Nie bierz tej „książeczki” od księdza po kolędzie ! Uformowana przez Ruch Światło-Życie oraz Odnowę w Duchu Świętym.

Paweł Chmielewski: Nie bierz tej „książeczki” od księdza po kolędzie

pch24/nie-bierz-tej-ksiazeczki-od-ksiedza-po-koledzie

Kościół jest „od fundamentu” źle skonstruowany; władza proboszcza w parafii jest „niezgodna z teologią”, a świeccy „nie potrzebują pośredników” w dostępie do Boga. Takie treści rozpowszechnia broszura napisana przez księdza z Płocka, która ma wkrótce trafić do dziesiątek tysięcy polskich domów. Wszystko w ramach synodalności…

„Gdzie dwóch lub trzech…”

Broszura nosi tytuł „Gdzie dwóch lub trzech… Uczestniczę we wspólnocie Kościoła”. Na okładce widzimy trzy obejmujące się postaci: kobietę i dwóch mężczyzn, z których jeden jest (chyba) księdzem. Wszystko kolorowe, wesołe, „wspólnotowe”. Autorem tekstu jest ks. Zbigniew Paweł Maciejewski, proboszcz parafii Winnica z diecezji płockiej. Ks. Maciejewski, jak sam podaje, został uformowany przez Ruch Światło-Życie oraz Odnowę w Duchu Świętym. Prowadzi „Fundację Winnica”; to fundacja – a więc de facto sam ks. Maciejewski – jest wydawcą książeczki. Według jego własnych słów w ramach przedsprzedaży wysłano już 62 tysiące 765 egzemplarzy książeczki. Ks. Maciejewski zachęca, żeby księża rozdawali ją podczas wizyty kolędowej. Teoretycznie praca może zatem trafić nawet do kilkuset tysięcy osób; biorąc pod uwagę fakt, że jest krótka i prosta – część z nich rzeczywiście może ją przeczytać.

Zgoda biskupa

Broszura została wydana za zgodą biskupa. Nie znajdą Państwo wprawdzie informacji o imprimatur, ale pytaliśmy o sprawę diecezję. Rzecznik diecezji płockiej dr Elżbieta Grzybowska dwukrotnie zapewniła nas, że – cytuję – „ks. Biskup Szymon Stułkowski zna treść książeczki i wydał zgodę na jej rozprowadzanie”.

Bp Szymon Stułkowski wywodzi się z diecezji poznańskiej. Ordynariuszem Płocka został w 2022 roku. Angażuje się w różne inicjatywy, spotykał się na przykład z Wojownikami Maryi. Poglądy biskupa na temat relacji między duchownymi a świeckimi nie są znane. Jest jednak w kontekście omawianego problemu charakterystyczne, że w 2001 roku obronił doktorat na Uniwersytecie Wiedeńskim u ks. prof. Paula Zulehnera. Praca dotyczyła wprawdzie dość spokojnego tematu (Przygotowanie do I Komunii; Porównanie doświadczeń z Polski, Austrii i Niemiec), ale promotor przyszłego biskupa do „spokojnych” bynajmniej nie należy.

Paul Zulehner jest znanym austriackim reformistą. W 2019 roku ogłosił petycję pt. „Amazonia także u nas!”. Zulehner domagał się rewolucji w podejściu do kapłaństwa. W tekście petycji pisał: „Nasi biskupi powinni zaproponować papieżowi to, co biskupi Amazonii: otwarcie drogi do święceń kapłańskich poprzez drogę święceń diakonatu dla osób, które angażują się na rzecz ruchu Jezusa, mają doświadczenie w kierowaniu wspólnotą Ewangelii i zostały wybrane przez społeczność. Aby kobiety nie pozostawały z tego wykluczone, prosimy biskupów o wsparcie papieża w utorowaniu wreszcie drogi kobietom do diakonatu”. Austriacki profesor napisał też książkę razem z biskupem Aliwal w RPA, Fritzem Lobingerem, który postulował tworzenie swoich kolektywnych grup duszpasterskich, złożonych z księży i świeckich z różnymi funkcjami, które miałyby przejmować tradycyjną rolę kapłanów.

Antyklerykalny egalitaryzm eklezjalny

Można sądzić, że ks. prof. Paul Zulehner przyjąłby z zadowoleniem książeczkę ks. Zbigniewa Maciejewskiego. Jej treść sugeruje bowiem swoisty egalitaryzm eklezjalny. Kapłan pisze o „herezji” podziału na duchownych i świeckich, przekonuje, że świeccy „nie potrzebują pośredników” w dostępie do Chrystusa oraz że urządzenie parafii tak, że kieruje nią ksiądz – jest „niezgodne z teologią”.

W pierwszym rozdzialiku pt. „Największa herezja” ks. Zbigniew Maciejewski przekonuje, że nie chce wdawać się w „doraźne utarczki”, ale pragnie zejść do „«piwnicy», by przyjrzeć się fundamentom”.

„Co widzę? Nie jest dobrze! Widzę istotny błąd konstrukcyjny. Kościół zbudowany jest na dwóch oddzielnych płytach, które inaczej pracują, mają inną dynamikę. Przez to «budowla» Kościoła rozjeżdża się, pęka pod własnym ciężarem” – przekonuje.

Błąd konstrukcyjny… Czytelnik dowiaduje się zatem, że „ktoś” źle skonstruował Kościół – teraz trzeba go przebudować. Kto? Czy chodzi o Tradycję Kościoła? A może o samego Chrystusa, który powołał dwunastu Apostołów i dał im konkretną i wyraźną władzę w Kościele? Na to pytanie autor broszury nie odpowiada.

Jak należy walczyć z „błędem konstrukcyjnym”? Odcinając się od „największej herezji w Kościele”, która nie ustanie, póki duchowni i świeccy będą o sobie nawzajem mówić „oni”. Ks. Maciejewski ma oczywiście rację, bo radykalne przeciwstawianie sobie księży i świeckich jest, naturalnie, błędne. Nie chodzi o to, jaką prawdę podaje w tym passusie – ale o to, jak ją podaje. Jedną chorobę – klerykalizmu ze strony duchownych i braku zainteresowania Kościołem ze strony świeckich – próbuje się tutaj leczyć hasłami egalitarystycznymi i sugerowaniem, jakoby Kościół był „źle skonstruowany” – co wskazuje wyłącznie na konstruktywizm tych, którzy takimi hasłami szermują.

Dalej następuje rozdział „Twój chrzest”. Dzięki sakramentowi chrztu, przypomina kapłan, ochrzczony uczestniczy w potrójnej misji Chrystusa: prorockiej, kapłańskiej i królewskiej. Ponownie, nie jest problemem prawda, którą autor książeczki przypomina, ale jak to robi.

Pisze tymczasem: „Ochrzczony JEST prorokiem w Kościele, JEST kapłanem w Kościele, JEST królem w Kościele”. Rozwija to następnie: „Wydaje się niektórym ludziom, że ksiądz ma jakieś lepsze dojścia, wejścia do Pana Boga. Nie ma! […] Kapłan to po łacinie pontifex, czyli dokładnie ten, który buduje mosty. W domyśle między ludźmi a Bogiem. Kapłan jest zatem pośrednikiem. W Nowym Testamencie jest tylko jeden „kapłan – pośrednik”. Jest nim Jezus Chrystus. Kto ma łączność z Chrystusem ma łączność z Bogiem. Każdy wierny, każdy ochrzczony (zjednoczony z Chrystusem), ma bezpośredni dostęp do Chrystusa, co za tym idzie także do Boga. Nie potrzebuje pośredników”.

„Nie potrzebuje pośredników”… Czytelnik niewątpliwie wielokrotnie słyszał to hasło wypowiadane przez prymitywnych, niewykształconych antyklerykałów. Po co mi ksiądz, przecież ja nie potrzebuję pośrednika, żeby się pomodlić… Ks. Maciejewskiemu, jak możemy domniemywać, nie o to chodziło: ale broszura jest krótka i nie wyjaśnia, o co chodzi. Każdy odczyta ją tak, jak mu intuicja podpowie: a takie hasła rodzą tylko jedno, właśnie antyklerykalne skojarzenie.

Później następują rozdzialiki mówiące o synodalności i przekonywujące, że Bóg może przemawiać przez każdego człowieka (z wieloma wykrzyknieniami, sugerującymi, że to możesz być właśnie TY!); wreszcie w rozdziale „Uczestniczę we wspólnocie Kościoła” autor powraca do swojej wcześniejszej myśli o „złym urządzeniu” spraw kościelnych.

Pisze: „To może być nawet wygodne. Wybrać jednego człowieka, udzielić mu święceń i powierzyć mu parafię z wszystkimi sprawami. Spraw jest dużo więc może zróbmy zrzutkę, by nie musiał pracować gdzie indziej, a pilnował tylko spraw parafii. Jeśli parafia większa to dajmy mu pomocnika, albo pomocników – wikariuszy, katechetów. I sprawa załatwiona. Nie wiem czy taki model kiedykolwiek działał, ale dzisiaj na pewno nie zadziała. I nie chodzi tylko o to, że zaczyna brakować wikariuszy, a czasem już i proboszczów i parafie są łączone, ale dlatego, że od początku jest to niezgodne z teologią”.

Dowiadujemy się zatem, że model funkcjonowania parafii, którą kieruje proboszcz wraz z innymi księżmi – jest „niezgodny z teologią”. Z jaką teologią, chciałoby się zapytać? Z teologią egalitaryzmu pewnie nie, podobnie jak z teologią luterańską; ale nie przypominam sobie, by teologia Kościoła katolickiego krytykowała strukturę parafialną! To zaklinanie rzeczywistości i próba rozgrywania jakiejś „idealnej Ewangelii” przeciwko Tradycji Kościoła.

Obrońcy mówią: to dla niewykształconych

Zapytałem diecezję płocką o ocenę tych twierdzeń. W odpowiedzi rzecznik dr Elżbieta Grzybowska przesłała mi opinię ks. dr. Marcina Sadowskiego, profesora Wyższego Seminarium Duchownego w Płocku. Ks. dr Sadowski napisał w obronie ks. Maciejewskiego między innymi tak:

„Książeczka «Gdzie dwóch lub trzech…» jest broszurą o charakterze duszpasterskim, a nie uniwersyteckim podręcznikiem do teologii. Broszury o takim charakterze pisane są prostym językiem, z przykładami, w stylu, który umożliwia osobom, które nie ukończyły studiów teologicznych ogólne zrozumienie tematu i podjęcie refleksji. Nie można od tego typu publikacji oczekiwać precyzji teologicznej równej doktoratom czy książkom habilitacyjnym z teologii”.

Ks. Sadowski, broniąc publikacji, wystawił jej chyba najcięższy możliwy zarzut. Zauważył przecież, że broszura ma trafić do osób niewykształconych teologicznie. Będą ją rozumieć dosłownie. I choć jest prawdą, że od takich publikacji nie możemy oczekiwać precyzji naukowej teologii, to musimy oczekiwać… prawdy.

Tymczasem prości czytelnicy dowiedzą się, że:

– konstrukcja Kościoła jest „od fundamentów” źle urządzona;

– zwykłe życie w parafii to organizacyjny błąd, bo jest „niezgodne z teologią”;

– każdy jest „kapłanem, prorokiem i królem” i dzięki byciu ochrzczonym „nie potrzebuje pośrednika”, bo ksiądz „nie ma lepszego dojścia” do Boga niż świecki.

Innymi słowy, broszura ks. Maciejewskiego wprowadza pod strzechy synodalne hasła o partycypacji, równości i przebudowie Kościoła. To slogany, którymi posługują się dzisiaj radykalni reformiści, zwykle nastawieni bardzo krytycznie do idei kapłaństwa urzędowego.

Broszura zaadresowana do świeckich nie mówi o konieczności przyjmowania doktryny Kościoła, modlitwie, poście i pokucie. Nie wzywa do budowania na fundamencie Kościoła, jakim jest Chrystus, ale do strukturalnych „reform”, bez bliższego ich określania.

Ostatecznym sensem jest „zmiana”, „synodalność” dla samej „synodalności”, „naprawianie” Kościoła. Jednak Kościół katolicki w Polsce ma się źle nie dlatego, że Lud Boży jest „okopany” na pozycjach księży i świeckich – ale dlatego, że znaczna część katolików po prostu ignoruje Ewangelię. Niektórzy księża i świeccy nie żyją zgodnie z nauką Chrystusa, nie wierzą w Jego Królowanie. Ot, cała tajemnica kryzysu – ludzie małej wiary…

Dostarczenie do kilkudziesięciu tysięcy domów broszury ks. Maciejewskiego może mieć finalnie tylko jeden skutek: wywołanie fermentu i oczekiwania gwałtownej „zmiany”.

Dekonstrukcja zamiast reformy, gwałtowna przebudowa zamiast nawrócenia. Oto synodalność w praktyce: zamiast zbliżać ludzi do Chrystusa, uderza w sakramentalną strukturę Kościoła.

Jeżeli ksiądz będzie chciał Państwu podczas wizyty kolędowej wręczyć broszurę ks. Maciejewskiego – proszę jej nie brać, stanowczo odmawiając.

Paweł Chmielewski  

=========================

Trudno jest znaleźć choćby jedno zdanie na temat tego, że Kościół żyje doktryną, duszpasterstwem i liturgią. A przede wszystkim, że Kościół Jezusa Chrystusa z Jego woli jest dla nas sakramentem zbawienie. […] Może największą zaletą tej niewielkiej broszury jest ostrzeżenie przed tym, jakie mogą być konsekwencje i interpretacje Synodu o synodalności – pisze ks. prof. Paweł Bortkiewicz TChr o broszurze „Gdzie dwóch lub trzech…”, która za zgodą biskupa [sic!!] jest kolportowana w diecezji płockiej. 

Meandry „chrześcijańskiego syjonizmu”.

Meandry chrześcijańskiego syjonizmu

pch24/meandry-chrzescijanskiego-syjonizmu

Chrześcijański syjonizm to jeden z najsilniejszych nurtów wspierających państwo Izrael. Jego wpływ wykracza poza religię i obejmuje sferę polityczną, szczególnie w Stanach Zjednoczonych. Warto przyjrzeć się temu nurtowi religijno-politycznemu, by lepiej zrozumieć realia amerykańskiej i światowej polityki.

Chrześcijański syjonizm rozkwitł na glebie protestantyzmu. Jego praprzyczyną jest rejudaizacja chrześcijaństwa następująca wskutek reformacji. Wraz z nią doszło bowiem do odejścia od kultu katolickich świętych i skupienia się wyłącznie na Biblii. Z objętościowego punktu widzenia najwięcej miejsca zajmuje w niej Stary Testament. Rejudaizacja wiązała się niekiedy ze wzrostem zainteresowania starożytnymi Izraelitami, za których potomków uznano nowożytnych Żydów.

Pierwsi protestanci niekoniecznie byli jednak filosemitami. Na przykład Marcin Luter słynął z antyżydowskich wystąpień. Niemniej stopniowo ulegało to zmianie. Na kanwie protestanckiego filosemityzmu narodził się także syjonizm. Po kilku stuleciach, w 1878 roku podczas Biblijnej Konferencji w Niagara-on-the-lake ustanowiono złożoną z 14 punktów proklamację tego stanowiska. Jeden z nich głosił, że „Pan Jezus przyjdzie osobiście by ustanowić erę milenium, gdy Izrael będzie ustanowiony na swej własnej ziemi, a cały świat będzie pełen wiedzy Pańskiej”.

Również Ezra Stiles, XIX-wieczny prezydent Uniwersytetu Yale, wzywał do powrotu Żydów do ich ojczyzny. Podobne pragnienie wygłaszał Asa McFarland, prezbiterianin.  Chrześcijańskich syjonistów w świecie anglosaskim nie brakowało także na wysokich szczeblach władzy. Na przykład w 1818 roku prezydent USA John Adams stwierdził, że „naprawdę pragnie by Judea stała się niepodległym narodem”. Ten unitarianin (chrześcijanin odrzucający Bóstwo Chrystusa) wyraził także przekonanie, że inni Żydzi przejdą na unitaryzm.

Z kolei George Bush XIX-wieczny hebraista z Uniwersytetu w Nowym Jorku przekonywał, że powrót Żydów na tereny Izraela doprowadzi do spłynięcia korzyści dla całej ludzkości i ustanowienia specjalnej więzi między Bogiem a człowiekiem.

Chrześcijański syjonizm kwitł także w Imperium Brytyjskim przed I wojną światową. Czołowy przedstawiciel tego ruchu, anglikański duchowny William Hechler, już w 1896 roku twierdził, że zgromadzenie się Żydów w rządzonej przez nich Jerozolimie umożliwi upragnioną Paruzję – ponowne przyjście Chrystusa.

Ważnym przejawem chrześcijańskiego syjonizmu w Wielkiej Brytanii była tak zwana deklaracja Balfoura z 1917 roku (brytyjski sekretarz spraw wewnętrznych, Arthur Balfour wysłał w listopadzie list do Lorda Waltera Rothschilda, wyrażając poparcie brytyjskich władz dla ustanowienia państwa Izrael na terenie dzisiejszej Palestyny).

W okresie międzywojennym wielu chrześcijan popierało ustanowienie państwa żydowskiego w Izraelu z przyczyn „pragmatycznych”. Boleli nad rosnącą dyskryminacją żydów i pragnęli ich ochrony w nowym państwie. Po II wojnie światowej i tragedii Holocaustu, w 1948 roku ten cel osiągnięto – ustanowiono państwo Izrael na ziemi palestyńskiej.

Syjonizm po powstaniu Izraela

Mogłoby się wydawać, że chrześcijańscy syjoniści zrealizowali swe zamiary, a ruch stracił rację bytu.  Jednak choć powstanie niepodległego państwa Izrael było wydarzeniem niezwykłej wagi, to zmagania chrześcijańskich syjonistów nie zakończyły się na nim. Izrael od początku musiał się bowiem zmagać z zagrożeniem wynikającym z działań jego muzułmańskich sąsiadów. Chrześcijański syjonizm zaczął wówczas oznaczać poparcie dla jego obrony/ekspansji, a jego centrum znalazło się w Stanach Zjednoczonych. Protestanccy fundamentaliści stanowią do dziś część elektoratu wpływającą na proizraelską politykę USA.

Wśród amerykańskich „nowych ewangelików” popularne jest przekonanie, że Żydzi wciąż cieszą się szczególną łaską Boga. Na przykład teleewangelista Jerry Falwell w jednej ze swych wypowiedzi stwierdził wręcz, że krytyka Izraela to krytyka Boga. W tym środowisku modne jest także powoływanie się na wspomniany werset, w którym Pan Bóg mówi do Abrama „Będę błogosławił tym, którzy ciebie błogosławić będą, a tym, którzy tobie będą złorzeczyli, i ja będę złorzeczył. Przez ciebie będą otrzymywały błogosławieństwo ludy całej ziemi” (Rdz 12,3).  

Słowa te chrześcijańscy syjoniści odnoszą właśnie do Izraela. Zgodnie z tą interpretacją państwa popierające Izrael cieszyć się będą Bożym błogosławieństwem i płynącymi z niego korzyściami. Z kolei państwa anty-izraelskie spotka godny pożałowania los.

Zmarły w czerwcu 2023 słynny teleewangelista Pat Robertson widział w Izraelu nie tylko ostoję zachodniej demokracji, ale i nadzieję na odparcie islamskiej inwazji. Oto jak w grudniu 2017 roku komentował uznanie przez Donalda Trumpa Jerozolimy za stolicę Izraela.

Musicie uświadomić sobie, że Bóg przemawiający do Mojżesza na Górze Synaj to nasz Bóg. Abraham, Izaak i Jakub to nasi duchowi patriarchowie. Jeremiasz, Ezechiel i Daniel to nasi prorocy – mówił chrześcijański syjonista w jednym ze swoich przemówień dostępnych na patrobertson.com. – Król Dawid, człowiek według serca Bożego to nasz bohater. Święte miasto Jeruzalem to nasza duchowa stolica. A kontynuacja żydowskiej suwerenności nad Ziemią Świętą to kolejny dowód dla nas, że Bóg biblijny istnieje, a jego słowo jest prawdziwe – powiedział wówczas.

Chrześcijański syjonizm żyje także w kulturze masowej. Wydany w latach 1995-2007 cykl powieści „Left Behind”, a także powiązana z nią gra komputerowa przyczyniają się do wzrostu popularności tego ruchu i związanych z nim przekonań o roli Izraela w czasach ostatecznych i rychłym nadejściu Armagedonu.

Katolicyzm a chrześcijański syjonizm

Z katolickiego punktu widzenia chrześcijański syjonizm jest nie do przyjęcia. Po pierwsze – jako ruch protestancki – opiera się na samowolnym, oderwanym od Urzędu Nauczycielskiego Kościoła – interpretowaniu Biblii. To zaś – jak widać – może mieć złe skutki. Kolejnym problemem jest popieranie ekspansji Izraela, bezkrytyczne stawanie po jednej stronie konfliktu, bez względu na sprawiedliwość, obejmujące także przeciwników Izraela prawa naturalne. A także nieustanne dążenie do wojny. Z tym wszystkim wiąże się upolitycznienie religii i merkantylne podejście do wiary.

Zresztą Kościół katolicki początkowo nie odnosił się przychylnie do dążeń ustanowienia żydowskiego państwa obejmującego Jerozolimę. Gdy w 1904 roku przywódca ruchu syjonistycznego Theodor Herzl przybył na audiencję do Św. Piusa X, ten odpowiedział, że „nie możemy powstrzymać Żydów przed udaniem się do Jerozolimy – ale nigdy nie moglibyśmy tego usankcjonować. Ziemia Jerozolimy, jeśli nie zawsze była święta, została uświęcona życiem Jezusa Chrystusa. Jako głowa Kościoła nie mogę powiedzieć nic innego. Żydzi nie uznali naszego Pana, dlatego my nie możemy uznać narodu żydowskiego”.

Słowa te uznane niechybnie przez współczesnych za „antysemityzm” z pewnością nie byłyby wypowiedziane przez żadnego z papieży po Soborze Watykańskim II. Choć kwestia politycznej akceptacji dla Izraela należy do spraw, w których katolikom wolno mieć odrębne zdania, to fundamentalistyczny chrześcijański syjonizm pozostaje trudny do pogodzenia z nauką Kościoła.

