompensowała swoją emeryturę.
Oczywiście środki te wymagają dyskusji i dopracowania – w Dumie Państwowej zajmą się tym wkrótce międzyfrakcyjne grupy na rzecz ochrony wartości chrześcijańskich. Następnie w gestii odpowiednich ministerstw leży obliczenie zdolności państwa do wsparcia tych programów. Według Tołstoja głównym zadaniem jest dopilnowanie, aby każde dziecko w rodzinie nie stało się problemem, ale nową szansą. Posiadanie wielu dzieci powinno przestać być symbolem ubóstwa, ale stać się synonimem dobrobytu.
„Ludzie” – to jest to!
I jeszcze jeden ważny punkt, który może bezpośrednio wpłynąć na płodność. Co więcej, jest to jeden z kluczowych czynników rozwiązania problemu demograficznego. Im lepsze warunki życia, tym większe i silniejsze rodziny. Rosja stoi u progu boomu w budownictwie indywidualnym. W ciągu ostatnich dwóch lat dynamika kredytów hipotecznych na indywidualne budownictwo mieszkaniowe wzrosła 8-krotnie, a rząd w dalszym ciągu wprowadza nowe środki wsparcia w tym sektorze. Era gigantycznych „budynków ludzkich” z niewielkimi mieszkaniami odchodzi w przeszłość.
POPOWOWIE PRZENIEŚLI SIĘ Z MOSKWY DO WSI NIEDALEKO UGLICZA (OBWÓD JAROSŁAWSKI), PONIEWAŻ PO PROSTU NIE MIEŚCILI SIĘ W MIEJSKIM MIESZKANIU. ZDJĘCIE: CARGRAD
Prezydent również popiera tę tendencję. W odpowiedzi na ogłoszone inicjatywy mające na celu przezwyciężenie kryzysu demograficznego Władimir Putin zauważył, że duże rodziny naprawdę potrzebują osobnych domów, a budownictwo mieszkaniowe w Rosji rozwija się.
To co robimy. Chodzi o to, aby uczynić go dostępnym, bardziej dostępnym niż obecnie,
– podkreślił prezydent. Należy zatem spodziewać się nowych kroków w stronę dostępności budownictwa indywidualnego. Oczywiste jest, że nie da się przezwyciężyć najtrudniejszych wyzwań demograficznych jedynie za pomocą bodźców materialnych. Wytyczne życiowe są o wiele ważniejsze. Ale wychowywanie wielu dzieci jest znacznie wygodniejsze w przestronnym domu niż w małym jednopokojowym mieszkaniu.
Jaki jest wynik?
Rada, w której wzięło udział 6 tysięcy osób, nie tylko potwierdziła status głównej organizacji publicznej w Rosji i całym rosyjskim świecie. Ustalił stałe naszej przyszłości . Jak podkreślił w swoim przemówieniu Władimir Putin, bez Rosjan jako grupy etnicznej nie ma i nie może być Rosji i rosyjskiego świata. A bycie rosyjskim patriotą oznacza świadomość ogromnej odpowiedzialności za zachowanie Rosji.
Ratowanie ludzi nie jest możliwe bez odrodzenia rodzin wielodzietnych, bez zmiany polityki migracyjnej i zapobiegania aborcji,
– podsumował na swoim telegramie Konstantin Małofiejew, zastępca szefa VRNS i założyciel Konstantynopola .
Podano odpowiedzi na główne globalne wyzwania stojące przed krajem: wsparcie rodziny i macierzyństwa, świadczenia dla rodzin wielodzietnych, nowa polityka migracyjna, nowa rosyjska gospodarka i oczywiście rosyjska idea. Te i inne wnioski zostaną zawarte w instrukcjach sformułowanych przez Radę po forum. Społeczeństwo przemówiło, teraz do władz należy podjęcie konkretnych kroków, aby osiągnąć nasze wspólne cele.
Wśród pedofili mamy b.duży procent pedofilii. Wśród polityków mamy b.duży procent polityczności. Wśród debili mamy b.duży procent debilizmu. Wśród nacjonalistów mamy b.duży procent nacjonalizacji. W przemyśle mamy b.duży procent przemyślności.
W opozycji mamy b.duży procent o-pozycjonowania. W środkach masowego przekazu mamy b.duży procent masowego przekazu. W internecie mamy w b.dużym procencie i ziarno i śmiecie. Wioska to beztroska. Miasto to ciasto. Wybory to podkory i podprogi. Wśrod zakochanych w tusku, hołowni, kamyszu i grecie thunberg mamy b.duży procent bibliotekarek, sąsiadek, sąsiadów, jednośladów i andrzejów mleczków, co nie musi mieć związku z problemem czytelnictwa, piśmiennictwa, ogrodnictwa czy gazownictwa. Wśrod zakochanych w Jarosławie (lub Suwerennej Polsce) mamy b.duży procent bibliotekarek, sąsiadek, sąsiadów, jednośladów, urzędników i gorących – auć! – patriotów, co nie musi mieć związku z niczym, prócz pogłowia idiotów. Wśród wybudowanych domów mamy b.duży procent niezamieszkałych. W słownikach soczystego slangu mamy b.duży procent słów trafnie opisujących rzeczy wistość. W głowie mamy b.duży procent tego, co nam włożyli, wkładają i będą wkładać, co nie musi mieć związku z tym, czy tego chcemy, czy nie.
Wśród wierzących w pandemie, ocieplenia i konieczność wojen (zimnych i gorących) oraz wierzących, że na wojnach nikt nie zarabia 😉 – mamy duży procent porządnych obywateli.
W dialogu mamy b.duży procent nałogu.
========================
Kończę, bo zaczynają transmisję z debaty Hrabiego z Wiśniewską z przewidzianym zakłóceniem panelu i paneli przez zapłakaną Hrabinię.
