Wysadzenie tamy w Zbiorniku Kachowskim. USA nie wiedzą, kto za tym stoi. [a propagandyści w Warszawie – oczywiście od dawna wiedzą]

Wysadzenie tamy w Zbiorniku Kachowskim. USA nie wiedzą, kto za tym stoi.

tvp.info 7 czerwca

Zbiornik Kachowski to wielka zapora w dolnym biegu Dniepru, napełniony po wybudowaniu Kachowskiej Elektrowni Wodnej w latach 50. ubiegłego wieku. Jego wodami m.in. jest chłodzona największa elektrownia atomowa w Europie – Zaporoska.

We wtorek rano ukraińskie władze poinformowały, że Rosjanie wysadzili zaporę elektrowni wodnej w Nowej Kachowce. Zlokalizowana na zaporze hydroelektrownia została całkowicie zniszczona.

Ewakuowanych ma zostać kilkanaście tysięcy osób zamieszkałych na prawym brzegu Dniepru.

Rzecznik Białego Domu John Kirby powiedział, że Stany Zjednoczone nadal nie mogą stwierdzić, co spowodowało zawalenie się tamy. Jednocześnie rewidują doniesienia, że „eksplozja została spowodowana przez Rosję”.

„Zbrodnia wojenna”. Polskie MSZ zapowiada działania po wysadzeniu zapory na Dnieprze [Ci wiedzą lepiej.. Żenujące bredzenie. MD ]

Oświadczenia amerykańskich i europejskich urzędników są zasadniczo zgodne z prognozą ISW z października 2022 r., że Rosjanie są coraz bardziej zainteresowani zalaniem lewego brzegu Dniepru, mimo szkód dla ich własnych przygotowanych pozycji obronnych.

„Pod koniec ubiegłego roku ISW wstępnie ocenił, że Ukraina nie jest zainteresowana zniszczeniem tamy. Wskazał, że 80 osiedli będzie zagrożonych powodzią. ISW oceniła również, że Rosja może wykorzystać powódź do poszerzenia Dniepru i utrudnienia ukraińskim siłom prób kontrataków przez i tak już trudną przeszkodę wodną”, czytamy w codziennym raporcie amerykańskich analityków.

Zwracają również uwagę, że zawalenie się tamy zmusiło ukraińskie jednostki usadowione na prawym brzegu rzeki oraz na jej wyspach do ewakuacji.

Jezuici już podmieniają INRI na LGBT

Jezuici już podmieniają INRI na LGBT

jezuici

Grupa Outreach, stanowiąca homoseksualne katolickie zaplecze prowadzonego przez jezuitów portalu AmericaMagazine.org, promuje homoseksualną sztukę “Wonderfully made”, która już niebawem doczeka się premiery.

Na plakacie promującym przedstawienie znajduje się krzyż Chrystusa, na którym inskrypcję INRI (Jezus z Nazaretu, Król Żydowski) zastąpiono napisem LGBT . Płótno obwiązane wokół krzyża, na ogół symbolizujące zmartwychwstanie Chrystusa, zamieniono na krzykliwy, promujący homoseksualizm symbol.


=============================

mail:

W Warszawie na razie tylko usuwają tabliczkę z Titulus Crucis,
porównaj krzyż przed kościołem bonifratrów, ul. Bonifraterska,
kościół jezuitów (Stare Miasto),
krzyż przed kościołem kapucynów (ul. Senatorska).

Czyli odmawiają Panu Jezusowi tytułu,
z powodu którego został ukrzyżowany.
Robią to, czego nawet nie uczynił Piłat.


Ubogacona Europa. Coraz więcej napaści seksualnych, także na dziewczynki. Baseny muszą zatrudniać ochroniarzy.

Ubogacona Europa. Baseny muszą zatrudniać ochronę. Coraz więcej napaści seksualnych, także na dziewczynki

coraz-wiecej-napasci-seksualnych-takze-na-nieletnie-dziewczyny

Ubogacone imigrantami Niemcy mierzą się z nowym, nieznanym jeszcze kilka lat temu problemem – licznymi atakami seksualnymi na basenach. Najmłodszy ze sprawców ma zaledwie 13 lat. Jeden z domniemanych gwałcicieli przebywa w areszcie – to 23-letni mężczyzna. Obaj są imigrantami z Syrii. Basen w Stuttgarcie zatrudnił ochronę. Do strzeżenia porządku nie wystarczają już ratownicy.

Odkryty basen w Stuttgarcie od teraz patroluje na każdej zmianie sześciu ochroniarzy. Wszystko dlatego, że w ostatnim czasie lawinowo dochodziło do ataków seksualnych na kobiety i dziewczynki.

Jak podają niemieckie media, nowy sezon na otwarte baseny rozpoczął się fatalnie. Tylko podczas pierwszego weekendu siedem dziewcząt, głównie nieletnich, padło ofiarą napaści seksualnej.

Według ustaleń policji, pierwszy z przypadków dotyczy 13-latka z Syrii, który podszedł do dwóch 18-latek i nachalnie obmacywał je po pośladkach. Został zatrzymany, ale ze względu na młody wiek nie przewidziano żadnych konsekwencji karnych. Przekazano go pod opiekę rodzicom.

23-latek, także z Syrii, wraz z innym mężczyzną napastował 12-latkę. Podpłynęli do dziewczynki, zanurzyli się i dotykali jej narządów płciowych. 23-latek został tymczasowo aresztowany, drugiego ze sprawców nie udało się złapać.

Napastowane zostały także cztery uczennice w wieku od 12 do 15 lat. Policja wciąż szuka świadków zdarzenia. W sumie tylko podczas jednego weekendu zgłoszono siedem przypadków napaści seksualnej z tego basenu.

Burmistrz Stuttgartu zdecydował o zatrudnieniu ochrony. W godzinach otwarcia basenu porządku strzec będzie sześciu wykwalifikowanych ochroniarzy. – Nasze odkryte baseny powinny być bezpiecznymi miejscami, w których wszyscy odwiedzający czują się komfortowo – powiedział.

Walka o gotówkę. Szwajcaria jest pierwszym krajem na świecie, który chce wpisać do konstytucji prawo do istnienia banknotów i monet.

Walka o gotówkę.

Hansjörg Stützle

Oryginalny tekst ukazał się 6 czerwca 2023 roku na stronie https://apolut.net/der-kampf-ums-bargeld-von-hansjoerg-stuetzle/

Szwajcaria jest pierwszym krajem na świecie, który chce wpisać do konstytucji prawo do istnienia banknotów i monet. Nadal istnieją jednak przeszkody do pokonania.

Komentarz Hansjörga Stützle.

Demokracja byłaby czymś dobrym z punktu widzenia rządzących, gdyby nie wstrętni obywatele, którzy czasem mają własne zdanie. Z tego powodu historia demokracji to także historia prób podważania demokracji. Wyborcy albo mogą wybierać tylko między przedstawicielami jednej i tej samej wspólnoty opinii, albo nawet nie pyta się ich o zdanie w ważnych decyzjach. W ten sposób zniesienie gotówki mogłoby zostać łatwo wyegzekwowane w większości krajów, być może także przez detalistów stawiających swoich klientów przed faktem dokonanym i nie dających im kawałka chleba bez elektronicznych środków płatniczych. Prawdziwą szansą na rozbicie falangi gotówkowych wrogów byłaby demokracja bezpośrednia. Ale gdzie to jest? W Szwajcarii obywatele próbują teraz wykorzystać wyjątkową okazję w swoim kraju i egzekwować gwarancję istnienia nieelektronicznych, niemonitorowanych środków płatniczych.

15 lutego 2023 r. podjęto historyczny krok w celu zachowania gotówki: Szwajcarski Ruch Wolności (FBS) przekazał Kancelarii Federalnej w stolicy Bernie 136 767 ważnych, poświadczonych podpisów pod popularną inicjatywą „Gotówka to wolność”. To znacznie przekroczyło wymagane 100 000 podpisów wymaganych do dopuszczenia do referendum. Szwajcarzy mają teraz w swoich rękach szansę bycia pierwszym krajem na świecie, który zapisuje gotówkę w konstytucji i zapewnia jej ochronę prawną.

Co oznacza zebranie 136 767 ważnych podpisów i ich uwierzytelnienie, staje się jasne dopiero po przeliczeniu tej sumy na liczbę mieszkańców Niemiec. W Niemczech odpowiadałoby to 1,3 milionowi podpisów — uwaga, uwierzytelnionych podpisów!

Zanim jednak referendum w końcu się odbędzie, minie dużo czasu. Ponieważ Szwajcarska Rada Federalna wykorzystuje okazję do przygotowania kontrpropozycji do popularnej inicjatywy. W związku z tym minie co najmniej dwa lata, zanim referendum faktycznie się odbędzie. Inicjatywa gotówkowa została zaprojektowana w taki sposób, że zapewnia podstawową ochronę gotówki. Tam jest napisane np.

Rząd federalny zapewnia, że ​​monety lub banknoty są zawsze dostępne w wystarczających ilościach”.

Takie sformułowanie nie wystarczy jednak do długoterminowej ochrony gotówki. Jest to jednak ważny fundament, na którym można budować. Ze względu na krótkie i proste sformułowania jest mało miejsca na atak, a zatem duże szanse na szerokie uznanie w populacji. Szanse na sukces są duże.

Opierając się na tej popularnej inicjatywie, 21 marca 2023 r. FBS przedstawił drugą inicjatywę pieniężną. Cash Initiative II nosi nazwę „Każdy, kto chce płacić gotówką, musi mieć możliwość płacenia gotówką (ja płacę gotówką)”. Nowa popularna inicjatywa ma to wszystko.

Lobby antygotówkowe grupy interesu wcale się to nie spodoba. Ponieważ ta inicjatywa dociera do korzeni zła, jakim jest zniesienie gotówki. Sprawia, że ​​gospodarka, władza ustawodawcza, ale także branża finansowa stają się odpowiedzialne. Gotówka musi być wszędzie akceptowana, nie może być gorzej traktowana ani ograniczana jej ilość, nie może być dyskryminowana przez prawo i prawo podatkowe, ani przepływ pieniędzy nie może być śledzony elektronicznie.

Pracowałem jako doradca nad brzmieniem tekstu prawnego (1) i trudno sobie wyobrazić lepsze sformułowanie. Nawet jeśli wiadomo, że teksty prawne nie są łatwe do odczytania i zrozumienia, chciałbym odtworzyć sformułowania tak wiernie, jak to możliwe, w stosunku do oryginału:

Rząd federalny dba o to, aby w następujących miejscach można było płacić monetami lub banknotami w wystarczającej liczbie kas:

  • A. w usługach publicznych, w szczególności w transporcie lokalnym i dalekobieżnym w miejscu wyjazdu lub w środku transportu;
  • B. w sprzedaży detalicznej; i
  • C. ze wszystkimi innymi dostawcami usług, od których można uzyskać produkt lub usługę bezpośrednio w punkcie sprzedaży za pomocą walut elektronicznych, pieniędzy bankowych lub innych środków płatniczych.

Kto jest zobowiązany do przyjmowania monet lub banknotów zgodnie z ust. 1, nie może:

  • A. odrzucać klientów, ponieważ chcą płacić monetami lub banknotami;
  • B. udzielać rabatu, nagrody lub tworzyć uprzywilejowanie płatności bezgotówkowej w porównaniu z płatnością monetami lub banknotami w ramach programu promocyjnego;
  • C. pobierać opłaty za płacenie monetami lub banknotami;
  • tworzyć inne przeszkody dla odbiorców lub dłużników, aby utrudnić im płacenie monetami lub banknotami.

Rząd federalny zapewnia, że:

  • A. co cztery lata lub w przypadku zmniejszenia się siły nabywczej o połowę kwota, do której należy przyjmować monety lub banknoty, jest dostosowywana do ostatnio obliczonej mediany ekwiwalentnego rocznego dochodu do dyspozycji pracujących gospodarstw domowych;
  • B. Monety lub banknoty nie mają niższej siły nabywczej niż waluty elektroniczne lub pieniądz bankowy.

