„Fiducia supplicans” unieważnia zarówno Dekalog, jak i Credo.

BKP: „Fiducia supplicans” unieważnia zarówno Dekalog, jak i Credo. 

Transformacja w antykościół dobiegła końca [dobiega?? md]

wideohttps://vkpatriarhat.org/pl/?p=21315  https://youtu.be/5Hk_RtIWiKU

https://qawmien.wistia.com/medias/c8oxh961cl  https://bcp-video.org/pl/dekalog-jak-i-credo/

rumble.com/v4aro90-fiducia-supplicans.html  cos.tv/videos/play/50406134345929728

Transformację Kościoła katolickiego w antykościół New Age – synagogę szatana – poprzedziły dziesięcioletnie przygotowania, ukryte pod pozytywnymi koncepcjami. Jej kulminacją była dwuipółletnia droga synodalna LGBTQ wraz z październikowym zgromadzeniem w Watykanie i późniejszym wydaniem motu proprio z 1 listopada 2023 r., które już ustanawia zasadę zmiany paradygmatów chrześcijańskich.

18 grudnia 2023 roku Bergoglio i jego wspólnik Fernández wydają kartę magna antykościoła bergogliańskiego pod nazwą „Fiducia supplicans”, która już zniosła przykazania Boże i zastąpiła je bluźnierczym błogosławieństwem grzechu wzywającego do nieba. Jest to publiczna apostazja i bunt przeciwko Bogu i Jego przykazaniom.

Sekta Bergoglio pojawia się pod sztandarem Kościoła katolickiego, który okupuje. Biskupi, księża i wierni są celowo oszukiwani pozytywnymi frazesami. Nie dostrzegają zatem tragicznej rzeczywistości, że nadużywana władza papieska i deklaracja „Fiducia supplicans” już przekształciły Kościół katolicki w antykościół New Age, czyli synagogę szatana. Ten antykościół ma swoje anty-Credo i swój antydekalog, za którym kryje się duch kłamstwa, duch diabła. Chociaż tolerowane jest recytowanie Credo podczas Mszy Świętej, w rzeczywistości nie wolno już go respektować i nie wolno bronić zawartych w nim prawd wiary.

Jeśli chodzi o Dekalog, Pierwsze Boże Przykazanie mówi: „Ja, Pan, twój Bóg, jestem Bogiem zazdrośnie miłującym. Nie będziesz miał innych bogów. Nie będziesz się im kłaniał…”. Ale Bergoglio intronizował pogańskiego demona Pachamamę w bazylice św. Piotra (2019) i publicznie poświęcił się szatanowi w Kanadzie pod przewodnictwem czarownika (2022). Obydwa te gesty wykonał publicznie, aby zmienić sposób myślenia katolików. Dał im do zrozumienia, że nie istnieje już grzechu bałwochwalstwa. Jednocześnie ustanowił precedens, że każdy katolik może oddawać cześć demonom i poświęcać się szatanowi, a następnie czcić go niemoralnymi wypaczeniami i innymi grzechami. Kto w tej atmosferze otwarcie stwierdzi, że gest, który Bergoglio wykonał na wezwanie czarownika, jest poświęceniem się szatanowi, zostaje napiętnowany jako fanatyk, schizmatyk czy sekciarz niemający szacunku dla Ojca Świętego. Tak silnie działa duch oszustwa i kłamstw poprzez Bergoglio i nadużywaną przez niego władzę.

Dekalog składa się z dwóch zasadniczych części. Pierwsze trzy przykazania wyrażają relację do Boga, a pozostałe przykazania relację do bliźniego. Bergoglio poprzez publiczne bałwochwalstwo i pogański rytuał poświęcenia zerwał relację z Bogiem. Przez kościelną legalizację sodomii, połączoną z błogosławieństwem tego grzechu wzywającego do nieba, zniósł nie tylko szóste i dziewiąte przykazanie, ale także wszystkie pozostałe. Niemoralność jest nierozerwalnie związana z utratą sumienia. Dusza wchodzi w duchową ciemność i przestaje przestrzegać podstawowych zasad moralnych i przykazań Bożych. Automatycznie poddaje się swojemu egoizmowi i oszukiwaniu samego siebie.

Pierwsze przykazanie nie tylko określa relację do Boga, ale także motywuje człowieka do walki z grzechem w sobie i wokół siebie. Ci, którzy mają świadomość pionu, czyli władzy Boga nad sobą, przed którym zgodnie ze swoim sumieniem ponoszą odpowiedzialność, dążą do sprawiedliwości i potrafią bezinteresownie poświęcić się dla bliźniego. Pierwsze przykazanie dostarcza prawdziwej motywacji do przestrzegania wszystkich pozostałych przykazań. I odwrotnie, zniesienie pierwszego przykazania Dekalogu i legalizacja sodomskiego grzechu prowadzą do likwidacji także pozostałych przykazań.

Bergoglio praktycznie unieważnia i czwarte przykazanie. Promuje edukację seksualną, co jest przeciwieństwem prawidłowego wychowania rodzicielskiego. W systemie sprawiedliwości dla nieletnich dzieci są nakłaniane do tego, aby skarżyli się na swoich rodziców za tzw. przemoc. Tak dzisiaj nazywa się wychowanie chrześcijańskie. Bergoglio nigdy nie sprzeciwiał się systemowi sprawiedliwości dla nieletnich. Wręcz przeciwnie, promując homoseksualizm, automatycznie promuje juwenilny system kradzieży dzieci, pośredniczy w tzw. adopcji dzieci przez homoseksualistów, z których wielu to pedofile.

Piąte przykazanie brzmi: „Nie zabijaj”. Głęboki Kościół [„deep Church” md] Bergoglio jest powiązany z Głębokim Państwem [deep state md] , które dąży do redukcji ludzkości, czyli do jej masowej eksterminacji. Jednym ze sposobów redukcji były eksperymentalne szczepienia, które Bergoglio fanatycznie pod terrorem promował. Wiele osób z tego powodu zmarło, a wiele doznało poważnych uszczerbków na zdrowiu.

Bergoglio fanatycznie propaguje także kłamstwo o tzw. kryzysie klimatycznym, który także należy do środków redukcji człowieczeństwa. Nawet w swojej zbrodniczej adhortacji „Laudate Deum” dyktuje utworzenie ponadnarodowych organów monitorujących, które będą miały pierwszeństwo przed rządami poszczególnych państw. W ten sposób Bergoglio propaguje i promuje ogólnoświatowy terror.

Pseudopapież z jednej strony publicznie nagradza masowych aborcjonistów i aborcjonistki, a z drugiej ekskomunikuje księdza walczącego o ochronę życia nienarodzonych.

Przykazanie szóste i dziewiąte, dotyczące moralności, Bergoglio unieważnia, legalizując najcięższy grzech, jakim jest sodomia.

Przykazania siódme i dziesiąte pseudopapież unieważnia propagowaniem nie zwykłego złodziejstwa, lecz w systemie legalizacji sodomii chodzi głównie o kradzież dzieci przez tzw. służby społeczne w celu wspomnianej już pseudo-adopcji dzieci przez homoseksualiści.

Mocno wspierając Wielki Reset i Agendę 2030 Schwaba, Bergoglio wspiera rabowanie wszystkich ludzi na planecie w celu głodu i redukcji.

Bergoglio unieważnia ósme przykazanie dokumentami, wydanymi w imieniu uzurpowanej władzy papieskiej. One są fałszywym świadectwem o Ewangelii Chrystusa i o prawdziwym nauczaniu Kościoła. Jeśli chodzi o świeckie oszustwa, związane z covidem, kryzysem klimatycznym czy oszustwem ideologii gender z transseksualizmem, prowadzącym do transhumanizmu, w tym wszystkim Bergoglio składa fałszywe świadectwo przeciwko prawdzie i przeciwko niewinnym. Jego fałszywe świadectwa dotyczyły także skandalów pedofilskich i homoseksualnych.

Bergoglio spokojnie recytuje Credo, a jednocześnie niszczy prawowierną naukę, którą reprezentuje Credo. W dokumencie „Ad theologiam promovendam” wprowadza zasadę zmiany paradygmatu. Dosłownie stwierdza: „Refleksja teologiczna wymaga zwrotu, zmiany paradygmatu”. I na koniec wprowadza nową klauzulę słowami: „Nakazuję, aby wszystko, co zarządziłem w tym Liście Apostolskim motu proprio, miało moc stałą i trwałą, niezależnie od wszelkich przeciwnych ustaleń”. Żeby było jasne – temu zaprzeczają całe Pismo Święte i cała Tradycja, które Bergoglio już unieważnia.

W swoim „Fiducia supplicans” Bergoglio przekształca Kościół katolicki w antykościół New Age, czyli synagogę szatana. Unieważnia Dziesięć Przykazań Bożych i jednocześnie unieważnia chrześcijańskie Credo. Robi wszystko w taki sposób, aby katolicy nawet nie zdawali sobie sprawy, że wyciągnął ich poza Kościół katolicki i pod klątwę. Spotkało ich to z powodu ich bierności. Dlatego każdy katolik, ksiądz i biskup musi teraz obudzić się do rzeczywistości. Musi oddzielić się od fałszywego nauczania i fałszywego pseudokościoła Bergoglio, a także od fałszywego proroka Bergoglio, który w żaden sposób nie jest ważnym papieżem. Arcyheretyk Jorge Bergoglio nie jest Ojcem Świętym!

Aby katolicy otrzymali światło i siłę do podjęcia zbawczego kroku, muszą zacząć budować swoją osobistą relację z Bogiem. W tym celu konieczna jest przynajmniej godzina modlitwy dziennie. Optymalny czas to od 20:00 do 21:00. Bez modlitwy katolicy nie będą mogli zrobić kroku do zbawienia doczesnego i wiecznego i stopniowo będą duchowo wykrwawiać się na śmierć.

+ Eliasz

Patriarcha Bizantyjskiego Katolickiego Patriarchatu

+ Metodiusz OSBMr                + Tymoteusz OSBMr

biskupi-sekretarze

16. 01. 2024

Bergogliański antydekalog w „Fiducia suplcans”

bcp-video.org/abrogates/  /english/

vkpatriarhat.org/de/den-dekalog/  /deutsche/

bcp-video.org/it/decalogo-e-il-credo/  /italiano/

Dziś, 13-go; Wałbrzych – Msza święta i czuwanie Krucjaty Różańcowej za Ojczyznę

13.03.2024 Wałbrzych – Msza święta i czuwanie Krucjaty Różańcowej za Ojczyznę

12/03/2024przez antyk2013

13. dnia każdego miesiąca

Króluj nam, Chryste!

jak zawsze 13. dnia miesiąca, w wałbrzyskiej kolegiacie Św. Aniołów Stróżów o godz. 18 będzie sprawowana Msza św. za Ojczyznę, poprzedzona czuwaniem Krucjaty Różańcowej za Ojczyznę od godz. 15, które potrwa do Nowenny do Matki Bożej Nieustającej Pomocy o godz. 17:30.

Ks. Karol Kard. Wojtyła w poemacie „Myśląc Ojczyzna” zapisał słowa, które dziś jawią się nader prorocze:

          Wolność stale trzeba zdobywać, nie można jej tylko posiadać.

Przychodzi jako dar, utrzymuje się poprzez zmaganie. Dar i zmaganie wpisują się w karty ukryte, a przecież jawne.

            Całym sobą płacisz za wolność – więc to wolnością nazywaj, że możesz płacąc ciągle na nowo siebie posiadać.

            Tą zapłatą wchodzimy w historię i dotykamy jej epok:

            Którędy przebiega dział pokoleń między tymi, co nie dopłacili, a tymi, co musieli nadpłacać? Po której jesteśmy stronie?

            JE Abp Stanisław Gądecki, kończący swą II kadencję przewodniczący Konferencji Episkopatu Polski, w swoim Apelu o modlitwę i post w intencji Ojczyzny z 19 lutego br. napisał: „Nie możemy stać się pokoleniem, które przejdzie do historii jako to, które – podobnie jak nasi ojcowie w XVIII w. – doprowadziło do upadku polskiej państwowości”.

Mówi znane przysłowie: „Czas to pieniądz”. Dziękując więc Bożej Opatrzności za to, że nie musimy dzisiaj płacić za wolność własną krwią, ochotnie ofiarujmy za nią nasz czas, przed wystawionym Najświętszym Sakramentem błagając Wszechmoc Bożą o Polskę wierną Bogu, Krzyżowi i Ewangelii na miarę Jasnogórskich Ślubów Narodu.

W godzinie Miłosierdzia odprawimy Drogę Krzyżową za naszych Pasterzy, aby na rozpoczynającym się jutro Zebraniu Plenarnym KEP doszli do zrozumienia wagi i aktualności postulatu wielkiego Prymasa, sługi Bożego Augusta Kard. Hlonda: „Codziennie, we wszystkich kościołach ma być odmawiany różaniec za Ojczyznę. Jedyna broń, której Polska używając, odniesie zwycięstwo, jest różaniec”. Oby też podjęli zmaganie o wolność Ojczyzny, z całą determinacją zabiegając o sojusz Kościoła ze światem nauki, oraz o nowe przymierze między Kościołem a światem sztuki, o co 25 lat temu apelował syn tej ziemi, św. Jan Paweł II, w Liście do artystów, wydanym w Niedzielę Wielkanocną Zmartwychwstania Pańskiego AD 1999.

Gorąco zapraszam do zestrzelenia się w jednomyślność na wspólnotowej modlitwie, zanoszonej z wielką mocą przekonania!

Sursum corda!

Share

Niedziela: Białystok, Poznań, Zamość – Msze święte i pokutne Marsze Różańcowe za Ojczyznę

17.03.2024 Białystok, Poznań, Zamość – Msze święte i pokutne Marsze Różańcowe za Ojczyznę

12/03/2024przez antyk2013

Na Różańcu świętym będziemy się modlić wraz z Maryja Królową Polski o Polskę wierną Bogu, Krzyżowi i Ewangelii oraz o wypełnienie Jasnogórskich Ślubów Narodu.

BIAŁYSTOK – O godz. 13.30 wyruszymy sprzed Katedry (ul. Kościelna 2), przejdziemy Rynkiem Kościuszki, ul. Lipową do Bazyliki Mniejszej p. w. św. Rocha.

POZNAŃ – początek o godz. 12.30 Msza Święta za Ojczyznę w Sanktuarium Bożego Ciała przy ul. Krakowskiej. Po Mszy Świętej Pokutny Marsz Różańcowy poprowadzi Ojciec Jerzy Garda. Zakończenie u Ojców Franciszkanów w Sanktuarium Matki Boskiej w Cudy Wielmożnej na Wzgórzu Przemysła.

ZAMOŚĆ –  o godz. 15.00 Koronka do Miłosierdzia Bożego, po modlitwie wyruszy spod kościoła św. Katarzyny Pokutny Marsz Różańcowy.

Msza Święta za Ojczyznę w Kościele Rektoralnym Świętej Katarzyny, ul. Kolegiacka 3 o godz. 17.00

Kościół św. Katarzyny, pl. Jaroszewicza Jana, Zamość - zdjęcia
Share

Kategorie Białystok, Msze św. za Ojczyznę, Pokutne Marsze Różańcowe, Poznań, Zamość Tagi Białstok, Jasnogórskie Śluby Narodu, Krucjata Różańcowa za Ojczyznę, modlitwa za Ojczyznę, Msza Święta za Ojczyznę, Pokuta, Pokutny Marsz Różańcowy, Poznań, różaniec za Ojczyznę, Zamość

Pacyfistyczne onuce

12 marca, wpis nr 1254  Jerzy Karwelis

No, coś z tą wojną będzie – bo jest. Zawsze się zastanawiałem jak to się dzieje, że najpierw to tej wojny nie ma, trochę się o niej gada, ale ona za morzem, za górami i lasami, aż tu nagle – wszyscy o wojnie. To nie jest tak, że idzie na nas jakieś nieuniknione fatum, ale ktoś jej chce. Jak w powieści „Faraon” Bolesława Prusa, kiedy polityczne intrygi państw zewnętrznych chcą wciągnąć Egipt do wojny, to szpiedzy się zmawiają, aby następca tronu o niczym innym wokół siebie nie słyszał, tylko o wojnie. Od kucharza, pokojówki, ochroniarza i kochanki. Tak jest i teraz – w sumie dziś o wojnie u nas mówi się więcej niż wtedy kiedy Rosja napadła na Ukrainę. Dziś więcej, a wtedy, kiedy wszystko wybuchło w rękach i nie wiadomo było gdzie i kiedy się Putiny zatrzymają – wtedy o wojnie mówiło się mniej.

Czemu o tej wojnie tak głośno?