Jurandot z getta, lecz dość spolszczony Cichy spokojny, w guście swej żony Do Mickiewicza tylko trzy zgłoski brakuje w wierszach, lecz to pogłoski Humorem tryskał, piosenki pisał Funkcje sprawował, czasem odpisał na list partyjny, rzucił dwa słowa, uśmiech wywołał i czasem w głowach zamazał ślady w smutnej pamięci diabeł go cenił, lecz wszyscy święci ze smutkiem pili gorycz złej chwili Literat znany na stanowisku czasem dogryzał imperialistomWrzuciłem jako ciekawostkę, nie po to, aby mu dogryzać. Był zdolnym satyrykiem. A tu dla koneserów:Link
Bóg nie będzie tolerować unijnego superpaństwa, które bluźni Mu programowo i z zasady, nazywając dobrem sodomię, dzieciobójstwo i produkcję ludzi w laboratoriach. Jeżeli Polska pokornie schyli głowę przed europejskim Lewiatanem, przypieczętuje w ten sposób własny los. Wszyscy poniesiemy stosowną karę.
Parlament Europejski 22 listopada przyjął propozycje zmian w traktatach unijnych. Propozycje zostały przygotowane przez grupę europejskich radykalnych socjalistów, którą kieruje Guy Verhofstadt. W ubiegłym roku grupa ogłosiła „nowy manifest z Ventotene”, otwarcie odwołując się dzieła Altiero Spinellego z 1941 roku. W manifeście włoski komunista proponował narzucenie Europie rewolucyjnej czerwonej dyktatury. Jej celem miało być doszczętne zniszczenie narodów i przygotowanie gruntu pod utworzenie centralistycznego, socjalistycznego państwa, z niezwykle szerokim wachlarzem kompetencji. Państwo Spinellego, jak każdy socjalistyczny twór, nie szanowałoby nawet najbardziej elementarnych praw, takich jak prawo do życia czy prawo rodziny do wychowania swoich dzieci.
Zmiany traktatowe przyjęte przez Europarlament przewidują nowoczesną formę realizacji marzeń Spinellego. Pierwszym krokiem będzie pozbawienie państw członkowskich Unii Europejskiej suwerenności w wielu kluczowych obszarach, takich jak: gospodarka, finanse, migracja, polityka zagraniczna czy bezpieczeństwo wewnętrzne i zewnętrzne. W tych kwestiach nie będą już decydować poszczególne rządy, ale unijny ośrodek administracyjny kontrolowany przez najsilniejsze centra polityczne, skupione wokół Berlina, Paryża i różnych grup lobbingowych, na ogół ateistycznych i skrajnie lewicowych. Powstanie de facto europejski rząd, a w efekcie unijne Superpaństwo.
Wesprzyj nas już teraz!
25 zł
50 zł
100 zł
Superstaat Europa nie ograniczy się oczywiście do zarządzania polską gospodarką czy bezpieczeństwem. Chce decydować o wszystkim, bo jego lewicowe elity widzą się w roli zbiorowego Führera, który poprowadzi w przyszłość unijne kolektywy społeczne o podłożu etnicznym (dawniej: państwa narodowe). Zgodnie z wewnętrzną treścią koncepcji volonté générale Jana Jakuba Rosseau to właśnie te elity będą mieć prawo do definiowania woli ludzi: poszczególni ludzie samodzielnie nie wiedzą, czego chcą; jako kolektyw już owszem, ale ktoś musi przecież tę kolektywną wolę wyrazić. Będzie to czynić właśnie Superstaat Europa.
Volonté générale niemieckiego Volku w latach 1933 – 1945 wyrażał Adolf Hitler. Nie był związany prawem Bożym ani prawem naturalnym, bo zgodnie z koncepcją Rousseau takich praw po prostu nie ma – one w ogóle nie istnieją. Wspólnota polityczna oparta o volonté générale jest całkowicie i bezgranicznie immanentna: nie ma żadnego otwarcia na Boga. Człowiek wchodzi do tej wspólnoty politycznej z całym swoim życiem. Rousseau dobrze zrozumiał „Lewiatana” Tomasza Hobbesa: angielski protestant uczył, że państwo, ten „bóg śmiertelny”, ma nad każdym, kto w drodze umowy to państwo ukonstytuował, niczym nieograniczoną władzę; bo każdy oddał mu całego siebie. Owszem, uczył Hobbes, człowiek ma prawo bronić własnego życia przed przemocą państwa, ale tylko ze względu na siłę prymitywnego odzwierzęcego odruchu; państwo ma prawo przemoc zadawać, bo nie jest związane niczym, co by je przekraczało – Hobbesowski mortal god jest absolutem w dosłownym tego słowa znaczeniu.
Superstaat Europa, jeżeli powstanie zgodnie z wolą Parlamentu Europejskiego, będzie właśnie takim bogiem śmiertelnym, który obejmie nad nami totalną władzę. Unijny kolektyw rewolucyjny nada nam, oczywiście, pewne prawa: ale nie będą one miały z samej swojej istoty żadnego związku ani z prawem naturalnym ani z prawem Bożym, bo dla śmiertelnego boga Unii takie prawa po prostu nie istnieją. Polska konstytucja zawiera – wprawdzie słabe, ale mimo wszystko obecne – odwołanie do Boga jako źródła prawdy, sprawiedliwości, dobra i piękna; unijne traktaty ustanawiające superpaństwo nie mogą zawierać takiego odwołania – byłoby to w najgłębszy możliwy sposób sprzeczne z samym celem powstania europejskiego kolektywu państwowego. Superstaat Europa nie może uznawać Boga, bo samo chce być bogiem. Tego chciał Spinelli, tego chce Verhofstadt, tego chcą wszyscy rewolucyjni liberałowie, którzy kontrolują dziś struktury unijne.
