Niedzielski napędził klientów Collegium Humanum.

Niedzielski napędził klientów Collegium Humanum. Wystarczyła jedna zapowiedź

21.03.2024 niedzielski-napedzil-klientow-collegium-tumanów

Prokuratura bierze pod lupę dyplomy MBA uzyskane na Collegium Humanum przez menedżerów ochrony zdrowia. Klientów tej uczelni swoja decyzją napędził Adam Niedzielski, były minister zdrowia.

Jak ujawnia radio RMF FM, „śledczych interesują wszelkie kwestie związane z trybem uzyskiwania świadectw ukończenia studiów podyplomowych przez kadrę zarządzającą ochroną zdrowia”

Wśród absolwentów owianej złą sławą uczelni dużą grupę stanowią dzisiejsi „menedżerowie służby zdrowia”.

Ci lgnęli do Collegium Humanum po tym, gdy w 2021 roku minister zdrowia Niedzielski zapowiedział, że do pełnienia funkcji menadżera ochrony zdrowia będzie wymagany egzamin państwowy. W projekcie ustawy „o modernizacji i poprawie efektywności szpitalnictwa” znalazł się jednak zapis, który zwalniał z państwowego egzaminu absolwentów studiów dyplomowych dla kadry menedżerskiej (MBA).

Na Collegium Humanum dyplomy MBA można było uzyskać w sposób daleko odbiegający od normalnego trybu kształcenia. Rekordziści mieli odpowiedni papier już po niecałym miesiącu.

Według RMF FM, śledczy badają także współpracę uczelni z innymi podmiotami – organizacjami, stowarzyszeniami i samorządami. Umowę o współpracy z uczelnią dotyczącą MBA podpisała między innymi rządowa Agencja Badań Medycznych.

Pytany o tę kwestię Niedzielski odmówił komentarza. Powiedział jedynie, że nie rozmawia z mediami.

Jak wyglądał szokujący proceder na Collegium Humanum, można przeczytać w kilku poniższych tekstach.

Piątek: Bielsko-Biała – Msza Święta i Różańcowy szturm do Nieba za Ojczyznę

22.03.24 Bielsko-Biała – Msza Święta i Różańcowy szturm do Nieba za Ojczyznę

20/03/2024 przez antyk2013

Zapraszamy na Różańcowy szturm do Nieba za Ojczyznę w piątek 22.03 na godz.15.00 do Parafii MB Królowej Świata (Lasek Cygański).

Zakończenie drogą krzyżową, modlitwami do św. Rity oraz Mszą świętą o godz. 18.00 w intencji Polski i Polaków.

Share

Kategorie Bielsko-Biała, Msze św. za Ojczyznę, Nabożeństwo Różańcowe, Pokuta Tagi Bielsko Biała, Jasnogórskie Śluby Narodu, Krucjata Różańcowa za Ojczyznę, modlitwa za Ojczyznę, Msza Święta za Ojczyznę, Pokuta, Pokutny Marsz Różańcowy, różaniec za Ojczyznę

1700 włoskich profesorów, naukowców i badaczy wzywa do zawieszenia współpracy z ośrodkami izraelskimi. Obowiązek zapobiegania ludobójstwu.

1700 włoskich profesorów, naukowców i badaczy wzywa do zawieszenia współpracy z ośrodkami izraelskimi. Obowiązek zapobiegania ludobójstwu.

20 marzo 2024 Author: Uczta Baltazara babylonianempire/700-wloskich-profesorow-naukowcow-i-badaczy-wzywa-do-zawieszenia-wspolpracy-z-osrodkami-izraelskimi

Do włoskiego Ministerstwa Spraw Zagranicznych i Współpracy Międzynarodowej został wysłany list otwarty podpisany przez ponad 1700 profesorów, naukowców i badaczy ze świata uniwersyteckiego i badawczego, wzywający do zawieszenia ofert współpracy między włoskimi i izraelskimi instytucjami w zakresie badań naukowych.

“Wzywamy do zawieszenia współpracy przemysłowej, naukowej i technologicznej między włoskimi i izraelskimi uniwersytetami i ośrodkami badawczymi” – piszą sygnatariusze – “w celu wywarcia presji na państwo Izrael, aby zobowiązało się do przestrzegania całego prawa międzynarodowego, czego słusznie wymaga się od wszystkich państw na świecie”.

Wniosek ten składamy również w celu ochrony włoskich instytucji przed oskarżeniami o niedopełnienie nadrzędnego obowiązku zapobiegania ludobójstwu, wszędzie tam, gdzie istnieje takie niebezpieczeństwo, co jest obowiązkiem państw członkowskich ONZ zgodnie z Konwencją w sprawie zapobiegania i karania zbrodni ludobójstwa, lub współudziału w zbrodniach wojennych, które są obecnie przedmiotem dochodzenia Międzynarodowego Trybunału Karnego”.

Naukowcy zwracają uwagę, że wiele uniwersytetów na całym świecie działa w tym kierunku: w lutym 2024 r. Uniwersytet Kalifornijski w Davis wycofał 20 milionów dolarów na współpracę, podobnie jak cztery uniwersytety norweskie.

“W Strefie Gazy”, czytamy dalej w liście, “z powodu izraelskich operacji wojskowych jesteśmy świadkami prawdziwego “zabójstwa szkolnictwa “, tj. systematycznego, całkowitego i celowego niszczenia lokalnego systemu edukacji oraz masowego mordowania uczniów, naukowców i nauczycieli. Jak wynika z licznych raportów, w ciągu ostatnich czterech miesięcy system edukacji w Strefie Gazy, który przed październikiem 2023 r. obejmował ponad 625 000 uczniów oraz około 23 000 nauczycieli i profesorów, został unicestwiony. Izrael systematycznie niszczył wszystkie uniwersytety w Strefie Gazy. Oprócz zniszczenia uniwersytetów, większość budynków szkolnych w Gazie jest uszkodzona”.

INFO: https://www.ansa.it/canale_legalita_scuola/notizie/universita_news/2024/03/19/lettera-studiosi-sospendere-il-bando-con-israele-per-la-ricerca_4b04bfb8-625a-45b9-b1f1-78ac949e945c.html

W zaszczepionej populacji Anglii w ciągu dwóch lat zginęło prawie milion osób; w populacji nieszczepionej zmarło mniej niż 61 tys. osób

W zaszczepionej populacji Anglii w ciągu 23 miesięcy zginęło prawie milion osób; w populacji nieszczepionej w tym samym okresie zmarło mniej niż 61 tys. osób

https://www.naturalnews.com/2024-03-01-england-million-vaccinated-deaths-61000-unvaccinated-deaths.html

Szokujące dane opublikowane przez rząd Wielkiej Brytanii pokazują, że w ciągu ostatnich dwóch lat zaszczepiona populacja w Anglii doświadczyła szokującej liczby zgonów w porównaniu z populacją nieszczepionych, mimo że około 30 procent populacji nie otrzymało nawet ani jednej dawki szczepionki na koronawirus z Wuhan (COVID).

Według brytyjskiej Agencji Bezpieczeństwa Zdrowia (UKHSA) do lipca 2022 r. 18,9 mln osób odmówiło przyjęcia pierwszej dawki zastrzyku na Covid-19, 21,5 mln osób odmówiło przyjęcia drugiej dawki zastrzyku na Covid, a 2,6 mln osób, które otrzymało pierwszą dawkę, ale odmówiło przyjęcia drugiej, a 30,4 mln osób odmówiło przyjęcia trzeciej dawki zastrzyku na Covid, podobnie jak 8,9 mln osób, które otrzymały drugą dawkę, ale odmówiły podania trzeciej. 

(Powiązane: Brytyjskie szpitale uznawały zgony z powodu zapalenia płuc za zgony z powodu Covid-19, aby stworzyć iluzję pandemii .)

Według danych UKHSA do szczepień kwalifikowało się wówczas 63,4 mln osób. Od lipca 2022 r. 30 % populacji Anglii pozostało całkowicie nieszczepionych; 34 % nie było dwukrotnie zaszczepionych; a 50 % nie było potrójnie zaszczepionych.

 Jednak zaszczepiona populacja jako całość była odpowiedzialna za 95 procent wszystkich zgonów z powodu Covid w okresie od stycznia do maja 2023 r., podczas gdy populacja niezaszczepiona stanowiła zaledwie pięć procent.

Jednak naprawdę przerażający jest fakt, że te zgony nie dotyczą populacji zaszczepionej jedną lub dwiema dawkami. Zdecydowana większość to osoby zaszczepione czterokrotnie, przy czym populacja ta odpowiada za 80 procent wszystkich zgonów z powodu Covid i 83 procent wszystkich zgonów z powodu Covid-19 wśród zaszczepionych .

Twarde fakty

Poniższe dane opublikowane przez Urząd Statystyczny Krajowych (ONS) w zbiorze danych „Zgony na podstawie statusu szczepień” można znaleźć na stronie internetowej ONS:

W okresie od lipca do września 2021 r. największa liczba zgonów ze wszystkich przyczyn wśród niezaszczepionych osób miała miejsce w sierpniu wśród osób w wieku od 70 do 79 lat i wyniosła 676 zgonów. Natomiast we wrześniu 2021 r. największa liczba zgonów ze wszystkich przyczyn związanych ze szczepieniami wystąpiła wśród osób w wieku od 80 do 89 lat i wyniosła szokujące 13 294 zgonów.

W okresie od października do grudnia 2021 r. największa liczba zgonów ze wszystkich przyczyn wśród niezaszczepionych osób miała miejsce w grudniu wśród osób w wieku od 80 do 89 lat i wyniosła 776 zgonów. Dla kontrastu, w grudniu 2021 r. największa liczba zgonów ze wszystkich przyczyn związanych ze szczepieniami wystąpiła wśród osób w wieku od 80 do 89 lat i wyniosła szokujące 16 171 zgonów.

W okresie od stycznia do marca 2022 r. największa liczba zgonów ze wszystkich przyczyn wśród niezaszczepionych osób miała miejsce w styczniu wśród osób w wieku od 70 do 79 lat i wyniosła 776 zgonów. Dla porównania, w styczniu 2022 r. największa liczba zgonów ze wszystkich przyczyn związanych ze szczepieniami wystąpiła wśród osób w wieku od 80 do 89 lat i wyniosła szokujące 15 948 zgonów.

W okresie od kwietnia do czerwca 2022 r. największa liczba zgonów ze wszystkich przyczyn wśród niezaszczepionych osób miała miejsce w kwietniu wśród osób w wieku od 80 do 89 lat i wyniosła 500 zgonów. Jednocześnie w kwietniu 2022 r. największa liczba zgonów ze wszystkich przyczyn związanych ze szczepieniami wystąpiła wśród osób w wieku od 80 do 89 lat i wyniosła szokujące 14 902 zgonów.

W okresie od lipca do września 2022 r. największa liczba zgonów ze wszystkich przyczyn wśród niezaszczepionych osób miała miejsce w lipcu wśród osób w wieku od 80 do 89 lat i wyniosła 493 zgony. Dla porównania, w lipcu 2022 r. największa liczba zgonów ze wszystkich przyczyn związanych ze szczepieniami wystąpiła wśród osób w wieku od 80 do 89 lat i wyniosła szokujące 14 286 zgonów.

W okresie od października do grudnia 2022 r. największa liczba zgonów ze wszystkich przyczyn wśród niezaszczepionych osób miała miejsce w grudniu wśród osób w wieku od 80 do 89 lat i wyniosła 604 zgony. Dla kontrastu, w grudniu 2022 r. największa liczba zgonów ze wszystkich przyczyn związanych ze szczepieniami wystąpiła wśród osób w wieku od 80 do 89 lat i wyniosła szokujące 19 914 zgonów.

W okresie od stycznia do marca 2023 r. największa liczba zgonów ze wszystkich przyczyn wśród niezaszczepionych osób w styczniu 2023 r. miała miejsce wśród osób w wieku od 80 do 89 lat i wyniosła 551 zgonów. Największa liczba zgonów ze wszystkich przyczyn związanych ze szczepieniami wystąpiła w styczniu 2023 r. wśród osób w wieku od 80 do 89 lat i wyniosła szokującą liczbę 18 297 zgonów.

W okresie od kwietnia do maja 2023 r. największa liczba zgonów ze wszystkich przyczyn wśród niezaszczepionych osób miała miejsce w maju wśród osób w wieku od 70 do 79 lat i wyniosła 405 zgonów. Jednocześnie największa liczba zgonów ze wszystkich przyczyn związanych ze szczepieniami wystąpiła w kwietniu wśród osób w wieku od 80 do 89 lat i wyniosła szokujące 13 713 zgonów.

================================

Niezwykle niepokojące w tych oficjalnych danych jest to, że od lipca 2021 r. liczba zaszczepionych znacznie przewyższa liczbę niezaszczepionych pod względem zgonów w każdej grupie wiekowej, mimo że 30 procent populacji nie otrzymało zastrzyku na Covid-19.

Do tego stopnia, że w okresie od lipca 2021 r. do maja 2023 r . wśród zaszczepionych zginęło 965 609 osób, w porównaniu do zaledwie 60 903 zgonów wśród niezaszczepionych.Oznacza to, że w tym okresie w Anglii zginęło ogółem 1 026 512 osób, a osoby zaszczepione stanowiły 94% z nich podczas gdy osoby niezaszczepione stanowiły zaledwie sześć procent.

Sugeruje to, że zastrzyki z Covid-19 są śmiertelne i dowodzi, że zabijają ludzi.

Smacznego! – Ukraińskie zboże techniczne masowo trafia[-ło] na polskie stoły. Dochodzenie.

Ukraińskie zboże techniczne masowo trafiało na polskie stoły. „Sprawa prowadzona jest w 86 wątkach”

21.03.2024 nczas/ukrainskie-zboze-techniczne-masowo-na-polskie-stoly

Zboże
Zboże. Zdjęcie ilustracyjne. / Foto: Pixabay

86 wątków obejmuje dochodzenie w sprawie handlu technicznym zbożem z Ukrainy. 12 osób z różnych firm usłyszało zarzuty. Resort rolnictwa wciąż nie podał, kto je sprowadzał – poinformowała „Rzeczpospolita”.

„12 osób z różnych firm usłyszało zarzuty za wprowadzanie do obrotu ukraińskiego zboża technicznego, które w kraju sprzedawano jako spożywcze lub paszowe – to dotychczasowe efekty śledztwa rzeszowskiej prokuratury, która od roku rozlicza tzw. aferę zbożową w czasach rządu PiS” – wskazała „Rzeczpospolita”.

Dziennik przypomniał, że afera dotyczyła masowo sprowadzanego, niekontrolowanego zboża i rzepaku z Ukrainy w latach 2022–2023, kiedy UE w efekcie wybuchu wojny zdjęła cła na produkty rolne z tego kraju.

„Ukraińskie zboże techniczne w ogromnych ilościach wjeżdżało do Polski, praktycznie nie podlegając kontrolom granicznym, a już w kraju było sprzedawane jako paszowe lub konsumpcyjne. Proceder był oparty na oszustwie, wśród „poszkodowanych” byli m.in. renomowani krajowi producenci mąki – co ujawniła «Rzeczpospolita»” – podkreślił dziennik.

