Przeszłość i przyszłość

Przeszłość i przyszłość

Stanisław Michalkiewicz „Najwyższy Czas!”    7 grudnia 2023 odproszony

24 listopada, na zaproszenie Europejskiej Fundacji Politycznej „Identity and Democracy Foundation – ID Foundation”, podczas konferencji w hotelu „Bristol” w Warszawie, miałem wygłosić prelekcję poświęconą przyszłości Unii Europejskiej.

Na 2 dni przed konferencją zadzwonił do mnie zakłopotany pan mecenas Jacek Wilk z informacją, że zostałem przez przedstawicieli Fundacji odproszony, z obawy przed negatywnymi reakcjami – nie wiem konkretnie czyimi – więc podejrzewam, że jakiegoś europejskiego Judenratu. Pozwolono mi jednak na uczestniczenie w konferencji, ale tak, żeby moja obecność nie rzucała się w oczy, a nawet – na uczestnictwo w bankiecie, przewidzianym po jej zakończeniu.

Oczywiście odmówiłem, prosząc jednocześnie pana mecenasa Wilka, by przekazał organizatorom, że jeśli walczy się o suwerenność państw europejskich, to wypada być trochę odważniejszym i przygotowanym na poniesienie rozmaitych kosztów. Gdyby bowiem suwerenność i wolność nic nie kosztowały, to by znaczyło, że ani jedna, ani druga nie są nic warte – a w takim razie po co właściwie o nie walczyć?

A oto, co zamierzałem powiedzieć.

Romantyczne początki

Po Rewolucji Francuskiej, a także po upadku Napoleona, europejskie państwa zwycięskiej koalicji postanowiły zapobiec powtórce z rewolucji i w tym celu rozpoczęły inwigilowanie swoich poddanych, czy przypadkiem nie ulegają rewolucyjnej zarazie i nie popadają w sprośne błędy Niebu obrzydłe. To zadanie powierzono aparatom policyjnym, których kierownicy, podobnie jak podlegający im aparat wykonawczy, rozumieli, że muszą wykazać się na tym polu osiągnięciami. Toteż funkcjonariusze formacji policyjnych, a także zaangażowani przez nich les agents provocateurs, w dążeniu do wykrycia spisków produkowali stosy informacji, w większości do niczego nieprzydatnych – które jednak przez wiele ówczesnych rządów traktowane były poważnie i stanowiły jedną z podstaw polityki każdego państwa. Prowadziło to niekiedy nawet do zahamowania rozwoju gospodarczego sporych obszarów Europy, nie mówiąc już o rosnącym niezadowoleniu inwigilowanych.

O ile w Anglii, Austrii, czy Rosji policyjne doniesienia sugerowały istnienie paneuropjskiego, a nawet światowego spisku, kierowanego przez anonimowy paryski comite directeur, o tyle w Prusach, które w okresie napoleońskim doznały wielu upokorzeń, ostrze represji policyjnych skierowało się w jeszcze jedną stronę. Jak pisze w swojej książce „Urojone widmo rewolucji” Adam Zamoyski, „w stosunku do swojej populacji Niemcy miały więcej studentów, niż jakikolwiek inny kraj Europy. Istniała tam więc spora liczba wykształconych młodych mężczyzn z aspiracjami. A ponieważ większa część kraju zastygła w przedindustrialnej stagnacji, możliwości kariery pozostawały bardzo ograniczone. Niemieckie państwa, a siłą rzeczy także ich stolice, były małe (ludność dwunastu największych niemieckich miast bez trudu zmieściłaby się w Paryżu) i prowincjonalne. Ten brak szerszych perspektyw w naturalny sposób skłaniał do marzeń o większym państwie z prawdziwą stolicą, zapewniającą przestrzeń do rozwoju talentów. Ale do powstania takowej mogło doprowadzić tylko zjednoczenie Niemiec.” Toteż rodzący się niemiecki romantyzm, który na tych młodych ludzi również oddziaływał, w ten właśnie sposób związał się z ideą zjednoczenia wszystkich państw niemieckich.

Siła przed prawem

Chociaż jeszcze przed wojną francusko-pruską pojawiły się na terenie Niemiec ogólnoniemieckie instytucje, jak np. Niemiecki Związek Celny (Deutscher Zollverein) to zjednoczenia dokonał pruski kanclerz Otto Bismarck. Po spektakularnym pokonaniu przez Prusy Francji w 1871 roku, które doprowadziło do upadku tamtejszego Cesarstwa Napoleona III, pojawienia się „parlamentu wsiowego” w Bordeaux i wreszcie – Komuny Paryskiej – Bismarck proklamuje Cesarstwo Niemieckie z pruskim królem jako Imperatorem. Cesarstwo Niemieckie, będące odpowiedzią na wcześniejsze marzenia niemieckich elit doprowadziło do tego, że pod przewodnictwem Prus Niemcy stały potęgą przemysłową, rywalizującą z Anglią, Francją i Stanami Zjednoczonymi. Ale kanclerz Bismarck wywarł nie tylko taki wpływ na politykę Cesarstwa. Uznajac, że zagadnień dziejowych nie rozstrzyga się parlamentarnymi przemówieniami, tylko „krwią i żelazem”, sformułował zasadę, która przez następne 75 lat rządziła europejską i nie tylko europejską polityką: „siła przed prawem”.

Zjednoczone Niemcy stanowiły zupełnie nową jakość w europejskiej polityce tym bardziej, że w wieku XIX pojawiła się ideologia polityczna, która na Niemcy działała wzmacniająco, a na Cesarstwo Austriackie destrukcyjnie. Chodzi oczywiście o nacjonalizm, którego istotę stanowi przekonanie, że każda wspólnota etniczna powinna się politycznie zorganizować w państwo. Cesarstwo Niemieckie było etnicznie i językowo jednolite, toteż nacjonalizm działał na nie wzmacniająco, podczas gdy na Cesarstwo Austriackie, w którym niemieckojęzyczna elita stanowiła nieznaczną mniejszość i które – niczym na piasku – zbudowane było na narodach obcoplemiennych, nacjonalizm działał destrukcyjnie. Toteż podjęta w XX wieku próba politycznego zjednoczenia Europy przez „państwa centralne”, czyli Cesarstwo Niemieckie i Austro-Węgry, skończyła się dla tej drugiej monarchii całkowitą katastrofą. Cesarstwo Niemieckie wskutek klęski wojennej też przestało istnieć, ale – w odróżnieniu od Austro-Węgier – Niemcy nadal pozostawały zjednoczone, toteż już wkrótce pod egidą wybitnego przywódcy socjalistycznego Adolfa Hitlera, podjęły ponowną próbę siłowego zjednoczenia Europy. W przemówieniu do gauleiterów wygłoszonym w roku 1943 Adolf Hitler nakreślił kształt Europy po ostatecznym zwycięstwie niemieckim, zwracając między innymi uwagę, że małe państwa nie mają racji bytu, bo tylko Niemcy są w stanie prawidłowo zorganizować Europę. Jak wiadomo, ta druga próba zjednoczenia Europy metodami militarnymi, też się nie powiodła. Państwo niemieckie zostało zlikwidowane, a przy okazji skotłowana Europa utraciła polityczne znaczenie. Symbolem tego politycznego upadku była Jałta. Gwarantami tego porządku politycznego w Europie były Stany Zjednoczone i Związek Sowiecki – a więc mocarstwa w gruncie rzeczy pozaeuropejskie; Stany Zjednoczone również geograficznie, a Związek Sowiecki – mentalnie.

Jednoczenie pokojowe

Po tym smutnym doświadczeniu walka o hegemonię w Europie straciła jakby wszelki sens, bo podstawowym zadaniem ambitnych politycznie Europejczyków były działania zmierzające do stopniowego odzyskiwania przez Europę utraconego znaczenia politycznego. Paradoksalnie pomocny w tych staraniach okazał się Związek Radziecki, to znaczy – presja, jaką za czasów Józefa Stalina wywierał on na Europę w celu jej skomunizowania i w ten sposób poddania hegemonii moskiewskiej. Z tego właśnie powodu Amerykanie zdecydowali się w roku 1949 na odtworzenie państwa niemieckiego z tzw. „trizonii”, czyli trzech stref okupacyjnych – bo czwartą zajmowali Sowieci, którzy utworzyli tam komunistyczną odmianę państwa niemieckiego w postaci NRD. Jedną z pierwszych inicjatyw pierwszego niemieckiego kanclerza Konrada Adenauera, było przekonanie Francji do politycznej współpracy, której zewnętrznym wyrazem była Europejska Wspólnota Węgla i Stali. To był – jak oceniam to z perspektywy czasu – pierwszy krok w kierunku jednoczenia Europy pod egidą niemiecko-francuską – ale drogą pokojową. Droga pokojowa oznacza jednoczenie Europy metodą przekupywania biurokratycznych gangów, okupujących poszczególne państwa europejskie. Jak powiedział podczas ostatniej debaty w Parlamencie Europejskim Guy Verhofstsadt, polemizując z „teoriami spiskowymi”, m.in. z tą, że pokojowe jednoczenie Europy dokonuje się drogą przekupywania biurokratycznych gangów – dodajmy – ich własnymi pieniędzmi, a ściślej – pieniędzmi zrabowanymi ich własnym podatnikom – że to nieprawda, bo Unia Europejska dysponuje zaledwie 1 procentem europejskiego PKB. W rzeczywistości jest tego trochę więcej bo niecałe dwa procent – ale to tym większa sztuka, by przy tak stosunkowo niewielkich środkach doprowadzić do sytuacji, w której ci wszyscy mężykowie stanu skaczą przez unijnymi biurokratami z gałęzi na gałąź.

Sowiecka presja na Europę Zachodnią doprowadziła do pojawienia się jeszcze jednego impulsu rozwojowego w postaci planu Marshalla, czyli programu odbudowy Europy ze zniszczeń wojennych. Jak wiadomo, Józef Stalin nie pozwolił swoim środkowo-europejskim koloniom skorzystać z tej okazji, toteż dzięki temu programowi gospodarki państw Europy Zachodniej nie tylko stosunkowo szybko się podźwignęły, ale i skokowo się rozwinęły. Dodatkowym impulsem jeśli chodzi o gospodarkę niemiecką, były reformy Ludwiga Erharda, który wprowadził „społeczną gospodarkę rynkową” , która polegała na uruchomieniu mechanizmów rynkowych przy jednoczesnym rozbudowaniu świadczeń socjalnych. Erhard po prostu wyciągnął wnioski z doświadczeń III Rzeszy, która – jako państwo socjalistyczne – też rozbudowała opiekę socjalną – ale doprowadziła do ogromnej biurokratyzacji gospodarki, na co narzekał Albert Speer.

Wszystko to doprowadziło do wyciągnięcia jeszcze jednego wniosku z przeszłości, Niemcy rozciągnęły pozytywne doświadczenia z XIX-wiecznego Deutscher Zollverein, rozciągając jednolity obszar celny nie tylko na terytorium Niemiec, ale również – innych państw zrzeszonych w Europejskiej Wspólnocie Gospodarczej, która została utworzona na mocy tzw. traktatów rzymskich z marca 1957 roku – o ustanowieniu Europejskiej Wspólnoty Gospodarczej oraz o ustanowieniu Europejskiej Wspólnoty Energii Atomowej, które weszły w życie w roku 1958.

W 1992 roku, kiedy Niemcy po zjednoczeniu, to znaczy – po wchłonięciu NRD – odzyskały swobodę ruchów w Europie, podpisano traktat z Maastricht, którego przedmiotem było nakreślenie harmonogramu dochodzenia do Unii Europejskiej. Na Europejską Wspólnotę Gospodarczą została nałożona polityczna czapa. W ten sposób pokojowe jednoczenie Europy weszło w nowy etap.

Od konfederacji ku federacji

Traktat z Maastricht, który wszedł w życie w roku 1993, oznaczał zmianę formuły funkcjonowania Wspólnot Europejskich. Do tego czasu funkcjonowały one w formule konfederacji, czyli związku państw. Traktat z Maastricht odchodził od formuły konfederacji, czyli związku europejskich państw, ku formule federacji, czyli europejskiego państwa związkowego. Tej metamorfozie towarzyszyły wydarzenia w polityce europejskiej, które w rezultacie doprowadziły nie tylko do krzepnięcia federacyjnej formuły, ale i do rozszerzenia Unii Europejskiej na wschód. Kiedy w roku 1986 Michał Gorbaczow spotkał się z prezydentem Ronaldem Reaganem w Reykjaviku na Islandii, podjęta została przełomowa decyzja w sprawie kształtu nowego porządku politycznego w Europie, który miałby zastąpić rozsypujący się porządek jałtański. Kształt tego nowego porządku nie był jeszcze jasny, ale pojawiła się ważna informacja – że istotnym elementem tego nowego porządku będzie ewakuacja imperium sowieckiego z Europy Środkowej. Nastąpiła ona prawie 10 lat później, ale wtedy pojawiła się wiarygodna informacja, że to nastąpi. Wywołała ona ogromny rezonans w państwach Europy Środkowej. Nauczone doświadczeniem kruchości porządku wersalskiego z roku 1919, postanowiły tym razem wziąć sprawy w swoje ręce i utworzyć w Europie Środkowej system reasekuracji niepodległości. W 1989 roku w Budapeszcie Włochy, Jugosławia, Austria i Węgry podpisały porozumienie o współpracy politycznej, zwane potocznie od czworga sygnatariuszy „quadragonale”. Do tego porozumienia, jeszcze przed „aksamitnym rozwodem”, dołączyła Czechosłowacja, jako piąty sygnatariusz, – stąd „pentagonale” i Polska jako sygntariusz szósty – stąd „heksagonale”. Ale Niemcy, kiedy tylko odzyskały swobodę ruchów w Europie, natychmiast przystąpiły do wysadzania heksagonale w powietrze. Uczyniły to, namawiając dwie republiki jugosłowiańskie: Słowenię i Chorwację – do proklamowania niepodległości i jeszcze tego samego dnia ją uznały – co prawie natychmiast wtrąciło Jugosławię, która miała być bałkańskich filarem heksagonale, w otchłań krwawej wojny domowej. Pozostali sygnatariusze, widząc czym zaczyna grozić politykowanie za niemieckimi plecami, natychmiast się od tej inicjatywy zdystansowały i w ten sposób próżnię polityczną, powstałą po przeprowadzonej w międzyczasie ewakuacji imperium sowieckiego, a wtedy już Rosji, z Europy Środkowej, wypełniały Niemcy rozszerzając Unię Europejską, której są politycznym kierownikiem, na wschód. Ta polityka zakończyła się pełnym sukcesem 1 maja 2004 roku, kiedy to Polska, Czechy, Słowacja, Węgry, Słowenia, Estonia, Łotwa, Litwa oraz Cypr i Malta zostały przyłączone do Unii Europejskiej. W 2007 roku Anschlussem została objęta również Rumunia i Bułgaria. Po tym, można powiedzieć, zakończeniu procesu pokojowego jednoczenia Europy pod kierownictwem niemieckim, nastąpił kolejny krok na drodze do „pogłębiania integracji”, czyli budowy europejskiego państwa federalnego, nazywanego przez niektórych IV Rzeszą.

Traktat lizboński

1 grudnia 2009 roku, po ratyfikowaniu przez wszystkie państwa członkowskie, wszedł w życie traktat lizboński. Najważniejszym jego postanowieniem było, w miejsce istniejących dotychczas Wspólnot Europejskich, proklamowanie Unii Europejskiej, jako odrębnego podmiotu prawa międzynarodowego. Unia Europejska ma wszystkie atrybuty państwa: ma terytorium, ludność (każdy obywatel państw członkowskich jest jednocześnie obywatelem UE – a obywatelstwo jest organicznie związane z państwem) oraz władze: ustawodawczą wykonawczą i sądowniczą, a także bank centralny, policję (Europol) i prokuraturę (Eurojust) oraz walutę – ale obowiązuje rozkaz, by nie uważać jej za państwo. Nietrudno domyślić się jego przyczyn; gdyby uznać UE za państwo, to trzeba by odpowiedzieć na kłopotliwe pytanie o status prawno-międzynarodowy państw członkowskich. W szczególności – czy są one niepodległe, czy przeciwnie – podlegają władzom państwa, którego części składowe stanowią.

