Pompowanie strachu. Siekiera wisi w powietrzu.

Trump szansą nie tylko Ameryki…

Jacek K.M. 26 maja 2024 trump-szansa

Straszą nas medialnie nadchodzącą tragedią zmian klimatycznych, którym Ziemia podlega od 4,5 mld lat głównie w zależności od zmian zachodzących na Słońcu. Straszyli nas operacją specjalną – epidemią wirusa wyhodowanego za pieniądze amerykańskich podatników w chińskim Wuhan, a wystraszonym społeczeństwom zafundowali szczepionki, nakazane im przez ich własne rządy.

Idąc za ciosem globalistyczni oligarchowie przygotowali dyktatorski traktat pandemiczny (WHO) odbierający państwom suwerenność.

W Europie hamulcowym podobnych centralizujących planów jest Viktor Orban i do niedawna premier Słowacji Robert Fico, który tuż przed zamachem na jego życie ogłosił, że takiego traktatu nie podpisze.

Równocześnie korporatyści straszą nas wybuchem III w.ś. od Ukrainy, przez Izrael do Tajwanu stymulując destabilizację społeczeństw przez sprzyjanie dzikiej migracji. Dziś spór toczy się między marksizmem już nie w chaotycznym bolszewickim , ale trockistowskim wydaniu, a klasyczną wolnością obywateli.

https://assets.zerohedge.com/s3fs-public/inline-images/get_attachment_url_92%287%29

To pompowanie strachu zawłaszczające prawa jednostki i wolności obywatelskie, destabilizujące również suwerenność państw i poprzez walkę z rodziną, religią, własnością prywatną buduje zjednoczony światowy korporacyjny faszyzm. Jest bardzo źle, przysłowiowa siekiera wisi w powietrzu. Na dziś tylko jeden człowiek daje nadzieję na zatrzymanie brutalnie kroczącego totalitaryzmu i jest nim bezwzględnie niszczony metodami prawniczymi Donald J. Trump. Ameryką zza parawanu demokracji i konstytucyjnej republiki, tak jak i resztą świata rządzi oligarchia. Problem w tym, że “oligarchowie wszystkich krajów rewolucyjnie łączą się” posiadając wizję zupełnie nowego świata w którym nie ma dla nas maluczkich zbyt wiele miejsca. 

Aby zbudować nowy porządek muszą zniszczyć stary, dlatego oligarchowie niszczą walutę, granice, religię, kulturę, rolnictwo i miasta co nieuchronnie doprowadzi tradycyjne narody i państwa do upadku. Dlatego instalują np. na stanowisku prezydenta w USA człowieka, który dni wielokierunkowej sprawności ma już daleko za sobą, a w Polsce jak się wyraził jeden z komentatorów, Jack Posobiec, instalują rząd Tyfuska klasy francuskiego Vichy. Ci potężni oligarchowie często ściśle współpracują z rządami krajów, korumpując polityków , aby wydobyć jak najkorzystniejsze kontrakty, dzięki którym stają się czasem zamożniejsi od niejednego państwa. A że dziś biznes jest globalny, oligarchowie często nie poczuwają się do lojalności z interesem swojego narodu, czy państwa.

Schemat zarządzania owieczkami jest od wieków ten sam, najpierw elity tworzą problem, zagrożenie wywołując strach przed nadchodzącym nieszczęściem, następnie proponują zbawcze wyjście z kryzysu już na nowych warunkach dla umocnienia pozycji elit. Europa po wyniszczającej II w.ś. powołała kooperacyjną unię gospodarczą, dziś unia ta przeobraziła się w marksistowskie biurokratyczne monstrum pożerające wolności obywateli państw członkowskich i ich suwerenność. Globalna komuna tym razem nie dąży do rewolucji typu bolszewickiego, ale stopniowo buduje fundamenty globalnego porządku zadając śmierć cywilizacji milionami zarządzeń i okólników.

Jednak jest pewna nadzieja, że ludzie nabierają doświadczenia i np. proponowany traktat WHO (Światowej Organizacji Zdrowia) już nie przejdzie. Prezydent Trump w 2017 r. zapowiedział opuszczenie tej usadowionej w Chinach komunistycznej organizacji. Okazuje się, że zgodnie z doświadczeniem jeśli rząd obiecuje pokój, to będziemy mieli wojnę, jeśli obiecuje prosperitę to zubożejemy, jeśli podejmie działania dla ochrony zdrowia to się rozchorujemy, jeśli obieca, że zadba o środowisko, to wszyscy negatywnie to odczujemy.

Marksiści i wszelka lewacka swołocz stoją na zupełnie innych fundamentach od ludzi wyznających prawa Natury i wierzących w Boga. Wierzący uważają, że ich prawa nie pochodzą od jakiejś elity, komitetu, czy plenum, ale pochodzą od Boga. Na takim fundamencie powstały Stany Zjednoczone Ameryki Północnej, których obywatele wyłonili reprezentantów do sprawnego administrowania swoich spraw. Jednocześnie powołano republikę (a nie demokrację) zarządzaną przez uchwaloną Konstytucję, której celem było bronienie obywateli przed możliwymi zakusami rządu i jego wiecznie głodnej biurokracji. Ojcowie Założyciele Republiki wiedzieli, że tam gdzie prawa człowieka pochodzą od elit mogą one być również przez te elity odebrane, czy ograniczone w formie tyranii, czy  autorytarnych rządów. 

Co prawda historycznie republika jest jedną z najbardziej skorumpowanych form ustrojowych, porównując ją z monarchią, czy nawet z dyktaturą. Republika stymuluje powstanie elit rządzących gdzie reprezentujący wyborców politycy nie podlegają ograniczającym ich kadencje limitom i są oni na sprzedaż dla tego kto da więcej. To członkowie elit podejmują decyzję o przystąpieniu do wojny, a nie ich wyborcy. Dlatego tak wielki wpływ na losy ludzkości mają tacy zewnętrzni gracze jak George Soros, Bill Gates, czy sumarycznie WEF (Światowe Forum Ekonomiczne). Dlatego bardzo ważne są nadchodzące wybory prezydenckie w USA, których wynik zdecyduje nie tylko o możliwym zejściu społeczeństw z drogi do totalitaryzmu, ale i o odnowieniu, renesansie tradycyjnej kultury, politycznej ideologii i tradycyjnych wartości.

Spójrzmy jednak na bieżące wydarzenia. Ameryka jest w poważnych kłopotach z długiem dochodzącym do $36 bln (USD trylionów), rząd aby podtrzymać funkcje państwa co 100 dni pożycza $1 bln (USD tryl.). Armia ma 45,000 rekrutów na minusie. Rocznie chiński narkotyk fentanyl zabija ponad 100,000 młodych Amerykanów. Najpoważniejszym konkurentem USA (podobnie i Rosji!) są ciągle dynamicznie rozwijające się Chiny, które szybciej niż USA budują broń nuklearną i marynarkę wojenną i mają 5 razy więcej ludności niż USA.  

81-letni Biden coraz częściej traci kontakt z rzeczywistością, odpływa w świat demencji. W lutym aż 67% ankietowanych Amerykanów przez sondażownie Quinnipac zgodziło się ze stwierdzeniem, że Biden nie jest w stanie wytrzymać następne 4 lata ewentualnej prezydentury. Do tego Biden w zaaranżowanych wywiadach łże jak przysłowiowa bura suka. Niedawno stwierdził, że kiedy on przejął urząd po Trumpie inflacja szalała na poziomie 9%, jednak inflacja w styczniu 2021 r. wynosiła jedynie 1.4%. Zaś pułap 9,1% osiągnęła dopiero w czerwcu 2022 r. po 16 miesiącach urzędowania Bidena.

Partia Demokratyczna zawsze mogła liczyć na poparcie czarnoskórych i latynoskich wyborców jednak niedawny sondaż New York Times and Siena College  wykazał, że Trump dzięki wzrastającemu poparciu właśnie wśród czarnoskórych i latynosów może zwyciężyć z Bidenem 48% do 43%. Wyniki wskazują też, że Trump cieszy się ciągle poparciem 97% swoich wyborców, którzy głosowali na niego w 2016 r i co ważne zdobywa 10% byłych wyborców Bidena.

Według sondażu Reuters/Ipsos Joe Biden może liczyć na poparcie jedynie 36% Amerykanów, czyli zaliczył spadek z 38% z sondażu w kwietniu. Trump zwycięża na polu pytań o stan ekonomii 40% do Bidena 30%, również Trump ma lepsze notowania jeśli chodzi o imigrację (42% do 25%) jak i odnośnie polityki zagranicznej (36% do 29%). Dla wyborców bardzo ważnym problemem jest inflacja i koszty obsługi mieszkania. Ceny wynajmu idą konsekwentnie w górę, ceny domów sięgają zenitu, a pożyczki na zakup domu są powyżej 7%. Na Bidena 4 lata temu głosowało wielu Amerykanów w przedziale wieku 18-29, teraz Trump prowadzi w tej grupie i w grupie 30-44 lat.

W wyborach w 2020 r. na Bidena głosowało aż 92% czarnoskórych, teraz mamy 49-14-11 (Biden, Trump, Kennedy). Aby przeciwdziałać narastającemu zagrożeniu kampania wyborcza Bidena wydaje miliony na reklamy w radiu, szczególnie w “swing states” w stacjach posiadanych przez czarnoskórych i latynosów. Problem w tym, że istnieją duże dysproporcje np. w posiadaniu własnego domu/mieszkania  między białymi (72,7%), a czarnoskórymi (44%). Około 36% ludzi wynajmujących mieszkania to czarnoskórzy, którzy są wściekli na administrację Bidena z powodu cen wynajmu, cen sprzedawanych domów i wysokich rat pożyczek. To są powody dla których oni zagłosują na Trumpa.  

Demokraci próbują uwięzić Trumpa w sądach, tak aby nie miał czasu na organizowanie swoich słynnych masowych wyborczych wieców. W 2016 r. w okresie od stycznia do 7 maja  trump wziął udział w 132 wiecach w 43 stanach. W tym samym czasie ciągany po sądach w tym 2024 r. Trump wystąpił tylko na 24 wiecach w 11 stanach.

Wreszcie wiemy, że Biden zgodził się na 2 prezydenckie debaty z Trumpem (ten proponował tradycyjne 3). Pierwsza debata będzie prowadzona przez lewicowe CNN 27 czerwca, a gospodarzem drugiej ma być ABC News 10 września. Podobno Biden zaproponował, aby debaty odbywały się w pozycji siedzącej. Problem w tym, że do drzwi debaty prezydenckiej mocno dobija się niezależny kandydat Robert F. Kennedy, który podkreśla, że 43% Amerykanów określa się jako niezależni i on zamierza ich reprezentować. Szefowa kampanii wyborczej Biden/Harris, Jen O’Malley Dillon robi wszystko aby wyeliminować Kennedy’ego z uczestnictwa w prezydenckiej debacie. Jednak każdy kto uzyska co najmniej 15% w 4-ch oddzielnych krajowych sondażach ma prawo uczestniczenia w debatach. Sondaż CNN ostatnio odnotował, że RFK osiągnął 16%, ale w/g sumarycznego szacunku RealClearPolitics Kennedy uzyskuje ok. 10,8% poparcia.

Dla konserwatystów problemem są lewackie poglądy RFK np. odnośnie aborcji. Katolik Robert F. Kennedy Jr uważa, że kobieta może usunąć ciążę aż do momentu czasu porodu. Wydaje się, że dopuszczenie do prezydenckiej debaty RFK więcej szkody wyrządziło by Bidenowi, niż Trumpowi.

Bóg ulokował Amerykę między oceanami dlatego przez długi czas była bezpieczną i mogła nawet rozstrzygać wyniki konfliktów na świecie tak w I jak i II w.ś. Jednak wszystko można zepsuć, co też miało miejsce w spartolonym wycofaniu z Afganistanu, reakcji na przelot chińskiego szpiegowskiego balonu, czy zachowaniu odnośnie konfliktu w Gazie i na Ukrainie. Dodajmy do tego masywne zadłużanie, otwarcie granic, inflację, wzrastający współczynnik przestępstw i wykorzystywanie systemu sądownictwa przeciwko politycznym konkurentom w stylu bananowych republik.

Trump w przerwach kiedy nie siedzi na sali sądowej wymyka się na wyborcze wiece. Kilka dni temu zaistniał w Nowym Jorku na Bronxie, opodal w innej dzielnicy Queens się wychował. Wydawało się, że cały Nowy Jork przejęli i skomunizowali Demokraci, ale na Bronxie przywitały Trumpa tysiące Amerykanów, czarnych, latynosów i białych. Ci ludzie mają dosyć zgubnej dla nich polityki  tow. Próchno-Biden i jego trockistowskich oficerów prowadzących, oni pamiętają czasy kadencji prezydenta Trumpa i chcą powrotu prosperity. Trump udzielił wywiadu “Cats & Cosby Show” on WABC 770 AM, John Catsimatidis and Rita Cosby (jej ojciec walczył w Powstaniu Warszawskim) w którym zauważył, że nie wierzy aby prezydent Biden koordynował politykę Białego Domu, to on raczej jest “koordynowany” przez grupę marksistów i faszystów, którzy chcą zachować swoją pozycję i zniszczyć Amerykę (Hill reported). Trump dodał, że biedny Biden często nawet nie wie gdzie jest i każdy przecież to widzi i wie. 

Wracając do ogłoszonych prezydenckich debat, wydaje się, że elity Partii  Demokratycznej zapędziły się w kozi róg. Z jednej strony wygodnie im jest sterować skorumpowanym, stetryczałym prezydentem aby dalej rozwalać i destabilizować Amerykę, ale niestety nadchodzą wybory i każdy widzi “jaki koń jest”. Pamiętam jak lonia Breżniew bateryjnie machał ręką z trybuny honorowej na Placu Czerwonym, ale Bidenowi przepisano nie baterie, ale środki medyczne. 

Tak więc jeśli nie będzie w stanie stawić czoła Trumpowi w nadchodzącej debacie to Partia Demokratyczna go pozdrowi i pożegna. Będzie problem, bo nawet gdyby zmuszono by Bidena do ustąpienia na rzecz Kamali Harris, (która jest jeszcze mniej popularna niż Biden), to jednak ona jest, uchodzi za czarnoskórą, co nie jest tu bez znaczenia. Więc nie mogą jej zdmuchnąć i wystawić białego gubernatora Kalifornii Gavin Newsom, który może być zainstalowany jako wiceprezydent przy boku Michelle Obama, natomiast Kamala Harris zostałaby na nasze (Kalifornijczyków) gubernatorem Kalifornii… 

Więc pewnie postawią na Michelle Obamę, którego zespół i tak rządzi Bidenem i który jest jedynym byłym prezydentem, który po złożeniu urzędu nie opuścił Waszyngtonu, DC. W ten sposób Demokraci uniknęliby politycznego skandalu na tle rasowym, przy okazji pozbywając się zwariowanej Kamali Harris… 

Jacek K. Matysiak   Kalifornia, 2024/05/26

Czy Polska może uniknąć wciągnięcia w wojnę?

Czy Polska może uniknąć wciągnięcia w wojnę?

Stanisław Lewicki konserwatyzm

Zaczynają się dla naszego kraju zarysowywać coraz bardziej niebezpieczne perspektywy związane z wojną na Ukrainie. Od samego jej początku, w lutym 2022 roku, byliśmy mocno zaangażowani we wspieranie Ukrainy i jeśli chodzi o ilość dostarczonej broni, to w pewnych jej kluczowych segmentach, jak czołgi, dostawy z Polski to nadal aż około połowy wszystkich czołgów dostarczonych Ukrainie. Dokonałem podsumowania danych z otwartych źródeł i wyszło, że Polska dostarczyła do tej pory Ukrainie 330 czołgów, zaś wszystkie pozostałe państwa razem tylko 315.
Nasz ówczesny rząd podjął wtedy duże ryzyko dostarczając masowo broń i amunicję dla Ukrainy w sytuacji gdy inne, o wiele od Polski silniejsze państwa, wstrzymywały się, z uwagi na możliwą reakcję Rosji, z wysyłaniem broni do obszaru tego konfliktu. Dziś tamte, bardzo ryzykowne dla Polski, działania naszego rządu zostały już zapomniane, a podziękowaniem ze strony prezydenta Ukrainy Zełenskiego było mało zakamuflowane oskarżenie Polski, na forum ONZ, o współdziałanie z Putinem.

Pamiętać też należy, że pierwszym politykiem, który otwarcie mówił o możliwości wysłania wojska na Ukrainę, był Jarosław Kaczyński, który już 15 marca 2022 roku, podczas wspólnego z premierami Czech, Polski i Słowenii  wyjazdu do Kijowa, stwierdził: „Potrzebna jest misja pokojowa NATO lub szerszego układu międzynarodowego, która będzie w stanie także się obronić i która będzie działała na terenie Ukrainy”.
Wtedy była to szokująca, wręcz nie do pomyślenia, propozycja i można było odnieść wrażenie, że przywódcy Zachodu, w tym USA, mogli dojść do przekonania, że to Polska jest  chętna to udziału w takiej ekspedycji i należy raczej ją przed tym powstrzymywać i dawać sygnały, że w przypadku nierozważnego wplątania się Polski w tę wojnę, nie będzie to objęte systemem gwarancji NATO.

Od tego oświadczenia Jarosława Kaczyńskiego upłynęło prawie dwa lata i pod koniec lutego 2024 roku, podczas  spotkania 20 przywódców państw europejskich w Paryżu, prezydent Francji, Emmanuel Macron, nie wykluczył, że członkowie NATO i UE mogą w przyszłości wysłać swoje wojska na Ukrainę. Ta sprawa miała była omawiana podczas wspomnianego spotkania ale nie osiągnięto konsensusu. Były też jakieś przecieki co do tego, które to państwa miały być za wysłaniem wojska.
Kwestia musiała być postawiona poważnie, skoro przywódcy dwóch państw, Węgier i Słowacji, publicznie i sposób zdecydowany odrzucili jakąkolwiek możliwość uczestniczenia w takiej imprezie. Sprawa ta jednak zaczęła żyć swoim życiem i weszła niejako na stałą agendę polityczną. Nie ma już prawie dnia, by o tym nie mówiono.

Ponieważ żadne państwo konkretnie nie zadeklarowało posłania swoich żołnierzy na Ukrainę, to zrobił to w końcu sam prezydent Macron i w dniu 27 maja pojawiła się informacja, że będą wysłani francuscy instruktorzy by szkolić ukraińskie oddziały na tamtejszych poligonach.
W kontekście tego, że możliwość wysłania własnych żołnierzy na Ukrainę odrzuciły Stany Zjednoczone, Wielka Brytania i Włochy, nie mówiąc już o Niemczech, to trzeba stwierdzić, że Francuzi wychodzą na najodważniejszych w całej Unii i NATO. Nie wiemy dziś na ile im tej odwagi wystarczy, ale tak to właśnie wygląda.
Ponieważ Polska sprawiła zawód wielu zagranicznym obserwatorom i nie zadeklarowała stanięcia w pierwszym szeregu tego przedsięwzięcia to zaraz pojawiły się zachęty, wyrażane przez niemieckich polityków (CDU, FPD i Zieloni), byśmy przynajmniej przystąpili, działając ze swego terytorium, do zestrzeliwania rosyjskich rakiet nad Ukrainą.
I tu kolejne dla nich rozczarowanie, bo znowu nikt poważny w Polsce tego nie poparł. Pewnie dlatego, że każdy przytomny człowiek wie, że aktywowanie obrony przeciwlotniczej wymagałoby, dla bezpieczeństwa, wyłączenia także własnego cywilnego ruchu lotniczego na sporym obszarze, gdyż inaczej istnieje ryzyko, że możemy strącić własny samolot. Inną rzeczą jest też przecież oczywista sprawa, że włączanie się do działań militarnych w przestrzeni powietrznej Ukrainy oznacza faktyczne wejście do tej wojny.

Niemcom mało lub wcale nie zależy na bezpieczeństwie Polski, stąd takie ich rady nie dziwią. Dla znających trochę historię może to przypominać działania ze strony Prus w prowokowaniu powstania styczniowego, czy też wcześniej ich oszukańcze zapewnienia o wsparciu Rzeczpospolitej podczas Sejmu Wielkiego, co skutkowało wejściem Polski w wojnę z Rosją i ostatecznie drugim rozbiorem.
W obu tych przypadkach Prusy odniosły duże korzyści, oczywiście kosztem Polski.
Francuzi też uważali nas za łatwych do wykorzystania w swoim interesie. To sprawa znana od czasów Napoleona, który nie wahał się poświęcać polskich żołnierzy w samobójczych akcjach, a swoim generałom mówił: „zostawcie to Polakom”. A jak przestali być potrzebni w wojnach europejskich to zostali wysłani na Santo Domingo, by tam masowo umierali walcząc o francuskie kolonie.
Jest zatem oczywiste, że dziś, z tak zakodowanym wyobrażeniem głupiego Polaka, Niemcy i Francuzi mogą czuć zdziwienie, że Polacy nie śpieszą się na Ukrainę. Tym niemniej te wysiłki, by jednak popchnąć nas do wojny, nie ustają.

Najbardziej, co oczywiste, zależy na tym rządowi w Kijowie, któremu mocno zaczyna brakować siły żywej na froncie i dlatego oficjalnie zwrócił się do Warszawy o wzięcie udziału w szkoleniu ukraińskich poborowych. Dobrze się stało, że nasza odpowiedź wykluczyła możliwość wysłania polskich żołnierzy  na teren Ukrainy. Byłoby to zbyt niebezpieczne, gdyż zwiększałoby możliwości wszelkich prowokacyjnych działań mających na celu wciągnięcie nas do wojny. Ukraina nie rozliczyła się dotychczas z incydentu w Przewodowie, który także mógł mieć znamiona tego rodzaju prowokacji. Ogromna większość  ludzi w Polsce jest świadoma tych zagrożeń i aż 71 proc. respondentów sondażu  SW Research dla Rzeczpospolitej wyraziło sprzeciw dla wysyłania polskich żołnierzy na Ukrainę, a tylko 9 proc. dopuściło taką możliwość.
Jeśli zaś Francja i takie potęgi jak Litwa i Estonia bardzo chcą wysłać swoich żołnierzy na Ukrainę, to należy kurtuazyjnie puścić ich przodem i podziwiać determinację.

