Franco Prodi: Adhortacja „Laudate Deum” Franciszka „to strzał w kolano dla Kościoła”. Jest ona tylko ślepym powtarzaniem fałszywych teorii IPCC.

https://gloria.tv/post/qbSY6Jj4RZ9w1uM3zhgTJedT6

Adhortacja Laudate Deum Franciszka „to strzał w kolano dla Kościoła”

Franco Prodi, brat byłego Premiera Włoch, Romano Prodi, i czołowy włoski fizyk atmosferyczny, jest zażenowany katastrofizmem klimatycznym, jaki zaserwował nam Franciszek w swojej adhortacji Laudate Deum (LaNuovaBQ.it, 16 listopada).

• Brakuje naukowego konsensusu co do katastrofizmu klimatycznego.

• Za katastrofizmem klimatycznym stoi Międzyrządowy Zespół ds. Zmian Klimatu ONZ (IPCC).

• Zdaniem IPCC za globalne ocieplenie w 97% procentach odpowiada człowiek, co Prodi nazywa „niemożliwym do udowodnienia szaleństwem”.

• Nauka mówi o „wariacjach w składzie atmosfery”, a nie „zmianach klimatu”.

• Takie wariacje mogą mieć naturalne podłoże (interakcja atmosfery z oceanami, interakcja atmosfery z biosferą, wulkanami, zmiany na Słońcu), lub pochodzić od człowieka (gazy cieplarniane, aerozole, wycinanie lasów).

• Umiejscowienie w tym wszystkim udziału ludzkiej działalności jest niemożliwe ze względu na brak istotnych danych fizycznych.

• Obecne badania nad klimatem robi się pod kątem preferencji politycznych, zapominając o nauce.

• Naukowcy tańczą, jak zagra im IPCC, w obawie przed utratą funduszy i posad.


• Bankowość globalna przejmuje kontrolę nad rzeczywistą ekonomią i związku z tym musi inwestować z zyskiem potężne kapitały. Zamierzają tego dokonać, narzucając wszystkim „zieloną gospodarkę”, która nie będzie miała realnego wpływu na emisje, ale za to zniszczy najprawdziwszą gospodarkę.

• Adhortacja Laudate Deum pióra Franciszka to „strzał w kolano dla Kościoła”, ponieważ jest ona tylko ślepym powtarzaniem fałszywych teorii IPCC.

• Wspomniane tezy to „największe zwiedzenie, jakie kiedykolwiek zostało przeprowadzone na ludzkości” i „przez to Kościół nie wypadnie najlepiej”.

Kłopoty byłego premiera i dwóch ministrów zdrowia. Rozliczają ich z zakupu zbędnych szczepionek. Ale w Rumunii…

Kłopoty byłego premiera. Rozliczają go z zakupu szczepionek. Ale w Rumunii…

24 listopada wydarzenia.interia-klopoty-bylego-premiera

Nadużycia władzy w związku z zakupem szczepionek przeciwko COVID-19 – takie zarzuty padają w kierunku byłego ministra Rumunii Florina Citu i dwóch byłych ministrów zdrowia. Choć kraj ten zakupił preparaty w liczbie wystarczającej do zaszczepienia wszystkich obywateli, rząd zgodził się na dostawę ponad 50 mln kolejnych dawek. Byli ministrowie tłumaczą się „niepewnymi czasami”, a Citu zapewnia, że zawsze przestrzegał prawa. Organy ścigania ds. walki z korupcją zwróciły się do parlamentu i prezydenta o zezwolenie na wszczęcie śledztwa.

Florin Citu, obecnie senator rządzącej Partii Liberalnej, przewodził rządowi po wyborach w 2020 roku. Jego ministrami zdrowia byli członkowie partii USR: Vlad Voiculescu i Ioana Mihaila.

Koalicja ta rozpadła się po niecałym roku sprawowania władzy, u szczytu pandemii koronawirusa. Na jej miejscu pojawił się obecny rząd liberałów i lewicowych socjaldemokratów.

Prokuratorzy chcą prowadzić dochodzenie w sprawie Citu, Voiculescu i Mihaila w związku z rzekomym zakupem znacznie większej niż wynikało to z zapotrzebowania liczby dawek szczepionek firm Pfizer i Moderna w okresie od stycznia do maja 2021. Zakup ten miał odbywać się bez stosownych dokumentów i ocen uzasadniających takie transakcje.

Prokuratorzy stwierdzili, że choć do stycznia 2021 r. Rumunia zakupiła już 37,6 mln dawek – co wystarczało na zaszczepienie wszystkich obywateli kraju – trzej członkowie gabinetu zgodzili się na zakup dodatkowych 52,8 mln dawek, co kosztowało budżet państwa nieco ponad miliard euro. [—]

W osobnym wpisie były minister zdrowia Voiculescu stwierdził, że decyzję o zakupie podejmował wyłącznie premier. Podkreślił również, że decyzja o liczbie zamówionych dawek „była podjęta w niepewnych warunkach dotyczących dostępności dostaw, rozwoju szczepu wirusa i zapotrzebowania na dawki przypominające”.

Były premier może stracić immunitet

Zgodnie z rumuńskim prawem prokuratorzy potrzebują zgody parlamentu i prezydenta, aby prowadzić dochodzenia i zatrzymywać obecnych parlamentarzystów. Ustawodawcy nierzadko zatwierdzają takie wnioski. Na niekorzyść Citu działa fakt, że w ostatnich miesiącach wielokrotnie krytykował obecny rząd koalicyjny.

Rumunia jest drugim po Bułgarii najmniej zaszczepionym krajem w Unii Europejskiej, borykającym się z brakiem zaufania do instytucji państwowych i słabą edukacją na temat szczepień.

Nezaplatíme ! Francuz Osculati: Nic sobie nie robi z unijnych żądań i pogróżek w sprawie „transformacji energetycznej”. 500 mln euro…

Nezaplatíme ! Francuz Osculati: Nic sobie nie robi z unijnych żądań i pogróżek w sprawie „transformacji energetycznej”. 500 mln euro…

ne -zaplatimy-francuzi

„Francja odmawia zapłacenia kary w wysokości 500 mln euro za niewypełnienie unijnych zobowiązań dotyczących rozwoju odnawialnych źródeł energii”, informuje serwis rmf24.pl.

Chodzi o przegłosowaną 14 lat temu przez eurokratów dyrektywą zgodnie z którą Francja zobowiązała się, że do 2020 roku w znaczący sposób zwiększy ilość OZE w bilansie energetycznym.

Paryż do dzisiaj (3 lata po terminie) nie wywiązał się z zobowiązań, w związku z tym Bruksela nałożyła na Francję karę w wysokości pół miliarda euro.

Francuskie władze nie zamierzają jednak zapłacić wskazanej przez KE sumy. Według paryskich mediów trwają negocjacje w tej sprawie z Brukselą.

Agnes Pannier-Runacher, francuska minister energetyki napisała, że Paryż nie zamierzają zapłacić kary, ale mogą zwiększyć krajowe wydatki na przyspieszenie rozwoju odnawialnych źródeł energii.

Źródło: rmf24.pl

„bandersyny”, „swołocz banderowska”, „dzicz stepowa”. SKANDAL! Kara więzienia za komentarze w internecie! Polski sąd przychylił się do wniosku Ukraińców.

SKANDAL! Kara więzienia za komentarze w internecie! Polski sąd przychylił się do wniosku Ukraińców

nczas-kara-wiezienia-za-komentarze-polski-sad-przychylil-sie-do-wniosku-ukraincow24.11.2023

Stepan Bandera. OUN-UPA. banderowcy. banderyzacja. Ukraina. Ukraińcy.
Wizerunek Stepana Bandery na tle flagi UPA. Zdjęcie ilustracyjne. / Foto: All-Ukrainian Union «Freedom», CC BY 3.0, Wikimedia Commons

70-letni Andrzej Łukawski, działacz kresowy i organizator Marszu Pamięci o Ofiarach ukraińskiego ludobójstwa na Wołyniu i w Małopolsce Wschodniej trafił do więzienia. Wniosek o jego ukaranie złożył Związek Ukraińców w Polsce. A poszło o komentarze w internecie.

Do zdarzenia doszło w środę. Tego samego dnia Andrzej Łukawski miał wziąć udział w konferencji prasowej w Sejmie, jednak tam nie dotarł. Wcześniej bowiem został zatrzymany przez policję. 70-latek zgłosił się na komisariat policji, by odebrać „przesyłkę”. Jak się okazało, było to zawiadomienie o zatrzymaniu celem odbycia kary 7 miesięcy pozbawienia wolności. A stało się tak za sprawą Związku Ukraińców w Polsce.

Sprawa ma swój początek w roku 2019, kiedy to Łukawski – redaktor naczelny Kresowego Serwisu Informacyjnego, a także organizator Marszu Pamięci o Ofiarach ukraińskiego Ludobójstwa – został oskarżony za zamieszczane na Facebooku komentarze. Sprawą zajmował się prok. Maciej Młynarczyk z Prokuratury Rejonowej Praga-Północ.

Chodziło o zwroty takie jak m.in. „bandersyny”, „swołocz banderowska”, czy „dzicz stepowa”. Cytowany przez kresy.pl Łukawski miał powiedzieć, że prokurator sugerował mu, że powinien „przeprosić i wyrazić skruchę”, a wówczas zostanie łagodniej potraktowany.

Ostatecznie jednak Łukawski został skazany w kwietniu 2021 roku m.in. za słowa „znajdzie się kij na banderowski ryj”. Usłyszał wyrok 7 miesięcy pozbawienia wolności w zawieszeniu na 3 lata. Miał też zapłacić grzywnę w wysokości 2 tys. zł. Dodatkowo sąd zobowiązał go do „zaniechania publikowania w Internecie wypowiedzi «znieważających i zawierających treści dyskryminujące z uwagi na przynależność narodową i etniczną» oraz przeczytania książki autorstwa Witolda Szabłowskiego pt. «Sprawiedliwi zdrajcy. Sąsiedzi z Wołynia»”.

Pierwszym sygnałem do odwieszenia wyroku był wniosek kuratora sądowego, który twierdził, że Łukawski nie przeczytał zadanej mu lektury. Wówczas jednak sąd oddalił jego wniosek. Później wniosek złożył Związek Ukraińców w Polsce. Dotyczył on „rozważenia zarządzenia wykonania kary” więzienia oraz zobowiązanie Łukawskiego do „powstrzymania się od korzystania i zamieszczania wpisów w serwisie internetowym Facebook”.

W sierpniu 2023 roku Sąd Rejonowy dla Warszawy-Mokotowa wniosek rozpatrzył pozytywnie i odwiesił wyrok. W październiku Sąd Okręgowy utrzymał wyrok w mocy. W uzasadnieniu twierdzono, że Łukawski nie przeczytał książki, a na domiar złego we wpisach na Facebooku używa słów „nachodźcy” i „banderyzacja”. W ocenie sądu wyrok więc nie spowodował „pozytywnej zmiany”. Co więcej, sąd stwierdził, że podeszły wiek mężczyzny oraz fakt leczenia onkologicznego nie stanowią powodów do zaniechania odwieszenia wyroku.

Jak podaje portal kresy.pl, otrzymał potwierdzenie informacji o tym, że Łukawski trafił do więzienia.

