Głód zaprogramowany: Oregon zaczyna zamykać małe farmy “aby chronić ludzi”

babylonianempire

Głód zaprogramowany: Oregon zaczyna zamykać małe farmy “aby chronić ludzi”

Data: 10 aprile 2024 Author: Uczta Baltazara

Drobni rolnicy są przedmiotem ataku w stanie Oregon, który zaczął masowo zamykać rodzinne gospodarstwa rolne w całym stanie pod pozorem oszczędzania wody i ochrony wód gruntowych.

Yanasa TV, projekt Yanasa Ama Ranch, udostępnił około 20-minutowy film – można go obejrzeć poniżej – wyjaśniający, co dzieje się w Beaver State, ponieważ biurokraci, małe rodzinne gospodarstwa błędnie nazywają skoncentrowanymi operacjami karmienia zwierząt – CAFO (https://en.wikipedia.org/wiki/Concentrated_animal_feeding_operation) po to, by móc zamknąć je “dla dobra środowiska”.

“Stan Oregon skutecznie zamknął małe farmy i markety ogrodnicze na dużą skalę i obecnie wysyła do farm pisma o zaprzestaniu działalności, a także wykorzystuje technologię satelitarną, aby znaleźć swoje ofiary i wysłać im te listy, które mówią, że nie możesz działać” – wyjaśnia ranczer w poniższym filmie.

Małe farmy to nie CAFO

Ranczer wyjaśnia, że istnieją dwa różne przepisy, których urzędnicy stanu Oregon używają do przeprowadzania tych zamknięć. Jedno z nich obejmuje szeroko niejasną definicję CAFO w stanie Oregon, która w części brzmi następująco:

“Stan Oregon definiuje CAFO jako skoncentrowane karmienie lub trzymanie zwierząt lub drobiu, w tym między innymi obszary karmienia koni, bydła, owiec lub trzody chlewnej, obszary przetrzymywania bydła mlecznego oraz zakłady produkcji drobiu i jaj, w których powierzchnia została przygotowana z betonu, materiału skalnego lub materiałów włóknistych w celu utrzymania zwierząt w deszczową pogodę”.

Opierając się na tej definicji, kilkuhektarowe gospodarstwo z pastwiskiem i, powiedzmy, dwiema krowami dojnymi i kilkoma kurczakami kwalifikuje się jako CAFO, jeśli ma jakikolwiek obszar na terenie posiadłości, w którym materiał skalny lub żwir są używane jako ścieżka prowadząca do małej obory lub kurnika.

“Sposób, w jaki zmienili definicję CAFO, będzie miał wpływ na prawie wszystkich” – ostrzega ranczer przed “zaktualizowaną” definicją CAFO w Oregonie, która ma również wpływ na jego nieruchomość. “Nasze zwierzęta niekoniecznie są trzymane w jednym miejscu (wędrują po pastwiskach)”.

W styczniu tego roku złożono pozew w imieniu małych rodzinnych gospodarstw rolnych w całym Oregonie, argumentując, że definicja CAFO jest zbyt szeroka i negatywnie wpływa na prawie każdego, kto produkuje jajka od przydomowych kurczaków, i to niezależnie od wielkości ich posesji.

Sprawa została niedawno opisana przez National Review, wyjaśniając, że rząd Oregonu “połączył siły” z sektorem mleczarskim działającym na dużą skalę, aby uciskać i tyranizować drobnych rolników w Oregonie. https://www.nationalreview.com/2024/03/oregons-government-and-dairy-industry-join-forces-against-small-farmers/

“To prawo jest egzekwowane w stanie Oregon”, ostrzega ranczer, opowiadając tę samą historię co National Review o farmie Godspeed Hollow w Newburg, Ore., która została przeklasyfikowana jako CAFO tylko dlatego, że ma żwirową ścieżkę od dojarki do stacji odbioru mleka oddalonej o zaledwie 100 stóp.

“[Oregon] zamknął już niektóre farmy. Do czasu rozpatrzenia sprawy w sądzie obowiązuje zakaz stosowania niektórych definicji prawa. Obecnie drobni producenci mleka… wiele z tego, czego wymagają, to po prostu zbyt wiele dla drobnych rolników”.

Wszystkie wody gruntowe w Oregonie, nawet na terenie prywatnym, uważane są za publiczne

Kolejną rzeczą, z którą rolnicy z Oregonu muszą się zmierzyć, są stanowe przepisy dotyczące wody. Jedyną wodą, którą rolnicy mogą legalnie zbierać w Oregonie, jest woda deszczowa. Wszystko inne, w tym woda z rzek i strumieni, a nawet wody gruntowe na terenie prywatnym, jest uważane za zasoby publiczne.

Ze względu na tę zasadę, rolnicy z Oregonu nie mogą nawet używać wody z własnych prywatnych studni do nawadniania upraw i pojenia zwierząt bez zezwolenia. W połączeniu z zasadą CAFO, ta dotycząca zużycia wody jest nadużywana w taki sposób, że utrudnia, a nawet uniemożliwia rolnikom prowadzenie gospodarstw.

“Zasada ta weszła w życie w 2021 r.” – wyjaśnia ranczer na temat tego, w jaki sposób urzędnicy z Oregonu uchwalili zasadę dotyczącą wody; stało się to w czasie, gdy wszyscy byli rozkojarzeni i traumatyzowani przez “pandemiczną” tyranię koronawirusa Wuhan (COVID-19).

“Powoli dotarło to do punktu, w którym ogrodnicy zajmujący pół akra ziemi otrzymują teraz nakazy zaprzestania działalności, mówiące: ‘nie możecie podlewać swoich ogrodów; wymyślcie inny sposób’”.

Oczywistym celem tego wszystkiego jest skoncentrowanie jeszcze większej władzy i kontroli nad rynkiem żywności w rękach tylko kilku zamożnych osób, jednocześnie pozbawiając drobnych rolników środków do życia i dochodów – nie wspominając o ich nadanym przez Boga prawie do uprawy, produkcji, konsumpcji i owszem, sprzedaży owoców swojej pracy na utrzymanie.

Ostrzegam, że jeśli coś takiego może wydarzyć się w Oregonie, to może wydarzyć się wszędzie. Tyrania zwykle zaczyna się w jednym obszarze jako przypadek testowy, a jeśli ogół społeczeństwa nie stawia oporu, rozprzestrzenia się jak wirus w innych miejscach.

Amerykanie, bez względu na stan, w którym mieszkają, mają konstytucyjne prawo do wolności żywności.

https://youtu.be/unOXcKigSuY

https://youtube.com/watch?v=unOXcKigSuY%3Fversion%3D3%26rel%3D1%26showsearch%3D0%26showinfo%3D1%26iv_load_policy%3D1%26fs%3D1%26hl%3Dit%26autohide%3D2%26wmode%3Dtransparent

INFO: https://kleanindustries.com/resources/market-analysis-research/engineered-famine-oregon-starts-shutting-down-small-farms-to-protect-the-people/

Inwazja mendiotów

„Kiedy ludzie się obudzą?” – NIGDY

Autor: AlterCabrio , 10 kwietnia 2024 Nieustannie podkreślamy, że przestępczość, zwłaszcza brutalna, wymknęła się obecnie w Niemczech spod kontroli, a ataki z użyciem noża, brutalne napaści, gwałty i inne przerażające zdarzenia eksplodowały, odkąd Niemcy otworzyły swoje granice dla masowej migracji w 2015 roku.

Z czasem media zaczęły wkraczać w życie społeczne niczym śmierć do zadżumionej wioski, niosąc po cichu spustoszenie, które przestało być przez społeczeństwo odczuwalne. Okres bezpośrednio przedwojenny przyniósł ze sobą dynamiczny rozwój technik propagandowych, które to pozbawione kręgosłupów moralnych władze zaczęły wykorzystywać jako narzędzie powszechnego ogłupiania społeczeństw. Wbrew pozorom nic poza skalą tego działania, a także udoskonaleniem jego technik do dnia dzisiejszego się nie zmieniło.

−∗−

Inwazja mediotów, czyli o niewolnikach propagandy

W demokracji liberalnej realną władzę posiadają media, a władza ta opiera się na zdolności kształtowania wśród mas z góry określonego obrazu rzeczywistości. Sytuacja to w gruncie rzeczy nowa, gdyż kiedy przyjrzymy się historii świata, kreowanie rzeczywistości na tak wielką skalę, jak na przestrzeni ostatnich kilkudziesięciu lat, zwłaszcza w erze powszechnego tzw. „usieciowienia”, nigdy nie było prostsze.

Jak do tego doszło, czyli krótki zarys historyczny

Jeszcze sto lat temu jedynym w zasadzie środkiem masowego przekazu pozostawała prasa. Dostęp do informacji był ograniczony, a możliwość weryfikowania ich prawdziwości była ograniczona w jeszcze większym stopniu. Taki stan rzeczy powodował, że społeczeństwa były poniekąd zmuszone kształtować swój obraz rzeczywistości w oparciu o doświadczenia własne, czyli doświadczenia rzeczywiste. Jednakże – co oczywiste – możliwości poznania jednostki mają swój limit, chociażby przez sam fakt indywidualnych ograniczeń kognitywno-intelektualnych, stąd też ogromną rolę w naturalnie funkcjonującym społeczeństwie odgrywał autorytet – zarówno na poziomie rodziny, lokalnej społeczności, wspólnoty religijnej, jak i państwa.

Wówczas to jeszcze narody Zachodu nie kwestionowały potrzeby posiadania autorytetów. Dla ludzi było oczywiste, że posiadają oni wspomniane ograniczenia poznawcze, oraz że sprawne funkcjonowanie społeczne nie jest możliwe bez akceptacji przewodniej roli elit. A te jako państwo ciągle posiadaliśmy i w odróżnieniu od pseudoelit III RP, były to elity bezwarunkowo stojące na gruncie interesu narodowego, reprezentujące zresztą znacznie wyższy poziom ogólnej kultury intelektualnej i osobistej.

Z czasem media zaczęły wkraczać w życie społeczne niczym śmierć do zadżumionej wioski, niosąc po cichu spustoszenie, które przestało być przez społeczeństwo odczuwalne. Okres bezpośrednio przedwojenny przyniósł ze sobą dynamiczny rozwój technik propagandowych, które to pozbawione kręgosłupów moralnych władze zaczęły wykorzystywać jako narzędzie powszechnego ogłupiania społeczeństw. Wbrew pozorom nic poza skalą tego działania, a także udoskonaleniem jego technik do dnia dzisiejszego się nie zmieniło.

Narodowi socjaliści w Niemczech oraz komuniści w Związku Radzieckim dysponowali jedynie prasą, radiem i raczkującym kinem. Dzisiejszy aparat propagandowy zielonego ekoterroryzmu i innych neomarskistowskich (a także liberalnych) ideologicznych odprysków zatruwających od środka naszą cywilizację obejmuje w zasadzie cały przemysł rozrywkowy, telewizję, Internet, radio oraz prasę, a ponadto posiada w rękach niedoceniany jeszcze w pełni klucz, poprzez który jest w stanie dotrzeć do każdego, o każdej porze dnia – smartfon. Propaganda jest w dzisiejszym świecie wszechobecna, a ludzkość przyzwyczaiła się już do stanu permanentnego „przebodźcowania” informacjami tak bardzo, że nie potrafi rozróżniać myśli własnych od myśli cudzych, co natychmiast przywołuje skojarzenia z rzeczywistością orwellowskiego „Roku 1984”.

Cała ta ewolucja medialna pokryła się z rozprzestrzenianiem w świecie Zachodu systemu demokracji liberalnej. Wytworzyła się w ten sposób między światem mediów a polityki perfekcyjna symbioza. Demoliberalizm zapewnił mediom parasol tzw. pluralizmu, będącego w gruncie rzeczy iluzją, w której żyją współczesne masy, przeświadczone o tym, że każda telewizja kreuje swój samodzielny i niezależny przekaz. Z drugiej strony to właśnie te rzekomo pluralistyczne media kształtują rzeczywiste poglądy oraz tendencje polityczne w określonym społeczeństwie, stosując dokładnie te same wyrafinowane techniki, które w przeszłości do perfekcji opanowali Bernays czy Goebbels. Psychika ludzka jest bowiem niezmienna i poprzez jej dogłębne poznanie można w sposób bardzo prosty osiągnąć wpływ na ludzkie zachowania. Oczywiście pod warunkiem, że podtrzyma się tych ludzi w stanie ignorancji – człowiek, który zna techniki manipulacyjne, doskonale zdaje sobie sprawę z tego, kiedy jest manipulowany.

Mediota – studium przypadku

Opisane powyżej w bardzo dużym skrócie procesy doprowadziły do powstania typu człowieka, którego wTowarzystwie określamy mediotą (medialnym idiotą). Jednostka taka charakteryzuje się tym, że nie posiada podstawowych zdolności kognitywnych na poziomie indywidualnym i całą swoją percepcję rzeczywistości bezrefleksyjnie opiera na przekazie medialnym. Mediota to człowiek, który zatracił całkowicie zdolność myślenia zdroworozsądkowego – w większym stopniu wierzy on w to co widzi na ekranie, niż to, co widzi własnymi oczami w sytuacjach życia codziennego.

Demokracja liberalna stała się systemem produkującym mediotów na masową skalę. W warunkach polskich pierwszą próbę produkcji takiego Homo medioticus podjęła komuna, która popełniła jednakże jeden zasadniczy błąd – podporządkowała sobie cały aparat medialny. Spowodowało to wśród społeczeństwa naturalną tendencję do nieufności – wszyscy mieli bowiem świadomość tego, kto posiada media, kto nimi kieruje i kto jest odpowiedzialny za ich przekaz. Manipulowanie ludźmi, którzy posiadają świadomość, że przekaz znajduje się w rękach wroga, jest o wiele trudniejsze niż manipulowanie tymi, którzy niczym dotknięcie syndromem sztokholmskim są przeświadczeni o dobrych intencjach swojego oprawcy.

Stąd też demoliberalizm okazał się o wiele skuteczniejszym narzędziem do powszechnej umysłowej kastracji społeczeństwa. Wspomniany wcześniej tzw. pluralizm medialny wprowadził w dotychczas funkcjonujący system przekonań i odczuć na temat mediów nowy dysonans. Proszę zwrócić uwagę na to, że przeciętny „oglądacz” TVN, czytelnik Onetu, albo słuchacz RMF FM nie potrafi nawet powiedzieć, do kogo powyższe media należą i kto jest odpowiedzialny za kreowanie w nich określonej linii propagandowej. Medioci uważają, że media te nie stosują technik propagandowych ani manipulacyjnych, a za kreowanie przekazu są odpowiedzialni „niezależni” dziennikarze.

Mediotę charakteryzuje więc skrajna naiwność, mniej więcej na poziomie trzyletniego dziecka. Odrzuca on z góry tezę o manipulacyjnym z natury charakterze wszystkich mediów, a ponadto za sprawą własnych ograniczeń intelektualno-kognitywnych nie jest w stanie dostrzec, że większość tzw. dziennikarzy, pracujących na poziomie mediów mainstreamowych to niedouczone osły, które – kiedy trzeba – nawet najbardziej absurdalne stwierdzenia będą przedstawiać na ekranie z pełną powagi miną i w pogrzebowym tonie.

Postaci z ekranu to zresztą dla medioty największe i zazwyczaj jedyne autorytety, a ktoś, kto wystąpi „w telewizorze”, już przez sam ten fakt zyskuje status niemalże półboga. O tym jak łatwo wykreować autorytet w mediach, mogliśmy się przekonać już niejednokrotnie. Całkiem niedawno widzieliśmy chociażby robiących z siebie skończonych idiotów błaznów w kitlach, którzy wykazywali się fundamentalnymi brakami wiedzy medycznej czy nawet brakiem zdolności logicznego myślenia, co w normalnych warunkach powinno ich dyskwalifikować z jakiejkolwiek publicznej ekspozycji. Tymczasem wielu z nich nadal zaprasza się do mediów, gdzie w dalszym ciągu kompromitują się na oczach milionów zaślepionych mediotów. Nie będę w tym miejscu tego typu ograniczonych umysłowo person, z których robiono mędrców wymieniał, gdyż nie mam ochoty szarpać się z nimi po sądach za zniesławienie. Niemniej jednak prawda jest taka, że gdyby w telewizji wykreowano na taki autorytet nawet gadającego konia, to medioci w swojej masie wsłuchiwaliby się w każde jego słowo jak w wyrocznię.

Jest też naturalna konsekwencja metafizycznego obcowania z tego typu autorytetami. Słuchanie „mądrych głów” budzi w mediocie przeświadczenie o własnej nieomylności. Człowiek, który jest przekonany o własnej wszechwiedzy, nie jest w stanie dostrzec własnych ograniczeń, a co za tym idzie, wyklucza możliwość trwania w błędzie. Tworzy to pewnego rodzaju błędne koło, w którym niezdolność wykroczenia poza własne ograniczenia sprawia, że człowiek jest pozbawiony nie tylko realnej oceny otaczającej go rzeczywistości, lecz traci zdolność do obiektywnego samopoznania poprzez autorefleksję.

