Tajne wojskowe laboratoria biologiczne w Trieście: Zbrodniarze – przegonieni z Ukrainy – pakują się do Włoch

Tajne wojskowe laboratoria P3 i P4 w Trieście: Zbrodniarze – przegonieni z Ukrainy – pakują się do Włoch

Tajne laboratoria Date: 1 marzo 2023Author: Uczta Baltazara

W odcinku programu “Fuori dal coro” (28. 02. 2023, Rete4, Mediaset) wyemitowano reportaż Raffaelli Regoli opowiadający o powstawaniu niezwykle niebezpiecznych laboratoriów biologicznych we Włoszech. Wścibska dziennikarka weszła do tzw. «Parku Naukowego» w Trieście, w którym ma siedzibę laboratorium P3 i wkrótce powstanie jeszcze bardziej niebezpieczne P4.

Tymczasem we Włoszech narastają protesty przeciwko owym tajemniczym laboratoriom, po tym jak ogłoszono, że kolejny taki ośrodek ma powstać w Pesaro https://www.affaritaliani.it/cronache/biolaboratorio-livello-sicurezza-3-a-pesaro-la-paura-di-un-altra-wuhan-832421.html.

Włosi wiedzą o laboratoriach biologicznych jakie USA rozmieściły przed wybuchem wojny na Ukrainie, więc podczas demonstracji słychać głosy: «Nie chcemy stać się Ukrainą!»

Warto zauważyć, że Włochy nie posiadają żadnej jurysdykcji nad tego typu laboratoriami; zgodnie z konwencją ONZ – laboratoria w Trieście, rząd włoski będzie finansował 10 milionami euro rocznie, ale żaden włoski urzędnik nie będzie mógł wejść tam bez pytania o pozwolenie.

Wszyscy pracownicy owych laboratoriów – łącznie z członkami ich rodzin – mają zagwarantowany immunitet. Ich pensje – nieopodatkowane – wypłacane są w dolarach. Laboratorium w Trieście finansowane jest przez włoskie Ministerstwo Spraw Zagranicznych; placówka będzie utrzymywana także pieniędzmi pochodzącymi z dotacji otrzymywanych przez Włochy z UE. Anonimowa osoba, z którą rozmawia Raffaella, mówi, że placówka współpracuje również z małżeństwem Gatesów.

W drugiej części reportażu dziennikarka przeprowadziła wywiad z jednym z czołowych ekspertów w dziedzinie laboratoriów biologicznych, Josephem Tritto, który wyjaśnia: “Ingerencja wojska w laboratoria P4 jest natychmiastowa. Funkcjonują one również jako wojskowe ośrodki badań obronnych i ofensywnych”.

Na temat ich bezpieczeństwa Tritto mówi:“Na obszarze gęsto zaludnionym, funkcjonowanie laboratorium P4, których poddanie pełnej kontroli jest niemożliwe, stanowi bardzo duże ryzyko”.

VIDEO z TRIESTU pod linkiem: https://mediasetinfinity.mediaset.it/video/fuoridalcoro20222023/i-laboratori-del-mistero-i-virus-piu-pericolosi-anche-in-italia_F312336201008C10

………………………………..

Warto przypomnieć teksty o amerykańskim laboratorium biologicznym, które w roku 2019 przeniesiono na Sycylię, po tym jak rozwścieczeni Egipcjanie przepędzili je ze swego kraju: https://web.archive.org/web/20200320064050/http://ram.neon24.pl/post/153788,o-pochodzeniu-plag-egipskich-i-nadchodzacej-dyktaturze https://web.archive.org/web/20200319105956/http://ram.neon24.pl/post/153756,namru-3-na-sycylii-co-za-niesamowity-zbieg-okolicznosci

Rząd Chin o polityce USA: Hegemonia Stanów Zjednoczonych i jej niebezpieczeństwa.

Rząd Chin o polityce USA:

 na stronie rządowej Link do strony

[tłumaczenie niestety maszynowe, jedynie malutkie poprawki. MD]

Hegemonia Stanów Zjednoczonych i jej niebezpieczeństwa

2023-02-20

 na stronie rządowej:  https://www.fmprc.gov.cn/mfa_eng/wjbxw/202302/t20230220_11027664.html

———————————

Wstęp

I. Hegemonia polityczna — rozrzucanie jej ciężaru

II. Hegemonia wojskowa — bezmyślne użycie siły 

III. Hegemonia gospodarcza — grabieże i wyzysk

IV. Hegemonia technologiczna — monopol i stłumienie

V. Hegemonia kulturowa — szerzenie fałszywych narracji

Wniosek

Wstęp

Odkąd Stany Zjednoczone stały się najpotężniejszym krajem świata po dwóch wojnach światowych i zimnej wojnie, odważniej ingerowały w sprawy wewnętrzne innych krajów, dążyły do hegemonii, utrzymywały ją i nadużywały, postępowały w działalności wywrotowej i infiltracji oraz świadomie prowadziły wojny , wyrządzając szkodę społeczności międzynarodowej.

Stany Zjednoczone opracowały hegemoniczny podręcznik do organizowania „kolorowych rewolucji”, wszczynania regionalnych sporów, a nawet bezpośredniego wszczynania wojen pod pozorem promowania demokracji, wolności i praw człowieka. Trzymając się mentalności zimnowojennej, Stany Zjednoczone zaostrzyły politykę bloku i podsyciły konflikty i konfrontacje. Nadmiernie rozciągnęła koncepcję bezpieczeństwa narodowego, nadużyła kontroli eksportu i narzuciła jednostronne sankcje innym. Przyjęła wybiórcze podejście do prawa i zasad międzynarodowych, wykorzystując je lub odrzucając według własnego uznania, i dążyła do narzucenia zasad, które służą jej własnym interesom w imię podtrzymywania „międzynarodowego porządku opartego na zasadach”.