Tymczasem, co ciekawe wielu chrześcijańskich syjonistów zamierza pomóc w odbudowie Świątyni Jerozolimskiej (zniszczonej w 70 roku po Chrystusie). Z tym też wiąże się ich poparcie dla (popieranego przez Donalda Trumpa) przeniesienia stolicy Izraela do Jerozolimy i poparcie dla silnego Izraela. Ten ostatni jest bowiem niezbędnym warunkiem przejęcia pełnej kontroli nad Wzgórzem Świątynnym i odbudowania Świątyni Jerozolimskiej. Rekrutujący się spośród amerykańskich protestantów chrześcijańscy syjoniści popierają wręcz zbiórki funduszy na odbudowę świątyni jerozolimskiej, a nawet odnowienie w niej ofiar ze zwierząt.

Zdaniem katolickiego twórcy kanału YouTube „Sensus Fidelium” zgodnie z nauką wielu ojców Kościoła odbudowa świątyni to warunek wstępny do nadejścia Antychrysta, który według świętego Pawła „zasiądzie w świątyni Boga dowodząc, że sam jest Bogiem” (2 Tes 2,4). Za tę świątynię uznawano właśnie Świątynię Jerozolimską.  

Na przykład święty Ireneusz mówił, że powtórne przyjście Chrystusa nastąpi po tym, jak Antychryst zasiądzie w jerozolimskiej świątyni. Podobne zdanie wyrażali cytowani przez niego święty Hipolit, święty Hilary i święty Teodor i wielu innych ojców i doktorów Kościołów zachodniego i wschodniego. Aby jednak Antychryst mógł zasiąść w świątyni, musi ona uprzednio istnieć, do czego przyczynić się próbują właśnie chrześcijańscy syjoniści.

Ci ostatni mogliby zresztą – omyłkowo – uznać ewentualne nadejście wielkiej religijnej postaci sprawującej obrzędy w odbudowanej świątyni za powtórne przyjście Chrystusa. Pomógłby im w tym ich bezkrytyczny stosunek do Żydów. Nawiasem mówiąc, dla tych ostatnich ewentualne przyjście Antychrysta do świątyni mogłoby zostać uznane za (pierwsze) przybycie wyczekiwanego przez nich mesjasza.

Pikanterii sprawie dodaje fakt, że na Wzgórzu Świątynnym znajduje się nie tylko Ściana Płaczu (pozostałość po zburzonej świątyni jerozolimskiej), lecz również Kopuła na Skale. To pochodzące z VII wieku islamskie sanktuarium jest jednym z najświętszych miejsc islamu. Odbudowa świątyni jerozolimskiej wymagałaby jego wyburzenia i gotowości odparcia zmasowanego kontrataku muzułmanów, którzy z pewnością nie ścierpieliby tej zniewagi. Doszłoby prawdopodobnie do wojny, mogącej przerodzić się w konflikt globalny. Działania mogąc prowadzić do bezsensownej wojny trudno zaś uznać za realizujące naukę społeczną Kościoła.

Na koniec warto zauważyć pewien paradoks. Religijni amerykańscy chrześcijańscy syjoniści stają nieświadomie w jednym szeregu z zainteresowanymi wojną cynikami, jak wielkie firmy naftowe, liczące na osłabienie konkurencji a może przejęcie bliskowschodnich pól naftowych od państw islamskich. Angażowanie się Amerykanów w wojny na Bliskim Wschodzie jest także (podobnie jak każda amerykańska wojna) w interesie kompleksu zbrojeniowo-przemysłowego. Oznacza bowiem gigantyczny wzrost intratnych i pewnych zamówień ze strony rządu federalnego.

Stanisław Bukłowicz

To się nie mieści w głowie! O przyjęciu haniebniej rezolucji zadecydowały głosy dziewięciu europosłów wybranych w Polsce: Róża Thun, Marek Balt, Marek Belka, Robert Biedroń, Włodz. Cimoszewicz, Łukasz Kohut, Bog. Liberadzki, Leszek Miller, Sylwia Spurek

================================

To się nie mieści w głowie! Ministrowie wskazują: „O przyjęciu rezolucji zadecydowały głosy 9 europosłów wybranych w Polsce”

Parlament Europejski i komentarze polskich ministrów na platformie X / autor: PAP/EPA; X
Parlament Europejski i komentarze polskich ministrów na platformie X / autor: PAP/EPA; X

Niepojęte! „O przyjęciu rezolucji zadecydowały głosy 9 europosłów wybranych w Polsce”; „Gdyby wszyscy polscy europosłowie zagłosowali PRZECIW, procedura zmiany traktatów zostałaby zatrzymana” – wskazują ministrowie. O których europosłach mowa?

9 europosłów z Polski zagłosowało za zmianą traktatów UE

Parlament Europejski w przyjętej w środę w Strasburgu rezolucji opowiedział się za zmianą traktatów unijnych. W głosowaniu 291 europosłów było za, 274 przeciw, a 44 wstrzymało się od głosu.

Wśród „polskich” europosłów, który poparli rezolucję, znalazło się 9 osób – Róża Thun, Marek Balt, Marek Belka, Robert Biedroń, Włodzimierz Cimoszewicz, Łukasz Kohut, Bogusław Liberadzki, Leszek Miller oraz Sylwia Spurek – wybrani do PE w 2019 r. z list Koalicji Europejskiej (PO, PSL, SLD, N., Zieloni) oraz Wiosny Roberta Biedronia. Europosłowie ci reprezentują frakcje Socjalistów i Demokratów oraz Renew i Zielonych.

Pozostali polscy europosłowie – reprezentujący PiS (należący w PE do Europejskich Konserwatystów i Reformatorów – EKR), a także Koalicję Obywatelską i PSL (należący w PE do Europejskiej Partii Ludowej – EPL) – sprzeciwili się uchwale.

SPRAWDŹ SZCZEGÓŁY: Lista hańby! 9 europosłów z Polski zagłosowało za zmianą traktatów UE. Wśród nich Thun, Spurek, Miller i Cimoszewicz

„Gdyby głosowali tak jak inni posłowie z Polski, rezolucja by przepadła”

Do wyników głosowania nawiązał we wpisie na portalu X minister ds. UE Szymon Szynkowski vel Sęk. We wpisie przedstawił zdjęcie dokumentu wskazującego nazwiska europosłów, którzy poparli rezolucję, i którzy się jej sprzeciwili, z zaznaczonymi nazwiskami polskich europosłów.

Mamy wyniki głosowania imiennego nad rezolucją PE ws. uruchomienia arcygroźnej reformy traktatów mającej na celu odebranie państwom kompetencji na rzecz UE w strategicznych obszarach. Chyba jasne staje się dlaczego politycy PO, Trzeciej Drogi, Lewicy nie chcieli wczoraj przyjęcia w Sejmie uchwały zobowiązującej polskich europosłów do sprzeciwienia się propozycji zmian traktatowych

— stwierdził we wpisie Szynkowski vel Sęk.

Jak zaznaczył, „gdyby wszyscy polscy europosłowie zagłosowali przeciw rezolucja by upadła a procedura zostałaby zatrzymana. A tak, przeszła niewielką większością”.

Nagły zwrot posłów PO miał charakter wyłącznie wizerunkowy i taktyczny

— dodał.

O przyjęciu rezolucji zadecydowały glosy 9 europosłów wybranych w Polsce – z list Koalicja Europejska PO-PSL-SLD-.N-Zieloni oraz „Wiosna“ Roberta Biedronia (…) Rezolucja przeszła 17 głosami

— podał również wiceszef MSZ Paweł Jabłoński na platformie X.

Gdyby wszyscy polscy europosłowie zagłosowali PRZECIW, procedura zmiany traktatów zostałaby zatrzymana

— podkreślił.

9 posłów z Polski, których ugrupowania chcą tworzyć rząd głosowało za zmianą traktatów. Gdyby głosowali tak jak inni posłowie z Polski, rezolucja by przepadła, a procedura nie zostałaby uruchomiona. Wówczas wynik byłby 282 ZA przy 283 PRZECIW. Koalicja Tuska w pozornym rozkroku pozwoliła Niemcom na wdrażanie ich planów

— napisał także wiceminister sprawiedliwości Sebastian Kaleta.

Rzecznik rządu Piotr Müller wskazał, że „właśnie dlatego tak ważna była uchwała, którą złożyliśmy w polskim Sejmie”.

Jej przegłosowanie wstrzymała koalicja z @donaldtusk na czele

— przypomniał.

Gdyby wszyscy polscy eurodeputowani zagłosowali przeciw w PE, szkodliwa procedura zmian w traktatach nie zostałaby dzisiaj rozpoczęta

— dodał rzecznik.

Zmiany traktatów UE

Treść przyjętego w środę przez PE dokumentu została uzgodniona przez przedstawicieli pięciu frakcji – Europejskiej Partii Ludowej (EPL), socjaldemokratów (S&D), liberałów (Renew), Zielonych i Lewicy. Zawiera on propozycję 267 zmian w obu traktatach – O Unii Europejskiej (TUE) oraz O Funkcjonowaniu Unii Europejskiej (TFUE).

Główne proponowane zmiany to rezygnacja z zasady jednomyślności w głosowaniach w Radzie UE w 65 obszarach i przeniesienie kompetencji z poziomu państw członkowskich na poziom UE, m.in. poprzez utworzenie dwóch nowych kompetencji wyłącznych UE – w zakresie ochrony środowiska oraz bioróżnorodności (art.3 TFUE) – oraz znaczne rozszerzenie kompetencji współdzielonych (art.4), które obejmowałyby siedem nowych obszarów: politykę zagraniczną i bezpieczeństwa, ochronę granic, zdrowie publiczne, obronę cywilną, przemysł i edukację.

— Krok w bardzo złą stronę! PE opowiedział się za zmianą traktatów unijnych. „Ciemne chmury nad Europą!”. „Na czele sprzeciwu Polska”

— TYLKO U NAS. Jadwiga Wiśniewska: Czy to koniec Unii Europejskiej jaką znamy? „Nic o nas, bez nas. Zatrzymajmy zmianę Traktatów”

— Europosłowie PiS po głosowaniu w PE: Został uruchomiony proces zagrażający suwerenności Polski. „Są oznaki trzeźwienia”

— I wszystko jasne! Posłowie Lewicy cieszą się z głosowania w PE: „Europa potrzebuje dalszej integracji”; „Prawica robi burzę w szklance wody”

olnk/PAP/X/wPolityce.pl

Publikacja dostępna na stronie: https://wpolityce.pl/polityka/671794-rezolucja-pe-przeszla-glosami-9-polskich-europoslow

Zmiany w traktatach UE mógł zatrzymać polski Sejm. Gdyby wszyscy europosłowie z Polski zagłosowali przeciw… 

https://niezalezna.pl/polityka/zmiany-w-traktatach-ue-mogl-zatrzymac-polski-sejm-opozycyjna-wiekszosc-nie-chciala-poprzec-wniosku-pis/504405

Parlament Europejski w przyjętej w środę w Strasburgu rezolucji opowiedział się za zmianą traktatów unijnych. W głosowaniu 291 europosłów było za, 274 przeciw, a 44 wstrzymało się od głosu.

Do wyników głosowania nawiązał w środę po południu we wpisie na portalu X minister ds. UE Szymon Szynkowski vel Sęk. We wpisie przedstawił zdjęcie dokumentu wskazującego nazwiska europosłów, którzy poparli rezolucję, i którzy się jej sprzeciwili, z zaznaczonymi nazwiskami polskich europosłów. Listę podał tę wcześniej portal Niezalezna.pl.

„Mamy wyniki głosowania imiennego nad rezolucją PE ws. uruchomienia arcygroźnej reformy traktatów mającej na celu odebranie państwom kompetencji na rzecz UE w strategicznych obszarach. Chyba jasne staje się dlaczego politycy PO, Trzeciej Drogi, Lewicy nie chcieli wczoraj przyjęcia w Sejmie uchwały zobowiązującej polskich europosłów do sprzeciwienia się propozycji zmian traktatowych

– stwierdził we wpisie Szynkowski vel Sęk. Odniósł się on w ten sposób do zgłoszonego w poniedziałek projektu uchwały dotyczącego „zatrzymania niebezpiecznych dla Rzeczypospolitej Polskiej zmian Traktatu o Unii Europejskiej oraz Traktatu o Funkcjonowaniu Unii Europejskiej”.

Projekt został skierowany do sejmowej Komisji do Spraw Unii Europejskiej, a opozycyjna większość nie poparła wniosku Pawła Jabłońskiego (PiS), aby skrócić zaplanowaną do środy do godz. 11 przerwę w obradach i jeszcze tego dnia zająć się projektem uchwały PiS dotyczącym sprzeciwu wobec zmiany Traktatów UE

Jak zaznaczył, „gdyby wszyscy polscy europosłowie zagłosowali przeciw rezolucja by upadła, a procedura zostałaby zatrzymana. A tak, przeszła niewielką większością”. „Nagły zwrot posłów PO miał charakter wyłącznie wizerunkowy i taktyczny” – dodał.

„O przyjęciu rezolucji zadecydowały glosy 9 europosłów wybranych w Polsce – z list Koalicja Europejska PO-PSL-SLD-.N-Zieloni oraz „Wiosna” Roberta Biedronia”

– wtórował Szynkowskiemu vel Sękowi również na Twitterze wiceszef MSZ Paweł Jabłoński.

„Rezolucja przeszła 17 głosami. Gdyby wszyscy polscy europosłowie zagłosowali PRZECIW, procedura zmiany traktatów zostałaby zatrzymana” – dodał, wymieniając nazwiska europosłów, którzy poparli rezolucję.

Sprawę skomentował na Twitterze również Mateusz Morawiecki.

– Mimo wczorajszych zapewnień Donalda Tuska, ludzie go popierający zaakceptowali prawo UE do nakładania podatków według ich postanowień, do odebrania nadzoru państw członkowskich nad granicami i do odebrania wielu innych funkcji państwa, a w konsekwencji całkowitej zależności Polski i innych państw członkowskich od decyzji Brukseli i od woli dwóch najsilniejszych państw w Unii – wskazał.

Krok w stronę superpaństwa

Treść przyjętego w środę przez PE dokumentu została uzgodniona przez przedstawicieli pięciu frakcji – Europejskiej Partii Ludowej (EPL), socjaldemokratów (S&D), liberałów (Renew), Zielonych i Lewicy. Zawiera on propozycję 267 zmian w obu traktatach – O Unii Europejskiej (TUE) oraz O Funkcjonowaniu Unii Europejskiej (TFUE).

Główne proponowane zmiany to rezygnacja z zasady jednomyślności w głosowaniach w Radzie UE w 65 obszarach i przeniesienie kompetencji z poziomu państw członkowskich na poziom UE, m.in. poprzez utworzenie dwóch nowych kompetencji wyłącznych UE – w zakresie ochrony środowiska oraz bioróżnorodności (art.3 TFUE) – oraz znaczne rozszerzenie kompetencji współdzielonych (art.4), które obejmowałyby siedem nowych obszarów: politykę zagraniczną i bezpieczeństwa, ochronę granic, zdrowie publiczne, obronę cywilną, przemysł i edukację.

Źródło: PAP, niezalezna.pl

„Produkcja prymitywów o umysłowości bolszewickiego politruka” – prof. Legutko o podporządkowaniu edukacji UE

„Produkcja prymitywów o umysłowości bolszewickiego politruka” – prof. Legutko o podporządkowaniu edukacji UE 

https://pch24.pl/produkcja-prymitywow-o-umyslowosci-bolszewickiego-politruka-prof-legutko-o-podporzadkowaniu-edukacji-ue/


Zgodnie z propozycjami zmian traktatowych Komisji Spraw Konstytucyjnych PE edukacja ma się stać jedną z kompetencji „współdzielonych” między UE a państwami członkowskimi.

 – Gdyby do tego doszło, to w szkołach i na uniwersytetach doszłoby do ograniczenia wolności myśli i zaczęłaby się +produkcja+ prymitywów o umysłowości bolszewickiego politruka – ostrzega w rozmowie z PAP eurodeputowany PiS prof. Ryszard Legutko.

– Zacznijmy od tego, że realnie nie ma czegoś takiego jak kompetencje współdzielone. De facto, kompetencje, które nazywają się współdzielone to są kompetencje Unii. Ona je natychmiast przejmuje. Słowo współdzielone jest fikcyjne – zaznacza filozof i pisarz.

– Po co zatem Unii wpływ na edukację w państwach członkowskich? Możemy z dużą dozą pewności założyć, że nie jest to dążenie do podniesienia poziomu nauczania matematyki, czy fizyki, tylko do indoktrynacji. Chodzi o uformowanie określonej umysłowości, która zinternalizuje i nie będzie kwestionować coraz bardziej ekstrawaganckich szaleństw tego ideologicznego tworu jakim staje się obecnie Unia Europejska – przewiduje profesor Uniwersytetu Jagiellońskiego.

Zdaniem polityka, środkiem do osiągnięcia tego celu jest wykorzenienie ludzi, pozbawienie ich poczucia przynależności i przywiązania do tradycji już na poziomie szkoły.

– Nie musimy nawet specjalnie wysilać wyobraźni, żeby uświadomić sobie, jak to będzie wyglądało. W wielu krajach Europy Zachodniej ten program jest już dawno realizowany. Polega to na zastąpieniu wykształcenia historycznego i literackiego ideologią. Wiedza ogólna, która wyposaża człowieka w zdrowy sceptycyzm, szerszą perspektywę i świadomość, że mądrość ludzka nie zawiera się w ostatnich dokumentach Komisji Europejskiej jest tam reglamentowana. Efekty widać np. w Parlamencie Europejskim wśród lewicowych i liberalnych kolegów ze starych państw Unii. Nie mają oni pojęcia o historii, literaturze, filozofii. Umiejętność posługiwania się logiką, jako narzędziem badania rzeczywistości, jest wśród nich na poziomie jaskiniowca. Te braki nadrabiają szermowaniem sofizmatami, frazesami i tropieniem myślozbrodni. Jak Poligraf Poligrafowicz Szarikow z Bułhakowa – ironizuje uczony.

– Nic dziwnego, że szacunek, jakim do pewnego stopnia jeszcze darzy się w niektórych państwach członkowskich klasyczne wykształcenie, ewidentnie bardzo denerwuje europejski mainstream – dodaje.

Polityk zwraca przy tym uwagę, że tzw. liberalna demokracja, zachodnie elity akademickie i polityczne wyprodukowały znacznie dłuższą listę myślozbrodni, niż reżim komunistyczny.

– Możemy się z tego śmiać, ale na zachodnich uniwersytetach już od dawna „homofobia, transfobia, binaryzm, eurosceptycyzm, logocentryzm, fallocentryzm, seksizm, mizoginia, negacjonizm klimatyczny” itd. są „zbrodniami”, które karze się ostracyzmem. Stamtąd praktyki te przeszły do mediów i korporacji – tłumaczy Ryszard Legutko.

– Niestety, polskie uniwersytety – mówiąc oględnie – nie są na to odporne. Paradoksalnie, środowiska uniwersyteckie są najbardziej podatne na konformizm, najbardziej wrogie wolności. Akademicy, którzy są w ogromnej większości papugami tego co powstaje na Zachodzie uważają się za akuszerów nowych czasów, „nowego Polaka”. Będą zatem naturalnymi sojusznikami eurokratów – prognozuje intelektualista.

– Jeszcze nie tak dawno w języku polskim w użyciu był wyraz „cudzobiesie” – bezkrytyczne przyjmowanie wszystkiego co przychodzi z zagranicy. Jest to stary polski grzech. Kiedyś był jednak przynajmniej przez część naszych elit krytykowany i wyśmiewany. Proszę przypomnieć sobie fragment Pana Tadeusza o Podczaszycu: „Ogłosił nam, że jacyś Francuzi wymowni; Zrobili wynalazek: iż ludzie są równi. Choć o tem dawno w Pańskim pisano zakonie, I każdy ksiądz toż samo gada na ambonie. Nauka dawną była, szło o jej pełnienie! Lecz wtenczas panowało takie oślepienie, że nie wierzono rzeczom najdawniejszym w świecie, Jeśli ich nie czytano w francuskiej gazecie – cytuje Legutko.

– Cudzobiesie to zaraza. Jest oznaką myślenia niewolniczego – udawanie pana, kiedy jest się zniewolonym. Mentalność niewolnicza – to charakteryzuje duże rzesze polskich akademików. Stąd wredność w postepowaniu. Najgorszy jest niewolnik, który został nadzorcą innych niewolników i dostał bat do ich poganiania – ocenia naukowiec.

– Biorąc to wszystko pod uwagę, obawiam się, że skutki wprowadzenia „europejskiej” edukacji w Polsce będą jak najgorsze. Będzie ona oczywiście realizowana w polskim idiomie. Młodym ludziom będzie się wmawiać, że cała nasz historia to ksenofobia, zaściankowość i antysemityzm. Materiał heroiczno-patriotyczny zostanie całkowicie wycięty, bo „wybieramy przyszłość”. Ze szkół zaczną wychodzić kulturowi analfabeci o mentalności politruków, tropiących myślozbrodnie – ubolewa profesor.

– Ktoś mógłby pomyśleć, że przecież przetrwaliśmy zabory, PRL i jakoś to było. Chciałbym przestrzec przed tym „jakoś”. Umysłowość ludzka nie powstaje sama z siebie. Nie istnieje jakaś naturalna umysłowość wbrew temu co sądził Fryderyk Barbarossa. Mentalność jest kształtowana. W dawniejszych czasach, np. pod zaborami, równolegle do rządowych istniały instytucje, które pozwoliły przechować i przekazać polskie umysłowe dziedzictwo. W dworskich bibliotekach przechowywano „zakazane” książki i kształcono włościańskie dzieci; ludzie Kościoła, wyposażeni w kategorie pojęciowe tomizmu nie chodzili na kompromisy z ideologiami będącymi zaprzeczeniem prawa naturalnego, ani nie zajmowali się ratowaniem klimatu. Słowem, istniała przeciwwaga dla prób wynarodowienia. Teraz ta przeciwwaga jest dużo słabsza – podsumowuje intelektualista.

