Idioci, kutasy z „głębokiego państwa”

Idioci z „głębokiego państwa„

Ludzie u władzy w dzisiejszych czasach nie są inteligentni

DR IGNACY NOWOPOLSKI JUL 20
 
READ IN APP
 

DR DAVID HILTON deep-state-dunces

Jedną z cech charakterystycznych upadającej cywilizacji jest to, że ludzie, którzy powinni mieć władzę, jej nie mają, a ludzie, którzy ją mają, są niekompetentni.

Kiedy upadło Zachodnie Cesarstwo Rzymskie, na przykład, zniewieściała rzymska elita polityczna już polegała na barbarzyńskich Germanach, aby powstrzymać najeżdżających barbarzyńskich Germanów. Gdy nowi barbarzyńcy w końcu pokonali obronę cesarską i zaczęli plądrować główne miasta imperium, wielu Rzymian wciąż śmiało się z wulgarnych sztuk i bawiło się z nieszczęsnymi niewolnicami.

Oprócz chleba i igrzysk były to klasyczne odpowiedniki Netflixa i PornHuba.

To samo dotyczyło Chin Qing, Japonii z czasów Tokugawa, starożytnego Babilonu i, ostatnio, Rosji Sowieckiej.

Nikt nie wyobraża sobie upadku reżimu, dopóki pewnego dnia nie rozejrzy się dookoła i nie zda sobie sprawy, że to już się stało.

W rozpadających się społeczeństwach kompetentni nie wznoszą się , ponieważ odrzuca się zasługi, a nagradza pochlebstwa. Niekompetentni rządzą i narzucają złudzenie populacji, aż w końcu siły zewnętrzne ich wyeliminują.

Takie skorumpowane społeczeństwa atakują ludzi, którzy publicznie mówią prawdę. Dekadenckie Ateny wszczęły walkę ze Spartą z kaprysu, a następnie zamordowały Sokratesa, gdy konflikt obrócił się przeciwko nim i stracili dominującą pozycję imperialną.

Uczciwi ludzie są karani w społeczeństwie zdychającym z kłamstw.

Chciwi, nieudolni oligarchowie zarządzający systemem rzymskiej Republiki w I wieku p.n.e. zamordowali Cezara za chęć przeprowadzenia reform, które odmłodziłyby państwo rzymskie. Ostatecznie reformy zostały przeprowadzone przez jego adoptowanego syna Oktawiana.

To jest etap, który Ameryka osiągnęła w swoim politycznym życiu. Niezależnie od tego, czy uważasz Trumpa za mesjasza, czy po prostu bardzo niegrzecznego chłopca, ma on bardzo wyraźną wizję dla Ameryki, która sama w sobie jest odpowiedzią na dekadencki globalizm i urojony liberalny imperializm.

Ameryka przede wszystkim jest deklarowanym celem, a silne poparcie dla Izraela i potężnego lobby syjonistycznego z pewnością plasuje się tuż za nim.

W późnym republikańskim Rzymie oligarchia wokół rzymskiego senatu wykorzystywała swoje zbiorowe ogromne bogactwo, aby kontrolować polityczną i wojskową machinę Rzymu dla swojej zbiorowej korzyści osobistej. Fałszowali wybory, ustalali, kto otrzyma soczyste nominacje wojskowe i kontrakty na ściąganie podatków, a politykę zagraniczną traktowali jak swoją osobistą zabawkę, podczas gdy zwykli Rzymianie walczyli i ginęli za Rzym Wieczny.

Klasa senatorów splądrowała prowincje, wypędzając włoskich frolników z ich ziemi i przenosząc ich do miast, aby stali się proletariuszami zależnymi od państwa, a zatem od oligarchii, która je kontrolowała. Zastąpili tych drobnych właścicieli ziemskich ogromnymi plantacjami z pracą niewolników znanymi jako latyfundia .

Oligarchia senatorska uniemożliwiła ambitnym outsiderom osiągnięcie wysokich stanowisk, a ostatecznie zamordowała Cezara, ponieważ chciał położyć kres kleptokracji i przywrócić Rzymowi wielkość.

Ponieważ Ameryka wzorowała swój system polityczny na Rzymie, nastąpiła tam ta sama ścieżka rozwoju.

Jednak to nie senatorowie USA kontrolują Amerykę.

Finansowa kabała kontroluje Amerykę. Zarządzają systemem bankowości centralnej poprzez anonimowe posiadanie Rezerwy Federalnej. Posiadają kontrolne udziały we wszystkich spółkach publicznych poprzez BlackRock, Vanguard i State Street. W ten sposób przepychają swoje przebudzone urojenia w dół poprzez korporacje. Kontrolują agencje wywiadowcze, które z kolei kontrolują media, środowisko akademickie, przemysł rozrywkowy i czarny rynek.

Uważam, że ci ludzie zaczęli uzurpować sobie władzę w Stanach Zjednoczonych wraz z utworzeniem Rezerwy Federalnej w 1913 r. i przystąpieniem Ameryki do I wojny światowej. II wojna światowa skonsolidowała ich bogactwo i władzę, a oni przejęli kontrolę nad prezydenturą, moim zdaniem, wraz z zabójstwem JFK w 1963 r.

JFK nie był święty, ale chciał panować nad CIA, ostrzegał przed tajnymi stowarzyszeniami działającymi za kulisami i starał się uniknąć niebezpieczeństwa nuklearnego Bliskiego Wschodu. Myślę, że dlatego go zabili.

To są ludzie, których Trump sprowokował, dążąc do władzy i którzy próbowali go zabić w zeszły weekend. To, że im się nie udało, pokazuje, że nie są już tak wykwalifikowani i bystrzy, jak kiedyś.

Podobnie jak wszystkie elity z biegiem czasu, stali się zadowoleni z siebie i niekompetentni.

Rozpieszczeni wnukowie nie mają tej chropowatej determinacji, która pozwoliła dziadkowi przejąć pierścień władzy. Forsują głupie plany i podejmują nierozsądne decyzje.

Zabójstwo JFK i zabójstwo jego brata RFK pięć lat później były majstersztykami intrygi. Jeśli wierzysz, tak jak ja, że JFK Jr. również został usunięty, to również wykazało poziom sprytu i zaprzeczania, który dorównuje wypadkowi księżnej Diany, eee, wypadku.

Strzelanina z udziałem Trumpa jest w porównaniu z tym po prostu żenująca.

To byłby żart, gdyby w ogóle był śmieszny.

To ci sami niekompetentni głupcy, którzy pchają nas do wojny nuklearnej z Rosją, Chinami i Iranem, którzy spychają gospodarki Zachodu w przepaść poprzez szaleństwo zadłużenia i doprowadzają nas wszystkich do szaleństwa swoją niesamowicie głupią agendą „przebudzenia”. [woke]

Głębokie państwo to biurokraci. To obleśni karierowicze nihiliści, którzy nienawidzą tego, że Trump chce przywrócić amerykańskiemu społeczeństwu system oparty na zasługach.

Jednak głębokie państwo nie jest prawdziwymi decydentami ani motorami napędowymi w Ameryce. Chociaż mają większą realną władzę niż politycy, nadal nie są na szczycie. Nie rządzą.

Finansowa klika działająca za kulisami to ci, którzy tak naprawdę kontrolują Amerykę i zarządzają nią dla własnej korzyści.

Głupcy z „głębokiego państwa” chcą zabić Trumpa i niestety mogą to zrobić. Jednak to skorumpowana oligarchia stojąca za sługusami głębokiego państwa jest prawdziwym zagrożeniem dla naszego stylu życia.

Odgrywali rolę marionetkarzy w widowisku, jakim jest polityka Zachodu, przez tak długi czas, że teraz myślą, że urodzili się, by rządzić. Podobnie jak wiele skorumpowanych, niekompetentnych, zniewieściałych, zbyt pewnych siebie elit przed nimi, uważają się za nietykalnych.

Podobnie jak wszystkie nieudane elity w historii, zostaną obaleni. Upadek ten może jednak być połączony z końcem współczesnej cywilizacji, jaką znamy.

Zdegenerowana kabała kontrolująca Zachód ma utopijną wizję planety. Wierzą, że ich przeznaczeniem jest doprowadzenie do globalnego złotego wieku.

Kiedy ta utopia zacznie się wokół nich walić, oni, rozpieszczone bachory, mogą postanowić, że po prostu wszystko to doszczętnie spalą.

Obietnice na kredyt przyjaźni polsko-ukraińskiej. Starania o przyjęcie Ukrainy do Unii to jakieś – kolejne – samobójstwo resztek polskiej racji stanu.

Napisał Jerzy Karwelis dziennikzarazy/obietnice-na-kredyt

W polityce wobec Ukrainy mamy dwie duże obietnice. Z naszej strony. Jesteśmy bowiem, od początku, bezrefleksyjnie, rzecznikami wstąpienia Ukrainy do NATO – i Unii Europejskiej. Jest to postawa romantyczna, ekstremistyczna, czyniąca z nas heroicznych bojowników sprawy przegranej. A więc wychodzimy na politykierów nieodpowiedzialnie eskalujących, co naraża nas na śmieszność i wytykanie – również przez Rosję – nas jako czynnika chuligańskiego, do pominięcia w poważnych rozmowach. Zacznijmy od NATO.

Co na to NATO?

Ukraina w średnim okresie nie ma szans na przyjęcie do NATO z przyczyn formalnych. Po pierwsze ma zatarg graniczny i nieustalenie swoich limes jest czynnikiem dyskwalifikującym co do przyjęcia do Sojuszu, po drugie – jest w stanie wojny.

A takich, wedle Traktatu o NATO, nie przyjmuje się do grona. Inaczej Sojusz od razu po przyjęciu członka stawałby w obliczu wojny całego NATO. A więc się nie da. To zdaje się powoli rozumieć, a przynajmniej artykułować, strona polska, choć jak widać, na równi z Ukrainą, żałujemy gamonie, że taki formalizm istnieje. Gamonie – bo gdyby się spełniły nasze życzenia od razu znaleźlibyśmy się w stanie wojny z Rosją.

Powtórzmy – strategicznym interesem Ukrainy, jak Polski w 1939 roku, jest maksymalne umiędzynarodowienie wojny z Rosją. Inaczej Ukraina zostaje sam na sam z Kremlem, nawet wyposażona w zachodni sprzęt (a z tym nie jest i tak wesoło) płaci za to krwią swych wyniszczanych żołnierzy. Dla niej marzeniem jest wojna NATO z Rosją, bo wtedy ma trochę oddechu, zaś moc rosyjska rozpływa się na inne fronty.

Oczywiście taka kalkulacja ma sens do momentu zagrania atomowego, ale co to Kijów obchodzi. I tak mają jak w ruskim czołgu.

Postulat przystąpienia Ukrainy do NATO lub nie, jest kluczowym dla tej wojny. Jest to deklarowany warunek graniczny dla Rosji, po to tę wojnę rozpoczęła, by Ukraina do NATO nie weszła i ten warunek jest zawsze dla Rosji na pierwszym miejscu w jakichkolwiek propozycjach wygaszenia czy końca konfliktu. A więc każdy, kto podnosi warunek przystąpienia Ukrainy do Sojuszu, nie chce, by ta wojna w ogóle się skończyła. Ok, ale to trzeba powiedzieć ukraińskim żołnierzom. Że są mięsem armatnim służącym osłabieniu potencjalnego sojusznika Chin, w „większym” konflikcie dwóch mocarstw o rządzenie nad światem. Taką przygrywką, beforkiem, Wietnamem, Afganistanem, kiedy potęgom wszystko jedno jest ile i jak długo będą ginąć ludzie, dopóki nie jest to ktoś z ich wyborców.

Wojna na Ukrainie zajmuje Rosję per procura. Oddala to Amerykanom wizję konfrontacji z Chinami z Rosją u boku, przenosi działania na inny teatr, tam, gdzie Amerykanie bezpośrednio nie są zaangażowani w boots on the ground. To inni się wykrwawiają, zaś koszty sponsorowania wojny na Ukrainie, to wedle wyliczeń Pentagonu „najtańszy” sposób osłabiania Rosji. W dodatku Rosję też przekierowuje się na teatr europejski, zamiast na zaangażowanie w ewentualne wspieranie zaprzyjaźnionych Chin. To jeśli chodzi o pieniądze, zaś głównym walorem takiego podejścia Ameryki jest to, że z Ukrainy nie przywozi się amerykańskich troops jako trupów. Dlatego ten układ, osłabiania Rosji ale nie w ramach NATO, jest dla Waszyngtonu optymalny. Na tyle, że można go ciągnąć w nieskończoność. To znaczy – do ostatniego Ukraińca. Nawet jak Rosja wygra, to i tak nie ze Stanami, które rozpętają nazajutrz kampanię jaki to ten Putin straszny, zaś pokonani Ukraińcy – biedni. 

Każdy kto wystawia przyszłość Ukrainy w NATO jako obietnicę, oszukuje Ukraińców. Tego nigdy nie będzie, bo albo Ukraina w NATO, albo pokój w naszej części Europy. Tertium non datur. Takie obiecanki mają działać już tylko wyłącznie na ginących Ukraińców, którzy mają widzieć jakiś cel, horyzont swego oporu, choć rzeczywistość negocjacyjna jest całkiem inna. I im dłużej trwa takie odwlekanie pokoju na Ukrainie poprzez te puste obietnice, tym trudniej będzie się z tego wywikłać, bo każdy (Ukrainiec oczywiście), w obliczu zdrady takich obietnic w zamian za nic, spyta: to po co to wszystko było? Skoro Rosja może ugrać wiele przy stole, a na pewno już demilitaryzację Ukrainy (po prostu bez niej nie będzie dla Moskwy żadnej „architektury bezpieczeństwa”), to Ukraińcy mogą się spytać Zełeńskiego – to o co tak naprawdę walczyliśmy? O Krym, Donieck czy Ługańsk, który i tak oddaliśmy? O wejście do struktur zachodnich, z którego, przy wtórze tegoż Zachodu, właśnie zrezygnowaliśmy?

I nasza, polska, postawa ultrasa w tym względzie jest tu w rzeczywistości ekstraktem takiej hipokryzji. Kiedy my mówimy, że Ukraina ma być w NATO, to oznacza, że Ukraińcy mają walczyć do (niechlubnego) końca, bo tak się kończy walka o nierealne postulaty.

Hipokryci więc robią dwie rzeczy sprzeczne w jednym czasie.

Nawołują do zakończenia wojny, a jednocześnie popierają (deklaratywnie) wstąpienie Ukrainy do NATO, co jest zaprzeczeniem dążenia do pokoju. Myślę, że hipokryci w to nie wierzą, wierzą zaś polskie służby dyplomatyczne i… coraz mniejsza grupa Ukraińców. Ci żyją jeszcze w ułudzie, że świat ich zbawi, Unia przygarnie gospodarczo, zaś NATO osłoni militarnie. Z punktu widzenia Zachodu to są mrzonki, ale co mu szkodzi zużywać obcego rekruta, by osiągnąć swe cele strategiczne, zresztą konfliktogennie niejednorodne.

Bo wojenne interesy Europy i USA są w wielu aspektach sprzeczne. USA chce osłabić Rosję, zaś Unia – robić z Rosją interesy, tak jak przed wojną. Chce tego przede wszystkim Berlin i cała ta wojna to dla nich tylko kłopot, przedłużająca się przerwa w oczekiwaniu na business as usual. Niemcy udają, w przeciwieństwie do Polaków, którzy biorą to na serio, że mają jakieś sankcje z Rosją, zaś i tak kupują ruską ropę ile wlezie, tylko dla pozoracji posługując się pośrednikami. Z drugiej strony coś tam muszą wykazać z międzynarodowej solidarności i kupować na innych, pozaruskich rynkach. Do tego dochodzi ich samobójstwo klimatyczne, zamykanie elektrowni atomowych i cały deal gospodarczy i kontrakt społeczny im się wali. A więc Niemcy śnią o końcu tej wojny, jednocześnie oralnie walcząc z Putinem. Z tego puntu widzenia dla Berlina byłby szczęściem taki Nawalny 2.0, czyli pozory zmiany na Kremlu i powrót do starego dealu. Ale jakoś Putinowi się to chyba nie uśmiecha.

Amerykanie, jak pisałem wcześniej, mają tu inne podejście. Powrót do niemiecko-rosyjskiej współpracy to dla nich niedopuszczalny układ. Pal licho tam dla nich Europa, ale to wzmacniałoby Rosję, jako partnera Chin, a taki układ wzmacniałby koalicję antyamerykańską. Europa więc pójdzie do piachu, na garnuszek amerykański, nie będzie ani z Rosją, ani z Chinami, trzymana w poczekalni, tak jak trzymana jest obecnie Ukraina. Nasz kontynent czekają więc, na własne życzenie, wielkie kłopoty. Do tego dochodzi prawdopodobna zmiana na Kapitolu i niewiadoma reorientacja polityki USA wobec Europy. Jak się Trump będzie chciał dogadać z Putinem na temat szybkiego końca wojny na Ukrainie, to może to być dokonane kosztem naszego regionu i wpływy Rosji mogą tu wzrosnąć.

Z drugiej strony może i tak nie być, kiedy to Trump nas, Polaków, wyznaczyłby na strażnika amerykańskich interesów w Europie. Odwrotnie niż to zrobił Biden, który tę rolę przydzielił Niemcom. Z widocznym skutkiem.

Trump-prezydent będzie chciał wymusić na Europejczykach odpowiedni poziom samoobrony. A tego Europejczycy, zwłaszcza Niemcy, nie chcą. W Berlinie i tak brakuje kasy, co dopiero na armię, której budowanie, a właściwie odbudowywanie po pacyfistycznych rządach byłej minister obrony Niemiec Ursuli von der Leyden, zajmie wiele lat. Na tyle długo, że będzie już za późno, by Rosja się z tym liczyła. Będą to Niemcy robić ze swym wojskiem powoli na tyle, by nie wkurzać Moskwy, czekając, aż się koniunktura odwróci i będzie znowu można dealować z Rosją.  I jak Europa nie dowiezie swojego wojska, to – przynajmniej Trump – obiecuje, że nas (ich?) zostawi samym sobie. Czekają nas wielkie turbulencje i bez Ukrainy w NATO.         

Unia ukraińska

Podobnie sprawa ma się z obietnicą wstąpienia Ukrainy do Unii Europejskiej. Podobnie, jak z NATO, ale nie tak samo. Tu Ukrainę będzie się trzymać w przed-akcesyjnej poczekalni, bez – moim zdaniem – zrealizowania obietnic członkowskich. To będzie tak wysoko zawieszona kiełbasa z obietnicą, by można ją było powąchać, ale nie skonsumować. Znowu będzie się bazowało na podniecanych marzeniach Ukraińców, że będą w Europie. Nie będą.

Unia chce tu załatwić kilka deali. Po pierwsze robić unijne interesy jak z członkiem Unii, ale jeszcze z członkiem, który nie będzie miał praw. Armie gospodarcze ruszą na Ukrainę zaraz po rozejmie (zresztą już tam są), za pieniądzem, jak kasa z NFZ za pacjentem. Najpierw na „odbudowę” Ukrainy, oczywiście z solidarystycznej, czyli podatkowej kiesy.