Niniejszy raport, przedstawiając istotne fakty, ma na celu ujawnienie nadużywania przez Stany Zjednoczone hegemonii na polu politycznym, wojskowym, gospodarczym, finansowym, technologicznym i kulturalnym oraz zwrócenie większej uwagi międzynarodowej na niebezpieczeństwa praktyk amerykańskich dla pokoju i stabilności na świecie i pomyślność wszystkich narodów.

I. Hegemonia polityczna — Szarogęszenie się.

Stany Zjednoczone od dawna próbują kształtować inne kraje i porządek światowy własnymi wartościami i systemem politycznym w imię promowania demokracji i praw człowieka.

◆ Mnożą się przypadki ingerencji Stanów Zjednoczonych w sprawy wewnętrzne innych krajów. W imię „promowania demokracji” Stany Zjednoczone praktykowały „doktrynę neo-Monroe” w Ameryce Łacińskiej, wszczęły „kolorowe rewolucje” w Eurazji i zorganizowały „arabską wiosnę” w Azji Zachodniej i Afryce Północnej, przynosząc chaos i katastrofę do wielu krajów.

W 1823 roku Stany Zjednoczone ogłosiły doktrynę Monroe. Reklamując „Amerykę dla Amerykanów”, tak naprawdę chciał „Całej Ameryki dla Stanów Zjednoczonych”.

Od tego czasu polityka kolejnych rządów Stanów Zjednoczonych wobec Ameryki Łacińskiej i regionu Karaibów była pełna ingerencji politycznych, interwencji wojskowych i dywersji reżimu. Od 61 lat wrogości i blokady Kuby do obalenia rządu Allende w Chile, polityka USA w tym regionie została zbudowana na jednej maksymie – ci, którzy się podporządkują, będą prosperować; ci, którzy się opierają, zginą.

Rok 2003 był początkiem serii „kolorowych rewolucji” – „rewolucji róż” w Gruzji, „pomarańczowej rewolucji” na Ukrainie i „rewolucji tulipanów” w Kirgistanie. Departament Stanu USA otwarcie przyznał się do odgrywania „głównej roli” w tych „zmianach reżimu”. Stany Zjednoczone ingerowały również w wewnętrzne sprawy Filipin, usuwając prezydenta Ferdinanda Marcosa seniora w 1986 r. I prezydenta Josepha Estradę w 2001 r. Poprzez tak zwane „rewolucje władzy ludowej”.

W styczniu 2023 roku były sekretarz stanu USA Mike Pompeo wydał swoją nową książkę Never Give a Inch: Fighting for the America I Love. Ujawnił w nim, że Stany Zjednoczone planowały interweniować w Wenezueli. Plan zakładał zmuszenie rządu Maduro do porozumienia z opozycją, pozbawienie Wenezueli możliwości sprzedaży ropy i złota za waluty obce, wywarcie dużej presji na jej gospodarkę oraz wpłynięcie na wybory prezydenckie w 2018 roku.

◆ Stany Zjednoczone stosują podwójne standardy w zakresie przepisów międzynarodowych.

 Stawiając własny interes na pierwszym miejscu, Stany Zjednoczone odeszły od międzynarodowych traktatów i organizacji, stawiając swoje prawo krajowe ponad prawem międzynarodowym. W kwietniu 2017 r. Administracja Trumpa ogłosiła, że odetnie wszelkie fundusze USA dla Funduszu Ludnościowego Narodów Zjednoczonych (UNFPA) pod pretekstem, że organizacja „wspiera lub uczestniczy w zarządzaniu programem przymusowej aborcji lub przymusowej sterylizacji”. Stany Zjednoczone dwukrotnie wystąpiły z UNESCO w 1984 i 2017 r. W 2017 r. ogłosiły wyjście z porozumienia paryskiego w sprawie zmian klimatycznych. W 2018 roku ogłosiła wyjście z Rady Praw Człowieka ONZ, powołując się na „stronniczość” organizacji wobec Izraela i brak skutecznej ochrony praw człowieka. w 2019 r. Stany Zjednoczone ogłosiły wycofanie się z Traktatu o siłach jądrowych średniego zasięgu w celu dążenia do nieskrępowanego rozwoju zaawansowanej broni. W 2020 roku ogłosiła wycofanie się z Traktatu o otwartych przestworzach.

Stany Zjednoczone były również przeszkodą w kontroli broni biologicznej, sprzeciwiając się negocjacjom w sprawie protokołu weryfikacji do Konwencji o zakazie broni biologicznej (BWC) i utrudniając międzynarodową weryfikację działań krajów związanych z bronią biologiczną. Jako jedyne państwo posiadające zapasy broni chemicznej, Stany Zjednoczone wielokrotnie opóźniały zniszczenie broni chemicznej i pozostawały niechętne wypełnianiu swoich zobowiązań. Stał się największą przeszkodą w realizacji „świata wolnego od broni chemicznej”.

◆ Stany Zjednoczone łączą małe bloki poprzez swój system sojuszy. Narzucają „Strategię Indo-Pacyfiku” regionowi Azji i Pacyfiku, gromadząc ekskluzywne kluby, takie jak Five Eyes, Quad i AUKUS, i zmuszają kraje regionalne do opowiedzenia się po którejkolwiek ze stron. Takie praktyki mają zasadniczo na celu tworzenie podziałów w regionie, podsycanie konfrontacji i podważanie pokoju.

◆ Stany Zjednoczone arbitralnie osądzają demokrację w innych krajach i fabrykują fałszywą narrację o „demokracji kontra autorytaryzmie”, aby podżegać do wyobcowania, podziału, rywalizacji i konfrontacji. W grudniu 2021 r. Stany Zjednoczone były gospodarzem pierwszego „Szczytu na rzecz Demokracji”, który spotkał się z krytyką i sprzeciwem wielu krajów za kpiny z ducha demokracji i dzielenie świata. W marcu 2023 r. Stany Zjednoczone będą gospodarzem kolejnego „Szczytu na rzecz Demokracji”, który pozostaje niepożądany i ponownie nie znajdzie poparcia.