Tak często i z wiadomym skutkiem odgrywaliśmy w ostatnim stuleciu rolę bohaterów, że pora dać szansą i innym, by się też wykazali.

Stanisław Lewicki

Wał Tuska, czyli „Linia Imaginota”

Wał Tuska, czyli „Linia Imaginota”

Stanisław Michalkiewicz „Goniec” (Toronto)    2 czerwca 2024 wał-tuska

Okazuje się, że „Linia Zygfryda”, która w porywach miała przebiegać wzdłuż wschodniej granicy Polski z Białorusią i Rosją, wzdłuż granicy litewsko-rosyjskiej, łotewsko-rosyjskiej i estońsko-rosyjskiej, skurczyła się do rozmiaru „Wału Tuska”, zwanego inaczej „Linią Imaginota”. Będą tam i smocze zęby i fortalicje i bagna i Moczary – a gdzieniegdzie Kępa – jak mawiano za pierwszej komuny – a wszystko to ma dać pierwszy i ostatni wstręt nieprzyjacielowi.

Nie oddamy ani centymetra” – tak brzmi w krótkich, żołnierskich słowach, doktryna wojenna naszej niezwyciężonej armii. Trudno powiedzieć, czy mamy do czynienia z postępem w stosunku do doktryny wojennej z koszmarnych czasów sanacji, kiedy to mieliśmy nie oddać „ani guzika”. I słusznie – bo z całego kraju guzik nam został. Jak tam będzie z centymetrem – tego jeszcze nie wiemy, bo nie wiemy, co w tym czasie będzie robiła nasza niezwyciężona armia.

Akurat w tydzień po ogłoszeniu przez premiera Donalda Tuska koncepcji „Wału”, w niemieckim tygodniku „Der Spiegel” ukazała się publikacja, według której nasza niezwyciężona armia już wkrótce zostanie wysłana na Ukrainę, bo tamtejsze mięso armatnie jest już na wykończeniu. Zgłosił się co prawda jakiś wyrokowiec, podejmując się ukradzenia ruskiego czołgu, ale ukraińskie czynniki państwowe nie są pewne, czy powinny mu wierzyć. A co, jeśli wykorzysta on okazję, by przejść na ciemną stronę Mocy, gdzie żaden wyrok na nim nie ciąży? Obciach będzie niesamowity, a w tej sytuacji czyż nie lepiej kazać naszej niezwyciężonej armii, by zluzowała mężne wojska ukraińskie?

Jest tylko jeden problem, o którym poseł Mentzen wspomniał w sejmowej debacie nad expose pana ministra-ministrowicza Władysława Kosiniaka-Kamysza na temat obronności naszego nieszczęśliwego kraju – że średni wiek naszego rezerwisty, to 50 lat. Jest to jeszcze jedna analogia z wiekiem XVIII. Jak pamiętamy, wtedy dowódca pobierał żołd za nieobecnych żołnierzy, więc im byli starsi, tym lepiej. Toteż kiedy książę Adam Czartoryski, jako „generał ziem podolskich” wizytował twierdzę w Kamieńcu Podolskim, broń przed nim prezentował szereg drżących staruszków, którzy podobno pamiętali jeszcze Jana Sobieskiego.

Ciekawe, kogo dowództwo naszej niezwyciężonej armii wyznaczy do prezentowania broni przed premierem Tuskiem, kiedy przybędzie on na zlustrowanie swego Wału. Na razie premier Tusk, podobnie jak minister-ministrowicz, zaklinają się na wszystkie świętości, że nasza niezwyciężona armia na Ukrainę nie będzie wysłana – ale czy można im wierzyć? Donald Tusk podczas kampanii wyborczej zaklinał się na przykład, że nie da ani grosza na rządową telewizję, a tymczasem okazało się, że wyłożył na nią 3 mld złotych, za co poznański ośrodek natychmiast zaproponował serię programów z jakimś jegomościem, który nie do końca jest pewien, do której z odkrytych niedawno 77 płci należy. Jeśli jeszcze pokażą na antenie, jak się bzyka, to oglądalność takiego programu będzie jeszcze większa, niż „debat” z udziałem funkcjonariuszki Polsatu, obywatelki Gozdyry Agnieszki.

Słowem – kto wierzy Donaldu Tusku, ten sam sobie szkodzi tym bardziej, że całkiem niedawno odcięty przez Putina ze stryczka Michaił Chodorkowski powiedział, że nasza niezwyciężona armia ma zająć rejon Lwowa – jako rzecz powszechnie znaną. W tej sytuacji musimy przypomnieć zasadę księcia Gorczakowa, który twierdził, że nie wierzy nie zdementowanym informacjom. Tymczasem informacje o wysłaniu naszej niezwyciężonej armii na Ukrainę mnożą się tu i tam, a premier Tusk i minister-ministrowicz nic – tylko energicznie je dementują. Wygląda na to, że „w londyńskiej Wielkiej Loży już postanowiono”, a może jeszcze w jakimś innym sanhedrynie – i tylko my, jak zwykle, o niczym nie wiemy?

Widocznie jednak mimo prezentowania takiej militarnej gorliwości przez Donalda Tuska, Reichsfuhrerin Urszula von der Leyen nie jest do końca z niego zadowolona. Wprawdzie w nagrodę za dobre sprawowanie umorzyła postępowanie przeciwko Polsce, podjęte w swoim czasie pod pretekstem łamania praworządności, chociaż nadal istnieje u nas i Trybunał Konstytucyjny Julii Przyłębskiej, o co było tyle awantur i „stara”, to znaczy oczywiście „nowa” Krajowa Rada Sądownictwa, do której tylko dokooptowano moją faworytę z korzeniami w osobie Wielce Czcigodnej Anny Marii Żukowskiej oraz Wielce Czcigodną Kamilę Gasiuk-Pichowicz, co to tak się przelękła słów jakiegoś „neosędziego”, że aż trzeba było wołać policję, a podobno – nawet weterynarza. Wreszcie ponad 3 tys. niezawisłych „neosędziów”, których mianował pan prezydent Duda, orzeka, jak gdyby nigdy nic – a praworządność z dnia na dzień się u nas odrodziła, podobnie, jak to było z pandemią, której z dnia na dzień położył kres zimny ruski czekista Putin, uderzając na Ukrainę, w związku z czym Sanhedryn już nie miał głowy do zajmowania się jakimiś wirusami i innymi pierdołami i epidemia się zakończyła.

O co w takim razie chodzi teraz Reichsfuhrerin Urszuli von der Leyen, że znowu knuje przeciwko Polsce? Najwyraźniej nie jest zadowolona deklaracjami Donalda Tuska przeciwko migrantom. Tu jest rozkaz, że wszyscy mają przyjmować migrantów według stołecznych życzeń, a tu jakiś Donald Tusk wierzga przeciwko ościeniowi, że on nikogo nie przyjmie. Wprawdzie Reichsfuhrerin z pewnością rozumie, że za chwilę będą wybory do Parlamentu Europejskiego, do którego pragną schronić się ministrowie z vaginetu Donalda Tuska, ale z drugiej strony, co ma znaczyć taka samowolka? Jak tak dalej pójdzie, to każdy kacyk z każdego bantustanu będzie pyskował Reichsfuhrerowi i tylko patrzeć, jak Rzeszę wezmą diabli.

Toteż w ramach prewencji ogólnej Reichsfuhrerin oświadczyła, że nie będzie współpracowała z „przyjaciółmi Putina”. Ciekawe, kogo miała na myśli, zwłaszcza, że niedawno Donald Tusk nakazał powołanie czeriezwyczajej komisji do badania ruskich wpływów w naszym bantustanie. Pan Siemoniak wystrugany niedawno przez Donalda Tuska z banana na stanowisko ministra spraw wewnętrznych i koordynatora bezpieki zapowiedział, że 5 czerwca będzie ogłoszony jej skład. Myślę, że czeka na decyzję starych kiejkutów, którzy we własnym gronie namawiają się, kogo wyznaczyć do komisji, żeby ta wskazała nieubłaganym palcem właściwe osoby. Wtedy lista zostanie przekazana Reichsfuhrerin Urszuli von der Leyen, a ona już tych „przyjaciół Putina” wyda na tormenta, podczas których pierwszorzędni fachowcy wyciągną z nich, co tam będzie trzeba, no a potem się ich powiesi – najlepiej na strunach fortepianowych, a w ostateczności – na rzeźnickich hakach.

Stały komentarz Stanisława Michalkiewicza ukazuje się w każdym numerze tygodnika „Goniec” (Toronto, Kanada).

Rozkoszna dupa Lenina

Rozkoszna dupa Lenina
[Słyszałem o dokumentach na temat perwersji u „wodzów rewolucji” od dysydentów rosyjskich z kręgu Sacharowa w Dubnej i w Moskwie w latach 70-tych. Potem w Paryżu, w latach późnych 80-tych, w kręgach postępowych intelektualistów. Odrzucała mnie perspektywa wczytywania się w tę obrzydliwość. Jednak obecnie, wiek cały po tych (już udokumentowanych) FAKTACH, trzeba do tej sprawy wrócić, bo skutki tej piekielnej rozpusty (polityczne, społeczne) odczuwamy do dziś. Baronowie francuscy świńtuszyli w XVIII wieku z nudów, z ciekawości. Dopiero później zostali wciągnięci w rozpustę rytualną (loże satanistyczne).
Tu, u „wodzów rewolucji” rozpusta rytualna była środkiem do niszczenia narodów, wyrazem ich wiary w triumf ZŁA. Osoby delikatniejsze psychicznie ostrzegam przed czytaniem tego tekstu.
Por. też  Wiara a wiedza – a CzK i Lenin  czyli wstrząsające opowiadanie z książki Vladimira Volkoff, „Kroniki anielskie”, https://dakowski.pl//index.php?option=com_content&task=view&id=1471&Itemid=46  MD]  
 Kochani, dzięki uprzejmości Admiku otrzymaliśmy kolejny mocny i „przedpremierowy” fragment najnowszej pracy Henryka Pająka pod wymownym tytułem „Chazarska dzicz panem świata”. Przyjemnej lektury. Redakcja [brr, co za dowcip! MD]  

W drodze do 1917 roku Rozdział V: Rozkoszna dupa Lenina  5
Na początku lat siedemdziesiątych XX wieku we Francji ukazała się książka „Wielcy homoseksualiści”. W Żydobolszewii krążyła ona jako wydanie samizdatowe (publikacja rozpowszechniana w Związku Radzieckim bez wiedzy i zezwolenia władz) zagrożone wieloletnim więzieniem dla każdego posiadacza. W książce tej jako jednym z najważniejszych „wielkich homoseksualistów” jest Lenin. Do tej skłonności, czyli „kochania inaczej” przyczynił się jego tatuś, z pochodzenia Żydo-Mongoł – Ilja Mikołajewicz.
Książkę napisał J.W. Sokołow. Pisze on na wstępie swojej publikacji, że miał ją od dawna napisaną, ale opublikował dopiero w 2010 roku. Od czasów, gdy mógł dotrzeć do surowo wcześniej zakazanych dokumentów, zainteresowały go dokumenty osobiste działaczy tak zwanego „leninowskiego” naboru /zaciągu/, czyli elitarny rdzeń sowieckiego żydobolszewizmu. Zwrócił szczególną uwagę na tych działaczy, którzy zostali poddani represjom po śmierci Lenina. Udało mu się przejrzeć dokumenty niektórych i opublikować. W swoich kwerendach zdecydowany opór archiwistów napotkał w odniesieniu do pewnego zasobu dokumentów. Nie tylko odmówiono mu zgody na publikację zawartych tam faktów, ale nawet dyskusji na ten temat. Zgromadził setki reprodukcji dokumentów, ale nie mógł potem znaleźć wydawców na to, co ustalił i opisał. Dyrektorzy wydawnictw i pism „spuszczali oczy i mamrotali coś niezrozumiałego”, że „czytelnik [rosyjski] jeszcze nie dojrzał, żeby to poznać”.
Sokołow na wstępie przypomniał oficjalną chronologię tamtych czasów, zebraną w szóstym wydaniu: „W.I. Lenin. Biografia” /1981/. Przeczytał m.in.:
8 lipca 1917. Allilujew i Stalin odprowadzili Lenina na stację Razliw, gdzie Lenin zamieszkał w drewutni robotnika N.A. Jemielianowa /to dla ukrycia Lenina przed władzami poszukującymi go jako przestępcę politycznego/. Ale obawiano się okolicznych letników – drobnomieszczańskiej społeczności. Jemielianow dzierżawił w odległości pięciu kilometrów od jeziora Razliw niewielką łąkę, dokąd przeprawił łódką Lenina i Zinowiewa do przygotowanego wcześniej szałasu przylegającego do stogu siana, gdzie znajdowała się „sypialnia dla dwóch”.
Tyle ten pozornie banalny w swej treści akapit z: „W.I. Lenin. Biografia”. Sokołow zadał sobie jednak intrygujące pytanie: skąd i dlaczego wziął się tam akurat Zinowiew? Czy naprawdę z obawy przed letnikami Lenin przeniósł się do tego szałasu – tej „sypialni dla dwóch”? Przecież letnicy latem znajdowali się wszędzie, po całych dniach włóczyli się w poszukiwaniu grzybów, tym samym i w pobliżu szałasu. Żyć zamkniętym w drewutni to z gruntu podejrzane. Żona lub synowa Jemielianowa codzienne przynosiły do szałasu posiłki dla dwóch ludzi. Lenin podgrzewał posiłki nad ogniskiem w kociołku, zatem ognisko czy jego dym mogły zwabić ciekawskich. Istnieje słynny obraz przedstawiający Lenina przy ognisku, czytającego notatki w świetle tego ogniska.
Czytamy dalej w biografii: Lenin był nadzwyczajnie przeciążony pracą, pisał artykuły.
To prawda – przyznawał Sokołow – Lenin w tym czasie napisał kilka artykułów, ale to mogło zabrać mu nie więcej jak 5-7 dni. Ale Lenin przebywał w tym szałasie do szóstego sierpnia! Dalej, przeczytał w tymże „W.I. Lenin. Biografia”: Lenin odbywał przechadzki, leżał na słoneczku, wieczorami kąpał się w jeziorze Razliw, łowił ryby.
Taki harmonogram dnia oznaczał, że Lenin całkiem swobodnie, nie kryjąc się odpoczywał w czasie tego miesięcznego „przeciążenia pracą”. Stamtąd wyjechał do Finlandii. Sokołow zadał sobie kluczowe pytanie: – co w tej „sypialni dla dwóch” robił Zinowiew? Dlaczego w biografii Lenina pisze się o takich szczegółach, jak np. którą ulicą wtedy a wtedy szedł, przez jaki nasyp albo rów przechodził, a miesiąc wspólnego życia z Zinowiewem w „sypialni dla dwóch” znika z biografii.
Sokołow odkrył prawdę po dotarciu do osobistego archiwum Grigorija Zinowiewa, członka Politbiura KC WKP /b/, pierwszego sekretarza Leningradzkiego OBKOM-u partii.
Znalazł tam m.in. list Lenina do Grigorija Zinowiewa z 1 lipca 1917 roku: Grigorij! Okoliczności tak się ułożyły, że muszę natychmiast zniknąć z Piotrogrodu. Nie mogę wyjechać daleko, sprawy nie pozwalają. Towarzysze proponują jedno miejsce, o którym mówią, że jest całkowicie bezpieczne. Ale samotność jest taka przygnębiająca, zwłaszcza teraz… Dołącz do mnie, a we dwójkę spędzimy cudowne dzionki z dala od wszystkiego… Jeśli możesz wyjechać do samotni ze mną, to szybko telefonuj – wydam rozkaz, żeby tam przygotowano wszystko na dwie osoby.
Chodziło o okolice tegoż jeziora Razliw i późniejszy sławny szałas. To właśnie tam stosunki Lenina i Zinowiewa znalazły miłosną oprawę. Spędzili tam w samotności dużo czasu, a skutki tych „zbliżeń” wprost zawróciły Zinowiewowi w głowie. We wrześniu pisze on z Piotrogrodu do Lenina przebywającego w Finlandii:
Kochany Wowa! Nie uwierzysz, jak mi jest tutaj tęskno bez ciebie, jak mi ciebie brakuje i naszych pieszczot… Nie uwierzysz, ale nikogo nie tknąłem od tamtego czasu, kiedy wyjechałeś. Możesz być całkowicie pewien mojego uczucia do ciebie i mojej wierności. Uwierz, że ani mężczyzny, ani tym bardziej kobiety nie tknąłem i nie tknę. Tylko ty jesteś mi bliski… Przyjeżdżaj, nie obawiaj się, wszystko przygotuję jak najlepiej.
Lenin chyba nie odpowiedział na ten list, bo kochanek po upływie zaledwie tygodnia pisze następny:
Kochany Wowa! Nie odpowiadasz mi, na pewno zapomniałeś swojego Herszela… Ja natomiast przygotowałem dla nas znakomity kącik. Będziemy mogli bywać tam kiedy tylko będziemy mieli ochotę. Jest to przepiękne mieszkanko, gdzie nam będzie dobrze i nikt nie będzie przeszkadzał naszej miłości. Będzie tak dobrze, jak przedtem. Wspominam, jakim szczęściem było dla mnie spotkanie z tobą. Pamiętasz, jeszcze w Genewie, jak musieliśmy się ukrywać przed tą kobietą… Nikt nas nie zrozumie, naszego uczucia, naszego wzajemnego oddania… Przyjeżdżaj szybciej, czekam na ciebie, mój kwiatuszku!
Twój Herszel.

Sokołow zadał sobie następne pytanie: Kim była „ta kobieta”, przed którą musieli się tak ukrywać w Genewie? Tymczasem nastąpił żydobolszewicki przewrót z października 1917 roku. Lenin powrócił do Piotrogrodu. W tym czasie Zinowiew wyjechał do Moskwy, aby kierować krwawym utrwalaniem władzy żydochazarskiego „proletariatu”.
Pisze stamtąd do Lenina: Iljicz! Wszystko co mi zleciłeś, wykonałem. A czego jeszcze nie zdążyłem, obowiązkowo wykonam… Tutaj jest bardzo ciężko i niełatwo, ale ożywia mnie myśl, że już za kilka dni zobaczę ciebie i uścisnę w swoich ramionach. Czy doglądasz naszego gniazdka? Nie przyprowadzasz do niego innych? Ja bardzo tutaj przeżywam i tylko nadzieja na twoją wierność mnie ogrzewa… Całuję cię w twoją marksistowską pupkę. Twój Herszel.
Sokołow drążył dalej: kimże była tamta kobieta w Genewie, przed którą obaj musieli się konspirować? I pytanie dodatkowe – który z nich był kochankiem aktywnym, a który pasywnym, po prostu, kto kogo…
W 1918 roku Zinowiew pisze o tej „kobiecie” już konkretniej:
Wowa! Każdego razu, kiedy znajduję się daleko od ciebie, to bardzo cierpię. Przez cały czas wydaje mi się, że ja oto tutaj tęsknię za tobą, a ty właśnie w tej chwili zdradzasz mnie. Przecież jesteś rozwiązłym psotnikiem, ja to wiem… Nie zawsze można wytrzymać, zwłaszcza w rozłące z ukochanym. Ale ja się trzymam i na nic sobie nie pozwalam. A u ciebie sytuacja jest wstrętna – trzeba zawsze być przy Nadi. Rozumiem cię, wszystko rozumiem… I jak ciężko jest udawać przed otoczeniem, też rozumiem. Teraz przynajmniej jest nieco łatwiej – nie trzeba niczego przed nią już ukrywać. Nie tak jak wtedy, w Genewie, kiedy ona na początku nas przyłapała…
No tak, w Genewie zostali „przyłapani” przez „Nadię”.
Później Lenin przyznał się jej do swoich figlów z Zinowiewem, a ona /Nadzieżda Krupska/ pogodziła się ze zboczeniem męża i już nie sprzeciwiała się burzliwemu rozwojowi romansu tych dwóch żydowskich zboczeńców.
W kolejnym liście pisanym już z frontu wojny domowej, Zinowiew pyta żartobliwie:
Wowa! A czy nie zarosła twoja pupcia podczas naszej rozłąki? Czy przez ten czas nic się z nią nie stało?… Wkrótce przyjadę, jak tylko tutaj uporam się ze sprawami i zajmiemy się przeczyszczaniem twojego słodkiego tyłeczka.
Te anatomiczne szczegóły ze współżycia dwóch homoseksualistów wyjaśniają, który z nich był pasywnym, a który biernym „pedałem”. Potwierdza to list napisany wiosną 1918 roku, kiedy właśnie rozgromiono „białe” wojska generała Judenicza. Armia żydobolszewicka nazywana już oficjalnie „Armią Czerwoną” zatrzymała się na estońskiej granicy i Zinowiew przygotowywał swój powrót do Piotrogrodu. Uradowany sukcesem militarnym i perspektywą spotkania z „pupcią” Lenina, „Herszelek” zatracił wszelką powściągliwość:
Wowa! Ja wkrótce przyjadę i nie wypuszczę cię już więcej z moich objęć, cokolwiek by nie mówiła ta sekutnica! Wróg ucieka na całym froncie i sądzę, że więcej z tej strony nie zaatakują. Tak więc czekaj na mnie, spiesz się podmyć, bo ja wkrótce będę.