105 rocznica wyzwolenia Lwowa przez Orlęta Lwowskie

105 rocznica wyzwolenia Lwowa przez Orlęta Lwowskie

kresywekrwi./105-rocznica-wyzwolenia-lwowa

„Naród, który traci pamięć przestaje być Narodem- staje się jedynie zbiorem ludzi czasowo zajmujących dane terytorium” – Józef Piłsudski

 


22 listopada 1918 roku o świcie, oddział pod dowództwem porucznika Romana Abrahama zatknął biało czerwony polski sztandar na wieży lwowskiego ratusza, przywracając Lwów na łono naszej odradzającej się po 123 latach zaborów Ojczyzny. Po dwudziestu dwóch dniach ciężkich walk, niemal zupełnie osamotnionych polskich obrońców miasta Zawsze Wiernego Rzeczpospolitej, z doborowymi jednostkami zbrodniarzy z Ukraińskiej Halickiej Armii, które na początku toczyły, nieliczne, samoistne grupki polskich obrońców, często bardzo młodych uczniów gimnazjów i studentów, skupionych wokół rzutkich oficerów, którzy gremialnie odpowiedzieli na apel powszechnej mobilizacji w celu obrony Lwowa przed ukraińską agresją. I pomimo ponad dwukrotnej przewagi Ukraińców w pierwszych dniach walk o wyzwolenie Lwowa, gdy całkowity stan polskich organizacji konspiracyjnych wynosił łącznie zaledwie około 700 osób, gdy siły ukraińskie liczyły w początkowej fazie walk o miasto ponad 1500 doborowych żołnierzy i oficerów regularnej armii, których stan osobowy w ciągu następnych trzech dni zwiększył się o ośmiuset kolejnych żołnierzy. Jednak pomimo początkowej słabości polskich obrońców, ich konsolidacja zaczęła szybko postępować w miarę rozwoju działań zbrojnych ze strony Ukraińców. Lepsza znajomość topografii miasta, a także błyskawiczna po stronie polskich obrońców organizacja różnych nowych oddziałów wojskowych, takich jak piechota, artyleria, kawaleria, oddział techniczny, a nawet niewielki oddział lotniczy, które to wszystkie polskie siły, od samego początku wspierały nieustraszone w boju Orlęta Lwowskie, czyli lwowska młodzież, zdobywająca każdego dnia broń na przeciwniku, a potem również z magazynów austriackiej armii. 

 

Walki o Polski Lwów były jednym z wydarzeń najbardziej mobilizujących polską opinię publiczną w całym odradzającym się kraju, gdzie zewsząd organizowano wszelką możliwą pomoc dla obrońców Lwowa, włącznie z błyskawicznym tworzeniem oddziałów wojskowych złożonych z ochotników, którzy natychmiast wyruszali z odsieczą miastu Zawsze Wiernemu Najjaśniejszej Rzeczpospolitej, a Orlęta Lwowskie przeszły do historii, jako przykład niezwykłego wręcz poświęcenia i bohaterstwa w obronie Ojczyzny. 

Dziś minęło 105 lat od tamtych wydarzeń, wyzwolenia miasta spod ukraińskiej okupacji i przywrócenia go na łono Rzeczpospolitej. I to co było dzisiaj najsmutniejsze, to że poza krótkim, lapidarnym wręcz wspomnieniem o tym jednym z najdonioślejszych wydarzeń w naszej polskiej historii, nie odbyły się, co już raczej nie dziwi, a jest raczej bardzo smutną konstatacją nad stanem naszego państwa i całego narodu, absolutnie żadne uroczystości, które upamiętniłyby tamten bohaterski, zakończony wielkim zwycięstwem zryw polskiej młodzieży w walce o wyzwolenie Lwowa, Lwowskich Orląt, spośród których jeden, nieznany z imienia i nazwiska, kilkunastoletni żołnierz niezłomny, spoczął w kwaterze Grobu Nieznanego Żołnierza w Warszawie, o czym większość Polaków nawet nie wie, a gdy idzie o obecne pokolenie polskiej młodzieży, to nic ona nie wie o tamtym zrywie swoich rówieśników sprzed ponad stu laty. Nie uczy bowiem o tym niczego szkoła, ani ta podstawowa, ani też średnia, a o tzw. uczelniach wyższych lepiej zmilczeć gwoli przyzwoitości, bo cisną się człowiekowi na samo wspomnienie o ich haniebnej roli w edukacji polskiej młodzieży na przestrzeni ostatnich 34 lat, słowa powszechnie uważane, za nie nadające się do druku, a ich tzw. kadra profesorska sama zdyskwalifikowała się i to pod każdym względem, na niwie totalnego spodlenia całej oświaty w Polsce i to na wszystkich jej poziomach bez wyjątku, doprowadzając do tego, że dyplomy, którymi raczą swoich absolwentów, są dzisiaj mniej warte, niż papier, na którym są drukowane. Upadek całkowity. 

 

Praktycznie również CAŁE obecne pokolenie Polaków, co można już dziś stwierdzić i to ze stu procentową pewnością, bez żadnej przesady, iż sprawdza się na nich, jakże trafna diagnoza marszałka Piłsudskiego, wypowiedziana przed prawie stulaty, którą w dniu dzisiejszym nasi rodacy potwierdzili tylko po raz kolejny, a mianowicie, że:

„Naród, który nie szanuje swej przeszłości nie zasługuje na szacunek teraźniejszości i nie ma prawa do przyszłości”

Dziś o godzinie 17ej tylko we dwóch, ja wraz z kolegą Jackiem Zbrzeźnym, z elbląskiej Konfederacji Korony Polskiej Grzegorza Brauna, pod Pomnikiem Polskiego Państwa Podziemnego na Skwerze Rotmistrza Pileckiego, przy Szkole Muzycznej w Elblągu, uczciliśmy pamięć i oddaliśmy hołd bohaterskim obrońcom polskiego Lwowa sprzed 105 lat, a w szczególności najbardziej heroicznym spośród nich wszystkich – Lwowskim Orlętom, takim jak najmłodszy z nich Antoś Petrykiewicz, dekretem Józefa Piłsudskiego odznaczony Krzyżem Srebrnym Orderu Virtutti Militari – najwyższego polskiego orderu wojskowego. Do dziś pozostaje najmłodszym kawalerem tego odznaczenia, czy Jurek Bitschan, który byłjedynym synem Aleksandry Zagórskiej z jej pierwszego małżeństwa. Wraz z matką i ojczymem dr. Romanem Zagórskim zamieszkiwał we Lwowie na Kulparkowie.

 

 

 

 13 letni Antoś Petrykiewicz – Najmłodszy z Orląt Lwowskich

 

Był uczniem szóstej klasy Gimnazjum im. Jordana. Był uważany za ucznia inteligentnego. Należał do II lwowskiej drużyny harcerskiej. Po rozpoczętej w listopadzie 1918 polskiej obronie Lwowa w trakcie wojny polsko-ukraińskiej pragnął wziąć udział w walkach. 17 listopada, tuż po przebytej anginie, odwiedziła go w domu matka, służąca w tym czasie walk w innej części miasta. 

 

14 letni Jurek Bitschan – Lwowskie Orlątko

 

Na drugi dzień odprowadził matkę do linii frontu, pozostając na rogu ulicy Leona Sapiehy. Pomimo braku zgody ze strony ojczyma, dr. Romana Zagórskiego, w dniu 20 listopada 1918 opuścił dom i udał się w rejon walk. Pozostawił wiadomość w formie bileciku o treści:

 

Kochany tatusiu! Idę dzisiaj zameldować się do wojska. Chcę okazać, że znajdę na tyle sił, by móc służyć i wytrzymać. Obowiązkiem też moim jest iść, gdy mam dość sił, a wojska braknie ciągle dla oswobodzenia Lwowa. Z nauk zrobiłem już tyle, ile trzeba było.

Jurek Bitschan ciężko ranny w walce z Ukraińcami na lwowskiej Pohulance w nogi i w głowę, zmarł w wyniku odniesionych ran 21 listopada 1918 roku, na dzień przed wyzwoleniem Lwowa.

Pomnik Podziemnego Państwa Polskiego w Elblągu, przy Skwerze Rotmistrza Pileckiego

Dziś z kolegą Jackiem Zbrzeźnym przy tablicy poświęconej bohaterom polskich Kresów, Pomnika Podziemnego Państwa Polskiego zapaliliśmy znicze i postawiliśmy niewielką tablicę w hołdzie bohaterskim Lwowskim Orlętom z herbem miasta Zawsze Wiernego Rzeczpospolitej i Odznaką Orląt Lwowskich.

CZEŚĆ ICH PAMIĘCI!

Przyśniła się dzieciom Polska

Przyśniła się dzieciom Polska, 

czekana przez tyle lat,

do której modlił się ojciec, 

za którą umierał dziad.

Przyśniła się dzieciom Polska, 

w purpurze żołnierskiej krwi,

szła z pola bitym gościńcem,

szła i pukała do drzwi.

Wybiegły dzieci z komory, 

przypadły Polsce do nóg,

i patrzą – w mrokach przyziemnych,

posępny czai się wróg.

Dobywa ostre żelazo

zbójecką podnosi dłoń…

Więc obudziły się dzieci 

i pochwyciły za broń.

Podniosły w groźny wir bitwy

zwycięski parol swych snów

i osłoniły przed wrogiem

własnymi piersiami Lwów!

Edward Słoński

Jacek Boki – 22 Listopad 2023 r.

Źródła:

105. rocznica obrony Lwowa. Zapomniana historia, zapomniani bohaterowie.  

https://ww.btx.home.pl/ksiBTX/index.php/aktualnosci/2325-105-rocznica-obrony-lwowa-zapomniana-historia-zapomniani-bohaterowie

 

Orlęta Lwowskie

 

http://lwow.wypoczynek.turystyka.pl/orleta.html 

Prowadzenie tego bloga to moja pasja, ale także wielogodzinna praca. Jeśli uważasz, że to co robię ma sens, to możesz wesprzeć mnie niewielką darowizną w tym co robię.

PKO BP SA Numer konta: 44 1020 1752 0000 0402 0095 7431

Sześćdziesiąta rocznica zamachu na Johna F. Kennedy’ego. Faktyczni sprawcy zamachu ujawnieni.

https://www.kla.tv/27489

60. rocznica zamachu na Johna F. Kennedy’ego. Faktyczni sprawcy zamachu ujawnieni
21.11.2023 | www.kla.tv/27489

Jest 22 listopada 1963 roku. Kennedy odwiedza metropolię Dallas w Teksasie. Przejeżdża przez miasto samochodem z otwartym dachem wraz ze swoją żoną Jackie. Dziesiątki tysięcy ludzi stoją na poboczu drogi i wiwatują na cześć pary. Nagle padają strzały i kula trafia prezydenta w głowę. Kim byli ludzie stojący za zabójstwem Johna F. Kennedy’ego? Ten dokument ujawnia rewelacje i główne powiązania otaczające zabójstwo Kennedy’ego. Ujawnia powiązania polityków, kompleksu wojskowo-przemysłowego i tajnych stowarzyszeń, które działają w tle aż do dnia dzisiejszego, eliminując jakąkolwiek niezależną jurysdykcję. 22 listopada 1963 roku 35. prezydent USA, John F. Kennedy, zginął w zamachu.

Podobnie jak 9/11, zabójstwo Kennedy’ego jest jednym z najbardziej znaczących historycznie wydarzeń ubiegłego wieku. Obecnie większość ludzi jest przekonana, że oficjalna wersja zamachu na Kennedy’ego nie jest prawdziwa. W tym programie Kla.TV odkrywa niszczące powiązania, które nadal istnieją na całym świecie 60 lat po zabójstwie Kennedy’ego i nadal mają poważny wpływ na wydarzenia na świecie. Dlatego ważne jest, aby każdy znał odkryte powiązania i był świadomy fatalnego tła zabójstwa Kennedy’ego. I. Zaledwie półtorej godziny po zamachu 24-letni Lee Harvey Oswald został aresztowany jako podejrzany. FBI przedstawiło go jako jedynego sprawcę i jest on oficjalnie uważany za mordercę Kennedy’ego. Wersja ta nie wytrzymuje jednak krytyki. Jednym z dowodów uniewinniających Oswalda był test azotanowy, któremu musiał się poddać w wieczór zamachu. Test azotanowy może być użyty do rozpoznania śladów użycia broni palnej na rękach i ubraniu. Wynik testu wykazał, że Oswald nie oddał żadnych strzałów z broni w ciągu ostatnich 24 godzin. Ponadto jego odcisków palców nie znaleziono na karabinie, z którego rzekomo zastrzelił prezydenta. Sam Oswald stanowczo zaprzeczył popełnieniu przestępstwa i wyjaśnił, że nikogo nie zastrzelił. Oto jego nagranie krótko po zamachu: 

„Jestem tylko kozłem ofiarnym”.


Proces Lee Oswalda, czyli przesłuchanie, nie odbył się. Zaledwie dwa dni po aresztowaniu został zastrzelony przez właściciela klubu nocnego Jacka Ruby’ego. Ciekawostką jest fakt, że Lee Oswald został zastrzelony na zabezpieczonym posterunku policji. Kolejnym obciążającym czynnikiem jest to, że policja wcześniej przesłuchiwała Oswalda – ale później stwierdziła, że nie prowadziła rejestru jego wypowiedzi. Ze wszystkich rzeczy, nie powinno być żadnych protokołów ani nagrań z tego kluczowego przesłuchania? Oryginalne nagranie Abrahama Zaprudera obala pojedynczą zbrodnię. Według oficjalnej wersji Lee Oswald działał jako jedyny strzelec i strzelał z szóstego piętra magazynu podręczników. Według tego raportu, śmiertelny strzał w głowę został oddany w kierunku Kennedy’ego od tyłu. Ta oficjalna wersja została poważnie wstrząśnięta w 1975 roku wraz z wydaniem tak zwanego „filmu Zaprudera”. Na materiale nakręconym przez Abrahama Zaprudera, który sfilmował prezydenta w Teksasie jako obserwator, wyraźnie widać, że głowa Kennedy’ego została gwałtownie odrzucona w lewo przez śmiertelny strzał i że kula nadleciała od przodu. Wskazuje to, że prezydent również został postrzelony od przodu i że musiało być kilku strzelców. Objawienia prawnika Marka Lane’a Już w 1966 roku prawnik Mark Lane ujawnił, że teoria jednego sprawcy się nie sprawdziła. Lane rozmawiał z wieloma świadkami i opublikował książkę zatytułowaną „Rush to Judgment”. W filmie o tym samym tytule liczni świadkowie twierdzili, że Kennedy został zastrzelony z przodu, z trawiastego pagórka. 

Szczególny tor lotu kuli

Oficjalna wersja zbrodni głosi, że Lee Harvey Oswald oddał w sumie trzy strzały od tyłu jako jedyny sprawca. Aby nie narazić na szwank teorii jednego sprawcy, wyjaśniono opinii publicznej, że drugi strzał spowodował łącznie siedem ran wlotowych i wylotowych u Kennedy’ego i gubernatora Johna Connally’ego, który siedział przed nim. Pocisk miał tak osobliwą trajektorię, że zranił nie tylko Kennedy’ego, ale także Connally’ego w plecy, klatkę piersiową, nadgarstek i udo, kilkakrotnie zmieniając tor lotu. Ponieważ tor lotu pocisku przeczy wszelkim prawom fizyki, ten drugi strzał jest określany w badaniach Kennedy’ego jako „magiczna kula”. Wszystkie sprzeczności są natychmiast rozwiązywane, jeśli przyjmie się, że był co najmniej jeden inny strzelec, który nie znajdował się za limuzyną Kennedy’ego, ale przed nią. Były ochroniarz Johna F. Kennedy’ego przyznaje się do winy Agent Secret Service i ochroniarz Johna F. Kennedy’ego, Paul Landis, stał zaledwie kilka metrów od Kennedy’ego, gdy padły śmiertelne strzały. Wraz z publikacją swoich wspomnień w październiku 2023 roku, bezpośredni naoczny świadek zamachu przerwał trwające dekady milczenie. Centralnym punktem jego książki jest niesławna „magiczna kula”. Na podstawie swoich obserwacji uważa za niemożliwe, że oddano tylko trzy strzały. Jest przekonany, że strzelających było kilku! 

Uprowadzenie zwłok 

John F. Kennedy został przewieziony do szpitala Parkland w Dallas natychmiast po zamachu. Lekarze z tego szpitala nalegali na przeprowadzenie sekcji zwłok na miejscu, zgodnie z wymogami prawa stanu Teksas. Dokładna autopsja mogłaby ustalić, ile razy Kennedy został postrzelony i z jakich kierunków. Ale tego nie zrobiono, jak później poinformował chirurg dr Charles Crenshaw: „Ciało prezydenta zostało siłą odebrane osobom odpowiedzialnym za sekcję zwłok, władzom Teksasu”. Pomimo zaciekłego oporu ze strony dr Earla Rose’a, szefa patologii sądowej w szpitalu Parkland, ciało Kennedy’ego zostało zabrane przez agentów Secret Service o godzinie 14:00 tego samego dnia. Secret Service przewiózł ciało do Bethesda Naval Hospital w Waszyngtonie, gdzie o 19:00 rozpoczęła się sekcja zwłok pod nadzorem wysokich rangą oficerów wojskowych.

„Neurofizjologia zamordowanego prezydenta, a nawet jego opieka medyczna w nagłych wypadkach również charakteryzują się wieloma sprzecznościami. […] – w tym sekcja zwłok w miejscu innym niż przewidziane przez prawo […] oraz tracheotomia [= tracheotomia] dokładnie w otworze rany postrzałowej, co w sensie ściśle prawnym jest manipulacją dowodami. […] Sekcja zwłok jest opisywana w literaturze kryminalistycznej jako niekompletna. Między innymi mózg nie został początkowo szczegółowo zbadany, zwłaszcza w celu ustalenia balistyki śmiertelnego pocisku”. Opublikowane po latach zdjęcia z autopsji i prześwietlenia przeczą różnym zeznaniom świadków. Zarówno pielęgniarka Audrey Bell, jak i chirurg dr Robert McClelland, którzy pracowali w szpitalu Parkland, mówili o ogromnej ranie z tyłu głowy. Na podstawie swoich obserwacji dr McClelland był zdania, że śmiertelny strzał musiał paść z przodu. 

Dr Charles Crenshaw również wyraził przekonanie w wywiadzie, że prezydent Kennedy został zastrzelony od przodu: „Owinęliśmy go w prześcieradło i włożyliśmy do trumny. Ale zanim to zrobiliśmy, jeszcze raz spojrzałem na ranę. Chciałem wiedzieć i zachować to wspomnienie do końca życia. I zawsze będę wiedział do końca życia: Został postrzelony od przodu”. II Liczne zeznania świadków, prawa fizyki i nagrania wideo dowodzą, że było kilku strzelców, którzy zastrzelili Johna F. Kennedy’ego. Jeśli nie był to pojedynczy sprawca, to kim byli sprawcy i ci, którzy stali za zamachem? Kto miał motyw, by zabić prezydenta USA? Czy istniały grupy ludzi, dla których polityka Kennedy’ego była cierniem w boku? John Fitzgerald Kennedy, znany w skrócie jako John F. Kennedy, został zaprzysiężony na 35. prezydenta USA 20 stycznia 1961 roku. Pochodził z bardzo szanowanej politycznie rodziny. Zdjęcie przedstawia go z braćmi Robertem F. Kennedym, prokuratorem generalnym w gabinecie Johna F. Kennedy’ego, i Edwardem Kennedym, długoletnim senatorem stanu Massachusetts. 

Podczas swojej kadencji Kennedy był szczególnie znany ze swojej polityki pokojowej. Kubański kryzys rakietowy z 1962 roku doprowadził świat na skraj wojny nuklearnej. John F. Kennedy odmówił pójścia za radą swoich generałów, którzy sugerowali inwazję na wyspę. Zamiast tego zdecydował się na blokadę morską. Następnie Kennedy negocjował z Nikitą Chruszczowem, szefem rządu komunistycznego Związku Radzieckiego, obiecując mu powstrzymanie się od dalszych ataków na Kubę. Zapobiegło to groźbie wojny nuklearnej między USA a Związkiem Radzieckim. W październiku 1963 roku, nieco ponad miesiąc przed śmiercią, Kennedy rozpoczął również wycofywanie wojsk amerykańskich z Wietnamu. W oficjalnym memorandum z 11 października 1963 r. nakazał wycofanie tysiąca amerykańskich żołnierzy z Wietnamu do końca roku. Robert McNamara, sekretarz obrony w gabinecie Johna F. Kennedy’ego, stwierdził później, że Kennedy całkowicie wycofałby się z Wietnamu, gdyby nadal żył. Polityka ta doprowadziła jednak do konfliktu Kennedy’ego z kompleksem wojskowo-przemysłowym i amerykańskimi służbami wywiadowczymi. Ich celem było rozszerzenie supremacji USA poprzez dalsze wojny agresji i operacje wojskowe, w tym w Wietnamie i na Kubie. To właśnie dlatego inwazja na Zatokę Świń na Kubie miała miejsce w 1961 roku – ale zakończyła się niepowodzeniem. Była to tajna operacja wojskowa przeprowadzona przez CIA w celu obalenia prezydenta Kuby Fidela Castro. Kennedy zwolnił wówczas dyrektora CIA Allena Dullesa i ogłosił zamiar likwidacji struktur władzy w CIA. Jego celem było przywrócenie CIA pod kontrolę polityczną. W poszukiwaniu osób stojących za zabójstwem Kennedy’ego, trop do amerykańskich tajnych służb jest jednoznaczny. 


Szwajcarski historyk dr Daniele Ganser wyjaśnia: 

„Moim zdaniem zabójstwo Kennedy’ego zostało zlecone przez Allena Dullesa. Allen Dulles był dyrektorem amerykańskich tajnych służb, CIA. [Richard Bissell jest odpowiedzialny za tajne operacje w CIA. To prawa ręka Allena Dullesa. I zwolnił ich obu. [Obaj byli zdania, że Kennedy stanowił zagrożenie dla bezpieczeństwa USA i imperialnych interesów Stanów Zjednoczonych. Ponieważ uważali, że gdyby nie uderzył, na przykład przeciwko Fidelowi na Kubie, gdyby nie uderzył przeciwko Wietnamowi, gdyby nie prowadził wojny, to nie byłoby amerykańskiej dominacji nad światem „. Bratanek Johna F. Kennedy’ego, kandydat na prezydenta USA Robert F. Kennedy Jr. jest również przekonany, że CIA była zaangażowana w zabójstwo głowy państwa USA w 1963 roku. W wywiadzie udzielonym w maju 2023 r. oskarża amerykańskie służby specjalne o ukrywanie dowodów przez dziesięciolecia. Kennedy o śmierci swojego wuja: „Istnieją przytłaczające dowody na to, że CIA była zaangażowana w jego zabójstwo”. CIA została założona w 1941 roku przez prezydenta Franklina D. Roosevelta w 1941 roku. Jej pierwszym dyrektorem był William Joseph Donovan. Był on członkiem Fundacji Rockefellera i pracował dla rodziny Rockefellerów. Allen Dulles został dyrektorem CIA w 1953 roku. Od 1945 roku był przewodniczącym wpływowej Rady Stosunków Zagranicznych (Council on Foreign Relations, w skrócie CFR). CFR została założona w 1921 roku przez znanych bankierów, takich jak John D. Rockefeller Junior i od tego czasu jest w dużej mierze finansowana przez rodzinę Rockefellerów. David Rockefeller, który zmarł w 2017 roku, zasiadał w zarządzie CFR od 1949 roku, a później stanął na jego czele. Za tym think tankiem stoi tak wielka siła, że w 1975 r. magazyn informacyjny DER SPIEGEL opisał go jako „najbardziej wpływową prywatną instytucję w Ameryce i świecie zachodnim”. Do dziś Rada Stosunków Zagranicznych pociąga za sznurki jako rodzaj rządu cieni. Administracja USA jest również sterowana z tego strategicznego centrum w celu wspierania tak zwanego „Nowego Porządku Świata”. 