W środę posłowie Konfederacji Grzegorz Braun i Andrzej Zapałowski nagłośnili sprawę oraz zwrócili się do prezydenta Andrzeja Dudy z wnioskiem o ułaskawienie działacza kresowego.

– Doszło do nieprawdopodobnej sytuacji, a mianowicie Związek Ukraińców w Polsce w oskarżeniu Pana Łukawskiego zrównał słowo Ukrainiec jako synonim banderowca tzn. zgodnie z Kodeksem Karnym art. 256 z nazizmem, czyli banderowiec jest dla nich synonimem Ukraińca. Coś nieprawdopodobnego. To będzie miało daleko idące konsekwencje – ocenił prof. Zapałowski.

„Szanowny Panie Prezydencie,

wnoszę o skorzystanie z przysługujących Panu uprawnień ustawowych i o darowanie panu Andrzejowi Łukawskiemu kary 7 miesięcy pozbawienia wolności orzeczonej prawomocnym wyrokiem Sądu Apelacyjnego w Warszawie z dnia 21 kwietnia 2021 r. za czyn określony w art. 119§ 1 i art. 257 k.k. II AKa 212/20” – czytamy.

https://www.facebook.com/plugins/post.php?href=https%3A%2F%2Fwww.facebook.com%2Fkonfederacjakoronypolskiej%2Fposts%2Fpfbid0A5S923KXuxLCTeiTxLuYnyXtS5JipE8KoGdXEB2xd6MxzVSJRTCTcKxGfKX52W8Tl&show_text=true&width=500

https://www.facebook.com/plugins/video.php?height=314&href=https%3A%2F%2Fwww.facebook.com%2Fkonfederacjakoronypolskiej%2Fvideos%2F1487693505124746%2F&show_text=true&width=560&t=0

Według informacji portalu kresy.pl w najbliższych dniach w Warszawie ma odbyć się manifestacja poparcia dla Andrzeja Łukawskiego.

W stronę „religii klimatycznej”? Podczas COP28 powstanie międzyreligijny „Pawilon Wiary”. Czy Franciszek odprawi nabożeństwo do swej Paczamamy?

23 listopada 2023 pch24/w-strone-religii-klimatycznej-podczas-cop28-powstanie-miedzyreligijny-pawilon-wiary

W stronę „religii klimatycznej”? Podczas COP28 powstanie międzyreligijny tzw. Pawilon Wiary

#Ahmed Al- Tayyeb #COP28 #ekologizm #franciszek #Matka Ziemia #ONZ #Watykan #zmiany klimatu

W tym roku po raz pierwszy na Światowej Konferencji Klimatycznej ONZ pojawi się również międzyreligijny Pawilon Wiary. Na terenie obrad konferencji COP28 w Dubaju pawilon oficjalnie otworzą 3 grudnia papież Franciszek i wielki imam Uniwersytetu Al-Azhar w Kairze, Ahmed el-Tayeb.

Według autorów inicjatywy, Pawilon, utworzony przez Program Narodów Zjednoczonych ds. Środowiska (UNEP) i Muzułmańską Radę Starszych (Muslim Council of Elders) we współpracy z kilkoma organizacjami religijnymi, ma na celu podniesienie rangi zaangażowania organizacji religijnych w konferencję klimatyczną, a także promowanie współpracy między przedstawicielami religii a globalnymi decydentami. 

Czołowi przedstawiciele religii na całym świecie dostrzegają obecnie wyzwania związane ze zmianami klimatycznymi, powiedział Mohamed Abdel Salam, sekretarz generalny Muzułmańskiej Rady Starszych, w niedawnym wywiadzie dla amerykańskiego magazynu jezuitów „America”.

Odniósł się między innymi do międzywyznaniowego szczytu, który odbył się w Abu Zabi na początku listopada. Wtedy to około 30 zwierzchników religijnych opublikowało wspólny apel z myślą o COP28, wzywając m.in. do przyspieszenia transformacji energetycznej i do ochrony Ziemi oraz promowania modeli życia w harmonii z naturą.

Podczas Światowej Konferencji w sprawie Zmian Klimatu, która odbędzie się w dniach od 30 listopada do 12 grudnia w Dubaju, w Pawilonie Wiary oferowany będzie specjalny program. W jego przygotowanie zaangażowanych jest 70 pozarządowych organizacji religijnych, które działają w dialogu międzywyznaniowym na temat zmian klimatu, poinformował sekretarz generalny Muzułmańskiej Rady Starszych. Każdego dnia zaplanowano do sześciu wydarzeń mających na celu omówienie znaczenia dialogu międzykulturowego i międzyreligijnego w kontekście zmian klimatu.

Oczekuje się, że wezmą w nich udział przedstawiciele religii i eksperci z islamu, chrześcijaństwa, sikhizmu, judaizmu, hinduizmu, buddyzmu, zoroastryzmu, bahaizmu i religii tubylczych.

„Społeczności i organizacje wyznaniowe odgrywają kluczową rolę w walce ze zmianami klimatycznymi na świecie”, tłumaczył przewodniczący COP28 Ahmed al-Jaber w okresie poprzedzającym obecną konferencję klimatyczną w Dubaju. „Chcemy zapewnić, że COP28 wzmocni wezwanie światowych przywódców religijnych do wielu społeczności na całym świecie, aby zintensyfikowały i podjęły działania w sprawie zmian klimatu”, powiedział przewodniczący Światowej Konferencji Klimatycznej ONZ. 

KAI

https://pch24.pl/papiez-franciszek-pojade-do-dubaju-na-konferencje-klimatyczna-cop28/embed/#?secret=UUFPU7eDr7#?secret=qcQyWelezf

O Hodyszu, wybuchu wieżowca i księdzu Tischnerze

O Hodyszu , wybuchu wieżowca i księdzu Tischnerze

Mirku,

czytając Twoją notkę spod Turbacza o księdzu Tischnerze, przypomniałam sobie te wydarzenia, a właściwie ciąg wydarzeń. [Czy: „Każdy ma swoją prawdę”? Może: „Prawdę osiągamy drogą kompromisu”?.]

Otóż w 1995 roku, w odium chwały i popularności, ksiądz Tischner przybył do Gdańska. Akurat w okolicach Wielkanocy. Tutejsi żurnaliści dostali wzmożenia i w sam Wielki Piątek opublikowali duży wywiad z Tischnerem. Była w nim i taka konstatacja księdza, że na poziomie parlamentarnym dyskusja o aborcji, o zgodzie na aborcję /dla katolika?/ może być dopuszczona.

On to sformułował jakoś ostrzej, dosadniej – już nie pamiętam w szczegółach.

Zaraz potem, rankiem w Wielki Poniedziałek wyleciał w powietrze blok we Wrzeszczu. Wydawało się w pierwszej chwili, że to Pan Bóg zsyła karę… 

No ale dlaczego karze niewinnych ludzi za zaprzaństwo swojego sługi?

 gdansk.pl/wiadomosci/Wybuch-eksplozja-tragedia-wiezowca-Wrzeszcz-1995-trzy-wersje-jak-doszlo-do-tragedii

Nam do przekonania trafiła wersja Cenckiewicza:

„Trzecia hipoteza pojawiła się w sierpniu 2016 r. za sprawą historyka Sławomira Cenckiewicza, który na profilu społecznościowym zamieścił wpis sugerujący, że związek z wybuchem gdańskiego wieżowca w 1995 r. mogły mieć „służby specjalne”.

Celem miało być dostanie się do mieszkania jednego z lokatorów – płk. Adama Hodysza – który rzekomo był w posiadaniu „kwitów” potwierdzających współpracę Lecha Wałęsy z SB. Cenckiewicz powołał się na anonimowych rozmówców, z których jeden miał powiedzieć: „Upozorowali wybuch gazu – mówił – żeby wyprowadzić później wszystkich mieszkańców i wejść do mieszkania Hodysza. Przesadzili, budynek się zawalił i zginęli ludzie. Ale do mieszkania i tak weszli”.

Na potwierdzenie tej wersji Cenckiewicz zamieścił dokument z 2005 r., z którego wynika, że Urząd Ochrony Państwa wiedział od swojego informatora, że Hodysz trzyma w mieszkaniu dokumenty SB i takie archiwalia znaleziono po wybuchu wieżowca. “Może więc wstrząsające opowieści moich źródeł informacji polegały na prawdzie?” – spuentował swój wpis Sławomir Cenckiewicz.”  – tamże.

Pięć lat później, gdy Tischnerowi w końcu zamontowano telefon, na który czekał latami, już chyba z niego nie skorzystał, gdyż zmarł na raka krtani… 

Pan Bóg nie rychliwy, ale sprawiedliwy. Wobec kaznodziei.

Pamiętam świetny rysunek Arkadiusza Gacparskiego: idą tata z synkiem, a za nimi pomyka ksiądz Tischner. Synek się odwraca i widząc księdza pyta tatę: Tato, czy ksiądz Tischner chodzi do tego samego kościoła co my? 

Serdeczności

Hanka

CZARNY WRZESIEŃ

https://www.oficyna-aurora.pl/aktualnosci/czarny-wrzesien,p1343913531

CZARNY WRZESIEŃ

2023-11-24

1 sierpnia 1981 roku, około godziny 20, do warszawskiego hotelu „Victoria Intercontinental”, wkroczył wysoki, elegancko ubrany brunet w okularach. Wszedł po schodach w hotelowym lobby na piętro. Podszedł do jednego ze stolików kawiarni „Opera”, przy którym siedział barczysty Palestyńczyk. Mężczyzna wyciągnął z wewnętrznej kieszeni marynarki pistolet i oddał do siedzącego kilka strzałów. Odwrócił się przez nikogo nie niepokojony, zbiegł po schodach i szybko opuścił hotelowy hall. Ugodzony, jak się potem okazało siedmioma  kulami, Arab zdołał się podnieść, kurczowo trzymając się poręczy, zwlókł swe słabnące ciało schodami w dół, po czym upadł na stojący obok recepcji fotel. Dopiero wówczas podbiegli do niego zszokowani ludzie. Wkrótce na miejsce zamachu przybyła karetka, która odwiozła rannego do szpitala uniwersyteckiego. Tam szybko stwierdzono, że postrzelony gość warszawskiej „Victorii” nie jest pospolitym turystą. Natychmiast przewieziono go do kliniki MSW. Po dwóch tygodniach, w asyście agentów wschodnioniemieckiej STASI, przetransportowano go do szpitala w Berlinie Wschodnim.

Co prawda, nazwisko pod jakim przyszedł w Jerozolimie roku 1937 na świat, brzmiało  Mohammad Oudeh, ale międzynarodowej opinii publicznej bardziej znany był, jako Abu Daoud. Był jednym z przywódców organizacji terrorystycznej „Czarny Wrzesień”, będącej gwoli ścisłości, częścią grupy Abu Nidala. (…)

Organizacja „Czarny Wrzesień” powstała w roku 1970, jako komórka Al-Fatah. Jej nazwa wzięła się z chęci pomszczenia przez Palestyńczyków tak zwanego czarnego września, czyli działań, jakie podjął po zamachu na swoje życie, król Jordanii Husajn I. Członkowie Organizacji Wyzwolenia Palestyny (OWP) próbowali atakiem na króla wywołać w Jordanii rewolucję, co jednak spotkało się z akcjami odwetowymi wojsk Husajna. W ich wyniku tysiące Palestyńczyków opuściły Jordanię, a działacze OWP przenieśli się do Libanu.