A więc znowu uspołeczni się koszty, zaś sprywatyzuje zyski.

W sprawie kierunku i podmiotów do wydania tej kasy sam Zełeński nie będzie miał nic do gadania, bo jak to się mówi – darowanemu koniowi nie zagląda się w zęby, tym bardziej nie zagląda się w zęby darczyńcy. Tym bardziej Polska nic z tego nie będzie miała, bo i jak? I choćby się Tusk zarzekał, a zarzekał się, że to sobie z prezydentem Ukrainy ugadali, choćby napisał o tym w Porozumieniu polsko-ukraińskim – ale mocno oględnie – to i tak jest to tylko PR-owska nadzieja dla maluczkich. Nawet Ukraińcy w to nie wierzą. I niech Polacy nie myślą sobie, że załapią się chociażby na podwykonawców odbudowy Ukrainy. Na te robotę liczą akurat sami Ukraińcy, dla których odbudowa ma być kołem zamachowym upadłej gospodarki.

To jedno, ale drugie jest ciekawsze.

Ukraina w poczekalni będzie miała dostęp do rynku europejskiego, ale bez barier, które obowiązują stałych członków. A to przepis na niesymetryczne traktowanie podmiotów, który spowoduje upadki całych branż obecnie i tak kulejącej gospodarki europejskiej. Ta obciążona jest, głównie klimatycznym, ciężarem przepisów, opłat i podatków, których Ukraina będzie pozbawiona, jako członek dopiero aspirujący. Ćwiczyliśmy to w czasie konfliktów na naszej granicy z Ukrainą. Branża transportowa padła pod ciężarem dumpingu ukraińskiego, coraz to nowe branże rolnicze wykładają się jak długie. Ukraińcy mają przewagi cenowe, skoro brakuje im obciążeń, które ponoszą ich unijni konkurenci. W dodatku, w imię solidaryzmu wojennego (sic!), w wielu przypadkach rezygnuje się z kontroli jakości produktów spożywczych, podmienia producentów, marki, oszukuje na składzie produktu. W związku z tym polska żywność jest wypierana przez tańszą, ale gorszej jakości produkcję ukraińską.

Tyle Polska, ale tu chodzi o całą Europę. Unia jest wrogiem nie tyle klimatu, co rolnictwa w ogóle. To ono jest mordowane klimatycznymi obostrzeniami, regulacjami, kontrolami i kwotami limitującymi produkcję.

Wszystko to w imię natury, boć to rolnictwo wali najwięcej szkodliwych nawozów w ziemię, o produkcji zabójczego dwutlenku węgla, wydalanego przez tyle otwory bydła już nie mówiąc. Poza tym lewacka Unia zawsze będzie walczyła z rolnictwem indywidualnym, siedliskiem konserwatyzmu, ostoją własności i to konkretnej, bo ziemiańskiej. Ale, że jakoś trzeba nakarmić lud europejski, to coś trzeba dać jeść. Czyli robi się dwie rzeczy na raz – zapewnia prowiant i jednocześnie rozwala się własne rolnictwo. Stąd dostawy pójdą ze wschodu, czyli z Ukrainy i z dalekiego Zachodu, czyli z Ameryki Południowej. Niech oni tam sobie zaśmierdzają środowisko swą produkcją, my będziemy mieli u siebie w Europie czyściutko, byleby tylko sobie nie przypominać, że to wszystko jeden glob, nie ma planety B. Wystarczy tylko wywalić śmierdziuchy poza Europę, przemysł do Chin, rolnictwo na Ukrainę czy do Latynosów, by – u siebie – walczyć z klimatem, choć tak naprawdę walić w powietrze gdzieś tam jeszcze więcej niżby się samemu produkowało. Jak z miłością – czego oczy nie widzą, tego sercu nie żal.

I taka będzie rola Ukrainy w poczekalni Unii. Będzie narzędziem do robienia interesów oraz pługiem nowego świata, który przeorze europejską gospodarkę w kierunkach ideologicznych – zaniku klas niepostępowych.

I, uwaga, Polska znowu jest, jak w przypadku promocji członkostwa Ukrainy w NATO, pierwszym szermierzem międzynarodowym obecności Ukrainy w Unii. I znowu wychodzimy na ultrasa, zawziętego bardziej niż inni, podbijającego bezsensownie niemożliwą stawkę. I znowu, jak się nie uda, to Ukraińcy będą mieli pretensje… do nas. Że tak gardłowaliśmy i nic. A może z naszego punktu widzenia obecność Ukrainy w Unii, nawet tyko obiecywana, ale u nas brana na serio, nie jest dla nas korzystna? Że to ona zastąpi nas w dotychczasowej roli montowni Europy? Jak tam z tą rolą było, tak było, ale trochę się na niej podciągnęliśmy. Co prawda marża była realizowana gdzie indziej, ale z odpadków z pańskiego stołu, głównie za pomocą niedopłacanej polskiej pracy, jakoś się tam zaspokajaliśmy. Tylko spowodowało to niewielką samodzielność polskiej gospodarki i kiedy montownia odjedzie na wschód, łącznie z produkcją rolniczą, to z czym zostaniemy? Z salonami kosmetycznymi?

A więc nasze starania o przyjęcie Ukrainy do Unii to jakieś – kolejne – samobójstwo resztek polskiej racji stanu. Jakiś galop w przepaść, bez żadnej refleksji. No, chyba, że realizujemy tu nie własne interesy, tylko międzynarodową ich emanację. Bo pozbycie się Polski jako konkurenta w gospodarce europejskiej to może być niezły interes. Dla Zachodu Polska w nirwanie pułapki średniego dochodu to marzenie, bo inaczej zamiast montowni można byłoby mieć w Europie samodzielnego konkurenta gospodarczego. A na to się kroiło. A teraz, po naszych staraniach, może nie być nawet i montowni. Na Ukrainie będzie taniej, bez kagańca europejskich regulacji, pensje niższe niż w zsocjalizowanej Polsce i pociąg odjedzie – na Wschód.

Dyplomatołki

W III RP dyplomacja nam się chyba najmniej udała. I to nie tylko dlatego, że władze naprzemiennie biorą ekipy sprzeczne co do busoli wyznaczającej kierunek naszej działalności międzynarodowej. Chodzi o to, że przez te 35 lat nie dorobiliśmy się własnej racji stanu. Pewników nienaruszalnych, bez względu na ekipę rządzącą. Listy kilku aksjomatów, które jest w stanie wymienić przedszkolak. Zamiast tego mamy zamęt priorytetów wśród suwerena, co jest emanacją chaosu polityków w tym względzie.

Nie jesteśmy traktowani poważnie, bo zachowujemy się jak klienci i sami podnosimy naszych partnerów do roli patronów. Swą służalczością. O motywach takiej postawy przemilczę, ale jest ona powszechna, zaś w odbiorze społecznym służalczość jest motywowana wciskanymi nam kompleksami, z których leczymy się poklepywaniem po plecach, zamiast realnych efektów.

Tak samo jest i z Ukrainą. Jeżeli przedstawiony powyżej ekstremizm w dwóch naczelnych sprawach – członkostwa Kijowa w NATO i UE – to nasz własny wymysł, to – akurat tu – lepiej nam było trzymać się głównego nurtu, który jest bardziej realistyczny. Swym zaangażowaniem nie zyskujemy nawet w oczach Ukraińców, nasze stosunki się pogarszają, zaś jak się spełnią nasze marzenia o Ukrainie w NATO I UE, to nasze relacje się jeszcze pogorszą, jak przewiduję – już do kompletnej wrogości. Kijów będzie trzymał z silnymi, zaś my okazaliśmy swą słabość, bo pomocy za darmo obdarowany nie docenia tak jak tej, za którą musi zapłacić. Choćby i w przyszłości.

Poprzez swoje położenie geograficzne mieliśmy wszelkie papiery, by się liczyć w Europie.

Zmarnowaliśmy tę szansę od początku, bo może zewnętrznym patronom naszej sceny politycznej wcale nie zależało na to, żeby w tej części Europy wyrósł ktoś, z kim trzeba się liczyć. Bo po co? Lepiej mieć klienta, który ze wszystkim będzie zaglądał w oczy patrona i antycypował wręcz jego działania. Politykę zaś sprowadzi się wewnętrznie jedynie do tego, by tej okropnej podległości nie było widać w sztucznie podnoszonym kurzu wojny polsko-polskiej.

Napisał Jerzy Karwelis

==================

mail:

<<Jest to postawa romantyczna>>

Od kiedy wykonywanie cudzych poleceń jest romantyzmem?

Bogomiłowie i katarzy

Aneks VII. Bogomiłowie i katarzy.1

Andrzej Sarwa

Diabelskie szyfry. Sekwencja dziejów świata. Kod roku 17 

wydałem pod pseudonimem Onufry Seweryn Krzycki

tak więc jeśli ktoś chciałby mieć tę książkę w formie papierowej to jej nie znajdzie pod moim nazwiskiem

a jest ona tutaj:

https://ksiegarnia-armoryka.pl/Diabelskie_szyfry_Sekwencja_dziejow_swiata_Kod_roku_17.html

==========================

Dość powszechnie się uważa, że choć nie bezpośrednimi, to przecież jednak spadkobiercami manichejczyków w Europie byli bogomiłowie i katarzy. Chociaż „klasyczny” manicheizm umarł, to jednak doktryna perskiego proroka Maniego inspirowała wiele osób i była źródłem, z którego czerpano bardzo długo – nie tylko na Wschodzie, ale i na Zachodzie.

Na przełomie wieków X i XI w cesarstwie wschodniorzymskim druzgocącą klęskę ponieśli paulicjanie – kontynuatorzy dualistycznej myśli Maniego. Wycofali się na Kaukaz, ale pozostawili wiele umysłów zapłodnionych swymi poglądami religijnymi.

Ich spadkobiercy, szukając miejsc spokojniejszych od stołecznego Konstantynopola i greckojęzycznej części imperium, zwrócili swoje zainteresowania w stronę Bułgarów, wśród których rychło rozpoczęli działalność misyjną, odnosząc na tym polu liczące się sukcesy.2 Bułgarski bogomilizm (bogomili – od mili Bogu, bądź od imienia popa Bogomila – po polsku Bogumiła ) to dualistyczna nauka propagowana przez popa Bogomila (Teofila) nauczającego, iż stworzycielem świata widzialnego jest nie Bóg, lecz Szatan. Bogomil nauczał za czasów bułgarskiego cara Piotra (927–969).3 Ruch bogomiłów (bogomilów) obecny był na terenie Bułgarii i Bośni między X i XVI wiekiem. Częstokroć bogomiłów utożsamiano z paulicjanami i katarami.4

Emigrując do Bułgarii, liczyli, że znajdą tam spokój i dość czasu, aby okrzepnąć i zorganizować się na nowo, odbudować hierarchię, a następnie wyruszyć „na podbój świata”. Niestety i tam dosięgli ich ortodoksyjni Grecy. Prawdziwą tragedią dla bogomiłów, bo taką słowiańską nazwę ostatecznie przybrali, było rozszyfrowanie skrywającego się pod zakonnym habitem przywódcy religijnego Bazylego i skazanie go na śmierć w płomieniach (w 1118 roku).

Bazyli jako zwierzchnik bogomiłów rządził nimi prężnie i nadzwyczaj sprawnie. Podniósł poziom oświaty religijnej, stworzył hierarchię duchowną i kierował doskonale zorganizowaną akcją misyjną. Nic dziwnego przeto, iż po jego śmierci, wierni ulegli rozproszeniu. Ale była to tylko porażka chwilowa. Szybko wrócili do równowagi, odbudowując to, co zostało zniszczone, ale działając jeszcze bardziej ostrożnie.5

Bogomiłowie bałkańscy zbyt daleko odeszli od źródła wiary – nauki Maniego, aby zachować jej pierwotną czystość. Toteż nie należy się dziwić, że zapożyczyli już nie tylko nazewnictwo chrześcijańskie, ale przejęli też wiele chrześcijańskich wierzeń. Jednak mimo najszczerszych chęci trudno jest zgodzić się z twierdzeniem, że ich ruch można traktować wyłącznie jako herezję zaistniałą w łonie chrześcijaństwa. Nie pozwalają na to zbyt duże różnice w teologii. Mimo zewnętrznego upodobnienia się do chrystianizmu bogomilizm miał z nim jednak wiele wspólnego.

Dualiści bułgarscy jako pisma natchnione przyjmowali Biblię, ale odpowiednio „oczyszczoną z naleciałości diabelskich”. Odrzucali, zatem Stary Testament z wyjątkiem ksiąg psalmów i prorockich. Przyjmowali Nowy Testament, ale za najdoskonalszą – główny filar ich doktryny – uważali Ewangelię św. Jana Apostoła. Również ich mitologia znacznie różniła się od klasycznej manichejskiej, chociaż główny zarys pozostał niezmieniony.

Wedle informacji zawartych w źródłach katolickich bogomiłowie nauczali, że Bóg Ojciec (nie mylić z Bogiem Ojcem–Jahwe, żydów i chrześcijan, którego uważali za Szatana) zrodził dwóch synów – pierworodnego Satanaela i Logosa (Jezusa Chrystusa). Pierwszy podniósł bunt przeciwko rodzicowi, skaptował na swoją stronę znaczną część aniołów i próbował przechwycić władzę. Za ów nieudany „zamach stanu” został ukarany wypędzeniem z raju, ale nie pozbawiony pierwiastka boskiego swej natury (na co wskazuje EL w jego imieniu, oznaczające Boga). Chociaż utracił dawną pozycję, wcale nie dawał za wygraną, nie ukorzył się ani tym bardziej nie poddawał losowi. Wraz z popierającymi go aniołami zaczął tworzyć świat konkurencyjny względem tego, który powołał do istnienia Bóg Ojciec. Tak więc stworzył nowe niebo i nową ziemię, które wszakże różniły się od swych doskonałych pierwowzorów tym, iż powstały z materii nam znanej. W akcie kreacji swego nowego królestwa, którego był jedynym władcą, zatrzymał się na kwestii człowieka. Otóż był w stanie go ukształtować, ale obdarowanie go życiem przerastało już możliwości Satanaela. Nie chcąc pozostawić swego dzieła niedokończonym, przełamując wewnętrzne opory, zwrócił się do Boga Ojca z propozycją: ten ostatni tchnie życie w istoty przez buntownika uformowane z materii, za co on – jedyny ich władca w nowym świecie – odstąpi Bogu prawo do części z nich, aby dopełnili liczby brakujących w raju aniołów, których po buncie ubyło. Miało to stanowić zapłatę za pomoc.6

Bóg Ojciec zgodził się na taki układ i spełnił prośbę Satanaela. Adam i Ewa, obdarowani iskrą Bożą i przez to zdolni do samodzielnego bytowania w otaczającej ich przestrzeni, stali się dziećmi zarówno Złego, jak i Boga Ojca. Pierwszego, bo obdarował ich ciałem, drugiego, bo dał im ducha. Pierwiastek boski od samego początku wziął górę nad szatańskim, co stało się przyczyną zazdrości i wściekłości Demiurga. Wiedział, że ludzkość wysuwa mu się ze szponów i że w miarę jej duchowego rozwoju coraz bardziej będzie tracił nad nią kontrolę, a wraz z nią i władzę.

Starając się za wszelką cenę znaleźć wyjście z sytuacji, obmyślił i na to sposób. Przybrawszy na siebie postać węża, uwiódł pramatkę Ewę. Tak, więc Ewa stała się pierwszą przyczyną i furtką, przez którą Zło wtargnęło do serc rodzaju ludzkiego. Ze związku z Satanaelelem narodził się Kain – pierwszy morderca w historii człowieka. Później Ewa podjęła współżycie z Adamem i z tego związku przyszedł na świat drugi syn Ewy, a pierwszy Adama – Abel.

Tak oto od samego początku w rodzaju ludzkim znalazły sobie trwałe miejsce obydwa pierwiastki rządzące wszechświatem: Zło, które reprezentował Kain, i Dobro uosobione w Ablu. Z czasem doszło do tak gruntownego wymieszania się ich obu, że w każdym z nas są one równoważne. Naturalnie dla dobra kosmosu i człowieka Zło należy zwalczać, aby w ostatecznym triumfie Dobra wszystko wróciło do właściwego porządku sprzed buntu Satanaela. A więc całe nasze postępowanie trzeba podporządkować temu, co przybliża zwycięstwo Boga Ojca.7

Tego nas uczy gnoza. Ponadto, aby aktywnie, i co najważniejsze – skutecznie, Dobro wspierać, należy prowadzić określony tryb życia. Jest nim rygorystyczne przestrzeganie bogomilskich nakazów moralnych. Czyli całkowicie zrezygnować już nie tylko z przekazywania życia przyszłym pokoleniom (co było uważane za bardzo ciężką zbrodnię), ale ze współżycia seksualnego mężczyzny z kobietą. Posty i umartwienia – oto co należało czynić.

Wróćmy jednak do bogomilskiego mitu przedstawiającego i wyjaśniającego historię stworzenia. Nowy występek Satanaela wzbudził w Bogu Ojcu gniew i pociągnął za sobą karę, którą było pozbawienie buntownika twórczej mocy. Najwyższy wszakże, zawsze dotrzymujący układów, nie pozbawił Złego władzy nad rodzajem ludzkim. Ten ostatni, korzystając z tego, skwapliwie starał się ją wykorzystać w sposób zgoła dla siebie najkorzystniejszy. W tymże celu, udając Boga, pod imieniem Jahwe zwiódł Żydów i obdarzył ich Prawem, które w skondensowanej formie zawarte jest w Dekalogu.8

Litościwy Bóg Ojciec nie zamierzał jednak pozostawić ludzkości samej sobie. Postanowił wskazać jej jedyną drogę ku lepszemu bytowaniu. Rolę owego nauczyciela – drogowskazu przyjął na siebie jego młodszy syn Logos–Archanioł Michał–Jezus Chrystus. Pierwszym etapem walki między potęgami światła i ciemności było przyjście Logosa na ziemię. Dokonał tego w sposób cudowny. Przybrawszy ciało pozorne, wniknął w ciało Maryi przez jej ucho i wyszedł doskonale uformowany, o czym nawet nie miała pojęcia. To, że uznano ją za matkę Jezusa, jest zwykłym nieporozumieniem – ponieważ po spełnieniu się tego aktu znalazła Logosa pod postacią niemowlęcia w grocie betlejemskiej. Zajęła się jego wychowaniem, dlatego uznano, że musi być matką dziecka.

Jezus „dorósłszy”, rozpoczął działalność kaznodziejską, która, jak wiemy z Ewangelii, została zakończona śmiercią na krzyżu. Ponieważ jednak przybywając na Ziemię, używał ciała pozornego, więc nie odczuwał naturalnych potrzeb ludzkich, np. głodu, zmęczenia. Wszystko to udawał jedynie. Również i jego śmierć była pozorna. Oszukał tym Satanaela i po zmartwychwstaniu ten ostatni musiał uznać się za pokonanego. Satanael za karę został pozbawiony boskiego pierwiastka swej natury. Odtąd już nie miał prawa dodawać EL do imienia i z Satanaela stał się Satana – Szatanem. Jezus do czasu ostatecznego zwycięstwa będzie przebywał poza Ojcem (podobnie jak Duch Święty wyemanowany dla wspomożenia wiernych), dopiero potem Najwyższy wchłonie go, roztapiając w sobie.