Pierwsza możliwa odpowiedź jest taka – tu będę łaskaw dla podżegaczy wojennych -, że to przez to, iż Ukraina tę wojnę przegrywa. Ma to dać fory Kremlowi, nie tylko w negocjacjach pokojowych przy polepszeniu własnej sytuacji, ale doprowadzić Zachód do kolejnych koncesji na rzecz Rosji, oczywiście nie własnym kosztem, ale kosztem naszego regionu. W związku z tym mamy się wybrać na wojnę prewencyjną, tak sądzę. Piszę – tak sądzę  – bo o wojnie trąbią wszędzie, ale na czym miałaby ona polegać, to już cicho. No, jak dokładnie czytać Macrona, to mamy tu skombinować jakiś kontyngent desperatów i wybrać się wesprzeć Ukraińców. Z tym, że rodzi to kilka kłopotów. Po pierwsze masakruje sławetny artykuł piąty NATO, bo ten – i tak mięciutko – zobowiązuje państwa członkowskie do (dowolnej) reakcji w przypadku napadnięcia NA członka NATO. A jak to członek NATO sam napada, choćby i w wojnie prewencyjnej, to artykuł nie działa. A więc wyrywni mogą zostać sami naprzeciw Rosji. Po drugie – taka interwencja może być dowolnie potraktowana przez Rosję, która już – po paryskiej chucpie – zadeklarowała, że pozwoli sobie na dowolny odwet, gdzie potraktować może działania prewencyjne sił połączonych na Ukrainie jako wejście wybranego państwa do wojny z Rosją. Po trzecie – trzeba sobie wyraźnie powiedzieć, a właściwie zapytać i dostać odpowiedź od ochotnych decydentów – jaki jest cel takiego działania? Ale odpowiedź ma być konkretna, nie jakaś tam opisówka typu „strategiczne pokonanie Rosji”, o czym będzie jeszcze poniżej w kontekście niesławnej korespondencji ambasadora z Polonią Amerykańską. Prosiłoby się o konkret. A tego nie mamy, tylko pohukiwanie odważniaków na cudzy koszt.

Czyli przyjęliśmy w pierwszej wersji, że podżegacze mają jakieś strategiczne rachuby, robimy to w samoobronie, no może w desperacji, bo celu końcowego tych działań nie widać. A jedną rzecz na pewno wiadomo o wojnie – łatwo się ją zaczyna, ale trudno ją skończyć. Głównie z powodu, że praktycznie nigdy nie kończy się na osiągnięciu założonych celaów. Wersja ta jest optymistyczna, gdyż zakłada jakieś minimum refleksji polityków, choć z pewną skazą. Bo trzeba zapytać – gdzie byli dwa lata temu ci wyrywni dziś decydenci. Ci sami, co to wysyłali jakieś hełmy, konserwy i słowa poparcia, ściubili zaś na wsparciu militarnym licząc, że sama wojna to krótkotrwały epizod zaćmienia Putina, po którym wróci się do business as usual? Tak, to są te same gapy, które teraz eskalują, bo im się rachuby zmieniły. I dlatego, że wcześniej nie przelewaliśmy Ukraińcom na konta, to teraz będziemy przelewali krew? Pytanie – czyją? Niemiecką? Francuską? Szczerze wątpię.

W pogłoskach o wojnie nie mówi się, jak do niedawna, o perspektywie pięciu lat, ale coś się bąka, że Ukraińcy mogą paść i latem i trzeba będzie coś zrobić. I znowu – kim i czym? Nie dość, że i tak mieliśmy mało sprzętu i amo, to i z tego się wypruliśmy. Problem z nieprzygotowaniem Europy nie zaczął się w 2022 roku, ale od samego początku, kiedy uprawiano pacyfizm na koszt parasola amerykańskiego, nie wytworzono u siebie większych militarnych zdolności, co dopiero mówić o morale. Putin, który się mocno wypruł na wojnie z Ukrainą i tak ma więcej wojo, sprzętu i amunicji, gospodarkę przełączoną na tryb wojenny. My mamy tylko chojrakowanie – cały czas gadamy o tym, że trzeba się do wojny gotować, a jakoś nie widać projektu poboru, szkoleń, obrony cywilnej, schronów czy przestawiania gospodarki na wojenną produkcję. Nawet na deklarowane „za pięć lat”. Nic, tylko telewizyjni pohukiwacze. Czemu to ma służyć? Czemu się pchamy akurat w najmniej dogodnym momencie?

Znowu przedmurze czyichś interesów?

Istnieje jeszcze jeden wariant przyczyn takiego chojrakowania, choć byłby on szczytem naiwności. Może to być kalkulacja, że oto zbliża się rozejm, Putin ma lepsze karty i by uniknąć chodzenia mu na rękę (również naszym kosztem) trzeba go postraszyć naszą mobilizacją. Ale to nadymanie pustego balona, bo jak my wiemy, że z nami militarnie słabo – to Putin to wie jeszcze lepiej. Jak widać siedzi on po drugiej stronie sekretnych rozmów niemieckich generałów i publikuje ich rozmowy tylko po to, by wyśmiać całe NATO i podważyć wzajemną wiarygodność wśród członków. Musi się świetnie bawić. A więc numer pod tytułem, że to z tą wojną to tak nie na serio, tylko dla strachu – raczej odpada.

Wisi w powietrzu drugi wariant – tak ma być wedle kalkulacji wielkich międzynarodowych obrotów. A to graliśmy tu na płaskiej nizinie polskiej geopolityki wiele razy. Byliśmy kalkulowani jako element większej gry, o której nie decydowaliśmy, ale płaciliśmy jako pierwsi za żetony naszego ofiarowania na geopolitycznym ołtarzu gry potęg. A taka kalkulacja może być właśnie dokonywana. Możemy być Ukrainą 2.0 dla Rosji i Zachodu. No, bo bardziej prawdopodobne wydaje się, że jak Putin odpowie za obecność wojska paru krajów na Ukrainie z ruskimi okopami po drugiej stronie, to prędzej strzeli w Warszawę niż Paryż czy Berlin. Prędzej też i nas najedzie bez żadnego tam atomu. Ma pełne spektrum działań, od zaatakowania Bałtów, wypuszczenia Białorusi, zalania południa europejską falą imigrancką, aż po zaatakowanie Mołdawii i odcięcie Ukrainy od Morza Czarnego. Na każdą z tych nie wszystkich wymienionych przecież możliwości winniśmy mieć inną (i uzgodnioną) odpowiedź na poziomie Polski, Europy czy NATO. A mamy? Szczerze wątpię.

Zachód znowu może na nas liczyć, kiedy jego rachuby trafią na dwie rzeczy – zaprzaństwo czy głupotę naszych decydentów oraz durnotę kalkulacji skołowanego suwerena, który zacznie łykać jak pelikan te suflowane rybki konieczności obrony wartości. Niestety można zaobserwować nasilenie działań w tych dwóch kierunkach. Zacznijmy od polityków.

Pierwsi w chojrakowaniu

No jest tu kilku liderujących, nadających ton. Niektórzy się starają przepchać na pierwszą linię, ale tę obstawia Radek Sikorski. Raczej zakała dyplomacji, który chyba tylko Polakom imponuje oksfordzką angielszczyzną, bo w świecie zachodniej dyplomacji zachowuje się jak słoń w składzie porcelany. Naobraża taki Amerykanów od robienia laski, poprzez chwalenie za wysadzenie Nord Streamu, ganienie być może przyszłego prezydenta USA, a na pewno Republikanów, a potem jedzie coś z nimi załatwić. Co? Oni tam w USA go nie trawią, więc bryluje w Unii, jako retor, gadając niestworzone banialuki, nad którymi mlaskają polscy już chyba tylko zakompleksieni gęgacze. Ostatnio się wystawił na konfie, że o co chodzi z tym kontyngentem, bo przecież wojacy różnych krajów NATO działają od dawna na Ukrainie. To typowe dla Radka – w sumie za każdym razem mówi prawdę: i o Nord Streamie, i o robieniu laski, i teraz o tym, ze tam wojacy na Ukrainie wojują. Tylko zdaje się, że ostatnią rzecz na której polega dyplomacja, to mówienie prawdy. Gościu walczy o klikalność i tyle. W domenie dyplomatycznej uważany jest za niebezpiecznego dyplomatoła, którego nie należy zabierać na poważne rozmowy, bo zaraz o tym poczytamy na insta.

Powiedzenie i niepowiedzenie o tym, że natowscy już tam na Ukrainie dawno są to jednak robi różnicę, choćby „wszyscy wiedzieli, że tak jest”. Teraz to już oficjalne i Putin może chcieć zareagować – pokazać swoim: widzicie, NATO już zaczęło, podejrzewaliśmy, nie wiedzieliśmy, a teraz wiemy. I co wy, rodacy, na to NATO? Podkręcimy im śrubę czy nie, bo się w końcu zaczynają? A może po tej wypowiedzi przyjdzie pora by na jakiegoś Łotysza czy Polaka tam w okopach Ukrainy zapolować? Nie na najemnika, ale na regularsa, przysłanego specjalnie na front, za wiedzą i zgodą państwa członkowskiego? I zrobić z nim wywiad przed kamerami jak to tam się po natowskich koszarach gotują na matkę Rasiję? Tyle z tego Radkowego gadania.

Propaganda przedwojenna

Druga rzecz to obróbka medialna. Ja się dziwiłem, że można doprowadzić społeczeństwa do stanu wygenerowania z siebie chęci pójścia na wojnę. Widać to było przed pierwszą wojną światową, narody chciały sobie upuścić krwie, nie znały jeszcze skali wojny światowej, myśląc – podgrzani rządowymi propagandami -, że to będzie krótki spacerek i defilada zwycięstwa. Odbywały się tłumne prowojenne manify ochotnych, których kości do dziś w milionach bieleją wzdłuż okopów wojny pierwszej. Lekcja została odrobiona, w przypadku dogrywki po pierwszej, którą woja druga niechybnie była – ochotnych do powtórki już tak nie obrodziło. Ale od wojny to nikogo nie uchroniło. Dziś jest tak pół na pół. Propagandyści się starają (ja sobie robię listę, oj robię), ale coś nie widać radości na ustach uśmiechniętej Polski, która sobie taki los wybrała. A dzieje się dużo w tej domenie na co dam obrazowy przykład.

Otóż Polonia Polska napisała, przed wyjazdem obu, list do prezydenta i premiera, zwracając uwagę na sytuację w Polsce. Napisano tam między innymi: „Wielu członków Polonii jest głęboko przekonanych, że NATO powinno zostać sojuszem obronnym, A nie instrumentem realizacji ambicji geopolitycznych dominujących członków sojuszu. Polska nie może dać się wciągnąć lub być zmuszona do militarnego zaangażowania poza granicami Polski, chyba że najpierw sama zostanie zaatakowana”. „Konsekwencje eskalacji konfliktu, za którą opowiadają się i do której dążą niektórzy przywódcy europejscy, mogą mieć bardzo tragiczne skutki dla Polski i świata. Wzywamy polskich polityków, aby powstrzymali się od obraźliwych, retorycznych ekscesów i pustych gróźb, które ilustrują niestety wyłącznie ich niemożność realistycznej oceny rzeczywistych możliwości Polski w sytuacji faktycznej konfrontacji militarnej”. No, trudniej o bardziej racjonalną refleksję.

Co na to władze? Odpowiedział polski ambasador w USA, pan Magierowski. Zacytuję kilka najlepszych kawałków: „Jesteśmy zaniepokojeni treścią i tonem niektórych ostatnich wypowiedzi, odzwierciedlających retorykę Kremla w tej kwestii. W tym kluczowym momencie historii jesteśmy przekonani, że jedynym sposobem zapewnienia pokojowej przyszłości Europie i Wspólnocie Transatlantyckiej jest zapewnienie Rosji strategicznej porażki w jej wojnie agresywnej. Pogląd ten cieszy się powszechnym konsensusem politycznym i szerokim poparciem w polskim społeczeństwie”. Hmmm… – pan Magierowski. Wydawał się kiedyś rozsądnie mówiącym polskim dyplomatą, ale to dobre wrażenie to chyba efekt zestawienia z kompletną bryndzą jaką jest polska dyplomacja. Pan ambasador w kilku językach mówi, ale nie wiem czy myśli po polsku. A więc wszystko jedno w jakim języku powiadamia o tym świat.

Polonia pyta o wojnę

Autorzy listu Polonii od razu odpowiedzieli Panu Ambasadorowi, a właściwe zadali klika podstawowych pytań co do tych poetyckich w sumie zaśpiewów z jakich składała się jego oświadczenie. Tu chodzi bowiem o polską rację stanu w momencie przesilenia, nie zaś o jakieś metafory. O to o co zapytały ambasadora Polonusy: 

„W swoim oświadczeniu Ambasador wyraził dezaprobatę dla listu Polonii, który jego zdaniem przypominał treści zaczerpnięte z kremlowskiej propagandy. W swoim oświadczeniu Ambasador kwestionował postawę sygnatariuszy listu, przeciwnych zaangażowaniu militarnemu Polski w wojnie na Ukrainie oraz zapewnił o niezmiennym i niekwestionowanym poparciu dla Ukrainy obejmującym wszystkie siły aktywne w polskiej przestrzeni politycznej. W swoim oświadczenia Ambasador Magierowski zapewnia, że doprowadzenie do strategicznej porażki Rosji jest konieczne dla zabezpieczenia polskich interesów narodowych oraz dla pokojowej przyszłości Europy i Wspólnoty Transatlantyckiej. Niestety, oświadczenie Ambasadora nie definiuje, jak miałaby wyglądać „strategiczna porażka Rosji” i nie wyjaśnia w jaki sposób i jakim kosztem moglibyśmy Rosję do tej strategicznej porażki doprowadzić. Zaskakująca niejasność myśli zawartych w oświadczenia Ambasadora Magierowskiego zmusza nas do postawienia kilku zasadniczych pytań. Co będzie stanowić strategiczną porażkę Rosji? Czy do realizacji tego celu wystarczy eliminacja określonej liczby żołnierzy rosyjskich? Czy zniszczenie Kremla powinno być warunkiem koniecznym warunkującym zakończenie operacji? Czy rozważane jest użycie broni nuklearnej w celu wyeliminowania widocznej przewagi rosyjskich sił konwencjonalnych? Czy rozważany jest podbój całej Federacji Rosyjskiej i jej podział? Czy politycy i inni zwolennicy militarnej eskalacji zgłoszą się sami na ochotnika do czynnej służby na froncie? Wreszcie, czy importując wojnę zastępczą w granice Polski i ryzykując zniszczenie kraju mamy zamiar bezrefleksyjnie realizować obce interesy i działać wbrew własnym?

Na koniec najważniejsze pytanie: jakie straty ludzkie polski rząd jest skłonny zaakceptować, aby osiągnąć nierealistycznie „ambitny”, złudny cel, którym jest „rosyjska porażka strategiczna”? Jaka liczba polskich ofiar tej wojny byłaby do zaakceptowania przez rząd w Warszawie? Sto tysięcy? Milion? Dziesięć milionów? Są tacy, którzy twierdzą, że każda liczba polskich ofiar byłaby niewielką ceną, którą warto zapłacić, aby rzucić Rosję na kolana. Czy są wśród rządzących w Warszawie polityków tacy, którzy podzielają ten pogląd?”

Niedobra Polonia, czyli polskie piekełko

Tyle merytoryka. Ale przyjrzyjmy się medialnej otoczce całego zdarzenia. Po pierwsze – jak to zwykle bywa – żeby się dobić do treści listu otwartego Polonii, a co dopiero do odpowiedzi na paszkwil ambasadora, to trzeba się mocno naszukać. No, nie uświadczysz. W mediach, polskich, nie ma za dużo cytatów, ale oceny – a jakże. Czyli odbiorca zanim pozna – a nie pozna – treść, już wie jak ma na nią zareagować, bo okazuje się że:

  • Nie jest to list żadnej Polonii, tylko kliku emigranckich sygnatariuszy, czego dowodem są wypowiedzi dyżurnych Polonusów, że listu nie podpisali, a więc żadna to, panie, Polonia.
  • List jest „kontrowersyjny” na co wskazał sam Pan Ambasador, a reszta podążyła, że, cytuję: „Pogląd ten [o konieczności zaangażowania się Polski w konflikt] cieszy się powszechnym konsensusem politycznym i szerokim poparciem w polskim społeczeństwie”A więc co wy tam na wygnaniu wiecie i po co się wtrącacie w nie wasze sprawy, bo przecież naród tubylczy wojny chce.
  • Samiście Polonusy zdrajcy, uciekliście jak tchórze już raz przed Ruskimi, my zostaliśmy (pisze dwudziestoparoletni bojownik z komunizmem), a więc siedzieć tam cicho i nie dawać nam dobrych rad. I tego Ruskiego przetrzymamy. 

Widać, że jest na ostro. Chyba jesteśmy zaczadziali, my tu w Polsce. Na rynek wewnętrzny każdy kto nie jest za wojną okazuje się być putinowską onucą. To ciekawe i tragiczne zarazem. Ale to nie pierwszy przykład, kiedy Polonia jest ostoją rozsądku dla oczadziałych Polaków. Daliśmy się zapędzić do kąta i nie ma się co obrażać, że ktoś nam na to zwraca uwagę.

Pamiętam na samym początku wojny kadry z Moskwy. Osamotniona Rosjanka stała z transparentem „Niet wajnie!” i ruscy mundurowi ją zwijali. To był jasny dowód na agresywny charakter państwa rosyjskiego. Co może być bowiem złego we wzywaniu do pokoju? No, pokój może być zły tylko w przypadku agresywnego państwa, bo któż byłby przeciwko pokojowi, no któż? Wtedy wszyscy solidaryzowaliśmy się w sposób oczywisty ze zwijaną dysydentką.

A dziś – popatrzmy. Właśnie w tę sobotę odbyły się w Polsce manifestacje za pokojem i przeciw wojnie. Nie wiedzieliście? Aaaaa… No wiadomo – w tym samym czasie mieliśmy transmisje na żywo z sabatu aborcjonistek. Zapamiętajcie sobie ten czas, kiedy garstki były za pokojem, zaś cała reszta oczadziała.