W czasie olimpiady w Monachium w 1972 roku, organizacja „Czarny Wrzesień” uprowadziła 11 izraelskich sportowców. Dwóch z nich zabito w hotelu. Zamachowcy zażądali uwolnienia 234 Palestyńczyków z więzień izraelskich i domagali się podstawienia śmigłowca. Do osaczonych na lotnisku zaczęli strzelać policjanci z miejscowego komisariatu, nie mający najmniejszego doświadczenia w tego typu operacjach. W efekcie tragicznie prowadzonej akcji, terroryści wysadzili helikopter, ginąc w nim wraz z dziewięcioma zakładnikami. Blamaż niemieckiej policji spotkał się z ostrą krytyką międzynarodową. Dało to asumpt do stworzenia pierwszej w świecie jednostki antyterrorystycznej, uważanej dziś za jedną z najlepszych, a znanej powszechnie pod nazwą GSG 9 (Grupa nr 9 Straży Granicznej).

Moim zdaniem, operacja ta była kolejną operacją tak zwanej fałszywej flagi. Wkrótce po niej Izrael, niemalże za przyzwoleniem opinii światowej, przystąpił do otwartego likwidowania przywódców palestyńskich. „Czarny Wrzesień” stał się oficjalnym celem specjalnej grupy sił Mossadu i izraelskich agencji wywiadowczych. Teoretycznie, walka z palestyńskimi terrorystami, była wojskową operacją pod nazwą „Źródło Młodości”. W rzeczywistości, to służby specjalne Izraela rozpoczęły skrytobójcze eliminowanie swych przeciwników, a operacja ta nosiła nazwę „Gniew Boży”. Trwała siedem lat. Członkami grupy byli wykształceni i doskonale przygotowani młodzi ludzie, w tym również kobiety. Werbowano ich zarówno z jednostek wojskowych, jak i spośród agentów Mosadu. W efekcie ich niezwykle skutecznych działań, przywódcy organizacji terrorystycznych, szukać musieli schronienia w bardzo różnych krajach. To z kolei, powodowało rozprzestrzenianie się działań operacyjnych Mosadu na coraz szerszym terenie. Działając nawet na terytorium Libanu, w Bejrucie wyeliminowano przywódców „Czarnego Września”, Alego Nassera i Khalida Najara, a następnie samego szefa operacyjnego organizacji – Ali Hassana Salemeha. Zginął on w styczniu 1979 roku w zamachu bombowym, zorganizowanym przez oddział Bagnet – szturmową grupę specjalną. Na pogrzebie Salemeha obecny był Jasir Arafat, który ostentacyjnie demonstrował swój sprzeciw wobec działań Mosadu trzymając na kolanach syna przywódcy „Czarnego Września” – Khaled al-Khalifa…

O tym, jak dalej potoczyły się losy mężczyzny postrzelonego w najsłynniejszym warszawskim hotelu lat 80. oraz o innych tego typu historiach przeczytasz w książce mojego autorstwa, do której dołączony jest także film zatytułowany ATAK NA WORLD TRADE CENTER. Polecam!

Sławomir M. Kozak

  Sławomir M. Kozak
www.oficyna-aurora.pl

Dziś, piątek : Bielsko-Biała – Msza Święta i Różańcowy szturm do Nieba za Ojczyznę

24.11.23 Bielsko-Biała – Msza Święta i Różańcowy szturm do Nieba za Ojczyznę

23/11/2023przez antyk2013

O godzinie 15.00 w Lasku Cygańskim w kościele parafialnym Najświętszej Maryi Panny Królowej Świata rozpocznie się modlitwa różańcowa.

O godzinie 18.00 złożona będzie Najświętsza Ofiara za Ojczyznę.

Mocny list przewodniczącego KEP, arcybiskupa Stanisława Gądeckiego do Franciszka. Pragnę zwrócić uwagę Ojca Świętego na skrajnie niedopuszczalne i niekatolickie tezy Synodale Weg…

Pragnę zwrócić uwagę Ojca Świętego na skrajnie niedopuszczalne i niekatolickie tezy Synodale Weg.

Mocny list przewodniczącego KEP, arcybiskupa poznańskiego Stanisława Gądeckiego do Papieża Franciszka

Rzym, 9 października 2023 roku

Wasza Świątobliwość,

W dzień rozpoczęcia Synodu otrzymałem mailem dokument zatytułowany „Decyzja Drogi Synodalnej Kościoła Katolickiego w Niemczech”. Punktem wyjścia do analizy sytuacji Kościoła katolickiego w tym kraju jest kryzys nadużyć seksualnych w niemieckim Kościele. Autorzy wydają się tak zawstydzeni sposobem reakcji niemieckich biskupów na doniesienia o nadużyciach seksualnych ze strony duchownych, że postanawiają dokonać rewolucji obyczajowej i prawnej w Kościele powszechnym. Jednak wydaje się, że nie byłaby to rewolucja ewangeliczna, lecz raczej inspirowana ideologiami lewicowo-liberalnymi.

W Instrumentum laboris (B 3.4) postawiono pytanie o stopień autorytetu doktrynalnego jaki można przypisać rozeznaniu dokonywanemu przez pojedynczą konferencję episkopatu oraz przez zgromadzenie kontynentalne. Chodzi o to, czy mogą one być „pojmowane jako podmioty o konkretnych kompetencjach, łącznie z pewnym autentycznym autorytetem doktrynalnym”? Wydaje się, że poszukując odpowiedzi nie można abstrahować od tego, co działo się w związku z ogłoszonym przez Waszą Świątobliwość procesem synodalnym, i co może mieć jawny lub ukryty wpływ na przebieg rzymskich sesji Synodu.

Trzy główne tematy, to zmiana ustroju Kościoła, zmiana nauczania na temat moralności seksualnej oraz udzielanie kobietom święceń diakonatu i prezbiteratu. Pierwsze jest warunkiem sine qua non realizacji kolejnych celów. W punkcie wyjścia przyjmuje się zasadę inkulturacji. Kościół powinien jak najbardziej upodobnić się do świata, który w swojej liberalno-demokratycznej wersji stanowi wzorzec humanizmu.

Kościół rzeczywiście „docenia demokrację”, ale tylko wówczas, gdy ufundowana jest ona na gruncie poprawnej koncepcji osoby. Przypomina także, że „łatwo przemienia się [ona] w jawny lub zakamuflowany totalitaryzm” (CA 46). Pojawia się pytanie, gdzie faktycznie demokracja funkcjonuje w oparciu o poprawną koncepcję osoby ludzkiej, tzn. np. szanując prawo do życia każdego człowieka od momentu poczęcia do naturalnej śmierci?

Ponadto przy wszystkich swoich dobrych cechach, liberalna demokracja nie jest w pewnością jedynym dobrym ustrojem. Wystarczy przypomnieć sobie klasyfikację ustrojów politycznych dokonaną przez Arystotelesa.

Synodale Weg domaga się, aby Kościół przyjął za swój ustrój polityczny dominujący dzisiaj na Zachodzie, wraz ze wszystkimi zasadami działania demokratycznej biurokracji, poczynając od nadzoru świeckich nad duchowieństwem, transparentnością procesów podejmowania decyzji, uczestnictwem świeckich w obsadzaniu stanowisk kościelnych czy kadencyjnością sprawowania urzędów. Władza papieża i biskupów powinna być ograniczona i podlegać nadzorowi świeckich zorganizowanych w równoległą do hierarchicznej strukturę władzy.

Drugim tematem jest błogosławienie różnego typu związków niesakramentalnych, w tym związków osób jednej płci. Można postawić pytanie, po co błogosławieństwo ludziom żyjącym w grzechu? Udzielona odpowiedź jest stosunkowo prosta: ludzie ci sami zgłaszają się po błogosławieństwo, a poza tym – jak twierdzą autorzy dokumentu – ludzie ci nie żyją w grzechu śmiertelnym i nie są pozbawieni łaski. Grzechem natomiast jest nauczanie Kościoła, które jest odbierane nie tylko jako niemiłosierne i dyskryminujące, ale wręcz – zdaniem autorów – czyni Kościół odpowiedzianym za prześladowania i samobójstwa osób transgender. Kościołowi bowiem nie wolno negatywnie oceniać żadnego ludzkiego zachowania, które podejmowane jest w imię miłości. Miłość usprawiedliwia wszystko i czyni wszystko dobrym. Wszystko, co jest wyrazem auto-determinacji z zasady jest dobre i za takie powinno być uznane przez Kościół. Uznanie zaś oznacza tu udzielenie błogosławieństwa. Za sprawą uzyskanego benedictio (a nie przez nawrócenie) ludzie chcą ustawić swoje życie w kierunku Boga, mimo iż ich działanie pozostaje sprzeczne z prawem Bożym.

Tradycyjnie w nauczaniu Kościoła relacje między ludźmi, włączając w to relacje seksualne, podlegają moralnemu wartościowaniu. Św. Augustyna wprawiało w zdumienie, że nie tylko święci i oddani całym sercem Bogu kierują się w życiu miłością, ale czynią tak również zatwardziali grzesznicy. Wystarczy pomyśleć o rabusiach grasujących na drogach, którzy raczej zniosą najcięższe tortury, niż wyjawią imiona swoich towarzyszy. „Nie byliby do tego zdolni, gdy nie było w nich wielkiego uzdolnienia do miłości” (Facere tamen ista sine magno amore non poterunt)[1]. Istnieją jednak dwa rodzaje miłości: „miłość Boża aż do pogardy siebie samego posunięta” i „miłość własna aż do pogardy Boga posunięta”[2].

Miłość zatem nie wszystko usprawiedliwia i nie wszystko czyni dobrym. Zgodnie zaś z podejściem katolickim traktujemy z szacunkiem każdego człowieka, ale nie każdy ludzki wybór.

Autorzy dokumentu oczekują, że Kościół uzna za dobre i prowadzące do uświęcenia, obok małżeństwa sakramentalnego, także „wolne związki”, związki cywilne, związki partnerskie, związki osób jednej płci itp. Społeczna ich akceptacja – ich zdaniem – musi znaleźć wyraz w liturgii Kościoła. Słuchając tego trzeba pamiętać, że, z godnie z dynamiką tego procesu dostrzeganą w świeckim świecie, legalizacja związków partnerskich jest tylko pierwszym krokiem na drodze do „małżeństwa dla wszystkich”. Proponowane vacatio legis tzn. podjęcie decyzji dziś, a wprowadzenie jej w życie „dopiero” w marcu 2026 r. ma na celu osłabienie sprzeciwu ze strony wiernych. Zdaniem Synodale Weg całe nauczanie Kościoła na temat gender powinno być gruntownie zmienione, gdyż nie odpowiada samorozumieniu osób transgender. Zawiera jedynie – jak mówią – kościelne „insynuacje”. Żądanie obejmuje także reinterpretację Biblii, w tym Księgi Rodzaju 1,27.