Przejdźmy jednak do tego co najważniejsze z naszego punktu widzenia, czyli wpływu mediotów na funkcjonowanie społeczeństwa i państwa. W demokracji to oni ostatecznie wrzucają kartki do urn zgodnie z instrukcją, jaką otrzymali w swoich ulubionych mediach. Tymczasem przeciętny mediota nie jest zdolny do zdefiniowania interesu państwowo-narodowego, co powinno człowieka automatycznie wykluczać z możliwości oddawania jakichkolwiek głosów, bo to tak, jak gdyby człowiekowi cierpiącemu na ślepotę barw kazać głosować na najładniejszy kolor. Nie rozumie on nawet, w jakich obszarach jego własny interes pokrywa się z interesem państwa, a także nie potrafi przewidzieć, jakie mogą być długofalowe konsekwencje jego wyboru. Mediota oddaje swój głos bezrefleksyjnie, często pod wpływem prymitywnych emocji, czyli dokładnie tak jak został uwarunkowany przez media, choć w swoich ograniczeniach jest przekonany, że decyzje podejmował sam na podstawie swoich własnych poglądów, czyli czegoś, co w rzeczywistości nie istnieje.

Rozprzestrzenianie się mediotyzmu przynosi opłakane skutki dla państwa, gdyż zmanipulowane przekazem medialnym społeczeństwo zatraca zdolność do obiektywnego odbioru i analizy rzeczywistości. Wiemy z kolei doskonale, że bez umiejętności trafnego diagnozowania, nie jesteśmy w stanie podejmować właściwych wyborów, tym bardziej w przypadku tak niezwykle skomplikowanej konstrukcji, jaką jest państwo oraz tak niezwykle kompleksowych realiów polityki międzynarodowej świata, w jakim przyszło nam żyć.

Wielu ludzi w pewnych środowiskach od lat nieustannie zadaje to samo pytanie: „Kiedy ludzie się obudzą?”. Odpowiedź jest wbrew pozorom banalnie prosta – NIGDY. Wyczekiwane przebudzenie nie nastąpi nawet gdyby świat zaczął się walić, gdyż tak jak wspomniałem, społeczeństwo mediotów nie wierzy w to, co widzi, lecz w to, co szepcze mu do ucha aparat propagandowy, w który ślepo wierzy. Jeżeli ludzie nie są w stanie dostrzec, że już teraz żyjemy w czasach trójgłowego, pełzającego kryzysu ekonomiczno-cywilizacyjno-militarnego, to nic nie jest w stanie sprawić, aby w końcu zaczęli go dostrzegać. Zresztą nawet jeżeli, by go jakimś cudem dostrzegli, nie będą w stanie zrozumieć jego realnych przyczyn.

Czas na przebudzenie dawno już minął, a bierne oczekiwanie na tego typu cuda, to jedynie zwalnianie się od odpowiedzialności za przyszły los naszego państwa i narodu. Tymczasem, choć konkluzja ta nie jest dla większości z nas prosta do przyjęcia, wobec braku narodowej elity odpowiedzialność za ten los ponosimy my wszyscy.

_____________

Inwazja mediotów, czyli o niewolnikach propagandy, Dominik Liszkowski, 10 kwietnia 2024

−∗−

Warto porównać:

Globalny wzorzec eurodebila
Gdy runął mur i odzyskaliśmy wolność, zaczęliśmy wybierać swoją drogę rozwoju. Dziś już wiadomo dokładnie, że droga ta nie była naszą, lecz została dokładnie wytyczona przez globalnych kabalistów, rządzących organizacjami […]

_____________

Piątka z psychologii czyli jak nas kontrolują
Świat to zagmatwane miejsce. Ludzie robią rzeczy, które nie mają żadnego sensu, myślą o rzeczach, które nie są poparte faktami, znoszą rzeczy, których nie muszą znosić, i zaciekle atakują tych, […]

_____________

Idiokracja – Wyuczona głupota
Wyuczona głupota wyjaśnia, jak i dlaczego wysoce inteligentni ludzie, stojąc przed wyborem, raz po raz wybierają głupią, jeśli nie najgłupszą opcję. […]

_____________

Wolność od strachu czyli koniec zabawy w rządowe gry umysłowe
Przez cały czas ci, którzy są u władzy – kupieni i opłacani przez lobbystów i korporacje – posuwają się naprzód ze swoimi kosztownymi programami. A „my, frajerzy”, obarczani jesteśmy rachunkami […]

_____________

A w mediach bez zmian…
Szokujące wypowiedzi sygnalistów [whistleblowers], ujawnione materiały wideo i tajne nagrania ukazują przestępstwa popełniane przez media. Project Veritas, Charlie Chester z CNN, Udo Ulfkotte, Julian Assange z WikiLeaks i nie tylko… […]

_____________

Tyrania – warunkowanie i kontrola behawioralna
Żadna „normalność” nie będzie już nigdy możliwa, dopóki zbiorowy indywidualny bunt przeciwko tej tyranii nie stanie się wspólnym rdzeniem naszego społeczeństwa. Jaka będzie nasza przyszłość bez tej aktywnej zmiany postaw […]

_____________

Propaganda czyli jak do nas mówią
Wkrótce perswazja zamieni się w przymus, a z przymusu w jawną siłę. Jest już jasne, że podróżowanie samolotem będzie wymagało paszportów szczepionkowych, a transport publiczny, koncerty, biblioteki, restauracje i być […]

_____________

Propaganda czyli dlaczego to działa
Twierdzenie, że te manipulacje na masową skalę nie przynoszą skutku, byłoby równie absurdalne, jak twierdzenie, że reklama — przemysł wart prawie bilion dolarów — też nie przynosi skutku. To po […]

_____________

Manipulacje psychologiczne nie są nowe, tylko bardziej niebezpieczne
Ponieważ przerażające reżimy totalitarne wykorzystywały to przeciwko swoim obywatelom, by wzniecić morderczą wściekłość, to samo może spotkać nas. Potrzeba ludzi, którzy rozumieją, że są manipulowani, którzy rozumieją, że są wykorzystywani, […]

_____________

Świadoma i inteligentna czyli krótki film o manipulacji
Spoglądając wstecz na początek tej ery komunikacji masowej można zauważyć, że wraz z ewolucją technologii radia, telewizji i filmu, zmieniło się też naukowe zrozumienie w jaki sposób te nowe media […]

−∗−

Tagi:demokracja, demoliberalizm, Dominik Liszkowski, Kiedy ludzie się obudzą?, manipulacja, media, mediota, propaganda, telewizja, w towarzystwie

O autorze: AlterCabrio

If you don’t know what freedom is, better figure it out now!

Hodowanie debili z udziałem feministry Edukacji Barbary Nowackiej.

Nieobowiązkowe prace domowe w szkołach podstawowych. Konferencja prasowa z udziałem feministry Edukacji Barbary Nowackiej

3.04.2024 www.gov.pl/edukacja/konferencja-prasowa-w-sprawie

[feministra – to moje wyjaśnienie. MD]

Odejście od obowiązkowych prac domowych to więcej czasu dla uczniów i uczennic na przygotowanie się do lekcji, rozwijanie zainteresowań, aktywność fizyczną i odpoczynek. Od kwietnia obowiązują nowe przepisy dotyczące prac domowych w szkołach podstawowych.

Na tle białej ścianki z napisami Ministerstwo Edukacji Narodowej stoi trzy kobiety i mężczyzna. Przed nimi ustawione na statywach dwa mikrofony, przed jednym z nich stoi minister Nowacka i mówi.

W pierwszym dniu szkoły po Świętach Wielkanocnych w praktyce zaczęło obowiązywać rozporządzenie Ministra Edukacji dotyczące prac domowych w szkołach podstawowych. W klasach I-III prace domowe pisemne i praktyczno-techniczne nie są zadawane – z wyjątkiem ćwiczeń pisemnych usprawniających motorykę małą – a w klasach IV-VIII prace domowe są nieobowiązkowe i nieoceniane. Zamiast oceny, uczeń uzyskuje od nauczyciela informację zwrotną na temat poprawności i jakości wykonanej pracy.

Minister edukacji Barbara Nowacka wskazała konkretne korzyści wynikające z nowych przepisów.

Uczniowie i uczennice w końcu zyskują czas na przygotowywanie się do lekcji, czytanie książek, a także, co bardzo ważne, rozwijanie swoich zainteresowań, aktywność fizyczną i odpoczynek – powiedziała feministra Nowacka.

Jak podkreśliła, to szkoła jest miejscem, w którym dzieci się uczą, szkoła musi też wyrównywać szanse i uczyć uczciwości.

Nieobowiązkowe prace domowe to ważny krok w kierunku nowoczesnej szkoły, a także szkoły bez fikcji. Nie może być tak, że nauczyciel stawia ocenę za pracę, którą tak naprawdę wykonała sztuczna inteligencja. Postęp technologiczny jest bardzo szybki, a szkoła musi za nim nadążać – podkreśliła feministra edukacji.

Zastępca dyrektora Instytutu Badań Edukacyjnych Tomasz Gajderowicz wskazał, że podstawą przyjętych rozwiązań prawnych są m.in. badania naukowe.

Efekt edukacyjny prac domowych w przypadku szkoły podstawowej jest bardzo mały

Amerykański gigant Microsoft tak opuścił Rosję, że dalej w niej jest

Amerykański gigant tak opuścił Rosję, że dalej w niej jest rzepa

Microsoft nie planuje likwidacji swoich spółek w Rosji. Oficjalnie firma opuściła Rosję po agresji Putina na Ukrainę. W rzeczywistości wciąż tam jest i zarabia, wspomagając podatkami wojenny budżet Kremla.

10.04.2024 Z usług Microsoftu w Rosji korzysta w dalszym ciągu niecałe 30 proc. firm z sektora komercyjnego

Z usług Microsoftu w Rosji korzysta w dalszym ciągu niecałe 30 proc. firm z sektora komercyjnego

Foto: Bloomberg Iwona Trusewicz

Według agencji TASS, która powołuje się na sprawozdanie finansowe Microsoftu za 2023 rok, Amerykanie zamierzają zachować swój główny podmiot prawny w Rosji — Microsoft Rus, a także Microsoft Development Center Rus i Microsoft Payments Rus. Z raportów Microsoft Mobile Rus wynika, że nie ma decyzji, co do dalszych działań.

Gazeta Kommersant przypomina, że Microsoft ogłosił zawieszenie sprzedaży produktów i usług w Rosji w marcu 2022 roku — tuż po agresji Putina na Ukrainę. Potem centrala zablokowała te decyzję.

Dlaczego Microsoft wciąż działa w Rosji?

– Przez ostatnie dwa lata sytuacja wyglądała tak, że koncern (Microsoft — red.) oficjalnie opuścił Rosję, ale nadal świadczył usługi rosyjskim klientom korporacyjnym. To się teraz kończy. Krajowe rozwiązania znacznie rozwinęły się w tym okresie, zarówno w zakresie aplikacji biurowych, jak i systemów komunikacji wideo — opowiadał Denis Kuskow, dyrektor generalny agencji analitycznej TelecomDaily.

Prezydent Władimir Putin wezwał swój rząd do znalezienia funduszy na plan budowy statku kosmicznego o napędzie atomowym. To reakcja na tego typu projekty na Zachodzie.

W sierpniu 2023 roku Microsoft zaprzestała odnawiania subskrypcji Microsoft 365 dla rosyjskich klientów korporacyjnych. W marcu 2024 roku Softline poinformowało, że Microsoft, Amazon i Google zawieszą dostęp do produktów chmurowych dla rosyjskich firm i organizacji. Chodzi o usługach m.in. Microsoft Teams, Microsoft OneDrive itp.

Klienci amerykańskiego giganta IT 14 marca zaczęli otrzymywać pisma w tej sprawie. Microsoft tłumaczył swoją decyzję europejskimi sankcjami – 12. pakiet zakazał dostaw do Rosji oprogramowania do analityki biznesowej. Tym samym po 20 marca rosyjskie firmy nie mają dostępu do produktów i usług chmurowych Microsoftu, a także jakichkolwiek danych w nich przechowywanych.

Wyłączą czy nie wyłączą

To jednak bardzo spóźniona reakcja Amerykanów. Od lutego 2022 r większość rosyjskich klientów Microsoftu była już przygotowana na taki scenariusz. Większość danych i informacji, które były przechowywane w chmurze Microsoftu, została zabezpieczona kopią zapasową i wykorzystana. Powstały też rosyjskie odpowiedniki (kalki) usług Microsoftu.

Według Softline z usług Microsoftu w Rosji korzysta w dalszym ciągu niecałe 30 proc. firm z sektora komercyjnego. Według gazety RBK takich firm jest w Rosji „duża liczba”. I że jeszcze tydzień temu przedstawiciele Microsoftu zapewniali jednego z rosyjskich klientów, że niczego nie wyłączą.

Ależ ukraińska lisica: Niech rolnicy z Polski hodują warzywa, kwiaty i… marihuanę

Ukraiński „wujek dobra rada” wymądrza się i szydzi: niech rolnicy z Polski hodują warzywa, kwiaty i… marihuanę

pch24.pl/niech-rolnicy-z-polski-hoduja-warzywa-kwiaty-i-marihuane

(Alex Lissitsa. Fot. HANNAH MCKAY / Reuters / Forum)

„Interesującą” radę ma dla polskich rolników Alex Lissitsa, szef Ukraińskiego Klubu Agrobiznesu. Uważa on, że ponieważ nie są oni w stanie sprostać konkurencji ze wschodu, powinni skupić się – zamiast produkować zboże – na hodowli warzyw czy… konopi indyjskich.

Lissitsa zapomniał najwyraźniej, z jakich to powodów ukraińskie zboże importowane do naszego kraju przez setki dostawców, jest kilkakrotnie tańsze od polskiego. Jeden z istotnych czynników stanowi tu szereg rygorystycznych regulacji, które muszą spełniać nasi wytwórcy. Unia Europejska nakłada na branżę nie tylko obciążenia finansowe, lecz także administracyjne – również bardzo kosztowne.

Po ataku Rosji na Ukrainę, pod hasłami pomocy naszym sąsiadom w eksporcie zbóż – rzekomo np. do Afryki – otwarto polskie granice dla towarów wielokrotnie tańszych, a przy tym nieobarczonych surowymi wymogami Unii Europejskiej. W efekcie niebadane, niespełniające unijnych norm żyto, pszenica czy rzepak zalały tutejszy rynek.

W tym kontekście wypowiedź ukraińskiego lobbysty udzielona portalowi Politico, brzmi jak szyderstwo. 

– Protekcjonizm na dłuższą metę nie uratuje unijnego sektora rolnego – uważa prezes Lissitsa.

Polscy rolnicy są zbyt mali, aby być prawdziwymi graczami na globalnym rynku zbóż, gdzie muszą konkurować z krajami takimi jak Ukraina, Brazylia czy Rosja – stwierdził.

– Lepiej byłoby specjalizować się w produkcji kwiatów, owoców czy warzyw. Albo nawet marihuany – dodał.

Źródło: Farmer.pl/Politico RoM

Sprawa gen. Zagórskiego. Zabójstwo prawie doskonałe.

Sprawa generała Zagórskiego. Zabójstwo prawie doskonałe – Andrzej Ceglarski

capitalbook/Sprawa-generala-Zagorskiego

Cena: 39,90 zł

Podczas przenoszenia zbiorów belwederskich do Muzeum Narodowego otwarto tajne, starannie zabezpieczone sejfy Belwederu. Jakież było zdziwienie uczestników tej czynności, kiedy w najbardziej niedostępnym miejscu, czyli kasie ogniotrwałej muzeum belwederskiego, znaleziono pożółkłe już kartki dotyczące, wydawałoby się dawno zapomnianej sprawy zaginięcia generała Zagórskiego. Dlaczego te dokumenty znalazły się w najpilniej strzeżonym miejscu Belwederu? Książka odpowiada na to pytanie, odsłaniając przed czytelnikiem niewątpliwie największą tajemnicę II Rzeczpospolitej.

Główny bohater książki generał Włodzimierz Ostoja-Zagórski to postać niezwykła. Erudyta, poliglota, bohater licznych pojedynków, miłośnik i propagator rozwoju techniki wojskowej, ale zarazem człowiek wielkiej, niepohamowanej ambicji. Współdziałał z Józefem Piłsudskim w czasie gdy przyszły Marszałek współpracował z wywiadem austriackim, a byli też towarzyszami broni w Legionach. Po odzyskaniu niepodległości był traktowany jak jego oponent.
Jednak 6 sierpnia 1927 roku nie tylko sam generał zaginął, bardzo szybko zaginęła też pamięć o nim. Generał Zagórski został niemal zupełnie zapomniany, dzieła jego życia wykoślawione, wszelka wielkość umniejszona, a zasługi odebrane.