Jak widać z nauką chrześcijańską bogomiłowie, a także i wywodzący się od nich katarzy,9 nie mieli wiele wspólnego. Prócz tego byli ikonoklastami i zaprzeczali nawet celowości budowania kościołów, twierdząc, że w gmachach ludzką ręką wzniesionych, do Boga modlić się nie tylko nie można, ale nawet nie wypada. Nie uznawali chrześcijańskich sakramentów. Sami znali tylko dwa: chrzest duchowy, polegający na nałożeniu na głowę katechumena otwartej Ewangelii św. Jana i na odmówieniu modlitwy Pańskiej Ojcze nasz…, oraz odpowiednik uczty eucharystycznej (mszy), w której czasie dzielono się chlebem. Ale ani intencja, ani forma wcale nie przypominały chrześcijańskich.

Pomni prześladowań tak manichejczyków, jak i tych, które dotykały ich samych, starali się zachować jak najdalej idącą ostrożność. Dla ocalenia hierarchii duchownej i życia wiernych bogomiłowie udawali chrześcijan. Potrafili tak gruntownie opanować sztukę podwójnego życia, że częstokroć zmyliwszy zarówno władze świeckie, jak i kościelne, uważani byli nie tylko za prawowiernych, ale też za niezwykle świątobliwych i pobożnych. Dlatego niejednokrotnie dochodzili do najwyższych stanowisk w hierarchii Kościoła. Owa umiejętność maskowania się pozwalała na prężny rozwój organizacji, której na Bałkanach zaczynało się robić coraz ciaśniej i zaistniała konieczność wyjścia do innych krajów z Dobrą Nowiną.10

Po wyjściu poza granice Półwyspu Bałkańskiego myśl perskiego proroka Maniego uległa dalszej ewolucji, a system organizacyjny przybrał jeszcze inne kształty. Średniowieczna Europa Zachodnia, a w szczególności południowa Francja i północne Włochy, przyjęły chętnie doktrynę dualistyczną i zaakceptowały etykę manichejską.

Alfonso M. di Nola katarach, spadkobiercach i kontynuatorach wschodniego dualizmu, tak pisze:

Katarzy (…) wyznają doktrynę cechującą się dążeniem do najwyższej, absolutnie czystej ascezy. Pochodzenie herezji jest najprawdopodobniej orientalne, może bałkańskie, z wyraźnymi wpływami bogomilskimi. Katarzy przemieszczali się w stronę północnych Włoch, południowej Francji, Szampanii, jakkolwiek nadal zależeli od ośrodków na Wschodzie. Migracja ta przebiegała między XI i XIII w., dając początek kościołowi o silnych aspiracjach misyjnych, które we Francji znalazły ujście w ruchu albigensów, prowokując zdecydowaną reakcję papiestwa. W herezji katarskiej dualistyczny konflikt staje się głęboki; jego fundamentem jest elementarna teologia kosmicznego i moralnego przeciwieństwa między Dobrem a Złem, możliwego do przezwyciężenia jedynie poprzez najsurowszą ascezę.11

Cathari (których nazwę tradycyjnie wywodzi się od greckiego kataroi – czyści) – katarzy w Oksytanii (obecnie południowa Francja), patarini (czyli patareni) – we Włoszech. Herezja ma kilka nazw. Czy to dlatego, że w 1165 r. heretycy byli skazani na śmierć przez kościelny trybunał miasta Albi, czy też dlatego, że to miasto długi czas pozostawało jednym z najważniejszych heretyckich centrów, nazwa albigensi stała się dla katarów powszechna.12 Dalej będę więc używał zamiennie nazw – katarzy i albigensi.

W stosunku do albigensów używano także innych nazw, określając ich mianem manichejczyków, marcjonitów, czy nawet arian, choć z tymi ostatnimi zarówno w historycznym, jak i w teologicznym sensie nie mają nic wspólnego. I wszystkie te terminy dalekie są od tego, by opisać jedyną i zwartą rzeczywistość, w rzeczywistości bowiem herezja albigensów liczyła mnóstwo różnych sekt, podobnych sobie wedle podstawowych zasad, lecz odróżniających się licznymi szczegółami.13

Nazywanie spadkobierców Maniego katarami, czyli czystymi, miało wskazywać na prawość ich życia oraz surowy i ascetyczny jego tryb. Katarski system religijny dość mocno podkopywał system feudalny, występując zarówno przeciw panom duchownym, jak i świeckim. Nie czynił wszakże tego poprzez zbrojne akcje ludowe, co byłoby nie do pomyślenia, ponieważ kataryzm brzydził się rozlewem krwi (chociaż ten wszakże całkowicie zakazany był tylko duchowieństwu), ale przez rozpowszechnianie swej doktryny.14

Mimo iż katarzy kojarzeni są przede wszystkim z dwoma regionami – południem Francji i północą Italii, to przecież idee swe roznieśli po całym kontynencie. Można ich było spotkać i w Hiszpanii, i w Niemczech, na terenie dzisiejszej Holandii i Belgii, i na Wyspach Brytyjskich. Mimo iż funkcjonuje dość powszechna opinia, jakoby Wyspy Brytyjskie były jedynym regionem w średniowiecznej Europie całkowicie odizolowanym od wpływów bogomilsko–katarskich.

Opinia taka opiera się na informacji Williama z Newbury (Guillemus Novoburgensis) odnoszącej się do roku 1162, w której informuje o przybyciu do Anglii katarskich heretyków z Niemiec, którzy zostali wytraceni w Oxfordzie. Wszakże badania dotyczące bogomilsko–katarskiej penetracji Anglii niezbicie dowiodły, iż ślady kataryzmu na ziemi angielskiej są nie tylko obecne, ale nawet bardzo wyraźne. Między innymi wskazuje na to średniowieczny angielski tekst Harrowing Hell, który powiela rozdział XVIII Ewangelii Nikodema, ulubionej lektury dualistów. Ponadto da się zauważyć bardzo czytelne wpływy katarskie na ruch lollardów, Johna Balla i Johna Wycliffe’a. Ten ostatni głosił nawet, identyczny co i albigensi pogląd, że prawdziwym chlebem (ciałem Pańskim), który należy dzielić między ludzi, jest nie chleb fizyczny, ale chleb duchowy – chleb Słowa Bożego.15 Mimo, iż lollardzi uznawani są za miejscowe brytyjskie zjawisko, to jednak Wielebny Du Cange, żyjący w XIV wieku pisze na ich temat, że są to heretycy przybyli z Niemiec i Niderlandów i dodaje, iż in regni partibus pluribus latitabant Angliae („ukrywają się oni w wielu rejonach królestwa Anglii”). Du Cange daje jeszcze ważniejszą informację, pisząc w 1318 roku: Valdensis haereticus dicitur quoque Lollardus („oni też nazywali lollardów waldensami”), Zarysowane w ten sposób duchowe pokrewieństwo między lollardami i waldensami kieruje naszą uwagę ku korzeniom doktryny waldensów, które tkwią w kataryzmie. Piotr Waldo zaadaptował przecież katarską wizję społeczną i model organizacyjny, choć nie przejął ich skomplikowanej mitologii. Istnieje też niepodważalne pokrewieństwo doktryn lollardów i bogomiłów–katarów, co bez trudu można udowodnić, porównując ich pisma i tradycje.16

Ale wpływy bogomilsko–katarskie sięgały nie tylko tak odległych krajów Zachodu jak Italia, Oksytania, Niemcy czy Anglia, ale zauważyć je można także na terenach Słowiańszczyzny wschodniej i zachodniej. Być może docierały one również i do Polski. Niektórzy przypuszczają, że benedyktyni, żyjący na Świętym Krzyżu, a więc w samym sercu Polski, w Sandomierskiem, w czasach Bolesława Chrobrego skażeni byli herezją bogomilską.17

Istniały także powiązania bardziej skomplikowane.

Badając pisma Johna Wycliffe’a, można zauważyć w nich pewne ślady cyrylo–metodianizmu, które do angielskiego duchownego nie mogły raczej dotrzeć inną drogą, jak za pośrednictwem katarów.18

Katarzy mieli swoją własną organizację kościelną, konkurencyjną względem struktur Kościoła rzymskiego, swoją własną obrzędowość, swoją własną naukę i swoje własne cele. Mimo iż kataryzm powstał na średniowiecznym Zachodzie, to jego korzenie znajdują się na Wschodzie, w bułgarskim bogomilizmie.19

Bogomilska nauka przedostała się na Zachód około pierwszej połowy XII stulecia, prawdopodobnie drogą przez Dalmację. Kataryzm najpierw pojawił się na południu Francji i na północy Italii, w późniejszym zaś czasie rozszerzył się na Niemcy, Flandrię, Katalonię, dotarł do Bretanii, a niektórzy uważają także, iż mógł on dotrzeć także i do Czech, (a nawet dalej na północ – w Krakowskie i Sandomierskie20). Największy rozwój kataryzmu obserwujemy w Italii i Oksytanii. Na tych terenach, głównie jednak w Oksytanii, kataryzm cieszył się największą popularnością wśród patrycjatu miejskiego. W ostatniej ćwierci wieku XII i na początku XIII stulecia, nadeszła doba największego rozkwitu kataryzmu okcytańskiego, zaraz potem zaś italskiego.21

Nauka katarska nigdy nie stanowiła jednolitego, zdogmatyzowanego systemu teologicznego. Opierała się ona na tekstach biblijnych kanonicznych i apokryficznych. Katarów charakteryzował silny antyklerykalizm w stosunku do duchowieństwa katolickiego, odrzucali też oni sakramenty Kościoła rzymskiego, śpiew kościelny, kult relikwii, obrazów, krzyża. Wierzyli, że tylko oni stanowią prawdziwy Kościół Chrystusa, natomiast Kościół rzymski pozostaje we władaniu diabła.22

Religia katarów–albigensów opierała się na ścisłym dualizmie: Świat jest teatrem wojny między duchowym pierwiastkiem Dobra i materialnym pierwiastkiem Zła. Aby zwyciężyło Dobro, Światłość, trzeba zerwać z materialnym światem Zła, Mroku, z bogiem – uzurpatorem, początkiem wszelkiego zła, nazwanym Rex Mundi – „Królem Świata”.

Trzeba być biednym, niewinnym i czystym, głosili katarscy kaznodzieje – Doskonali. Aby przemóc nieczystą materię, trzeba zrezygnować z wszelkiej idei „władzy”, a przyjąć tylko ideę Miłości. Tylko wówczas dusza może osiągnąć zbawienie i doskonałość; inaczej zaś, przez całą serię wcieleń, będzie wędrować aż do czasu, gdy osiągnie doskonałą czystość.23

Katarzy przeciwstawiali sobie słowa: Roma – Amor. Wyjaśniając: Ecclesia (Kościół) Roma (Rzym) – jest czymś przeciwstawnym, pierwiastkowi Amor (Miłości) [RO–MA – AM–OR, czyli RZYM – MIŁOŚĆ], którą wyobraża sobą Jezus, dlatego więc Ecclesia Roma jest Kościołem Szatana, Kościołem, który pogrążył się w herezji. Wszystko, co się na nim opiera, jest zgubne, a jego sakramenty nie mają żadnej wartości, bo przecież woda używana do chrztu, czy chleb i wino używane do Eucharystii zrobione są z nieczystej materii.24

Odrzucając naukę i organizację katolicką, katarzy nawiązywali do dawnej, klasycznej organizacji i hierarchii manichejskiej, z tym że używali nazewnictwa chrześcijańskiego. Tak, więc wiernych dzielono na doskonałych, wierzących i początkujących. Kler dzielił się na biskupów, ich pomocników i diakonów. Utrzymywano też dość ścisłą łączność z bogomiłami bułgarskimi, nawet jeden z ich papieży – Bartłomiej, przybywszy do Prowansji (około 1233 roku), rezydował tam do końca swych dni. Bogomilski papież Niketas w roku 1167 zwołał do Saint Felix–de–Caramon koło Tuluzy synod katarów, na którym dokonano podziału Kościoła czystych, na diecezje.25 Około trzydziestu procent okcytańskich Doskonałych, wywodziło się z langwedockiej arystokracji.26

Albigensi odcinali się od oficjalnego Kościoła, nazywając go „złym Kościołem rzymskim”. Przyrównywali go do niewiasty babilońskiej pijanej krwią świętych, o której mówi Apokalipsa św. Jana. Odmawiali też Kościołowi władzy świeckiej. Samych siebie natomiast uważali za Kościół Boży, który został posłany między rzymskie wilki. Uważali się za prawdziwych chrześcijan, strażników Chrystusowej Dobrej Nowiny, prześladowanych i posyłanych na śmierć.27

Wytworzyli sobie własne, niezależne struktury organizacyjne. Najpóźniej od pierwszej połowy XII wieku na czele poszczególnych katarskich społeczności stał biskup, mający za pomocników – „starszego syna” (filius maior) i „młodszego syna” (filius minor), oraz diakona. Po śmierci biskupa „starszy syn” automatycznie stawał się jego następcą, a na biskupa wyświęcał go „syn młodszy”. Ten ostatni – również automatycznie – zajmował miejsce „starszego syna”, a następnie zgromadzenie kościelne na jego miejsce wybierało nowego „młodszego syna”. Papieża ani jakiejś innej zwierzchności mającej centralną władzę i autorytet, katarzy (w przeciwieństwie do bogomiłów) nigdy nie posiadali.

Na terenie Italii kataryzm rozwinął się i umocnił głównie w Lombardii, a w mniejszym stopniu w Toskanii. Można mówić o trzech italskich diecezjach katarskich (Albanenses (albanickiej), Concorezzenses (konkorecjańskiej), Bagnolenses (baniolneńskiej) konkurujących między sobą na polu teologii.

Poziom intelektualny katarów italskich był bardzo wysoki, a teologowie katarscy wiedli ze sobą ostre spory. Najbardziej znanym był spór teologiczny pomiędzy Dezyderiuszem, który był filius maior w diecezji Concorezzo, a scholastycznym filozofem Janem de Lugia, piastującym urząd filius maior Kościoła albanitów. W sporze tym Desiderius popadł w herezję (w stosunku do wiary katarskiej oczywiście), głosząc, iż Jezus narodził się w rzeczywistym ludzkim ciele. Jan z Lugio był natomiast propagatorem bardzo radykalnego dualizmu.

Umiarkowani dualiści uważali, że Szatan był stworzony przez dobrego Boga, ale upadł i zwrócił się ku złu. Dualiści radykalni natomiast twierdzili, że pierwiastek zła, jest tak samo odwieczny, jak i pierwiastek dobra. Ten drugi pogląd wyznawał i uzasadniał w swym dziele Liber de duobus principiis katarski filozof scholastyczny Jan z Lugio, i chociaż nie był filozofem tego formatu co św. Albert Wielki, czy św. Tomasz z Akwinu, to w swoich czasach uważany był za jednego z większych myślicieli.

Poza tym kataryzm italski mocno osłabiały również i spory wewnętrzne innego rodzaju. Pojawiały się one na płaszczyźnie organizacyjnej, co powodowało, iż był on jeszcze bardziej niejednorodny niż kataryzm okcytański.28

Z czasem, gdy Hohenstaufowie, niemiecki ród książęcy ze Szwabii, utracili swe pozycje na Półwyspie Apenińskim, na terenie Italii nasiliły się prześladowania „czystych”. Kościół katarski upadł, ostatni zaś jego wyznawcy ostatecznie wtopili się w środowisko waldensów, żyjących w oddalonych alpejskich dolinach.29

Jeszcze bardziej tragicznie potoczyły się dzieje katarów okcytańskich, ale o tym niżej.

Organizacja kataryzmu opierała się na doskonałych, czyli „dobrych ludziach”, którzy żyli „w świecie”, nie zaś w odosobnieniu. Doskonałymi (Perfecti) mogli być zarówno mężczyźni, jak i kobiety, i chociaż te ostatnie mogły sprawować funkcje kierownicze we wspólnotach, to jednak nie wolno im było piastować urzędu biskupa, czy diakona. „Dobrzy ludzie” zarabiali na własne utrzymanie, zwykle zajmując się jakimś rzemiosłem, np. tkactwem, kaletnictwem, czy koszykarstwem, a swe wyroby sprzedawali na targach. Dopiero gdy nasiliły się prześladowania katarów, zmuszeni byli – żyjąc w ukryciu – korzystać z darów, jakich dostarczali im zwykli wierzący.30

Tych, którzy przyjęli chrzest duchowy, tzw. consolamentum, nazywano Perfecti – „doskonałymi” – „dobrymi ludźmi”, „dobrymi chrześcijanami”, którzy przez całe życie musieli przestrzegać licznych nakazów, zakazów i ograniczeń. Między innymi zobowiązani byli wieść żywot ewangeliczny, nie mogli spożywać mięsa, z wyjątkiem ryb i raków, nie wolno im było zabijać żywych istot, kłamać, kraść, współżyć seksualnie, przysięgać. Wobec zwykłych wiernych nie stawiano aż tak wielkich wymagań – mogli zatem płodzić potomstwo, jeść mięso, zabijać zwierzęta i nie obowiązywały ich aż tak srogie posty, jak doskonałych.31

Katarzy nie budowali kościołów. Dlatego spotykali się w domach Doskonałych (mężczyzn bądź kobiet). Praktykowali rytualny posiłek połączony z łamaniem chleba i jego rozdzielaniem między obecnych. Jak już wspomniałem, katarzy obrzęd ów uważali za zwyczajną pamiątkę Ostatniej Wieczerzy, odmawiając spożywanemu chlebowi jakiegokolwiek związku z Ciałem Jezusa. Słowa Chrystusa zachęcające, by spożywać chleb jako Jego ciało rozumieli nie literalnie, ale przenośnie, uważając, że mowa tu o chlebie nauczania, które ma być rozdzielane między ludźmi, a nie o rzeczywistym ciele.32

Najważniejszą i najuroczystszą modlitwą dla katara była Modlitwa Pańska – Ojcze nasz, której wszakże zwykli wierzący nie odmawiali, żyjąc bowiem w grzechach, nie śmieli nazywać Boga ojcem. Prawo do odmawiania tej modlitwy zyskiwali wierzący w specjalnym obrzędzie, zwanym traditio orationis.33

Z punktu widzenia ducha, grzesznicy są synami Diabła (dlatego też zwykli „wierzący” nie mogli mówić „Ojcze” i zwracać się do Boga, jako do swojego Ojca). Chrystus mówi im: „Ojcem waszym jest diabeł i chcecie postępować według pożądliwości ojca waszego”.34

Najważniejszym obrzędem był chrzest duchowy, najczęściej określany mianem consolamentum. Podczas obrzędu consolamentum na adepta zstępował Duch Święty Pocieszyciel, czyli Paraklet (Paraklétos), w tym momencie wszelkie grzechy zostawały odpuszczone i adept stawał się chrześcijaninem, czyli Doskonałym – „dobrym człowiekiem”.

