Przedwyborcze otrzeźwienie „władzy”: Janusz Kowalski dla Frondy: Obca kulturowo dzicz chce zmienić życie Polek i Polaków w koszmar
[Zabawne, że przed wyborami nawet TVP zaczyna mówić ludzkim głosem. Wczoraj, 5 października, to zobaczyłem. Więc i poseł-kandydat chce nagonić ”dających głos” do swojej zagrody. Korzystajmy. Mirosław Dakowski]
„To jest dzicz, to jest inwazja, to jest obco kulturowa zgraja, która napada na kobiety i dzieci i nie ma żadnego szacunku dla życia drugiego człowieka. Jest to wreszcie dzicz, która uderza w chrześcijaństwo, w nasz porządek rzymsko-katolicki, w naszą cywilizację i trzeba tę hordę najzwyczajniej w świecie zatrzymać” – powiedział Janusz Kowalski w rozmowie z portalem Fronda.pl, poświęconej nielegalnej migracji.
Mariusz Paszko: Jak Pan Poseł widzi przyjęty wczoraj przez Komisję Europejska tzw. pakt migracyjny?
Janusz Kowalski, poseł Suwerennej Polski, kandydat do Sejmu z listy Prawa i Sprawiedliwości: Jest to oczywista chęć narzucenia Polsce rozwiązań tzw. przymusowej relokacji, które są zawarte w pakcie migracyjnym. Tam stoi napisane wprost, że albo się płaci 20 tys. euro za każdego nieprzyjętego migranta, albo narzuca się ich przyjmowanie. Szef Donalda Tuska, Manfred Weber i cała Europejska Partia Ludowa wyjątkowo szczerze mówią jednym głosem, że burmistrzowie miast w Niemczech i Austrii zakomunikowali, że brakuje im wolnych mieszkań dla imigrantów z Afryki i Azji i w związku z tym chcą się „podzielić” tymi najeźdźcami z Polską. I na to kategorycznie nie ma zgody!
Suwerenna a wcześniej Solidarna Polska mówi o tych zagrożeniach już od roku 2015.
Proszę zauważyć, że na ten temat należy spojrzeć szerzej. Tych migrantów chciała nam relokować Angela Merkel, która za tym wszystkim stoi. Gdyby więc w roku 2015 wyborów nie wygrało Prawo i Sprawiedliwość i została zrealizowana ta koncepcja, o której mówili Cezary Tomczyk, Ewa Kopacz i Donald Tusk, to byłoby bardzo nieciekawie.
Wszyscy przecież doskonale pamiętamy z jednej strony wypowiedź ówczesnego rzecznika prasowego rządu PO-PSL Cezarego Tomczyka, że ówczesny rząd był przygotowany na każdą ilość uchodźców, których początkowo miało być 12 tysięcy.
Następnie pamiętamy też słowa ówczesnego szefa Rady Europejskiej z nadania Angeli Merkel, a więc Donalda Tuska, który groził polskiemu rządowi sankcjami finansowymi. Gdyby więc wtedy Prawo i Sprawiedliwość nie wygrało wyborów parlamentarnych, to dzisiaj mielibyśmy dziesiątki, a może nawet setki tysięcy tych migrantów.
Te osiem lat rządów obecnej władzy to przede wszystkim jednak brak zgody i twarde polskie weto, jeżeli chodzi o mechanizm relokacji. Dzisiaj jesteśmy na ostatniej prostej tego działania Parlamentu Europejskiego, ponieważ Niemcy chcą przeforsować takie rozwiązanie, które jest sprzeczne z interesami Polski i zasadą suwerenności państwa polskiego.
Co więcej, Niemcy doskonale wiedzą, że w roku 2024 po wyborach do Parlamentu Europejskiego architektura polityczna będzie tam całkowicie inna. Wygrają partie prawicowe i tę ekipę Manfreda Webera, Fransa Timmeramansa i Ursuli von der Leyen – prorosyjską i pro-migracyjną – po prostu rozliczą.
Czym grożą te rozwiązania przepychane przez Niemcy w Parlamencie Europejskim?
Przede wszystkim tym, że polskie ulice i polskie miasta przestałyby być bezpieczne. Jeśli ktoś włączy telewizor i zobaczy to, co dzisiaj dzieje się w Paryżu, w Dortmundzie, Berlinie, Malmo czy Sztokholmie i wszystkich państwach starej piętnastki Unii Europejskiej, gdzie na naszych oczach polityka migracyjna doprowadziła po prostu do katastrofy.
Kobiety boją się tam po godzinie 18-tej wyjść na ulice czy place zabaw z dziećmi. Boją się, ponieważ są gwałcone, a dzieci stają się często ofiarami napadów i przemocy. Tam grasują hordy – to dzicz, która te kobiety molestuje. Mówię to otwartym tekstem i jeszcze raz podkreślę: To jest dzicz, to jest inwazja, to jest obco kulturowa zgraja, która napada na kobiety i dzieci i nie ma żadnego szacunku dla życia drugiego człowieka. Jest to wreszcie dzicz, która uderza w chrześcijaństwo, w nasz porządek rzymsko-katolicki, w naszą cywilizację i trzeba tę hordę najzwyczajniej w świecie zatrzymać.
Ktoś, kto mówi – jak na przykład Donald Tusk – o biednych ludziach, którzy szukają swojego miejsca na ziemi i dachu nad głową, jest kompletnie nieodpowiedzialny.
Natomiast my wszyscy zdrowo myślący Polacy, bez względu na poglądy polityczne, musimy bronić swoich ulic, miast, rodzin, kobiet i dzieci przed tą agresywną dziczą.
Kto tak naprawdę stoi i za tą migracją, poza Rosją i Niemcami rzecz jasna?
Należy tu jasno wskazać na środowiska liberalno-lewicowe, które od kilkudziesięciu lat hołdują polityce multi-kulti. One uderzają w ten sposób w chrześcijaństwo i chcą doprowadzić do tego, że ich baza społeczno-polityczna będzie szersza, ufając a nawet chyba ślepo wierząc, że wprowadzenie imigrantów zapewni trwałe poparcie dla lewicy – to jest czysty egoistyczny plan polityczny tych wszystkich środowisk, który miałby doprowadzić do trwałej destabilizacji cywilizacji zachodniej w Europie i niestety doprowadza. To co się dzieje dzisiaj we wspomnianych już państwach Unii Europejskiej, pokazuje, że ten plan jest tam niestety realizowany i tylko suwerenność poszczególnych państw w tym przypadku jest jedyną barierą. Stąd właśnie ten wielki napór na Polskę ze strony wszystkich liberalnych sił, które widząc już budzące się narody – w Niemczech, we Francji czy Szwecji – chcą ten projekt za wszelką cenę dopiąć. Należy to pokazać, że we Francji na przykład coraz częściej mówi się o takim jak w Polsce referendum i do tego namawiają tamtejsi konserwatyści, którzy nie zgadzają się z polityką tych liberalnych, zdegenerowanych polityków od lewa do prawa w Unii Europejskiej sprowadzających imigrantów.
To, co dzisiaj w tej sytuacji Polska może zrobić, to dać przykład, jak uratować Europę i tym przykładem będzie głosowanie przeciwko przymusowej relokacji migrantów w referendum już 15 października. Proszę też zauważyć, że na tym przykładzie widać, jaki stosunek do referendum – szczególnie do tego pytania o przymusową relokację – ma Platforma Obywatelka i sam Donald Tusk, który jest wiceprzewodniczącym EPL, a więc zastępcą Manfreda Webera. On przecież namawia do tego, żeby nie głosować i nie brać kart do referendum. Ktoś taki, kto namawia do tego, żeby Polacy nie zabezpieczyli swoich miast, miasteczek i wsi przed nielegalną imigracją, de facto tę imigrację popiera. Innymi słowy, i nie mam co do tego żadnych wątpliwości, gdyby Donald Tusk dzisiaj rządził, to już w pierwszym roku jego rządów po roku 2015 sprowadziłby do Polski co najmniej 100 tys. tych obcych nam kulturowo i groźnych ludzi z Afryki, co odbyłoby się rzecz jasna kosztem polskich rodzin. W efekcie odbierałby też mieszkania komunalne i socjalne, po to tylko, ażeby przypodobać się Niemcom. Sam natomiast – co już raz pokazał – wyjechałby do Brukseli na kolejne dobrze płatne stanowisko. Jestem tego więcej niż pewien.
Pan wiceminister Wąsik zwraca uwagę, że granica polsko-białoruska to obecnie najbardziej strzeżona granica w całej strefie Schengen. Jak w tym kontekście należałoby odnieść się do działań opozycji, która jest za rozebraniem muru chroniącego nas przed agresją przerzucanych przez Rosję i Białoruś migrantów?
Opozycja w tym względzie jest kompletnie nieodpowiedzialna. Zarówno partia Donalda Tuska, jak Szymona Hołowni i Lewica głosowały przeciwko zabezpieczeniu granicy z Białorusią, a więc wszystkie te ugrupowania wpisywały się w scenariusz, który był konsekwentnie realizowany przez białoruskie KGB i Władimira Putina i tego naporu na granicę polsko-białoruską.
Należy tu wyraźnie podkreślić, że partie głosujące przeciwko temu murowi na granicy z Białorusią zbankrutowały. To dobitnie świadczy przecież o tym, że kluczem dla zapewnienia bezpieczeństwa jest przewidywanie zagrożeń. Partie Tuska, Hołowni i Czarzastego głosowały przeciwko zagwarantowaniu Polsce bezpieczeństwa. Jeśli więc nie przewidywały i nie chciały przewidzieć tego zagrożenia, to znaczy, że kompletnie nie nadają się do rządzenia naszym krajem. Nie mam też żadnych wątpliwości, że w tych środowiskach jest bardzo silna chęć rozebrania tego muru pod naporem lewactwa urzędującego w strukturach Unii Europejskiej. Innymi słowy trzeba po prostu pójść do referendum i zagłosować przeciwko planom rozebrania muru na granicy polsko-białoruskiej i głosować przeciwko nielegalnej relokacji migrantów z obcych nam kulturowo regionów.
Energiewende, Europejski Zielony Ład i Fit for 55, zasygnalizowane w części 1. artykułu, to ciąg zdarzeń, którym tylko w samych Niemczech towarzyszyło bezpowrotne utopienie setek miliardów euro, i prawdopodobnie dodatkowe 3 razy tyle w pozostałych krajach UE.
Dziś już, z perspektywy czasu, odnosi się wrażenie, jakby Energiewende pisane było pod dyktando Rosji, aby maksymalnie wyśrubować uzależnienie Niemiec od rosyjskiego gazu ziemnego, a już rękami niemieckimi – uzależnić w podobny sposób pozostałe kraje Unii Europejskiej. Nie można odebrać Rosji uznania za długofalową, systematyczną i skuteczną politykę imperialną.
Pomijając wpływy Rosji, z punktu widzenia Europy program dekarbonizacyjny opiera się na dwóch punktach:
Własne paliwa kopalne na terenie Unii Europejskiej ulegają wyczerpaniu. Nieliczni tylko członkowie UE, jak np. Polska, posiadają własne zasoby paliw, których jednak wydobycie na polskie potrzeby wydaje się być opłacalne tylko na najbliższe 25 lat.
Dekarbonizacja Europy, rozumiana jako zastępowanie tradycyjnej energetyki węglowej (w tym węglowodorowej) wydaje się koniecznością wynikającą z niedoboru własnych źródeł, lecz nie może się opierać na kłamstwie ekologicznym, że to dwutlenek węgla jest przyczyną globalnego ocieplenia (gdy znane są inne, faktyczne tego przyczyny).
Społeczeństwo europejskie przywykło do wysokiego standardu życia. Jak zostało to przedstawione w artykule „Energia a dobrobyt”, dobrobyt jest ściśle powiązany z wielkością utylizowanej energii. Mieszkańcy Europy już mocno przyzwyczaili się do dobrobytu, a wyczerpanie własnych lub brak zewnętrznych stabilnych źródeł energii to perspektywa jego spadku. Raport Klubu Rzymskiego „Granice Wzrostu” („ Limits to Growth”) z 1972 roku, pomimo odkrycia od tego czasu wielu nowych złóż paliw kopalnych, nie stracił na aktualności. Rosja posiada największe na świecie złoża gazu ziemnego, sięgające 50 bilionów m3. Możliwy był wzajemny wzrost dobrobytu i Europy, a jeszcze bardziej Rosji przez najbliższe 50 lat.
Na świecie obserwuje się pewien wzrost średniej temperatury, zwany potocznie „globalnym ociepleniem”. Ten wzrost przyczynia się do tego, że dotychczasowe złoża gazu ziemnego przykryte wieczną zmarzliną zaczynają się ulatniać. Jeśli to nastąpi samoistnie – nikt z niego nie skorzysta, ani nikt na nim nie zarobi.
Zatem gaz ziemny jako źródło energii powinien być wykorzystywany w pierwszej kolejności i to pomimo faktu, że jego spalanie wnosi wyraźnie większy wkład w globalne ocieplenie, aniżeli spalanie węgla. Przypomnijmy: globalne ocieplenie postępuje niezależnie od dwutlenku węgla, zaś zastąpienie węgla innymi sposobami pozyskiwania energii, np. tzw. OZE, może to ocieplenie tylko przyspieszyć, co zostało przedstawione w szeregu artykułów, a wkrótce będzie opublikowane w książce o przyczynach globalnego ocieplenia.
Wspomniany Raport Klubu Rzymskiego dał asumpt do tendencji wzrostowej światowych cen paliw. Protokół z Kioto z 1997 roku, który narzucił najbardziej rozwiniętym krajom rezygnację z węgla, spowodował zaniżenie ceny węgla na rynkach światowych, z czego najbardziej skorzystały Indie (ojczyzna byłego przewodniczącego IPCC przy ONZ, który szczególnie przyczynił się do forsowania wątpliwej teorii globalnego ocieplenia od dwutlenku węgla), Chińska Republika Ludowa (mająca kiedyś doskonałe układy z Maurice Strongiem, byłym Sekretarzem Generalnym d.s. Środowiska przy ONZ, poprzedniczki IPCC i współzałożycielem giełdy spekulacyjnego handlu świadectwami emisyjnymi CO2) i Rosja.
Te trzy potęgi nie realizowały postanowień z Kioto, a dzięki taniemu węglowi i przenoszeniu przemysłu z Europy, Ameryki i Australii, stały się superpotęgami gospodarczymi, dystansując Zachód w zaledwie ćwierć wieku.
————————————
Czy teoria globalnego ocieplenia od dwutlenku węgla ma poważne podstawy naukowe? To twór tzw. konsensusu polityków, a nie naukowców. Od szeregu lat prawi naukowcy świata zachodniego próbują wołać, że „król jest nagi”. Ich wołanie jednak pozostaje zakrzyczane przez lobbystów i zindoktrynowany tłum.
Ponad tysiąc naukowców na świecie oprotestowało teorię CO2-centryczną. Na terenie Unii Europejskiej, a szczególnie w nadgorliwej w poprawności politycznej Polsce, ten fakt był jednak praktycznie cenzurowany. W Polsce przez dwadzieścia lat w próżnię trafiały działania profesorów Zbigniewa Jaworowskiego, Bronisława Barchańskiego, Mariana Miłka, Władysława Mielczarskiego, Mirosława Dakowskiego, inżynierów Marka Zadrożniaka, Marka Adamczyka i wielu innych.
W poniedziałek (2.10.2023) Komitet Noblowski ogłosił, że Nagrodę Nobla w dziedzinie medycyny otrzymują wspólnie dr Katalin Kariko i dr Drew Weissman za „odkrycia dotyczące modyfikacji zasad nukleozydowych, które umożliwiły opracowanie skutecznych szczepionek mRNA przeciwko COVID-19”. – Odkrycia dokonane przez dwóch laureatów Nagrody Nobla odegrały kluczową rolę w opracowaniu skutecznych szczepionek mRNA przeciwko Covid-19 podczas pandemii, która rozpoczęła się na początku 2020 r. Dzięki swoim przełomowym odkryciom, które zasadniczo zmieniły nasze rozumienie interakcji mRNA z naszym układem odpornościowym, laureaci wnieśli swój wkład w bezprecedensowe tempo rozwoju szczepionek w okresie jednego z największych zagrożeń dla zdrowia ludzkiego współczesności – czytamy w uzasadnieniu.
Przekaz powyższego uzasadnienia jest oczywisty: szczepionki mRNA na Covid-19 to taki cud, miód i malina, że ich wynalezienie zasłużyło na Nobla. Oczywiście jest to przekaz dla frajerów, którzy wzięli udział w eksperymencie medycznym polegającym na przyjęciu nieprzebadanych preparatów nazywanych szczepionkami na Covid-19. I w miarę jak pojawiają się kolejne doniesienia o wysokiej szkodliwości tych preparatów, frajerzy zaczynają się zastanawiać, czy ich decyzja była słuszna. No to trzeba frajerów uspokoić zapewniając ich, że stanęli po stronie nauki w przeciwieństwie do tej antyszczepionkowej szurii, która odmówiła zbawiennej szprycy. Co prawda, owa szuria, która bez szczepionek miała wymrzeć, nadal żyje i ma się dobrze, ale to są detale. Ważny jest Nobel, dzięki któremu można po raz kolejny zapewnić frajerów, że to oni są mądrzy i odpowiedzialni.
A jak wygląda rzeczywistość? Rzeczywistość wygląda tak, że to nie jest Nobel za szczepionki na Covid-19. Jest to Nobel za odkrycia dotyczące modyfikacji mRNA w taki sposób, żeby po wprowadzeniu do organizmu nie zostało ono natychmiast zniszczone przez układ immunologiczny, dzięki czemu może wniknąć do komórek, które następnie wyprodukują białko wg wytycznych zakodowanych w podanym mRNA. Kariko i Weissman opublikowali wyniki tego odkrycia w 2005 roku, czyli 18 lat temu. Dlaczego tak długo musieli czekać na Nobla? Dlatego, że aż do tzw. pandemii Covid-19 nie udało się wykorzystać technologii mRNA do stworzenia bezpiecznych i skutecznych szczepionek na cokolwiek, w tym na koronawirusy.
I nagle stał się cud! Ogłoszono morderczą pandemię, politycy i media zrobili ludziom wodę z mózgu i w ciągu kilku miesięcy ogłoszono sukces, czyli stworzenie najlepiej przebadanych w historii szczepionek, dzięki którym świat miał wrócić do normalności. Każdy, kto wtedy był w stanie myśleć racjonalnie, zdawał sobie sprawę z tego, że jeżeli od 2005 roku nie udało się zrobić bezpiecznych i skutecznych szczepionek mRNA, to nie ma takiej możliwości, żeby niczym za machnięciem czarodziejskiej różdżki, udało się zrobić takie szczepionki w kilka miesięcy.
Każdy, kto wtedy był w stanie racjonalnie myśleć, rozumiał, że potrzeba czasu liczonego w latach, aby zbadać skutki podania tych preparatów. Każdy, kto wtedy był w stanie racjonalnie myśleć, miał świadomość, że stworzenie takiej technologii w warunkach laboratoryjnych nie jest tożsame z przebadaniem konkretnego specyfiku podawanego na masową skalę. Ale mało kto potrafił wtedy myśleć racjonalnie, a jeśli potrafił i ostrzegał, że szczepionki na Covid-19 to eksperyment, był nazywanym szurem, foliarzem i antyszczepionkowcem. I eksperyment został przeprowadzony. A teraz możemy obserwować jego skutki. Oto one:
Szczepionki na Covid-19 nie zatrzymały transmisji wirusa, nie zapobiegły zachorowaniom i nie zapobiegły też zgonom z powodu infekcji wywoływanej przez wirusa SARS-CoV-2. Zarażali się, chorowali i umierali zarówno zaszczepieni jak i niezaszczepieni. Ale szczepionki nie pozostały bez wpływu na ludzkie zdrowie i życie. Wyniki badania opublikowanego 19 września 2023 roku, dotyczącego korelacji pomiędzy szczepieniem na Covid-19 a zapaleniem mięśnia sercowego, pokazują, że szczepionka może uszkadzać serce nawet 6 miesięcy po zastrzyku. I to bez odczuwalnych dolegliwości aż do czasu, gdy delikwent po prostu umiera „nagle”. Natomiast opublikowana 4 września 2023 roku analiza oryginalnych danych z badania klinicznego szczepionki Pfizer/BioNTech wykazała 3,7-krotny wzrost liczby zgonów z powodu zdarzeń sercowo-naczyniowych w grupie zaszczepionej w porównaniu z placebo. Z kolei autorzy badania opublikowanego 2 czerwca 2023 roku podkreślają, że „nagły zgon sercowy należy ściśle monitorować jako potencjalnie śmiertelne powikłanie szczepienia przeciwko Covid-19”.
I w takich okolicznościach Komitet Noblowski ogłasza, że przyznał nagrodę za modyfikację zasad nukleozydowych, ponieważ dzięki temu w bezprecedensowym tempie stworzono skuteczne szczepionki „w okresie jednego z największych zagrożeń dla zdrowia ludzkiego współczesności”. Doprawdy, koń by się uśmiał. Ale zaszczepieni frajerzy łykną bez popitki. I o to właśnie chodzi. No i oczywiście chodzi też o pieniądze. I to duże pieniądze.
Podczas konferencji prasowej dotyczącej Nobla dla Kariko i Weissmana padło takie oto stwierdzenie: „Nagroda może skłonić ludzi sceptycznych wobec szczepień do zaszczepienia się”. Co to jest? To jest naganianie klientów dla firmy Pfizer, która została zwycięzcą szczepionkowego wyścigu podczas tzw. walki z pandemią. A Pfizer dotuje programy i konferencje naukowe organizowane przez Karolinska Instytut przyznający Nagrody Nobla w dziedzinie medycyny. Zaskoczeni? Bo ja nie.
Spójrzmy teraz na ceny akcji Pfizera w ciągu ostatnich pięciu lat. Była górka dzięki zyskom z kowidowego szaleństwa, gdy frajerom skutecznie wciskano maść na szczury, ale teraz ceny akcji poszły w dół i coś trzeba z tym zrobić. Może Nagroda Nobla pomoże?
Szanowni Zaszczepieni Frajerzy, zdaję sobie sprawę, że ze wszystkich sił będziecie wypierać fakt, iż zostaliście potraktowani jak króliki doświadczalne. Będą Was w tym utwierdzać media, politycy i Nagroda Nobla wręczona za technologię wynalezioną 18 lat temu. Jeśli Wam to pasuje, to dalej wmawiajcie sobie, że przyjmując preparaty nazywane szczepionkami na Covid-19 byliście mądrzy, odpowiedzialni i uratowaliście życie swoje i swoich bliskich. W końcu tak to już jest, że ktoś musi być frajerem, żeby ktoś inny zrobił na tym biznes życia. Szef Pfizera, Albert Bourla, który sprzedaje tę kowidową maść na szczury, jest milionerem. Wam pozostaje nadzieja, że ominie Was nagły zgon sercowy spowodowany przyjęciem eksperymentalnego preparatu, który stręczyły Wam media i politycy.
W Wielki Piątek poprzedniego roku figura Chrystusa z wielkiego krucyfiksu, mająca około metra wysokości, była wleczona ulicami Saint-Pierre na sznurze; zawleczono ją potem na stok góry, a po dotarciu do jakiejś szczeliny wepchnięto ją tam nogą”
===============================================
Bóg nie pozwoli naśmiewać się z siebie.
Oto, w telegraficznym skrócie, opis dramatu, który dotknął Martynikę 8 maja 1902 roku: wybuch wulkanu Pelée w mgnieniu oka zniszczył miasto Saint-Pierre, pochłaniając blisko 40.000 z 100.000 dusz, jakie w tamtym czasie liczyła Martynika. W czasie zwiedzania ruin tego miasta można sobie wyobrazić, jak wielka musiała być siła tego kataklizmu…
Zwolennicy legalizacji „małżeństw” homoseksualnych, aborcji etc. wiele by zyskali na przemyśleniu tego wydarzenia; prorok Ozeasz napisał już przecież dawno temu: „Bo wiatr siać będą, a wicher pożną” (Oz 8, 7), a bliższy nam w czasie święty Paweł pisał do Galatów: „Nie błądźcie: Bóg nie pozwoli naśmiewać się z siebie” (Gal 6, 7). Nie powinniśmy uznawać tych słów za przestarzałe tylko dlatego, że Bóg milczy. „Kara oddala się w czasie, gdyż Bóg jest dobry – pisał Józef de Maistre w Les Délais de la justice divine – lecz nieuchronna, gdyż jest też sprawiedliwy”.
Wydaje się naprawdę, że te prawdy pozwalają zrozumieć straszliwy kataklizm z 8 maja 1902 roku.
Po odwiedzeniu niewielkiego muzeum w Saint-Pierre, w którym zebrano kilka pamiątek i fotografii zniszczonego miasta, zapytałem moją przewodniczkę, młodą czarnoskórą mieszkankę Antyli, czy mieszkańcy Martyniki nie widzieli w tym kataklizmie kary. Bez wahania odpowiedziała mi, że tak. Zapytałem wówczas, co mogło być jej przyczyną. Ta młoda, może trzydziestoletnia kobieta odpowiedziała mi, że wzgardzono religią i wyśmiano jej kapłanów, dodając, że słyszała, iż w czasie karnawału poprzedzającego ten w 1902 roku został zabity ksiądz…
Znaki przestrogi
Góra Pelée to masyw zajmujący północny zachód Martyniki, którego najwyższy punkt, Morne La Croix, liczył przed wybuchem z 1902 roku 1350 metrów. Od wieków na wyspie drzemały dwa kratery: w jednym, na stoku zwróconym ku Atlantykowi, znajdowało się jezioro – lac des Palmistes – drugi zwany był Étang Sec (‘Suchy Staw’ – „suchy” w przeciwieństwie do zawsze pełnego jeziora) i znajdował się na drugim zboczu tego samego szczytu. Krater Étang Sec 5 sierpnia 1851 roku dał niewielkie oznaki życia, wyrzucając popiołyna odległość zaledwie stu metrów.