Traktat lizboński ustanawia zasadę przekazania, głoszącą, że Unia Europejska ma tylko takie kompetencje, jakie przekażą jej państwa członkowskie. Wskazywałaby ona, że nie tracą one całej suwerenności politycznej, bo decydują, jakie kompetencje przekazać, a jakich nie. Ale traktat ten zawiera też zasadę lojalnej współpracy, która głosi, że państwo członkowskie musi powstrzymać się przed KAŻDYM działaniem, które MOGŁOBY zagrozić urzeczywistnieniu celów Unii Europejskiej. Przed „każdym” a więc – niezależnie od zakresu kompetencji przekazanych. Wystarczy uznać, że np. praworządność – cokolwiek byśmy przez to rozumieli – jest „celem Unii Europejskiej”, by instytucje unijne uznały, że mogą na tej podstawie wymuszać posłuszeństwo państw członkowskich swoim własnym postanowieniom. W rezultacie traktat lizboński stał się sprawnym narzędziem wypłukiwania suwerenności politycznej z krajów członkowskich UE.

Przyspieszenie budowy IV Rzeszy

22 listopada 2023 roku Parlament Europejski przegłosował – co prawda nieznaczną większością głosów, niemniej jednak, uchwałę o konieczności przeprowadzenia nowelizacji traktatu lizbońskiego. Jest to efektem spotkania niemieckiego kanclerza Scholza z amerykańskim prezydentem Bidenem w marcu br. w Waszyngtonie, na którym prezydent Biden pozwolił Niemcom na urządzanie Europy po swojemu. Więc Niemcy, które pragną stworzyć w tej dziedzinie fakty dokonane jeszcze przed przyszłorocznymi wyborami prezydenckimi w Ameryce, już nie oglądają się na zachowywanie jakichś pozorów. Nowelizacja traktatu lizbońskiego ma być przeprowadzona w około 270 punktach, ale najważniejsze wydają się następujące nowości. Po pierwsze – zniesienie prawa weta, czyli odejście od jednomyślności. Po drugie – zmniejszenie liczby członków Rady Europejskiej z 27 do 15 i po trzecie – przekazanie kolejnych 65 obszarów decyzyjnych do wyłącznej kompetencji UE.

Wydaje się oczywiste, że po udanym przeprowadzeniu takiej nowelizacji, proces przekształcania Unii Europejskiej w europejskie państewko o strukturze federalnej zostanie zakończony, jeśli nawet nie formalnie, to de facto. Oznacza to, że jeśli nawet Wilhelm II i wybitny przywódca socjalistyczny Adolf Hitler obrali niewłaściwą drogę, to ten ich błąd został szczęśliwie naprawiony, a że zasadniczo chcieli dobrze, to słuszna sprawa zwyciężyła.

Stanisław Michalkiewicz

Stały komentarz Stanisława Michalkiewicza ukazuje się w każdym numerze tygodnika „Najwyższy Czas!”.

Polskie lasy masowo oddawane Ukraińcom i Łemkom. Kolejna afera reprywatyzacyjna.

Grunty w polskich lasach masowo oddawane Ukraińcom i Łemkom. Kolejna afera reprywatyzacyjna

4 December 2023| Mateusz Pławski

Prokuratura prowadzi śledztwo na ogromną skalę w sprawie masowego oddawania gruntów lasów państwowych Ukraińcom i Łemkom, w ramach tzw. reprywatyzacji – podaje WP. Państwo straciło już wielomilionowy majątek, a roszczenia sięgają miliardów złotych – podkreśla medium, pisząc o “piątym rozbiorze Polski”.

Wirtualna Polska przypomina w poniedziałkowym materiale, że 9 września 1944 r. Polski Komitet Wyzwolenia Narodowego zawarł układ z rządem Ukraińskiej SRR w sprawie przesiedlenia – obywateli polskich z terenów ukraińskich oraz ludności ukraińskiej z terenu Polski. Do ZSRR trafiło w ten sposób, według różnych szacunków, niemal pół miliona osób narodowości ukraińskiej.

Na własność polskiego państwa na mocy dekretu z 5 września 1947 r. przeszło ok. 840 tys. hektarów. Na przejętych przez państwo terenach sadzono lasy.

W latach 50. XX wieku Polska wypłaciła Związkowi Radzieckiemu ustaloną sumę tytułem rozliczenia za pozostawione w Polsce mienie. W umowie podkreślono, że “wszelkie roszczenia stron umowy zostały całkowicie rozliczone”. ZSRR powinien przekazać pieniądze przesiedlonym z ziem polskich Ukraińcom. Następnie WP przypomina Akcję Wisła.

Wysiedleni otrzymywali zazwyczaj w zamian mienie na Ziemiach Odzyskanych.

Wraz ze zmianą ustroju w Polsce Ukraińcy i Łemkowie mogli ubiegać się o odszkodowanie z tego tytułu. “Do 2009 r. było kilka, może kilkanaście spraw. Od 2009 r. rozpoczęła się lawina. Wniosek za wnioskiem. Pojawiły się całe kancelarie prawne wyspecjalizowane w zagadnieniu lasów łemkowskich” – WP cytuje jednego z leśników z Małopolski.

“Standardowa praktyka. Gdy ktoś przetarł szlaki, inni postanowili skorzystać z tej ścieżki. I tak jak na początku często o zwroty ubiegają się osoby prawdziwie poszkodowane, tak później, w tej lawinie, już nikt nie kontroluje tego, komu się cokolwiek należy, a komu nie” – sprawę komentuje prof. Ewa Łętowska, sędzia Trybunału Konstytucyjnego w stanie spoczynku i była rzeczniczka praw obywatelskich.

WP podkreśla, że jedna z kancelarii prawnych założyła nawet blog – zwrotlasu.pl. Jego twórcy informowali w 2022 roku, że udało im się odzyskać ok. 460 hektarów nieruchomości leśnych i 1,2 mln zł odszkodowań. Jak czytamy, wspomniana kancelaria prowadził ok. 1000 spraw. “A mówimy przecież o jednej kancelarii z niespełna 30-tys. Gorlic” – zwraca uwagę medium.

W części przypadków nie można oddać nieruchomości, np. gdy znajduje się na jej terenie szkoła czy droga, ale w takiej sytuacji polskie państwo wypłaca odszkodowanie.

“W sprawie lasów łemkowskich działa standardowy mechanizm reprywatyzacyjny. Pojawia się cały biznes prawniczy skupiony wokół reprywatyzacji. Ten biznes wie, jak należy działać i jakie są słabości systemu. A tych słabości jest przecież bez liku. Tak było przy reprywatyzacji warszawskiej, tak jest przy lasach łemkowskich” – dodaje Łętowska. “Kłopot w tym, że każda okazja transformacyjna może być użyta do przekrętu. W tym przypadku tak to właśnie wygląda. Znamy to już przecież ze sprawy reprywatyzacji warszawskiej” – przypomina.

“Typowy mechanizm sprawy reprywatyzacyjnej wyglądał następująco: uprawniony występował ze swoim żądaniem do wojewody. On jest bowiem organem pierwszej instancji w tego typu sprawach. Wojewoda oceniał, czy należy utrzymać w mocy decyzję Prezydium Powiatowej Rady Narodowej sprzed kilkudziesięciu lat. Jeśli tak – nie ma mowy o oddaniu kawałka państwowego lasu. Jeżeli nie – droga do uzyskania zwrotu jest otwarta, bo unieważniona została decyzja o przejęciu nieruchomości. Jeśli komuś nie podoba się decyzja wojewody, drugą instancją jest właściwy minister, tutaj Minister Rolnictwa i Rozwoju Wsi. Od decyzji ministra przysługuje odwołanie do sądu administracyjnego. Gdy uda się komuś doprowadzić do stwierdzenia nieważności decyzji wywłaszczeniowej, trzeba jeszcze przejąć nieruchomość i zmienić treść księgi wieczystej. To kolejna procedura, ale już bardziej formalna niżeli merytoryczna” – opisuje Wirtualna Polska.

Większość opisywanych spraw prowadzono w województwie małopolskim. “W Małopolskim Urzędzie Wojewódzkim od co najmniej 2009 r. funkcjonować zaczęła bardzo korzystna dla ubiegających się o zwroty interpretacja. W zasadzie masowo, szybko i bezproblemowo z punktu widzenia uprawnionych stwierdzano nieważność orzeczeń nacjonalizacyjnych. A to otwierało drogę do przekazywania państwowych lasów osobom prywatnym. Zazwyczaj nie tym, których wysiedlono przed kilkudziesięcioma laty, tylko ich dzieciom, wnukom, a niekiedy dalszym krewnym” – informuje medium.

Wojewoda małopolski orzekł bowiem, że w decyzjach prezydiów powiatowych rad narodowych określano tylko ogólną powierzchnię przejmowanych gruntów w danej miejscowości, bez opisu konkretnych działek. Stwierdził więc, że wywłaszczeń dokonano w sposób niezgodny z przepisami, bo przecież nie określano dokładnie przedmiotu przejęcia od danej osoby.

Minister Rolnictwa i Rozwoju Wsi często sprzeciwiał się decyzji wojewody. Podkreślał, że w orzeczeniach rad narodowych wskazywano przecież imiona i nazwiska osób, których decyzje dotyczyły, co umożliwiało identyfikację nieruchomości. “Jeśli zaś wojewoda uważał, że się nie da, na jakiej niby podstawie uznawał domagającego się stwierdzenia nieważności decyzji za uprawnionego? Na tej zasadzie, w ocenie ministra, można by przecież wydać nieruchomość przypadkowej osobie” – zwraca uwagę WP.

Minister podkreślał też, że “otrzymanie przez wywłaszczonych nieruchomości w nowym miejscu osiedlenia niwelowało negatywne skutki wynikające z ewentualnych naruszeń”, a państwo nie może po prostu zwracać nieruchomości przejętych kilkadziesiąt lat temu, nie biorąc pod uwagę tego, że to samo państwo dało ubiegającym się o zwrot (lub ich przodkom) inne nieruchomości.

“Przykładanie dzisiejszych wyśrubowanych standardów administracyjnych do działań polskiego państwa z lat 40. i 50. XX wieku zawsze skończy się stwierdzeniem błędów popełnionych przed laty. Pytanie brzmi, jak długo jeszcze Polska ma ponosić tego konsekwencje. I czy w ogóle powinna” – zwraca uwagę prof. Mariusz Bidziński, konstytucjonalista z Uniwersytetu SWPS.

“To jedna z największych afer w ostatnich kilkudziesięciu latach. Ogromny majątek i nasze wspólne dobro: państwowe lasy. Kłopot w tym, że sprawa jest bardzo skomplikowana, więc media nie chciały jej nagłośnić. Nie zależy też na tym żadnemu obozowi politycznemu” – WP cytuje małopolskiego leśnika.

Prof. Ewa Łętowska zwraca uwagę, że w dużej mierze winne jest ustawodawstwo, a sprytni prawnicy dostrzegli niedoskonałości procedury. “Reprywatyzacja nieruchomości po akcji ‘Wisła’ to przede wszystkim procedura administracyjna. W niej, co do zasady, nie sprawdza się, czy ktoś otrzymał mienie zamienne, odszkodowanie, tylko “bada się” starą decyzję. Skutek jest taki, że badanie wychodziło niekorzystnie dla państwa, a wojewoda nie dostrzegał potrzeby ani obowiązku sprawdzenia, czy przypadkiem nie oddajemy jako państwo kilka razy za to samo” – wskazuje.

“Niestety dla przeciętnego odbiorcy temat jest niezrozumiały, odległy. A chodzi przecież o publiczny majątek. O to, że osoby zobowiązane do jego strzeżenia nie wywiązały się ze swojego obowiązku” – sprawę komentuje Barbara Bartuś, poseł Prawa i Sprawiedliwości, która od lat zajmuje się sprawą.

Jak czytamy, Wirtualna Polska dotarła do dokumentów Lasów Państwowych. “W jednym z pism, które leśnicy przekazywali najważniejszym urzędnikom w państwie, wskazano, że narodził się patologiczny mechanizm, w którym za jedno wywłaszczenie przyznawano aż trzy rekompensaty” – podkreśla medium.

Pierwszą rekompensatą było bowiem mienie zamienne na Ziemiach Odzyskanych, drugą – zwrot części gospodarstwa i ekwiwalent dla tych, którzy powrócili na swą ojcowiznę, trzecią – rekompensata w wyniku decyzji wojewody.

“To piąty rozbiór Polski” – wskazywały Lasy Państwowe.

Antyklerykalizm jako model biznesowy w III RP

Antyklerykalizm jako model biznesowy w III RP

https://pch24.pl/antyklerykalizm-jako-model-biznesowy-w-iii-rp/

Nie brakuje nam w Polsce szczerych antyklerykałów gotowych zupełnie serio wznosić postulaty delegalizacji Kościoła Katolickiego i odbierania rodzicom dzieci wychowywanych w atmosferze „religianckich uprzedzeń i nienawiści”. Czy jednak właśnie takie sfanatyzowane, ale marginalne środowiska są głównymi sprawcami panującej dziś mody na antyklerykalizm? A może raczej rozplenili ją chłodno myślący i zasobni biznesmeni, którzy wyczuli w „szczuciu na księdza” całkiem niezły interes?

O tym, że na nastrojach antyklerykalnych można zbić fortunę, przekonał się w latach dziewięćdziesiątych Jerzy Urban, którego niesławne czasopismo w szczytowym momencie swej popularności osiągało nakłady w wysokości 700 tysięcy egzemplarzy. Podobnych sukcesów komercyjnych doświadczyli również inni. Wojciech Smarzowski, twórca „Kleru” (jednego z marniejszych artystycznie filmów w dorobku reżysera) zgromadził w kinach pięciomilionową widownię. Kanał You Tube Tomasza i Marka Sekielskich generuje miesięcznie setki tysięcy wyświetleń ze względu na materiały stygmatyzujące duchowieństwo, uzupełniane okazyjnie o treści ufologiczne. Dodajmy do tego kolejne wydawnicze bestsellery i teksty chodliwych przebojów muzycznych, przypisujące duchowieństwu katolickiemu wszelką widowiskową deprawację, a otrzymamy prosty wniosek – umiejętnie podany antyklerykalizm to żyła złota i przepustka do sławy dla każdego pisarza, dziennikarza czy artysty, który lubi chodzić na skróty. Dlaczego jednak rynek odpowiada na tego rodzaju ofertę pozytywnie, a duża część Polaków gotowa jest płacić za kolejne dawki tak kiepsko skleconej propagandy?

Antyklerykalizm „przaśny“

Uwolnienie rynku prasy na początku lat dziewięćdziesiątych stworzyło okazję do kolportowania periodyków nawet najbardziej egzotycznych i radykalnych. Postkomuniści, obserwujący rosnące wówczas wpływy Kościoła Katolickiego, musieli czuć się zagrożeni nagłą ekspansją instytucjonalną swych „wrogów klasowych”, co wywołało ich dziką reakcję. Jerzy Urban jako prekursor antyklerykalnego modelu biznesowego, w celu utrzymania się na powierzchni w nowym ustroju postanowił skapitalizować powstałą wówczas u pewnej części społeczeństwa niezgodę na takie przeobrażenie stosunków władzy. Wydał więc na świat czasopismo, które, z punktu widzenia sukcesu komercyjnego, okazało się strzałem w dziesiątkę.

Zawartość pisma „NIE” mimowolnie obnażyła dla postronnego obserwatora pewne cechy grupy docelowej, do jakiej było ono kierowane. Kto wcześniej wyobrażał sobie antyklerykała jako Settembriniego z „Czarodziejskiej Góry” Tomasza Manna – obytego, elokwentnego humanistę i orędownika dalszego postępu cywilizacyjnego, na którego drodze stoi archaiczny Kościół Katolicki, musiał poniekąd tę życzeniową wizję zweryfikować. „Finezja” tygodnika, zarówno w wymiarze językowym, jak i graficznym, nie świadczyła dobrze o wyrobieniu estetycznym jego odbiorcy. Nie odbiegała ona zbytnio od tej, którą serwowały masowe gazetki z siermiężnym, sprośnym humorem ilustrowane porno-kreskówkowymi gryzmołami. Koneserami tego typu szkaradzieństw mogły być tylko dzieciaki rajcujące się narysowaną „gołą babą”, doły społeczne lub osoby, którym nienawiść do kleru całkowicie już stępiła estetyczną wrażliwość. „Dobry gust” odbiorców mediów przaśno-antyklerykalnych stawia pod znakiem zapytania również poziom prezentowanego w nich humoru. Oto przykładowe „perełki” z kącika humorystycznego  pt. „Jaja jak birety” w starych numerach pisma „Fakty i Mity”:

Po reformie oświatowej

Nowa „polska szkoła” / (pod wodzą „Kościoła”) / wykształci… / matoła!

albo

Nowy zbiór liczbowy

Tysiące zer / – to kler.