Autorzy dokumentu wysuwają szereg praktycznych propozycji, poczynając od niezapisywania płci dziecka w metryce chrztu, możliwość zmiany imienia i płci w akcie chrztu, poprzez zapewnienie osobom transgender dostępu do sakramentów, w tym do kapłaństwa i do życia konsekrowanego, po obowiązek używania w Kościele niedyskryminującego języka i treningi dla duchownych, jak służyć osobom transgender. Wszystko w imię tzw. najnowszych osiągnięć nauk społecznych. Istnieje jednak ryzyko, że ustalenia naukowe, na które powołuje się Synodale Weg są błędne, podobnie jak w przypadku innej popularnej niegdyś teorii rasizmu.

Gdyby konferencjom episkopatów bądź też zgromadzeniom kontynentalnym została udzielona kompetencja doktrynalna, powyższe tezy zostałyby uznane za katolickie i – być może – zostałyby narzucone innym konferencjom kontynentalnego zgromadzenia, pomimo ich ewidentnie niekatolickiego charakteru.

Jako przewodniczący Konferencji Episkopatu Polski z synowskim oddaniem i szacunkiem wobec apostolskiego urzędu Następcy Św. Piotra, a jednocześnie z zatroskaniem i smutkiem wobec decyzji Niemieckiej Drogi Synodalnej, pragnę zwrócić uwagę Ojca Świętego na te skrajnie niedopuszczalne i niekatolickie tezy Synodale Weg, ufając że depozyt apostolski, którego Stróżem i Powiernikiem jest Wasza Świątobliwość pozostanie nienaruszony.

Świadomość siły, która tkwi w prawdzie ożywia moją nadzieję wobec trwającego synodu, by nie był on w żaden sposób zmanipulowany i wykorzystany do autoryzacji niemieckich tez, otwarcie sprzecznych z nauczaniem Kościoła katolickiego.

Matce Kościoła życie i posługę Waszej Świątobliwości powierzam, zapewniając o modlitwie wiernych i pasterzy Kościoła, który jest w Polsce oraz proszę o apostolskie błogosławieństwo.

Z synowskim oddaniem,

+ Stanisław Gądecki

Arcybiskup Metropolita Poznański

Przewodniczący Konferencji Episkopatu Polski

Przypisy.

[1] Św. Augustyn, Discorsi III/2 (151-183) sul Nuovo Testamento, Citta’ Nuova Editrice, Roma 1990, 169, 11, 14, s. 794.

[2] Fecerunt itaque civitates duas amores duo, terrenam scilicet amor sui usque ad contemptum Dei, caelestem vero amor Dei usque ad contemptum sui. Denique illa in se ipsa, haec in Domino gloriatur (Św. Augustyn, Państwo Boże, XIV, 28, Wydawnictwo Antyk, Kęty 1988, s. 546).

Zaszczepieni AstraZeneką dostaną odszkodowanie, jeśli spędzili przynajmniej 14 dni w szpitalu z powodu skutków ubocznych…

Zaszczepieni AstraZeneką dostaną odszkodowanie, jeśli spędzili przynajmniej 14 dni w szpitalu z powodu skutków ubocznych

23.11.2023 nczas-zaszczepieni-astrazeneka-dostana-odszkodowanie-jesli

Szczepienia, skutki uboczne
Obrazek ilustracyjny Fot. Pixabay

Rzecznik Praw Pacjenta informuje za pośrednictwem mediów społecznościowych, że osoby, które po przyjęciu szczepionki AstaZeneca na covid-19 spędziły przynajmniej 14 dni w szpitalu z powodu skutków ubocznych, mogą ubiegać się o odszkodowanie.

„W związku z potwierdzeniem, że żylna choroba zakrzepowo-zatorowa stanowi działanie niepożądane szczepionki Vaxzevria (wcześniej: „AstraZeneca”), Rzecznik Praw Pacjenta wznawia z urzędu sprawy oraz zachęca wszystkich, którzy po szczepieniu tą szczepionką doznali żylnej choroby zakrzepowo-zatorowej, co skutkowało pobytem w szpitalu przez co najmniej 14 dni, by złożyli do nas wniosek o przyznanie odszkodowania” – informuje Rzecznik Praw Pacjenta za pośrednictwem mediów społecznościowych.

Rzecznik Praw Pacjenta

@RzeczPacjenta

W związku z potwierdzeniem, że żylna choroba zakrzepowo-zatorowa stanowi działanie niepożądane szczepionki Vaxzevria (wcześniej: „AstraZeneca”),

@RzeczPacjenta wznawia z urzędu sprawy oraz zachęca wszystkich, którzy po szczepieniu tą szczepionką doznali żylnej choroby zakrzepowo-zatorowej, co skutkowało pobytem w szpitalu przez co najmniej 14 dni, by złożyli do nas wniosek o przyznanie odszkodowania. https://tiny.pl/cnz4q

128 tys. Wyświetlenia

——————————-

Pozwy za skutki uboczne po szczepieniach przeciwko COVID-19. „Część pacjentów umierała lub doznawała trwałego rozstroju zdrowia”

Polscy pacjenci składają pozwy z powodu skutków ubocznych po szczepieniach przeciwko COVID-19. We wnioskach żądają renty i wysokich odszkodowań – znacznie wyższych niż przypada z Funduszu Kompensacyjnego.

Czytaj więcej:

https://nczas.info/2023/10/23/pozwy-za-skutki-uboczne-po-szczepieniach-przeciwko-covid-19-czesc-pacjentow-umierala-lub-doznawala-trwalego-rozstroju-zdrowia/embed/#?secret=NYcC5lCroB#?secret=Dm3UrQiaaK

Wypożyczalnia silikonowych rąk do szczepienia. Zbliżają się nowe szczepienia, tym razem na Krakena.

Ręka do szczepienia, komedyjka teatralna

Anthony Ivanowitz anthony-reka-do-szczepienia

Tylko prawda jest ciekawa

Wypożyczalnia silikonowych rąk do szczepienia. Komedyjka teatralna

57-letni dentysta we Włoszech użył sylikonowego ramienia, by uniknąć szczepienia. Mężczyzna chciał dostać przepustkę

==========================


Wypożyczalnia silikonowych rąk do szczepienia. Komedyjka teatralna

Zbliżają się nowe szczepienia, tym razem na Krakena,  pomysł dentysty z Włoch, aby do dziabnięcia wystawić sztuczną rękę, wart jest upowszechnienia, co niniejszym czynię


Osoby:

pani Zuzia obsługująca wypożyczalnię silikonowych rąk do szczepienia.
Tajemniczy mężczyzna nr.1
Tajemniczy mężczyzna nr2
Słonina, znany gangster, postrach wszystkich krawężników w Warszawie

Miejsce akcji:

Lokal w centrum Warszawy przeznaczony na wypożyczalnię. Za ladą stoi pani Zuzia i obsługuje klienta, Tajemniczego Mężczyznę nr 1.



Akcja. Kurtyna w górę.


Pani Zuzia:

Słucham Pana, czego szanowny pan sobie życzy?

Mężczyzna nr1.

chciałbym wypożyczyć silikonową rękę do szczepienia na 2 godziny

Pani Zuzia:

proszę bardzo, tylko wcześniej musimy wypełnić ankietę aby komputer wybrał dla pana właściwą rękę.
Muszę Panu zadać kilka pytań, ja będę czytać a pana proszę o odpowiedź.
Płeć?

Mężczyzna nr 1:

a co nie widać?

Pani Zuzia:

proszę Pana, mam tabelę płci, ale mężczyzny tu nie ma. Jest 87 płci, musi pan jakoś dopasować swoją płeć do tabeli, bo komputer odrzuci.

Mężczyzna nr1.

to już niech pani dobierze, mnie jest wszystko jedno, rękę chcę wypożyczyć.
Pani Zuzia ( wychyla się zza lady i lustruje mężczyznę wzrokiem)

wpiszę panu osobnik o skłonnościach masturbacyjnych, może być?

Mężczyzna nr 1

niech będzie, mnie tam wszystko jedno, rękę chcę pożyczyć na 2 godziny.

Pani Zuzia:

długość ręki?

Mężczyzna nr 1.

nie mam pojęcia, nigdy sobie rąk nie mierzyłem.

Pani Zuzia:

nic nie szkodzi, mam centymetr krawiecki, to zaraz dokonam pomiaru. (wychodzi zza lady i dokonuje pomiaru)
lewa ręka – 83 cm, prawa ręka 84 cm. Ręce ma pan nierówne, musi iść pan lekarza, oni teraz to mają tabletki na wszystko. Mój Mietek bardzo w nocy wierzgał nogami, spać mi nie dawał, poszedł do lekarza a ten dał mu tabletki na syndrom niespokojnych nóg

Mężczyzna nr.1

no i co? Przestał wierzgać?

Pani Zuzia:

przestał, bo miał koincydencję, tak lekarz powiedział, jak zmarł po szczepieniu.
Ale tabletki na wyrównanie rąk, na pewno panu nie zaszkodzą.
Ręka ma być jakiego koloru? Bo miałam klienta, wybrał sobie rękę murzyna, a blady był jak młynarz i miał problemy. Tłumaczył się, że spał w ogrodzie przykryty kocem a rękę mu się spod koca wysunęła i tak ją sobie opalił. Uwierzyli mu.

Mężczyzna nr 1

niech będzie koloru różowego

Pani Zuzia:

ma być owłosiona, czy gładka?

Mężczyzna nr 1.

niech będzie owłosiona, cały jestem owłosiony, to by było podejrzane, że sobie tylko rękę ogoliłem.

Pani Zuzia:

ma być muskularna, czy normalna?

Mężczyzna nr 1.

niech będzie muskularna, przynajmniej raz w życiu będę miał coś porządnego.

Pani Zuzia:

no to w zasadzie wszystko mamy ustalone, pójdę na zaplecze po rękę a Pan niech chwile poczeka (idzie na zaplecze, wraca z ręką)
zapakować czy chce ją pan obejrzeć?

Mężczyzna nr 1.

pani da to obejrzę (ogląda rękę)
a co ona taka podziurawiona? Dziura przy dziurze. I jakaś mokra?

Pani Zuzia

podziurawiona, bo już wielu klientów w niej się szprycowało, dam panu silikon to pan dziurki zaklajstruje. A mokra, bo po szczepieniu trzeba spuścić z ręki szczepionkę, o tutaj jest zawór do spuszczania.
Tylko niech pan nie spuszcza szczepionki na trawę, jeden klient tak zrobił to mu trawę wypaliło w całym ogrodzie. I nie do zlewu – popęka. Trzeba podnieść właz kanalizacyjny i wylać bezpośrednio do rur. Jeden klient wylał na właz kanalizacyjny, to zrobiła się w nim taka dziura, że właz musieli wymieniać.
No to co? Pakować?

Mężczyzna nr 1

pani pakuje, a przy okazji powiem pani, że mój sąsiad mówił mi, że do każdej szczepionki dosypują miału węglowego. Jak się zaszprycował, to mu się noga zwęgliła. Cała poczerniała i lekarz który go szczepił, mu tą nogę amputował. Mówił, że to koincydencja i żeby od razu cała nogę odciąć a nie tylko część zwęgloną, bo będzie mniej roboty na przyszłość.
A znowu szwagier opowiadał mi, że do szczepionek dodają jakiś robaków, które człowieka zżerają od środka. Jego babcia jak się zaszprycowała, to zaczęła krwawić z kuciapki i myśli, że jej wróciła miesiączka,a ma 86 lat. Teraz ma stracha żeby nie zajść w ciążę, bo jak by ona bachora wychowała za 840 zł emerytury.
No widzę, ręka zapakowana, ile płacę?