Jeżeli komuś, po przyjęciu consolamentum, zdarzyło się popaść w grzech śmiertelny, ratunkiem dla niego było ponowne przyjęcie tego sakramentu (słowa sakrament używam tutaj umownie, a nie w znaczeniu katolickim). Lecz było to obwarowane licznymi trudnościami i zależało od decyzji innych Doskonałych, którzy mogli uznać, bądź nie uznać, że upadły zasługuje na to, by dostąpić ponownego pocieszenia. Co do lekkich grzechów, to Doskonali wyznawali je w publicznej spowiedzi, w obrzędzie zwanym apparellamentum, i uzyskiwali ich odpuszczenie.35

Jednocześnie jednak, analiza rytuałów katarskich oraz pism polemistów katolickich pozwala stwierdzić, że chrzest duchowy Jezusa Chrystusa, nazywany także consolamentum, pozwalał adeptom herezji katarskiej dostąpić zbawienia już w życiu doczesnym.36

Składowymi obrzędu duchowego chrztu (consolamentum) było: kazanie na temat prawa Kościoła Bożego, ślub czystego życia w zgodzie z nakazami ewangelicznymi, wkładanie rąk (określenie liturgiczne) na głowę adepta, czytanie Ojcze nasz, oraz prologu Ewangelii św. Jana. Sakrament kończył pocałunek pokoju udzielany adeptowi.37

Praktykę consolamentum katarzy przejęli od bogomiłów. Najstarszy przekaz dotyczący tego obrzędu pochodzi z XI wieku, niektórzy badacze wszakże uważają, że sakrament ten praktykowano już w wieku X.38

Prócz wcześniej opisanego obrzędu, był jeszcze obrzęd consolamentum umierających. Przyjmowali go ludzie znajdujący się w zagrożeniu życia, a chcący sobie zapewnić zbawienie. Jeśli taka osoba nie umarła a wyzdrowiała, sakrament jakby „tracił moc”, a Doskonali byli zobowiązani do modlitw w intencji przyjęcia przez taką osobę właściwego consolamentum.39

Zwykli członkowie społeczności katarskiej, czyli wierzący, mogli żyć, jak chcieli, wierząc, że do zbawienia wystarczy im, przyjęcie consolamentum przed śmiercią.40

Przygotowanie do odkupienia działo się u nich [albigensów] przez Consolamentum (pocieszenie), t.j. ceremonie polegającą na wkładaniu rąk, przez którą zarazem posuwano wyznawców z klasy niższej do wyższej. Ci ostatni żyli w praktykach najsurowszego ascetyzmu, gdy prości wierzący używali wielkiej swobody i mogli się puszczać na wszelki nierząd, byle tylko złożyli solenne przyrzeczenie (Convenensa), że później dozwolą się wprowadzić do klassy wyższej, co niekiedy odkładano aż do śmierci. Poświęceni poddawali się tak zwanemu endura, t.j. nieprzyjmowali żadnego lekarstwa, ani pokarmu, aby najprędzej, jak mówili, i jak można najlepiej zakończyć i zabezpieczyć się od powrotu do grzechu. Fanatyzm swój tak daleko posuwali, że rodzice poddawali dzieci swe endurze, dzieci rodziców, by przyśpieszyć im dobry koniec.41

Całkiem możliwe, że albigensi praktykowali coś w rodzaju kontroli liczby urodzeń i praktykowali aborcję; niektórzy inkwizytorzy oskarżali także Doskonałych o uprawianie „nienaturalnych praktyk seksualnych”, pod pretekstem, że chodzili głosić zawsze po dwóch.42

Katarzy, tak jak i bogomiłowie, byli dualistami. Wierzyli, że materialny świat został stworzony przez dobrego anioła, Lucyfera, czy też Satanaela, który zgrzeszywszy pychą, stał się złą istotą i przeciwstawił sie Bogu. Stworzył widzialny świat, a dwóch aniołów nakłonił do tego, by weszli w ludzkie ciała, które wpierw ulepił z błota, z gliny. Z owych dwojga narodziły się dalsze ludzkie istoty.43

Katarzy, podobnie jak ich duchowi pobratymcy na Wschodzie, hołdowali oczywiście dualizmowi, kładąc go jako podwalinę swojej kosmogonii i teologii. Od bogomiłów wszakże byli bardziej konsekwentni, przypisując Złu i tę samą (co do jakości) inteligencję, i jednaką moc stwórczą co Dobru. Według Katarów Zło nie pojawiło się we wszechświecie na skutek buntu Satanaela, ale jest równie odwieczne jak Dobro.44

Radykalny katarski dualizm, głosił, iż Zło jest tak samo odwieczne, jak Dobro i równoważne mu pod każdym względem. Pierwiastek zła nie pojawił się w chwili buntu, czy sprzeciwu przeciw pierwiastkowi dobra, ale egzystuje od wieczności. Natomiast Szatan jest tylko jego sługą.45

W kontekście tego nieco inaczej wyobrażali sobie powstanie świata i człowieka. Przeprowadzili ostrą granicę między materią i duchem, twierdząc, że ta pierwsza jest w sposób bezwzględny poddana Szatanowi, natomiast pierwiastek duchowy z samej swej natury podlega Bogu.

Uwikłanie ducha w materię nastąpiło w wyniku pokusy ze strony Odwiecznego Zła, które zwiodło część duchów niebieskich, które na skutek owych podszeptów przyjęły na siebie materialne kształty, zapoczątkowując tym samym walkę obydwu pierwiastków w naszym ludzkim wymiarze. Od owego momentu człowiek jest wewnętrznie rozdarty: jego materialna część skłania się ku złu, duchowa zaś usiłuje powrócić do poprzedniego stanu świętości w niebie.

To właśnie owa wewnętrzna walka człowieka jest powodem tylu rozlicznych jego bied, lecz uczynki ciała nie obciążają moralnego rachunku ducha, który jakoby instynktownie pożąda światłości i do niej dąży, ciemności zaś się lęka i nią się brzydzi.46

Człowiek stworzony przez Szatana może osiągnąć zbawienie wyłącznie za pośrednictwem osobistego poznania – gnozy (gnosis), która sprzyja jego prawidłowej relacji z Bogiem, bez żadnego ludzkiego pośrednika, i bez jakiejkolwiek idei wiary. Dlatego to albigensi odrzucali hierarchię i wszystkie dogmaty Kościoła katolickiego. W oczach tego ostatniego natomiast najciemniejszym punktem herezji katarskiej był stosunek do Chrystusa. Albigensi głosili bowiem, iż niewątpliwie zgodził się On wejść w ten zmysłowy, nieczysty świat, aby wskazać duszom drogę do światłości, lecz tylko zewnętrznie przypominał człowieka. W rzeczywistości jednak Jego ciało było pozorne, niby podlegające prawom ziemskim, w faktycznie jednak nie miały one do niego żadnego zastosowania.47

W powrocie do raju może okazać się pomocna samodyscyplina i praktykowanie ascezy, ale największej i prawdziwej pomocy można oczekiwać wyłącznie ze strony Chrystusa. Ten ostatni – Syn Boży – przyjąwszy na siebie pozorne ciało i przeszedłszy przez ucho Maryi, pojawił się w materialnym świecie, aby wskazać ludziom drogę do Ojca. Zresztą różnie o Jezusie różne grupy katarów uczyły: może to nie był Syn Boży, lecz pierwszy z aniołów lub Paweł z Tarsu? Nie to jednak jest ważne. Najistotniejsze, że droga została wytyczona.

Jezus nie mógł być zatem ani Bogiem, ani nawet Synem Bożym, w najlepszym wypadku był Jego obrazem, najdoskonalszym z aniołów, lub prorokiem. Ponieważ jednak występował przeciw Szatanowi, ów doprowadził do Jego ukrzyżowania. I z tego powodu krzyż, jako narzędzie męki, nie powinien był być przedmiotem kultu, a ponadto jeszcze – Chrystus nie mając materialnego ciała, a ciało pozorne, nie mógł cierpieć i umrzeć na tym krzyżu.48

Co się tyczy kwestii duszy, to niektórzy katarzy uważali, że dusze wchodzące w ludzkie ciała, są zawsze nowe i pochodzą z nieba. Inni natomiast wierzyli w reinkarnację, głosząc, że dusze po śmierci przechodzą z ciała do ciała, a dzieje się tak do czasu aż dusza się całkowicie oczyści.49 Co zaś do zagadnień eschatologicznych, to:

Wobec braku tekstów, przedstawiających jasno i wyraźnie poglądy eschatologiczne katarów, trudno jest powiedzieć, jaki los przewidziany był dla Diabła w końcu czasów. Jest tu wiele sprzeczności. Świat jest wieczny, a jednak będzie miał swój kres. Diabeł jest niezniszczalny, a jednak będzie unicestwiony. Zobaczymy dalej, że sprzeczności te są raczej pozorne niż rzeczywiste. Jakkolwiek by to było, pewne jest, że dwa zachowane traktaty katarskie przewidują porażkę Szatana, zniszczenie materialnego świata i zastąpienie go nową Ziemią, sprowadzenie złej zasady do quasi–niebytu (to znaczy do jej prawdziwej natury) i uchylenie posiadanej przez nią niszczycielskiej i zabójczej mocy.50

Rozwój katarskiej organizacji kościelnej zdawał się być niczym niezakłócony. Wiernych przybywało z dnia na dzień, tak iż w końcu katolicy zostali w Oksytanii zepchnięci na margines życia społecznego – była ich zaledwie garstka. Zrozumiałe, że taki stan rzeczy musiał wzbudzić nie tylko zaniepokojenie, ale również reakcję katolików i zmusić ich do rozpoczęcia akcji przeciwko katarom. Nie było to wszakże łatwe, kataryzm bowiem krzewił się nie tylko wśród niższych klas społecznych, ale był czynnie popierany i wyznawany przez panów feudalnych. Ci ostatni, dysponując wojskiem, niezbyt się obawiali kroków podejmowanych przez Kościół.

Do walki z katarami powołano Zakon Kaznodziejski, inaczej zwany dominikańskim. Dominikanów obdarzano też mianem psów Pańskich od łacińskiego Domini canes (ale nie tylko z powodu nazwy zakonu dominikanów – dominicanes – Domini canes, ale także ze względu na legendę opowiadająca o tym, że matka św. Dominika przed jego urodzeniem miała sen, jakoby wydała na świat szczenię trzymające w pysku płonącą świecę, lub pochodnię, która rozjaśniała cały świat). Powołano też inkwizycję papieską, bo wcześniej istniała tylko inkwizycja biskupia.

Twórca Zakonu Kaznodziejskiego, św. Dominik Guzman, Hiszpan z pochodzenia, całym sercem i całym życiem zaangażował się w zwalczanie herezji katarskiej. Przyjmując nieco odmienny styl walki od innych katolickich duchownych – starał się bowiem nawracać katarów przykładem własnego życia, praktykowaniem ubóstwa, na wzór katarskich Doskonałych i kazaniami, jakie wygłaszał podczas swych licznych wędrówek. Nie na wiele to jednak się zdało i liczba nawróconych przez Dominika i jego towarzyszy katarów – wbrew katolickim opisom hagiograficznym – była bardziej niż znikoma.

Dlatego do wyplenienia kataryzmu posłużono się metodą ostateczną – wojnami krzyżowymi, które z trudem, ale w końcu doprowadziły do „wyrwania herezji z korzeniem”.

Powołanie tych dwu instytucji pokazuje, jak wielkim zjawiskiem cywilizacyjnym był ruch katarski, i że aby mu się przeciwstawić, użyto tak nadzwyczajnych środków. I zaznaczyć należy, że instytucje owe nie tylko posłużyły doraźnemu celowi, ale miały też wpływ na czasy późniejsze, nie tylko na społeczeństwo średniowieczne, ale również na historię nowożytną.

Nakazy synodów lokalnych (Reims, 1148; Tours, 1163) i soboru laterańskiego (1179) zabraniające jakiejkolwiek wspólnoty z katarami i wzywające władzę świecką do rozprawy z nimi, były puszczane mimo uszu. Ponieważ w Gaskonii, Prowansji i Lombardii rozpoczął się zwycięski marsz katarów w kierunku południa Włoch, północnej Francji, Hiszpanii, Anglii i Niemiec, katolicy doszli do wniosku, że czas najwyższy zastosować środek najdrastyczniejszy – krucjatę. Pierwsza krucjata została zwołana jeszcze przy końcu XII wieku, ale odniosła tylko pozorne zwycięstwo. Po odejściu wojsk krzyżowych wrócił dawny stan rzeczy.

W kontekście tego, co zostało powiedziane wyżej, można zrozumieć postępowanie późniejszych wypraw krzyżowych, w pierwszych latach wieku XIII, kiedy to po zdobyciu miasta bądź twierdzy opanowanej przez katarów zabijano wszystkich – bez wyjątku – którzy tam przebywali.51

Owe wojny krzyżowe przyniosły poważne zahamowanie rozwoju kataryzmu, ale nie jego unicestwienie. Chociaż na synodzie w Awinionie (w 1209 roku) optymistycznie uznano, że „herezję wyrwano z korzeniem”, w niedługi czas potem katarzy znów dali znać o sobie, a król Francji Ludwik VIII wypowiedział im nową wojnę (w 1226 roku), w której znowu przelano morze krwi.52

Należy wspomnieć, że ważnym punktem w historii kataryzmu jest życie, obrona i upadek Montségur, zdobytego przez krzyżowców w roku 1244.

Gdy w roku 1209 papież Innocenty III ogłosił wyprawę krzyżową przeciw albigensom, a król Filip II August wyruszył z pięćdziesięciotysięczną armią do boju, zaczął się okres ćwierćwiecza zaciętych walk z langwedockimi heretykami. Przez okres dwudziestu pięciu lat wojen albigeńskich na tronie Francji zasiadali trzej królowie, zaś na Stolicy Piotrowej dwaj papieże. Na koniec, po wielu latach zaciętych bojów, krzyżowcy złamali opór katarów. Do pełnego zwycięstwa brakowało tylko jednego: zdobycia ostatniego bastionu herezji, twierdzy położonej na wysokiej górze – Montségur.53

Z początkiem roku 1243 armia krzyżowców obległa twierdzę, która górując nad okolicą, wznosząc się na 1200 metrów nad poziom morza, zdawała się być niemożliwa do zdobycia. Montségur opierała się przez rok. Na koniec, gdy upadła ostatnia nadzieja na zmianę sytuacji, a jakikolwiek opór był daremny, zaczęto rokowania na temat poddania twierdzy.54

W marcu, roku 1244, obrońcy skapitulowali, przyjmując warunki, mówiące, że Doskonali zostaną spaleni, żołnierze zaś ocalą życie, jeżeli wyrzekną się herezji i przyjmą wiarę katolicką. Dnia 16 marca 1244 Montségur wydano w ręce katolików.55

Po kapitulacji śmierć poniosło 215 Doskonałych (inne źródła podają, że było ich 220), a także i niektórzy rycerze, którzy wcześniej zgodzi się przyjąć katolicyzm. Istnieje legenda, mówiąca, że już po porzuceniu przez owych rycerzy kataryzmu jeden z mnichów zażądał, aby na potwierdzenie szczerości intencji zarżnęli psa, wszakże nikt nie zdecydował się splamić duszy śmiertelnym grzechem i nie zabił niewinnego zwierzęcia. Więc ich powieszono.56

Stara tradycja głosi, że w noc przed poddaniem Montségur, po stromych górskich ścianach uciekło czterech Doskonałych. Zachowały się ich imiona: Hogo, Emoel, Eccard i Clame. Mieli oni uratować to co najcenniejsze – wiarę, tradycję i możność przekazywania consolamentum następnym pokoleniom.57 Dość powszechnie sądzi się jednak, iż wynieśli z obleganej twierdzy jakieś nieprzebrane i tajemnicze skarby, pośród których miał się rzekomo znajdować również legendarny święty Graal.58

Mimo iż zdawało się, że to już ostateczny i nieodwołalny koniec kataryzmu, to jednak w pierwszych latach wieku XIV doszło do ożywienia kataryzmu okcytańskiego dzięki kaznodziejskim wysiłkom dwóch braci, Pierre’a i Guilhem’a Authié pochodzących z miasta Ax, którzy w końcu XIII stulecia udali się do Italii i z rąk tamtejszych Perfecti przyjęli consolamentum. Pierre i jego syn Jacques w roku 1299 wrócili do Langwedocji, aby tam prowadzić działalność kaznodziejską. Wkrótce zgromadzili obok siebie dalszych „dobrych ludzi” i wspólnie z nimi rozpoczęli beznadziejną walkę przeciw Inkwizycji. Walkę tę – jak nietrudno się domyślić – przegrali, i zostali spaleni na stosie w roku 1309. Ostatni katarski Doskonały z Oksytanii, którego imię dochowało się do naszych czasów, Guilhem Bélibaste, został skazany na stos w roku 1321. Razem z nim Kościół katarski na południu Francji ostatecznie umarł.59

Stephen O’Shea napisał o nim:

Bélibaste był, być może, najbardziej szczególnym doskonałym w historii katarów. Morderca i rozpustnik (w młodości, jeszcze przed przyjęciem consolamentum zabił człowieka, a już jako Doskonały żył w konkubinacie z własną gospodynią (i miał z nią syna – przyp. A.S.), okazał się jednak łagodnym pasterzem dla swej niewielkiej grupy zwolenników – wierzących i, kiedy przyszedł czas, wykazał się taką samą odwagą, jak jego znacznie bardziej wartościowi poprzednicy. To grzesznik, a nie święty, pożegnał największą herezję średniowiecza.60

Ustawiczne wojny, które katolicy wydawali katarom, sprawiły że nauka Maniego przestała być na Zachodzie wyznawana, chociaż nieliczni jej epigoni przetrwali jeszcze długo w ukryciu i głębokiej konspiracji. Jako ciekawostkę podam fakt, iż dziś, na początku XXI wieku, kataryzm znów się odradza i wyznawców religii czystych można spotkać w jego ojczyźnie – Francji. Ale nie tylko tam. Kościoły neognostyckie działają także i w innych krajach Europy i Ameryki.

============================

1Dualistyczne denominacje heterodoksyjne.

2A. J. Sarwa, Herezjarchowie…; „Dualistyczna herezja” Bogomiłów, [w:] „Pentagram”, Nr 36, Wrocław 1999, s. 8–11.

3D. Zbíral, Kataři [w:] Internet – http://mujweb.cz/www/david.zbiral [dostęp: 4 września 2009 r.].

4A. M. di Nola, Diabeł, przeł. I. Kania, Kraków [2001], s. 73.

5A. J. Sarwa, Herezjarchowie…, s. 17.

6Tamże, s. 18.

7Tamże, s. 19.

8Tamże, s. 20.