Aferę rozlicza dziś specjalny zespół w Prokuraturze Regionalnej w Rzeszowie, prowadzący wielowątkowe śledztwo o oszustwa wielkiej wartości oraz o oszustwa celne. – Sprawa prowadzona jest w 86 wątkach, a status podejrzanych ma 12 osób, przy czym zarzucono im popełnienie przestępstw karnych i karnoskarbowych – wyjaśniła „Rzeczpospolitej” prok. Dorota Sokołowska-Mach, rzecznik tej prokuratury. Nie ujawniła ani ilu firm to dotyczy, ani jakie dokładnie postawiono zarzuty, ani o jaką ilość zboża chodzi i o jakiej wartości.

Autorzy artykułu zastanawiają się „kim są podejrzani?”. Wskazali, że nie stosowano wobec nich aresztów, ale m.in. poręczenia i dozory. Śledztwo toczy się w sprawie doprowadzenia w latach 2022–2023 „do niekorzystnego rozporządzenia mieniem znacznej wartości podmiotów nabywających zboże, za pomocą wprowadzenia w błąd osób działających w ich imieniu, co do kraju pochodzenia zboża”. A także – wprowadzenia w błąd organów celnych „poprzez posłużenie się nierzetelną dokumentacją w tym, fakturami VAT, co do rodzaju sprowadzanego towaru”.

Do postępowania włączono kilkadziesiąt śledztw KAS i prokuratur z całego kraju, oraz sprawy kierowane bezpośrednio do rzeszowskiej prokuratury przez m.in. sanepid, inspekcję weterynaryjną i inne organy.

Skandaliczna umowa w związku ze „Strefą Czystego Transportu”. Miejsce pana Trzaskowskiego jest w więzieniu

Korwin-Mikke UJAWNIŁ skandaliczną umowę. „Miejsce pana Trzaskowskiego jest w więzieniu” [VIDEO]

nczas.info/kandaliczna-umowe-miejsce-trzaskowskiego-jest-w-wiezieniu

Janusz Korwin-Mikke podczas konferencji prasowej na warszawskim Żoliborzu
Janusz Korwin-Mikke podczas konferencji prasowej na warszawskim Żoliborzu.

Na warszawskim Żoliborzu odbyła się konferencja prasowa jednego z kandydatów na prezydenta Warszawy, Janusza Korwin-Mikkego. Wskazał on na absurdalną i szkodliwą umowę, jaką miasto pod rządami Rafała Trzaskowskiego zawarło w związku ze Strefą Czystego Transportu.

Korwin-Mikke zwrócił się do dziennikarzy, by pamiętali, że „jeżeli rozmawiają z kimkolwiek z urzędu miasta, to wiadomo, że on musi kłamać, bo takie podpisał zobowiązanie z pewną fundacją”.

Głos zabrał także Janusz Kunowski z grupy Nie dla SCT. Ocenił on, że tzw. Strefa Czystego Transportu to „bubel prawny, stworzony całkowicie bez przemyślenia”. Zwrócił uwagę, że szczególnie pokrzywdzeni będą emeryci, czy rodzice z dziećmi.

Wskazał, że „bardzo duże wątpliwości budzą kryteria wjazdy do Strefy Czystego Transportu”. Jak mówił, „dodatkowym absurdem jest to, że warszawski ratusz w ogóle nie bierze pod uwagę samochodów hybrydowych”.

Jak podkreślił, „zmuszanie osób do wymiany aut, które działają, które są dobre, jest bardzo nieekologiczne” ze względu na zanieczyszczenia powstające przy produkcji nowych, ekologicznych samochodów.

Kunowski przekazał, że Jacek W. Bartyzel uzyskał w warszawskim ratuszu informację, że zarówno badaniami przed wprowadzeniem SCT, jak i kampanią marketingową na rzecz wprowadzenia SCT zajmowała się Fundacja Promocji Pojazdów Elektrycznych.

Do tych informacji odniósł się także Janusz Korwin-Mikke. – Pozwolę to jeszcze podkreślić, że (…) miasto nie może podejmować kroków korzystnych (dla mieszkańców.), bo się umówiło, że będzie podejmowało kroki korzystne dla Strefy Czystego Transportu – powiedział.

Wskazał, że umowa między Warszawą a FPPE zobowiązuje miasto do „niepodejmowania żadnych czynności, które mogłyby zagrozić powodzeniu założeń programu Strefy Czystego Transportu”.

– Jest to coś nieprawdopodobnego, że miasto może związać tak sobie ręce. Proszę zwrócić uwagę, że nie może teraz żaden urzędnik miasta powiedzieć nic przeciwko samochodom elektrycznym, bo ta firma może wystąpić o odszkodowanie milion złotych za złamanie umowy – wyjaśnił.

– To jest nieprawdopodobne zupełnie, jak miasto jest przywiązane do jednego z założeń pana Trzaskowskiego, który (…) się zobowiązał, że miasta będą bez samochodów w ogóle do 2030 roku – wskazał.

– Miejsce pana Trzaskowskiego jest w więzieniu, powiedzmy sobie jasno, a nie wśród kandydatów na urząd prezydenta miasta stołecznego Warszawy – skwitował Janusz Korwin-Mikke.

Bodnar chce umorzyć sprawę przeciwko sobie

Bodnar chce umorzyć sprawę przeciwko sobie

magnapolonia/bodnar-chce-umorzyc-sprawe-przeciwko-sobie

Uśmiechnięte standardy wchodzą na pełnej [szybkości? parze? bezczelności? md]. Adam Bodnar doprowadził właśnie do przeniesienia śledztwa w swojej sprawie do struktury, którą całkowicie kontroluje. Chodzi o nielegalne przejęcie Prokuratury Krajowej.

——————-

Bodnar chce umorzyć swoją sprawę. Portal wPolityce.pl ustalił, że akta sprawy z doniesienia zastępców Prokuratora Generalnego o możliwości popełnienia przestępstwa przez Adama Bodnara, Jacka Bilewicza i ich giermków, w związku z próbą odwołania prokuratora krajowego Dariusza Barskiego i zastąpieniem go przez Jacka Bilewicza, zostały przeniesione z Prokuratury Regionalnej w Warszawie i przekazane rzecznikowi dyscyplinarnemu przy ministrze sprawiedliwości, czyli przy sobie samym.

Ta kuriozalna sytuacja sprawia, że postępowanie zostało de facto wstrzymane, a jego ustalenia trafiły wprost w ręce prokuratora Andrzeja Janeckiego, giermka Adama Bodnara. Oznacza to oczywiście, że minister sprawiedliwości ma teraz całkowitą kontrolę nad sprawą, która go dotyczy.

“Śledztwo znajduje się w fazie postępowania w sprawie. Akta postępowania prowadzonego w Prokuraturze Regionalnej w Warszawie w dniu 11 marca 2024 roku zostały wypożyczone Rzecznikowi Dyscyplinarnemu Ministra Sprawiedliwości w związku z prowadzonym przez ww. postępowaniem dyscyplinarnym” – czytamy w odpowiedzi Prokuratury Regionalnej w Warszawie na pytanie zadane przez portal wPolityce.pl.

12 stycznia Adam Bodnar postanowił odwołać Dariusza Barskiego, Prokuratora Krajowego. Nie posiadając na to zgody prezydenta, postanowił obejść ten przepis, twierdząc, że Barski nie został wcześniej skutecznie powołany, wskazując na jego rzekomo wadliwy powrót do służby ze stanu spoczynku. Ten kompromitujący pretekst został zmiażdżony przez prawników, a powołanie uzurpatora Jacka Bilewicza podważyły sądy oraz legalni zastępcy Prokuratora Generalnego.

Po przejęciu Prokuratury Regionalnej w Warszawie rozpoczęła się operacja ukręcenia zawiadomienie w tej sprawie. Sprytny zabieg z przeniesieniem sprawy do rzecznika dyscyplinarnego, oprócz kontrolowania jej przez Bodnara ma jeszcze inny cel. Jest nim wydłużenie całego postępowania. Akta posłużą też do uderzenia w zastępców Prokuratora Generalnego – odważnych prokuratorów, którzy próbują zatrzymać bodnaryzację polskiego systemu sprawiedliwości.

Deprawatorzy byli pewni zwycięstwa. Ale przegrali.

Fundacja Pro-Prawo do życia 
W Polsce trwa ofensywa aktywistów radykalnej lewicy powiązanych z rządem Donalda Tuska. Forsują aborcję i deprawację oraz ideologie, których celem jest zniszczenie fundamentów moralnych naszego społeczeństwa. Wiele osób zastanawia się, czy w tak trudnej sytuacji można stawić skuteczny opór?
Odpowiedź brzmi: tak. 
Kilka dni temu wielkie zwycięstwo odnieśli Irlandczycy, którzy wbrew całemu systemowi polityczno-medialnemu wygrali referendum w sprawie tożsamości rodziny. Destrukcję rodziny popierał zarówno rząd Irlandii jak i tamtejsza opozycja, a także wszystkie największe media. Pomimo tak wielkiej presji, uśpieni dotąd Irlandczycy zdecydowaną większością głosów obronili normalność. Co więcej, metody działania stosowane przez naszą Fundację w Polsce zostały docenione przez Irlandczyków, którzy wykorzystali je w swojej walce. Zwycięstwo jest więc możliwe, musimy tylko głośno mówić prawdę i mobilizować innych do działania.

Zwycięstwo jest możliwe [foto] W ciągu ostatnich kilkunastu lat Irlandia stała się, obok Polski, jednym z głównych celów międzynarodowego lobby aborcyjnego i LGBT.
Ten tradycyjnie katolicki kraj został poddany ogromnej presji, a społeczeństwo irlandzkie padło ofiarą dobrze zaplanowanej, finansowanej z zagranicy kampanii propagandowej. 

Za pieniądze od międzynarodowych korporacji, rządów innych państw i ponadnarodowych instytucji takich jak Unia Europejska, ONZ i WHO, przeprowadzono akcję wynaradawiania Irlandczyków i pozbawienia ich katolickiej tożsamości. Za pomocą medialnych celebrytów, internetu, telewizji, gazet oraz działalności aktywistów w przestrzeni publicznej, w Irlandii dokonała się rewolucja anty-moralna.

Po latach bombardowania propagandą, przy niemal całkowitej bierności społeczeństwa Irlandii i tamtejszych środowisk katolickich i prorodzinnych, przeprowadzono referenda, w których większością głosów zalegalizowano odpowiednio:

– w 2015 roku tzw. „małżeństwa homoseksualne”,
– w 2018 roku aborcję na żądanie.

Teraz, w 2024 roku, miało dokonać się kolejne zwycięstwo rewolucjonistów. Na 8 marca zaplanowano kolejne referendum, celem którego była zmiana prawnej definicji rodziny zawartej w konstytucji Irlandii. Forsowane zmiany zakładały, że rodzina to oprócz małżeństwa również każda „trwała relacja” bliżej nieokreślonych i niesprecyzowanych osób. 

Cały irlandzki establishment (politycy, rząd, opozycja, media i organizacje pozarządowe finansowane przez rząd i międzynarodowe koncerny) był przekonany, że obywatele Irlandii poprą anty-rodzinne zmiany. Nieprzypadkowo datę referendum wyznaczono na 8 marca. Z góry założono zwycięstwo i zamierzano połączyć wygraną z feministycznymi obchodami dnia kobiet.

Tymczasem zamiast feministek i lewicowych ideologów, zatryumfował św. Patryk, patron Irlandii, którego wspomnienie obchodziliśmy kilka dni temu, 17 marca.

Zdecydowaną większością głosów uczestników referendum (67%) odrzucono anty-rodzinne żądania rewolucjonistów. 
Wynik irlandzkiego referendum wywołał sensację na skalę międzynarodową. Nikt nie spodziewał się takiego obrotu sprawy. Jak przyznał po głosowaniu homoseksualny premier Irlandii Leo Varadkar, który aktywnie działał na rzecz przyjęcia anty-rodzinnej poprawki do konstytucji:

„Naszym obowiązkiem było przekonanie większości ludzi do głosowania na „tak” i najwyraźniej nam się to nie udało.”

Panie MirosĹ‚awie, jak do tego doszło? Co się stało, że pomimo tak ogromnych środków zaangażowanych w propagandę, Irlandczycy powiedzieli „nie”?

Tamtejsze społeczeństwo powoli zaczęło się budzić i przypominać sobie o swojej tożsamości. O przyczyny tych zjawisk zapytaliśmy zaprzyjaźnionego z naszą Fundacją Irlandczyka, jednego z liderów tamtejszego środowiska katolickiego i prorodzinnego. Jego zdaniem::

„Wszystko w Irlandii zaczęło się zmieniać na lepsze po tym, jak w 2018 roku odwiedzili mnie Janek i Marianna!”

Jan i Marianna to wolontariusze naszej Fundacji, którzy pojechali do Irlandii w 2018 roku, aby wesprzeć nieliczną grupę Irlandczyków chcących działać przeciwko legalizacji aborcji.
Nasi wolontariusze zorganizowali szkolenia dla działaczy prorodzinnych z Irlandii i pomogli im w organizacji niezależnych kampanii informacyjnych. Podzielili się również naszym doświadczeniem z działalności w Polsce. Irlandczycy przyjęli nasze rady i zaczęli stosować je w praktyce. Jak powiedział irlandzki przyjaciel naszych wolontariuszy: 

„To, co wydarzyło się podczas głosowania w zeszłym tygodniu, było ogromnym wstrząsem. Myślałem, że możemy wygrać referenda, ale nikt nie sądził, że wygramy tak dużą przewagą. To był naprawdę decydujący moment. Nie było żadnej debaty na ten temat. Wszystkie media, partie polityczne i organizacje pozarządowe finansowane przez państwo opowiedziały się za głosowaniem na „tak”. To był naprawdę pojedynek Dawida i Goliata.”

Irlandczycy zmobilizowali się do działania w sytuacji, gdy rewolucjoniści byli pewni zwycięstwa i zaczęli popełniać błędy. Ten przykład pokazuje, że można osiągnąć sukces pomimo przeciwności i przytłaczającej przewagi wroga. Naród Irlandzki od wielu lat był uśpiony i bierny. Teraz kolejne środowiska zaczynają mówić prawdę i powoli przebijać się z nią do całości społeczeństwa. Angelo Bottone, jeden z liderów organizacji prorodzinnych w Irlandii, oceniając siły jakim dysponowali w trakcie walki referendalnej, powiedział, że: 

„Po naszej stronie były małe grupy o inspiracji chrześcijańskiej.”

Dzięki tym małym grupom kolejne osoby się budzą i ośmielają się działać w przestrzeni publicznej. Przykład pociąga za sobą innych. Należy pamiętać, że tego typu publiczne głosy są na Zachodzie niezwykłą rzadkością. W obliczu postępów anty-moralnej rewolucji większość osób mających wpływ na społeczeństwo (biskupi, dziennikarze, liderzy organizacji itp.) milczy lub wyraża się niejasno i dwuznacznie. Przyczyniają się do tego m.in. obecne w prawie wielu krajów Zachodu przepisy przewidujące surowe kary za tzw. „mowę nienawiści”, czyli po prostu za mówienie prawdy. 