Nie minęło kilka miesięcy, jak w tej miłosnej parze ohydnych zboczeńców pojawia się zapowiedź ochłodzenia miłosnych porywów. Jak zawsze w podobnych przypadkach, wiązało się to z zazdrością, zdradą. Dowiadujemy się o tym z listu Lenina do Zinowiewa, który przebywał wtedy na Kaukazie. Nie wiedzieć czemu Lenin pisze do niego po niemiecku. Możliwe, że bariera języka niemieckiego stanowić mogła ważną przeszkodę dla niepowołanych oczu.
Kochany Herszelu! Ty absolutnie nie powinieneś obrażać się na mnie. Czuję, że ty z rozmysłem przedłużasz swój pobyt na Kaukazie, chociaż sytuacja zupełnie tego nie wymaga. Prawdopodobnie jesteś na mnie obrażony. Ale nie ma tu mojej winy. To tylko twoje głupie podejrzenia. Co do Lejby [?] i mnie, to było jedynie jeden raz i więcej się nie powtórzy. Czekam na ciebie i pogodzimy się w naszym cudownym gniazdku. Pod listem podpis po rosyjsku: „Zawsze twój Wowa”.
Przychodzi odpowiedź Zinowiewa, ale już z dalekiego Władywostoku:
Iljicz! To zupełnie niegłupie podejrzenie dotyczące ciebie i Lejby. Każdy widział, jak krążyłeś wokół niego ostatnimi czasy. Na wszelki wypadek mam oczy i znam cię dostatecznie długo, żeby sądzić… Kto lepiej ode mnie wie, jak rozjarzą się twoje oczka na widok mężczyzny z tęgim narzędziem? Ty sam mówiłeś, że u mężczyzny niewielkiej postury są imponujące narzędzia… Przecież nie jestem ślepy i świetnie widziałem, że jesteś gotów zapomnieć o naszej miłości dla romansiku z Lejbą. Oczywiście, on jest teraz blisko ciebie i łatwo mu ciebie uwodzić. A może to ty jego uwiodłeś?
O kimże to mowa? Kimże był ten „Lejba”?
To najsłynniejszy „Lejba” tamtych czasów – Lejba „Trocki”! Był wtedy komisarzem „ludowym” armii i floty. Przez dłuższy czas Lenin i Trocki przebywali wtedy w Moskwie.
List Zinowiewa ze wzmianką o „Lejbie” i przyznanie się Lenina, że było to „tylko jeden raz” nieomylnie wskazuje na Trockiego, który zajął miejsce Zinowiewa w łóżku Lenina, ale cała ta żydo-chazarska zgnilizna cuchnęła wspólnotą żydowskiej „familii”.
Lenin czuł, że jego romans z Trockim będzie krótki i wkrótce Lew „Dawidowicz” porzuci go zauroczony jakąś kobietą, bowiem Trocki miał (podobno) większy „ciąg” do kobiet niż do mężczyzn – współtowarzyszy w walce o szczęście światowego proletariatu. Lenin kropnął kolejny list do Zinowiewa przebywającego znów na Kaukazie.
Herszel! Nie gniewaj się na mnie. Masz rację, ja rzeczywiście nie wytrzymałem. Lejba jest takim brutalnym mężczyzną. On po prostu obsypuje mnie swoimi pieszczotami. A ja tak ich potrzebuję, zwłaszcza w tym okresie politycznych napięć. Jest mi bardzo trudno bez pieszczot, a ty wyjechałeś, nieszczęśniku! Tak i nie zdołałem wytrzymać. No, ale ty przecież wybaczysz mi tę maleńką słabość, Herszelu! Wróć, a przekonasz się, że jestem przepełniony miłością do ciebie. Twój maleńki Wowa.
Zapewne zwrot o „maleńkim Wowie” nieco udobruchał Herszela, może nawet utwierdził go w przekonaniu, że ich związek nie uległ erozji, a tylko czasowo został zagrożony romansikiem „Wowy” z „brutalnym” Lejbą. Ostatecznie sprawy rewolucji zapędziły Zinowiewa do Moskwy i od tego czasu już w jego osobistym archiwum nie ma miłosnych listów do „Wowy”. Być może nie zaistniała już konieczność korespondencji; być może Zinowiew zniszczył część kompromitujących go listów w późniejszej perspektywie jego aresztowania i egzekucji. [ w oryginale śliczne zdjęcie md] Kula eserówki Kaplan, członkini partii eserowców czyli Socjal-Rewolucjonistów, radykalnie nadwątliła zdrowie i tym samym chuci Lenina. Seksualne relacje między nimi zniknęły przynajmniej z korespondencji.

Ostatnim śladem zboczeń Lenina było kilka linijek napisanych przez Nadzieżdę Krupską do Zinowiewa latem 1922 roku, na dwa lata przed śmiercią Lenina:
Proszę was już więcej nie niepokoić mojego męża swoim molestowaniem i prośbami widzenia. Czas już, byście się i wy uspokoili. Ileż można z mojej strony cierpieć taką waszą bezczelność? Iljicz jest chory, wiecie o tym i nie ma potrzeby mówić wam, dorosłemu człowiekowi, że wasze szaleństwa tym razem mogą ostatecznie zniszczyć zdrowie Iljicza. Proszę was, abyście już więcej nie nakłaniali go do tego, do czego tak ochoczo zawsze podążał. Mam nadzieję, że zrozumiecie ten mój list. Jest on podyktowany troską o zdrowie mojego męża.
Tyle lat być odrzuconą przez własnego męża dla kochanka, było czymś trudnym do zniesienia. Już odtąd nie dopuszczała Zinowiewa do męża sam na sam, jedynie w swojej obecności lub w obecności innych Żydów z Politbiura.

W końcu lat trzydziestych, po aresztowaniu i egzekucji Zinowiewa, ich miłosne listy wpadły w łapy NKWD i niewątpliwie zostały przekazane Stalinowi w trakcie zbierania „haków” na Zinowiewa i Trockiego. Dlaczego Stalin nie decydował się na zniszczenie tych haków? Odpowiedź nasuwa się sama. Ich zatrzymanie w archiwach NKWD mieściło się w pragmatyce permanentnej wojny Stalina z aktualnymi i późniejszymi przeciwnikami, zwłaszcza ze „starymi”, czyli pierwszymi bandziorami rewolucji. Stalin był doskonale poinformowany o miłostkach Lenina z Zinowiewem i nie przeszkadzał im. Gromadził ten wyśmienity materiał dowodowy, te „haki” na Trockiego i Lenina. Trockiego dopadł dopiero w czasie drugiej wojny światowej, a Lenin wpadł w objęcia Lucyfera już w 1924 roku. Jeszcze za życia Lenina Stalin mógł planować odejście od „leninowskiego dziedzictwa”, by zostać niezagrożonym pierwszym dyktatorem, bez tamtych chazarskich konkurentów do władzy absolutnej. Tak czy inaczej, prywatne listy miłosne Zinowiewa i Lenina przetrwały i nie było to przypadkowe.
Lenin był masonem wysokiego 31 stopnia wtajemniczenia
Warto uzupełnić kulisy osobowości i wpływów tego chazarskiego żydobolszewika jego przynależnością do wolnomularstwa. Żydowskie niedostępne dla gojów organizacje, zwłaszcza B’nai B’rith /Synowie Przymierza/, były bez reszty wprzęgnięte w proces niszczenia cywilizacji chrześcijańskiej za pomocą rewolucyjnego terroru. Wielce pomocna była w tym żydomasoneria kontrolująca loże mieszane, żydo-gojowskie. Przecież Lenin i jego główni siepacze nigdy nie pracowali na swoje utrzymanie, a mieli się materialnie bardzo dobrze już u schyłku wieku XIX. Ktoś ich utrzymywał, ktoś płacił na ich wywrotowe gazety, broszury i książki. Bez trudu wędrowali po stolicach Europy Zachodniej, a to przecież kosztuje. Ci zawodowi przestępcy, wtedy tylko bezwzględni terroryści, a po rewolucji 1917 roku jeszcze bardziej bezwzględni ludobójcy, mieli tylko jeden rodzaj obowiązków, za który im płacił międzynarodowy tajny Kahał: wywołanie europejskiego wrzenia, co udało im się zrealizować dopiero w latach 1917-1918. Późniejsze ich działania wskazują, jak wiernie realizowali program Iluminatów Żyda Weishaupta.
Kilka źródeł ujawnia, iż Lenin został masonem podczas pobytu na Zachodzie już w 1908 roku. Jednym z takich źródeł jest gruntownie udokumentowana książka Nikolaja Switkowa wydana w Paryżu w 1932 roku pt. „About Freemasonry in Russian Exile”.
Switkow wykazał, że najważniejszymi masonami – żydobolszewikami byli:   „Lenin” – Ulianow; Leon „Trocki” /Lejba Bronstein/; Grigorij „Zinowiew” /Gerson Radomylskij/; Leon „Kamieniew” /Lejba Rosenfeld/; L. „Martow” /L. Cederbaum/; Karol „Radek” /Tobiasz Sobelson/; Maksim „Litwinow” /Mejer Henoch Wałach/; Jakow „Swierdłow” /Jankiel Aaron Solomon/. I jedyny w tej chazarskiej bandzie Rosjanin – Maksim „Gorki” /Aleksiej Peszkow.   Według książki austriackiego politologa Karlá Steinhauserá: „EG – die – Super – UdSSR von morgen” /Unia Europejska – Super Związek Sowiecki „Przyszłości”7, na stronie 192 czytamy, że Lenin należał do loży masońskiej „Art et Travail” /Sztuka i Praca/.
Winston Churchill powiedział dla „Illustrated Sunday Herald” 8 lutego 1920 roku, że „Lenin”. „Radek” /Sobelson/, „Zinowiew” i „Swierdłow” byli członkami loży B’nai B’rith 8. Schwartz Bostunich oraz Ostrucow w „Freemasonry, Culture and Russian History” /Masoneria kulturowa i historia rosyjska, Moskwa 1999, strona 582-588, potwierdzają, że Lenin był masonem 31. stopnia /tytuł tego stopnia to „Grand Inspecteur Inguisiteur Commander”/ i członkiem loży „Art et Travail” z siedzibami w Szwajcarii i Francji.9 Lenin odwiedził główną siedzibę Wielkiego Wschodu Francji przy ulicy Cadet w Paryżu i wpisał się tam do księgi pamiątkowej gości.10 Lenin z Trockim wzięli udział w Międzynarodowej Konferencji Masońskiej w Kopenhadze /1910/11.
Infekowanie Europy żydo-socjalizmem, było jednym z punktów programu tego międzynarodowego sabatu. Aleksander Galperin, wtedy sekretarz masońskiej Rady Najwyższej potwierdził w 1916 roku, że wśród masonów są czołowi bolszewicy. Mikołaj Suchanow /właśc. Himmel/ i cytowany Sokołow stwierdzają to samo. Jak wyznał wtedy Galperin, żydo-masoneria dostarczyła wtedy Leninowi odpowiednie środki materialne na jego działalność rewolucyjną, co potwierdził Kristian Rakowski w swoich zeznaniach. Zostało to potwierdzone przez znanego wolnomularza Grigorija Aronsona w jego artykule zatytułowanym „Freemasons in Russian Politics” zamieszczonych w czasopiśmie „Nowoye Russkoye Slovo” /Nowe rosyjskie słowo/, wyd. New York 8-12 października 1959 roku. Historyk Borys Nikołajewski wspominał o tym fakcie w swojej książce „The Russian Freemasons and the Revolution” /Moskwa 1990/.
W 1914 roku dwaj żydobolszewicy, Iwan „Skworcow” /Stiepanow/ i Grigorij „Pietrowskij” nawiązali kontakty z wybitnym rosyjskim masonem Aleksandrem Konowałowem w sprawie pomocy ekonomicznej. Konowałow został potem ministrem w Rządzie Tymczasowym „Kiereńskiego” /Adlera/. Podobnie „Radio Rosja” w dniu 12 sierpnia 1991 roku mówiło o działalności „Lenina” jako masona.12 Na koniec warto jeszcze powrócić do „pogłosek” o żydowskim /chazarskim/ pochodzeniu Lenina. Na wystawie poświęconej „Leninowi” w moskiewskim Muzeum Historii Państwa, trwającej do lipca 2011 r., wystawiono 111 nowych dokumentów, wśród nich list najstarszej siostry Lenina Anny Uljanowej do Stalina, mówiący o tym, że ich dziadek był ukraińskim Żydem, który nawrócił się na chrześcijaństwo, żeby uciec ze Strefy (przymusowego) Osiedlenia: „Pochodził z biednej żydowskiej rodziny i był, o czym świadczy świadectwo chrztu, synem Mojżesza Blanka z Żytomierza”. /…/ Władimir Iljicz zawsze cenił Żydów. Przykro mi z powody faktu, że nasze pochodzenie –podejrzewałam to wcześniej – nie było znane za jego życia.

13 5 J.W. Sokołow. Źródło: www.ipvnews.org/bench_article24112010.php Sokołow to rosyjski kandydat nauk historycznych, odpowiednik stopnia doktora nauk. 6 Nadia– Nadieżda Krupska, oficjalna żona Lenina. 7 Wydana w Wiedniu w 1992 roku, 8 W Polsce reaktywowanej przez prezydenta Lecha Kaczyńskiego. 9 Zob. także: Oleg Płatonow: „Russian Crown of Thorns: The Secret History of Freemasonry”/ Moskwa, 2000, część II, s. 417/ 10 Wiktor Kuzniecow: „The Secret of the October Coup”, St. Petersburg 2002, s. 42. 11 Franz Weissin: „Der Krieg zum Sozialismus”. Monachium 1930, s. 9. 12 Źródło: www.geocities.com/jyrilina/english/scorpion.html?20089 „UNDER THE SIGN OF THE SCORPION, THE RISE AND FALL OF THE SOVIET EMPIRE” („Pod znakiem Skorpiona, narodziny i upadek Imperium Sowieckiego”) Autor: Jüri Lina. 13 Moscow museum Lenin’s Jewish roots on display http://thestate.com/2011/05/23/1831057/ moscow-museum-puts-lenins-jewish.html
Zmieniony ( 22.07.2020. )

Etniczne oblicze bolszewickiego zamachu stanu w październiku 1917 w Rosji

Etniczne oblicze bolszewickiego zamachu stanu w październiku 1917 w Rosji

Zwanego z powodów propagandowych „wielką socjalistyczną rewolucją październikową”

DR IGNACY NOWOPOLSKI JUN 2
 
READ IN APP
 

Valery Kaplenkov, politolog

Żydowskie mózgi

Reżim sowiecki, który popadł w zapomnienie, miał własną straż i wsparcie etniczne. Nie tylko od przedstawicieli „narodu wybranego przez Boga” – jak zapewne wielu myślało. Tak, Żydzi odegrali ogromną rolę w Wielkiej Rewolucji Rosyjskiej w 1917 r., stając się w zasadzie jej etnicznymi mózgami!

Istnieją dowody na to, że w organach aparatu partyjno-państwowego porewolucyjnej Rosji aż 27 proc. osób zaliczanych było do Żydów. Ludność żydowska w kraju wynosiła wówczas 2%. Żaden naród w Rosji nie miał takiej dysproporcji w reprezentacji: 2 i 27%. Ale to nawet nie jest najważniejsze. W latach 1917–1918 kluczowe stanowiska w rządzie zajmowały „szóstki” bolszewików, których pochodzenie etniczne budzi niejednoznaczne myśli.

W kolejnych latach centralny trzon bolszewicki powiększył się dwu-, trzykrotnie, jednak na początku wydarzeń, które zmieniły bieg historii Rosji, cała polityka była kształtowana sześciocyfrowo. Należeli do nich: Władimir Uljanow (Lenin), Jakow Swierdłow, Leon Trocki (Bronstein), Józef Stalin (Dżugaszwili), Lew Kamieniew (Rosenfeld), Grigorij Zinowiew (z urodzenia Ovsey – Gershon Aaronovich Radomyslsky).

„Najbardziej Rosjaninem” z całej szóstki był Gruzin Joseph Dżugaszwili.

Ciekawe są fakty z jego związku z Jakowem Swierdłowem, nazywanym Czarnym Diabłem Rewolucji Rosyjskiej. Swierdłow zyskał ten przydomek, gdy objął stanowisko formalnej głowy państwa radzieckiego jako przewodniczący Wszechrosyjskiego Centralnego Komitetu Wykonawczego. Nawet jego koledzy i pracownicy Wszechrosyjskiego Centralnego Komitetu Wykonawczego bali się mrożącego krew w żyłach głosu Jakowa Michajłowicza. A było się czego bać!

Swierdłow przeszedł do historii jako główny autor „Czerwonego terroru” i „De-kozakizacji”. Istnieje wersja, że ​​zamach na Lenina, Fanny Kaplan, został zaplanowany przez szefa Wszechrosyjskiego Centralnego Komitetu Wykonawczego, ponieważ potajemnie aspirował do „stania się” jedynym przywódcą bolszewików.

W latach 1913–1914 Stalin i Swierdłow odbywali zesłanie w obwodzie turuchańskim, we wsi Kureika. Obaj rewolucjoniści mieszkali w wiejskiej chacie i jedli przy tym samym stole. Stalin dostał psa, któremu nadał imię Jaszka, co jego towarzyszowi na wygnaniu niezbyt się podobało. Józef Wissarionowicz nie lubił myć naczyń, a zdecydowanie inteligentny Jakow Michajłowicz był znany jako okropny sprzątacz. Brudne kubki Stalina były zwykle lizane przez psa, co obrażało przyszłego Czarnego Diabła.

Bardziej wykształcony Swierdłow najczęściej wygrywał spory intelektualne. Duma Stalina została oczywiście zraniona.

Po pewnym czasie, nie dogadując się charakterem, pokłócili się. Swierdłow poszedł do innego mieszkania i napisał skargę na Stalina do sądu honorowego wygnańców, w której oskarżył go o antysemityzm. Sąd wygnańców skazał Józefa.

Jakub pochodził z rodziny ochrzczonych Żydów. Nazwisko Sverdlov przyjął jeden z jego przodków. Po urodzeniu otrzymał imię Jakub Aaron. Rodzice: ojciec – Movsha Izrailevich, matka – Ita-Leya Solomonovna.

Jednym z ochrzczonych Żydów był także Lew Kamieniew. Jego ojciec nosił nazwisko Rosenfeld, a matka Kamieniewa była etnicznie Rosjanką, wielkorosyjską. Może dlatego lub po prostu ze względu na specyfikę swoich poglądów politycznych Kamieniew nie był zauważany w oczywistej rusofobii. Na emigracji kłócił się z Leninem, gdyż gorąco pragnął porażki Rosji w I wojnie światowej.

Lew Kamieniew często współpracował w kwestiach politycznych z Grigorijem Zinowjewem, uważanym za zatwardziałego rusofoba. Niedawno studiowałem materiały XII Zjazdu RCP (b), który przyjął osławiony program „indygenizacji”. Przeczytałem w całości przemówienie Zinowjewa, w którym wielokrotnie nawiązując do stanowiska Lenina w kwestii narodowej, wściekle podsycał antyrosyjską histerię.

W 1923 r. za najbardziej prawdopodobnego następcę Włodzimierza Lenina, który był wówczas częściowo sparaliżowany, chory i praktycznie wycofał się ze spraw partyjnych i rządowych, uznano Grigorija Zinowjewa.

Lew Dawidowicz Trocki (Bronstein) odegrał wybitną rolę w rewolucji i późniejszym ukształtowaniu się władzy radzieckiej. Był dowódcą wojskowym powstania zbrojnego w Piotrogrodzie. Przed swoją hańbą uchodził za głównego organizatora Robotniczo-Chłopskiej Armii Czerwonej (RKKA). Faktycznie, piastując stanowiska Przewodniczącego Rewolucyjnej Rady Wojskowej i Ludowego Komisarza Spraw Wojskowych, dowodził Radzieckimi Siłami Zbrojnymi.

Po śmierci Lenina widział siebie na czele partii i państwa. Rywalów w walce o władzę uważał za jednostki przeciętne. Nie docenił ich możliwości. Za co ostatecznie słono zapłacił.

W drugiej połowie lat dwudziestych Trocki został usunięty ze wszystkich stanowisk i wydalony z ZSRR. W 1932 roku został pozbawiony obywatelstwa sowieckiego.

Wśród przywódców bolszewickich był najzagorzalszym zwolennikiem „światowej rewolucji proletariackiej”. W swoich poglądach był gotowy poświęcić Rosję i naród rosyjski jako rodzaj surowca lub materiału eksploatacyjnego w imię osiągnięcia „szczęśliwości postępowej ludzkości”! Obecni władcy z Waszyngtonu,  trockiści, z pochodzenia i ideologii, zwani są „deep state”, czyli „głębokie państwo”.

I wreszcie bolszewik nr 1, przywódca rewolucji, Władimir Uljanow (Lenin), który obłudnie uważał się za Wielkiego Rosjanina. Jego epitety, które „żywo” charakteryzują naród rosyjski, można znaleźć w całym zbiorze dzieł Lenina: „twarz wielkiej władzy”, „wielka rosyjska tandeta”, „Iwaszka”, „Rochła”, „Tutia”.

Ciekawe, jak przywódca porównał Rosjan i Żydów: „My (Rosjanie) jesteśmy narodem… wyjątkowo leniwym umysłem. Rosyjski mądry facet to prawie zawsze Żyd lub osoba z domieszką żydowskiej krwi.” Opinię Lenina przedstawiono we wspomnieniach Maksyma Gorkiego w eseju „Władimir Iljicz Lenin”, opublikowanym w 1924 r.

„Najbardziej uciskany i prześladowany naród żydowski” – z dzieła „Notatki krytyczne w kwestii narodowej” (1913).

Badacze ustalili, że jeden z pradziadków Uljanowa (Lenina) ze strony matki był Żydem, który przeszedł na prawosławie. W czasach sowieckich żydowskie pochodzenie przywódcy światowego proletariatu było tematem tabu. Ideolodzy partyjni troszczyli się „ojcowsko” o zwykłych ludzi radzieckich. Nie mieli absolutnie żadnej potrzeby znać takich szczegółów na temat pochodzenia towarzysza Lenina. Jeszcze bardziej wywrotowe myśli mogłyby przychodzić do głowy…

Łotewskie bagnety

Niektórzy historycy twierdzą, że ponad 100 lat temu w Rosji i za granicą istniało powiedzenie: „Rewolucja w Rosji opiera się na żydowskich mózgach, łotewskich bagnetach i rosyjskich głupcach”.

Nie jest aż tak istotne, czy rzeczywiście wtedy to powiedzieli, czy też wymyślono to później. Istotę rzeczy, choć w przybliżonej formie, dość trafnie oddaje to powiedzenie.