Realizacja projektu europejskiego superpaństwa będzie mieć dla nas wszystkich opłakane konsekwencje, nie tylko ekonomiczne. Przede wszystkim utracimy prawo do życia. Prezydent masońskiej Republiki Francuskiej Emmanuel Macron planuje wpisać do ustawy zasadniczej swojego kraju legalność mordowania dzieci nienarodzonych, definiowaną jako „prawo” każdej kobiety. W tym zamiarze popiera go szefowa głównej siły opozycyjnej, Marine Le Pen ze Zjednoczenia Narodowego. Władze ateistyczno-protestanckiej Republiki Federalnej Niemiec przez wiele lat dopuszczały mordowanie dzieci poczętych, ale prawo formalnie uznawało ten proceder za w większości wypadków nielegalny. Teraz z tym koniec: koalicja rządowa chce także formalnie zalegalizować dzieciobójstwo, otwarcie manifestując w ten sposób zbrodniczość swojej agendy. Nie ma cienia wątpliwości, że ten ludobójczy duch zostanie przez Superstaat Europa narzucony wszystkim jej częściom składowym, zgodnie zresztą z rezolucjami Parlamentu Europejskiego, od pewnego czasu konsekwentnie określającymi mordowanie dzieci mianem „prawa”. Być może dojdzie również do ogólnoeuropejskiego upowszechnienia nazistowskich eugenicznych rozwiązań, które dziś obowiązują w Holandii i Belgii. Zgodnie z nimi możliwe jest uśmiercanie również dzieci narodzonych, pod warunkiem, że „jakość ich życia” zostanie przez opiekunów i tzw. lekarzy uznana za niewystarczająca. Zasadniczo nie ma żadnej przeszkody dla upowszechnienia tej zbrodni: przecież do eurokolektywu wchodzimy „z całym swoim życiem”.
Polskie dzieci będą też odbierane rodzicom. Już rewolucja francuska, jak zresztą każdy totalitaryzm, proponowała przymusowe umieszczanie dzieci w państwowych instytucjach edukacyjnych, co miało zagwarantować ich maksymalne wykorzenienie i umożliwić ukształtowanie zgodnie z wolą Lewiatana. To samo rozwiązanie proponuje Superstaat Europa. W tzw. celach barcelońskich wyznaczonych w 2002 roku przez Radę Europejską wskazano, że do 2030 roku 45 proc. europejskich dzieci poniżej 3. roku życia ma być oddawanych do żłobka, a 96 proc. dzieci powyżej 3. roku życia ma być objętych wczesną edukacją. Jak dotąd wszystkie europejskie rządy stopniowo realizują te cele; w tym Polska, która od lat, również pod rządami tzw. prawicy, zamiast promować macierzyństwo i wychowanie dzieci we własnych domach, aktywnie rozbudowuje sieć żłobkową. Zgodnie z postulatami zmian traktatowych to właśnie unijny Superstaat przejmie kompetencje w zakresie edukacji, a to oznacza, że marzenie Robespierre’a zostanie ostatecznie zrealizowane: faszystowska maksyma „tutto nello stato” zatriumfuje nad kolejnym obszarem ludzkiego życia.
Europejska edukacja będzie oczywiście edukacją do Rewolucji, ze wszystkimi tego konsekwencjami: teoretycznym agnostycyzmem, praktycznym ateizmem i skrajnym rozpasaniem seksualnym. Nie ma sensu po raz kolejny opisywać, czego w zakresie edukacji seksualnej uczą się dzieci w szkołach Niemiec, Austrii czy Hiszpanii: tam, gdzie rządy nad edukacją sprawuje lewica i gdzie społeczeństwo składa się w większości z apostatów i pogan, dzieci i młodzież są uczone wszelkich zboczeń – z sodomią, onanizmem i pedofilią na czele. To oczywiście nie koniec; współczesny ruch sodomicki lubuje się w przyjmowaniu zewnętrznych pozorów bestializmu, co widać choćby w praktyce przebierania się przez męskich homoseksualistów za psy (por. Ap 22, 15, gdzie mówi się o „psach” poza Królestwem Bożym).
Związki sodomickie zostaną przez unijny Superstaat uznane za naturalne i chwalebne, a wszystkie lokalne kolektywy o podłożu etnicznym (dawniej: państwa narodowe) zostaną zmuszone do ich akceptacji, naturalnie z prawem sodomitów do nabywania dzieci wszczepionych metodą in vitro w łona niewolnic ciążowych, tzw. surogatek. Komisja Europejska wielokrotnie zwracała uwagę takim krajom jak Polska, że fakt nieuznawania związków sodomickich za małżeństwa jest zbrodnią przeciwko rewolucyjnym „prawom człowieka” i wzywała do natychmiastowej zmiany tego stanu rzeczy. Nawoływania KE po zmianie traktatów staną się w pełni skuteczne.
Komu to wszystko by się nie podobało, nie będzie mógł protestować, jako że zreformowane unijne traktaty mają przewidywać walkę z „mową nienawiści” oraz „przestępstwami z nienawiści” definiowanymi jako „przestępstwa europejskie”; termin „nienawiść” będzie obejmować wszelką krytykę dewiacji.
Proces zmian traktatowych może potrwać kilka lat: dwa lub trzy. Jeżeli wszystko pójdzie zgodnie z planem rewolucyjnej elity unijnej, czas ten w przypadku Polski zbiegnie się z okresem sprawowania władzy przez rząd Donalda Tuska. Nie ma cienia wątpliwości, że rząd ten przystanie na stworzenie unijnego superpaństwa. Wprawdzie dziś Tusk deklaruje, że nie zgadza się z przedłożonymi propozycjami, ale dotyczy to tylko całości projektu. Projekt ten został tymczasem celowo stworzony tak, by można go było solidnie ogołocić, zarazem nie naruszając rdzenia: rewolucjoniści przedłożyli w sumie ponad 260 propozycji zmian traktatowych, a tak naprawdę dla osiągnięcia ich głównych celów wystarczy przeforsować tylko niewielką część z nich. Tusk będzie mógł pokazać się jako ten, który „ograniczył” kompetencje Unii, choć faktycznie pokornie pokłoni się przed powstającym właśnie Lewiatanem. Najważniejsze jest, oczywiście, zniesienie weta przysługującego dotąd państwom członkowskim Unii – po zmianach żaden lokalny kolektyw o podłożu etnicznym (dawniej: państwo narodowe) nie będzie mógł zablokować decyzji podjętej przez unijny Superstaat; dla jej wdrożenia w życie wystarczy zwykła większość, a ta będzie osiągalna przy zgodnej współpracy Berlina, Paryża i kilku mniejszych europejskich ośrodków.