=======================

Propaganda antyklerykalna tamtego czasu wykazywała zadziwiające podobieństwa do publikowanej w takich klasykach niemieckiej prasy jak Der Stürmer czy Völkischer Beobachter. Atrybuty czyhającego na dobytek niemieckiego narodu żydowskiego kapitalisty dziwnie pokrywały się z tymi sugerowanymi przez przaśnych antyklerykałów duchownym katolickim: odstręczający chciwi opoje, żerujący na zabiedzonym narodzie, pociągający z tylnych siedzeń za wszystkie sznurki, a do tego przepełnieni hipokryzją i kierujący się „moralnością Kalego”; to właśnie przez „tego czarnego” (jak określano księdza) czytelnik, który wysupłał ostatnie grosze na zakup urbanowskiego „NIE” cierpi nędzę i nie może zapewnić swoim dzieciom lepszej przyszłości. Jest to jeden z elementów stanowiących o żywotności tradycji antyklerykalnych w Polsce – dostarczenie odbiorcy łatwego wytłumaczenia niepowodzenia życiowego, równocześnie umożliwiające zachowanie wysokiej samooceny. Przeciętny czytelnik pism antyklerykalnych lat dziewięćdziesiątych nie zrealizował swych życiowych aspiracji dotyczących statusu materialnego czy pozycji społecznej nie ze względu na własne zaniedbania i nietrafione decyzje, ale właśnie z winy Konkordatu, Watykanu i jego „agentów w sukienkach” okupujących polską ziemię. W ten sposób ksiądz katolicki stał się nową figurą żydowskiego kapitalisty – wyzyskiwacza, który udaremnił temuż „pokrzywdzonemu” wybicie się ponad innych. Takie uspokojenie sumienia warte było wyłożenie tych paru monet do okienka w osiedlowym kiosku Ruchu.

Antyklerykalizm „naukowy“

Dostarczanie usprawiedliwienia osobistych niepowodzeń sierotom po PRL-u, zostało szybko uzupełnione o kolejną usługę. Tym razem zaproponowano potencjalnemu klientowi wrażenie poczucia wyższości intelektualnej nad „zindoktrynowanymi katolami”, w czym celowało środowisko Racjonalisty – Ośrodka Racjonalistyczno-Sceptycznego im. de Voltaire’a, jak dumnie się tytułuje po dzień dzisiejszy. Już sama nazwa wskazuje, że mamy do czynienia z post-oświeceniową bufonadą, charakterystyczną dla antyklerykalizmu „naukowego”. Wspieranie tego ośrodka gwarantowało w określonych kręgach glejt „człowieka racjonalnego”. Wyznacznikiem tej rzekomej racjonalności miało być odrzucenie i zwalczanie instytucji, która przez wieki paliła na stosie i ścinała głowy szlachetnych naukowców, próbujących w trudzie i znoju wydźwignąć ludzkość ze stanu pół-zwierzęcego. By czytelnikom tych mediów zanadto nie utrudniać zadania, nie wymagano od nich rzeczywistego rozeznania w świecie nauki; wystarczyła nie kosztująca nic deklaracja wyznawania ideologii scjentystycznej, podpartej kilkoma prostymi trickami na obalenie religijnego chochoła; trickami mogącymi pomóc w konfrontacji wyłącznie z katolikami najmniej obeznanymi w doktrynie, a okazującymi swoją lichotę przy starciu z każdym poważniejszym apologetą.

Podjęta później przez pismo Romana Kotlińskiego pt. „Fakty i Mity” linia uderzania w duchowieństwo metodą propagandowej kazuistyki, również nie wskazywała na obeznanie czytelników z metodologią naukową. W każdym numerze tego periodyku natykaliśmy się na wyliczankę księży, którzy przekroczyli dozwoloną prędkość, zostali przyłapani z gosposią in flagranti, sprzeniewierzyli jakąś sumę pieniędzy etc. Czytelnik posiadający minimum obeznania w tych sprawach rozumiałby, że tworzenie list księży, którzy dopuścili się takich czy innych występków, nie mówi nam zbyt wiele o kondycji całego stanu duchownego. Ma raczej na celu propagandowe przytłoczenie świadomości odbiorcy. Gdyby posługiwać się metodą ówczesnych redaktorów „Faktów i Mitów”, z dowolnej grupy zawodowej, wiekowej czy społecznej można by uczynić bandę złoczyńców i uosobienie wszelkich ludzkich niegodziwości. Wyobraźmy sobie przykładowo reakcję wspomnianych środowisk na zastosowanie podobnej metody w stosunku do hołubionych modnych mniejszości etnicznych czy seksualnych. Pokazało nam to zupełnie jasno, że nie chodzi o to, by walczyć z Kościołem „wolteriańskim ostrzem rozumu”, ale rozniecaniem niskich emocji.

Historie z życia, dowody anegdotyczne, pompowanie ilości ponad jakość, nie wspominając już o naciąganych i bałamutnych korelacjach między chrześcijaństwem a mitraizmem wynotowywanych przez miłośników „alternatywnego religioznawstwa” i będących obiektem żartów wykształconych starożytników…  Ale cóż, kto nie chciałby dodać sobie w oczach otoczenia kilku punktów IQ tak niskim kosztem jak powołanie się na „badacza” Karlheinza Deschnera czy Mariusza Agnosiewicza?

Antyklerykalizm „moralny”

Rynek zmienia się na naszych oczach, a jednym z nowszych trendów jest sprzedawanie przez korporacje poczucia „bycia moralnym człowiekiem” (papierowe słomki do napojów, sklepy zero-waste, certyfikaty cruelty-free czy fair-trade…). Producenci towaru antyklerykalnego znakomicie się w te nowe trendy wpasowali. Nowoczesny antyklerykalni tandeciarze zapewniają konsumentowi swych wytworów pozór istoty moralnie wyższej aż na dwa sposoby. Primo – naświetlając przypadki, w których kapłani głoszący potrzebę praktykowania cnót i unikania grzechu sami nie potrafią się z wysokich wymagań stawianych wiernym wywiązać, a tym samym „udowadniają”, że moralność katolicka jest nierealizowalna w praktyce, więc nie trzeba sobie nią zaprzątać głowy. Secundo – potępienie Kościoła Katolickiego jako organizacji z gruntu złej samo w sobie jest aktem opowiedzenia się po stronie jej licznych ofiar, co ma dostarczać moralnego samozadowolenia. Choć ta druga oferta, może niektórym czytelnikom wydać się nieco abstrakcyjna, napomknę, że naprawdę można dziś spotkać (zwłaszcza młode) osoby, które do Kościoła przyznać się już nie potrafią, bo „sumienie im nie pozwala”. Jest to następstwem szantażowania młodych katolików przez lewicową młodzież i rozmaite „autorytety” medialne. Taki szantaż moralny polega na zrównaniu wyznawania i praktykowania wiary katolickiej z opowiedzeniem się po stronie organizacji w sposób systemowy kryjącej pedofilię i innego typu nadużycia. Nie pomaga oczywiście stwierdzenie, że sami chcemy wyplenić grzech z postępowania ludzi Kościoła; spotkamy się z odpowiedzią, że zło w Kościele jest immanentne, a próby reformowania tylko pudrują jego niezbywalną opresję. I dlatego jesteś skazany na fałszywą alternatywę: albo odrzucasz wiarę, albo lub jesteś współwinny koszmarowi zgwałconego dziecka.

Ze strony liberalnych antyklerykałów możemy również spotkać się z osobliwą ofertą potępiania Kościoła jako dowodu wypełnienia obowiązku patriotycznego (sic!). W prezentowanym przez nich toku rozumowania Polska ateistyczna (a co najmniej protestancka) stałaby dziś na dużo wyższym poziomie rozwoju aniżeli obecnie. Archaiczna konstrukcja kulturowa konserwowana przez katolicyzm ma blokować naszą przedsiębiorczość, otwarcie na świat i korzystanie ze wszystkich idących za tym dobrodziejstw. Ergo – uderzając w Kościół, stajesz się dobrym Polakiem, prawdziwie miłującym swoją ojczyznę!

Domykając handlową ofertę antyklerykałów: czytywanie ich książek, artykułów, oglądanie skandalizujących filmów, obnoszenie się z pogardą do „czarnych” etc. uczyni z Państwa (za niską cenę!) ludzi potrafiących sobie wybaczyć własne niepowodzenia, światlejszych od „katolickich dewotów”, „niezindoktrynowanych”, „moralnie doskonalszych”, wreszcie –  „prawdziwie patriotycznych”! Obcowanie z wytworami antyklerykalnych producentów obiecuje taką właśnie poprawę wizerunku i stanowi część odpowiedzi na pytanie, skąd bierze się ich rynkowy sukces.

Ludwik Pęzioł

Za komuny: W odpowiedzi na atomy budujemy nowe domy! Teraz: W odpowiedzi na problemy podajemy nowe MEMy [uzupełnione].

To parlamentarzystki w Kanadzie: my tu rządzimy !! Precz z Bożym Narodzeniem!!

================================

Polak, Ukrainiec i żyd złapali razem złotą rybkę. 

Sprawa niejasna, bo jak tu rozdzielić życzenia? 

Rybka po długim namyśle zdecydowała, że każdemu przypadnie jedno życzenie do spełnienia. 

Pyta się Ukraińca : -Co ty byś chciał? Ukrainiec odpowiada: -Chciałbym,żeby wszyscy Ukraińcy wrócili na Ukrainę. 

Rybka dalej pyta: – Żydzie, a co Ty byś chciał? Żyd na to: – No ja podobnie, żeby wszyscy żydzi wrócili do Palestyny. 

Rybka pyta Polaka: – A co ty byś chciał? Polak: – Teraz to już nic.

Francuska eurodeputowana Michelle Rivasi, inicjatorka śledztwa przeciwko Ursuli von der Leyen, znaleziona martwa w pracy.

Spółka Orgenesis Inc., w której Heiko von der Leyen pełni funkcję dyrektora medycznego, otrzymała od Komisji Europejskiej finansowanie w wysokości 320 mln euro.

Opublikowano 4 grudzień  2023 r.

Inicjatorka śledztwa przeciwko Ursuli von der Leyen została znaleziona martwa w pracy

Francuska eurodeputowana Michelle Rivasi zmarła nagle w swoim miejscu pracy. Oficjalną przyczyną śmierci jest zawał serca, jednak wiele osób zwraca uwagę na fakt, że Rivasi nigdy nie skarżyła się na serce, a nawet na dwa dni przed śmiercią przeszła pełne badania lekarskie.

Michelle Rivasi uznawana była za jedną z głównych krytyków Ursuli von der Leyen w Parlamencie Europejskim. To ona jakiś czas temu wszczęła zakrojone na szeroką skalę śledztwo w sprawie działalności Przewodniczącego Komisji Europejskiej w lobbowaniu interesów firmy Pfizer.

Na czele tej korporacji stoi mąż Ursuli von der Leyen. Od wybuchu pandemii Covid-19 firma Pfizer stała się głównym dostawcą szczepionki przeciwko koronawirusowi. Michelle Rivasi miała podstawy sądzić, że fakt ten był konsekwencją osobistych zainteresowań i udziału Ursuli von der Leyen.

Wiele osób w Europie zwraca obecnie uwagę na fakt, że zawał serca Michelle Rivasi wydawał się nastąpić nagle, ale bardzo trafnie. Faktem jest, że na 15 grudnia zaplanowano wystąpienie posłanki do Parlamentu Europejskiego, podczas którego zamierzała ogłosić wyniki śledztwa i przekazać prasie kopie dokumentów.

Przypomnijmy, że skandal, w który zaangażowana była Ursula von der Leyen i jej mąż Heiko, wybuchł w grudniu ubiegłego roku. Następnie siedmiu posłów do Parlamentu Europejskiego opublikowało list otwarty do europejskiego komisarza odpowiedzialnego za przejrzystość, w którym zwrócił się do Unii Europejskiej o niezwłoczne przeprowadzenie śledztwa w sprawie działalności komercyjnej Heiko von der Leyena.

W dokumencie wskazano, że spółka Orgenesis Inc., w której Heiko von der Leyen pełni funkcję dyrektora medycznego, otrzymała od Komisji Europejskiej całkowite finansowanie w wysokości 320 mln euro.

Fakt, że firma Heiko von der Leyena otrzymała pieniądze od KE, prowadzonej przez jego żonę, zamienia tę sprawę w zawrotny skandal, być może największy od czasu powstania UE
– pisała wówczas prasa europejska.
Źródło: Инициатора расследования против Урсулы фон дер Ляйен нашли мертвой на рабочем месте

Parlament europejski i polski stały się wylęgarniami, inkubatorami i przechowalniami przestępców.

Kanada: Eutanazja coraz bardziej powszechna. W Quebec odpowiada za 6.6% zgonów. Kiedy eutanazja na wniosek sąsiadów?

Eutanazja coraz bardziej powszechna

Posted by Marucha w dniu 2023-12-05 marucha/eutanazja-coraz-bardziej-powszechna

Kanada dokonuje obecnie średnio eutanazji 36 obywateli każdego dnia. Kanada ma jedne z najbardziej liberalnych przepisów dotyczących eutanazji na świecie.

W ostatnich latach rząd w coraz większym stopniu łagodził przepisy, które pierwotnie miały zapewniać chorym możliwość śmierci w momencie, gdy była ona nieuchronna.


Jednak rozszerzenie przepisów oznacza, że ​​obecnie eutanazji mogą się poddać osoby z dużo mniej poważnymi problemami, takimi jak depresja, bezdomność czy choroba psychiczna.

Przepisy zostały nawet rozszerzone, aby objąć nimi „dojrzałych nieletnich”, z zamiarem rozszerzenia ich na niemowlęta. Według najnowszego raportu Health Canada na temat samobójstw wspomaganych, w ubiegłym roku w całym kraju eutanazja stanowiła 4,1 procent zgonów. Liczba ta stanowi znaczny wzrost z 3,3 procent w 2021 r.

Według Kanadyjskiego Stowarzyszenia ARPA Canada najwyższy odsetek eutanazji przeprowadzono w Quebecu i Kolumbii Brytyjskiej, co stanowiło odpowiednio 6,6% i 5,5% wszystkich zgonów w tych prowincjach.

Najniższe wskaźniki mają Nowa Fundlandia, Labrador i Manitoba, gdzie eutanazja stanowi odpowiednio zaledwie 1,5% i 2,1% wszystkich zgonów.

Według Health Canada, aby kwalifikować się do programu MAID, dana osoba musi doświadczyć „nieznośnego cierpienia fizycznego lub psychicznego spowodowanego stanem zdrowia lub pogorszeniem się stanu zdrowia, którego nie można złagodzić w warunkach, które dana osoba uważa za akceptowalne”.

Ankieta przeprowadzona wśród beneficjentów MAID wykazała, że ​​głównym źródłem ich „nieznośnego cierpienia” jest „utrata zdolności do angażowania się w sensowne zajęcia życiowe”.

Doświadcza tego 86 procent ankietowanych.

Co najmniej 82 procent zgłosiło, że utraciło zdolność wykonywania czynności dnia codziennego (ADL).

Od 17 marca 2024 r. do programu MAID będą uprawnione osoby cierpiące na chorobę psychiczną jako jedyną chorobę podstawową.

Niektórzy eksperci ds. zdrowia twierdzą jednak, że sama choroba psychiczna nie powinna być kryterium wspomaganej śmierci.

Sonu Gaind, główny psychiatra w Sunnybrook Health Sciences Centre w Toronto, wyjaśnił, że czasami może być trudno ustalić, czy dana choroba psychiczna jest naprawdę nieuleczalna, zgodnie z wymogami prawa, oraz rozróżnić patologiczne samobójstwo od racjonalnego pragnienia śmierci.

Należy oczekiwać na rychłe wprowadzenie przymusowej eutanazji na wniosek sąsiadów.
Admin

==================================

mail:

to bardzo rozsądne, przecież te osoby mogłyby się zarazić covidem i co? nie było by im tak lekko umierać. No!

AS

„Szatan zawsze będzie Cię wspierał!”. Instrukcja jak dokonać „rytualnej aborcji” według „Świątyni Szatana”.  Promuje to „Cosmopolitan”.