 =========================

Andrzej Ceglarski – Adwokat, wykładowca, a także ekspert prawny instytucji i organizacji pozarządowych. Pasjonat historii wojskowości okresu międzywojennego. Autor książek Sprawa generała Zagórskiego. Zabójstwo prawie doskonałe oraz Wrzesień 1939. Sprawcy polskiej klęski.

=============================

IMPERIUM SOROSA U WŁADZY. Baliński

IMPERIUM SOROSA U WŁADZY

Krzysztof Baliński

Proces cały koordynowałaFundacja Batorego – zdradził Adam Bodnar po zamachu na Trybunał Konstytucyjny.

Imperium Sorosa doszło do władzy w Polsce, a to najgorszy omen, jaki Węgier może sobie wyobrazić” – to Orban po zmianie rządów w Warszawie i po oficjalnym dołączeniu Polski do koalicji państw członkowskich UE, których celem jest zaduszenie Węgier pod pretekstem „przywrócenia praworządności”.

Cześć i chwała bohaterom” – krzyczeli – tak, jak podczas uroczystości honorujących Żołnierzy Wyklętych – aktywiści PiS po wyjściu z aresztu po kilkudniowej odsiadce Mariusza Kamińskiego i Macieja Wąsika. Nakaz kochania Kamińskiego, branie go na sztandary PiS i uporczywe przy nim stanie jest dziwne z jednego powodu: To Kamiński w znacznej mierze przyczynił się do wyborczej porażki PiS i to dzięki takim jak on mamy Tuska przy władzy.

Ale po kolei:

Fundację Batorego kontroluje i finansuje żydowski spekulant George Soros. Czyli Bodnar nieopatrznie przyznał, że rząd Tuska jest sterowany z zagranicy. Przyznał też, skąd wyrastają mu nogi, bo jego kariera nabrała tempa, kiedy został absolwentem założonego i finansowanego przez Sorosa Central European University w Budapeszcie, gdzie prowadzono hodowlę lewackich autorytetów, do budowy nowego świata bez państw i narodów. Kolejnym etapem w jego karierze była wiceprezesura w Helsińskiej Fundacji Praw Człowieka, organizacji też powiązanej finansowo z Sorosem.

A co do Kamińskiego – jego poselski mandat został wygaszony po skazaniu prawomocnym wyrokiem w związku z udziałem w tzw.aferze gruntowej z 2007 roku, kiedy to Kamiński, wówczas szef CBA, zamiast ścigać aferzystów, zabrał się za Andrzeja Leppera, podrzucając koalicjantowi w rządzie świnię z odrolnieniem biedniackiej działki na Mazurach, co doprowadziło do rozpadu koalicji (a także do śmierci Leppera z rąk „seryjnego samobójcy”) i stworzyło pretekst do oddania władzy Tuskowi.

Bezpośredni związek z tym ma to, że bracia Kaczyńscy bywali częstymi gośćmi w Fundacji Batorego. 14 lutego 2005 r. Jarosław gościł tam z wykładem O naprawie Rzeczypospolitej. Oto jego fragment:

„W 2002 r. radykałowie otrzymali w wyborach przeszło 30 procent. […] Jeżeli w Polsce dojdzie do sytuacji, w której połączą swoje siły, nie w jakiejś rewolucji, nie w wystąpieniach ulicznych, w wielkich strajkach, tylko przy urnie wyborczej, to będziemy mieli rządy Samoobrony […] Podkreślam raz jeszcze: istnieje niebezpieczeństwo zdobycia władzy w Polsce przez radykałów”. Co się zatem kryło za stworzeniem po wyborach, to jest po wykładzie, koalicji PiS-LPR-Samoobrona? Czy celem nie było zniszczenie „radykałów”?

I tak, PiS zagospodarował elektorat narodowo-katolicki, a PO lewicowo-liberalny, a cała rozgrywka dokonywała się w ramach jednego obozu ideologicznego, którego celem było – nie dopuścić za wszelką cenę do powstania realnego bytu politycznego, który mógłby stanowić alternatywę dla ludzi o poglądach katolicko-narodowych. Nie dziwiło zatem, że w czasie walki „na śmierć i życie” z opozycją, bracia Kaczyńscy skupiali swoje działania i gry służb na Samoobronie (i LPR). I wreszcie, dlaczego bracia Kaczyńscy oddali władzę mając 280 głosów w Sejmie, gdy wszystkie sondaże wskazywały, że w ewentualnych wyborach wygra PO? Czy nie mają zatem racji ci, którzy uważają, że przygotowania do oddania władzy zaczęły się w momencie wypowiedzenia cytowanych słów w Fundacji Batorego?

To był klasyczny przykład funkcjonowania nieformalnego układu PO-PiS, kiedy spór między „zaprzańcami” a „szczerymi patriotami” nie toczy się o interes narodowy, ale o to, kto lepiej będzie rządził Polakami w interesie kosmopolitycznego układu. Układu, który powstał po spisku w Magdalence, gdzie Kiszczak i jego konfidenci opijali pakt z żydokomuną, sprzedany Polakom w propagandowym cyrku przy okrągłym stole. Obecny system polityczny polegający na tym, że Fundacja Batorego (czyli finansujący ją żydowski grandziarz Soros) decyduje o tym, kto może być prezydentem a kto premierem, jest mutacją tamtego spisku, a polityczne spory i kłótnie toczą się tylko o to, kto ma „pierwszeństwo dziobania” i jakiekolwiek działania, które mogłyby zagrozić interesom spiskowców, były i są wszelkimi sposobami, bezpardonowo torpedowane. I świetnie to widać, kiedy oba pozornie wrogie ugrupowania, nie przestając atakować siebie nawzajem, pokazują, że nie mogą bez siebie żyć.

Świetnie to było też widać, kiedy wmawiając nam, że poza nimi nic nie istnieje, zgodnie okładały wspólnego dla nich wroga – tych, którzy sprzeciwiali się reżimowi sanitarnemu i tych, którzy zadawali niewygodne pytania o szczepionkach. I czy nie to jest powodem, że Tusk absorbuje opinię publiczną komisją śledczą ds. wyborów kopertowych, która niepotrzebnie wydała 76 mln, a nie bierze się za rozliczenie 140 miliardów wydanych na tarczę antycovidową, za wykończenie polskich biznesów przez pandemiczny lockdown, za tzw. Polski Ład, który przyniósł upadek setek tysięcy małych i średnich firm, za cios w polskie rolnictwo, najpierw przez „5 dla zwierząt”, a później przez niekontrolowany handel (i przemyt) zbożem z Ukrainy oraz za wygenerowanie gigantycznego długu publicznego?

W sprawach zasadniczych, w polityce względem Ukrainy polegającej na bezwarunkowym oddawaniu wszystkiego, w zielonym ładzie i w polityce energetycznej rząd Tuska trzyma twardo kurs rządu Morawieckiego. Innymi słowy – umowna władza i umowna opozycja maszerują osobno, a nawet pozorują waśnie między sobą, ale gdy dochodzi do forsowania spraw naprawdę poważnych, czyli takich, na których zależy Wielkiemu Bratu, stają się zwartą sitwą uderzającą razem we frajerów.

Układ świetnie widać na przykładzie prezydenta i premiera, niegdyś członków tej samej partii – Unii Wolności. Przypomnijmy: W 1993 roku  Geremek i Tusk powołali ugrupowanie, które z inicjatywy szefa Fundacji Batorego, Aleksandra Smolara przybrało nazwę Unia Wolności, a zastępcą przewodniczącego został Tusk. Przez 5 lat członkiem tej partii był Duda. Opuścił ją dopiero w chwili jej rozkładu, przyłączając się do PiS w momencie triumfu partii w 2005 r. A zatem, 10 maja 2015 r. w II turze wyborów prezydenckich spotkali się dwaj partyjni koledzy i nieważne, kto wówczas wygrał, bo na szczytach władzy wszystko zostało po staremu, a Duda pozostał do szpiku kości człowiekiem Unii Wolności, udowadniając prawdziwość tezy: Człowiek może wyjść z UW, ale UW nigdy z człowieka nie wyjdzie.

O planach zorganizowania przez Sorosa „polskiego Majdanu”, o grożącej Polsce kolorowej rewolucji szeptano od dawna. Przy czym, taka rewolucja nie zawsze ma na celu przewrót polityczny. Często chodzi o zwiększenie kontroli nad rządem już spolegliwym, wymuszenie na nim kolejnych ustępstw i przede wszystkim osłabienie jego narodowego komponentu. Polityków pozbawia się władzy nie tylko dlatego, że nie podobają się globalistom, ale także dlatego że nie są wystarczająco ulegli. Największy sukces Soros odniósł w Albanii. Obecny premier tego kraju i jego otoczenie w całości wywodzi się z fundacji Sorosa, a z politycznego punktu widzenia Albania jest komunistycznym protektoratem Sorosa. A to, że pierwszy kontakt międzynarodowy Bodnar nawiązał z odpowiednikami z Albanii, powiązanymi z albańskimi gangami przemytników ludzi i narkotyków, to już mało znaczący szczegół.

Krótko mówiąc, fundacje Sorosa są wszędzie tam, gdzie trzeba kogoś przy władzy umieścić lub od władzy odsunąć. A polityczne inwestycje Sorosa w Polsce (czyli tam, gdzie właśnie jednych od władzy odsunięto a drugich przy władzy umieszczono) dotyczą wyłącznie żydokomuny i mniejszości narodowych. Dowodem na to jest także to, że wybrany właśnie przez lud pracujący Warszawy na prezydenta miasta, to były stypendysta fundacji Sorosa. I jeszcze jedno – jedni i drudzy wiedzą, że losy dalszej ich kariery ważą się w kręgach Sorosa, a nie wśród wyborców w Polsce.

Co do kombinacji operacyjnej „Lepper” – 12 września, tuż przed zerwaniem koalicji, ni stąd ni zowąd ukazało się oświadczenie żydowskiej Ligi Antydefamacyjnej. Co w nim było? Ano, że Samoobrona (i LPR) jest antysemicką partią ziejącą nienawiścią do Żydów, że jej szef przejawia antysemickie fobie. W oświadczeniu znalazło się zalecenie: Usunąć z koalicji rządowej. Kilka dni później Jarosław Kaczyński zrywa koalicję, a jego brat ogłasza nowe wybory. Potem lansuje tezę, że rząd obalono, a powodem była walka z korupcją. Tymczasem prawda wyglądała inaczej: PiS posiadało stabilną większość w Sejmie; nikt Kaczyńskiego nie obalał; sam zrezygnował z władzy i sam przekazał ją Tuskowi.

Polityka kadrowa, ściganie antysemitów z natychmiastową egzekucją złapanego były i są identyczne w PiS i w PO. Identyczne jest też podejście do mniejszości, która w Polsce jest po jednej stronie barykady, tej która wspiera lewicowe patologie, gender, aborcję, demoralizację, walkę z kościołem, szkaluje wszystko co polskie, stoi po stronie pasożytujących na Polsce zagranicznych banków. I ucieczkę PiS i PO od wszystkich tematów związanych z aktywnością żydokomuny oraz brak woli oczyszczenia Polski z wpływów tego środowiska, można wytłumaczyć tylko taką okolicznością.

W Polsce nie dzieje się nic, co nie miałoby bezpośredniego lub pośredniego związku z Żydami. Weźmy „Pegasusa”, czyli system totalnej inwigilacji, kupiony przez Mariusza Kamińskiego w Izraelu (do którego trafiają wszystkie informacje zbierane przy inwigilacji). Po zeznaniu Jarosława przed sejmową komisję, media prawicowe rozpływały się w peanach, jak to „świadek” załatwił „członka” na cacy, że nie tylko intelektem, ale i dowcipem przewyższa wszystkich członków komisji razem wziętych. Tymczasem przesłuchanie wyglądała tak:

Zembaczyński: – Czy przeszło Jarosławowi Kaczyńskiemu przez myśl, że kupując program od Izraela udostępnia się dane temu krajowi? Że na końcu mogą po prostu stać Ruscy?

Kaczyński: – Panie członku, mogę panu powiedzieć tak: jakbyśmy kupili od kogoś innego, to nie moglibyśmy mieć takich podejrzeń? Czy pan jest antysemitą? Przykro jest mówić, ale jest pan antysemitą.

Zembaczyński: – Świadkowi się role pomyliły, to ja zadaje pytanie, a świadek odpowiada.

Kaczyński: – I ja odpowiadam, że pan jest antysemitą.

Czyli to „członek” załatwił „świadka” na cacy, przypominając, że za rządów PiS bezpieczeństwo państwa zostało oddane w łapy Mosadu (i to wtedy, gdy Netanjahu prowadził podejrzane gierki i machlojki z Putinem), wymuszając na „świadku” przyznanie się, że jego głównym kryterium oceny Polaków jest podejście do Żydów.

Tu przypomnijmy „zasługi” Kamińskiego w szczuciu na środowiska narodowe, w pacyfikowaniu „ekstremistów i antysemitów” i to, że to on wprowadził system rejestrowania „przestępstw z nienawiści”, czyli przekazał Siemoniakowi i Bodnarowi na złotej tacy narzędzia do rozprawienia się z oponentami. À propos – gdy Kamiński pozwalał stowarzyszeniu Otwarta Rzeczpospolita organizować „Warsztaty dla przełożonych w policji”, w celu „poznawania historii holokaustu, aby móc lepiej zwalczać przestępczość z nienawiści”, ówczesny rzecznik praw obywatelskich Adam Bodnar wespół z finansowaną przez Sorosa Helsińską Fundacją Praw Człowieka, szkolenia dla sędziów na temat, jak paraliżować polskie sądownictwo organizował w… Muzeum Polin, które wzniósł za grube miliony wyciągnięte z kieszeni polskiego podatnika Lech Kaczyński. Za komentarz do tego niech służy wpis znanego blogera: Jest pilne zapotrzebowanie na jakiś antysemicki transparent z protestu polskich rolników.

Nad protestami rolników unosi się duch śp. Andrzeja Leppera, który stał się dla tych wydarzeń istotnym punktem odniesienia, a nawet znakiem czasów. „Takich protestów nie było od czasów Leppera” – można przeczytać tu i ówdzie. Wyśmiewany i kreowany za życia na chama z obory nie tylko tryumfuje zza grobu nad swoim oprawcą Mariuszem Kamińskim, tryumfuje też jako ten, którego wysuwał nadzwyczaj trafne i profetyczne diagnozy o nadchodzącym kolonialnym usytuowaniu III RP w Unii Europejskiej.

Protesty obaliły wiele tabu. Pokazały koszty proukraińskiego amoku PiS i KO. Ujawniły antypolską V kolumnę na szczytach władzy, żarliwych obrońców mafijnych interesów ukraińskich oligarchów. Ukazały też smutne i groźne dla Polski prawdy. Rolnicy – 1,5 milionowa potęga, to ludzie, którym nie pozwolono stworzyć żadnej skutecznej organizacji politycznej. Najpierw pozwolili, aby niszczył ich Leszek Balcerowicz. Później przyglądali się bezsilnie dewastacji przedsiębiorstw skupu i przetwórstwa rolno-spożywczego. W kolejnych latach byli świadkiem niszczenia sieci handlu hurtowego i wprowadzania na ich gruzy zagranicznych marketów. Dali się skorumpować przez dopłaty unijne oraz zachęcić przez banki do zadłużania się, czemu sprzyjała kompradorska polityka wszystkich bez wyjątku rządów. Nie zbudowali też własnych elit ani partii politycznych (pomijając krótki epizod z Samoobroną), a PSL zdradziła, stając się partią antychłopską, której elity sympatyzują z globalistami. Przykład – pierwszym, który rzucił projekt powołania unii polsko-ukraińskiej był Kosiniak-Kamysz.

„Miastowym” też nie jest lżej. Bo w Konfederacji „Antysystem” posiada tylko jednego przedstawiciela, który przestrzega przed ukrainizacją, kontestuje obecność Polski w UE. Szli do październikowych wyborców z hasłem: „Wywrócimy im ten stolik”, ale niektórzy członkowie Konfederacja nie tylko stolika nie wywracają, ale wręcz się przy stoliku rozsiedli, raz po raz zachowując się wzorcowo czyli „systemowo”.

Niszczą rolnictwo. Niszczą oświatę. Zgodzili się na przyjmowanie nielegalnych imigrantów. Torpedują wszelkie konkurencyjne dla Niemiec inwestycje. Zrezygnowali z reparacji wojennych. Oddali zagranicy poważną część polskiej suwerenności. Przekształcają Polskę w coś na kształt atrapy państwa, kolonię bez własnej polityki zagranicznej. I robią to z wielką ostentacją. Dlaczego? Bo uznali, że to najlepszy moment, bo patroni PiS zdezerterowali, zdradzili i są pod całkowitą kontrolą Sorosa, bo ogłupieni i zastraszeni Polacy nie są zdolni do żadnego buntu.