Mężczyzna nr 2. (wchodzi do pomieszczenia)

-nic pan nie płaci, jest pan aresztowany, skuć pana czy pójdzie pan ze mną po dobroci?

Mężczyzna nr 1.

pan to kto? Jeśli można zapytać?

Mężczyzna nr.2

aspirant Nowak z Agencji Bezpieczeństwa Wewnętrznego, wydział 1. Sekcja prowokacji szczepionkowych.
Idziesz Pan po dobroci, czy pana skuć?

Mężczyzna nr 1.

a niby na jakiej podstawie chcesz mnie pan aresztować?

Mężczyzna nr 2.

za próbę oszukania ministerstwa zdrowia i wprowadzenia szczepionki nie do swojej ręki!

Mężczyzna nr 1.

jak to nie do swojej ręki? Przed chwilą od tej Pani rękę zakupiłem, pani na pewno potwierdzi, ręka już jest moja.
a zresztą już mi się ta zabawa znudziła, (wyjmuje z kieszeni legitymację i podaje Mężczyźnie nr 2, ten czyta)

Mężczyzna nr 2. (czyta)

aspirant Kościuszko, Agencja Bezpieczeństwa Wewnętrznego, Wydział 2, sekcja prowokacji ogólnych.
Ja pierdolę, co za bałagan, kierują nas w te same miejsca, żeby jeden drugiego zaaresztował. Już 5 razy w tym tygodniu zaaresztowałem kogoś z naszych. Ja pierdolę, co za bałagan!
Ale pani z obsługi już nam się nie wywinie. Jest Pani aresztowana za udział w zorganizowanej grupie przestępczej. Idziemy! Proszę się ubrać i spakować, rękę zabieramy jako dowód rzeczowy!

Pani Zuzia:

hola, hola Panowie, (wyjmuje z torebki legitymację i wręcza Mężczyźnie nr 2, ten czyta)

Mężczyzna nr2

Zuzanna Kociubińska, starszy aspirat Komendy Głównej Policji, wydział 8, sekcja prowokacji prewencyjnej.
Ja pierdolę, znów byśmy aresztowali kogoś z naszych! Co za bałagan!
Cały dzień stracony, nikt nie zaaresztowany, to jakaś masakra!

Pani Zuzia:

nie do końca dzień stracony, za chwilę przyjdzie tu Słonina oddać rękę, to możecie go zaaresztować

( obaj Aspiranci bledną ze strachu)

Mężczyzna nr 1.

jak to przyjdzie Słonina? A on tu po co?

Pani Zuzia:

pożyczył rękę do szczepienia, generał dzwonił żeby mu pożyczyć. O już idzie (wchodzi Słonina, jego wygląd usprawiedliwia przerażenie aspirantów)

Słonina:

o jakie miłe towarzystwo, …wyobraź sobie Zuziu, że mi ta ręką nie była potrzebna. Jak mnie tylko zobaczył konował, to wystawił mi paszport szczepionkowy bez szczepienia. A jak mu dałem 5 tysięcy, to mi jeszcze wydał resztę 10 tysięcy. Jebany łapownik.
Ręką mnie tak świerzbiła żeby mu przyjebać, ale jak mi wydał resztę, to mi złość przeszła. Siostrę mi wyszczepił i już 2 tygodnie nie widzi na jedno oko. Spuszczę mu wpierdol przy okazji.
Zuziu, polej po kielonku, w gębie mi zaschło, …a ci dwaj to kto?

Pani Zuzia:

aspiranty z ABW, im też nalać?

Słonina:

-nalej, niech znają hojność Słoniny. (piją)

-to ja już muszę was opuścić, o 18 mam włamanie do sklepu z biżuterią na ulicy Świętokrzyskiej 10, a o 18.30 przyjedzie patrol policyjny, to muszę się uwijać

i jeszcze jedno, powiedz Zuziu generałowi żeby wpadł w sobotę na grila, będzie Małpa, Stówa, Żarówa, Wariat, będą nowe Ukrainki, zabawimy się na całego…no to do widzenia! (Słonina wychodzi , aspiranci wypijają jeszcze po szklance wódki, następnie poprawiają następnymi szklankami….tak, że dzień nie należy uznać do zupełnie straconych.)


KURTYNA

Anthony Ivanowitz 21.11.2023r.
www.pospoliteruszenier.org

Rolnictwo w Argentynie. Po wyborach nadejdą lepsze czasy?

Rolnictwo w Argentynie. Po wyborach nadejdą lepsze czasy?

Patrycja Bernat 23.11.2023. topagrar/rolnictwo-w-

Rolnicy w Argentynie mają nadzieję na lepsze czasy po wyborze Javiera Mileiego na prezydenta kraju. Milei,zobowiązuje się do obniżenia podatków. Chce również ostatecznie zamknąć bank centralny i zmienić walutę obowiązującą w kraju na dolary – to bardziej radykalne pomysły, z którymi może mieć trudności w realizacji.

Utrudnienia w eksporcie zbóż i mięsa

Argentyna jest jednym z największych na świecie eksporterów soi, kukurydzy, pszenicy i mięsa wołowego. Jednak producenci zbóż i zwierząt od lat domagają się zniesienia podatków i ograniczeń, które utrudniają eksport zbóż i mięsa.

Główne stowarzyszenia wiejskie kraju stwierdziły, że wybór Mileiego stwarza „okazję do radykalnych zmian” w politycesektora zbóż i zaoferowały współpracę „ramię w ramię” z nowym liderem.

Rolnicy gotowi do inwestowania w technologie

Niektórzy rolnicy wyrazili obawy związane z brakiem doświadczenia Mileiego i populistyczną retoryką, jednakże dają mu wotum zaufania i zobaczą, jak szybko będzie w stanie wprowadzić zmiany.

Rolnicy mogą być bardziej skłonni wydać pieniądze na nasiona i inne produkty rolnicze, mając nadzieję, że polityka nowego prezydenta elekta poprawi zyski z przyszłych zbiorów.

Federico Trucco, dyrektor generalny argentyńskiej firmy biotechnologicznej Bioceres, powiedział , że entuzjazm rolników prawdopodobnie znajdzie odzwierciedlenie „w najbliższych kwartałach w dziedzinie biznesów związanych z rolnictwem w Argentynie”.

– Wszystko, co poprawia dochody rolników, jest dla nas dobre – powiedział Trucco. – Im więcej pieniędzy mają, tym bardziej skłonni są wydawać na technologie produkcyjne.

Argentyna walczy z kryzysem gospodarczym

Wybór Mileiego nastąpił w momencie, gdy Argentyna zmaga się z głębokim kryzysem gospodarczym, w tym inflacją wynoszącą aktualnie – 142%.

Milei obiecał zniesienie podatków eksportowych i przejście do jednolitego kursu wymiany. Jeśli zrealizuje te obietnice, może to znacząco poprawić sytuację rolników.

Jeśli ujednolici rynek walutowy i będzie tylko jeden kurs wymiany, i zniesie opodatkowanie eksportu, które stanowi trzecią część ceny międzynarodowej, możemy mieć scenariusz, w którym cena zbóż w realnych dolarach dla rolników może się podwoić– powiedział Trucco.

Wlada Nikolczenko, Ukrainka w Warszawie: „Nienawidzę tego kraju, zwłaszcza ludzi, którzy tu mieszkają”

„Nienawidzę tego kraju, zwłaszcza ludzi, ktorzy tu mieszkaja” -Ukrainka o Polsce

anita-kowalewka

Gimnastyczka z Ukrainy, Wlada Nikolczenko, w mediach społecznościowych wyjawila, co mysli o Polsce. Napisala: „Zrujnowany nastroj z samego rana. Nienawidzę tego kraju, a zwlaszcza ludzi, ktorzy tu mieszkaja. Jestem tu tylko dlatego, bo zamknęli lotnisko na Ukrainie…”

Dowody:

Hiszpania: Po raz pierwszy w historii mężatki urodziły mniej dzieci niż samotne… A współczynnik dzietności w rodzinach Hiszpanów jest ok. 1.00… Szybko wymrą.

Hiszpania: Po raz pierwszy w historii mężatki urodziły mniej dzieci niż samotne… A współczynnik dzietności w rodzinach Hiszpanów jest ok. 1.00…

pch24.pl/hiszpania-samotne-matki-urodzily-wiecej-dzieci-niz-mezatki

„Po raz pierwszy w historii Hiszpanii w jednym roku samotne matki urodziły więcej dzieci niż mężatki”, wynika z opublikowanego w środę studium dotyczącego demografii za 2022 r. Jego autorem jest Narodowy Instytut Statystyczny (INE) w Madrycie.

W minionym roku w Hiszpanii wśród małżeństw przyszło na świat ponad 164,1 tys. dzieci. W tym samym czasie samotne kobiety urodziły na terenie tego kraju ponad 165 tys. niemowląt.

Władze rządowej agendy, wskazując na nienotowane wcześniej w historii kraju zjawisko, odnotowały też drastyczny spadek liczby urodzeń pomiędzy 2021 r. a 2022 r. O ile w tym pierwszym urodziło się 454,6 tys. dzieci, to już rok później zaledwie 329,2 tys.

Analizujący w środę statystyki INE dziennikarze gazety „El Pais” zauważyli, że tak niską liczbę urodzeń zanotowano w Hiszpanii po raz ostatni w 1900 r.

Zgromadzone przez rządową agendę dane potwierdzają też postępujący niemal we wszystkich hiszpańskich prowincjach spadek liczby noworodków.

===================

Hiszpania jest drugim państwem Europy o najniższym współczynniku dzietności, „wyprzedza” ją tylko Malta.

Kobieta w Hiszpanii w ciągu swojego życia urodzi średnio 1,19 dziecka, które będzie miała w wieku średnio 31,2 lat.[Ten współczynnik podnoszą do – żałosnego przecież poziomu – imigrantki – mahometanki. Więc w rodzinach hiszpańskich jest o wiele niższy, ale ile wynosi – tego zabraniają publikować md]

W krajach UE dzietność spadła w 2020 r. do 1,5 dziecka na kobietę. Do osiągnięcia dzietności, która pozwoliłaby na zachowanie obecnej wielkości populacji konieczne jest utrzymanie współczynnika na poziomie 2,1.

Sejm rzyga miłością

Stanisław Michalkiewicz: Sejm rzyga miłością

 Jak szybko zmieniają się mądrości etapu! Jeszcze w wrześniu „kobiety” w Polsce, nie mogąc już wytrzymać katiuszy, jakich codziennie przysparzał im złowrogi reżym Jarosława Kaczyńskiego, nie chciały rodzić dzieci.