Zapewnia, że ​​dostępne są następujące opcje pozyskiwania banknotów:

  • A. w miastach: co 2 km;
  • B. poza miastami:
  • 1. w gminach liczących 1000 i więcej mieszkańców: na terenie gminy;
  • 2. w gminach poniżej 1000 mieszkańców: w ciągu 15 minut samochodem lub komunikacją miejską.
  • Każdy, kto zgodnie z prawem wejdzie w posiadanie monet lub banknotów, jest uważany za ich właściciela.

Zabrania się dostarczania monet lub banknotów z technologią umożliwiającą zlokalizowanie monety lub banknotów lub identyfikację właściciela.

To prawo kładzie kres licznym atakom na gotówkę. Utrudnia się likwidację bankomatów i zamykanie kas bankowych, zapobiega się odmowie przyjęcia gotówki w sklepach i w środkach transportu publicznego, a także możliwości dokonywania płatności gotówkowych w sposób nieatrakcyjny poprzez pobieranie opłat. Nowa, druga inicjatywa gotówkowa zapewnia, że ​​cyklu pieniężnego nie może zakłócić żaden bank, podmiot gospodarczy ani bank centralny.

Jeśli druga inicjatywa dotycząca gotówki powiedzie się, Szwajcaria będzie wzorem do naśladowania dla wszystkich krajów w Europie i na świecie — jeśli chodzi o prawną ochronę banknotów i monet. Przebłysk nadziei na gotówkę i naszą wolność, na którą prawie nie liczyłem. Wyjątkowa okazja, którą wszyscy powinniśmy wspierać i wykorzystywać.

Ale! Druga inicjatywa pieniężna wprowadzi do gry branżę finansową i wielu innych potężnych przeciwników. Bo to pokrzyżuje plany grup interesu stojących za abolicją gotówkową – tak, nawet zapobiegnie abolicji gotówkowej! Należy się spodziewać, że druga inicjatywa pieniężna spotka się z dużym sprzeciwem i wrogością. To będzie jak walka Dawida z Goliatem. Ponieważ FBS jest stowarzyszeniem, które jest finansowane wyłącznie z darowizn. Nie otrzymuje żadnych dotacji, nie mówiąc już o dostępie do budżetów w milionach lub miliardach, jak to ma miejsce w przypadku banków w branży finansowej.

A druga strona z pewnością wykorzysta swoje wpływy. Kluczowe będzie zatem, aby FBS otrzymał wystarczającą liczbę darowizn, aby dysponować wystarczającymi środkami na zbieranie podpisów, a później także na edukację obywateli podczas referendum. Niestety, pieniądze w ich budżecie są ograniczone. Dlatego FBS jest bardzo wdzięczny za każde wsparcie.

Pomóż nam, ponieważ jeśli Szwajcaria zagwarantuje gotówkę prawnie, szanse na uzyskanie ochrony prawnej gotówki w Europie również wzrosną.

Więcej informacji można znaleźć na stronie fbschweiz.ch. Obywatele Szwajcarii mogą również wesprzeć inicjatywę swoim podpisem.

Lub pomóż w wyjaśnieniu. Na bargeldverbot.info znajdziesz wiele ciekawych artykułów, ale także rozwiązania dotyczące otrzymywania gotówki.

Tłumaczył : Paweł Jakubas, proszę o jedno Zdrowaś Maryjo za moją pracę.

O Autorze:

Hansjörg Stützle, urodzony w 1970 r., po ukończeniu szkolenia zawodowego pracował w firmie konsultingowej swojego ojca, zajmując się integralnym rozwojem przedsiębiorstwa. Badał podstawowe prawdy o pieniądzach i łączy tę wiedzę w swoim projekcie „Wertvoll Leben”, który udostępnia szerokiej publiczności podczas wykładów, seminariów i szkoleń. Jest zaangażowany w ochronę gotówki i przez trzy lata pracował nad książką „The Cash Plot”, w której dokumentuje 15 lat badań nad stopniowym, ale bynajmniej nie przypadkowym, znoszeniem gotówki.

Źródła :

(1) https://www.fedlex.admin.ch/eli/fga/2023/705/de

Oryginalny tekst ukazał się 6 czerwca 2023 roku na stronie https://apolut.net/der-kampf-ums-bargeld-von-hansjoerg-stuetzle/

a wcześniej 31 maja 2023 roku na stronie https://www.manova.news/artikel/der-kampf-ums-bargeld

Ginekolog i NFZ: Pacjentka w ciągu jednego dnia miała odbyć ponad 100 badań ginekologicznych i to w dwóch różnych miejscach.

Ginekolog i NFZ: Pacjentka w ciągu jednego dnia miała odbyć ponad 100 badań ginekologicznych i to w dwóch różnych miejscach.

Lekarze oszukują pacjentów i NFZ. Gigantyczne wyłudzenia

Tomasz Wypych lekarze-oszukuja-pacjentow-i-nfz-gigantycznie

Ginekolog w dokumentacji medycznej wykazał przeprowadzanie u jednej pacjentki 100 badań w ciągu jednego dnia i to w dwóch różnych gabinetach. Chciał w ten sposób wyłudzić refundację z Narodowego Funduszu Zdrowia. Okazało się, że to wierzchołek góry lodowej.

Ginekolog wyłudził z NFZ pół miliona

Sprawa wyszła na jaw przez przypadek. W 2016 r.  jedna z pacjentek ginekologa sprawdziła w Zintegrowanym Informatorze Pacjenta, z jakich świadczeń medycznych skorzystała podczas leczenia, ile Narodowy Fundusz Zdrowia zapłacił za to lekarzowi i ile wynosiła refundacja przepisanych leków. Z informacji NFZ wynikało, że tylko w ciągu jednego dnia miała odbyć ponad 100 badań ginekologicznych i to w dwóch różnych miejscach.

Kobieta napisała do NFZ w Poznaniu skargę. Fundusz przeprowadził kontrolę dokumentacji medycznej prowadzonej przez lekarza. Wyniki były tak zatrważające, że NFZ o sprawie zawiadomił prokuraturę. Okazało się, że z dokumentacji z lat 2008-2015 wynika, że ginekolog wykonywał dziennie po 60 różnych badań jednej pacjentce. Niektóre kobiety były u lekarza tylko raz, ale w dokumentacji prowadzonej przez oskarżonego zostały zapisane jako stałe pacjentki. Większość badań, które na ich nazwisko lekarz wykazywał w sprawozdaniach były fikcyjne i nigdy nie doszły do skutku. Chodziło tylko o to, by otrzymać z NFZ nienależną w tym przypadku refundację. W ten sposób ginekolog wyłudził ok. 500 tys. zł. Oprócz tego poza refundacją kosztów pobierał od pacjentek opłaty w ramach prywatnej wizyty, pomimo tego, że płacił za nie NFZ.

Nie widać końca procesu

Obok zarzutu wyłudzenia ginekolog usłyszał zarzut nakłaniania pacjentek do składania fałszywych zeznań. Miał je namawiać, by w prokuraturze powiedziały, że odbyły wszystkie wynikające z jego sprawozdań medycznych badania i nie płaciły za nie. Za zarzucane czyny grozi nawet do 10 lat więzienia. Oskarżony nie złożył wyjaśnień w sądzie, podobnie jak wcześniej w prokuraturze.
Akta sprawy liczą 43 tomy, w trakcie śledztwa ustalono bowiem, że nieprawidłowości dotyczą 1,3 tys. pacjentek. I tu zaczął się problem, bo wszystkie pacjentki trzeba przesłuchać. Proces toczy się już dwa lata, odbyło się 36 rozpraw i do tej pory udało się przesłuchać 500 świadków. – To jedna z największych spraw w kaliskim sądzie – przyznaje sędzia Edyta Janiszewska, rzecznik prasowy Sądu Okręgowego w Kaliszu, gdzie toczy się proces. – Na każdym terminie sąd przesłuchuje po około 20 osób. Zdarza się, że wezwani świadkowie nie stawiają się na rozprawę, co w niektórych przypadkach kończy się nałożeniem kary. To wszystko powoduje, że proces przedłuża się. Dlatego sędzia zastanawia się nad możliwościami proceduralnymi w celu przyspieszenia procesu, który w normalnym trybie może jeszcze potrwać kilka lat. Rozważa, żeby zeznania świadków odczytywać na rozprawie, co na pewno usprawniłoby postępowanie.

Pacjenci wykryli nieprawidłowości

Przypomnijmy, że to niejedyna tego typu sprawa w Polsce. W województwie lubuskim ginekolog i okulistka dopisywali dodatkowe wizyty i świadczenia swoim pacjentom, a wykazując je w sprawozdaniach do Narodowego Funduszu Zdrowia otrzymywali większą od należnej refundację. Kierowali też chorych na badania do placówek, gdzie była za to pobierana opłata, ale w dokumentacji zaznaczali je jako świadczenia finansowane przez NFZ. Tutaj także otrzymywali zwrot nieponiesionych kosztów. W ten sposób Lubuski Oddział NFZ stracił prawie 120 tysięcy złotych.

Do podobnej sytuacji doszło w Katowicach, gdzie lekarka poświadczała nieprawdę w dokumentacji medycznej z zakresu okulistyki raportując badania, których nie wykonała. Wyłudziła z NFZ 52 tys. zł. W sprawie przesłuchano ponad 1 tys. osób, a lekarka usłyszała 900 zarzutów. Kilka lat temu w jednej z poradni logopedycznych w województwie łódzkim do rozliczenia z NFZ zgłoszono 10,7 tys. wizyt, ale okazało się, że faktycznie odbyło się tylko 3 tys. Tutaj wyłudzono refundację na kwotę 250 tys. zł. A poradnia okulistyczna w tym samym województwie stworzyła opisy fikcyjnych porad na kwotę 3,5 mln. zł.
– Zgodnie z informacją przekazaną przez oddziały wojewódzkie NFZ, w ubiegłym roku wpłynęło blisko 6 tys. zgłoszeń od pacjentów, który za pośrednictwem Internetowego Konta Pacjenta przekazali informację o stwierdzonych nieprawidłowościach. W toku postępowania za zasadne uznano 2,2 tys. zgłoszeń. Wartość zakwestionowanych zasadnie świadczeń wyniosła 236 tys. zł  – mówi Salonowi24 Andrzej Troszyński,  Rzecznik Prasowy Centrali NFZ. – Wszystkie zgłaszane do NFZ sprawy są szczegółowo wyjaśniane. Oddziały wojewódzkie NFZ w takich przypadkach interweniują, zwracając się o wyjaśnienia do placówek, które sprawozdały zakwestionowane przez pacjenta świadczenia.

Czas prześladowań.

Czas prześladowań…

https://gloria.tv/post/Dj6xcLt3UUrW2R2PpmYseApRS

Wojciech: ,,Dziś w drodze do Wilna wstąpiłem na Mszę Świętą w języku polskim do Kościoła zbudowanego przez polskiego proboszcza zamordowanego przez Niemców.
Spotkana Polka mieszkająca na tych dawnych polskich terenach poprosiła mnie abym odczytał Drugie czytanie w czasie Mszy – List św. Pawła. Zgodziłem się.

Gdy przyszedł czas na Eucharystię udałem się na koniec kolejki. Gdy ukląkłem do Eucharystii, „Ksiądz ” odmówił Eucharystii, nazwał mnie też chorym psychicznie.
Po Mszy zaszedłem do zakrystii i poinformowałem go iż czyni to bezprawnie i zgłoszę to do biskupa, do Wilna.
Powiedział mi z pogardą iż mogę to zgłaszać choćby papieżowi…
Następnie zagrodził mi wyjście, zaczął dzwonić na policję i groził zamknięciem w areszcie na 30 dni.
Zacząłem kierować się do wyjścia, to kazał zamknąć Kościół.
Poszedłem przed Najświętszy Sakrament, gdzie przyszła policja po mnie i zabrała na komisariat.
Przetrzymali mnie parę godzin. Ksiądz powołał jakąś dziewczynkę jako świadka, że rzekomo na niego napadłem….
Policjant był rozsądny, słuchał mnie rozumiał po polsku, po pewnym czasie zaczął rozumieć o co chodzi…
Mówi że musi mi dać mandat i odwiezie mnie gdzie chcę.
Odwiózł mnie do centrum w pobliże dworca, pożegnaliśmy się. Podałem mu rękę i zaprosiłem do Polski.