W 1902 roku już od lutego silny swąd siarki wydzielał się początkowo w okolicach Rivière Blanche (‘Białej Rzeki’). Węże i ptaki uciekły ze zbocz góry. Woły i owce zrywały powrozy, gdy prowadzono je na pastwiska na zboczach Pelée; psy często wyły w nocy. Nieco poniżej szczytu pojawiły się malutkie ogniki, a w całej okolicy wszystkie posrebrzane przedmioty przyjmowały niebieskawotęczowe zabarwienie.
Zjawiska te trwały aż do piątku 25 kwietnia. Tego właśnie dnia, pomiędzy siódmą a ósmą rano, dał się słyszeć podziemny wybuch, po którym natychmiast nastąpił wstrząs. Dwie godziny później drobny niebieskawy popiół o mocnej woni siarki zaczął spadać na wioskę Prêcheur. Po południu ziemia znowu zadrżała dwa razy.
W poniedziałek 28 kwietnia z góry dały się słyszeć grzmoty, wydobywały się też z niej kłęby pary. Przepływ rzeki Blanche wzrósł, a jej zwykła objętość się potroiła.
Poprzedniego dnia w Saint-Pierre odbyła się pierwsza tura wyborów parlamentarnych, o których szczególnie dysputowano. Obudziły się wielkie emocje, a polityczna gorączka opanowała umysły o wiele bardziej niż niezwykły przybór wód w jakiejś sąsiedniej rzece, czy niepokojąca obecność kilku obłoków popiołu, który w dodatku nie dotarł jeszcze do Saint-Pierre. Wyniki pierwszej tury zapowiadały zwycięstwo „republikanów”. Najstarszym przypominały się bez wątpienia takie zjawiska, które pojawiały się 51 lat wcześniej. Góra pluła popiołem, który nie spowodował najmniejszych strat – i zasnęła bez dalszych konsekwencji.
„Les Colonies”, największa socjalistyczna gazeta w Saint-Pierre, 30 kwietnia wydrukowała na swych łamach, posługując się piórem swego antyklerykalnego redaktora naczelnego, pana Hurarda:
Dla nas, wyspiarzy z Martyniki, kwiecień zapisze się w pamięci jako szczególnie tragiczny. Byliśmy świadkami dwóch erupcji: jednej w umysłach; drugiej – na górze Pelée, jednej – wyborczej, drugiej – fizycznej, jednej – przemów, propagandy, rumu, pieniędzy i gazetek wyborczych, drugiej – dymu i popiołu… Oby góra poprzestała na dymieniu i rzucaniu popiołem! Ale, na Boga! Oby tylko nie zaczęła drżeć. Wówczas serca by zadrżały, a może by i zatańczyły… Ten popiół jest dla nas jak poezja, już powstała w naszej wyobraźni i, gdybyśmy ją spisali, nosiłaby tytuł: Popiół wulkanu. A jakie płomienie moglibyśmy wzbudzić z tych popiołów!…
Góra Pelée zobaczyła, że dobre obyczaje poszły sobie i chciała po prostu spłatać nam figla na prima aprilis. Ukochany kwietniu! Skoro więc już idziesz spać, śpij spokojnie! A ty, maju, witaj!
Maj obudził się na widok spustoszenia. Krajobraz pokryty popiołem, na drzewach – ani jednego ptaka, w powietrzu brak jakiegokolwiek dźwięku… Co pewien czas suchy trzask zapowiadał, że spadnie gałąź, przytłoczona ciężarem popiołu. Ogromne ciemne kłęby dymu wydobywały się z góry.
O poranku 2 maja grzmienie wciąż się powtarzało, a około godziny szesnastej słup ciemnoczarnej, dymiącej, usianej błyskawicami pary pojawił się na szczycie. Popiół opadał nieustannie i po raz pierwszy zostało nim pokryte Saint-Pierre.
Z 2 na 3 maja mieszkańcy Morne Rouge zostali zbudzeni w środku nocy przez rodzaj podziemnej kanonady, trzęsienie ziemi i niezwykły wybuch, któremu towarzyszył dźwięk jakby nieustannego chrapania, podobny do ryku lwa. Wszyscy opuścili swe domy. Góra była otoczona koroną „tryskających” z krateru błyskawic. Mieszkańców opanowała panika, pospieszyli do kościoła; konfesjonały zostały dosłownie oblężone. Tłum pozostał w kościele aż do rana, czekając na śmierć.
„W deszczu popiołu o silnej woni siarki, opowiada msgr Parel, chciałem zobaczyć Sainte-Philomène, le Prêcheur, Morne Rouge, najbliższe wulkanu. Te trzy miejscowości były zapełnione mieszkańcami wsi, uciekającymi z wyżyn na wybrzeże; otwarte poprzedniego dnia kościoły nie opróżniały się; proboszczowie chrzcili, spowiadali bez ustanku, podtrzymując na duchu przerażoną ludność”.
3 maja gubernator Ludwik Mouttet opuścił Fort-de-France, by osobiście zbadać sytuację. Wrócił tego samego wieczoru, uspokojony otrzymanymi informacjami: wulkan nie dawał znaków życia od pół wieku, nie było więc powodów do przesadnego niepokoju!
„Stowarzyszenie gimnastyczne” z Saint-Pierre, które przygotowało na niedzielę nazajutrz wielką górską wycieczkę, tak odświeżało w prasie pamięć swym członkom:
Ci, którzy jeszcze nigdy nie podziwiali wspaniałej panoramy, rozciągającej się przed zdumionym gościem na 1300 metrach wysokości, ci, którzy pragną zobaczyć rozwartą jamę, skąd w ostatnich dniach unosiły się gęste opary, budzące w sercach mieszkańców sąsiednich wiosek przerażenie, powinni skorzystać z tej wspaniałej okazji. Jeśli więc dopisze pogoda, wycieczkowicze spędzą dzień, który długo będą mile wspominać…
Ciekawość i entuzjazm ochotników opadły po mającym miejsce w nocy wybuchu. Wycieczkę odłożono sine die. Niedziela 4 maja okazała się względnie spokojna.
O dziewiątej odprawiono Mszę św., a podczas kazania ojciec Maury, nawołując parafian do pokuty, zawołał:
Oto ogień i lawa, bracia, oto ogień i lawa… Bóg trzyma je zawieszone nad waszymi głowami, gotowy je na was spuścić, jeśli się nie nawrócicie i nie będziecie pokutować!
W poniedziałek 5 maja, około wpół do pierwszej, rzeka czarnego, żarzącego się błota wysokości około 10 metrów wydobyła się z krateru i w jednej chwili, jak lawina, przetoczyła się przez górę, pokrywając wytwórnię rumu Guérin, wille właścicieli i domki pracowników. Tylko komin destylarni, niczym maszt tonącego okrętu, był przez kilka godzin widoczny ponad falą błota, które pochłonęło sto pięćdziesiąt osób.
Dokładnie w chwili tej lawiny na redzie portu Saint-Pierre morze się cofnęło, jakby przestraszone. Potem nagle fale powróciły, jak góry, kłębiąc się nad miastem i powodując konsternację. Mieszkańcy zaczęli uciekać na wzniesienia, ale po dwudziestu minutach wszystko się uspokoiło.
Poruszenie osiągnęło wówczas swój szczyt. Kilka rodzin wyruszyło na wyspę Sainte-Lucie, wiele innych ku innym osadom, gdzie rodzina i przyjaciele mogli ich prowizorycznie przyjąć. Wtedy właśnie władze zaczęły dokładać starań, by uspokoić mieszkańców: na wyraźną prośbę mera gubernator Mouttet i pułkownik Gerbault wraz ze swymi małżonkami przybyli i pozostali w Saint-Pierre, co miało potem ich kosztować życie.
„Komisja naukowa”, powołana przez gubernatora, o zmierzchu ogłosiła w Saint-Pierre, w samą wigilię klęski żywiołowej, i to przy dźwiękach bębnów, „że wzajemne położenie kraterów i dolin ze strony morza pozwala stwierdzić, iż bezpieczeństwo Saint-Pierre jest całkowite”.
W Fort-de-France wynik tej uroczystej konsultacji wywieszono trzy godziny po katastrofie! Stwórca śmieje się z ludzkiej mądrości. Do Boga samego należy przyszłość.
Po południu tego samego dnia, 7 maja, kapitan włoskiego statku zacumowanego na redzie miał lepsze natchnienie; poszedł pospiesznie odebrać swe dokumenty od wspólnika; ten odesłał go na następny dzień. „Bardzo dobrze! Obędę się bez nich” – odpowiedział na to i, wskazując na górę Pelée, dodał: „Gdyby we Włoszech ludzie widzieli Wezuwiusza dymiącego w taki sposób, wszyscy by szybko pouciekali!”… Następnego dnia wszystkie czterysta zakotwiczonych na redzie statków zapaliło się i zostało strawionych przez ogień; wszystkie – oprócz jednego…
Dziennik „Les Colonies” w numerze ze środy 7 maja, który miał się okazać ostatnim, pisał:
Emigracja z Saint-Pierre wciąż staje się intensywniejsza (…) Girard pracuje pełną parą. Średnia liczba pasażerów na linii Fort-de-France, przedtem 80 dziennie, wzrosła do 300 w ciągu trzech dni. Szczerze mówiąc, nie rozumiemy zupełnie podobnej paniki. Gdzie można czuć się lepiej niż na Saint-Pierre?
„Pomimo tych wszystkich pięknych przemów, pisze jeden ze świadków, wiele osób bało się, a nadejście nocy witano z przerażeniem. Obawę powiększało także to, że całe miasto pogrążyło się w ciemnościach; światło elektryczne nie mogło się zapalić z powodu magnetycznych fenomenów związanych z wulkanem”.
Jesteśmy kilka godzin przed katastrofą. Po tylu ostrzegawczych znakach (trzęsienie ziemi, deszcz kamieni i popiołu, swąd siarki, nagrzanie się wody w rzekach, nagłe zniknięcie wody z jeziora des Palmistes, zniszczenie destylarni Guérin…) wydaje się bardzo zaskakujące, że mieszkańcy Saint-Pierre nie mieli lepszego wyobrażenia o grożącym im niebezpieczeństwie. Góra bez ustanku dawała najbardziej znaczące ostrzeżenia.
Dlaczego nie ewakuowano miasta?
Trudno jest, mówi jeden ze świadków, odpowiedzieć za wszystkich, gdyż, rzecz jasna, każdy reagował zgodnie ze swoim temperamentem. Wielu bez wątpienia miało nadzieję, że jeżeli wściekłość wulkanu stanie się ekstremalna, będą mieli czas uciec przed lawą. Inni myśleli, że wyplucie ogromnej rzeki błota opróżniło wulkan i że kryzys minął. Niektórzy, bojąc się gwałtownego przypływu morza, woleli raczej uciekać „na wyżyny”. Wybuch na wyspie Krakatoa był powodem tego przerażenia: wulkan Sonde wybuchł jak gigantyczna bomba, wywołując bardzo szeroką falę przypływową. Porzucenie domu równało się z oddaniem go na pastwę grabieży i z ryzykiem ruiny. Liczba dzieci, osób, którymi trzeba się opiekować, kalek, chorych, była z pewnością dla wielu przeszkodą w ucieczce.
Czy to przesada myśleć, że przerażający spektakl tego wściekłego potwora stwarzał pewnego rodzaju fascynację? Tego nie można wykluczyć.
Wreszcie wybory, zawsze wywołujące na wyspie gorączkę, tego roku podniosły społeczną temperaturę w stopniu nigdy do tej pory nie osiągniętym; druga tura głosowania miała mieć miejsce w następną niedzielę, 11 maja. Aby znaleźć wyborców, ludność musiała zostać na miejscu, wypadało ją uspokoić, a raport komisji naukowej z pewnością się do tego przyczynił!
Katastrofa
8 maja 1902 roku, po niespokojnej nocy, po głuchych grzmieniach, Saint-Pierre obudziło się późno w dzień Wniebowstąpienia. Gęste, czarne, nieprzejrzyste chmury zaciemniały niebo.
Parowiec „Rubis” odbijający od brzegu o szóstej trzydzieści w kierunku Fort-de-France został zdobyty szturmem przez licznych podróżnych. Został dosłownie oblężony przez ludzkie „mrówki”, które chwytały się wszystkich jego części. Wielu przerażonych właśnie spędzoną nocą mieszkańców zdecydowało się na wyjazd. Na wszystkich dzwonnicach biły dzwony, zwołując wiernych na pierwsze oficja Wniebowstąpienia.
Nagle dał się słyszeć przeraźliwy wybuch. Była 7.50, owa fatalna godzina, utrwalona na zegarze odnalezionym w szpitalu, który prowadzili Ojcowie św. Jana Bożego. Dźwięk podobny do hałasu setek syren statków, wyjących jednocześnie, wypełnił powietrze, i duszący, dymiący, nadęty, gęsty, pełen błyskawic kłąb wydostał się z na wpół otwartego wulkanu i w mgnieniu oka ruszył na miasto, okrył je, zdusił, otoczył, pchał na morze, rozpościerając się na wszystkie strony, wzrósł niczym góra, pełna popiołu i ognia.
Minąwszy miasto, kłąb nagle się zatrzymał, odparty przez silny wiatr z przeciwnej strony. Wówczas dostrzeżono miasto: gęsty dym okrywał nieszczęsne miasto czarnym, nieprzeniknionym welonem, z którego wybuchały z przerwami tysiące płomieni.
Fatalnej godziny odbiorca telefonu z Fort-de-France, pan Lodéon, od kilku chwil rozmawiał ze swym kolegą z Saint-Pierre, kiedy ten nagle przerwał w środku słowa i gdy wszystkie telefony w biurze zaczęły dzwonić, pan Lodéon poczuł nagle gwałtowny wstrząs elektryczny i usłyszał charczenie oraz taki dźwięk, jakby coś się zawaliło. Połączenie zostało przerwane, i to nie bez powodu!…
Dzieło zniszczenia zostało dopełnione. Wystarczyło siedemdziesiąt sekund, by wymazać Saint-Pierre z mapy.
Wówczas deszcz drobnego popiołu okrył obraz nieszczęścia, niczym całunem. Z miasta pozostał jedynie żar, skruszone i wypalone mury, nieopisany stos gruzu, zwęglonych drzew. Z 40.000 mieszkańców, których to nieszczęście dotknęło, ani jeden nie uszedł z życiem; zostali spaleni, uduszeni, powaleni, porażeni prądem w czasie tak krótkim, jak błysk jednej błyskawicy.
Fotografie zniszczonego miasta przywodzą natychmiast na myśl te ze zniszczonej bronią atomową Hiroszimy. Saint-Pierre sprawia wrażenie, że zostało zgniecione gigantycznym podmuchem: figura Notre-Dame-de-Bon-Port, patronki marynarzy, została odnaleziona dwanaście metrów od swego cokołu. Ważyła, bagatela, 5 ton, i była usytuowana 5 km od krateru!
Jeden z dzwonów katedry został znacznie zniekształcony pod wpływem ciepła. Wystawiony w muzeum wulkanu jest pamiątką, która wywiera może największe wrażenie i pomaga wyobrazić sobie kataklizm; ten dzwon waży tonę i wydaje się być ściśnięty „żelazną pięścią”!
Tylko jeden z 400 statków stojących na redzie, „Roddam”, umknął przed katastrofą. Mamy tu opis, jaki uczynił jeden z pasażerów:
Kiedy kolumna ognia i lawy uderzyła na miasto, podniosło się wielkie wołanie; krzyki rozpaczy i trwogi. To posępne i rozdzierające wołanie było takie, że zagłuszyło prawie szum morza i grzmienie wulkanu.
Zobaczyliśmy liczny tłum spieszący na brzeg. Ale nieszczęśni nie biegli długo w tym ogniu, który ich otaczał. Upadali niczym muchy, a ci, którzy dotarli aż do brzegu morza, gdzie spodziewali się znaleźć ratunek, zostali nagle pochłonięci przez ogromną rzekę, która ich unosiła. W dodatku fale stały się wrzące i biedne ofiary umierały z oparzeń, nim utonęły.
Statek został pokryty 10 tonami rozgrzanego do białości popiołu, mimo odległości dzielącej go od brzegu. Dotarł do Sainte-Lucie w jak najbardziej pożałowania godnym stanie, mając na pokładzie tylko umarłych albo umierających; ani jeden nie ocalał z oparzeń, jakim ulegli.
Dlaczego dramat z 8 maja miałby być karą?
Film Titanic stał się ostatnio inspiracją dla licznych artykułów. Nigdzie nie ma wzmianki o bluźnierczych inskrypcjach umieszczonych na kadłubie w trakcie jego budowy, nigdzie też się nie wspomina, że zniszczenie przed samym końcem pierwszej podróży mogło być Bożą odpowiedzią na zniewagę Jego majestatu.
Podobnie o wybuchu z 1902 roku nie można znaleźć tego prawdopodobnego wyjaśnienia w żadnym przewodniku, jest ono jednak wypisane w sercach starszych, a przynajmniej oni je słyszeli, czego dowodem jest mieszkanka Antyli, która oprowadzała mnie po muzeum wulkanu.
Miecz ognia
W roku poprzedzającym katastrofę, którą właśnie opisaliśmy, były w klasztorze de la Délivrance posępne przepowiednie, przerażające znaki, przeczucia, bolesne intuicje.
Tego samego dnia, dziewięć mięsiecy przed erupcją, mieszkające w Saint-Pierre siostry zakonne, nie będąc jednak razem, ujrzały ognisty miecz zawieszony nad miastem, jakby wstrzymywany niewidzialną reką. Zdjęte strachem, zadawały sobie pytanie, co to miało znaczyć… Zdumione, obydwie zachowały tajemnicę aż do rekreacji (czasu przeznaczonego w zakonie na wspólny odpoczynek). Wtedy to jedna z nich oświadczyla zebranym siostrom: „O! Widziałam coś niezwykłego i przerażającego!”. Druga siostra, będąca świadkiem niezwykłego zjawiska, odpowiedziała jej: „Niemożliwe, moja siostro, abyś mogła zobaczyć coś bardziej przerażającego i bardziej niezwykłego od tego, co ja osobiście oglądałam”. Przynaglane do wyjaśnien przez zaintrygowane zakonnice, uczyniły takie same wyznanie: była to wyraźna wizja ognistego miecza, unoszącego się nad miastem Saint-Pierre.
Mniej więcej w tym samym czasie, w innym domu tego samego zgromadzenia w Morne Rouge, miało miejsce niezwykłe zdarzenie. Przez kilka dni z rzędu „jedna z sióstr i ja, opowiada siostra Małgorzata-Maria, zastawałyśmy zasłony łóżek pokryte rozległymi czerwonymi plamami, podobnymi do plam krwi. Zasłony były trzykrotnie zmieniane, i za każdym razem powtarzało się to samo zjawisko: zwłaszcza zasłony jednego z łóżek były szczególnie tymi plamami usiane”. Zmieszanie w zgromadzeniu… co oznacza ten dziwny fakt – zastanawiały się zakonnice… być może to zapowiedź męczeństwa? „Jeśli o mnie chodzi, myśląc o coraz większym wzroście prześladowań religijnych, widziałam w tym zapowiedź masakry…”.
Także w klasztorze de la Délivrance z Morne Rouge podczas trzech miesięcy poprzedzających kataklizm słyszano w nocy w wielkich korytarzach szlochanie, wzdychania i modlitwy; podczas tłustych dni te tajemnicze zjawiska powtarzały się nawet w ciągu dnia, hałasy i szlochania można było usłyszeć z różnych zakątków klasztoru. W „tłusty wtorek” (obchodzony na Martynice i we Francji jak polski „tłusty czwartek”), w chwili, gdy wspólnota zakonna odmawiała w kościele uroczysty akt zadośćuczynienia, wielebna Matka Przełożona, zatrzymana przez chorobę w sali rekreacyjnej, usłyszała za drzwiami płacz. Ten hałas był tak głośny, że posłała opiekującą się nią zakonnicę, by sprawdziła, czy nie ma nikogo na korytarzu… Zakonnica nie znalazła nikogo.
Wspominane są również inne tajemnicze fakty: figurka Matki Bożej z Lourdes, której uśmiechnięte oblicze przyjęło nagle wyraz wielkiego smutku, hałasy naczyń tłuczonych w klasztorze sióstr, skacząca lampa…
Kara, żeby pomścić zbrodnię… ale jaką?
Na to pytanie młoda kobieta, która nas oprowadzała po tym małym muzeum, nie odpowiedziała słowami: „by ukarać białych za niewolnictwo, którego obalenia obchodzimy w tym roku 150 rocznicę”, ani „by ukarać rozwiązłe obyczaje”. To prawda, że nielegalne związki były od dawna najliczniejsze, a ulica „dam godnych szacunku” bardzo uczęszczana. Ostatni list pasterski msgr. de Cormonta był naglącym apelem do diecezjan, nawołującym do regulacji nieślubnych związków oraz do szanowania prawa małżeńskiego. …Nie, bez wahania wymieniła grzechy przeciwko religii.
Można przeczytać w dziele Ludwika Garauda Trois ans à la Martinique (Trzy lata na Martynice):
Nigdy święta na cześć Saturna w Rzymie, a na cześć Bachusa w Grecji nie stworzyły podobnego widowiska: nigdy „święto szaleńców” w średniowieczu nie wywołało podobnego szału radości. Trudno sobie wyobrazić podobne ludzkie szaleństwo, tak opanowujące wszystkich delirium…
W Saint-Pierre, uznanym pod względem luksusu i komfortu za 101 miasto Francji, rozwijały się wszystkie przywary, jakie może zrodzić skłonność do wygód. Wiara była nie tylko przedmiotem obojętności, była wręcz wzgardzona i publicznie obrzucana obelgami przez małą, silną i aktywną grupę, podatną na podżeganie loży z Saint-Pierre.
Karnawał przybierający na Antylach niewyobrażalne rozmiary zabrał się tego roku za obrażanie religii. Uczestnicy, przebrani za zakonników i zakonnice, wyśmiewali religię.
Według licznych świadectw msgr de Cormont musiał skrócić poprzedniego roku procesję Bożego Ciała z powodu uderzających w orszak obelg i kamieni! Msgr de Cormont musiał nawet opuścić Martynikę kilka miesięcy przed katastrofą, aby uspokoić atmosferę. W istocie, podniosła się bardzo żywiołowa polemika, gdyż biskup chciał przyznać awans jednemu ze swych siostrzeńców – kapłanów, a inny, starszy, ubiegał się o to miejsce… Każdy miał swoich stronników!
Gdy wyjeżdżał, niektórzy, podjudzeni przez masonerię, rzucali w niego kamieniami. Msgr de Cormont odwrócił się do nich ze słowami: „Rzucacie w nas kamieniami, wulkan je wam odeśle”. Było to 10 kwietnia!…
W swej książce Pélerinage funèbre aux ruines de Saint-Pierre (Żałobna pielgrzymka po ruinach Saint-Pierre) U. Moerens pisze na stronie 60:
Niezwykle zacięta i bezbożna prasa stara się zdechrystianizować ten nieszczęsny kraj. Ci, którzy przyjęli na siebie zadanie kierowania opinią publiczną, obdarzeni ograniczonym spojrzeniem na świat i nietolerancyjnymi umysłami, nieustannie, ze wszystkich najmniejszych powodów, rozpowszechniają bluźnierstwa i wzbudzają pogardę do wszystkiego, co najgodniejsze szacunku i co najświętsze.
To sekciarskie „dzieło” przynosiło owoce. Ale prawdopodobnie to właśnie ohydna profanacja, mająca miejsce w Wielki Piątek 28 marca 1902 roku, wywołała gniew Boga.
Według przekonania pewnego mieszkańca Martyniki, profanacja ta została opisana w jednej z największych paryskich gazet 5 września pod tytułem Chrystus na wulkanie:
Był 28 marca, Wielki Piątek. Nasze śliczne kolonialne miasto obudziło się w tym tak spokojnym, tak pełnym świeżości półmroku, charakterystycznym dla tropikalnych poranków. Przez uchylone werandy można dostrzec gospodynie, spiesznie porządkujące wszystko, by później pójść do kościoła. Słońce powoli wznosi się na horyzoncie. Nadchodzi godzina posiłku, każdy przerywa post, ale skąpo, „po kreolsku”: wątłuszem otoczonym ryżem. A jednak hałaśliwa grupa kieruje się ku jednemu z głównych hoteli miasta, gdzie przygotowano festyn. To przedstawiciele „wolnej myśli”, którzy, by dać dowód niezależnosci umysłu, będą jeść z pompą najtłustsze dania, jakie tylko można wymyślić, na przekór ogólnie praktykowanej abstynencji. Zostają otwarte i opróżnione liczne butelki i ta diabelska banda, gdy jest już wystarczająco upojona winem, zaczyna przemierzać ulice małej stolicy skandując plugastwa i ośmieszając wizerunek Chrystusa, który ze sobą noszą.