I żeby mi potem nikt nie płakał. Tam w okopach, na zielonej Ukrainie…

Epilog dziadka

I jeszcze jedno. Mam dwójkę wnuków i dwójkę dzieci. Miałem, jak pisałem, bogate życie, głównie we wrażenia. Ja już schodzę i się o swój los mało martwię. Ale mam dzieci a ostatnio przybyła mi Tosia, wnuczka. I muszę wam tam politycy i płatni wyrywni powiedzieć, że jeśli nad chatką moich bliskich pojawi się realna groźba spowodowana przestawianiem moich najbliższych jak pionków na szachownicy waszych kalkulacji, to bójcie się, bo sam nie wiem co zrobię. I chyba nie jestem w tym osamotniony.

[Hi, nie wiesz? A ja, zbliżonych poglądów i w podobnej sytuacji, WIEM ! Mirosław Dakowski]

I jak się okaże, że nasze lidery tam pojechały do tego USA tylko po to, by Bideny załatwiły swoje sprawy na wszelki wypadek z przedstawicielami obu polskich plemion – to będzie z wami źle. Już kiedyś tak było, że jeden przywiózł z Monachium pokój na kawałeczku papieru, a potem rozpętało się piekło. Teraz jest gorzej – możecie nawet przywieść wojnę, którą zadeklarujecie od razu. Można sobie tylko wyobrazić tego konsekwencje. Jak latem się okaże, że jesteśmy w wojnie, nie będzie mnie interesowało, czy prowokację zrobią Białorusini, Ruscy, czy nieznani sprawcy i będziemy mieli, mili władcy, ze sobą na pieńku. Powtarzam złote słowa Orwella: wojna jak się zacznie, to się rządzi swoimi prawami. To proces, który się musi wypalić i wtedy nie ważne kto pierwszy strzelił czy zgwałcił. A skoro jest to proces niepowstrzymany, to wojnie winni są nie ci co ją prowadzą, ale ci, którzy do niej doprowadzili”. 

PS. I jeszcze jedno: załączam swoje zdjęcie z Tosią, żebyście tam Pany nie mówili, że nie wiedzieliście, że to na poważnie…

Tusk w trzy miesiące zaliczył prawie wszystkie etapy, została mu tylko ucieczka do Brukseli. Chyżo…

Tusk w trzy miesiące zaliczył prawie wszystkie etapy, została mu tylko ucieczka do Brukseli

Matka Kurka kontrowersje

„W pierwszych słowach mego felietonu” pragnę nieco ostudzić entuzjastyczne nastroje, które tytuł może wywoływać. Tak dobrze, jakby się skrótowo mogło wydawać, to jeszcze nie ma. Prawdą jest, że Tuskowi został już tylko jeden etap powtórki z poprzednich „rządów”, ale na tym ostatnim etapie tempo nie musi być tak zwrotne, jakie było do tej pory. Zanim powstała „koalicja 13 grudnia” stanowczo się uparłem, że to towarzystwo sklejone tylko wyłącznie nienawiścią do PiS, będzie się kompromitować i degradować błyskawicznie.

Czy miałem rację? Jeden rabin powie tak, drugi rabin powie nie, ale jeśli spojrzeć na wszystko bez politycznych i religijnych uprzedzeń, to pozostaną gołe fakty. Nie minęły trzy miesiące i Tusk razem z ekipą zaliczyli ewidentne łamanie prawa, w tym konstytucji, co więcej część z tych „wyczynów” zostały sądownie uznane za bezprawne.

Równocześnie na naszych oczach rozgrywa się pierwszy poważny kryzys w ramach koalicji. Pałowanie ludzi na ulicach, to następna specjalność Tuska, którą też mamy za sobą. Śmieszność aktualna władza dostarczyła do wyboru do koloru, jednych śmieszy kompromitacja Laska z CPK, innych nowa wersja TVP politycznej, jeszcze innych tańce w Sejmie „wściekłych macic”.

Z powyższego i to bardzo skrótowego zestawienia widać wyraźnie, że historia lubi się powtarzać, ale w zestawie brakuje jeszcze jednego elementu. W 2014 roku Tusk musiał się ewakuować do Brukseli, bo przestraszyły go taśmy z knajpy „Sowa i Przyjaciele”. Nowe taśmy jeszcze się nie nagrały [ może nagrały, ale „decydenci” jeszcze nie nakazali „Ujawnić”. MD] , a PO próbuje grillować PiS „Pegasusem” i innymi aferami rozdętymi przez media.

Nie ma jednak takiej możliwości, aby wcześniej, czy później nie pojawił się „Pegasus” PO, czyli nowe taśmy z jakiejś nowej knajpy. Biorąc pod uwagę, że nie tylko w koalicji, ale i w samej PO poziom wzajemnego zaufania jest bliski zera, haki będą zbierane ze wszystkich stron. Zresztą ostatni etap Tusk może przejść w nieco albo całkiem inny sposób, niż ostatnio.

Pierwsze plotki, że Tusk wrócił do Polski tylko na chwilę, żeby wykonać berliński rozkaz odsunięcia PiS od władzy, pojawiły się w trakcie kampanii wyborczej. Na to rzecz jasna trzeba wziąć poprawkę, bo w kampanii to się różne wiele rzeczy, ale niewiele ma cokolwiek wspólnego z rzeczywistością. Nie chce mi się jednak wierzyć, że w tej plotce nie ma chociaż ziarenka prawdy.

Donald Tusk ma 1000 wad i w tym zestawie znajduje się lenistwo oraz alergia na wszelkie procedury związane z władzą. Żadnego ze wskazanych elementów diagnozy nie musiałem się domyślać, po pierwsze widać to gołym okiem, po drugie sam Tusk potwierdził opisany stan rzeczy, gdy w kuluarach TVN-u mówił: „To jest tak upiorna myśl, że ja będę tam z powrotem siedział… na tej Wiejskiej”.

Tusk nie będzie w stanie przetrwać kadencji, za chwilę zacznie go nosić na wszystkie strony i skorzysta z pierwszej okazji, która da mu możliwość robienia tego, co lubi najbardziej. A co najbardziej lubi Tusk? Udawać, że coś robi i słuchać w mediach, jaką wielką jest figurą. Stołek w Brukseli to najkrótsza droga do spełniania marzeń, pozostają jedynie dwa ważne pytanie, jedno dla nas, drugie dla Tuska. Ile Polska tym razem zapłaci za awans „króla Europy” i kiedy to nastąpi? Paradoks odpowiedzi polega na tym, że im szybciej to nastąpi, tym lepiej dla Polski, ale jednocześnie tym większa będzie cena, jaką Polska zapłaci. Pewne natomiast jest to, że do kompletu i powtórki „rządów Tuska” z lat 2007-2014 brakuje tylko ucieczki do Brukseli.

Mąż amerykańskiej żydówki i ojciec amerykańskiego żołnierza kieruje polskim ministerstwem spraw zagranicznych. Ten kraj to MEM.

“Mąż amerykańskiej żydówki i ojciec amerykańskiego żołnierza kieruje polskim ministerstwem spraw zagranicznych. Ten kraj to mem. Zakładam, że jakby był mężem Białorusinki i synem rosyjskiego żołnierza też by było wszystko w porządku?W polityce nie ma przyjaźni. Są tylko interesy” /Klaudia Kotusiewicz/TT

Zdrada panowie – lecz stoimy cicho. Jak wkręcić w maszynkę do mięsa jakieś głupie państwo, to znaczy takie, którym kierują idioci, albo poprzebierani za idiotów agenci.

Zdrada panowie – lecz stoimy cicho

Stanisław Michalkiewicz „Najwyższy Czas!”    12 marca 2024 michalkiewicz

Okazuje się, że nie tylko Nasz Najważniejszy Sojusznik, nie tylko Nasz Tradycyjny Sojusznik, nie tylko Nasz Drugi Tradycyjny Sojusznik i nie tylko Nasz Mniejszy Sojusznik kombinuje, jakby tu wepchać Polskę do wojny z Rosją w dodatku w taki sposób, by nie rodziło to żadnych zobowiązań, ani dla Naszego Najważniejszego Sojusznika, ani dla Naszego Tradycyjnego Sojusznika, ani dla Naszego Drugiego Tradycyjnego Sojusznika, ani dla Naszego Mniejszego Sojusznika, ani dla Sojuszu Północnoatlantyckiego.

To, że oni wszyscy tak kombinują, to nic dziwnego. Zawsze tak kombinowali, żeby wkręcić w maszynkę do mięsa jakieś głupie państwo, to znaczy takie, którym kierują idioci, albo poprzebierani za idiotów agenci. Tak było w roku 1939, kiedy to Nasz Tradycyjny Sojusznik w kwietniu udzielił Polsce gwarancji, a w lipcu próbował się zorientować czego to mógłby zażądać Józef Stalin za zostanie „sojusznikiem naszych sojuszników”. Jak pamiętamy, Stalin zwrócił uwagę delegacji brytyjskiego Sztabu Imperialnego, że ZSRR nie ma wspólnej granicy z Niemcami, więc jakże Armia Czerwona miałaby wejść w kontakt bojowy z Wehrmachtem? Gdyby tak – ciągnął Ojciec Narodów – Armia Czerwona obsadziła zachodnią granicę Polski – aaa, to co innego! Ponieważ wtedy Nasz Tradycyjny Sojusznik jeszcze się na to nie zdecydował, to Józef Stalin 23 sierpnia 1939 roku nakazał Mołotowowi podpisać pakt z Ribbentropem i w ten sposób ZSRR uzyskał wspólną granicę z Niemcami.

Nasz Drugi Tradycyjny Sojusznik z Paryża aż tak daleko idących awansów nam nie czynił, bo i on wiedział i myśmy wiedzieli, że za Gdańsk, to on umierał nie będzie. Jak się te mocarstwowe igraszki dla Polski skończyły – to już wiemy – a epilogiem była zawarta w lutym 1945 roku transakcja w Jałcie ze Stalinem, któremu, jako sojusznikowi naszych sojuszników, Nasz Najważniejszy Sojusznik do spółki z Naszym Sojusznikiem Tradycyjnym sprzedali Polskę tak, jak rzeźnikowi sprzedaje się krowę. Dlatego właśnie państwa poważne starają się o pozyskanie sojuszników wśród państw pozostałych, żeby w razie potrzeby mieć kogo sprzedawać.

W roku 2014 prezydent Obama wyłożył 5 miliardów dolarów na zorganizowanie „Majdanu” w Kijowie, dzięki któremu Ukraina została kandydatem na sojusznika Naszego Najważniejszego Sojusznika i Sojuszników Drobniejszego Płazu. W rezultacie Rosja przestała być „strategicznym partnerem” Sojuszu Północnoatlantyckiego, jakim została 20 listopada 2010 roku i na zasadzie „rażącej niewdzięczności obdarowanego”, odebrała Ukrainie podarowany jej – podobno po pijanemu – przez Chruszczowa w 1954 roku Krym. Wskutek tego w stosunkach ukraińsko-rosyjskich zapanował „ni pokój – ni wojna”, bo z jednej strony Ukraińcy ostrzeliwali „separatystów” w obwodzie ługańskim i donieckim, ale z drugiej – ukraiński prezydent Poroszenko, swoje fabryki czekolady, jak gdyby nigdy nic, miał w ruskim Lipiecku, a Ukraina brała gaz z ruskiego gazociągu, w dodatku podobno za niego nie płacąc. Pewnie prezydent Poroszenko i z tego względu podpisał w roku 2014 i 2015 tak zwane „porozumienia mińskie”, na podstawie których Ukraina miała zapewnić autonomię, głównie językową, w obwodach donieckim i ługańskim, które poza tym miały pozostawać w granicach Ukrainy.

Aliści – trawestując Gałczyńskiego – „w Waszyngtonie na mieście inne były już treście”, toteż kiedy po wyborach w roku 2020, kiedy to przegrany prezydent Trump zarzucał wygranemu prezydentowi Bidenowi nierzetelne liczenie głosów, nastąpiło zaostrzenie sytuacji. A dlaczego? A dlatego, że całkiem niedawno nie żaden kremlowski kłamca, któremu nikt mądry, roztropny i przyzwoity, z tych, co to rozpoznają się po zapachu, nigdy nie odważyłby się uwierzyć, tylko – amerykański dziennik „New York Times” ujawnił, że Centralna Agencja Wywiadowcza w latach 2014 – 2022 zainstalowała co najmniej 12 tajnych baz na terenie Ukrainy.

Była to sytuacja zupełnie podobna do tej, która przyczyniła się do tzw. „kryzysu karaibskiego” w roku 1962. Kiedy w 1959 roku Fidel Castro obalił proamerykańskiego prezydenta Kuby Fulgencio Batistę i na „dzieńdobry” znacjonalizował wszystkie amerykańskie przedsiębiorstwa, prezydent Eisenhover, a potem – również prezydent Kennedy, udzielili zgody na przeprowadzenie przez CIA na Kubie tajnej operacji, w celu – jakbyśmy to dzisiaj powiedzieli – „przywrócenia tam praworządności”. Przybrała ona postać inwazji w Zatoce Świń, która zakończyła się klapą. Ale Fidel Castro się przestraszył; bo wprawdzie ta zakończyła się klapą, ale następna – kto wie? – więc na wszelki wypadek zacieśnił stosunki z Sowietami, które skorzystały z tej okazji, by 90 mil od USA rozmieścić swoje pociski z głowicami jądrowymi. Kuba była suwerennym państwem, podobnie jak dzisiaj Ukraina; mogła przyjaźnić się, z kim tylko chciała i na swoim własnym terytorium instalować taką broń, jaka się jej podobała. Podobnie Ukrainie wolno było instalować na swoim terytorium tajne bazy CIA. Jednak w 1962 roku prezydent Kennedy zarządził morską blokadę Kuby w następstwie czego świat stanął u progu wojny jądrowej.

Zimny ruski czekista Putin natomiast w 2022 roku uznał, że porozumienia paryskie z 1997 roku, na podstawie których Rosja zgodziła się na przyjęcie do NATO państw Europy Środkowej w zamian za ustanowienie tak zwanych „środków budowy zaufania” w postaci zakazu przesuwania zachodniej broni jądrowej na wschód od dawnej granicy niemiecko-niemieckiej i instalowania na obszarze nowoprzyjętych państw do NATO stałych baz Sojuszu, zostały w ten sposób przekreślone i postanowił przywrócić siłą status sprzed 2014 roku. Dla Naszego Najważniejszego Sojusznika był to prawdziwy dar Niebios, bo udało mu się wkręcić całkiem spore europejskie państwo w maszynkę do mięsa i to bez żadnego ryzyka dla siebie. Dlatego prezydent Zełeński, który zgodził się na odstąpienie od porozumień mińskich, natychmiast został ulubieńcem wolnego świata, jasnym idolem i naszą najukochańszą duszeńką. Co tam na jego temat sądzą Ukraińcy – tego na pewno nie wiemy, chociaż z drugiej strony okoliczność, że aż ponad 6 milionów tamtejszych obywateli zagłosowało nogami uciekając za granicę i ratując się w ten sposób przed wkręceniem w maszynkę do mięsa, też o czymś świadczy.

Ale wojna się przeciąga i to bez żadnej wyraźnej nadziei na ukraińskie zwycięstwo, a najgorsze jest to, że Ukraińców, których ewentualnie Nasz Najważniejszy Sojusznik mógłby za pośrednictwem prezydenta Zełeńskiego wkręcić w maszynkę do mięsa zaczyna brakować. W dodatku w Ameryce w tym roku wybierają prezydenta i nie wiadomo, na kogo wskaże swoim paluszkiem 34-letnia refrenistka, panna Taylor Swift, co to – jak głoszą fałszywe pogłoski – bzyka się z jakimś futbolistą o politycznych preferencjach bliżej niesprecyzowanych – więc na wszelki wypadek prezydent Józio Biden, co to postanowił przewodzić Ameryce i wolnemu światu aż do upadłego, chciałby się z ukraińskiej awantury wyplątać, ale metodą Kukuńka, to znaczy – żeby odium spadło nie na niego, tylko na Republikanów. W tym celu prezydent Biden zaparł się i nie chce dać ani centa na ochronę południowej gracy USA z Meksykiem, a w odwecie Republikanie blokują uchwalenie budżetu. Od września ub. roku kiedy to w Ameryce kończy się rok budżetowy, budżetu nie ma, a tylko – żeby świat się nie zawalił – Izba Reprezentantów uchwala budżety tymczasowe. Było ich do tej pory 3, ale w żadnym nie było ani centa dla Ukrainy. Ten ostatni tymczasowy budżet kończy się w marcu, a więc – na dniach – ale nie widać, żeby w tej sprawie coś się zmieniło. Forsy zaczyna brakować, toteż pojawiają się osobliwe pomysły, by Ukrainie dać 300 mld dolarów „zamrożonych” aktywów rosyjskich.

Pomysł o tyle osobliwy, że żadne z państw zamrażających nie jest z Rosją w stanie wojny. Przeciwnie – utrzymują z nią stosunki dyplomatyczne. Wprawdzie ukraińscy oligarchowie z pewnością by się takiego prezentu ucieszyli; kupiliby sobie nowe nieruchomości na Riwierze, jachty i inne luksusy, nie mówiąc o azylach w bezcennym Izraelu, a kto wie – może nawet sypnęliby jakieś okruszki dla sołdatów -”herojów”, żeby nie żywili się samą „sławą” – ale na razie wszyscy boją się precedensu, więc do konfiskaty nie doszło.