9M. Dobkowski, Katarzy – chrześcijanie, czy manichejczycy?, [w:] OBLICZA GNOZY, Kraków 2000, s. 75–84.

10A. J. Sarwa, Herezjarchowie…, s. 21.

11A. M. di Nola, Diabeł…, s. 75.

12Великая ересь катаров [w:] Летопис, [w:] Internet – http://legends.by.ru/library/grail – 2.htm [dostęp: 4 września 2009 r.]; por także: J. Ptaśnik, Kultura Wieków Średnich. Życie religijne i społeczne, Warszawa 1959; s. 371 – 386; H. Rousseau, Bóg zła, Warszawa 1988, s. 77 – 86.

13Великая ересь катаров…; J. Brosse, Wielcy mistrzowie duchowi świata. Leksykon, przeł. I. Kania, Wydawnictwo Opus, Łódź 1995, s. 116.

14D. Zbíral, Kataři…; J. Kracik, Święty Kościół grzesznych ludzi, Kraków 1998, s. 29–57.

15JOHN WYCLIFFE, THE DUALISTS AND THE CYRILLO – METHODIAN VERSION OF THE NEW TESTAMENT, [w:] Etudes balkaniques, 2001, No1, [w:] Internet – http://www.geocities.com/bogomil1bg/wycliffe.html [dostęp: 4 września 2009 r.].

16G. Vasilev, BOGOMILS AND LOLLARDS. DUALISTIC MOTIVES IN ENGLAND DU – RING THE MIDDLE AGES, [w:] ACADEMIE BULGARE DES SCIENCES. INSTITUT D’ETUDES BALKANIQUES. ETUDES BALKANIQUES, N° 1, 1993, [w:] Internet – http://www.geocities.com/bogomil1bg/Bgml_Lllrd.html [dostęp: 4 września 2009 r.].

17F. Kmietowicz, Kiedy Kraków był trzecim Rzymem, Białystok 1994, s. 55 i n.

18JOHN WYCLIFFE…

19D. Zbíral, Kataři…

20Przyp. red.

21Tamże.

22Tamże.

23Великая ересь катаров…

24Tamże.

25A. J. Sarwa, Herezjarchowie…, s. 24.

26Великая ересь катаров…

27D. Zbíral, Kataři…

28D. Zbíral, Kataři…

29Tamże.

30Tamże.

31Tamże.

32Tamże.

33Traditio, immersion in the parfait community, from the Lyons Ritual, [w:] Cathar Lithurgy – From the Lyons Ritual – (Gnostic), [w:] Internet – http://fam – faerch.dk/pseudigrapher/gnostic/traditio.htm [dostęp: 14 września 2010 r.].

34R. Nelli, Katarskie odczytanie Ewangelii według świętego Jana, przeł. K. Środa [w:] Internet – www.gnosis.art.pl/numery/gn09_nelli_katarskie_odczytanie_Jana.htm [dostęp: 4 września 2009 r.].

35D. Zbíral, Kataři…

36M.Dobkowski, Czy consolamentum…

37D. Zbíral, Kataři…

38Tamże.

39Tamże; M. Monikowski, Sakrament Zbawienia w Kościele Gnostyckim, [w:] Magazyn Teologiczny Semper Reformanda [w:] Internet – http://www.magazyn.ekumenizm.pl/article.php?story=20040120135136561&mode=print [dostęp: 4 września 2009 r.].

40Katari [w:] ENCYKLOPÉDIA DEJEPISU, [w:] Internet – http://www.spsh.sk/encyklopedia/kriziaci.htm [dostęp: 4 września 2009 r.].

41Encyklopedja Kościelna…, t. I, Warszawa 1873, s. 118.

42Великая ересь катаров…

43D. Zbíral, Kataři…

44A. J. Sarwa, Herezjarchowie…, s. 23.

45D. Zbíral, Kataři…

46The Apparelhamentum, general confession lithurgy from the Lyons Ritual, [w:] Cathar Lithurgy (From the Lyons Ritual) [w:] Internet – http://fam – faerch.dk/pseudigrapher/gnostic/appa.htm [dostęp: 4 września 2009 r.].

47Великая ересь катаров…

48Tamże.

49D. Zbíral, Kataři…

50R. Nelli, Katarskie odczytanie…

51A. J. Sarwa, Herezjarchowie…, s. 25.

52M. Czeremski, Zagłada katarów, [w:] OBLICZA GNOZY, Kraków 2000, s. 85 – 96.

53P. Zandl, Katharská hereze, křížová válka a pád MontSéguru [w:] Internet – http://www.inext.cz/astrologician/Montse1.htm [dostęp: 4 września 2009 r.].

54Tamże.

55Tamże.

56P. Zandl, Katharská hereze…

57Tamże.

58K. Pokorný, Katarské pevnosti a jejich pád, [w:] Militaria, Tematícký server z oboru vojenstvi, [w:] Internet – http://www.militaria.cz/ [dostęp: 4 września 2009 r.].

59D. Zbíral, Kataři…

60S. O’Shea, Herezja doskonała. Światoburczne życie oraz zagłada katarów, przeł. H. Szczerkowska, Poznań [2002], s. 202.

Trump: Zlikwidujemy bezsensowne zielone szwindle.

Trump kontra von der Leyen. „Zlikwidujemy zielone szwindle!” [VIDEO]

20.07.2024 nczastrump-zlikwidujemy-zielone-szwindle

Donald Trump na konwencji Republikanów. Foto: PAP/EPA
Donald Trump na konwencji Republikanów. Foto: PAP/EPA

Podczas swojego przemówienia podczas republikańskiej konwencji wyborczej w stanie Milwaukee Donald Trump zapowiedział, że jego wybór na  Prezydenta Stanów Zjednoczonych będzie oznaczało całkowity odwrót od obecnej tzw. „polityki klimatycznej” w tym kraju.

Trump zapowiedział, że funduszu przeznaczone do tej pory na prowadzenie polityki klimatycznej zostaną przekierowane na ważne projekty infrastrukturalne.

– Przekierujemy fundusze na ważne projekty, takie jak drogi, mosty, tamy. Nie pozwolimy wydać ich na bezsensowne zielone szwindle. Pierwszego dnia prezydentury zniosę regulacje wymuszające kwoty pojazdów elektrycznych i uratuję amerykański przemysł motoryzacyjny – mówił w swoim przemówieniu kandydat Republikanów.

Rozjazd? „Przekierujemy fundusze na ważne projekty, takie jak drogi, mosty, tamy. Nie pozwolimy wydać ich na bezsensowne zielone szwindle. Pierwszego dnia prezydentury zniosę regulacje wymuszające kwoty pojazdów elektrycznych i uratuję przemysł motoryzacyjny.”

Tymczasem w Unii Europejskiej po raz drugi przewodniczącą Komisji Europejskiej została Ursula von der Leyen, która zapowiedział całkowicie odwrotny kierunek. Zamierza ona zaostrzyć politykę klimatyczną i ograniczyć emisję CO2 o 90 proc. do 20230 roku, czyli chce zarżnąć całkowicie europejski przemysł.

W Europie na dobre rozgości się bieda i brak perspektyw, a w USA rozwój i dobrobyt.

Niedziela: Białystok, Poznań, Zamość – Msze święte i pokutne Marsze Różańcowe za Ojczyznę

21.07.2024 Białystok, Poznań, Zamość – Msze święte i pokutne Marsze Różańcowe za Ojczyznę

17/07/2024przez antyk2013

Na Różańcu świętym będziemy się modlić wraz z Maryja Królową Polski o Polskę wierną Bogu, Krzyżowi i Ewangelii oraz o wypełnienie Jasnogórskich Ślubów Narodu.

BIAŁYSTOK – O godz. 13.30 wyruszymy sprzed Katedry (ul. Kościelna 2), przejdziemy Rynkiem Kościuszki, ul. Lipową do Bazyliki Mniejszej p. w. św. Rocha.

POZNAŃ – początek o godz. 12.30 Msza Święta za Ojczyznę w Sanktuarium Bożego Ciała przy ul. Krakowskiej. Po Mszy Świętej Pokutny Marsz Różańcowy poprowadzi Ojciec Jerzy Garda. Zakończenie u Ojców Franciszkanów w Sanktuarium Matki Boskiej w Cudy Wielmożnej na Wzgórzu Przemysła.

=================================

ZAMOŚĆ –  o godz. 15.00 Koronka do Miłosierdzia Bożego, po modlitwie wyruszy spod kościoła św. Katarzyny Pokutny Marsz Różańcowy.

Msza Święta za Ojczyznę w Kościele Rektoralnym Świętej Katarzyny, ul. Kolegiacka 3 o godz. 17.00

Kościół św. Katarzyny, pl. Jaroszewicza Jana, Zamość - zdjęcia
Share

Kategorie Białystok, Msze św. za Ojczyznę, Pokuta, Pokutne Marsze Różańcowe, Poznań, Zamość Tagi Białstok, Jasnogórskie Śluby Narodu, Krucjata Różańcowa za Ojczyznę, modlitwa za Ojczyznę, Msza Święta za Ojczyznę, Pokuta, Pokutny Marsz Różańcowy, Poznań, różaniec za Ojczyznę, Zamość

Spożywanie wegańskich burgerów. Ryzyko zawału i udaru mózgu wzrastało o 15 procent.

Spożywanie wegańskich burgerów jest obarczone ryzykiem? Na to wygląda

Anna Troska 18-07-2024, farmer/spozywanie-weganskich-burgerow-jest-obarczone-ryzykiemZdaniem naukowców jedną z przyczyn takiego stanu rzeczy jest wysoka zawartość w tego typu żywności różnego rodzaju polepszaczy i konserwantów z solą, tłuszczami i cukrem włącznie, fot. Shutterstock

Zdaniem naukowców jedną z przyczyn takiego stanu rzeczy jest wysoka zawartość w tego typu żywności różnego rodzaju polepszaczy i konserwantów z solą, tłuszczami i cukrem włącznie,

Na łamach prestiżowego Lancet Regional Health pojawił się artykuł wskazujący, że wśród osób codziennie konsumujących wegańskie zamienniki mięsa ryzyko zablokowania naczyń krwionośnych serca wzrastało o 7 procent, a ryzyko zgonu aż o 15 procent.

Przeciwnicy spożywania mięsa starają się przekonać społeczeństwo, że produkty roślinne imitujące mięso są jego zamiennikami, choć pod kątem składników odżywczych produkty te w żaden sposób nie przystają do tego określenia. Ponadto produkty roślinne przedstawiane są często jako zdrowsze i korzystniejsze dla planety, choć głosiciele tych tez niekoniecznie chcą dzielić się argumentami na ich potwierdzenie.

Jak podaje Związek Polskie Mięso, sprawdzeniem teorii dotyczącej korzyści zdrowotnych płynących ze spożycia produktów imitujących mięso zajęli się naukowcy, którzy opublikowali wyniki swoich badań na łamach prestiżowego Lancet Regional Health.

Roślinne zamienniki mięsa to żywność wysokoprzetworzona

Badania przeprowadzono na grupie 118 tysięcy mieszkańców Wysp Brytyjskich w wieku 40-69 lat. Naukowcy z Uniwersytetu Sao Paulo, Imperial College i Międzynarodowej Agencji Badań nad Rakiem przeanalizowali dokładnie diety badanych oraz zgromadzone przez lata ich życia wyniki szpitalnych i lekarskich kartotek oraz rejestry zgonów.

Samą żywność – zarówno mięso, jak i wyroby zbożowe, roślinne i słodycze podzielono na dwie kategorie: 1 – ultraprzetworzone i 2 – proste. Następnie wszystkie dane poddano szczegółowym analizom, które pozwoliły na połączenie chorób sercowo-naczyniowych i udarów mózgu z rodzajem spożywanej żywności.

„Okazało się, że w grupie osób spożywających żywność ultraprzetworzoną, do której zaliczono m.in. wegańskie burgery, takież kiełbaski i wegańskie ciasta oraz chipsy, ryzyko zawału i udaru mózgu wzrastało o 15 procent” – zaznacza ZPM.

Zdaniem naukowców jedną z przyczyn takiego stanu rzeczy jest wysoka zawartość w tego typu żywności różnego rodzaju polepszaczy i konserwantów z solą, tłuszczami i cukrem włącznie.

Analogi nabiału i mięsa jednak nie są takie dobre

Tak dla owoców i warzyw, ale świeżych

„Co ciekawe, wśród osób codziennie konsumujących wegańskie zamienniki mięsa ryzyko zablokowania naczyń krwionośnych serca wzrastało o 7 procent, a ryzyko zgonu aż o 15 procent – w przeciwieństwie do konsumpcji świeżych owoców i warzyw, które redukowały ryzyko chorób sercowo naczyniowych o około 7 procent” – wskazuje ZPM.

Wygląda na to, że protesty branży mięsnej przeciwko wprowadzaniu w błąd konsumentów przez producentów roślinnych „zamienników” mięsa ma głębsze uzasadnienie, niż wydawało się do tej pory.

„Oczywiście jesteśmy zwolennikami zróżnicowanej diety, w której obok wysokojakościowego mięsa zawsze znajdzie się miejsce na zdrowe warzywa i owoce, do czego wszystkich namawiamy” – podkreśla Związek.

Wystrugani ze zgniłego banana.

Wystrugani ze zgniłego banana.

Izabela BRODACKA

Od dawna panuje przeświadczenie, że do polityki dobierani są ludzie na zasadzie selekcji negatywnej. Jest to zjawisko przede wszystkim z pogranicza socjologii, psychologii oraz ekonomii. Podobnie było z zawodem nauczyciela za czasów PRL. Do zawodu nauczyciela wchodziło się – jak twierdzono – poprzez selekcję negatywną gdyż pensje nauczycieli były tak niskie, a praca tak wyczerpująca, że kto mógł uciekał od tego zajęcia. Poza tym na wydziałach przyrodniczych obok specjalności teoretycznej i doświadczalnej istniała sekcja ogólna, którą wybierali z konieczności najsłabsi studenci. Przy pewnych staraniach mogli oni stać się w przyszłości dobrymi nauczycielami choć – zgodnie z przeświadczeniem ogółu – bez cienia talentu czyli tej iskry bożej, dzięki której nadawaliby się do uprawiania nauki.

Zawód naukowca cieszył się wówczas dużym społecznym poważaniem i dawał szanse na wyrwanie się z szarego socjalistycznego świata, wyjazdów a nawet przeniesienia się na upragniony Zachód. Zawód nauczyciela był na dole listy społecznego prestiżu choć dla wielu nauczycieli z powołania było to zapewne krzywdzące. Podobnie było w szkołach muzycznych i konserwatoriach. Osoby bez prawdziwego talentu muzycznego, które tam przypadkiem trafiły z konieczności uczyły potem w szkołach i ogniskach muzycznych.

Zawód polityka nie cieszy się obecnie społecznym prestiżem pomimo związanych z nim przywilejów. Jak mawiał Bismarck „ludzie nie powinni wiedzieć jak się robi kiełbasę i jak się uprawia politykę”.

I faktycznie jeżeli młody człowiek mówi, że chciałby zostać zawodowym politykiem odbierane jest to podobnie jak deklaracja, że chciałby pracować w rzeźni. Polityka traktowana jest jako brudna i niemoralna gra, w której udziału przyzwoity człowiek powinien unikać.

Osobnym problemem jest celowy dobór kadr do polityki. Polityk, który okrzepł w swoim zawodzie otacza się na ogół ludźmi wiernymi ale miernymi. Nie będzie przecież ryzykował, że ktoś okaże się od niego lepszy i zdystansuje go w hierarchii partyjnej.

Podobne zjawisko może występować również w innych dziedzinach ludzkiej działalności. W nauce – gdy znany i uznany naukowiec eliminuje kandydatów na asystenta potencjalnie od niego lepszych, w medycynie – gdy to samo robi ordynator, czy w wydawnictwie albo w teatrze.

Wprowadzenie systemu grantów niewiele w polskiej nauce zmieniło na lepsze, a nawet sytuację nauki paradoksalnie pogorszyło. Przyznawanie grantów nie ma wbrew pozorom nic wspólnego z realną oceną osiągnięć danego naukowca, jest to gra oparta na wymianie wzajemnych usług, najważniejszym celem placówki naukowej jest utrzymanie się na powierzchni w sensie ekonomicznym, a deklarowanie woli poszukiwania prawdy w czasach ponowoczesnych stało się wręcz humorystyczne.

Trudno sobie jednak wyobrazić, że do instytutów naukowych i innych placówek badawczych celowo przyjmowałoby się ludzi najgłupszych, najbardziej niemoralnych i sprzedajnych. Sprzedajność naukowców realizuje się poprzez ich podporządkowanie obowiązującym ideologicznym paradygmatom – wbrew ich prywatnym poglądom i co gorsza wbrew faktom. Żaden czynny naukowiec nie odważy się obecnie negować paradygmatu globalnego ocieplenia, co najwyżej będzie się wykręcał od jednoznacznych wypowiedzi.

Podobnie żaden lekarz, który nie chce narazić się na wykluczenie z zawodu, nie wypowiada się publicznie na temat ryzyka związanego ze szczepionkami przeciwko Covid-19. W najlepszym przypadku prywatnie odradza je pacjentom.

Tymczasem nasza klasa polityczna robi wrażenie celowo rekrutowanej przy użyciu selekcji negatywnej to znaczy celowego wyboru najgłupszych, najbardziej niemoralnych i sprzedajnych. Warto spróbować to wytłumaczyć bez użycia teorii spiskowych. Wprawdzie posłów na Sejm czy europosłów wybierają jak wiadomo obywatele, wybierają ich jednak spośród ludzi już wybranych, w ramach preselekcji, jaką jest tworzenie partyjnych list.

Człowiek, który ma dobry zawód, albo prawdziwą życiową pasję nigdy nie zgodzi się tracić czasu na noszenie teczki za partyjnym liderem niezależnie od tego jaką partię ten lider reprezentuje i jakie poglądy aktualnie głosi. Zawód polityka wybierają więc najczęściej ludzie mierni, który widzą w nim jedyną szansę na urządzenie się w życiu. Brak jest również związanych z polityką wielkich osobowości – ludzi, którzy mają własną wizję rozwoju kraju. Ci których przedstawia się jako wielkie osobowości czy postacie historyczne zostali najczęściej wykreowani, czyli jak mówi Stanisław Michalkiewicz wystrugani z banana. Dodam, że ze zgniłego banana.

Kreuje się ich lansuje, napompowuje ich żałosne ego tylko po to aby zdobyli pozycję społeczną i mogli służyć czyimś interesom grupowym. Pół biedy jeżeli jest to tylko interes jakiejś frakcji politycznej czy nawet przestępczej grupy interesu. O wiele gorzej gdy za judaszowe srebrniki politycy służą wrogom naszego kraju czy strukturom wobec kraju nadrzędnym, w których nasz kraj jest obszarem do zagospodarowania a jego obywatele jeszcze mniej liczącymi się pionkami, florą i fauną tego obszaru. Dziwne natomiast jest, że obywatele, którzy przeżyli czasy realnego socjalizmu i umieli sobie poradzić z jego orwellowskim językiem, dają się obecnie nabierać na tak prymitywne zabiegi socjotechniczne.