Wkrótce są już poza miastem, na drodze prowadzącej na górę. Przed nimi wznosi się ona pełna majestatu, a jej postrzępiony szczyt odcina się na tle lazurowego nieba i czternaście razy, pośród odrażających bluźnierstw, ta zgraja zatrzymuje się, czyni „stacje”, parodiując Drogę Krzyżową i wyśmiewając sceny Męki Pańskiej, którą Kościół śpiewa w tej właśnie chwili z tak wielkim bólem. Wspinają się, wspinają, coraz bardziej podekscytowani, przy każdym kroku wymyślając coraz okropniejsze bluźnierstwa. Wreszcie są na szczycie… Otaczają jezioro o spokojnych wodach, docierają do otwartej gardzieli wulkanu i tam, wśród piekielnego tańca, wrzeszcząc i gestykulując, popychają w przepaść obraz Tego, który przed dziewiętnastoma wiekami umarł na krzyżu, by zbawić dusze tych szaleńców. W dniu Wniebowstąpienia, wśród rzężenia umarłych i krzyków zgrozy, wulkan dał odpowiedź tym, którzy obrzucili Chrystusa obelgami i wzniósł Krzyż ku niebu.
W istocie, tego roku – 1902 – w czwartek 8 maja wypadało Wniebowstąpienie… Przypadek? Oczywiście wolnomyślicielom wcale nie zależało, aby poznano tę historię. Została uznana za bajkę, za wymysł katolików, a dziś nigdzie się o niej nie wspomina.
Prawda czy zmyślenie?
To smutne wydarzenie zostało potwierdzone przez Melanię, tę małą dziewczynkę, która widziała Matkę Bożą w La Salette i którą ksiądz Combe wypytywał na temat tej katastrofy.
– Czy od dawna wiedziałaś, że ta katastrofa się wydarzy? – Tak. – Czy wiedziałaś o niej z objawienia z 1846 roku? – Nie.
Trzeba wszystko z niej wyciągać [ciągnie ksiądz Combe], a w dodatku odpowiada tylko przez „tak” albo „nie”.
Zauważyłem pod piecem, w papierach do spalenia, list zawiadamiający o wdowie X, zmarłej 1 maja, na odwrocie którego Melania napisała w czasie przyszłym o karach mających dotknąć Martynikę:
„Nie ukradliśmy jej, lecz naprawdę kupiliśmy i wyrwaliśmy z ręki Boga. On nie zadowoli się ostrzeżeniem swych rozumnych stworzeń, które tak bardzo kocha, raz, dwa razy, a nawet, nawet wtedy, kiedy sprawiedliwość żąda chwały, chcąc pomścić obrażane miłosierdzie, ten dobry, boski Mistrz zawsze ostrzega, jakby w ukryciu przed swą sprawiedliwością. Daje delikatnie odczuć kilka niezwykłych wstrząsów ziemi. Tak właśnie uczyni na Małych Francuskich Antylach. Podczas więcej niż sześciu dni, będą małe wstrząsy pomieszane z nieco większymi. Niestety, niestety, ludzie mają uszy, a nie słyszą. Wreszcie, 8 maja 1902 roku, niszczący ogień spada na jedno z głównych miast Martyniki: Saint-Pierre, pochłania je i pokrywa je popiołem i wszelkiego rodzaju odpadkami. Poza zniszczeniem tego miasta, trzy inne małe krainy przez ten sam ogień będą mieć ofiary, nie licząc szkód w posiadłościach. Ogień nie zostanie do końca zamknięty w swej jaskini. Dwanaście dni po pierwszym kataklizmie, Fort-de-France i wiele innych będzie także płakać”.
– Czy tę medytację napisałaś 8, przed erupcją [pyta jej ksiądz Combe]? Do tej pory, tylko miasto Saint-Pierre zostało zniszczone, mówi się już o 30.000 ofiar. – Jest ich 40.000. – Skoro widziałaś wcześniej zniszczenie Saint-Pierre, mogłabyś mi powiedzieć nazwy tych małych krain, które podzielą jego los? – Curbet albo Curba, to taka nazwa.
Z powodu nowej katastrofy, która pochłonęła tysiąc ofiar, gazety („Le Pèlerin” z 14 września 1902 roku) po dokonanej na miejscu ankiecie podały dla katastrofy z maja liczbę 40.000 zabitych.
W czwartek 22 maja, ksiądz Combe pisze:
Pragnąłem materialnie poświadczonej, wcześniejszej zapowiedzi, dostałem więc według życzenia. Depesza, która nadeszła dziś rano: „Oficjalne depesze zamorskie o wybuchach z 19/20 maja są bardzo lakoniczne, tym niemniej wiadomo już, że jedna wioska, Carbet, położona kilka kilometrów od Saint-Pierre, została w części zniszczona”
Poszedłem ją zapytać: – Jakie straszne zbrodnie, poza nieczystością, mogłyby ściągnąć na tą ludność, o której mówi się, że jest bardzo katolicka, podobną klęskę?
Opowiedziała mi, że „w Wielki Piątek poprzedniego roku figura Chrystusa z wielkiego krucyfiksu, mająca około metra wysokości, była wleczona ulicami Saint-Pierre na sznurze; zawleczono ją potem na stok góry, a po dotarciu do jakiejś szczeliny wepchnięto ją tam nogą”.
–Aby ściągnąć potępienie Boga na cały kraj, to świętokradztwo musiało być dziełem wielkiej liczby mężczyzn i kobiet? – Tylko niewielu, lecz pozwolono im to uczynić, a jakieś dwanaścioro dzieci szło za nimi. Góra pękła z tej właśnie strony rankiem Wniebowstąpienia.
Jak Bóg może w taki sposób postępować, pomyślicie może. Czy to jest sprawiedliwość? W czasach prawdziwej wiary miały miejsce inne profanacje. Z tą różnicą, że profanacje były wskazywane palcem, niektórzy zostali surowo skazani przez władze cywilne; inni zostali ukarani w cudowny sposób. W przypadku Martyniki profanacja była publiczna, nie przeszkodzono jej; dzieci temu towarzyszyły; czy słyszano, żeby między Wielkim Piątkiem a czwartkiem Wniebowstąpienia odmawiano modlitwy wynagradzające, albo że zorganizowano procesje, pokutę publiczną, która mogłaby uciszyć gniew Boga?
Po zniszczeniu Saint-Pierre trzeba było czekać co najmniej dwa dni, zanim można było postawić stopę na parzącym popiele, który pokrywał teren zniszczonego miasta. (Właśnie dlatego trudno uwierzyć w przeżycie pewnego więźnia w jego własnej celi, jak opowiada się o Cyparisie, którego cyrk Barnuma pokazywał przez wiele lat w swoich przedstawieniach jako uratowanego z Saint-Pierre.)
Szczegół ze świadectwa tych, którzy pierwsi tam się wybrali, wydaje się potwierdzać, że ten kataklizm był karą za bezbożność. W chaosie ruin nie rozpoznali już geografii miasta, która była im przecież tak dobrze znana. Wszędzie leżały zwłoki – zwęglone, gnijące, wydzielające psujący powietrze zapach siarki… W katedrze pozostał nietknięty jeden stojący konfesjonał. Niedaleko, na ścianie, afisz, który zaledwie został muśnięty ogniem, choć inne, obok, zostały zupełnie zwęglone: „Chrystus na szubienicę! Dziewica do stajni!” głosił ten przerażający napis, gdyż obraz, jaki rozciągał się przed oczyma, wydawał się naprawdę odpowiedzią na to bluźnierstwo.
16 i 20 maja nowe wybuchy pociągnęły za sobą nowe ofiary: ciekawskich, a szczególnie złodziei, którzy niczym sępy pojawiali się, obdzierając zwłoki z ich dóbr. Po 20. znaleziono ich martwych, leżących na worku kosztowności, który zamierzali zabrać; jeden leżał na zwłokach, które, jak się wydaje, właśnie obdzierał z jakiejś biżuterii!…
Wybuch z 20, bardzo silny, miał działanie sanitarne. Pogrzebał zwłoki, co powstrzymało rozwój epidemii. Ostatnia niszczycielska erupcja to ta z 30 sierpnia 1902 roku, która zniszczyła miasto Morne Rouge, pociągając ze sobą 20.000 ofiar. Kościół został całkowicie zniszczony, ale ci, którzy przetrwali, znaleźli wśród ruin nieco sczerniałą figurkę Notre-Dame-de-la-Délivrance (Matki Boskiej Wyswobodzenia) cudownie zachowaną. Stała nietknięta na swym piedestale, który nawet się nie zachwiał. Od tego czasu mieszkańcy Martyniki odbywają 30 sierpnia wielką procesję na cześć swej patronki.
W czasie burzy spójrz na gwiazdę, wezwij Maryję. Ω
Boża cierpliwość (komentarz)
W pierwszej części swoich Ćwiczeń Duchownych św. Ignacy Loyola chce, abyśmy rozważyli nasze grzechy. Kiedy już zdamy sobie sprawę, ile tysięcy razy obrażaliśmy naszego najlepszego Ojca i Dobroczyńcę, ogarnia nas strach. Rozmyślając, kim jesteśmy my, a kim – Pan Bóg, jak On jest wielki, a my jacy mali, On – tak święty, a my tak szpetni i nikczemni z powodu naszych grzechów, zaczynamy się dziwić, że Pan Bóg może mieć jeszcze dla nas cierpliwość. Z warg wyrywa się okrzyk zdumienia: „Jak to możliwe, żeby aniołowie i święci, ci najbliżsi przyjaciele Boga, mogą mnie ścierpieć, skoro tak często obrażam ich ukochanego ponad wszystko Ojca i najmilszą ich Królową?! Jak to się dzieje, że wszelkie stworzenie jeszcze nie odmówiło mi posłuszeństwa, czemu ziemia jeszcze się nie otworzyła i nie pochłonęła mnie, skoro korzystam z tych wszystkich stworzeń i używam ich przewrotnie przeciw Bogu?” – Tak pisze św. Ignacy.
Istotnie, przyzwyczailiśmy się do tego stanu: nieustannie popełniane są najgorsze grzechy wołające o pomstę do nieba, dokonują się miliony aborcji, zawiązują „legalne” związki homoseksualne etc., a Pan Bóg, zdawałoby się, nie reaguje na to, nie woła: „Dosyć!”, ale pozwala ludziom nadużywać swej wolności aż do końca… Sam Pan Jezus tłumaczył nam tę tajemnicę w Bożym planie w formie przypowieści o kąkolu, który rósł razem ze zbożem. Kiedy słudzy pytali, czy nie mają go zebrać, odrzekł Pan Jezus: „Nie, byście przypadkiem zbierając kąkol, nie wykorzenili razem z nim i pszenicy. Dopuśćcie obojgu róść aż do żniwa, a czasu żniwa powiem żeńcom: Zbierzcie pierwej kąkol i zwiążcie go w snopki do spaleniu, a pszenicę zgromadźcie do gumna mojego” (Mt 13, 24–30). Pan Bóg czeka więc z pomstą do dnia żniwa, do dnia Sądu Ostatecznego.
Podczas swego ziemskiego życia Pan Jezus zwykle pokazywał się w pełnej pokory postaci zwykłego człowieka, a jednak czasem – wprawdzie bardzo rzadko – ku zdumieniu obecnych chwała Boża się objawiała (chrzest, przemienienie na górze, uspokojenie burzy etc.). Również Bóg Ojciec zwykle wstrzymuje swój sąd aż do „czasu żniwa” (którym jest śmierć dla poszczególnego człowieka, a Sąd Ostateczny dla całego świata), jednak czasem – rzadko i wyjątkowo – przypomina ludziom, że jest – i czuwa. Daje im niekiedy do zrozumienia, że światowe pozory mylą, a kara za grzechy nastąpi z całą pewnością i z całą surowością. Dlatego niezwykłe zjawiska przyrodnicze, które Kościół nazywa karami doczesnymi, mają nas ostrzegać, że jeśli nie nawrócimy się, to kary wieczne będą o wiele surowsze.
Jedno z takich wydarzeń widocznej interwencji „Boga, z którego nie wolno się śmiać”, miało miejsce dokładnie sto lat temu na małej karaibskiej wyspie – Martynice. Pomyślmy, jak straszna była kara Boża już w tym przypadku, a co może stać się kiedyś z nami, skoro my tyle razy więcej zasłużyliśmy na karę niż większość tych biednych Kreolów, którzy zostali ofiarami tej katastrofy? Co dopiero wtedy czeka na nas na końcu naszego życia, kiedy to już nie będzie ucieczki? „W gniewu dzień, w tę pomsty chwilę, świat w popielnym legnie pyle… Jakiż będzie płacz i łkanie, gdy dzieł naszych sędzia stanie, opowiedzieć każąc za nie!” (sekwencja Dies irae).
Oby rozważanie tego, co wydarzyło się sto lat temu, stało się dla nas pobudką do unikania grzechu.
(KS)
O wybuchu wulkanu Peleé czytaj też na stronie Volcano World.
Katastrofalny wybuch wulkanu Mt. Pelée na położonego karaibskiej wyspie Martynika był okazją do obserwacji rzadkiego zjawiska tworzenia się 𝙥𝙧𝙤𝙩𝙧𝙪𝙯𝙟𝙞. To korek ze stygnącej, lepkiej i pozbawionej gazów lawy wypychany z krateru wulkanicznego pod wpływem ciśnienia magmy, niczym wyciskana z tubki pasta do zębów. Przybiera najczęściej postać iglicy lub walca.
Taka forma zaczęła wyrastać z Montagne Pelée już po głównej erupcji, która miała miejsce 8 maja 1902 roku. Przyrastając nawet do 15 metrów dziennie w ciągu kilku tygodni osiągnęła wysokość ponad 300 metrów, mierząc u podstawy 160 metrów i dorównując objętością Piramidzie Cheopsa. Z powodu swoich rozmiarów otrzymała nazwę Wieża Pelée. Wkrótce jednak zaczęła się kruszyć i rozpadać, a jej całkowite zawalenia miało miejsce w marcu 1903 roku.
Iglica wulkanu Mt. Pelée sfotografowana przez francuskiego wulkanologa Antoine Lacroix w 1902 roku. W dole, na ciemnym tle, widać figurki ludzi.
Papież Franciszek napisał chyba najbardziej ideologiczny dokument swojego pontyfikatu. Proponuje szereg działań, które mogą mieć katastrofalne skutki. Interesuje go wyłącznie obniżanie średniej światowej temperatury, tak, jakby na ludzkość nie czyhały dziś inne, o wiele poważniejsze zagrożenia. Dla tego celu papież jest gotów wesprzeć nawet powołanie rządu światowego; a wiemy przecież, jak bezbożny charakter miałaby dzisiaj taka struktura.
W swojej najnowszej adhortacji apostolskiej Laudate Deum papież Franciszek zawarł cały szereg kontrowersyjnych albo zgoła niebezpiecznych elementów i postulatów. Dziwi zwłaszcza pierwsza część dokumentu, w której Ojciec Święty wypowiada się na temat zjawiska globalnego ocieplenia. Przytacza liczby i dane, twierdzi, że klimat ociepla się wskutek działalności człowieka, a utrzymywanie, że jest inaczej, krytykuje jako nieledwie głupotę.
To jeden z nielicznych przypadków w dziejach, gdy papież wydaje dokument nauczycielski, w którym wypowiada się z taką pewnością siebie bynajmniej nie w dziedzinie doktryny i moralności, ale w sprawach, które ze swojej natury nie leżą w kompetencjach rzymskiego Urzędu Nauczycielskiego. Niestety, to nie arbitralność wypowiedzi o antropogenicznej naturze globalnego ocieplenia jest największym problemem Laudate Deum.
Wzorowe Chiny? Wielkie wątpliwości wywołuje na przykład wyraźna pochwała Chin, które papież przeciwstawia Ameryce. Papież pisze: „Jeśli weźmiemy pod uwagę, że emisje na osobę w Stanach Zjednoczonych są około dwukrotnie wyższe niż w przypadku mieszkańca Chin, i około siedmiokrotnie wyższe niż średnia w najbiedniejszych krajach, możemy stwierdzić, że powszechna zmiana nieodpowiedzialnego stylu życia związanego z modelem zachodnim, miałaby znaczący długoterminowy skutek”. Jest niewątpliwie słuszne napiętnować hedonistyczny i konsumpcyjny styl życia większości społeczeństw zachodnich; można też skrótowo sprowadzić rzecz do modelu amerykańskiego. Jednak przeciwstawienie mu modelu Państwa Środka budzi głęboki sprzeciw, choćby dlatego, że obecny status rerum w Chinach został osiągnięty za pomocą niezwykle brutalnych środków, choćby ludobójczej polityki jednego dziecka. W punkcie 9 Laudate Deum papież Franciszek przeciwstawia się koncepcji, według której w walce z globalnym ociepleniem należy zmniejszyć globalną liczbę ludności; skoro tak, to nie sposób zrozumieć, dlaczego podaje za wzór Chiny, które swój rozwój oparły właśnie o takie zmniejszanie. Warto zauważyć, że to nie pierwszy raz, gdy Watykan wychwala Państwo Środka. Kilka lat temu kardynał Peter Turkson, dziś Wielki Kanclerz Papieskiej Akademii Nauk oraz Papieskiej Akademii Nauk Społecznych, podawał Chiny jako wzór realizacji katolickiej nauki społecznej.
Nawiasem mówiąc, papieskich pochwał w Laudate Deum doczekały się też… Zjednoczone Emiraty Arabskie. Można byłoby to odbierać w kontekście nadchodzącego szczytu klimatycznego w Dubaju (to dlatego Franciszek wydał adhortację właśnie teraz – to konkretny apel do uczestników tego szczytu!); ale trzeba pamiętać, że Watykan od dłuższego czasu ściśle współpracuje z Emiratami. Papież przecież właśnie tam wzniósł we współpracy z emirackim rządem multi-religijny kompleks Domu Rodziny Abrahamowej. Pewnie nie bez związku z tą współpracą pozostaje fakt, że rządząca Emiratami rodzina ma warte grube miliardy dolarów interesy na całym świecie. Taki sojusznik bez wątpienie bardzo Stolicy Apostolskiej „pomaga”.
Śmiercionośne protesty Całkowicie niepoważne wydaje się tez poparcie przez Ojca Świętego radykalnych protestów ekologów. W punkcie 58 Franciszek pisze, że przy okazji różnych konferencji klimatycznych uwagę przyciągają działania grup „zradykalizowanych”; następnie odrzuca stosowanie przez nich przemocy, ale uznaje, że ich działalność może być „konieczna” aby „wywierać zdrową presję” na społeczeństwo. Trzeba pamiętać, jak w praktyce wygląda działalność radykalnych grup ekologicznych. W Europie to dziś przede wszystkim Letzte Generation (Last Generation, Ostatnie Pokolenie). Aktywiści zwykle przyklejają się do dróg, niszczą zabytki albo zakłócają imprezy sportowe. Być może w związku z papieskim odrzuceniem stosowania przemocy należy skrytykować niszczenie zabytków, ale wydaje się, że dwie pozostałe formy – już nie. Tymczasem choćby przyklejanie się do dróg powoduje ogromne straty i szkody; bywa, że prowadzi też do śmierci, gdy wskutek nagłego zatrzymania ruchu rozbijają się samochody albo karetki pogotowania nie są w stanie przyjechać na czas do chorego. Popieranie przez Franciszka w bardzo ogólnych słowach radykalnych protestów jest w tym kontekście skrajną nieodpowiedzialnością.
Nadchodzi koniec Wreszcie, jak sądzę, należy zdecydowanie skrytykować tonację tekstu papieża. W pierwszych kilkunastu akapitach Ojciec Święty sięga po niezwykle dramatyczną stylistykę, co kulminuje w punkcie 17, gdzie pisze: „Niektóre diagnozy apokaliptyczne często wydają się nierozsądne lub niewystarczająco uzasadnione. Nie powinno nas to skłaniać do ignorowania faktu, że realna jest możliwość osiągnięcia punktu zwrotnego. Niewielkie zmiany mogą wywołać poważne, nieprzewidziane i być może już nieodwracalne zmiany z powodu czynników inercyjnych. Uruchomiłoby to ostatecznie lawinową kaskadę zdarzeń. W takim przypadku zawsze jest już za późno, ponieważ żadna interwencja nie może zatrzymać już rozpoczętego procesu. Stamtąd nie ma już odwrotu”.
Czytelnik słyszał na pewno o coraz poważniejszym problemie zwłaszcza wśród dzieci, młodzieży i młodych dorosłych. Ludzie bywają ogarniani swoistą paniką ekologiczną i odczuwają autentyczny strach związany z nadchodzącą rzekomo katastrofą. Wiele osób decyduje się przy tym na rezygnację z posiadania rodziny – nie chcą mieć dzieci, uznając, że, po pierwsze, istoty ludzkie obciążają środowisko, a po drugie – że jest niemoralne wydawać dzieci na świat mający ulec rychłej zagładzie. Papieski alarmistyczny ton, niestroniący nawet od apokaliptycznych obrazów, może tylko nasilić te negatywne zjawiska. Znowu mamy zatem do czynienia ze skrajną nieodpowiedzialnością.
Jeden światowy rząd? Do tego dochodzi sprawa globalnego rządu. Franciszek uznaje w Laudate Deum, że nie da się rozwiązać problemu klimatycznego bez utworzenia struktur międzynarodowych, które zostaną obdarzone autentyczną władzą. W tym sensie promuje wprost i bezpośrednio ideę powoływania rządu światowego. W punkcie 35 napisał: „Nie należy mylić multilateralizmu ze światową władzą skoncentrowaną w jednej osobie lub elicie z nadmierną władzą: «Kiedy mówimy o możliwości istnienia jakiejś formy globalnego autorytetu, regulowanego przez prawo, niekoniecznie należy myśleć o autorytecie osobowym». Mówimy przede wszystkim o «organizacjach światowych, obdarzonych autorytetem, aby zapewnić globalne dobro wspólne, eliminację głodu i ubóstwa oraz pewną obronę podstawowych praw człowieka». Chodzi o to, że muszą one być wyposażone w rzeczywistą władzę, aby «zapewnić» realizację pewnych niezbywalnych celów. W ten sposób powstałby multilateralizm, który nie zależałby od zmieniających się okoliczności politycznych lub interesów nielicznych kręgów, i który miałby stabilną skuteczność”.
Idea nie jest nowa; Franciszek o rządzie światowym pisał już w swojej encyklice Fratelli tutti z 2020 roku. Nie wsparł tam stworzenia rządu światowego wprost, ale snuł wizję tworzenia międzynarodowych struktur kierowniczych i wskazywał, że powinny one mieć możliwość karania państw przekraczających ustalone przez kolektyw światowy normy. Karanie jest tymczasem prerogatywą suwerena. Ojciec Święty wskazywał: „Wiek XXI jest świadkiem osłabienia władzy państw narodowych, przede wszystkim dlatego, że wymiar ekonomiczno-finansowy o charakterze ponadnarodowym dąży do dominacji nad polityką. W tym kontekście niezbędne staje się dojrzewanie silniejszych i sprawnie zorganizowanych instytucji międzynarodowych, których władze byłyby desygnowane sprawiedliwie, na podstawie porozumień między rządami krajowymi, i wyposażone w możliwość sankcjonowania. Kiedy mówimy o możliwości istnienia jakiejś formy globalnego autorytetu, regulowanego przez prawo, niekoniecznie należy myśleć o autorytecie osobowym. Powinno się jednak przynajmniej przewidywać możliwość powołania do życia skuteczniejszych organizacji światowych, obdarzonych autorytetem, aby zapewnić globalne dobro wspólne, eliminację głodu i ubóstwa oraz pewną obronę podstawowych praw człowieka” (Fratelli tutti, 172).
Idea św. Jana XXIII Franciszek kontynuował tutaj myśl niektórych ze swoich poprzedników, a zwłaszcza św. Jana XXIII. Papież ten w encyklice Pacem in terris trzeźwo zauważył, że istniejące stosunki międzynarodowe są niewystarczające dla zapewnienia pokoju powszechnego; uznając, że trzeba osiągnąć pokój powszechny, stwierdził – logicznie w perspektywie doczesnej – że konieczne jest ustanowienie światowego rządu. Papież pisał:
„A ponieważ obecnie ze wspólnym dobrem wszystkich narodów wiążą się zagadnienia dotyczące wszystkich narodów, i ponieważ zagadnienia te może rozwiązać jedynie jakaś władza publiczna, posiadająca i moc, i organizację, i środki o równie wielkim zasięgu oraz obejmująca zakresem swego działania cały świat – wynika z tego, że nawet z nakazu samego porządku moralnego trzeba ustanowić jakąś powszechną władzę publiczną” (Pacem in terris, 137).
Wskazywał dalej, że „zasięg tej władzy powinien rozciągać się na cały świat” i powinna ona „dysponować odpowiednimi środkami, wiodącymi do powszechnego dobra wspólnego” (tamże, 138). Z drugiej strony św. Jan XXIII postulował postawienie takiej powszechnej władzy publicznej szeregu ograniczeń. Wskazywał: „Jak w poszczególnych państwach stosunki między władzą publiczną i obywatelami, rodzinami oraz zrzeszeniami trzeba regulować i kierować według zasady pomocniczości, tak i stosunki między powszechną władzą publiczną a władzami publicznymi poszczególnych państw należy oprzeć na tej samej zasadzie. Właściwym bowiem zadaniem tej powszechnej władzy jest rozpatrywanie i rozstrzyganie spraw, mających powiązanie z powszechnym dobrem wspólnym w dziedzinie gospodarczej, społecznej i politycznej oraz w rozwoju nauki. Sprawy te posiadają wielkie znaczenie, mają bardzo szeroki zasięg i są szczególnie palące; dlatego nasuwają zbyt wiele trudności, aby mogły je pomyślnie rozwiązać rządy poszczególnych państw” (tamże, 140). I dalej: „Zadaniem tej władzy powszechnej nie jest korygowanie czy kontrolowanie działań z zakresu kompetencji władz publicznych poszczególnych państw. Ma ona natomiast starać się o wytworzenie na całym świecie takich warunków, w których nie tylko władza publiczna każdego państwa, lecz również poszczególni ludzie oraz zrzeszenia będą mogły bezpieczniej wykonywać swe zadania, wypełniać obowiązki i domagać się poszanowania dla swych praw” (tamże, 141). Jest tu więc silna idea powołania rządu światowego, tyle, że o ograniczonych kompetencjach.