I w tych okolicznościach przyrody doszło do szczytu państw Unii Europejskiej w Paryżu, gdzie mężykowie stanu namawiali się, jakby tu przychylić nam nieba. Wprawdzie przy tej okazji pojawiły się fałszywe pogłoski, jakoby unijni Zasrancen chcieli wysłać na Ukrainę własne wojska, skoro Ukraińców zaczyna brakować – ale sam widziałem, jak pan prezydent Andrzej Duda na zaimprowizowanej konferencji prasowej, z krzywym uśmieszkiem powiedział, że projekt – owszem – pojawił się, ale „nie wzbudził entuzjazmu”. Pan prezydent nie powiedział która to Schwein taki projekt na szczycie Unii Europejskiej wysunęła. Jednak jeśli do konfidencji zostało przypuszczonych co najmniej 27 prezydentów i premierów, to niepodobna, żeby któryś nie puścił farby. No i stało się, że grecki premier Kiriakos Mitsotakis, najwyraźniej odczuwając parcie, jak ten pastuszek, co to podejrzał króla Midasa, którego Apollo za brak muzycznego gustu ukarał oślimi uszami, puścił farbę, że pojawiła się koalicja narwańców, najwyraźniej znowu podpuszczonych przez Naszego Tradycyjnego Sojusznika, czyli Wielką Brytanię. Najwyraźniej otrzymała ona zadanie znalezienia frajerów, którzy zgodzą się na wkręcenie w maszynkę do mięsa swoich obywateli, żeby wyrównać w ten sposób niedostatek Ukraińców.

I frajerowie się znaleźli w osobach reprezentantów Polski, Litwy, Łotwy i Estonii. Charakterystyczne przy tym jest to, że zarówno pan prezydent Andrzej Duda, jak i premier Donald Tusk, którego diabli też tam zanieśli, energicznie zaprzeczają, jakoby inicjatywa wysłania na Ukrainę wojsk wyszła również od nich. W ten sposób po raz kolejny się potwierdziło, że kto wierzy takiemu panu prezydentowi Dudzie, czy premierowi Donaldowi Tuskowi, ten sam sobie szkodzi. Ale żeby nie było wątpliwości, również były Naczelnik Państwa też bredził o „misji NATO”, która powinna zostać na Ukrainę wysłana. Okazuje się, że głupota i zdrada występuje u nas ponad podziałami, nie pomijając nikogo, skoro Wielce Czcigodny poseł Wipler, który najwyraźniej nie bez kozery wypowiada się w imieniu Konfederacji, oświadczył, że czy się to nam podoba, czy nie, to wojna na Ukrainie jest „naszą wojną”. Myślę, że za tę deklarację on też powinien dostać order od SBU, żeby pan red. Tomasz Sakiewicz nie czuł się taki osamotniony.

Stanisław Michalkiewicz

Stały komentarz Stanisława Michalkiewicza ukazuje się w każdym numerze tygodnika „Najwyższy Czas!”.

Mistyfikacja Collegium Humanum. „Pojechałam do Londynu, by obejrzeć »prestiżową« uczelnię” [ŚLEDZTWO]. Co wścieka Donalda?

Mistyfikacja Collegium Humanum. „Pojechałam do Londynu, by obejrzeć »prestiżową« uczelnię” [ŚLEDZTWO]

Renata Kim 17 stycznia 2024

Kuźnia partyjnych nominatów do spółek nie tylko wydaje na masową skalę tanie dyplomy MBA. Robi to we współpracy z zagranicznymi uczelniami, które nie mają prawa nadawać stopni naukowych. I tak naprawdę nie istnieją.

Kiedy na początku stycznia pojawiła się informacja, że członkinią rady nadzorczej Polskiej Wytwórni Papierów Wartościowych została była warszawska radna Magdalena Roguska, w sieci zawrzało. Internauci natychmiast przypomnieli zapis w umowie koalicyjnej, który miał być jednym z priorytetów rządu Donalda Tuska: „odpolitycznienie spółek skarbu państwa poprzez wprowadzenie czytelnych kryteriów naboru na stanowiska zarządcze”.

Roguska jest skarbniczką Platformy Obywatelskiej w Warszawie. W październikowych wyborach parlamentarnych startowała z list KO, ale nie zdobyła mandatu. Została szefową gabinetu politycznego ministra Marcina Kierwińskiego.

[Piszą: „zostało jeszcze 97% artykułu. Chcą wyłudzić dutki. A pocałujcież się ..

Tylko sygnalizuję. MD]

==================================

Dominika Długosz newsweek/donald-sie-wsciekl

Donald Tusk i afera Collegium Humanum

Donald Tusk i afera Collegium HumanumFoto: Sławomir Kamiński / Agencja Wyborcza.pl / Tomasz Jastrzebowski/REPORTER

Premier Donald Tusk po ujawnieniu przez „Newsweeka” nieprawidłowości w Collegium Humanum zarządził przyjrzenie się dyplomom kandydatów do spółek Skarbu Państwa. Nikt z dyplomem tej uczelni nie ma szans na stanowisko. Wśród polityków i działaczy obecnej większości rządzącej zaczęło się ukrywanie związków z Collegium Humanum.

Donald Tusk po raz pierwszy wściekł się po niedawnych tekstach dziennikarki „Newsweeka” Renaty Kim, w którym opisywała nieistniejące „partnerskie” uczelnie Collegium Humanum.

Już wtedy dostaliśmy sygnały, że premier nakazał bardzo precyzyjne ustalenie, kto ma dyplom z podejrzanej uczelni. Chodziło o to, że w tekście pada nazwisko Magdaleny Roguskiej radnej Platformy z Warszawy, skarbniczki warszawskiej struktury partii, ale przede wszystkim nominatki do rady nadzorczej Państwowej Wytwórni Papierów Wartościowych. Roguska jest także absolwentką Collegium Humanum. Nie ona jedna.

Oto lista osób z PO/KO (Warszawa, Mazowsze), która może mieć lewe papiery Collegium Humanum

Oto lista osób z PO/KO (Warszawa, Mazowsze), która może mieć lewe papiery Collegium Humanum portalwarszawski/lista-osob-z-po-ko-warszawa-mazowsze-ktora-moze-miec-lewe-papiery-collegium-humanum

Według informacji medialnych, z prywatnej uczelni Collegium Humanum mogło zostać wydane setki nieprawidłowych dyplomów. Proces ich odzyskania i unieważnienia może okazać się skomplikowany i czasochłonny.

Trwa śledztwo w sprawie, a na naszą skrzynkę przyszedł mail następującej treści:  Piastuję funkcję zastępcy burmistrza w jednej z dzielnic Warszawy, reprezentując Platformę Obywatelską. Niniejszy list kieruję do Państwa z anonimowego adresu e-mail, aby zachować prywatność. Chciałbym podzielić się uwagami na temat ostatnich publikacji dotyczących uczelni Collegium Humanum i jej związków z naszą partią, zwłaszcza artykułu pt. „Donald Tusk się wściekł. Zaczęło się ukrywanie związków z Collegium Humanum” Dominiki Długosz. Szkoda jedynie, że dziennikarze Newsweeka jak zwykle piszą półprawdy! W swoich artykułach nie biorą pod uwagę kadry PO, która gremialnie „kończyła” tam studia.

Ludzie szli tam, bo było bardzo tanio i wiadomo było, że bez wysiłku dostanie się papier, który umożliwi zasiadanie w Radach Nadzorczych i zarządach spółek

Na wstępie zaznaczę, że członkowie Platformy Obywatelskiej mogli korzystać z istotnych zniżek na studia MBA w Collegium Humanum, dzięki staraniom Grzegorza Kucy – burmistrza Dzielnicy Białołęka i lidera koła PO w Bemowie. Kuca, mający silne powiązania z tą uczelnią i będący członkiem jej Rady Konsultacyjnej Biznesu, ułatwiał dostęp do programu. Jego relacje z Pawłem Czarneckim również były bardzo bliskie.

Z pewnością mogę stwierdzić, że znacząca część warszawskiej PO uzyskała dyplom MBA w Collegium Humanum. Rzadkością jest osoba z naszych szeregów, która nie skorzystała z tej możliwości. Poniżej przedstawiam listę osób, o których wiadomo, że są absolwentami tej uczelni, wraz z dowodami w postaci zdjęć czy zrzutów ekranu.

Motywacja mojego działania wynika z faktu, że moje studia MBA na SGH wymagały większego nakładu finansowego i wysiłku, a otrzymany dyplom jest formalnie równoważny z tym, który uzyskali moi koledzy. Wasza publikacja, skupiająca się na tej kwestii, jest dla mnie źródłem satysfakcji, ponieważ pokazuje, że temat, który wydawał się przycichnąć, zasługuje na dalsze śledztwo. Wzywam do kontynuacji dochodzeń, zadawania pytań i składania wniosków o dostęp do informacji publicznej, zwłaszcza że wiele osób usunęło ze swoich mediów społecznościowych wzmianki o Collegium Humanum.

Na początku oczywiście nikt nie wiedział o tym, że cała uczelnia jest ustawiona 1:1 i że Czarnecki ma tak bliskie powiązania z PIS. Ludzie szli tam, bo było bardzo tanio i wiadomo było, że bez wysiłku dostanie się papier, który umożliwi zasiadanie w Radach Nadzorczych i zarządach spółek.

Oto lista osób z PO/KO o których wiem, że skończyli Collegium Humanum:

1) Wiceburmistrz Dzielnicy Targówek Jędrzej Kunowski,

2) Wiceprzewodnicząca Rady Miasta Magdalena Roguska,

3) Wiceprzewodniczący Sejmiku Województwa Mazowieckiego Marcin Podsędek,

4) Robert Rafałowski – wiceburmistrz Dzielnicy Wola,

5) Kinga Solarek – Radna Dzielnicy Białołęka,

6) Sylwia Lacek – wiceburmistrz Bielan, obecnie kandydatka do Sejmiku Mazowieckiego,

7) Tomasz Kaleta – Radny powiatu wołomińskiego i przewodniczący PO Ząbki,

8) Arkadiusz Werelich – radny powiatu wołomińskiego PO i przewodniczący lokalnego koła PO,

9) Ilona Soja Kozłowska – obecnie szefowa Mazowieckiej Jednostki Wdrażania Programów Unijnych. Wcześniej wiceburmistrz Bemowa, jeszcze wcześniej burmistrz Białołęki i wiceburmistrz Bielan,

10) Sylwia Krajewska – Radna PO Dzielnicy Ursynów,

11) Sylwia Mróz – Radna PO Dzielnicy Ochota,

12) Krzysztof Skrobisz – Radny Miasta Żyrardów,

13) Mahbub Siddique – Radny Dzielnicy Włochy m.st. Warszawy,

14) Konrad Fijołek, Prezydent Rzeszowa – członek Konwentu Rady Konsultacyjnej Biznesu Collegium Humanum.

15) Paweł Michalec – Burmistrz Dzielnicy Żoliborz (zasiada w radzie nadzorczej MPO),

16) Grażyna Mikulska – wiceburmistrz Dzielnicy Wola i przewodnicząca Wolskiego koła PO ,

17 )Grzegorz Kuca – Burmistrz Białołęki i przewodniczący koła PO Bemowo.

18) Małgorzata Maszało-Kulińska – nowa wiceburmistrz Bemowa, przewodnicząca PO Halinów.


Kuca wspinał się po szczeblach kariery od inspektora do burmistrza, pracował w dzielnicach Bemowo i Białołęka. W czasie pełnienia funkcji włodarza Białołęki, którym jest od 2018 roku, uzyskał tytuł Master of Business Administration na Collegium Humanum. Od tego zaczęły się dzisiejsze problemy Kucy, nie pomogła też bliska znajomość z rektorem uczelni Pawłem Cz. 21 czerwca 2020 roku Kuca został powołany przez rektora na członka Konwentu – Rady Konsultacyjnej Biznesu Collegium Humanum. Właśnie dyplom i bliska zażyłość z władzami uczelni miały zaważyć na tym, że ostatecznie Kuca nie wystartuje w wyborach samorządowych.  Kuca – z którym rozmawiamy – początkowo mówi, że listy nie są jeszcze zarejestrowane, więc nie wiadomo kto ostatecznie wystartuje. Dopiero po chwili przyznaje, że nie będzie ubiegał się o miejsce w sejmiku na Mazowszu. – Marcin Dobski, Salon 24, 4.03.24


Przypomnijmy, że według informacji medialnych, z prywatnej uczelni Collegium Humanum mogło zostać wydane setki nieprawidłowych dyplomów. Proces ich odzyskania i unieważnienia może okazać się skomplikowany i czasochłonny. Trwa śledztwo w sprawie.

Ta lista jest znacznie większa, zawiera bardzo dużo zwykłych urzędników miejskich, działaczy partyjnych, którzy nie są znani szerszej opinii publicznej. Mamy, bądź niedługo będziemy mieć dużą kadrę kierowniczą w Urzędzie Miasta Warszawy, która zawdzięcza stanowisko dyplomowi MBA w Collegium Humanum.

Portal Warszawski

==============================

Mail:

prof. dr hab. Paweł Czarnecki, MBA, dr h.c. mult. – Rektor

===================================

Por.:

Dyplom MBA w 20 dni dla drogich Wybrańców. Proceder na Collegium Humanum, uczelni Ogólnoświatowej.[dr h.c. mult.]

————————————-

Collegium Humanum. Kilku posiadaczy dyplomów MBA odpowiedziało na propozycję CBA. Rektor [m.inn.] siedzi.

Koniec hegemonii Zachodu, wyłania się nowy porządek świata – Viktor Orbán

Koniec hegemonii Zachodu, wyłania się nowy porządek świata – Viktor Orbán

[To mąż stanu. Na Węgrzech ten mąż stanu może być posłem już 34 lata, premierem 4 + 14 lat.

Czemu w Polsce mężowie stanu (mamy takich) są spychani, kneblowani, wbijani w gnój? Mirosław Dakowski]

Autor: AlterCabrio , 11 marca 2024 ekspedyt/koniec-hegemonii-zachodu-orban

„Bycie częścią bloku stwarza bardzo małe pole manewru, dlatego w interesie Węgier leży bycie członkiem Unii Europejskiej i NATO, ale nie częścią bloku”. Wizja ta leży u podstaw strategii Węgier mającej na celu wzmocnienie sojuszy z innymi suwerennymi narodami, wzmacniając swoje zaangażowanie na rzecz odrębnej ścieżki w ramach społeczności międzynarodowej.

−∗−

Tłumaczenie: AlterCabrio – ekspedyt.org

−∗−

Viktor Orbán ostrzega: „Zakończyła się hegemonia Zachodu, wyłania się nowy porządek świata”

W znaczącym przemówieniu skierowanym do ambasadorów Węgier 5 marca podczas dorocznego spotkania w Ministerstwie Spraw Zagranicznych i Handlu, premier Viktor Orbán przedstawił kompleksową wizję przyszłości węgierskiej polityki zagranicznej w świetle zmieniającego się krajobrazu globalnego. W tle wtorkowego spotkania Orbán przedstawił frapującą narrację o końcu zachodniej hegemonii i początkach nowego porządku światowego, podkreślając potrzebę dynamicznego i strategicznego podejścia do stosunków międzynarodowych.

„Hegemonia Zachodu dobiegła końca. Nikt dziś w to nie wątpi, bo potwierdzają to dane” – stwierdził Orbán, wskazując na nadejście nowej ery geopolitycznej. Zdaniem premiera przejście to wymaga ciągłej oceny i analizy, biorąc pod uwagę rosnącą segmentację gospodarki na bloki geopolityczne. Orbán podkreślił ogromną presję wywieraną na suwerenne państwa, w tym Węgry, które starają się odnaleźć drogę wśród tych zmian, zachowując jednocześnie swoją autonomię.

Podtrzymując stanowisko Węgier, Orbán oświadczył: „Bycie częścią bloku stwarza bardzo małe pole manewru, dlatego w interesie Węgier leży bycie członkiem Unii Europejskiej i NATO, ale nie częścią bloku”. Wizja ta leży u podstaw strategii Węgier mającej na celu wzmocnienie sojuszy z innymi suwerennymi narodami, wzmacniając swoje zaangażowanie na rzecz odrębnej ścieżki w ramach społeczności międzynarodowej.

W przemówieniu Orbán wyjaśnił także kluczową rolę ambasadorów Węgier w tej nowej epoce. Ambasadorów, którym powierzono zadanie zademonstrowania sukcesu Węgier poprzez „niezaprzeczalne fakty gospodarcze”, nawołuje się do koncentracji na dyplomacji gospodarczej, a nie na różnicach politycznych. Dyrektywa ta podkreśla znaczenie prezentowania osiągnięć Węgier na arenie międzynarodowej w celu wspierania międzynarodowej współpracy i zrozumienia.

Odzwierciedlając opinie Orbána, minister spraw zagranicznych Péter Szijjártó, który również uczestniczył w spotkaniu, podkreślił na Facebooku zwiększoną rolę i wyzwania stojące przed ambasadorami Węgier. „W erze zagrożeń nasi ambasadorowie będą mieli jeszcze większą rolę i zadania, i będą potrzebowali więcej odwagi niż kiedykolwiek, aby skutecznie reprezentować interesy narodowe” – napisał Szijjártó, podkreślając kluczowe znaczenie dyplomacji w ochronie interesów narodowych Węgier w obliczu globalnej sytuacji niepewności.

Gdy świat wkracza w okres znaczących zmian geopolitycznych, przywódcy Węgier jasno wyrażają swój zamiar dostosowania się i rozwoju. Stawiając na pierwszym miejscu suwerenność, sojusze strategiczne i dyplomację gospodarczą, Węgry zamierzają poruszać się po zawiłościach nowego porządku globalnego z pewnością i zdecydowaniem.

___________________

Viktor Orbán Warns: ‘The Hegemony of the West has Ended, A New World Order is Emerging’, Amy Mek, March 10, 2024

Prawda o złu aborcji i tabletki „dzień po”. Kapłan nie pozostawia złudzeń.