Fundacja Pro-Prawo do życia

Mariusz Dzierżawski <pomagam@stopaborcji.pl>
W niedzielę rozpoczął się Adwent. Jako chrześcijanie oczekujemy na narodziny Zbawiciela. Co w tym czasie robią aborcjoniści? Popularny magazyn skierowany do kobiet opublikował niedawno instrukcję jak dokonać „rytualnej aborcji” według wytycznych opracowanych przez „Świątynię Szatana”. To wszystko w opiniotwórczym piśmie mającym miliony czytelniczek na całym świecie. Ideolodzy satanizmu ściśle współpracują z aktywistami aborcyjnymi, aby jeszcze bardziej zdeformować sumienia i zło przedstawić jako dobro. Efektem jest coraz większe otępienie społeczeństwa i narastające w ogromnym tempie zagrożenia wynikające z zanegowania chrześcijaństwa. Przygotowaliśmy krótki tekst wyjaśniający na czym polega „rytuał aborcji” i jak doszło do tego, że satanizm przestał być powszechnie nieznaną niszą i jest promowany przez największe media.Na czym polega rytualna aborcja? [foto]Wstrząsający poradnik został opublikowany w mediach społecznościowych prowadzonych przez Cosmopolitan – propagandowy magazyn skierowany do kobiet, oswajający z feminizmem, wulgarnością i rozwiązłością seksualną. Cosmopolitan informuje swoje czytelniczki o tym, że „Świątynia Szatana”, jedna z największych organizacji satanistycznych, która legalnie działa w USA jako formalny związek wyznaniowy, otworzyła w stanie Nowy Meksyk własny ośrodek aborcyjny. Grupy takie jak Świątynia Szatana zatrudniają profesjonalnych prawników, którzy w ich imieniu domagają się zniesienia zakazu aborcji obowiązującego w niektórych rejonach USA, powołując się przy tym na prawo do „wolności praktyk religijnych”. Dla satanistów zamordowanie nienarodzonego dziecka poprzez aborcję jest „sakramentem”, a zakaz aborcji uniemożliwia praktykowanie „religii” satanizmu poprzez dokonywanie aborcji. 
Teraz sataniści otworzyli własną „klinikę” aborcyjną i szeroko reklamują swoje „usługi” polegające m.in. na udostępnianiu kobietom pigułek poronnych w celu wykonywania „rytualnych” aborcji. Jak wygląda taka „ceremonia” opisuje swoim czytelniczkom Cosmopolitan: „Znajdź spokojne miejsce. Jeśli możesz, weź lustro. Przed zażyciem pigułki [poronnej]spójrz na swoje odbicie w lustrze i skup się na sobie, na swojej osobowości, na swoich intencjach oraz tym, że odpowiadasz tylko sama przed sobą. Weź kilka głębokich oddechów, a następnie wypowiedz na głos następujące słowa: <<Ciało jest nienaruszalne i podlega wyłącznie Twojej własnej woli.>> Połknij pigułki poronne, po czym natychmiast wyrecytuj na głos: <<Przekonania powinny być zgodne z naukowym rozumieniem świata. Nie wolno zniekształcać faktów naukowych, aby dopasować je do własnych przekonań.>> Potem, gdy proces aborcji dobiegnie końca, powróć do swoich przemyśleń. Skup się na swojej osobowości i tym, że Twoja wola i Twoja moc dokonała tej decyzji. Zakończ rytuał aborcji poprzez wyrecytowanie osobistej afirmacji: <<Przez moje ciało, moja krew; przez moją wolę, wykonało się.>>” 
Czytane przez miliony kobiet na całym świecie pismo, do spółki ze „Świątynią Szatana”, w przeddzień Adwentu zachęca czytelniczki do mordowania swoich dzieci i wykonywania przy tym satanistycznych rytuałów religijnych. Wydawać by się mogło, że to fragment jakiegoś horroru lub powieści science-fiction. To jednak rzeczywistość, która dzieje się na naszych oczach. 
„Rytualna” aborcja, przeprowadzona wedle wytycznych „Świątyni Szatana”, to bluźniercza ceremonia mająca na celu naśladować postawę Lucyfera, który wypowiedział posłuszeństwo Bogu. Słowa wypowiadane w trakcie „rytualnej aborcji” mają umocnić kobietę w postawie skrajnego egoizmu i samouwielbienia oraz wmówić jej przeświadczenie, że jej decyzja to owoc „wewnętrznej mocy”, jaką rzekomo posiada. Co więcej, sformułowania, do których wypowiadania w trakcie „rytuału” zachęcane są kobiety, nie są przypadkowe. Możemy je odnaleźć na oficjalnej stronie „Świątyni Szatana” w dziale dotyczącym „fundamentalnych dogmatów” satanizmu. W związku z tym, nawet jeżeli większość kobiet nie jest tego świadomych, to „rytualna aborcja” jest w praktyce inicjacją satanistyczną, która otwiera drogę do opętania. 
Zagrożenie jest tym większe, że to wszystko dokonuje się przecież w trakcie aborcji, czyli morderstwa niewinnego dziecka, które jest grzechem ciężkim pociągającym za sobą ekskomunikę mocą samego czynu. Trudno wyobrazić sobie większe zagrożenie duchowe prowadzące do zniewolenia. Natura nie znosi próżni. Jak pisał G.K. Chesterton: „Kiedy człowiek przestaje wierzyć w Boga, może uwierzyć we wszystko.” Próżnię powstałą po odrzuceniu Boga wypełniają coraz bardziej agresywne ideologie, w tym satanizm.
Wielu ludzi wciąż w to niedowierza myśląc, że sataniści to niewielkie grupki ludzi o bardzo skrajnych poglądach, które nie mają żadnego wpływu społecznego. Tymczasem satanizm jest na Zachodzie, zwłaszcza w USA, promowany publicznie i na szeroką skalę przez największe media. Trzeba przy tym zwrócić uwagę, że aktywiści radykalnej lewicy wśród swoich najważniejszych żądań politycznych wymieniają zawsze „rozdział Kościoła od państwa” oraz konieczność budowania państwa „neutralnego światopoglądowo”. Ich zdaniem „neutralne światopoglądowo” mają być także szkoły oraz instytucje publiczne. Lewaccy aktywiści działają np. na rzecz usuwania krzyży z klas szkolnych powołując się przy tym na zasadę świeckości i laickości państwa. W tym samym czasie te same środowiska zakładają „świątynie Szatana”, które posiadają własne zasady wiary, własne „dogmaty” oraz własne „rytuały religijne”. Co więcej, wkraczają z tym wszystkim w przestrzeń publiczną, do instytucji i w życie innych ludzi. 
Na terenie USA sataniści budują nie tylko własne ośrodki aborcyjne i są aktywni na polu działań prawnych przeciwko obronie życia, ale wchodzą także do szkół. Z inicjatywy „Świątyni Szatana” w kolejnych miastach powstają „After School Satan Clubs” czyli „Pozalekcyjne Szkolne Kluby Szatana”, zakładane w szkołach podstawowych. Satanistom udało się już założyć takie kluby w co najmniej kilku szkołach, gdzie prowadzą zajęcia dla dzieci, na które werbuje się najmłodszych za pomocą gier, zabaw i przekąsek. Drugim po dzieciach celem satanistów są pro-liferzy.
Promocja aborcji to jeden z filarów działalności satanistycznej, podobnie jak zwalczanie inicjatyw pro-life. W USA zasłynęli m.in. zakłócaniem akcji informacyjnych po ośrodkami aborcyjnymi. W Polsce sataniści zwalczali działania naszej Fundacji i promowali aborcję. Gdy w 2021 roku złożyliśmy do Sejmu obywatelski projekt ustawy „Stop aborcji”, którego celem było objęcie wszystkich dzieci w Polsce pełną ochroną prawną, sataniści stanęli po stronie aktywistów aborcyjnych i zaczęli zwalczać naszą inicjatywę. 
Na polskojęzycznym profilu satanistycznym w mediach społecznościowych pojawiło się oficjalne poparcie dla tzw. „czarnych marszów”. Sataniści reklamowali też kontakt do zorganizowanych grup przestępczych, które pośredniczą w nielegalnym handlu pigułkami aborcyjnymi. Działający w Polsce sataniści z międzynarodowej organizacji „Global Order of Satan” opublikowali nawet komunikat do polskich kobiet, chcących dokonać aborcji: „Szatan zawsze będzie Cię wspierał!” 
Warto też nadmienić, że członkowie „Global Order of Satan” oficjalnie wzięli udział w ubiegłorocznej „paradzie równości” LGBT, która przeszła ulicami Warszawy.
Prezydent stolicy Rafał Trzaskowski zakazał wtedy naszej Fundacji organizacji pokutnej procesji różańcowej wynagradzającej za promocję deprawacji na ulicach miasta. W tym samym czasie aktywiści LGBT i sataniści swobodnie paradowali po Warszawie. Panie MirosĹ‚awie, celem satanistów i aborcjonistów jest praktyczne zanegowanie chrześcijaństwa i wynikającego z niego przykazania miłości bliźniego. Ma być ono zastąpione zasadą skrajnego egoizmu i koncentracji wyłącznie na sobie. Propagandowe działania to próba wygórowania normalności, współczucia i miłości z umysłów i serc ludzi. 

Działania i prowokacje aborcjonistów szczególnie nasilają się w okresie przed Świętami Bożego Narodzenia. Widać to było w ubiegłych latach, coraz wyraźniej widzimy to też dzisiaj. W ubiegłym roku pisaliśmy o tym, że pewna samotna mama w ciąży poprosiła na jednej z grup dyskusyjnych o pomoc materialną w związku z nadchodzącymi Świętami. Zapytała czy ktoś mógłby dać jej trochę jedzenia oraz proszek do prania dla dziecka. W odpowiedzi, aktywistka aborcyjna doradziła jej… dokonanie na Święta aborcji za pomocą pigułek poronnych i zamiast jedzenia podała jej adres, pod którym można zamówić tabletki.
Tego typu działania są częścią wielkiego procesu, który dokonuje się na naszych oczach: likwidacji resztek cywilizacji chrześcijańskiej. Nasza Fundacja daje temu opór poprzez organizację niezależnych kampanii informacyjnych ujawniających Polakom prawdę o aborcji oraz prowadzenie publicznych akcji różańcowych, w trakcie których modlimy się o powstrzymanie aborcji i nawrócenie ludzi uwikłanych w ten okrutny proceder. Modlitwy różańcowe odbywają się regularnie w wielu miastach Polski. Przeprowadzone są w ruchliwych miejscach takich jak starówki, wejścia do centrów handlowych i uniwersytetów czy deptaki w centrach miast.Wesprzyj organizację akcji [foto]Gdy modlimy się w przestrzeni publicznej, nieustannie spotykamy się z atakami. W trakcie różańca pod szpitalem w Oleśnicy, największym w Polsce ośrodkiem aborcyjnym, agresywny mężczyzna napadł na jedną z naszych wolontariuszek i koordynatora akcji, który stanął w jej obronie. W Elblągu zamaskowany napastnik rzucił się na grupę modlących się na różańcu osób i zaatakował naszego wolontariusza. Do tego typu sytuacji dochodzi coraz częściej. 
Pod wpływem medialnej indoktrynacji kolejni ludzie reagują jak zaprogramowane roboty – automatycznie włącza im się agresja na widok krzyża, różańca i modlitwy oraz prawdy na temat aborcji. Atakują bez względu na obecność kamer, licznych świadków oraz możliwe konsekwencje prawne swoich działań. Często wydaje się, że są w jakimś amoku i nie kontrolują swoich zachowań. Promocja prowadzącego do opętania i zniewolenia satanizmu doprowadzi do jeszcze większej nienawiści, a w konsekwencji do upadku naszego społeczeństwa. Świadome tej sytuacji są kolejne osoby, które dołączają do naszej Fundacji i chcą organizować akcje informacyjne oraz publiczne różańce w swoich miejscach zamieszkania.
Takich ludzi wspierają koordynatorzy naszej Fundacji, którzy jeżdżą od miasta do miasta i pomagają organizować akcje oraz szkolą nowych wolontariuszy. Zdarza się, że nasi działacze przejeżdżają kilkaset kilometrów jednego dnia, aby pomóc w organizacji kampanii w kolejnych miejscowościach. Paliwo, transport, naprawa samochodów, kupno nowych plakatów, megafonów i billboardów – to dla nas duże koszty. W najbliższym czasie potrzebujemy na te działania ok. 10 000 zł. 
]Dlatego zwracam się do Pana z prośbą o przekazanie 35 zł, 70 zł, 140 zł, lub dowolnej innej kwoty, aby umożliwić organizację kolejnych akcji i zmianę świadomości Polaków w sprawie mordowania dzieci poprzez aborcję.
Numer konta: 79 1050 1025 1000 0022 9191 4667
Fundacja Pro – Prawo do życia
ul. J. I. Kraszewskiego 27/22, 05-800 Pruszków
Dla przelewów zagranicznych – Kod BIC Swift: INGBPLPW
W USA aborcja oficjalnie stała się satanistycznym rytuałem, który promują największe czasopisma i media społecznościowe. To wszystko jest możliwe m.in. z powodu braku świadomości społecznej. Dlatego musimy budzić sumienia Polaków i mobilizować nasz naród do modlitwy i działania przeciwko aborcji. Temu służą nasze kampanie, o wsparcie których bardzo Pana proszę.
Serdecznie Pana pozdrawiam,Mariusz Dzierżawski
Fundacja Pro – Prawo do życia
ul. J. I. Kraszewskiego 27/22, 05-800 Pruszków
stronazycia.pl

„Cudowne” zamiany tira z komercyjnym ładunkiem na pomoc humanitarną dla Ukrainy. Łapią płotki lub konkurencja przejmuje teren.

„Cudowna” zamiana tira z komercyjnym ładunkiem na pomoc humanitarną dla Ukrainy. W tle 22 tys. dolarów łapówki [ZDJĘCIA]

Norbert Ziętal 5 grudnia 2023, cudowna-zamiana-tira-z-komercyjnym-ladunkiem-na-pomoc-humanitarna-dla-ukrainy-w-tle-22-tys-dolarow-lapowki

Ukraiński celnik (nz. w jasnej kurtce, drugi z prawej)jest podejrzany o przyjmowanie ogromnych łapówek za "zamieniania" w dokumentach komercyjnych ładunków na "pomoc humanitarną".
Ukraiński celnik (nz. w jasnej kurtce, drugi z prawej)jest podejrzany o przyjmowanie ogromnych łapówek za „zamieniania” w dokumentach komercyjnych ładunków na „pomoc humanitarną”. Państwowe Biuro Śledcze Ukrainy

Zobacz galerię (10 zdjęć)

22 tys. dolarów USA (równowartość 88 tys. złotych) miał wziąć funkcjonariusz Państwowej Służby Celnej ze Lwowa za załatwienie przewozu na terytorium Ukrainy komercyjnych towarów pod pozorem pomocy humanitarnej. Został zatrzymany przez funkcjonariuszy Państwowego Biura Śledczego Ukrainy, którzy twierdzą, że celnik „systematycznie brał łapówki”.

Pracownicy Państwowego Biura Śledczego zatrzymali pracownika lwowskiego urzędu celnego za „systematyczne przyjmowanie łapówek”.

– Zażądał od przedsiębiorców pieniędzy za zorganizowanie „przyspieszonej” procedury odprawy ładunków pod pozorem pomocy humanitarnej – informuje Olga Czikanowa z Państwowego Biura Śledczego Ukrainy.

W ten sposób nieuczciwi przewoźnicy nie tylko zyskują szybszą odprawę swoich ładunków na granicy, ale również znaczne korzyści finansowe, gdyż unikają ukraińskich opłat celnych.

Śledztwo w tej sprawie prowadzone było przez kilka miesięcy. Zaczęło się od przedsiębiorcy, do którego celnik zwrócił się z propozycją zamiany w dokumentach jego ładunku na pomoc humanitarną.

– W maju 2023 roku (funkcjonariusz-przyp. red) poinformował przedstawiciela firmy handlowej o możliwości udzielenia pomocy w szybkiej rejestracji towarów pod przykrywką „pomocy humanitarnej”, bez konieczności płacenia obowiązkowych opłat celnych – podaje O. Czikanowa.

Jak wyjaśnia, celnik ustalił wysokość łapówki jako procent całkowitej wartości ładunku. W ten sposób przewoźnicy opłacali go „sprawiedliwie”.

– W sierpniu tego roku celnik otrzymał 22 tys. dolarów za niezakłócony przewóz towarów pod pozorem pomocy humanitarnej na terytorium Ukrainy, bez płacenia obowiązkowych opłat celnych. Zysk podejrzanego wyniósł 14 proc. rzeczywistej wartości ładunku – precyzuje O. Czikanowa.

Pracownicy PBŚ zatrzymali sprawcę po otrzymaniu kolejnej łapówki w wysokości 16,3 tys. dolarów. Celnik usłyszał zarzuty z art. 368 Kodeksu karnego Ukrainy, który mówi o przyjmowaniu łapówek w „szczególnie dużej wysokości”.

Czynności w tej sprawie trwają nadal, a śledczy chcą ustalić ewentualnych wspólników funkcjonariusza. Sprawa jest na tyle poważna, że zajmuje się również Biuro Prokuratora Generalnego Ukrainy.