Rząd bezbożnej dyktatury Nie chcę tu wyrokować nad intencjami św. Jana XXIII. To, co można obiektywnie stwierdzić, to fakt, że w chwili publikacji encykliki Pacem in terris w świecie Zachodu panowała jeszcze powszechna wiara w możliwość budowy autentycznie cywilizowanego porządku globalnego. W Europie zachodniej swoje rządy konstytuowała na ogół chadecja; w Stanach Zjednoczonych polityka była prowadzona w dużej mierze w ramach szeroko pojętych idei chrześcijańskich. Te nadzieje zostały skutecznie zdruzgotane dopiero kilka lat później, najpierw przez rewoltę seksualną 1968 roku, później przez wyrok amerykańskiego Sądu Najwyższego w sprawie Roe przeciw Wade w 1973 roku. Dzisiaj wiemy dobrze, że globalne elity nie są zainteresowane budową zdrowej cywilizacji; dążą raczej do utworzenia ładu światowego jako swoistego analogonu Królestwa Antychrysta: z powszechną swobodą do mordowania dzieci nienarodzonych; z możliwością zabijania w ramach eutanazji osób uznanych za społecznie zbędne; z kompletnym gwałceniem prawa do wychowania dzieci, które przechodzą de facto pod kuratelę bezbożnych urzędników, gwałcących ich niewinność i aprobujących okaleczenia ich ciał w związku z genderyzmem. Do tego dochodzi oczywiście elitarystyczna i antyludzka wizja przyszłego świata takich ideologów jak Yuval Noah Harari. Wspieranie w takim kontekście budowy globalnego rządu, który będzie przejmować kompetencje państw suwerennych, jest – świadomie lub nie – przykładaniem ręki do konstytuowania antychrystycznej dyktatury.
Integracja Watykanu z globalnymi „elitami” Laudate Deum to w sumie dokument bardzo groźny. Nawet jeżeli tematyka ochrony środowiska może i powinna być przedmiotem zainteresowania Kościoła, nie powinno podejmować się jej przez pryzmat ideologii klimatyzmu. Tymczasem Laudate Deum jest dokumentem głęboko ideologicznym: tak należy ocenić opisane wyżej postulaty Franciszka, których praktyczna realizacja może prowadzić wyłącznie do poważnych szkód. Jest dla mnie ponadto głęboko zasmucające, że spośród wszystkich globalnych problemów papież wybiera na najważniejszą kwestię właśnie globalne ocieplenie. Nie mam kompetencji, by wypowiadać się na temat realności tego zjawiska i jego powiązania z działalnością człowieka; jestem jednak pewien, że nawet jeżeli na skutek zmian klimatycznych duże ludzkie społeczności byłyby zagrożone różnego rodzaju problemami – to jeszcze większa grupa ludzi jest nieustannie zagrożona przez postępującą cywilizację śmierci. Aborcja i eutanazja zbierają każdego dnia wielkie krwawe żniwo, ideologia gender niszczy życie setkom tysięcy młodych ludzi na świecie. Te tematy, które, zdawałoby się, powinny najbardziej zajmować Stolicę Apostolską, są jednak zepchnięte na margines. Dlaczego? Obawiam się, że tylko z jednego powodu – bo takie są oczekiwania globalnych elit, z którymi Watykan z miesiąca na miesiąc jest coraz silniej powiązany. Wizja Stolicy Apostolskiej jako duchowej agendy powszechnego rządu, jakkolwiek wydawałaby się fantastyczna i nierealna, w istocie stopniowo się materializuje.
Z każdym rokiem, w miarę jak debaty klimatyczne stają się coraz bardziej nasycone ideologiczną żarliwością, zaczynamy dostrzegać w nich niepokojące echa dystopijnej wizji George’a Orwella z 1984 roku. W tej powieści, Orwell opisał totalitarną władzę , IngSoc (Angielski Socjalizm) jako aparat opresji, kontrolujący myśli i życie obywateli. Dziś, w realiach XXI wieku, podobny obraz wyłania się na arenie międzynarodowej, gdzie klimatyczny dyskurs ONZ pod egidą EcoSoc (Ekologiczny Socjalizm?) przejawia cechy orwellowskiej kontroli i ideologicznej nagonki.
Rada Społeczno-Gospodarcza Organizacji Narodów Zjednoczonych (EcoSoc) jest jednym z sześciu głównych organów ONZ, odpowiedzialnym za koordynację działań gospodarczych i społecznych w ramach tej organizacji międzynarodowej. EcoSocdesygnuje osoby i zagadnienia, aby promować wspólne działania na rzecz tak zwanego „zrównoważonego świata”, stając się centrum systemu rozwojowego ONZ, gdzie przeprowadzane są zaawansowane analizy, a także uzgadniane są globalne normy klimatyczne.
W skład Rady wchodzi 54 członków, wybieranych przez Zgromadzenie Ogólne ONZ na trzyletnią kadencję. Do roku 1965 w składzie Rady było 18 członków, a do 1973 roku – 27 członków. EcoSoc odpowiada za kierowanie i koordynację działań gospodarczych, społecznych, humanitarnych i kulturalnych prowadzonych przez ONZ, co czyni go największym i najbardziej złożonym organem pomocniczym ONZ. Polska będzie uczestniczyć w EcoSoc w latach 2024-2026. Polska została wybrana do Rady podczas wyborów przeprowadzonych 8 czerwca 2023 roku
Rozważania na temat klimatu przez lata uległy transformacji, stając się narzędziem politycznego zamiast naukowego dyskursu. Główny Panel ds. Zmian Klimatu (IPCC) z ONZ, który powinien stanowić źródło obiektywnych analiz, jest często krytykowany za jednostronność i skłonność do promowania alarmistycznej narracji. Krytycy zarzucają, że walka z tak zwanymi zmianami klimatycznymi stała się nową formą utopii społecznej, w której zielony klimatyczny komunizm zastępuje jego czerwoną odmianę z czasów zimnej wojny.
Ten nowy „zielony komunizm” zamiast klasy robotniczej, stawia na ołtarzu Ziemię, której to my, ludzie, mamy służyć. Wtóruje mu nawet papież Franciszek, który organizuje heretyckie procesje w Watykanie obnosząc bóstwo Matki Ziemi znane w Ameryce Południowej jako Pachamama. W tej marksistowskiej narracji, ludzkość jest przedstawiana jako wyzyskiwacze natury, a cała klimatyczna agenda zdaje się mieć na celu zniszczenie naszego dotychczasowego stylu życia.
Nie można nie zauważyć analogii między IngSoc z 1984 roku a dzisiejszym EcoSoc z ONZ. Zarówno IngSoc, jak i EcoSoc, opierają się na strachu i kontrolują dyskurs publiczny, zacierając granice między faktami a fikcją. Tak jak w Orwellowskiej wizji totalitarnego świata, gdzie „wojna to pokój”, „wolność to niewola” i „ignorancja to siła”, tak i w dzisiejszych debatach klimatycznych pojęcia te są często przekręcane i służą utrzymaniu ludzi w stanie ciągłego zagrożenia i nieświadomości.
Łatwo zauważyć, że klimatyczny dyskurs ONZ zdaje się wpisywać w orwelliowską wizję świata, gdzie dominuje jedna prawda, a wszelkie odmienne głosy są stłamszone lub zdeprecjonowane. Debaty naukowe są zastępowane politycznymi rozważaniami, a racjonalna wymiana myśli ulega zastąpieniu dogmatyczną ideologią. W świecie EcoSoc, odmiennych opinii nie toleruje się, podobnie jak w dystopijnej wizji IngSoc.
Obecna klimatyczna retoryka przypomina marksistowską ideologię z poprzedniego stulecia, w której dążono do budowy utopijnego społeczeństwa, nawet kosztem osobistej wolności i dobrobytu. Podobnie, EcoSoc, któego dąży do utopijnego celu „ratowania” Ziemi, nie zważając na ludzkie koszty tego przedsięwzięcia. Tak jak w komunizmie, w którym poświęcano ludzi dla ideologicznych celów, tak i w dzisiejszym ekologicznym socjalizmie zdaje się nie zważać na ludzkie konsekwencje polityki klimatycznej.
Gdy zastanawiamy się nad obecnym klimatem politycznym w kontekście klimatu, nie możemy ignorować dystopijnych wizji Orwella. Jest to przestroga przed ideologiczną żarliwością i zagrożeniem, jakie niesie ze sobą dogmatyczne przywiązanie do jednej „prawdy”. Tak jak Orwell w 1984 roku przewidział zagrożenia totalitarnego społeczeństwa, tak i my powinniśmy być ostrożni, obserwując rozwój klimatycznego dyskursu i upolitycznienie nauki, które zdają się prowadzić nas ku nowej formie orwelliańskiego dystopii.
Zelensky’s wife reportedly spent $1,100,000 on a shopping trip in NYC while visiting the United States together with her husband to shore up continued support from Washington.
During the visit, Zelensky gave his first in-person address to the UN General Assembly, met with lawmakers on Capitol Hill, and also visited the White house. While Zelensky was blitzing Washington in urgent effort to bolster support for Ukraine, his wife Olena Zelenska was spotted on Fifth Avenue in NYC.
New York’s Fifth Avenue is the city’s most famous shopping street, and probably the most famous shopping street in the world. A lot of prestigious and high-end stores can be found between 49th and 60th Street on Fifth Avenue including Armani, Gucci, Bergdorf Goodman, Harry Winston, Cartier. Modern day celebrities are often spotted wearing CARTIER pieces: Angelina Jolie, Kylie Jenner, Lupita Nyong’o and … Olena Zelenska. According to our sources, the wife of Ukrainian president is a diehard Cartier enthusiast. Moreover, she has even visited the famous Cartier Mansion during Ukrainian
President’s visit to NYC to address the United Nations General Assembly, and has reportedly spent $1,100,000 on jewelry.
According to information collected by Boukari Ouédraogo from the Cartier store ex-employee, Olena Zelenska visited the boutique during her and her husband’s visit to New York. “I tried to take her on a quick tour, but she wasn’t interested,” the ex-employee further recalls.
Zelenska’s visit to the luxury boutique ended up in a very unexpected manner as she snapped at the employee who was trying to assist her with a “Who said I need your opinion?” rant. After that, according to the boutique ex-worker, Zelenska had a talk with the manager. The ex-worker has no idea what the discussion was about but the next day she got fired from the boutique.
After receiving a “you’re fired” call the next day after Zelenska’s visit, the ex-employee decided to share her story about the bizarre encounter on the Instagram. She has managed to sneak away a copy of a receipt containing Zelenska’s purchases while packing her personal belongings at the boutique.
After receiving a “you’re fired” call the next day after Zelenska’s visit, the ex-employee decided to share her story about the bizarre encounter on the Instagram. She has managed to sneak away a copy of a receipt containing Zelenska’s purchases while packing her personal belongings at the boutique.
Here is the full recollection of the incident from the boutique ex-employee’s Instagram account:
Thanks to Olena Zelenska’s aggressive behavior, her shopping habits went public again. Yes, it’s not the first time the wife of the Ukrainian president was spotted flashing cash in some luxury stores. In December 2022, for example, she has reportedly spent 40,000 euros during her trip to Paris coinciding with her husband asking for more financial support from the United States and the European Union. It seems like her appetite has grown dramatically as the time passed. The question remains, if she has managed to spend $1,100,000 in Cartier alone, how much more money has she spent during her whole shopping spree on New York’s Fifth Avenue that day and who paid for it?
Arcybiskup Vigano odwołany przez katolickich tradycjonalistów za stwierdzenie, że papież Franciszek od początku miał na celu zniszczenie Kościoła katolickiego.
Przemówienie to zostało przygotowane w celu wygłoszenia go na Konferencji Tożsamości Katolickiej . Jednak w ostatniej chwili został „skreślony” ze składu.
To niefortunne, że w obecnym klimacie strachu w Kościele swobodna wymiana idei i punktów widzenia nie jest już tolerowana. Módlmy się o jedność Kościoła, tę jedność, która może opierać się jedynie na Prawdzie, którą jest Jezus Chrystus.
————————————
A fructibus eorum cognoscetis eos.
Numquid colligunt de spinis uvas aut de tribulis ficus? Sic omnis arbor bona fructus bonos facit; mala autem arbor fructus malos facit. Non potest arbor bona fructus malos facere, neque arbor mala fructus bonos facere. Omnis arbor quæ non facit fructum bonum exciditur et in ignem mittitur. Igitur ex fructibus eorum cognoscetis eos.
Po owocach ich poznacie. Czy ktoś zbiera winogrona z cierni albo figi z ostu? Tak każde dobre drzewo wydaje dobre owoce; a zgniłe drzewo wydaje złe owoce. Nie może dobre drzewo rodzić złych owoców, a drzewo zgniłe nie może rodzić dobrych owoców. Każde drzewo, które nie wydaje dobrego owocu, będzie wycięte i w ogień wrzucone. Dlatego poznacie ich po owocach. Mt 7,16-20
———————————
Pozwólcie, że pozdrowię i podziękuję organizatorom Konferencji Tożsamości Katolickiej oraz wszystkim, którzy biorą w niej udział. W chwili wielkiego zamieszania ważne jest, aby wyjaśnić, co się dzieje, nawet poprzez porównanie różnych stanowisk. Dlatego jestem wdzięczny mojemu przyjacielowi Michaelowi Mattowi za umożliwienie mi podzielenia się z Wami pewnymi przemyśleniami.
W tym przemówieniu nie będę próbował dawać odpowiedzi, ale postawić pytanie, którego nie można już dłużej odkładać, abyśmy my, biskupi, duchowieństwo i wierni, mogli jasno spojrzeć na bardzo poważną obecną apostazję jako na fakt zupełnie bezprecedensowy, jeden moim zdaniem nie można tego rozwiązać poprzez odwołanie się do naszych zwykłych kategorii osądów i działań.
DOWODY „PROBLEMU BERGOGLIO”
Mnogość deklaracji i zachowań całkowicie obcych oczekiwaniom od papieża – a w istocie sprzecznych z wiarą i moralnością, których papiestwo jest strażnikiem – skłoniła wielu wiernych i coraz większą liczbę biskupów do zwrócenia uwagi na coś, co jeszcze jakiś czas temu wydawało się niesłychane: Tron Piotrowy zajęty jest przez osobę, która nadużywa swojej władzy, wykorzystując ją do celów odwrotnych do tych, dla których ustanowił go Nasz Pan.
Niektórzy twierdzą, że Jorge Mario Bergoglio jest jawnym heretykiem w kwestiach doktrynalnych, inni, że jest tyranem w sprawach rządzenia, jeszcze inni uważają jego wybór za nieważny ze względu na liczne nieprawidłowości związane z rezygnacją Benedykta XVI i wyborem tego, który zajął jego miejsce . Opinie te – w mniejszym lub większym stopniu poparte dowodami lub wynikiem spekulacji, których nie zawsze można podzielać – potwierdzają jednak rzeczywistość, która jest obecnie niepodważalna. I to właśnie ta rzeczywistość, moim zdaniem, stanowi wspólny punkt wyjścia w próbach zaradzenia niepokojącej, skandalicznej obecności papieża, który z ostentacyjną arogancją przedstawia się jako inimicus Ecclesiaei który działa i mówi jako taki. Wróg, który właśnie dlatego, że zasiada na Tronie Piotrowym i nadużywa władzy papieskiej, jest w stanie zadać straszliwy i zgubny cios, jakiego nie był w stanie zadać żaden wróg zewnętrzny w całej historii Kościoła.
Nigdy wcześniej najgorszym prześladowcom chrześcijan, najbardziej zaciekłym zwolennikom lóż masońskich i najbardziej niepohamowanym herezjarchom nie udało się w tak krótkim czasie i z taką skutecznością zniszczyć winnicy Pańskiej, zgorszyć wiernych, zniesławić ministrów, zdyskredytować jej winnicę. autorytetu i autorytatywności przed światem oraz burzenie Magisterium, wiary, moralności, liturgii i dyscypliny.
Inimicus Ecclesiae nie tylko w odniesieniu do członków Ciała Mistycznego – którym gardzi, ośmiesza (nie przestaje rzucać pod jego adresem jadowitych epitetów), prześladuje, uderza; ale także w odniesieniu do Głowy Ciała Mistycznego, Jezusa Chrystusa: którego władza jest sprawowana przez Bergoglio już nie w sposób zastępczy, co byłoby zatem w koniecznej i obowiązkowej zgodności z depozytum fidei, ale raczej w sposób autoreferencyjny i w ten sposób tyrański. Władza Biskupa Rzymu wywodzi się bowiem z Najwyższej Władzy Chrystusa, w której uczestniczy, zawsze w granicach i zakresie celów, które Boski Założyciel ustanowił raz na zawsze i których żadna władza ludzka nie jest w stanie zmienić.
Dowód obcości Bergoglio wobec zajmowanego przez niego urzędu jest z pewnością faktem bolesnym i bardzo poważnym; jednak uświadomienie sobie tej rzeczywistości jest niezbędną przesłanką zaradzenia niezrównoważonej i katastrofalnej sytuacji.
DZIAŁAJ, ABY NASTĘPOWAĆ
W ciągu tych dziesięciu lat swojego „pontyfikatu” widzieliśmy, jak Bergoglio robił wszystko, czego nigdy nie można by oczekiwać od papieża i odwrotnie, wszystko, co zrobiłby herezjarcha lub apostata.
Zdarzały się przypadki, gdy te działania wydawały się wyraźnie prowokacyjne, jak gdyby swoimi wypowiedziami lub niektórymi aktami rządu celowo chciał wzbudzić oburzenie ciała kościelnego i wezwać księży i wiernych do reakcji, dając im pretekst do ogłoszenia ich schizmatyckimi. Ale ta typowa strategia najgorszego jezuityzmu została teraz odkryta, ponieważ cała operacja została przeprowadzona ze zbytnią arogancją i w obszarach, w których nawet umiarkowani katolicy nie są skłonni do kompromisu.
Skandale seksualne duchowieństwa, a w szczególności reakcja Stolicy Apostolskiej na plagę zepsucia moralnego kardynałów i biskupów, ukazały haniebną różnicę w traktowaniu osób należących do tak zwanego „magicznego kręgu” Bergoglio i tych, których on uważa za przeciwników. Niedawny przypadek Marka Rupnika jest dowodem na to, że sprawuje władzę niczym despota, legibus solutus, który uważa się za wolnego i nie ponosi odpowiedzialności za swoje czyny. Często zdarza się, że konsekwencje decyzji podjętych osobiście przez Argentyńczyka przerzuca się następnie na jego podwładnych, którzy zostają oskarżeni i zdyskredytowani za wybory, które nie należą do nich. Myślę o przypadku budynku w Londynie, w który zaangażowani byli urzędnicy Sekretariatu Stanu, podczas gdy na umowie sprzedaży widniał dostojny chirograf. Myślę o haniebnym poprowadzeniu sprawy Rupnika, która oprócz resocjalizacji przestępcy odpowiedzialnego za straszliwe zbrodnie, z pogardą dla licznych ofiar, zdyskredytowała także byłego prefekta Kongregacji Nauki Wiary, kardynała Ladarię.
Mam na myśli też sprawę McCarricka, która przy farsie tajnego postępowania administracyjnego została pospiesznie zlikwidowana bez odszkodowania dla ofiar i uznana za res iudicata nie podlega zaskarżeniu. A lista jest długa. Pozostaje oczywiste, że nieszczęśnicy, którzy dobrowolnie lub niechętnie współpracują z Bergoglio, zostają wyrzuceni za burtę, gdy tylko prasa odkryje skandale watykańskie. Wiele osób zauważa to cyniczne utylitarne zachowanie, które w rzeczywistości powoduje, że rezygnują z nominacji i awansów właśnie po to, aby nie znaleźć się w niewygodnej roli kozła ofiarnego.
BURZYĆ ŚCIANĘ CISZY
Milczenie Episkopatu w obliczu nonsensu Bergoglia potwierdza, że autoreferencyjny autorytaryzm jezuity Bergoglio znalazł służalcze posłuszeństwo u niemal wszystkich biskupów, przerażonych myślą, że staną się obiektem odwetu mściwego i despotycznego satrapy Świętej Marty. Część biskupów diecezjalnych zaczyna już nie tolerować jego wyniszczającego działania, podważającego autorytet i autorytatywność całego Kościoła. Na przykład biskup Joseph Strickland w sposób godny pochwały powtórzył niezmienne prawdy doktrynalne, które Synod na temat synodalności, który odbędzie się w nadchodzących miesiącach, zamierza obalić. A kardynał Gerard Ludwig Müller słusznie przypomniał, że Pan nie dał papieżowi władzy, aby „znęcał się” nad dobrymi biskupami.
Coś zatem zaczyna się zmieniać: układy nabierają kształtu i z jednej strony widzimy „kościół synodalny” Bergoglio – który emblematycznie nazywa „naszym kościołem” – a z drugiej strony to, co pozostało z Kościoła katolickiego, wobec którego nie omieszkam podkreślić jego absolutnej obcości.
USUNIĘCIE NIEPRAWIDŁOWOŚCI na KONKLAWE W 2013 ROKU
Biskup Athanasius Schneider utrzymuje, że wszelkie nieprawidłowości, które mogły mieć miejsce podczas konklawe w 2013 r., zostały w każdym razie całkowicie załagodzone faktem , że Jorge Mario Bergoglio został uznany za papieża przez kardynałów elektorów, episkopat i większość wiernych.
Praktycznie rzecz biorąc. Argument jest taki, że niezależnie od wydarzeń, które mogły doprowadzić do wyboru papieża – z ingerencją z zewnątrz lub bez niej – Kościół, praktycznie rzecz biorąc, wyznacza termin, po przekroczeniu którego nie można zakwestionować wyboru, jeżeli osoba wybrana jest akceptowana przez lud chrześcijański. Tezę tę jednak kwestionuje precedens historyczny.
W 1378 roku, po wyborze papieża Urbana VI, większość kardynałów, prałatów i ludu uznała Klemensa VII za papieża, choć w rzeczywistości był on antypapieżem. Trzynastu z szesnastu kardynałów zakwestionowało ważność wyboru papieża Urbana ze względu na groźbę przemocy ze strony narodu rzymskiego wobec Świętego Kolegium, a nawet nieliczni zwolennicy Urbana natychmiast wycofali swój wybór, zwołując nowe konklawe w Fondi, które wybrało antypapieża Klemensa VII. Nawet św. Wincenty Ferrer był przekonany, że Klemens jest prawdziwym papieżem, natomiast św. Katarzyna ze Sieny stanęła po stronie Urbana. Gdyby powszechny konsensus był niezawodnie ważnym argumentem na rzecz legitymizacji papieża, Klemens miałby prawo być uważany za prawdziwego papieża, a nie Urban. Antypapież Klemens został pokonany przez armię Urbana VI w bitwie pod Marino w 1379 roku i przeniósł swą stolicę do Awinionu, co doprowadziło do schizmy zachodniej, która trwała trzydzieści dziewięć lat. Widzimy zatem, że argument powszechnej akceptacji nie wytrzymuje próby historii.
Pewniejsza droga BISKUPA SCHNEIDERA
Biskup Athanasius Schneider przypomina nam, że via tutior , czyli pewniejsza droga, polega na tym, aby nie być posłusznym heretyckiemu papieżowi, bez konieczności uważania go ipso facto za upadłego ze swojego urzędu za oddzielonego od Kościoła i w związku z tym niezdolnego już do przewodzenia jego przywódcy, jak wierzy św. Robert Bellarmin. Ale nawet to rozwiązanie – które przynajmniej uznaje, że Bergoglio jest heretykiem – nie wydaje mi się to decydujące, gdyż posłuszeństwo, jakiego wierni mogą mu odmówić, jest jedynie marginalne w porównaniu ze wszystkimi aktami rządu i magisterium, których dokonał i nadal dokonuje, a jego poddani nie mogą nic z tym zrobić . Można oczywiście organizować potajemne celebrowanie katolickiej Mszy św., ale co może zrobić ksiądz lub osoba świecka, gdy wywrotowa grupa biskupów manewrowana przez Bergoglio przygotowuje się do wprowadzenia niedopuszczalnych zmian doktrynalnych za pośrednictwem Synodu o synodalności? I co mogą zrobić, gdy w ich parafiach diakonisa błogosławi „ślub” dwóch sodomitów?
Z pewnością nieposłuszeństwo bezprawnym poleceniom heretyckiego lub odstępczego przełożonego jest obowiązkiem sub gravi , ponieważ posłuszeństwo Bogu jest ważniejsze od posłuszeństwa ludziom i ponieważ cnota posłuszeństwa jest hierarchicznie podporządkowana teologicznej cnocie wiary. Jednak wynikłym z tego szkodom w ciele kościelnym nie można zapobiec zwykłym działaniem: należy rozwiązać sedno problemu.
WAGA ZGODY na przyjęcie urzędu papieża.