Prawda o złu aborcji i tabletki „dzień po”. Kapłan nie pozostawia złudzeń

#aborcja #dzień po #Francja #Kosciół #pigułka

Poprawka do konstytucji przyjęta obecnie w kraju nad Sekwaną nie dotyczy prawnej dopuszczalności aborcji, ponieważ przerywanie ciąży jest legalne w tym państwie od 1975 roku. Chodzi o symboliczne uznanie aborcji za jedno z praw podstawowych. To prawdziwy przewrót kopernikański. Warto w tym miejscu dodać, że w ostatnich latach Francja stała się liderem zmian obyczajowych, dokonujących się w całym świecie. W 1988 roku to właśnie w kraju nad Sekwaną dopuszczono po raz pierwszy do obrotu pigułkę aborcyjną RU-486. Następnie w 2000 roku Francja była pierwszym krajem na świecie, w którym wprowadzono do aptek pigułki „po”. Obecnie w tym kraju takie tabletki są dostępne bezpłatnie i bez recepty dla wszystkich kobiet – mówi w rozmowie z PCh24.pl ks. prof. Andrzej Kobyliński.

Jak Ksiądz Profesor zareagował na artykuły pt. „Francja włączyła prawo do aborcji do konstytucji. Jako pierwszy kraj na świecie”; „Prawo do aborcji w konstytucji: Francja chce dać przykład światu”; „Francja pierwszym krajem z prawem do aborcji w konstytucji”?    

Moją pierwszą reakcją był smutek połączony z przerażeniem. Nie rozumiem obojętności, z jaką to niezwykle ważne wydarzenie spotkało się wśród zdecydowanej większości katolików w naszym kraju. Należy jednoznacznie stwierdzić, że w dniu 4 marca 2024 roku stało się coś bardzo przełomowego. Francja jako pierwszy kraj na świecie podjęła decyzję dotyczącą wpisania do konstytucji „prawa do aborcji”. Chodzi o decyzję Kongresu Parlamentu Francuskiego, czyli wspólnego posiedzenia obu izb parlamentu, które jest zwoływane m.in. wówczas, gdy istnieje potrzeba przegłosowania poprawek do konstytucji. Zdecydowaną większością głosów uznano prawną dopuszczalność dokonywania aborcji za prawo konstytucyjne. Ostatecznie przyjęto sformułowanie kompromisowe: nie będzie w konstytucji wyrażenia „prawo do aborcji”, ale „gwarantowana swoboda”.

Jest to kolejny etap radykalnej rewolucji obyczajowej, która obecnie dokonuje się w Europie i na całym świecie. W najbliższym czasie ustawę przyjętą przez Kongres Parlamentu Francuskiego podpisze prezydent Emmanuel Macron, który jest autorem tej inicjatywy ustawodawczej. W ten sposób kraj nad Sekwaną stanie się pierwszym państwem na świecie, w którym prawna dopuszczalność niszczenia życia dzieci nienarodzonych będzie zapisana w konstytucji jako jedno z praw człowieka. Aborcja jako uprawnienie konstytucyjne o charakterze „nieodwracalnym” to szokujące i przerażające zburzenie dotychczasowego rozumienia praw podstawowych i najważniejszych kategorii etycznych.

Aborcja to przecież morderstwo. Jak „prawo do aborcji” może być wpisane do konstytucji?

Zmiany na poziomie prawnym są konsekwencją zmian na poziomie moralnym i kulturowym. Najpierw zmienia się świadomość, a później prawo. Wcześniej zachodzą zmiany w umysłach ludzi, a później do tego dopasowuje się normy prawa stanowionego. Francja jest dobrym przykładem tego procesu. W decyzji Kongresu Parlamentu Francuskiego przerażają przede wszystkim dwie rzeczy. Pierwsza to uznanie legalnego uśmiercania ludzkich embrionów za jedno z praw podstawowych. Druga to przytłaczające poparcie dla tej decyzji wśród francuskich parlamentarzystów: 780 było „za”, a tylko 72 „przeciw”. Żadna poważna siła polityczna we Francji nie była przeciwna takiej inicjatywie. To dobrze pokazuje, jak głębokie zmiany nastąpiły w umysłach mieszkańców kraju nad Sekwaną. Warto zauważyć, że coraz częściej podobną sytuację można zaobserwować w całym świecie zachodnim i w wielu innych regionach naszej planety.

Jak to możliwe, że jest przyzwolenie na zabijanie dziecka, które najbardziej potrzebuje ochrony?

Niestety, coraz częściej ludzkie embriony nie są uznawane za dzieci, osoby czy odrębne podmioty, ale tylko i wyłącznie jako część ciała kobiety. W ostatnich dniach zwróciła na to uwagę Papieska Akademia Życia, która opublikowała specjalną notę wspierającą stanowisko Konferencji Episkopatu Francji. Biskupi francuscy stanowczo stwierdzili w swoim niedawnym oświadczeniu, że „aborcja, która od samego początku pozostaje zamachem na życie, nie może być postrzegana wyłącznie z perspektywy praw kobiet”.

Warto w tym miejscu przypomnieć, że przez wiele lat w Chinach aborcja była nie tylko „prawem”, ale wręcz „obowiązkiem”. Gdy w 1977 roku Komunistyczna Partia Chin wprowadziła politykę jednego dziecka, to wówczas zaczęto zmuszać do aborcji wszystkie kobiety, które posiadały już jedno dziecko i zaszły w kolejną ciążę. W ten sposób uśmiercono kilkaset milionów dzieci nienarodzonych. Polityka jednego dziecka obowiązywała w Państwie Środka do 2015 roku.

Obecnie wielkim dramatem jest tzw. późna aborcja (ang. late abortion), czyli uśmiercanie dzieci nienarodzonych do samego końca ciąży. Taka forma aborcji jest obecnie prawnie dopuszczalna m.in. w USA w stanie Nowy Jork. W 2019 roku odpowiednią ustawę podpisał ówczesny gubernator tego stanu Andrew Cuomo, który jest katolikiem i członkiem Partii Demokratycznej. Oznacza to, że w kraju, który jest symbolem demokracji i praw człowieka dla całego świata, dziewięciomiesięczne dziecko nienarodzone może być uśmiercone w placówkach służby zdrowia w majestacie prawa.

Czego dokładnie dotyczy zmiana we Francji?

Poprawka do konstytucji przyjęta obecnie w kraju nad Sekwaną nie dotyczy prawnej dopuszczalności aborcji, ponieważ przerywanie ciąży jest legalne w tym państwie od 1975 roku. Chodzi o symboliczne uznanie aborcji za jedno z praw podstawowych. To prawdziwy przewrót kopernikański. Warto w tym miejscu dodać, że w ostatnich latach Francja stała się liderem zmian obyczajowych, dokonujących się w całym świecie. W 1988 roku to właśnie w kraju nad Sekwaną dopuszczono po raz pierwszy do obrotu pigułkę aborcyjną RU-486. Następnie w 2000 roku Francja była pierwszym krajem na świecie, w którym wprowadzono do aptek pigułki „po”. Obecnie w tym kraju takie tabletki są dostępne bezpłatnie i bez recepty dla wszystkich kobiet.

To, co się stało 4 marca 2024 roku jest zwieńczeniem długiego procesu radykalnych zmian zachodzących w społeczeństwie francuskim. Uznanie aborcji za prawo konstytucyjne oznacza, że niebawem stanie się niemożliwa jakakolwiek negatywna ocena przerywania ciąży, ponieważ krytyka aborcji będzie traktowana jako zamach na największą świętość w państwie demokratycznym, jaką jest konstytucja. W konsekwencji każdy, kto będzie przeciwnikiem aborcji, stanie się automatycznie wrogiem wartości konstytucyjnych, przeciwnikiem praw człowieka i nieprzyjacielem Republiki Francuskiej. W ten sposób będzie się zamykać usta środowiskom pro-life i wszystkim obrońcom życia dzieci nienarodzonych. Z pewnością rozwiązanie przyjęte w kraju nad Sekwaną będzie powoli stawać się standardem europejskim i normą prawną promowaną przez władze Unii Europejskiej.

Kościół katolicki we Francji chyba nie spełnił swojej roli?

Częściowo tak. Pamiętajmy o tym, że w kraju nad Sekwaną w ciągu ostatnich kilkudziesięciu lat dokonała się głęboka rewolucja w wymiarze światopoglądowym. Czynnikiem, który ją przyspieszył był głęboki kryzys Kościoła katolickiego we Francji, który rozpoczął się po Soborze Watykańskim II, czyli na przełomie lat sześćdziesiątych i siedemdziesiątych XX wieku. Wraz z szybkim rozpadem francuskiego katolicyzmu zaczęły także przyspieszać zmiany obyczajowe, dokonujące się w całym społeczeństwie. Postępująca sekularyzacja doprowadziła do radykalnych zmian, gdy chodzi o rozumienie małżeństwa, rodziny, seksualności czy takich zagadnień bioetycznych, jak chociażby początek lub koniec życia ludzkiego.

Kiedy powstaje człowiek?

Nowe życie ludzkie powstaje w momencie zapłodnienia, gdy żeńska komórka rozrodcza łączy się z męską komórką rozrodczą. Połączenie plemnika z komórką jajową oznacza narodziny nowego organizmu. To początek życia nowej jednostki ludzkiej. Okres między zapłodnieniem a całkowitym zagnieżdżeniem się nowego embrionu w macicy wynosi 12-14 dni. Przez dwa tygodnie po zapłodnieniu mamy nowe życie, które jeszcze nie jest zagnieżdżone w macicy. 

Kobiety z lewicy krzyczą, że walczą o prawa kobiet. Osobiście nie życzę sobie, by walczyły o moje prawa. Księże Profesorze, o jakie prawa tak naprawdę walczą kobiety z lewicy?

Międzynarodowy ruch praw kobiet to zjawisko o wiele szersze niż inicjatywy podejmowane w niektórych krajach przez działaczki partii lewicowych. Z jednej strony trzeba zgodzić się z wieloma postulatami tego ruchu, który mam charakter ogólnoświatowy. Z pewnością należy pozytywnie ocenić m.in. walkę z przemocą wobec kobiet i ich dyskryminacją w krajach muzułmańskich. Z drugiej strony nie można się zgodzić m.in. z promocją „prawa do aborcji”. Osoby zaangażowane w walkę o prawa kobiet akcentują znaczenie wolności osobistej kobiety, natomiast nie podejmują zagadnienia podmiotowości i praw nowego, poczętego życia.

Niestety, w świecie zachodnim są słabo słyszalne głosy upominające się o prawo do życia dzieci nienarodzonych. Ale bądźmy sprawiedliwi, problem dotyczy nie tylko Zachodu. Warto w tym miejscu przypomnieć, że pierwszym krajem na świecie, który wprowadził legalną aborcję był Związek Sowiecki – już w 1922 roku. To było mniej więcej pięćdziesiąt lat przed uchwaleniem podobnych ustaw aborcyjnych w większości krajów zachodnich i trzy dekady przed legalizacją aborcji w państwach socjalistycznych. W Polsce taką ustawę przyjęto w 1956 roku.

Tabletka „po” ma działanie wczesnoporonne czy antykoncepcyjne?

I takie, i takie. W tej sprawie Polska się podzieliła na dwa wrogie obozy. Jedno plemię twierdzi, że preparaty medyczne „po” są tabletkami antykoncepcyjnymi, a drugie – że to pigułki aborcyjne. To absurd. Odbywa obozy mówią nieprawdę, ponieważ specyfika tych środków polega na tym, że mają podwójne działanie: antykoncepcyjne i aborcyjne. Wszystko zależy od tego, w jakiej fazie cyklu miesiączkowego są stosowane.

Jeśli są przyjmowane przed owulacją, to mają działanie antykoncepcyjne, ponieważ hamują bądź opóźniają owulację, nie dopuszczając do zapłodnienia i powstania nowego ludzkiego embrionu. Istnieją dwie generacje tabletek „po”, które różnią się między sobą. Pierwsza generacja to pigułka „72 godziny po”, czyli preparat medyczny, który można przyjmować nie później niż trzy doby po stosunku seksualnym. Jego nazwa handlowa to Escapelle i Livopill. Preparaty te mają działanie antykoncepcyjne, jeśli są przyjmowane do trzech dni przed owulacją. Druga generacja preparatów medycznych „po” to tabletka „pięć dni po”, którą można stosować nie później niż 120 godzin po stosunku seksualnym. Jej nazwa handlowa to ellaOne. Preparat ma działanie antykoncepcyjne, jeśli jest przyjmowany 1-2 dni przed owulacją.

A tyle się mówi o tzw. antykoncepcji awaryjnej…

Kłamstwo, które zawiera ta nazwa reklamowa polega przede wszystkim na ukrywaniu działania wczesnoporonnego, czyli aborcyjnego tego rodzaju preparatów medycznych.

Kiedy należy mówić o działaniu wczesnoporonnym?

Jeśli tabletki Escapelle, Livopill i ellaOne są przyjmowane po relacji seksualnej, w której doszło do zapłodnienia, wówczas mają działanie wczesnoporonne, czyli aborcyjne, ponieważ blokują możliwość zagnieżdżenia się ludzkiego embrionu w macicy i doprowadzają do jego uśmiercenia. Pigułki „po” blokują działanie progesteronu, który odgrywa kluczową rolę w procesie przygotowania endometrium do implantacji. Endometrium to błona śluzowa wyściełająca jamę macicy. Stanowi miejsce, gdzie zagnieżdża się zarodek. Tabletki „po” prowadzą do tego, że następuje zmiana śluzu, który otacza ścianki macicy, endometrium staje się „niegościnne”, macica się kurczy. Jeśli po stosunku seksualnym doszło do zapłodnienia, to „niegościnne” endometrium albo nie przyjmuje ludzkiego embrionu, albo usuwa już zagnieżdżony zarodek.

Warto pamiętać o tym, że bardzo ważnym argumentem, który wykorzystuje się do ukrywania działania aborcyjnego tych preparatów jest nowa definicja ciąży, którą w 1985 roku przyjęła Międzynarodowa Organizacja Zdrowia. Według tej definicji ciąża rozpoczyna się dopiero w momencie zagnieżdżenia się zarodka w macicy, a nie w chwili połączenia dwóch komórek rozrodczych: męskiej i żeńskiej. W opinii Międzynarodowej Organizacji Zdrowia początkiem ciąży nie jest poczęcie nowego życia, ale implantacja zarodka.

Co to w praktyce oznacza?

Konsekwencje tej rewolucyjnej zmiany są bardzo poważne. Zgodnie z nową definicją to wszystko, co zapobiega rozpoczęciu ciąży, ma tylko i wyłącznie działanie antykoncepcyjne. Działanie antyimplantacyjne, czyli antyzagnieżdżeniowe jest traktowane jako „antykoncepcja awaryjna”. Niszczenie ludzkiego życia przed zagnieżdżeniem w macicy nie jest uznawane za działanie aborcyjne. Skoro preparaty medyczne „dzień później” czy „pięć dni później” nie dopuszczają do implantacji zarodka, „tylko” zapobiegają jego zagnieżdżeniu w łonie matki, to w świetle nowej definicji ciąży nie można mówić o działaniu aborcyjnym, ponieważ aborcja jest tylko wówczas, jeśli jest ciąża.

Do czego doprowadzi łatwiejszy dostęp do tabletek „po”?

Szersza możliwość posiadania tej pigułki bez recepty z pewnością zwiększy liczbę abortowanych ludzkich embrionów. Warto w tym miejscu dodać, że regulacje prawne dotyczące zagadnień bioetycznych mają coraz mniejsze znaczenie. Niezależnie od takiej czy innej ustawy, rozwój internetu ułatwia dostęp do różnego rodzaju preparatów medycznych. Umożliwia w pewien sposób „antykoncepcję po” i aborcję chemiczną dla wszystkich w wymiarze globalnym. Dlatego trzeba przede wszystkim kształtować sumienia, które pomogą ludziom podejmować decyzje moralne niezależnie od prawa, które obowiązuje. Podkreślam, że spory dotyczące ustaw, recept są de facto mało istotne.

Niestety, nowa definicja ciąży i „prawo do aborcji” są promowane w całym świecie przez różne agendy Organizacji Narodów Zjednoczonych i Unii Europejskiej. W pewnym sensie te dwa podmioty międzynarodowe narzucają rewolucję bioetyczną całemu światu. W tym kontekście można mówić o swego rodzaju kolonizacji ideologicznej.

Stosowanie preparatów „po” jest niemoralne?

Przyjmowanie tabletek „po” jest niemoralne, ponieważ zawiera w sobie akceptację zniszczenia ludzkiego życia na wczesnym etapie jego rozwoju. Oczywiście w praktyce trudno precyzyjnie rozstrzygnąć, w których przypadkach było działanie tylko antykoncepcyjne, a kiedy doszło do zablokowania implantacji zarodka i jego uśmiercenia. Trudno ocenić, czy doszło już do zapłodnienia, gdy kobieta przyjęła tabletkę „po”. A jeśli tak, to czy przypadkiem nie nastąpiło naturalne wydalenie ludzkiego embrionu. Jest wiele pytań bez odpowiedzi. Może być tak, że osoba, która zastosowała ten preparat, jest w swoim sumieniu przekonana, że doszło tylko i wyłącznie do działania antykoncepcyjnego, a w rzeczywistości było zupełnie inaczej. Ale mogą być także sytuacje odwrotne: ktoś żyje z poczuciem winy, ponieważ sądzi, że nowe życie zostało uśmiercone, a faktycznie w ogóle nie doszło do zapłodnienia. 