Krzysztof Baliński

Parlament Europejski przyjął właśnie pakt migracyjny „dobrowolnej solidarności” !!! Kup pan cegłę!

Parlament Europejski przyjął właśnie pakt migracyjny

10.04.2024 nczas.info/barykadujcie-sie-parlament-europejski-przyjal-wlasnie-pakt-migracyjny

Imigranci we Francji. Zdjęcie ilustracyjne.
Imigranci we Francji. Zdjęcie ilustracyjne. / foto: PAP/Abaca

Parlament Europejski w środowym głosowaniu zatwierdził pakt migracyjny. Rozporządzenie wprowadzające mechanizm tzw. „dobrowolnej solidarności” zaakceptowano głosami 301 deputowanych, 272 było przeciw, 46 wstrzymało się od głosu.

Łącznie w środę izba głosowała nad dziesięcioma tekstami legislacyjnymi wchodzącymi w skład paktu. Wszystkie zostały przyjęte. Głosowanie próbowali zakłócić obecni na sali obrad w Brukseli aktywiści sprzeciwiający się paktowi.

Reforma została zaproponowana przez KE w 2016 r., ale ze względu na postulowaną przymusową relokację była blokowana przez część krajów członkowskich. PE głosował nad nową wersją uzgodnioną wstępnie z Radą Unii w grudniu 2023 r., a zaprezentowaną przez KE w 2021 r. Zakłada ona dwa mechanizmy wspierania krajów będących pod presją migracyjną. Uruchomienie mechanizmu tzw. dobrowolnej solidarności – zapisane w rozporządzeniu ws. zarządzania migracją i azylem – będzie oznaczać rozlokowanie co roku co najmniej 30 tys. osób.

Kraje członkowskie będą mogły alternatywnie zapłacić 20 tys. euro za każdą nieprzyjętą osobę lub wziąć udział w operacjach na granicach zewnętrznych Unii.

Przymusowego przyjmowania osób nie zakłada także mechanizm tzw. wzmocnionej solidarności – uruchamiany w sytuacjach nagłych, w których liczba osób przekraczających granice Unii jest tak duża, że zagraża wydolności systemu. Także tu kraje mają zachować możliwość „wyboru ścieżki pomocy”. Rozporządzenie ws. reagowania na sytuacje kryzysowe zostało przyjęte głosami 322 posłów, 266 było przeciw, wstrzymało się – 31.

Pakt migracyjny będzie jeszcze musiała zaakceptować Rada Unii, w której reprezentowane są kraje członkowskie. Polski rząd zapowiedział głosowanie przeciwko, bo jak argumentuje MSWiA, prace nad przepisami zakończyły się tydzień po zaprzysiężeniu obecnego rządu, a rezultat tych prac, prowadzonych przez poprzednią ekipę, jest „dalece niewystarczający”.

(PAP)

=====================

Ukraina dziś płacze: Od początku „wolnej Ukrainy” zabito ok. 40 mln dzieci

Ukraina płacze dziś po swoich dzieciach nienarodzonych – nie idźmy tą drogą

pch24.pl/ukraina-placze-dzis-po-dzieciach-nienarodzonych

Projekty ustaw aborcyjnych Lewicy oraz Koalicji Obywatelskiej, które dopuszczają możliwość zabicia dziecka nienarodzonego do 12. tygodnia życia, są odbiciem rozwiązań prawnych stosowanych np. na Ukrainie i w innych byłych krajach ZSRR. Jednak coraz więcej obywateli Ukrainy dostrzega złe skutki  mordowania nienarodzonych, szczególnie w kontekście drastycznego spadku liczby mieszkańców tego kraju podczas wojny.

O zmianie patrzenia Ukraińców na zbrodniczy proceder aborcji, świadczą osoby, które znają obecną sytuację panującą w tym kraju. – Coraz więcej Ukraińców, widzi okropne skutki  wyniszczenia narodu wskutek aborcji. Od początku historii wolnej Ukrainy zabito około 40 mln dzieci nienarodzonych. Ukraińcy sami to policzyli i teraz mówią „Żeby te dzieci urodziły się, bylibyśmy tak silnym narodem, że bez trudu pokonaliśmy Rosję”. Mając tę świadomość obecnie wielu Ukraińców staje się obrońcami nienarodzonych – powiedział PCh24.pl ks. Andrzej Sańko, który na Ukrainie posługuje około 10 lat.

Aborcja na Ukrainie, która była wówczas częścią ZSRR, stała się legalna już przeszło sto lat temu. W roku 1920 zalegalizowały ją władze komunistyczne, a pod tą zbrodniczą ustawą podpisał się sam Włodzimierz Lenin. Aborcja była dozwolona do 12. tygodnia na życzenie kobiety i do 28. tygodnia ze względów społecznych, np. gdy w rodzinie było już troje i więcej dzieci. Poczęte dziecko można było zabić nawet w 7. miesiącu ciąży. Po wieloletnich staraniach organizacji pro life, w roku 2004 złagodzono nieco ustawę aborcyjną. Obecnie aborcja na Ukrainie jest dopuszczalna do 12. tygodnia ciąży na życzenie kobiety i do 22. tygodnia z tzw. względów medycznych.

Ukraina szybko się wyludnia. Głównym powodem jest wojna, która na wschodnich terenach Ukrainy trwa już od roku 2014, a od roku 2022 trwa wojna na pełną skalę. W krwawych bataliach i rosyjskich bombardowaniach, zginęło już około 500 tysięcy osób. Z kraju wyjechało wielu ludzi w różnym wieku. Szacuje się, że od początku pełnoskalowego konfliktu z Rosja z Ukrainy wyemigrowało około 6 mln osób. Kolejne około 300 tysięcy ukraińskich dzieci uprowadzili do swojego kraju Rosjanie.

To dla Ukrainy oznacza ogromny kryzys ludnościowy, wręcz katastrofę demograficzną! Jeszcze w 1992 roku kraj naszego wschodniego sąsiada liczył 51 mln mieszkańców, 10 lat później liczba ta spadła do 40 mln. Obecnie ukraiński rządowy Instytut Demograficzny prognozuje, że w wyniku wojny i masowej emigracji w 2030 roku na Ukrainie będzie żyło niespełna 35 mln ludzi. I jest to wariant bardzo optymistyczny.

Gwałtowny spadek liczby mieszkańców Ukrainy  mogłaby zmienić sytuacja, w której, w jednej ukraińskiej młodej rodzinie przychodziłoby na świat 2-3 dzieci. Na pewno pomogłoby w tym, prawo wprowadzające zakaz aborcji.  W 2021 roku statystycznie na 10 kobiet w wieku produkcyjnym liczba urodzeń wynosiła 11, natomiast w 2023 roku szacuje się, że na 10 kobiet liczba urodzeń będzie wynosiła już tylko 7.

Na szczęście Ukraińcy są coraz bardziej świadomi ogromnej wartości życia ludzkiego od poczęcia. – W ostatnich latach wzrasta powszechne przekonanie, że jeśli się mówi o dzieciach nienarodzonych, to chodzi o życie ludzkie i nie wolno go niszczyć – mówi Eugienia Samborska, przewodnicząca organizacji pro life Ogólnoukraińska Fundacja „О Godność Człowieka”. Dzięki działaczom tej, oraz jej podobnych, organizacji w ciągu ostatnich 10 lat liczba aborcji dokonywanych w Ukrainie zmniejszyła się prawie trzykrotnie.

A jak wygląda front walki o życie nienarodzonych u innych naszych wschodnich sąsiadów? Na Białorusi obowiązuje postsowiecka ustawa pozwalająca na zabicie dziecka na życzenie do 12. tygodnia życia. Czyli ustawy aborcyjne przygotowane przez Lewicę i KO przyjmują takie same mordercze rozwiązania jakie obowiązują, w potępianym przez nich, reżimowym państwie. Dzięki ciężkiej pracy organizacji pro life liczba zabijanych dzieci nienarodzonych na Białorusi z każdym rokiem spada. Według ostatnich dostępnych danych z tego kraju w roku 2018 na aborcję zdecydowało się 23,3 tys. Białorusinek, czyli pięciokrotnie mniej niż w roku 2000.

Natomiast w Rosji również obowiązuje jeszcze mordercze leninowskie prawo aborcyjne – do 12. tygodnia ciąży – na życzenie. Podejście Rosji do zabijania nienarodzonych obywateli zmienia się, głównie z powodu coraz gorszej demografii i ludzkich strat wojennych. W ciągu ostatnich dwóch lat władze maksymalnie utrudniły dostęp do tabletek wczesnoporonnych. W kilku rosyjskich regionach na prywatne kliniki aborcyjne nałożono kary za „podżeganie ciężarnych kobiet do aborcji”. W państwowych klinikach aborcyjnych wprowadzono tzw. „tydzień ciszy” czyli po zgłoszeniu się kobiety, która chce zabić swoje nienarodzone dziecko, musi ona przez tydzień zastanowić się nad tą decyzją. W tym czasie rozmawiają z nią m.in. psychologowie i obrońcy życia. Obecnie w Rosji około 30 procent ciąż kończy się zabiciem nienarodzonego dziecka.  

Lepiej niż w Rosji i na Białorusi sytuacja wygląda na Litwie gdzie 13 procent ciąż kończy się zabiciem dziecka. Jednak dziwić może, obowiązujące w tym kraju od początku roku 2023, prawo które zezwala na aborcję farmakologiczną do 9. tygodnia ciąży. Prawo to dziwi, gdyż Litwa ma katastrofalnie słabą demografię.

W Polsce hydrze aborcji znów odrasta głowa, a w niej ostre zęby, którymi chce pożerać dzieci nienarodzone. 11 kwietnia w Sejmie odbędzie się pierwsze czytanie projektów ustaw aborcyjnych, przygotowanych przez partie tworzące rządzącą koalicję. W akcie sprzeciwu obrońcy życia organizują tego dnia wiele protestów i manifestacji. Największą będzie – „Marsz w obronie dzieci”, który przejdzie ulicami Warszawy. Trwają również akcje, które mają na celu niedopuszczenie do tego, aby na Polsce zaciążyła okropna wina dzieciobójstwa. Jedną z tych akcji jest „Zadzwoń do posła – niech opowie się za życiem”. Polega ona na przeprowadzeniu rozmowy telefonicznej z posłem, ze swojego regionu, podczas której podejmie się próbę przekonania parlamentarzysty, aby nie poparł, podczas głosowania, żadnego śmiercionośnego projektu ustawy aborcyjnej.    

Polacy są bardziej świadomi niż Ukraińcy, jak wielką zbrodnią jest aborcja. W dużej mierze jest to zasługa nauczania Kościoła katolickiego, opartego na Ewangelii. O zbrodniczym charakterze aborcji bardzo jasno napisał papież Paweł VI w encyklice „Humanae vitea”. W Polsce zabijaniu nienarodzonych, z wielką gorliwością, sprzeciwiali się tak wielcy ludzie Kościoła jak np. św. Jan Paweł II.

Aktualnie w Polsce aborcja jest możliwa jedynie w dwóch przypadkach: gdy ciąża stanowi zagrożenie dla życia lub zdrowia kobiety lub gdy powstała w wyniku gwałtu czy stosunku kazirodczego. Obecne projekty ustaw rządzących chcą rozszerzyć to pole śmierci, aby było ono tak ogromne jak u naszych wschodnich sąsiadów. Nie idźmy śladem narodów, które zabijając własne dzieci, odbierają sobie przyszłość.

Adam Białous

https://pch24.pl/sadne-dni-nad-nienarodzonymi-dzialaj-zadzwon-do-posla-niech-opowie-sie-za-zyciem/embed/#?secret=L7mUrMCRFs#?secret=JPIjJF9o5l

==============================

A to dzieci „wyprodukowane”, od surogatek, dla pedofolów i na części

Kardynał Fernández i Franciszek o piekle. Herezje.

Kardynał Fernández mówi o piekle. „Franciszek często pyta, czy nie może być puste”

Podczas konferencji prasowej, na której kardynał Victor Manuel Fernández prezentował deklarację o ludzkiej godności, padło pytanie dotyczące perspektywy wiecznego potępienia. Dziennikarka Diane Montagna chciała wiedzieć, w jaki sposób można pogodzić nieskończoną godność człowieka (tytułowa dignitas infinita) z zatraceniem w piekle.

Kardynał Fernández odpowiedział na to pytanie następująco:

Papież Franciszek wielokrotnie powiedział, że potwierdzenie możliwości potępienia w piekle wiąże się przede wszystkim z kultem (wł. culto oznacza również: poszanowanie) ludzkiej wolności. Ludzka istota może to wybrać, a Bóg chce respektować tę wolność, nawet jeżeli jest to wolność ograniczona, jeżeli jest to czasem wolność zaciemniona czy zepsuta. Bóg chce [tę wolność] zasadniczo uszanować. Jednak papież Franciszek zadaje też często pytanie: Czy wziąwszy pod uwagę wszystkie ograniczenia, jakie ma nasza wolność, piekło nie może być puste? To pytanie, które często zadaje papież Franciszek.

Obecny Pontifex o pustym piekle mówił rzeczywiście wielokrotnie; po raz ostatni na początku stycznia.

To nie dogmat wiary – to co powiem – to moje osobiste przekonanie, które mi się podoba: lubię myśleć, że piekło jest puste – stwierdził we włoskim programie telewizyjnym Che Tempo Che Fa

To pragnienie, mam nadzieję, że taka jest też rzeczywistość, ale to pragnienie – dodał. 

Katechizm w punkcie 1035 mówi: „Nauczanie Kościoła stwierdza istnienie piekła i jego wieczność. Dusze tych, którzy umierają w stanie grzechu śmiertelnego, bezpośrednio po śmierci idą do piekła, gdzie cierpią męki, ogień wieczny. Zasadnicza kara piekła polega na wiecznym oddzieleniu od Boga; wyłącznie w Bogu człowiek może mieć życie i szczęście, dla których został stworzony i których pragnie”.

W punkcie 1037 stwierdza z kolei: „Bóg nie przeznacza nikogo do piekła; dokonuje się to przez dobrowolne odwrócenie się od Boga (grzech śmiertelny) i trwanie w nim aż do końca życia. W liturgii eucharystycznej i w codziennych modlitwach swoich wiernych Kościół błaga o miłosierdzie Boga, który nie chce niektórych zgubić, ale wszystkich doprowadzić do nawrócenia (2 P 3, 9): Boże, przyjmij łaskawie tę ofiarę od nas, sług Twoich, i całego ludu Twego. Napełnij nasze życie swoim pokojem, zachowaj nas od wiecznego potępienia i dołącz do grona swoich wybranych”.

Źródła: x.com, Katechizm Kościoła Katolickiego, PCh24.pl Pach

Skoro piekło jest puste, to dlaczego mielibyśmy trudzić się nawracaniem?

6 lutego 2024 skoro-pieklo-jest-puste-to-dlaczego-mielibysmy-trudzic-sie-nawracaniem

Paweł Chmielewski: skoro piekło jest puste, to dlaczego mielibyśmy trudzić się nawracaniem?

(Oprac. GS/PCh24.pl)

Papież Franciszek żywi nadzieję pustego piekła – i wydaje się, że ta jego nadzieja ma bardzo poważne konsekwencje dla jego nauczania, w tym dla ogłaszanych dokumentów. Konsekwencje, niestety, głęboko niepokojące.

„To, co powiem, to nie dogmat wiary, ale moje osobiste przekonanie, które mi się podoba. Lubię myśleć, że piekło jest puste. To pragnienie. Mam nadzieję, że taka jest rzeczywistość, ale – to pragnienie” – powiedział Franciszek w programie na żywo we włoskiej telewizji, w którym uczestniczył na początku stycznia.

To nie pierwszy raz, gdy Franciszek głosi takie poglądy. W 2018 roku papież spotkał się z włoskim ateistycznym dziennikarzem Eugenio Scalfarim. Scalfari relacjonując rozmowę napisał, że według Franciszka piekło nie istnieje, bo dusze, które nie chcą pokutować, po prostu przestają istnieć. Wprawdzie nie był to dosłowny cytat, ale Franciszek nigdy go nie sprostował, a ze Scalfarim spotykał się również i później. Służby prasowe Watykanu również nie zdementowały tej relacji, stwierdzając tylko, że to „rekonstrukcja rozmowy”, a nie jej wierny zapis. Samo przesłanie nie zostało jednak zanegowane.

Papież najwyraźniej sądzi też, że zbawiony jest Judasz. W jego gabinecie widnieje zdjęcie kolumny z jednej z francuskich bazylik, gdzie miano przedstawić wizerunek Pana Jezusa dźwigającego na barkach Judasza. Nie wiadomo, czy kolumna naprawdę przedstawia tam Jezusa, ale uważa Franciszek. Kilka lat temu do zdjęcia papież dodał jeszcze obraz jaki namalował pewien artysta, obrazujący Pana Jezusa pochylającego się nad ciałem Judasza.