Prawie wszyscy szefowie CIA byli lub są członkami CFR. Agenci CIA są aktywni na całym świecie – głównie potajemnie za pośrednictwem ambasad USA w poszczególnych krajach. „Kilka godzin po zabójstwie Johna F. Kennedy’ego Lyndon B. Johnson został zaprzysiężony na nowego prezydenta USA na pokładzie Air Force One. W ten sposób Johnson awansował na szczyt amerykańskiej polityki. Johnson położył kres polityce pokojowej Kennedy’ego i poprowadził USA do wojny z Wietnamem Północnym. Do 1968 roku w Wietnamie stacjonowało ponad 500 000 amerykańskich żołnierzy. CIA była szeroko zaangażowana w tę wojnę i przeprowadziła liczne tajne operacje polityczne i wojskowe. W 1995 r. Wietnam ogłosił, że do 1975 r. w wojnie zginęły cztery miliony cywilów z Wietnamu Północnego i Południowego oraz 1,1 miliona wietnamskich żołnierzy i bojowników, czyli około jednej ósmej całkowitej populacji Wietnamu. Naukowcy szacują, że USA zrzuciły na Wietnam dwa razy więcej bomb niż podczas II wojny światowej. Użyta broń chemiczna, Agent Orange, trwale zatruła około 24 000 kilometrów kwadratowych – jedną siódmą całkowitej powierzchni Wietnamu Południowego. W rezultacie milion dorosłych i 150 000 dzieci w Wietnamie cierpi na raka lub uszkodzenia psychiczne i genetyczne. 

Dr Daniele Ganser komentuje: 

„Musicie wiedzieć, że po zabójstwie Kennedy’ego w ’63 roku, wojna w Wietnamie wybuchła w 1964 roku. Nawiasem mówiąc, na podstawie kłamstwa […]. Potem 11 lat wojny do 1975 r. Trzy miliony Wietnamczyków, 58 000 zabitych Amerykanów, napalm, Agent Orange, zdeformowane dzieci. Wszystkie ogromne zbrodnie. Kennedy tego nie chciał. Chciał – i to jest to, co powiedział jego sekretarz obrony McNamara – chciał wycofać wszystkich amerykańskich doradców z Wietnamu Południowego do końca 65 roku. I 50 dni po tej decyzji Kennedy został zamordowany”. 

Niezwykłe przemówienie Johna F. Kennedy’ego z 27 kwietnia 1961 r. 

„Co ciekawe, Kennedy wygłosił przemówienie w Nowym Jorku w 1961 roku do najważniejszych wydawców gazet w kraju. Ostrzegał w nim przed tajnymi stowarzyszeniami i światowym spiskiem. John F. Kennedy powiedział dosłownie: ” Samo słowo tajemnica jest niedopuszczalne w wolnym i otwartym społeczeństwie; jako naród jesteśmy z natury i historycznie przeciwni tajnym stowarzyszeniom, tajnym przysięgom i tajnym obradom. […] Na całym świecie mamy bowiem do czynienia z monolityczną i nikczemną konspiracją, która polega głównie na tajnych środkach rozszerzania swojej strefy wpływów. […] Jest to system, który wykorzystał ogromne zasoby ludzkie i materialne, aby zbudować ściśle powiązaną, złożoną i wydajną maszynerię, która łączy operacje wojskowe, dyplomatyczne, wywiadowcze, gospodarcze, naukowe i polityczne. Dysydenci nie są chwaleni, ale uciszani”. Republikański senator Ron Paul stwierdził w 2016 roku: „Szczerze mówiąc, istnieje zewnętrzna siła, którą nazywamy „rządem cieni” lub „głębokim państwem”. Ci ludzie mają ogromne wpływy, są w rzeczywistości potężniejsi niż nasz rząd, nasz prezydent”. O JAKICH TAJNYCH STOWARZYSZENIACH I JAKIM SPISKU MÓWI KENNEDY? Prezydenci USA przed Johnem F. Kennedym „Franklin D. Roosevelt (prezydent w latach 1933-1945) Roosevelt był bardzo aktywnym członkiem masonów i przyjmował liczne delegacje masońskie w Białym Domu w latach swojej prezydentury. Był członkiem Loży Holland nr 8 w Nowym Jorku.


Harry S. Truman (prezydent w latach 1945-1953) 

Truman został aktywnym masonem w 1909 r. w wieku 25 lat w „Belton Lodge No. 450” w Missouri. Później założył Lożę Grandview nr 618 i ostatecznie został Wielkim Mistrzem Wielkiej Loży Missouri w 1940 roku.

Dwight D. Eisenhower (prezydent w latach 1953-1961) Podobnie jak wielu prezydentów USA, Eisenhower złożył przysięgę na „masońską Biblię”. Egzemplarz pochodził z St John’s Lodge, najstarszej loży masońskiej w Nowym Jorku. Dwight D. Eisenhower był członkiem CFR od 1949 roku. Po wyborze na prezydenta USA, Eisenhower rekrutował wielu członków gabinetu z szeregów CFR. Jego najważniejszą nominacją był członek CFR i brat Allena Dullesa, John Foster Dulles, na stanowisko Sekretarza Stanu USA.

Prezydent USA John F. Kennedy (prezydent w latach 1961-1963) Kennedy nie złożył przysięgi na masońską Biblię, ale na swoją katolicką Biblię rodzinną. John F. Kennedy nie był masonem ani członkiem CFR.

Prezydenci USA po Johnie F. Kennedym Lyndon B. Johnson (prezydent w latach 1963-1969) Johnson był również masonem. Wstąpił do Loży Johnson City nr 561 w Teksasie w 1937 roku i był również członkiem loży masońskiej Janus. Richard Nixon (prezydent w latach 1969-1974) Richard Nixon również był masonem. Był także stałym bywalcem Bohemian Groove, ekskluzywnego klubu otwartego tylko dla elitarnej męskiej kadry kierowniczej. Był członkiem CFR od 1961 roku. 


Gerald Ford (prezydent w latach 1974-1977) 

Gerald Ford został przyjęty do loży masońskiej Malta Lodge No. 465 w 1949 roku. W 1962 r. awansował do 33. stopnia masońskiego. Był także członkiem loży masońskiej Three Eyes założonej przez Davida Rockefellera. Był również członkiem CFR od 1982 roku.

Jimmy Carter (prezydent w latach 1977-1981) W kwietniu 1973 r. David Rockefeller powołał go do Komisji Trójstronnej, która działa jako centrum dowodzenia CFR. Był również członkiem CFR. Ronald Reagan (prezydent w latach 1981-1989) Był członkiem loży masońskiej Orła Białego..

George Bush Sr (prezydent w latach 1989-1993) Bush senior był członkiem Komisji Trójstronnej założonej przez Davida Rockefellera i Henry’ego Kissingera, masonem 33. stopnia, członkiem lóż masońskich Hathor Pentalhpa, Three Eyes i Edmund Burke.

Bill Clinton (prezydent w latach 1993-2001) W młodości Clinton został członkiem Hot Springs Chapter of the Order of DeMolay, grupy młodzieżowej powiązanej z masonerią. Ostatecznie został członkiem lóż masońskich Janus, Maat i Three Eyes. Był członkiem CFR od 1981 roku. 

George W. Bush (prezydent w latach 2001-2009)  Jest członkiem loży masońskiej Hathor Pentalpha i członkiem tajnego stowarzyszenia Skull & Bones. 


Barack Obama (prezydent w latach 2009-2017) Jest członkiem loży masońskiej Maat. 

Donald Trump (prezydent w latach 2017-2021) 

Trump nie ma żadnych znanych powiązań z masonerią ani CFR. 

Joe Biden (prezydent od 2021 r.)  Jest członkiem loży masońskiej Maat. 

III Komisja Warrena została oficjalnie powołana w 1963 roku w celu zbadania zabójstwa Johna F. Kennedy’ego i zidentyfikowania sprawców. Czy ta komisja śledcza była niezależna, czy też była częścią spisku wspomnianego przez Kennedy’ego? Cztery dni po zamachu prezydent Lyndon B. Johnson powołał tak zwaną Komisję Warrena do zbadania okoliczności zabójstwa Kennedy’ego. Ostateczny raport został opublikowany we wrześniu 1964 roku. Komisja potwierdziła oficjalną teorię i doszła do wniosku, że prezydent Kennedy został zamordowany przez Lee Harveya Oswalda i że nie było żadnego spisku w celu zamordowania Kennedy’ego. 

Amerykański autor bestsellerów Jim Moore opublikował książkę na temat zabójstwa Kennedy’ego w 1991 roku i wyjaśnił w niej, że komisja nie przeprowadziła prawdziwego śledztwa: „Komisja Warrena, co powinno być jasne, nigdy nie przeprowadziła prawdziwego śledztwa. Zaczęła od konkluzji, a następnie pracowała dość ostrożnie, aby upewnić się, że dostępne fakty pasują do z góry ustalonej decyzji”.

Angielski historyk Hugh Trevor-Roper również wyraził poważne zastrzeżenia co do raportu Komisji Warrena:

„Miałem wrażenie, że tekst ma poważne wady. Ponadto słabe części okazały się jeszcze słabsze niż na pierwszy rzut oka.” 

Członkowie Komisji Warrena 

Komisja otrzymała swoją nazwę od jej przewodniczącego, Głównego Sędziego Stanów Zjednoczonych, Earla Warrena. Warren, podobnie jak prezydent Johnson, który powołał go do Komisji Śledczej, był bardzo aktywny w masonerii. Był masonem 33. stopnia i Wielkim Mistrzem stanu Kalifornii. 

Richard Brevard Russell był gubernatorem i senatorem Stanów Zjednoczonych z Georgii. Był również masonem i członkiem Loży Winder nr 33 w Georgii, gdzie doszedł do 33. stopnia masońskiego. 

John Sherman Cooper był senatorem USA z ramienia Partii Republikańskiej i masonem 33. stopnia. Cooper był również członkiem tajnego stowarzyszenia Skull & Bones.

Gerald Ford został 38. prezydentem Stanów Zjednoczonych kilka lat później – w latach 1974-1977. Ford został inicjowany do loży masońskiej Malta Lodge No. 465 w Grand Rapids w 1949 roku i awansował do 33. stopnia masońskiego. Zgodnie z dokumentem FBI z 1963 r. upublicznionym w 2008 r., Ford był w kontakcie z FBI przez cały czas pracy w Komisji Warrena i przekazywał agentom FBI informacje o działaniach gremium. 

Allen Welsh Dulles był szefem CIA. 

Dulles był jednym z głównych podejrzanych w sprawie zabójstwa Kennedy’ego i zasiadał w komisji śledczej. On i jego brat John Foster Dulles mieli powiązania rodzinne z Davidem Rockefellerem i byli współzałożycielami Rady Stosunków Zagranicznych. Mason 33 stopnia Allen Dulles również zasiadał w zarządzie CFR w latach 1927-1969.

John Jay McCloy, prezes Chase Manhattan Bank, został mianowany prezesem Banku Światowego w 1947 roku. Był bliskim przyjacielem rodziny Rockefellerów i przewodniczącym CFR w latach 1953-1970, w czasie zabójstwa Johna F. Kennedy’ego. 

Thomas Hale Boggs, również mason 33 stopnia, kwestionował pracę Komisji Warrena w latach 70-tych. Miał poważne wątpliwości co do teorii „magicznej kuli” i ostatecznie prowadził kampanię na rzecz ponownego otwarcia „akt Kennedy’ego”. Ale nigdy do tego nie doszło! Boggs zaginął w niewyjaśnionej katastrofie lotniczej w październiku 1972 roku. 

Inni kluczowi członkowie Komisji Warrena Nicholas Katzenbach i John Edgar Hoover są uważani za kolejnych inicjatorów Komisji Warrena. Nicholas Katzenbach był członkiem CFR i zasiadał w zarządzie CFR w latach 1975-1986. John Edgar Hoover, mason 33. stopnia i członek Loży Federalnej nr 1 w Waszyngtonie, był wówczas dyrektorem FBI. Jako taki był również odpowiedzialny za śledztwo FBI w sprawie Kennedy’ego. 

Dealey Plaza – miejsce zabójstwa Kennedy’ego 

Dealey Plaza to park miejski w centrum Dallas. Jest to miejsce zamachu na Johna F. Kennedy’ego. Prawdopodobnie nie jest to również przypadek, ponieważ Dealey Plaza jest również związany z masonerią. Osoba, od której pochodzi nazwa tego miejsca – George Bannerman Dealey – była również masonem 33. stopnia. Uderzającą cechą Dealey Plaza jest masoński obelisk z napisem: Dealey Plaza – Miejsce narodzin Dallas Pierwszy dom został zbudowany w tym małym parku. Służył on również jako pierwszy sąd i poczta, pierwszy sklep i pierwsza loża masońska. 

Komisja Rockefellera 

Ludność gwałtownie skrytykowała metody pracy Komisji Warrena i nie uwierzyła w oficjalną wersję. W rezultacie rząd USA został zmuszony do zbadania wniosków Komisji Warrena przez cztery inne organy. Obejmowały one Komisję Rockefellera, która została powołana w 1975 roku i której przewodniczył Nelson Rockefeller, brat Davida Rockefellera. Był on również masonem wysokiego stopnia i członkiem loży masońskiej Three Eyes. Komisja potwierdziła ustalenia Komisji Warrena, że był jeden zabójca i nazwała zarzuty wskazujące na wielu zabójców daleko idącymi spekulacjami”. 

Zgony w rodzinie Kennedych 

Robert Kennedy, młodszy brat Johna F. Kennedy’ego, był zaangażowany w rozwiązanie morderstwa swojego brata. W 2013 roku jego syn Robert F. Kennedy Jr. powiedział w wywiadzie dla CBS, że jego ojciec był „całkiem przekonany”, że kilka osób było zaangażowanych w zabójstwo jego brata. Opisał raport Komisji Warrena jako „kiepski kawałek rzemiosła”. 

Robert Kennedy kandydował na prezydenta w 1968 roku. Kiedy Robert Kennedy wygrał prawybory w Kalifornii i Południowej Dakocie, uznano, że ma duże szanse na zostanie kolejnym prezydentem USA. 5 czerwca 1968 r., krótko po północy, przemawiał do swoich zwolenników w sali balowej hotelu Ambassador w Los Angeles. Gdy przechodził przez hotelową kuchnię w drodze do pokoju prasowego, padł ofiarą zamachu. Podobnie jak w przypadku jego brata Johna F. Kennedy’ego, oficjalna wersja mówi o jednym sprawcy, choć istnieją równie rażące sprzeczności. Inny brat Johna F. Kennedy’ego, Edward Kennedy, przeżył katastrofę lotniczą 19 czerwca 1964 r. z poważnymi obrażeniami. 13 stycznia 1982 r. Ted Kennedy spóźnił się na samolot, który również rozbił się po starcie. 

John F. Kennedy Jr. był synem Johna F. Kennedy’ego. Zginął w katastrofie lotniczej w 1999 roku w wieku 38 lat. Jego żona Carolyn Bessette-Kennedy również zginęła w tej katastrofie.

IV. Wnioski

Drodzy widzowie, czy zastanawiacie się, dlaczego zabójstwo Kennedy’ego jest nadal aktualne po 60 latach? 

W związku z zamachem na jaw wychodzą ogromne nadużycia władzy i niewiarygodne tuszowanie faktycznych sprawców. Ten dokument ujawnia rozległą działalność tajnych stowarzyszeń, które umieściły swoich członków na najwyższych szczeblach państwa i które do dziś (!) nie stronią od wywoływania wojen przeciwko innym państwom lub obalania szefów rządów. 

Fakt, że nikczemny spisek potępiony przez Kennedy’ego nadal istnieje w formie rządu cieni, staje się oczywisty, wystarczy spojrzeć na obecną administrację USA. Podobnie jak poprzedni szefowie CIA, obecny szef CIA William Joseph Burns również pracuje dla CFR. Obecny dyrektor FBI Christopher Wray jest również powiązany z CFR. Podobnie jak prezydent USA Joe Biden, który jest masonem wysokiego stopnia i jest również bardzo blisko CFR.

Kla.TV pokazała już w wielu programach, że ten rząd cieni istnieje nie tylko w USA, ale na całym świecie. Widać te same tajne stowarzyszenia i intrygantów. Można je zobaczyć za 

– dyktaturą Corony, 

– wojna Rosja-Ukraina, 

– obecną wojną izraelsko-palestyńską, 

– światową potęgę Chin, 

– administracja UE 

– a także z 9/11. 

To jest powód, dla którego dziś, 60 lat po zabójstwie Johna F. Kennedy’ego, nadal bardzo ważne jest, aby domagać się pełnego śledztwa w sprawie tej zbrodni, aby zakończyć nękanie ludzi na całym świecie. 

Tylko dzięki niezależnemu śledztwu osoby kontrolujące te tajne stowarzyszenia na całym świecie mogą wyjść na jaw i zostać ukarane. 

Kla.TV pozostaje niezależna i śledcza dla państwa. Państwo też możecie stać się częścią tego międzynarodowego ruchu, aby odkryć prawdę. Prosimy o rozpowszechnianie tych rewelacji tak daleko, jak to możliwe. 

Ważna informacja: 

Kla.TV pragnie wyraźnie zaznaczyć, że wspominając o osobach, pochodzeniu i powiązaniach wymienionych w tym programie, celem nie jest wprowadzenie widza w błąd w celu dokonania antysemickiego osądu. Nawet jeśli osoby i grupy interesu wymienione w tym programie twierdzą, że są Żydami, każdy widz powinien pamiętać, że przemoc, niezależnie od tego, która strona ją popełnia, nie powinna prowadzić do rasistowskich osądów. 

W końcu bliższa analiza często ujawnia, co następuje: Ludzie, którzy zwracają uwagę opinii publicznej poprzez dziennikarstwo śledcze, odwracają uwagę od swoich aktów przemocy, wykorzystując następnie swoją grupę religijną lub naród jako kozła ofiarnego lub tarczę. W ten sposób nienawiść i późniejsza przemoc są celowo i bezprawnie kierowane przeciwko społeczności religijnej lub narodowi. Fakt, że w wielu przypadkach nie mamy do czynienia z prawdziwymi Żydami lub prawdziwymi wyznawcami innych religii, ale z ideologią lucyferiańską, został szczegółowo wyjaśniony w programach „Przeciw rasizmowi i spiskowi” (patrz: www.kla.tv/23509) i „Tajemnica obelisków” (patrz: www.kla.tv/14340). 

Jak mówi również Biblia w Obj. 2:9: „… którzy mówią, że są Żydami, a nimi nie są, lecz są synagogą szatana”.

von mw.