Nie do pojęcia dla mnie jest w jaki sposób Wałęsa, prymitywny cwaniak, postać wręcz humorystyczna, mógł zostać wykreowany na opatrznościowego męża stanu. Tym bardziej nie do pojęcia jest dlaczego ujawnienie, że był on zwykłym tanim donosicielem nie zmieniło w oczach wielu oceny jego postaci.

Nie do pojęcia jest również jak można poważnie traktować kłamliwego Pinokia skompromitowanego wieloma aferami, choćby dementi rządu Kataru w sprawie rzekomego zakupu stoczni, aferą hazardową, czy aferą Amber Gold. 35 lat prania mózgów w rzekomo wolnej Polsce bardziej zaszkodziło jak widać stanowi społecznej świadomości niż 70 lat komunistycznej propagandy za czasów realnego socjalizmu.

Można powiedzieć, że straciliśmy jako zbiorowość instynkt samozachowawczy.

Krwawa jatka w szpitalu dla dzieci

[aktorów im nie brakuje; ścisłej – statystów md]

ayden @squatsons

“We have to make the children’s hospital look like a massacre for all the stupid morons who buy our bullshit propaganda” – Ukrainian government

Zdjęcie

Rozpustnik Rupnik ciągle hołubiony a jego „dzieła”zamawiane w „kościele postępu”. Biskup błogosławi !!

Biskup błogosławi nowe (!) mozaiki autorstwa ks. Marko Rupnika gloria/rupnik/tworzy

Ks. Marko Rupnik, były jezuita oskarżony o seksualne wykorzystywanie dziesiątek zakonnic, nie zaprzestał działalności, ale kontynuuje ją w cieniu. Jak donosi Federica Tourn na appunti.substack.com (12 lipca), po prostu zostawia innym, aby pojawili się w jego miejsce.

26 maja biskup Corrado Pizziolo, lat 74, z Vittorio Veneto we Włoszech, zainaugurował nowe mozaiki w kościele Santa Maria delle Grazie w Conegliano.

Mozaiki Rupnika, które zajmują 160 metrów kwadratowych, znajdują się w absydzie kościoła i w kilku innych miejscach. W inauguracji wziął udział miejscowy burmistrz i kilku księży.

Rupnik został uznany winnym w procesie kościelnym za rozgrzeszenie podczas spowiedzi. jednej ze swoich kochanek Franciszek nie mógł go nie ukarać. Obecnie toczy się kolejny proces kanoniczny.

[te jego postaci z czarnymi dziurami zamiast oczów – rozlazły się po całym „postępowym kościele”. md ]

Friday Funnies: Our economy is in excellent shape; yours, on the other hand…

Friday Funnies: It’s a Slippery Slope

All the world’s a stage, and Enshittification continues to progress

Robert W Malone MD, MS Jul 19, 2024



(Newsmax is now reporting that Biden has agreed to step down).












https://www.youtube-nocookie.com/embed/ysdQOEdfefg?rel=0&autoplay=0&showinfo=0&enablejsapi=0








Who is Robert Malone is a reader-supported publication. To receive new posts and support my work, consider becoming a free or paid subscriber.



“This is the biggest IT failure in world history”

Just in case you haven’t heard, Allegiant, American, Delta, United Airlines, and many more airlines have issued a „ground stop” for all of their flights – including international. No current updates as to when the ground stop will be lifted on most of these airlines.

The impact of the IT issues on media/internet and banks is unknown at this time. Both Microsoft and CrowdStrike have experienced „outages.”

The MS Azure status page now says that the issues have been resolved.

Hospital systems in the USA are now reported disturbances and outages.

U.K.: the National Health Service’s appointment system is disrupted, broadcaster Sky News went off air, and railway firms reported delays due to „widespread” technology issues, per the BBC. Clearly, this is a developing story.

Thousands of Windows machines are experiencing a Blue Screen of Death (BSOD) issue at boot today, impacting banks, airlines, TV broadcasters, supermarkets, and many more businesses worldwide. A faulty update from cybersecurity provider CrowdStrike is knocking affected PCs and servers offline, forcing them into a recovery boot loop so machines can’t start properly. CrowdStrike is widely used by many businesses worldwide for managing the security of Windows PCs and servers.

Australian banks, airlines, and TV broadcasters first raised the alarm as thousands of machines started to go offline. The issues are now spreading, as businesses based in Europe are starting their working days. UK broadcaster Sky News was unable to broadcast its morning news bulletins for hours this morning, and was showing a message apologizing for “the interruption to this broadcast.” Ryanair, one of the biggest airlines in Europe, also says it’s experiencing a “third-party” IT issue, which is impacting flight departures.

On a personal level, we are supposed to fly from Athens to Chicago to Virginia tomorrow. I am not looking forward to long delays. Bleh

PsyWar: I believe that the weak link to modern communications and transport is the total reliance upon the Internet.

Supply chain issues will only increase as the enshittification of the entire web ecosystem continues unabated.

Who owns Crowdstrike

Based on the provided search results, CrowdStrike Holdings, Inc. is a publicly traded company listed on the Nasdaq stock exchange under the ticker symbol CRWD. As a result, there is no single individual or entity that owns CrowdStrike. Instead, the company is owned by its shareholders, who collectively hold shares of its Class A common stock.

As of the latest available information, CrowdStrike has a diverse shareholder base, including institutional investors, individual investors, and employees of the company through equity compensation plans. The company’s largest shareholders include institutional investors such as The Vanguard Group, Inc., BlackRock, Inc., and State Street Corporation, as well as individual investors and executives.

The company’s executive team, led by CEO George Kurtz, also holds significant ownership stakes in CrowdStrike. According to the search results, George Kurtz is the CEO and founder of CrowdStrike, and he has been instrumental in driving the company’s growth and success.

Here is a summary of the key ownership information:

  • CrowdStrike Holdings, Inc. is a publicly traded company listed on the Nasdaq stock exchange (CRWD)
  • No single individual or entity owns the company; instead, it is owned by its shareholders
  • The company has a diverse shareholder base, including institutional investors, individual investors, and employees through equity compensation plans
  • George Kurtz, CEO and founder, holds a significant ownership stake in the company

Enshittification is a pattern where online services and products experience a decline in quality over time. It is observed as platforms transition through several stages: initially offering high-quality services to attract users, then shifting to favor business customers to increase profitability, and finally focusing on maximizing profits for shareholders at the expense of both users and business customers. This process results in a significant deterioration of the user experience. A variety of platforms have been described as examples of this, including Airbnb, Amazon, Facebook, Google Search, Twitter, Netflix, Bandcamp, YouTube, Reddit, Uber, and Unity.

The neologism „enshittification” was coined by writer Cory Doctorow in November 2022 to describe this phenomenon. The American Dialect Society recognized the term’s relevance and impact by selecting it as its 2023 Word of the Year. Doctorow has also referred to this concept as platform decay, emphasizing the inevitable decline in service quality due to these profit-driven changes.

According to Cory Doctorow:

Here is how platforms die: first, they are good to their users; then they abuse their users to make things better for their business customers; finally, they abuse those business customers to claw back all the value for themselves. Then, they die. I call this enshittification, and it is a seemingly inevitable consequence arising from the combination of the ease of changing how a platform allocates value, combined with the nature of a „two sided market”, where a platform sits between buyers and sellers, hold each hostage to the other, raking off an ever-larger share of the value that passes between them.






Factchecked: True

==================================


Scheduled for end of September 2024. Pre-purchase link here.

Słowacja: Minister kultury nawraca naród do normalności

Słowacja: Minister kultury nawraca naród do normalności

gloria.tv/slowacja

„My, heteroseksualiści, tworzymy przyszłość, ponieważ rodzimy dzieci. Europa umiera, dzieci nie rodzą się z powodu nadmiernej liczby osób LGBTQ+” – powiedziała Martina Šimkovičová, słowacka minister kultury.

„Żyjemy w amoralnych czasach” – oświadczyła.

Peter Weisenbacher, homoseksualny propagandysta, złożył „skargę karną” przeciwko minister do prokuratury, twierdząc, że jej uwagi były „rasistowskie” i „antysemickie”. Tymczasem: Zgodnie z religią żydowską, ci, którzy angażują się w grzechy homoseksualne, muszą zostać ukarani (Kpł 20:13).

W innym wywiadzie minister powiedziała, że „jesteśmy chorym społeczeństwem”.

W styczniu Šimkovičová ogłosiła, że słowackie Ministerstwo Kultury zdecydowało, że homoseksualni propagandyści „nie będą już pasożytować na pieniądzach Ministerstwa Kultury”, dodając, że jej plany miały na celu „powrót do normalności”.

Wicemarszałek parlamentu Andrej Danko z koalicyjnej Słowackiej Partii Narodowej oświadczył niedawno, że słowackie Ministerstwo Kultury nie będzie już finansować filmów poruszających „tematy przekraczające granice moralne i etyczne”, w tym filmów propagandowych o tematyce homoseksualnej.

Bp Strickland: W ciągu ostatniego stulecia Kościół tracił swój głos na skutek metodycznej infiltracji.

Bp Joseph Strickland: Żyjemy w czasach milczących pasterzy. Swoją apatią zdradzają Chrystusa

pch24.pl/bp-strickland-zyjemy-w-czasach-milczacych-pasterzy-zdradzaja-chrystusa

((Joseph Strickland. FOT.: EWTN/YouTube))

Żyjemy w czasach milczących pasterzy, którzy nigdy nie wypowiadają ani słowa. Dla wielu z nich zdrada ma formę cichej apatii, ponieważ wydaje się, że nie ma niczego, co kochają na tyle, by skłonić ich do działania – zauważa były biskup Tyler w Teksasie, Joseph Strickland w przesłaniu na tegoroczny Kongres Eucharystyczny w USA.

W ocenie hierarchy, w ciągu ostatniego stulecia Kościół katolicki stopniowo tracił swój głos na skutek metodycznej infiltracji. – Atak zaowocował formacją słabych, skompromitowanych i milczących duchownych – zdrajców – podkreślił.

– Żyjemy w czasach milczących pasterzy, którzy nigdy nie wypowiadają ani słowa. Dla wielu z nich zdrada ma formę cichej apatii, ponieważ wydaje się, że nie ma niczego, co kochają na tyle, by skłonić ich do działania – lub niczego, co kochają na tyle, by skłonić ich do wołania lub próby powstrzymania zdrady – zauważył amerykański biskup.

Hierarcha ocenił, że zdradziecki „palec szatana” można dostrzec szczególnie w kryzysie nadużyć seksualnych. Za najbardziej wyraźny przykład zdrady Pana Boga i Jego Kościoła bp Strickland uważa sprawę byłego kardynała Theodore’a McCarricka. – Jego historia jest przykładem zdrady na niespotykaną dotąd skalę. Osoby sprawujące władzę w hierarchii kościelnej opływały w złoto, jednocześnie molestując seminarzystów i płacąc im za milczenie – przypomina.

– Minęły dekady, a mimo to niewiele się zmieniło. W rzeczywistości żyjemy teraz pod rządami papieża, w którym tacy duchowni nie tylko działają bez przeszkód, ale często są nagradzani – ocenił bp Strickland. Jako przykład rażących zaniedbań podał też sprawę słoweńskiego artysty Marko Rupnika, który został wydalony z zakonu jezuitów, kiedy światło dzienne ujrzał, trwający przez dziesięciolecia, zbrodniczy proceder wykorzystywania seksualnego zakonnic.

– Rupnik został oskarżony o seksualne wykorzystywanie około 30 sióstr zakonnych. Obecnie jednak nadal jest aktywnym księdzem (obecnie inkardynowanym do diecezji Koper w Słowenii po zwolnieniu z jezuitów), mieszka i pracuje w Rzymie jako dyrektor artystyczny i dziekan teologii w Centro Aletti – przypomniał bp Strickland. – Rupnik to tylko jeden z wielu zdrajców, którzy nadal otrzymują pełną ochronę Watykanu, podczas gdy wielu innych wiernych księży, biskupów i kardynałów jest uciszanych czy odwoływanych z urzędu – ocenił hierarcha.

Były biskup diecezji Tyler w Teksasie podnosi również kwestię zdrady Magisterium Kościoła Katolickiego. W jego ocenie w dzisiejszym Kościele panuje duch powszechnej zdrady, wyrażający się w ustępowaniu zdrowej katolickiej nauki laickim prądom myślowym. Jeden z oczywistych problemów, o którym się nie mówi (elephant in the room) stanowi w ocenie biskupa kwestia homoseksualizmu.

– Obecnie mamy do czynienia z sytuacją, w której wiele osób na wysokich stanowiskach w Kościele celebruje, a nawet gloryfikuje ten styl życia, który prowadzi dusze na zatracenie – zauważa bp Strickland. W tym kontekście wymienia działalność Jamesa Martina SJ, który agituje na rzecz postulatów lobby LGBT przy pełnym poparciu Watykanu. Amerykański jezuita często promuje teologów – również protestanckich – wzywających do akceptacji grzechów homoseksualnych i zmianę nauczania Kościoła w tej kwestii.

Bp Strickland wskazuje również na deklarację Dykasterii Nauki Wiary Fiducia supplicans. Jak zauważa, dokument wzmógł chaos doktrynalny, „otwierając drzwi do potencjalnego błogosławieństwa związków homoseksualnych”, co było nie do pomyślenia nawet 50 lat temu.

– Dokument ten był otwartym zaproszeniem dla diabła, aby ścigał dusze, które są zdezorientowane przez Kościół, w którym wielu duchownych nie jest już zakotwiczonych w Świętym Depozycie Wiary, ale zamiast tego starają się zmodernizować nauki, aby zagłuszyć sumienia współczesnych dusz – podkreślił.

Amerykański biskup obawia się, że na skutek tak powszechnej zdrady Chrystusa w samym Kościele „szybko zbliżamy się do czasu, kiedy lina Miłosierdzia zostanie zastąpiona sznurem Sprawiedliwości”.

– Konieczne jest, abyśmy w tym czasie przygotowali się do częstej spowiedzi, częstej Mszy Świętej i przyjmowania Świętej Eucharystii oraz wzmożonej miłości do innych, abyśmy mogli powitać naszego Pana Jezusa pocałunkiem miłości, a nie pocałunkiem zdrady – konkluduje biskup w swoim przesłaniu.

Źródło: lifesitenews.com
PR

https://pch24.pl/vigano-szybko-ekskomunikowany-a-mccarrick-i-heretycy-czuja-sie-w-nim-swietnie-bp-strickland-pietnuje-hipokryzje-watykanu/embed/#?secret=41fZ9mraEr#?secret=GU9lIwZVop

Mit synodalności. Volk Ducha Czasu rozpoczyna Rewolucję. Dokument Stolicy Apostolskiej jest bezbrzeżnym pustosłowiem

Mit synodalności. Volk Ducha Czasu rozpoczyna Rewolucję

Paweł Chmielewski pch/mit-synodalnosci-volk-ducha-czasu-rozpoczyna-rewolucje

(Oprac. PCh24.pl/GS)

Najnowszy dokument Stolicy Apostolskiej o synodalności jest w większości bezbrzeżnym pustosłowiem; ale organizatorzy Synodu ogłosili, że tak po prostu musi być. Prawdziwe decyzje podejmą specjalne Komisje Synodalne, a klucz będzie prosty: Duch (?) objawia się w czasie.

Przeczytałem w życiu wiele dokumentów kościelnych; nigdy dotąd nie odczuwałem jednak tak wielkiego zażenowania, jak podczas lektury najnowszego Instrumentum laboris Synodu o Synodalności. To bardzo bolesne patrzeć, jak nisko upadła w Kościele katolickim dyscyplina intelektualna; jak bardzo Rzym jest zagubiony we współczesności; jak ślepo miota się, zupełnie nie wiedząc, co zrobić i dokąd się skierować. Po lekturze tego przydługiego tekstu – w PDF ma 60 stron – każdy dostrzeże, że w ujęciu jego autorów tego tekstu synodalność nie jest wcale wielkim projektem: ci, którzy stworzyli Instrumentum laboris, nie potrafią wydobyć z synodalności nie tylko szansy na odnowę Kościoła, ale nie są zdolni nawet do tego, by nadać jej jakąkolwiek w ogóle moc reformistyczną.  

Nie; Instrumentum laboris jest dziełem po prostu głupim – napisanym przez ludzi, którzy bełkoczą bez sensu, odmieniając przez wszystkie przypadki słowa zasłyszane w demokratycznych nadajnikach inkluzywnych społeczeństw liberalnych, przemieszane z kościelną nowomową. Partycypacja, udział, transparentność, zmiana, przemiana, dynamika, relacja, partnerstwo, włączanie, akceptacja, reforma, synodalne nawrócenie, perspektywa misyjna, perspektywa synodalna, tożsamość chrzcielna każdego i każdej… Na pierwszych 40 stronach tekstu nie ma dosłownie żadnej treści; później pojawia się kilka bardziej konkretnych elementów, jakkolwiek zaczerpniętych głównie z poprzednich dokumentów synodalnych. To w sumie więcej niż żałosne.

Po lekturze byłbym zatem zupełnie załamany, gdyby nie jeden kluczowy fakt: Instrumentum laboris jest głupie, bo może być głupie; jego redakcję można było powierzyć nawet dziecku, jako że dokument nie ma po prostu żadnego znaczenia. Zgodnie z przyjętymi procedurami powinien wprawdzie stanowić fundament dalszej dyskusji, ale… tak nie będzie. Wyjaśnił to sam Sekretarz Generalny instytucji Synodu Biskupów, a zatem formalnie główny organizator Synodu o Synodalności, kardynał Mario Grech. Podczas prezentacji Instrumentum laboris zapowiedział, że wkrótce zostanie opublikowana „pomoc teologiczna”, która zawrze w sobie podsumowanie i omówienie Instrumentum laboris – i to właśnie ona będzie wskazywać, co dalej. Mówiąc krótko: Watykan dobrze wie, że 60-stronicowe Instrumentum laboris nie nadaje się do lektury, dlatego przygotuje krótszy i bardziej konkretny tekst; dopiero ten będzie przedłożony do faktycznej lektury biskupom i świeckim zaangażowanym w proces synodalny.

Na tym jednak nie koniec, bo tak naprawdę… cały Synod o Synodalności nie ma już kompletnie żadnego sensu. Proszę nie myśleć, że ten radykalny osąd jest wynikiem uprzedzeń autora tego tekstu, bynajmniej. Mam na to twarde dowody i spieszę z ich przedstawieniem.

Jak pamiętają Czytelnicy, papież Franciszek ogłosił Synod o Synodalności w roku 2021. Miał składać się zasadniczo z trzech faz: zbierania opinii ludzi w diecezjach (etap krajowy), omawiania ich w ramach kontynentów (etap kontynentalny), przetworzenia ich na zjeździe w Rzymie zakończonym wydaniem dokumentu finalnego (etap powszechny). Później papież, biskupi, księża i świeccy mieli zacząć wdrażać w życie synodalne postanowienia i Kościół miał rozpocząć erę wielkiej szczęśliwości i prosperity. Odzwierciedlało to jeden do jednego metodę przeprowadzania reform, jaką zaproponowali Kościołowi biskupi Niemiec w roku 2020.