Dlaczego to wszystko teraz przypominam? 4 lutego przypadła piąta rocznica ogłoszenia Deklaracji z Abu Zabi, niesławnego dokumentu, jaki papież Franciszek podpisał razem z Wielkim Imamem Uniwersytetu Al-Azhar w Kairze. W dokumencie czytamy:

„Pluralizm i różnorodność religii, koloru skóry, płci, rasy i języka są wyrazem mądrej woli Bożej, z jaką Bóg stworzył istoty ludzkie”.

To zdanie jest samo w sobie heretyckie: zakłada, że Bóg chciał istnienia różnych religii tak samo, jak chciał istnienia na przykład dwóch płci. Wiemy z Pisma Świętego, że istnienie dwóch płci nie jest dopustem Bożym, ale wyrazem Jego autentycznej woli i czymś dobrym, bo człowiek został stworzony na Boży obraz i podobieństwo. Tak samo – zgodnie z zacytowanym zdaniem – Pan Bóg chciałby, aby oprócz chrześcijaństwa ludzie wyznawali również islam, judaizm talmudyczny czy buddyzm. To teza religijnego pluralizmu, a w pojęciach bardziej klasycznych – religijnego indyferentyzmu. Nie ma znaczenia, czy jest się wyznawcą Chrystusa czy muzułmaninem: to kwestie drugorzędne, bo pierwszorzędne jest ogólnie pojęte nakierowanie „na Boga” i bycie dobrym człowiekiem.

Wprawdzie w rozmowie z bp. Athanasiusem Schneiderem Franciszek tłumaczył, że w tekście Abu Zabi chodziło w przypadku pluralizmu religijnego o wolę dopuszczającą Boga (voluntas permissiva) – ale sam tekst bynajmniej tego nie mówi. Pomimo rozmowy z bp. Schneiderem na stronie Watykanu Dokument z Abu Zabi jest dostępny bez żadnej korekty czy nawet jakiejkolwiek adnotacji. Transmituje cały czas to samo: pluralizm religii.

Przyjęcie takiego błędnego konceptu wydaje się w pełni zrozumiałe jeżeli założyć, że Franciszek rzeczywiście wierzy w puste piekło. Skoro uważa, że nikt nie zostanie potępiony, to musi zakładać, że fakt bycia wiary albo niewiary w Chrystusa – jest drugorzędny, może w ogóle nieistotny. W piekle i tak nikogo nie ma: a skoro tak, to dlaczego mielibyśmy trudzić się nawracaniem? W rozmowie ze Scalfarim Franciszek miał mówić, że wybaczenie otrzymają ci, którzy „okażą skruchę” – i oni zostaną zbawieni, reszta „zniknie”. Wystarcza zatem bycie „dobrym” dla innych: a więc oddanie się dziełu budowy globalnego pokoju etc. Chrystianizm nie jest tutaj konieczny; dlatego można głosić, że Pan Bóg chce, aby istniały różne religie, a może raczej: tradycje religijne; każda dobra dla innej kultury. Przykładowo we wrześniu 2023 roku Franciszek mówił w Mongolii o chrześcijaństwie oraz o innych religiach jako o „tradycjach religijnych” mających potencjał „służbie społeczeństwu”.

Takie ujęcie – zarówno to z Abu Zabi, jak i to z Mongolii – wydaje się konsekwencją przyjęcia hipotezy pustego piekła. Franciszek we włoskiej telewizji mówił, że to jego „osobiste pragnienie”. Biorąc pod uwagę fakt, że mówimy o papieżu, który z oczywistych racji nieustannie naucza – nic dziwnego, że to „osobiste pragnienie” przenika do jego tekstów i staje się w ten sposób publiczne. A to stwarza poważne niebezpieczeństwo dla wiary katolickiej; ponieważ nawet jeżeli nadzieja na puste piekło jest zasadniczo dopuszczalna – to jest głęboko niepoważna, biorąc pod uwagę choćby wyraźne zapowiedzi Pana Jezusa mówiącego o karze wieczystego potępienia.  

Co więcej wydaje się, że Franciszkowe pragnienie powszechnego zbawienia ma też wpływ na jego nauczanie moralne. Chciałbym tu zwrócić uwagę na „przesłanie Ojca Świętego na Światowy Dzień Misji” z 2 lutego 2024 roku. Papież Franciszek wielokrotnie wyraził tam myśl o tym, że „wszyscy” będziemy w Królestwie Bożym; mówiąc o nawracaniu zachęcił też do tego, by nie zajmować się „nakładaniem nowych obowiązków” tym, którzy są ewangelizowani. Chodziłoby wyłącznie o radosne, pozytywne przedstawianie wiary. Problem w tym, że największy wzór ewangelizacji, czyli sam Zbawiciel, owszem, nakładał obowiązki, bo wzywał do odejścia od grzechu – a moralne życie jest przecież pewnym obowiązkiem czy zadaniem. Co więcej, mówił też o możliwości potępienia, podczas gdy Franciszek mówi tylko o możliwości zbawienia. To niebezpieczne zwłaszcza, gdy przypomnimy sobie niedawną deklarację doktrynalną Fiducia supplicans o błogosławieniu par homoseksualnych i tzw. par nieregularnych. Jest oczywiste, że deklaracja ta, w swoich skutkach praktycznych, umacnia błogosławionych w ich grzesznym sposobie życia. Wydaje się to nam wielkim skandalem. Jednak papież Franciszek musi patrzeć na to inaczej. Co z tego, że te osoby żyją w obiektywnym grzechu – skoro będąc homoseksualistami mogą być nadal „dobrymi ludźmi”, a do piekła i tak nie trafią – bo jest puste?

Jeżeli jednak nie jest puste – a Tradycja Kościoła wskazuje dość jasno, że wcale nie jest – to biedni ci, którzy potraktują jego „osobiste pragnienie” jako zielone światło na pozostanie w swoich błędach religijnych, intelektualnych i moralnych.

Paweł Chmielewski

Największa tajemnica II RP. Co zrobiono z generałem Zagórskim.

Największa tajemnica II RP. Co stało się z generałem Zagórskim?

8 sierpnia 2022, gen-wlodzimierz-ostoja-zagorski-tajemnica-znikniecia

====================================================

Włodzimierz Zagórski, Władysław Sikorski i Tadeusz Rozwadowski
Włodzimierz Zagórski, Władysław Sikorski i Tadeusz Rozwadowski Źródło: Wikimedia Commons

Jedna z największych zagadek kryminalnych II Rzeczpospolitej: zaginięcie generała Włodzimierza Ostoi-Zagórskiego. Ostatni raz widziano go 6 sierpnia 1927 roku. Dalszy ślad się urywa, a jego losy pozostają nieznane.

Włodzimierz Ostoja-Zagórski urodził się 22 lipca 1882 roku we Francji. Jego ojciec, Jan, był powstańcem styczniowym, który trafił na Syberię, skąd udało mu się zbiec do Francji. Matka była damą dworu w carskiej rodzinie Romanowów. Był wszechstronnie wykształcony, znał sześć języków. Służył w C.K. Armii, lecz w chwili tworzenia Legionów, przeszedł do polskiej oddziałów. Od początku jego relacje z Józefem Piłsudskim były bardzo chłodne.

Zamach majowy

W maju 1926 roku, kiedy Józef Piłsudski zdecydował się na przeprowadzenie zamachu stanu i zakończeniu rządów Wincentego Witosa, gen. Ostoja-Zagórski postanowił o pozostaniu po stronie rządu i prezydenta. Uważał, że przysięga, którą złożył nie pozwala mu na nic innego.

Walki obu stronnictw trwały dość krótko, lecz i tak przyniosły liczne ofiary: zginęło 379 osób, a ponad tysiąc zostało rannych. Dalszy rozlew krwi zatrzymał w zasadzie sam prezydent, Stanisław Wojciechowski, który po rozmowie z Piłsudskim zgodził się złożyć swój urząd. Władzę w państwie przejęło stronnictwo piłsudczyków.

Piłsudskiemu było bardzo trudno wybaczyć tym oficerom, którzy wówczas opowiedzieli się przeciwko niemu. Jeśli zwykłych żołnierzy nie spotkały raczej żadne konsekwencje z racji pozostania po stronie rządu, to na pobłażliwość nie mogli liczyć wyżsi rangą. Już 15 maja aresztowano czterech generałów: Tadeusza Rozwadowskiego, Juliusza Malczewskiego, Bolesława Jaźwińskiego oraz Włodzimierza Ostoję–Zagórskiego. Zostali oni oskarżeni o różne przestępstwa kryminalne. Gen. Zagórskiemu zarzucono nieprawidłowości w ramach afery związanej z firmą Francopol, zajmującą się dostawami sprzętu lotniczego dla armii, a także o denuncjowanie legionistów władzom austriackim w czasie I wojny światowej. Oskarżenia były zatem poważne.

Generałów internowano w Wilanowie, po czym przewieziono do Wilna, do aresztu śledczego nr III na Antokolu. Śledztwa przedłużały się. Było jasne, że sąd robi wszystko, aby jak najdłużej nie wydać wyroku na aresztowanych. Wszystkich przetrzymywano w ciężkich warunkach. Cele były nieogrzewane, panowało tam zimno, było brudno, a więźniowie dostawali bardzo kiepskie jedzenie. W takich warunkach generałowie, w tym Zagórski, spędzili ponad rok.

Do opinii publicznej przedostawały się pewne szczątkowe informacje na temat przetrzymywanych generałów. Choć propaganda piłsudczyków bardzo się starała, aby dotychczasową działalność (zwłaszcza) Zagórskiego i Rozwadowskiego przedstawiać w jak najgorszym świetle, to nie odnosiło to pożądanych efektów. Ludzie zaczęli domagać się wypuszczenia osadzonych, lecz Piłsudski zwlekał z tym dłuższy czas.

Generał Włodzimierz Ostoja-Zagórski
Generał Włodzimierz Ostoja-Zagórski / Źródło: Wikimedia Commons

Gen. Zagórski został zwolniony 6 sierpnia 1927 roku. Przewieziono go pociągiem z Wilna do Warszawy. W czasie podróży towarzyszył mu kpt Lucjan Miładowski. Choć formalnie wolny, gen. Zagórski otrzymał „opiekuna”, który musiał mieć wyraźny rozkaz eskortowania i obserwowania go.

Wieczorem tego samego dnia, pociąg dojechał na warszawski dworzec. Tam czekało na Zagórskiego pokaźne grono oficerów, co stanowiło trochę niecodzienny widok. Jeden z nich, mjr Wenda zaproponował mu podwiezienie, a Zagórski zgodził się. Trudno dzisiaj stwierdzić, czy miał inny wybór, czy propozycja Wendy była kwestią przypadku, czy wszystko zostało wcześniej zaplanowane.

Przed dworcem czekały dwa auta – w jednym jechał Wenda, Zagórski i Miładowski, a w drugim czterech niezidentyfikowanych mężczyzn. Jak w toczącym się później śledztwie zeznawał Wenda, gen. Zagórski, kiedy samochody już ruszyły, chciał wysiąść z auta, lecz on i Miładowski na to nie pozwolili, dopóki samochód nie dojechał do Krakowskiego Przedmieścia. Tam Zagórski opuścił pojazd.

To, co działo się dalej pozostaje raczej w sferze domysłów. Czy wtedy ktoś inny czekał na generała? Czy wciągnięto go do innego samochodu? Być może coś wspólnego z jego zaginięciem miał tajemniczy drugi samochód, który odjeżdżał spod dworca?

– Cały dramat rozegrał się najprawdopodobniej w lokalu „Strzelca” na ul. Dobrej (…). Po wejściu do środka Zagórski ujrzał zapewne mjra Wendę i pozostałych oficerów biorących udział w całej akcji. Piotr Kowalski w swojej książce „Generał brygady Włodzimierz Ostoja – Zagórski (1882 – 1926)” przypuszcza, że obecni byli tam również cywile – wcześniej związani z PPS, teraz będący ludźmi od „brudnej roboty”. Jak potoczyły się dalsze losy Zagórskiego? Możemy jedynie przypuszczać, że były toczone „negocjacje” w sprawie wydania pewnych materiałów obciążających Józefa Piłsudskiego, a będących w posiadaniu przyszłej ofiary. Skutek tych rozmów jest oczywisty – jeśli były one w istocie prowadzone, to Zagórski z pewnością odmówił jakiejkolwiek współpracy (…). Nie zgodził się na współpracę, a po wyjściu na wolność mógłby stać się żywym symbolem przemocy sanacyjnej władzy. Musiał zostać zlikwidowany – pisze Tomasz Stachurski na portalu histmag.org.

Historia zaginięcia generała i jego losy po 6 sierpnia 1927 roku wciąż pozostają nieznane. Tylko odnalezienie zupełnie nowych źródeł lub relacje potomków świadków tamtych wydarzeń, mogłyby rzucić nowe światło na owe tajemnicze zniknięcie.

Generał Tadeusz Rozwadowski. Jego śmierć do dziś stanowi zagadkę

Generał Tadeusz Rozwadowski. Jego śmierć do dziś stanowi zagadkę

Dodano: 18 października 2022,  general-tadeusz-rozwadowski-bitwa-warszawska-zamach-majowy-smierc

gen. Tadeusz Rozwadowski, 1920 rok
gen. Tadeusz Rozwadowski, 1920 rok Źródło: Wikimedia Commons

Generał Tadeusz Rozwadowski jeden z architektów zwycięstwa w Bitwie Warszawskiej trafił do więzienia tuż po zamachu majowym. Zmarł w tajemniczych okolicznościach 18 października 1928 roku, niedługo po wypuszczeniu na wolność. Do dziś nie wiadomo, czy jego śmierć była tylko dziełem przypadku.

Tadeusz Jordan Rozwadowski herbu Trąby urodził się 19 albo 20 maja 1866 r. w Babinie w pow. kałuskim (Ukraina). Był Szefem Sztabu Generalnego i jednym z twórców Wojska Polskiego.

– W czasie bitwy warszawskiej 1920 r. Rozwadowski był autorem planu kontrnatarcia oraz koncepcji bitwy, której został głównym koordynatorem. Przegrupowanie wojsk polskich było zadaniem niebywale trudnym, ale zostało ono perfekcyjnie wykonane przez elitarne jednostki 1. i 3. Dywizji Piechoty Legionów. Po wiktorii warszawskiej i ostatecznym rozgromieniu bolszewików większość splendoru spadła na Piłsudskiego, czego Rozwadowski nigdy nie dementował, wykazując niezwykłą lojalność wobec Naczelnego Wodza – pisze Piotr Milczanowski w IPN.

12 maja 1926 roku, kiedy rozpoczął się zamach majowy kierowany przez Józefa Piłsudskiego i jego stronnictwo, generał Rozwadowski stanął po stronie sił rządowych i prezydenta. Objął także dowództwo wojsk w Warszawie. Sytuacja, w jakiej się znalazł była naprawdę trudna. Część wojska poparło Piłsudskiego, inna część jeszcze się wahała. Nie było pewności, to stoi po stronie rządu, na kogo można liczyć. Po trzech dniach walk, w których zginęło ponad 300 osób, prezydent Stanisław Wojciechowski podał się do dymisji – uchronił w ten sposób Polskę, być może, przed wojną domową na dużą skalę

Włodzimierz Zagórski, Władysław Sikorski i Tadeusz Rozwadowski
Włodzimierz Zagórski, Władysław Sikorski i Tadeusz Rozwadowski / Źródło: Wikimedia Commons

Stronnictwo Piłsudskiego tryumfowało. Wyżsi oficerowie, który wystąpili przeciwko Piłsudskiemu, stanowili dla niego duże zagrożenie i z tego względu postanowiono o ich zatrzymaniu. Aresztowani zostali generałowie Tadeusz Rozwadowski, Włodzimierz Zagórski, Bolesław Jaźwiński oraz Juliusz Malczewski, których oskarżono o (mocno naciągane) przestępstwa kryminalne.

Początkowo uwięzieni byli w Wojskowym Więzieniu Śledczym nr I w Warszawie, a następnie w Więzieniu nr III na Antokolu w Wilnie. Zwłaszcza w Wilnie panowały straszne warunki – budynek znajdował się w ruinie, cele były nieogrzewane i brudne. Generałowie znaleźli się w celach obok pospolitych przestępców, co było dla nich dodatkowo dużym ciosem.

Przeciwko Tadeuszowi Rozwadowskiemu prowadzono śledztwo dotyczące kwestii finansowych, do którego, w październiku 1926 roku doszedł zarzut o nieposzanowaniu władzy. Przez bardzo długi czas czekał na wyznaczenie daty procesu, który odraczano. Generał Rozwadowski nie miał sobie niż do zarzucenia i wierzył, że sąd oczyści go zarzutów. W sierpniu 1926 roku złożył do prezydenta Ignacego Mościckiego prośbę o przeniesienie go w stan spoczynku. Jego wniosek rozpatrzony został dopiero dziewięć miesięcy później, w kwietniu 1927 roku.