Zatem biorąc pod uwagę fakt, że Bergoglio jest heretykiem – a Amoris Lætitia lub jego oświadczenie o wewnętrznej niemoralności kary śmierci wystarczyłoby, aby to udowodnić – musimy zadać sobie pytanie, czy wybory z 2013 r. zostały w jakiś sposób unieważnione przez brak zgoda; to znaczy, gdyby wybrany chciał zostać papieżem Kościoła katolickiego, a raczej głową tego, co nazywa „ naszym kościołem synodalnym”” – który nie ma nic wspólnego z Kościołem Chrystusowym właśnie dlatego, że jest czymś innym niż on.
Moim zdaniem ten brak zgody widać także w zachowaniu Bergoglio, które jest ostentacyjnie i konsekwentnie antykatolickie i niejednorodne co do samej istoty papiestwa. Nie ma żadnego działania tego człowieka, które nie miałoby rażąco charakteru zerwania z praktyką i Magisterium Kościoła, a do tego dochodziły zajęte stanowiska, które nie byłyby wcale inkluzywne wobec wiernych, którzy nie mają zamiaru zaakceptować arbitralne innowacje lub, co gorsza, pełnowymiarowe herezje.
Zasadnicze pytanie polega na zrozumieniu wywrotowego planu „głębokiegoKościoła” , który korzystając z metod potępionych wówczas przez św. Piusa X wobec modernistów, zorganizował się w celu przeprowadzenia zamachu stanu w Kościele i wprowadzenia prorok Antychrysta na tron Piotra. Zamiar infiltracji Hierarchii i wspinania się po jej szczeblach jest oczywisty, tak samo jak oczywiste jest , że plany ultra-postępowej frakcji nie mogły zatrzymać się na fakcie Benedykta XVI, którego uważali za zbyt konserwatywnego i którego nienawidzili przede wszystkim ponieważ odważył się ogłosić Motu Proprio Summorum Pontificum. I tak Benedykt XVI został zmuszony do rezygnacji i natychmiast był gotowy nieznany arcybiskup Buenos Aires. 11 października 2013 r. podczas konferencji na Uniwersytecie Villanova ( tutaj ) ówczesny kardynał McCarrick, wieloletni przyjaciel Bergoglio, ujawnił, że wybór Bergoglio był gorąco pożądany przez „bardzo wpływowego włoskiego dżentelmena”, wysłannika „głębokiego państwa” do głębokich kościół: ci, którzy pracują w Kurii, dobrze wiedzą, kto jest nazywany „dżentelmenem” w pełnym tego słowa znaczeniu i jakie są jego powiązania z władzą po obu stronach Tybru [Watykanem i rządem włoskim], znają także jego zawstydzające skłonności, które wyjaśniają jego bliskie powiązania z lobby homoseksualnym Watykanu. Znaczące jest również to, że McCarrick wyraził przekonanie, że Bergoglio „zmieni papiestwo w ciągu czterech lat”, potwierdzając złośliwy zamiar ingerencji w boską i niereformowalną instytucję Kościoła.
Udział Bergoglio w wydarzeniu sponsorowanym przez Fundację Clintonów, po innych nie mniej skandalicznych poparciach ze strony elity globalistycznej, potwierdza jego rolę likwidatora upadłości Kościoła, mającego na celu zastąpienie konstytucji tej Religii Ludzkości, która będzie służyć jako służebnica synarchii Nowego Porządku Świata. Ekumenizm, ekologia, wakcynizm, imigracja, LGBTQ+ i ideologia gender oraz inne przejawy religii globalistycznej są zawłaszczane przez Bergoglio nie tylko poprzez akcję ostentacyjnego i dumnego poparcia dla zwolenników Agendy 2030, ale także poprzez systematyczne zniszczenie wszystkiego, co sprzeciwia się temu w Magisterium, i bezwzględne prześladowanie tych, którzy wyrażają nawet rozważne wątpliwości.
Zatem: Bergoglio jest heretykiem i jawnie wrogim Kościołowi Chrystusowemu. Aby wykonać zadanie polecone mu przez „głęboki Kościół”, ukrywał swoje najbardziej skrajne stanowiska, aby znaleźć wystarczającą liczbę głosów na Konklawe. Aby zapewnić sobie całkowite posłuszeństwo, ci, którzy opracowali plan, zadbali o to, aby, jak to zawsze bywa, był on powszechnie szantażowany. Po wyborze Bergoglio ten plan mógł pokazać się takim, jakim jest i rozpocząć burzenie Kościoła i papiestwa.
Ale czy możliwe jest, aby papież zniszczył papiestwo, które sam ucieleśnia i reprezentuje? Czy jest możliwe, aby papież zdewastował Kościół, którego obronę powierzył mu Pan?
I znowu: jeśli udział kardynała w Konklawe ma charakter złośliwy, jeśli ma na celu działalność wywrotową przeciwko Kościołowi, jeśli ma na celu popełnienie przestępstwa, to nawet przy pozornym przestrzeganiu procedur i norm wyborczych, nie ma jest niewątpliwie ZARZUTY. A ten zbrodniczy zamiar wynika z przebiegłości, dzięki której kardynałowie, którzy byli wspólnikami spisku, współpracowali w oszukaniu kardynałów głosujących w dobrej wierze. Zastanawiam się w takim razie: czyż nie mamy do czynienia z wadą zgody wpływającą na ważność wyboru? Nie mówiąc już o tym, że sama współobecność papieża wyrzekającego się i papieża panującego jest już sama w sobie elementem skłaniającym do przekonania, że mieli oni fałszywe pojęcie o istocie papiestwa, uważanej za rolę, którą można dzielić z innymi inni. Nie zapominajmy, że rozróżnienie pomiędzy munus i ministerium jest arbitralne i że nie może być papieża, który poświęca się „posłudze modlitwy”, i innego, który rządzi. Chrystus jest jeden; Kościół jest jeden; i jest tylko jeden Następca Piotra: ciało z dwiema głowami to monstrum sprzeczne z naturą nawet przed boskim ustanowieniem Kościoła.
MOŻLIWE ZARZUTY
Niektórzy mogą sprzeciwić się: Ale nawet jeśli Bergoglio działał złośliwie, nadal przyjął to, co zaoferowali mu kardynałowie: wybór na biskupa Rzymu, a tym samym na Następce Piotra. Objął więc urząd i należy go uważać za papieża . Uważam natomiast, że jego przyjęcie papiestwa zostaje unieważnione, ponieważ uważa on papiestwo za coś innego niż jest, niczym małżonek, który zawiera związek małżeński w kościele, ale wyklucza ze swojej intencji określone cele małżeństwa, czyniąc w ten sposób małżeństwo nieważnym właśnie z powodu braku jego zgody.
Mało tego: jaki spiskowiec, który postępuje złośliwie, aby objąć urząd, byłby tak naiwny, aby wyjaśniać tym, którzy muszą go wybrać, że zamierza zostać papieżem, aby wykonywać rozkazy wrogów Boga i Kościoła ? Dzień dobry. Nazywam się Jorge Mario Bergoglio i zamierzam zniszczyć Kościół, wybierając siebie na papieża. Czy zagłosujesz na mnie?
Przestępstwo umyślne [ intencja przestępcza] polega właśnie na stosowaniu oszustwa, zatajenia, kłamstw, delegitymizacji irytujących przeciwników i eliminacji niebezpiecznych. A dowód na to, że Bergoglio zamierzał zrealizować zbrodniczy plan elity globalistycznej, jest tuż przed naszymi oczami: wszystkie pożądane cele zawarte w e-mailach Johna Podesty, prawej ręki Hillary Clinton, zostały lub są realizowane, począwszy od przyjęcie równości płci jako przesłanki kapłaństwa kobiet po włączenie LGBTQ+, od akceptacji teorii gender po udział w Agendzie 2030 w sprawie zmian klimatycznych, od potępienia „prozelityzmu” po egzaltację imigracji jako metody zastępowalności etnicznej.
A jednocześnie następuje usunięcie i potępienie innego Kościoła, „przedsoborowego”, złożonego ze sztywnych, nietolerancyjnych ludzi, poczynając od Naszego Pana, jak bluźnierczo napisał Antonio Spadaro. A wraz z kulturą anulowania zastosowaną do wiary i moralności następuje także eliminacja Mszy, która wewnętrznie należy do tego Kościoła, co Bergoglio uważa za sprzeczne z „nową eklezjologią” do tego stopnia, że zakazuje jej jako niezgodnej z „kościół synodalny”.
No to rzucam przysłowiowy kamień do stawu. Chciałbym, żebyśmy poważnie, bardzo poważnie potraktowali możliwość, że Bergoglio zamierzał uzyskać wybór w drodze oszustwa i że zamierzał nadużyć autorytetu Biskupa Rzymu, aby zrobić coś dokładnie odwrotnego do mandatu udzielonego przez Jezusa Chrystusa Piotrowi i jego następcom: utwierdzać wiernych w wierze katolickiej, pasąc i kierując trzodą Pańską, głosząc Ewangelię narodom.
Wszystkie akty rządów i magisterium Bergoglio – od jego pierwszego pojawienia się na Loggii Watykańskiej, kiedy przedstawił się swoim niepokojącym „ Buonasera ” – rozwinęły się w kierunku diametralnie sprzecznym z mandatem Piotrowym: zafałszował i nadal fałszuje Depositum Fidei, wywołał zamieszanie i wprowadził wiernych w błąd, rozproszył trzodę, oświadczył, że uważa ewangelizację narodów za „uroczystą bzdurę” i systematycznie nadużywa mocy Świętych Kluczy, aby utracić to, czego nie można rozwiązać i związać to, czego nie można związać.
Ta sytuacja jest po ludzku nie do naprawienia, ponieważ działające w niej siły są ogromne, a zepsucie Władzy nie może zostać wyleczone przez tych, którzy jej podlegają. Musimy zauważyć, że przerzuty tego „pontyfikatu” mają swój początek w soborowym raku, w Soborze Watykańskim II, który stworzył podstawy ideologiczne, doktrynalne i dyscyplinarne, które nieuchronnie musiały doprowadzić do tego punktu. Ale ilu moich współbraci, którzy również zdają sobie sprawę z powagi obecnego kryzysu, jest w stanie rozpoznać związek przyczynowy między rewolucją soborową a jej skrajnymi konsekwencjami w przypadku Bergoglio?
====================================
WNIOSEK
Jeśli to passio Ecclesiae jest wstępem do czasów ostatecznych, naszym obowiązkiem jest przygotować się duchowo na chwile wielkiego ucisku oraz prawdziwego i właściwego prześladowania. Ale to właśnie podążając Drogą Dolorosa Krzyża, ciało kościelne będzie mogło oczyścić się z brudu, który je zniekształca i zasłużyć na nadprzyrodzoną pomoc, jaką Opatrzność zapewnia Kościołowi w chwilach próby: gdzie wzmaga się grzech, łaska obfituje tym bardziej.
Na koniec pozwolę sobie przypomnieć, że założone przeze mnie stowarzyszenie Exsurge Domine ma na celu niesienie pomocy duchowej i materialnej księżom oraz braciom zakonnym i siostrom prześladowanym przez Kościół bergogliański z powodu wierności Tradycji.
„Większość migrantów, którzy w nielegalny sposób przekroczyli granicę i wystąpili u nas o azyl i tak ucieka do Niemiec wykorzystując europejski system ochrony uchodźców” – ocenił wiceminister spraw wewnętrznych i administracji Maciej Wąsik.
====================
Wąsik mówił, że w Europie wystarczy powiedzieć, iż jest się prześladowanym „i już cały sztab ludzi ma badać, czy ta osoba jest, czy nie jest prześladowana”.
Ja oczywiście jestem za tym, żeby pomagać rzeczywistym uchodźcom – zadeklarował. Ocenił jednak, że zdecydowana większość osób, które za uchodźców się podają„oszukuje tę głupią Europę, która ma postawiona wysoko polityczną poprawność”.
Tylko w tym roku większość tych, którzy przeszli przez granicę polsko-białoruską – oni nie szukają w Polsce azylu, nawet nie próbują, bo wiedzą, że jeśli zaczną procedurę azylową w Polsce, to nie będą mogli potem wyjechać do Niemiec. Ale niektórzy – namówieni – po prostu nadużywają tego prawa i mówią, że szukają ochrony międzynarodowej w Polsce – powiedział w wywiadzie wiceminister. Wówczas my mamy obowiązek zamknąć ich w ośrodku i (…) do czasu, kiedy nie przebadamy, czy on rzeczywiście jest migrantem, czy uchodźcą. Oczywiście dziewięćdziesiąt parę procent, to są migranci – nie uchodźcy. I teraz sądy mówią, że te osoby mają być w ośrodku otwartym, a nie zamkniętym. Wtedy prawie nikt nie dociera do ośrodka otwartego i wszyscy oni jadą do Niemiec – dodał.
Mieliśmy ponad 1000 osób, które w tym roku w ten sposób oszukały ten europejski system ochrony międzynarodowej. Nadużyły tego. Namówieni oczywiście przez jakichś aktywistów, czy różnych ludzi, którzy mienią się obrońcami praw człowieka, tak naprawdę oszukują europejski system, bo prowadzą tych ludzi do Niemiec – ocenił wiceszef MSWiA.
Jego zdaniem Niemcy wcześniej czy później cofną tych ludzi do Polski, a my będziemy musieli sobie z tym radzić. Pytany o proponowany system przymusowej relokacji uchodźców w UE, na który nasz rząd nie zgadza się – ocenił, że migranci nie chcą być w Polsce, tylko trafić do Niemiec, „bo my nie dajemy im takiego socjalu, jak w Niemczech”. Mało tego – jeśli przymusowo relokuje ich tutaj Unia Europejska, czy będzie taki rząd, który ich przyjmie – to dlaczego oni mieliby tu zostać, skoro my im nie damy mieszkania, nie damy im wysokich zasiłków, a za Odrą są wysokie zasiłki – mówił Wąsik w PR24.
Szanowny Panie,dzisiaj chciałbym podzielić się z Panem szczególną radością z naszego wielkiego sukcesu. W minioną sobotę odbyła się gala Lwów Ordo Iuris. Jeden z laureatów gratulował nam, mówiąc: „cieszę się, bo pokazaliście tą galą, że wokół Ordo Iuris skupia się szerokie i głębokie środowisko, wierne kluczowym sprawom, bez względu na bieżące różnice, które czasem zasłaniają nam to, co najważniejsze”.Taka też była nasza intencja. Z okazji 10-lecia działalności Instytutu Ordo Iuris postanowiliśmy zbudować coś trwalszego niż chwila miłego, wspólnego świętowania. Dlatego naszą rocznicę dedykowaliśmy tym wszystkim, których codzienna praca na rzecz życia, rodziny, wolności, chrześcijańskiego dziedzictwa Narodu i kultury nie jest dostatecznie doceniona. Zaproszenie tych bohaterów najważniejszych spraw, nominowanie ich w naszym plebiscycie, wręczenie specjalnych dyplomów i wyróżnień oraz nagrodzenie Lwami Ordo Iuris – to szczególna szansa, by wyrazami szacunku, wdzięczności i uznania wynagrodzić im za nienawiść, pogardę, a często prześladowania, z którymi stykają się na co dzień w swojej pracy. Ogromnym zaszczytem było przyjęcie naszych Lwów nie tylko przez nieocenioną dr Wandę Półtawską, ale także przez prof. Wojciecha Roszkowskiego czy prof. Bogdana Chazana, który napisał nazajutrz po gali: „Bardzo dziękuję za wyróżnienie mnie Nagrodą Specjalną w Kategorii Życie. Ta nagroda sprawiła mi ogromną radość. Wielokrotnie doznałem od Pana i Pana Pracowników, podczas tych dziewięciu lat, wsparcia, profesjonalnej rady i ludzkiej pociechy. Z całego serca dziękuję”. Ze wzruszeniem odebrałem też słowa ks. Tomasza Kancelarczyka, twórcy wspaniałej inicjatywy pro-life Bractwa Małych Stópek, który dziękował za Lwa w kategorii Życie słowami „Zaszczytem było dla mnie otrzymanie tej statuetki na wczorajszej gali Lew Ordo Iuris w Warszawie w obecności osób, które dla mnie są autorytetami.Truizmem będzie, jeżeli stwierdzę, że nie byłoby tej nagrody, gdyby nie szeroko rozumiane środowisko Fundacji Małych Stópek, ale to prawda. W pojedynkę byłbym tylko kotkiem”. Wśród osób wyróżnionych, nominowanych i laureatów Lwa Ordo Iuris znalazły się osoby duchowne i świeckie, profesorowie i wolontariusze, którzy bronią życia za kierownicą samochodu. Ludzie, którzy bronią wolności w działalności naukowej i publicystycznej oraz ci, którzy świadectwo przywiązania do wolności dali… obsługując klientów sklepu meblowego IKEA. Dzięki renomie Instytutu Ordo Iuris i dzięki długiej historii dobrej współpracy ze wszystkimi środowiskami wiernymi życiu, rodzinie i wolności – na naszej jubileuszowej scenie mogli stanąć obok siebie przedstawiciele środowisk spierających się mocno w bieżących sprawach. Jednak tego szczególnego wieczoru pokazali, że gdy chodzi o misję obrony fundamentalnych wartości, której wyrazicielem jest Ordo Iuris – tworzymy jeden front.Galę poprzedziła przełomowa, międzynarodowa konferencja naukowa na temat kulturalnych aspektów polityki rodzinnej, na którą zaprosiliśmy ekspertów nie tylko z Polski, ale też ze Stanów Zjednoczonych, Wielkiej Brytanii i Węgier, którzy badają ten temat od wielu lat. Choć rola kultury w kształtowaniu skutecznej, afirmującej rodzicielstwo polityki rodzinnej dopiero zaczyna być w Polsce istotnie rozpatrywana, to na naszej konferencji pokazaliśmy, że jest to aspekt absolutnie kluczowy dla przyszłości naszego Narodu. Z uwagi na obszerność i bezprecedensowy charakter tej konferencji – opiszę ją Panu szerzej w jednej z kolejnych wiadomości. Aby wesprzeć działania Instytutu Ordo Iuris, proszę kliknąć w poniższy przycisk[jest w oryginale. MD] Ogromnie cieszę się, że naszymi nagrodami i wyróżnieniami mogliśmy podkreślić wielkie zasługi oraz komplementarność niezwykle zróżnicowanych osiągnięć naszych nominowanych, wyróżnionych i laureatów. Bo dobroczynna i edukacyjna działalność pro-life ks. Tomasza Kancelarczyka jest niezbędnym dopełnieniem kampanii ulicznych wyróżnionych przez nas wolontariuszy Fundacji PRO – Prawo do życia i jej (również nominowanego do Lwa) założyciela – Mariusza Dzierżawskiego. A ich zaangażowanie na rzecz obrony dzieci uzupełnia chroniące życie nienarodzonych orzeczenie Trybunału Konstytucyjnego, będące zasługą parlamentarzystów reprezentowanych przez nominowanych do Lwa posłów – Piotra Uścińskiego i dr. Bartłomieja Wróblewskiego. Podobnie w kategorii Rodzina, gdzie praca laureatów nagrody – Jadwigi i Jacka Pulikowskich – na rzecz małżeństw i rodzin jest odpowiedzią na zagrożenia ideologii gender, o której pisze inny nagrodzony – ks. prof. Dariusz Oko. Zaś ze strony władzy publicznej na straży praw rodziców w szkołach i niewinności naszych dzieci wspaniałe świadectwo zaangażowania daje nominowana do nagrody pani kurator Barbara Nowak. Jeżeli przyjrzeć się nominowanym, wyróżnionym i laureatom Lwów w pozostałych kategoriach, łatwo można zaobserwować tę samą prawidłowość. Ich osiągnięcia pięknie łączą różne wrażliwości i perspektywy w drodze do tego samego celu. Cieszę się, że nasza gala była okazja, by tą szczególną jedność podkreślić i świętować.Pokazaliśmy, że można odłożyć na bok bieżące spory i zająć się wspólnie tym, co najważniejsze. Bo tylko wspólnie możemy zmieniać otaczającą nas rzeczywistość.Aby wesprzeć działania Instytutu Ordo Iuris, proszę kliknąć w poniższy przycisk Nagrody przyznaliśmy w pięciu głównych kategoriach: Życie Rodzina Wolność Chrześcijańskie Dziedzictwo Narodu Kultura Kandydatów do nagrody mógł zgłosić każdy. Otrzymaliśmy prawie 350 kandydatur, spośród których wybraliśmy po 3 nominowanych w każdej z kategorii. Laureata w każdej z nich wybrali nasi Sympatycy w otwartym głosowaniu internetowym. Dodatkowo wręczyliśmy także nagrody specjalne i wyróżnienia. I tak:Laureatem Lwa Ordo Iuris w kategorii Życie został ks. Tomasz Kancelarczyk – założyciel i prezes Fundacji Małych Stópek, która od lat pomaga osobom potrzebującym, niepełnosprawnym, bezdomnym, ubogim oraz porzuconym matkom i kobietom ciężarnym, które – znajdując się w trudnej sytuacji życiowej – rozważają aborcję. Dzięki pomocy Fundacji, młode matki wiedzą, że nie są same i nie muszą uciekać się do aborcji.Lwa Ordo Iuris w kategorii Rodzina otrzymali Jadwiga i Jacek Pulikowscy, którzy już od 45 lat zajmują się pomaganiem małżonkom i narzeczonym, przygotowując młodych ludzi do codziennych wyzwań życia rodzinnego. Ich praca przyczyniła się do uratowania wielu małżeństw i rodzin oraz zbudowania nowopowstających rodzin, które dzięki ich wsparciu mogły przetrwać kryzysy życia małżeńskiego i rodzinnego.W kategorii Wolność najwięcej głosów w internetowym głosowaniu dostał Witold Gadowski – popularny dziennikarz śledczy, pisarz i publicysta, znany ze swojej dziennikarskiej niezależności i nieustępliwej obrony fundamentalnych praw i wolności obywatelskich.W kategorii Chrześcijańskie Dziedzictwo Narodu nagrodę otrzymał ks. prof. Dariusz Kowalczyk – jezuita, profesor teologii, publicysta i rekolekcjonista oraz autor ponad 60 artykułów naukowych, 12 książek oraz tysięcy mniejszych artykułów, w których odważnie broni życia, rodziny i chrześcijańskiego dziedzictwa naszej Ojczyzny.W kategorii Kultura nagrodzony został prof. Wojciech Roszkowski – ekonomista, historyk, nauczyciel akademicki, profesor nauk humanistycznych. Autor licznych książek, podręczników i artykułów na temat najnowszej historii Polski i Europy – w tym podręcznika do przedmiotu „Historia i Teraźniejszość”, za napisanie którego padł ofiarą bezprecedensowej nagonki medialnej zainicjowanej przez radykalnych ideologów skrajnej lewicy.Aby wesprzeć działania Instytutu Ordo Iuris, proszę kliknąć w poniższy przycisk Kapituła przyznała także nagrody specjalne w wybranych kategoriach.W kategorii Życie uhonorowany został ginekolog prof. Bogdan Chazan – profesor nauk medycznych w zakresie ginekologii i położnictwa oraz lekarz z kilkudziesięcioletnim doświadczeniem, który choć w przeszłości sam dokonał wielu aborcji, to z czasem zrozumiał, że aborcja jest zabójstwem nienarodzonego dziecka. Po tym przełomie – odmówił zabicia nienarodzonego dziecka, za co został usunięty przez Prezydent Warszawy Hannę Gronkiewicz-Waltz z funkcji dyrektora Szpitala im. św. Rodziny w Warszawie oraz padł ofiarą nienawistnej nagonki radykalnych polityków i mediów. Odbierając nagrodę, prof. Chazan przywołał słowa Sługi Bożego Bogdana Jańskiego, który powiedział: „jeżeli wracam na drogę prawdy, to przez nieskończone miłosierdzie Boga, a nie przez moją zasługę”.Z kolei w kategorii Rodzina nagrodę specjalną przyznaliśmy dr Wandzie Półtawskiej, która pomimo dramatycznych doświadczeń z niemieckiego obozu koncentracyjnego w Ravensbrück, gdzie padła ofiarą barbarzyńskich eksperymentów medycznych, skończyła studia medyczne i przez kilkadziesiąt lat wspierała mierzące się z problemami polskie rodziny, zajmując się poradnictwem rodzinnym. Prowadziła wykłady dla młodych małżeństw, narzeczonych, duchownych i nauczycieli, a także publikowała artykuły i książki poruszające temat przygotowania do małżeństwa i katolickiej postawy wobec współżycia płciowego. Jej wiedza, przyjaźń i rada miały też wielkie znaczenie dla nauczania św. Jana Pawła II.W kategorii Chrześcijańskie Dziedzictwo Narodu wyróżniony nagrodą specjalną został Sławomir Olejniczak – założyciel i prezes Stowarzyszenia Kultury Chrześcijańskiej im. ks. Piotra Skargi, czyli jednej z największych w Polsce świeckich organizacji katolickich, której wsparcie umożliwiło nam 10 lat temu powołanie Ordo Iuris. Stowarzyszenie ks. Piotra Skargi już od 25 lat zajmuje się „budzeniem sumień Polaków”, promując praktyki pobożnościowe, nagrywając filmy religijne, wydając portal internetowy, magazyny drukowane, organizując spotkania publiczne, konferencje, sympozja i spotkania oraz liczne akcje społeczne i charytatywne.Z kolei w kategorii Kultura kapituła nagrodziła nagrodą specjalną Leszka Sosnowskiego – założyciela wydawnictwa Biały Kruk, specjalizującego się w wydawaniu książek opowiadających o wierze katolickiej, historii Polski oraz konserwatyzmie.Przyznaliśmy także specjalną nagrodę, której laureata wybrali członkowie Kręgu Przyjaciół Ordo Iuris.Został nim ks. prof. Dariusz Oko – kapłan archidiecezji krakowskiej, filozof, teolog, pisarz i publicysta, który za wytykanie absurdów ideologii gender oraz ujawnianie prawdy na temat istnienia tzw. lawendowej mafii w Kościele, nie tylko wielokrotnie padał ofiarą nienawistnej, medialnej nagonki ale również musiał odpowiadać przed niemieckim sądem, gdy jego ukarania domagał się niemiecki ksiądz, otwarcie deklarujący się jako aktywny homoseksualista.Wręczone zostały również wyróżnienia w poszczególnych kategoriach. W kategorii Życie wyróżnieni zostali działacze pro-life: dr Bawer Aondo-Akaa, Jan Bienias, Adam Brawata i Anna Trutowska, którzy stoją na pierwszym froncie walki o życie nienarodzonych dzieci, upominając się o nie poprzez udział i organizację zgromadzeń i publicznych modlitw w tej intencji. W kategorii Rodzina wyróżnienie otrzymali Monika i Zdzisław Pankowie – rodzice zastępczy niepełnosprawnego chłopca, a w kategorii Wolność wyróżniono Janusza Komendę – pracownika zwolnionego z salonu meblowego IKEA za swój sprzeciw wobec narzucania pracownikom udziału w akcjach propagujących ideologię gender.Na zakończenie gali zaskoczyliśmy naszych laureatów dodatkowym akcentem. Profesorom Bogdanowi Chazanowi oraz Wojciechowi Roszkowskiemu wręczyłem wraz z dyrektorem generalnym Ministerstwa Edukacji i Nauki Złote Medale „Zasłużony dla nauki polskiej Sapientia et Veritas”. W ten szczególnym sposób pokazaliśmy, że warto zadbać o docenienie tych wybitnych ludzi nie tylko środowiskowymi odznaczeniami, ale także odznaczeniami publicznymi, przez tak wiele lat zastrzeżonymi dla lewicowych elit.Aby wesprzeć działania Instytutu Ordo Iuris, proszę kliknąć w poniższy przycisk Tylko wspólnie możemy zmieniać świat Gdy na początku roku zastanawialiśmy się nad tym, jak możemy najlepiej uczcić 10-tą rocznicę powstania Ordo Iuris, zdecydowaliśmy, by zainspirować się wynikami ankiet, rozsyłanych co roku do naszych Przyjaciół i Darczyńców, w których regularnie pojawiały się apel o to, abyśmy podejmowali jak najwięcej aktywności zmierzających do jednoczenia i poszerzania zakresu współpracy wszystkich ideowych i patriotycznych środowisk.Dziś widzimy wyraźnie, że była to świetna intuicja naszych Sympatyków. Choć czasem, wraz z prawnikami i wszystkimi ekspertami Instytutu, jesteśmy przeciążeni codzienną pracą – udzielaniem wsparcia prawnego potrzebującym, analizą obowiązujących i wprowadzanych przepisów, monitoringiem prac kluczowych organów międzynarodowych i interweniowaniem w imieniu Polaków na forum organizacji międzynarodowych – nigdy nie zapominamy o tym, jak kluczową sprawą są wszelkie spotkania i wydarzenia, integrujące środowisko obrońców życia, rodziny i wolności. Bo tylko dzięki szerokiej wspólnocie możemy być siłą, która realnie zmienia świat.Moim wielkim pragnieniem jest to, abyśmy podobną galę mogli organizować co roku. Głęboko wierzę w to, że będziemy mogli liczyć w tym względzie także na Pana wsparcie, bo organizacja całego wydarzenia jest związana z konkretnymi, nieuniknionymi kosztami. Wciąż spływają do nas kolejne faktury, które musimy opłacić, a zaplanowane jeszcze w ubiegłym roku obchody okrągłej rocznicy naszej działalności zbiegły się w czasie z prawdziwym apogeum ataków na Ordo Iuris i wielkimi wyzwaniami, z jakimi nie mierzyliśmy się do tej pory przez 10 lat naszej działalności – w tym z próbą wyrzucenia nas z wynajmowanego przez Ordo Iuris biura w budynku PAST-y, o której pisałem Panu w poprzedniej wiadomości.Gala Lwów Ordo Iuris została zorganizowana w ten sam dzień i w tym samym miejscu, co wspomniana powyżej konferencja naukowa. Pozwoliło nam to w sposób odpowiedzialny i oszczędny zoptymalizować koszty obu inicjatyw. Nadal jednak bardzo potrzebujemy Pana wsparcia i będę Panu za nie bardzo wdzięczny. Dlatego bardzo Pana proszę o wsparcie Instytutu kwotą 80 zł, 130 zł, 200 zł lub dowolną inną, co pozwoli nam kontynuować dzieło jednoczenia środowisk ideowych z całego kraju. Z wyrazami szacunkuP.S. Jak wspomniałem gala Lwów Ordo Iuris zgromadziła ludzi o różnych poglądach, różnym doświadczeniu i z różnych środowisk, którzy pokazali, że pomimo tych różnic możemy zawsze współpracować w sprawach najważniejszych. Bardzo cieszę się, że Instytut Ordo Iuris jest platformą, która może łączyć te środowiska. W kolejnej wiadomości napiszę Panu natomiast o innej kluczowej inicjatywie, która również pokaże, że pomimo różnych podziałów i etykietek partyjnych, istnieją w Polsce ludzie, dla których wierność ideom i wartościom jest najważniejsza.Nasi eksperci kończą właśnie żmudną pracę nad analizą historii głosowań sejmowych z poprzednich dwóch kadencji, dzięki czemu zaprezentujemy w najbliższych dniach Latarnik wyborczy Ordo Iuris – dedykowaną stronę internetową, dzięki której będzie można zweryfikować, która z osób kandydujących w obecnych wyborach była wierna bliskim mi i Panu wartościom w trakcie swojej pracy parlamentarnej. Nie chcemy oczywiście wskazywać, na kogo głosować – to Pana indywidualna decyzja. Ale wierzę, że nasze praktyczne narzędzie pomoże Panu w analizie opcji wyborczych i wybranie kandydata, który – nie tylko w swoich deklaracjach i przedwyborczych obietnicach, ale także w czynach – najlepiej realizuje wartości obrony życia, wiary, wolności i rodziny. Instytut na rzecz Kultury Prawnej Ordo Iuris jest fundacją i prowadzi działalność tylko dzięki hojności swoich Darczyńców.Instytut na rzecz Kultury Prawnej Ordo Iurisul. Zielna 39, 00-108 Warszawa+48 793 569 815 www.ordoiuris.pl
This address was prepared in order to be given at the Catholic Identity Conference. However, at the last minute, it was “cancelled” from the roster.