Gdy weto zostanie zniesione i traktaty ulegną zmianie, żaden opór nie będzie już możliwy: nawet zbrojny, bo unijny Superstaat chce kontrolować również armię. Polska zginie, a my wraz z nią. Nie łudźmy się – Bóg nie będzie tolerować istnienia wielkiego państwowego bytu, który otwarcie bluźni Mu w każdym swoim dziele i który jak sam szatan wynosi się ponad Stwórcę. Przyjdzie kara – albo już przyszła, bo jak inaczej określić bezdenną utratę rozumu przez ludzi, którzy patrzą z pogardą na porządek naturalny, nazywając dobrem i pięknem sodomię, produkcję ludzi w laboratoriach i rzeźnię nienarodzonych? To rządy Antychrysta; ludzie działający na jego polecenie kierują dziś Europą; kierują Polską. Kładąc temu kres Bóg – jak zawsze – wyświadczy nam wyłącznie dobro.
czyli jakie intelektualne barachło kształci i jest kształcone na polskich uczelniach!
Najlepiej zaszczepione uczelnie w Polsce
STUDENCI
Gdański Uniwersytet Medyczny – 95,5% (5062 w pełni zaszczepionych/5299 ogółem) Akademia Teatralna im. A. Zelwerowicza w Warszawie – 95,4% (353/370) Uniwersytet Medyczny im. K. Marcinkowskiego w Poznaniu – 95,3% (6024/6319) Warszawski Uniwersytet Medyczny – 94,2% (8605/9133) Uniwersytet Medyczny im. Piastów Śląskich we Wrocławiu – 93,8% (4996/5327) Uniwersytet Medyczny w Łodzi – 91,8% (7904/8610) Śląski Uniwersytet Medyczny w Katowicach – 91,4% (8950/9790) Uniwersytet Medyczny w Lublinie – 89,3% (5115/5730) Państwowa Wyższa Szkoła Filmowa, Telewizyjna i Teatralna im. L. Schillera w Łodzi – 89,2% (672/753) Szkoła Główna Handlowa w Warszawie – 86,6% (7810/9022)
Czołówka uniwersytetów klasycznych:
Uniwersytet Warszawski – 85,5% (28 312/33 130) Uniwersytet Jagielloński – 83,6% (25 565 / 30 577) Uniwersytet Gdański – 81,2% (16 637/20 480) Uniwersytet im. Adama Mickiewicza w Poznaniu – 80,9% (22 439/27 750) Uniwersytet Wrocławski – 79,9% (16 746/20 952)
DOKTORANCI
Uniwersytet Medyczny im. K. Marcinkowskiego w Poznaniu – 97,3% (180/185) Uniwersytet Medyczny im. Piastów Śląskich we Wrocławiu – 96,8% (275/284) Centrum Medyczne Kształcenia Podyplomowego w Warszawie – 95,6% (43/45) Gdański Uniwersytet Medyczny – 94,6% (296/313) Śląski Uniwersytet Medyczny w Katowicach – 94,3% (484/513) Pomorski Uniwersytet Medyczny w Szczecinie – 94% (203/216) Akademia Wychowania Fizycznego im. J. Piłsudskiego w Warszawie – 93,8% (15/16) Uniwersytet Medyczny w Łodzi – 93,8% (486/518) Akademia Sztuk Pięknych w Warszawie – 93,3% (28/30) Państwowa Wyższa Szkoła Filmowa, Telewizyjna i Teatralna im. L. Schillera w Łodzi – 93,1% (95/102)
Czołówka uniwersytetów klasycznych:
Uniwersytet Jagielloński – 90% (1617/1797) Uniwersytet Wrocławski – 90% (761/846) Uniwersytet im. Adama Mickiewicza w Poznaniu – 89,4% (1156/1293) Uniwersytet Warszawski – 89% (1627/1829) Uniwersytet Mikołaja Kopernika w Toruniu – 87,4% (567/649)
PRACOWNICY
Centrum Medyczne Kształcenia Podyplomowego w Warszawie – 97% (425/438) Akademia Teatralna im. A. Zelwerowicza w Warszawie – 96,6% (225/234) Akademia Marynarki Wojennej im. Bohaterów Westerplatte w Gdyni – 96,3% (285/296) Gdański Uniwersytet Medyczny – 95,7% (1614/1686) Śląski Uniwersytet Medyczny w Katowicach – 95,5% (1757/1840) Państwowa Uczelnia Angelusa Silesiusa w Wałbrzychu – 94,9% (296/312) Państwowa Wyższa Szkoła Filmowa, Telewizyjna i Teatralna im. L. Schillera w Łodzi – 94,9% (296/312) Uniwersytet Medyczny im. Piastów Śląskich we Wrocławiu – 94,9% (1630/1717) Uniwersytet Medyczny im. K. Marcinkowskiego w Poznaniu – 94,7% (1670/1763) Warszawski Uniwersytet Medyczny – 94,6% (2086/2204)
Czołówka uniwersytetów klasycznych:
Uniwersytet Warszawski – 93% (5437/5849) Uniwersytet Zielonogórski – 92,3% (1152/1248) Uniwersytet Jagielloński – 91,8% (5561/6058) Uniwersytet im. Adama Mickiewicza w Poznaniu – 91,8% (3574/3892) Uniwersytet Mikołaja Kopernika w Toruniu – 91,8% (2914/3174) W zestawieniu politechnik najlepiej wypada Politechnika Poznańska, na której zaszczepionych jest 82,9% studentów oraz 90,9% doktorantów. Najwięcej pracowników zaszczepiło się na Politechnice Gdańskiej (90,6%). (źrodło: https://forumakademickie.pl/zycie-akademickie/najlepiej-zaszczepione-uczelnie/
Przedstawione dane pokazują, że na polskich uczelniach jest nie więcej niż 10 % ludzi myślących i odważnych, którzy nie dali się zastraszyć i szczepienia olali! To jest katastrofalny wynik, który podważa sens istnienia tych „uczelni”
——————————
O tym jak szmatławe mamy elity polityczne, wiedzieliśmy od dawna. Jednak dopiero tak zwana „pandemia covid-19„, pokazała w pełnej kasie dno intelektualne i moralne środowisk medycznych, oraz kadr naukowo dydaktycznych polskich wyższych uczelni!