Jednocześnie, w czasie pobytu w więzieniu, generał Rozwadowski zaczął poupadać na zdrowiu. W październiku 1926 roku sąd uchylił wobec niego nakaz aresztu, ale prokuratura nie zgodziła się go wypuścić, twierdząc, że stoją za tym „interesy wojska pierwszorzędnej wagi”. Jednak naciski opinii publicznej nasilały się. W maju 1927 roku generał Rozwadowski wyszedł na wolność. Przewieziono go do Warszawy, gdzie odbył ostatnią rozmowę z Józefem Piłsudskim.

Później generał Rozwadowski powrócił do Lwowa, skąd niedługo był zmuszony wyjechać do Jastrzębiej Góry, gdyż stan jego zdrowia wciąż się pogarszał. Kilku lekarzy poszukiwało przyczyny choroby – bez skutku. Niekorzystnie na samopoczucie generała wpłynęła również wiadomość o zaginięciu generała Zagórskiego. Rozsiewano plotki, że zdezerterował i wypuszczono za nim list gończy. Rozwadowski nie wierzył w tę wersję, twierdząc, że Zagórski padł ofiarą mordu politycznego.

Pomimo choroby próbował nadal pracować. Pisał opracowania wojskowe, w tym ważny referat zatytułowany „Problemy dzisiejszej obrony Państwa”. Postulował w nim o konieczności utworzenia specjalnej formacji armii, zdolnej do błyskawicznej mobilizacji w przypadku nagłej wojny z Rosją lub Niemcami. Przewidywał, że konflikt z jednym lub dwoma sąsiadującymi z Polską krajami nastąpi w roku 1936.

gen. Tadeusz Rozwadowski, 1927 rok
gen. Tadeusz Rozwadowski, 1927 rok / Źródło: Wikimedia Commons

Jedocześnie choroba generała pogłębiała się. Jeden z lekarzy z Jastrzębiej Góry zasugerował, że przyczyną może być zatrucie końskim włosiem, lecz do tej pory nie ma na to dowodów. Być może choroba była wynikiem bardzo ciężkich, więziennych warunków w wileńskim areszcie.

Generał Tadeusz Rozwadowski zmarł 18 października 1928 roku. Został pochowany 22 października na Cmentarzu Obrońców Lwowa, zgodnie ze swoim życzeniem, wśród żołnierzy, z którymi kiedyś walczył. Trumnę z ciałem generała Rozwadowskiego nieśli usunięciu z armii przez Piłsudskiego generałowie: Stanisław Haller, Roman Żaba, Walery Maryański, Franciszek Meraviglia-Crivelli, Robert Lamezan-Salins i Filip Siarkiewicz. Pomimo, że władze liczyły, że w pogrzebie weźmie udział mało osób, generała Rozwadowskiego żegnały tłumy.

We Lwowie nabożeństwo żałobne w kościele bernardynów odprawił metropolita lwowski arcybiskup Bolesław Twardowski.

„Nad grobem poruszającą mowę wygłosił były legionista ks. Józef Panaś:

»Był to prawdziwie chrześcijański, wielki wódz, który umiał zwyciężać bez podniesienia się w pychę i bez pastwienia się nad pokonanym przeciwnikiem, a gdy poniósł klęskę, poniósł ją nie tylko bez upodlenia się, ale nawet bez chęci zemsty i nienawiści do chwilowego zwycięzcy«”. (ipn.gov.pl)

Obecnie miejsce pochówku generała nie jest znane. W 2013 roku podała Rada Ochrony Pamięci Walk i Męczeństwa przekazała, że grób we Lwowie jest pusty. Prawdopodobnie do przeniesienia ciała generała doszło potajemnie w latach siedemdziesiątych, gdy Sowieci dewastowali Cmentarz Orląt Lwowskich.

„Łapaj ruskiego agenta!” – „Czy wszystko się dobrze nagrało, panie oficerze?”- Braun.

Braun wyjął telefon i zadzwonił podczas konferencji. „Czy to wszystko się dobrze nagrało, panie oficerze?” [VIDEO]

10.04.2024 nczas./braun-czy-to-wszystko-sie-dobrze-nagralo-panie-oficerze

Posłowie Konfederacji Korony Polskiej Włodzimierz Skalik, Roman Fritz i Grzegorz Braun
Posłowie Konfederacji Korony Polskiej Włodzimierz Skalik, Roman Fritz i Grzegorz Braun.

Konfederacja Korony Polskiej zwołała w Sejmie konferencję prasową w związku z publikacją „Gazety Wyborczej”. Dziennik insynuuje, że poseł Roman Fritz ma mieć rzekomo powiązania z Kremlem.

– Zwołaliśmy tę konferencję prasową pod tytułem „Łapaj ruskiego agenta!” – rozpoczął Grzegorz Braun.

– To jest już odcinek 3546. serialu pod tym roboczym tytułem, o tej tematyce i my jesteśmy uporczywie obsadzani w roli czarnych charakterów – wskazał prezes Konfederacji Korony Polskiej.

– Asumpt do dzisiejszej konferencji daje nam świeża publikacja prasy gadzinowej. „Kto brał pieniądze?” – taki tytuł krzyczy z pierwszej strony, a zaraz poniżej imię i nazwisko, chwała Bogu poprawnie wydrukowane, naszego kolegi Romana Fritza – zaznaczył.

– To jest bezczelna, bezprawna i pozbawiona jakichkolwiek podstaw – dlatego bezprawna – insynuacja nielojalności, i to sprzedajnej nielojalności, naszego kolegi i całej Korony wobec państwa polskiego – podkreślił polityk.

Braun przypomniał, że „w poprzednich odcinkach prasa gadzinowa, dla odmiany prawacka, publikowała artykuły wiążące prezesa Włodzimierza Skalika z moskiewskimi fundacjami”.

– Insynuacje, powtarzam, sprzedajnej nielojalności wobec państwa polskiego. Otóż, na moment poważniejąc, stwierdzam i dyktuję do protokołu prasowego: To są insynuacje, podłe insynuacje, nieoparte na żadnych faktach, żadnych realnych przesłankach – powiedział.

– Jesteśmy polskimi państwowcami, polskimi posłami, jako tacy podlegamy, chwała Bogu, osłonie kontrwywiadowczej, którą, mam nadzieję, zapewniają nam służby trzyliterowe Rzeczypospolitej Polskiej – dodał.

Braun podczas konferencji zadzwonił do oficera dyżurnego ABW, „już tradycyjnie, bo takich połączeń z konferencji prasowych przy Wiejskiej było już parę”. Zasygnalizował mu „problem”.

– Problem jest bardzo poważny, dlatego że z jednej strony wypada nam wyrazić radość, że media głównego ścieku uwrażliwiają opinię publiczną na istotny i realny problem ingerencji w wewnętrzne sprawy Polski przez czynniki zewnętrzne, obce, przez służby i organizacje nierealizujące polityki zgodnej z polskim interesem narodowym i polską racją stanu. I to jest istotny problem. Tyle tylko że my ten problem bylibyśmy skłonni postrzegać wielokierunkowo, wielowektorowo i nie tylko w stronę jednej stolicy wskazywalibyśmy oskarżycielskim palcem i nie tylko z jednej stolicy dopatrywalibyśmy się takich zakulisowych, czy nawet bezczelnie jawnych prób wpływania na polską scenę polityczną – zaznaczył, jeszcze przed wykonaniem telefonu.

– Skoro „Gazeta Wyborcza” pyta, kto brał pieniądze i wskazuje posłów Korony, powtarzam: całkowicie bezpodstawnie, to my zapytajmy, kto z „Gazety Wyborczej” bierze pieniądze za taką fantastyczną kryptoreklamę, jaką cieszymy się ze strony naszych nie wiadomo czy ukrytych agentów, czy psychofanów w redakcji a to „Gazety Wyborczej”, a to „Gazety Polskiej” – dodał.

Telefon do oficera ABW

– Szczęść Boże, dodzwoniłem się do dyżurnego oficera Agencji Bezpieczeństwa Wewnętrznego w Warszawie przy Rakowieckiej, kłaniam się, Grzegorz Braun, poseł na Sejm Rzeczpospolitej Polskiej, ze mną panowie posłowie Włodzimierz Skalik i Roman Fritz, posłowie z ramienia Konfederacji Korony Polskiej. Chcielibyśmy zasygnalizować problem, który może być dwojaki: albo osłona kontrwywiadowcza posłów na Sejm szwankuje albo też obca dezinformacja szerzy się w mediach. Jedno i drugie wymagałoby na pewno bacznej kontroli, analizy i działań ze strony Agencji Bezpieczeństwa Wewnętrznego. Zwracam uwagę na publikację w dzisiejszym wydaniu szmatławca „Gazeta Wyborcza”, wydanie ze środy 10 kwietnia 2024 roku, artykuł zaraz na pierwszej stronie pod dramatycznym tytułem „Kto brał pieniądze?” i poniżej w leadzie tego artykułu nazwisko mojego kolegi znakomitego, posła Romana Fritza – przedstawił sprawę Braun.

– Oczywiście wszystko jest, jeśli idzie o fakty, czystą insynuacją, no ale lich nie śpi. Bardzo prosimy o pilne sprawdzenie osłony kontrwywiadowczej posłów na Sejm, ze szczególnym uwzględnieniem naszych skromnych osób, a po tym sprawdzeniu proszę o sprawdzenie powiązań, ewentualnych inspiracji, które doprowadziły do tej publikacji, podpisanej przez dwóch funkcjonariuszy mediów, dwóch funkcjonariuszy frontu ideologicznego: Michał Kokot, Dominik Uhlig, „Gazeta Wyborcza”. Czy to wszystko się dobrze nagrało, panie oficerze? – zapytał.

– Tak, potwierdzam przyjęcie informacji. Ja, zgodnie z procedurą, przekażę te informacje do jednostki właściwej merytorycznie do takich spraw i ze swojej strony dziękuję – można było usłyszeć w odpowiedzi.

– Panie oficerze, zwracam jeszcze uwagę, że to jest kolejny mój telefon z Sejmu Rzeczypospolitej Polskiej, na przestrzeni ostatnich lat takich telefonów było już kilka i ja cieszę się, że za każdym razem zgłoszenie zostaje profesjonalnie przyjęte i skierowane do właściwej procedury, ale z żalem stwierdzam, że nie było żadnego odzewu na poprzednie moje telefony, nie zostałem uspokojony, co do osłony kontrwywiadowczej najwyższych organów władzy Rzeczypospolitej Polskiej, więc proszę to zanotować, że czekam na wiadomość, mój numer telefonu wyświetlił się u pana. Pozdrawiamy, dobrego dnia życzymy, bezpiecznej służby panu i pańskim kolegom. Z Panem Bogiem i wesołych Świąt, bo to się jeszcze ciągle w okresie wielkanocnym liczy. Do usłyszenia! – zakończył Braun.

– Dziękuję bardzo. Wszystkiego dobrego również życzę – odparł funkcjonariusz.

Rozpoczyna się kolejna bitwa o Życie.  Marsz w obronie dzieci.

Fundacja Pro-Prawo do życia
Właśnie rozpoczęło się posiedzenie Sejmu RP. Jutro zacznie się w nim debata na temat upowszechnienia aborcji. 
Na wydarzenia w naszym kraju patrzy cały świat, ponieważ Polska jest ostatnim na całym Zachodzie istotnym miejscem oporu wobec aborcyjnej rewolucji. Dzieciobójcza koalicja chce, aby mordowanie polskich dzieci dokonywało się na masową skalę. To atak wymierzony w biologiczne fundamenty istnienia naszego narodu oraz próba zniszczenia sumień całego społeczeństwa. 
Bierność oznacza przyzwolenie i akceptację dla działań aborcjonistów. Dlatego musimy działać i opowiedzieć się po stronie życia. 
Jutro (czwartek 11 kwietnia) organizujemy w Warszawie Marsz w obronie dzieci. Równolegle do niego, przeprowadzamy szereg innych inicjatyw. Proszę przeczytać, co może Pan zrobić i w jaki sposób włączyć się do walki, od wyniku której zależy życie milionów i przyszłość Polski.Rozpoczyna się bitwa o życie [foto]Jutro rozpocznie się debata w Sejmie, a po niej posłowie będą głosować nad szeregiem morderczych ustaw, które zakładają aborcję niemal bez żadnych ograniczeń oraz wprowadzają bezkarność wszystkich osób zamieszanych w proceder aborcyjnego mordowania dzieci (handlarzy środkami poronnymi, aktywistów, którzy nakłaniają do aborcji, a także tych, którzy aborcje wykonują). Donald Tusk zapowiedział także, że każdy przypadek odmowy aborcji będzie ścigany z urzędu przez prokuraturę, a minister zdrowia Izabela Leszczyna powiedziała, że każdy szpital w Polsce ma być placówką „bez sumienia”.

Panie MirosĹ‚awie, w naszym kraju właśnie rozgrywa się walka, którą środowiska aborcyjne już dawno wygrały na Zachodzie. Walka o to, w którą stronę pójdzie Polska – w stronę życia, czy w stronę śmierci.

Stanowione przez polityków prawo wpływa na świadomość i sumienia obywateli. Formalna legalizacja aborcji bez zaświadczeń i biurokracji, połączona z intensywną propagandą w mediach spowoduje zniszczenie sumień milionów Polaków. Pod wpływem presji nasze społeczeństwo, na wzór narodów Zachodu, ma ulec i moralnie zaakceptować aborcję, lub być całkowicie bierne wobec procederu mordowania dzieci.
======

Co to wszystko będzie w praktyce oznaczało w perspektywie najbliższej przyszłości? Proszę spojrzeć na liczby.

W ubiegłym roku w Hiszpanii zamordowano poprzez aborcję blisko 100 000 dzieci w łonach matek. 

Wielkiej Brytanii: 214 000 dzieci. 

We Francji: 234 000 dzieci.

To samo ma stać się w Polsce – dzieciobójstwo ma być masowe i powszechne.
Trzeba w tym momencie przypomnieć, że w 2023 roku w Polsce urodziło się najmniej dzieci w historii pomiarów dzietności – tylko 272 000. Proszę zestawić tę liczbę z liczbą aborcji we Francji czy Wielkiej Brytanii – kraje Zachodu mordują co roku niemal tyle samo ludzi, co w Polsce się rodzi! Tak wielka jest skala ludobójstwa po upowszechnieniu aborcji.

W czasach PRL, kiedy aborcja była w Polsce powszechnie promowana i dostępna na żądanie, każdego roku mordowano ponad 100 000 dzieci. To tyle, co dzisiaj w Hiszpanii po tym, jak społeczeństwo tego kraju zostało otumanione aborcyjną propagandą i gdzie formalnie zalegalizowano aborcję. 
Właśnie tego chce aborcyjna koalicja dla Polski – powrotu do masowych mordów na dzieciach w łonach matek. Takie masowe egzekucje dzieci już teraz się w Polsce dokonują – wedle szacunków każdego roku przeprowadza się w naszym kraju kilkadziesiąt tysięcy nielegalnych aborcji przy użyciu pigułek poronnych. Po legalizacji aborcji szpitalnych i zniesieniu zbędnych formalności, a także umożliwieniu swobodnej reklamy tabletek aborcyjnych, ofiar będzie 100 000 rocznie lub więcej. 

Proszę teraz zestawić 100 000 aborcji rocznie z najgorszą w historii Polski dzietnością i liczbą urodzeń – to eksterminacja całego narodu. Aby zniszczyć Polskę nie trzeba żadnej wojny, wielkiego konfliktu, zniszczenia i pożogi. Jako naród wymrzemy, jeśli zaakceptujemy aborcję i nie będziemy mieć dzieci. Według prognoz Eurostatu, w 2100 roku Polska będzie miała jedynie 27 milionów obywateli (o 10 milionów mniej niż teraz!) i będzie najstarszym społeczeństwem Europy. Prognozy te nie uwzględniają masowej aborcji. Powszechne dzieciobójstwo spowoduje, że w perspektywie kilku pokoleń po prostu znikniemy jaki naród. 
Jeżeli do kogoś nie przemawia perspektywa przyszłości narodu i całej Polski, to może przemówi do niego teraźniejszość i to, w jakiej sytuacji znajdzie się on i jego rodzina.

Donald Tusk zapowiedział, że każdy szpital w Polsce ma stać się ośrodkiem aborcyjnym, a każdy lekarz ma być aborcjonistą. Aborcja ma stać się domyślną, standardową opcją sugerowaną w trakcie wizyty kobiety w ciąży u ginekologa. 

Pańskie dziecko w łonie jego matki będzie zagrożone, gdy tylko trafi na rutynową kontrolę lub na badania do szpitala. Tam już będzie czekał na nie zespół lekarzy przesiąkniętych mentalnością aborcyjną i wiedzących, że za nie przeprowadzenie aborcji mogą zeznawać przed prokuratorem. Pana żona, córka, wnuczka – będą zachęcane, namawiane i przymuszane do aborcji. Wszystkie kobiety w Polsce będą pod presją. Wiele rodzin ulegnie pod naciskiem autorytetu lekarza i emocjonalnej propagandy. Wielu dzieciom nie będzie dane się urodzić, bo nikt nie będzie chciał podjąć się opieki nad nimi i ich leczenia. 