Mimo deklaracji władz, kościół pw. św. Mikołaja w Kijowie nie został oddany katolikom

Mimo deklaracji władz, kościół pw. św. Mikołaja w Kijowie nie został oddany katolikom

oblaci.pl 2 czerwca 2023

Mimo deklaracji władz Ukrainy, które zapowiedziały zwrot kościoła pw. św. Mikołaja w Kijowie wiernym, świątynia ta nadal pozostaje w rękach państwa, a decyzja o jej przekazaniu jest blokowana – oświadczył proboszcz działającej tam parafii rzymskokatolickiej, Paweł Wyszkowski OMI.

Niestety, ta sprawa, która trwa tak długo, jak niepodległość naszego kraju, nie została dotąd rozwiązana. Walczymy obecnie z rosyjskim okupantem, ale ten Boży dom również jest okupowany przez prorosyjskie [??? md] , komunistyczne [??? md] decyzje, by nie oddawać tej świątyni właścicielowi, naszej parafii – powiedział na konferencji prasowej w Kijowie.

Kijowscy katolicy od lat prowadzą starania o odzyskanie świątyni, zaprojektowanej w 1909 roku przez polskiego architekta Władysława Horodeckiego. Ukraińskie władze deklarowały, że przekażą kościół wiernym 1 czerwca 2022 r.

Niezrealizowane memorandum

Nie zważając na nasze nadzieje i oczekiwania, że w naszym kraju coś zmienia się na lepsze, nasz kościół dotychczas nie został zwrócony wiernym, a memorandum nie zostało zrealizowane. Ktoś stale blokuje proces przekazania kościoła parafii. I jest to dla nas ogromna rana  – podkreślił ojciec Wyszkowski.

Ambasador Polski na Ukrainie Bartosz Cichocki zwrócił uwagę na zły stan budynku kościoła, który potrzebuje pilnego remontu i zabezpieczenia przed dalszym niszczeniem.

Uważamy w Polsce, że jest to część naszego dziedzictwa kulturowego. Nie rościmy sobie prawa własności, ale to Polacy ufundowali ten kościół i to Polak, Władysław Horodecki, go zaprojektował. Chcielibyśmy, żeby ta unikalna, jedyna w Kijowie budowla neogotycka trwała dalej i cieszyła oczy kolejnych pokoleń, a widzimy, że będzie to możliwe tylko, kiedy wróci on do prawowitych właścicieli – powiedział ambasador. – Dla nas jest faktem, że nie powrócił on dotychczas w ręce wiernych i niszczeje, a czasu do ratowania jest niewiele – podkreślił Cichocki.

Akt sprawiedliwości

Nuncjusz apostolski na Ukrainie arcybiskup Visvaldas Kulbokas stwierdził, że przekazanie kościoła św. Mikołaja wiernym będzie aktem sprawiedliwości. W jego ocenie będzie to też miało wpływ na obronę Ukrainy w wojnie, którą prowadzi przeciw niej Rosja.

Sprawiedliwy pokój i zwycięstwo dobra nad złem jest możliwy do osiągnięcia, kiedy połączymy aspekt duchowny z ludzkim. Jestem przekonany, że jeśli ta i inne świątynie zostaną jak najszybciej zwrócone katolikom i innym konfesjom, to będzie to też miało bardzo duży wpływ na obronę Ukrainy, bo jest to obrona ze strony Boga. Staniemy się w ten sposób silniejsi – powiedział.

Kościół św. Mikołaja, to neogotycka świątynia rzymskokatolicka, położona w centrum Kijowa przy ul. Wełykiej Wasylkiwskiej 75. Zbudowany w latach 1899–1909 według projektu Władysława Horodeckiego kościół był użytkowany przez katolików Kijowa do 1936 r., gdy zamknęły go władze radzieckie, przeznaczając pomieszczenia na cele gospodarcze.

Budynek potrzebuje

Zgodnie z przyjętym w 2002 r. prezydenckim dekretem o restytucji mienia kościelnego miał on zostać zwrócony Kościołowi katolickiemu jako właścicielowi pierwotnemu, ale zniknął z listy obiektów do oddania. Do niedawna przy kościele działał Państwowy Dom Muzyki Organowej i Kameralnej, który zorganizowano tam w 1978 roku, a parafia była jedynie dzierżawcą pomieszczeń dolnej kondygnacji świątyni. Tylko w niedziele i większe święta pozwalano na odprawienie nabożeństw przy głównym ołtarzu.

Wieloletnie próby przejęcia świątyni przez katolików kończyły się niepowodzeniem. Tymczasem ostatnie kapitalne remonty wykonano 40 lat temu, a z powodu niezabezpieczonej przed wibracjami linii metra, ułożonej tuż pod świątynią, budynek dosłownie zaczął się rozpadać.

Władze kościelne twierdziły, że są w stanie odrestaurować popadającą w ruinę świątynię pod warunkiem jednak, że zostanie ona oddana wiernym. Argumentowały, że sponsorzy nie zgodzą się na finansowanie odbudowy kościoła, który nie jest własnością parafii.

We wrześniu 2021 r. kościół został uszkodzony przez pożar. Zniszczeniu uległy między innymi zabytkowe organy i żyrandole oraz część wyposażenia liturgicznego. 6 listopada 2021 r. zawarto porozumienie między parafią św. Mikołaja oraz Ministerstwem Kultury i Polityki Informacyjnej Ukrainy. Porozumienie głosiło, że kościół zostanie oddany do użytku miejscowej parafii katolickiej 1 czerwca 2022 r. Tego dnia ukraiński minister kultury podczas wizyty w kościele św. Mikołaja potwierdził, że „zostanie on oddany wiernym”.

(PAP)

”Fallocentryzmem i antropologią jedzenia”. Jak Niemcy organizują „dialog Polek, Czeszek, Rosjanek, Białorusinek”.

Fallocentryzmem i antropologią jedzenia”. Niemiecka czyli stalinowska propaganda w kinach i szkołach polskich. Jak Niemcy organizują „dialog Polek, Czeszek, Rosjanek , Białorusinek”

Artur Liebhart , niemieckie fundacje, festiwale filmowe

pink-panther niemcy-stalinowska-propaganda-w-kinach-i-szkoach-polskich

Notka pod tytułem ” Torcik z krzyżykiem albo jak pięknie przejść na lewą stronę” popełniona przez BeaM a szczególnie nazwa festiwalu, na którym film niby-dokumentalny został pokazany czyli Millenium Docs Against Gravity przypomniał mi moją starą notkę, popełnioną 2 stycznia 2014 roku na salonie24. Notka nosi dość drastyczny tytuł, więc miałam lekkie wyrzuty sumienia z jego powodu. Ale chyba niepotrzebnie, bo „dzieło” pana Artura Liebharta, człowieka wielu talentów czyli „festiwal filmów dokumentalnych” pod nazwą Millennium Docs Against Gravity a wcześniej Planete Doc Review  trwał od roku 2014 aż do dzisiaj i nic nie wskazuje, aby się zakończył.

A co jest celem tego festiwalu i do kogo NAPRAWDĘ jest w Polsce skierowany, można poczytać w notce pod tytułem „Masturbacja warzywem czyli misja fundacji Bölla w Polsce”

Masturbacja warzywem to wedle strony internetowej Against Gravity wątek przewodni filmu „Wilgotne miejsca”( Feuchtgebiete) niemieckiego reżysera Davida Wnendta lansowanego na stronie internetowej tej spółki z o.o. zajmującej się dystrybucją filmów „ambitnych, głównie niemieckiej i skandynawskiej produkcji. KRS nr 0000199919. Rzecz jest o nieletniej Helen, która pod wpływem rozwodu rodziców „łamie jedno tabu za drugim”. Informację ”o produkcie” możemy znaleźć dzięki stronie internetowej Fundacji Heinricha Bölla Oddział w Warszawie, dla której to fundacji firma dystrybucji filmów pana Artura Liebharta jest jedną z 17 a właściwie 40 „partnerek”, które ta agenda niemieckiej Partii Zielonych –„wspiera jakoś” w Polsce.

Nie interesowalibyśmy się „nieletnią Helen” i jej masturbacją, panem Arturem Liebhartem i firmą Against Gravity spółka z o.o. gdyby nie manifest pana Artura –oferta handlowa skierowana przez tego pana do „nauczycieli, organizacji pozarządowych, domów kultury i innych, którzy chcieliby organizować pokazy naszych filmów”. Rodzi się pytanie: jak utrzymać biuro w Warszawie na ulicy Widok nr 5/7/9 pok. 410 oraz sześcioro pracowników etatowych z dystrybucji filmów do „nauczycieli i domów kultury” po 31 zł „za sztukę” i prowadząc „misję” w postaci „światowego festiwalu Planete+DOC dla gimnazjalistów i licealistów”. Z pomocą przyszła , jak widać, Fundacja Heinricha Bölla. Jak, nie wiemy, ale interes się kręci od ładnych kilku lat.

Fundacja Heinricha Bölla Oddział w Warszawie agenda niemieckiej Partii Zielonych pomaga (jakoś) nie tylko panu Liebhartowi. Liczba tych beneficjentów, choć nie różnorodność tematyczna, zapiera dech w piersiach. A niemiecka Partia Zielonych ma zainstalowaną w Warszawie jeszcze jedną fundację: im. Róży Luksemburg, która „opiekuje się” dwudziestoma trzema innymi polskimi fundacjami – organizacjami pozarządowymi.

Są wśród nich: fundacja Zielony Instytut, w którego władzach są m.in. Dariusz Szwed jeden z liderów Partii Zielonych w Polsce oraz Robert Biedroń (serio) i Anna Grodzka (serio) i dla przykładu panna/pani Liliana Religa „studentka Gender Mainstreaming w Instytucie Badań Literackich PAN” w innym wcieleniu etatowa pracownica pana Artura Liebharta od pijaru. Młode to dziewczę poza odbieraniem telefonów dla pana prezesa Wolfganga Templina, zajmuje się , cytuję: ”fallocentryzmem i antropologią jedzenia”.

Inne jednostki to: Koalicja Klimatyczna – ciało koordynujące KOLEJNE 23 podmioty „ekologiczne” (w tym m.in Fundacja Ekologiczna Arka,Klub Gaja, oraz Polskie Kluby Ekologiczne – Górnośląski , Dolnośląski, Wschodniopomorski (czyli: Schlesien Dolny i Górny oraz Ost Preussen), Eko-Unia w Breslau, Instytut Energetyki Odnawialnej( ekspertyzy dla polskiego rządu nt. m.in. turbin wiatrowych Siemensa) i Instytut na Rzecz Ekorozwoju.

Działka druga to 12 fundacji w zakresie „demokracji” a w tym: Feminoteka (aborcja na życzenie), eFKa( feministki, gender, w tym kwartalnik ZADRA- pisarki feministycznych i genderowe) W tym też pani Monika Płatek doktor habilitowana zatrudniona na państwowym uniwersytecie na stanowisku profesora nadzwyczajnego i jej i artykuł pt.”Co gryzie księdza Oko ” a w nim zdania warte zauważenia:”… Ksiądz Oko wymiotuje pomyjami; nie potrafi ukryć, że jedyne, co mu w głowie, to seks i władza i że utraty tej ostatniej boi się najbardziej..” i „…Trzeba mieć tupet, żeby tkwić w organizacji odpowiedzialnej za seksualne molestowanie dzieci i kobiet i zamiast uderzyć się w pierś, przeprosić i zadziałać w sposób krzykliwy i monstrualny – odsuwać od siebie uwagę i odpowiedzialność kreując nowego, dogodnego wroga….”. Artykuł jest z listopada 2013 a w grudniu Szostkiewicz zapodaje do TVN24 , że „Biskupi przykrywają genderem pedofilię w kościele”. Tak to działa.

Inni beneficjenci to: NEWW – Network for East West Women ta sama co podlega Fundacji Róży Luksemburg, fundacja Kultura dla Tolerancji (do niedawna praktycznie była wyłącznym organizatorem tzw. Marszu dla Tolerancji czyli parada LBTG), Krytyka Polityczna (znamy: m.in Sławomir Sierakowski, Agnieszka Graff, Yael Bartana, Kazia Szczuka), Instytut Spraw Publicznych „niezależny ośrodek analityczno -doradczy”,a w radzie programowej m.in b. minister Bochniarz, b. minister Cimoszewicz i obecna minister Kozłowska- Rajewicz, Against Gravity – już wiemy:dystrybucja filmów o tytułach w stylu „Dotyk grzechu” czy „Fuck for Forest” -o sprzedaży porno dla ratowania lasów(serio).Jest jeszcze Gender Studies, ale to już dla Czech i Możnost dla Słowacji.