Quellen/Links:  Attentat auf John F. Kennedy – Hintergründe Compact Spezial Nr. 39, 2023, Attentate des Tiefen Staates, Seite 10-19 https://de.wikipedia.org/wiki/Attentat_auf_John_F._Kennedy Dr. Daniele Ganser: Kennedy Mord in Dallas 1963 https://www.youtube.com/watch?v=Ij6NcSM7j78 Buch 'Imperium USA’, Daniele Ganser, 2022, Seite 189-205 Ex-Leibwächter von John F. Kennedy packt aus https://www.bild.de/news/ausland/news-ausland/kennedy-attentat-ex-agent-des-secret-service-zweifelt-an-offizieller-theorie-85362086.bild.html Entführung der Leiche Kennedys Buch 'JFK – Verschwörung des Schweigens’, Charles Crenshaw, 1992 Die Ermordung John F. Kennedys: Ein Schuss, der die Welt erschütterte https://www.aerzteblatt.de/archiv/149862/Die-Ermordung-John-F-Kennedys-Ein-Schuss-der-die-Welt-erschuetterte Kennedys angeordneter Abzug der US-Truppen aus Vietnam https://www.maryferrell.org/pages/Featured_Kennedy_and_Vietnam.html William J. Donovan – Gründungsvater der CIA https://en.wikipedia.org/wiki/William_J._Donovan Council on Foreign Relations – Finanzierung durch die Familie Rockefeller https://en.wikipedia.org/wiki/Council_on_Foreign_Relations CFR – Mitgründer John Rockefeller Jr. https://www.philanthropyroundtable.org/hall-of-fame/john-rockefeller-jr/ CFR – einflussreichste private Institution https://www.spiegel.de/politik/ein-politbuero-fuer-den-kapitalismus-a-9aa6a1fe-0002-0001-0000-000041389590 Millionen Todesopfer durch Vietnam-Krieg https://de.wikipedia.org/wiki/Vietnamkrieg#Tote_und_Verletzte Franklin D. Roosevelt – Freimaurer https://de.wikipedia.org/wiki/Franklin_D._Roosevelt#Mitgliedschaften Harry S. Truman – Freimaurer https://de.wikipedia.org/wiki/Harry_S._Truman#Freimaurerei Dwight D. Eisenhower – Treueeid auf Freimaurer-Bibel https://menora-bibel.jimdofree.com/historische-bibeln/englisch/bibeln-der-us-pr%C3%A4sidenten Lyndon B. Johnson – Freimaurer https://www.focus.de/wissen/mensch/wer-die-usa-wirklich-regiert-verschwoerungstheorien_id_2197119.html Richard Nixon – Freimaurer https://www.kathpedia.com/index.php/Freimaurer Jimmy Carter – Mitglied der Trilateralen Kommission https://en.wikipedia.org/wiki/Jimmy_Carter#Georgia_governorship_(1971%E2%80%931975) Jimmy Carter – Mitglied des CFR https://www.telepolis.de/features/Der-Klub-der-Weisen-Maenner-3419681.html Gerald Ford, Ronald Reagan, George Bush, Bill Clinton, George W. Bush, Barack Obama, Joe Biden – Freimaurer BUCH 'Massoni – Società a responsabilità illimitata. La scoperta delle Ur-Lodges’, Giole Magaldi, 2019 Warren-Kommission: Offizielle Untersuchungskommission des Kennedy-Mordes https://en.wikipedia.org/wiki/Warren_Commission Autor Jim Moore entlarvt Warren-Kommission Buch 'Conspiracy of One: The Definitive Book on the Kennedy Assassination’, Jim Moore, 1991, Seite 173 Earl Warren – Freimaurer https://en.wikipedia.org/wiki/Earl_Warren#Family_and_social_life Richard Brevard Russell – Freimaurer https://politicalgraveyard.com/geo/GA/masons.html John Sherman Cooper – Freimaurer https://en.wikipedia.org/wiki/John_Sherman_Cooper#Early_life Gerald Ford – Freimaurer https://de.wikipedia.org/wiki/Gerald_Ford#Heirat_und_Freimaurerei Allen Welsh Dulles – Freimaurer https://de.metapedia.org/wiki/Dulles,_John_Foster John Jay McCloy – Freimaurer https://de.metapedia.org/wiki/McCloy,_John_Jay Thomas Hale Boggs – Zweifel am Ergebnis der Warren-Kommission https://en.wikipedia.org/wiki/Hale_Boggs#Later_House_elections Freimaurer-Mitgliedschaft der Warren-Kommission BUCH 'Massoni – Società a responsabilità illimitata. La scoperta delle Ur-Lodges’, Giole Magaldi, 2019 John Edgar Hoover – Freimaurer https://en.wikipedia.org/wiki/J._Edgar_Hoover#Bureau_of_Investigation Dealey Plaza – der Ort des Kennedy-Attentats https://en.wikipedia.org/wiki/George_Dealey#Personal_life Die Rockefeller-Kommission https://en.wikipedia.org/wiki/United_States_President%27s_Commission_on_CIA_Activities_within_the_United_States Todesfälle in der Familie Kennedy https://www.planet-wissen.de/geschichte/persoenlichkeiten/die_kennedys/pwieschicksalsschlaegederkennedys100.html

60. rocznica zamachu na Johna F. Kennedy’ego. …

Dienstag, 21.11.2023

Grzegorz Braun w Sejmie o „in vitro”. Nie szukajmy rozwiązań z piekła rodem.

Pan Jonathan Jacob Meijer, holenderski muzyk, jest biologicznym ojcem pięciuset pięćdziesięciorga dzieci.

Braun OSTRO w Sejmie. Mówił o Lebensborn, rampie oświęcimskiej i doktorach z piekła rodem [VIDEO]

22.11.2023 nczas/braun-w-sejmie-mowil-o-lebensborn-rampie-oswiecimskiej-i-doktorach-z-piekla-rodem

Grzegorz Braun.
Grzegorz Braun. / Foto: screen Sejm

W Sejmie trwa pierwsze czytanie obywatelskiego projektu ustawy o finansowaniu z kieszeni polskich podatników in vitro. Głos w sprawie zabrał m.in. poseł Konfederacji Grzegorz Braun.

Szczęść Boże wszystkim Polakom, małym i dużym, tym, którzy mogą zabierać głos w swojej obronie i tym, którzy tego głosu zabrać nie mogą rozpoczął Braun.

Naga prawda o in vitro

Kto z Państwa wie z pierwszej ręki, o czym tutaj debatujemy? Ja owszem. Jako reżyser dokumentalista kilkanaście lat temu „doktoryzowałem się” z tego tematu, miałem okazję, realizując zdjęcia do filmu, który Państwu usilnie nieskromnie polecam – „Eugenika w imię postępu” – miałem okazję spotkać ojca polskiego in vitro, Pana prof. Szamatowicza w zagłębiu in vitro, białostockim. I widziałem tę selekcję dokonywaną na moich oczach – nie na rampie oświęcimskiej – to było małe szkiełko laboratoryjne – wskazał poseł.

– Dokonywał tej selekcji zootechnik. Może nie wszyscy Państwo wiecie, że z uwagi na koszta zatrudnia się w realizacji tej procedury osoby niekoniecznie legitymujące się jakimkolwiek dyplomem medyka od ludzi – podkreślił.

– Widziałem te baniaki z ciekłym azotem, w którym trzyma się to, co zostanie, jako efekt, produkt uboczny tej selekcji. No i one tam stoją te baniaki, może nawet do dziś stoją te, które wtedy oglądałem – powiedział.

Narastające problemy

– Ale nieprzekonanych nie przekonam, więc opowiem Państwu coś ciekawego (…) nawet i dla Panów doktorów z piekła rodem, którzy tutaj się wypowiadali na tematy im, jak sądzę, jednak bliżej nieznane. Otóż, pewien przedstawiciel personelu medycznego, który przepracował lata pod prof. Szamatowiczem i brał udział w tym procederze, a następnie nawróciwszy się i przejrzawszy na oczy podjął ów przedstawiciel niższego personelu medycznego pracę w programie naprotechnologii (…) – relacjonował Braun.

– Otóż, ten pielęgniarz zwrócił mi uwagę na pewien fakt empiryczny. W takim mieście jak Białystok, powtarzam: zagłębie in vitro (…), jest z konieczności ograniczona liczba dawców gamet męskich i żeńskich, jak się to elegancko nazywa (…). Ograniczona liczba dawców sprawia, że z każdym zabiegiem, który – uwaga – nie jest zabiegiem leczniczym, wyprowadzam z błędu, bo to szereg razy padło tutaj z trybuny, szereg rosnący tych zabiegów sprawia, że rośnie matematyczne prawdopodobieństwo, że tu, na tym świecie – nie na tamtym – spotkają się dzieci tego samego tatusia, najczęściej. Spotkają się, nie wiedząc o tym, że są dziećmi tego samego dawcy – wskazał.

– I być może – zwrócił mi na to uwagę ów pielęgniarz – być może zechcą jakimś, jak się to mówi po świecku, zbiegiem okoliczności dać początek nowemu życiu, tylko nie będą wiedzieli o tym, że mają tego samego tatusia, bo z mamusią to jednak łatwiej ustalić – kontynuował.

Jak podkreślił, było to kilkanaście lat temu. – To, niestety, nie weszło do filmu, gdyż było off the record. Mijały lata, sprawa weszła do agendy parlamentarnej, miejskiej, stała się sztandarem rewolucji, która w poszukiwaniu zaginionego lumpenproletariatu rozgląda się za nowymi grupami ludności, które mogłaby wciągnąć do swoich szeregów – ocenił.

To już się dzieje

Wzięliście to na sztandar, wy, ludzie wielopokoleniowo już, niestety, reprezentujący mentalność eugeniczną, mentalność aborcyjną. I otóż, z upływem lat zacząłem czytać doniesienia, z których kilka Państwu przeczytam, bo niektóre są świeże – zapowiedział.

– W dalekich krajach, z drugiej strony globusa, lekarz ojcem czterdzieściorga dziewięciorga dzieci. Przy zabiegach in vitro używał własnego nasienia. Skandal. W Kanadzie, uspokajam, to tylko Ludowa Republika Kanady, to daleko, to na pewno nie u nas, ginekolog zapładniał pacjentki własnym nasieniem. Nie wiadomo ile ma dzieci – przytaczał Braun.

– I świeża rzecz z tego roku, marzec 2023, Pan Jonathan Jacob Meijer, holenderski muzyk, jest biologicznym ojcem pięciuset pięćdziesięciorga dzieci, które wytropiły tatusia. Najpierw jakieś dwie dziewczynki zorientowały się, że mają oczy nie po mamie, nie po tacie, wynikło z tego śledztwo policyjne – relacjonował.

– I uwaga, publicznie domagają się jacyś ludzie zniszczenia zmagazynowanych plemników tego dobroczyńcy ludzkości – ironizował Braun.

Przedsionek piekieł

– Szanowni Państwo, zapraszacie naszych rodaków, żerując na ich dramatach życiowych, do przedsionka piekieł już na tej ziemi. I ja nie będę rozszerzał tej argumentacji, powiem tylko, że właściwie moglibyśmy powiedzieć: dajcie nam, katolikom, normalnym, uczciwym ludziom spokój i nie każcie nam płacić na to, co tam sobie robicie. Ale sprawa, jak widzicie, ma konsekwencje potencjalnie społeczne. Konsekwencje, z których problemy z ustalaniem linii dziedziczenia majętności będą najmniejszym problemem – zwrócił się do wnioskodawców.

– Są procedury godziwe i niegodziwe. I to, że bardzo wielu ludzi pragnie potomstwa, chwała Bogu, normalny człowiek pragnie potomstwa i cieszy się, kiedy Pan Bóg błogosławi. Ale to, że są niegodziwe sposoby czynienia zadość tej tęsknocie, to wiemy z historii – zaznaczył.

Niemiecki program Lebensborn dał dzieci wielu poczciwym ludziom, wielu dobrym Niemcom, wcale nie wszyscy byli członkami NSDAP, a jednak porywanie i handel dziećmi nie jest przez nas sankcjonowany i nie jest uznawany za dobre rozwiązanie tego problemu wskazał.

– A więc, skoro jest problem, diagnozujmy go, ale nie szukajmy rozwiązań z piekła rodem. Składam wniosek o odrzucenie tego projektu w pierwszym czytaniu – zakończył Grzegorz Braun.

Zabójcza obojętność. Jak Kościół utracił swoją misję i jak możemy ją odzyskać?

Co znajdziemy w książce Zabójcza obojętność. Jak Kościół utracił swoją misję i jak możemy ją odzyskać?

3dom-zabojcza-obojetnosc

Zabójcza Obojętność – Eric Sammons


Książka Zabójcza obojętność. Jak Kościół utracił swoją misję i jak możemy ją odzyskać zwraca uwagę na problem indyferentyzmu religijnego. To, co obecnie obserwujemy w Kościele, śmiało zdiagnozować można jako wspomnianą w tytule zabójczą obojętność. Wspólnota katolicka rezygnuje z nawracania protestantów, żydów, prawosławnych i przedstawicieli innych wyznań – panuje przekonanie, że każdej religii przyświeca ten sam cel, jedynie droga do niego nieco się różni. Wynika z tego, że poza Kościołem katolickim istnieją inne drogi do zbawienia. Tego typu stwierdzenie jest jednak fałszywe! Tylko w Chrystusie jest zbawienie – nie ma równorzędnych dróg!


Inkluzywizm w teorii prowadzi do pluralizmu w praktyce. Ale pluralizm nie jest ostatnim przystankiem. Kiedy ktoś wierzy, że wszystkie religie są zasadniczo równe i że praktykowanie którejkolwiek z nich prowadzi do tego samego wiecznego celu, wówczas naturalnie staje się obojętny na to, jaką religię praktykują inni, a nawet czy w ogóle praktykują jakąkolwiek religię. Staje się też obojętny na własną religię, a kiedy napotyka na przeszkodę w praktykowaniu katolicyzmu, zastanawia się, czy warto próbować przezwyciężyć tę blokadę. Religia staje się w najlepszym razie siłą kulturową, jaką niektórzy lubią praktykować, a inni nie. Tak więc, podczas gdy inkluzywizm prowadzi do pluralizmu, pluralizm wiedzie do obojętności. A obojętność opróżniła kościelne ławki.

Gdzie znajdę fragment książki Zabójcza obojętność. Jak Kościół utracił swoją misję i jak możemy ją odzyskać?

Aby zobaczyć fragment książki Zabójcza obojętność. Jak Kościół utracił swoją misję i jak możemy ją odzyskać, kliknij tutaj.

Imigranci zaatakowali wiejski festyn koło Lyonu we Francji. Zabijali, obcinali palce. „Chcemy wyrżnąć białych”. Francuskie media milczą

Imigranci zaatakowali wiejski festyn we Francji. Zabijali, obcinali palce. „Chcemy wyrżnąć białych”. Francuskie media milczą.

pch24/imigranci-zaatakowali-wiejski-festyn-we-francji-zabijali-obcinali-palce

(fot. public domain pictures)

Grupa młodych migrantów postanowiła mordować białych ludzi we Francji. Napadli na festyn we wsi Crépol położonej kilkadziesiąt kilometrów na południe od Lyonu.

W Crépol mieszka 500 osób; na festyn przyszli prawie wszyscy. O drugiej nad ranem na festynie zjawiło się 20 migrantów. Byli uzbrojeni w noże. Zaczęli atakować Francuzów. Imigranci zamordowali 16-latka i ranili kilkanaście osób, niektóre ciężko. Jednemu mężczyźnie obcięli palce.

Imigranci przyjechali z miejscowości Romans-sur-Isère, gdzie mieszkają w bloku komunalnym.

Według świadków imigranci mieli krzyczeć: „Chcemy wyrżnąć białych”. Organizatorka wiejskiego festynu ostro krytykowała media, które kłamliwie opisywały wydarzenie. Była zaszokowana, że część mediów próbowała sprawę w ogóle przemilczeć, albo pisała o bójce. To nie była bójka, to była napaść. Sprawcy przyjechali po to, by zaatakować ludzi na festynie – powiedziała.

Sprawę skomentowała szefowa Frontu Narodowego, Marine Le Pen. – Nikt nie jest już bezpieczny – powiedziała. – Wiejskie festyny, wesela, urodziny: od kilku lat mieszkańcy wsi padają ofiarą regularnych masakr – dodała.

Źródło: jungefreiheit.de Pach

Pfizer pozywa Polskę. Żąda grubych MILIARDÓW za nieodebrane szpryce. A min. Sójka „ma nadzieję”. Wybiera się za morze?

Pfizer pozywa Polskę. Żąda grubych MILIARDÓW za nieodebrane szpryce

22.11.2023 https://nczas.info/2023/11/22/pfizer-pozywa-polske-zada-grubych-miliardow-za-nieodebrane-szpryce/

Szczepionka Covid-19 Pfizer
Szpryca Pfizera. Zdjęcie ilustracyjne. / Foto: Pixabay

Jest pewne światełko, które będzie mówić, że mamy szansę by w dobry sposób zakończyć ten proces – powiedziała w TVN24 minister zdrowia Katarzyna Sójka pytana o pozew koncernu Pfizer. Zaznaczyła, że sprawa jest trudna, ale dotyczy nie tylko Polski. Jest więcej krajów, które mają podobny problem.

„Dziennik Gazeta Prawna” poinformował w środę, że Pfizer pozwał Polskę za „niewywiązanie się z umowy szczepionkowej”. Żąda zapłaty 6 mld zł. Z ustaleń dziennikarzy dziennika wynika, że pierwsza rozprawa odbędzie się 6 grudnia.

Jak podaje „Dziennik Gazeta Prawna” pozew koncernu Pfizer przeciw Polsce został złożony w sądzie w Brukseli, gdyż umowa dotycząca pierwszej wspólnej umowy kupna szczepionek przez Komisję Europejską dla wszystkich państw członkowskich UE była podpisana przez KE, co oznacza, że podlega prawodawstwu belgijskiemu. Chodzi o postępowanie cywilnoprawne.

Sprawa dotyczy 60 mln szczepionek przeciw COVID-19, których Polska nie odebrała i za które nie zapłaciła mimo wiążącej umowy z koncernem.

Dziennik przypomina, że w marcu ub.r. premier Mateusz Morawiecki w liście do szefowej Komisji Europejskiej Ursuli von der Leyen napisał, że Polska nie będzie odbierać szczepionek i jako bezpośrednią przyczynę podał „siłę wyższą”, czyli wojnę na Ukrainie. W kwietniu ogłosił, że zrywa kontakty z Pfizerem ze względu na koszty, jakie ponosi w związku z inwazją Rosji. Jak zaznacza DGP w międzyczasie próbowano z firmą negocjować, również na poziomie unijnym, jednak bez powodzenia.

Gazeta zaznacza, że Pfizer czekał z pozwem do momentu zmiany władzy w Polsce, a także czasu, w którym wojna na Ukrainie nie jest już najbardziej palącym tematem w mediach. Koncern, pytany przez DGP o pozew, odparł krótko: „Nie możemy komentować toczącego się postępowania prawnego”.

Minister zdrowia Katarzyna Sójka zapytana została w TVN 24 czy jest szansa na porozumienie, które doprowadzi, że nie będzie procesu w tej sprawie, czy też proces ten jest nieunikniony.

„Ten proces jakby jest aktualny. (…) To są procesy, które będą realizowane na arenie międzynarodowej. Natomiast tutaj mamy światełko” – odpowiedziała minister. „Nie jesteśmy przede wszystkim sami w tym temacie, bo jest więcej krajów w Unii Europejskiej, które mają podobny problem” – wskazała.

„Jest pewne światełko, które będzie mówić, o tym że mamy szansę na to, by w dobry sposób zakończyć ten proces. Jest to trudna sprawa oczywiście i nie dotyczy tylko Polski – jest więcej krajów” – powtórzyła Sójka.

Odnosząc się do stwierdzenia prowadzącego rozmowę dziennikarza: „Rozumiem, że jest raczej nadzieja, że zapłacimy mniej, a nie że nie zapłacimy ani grosza” minister zdrowia powiedziała: „Raczej jest nadzieja, że żądania Pfizera w takiej formie nie zostaną zrealizowane. Taką mam nadzieję”.

Miliardy wyrzucone w błoto podczas pandemii – Winni muszą być ukarani.

Raport Najwyższej Izby Kontroli z września tego roku ujawnił brak przygotowania polskiego rządu na wielki kryzys, jakim okazała się pandemia COVID-19. W ciągu całego okresu obowiązywania stanu epidemii rząd nie opracował ogólnokrajowego planu działania ani nie ogłosił stanu klęski żywiołowej, co przewidziane jest w Konstytucji RP.Zamiast tego uchwalono tzw. Ustawę Covidową, na podstawie której praktycznie zamknięto nas w domach na okres dwóch lat. 
Co gorsza, za tym projektem zagłosowały niemal wszystkie ugrupowania opozycyjne. 
Brak właściwego planu działania, chaos i nieprzygotowanie rządzących do tej sytuacji to dla nas wszystkich koszt miliardów złotych:
190 miliardów z Funduszu Przeciwdziałania COVID-19,
941 milionów na szpitale tymczasowe,
82,3 milionów na wadliwe respiratory.

Musimy zrobić, co w naszej mocy, aby ktoś za to odpowiedział i by zapewnić, że ten koszmar już więcej się nie powtórzy.
Razem wezwijmy nowo wybrany parlament do natychmiastowego działania, utworzenia komisji śledczej oraz pociągnięcia poprzedniego rządu do odpowiedzialności za katastrofalną w skutkach politykę dotyczącą COVID-19.
Podpiszcie Państwo naszą petycję TERAZ, aby zażądać od nowo wybranego parlamentu utworzenia komisji śledczej, która zbada nieprawidłowości rządu podczas pandemii COVID-19. 
Żądamy także wyjaśnień od opozycji, która w większości poparła działania rządu w czasie pandemii. Ci ludzie, którzy od lat przechwalają się swoją miłością do demokracji, są nam winni wyjaśnienia, dlaczego głosowali za ustawą łamiącą Konstytucję RP. 
Razem możemy doprowadzić do ujawnienia prawdy i pociągnięcia rządu do odpowiedzialności za ich działania. Mamy siłę, aby dokonać zmian!