Jeżeli nic nie zrobimy, aborcyjna koalicja Donalda Tuska wcieli swoje mordercze plany w życie. Do zwycięstwa zła potrzeba tylko tego, aby ludzie dobrzy nic nie robili. Mamy moralny obowiązek stanąć do walki i przeciwstawić się ofensywie aborcjonistów.Musimy stanąć do walki [foto]Co może Pan w tej sprawie zrobić?

1) Jutro (czwartek 11 kwietnia) organizujemy w Warszawie Marsz w obronie dzieci
Zapraszam Pana do udziału. Zaczynamy Mszą Św. o godz. 15:00 w bazylice Świętego Krzyża, po czym o 16:00 gromadzimy się na wiecu pod pomnikiem Kopernika, skąd przejdziemy pod Sejm RP. Szczegóły na naszej stronie.

2) Dołączyć do walki o życie w swoim miejscu zamieszkania. 
Sejmowa batalia to obecnie kwestia kluczowa. Jest to jednak tylko fragment wielkiej bitwy, która każdego dnia toczy się o świadomość i sumienia Polaków. Tę bitwę wolontariusze naszej Fundacji prowadzą każdego dnia w przestrzeni publicznej na ulicach polskich miast. Proszę do nich dołączyć. Może Pan skontaktować się z nami za pomocą formularza na naszej stronie, który pozwala sprawdzić, gdzie są nasze struktury najbliżej Pana. Może Pan również zacząć działać w swoim miejscu zamieszkania – nasi koordynatorzy przyjadą i pomogą Panu we wszystkim, umożliwiając zorganizowanie publicznej modlitwy różańcowej, ulicznej akcji informacyjnej, akcji billboardowej lub wystawy. 

3) Wesprzeć finansowo walkę o życie. 
Aborcyjna rewolucja w Polsce przeprowadzana jest głównie dzięki środkom międzynarodowych korporacji, zagranicznych koncernów, instytucji takich jak UE i ONZ oraz ambasad obcych państw. Opór wobec upowszechniania dzieciobójstwa i mentalności aborcyjnej jest możliwy tylko dzięki oddolnemu, stałemu i regularnemu wsparciu ludzi dobrej woli, świadomych powagi sytuacji, w jakiej się znajdujemy. 
W związku z aborcyjną ofensywą w Sejmie musimy zintensyfikować nasze działania, na co potrzebujemy ok. 20 000 zł.
Już teraz co miesiąc organizujemy kilkadziesiąt akcji i kampanii na terenie całej Polski, z użyciem plakatów, bannerów, furgonetek i megafonów, a także modlitw różańcowych o nawrócenie aborcjonistów. Teraz takich działań musi być jeszcze więcej, na co niezbędne są kolejne środki finansowe. 

Dzisiaj cały świat patrzy na Polskę. O decyzji Sejmu RP w sprawie aborcji będą mówiły media na całym świecie. Niezależnie od wyniku głosowania, walka o życie i sumienia Polaków będzie toczyła się dalej i będzie coraz bardziej intensywna, ponieważ naciski aborcyjnego lobby będą coraz większe. 
Wynik tej walki zależy od postawy każdego z nas. Dzisiaj każdy z nas ma wybór co robić w obliczu ofensywy aborcjonistów na Polskę – działam i wspieram finansowo, albo jestem bierny i udaję, że to nie moja sprawa.
Dlatego proszę Pana o przekazanie 50 zł, 100 zł, 200 zł, lub dowolnej innej kwoty, jaka jest dla Pana obecnie możliwa, aby umożliwić nam walkę, organizację Marszu w obronie dzieci, oraz dziesiątek innych inicjatyw w najbliższych dniach, które będą bardzo ważne dla losów obrony życia w Polsce.
Numer konta: 79 1050 1025 1000 0022 9191 4667
Fundacja Pro – Prawo do życia
ul. J. I. Kraszewskiego 27/22, 05-800 Pruszków
Dla przelewów zagranicznych – Kod BIC Swift: INGBPLPW

W obliczu ataku na biologiczne istnienie narodu bierność oznacza współudział. Wobec zdrady polityków zwykli Polacy mają obowiązek stanąć w obronie najmniejszych Polaków. Liczne demonstracje przyczynią się zapewne do opamiętania wystarczającej grupy posłów, aby zablokować mordercze ustawy. Skłonią też Prezydenta do zawetowania ustaw, jeśli większość posłów poprze zabijanie małych Polaków. 

To wszystko jednak nie zorganizuje się samo. To my musimy działać i stanąć do walki. 
Dlatego proszę Pana o pomoc i wsparcie.
Z wyrazami szacunkuMariusz Dzierżawski
Fundacja Pro – Prawo do życia
ul. J. I. Kraszewskiego 27/22, 05-800 Pruszków
stronazycia.pl

Sondaż: Gaśnie entuzjazm Polaków do Unii Europejskiej… Polexit !!

Sondaż: Gaśnie entuzjazm Polaków do Unii Europejskiej

rp.pl/gasnie-entuzjazm-polakow-do-unii-europejskiej

W ciągu trzech lat znacznie ubyło badanych, którzy widzą przewagę zalet nad wadami polskiej obecności w UE. W elektoracie PiS już niemal ich nie ma. Wynika tak z badania IBRiS dla „Rzeczpospolitej”

2.04.2024Flaga UE na fasadzie Pałacu Prezydenckiego

Flaga UE na fasadzie Pałacu Prezydenckiego

Wiktor Ferfecki

„Rada UE pozytywnie zaopiniowała pierwszy wniosek o płatność z KPO” – poinformował przed świętami wiceminister funduszy i polityki regionalnej Jan Krzysztof Szyszko. „Coraz bliżej wypłaty 27 mld zł na inwestycje w Polskę!” – dodał. Wniosek w sprawie pierwszej płatności z Krajowego Planu Odbudowy Polska złożyła jeszcze w grudniu 2023 roku, jednak to tylko niewielka część pieniędzy, które mają popłynąć do naszego kraju. Łącznie w ramach KPO otrzymamy 59,8 mld euro, czyli 268 mld zł.

https://e.infogram.com/_/uItTi22oDKxONHYGf493?parent_url=https%3A%2F%2Fwww.rp.pl%2F20-lat-polski-w-ue%2Fart40078171-sondaz-gasnie-entuzjazm-polakow-do-unii-europejskiej&src=embed#async_embed

Najedź myszką (stuknij w ekran) na diagram, by wyświetlić interesującą Cię wartość liczbową z opisem.

rp.pl/Weronika Porębska

Jak zmienia się stosunek Polaków do UE?

Pieniądze zamrożone były za rządów PiS, a ich odblokowanie „dzień po wyborach” zapowiedział w kampanii przyszły premier Donald Tusk. Ostatecznie zajęło mu to więcej czasu, ale słowa dotrzymał. Perspektywa napłynięcia nad Wisłę znacznych środków z Brukseli nie spowodowała jednak, że Polacy stali się euroentuzjastami. Wręcz przeciwnie, członkostwo w UE oceniają coraz bardziej na chłodno.

Tak wynika z sondażu IBRiS dla „Rzeczpospolitej”. W odpowiedzi na pytanie: „co przeważa – zalety czy wady członkostwa Polski w EU?”, zalety wskazało 53,5 proc. ankietowanych, a wady – 16,7 proc. Zdaniem 24,7 proc. wady i zalety się równoważą.

Są to dane świadczące o zdecydowanie mniejszym optymizmie niż wyniki poprzedniego badania IBRiS z listopada 2020 roku, w którym zadano to samo pytanie. Wówczas zalety wskazało 64,4 proc. badanych, wady – 17,1 proc., a równoważenie się zalet i wad – 15,8 proc. W ciągu ponad trzech lat aż o niemal 11 pkt proc. ubyło euroentuzjastów. Odsetek eurosceptyków prawie się nie zmienił, za to o około 9 pkt proc. przybyło tych, którzy widzą równoważenie się zalet i wad.

https://e.infogram.com/_/lGuMCYKMZfpRG7Y23OME?parent_url=https%3A%2F%2Fwww.rp.pl%2F20-lat-polski-w-ue%2Fart40078171-sondaz-gasnie-entuzjazm-polakow-do-unii-europejskiej&src=embed#async_embed

Co jest Pana/Pani zadaniem największą zaletą polskiej obecności w UE?

Wyniki sodażu należy zobaczyć tu:

infogram/gasnie-entuzjazm-polakow-do-unii-europejskiej

Bardzo ciekawe!

=============================

Najbardziej sceptyczni są mieszkańcy wsi

Zdaniem politologa z UW prof. Rafała Chwedoruka schłodzenie euroentuzjazmu Polaków nie powinno zaskakiwać, bo w ostatnich latach pod jego względem biliśmy europejskie rekordy. Dlaczego jednak do tego doszło? – Patrząc na to zjawisko szerzej, dla wielu Polaków, zwłaszcza starszych, świat ostatnich dwóch dekad jest coraz bardziej obcy, a Unię Europejską uznają za jeden z jego elementów. Po drugie, coraz mocniej ujawniają się koszty bycia częścią świata zachodniego. Widać to już teraz po strukturze wydatków codziennych, a Polacy obawiają się, że skutki będą jeszcze bardziej odczuwalne wskutek transformacji ekologicznej i energetycznej – mówi.

Na dwudziestolecie wstąpienia Polski do Unii jedno można powiedzieć na pewno. UE przestała być dla Polaków obietnicą. Weszła w sferę realiów, codziennej praktyki, wysiłku i pracy.

Szef IBRiS Marcin Duma zastanawia się z kolei, czy Polacy się zmienili, czy może to raczej UE z powodu swojej polityki przestała odpowiadać ich oczekiwaniom. – Czynnikiem, który powoduje erozję w przeświadczeniu, że UE to tylko zalety, wydaje się być Zielony Ład zakładający m.in. pozbycie się samochodów z napędem spalinowym – mówi.

Rzeczywiście, porównując badanie sprzed trzech lat i obecne, widać rosnący sceptycyzmu wobec UE np. wśród mieszkańców wsi. W 2020 roku 61 proc. z nich widziało przewagę zalet obecności w UE nad wadami, dziś tylko 43 proc. A to właśnie rolnicy ostatnio ostro protestują przeciw wymogom Europejskiego Zielonego Ładu.

Niewielu wyborców PiS dostrzega zalety obecności Polski w UE

Z badań wynika jednak coś jeszcze: stosunek do Unii coraz bardziej się polaryzuje w ramach poszczególnych elektoratów. W 2020 roku wśród wyborców PiS 47 proc. wskazało przewagę zalet związanych z obecnością w UE, a wśród wyborców KO – aż 95 proc. Już wtedy różnica była znacząca, a teraz jest kolosalna. W najnowszym sondażu tylko 17 proc. wyborców PiS uważa, że zalety przeważają nad wadami, a w przypadku KO – 94 proc. Można postawić więc tezę, że spadek euroentuzjazmu wśród Polaków wynika w dużej mierze z tego, że zmniejszył się on w jednej konkretnej grupie – wśród wyborców PiS.

infogram.com/_/TKy9ANUJpRmFXvWiXvNp?parent_url=https%3A%2F%2Fwww.rp.pl%2F20-lat-polski-w-ue%2Fart40078171-sondaz-gasnie-entuzjazm-polakow-do-unii-europejskiej

Zaś czołowi politycy tej partii obrali ostatnio konfrontacyjny kurs wobec UE. „Po tym traktacie, jeżeli on wejdzie, Polska nie będzie już w żadnym wypadku krajem niepodległym, suwerennym i w ogóle nie będzie państwem”, „likwidacja państwa polskiego to plany Tuska i Unii Europejskiej”, „wspólnota poszła w bardzo złym kierunku” – to tylko próbka wypowiedzi Jarosława Kaczyńskiego z ostatnich kilku miesięcy.

Za największe zalety obecności we Wspólnocie ankietowani uznali: otwarte granice między państwami (45,2 proc.), unijne fundusze dla Polski (20,6 proc.), wzrost bezpieczeństwa naszego kraju (18,9 proc.) i możliwość kształcenia za granicą (3,7 proc.)

– Od dłuższego czasu PiS stosuje retorykę antyunijną, co przynosi efekty – mówi Marcin Duma. – Jednak bez argumentów to wnioskowanie nie byłoby skuteczne, a zamierzenia Unii Europejskiej wydają się być bardziej odczuwalne dla elektoratu partii Kaczyńskiego. Kogo mocniej zaboli, że będzie musiał zrezygnować z auta spalinowego? Mieszkańca dużego miasta czy kogoś z prowincji, gdzie silniejsze jest PiS? – pyta.

Cieszą nas przede wszystkim otwarte granice

W najnowszym sondażu IBRiS ankietowanym zadano też pytanie, co jest największą wadą polskiej obecności w UE, i rzeczywiście najczęściej wskazali narzucanie przez UE prawa, którego Polska musi przestrzegać. Z tą odpowiedzą zgodziło się 33,8 proc. badanych, którzy na kolejnych miejscach wskazali: nierówne traktowanie krajów (30,5 proc.), migrację (12,5 proc.) i Polskę jako tanią siłę roboczą (4,6 proc.).

Z kolei za największe zalety obecności we Wspólnocie ankietowani uznali: otwarte granice między państwami (45,2 proc.), unijne fundusze dla Polski (20,6 proc.), wzrost bezpieczeństwa naszego kraju (18,9 proc.) i możliwość kształcenia za granicą (3,7 proc.).

Czy obecne władze powinny przedsięwziąć jakieś kroki, by powstrzymać narastający eurospetycyzm? Zdaniem prof. Chwedoruka nie zrobią tego, bo nie jest im to na rękę. – Obecna sytuacja powoduje, że PiS pod względem stosunku do UE ustawia się coraz bardziej w prawicowym narożniku. Tymczasem w polskim społeczeństwie wyborcy wahający się, którzy mogą zmienić preferencje, z reguły są umiarkowani i odrzucają radykalizmy – zauważa ekspert.

 PILNE – Powstrzymajmy plany dotyczące aborcji! Brońmy nienarodzonych dzieci! 🤰

„Anne Brunette, CitizenGO” <petycje@citizengo.org>

Jako Francuzka, jestem wściekła, że nasz prezydent Emmanuel Macron forsuje straszną agendę. Jego dążenie do wpisania „gwarantowanej wolności dostępu do dobrowolnego przerwania ciąży” do Karty Praw Podstawowych Unii Europejskiej, może wkrótce zostać zrealizowane.

Parlament Europejski znów próbuje przedstawić aborcję jako prawo kobiet w Karcie Praw Podstawowych UE. To może być ogromne zwycięstwo dla organizacji proaborcyjnych.  

Głosowanie odbędzie się 11 kwietnia i zamierzam użyć mojego słusznego oburzenia, by walczyć w imieniu nienarodzonych dzieci. Czy dołączą Państwo do mnie?

Czy macie Państwo świadomość, że w Parlamencie Europejskim podjęto nawet próby, by zmienić reguły, tak aby już nie była potrzebna jednomyślność państw członkowskich, by to przeforsować? To przebiegły ruch, by uciszyć jakąkolwiek opozycję. I może być użyty jako narzędzie do grożenia w przyszłości rządom, które są pro-life.  Kraje, które będą sprzeciwiać się podczas głosowania 11 kwietnia, mogą zostać poddane sankcjom ekonomicznym.

Zabierz głos TERAZ. Podpisz naszą petycję, w której apelujemy o odrzucenie aborcji jako prawa podstawowego.

Chcę głośno spytać – a co z nienarodzonymi dziećmi, których serca biją już w szóstym tygodniu i które są w pełni uformowane w 14 tygodniu? Ich prawo do życia jest okrutnie pomijane…

Czy zauważyli Państwo, że te niewinne dzieci nigdy nie są wspominane, ani nazywane? Mówi się o aborcji, o prawach reprodukcyjnych i seksualnych, ale nigdy o dziecku w łonie matki…

Nikt nie mówi o nienarodzonym dziecku, o tym, jak ono się czuje, ani nawet o jego cierpieniu podczas aborcji… Nikt nie wspomina o wielu milionach skradzionych historii…

Pokażmy im wspólnie, że nie pozwolimy, by mordowanie stało się prawem…

Z determinacją,

Anne Brunette z całym zespołem CitizenGO

PS Jeśli już podpisali Państwo petycję, proszę. by przekazali Państwo ten email każdemu, kogo znacie. Zbierzmy jak najwięcej podpisów. Każdy głos się liczy!