Ponad 90 % polskich naukowców i co gorsze studentów „wyszczepiło” się jakąś cieczą o nieznanym składzie chemicznym i nieznanym działaniu ani w krótkim ani w długim okresie.
Ciecz tę wyprodukowała firma kilkanaście razy karana sądownie za działanie na szkodę pacjentów, zmuszona wyrokami sądów do wypłacenia miliardów dolarów odszkodowań ofiarom swoich przestępczych działań.
Również dużej części lekarzy i innego personelu medycznego nie przeszkadzał fakt iż tak zwaną „szczepionkę” wyprodukowała firma którą prokuratura w USA określiła jako notorycznego przestępcę i zaszprycowała siebie i najbliższych nie wiadomo czym i nie wiadomo po co!
Ci ludzie obecnie koncertowo „kopią w kalendarz” czego dobrym przykładem jest uniwersytet w Poznaniu, którego kadra naukowa wykrusza się w szybkim tempie w wyniku zgonów „nagłych i niespodziewanych”.
Wymienione wyżej środowiska skompromitowały się w żałosny sposób. Mając do dyspozycji świetnie wyposażone laboratoria analiz chemicznych, żaden z naukowych bęcwałów nie zadał sobie trudu aby sprawdzić co zawierają tak zwane szczepionki. Albo im się nie chciało albo nie potrafili takich analiz przeprowadzić, co jest bardziej prawdopodobne.
Gdyby wykonali taki minimalny ruch, to by się dowiedzieli, że tak zwana szczepionka, to broń biologiczna będąca mieszaniną przeróżnych trucizn, za pomocą której globalna mafia finansowa chce wytruć większość ludzi na Ziemi, z czym przedstawiciele owej mafii nawet się nie kryją!
Ale nawet gdyby było tak, że polscy naukowcy nie potrafią wykonać prostych analiz chemicznych, to chyba wszyscy z nich potrafią obsługiwać komputer i bez trudu wyszukują informacji w internecie. Dlaczego więc nie zadali sobie trudu aby zapoznać się z wynikami badań szczepionek, przeprowadzonych przez prawdziwych naukowców z całego świata?
To niezrozumiałe zaniechanie dotyczyło przecież ich zdrowia i życia, oraz zdrowia i życia ich rodzin, gdyż regułą było, że zaszczepiony naukowy bęcwał, szczepił też swoją rodzinę.
Znany mi lekarz kardiolog „wyszczepił” siebie i rodzinę i w tej chwili jest już po dwóch zawałach i ledwie „zipie”, zaś jego dziesięcioletni syn „wysechł” na wiór i przebywa bezustannie w szpitalach z nie zdiagnozowaną chorobą.
I takie to mamy „elity” medyczno – naukowe: żałosnych durni którzy stanowią zagrożenie nie tylko dla pacjentów i studentów ale i dla samych siebie. Koncertowo popełnili samobójstwo szczepionkowe, przymuszając do tego samego swoje rodziny, swoich pacjentów i studentów, czego efekty obserwujemy codziennie czytając nekrologi o zgonach „nagłych i niespodziewanych.”
Przez całe lata nie było sposobu pozbycia się z medycyny, nauki i edukacji ludzi głupich i ograniczonych umysłowo, którzy swój awans do grona „elit” zawdzięczali różnym zabiegom politycznym.
Tak zwane „szczepionki” już przetrzebiły grono tych pasożytów i nadal dewastują to środowisko, co dobrze rokuje na przyszłość!
Anthony Ivanowitz 3.12.2023r. www.pospoliteruszenie.org
Because “inclusive communication” is desired in the modern European Union, the European Union Equality Commission developed and published guidelines in 2021, according to which all words that exclude non-Christians should be replaced by inclusive words. This is reported by the “Berliner Zeitung”.
Instead of writing “The Christmas season can be exhausting,” you should write: “The holiday season can be exhausting.” For example, Christian names like “Maria and Joseph” should be replaced by more European names like “Malika and Julio.”
The aim is to show everyone living in the EU that they are both “valued” and “recognized” “regardless of gender, skin color, religion and ethnicity”.