II. Hegemonia wojskowa — bezsensowne, wyuzdane użycie siły

Historia Stanów Zjednoczonych charakteryzuje się przemocą i ekspansją. Od czasu uzyskania niepodległości w 1776 r. Stany Zjednoczone nieustannie dążą do ekspansji siłą: mordowały Indian, najeżdżały Kanadę, prowadziły wojnę z Meksykiem, wszczynały wojnę amerykańsko-hiszpańską i anektowały Hawaje. Po drugiej wojnie światowej wojny sprowokowane lub rozpoczęte przez Stany Zjednoczone obejmowały wojnę koreańską, wojnę w Wietnamie, wojnę w Zatoce Perskiej, wojnę w Kosowie, wojnę w Afganistanie, wojnę w Iraku, wojnę w Libii i wojnę w Syrii, nadużywanie swojej hegemonii militarnej, aby utorować drogę celom ekspansjonistycznym. W ostatnich latach średni roczny budżet wojskowy Stanów Zjednoczonych przekroczył 700 miliardów dolarów, co stanowi 40 procent światowego budżetu, czyli więcej niż 15 krajów razem wziętych. Stany Zjednoczone mają około 800 zagranicznych baz wojskowych, w tym 173,

Według książki America Invades: How We’ve Invaded or be Military Involved with prawie Every Country on Earth, Stany Zjednoczone walczyły lub były zaangażowane militarnie z prawie wszystkimi 190 krajami uznanymi przez ONZ, z zaledwie trzema wyjątkami. Trzy kraje zostały „oszczędzone”, ponieważ Stany Zjednoczone nie znalazły ich na mapie.

◆ Jak ujął to były prezydent USA Jimmy Carter, Stany Zjednoczone są bez wątpienia najbardziej wojowniczym narodem w historii świata. 

Według raportu Uniwersytetu Tufts, „Introducing the Military Intervention Project: A new Dataset on US Military Interventions, 1776-2019”, Stany Zjednoczone podjęły prawie 400 interwencji wojskowych na całym świecie w tych latach, z czego 34 procent miało miejsce w Ameryce Łacińskiej i Karaiby, 23 procent w Azji Wschodniej i na Pacyfiku, 14 procent na Bliskim Wschodzie iw Afryce Północnej oraz 13 procent w Europie. Obecnie nasila się interwencja wojskowa na Bliskim Wschodzie iw Afryce Północnej oraz Afryce Subsaharyjskiej.

Alex Lo, felietonista South China Morning Post, zwrócił uwagę, że Stany Zjednoczone rzadko rozróżniały dyplomację od wojny od czasu swojego powstania. W XX wieku obaliła demokratycznie wybrane rządy w wielu krajach rozwijających się i natychmiast zastąpiła je proamerykańskimi reżimami marionetkowymi. Dziś na Ukrainie, w Iraku, Afganistanie, Libii, Syrii, Pakistanie i Jemenie Stany Zjednoczone powtarzają swoją starą taktykę prowadzenia wojen zastępczych, wojen o niskiej intensywności i dronów.

◆ Hegemonia militarna Stanów Zjednoczonych doprowadziła do tragedii humanitarnych. Od 2001 r. wojny i operacje wojskowe rozpoczęte przez Stany Zjednoczone w imię walki z terroryzmem pochłonęły życie ponad 900 000 osób, z czego około 335 000 to cywile, miliony osób zostały ranne, a dziesiątki milionów musiały zostać przesiedlone. Wojna w Iraku w 2003 r. spowodowała śmierć około 200 000 do 250 000 cywilów, w tym ponad 16 000 zabitych bezpośrednio przez armię amerykańską, a ponad milion pozostawiła bez dachu nad głową.

Stany Zjednoczone stworzyły 37 milionów uchodźców na całym świecie. Od 2012 roku liczba samych syryjskich uchodźców wzrosła dziesięciokrotnie. W latach 2016-2019 udokumentowano 33 584 zgonów cywilów w walkach w Syrii, w tym 3833 zabitych w bombardowaniach koalicji kierowanej przez USA, z czego połowa to kobiety i dzieci. Public Broadcasting Service (PBS) poinformował 9 listopada 2018 r., Że w nalotach sił amerykańskich na samą Rakkę zginęło 1600 syryjskich cywilów.

Dwudziestoletnia wojna w Afganistanie spustoszyła kraj. W sumie 47 000 afgańskich cywilów i 66 000 do 69 000 afgańskich żołnierzy i policjantów niezwiązanych z atakami z 11 września zginęło w amerykańskich operacjach wojskowych, a ponad 10 milionów ludzi zostało przesiedlonych. Wojna w Afganistanie zniszczyła tam podstawy rozwoju gospodarczego i pogrążyła ludność afgańską w nędzy. Po „klęsce w Kabulu” w 2021 r. Stany Zjednoczone ogłosiły, że zamrożą około 9,5 mld dolarów aktywów należących do afgańskiego banku centralnego, co uważa się za „czystą grabież”.

We wrześniu 2022 r. turecki minister spraw wewnętrznych Suleyman Soylu skomentował na wiecu, że Stany Zjednoczone prowadziły zastępczą wojnę w Syrii, zamieniły Afganistan w pole opium i fabrykę heroiny, wprowadziły zamieszanie w Pakistanie i pozostawiły Libię w nieustannych niepokojach społecznych. Stany Zjednoczone robią wszystko, co w ich mocy, aby okraść i zniewolić ludność dowolnego kraju posiadającego podziemne zasoby.

Stany Zjednoczone również przyjęły przerażające metody prowadzenia wojny. Podczas wojny koreańskiej, wojny w Wietnamie, wojny w Zatoce Perskiej, wojny w Kosowie, wojny w Afganistanie i wojny w Iraku Stany Zjednoczone użyły ogromnych ilości broni chemicznej i biologicznej, a także bomb kasetowych, bomb paliwowo-powietrznych, bomb grafitowych i bomb ze zubożonym uranem, powodując ogromne szkody w obiektach cywilnych, niezliczone ofiary cywilne i trwałe zanieczyszczenie środowiska.