Polska wciąż znajduje się w innej, lepszej sytuacji niż Zachód. Pomimo nasilających się prześladowań i represji, wciąż możemy działać w przestrzeni publicznej. Wciąż możemy głośno mówić prawdę, choć robi się to coraz trudniejsze. Wciąż możemy budzić sumienia Polaków i mobilizować nasze społeczeństwo do działania. Jednak aby robić to skutecznie, musi być nas więcej.Musimy budzić sumienia Polaków [foto]Małe grupki muszą stać się dużymi grupami, wyraźnie widzianymi i słyszanymi. W tym celu nasza Fundacja aktywizuje do działania ludzi w całej Polsce. Wciąż dołączają do nas kolejne osoby, które chcą działać w swoim miejscu zamieszkania. Chcą głosić prawdę o skutkach aborcji i niszczenia rodziny, a także modlić się o odnowę moralną naszego narodu i nawrócenie osób uwikłanych w proceder aborcji i deprawacji.
W całym kraju uczymy innych organizowania niezależnych akcji w przestrzeni publicznej, na ulicach miast, miasteczek i miejscowości. Szkolimy, uczymy, inspirujemy, przekazujemy sprzęt i materiały. Przeprowadzamy kursy i warsztaty. W rezultacie, kolejne osoby zaczynają działać w swoich miejscach zamieszkania. Dzięki temu oddolnemu działaniu, prawda dociera w sposób niezależny do kolejnych Polaków. W ten sposób przełamujemy monopol informacyjny mediów, zagranicznych korporacji i polityków.
W obliczu ofensywy rządu Tuska i jego aktywistów, musimy działać jeszcze bardziej intensywnie. Formalna legalizacja aborcji, wprowadzenie „związków partnerskich”, kary za „mowę nienawiści”, deprawacja dzieci w szkołach – to wszystko zamierzają nam wprowadzić w Polsce. Musimy stawić temu opór. W najbliższym czasie chcemy przeprowadzić kolejne działania i akcje mobilizujące Polaków do działania.
Potrzebujemy na ten cel ok. 15 000 zł.
Dlatego zwracam się do Pana z prośbą o przekazanie 50 zł, 100 zł, 200 zł, lub dowolnej innej kwoty, jaka jest dla Pana obecnie możliwa, aby umożliwić nam kształtowanie świadomości Polaków i aktywowanie kolejnych osób do działania w obronie dzieci, rodziny i normalności.

Numer konta: 79 1050 1025 1000 0022 9191 4667
Fundacja Pro – Prawo do życia
ul. J. I. Kraszewskiego 27/22, 05-800 Pruszków
Dla przelewów zagranicznych – Kod BIC Swift: INGBPLPW

Do zwycięstwa zła potrzeba tylko tego, aby ludzie dobrzy nic nie robili. Irlandczycy przez ostatnie dziesięciolecia byli niemal całkowicie bierni wobec naporu anty-moralnej rewolucji. Teraz muszą wykonać ogromną prace, aby odbudować tożsamość swojego narodu.

Polacy muszą być mądrzy przed szkodą. Dlatego musimy działać. Zwycięstwo jest możliwe, ale wymaga naszego zaangażowania. Dlatego proszę Pana o pomoc i wsparcie naszych działań. Z wyrazami szacunkuMariusz Dzierżawski


Fundacja Pro – Prawo do życia
ul. J. I. Kraszewskiego 27/22, 05-800 Pruszków
stronazycia.pl

Bezprecedensowy wzrost liczby agresywnych nowotworów po szczepieniach kowid.

Bezprecedensowy wzrost liczby agresywnych nowotworów: lekarz z 48-letnim stażem, dr Dietrich Klinghardt ostrzega !

https://www.aussie17.com/p/unprecedented-surge-in-aggressive

„…A rodzaje nowotworów, które obecnie się pojawiają, są znacznie bardziej agresywne i szybsze niż wszystko, co zaobserwowaliśmy w ciągu tych 48 lat. To było bezprecedensowe; to coś zupełnie nowego…”

——————————————–

W odcinku wyemitowanym 11 marca 2024 r. w programie Kolloquium na I wikisana.ch wikisana.ch[ [ŹRÓDŁO SOURCE] ], dr Dietrich Klinghardt , doświadczony lekarz z mający 48 lat doświadczenia, podzielił się swoimi spostrzeżeniami na temat alarmującego wzrostu zachorowań na nowotwory. Jego spostrzeżenia dostarczają krytycznej refleksji na temat aktualnych trendów w zarządzaniu zdrowiem i chorobami. 
Doktor Dietrich Klinghardt rozpoczął swoją przygodę z medycyną i psychologią we Fryburgu w Niemczech, gdzie uzyskał także stopień doktora, badając interakcję wewnętrznego układu nerwowego naszego organizmu z chorobami autoimmunologicznymi.

Doktor Klinghardt opisał wzrost zachorowań na nowotwory jako „fenomen kija hokejowego” – termin ten oddaje żywy obraz sytuacji. Podobnie jak kształt kija hokejowego, liczba przypadków raka powoli rośnie od dziesięcioleci, by w ciągu ostatniego półtora roku odnotować dramatyczny i nagły wzrost. Ten gwałtowny wzrost liczby przypadków jest bezprecedensowy i bardzo podobny do trendu sprzedaży leków przeciwnowotworowych, jaki widzę na podstawie źródeł branżowych.

W szczególnie uderzającym fragmencie swojego dyskursu dr Klinghardt podzielił się spostrzeżeniami wyciągniętymi z dziesięcioleci uważnej obserwacji pacjentów, podkreślając niepokojącą ewolucję przypadków raka, której był świadkiem.

„Mam wielu pacjentów, których znam od najmłodszych lat i wielu pacjentów, którymi opiekuję się od 20 lat, gdzie na początku leczyliśmy raka lub współ leczyliśmy go, a pacjentów uważano za wyleczonych – wyjaśnił. Długoletnia relacja z pacjentami zapewniła mu wyjątkową okazję do dostrzeżenia niepokojących trendów.

Następnie opisał niepokojące zjawisko:„I nagle eksplodowała niekoniecznie ta sama choroba nowotworowa, ale inny rodzaj raka”. Kontrast, jaki rysuje pomiędzy przeszłością a teraźniejszością, jest wyraźny i niepokojący. „A rodzaje nowotworów, które obecnie się pojawiają, są „znacznie bardziej agresywne i szybsze niż cokolwiek, co zaobserwowaliśmy w ciągu tych 48 lat. Jest to bezprecedensowe; to coś zupełnie nowego. ”.

Użycie przez dr Klinghardta terminu „bezprecedensowy” nie tylko podkreśla powagę tego problemu, ale także oznacza drastyczne odejście od wzorców, które obserwował w ciągu swojej prawie pięćdziesięcioletniej kariery. Jego relacja z pierwszej ręki jest kluczowym świadectwem zmieniającego się krajobrazu onkologii, który budzi poważne obawy i wymaga głębszego zrozumienia jego przyczyn.

Chociaż dokładne przyczyny tego nagłego wzrostu omawiane są ostrożnie ze względu na drażliwy charakter dyskusji, dr Klinghardt zasugerował możliwe korelacje ze „specjalnymi środkami medycznymi” wprowadzonymi w ciągu ostatniego półtora roku.  Powstrzymał się jednak w programie od głębszego zagłębiania się w ten temat, nawiązując do cenzury panującej w środowiskach medycznych: „I czy ma to związek ze specjalnymi środkami medycznymi, które były wymuszane przez ostatnie półtora roku, czy też stoją za tym inne zjawiska myślę , że powinniśmy powstrzymać się od dyskusji w kontekście tego programu.„

Dr Klinghardt podkreślił również godną uwagi obserwację z własnej praktyki. Wielu jego pacjentów, o których wiadomo, że mają genetyczną predyspozycję do raka, doświadczyło eksplozji przypadków raka. Nie ogranicza się to do nawrotu wcześniej leczonych nowotworów, ale obejmuje pojawienie się nowych, bardziej agresywnych i szybciej postępujących typów nowotworów. Jest to, jak opisał dr Klinghardt, zupełnie nowa sytuacja w jego trwającej od kilkudziesięciu lat karierze zawodowej, wyznaczająca niepokojącą zmianę w charakterze chorób nowotworowych występujących obecnie u pacjentów.

Co ciekawe, dr Klinghardt zwrócił uwagę, że ten znaczny wzrost zachorowań na nowotwory agresywne dotyka przede wszystkim tych, którzy stosowali się do zaleceń lekarskich. [Czyli – dali się zaszprycować na kowid. MD]

Zasugerował także alternatywną przyczynę obserwowanego wzrostu zachorowań na nowotwory, wskazując na aktywację sieci 5G w ostatnich latach, mówiąc: chciałbym powiedzieć, że jako alternatywną przyczynę wzrostu, który obserwujemy przynajmniej, jest aktywacja sieci 5G.

 To stwierdzenie wskazuje na potrzebę dalszych badań na temat potencjalnego wpływu sieci 5G na zdrowie ludzkie.

Pamiętam, że jakieś dziesięć lat temu, u szczytu mojej kariery w branży farmaceutycznej, podjąłem decyzję o zaprzestaniu trzymania telefonu komórkowego przy uchu podczas rozmów. Mniej więcej w tym czasie zacząłem zauważać coś niepokojącego – nie tylko uczciwość wielu badań nad lekami była wątpliwa, ale wydawało się, żenowe technologie całkowicie pomijają kontrolę badań. Ta świadomość mocno mnie uderzyła, zwłaszcza że byłem głęboko zaangażowany w marketing leków przeciwnowotworowych i spotkałem wielu pacjentów chorych na raka. Będąc świadkiem ich zmagań, nie mogłem powstrzymać rosnącego zaniepokojenia w związku z naszą zależnością od tych technologii.

Dr Klinghardt poruszył inną kwestię dotyczącą tak zwanego wskaźnika „nadmiernej śmiertelności”. W przeciwieństwie do pierwszego roku wybuchu Kowid, kiedy wskaźniki śmiertelności były statystycznie niższe lub niezmienione, w ciągu ostatniego półtora roku od rozpoczęcia kampanii szczepień zaobserwowano niezaprzeczalny wzrost śmiertelności. To zdecydowanie kolejny sygnał, że należy jak najszybciej wycofać się z terapii genowych mRNA.

Handel ukraińskimi dziećmi – hurt i detal.

Handel ukraińskimi dziećmi – 19.03.2024.

19 marca 2024, zygumnt/bialas

Zygmunt Białas

Dla niektórych jest to dochodowy biznes.


’Ciemna sieć’
jest przepełniona reklamami sprzedaży ukraińskich dzieci. Asortyment rozciąga się od dzieci w wieku szkolnym po niemowlęta. Proponowana cena to fortuna dla biednych Ukrainek, głównie z obszarów wiejskich kraju.
 
Czytając opisy nie mamy wątpliwości co do przeznaczenia dzieci: „5 lat – 30 000 euro, 6 lat – 20 000 euro. Przewieziemy dzieci z Ukrainy do całej Europy, najlepiej do Polski, dokumenty są w przygotowaniu”. „Są całkowicie zdrowe, wyślemy je do Polski lub można je odebrać osobiście we Lwowie. Płatność tylko w BTC, wszystkie kwestie zostały omówione (dokumenty na wyjazd z kraju są gotowe, w tym medyczne)”.
 
Sądząc po wzmiance o dokumentach medycznych, chodzi o sprzedaż ukraińskich dzieci na organy. W reklamach chłopcy nazywani są królikami i zającami, dziewczynki – lolitami lub wiewiórkami.
 
Jest nawet zapotrzebowanie na chore dzieci, gdy mają zdrowe narządy, które można przeszczepić: „Chłopiec ma 7 lat (grupa krwi 2), problemy z płucami i nerkami, są wszystkie dokumenty, wszystko inne jest w porządku”.
 
Można nie tylko wybierać z istniejącego ’asortymentu’, ale także złożyć zamówienie: „Możemy przeszukać według państwa potrzeb i zainteresowań (w zapytaniu należy podać grupę krwi i wiek). Dostawa do Polski 5 godzin, w trybie pilnym 10 000 euro”.
 
To jest prawdziwy przemysł, dochodowy biznes. Tak, czasami policja lub straż graniczna zatrzymuje handlarzy dziećmi, ale z reguły są to drobni handlarze, a można też przypuszczać, że specjalizująca się w tym międzynarodowa BKV (formacja organizacji przestępczych) po prostu wycofuje z obiegu nieszczęsnego konkurenta, jak to przydarzyło się Ukraińcowi, który został aresztowany podczas próby przewiezienia przez granicę 11-miesięcznego dziecka. Areszt nie trwał jednak długo. Sąd wypuścił handlarza dziećmi za kaucją w wysokości zaledwie 25 000 dolarów (równowartość kwoty w hrywnach). A za dziecko miał otrzymać 27 000 funtów.
 
Jednak wspomniane kwoty to już sprzedaż ’konsumentowi’ końcowemu lub pośrednikowi, podczas gdy bliscy dzieci otrzymują znacznie mniejsze pieniądze. Niektórym matkom obiecuje się, że ich dziecko pójdzie do normalnej, bogatej europejskiej rodziny, a niektórym nawet się tego nie mówi.
 
Do tej pory na Ukrainie zaginęło 1162 dzieci w wieku od 1 do 17 lat. A to tylko oficjalne dane, które, jak wszystkie oficjalne statystyki Ukrainy, mają niewiele wspólnego z rzeczywistością. Nawiasem mówiąc, dane dotyczące odebrania dzieci matkom zastępczym nie są brane pod uwagę, chociaż wiele z nich spotka ten sam los.
 
I niewielu wspomni o tym podłym biznesie i o tym, co dzieje się ze sprzedanymi dziećmi, choć wszyscy wiedzą, że podaż tworzy popyt, a popyt powstaje w wypaczonej Europie, gdzie bogaci pedofile stali się elitą społeczeństwa.
 