W kwietniu 1918 roku utworzono Łotewską Dywizję Strzelców, składającą się z 9 wybranych pułków, liczących łącznie ponad 17 tysięcy żołnierzy. To pierwsza regularna formacja wojskowa powstającej Armii Czerwonej. Czerwonym Strzelcom Łotewskim powierzono ochronę Lenina, Swierdłowa, Smolnego, Kremla i najważniejszych instytucji sowieckich. Łotewskie jednostki wojskowe niezmiennie brały udział w tłumieniu powstań antybolszewickich.

To Łotysze stłumili latem 1918 roku powstanie Lewicowo-Socjalistycznej Rewolucji, a wcześniej zbrojne powstanie dowódcy Frontu Wschodniego Armii Czerwonej Michaiła Murawjowa.

Dowódca, zdezorientowawszy część podległych mu jednostek, wypowiadał się przeciwko „nieprzyzwoitemu” pokojowi brzeskiemu, zawartemu przez bolszewików z cesarskimi Niemcami.

Łotewscy strzelcy aktywnie uczestniczyli w dekozakizacji i likwidacji powstania kronsztadzkiego marynarzy bałtyckich. Pierwszy głównodowodzący Armii Czerwonej Joachim Vatsetis był z pochodzenia Łotyszem. Wśród wybitnych dowódców Armii Czerwonej są także Łotysze: Jan Fabricius, Friedrich Kalnin, Jan Lacis, Gustav Bokis.

Łotewscy strzelcy wyróżniali się dość wysoką skutecznością bojową, żelazną dyscypliną i surową pracowitością. Z łatwością wykonali każde zlecenie. Podczas tłumienia powstania bezlitośnie rozstrzeliwano nie tylko dorosłych mężczyzn, ale także kobiety, starców i młodzież.

Za te cechy byli wysoko cenieni przez przywódców bolszewickich. Przewodniczący Ogólnorosyjskiego Centralnego Komitetu Wykonawczego Jakow Swierdłow: „Z nikim nie jesteśmy tak związani jak z łotewskimi strzelcami”.

Sformułowanie to zaczerpnięto z przemówienia Jakowa Michajłowicza w Rydze w styczniu 1919 r. Łotwa była wówczas państwem sowieckim.

Lenin z wielką wdzięcznością wypowiadał się o Łotyszach: „Łotewski proletariat był w awangardzie powstania zbrojnego; bardziej niż ktokolwiek inny przyczynił się do wyniesienia ruchu na najwyższy szczebel powstania”. Na sowieckiej Łotwie wzniesiono 112 pomników przywódcy rewolucji. To więcej niż na Litwie i w Estonii razem wziętych!

W wielu krajowych zasobach informacyjnych można znaleźć informacje o pochodzeniu etnicznym pracowników Czeka według stanu na grudzień 1918 roku. Aż połowa funkcjonariuszy ochrony (50,4%) to Łotysze. W „karzącym mieczu rewolucji”, jak Lenin nazywał sowiecką tajną policję, ponad 12% pracowników to Żydzi. Rosjanie, Ukraińcy i Białorusini w Czeka – 26%.

Przewodniczący Ogólnorosyjskiej Nadzwyczajnej Komisji do Zwalczania Kontrrewolucji i Sabotażu Feliks Dzierżyński pochodził z polskiej rodziny szlacheckiej. Matka Feliksa, Helena Januszewska, wychowywała syna w duchu antyrosyjskim. Dzierżyński, będąc dorosłym, przyznał: „Już jako chłopiec marzyłem o czapce niewidce i zniszczeniu wszystkich Moskali”.

W skład czołowej trojki Czeka, obok Dzierżyńskiego, wchodzili Łotysze Jakow Peters i Martyn Latsis.

Łotyszy słusznie można nazwać Gwardią Bolszewicką, prawdziwymi pretorianami Wielkiej Rewolucji Rosyjskiej, chociaż w nazwie kraju są bardziej rosyjscy. Pojawiają się pytania dotyczące pełnych pasji uczestników wydarzeń rewolucyjnych. Bolszewicy, pozycjonując się jako ideologiczni internacjonaliści, umiejętnie wykorzystali w praktyce czynnik etniczny. Przejęli władzę i byli w stanie ją utrzymać przy pomocy  lojalnych grup etnicznych.

Nota redakcyjna:{Nowopolski]

Oskarżanie większości współczesnych Rosjan o „neobolszewizm”, można porównać do zwania Generalnego Gubernatora Hansa Franka, czy jego współczesnej personifikacji, gauleitera Donalda Tuska: Polakami,  a waszyngtoński establishment: Amerykanami.

Atak terrorystyczny migrantów dżihadu na polityka Michaela Stürzenbergera: ofiara prześladowań zarówno islamu, jak i rządu niemieckiego

Ilu jeszcze obywateli takich jak Michael Stürzenberger musi zostać zaatakowanych, zabitych lub rannych, aby przywódcy Niemiec zajęli się problemem islamskich imigrantów i zmienili swoją politykę?Aktualizacja: 1 czerwca 2024 rNa nowo opublikowanym materiale wideo z ataku widać policjantkę uciekającą z miejsca zdarzenia:

Zislamizowane Niemcy…Oto dodatkowy materiał filmowy z wczorajszego islamskiego ataku na naszego przyjaciela Michaela Stürzenbergera…To jest nowe, rozpowszechniane wideo, na którym widać policjantkę uciekającą z miejsca zdarzenia – szybkie przypomnienie: w Niemczech – policję uczy się, że islamscy migranci są…

https://twitter.com/AmyMek/status/1796843920690917796

Ze szpitalnego łóżka Michael Stürzenberger w wiadomości przesłanej do Telegramu przekazał następujące informacje o swoim stanie:„Wczoraj było naprawdę blisko. Właśnie przybyło czterech lekarzy na obchód.Rana kłuta w bok klatki piersiowej, skierowana w stronę płuc, mogła zagrażać życiu.Rana kłuta mojego uda trafiła w żyły i spowodowała znaczną utratę krwi. Miałem drugą ranę kłutą w nogę powyżej kolana, na szczęście bez uszkodzenia ścięgna.Uraz mojego ramienia jest stosunkowo niewielki.Pchnięcia w twarz były inne. Mam zszywki z boku szczęki. Górną wargę miałem zaszytą i otwartą ranę sięgającą aż do zębów.Ogromne podziękowania dla wszystkich lekarzy i chirurgów twarzy, którzy przybyli aż ze specjalistycznej kliniki.Co pojedynczy afgański „uchodźca” może zrobić z nożem…”

Od ponad dziesięciu lat polityk i były przewodniczący federalny partii „Die Freiheit”, Michael Stürzenberger, jest głośnym krytykiem islamu, organizując popularne prezentacje i przeprowadzając wywiady uliczne w Monachium w Niemczech. Jego działania często czyniły go celem; muzułmanie i ich dzieci wielokrotnie atakowali go fizycznie za podkreślanie tekstów z islamskich ksiąg religijnych oraz krytykę zachowania i wierzeń ich Proroka. Pomimo tych ciągłych gróźb niemiecki rząd wielokrotnie ścigał Stürzenbergera za „mowę nienawiści”, skutecznie pomagając i podjudzając jego agresorom, zamiast zwracać się do prawdziwych przestępców.

Michael Stürzenberger (59 l.) był przewodniczącym federalnym „Die Freiheit”. Jest członkiem ruchu obywatelskiego Pax Europa (BPE) i autorem blogów krytycznych o islamie

Dziś w Mannheim w Niemczech Stürzenberger został ponownie zaatakowany, tym razem ze śmiertelnym zamiarem. W szokującym ataku dżihadystów został brutalnie pchnięty nożem na wiecu zorganizowanym przez ruch obywatelski Bürgerbewegung Pax Europa (BPE).Wydarzenie, które trwało od 12:00 do 18:00, zakończyło się tragicznie, gdy około godziny 11:30 Stürzenberger został zaatakowany przez 25-letniego afgańskiego migranta Sulaimana A. Policja obezwładniła brodatego napastnika motywowanego religijnie, zadawszy jednak poważne obrażenia członkom BPE w Stürzenbergerm i pozostawiając młodego policjanta walczącego o życie. Wybuchło oburzenie w związku z nieudaną polityką otwartych granic niemieckiego rządu i słabą reakcją policji na atak.

Relacje naocznych świadków i bezpośrednie następstwa

Według relacji naocznych świadków atak był brutalny. Stürzenberger odniósł poważne rany kłute twarzy, z głębokim rozcięciem rozciągającym się od środka twarzy do wargi oraz dodatkowymi ranami kłutymi na nodze.

Widać ranę Stürzenbergera na nodze.

Został przewieziony do kliniki powypadkowej w Ludwigshafen, gdzie zajmują się nim lekarze, w tym ci, którzy leczyli Nikiego Laudę (austriackiego kierowcę wyścigowego) po jego poważnym wypadku w 1976 roku. 59-latek napisał do swoich 7300 obserwujących za pośrednictwem komunikatora „Telegram”, że dwuipółgodzinna operacja w klinice „poszła dobrze”.

Stürzenberger powiedział: „Wielkie podziękowania dla wszystkich zaangażowanych lekarzy, chirurgów, innego personelu medycznego i pielęgniarek. Oraz wszystkim funkcjonariuszom policji i stewardom BPE, którzy odważnie stawili czoła napastnikowi. Mam nadzieję, że policjant, który został dźgnięty nożem w szyję, i wszyscy inni ranni wkrótce wrócą do zdrowia”.

Zwrócił się do swojego kontuzjowanego przyjaciela z BPE w „Telegramie”: „Najlepsze życzenia szybkiego powrotu do zdrowia Moritzowi, który został pchnięty nożem w nogę i musiał przejść operację trwającą dwie godziny, oraz Paulowi, który został ranny w ramię i prawdopodobnie stracił dużo krwi. Odważnie odciągnął ode mnie domniemanego afgańskiego muzułmanina. Bez Paula wszystko mogłoby potoczyć się znacznie gorzej.

Przemoc nie skończyła się na Stürzenbergerze. Funkcjonariusz policji, próbujący chronić ekipę aktywisty, również został pchnięty nożem w plecy i szyję. Lekarze od wielu godzin walczą o życie młodego funkcjonariusza, ponieważ według doniesień „jest on w poważnym niebezpieczeństwie śmierci ”.

Specjaliści z zakresu medycyny sądowej i detektywi z wydziału zabójstw spędzili cały piątek na zabezpieczaniu dowodów z miejsca krwawej zbrodni na rynku. Afgański terrorysta został postrzelony przez policję, ale przeżył strzelaninę i został aresztowany.

 koledzy i cywil opiekują się ciężko rannym policjantem po lewej stronie, pozostali opiekują się zastrzelonym zabójcą (po prawej na zdjęciu)

Rzeczniczka BPE, Stefanie Kizina, wydała oświadczenie w sprawie islamskiego ataku terrorystycznego, którego celem był zabicie Stürzenbergera.

Niepowodzenie interwencji policji

Incydent wywołał oburzenie z powodu braku natychmiastowej reakcji policji. Dziennikarz i działacz polityczny Martin Sellner skrytykował reakcję policji jako „karną”. Zauważył, że napastnikowi udało się dźgnąć Stürzenbergera przez długie 15 sekund, zanim interweniowała policja, a nawet wtedy omyłkowo obezwładnili jednego z pomocników Stürzenbergera zamiast napastnika. Właściwe działania podjęto dopiero po tym, jak napastnik dźgnął funkcjonariusza policji, co wydaje się wskazywać na poważną i znaczącą lukę w zabezpieczeniach i reagowaniu. Co więcej, nagranie wideo ukazuje, że funkcjonariuszkom nie udało się wyciągnąć broni w rozsądnym czasie i nie zareagować na atak terrorystyczny z jakąkolwiek skutecznością.

Reakcje polityczne i oburzenie społeczne

Rainer Wendt, szef związku zawodowego policji, swoim oświadczeniem na Welt.de dolał oliwy do ognia, sugerując, że „prawdopodobnie starło się kilku ekstremistów”. Komentarz ten spotkał się z szeroką krytyką za bagatelizowanie powagi ataku i nieuwzględnienie podstawowego problemu brutalnego ekstremizmu – islamu.

Lewicowe media wykorzystały okazję, aby wybielić islamski atak i oczernić ofiarę, Michaela Stürzenbergera, oraz jego wydarzenie, nazywając je „skrajnie prawicowymi” i innymi lewicowymi oszczerstwami. Sformułowali atak tak, jakby był wymierzony w policję, zamiast uznać go za atak na Stürzenbergera. Nie chcą, żebyście wiedzieli, że na całym Zachodzie ściga się islamskich krytyków i że napastnikiem był wyznawca szariatu muzułmański migrant, który próbował zabić Stürzenbergera za naruszenie islamskich przepisów dotyczących bluźnierstwa. Zgodnie z szariatem ci, którzy obrażają Mahometa lub Allaha, mają zostać straceni, podobnie jak ci, którzy bezczeszczą Koran lub dopuszczają się innych aktów bluźnierstwa. Tradycja ta rozpoczęła się od Mahometa, jak zapisano w hadisach i jego biografach, i ma ona również podstawy w Koranie.

W odpowiedzi na atak regionalne stowarzyszenie AfD (Alternatywa dla Niemiec) w Badenii-Wirtembergii zorganizowało demonstrację solidarności na rzecz Stürzenbergera. Celem wiecu, zaplanowanego na 7 czerwca, jest ukazanie niepowodzeń obecnego rządu w walce z islamskim ekstremizmem i masową migracją. Stephan Brandner, zastępca rzecznika federalnego Alternatywy dla Niemiec, wyraził swój szok i konsternację w związku z atakiem, wzywając do pilnych działań politycznych w celu ochrony obywateli.

Aktywizm i bitwy prawne Stürzenbergera

Stürzenbergerowi nie są obce ataki polityczne i fizyczne ze strony lewicowych rządów, mediów i islamskich zwolenników supremacji. Znany ze swojej niezachwianej ochrony Zachodu i krytyki importu islamskich zwolenników supremacji, stawił czoła licznym atakom prawnym i wyrokom skazującym ze strony państwa niemieckiego. Jego wysiłki obejmują petycję przeciwko budowie meczetu ogarniętego terrorem w Monachium oraz różne wystąpienia publiczne edukujące opinię publiczną na temat zagrożeń ze strony politycznego islamu. Działania te często stawiały go na celowniku zarówno organów prawnych, jak i radykalnych elementów społeczności.

Kłopoty prawne Stürzenbergera świadczą o szerszym problemie w społeczeństwie niemieckim. W sierpniu 2017 r. został skazany za zamieszczenie na Facebooku historycznej fotografii, oskarżony o nawoływanie do nienawiści wobec islamu. Jak  donosi  RAIR, pan Stürzenberger został uznany za winnego i skazany na sześć miesięcy więzienia (bez pozbawienia wolności) za zamieszczenie na swojej stronie na Facebooku zdjęcia wysokiego rangą przywódcy nazistowskiego i Wielkiego Muftiego Jerozolimy. To zdjęcie nie zostało poddane obróbce fotograficznej ani cyfrowo zmienione. Zamiast tego był to prosty historyczny artefakt z II wojny światowej. Prokuratura oskarżyła Stürzenbergera o „podżeganie do nienawiści wobec islamu” i „oczernianie islamu” poprzez publikację tej opartej na faktach fotografii. Jak pokazały prześladowania państwa wobec Stürzenbergera, Niemcy dokładają wszelkich starań, aby wymazać historię nienawidzących Żydów nazistów współpracujących z nienawidzącymi Żydów muzułmanami.

Niedawno groziło mu potencjalne siedem miesięcy więzienia za krytykowanie politycznego islamu na wiecu, a sędzia w jego sprawie stwierdził, że jego uwagi oparte na faktach wywołały u muzułmanów negatywny stres emocjonalny. Zobacz poniższy wywiad, jaki Stürzenberger przeprowadził z popularnym niemieckim vlogerem i aktywistą Oliverem Fleschem, mieszkającym na Majorce, na temat wyroku skazującego. Obejrzyj następujący film przetłumaczony przez RAIR:

W sierpniu 2022 r. RAIR doniósł o kolejnym brutalnym ataku, którego Stürzenberger doświadczył muzułmanów i ich dzieci, tym razem w Gladbeck. Został rzucony na ziemię i uderzony w głowę. Wyjaśnia: „W Gladbeck jest gniazdo os, które kopnęliśmy”.

Godzinami hordy muzułmanów rzucały w niego i osoby obecne na jego prezentacji „jajkami, zapalniczkami i różnego rodzaju twardymi przedmiotami”. Kobieta uczestnicząca w jego przemówieniu również została ranna w wyniku gwałtownego rzucania przez muzułmanina przedmiotami. Kobieta musiała zostać przewieziona karetką do szpitala. Pomimo ciągłych gróźb i przemocy, z jaką się spotyka, rząd spędza więcej czasu na przyłączaniu się do prześladowań, niż na jego ochronie.

Zachodni politycy i media nie chcą zająć się zagrożeniem ze strony islamskiej migracji. Zamiast tego walczą o uciszenie i ściganie takich osób jak Stürzenberger, Geert Wilders z Holandii, Rasmus Paludan w Danii, Éric Zemmour i Marine Le Pen z Francji, niemiecka partia AfD, belgijska partia Vlaams Belang, hiszpańska partia Vox i inni, którzy ujawniają problem.

Niemiecki rząd, podobnie jak inne kraje kontrolowane przez lewicę, nie chce ujawniać konsekwencji swojej polityki otwartych granic. Stürzenberger stale stanowi zagrożenie dla polityki imigracyjnej niemieckiego rządu, skutecznie demaskując radykałów, które w dalszym ciągu importuje. Na przykład RAIR donosił wcześniej, jak pan Stürzenberger rozmawiał z muzułmaninem, który z dumą popiera kary prawne nakładane przez islam za kradzież i cudzołóstwo – siekanie rąk i ukamienowanie. Zobacz poniższy film przetłumaczony przez RAIR

Podczas jednego z publicznych wystąpień Stürzenbergera podkreślił nienawiść, jaką niektórzy islamscy migranci przybywający do Niemiec żywią do Żydów. Niestety, Żydzi i chrześcijanie nie mogą już wychodzić na zewnątrz w Niemczech bez obawy o swoje życie i bycia nękanymi przez tak zwanych wzbogacaczy kulturowych. Obejrzyj następujący film przetłumaczony przez RAIR:

Wezwanie do zmian

Gwałtowny atak dżihadu na Stürzenbergera po raz kolejny uwydatnia pilną potrzebę ponownej oceny niemieckiej polityki imigracyjnej (zwłaszcza imigracji islamskiej) i integracji. Otwarta postawa narodu i brak odpowiedniej reakcji na zagrożenie stwarzane przez islam sprawiły, że obywatele znaleźli się na celowniku brutalnych i seksualnych ataków dżihadu. Ten ostatni incydent terrorystyczny stanowi ponure przypomnienie, że otwarte granice, poprawność polityczna wobec islamu i islamskiej imigracji oraz brak zdecydowanych działań ze strony lewicy będą miały tragiczne konsekwencje.

Ponieważ niemiecki rząd ponownie jest odpowiedzialny za import niebezpiecznych dżihadystów, pozostaje pytanie: czy rząd w końcu podejmie znaczące kroki w celu ochrony swoich obywateli, czy też będzie nadal przedkładał programy polityczne nad bezpieczeństwo publiczne? Atak na Michaela Stürzenbergera powinien być sygnałem alarmowym, którego nie można zignorować. Jednak pomimo codziennych islamskich ataków na niewinnych obywateli, lewicowy rząd w dalszym ciągu importuje muzułmanów, których ideologia stanowi wyraźne i aktualne zagrożenie dla krajów zachodnich, takich jak Niemcy.

Zachód bardzo chce wojny

Ponieważ Zachód tego chce: będzie wojna

Autor: Tom J. Wellbrock freedert/weil-der-westen-es-will-es-wird-krieg-geben

DR IGNACY NOWOPOLSKI JUN 2
 
READ IN APP
 

Argumentacja Zachodu – a także Niemiec – uległa zmianie. Stawia go to w sytuacji, z której nie będzie łatwo się wydostać, nawet gdyby chciał. Możesz się zastanawiać, jaką motywację mają poszczególni uczestnicy, ale z pewnością nie wszyscy działają z tą samą motywacją. To, co ich wszystkich łączy, to nieodpowiedzialność wobec ludzi, którzy nie chcą wojny.

Rosja atakuje świat?

Stopniowo narracja się zmieniała. Choć zwykle mówiono, że obronność Ukrainy łączy się także z obroną zachodniej demokracji, obecnie narracja jest inna. Mówi się teraz o globalnych wpływach Władimira Putina, m.in. w krajach BRICS czy krajach Ameryki Południowej czy Afryki. Wszędzie tam Rosja agresywnie wywiera wpływ, zagrażając w ten sposób Zachodowi i wszystkim jego wielkim wartościom.

Ta historia jest częściowo prawdziwa; Rosja – ale także Chiny – podejmują intensywne wysiłki, aby utrzymać dobre stosunki z wieloma krajami. Dzieje się tak zazwyczaj ze względów ekonomicznych. Cierniem w oku Zachodu jest prawdopodobnie fakt, że te kolaboracje rzeczywiście zasługują na tę nazwę. I oczywiście, że akceptacja Zachodu w coraz większej liczbie krajów zmierza w stronę najniższego punktu, jeśli jeszcze nie został osiągnięty.

Najwyraźniej nawet najgłupsi ludzie nie wierzą już w absurdalne twierdzenie, że Rosja po zwycięstwie nad Ukrainą zmierza w stronę Berlina i innych „głęboko demokratycznych” stolic, i nie trzeba geniusza, aby zrozumieć, że takie próby ekspansji nie leżą w rosyjskim interesie .

Rosyjskie terytorium jest ogromne, jest co robić, rozwijać, uprawiać (w najprawdziwszym tego słowa znaczeniu). Po drugie, ataki na kraje NATO są absurdalne z wojskowego punktu widzenia. Nie bez powodu krytycy NATO wielokrotnie zwracają uwagę, że budżet zbrojeniowy NATO i Zachodu jest wielokrotnie wyższy niż budżet Rosji.