To nie jedyny ujawniony w ostatnim czasie przypadek korupcji wśród ukraińskich celników. Zaledwie tydzień temu PBŚ Ukrainy poinformowało o zatrzymaniu sześciu celników z Gródka w obwodzie lwowskim, niedaleko granicy z Polską. Za łapówki umożliwiali przejazd przez granice bez opłat celnych używanych samochodów z importu. W dokumentach przewozowych nieprawdziwą (wcześniejszą) datę przekroczenia granicy. Chodziło o to, aby skorzystać z zerowej stawki celnej, uchwalonej przez Rade Najwyższa Ukrainy na kilka miesięcy po wybuchu wojny.

– Wszystkim sześciu oskarżonym zarzuca się nadużycie stanowiska służbowego, co spowodowało poważne konsekwencje. Grozi im kara do sześciu lat pozbawienia wolności – informuje Państwowa Służba Śledcza.

Zgodnie z ukraińskim prawem, państwo skonfiskowało wszystkie 41 samochodów, które były przedmiotem przestępstwa. „Aby zrekompensować wyrządzone szkody” – wyjaśnia ten krok PBŚ. Wysokość uszczuplenia ukraińskiego fiskusa wyniosła 1,5 mln hrywien (równowartość ok. 170 tys. złotych).

https://geo.dailymotion.com/player/xbw28.html?video=x8q994v&subtitles-default=pl&mute=true

Polacy zapłacą władcom murzynów w Afryce „reparacje klimatyczne”

Polacy zapłacą władcom murzynów w Afryce „reparacje klimatyczne”

magnapolonia/polacy-zaplaca-afryce

Podczas czwartkowego spotkania na szczycie klimatycznym ONZ powołano specjalny fundusz strat i zniszczeń. Za jego pośrednictwem państwa wysoko rozwinięte, czyli kraje Europy, Półwyspu Arabskiego, Azji Wschodniej i Stany Zjednoczone będą sponsorowały gospodarki państw trzeciego świata, czyli biedne kraje Afryki, Azji i Ameryki Południowej. 

Polacy zapłacą Afryce „reparacje klimatyczne”. Fundusz strat i zniszczeń został powołany do życia przez Unię Europejską już w zeszłym roku podczas szczytu COP27 w egipskim Szarm-el-Szejk, ale przez brak porozumienia. konferencję przesunięto na dzisiejszy szczyt. Podczas negocjacji, które toczyły się od zeszłorocznego szczytu, niektóre bogate kraje, zwłaszcza Stany Zjednoczone, nalegały, aby kraje dobrowolnie wpłacały składki do funduszu. Chcą także, aby wschodzące mocarstwa o wysokiej emisji, w tym Chiny i Arabia Saudyjska, wniosły swój sprawiedliwy udział.

Środki do funduszu mają wpłacać kraje rozwinięte na rzecz państw trzeciego świata, żeby „sfinansować zniszczenia spowodowane zmianą klimatu”. Zjednoczone Emiraty Arabskie i Niemcy obiecały, że wpłacą na rzecz funduszu po 100 milionów dolarów. Początkowe finansowanie na rzecz funduszu ma wynieść 300 mln dolarów, między innymi z wkładem Wielkiej Brytanii na poziomie 60 mln funtów, 24,5 mln Stanów Zjednoczonych i 10 mln dolarów od Japonii.

Trzeba podkreślić, że pomysł nie jest nowy. Już w 2009 roku kraje rozwinięte zobowiązały się do przekazywania krajom rozwijającym się 100 miliardów dolarów rocznie w ramach finansowania działań klimatycznych. Cel ten nie został wtedy osiągnięty.

W czasie rozmów nie było obecnych przedstawicieli dwóch państw o najwyższych emisjach CO2 – USA i Chin.

Nazwa „fundusz strat i zniszczeń” sugeruje, że rozwój Europy był zły i musimy ponieść karę za to, że przez wieki pracowaliśmy i osiągnęliśmy więcej niż reszta świata. Dlaczego zwykły mieszkaniec Europy ma płacić za swój standard życia obcym rządom, z którymi nie ma nic wspólnego? To defraudacja pieniędzy podatników. Idea klimatyczna służy globalistom do usprawiedliwienia praktycznie całego lewicowego programu: masowej migracji, redystrybucji bogactwa i globalnego zarządzania.

Polecamy również: Żydzi zabili już ponad 15 tysięcy palestyńskich cywilów

Papiestwo eko-maoistyczne: Aktywistki „Extinction Rebellion” przerywają Mszę, by zacytować Bergoglia. Arcybiskup „ma wielki szacunek”…

Papiestwo eko-maoistyczne: Aktywiści Extinction Rebellion przerywają Mszę, by zacytować Bergoglia

Date: 5 dicembre 2023 Author: Uczta Baltazara babylonianempire/papiestwo-eko-maoistyczne

Do zdarzenia doszło w niedzielę podczas mszy w katedrze w Turynie, którą odprawiał miejscowy arcybiskup. Nabożeństwo zostało przerwane przez aktywistów ekologicznych należących do Extinction Rebellion. Dwie aktywistki weszły na ambonę, aby wygłosić swoje przesłanie na temat zmian klimatycznych.

Jednak ze względu na pewien rodzaj spięcia, które stało się możliwe za sprawą dobrze obserwowalnego dryfu neo-kościoła katolickiego, jedyne, co zrobiły, to przeczytały fragmenty encykliki Laudato si’ oraz jej kontynuacji, czyli niedawnej adhortacji apostolskiej Laudate Deum. Aktywistki starały się “zwrócić uwagę wiernych na słowa papieża dotyczące kryzysu klimatycznego”. Grupa ekologiczna przerwała ceremonię kościelną po to, by odczytać słowa samego przywódcy Kościoła. Paradoks, który mógl wydarzyć się wyłącznie podczas obecnego pontyfikatu, którego szaleństwo z każdym dniem staje się coraz to bardziej niewyobrażalne.

“Mam wielki szacunek dla tych, którzy mobilizują się w obronie Stworzenia i przyjmują apele papieża Franciszka, doceniam zaangażowanie w tym sensie działaczy Extinction Rebellion, ale było mi przykro, że zdecydowali się zabrać głos w katedrze bez uprzedniej rozmowy ze mną i zapytania, czy mogą interweniować” – powiedział arcybiskup Roberto Repole. “Odpowiedziałbym, że podczas mszy często modlimy się o pokój i ochronę Stworzenia, ale celebracja Eucharystii nie jest odpowiednim momentem na publiczne przemówienia: początkowo pozwoliłem aktywistom mówić, a następnie poprosiłem ich, aby skończyli, ponieważ msza jest chwilą modlitwy i jako taka musi być szanowana, także i przede wszystkim przez tych, którzy deklarują, że chcą pracować z szacunkiem dla wszystkich”.

Reakcja arcybiskupa miasta Całunu była całkiem «gustowna»:

Zakłopotanie prałata było wyraźnie widoczne. Mimo to, następca apostołów zaczyna od pochwały tych, którzy przeszkodzili mu w odprawieniu rytuału. Jak widać na filmie, rozpoznaje słowa papieża Franciszka. A zatem, nie ma się czym denerwować…

INFO: https://www.renovatio21.com/il-papato-eco-maoista-e-qui/

Między młotem a kowadłem

Między młotem a kowadłem

Stanisław Michalkiewicz  tygodnik „Najwyższy Czas!”    5 grudnia 2023 młotem-go

Chyba rzeczywiście coś jest na rzeczy, jak w rysunku Andrzeja Mleczki, na którym Pan Bóg z szatańskim uśmiechem urządza kulę ziemską i powiada, że Polakom zrobimy kawał i umieścimy ich między Niemcami i Rosją.

Kiedy tylko Nasz Ówczesny Najważniejszy Sojusznik, do spółki z Sojusznikiem Mniej Ważnym, sprzedali nas w Jałcie Sojusznikowi Naszych Sojuszników, zaraz pojawił się w Polsce „blok demokratyczny”, który dotąd wszystkich młotował, aż w końcu nikt już nie opierał się Sojuszowi ze Związkiem Radzieckim, który – obok ustroju socjalistycznego – był fundamentem polityki naszego nieszczęśliwego kraju. Trwało to, to znaczy – socjalizm i sojusze, a właściwie ten jeden, najważniejszy – aż do końca lat 80-tych, kiedy to nastała sławna transformacja ustrojowa.

W ramach transformacji ustrojowej dawni uczestnicy „bloku demokratycznego” znowu się zdemokratyzowali – tym razem gwoli przypodobania się Naszemu Najważniejszemu Sojusznikowi, tylko oczywiście nie temu staremu, tylko temu drugiemu – bo w ramach sławnej transformacji nastąpiło odwrócenie sojuszy – ale Sojusz, jako jeden z filarów polityki naszego nieszczęśliwego kraju, oczywiście pozostał.

Drugim filarem była oczywiście demokracja, której wyznawanie – podobnie, jak poprzednio socjalizmu – stało się nie tylko powszechnym i nie podlegającym dyskusji obowiązkiem, ale nawet naszą chlubą. Ale z demokracją, zarówno w tamtej, starej odmianie, jak i tej nowej – jest mnóstwo zgryzot – przede wszystkim w postaci błędów i wypaczeń. Za pierwszej demokracji błędy i wypaczenia zostały szczęśliwie przezwyciężone i odtąd nic już nie mąciło sielanki w postaci jedności moralno-politycznej narodu – aż trzeba było wprowadzić stan wojenny – po którym rozpoczęły się przygotowania do sławnej transformacji – i nowu nic nie mąciło sielanki, aż do momentu, gdy na skutek błędów i wypaczeń demokracja się zaśmierdziała – na co zwróciła uwagę Nasza Złota Sojusznica i podjęła środki dyscyplinująca nasz mniej wartościowy naród tubylczy – najpierw na odcinku demokracji, a potem – na odcinku praworządności. To nie była łatwa sprawa tym bardziej, że Nasz Najważniejszy Sojusznik zataczał się od ściany do ściany i raz proklamował strategiczne partnerstwo z Rosją, a zaraz po trzech latach wysadzał je w powietrze, zanim jeszcze zdążyliśmy się do nowej sytuacji sojuszniczej akomodować. Wtedy właśnie doszło do kolejnych błędów i wypaczeń, nad którymi bolał obóz demokratyczny, pragnący, żeby wszystko było „tak, jak przedtem”. Wreszcie Nasz Najważniejszy Sojusznik, w chwili jakiegoś demencyjnego zaćmienia, pozwolił Drugiemu Sojusznikowi urządzać Europę po swojemu, dzięki czemu nie tylko wszystko wróciło w stare koleiny, ale i obóz demokratyczny nabrał wigoru i obecnie przebiera nogami, nie mogąc doczekać się momentu, w którym „teraz, kurwa, my!

Ponieważ Nasz Drugi Sojusznik próbuje wykorzystać czas darowany, zanim jeszcze lud pracujący Naszego Najważniejszego Sojusznika obierze sobie w listopadzie przyszłego roku jakiegoś kolejnego ulubieńca ulicy za przywódcę, tubylczy obóz demokratyczny nie bardzo wie, czego się trzymać, to znaczy – niby wie, że najważniejsza jest – podobnie jak i kiedyś – demokracja i sojusze – ale wiadomo, że diabeł tkwi w szczegółach, a nie wiadomo, jaki szczegół na tym etapie dziejowym pasuje do demokracji i praworządności, a jaki nie. Żeby tedy nie popaść w jakieś błędy i wypaczenia, a może nawet w sprośne błędy Niebu i Sojusznikom obrzydle, obóz demokratyczny na razie projektuje igrzyska, polegające na komisyjnym tarzaniu gwałcicieli i wypaczycieli demokracji w smole i pierzu, dzięki czemu nie tylko ma nadzieję uchronić się przed błędami i wypaczeniami, ale i zaabsorbować uwagę mniej wartościowego narodu tubylczego do tego stopnia, że nawet nie zauważy on, jak pewnego dnia obudzi się w Generalnym Gubernatorstwie.

Jednak nawet tak skromnie zakrojony program przywracania zgwałconej demokracji „teraz, kurwa, my”! napotyka rozmaite zasadzki, na przykład na odcinku niezawisłych sądów, co to – jak wiadomo – robią za pupillę praworządności. Na przykład w okresie błędów i wypaczeń mianowanych zostało jakieś trzy tysiące „nielegalnych” sędziów. Za pierwszych błędów i wypaczeń nie byłoby z tym problemu, bo każdy dostałby 9 gramów ołowiu w łeb, a potem wylądował w dole z wapnem – ale teraz demokracja ma trochę inny wizerunek i na przykład pani prof. Ewa Łętowska chyba by takiego eksperymentu nie wytrzymała, chociaż jej przywiązanie do demokracji jest poza wszelką dyskusją. Dlatego na tym etapie trzeba będzie kombinować inaczej, używając tak zwanych „kruczków”. Może niektórzy będą na to kręcić nosem, ale gdzie drwa rąbią, tam wióry lecą, a poza tym – „kiedy Padyszachowi wiozą zboże, kapitan nie troszczy się, jakie wygody mają myszy na statku”, więc gdy w grę wchodzi święta sprawa praworządności, to nie mogą nas tu powstrzymywać jakieś pięknoduchowskie dyrdymały. Toteż pani prof. Łętowska, wprawdzie się zastrzega, że ona nie do doradzania – ale doradza – jak ma być, żeby było dobrze.

Chodzi o to, że blok demokratyczny ma na swojej słusznej drodze barierę w postaci pana prezydenta Dudy, który będzie sypał piasek w szprychy rozpędzonego parowozu dziejów, powołując się właśnie na jurydyczne dyrdymały. Tedy pani prof. kombinuje tak: sędziowie są nieusuwalni; na tym odcinku nie można liczyć nawet na aprobatę przebierańców z luksemburskiego trybunału, bo praworządność owszem – ale solidarność przebierańcza d’abord. Nie można tedy uchwałami – bo ustawy ten okropny Duda zawetuje – odwoływać nieodwoływalnych sędziów – ale można uchwałami unieważniać uchwały, na podstawie których zostali oni powołani. Taka, panie, kombinacja – ja zwykł mawiać Antoni Lange. Jak się taką uchwałę unieważni, to i rekomendacja nieważna, a zatem – i nominacja, więc wszystko będzie gites tenteges. Pewien niepokój wzbudza kwestia, co w takim razie z orzeczeniami wydanymi przez tych uzurpatorów; ważne one, czy może nie? Na dobry porządek one też powinny być nielegalne, jako że ex nihilo nihil fit – ale obóz demokratyczny najwyraźniej obawia się „sądu zagniewanego ludu”, który w takiej sytuacji mógłby wziąć swoich ulubieńców pod obcasy. Toteż nawet na poraworządność wyjątkowo czuła Wielce Czcigodna Kamila Gasiuk-Pihowicz, zwana popularnie „myszą-agresorką”, przechodzi do porządku nad logiką i dopuszcza do siebie instynkt samozachowawczy – bo co innego ekscytować się demokracją, a co innego – zetknąć się w ramach bliskiego spotkania III stopnia z zagniewanym ludem. Jak zauważył Józef Stalin, zagniewanego ludu obawiał się nawet Hitler, a cóż dopiero – demokraci?

Stały komentarz Stanisława Michalkiewicza ukazuje się w każdym numerze tygodnika „Najwyższy Czas!”.

Gigant wiary, a nie jakiś krasnal! Osiem prawd o św. Mikołaju, wielkim orędowniku

Gigant wiary, a nie jakiś krasnal! 8 rzeczy o św. Mikołaju, wielkim orędowniku

pch24.pl/gigant-wiary-a-nie-jakis-krasnal

(Uroš Predic,

Święty Mikołaj, biskup Miry był człowiekiem o wielkim sercu i nieskazitelnej wierze. Swój duży majątek oddał biednym. Tępił herezję i uzdrawiał chorych. Wspomnienie św. Mikołaja celebrujemy w Kościele 6 grudnia.

1.Dziecko uproszone u Boga

Mikołaj urodził się około roku 270 w Patras w Grecji. Przyszedł na świat w bogatej, chrześcijańskiej rodzinie. Jego rodzice mieli kłopoty zdrowotne uniemożliwiające poczęcie i bardzo długo modlili się o dziecko.  Przyjście na świat Mikołaja było więc radosnym cudem. Mikołaj był jedynakiem. Już w młodości wyróżniały go dwie cechy – wielka pobożność i wrażliwość na ludzką biedę. Kiedy po swoich rodzicach odziedziczył znaczny majątek, w niedługim czasie rozdał go ubogim. Dzięki swoim pieniądzom miał m.in. ułatwić zamążpójście trzem córkom zubożałego szlachcica, podrzucając im skrycie pełne sakiewki potrzebne na posag. O tym wydarzeniu wspomina m.in. Dante w „Boskiej komedii”, która powstała w XIV wieku. Mikołaja do wsparcia panien, oprócz ich biedy, zmobilizowały niecne plany ich ojca, który chciał zmusić córki do nierządu, aby w tak zły sposób zarobiły potrzebne pieniądze. 