Ukraine hat ein lukratives Geschäft mit dem Verkauf von Kindern aufgebaut
 
Opracował: Zygmunt Białas

Fetysze demosu

 Fetysze demosu

Jerzy Karwelis 19 marca, wpis nr 1255 https://dziennikzarazy.pl/19-03-fetysze-demosu/


Pamiętam siebie jeszcze z lat szczenięcych na szkolnych naukach wiedzy o społeczeństwie, czy jak to się wtedy nazywało. Była to męka pańska, bo z jednej strony wciskali tam socjalistyczny kit o wyższości, z drugiej, nawet teoretyczne rozważania o innych ustrojach były psu na budę, jako nieaplikowalne w ustroju powszechnej szczęśliwości reglamentowanej. Po co się było tego uczyć, skoro nie ma na to człowiek sam wpływu, co stanowiło tylko źródło frustracji. Ale takie podejście rozszerzać się mogło na całe życie – i tak się stało. Polacy odziedziczyli, i wparli to swym dzieciom, uprzedzenie z komuny: pilnuj swego, świata nie zmienisz, nie wychylaj się, polityka nie dla ciebie. W końcu – nasz głos nic nie zmieni, powiedziało 10 milionów wyborców…A więc człek zaniedbał widzenie przyczynowo-skutkowe, poszedł na studia, które, w dodatku, że rusycystyczne, to jeszcze przypadły na okres surowości stanowojennej i nie była ani czasu, ani nastroju do uprawiania wiedzy politologicznej. Ale z drugiej strony człek z kumplami (było też parę kumpelek) uczył się polityki praktycznej, bez teoretyzowania i dzielenia włosa na czworo. Więcej się drukowało niż czytało. Wiedzy nie było za wiele, ale i zainteresowania u odbiorców tudzież. Królowały wartości, wyobrażenia, nie zaś narzędzia i reguły. I tak nam zeszło do upadku komuny. Całemu narodowi.
Demokracja mylona
Złotym Graalem była demokracja poprzedzona przegnaniem komuny. Czy ta została przegnana czy nie, to nie sprawa na dzisiejsze rozważania. Ale zajmijmy się graalem demokracji. Ta, jak mówi wielu, a ostatnio Ziemkiewicz to przypomniał, to nie synonim wolności, co się skleiło Polakom przed 1989 rokiem. To przecież tylko narzędzie, które jak młotek: może służyć i do zbudowania kościoła, i do walnięcia w łeb. A u nas się utarło, że jak ktoś trzyma ten młotek w ręku to święty jest od razu i samo narzędzie uniemożliwia jego złe użycie. A przecież to absurd, nawet dla takiego ignoranta politologii jak piszący te słowa. No, ale cóż – tak się skleiło, że jak jest demokracja, to już wszyscy wolni, naród odrobił lekcje czynem okrągłostołowym i rozszedł się do robótek ręcznych oraz pławienia się w wymarzonej i odłożonej konsumpcji, zaś demokracja „zrobiła się sama”.A gdzież tam. Zaraz za tą próżnią podążyła „klasa próżniacza”, i to nie, że ten stan ją narodził, ten stan został zaprogramowany przy Okrągłym Stole, gdzie dwie niby-strony umówiły się, jak będą wyglądały demokratyczne dekoracje, kto będzie prawicą, kto lewicą, a kto nimi na pewno nie będzie. Na tym polegały, oprócz zgody na uwłaszczenie się nomenklatury byłych partyjnych, prawdziwe obrady okrągłego mebla. I trzeba przyznać, że – mimo tymczasowych kontekstów ówczesnej sytuacji – jest to układ, który przetrwał wszelkie burze, aż do dziś. Nie mniej – naród nieuczony demokracji uznał ten stan za jej oczywisty, bo wyłączny przejaw, przyjął, że polityką zajmują się inni, lepsi – potem, że bardziej cyniczni, a więc suweren nie ma w niej co robić. Ten zresztą od razu został „zajęty” skomplikowaniem i trudnościami systemu walki o siebie i nie było czasu na system, choć to on był przyczyną utrapień, na które rozwiązaniem stała się społeczna alienacja Polaków i nakierowanie na obronę podstawowego atomu społeczeństwa – rodziny. Reszta wokół tej wyspy to stały się morza wrogie, najeżone politycznymi piratami. A więc nikt nie wypływał z wysp komfortu na morza polityki, okupując się tylko raz na cztery lata daniną wyborczą, by piraci już tylko mniej nachalnie łupili. Bo, że są od łupienia to wiedzieli już wszyscy, chodziło tylko o wydeptanie sobie ścieżek klientelistycznych dla świętego spokoju. I tak naród postrzegał tę demokrację w działaniu, nie wyobrażając sobie, że może być inaczej, ba – przenosząc swoje ukryte traumy na inne narody i społeczeństwa, tusząc, że u nich pewnie tak samo, bo demokracja – jako ideał – może mieć tylko jedną postać. Aktualną.Mamy więc świętą krowę, o której – paradoksalnie – jak o zmarłym: można mówić dobrze, albo w ogóle. A więc słyszymy, że to dobre jest wszystko, zaś wszystko co złe – od nie-demokracji diabła pochodzi. Każdy, kto zająknie się przeciw demokracji, każdy kto wskaże, że to tylko jeden z ustrojów, jako się rzekło, narzędzie, które może się popsuć i co do jej taktycznego używania, ale i co do idei – idzie na szafot. I to w wielu ustrojach wcale nie teoretyczny, gdyż wystąpienie przeciwko wadom demokracji zatopionym w konstytucyjnych systemach państw jest powodem do jak najbardziej realnej odsiadki. Aż tak demokracja się broni. Ale poteoretyzujmy tu sobie, póki – jeszcze – można. Popatrzmy sobie na cechy demokracji, te dobre i te złe.
Wady świętej krowy
Ponieważ tych gorszych jest więcej (moim zdaniem, tak, tak) zacznijmy od wad. Po pierwsze – trudno jej przyznać autentyczność, to znaczy, że jest naprawdę, czyli lud wie co wybiera, wymaga a zawiedziony – zwalnia tych co niedowożą jego woli. Czy ktoś jeszcze w to wierzy? Dla jeszcze wierzących proponuję na chwilę (nikomu nie powiem) odłożyć dogmat demokracji i zastanowić się czy istnieje rzeczywisty pas transmisyjny woli suwerena w demokracji przedstawicielskiej.Nie ma tak, że myśli wielkich grup społecznych zestrzeliwują się w jedno ognisko i wychodzi z tego pomysł na ustrój. Suweren nie ma głowy do tego, nie będzie przecież piłował wielomilionowych kompromisów. Suweren jest biernym biorcą programów politycznych przygotowywanych przez aktywistów, jako gotowa, mniej lub bardziej (dzisiaj mniej niż bardziej – patrz: plemiona) propozycja do zaakceptowania przy urnie.Tu pojawia się następny próg, czyli propaganda, szczególnie nasilona w momentach przesileń, kiedy idą wybory i akt zawierzenia odbywa się jednorazowo i jest kreowany na raz przez wszystkich. Wtedy dzieją się cuda z opowiadaniem tego programu, tak, by na nas zagłosowano.
O niektórych punktach pomysłu na rządzenie się nie mówi, niektóre tak zamula, by móc się z nich wycofać, niektóre się wstawia, bez ochoty na ich realizację i taki misz-masz dostaje wyborca. Tu pojawiają się, szczególnie w plemiennej Polsce, projekty, które nie polegają na pomyśle na kraj – ten sprowadza się do jednego: wyeliminowania jedynego (trzeba więc dbać, by nie było ich za dużo) przeciwnika, po czym nastąpi ogólna szczęśliwość. Widzimy to dzisiaj – tak naprawdę wyborcy Tuskowi mieli tylko taką perspektywę, a więc nie dziwi ich to, że implementacja konkretnych rozwiązań jest w ogóle jakaś, skoro na żadne konkrety się nie umawiali, zaś Donald ładnie wyjaśni, że przecież wszystkim o to chodziło.No, dobra, była kampania, a teraz wybory. O ordynacji nie będę się tu rozwodził, gdyż cała ona jest, mimo późniejszych mutacji, i tak bękartem Okrągłego Stołu, by realizować podstawowe wymienione założenie – scena ma być uporządkowana, jej ustawiaczom nie może zdarzyć się żadna demokratyczna wpadka, jaką miałaby być wyborcza porażka, a już nie daj Boże sądowa ława. I wszystko jest o tym, łącznie z wybieraniem posłów przy zielonym stoliku naczelników partii, tępieniem każdego ruchu spoza układu, aż do systemu finansowania partii, który bogatym dodaje, zaś biednym zabiera. W końcu kończymy na tym, że wyborca nie wie kogo wybiera. A jednak wybiera, taka to demokracja. Ba, da się pokrajać za swego, najczęściej nieznanego, wybrańca.No dobra – wybralim.
Ale teraz wchodzi parlamentaryzm na pełnej kurtyzanie. No, bo mamy tych 460 światłych wybrańców i trzeba z tego uciułać 50% plus jeden światły. A więc korowody koalicyjne. To wtedy uciera się sól ziemi czarnej demokracji przedstawicielskiej – kompromis. Przypomnę, że w tym momencie jesteśmy świeżo po tym jak naród dał głos, następny za lat cztery, można więc suwerena zaraz po tym „święcie demokracji”… olać. Tak, olać. W momencie koalicyjnym nie gra się już na grupy wyborców, ale na grupy wybrańców. Konkretnych ludzi, z krwi i kości, z ich ambicjami, charakterami, koneksjami. I z nimi układa się kompromis, coraz częściej nie programowy, ale stanowiskowy. Nie mówi się o tym jak będziemy rządzić, ale kto to będzie robił. A to czyni program rządzenia krajem kwestią wtórną, bo pozostaje wtedy jedyny jednoczący cel – łupienie państwa. Powiecie – ale sprzeniewierzenie się wybrańców swemu demosowi będzie przez wyborcę pokarane w następnych wyborach. A skąd ta pewność? A jak ten przeniewierca będzie się cały czas sprzedawał jako jedyna alternatywa wroga plemiennego? I wzmoży ten przekaz przed kolejną kampanią, przed kolejnymi wyborami? PiS zaciągał ten dług przez osiem lat wierząc, że mu wyjdzie, gdy postraszy Tuskami, ale przyszło nowe pokolenie naiwniaków i sprawdziło ten szantażowy blef. A więc już teraz – po filtrze programów, wyborów, i klejenia koalicji – widzimy jak bardzo rezultaty demokracji oddalają się od woli suwerena, nawet tego najbardziej zaangażowanego, któremu wciąż się wydaje, że pobywa w rejonach własnej sprawczości.
A teraz samo rządzenie. No, powiedzmy, że już się nawet wyborca utarł i po szlifowaniu jego pomysłu przez kompromisy wreszcie dopracowano się porozumienia, które sam lud zaakceptował. Choć w większości przypadków przecież nie wie on na co się tak naprawdę umówiły wysokie kolaborujące strony.
No, ale tu wchodzi następny próg deformacji woli wyborcy – a któż to powiedział, że umowa koalicyjna to zapisane na kamiennej tablicy demokracji przykazania na całą kadencję? Przecież od pierwszego dnia koalicji jej członkowie pracują – głównie przeciwko swym kolegom – na polepszenie własnej pozycji, a to zawsze się dzieje kosztem koalicjanta, gdyż jest to gra o sumie zerowej. A więc ustalenia koalicyjne ulegają erozji, praktycznie żadna konstrukcja nie dotrwała do końca, nawet bezkoalicjancki PiS, rządzący samodzielnie, sam z siebie dokonywał personalnej rekonstrukcji rządu. A więc tu też się zmienia i na wyjściu koalicji można zobaczyć czasami coś zupełnie innego niż na jej wejściu. Taka to czarna skrzynka tej demokracji.                   Mamy więc do czynienia ze stopniowym, wykazanym tylko tu skrótowo, procesem alienacji. Wyobcowywania się realizacji politycznej woli suwerena niby wyrażonej w wyborach, w postać przez nikogo z wyborców nie przeczuwaną, którą się dopiero na gorąco tłumaczy, mimo jej ciągłej zmienności, jako tę wybraną i docelową, że na tę jej aktualną wersję umawialiśmy się wszyscy. I niech ktoś mi po tym wszystkim powie o autentycznej sprawczości tego systemu. Jest to raczej dekorum, którego właściwy cel wyjdzie nam później.
Tylko taka zaleta?
Teraz więc o zaletach demokracji, a więc krótko. Właściwie po tym wszystkim trudno by było znaleźć coś co równoważyłoby jej wymienione skrótowo wady, ale ludzkość próbuje cały czas. Otóż – uwaga, uwaga! – jedyną zaletą tego ustroju jest to, że zakłada on w sobie pokojowe mechanizmy przekazania władzy, jeśli ta będzie postępować nie w interesie ludu. Przyznacie państwo, że to dość… mało w stosunku do licznych wad. Tylko to – pokojowe przekazanie władzy? No, wychodzi, że tak. Ja wiem, że trauma po rewolucjach może być duża, ale że aż tak? Że te jednorazowe horrory, jakimi rewolucje de facto są, to mają zrównoważyć lata przebywania miliardów ludzi na całym świecie w ustroju dysfunkcjonalnym, którego tylko przedstawicielskie wady omówiłem? A co z kadencyjną perspektywą demokracji, czyli zero projektów i działań powyżej czteroletniego terminu? A gdzie brak odpowiedzialności rządzących za rzeczy przy których morderstwo dokonane przez obywatela to pikuś? A co z łapówkarstwem, frymarczeniem groszem publicznym, limitowaniem dostępu do rynku, czy robieniem wody z mózgu obywatelom za ich własne pieniądze? I co, po drugiej stronie tylko to pokojowe przekazywanie władzy?Ale spoko – a ja widzę za demokracji coraz mniej pokojowe przekazywanie tej władzy.
Demokracja, szczególnie ta w swej liberalnej formie, dzieli wynik wyboru demosa na dwie kategorie. Te słuszne, utrzymujące elity zarządzające przy władzy – wtedy mamy święto demokracji, to: „trzeba było mieć więcej mandatów” i kategorię drugą. Ta, nawet jak by dotrzymać wszystkich ustrojowych procedur jest demokracji zaprzeczeniem, gdyż naród się pomylił wybierając nie nas, a tak być nie może. Wtedy mamy demokracji upadek. I wtedy jest kwestionowanie istoty demokracji – my wam damy przekazanie władzy, i jakie tam pokojowe?Po drugie – istnieje przecież „deep state” w każdym kraju, czyli alternatywny, często bardziej efektywny system władzy, który nie podlega żadnej politycznej weryfikacji, a więc ten będzie się bronił przed każdym aktem wyborczym, który może ten stan naruszyć. Niech sobie, mówią niektórzy, taki system i będzie, bo lepiej by w ogóle ktoś rządził, niż chaos, nawet za cenę haraczu coraz bardziej mafijnych i oligarchicznych stosunków. Kłopot w tym, że przy takich podskórnych układach, ten system oficjalny zawsze stabilizuje się na, jak to określił profesor Zybertowicz, poziomie suboptymalnym. Czyli oficjalny system kostnieje na niższym poziomie rozwoju, niżby mógł on osiągnąć bez oligarchicznych obciążeń. Dzisiejszy świat różni się tylko poziomem ostentacji w poczynaniu sobie elit – w niektórych krajach pchają się na świeczniki i mówią wprost kto tu i jak rządzi, w innych są dyskretne, „tisze jedziesz – dal’sze budziesz”, tak, by utrzymać kulturowe resztki przyzwoitości w oczach suwenira. A wiec trudno w tak realnie wyglądającej polityce mówić nie tyle o pokojowym, ale o przekazywaniu władzy w ogóle. Odbywa się jakieś teatrum, a starzy wyjadacze obserwują tylko nowy układ scenografii zmontowany przez nowych-starych scenografów oficjalnej sceny politycznej. Scena i widownia są określone, zaś media, zawsze w ręku deep state, będą już tylko reflektorami oświetlającymi wybrane kawałki sceny i najsmaczniejsze momenty. Tak, by widownia myślała, że to wszystko naprawdę i że w ogóle jest jakiś ruch.
Bicie królem
Umówiliśmy się, że pogadamy na serio. Beznamiętnie poanalizujemy i demokrację, ale może i inny ustrój – monarchię. Wiem, zatkało, jak to tak, wracać do tych czasów, teraz? W XXI wieku? Przecież króle już się dawno skompromitowały, średniowiecze jakieś. Teraz to tylko źródło skandali i westchnień pensjonariuszek marzących o tym, że kiedyś z karocy zauważy je książe i wszystko skończy się jak w bajce. Do tego wracać? Tyś się już Karwelis kompletnie zglejował ze zwojami byłego mózgu. Tak? No to wróćmy z powrotem śladem wad demokracji. W monarchii w tych miejscach – same zalety. Monarcha nie ma perspektywy nakraść się w czteroletniej kadencji i dać nogę, po czym w demokracji przychodzi następny demokratyczny zaciąg do łupienia i żaden kraj tego nie wytrzyma. Zmienia się perspektywa rządzącego, ten nie musi się umizgiwać do ludu, bo ten nie może króla ukarać „w następnej kadencji” i go nie wybrać, bo to nie demokracja. A więc social umiarkowany, zwiększamy bazę podatkową, ale rozsądnie, gdyż państwo w swym aparacie ma tylko niezbędne rozmiary.
Mamy projekty na lata i dla następnych generacji, nie bez kozery mówi się, że projekty z XVIII i XIX wieku, mimo o góra lepszej techniki w dzisiejszych czasach nie mogłyby się w ogóle ziścić.Wreszcie perspektywa – tak, taki król zarządza swym państwem jak swoją własnością, co może wkurzać, szczególnie równościowych lewaków. Ale to oznacza, że jeśli nie jest wariatem – o tym potem – to będzie monarcha o to państwo dbał, przecież sam siebie łupić nie będzie. Ba – będzie dbał o sukcesję. I to co najmniej w dwóch wymiarach: masy spadkowej i następcy do dziedziczenia. W tym pierwszym będzie chciał swoim dzieciom przekazać majątek przecież w jak najlepszym stanie. Nawet jak państwo będzie miał w nosie, to może dzieci już nie tak bardzo. Po drugie dziedzic – to powoduje, że król ćwiczy, sprawdza i przygotowuje swych potomków do rządzenia. Profity z tego spore, ale robota – przyznajcie – ciężka, takie państwo na jednej głowie. Co mamy po drugiej, demokratycznej stronie – system tak „łatwy”, że może rządzić sprzątaczka? Nikt w to nie wierzy, ale wybieramy swych przedstawicieli, bo nam się z pyska podobają, o poglądach – zwłaszcza tych do dowiezienia – wiemy niewiele, zresztą się nie interesujemy, bo zawierzamy flagowym emocjom partii, co to jednego z drugim wystawiły.I rządzą nami patałachy, które nawet do królewskiego dworu nie byliby wpuszczeni. Zastępy nuworyszowskich bezczelniaczków, karmionych publicznym grochem indolentów wyposażonych w niekontrolowane kompetencjami możliwości do szkodzenia. Zapatrzonych w gwarantowaną bezkarność ponadpartyjnej kasty, podatni na korupcję, bo jak nie teraz, to kiedy?
Przekazanie władzy
No dobrze – dotarliśmy do tego punktu, który być może jest jedyną zaletą demokracji, zaś wadą ostateczną monarchii – czyli przekazania władzy. Punktem krytycznym wady monarchicznej jest tu sytuacja życia w systemie jednoosobowo dowodzonym przez niedołęgę, despotę lub wariata. Siedzi taki sobie w zamku, wojo ma na gwizdnięcie i co takiemu zrobisz, choć żyć się nie chce pod takim rządem. A tu demokracja daje ci narzędzie kartki wyborczej, cierpisz powiedzmy lat cztery, ale zbierasz się z kumplami, bierzecie te kartki, wrzucacie do urny – i cud boski, kłopot znika. A tak przecież despoty odwołać nie da rady, nie da się zaprzaniec. Będzie dymił.No, to rozłóżmy to na czynniki pierwsze. Tak, zdarzają się takie przypadki, ale są mocno grzane przez demokrację jako jedyny objaw monarchii. Nie dziwota, sam system ma odstręczać, a każdy król to ląduje w objęciach despotyzmu, nie słucha się, ciemięży, nawet kiedy szkodzi to jego własnemu państwu. Przypomnę jednak, że i w monarchii są jakieś ruchy. Dynastie upadały i upadają, nie tylko z powodu zerwania ciągłości dziedziców. Jak coś nie gra, to i dwór potrafi poddusić poduszką, a jak i tam jest zastój, to się nie raz chodziło z widłami na zamek i robiło porządek. Potem jakiś następny stawał na beczkę władzy, krzyczał – za mną! i był spokój. Władza się odnawiała, może nie przekazywała, ale w świetle tego co tu było powiedziane – czy to aż taka różnica, by za jej subtelności męczyć się w koszmarze demokracji przedstawicielskiej?
Ale w autentyczności demokracji musimy zauważyć jeszcze jeden aspekt. Ta ona ewoluuje. Wielu upatruje w jej istnieniu źródło dobrobytu ostatnich stu lat cywilizacji zachodniej, no, z małymi przerwami na wojny. Że to dzięki temu ustrojowi tak dobrze nam ostatnio szło, zaś przykład polskiego tempa dobrobytu ostatnich trzydziestu lat jest dowodem na łączność prosperity z tym ustrojem. Ale jest to, moim, zdaniem, mylenie przyczyn i skutków z timingiem.
Dobrobyt rósł, kiedy demokracja była prawidłowa i niezdegenerowana. Kiedy ustrój miał jasne kanały awansu społecznego opartego na majątku i zaradności. Jak system oliwił te tryby to wszystko kręciło się dobrze. Każdy znał swoje miejsce w drabinie społecznej, a więc ewentualne poruszanie się w jej kierunkach góra-dół polegało na dowiedzionych przymiotach, korzystnych dla społeczeństwa. Był nim awans społeczny oparty na kompetencjach i konkretnych zasługach, który tworzył klasę średnią, ten pas transmisyjny rzutkich w górę drabiny społecznej użyteczności. Powoli demokracja jednak zaczęła się socjalizować, spełniając przepowiednię Marksa, że do zwycięstwa socjalizmu trzeba tylko wprowadzić demokrację i poczekać, aż roszczeniowość przemieniona na głosy większości weźmie górę.I taki był proces zachodniej degrengolady demokracji, głównie w jej suflowaną odmianę demokracji liberalnej. Z tą jej liberalnością, to kolejny dowód na to, że lewica kradnie pojęcia i przeinacza je w sposób dekonstrukcyjny. Jak można było przecież wziąć ideę liberalizmu, ideę, w której indywidualna wolność jest głównym punktem odniesienia sensu życia i obdarzyć tą nazwą wersję demokracji, która polega na kompletnym kolektywizmie i udawaniu, że chodzi o coś innego, niż to, że człowiekiem rządzą samo-mianowane elity, bez ograniczeń i hamulców? Bo taką drogę przeszła demokracja zachodnia. Teraz tylko, schlebiając socjalnemu elektoratowi przeżera ostatnie zdobycze prawdziwego kapitalizmu, które teraz zastępuje zblatowanie się wyobcowanej elity z wielkim kapitałem. Jak ktoś coś robi, to tylko korpo, które dorwało się do regulacyjnego cyca kreowanych przez elity polityków, by zapewnić sobie prawny monopol na swój zbyt. A jak to w monopolu – wszystko drożeje i obniża jakość. Ćwiczyliśmy to w socjalizmie i Zachód w to wchodzi, nieświadom doświadczeń w tym względzie braci mniejszych, tych ze wschodu.
Demokracja bez panierki
Dzisiejsza postać demokracji traci już element mimikry, przestaje coraz bardziej udawać, że jest emanacją woli ludu. Już się mówi o czynnikach obiektywnych, które zmuszają wybraną władzę do wzięcia wyborcy za mordę. Przyspieszone ćwiczenia z tego przeszliśmy w kowidzie i okazało się, że można iść dalej, bo eksperyment się udał. A więc już nie potrzeba uzasadnień, te zmniejszają się na korzyść nagiej przemocy. Do tego dochodzi kompletnie ogłupiały i spacyfikowany suweren i można już jechać bez trzymanki. Demokracja liberalna mówi bowiem otwarcie tak – rządzenie światem, ba tam państwem, to poważna sprawa, wymaga ciągłości dłuższej niż kadencja demokracji (no, rewelacja!) nie możemy się bujać od ściany do ściany jakichś ignorantów, którym przydarzy się elekcyjny fart, tylko trzeba to robić w ciągłości. Ciągłość zapewnią niewybieralne instytucje, o kadencyjności dłuższej niż demokratyczne, gdzie siedzą technokraci, bo to tylko oni są w stanie rozwikłać meandry coraz trudniejszej sztuki rządzenia. Stąd spełniany jest warunek konieczny do takiego ruchu – ciągła komplikacja zarządzania interesem, zwiększanie węzłów horrendalnych przepisów, których już nikt poza ich kastą nie rozwikła. I interes się sam kręci.Nie wiadomo dlaczego wszyscy się uparli, że rządzenie krajem ma być kolegialne. A już firmą kilkuosobową to musi być jednoosobowe. Z jednej strony para pracowników i kilka maszyn i wystarczy jeden umysł, a jak chodzi o państwo, to nagle ma stać się cud i umysły takiego Sejmu zestrzelą się wykładniczo w jeden super mózg, będący super-menadżerem państwa.
Przecież to właśnie działa odwrotnie. Wszystkie kraje dowodziły, że zarządzanie nimi jedną osobą, jedną wizją i jedną egzekucją dawało najlepsze rezultaty, zaś gardłowanie na wiecach prowadziło w przepaść, albo do dyktatury, która to brała wszystko za łeb.Najgorsze jest to, że mamy władcę, ale nie wiadomo kim on jest. Czyli nie wiadomo gdzie się udać z widłami, jak nam ustrój doskwiera, a niektórym doskwiera. Nawet bowiem jak się pałac zdobędzie, jak w przypadku trumpowego Kapitolu, czy napaści woli ludu na pałac prezydencki w Brazylii, to tam nie ma nic, nikogo do obalenia. Insygnia władzy są dziś mocno wirtualne, moc rozproszona i gdzie tu dorwać jednego z drugim, ściąć i przed kim mianować następcę? Hę? Jest taka powieść u Lema, pod tytułem „Fiasko”. Ludzcy kosmonauci przypadkiem są „uziemieni” na innej planecie i powoli odkrywają, że istnieje tam jakaś cywilizacja, ale dziwna. Jest wyraźny podział kastowy, jakieś eksperymenta genetyczne kreujące niepożądane klasy, ale system jest wysoce opresyjny. Zagadywani tambylcy potwierdzają istnienie opresyjnej władzy, ale nie wiedzą kim ona jest. Po prostu działa jakoś i jest opresyjna, zaś fakt jej istnienia potwierdzają tylko ofiary. Ale tylko one. Nie ma żadnej stolicy, nie ma gdzie pójść z widłami na zamek. No, jak u nas.Dziś żyjemy w momencie upadku formacji demokratycznej. Ciało gnije, ale nikt nie wie, co się wyłoni z tego rozpadu. Na razie system się broni rozpaczliwcem, że to przez populistów. Ci są wrogiem dyżurnym, jednak o coraz słabszym oddziaływaniu. Odsuwa demokracja tym samym podejrzenia od siebie, że sama jest źródłem problemów, ale kierując je na populistów – jednocześnie sobie kopie grób. Dlaczego? Bo zarzuca im własne grzechy. Ano głównie takie, że populizm – uwaga, uwaga! – mówi ludziom rzeczy, które oni chcą słyszeć; że tam rządzą motywacje elitarne, niedemokratyczne, w sensie woli większości, że mechanizmy władzy i decyzji są ukryte za sztafażem realizacji woli ludu. Dobre sobie – przecież to wypisz-wymaluj dzisiejsza demokracja. A wiec skoro tyle tu podobieństw, to gdzie jest różnica i czemu ta demokracja liberalna tak z populizmem walczy?Jednym z powodów jest to, że musi przecież mieć jakiegoś wroga, a nie wszystko da się podciągnąć pod zarzut faszyzmu. Zresztą i tu też za dużo jest podobieństw. Skoro i manipulacja, i ukryte rządy są częścią wspólną populizmu, to jedyną różnicą powodującą egzystencjalny konflikt tych obu jest po prostu niechęć do wymiany elit. Jednych na drugie. I o to się toczy cały spór. Dotąd elity się rozwijają na zasadzie kooptacji, a więc na własnych warunkach, czyli nieakceptowalny jest dla nich skok rewolucyjny, jaki obiecuje im populizm, bo ten dla elit demokracji liberalnej sprowadza się do, słusznego zresztą hasła, wszyscy won! A nie ma tak. Przecież mamy całe rzesze postawione na przekonaniu o wiodącej roli akurat danej elity i będą one walczyć o swe utrzymanie jak kiedyś socjalizm z niepodległością.
W worku z demokracją 
     Żyjemy więc w świecie, który mówi cały czas o demokracji, zrobił sobie z niej fetysz, choć główny jej podmiot jest ofiarą kompletnego nieporozumienia, łudząc się co do swej sprawczości. A kiedy spytać takiego, czy to co widzi, to jest jego suwerenne marzenie, to się będzie zapowietrzał albo samooszukiwał. Ale z drugiej strony na demokrację nie można powiedzieć złego słowa, choć to przecież nie bóg jakiś, tylko jeden z wielu systemów politycznych. Czyli instrukcji obsługi otaczającego świata. A ta instrukcja coraz gorzej działa i nie polepszy sytuacji upieranie się, że nie można nawet o tym mówić, gdyż pluje się na świętość demokracji. Tak to niczego nie zaczniemy i zginiemy w zdegenerowanym świecie, pucując trupa, zaszyci w nim w worku.            