It is unfortunate that, in the current climate of fear within the Church, the free exchange of ideas and viewpoints is no longer tolerated. Let us pray for the unity of the Church, that unity which can only be grounded in the Truth, who is Jesus Christ.
================================
A fructibus eorum cognoscetis eos.
Numquid colligunt de spinis uvas aut de tribulis ficus? Sic omnis arbor bona fructus bonos facit; mala autem arbor fructus malos facit. Non potest arbor bona fructus malos facere, neque arbor mala fructus bonos facere. Omnis arbor quæ non facit fructum bonum exciditur et in ignem mittitur. Igitur ex fructibus eorum cognoscetis eos.
By their fruits you will know them. Does anyone pick grapes from thornbushes, or figs from thistles? Just so, every good tree bears good fruit; and a rotten tree bears bad fruit. A good tree cannot bear bad fruit, nor can a rotten tree bear good fruit. Every tree that does not produce good fruit will be cut down and thrown into the fire. Therefore by their fruits you will know them.
Mt 7:16-20
Allow me to greet and thank the organizers of the Catholic Identity Conference and all who are taking part. In a moment of great confusion it is important to clarify what is happening, even by comparing different positions. That’s why I am grateful to my friend Michael Matt for giving me the opportunity to share some thoughts with you.
In this speech I will not try to give answers, but to pose a question that can no longer be postponed, so that we Bishops, the clergy, and the faithful can look clearly at the very serious apostasy present as a completely unprecedented fact, one that cannot be resolved, in my opinion, by resorting to our usual categories of judgment and action.
THE EVIDENCE OF THE “BERGOGLIO PROBLEM”
The proliferation of declarations and behaviors completely foreign to what is expected of a Pope – and indeed in contrast with the Faith and Morality of which the Papacy is the guardian – has led many of the faithful and an increasingly large number of Bishops to take note of something that until some time ago seemed unheard of: the Throne of Peter is occupied by a person who abuses his power, using it for the opposite purpose to that for which Our Lord instituted it.
Some say that Jorge Mario Bergoglio is manifestly heretical in doctrinal questions, others that he is tyrannical in matters of government, still others consider his election invalid because of the multiple anomalies of the resignation of Benedict XVI and the election of the one who took his place. These opinions – more or less supported by evidence or the result of speculations that cannot always be shared – nevertheless confirm a reality that is now incontestable. And it is this reality, in my opinion, that constitutes a common starting point in trying to remedy the disconcerting, scandalous presence of a Pope who presents himself with ostentatious arrogance as inimicus Ecclesiæ, and who acts and speaks as such. An enemy who, precisely because he occupies the Throne of Peter and abuses papal authority, is capable of inflicting a terrible and disastrous blow, such as no external enemy in the entire history of the Church has ever been able to cause. The worst persecutors of Christians, the fiercest adherents of the Masonic Lodges, and the most unrestrained heresiarchs have never before succeeded, in such a short time and with such effectiveness, in devastating the Lord’s vineyard, scandalizing the faithful, disgusting the Ministers, discrediting its authority and authoritativeness before the world, and demolishing the Magisterium, Faith, Morals, Liturgy, and discipline.
Inimicus Ecclesiæ, not only with respect to the members of the Mystical Body – which he despises, ridicules (he never ceases to launch poisonous epithets against it), persecutes, and strikes; but also with respect to the Head of the Mystical Body, Jesus Christ: whose authority is exercised by Bergoglio no longer in a vicarious way, which would therefore be in necessary and dutiful consistency with the Depositum Fidei, but rather in a self-referential and thus tyrannical way. The authority of the Roman Pontiff is in fact derived from the Supreme Authority of Christ, in which it participates, always within the boundaries and scope of the goals which the Divine Founder has established once and for all, and which no human power can change.
The evidence of Bergoglio’s alienity to the office he holds is certainly a painful and very serious fact; but becoming aware of this reality is the indispensable premise for remedying an unsustainable and disastrous situation.
AGERE SEQUITUR ESSE
In these ten years of his “pontificate” we have seen Bergoglio do everything that would never be expected of a Pope, and vice-versa everything that a heresiarch or an apostate would do. There have been occasions when these actions have appeared manifestly provocative, as if by his utterances or certain acts of government he deliberately wanted to arouse the indignation of the ecclesial body and urge priests and faithful to react by giving them the pretext to declare them schismatic. But this typical strategy of the worst Jesuitism is now uncovered, because the whole operation has been conducted with too much arrogance and in areas on which not even moderate Catholics are willing to compromise.
The sexual scandals of the clergy, and in particular the response of the Holy See to the scourge of moral corruption of Cardinals and Bishops, have shown a shameful disparity of treatment between those who belong to Bergoglio’s so-called “magic circle” and those he considers adversaries. The recent case of Marko Rupnik is evidence of one who exercises power like a despot, legibus solutus, who considers himself free to act without being accountable for any of his actions. It often happens that the consequences of the decisions taken personally by the Argentine are then passed on to his subordinates, who find themselves accused and discredited for choices which are not theirs. I think of the case of the London building in which officials of the Secretariat of State were involved, while the contract of sale bears the august chirograph. I think of the shameful handling of the Rupnik case, which in addition to having rehabilitated a criminal responsible for horrendous crimes, in contempt of the numerous victims, has also discredited the former Prefect of the Congregation for the Doctrine of the Faith, Cardinal Ladaria. I am thinking of the McCarrick case, which with the farce of a secret administrative procedure was hastily liquidated without any compensation to the victims, and declared res judicata unappealable. And the list goes on and on. It remains evident that the unfortunates who willingly or unwillingly collaborate with Bergoglio find themselves thrown overboard as soon as the press discovers the Vatican scandals. Many are noticing this cynical utilitarian behavior, which in fact brings them to decline appointments and promotions precisely so as not to find themselves in the uncomfortable role of scapegoat.
BREAKING DOWN THE WALL OF SILENCE
The silence of the Episcopate in the face of the Bergoglian nonsense confirms that the self-referential authoritarianism of the Jesuit Bergoglio has found servile obedience in almost all the Bishops, terrified by the idea of being made the object of the retaliation of the vengeful and despotic satrap of Santa Marta. Some diocesan bishops are beginning to no longer tolerate his devastating action, which undermines the authority and authoritativeness of the whole Church. Bishop Joseph Strickland, for example, has commendably reiterated immutable doctrinal truths that the Synod on Synodality in the coming months is preparing to demolish. And Cardinal Gerard Ludwig Müller has rightly recalled that the Lord did not give power to the Pope to “bully” good bishops.
Something therefore is beginning to change: alignments are taking shape, and we see on the one hand Bergoglio’s “synodal church” – which he emblematically calls “our church” – and on the other hand what remains of the Catholic Church, towards which he does not fail to reiterate his absolute extraneousness.
THE SANATIO IN RADICE OF THE IRREGULARITIES AT THE 2013 CONCLAVE
Bishop Athanasius Schneider maintains that any irregularities that may have occurred in the 2013 Conclave have in any case been healed in radice by the fact that Jorge Mario Bergoglio has been recognized as Pope by the Cardinal Electors, by the Episcopate, and by the majority of the faithful. Practically speaking. The argument is that, regardless of the events that may have led to the election of a pope – with or without external meddling in it – the Church, practically speaking, places a time limit beyond which it is not possible to challenge an election if the person elected is accepted by the Christian people. But this thesis is called into question by historical precedent.
In 1378, after the election of Pope Urban VI, the majority of Cardinals, Prelates and the people recognized Clement VII as pope, even though he was in reality an antipope. Thirteen out of sixteen cardinals questioned the validity of the election of Pope Urban due to the threat of violence from the Roman people against the Sacred College, and even Urban’s few supporters immediately retracted their election, convoking a new Conclave at Fondi which elected the antipope Clement VII. Even Saint Vincent Ferrer was convinced that Clement was the real pope, while Saint Catherine of Siena sided with Urban. If universal consensus were an indefectibly valid argument for a pope’s legitimacy, Clement would have had the right to be considered the true pope, rather than Urban. Antipope Clement was defeated by Urban VI’s army in the battle of Marino in 1379 and transferred his See to Avignon, leading to the Western Schism, which lasted thirty-nine years. Thus we see that the universal acceptance argument does not withstand the test of history.
BISHOP SCHNEIDER’S VIA TUTIOR
Bishop Athanasius Schneider reminds us that the via tutior, or surer way, consists in not obeying a heretical Pope, without necessarily having to consider him ipso facto fallen from his office as separated from the Church and therefore no longer capable of being at its head, as St. Robert Bellarmine believes. But even this solution – which at least recognizes that Bergoglio is a heretic – does not seem decisive to me, since the obedience that the faithful can deny him is only marginal compared to all the acts of government and magisterium that he has carried out and continues to perform without his subjects being able to do anything about them. Of course, one can organize the clandestine celebration of the Catholic Mass, but what can a priest or a layman do when a subversive group of Bishops maneuvered by Bergoglio is preparing to introduce unacceptable doctrinal changes through the Synod on Synodality? And what can they do when in their parishes a deaconess blesses the “wedding” of two sodomites?
Certainly disobeying the illegitimate orders of a heretical or apostate Superior is a duty sub gravi, since obedience to God comes before obedience to men, and because the virtue of Obedience is hierarchically subordinated to the theological virtue of Faith. But the resulting damage to the ecclesial body is not prevented by an action of simple resistance: the root of the question must be resolved.
THE DEFECT OF CONSENT IN THE ASSUMPTION OF THE PAPACY
Thus, taking notice of the fact that Bergoglio is a heretic – and Amoris Lætitia or his declaration of the intrinsic immorality of capital punishment would be enough to prove it – we must ask ourselves if the 2013 election was in some way invalidated by a lack of consent; that is, if the one elected wanted to become Pope of the Catholic Church or rather head of what he calls “our synodal church” – which has nothing to do with the Church of Christ precisely because it stands as something other than it. In my opinion, this lack of consent can also be seen in Bergoglio’s behavior, which is ostentatiously and consistently anti-Catholic and heterogeneous with respect to the very essence of the Papacy. There is no action of this man that does not blatantly have the air of rupture with respect to the practice and the Magisterium of the Church, and to this are added the positions taken that are anything but inclusive towards the faithful who do not intend to accept arbitrary innovations, or worse, full-blown heresies.
The fundamental question hinges on understanding the subversive plan of the deep church, which, using the methods denounced at the time by St. Pius X with regard to the Modernists, has organized itself to carry out a coup d’état within the Church and bring the prophet of the Antichrist to the Throne of Peter. The mens rea in infiltrating the Hierarchy and ascending its ranks is evident, just as it is evident that the plans of the ultra-progressive faction could not stop in the fact of Benedict XVI, whom they considered too conservative, and whom they hated above all because he dared to promulgate the Motu Proprio Summorum Pontificum. And so Benedict XVI was pressured to resign, and immediately there was ready the unknown Archbishop of Buenos Aires. On October 11, 2013, in a conference at Villanova University (here), then-Cardinal McCarrick, Bergoglio’s longtime friend, revealed that Bergoglio’s election was strongly desired by a “very influential Italian gentleman,” an emissary of the deep state to the deep church: those who work in the Curia know well who is called “the gentleman” par excellence and what his links are with the power on both sides of the Tiber [the Vatican and the Italian Government], and they also know his embarrassing penchants that explain his close connections to the Vatican homosexual lobby. It is also significant that McCarrick said he was convinced that Bergoglio would “change the Papacy within four years,” confirming the malicious intention to tamper with the divine and unreformable institution of the Church.
Seeing Bergoglio participate in an event sponsored by the Clinton Foundation, after other no less scandalous endorsements from the globalist elite, confirms his role as bankruptcy liquidator of the Church, with the purpose of substituting the constitution of that Religion of Humanity that will serve as the handmaid of the synarchy of the New World Order. Ecumenism, ecology, vaccinism, immigrationism, LGBTQ+ and gender ideology, and other instances of the globalist religion are appropriated by Bergoglio, not only through an action of ostentatious and proud support for the proponents of the 2030 Agenda, but also by means of the systematic demolition of everything that opposes it in the Magisterium, and the ruthless persecution of those who express even prudent perplexities.
So: Bergoglio is a heretic and blatantly hostile to the Church of Christ. To carry out the task assigned to him by the deep church, he concealed his most extreme positions, so as to find a sufficient number of votes in the Conclave. To ensure total obedience, those who hatched the plan made sure that he was widely blackmailable, as always happens. And once elected, Bergoglio was able to show himself for what he is and begin the demolition of the Church and the Papacy.
But is it possible for a pope destroy the papacy that he himself embodies and represents? Is it possible for a pope devastate the Church that the Lord has entrusted to him to defend? And again: if a cardinal’s participation in the Conclave is intended to be malicious, if it intends a subversive act against the Church, if the aim is to commit a crime, then even if the procedures and norms of the election are apparently respected, there is undoubtedly a mens rea. And this criminal intention emerges from the cunning by which the cardinals who were accomplices to the plot collaborated in deceiving the cardinals who voted in good faith. I wonder, then: are we not in the presence of a defect of consent that affects the validity of the election? Without saying that the very co-presence of a renouncing pope and a reigning pope is already in itself an element that leads us to believe that they had a false concept of the essence of the papacy, considered to be a role that can be shared with others. Let us not forget that the distinction between munus and ministerium is arbitrary and that there cannot be a Pope who dedicates himself to the “ministry of prayer” and another one who governs. Christ is one; the Church is one; and there is only one Successor of Peter: a body with two heads is a monstrum that is repugnant to nature even before the divine constitution of the Church.
POSSIBLE OBJECTIONS
Some may object: But even if Bergoglio acted with malice, he still accepted what the Cardinals offered him: his election as Bishop of Rome and therefore as Roman Pontiff. And so he assumed office and must be considered to be the Pope. I believe instead that his acceptance of the papacy is invalidated, because he considers the papacy something other than what it is, like a spouse who gets married in church but excludes the specific purposes of marriage from his intention, thus making the marriage null and void precisely due to his lack of consent.
Not only that: what conspirator who acts maliciously in order to ascend to an office would be so naive as to explain to those who must elect him that he intends to become Pope in order to carry out the orders of the enemies of God and the Church? Good morning. I am Jorge Mario Bergoglio and I intend to destroy the Church by getting elected Pope. Will you vote for me?
The mens rea lies precisely in the use of deception, dissimulation, lies, the delegitimization of annoying opponents, and the elimination of dangerous ones. And the proof that Bergoglio intended to carry out the criminal plan of the globalist elite is right before our eyes: all the desired goals of the emails of John Podesta, Hillary Clinton’s right-hand man, have been or are being carried out, from the adoption of gender equality as a premise for the female priesthood to LGBTQ+ inclusion, from the acceptance of gender theory to the participation in the Agenda 2030 on climate change, from the condemnation of “proselytism” to the exaltation of immigration as a method of ethnic replacement. And at the same time, there is the removal and condemnation of the other Church, the “pre-conciliar” one, composed of rigid intolerant people, starting with Our Lord, as Antonio Spadaro blasphemously wrote. And with the cancel culture applied to Faith and Morals, there is also the elimination of the Mass that intrinsically belongs to that Church, which Bergoglio considers to be in conflict with the “new ecclesiology,” to the point of prohibiting it as incompatible with the “synodal church.”
So here I am, throwing the proverbial stone into the pond. I would like us to take seriously, very seriously, the possibility that Bergoglio intended to obtain the election by means fraud, and that he intended to abuse the authority of the Roman Pontiff in order to do the exact opposite of what Jesus Christ gave a mandate to Saint Peter and his Successors to do: confirm the faithful in the Catholic Faith, feeding and governing the Flock of the Lord, preaching the Gospel to the nations. All the acts of Bergoglio’s governance and magisterium – since his first appearance on the Vatican Loggia, when he introduced himself with his disturbing “Buonasera” – has unraveled in a direction diametrically opposed to the Petrine mandate: he has adulterated and continues to adulterate the Depositum Fidei, he has created confusion and misled the faithful, he has dispersed the flock, he has declared that he considers the evangelization of peoples to be “a solemn nonsense,” and he systematically abuses the power of the Holy Keys to loose what cannot be loosed and to bind what cannot be bound.
This situation is humanly irremediable, because the forces at play are immense and because the corruption of Authority cannot be healed by those who are subject to it. We must take note that the metastasis of this “pontificate” originates from the conciliar cancer, from that Vatican II which created the ideological, doctrinal, and disciplinary bases that inevitably had to lead to this point. But how many of my confreres, who also recognize the gravity of the current crisis, have the ability to recognize this causal link between the conciliar revolution and its extreme consequences with Bergoglio?
====================================
CONCLUSION
If this passio Ecclesiæ is a prelude to the end times, it is our duty to prepare ourselves spiritually for moments of great tribulation and of true and proper persecution. But it will be precisely by retracing the Via Dolorosa of the Cross that the ecclesial body will be able to purify itself from the filth that disfigures it and merit the supernatural help that Providence reserves for the Church in times of trial: where sin abounds, grace abounds all the more.
Finally, allow me to remind you that the Exsurge Domine Association I founded aims to give spiritual and material help to priests and religious brothers and sisters who are persecuted by the Bergoglian church because of their fidelity to Tradition.
Starszy ekologista Franciszek straszy apokalipsą ekologiczną. Dosłownie.
Franciszek przedstawił 4 października swoją szóstą adhortację apostolską. Nosi tytuł Laudate Deum. Została poświęcona zagadnieniom ekologicznym. Papież – między innymi – straszy w niej dosłowną apokalipsą ekologiczną; wzywa do tworzenia międzynarodowych gremiów, które będą zarządzać kryzysem; nawołuje do zdecydowanego przyspieszenia tzw. transformacji energetycznej. Co ważne, podkreśla też, że za problemy klimatyczne nie odpowiada przeludnienie. Niestety, tej sprawie poświęca relatywnie niewiele miejsca.
========================
Adhortacja jest kontynuacją encykliki Laudato si’ z 2015 roku. Dokument jest dość obszerny, składa się z 72 paragrafów.
To, co zasługuje na pochwałę, to podkreślenie, że błędna jest ideologia mówiąca o przeludnieniu ziemi. W punkcie 9 papież pisze:
„Próbując uprościć rzeczywistość, nie brakuje tych, którzy obwiniają ubogich za posiadanie zbyt wielu dzieci i próbują rozwiązać problem poprzez okaleczanie kobiet w krajach mniej rozwiniętych. Jak zwykle, wydaje się, że winni są ubodzy. Ale w rzeczywistości, bardzo niski procent najbogatszej światowej populacji zanieczyszcza więcej, w porównaniu do 50 procent najbiedniejszej światowej populacji, a emisje na osobę najbogatszych krajów są o wiele wyższe niż tych najbiedniejszych. Jak zapomnieć, że Afryka, w której mieszka ponad połowa osób najuboższych na świecie, jest odpowiedzialna za zaledwie ułamek emisji historycznych?”.