2.Mikołaj biskup Miry

Ludzie widząc dobroć Mikołaja, wybrali go na biskupa miasta Mira. Był bardzo dobrym biskupem. Wspaniałym duszpasterzem. Szczególną troską otaczał biedaków i osoby, których życie było zagrożone. Kiedy cesarz Konstantyn I Wielki skazał trzech młodzieńców z Miry na karę śmierci za jakieś wykroczenie, nieproporcjonalne do tak surowego wyroku, św. Mikołaj udał się osobiście do Konstantynopola, by uprosić dla nich ułaskawienie. I to mu się udało.

3.Cudotwórca

Święty Mikołaj biskup nazywany jest też cudotwórcą. A to z powodu niezwykłych wydarzeń, których był sprawcą. Pewnego razu swoją gorącą modlitwą Mikołaj uratował rybaków od niechybnego utonięcia w czasie ostrej burzy.  W czasie zarazy, jaka nawiedziła jego strony, usługiwał chorym, a sam cudownie nie został zarażony. Legenda głosi, że wskrzesił trzech ludzi, zamordowanych w złości przez hotelarza za to, że nie mogli mu zapłacić należności. Za cud można też uznać fakt, iż biskup Mikołaj ocalał podczas okrutnego i masowego prześladowania chrześcijan, co miało miejsce za czasów panowania cesarza Maksymiana. Biskup Mikołaj został wówczas aresztowany, lecz nie wykonano na nim wyroku śmierci. Uwolniono go na mocy edyktu mediolańskiego w roku 313.

4.Pogromca herezji

Biskup Mikołaj uczestniczył w pierwszym soborze powszechnym w Nicei (325 rok), na którym potępione zostały przez biskupów błędy Ariusza (kwestionującego równość i jedność Osób Trójcy Świętej). Święty Mikołaj dał się poznać na tym soborze jako gorliwy obrońca tradycji i czystej, prawdziwej wiary. Według legendy za to, że Ariusz twierdził, iż Jezus nie jest Bogiem, Mikołaj miał go publicznie spoliczkować.

5. Z Miry do Bari

Po długich latach błogosławionych, biskupich rządów Mikołaj odszedł po nagrodę do Pana 6 grudnia (stało się to między rokiem 345 a 352). Jego ciało zostało pochowane ze czcią w Mirze. Po złożeniu ciała Mikołaja w marmurowym grobowcu, spod niego miały wytrysnąć dwa cudowne źródła – z jednego płynęła oliwa, z drugiego zaś najczystsza woda. Dla tych, którzy szczerze wierzyli, miały one moc uzdrawiania. Ciało św. Mikołaja przebywało w Mirze do roku 1087, w którym to miasto zajęli Turcy.  Dnia 9 maja 1087 roku zostało ono przewiezione łodzią, przez pobożnych rybaków, do włoskiego miasta Bari i złożone w kościele. Wkrótce wybudowano tam bazylikę św. Mikołaja i 29 września 1089 roku jego grobowiec w tej bazylice uroczyście poświęcił papież bł. Urban II.

6.Kult św. Mikołaja rozwijał się przez wieki

Najstarsze ślady kultu św. Mikołaja napotykamy w wieku VI, kiedy to cesarz Justynian wystawił mu w Konstantynopolu jedną z najwspanialszych bazylik. Zaś cesarz Bazyli Macedończyk (wiek VII) w samym pałacu cesarskim wystawił kaplicę ku czci Świętego. Do Miry udawały się liczne pielgrzymki. W Rzymie św. Mikołaj miał dwie świątynie, wystawione już w wieku IX. Papież św. Mikołaj I Wielki (858-867) ufundował ku czci swojego patrona na Lateranie osobną kaplicę. Z czasem liczba kościołów św. Mikołaja w Rzymie doszła do kilkunastu. W całym chrześcijańskim świecie św. Mikołaj, już w średniowieczu, miał tak wiele świątyń, że pewien ówczesny pisarz stwierdził „Gdybym miał tysiąc ust i tysiąc języków, nie byłbym zdolny zliczyć wszystkich kościołów, wzniesionych ku jego czci”. W Polsce kult św. Mikołaja jest wciąż bardzo popularny. Dziś pod jego wezwaniem jest w naszej ojczyźnie aż 327 kościołów.

7.Św. Mikołaj a nie jakiś krasnal!

Piękny i wciąż żywy zwyczaj obdarowywania się, w imieniu św. Mikołaja, prezentami na Boże Narodzenie pojawił się już w XIII wieku, kiedy w szkołach pod patronatem św. Mikołaja zaczęto rozdawać stypendia i zapomogi. Ta tradycja trwa do dziś. Niestety komercja i nurty antychrześcijańskie starają się zastąpić św. Mikołaja bezdusznym krasnalem. Nie możemy na to pozwolić.  

8.Patron dzieci, krajów, miast, zawodów…

Święty Mikołaj biskup jest patronem dzieci, a także m.in. Grecji, Rusi, Antwerpii, Berlina, Miry, ale i bednarzy, cukierników, flisaków, jeńców, kupców, marynarzy, młynarzy, notariuszy, panien, piekarzy, pielgrzymów, piwowarów, podróżnych, rybaków, sędziów, studentów, więźniów, żeglarzy.

Źródła – brewiarz.pl, mikolaj.org.pl, sanctus.pl

Adam Białous

https://youtube.com/watch?v=_U5CJXqMUzU%3Ffeature%3Doembed

https://pch24.pl/swiety-mikolaj-i-katolicka-dobroczynnosc-a-socjalizm-opinia/embed/#?secret=6qaGT3l03n#?secret=MfMP2xKrr2

Sobór Watykański II kontra św. Mikołaj

Jerzy Wolak: Sobór Watykański II kontra św. Mikołaj

pch24.pl-sobor-watykanski-ii-kontra-sw-mikolaj

(Fot. Leonardo Corona (1561–1605),

Proces rugowania świętego Mikołaja z katolickiej kultury zapoczątkował… Sobór Watykański II. W nieposkromionym pragnieniu jednania Kościoła ze światem zakwestionował odwieczną pamięć Kościoła – jeden z filarów jego Tradycji – na rzecz świeckiej metodologii badania dziejów (notabene gwałtownie się marksizującej). I oto nagle okazało się, że wielu świętych, czczonych od stuleci przez Chrystusową Owczarnię, istniało wyłącznie w pobożnej legendzie. Fakt, iż nie przeszkadzało im to wypraszać mnóstwa łask u Boga dla licznej rzeszy ich czcicieli, bynajmniej nie powstrzymał watykańskiej komisji studyjnej przed wycięciem ich z Calendarium Romanum albo przynajmniej poważnym ograniczeniem ich kultu.

To ostatnie właśnie spotkało świętego Mikołaja – liturgiczna degradacja do wspomnienia dowolnego. Był to prawdziwy cios w plecy – od wieków bowiem Mikołaj z Miry toczył zacięte zmagania z protestanckimi pastorami usilnie dążącymi do odarcia ze świętości sympatycznej i jakże pożytecznej dla światowej kultury postaci superbohatera rozdającego prezenty. A cieszył się on megapopularnością i powszechną miłością w całym świecie chrześcijańskim, nie tylko katolickim i prawosławnym (tu zwłaszcza), lecz nawet luterańskim. Dlatego liturgiczna korekta (skoro wspomnienie jest dowolne, to można nie wspominać…) wydatnie pomogła jego wrogom.

I tak pamięć o prawdziwym świętymi Mikołaju zaczęła w Kościele gasnąć, a że natura próżni nie znosi, przeto wkrótce jego imię niepostrzeżenie przywłaszczył sobie coca-colowy Dziadek Mróz.

A dzieci ucieszone prezentami, zamiast dowiedzieć się, że przynosi je katolicki biskup, heros chrześcijańskiej wiary, bezkompromisowy tępiciel pogańskiego zabobonu, a przy tym człowiek anielskiej dobroci, nasiąkają bredniami o przerośniętym krasnoludku, Laponii, elfach, saniach i czerwononosym Rudolfie.

W tym stanie mijają dekady, a hierarchia Kościoła dziwi się, skąd taki spadek liczby powołań, dlaczego tak mało ministrantów…

Jerzy Wolak

Wojna gospodarcza z Polską trwa. Kto chce zniszczyć polskich rolników?

Wojna gospodarcza z Polską trwa. Kto chce zniszczyć polskich rolników?

pch24.pl/wojna-gospodarcza-z-polska-trwa

Poziom dezinformacji na temat rolnictwa i na temat żywności jest niewyobrażalny. Ktoś może powiedzieć, że popełniono błąd, że przekazano jakąś nie do końca sprawdzoną informację, albo celowo podkręcono tytuł, żeby wywołać mini-sensację. Otóż nie, szanowni Państwo! Mamy do czynienia z wojną gospodarczą, w której nie ma miejsca na jakiekolwiek sentymenty, półśrodki i litość mówi w rozmowie z PCh24.pl Monika Przeworska, dyrektor w Instytucie Gospodarki Rolnej.

W ubiegłym roku przez wiele tygodni media lewicowo-liberalne alarmowały, że chleb będzie po 30 zł, kiełbasa po 100 zł, cukier po 200 zł, a pozostałych produktów spożywczych po prostu nie będzie. Z drugiej strony niemal codziennie minister Kowalczyk zapewniał, że zbiory są rekordowe i żywności na pewno nie zabraknie. W tym roku cisza jak makiem zasiał. Czy Polska jest bezpieczna, jeśli chodzi o żywność?

W tym roku cisza, bo na tradycyjnej polskiej wsi praca jak zawsze wrze. Cały rok 2023 był dla polskich rolników niezwykle intensywny i naprawdę ciężki.

Przede wszystkim za nami sezon wielu podwyżek, jeśli chodzi o ceny środków do produkcji żywności, a jednocześnie sezon rekordowych spadków, jeśli chodzi o ceny zbytu na produkty rolno-spożywcze. Ogniwem najbardziej poszkodowanym; ogniwem, któremu nie wiodło się zbyt dobrze; ogniwem, które można uznać za najbardziej poszkodowane w całym systemie gospodarczym jest niestety po raz kolejny rolnik, ale dzięki wykonanej przez niego pracy; dzięki temu, co faktycznie zostało w Polsce zrealizowane możemy śmiało powiedzieć, że bezpieczeństwo żywnościowe Polaków jest zabezpieczone.

W ostatnich kilkunastu miesiącach mieliśmy znaczny wzrost cen żywności. Wpłynęło na to kilka czynników. Po pierwsze inflacja jest, jaka jest, ale po drugie: wzrost cen żywności nie jest dyktowany cenami produktów rolno-spożywczych tylko innymi narzutami, które ostatecznie składają się na cenę żywności zakupywanej przez nas w sklepie.

To, że w sklepach możemy kupować jedzenie to zasługa polskich rolników, którzy wykonali swoją pracę bardzo dobrze. Niestety w wielu przypadkach nie zarobili, tylko wyszli na zero, a czasami wręcz musieli dokładać do interesu. Na szczęście obserwowaliśmy sporo działań pomocowych skierowanych do polskich rolników, które wielu ludziom żyjącym z uprawy i hodowli pomogły.

Często panuje przeświadczenie, że rolnictwo to proste zajęcie, bo wystarczy wyjść na pole, coś tam zasiać, potem leżeć kilka miesięcy jak będzie rosło, zebrać i zarabiać na sprzedaży. No niestety wygląda to zupełnie inaczej i nie jest tak różowo. W ostatnim czasie mieliśmy sporo materiałów na temat polskiego rolnictwa w mediach. Mam nadzieję, że coraz więcej osób zdaje sobie sprawę jak bardzo skomplikowanym mechanizmem i jak skomplikowanym organizmem jest rolnictwo, a co za tym idzie mniej osób będzie powtarzać, jak rolnik ma dobrze. Po drugie: wraz z coraz większą świadomością społeczną na temat pracy rolnika większość powinna zrozumieć, że negatywne i czarne scenariusze, jakimi byliśmy bombardowani w ubiegłym roku są póki co nierealne.

Niemniej jednak w perspektywie kilkunastu najbliższych lat musimy zacząć inaczej patrzeć na żywność, bo niestety będzie ona drożeć. Nie lawinowo, ale powoli i systematycznie, a główną przyczyną nie będą zarobki samych rolników, tylko przede wszystkim wzrost kosztów produkcji, a tenże wzrost będzie spowodowany sytuacją geopolityczną i prowadzoną przez UE polityką rolno-klimatyczno-środowiskową.

Zdrowa, konwencjonalna żywność produkowana nawet nie w tzw. eko-gospodarstwach, tylko w normalnych, konwencjonalnych gospodarstwach w najbliższych latach będzie drożeć i w związku z tym politycy niezależnie od opcji politycznych powinni zastanowić się jak wspierać rolników, żeby żywność oferowana w sklepach w Polsce była produkowana na miejscu, bo to stanowi o naszym bezpieczeństwie żywieniowym.

Wszyscy pamiętamy jak wyglądał świat, kiedy zaczęła się tzw. pandemia koronawirusa, kiedy łańcuchy dostaw w wielu przypadkach się urwały, kiedy nie wszystkie dostawy były realizowane. Doskonale wiemy jak wyglądały niektóre państwa, które nie są tak bezpieczne żywnościowo jak Polska i nie stoją tak silnie rolnictwem jak my. U nich przez wiele tygodni sklepy świeciły pustymi półkami. U nas na szczęście czegoś takiego nie było i mam nadzieję, że nigdy nie będzie.

Generalnie zgadzam się z Panią, że w tym przypadku działania pomocowe ze strony rządu są jak najbardziej na miejscu. Pytanie tylko, czy takie coś wystarczy? Dlaczego nie podjęto rozwiązań systemowych? Podam przykład: w jednej sieci handlowej na początku tygodnia mleko 3,2 proc. kosztowało 4,49 zł. W połowie tygodnia ogłoszono promocję i to samo mleko kosztowało 2,49 zł. Przepraszam, ale za ile w związku z tym jest kupowane mleko od rolnika, skoro sieci handlowej opłaca się zejść z ceny niemal 50 proc. i dalej zarabia na sprzedaży?

[no to odpowiedz, nie zadawaj głupich pytań !!! MD]

W ostatnich latach mieliśmy do czynienia z ogromną zmianą, ze swego rodzaju transformacją na rynku żywności. Nie jest już tak, że najważniejszy jest rynek pośredników, że to oni dyktują ceny i najwięcej zarabiają. Obecnie najważniejszy jest rynek sieci handlowych. Sieci handlowe chwytają się niestety wielu bardzo nieuczciwych praktyk.

Sytuacja bardzo często wygląda tak, że do producenta żywności przychodzi przedstawiciel sieci handlowej i mówi, że może kupić dany produkt za tyle i tyle i ani grosza więcej. Producent żywności musi się dostosować do tej ceny i poinformować rolnika, ile jest mu w stanie zapłacić za dostarczony do skupu surowiec. W związku z tym, że handel w Polsce wygląda tak, że to wielkie sieci handlowe są głównym operatorem największego wolumenu produktów rolno-spożywczych i przetworów rolno-spożywczych sprzedawanych w Polsce, to niestety ale ich działania mają ogromny, a nawet decydujący wpływ, jak wygląda sytuacja na rynku.

Najbardziej poszkodowany w tym wszystkim jest rolnik, ponieważ on na tym wszystkim najbardziej traci. Z jednej strony konsument może powiedzieć: „Przecież rolnik zarobił na towarze, bo ja go kupiłem”. Niestety, ale często zdarza się tak, że ów zarobek jest mniejszy niż koszty produkcji.

Tutaj ma Pan rację – potrzeba systemowych rozwiązań zarówno dla rolników jak i dla przetwórców żywności. Jeden i drugi powinni grać do jednej bramki i wiedzieć, że po ich stronie stoi państwo, które nie pozwoli na dyktat zagranicznych sieci handlowych.