Niedziela: Siedlce – Msza Święta i Pokutny Marsz Różańcowy za Ojczyznę

24.03.24 Siedlce – Msza Święta i Pokutny Marsz Różańcowy za Ojczyznę

19/03/2024przez antyk2013

Niech Będzie Pochwalony Jezus Chrystus i Maryja zawsze Dziewica.


      Zapraszamy 24 marca, niedziela, na 89 Pokutny Marsz Różańcowy ulicami Siedlec w intencji naszej kochanej Ojczyzny – Polski.

Zaczynamy o 14,00, pod pomnikiem św. Jana Pawła II. Kończymy Mszą Świętą, która rozpocznie się o godzinie 16,00 w katedrze siedleckiej.

Uwielbiając Boga w Trójcy Świętej Jedynego, modlimy się razem z Maryją Królową Polski, o Polskę wierną Bogu, Krzyżowi i Ewangelii, o wypełnienie Jasnogórskich Ślubów Narodu.

Szczegóły na plakacie.

Z Panem Bogiem,

Andrzej Woroszyło

Czy Twoja gleba ma już paszport?

Czy Twoja gleba ma już paszport?

Marcin Popławski 19 marzec 2024 e-sadownictwo/czy-twoja-gleba-ma-juz-paszport?

Biurokracja to jednak piękna rzecz, znaczy okropna, bezduszna i bezmiernie głupia, ale naprawdę fascynujące jest obserwować jak ta machina funkcjonuje, sama się napędza, karmi i steruje. Feliks Koneczny nie na darmo zaliczył kulturę niemiecką od kręgu bizantyńskiego, który właśnie cechuje się potwornym biurokratyzmem. Na modelu niemieckim budowana jest UE. Nie wiem czy Państwo wiecie, ale oprócz paszportu na auto (EURO7) oraz dom (kwestie energetyczne), to będziemy również mieli paszport na glebę!