Nie dlatego, by nie chciały ich mieć, co to, to nie – chociaż zdarzały się i takie przypadki, co podchwytywały niezależne media głównego nurtu – że niektóre kobiety, zwłaszcza te zatroskane o przyszłość „planety”, a także z powodu cierpień, na jakie dzieci w naszym nieszczęśliwym kraju będą narażone – nie chciały mieć dzieci bez względu na to, jaki reżym aktualnie gnębi nasz nieszczęśliwy kraj – ale zdecydowana większość nie chciała rodzić dzieci na złość Jarosławowi Kaczyńskiemu.

Tak w każdym razie przedstawiał to Judenrat „Gazety Wyborczej”, chociaż nie wyjaśniał, czy dotyczy to tylko dzieci należących do mniej wartościowego narodu tubylczego, czy również dzieci wyznania mojżeszowego. Ale 15 października sytuacja się wyjaśniła. Jarosław Kaczyński został zepchnięty do opozycji, a na stanowisko jasnego idola jednym susem wskoczył Donald Tusk na czele Volksdeutsche Partei i zaraz wszystko się zmieniło.

Zgodnie ze słowami arii z opery „Rigoletto” („La donna e mobile qual piuma al vento…”) kobiety nagle zapragnęły rodzić dzieci, żeby pokazać Donaldu Tusku, jak bardzo go kochają i w ogóle. Toteż jedną z pierwszych inicjatyw ustawodawczych, jaka trafiła do laski pana marszałka Hołowni, była ustawa o przejęciu finansowania przez „państwo” zabiegów zapładniania w szklance, zwanych uczenie metodą „in vitro”.

Takiej motywacji nie można było jednak przedstawić oficjalnie, więc pretekstem mającym uzasadnić takie rozstrzygnięcie, było wyjście naprzeciw pragnieniu macierzyństwa, jaką kobiety, bez względu na poglądy politycznne, podobno odczuwają. Takiemu pragnieniu nie mogły się oprzeć zwłaszcza Wielce Czcigodne posłanki z Lewicy oraz Wielce Czcigodna Barbara Nowacka, co to po przejściach w „Twoim Ruchu” i innych inicjatywach politycznych typu „Róbmy Sobie Na Rękę”, odnalazła swoje miejsce “na planecie” Koalicji Obywatelskiej.

W swoich wystąpieniach wszystkie one wręcz rzygały miłością do kobiet, dla których jedynym sposobem na szczęśliwe macierzyństwo miałoby być właśnie zapłodnienie w szklance.

W obliczu takiej erupcji miłości nie wypada tej motywacji zaprzeczać, chociaż niektórzy podejrzliwcy twierdzą, że takiego na przykład Judenratu „Gazety Wyborczej” los tych kobiet wcale nie ochodzi, a prawdziwym powodem, dla którego lansuje on tę metodę zapładniania, rozbudzając wśród podatnych na takie sugestie kobiet rozmaite snobizmy, jest odwieczna walka „judaizmu” z Kościołem katolickim, który niezmiennie sprzeciwia się ćwiartowaniu bez znieczulenia dzieci jeszcze przed ich urodzeniem, co elegancko nazywa się „aborcją”.

Rzecz w tym, że żeby przeprowadzić jedno udane zapłodnienie w szklance, trzeba wykonać całkiem sporo zabiegów, że tak powiem, „nadmiarowych”. Wskutek tego pojawia się całkiem sporo dzieci, wprawdzie zdolnych do życia, ale nikomu nie potrzebnych. W wyspecjalizowanych klinikach imienia Króla Heroda przeprowadza się zatem utylizację tych „niepotrzebnych” dzieci, albo od razu spuszczając je z wodą do miejskiej sieci kanalizacyjnej, albo wrzucając je do pojemnika z ciekłym azotem.

Co tam się z nimi w tym azocie dzieje – tego nikt dokładnie nie wie i nikt nie chce wiedzieć, a szczególnie nie chcą wiedzieć tego kobiety pragnące doświadczyć szczęścia macierzyńskiego za wszelką cenę, no i oczywiście – rzygający miłością ich protektorzy.

Wygląda jednak na to, że w przypadku Judenratu „Gazety Wyborczej” może wchodzić w grę jeszcze inny rodzaj motywacji. Pewne światło rzucił na tę sprawę Wielce Czcigodny Grzegorz Braun. W swoim wystąpieniu zwrócił uwagę, że w wielu przypadkach dawcą spermy do zapładniania w szklance jest ta sama osoba. Wskutek tego dzieci pojawiające się na świecie są ze sobą biologicznie spokrewnione, o czym oczywiście nie wiedzą.

Podawał on dane statystyczne z których wynika, że w ten sposób pojawiają się setki dzieci biologicznie ze sobą spokrewnionych, a rekordzista – jakiś mieszkający w Holandii jurny handełes, został autorem co najmniej 500 takich dzieci. Sprawa podobno wyszła na jaw za przyczyną dwóch dziewczynek, które zauważyły, że mają oczy całkiem innego koloru, niż matka i domniemany ojciec i zmusiły tamtejszą policję do przeprowadzenia skrupulatnego śledztwa.

Nic zatem dziwnego, że Judenrat „Gazety Wyborczej” tak się w sprawę popularyzacji zapłodnienia w szklance angażuje, bo w ten sposób, bez żadnego wysiłku inwestycyjnego, może dojść do powiększania się w postępie geometrycznym liczby osób z pierwszorzędnymi korzeniami. Osoby uważające się za rodziców takich dzieci oczywiście nie muszą o niczym wiedzieć, chociaż niekiedy mogą być zaskoczeniu sytuacją, kiedy taki noworodek spogląda na nich melancholijnym spojrzeniem piwnych oczu, a kiedy już zaczyna mówić, wita swoich opiekunów charakterystycznym pytaniem: „nu?” Słowem – coś w rodzaju kukułczego jaja.

A tu właśnie Parlament Europejski 22 listopada przegłosował konieczność nowelizacji traktatu lizbońskiego, która będzie milowym krokiem na drodze do budowy IV Rzeszy, jak wiadomo –  wpisanej do umowy koalicyjnej trzech partii tworzących aktualny rząd niemiecki. W III Rzeszy działalność owego jurnego holenderskiego handełesa z pewnością zostałaby zakwalifikowana jako Rassenschande i „fanatycznie” zwalczana, m.in. przez tamtejsze niezawisłe sądy.

Jak to będzie wyglądało w Rzeszy IV – tego jeszcze nie wiemy – chociaż z drugiej strony wydaje się oczywiste, że IV Rzesza nie może w jakiś istotny sposób różnić się od Rzeszy III. Już na tym przykładzie widać, ile zasadzek czyha na nas na tej drodze, ile trudnych, a nawet bolesnych decyzji trzeba będzie podjąć – a przecież budowa IV Rzeszy dopiero nabiera przyspieszenia.

Jak tam będzie – tak tam będzie – a Judenrat „Gazety Wyborczej” może być zainteresowany popularyzowaniem i forsowaniem zapładniania w szklance jeszcze z jednego powodu. Jeśli wskutek upowszechnienia tej metody na świecie pojawią się setki i tysiące dzieci biologicznie blisko ze sobą spokrewnionych, to siłą rzeczy musi dojść do tak zwanego „chowu wsobnego”, czyli związków kazirodczych, to – jak wiadomo – potomstwo zrodzone z takich związków z dużym podobieństwem graniczącym z pewnością może być i umysłowo upośledzone i fizycznie zdegenerowane.

Taką populacją istot – jak je określa Talmud – „człekopodobnych” można będzie nie tylko bez trudu manipulować i bez ceregieli ją ekspolatować. W ten oto sposób, niezależnie od innych przedsięwzięć forsowanych przez unijnego świątka Altiero Spinnellego, może dojść do likwidacji historycznych narodów europejskich, które zostaną przekształcone w „nawóz historii”.

Nie bierz tej „książeczki” od księdza po kolędzie ! Uformowana przez Ruch Światło-Życie oraz Odnowę w Duchu Świętym.

Paweł Chmielewski: Nie bierz tej „książeczki” od księdza po kolędzie

pch24/nie-bierz-tej-ksiazeczki-od-ksiedza-po-koledzie

Kościół jest „od fundamentu” źle skonstruowany; władza proboszcza w parafii jest „niezgodna z teologią”, a świeccy „nie potrzebują pośredników” w dostępie do Boga. Takie treści rozpowszechnia broszura napisana przez księdza z Płocka, która ma wkrótce trafić do dziesiątek tysięcy polskich domów. Wszystko w ramach synodalności…

„Gdzie dwóch lub trzech…”

Broszura nosi tytuł „Gdzie dwóch lub trzech… Uczestniczę we wspólnocie Kościoła”. Na okładce widzimy trzy obejmujące się postaci: kobietę i dwóch mężczyzn, z których jeden jest (chyba) księdzem. Wszystko kolorowe, wesołe, „wspólnotowe”. Autorem tekstu jest ks. Zbigniew Paweł Maciejewski, proboszcz parafii Winnica z diecezji płockiej. Ks. Maciejewski, jak sam podaje, został uformowany przez Ruch Światło-Życie oraz Odnowę w Duchu Świętym. Prowadzi „Fundację Winnica”; to fundacja – a więc de facto sam ks. Maciejewski – jest wydawcą książeczki. Według jego własnych słów w ramach przedsprzedaży wysłano już 62 tysiące 765 egzemplarzy książeczki. Ks. Maciejewski zachęca, żeby księża rozdawali ją podczas wizyty kolędowej. Teoretycznie praca może zatem trafić nawet do kilkuset tysięcy osób; biorąc pod uwagę fakt, że jest krótka i prosta – część z nich rzeczywiście może ją przeczytać.

Zgoda biskupa

Broszura została wydana za zgodą biskupa. Nie znajdą Państwo wprawdzie informacji o imprimatur, ale pytaliśmy o sprawę diecezję. Rzecznik diecezji płockiej dr Elżbieta Grzybowska dwukrotnie zapewniła nas, że – cytuję – „ks. Biskup Szymon Stułkowski zna treść książeczki i wydał zgodę na jej rozprowadzanie”.

Bp Szymon Stułkowski wywodzi się z diecezji poznańskiej. Ordynariuszem Płocka został w 2022 roku. Angażuje się w różne inicjatywy, spotykał się na przykład z Wojownikami Maryi. Poglądy biskupa na temat relacji między duchownymi a świeckimi nie są znane. Jest jednak w kontekście omawianego problemu charakterystyczne, że w 2001 roku obronił doktorat na Uniwersytecie Wiedeńskim u ks. prof. Paula Zulehnera. Praca dotyczyła wprawdzie dość spokojnego tematu (Przygotowanie do I Komunii; Porównanie doświadczeń z Polski, Austrii i Niemiec), ale promotor przyszłego biskupa do „spokojnych” bynajmniej nie należy.

Paul Zulehner jest znanym austriackim reformistą. W 2019 roku ogłosił petycję pt. „Amazonia także u nas!”. Zulehner domagał się rewolucji w podejściu do kapłaństwa. W tekście petycji pisał: „Nasi biskupi powinni zaproponować papieżowi to, co biskupi Amazonii: otwarcie drogi do święceń kapłańskich poprzez drogę święceń diakonatu dla osób, które angażują się na rzecz ruchu Jezusa, mają doświadczenie w kierowaniu wspólnotą Ewangelii i zostały wybrane przez społeczność. Aby kobiety nie pozostawały z tego wykluczone, prosimy biskupów o wsparcie papieża w utorowaniu wreszcie drogi kobietom do diakonatu”. Austriacki profesor napisał też książkę razem z biskupem Aliwal w RPA, Fritzem Lobingerem, który postulował tworzenie swoich kolektywnych grup duszpasterskich, złożonych z księży i świeckich z różnymi funkcjami, które miałyby przejmować tradycyjną rolę kapłanów.