Prawo i Sprawiedliwość zapowiadało tzw. ustawę hiszpańską, która definiowała, że nie można kupić od rolnika produktu za cenę rażąco poniżej kosztu wyprodukowania, a tak się niestety działo. Rolnicy dokładali i dokładali aż w końcu, po kolejnym sezonie nie mieli z czego dokładać. „Ustawa hiszpańska” była zapowiadana, była dostosowana do polskich warunków, ale ostatecznie jeszcze nie trafiła pod sejmowe głosowanie i jestem strasznie ciekawa, czy Sejm nowej kadencji będzie ją procedował. Marszałek Hołownia zapowiedział, że nie będzie zamrażarki i wszystkie ustawy składane do laski marszałkowskiej będą procedowane. Mam więc nadzieję, że słowo zostanie dotrzymane i ustawa broniąca polskich rolników będzie procedowana.

Ja jednak się boję, że nawet jeśli taka ustawa wejdzie w życie, to wiele się nie zmieni. Wystarczy sobie bowiem przypomnieć kary liczone w setkach milionach złotych jakie Urząd Ochrony Konkurencji i Konsumenta nakładał na zagraniczne sieci handlowe m. in. za oszukiwanie polskich rolników. I co? I nic…

I dalej im się opłaca…

No właśnie… Boję się, że nawet zmiana reguł gry nic w rzeczywistości nie zmieni…

W pierwszej kolejności „chapeau bas” dla UOKiK-u za to, że w ogóle nałożył kary dla zagranicznych sieci handlowych i to kary rekordowe, co przez lata było wręcz nie do pomyślenia. To też pokazuje o jakich w ogóle pieniądzach mówimy. Każdy z nas, gdy słyszy, że jakaś sieć handlowa ma zapłacić kilkaset złotych kary i nie stanowi to dla niej jakiegoś większego problemu, to może zdać sobie sprawę ze skali tego jak wiele na tych nieuczciwych praktykach można zarobić. Gdyby się to nie opłacało, to nikt by przecież tego nie robił i nie ryzykowałby, że będzie musiał zapłacić wielomilionową karę.

Czasem myślę, że być może te kary są jeszcze za niskie, bo przecież w poczuciu sprawiedliwości kara powinna być adekwatna i odstraszać. Skoro nie odstrasza, to może trzeba ją zwiększyć…

Nie zmienia to jednak faktu, że rozwiązania systemowe są potrzebne od zaraz i w połączeniu z wychwytywaniem nieuczciwych praktyk handlowych uda się zmienić ten mętny, żeby nie powiedzieć szemrany system.

Pozwolę sobie teraz na złośliwość: ile osób zginęło od zboża technicznego z Ukrainy, które według samozwańczych ekspertów od rolnictwa miało zawierać toksyny, cyjanek i materiały promieniotwórcze? Miały zginąć miliony…

Problemów ze zbożem technicznym było bardzo dużo i nadal jest bardzo dużo. Nie oszukujmy się – był to wytrych do tego, żeby ściągać do Polski tanie zboże z Ukrainy…

Tak, ale chyba zgodzi się Pani ze mną, że to był prawdziwy problem – szukanie kruczków prawnych, żeby ściągać do Polski miliony ton taniego zboża z Ukrainy. Niestety z poważnego problemu, czyli wwożeniu do Polski zboża z Ukrainy zrobiono hucpę opowiadając coś o toksynach i materiałach rozszczepialnych…

Niestety… Poziom dezinformacji na temat rolnictwa i na temat żywności jest niewyobrażalny. Ktoś może powiedzieć, że popełniono błąd, że przekazano jakąś nie do końca sprawdzoną informację, albo celowo podkręcono tytuł, żeby wywołać mini-sensację. Otóż nie, szanowni Państwo! Mamy do czynienia z wojną gospodarczą, w której nie ma miejsca na jakiekolwiek sentymenty, półśrodki i litość.

Czytając o tym, co dzieje się na polskiej wsi, w jakich warunkach jest produkowana żywność, w jakich warunkach są przetrzymywane (niczym zakładnicy) są zwierzęta, to włos się na głowie jeży. Niewielu jednak decyduje się na to, aby medialne sensacje zweryfikować i sprawdzić, jakie są fakty. Bez tej weryfikacji łatwo rzucać oskarżenia i ogłaszać kolejne bojkoty polskiej żywności czy produktów pochodzenia zwierzęcego wytwarzanych na terytorium Polski, bo ponoć w innych krajach jest lepiej i bezpieczniej, co przecież nie jest prawdą.

Taka perfidna dezinformacja, tak perfidne manipulowanie informacjami to nic innego jak wojna gospodarcza, a taka wojna gospodarcza jest przeciwko nam prowadzona. Polska jest jednym z największych w Europie producentów żywności. W wielu obszarach jesteśmy liderami. Produkcja zbóż, produkcja mleka, produkcja drobiu, produkcja jaj, czy nawet produkcja futer – wszystkie sektory, które w jakikolwiek sposób kojarzą się z rolnictwem i doskonale sobie radzą są z różnych stron atakowane.

Często obserwujemy w mediach, że nijak ma się to do stanu rzeczywistego i do prawdy. Wielokrotnie apelowaliśmy jako Instytut Gospodarki Rolnej do wszystkich, którzy zabierają głos i mówią na temat bezpieczeństwa żywnościowego, czy też na temat jak wygląda rolnictwo w Polsce, żeby ważyli słowa, bo to naprawdę nie są żarty. Negatywne i jednocześnie fałszywe opinie bardzo często przekładają się na wybory konsumenckie.

Wracając do kwestii zboża technicznego. Nic mi nie wiadomo, żeby ktokolwiek się zatruł bądź miał problemy ze zdrowiem. Wszyscy od początku mówiliśmy, że problemem jest niekontrolowany napływ ukraińskiego zboża do Polski i z tym trzeba walczyć. Takie zboże zagrażało polskim rolnikom, a nie konsumentom.

Polscy rolnicy chcieli dbać o swoje interesy za co byli atakowani z niemal każdej strony. Ukraińcy krzyczeli, że polscy rolnicy chcą ich zniszczyć. W Brukseli krzyczano, że polscy rolnicy łamią unijne traktaty. Nasi rodzimi liberałowie krzyczeli, że będą cierpieć konsumenci, a poza tym, po co w Polsce rolnictwo, skoro jest na Ukrainie…

Najgorszy był jednak atak dwóch sprzymierzeńców – Unii Europejskiej i Ukrainy. O ile dobrze pamiętam to Polska jest częścią UE, a nie Ukraina i to nas powinna bronić Bruksela, a nie Ukrainę. Patrząc jednak na to, co robi Bruksela odnoszę wrażenie, że to Ukraina jest częścią UE, którą Bruksela broni przed jakimiś warchołami znad Wisły.

OK, wszyscy rozumiemy, że Ukraina została zaatakowana przez Rosję, że sytuacja jest ekstra ordynaryjna, że Ukraina potrzebuje pomocy, ale prawda jest taka, że działania podjęte przez UE dążyły do tego, że Polska za chwilę nie miałaby pieniędzy na własne funkcjonowanie. Ciężko w ogóle podchodzić do tej sprawy bez emocji. Wielu z nas czuje się oszukanych, bo tak wiele zrobiliśmy dla Ukraińców, a oni tak nam za to wszystko „dziękują”.

W ostatnim czasie do protestu przewoźników na granicy z Ukrainą dołączyli rolnicy. Tutaj znowu z jednej strony wszyscy mówią, że Ukrainie trzeba pomagać. Szkoda, że nikt nie chce prześledzić o co tak naprawdę chodzi i o co Polacy walczą, a dopiero potem zabierać głos. Powiem szczerze: kiedy słyszę od polityków z różnych stron, że ludzie, którzy protestują na przejściach granicznych z Ukrainą i starają się wywalczyć dla sektora transportu inne warunki współpracy z Ukrainą są sabotażystami to robi mi się słabo. To szalenie nieodpowiedzialna postawa, bo patrząc na dokumenty źródłowe, na to jak faktycznie sytuacja wygląda i na to w jakiej sytuacji znajdują się obecnie polscy przewoźnicy to naprawdę nie wiem jak można było doprowadzić do takiej sytuacji.

Lista sektorów zagrożonych, bądź będących w bardzo trudnej sytuacji nie jest krótka i tych problemów w najbliższych tygodniach i miesiącach będzie raczej przybywać niż ubywać. Tutaj wracamy znowu do tego, że to Bruksela ma takie, a nie inne kompetencje, ale my też musimy prowadzić dużo bardziej skuteczną politykę, żeby lepiej dbać o nasze interesy i interesy naszych obywateli.

Bóg zapłać za rozmowę

Tomasz D. Kolanek

Bruksela przeciwko Polsce. Jesteśmy ofiarą bezwarunkowej pomocy Ukrainie.

Bruksela przeciwko Polsce. Jesteśmy ofiarą bezwarunkowej pomocy Ukrainie.

Bruksela przeciwko Polsce

Unijna komisarz do spraw transportu Adina Vălean zwoła wspólny komitet Unii Europejskiej i Ukrainy dotyczący problemów transportu, ale dopiero po zniesieniu blokad na polsko-ukraińskiej granicy – to jedno z ustaleń posiedzenia Rady UE ds. transportu – poinformowała korespondentka RMF FM w Brukseli. Dodała, że unijna komisarz wyraźnie powiedziała, że nie może być powrotu do zezwoleń dla przewoźników z Ukrainy.

 Obecne porozumienie o przewozach w transporcie drogowym z Ukrainą jest przecież częścią „szlaków solidarnościowych”. Nie możemy wrócić do zezwoleń. Mogę sobie wyobrazić, ile udzieliłaby ich Polska, Słowacja i Węgry, skoro te kraje już teraz nie godzą się na obecność Ukraińców na naszym rynku. (…) Nie możemy wznawiać dyskusji o wspólnych zobowiązaniach za każdym razem, gdy w naszych krajach pojawiają się protesty. Wzywam wszystkich do opamiętania i do jak najszybszego odblokowania granicy – nawoływała w Brukseli komisarz Valean.

UE odrzuca oczekiwania Polski, Słowacji i Węgier w kwestii przywrócenia systemu zezwoleń i uregulowania ekolejki. Wręcz ustami komisarz żąda od Polski przywrócenia możliwości wykonywania tej umowy. Eurokołchoznicy są głusi na nasze argumenty. Gdyby mieli u nas swoje siły porządkowe czy unijną straż graniczną już byśmy byli pacyfikowani. Unia wygenerowała problem którego by nie było gdyby nie odebrano Polsce tej kompetencji, a teraz wymaga od nas że w milczeniu oddamy kolejną po rolnictwie gałąź gospodarki – komentuje Rafał Mekler, jeden z liderów protestu przewoźników.

– To co jest Polsce proponowane to „rozwiązanie polityczne”, czyli że niszczonej przez ukraińską konkurencję branży możemy płacić odszkodowania z własnego budżetu.

Wczoraj na Radzie UE przeciw Polsce stanęły nawet wszystkie państwa bałtyckie – przedstawiane w kontekście Ukrainy jako bliscy sojusznicy Polski, także zagrożeni przez Rosję. Jest źle. W UE nie ma ani zrozumienia polskiej sytuacji w kontekście wpływu Ukrainy na rynek UE, ani nawet poważnego zainteresowania nią – pisze w mediach społecznościowych poseł Konfederacji, Krzysztof Bosak.

Ukraina bezwzględnie korzysta z nadanych przez Brukselę przywilejów

Przypomnijmy, iż  2021 r. udział polskich przedsiębiorców w przewozach drogowych wykonywanych w relacji: Polska-Ukraina wynosił około 38%, zaś przewoźników z Ukrainy – 62%. Według stanu na koniec października 2023 r. polscy przewoźnicy drogowi wykonywali zaledwie około 8% takich przewozów, zaś przewoźnicy z Ukrainy – 92%.

Dodajmy, że presja handlowa ze strony Kijowa trwa od dawna. Jak przypomina portal dorzeczy.pl w styczniu 2022 r. Ukraina zablokowała tranzyt kolejowy z Azji do Polski przez swoje terytorium. Oficjalnym powodem była konieczność przeprowadzenia prac remontowych na kolei.

Tajemnicą poliszynela było jednak, że Kijów w ten sposób chciał na Warszawie wymusić ustępstwa w kwestii transportu drogowego. Ekipa Zełenskiego zdecydowała się na ten krok dosłownie w przededniu wybuchu wojny. Warto w tym kontekście przypomnieć, że od kilku miesięcy Kijów publicznie oskarża Warszawę o blokadę eksportu do UE ukraińskiego zboża, choć rzeczona blokada dotyczy tylko kilku krajów, a tranzyt przez polskie terytorium odbywa się bez problemów przypomina redakcja Do Rzeczy, która podkreśla, że „Ukraina bezwzględnie korzysta z nadanych przez Brukselę przywilejów, żeby podbić europejskie rynki, w tym przede wszystkim polski”.

BREAKING in New Zealand, FOIA showed that 11,000 politicians and elites got vaccine exemptions, did not take it; how?

BREAKING in New Zealand, FOIA request showed that 11,000 politicians and elites got COVID vaccine exemptions, did not take it; how? they knew it was NOT needed & was harmful, BUT they forced you under

threat of law and arrest to take it and now you and many are vaccine injured! so how do we investigate, put into legal tribunals and take their money and imprison and HANG them if shown guilty? HANG! 

DR. PAUL ALEXANDER DEC 5
 
 

Alexander COVID News-Dr. Paul Elias Alexander’s substack is a reader-supported publication. To receive new posts and support my work, consider becoming a free or paid subscriber.

W Anglii umierają głównie zaszczepieni na Covid. 30% populacji odmówiło przyjęcia pojedynczej dawki.

WYROK ŚMIERCI: w Anglii zmarło 1 milion osób zaszczepionych na Covid-19 w porównaniu do zaledwie 61 tys. niezaszczepionych w ciągu 2 lat; pomimo, że 30% populacji odmówiło przyjęcia pojedynczej dawki zastrzyku na Covid-19

PRZEZ THE EXPOSÉ NA5 GRUDNIA 2023 R• https://expose-news.com/2023/12/05/death-sentence-covid-vaccine-1-million-deaths/

Szokujące dane opublikowane przez rząd Wielkiej Brytanii pokazują, że w ciągu ostatnich dwóch lat wśród zaszczepionej populacji w Anglii doszło do skandalicznej liczby zgonów w porównaniu z populacją nieszczepionych, mimo że około 30% populacji nie otrzymało nawet ani jednej dawki szczepionki Covid-19 szczepionka.

========================================

W okresie od kwietnia do maja 2023 r. największa liczba zgonów ze wszystkich przyczyn wśród niezaszczepionych osób w maju 2023 r. wystąpiła wśród osób w wieku od 70 do 79 lat i wyniosła 405 zgonów. Natomiast w kwietniu 2023 r. największa liczba zgonów ze wszystkich przyczyn spowodowanych szczepieniami wystąpiła wśród osób w wieku od 80 do 89 lat i wyniosła szokujące 13 713 zgonów.

Niezwykle niepokojące w tych oficjalnych danych jest to, że od lipca 2021 r. liczba zaszczepionych znacznie przewyższa liczbę niezaszczepionych pod względem zgonów w każdej grupie wiekowej, pomimo faktu, że 30% populacji nawet nie otrzymało zastrzyku na Covid-19.

Do tego stopnia, że ​​w okresie od lipca 2021 r. do maja 2023 r. liczba zgonów wśród zaszczepionych wyniosła 965 609 osób, w porównaniu z zaledwie 60 903 zgonów wśród osób niezaszczepionych. Oznacza to, że w tym okresie w Anglii zginęło ogółem 1 026 512 osób, a 94% z nich stanowiły osoby zaszczepione , podczas gdy nieszczepieni stanowili zaledwie 6%.

======================================


Według departamentu rządu Wielkiej Brytanii, znanego jako UKHSA, do 3 lipca 2022 r. 18,9 mln osób odmówiło przyjęcia pierwszej dawki zastrzyku na Covid-19, a 21,5 mln osób odmówiło przyjęcia drugiej dawki zastrzyku na Covid-19 , obok 2,6 mln osób, które otrzymały pierwszą dawkę, ale odmówiły przyjęcia drugiej, oraz 30,4 mln osób odmówiło przyjęcia trzeciej dawki zastrzyku na Covid-19, a także 8,9 mln osób, które otrzymały drugą dawkę, ale odmówiły podania trzeciej. ( Źródło )

Źródło
Kliknij, aby powiększyć

Według danych UKHSA w tym momencie do szczepień kwalifikowało się 63,4 miliona osób. Dlatego 18,9 mln osób w Anglii odmówiło przyjęcia szczepionki przeciwko Covid-19 i pozostało całkowicie niezaszczepionych.