W trakcie 2023 roku zapadła jednak decyzja, by w sposób zasadniczy zmienić ten modus operandi. Przyczyn, dla których tak było, jest wiele i nie mam tu miejsca, by je wszystkie wymienić. Dość powiedzieć, że papież Franciszek i jego najbliższe otoczenie doszli do wniosku, że ten trójstopniowy program po prostu się nie sprawdzi. W tym momencie Synod o Synodalności stał się żywym trupem. Biskupi i świeccy zebrali się w Rzymie jesienią ubiegłego roku, ale nie postanowili zupełnie niczego. Ich dokument końcowy był pozbawiony treści. Co więcej, papież kompletnie zlekceważył ich debaty: choć na rzymskim spotkaniu bardzo wiele uwagi poświęcono moralności seksualnej, już dwa miesiące później Franciszek i kard. Victor Manuel Fernández ogłosili deklarację Fiducia supplicans, której nie omówili nawet z Kurią Rzymską. Deklaracja wprowadziła radykalną reformę w postaci zgody na błogosławienie par LGBT, co wywołało w Kościele prawdziwe trzęsienie ziemi, a biskupi na całym świecie nie mogli zrozumieć, dlaczego papież to zrobił i jak to połączyć z „synodalnym wsłuchiwaniem się” w głos innych.

W lutym tego roku Franciszek ogłosił powołanie 10 Komisji Synodalnych. Taki twór nie był przewidziany w procesie synodalnym. Komisje mają zająć się różnymi tematami szczegółowymi, które „pojawiły się” w debatach synodalnych. Diakonat i kapłaństwo kobiet, celibat, relacje władzy w Kościele, rola biskupa, rola papieża, moralność seksualna, różnorodność doktrynalna, ekumenizm – słowem, wszystko. Opisywałem te komisje w PCh24.pl wskazując, że ich powołanie może być przygotowaniem do quasi-soborowej reformy Kościoła: albo do zwołania faktycznego III Soboru Watykańskiego, albo do przeprowadzenia gruntownej przebudowy katolicyzmu bez formalnego zwoływania soboru. Powołanie tych Komisji zostało w większości mediów kompletnie zignorowane, tak, jakby nie chodziło o nic ważnego; część publicystów liberalnych uznała nawet, że to triumf konserwatystów, bo papież „wyjmuje” gorące tematy z procesu synodalnego i chce je „utopić” w tych komisjach. Bynajmniej.

Razem z Instrumentum laboris pojawiła się lista członków wszystkich z dziesięciu komisji. Lista pokazuje, że mowa jest o niezwykle poważnym przedsięwzięciu, które jest ewidentne nakierowane na to, by doprowadzić do konkretnych rezultatów. W każdej z dziesięciu komisji zasiadają kardynałowie Kurii Rzymskiej oraz eksperci teologiczni. Przewijają się tu bardzo znane liberalne nazwiska: Jean-Claude Hollerich, Michael Czerny, Jose Cobo Cano, Joseph Tobin, Luis Antonio Tagle, Joao Braz de Aviz, Felix Genn, Ulrich Steiner, Oswald Gracias, Filippo Iannone, Nathalie Becquart, Maurizio Chiodi, Piero Coda… Gdyby 10 Komisji Synodalnych miało służyć do „utopienia” progresywnych postulatów, nie byłoby tak silnie nasycone ludźmi, którzy – jak Hollerich, Steiner czy Chiodi – są rewolucjonistami pełną gębą. Organizatorzy Synodu o Synodalności poinformowali, że 10 Komisji Synodalnych przygotuje swoje analizy „wychodząc” od tego, co mówiono na synodzie, a następnie do czerwca 2025 roku przedłoży konkretne propozycje reform papieżowi. Na tym nie koniec: pracy 10 Komisji Synodalnych będzie towarzyszyć praca specjalnego zespołu ds. reformy prawa kanonicznego, tak, by przygotowane przez Komisje reformy miały umocowanie formalnoprawne. Propozycje reformy KPK zostaną przedstawione w październiku 2025 roku.

Oznacza to wszystko, że Synod o Synodalności zakończy się jesienią 2024 roku – i trafi na śmietnik historii. Kościół, owszem, zostanie gruntownie przebudowany, ale tak żmudnie zbierany głos zwykłych świeckich, księży czy nawet biskupów nie będzie mieć w tym wszystkim żadnego znaczenia.

O reformach zdecydują tylko i wyłącznie najbliżsi Franciszkowi kardynałowie Kurii Rzymskiej i skrzętnie dobrani eksperci teologiczni – oraz oczywiście sam papież, który z kardynałami Fernándezem i Parolinem u boku będzie w trakcie 2025 roku decydować o konkretnym kształcie reform.

Wrócę teraz do samego Instrumentum laboris. Tak jak pisałem na wstępie, 2/3 tego tekstu jest po prostu bełkotliwe. Jeżeli dokument ma jakąkolwiek wartość, to tylko taką, że przewija się w nim kilka absolutnie kluczowych „synodalnych” wątków, to znaczy punktów, które są ważne dla agendy reformistycznej od samego początku całego Synodu o Synodalności. Jakich? Mówiąc krótko: to po prostu niemiecka Droga Synodalna, ze wszystkimi jej tematami (- Zeitgeist jako źródło Objawienia; – nowa moralność seksualna; – nowa rola kobiet; – demokratyzacja władzy w Kościele; – radykalny ekumenizm; – agnostycyzm i relatywizm jako szczyt rozwoju chrześcijaństwa).

Jak to wygląda w praktyce? W Instrumentum laboris wielokrotnie pojawia się bezpośrednie lub częściej pośrednie odniesienie do koncepcji sensus fidei fidelium, czyli zmysłu wiary wierzących. Od 2021 roku na gruncie synodalnym funkcjonuje nowe rozumienie tej starej katolickiej nauki. Kościół głosił, że wierzący mają swoisty zmysł odróżniania tego, co katolickie, o ile tylko żyją w zgodzie z nauką Kościoła, przyjmują sakramenty, żyją modlitwą etc. Nowa koncepcja rozumienia sensus fidei fidelium przekreśla wszystkie te warunki: zdolność do wyróżniania tego, co katolickie, nabywa się jakoby na gruncie samego chrztu. To właśnie radykalna demokratyzacja: wszyscy są równi, nawet jeżeli żyją w stanie grzechu ciężkiego. Jako że Instrumentum laboris nieustannie mówi o „podróży” z chrześcijanami niekatolickimi oraz wyznawcami innych religii, przechodzi to w praktyce na jeszcze wyższy poziom: w istocie wszyscy ludzie nabywają zdolność do współkształtowania teraźniejszości i przyszłości Kościoła, na gruncie tego tylko, że są ludźmi. W ten sposób to właśnie Zeitgeist staje się nowym nauczycielem Kościoła. W punkcie 98 Instrumentum laboris mówi na przykład, że należy podejmować w Kościele decyzje wsłuchując się w głos absolutnie wszystkich, w tym społeczeństwa w ogóle oraz świeckich instytucji (sic).

Z tym wiąże się w sposób konieczny postawienie na piedestale agnostycyzmu i relatywizmu. Jeżeli Kościół katolicki ma odbywać wspólną podróż w odkrywaniu „prawdy” razem z niekatolikami i niechrześcijanami, a nawet z ateistami, to oznacza to po prostu, że „prawda” jest różnorodna i złożona, a zatem – że nie ogranicza się do tego, co zawarte w Objawieniu. Deus in fieri – Boga nie ma, Bóg się staje; wraz z Bogiem stają się dogmaty, doktryny i moralność, a synodalna podróż ze wszystkimi ludźmi (Fratelli tutti) jest narzędziem uświadamiania sobie przez człowieka tego stawania się. W tym procesie Kościół przechodzi głębokie przemiany, odrzucając coraz więcej ze swoich tradycji, które „martwieją” i tracą „życie”, o ile nie są podatne na wewnętrzną transformację. Uniwersalną etykę chrześcijańską zastępuje ostatecznie świecki Weltethos: to, co za słuszne uznaje hic et nunc ludzkość. W każdej epoce może to być coś innego.

Papież Franciszek w Laudato si’ pisał o swoich marzeniach dla Kościoła. O tym, jaki Kościół powinien być. Der Mythus des 21. Jahrhunderts? Chyba tak, bo tak jak u Rosenberga prawdą było to, co wyznawał u progu XX stulecia niemiecki Volk, tak dziś prawdą jest to, co wyznaje Volk synodalny, zwany Ludem Bożym prowadzonym przez Ducha (People of God led by the Spirit).

O nowej moralności seksualnej Instrumentum laboris nie mówi wprost; ten ważny dla niemieckiej Drogi Synodalnej wątek jest jednak implicite zawarty w postulacie wsłuchiwania się w Zeitgeist, czemu zresztą Franciszek już dał wyraz, ogłaszając Fiducia supplicans: błogosławienie par LGBT nie ma żadnego uzasadnienia w Piśmie ani Tradycji, a wyłącznie w duchu czasu. O ekumenizmie, demokratyzacji władzy – już owszem, tu pojawiają się konkrety. Na koniec zwrócę uwagę na ten ostatni aspekt, bo ostatecznie przecież zawsze chodzi o to samo: o to kto podejmuje decyzje i jak to robi.

W Kościele synodalnym, jak mówi punkt 67, władza ma należeć do ludu. Nie w tym sensie, by usuwać biskupa; bynajmniej, na to nie pozwala hierarchiczna „konstytucja” Kościoła. Biskup dalej ma mieć pełnię władzy, tyle, że nie powinien jej używać. Według punktu 68 biskup winien skonsultować każdą ważniejszą decyzję z kolektywem wiernych, który to kolektyw wybiorą zresztą sami wierni; jeżeli pojawi się konsensus – powinien postąpić w zgodzie z nim. Gdyby uczynił inaczej, zerwałby relację ze wspólnotą, a to oznaczałoby, że przestałby być synodalny. Niesynodalny biskup w synodalnym Kościele jest, można rzec, schizmą bytu; można się domyślić, że zostanie więc wypluty.

Jako że mottem synodalności jest „jedność w różnorodności”, ma być mniej jedności, a więcej różnorodności. Punkt 97 mówi, że trzeba obdarzyć konferencje episkopatu nowym autorytetem doktrynalnym, tak, aby mogły podejmować swoje własne decyzje bazując na swojej własnej kulturze.

Synodalny Volk nie jest globalny; jest plemienny, dlatego wiara i moralność również będą plemienne. Należy „uznać konferencje episkopaty za podmioty eklezjalne obdarzone autorytetem doktrynalnym, przyjmujące społeczno-kulturową różnorodność w ramach Kościoła o wielu twarzach, preferujące takie formy wyrazu w liturgii, dyscyplinie, teologii i duchowości, jakie są właściwe dla różnych kontekstów społeczno-kulturowych”.

W Instrumentum laboris pojawia się też oczywiście wiele odniesień do nowej roli kobiet, zwłaszcza gdy idzie o święcenia diakonatu; mówi się również o tworzeniu kontynentalnych zgromadzeń biskupów, które byłyby kolejnym ograniczeniem władzy pasterza – już nie oddolnym poprzez synodalno-demokratyczny Volk, ale i odgórnym, poprzez kolektywy eklezjalne pozostające w dialogu ze społeczeństwem i świeckimi instytucjami (pkt. 98).

Pamiętajmy jednak, że te wszystkie zapisy Instrumentum laboris ostatecznie i tak nie mają znaczenia. Prawdziwym wyrazem woli ludu nie jest przecież lud, nawet Lud Boży: w naszym wypadku autentyczną wolę ludu wyraża 10 Komisji Synodalnych.

Swoje wnioski Komisje przedstawią w czerwcu 2025; i wtedy zacznie się prawdziwa Rewolucja.

Paweł Chmielewski

Prokuratura Ryżego w Oleśnicy: Plakat z prawdą o aborcji został „aresztowany”

Fundacja Pro-Prawo do życia 

Prokuratura w Oleśnicy wydała postanowienie o zatrzymaniu rzeczy, które policja siłą zabrała naszym wolontariuszom w trakcie pacyfikacji ulicznej akcji informacyjnej na temat aborcji. W ocenie prokuratury, megafon i transparent z napisem „Aborcja zabija. Szpitale nie są od zabijania” to przedmioty mogące pochodzić z przestępstwa lub których posiadanie jest zabronione! Plakat z prawdą o aborcji został więc „aresztowany” i jest przetrzymywany na komendzie policji w Oleśnicy. 
W pewnym sensie przypomina to trochę wydarzenia z czasów PRL, kiedy milicja „aresztowała” obraz Matki Bożej Częstochowskiej, aby nie można było pokazywać go publicznie. 
 Z jakiego „przestępstwa” miałyby pochodzić nasze rzeczy, skoro legalnie je kupiliśmy? Od kiedy posiadanie przedmiotów takich jak głośnik i baner jest zabronione? Dlaczego to się dzieje akurat w Oleśnicy? Bo to właśnie tutaj znajduje się
największy w Polsce ośrodek aborcyjny, w którym dzieci są abortowane za pomocą okrutnych metod przypominających tortury w obozach koncentracyjnych.
 Placówka ta znajduje się pod specjalną protekcją władz, które próbują uniemożliwić nam mówienie prawdy i ratowanie dzieci. 

Prokuratura i policja zatrzymują nasz sprzęt [foto]
Dwa tygodnie temu policja uniemożliwiła nam wyrażenie sprzeciwu wobec postępowania władz Oleśnicy, którym bardzo przeszkadza sprzeciw wobec masowych aborcji na dzieciach wykonywanych w oleśnickim szpitalu. Nasi wolontariusze zorganizowali legalne zgromadzenie pod Urzędem Miasta Oleśnicy, które zostało bezprawnie rozwiązane przez funkcjonariuszy. Policjanci odłączyli zasilanie od naszego nagłośnienia i siłą wyrwali banery z rąk naszych wolontariuszy, zatrzymując nasz sprzęt i wywożąc go na komendę.

Pacyfikację naszego zgromadzenia obserwowali przechodnie, którzy szydzili z naszych wolontariuszy i nie kryli zadowolenia z faktu, że uciszono akcję w obronie dzieci. Ale byli również ci sprawiedliwi, którzy okazywali poparcie dla naszej obecności i prosili nas o kontynuowanie walki o życie dzieci niezależnie od okoliczności.

Będziemy tę walkę kontynuować, gdyż szpital w Oleśnicy to obecnie największy ośrodek aborcyjny w Polsce. Musimy przeprowadzić kolejne akcje i publiczne różańce, jak również podjąć działania prawne.

Prokurator Rejonowy w Oleśnicy Beata Ciesielska wydała postanowienie o zatrzymaniu naszego sprzętu zabranego nam przez oleśnickich policjantów. W ocenie prokuratury:

„zatrzymanie rzeczy dokonane przez policjantów z KPP Oleśnica było w pełni uzasadnione możliwością ujawnienia i zabezpieczenia przedmiotów pochodzących z przestępstwa lub których posiadanie jest zabronione”.

Z jakiego „przestępstwa” może pochodzić nasz megafon i transparent z napisem „Aborcja zabija. Szpitale nie są od zabijania”, skoro po prostu legalnie kupiliśmy te przedmioty? 
Od kiedy samo posiadanie rzeczy takich jak megafon i baner jest zabronione?  Absurdalna decyzja prokuratury mnoży pytania, na które trudno znaleźć logiczną i zgodną ze zdrowym rozsądkiem odpowiedź. Wyjaśnienie tego zdarzenia przychodzi, gdy spojrzymy w szerszej perspektywie na sytuację w Oleśnicy. 

Szpital w Oleśnicy to obecnie największy ośrodek aborcyjny w Polsce. Wedle relacji medialnych, aborcje na dzieciach przeprowadza się w nim m.in. poprzez wstrzykiwanie w serca maluszków trucizny z chlorku potasu (w podobny sposób niemieccy naziści zamordowali św. Maksymiliana Kolbe w Auschwitz, dlatego nasi wolontariusze używają wizerunku świętego w akcjach pod oleśnickim szpitalem).
Wiadomo też, że wicedyrektor szpitala Gizela Jagielska osobiście wykonuje aborcje na dzieciach metodą „D&E”, w trakcie której najpierw rozszerza się szyjkę macicy, a następnie rozrywa dziecko na kawałki przy pomocy specjalnych kleszczy i wydobywa je na zewnątrz.  

Według lokalnych władz Oleśnicy, wielu funkcjonariuszy publicznych, przedstawicieli wymiaru sprawiedliwości oraz instytucji takich jak Ministerstwo Zdrowia czy NFZ, rozrywanie dzieci na kawałki lub mordowanie ich zastrzykiem w serce to „świadczenie zdrowotne”. Równolegle, ukazywanie prawdy o aborcyjnych zbrodniach, których opisy przypominają eksperymenty medyczne na więźniach obozów koncentracyjnych, jest w ocenie włodarzy czymś niedopuszczalnym. Elity sprawujące rządy nad Oleśnicą i całą Polską są gotowe użyć wszelkich instrumentów władzy, aby uniemożliwić obronę dzieci i mówienie prawdy. 

Oleśnicka prokuratura stwierdziła, że banner ukazujący prawdę o aborcji to przedmiot rzekomo „zabroniony” i słusznie odebrany przez policję w trakcie pacyfikacji legalnego zgromadzenia. W ten sposób niebezpiecznie zbliżamy się w Polsce do sytuacji znanej z krajów Zachodu, gdzie aborcyjne ośrodki śmierci cieszą się specjalnymi przywilejami i specjalną ochroną. Prawnie zakazana jest organizacja jakichkolwiek akcji anty-aborcyjnych w pobliżu tego typu miejsc. Co więcej, w Wielkiej Brytanii nie wolno nawet modlić się w myślach (!) stojąc przed ośrodkiem aborcyjnym. Obrońcy życia, którzy pojawiają się w pobliżu aborcyjnych rzeźni lub próbują wchodzić do ich środka i nakłaniać kobiety, aby nie mordowały swoich dzieci, są brutalnie wywlekani na zewnątrz przez policję, traktowani jak bandyci i wtrącani do więzień. 

To samo czeka nas w Polsce jeśli będziemy bierni. Musimy walczyć dalej i mobilizować innych do działania. Postanowienie Oleśnickiej prokuratury zostanie zaskarżone. Nie będziemy godzić się na niesprawiedliwość i jesteśmy przygotowani na kolejną batalię prawną, tym razem o odzyskanie naszych rzeczy i możliwość organizacji następnych akcji informacyjnych na terenie miasta Oleśnicy i całej Polski. 

Oleśnicki szpital jest ogólnopolskim liderem w hańbiącej statystyce dotyczącej liczby abortowanych dzieci.