Druga fundacja zainstalowana przez niemiecką Partię Zielonych w Polsce jest chyba jeszcze efektywniejsza , zwłaszcza politycznie. „Obsługuje” 23 beneficjentów, a wśród nich :Centrum Edukacji Obywatelskiej – „instytucja edukacyjna” „wprowadza do szkół programy” (czyli wiadomo, kto m.in. popycha „gender”), Demokratyczna Unia Kobiet (marksistki feministki), Federacja na rzecz Planowania Kobiet i Planowania Rodziny „Federa” ( „aborcja koniecznie w Polsce”), Forum Dialogu Publicznego- nazwa neutralna ale cała działalność wyłącznie na terenie „Prus Wschodnich”- Olsztyn , Kętrzyn i okolice czyli Kaliningrad, Kaszubi i z „ekologii”- „obszary leśne”, Fundacja Archiwum Dokumentacji Historycznej PRL (pewnie usiłują zobaczyć, jakie kwity na temat zbrodni niemieckich można wyrwać z polskich urzędów),Fundacja Przestrzenie Dialogu – dialog, a jakże dialog – tu obrabiają Wybrzeże od Gdańska do Międzyzdrojów (Pommern) przy okazji lobbując za Siemensem i jego turbinami wiatrowymi (zielona energia),

Moje najbardziej „ulubione” to: Fundacja Współpracy East West Europe- czyli jak Niemcy organizują „dialog Polek, Czeszek, Rosjanek , Białorusinek” (to już było: w koncłagrach i na robotach przymusowych), Fundacja „Replika”- popieranie LBTG, Instytut Podkarpacki czyli Robert Biedroń w Krośnie (serio!),Kampania przeciw Homofobii (jeszcze raz Robert Biedroń, serio), Klub współczesnej Myśli Politycznej (Longin Pastusiak w Gdańsku),są jeszcze dwie instytucje naukowe RZĄDOWE (polskiego rządu) pod egidą pana prof. Kleibera czyli PAN: Instytut Badań Literackich i Żydowski Instytut Historyczny. Czyli mogę podejrzewać, że niemieckie rządowe pieniądze idą jako pieniądze lobbystyczne na kształtowanie polityki badawczej w literaturze polskiej (Sienkiewicz – zły, zwłaszcza Krzyżacy) i historii Holocaustu. Jest jeszcze Związek Zawodowy Górników W POLSCE (nie „polskich” a w „Polsce”) czyli lobby w górnictwie i energetyce.

Na stronie głównej Fundacji Bölla Oddział w Warszawie znajdujemy przesłanie ideologiczne pokazujące, w jakich obszarach niemiecka Partia Zielonych zamierza mieszać się w wewnętrzne sprawy Polski używając do tego jej obywateli.

Oto jego znamienny fragment: „..Aktywnie działający obywatele i obywatelki są motorem rozwoju demokracji Europy, szczególnie w obszarach realizacji demokratycznych wartości, takich, jak przestrzeganie praw człowieka, demokracja płci lub w obszarze zapobiegania negatywnym zjawiskom hamującym rozwój demokratycznej Europy jak ksenofobia, antysemityzm, czy też skrajna prawicowość. Rozwój demokracji to podstawowe założenie zielonej polityki realizowanej w działaniach Fundacji ..”.

Można zapytać Szefa Oddziału w Warszawie pana Wolfganga Templina (dawniej w NRD, do 1983 r. działacz SED- enerdowskiego odpowiednika PZPR), czy, kiedy już połączonym siłom pani Płatek, pani minister Rajewicz Kozłowskiej, panu posłowi Biedroniowi, pani posłance Annie Grodzkiej uda się przeforsować „gender” do przedszkoli i szkół podstawowych, to niemiecka fundacja Heinricha B. będzie do polskich szkół dostarczała bezpłatnie warzywa, aby w ramach „zajęć” dziatwa szkolna mogła je wykorzystać celem „przekraczania różnych tabu”.

Bo o to, dlaczego niemiecka Partia Zielonych przez swoje fundacje używa kilkuset polskich obywateli do ataków na wybrane polskie partie polityczne (legalne), do podważania polskiego systemu prawnego w obszarze wychowania dzieci, ochrony życia człowieka, do brutalnych ataków Kościół Katolicki, księży i lobbowania na rzecz niemieckich firm i produktów – nie trzeba chyba pytać. Wszystko jasne: niemiecka misja cywilizacyjna na Wschodzie.

Koniec notki.

W tym miejscu warto dodać, że na swoją misję firma dystrybucyjna pana Artura Liebharta otrzymała od polskiego rządu wsparcie finansowe jak niżej:

2021 r.  – 420,6 tys. zł

2020 r.  – 240,1 tys. zł

2019 r  – 151 tys. zł

2018 r.  –  150 tys. zł

A wcześniej też nie było źle, bo w latach 2015-2017  owo „wsparcie finansowe” wyniosło co najmniej 700 tysięcy zł. A pomoc finansowa może nieco mniejsza ciągnie się nieprzerwanie od roku 2005. W roku 2017 ten ekstremalnie lewacki festiwal otrzymał również wsparcie do Narodowego Centrum Kultury. Polskiego oczywiście. Ile dały w tym czasie niemieckie fundacje nie sprawdzałam. Z pewnością się nie oszczędzały, sądząc po zachowaniu niemieckich polityków wobec polskich.

https://rejestr.io/krs/339312/fundacja-okonakino

https://rejestr.io/krs/199919/against-gravity

https://www.salon24.pl/u/bobry7/558453,masturbacja-warzywem-czyli-misja-fundacji-b-lla-w-polsce

=================

Ciekawe komentarze – w oryginale MD

================================

mail:

Przeżyłem w Polsce (Generalnej Guberni) czasy hitleryzmu i  stalinizmu,

lecz coś takiego było nie do pomyślenia.

To nie piekło hitleryzmu i stalinizmu, ale raj amerykański.

Spędził 25 lat w masonerii. „Udają chrześcijan, ale to brudne pogaństwo”

Spędził 25 lat w masonerii. „Udają chrześcijan, ale to brudne pogaństwo”, ostrzega

Paweł Chmielewski 25-lat-w-masonerii–udaja-chrzescijan

 Christophe Flipo był członkiem masonerii przez 25 lat. Odszedł z wolnomularstwa, bo nawrócił się na katolicyzm. O swoich doświadczeniach oraz o niezgodności między ideologią masońską i wiarą Kościoła mówił w rozmowie z „National Catholic Register”.

=====================

Flipo był mistrzem masońskim we Francji. W jego loży praktykowano synkretyczny, deistyczny kult religijny. W 2011 roku Flipo odwiedził wraz z żoną sanktuarium Notre-Dame de Rocamadour na południu Francji. To doświadczenie nim wstrząsnęło. Po trzech latach wraz z żoną przyjął katolicyzm. Wystąpił po 25 latach z masonerii.

– Przez te lata przeszedłem przez wszystkie stopnie, byłem szanowanym mistrzem Grande Loge traditionelle et symbolique Opéra – powiedział Flipo. Jak stwierdził, we Francji większości lóż przyświeca idea budowy «lepszego świata» opartego o zasadę tak zwanej «wolności sumienia». Ukierunkowanie tych lóż jest głęboko polityczne, w duchu ateistyczno-republikańskim. On osobiście praktykował anglosaski typ masonerii, stąd wyznawał deizm. – Masoneria anglosaska, którą ja praktykowałem, a którą znamy ze Stanów Zjednoczonych i Anglii, jest o wiele bardziej uduchowioną masonerią, która przyjmuje deistyczne podejście. Uznaje Wielkiego Architekta Wszechświata, uznaje, że są rzeczy poza nami. Za Leibnizem pyta, dlaczego istnieje raczej coś niż nic. […] Nie jesteśmy chrześcijanami, muzułmanami ani buddystami; po prostu szukamy w życiu znaczenia – powiedział.

– Wielki Wschód Francji oraz przytłaczająca większość Wielkiej Loży Francji chce zmienić społeczeństwo, bo to ateiści. Gdy jest się ateistą, nie ma nadziei; duchowość zostaje zredukowana do budowy lepszego świata – wskazał.

Jak mówi Flipo, po jego nawróceniu na katolicyzm zajęło mu kilka lat rozpoznanie niekompatybilności masonerii z chrześcijaństwem. Gdy wstępował do loży, musiał przysięgać na Biblię, mówić o Wielkim Architekcie, który stworzył Wszechświat. Sprawiało to wrażenie chrześcijańskie, stąd wydawało się, że da się to połączyć.

– Problem zaczyna się na wyższych stopniach, gdy ma się rok, pięć, 10, 15, 20 czy 25 lat doświadczenia. Stopniowo rytu przejścia zaczynają trywializować boskie światło: to już nie jest światło Chrystusa; ale światło Druidów, Greków, alchemii, czasem nawet tradycji egipskiej. Zaczynamy mieszać te rzeczy razem. Czyni się porównania pomiędzy dwunastoma pracami Herkulesa a dwunastoma plemionami Izraela i dalej w tym absurdalnym duchu – powiedział.

Jeden z rytuałów nazywa się emulacją (naśladownictwem). Trzeba odwołać się już nie do Wielkiego Architekta, ale do mitycznego bożka, który jest połączeniem syryjskiego Baala, egipskiego Ra oraz Jehowy. – Wszystko kończy się pogaństwem – stwierdził.

– Opieramy się na zestawie tradycji, ale Ewangelia jest tylko ich częścią, taką samą, jak inne teksty […]. Jest nawet loża św. Jana, ale absolutnie nie jest chrześcijańska; jest pełna alchemicznych odniesień – wskazał. W masońskiej alchemii chodzi o transformację osoby: celem jest wszechmoc, wszechmoc bez Boga czy religii.

– Mówię moim „braciom chrześcijanom-masonom”: bądźcie spójni, wy, chrześcijanie. Przeczytajcie raz jeszcze teksty i zmierzcie się twarzą w twarz z wiarą Ewangelii i Chrystusa. Tak się składa, że pierwszym zdaniem, jakie Jezus wypowiada w Ewangelii św. Jana, gdy zwraca się do dwóch uczniów, którzy idą za Nim, jest: «Czego szukacie?». Oto klucz. Jeżeli jesteś masonem, musisz zadać sobie pytanie: Czego tak właściwie szukasz, masonie? Oni są na wyprawie. Jeżeli jesteś chrześcijaninem, już znalazłeś światło. Czego więc jeszcze szukasz w misteriach religii Egiptu czy zmartwychwstaniu Ozyrysa? – zapytał.

Pytany o wpływ masonerii stwierdził, że jest trudny do oceny z prostej przyczyny: dzisiaj i tak większość polityków ma masońskie poglądy, czy są wolnomularzami, czy nie. W takim kraju jak Francja prawie wszyscy deputowani do parlamentu są modernistami i mają ateistyczne podejście do społeczeństwa.

Źródło: ncregister.com

Braun w obronie polskich rolników. „Żaden program «locha plus» nie zmieni sytuacji”. W gęstniejącym gąszczu euro-kołchozowych przepisów i eko-schematów..

W gęstniejącym gąszczu euro-kołchozowych przepisów i eko-schematów.

Braun w obronie polskich rolników. „Żaden program «locha plus» nie zmieni sytuacji”.

zaden-program-locha-plus-nie-zmieni

Szczęść Boże i ratuj się, kto może, gdy rząd Mateusz Morawieckiego i Jarosława Kaczyńskiego z ministrem Telusem występuje z kolejnym łże-pomocowym programem dla rolnictwa – mówił Grzegorz Braun podczas konferencji prasowej Konfederacji.

Żaden program „locha plus” nie zmieni sytuacji, jeśli polskie rolnictwo dalej będzie wykańczane przez wprowadzanie rozmaitych schematów eurokołchozowych, a to pod pretekstem z afrykańskim pomorem świń, a to pod pretekstem walki z chorobą szalonych krów, ptasią grypą i co tam jeszcze było na rozkładzie mówił w Sejmie Grzegorz Braun.