Antyklerykalny egalitaryzm eklezjalny

Można sądzić, że ks. prof. Paul Zulehner przyjąłby z zadowoleniem książeczkę ks. Zbigniewa Maciejewskiego. Jej treść sugeruje bowiem swoisty egalitaryzm eklezjalny. Kapłan pisze o „herezji” podziału na duchownych i świeckich, przekonuje, że świeccy „nie potrzebują pośredników” w dostępie do Chrystusa oraz że urządzenie parafii tak, że kieruje nią ksiądz – jest „niezgodne z teologią”.

W pierwszym rozdzialiku pt. „Największa herezja” ks. Zbigniew Maciejewski przekonuje, że nie chce wdawać się w „doraźne utarczki”, ale pragnie zejść do „«piwnicy», by przyjrzeć się fundamentom”.

„Co widzę? Nie jest dobrze! Widzę istotny błąd konstrukcyjny. Kościół zbudowany jest na dwóch oddzielnych płytach, które inaczej pracują, mają inną dynamikę. Przez to «budowla» Kościoła rozjeżdża się, pęka pod własnym ciężarem” – przekonuje.

Błąd konstrukcyjny… Czytelnik dowiaduje się zatem, że „ktoś” źle skonstruował Kościół – teraz trzeba go przebudować. Kto? Czy chodzi o Tradycję Kościoła? A może o samego Chrystusa, który powołał dwunastu Apostołów i dał im konkretną i wyraźną władzę w Kościele? Na to pytanie autor broszury nie odpowiada.

Jak należy walczyć z „błędem konstrukcyjnym”? Odcinając się od „największej herezji w Kościele”, która nie ustanie, póki duchowni i świeccy będą o sobie nawzajem mówić „oni”. Ks. Maciejewski ma oczywiście rację, bo radykalne przeciwstawianie sobie księży i świeckich jest, naturalnie, błędne. Nie chodzi o to, jaką prawdę podaje w tym passusie – ale o to, jak ją podaje. Jedną chorobę – klerykalizmu ze strony duchownych i braku zainteresowania Kościołem ze strony świeckich – próbuje się tutaj leczyć hasłami egalitarystycznymi i sugerowaniem, jakoby Kościół był „źle skonstruowany” – co wskazuje wyłącznie na konstruktywizm tych, którzy takimi hasłami szermują.

Dalej następuje rozdział „Twój chrzest”. Dzięki sakramentowi chrztu, przypomina kapłan, ochrzczony uczestniczy w potrójnej misji Chrystusa: prorockiej, kapłańskiej i królewskiej. Ponownie, nie jest problemem prawda, którą autor książeczki przypomina, ale jak to robi.

Pisze tymczasem: „Ochrzczony JEST prorokiem w Kościele, JEST kapłanem w Kościele, JEST królem w Kościele”. Rozwija to następnie: „Wydaje się niektórym ludziom, że ksiądz ma jakieś lepsze dojścia, wejścia do Pana Boga. Nie ma! […] Kapłan to po łacinie pontifex, czyli dokładnie ten, który buduje mosty. W domyśle między ludźmi a Bogiem. Kapłan jest zatem pośrednikiem. W Nowym Testamencie jest tylko jeden „kapłan – pośrednik”. Jest nim Jezus Chrystus. Kto ma łączność z Chrystusem ma łączność z Bogiem. Każdy wierny, każdy ochrzczony (zjednoczony z Chrystusem), ma bezpośredni dostęp do Chrystusa, co za tym idzie także do Boga. Nie potrzebuje pośredników”.

„Nie potrzebuje pośredników”… Czytelnik niewątpliwie wielokrotnie słyszał to hasło wypowiadane przez prymitywnych, niewykształconych antyklerykałów. Po co mi ksiądz, przecież ja nie potrzebuję pośrednika, żeby się pomodlić… Ks. Maciejewskiemu, jak możemy domniemywać, nie o to chodziło: ale broszura jest krótka i nie wyjaśnia, o co chodzi. Każdy odczyta ją tak, jak mu intuicja podpowie: a takie hasła rodzą tylko jedno, właśnie antyklerykalne skojarzenie.

Później następują rozdzialiki mówiące o synodalności i przekonywujące, że Bóg może przemawiać przez każdego człowieka (z wieloma wykrzyknieniami, sugerującymi, że to możesz być właśnie TY!); wreszcie w rozdziale „Uczestniczę we wspólnocie Kościoła” autor powraca do swojej wcześniejszej myśli o „złym urządzeniu” spraw kościelnych.

Pisze: „To może być nawet wygodne. Wybrać jednego człowieka, udzielić mu święceń i powierzyć mu parafię z wszystkimi sprawami. Spraw jest dużo więc może zróbmy zrzutkę, by nie musiał pracować gdzie indziej, a pilnował tylko spraw parafii. Jeśli parafia większa to dajmy mu pomocnika, albo pomocników – wikariuszy, katechetów. I sprawa załatwiona. Nie wiem czy taki model kiedykolwiek działał, ale dzisiaj na pewno nie zadziała. I nie chodzi tylko o to, że zaczyna brakować wikariuszy, a czasem już i proboszczów i parafie są łączone, ale dlatego, że od początku jest to niezgodne z teologią”.

Dowiadujemy się zatem, że model funkcjonowania parafii, którą kieruje proboszcz wraz z innymi księżmi – jest „niezgodny z teologią”. Z jaką teologią, chciałoby się zapytać? Z teologią egalitaryzmu pewnie nie, podobnie jak z teologią luterańską; ale nie przypominam sobie, by teologia Kościoła katolickiego krytykowała strukturę parafialną! To zaklinanie rzeczywistości i próba rozgrywania jakiejś „idealnej Ewangelii” przeciwko Tradycji Kościoła.

Obrońcy mówią: to dla niewykształconych

Zapytałem diecezję płocką o ocenę tych twierdzeń. W odpowiedzi rzecznik dr Elżbieta Grzybowska przesłała mi opinię ks. dr. Marcina Sadowskiego, profesora Wyższego Seminarium Duchownego w Płocku. Ks. dr Sadowski napisał w obronie ks. Maciejewskiego między innymi tak:

„Książeczka «Gdzie dwóch lub trzech…» jest broszurą o charakterze duszpasterskim, a nie uniwersyteckim podręcznikiem do teologii. Broszury o takim charakterze pisane są prostym językiem, z przykładami, w stylu, który umożliwia osobom, które nie ukończyły studiów teologicznych ogólne zrozumienie tematu i podjęcie refleksji. Nie można od tego typu publikacji oczekiwać precyzji teologicznej równej doktoratom czy książkom habilitacyjnym z teologii”.

Ks. Sadowski, broniąc publikacji, wystawił jej chyba najcięższy możliwy zarzut. Zauważył przecież, że broszura ma trafić do osób niewykształconych teologicznie. Będą ją rozumieć dosłownie. I choć jest prawdą, że od takich publikacji nie możemy oczekiwać precyzji naukowej teologii, to musimy oczekiwać… prawdy.

Tymczasem prości czytelnicy dowiedzą się, że:

– konstrukcja Kościoła jest „od fundamentów” źle urządzona;

– zwykłe życie w parafii to organizacyjny błąd, bo jest „niezgodne z teologią”;

– każdy jest „kapłanem, prorokiem i królem” i dzięki byciu ochrzczonym „nie potrzebuje pośrednika”, bo ksiądz „nie ma lepszego dojścia” do Boga niż świecki.

Innymi słowy, broszura ks. Maciejewskiego wprowadza pod strzechy synodalne hasła o partycypacji, równości i przebudowie Kościoła. To slogany, którymi posługują się dzisiaj radykalni reformiści, zwykle nastawieni bardzo krytycznie do idei kapłaństwa urzędowego.

Broszura zaadresowana do świeckich nie mówi o konieczności przyjmowania doktryny Kościoła, modlitwie, poście i pokucie. Nie wzywa do budowania na fundamencie Kościoła, jakim jest Chrystus, ale do strukturalnych „reform”, bez bliższego ich określania.

Ostatecznym sensem jest „zmiana”, „synodalność” dla samej „synodalności”, „naprawianie” Kościoła. Jednak Kościół katolicki w Polsce ma się źle nie dlatego, że Lud Boży jest „okopany” na pozycjach księży i świeckich – ale dlatego, że znaczna część katolików po prostu ignoruje Ewangelię. Niektórzy księża i świeccy nie żyją zgodnie z nauką Chrystusa, nie wierzą w Jego Królowanie. Ot, cała tajemnica kryzysu – ludzie małej wiary…

Dostarczenie do kilkudziesięciu tysięcy domów broszury ks. Maciejewskiego może mieć finalnie tylko jeden skutek: wywołanie fermentu i oczekiwania gwałtownej „zmiany”.

Dekonstrukcja zamiast reformy, gwałtowna przebudowa zamiast nawrócenia. Oto synodalność w praktyce: zamiast zbliżać ludzi do Chrystusa, uderza w sakramentalną strukturę Kościoła.

Jeżeli ksiądz będzie chciał Państwu podczas wizyty kolędowej wręczyć broszurę ks. Maciejewskiego – proszę jej nie brać, stanowczo odmawiając.

Paweł Chmielewski  

=========================

Trudno jest znaleźć choćby jedno zdanie na temat tego, że Kościół żyje doktryną, duszpasterstwem i liturgią. A przede wszystkim, że Kościół Jezusa Chrystusa z Jego woli jest dla nas sakramentem zbawienie. […] Może największą zaletą tej niewielkiej broszury jest ostrzeżenie przed tym, jakie mogą być konsekwencje i interpretacje Synodu o synodalności – pisze ks. prof. Paweł Bortkiewicz TChr o broszurze „Gdzie dwóch lub trzech…”, która za zgodą biskupa [sic!!] jest kolportowana w diecezji płockiej. 

Meandry „chrześcijańskiego syjonizmu”.

Meandry chrześcijańskiego syjonizmu

pch24/meandry-chrzescijanskiego-syjonizmu

Chrześcijański syjonizm to jeden z najsilniejszych nurtów wspierających państwo Izrael. Jego wpływ wykracza poza religię i obejmuje sferę polityczną, szczególnie w Stanach Zjednoczonych. Warto przyjrzeć się temu nurtowi religijno-politycznemu, by lepiej zrozumieć realia amerykańskiej i światowej polityki.

Chrześcijański syjonizm rozkwitł na glebie protestantyzmu. Jego praprzyczyną jest rejudaizacja chrześcijaństwa następująca wskutek reformacji. Wraz z nią doszło bowiem do odejścia od kultu katolickich świętych i skupienia się wyłącznie na Biblii. Z objętościowego punktu widzenia najwięcej miejsca zajmuje w niej Stary Testament. Rejudaizacja wiązała się niekiedy ze wzrostem zainteresowania starożytnymi Izraelitami, za których potomków uznano nowożytnych Żydów.