III. Hegemonia gospodarcza – grabieże i wyzysk

Po II wojnie światowej Stany Zjednoczone prowadziły starania o utworzenie Systemu Bretton Woods, Międzynarodowego Funduszu Walutowego i Banku Światowego, które wraz z Planem Marshalla stworzyły międzynarodowy system monetarny skupiony wokół dolara amerykańskiego. Ponadto Stany Zjednoczone ustanowiły również instytucjonalną hegemonię w międzynarodowym sektorze gospodarczym i finansowym, manipulując systemami głosowania ważonego, zasadami i ustaleniami organizacji międzynarodowych, w tym „zatwierdzenia przez 85-procentową większość” oraz krajowymi przepisami i regulacjami dotyczącymi handlu. Wykorzystując status dolara jako głównej międzynarodowej waluty rezerwowej, Stany Zjednoczone zasadniczo gromadzą „senioraż” z całego świata; i wykorzystując swoją kontrolę nad organizacjami międzynarodowymi,

◆ Stany Zjednoczone eksploatują światowe bogactwa za pomocą „seniorażu”. Wyprodukowanie banknotu 100-dolarowego kosztuje tylko około 17 centów, ale inne kraje musiały zebrać 100 dolarów rzeczywistych towarów, aby go otrzymać. Ponad pół wieku temu zwrócono uwagę, że Stany Zjednoczone cieszyły się wygórowanymi przywilejami i deficytem bez łez tworzonym przez dolara i używały bezwartościowego papierowego banknotu do grabieży zasobów i fabryk innych narodów.

◆ Hegemonia dolara amerykańskiego jest głównym źródłem niestabilności i niepewności w światowej gospodarce. Podczas pandemii COVID-19 Stany Zjednoczone nadużyły swojej globalnej hegemonii finansowej i wstrzyknęły biliony dolarów na światowy rynek, pozostawiając inne kraje, zwłaszcza gospodarki wschodzące, by zapłaciły cenę. W 2022 roku Fed zakończył ultrałagodną politykę pieniężną i przeszedł na agresywną podwyżkę stóp procentowych, powodując zamieszanie na międzynarodowym rynku finansowym i znaczną deprecjację innych walut, takich jak euro, z których wiele spadło do najniższego poziomu od 20 lat. W rezultacie wiele krajów rozwijających się stanęło w obliczu wyzwań związanych z wysoką inflacją, deprecjacją waluty i odpływem kapitału. Dokładnie to samo zauważył kiedyś sekretarz skarbu Nixona, John Connally, z satysfakcją i precyzją, że „

◆ Dzięki kontroli nad międzynarodowymi organizacjami gospodarczymi i finansowymi Stany Zjednoczone nakładają dodatkowe warunki na udzielanie im pomocy innym krajom. W celu zmniejszenia przeszkód dla napływu kapitału i spekulacji ze Stanów Zjednoczonych kraje otrzymujące pomoc są zobowiązane do przyspieszenia liberalizacji finansowej i otwarcia rynków finansowych, tak aby ich polityka gospodarcza była zgodna ze strategią amerykańską. Według Przeglądu Międzynarodowej Ekonomii Politycznej, wraz z 1550 programami umorzenia długów rozszerzonymi przez MFW na 131 krajów członkowskich w latach 1985-2014, dołączono aż 55 465 dodatkowych warunków politycznych.

◆ Stany Zjednoczone świadomie tłumią swoich przeciwników za pomocą ekonomicznego przymusu. W latach 80., aby wyeliminować zagrożenie gospodarcze stwarzane przez Japonię oraz kontrolować i wykorzystywać ją w służbie strategicznego celu Ameryki, jakim jest konfrontacja ze Związkiem Radzieckim i dominacja nad światem, Stany Zjednoczone wykorzystały swoją hegemoniczną potęgę finansową przeciwko Japonii i zawarły Zgoda Plaza. W rezultacie jen został wypchnięty w górę, a Japonia została zmuszona do otwarcia swojego rynku finansowego i zreformowania systemu finansowego. Umowa z Plaza zadała ciężki cios impetowi wzrostu japońskiej gospodarki, pozostawiając Japonię w okresie, który później nazwano „trzema straconymi dekadami”.

◆ Gospodarcza i finansowa hegemonia Ameryki stała się bronią geopolityczną. Podwajając jednostronne sankcje i „długie ramię jurysdykcji”, Stany Zjednoczone uchwaliły takie prawa krajowe, jak międzynarodowa ustawa o nadzwyczajnych uprawnieniach gospodarczych, globalna ustawa o odpowiedzialności praw człowieka Magnickiego oraz ustawa o przeciwdziałaniu przeciwnikom Ameryki poprzez sankcje, a także wprowadziły szereg zarządzeń wykonawczych nakładających sankcje na określone kraje, organizacje lub osoby. Statystyki pokazują, że sankcje USA wobec podmiotów zagranicznych wzrosły o 933 procent od 2000 do 2021 roku. Sama administracja Trumpa nałożyła ponad 3900 sankcji, co oznacza trzy sankcje dziennie. Do tej pory Stany Zjednoczone nałożyły lub nałożyły sankcje gospodarcze na blisko 40 krajów na całym świecie, w tym na Kubę, Chiny, Rosję, KRLD, Iran i Wenezuela, dotykając prawie połowę światowej populacji. „Stany Zjednoczone Ameryki” przekształciły się w „Stany Zjednoczone Sankcji”. A „długa ręka jurysdykcji” została zredukowana do niczego innego, jak tylko narzędzia dla Stanów Zjednoczonych do wykorzystania środków władzy państwowej w celu stłumienia konkurentów gospodarczych i ingerencji w normalne interesy międzynarodowe. To poważne odejście od zasad liberalnej gospodarki rynkowej, którymi od dawna szczycą się Stany Zjednoczone. została zredukowana do niczego innego, jak tylko jako narzędzie dla Stanów Zjednoczonych do wykorzystania środków władzy państwowej w celu stłumienia konkurentów gospodarczych i ingerowania w normalne interesy międzynarodowe. To poważne odejście od zasad liberalnej gospodarki rynkowej, którymi od dawna szczycą się Stany Zjednoczone. została zredukowana do niczego innego, jak tylko jako narzędzie dla Stanów Zjednoczonych do wykorzystania środków władzy państwowej w celu stłumienia konkurentów gospodarczych i ingerowania w normalne interesy międzynarodowe. To poważne odejście od zasad liberalnej gospodarki rynkowej, którymi od dawna szczycą się Stany Zjednoczone.