Dziękuję za Państwa wsparcie,
Filip Marinov z całym zespołem CitizenGO

PS Prześlijcie Państwo, proszę, tę petycję rodzinie i znajomym. Im więcej osób się zaangażuje, tym silniejszy będzie nasz nacisk. 
Poniżej wiadomość, którą wysłałem Państwu wcześniej:
Pamiętacie Państwo, co działo się podczas pandemii COVID-19? Strach, niepokój oraz odebranie nam podstawowych praw i wolności?
Nie pozwólcie zamieść tego pod dywan.
Nasze wspólne działanie stworzy nacisk społeczny, który może doprowadzić do istotnych zmian. 
Podpiszcie Państwo petycję domagającą się utworzenia komisji śledczej do zbadania szkodliwej polityki rządu w czasie COVID-19.
 Zjednoczmy się, domagając się wyjaśnień od partii politycznych, które za to odpowiadają.
PODPISZ PETYCJĘ
Wszyscy doskonale pamiętamy trudności i ograniczenia związane z pandemią COVID-19 – niepewność, strach i ingerencję w naszą wolność. Nikt z nas już nigdy więcej nie chce tego doświadczyć. Dlatego ta wiadomość jest tak ważna.
Okres lockdownów, obowiązkowe noszenie masek, zamknięte kościoły i szkoły, przymuszanie do szczepień i ograniczenia w prowadzeniu działalności gospodarczej – to wszystko wydaje się już być za nami. Jednak jako osoby wierzące i obywatele demokratycznego społeczeństwa, jesteśmy zobowiązani do walki o zachowanie naszej wolności w obliczu przyszłych kryzysów.Czy słyszeli Państwo o tym, że Światowa Organizacja Zdrowia (WHO) zapowiada kolejne pandemie? Zróbmy wszystko, by nasz kraj był na to przygotowany. Zasługujemy na właściwe ustawodawstwo, które pozwoli zachować nasze podstawowe prawa i ochroni nas przed szkodliwym wpływem globalistów. 
Podczas rozprzestrzeniania się pandemii COVID-19 Polska, znalazła się w sytuacji wielkiego kryzysu. Choć istniały przepisy prawne mające na celu zarządzanie sytuacjami nadzwyczajnymi, rząd zdecydował się na uchwalenie specjalnej ustawy dotyczącej COVID-19. Ustawa ta, zamiast dostarczać konkretne rozwiązania, przyniosła ze sobą szereg nowych, szkodliwych regulacji.
Prawdziwym zaskoczeniem było to, że mimo wcześniejszych ostrzeżeń Polska nie posiadała skutecznego planu na walkę z pandemią. W okresie od maja do września 2020 roku, kiedy liczba zachorowań gwałtownie zmalała, nasi liderzy pozostawali bierni i nie przygotowali kraju na jesienną falę zakażeń. Nadszedł czas, aby pociągnąć ich do odpowiedzialności za te zaniedbania.
Prosimy, podpiszcie Państwo naszą petycję, wzywającą nowo wybrany parlament do powołania komisji śledczej, która pociągnie do odpowiedzialności poprzedni rząd za jego reakcję na pandemię COVID-19.
Przypomnijmy skutki nieudolnej polityki rządu w czasie pandemii:
Nadmierna śmiertelność,Kryzys ekonomiczny, którego skutkiem jest m.in. aktualna wysoka inflacja,Upadek licznych małych firm,Utrata miejsc pracy,Problemy psychiczne wśród dorosłych i dzieci,Uzależnienie dzieci od urządzeń elektronicznych oraz zaległości w edukacji,Alienacja,I inne poważne konsekwencje…Nadszedł moment, by zadbać o to, aby odpowiedzialni ponieśli konsekwencje i by zapobiec powtórzeniu się tego koszmaru w przyszłości.
We wrześniu tego roku Najwyższa Izba Kontroli (NIK) ujawniła szokujące fakty dotyczące polityki pandemicznej naszego państwa. Ujawniono skandal, w który aż trudno uwierzyć.
Najwyższa Izba Kontroli ogłosiła, że na wadliwe respiratory zostało zmarnowanych 82,3 miliony złotych z publicznych pieniędzy, a urzędnicy Ministerstwa Zdrowia i Kancelarii Premiera są podejrzani o poważne zaniedbania. Ta sprawa została już zgłoszona do prokuratury.  Na budowę szpitali tymczasowych wydano z kolei ponad 900 milionów złotych. Jeden z takich obiektów, przygotowany w Szczecińskiej Netto Arenie kosztował nas wszystkich 29 milionów. Nie przyjęto tam nawet jednego pacjenta! 
Kto poniesie za to wszystko odpowiedzialność?
Dzięki Państwa wsparciu możemy uniknąć powtarzania tak nieodpowiedzialnych decyzji. Żądamy szczegółowych wyjaśnień odnośnie działań rządu oraz ochrony naszych konstytucyjnych swobód.
Niech Państwa głos zostanie usłyszany. Proszę, dołączcie Państwo do naszej petycji, w której domagamy się od posłów w nowo wybranym parlamencie, aby nie zwlekali i powołali specjalną komisję śledczą.
Nie pozwólmy zamieść tej sprawy pod dywan. 
Państwa podpisy generują społeczną presję na rzecz istotnych zmian. Opozycja, która teraz ma większość w parlamencie, powinna być zmotywowana do rozliczenia działań poprzedniego rządu. Jeśli przegramy tę kampanię, politycy mogą stać się nietykalni, co będzie stanowiło zagrożenie dla naszych wolności w przypadku kolejnej pandemii. Jednak, jeśli odniesiemy sukces, zmusimy parlamentarzystów do opracowania ustawodawstwa, które będzie chronić nasze wolności i respektować Konstytucję.
Nie zwlekajcie. Podpiszcie Państwo naszą petycję, w której nawołujemy posłów nowej kadencji sejmu do powołania specjalnej komisji śledczej już teraz. 
Dziękuję za Państwa niesłabnące wsparcie,Filip Marinov z całym zespołem CitizenGO

PS Ta sprawa jest niezwykle pilna. Musimy działać jak najszybciej, kiedy temat jest świeży i nadal popularny. Tutaj chodzi o naszą wolność! Kiedy już podpiszą Państwo tę petycję, prosimy o jej udostępnienie jak największej liczbie osób. Potrzebujemy wielu podpisów, aby nasz głos został usłyszany.

Więcej informacji:
COVID-19 w Polsce – na początku był chaos
https://www.nik.gov.pl/aktualnosci/covid-19-w-polsce.html
NIK: W czasie pandemii rząd narażał życie i zdrowie Polaków. Nieprawidłowości na dziesiątki milionów zł
https://wiadomosci.onet.pl/tylko-w-onecie/nik-ujawnia-w-czasie-pandemii-rzad-narazal-zycie-i-zdrowie-polakow/9jf5pte
Walka z COVID-19 w Polsce. Raport NIK zarzuca władzy „daleko idącą niegospodarność”
https://www.rp.pl/polityka/art39180861-walka-z-covid-19-w-polsce-raport-nik-zarzuca-wladzy-daleko-idaca-niegospodarnosc
NIK o rządach PiS w czasie Covid-19: Miliardy w błoto, możliwa bezprawność ustaw
https://pch24.pl/nik-o-rzadach-pis-w-czasie-covid-19-miliardy-w-bloto-mozliwa-bezprawnosc-ustaw/
190 mld zł z Funduszu Przeciwdziałania COVID-19 – ekstra budżet rządu, który kiedyś trzeba będzie spłacić
https://www.nik.gov.pl/aktualnosci/fundusz-przeciwdzialania-covid-19.html

CitizenGO to społeczność aktywnych obywateli, która stara się, aby ludzkie życie, rodzina i wolność były darzone szacunkiem na całym świecie. Członkowie CitizenGO zamieszkują wszystkie kraje świata. Nasz zespół pracuje w 16 państwach na 5 kontynentach i działa w 12 językach. Więcej o CitizenGO dowiedzą się Państwo tutaj. Mogą nas Państwo także śledzić na Facebooku i Twitterze.

Włoski parlament przyjął pierwszą w Europie ustawę zakazującą produkcji i sprzedaży sztucznego „mięsa”.

Włoski parlament przyjął pierwszą w Europie ustawę zakazującą produkcji i sprzedaży sztucznego mięsa.

Włosi przeciw produkcji i sprzedaży sztucznego „mięsa”. Floryda bierze z nich przykład. 20 listopada 2023 pch24l/wlosi-przeciw

(fot. PCh24.pl )

Włoski parlament przyjął pierwszą w Europie ustawę zakazującą produkcji i sprzedaży sztucznego mięsa. Chodzi o produkty pochodzące z hodowli laboratoryjnej. Przeciwko tej „nowoczesnej gałęzi” przemysłu występują także politycy w amerykańskim stanie Floryda.

Włoski minister rolnictwa Francesco Lollobrigida nie ma wątpliwości, iż „mięso” produkowane w laboratorium uderza we włoską kulturę, tożsamość i cywilizację. Podważa lokalne tradycje, stanowi zagrożenie dla obecnego, wiejskiego stylu życia, harmonii z ziemią i zmierza do zniszczenia lokalnej produkcji. – Jeśli produkujesz żywność, która nie ma związku z człowiekiem, ziemią, pracą, możesz przenieść produkcję do miejsca z niższymi podatkami i niższymi standardami środowiskowymi, co szkodzi miejscom pracy i środowisku – tłumaczył w rozmowie z „Politico”.

Według partii opozycyjnych wobec obecnego rządu, zakaz produkcji „mięsa” w probówkach jest „propagandę ideologiczną” wymierzoną w procesy globalizacyjne i „nowoczesność”.

Minister rolnictwa to szwagier premier Meloni. Podjął szereg działań, by bronić włoskiej kultury i dziedzictwa kulinarnego. W marcu minister wprowadził obowiązek jasnego oznakowania i zamieszczania ostrzeżeń na produktach z mąki pochodzącej od owadów, takich jak świerszcze i larwy mącznika.

Podjął także walkę z obcym gatunkiem inwazyjnym, błękitnym krabem atlantyckim, który zagraża rodzimym włoskim małżom. Lollobrigida broni suwerenności żywnościowej, odrzucając uprawy genetycznie modyfikowane, syntetyczne pestycydy, sztuczne „mięso”, a także długie łańcuchy dostaw żywności. Poleganie na długich łańcuchach dostaw energii, nawozów i żywności wystawiłoby Włochów „na pastwę przestępców i autokratów, którzy mogliby ich szantażować” – wyjaśnia minister.

Przyjęta przez parlament ustawa zakazująca produkcji i sprzedaży syntetycznego „mięsa” nie spodobała się przedsiębiorcom z Italian Complementary Protein Alliance, specjalizujących się w zakresie badań nad białkami pochodzenia roślinnego i hodowlanego. Regulacja ma „tłumić innowacje”. Producenci sugerują, że narusza ona także unijne przepisy. Zarzucili rządowi, że cofa się, „podczas gdy świat idzie do przodu”.

Ettore Prandini, szef stowarzyszenia rolników Coldiretti odpiera zarzuty i wskazuje, że „Włochy, światowy lider w zakresie jakości i bezpieczeństwa żywności, mają obowiązek przewodzić polityce ochrony zdrowia obywateli”.

Według niektórych ekspertów, Włosi i tak nie będą mogli sprzeciwić się sprzedaży tak zwanego mięsa syntetycznego produkowanego w Unii Europejskiej, ze względu na regulacje o wspólnym rynku i swobodzie przepływu towarów i usług. Rząd jednak nie obawia się reakcji władz UE.

Ustawa przyjęta 16 listopada zakazuje nie tylko produkcji i sprzedaży „mięsa” z probówki, ale także jego reklamy. Niektórzy dopatrują się w decyzji polityków strategicznych interesów politycznych w związku z czerwcowymi wyborami do Parlamentu Europejskiego w 2024 r.

Minister rolnictwa Francesco Lollobrigida zaznaczył, że pragnie innej Europy i zaapelował do państw, by sprzymierzyły się z Italią w sprawie zakazu produkcji i sprzedaży jakiejkolwiek formy „żywności syntetycznej”.

Tymczasem niemiecki rząd inwestuje w rozwój alternatywnych białek. Niedawno utworzono fundusz o wartości około 40 mln euro na ten cel. Duński minister rolnictwa Jacob Jensen zapowiedział ponowny przegląd obecnych procedur dotyczących nowej żywności na poziomie UE.

Włoską ustawę musi zatwierdzić prezydent Sergio Mattarella. Co zdaniem ekspertów nie jest takie pewne, tym bardziej, że wyraził obawy dotyczące wszczęcia postępowania przez KE.

Premier Meloni na początku października zaproponowała reformę włoskiej konstytucji, aby ograniczyć uprawnienia decyzyjne prezydenta. Tymczasem ekologiści rozważają wszczęcie strategicznego postępowania sądowego przeciwko rządowemu projektowi, by wstrzymać stosowanie prawa.

Za przykładem Włochów idą amerykańscy prawodawcy na Florydzie. Republikanie chcą zakazać hodowli „mięsa” w laboratorium i jego sprzedaży, by chronić bydło i przemysł rolny w stanie.

Projekt House Bill 435 przewiduje zakaz jakiejkolwiek osobie produkcji, sprzedaży, przechowywania lub oferowania na sprzedaż „mięsa hodowlanego”, wyprodukowanego z hodowanych komórek zwierzęcych w stanie z Floryda.

Każdy, kto naruszyłby zakaz, będzie podlegał wykroczeniu drugiego stopnia, natomiast każdy podmiot zajmujący się dystrybucją lub sprzedażą mięsa hodowlanego musiałby się liczyć z postępowaniem dyscyplinarnym, łącznie z zawieszeniem licencji na prowadzenie działalności.

Polityk Tyler Sirois, który przedstawił projekt ustawy zaznaczył, że mięso hodowane w laboratorium stanowi „obrazę natury i stworzenia” i jest częścią  najnowszej inicjatywy w ramach „agendy ESG”.

Przeciwko temu wypowiedział się również kandydat na prezydenta i gubernator Florydy Ron DeSantis, uznając, że ideologia globalistyczna zagraża wolności gospodarczej i innym amerykańskim wartościom.

W czerwcu Departament Rolnictwa Stanów Zjednoczonych po raz pierwszy zatwierdził sprzedaż kurczaków[??? „mięsa” ?? md] wyprodukowanych z komórek zwierzęcych, zezwalając dwóm kalifornijskim firmom: Upside Foods i Good Meat na serwowanie „mięsa” laboratoryjnego w restauracjach, a także w supermarketach. Agencja ds. Żywności i Leków stwierdziła, że produkty obu firm są bezpieczne do spożycia.

Tak zwane mięso z hodowli komórkowej ma doprowadzić do eliminacji hodowli i uboju zwierząt, a także ograniczyć emisję metanu, wypas, uprawę  paszy dla zwierząt i odpadów zwierzęcych powstających podczas hodowli.

Sztuczne „mięso” produkuje się w stalowych zbiornikach przy użyciu komórek pochodzących od żywego zwierzęcia, zapłodnionego jaja lub specjalnego banku komórek. Do tego procesu wykorzystuje się chemikalia, enzymy itd. Zasadniczo zmierza się do powszechnego klonowania. Manipulowanie genomem spowoduje szereg konsekwencji dla organizmu ludzkiego.

Potentatem w produkcji sztucznego „mięsa” jest Singapur. Niedawno grupa naukowców na czele z prof. Edwardem Spangiem z Uniwersytetu Kalifornijskiego wskazała, że poprzednie badania wychwalające potencjał mięsa hodowanego w laboratorium „nie odzwierciedlają dokładnie obecnych/bliższych praktyk, które są wykorzystywane do wytworzenia tych produktów”. Uczeni doszli do wniosku, że wpływ produkcji mięsa syntetycznego na środowisko będzie w rzeczywistości znacznie większy niż w przypadku konwencjonalnych systemów produkcji mięsa, zwiększając popyt i presje na populację dzikich zwierząt.

Źródło: politico.eu, forbes.com, fox.business.com, orfonline.org AS

Dziesiątki tysięcy pozwów z powodu szkodliwości, ale UE chce przedłużyć pozwolenie na toksyczny glifosat.

Dziesiątki tysięcy pozwów z powodu szkodliwości, ale UE chce przedłużyć pozwolenie na toksyczny glifosat…

20 listopada 2023 pch24/dziesiatki-tysiecy-pozwow

Komisja Europejska zapowiedziała przedłużenie o kolejną dekadę okresu dopuszczalności używania glifosatu – środka chwastobójczego potencjalnie niebezpiecznego dla ludzi i pszczół. Unia nie widzi w jego stosowaniu zagrożeń, lecz liczba sądowych pozwów o odszkodowania z powodu wywołanych szkód szacowana jest na 40 tysięcy.

Herbicyd wyprodukowany na potrzeby amerykańskiej armii walczącej w Wietnamie dzisiaj jest stosowanym powszechnie środkiem chwastobójczym dla rolników. Termin dopuszczenia do użytku preparatu produkowanego m.in. przez światowych gigantów Bayer, Syngenta czy BASF, ale i na przykład przez polski Ciech, kończy się już w grudniu – informuje „Rzeczpospolita”.

W Polsce w obrocie pozostają aż 92 środki ochrony roślin na bazie glifosatu.

W połowie miesiąca państwa członkowskie Unii Europejskiej głosowały nad kwestią prolongaty pozwolenia na sprzedaż preparatu. Wniosek nie osiągnął potrzebnej do większości kwalifikowanej, ale też nie został odrzucony.  

„Teraz Komisja musi podjąć jakąś decyzję przed 15 grudnia 2023 r., kiedy to upływa obecny okres zatwierdzenia. Glifosat cieszy się zarówno dobrą opinią niezbędnego w rolnictwie środka zwalczającego chwasty, jak i jest oskarżany o szkodliwość dla zdrowia ludzi, masowe wymieranie pszczół i zagrażanie środowisku naturalnemu”.

Według władz UE, od 2019 roku Europejski Urząd ds. Bezpieczeństwa Żywności (EFSA) gruntownie analizował setki badań naukowych na temat preparatu. Orzekł, że nie przyczynia się on do powstania żadnych krytycznych zagrożeń. Komisja Europejska zamierza więc przedłużyć pozwolenie, dokładając pewne ograniczenia w rodzaju zakazu stosowania przed okresem zbiorów jako środka osuszającego.

„Najsłynniejszym przykładem środka z glifosatem jest Roundup produkowany przez amerykańską spółkę Monsanto, kupioną w 2018 r. za 63 mld dol. przez koncern Bayer. Skorygował on teraz prognozy rocznych dochodów ze sprzedaży glifosatu z 2,8 mld euro na 2,5 mld euro, ale największym jego problemem jest olbrzymia fala pozwów o odszkodowania w USA. Tylko w październiku Bayer przegrał trzy procesy, 31 października sąd w Kaliforni nakazał firmie zapłatę 332 mln dol. odszkodowania dla mężczyzny oskarżającego Monsanto o wywołanie u niego raka za sprawą preparatu Roundup. Wcześniej sądy zasądziły odszkodowania rzędu 175 mln dol. i 1,25 mln dol”.

Agencja Reuters poinformowała, że liczba pozwów odszkodowawczych szacowana jest obecnie na około 40 tysięcy.

Źródło: rp.pl

Niedziela, Siedlce – Msza święta i Pokutny Marsz Różańcowy za Ojczyznę

N26.11.23 Siedlce – Msza święta i Pokutny Marsz Różańcowy za Ojczyznę

Zapraszamy 26 listopada, niedziela, na 85 Pokutny Marsz Różańcowy ulicami Siedlec w intencji naszej kochanej Ojczyzny – Polski.
Zaczynamy o 14.00 pod pomnikiem Św. Jana Pawła II. Kończymy Mszą Świętą, która rozpocznie się o godzinie 16.00 w katedrze siedleckiej. Uwielbiając Boga w Trójcy Świętej Jedynego, modlimy się razem z Maryją Królową Polski, o Polskę wierną Bogu, Krzyżowi i Ewangelii, o wypełnienie Jasnogórskich Ślubów Narodu. 
     Tym razem będziemy szczególnie modlić się o to, aby nowy Rząd Rzeczypospolitej Polskiej, który niebawem powstanie, był zainteresowany dobrem Polski i Polaków. Aby służył Bogu oraz naszej Ojczyźnie i jej obywatelom. Przyczyniał się do dobrej jakości i bezpieczeństwa życia we własnym kraju – Polsce. Z Panem Bogiem,
Andrzej Woroszyło

Będą kary za bezobjawową nienawiść?

Będą kary za bezobjawową nienawiść?

Kategoria: Archiwum, Niekonwencjonalne, Polecane, Polityka, Polska, Pudło, Ważne, Własne recenzje

Autor: CzarnaLimuzyna , 21 listopada 2023

Karę za prawdę wymyślono z nienawiści do niej samej /ryc. Judson Huss

W połowie XX wieku lewica wymyśliła schizofrenię bezobjawową. Stało się to w tzw. Związku Socjalistycznych Republik Radzieckich. ZSRR był państwem realnego socjalizmu. Szukając analogii geopolitycznej można je określić mianem Unii Wschodnioeuropejskiej z azjatycko-turańskim farszem. Ideologią panującą był komunizm z biegiem czasu coraz bardziej zacofany w stosunku do ideologii „nowej lewicy” bazującej na założeniach Szkoły Frankfurckiej, dziś dominującej w tzw. Unii Europejskiej.

“Schizofrenia Bezobjawowa”

Określenie “schizofrenia bezobjawowa” lub „pełzająca” było stosowane w stosunku do osób sprzeciwiających się dziejowej konieczności podążania drogą postępu i rozwoju. Jedną z prześladowanych osób był pisarz Władimir Bukowski – “rosyjski obrońca praw człowieka, pisarz, publicysta, więzień polityczny oraz polityk polskiego pochodzenia. Jeden z najaktywniejszych i najbardziej znanych na świecie uczestników ruchu dysydenckiego w ZSRR”.

” W książce ‘I powraca wiatr…’ opisał swoje dwunastoletnie doświadczenia: “Dla »leczenia wzburzonych«, a mówiąc dokładnie, karania, stosowano w zasadzie trzy środki. Pierwszy – aminozyna. Pod jej działaniem człowiek zazwyczaj zapadał w śpiączkę, w jakieś takie otępienie, że przestawał pojmować, co się z nim dzieje. Drugi – sulfazyna albo siarka. Ten środek powodował zazwyczaj silne bóle i dreszcze. Temperatura podskakiwała do 40-41°C i utrzymywała się przez dwa, trzy dni. Trzeci – ukrutka. To uważane było za najcięższe. Więźnia mocno owijano od nóg aż po pachy mokrym, skręconym prześcieradłem albo pasami z płótna żaglowego. Schnąc materiał kurczył się, powodując straszliwy ból i pieczenie całego ciała. Zazwyczaj powodowało to szybko utratę przytomności i do obowiązków siostry należało tego doglądać. Wówczas ukrutkę chwilowo rozluźniano, pozwalając delikwentowi odetchnąć i dojść do siebie, po czym ponownie go zawijano. To mogło powtarzać się kilkakrotnie”.

Bukowski został w 1976 roku wymieniony na sekretarza generalnego Komunistycznej Partii Chile Luisa Corvalana i zamieszkał w Londynie.

Powszechnie ordynowano “piąchopirynę” – kułazinę (od rosyjskiego słowa kułak – pięść), duszono i gwałcono. “Chorzy” spędzali w ośrodkach wiele lat i nigdy nie wiedzieli, jak długo będą tam siedzieć – w przeciwieństwie do skazanych na więzienie. Jeżeli takie było życzenie GRU, lekarze mogli zawsze uznać ich za “niedostatecznie wyleczonych”. / ANNA ZECHENTER: Nieprzedawnione/IPN/

Początkowo hołubiony na zachodzie i przyjmowany z honorami, Władimir Bukowski przestał być z biegiem czasu autorytetem dla zachodniego mainstreamu, m.in. z powodu licznych porównań Unii Europejskiej do Związku Radzieckiego.

Kara za bezobjawową nienawiść

Postulat karania za bezobjawową nienawiść oraz represje za rozpowszechnianie prawdziwych informacji, ale mogących szkodzić/nowa kategoria/ jest naturalną konsekwencją ścieżki ideologicznej, którą podąża świat transatlantycki wraz z Unią dziś już jawnie antyeuropejską, a nazywaną wciąż europejską. W Polsce właśnie rozpoczął się kolejny etap klasycznego  приготовления /podgotowki propagandowej/.

Lewica, która posługuje się na każdym kroku gadzią mową wymierzoną w prawdę, dobro i piękno, a często nawet w zwykłą codzienną normalność, chce karać więzieniem za… mowę nienawiści. Wszystko w obronie dobrego samopoczucia siły przewodniej. O jaką siłę przewodnią chodzi? Gdybym napisał siłę przewodnią rewolucji komunistycznej, to część młodszych czytelników nie zrozumiałaby, dlatego aktualizując: chodzi o aktywistów. O aktywistów zaangażowanych w walkę o realizację ideałów globalistycznych i neomarkistowskich. Aktywistów genderowych, klimatycznych, sanitarnych zajmujących się często zwykłym donosicielstwem, szczuciem, a w niektórych przypadkach “współczesnym szmalcownictwem”, współpracujących z organizacjami monitorującymi zachowania normalne i patriotyczne.