Kościół katolicki nie stanął na wysokości zadania, jeśli chodzi o tabletki „po”?

I tak, i nie. Było wiele ważnych inicjatyw, gdy chodzi o działania podejmowane przez Stolicę Apostolską, natomiast zdumiewa prawie całkowita obojętność w tej sprawie władz Kościoła katolickiego w naszym kraju. Szczególnie doceniam zaangażowanie w tym obszarze Papieskiej Akademii Życia. Ten ważny organ watykański opublikował pierwszy dokument na temat tabletki „po” w dniu 31 października 2000 roku. W specjalnym oświadczeniu stwierdzono wówczas bardzo stanowczo i jednoznacznie, że ciąża rozpoczyna się w momencie zapłodnienia, a nie od momentu implantacji zarodka, a spowodowanie usunięcia embrionu poza organizm matki jest zniszczeniem poczętego życia ludzkiego. Dlatego też jakiekolwiek rozprowadzanie, przepisywanie i zażywanie tego środka należy uznać za moralnie niedopuszczalne.

Chciałbym w tym miejscu dodać, że od trzydziestu lat analizuję debatę bioetyczną w Polsce i na świecie. W tym czasie przygotowałem wiele opracowań dotyczących tabletek „po”, aborcji chemicznej, pigułki aborcyjnej RU-486, sztucznego zapłodnienia, klauzuli sumienia pracowników służby zdrowia, początku życia człowieka i statusu ludzkiego embrionu itd. Nagrałem na ten temat wiele audycji radiowych i telewizyjnych, udzieliłem wielu wywiadów, przygotowałem podcasty itp. Próbowałem nawet przekonać niektórych biskupów, aby problemy bioetyczne znalazły odpowiednie miejsce w nauczaniu religii w szkole. Niestety, bez skutku. W naszym kraju tabletki „po” zostały wprowadzone do aptek bez wyraźnego sprzeciwu moralnego ze strony Kościoła katolickiego.

Dlaczego?

Ponieważ nie ma odpowiedniej wrażliwości moralnej. Brakowało także właściwego kształtowania poglądów bioetycznych wśród lekarzy, farmaceutów, pielęgniarek, studentów, członków ruchów i stowarzyszeń katolickich. Do tego w ostatnich latach biskupi, księża i ludzie świeccy skoncentrowali swoją uwagę na furtkach złego ducha, grzechach międzypokoleniowych, egzorcyzmach, uzdrowieniach, cudach, spoczynkach w duchu, spotkaniach z ks. Johnem Bashoborą na Stadionie Narodowym w Warszawie itp. Warto przypomnieć, że w 2016 roku na Jasnej Górze odprawiono nawet egzorcyzm nad całą Polską…

Jedną z konsekwencji promowania w naszym kraju szkodliwej religijności synkretycznej z elementami zielonoświątkowymi jest akceptacja magii i zabobonu wśród wielu katolików. Niestety, zwyciężyło podejście irracjonalne do religii. Dlatego trudno się dziwić temu, że dzisiaj w Polsce tak niewiele osób jest rzeczywiście zainteresowanych fundamentalnym zagadnieniem początku życia ludzkiego i konieczności jego ochrony.

Dziękuję za rozmowę

Marta Dybińska

Ks. Prof. Andrzej Kobyliński – filozof i etyki, doktor habilitowany nauk humanistycznych, profesor Uniwersytetu Kardynała Stefana Wyszyńskiego w Warszawie, kierownik Katedry Etyki w Instytucie Filozofii tej uczelni. Absolwent Papieskiego Uniwersytetu Gregoriańskiego w Rzymie. Autor kilkuset publikacji naukowych i publicystycznych poświęconych problematyce filozoficznej, religijnej, moralnej i społecznej.   

Życie na linie 8. Sztuka wysoka i piłka kopana.

Życie na linie 8

Sztuka wysoka i piłka kopana.

Pędząca Glizda.

Im głębiej wchodził Chyży Rój w politykę, im ważniejszy się czuł, tym trudniej było się z nim dogadać dawnym kolegom z „Okienka”. Wzorem klubów, w których spotykali się w Harlemie gangsterzy i artyści jazzowi, w rodzinnym mieście Chyżego założono Flax Club z nadzieją, że będzie promował sztukę wysoką. A przede wszystkim artystów z grona pracowników spółdzielni „Okienko”. Jak pisałam- w tym środowisku nie brakowało różnych oryginałów. Jeden z nich o ksywce Jemioła pochodzącej wprost od nazwiska Jamiołkowski malował przedziwne obrazy. Na przykład rynek Kazimierza Dolnego widziany z perspektywy leżącego na rynkowym bruku -nie wiadomo -pijanego czy naćpanego. Powykrzywiane kazimierzowskie kamieniczki jak wampiry pochylają się nad jego głową z wrogo wytrzeszczonymi oknami. Albo naga para siedząca sztywno i ponuro przy stole, jak stare małżeństwo, z ukrytymi elegancko pod stołem genitaliami. Albo ponury mężczyzna kołyszący w ramionach martwego zająca.

Pewnego razu Flax Club urządził aukcję obrazów. Ku wściekłości profesorów lokalnej Akademii Sztuk Pięknych wszystkie płótna Jemioły poszły jak ciepłe bułeczki. Dla tych profesorów Jemioła był człowiekiem znikąd, bez dyplomu, a więc w zasadzie malarzem nielegalnym. Gorąco tęsknili do czasów gdy żeby mieć prawo urządzić wystawę, albo legalnie sprzedawać swoje prace, trzeba było uzyskać tak zwane uprawnienia artystyczne. Pewien obecny na aukcji profesor Akademii słynął z tego, że jako członek komisji przyznającej te uprawnienia każe rozkładać oleje, akwarele i gwasze niedzielnych artystów na ziemi i przebiera je kopiąc. Z fularem na szyi i chyrą siwych włosów wyglądał jak papcio Chmiel. Zapytał mnie, które obrazy najbardziej mi się podobają. Odpowiedziałam uczciwie, że Jemioły. „ No właśnie, to sztuka akurat dla kucharek” –łaskawie zauważył odchodząc.

W klubie Flax obok polityków gangsterów i ludzi półświatka brylowali wieczorami liczni pracownicy „Okienka.” Chyży Rój początkowo trzymał się na uboczu, lecz w miarę wzrastania jego politycznych apetytów i politycznych wpływów robił się coraz ważniejszy. Mądrzył się na wszelkie możliwe tematy, a jego akolici pokornie wysłuchiwali tych bredni.

To samo dotyczyło tradycyjnie rozgrywanych przez chłopaków meczów piłki kopanej. Taki mecz odbywał się między innymi w Sylwestra. Gracze – jak twierdzili – musieli dla podtrzymania dobrych relacji z lekceważonym kiedyś kolegą podkładać mu się na boisku. No cóż – choć Chyży nie był jako żywo Maradoną dorównywał jednak -jak twierdził – liczbą strzelonych goli nie tylko Maradonie lecz nawet Lewandowskiemu.

Dzięki pracującym na jego sukces graczom zasłynął strzeleniem gola podczas meczu towarzyskiego z delegacją rządową sąsiedniego kraju.

Niełaska Chyżego miała konkretne konsekwencje finansowe czy wręcz bytowe. Zawsze ugodowy, podporządkowany Pluskwa zmieniał dzięki Chyżemu mieszkania i prace jak rękawiczki, natomiast niepokorny i uczciwy, prawdziwy opozycjonista Nasielski był w tym towarzystwie sekowany i oskarżany- zupełnie bezpodstawnie zresztą- o ohydne potraktowanie bliskiej mu kobiety. Ale to wszystko przecież były drobiazgi. Wygranie na przykład ze Stalinem w szachy groziło nie tylko jego niełaską i złym humorem, lecz nawet śmiercią lub kalectwem.

C D N

Zbieżność nazwisk [??] i sytuacji jest przypadkowa. W kolejnych odcinkach mojej opowieści poznają państwo losy innych osób pracujących w spółdzielni „Okienko”

Bunt przeciwko UE. Kto reprezentuje interes ogółu obywateli.

Bunt przeciwko UE

Posted by Marucha w dniu 2024-03-11 marucha/bunt-przeciwko-ue

Masowy bunt rolników (i nie tylko) przeciwko władzy – tej unijnej i miejscowej – uzasadnia pytanie podstawowe: kto reprezentuje interes ogółu obywateli, czyli kto jest deponentem Rzeczy Publicznej (Rzeczypospolitej)?

Odpowiedź jest oczywista, nie muszę być dosłowny. Nastąpiła bowiem częściowa delegitymizacja (takie mądre słowo) nie tylko formalnych organów sprawujących formalną władzę, lecz pośrednio również klasy politycznej, bo nikt z jej grona nie stanął po stronie obywateli (czyli Rzeczypospolitej) – i u nas, a tym bardziej w Brukseli, bo nowa „nadzwyczajna kasta” polityczno-urzędniczo-lobbystyczna tworząca unijne nonsensy schowała się i chce przeczekać ten bunt.

Delegitymizacja dotyczy również istotnej części prawa unijnego, w tym zwłaszcza zezwalającego na swobodny napływ towarów rolnych z Ukrainy jak i owego „zielonego ładu”.

Nieudolna a przede wszystkim wroga wobec obywateli władza traci również zdolności stanowienia prawa. Co prawda może pisać jakieś przepisy, ale nie są już one „prawem”, bo ich zastosowanie było niezgodne z interesem publicznym.

Zjawisko to jest znane od wieków i nie muszę go długo opisywać. Przypomnę tylko (jaskrawy przykład) okres niemieckiej okupacji w latach 1939-1945: czas w sumie nieodległy i dla starszego pokolenia, które wychowywało się w okresie powojennym, w pełni czytelny. Czy niemieckie władze okupacyjne (tak, były wtedy „władze”) wydawały (jakoby) obowiązujące nas przepisy? Czy za ich nieprzestrzeganie karano „nieposłusznych”, w tym posługując się na co dzień najwyższym wymiarem kary? Odpowiedź jest równie oczywista. Czy Polacy i większość innych obywateli okupowanej Polski uznawało wywodzące się z tych przepisów nakazy i zakazy za „prawo” czy „bezprawie”?

Odpowiedź na to pytanie znamy od dawna, bo nie uznawaliśmy wówczas IUS GLADII (prawo miecza), czyli nie chcieliśmy się podporządkować przepisom zwycięzcy, którego nie uznawaliśmy za zwycięzcę.

Z prawem stanowionym przez władze polskie, które nastały po wyzwoleniu w latach 1944-1945 (tak, to było „wyzwolenie” spod niemieckiej okupacji – dla współczesnej niemieckiej partii w Polsce było „zniewoleniem” i „okupacją sowiecką”) jest już nieco inaczej. Do dziś obowiązują normy prawne ustanowione przez władze nie tylko PRL, ale również przez taki organ jak PKWN, czyli Polski Komitet Wyzwolenia Narodowego, który m.in. wydał obowiązujący do dziś Dekret o reformie rolnej, na podstawie której miliony naszych obywateli mają tytuły prawne do własności nieruchomości.

Podobnie w przypadku wywodzących się z prawa Polski Ludowej tytułów własności do majątku na terenie Ziem Odzyskanych, czyli jednej trzeciej naszego terytorium. Przypomnę, że zgodnie z „prawem niemieckim” obowiązują tam (jakoby) przedwojenne, czyli niemieckie tytuły własności.

Przykłady są więc złożone i odwołują się nie tyle do stanów formalnych, ale również do świadomości prawnej obywateli bez której nie można mówić o „prawie” i jego obowiązywaniu.

Dziś rolnicy uznali za bezprawne niektóre działania „prawotwórcze” władz Unii Europejskiej, bo jest to w ich ocenie „antyprawo” lub „neoprawo” (prościej: bezprawie).

W rządzących kastach zaczął się popłoch i szybkie wycofanie się z niektórych absurdów ekologicznych. Twardo broniony jest natomiast przywilej przywozowy bezcłowego importu towarów ukraińskich, czyli „słudzy narodu ukraińskiego” (tak sami siebie nazywają niektórzy urzędnicy naszego kraju) są silniejszym lobby niż ekolodzy.

Tu nie ma stanów pośrednich: albo wygrają obywatele i obronią swoja ojcowiznę, albo zostanie obronione pseudo-zalegalizowane bezprawie. Tu żadne „odroczenia” tychże nakazów i zakazów nic nie zmienią, chyba że obywatele (czyli my) przegrają tę bitwę.

Ten spór jest spektakularnym podsumowaniem naszego dwudziestoletniego członkostwa w Unii Europejskiej. Jest to również klęska polityki proukraińskiej (czyli antyrosyjskiej) nie tylko ostatnich dwóch lat. Obywatele nie godzą się na rolę ekonomicznej ofiary zimnej wojny prowadzonej w interesie obecnych władz w Kijowie.

[Czyżby? A KTO tymi marionetkami steruje? MD]

Witold Modzelewski https://myslpolska.info

O rewolucji

Zawsze Wierni nr 2/2024 (231) piusx.org.pl/zawsze_wierni/

Adrian Calderone

O rewolucji

W każdym społeczeństwie porządek opiera się na jego zasadach moralnych, wierzeniach, tradycjach, prawach, religii oraz wartościach, w skrócie – na jego kulturze. Będąca tematem niniejszego eseju rewolucja jest ruchem usiłującym zmienić lub zastąpić istniejący porządek społeczny poprzez działania ukierunkowane na zmianę kultury.

O rewolucjach politycznych oraz ich przyczynach napisano całe tomy. Klasyczny traktat na ten temat znaleźć można w księdze V Polityki Arystotelesa, który analizował rewolucje mające miejsce przy różnych typach rządów. Ale są to jedynie zewnętrzne manifestacje rewolucji. Pragnąłbym się tu skupić na podstawowych jej cechach: jej duchu, jej żądzy dominacji oraz podstępach, do jakich ucieka się ona dla osiągnięcia swych celów.

U podstaw jej leży coś duchowego. Zobaczmy, co mówi duch rewolucji sam o sobie:

Nie jestem tym, za co mnie bierzecie. Wielu mówi o mnie, znają mnie jednak tylko nieliczni. Nie jestem masonerią, nie jestem zamieszkami, nie jestem zmianą monarchii na republikę, nie jestem zastąpieniem jednej dynastii inną ani chwilowym zaburzeniem porządku publicznego. Nie jestem wrzaskami jakobinów, nie jestem furią Montaigne’a, nie jestem walką na barykadach, grabieżą, pożarami, prawem rolnym ani gilotyną […]. Nie jestem ani Maratem, ani Robespierre’em, ani Babeufem, ani Mazzinim, ani Koszutem. Wszyscy oni są moimi synami, nie są jednak mną. Rzeczy te są moimi dziełami, ale nie mną. Owi ludzie i owe rzeczy są przemijającymi wydarzeniami, ja jednak jestem stanem permanentnym. […] Jestem nienawiścią do wszelkiego porządku nieustanowionego przez człowieka, w którym nie jest on równocześnie królem oraz bogiem.

Jest to duch rewolucji oraz wróg chrześcijańskiego ładu społecznego. Jest to duch antychrysta – i jest równie stary, co upadek aniołów. W istocie jest to upadły anioł, o tak genialnym intelekcie oraz tak mrocznej woli, że deprawował rodzaj ludzki od samego początku jego istnienia.

Duch ten przedstawia się obecnie jako humanizm. Cóż, humanizm brzmi jak coś dobrego. Ostatecznie czyż nie powinniśmy być ludzcy i troszczyć się o bliźnich oraz o środowisko? Wiemy jednak, że nie tak działa to w społeczeństwach zsekularyzowanych, zwłaszcza w takich, które tolerują wszystkie religie poza tą, która jest depozytariuszem prawdy – religią katolicką.

Zwykliśmy myśleć o wolności religijnej jako o wartości wybitnie humanistycznej. Domagamy się jej. Mówimy o wolności religijnej jako o moralnym prawie wszystkich religii do publicznego wyrazu wiary. Oczekujemy, że każdy postępować będzie wedle własnego sumienia. Zanim jednak zaczniemy ją wychwalać, powinniśmy rozważyć jej negatywne konsekwencje. Jak zauważa kard. Manning:

Stanowienie prawa dla społeczeństwa podzielonego pod względem religijnym jest niemożliwe, chyba że wyłączymy religię z prawodawstwa. Zanim będzie można tworzyć prawa dla tych, którzy podzieleni są pod względem religii, wykluczyć należy ze sfery prawodawstwa chrześcijaństwo. A jaki jest skutek takiego prawodawstwa? Prawda i błąd stawiane są na tej samej stopie. Tolerancja staje się obowiązkiem, a w konsekwencji tolerancji doszliśmy do tego, że społeczeństwo świeckie przestało odróżniać prawdę od błędu. Chrześcijaństwo pozostawione zostało indywidualnemu sumieniu, nie jest już przedmiotem prawa publicznego.

Wolność religijna, o której mówi się po II Soborze Watykańskim, nie ma w sobie nic katolickiego. Zgodnie z Tradycją katolicką błąd nie posiada praw moralnych. Przyzwolenie na propagowanie pewnych błędów oznacza grzebanie prawdy w kakofonii kłamstwa, ku zgubie indywidualnych dusz oraz społeczeństwa. Idea ta wywodzi się z antykatolickiego oświecenia. Zobaczmy, do czego nas ona doprowadziła.