IV. Hegemonia technologiczna — monopol i stłumienie

Stany Zjednoczone dążą do powstrzymania rozwoju naukowego, technologicznego i gospodarczego innych krajów, wykorzystując władzę monopolistyczną, środki tłumienia i ograniczenia technologiczne w dziedzinach zaawansowanych technologii.

◆ Stany Zjednoczone monopolizują własność intelektualną w imię ochrony. Wykorzystując słabą pozycję innych krajów, zwłaszcza rozwijających się, w zakresie praw własności intelektualnej oraz wakat instytucjonalny w odpowiednich dziedzinach, Stany Zjednoczone czerpią nadmierne zyski z monopolu. W 1994 r. Stany Zjednoczone przeforsowały Porozumienie w sprawie handlowych aspektów praw własności intelektualnej (TRIPS), forsując zamerykanizowany proces i standardy ochrony własności intelektualnej, próbując umocnić swój monopol na technologię.

W latach 80., aby powstrzymać rozwój japońskiego przemysłu półprzewodników, Stany Zjednoczone wszczęły śledztwo „301”, zbudowały siłę przetargową w negocjacjach dwustronnych poprzez umowy wielostronne, zagroziły uznaniem Japonii za prowadzący nieuczciwy handel i nałożyły cła odwetowe, zmuszając Japonię do podpisać amerykańsko-japońską umowę dotyczącą półprzewodników. W rezultacie japońskie przedsiębiorstwa produkujące półprzewodniki zostały prawie całkowicie wyparte z globalnej konkurencji, a ich udział w rynku spadł z 50 do 10 procent. W międzyczasie, przy wsparciu rządu USA, duża liczba amerykańskich przedsiębiorstw produkujących półprzewodniki skorzystała z okazji i zdobyła większy udział w rynku.

◆ Stany Zjednoczone upolityczniają, wykorzystują kwestie technologiczne jako broń i wykorzystują je jako narzędzia ideologiczne. Przesadzając z koncepcją bezpieczeństwa narodowego, Stany Zjednoczone zmobilizowały władzę państwową do stłumienia i nałożenia sankcji na chińską firmę Huawei, ograniczyły wejście produktów Huawei na rynek amerykański, odcięły jej dostawy chipów i systemów operacyjnych oraz zmusiły inne kraje do zakazania Huawei podjęcie budowy lokalnej sieci 5G. Namówił nawet Kanadę do nieuzasadnionego zatrzymania dyrektora finansowego Huawei, Meng Wanzhou, na prawie trzy lata.

Stany Zjednoczone sfabrykowały mnóstwo wymówek, aby powstrzymać chińskie przedsiębiorstwa high-tech o globalnej konkurencyjności i umieściły ponad 1000 chińskich przedsiębiorstw na listach sankcyjnych. Ponadto Stany Zjednoczone nałożyły również kontrole na biotechnologię, sztuczną inteligencję i inne zaawansowane technologie, zaostrzyły ograniczenia eksportowe, zaostrzyły kontrolę inwestycji, zlikwidowały chińskie aplikacje społecznościowe, takie jak TikTok i WeChat, oraz lobbowały Holandię i Japonię w celu ograniczenia eksportu chipów i powiązanego sprzętu lub technologii do Chin.

Stany Zjednoczone praktykują również podwójne standardy w swojej polityce wobec specjalistów technologicznych związanych z Chinami. Aby odsunąć na bok i stłumić chińskich naukowców, od czerwca 2018 r. ważność wiz została skrócona dla chińskich studentów specjalizujących się w niektórych dyscyplinach związanych z zaawansowanymi technologiami, powtarzające się przypadki, w których chińscy naukowcy i studenci wyjeżdżający do Stanów Zjednoczonych na programy wymiany i studia byli nieuzasadnione zaprzeczano i nękano, a także przeprowadzono zakrojone na szeroką skalę śledztwo w sprawie chińskich naukowców pracujących w Stanach Zjednoczonych.

◆ Stany Zjednoczone umacniają swój monopol technologiczny w imię ochrony demokracji. Tworząc małe bloki technologiczne, takie jak „sojusz czipów” i „czysta sieć”, Stany Zjednoczone nadały zaawansowanej technologii etykietę „demokracja” i „prawa człowieka” oraz przekształciły kwestie technologiczne w kwestie polityczne i ideologiczne, tak aby wymyślać wymówki dla swojej blokady technologicznej wobec innych krajów. W maju 2019 r. Stany Zjednoczone zwerbowały 32 kraje na Praską Konferencję Bezpieczeństwa 5G w Czechach i wydały Propozycję Praską, próbując wykluczyć chińskie produkty 5G. W kwietniu 2020 r. ówczesny sekretarz stanu USA Mike Pompeo ogłosił „czystą ścieżkę 5G”, plan mający na celu zbudowanie sojuszu technologicznego w dziedzinie 5G z partnerami, których łączy wspólna ideologia demokracji i potrzeba ochrony „cyberbezpieczeństwa”. Zasadniczo środki te polegają na próbach USA utrzymania hegemonii technologicznej poprzez sojusze technologiczne.

◆ Stany Zjednoczone nadużywają swojej hegemonii technologicznej, przeprowadzając cyberataki i podsłuchy. Stany Zjednoczone od dawna znane są jako „imperium hakerów”, obwiniane za szerzące się na całym świecie akty cyberkradzieży. Ma wszelkiego rodzaju środki do egzekwowania wszechobecnych cyberataków i inwigilacji, w tym wykorzystywanie analogowych sygnałów stacji bazowych do uzyskiwania dostępu do telefonów komórkowych w celu kradzieży danych, manipulowania aplikacjami mobilnymi, infiltracji serwerów w chmurze i kradzieży kabli podmorskich. I tak dalej.