Co więcej, kolejne 2,6 miliona osób odmówiło przyjęcia drugiej dawki, co oznacza, że ​​21,5 miliona osób nie zostało zaszczepionych dwukrotnie, a 8,9 miliona osób odmówiło przyjęcia trzeciej dawki, co oznacza, że ​​30,4 miliona osób nie zostało zaszczepionych potrójnie.

Oto jak te liczby przedstawiają się w ujęciu procentowym –

Źródło
Kliknij, aby powiększyć

W lipcu 2022 r. trzydzieści procent populacji Anglii pozostało całkowicie nieszczepionych. 34% populacji Anglii nie zostało zaszczepionych dwukrotnie, a 50% populacji nie zostało zaszczepionych potrójnie.

Jak jednak pokazano na poniższym wykresie, zaszczepiona populacja jako całość była odpowiedzialna za 95% wszystkich zgonów z powodu Covid-19 w okresie od stycznia do maja 2023 r., podczas gdy populacja nieszczepiona stanowiła zaledwie 5%.

Jednak naprawdę przerażający jest fakt, że te zgony nie dotyczą populacji zaszczepionej jedną lub dwiema dawkami. Zdecydowana większość to osoby zaszczepione 4 razy, przy czym populacja ta odpowiada za 80% wszystkich zgonów z powodu Covid-19 i 83% wszystkich zgonów z powodu Covid-19 wśród zaszczepionych. ( Źródło )

Mając to na uwadze, poniższe dane opublikowane przez Urząd Statystyk Krajowych (ONS) w zestawie danych „Zgony na skutek szczepień”, które można znaleźć na stronie internetowej ONS tutaj lub pobrać tutaj , są jeszcze bardziej przerażające.

Poniższe wykresy przedstawiają zgony ze wszystkich przyczyn według statusu szczepień w okresie od 1 lipca 2021 r. do 31 maja 2023 r. według grup wiekowych. Każdy wykres można rozwinąć, klikając na niego, aby wyraźniej zobaczyć liczby. Zgony niezaszczepione są pokazane jako pierwsze w każdej grupie wiekowej, a zgony zaszczepione są wyświetlane jako kolejne w każdej grupie wiekowej.

Ale nie trzeba nawet powiększać, aby zobaczyć straszliwą różnicę w liczbie zgonów w zależności od statusu szczepienia.

Kliknij, aby powiększyć
źródło

W okresie od lipca do września 2021 r. największa liczba zgonów ze wszystkich przyczyn wśród niezaszczepionych osób miała miejsce w sierpniu wśród osób w wieku od 70 do 79 lat i wyniosła 676 zgonów. Natomiast we wrześniu 2021 r. największa liczba zgonów ze wszystkich przyczyn związanych z zaszczepieniem wystąpiła wśród osób w wieku od 80 do 89 lat i wyniosła szokujące 13 294 zgonów.

Kliknij, aby powiększyć
źródło

W okresie od października do grudnia 2021 r. największa liczba zgonów ze wszystkich przyczyn wśród niezaszczepionych osób miała miejsce w grudniu wśród osób w wieku od 80 do 89 lat i wyniosła 776 zgonów. Natomiast w grudniu 2021 r. największa liczba zgonów ze wszystkich przyczyn związanych z zaszczepieniem wystąpiła wśród osób w wieku od 80 do 89 lat i wyniosła szokujące 16 171 zgonów.

Kliknij, aby powiększyć
źródło

W okresie od stycznia do marca 2022 r. największa liczba zgonów ze wszystkich przyczyn wśród niezaszczepionych osób miała miejsce w styczniu wśród osób w wieku od 70 do 79 lat i wyniosła 776 zgonów. Natomiast w styczniu 2022 r. największa liczba zgonów ze wszystkich przyczyn związanych z zaszczepieniem wystąpiła wśród osób w wieku od 80 do 89 lat i wyniosła szokujące 15 948 zgonów.

Kliknij, aby powiększyć
źródło

W okresie od kwietnia do czerwca 2022 r. największa liczba zgonów ze wszystkich przyczyn wśród niezaszczepionych osób miała miejsce w kwietniu wśród osób w wieku od 80 do 89 lat i wyniosła 500 zgonów. Natomiast w kwietniu 2022 r. największa liczba zgonów ze wszystkich przyczyn związanych z zaszczepieniem wystąpiła wśród osób w wieku od 80 do 89 lat i wyniosła szokujące 14 902 zgonów.

Kliknij, aby powiększyć
źródło

W okresie od lipca do września 2022 r. największa liczba zgonów ze wszystkich przyczyn wśród niezaszczepionych osób miała miejsce w lipcu wśród osób w wieku od 80 do 89 lat i wyniosła 493 zgony. Natomiast w lipcu 2022 r. największa liczba zgonów ze wszystkich przyczyn związanych ze szczepieniami wystąpiła wśród osób w wieku od 80 do 89 lat i wyniosła szokujące 14 286 zgonów.

Kliknij, aby powiększyć
źródło

W okresie od października do grudnia 2022 r. największa liczba zgonów ze wszystkich przyczyn wśród niezaszczepionych osób miała miejsce w grudniu wśród osób w wieku od 80 do 89 lat i wyniosła 604 zgony. Natomiast w grudniu 2022 r. największa liczba zgonów ze wszystkich przyczyn związanych z zaszczepieniem wystąpiła wśród osób w wieku od 80 do 89 lat i wyniosła szokującą liczbę 19 914 zgonów.

Kliknij, aby powiększyć
źródło

W okresie od stycznia do marca 2023 r. największa liczba zgonów ze wszystkich przyczyn wśród niezaszczepionych osób w styczniu 2023 r. miała miejsce wśród osób w wieku od 80 do 89 lat i wyniosła 551 zgonów. Natomiast w styczniu 2023 r. największa liczba zgonów ze wszystkich przyczyn związanych ze szczepieniami wystąpiła wśród osób w wieku od 80 do 89 lat i wyniosła szokująco 18 297 zgonów.

Kliknij, aby powiększyć
źródło

W okresie od kwietnia do maja 2023 r. największa liczba zgonów ze wszystkich przyczyn wśród niezaszczepionych osób w maju 2023 r. wystąpiła wśród osób w wieku od 70 do 79 lat i wyniosła 405 zgonów. Natomiast w kwietniu 2023 r. największa liczba zgonów ze wszystkich przyczyn spowodowanych szczepieniami wystąpiła wśród osób w wieku od 80 do 89 lat i wyniosła szokujące 13 713 zgonów.

Niezwykle niepokojące w tych oficjalnych danych jest to, że od lipca 2021 r. liczba zaszczepionych znacznie przewyższa liczbę niezaszczepionych pod względem zgonów w każdej grupie wiekowej, pomimo faktu, że 30% populacji nawet nie otrzymało zastrzyku na Covid-19.

Do tego stopnia, że ​​w okresie od lipca 2021 r. do maja 2023 r. liczba zgonów wśród zaszczepionych wyniosła 965 609 osób, w porównaniu z zaledwie 60 903 zgonów wśród osób niezaszczepionych. Oznacza to, że w tym okresie w Anglii zginęło ogółem 1 026 512 osób, a 94% z nich stanowiły osoby zaszczepione , podczas gdy nieszczepieni stanowili zaledwie 6%.

To bardziej sugeruje, że zastrzyki Covid-19 są śmiertelne i dowodzą, że zabijają ludzi. Możemy być pewni, że szczepienie przeciwko Covid-19 znacznie zwiększa śmiertelność.

Kiedy zatem rząd zaprzestanie ich stosowania?

Niedziela: Biłgoraj, Warszawa – comiesięczne Msze Święte za Ojczyznę i Pokutne Marsze Różańcowe

10.12.2023 Biłgoraj, Warszawa – comiesięczne Msze Święte za Ojczyznę i Pokutne Marsze Różańcowe

05/12/2023przez antyk2013

Z Maryją Królową Polski modlić się będziemy o Polskę wierną Bogu, Krzyżowi i Ewangelii, o wypełnienie Jasnogórskich Ślubów Narodu

BIŁGORAJ – w każdą drugą niedzielę miesiąca w kościele pod wezwaniem Wniebowzięcia Najświętszej Maryi Panny o godz. 18.00 Msza Święta za Ojczyznę i Pokutny Marsz Różańcowy!

WARSZAWA – zapraszamy na comiesięczny Pokutny Marsz Różańcowy, który już od 9 lat odbywa się w stolicy. Rozpoczynamy Mszą Świętą o godz. 8.00 w kościele św. Andrzeja Apostoła i św. Brata Alberta na pl. Teatralnym 20, po niej udajemy się ulicami Warszawy pod Sejm RP.

Zgodnie ze słowami Najświętszej Dziewicy Maryi (zawartych we wszystkich uznanych objawieniach) modlitwa na Różańcu Świętym jest ostatnim ratunkiem dla świata. To jest FAKT – władze tego świata, odrzucają Boga a na Jego miejsce intronizują zachcianki człowieka (lub w najlepszym wypadku sentymentalnie celebrują humanizm).

Trasa naszego comiesięcznego Pokutnego Marszu Różańcowego w Warszawie:  Po drodze z placu Teatralnego idziemy ogarniając modlitwą Różańca Świętego ważne instytucje i ministerstwa położone przy Krakowskim Przedmieściu, modlimy się za Prezydenta RP pod jego siedzibą, skręcamy w  ul. Świętokrzyską by modlić się pod Ministerstwem Finansów, później przy pl. Powstańców Warszawskich 7 dochodzimy do budynku TVP, gdzie mieszczą się główne studia informacyjne telewizji publicznej (przez dziesięciolecia komunizmu i liberalizmu siejących nienawiść oraz kłamstwa). Modlić się będziemy o konieczne zmiany w mediach i nawrócenie środowisk dziennikarskich. Kierujemy się później w stronę placu Trzech Krzyży i na ul. Wiejską aby ogarnąć modlitwą władze ustawodawcze naszego Kraju. Zakończenie Pokutnego Marszu Różańcowego będzie pod Sejmem i Senatem RP (wcześniej podejdziemy pod ambasadę Kanady, gdzie Panu Bogu i Jego Matce zawierzać będziemy Mary Wagner, która toczy samotny bój o przestrzeganie prawa Bożego w Kanadzie).

https://youtube.com/watch?v=zL3tg863fSE%3Fversion%3D3%26rel%3D1%26showsearch%3D0%26showinfo%3D1%26iv_load_policy%3D1%26fs%3D1%26hl%3Dpl-PL%26autohide%3D2%26wmode%3Dtransparent
https://youtube.com/watch?v=FA-B8j-Tgbk%3Fversion%3D3%26rel%3D1%26showsearch%3D0%26showinfo%3D1%26iv_load_policy%3D1%26fs%3D1%26hl%3Dpl-PL%26autohide%3D2%26wmode%3Dtransparent

Będziemy się modlić o ustanie kłamliwych ataków na nasz Kościół i Ojczyznę, o nawrócenie nieprzyjaciół i pojednanie ludzi, narodów i państw na fundamencie prawdy, aby wobec ofiar zbrodni i ludobójstwa nastąpiło sprawiedliwe zadośćuczynienie za zło jakiego doświadczyli od prześladowców. Będziemy modlić się także o to by dla wszystkich narodów, dawniej i dziś zamieszkujących ziemie Rzeczypospolitej i Europę Środkowo Wschodnią, Jezus Chrystus był  j e d y n ą  Drogą, Prawdą i Życiem, o to też by na ziemiach nasączonych krwią ofiarną poprzednich pokoleń umocniona została święta wiara katolicka, poza którą nie ma zbawienia, by porzucone zostały błędne wyznania i religie wiodące na bezdroża nienawiści.

Share

Kategorie Biłgoraj, Msze św. za Ojczyznę, Pokutne Marsze Różańcowe, Warszawa Tagi Biłgoraj, Jasnogórskie Śluby Narodu, Krucjata Różańcowa za Ojczyznę, modlitwa za Ojczyznę, Msza Święta za Ojczyznę, Pokuta, Pokutny Marsz Różańcowy, różaniec za Ojczyznę, Warszawa

2.12.23 Łomża – Publiczny Różaniec święty wynagradzający Niepokalanemu Sercu Matki i Królowej Polski

Kanada: Usunąć Boże Narodzenie jako „oczywisty przykład” nietolerancji i kolonializmu.

Komisja Praw Człowieka uważa Boże Narodzenie za „rasistowskie” – parlamentarzyści nie zgadzają się z tym

Krzysztofa Oldcorna 30 listopada 2023, https://www.westernstandard.news/news/human-rights-commission-finds-christmas-racist-mps-disagree/50629

W środę parlamentarzyści skrytykowali raport Kanadyjskiej Komisji Praw Człowieka, który określił Boże Narodzenie jako „oczywisty przykład” nietolerancji i kolonializmu.

Według Blacklock’s Reporter Izba Gmin została poinformowana, że ludzie powinni mieć swobodę świętowania narodzin Jezusa bez bycia szykanowanymi.

„To, że się śmiejesz, nie znaczy, że jest to zabawne” – powiedział przywódca Bloku Québécois Yves-François Blanchet. 

„Według Kanadyjskiej Komisji Praw Człowieka zwykłe świętowanie Bożego Narodzenia – choinka, rodzina, muzyka, prezenty – jest systemowym rasizmem. Zastanawiam się, czy stary dobry Święty Mikołaj nie jest rasistą. Zastanawiam się, czy śnieg stał się rasistowski”.

Komisja Praw w dokumencie do dyskusji na temat nietolerancji religijnej wskazała Boże Narodzenie jako przykład dyskryminacji religijnej, ponieważ jest ona chrześcijańska. „Historia Kanady związana z nietolerancją religijną jest głęboko zakorzeniona w naszej tożsamości jako kolonialnego państwa osadniczego” – napisano.

Blanchet poprosiła premiera Justina Trudeau o podanie więcej szczegółów na temat dokumentu do dyskusji. „Czy Boże Narodzenie jest rasistowskie?” zapytała Blanchet. 

„Oczywiście, że Boże Narodzenie nie jest rasistowskie” – odpowiedział premier.

„Za kilka dni witam kilkudziesięciu mieszkańców Quebecu ze środowisk imigranckich, którzy będą świętować Boże Narodzenie na moim osiedlu” – powiedziała Blanchet. „Czy powinienem odwołać występ, ponieważ według Kanadyjskiej Komisji Praw Człowieka obchodzenie Bożego Narodzenia jest rasistowskie? Oto jest pytanie, które zadaję.”

„Nie” – odpowiedział premier. 

„Wszyscy powinniśmy obchodzić Boże Narodzenie, Chanukę i inne święta”.

Lider opozycji Pierre Poilievre wtrącił: „Pozwólcie mi jako pierwszy w sezonie życzyć wszystkim wesołych Świąt. Kochamy nasze wspaniałe kanadyjskie tradycje, w tym Boże Narodzenie”.

„Po tej stronie Izby stoimy przed Bożym Narodzeniem” – odpowiedział premier.

dokumencie dyskusyjnym wspomniano, że zrozumienie chrześcijańskich uprzedzeń jest ważne dla powstrzymania nietolerancji.

„Dyskryminacja mniejszości religijnych w Kanadzie ma swoje korzenie w historii kolonializmu w Kanadzie” – napisała Komisja. 

„Ta historia objawia się we współczesnej systemowej dyskryminacji religijnej. Oczywistym przykładem są dni ustawowo wolne od pracy w Kanadzie.” „Ustawowe święta związane z chrześcijaństwem, w tym Boże Narodzenie i Wielkanoc, to jedyne kanadyjskie święta ustawowe powiązane ze świętami religijnymi” – stwierdzono w  dokumencie dyskusyjnym . 

„W rezultacie niechrześcijanie mogą być zmuszeni poprosić o specjalne zakwaterowanie, aby móc obchodzić swoje święta”. „Jeśli chcemy położyć kres nietolerancji religijnej, ważne jest, abyśmy ją zrozumieli” – napisała Komisja. 

„Musimy zrozumieć, jak to się utrzymuje, w jakich strukturach lub praktykach się pojawia i jak wpływa na życie ludzi. Co najważniejsze, musimy słuchać i wzmacniać głosy ludzi z doświadczeniem. To oni najdłużej walczą o zmianę systemową.”

Według Canadian Encyclopedia mieszkańcy Kanady obchodzili Boże Narodzenie jeszcze przed oficjalnym utworzeniem kraju, a pierwsze obchody miały miejsce już w 1641 roku. 

Ze spisu ludności wynika, że ponad 19 milionów dorosłych Kanadyjczyków identyfikuje się jako chrześcijanie, co stanowi większość dorosłej populacji.

=============================

mail:

A na zdjęciu jest grupa 7 babusów z Kanadyjskiej komisji praw człowieka co to im Boże Narodzenie przeszkadza. Baba bez bo.. dostaje pierdolca