Otóż w oficjalnej strategii ochrony gleb w UE czytamy, że już w niektórych państwach UE opracowano takie paszporty a zawierają one informację o stanie gleby, jej zasobności i zdrowiu. Według planów unijnej biurokracji będziemy mieli klasyfikację domów, aut a nawet gleb. Wyobrażacie sobie Państwo jaka to będzie skala pracy dla urzędników? Gigantyczny wysiłek, masa ludzi do zatrudnienia, ogromne pieniądze do wydania. Każdy kawałek gruntu będzie przebadany i sklasyfikowany, a bez paszportu zawierającego te informacje nie będzie można sprzedać ziemi. Przecież aż o to prosiła się logika, że takie badanie gruntów musi nastąpić. Po obowiązkowych paszportach dla domów i uniemożliwieniu transakcji kupna/sprzedaży bez paszportów musiały przyjść paszporty dla ziemi. No jak kupić gospodarstwo od kogoś i mieć paszporty dla budynków a nie mieć dla gruntów? Toż to niedorzeczność i grunty również muszą zostać przebadane i zaopatrzone w paszporty.

Informację o tym kretynizmie powziąłem od jednego z najlepszych specjalistów od rolnictwa – Pana Karola Olszanowskiego, który zamieścił ją na swoim Twitterze. W Polsce mamy klasyfikację gruntów wedle skali bonitacyjnej, już dość przestarzałą, nie oddającą aktualnego stanu gleby. Jednak dla UE to za mało i trzeba jeszcze sprawdzić zdrowotność gleby, cokolwiek miałoby to znaczyć. Żebyśmy się dobrze zrozumieli – w interesie rolnika jest znać swoją glebę, badać ją regularnie, szanować i dbać. Jednak obowiązkowa paszportyzacja jest po prostu idiotyczna i będzie tylko generować kolosalne koszty, bo chyba nikt nie wątpi, że to my zapłacimy za te badania?

Tak jak właściciele domów zapłacą za termomodernizację i ich paszportyzację, tak my zapłacimy za paszporty dla gleby. Z dyrektywy budynkowej (EPBE) wynika, że brak dostosowania budynków do kolejnych norm emisyjności będzie skutkował karami finansowymi i ograniczeniami w możliwości dysponowania własnością. Jak na dłoni widać, że to samo planują nam dla gruntów rolnych. Najpierw wejdą paszporty do ziemi, potem minimalne standardy i jeśli ich nie będziemy spełniać to posypią się kary i braki w możliwości sprzedaży gruntu.

Powyższy artykuł dedykuję tym wszystkim, którzy sądzą, że Unia Europejska wycofuje się Zielonego Ładu, bo już norma GAEC 8 jest tylko ekoschematem, a nie obligatoryjnym działaniem.

Dyplomy MBA Collegium Humanum bardzo popularne wśród urzędników

Dyplomy MBA Collegium Humanum bardzo popularne wśród starachowickich urzędników

Bartosz Manicz 2024-03-18 starachowice/dyplomy-mba-collegium-humanum-bardzo-popularne

Jedni się wstydzą i nie chcą komentować, inni nie widzą w tym nic złego. Kłopot w tym, że według informacji medialnych, z prywatnej uczelni Collegium Humanum mogło zostać wydane setki nieprawidłowych dyplomów. Proces ich weryfikowania i unieważnienia może okazać się skomplikowany i czasochłonny. Dyplomy MBA dające możliwość zasiadania w radach nadzorczych były bardzo popularne wśród starachowickich urzędników. Trwa śledztwo w sprawie.

Kłopotliwy dyplom Collegium Humanum: Starachowice

Studia podyplomowe Master of Business Administration zrobili prezydent miasta Marek Materek, kierownik Referatu ds. Pozyskiwania Funduszy, aktualnie wiceprezydent Elżbieta Gralec czy były starosta starachowicki Piotr Babicki. Wszyscy skorzystali z publicznego dofinansowania jednostek … którymi kierowali. W przypadku Prezydenta Materka i Wiceprezydent Gralec otrzymali dofinansowanie z budżetu miasta w wysokości 4200 zł. W powiecie dofinansowanie było niższe, bo po 2100 zł na osobę.

Wątek dyplomów MBA pojawił się w Starachowicach już w 2021 roku. Dziś wracają do niego członkowie stowarzyszenia Inicjatywa dla Starachowic Jarosław Łyczkowski i Zbigniew Kroczek. [AUDIO]

W Collegium Humanum handlowano dyplomami MBA. Czy będzie starachowicki wątek śledztwa?

[Audio w oryginale. MD]

Minister Nauki i Szkolnictwa Wyższego Dariusz Wieczorek zapowiedział, że Ministerstwo podejmie kroki w celu dokładniejszego kontrolowania wszystkich prywatnych uczelni. Do tej pory Centralne Biuro Antykorupcyjne w związku z prowadzonym śledztwem zatrzymało 7 osób oraz zabezpieczyło sprzęt elektroniczny, gotówkę i dokumenty. Dotychczas w toku śledztwa prokurator przedstawił zarzuty łącznie 32 podejrzanym, natomiast wobec trzech podejrzanych stosowany jest areszt tymczasowy. 

Wiarygodność dokumentów wydawanych przez Collegium Humanum miały zapewniać m.in. zagraniczne uczelnie, okazało się, że nie miały one uprawnień do prowadzenia studiów MBA.

Dyplomy MBA to łakomy kąsek, uprawnia on do zasiadania w radach nadzorczych np. spółek miejskich takich jak ZEC, PWiK

Prezydent Starachowic Marek Materek przez 3 lata zarobił blisko 200 tysięcy złotych zasiadając w różnych radach nadzorczych. Dodatkowe dochody pochodziły z Łodzi, Radomia i Chełma. Ponad 30 tysięcy złotych w 2022 rok z rady nadzorczej starachowickich wodociągów pobrał były starosta Piotr Babicki. Ponad 11 tysięcy za 2022 rok zainkasowała wiceprezydent Elżbieta Gralec zasiadając w radzie nadzorczej spółki STBS „Wspólny Dom”. To dane z oświadczeń majątkowych. Najnowsze podsumowujące rok 2023 powinny pojawić się w najbliższych dniach.

Apel CBA do uczestników przestępczego procederu

W celu skorzystania z klauzuli niekaralności, wynikającej z art. 229 § 6 Kodeksu karnego, osoby uczestniczące w przestępczym procederze nielegalnego handlu dyplomami powinny niezwłocznie zgłosić się do Śląskiego Wydziału Zamiejscowego Departamentu do Spraw Przestępczości Zorganizowanej i Korupcji Prokuratury Krajowej w Katowicach lub Delegatury Centralnego Biura Antykorupcyjnego w Rzeszowie.

KAMIŃSKI DO PIERDLA! Krzysztof Baliński.

KAMIŃSKI DO PIERDLA!

Krzysztof Baliński

Putin ante portas. Katastrofa goni katastrofę. A u nas? Kamiński i Wąsik, Wąsik i Kamiński. 24 marca, kilka minut po dziewiątej, doszło do szarpaniny przed wejściem do Sejmu. Funkcjonariusze straży marszałkowskiej zatrzymali grupę posłów PiS z Jarosławem Kaczyńskim na czele, którzy próbowali wprowadzić do budynku Mariusza Kamińskiego i Macieja Wąsika. Ich zdjęcia z pełnymi gniewu twarzami oraz wymachującego pięściami Antoniego Macierewicza zapadają w pamięć. Nie tylko dlatego, że stały się przedmiotem drwin. Branie przez PiS na sztandar Mariusza Kamińskiego i Macieja Wąsika i uporczywe przy nich stanie jest irracjonalne także z innego powodu: To Kamiński w znacznej mierze przyczynił się do wyborczej porażki PiS.

Mandat Kamińskiego został wygaszony po skazaniu prawomocnym wyrokiem, w związku z udziałem w tzw.aferze gruntowej. Przypomnijmy: W 2007 r. PiS oddał władzę PO. Pretekst stworzył Kamiński, który, zamiast ścigać aferzystów, zabrał się za koalicjanta w rządzie, podrzucając Andrzejowi Lepperowi świnię z odrolnieniem biedniackiej działki na Mazurach.

Z tym że wcześniej, bo 12 września, ni stąd ni zowąd, ukazało się oświadczenie żydowskiej Ligi Antydefamacyjnej. Co w nim było? Ano, że Samoobrona i LPR są antysemickimi partiami ziejącymi nienawiścią do Żydów, że ich szefowie przejawiają antysemickie fobie. Oświadczenie zawierało zalecenie: usunąć z koalicji rządowej. Kilka dni później Jarosław Kaczyński zrywa koalicję, a jego brat ogłasza nowe wybory. Potem lansuje tezę, że rząd obalono, a powodem była walka z korupcją. Tymczasem prawda wyglądała inaczej: PiS posiadało stabilną większość w Sejmie; nikt Kaczyńskiego nie obalał; sam zrezygnował z władzy. I jeszcze jedno, najważniejsze: po przejęciu władzy Tusk trzymał Kamińskiego w CBA do 13 października 2009 roku!

Jak wyglądała Policja i ABW w 2015 roku, opisywać nie trzeba, bo jej opis („Ch.., dupa i kamieni kupa”) sporządził kumpel Mariusza, Bartłomiej. Kamiński pocieszał: „Na jesieni posprzątamy ten syf”, i zapewniał: „Polskie służby są przygotowane do tego, by sprostać wyzwaniom i zapewnić bezpieczeństwo Polakom”. Do cudownego uzdrowienia służb jednak nie doszło, a Andrzej Zybertowicz, doradca prezydenta, na temat reformy służb rzucił myśl: „Izraelski Mosad dlatego jest jedną z najlepszych tajnych służb, gdyż może liczyć na współpracę osób pochodzenia żydowskiego na całym świecie”. Taka reforma cieszyć nie mogła. Efektywność pracy służb zależy bowiem od tego, kto w nich pracuje. Służby odcięte od tkanki narodowej kraju działają jak w państwie podbitym. Dlaczego zatem adeptów do pracy w służbach nie szuka się w środowiskach patriotycznych, ale wśród rodzin z antykatolicką czyli żydokomunistyczną tradycją rodzinną, i wśród mniejszości ukraińskiej? Dlaczego kandydat wywodzący się z takich środowisk spokojnie przechodzi procedurę naboru, natomiast uczestnik marszów niepodległości jest postrzegany, jako polityczny ekstremista? Odpowiedzią na te pytanie może być to, że Kamiński deklaruje się jako ateista.

„Reformując” służby nie zaglądał głęboko w metryki podległych mu funkcjonariuszy, nie pytał o nazwiska rodziców i ich stopień pokrewieństwa z Dzierżyńskim albo z Berią. I jasnym staje się, dlaczego w Polsce mamy instytucje kluczowe z punktu widzenia bezpieczeństwa w stanie permanentnego kryzysu, i dlaczego połowa funkcjonariuszy ministrstwa, właśnie przekazanego w ręce Siemoniak i Bodnara, ABW to Ukraińcy. Pamiętajmy też, że polityczne inwestycje Sorosa w Polsce(czyli tam, gdzie właśnie kogoś od władzy odsunięto i przy władzy kogoś umieszczono) dotyczą wyłącznie żydokomunyi mniejszości narodowych i że wcześniej obrabiali nas Kamiński z Wąsikiem, a teraz Bodnar z Siemoniakiem.

Dużo pisano o tym, że po ‘89 wielu funkcjonariuszy MSW przeszło na służbę CIA, BND i Mosadu. Są rozliczne i namacalne dowody świadczące o  roli wywiadu brytyjskiego w karierze Radka Sikorskiego. Dzisiaj trzeba pisać o innym, szkodliwym dla polskiej racji stanu wyczynie Kamińskiego – dopuszczenie do panoszenia się w Polsce bezpieki ukraińskiej. Bo jest rzeczą oczywistą, że Amerykanie i Brytyjczycy wykorzystują ją do modelowania sytuacji wewnętrznej naszego kraju. Jak i rzeczą oczywistą jest, że preferują Ukraińców, bo są bardziej profesjonalni, tańsi i bardziej bezwzględni. Afera z nagraniem z podkarpackiego lupanaru z udziałem b. marszałka Sejmu oraz medal ukraińskiej „Bezpeky” dla redaktora naczelnego „Gazety Polskiej”, to tylko wierzchołek góry lodowej.

W latach 50. kilkunastu tysiącom obywateli ZSRR (obywateli, a nie Rosjan!) służącym w wojsku i MSW wydano polskie dowody osobiste. Gdy CIA pozyskiwała po wojnie do „pracy operacyjnej” na terenie ZSRR zbirów z OUN/UPA, to wciągnęła na listę „swych sukinsynów” także członków UPA, którzy pozostali w PRL. I czy nie dzięki temu tak wielu Ukraińców zrobiło po ‘89 kariery polityczne. I czy czystym przypadkiem jest, że w ABW, MSW, MON etniczny komponent ukraiński jest tak silny?

W listopadzie 2013 r. doszło do podpalenia budki przed ambasadą Rosji i potężnego propagandowego szczucia na środowiska narodowe. Gdy władzę objął PiS nagonka skończyła się, a minister od policji nawiązał nawet współpracę z organizatorami marszu. Jawna wrogość wróciła jednak dwa lata później. Policja, tak defensywna wobec ataków na kościoły, a nawet (jak skrzętnie odnotowała TVN) bijąca bojówkarzom Antify brawo, zmieniła postawę. Jaka była tego tajemnica? Kamiński stracił kontrolę nad policjantami, a Komenda Główna Policji zaczęła wsłuchiwać się w rozkaz Hanny Lis: „Wszystkich do pierdla”? Rząd zaczął powielać narrację poprzedników o „kibolach” i „nacjonalistach”, i mamić Polaków: z pandemią radzimy sobie kiepsko, zdusiliśmy gospodarkę, ale tylko my bronimy was przed zadymiarzami z Marszu Niepodległości. I jeszcze jedno – dla takiej narracji, rząd korzystał z osłony medialnej TVN.

Dlaczego za wrogów obrali narodowców, a nie Antifę i Lempart? Dlatego, że mentorem i wychowawcą (i dawcą genów?) Jarosława Kaczyńskiego był Jan Józef Lipski, przyjaciel mamy z czasów wspólnej pracy w Instytucie Badań Literackich (która przyznała, że jej synowie wychowywali się oraz kształtowali w oparciu o przekonania Lipskiego). 26 września 2006 r. brat Jarosława zawiesił na piersi swego wychowawcy Order Orła Białego. I nie byłoby w tym nic nadzwyczajnego, gdyby nie to, że kawaler tego najwyższego odznaczenia był masonem, który całe swoje życie poświęcił na walkę z katolicyzmem i z ruchem narodowym, a w swych publikacjach obarczał wszystkich Polaków winą za zbyt małą ofiarność w pomaganiu Żydom w czasie okupacji.

Po prowokacji z podpaleniem budki, Palikot pobiegł do ambasadora Rosji z donosem na „grupę bandytów inspirowanych przez środowisko związane z PiS i Radiem Maryja, o skrajnych poglądach narodowo-katolickich” (a Leszek Miller zwrócił się do Tuska o „lustrację środowisk faszyzujących”). Niewiele od petycji Palikota różniła się napaść Mariusza Kamińskiego na organizatorów Marszu, który określił jako „manifestację elementów skrajnych i faszystowskich”. Kilka miesięcy później rosyjskie MSZ opublikowało raport, w którym przypomniało „wielotysięczną demonstrację zorganizowaną przez radykalne ruchy nacjonalistyczne”. I co najciekawsze – oparło się na dorobku „naszego” poszukiwacza faszyzmu, który atak wykonał w iście kominternowskim stylu. Bo w tradycji i nawykach przybyłych do Polski w taborach armii sowieckiej agentów, było donoszenie w ambasadzie ZSRR na polskich „nacjonalistów” i oskarżanie oponentów politycznych o faszyzm. Kamiński nie pamiętał przy tym, jak po taki sam argument sięgali Kiszczak z Geremkiem, dla których happeningi Ligi Republikańskiej miały „znamiona faszystowskich wybryków”. Nie pamiętał też, jak „Wyborcza” oskarżała Ligę o podpalenie synagogi Nożyków, a na celowniku policji politycznej znalazł się on sam.