Inwigilacja USA jest bezwzględna. Wszyscy mogą być celem jego inwigilacji, czy to rywale, czy sojusznicy, nawet przywódcy krajów sprzymierzonych, tacy jak była kanclerz Niemiec Angela Merkel i kilku prezydentów Francji. Cyberinwigilacja i ataki przeprowadzane przez Stany Zjednoczone, takie jak „Prism”, „Dirtbox”, „Irritant Horn” i „Telescreen Operation”, są dowodem na to, że Stany Zjednoczone ściśle monitorują swoich sojuszników i partnerów. Takie podsłuchiwanie sojuszników i partnerów już wywołało ogólnoświatowe oburzenie. Julian Assange, założyciel Wikileaks, strony internetowej, która ujawniła amerykańskie programy inwigilacyjne, powiedział, że „nie oczekuj, że globalne supermocarstwo inwigilacyjne będzie działać z honorem i szacunkiem. Jest tylko jedna zasada: nie ma żadnych zasad”.

V. Hegemonia kulturowa – szerzenie fałszywych narracji

Globalna ekspansja kultury amerykańskiej jest ważną częścią jej strategii zewnętrznej. Stany Zjednoczone często wykorzystywały narzędzia kulturowe do wzmocnienia i utrzymania swojej hegemonii na świecie.

◆ Stany Zjednoczone osadzają amerykańskie wartości w swoich produktach, takich jak filmy. Amerykańskie wartości i styl życia są produktem powiązanym z filmami i programami telewizyjnymi, publikacjami, treściami medialnymi i programami finansowanych przez rząd instytucji kulturalnych non-profit. W ten sposób kształtuje przestrzeń kulturową i opinii publicznej, w której kultura amerykańska króluje i utrzymuje kulturową hegemonię. W swoim artykule The Americanization of the World (Amerykanizacja świata) amerykański uczony John Yemma ujawnił prawdziwą broń amerykańskiej ekspansji kulturowej: Hollywood, fabryki projektowania wizerunku na Madison Avenue oraz linie produkcyjne Mattel Company i Coca-Coli.

Istnieją różne pojazdy, których Stany Zjednoczone używają, aby zachować swoją kulturową hegemonię. Najczęściej używane są filmy amerykańskie; zajmują one obecnie ponad 70 procent udziału w rynku światowym. Stany Zjednoczone umiejętnie wykorzystują swoją różnorodność kulturową, aby przemawiać do różnych grup etnicznych. Kiedy hollywoodzkie filmy opanowują świat, wykrzykują związane z nimi amerykańskie wartości.

◆ Amerykańska hegemonia kulturowa przejawia się nie tylko w „bezpośredniej interwencji”, ale także w „infiltracji mediów” oraz jako „trąbka dla świata”. Zdominowane przez USA zachodnie media odgrywają szczególnie ważną rolę w kształtowaniu globalnej opinii publicznej na korzyść ingerowania USA w wewnętrzne sprawy innych krajów.

Rząd USA surowo cenzuruje wszystkie firmy zajmujące się mediami społecznościowymi i żąda od nich posłuszeństwa. Dyrektor generalny Twittera, Elon Musk, przyznał 27 grudnia 2022 r., że wszystkie platformy mediów społecznościowych współpracują z rządem USA w celu cenzurowania treści, donosi Fox Business Network. Opinia publiczna w Stanach Zjednoczonych podlega interwencji rządu w celu ograniczenia wszelkich nieprzychylnych wypowiedzi. Google często powoduje znikanie stron.

Departament Obrony USA manipuluje mediami społecznościowymi. W grudniu 2022 roku The Intercept, niezależna amerykańska strona śledcza, ujawniła, że w lipcu 2017 roku urzędnik Centralnego Dowództwa USA Nathaniel Kahler poinstruował zespół ds. polityki publicznej Twittera, aby zwiększyć obecność 52 arabskojęzycznych kont z wysłanej przez niego listy, z których sześć miało być traktowanych priorytetowo. Jedno z nich poświęcone było uzasadnianiu amerykańskich ataków dronów w Jemenie, m.in. poprzez twierdzenie, że ataki były precyzyjne i zabijały tylko terrorystów, a nie cywilów. Zgodnie z dyrektywą Kahlera, Twitter umieścił te arabskojęzyczne konta na „białej liście”, aby wzmocnić pewne wiadomości.

◆ Stany Zjednoczone stosują podwójne standardy w zakresie wolności prasy. Brutalnie tłumi i ucisza media innych krajów za pomocą różnych środków. Stany Zjednoczone i Europa zakazują wstępu do swoich krajów rosyjskim mediom głównego nurtu, takim jak Russia Today czy Sputnik. Platformy takie jak Twitter, Facebook i YouTube otwarcie ograniczają oficjalne konta Rosji. Netflix, Apple i Google usunęły rosyjskie kanały i aplikacje ze swoich usług i sklepów z aplikacjami. Na treści związane z Rosją nakładana jest bezprecedensowa drakońska cenzura.

◆ Stany Zjednoczone nadużywają swojej hegemonii kulturowej, aby zaszczepić „pokojową ewolucję” w krajach socjalistycznych. Zakłada media informacyjne i kulturalne skierowane do krajów socjalistycznych. Przeznacza ogromne ilości funduszy publicznych na sieci radiowe i telewizyjne, aby wesprzeć ich ideologiczną infiltrację, a te ustniki bombardują kraje socjalistyczne w dziesiątkach języków podżegającą propagandą dzień i noc.

Stany Zjednoczone używają dezinformacji jako włóczni do atakowania innych krajów i zbudowały wokół niej łańcuch przemysłowy: istnieją grupy i jednostki wymyślające historie i rozpowszechniające je na całym świecie w celu wprowadzenia w błąd opinii publicznej przy wsparciu niemal nieograniczonych środków finansowych.