Twierdzenie, że Rosja wywiera wpływy w krajach gdzieś na świecie, wydaje się bardziej wiarygodne dla przygotowującej się do wojny publiczności. Między wierszami widać jednak także, że wpływy Zachodu maleją i to nie Putin jest za to odpowiedzialny, ale kraje Zachodu, które w dużej mierze utraciły zaufanie świata.

Zachód chce wojny

Nawet laik wojskowy może zaryzykować tezę, że zgoda Zachodu na atak Ukrainy na cele wojskowe na terytorium Rosji nie będzie decydujący dla wojny. Brak równowagi pomiędzy siłą Rosji a słabością Ukrainy jest faktem, a ataki Ukrainy na Rosję niewiele lub nic nie robią, aby to zmienić.

Należy jednak podkreślić, że prowokacje Zachodu osiągnęły nowy poziom, ponieważ dla wszystkich musi być jasne, że po raz kolejny została przekroczona czerwona linia. Tak było od czasu pierwszych dostaw kasków czy ciepłych skarpet. To, co Rosjanie są skłonni zaakceptować, jest wielokrotnie sprawdzane. A oni przyjęli już  wiele. Jednakże obecna prowokacja Zachodu jest dla Rosji na tyle poważna, że ​​można sobie wyobrazić poważne konsekwencje.

Zezwolenie na atak na cele rosyjskie prawdopodobnie nie zmieni zasadniczo niczego w przebiegu wojny, dlatego Zachód po raz kolejny będzie musiał szukać sposobów na zmianę tej sytuacji. Swoją rolę odgrywa tu także zachodnia publiczność, której większość i tak nie jest zainteresowana wojną. Ale jeśli trzeba tym zarządzać, teraz jest czas na widoczny sukces.

Zachodnie siły lądowe

W rezultacie może chodzić wyłącznie o wojska lądowe, co do tej pory było absolutnie niewskazane. Ale nie da się rzucić Rosji na kolana środkami militarnymi, wykorzystując ukraińskich żołnierzy, choćby ze względu na fakt, że jest ich naturalnie coraz mniej. W przeciwieństwie do kłamstwa powtarzanego przez Zachód jak koło modlitewne, że wojna i broń zapobiegają śmierci, dość zaskakujące jest to, że jest odwrotnie.

W skrócie: na Ukrainie powoli, ale systematycznie kończą się żołnierze. Nowi sprowadzani są z zagranicy bez skrupułów i bez względu na straty. Żaden Ukrainiec w wieku poborowym nie jest bezpieczny przed powołaniem do wojska, gdziekolwiek by się nie znajdował. Jednak naturalne ograniczenia limitują wybór i można sobie wyobrazić, że żołnierz zmuszony do bycia żołnierzem może nie walczyć z pełnym zaangażowaniem, jeśli nawet nie zmieni strony.

Droga do wojsk lądowych NATO nie jest daleka, a żołnierze noszący mundury NATO i tak zostali niedawno zdemaskowani lub zabici. W Rosji powszechnie wiadomo, że NATO od dawna maczało palce w tej grze na różne sposoby, ale jak dotąd nic nie było w tej sprawie oficjalnego stanowiska, a w razie wątpliwości tłumaczono się tym, że nic o tym nie wiedzieli i umywali ręce w niewinności.

W przypadku oficjalnych oddziałów lądowych sytuacja zmieniłaby się radykalnie. Zmiana ta miałaby konsekwencje, których żadna racjonalna osoba normalnie nie rozważyłaby jako opcji. Ale rozum już dawno opuścił głowy zachodnich przywódców.

Zagrożenie nuklearne

Trzeba zdać sobie sprawę, o czym tu mówimy: Zachód nie jest w stanie deeskalować wojny na Ukrainie. Po ponad dwóch latach nieprawdziwych twierdzeń, że Putin w ogóle nie chce negocjować, i tutaj ton się zmienił. Teraz oferty negocjacyjne Putina nagle stały się „retoryką wojenną”, po prostu zwodami, których nie można traktować poważnie. Putin może więc zrobić, co chce, ale jego oferta zawsze zostanie odrzucona.

Jeżeli – a do tego to się sprowadza – na Ukrainę zostaną wysłane wojska lądowe, karty zostaną przetasowane. W zależności od liczby rozmieszczonych żołnierzy i ich wyposażenia, w połączeniu z rozmieszczeniem zachodniej broni dalekiego zasięgu, scenariusz sprowadza się do tego: w pewnym momencie Rosja będzie zbyt wyczerpana, aby kontynuować walkę.

Natomiast wszystkie kraje NATO wspólnie mogą prowadzi do kolejnego poziomu eskalacji: bomby atomowej.

Długotrwała retoryczna prowokacja, jakoby Putin jedynie groził i nie zdetonuje bomby atomowej w samoobronie, jest wystarczająco zła i nieodpowiedzialna.

Gdyby prezydentem był ktoś inny na Kremlu, zareagowałby znacznie bardziej energicznie niż Putin kilka miesięcy temu, a bomba atomowa mogłaby zostać zdetonowana dawno temu. Putin jest na tyle rozważny, że nie reaguje na takie prowokacje.

Wątpliwe jest, czy Zachód jest świadomy niebezpieczeństwa, jakie stwarza tu i teraz, i należy się obawiać, że przynajmniej część Zachodu i osoby odpowiedzialne nie są świadome tego niebezpieczeństwa lub poważnie wierzą, że odniosą zwycięstwo i suchą nogą wyjdą z tego konfliktu. Ich głupota, żądza władzy i ich niemal paranoiczna  nienawiść do Rosji są i będą zagrażać życiu milionów ludzi. W najprawdziwszym sensie, jaki można sobie wyobrazić.

Sunday Strip: The Winning Hand – A republic if you can keep it. MEMy.

Sunday Strip: The Winning Hand – 

A republic if you can keep it.

ROBERT W MALONE MD, MS JUN 2
 
READ IN APP
 























Note that this was first published in 2022, and yet it is still current.








Our newest episode of FallOut is available.

FALLOUT

“The Surprising Ways That Low Testosterone Affects Men” 

The Full Episode

This week’s trailer:


On the plane and on our way home from Geneva!

See you on the other side of the Atlantic!

Uniwersytet Chicago nie da dyplomów czterem absolwentom – uczestnikom pro-palestyńskich protestów

Uniwersytet Chicago nie da dyplomów 4 absolwentom – uczestnikom pro-palestyńskich protestów

28 maja 2024 Autor:bwyderka uniwersytet-chicago-nie-da-dyplomow-uczestnikom-propalestynskich-protestow

Niedługo po zdaniu egzaminów końcowych Youssef Hasweh i trzej inni studenci zostali poinformowani drogą mailową przez władze Uniwersytetu Chicago, że ich stopnie naukowe zostaną wstrzymane do czasu rozstrzygnięcia szkolnego procesu dyscyplinarnego związanego z ich udziałem w obozowisku na pro-palestyńskim kampusie w Hyde Parku.

W piątkowym e-mailu Jeremy Inabinet, prodziekan ds. studentów, napisał do czwórki absolwentów, że nadal będą mogli uczestniczyć w uroczystościach zakończenia roku akademickiego i innych wydarzeniach kończących rok, ale ich uzyskanie stopnia naukowego zostanie wstrzymane do czasu zakończenia postępowania.

„Ostatnie protesty na kampusie przyniosły wiele formalnych skarg, w których zarzucano studentom naruszenie zasad uniwersytetu, w tym poprzez zakłócanie porządku” – stwierdziły władze uniwersytetu w niedzielnym oświadczeniu. „W przypadku skierowania takich skarg do Komisji Dyscyplinarnej przyznanie stopni naukowych może zostać wstrzymane do czasu rozstrzygnięcia sprawy, aby umożliwić pełny proces”.

Proces dyscyplinarny na uczelni obejmuje etap ustalania faktów, przesłuchanie przez komisję złożoną z pracowników uczelni w celu omówienia zarzutów pomiędzy osobą, która złożyła skargę, a oskarżonym, a ostatecznie kończy się głosowaniem komisji w sprawie nałożenia sankcji. Szkolne wytyczne dyscyplinarne nie wskazują harmonogramu, więc nie było od razu jasne, kiedy zostaną podjęte ustalenia w sprawach studentów.

Możliwe sankcje mogą mieć formę ostrzeżeń, zawieszenia, utraty dostępu do niektórych budynków lub wydalenia.

Studenci mają 15 dni od otrzymania powiadomienia o wyniku postępowania, na zakwestionowanie go, przy czym może to nastąpić wyłącznie w przypadku pojawienia się nowych informacji lub nieprawidłowego przeprowadzenia procedury ustalonej przez uniwersytet.

Jeżeli rozprawa nie została wyznaczona przed ukończeniem studiów, „dziekan ds. studentów lub kierownik wydziału Ogólno-uniwersyteckiej Komisji Dyscyplinarnej ma swobodę i władzę decydowania o tym, czy oskarżony student może otrzymać stopień naukowy i/lub uczestniczyć w zakończeniu”, zgodnie z polityką uczelni.

Likwidacja propalestyńskiego obozu studentów na Uniwersytecie Chicago, 7 maja, fot. Jacek Boczarski.

Youssef Hasweh, która ma rodzinę na Zachodnim Brzegu, stoi obecnie w obliczu drugiej sprawy dyscyplinarnej w szkole związanej z propalestyńskimi protestami, które miały miejsce na kampusach uniwersyteckich w całym kraju i doprowadziły do przesłuchań w Kongresie.

W październiku znalazł się wśród ponad 20 studentów i wykładowców aresztowanych podczas protestu okupacyjnego w biurze rekrutacji szkoły, gdy domagali się publicznego spotkania z rektorem uniwersytetu Paulem Alivisatosem, w sprawie finansowania szkoły przez Izrael.

„Czy aresztowanie mnie nie wystarczyło?” – zapytał Hasweh. „Czy inwestowanie w wymordowanie mojej rodziny w Palestynie nie wystarczyło?”

Youssef Hasweh uważa, że przesłany e-mail stanowi próbę „odstraszenia” ludzi, aby przestali protestować na terenie kampusu, mimo że szkoła reklamuje się jako bastion wolności słowa.

„Stopnie i sankcje nie mają znaczenia” – stwierdził Hasweh. „Zrobiłbym to jeszcze sto razy, gdyby to oznaczało, że mogę w jakiejś mierze walczyć o ludzi”, którzy nie mogą już zdobywać stopni naukowych.

Źródło: suntimes

Poznań: 11-latek z Ukrainy zaatakował fletem nauczycielkę muzyki. I dokopał jej, j…Ляшкe проклятoй

Poznań: 11-latek z Ukrainy zaatakował fletem nauczycielkę muzyki

Daniel Głogowski 2 czerwca 2024 zaatakowal-fletem-nauczycielke-muzyki

W poniedziałek, 27 maja, w Szkole Podstawowej nr 23 im. gen. Józefa Bema w Poznaniu 11-letni uczeń narodowości ukraińskiej zaatakował fletem nauczycielkę na lekcji muzyki. Informację tę przekazał lokalnej prasie znajomy poszkodowanej nauczycielki.

POLECAMY: Dwunastoosobowa grupa Ukraińców zaatakowała polską młodzież na Bulwarach Wiślanych [VIDEO] – Aktualizacja

Jak podaje portal „epoznan” nauczycielka udała się na obdukcję oraz zgłosiła sprawę odpowiednim służbom, co potwierdził nadkomisarz Maciej Święcichowski z biura prasowego wielkopolskiej policji.

Podczas zajęć nauczycielka została uderzona fletem przez jednego z uczniów, została również przez niego kopnięta. Cała sytuacja została zgłoszona policjantom, policjanci przyjechali na miejsce. Z tego zdarzenia została sporządzona notatka, która zostanie przekazana do sądu rodzinnego i to sąd będzie decydował, co dalej będzie się w tej sprawie działo – mówi Święcichowski.

Przypominamy, że w myśl prawa polskiego dzieci poniżej 13. roku życia nie są prawnie odpowiedzialne za popełnione przestępstwa. Sąd rodzinny może jednak nałożyć środki wychowawcze, takie jak upomnienie, nadzór odpowiedniej organizacji lub kuratora sądowego. Jedenastolatek pochodzi z Ukrainy.

Dyrekcja szkoły zapowiedziała organizację lekcji wychowawczych.

Zastępca dyrektora Wydziału Oświaty Urzędu Miasta Poznania, Wiesław Banaś, poinformował portal „epoznan”, że do szkoły wezwano rodziców ucznia. Dyrekcja utworzyła zespół do zbadania sprawy i zapewniła wsparcie psychologiczno-pedagogiczne nauczycielce, uczniowi, jego rodzicom oraz świadkom zdarzenia. Wychowawcy mają przeprowadzić lekcje dotyczące relacji międzyludzkich oraz poszanowania godności i nietykalności osobistej.

[Zamiast wyrzucić gnoja, bandytę ze szkoły – z wilczym biletem !! M.D.]

Trzaskowski, opanuj swą furię: Ulicami polskich miast, miasteczek i wsi przeszło ponad 10 000 procesji Bożego Ciała.

Ordo Iuris, Centrum Życia i Rodziny
 
Szanowny Panie,
w jeden dzień ulicami polskich miast, miasteczek i wsi przeszło ponad 10 000 procesji Bożego Ciała. To wydarzenie nie wynikało z wyborczych kampanii ani politycznych zmagań. Miliony Polaków – jak co roku – wyszło na ulice swych parafii, by uczcić Boga skrytego w Hostii, by dać publiczny wyraz swojej wierze.
Na straży naszej wolności publicznego wyznawania wiary stoi nie tylko prawo naturalne, ale także Konstytucja Rzeczypospolitej. Dzisiaj ta szczególna wolność wymaga od nas osobistego zaangażowania.
Obecność krzyża w przestrzeni publicznej stała się celem ataku Prezydenta Warszawy.Po huraganowej krytyce ze strony obywateli, Kościoła, a nawet liberalnych dziennikarzy, Rafał Trzaskowski zaczyna się tłumaczyć, ale wciąż podtrzymuje swoje zarządzenie. Nadal stoimy wobec ryzyka rozlania się bezprawnego ataku na wiarę na inne miasta i gminy Ojczyzny.
Dlatego dziś zwracamy się do Pana wspólnie – jako Instytut Ordo Iuris oraz Centrum Życia i Rodziny – z prośbą o Pana osobiste zaangażowanie w konkretne działania zmierzające do obrony naszej polskiej i chrześcijańskiej tożsamości oraz wolności wyznawania wiary.
Chcemy zachęcić Pana do podjęcia następujących, precyzyjnie zaplanowanych działań:
Podpisania Petycji na stronie NieZdejmujKrzyza.pl
Złożenia skargi do Urzędu Miasta Stołecznego Warszawy na bezprawną decyzję Rafała Trzaskowskiego, ograniczającą wolność wyznania warszawskich urzędników’
Dołączenia do zbiórki podpisów pod Obywatelską Inicjatywą Uchwałodawczą „Stań w obronie Krzyża”, która zmusi Radę Warszawy do poddania sprawy zdjęcia krzyży głosowaniu (pod projektem mogą podpisać się tylko osoby pełnoletnie, zameldowane w Warszawie lub wpisane do Centralnego Rejestru Wyborców w Warszawie).
Ogromne znaczenie będzie miało też udzielenia wszelkiego finansowego wsparcia, kluczowego dla mobilizacji opinii publicznej oraz zapewnienia profesjonalnej, prawnej obrony wolności wiary w Polsce. Nasza praca jest możliwa tylko dzięki wsparciu ludzi takich jak Pan.Nasz zespół ekspertów nie tylko zadba o nagłośnienie Pana sprzeciwu, ale także udzieli wszystkim uprawnionym pomocy prawnej w zaskarżeniu zarządzeń Prezydenta Warszawy i zadba o to, by polityczny koszt ataku na konstytucyjne wolności zniechęcił potencjalnych naśladowców.Wolności i prawa, których nie ocalimy dzisiaj, zostaną zapomniane w świecie naszych wnuków.
Prezydent Warszawy Rafał Trzaskowski 8 maja tego roku podpisał zarządzenie, które wprowadza między innymi:
– zakaz eksponowania symboli religijnych na ścianach urzędów;- zakaz eksponowania symboli religijnych na biurkach urzędników;
– nakaz używania języka ideologii gender w rozmowach z petentami.
Gdy informacja o tej skandalicznej decyzji władz Warszawy, przekraczającej nawet standardy liberalnych państw Europy, przedostała się do mediów, zareagowaliśmy natychmiast podejmując szereg kroków prawnych oraz komunikacyjnych, które już przynoszą efekty.
Przede wszystkim nagłośniliśmy sprawę w mediach, docierając niemal do wszystkich katolickich mediów w Polsce. Uruchomiliśmy internetową petycję, wzywającą Prezydenta Warszawy do poszanowania polskiej konstytucji i wycofania się z bezprawnego zarządzenia ograniczającego wolność sumienia i wyznania warszawskich urzędników. Pod petycją podpisało się już ponad 43 000 Polaków!
Prawnicy Instytutu Ordo Iuris w ekspresowym tempie przygotowali zawiadomienie o podejrzeniu popełnienia przez Rafała Trzaskowskiego przestępstwa z art. 231 kodeksu karnego (czyli nadużycia uprawnień przez funkcjonariusza publicznego) oraz wzór skargi, którą każdy może przesłać do warszawskiego urzędu. Zaoferowaliśmy także bezpłatne wsparcie prawne wszystkim pracownikom warszawskich urzędów, których konstytucyjnie chronione prawa zostały pogwałcone.
Nasza praca ma wielki sens!Dziś widać wyraźnie, że te działania miały wielki sens i przynoszą owoce. Już kilka godzin po nagłośnieniu sprawy, Rafał Trzaskowski został zmuszony do tłumaczenia się ze swojej decyzji a w tym tygodniu rzeczniczka prasowa warszawskiego ratusza Monika Beuth zapewniła, że „po wydaniu zarządzenia żadne krzyże nie zostały w budynkach urzędu zdjęte i nie będą zdjęte (…) Nikt nie będzie do nikogo przychodził i zabierał mu krzyży”.
Co z tego, skoro zarządzenie wprost przewidujące usuwanie krzyży, wciąż obowiązuje!
Słowa Prezydenta Warszawy pokazują jednak, jak ważna jest społeczna presja. Władze Warszawy przestraszyły się wielkiego, masowego sprzeciwu katolików i zostały zmuszone do tłumaczenia się z własnych decyzji.
A sprzeciw Polaków – także dzięki naszej wspólnej pracy – był naprawdę nadzwyczaj szeroki. Zdecydowany głos w obronie krzyża wybrzmiał ze strony kard. Kazimierza Nycza. Tuż po decyzji Prezydenta Trzaskowskiego warszawski metropolita wskazał, że ta decyzja to próba zaprowadzania „urawniłowki” – niesprawiedliwej komunistycznej praktyki ujednolicania rzeczywistości. Z kolei w czwartek, podczas centralnej procesji Bożego Ciała w Warszawie, zwrócił uwagę, że „nie przekreślają świeckości państwa ani znaki religijne, ani krzyże. Nie chcemy powrotu do złej przeszłości, tym bardziej, że dziś nikomu w naszym podzielonym społeczeństwie nie potrzeba nowych wojenek i podziałów” oraz że „powinniśmy i możemy publicznie wyznawać swoją wiarę, nikogo nie obrażając, nikomu nie przeszkadzając”.
Decyzję Rafała Trzaskowskiego skrytykowała nawet Gazeta Wyborcza, która cytowała w swoim artykule jedną z warszawskich urzędniczek mówiącą o tym, że po nagłośnieniu całej sprawy „wiele pracowniczek magistratu zaczęło w widocznych miejscach nosić przypinki z Matką Boską”, by pokazać swój jawny sprzeciw wobec tej decyzji oraz jedną z anonimowych posłanek Koalicji Obywatelskiej, która stwierdziła, że „warszawski ratusz niczego się nie nauczył po dzikiej awanturze wokół Karty Praw Osób LGBT” i ujawniła, że choć oficjalnie politycy Koalicji Obywatelskiej dostali polecenie, by stać murem za Trzaskowskim, to wielu z nich nie zgadza się na wojnę z krzyżem.
Postępowanie Trzaskowskiego skrytykowali nawet kibice Legii Warszawa, którzy wywiesili w trakcie meczu wielki transparent z hasłem „Trzaskowski łapy precz od krzyża” oraz… Elon Musk – najbogatszy człowiek świata, właściciel firm Tesla, SpaceX i portalu X, który napisał w mediach społecznościowych, że Polska „bezwstydnie kopiuje głupie rzeczy z Ameryki”.
To nie koniec walki. Musimy wzmocnić naszą presję!
Przytoczone powyżej zapewnienia rzeczniczki warszawskiego ratusza o tym, że żadne krzyże nie będą zdejmowane ze ścian warszawskich urzędów pokazują, że Rafał Trzaskowski ugiął się pod skalą tej masowej krytyki, ale nie oznacza to, że możemy ogłosić sukces. Wręcz przeciwnie – walka dopiero się zaczyna!Zarządzenie wciąż jest obowiązującym dokumentem a medialne zapewnienia Rafała Trzaskowskiego i Moniki Beuth są… sprzeczne z jego treścią. Bo dokument stwierdza jasno i wyraźnie, że na ścianach urzędów i biurkach urzędników nie ma miejsca na symbole religijne.Dlatego nie możemy spocząć na laurach.
 Musimy doprowadzić tę sprawę do końca i zmusić Rafała Trzaskowskiego do wycofania zarządzenia. Aby tego dokonać, zainicjowaliśmy kolejne kroki prawne i komunikacyjne. Już w najbliższą niedzielę w dwóch katolickich tygodnikach pojawi się reklama naszej akcji, zachęcająca do podpisania petycji do Rafała Trzaskowskiego oraz do uczestnictwa w warszawskim Marszu dla Życia i Rodziny, który będzie doskonałą okazją do tego, by się policzyć i pokazać politykom, jak wielką siłą są obrońcy klasycznych, fundamentalnych wartości naszej cywilizacji i jej chrześcijańskiego dziedzictwa.
W tym tygodniu wydrukowaliśmy także 100 000 ulotek, które udostępniliśmy warszawskim parafiom, by mogły trafić na stoliki z prasą katolicką w każdym z warszawskich kościołów. Dzięki temu, co najmniej kilkadziesiąt tysięcy Warszawiaków, który byli w warszawskich kościołach na uroczystości „Bożego Ciała”, mogło wrócić do domu z naszą ulotką. To doskonały sposób nagłośnienia problemu oraz zwiększenia presji na Rafała Trzaskowskiego.
Oprócz presji ze strony katolików – chcemy, by Rafał Trzaskowski został wezwany do wycofania zarządzenia także przez radnych Miasta Stołecznego Warszawy. W tym celu przygotowaliśmy projekt uchwały, który w drodze obywatelskiej inicjatywy uchwałodawczej zamierzamy przedstawić warszawskim radnym. 
W ubiegłym tygodniu poinformowaliśmy Przewodniczącą Rady Miasta Stołecznego Warszawy o utworzeniu Komitetu Inicjatywy Uchwałodawczej „Stań w obronie krzyża” i poprosiliśmy naszych sympatyków o zbieranie podpisów pod inicjatywą.
Aby projekt trafił do Rady Miasta, potrzebujemy co najmniej 300 podpisów. Zaledwie w ciągu tygodnia kartę do zbierania podpisów pobrało z naszej strony już… 397 osób. To oznacza, że niemal na pewno uda nam się uzbierać wymagane 300 podpisów.
Bardzo nam jednak zależy, by było ich dużo więcej. Im więcej Warszawiaków podpisze się pod tą inicjatywą, tym większą presję wywrzemy zarówno na radnych, jak i na samego Prezydenta Warszawy. A jak widać skala tej presji ma niebagatelne znaczenie dla rezultatu trwającej bitwy o krzyż i wolność religijną w Polsce.
Nie ulega wątpliwości, że od naszego sukcesu w tej konkretnej sprawie będzie zależeć przyszłość całej Polski. Jeśli krzyże zaczną znikać ze ścian warszawskich urzędów, a ich pracownicy będą zmuszani do ukrywania własnej wiary, to możemy ze stuprocentową pewnością przewidzieć, że za przykładem Warszawy pójdą kolejne miasta… a ostatecznie podobne decyzje zostaną podjęte na gruncie prawa krajowego. Broniąc teraz krzyża, powstrzymujemy kolejne ataki na wolność wyznania w Polsce. A jesteśmy przecież świadomi, że „opiłowywanie katolików” jest żywym postulatem wśród wielu polskich polityków.
Będziemy Panu wdzięczni za wszelkie okazane nam wsparcie finansowe, bez którego nie będziemy w stanie kontynuować tak szerokiej aktywności – na takie wielu frontach jednocześnie. Dziś nikt poza Ordo Iuris i Centrum Życia i Rodziny nie jest w stanie podjąć się tak sprawnej, wielotorowej aktywności prawno-komunikacyjnej, zapewniającej tak kluczową dziś skuteczność.