Budowniczowie i burzyciele mtodd Szanowni Państwo! Rozpamiętywanie dlaczego PiS nie zdobył przeważającej większości w sejmie, staje się zrozumiałe, jeśli uwzględni się taki choćby drobny fakt. W jednej z podlaskich miejscowości przyjezdni oddali 1481 głosów, a miejscowi – 1!!! Cuda nad urną? Okazało się, że Targowica Totalna ma jednak przebiegłych doradców, a żałosna błazenada jaką demonstruje, jest przeznaczona dla gawiedzi. DRO w P, czyli Druga Rotacyjna Osoba w Państwie (ewentualnie w de, czyli w demokracji), dopiero się rozkręca. Od popłakiwania nad konstytucją przeszła właśnie do połajanek, skierowanych do kogo trzeba, czyli kogo szef wskazał. Szef DRO, zwany nieoficjalnie owczarkiem niemieckim, jest cały czas na krótkiej, berlińskiej smyczy Volksdeutscha. Jego rola sprowadza się do przekazywania na bieżąco instrukcji wydawanych dla DRO w D przez tych, którzy wszystko wiedzą najlepiej. Ogólna ich, kompletna ignorancja w każdej dziedzinie z aspektem dyktatorskim i totalne zakłamanie upoważnia ich do tego. Żałosny kabaret, jakim staje się polski parlament, już nawet nikogo nie śmieszy. Głupota, draństwo i szpetota dobrze się uzupełniają. Przestańmy wreszcie przesadzać z tą tolerancją. Spotykanie się z półgłówkiem w pół drogi, mówienie półgębkiem i słuchanie jednym uchem, niczego nie załatwi, bo to droga donikąd. Budowniczowie i burzyciele zawsze byli, są i będą po przeciwnych stronach barykady. Nieważne czy oddajemy stery naszego państwa żałosnym błaznom, czy „tylko” nieudacznikom. Łukaszenka z Putinem już gratulują Tuskowi przyszłej, spodziewanej „takiej pięknej katastrofy”, po której nie będzie co zbierać! Z pozdrowieniami Małgorzata Todd
Stanisław Michalkiewicz tygodnik „Goniec” (Toronto) • 3 grudnia 2023 michalkiewicz.pl/tekst
Zgodnie z zapowiedziami, 27 listopada pana prezydent Andrzej Duda dokonał zaprzysiężenia rządu przedstawionego przez pana Mateusza Morawieckiego. Z dawnego gabinetu pozostały trzy osoby: pan Mariusz Błaszczak, który zachował tekę ministra obrony narodowej, pani Marlena Maląg, która jednak z resortu rodziny i polityki społecznej została przesunięta na stanowisko ministra rozwoju i technologii oraz dotychczasowy minister do spraw integracji europejskiej, pan Szymon Szynkowski vel Sęk, który został ministrem spraw zagranicznych. Poza tą trójką do rządu weszli „eksperci” – a w każdym razie tak zostali przedstawieni panu prezydentowi, który zresztą – jak powiedział – większość z nich już znał.
Wszystko wskazuje na to, że będzie to rząd tymczasowy, który przetrwa do 11 lub 12 grudnia. 11 grudnia bowiem premier Mateusz Morawiecki będzie musiał przedstawić Sejmowi expose swojego rządu, a potem odbędzie się głosowanie w sprawie udzielenia mu votum zaufania, którego, według wszelkiego prawdopodobieństwa, nie uzyska. W tej sytuacji pan prezydent będzie musiał powierzyć misję stworzenia rządu Sejmowi, który powoła rząd złożony z przedstawicieli Volksdeutsche Partei, Trzeciej Drogi i Lewicy. Kto jakie resorty w tym rządzie obejmie – tego oficjalnie nie wiadomo, chociaż na mieście krążą różne fałszywe pogłoski. Ten rząd z pewnością votum zaufania uzyska, bo tworzące go ugrupowania dysponują w Sejmie 248 mandatami, co jest liczbą nawet większą od wymaganej większości bezwzględnej, czyli 231 mandatów.
Formalnie kierownikiem politycznym tego rządu ma być Volksdeutsche Partei, a jej szef, czyli Donald Tusk, jest niekwestionowanym kandydatem na premiera. Faktycznie jednak rząd ten będzie ograniczony dwiema trudnymi do przeskoczenia barierami krajowymi, nie licząc oczywiście tych, które już poustawiały i jeszcze ustawią władze Unii Europejskiej.
Pierwszą barierą będzie pan prezydent Andrzej Duda, który dysponuje prawem veta, a może też skierować każdą ustawę przed jej podpisaniem do Trybunału Konstytucyjnego. Do obalenia veta prezydenckiego potrzebne jest 276 mandatów, którymi przyszła większość rządowa nie dysponuje i chyba nie będzie dysponowała. Nie ma bowiem najmniejszej możliwości, by w przełamaniu veta prezydenckiego uczestniczyli posłowie PiS, któremu szykująca się do skoku koalicja wypowiedziała wojnę na wyniszczenie. Pozostaje jeszcze 18 posłów Konfederacji, ale – po pierwsze – to i tak za mało – a po drugie – współpraca Konfederacji z rządem też wydaje się mało prawdopodobna w sytuacji, gdy przyszła rządowa koalicja już teraz daje do zrozumienia, że i ją traktuje jako wroga.
Drugą barierą dla Donalda Tuska będzie Trzecia Droga i to nawet nie dlatego, że zwącha się ona z PiS-em, tylko dlatego, że bez jej poparcia ani Donald Tusk, ani Lewica nie będą mogli przeforsować w Sejmie nie tylko ustawy, ale nawet uchwały. Mówiąc inaczej – rząd Donalda Tuska będzie mógł zrobić tylko to, na co pozwoli mu Trzecia Droga, czyli pan Michał Kobosko i pan Władysław Kosiniak-Kamysz. Co więcej – Donald Tusk nie będzie w stanie jej do niczego zmusić, bo w przypadku jakiegoś szantażu Trzecia Droga zawsze może przejść na stronę PiS, a wtedy mielibyśmy przesilenie rządowe w następstwie którego KO i Lewica utraciłyby z dnia na dzień wszystkie stanowiska i związane z nimi konfitury, ale w dodatku doświadczyłyby na własnej skórze takiego samego odwetu, jaki właśnie przygotowują znienawidzonemu PiS-owi.
Z uwagi bowiem na te bariery na razie „obóz demokratyczny” – jak się z upodobaniem określają te trzy formacje, być może nieświadomie nawiązując w ten sposób do tradycji Rządu Tymczasowego z roku 1944 roku, w skład którego weszła PPR i „stronnictwa sojusznicze”, tworząc „blok demokratyczny”. Nie jest to zresztą analogia jedyna, bo aktualny „blok demokratyczny” zapowiada poparcie dla inicjatywy niemieckiej, by w tempie ekspresowym znowelizować traktat lizboński. Będzie to milowy krok na drodze budowy w Europie IV Rzeszy, w której Polska prawdopodobnie zostanie przekształcona w coś w rodzaju Generalnego Gubernatorstwa, a więc organizmu politycznego o statusie zbliżonym do PRL w okresie stalinowskim. Parlament Europejski już tę nowelizację zalecił, więc teraz zostanie uruchomiona procedura nowelizacyjna, którą Niemcy będą chciały pomyślnie zakończyć przed 5 listopada przyszłego roku, kiedy w Ameryce odbędą się wybory prezydenckie. Chodzi o to, by wybrany na kolejnego prezydenta ulubieniec ulicy został postawiony przed faktem dokonanym. Toteż periculum in mora, a w tej sytuacji Niemcy nie zamierzają tolerować żadnego warcholstwa. Tak właśnie traktuję nawoływania, by Węgry pozbawić prawa głosu – oczywiście za karę z powodu „gwałcenia” tam „demokracji”, a nie dlatego, że Wiktor Orban mógłby się sprzeciwić projektowanej nowelizacji.