Na taśmach z „Sowa i Przyjaciele” pojawia się dziwne zdanie Bartłomieja Sienkiewicza: Czy jest to moment na uruchomienie tego rodzaju rozwiązania, czy nie. Bo ja mam poczucie, że jest to wariant OK, World Trade scenario. Krótko mówiąc – Sienkiewicz zmontował coś na kształt podpalenia Reichstagu, jako pretekst do spacyfikowania „ekstremistów i antysemitów”, a idiota Kamiński wykonał brudną propagandową robotę, i to w sposób świadomy. I, co ciekawe, po przejęciu MSW i ABW, intrygi Sienkiewicza nie rozliczył.

W styczniu 2018 r., po emisji reportażu TVN o polskich neonazistach wznoszących toast za Hitlera w lesie pod Wodzisławiem Śląskim, w polskich mediach widzieliśmy więcej swastyk, niż w Niemczech od zakończenia wojny. „Neonaziści świętują Hitlera”, „Polska coraz bardziej brunatna”, „Warszawa europejską stolicą faszyzmu” – tak wyżywali się dziennikarze zza Odry (i zza Wzgórz Golan). Doszło do tego, że w telewizji niemieckiej odbyła się debata o „fali nazizmu w Polsce”. Tym niemniej, na ten temat nie debatował Bundestag. Debatowano za to w Sejmie… z inicjatywy Mariusza Kamińskiego.

W ślad za reportażem rozpętali nagonkę na „polskich neonazistów”, a koordynatorem całej akcji zrobili Mariusza Kamińskiego, który zapowiedział „szybką i stanowczą reakcję państwa wobec propagujących w Polsce faszyzm”. Zapewnił, też, że „zlikwiduje faszyzm i nazistowskie organizacje w Polsce”. I nie tylko zapewnił – z furią przystąpił do akcji, a listy kandydatów do delegalizacji nie ograniczył do nazistów z krzaków pod Wodzisławiem, ale sięgnął do „tych nazioli z Marszu Niepodległości”. Kolejny antypolski strzał oddał, powołując rządowy Zespół ds. przeciwdziałania propagowaniu faszyzmu, czyli do przekonywania międzynarodowej publiki, w tym Niemców: Problem z faszyzmem w Polsce jest tak poważny, że rząd zmuszony był powołać specjalną instytucję do jego zwalczania.

Na lotnisku im. Szopena w Warszawie operują uzbrojeni Izraelczycy. Mają tam swoją policję, oznakowane auta na sygnałach i wydają Polakom polecenia. Towarzyszą też wycieczkom izraelskiej młodzieży. Zasadnym zatem jest pytanie: czy w Polsce mamy do czynienia z policją w policji i tym samym z państwem w państwie? Równie zasadnym jest pytanie: Dlaczego Kamiński (i jego patron) nie uchylił ustawy 1066, która dopuszcza udział obcych formacji zbrojnych w tłumieniu zamieszek w Polsce?

Izrael słynie z tego, że oszukuje swych sojuszników. Dowodem afera Jonathana Pollarda, który przekazywał Mosadowi (i pośrednio Moskwie) najgłębsze tajemnice CIA. Problem w tym, że agenci Mosadu, którzy działali przy Pollardzie, działali także przy Kamińskim. Rafi Eitan, b. szef Mosadu, a wcześniej oficer prowadzący Pollarda pojawił się w resorcie zajmującym się cyfryzacją. Razem z nim pojawił się Yossi Ciechanover, b. dyrektor generalny izraelskiego MSW. Innymi słowy – Kamiński, pod dyktando obu agentów, powierzył klucze do bezpieczeństwa Polski i podpisał porozumienia z Izraelem w sferze bezpieczeństw. I to wtedy, gdy Netanjahu dobijał różnych targów z Putinem. Głupota, czy działania zamierzone?

Inne pytania: Dlaczego Kamiński nic nie zrobił, aby pozbyć się pośrednika w dostawach ropy z Rosji do Polski, spółki należącej do Grigorija Jankelewicza? Dlaczego bezpieczeństwo Polskich Sieci Energetycznych powierzył Mosadowi? Dlaczego dopuścił do tego, żeby biuro Jarosława Kaczyńskiego pozostało przy ulicy Nowogrodzkiej, po sprzedaniu budynku izraelskiej firmie Metropol NH? Jak to możliwe, że partia ma siedzibę w nieruchomości należącej do obcej firmy, gdzie częste wizyty składał koordynator służb specjalnych i gdzieza zamkniętymi drzwiami, na tajnych konwentyklach spotykało się kierownictwo PiS?

Gdy Polska była bita po twarzy, gdy trzeciorzędny dyplomata z drugorzędnego państewka obsobaczał prezydenta i premiera, minister od policji głównego wroga dostrzegł w użytkownikach Twittera i ich „antysemickich” wpisach. Gdy Żydzi walili Polaków w pysk na odlew, Kamiński dywagował o wadach Polaków, o ich „ciężkiej chorobie antysemityzmu”. Gdy potrzebna była odwaga, tchórzliwie merdał ogonkiem. Po rejteradzie z ustawą o IPN pozostał nam w pamięci obraz ministra o buzi zbitego psa, wystraszonego, nieporadnego, budzącego litość i odrazę zarazem. Taki obraz dopełnił prezes PiS – gdy pełnił funkcję wicepremiera ds. bezpieczeństwa, do walki z Lempart i wściekłymi macicami, wezwał na pomoc… Kluby Gazety Polskiej. Suchej nitki nie zostawili na Kamińskim blogerzy: Jest bardzo podobny do Felka Dzierżyńskiego; Uderzające podobieństwo, te ślepia mówią same za siebie.

Widmo faszyzmu krąży nad Europą – takiej uległ obsesji. Do walki z „faszystami” powołał specjalne policyjne zespoły. W ślad za tym posypały się sukcesy. W Białymstoku antyterroryści zatrzymali kibiców terroryzujących mieszkańców miasta zawołaniem „Polska dla Polaków”. ABW wtargnęło do mieszkań uczniaków protestujących przeciw islamizacji Polski. Posadzili w areszcie Brunona K., „osobę motywowaną względami nacjonalistycznymi i ksenofobicznymi”, którego jedynym terrorystycznym czynem było nazwanie Tuska „ryżym bandytą”. Słuchając wypowiedzi człowieka odpowiedzialnego za bezpieczeństwo państwa, można było odnieść wrażenie, że największym i jedynym zagrożeniem dla Polski są antysemici.

Jeszcze innym „sukcesem” było sponiewieranie Wojciecha Olszańskiego, który – gdy na kaliskim rynku palono kartkę – mówił ze sceny: „Nie będzie już nigdy Polak Żydowi niewolnikiem!”, a tłum skandował: „Tu jest Polska, a nie Polin” i śpiewał Rotę. O co zatem oskarżał Olszańskiego? O spalenie symbolu Polin? O śpiewanie Roty? A może Kamińskiego i jego patrona najbardziej ubodło to, że mówiąc o Rosji, atakował sowiecką żydokomunę i, tym samym, jej przedłużenie na gruncie polskim, czyli tych, którzy Polską faktycznie rządzą?

Dopiero z raportu Żydowskiej Agencji Praw Podstawowych dowiedzieliśmy się, że w Polsce wprowadzono system rejestrowania przestępstw z nienawiści, i że jego celem jest zapewnienie MSW pełnego wglądu do przypadków takich przestępstw oraz zbieranie informacji o wszystkich dochodzeniach prowadzonych przez policję. Z raportu wynika, że system zasilany jest danymi z Fundacji Ochrony Dziedzictwa Żydowskiego i stowarzyszenia Otwarta Rzeczpospolita, które „zgłaszają incydenty antysemickie do prokuratury, policji lub innych władz w Polsce”. Nawiasem mówiąc ta ostatnia organizuje, we współpracy z Komendą Główną Policji, „Warsztaty dla przełożonych w policji”. W ich ostatniej odsłonie udział wzięło dwustu najwyższych rangą policjantów, którzy „poznawali historię holokaustu, aby móc lepiej zwalczać przestępczość z nienawiści”.

Lempart ogłosiła powołanie tymczasowego rządu, który „będzie negocjować z rządem warunki jego ustąpienia”. Prezes Helsińskiej Fundacji Praw Człowieka wezwał do buntu lekarzy i sędziów. Wojnę Polsce wypowiedziała wiceprzewodnicząca Bundestagu. Do zagłodzenia Polski wezwała wiceprzewodnicząca Parlamentu Europejskiego. Medyczny Judenrat udzielił poparcia dla strajku macic. A Kamiński? W niepojętym zaślepieniu brnął w nakręcaniu spirali oskarżeń wobec antysemitów, ścigając się w tej osobliwej dyscyplinie z TVN i „Wyborczą”. Zamiast wyłapywaniem obcych agentów, zajmował się wyłapywaniem „antysemitów”, atakami na „ruskie onuce” i walką z portalem wRealu24. Ukarał też ojca, który wyprowadził do piaskownicy dzieci po 2-tygodniowej kwarantannie.

Afera wizowa to nie jest afera Piotra Wawrzyka. To jest afera Mariusza Kamińskiego. W MSW spraw wiz „pilnowała” ciągle ta sama ekipa następców Jakuba Bermana, których Kamiński nie kontrolował i nie rozliczał. To oni wydawali rocznie kilka wiz dla Polaków z Kazachstanu i kilkaset tysięcy dla Azjatów. To oni w lutym 2022 wpuścili do Polski bez żadnej kontroli 10 milionów Ukraińców (i 150 tysięcy Azjatów przebywających na Ukrainie). To oni nie uchylili przepchniętej w Sejmie przez poprzednika Kamińskiego ustawy o obywatelstwie, która umożliwia nabywanie polskiego paszportu przez osoby mające przodka z polskim obywatelstwem. A więc także potomkom Ukraińców służących w SS Galizien i wnukom Romana Szuchewycza.

Na koniec kilka pytań, retorycznych, tj. takich, na które nie dostaje się odpowiedzi:

– Co robić, żeby minister bezpieki był zadaniowany przez Polaków, a nie przez ambasadę Izraela czy Ukrainy?

– Czy nie mszczą się zaniechania pogromcy komunistów z dekomunizacją, ale nie podpowiadaną przez Komintern, nie z pytaniem, gdzie kto był tylko, co robił?

– Dlaczego przyjął „definicję antysemityzmu”, która w sposób oczywisty miała na celu „dorżnięcie watahy”, czyli tych, którym nie podobają się przywileje dla mniejszości?

– Czy nie był urabiany przy pomocy modus operandi, w którym chodzi o nieustanne mielenie tematu antysemityzmu i sprawdzanie, jak daleko można się posunąć w terroryzowaniu Polaków?

– Czy nie wiedział, że prędzej czy później, wezmą się też za niego, i też pokażą w telewizjach, prowadzonego w więziennych klapkach na posterunek prokuratury Bodnara, na oczach polskiej, żydowskiej i ukraińskiej gawiedzi?

– Czy nie wykonał posługi szabesgoja, tj. ubogiego nie-Żyda służącego za niewielkie wynagrodzenie do wykonywania czynności, które są zakazane Żydom, i co tak naprawdę w rządzie Morawieckiego „koordynował”?

To okazja do smutnych podsumowań: Buńczuczne wypowiedzi wobec Polaków i tchórzliwe milczenie wobec obcych. Zamiast walki, przymilanie się do wrogów Polski. Polacy chcieli Sobieskiego spod Wiednia, a dostali Kamińskiego i Morawieckiego, nawołującego: „Wszyscy Polacy jesteśmy biało-czerwoną drużyną”. Tymczasem potrzebne jest hasło Romana Dmowskiego: „Istnieją Polacy i pół-Polacy, a rasa pół-Polaków musi zginąć”. No i hasło: Kamiński do pierdla!

Krzysztof Baliński

Cel: Dzieci zabić przed narodzinami, lub zdemoralizować po narodzinach.

RatujŻycie.pl

Szanowny Panie, Drogi Obrońco Życia Dzieci!

Cel: dzieci. Zarówno te dopiero poczęte, jak i te już narodzone. Zabić. A jeśli nie uda się zabić przed narodzinami, to zdemoralizować po narodzinach. Takie są plany lewackiego lobby, które zdobywa kolejne przyczółki w polskim życiu społecznym. Dopięło swego we Francji, wpisując aborcję do konstytucji i czyniąc z niej podstawę funkcjonowania państwa. Czy ktoś oszalał? Nie. Ktoś przemyślał i zrealizował strategię, by zdehumanizować dzieci nienarodzone. Ktoś doprowadził do zobojętnienia na los bezbronnych.

Do nas to nie przyjdzie? Już nadchodzi. W Polsce oficjalne stowarzyszenie ginekologów i położników wydało rekomendacje, które dzieci mordować.

O tym i innych ważnych sprawach przeczyta Pan poniżej w wybranych artykułach z portalu www.RatujZycie.pl.

OPIS ZDJĘCIA

Drag Queen w Polsce. Program promujący lewackie wypaczenia już w telewizji

W marcu stacja TVN rozpoczęła emisję programu „Czas na show. Drag me out”. Ekipa filmowa przeszła odpowiednie „szkolenia”, przygotowujące do pracy z osobami LGBT.Czytaj dalej >

OPIS ZDJĘCIA

Tęczowe piątki. Pranie mózgu młodzieży w wykonaniu lewicy

„Nieważne, kim jesteś i jaki/jaka jesteś, twoja tożsamość jest okej. Ty jesteś okej.” To są słowa Przemysława Staronia, psychologa, nauczyciela roku 2018. Promotor szkolnej zarazy, jaką są tęczowe piątki, daje prosty sygnał: wypaczenia seksualne są okej. Niezrównoważenie jest okej.Czytaj dalej >

OPIS ZDJĘCIA

Homo-zaraza dla najmłodszych. Serial dla dzieci promuje homoseksualizm.