Wniosek

Podczas gdy sprawiedliwa sprawa zdobywa szerokie poparcie dla swoich przywódców, niesprawiedliwa skazuje swojego prześladowcę na bycie wyrzutkiem. Praktyki hegemonii, dominacji i zastraszania, polegające na używaniu siły do zastraszania słabych, odbieraniu innym siłą i podstępem oraz graniu w gry o sumie zerowej, wyrządzają poważne szkody. Historyczne trendy pokoju, rozwoju, współpracy i wzajemnych korzyści są nie do zatrzymania. Stany Zjednoczone obalają prawdę swoją potęgą i depczą sprawiedliwość, aby służyć własnym interesom. Te jednostronne, egoistyczne i regresywne praktyki hegemoniczne przyciągają rosnącą, intensywną krytykę i sprzeciw społeczności międzynarodowej.

Kraje muszą szanować się nawzajem i traktować jak równych sobie. Duże kraje powinny zachowywać się w sposób odpowiadający ich statusowi i przejąć inicjatywę w realizacji nowego modelu stosunków między państwami, opartego na dialogu i partnerstwie, a nie konfrontacji czy sojuszu. Chiny sprzeciwiają się wszelkim formom hegemonizmu i polityki siły oraz odrzucają ingerencję w wewnętrzne sprawy innych krajów. Stany Zjednoczone muszą dokonać poważnego rachunku sumienia. Muszą krytycznie przeanalizować to, co zrobiły, porzucić swoją arogancję i uprzedzenia oraz zrezygnować z praktyk hegemonii, dominacji i zastraszania.

Bezczelność. Prezydent Duda kłamie: „Żołnierze niezłomni walczyli o taką Polskę, jaką mamy dzisiaj”.

Prezydent Duda kłamie: „Żołnierze niezłomni walczyli o taką Polskę, jaką mamy dzisiaj”.

1. 03. 2023. https://pch24.pl/prezydent-zolnierze-niezlomni-walczyli-o-taka-polske-jaka-mamy-dzisiaj/

Żołnierze niezłomni walczyli o taką Polskę, jaką mamy dzisiaj: Polskę, która jest suwerenna, niezależna i niepodległa, która może swoje bezpieczeństwo dać innym – powiedział prezydent Andrzej Duda.

  ====================

Prezydent mówił na spotkaniu w Sierpcu, że 1 marca – Narodowy Dzień Pamięci o Żołnierzach Wyklętych, to bardzo ważna data dla wolnej, suwerennej, niepodległej Polski.

– Żołnierze niezłomni zginęli za Polskę – wierzę – taką, jaką mamy dzisiaj: Polskę, która jest suwerenna i niepodległa, która w zdecydowany i skuteczny sposób prowadzi swoje sprawy, Polskę, która potrafi dbać o swoje interesy na całym świecie, Polskę, która nie tylko przyjmuje bezpieczeństwo od swoich wielkich, ważnych sojuszników, ale która (…) stała się na tyle silna, że może swoje bezpieczeństwo dać innym, może być dawcą tego bezpieczeństwa, może dzielić się swoim potencjałem – powiedział prezydent.

W tym kontekście Andrzej Duda przypomniał, że Polska uczestniczy w misji Air Policing i wysyła swoje samoloty do państw bałtyckich, a nasi żołnierze stacjonują m.in. na Łotwie i w Rumunii.

– Myślę, że o taką Polskę właśnie oni wtedy walczyli: o Polskę, która będzie niezależna, o Polskę, w której Polak będzie mógł sam decydować o swoich sprawach – oświadczył prezydent i podziękował mieszkańcom powiatu sierpeckiego za liczny udział w wyborach.

Źródło: PAP (Aleksandra Rebelińska, Maciej Replewicz)

Papieskie [raczej: Franciszka] błogosławieństwa dla transgenderowych prostytutek

Papieskie błogosławieństwa dla transgenderowych prostytutek

Date: 28 febbraio 2023 Author: Uczta Baltazara

Po wypowiedzeniu słynnego wersu «Kim ja jestem, aby sądzić?» odnoszącym się do homoseksualistów (potępionych przez Boga i Kościół), który stał się przepustką dla ruchu homo na całym świecie, papież Franciszek pobił swój własny rekord. W każdą środę przyjmuje teraz grupę transseksualnych “żeńskich” prostytutek, aby je pozdrowić i wymienić z nimi uprzejmości.

Przedstawię krótką kronikę tej nowej i dziwnej papieskiej rutyny.

Wybrzeże morskie w pobliżu Rzymu – szczególnie miasto Torvajanica – nafaszerowane jet prostytutkami szczególnego rodzaju: są nimi mężczyźni, którzy przechodzą operacje, aby wyglądać jak kobiety.

Większość owych transgenderowych “kobiet” to mężczyźni pochodzący z Ameryki Południowej, wśród których jest wielu Argentyńczyków.

W kwietniu 2020 roku, podczas restrykcji tzw. «pandemii Covid», transseksualne prostytutki, o których mowa, straciły “klientów” i doświadczały trudności finansowych. Poprosiły więc o pomoc miejscowego kapłana, ks. Andrea Conocchię, proboszcza kościoła pod wezwaniem Matki Bożej Niepokalanej – co stanowi ostry symboliczny kontrast (z realiami ich życia)… https://religionnews.com/2022/09/07/how-pope-francis-welcoming-message-transformed-a-trans-community-in-rome/ Ksiądz udzielił pomocy, która jednak okazała się niewystarczająca; zasugerował więc, by trans napisały do papieża Franciszka z prośbą o pomoc. Franciszek szybko zareagował; wysłał jałmużnika papieskiego, kard. Konrada Krajewskiego, by odwiedził Torvajanikę i zadbał o potrzeby przeciwnych naturze prostytutek. https://www.ilfattoquotidiano.it/2020/04/29/coronavirus-una-comunita-trans-chiede-aiuto-in-chiesa-e-interviene-lelemosiniere-del-papa-il-parroco-persone-sole-ma-con-molta-fede/5786632/