Serdecznie pozdrawiamyAdw. Jerzy Kwaśniewski - Prezes Instytutu Ordo Iuris, Marcin Perłowski - Dyrektor Centrum Życia i RodzinyP.S. Gdy kilka tygodni temu informowaliśmy o zjednoczeniu Instytutu Ordo Iuris z Centrum Życia i Rodziny, przekonywaliśmy, że dzięki połączeniu pracy prawnej, interwencyjnej i analitycznej ekspertów Ordo Iuris oraz zdolności komunikacyjnych, organizacyjnych i społecznościowych Centrum Życia i Rodziny, będziemy w stanie zdecydowanie zwiększyć skuteczność podejmowanych interwencji i wpływ na otaczającą nas rzeczywistość. Dziś widać wyraźnie, jak ważna i skuteczna jest nasza wspólna praca i dlaczego połączenie naszych organizacji może być tak owocne dla obrony naszych wartości w całej Polsce. Nie byłoby to jednak możliwe bez wsparcia ludzi takich jak Pan, za co serdecznie Panu dziękujemy.
Działalność Instytutu Ordo Iuris możliwa jest szczególnie dzięki hojności Darczyńców, którzy rozumieją, że nasze zaangażowanie wymaga regularnego wsparcia.
Ustaw stałe zlecenie i dołącz do naszej misji.
Dołączam do Kręgu Przyjaciół Ordo Iuris
 Instytut na rzecz Kultury Prawnej Ordo Iurisul. Zielna 39, 00-108 Warszawa+48 793 569 815 www.ordoiuris.pl

Znów dają 100 mln euro Ukrainie. Polska przygotuje kolejny, 45-ty „pakiet pomocowy”.

100 mln euro dla Ukrainy. Polska przygotuje kolejny pakiet pomocowy

https://pch24.pl/100-mln-euro-dla-ukrainy-polska-przygotuje-kolejny-pakiet-pomocowy


Minister spraw zagranicznych Radosław Sikorski powiedział w piątek w Pradze, że Polska przygotowuje 45. pakiet pomocy dla Ukrainy, a każdy z poprzednich pakietów miał wartość ok. 100 mln euro. „Gdyby inni wzięli z nas przykład, Ukraina mogłaby przejść do ofensywy” – podkreślił.

Szef polskiej dyplomacji uczestniczy w Pradze w nieformalnym spotkaniu ministrów spraw zagranicznych NATO. Przed rozpoczęciem drugiego dnia rozmów powiedział, że Polska przekazała dotąd Ukrainie około 4 mld euro samej pomocy wojskowej.

Odpowiadając na pytanie o zablokowanie przez Węgry ósmego pakietu refundacji UE dla krajów za pomoc dostarczoną Ukrainie oraz o kontakty z ministrem spraw zagranicznych Węgier Peterem Szijjarto, Sikorski powiedział: „Jesteśmy zmęczeni ich wymówkami”. W kontekście polityki Węgier wobec Ukrainie ocenił, że „sprawy bilateralne należy rozwiązywać bilateralnie, a Europa nie może być ich zakładnikiem”.

Szef MSZ zdecydowanie opowiedział się za możliwością wykorzystywania przez Ukraińców broni bez żadnych ograniczeń. „Życzymy Ukrainie zwycięstwa. Życzymy jej pełnego odzyskania wszystkich okupowanych terytoriów” – powiedział Sikorski i dodał, że prawo wojenne określa cele, które może atakować ukraińska armia.

PAP

magis31 maj 2024

To rozdawnictwo tylko pokazuje, że Polskę było stać na wspieranie polskich rodzin. Ale po co? A niech się rujnują i wyniszczają biorąc kredyty i spłacając je przez 30 lat. Potem biadolenie, że dzieci się nie rodzą. Polska ma być podległa bo tak chcą „wielcy” tego świata. Ostatecznie ma być starta. Rządzą nami dranie.

iksde31 maj 2024

Czterdziesty piąty pakiet pomocowy, powiadasz Pan?

To może najwyższa pora wystawić rachunek: na przykład Zakarpacie.

I proszę się nie oburzać – jak Grecja popadła w długi, to Niemcy również rozliczyli się z nimi w naturze (ziemia, porty lotnicze, itd.).

szpulas1131 maj 2024

jaka zmiana, 🙂 pierwszy raz obecny rzád transparentnie/ jawnie i otwarcie/ mowi co zrobi z pieniédzmi zabranymi Polskim emerytom. Jakas taka zbieznosc w czasie

Böno31 maj 2024

To nie Ukraina powinna przejść do ofenzywy, tylko obywatele powinni wyjść na ulice i obalić ten rząd z jego głupimi antypolskimi decyzjami. Nie jesteśmy krajem tak bogatym, by rozdawać setki milionów na podtrzymwanie wojny, która jest przegrana i na wspieranie oligarchów. Niech oligarchowie płacą za swoją wojnę. To nie nasza wojna i nie nasza sprawa. To ostatni dzwonek na działanie, bo za chwilę będzie za późno i nasi rządzący wepchną nas na siłę do wojny, która przeniesie się na nasze terytorium. Bierzmy przykład z Węgier, którzy są bardzo rozstropni w tej całej sytuacji.

xmx31 maj 2024

Thank you Radek, ja bym dał Ciebie w darze do rządu U. przecież już tam działał ten transatlantycki Gruzin, będzie jeszcze bardziej demokratycznie i europejsko

ps. dziś mijały mnie na A4 kolejne drogie fury na blachach z tego „pogrążonego w wojnie i chaosie” kraju, aż chciałem chwycić za telefon i zasilić czym prędzej blikiem jakąś szczytną zbiórkę na U.

Dość31 maj 2024

Prąd w gore leki w górę kolejki do lekarzy niedofinansowana edukacja służba zdrowia ale co tam ukraincom znowu damy

Ojciec:  Miała na imię Klementynka. Była piękna. Zostało mi po niej zdjęcie z USG…

RatujŻycie.pl

Szanowny Panie, Drogi Obrońco Życia Dzieci!

Cierpiący ojciec abortowanej córki. Czy może być bardziej rozdzierający widok? Ja długo nie mogłam dojść do siebie, gdy zobaczyłam wypowiedź mężczyzny, którego dziewczyna pojechała na aborcję w piątym miesiącu ciąży

Zapraszam na nowy odcinek z serii „Pro-life bez cenzury”, w którym Laura Lipińska mówi, dlaczego mężczyźni muszą bronić dzieci przed aborcją. W tym video zobaczy Pan wypowiedź człowieka, który stracił córkę poprzez aborcję. Miała na imię Klementynka. Była piękna. Zostało mi po niej zdjęcie z usg… – mówi osamotniony ojciec. To wstrząsający materiał. 

Jeśli uważa Pan, że to ważne, aby ludzie zobaczyli, jak cierpi ojciec po aborcji, bardzo proszę o:

– przesłanie tego nagrania dalej – do Znajomych, Rodziny, swojej Wspólnoty. 

– wrzucanie linka do nagrania na swoje media społecznościowe

Niech ludzie się dowiedzą.

Serdecznie Pana pozdrawiam,

Kaja Godek
Kaja GodekKaja Godek
Fundacja Życie i Rodzina
www.RatujZycie.pl

PS – Nagrania „Pro-life bez cenzury” powstają dzięki hojności Darczyńców Fundacji Życie i Rodzina. Dziękuję za każde przekazane wsparcie, bo umożliwia ono produkcję kolejnych odcinków.

WSPIERAM

NUMER RACHUNKU BANKOWEGO: 47 1160 2202 0000 0004 7838 2230
NAZWA ODBIORCY: FUNDACJA ŻYCIE I RODZINA
TYTUŁEM: DAROWIZNA NA CELE STATUTOWE
DLA PRZELEWÓW Z ZAGRANICY:
IBAN:PL 47 1160 2202 0000 0004 7838 2230
KOD SWIFT: BIGBPLPW

MOŻNA TEŻ SKORZYSTAĆ Z SYSTEMÓW DO SZYBKICH PRZELEWÓW, BLIKA LUB PŁATNOŚCI KARTAMI POD LINKIEM: https://ratujzycie.pl/wesprzyj/

RatujŻycie.pl

Postępy eutanazji w „Europie”: duszą poduszką.

Horror w Belgii. Podali za mało środków, więc dokończyli eutanazję poduszką

Redakcja 8 września 2023 afirmacja

Fot. Shutterstock/Abul Husein Photography

Według doniesień portalów 7sur7 i RTL Info, wykonawcy eutanazji nad 36-letnią Alexiną z Oupeye w północnej Belgii użyli poduszki, aby zakończyć jej życie. Okazało się, że podano jej niewystarczającą dawkę środków mających zakończyć jej życie.

Zdarzenie miało miejsce w zeszłym roku. Według relacji mediów, kobieta z Oupeye, która cierpiała na raka, podjęła decyzję o zakończeniu swojego życia. Eutanazja miała zostać przeprowadzona pod koniec marca 2022 roku w jej własnym mieszkaniu przez lekarza oraz dwie pielęgniarki.

Makabryczne. Mordercy.

Według informacji zawartych na stronie 7sur7, procedura nie przebiegła zgodnie z planem, ponieważ dostępne środki do zakończenia życia okazały się niewystarczające, co zmusiło “wykonawców” do skorzystania z poduszki.

– To, co się wydarzyło, nie jest eutanazją. Określanie tej okropnej sytuacji w ten sposób dewaluuje gest eutanazji, jakim jest towarzyszenie człowiekowi do końca bez bólu – skomentował sprawę belgijski lekarz i polityk Jacques Brotchi, cytowany przez stację RTL Info.

Media podają, że prokuratura została poinformowana o tym incydencie dopiero dwa dni przed planowanym pogrzebem. Lekarz sądowy, który badał zwłoki, stwierdził, że ich stan “wskazywał na oznaki uduszenia”. Partner zamordowanej kobiety złożył skargę do prokuratury w Liège i wniosła pozew sądowy przeciwko lekarzowi oraz dwóm pielęgniarkom, które przeprowadzały eutanazję. “Prześladuje mnie płacz i krzyk Alexiny” – powiedział dziennikowi “Le Soir”.

Tolerancja Tuska

1 czerwca 2024 r. | Nr 22/2024 (674)
mtodd

Tolerancja Tuska
       Szanowni Państwo!  Najwięcej tolerancji wymaga głupota. Mądrość nie wymaga jej wcale. Podobnie sprawa ma się z lenistwem, w tym umysłowym. Dawniej było ono naganne, teraz jest gloryfikowane. Leniowi należało się, co najwyżej współczucie, albo pogarda, obecnie wymaga on podziwu otoczenia. O zboczeniach wszelakich nie ma co wspominać, bo ich przejaw „nobilituje” od dawna. Ciekawe, kiedy powstanie pierwszy pomnik wielkiego, genialnego homoseksualisty?

       Dureń i leń niczego nie zbudują, za to świetnie nadają się do destrukcji wszelakiej. Lenia, lub durnia wystarczy postawić na czele resortu, który ma popaść w ruinę. Rusko-pruscy lobbiści dokładnie wiedzą, co należy w Polsce uziemić, a Gubernator „Generalnej Guberni” wykona to bez zmrużenia oka. Od tego tu jest.
       Tolerancja Tuska jest specyficzna, trwa do momentu, kiedy uzna on, że czas przydzielić nieudacznikowi nową rolę. Jest nią rola kozła ofiarnego. Uważajcie barany, żeby nie stać się kozłami.
Z pozdrowieniami
Małgorzata Todd
PS. Zasady prawdziwej, nie tej udawanej, tolerancji powinno znać każde dziecko, nie tylko od święta (Dziecka 1 czerwca).

Zmiana formatu wojny proxy NATO z Rosją prowadzi na skrajnie niebezpieczne manowce

Zmiana formatu wojny proxy NATO z Rosją prowadzi na skrajnie niebezpieczne manowce

Być wolnym to móc nie kłamać. A.Camus

DR IGNACY NOWOPOLSKI JUN 1
READ IN APP

Najdziwniejszą i zarazem prawdopodobnie najniebezpieczniejszą cechą światowej polityki ostatnich lat jest zasadniczy brak wykształcenia zachodnich „przywódców”.  Zachód zapomniał o historii.  Ale to drobnostka na tle faktu, że ludzie podejmujący dziś decyzje po obu stronach Atlantyku szybko zapominają nawet bardzo niedawne wydarzenia, w których sami byli bezpośrednimi uczestnikami – i oczywiście nie wyciągają z nich żadnych wniosków.

W tej chwili Unia eskaluje retorykę  militarną na nowy skrajnie niebezpieczny poziom.

Powód tak dobrze skoordynowanej kampanii informacyjno-politycznej jest prosty: ZACHODNI TOTALITARYZM.

W „bloku sowieckim” wszystko odbywało się pod dyktando Kremla i „rozkazy” przepływały, jak w wojsku:  od naczelnego dowództwa do szeregowców.  W takim systemie nietrudno było, nawet niezbyt inteligentnym obywatelom, przejrzeć poprzez zasłonę propagandy i skonstatować  komunistyczny TOTALITARYZM.

Zachodnie Imperium Kłamstwa jest znacznie lepiej przygotowane do działań propagandowych, niż ZSRR.

Na Zachodzie króluje „pluralizm”:

·     W polityce: jest multum „partii politycznych”, diametralnie różniących się sloganami wyborczymi i ostrą krytyką swych „politycznych przeciwników”, ale niezmiennym pozostaje imperatyw „porozumienia ponad podziałami”.  Tak było w Polsce lat 90-tych, kiedy to normą było dążenie do członkostwa w UE i „gospodarka wolnorynkowa”. Tak jest teraz, gdy wymogiem dnia jest konieczność zniszczenia Rosji.

·     W mediach: których różnorodne tytuły, o różnorakich wizualnych emblematach (to drugie z myślą o tych najgłupszych odbiorcach) prezentują swoje autentycznie unikalne przemyślenia. Co prawda należą one do zaledwie kilku globalnych holdingów, ale odbiorca nie ma o tym pojęcia. Tu spoiwem jest natomiast „zrozumienie”, że jeśli wszystkie one dochodzą niezależnie do identycznych wniosków, musi to być dowodem na „oczywistą prawdę”.

Podobne „pluralistyczne” modele, działają we wszystkich innych dziedzinach funkcjonowania „wspaniałego Zachodu”.

Ponieważ nie wchodzą one w zakres tematyczny tego artykułu, to je pominę, dając tylko jeden obrazowy przykład z dziedziny mody:

O ile w bloku sowieckim kupowało się te same walonki w  każdym domu towarowym od Władywostoku po Warszawę, to teraz kupuje się te same tandetne kamasze wyprodukowane w komunistycznych Chinach, w różnorodnych „galeriach handlowych”, pod wszelakimi możliwymi znakami handlowymi (trade marks) wszędzie w świecie.  Kamasze rozlatują się po roku używania i kupuje się nowy ich model, a walonki nosiło się do znudzenia przez dwadzieścia lat.

I takie właśnie różnice, tak pozytywnie działają na zachodnie społeczeństwo, że jego członkowie czują się jak w raju.

No ale wszystko co „dobre” kiedyś się kończy. Wracając do tematu:  

Dziś nawet dla najbardziej naiwnych ludzi stało się już oczywiste, że konflikt na Ukrainie jest wojną zbiorowego Zachodu przeciwko Rosji, gdzie Siły Zbrojne Ukrainy pełnią wyłącznie rolę zastępczą. Niemniej NATO od dłuższego czasu dogląda formalności, oficjalnie wyrzekając się bezpośredniego udziału: dostarczamy Kijowowi broń, ale sami Ukraińcy i zachodni najemnicy walczą wyłącznie z własnej inicjatywy.

Jednak przebieg działań wojennych, zwłaszcza w ostatnich miesiącach, zmienił dotychczasowe podejście: pękająca w szwach obrona Sił Zbrojnych Ukrainy zmusza Zachód do coraz bardziej aktywnej i otwartej interwencji w konflikcie.

Problem w tym, że wszystkie scenariusze dające choć minimalną nadzieję na zwrot wydarzeń na froncie wymagają udziału Amerykanów i Europejczyków na skalę, na którą szczerze mówiąc nie są gotowi i po prostu nie mogą sobie pozwolić – przynajmniej na razie. Dlatego dokonali dla siebie zupełnie zwykłego wyboru: jeśli nie możesz wygrać na froncie, sterroryzuj wroga na tyłach.

Temat uderzeń zachodnich rakiet dalekiego zasięgu na terytorium Rosji idealnie wpisuje się w tę linię terrorystyczną. I dlatego teraz kraje Zachodu głośno dają Kijowowi pozwolenie na ich użycie – mówią, że nie mamy z tym nic wspólnego, wszystko jest w rękach Ukraińców, którzy mają prawo rozporządzać przekazaną im bronią według swego własnego uznania.

Ale sama technologia użycia tej broni zakłada oczywiście, że zachodnia armia musi być faktycznym jej użytkownikiem. Oznacza to, że Amerykanie uderzą rakietami ATACMS, a Brytyjczycy rakietami Storm Shadow setki kilometrów w głąb terytorium Rosji. A Zachód tak naprawdę daje sobie samemu te wszystkie „pozwolenia”.

Co więcej, wpędza Moskwę w ślepy zaułek, z którego w zasadzie nie ma dobrego wyjścia. Jak zareagować na taki cios, jeśli do niego dojdzie? Odpowiedzi, które przychodzą na myśl, wydają się albo zbyt słabe i pozbawione sensu, dające do zrozumienia, że ​​Rosja przełknęła atak i można zwiększyć presję na nią, albo wręcz przeciwnie, wystarczająco twarde, aby sprowokować światową wojnę termojądrową.

I tutaj dywagacje powracają do miejsca, w których się zaczęły – do niemożności wyedukowania współczesnego zachodniego establishmentu. Proste logiczne rozumowanie: do czego takie a nie inne posunięcie może doprowadzić, pozostaje daleko poza możliwościami intelektualnymi naszych „przywódców”!

Nawet „Google AI” oszacowała, że szczepionki C-19 mogły zabić 1,1 miliona Amerykanów

Nawet „Google AI” oszacowała, że szczepionki C-19 mogły zabić 1,1 miliona Amerykanów

STEVE KIRSCH smiertelnosc-po- kowid-usa

8% wskaźnik poważnych obrażeń spowodowanych szczepionką Covid-19, podany w oficjalnych danych CDC V-safe, został potwierdzony w niezależnych sondażach przeprowadzonych wśród Amerykanów. Ekstrapolując z tego, możesz oszacować współczynnik śmiertelności.

Podsumowanie wykonawcze
Do oszacowania śmiertelności spowodowanej szczepionkami można wykorzystać 8% wskaźnik poważnych skutków ubocznych szczepionek przeciwko Covid-19, ponieważ śmierć jest (bardzo) poważnym skutkiem ubocznym. Kiedy poprosiłem firmę Gemini, AI LLM należącą do Google, o oszacowanie, jaki procent tych poważnych obrażeń kończy się śmiercią, na podstawie danych pochodzących z innych interwencji medycznych oszacowała, że śmiertelność osób poważnie rannych może wynosić od 0,1% do 5%. Zatem w przypadku 270 milionów zaszczepionych Amerykanów mamy:

21 mln poważnie rannych
1,1 mln zabitych
Sprawdziłem martwą liczbę 1M na 5 różnych sposobów, aby sprawdzić zdrowie psychiczne.