Poniżej wiadomość, którą wysłaliśmy Państwu wcześniej:


 Nasz głos jest dziś ważniejszy niż kiedykolwiek!Przyszłość Europy stoi na szali. Posłowie i posłanki do Parlamentu Europejskiegosą o krok od głosowania nad kwestią, która dotyka sedna naszych przekonań: świętości życia nienarodzonych dzieci.
Musimy działać TERAZ!Powiedzmy przewodniczącej, pani Robercie Metsoli oraz naszym posłom i posłankom w Parlamencie Europejskim,aby głosowali ZA życiem i PRZECIW uznaniu aborcji za prawo podstawowe w Unii Europejskiej!#NieDlaAborcji #ZaŻyciem #RazemZmieniamyŚwiat PROSZĘ PODPISAĆ PETYCJĘ

W dniu 4 marca Francja wprowadziła aborcję do konstytucji, pod pretekstem ochrony praw kobiet.

Wszyscy, począwszy od Dyrektora Generalnego WHO, Tedrosa Adhanoma Ghebreyesusa, wychwalają tę decyzję „jako zabezpieczenie praw kobiet i jako ratowanie życia„.

14 marca w Parlamencie Europejskim (PE), Emmanuel Macron zaproponował dodanie „prawa do aborcji” do Karty Praw Podstawowych Unii Europejskiej (UE). 

Głosowanie posłów w PE w tej sprawie odbędzie się już w tym tygodniu, 11 kwietnia 2024 roku, więc musimy działać szybko!

Jeśli aborcja stanie się częścią Europejskiej Karty Praw Podstawowych, nikt nie będzie mógł przeciwstawić się prawu kobiety do aborcji dopuszczalnej aż do porodu.

A co z prawami nienarodzonych dzieci? Jak można to nazwać fundamentalnym prawem, skoro nienarodzone dziecko nie ma głosu, by się bronić? 

Jak doszło do tak przerażającej afirmacji eksterminacji niewinnych istnień ludzkich?

Poświęcanie bezbronnych nienarodzonych dzieci nie jest krokiem naprzód, ale krokiem wstecz naszej cywilizacji.

Współczynnik aborcji we Francji jest już prawie tak wysoki, jak w Wielkiej Brytanii, gdzie prawo jest bardzo liberalne, a dzieci mogą być zabijane nawet tuż przed narodzeniem!

Ważne jest, aby Państwo podpisali naszą pilną petycję TERAZ, aby poprosić Przewodniczącą Parlamentu Europejskiego, Robertę Metsolę oraz posłów i posłanki PE o głosowanie przeciwko włączeniu aborcji do Karty Praw Podstawowych Unii Europejskiej i o głosowanie na rzecz życia i ochrony nienarodzonego dziecka!

Aby zmienić obecną zasadę wymagającą jednomyślnego porozumienia wszystkich państw członkowskich w kwestii włączenia aborcji jako prawa podstawowego, posłowie PE apelują również do Rady Europy o „rezolucję w sprawie rewizji traktatów”. Ma to na celu zlikwidowanie zasady jednomyślności.

Taka zmiana w Karcie Praw Podstawowych UE spowodowałaby, że państwa, które ją zaakceptowały, nie mogłyby już ograniczyć dostępu do aborcji.

Jeśli ta rezolucja wejdzie w życie, mogłaby stać się precedensem i niewątpliwie zostałaby wykorzystana przeciwko rządom pro-life w Komisji Europejskiej.

W rzeczywistości prawo dotyczące aborcji należy do jurysdykcji poszczególnych państw członkowskich, ponieważ polityka zdrowotna nie podlega władzy unijnej. Jakiekolwiek zmiany traktatów naruszające tę jurysdykcję powinny zaniepokoić państwa popierające stanowisko pro-life. Te „zbuntowane” kraje mogą jednak stanąć w obliczu znacznego nacisku i różnych sankcji ekonomicznych (cięcia funduszy, wzrostu odsetek itp.).

W trakcie debaty w PE 14 marca aborcjoniści mocno zaatakowali głosy pro-life w Parlamencie Europejskim. To nowa próba uciszenia opozycji.

Głosowanie w PE odbędzie się 11 kwietnia, a lewicowa większość, zachęcona niedawnym włączeniem aborcji do francuskiej Konstytucji, próbuje zapewnić ogromne zwycięstwo lobby feministycznemu.

Trudno sobie wyobrazić, że Karta Praw Podstawowych mogłaby zawierać prawo do zabijania niewinnej istoty ludzkiej. Karta powinna chronić KAŻDE życie na każdym etapie jego rozwoju.

Innymi słowy, ten głos posłów PE za umieszczeniem aborcji w Karcie Praw Podstawowych UE, to głos przeciwko życiu i demokracji!

Podpisz naszą petycję i wezwij Przewodniczącą Parlamentu Europejskiego Robertę Metsolę oraz posłów PE, aby stanęli w obronie życia i sprzeciwili się włączeniu aborcji do Karty Praw Podstawowych UE.

Co z prawem do życia nienarodzonego dziecka? Kto je obroni, jeśli nie my?

W Europie przepisy dotyczące dopuszczenia aborcji różnią się od 14 tygodnia we Francji i Hiszpanii do 24 tygodnia w Holandii (faktycznie, aborcja jest dozwolona do momentu, gdy dziecko nie jest zdolne do życia poza macicą).

Warto zauważyć, że w 14 tygodniu dziecko ma wielkość pomarańczy, wszystkie jego organy są już w pełni wykształcone, twarz staje się rozpoznawalna, włosy i paznokcie u rąk i nóg rosną, a odruchy działają. To w tym czasie matki zaczynają odczuwać ruchy dzieci.

Czy chcemy, aby poczęte dzieci w całej Europie mogły być zabijane aż do momentu narodzin z dowolnego powodu?

Nasza petycja może mieć wpływ! Dzięki głosom tysięcy zaangażowanych obywateli, którzy bronią prawa do życia, możemy prowadzić kampanię przeciwko partiom i posłom, którzy głosują za aborcją i pociągać ich do odpowiedzialności.

Jesteśmy głosem tych dzieci, które jeszcze nie mają głosu.

Prosimy, podpisz i udostępnij pilnie naszą petycję, by jak najwięcej osób stanęło w obronie nienarodzonych dzieci w Europie i w Polsce!

Dziękuję za wszystko, co Państwo robicie, by chronić bezbronne, niewinne dzieci,

Anne Brunette z całym zespołem CitizenGO

PS Prosimy, stańcie Państwo z nami i wesprzyjcie naszą walkę udostępniając tę petycję! Dla nas jako organizacji na pierwszej linii frontu broniącej życia i walczącej z agendą proaborcyjną, każde wsparcie jest cenne. Dziękujemy za wspieranie CitizenGO!

Więcej informacji:

MEPs back to debate abortion as EU fundamental right/ Posłowie europejscy wracają do debaty na temat aborcji jako prawa podstawowego UE: https://www.eunews.it/en/2024/03/14/meps-back-to-debate-abortion-as-eu-fundamental-right/

Les eurodéputés réclament d’inscrire l’avortement dans la Charte des droits fondamentaux/ Eurodeputowani domagają się wpisania aborcji do Karty Praw Podstawowych. https://www.lesechos.fr/monde/europe/les-eurodeputes-reclament-dinscrire-lavortement-dans-la-charte-des-droits-fondamentaux-1775259

Grzegorz Braun, ciało odpornościowe polskiego systemu immunologicznego

Autor: CzarnaLimuzyna , 9 kwietnia 2024 ekspedyt/grzegorz-braun-cialo-odpornosciowe-polskiego-systemu-immunologicznego

Prokuratura ogłosiła zarzuty wobec Grzegorza Brauna.

Zarzut dokonania czegoś na tle patriotycznym lub antyrasistowskim jest w III RP zarzutem poważnym.

Oczywiście, oficjalnie zarzuty sformułowane przez prokuraturę brzmią inaczej: “Grzegorz Braun usłyszał zarzuty dotyczące m.in. znieważenia grupy osób na tle religijnym, czyli zgaszenia w Sejmie świec chanukowych”

W mojej opinii od samego początku zamiary, które ogłosiła tzw. koalicja chanukowa były zamiarami z nienawiści, nienawiści skierowanej w stronę polskiego posła i wszystkich tych, którzy stoją na gruncie rozdziału państwa od żydowskiego lobby. Chodzi o „państwo polskie”, które ledwo dyszy pod ciężarem dwużydzianów i lewaków reprezentujących antypolskie interesy obcych koterii.

A owszem, usłyszałem zarzuty – ale NIEDOKŁADNIE takie, jak te przesłane w styczniu przez

@PK_GOV_PL do  @KancelariaSejmu – ergo, na moje wyczucie prawne, całą procedurę uchylania immunitetu wypada powtórzyć /Grzegorz Braun/TT/X

Ambasador Izraela, Yacov Livne podczas sejmowej Chanuki

Grzegorz Braun ciało odpornościowe polskiego systemu immunologicznego

Polski system immunologiczny jest osłabiony czymś co można porównać do „szczepionek mRNA” pobudzających polskie głowy do produkcji spreparowanych fantomów. Z tego powodu część naturalnych mechanizmów obronnych takich jak spontaniczna ksenofobia, nietolerancja wobec patologii, odruchy patriotyczne są traktowane z nienawiścią.

Ale jak można znieważyć grupę osób na tle religijnym, gdy organizator nie jest kościołem, Sejm RP jest miejscem wolnym pod obrzędów religijnych, Polska jest państwem świeckim a jedyną osobą, która ucierpiała jest agresywna Żydówka naruszająca nietykalność osobistą posła? Jak?

·

7 706 Wyświetlenia

Co wzbudziło nienawiść cyfrowych fagocytów nowej generacji?

  • Reakcja Brauna na szkalowanie dobrego imienia polskich bohaterów II Wojny Światowej
  • Antyrasistowska interwencja poselska w gmachu Sejmu
  • Wyrzucenie na śmietnik choinki z faszystowskim symbolem euro- kołchozu i lgbt

To nie wymaga dalszego komentarza.

Tagi:hucpa, Zarzuty wobec Grzegorza Brauna

O autorze: CzarnaLimuzyna

Wpisy poważne i satyryczne

„Uwaga! Pedofil +”. Plany rządu ws. pigułki „dzień po”.

9 kwietnia 2024 pch24.pl/uwaga-pedofil

„Uwaga! Pedofil +”. Prezes Ordo Iuris komentuje plany rządu ws. pigułki „dzień po”

#aborcja #antykoncepcja #Donald Tusk #dzień po #Jerzy Kwaśniewski #Ordo Iuris

(Fot. stock.adobe.com)

Mimo prezydenckiego weta, pigułka „dzień po” zostanie udostępniona dla wszystkich kobiet od 15. roku życia na drodze rozporządzenia Ministerstwa Zdrowia. Rządowy „Plan B” w sprawie upowszechnienia śmiercionośnego specyfiku nieletnim, w ostrych słowach skomentował prezes Ordo Iuris, Jerzy Kwaśniewski.

Ministerstwo Zdrowia skierowało do konsultacji projekt rozporządzenia dotyczący dostępu do tzw. tabletki „dzień po”. Zgodnie z rozporządzeniem, środek mający zarówno działanie antykoncepcyjne, jak i dzieciobójcze (uniemożliwiający zagnieżdżenie się zarodka w przypadku zapłodnienia), będzie powszechnie dostępny w aptekach.

Prezydent zawetował nowelizację Prawa farmaceutycznego, w której zakładano możliwość zakupu śmiercionośnej tabletki bez recepty przez kobiety od 15. roku życia. Po decyzji Andrzeja Dudy resort zdrowia zapowiedział „wdrożenie planu B”.

„Plan B” nigdy nie jest tak doskonały, jak „plan A”, ale dostępność pigułki „dzień po” będzie praktycznie powszechna – zapowiedział premier Donald Tusk. 

Rozporządzenie resortu zdrowia zakłada dostępność specyfiku od 1 maja na drodze usługi farmaceutycznej. Pilotaż tzw. antykoncepcji awaryjnej przewidziany jest dla wszystkich aptek w Polsce. Decyzja o wydaniu pigułki należeć będzie do farmaceuty, który będzie musiał przeprowadzić wywiad z pacjentką. MZ chwali się, że specyfik będzie dostępny bez zgody i wiedzy rodzica dla nieletnich powyżej 15. roku życia. 

„UWAGA! Pedofil+. Bez wiedzy rodzica. Po cichu. Pigułka „dzień po” i po strachu. Tylko nie mów nikomu…” – skomentował zapowiedzi MZ Jerzy Kwaśniewski.

Źródło: własne PCh24.pl / Facebookc.com
PR

Niedziela: Biłgoraj, Warszawa – comiesięczne Msze Święte za Ojczyznę i Pokutne Marsze Różańcowe

14.04.2024 Biłgoraj, Warszawa – comiesięczne Msze Święte za Ojczyznę i Pokutne Marsze Różańcowe

10/04/2024przez antyk2013

Z Maryją Królową Polski modlić się będziemy o Polskę wierną Bogu, Krzyżowi i Ewangelii, o wypełnienie Jasnogórskich Ślubów Narodu

BIŁGORAJ – w każdą drugą niedzielę miesiąca w kościele pod wezwaniem Wniebowzięcia Najświętszej Maryi Panny o godz. 18.00 Msza Święta za Ojczyznę i Pokutny Marsz Różańcowy!

WARSZAWA – zapraszamy na comiesięczny Pokutny Marsz Różańcowy, który już od 9 lat odbywa się w stolicy. Rozpoczynamy Mszą Świętą o godz. 8.00 w kościele św. Andrzeja Apostoła i św. Brata Alberta na pl. Teatralnym 20, po niej udajemy się ulicami Warszawy pod Sejm RP.

Zgodnie ze słowami Najświętszej Dziewicy Maryi (zawartych we wszystkich uznanych objawieniach) modlitwa na Różańcu Świętym jest ostatnim ratunkiem dla świata. To jest FAKT – władze tego świata, odrzucają Boga a na Jego miejsce intronizują zachcianki człowieka (lub w najlepszym wypadku sentymentalnie celebrują humanizm).

Trasa naszego comiesięcznego Pokutnego Marszu Różańcowego w Warszawie:  Po drodze z placu Teatralnego idziemy ogarniając modlitwą Różańca Świętego ważne instytucje i ministerstwa położone przy Krakowskim Przedmieściu, modlimy się za Prezydenta RP pod jego siedzibą, skręcamy w  ul. Świętokrzyską by modlić się pod Ministerstwem Finansów, później przy pl. Powstańców Warszawskich 7 dochodzimy do budynku TVP, gdzie mieszczą się główne studia informacyjne telewizji publicznej (przez dziesięciolecia komunizmu i liberalizmu siejących nienawiść oraz kłamstwa). Modlić się będziemy o konieczne zmiany w mediach i nawrócenie środowisk dziennikarskich. Kierujemy się później w stronę placu Trzech Krzyży i na ul. Wiejską aby ogarnąć modlitwą władze ustawodawcze naszego Kraju. Zakończenie Pokutnego Marszu Różańcowego będzie pod Sejmem i Senatem RP (wcześniej podejdziemy pod ambasadę Kanady, gdzie Panu Bogu i Jego Matce zawierzać będziemy Mary Wagner, która toczy samotny bój o przestrzeganie prawa Bożego w Kanadzie).

https://youtube.com/watch?v=zL3tg863fSE%3Fversion%3D3%26rel%3D1%26showsearch%3D0%26showinfo%3D1%26iv_load_policy%3D1%26fs%3D1%26hl%3Dpl-PL%26autohide%3D2%26wmode%3Dtransparent
https://youtube.com/watch?v=FA-B8j-Tgbk%3Fversion%3D3%26rel%3D1%26showsearch%3D0%26showinfo%3D1%26iv_load_policy%3D1%26fs%3D1%26hl%3Dpl-PL%26autohide%3D2%26wmode%3Dtransparent

Będziemy się modlić o ustanie kłamliwych ataków na nasz Kościół i Ojczyznę, o nawrócenie nieprzyjaciół i pojednanie ludzi, narodów i państw na fundamencie prawdy, aby wobec ofiar zbrodni i ludobójstwa nastąpiło sprawiedliwe zadośćuczynienie za zło jakiego doświadczyli od prześladowców. Będziemy modlić się także o to by dla wszystkich narodów, dawniej i dziś zamieszkujących ziemie Rzeczypospolitej i Europę Środkowo Wschodnią, Jezus Chrystus był  j e d y n ą  Drogą, Prawdą i Życiem, o to też by na ziemiach nasączonych krwią ofiarną poprzednich pokoleń umocniona została święta wiara katolicka, poza którą nie ma zbawienia, by porzucone zostały błędne wyznania i religie wiodące na bezdroża nienawiści.

Share

Kategorie Biłgoraj, Pokuta, Pokutne Marsze Różańcowe, Warszawa Tagi Biłgoraj, Jasnogórskie Śluby Narodu, Krucjata Różańcowa za Ojczyznę, modlitwa za Ojczyznę, Msza Święta za Ojczyznę, Pokuta, Pokutny Marsz Różańcowy, różaniec za Ojczyznę, Warszawa

4.04.24 New York, Manhattan – Różaniec święty i Msza Święta za Ojczyznę