Placówka ta jest swoistym centrum aborcyjnym, do którego zjeżdżają kobiety z innych części kraju, by odebrać życie swoim dzieciom. Szpital oraz jego personel jest również reklamowany w pro-aborcyjnych mediach.
To jednak nie wszystko. Akcja pod szpitalem [foto]Wiele wskazuje na to, że szpital w Oleśnicy może być modelową placówką, w której realizowane będą żądania aborcyjnej koalicji Donalda Tuska.
Przypomnijmy – niedawną decyzją Ministra Zdrowia wszystkie szpitale w Polsce zostały zmuszone do wykonywania aborcji pod karą gigantycznych grzywien finansowych lub groźby zamknięcia szpitala. Obowiązkiem każdego szpitala jest obecnie zatrudnienie co najmniej jednego aborcjonisty, który na żądanie zamorduje nienarodzone dziecko. Docelowo, każdy lekarz-ginekolog w Polsce ma być aborcjonistą, a sama aborcja ma być standardową opcją sugerowaną w trakcie wizyty kobiety w ciąży u ginekologa.

Dlatego musimy kontynuować naszą kampanię „Szpitale bez aborterów”, w ramach której głosimy prawdę o aborcji pod szpitalami i domagamy się zaprzestania mordowania dzieci. Niezbędna jest także organizacja kolejnych, niezależnych akcji informacyjnych i publicznych modlitw różańcowych na ulicach polskich miast. Kluczowe dla walki o życie są również działania prawne. Aktualnie przeciwko naszym wolontariuszom toczy się ponad 80 procesów za mówienie prawdy w przestrzeni publicznej i bez przerwy dochodzą kolejne sprawy.
Na kontynuowanie walki potrzebujemy w najbliższym czasie ok. 17 000 zł.
Proszę Pana o przekazanie 50 zł, 100 zł, 200 zł, lub dowolnej innej kwoty, jaka jest dla Pana w obecnej sytuacji możliwa, aby umożliwić nam dalsze działania i przeciwstawienie się aborcyjnemu lobby, które chce uciszyć i zagłuszyć prawdę o mordowaniu dzieci w łonach matek.
Numer konta: 79 1050 1025 1000 0022 9191 4667
Fundacja Pro – Prawo do życia
ul. J. I. Kraszewskiego 27/22, 05-800 Pruszków
Dla przelewów zagranicznych – Kod BIC Swift: INGBPLPW

Działające na zachodzie aborcyjne ośrodki śmierci, w których prowadzona jest rzeź nienarodzonych dzieci, znajdują się pod specjalną ochroną prawną. Musimy walczyć, aby powstrzymać aborcję w Polsce i móc dalej głosić prawdę, która kształtuje świadomość i zmienia sumienia Polaków.
Proszę Pana o wsparcie tych działań. 
Z wyrazami szacunku
Mariusz Dzierżawski
Fundacja Pro – Prawo do życia
ul. J. I. Kraszewskiego 27/22, 05-800 Pruszków
stronazycia.pl

Mężczyźni coraz częściej zajmują miejsca na arenach sportowych, twierdząc, że są kobietami. Międzynarodowy Komitet Olimpijski (MKOl) zostawił drzwi otwarte dla sportowców „transpłciowych”…

Wiem, że zależy Ci na powstrzymaniu szaleństwa “transpłciowego”, które szkodzi naszemu społeczeństwu i zagraża młodzieży. Dlatego piszę do Ciebie dzisiaj – to szaleństwo zaraz zostanie pokazane na całym świecie podczas nadchodzących lipcowych Igrzysk Olimpijskich w Paryżu.
Sytuacja jest poważna: kobiece sporty są ciągle atakowane, a mężczyźni coraz częściej zajmują miejsca na arenach sportowych, twierdząc, że są kobietami.
Teraz kobiece dyscypliny na lipcowych Igrzyskach są bardziej zagrożone niż kiedykolwiek wcześniej z powodu nowej polityki Międzynarodowego Komitetu Olimpijskiego (MKOl).
Komitet nie tylko zostawił drzwi otwarte dla sportowców „transpłciowych”, ale także rozwinął przed nimi czerwony dywan i uciekł z podkulonym ogonem.
Globalne elity promujące ideologię gender wewnątrz MKOl zmuszą Ciebie, Twoją rodzinę i cały świat do oglądania mężczyzn udających kobiety, podczas gdy zorganizowane media będą przekonywać młodych ludzi, że to wszystko jest zdrowe… Albo przestaną oglądać Olimpiadę.
Jestem pewna, że zgadzasz się, że szał na punkcie transpłciowości niszczy marzenia niezliczonych dziewcząt, nastolatek, młodych sportowców, które są zmuszone rywalizować z mężczyznami udającymi kobiety w ramach przepisów sportowych, które ignorują katastrofalne skutki popierania tej irracjonalności.Jeśli nie chcesz, aby to szaleństwo trwało, Ty i ja mamy szansę to zatrzymać w ciągu kilku dni: wykorzystajmy globalną scenę Igrzysk Olimpijskich w Paryżu, aby nasze głosy były bardziej słyszalne i miały większy wpływ.
Ta zdrada wobec kobiet musi się natychmiast skończyć!
Podpisz naszą petycję, żądając, aby MKOl wzięło odpowiedzialność za zapewnienie uczciwej rywalizacji i ZAKAZAŁO „transpłciowym” mężczyznom rywalizacji w kobiecych dyscyplinach sportowych podczas nadchodzących lipcowych Igrzysk Olimpijskich w Paryżu.
Jeśli setki tysięcy obywateli, takich jak Ty i ja, wypowiedzą się przeciwko ideologicznemu wypaczeniu kobiecych sportów, nasze córki i wnuczki – kobiety, które ciężko pracują z dyscypliną oraz dążą do osiągnięcia sukcesu w sporcie – będą miały szansę spełnić swoje marzenia.
Nie jest za późno, aby zatrzymać to szaleństwo.
 Międzynarodowy Komitet Olimpijski (MKOl) ceni sobie przede wszystkim „szacunek” świata (oraz setki milionów euro/dolarów z dochodów z transmisji telewizyjnych i sprzedaży towarów).Powszechny sprzeciw wobec szaleństwa transpłciowości zagraża reputacji Komitetu… i jego finansom. Zatem spraw, aby Twój głos został usłyszany!
Włączenie uczestników „transpłciowych” do kobiecych sportów nie tylko jest niesprawiedliwe, ale może być niezwykle niebezpieczne dla uczestniczek.
Oto kilka niedawnych przykładów szkód, jakie ta polityka spowodowała: W Wielkiej Brytanii Związek Rugby został zmuszony przyznać, że udział transpłciowych mężczyzn w sporcie stwarza znaczące zagrożenia dla bezpieczeństwa kobiet doświadczającymi zwiększonej liczby urazów, w tym poważnych wstrząsów mózgu i złamań, rywalizując z „transpłciowymi” zawodnikami.
Tiffany Abreu (urodzony jako Rodrigo Pereira de Abreu) zaczął twierdzić, że jest kobietą i dołączył do kobiecej drużyny siatkówki w Brazylii, bijąc rekordy i dominując w rozgrywkach w meczach, dzięki naturalnej przewadze fizycznej względem kobiet.
Terry Miller i Andraya Yearwood zamienili dziewczęce zawody lekkoatletyczne w szkołach średnich w USA w farsę, konsekwentnie i przytłaczająco pokonując dziewczęta i odbierając im tytuły, stypendia oraz marzenia.
Najtragiczniejsze jest to, że kobiety i dziewczęta, które zostały poszkodowane przez włączenie „transpłciowych” sportowców, kiedy się skarżą, są izolowane, tracą stypendia, miejsca w swoich drużynach, a czasem nawet doświadczają przemocy za swoje wypowiedzi.
Amerykańska pływaczka Riley Gaines, znana obrończyni kobiecych sportów, była zmuszona ukrywać się w zamkniętym pomieszczeniu przez godziny na kampusie uniwersyteckim, podczas gdy tłum na zewnątrz skandował, że chce jej krwi.
Te historie pokazują, jak destrukcyjna ideologia, obca biologii i najbardziej podstawowemu zdrowemu rozsądkowi, może zniszczyć marzenia kobiet, które poświęciły wszystko dla sportu.Mamy zamiar wykorzystać międzynarodową platformę, jaką są Igrzyska Olimpijskie, aby przeciwstawić się temu. I mamy nadzieję, że zrobisz to samo z nami.
Działaj teraz! Podpisz naszą petycję, żądając, aby MKOl wzięło odpowiedzialność i chroniło WSZYSTKIE kobiety w sportach olimpijskich przed nadużyciami sportowców „transpłciowych”.
Polityka MKOl jednocześnie wzywa do uczciwości i poprawności politycznej, a następnie zrzuca odpowiedzialność za decyzję każdemu związkowi sportowemu, czy biologiczni mężczyźni mogą dominować w kobiecych konkurencjach.Ostatnio niektóre związki sportowe zaczęły dostrzegać problem i podejmują właściwe kroki, zakazując udziału „transpłciowych” mężczyzn w kobiecych kategoriach.
Światowa Rada Boksu, na szczęście opowiedziała się po stronie kobiet i zakazała biologicznym mężczyznom wchodzenia na ring, wy walczyć z kobietami.
Ale normalizację szaleństwa transpłciowego forsuje MKOl, lewicowe media i globalne elity. Nienawidzą Twoich wartości, Twojej wiary… mimo że pragną Twoich pieniędzy.

Czy staniesz w obronie prawdziwych kobiet i powiesz im, żeby się wycofali?
MKOl musi podjąć zdecydowane działania, aby wprowadzić uniwersalny zakaz we wszystkich dyscyplinach sportowych, chroniąc kobiece sportsmenki. Odpowiedzialność za ochronę integralności kobiecych sportów na Igrzyskach Olimpijskich spoczywa na MKOl, a nie na poszczególnych federacjach sportowych.
A lipcowe Igrzyska Olimpijskie w Paryżu tuż za rogiem, czas ucieka!
Liczymy na Ciebie, abyś był jednym z pierwszych, którzy zaangażują się w tę kampanię m.in.:Petycje online: Rozpoczynamy ogromną kampanię petycji online, aby zebrać setki tysięcy podpisów (miejmy nadzieję, że milion lub więcej!) od zaniepokojonych obywateli na całym świecie.
Twój podpis to Twój głos, a razem nasze głosy są nie do zatrzymania.
Po podpisaniu petycji, PROSZĘ, poświęć chwilę, aby zaprosić przyjaciół i rodzinę do podpisania.
Media społecznościowe:
Dołącz do naszej kampanii w mediach społecznościowych, aby rozpowszechniać wiadomości. Udostępniaj naszą petycję i informację na Facebooku, Twitterze, Instagramie i innych platformach. Używaj hashtagów takich jak #FairPlayForWomen, #ProtectWomensSports i #IOCActNow, aby zwiększyć nasz wpływ.

Ukierunkowane działania: Bezpośrednio kontaktujemy się z decydentami w MKOl, prezentując im Twoje ogromne poparcie dla naszej kampanii. Żądamy, aby podjęli natychmiastowe i zdecydowane działania, aby zapewnić uczciwą rywalizację dla sportsmenek. Stojąc razem jako zjednoczony front: Nie będziemy milczeć. Stojąc razem, pokazujemy MKOl, że nie ustąpimy, dopóki nie podejmą działań. Każdy podpis, każde udostępnienie i każdy głos ma znaczenie w tej walce o uczciwość.

Ponieważ lipcowe Igrzyska Olimpijskie zbliżają się wielkimi krokami, czas ma ogromne znaczenie. Musimy zebrać jak najwięcej podpisów w najbliższych tygodniach, aby przed rozpoczęciem igrzysk przedstawić MKOl przekonujące argumenty.
Proszę, walcz dziś o kobiece sporty, podpisując naszą petycję do MKOl, żądając, aby wzięli oni odpowiedzialność i zakazali „transpłciowym” sportowcom dominacji w kobiecych sportach
Dziękuję za wszystko, co robisz.
Caroline Farrow z całym zespołem CitizenGO

P.S.
Międzynarodowy Komitet Olimpijski (MKOl) ucieka od odpowiedzialności i odmawia obrony kobiecych sportów przed dominacją „transpłciowych” mężczyzn. Lipcowe Igrzyska w Paryżu tuż za rogiem, teraz jest czas, abyś zażądał, aby MKOl chronił kobiece sporty przed niesprawiedliwą rywalizacją i zwiększonym ryzykiem poważnych kontuzji.

Proszę, podpisz naszą petycję i udostępnij ją swoim przyjaciołom i rodzinie – nasza strona internetowa ułatwia i umożliwia zaangażowanie wszystkich.

Więcej informacji:
IOC-Framework-Fairness-Inclusion-Non-discrimination-https://stillmed.olympics.com/media/Documents/Beyond-the-Games/Human-Rights/IOC-Framework-Fairness-Inclusion-Non-discrimination-2021.pdf

International Olympic Committee issues new guidelines on transgender athletes (NBC News)https://www.nbcnews.com/nbc-out/out-news/international-olympic-committee-issues-new-guidelines-transgender-athl-rcna5775
Trans swimmer Lia Thomas’ Olympic hopes are dashed after a losing legal battle (NBC News)https://www.nbcnews.com/nbc-out/out-news/lia-thomas-loses-legal-battle-2024-olympics-hopes-dashed-rcna156808
Martina Navratilova, Riley Gaines, Donna de Varona, Jennifer Sey Join Female Athletes For Rally in Washington, DC to „Take Back Title IX” on Nationwide Tour (PR Newswire)https://www.prnewswire.com/news-releases/martina-navratilova-riley-gaines-donna-de-varona-jennifer-sey-join-female-athletes-for-rally-in-washington-dc-to-take-back-title-ix-on-nationwide-tour-302180379.html
JK Rowling slams BBC’s new director of sport Alex Kay-Jelski after he said tennis star Martina Navratilova and Olympic medalist Sharron Davies were 'not experts’ on trans athletes in female events (Daily Mail)https://www.dailymail.co.uk/news/article-13517295/jk-rowling-bbc-row-alex-kay-jelski-trans-athletes-experts.html
Court to reconsider Connecticut’s transgender athlete policy (NBC News)https://www.nbcnews.com/nbc-out/out-news/court-reconsider-connecticuts-transgender-athlete-policy-rcna70681

CitizenGO to społeczność aktywnych obywateli, która stara się, aby ludzkie życie, rodzina i wolność były darzone szacunkiem na całym świecie. Członkowie CitizenGO zamieszkują wszystkie kraje świata. Nasz zespół pracuje w 16 państwach na 5 kontynentach i działa w 12 językach. Więcej o CitizenGO dowiedzą się Państwo tutaj. Mogą nas Państwo także śledzić na Facebooku i Twitterze.

Ursula: Szczepionka przeciwko rzeczywistości

Ursula: Szczepionka przeciwko rzeczywistości

Data: 19 luglio 2024 Author: Uczta Baltazara babylonian/empire

Zastanawiam się, w jakim świecie żyje ktoś, kto jest zaskoczony tym, że Ursula von der Leyen została wybrana po raz drugi na szefa Komisji Europejskiej. Jak to możliwe, że ktoś, kto negocjował przez telefon z dyrektorem generalnym firmy Pfizer zakup 4,6 miliarda dawek szczepionki – ilości pozwalającej na zaszczepienie 8 dawkami surowicy wszystkich Europejczyków, łącznie z noworodkami – i kto w gruncie rzeczy dokonał w tej kwestii transakcji prywatnej – został ponownie szefem Komisji, pomimo faktu, że toczy się dochodzenie w sprawie wspomnianego zakupu, odnośnie którego dokumenty zaginęły?

https://babylonianempire.wordpress.com/2021/07/15/nie-przeszkadzajcie-mezowi-ursuli-von-der-leyen-zarabiac-na-szczepionkach-przeciwko-covid-19/embed/#?secret=BHsDp0FwrK#?secret=9F5mzt8IDP

Ci, którzy zadają to pytanie, nie zrozumieli ani elitarystycznego charakteru UE, ani roli pandemii jako kluczowego etapu w procesie zdobywania władzy przez finansjerę globalistyczną. Patrząc na to z punktu widzenia prawdziwej władzy, von der Leyen – nie obca tego rodzaju prywatnym negocjacjom w przeszłości, gdy była ministrem obrony w Niemczech – wykonała nieocenioną pracę nie tylko w zakresie wzbogacenia producentów eksperymentalnych surowic i wyrządzenia szkody obywatelom w wysokości 20 miliardów, ale także w tworzeniu instrumentów kontroli populacji, które są pochodnymi psychozy pandemicznej. To także kpina z tych, którzy zmarli lub doznali uszczerbku na zdrowiu w wyniku przyjęcia eksperymentalnych surowic – uszczerbku, który będzie trwał latami.

Dlatego powinna była zostać nagrodzona: świetnie, brawo, bis. Jest bowiem zabezpieczeniem na wypadek próby zorganizowania kolejnej pandemii. Ale to nie jedyny powód, dla którego szare eminencje głównych krajów europejskich zdecydowały się ją ponownie wybrać:

Jej Dostojna Wysokość Ursula von der Leyen und zu Hohengeroldseck stała się matką chrzestną wojny i rusofobii; oddała się bez skrupułów i poza wszelką przyzwoitością sprawie wysyłania broni reżimowi w Kijowie, a ostatnio bezpośredniej europejskiej interwencji w konflikt. Nie wspominając już o jej rzeźniczym stanowisku w sprawie Gazy. Niewybranie jej oznaczałoby więc w jakiś sposób zdezawuowanie tej linii, która jest linią Bidena, czyli zarządzającego Europą na rzecz osób trzecich.

Dlatego rzeczą naturalną było ponowne posadzenie jej na tronie, pomimo skandali, szkód gospodarczych wyrządzonych całemu kontynentowi i skrajnego niebezpieczeństwa, na jakie go naraża. Za sprawą jej ponownej nominacji staje się coraz bardziej jasne, że UE nie ma nic wspólnego z Europą, jej krajami i obywatelami.

Statyści w Parlamencie w Strasburgu, którzy biorą udział (oczywiście dobrze opłacani) w tej farsie – która zmienia się w tragedię – ostatecznie poparli ją: jest to część gry, część wielkiej inscenizacji fałszywej demokracji, której częścią jest oczywiście totolotek kandydatur, wolni strzelcy, sojusze zawierane w ostatniej chwili, plotki, zdrady. Trzeba dobrze naśladować prawdziwy świat, w przeciwnym razie parlament w Strasburgu wydawałby się tym, czym jest w rzeczywistości, jedynie misterną fikcją, w której nie ma miejsca dla idei, wizji politycznej czy dla duszy.

Jedynym przyzwoitym, znaczącym stanowiskiem o charakterze politycznym byłoby odwrócenie się od von der Leyen oraz od tego, co reprezentowała i co reprezentuje, a mianowicie od katastrofy kontynentu. Do tego jednak kamerdynerzy globalizmu – którzy zawiadują także rządami krajowymi – nie mogą dopuścić.

Tymczasem, szybko zbliża się moment, w którym bajki ustąpią miejsca realnemu światu. I będzie to zdecydowanie niemiła chwila.

INFO: https://ilsimplicissimus2.com/2024/07/18/ursula-un-vaccino-contro-la-realta/