Jeden z liderów Konfederacji stwierdził, że rząd PiS tworzy „skansen dla wybranych, niestety – kurczący się skansen”.

– Jedyna realna pomoc dla polskiego rolnictwa, to byłoby, owszem, zredukowanie pogłowia świń… przy państwowym, rządowym korycie – stwierdził polityk.

Braun stwierdził, że „świnie” przy korycie się zmieniają i tylko Konfederacja chce to koryto zlikwidować,

– Oddzielić urzędnika od rolnika – o to apelujemy. Polski rolnik, nie w ciemię bity, świetnie sobie radzi nawet i w tym gęstniejącym gąszczu eurokołchozowych przepisów i eko-schematów. No, ale to jest gra w trzy karty z oszustami. To jest system, w którym ostatecznie czeka nas bankructwo i likwidacja wszystkiego – oczywiście poza dobrobytem i zamożnością dla wybranych – powiedział poseł.

Grzegorz Braun nazwał także unijne przepisy „neokomunistycznymi schematami”, które „odbierają nam wolność, atakując zdrowy rozsądek”.

Locha plus

– Kolejną ustawą, rozporządzeniem które już jest w przygotowaniu, to jest program „Locha plus”, w którym dopłacamy do lochy, do naszych polskich prosiąt – apowiedział minister rolnictwa Robert Telus.

Dopłaty, które rząd w Warszawie szykuje dla rolników, mają być rekompensatą za szkody, jakie gospodarstwom rolnym wyrządzi wprowadzanie w życie tzw. eko-schematów.

Zaszczepione dziewczęta [i chłopcy]…Gardasil

Ku przestrodze, żeby nie ufać Big Pharmie – duński dokument o powikłaniach po szczepionce przeciwko HPV (maj 2015)

W filmie chodzi o szczepionkę Gardasil, szczepionki na HPV są bardzo mocno promowane w Polsce.

=======================================

mail: W Polsce władze „zdrowia” zachęcają, czy promują także szczepienie Gardasilem .. chłopców. Pewnie dla „ochrony” ich macic…

Baza i nadbudowa

Baza i nadbudowa

Małgorzata Todd    m.todd

        Szanowni Państwo!
           Marks zalecał rewolucyjne przejęcie „bazy”, czyli wszelkich dóbr materialnych. Gołodupce zatańczą, jak im nowa władza zagra… na nosie i zagna do roboty za półdarmo. Według tej teorii „nadbudową” nazywano kulturę, którą należy zniszczyć do cna, nie przewidując dla niej nawet jakiejś alternatywy, bo po co to komu?
           Rosjanie bez trudu dali sobie odebrać, to co tam jeszcze im zostało po carskich rządach. Do nowego „cara”, najpierw Lenina, później Stalina modlili się jak do Boga. Zwycięstwo Związku Sowieckiego w sferze „nadbudowy” było totalne! Ale niestety, też totalna klapa w gospodarce planowej.
           Na Zachodzie trzeba było zacząć od drugiego końca, czyli od „nadbudowy”. Ludzie zbyt mocno byli przywiązani do własności prywatnej, za to mniej do religii, zastępowanej co raz częściej kulturą o coraz niższych lotach, tworzonej przez nieloty.

Zalecany przez komunistów „marsz przez instytucje” dał oczekiwane rezultaty. Po wygranej walce z kościołem, bohomazy zastąpiły malarstwo, a potem było już z górki.

Naukę zastępuje się ideologią o rzekomym ociepleniu klimatu, „pandemii”, czy niezliczonej ilości płci. To wszystko działa!
           Pomnik Marksa przed siedzibą Unii Europejskiej, chiński „bezcenny” podarunek, jest widomym znakiem zwycięstwa komunizmu na każdym polu. Europejczycy oddali „nadbudowę” czcząc najpierw złotego cielca, a później przyjmując antykulturę za dobrą monetę. Nie zauważyli przy tym, jak sprytnie została im odbierana „baza”. To co realnie posiadają, to już tylko kredyty do spłacania.

Z pozdrowieniami

Małgorzata Todd

PO CO SŁUŻBOM DANE NA TEMAT POSIADACZY BRONI?

Kilka dni temu media obiegła informacja o wszczęciu dochodzenia w sprawie przekazania przez Bank of America informacji dotyczących swoich klientów Federalnemu Biuru Śledczemu. Bank of America ujawnił FBI dane dotyczące m.in. zakupów broni palnej.

W trakcie pras w komisjach Kongresu USA ujawniono, że Bank of America udostępnił FBI prywatne informacje finansowe dotyczące płatności kartami debetowymi i kredytowymi w okolicach 6 stycznia 2021 r. Uczyniono to bez nakazu sądowego, z pominięciem wymaganej w takich wypadkach procedury.

Jak informuje portal PCh24.pl:

„Informator FBI ujawnił, że wkrótce po wydarzeniach na Kapitolu 6 stycznia 2021 r. Bank of America (BoA) dostarczył FBI – dobrowolnie i bez żadnego procesu prawnego – listę osób, które dokonały transakcji w Waszyngtonie D.C., obszarze metropolitalnym kartą kredytową lub debetową BoA między 5 stycznia a 7 stycznia 2021 r. (…) dalsze zeznania ujawniły, iż osoby, które kiedykolwiek w przeszłości kupowały broń palną, trafiały na początek listy. Te informacje – w opinii autorów raportu – wydaje się, że „nie miały zindywidualizowanego związku z określonymi zachowaniami przestępczymi, ale były raczej zrzutem danych transakcji klientów BoA w okresie trzech dni”. Wyjaśniono, że „informacje niewątpliwie zawierały prywatne dane klientów BoA, którzy nie mieli nic wspólnego z wydarzeniami z 6 stycznia: i „co gorsza, BoA konkretnie dostarczyła informacji o Amerykanach, którzy skorzystali z prawa wynikającego z Drugiej Poprawki do Konstytucji zezwalającej na zakup broni palnej”.”

Warto w tym momencie zaznaczyć, że prawnie zabronione jest w USA tworzenie przeszukiwalnych baz danych posiadaczy broni. Coraz częściej słychać jednak o próbach łamania lub obchodzenia tego zakazu. W ubiegłym roku do internetu trafiły nagrania, na których widać jak uzbrojeni funkcjonariusze ATF (Biuro ds. Alkoholu, Tytoniu, Broni Palnej oraz Materiałów Wybuchowych) chodzą od domu do domu, domagając się inspekcji legalnie zakupionej przez obywateli broni. Co więcej, z nagrań wynika, że chcący dokonywać nielegalnych inspekcji agenci ATF posiadali przy sobie szczegółowe dane dotyczące tego, kto jaką broń posiada.

Teoretycznie prawo do posiadania broni jest umocowane w USA na poziomie konstytucyjnym. W praktyce jednak w Stanach Zjednoczonych trwa intensywna walka obywateli o to, aby móc to prawo realizować. Zwolennicy rozbrojenia Amerykanów, z rządem federalnym USA na czele, podejmują kolejne kroki na płaszczyźnie politycznej, prawnej, administracyjnej, społecznej i medialnej, aby ograniczyć i utrudnić dostęp do broni palnej.

Istotnym elementem tych działań jest kwestia rejestracji broni, lub też szerzej – potrzeba rozpoznania i ewidencjonowania osób mogących posiadać broń palną. Wedle oficjalnej argumentacji robi się to po to, aby móc przeciwdziałać przestępczości. Tymczasem w kontroli dostępu do broni nie chodzi o broń. Chodzi o kontrolę. Rozbrojenie obywateli potrzebne jest do tego, aby realizować plany polityczne oraz sprawować totalną kontrolę nad społeczeństwem.

Rejestracja broni oraz inne próby ewidencjonowania zarówno broni jak i jej posiadaczy, jest zawsze wstępem do konfiskaty. Cały proces przebiega najczęściej etapami i zaczyna się na ogół bardzo niewinnie.

Krok 1: Przecież to tylko rejestracja, powiadomienie, że ma się broń i tyle. Uczciwi i praworządni obywatele nie mają się w ogóle czego obawiać – słychać w zapowiedziach przed wprowadzeniem przymusu rejestracji broni. Następnie powstaje państwowy rejestr posiadaczy broni, w którym widnieje, kto ma jaką broń i ile egzemplarzy. Rejestr nie obejmuje oczywiście przestępców i bandytów, którzy posiadają broń nielegalnie.

Krok 2: Uczciwym obywatelom niepotrzebne są niektóre „złe” rodzaje broni. Po co ktoś miałby posiadać „karabin szturmowy” z pojemnym magazynkiem? Przecież to niebezpieczne przedmioty. Podejrzana jest już sama chęć ich posiadania – słychać po wprowadzeniu obowiązku rejestracji broni. Na tej podstawie wprowadza się zakazy dotyczące posiadania pewnych rodzajów broni i akcesoriów.

Krok 3: Zwykli obywatele w ogóle nie potrzebują broni (szczególnie „typu wojskowego”), przecież za ich bezpieczeństwo odpowiada policja i inne służby. Broń to śmierć, strzelaniny, wypadki i tragedie – słychać po wprowadzeniu rejestracji i reglamentacji broni. W tym momencie następuje niemal całkowity zakaz posiadania broni. Pod pewnymi warunkami można zezwolić jeszcze niektórym obywatelom na posiadanie broni do celów łowieckich lub sportu. Broń przestaje być swobodnie dostępna i nie spełnia już swojej głównej funkcji – narzędzia służącego do obrony. Równolegle, zakazuje się obywatelom bronić się za pomocą broni, nie tylko palnej ale również innych przedmiotów takich jak np. gaz.

W ten sposób powstaje społeczeństwo niewolnicze, w którym władza ma monopol na posiadanie broni i użycie siły. A zaczyna się od niegroźnie brzmiącego postulatu, aby „tylko” poinformować o fakcie posiadania przez siebie broni.

W USA kolejne stany usiłują stawić opór temu rozbrojeniu. Liczne środowiska i osoby, często podzielone w kwestiach politycznych, konsekwentnie działają na rzecz swobodnego dostępu do broni dla Amerykanów. W Polsce, poza Fundacją Ad Arma, niemal nikt nie podejmuje publicznej walki o powszechny dostęp do broni dla Polaków.

Do zmiany prawa brakuje jednak woli politycznej. Również polskie środowisko strzeleckie nie domaga się powszechnego dostępu do broni dla Polaków. Jego przedstawiciele zadowalają się najczęściej obecnymi przepisami lub co najwyżej apelują o lekkie ich poluzowanie lub wprowadzenie kosmetycznych zmian, które w żaden sposób nie pozwolą na skokowy wzrost bezpieczeństwa wszystkich obywateli. Gdy Amerykanie skutecznie forsują kolejne zmiany „pro-gun” pomimo niesprzyjających okoliczności i ogromnej presji ze strony rządu i służb, istotą działania polskiego „gun lobby” jest rekreacja w postaci dziurawienia papieru na odległość.

Bez łatwiejszego dostępu do broni nasze społeczeństwo nie obroni się w przypadku zamieszek, anarchii czy rozmaitych niepokojów społecznych, które wystąpią w przypadku wojny lub innego kryzysu. Bez odpowiednich narzędzi nie będziemy mogli także bronić naszych swobód i wolności, które kawałek po kawałku są nam zabierane.

Jeżeli widzicie Państwo z nami powagę problemów, które podnosimy, prosimy o wsparcie Fundacji Ad Arma i naszej pracy na rzecz przywrócenia Polakom dostępu do broni. Możemy działać tylko dzięki wsparciu Darczyńców, których zaangażowanie umożliwia nam działanie:

nr konta 64 1020 5011 0000 9802 0292 2334

Fundacja Ad Arma
87-162 Krobia

Źródło artykułu: https://adarma.pl/2023/06/05/po-co-sluzbom-dane-na-temat-posiadaczy-broni/

Źródło: https://pch24.pl/jest-dochodzenie-w-sprawie-dobrowolnego-przekazania-fbi-danych-klientow-przez-bank-of-america/

POWTÓRKA Z ROZRYWKI

Starsi z nas pamiętają zapewne audycję satyryczną „60 minut na godzinę”, która była emitowana na antenie programu III Polskiego Radia w latach 1973-1981. Niektóre, wybrane jej materiały, trafiały do słuchaczy za pośrednictwem popularnej „Powtórki z rozrywki”  Marcina Wolskiego, którego zresztą miałem okazję gościć w studio PL1.