Wskaźnik poważnych obrażeń wynoszący 8%.
Dzięki bohaterskiej pracy Del Bigtree, Aarona Siri i ICAN w końcu poznaliśmy odsetek poważnych działań niepożądanych szczepionki przeciwko Covid-19 : 8%. CDC nie kwestionuje tej liczby. Nawet nie chcą o tym rozmawiać. W ogóle. Zgłosiło się 10 milionów osób, a 0,8 miliona zgłosiło, że wymaga opieki medycznej, co oznacza, że uraz był poważny.

Pulpit ICAN na podstawie danych V-safe z CDC pokazuje, że wskaźnik poważnych obrażeń wynosi 8%. To 21 milionów Amerykanów, którzy odnieśli poważne obrażenia. Wskaźnik poważnych obrażeń został potwierdzony przez Rasmussen Reports, który otrzymał prawie dokładnie taką samą liczbę obrażeń

Rasmussen Reports jest jedyną firmą sondażową w Ameryce, która nie boi się zadawać trudnych pytań . Reszta nigdy nie przeprowadzi podobnych sondaży, bo gdyby to zrobili, potwierdziłoby to liczby Rasmussena, a to byłoby naprawdę złe. Więc nikt tego nie robi. Rasmussen stwierdził, że wskaźnik poważnych obrażeń wynosi 7%, pytając bezpośrednio ludzi, czy osobiście doświadczyli takich obrażeń. Wow. To prawie dokładne dopasowanie do danych V-safe. Nazywa się to „odtwarzalnością” i oznacza, że prawdopodobnie jesteś bardzo blisko prawdy.Obejrzyjcie już teraz ten film , który podsumowuje ich najnowszą pracę, a także inne ankiety związane z Covid-19, które przeprowadzili w przeszłości. To oszałamiające. Szczególnie podobała mi się ta część na samym końcu, w której Mark mówi: „Albo dołącz do nas, albo udowodnij, że się mylimy”.Nikt, kto jest zwolennikiem szczepionek, nie chce zrobić ani jednego, ani drugiego. Chcą po prostu zignorować dane, które nie zgadzają się z ich narracją.

Do oszacowania zakresu współczynnika śmiertelności możemy wykorzystać znaną częstość występowania poważnych skutków ubocznych

Dlatego też Google AI spekuluje, że wskaźnik zgonów spowodowanych szczepionką na Covid-19 w stosunku do wskaźnika poważnych obrażeń może wynosić od 0,1% do 5% w oparciu o rzeczywiste liczby związane z innymi interwencjami medycznymi wysokiego ryzyka.Oznacza to, że może nastąpić aż 1,08 mln zgonów spowodowanych szczepionką na Covid (ponieważ 5% z 8% z 250 mln zaszczepionych Amerykanów = 1,08 mln), a oficjalnie zgłaszane jest zaledwie 21 600 zgonów. Nawet na bardzo niskim końcu zakresu jest to nadal katastrofa

Jeśli jedno niemowlę umrze, zatrzymamy fabrykę preparatów dla niemowląt. Nie ma jednak ograniczeń co do liczby zgonów, jakie może spowodować całkowicie „nieskuteczna” szczepionka. Następnie możemy przeprowadzić 5 niezależnych kontroli wiarygodności szacunków 1M

Niezależnebadania przeprowadzone przez Denisa Rancourta i jego zespół wykazały średnio 1 śmierć na 800 zastrzyków(jeśli nie masz czasu na przeczytanie pełnej analizy, możesz to pominąć na stronie 132). Tracey Beth Hoeg rzuciła wyzwanie Rancourtowi w debacie na żywo, ale nigdy nie przedstawiła żadnych przekonujących dowodów na to, że liczba ta byłaby dokładniejsza na podstawie danych. A zatem 750 mln zastrzyków/800 =937 000zmarłych Amerykanów po szczepionce przeciwko Covid-19, a liczba ta jest dość bliska szacunkom podanym powyżej.

System VAERS wykrył 18 862 przypadków, w których lokalizacja to USA, terytoria lub nieznane, a szczepionka to COVID19 lub COVID19-2, a pacjent zmarł. Odejmijmy 862 za zgony w tle niezwiązane ze szczepieniami (co wielokrotnie przewyższa liczbę zgłaszaną przez inne szczepionki). Następnie pomnóż przez współczynnik zaniżenia wynoszący 50 (co jest dość niskie, biorąc pod uwagę, że śmierć może nastąpić 2 lata po strzale i powiązanie nie zostanie rozpoznane). Mamy
900 000zgonów. Znów to samo .

Oficjalne dane CDC Wonder dotyczące śmiertelności w USA pokazują, że po wprowadzeniu szczepionek liczba zgonów nadal była wysoka i wynosiła około 520 000 zgonów rocznie. Na podstawie Rasmussena (patrz punkt 5 poniżej) możemy oszacować, że połowa z nich to Covid-19, połowa to szczepionka, co prowadzi do około 250 tys. zgonów rocznie razy 3,5 roku, co daje 875 000 zgonów, które można w uzasadniony sposób przypisać szczepieniom.

Dane dotyczące śmiertelności ze wszystkich przyczyn w USA z CDC Wonder.

Artykułopublikowany właśnie w recenzowanej literaturzewykazał, że po wprowadzeniu zastrzyków śmiertelność na wysoce zaszczepionym Cyprze wzrosła aż o 30%. Średnio śmiertelność wzrosła o 8,5% w porównaniu z danymi z 2020 r. dotyczącymi lat 2021 i 2022. Jeśli więc ekstrapolujemy to na liczby zgonów ze wszystkich przyczyn w USA, które zwykle wynoszą około 2,8 mln rocznie, otrzymamy 714 000 dodatkowych zgonów.

Wcześniejsza ankieta Rasmussena dotyczyła zgonów w gospodarstwach domowych związanych z Covid-19 i szczepionkami. Wykazało, że 10% osób zmarło w gospodarstwie domowym z powodu szczepionki …

Podsumowanie: CDC kłamało. Ludzie zgineli.

8% wskaźnik poważnych obrażeń nie jest „rzadki”, jak twierdzi CDC. Wskaźnik poważnych obrażeń to kolejna katastrofa =. To oficjalny V-safe CDC, który próbowali ukryć przed opinią publiczną. Jaki jest sens monitorowania bezpieczeństwa szczepionek, jeśli nie ujawnia się tego opinii publicznej? Spędzili ponad rok walcząc z ujawnieniem tych danych i opublikowali je dopiero po tym, jak zmusił ich do tego sąd. To pokazuje, jak bardzo są skorumpowani. To zadziwiające. Możemy ekstrapolować liczbę ofiar śmiertelnych na podstawie wskaźnika poważnych obrażeń, ponieważ śmierć jest formą poważnych obrażeń.

Skutek: szczepionka „mogła”* zabić nawet 1,1 miliona Amerykanów (*dużo więcej dopow.) .
Następnie zweryfikowałem to oszacowanie na 4 niezależne sposoby (każdy przy użyciu zupełnie innej metody) i za każdym razem uzyskiwałem prawie tę samą odpowiedź. Ale członkowie Kongresu głosowali przede wszystkim za finansowaniem szczepionki, więc Kongres nigdy nie będzie ponosić odpowiedzialności za zabicie miliona Amerykanów. Oznacza to niestety, że śmierć będzie kontynuowana w celu ochrony ich reputacji. I tak to właśnie wygląda. Google AI just estimated that as many as 1.1M Americans may have been killed by the COVID vaccines

„Jednoznaczne”: Nadmierna liczba zgonów na Cyprze powiązana z wprowadzeniem szczepionki na Covid

dr Brenda Baletti
(…) „Dane dotyczące zgonów z powodu Covid-19 są notorycznie niewiarygodne” – zgodził się Rancourt. Badania pokazują również, że trendy zidentyfikowane na Cyprze są zgodne z szerszymi trendami regionalnymi i globalnymi – twierdzą autorzy. Autorzy napisali, że w całej UE liczba nadmiernych zgonów wzrosła w 2020 r. i utrzymywała się do 2023 r., choć ze zmienną stopą procentową. Zauważyli, że Cypr jest jednym z państw członkowskich UE o najwyższym wskaźniku nadmiernej umieralności – w 2022 r. miał najwyższy wskaźnik nadmiernej umieralności w Europie, sięgający 26,4%. Było to zgodne z ustaleniami na całym świecie. Na przykład badanie wykazało, że podczas pandemii w USA odnotowano znaczny wzrost śmiertelności.Wcześniej opublikowane badania autorów wykazały znaczny wzrost śmiertelności na Cyprze w 2021 r. w porównaniu z 2020 r., nawet po wykluczeniu zgonów zgłoszonych jako spowodowane przez Covid-19 (/grypa).

Na potrzeby obecnego badania autorzy obliczyli średnią śmiertelność ze wszystkich przyczyn na podstawie danych sprzed pandemii z lat 2016–2019 i ocenili, jak śmiertelność odbiega od tego poziomu. Przed 2020 rokiem stwierdzili bardzo niewielką nadmierną śmiertelność. Swoje ustalenia przedstawili w szeregu tabel i wykresów. Ustalili dwa szczyty liczby szczepień w populacji Cypru wynoszącej 904 705 osób. W maju 2021 r., kiedy nastąpił pierwszy szczyt, zaszczepionych zostało 42% populacji. W grudniu 2021 r., w drugim szczycie, zaszczepiono 71% populacji. Odkryli, że po każdym szczycie szczepienia występował wyższy wskaźnik nadmiernych zgonów, który był poważniejszy po drugim szczycie. Zauważyli również, że w okresie od wybuchu „pandemii Covid-19” na Cyprze do rozpoczęcia kampanii szczepień nadmierna liczba zgonów utrzymywała się na niskim poziomie, a po wprowadzeniu szczepionki zaczęła znacznie rosnąć. Ogółem w latach 2021–2022 odnotowano około 3000 dodatkowych zgonów.

Wysoka śmiertelność latem „niesłychana”

Rancourt powiedział, że w danych było kilka interesujących rzeczy, których autorzy nie podkreślili. Cypr ma zazwyczaj wyższą śmiertelność zimą i niską latem – dodał. „To niespotykane, aby latem występowała wysoka śmiertelność. Jednak w 2021 r., tuż po pierwszej głównej fali wprowadzenia szczepień, po podaniu dużej liczby dawek szczepionki, w lecie wystąpił bardzo duży szczyt nadmiernej śmiertelności”. Następnie nastąpił kolejny szczyt wiosną i latem po wprowadzeniu szczepionek zimą 2022 r. W swoim badaniu naukowcy ponownie odkryli, że po wykluczeniu zgłaszanej liczby zgonów z powodu Covid-19 wzrost umieralności ze wszystkich przyczyn utrzymywał się. Odkrycie to jest również spójne z innymi badaniami – podają autorzy.

Autorzy stwierdzili, że ich badanie było ograniczone brakiem możliwości zbadania przyczyn udokumentowanej nadmiernej śmiertelności. Zarzucali brak dostępu do szczegółowych aktów zgonu, które nie zostały udostępnione badaczom.„Wzywamy oficjalne władze do dzielenia się informacjami na temat diagnoz i przyczyn zgonów z odpowiednich aktów zgonu , aby dokładniej zbadać przyczyny leżące u podstaw tych kłopotliwych ustaleń dotyczących zwiększonej śmiertelności” – napisali. Zwrócili uwagę na kilka kwestii zidentyfikowanych w istniejącej literaturze, które dostarczają hipotez na temat przyczyn wzrostu umieralności ze wszystkich przyczyn i podkreślają „obawy, że kampania szczepień mogła przyczynić się do obserwowanej na całym świecie nadmiernej śmiertelności”… Obrońca

Nadmierne zatrzymanie krążenia i śmiertelność po szczepieniu przeciwko Covid-19 w hrabstwie King w stanie Waszyngton

PETER A. MCCULLOUGH, lekarz medycyny, MPH

Wcześniej przekazywaliśmy Państwu wiadomości z hrabstwa King w Seattle w stanie Waszyngton o zatrzymaniu krążenia z elitarnego systemu MEDIC ONE EMS, który dysponuje najdokładniejszymi danymi w kraju. Tak się składa, że jest to jeden z najczęściej szczepionych obszarów metropolitalnych w Ameryce.Hulscher i wsp. z Fundacji McCullough kierowali zespołem badaczy, który opierał się na rocznych raportach z danymi i integrował je ze statystykami dotyczącymi szczepień przeciwko Covid-19 i populacji. Jest to analiza ekologiczna bez danych dotyczących indywidualnych przypadków, dlatego można wyciągnąć jedynie ogólne wnioski na poziomie populacji.

Około 98% populacji hrabstwa King otrzymało co najmniej jedną dawkę szczepionki przeciwko COVID-19 do 2023 r. Nasza analiza wykazała 25,7% wzrost całkowitej liczby zatrzymań krążeniowo-oddechowych i 25,4% wzrost śmiertelności z powodu zatrzymania krążenia w latach 2020–2023 w hrabstwie King , WA. Szacuje się, że nadmierna liczba zgonów z powodu zatrzymania krążenia i oddechu wzrosła o 1236% od 2020 r. do 2023 r., z 11 nadmiernych zgonów (95% CI: -12, 34) w 2020 r. do 147 nadmiernych zgonów (95% CI: 123, 170) w 2023 r. Zaobserwowano kwadratowy wzrost nadmiernej śmiertelności z powodu zatrzymania krążenia i oddechu przy wyższych wskaźnikach szczepień przeciwko Covid-19. Ogólna populacja hrabstwa King gwałtownie spadła o 0,94% (21 300) w 2021 r., odbiegając od oczekiwanej wielkości populacji. Zastosowanie naszego modelu na podstawie tych danych do całych Stanów Zjednoczonych dało w latach 2021–2023 49 240 dodatkowych przypadków zatrzymania krążenia ze skutkiem śmiertelnym”.

Hulscher, N., Cook, M., Stricker, R. i McCullough, PA (2024). Nadmierne zatrzymanie krążenia i śmiertelność po szczepieniu przeciwko Covid-19 w hrabstwie King w stanie Waszyngton. Przeddruki. https://doi.org/10.20944/preprints202405.1665.v1

Dane te są niezwykle niepokojące, biorąc pod uwagę wzrost umieralności ze wszystkich przyczyn obserwowany w Stanach Zjednoczonych, który został dokładnie zbadany i opisany przez analityka Edwarda Dowda w jego książce „Przyczyna nieznana”: Epidemic of Sudden Deaths in 2021, 2022 i 2023 . Hulscher i współpracownicy odkryli, że pomimo pandemicznego spadku liczby ludności w hrabstwie, po szczepieniu wzrosła zarówno liczba przypadków zatrzymania krążenia, jak i zgonów. Odkrycia te, wśród wielu innych, zdecydowanie potwierdzają wycofanie wszystkich szczepionek przeciwko Covid-19 z użytku publicznego oraz natychmiastowe programy kliniczne i badawcze mające na celu powstrzymanie fali zatrzymań krążenia spowodowanych szczepionką, które mają miejsce przez lata po wstrzyknięciu.

Peter A. McCullough, lekarz medycyny

www.mcculloughfnd.orgHulscher, N., Cook, M., Stricker, R. i McCullough, PA (2024). Nadmierne zatrzymanie krążenia i śmiertelność po szczepieniu przeciwko Covid-19 w hrabstwie King w stanie Waszyngton. Przeddruki. https://doi.org/10.20944/preprints202405.1665.v1 – https://petermcculloughmd.substack.com/p/breaking-publication-excess-cardiopulmonary

Cała nadmierna śmiertelność spowodowana szczepieni…
Szczepionki RNA ludobójcza broń biologiczna działa…

===================

https://expose-news.com/wp-content/uploads/2023/11/UNCED_1992_Document_Scan_from_George_W._Hunt.pdf

Lekarz ginekolog: Medycyna dostarcza dowodów przeciwko „aborcji” i antykoncepcji

Lekarz ginekolog: Medycyna dostarcza dowodów przeciwko „aborcji” i antykoncepcji

pch/ginekolog-medycyna-dostarcza-dowodow-przeciwko-aborcji-i-antykoncepcji

Nagonka na lekarzy, którzy odważnie dzielą się popartą naukowo wiedzą medyczną, jest najczęściej związana z naruszeniem interesów finansowych – czy to koncernów farmaceutycznych, czy interesów związanych tzw. rozrodem wspomaganym, także zaburzaniem pracy przemysłu aborcyjnego. To są potężne biznesy, które potrafią skorzystać z wszelkich możliwych środków, żeby zaszkodzić lekarzom, którzy godzą w ich dochody – mówi doktor nauk medycznych Przemysław Binkiewicz, specjalista chorób kobiecych i położnictwa.

Panie Doktorze, o katolickich ginekologach krążą legendy. Zacznijmy od tego, czy pacjentki, które przychodzą na wizytę, wita Pan słowami: „Szczęść Boże”?

Raczej „Niech będzie pochwalony Jezus Chrystus” [uśmiech], ale OK, „Szczęść Boże” to pozdrowienie ludzi pracy. W gabinecie jestem zawsze bardzo zapracowany, więc to adekwatne przywitanie.

Nie znam legend o katolickich ginekologach, ale jesteśmy gronem koleżanek i kolegów, którzy wspierają się w wielu sprawach. Dotyczy to głównie zagadnień zawodowych, bo – jak wszyscy lekarze – dążymy do osiągnięcia jak najwyższego poziomu profesjonalizmu. Przy okazji zaś staramy się osiągnąć wysoki poziom etyczny. Korzystamy ze wszystkich możliwych osiągnięć współczesnej nauki, wymieniamy się wiedzą w grupach internetowych, korzystamy z webinariów, kilkakrotnie w ciągu roku organizowane są spotkania naukowe, na których mamy okazję do dzielenia się najświeższymi informacjami, żywo dyskutować, podnieść kompetencje, a także nacieszyć się swoim towarzystwem. Od kilku lat działa towarzystwo naukowe skupiające lekarzy wielu specjalności, którzy troszczą się o zdrowie prokreacyjne naszych pacjentów. Funkcjonuje także sekcja katolickich ginekologów Katolickiego Stowarzyszenia Lekarzy Polskich. Jest w czym wybierać jeśli chodzi o wsparcie naukowe i bioetyczne. Wracając zaś do wizyty pacjentki w gabinecie – najczęściej witamy się po świecku, ale „z Panem Bogiem” na pożegnanie może poprawić wyniki leczenia [uśmiech], bo bez Bożej opieki sami niewiele możemy zdziałać.

Aborcja jest prawem człowieka?

W języku prawych ludzi to pytanie powinno brzmieć: Czy zabijanie nienarodzonych dzieci jest prawem człowieka? Wtedy odpowiedź nasuwa się sama. Przypomina mi się taka sytuacja: siedzimy w dyżurce lekarskiej jednego ze szpitali w którym pracuję, włączony telewizor, słychać informacje o kobiecie, która brutalnie pozbawiła życia swoje kilkumiesięczne dziecko i została za to skazana na wyrok wieloletniego więzienia. Słychać głosy aprobaty z powodu bardzo surowej kary, a ja na to, że to „późna aborcja”; przecież wiele środowisk domaga się prawa do zabijania dzieci nienarodzonych do samego końca donoszonej ciąży, a nawet po urodzeniu, jeśli dziecko przeżyje „zabieg” lub jest bardzo ciężko chore. Dopiero, gdy w tak ostrej optyce spojrzymy na roszczenia do tak zwanego prawa wyboru, możemy dostrzec, jak absurdalne są żądania zabijania dzieci na życzenie.

Katoliczki myślą o aborcji?

Matki z natury nie chcą zabijać swoich nienarodzonych dzieci. Zwykle bywa tak, że ktoś je do tego nakłania, najczęściej partner (mąż raczej nie), matka nastoletnią córkę lub inna „bliska” osoba, dla której ciąża jest z jakiegoś powodu niewygodna. Katoliczki co myślą? Może konkretne przykłady: mama, u której dziecka w trakcie badań prenatalnych wykonanych w Niemczech stwierdzono poważną chondrodystrofię (chorobę układu kostno-szkieletowego uniemożliwiającą życie po urodzeniu, ze względu na bardzo małą pojemność klatki piersiowej dziecka) zgłasza się do mnie w dość zaawansowanej ciąży i pełna strachu zwraca się z pytaniem: czy będzie mogła bezpiecznie urodzić dziecko na oddziale, którym wtedy kierowałem, bo niemieccy lekarze proponują jedynie uśmiercenie dziecka w fazie prenatalnej. Chłopczyk z nieproporcjonalnie dużą w stosunku do tułowia główką urodził się w komfortowych warunkach, został ochrzczony i żył kilka dni – wystarczająco długo, by mama zdążyła się z nim poznać i pożegnać.

Inny przykład to wielodzietna rodzina, mama w kolejnej – szóstej czy siódmej ciąży – wyjechała na misje do jednego z postsowieckich dalekowschodnich krajów. Tam przy każdej kontrolnej wizycie lekarskiej nakłaniano tą kobietę do aborcji. W końcu tak bardzo przestraszyła się tego, że gdyby sytuacja zmusiła ją do skorzystania z pomocy medycznej w którymś z tamtejszych szpitali, z powodu np. zagrożenia porodem przedwczesnym, personel mógłby próbować dokonać aborcji wbrew jej woli. W końcu wrócili, by dziecko mogło urodzić się w Polsce. Brzmi nieprawdopodobnie? Tak wyglądają realia krajów, w których kultura śmierci już zwyciężyła. W naszym kraju walka jeszcze trwa.

Jak rozumieć wyrażenie „legalna aborcja”?

Pani pewnie te pytania wydają się prowokacyjne, a dla mnie są trochę naiwne, bo o czym tu mówić? Nawet tak ułomna polska konstytucja, jaką mamy obecnie, chroni życie człowieka od poczęcia do naturalnej śmierci. Przysięga Hipokratesa, choć obecnie zmanipulowana, nie pozwala lekarzom na zabijanie swoich pacjentów, na żadnym etapie ich życia. Kodeks karny, także nie pozwala zabijać dzieci nienarodzonych, penalizując pomoc w aborcji, a nawet ubezpłodnienie człowieka. Jeżeli zagrożone jest życie mamy, która jest w ciąży, to zawsze staramy się ratować i ją, i dziecko. Nie zawsze jest to możliwe, ale walczymy o życie naszych pacjentek i ich dzieci. Nawet nowoczesna onkologia umożliwia różne rodzaje leczenia, włącznie z chemioterapią możliwą do zastosowania u kobiet ciężarnych. Jeśli coś jest legalne, to powinno być dobre, zgodne z prawem, czyli prawe. Legalna aborcja? Oksymoron.