„Granice naszego języka są granicami naszego świata”

Nie chodzi tylko o wolność słowa, którą chcą nam odebrać, lecz również o względność słowa używanego czyli o gadzi język, którym posługują się współcześni lewicowi faszyści tworzący absurdalne neologizmy.

A teraz podam najnowszy postulat w tłumaczeniu na ludzki język:

Kto obraża „mową nienawiści” złodzieja, zboczeńca, a także niemieckiego hitlerowca, rosyjskiego lub żydowskiego bolszewika, syjonistę, ukraińskiego banderowca, terrorystę uprzywilejowanej narodowości, murzyńskiego rasistę, obraża go ze względu na dezorientacje moralną, seksualną lub na narodowość, wyznawaną ideologię komunistyczną, satanistyczną lub bezwyznaniowość (!) ten podlega karze więzienia.

Chodzi również o pedofilię i qrwofilię (umiłowanie wszystkich form prostytucji i przemysłu pornograficznego) do których coraz częściej przyznają się degeneraci podciągając to pod flagę lgbtq+p-f. Grzechem byłoby nie wspomnieć o postulacie karania za wyrażoną dezaprobatę moralną połączoną z odczuciem estetycznego niesmaku nazywaną homofobią lub qrwofobią. Tu znów mamy do czynienia z brakiem zarzucanego „objawu chorobowego”. Moralna ocena występku jest sprowadzona do rzekomej fobii, którą na dodatek traktuje się jak… przestępstwo nienawiści. Nienawiści bezobjawowej.

______________________________________________________________________

Grafika w ikonie wpisu: Konstantin Korobov

Kolejny horror: Osoby „transpłciowe” na obiedzie u Franciszka. „Przybliża nas do Kościoła”.

Osoby „transpłciowe” na obiedzie u Franciszka. „Przybliża nas do Kościoła”

TVN24 | tvn24.pl/osoby-transplciowe-na-obiedzie-u-franciszka

ReutersŚwiatowy Dzień Ubogich w Watykanie

Grupa osób transpłciowych została zaproszona przez papieża Franciszka na obiad zorganizowany w Watykanie z okazji Światowego Dnia Ubogich. – Fakt, że papież Franciszek przybliża nas do Kościoła, jest piękną rzeczą. Potrzebujemy trochę miłości – mówiła 46-letnia Carla Segovia.

W niedzielę w Watykanie z okazji Światowego Dnia Ubogich zorganizowano obiad dla około 1,2 tys. osób w trudnej sytuacji życiowej. Wśród zaproszonych była grupa osób transpłciowych, między innymi 55-letnia Claudia Victoria Salas i 46-letnia Carla Segovia pochodzące z Argentyny, obecnie mieszkające w miejscowości Torvaianica pod Rzymem.

Światowy Dzień Ubogich w Watykanie

Jak opisuje agencja Reutera, Carla Segovia była zaskoczona faktem, że posadzono ją naprzeciwko papieża przy głównym stole. – To fantastyczna okazja dla wszystkich nas, osób transpłciowych – powiedziała, wchodząc na audytorium. – My, transpłciowe osoby, czujemy się tutaj we Włoszech nieco bardziej ludzko. Fakt, że papież Franciszek przybliża nas do Kościoła, jest piękną rzeczą. Potrzebujemy trochę miłości – mówiła zaś kilka dni przed wydarzeniem.

Wśród gości znalazł się też Andrea Conocchia, proboszcz parafii Najświętszej Niepokalanej Dziewicy w Torvaianicy. Podczas pandemii Covid-19 pomagał on okolicznej społeczności osób transpłciowych zaopatrywać się w żywność i inne potrzebne artykuły, ponieważ w czasie lockdownu straciły źródła dochodu. Zachęcał poznane osoby, by zwróciły się do Franciszka o pomoc, i szybko ją od niego otrzymały. Rok później zorganizowano dla nich też m.in. szczepienia na koronawirusa. – Ojciec Andrea zawsze nam pomagał. Otworzył dla nas drzwi, przynosił nam jedzenie (…). Dla nas jest święty. Jesteśmy mu bardzo wdzięczne, za jego pośrednictwem papież Franciszek przesyłał nam wiele rzeczy – mówiła Claudia Victoria Salas o proboszczu Conocchim.

ZOBACZ TEŻ: Papież sugeruje otwarcie się na kwestię błogosławieństwa dla par osób tej samej płci. Wskazał warunki

Osoby transpłciowe mogą być rodzicami chrzestnymi

W zeszłym tygodniu Watykańska Dykasteria Nauki Wiary oświadczyła, że osoby transpłciowe mogą otrzymać chrzest, być rodzicami chrzestnymi i świadkami na ślubie. Decyzję z zadowoleniem przyjęły środowiska działające na rzecz praw społeczności LGBT.

Carla Segovia przyznaje, że dla transpłciowych kobiet, takich jak ona sama, bycie rodzicem chrzestnym jest rzeczą najbliższą posiadaniu dziecka. Podkreśla, że dzięki nowym wytycznym czuje się bardziej komfortowo i być może pewnego dnia w pełni wróci do wiary, w której została ochrzczona, a od której odeszła, gdy ujawniła, że jest osobą transpłciową. – Ta wytyczna od papieża Franciszka przybliża mnie do odnalezienia absolutnego spokoju – twierdzi.

Z kolei Claudia Victoria Salas przekazał[a], że ona jest już matką chrzestną. – Bycie rodzicem chrzestnym to wielka odpowiedzialność (…), to nie zabawa. Trzeba wybrać odpowiednie osoby, które będą odpowiedzialne i zdolne do tego, by wysłać dzieci do szkoły, zapewnić im jedzenie i ubrania, gdy rodziców nie będzie w pobliżu – podkreśliła.

W Niemczech protestanci w Kirche odprawili „nabożeństwo” prowadzone przez „sztuczna inteligencję” !!

Setki osób uczestniczyło w nabożeństwach kościelnych prowadzonych przez Ai.
PrisonPlanet.pl Polska 2023-11-20 prisonplanet/setki_osob
Kultura

Setki protestantów wzięło udział w nabożeństwie w Bawarii, które zostało wygenerowane niemal w całości przez sztuczną inteligencję.

Chatbot ChatGPT poprowadził ponad 300 osób przez 40 minutową mszę [NIE !! md] z modlitwami, muzyką, kazaniem i błogosławieństwem.

[Nie była to Msza, ciemnoto, bo protestanci jej nie mają. Ale BLUŹNIERSTWO BYŁO. Mirosław Dakowski]

Nabożeństwo – obejmujące kazanie, modlitwy i muzykę – zostało stworzone przez ChatGPT i Jonasa Simmerleina, teologa i filozofa z Uniwersytetu Wiedeńskiego.

„Wymyśliłem tę mszę, ale właściwie jej towarzyszyłem, ponieważ powiedziałbym, że około 98% było zrealizowane przez maszynę” powiedział The Associated Press 29-letni „uczony”.

======================

mail:

Ludzie w Niemczech to już głupieją całkiem, ale to uczestnictwo w obrzędzie prowadzonym przez tzw. AI to bierze się jak dla mnie z braku wiary w realność Ofiary Chrystusa na ołtarzu podczas Mszy Św, oni uwierzyli , że Chrystus to był taki mądry człowiek, opowiadał ciekawe historie, ludziom się to wmawia żeby np żyli posłusznie itp

Obawiam się że Niemcy czeka katastrofa, bo tylko wówczas jakiś procent ludzi się obudzi.

Seminarium duchowne: Coś w rodzaju przed-rozumienia, ale tak naprawdę to nigdy nie zostały nam przedstawione żadne ideały.

Zawsze Wierni nr 6/2023 (229) piusx.org/zawsze_wierni

Wywiad z ks. Tomaszem Kolendo

Poniżej prezentujemy rozmowę ukazującą rozumienie katolickiego kapłaństwa w realiach polskiego seminarium duchownego, przeprowadzoną z jednym z kapłanów, którzy w ciągu ostatnich lat zdecydowali się dołączyć do apostolatu prowadzonego przez FSSPX.

Jak wyglądała Księdza droga do kapłaństwa?

Wstąpiłem do zakonu we wrześniu 2012 r. i przez rok przebywałem w postulacie w Kłodzku, kolejny rok w nowicjacie w miejscowości Borki Wielkie. Po tym czasie przeniosłem się do Wrocławia, do zakonnego WSD „Antonianum” na Karłowicach i tam przez pięć i pół roku kształciłem się na kapłana.

Jaki obraz kapłaństwa był Księdzu przedstawiony w tym okresie?

Mówiąc wprost: tak naprawdę żaden. Każdy z kandydatów przychodził do zakonu z jakąś wizją tego, jak kapłaństwo ma wyglądać, coś w rodzaju przedrozumienia, ale tak naprawdę to nigdy nie zostały nam przedstawione żadne ideały. Jednak nie było też tak, że podczas mojej formacji nie padły żadne mądre słowa o kapłaństwie.

Czy stopnie formacji czymś się różniły?

Te okresy formacji zdecydowanie trzeba rozdzielić. Postulat i nowicjat to były okresy, podczas których uczono bycia dobrym zakonnikiem – dobrym w sensie posoborowych wzorców.

W pierwszych latach formacji dużo bardziej nacisk kładzie się na posłuszeństwo niż na jakiekolwiek formy pobożności. To posłuszeństwo wyciągnięte jest przed nawias jako najistotniejsza cnota.

To dość znamienne, że raczej ze strony braci zakonnych, a nie kapłanów mogłem otrzymać pewne wzorce szacunku dla Najświętszego Sakramentu, a na pewno już utwierdzić się w tych, które posiadałem. Wydaje mi się to pewną anomalią, że więcej pobożności eucharystycznej można odnaleźć u braci zakonnych niż u kapłanów.

Sytuacja zmieniła się w momencie rozpoczęcia studiów w seminarium duchownym. Uczciwie muszę przyznać, że odebrałem studia na wysokim poziomie. Niestety obok dużych porcji wiedzy nie były nam przedstawione narzędzia do rozróżniania nauk błędnych, narzędzia, którymi kapłan katolicki powinien się posługiwać. Na równi stawiano nam praktycznie wszystkie filozofie – to było takie encyklopedyczne podejście bez uczenia samodzielnego myślenia. Filozofia św. Tomasza byłą jedną z opcji, ale obok niej zdecydowanie królował personalizm.

Natomiast w sferze teologicznej seminarzysta jest niemal całkowicie odcięty od przedsoborowych wzorców. Jedyną encykliką przedsoborową, jaka została głębiej omówiona, była socjalna Rerum novarum, inne mogły być jedynie wzmiankowane jako ciekawostki. Nie uczono nas na pewno jakichś wywrotowych, modernistycznych treści, ale co jakiś czas nazwiska „wielkich teologów Soboru” musiały się pojawić.

Przez wszystko przewijał się duch posłuszeństwa, który opiszę na takim przykładzie:

W 2018 r. powstała plotka o tym, że Stolica Apostolska zamierza uznać za prawdziwe kilka pierwszych „widzeń” w Medjugorie. Jeden z wykładowców przeciwny tym „objawieniom” stwierdził, iż jeśli tak, to trzeba to pod posłuszeństwem przyjąć – choć doskonale zdawał sobie sprawę z błędów teologicznych w nich zawartych.

Z drugiej strony tolerowano mocno protestantyzujacą, samodzielną interpretację Pisma Świętego, wręcz subiektywizm, który był wysoko ceniony. Do ćwiczenia się w nim służyło poranne rozważanie. Przymykano też oko na nieskrępowane podejście do spraw kulturowych i politycznych (choć może po prostu pewne rzeczy nie były zauważane).

Seminarium to jednak oprócz studiów także przebywanie w gronie formatorów i tu, uważam, wyłaniają się wielkie problemy.

Czy może Ksiądz opisać, jakie to problemy?

Przyjętym jest, że odpowiedzialnym za formację seminarzystów powinien być kapłan, który wcześniej pracował z młodzieżą. Mimo pewnych wymagań statutowych dla takich przełożonych formacja alumnów prowadzona była w sposób przypadkowy. Zdarzało się, że odbywała się swoista „łapanka na magistra kleryków”, co skutkowało tym, że to stanowisko mogły objąć osoby nieradzące sobie z powagą tej funkcji.

Doszło do sytuacji, kiedy klerykat musiał znosić magistra, który funkcję swoją traktował jako ambicjonalną rozgrywkę z zarządem prowincji zakonnej, przy okazji wprowadzając bardzo niskie standardy wśród swoich podopiecznych. Przykro to powiedzieć, ale najdłużej za moją formację był odpowiedzialny właśnie ktoś tego pokroju. Raczej deformator niż formator, bez żadnego etosu kapłańskiego, przypominający aparycją i zachowaniem bardziej przedstawiciela młodzieżowej subkultury niż katolickiego kapłana.

Każdy, kto rozumiał wtedy sytuację na klerykacie, wiedział, że najłatwiejszym wyjściem jest serwilizm i pewne przypodobanie się konkretnemu przełożonemu; to okres, w którym rzeczywiście promuje się bardzo konformistyczne postawy, to okres, w którym klerykat wydzielił się na wąską grupę kilku ulubieńców i resztę. Przez trzy lata wiązało się to z promowaniem szkodliwych zachowań i postaw. Zaczęto promować wyrafinowane donosicielstwo. Ten okres zakończyło udostępnienie wszystkim poufnych dokumentów związanych z formacją, czyli czyn absolutnie nieodpowiedzialny, poczyniony przez kogoś, kto miał być przykładem odpowiedzialności.

To wszystko sprawiało, że seminarzysta zaczynał rozumieć, iż zakon to nie jest piękna struktura miłości braterskiej na wzór św. Franciszka i jego pierwszych towarzyszy, ale miejsce, w którym trzeba się interesownie odnaleźć, wiedzieć, co robić, aby przypodobać się przełożonym, widzieć, jak zadowolić ich pychę i spełnić oczekiwania, często bardzo szkodliwe dla prawidłowej wizji kapłaństwa.

Oczywiście, jeżeli ktoś zdawał sobie sprawę z pewnej specyficznej przypadłości ówczesnego przełożonego, nie traktował pewnych zachowań jako znaczących. Wiedział bowiem, że wszelkie działania były wymierzone w rozładowywanie swoich frustracji.

W całym tym konformizmie ceniło się pewną formę własnej inicjatywy, ale nigdy nie tę, która poprowadziłaby do prawdziwej katolickiej formacji. Zwykle na poklask mogły liczyć wszelkie zaangażowania w modernistyczne ruchy młodzieżowe. Były jednak takie sytuacje, kiedy przedstawianie prawd wiary nie spotykało się z aprobatą przełożonych. Pamiętam sytuację, w której na jakimś spotkaniu mówiłem o rzeczywistości dusz czyśćcowych i nie zyskało to przychylności ówczesnego magistra.

Czy poza klerykatem były miejsca i osoby ważne dla formacji?

Zdecydowanie najważniejsze miejsce to tzw. duszpasterstwo młodzieży i powołań na Górze Świętej Anny. Tam nabywa się wzorce, jak utrzymywać relacje na zewnątrz zakonu.

To miejsce, w którym tak naprawdę widzimy, jacy docelowo mamy być dla młodzieży, którą powinniśmy według pewnej ciągłości zadań kapłańskich zajmować się jako pierwszą. Zwłaszcza neoprezbiter ma być dla młodzieży, którą prowadzi, tak naprawdę dobrym kolegą.

Jednak zamiast głoszenia prawd wiary i pokazywania jej piękna, ale i wymagań, imprezy organizowane w tym miejscu to sentymentalne spotkania, w których nie chodzi o nic innego, jak pewne poczucie wspólnoty. Pamiętam, że te najróżniejsze zabawy i przedstawienia, które animują zakonnicy, to często po prostu zwykłe pajacowanie w habitach. Po czymś takim oczywiste jest, że treści związane z najpoważniejszymi tematami, nawet jeżeli byłyby podjęte, to i tak umysły rozbawionych dzieci nie mogłyby ich wchłonąć. To wszystko współtworzą alumni i młodzi kapłani, tym nasiąka ich umysł i serce.

Rozbudzanie emocji, psychologizm połączony z infantylnym podejściem do sfery duchowej, sprotestantyzowani prelegenci (tam po raz pierwszy doświadczyłem empirycznie, jakim problemem są świeccy liderzy grup charyzmatycznych). Owszem, bywały wartościowe treści, ale zawsze ich stosunek do całości przekazu był mocno niezadowalający.

W większości konferencje nie miały nic wspólnego z dogmatami, prawdami wiary i marginalnie dotyczyły potrzeby życia sakramentalnego. Nie przypominam sobie natomiast, by kiedykolwiek mówiono o podstawach katolickiej ascetyki, teologii moralnej, o rzeczywistości grzechu pierworodnego…

Czyli kim ma być prezbiter franciszkanin po seminarium?

W kilku słowach: nauczycielem i animatorem posłusznym biskupowi.

Gdybym miał generalizować, to powiedziałbym, że seminarium franciszkańskie przygotowywało mnie do bardzo określonego modelu kapłaństwa, sprowadzającego się do całościowego zaangażowania w jałową katechezę szkolną i prowadzenia grup ministranckich, oczywiście w rozrywkowej formie, niezwiązanej z głębszą formacją duchową.

Bardzo mocno akcentowana jest także postawa posłuszeństwa biskupowi. Myślę, że to największy i najbardziej perfidny błąd, jaki dzisiejszy zakon franciszkański popełnia. Posłuszeństwo zostało postawione na tak wielkim piedestale, z którego nie jest go w stanie zrzucić nawet ewidentny błąd przeciwko wierze, profanacja czy sprzeczność z pismami Świętego Zakonodawcy.

Znam kapłanów, którzy w ukryciu przyznawali się do tego, że widzą ogromne błędy, bezczeszczenie i zło w Kościele, ale muszą je akceptować właśnie ze względu na to, że… i tu cytat: „biskupi to zaakceptowali”.

Jaki status ma Msza św. w życiu kapłańskim?

Msza św. w tym wszystkim była tylko pewnym dodatkiem. Zwyczajem było odprawianie jej najlepiej w koncelebrze, a wiązało się to z obsesyjnym wręcz podkreślaniem wspólnotowego charakteru nowej Mszy. Wtedy mogła być już traktowana jako spełniony obowiązek, po niej zaś przechodziło się do tych zajęć, które przypisane były młodemu zakonnikowi kapłanowi, czyli katechizacji w szkole.

Jak seminarium przygotowało Księdza do przeżywania i odprawiania Mszy?

Nie przypominam sobie żadnej sytuacji, aby od strony mistycznej był z nami poruszany temat Mszy św. Teraz z perspektywy czasu zauważam, jak często podmieniano nam pojęcie „Najświętszej Ofiary” na „Eucharystię”, „spotkanie w Wieczerniku”, „Ucztę”. Wydaje mi się, że nikt z wychowawców nie chciał świadomie wpajać nam jakichś protestanckich wizji, ale sami nie mieli jasności, jak rozumieć i przedstawiać Mszę św.

Bywały wartościowe nauki rekolekcyjne w temacie prawidłowego rozumienia i przeżywania Mszy, ale człowiek nie oddychał na co dzień w seminarium atmosferą wielkiej służby Bogu przy ołtarzu.

Owszem, przygotowywaliśmy się pół roku, jak w sposób techniczny prawidłowo odprawić novus ordo. Na dogmatyce przy sakramentologii był oczywiście omawiany temat Mszy św. i święceń kapłańskich – i dogmatycznie nie mam temu nic do zarzucenia – ta nauka nie była przepełniona żadnymi wywrotowymi modernistycznymi teoriami i wszystko zgadzało się z klasycznym ujęciem Kościoła św. Więc świadomość odnawiania Ofiary krzyżowej Pana Jezusa była nam przedstawiana. Niemniej bardzo brakowało mi w seminarium prawdziwego przedstawienia wielkości sakramentu kapłaństwa. Rzecz jasna to było zadaniem bezpośrednich wychowawców, a nie wykładowców, którzy mieli przedstawić teorię, ale jak już zaznaczyłem: w mojej formacji spotykałem osoby zainteresowane raczej czymś innym. Pewne rzeczy ukształtować się mogą tylko na przykładzie, poprzez obcowanie z uświęconymi kapłanami. Novus ordo ze swojej natury gubi poczucie skupienia i sacrum, więc zdecydowanie więcej w tych przykładach było niegodności zachowań i radosnej twórczości konkretnego celebransa. Jedyne, co pozostawało – zwłaszcza w pewnym newralgicznym czasie, który umiejscowię przed święceniami diakonatu – to indywidualne nadrabianie tych braków stosownym studium.

Opatrzność Boża zsyłała jednak wielu życzliwych współbraci. Jeden ze starszych ojców, wyświęconych jeszcze przed Soborem, opowiedział mi kiedyś kilka pięknych rzeczy o kapłaństwie i o różnych zagrożeniach, jakie mogą na mnie czyhać. Jestem mu za to wdzięczny, zwłaszcza że szybko przekonałem się, iż są one bardzo realne. Wielu prawdziwie przejmowało się w duchu franciszkańskim tym, że zostałem wyświęcony na kapłana, i z pewnością pozostaną w moim sercu na zawsze.

Ks. Tomasz Kolendo – ur. 9 grudnia 1980 r. w Sosnowcu, do zakonu franciszkańskiego wstąpił 10 września 2012 r., gdzie przyjął imię zakonne Cyprian, święcenia kapłańskie przyjął 25 kwietnia 2020 r., do apostolatu prowadzonego przez FSSPX dołączył 1 maja 2021 r., obecnie pełni posługę kapłańską w kaplicach Bractwa w Chorzowie i Bielsku-Białej.

Arcybiskup Lefebvre i zgorszenie dawane przez kapłanów

piusx.org.pl/zawsze_wierni

„Z definicji zgorszenie jest czynem lub powiedzeniem mniej poprawnym, dającym bliźnim sposobność do upadku”1 – zacytował św. Tomasza abp Lefebvre. Zgorszenie jest grzechem, „ponieważ miłość bliźniego skłania każdego, by dbał o zbawienie bliźnich”2.

Zgorszenie czy budowanie?

Zgorszenie będące skutkiem sekularyzmu jest najpoważniejsze, ponieważ daje najbardziej odrażający przykład.