Niestety, to tylko jeden akapit poświęcony temu problemowi. Dalej papież nie podejmuje już wątku dzietności. Skupia się za to na innych tematach.
Najbardziej zaskakująca jest pierwsza część, w której papież dowodzi, iż globalne ocieplenie jako zjawisko spowodowane przez człowieka jest „niezaprzeczalnym faktem”. Franciszek straszy nadciągającą katastrofą ekologiczną. Posuwa się do tego, by przestrzegać przed swoistą apokalipsą. W punkcie 17 pisze:
„Niektóre diagnozy apokaliptyczne często wydają się nierozsądne lub niewystarczająco uzasadnione. Nie powinno nas to skłaniać do ignorowania faktu, że realna jest możliwość osiągnięcia punktu zwrotnego. Niewielkie zmiany mogą wywołać poważne, nieprzewidziane i być może już nieodwracalne zmiany z powodu czynników inercyjnych. Uruchomiłoby to ostatecznie lawinową kaskadę zdarzeń. W takim przypadku zawsze jest już za późno, ponieważ żadna interwencja nie może zatrzymać już rozpoczętego procesu. Stamtąd nie ma już odwrotu”.
Według papieża jednym z narzędzi mogących przeciwdziałać mającej nadchodzić katastrofie jest powoływanie do życia międzynarodowych organizacji, które będą sprawować rzeczywistą władzę. W punkcie 35 napisał:
„Nie należy mylić multilateralizmu ze światową władzą skoncentrowaną w jednej osobie lub elicie z nadmierną władzą: «Kiedy mówimy o możliwości istnienia jakiejś formy globalnego autorytetu, regulowanego przez prawo, niekoniecznie należy myśleć o autorytecie osobowym». Mówimy przede wszystkim o «organizacjach światowych, obdarzonych autorytetem, aby zapewnić globalne dobro wspólne, eliminację głodu i ubóstwa oraz pewną obronę podstawowych praw człowieka». Chodzi o to, że muszą one być wyposażone w rzeczywistą władzę, aby «zapewnić» realizację pewnych niezbywalnych celów. W ten sposób powstałby multilateralizm, który nie zależałby od zmieniających się okoliczności politycznych lub interesów nielicznych kręgów, i który miałby stabilną skuteczność.
Papież odniósł się też do szczytu klimatycznego, jaki na przełomie listopada i grudnia odbędzie się w Zjednoczonych Emiratach Arabskich. Według Franciszka powinna to być okazja do radykalnego przyspieszenia transformacji energetycznej. W punkcie 54 napisał:
„Jeśli ufamy w zdolność człowieka do wykraczania poza swoje małostkowe interesy i myślenia na wielką skalę, to nie możemy wyrzec się marzenia, że COP28 doprowadzi do stanowczego przyspieszenia transformacji energetycznej, ze skutecznymi zobowiązaniami, które mogą być monitorowane w sposób stały”.
Ojciec Święty pośrednio zaaprobował też działalność ekstremistycznych grup ekologicznych. Napisał w punkcie 58:
„Często, przy okazji konferencji klimatycznych, uwagę przyciągają działania tak zwanych grup „zradykalizowanych”. Odrzucając wszelkie formy przemocy i instrumentalizacji, należy odczytywać w takich prowokacjach konieczność, aby społeczeństwo jako całość wywierało zdrową presję, ponieważ to każda rodzina powinna myśleć, że stawką jest przyszłość ich dzieci”.
Można to zrozumieć jako zachętę do podejmowania radykalnych działań, o ile tylko nie wiążą się z przemocą.
Wreszcie papież skrytykował zachodni konsumpcjonizm, jako przykład bardziej rozsądnego stylu życiu podając… Chiny.
„Jeśli weźmiemy pod uwagę, że emisje na osobę w Stanach Zjednoczonych są około dwukrotnie wyższe niż w przypadku mieszkańca Chin, i około siedmiokrotnie wyższe niż średnia w najbiedniejszych krajach, możemy stwierdzić, że powszechna zmiana nieodpowiedzialnego stylu życia związanego z modelem zachodnim, miałaby znaczący długoterminowy skutek. W ten sposób, wraz z bardzo potrzebnymi decyzjami politycznymi, bylibyśmy na drodze do wzajemnego uzdrowienia” – napisał w punkcie 72.
Serwilizm jest – niestety – stałym elementem polskiej polityki zagranicznej, i to już od XVIII w. Jeśli spojrzeć retrospektywnie na ostatnie 100 lat historii Polski, to okaże się, że wśród polityków pełniących najważniejsze funkcje w państwie, niewielu było takich, w działalności których nie znaleźlibyśmy tego czynnika. Brak go w polityce prowadzonej przez Józefa Piłsudskiego, który – niezależnie od tego, jak go oceniać – kierował się interesem państwa. Drugim, i jak dotychczas chyba ostatnim politykiem, wolnym od skazy serwilizmu był… Władysław Gomułka. Realizując „polską drogę do socjalizmu” doprowadził do wycofania z PRL doradców radzieckich i to w okresie, który w obecnej polityczno-propagandowej retoryce określa się jako „okupację sowiecką”. W porównaniu z aktualnymi przywódcami partii i państwa tow. Wiesław urasta zatem do rangi męża stanu.
Wyjątkowo żenującym przykładem politycznego serwilizmu było niedawne zachowanie Prezydenta Rzeczypospolitej Polskiej Andrzej Dudy, bawiącego w Nowym Jorku przy okazji sesji ONZ. Trudno nie dostrzec, że Duda od dawna nadskakuje Wołodymirowi Zełenskiemu, co odpowiada oficjalnej linii polskiej polityki; rzecznik MSZ Łukasz Jasina ogłosił przecież wszem i wobec, że Polska jest „sługą narodu ukraińskiego”. Dla dopełnienia obrazu dodać należy, iż Duda występował w Nowym Jorku już po tym, jak Kijów zapowiedział, że po wprowadzeniu embarga na wwóz ukraińskiego zboża na terytorium RP skieruje do Światowej Organizacji Handlu (World Trade Organization) skargę przeciwko Polsce. Wydawało się oczywiste, że po takim oświadczeniu Warszawa powinna ze swej strony zapowiedzieć retorsje wobec Ukrainy i zastosować je po wniesieniu przez Kijów skargi do WTO. Nic takiego jednak nie nastąpiło; wprost przeciwnie – przedstawiciele polskich władz prześcigali się w zapewnieniach, że nadal będą wspierać Ukrainę w jej wojnie przeciwko Rosji, powtarzając tym samym – przy użyciu innych sformułowań – deklarację MSZ. Trudno się zatem dziwić, że Kijów nałożył embargo na import polskich produktów rolnych, embargo dotkliwe, z uwagi na znaczenie rynku ukraińskiego dla polskiego eksportu.
Tym samym Nasi Bracia przystąpili do wojny ekonomicznej przeciwko Polsce, prowadzonej już przez Niemcy, które wykorzystują do tego instytucje Unii Europejskiej. Prócz tego podsycają zimną, aczkolwiek zażartą wojnę domową w Polsce a poprzez podporządkowanie naszego ustawodawstwa dyrektywom płynącym z Brukseli, doprowadzili do anarchizacji państwa, co oznacza postępujący paraliż jego funkcji (wygląda na to, że jeden [!] z ministrów polskiego rządu zdaje sobie z tego sprawę; myślę o Zbigniewie Ziobrze).
Właśnie z uwagi na zachowanie większości dostojników państwowych i rządowych Polska jest tak lekceważona na forum międzynarodowym i pomiatana przez B-B (Berlin-Brukselę) jako najgorzej traktowany członek Unii Europejskiej. Ani w stosunku do Węgier, ani w stosunku do Republiki Czeskiej, gdy jej prezydentem był Vaclav Klaus, Niemcy nie pozwalali sobie na takie afronty dyplomatyczne, jak wypowiedź przewodniczącego grupy Europejskiej Partii Ludowej w Europarlamencie Manfreda Webera na temat PiS-u. A przecież już wcześniej Uschi von der Leyen, jeszcze jako ministerka w rządzie RFN (swą obecną funkcję naczelnej komisarki UE zawdzięcza patriotycznym europosłom PiS-u), otwarcie deklarowała poparcie dla polskiej opozycji, walczącej z PiSem o władzę. W stosunku do żadnego państwa ambasadorowie „sojuszników” nie pozwolili sobie na otwarte wystąpienie z krytyką polityki wewnętrznej rządu państwa przyjmującego. Jest to sprzeczne z Wiedeńską konwencją o stosunkach dyplomatycznych z 1961 roku, ale któż by się dzisiaj przejmował prawem…
Gdy nieustraszony ukraiński prezydent na oczach całego świata nasrał Dudzie na głowę (excusez le mot; dosadność sformułowań jest jednak w publicystyce dopuszczalna, a niekiedy nawet wskazana), ten ostatni zapewnił, że Zełeńskij jest jego przyjacielem. Andrzejowi Dudzie brak elementarnego poczucia godności osobistej, problemem jest jednak nie ta cecha jego osobowości, lecz funkcja, jaką pełni.
Co prawda premier Morawiecki po antypolskim wystąpieniu prezydenta Ukrainy w Nowym Jorku i po ogłoszeniu przez Kijów sankcji gospodarczych wobec Polski, zapowiedział wstrzymanie pomocy wojskowej dla Naszych Braci, aliści po negatywnej reakcji Waszyngtonu wszystko odszczekano. Wracamy zatem do „służby”, której wartość już dawno przekroczyła 100 mld złotych (nie licząc udziału Polski we wspieraniu Ukrainy poprzez UE i inne organizacje międzynarodowe). Gdy na przełomie lutego i marca 2022 roku po raz pierwszy wypowiadałem się na temat wojny pomiędzy Rosją a Ukrainą (de facto NATO) przewidywałem, że udział w niej będzie nas kosztować krocie. Czasem myślę o tym, aby już niczego nie przewidywać, bowiem moje pesymistyczne przepowiednie z reguły się sprawdzają…
A zatem już po raz ostatni ogłaszam prognozę – tym razem dotyczy ona załamania się budżetu państwa. Oprócz służby u Naszych Braci, rujnującej publiczne finanse na różnych poziomach, Polska wydaje gigantyczne kwoty na zbrojenia. Rzecz jasna nie można krytykować zamiaru stworzenia silnej armii. Problem polega na tym, że w kontekście polityki zagranicznej RP, nawet najsilniejsza armia nie zapewni Polsce suwerenności, z której zresztą już niewiele zostało. Polskie władze, podobnie jak ogromna większość społeczeństwa, nie dostrzegają zagrożeń ze strony globalizmu i Unii Europejskiej, która jest jego instrumentem.
Breżniewowska doktryna „ograniczonej suwerenności” to niemal raj wolności w porównaniu z obecną sytuacją Polski. Bo przecież sowiecki okupant przed 1989 rokiem nie decydował o wycinaniu drzew w Puszczy Białowieskiej, czy też o obsadzie najwyższych sądów w Polsce. Niestety, polska polityka skupia się na antyrosyjskim dżihadzie, nie chcąc przyjąć do wiadomości elementarnych faktów, determinujących zagrożenia dla suwerenności państwa: Ukraina – mówiąc oględnie – jest państwem Polsce nieżyczliwym, zaś Unia Europejska, w której Niemcy pełnią „przewodnią rolę”, konsekwentnie dąży do odebrania RP resztek samodzielności. Może zatem dojść do tego, że Polska będzie dysponowała potężną armią, wyposażoną w najnowocześniejszy sprzęt amerykański, a równocześnie jej działalność na arenie międzynarodowej będzie się sprowadzała do realizacji decyzji podejmowanych w Waszyngtonie i w Berlinie. No dobrą sprawę ten etap podległości już osiągnięto.
Nie zdziwiłbym się zatem, gdyby po wyborach w Polsce Komisja Europejska interweniowała na rzecz Kijowa w sporze dotyczącym embarga na wwóz ukraińskich produktów rolnych. Przecież już wiosną tego roku Uschi przypomniała władzom w Warszawie, kto w Polsce rządzi: o zakazie wwozu ukraińskich zbóż decyduje Bruksela, a nie polski rząd. Komisja Europejska może zaostrzyć sankcje finansowe wobec Polski. Czołowa niemiecka eurodemokratka – Katarina Barley (swego czasu ministerka sprawiedliwości w rządzie federalnym, dziś w Europarlamencie), proponowała już komisji ”zagłodzenie Węgier”. W obecnej chwili interwencja B-B byłaby niezręczna, bo nawet proniemiecka opozycja udaje, że troszczy się o polskich rolników. W rzeczywistości rodzime władze szkodzą im od lat, czego przykładem może być śmiertelny niemal cios zadany polskiemu sadownictwu, poprzez zakaz eksportu owoców do Rosji i na Białoruś (a przecież jeszcze nie tak dawno Polska była największym eksporterem jabłek w Europie!).
Potężna armia ma odstraszyć Putina od ataku na Polskę – zapewniają rządowi dygnitarze. Po co Putin miałby zaatakować państwo należące do NATO – nie wie nikt, kto analizuje polityczne realia, zamiast obracać się w wirtualnym świecie, skonstruowanym przy propagandę i media masowej manipulacji. Rzeczywiste powody wojny na Ukrainie są w Polsce nieznane, choć tę wojnę zapowiadano od lat, podając przy tym jej rzeczywiste przyczyny, w przeciwieństwie do wojen prowadzonych przez naszego Najważniejszego Sojusznika – przeciwko Jugosławii, Irakowi, Syrii, Libii (jako lekarstwo na ignorancję polecić wypada film „Maidan: The Way to War”, dostępny – jeśli cenzura go nie zablokowała – pod polskim tytułem na portalu „Wolne Media”).
Niemniej jednak polska armia może się przydać, bowiem – zakładając dalszą eskalację konfliktu NATO – Rosja – Waszyngton może jej użyć do bezpośrednich działań na froncie. Joe Biden zarządził przecież długą wojnę a w myśl oficjalnej doktryny, ogłoszonej przez amerykańskiego ministra wojny Lloyda Austina, chodzi obecnie o zadanie Rosji jak największych strat (oznacza to co prawda również wzrost strat po stronie Ukrainy, tym jednak w Waszyngtonie nikt się nie przejmuje). Dlatego też NATO dostarcza na Ukrainę coraz bardziej śmiercionośne oręże: ostatnio bomby kasetowe i samoloty F-16, w najbliższej przyszłości pociski ze zubożonym uranem, w dalszej przyszłości rakiety cruise. Amerykański przemysł zbrojeniowy, związany z Partią Demokratyczną, ma się w tej chwili doskonale.
Finansowanie wojny na Ukrainie obciąża co prawda budżet Stanów Zjednoczonych, aliści państwo to już jest bankrutem, i to od wielu lat; dług publiczny USA nie zostanie spłacony do końca świata. I dopóki amerykański dolar – od 1971 roku bez pokrycia w złocie – pozostaje główną walutą rezerwową świata, można go po prostu drukować na potrzeby wojen. Ale i sojusznicy nie chcą pozostać w tyle: niemiecki Rheinmetall zapowiedział uruchomienie produkcji na Ukrainie, aby zaoszczędzić koszty transportu uzbrojenia z RFN na linię frontu. W moim przekonaniu Joe Biden byłby skłonny zaopatrzyć Ukrainę w broń atomową, rzecz jasna tylko w „celach obronnych”. Jej użycie wyrządziłoby Rosji (ale nie tylko) ogromne straty, a że Ukraina – i kraje sąsiednie – leżą daleko od Stanów Zjednoczonych, wymiana uderzeń nuklearnych na ternie Europy Wschodniej nie stanowiłaby dla USA bezpośredniego zagrożenia. Zważywszy na przewagę NATO w dziedzinie sił konwencjonalnej i zawrotne tempo zbrojeń w Stanach Zjednoczonych, nie można wykluczyć, że w wypadku niekorzystnego rozwoju działań wojennych Moskwa sięgnie do taktycznej broni nuklearnej (z tego niebezpieczeństwa zdaje sobie sprawę Viktor Orbán, chyba jako jedyny szef rządu w tej części Europy).
W dłuższej perspektywie czasowej możliwe jest otwarcie przez NATO drugiego frontu – np. w rejonie Bałtyku. Z uwagi na odruchy warunkowe, którymi kierują się politycy Polski i krajów bałtyckich, sprowokowanie konfliktu i przypisanie winy Putinowi nie stanowiłoby większych trudności. Obecnie USA realizują wypracowaną przez RAND Corporation koncepcję wywoływania wojen na granicach Rosji. Nie udało się co prawda doprowadzić do „kolorowych rewolucji” na Białorusi i w Kazachstanie, natomiast Armenia „zmieniła front” – na prozachodni i planuje wspólne manewry z wojskami amerykańskimi. Służby specjalne Ukrainy z nadania Waszyngtonu starają się zorganizować regime change w Gruzji, odmawiającej dotychczas przystąpienia do wojny z Rosją.
Nawet jeśli teraz miałoby dojść do zawieszenia broni na Ukrainie albo do traktatu pokojowego, kolejna wojna NATO z Federacją Rosyjską jest tylko kwestią czasu. Szanse na wstrzymanie rozlewu krwi na Ukrainie wzrosną, jeśli Joe nie wygra kolejnych wyborów prezydenckich w USA (dla przypomnienia: za rządów Donalda Trumpa nasz Najważniejszy Sojusznik nie zaatakował żadnego państwa, a nawet nie wywołał żadnej nowej wojny). Zamrożenie konfliktu będzie zatem tylko przejściowe, a to dlatego, że globalizm, podobnie jak stosunkowo niedawno sowiecki komunizm, ma w sobie immanentną potrzebę ekspansji. Skoro stratedzy globalizmu zdecydowali się na wojnę z Rosją, która stoi na przeszkodzie totalnej hegemonii światowej USA, to nie po to, aby się teraz z tego konfliktu wycofać. A RAND Corporation opracowuje już koncepcje wojny Stanów Zjednoczonych z Chinami.
Tak czy inaczej pola do popisu dla polskiej armii nie powinno zabraknąć. Przecież nasi chłopcy już przyczynili się chwały polskiego oręża, odnosząc u boku naszego Najważniejszego Sojusznika błyskotliwe sukcesy w wojnie przeciwko Jugosławii, przeciwko Irakowi, czy też walcząc w Afganistanie. Jeden z polskich ministrów spraw zagranicznych deklarował, że Polska gotowa jest wziąć udział w wojnie USA (i Izraela) z Iranem. Swego czasu późniejszy minister był aktywistą ruchu pacyfistycznego, niechętnego rządowi Stanów Zjednoczonych (prezydentem był wówczas Ronald Reagan).
Wracając do perspektywy załamania się budżetu państwa: nie potrafię podać jego konkretnej daty. Prawdopodobne jest jednak, że finansowa katastrofa w Polsce nastąpi wcześniej niż na Ukrainie, bowiem jej budżet jest zasilany bezpośrednimi transferami z postępowego świata. A jego przywódcy deklarują przecież, iż będą wspierać Ukrainę tak długo, dopóki będzie to konieczne, czyli do „ostatecznego zwycięstwa” (po niemiecku Endsieg).
Polska zmierza zatem do kolejnej dziejowej katastrofy. Ale czyż już obecnej sytuacji nie należy uznać za katastrofę? Kraj szarpany jest od lat zimną wojną domową (gdyby posłów wybierano w myśl demokratycznej ordynacji wyborczej w systemie JOW, nigdy nie doszłoby do takiej sytuacji), stracił suwerenność w dziedzinie ustawodawstwa, obronności, polityki zagranicznej, gospodarki, energetyki, zainfekowany jest ideologią gender i czeka go załamanie finansów publicznych. A szans na zmianę nie widać. Czyli jest już bardzo źle. Ale będzie jeszcze gorzej.
Krytyka doktryny państwowej wiąże się z surowymi sankcjami. Dotyczy to szczególnie tych, którzy nie są niechętnie nastawieni do Rosji lub Białorusi i sprzeciwiają się wojennej narracji, i mają dość ciągłego straszenia Polaków zagrożeniem ze Wschodu.
A jeśli jeszcze ktoś utrzymuje kontakty ze znajomymi, którzy akurat tam mieszkają, do końca życia nie wyjdzie z kryminału. Czarny scenariusz? Nie, nowelizacja ustawy.
Zadziwiające jest to, że media nie protestują, nie podnoszą wrzasku w obliczu tej kuriozalnej cenzury, dają sobie założyć knebel, mimo że za chwilę może dotknąć to każdego. Przepisy są tak sformułowane, że dowolność interpretacji jest nieograniczona, o czym jeszcze wspomnę na końcu.
Nie wolno już fotografować tzw. obiektów strategicznych, portów, lotnisk, zapór wodnych, węzłów, ważnych dworców kolejowych i całej listy miejsc, których nikt z nas nie pozna, bo ich wykaz został utajniony. A jeśli jest utajniony, to lepiej nie robić sobie selfie, bo może okazać się, że w tle są jakieś kominy, albo strategiczne słupy.
Znowu pojawią się tabliczki „zakaz fotografowania” i jeśli wyjmiemy w takim miejscu telefon, możemy spędzić nawet pięć lat w więzieniu. W najlepszym wypadku grzywna. Masz kamerę w samochodzie – uważaj, którędy jedziesz, bo zamiast do domu możesz trafić do więzienia. Ustawodawca nie wziął pod uwagę Google i jego Street View, przewodników turystycznych, albumów czy zwykłych pocztówek. Tutaj będzie śmiesznie, ale to jedyna zabawna rzecz w całej tej nowelizacji.
Karana będzie nie tylko działalność szpiegowska na rzecz obcego państwa, ale również inne formy ją maskujące. Jakie to są formy? Nie wiadomo, czy pisanie wpisów na „Facebooku”, udział w konferencjach i programach organizacji zagranicznych niezwiązanych z UE i NATO? Rozmowy ze znajomymi z innych państw też będą podlegały tym niejasnym zapisom?
Ponownie posłużę się cytatem, bo to jest już kuriozum: „Nowelizacja przewiduje między innymi rozszerzenie znamion przestępstwa szpiegostwa przeciwko państwu polskiemu. Karana będzie nie tylko działalność szpiegowska na rzecz obcego państwa, ale również inne formy ją maskujące. Ponadto wzrosną kary dla osób, którym to przestępstwo zostanie udowodnione”.
Czyli jeśli nie zostanie to udowodnione, to posiedzą trochę krócej? Sam nie mogę uwierzyć w to, co teraz czytam, gdy to piszę.
Pewnie nadal bym nie wierzył, gdyby nie prowokacje, jakie spotkały mnie i moich znajomych. Akurat tych, którzy nie boją się głośno mówić o tym, że nie pałają nienawiścią do wschodnich sąsiadów. Niezależnie, czy są to relacje prywatne, czy zawodowe.
Wszyscy w podobnym czasie odebraliśmy telefony od rzekomych przedstawicieli białoruskich władz lub mediów, wiadomości wysyłane komunikatorem „Whatsapp”. Informacje były identyczne i osoba dzwoniąca również przedstawiła się takim samym imieniem i nazwiskiem. Po weryfikacji okazywało się, że to bzdura, mimo że telefon, z którego dzwoniono, miał białoruski numer kierunkowy.
Zanim jeszcze zaostrzono przepisy, aresztowano kilkanaście osób, nigdy nie znałem powodu ich zatrzymania, ale niektóre przypadki wydawały się bardzo dziwne, niejasne i nikt nigdy nie wiedział, za co tak naprawdę kogoś aresztowano. Czy areszt wydobywczy w Polsce jest legalny?
„W (polskich) przepisach procedury karnej nie znajdziemy legalnej definicji aresztu wydobywczego, to jednak w praktyce często mamy do czynienia nie tylko z nadużywaniem stosowania tymczasowego aresztowania, ale także właśnie z przypadkami aresztu trwającego nawet kilka lat” – napisała na swoim blogu dr nauk prawnych Joanna Koczur.
W czerwcu zatrzymano hokeistę, który według prokuratury prowadził rozpoznanie infrastruktury krytycznej, w tym szlaków kolejowych przy granicy z Ukrainą.
Trudno w to uwierzyć, więc zacytuję fragment z doniesień prasowych zawierających wypowiedzi prokuratury: „Został zwerbowany już w Polsce, miał szpiegować dla pieniędzy i dostawać zapłatę w kryptowalutach. Hokeistę zwerbowano przez rosyjskie służby stosunkowo niedawno. Najpierw zlecono mu umieszczanie napisów na murach o treściach mających wywoływać m.in. antyukraińskie nastroje. Chodziło o szerzenie dezinformacji i rosyjską propagandę wymierzoną także w NATO i politykę rządu”.
Naprawdę media łyknęły to, że obce służby zleciły agentowi, żeby pisał na ścianach, murach albo na drzwiach w publicznej toalecie jakieś hasła? Może jeszcze na gminnych przystankach autobusowych, obok wydrążonych scyzorykiem napisów „Zenek to ch*j”, „Kocham Zośkę” itp.? Teraz, w dobie internetu, satelitów, teleobiektywów i Google? To nawet już nie trochę, ale mocno naciągane. Teraz jeszcze to zaostrzono.
Kolejną zmianą jest karanie dezinformacji związanej z działalnością szpiegowską. W ustawie czytamy, że chodzi o rozpowszechnianie „nieprawdziwych lub wprowadzających w błąd informacji, mających na celu wywołanie poważnych zakłóceń w ustroju lub gospodarce Rzeczypospolitej Polskiej, innego państwa lub organizacji międzynarodowej”.