Cieszące się niezwykłą popularnością skecze i piosenki wywoływały salwy śmiechu, a polityczne aluzje wzmacniające morale słuchaczy przybrały na sile po Sierpniu ’80, co powodowało ingerencje cenzury, aż ostatecznie 13.12.1981 roku cały projekt definitywnie  zlikwidowano. Z perspektywy czasu należy przyznać, że program ten swoje zadanie wykonał, nie tylko kanalizując skutecznie nastroje społeczne, ale wręcz kierunkując je na przydatny w nieodległej przyszłości tor. Cóż, za moich czasów, zresztą w zupełnie innym (dziś nie do przyjęcia) kontekście, mawiano, że jakie tory, taka stacja.

W jednej z tych piosenek, Tadeusz Ross zadawał pytanie, pojawiające się dość często w ówczesnych, rodaków rozmowach – „Wejdą, nie wejdą?”. Pomijam w tym miejscu historyczną otoczkę tego zagadnienia, jego zasadności, jak i rzeczywistego autorstwa oraz przyczyny, dla których rozprzestrzeniało się ono po kraju niczym gwałtowny pożar lasu. Dziś, po latach, wiemy już, że nie weszli. Nigdy nie mieli takiego zamiaru, bo Jaruzelski konsekwentnie realizował zlecone mu wcześniej zadanie, z którego wywiązał się doskonale. Założeniem podstawowym było, aby ta akurat rewolucja odbyła się bezkrwawo i „bez udziału osób trzecich”, bo przecież miała zachęcić pozostałe demoludy do „spontanicznego”, ale przede wszystkim pokojowego pójścia w kierunku „demokracji”.  

Wspominam o tym dlatego, że w świetle nadchodzących wyborów, coraz częściej znowu słyszymy przewalającą się przez Polskę falę wątpliwości, czy w ogóle do nich dojdzie, bo może zaskoczy nas jakiś stan wyjątkowy lub nawet wojenny. Otóż, jestem przekonany, że wybory w naszym nieszczęśliwym kraju nie mają na ten stan rzeczy najmniejszego wpływu, bo podobnie, jak poprzednio, obecny plan gry dogaduje tzw. Zachód z tzw. Wschodem. A ci, którzy „za komuny” odegrali swoje role, także tym razem zrobią to bezbłędnie. O ile zajdzie taka potrzeba, z dnia na dzień zmienią kierunek na przeciwny. I, jeżeli już w ogóle, jakiekolwiek tzw. wybory mają tu znaczenie dla realizacji owego planu, to wyłącznie te za oceanem. A tam, nawiasem mówiąc, robi się już równie festyniarsko, jak u nas, co oznacza, że świat naprawdę zszedł był na psy. Oto, Amerykanie, którym dotąd wydawało się, że wszystko u nich dzieje się całkiem poważnie i naprawdę, stają właśnie przed zaskakującym, bo wreszcie widocznym dla nich wyborem – między mniejszym i większym złem. 

Z tego, że obecny ich przywódca nie wie ponoć, że nim jest, Amerykanie zdają sobie sprawę od dawna. Do większości dociera też to, iż politycznie poprawna, jego potencjalna następczyni nie spełnia ponoć wymogu formalnego, by go zastąpić, jako urodzona poza granicami USA. Demokraci mają dziś w związku z tym wyjątkowego kandydata, reklamowanego przez media alternatywne (!), wojownika anty-szczepionkowego – Roberta juniora, z klanu Kennedych. W swych wystąpieniach wraca on często do sprawy zabójstwa swego ojca Roberta, byłego Prokuratora Generalnego i stryja Johna – prezydenta USA, niedwuznacznie obwiniając o współudział w śmierci ich obu, służby specjalne Ameryki. Pomijając jego rzeczywiste intencje, które być może są zgodne z tym, co głosi wszem i wobec, uważam, że zbyt dobrze pamięta on losy całej swojej rodziny, by pójść na pełną wojnę z systemem.

Po drugiej (umownie) stronie, postawiono gubernatora DeSantis, który na podobnej nucie zdobywa od dwóch lat popularność wyborców konserwatywnych, dodając do tego dbałość o dzieci i  wartości istotne dla szeroko pojętej prawicy. Chwaliłem go w książce „TerraMar utopia elit”:

„Optymizmem może napawać fakt podpisania przez gubernatora Florydy, Rona DeSantis, ustawy „Prawa rodzicielskie w edukacji”, dającej rodzicom prawo do sprzeciwu wobec programów nauczania, które uznają za nieodpowiednie dla uczniów szkół podstawowych. W niedzielną noc, poprzedzającą jej podpisanie, podczas gali oscarowej, jedna z przemawiających na scenie aktorek chciała wykazać się dowcipem i przemówiła ‘We’re going to have a great night. And for you people in Florida, we are going to have a gay night’, co w wolnym tłumaczeniu oznacza ‘Zapowiada się wspaniała noc. A dla mieszkańców Florydy, zapowiada się gejowska noc’. Żarty skończyły się nazajutrz, kiedy DeSantis podpisał dokument, o którym powiedział ‘Jeśli ludzie, którzy stawiali zwyrodnialców takich, jak Harvey Weinstein za wzór i bohaterów, są tymi, którzy sprzeciwiają się nam w kwestii praw rodzicielskich, traktuję to jak odznakę honorową’”. .Jednak, już w sprawie zakończenia działań wojennych na wschodzie Europy, nie jest tak nieprzejednany.

W przeciwieństwie do Trumpa, który zresztą mimo całej masy stawianych mu zarzutów, w tym natury obyczajowej, nadal nie składa broni. Umiejętnie próbuje też „rozegrać” kandydata Demokratów, obiecując społeczeństwu, że po powrocie do władzy ujawni całość materiałów dotyczących zabójstwa Johna F. Kennedy’ego. W mojej ocenie, jest to próba przejęcia części elektoratu strony przeciwnej, ponieważ wyborcy republikańscy i tak nie dadzą się na tę retorykę nabrać, pamiętając podobne, niespełnione nigdy przyrzeczenia, które składał w przededniu swej pierwszej prezydentury, dotyczące zamachów z 11 września 2001 r.. W przytoczonej wcześniej książce odnosiłem się zresztą także do tej amerykańskiej tragedii, pisząc: „Dla ludzi zajmujących się tą sprawą, od początku wiadomym było, iż tak precyzyjnie przeprowadzonej, a następnie przez lata mistyfikowanej operacji, nie mogła przeprowadzić grupka, choćby najlepiej wyszkolonych i opłaconych, Talibów. To była perfekcyjnie zaplanowana i kosztująca fortunę, operacja wojskowa. Wymagająca zaangażowania analityków, psychologów, oddziałów  specjalnych, dowództwa sił zbrojnych paru rodzajów, kilku osób z nadzoru kontroli ruchu lotniczego, a przede wszystkim, przyzwolenia politycznego. Na tyle silnego i trwałego, by okrywać całunem milczenia i właśnie dezinformacji, wydarzenia tamtego czasu, niezależnie od administracji aktualnie funkcjonującej w Białym Domu, Sądzie Najwyższym, czy na Kapitolu. Od owego dnia Ameryka ma już przecież czwartego prezydenta! Bush był republikaninem, Obama demokratą, Trump ponownie republikaninem, a Biden znowu demokratą. I co? Ano, nic”. 

Ale, naiwność wyborców jest przecież odwrotnie proporcjonalna do pamięci składanych im obietnic. A zatem, póki co,  zarówno w wielkim świecie, jak i w naszym małym światku, który świeci przecież zaledwie światłem odbitym, czeka nas niechybnie powtórka z rozrywki.

Sławomir M. Kozak

zachęcam do wsparcia mojej pracy – https://buycoffee.to/s.m.kozak

pozdrawiam

Znowu Kosowery!

Felieton    serwis „Prawy.pl” (prawy.pl)    6 czerwca 2023

W sytuacji, gdy wojna, jaką Stany Zjednoczone i NATO prowadzą z Rosją do ostatniego Ukraińca, przechodzi w stan przewlekły, a zapowiadana ukraińska ofensywa, która ma doprowadzić do ostatecznego zwycięstwa, jakoś nie może się nie tylko rozwinąć, ale nawet rozpocząć, możemy zerknąć na drugą stronę Europy, gdzie właśnie gwałtownie narasta napięcie między Serbią i Kosowem. To Kosowo było przez wieki częścią Serbii, a nawet rodzajem kolebki tamtejszej państwowości, jak nie przymierzając u nas Wielkopolska, ale obecnie jest odrębnym państwem, chociaż nie przez wszystkie państwa uznawanym. Polska ustami Księcia-Małżonka uznała je w podskokach, zaraz po tym, jak uznały je Stany Zjednoczone, no i przede wszystkim – Niemcy.

Jak doszło do pojawienia się kosowskiej państwowości? Żeby odpowiedzieć na to pytanie, musimy najpierw zrozumieć, czym była Serbia, a w każdym razie – za co uważały ją Niemcy. Otóż Niemcy, a wraz z nimi – Austro-Węgry – uznawały Serbię za enklawę rosyjskich wpływów w tej części Europy, którą i jedni i drudzy, a przede wszystkim Niemcy, uważały za „swoją”. I do pewnego stopnia tak było, czemu sprzyjała okoliczność, że dominującym w Serbii wyznaniem jest prawosławie, a Rosja od czasów Katarzyny, uznawała się za jego protektora. Poza tym w drugiej połowie XIX wieku, kiedy po bitwie pod Sadową w roku 1866, a zwłaszcza po wojnie francusko-pruskiej w roku 1871 i utworzeniu przez Bismarcka Cesarstwa Niemieckiego, ostatecznie załamał się w Europie polityczny porządek wiedeński, ustanowiony w roku 1815. Był on, jak pamiętamy, ufundowany na założeniu równowagi sił w Europie między trzema mocarstwami: Rosją, Prusami i Austrią. Kiedy więc ta równowaga się załamała, jej miejsce zajęła rywalizacja między Cesarstwem Niemieckim a Rosją o schedę po słabnącej Austrii, która – w odróżnieniu od jednolitych językowo i etnicznie Niemiec oraz Rosji, w której dominującą narodowością byli Rosjanie – zbudowana była, niczym na piasku – na narodach obcoplemiennych, a pojawienie się w XIX wieku ideologii nacjonalistycznej, której europejskim triumfem była Wiosna Ludów, Cesarstwo Austriackie rozsadzało, aż je w końcu w 1918 roku rozsadziło. W tej sytuacji Serbia była przez Rosję rzeczywiście wykorzystywana dla szachowania Austrii, podobnie jak w 1917 roku Ukraina była utworzona przez Niemcy i Austrię dla szachowania Rosji i utrzymywania w ryzach Polaków.

Po I wojnie światowej, którą Niemcy przegrały, a Austria – nie przetrzymała, utworzona została w Wersalu Jugosławia, czyli – tak naprawdę – Wielka Serbia – bo to właśnie Serbia w ramach Jugosławii zdominowała pozostałe krainy bałkańskie. Toteż kiedy Niemcy do spółki z Rosją, 23 sierpnia 1939 roku obaliły porządek wersalski z roku 1919, po rozgromieniu i rozebraniu Polski, przystąpiły do likwidacji Wielkiej Serbii, czyli Jugosławii. Jak podczas procesu norymberskiego zeznał generał Jodl, początkowo Niemcy obchodzili się z Jugosławią z rewerencją, jakby „ubiegały się o względy sławnej śpiewaczki”. Ale kiedy Anglicy doprowadzili do zamachu stanu w Belgradzie, w następstwie którego nowy reżim odstąpił od paktu antykominternowskiego i zawarł porozumienie ze Stalinem, Hitler bez wahania dał sygnał do operacji „Marica” i po dwóch tygodniach było po Jugosławii, dzięki czemu powstała sprzymierzona z Niemcami Chorwacja. Ale Niemcy, jak wiadomo, przegrały również II wojnę, wskutek czego Jugosławia, czyli Wielka Serbia, została ponownie odtworzona, w dodatku – jako państwo socjalistyczne, chociaż, przynajmniej w pewnych okresach, z Sowietami skłócone.