Pod wpływem antychrześcijańskiego lub ateistycznego ustroju ateistyczne staje się całe społeczeństwo.

Z drugiej strony, zwykł mówić Arcybiskup, państwo, którego prawa i zwyczaje są dogłębnie chrześcijańskie, a więc katolickie, ratuje dusze. Przykładne życie katolickich przywódców stanowi budujący przykład dla całego narodu.

Pamiętam – mówił abp Lefebvre – że przybyłem do seminarium w Rzymie z błędnymi ideami. Byłem przekonany, iż separacja państwa od Kościoła jest czymś dobrym, że dobrze, iż państwo nie określa się jako chrześcijańskie. Dopiero słuchając rozmów moich starszych kolegów, a przede wszystkim wykładowców i rektora seminarium, uświadomiłem sobie, że byłem liberałem! Zrozumiałem, że muszę się nawrócić! Byłem, nie zdając sobie z tego sprawy, ofiarą „zgorszenia” przez wszechobecny wówczas we Francji sekularyzm. To encykliki Grzegorza XVI, Leona XIII, św. Piusa X pomogły mi dostosować mój osąd do doktryny Kościoła. Zrozumiałem, że muszę oceniać historię, wydarzenia oraz ludzi w świetle naszego Pana Jezusa Chrystusa oraz Jego panowania.

Zgorszenie dawane przez kapłanów oraz remedium na nie

Są również zgorszenia dawane przez kapłanów: brak pobożności, zaniedbywanie kościołów, brak należytej troski o ołtarze, bieliznę ołtarzową etc. W oczach wiernych religia warta jest tyle, ile warci są kapłani. Trzeba też wspomnieć o nierozważnym postępowaniu naszych kapłanów: niegodnych gestach, wulgarnym języku czy też poważnych grzechach, jak: nadużywanie alkoholu, gniew oraz przemoc, które – zniszczywszy reputację kapłana – są w stanie zniszczyć samą parafię.

Przypadki porzucania kapłaństwa, aby wstąpić w związek małżeński, stawały się od lat 70. coraz częstsze, jednak w latach 80. do uszu abp. Lefebvre’a dochodzić zaczęły informacje o skutkach haniebnych grzechów popełnianych przez duchowieństwo samego Rzymu. Mówiąc swym seminarzystom o postępującym zepsucia duchowieństwa, wskazywał im równocześnie remedium: świętość kapłaństwa, cnoty czystości, umiarkowania oraz roztropności. Widział w tych nieuporządkowanych dziełach kapłańskich zatrute owoce II Soboru Watykańskiego: „Nie posiadają już oni – mówił – łaski koniecznej do praktykowania celibatu!”.

Życie wspólnotowe duchowieństwa – remedium na nieuporządkowanie życia kapłańskiego

W sposób szczególny podkreślał znaczenie życia wspólnotowego duchowieństwa. Był to rodzaj charyzmatu, jaki posiadał Arcybiskup przy tworzeniu tego, co nazywał „przeoratami” Bractwa Kapłańskiego św. Piusa X. Wyliczał zalety oraz wymogi takiego życia:

Chodzi o wspólnotę mieszkania, modlitwy, miłości, wzajemnego wsparcia; o życie, w którym każdy odpowiedzialny jest za dawanie dobrego przykładu. Od każdego kapłana wymaga się dyskretnej czujności co do obecności swych współbraci w chwilach [obowiązkowej] modlitwy, przede wszystkim podczas wspólnej porannej medytacji pod ojcowskim okiem przeora. Tak właśnie żyłem w Gabonie, a później w Dakarze, z Misjonarzami Ducha Świętego. To właśnie zapewnia spokój i harmonię. Zasady życia wspólnego w seminarium odnoszą się również do życia w przeoracie. Księża uczą się naśladować zakonników w rodzaju misjonarzy św. Wincentego a Paulo czy Messieurs de Saint-Sulpice, uczestniczyć we wspólnym życiu przy stole, na modlitwie i w pracy apostolskiej. Jest to dla kapłana rodzaj raju na ziemi.

Osobiste świadectwo

Jeśli wolno mi podać pewien przykład, chciałbym wspomnieć o kilku księżach, których znałem w latach mej młodości. Powiedziałbym, że wszyscy oni, bez wyjątku, podtrzymywali i karmili moje pragnienie, aby zostać kapłanem podobnym do nich. Ksiądz o imieniu Maria odprawiał niedzielną Mszę w kościele Saint-Sulpice w Paryżu – Mszę dialogowaną po łacinie w kierunku Boga – z ogromną pobożnością; ks. Leparoux był nieustannie w konfesjonale, niczym drugi Proboszcz z Ars, wysłuchując penitentów, młodych i starych; dobry ks. Gillet nauczał nas podczas katechizacji doktryny o cnotach chrześcijańskich.

Później, pragnąc wstąpić do seminarium, lecz nie wiedząc gdzie, poznałem czcigodnego i drogiego ks. Louisa Coache’a w jego wiejskiej parafii w Montjavoult. Opowiedział mi on w prosty sposób o swym życiu modlitwy myślnej:

Spędziłem część mego życia w kościele przed tabernakulum; jestem psem pasterskim naszego Pana: patrzę na Niego, a On patrzy na mnie.

I mój drogi kapelan ze szkoły średniej! Dodawał nam otuchy i zachęty swym łagodnym głosem wśród wszystkich naszych rozproszeń i kłopotów. Co tydzień karmił nasze dusze, ukazując nam gorliwość apostolską św. Pawła w jego podróżach, przebytych sztormach, biczowaniach, uwięzieniach, postach oraz czuwaniach.

Nic nieczystego czy też szkodliwego nie pojawiło się w nauczaniu ewangelicznych błogosławieństw, należącym do programu drugiego roku „katechizmu wytrwania” po przyjęciu sakramentu bierzmowaniu. Wszystko zachęcało nas do świętego i misyjnego życia.

Budujący przykład wykładowców

Na zakończenie podam kilka przykładów z mojego drogiego seminarium św. Piusa X w Écône z lat 1971–1977. Arcybiskup Lefebvre mianował jego rektorem szwajcarskiego kanonika ks. Berthoda. Był on teologiem, byłym studentem dominikanina o. Santiago Ramireza we Fryburgu, nieśmiałym i sympatycznym moralistą w pełni wiernym doktrynie św. Tomasza. Był tam również o. Edward Guillou, benedyktyn z Paryża, przeniknięty pobożnością liturgiczną, piętnujący w swym nauczaniu antyliturgiczną herezję modernistów.

Moim kierownikiem duchowym był drogi o. de la Presle, łagodny karmelita bosy, który wprowadził mnie w wymogi praktykowania miłości Bożej według św. Jana od Krzyża. Muszę też wspomnieć o wspaniałych dominikanach z Fryburga: wykładowcy Pisma św. Ceslasie Spicqu, który wysuwał druzgocące argumenty przeciwko groźnemu moderniście, oraz o dogmatyku o. Thomasie Mehrele, który pozwolił nam poznać głębię oryginalnych – łacińskich dzieł św. Tomasza, piętnując również herezje Karla Rahnera dotyczące tajemnic Wcielenia oraz Odkupienia. Byli to dwaj zakonnicy o wzorcowej pobożności, których traktowaliśmy z największym szacunkiem ze względu na ich wiedzę oraz ortodoksję. (…)

Przykład naszego czcigodnego Założyciela

Nasz czcigodny Założyciel budował nas przede wszystkim troską o swą sutannę oraz zawsze nienagannie wypolerowane buty, które stanowiły odzwierciedlenie jego uporządkowanej i szlachetnej duszy, ale także jego stanowczości, inspirującej nas do praktykowania wyrzeczenia, ubóstwa i walki z duchem świata.

Zaprowadzał porządek wszędzie – w korytarzach, w dormitoriach oraz w duszach. Wieczorami wygłaszał konferencje duchowe. Ukazywał nam osobę naszego Pana Jezusa Chrystusa, Jego wiedzę, mądrość, Krzyż, ubóstwo, kapłaństwo, gorliwość o dusze oraz znaczenie Ofiary Mszy – był dla nas nieustannym źródłem zbudowania.

Atmosfera świętości i czujności

Bez wątpienia nasz czcigodny Założyciel mówił o zgorszeniach w Kościele:

Są zgorszenia wynikające z głoszenia – zwłaszcza od czasu Soboru – fałszywych doktryn; zgorszenia wynikające z nieroztropności kapłanów: braku kontroli nad słowami oraz gestami; zgorszenia dotyczące relacji z dziećmi lub młodymi kobietami; brak powściągliwości przy stole, flirty z kobietami, pseudo-randki w konfesjonale zamiast prawdziwego kierownictwa duchowego etc.

Jednak bezpośrednio po wyliczeniu tych zgorszeń kierował spojrzenie swych kapłanów na Najświętszy Sakrament:

Powinniśmy starać się tworzyć w naszych domach, przeoratach, szkołach i seminariach atmosferę świętości, zapału, gorliwości, miłości i wielkoduszności. Musimy dążyć do tego ideału, zachęcając do praktykowania cnót oraz usuwając źródło zgorszenia. Bez wątpienia pojawią się trudności, okazje do praktykowania z miłością, wytrwałością i stanowczością cnoty cierpliwości; trzeba upominać i korygować, nigdy nie wolno jednak okazywać tolerancji wobec gorszących zachowań – usuwając natychmiast osoby będące ich źródłem.

Wymieniał też rodzaje zgorszenia, które należy wyeliminować:

Istnieją zgorszenia wynikające ze słabości, nieroztropności i nieuwagi – są one mniej poważne. Młodych kleryków uczy się panowania nad swymi uczuciami, unikania wszelkich tkliwych gestów lub słów wobec dzieci i młodych kobiet; krótkie spojrzenie i mocny uścisk ręki są przejawem męskiej prawości. Są też zgorszenia wynikające z pychy, ducha buntu, ducha oszustwa – u osób nierozumiejących istoty posłuszeństwa. Zgorszenia te nie mogą być tolerowane przez dłuższy czas bez poważnej szkody dla wspólnoty. Na koniec są też poważne upadki moralne, które – jeśli wydają się one mniej lub bardziej akceptowane – wyzwalają reakcję łańcuchową upadków zatruwających dom, diecezję, i należy rozprawić się z nimi bezzwłocznie.

Jednak Założyciel nasz nie opowiadał nigdy o zgorszeniach, nie wskazując równocześnie lekarstw. Są nimi samokontrola, duch ofiary, praktykowanie cnót kapłańskich, Najświętsza Ofiara Mszy, współofiarowanie wraz ze Zbawicielem – Kapłanem oraz Żertwą, pomoc innych sakramentów, kierownictwo duchowe, rekolekcje i oczywiście czułe oraz głębokie nabożeństwo do Najświętszej Maryi Panny, Matki kapłanów.

Za „The Angelus”, maj 2019, tłumaczył Tomasz Maszczyk3.

Przypisy

  1. ST, II–II, q. 43, a. 1–3.
  2. Tamże.
  3. https://is.gd/zgorszenie [dostęp: 31.08.2023].

Arcybiskup Lefebvre i zgorszenie dawane przez kapłanów

„Z definicji zgorszenie jest czynem lub powiedzeniem mniej poprawnym, dającym bliźnim sposobność do upadku”1 – zacytował św. Tomasza abp Lefebvre. Zgorszenie jest grzechem, „ponieważ miłość bliźniego skłania każdego, by dbał o zbawienie bliźnich”2.

Zgorszenie czy budowanie?

Zgorszenie będące skutkiem sekularyzmu jest najpoważniejsze, ponieważ daje najbardziej odrażający przykład.

Pod wpływem antychrześcijańskiego lub ateistycznego ustroju ateistyczne staje się całe społeczeństwo. Z drugiej strony, zwykł mówić Arcybiskup, państwo, którego prawa i zwyczaje są dogłębnie chrześcijańskie, a więc katolickie, ratuje dusze. Przykładne życie katolickich przywódców stanowi budujący przykład dla całego narodu.

Pamiętam – mówił abp Lefebvre – że przybyłem do seminarium w Rzymie z błędnymi ideami. Byłem przekonany, iż separacja państwa od Kościoła jest czymś dobrym, że dobrze, iż państwo nie określa się jako chrześcijańskie. Dopiero słuchając rozmów moich starszych kolegów, a przede wszystkim wykładowców i rektora seminarium, uświadomiłem sobie, że byłem liberałem! Zrozumiałem, że muszę się nawrócić! Byłem, nie zdając sobie z tego sprawy, ofiarą „zgorszenia” przez wszechobecny wówczas we Francji sekularyzm. To encykliki Grzegorza XVI, Leona XIII, św. Piusa X pomogły mi dostosować mój osąd do doktryny Kościoła. Zrozumiałem, że muszę oceniać historię, wydarzenia oraz ludzi w świetle naszego Pana Jezusa Chrystusa oraz Jego panowania.

Zgorszenie dawane przez kapłanów oraz remedium na nie

Są również zgorszenia dawane przez kapłanów: brak pobożności, zaniedbywanie kościołów, brak należytej troski o ołtarze, bieliznę ołtarzową etc. W oczach wiernych religia warta jest tyle, ile warci są kapłani. Trzeba też wspomnieć o nierozważnym postępowaniu naszych kapłanów: niegodnych gestach, wulgarnym języku czy też poważnych grzechach, jak: nadużywanie alkoholu, gniew oraz przemoc, które – zniszczywszy reputację kapłana – są w stanie zniszczyć samą parafię.

Przypadki porzucania kapłaństwa, aby wstąpić w związek małżeński, stawały się od lat 70. coraz częstsze, jednak w latach 80. do uszu abp. Lefebvre’a dochodzić zaczęły informacje o skutkach haniebnych grzechów popełnianych przez duchowieństwo samego Rzymu. Mówiąc swym seminarzystom o postępującym zepsucia duchowieństwa, wskazywał im równocześnie remedium: świętość kapłaństwa, cnoty czystości, umiarkowania oraz roztropności. Widział w tych nieuporządkowanych dziełach kapłańskich zatrute owoce II Soboru Watykańskiego: „Nie posiadają już oni – mówił – łaski koniecznej do praktykowania celibatu!”.

Życie wspólnotowe duchowieństwa – remedium na nieuporządkowanie życia kapłańskiego

W sposób szczególny podkreślał znaczenie życia wspólnotowego duchowieństwa. Był to rodzaj charyzmatu, jaki posiadał Arcybiskup przy tworzeniu tego, co nazywał „przeoratami” Bractwa Kapłańskiego św. Piusa X. Wyliczał zalety oraz wymogi takiego życia:

Chodzi o wspólnotę mieszkania, modlitwy, miłości, wzajemnego wsparcia; o życie, w którym każdy odpowiedzialny jest za dawanie dobrego przykładu. Od każdego kapłana wymaga się dyskretnej czujności co do obecności swych współbraci w chwilach [obowiązkowej] modlitwy, przede wszystkim podczas wspólnej porannej medytacji pod ojcowskim okiem przeora. Tak właśnie żyłem w Gabonie, a później w Dakarze, z Misjonarzami Ducha Świętego. To właśnie zapewnia spokój i harmonię. Zasady życia wspólnego w seminarium odnoszą się również do życia w przeoracie. Księża uczą się naśladować zakonników w rodzaju misjonarzy św. Wincentego a Paulo czy Messieurs de Saint-Sulpice, uczestniczyć we wspólnym życiu przy stole, na modlitwie i w pracy apostolskiej. Jest to dla kapłana rodzaj raju na ziemi.

Osobiste świadectwo

Jeśli wolno mi podać pewien przykład, chciałbym wspomnieć o kilku księżach, których znałem w latach mej młodości. Powiedziałbym, że wszyscy oni, bez wyjątku, podtrzymywali i karmili moje pragnienie, aby zostać kapłanem podobnym do nich. Ksiądz o imieniu Maria odprawiał niedzielną Mszę w kościele Saint-Sulpice w Paryżu – Mszę dialogowaną po łacinie w kierunku Boga – z ogromną pobożnością; ks. Leparoux był nieustannie w konfesjonale, niczym drugi Proboszcz z Ars, wysłuchując penitentów, młodych i starych; dobry ks. Gillet nauczał nas podczas katechizacji doktryny o cnotach chrześcijańskich.

Później, pragnąc wstąpić do seminarium, lecz nie wiedząc gdzie, poznałem czcigodnego i drogiego ks. Louisa Coache’a w jego wiejskiej parafii w Montjavoult. Opowiedział mi on w prosty sposób o swym życiu modlitwy myślnej:

Spędziłem część mego życia w kościele przed tabernakulum; jestem psem pasterskim naszego Pana: patrzę na Niego, a On patrzy na mnie.

I mój drogi kapelan ze szkoły średniej! Dodawał nam otuchy i zachęty swym łagodnym głosem wśród wszystkich naszych rozproszeń i kłopotów. Co tydzień karmił nasze dusze, ukazując nam gorliwość apostolską św. Pawła w jego podróżach, przebytych sztormach, biczowaniach, uwięzieniach, postach oraz czuwaniach.

Nic nieczystego czy też szkodliwego nie pojawiło się w nauczaniu ewangelicznych błogosławieństw, należącym do programu drugiego roku „katechizmu wytrwania” po przyjęciu sakramentu bierzmowaniu. Wszystko zachęcało nas do świętego i misyjnego życia.

Budujący przykład wykładowców

Na zakończenie podam kilka przykładów z mojego drogiego seminarium św. Piusa X w Écône z lat 1971–1977. Arcybiskup Lefebvre mianował jego rektorem szwajcarskiego kanonika ks. Berthoda. Był on teologiem, byłym studentem dominikanina o. Santiago Ramireza we Fryburgu, nieśmiałym i sympatycznym moralistą w pełni wiernym doktrynie św. Tomasza. Był tam również o. Edward Guillou, benedyktyn z Paryża, przeniknięty pobożnością liturgiczną, piętnujący w swym nauczaniu antyliturgiczną herezję modernistów.

Moim kierownikiem duchowym był drogi o. de la Presle, łagodny karmelita bosy, który wprowadził mnie w wymogi praktykowania miłości Bożej według św. Jana od Krzyża. Muszę też wspomnieć o wspaniałych dominikanach z Fryburga: wykładowcy Pisma św. Ceslasie Spicqu, który wysuwał druzgocące argumenty przeciwko groźnemu moderniście, oraz o dogmatyku o. Thomasie Mehrele, który pozwolił nam poznać głębię oryginalnych – łacińskich dzieł św. Tomasza, piętnując również herezje Karla Rahnera dotyczące tajemnic Wcielenia oraz Odkupienia. Byli to dwaj zakonnicy o wzorcowej pobożności, których traktowaliśmy z największym szacunkiem ze względu na ich wiedzę oraz ortodoksję. (…)

Przykład naszego czcigodnego Założyciela

Nasz czcigodny Założyciel budował nas przede wszystkim troską o swą sutannę oraz zawsze nienagannie wypolerowane buty, które stanowiły odzwierciedlenie jego uporządkowanej i szlachetnej duszy, ale także jego stanowczości, inspirującej nas do praktykowania wyrzeczenia, ubóstwa i walki z duchem świata.

Zaprowadzał porządek wszędzie – w korytarzach, w dormitoriach oraz w duszach. Wieczorami wygłaszał konferencje duchowe. Ukazywał nam osobę naszego Pana Jezusa Chrystusa, Jego wiedzę, mądrość, Krzyż, ubóstwo, kapłaństwo, gorliwość o dusze oraz znaczenie Ofiary Mszy – był dla nas nieustannym źródłem zbudowania.

Atmosfera świętości i czujności

Bez wątpienia nasz czcigodny Założyciel mówił o zgorszeniach w Kościele:

Są zgorszenia wynikające z głoszenia – zwłaszcza od czasu Soboru – fałszywych doktryn; zgorszenia wynikające z nieroztropności kapłanów: braku kontroli nad słowami oraz gestami; zgorszenia dotyczące relacji z dziećmi lub młodymi kobietami; brak powściągliwości przy stole, flirty z kobietami, pseudo-randki w konfesjonale zamiast prawdziwego kierownictwa duchowego etc.

Jednak bezpośrednio po wyliczeniu tych zgorszeń kierował spojrzenie swych kapłanów na Najświętszy Sakrament:

Powinniśmy starać się tworzyć w naszych domach, przeoratach, szkołach i seminariach atmosferę świętości, zapału, gorliwości, miłości i wielkoduszności. Musimy dążyć do tego ideału, zachęcając do praktykowania cnót oraz usuwając źródło zgorszenia. Bez wątpienia pojawią się trudności, okazje do praktykowania z miłością, wytrwałością i stanowczością cnoty cierpliwości; trzeba upominać i korygować, nigdy nie wolno jednak okazywać tolerancji wobec gorszących zachowań – usuwając natychmiast osoby będące ich źródłem.

Wymieniał też rodzaje zgorszenia, które należy wyeliminować:

Istnieją zgorszenia wynikające ze słabości, nieroztropności i nieuwagi – są one mniej poważne. Młodych kleryków uczy się panowania nad swymi uczuciami, unikania wszelkich tkliwych gestów lub słów wobec dzieci i młodych kobiet; krótkie spojrzenie i mocny uścisk ręki są przejawem męskiej prawości. Są też zgorszenia wynikające z pychy, ducha buntu, ducha oszustwa – u osób nierozumiejących istoty posłuszeństwa. Zgorszenia te nie mogą być tolerowane przez dłuższy czas bez poważnej szkody dla wspólnoty. Na koniec są też poważne upadki moralne, które – jeśli wydają się one mniej lub bardziej akceptowane – wyzwalają reakcję łańcuchową upadków zatruwających dom, diecezję, i należy rozprawić się z nimi bezzwłocznie.

Jednak Założyciel nasz nie opowiadał nigdy o zgorszeniach, nie wskazując równocześnie lekarstw. Są nimi samokontrola, duch ofiary, praktykowanie cnót kapłańskich, Najświętsza Ofiara Mszy, współofiarowanie wraz ze Zbawicielem – Kapłanem oraz Żertwą, pomoc innych sakramentów, kierownictwo duchowe, rekolekcje i oczywiście czułe oraz głębokie nabożeństwo do Najświętszej Maryi Panny, Matki kapłanów.

Za „The Angelus”, maj 2019, tłumaczył Tomasz Maszczyk3.

Przypisy

  1. ST, II–II, q. 43, a. 1–3.
  2. Tamże.
  3. https://is.gd/zgorszenie [dostęp: 31.08.2023].