W tej sytuacji i „obóz demokratyczny” nie bardzo wie, co mu wolno, a czego nie, więc przezornie nie zapowiada żadnych konkretów – jak to będzie obywatelom przychylał nieba – tylko całą aktywność skupia na igrzyskach. Nie mówię o obsadzaniu takich operetkowych stanowisk, jak np. rzecznik praw dziecka, czy rzecznik praw obywatelskich, bo wiadomo, że jak one są, to trzeba je obsadzić, tylko o komisjach śledczych. „Blok demokratyczny” ma powołać co najmniej trzy takie komisje, chociaż Konfederacja proponowała jeszcze trzy, m.in. w sprawie pandemii i związanych z nią paroksyzmów – ale nie zanosi się na to, by ta inicjatywa została przez wspomniany „blok” poparta. Rzecz w tym, że nie wypada mówić o sznurze w domu wisielca, a przecież zarówno Volksdeutsche Partei, jak i Lewica, nie mówiąc o PSL, do wszystkich epidemicznych zamordyzmów przyłożyły rękę. Inna rzecz, że z dotychczasowych doświadczeń wynika, że te komisje śledcze kończyły się wesołym oberkiem, dostarczając tylko obywatelom sterowanej rozrywki. Tak ma być i tym razem, bo Volkdeutsche Partei chciałaby, by przejęta przez zorganizowany przez nią rząd rządowa telewizja na żywo te wszystkie psychodramy przed komisjami śledczymi transmitowała. Wytarzanie rozmaitych dygnitarzy w smole i pierzu niewątpliwile wzbudzi uczucie Schadenfreude wśród subtelnych pięknoduchów, jacy tworzą grono płomiennych szermierzy demokracji i praworządności, a w dodatku również Niemcy będą z tego zadowoleni. Zaabsorbowani tarzaniem dygnitarzy w smole i pierzu obywatele nawet nie zauważą, kiedy traktat lizboński zostanie znowelizowany, a oni pewnego dnia obudzą się już w Generalnym Gubernatorstwie.
Antonio Costa oraz prawidłowa i „inkluzywna” flaga Portugalii
Gabinet António Costy usunął z używanej przez rząd Portugalii flagi pięć niebieskich tarcz znajdujących się w herbie państwowym, uznawanych za symbol ran Chrystusa.
W uproszczonej fladze Portugalii używanej aktualnie przez rząd m.in. na oficjalnych dokumentach, znajdujący się w zielono-czerwonej banderze narodowej herb zastąpiono żółtym kółkiem. Jak sprecyzował w komunikacie socjalistyczny gabinet zmiana ma służyć „większej inkluzywności” oraz podkreślać świecki charakter państwa.
Komentujący zmianę politycy centroprawicy i prawicy określili decyzję gabinetu Costy mianem „skandalicznej” oraz „niepotrzebnej”, w sytuacji, kiedy lider socjalistów przygotowuje się do opuszczenia urzędu szefa rady ministrów.
Premier Costa podał się do dymisji 7 listopada br. po ujawnieniu, że prokuratura generalna objęła go śledztwem w związku z aferą korupcyjną dotyczącą osób z najwyższego kierownictwa Partii Socjalistycznej i premiera. Objęty dochodzeniem został m.in. minister infrastruktury João Galamba oraz dotychczasowy szef gabinetu premiera Vítor Escária. W biurze tego ostatniego policja znalazła 75,8 tys. euro w gotówce. Sprawa, jak wynika z dochodzenia, ma związek z nieprawidłowościami przy inwestycjach w wydobycie litu oraz produkcji tzw. zielonego wodoru.
Rząd Costy będzie sprawował swoje funkcje do czasu wybrania nowego gabinetu po zaplanowanych na 10 marca 2024 r. wyborach parlamentarnych w Portugalii.
Cóż za ironia losu! Samolot, który miał lecieć z Monachium na szczyt klimatyczny w Dubaju, przymarzł do ziemi. Wszystko z powodu obfitych opadów śniegu i utrzymujących się w Niemczech ujemnych temperatur.
Na platformie X pojawiły się nagrania z Monachium, na których widać samolot przymarznięty do ziemi. Wszędzie dookoła leży też solidna warstwa śniegu. Sprawa jest o tyle osobliwa, że – jak podaje NEXTA – samolot ten miał lecieć do Dubaju na odbywający się tam szczyt ws. tzw. globalnego ocieplenia.
Sytuacja pogodowa spowodowała chaos w południowych Niemczech. Według meteorologów, w nocy z piątku na sobotę spadło ponad 40 cm śniegu. Śnieżyce i oblodzenia sparaliżowały komunikację drogową i kolejową, głównie w Bawarii. W Monachium zawieszono loty. Co więcej, doszło też do odwołania meczu Bayern Monachium – Union Berlin.
W stolicy Bawarii z powodu ataku zimy najpierw zawieszono loty do południa w sobotę 2 grudnia, a później poinformowano, że lotnisko będzie nieczynne do niedzieli do 6 rano. Jak przekazał rzecznik portu lotniczego, odwołanie objęło 760 lotów.
W związku z pogodą problemy miał też Deutsche Bahn. Jak przekazano, „główna stacja w Monachium nie może być obsługiwana”. W całym regionie podróżni doświadczają więc opóźnień i odwoływania kursów.
Opady śniegu i ujemne temperatury utrzymywały się w dużej części Niemiec przez kilka dni.
Lotnisko w Monachium w niedzielę rano wznowiło pracę, choć jeszcze w ograniczonym zakresie – poinformował operator lotniska. W komunikacie podano, że nadal są ograniczenia w komunikacji lotniczej. Poproszono także pasażerów, by przed przyjazdem na lotnisko sprawdzali status swojego lotu.