Pierwsi protestanci niekoniecznie byli jednak filosemitami. Na przykład Marcin Luter słynął z antyżydowskich wystąpień. Niemniej stopniowo ulegało to zmianie. Na kanwie protestanckiego filosemityzmu narodził się także syjonizm. Po kilku stuleciach, w 1878 roku podczas Biblijnej Konferencji w Niagara-on-the-lake ustanowiono złożoną z 14 punktów proklamację tego stanowiska. Jeden z nich głosił, że „Pan Jezus przyjdzie osobiście by ustanowić erę milenium, gdy Izrael będzie ustanowiony na swej własnej ziemi, a cały świat będzie pełen wiedzy Pańskiej”.

Również Ezra Stiles, XIX-wieczny prezydent Uniwersytetu Yale, wzywał do powrotu Żydów do ich ojczyzny. Podobne pragnienie wygłaszał Asa McFarland, prezbiterianin.  Chrześcijańskich syjonistów w świecie anglosaskim nie brakowało także na wysokich szczeblach władzy. Na przykład w 1818 roku prezydent USA John Adams stwierdził, że „naprawdę pragnie by Judea stała się niepodległym narodem”. Ten unitarianin (chrześcijanin odrzucający Bóstwo Chrystusa) wyraził także przekonanie, że inni Żydzi przejdą na unitaryzm.

Z kolei George Bush XIX-wieczny hebraista z Uniwersytetu w Nowym Jorku przekonywał, że powrót Żydów na tereny Izraela doprowadzi do spłynięcia korzyści dla całej ludzkości i ustanowienia specjalnej więzi między Bogiem a człowiekiem.

Chrześcijański syjonizm kwitł także w Imperium Brytyjskim przed I wojną światową. Czołowy przedstawiciel tego ruchu, anglikański duchowny William Hechler, już w 1896 roku twierdził, że zgromadzenie się Żydów w rządzonej przez nich Jerozolimie umożliwi upragnioną Paruzję – ponowne przyjście Chrystusa.

Ważnym przejawem chrześcijańskiego syjonizmu w Wielkiej Brytanii była tak zwana deklaracja Balfoura z 1917 roku (brytyjski sekretarz spraw wewnętrznych, Arthur Balfour wysłał w listopadzie list do Lorda Waltera Rothschilda, wyrażając poparcie brytyjskich władz dla ustanowienia państwa Izrael na terenie dzisiejszej Palestyny).

W okresie międzywojennym wielu chrześcijan popierało ustanowienie państwa żydowskiego w Izraelu z przyczyn „pragmatycznych”. Boleli nad rosnącą dyskryminacją żydów i pragnęli ich ochrony w nowym państwie. Po II wojnie światowej i tragedii Holocaustu, w 1948 roku ten cel osiągnięto – ustanowiono państwo Izrael na ziemi palestyńskiej.

Syjonizm po powstaniu Izraela

Mogłoby się wydawać, że chrześcijańscy syjoniści zrealizowali swe zamiary, a ruch stracił rację bytu.  Jednak choć powstanie niepodległego państwa Izrael było wydarzeniem niezwykłej wagi, to zmagania chrześcijańskich syjonistów nie zakończyły się na nim. Izrael od początku musiał się bowiem zmagać z zagrożeniem wynikającym z działań jego muzułmańskich sąsiadów. Chrześcijański syjonizm zaczął wówczas oznaczać poparcie dla jego obrony/ekspansji, a jego centrum znalazło się w Stanach Zjednoczonych. Protestanccy fundamentaliści stanowią do dziś część elektoratu wpływającą na proizraelską politykę USA.

Wśród amerykańskich „nowych ewangelików” popularne jest przekonanie, że Żydzi wciąż cieszą się szczególną łaską Boga. Na przykład teleewangelista Jerry Falwell w jednej ze swych wypowiedzi stwierdził wręcz, że krytyka Izraela to krytyka Boga. W tym środowisku modne jest także powoływanie się na wspomniany werset, w którym Pan Bóg mówi do Abrama „Będę błogosławił tym, którzy ciebie błogosławić będą, a tym, którzy tobie będą złorzeczyli, i ja będę złorzeczył. Przez ciebie będą otrzymywały błogosławieństwo ludy całej ziemi” (Rdz 12,3).  

Słowa te chrześcijańscy syjoniści odnoszą właśnie do Izraela. Zgodnie z tą interpretacją państwa popierające Izrael cieszyć się będą Bożym błogosławieństwem i płynącymi z niego korzyściami. Z kolei państwa anty-izraelskie spotka godny pożałowania los.

Zmarły w czerwcu 2023 słynny teleewangelista Pat Robertson widział w Izraelu nie tylko ostoję zachodniej demokracji, ale i nadzieję na odparcie islamskiej inwazji. Oto jak w grudniu 2017 roku komentował uznanie przez Donalda Trumpa Jerozolimy za stolicę Izraela.

Musicie uświadomić sobie, że Bóg przemawiający do Mojżesza na Górze Synaj to nasz Bóg. Abraham, Izaak i Jakub to nasi duchowi patriarchowie. Jeremiasz, Ezechiel i Daniel to nasi prorocy – mówił chrześcijański syjonista w jednym ze swoich przemówień dostępnych na patrobertson.com. – Król Dawid, człowiek według serca Bożego to nasz bohater. Święte miasto Jeruzalem to nasza duchowa stolica. A kontynuacja żydowskiej suwerenności nad Ziemią Świętą to kolejny dowód dla nas, że Bóg biblijny istnieje, a jego słowo jest prawdziwe – powiedział wówczas.

Chrześcijański syjonizm żyje także w kulturze masowej. Wydany w latach 1995-2007 cykl powieści „Left Behind”, a także powiązana z nią gra komputerowa przyczyniają się do wzrostu popularności tego ruchu i związanych z nim przekonań o roli Izraela w czasach ostatecznych i rychłym nadejściu Armagedonu.

Katolicyzm a chrześcijański syjonizm

Z katolickiego punktu widzenia chrześcijański syjonizm jest nie do przyjęcia. Po pierwsze – jako ruch protestancki – opiera się na samowolnym, oderwanym od Urzędu Nauczycielskiego Kościoła – interpretowaniu Biblii. To zaś – jak widać – może mieć złe skutki. Kolejnym problemem jest popieranie ekspansji Izraela, bezkrytyczne stawanie po jednej stronie konfliktu, bez względu na sprawiedliwość, obejmujące także przeciwników Izraela prawa naturalne. A także nieustanne dążenie do wojny. Z tym wszystkim wiąże się upolitycznienie religii i merkantylne podejście do wiary.

Zresztą Kościół katolicki początkowo nie odnosił się przychylnie do dążeń ustanowienia żydowskiego państwa obejmującego Jerozolimę. Gdy w 1904 roku przywódca ruchu syjonistycznego Theodor Herzl przybył na audiencję do Św. Piusa X, ten odpowiedział, że „nie możemy powstrzymać Żydów przed udaniem się do Jerozolimy – ale nigdy nie moglibyśmy tego usankcjonować. Ziemia Jerozolimy, jeśli nie zawsze była święta, została uświęcona życiem Jezusa Chrystusa. Jako głowa Kościoła nie mogę powiedzieć nic innego. Żydzi nie uznali naszego Pana, dlatego my nie możemy uznać narodu żydowskiego”.

Słowa te uznane niechybnie przez współczesnych za „antysemityzm” z pewnością nie byłyby wypowiedziane przez żadnego z papieży po Soborze Watykańskim II. Choć kwestia politycznej akceptacji dla Izraela należy do spraw, w których katolikom wolno mieć odrębne zdania, to fundamentalistyczny chrześcijański syjonizm pozostaje trudny do pogodzenia z nauką Kościoła.

Tymczasem, co ciekawe wielu chrześcijańskich syjonistów zamierza pomóc w odbudowie Świątyni Jerozolimskiej (zniszczonej w 70 roku po Chrystusie). Z tym też wiąże się ich poparcie dla (popieranego przez Donalda Trumpa) przeniesienia stolicy Izraela do Jerozolimy i poparcie dla silnego Izraela. Ten ostatni jest bowiem niezbędnym warunkiem przejęcia pełnej kontroli nad Wzgórzem Świątynnym i odbudowania Świątyni Jerozolimskiej. Rekrutujący się spośród amerykańskich protestantów chrześcijańscy syjoniści popierają wręcz zbiórki funduszy na odbudowę świątyni jerozolimskiej, a nawet odnowienie w niej ofiar ze zwierząt.

Zdaniem katolickiego twórcy kanału YouTube „Sensus Fidelium” zgodnie z nauką wielu ojców Kościoła odbudowa świątyni to warunek wstępny do nadejścia Antychrysta, który według świętego Pawła „zasiądzie w świątyni Boga dowodząc, że sam jest Bogiem” (2 Tes 2,4). Za tę świątynię uznawano właśnie Świątynię Jerozolimską.  

Na przykład święty Ireneusz mówił, że powtórne przyjście Chrystusa nastąpi po tym, jak Antychryst zasiądzie w jerozolimskiej świątyni. Podobne zdanie wyrażali cytowani przez niego święty Hipolit, święty Hilary i święty Teodor i wielu innych ojców i doktorów Kościołów zachodniego i wschodniego. Aby jednak Antychryst mógł zasiąść w świątyni, musi ona uprzednio istnieć, do czego przyczynić się próbują właśnie chrześcijańscy syjoniści.

Ci ostatni mogliby zresztą – omyłkowo – uznać ewentualne nadejście wielkiej religijnej postaci sprawującej obrzędy w odbudowanej świątyni za powtórne przyjście Chrystusa. Pomógłby im w tym ich bezkrytyczny stosunek do Żydów. Nawiasem mówiąc, dla tych ostatnich ewentualne przyjście Antychrysta do świątyni mogłoby zostać uznane za (pierwsze) przybycie wyczekiwanego przez nich mesjasza.

Pikanterii sprawie dodaje fakt, że na Wzgórzu Świątynnym znajduje się nie tylko Ściana Płaczu (pozostałość po zburzonej świątyni jerozolimskiej), lecz również Kopuła na Skale. To pochodzące z VII wieku islamskie sanktuarium jest jednym z najświętszych miejsc islamu. Odbudowa świątyni jerozolimskiej wymagałaby jego wyburzenia i gotowości odparcia zmasowanego kontrataku muzułmanów, którzy z pewnością nie ścierpieliby tej zniewagi. Doszłoby prawdopodobnie do wojny, mogącej przerodzić się w konflikt globalny. Działania mogąc prowadzić do bezsensownej wojny trudno zaś uznać za realizujące naukę społeczną Kościoła.

Na koniec warto zauważyć pewien paradoks. Religijni amerykańscy chrześcijańscy syjoniści stają nieświadomie w jednym szeregu z zainteresowanymi wojną cynikami, jak wielkie firmy naftowe, liczące na osłabienie konkurencji a może przejęcie bliskowschodnich pól naftowych od państw islamskich. Angażowanie się Amerykanów w wojny na Bliskim Wschodzie jest także (podobnie jak każda amerykańska wojna) w interesie kompleksu zbrojeniowo-przemysłowego. Oznacza bowiem gigantyczny wzrost intratnych i pewnych zamówień ze strony rządu federalnego.

Stanisław Bukłowicz