I tak było do roku 1990, kiedy to Niemcy odzyskały względną swobodę ruchów w Europie i natychmiast przystąpiły do likwidacji Wielkiej Serbii, czyli Jugosławii. Chodziło nie tyle może o Serbię, co o wysadzenie w powietrze tzw. „heksagonale”, czyli porozumienia państw Europy Środkowej. W tym celu Niemcy zachęciły dwie republiki jugosłowiańskie: Słowenię i Chorwację do proklamowania niepodległości i tego samego dnia, jako pierwsze i początkowo jedyne państwo na świecie, niepodległość tę uznały. Doprowadziło to do wybuchu krwawej wojny domowej w Jugosławii, wskutek czego „heksagonale” przestało mieć znaczenie, a próżnię polityczną w Europie Środkowej, jaka pojawiła się po ewakuacji stąd imperium sowieckiego, zaczęły wypełniać Niemcy, poprzez rozszerzanie na wschód Unii Europejskiej, której były i są politycznym kierownikiem. Po tym sukcesie przystąpiły do likwidowania, a przynajmniej – ociosywania samej Serbii, żeby już nigdy się nie odrodziła w postaci Jugosławii.

W związku z tym w Kosowie ni stąd, ni zowąd, pojawił się nowy naród, tak zwanych „Kosowerów”, którzy, ma się rozumieć, zażądali niepodległości. Serbia, ma się rozumieć, nie chciała się na to zgodzić, w związku z tym samoloty miłującego pokój Paktu Atlantyckiego zaczęły ją bombardować i w ten sposób zmłotowały. Podobno wskutek tych bombardowań zginęli jacyś głupi serbscy cywile, ale w tych pogłoskach nie ma ani słowa prawdy, ponieważ NATO, dzięki sztucznej inteligencji naszych Umiłowanych Przywódców, używa inteligentnej amunicji, która potrafi odróżnić cywila od żołnierza, a podobno nawet zwyczajnego cywila od cywila-antysemity. I tak powstało Kosowo, w którym Albańczycy – bo „Kosowery” to po prostu Albańczycy – zaczęli sekować Serbów.

Nawiasem mówiąc, Putin przestrzegał przed tym precedensem, ale kto by go tam słuchał! Toteż kiedy prezydent Obama w 2013 roku wyłożył 5 mld dolarów na ukraiński „majdan”, wysadzając w powietrze „porządek lizboński” z 20 listopada 2010 roku, Rosjanie nie tylko zajęli Krym, ale sprawili, że w obwodach donieckim i ługańskim pojawiły się donieckie i ługańskie „Kosowery”. Oczywiście, ma się rozumieć. zażądały niepodległości, na którą Ukraina, ma się rozumieć, się nie zgodziła, ale Rosja początkowo przyjęła postawę wyczekującą i dopiero gdy nadzieje na jakiś kompromis się rozwiały, nie tylko uznała niepodległość „Republiki Donieckiej” i „Republiki Ługańskiej”, ale na ich prośbę udzieliła im „bratniej pomocy”, za co Senat Stanów Zjednoczonych uznał Putina za „zbrodniarza wojennego”.

No a teraz, gdy różne znaki wskazują, że wojna na Ukrainie przechodzi w stan przewlekły, gwałtownie wzrosło napięcie między Serbią i Kosowem, a armia serbska została postawiona w stan „najwyższej gotowości”, wszelako z zaleceniem, by nie zaczepiała żołnierzy NATO, a – ewentualnie – tylko „Kosowerów”. W takiej sytuacji USA i NATO będzie chyba musiało się tym konfliktem zająć, a to może je doprowadzić do tak zwanego „rozdęcia imperialnego”, czyli stopniowego rozpraszania wysiłków, które może dla swoich niecnych celów wykorzystać zimny ruski czekista Putin.

Stanisław Michalkiewicz

Wokół „lex Tusk”

Komentarz    tygodnik „Goniec” (Toronto)    4 czerwca 2023

Jak proroczo zauważył w spiżowym spostrzeżeniu Józef Stalin, w miarę postępów socjalizmu zaostrza się walka klasowa. Socjalizm u nas poczynił właśnie milowy krok do przodu (jak w swoim czasie twierdził Władysław Gomułka, Polska znajdowała się już nad przepaścią, ale zrobiła milowy krok do przodu), bo obóz zdrady i zaprzaństwa wdał się z obozem „dobrej zmiany” w licytację w dziedzinie programów rozrzutnościowych, których celem jest wzięcie przez rząd na utrzymanie wszystkich obywateli, nawet tych ukraińskich – więc walka, nie tyle może „klasowa”, co walka między głównymi politycznymi gangami szalenie się zaostrzyła. Wyrazem tego zaostrzenia jest uchwalenie przez Sejm i podpisanie przez pana prezydenta Dudę ustawy o utworzeniu nadzwyczajnej komisji do zbadania rosyjskich wpływów w polskiej polityce, potocznie zwanej „lex Tusk”. Ta 9-osobowa komisja wybierana przez Sejm nie tylko spośród parlamentarzystów, ale i pierwszorzędnych fachowców spoza Sejmu, ma wziąć w obroty osoby ulegające rosyjskim wpływom i będzie mogła pozbawić ich możliwości piastowania stanowisk publicznych nawet na okres 10 lat. Rodzajem listka figowego jest tu możliwość odwołania się od decyzji komisji do niezawisłego sądu, ale – jak powiada przysłowie – nim słońce wzejdzie, rosa oczy wyje. Bo decyzja niezawisłego sądu – po pierwsze – może zapaść po wielu latach, kiedy taki jeden z drugim delikwent może się zestarzeć i stracić wigor nie tylko polityczny, ale i każdy inny, albo nawet zostać nieboszczykiem, a po drugie – orzeczenie niezawisłego sądu w takich sprawach będzie zależało od tego, czy sprawę będzie badał sąd „rządowy”, czy sąd „nierządny”. W pierwszym przypadku jest niemal stuprocentowa pewność, że niezawisły sąd przyklepie decyzję komisji, podczas gdy w drugim przypadku jakieś światełko w tunelu jest – ale co komu z tego, kiedy takie orzeczenie zapadnie nie tylko po najbliższych wyborach, ale może nawet i po tych dalszych, za następne 4 lata, kiedy wątroba, nerki i inne organy nie będą już w stanie przekształcić konfitur władzy w rozmaite przyjemności? Toteż obóz zdrady i zaprzaństwa, a wraz z nim płomienni obrońcy konstyutucji, którym nie przeszkadzało wprowadzanie cenzury, unisono zawrzeli gniewem na ten „zamach na demokrację”.

Ale to nie jest takie oczywiste, bo o ile niemieckie owczarki z Komisji Europejskiej zyskały możliwość otworzenia w wojnie hybrydowej, jaką Niemcy za pośrednictwem instytucji Unii Europejskiej od 2016 roku prowadzą przeciwko Polsce, kolejnego frontu, z czego skwapliwie skorzystały, o tyle płomienni obrońcy demokracji z Departamentu Stanu, zareagowali znacznie bardziej powściągliwie, wyrażając obawę, czy przepisy „lex Tusk” nie zostaną aby „niewłaściwie wykorzystane”. W tej formule mieści się tedy wskazówka, by komisja wykorzystywała przepisy ustawy w sposób „właściwy”, czyli kierowała ich ostrze przeciwko delikwentom rekrutującym się ze Stronnictwa Pruskiego, a nie – dajmy na to – przeciwko delikwentom reprezentującym Stronnictwo Amerykańsko-Żydowskie. W tej sposób i wilk w postaci rugowania z politycznej sceny osobników ze Stronnictwa Pruskiego będzie syty i demokratyczna owca będzie cała. Dla demokracji można bowiem zrobić wszystko, nawet ją zgwałcić, byle delikatnie – i pewnie dlatego pan prezydent Duda, który w roku 2025 będzie chciał wylądować na jakiejś prestiżowej synekurze w ONZ lub NATO, skwapliwie ustawę podpisał, żeby tylko obywatele nie byli pozbawieni informacji, którzy to jegomościowie bisurmanili się ze złym Putinem.

Ta wskazówka Departamentu Stanu przychodzi w samą porę, bo właśnie pan generał Janusz Nosek ujawnił, że „przesiąknięte rosyjską agenturą” jest nie kto inny, tylko Prawo i Sprawiedliwość. Pan generał, będący w cywilu nauczycielem historii wstąpił do UOP, potem znalazł się w ABW, a następnie został wystrugany na szefa Służby Kontrwywiadu Wojskowego i przez prezydenta Komorowskiego awansowany na generała. Aliści już w 2013 roku został usunięty ze stanowiska – jak złośliwie mówiono w kołach wojskowych – „wyprowadzony chwytem za nosek”. Teraz jednak Judenrat „Gazety Wyborczej” skwapliwie jego rewelację podchwycił, pewnie licząc na to, że komisja zostanie zasypana oskarżeniami ze strony obozu zdrady i zaprzaństwa, powołującymi się na wiekopomne dzieła pana red. Tomasza Piątka z „Gazety Wyborczej”, który, po detoksie z jakichś prochów, zasłynął jako dziennikarz śledczy i na początek, jako ruskiego agenta, zdemaskował Antoniego Macierewicza. Tymczasem obóz zdrady i zaprzaństwa z Donaldem Tuskiem na czele odgraża się, że komisję „zbojkotuje” – ale nie wiadomo, czy w tym sensie, że nie wystawi żadnych kandydatów, którzy i tak przepadliby w Sejmie w głosowaniu, czy również – że nie będzie z tą komisją miał nic wspólnego. Na tę okoliczność ustawa przewiduje kary finansowe za niestawiennictwo – 20 i 50 tysięcy złotych za recydywę, a wiadomo, że łatwiej przeżyć śmierć ojca, niż utratę ojcowizny. Gdyby jednak Donald Tusk, Waldemar Pawlak i inni podejrzani o uleganie ruskim wpływom, zasypali komisję lawiną oskarżeń, to mogłaby ona nie zdążyć z podjęciem żadnej decyzji przez jesiennymi wyborami i w ten sposób ustawie „lex Tusk” mogłyby zostać wyrwane zęby. Zatem nic jeszcze nie jest przesądzone, wszystko dopiero przed nami tym bardziej, że obóz „dobrej zmiany” wyskoczył z jeszcze jednym pomysłem – żeby mianowicie zmienić konstytucję, wprowadzając do niej przepisy o możliwości skonfiskowania mienia osobom co do których istnieje „domniemanie”, że mogą ulegać rosyjskim wpływom. Na szczęście – jak głosi przysłowie – „nie dał Pan Bóg świni rogów, bo by ludzi bodła” – toteż PiS nie dysponuje w Sejmie większością co najmniej 306 posłów, którzy też zmianę konstytucji mogliby przeforsować – ale po tych deklaracjach widać, że Naczelnik Państwa nie powiedział jeszcze ostatniego słowa i będzie próbował dokończyć historyczną rekonstrukcję przedwojennej sanacji, z obozem w Berezie Kartuskiej włącznie. Wprawdzie Bereza Kartuska leży obecnie na Białorusi, ale właśnie pan generał Skrzypczak wzywa, by „przygotować się na powstanie na Białorusi”, więc w przypadku powodzenia powstania, pani Swietłana Cichanouska z wdzięczności może by otworzyła nam chwilowo nieczynny obóz w Berezie. Niestety, a może na szczęście, pan generał Skrzypczak już niczym nie dowodzi, więc nie wiadomo, czy nie skończy się – jak to u nas – na bezsilnych złorzeczeniach.