Posunęliśmy się znacznie dalej, niż opisywał to kard. Manning. Przykładowo lobby homoseksualne, które zaczęło od postulatu tolerancji, obecnie domaga się akceptacji i afirmacji swego stylu życia. Jesteśmy raczeni „paradami równości” i oczekuje się od nas, że będziemy je oklaskiwać. Wszelka krytyka grozi oskarżeniem o „szerzenie nienawiści” i publicznym napiętnowaniem. Można nawet stracić pracę lub znaleźć się na ławie oskarżonych. Początki neopogaństwa, którego jesteśmy obecnie świadkami, zaobserwować można było już 100 lat temu. Przykładowo piszący w 1929 r. o „nowym pogaństwie” Hilaire Belloc dostrzegał jego nasilenie i w następujący sposób przewidywał jego przyszłość:

Kiedy dojrzeje, nie będziemy już mieli do czynienia z dzisiejszymi, sporadycznymi, świadomymi obelgami pod adresem pięknego i prawego życia, ale ze skoordynowaną i zorganizowaną afirmacją tego, co odrażające i nikczemne.

Jedna ze strategii rewolucji polega na izolowaniu ludzi, tak aby nie było żadnego bufora pomiędzy jednostką a państwem. Ignoruje się katolicką zasadę pomocniczości. Państwo wprowadza prawa mające na celu osłabienie instytucji pośrednich, takich jak rodzina, Kościół, więzi przyjaźni oraz organizacje społeczne. Instytucje te uczą lojalności, odpowiedzialności, szacunku dla autorytetu, poświęcenia – i zapewniają niezależność finansową. Jednak rewolucyjne państwo pragnie, aby ludzie zależni byli jedynie od niego. Umożliwia to użycie najpotężniejszej broni z arsenału państwa rewolucyjnego: strachu. Mam tu na myśli możliwość pozbawienia ludzi pożywienia, swobody podróżowania, stowarzyszania się i wymiany poglądów, pracowania i praktykowania swej wiary. Jak jednak potoczyłyby się losy rewolucji, gdyby ludzie zdecydowani byli bronić swych naturalnych praw i postępować właściwie niezależnie od konsekwencji? W przypadku takiego zagrożenia rewolucja zawsze uciekać się będzie do przemocy. Zmienia naszych sąsiadów we wrogów. Lub też sprawia po prostu, iż owi sąsiedzi z dnia na dzień „znikają”.

W jaki sposób działa ten duch rewolucji? Wykorzystując środki komunikacji międzyludzkiej. Za ich pośrednictwem atakuje nasz intelekt, wyobraźnię, uczucia oraz pamięć.

Celem ducha rewolucji jest dematerializacja świata. […] Od Lucyfera wywodzi się gnostycyzm, przekonanie, że materia jest zła. Duch uwięziony został przez materię i musiał się od niej wyzwolić. Gnostyckie zbawienie osiągalne jest dzięki wiedzy tajemnej. Czy to nie tym kusił wąż Ewę? Zjedz zakazany owoc poznania dobra i zła, a staniesz się jak Bóg.

To właśnie ulegając wpływowi gnostyckiemu, Kartezjusz ukuł swe słynne powiedzenie: „Myślę, więc jestem”. W sposób ten rozdzielił świat myśli od świata rzeczy. I popełnił straszliwy błąd. Filozofia scholastyczna nauczała, że samoświadomość może zostać osiągnięta przede wszystkim dzięki uświadomieniu sobie istnienia świata zewnętrznego, postrzeganego przez zmysły. Kartezjańska idea o niezależności myśli od rzeczy podjęta została przez Kanta, Hegla oraz innych współczesnych filozofów. Umożliwiło to kontrolowanie świata naturalnego przez wolę, tj. nietzscheańską wolę mocy. Najlepiej widać to w komunizmie, dla którego prawda nie jest zgodnością intelektu z rzeczywistością, ale tym, co służy postępowi rewolucji. Dla komunizmu jedynym absolutem jest materializm dialektyczny. Jednak komunistyczna koncepcja świata materialnego nie ma nic wspólnego z obiektywną rzeczywistością fizyczną. Komuniści wyznają heglowską zasadę teza–antyteza–synteza. To partia decyduje o tym, co jest rzeczywistością. Może zadekretować, że to, co wczoraj było białe, dziś jest zielone – a ludzie mają obowiązek się dostosować. Intelekt i pamięć są niszczone. Pozbawiani jesteśmy rozumu.

Choć jednak komunizm jest złem, istnieje atoli coś bardziej jeszcze złowrogiego i podstępnego. Prezydent Woodrow Wilson, zwolennik nowego porządku światowego, zmuszony był przyznać w swej książce The New Freedom (1913):

Od kiedy zacząłem zajmować się polityką, ludzie wyjawiali mi swe poglądy głównie prywatnie. Niektóre z najbardziej wpływowych osobistości w dziedzinie handlu i przemysłu obawiają się kogoś lub czegoś. Wiedzą, że istnieje gdzieś siła tak zorganizowana, tak przenikliwa, tak czujna, tak potężna i wszechobecna, że krytykując ją, lepiej jest mówić ściszonym głosem.

Czym jest owa rzecz bez nazwy, owa siła? W istocie dostrzegali ją już Leon XII oraz Pius XI. Pierwszy z nich rozumiał przez nią działającą pod różnymi przykrywkami lichwę, drugi zaś dyktaturę instytucji kredytowych. Wilson zauważał, że każdy, kto pragnął stworzyć własną firmę, w chwili, gdy chciał wkroczyć na konkretny rynek, napotykał natychmiast opór ze strony jakichś organizacji. W ten właśnie sposób rewolucja kontroluje społeczeństwo. Świat kapitalizmu to świat zdematerializowanego pieniądza, w którym siła nabywcza jednostki zależy od zer i jedynek zapisanych w pamięci komputera. A jako nazwę dla tej bezimiennej rzeczy zaproponować możemy – od jej pomysłodawcy – termin „lucyferianizm”.

Wyobraźnia atakowana jest za pomocą sztuki literackiej oraz wizualnej. Wiele powstających dziś filmów zostałoby przez poprzednie pokolenia zdecydowanie potępionych, nie tylko z powodu wizualizacji scen erotycznych, ale także ze względu na ogólny – prezentowany w nich – stosunek do moralności. Pomyślmy na przykład o przedstawieniach aktywności seksualnej. Wszystkie one mają związek z nieczystością lub cudzołóstwem. Jest to obecnie reklamowane jako „realizm” i przekonać ma młodych ludzi do akceptacji tego rodzaju zachowań, ponieważ „wszyscy tak postępują”.

Dzisiejsze wypaczone skłonności gloryfikują w umysłach ludzi wszystko poza Bogiem. Nową religią jest ekologizm. Jeśli kwestionujecie tezę, że ludzie spowodowali globalne ocieplenie, jesteście nazywani „negacjonistami” i traktowani jak heretycy. Katolicy szanują naturę, ponieważ jest ona darem Boga. Współcześni poganie czczą naturę i nienawidzą ludzi. Stąd też propagowanie aborcji, aby pozbyć się istot ludzkich postrzeganych na ziemi jako plaga. Kiedy współczesny sekularysta troszczy się o dobro rodzaju ludzkiego, czyni to w kontekście socjalizmu i wykorzystania mas do wywołania zmiany politycznej. Duch rewolucyjny żywi się agresywnymi emocjami, takimi jak strach, niepewność, gniew i depresja.

Aby rewolucja odniosła sukces, musi ona wyeliminować pamięć o dawnym porządku. Jeśli pamięć ta nie może zostać wymazana całkowicie, musi zostać przynajmniej pogrzebana pod lawiną kłamstw, kalumnii i czarnych legend, aby ludzie wzdragali się na samą myśl o powrocie do dawnego ładu. Przychodzi mi tu na myśl kilka przykładów. W dystopicznej powieści George’a Orwella Rok 1984 Winston Smith zatrudniony był przy przeredagowywaniu historii oraz wiadomości, wrzucając niewygodne dla Partii dokumenty do „luk pamięci”. Rewolucja protestancka prowadziła kampanię kłamstw i oszczerstw dotyczących Kościoła katolickiego, przedstawiając go jako wroga nauki i zdrowego rozsądku. Rewolucjoniści działający wewnątrz Kościoła katolickiego, traktujący jako punkt wyjścia II Sobór Watykański, próbowali przez ostatnie 50 lat1 wymazać z pamięci wiernych wspomnienia o doktrynach i praktyki uprzednich dwóch tysiącleci. Wszystko to jest bezwzględnym „oczyszczaniem pamięci” (termin G. Orwella – przyp. tłum.).

Aby osiągnąć te cele, duch rewolucji posługuje się podstępem. Komunikacja międzyludzka odbywa się zazwyczaj za pośrednictwem słów, obrazów oraz muzyki. A metod zwodzenia jest tyle samo, co środków komunikacji.

Jednym ze sposobów jest posługiwanie się eufemizmami. Przykładowo, kto może być przeciwny ochronie „zdrowia kobiet”? Pod tym terminem kryje się jednak prawo do aborcji. Modne jest też mówienie o aborcji jako o „przerywaniu ciąży”. Zmiana znaczeń i definicji jest procesem stopniowym, realizowanym dzięki propagandzie prowadzonej przez media oraz szkoły. Propaganda wykorzystuje siłę mody, powtórzenia, media papierowe oraz serwisy informacyjne, starając się narzucić odbiorcom nowy paradygmat.

Siła mody bierze się z fałszywego pragnienia szacunku. Nikt nie chce być traktowany z pogardą ani spotykać się z ostracyzmem jako dysydent, który nie zgadza się z obowiązującą ideologią (np. globalnym ociepleniem, małżeństwami między osobami tej samej płci, transgenderyzmem etc.). Sprawia to, że ludzie, którzy wkupili się w łaski obecnych elit, czują się nieswojo na myśl, że postępują źle lub że mogliby zebrać się na odwagę i dołączyć do opozycji wobec status quo. Przede wszystkim jednak sprzeciw wobec takich nowych dogmatów politycznych traktowany jest nie jako różnica opinii, o której można by dyskutować na forum publicznym, ale jako herezja, którą należy wykorzenić. Nowy paradygmat traktowany jest jako wyznanie wiary, a kwestionowanie go musi być tłumione.

Nieustanne powtarzanie czegoś wypiera idee przeciwne. Jak mówił nazistowski minister propagandy Joseph Goebbels, dzięki nieustannemu powtarzaniu danej treści ludzie zaakceptują ją ostatecznie jako prawdę:

Jeśli będziecie powtarzali kłamstwo dostatecznie często, ludzie w nie uwierzą, a może nawet uwierzycie w nie sami.

Treści te powtarzane są przez różne źródła, które trzymają się jednak tych samych wytycznych dotyczących tego, co wolno, a czego nie wolno mówić.

Musimy sobie uświadomić, że główne serwisy informacyjne oraz placówki edukacji publicznej są całkowicie upolitycznione. Zadaniem mediów głównego nurtu nie jest obiektywne przedstawianie faktów. Dziennikarstwo jest stronnicze poprzez to, co eksponuje; sposób, w jaki to przedstawia; a także przez przemilczenia rzeczy niewygodnych. System edukacji publicznej nie tyle wyposaża uczniów w narzędzia intelektualne, dzięki którym mogliby oni formułować poprawne osądy, co wpaja im ideologię elit. Jak mówił Stalin:

Edukacja jest bronią, a jej efekty zależne są od tego, kto trzyma ją w rękach i na kogo jest skierowana.

Szkoły publiczne są organami propagandy, których zadaniem jest uformowanie określonego typu obywatela, o określonym światopoglądzie i akceptującego aktualną ideologię.

My sami współpracujemy jednak z tym procesem naszego zwodzenia. Jak zauważył filozof Josef Pieper świat pragnie pochlebstw. I nie tylko ich samych, ale również, aby pochlebstwo było zamaskowane, aby fakt, iż jesteśmy okłamywani, mógł zostać zignorowany i nie powodował wyrzutów sumienia. Istnieje jednak w propagandzie także element groźby – tajonego, lecz rozpoznawalnego zagrożenia. Propaganda doprowadza nas do przekonania, że ulegając zastraszaniu, robimy to, co i tak chcielibyśmy zrobić. Stajemy się jedynie politycznie poprawni. Sofistyka owa jest tak skuteczna, że ludzie

nie tylko nie są w stanie dojść prawdy, ale stają się niezdolni nawet jej poszukiwać, ponieważ zadowalają się oszustwem i matactwem, które zdeterminowały ich przekonania.

Co więcej, ciągła zmiana – jako cecha rewolucji – pozbawia ludzi równowagi psychicznej. Zanim człowiek zdąży wydać przemyślany osąd o jednej sytuacji, jej miejsce zajmuje inna.

Jednakże nawet to wszystko nie gwarantuje jeszcze sukcesu rewolucji. Używając terminologii scholastycznej, powiedzieć możemy, że sprawia jedynie, iż społeczeństwo znajduje się in potentia2 rewolucji. Możność ta musi zostać zaktualizowana. Jak jednak wiemy z historii, dla zainicjowania rewolucji potrzeba jedynie pewnych okoliczności, takich jak bezrobocie, głód, wojna czy też jakieś inne poważne napięcie społeczne – oraz wyszkolonej kadry rewolucjonistów, rozproszonych po krytycznych obszarach wpływu i potrafiących wykorzystać te okoliczności, będące zresztą efektem ich działań. Aby odnieść całkowity sukces, rewolucja musi tak całkowicie obalić stary porządek, a nawet wymazać pamięć o nim, aby nie była już ona postrzegana jako rewolucja.

Rewolucja w nieunikniony sposób przeradza się w totalitaryzm – jak dotąd jednak nie udało się jej nigdy zrealizować tego w sposób trwały oraz pełny. Zawsze pozostawali ludzie pamiętający stary ład. Zawsze pozostawały jakieś świadectwa dotyczące przeszłości. Zawsze byli ludzie, którzy nie poddali się strachowi, jaki rewolucjoniści szerzyć muszą, aby odnieść sukces. Zawsze też byli męczennicy.

Przede wszystkim jednak rewolucja powstrzymywana była przez najbardziej wpływową instytucję na świecie – przez Kościół katolicki. Rewolucjoniści tolerują chrześcijaństwo tak długo, jak długo ogranicza się ono do sfery prywatnej i jest wystarczająco amorficzne, aby nie stwarzać żadnego zagrożenia dla państwa rewolucyjnego. Może nawet służyć celom rewolucji, tak iż rewolucjoniści mogą – przez jakiś czas – obnosić się ze swą akceptacją wolności religijnej.

Jednak Kościół katolicki to co innego. Nie jest on jedynie religią. Jest również ludzką organizacją, społecznością z hierarchiczną strukturą, spajaną posłuszeństwem oraz jednolitą wiarą. Jego prawdziwą głową jest Jezus Chrystus. Stanowi on alternatywne wobec państwa źródło autorytetu. I posiada papieża. Wiele narodów oraz filozofii usiłowało bezskutecznie go zniszczyć.

Jaka jest więc obecnie taktyka rewolucjonistów? Zniszczyć skuteczność Kościoła od wewnątrz. Zinfiltrować go swymi agentami. Wykorzystywać imperatyw posłuszeństwa, aby zmieniać doktryny i oderwać Kościół od jego przeszłości. Była komunistka Bella Dodd zaświadczyła po swym nawróceniu, że była osobiście zaangażowana w realizację planu mającego na celu przeniknięcie do duchowieństwa katolickiego w latach 30. poprzedniego wieku około tysiąca stu komunistycznych agentów lub sympatyków komunizmu. Komuniści nie są też jedyną grupą usiłującą infiltrować Kościół. Istnieją również masoni, moderniści, sataniści, homoseksualiści, zwolennicy rządu światowego oraz inni gnostycy. Znakomitym i wyczerpującym źródłem informacji na temat spisku, mającego na celu zniszczyć Kościół katolicki od wewnątrz, jest książka dr. Taylora Marshalla Infiltracja.

Wyeliminowanie Kościoła katolickiego, jako przeciwnika synkretycznego Nowego Porządku Światowego, ma dla postępu rewolucji znaczenie fundamentalne. Kościół katolicki musi przestać uważać się za jedyny prawdziwy Kościół założony przez Jezusa Chrystusa oraz za depozytariusza jedynej prawdy, którą wszyscy ludzie mają obowiązek zaakceptować. Trzeba doprowadzić ludzi do ignorowania powszechnej władzy królewskiej Chrystusa, a papież, którego misją jest strzeżenie Tradycji, musi odrzucić tytuł wikariusza Chrystusa jako anachroniczny.

I z tym właśnie mamy do czynienia podczas pontyfikatu Franciszka. Plan rewolucjonistów jest faktycznie genialny: chcą posłużyć się papiestwem do zniszczenia papiestwa jako opoki katolicyzmu! Ostatecznie to właśnie papiestwo jako instytucja stanowi dla rewolucji główną przeszkodę. Jeśli się je zniszczy, nakłoni do współpracy lub uczyni bezsilnym, droga dla antychrysta stanie otworem.