Ginekolog obroni się przed „prawem do aborcji”?

Nie ma prawa do aborcji. Jest przywoływany taki argument: skoro dany oddział szpitalny ma kontrakt z NFZ to musi z urzędu zapewnić każdy rodzaj zabiegu, który w katalogu NFZ występuje, w tym także możliwość zabijania dzieci nienarodzonych. Posługując się tą logiką, powinniśmy od razu uznać, że każdy oddział kardiochirurgiczny powinien przeszczepiać pacjentom serca, bo taka procedura jest w katalogu NFZ. Wykonywanie wszystkich możliwych procedur w praktyce nie występuje, bo jest wiele ograniczeń związanych czy z wyszkoleniem personelu, czy z wyposażeniem oddziałów, a nawet możliwościami finansowymi szpitali. Dotyczy to wszystkich rodzajów zabiegów i wszystkich rodzajów oddziałów szpitalnych, na których są wykonywane.

Lekarz może czy wręcz powinien kierować się zasadami Kościoła Katolickiego w swoim zawodzie?

Z punktu widzenia lekarza – katolika sytuacja wcale nie jest prosta. Po pierwsze, powinien kierować się zasadami Kościoła Katolickiego – naszej Matki; zasadami wypracowanymi w tysiącleciach tradycji i nauczania Urzędu Nauczycielskiego. A jest tak: zadaję to samo pytanie dotyczące konkretnego problemu etycznego dwóm różnym księżom profesorom bioetyki, na kolejnych spotkaniach naukowych w ciągu jednego roku, bo pierwsza odpowiedź nie daje mi spokoju: padają całkowicie przeciwstawne odpowiedzi. Podobnie sytuacja ma się ze spowiednikami. Ale – żeby nie popadać w pesymizm – z punktu widzenia pacjenta sytuacja wydaje się dużo prostsza. Jako pacjent na pewno wybrałbym lekarza katolika, który przynajmniej próbowałby kierować się zasadami tradycyjnej katolickiej wiary w swojej praktyce lekarskiej. Lekarza poganina Dekalog nie obowiązuje [uśmiech].

Zdarzyło się Panu odmówić pomocy pacjentce ze względu na klauzulę sumienia?

Nie można nadużywać klauzuli sumienia; jeśli odmawiam pacjentce środków hormonalnych hamujących owulację lub założenia wkładki wewnątrzmacicznej, to podaję argumenty ściśle medyczne, oparte na medycynie faktów. Staram się zawsze kierować, zgodnie z najnowocześniejszą wiedzą lekarską, troską o zdrowie i życie moich pacjentek. Jeśli to młoda kobieta, to chodzi głównie o jej zdrowie prokreacyjne, a jeśli jest w wieku przed-menopauzalnym, to podawanie preparatów hormonalnych zawierających sztuczne estrogeny, a nawet niektóre gestageny, może bezpośrednio zagrozić jej życiu i zdrowiu, powodując powikłania żylno-zakrzepowe albo choroby onkologiczne.

Z klauzulą sumienia sprawa jest bardziej skomplikowana, bo co to pomoże kobiecie, która znalazła się w jakieś dramatycznej sytuacji, że ja powołując się na swoje sumienie, odmówię jej pomocy. Kobieta pójdzie gdzie indziej i zrobi coś, co obciąży również moje sumienie, tylko może nie będę o tym wiedział. W takiej sytuacji dokładam wszelkich starań, żeby rozeznać sytuację, przedstawić wszystkie możliwe etycznie opcje, kieruję do odpowiednich grup wsparcia, proszę ją o czas na przemyślenie sytuacji. Wtedy można działać i można znaleźć dobre rozwiązanie, nawet na najtrudniejszych życiowych zakrętach. Poza tym, żeby posłużyć się klauzulą sumienia, potrzeba najpierw mieć prawidłowo ukształtowane sumienie, trzeba nad nim pracować, doskonalić swoje kwalifikacje moralne i regularnie korzystać z Sakramentów. Proszę Dobrego Boga, żebym nie musiał korzystać z klauzuli sumienia.

Na antykoncepcję nie ma co liczyć podczas wizyt w Pańskim gabinecie… Nie boi się Pan, że przez to, że jest chrześcijaninem – pacjentki będą rezygnowały z wizyt u Pana?

Staram się być dobrym katolikiem, a przez to muszę dobrze wykonywać moją trudną pracę. Pacjentki potrafią to docenić. Jeżeli proszą mnie o tabletki antykoncepcyjne, a ja zamiast je po prostu przepisać – żmudnie i drobiazgowo przedstawiam medyczne argumenty, które przemawiają przeciw ich zastosowaniu, to one widzą profesjonalizm i zaangażowanie i często doceniają troskę o ich zdrowie. A to, że przy okazji pacjentki, które w zdecydowanej większości w Polsce są katoliczkami mogą uzyskać poradę, która jest zgodna z wyznawaną przez nas wiarą, to jest wartość dodana, o tym nie potrzeba mówić w gabinecie lekarskim, bo tam mówimy o problemach medycznych.

Gdzie swoje źródło ma nagonka na chrześcijańskich lekarzy?

Nagonka na lekarzy, którzy odważnie dzielą się popartą naukowo wiedzą medyczną, jest najczęściej związana z naruszeniem interesów finansowych – czy to koncernów farmaceutycznych, czy interesów związanych tzw. rozrodem wspomaganym, także, jak to ma miejsce w wielu krajach, zaburzaniem pracy przemysłu aborcyjnego. To są potężne biznesy, które potrafią skorzystać z wszelkich możliwych środków, żeby zaszkodzić lekarzom, którzy godzą w ich dochody. Osiągają to za pomocą organizacji rządowych i pozarządowych, które mają na sztandarach wielkie frazesy, a tak naprawdę chodzi tylko o pieniądze. Nie ma się co tym martwić, bo prawda zwykle zwycięża, a Miłosierny Bóg pozwala na doświadczanie swoich umiłowanych dzieci, by mogły przybliżyć się do Królestwa Niebieskiego.

Jakie są największe wyzwania, które stoją dziś przed ginekologami w naszym kraju?

Podstawowe wyzwanie, które przed nami stoi, to przywrócenie godności polskiej rodzinie, żeby mamy i ojcowie chcieli być rodzicami przynajmniej kilkorga dzieci; żeby nie postrzegano wielodzietności jako czegoś nienormalnego. Musimy się troszczyć również o dobro kobiety jako pacjentki, by procedury medyczne nie naruszały godności człowieka, by leczenie niepłodności nie było odarte z intymności, zgodne z naukową wiedzą, a przy tym etyczne. To samo dotyczy porodów, czy postępowania z pacjentką i jej obumarłym dzieckiem w przypadku poronienia. A jako ludzie myślący i jeszcze w miarę wolni, nie możemy pozwolić, żeby naszą chrześcijańską Europę owładnął do końca wielokolorowy neobolszewizm i to jest największe wyzwanie.

Dziękuję za rozmowę

Marta Dybińska

Polska zastygła

 Jerzy Karwelis dziennik-zarazy/polska-zastygla

Młodsi tego nie pamiętają, ale Lech Wałęsa, który dla jednych jest memem, dla drugich wstydem, dla innych z kolei dość kłopotliwym samo-mianowanym dziadkiem rewolucji Solidarności, co to się odbyła dekadę po tym jak ludzie kamieniami ubili ostatniego dinozaura, był dla nas – ludzi czasów Solidarności Pierwszej – źródłem ludowych powiedzonek. Były to raczej mądrości chłopka-roztropka, a więc bardziej opisywały autora niż rzeczywistość. Oprócz tego opisywały one stan umysłów suwerena i to od razu od momentu niekonfrontacyjnego odzyskania darowanej wolności.

Dwa konie

Jest w tym i pewna, wspomniana, „mądrość ludowa”, i skrót sytuacji, w której się wtedy, zaraz po Okrągłym Stole, znaleźliśmy. Wiadomo – ludzie różnie się angażują a raczej są angażowani, Lechu sam wspominał o premierach-zderzakach, co to się będą zużywać, kiedy za kierownicą samochodu pt. Polska będzie siedział nasz elektryk, czy to zarzucając na zakrętach meandrów swego ego, czy to waląc w mur realnej polityki. Taki to był podział kompetencji. Ale ta dychotomia przywiodła mnie do innej refleksji. Ok, niech i tak będzie, jak z tymi końmi, ale co to oznacza w czasach nierewolucyjnych? Ano to, że możemy mówić o dwóch typach spersonalizowania polityka. W dodatku na tyle sprzecznych, że trudno znaleźć te cechy u jednego politycznego osobnika. A to byłby ideał. Tworzy to rozłączność postaw politycznych, czyli albo jestem sprawny w zdobyciu władzy (i jej utrzymaniu, choć to wcale nie tożsame), albo jestem sprawnym państwowcem. I to jest dylemat, a właściwie alternatywa rozłączna, której nie rozumiałem, bo to dwie różne sprawy. Bo dlaczegóż to władzę, czyli realizowanie pomysłu na kraj ma dostać ten, co to ładnie wygląda, złotouści po mediach i debatach, przerabia sondaże suwerena na bon moty, ściska łapki na wiecach i zsuwa w kampanii autobusem po kraju, mówiąc widzom-wyborcom to co mu wyszło z badań, że ci chcą usłyszeć.

Co to ma wspólnego ze sternikiem nawy państwowej, biegłego w przepisach, systemach, podległości instytucji państwa? Przecież to dwie różne osoby, style, temperamenty. A to oznacza, że ktoś udaje. Ten koń od biegu, udaje perszerona, ciągnącego wóz państwowy, może – czasem – być odwrotnie, że jakiś urzędnik udaje lidera ludzkich pragnień. To drugie mogę zilustrować postacią Balcerowicza, który był dość sprawnym urzędnikiem w realizowaniu ustalonych celów, ale miał tyle charyzmy, co księgowy przemawiający na wiecu. Ale mnie fascynuje ta pierwsza opcja – showmana, który udaje państwowca.

Gniadosz Donald

Tak, ten tekst będzie o Tusku, zgadliście. Wydaje mi się on przykładem takiego polityka, który ma skorupkę i nic w środku. To znaczy, z różnymi co prawda losami, ale zdobywa władzę, w ostatnią kampanię popracował, jak u Niemca, widać, że był aktywny, zadziałała frekwencja i osiem gwiazdek. Wielu się rozpływa na temat tej rekordowej frekwencji, ale dla mnie to przykład odwrotny – to nie święto demokracji celebrowane w coraz większym składzie, ale dowód na kompletne sprymitywizowanie polskiej polityki, skoro tak wielu ludzi ruszyło do urn odreagować swe negatywne uczucia, kupując kota w worku. I to Tusk ładnie rozegrał. Tyle zdobycie władzy – teraz jej utrzymanie. Też dobrze idzie, ale znowu – wszystko oparte na polaryzacji. Jak nie na tej „zewnętrznej” Polska uśmiechnięta versus okropny PiS, to „wewnętrznej” – na rozgrywaniu swoich w partii i koalicjantów, marszczeniu brwi, napuszczaniu jednych na drugich, osłabianiu każdego z osobna i spektakularnym przyciskaniu ich butem do podłogi. W końcu – na kokietowaniu mediów. Tu też idzie dobrze.

Ale co jest w środku? Ja się zgadzam z Rafałem Ziemkiewiczem, który zdiagnozował, że Tusk… nie umie rządzić. Wedle prawidłowości z początku mego tekstu – gdyby to jeszcze w dodatku był państwowiec, to mielibyśmy cudowny zbieg zarówno cennych, jak i wykluczających się cech. Powiecie – jak nie umie rządzić, jak z siedem lat sprzed drugiego PiS-u rządził sobie lewą ręką przez prawe ucho i można było sobie jeszcze haratnąć w gałę? Tak, ale Tusk w latach 2007-2014 dostał deszcz złota z unijnych funduszy i było co dzielić. Nie przemęczając się zbytnio. I po tej labie, którą jeszcze Tusk skwitował pozostawiając w Polsce swą kopaczową namiestniczkę, suweren go i tak pogonił na następne osiem lat. Siedziało się więc w oślej ławce opozycji, czekało na lepszy fart, aż wreszcie weszło. Mamy władzę z powrotem.

Tusk jest więc takim koniem wyścigowym, jak mówił Lechu – do biegu. No, galopuje szybko, ale na krótkie dystanse. Aby więc było poczucie ciągłej formy, to trzeba robić coraz to nowe wyścigi. Wozu taki nie pociągnie. Prędzej będzie wyśmiewał poprzedników jak im nie szło, jak oszukiwali – nic nie ciągnęli z obiecanego, za to zaś obrok pobierali, nawet bokiem wynosili do swych prywatnych stajenek.

Wóz stoi, co najwyżej trzeba wytłumaczyć, że by się „pociągło”, ale Kaczor popsuł dwie ośki, wyniósł łożyska i jak tylko naprawimy – po serii publicznych procesów – to na bank pociągniemy. A więc jest bieganie w kółko, wałach Donald prowadzi, okrążenie za okrążeniem, wyprzedza swoich rywali na różne sposoby. A widownia to ogląda – dostaje co chce, bo wybrała tego konia, właśnie dlatego, że ładnie biega, jest szybszy (teraz) od reszty, zaś w sprawie nieciągnięcia wozu tak ładnie wszystko wytłumaczy. A więc wszyscy zadowoleni. Ale wóz stoi…

No dobra, ale na poważnie. Wiadomo – ideałem jest połączenie cech obu koni, nie w jednym osobniku, ale w systemie. Konie do wyścigu wygrywają, po czym biegają sobie już swobodnie, w dal…

Dla szpanu, bo inaczej widownia zajmowałaby się wyłącznie gonitwami, nie zaś robotą. Nie można, oprócz nałogowych hazardzistów plemiennych wzmożeń, siedzieć całe życie na wyścigach. Teraz pora na perszerony i przekazanie im zadań operacyjnych. Pod nadzorem politycznym, oczywiście. Urzędnik nie ma politycznego „czuja” do społecznych nastrojów, a te zmienne są, w przeciwieństwie do sztywności przepisów. I tak wespół-w zespół taki dyszel może dobrze popracować. Ale to wymaga stabilnej klasy urzędniczej, w dodatku zmotywowanej i pieniężnie, i patriotycznie. A tu te wszystkie dyskusje o stworzeniu takiej warstwy urzędniczej to bajki o Żelaznym Wilku. Gdzieś ktoś coś słyszał, jest za – zwłaszcza będąc w opozycji. Bo jak dobry los da władzę, to ważne stanowiska wypełnia się bardziej swoimi partyjnymi kolegami z łańcuszka zobowiązań, niż fachowcami. Jeżeli już, to się dubluje takie obsady za jednego fachowca – jeden kumpel. Jest tylko droższy chaos. Droższy, bo płacimy podwójnie, nie licząc kosztów niekompetentnego szkodnictwa, a chaos powstaje na poziomie kompetencyjnym, kiedy jakiś polityczny wynalazek stoi wyżej niż kompetentny fachowiec.   

Uśmiech przez zaciśnięte zęby 

Ale zauważyliście? – zniknęła uśmiechnięta Polska. Gdzie te milusie uśmieszki? Widać, że niedowład w rządzeniu coraz ciężej zrzucać wyłącznie na ten straszny PiS, choć nawiązywanie do zastanej popisowskiej katastrofy zdarza się coraz częściej. Że nie wiedzieliśmy, że po PiS-ie jest aż tak źle. Ale to ma krótkie nogi, nawet gdyby to po części było – a jest – prawdą. Osiem gwiazdek nie najęło Tuska do tego, by skonstatował krajobraz po pisowskim Armagedonie, ale by Polska była uśmiechnięta – pstryk i benzyna za 5,19 zł, deszcze pieniędzy z Unii, szacun na salonach i pieniądz w Polaka kieszeni, bo PiS nie może już kraść. Oni się tam przestali uśmiechać. Chyba coś tam na górze wiedzą, czego my nie wiemy do końca. Że jest gorzej i będzie jeszcze gorzej. Teraz naciąga się tę gumkę od majtek, bo idą wybory i oszczędza się trosk elektoratowi. Ale od lipca przychodzą rachunki. I zapłaci je również Jagodno.

Mamy więc pechowy zbieg, bo władzę zdobył ten, co się na tym zdobywaniu zna, utrzymuje ją ten, co też to potrafi – ale gdzie ta Polska, się spytam? No, bo jak po środku, między zdobyciem a utrzymaniem władzy nic nie ma, to władza już tylko służy samej sobie. A taki układ jest tylko możliwy jeśli suweren godzi się, że jego wybraniec nie dowozi obietnic. To ciekawe – PiS zrobił sobie z wiarygodności fetysz, uważając, że wybieralność polega na spełnianiu obietnic i polepszaniu losu wybranych grup obywateli-wyborców. Może to i prawda, ale to nie na to, tylko na „fur Deutschland” postawił PiS w kampanii i przegrał. A mógł się chwalić, że dowiózł tu i tam, i tu i tam (rzeczywiście) Polakom się polepszyło. Ale przegrał z jedną-jedyną obietnicą, samospełniającym się zobowiązaniem – ***** ***. Czyli – jak zagłosujesz, to akurat to będziesz miał na drugi dzień. A jak obiecuje się tylko to, po czym ma się stać cud mniemany, to jak to dowieziesz, polityku, to się wywiązałeś. I ty głosujący, i ty – wybrany. A co potem? Ano okazuje się, że cudu nie ma, za to kasy coraz mniej.

Dlatego coraz mniej tej uśmiechniętej Polski. Śmieją się (nerwowo) naiwni, co to albo nie wiedzą co ich czeka, albo tacy, co to będą i kit z okien wydłubywać, byleby oglądać Kaczora jako świadka w kolejnym dętym spektaklu, jakim stały się komisje sejmowe. A więc, że tak powiem, bytowe rzeczy można nie dowozić, tyle, że nie ciągle. Naród jest przebodźcowany kolejnymi wrzutkami tematycznymi. Codziennie afera, a to miała być przecież domena czasów okropnego PiS-u. No, i jak tu znaleźć czas na uśmiech od ucha do ucha. Następuje zmęczenie materiału i szukanie jakiegoś spokoju. A tu nawet premier traci nerwy. A miał być ostoją spokoju – busolą pewności, siły argumentów. Nawet do brudnej roboty wybierał swoich kolegów, by wychodzić potem cały na biało, lejąc oliwę na wywołane przez samego siebie fale.

Polska w bursztynie (zastygnięta)

To jest jakiś impas dla Polski, to tak, jakby się zatrzymać w przedpokoju. Wywalić wszystkich za drzwi, samemu zaś utknąć pomiędzy wyborczym zwycięstwem a niemożnością (niechęcią? nieumiejętnością?) rządzenia. I to też nie widać, że tam ktoś się szarpie – ekipa rządząca słabiutka (nawet w porównaniu z PiS-em), Tusk na posiedzeniach rządu krzyczy, doprowadza ministrantki do płaczu, a więc chciałoby się zawinąć, choćby i do Brukseli, choćby i po pierwszych sześciu miesiącach pierwszego w życiu rządzenia, jak to czyni w ponad połowie swego poselskiego składu Polska 2050. Ta sytuacja to nie jest jakiś robaczek, który zastygł w bursztynie w pozie, z której wynika, że się dokądś wybierał zanim go zastała unieruchamiająca okoliczność. Nie – to jest pokaz nawet nie stagnacji, bo ta zakłada jakiś zatrzymany ruch. To bezruch od samego początku.

No dobra – biedna ta Polska, jak zwykle. Tylko kto na tym korzysta? Pies już tam trącał, czy to zrobiono specjalnie, by wygrał taki imposybilizm, czy to genetyczny polski pech. I czy to zrobiły wraże plemiona tubylcze, czy zewnętrzni osłabiacze Najjaśniejszej. Ale korzysta na tym każdy kraj, który borykał się z polską konkurencją, każdy globalista, któremu obce są państwowe ambicje Polaków, wreszcie każdy członek urzędniczych elit Brukseli, do której Polska pod poprzednimi rządami nie pasowała w jej drodze do szaleńczej wersji postępactwa. Dlatego i Unia, i Niemcy się cieszą. Zaś zakompleksieni Polacy biorą to naiwnie za wyraz sympatii. A to tylko satysfakcja z polepszenia się możliwości realizacji interesów innych krajów. Ubezwłasnowolniona Polska staje się już coraz łatwiejszym podmiotem do europejskich rozgrywek, już nie przeszkadza, choć i tak za starych rządów – gardłowała tylko u siebie, że się nie podda, zaś podpisywała wszystko jak leci.

A czy PiS umiał rządzić? Pewnie trochę lepiej, niż koalicja nie tyle trzynastego grudnia, ale trzynastu partii. Ale przynajmniej miał jakąś wizję, narrację godnościową Polaków, że stać nas na windujące nasz potencjał, ale i dumę, projekty. A co my tu mamy? Z jednej strony jakieś liryczne zaśpiewy o uśmiechu, miłości i – uwaga! – pojednaniu. Tiaaaa… z rąk trzymających pałkę prawa „takiego jak je rozumiemy”. Z drugiej strony – brutalne widowiska dla publiki, jak się tarza w smole Kaczorów, czym się chyba przejmują już tylko patologiczni ultrasi.

Świat ucieka, my w formalinie niemożności. Jak w słoju z dawno już wyginiętym eksponatem.

Napisał i opublikował Jerzy Karwelis Wszystkie wpisy na www.dziennikzarazy.pl

======================

mail:

Autor pominął jedno skrótowe powiedzenie Wałęsy.
<<Jestem za, a nawet przeciw>>

W tych pięciu słowach zawarta jest cała dialektyka współczesna,
wszystkie wypowiedzi polityków od Lewej do Prawej strony,
i w Kraju i zagranicą.

RW