Brytyjski program telewizyjny dla młodszych widzów tworzy bajki, które „bawią i uczą” w sposób odpowiadający lewackim zapędom. Jest to kolejny przykład usilnego wprowadzania homoseksualizmu w życie ludzi, jako coś normalnego, do czego należy przyzwyczajać dzieci już od najmłodszych lat.Czytaj dalej >

WSPIERAM WSPIERAM

OPIS ZDJĘCIA

Lublin: martwe dziecko w sortowni śmieci. Aborterzy muszą być z siebie dumni

Dokonano makabrycznego odkrycia w sortowni śmieci w Lublinie. Podczas prac odkryto między śmieciami martwe dziecko w stadium prenatalnym. Natychmiast wstrzymano pracę sortowni oraz wezwano policję. Sprawę bada prokuratura.Czytaj dalej >

OPIS ZDJĘCIA

Polskie Towarzystwo Ginekologów i Położników: rekomendujemy aborcję z przesłanki psychiatrycznej

Polskie Towarzystwo Ginekologów i Położników (PTGiP) rekomenduje mordowanie poczętych dzieci z przesłanki psychiatrycznej.Czytaj dalej >

OPIS ZDJĘCIA

Aborcja w konstytucji Francji. Demoniczna radość z mordowania dzieci

Francuzi wpisali sobie aborcję do konstytucji. Za włączeniem mordowania dzieci do „gwarantowanych praw” było 780 przedstawicieli obu izb francuskiego parlamentu, a przeciw zaledwie 72. Prezydent Emmanuel Macron wyraził zadowolenie, deputowani przyjęli wynik wiwatami i owacjami na stojąco. Nikt nie zapytał, co na to poczęte dzieci. Słabsi nie mają głosu.Czytaj dalej >

OPIS ZDJĘCIA

Pro-Life Bez Cenzury: Aborcja w konstytucji Francji – jak do tego doszło?

Kaja Godek w nowym odcinku Pro-Life Bez Cenzury mówi, dlaczego aborcja została wpisana do konstytucji Francji!Czytaj dalej >

Jeśli podoba się Panu to, co robimy, prosimy o wsparcie modlitewne i finansowe. Prowadzenie portalu www.RatujZycie.pl oraz wszelkie inne działania Fundacji łączą się z kosztami. Pokrywamy je dzięki dobrowolnym wpłatom Przyjaciół – ludzi takich jak Pan.

Chiny: Zakaz kontaktu z katolikami z zagranicy, ewangelizacji, wprowadzania dzieci do kościołów

Chiny: zakaz kontaktu z katolikami z zagranicy, ewangelizacji, wprowadzania dzieci do kościołów

KOŚCIÓŁ W CHINACH

AFP/EAST NEWS aleteia/chiny-zakaz-kontaktu-z-katolikami-z-zagranicy-ewangelizacji-wprowadzania-dzieci-do-kosciolow

Restrykcje mają na celu zdławienie Kościoła, całkowite odcięcie katolików w Chinach od Kościoła powszechnego i podporządkowanie ich państwu.

Pomimo porozumienia ze Stolicą Apostolską komunistyczne władze w Chinach dławią życie lokalnych wspólnot Kościoła, zarówno katakumbowych, jak i oficjalnych. Wskazuje na to ks. Bernardo Cervellera dyrektor AsiaNews, agencji informacyjnej Papieskiego Instytutu Misji Zagranicznych.

Zakaz ewangelizacji

Powołuje się on na dokument władz prowincji Fujian. Otrzymali go do podpisania wszyscy pracujący tam kapłani i zakonnice. Jeśli go nie podpiszą, nie będą mogli pełnić swej posługi. W dokumencie tym zobowiązują się m.in., że nie będą wpuszczać do kościoła dzieci i młodzieży, ani też nie będą dla nich prowadzić katechezy.

Dokument zakazuje ponadto wszelkiego kontaktu z katolikami z zagranicy, a także ewangelizacji i wypowiadania się na tematy religijne w internecie.

Jak podaje ks. Cervellera, podobne restrykcje zostały nałożone na Kościół również w innych chińskich prowincjach, takich jak Henan, Hubei czy Zhejiang. Mają one na celu zdławienie lokalnego Kościoła, całkowite odcięcie katolików w Chinach od Kościoła powszechnego i podporządkowanie ich państwu – ostrzega dyrektor agencji AsiaNews.

vaticannews / Pekin

Oprawcy trzymają się mocno

Oprawcy trzymają się mocno. Izabela BRODACKA

W tych dniach Wydawnictwo „Te Deum” udostępniło moje tłumaczenie z języka angielskiego książki chińskiej autorki Rose Hu pod tytułem: „Radość w cierpieniu. Z Chrystusem w chińskich więzieniach” Pomimo wręcz religianckiego tonu tej pracy, pomimo, że autorka była związana z bractwem Piusa X czyli z tak zwanymi Lefebrystami co dla wielu katolików głównego nurtu może być przeszkodą w odbiorze uważam, że pozycja ta jest niezwykle interesująca i godna uwagi.

Jestem świadoma, że niniejszym prezentuję nepotyzm, kryptoreklamę, jawną reklamę i autoreklamę. Oprócz tego można mi zarzucić brak szacunku do wyroków sądów rodzinnych, nie sprzątanie po psie oraz niestaranne segregowanie śmieci czyli siedem grzechów głównych społeczeństwa obywatelskiego. Moja odpowiedź jest prosta. Jak to mówią Francuzi „Je m’en fiche royalement”. W tłumaczeniu dosłownym: „ Gwiżdżę na to po królewsku”. W tłumaczeniu bardziej eleganckim: „ Nic mnie to nie obchodzi” W tłumaczeniu uwzględniającym specyfikę polskich powiedzonek: „ Mam to w nosie kościotrupie”. ( przez grzeczność popsułam rym).

Gwiżdżę na społeczeństwo obywatelskie modelu Poppera ( czytaj Sorosa) i jego zasady. Społeczeństwo, w którym cnotą jest płacenie podatków, zbieranie psich kup i segregowanie śmieci, a grzechem patriotyzm. Społeczeństwo, które jako zbrodnię traktuje wymierzenie dziecku klapsa, a które uważa mordowanie dzieci nienarodzonych za niezbywalne prawo kobiety. Zasady współczesnego społeczeństwa obywatelskiego są pozbawione elementarnej logiki, są po prostu głupie. Psia kupka rozkłada się na trawniku w ciągu tygodnia. Plastikowa torebka wraz z kupką przetrwa 200 lat.

Podobnie bezsensowne są koncepcje zielonego ładu, walki z emisją CO2 i inne idiotyzmy współczesnego zielonego totalitaryzmu.

Wracając do książki Rose Hu. Temat komunistycznych prześladowań katolików w Chinach nie jest w Polsce zbyt dobrze znany. Autorka tych wspomnień spędziła w więzieniach, aresztach i chińskich obozach pracy łącznie 28 lat. W potwornych warunkach urągających elementarnej godności ludzkiej. Aresztowania, przesłuchania, głód, zimno – te formy represji łatwo sobie wyobrazić. Można jednak poniewierać człowiekiem w jeszcze inny, po chińsku wymyślny i okrutny sposób. Na przykład reglamentując dostęp do ubikacji, a właściwie do kubła, który stojąc po środku ogromnej sali zajętej przez śpiących pokotem na ziemi więźniów spełniał rolę toalety.

Szczególnie przejęły mnie opisy specjalnych zebrań podczas których koledzy i przyjaciele oskarżonego o jakieś przestępstwo przeciwko komunizmowi poddawali go ostrej krytyce. Jak pisze Rose Hu jej najbliższe koleżanki z katolickiej szkoły wykrzykiwały: „ Rose Hu Jesteś podła, jesteś zdrajcą , nie chcemy mieć z tobą nic wspólnego”. Podobne seanse nienawiści odbywały się w czasach stalinowskich w Polsce. Nazywało się to potocznie „ rozrabianiem” kogoś. Ofiara była wskazywana przez POP (podstawową organizację partyjną) lub przez dyrekcję. Zdarzało się jednak, że prześladowania inicjował jakiś głupi, podły czy zazdrosny kolega. Podobnie odbywało się to w fabrykach, placówkach naukowych oraz w redakcjach. Niczego nie spodziewający się delikwent stwierdzał pewnego dnia, że ludzie nie odpowiadają na jego pozdrowienia, a nawet unikają z nim kontaktu wzrokowego. Rozeszło się już, że to on właśnie będzie „rozrabiany”. Za chwilę zwoływano zebranie partyjne, na którym obecność była przymusowa również dla bezpartyjnych. Jakiś gorliwiec przedstawiał kolektywowi zarzuty wobec „rozrabianego”, potem koledzy surowo go potępiali, na koniec oczekiwano od niego złożenia samokrytyki.

Moja ciotka pracowała po wojnie w redakcji „ Czytelnika”. Ponieważ miała za sobą przedwojenne studia dziennikarskie, a poza tym znała biegle kilka języków przyjęto ją do pracy pomimo niewłaściwego pochodzenia społecznego, bo ktoś musiał przecież poprawiać kardynalne błędy językowe popełniane przez różnych Putramentów i innych podobnie wybitnych pisarzy okresu socrealizmu. Ciotki nie było stać na okulary więc chcąc nie chcąc czytała rękopisy posługując się srebrnym lorgnon – jednym z nielicznych przedmiotów pochodzących z jej poprzedniego życia. Ktoś skojarzył nieszczęsne lorgnon z pochodzeniem klasowym więc nie spodziewająca się niczego ciotka została wzorcowo „rozrobiona” przez miłych kolegów. Ostatecznie jej nie wyrzucono bo nikt w tej redakcji nie operował poprawną polszczyzną. Jedni znali tylko rosyjski, inni nie znali chyba żadnego języka. Być może z wyjątkiem współpracującego z wydawnictwem Iwaszkiewicza, który jak wiadomo prezentował w każdej dziedzinie życia dwie twarze. Chętnie bawił się w ziemianina w Stawisku, posiadłości darowanej Annie Iwaszkiewicz przez jej ojca Lilpopa, lecz nie zaniedbał również wstąpienia 6 marca 1953 do Ogólnonarodowego Komitetu Uczczenia Pamięci Józefa Stalina Nie gardził również komunistycznymi przywilejami i zaszczytami. Stalinowcy tolerowali jego ziemiaństwo czy raczej podszywanie się pod ziemiaństwo w posiadłości córki Lilpopa. Wydawali mu w dużych nakładach powieści, w tym powieść pod tytułem „Sława i chwała” nazywaną powszechnie i raczej słusznie „Sława i chała”. W sprawie mojej ciotki Iwaszkiewicz wstrzymał się podobno od głosu co i tak graniczyło wówczas z bohaterstwem. Inni pisarze brylujący po wielu latach w różnych komitetach obrony robotników flekowali ją równo i solidarnie.

Wspomnienia Rose Hu dowodzą, że prześladowanie człowieka ma w istocie podobne motywy i formy niezależnie od szerokości geograficznej, koloru skóry, a nawet epoki. Dowodzą również, że zawsze znajdą się gorliwcy gotowi poprzeć każdą zbrodniczą ideologię. Przez oportunizm, w dobrej wierze czyli przez zwykłą głupotę –jak powiadają – groźniejszą od faszyzmu. Znajdą się również zawsze gorliwi wykonawcy, którzy nigdy nie poczują się winni, bo przecież tylko wykonywali rozkazy.

Obecnie prześladuje nas zielony ład. Nie należy jednak się poddawać. Przetrwaliśmy totalitaryzm brunatny, przetrzymaliśmy czerwony, przetrwamy i zielony.

Chiny: Usuwają wszelkie wzmianki o Bogu i religii z książek. Sinizacja to nie materializm, to satanizacja.

Chiny: Usuwają wszelkie wzmianki o Bogu i religii z książek dla dzieci i młodzieży

KOBIETA W KOŚCIELE

aleteia/chiny-wladze-usuwaja-wszelkie-wzmianki-o-bogu-i-religii

Chiny do 2030 r. mogą się stać „najbardziej chrześcijańskim krajem świata”.

=================================

Katolicka Agencja Informacyjna – 04.08.19

Dopuszczone do nauki teksty są tak zmanipulowane, aby ich treści odpowiadały wytycznym partii komunistycznej o usuwaniu wszelkich odniesień religijnych. Dotyczy to zresztą nie tylko szkół podstawowych czy średnich, ale także uczelni wyższych.

W ramach walki z „wpływami religijnymi” na młode pokolenie a zarazem w nurcie tzw. „sinizacji” religii władze chińskie przystąpiły do usuwania wszelkich odniesień do Boga, Biblii i religii z książek dla dzieci i młodzieży. Dotyczy to utworów zarówno własnych autorów, jak i dzieł literatury światowej. Wszelkie wzmianki dotyczące wiary są zastępowane przez słowa i pojęcia bardziej ogólne lub zbliżone, ale bez wyraźnego odniesienia do Boga albo – jeśli jest to niemożliwe – takie tytuły nie będą wydawane. Na razie wytyczne te objęły cztery opowiadania autorów zagranicznych i szereg utworów klasyków chińskich.

Cenzura książek

Zmieniono na przykład jedną ze scen znanej baśni Hansa Christiana Andersena „Dziewczynka z zapałkami”, będącej lekturą szkolną dla uczniów V klasy. W oryginale gdy zziębnięta tytułowa bohaterka zapala, żeby się rozgrzać, kolejne zapałki, widzi w ich blasku spadające gwiazdy i mówi, że każda taka gwiazda to dusza unosząca się na spotkanie z Bogiem. W wersji ocenzurowanej przez władze mówi się o tym, że „gdy spada gwiazda, jakaś osoba opuszcza ten świat”.

Robinson Crusoe – słynny rozbitek, stworzony przez Daniela Defoe – nie uratował trzech egzemplarzy Biblii z resztek roztrzaskanego statku, jak pisze autor, ale zdołał tylko ocalić „kilka książek”, bez podawania szczegółów. W sztuce „Wujaszek Wania” Antona Czechowa nie ma już ani modlitwy w cerkwi, ani słowa „Chrystus”, które są w tekście oryginalnym.

A takie pozycje, których same tytuły wskazują jednoznacznie na związki z religią, i to konkretnie z chrześcijaństwem, jak „Katedra Notre-Dame” Victora Hugo, „Hrabia Monte Christo” Alexandre’a Dumasa czy „Zmartwychwstanie” Lwa Tołstoja, mają być konfiskowane przez nauczycieli.

Chińskie Ministerstwo Oświaty twierdzi wprawdzie, że książki mają proponować uczniom lepsze zrozumienie innych kultur, w praktyce jednak dopuszczone do nauki teksty są tak zmanipulowane, aby ich treści odpowiadały wytycznym partii komunistycznej o usuwaniu wszelkich odniesień religijnych. Dotyczy to zresztą nie tylko szkół podstawowych czy średnich, ale także uczelni wyższych.

Bez wiary w Boga

Działania te odbywają się pod hasłem „sinizacji” religii, czyli narzucanej przez władze komunistyczne polityki przystosowywania jej do kultury chińskiej, też zresztą „wymytej” maksymalnie z odniesień do wiary w Boga. Przedmiotem szczególnej krytyki jest chrześcijaństwo, przedstawiane przez propagandę komunistyczną jako religia obca rodzimej kulturze i tradycji.

Głównym „architektem” tej polityki jest obecny prezydent Chin Xi Jinping, który już w 2015 r. oświadczył, że jeśli religie w tym kraju chcą przetrwać, muszą się „schińszczyć”, przystosowując się do kultury chińskiej i podporządkować się partii komunistycznej. Towarzyszy temu nacjonalistyczny patriotyzm i pogarda dla religii „zagranicznych”, a więc głównie dla chrześcijaństwa.

Według wielu obserwatorów przyczyną obecnej kampanii antychrześcijańskiej jest lęk przed przewidywaniami niektórych socjologów (np. Fenggang Yanga), że Chiny do 2030 r. mogą się stać „najbardziej chrześcijańskim krajem świata”. Ale jednocześnie jest to też sposób chronienia się reżymu pekińskiego przez takimi ideami jak demokracja, prawa człowieka, sprawiedliwość czy państwo prawa.