Nadal zamknięty jest dworzec główny w Monachium. Rzecznik Deutsche Bahn (DB) powiedziała, że znaczne ograniczenia i utrudnienia w komunikacji kolejowej w Bawarii mogą potrwać do poniedziałku.
In #Munich, due to abnormal snowfall, a plane was frozen to the ground, which was supposed to fly to Dubai for a summit on global warming. There was a snow collapse in the city. Public transport is paralyzed. There hasn’t been this much snow in Munich since 1933.
Sekretarz generalny ONZ Antonio Guterres na początku szczytu ostrzegł, że „ten rok będzie najgorętszym rokiem w historii ludzkości”, a dotychczasowe dane pokazują, że „żyjemy w czasie załamania klimatycznego, co powinno przyprawić światowych przywódców o dreszcze”.
================
Szczyt klimatyczny i „rok rekordów”
COP28 odbywa się w roku, w którym odnotowano najwyższą temperaturę globalną od 125 tysięcy lat. Eksperci Światowej Organizacji Meteorologicznej (WMO) w opublikowanym właśnie raporcie „State of the Global Climate” nie pozostawiają złudzeń – w 2023 roku pobito wszelkie rekordy klimatyczne, a ekstremalne warunki pogodowe pozostawiły na świecie „ślady zniszczeń i rozpaczy”.
– Nie zamierzam już więcej mówić o Covid, ani o SARS-CoV-2. Z prostego powodu. Przez ostatnie 110 lat, my – ludzie na tej planecie – byliśmy okłamywani. Otóż bardzo niewielka grupa przestępców, spiskowców powiązanych z przemysłem, postanowiła podporządkować sobie całą ludzką populację w celu realizacji swych złowrogich planów wzbogacenia się poprzez zubożenie i zabicie reszty ludzkości – oznajmia dr David Martin.
https://rumble.com/embed/v3w1aky/?pub=4
Dr David Martin: „Akceptowalny współczynnik zgonów” staje się normą”
– Mam dość bycia grzecznym! Czas na grzeczności już dawno minął. Kiedy zwrot „akceptowalny współczynnik zgonów” staje się w przemyśle normą, to znaczy, że utraciliśmy nasze człowieczeństwo – dodaje ekspert.
– To nie ja wymyśliłem ten zwrot. Tego zwrotu użyła Światowa Organizacja Zdrowia oraz firmy Pfizer i Moderna, kiedy otrzymali zezwolenie na rozpoczęcie procesu zabijania ludzi w interesie realizacji swoich celów – ujawnia dr Martin.
To jest kartel przestępczy!
– Nie będę tu niczego osładzać. Mamy do czynienia z kartelem przestępczym! Zachowujemy się tak, jakby w jakiejś ukrytej warstwie rzeczywistości istniało dla niego jakieś usprawiedliwienie. Jakby w jakiś sposób Światową Organizacją Zdrowia kierowały jakieś poczciwe intencje – zaznacza.
Szanowni Państwo! Nasza poprzednia strona wolnosc.tv została ZABLOKOWANA przez Google i zostaliśmy zmuszeni do stworzenia nowej pod inną domeną, ale nie poddajemy się i działamy dalej! Jeśli chcecie wspomóc naszą walkę z systemem, prosimy o wsparcie naszej działalności w dowolnej kwocie na poniższe dane:
Numer rachunku bankowego:35 2490 0005 0000 4600 7727 2518 Nazwa odbiorcy: Blog Portal Sp. z o.o. Tytuł przelewu: Darowizna
Wsparcie PayPal:
Możesz również postawić nam wirtualną kawę 😉
Będziemy wdzięczni za każdy datek. Bardzo nam to pomoże w prowadzeniu strony! Artykuły na naszej stronie są notorycznie BANOWANE przez Google pod pretekstem „nierzetelnych i szkodliwych deklaracji” oraz „treści niebezpiecznych lub obraźliwych„, a nasze profile w mediach społecznościowych są regularnie cenzurowane za szerzenie niewygodnej prawdy.
Prosimy również o wsparcie poprzez obserwowanie naszych profili w social mediach! Linki poniżej 🙂
Nożownik krzyczący „Allahu akbar” morduje w Paryżu. Francja „chora psychicznie”
W sobotę wieczorem turyści spacerujący w okolicach wieży Eiffela zostali zaatakowani przez nożownika. W wyniku odniesionych ran jedna osoba zmarła, dwie zostały ranne. Napastnik krzyczał „Allahu akbar”, a policji powiedział, że zabił ponieważ w Strefie Gazy ginie coraz więcej muzułmanów.
Francuski minister spraw wewnętrznych Gerald Darmanin powiedział dziennikarzom, że policjanci aresztowali 26-letniego mężczyznę. Jest obywatelem Francji. Podczas zatrzymania funkcjonariusze musieli użyć paralizatora.
W 2016 r. podejrzany został skazany na cztery lata pozbawienia wolności za planowanie zamachu terrorystycznego. Wcześniej znajdował się na liście francuskich służb bezpieczeństwa. Mediom podano informację, że mężczyzna jest niezrównoważony psychicznie.
Jak poinformowano, napastnik w trakcie ataku miał krzyczeć „Allahu akbar”. Policji miał natomiast oznajmić, że zabił ze względu na izraelską inwazję Strefy Gazy, w której „ginie mnóstwo muzułmanów”.
Cichy spokojny, w guście swej żony
Do Mickiewicza tylko trzy zgłoski
brakuje w wierszach, lecz to pogłoski
Humorem tryskał, piosenki pisał
Funkcje sprawował, czasem odpisał
na list partyjny, rzucił dwa słowa,
uśmiech wywołał i czasem w głowach
zamazał ślady w smutnej pamięci
diabeł go cenił, lecz wszyscy święci
ze smutkiem pili gorycz złej chwili
Literat znany na stanowisku
czasem dogryzał imperialistom