Milczysz opozycjo? Czy zdajesz sobie sprawę, że wasz wczorajszy Marsz Miliona Serc mógł być ostatnim takim wydarzeniem? Przecież według wciąż aktualnych władz, wy rozpowszechniacie nieprawdziwe, wprowadzające w błąd informacje, zakłócając porządek gospodarczy stolicy, co można podciągnąć pod sabotaż instytucji państwowych lub międzynarodowych. Przykład — podaliście w mediach nierealną liczbę miliona protestujących na ulicach miasta zamieszkanego przez 1,75 mln mieszkańców. Wypełnia to znamiona przestępstwa opisanego w nowelizacji. A nawet jeśli ktoś tych znamion nie wypełnia, to i tak nie może być pewien następnego poranka.
Wszystkie opisane zaostrzenia wprowadzane są zazwyczaj, gdy kraj szykuje się do wojny. Wojny żadnej nie będzie, a dziennikarze zostaną już nie ręką, a z gębą w nocniku. Milczcie dalej, a będziecie mogli mówić jedynie o pogodzie. Jeśli jeszcze zdołacie coś powiedzieć z dna tego nocnika.
Autorstwo: Piotr Jastrzębski Źródło: WolneMedia.net
Uzupełnienie „Wolnych Mediów”
Art. 130.9 „Kodeksu karnego” byłoby niegroźny dla zwykłych obywateli, gdyby nie fragment „albo działając na jego rzecz”, który można rozciągnąć nawet na osoby, które z obcym wywiadem nie utrzymują żadnych relacji: „Kto, biorąc udział w działalności obcego wywiadu albo działając na jego rzecz, prowadzi dezinformację, polegającą na rozpowszechnianiu nieprawdziwych lub wprowadzających w błąd informacji, mając na celu wywołanie poważnych zakłóceń w ustroju lub gospodarce Rzeczypospolitej Polskiej, państwa sojuszniczego lub organizacji międzynarodowej, której członkiem jest Rzeczpospolita Polska albo skłonienie organu władzy publicznej Rzeczypospolitej Polskiej, państwa sojuszniczego lub organizacji międzynarodowej, której członkiem jest Rzeczpospolita Polska, do podjęcia lub zaniechania określonych czynności, podlega karze pozbawienia wolności na czas nie krótszy od lat 8”.
Dziś spadły ceny jabłek przemysłowych. Rownież dziś, teraz, na rozładunek przed największą przetwórnią w Polsce czeka 100 ton soków z Ukrainy (5 aut). To chyba pierwsza tak duża dostawa w tym sezonie. Przetwórnia straszy kolejnymi obniżkami. Przypadek? – informuje za pośrednictwem Facebook „Owocowa Polska”
💥🍎Dziś spadły ceny jabłek przemysłowych. Rownież dziś, teraz, na rozładunek przed największą przetwórnią w Polsce czeka 100 ton soków z Ukrainy (5 aut). To chyba pierwsza tak duża dostawa w tym sezonie. Przetwórnia straszy kolejnymi obniżkami. Przypadek?
Do zatrzymania czterech Ukraińców, którzy organizowali przewóz przez Polskę nielegalnych migrantów, doprowadziła śląska Straż Graniczna. Wśród nich jest zleceniodawca przemytu. Wszyscy zostali tymczasowo aresztowani – podał w środę Śląski Oddział Straży Granicznej.
Rzecznik śląskiej Straży Granicznej ppor. Szymon Mościcki poinformował, że pierwszy Ukrainiec został zatrzymany na początku września, gdy przewoził busem na polskich numerach rejestracyjnych 12 migrantów z Syrii, w tym 11-letnie dziecko. Pełnoletni cudzoziemcy usłyszeli zarzut nielegalnego przekroczenia granicy. Przyznali się i dobrowolnie poddali się karze. 10 września cała dwunastka została przekazana w ramach readmisji uproszczonej stronie słowackiej.
Podczas akcji Straży Granicznej u kierowcy znaleziono prawie 2,5 g. metamfetaminy. Mężczyzna został poddany badaniu na obecność w jego organizmie substancji psychoaktywnych. Prowadząc pojazd znajdował się pod wpływem narkotyków. Usłyszał zarzuty udziału w zorganizowanej grupie przestępczej i organizowania nielegalnego przekroczenia granicy 12 Syryjczykom. Odpowie też za narkotyki. Został aresztowany przez sąd w Żywcu.
„Kilka dni później kolejni członkowie tej grupy przestępczej usiłowali przemycić przez Polskę tych samych 12 Syryjczyków.[Recydywa !! Powinni odesłać – na koszt migrantów oczywiście – do ich kraju, dla ukarania. MD]
Próba została udaremniona przez funkcjonariuszy z Bielsku-Białej. Zatrzymano kolejnych dwóch przemytników, także obywateli Ukrainy” – powiedział ppor. Mościcki. Ukraińcy usłyszeli prokuratorskie zarzuty udziału w zorganizowanej grupie przestępczej i organizowania przekroczenia granicy 12 cudzoziemcom. Zostali tymczasowo aresztowani.
Rzecznik śląskiej Straży Granicznej poinformował, że funkcjonariusze z Bielska-Białej zatrzymali na terenie województwa śląskiego organizatora i zleceniodawcy przemytu 12 Syryjczyków. Usłyszał już zarzuty działania w zorganizowanej grupie i organizowania przemytu ludzi. Został aresztowany.
Od początku roku śląska Straż Graniczna zatrzymała ponad 750 nielegalnych migrantów, którzy przekroczyli granicę państwową wbrew przepisom od strony Słowacji, z czego od początku sierpnia już ponad 600.
Odwołano posiedzenie tajnej komisji ds. aborcji; kolejne posiedzenie nie zostało zaplanowane. Jak podaje „Rzeczpospolita” powołując się na źródła w ministerstwie, to efekt stanowiska Konferencji Episkopatu Polski oraz nacisków środowisk pro-life.
12 czerwca br. były minister zdrowia Adam Niedzielski wydał zarządzenie o powołaniu grupy pod nazwą „Zespół ds. opracowania wytycznych dla podmiotów leczniczych w zakresie procedur związanych z zakończeniem ciąży”. Podczas konferencji prasowej minister informował, że chodzi o wypracowanie takiej definicji zdrowia kobiety, która obejmie również problemy psychiczne. W zgodnej ocenie środowisk pro-life oznaczałoby to, że w Polsce dzieci nienarodzone zaczęłyby być zabijane na podstawie de facto uznaniowej. W kilku krajach na świecie aborcje wykonuje się masowo właśnie na gruncie przesłanki o ochronie zdrowia psychicznego.
Zespół Niedzielskiego obradował tajnie; prac nie przerwano nawet po odejściu Adama Niedzielskiego z resortu zdrowia i objęciu teki ministra przez Katarzynę Sójkę. W związku z utajnieniem prac zespołu sprawą zainteresowali się biskupi, dziennikarze i politycy.
29 sierpnia poseł Grzegorz Braun przeprowadził interwencję poselską w Ministerstwie Zdrowia. Razem z nim byli na miejscu między innymi Kaja Godek z Fundacji Życie i Rodzina oraz Roman Fritz z Konfederacji Korony Polskiej. Niestety, posłowi Braunowi nie udało się uzyskać informacji na temat prac zespołu, pomimo procedowania w ramach interwencji poselskiej. Poseł Braun ocenił to jako ewidentne naruszenie prawa, podobnie jak Kaja Godek.
– Nie można prowadzić prac w instytucji państwowej w sposób niejawny, chyba, że zachodzi któraś z przesłanek wymienionych w ustawie o ochronie informacji niejawnej. Tutaj nie występuje. Ujawnienie jak ustala się procedury medyczne w szpitalach to nie jest coś, co zagraża bezpieczeństwu państwa. Domagaliśmy się wydania tych dokumentów, bo opinia publiczna powinna mieć wgląd do planowanych zmian w obszarze ochrony życia na każdym etapie ich przeprowadzania – mówiła Kaja Godek w rozmowie z PCh24.pl.
Sprawą zajął się również Episkopat. Na początku września specjalne oświadczenie w tej kwestii wydał Zespół Ekspertów KEP ds. Bioetycznych. „Aborcja nie może być prawnie dopuszczona z powodu występowania u matki zaburzeń psychicznych. W takich przypadkach należy stosować uznane i skuteczne metody leczenia” – napisano w oświadczeniu. Według „Rzeczpospolitej” to właśnie stanowisko biskupów silnie wpłynęło na decyzję o zawieszeniu prac zespołu; jakkolwiek rolę odegrały też inne naciski.
Przeciwko procedowaniu zmian, które mogłyby doprowadzić do de facto uznaniowego zabijania dzieci nienarodzonych, protestował Instytut Ordo Iuris. Instytut przygotował obszerną analizę prawną, w której wskazywał, że dopuszczenie zabijania dzieci nienarodzonych ze względu na ochronę tzw. zdrowia psychicznego matki byłoby obejściem obowiązujących przepisów i wprowadzeniem faktycznej aborcji na życzenie. Instytut prowadził też zbiórkę podpisów pod petycją do ministra zdrowia.
Portal PCh24.pl od samego początku opisywał tę sprawę; publikowaliśmy na ten temat również liczne nagrania z ekspertami z Ordo Iuris, Centrum Życia i Rodziny czy Fundacji Życie i Rodzina.
„Rzeczpospolita” sugeruje, że w ocenie kierownictwa partyjnego PiS prace zespołu mogłyby źle odbić się na kampanii wyborczej. Pytanie, czy wobec tego zespół nie wróci do dzieła po wyborach?
Po Covidzie i zmianach klimatycznych teraz WEF chce kontrolować wodę, by ustanowić globalne zarządzanie.
Infowars.com USA 2023-10-03
Uczestniczka Światowego Forum Ekonomicznego stwierdziła, że nadchodzący kryzys wodny doprowadzi do ustanowienia rządu światowego tam, gdzie zawiodły plandemia Covid i narracje dotyczące zmian klimatycznych.
Klip z zeszłorocznego spotkania WEF w Davos, który wówczas nie wzbudził większego zainteresowania, ale obecnie jest niezwykle popularny, pokazuje jak rzeczniczka WEF, profesor Mariana Mazzucato, ubolewa nad tym, że COVID i zmiany klimatyczne nie doprowadziły do powołania rządu światowego, po czym zasugerowała, że katalizatorem będzie kryzys wodny, który narzuci ludzkości takie globalne zarządzanie.
World Economic Forum „agenda contributor”, Mariana Mazzucato: Our attempt to vaccinate the entire planet failed, „climate change” is „too abstract” for people to understand, but the coming water crisis is something that everyone will get on board with. Source: https://youtube.com/watch?v=1bw0gjFxu_w Subscribe to us on Telegram: https://t.me/realwideawakemedia
„Czy rzeczywiście udało nam się zaszczepić wszystkich na świecie? Nie. Zatem podkreślanie wody jako globalnego wspólnego dobra oraz tego, co to znaczy współpracować i patrzeć na nią zarówno z perspektywy globalnej wspólnoty, jak i z perspektywy własnego interesu ma tę analogię. Jest to ważne ponieważ nie udało nam się rozwiązać problemów, które miały podobne cechy. A woda jest czymś, co ludzie rozumieją” powiedziała Mazzucato, dyrektorka i założycielka Instytutu Innowacji i Celów Publicznych UCL, podczas forum WEF na temat „ekonomiki wody”.
„Zmiany klimatu są nieco abstrakcyjne. Niektórzy rozumieją to naprawdę dobrze, niektórzy rozumieją trochę, a jeszcze inni po prostu nie rozumieją.”
„Woda, każde dziecko wie, jak ważne jest posiadanie wody. Kiedy grasz w piłkę nożną i jesteś spragniony, potrzebujesz wody” zauważyła.
„Zatem jest coś autentycznego w zaangażowaniu obywateli w tę sprawę i w pewnym sensie w eksperymentowaniu z koncepcją dobra wspólnego”.
„Czy tym razem rzeczywiście możemy sprostać temu zadaniu jeśli ostatnio zawiedliśmy? I miejmy nadzieję, że nie będziemy ciągle zawodzić w innych kwestiach, ale tak czy inaczej” dodała.
Zgodnie z opisem WEF celem dyskusji było sformułowanie „dwuletniej inicjatywy mającej na celu zmianę ekonomi wokół wody. Raport i plan działania zmienią sposób, w jaki będziemy rozmawiać o wodzie, cenić ją i zarządzać nią przez resztę XXI wieku”.
WEF nie udało się kontrolować ludzkości za pomocą stworzonego w laboratorium wirusa, nie udało się kontrolować ludzkości za pomocą kłamstwa o umieraniu planety, więc teraz obiera za cel wodę jako sposób by narzucić światu program globalnego zarządzania.
W sumie nie ma się czemu dziwić. Mieliśmy już Zarazę, mamy Wojnę, więc logiczne, że przyszedł czas na Głód.
Ukraiński szantaż zbożowy od początku obliczony był na zmiękczenie serduszek zachodniej opinii publicznej, tym służąc pomnażaniu zysków wszystkich zainteresowanych w przedłużaniu obecnego konfliktu.
Hierarchia państw wasalnych
Choć polskie ograniczenia dla ukraińskiego importu rolno-spożywczego mają oczywisty związek z kampanią wyborczą, a przedtem protestami rolniczymi, to jednak należy zauważyć, że podobnie działania podjęły też rządy Węgier, Słowacji, Rumunii i Bułgarii, czyli krajów pozostających w podobnym co III RP stopniu zależności of Stanów Zjednoczonych. Bułgaria zresztą skapitulowała ostatecznie przed Kijowem, rumuńskim władzom pozwolono zaś o tyle zachować twarz (?), że Ukraińcy zobowiązali się nie wwozić swojego zboża do Rumunii przed wdrożeniem systemu jego licencjonowania, przy czym gwarancją dotrzymania tej obietnicy jest ni mniej, ni więcej, tylko… „dżentelmeńska umowa” z ekipą WołodymyraZełeńskiego.
Tą samą, której żądania obejmują już nie tylko zniesienie wszelkich barier celnych między UE a Ukrainą, ale także wprowadzenie unijnych dopłat do ukraińskiego eksportu na obszar Unii, co popiera między innymi polski komisarz ds. rolnictwa, Janusz Wojciechowski. Tym samym, tocząc rzekomo heroiczną walkę w obronie polskiej produkcji, rząd PiS drugą ręką podpisuje się pod projektem wydawania wydzieranej Polsce składki unijnej na potrzeby ukraińskich producentów zbóż, czyli miejscowych oligarchów i globalnych koncernów. Nie jest to zresztą koniec długiej listy postulatów Kijowa, ewidentnie współsuflowanych z Waszyngtonu i Londynu. Do szczególnie bezczelnych, a charakterystycznych, należy pomysł budowy na terytorium państw UE i za ich pieniądze silosów zbożowych przeznaczonych specjalnie i wyłącznie do przechowywania ukraińskiego zboża.
Mamy więc do czynienia z bezkompromisowym dążeniem do monopolizacji produkcją z Ukrainy całego europejskiego rynku zbożowego, a wraz z eksportem pasz, zdobyciem dominującego wpływu również na produkcję zwierzęcą.
Konkurencja peryferii
Dlaczego powinniśmy mówić o „produkcji z Ukrainy” raczej niż o stricte ukraińskiej – o tym dalej. Obserwując jednak strategię realizowaną rękoma kijowian, otrzymujemy wyraźne potwierdzenie podrzędnej i słabnącej roli pozostałych państwa wasalnych Anglosasów. Ani Biały Dom, ani Westminster na żadnym etapie nie wsparły swoich środkowoeuropejskich „sojuszników” i nie da się tego zasłonić pseudowyjaśnieniami, że „przecież USA i UK nie są w Unii”, jakoś bowiem nie przeszkadza to Amerykanom i Brytyjczykom zajmować stanowisk we wszystkich pozostałych interesujących ich kwestiach europejskich. A tu – zastanawiająca cisza, a jeśli pojawiają się głosy prominentnych polityków i głównonurtowych mediów, to jednoznacznie po stronie kijowskiej.
Dla III RP i innych państw podrzędnych to ważne przypomnienie hierarchii, a także potwierdzenie faktu oczywistego dla wszystkich przestrzegających przed wciąganiem Ukrainy do struktur zachodnich: kraj ten jako obszar zachodniej kolonizacji gospodarczej jest naturalnym konkurentem dla reszty peryferii, z Polską na czele. Oferuje większe przestrzenie, tańszą siłę roboczą, znacznie większy potencjał rolny i zdegradowany, ale istniejący potencjał przemysłowy, akurat do zamiany w montownie i produkcję półfabrykatów, wycofywane z Polski czy Słowacji.
Co gorsza zaś, w przypadku rolnictwa jest to konkurencja z potęgą, przed którą z lepszym czy gorszym skutkiem, ale staraliśmy się dotąd strzec pozostałości naszej rodzimej produkcji.
GMO-trick
Niezależnie od stanowisk zajmowanych wobec „konfliktu z Ukrainą”, politycy i media starannie unikają podawania odbiorcom w Polsce i Europie konkretów na temat choćby tamtejszej struktury własności ziemskiej. Proces ten zaczął się zresztą jeszcze przed wojną, gdy gigantycznej korupcji towarzyszyła usankcjonowana grabież ziemi na skalę milionów hektarów, co w końcu musiała przyznać nawet ekipa Zełeńskiego, rzecz jasna jednak całą aferę wykorzystując tylko do ścigania konkurencyjnych gangów oligarchicznych. Nie było też tajemnicą, że ceną za zachodnie poparcie było usankcjonowanie przejęcia miejscowych latyfundiów przez globalne korporacje, wspierane m.in. przez Międzynarodowy Fundusz Walutowy i oczywiście zainteresowane rządy.
W efekcie Bayer-Monsanto, DowDuPont/Corteva i BASF, dotąd udające dzierżawców i partnerów joint ventures mogły się wreszcie ujawnić, czego (nie)naturalnym następstwem było także upublicznienie faktu uprawiania przez te koncerny na Ukrainie roślin genetycznie modyfikowanych, w tym soi i kukurydzy, grożącego nie tylko uprawom w krajach sąsiednich (zwłaszcza w Polsce), ale także stanowiąc śmiertelne zagrożenie dla rynku produkcji zwierzęcej w UE, gdzie trafia większość ukraińskiego (?) eksportu pasz. To zaś jest już niszczenie zdrowia kolejnych pokoleń Europejczyków.
Gdy ryknie Afryka…!
Jak pamiętamy, głównym uzasadnieniem zbożowego Porozumienia Czarnomorskiego miało być przeciwdziałanie tragicznym skutkom blokady ukraińskich portów w postaci głodu w Afryce.
Tymczasem, jak już wiemy dzisiaj, struktura ukraińskiego eksportu jest zupełnie inna: aż 38% trafiło na rynek europejski, 30% do Turcji, 24% do Chin i tylko 2% do krajów globalnego Południa!
To Rosja, pomimo sankcji i blokad przewozowych, wysłała do Afryki 11 milionów ton zbóż w roku 2022 i kolejne 10 mln ton w pierwszej połowie 2023 roku. Równolegle też Moskwa udziela bezpośredniej pomocy żywnościowej, śląc za darmo po 50 tys. ton zbóż m.in. do Burkina Faso, Zimbabwe, Mali, Somalii, Republiki Środkowej Afryki i Erytrei. Kto więc w rzeczywistości stosuje szantaż zbożowy, kto chce zagłodzić Afrykę, by utrzymywać cały kontynent w stanie geopolitycznej i geoekonomicznej niesamodzielności, a kto pomaga w opieraniu się tej fali neokolonializmu?
Zorganizowany 27-28 lipca 2023 roku II Szczyt Afryka-Rosja w Petersburgu okazał się być poważnym ciosem dla atlanto-eurocentryzmu w stosunkach międzynarodowych, czego potwierdzeniem było obalenie kolejnych marionetkowych prozachodnich reżimów w państwach Afryki Zachodniej. Stawianie się przed dawne imperia kolonialne (z towarzyszeniem wschodnioeuropejskich neokolonii) w roli obrońców Afrykanów zostało już zatem ostatecznie skompromitowane, na globalnym Południu budząc co najwyżej rosnący opór. Ten zaś nieuchronnie potwierdza ostateczny zmierzch świata jednobiegunowego i amerykańskiej hegemonii…
Nazistowskie kłamstwa i strategie imperializmu
Gdy neoliberalizm słabnie – nieodmiennie sięga jednak po swego ostatecznego obrońcę, nazizm. Czy bowiem obecne straszenie Głodem dziwnie czegoś nie przypomina? Wszak to właśnie banderowskie środowiska emigracyjne ukuły mit osławionego „Hołodomoru” [?? MD] , rzekomo celowo zorganizowanego przez rosyjskich komunistów w celu ludobójstwa na Ukraińcach. Ahistoryczność, niezgodność z elementarną wiedzą całej tej opowieści nie przeszkodziła w uczynieniu jej jednym z mitów założycielskich neobanderowskiej współczesnej Ukrainy, przy znaczącym wsparciu anglosaskiego imperializmu i przy bezwolnym przytakiwaniu kręgów zarządzających III RP. Analogii jest zresztą więcej – jak pamiętamy bowiem, podczas II wojny światowej niemieccy okupanci całymi pociągami wywozili z Ukrainy czarnoziem, glebę o legendarnej żyzności, coś jak obecni okupanci grabią tą że ziemię, wysysając ją i zatruwając dla maksymalizacji własnych zysków. Straszenie Głodem i straszenie Rosją pozwalają ukryć ten przekręt na skalę globalną, skazujący Ukrainę na prawdziwe pustynnienie, a więc i prawdziwy głód i to już w dającej się przewidzieć przyszłości. Wygląda na to, że spodziewając się utraty kontroli nad Ukrainą – Zachód postara się nie zostawić na jej terytorium nawet spalonej ziemi…
O Pokój, Ziemię i Chleb!
Z imperialistycznego punktu widzenia to także element strategii powstrzymywania afrykańskiego przebudzenia. Kontrolowane braki żywności na masową skalę i kontrola dystrybucji rzekomej pomocy to od dekad sprawdzone mechanizmy neokolonialnej kontroli nad tym kontynentem. Jednak Afryka mimo wszystko powstaje i jest tylko kwestią czasu, kiedy reszta świata weźmie z niej przykład. A jest to sprawa po prostu przetrwania ludzkości w formie, jaką znamy, bowiem totalitarna kontrola na łańcuchami zaopatrzenia żywnościowego może okazać się ostatnim etapem pełnego zniewolenia, czyli procesu przyspieszanego i testowanego podczas pandemii COVID-19, w ramach transformacji energetycznej i obecnie w związku z wojną na Ukrainie. Odrzucając ukraiński szantaż zbożowy i stojące za nim interesy, nie tylko bronimy polskiego rolnictwa, nie tylko troszczymy się o nasze zdrowie, ale także walczymy o nasze podstawowe, ludzkie prawa. Ktokolwiek monopolistycznie kontroluje podaż, a także skład i wartość zwykłego chleba – może w efekcie decydować o życiu i wolności innych. Nieprzypadkowo jednym z najpotężniejszych politycznych haseł w historii pozostaje: O Pokój, Ziemię i Chleb!
7 października 1918 roku sprawująca władzę Rada Regencyjna opublikowała Deklarację Niepodległości… To także Święto Matki Bożej Różańcowej, którego genezą była stoczona 7 października 1571 roku bitwa pod Lepanto.
Centrum Patriotyczne im. Karola Ferdynanda Wazy zaprasza kaliszan na Marsz Niepodległości Regni Poloniae, który odbędzie się 7 października, w sobotę. Początek marszu o godzinie 17.30 na Skwerze Rozmarek przy ulicy targowej a wcześniej, o g. 16 organizatorzy zapraszają na uroczystą mszę Św. w Kościele oo. Franciszkanów
Dlaczego 7 października a nie 11 listopada? – Ponieważ 7 października 1918 roku sprawująca władzę Rada Regencyjna opublikowała słynną Deklarację Niepodległości w myśl której ogłoszono, wbrew interesom zaborców, wskrzeszenie suwerennego Państwa Polskiego po 146 latach zaborów z uwzględnieniem wszystkich historycznych ziem polskich – wyjaśnia dr Piotr Rubas, współorganizator wydarzenia. 11 listopada został Polakom narzucony przez sanację dla upamiętnienia przejęcia władzy wojskowej z rąk Rady Regencyjnej przez Józefa Piłsudskiego a Rada zdecydowała się na ustąpienie dla zażegnania widma bratobójczej wojny domowej. – Po zamachu majowym w 1926 roku ekipa sanacyjna wprowadziła kult jednostki Piłsudskiego, wskutek czego do dziś najnowsza historia Polski oraz prawda, kto przyczynił się do odzyskania niepodległości jest zniekształcona – twierdzi dr Rubas. – Historia w pewnym sensie zatacza koło, gdyż podobnie jak piłsudczycy przypisywali sobie cudze zasługi w budowaniu zrębów niepodległej Polski, tak dziś pewne środowiska i partie polityczne próbują przypisać sobie wiodącą rolę w walce z absurdalnymi obostrzeniami cov****ymi, w sytuacji kiedy wielu z nich było wielkimi nieobecnymi – dodaje Piotr Rubas. Przypomina, że 7 października to także Święto Matki Bożej Różańcowej, którego genezą była stoczona 7 października 1571 roku bitwa pod Lepanto – największa bitwa morska w dziejach świata pomiędzy Ligą Świętą a imperium osmańskim. – Ta data w kontekście forsowanej przez Unię Europejską islamizacji Europy jest szczególnie ważna – podkreśla dr Rubas. Po Marszu, około godziny 19 przewidziano prelekcję na temat działalności Józefa Piłsudskiego. Miejsce spotkania zostanie ogłoszone w trakcie marszu. (pp)