Papież Franciszek wykorzystywał swą władzę oraz głos do wypaczania doktryny, a podczas Synodu o Amazonii w 2019 r. do autoryzowania obrzędów pogańskich w Watykanie. Zapraszał do Rzymu socjalistów i globalistów. Elementem jego taktyki jest zręczne posługiwanie się wieloznacznością i odmowa wyjaśniania, co w istocie ma na myśli. […]

Kto ponosi winę za to zamieszanie? Możemy oczywiście wskazywać na apostatycznych hierarchów, musimy jednak uznać naszą własną winę – zło, do jakiego doprowadziliśmy, ulegając pochlebstwom oraz pozwalając zastraszać się tym, którzy kierują społeczeństwem świeckim i Kościołem. Uznajmy, że jesteśmy atakowani. Musimy być czujni i nie przyjmować za dobrą monetę wszystkiego, co mówią nam hierarchowie Kościoła i urzędnicy rządowi. Zostali oni już znieprawieni przez rewolucję. Powinniśmy raczej pamiętać o słowach św. Pawła: naszymi wrogami nie są ciało i krew, ale upadli aniołowie. W walce z nimi sami z siebie jesteśmy bezsilni. Z Bogiem jednak i z naszymi Aniołami Stróżami – jako mieczem i tarczą – możemy prowadzić duchową wojnę przeciwko mrocznym siłom, atakującym obecnie Kościół i cały świat. Jesteśmy na świecie, ale nie jesteśmy ze świata. Musimy się modlić, jak gdyby zależało od tego nasze życie – ponieważ naprawdę od tego zależy. Mamy jednak nadzieję: sam Bóg zapewnił, że nie pozostawi nas sierotami. Oby Jezus i Maryja strzegli nas i bronili podczas tej próby.

Za „The Remnant” tłumaczył Tomasz Maszczyk3.

Przypisy

  1. Dziś już 60 lat – przyp. red.
  2. W możności (łac.) – przyp. red.
  3. tinyurl.com/O-rewolucji [dostęp: 15.01.2024].

„Wolnomularstwo to coś egzotycznego, lecz także – coś jak najbardziej realnego”.

ks. Piotr Dzierżak FSSPX zawsze_wierni

Od Redakcji

Drodzy czytelnicy, tematem przewodnim obecnego numeru dwumiesięcznika „Zawsze Wierni” jest, podobnie jak ostatnio, kwestia należąca niewątpliwie do kanonu problemów poruszanych przez prawdziwie katolicką prasę – tym razem jest to masoneria.

Należy przy tym zauważyć, że w kwestii wolnomularstwa mamy do czynienia z wyraźnym paradoksem. Z jednej strony temat ten jest niesłychanie znany i popularny, zwłaszcza jeśli chodzi o szczegóły dotyczące rozmaitych „list masonów”, tajemnych obrządków czy innych tego typu – zresztą niemal niemożliwych do dokładnej weryfikacji – ciekawostek i sensacji. Z drugiej strony wybrany temat jest jednocześnie faktycznie niedoceniony, a to dlatego, że w codziennym życiu łatwo umyka nam realność masonerii i jej działań – to, że jej obliczona i rozplanowana na stulecia strategia rozkładu katolickiego świata okazała się wyjątkowo efektywna. Wszystko to pozostaje dla nas często niewidoczne, a przez to nieuświadomione, ponieważ większość z nas nigdy nie widziała (i zapewne nigdy nie zobaczy w przyszłości) ani jednej świątyni masońskiej, ani też nawet nie spotkała się z kimś, kto by się wprost przyznał do działania na rzecz omawianej organizacji.

Wystarczy jednak – nawet tylko pobieżnie – zacząć na chłodno analizować umysłem (dodajmy: dobrze wykształconym, czyli ukształtowanym!) otaczającą nas rzeczywistość, by przekonać się o tym, jak wiele z zasad „oczywistych” dla dzisiejszego mieszkańca naszego (rzekomo katolickiego) kraju zostało wtłoczonych w świadomość społeczną właśnie przez masonerię. Jest to uderzające, jeśli tylko rozpatrzy się kwestie tak istotne jak: religia (ekumenizm, wolność religijna, kolegializm), polityka (demokratyzm, etatyzm), społeczeństwo (humanizm, równość, prawa człowieka, pacyfizm), ekonomia (socjalizm, „kapitalizm” wielkich korporacji i banków), nauka (technokratyzm), rodzina (feminizm).

Mamy zatem do czynienia z pewnego rodzaju dysonansem poznawczym: oto wolnomularstwo jawi nam się jednocześnie jako coś egzotycznego, lecz także – poprzez skutki swoich działań – coś jak najbardziej realnego. Warto zauważyć, że taki stan rzeczy tylko ułatwia działania wymierzone w katolicki porządek, gdyż każdemu, kto tylko nieco głębiej próbuje badać tajemnice owej organizacji, można łatwo przypiąć łatkę „szura” czy „oszołoma” walczącego z urojonym wrogiem, z czymś, czego nie widać, co przecież od dawna już nie odgrywa istotnej roli…

Jednak ów – odbierający nam intelektualny komfort – dysonans znika, kiedy tylko sięgniemy po metodę właściwą realistycznej filozofii: gdy próbujemy wyjaśnić otaczającą nas rzeczywistość poprzez odwołanie się do przyczyn, które ją wywołały; ponieważ każdy skutek odnosi nas do właściwej sobie, powodującej go przyczyny.

W badaniu tego typu zjawisk najważniejsze wcale nie jest znalezienie winnego, zrzucanie odpowiedzialności za stan dzisiejszego świata i Kościoła na klikę ludzi oddanych demonicznej idei buntu wobec Stwórcy… Nie – w pierwszej kolejności chodzi tu o ciągłe uświadamianie katolików, że przyszło nam żyć w świecie mocno zakażonym obcymi nam ideami. Ideami niedającymi się pogodzić z objawioną przez Boga prawdą, a nawet stojącymi w jawnej sprzeczności z pochodzącą od Stwórcy naturą rzeczy.

Oznacza to, że my, katolicy Tradycji, mimo wyjątkowo pożądanego realistycznego, zdroworozsądkowego podejścia do życia i świata, musimy być w istocie bardzo czujni, a przez to zdolni do skutecznego odsiewania ziarna od plew. Aby to było jednak możliwe, potrzebne jest systematyczne i dogłębne dokształcanie się w omawianej tematyce. Stąd też pomysł na obecny numer naszego czasopisma.

Niech nam w tym towarzyszy i dopomaga Najświętsza Maryja Panna, Ta, która zdeptała – i wciąż nieustannie depcze – głowę piekielnego węża, pierwszego rewolucjonisty i najwyższego przełożonego nad wszystkimi masońskimi sektami.

Ujawniono ciężkie nadużycia “medycyny gender” wobec dzieci oraz bezbronnych dorosłych.

Wyciekłe pliki WPATH ujawniają ciężkie nadużycia “medycyny gender” wobec dzieci oraz bezbronnych dorosłych

babylonianempir/ciezkie-naduzycia-medycyny-gender-wobec-dzieci

Członkowie WPATH wiedzą, że blokery dojrzewania, hormony i operacje spowodują bezpłodność i inne powikłania, w tym raka i dysfunkcję dna miednicy.

===================================

Data: 10 marzo 2024 Author: Uczta Baltazara

PLIKI, KTÓRE WYCIEKŁY Z WPATH, UJAWNIAJĄ POWSZECHNE NADUŻYCIA MEDYCZNE WOBEC DZIECI I BEZBRONNYCH DOROSŁYCH W GLOBALNYM TRANSGENDEROWYM ORGANIE OPIEKI ZDROWOTNEJ

Członkowie World Professional Association of Transgender Health (WPATH https://en.wikipedia.org/wiki/World_Professional_Association_for_Transgender_Health, https://www.wpath.org/) wykazują brak uwzględnienia długoterminowych konsekwencji dla pacjentów, pomimo świadomości wyniszczających i potencjalnie śmiertelnych skutków ubocznych zastosowań hormonów płciowych i procedur związanych z terapią.

4 marca 2024 r.

Nowo ujawnione pliki pochodzące z wiodącego globalnego organu zajmującego się opieką zdrowotną nad osobami transpłciowymi ujawniły, że klinicyści, którzy kształtują sposób, w jaki “medycyna gender” jest regulowana i praktykowana na całym świecie, konsekwentnie naruszają etykę medyczną i świadomą zgodę. Pliki, które wyciekły z World Professional Association for Transgender Health (WPATH), zostały dziś opublikowane przez amerykański think tank Environmental Progress.

WPATH  uważane jest za wiodący światowy autorytet naukowy i medyczny w dziedzinie “medycyny gender”, a w ostatnich dziesięcioleciach jego standardy opieki ukształtowały wytyczne, politykę i praktyki rządów, stowarzyszeń medycznych, publicznych systemów opieki zdrowotnej i prywatnych klinik na całym świecie.

Jednak akta WPATH ujawniają, że organizacja nie spełnia standardów medycyny opartej na danych naukowych, a członkowie często rozważają improwizowane procedury „leczenia„. Członkowie są w pełni świadomi, że dzieci i młodzież nie są w stanie zrozumieć dożywotnich konsekwencji “terapii potwierdzającej gender”, a w niektórych przypadkach, ze względu na słabą znajomość zagadnień zdrowotnych, nie są w stanie tego zrozumieć również ich rodzice.

“Akta WPATH pokazują, że to, co nazywa się “medycyną genderową”, nie jest ani nauką, ani medycyną” – powiedział Michael Shellenberger, prezes i założyciel Environmental Progress. “Eksperymenty nie są randomizowane, podwójnie zaślepione ani kontrolowane. To nie jest medycyna, ponieważ pierwszą zasadą jest nie szkodzić. A to wymaga świadomej zgody”.

Oryginalne pliki zostały opublikowane w raporcie zatytułowanym The WPATH Files: Pseudonaukowe eksperymenty chirurgiczne i hormonalne na dzieciach, nastolatkach i bezbronnych dorosłych, który zawiera analizę dziennikarki Mii Hughes, która prezentuje pliki WPATH w kontekście najlepszej dostępnej nauki na temat zaburzeń genderowych. https://environmentalprogress.org/s/WPATH-Report-and-FilesN.pdf

Environmental Progress udostępnił wszystkie pliki do przeczytania na końcu raportu. Pliki, które wyciekły, zawierają zrzuty ekranu postów z wewnętrznego forum WPATH z lat 2021-2024 oraz wideo z wewnętrznej dyskusji panelowej. Wszystkie nazwiska zostały zmienione, z wyjątkiem kilku członków WPATH o znaczeniu publicznym, takich jak dr Marci Bowers, amerykańska ginekolog i chirurg, która jest prezesem WPATH, oraz kanadyjski endokrynolog dziecięcy dr Daniel Metzger.

W plikach WPATH, członkowie wykazują brak uwzględnienia długoterminowych konsekwencji dla pacjentów, pomimo świadomości wyniszczających i potencjalnie śmiertelnych skutków ubocznych zastosowania hormonów płciowych i innych procedur związanych z terapią.

Informacje zawarte w aktach pokazują, że pacjenci z poważnymi zaburzeniami psychicznymi, takimi jak schizofrenia i dysocjacyjne zaburzenia tożsamości, a także inne sytuacje, takie jak bezdomność, są dopuszczani do wyrażenia zgody na interwencje hormonalne i chirurgiczne. Członkowie odrzucają obawy dotyczące tych pacjentów i określają wysiłki mające na celu ich ochronę jako zbędne “gatekeeping”.

Akta dostarczają wyraźnych dowodów na to, że lekarze i terapeuci są świadomi, że oferują nieletnim zabiegi zmieniające ich życie, których nie są w stanie w pełni zrozumieć. Członkowie WPATH wiedzą, że blokery dojrzewania, hormony i operacje spowodują bezpłodność i inne powikłania, w tym raka i dysfunkcję dna miednicy.

Mimo to podejmują się interwencji medycznych zmieniających życie młodych pacjentek, w tym waginoplastyki u 14-latki oraz hormonoterapii u opóźnionej w rozwoju 13-latki.

Dokumenty WPATH pokazują również, jak daleko posunęły się eksperymenty medyczne w medycynie genderowej, gdzie dyskutuje się o chirurgach wykonujących “nulifikację” oraz inne ekstremalne procedury modyfikacji ciała w celu stworzenia typów ciała, które nie istnieją w naturze.

Rosnąca liczba specjalistów w dziedzinie medycyny i psychiatrii twierdzi, że promowanie pseudonaukowych eksperymentów chirurgicznych i hormonalnych jest globalnym skandalem medycznym, który można porównać do poważnych przypadków błędów medycznych w historii, takich jak lobotomia i owariotomia.

Członkowie aktywiści WPATH wiedzą, że tak zwana “opieka potwierdzająca przynależność genderową”, którą zapewniają, może skutkować powikłaniami i bezpłodnością przez całe życie, a ich pacjenci nie rozumieją konsekwencji, takich jak utrata funkcji seksualnych i zdolności do przeżywania orgazmu” – powiedział Shellenberger. “Przecieki te pokazują przytłaczające dowody na to, że specjaliści z WPATH wiedzą, że nie otrzymują zgody od dzieci, nastolatków i bezbronnych dorosłych lub ich opiekunów“.

Environmental Progress napisał do każdego członka WPATH wymienionego w aktach, a także do dodatkowych członków, których nazwiska zostały utajnione, aby potwierdzić ich komentarze i zaoferować prawo do odpowiedzi. Dwie osoby odpowiedziały – jedna potwierdziła, że przypisane im komentarze były prawdziwe, a druga nie zaprzeczyła swoim komentarzom, ale obaliła ich interpretację przez Environmental Progress. Wzmianka o kontaktach Environmental Progress z członkami za pośrednictwem poczty elektronicznej pojawiła się później w formie komentarzy na wewnętrznym forum WPATH.

PLIKI WPATH oraz RAPORT: https://environmentalprogress.org/s/WPATH-Report-and-FilesN.pdf

INFO: https://environmentalprogress.org/big-news/wpath-files https://unherd.com/newsroom/leaked-wpath-files-show-gender-clinician-abuses/

https://babylonianempire.wordpress.com/2021/07/18/potrzebny-jest-prog-pekniecia-spoleczenstw-gender-lek-tryptorelina/embed/#?secret=jE8NuQgC8I#?secret=uHurdrBcWM

Masońskie ceremonie, demoniczne uroczystości, gloryfikacja dzieciobójstwa. Francja celebruje wpisanie aborcji do Konstytucji. Chce wpisania aborcji do „Karty praw podstawowych Unii Europejskiej”.

Masońskie ceremonie, gloryfikacja dzieciobójstwa. Francja celebruje wpisanie aborcji do Konstytucji. Chce też doprowadzić do wpisania aborcji do „Karty praw podstawowych Unii Europejskiej”.

pch24.pl/masonskie-ceremonie-gloryfikacja-dzieciobojstwa-demoniczne-uroczystosci-z-udzialem-prezydenta-francji

(fot. EPA/Gonzalo Fuentes / POOL MAXPPP OUT Dostawca: PAP/EPA.)

Z okazji 8 marca, czyli tzw. międzynarodowego dnia walki o „prawa kobiet”, we Francji oficjalnie ogłoszono wpisanie swobody aborcyjnej do ustawy zasadniczej. Co prawda owo „prawo” do zbijania dzieci nienarodzonych będzie „konstytucyjne” dopiero po ogłoszeniu w rządowym monitorze, ale rozmaitym „postępowym” uroczystościom nie ma nad Sekwaną końca.

Na Placu Vendome, Strażnik Pieczęci, czyli minister sprawiedliwości, odcisnął prasą „pieczęć” na dokumencie, a na okazję ceremonii zmodyfikowano nawet hymn, czyli „Marsyliankę”, która wykonała przy tej okazji piosenkarka Catherine Ringer. Była to państwowa część uroczystości obchodów „Międzynarodowego Dnia Praw Kobiet” w postaci symbolicznego „zapieczętowania aborcji w Konstytucji”. Wcześniej zwołany 4 marca do Wersalu Kongres, czyli połączone obrady dwóch izb parlamentu, przyklepał taką decyzję większością 780 głosów przy 73 głosach sprzeciwu.

Teraz Francja chlubi się, że jest „pierwsza na świecie”, z tym, że owo pierwszeństwo dotyczy tematu „cywilizacji śmierci” i przynosi chlubę wątpliwą. Ceremonia „pieczętowania” rozpoczęła się w piątek 8 marca, w samo południe, z udziałem prezydenta Emmanuela Macrona na Placu Vendôme w Paryżu. Zaproszono publiczność, bo prezydent chciał tu „ceremonii ludowej”, która ma uczcić „kulminację zbiorowej walki”. Po uroczystości „pieczętowania”, prezydent ma jeszcze składać kwiaty na grobach „wielkich postaci feminizmu”, które przyczyniły się do tego zapisu w konstytucji, w tym Françoise Giroud, Gisèle Halimi, Joséphine Baker, Louise Michel, Simone de Beauvoir i Simone Veil.

Pieczęć na dokumencie odciskał minister sprawiedliwości Éric Dupond-Moretti za pomocą 300-kilogramowej prasy z 1810 roku, przy głośnym aplauzie zebranego tłumu. Macron złożył z kolei hołd „pionierkom”, które „wydarły swoje prawa z dławiącej zbroi patriarchatu”. Na placu wyświetlono też „klip” przedstawiający „walkę o prawo do aborcji”.

Ogłosił przy tej okazji, że chce też doprowadzić do wpisania aborcji do „Karty praw podstawowych Unii Europejskiej”. „Będziemy przewodzić tej walce na naszym kontynencie, gdzie siły reakcyjne najpierw atakują prawa kobiet, a następnie prawa mniejszości” – deklarował francuski prezydent. „Dziś nie ma końca tej historii, a jest to początek walki” – straszył Macron. „Ile Francuzek mogło wygrać swoje życie i być wolnymi?” – pytał prezydent, ale pominął milczeniem fakt, że liczba aborcji we Francji zabiła więcej poczętych dzieci, niż było w tym kraju ofiar wojen światowych. Puentą może tu być pytanie Jana Pawła II – „Francjo, najstarsza córko Kościoła, czy jesteś wierna obietnicom twego chrztu?” Masońska w wymowie ceremonia pokazała, że Francja weszła już na inną drogę.

Bogdan Dobosz