Tymczasem świat wstrzymał oddech, bo pan mecenas Roman Giertych ogłosił, że zamierza kandydować do Senatu z powiatu poznańskiego. Chociaż przeprosił przy tej okazji za „błędy młodości” („palę wszystko, co kochałem, kocham wszystko, co paliłem”), to na mondzie nie zrobiło to żadnego wrażenia. Wielce Czcigodna Barbara Nowacka została „głęboko poruszona” że mecenas Giertych zgłosił swój zamiar „wbrew zasadom” – oczywiście demokratycznym, a pan Siemoniak z Volksdeutsche Partei przyjął deklarację pana mecenasa bardzo chłodno oświadczając, że KO nie będzie go „wystawiała”. Rzecz w tym, że nieprzejednana opozycja planuje siuchtę w postaci tzw. „paktu senackiego” pod hasłem „róbmy sobie na rękę”, to znaczy – nie robiąc sobie nawzajem konkurencji – a tymczasem pan mecenas Giertych z nimi się nie umawiał, jakby naprawdę liczył na demokrację. To nie za dobrze świadczy o jego poczuciu rzeczywistości, co zresztą objawiło się już wcześniej, gdy w 2007 roku lansował kandydaturę pana Janusza Kaczmarka na premiera. Nie wiem, czy w tej sytuacji mogłaby mu pomóc nawet niewielka operacja chirurgiczna, chociaż z drugiej strony – jak Pan Bóg dopuści, to i z kija wypuści – nawet bez operacji.

Stanisław Michalkiewicz

Naukowcy ocenili skutki lockdownu w czasie COVID-19. Drakońskie środki miały „znikomy wpływ” na śmiertelność

Naukowcy ocenili skutki lockdownu w czasie COVID-19. Oto ich wnioski

Wprowadzony wiosną 2020 r. w odpowiedzi na pandemię COVID-19 pierwszy lockdown uratował w Anglii i Walii życie 1700 osób — wynika z nowego badania, o którym informuje w poniedziałek „Daily Telegraph”. Oceniono w nim, że korzyści płynące z tej polityki były „kroplą w morzu w porównaniu z szokującymi kosztami ubocznymi”.

Naukowcy z amerykańskiego Uniwersytetu Johnsa Hopkinsa oraz Uniwersytetu w Lund w Szwecji przeanalizowali prawie 20 tys. badań dotyczących środków podjętych na całym świecie w celu ochrony populacji przed COVID-19. Według ich ustaleń, drakońskie środki miały „znikomy wpływ” na śmiertelność z powodu tej choroby w porównaniu z mniej rygorystycznymi działaniami przyjętymi przez takie kraje jak Szwecja i były „ogromną porażką polityczną”.

Eksperci oszacowali, że w Anglii i Walii zapobiegły one tylko 1700 dodatkowym zgonom. Jak zauważa „Daily Telegraph”, w przeciętnym tygodniu w Anglii i Walii odnotowuje się ok. 11 tys. zgonów ze wszystkich powodów.

Gazeta przypomina, że pierwszy lockdown w Wielkiej Brytanii wprowadzono pod koniec marca 2020 roku na podstawie modelu przeprowadzonego przez prof. Neila Fergusona z Imperial College London, który przewidywał, że bez podjęcia działań mających na celu powstrzymanie rozprzestrzeniania się koronawirusa w całym kraju może dojść do ponad 500 tys. zgonów.

Dr Lars Jonung z Uniwersytetu w Lund wyjaśnił, że badanie było pierwszym, które w pełni oceniło wpływ obowiązkowych restrykcji na świecie. — Pokazuje ono, że lockdowny były zawiedzioną obietnicą. Miały one znikomy wpływ na zdrowie, ale spowodowały katastrofalne koszty gospodarcze, społeczne i polityczne dla społeczeństwa. Najprawdopodobniej lockdowny stanowią największy błąd polityczny w dzisiejszych czasach — ocenił.

W Wielkiej Brytanii trwa obecnie dochodzenie publiczne mające wyjaśnić reakcje władz na pandemię COVID-19 i zbadać okoliczności podejmowanych wówczas decyzji.

Źródło: https://businessinsider.com.pl/gospodarka/naukowcy-ocenili-skutki-lockdownu-w-czasie-covid-19-oto-ich-wnioski/spe47v1?utm_source=facebook_extra&utm_medium=social&utm_campaign=Facebook_vertical&utm_term=autor_5

Szwecja ubogacona przez inżynierów

https://www.jihadwatch.org/2023/05/sweden-muslim-migrant-rapes-child-court-of-appeal-says-its-not-a-serious-crime

Tak wygląda naród, który popełnia samobójstwo, aby nie być uważanym za „rasistę”.

„Abbas i nieznany mężczyzna zgwałcili dziewczynkę w przedszkolu – Sąd Apelacyjny: „Nie było to poważne przestępstwo”” przetłumaczone z „Abbas och okänd man våldtog flicka vid förskola – hovrätten: „Inte grovt brott”, Fria Tider, 23 maja , 2023 (dzięki Religii Pokoju ):

10 września 2022 r. w Märsta 13-letnia dziewczynka została zgwałcona przez Abbasa, zwanego „Abbe”. Chwilę później dziewczyna została ponownie zgwałcona przez innego Afgańczyka, który pozostał niezidentyfikowany podczas policyjnego śledztwa.

Podczas policyjnego przesłuchania dziewczyna powiedziała, że ​​w ciągu dnia spotkała się z koleżanką około godziny 15-16. Dziewczynki spotkały Abbasa, innego mężczyznę o imieniu Mohammad i trzeciego nieznanego mężczyznę w przedszkolu. W przedszkolu Abbas odbył z dziewczynką stosunek oralny i pochwowy.

Chwilę później ta sama dziewczyna została ponownie zgwałcona, tym razem przez nieznanego mężczyznę w zalesionej okolicy przy Östregårds väg.

Trzy dni później zgłoszono gwałt na dziecku. Abbas został aresztowany 20 września i zatrzymany 23 września.

Wcześniej podejrzany o usiłowanie gwałtu.

W trakcie policyjnego śledztwa pojawiły się informacje, że w 2018 roku Abbe był podejrzany o usiłowanie gwałtu na dzieciach. To poprzez próbę zmuszenia dziewczyny do stosunku przez ściągnięcie jej spodni. W momencie zgłoszenia dziewczyna właśnie skończyła 15 lat. Jednak śledztwo zostało umorzone z powodu problemów z dowodami, stwierdza policyjny raport ze wstępnego dochodzenia.

Wyciągi z rejestrów karnych pokazują, że w latach 2017-2021 Abbas był winny kradzieży w sklepach, nielegalnej jazdy, przestępstw z bronią, przestępstw związanych z narkotykami, bezprawnych gróźb, zakazów prowadzenia pojazdów, drobnych przestępstw związanych z narkotykami i usiłowania rabunku.

„Coming Together”Z dokumentów publicznych uzyskanych przez Fria Tider wynika, że ​​Abbas przybył do Szwecji jako „dziecko-uchodźca bez opieki” i stwierdził, że urodził się w 2001 r. Złożył wniosek o zezwolenie na pobyt 13 stycznia 2015 r. i otrzymał zezwolenie na pobyt stały 16 czerwca tego samego roku. Abbas przyjął szwedzkie obywatelstwo 4 kwietnia 2018 roku.

W księdze zarzutów jest napisane, że Abbas urodził się w Afganistanie, ale z osobistego śledztwa Służby Więziennej wynika, że ​​urodził się w Iranie.

Wyrok sądu rejonowego

W dniu 27 lutego 2023 roku Sąd Rejonowy Attunda ogłosił swój wyrok. Abbas został skazany za gwałt na dziecku, trzy przestępstwa związane z narkotykami i jazdę pod wpływem alkoholu. Karą były trzy lata więzienia. Był również zobowiązany do zapłacenia dziewczynie odszkodowania w wysokości 225 000 SEK jako zadośćuczynienie za naruszenie i 30 000 SEK za cierpienie psychiczne i fizyczne.[Trzy szwedzkie korony za złotówkę md ]

Mohammad został skazany za molestowanie seksualne dzieci, a następnie rzekomo uderzył dziewczynę w pupę w momencie popełnienia gwałtu. Karą był wyrok w zawieszeniu i 8800 koron dziennych grzywien. Został również skazany na zapłacenie dziewczynce 10 000 SEK odszkodowania.

Sąd Apelacyjny podziela ocenę10 maja 2023 r.

Sąd Apelacyjny w Svea ogłosił wyrok. Sąd Apelacyjny podtrzymuje wyrok wobec Abbasa.

Dziewczyna i prokurator zażądali, aby Sąd Apelacyjny zakwalifikował czyn jako poważny i skazał Abbasa na karę pozbawienia wolności dłuższą niż ta, którą orzekł sąd okręgowy. Ale Sąd Apelacyjny nie zgadza się z tym.

„Podobnie jak sąd rejonowy, sąd apelacyjny stwierdza, że ​​nie wykazano, że Abbas odbył stosunek seksualny razem i w porozumieniu z innym nieznanym sprawcą. Sąd apelacyjny podziela ocenę sądu okręgowego, że czynu nie należy kwalifikować jako poważnego przestępstwa” – pisze sąd apelacyjny.

Mohammad został całkowicie uniewinniony od zarzutów. Powodem jest to, że nie zostało udowodnione, że stało się tak, jak powiedzieli prokurator i dziewczyna – zdaniem Sądu Apelacyjnego.

Mężczyzna, który dokonał drugiego gwałtu, nadal nie został zidentyfikowany i nadal przebywa na wolności.

Ponieważ Abbas otrzymał szwedzkie obywatelstwo, przy obecnym stanie prawnym nie jest możliwe jego deportowanie ze Szwecji.

Kara śmierci za homo-recydywę. Uganda kontra „świat” pedałów.

Kara śmierci za homo-recydywę. Uganda kontra świat pedałów.

kara-smierci-za-homo-recydywe-uganda

W Ugandzie uchwalono nowe przepisy zaostrzające walkę z wynaturzeniami sodomii. Organizacje międzynarodowe wspierające lobby LGBT, domagają się sankcji wobec Kampali. Nowe przepisy przewidują podwyższenie kar za akty homoseksualizmu.

Przepisy wprowadzone w Ugandzie 29 maja, uznano za „jedne z najbardziej represyjnych praw na świecie”. Nowe prawo penalizuje homoseksualizm surowymi karami, do 20 lat więzienia, a w przypadku recydywy nawet karą śmierci.

Sprzeciw jest globalny, bo wiele krajów obawia się, że przykład Ugandy podziała na sąsiednie kraje i Afryka stanie się kontynentem, który pozbędzie się wpływów lobby LGBT. Ciekawostką jest, że kraje Afryki, które były wcześniej koloniami krajów europejskich, na ogół to po nich odziedziczyły prawo penalizujące homoseksualizm.

Prezydent Ugandy Yoweri Museveni rządzi od 1986 roku. Tym razem ma groźnego przeciwnika w postaci samego Joe Bidena. Amerykański prezydent nakazał przegląd relacji USA-Uganda, w tym rozważane są możliwości ograniczenia wjazdu do Stanów Zjednoczonych członków rządu z Kampali.

To nie pierwsza próba walki z sodomią. Jednak w 2014 roku ustawa o możliwości karania aktów homoseksualnych nawet karą dożywotniego pozbawienia wolności została zablokowana przez ugandyjskie sądy. Wówczas też USA i kilka krajów europejskich, w tym Dania, Szwecja, Norwegia i Holandia zagroziły sankcjami i zamroziły część środków pomocy.

Możliwość, że inne kraje afrykańskie pójdą w ślady Ugandy jest spora. Od trzydziestu lat na kontynencie afrykańskim obserwuje się wzrost ruchów religijnych, które potępiają zboczenia i są wrogo nastawione wobec propagandy ruchu LGBT. To na ogół ruchy protestanckie, ale też widać bardziej konserwatywne nastawienie afrykańskich katolików.

Chrześcijan Afryki oskarża się o nastawienie „homofobiczne” i „antyaborcyjne”. Prezydent Ugandy został wyznawcą tzw. chrześcijaństwa ewangelicznego w 2008 roku. W 2012 roku, podczas transmitowanego w telewizji spotkania modlitewnego poświęcił Ugandę Bogu. W wyborach prezydenckich w 2021 roku zdobył 58,64% głosów, uzyskując tym samym reelekcję w I turze. Sankcje USA zapewne spowodują, że ten kraj zwróci się do Moskwy.

Warto dodać, że w Ghanie też przygotowywana jest ustawa, która przewiduje kryminalizację związków osób tej samej płci. Homoseksualizm jest uznawany za wynaturzenie i karany w 27 krajach afrykańskich.