FOTO: Ks. Andrea Conocchia z grupą «kobiet» trans w kościele Matki Bożej Niepokalanej

Kiedy restrykcje Covida złagodniały i prostytutki wróciły do swojej “pracy”, wyraziły pragnienie, aby osobiście podziękować papieżowi za jego wydatną pomoc finansową, okazaną w tamtych trudnych czasach. Ponownie udały się do ks. Conocchii, który z kolei poprosił o pomoc siostrę Geneviève Jeanningros, która od lat «pracuje» z tzw. “osobami zmarginalizowanymi” w tym rejonie i która zna Jorge Bergoglio jeszcze z czasów argentyńskich. https://www.laprensa.hn/mundo/bendicion-papa-transexuales-latinoamericanas-roma-polemica-JD10648302

S. Jeanningros skontaktowała się z papieżem, który powiedział jej: “Przyprowadź wszystkie do mnie, chcę je poznać osobiście”. Ponieważ prostytutek nie można było przyprowadzić wszystkich naraz, biorąc pod uwagę ich dużą liczbę – ponad 100 – ksiądz i zakonnica umówili się, że przynajmniej raz w miesiącu będą przyprowadzać ich małe grupy, żeby uczestniczyły w papieskich audiencjach generalnych na placu św. Piotra. https://outreach.faith/2023/01/pope-francis-meets-regularly-with-transgender-catholics-at-general-audience/

Jak postanowiono, tak zrobiono. Ks. Conocchia zabiera ze sobą “dziewczyny” – jak je nazywa – rano, po zakończeniu ich nocnej prostytucji i zawozi je do Watykanu.

Po spotkaniu z papieżem, «dziewczyny» wracają do swojego życia “zawodowego”, bez jakiegokolwiek napomnienia ze strony siostry, księdza czy papieża na temat ich niewłaściwego postępowania.

Pierwsza grupa trans-prostytutek odwiedziła papieża w kwietniu 2022 roku, ale odbyło się to przy niewielkim rozgłosie. Następnie, kolejna partia pojechała do Watykanu w czerwcu 2022 – w “miesiącu dumy gejowskiej” – tym razem z wielkimi fanfarami, by nadać rozgłos programowi LGBT. Przy tej okazji jeden z transgenderowych mężczyzn, który określa się jako “Alessia”, podarował Bergogliowi książkę, którą napisał, zatytułowaną «Niewidzialna dziewczyna», opisującą jego wielki “dramat”. https://www.traditioninaction.org/RevolutionPhotos/A992-Tra.htm

Przy tej okazji, Franciszek powiedział mężczyźnie: “Bardzo dobrze zrobiłaś, pisząc tę historię. Trzeba opowiadać, informować, bo ludzie nie mają o tym pojęcia”. https://www.vanityfair.it/article/papa-lettera-donna-trans-alessia-nobile

W odpowiedzi “Alessia” podziękowała papieżowi za audiencję, zaś Franciszek odwzajemnił się przesłaniem, zwracając się do mężczyzny jako do “mojej drogiej siostry” i ubolewając, że ludzie mają uprzedzenia wobec transgenderowych “kobiet”. Tekst (zamieszczony poniżej) zakończył błogosławieństwem. https://www.vanityfair.it/article/papa-lettera-donna-trans-alessia-nobile

«Droga siostro, bardzo dziękuję za maila. Wzruszył mnie, zgadzam się z Tobą co do problemu uprzedzeń. One tak bardzo ranią! W oczach Boga wszyscy jesteśmy Jego dziećmi i tylko to się liczy! Mamy Ojca, który nas kocha, który jest nam bliski pełen współczucia i czułości. Wobec wszystkich, nikogo nie wykluczając. To jest właśnie styl Boga: bliskość – współczucie i czułość – Modlę się za Ciebie, proszę pomódl się za mnie. Niech Bóg Cię błogosławi i niech Matka Boża Cię zachowa. Z braterskim szacunkiem, Francesco».

FOTO: «Alessia» z Geneviève Jeanningros – siostrą od trans-prostytutek.

Inna argentyńska transgenderowa prostytutka, która została przyjęta przez Franciszka, to “Claudia”; przyniosła mu w prezencie kilka empanadas – małych, faszerowanych ciastek w kształcie półksiężyca. Podczas kolejnego spotkania z jego transgenderowymi przyjaciółmi, papież Bergoglio zapytał ich: “A gdzie jest Claudia z jej empanadas?”. https://www.religiondigital.org/vaticano/papa-francisco-transexuales-audiencia-miercoles_0_2499650021.html

FOTO: «Claudia» przygotowuje się, by podarować Franciszkowi argentyńskie empanadas.

Wygląda na to, że Bergoglio jest tak dobrze zaznajomiony z tymi ludźmi, że faktycznie spożywa przyniesione przez nich jedzenie… Zastanawiam się nad higieną jego przygotowania. Co ciekawe, Franciszek, który wykazał się tak niesamowitym rygorem wobec możliwości zarażenia się Covidem, że aż zawiesił Msze i udzielanie sakramentów, teraz czuje się doskonale, jedząc empanadas zrobione przez prostytutki, które prawdopodobnie nie żyją w szczególnie antyseptycznej przestrzeni. https://secretummeummihi.blogspot.com/2022/10/la-bendicion-del-papa-las-transexuales.html

Jeszcze inną papieską znajomością należącą do owej grupy był Argentyńczyk “Noemi” Cabral, który widoczny jest na zdjęciu poniżej podczas powitania z Franciszkiem. Jak zwykle, po spotkaniu z papieżem, «Noemi» wrócił do swojego zajęcia jako “żeńska” prostytutka. 5 października 2022 roku “Noemi” został znaleziony martwy – uduszony przez jednego z jego “klientów” w hotelu w Torvajanica, gdzie zarabiał na życie. Podczas kolejnego spotkania z Bergoglio, siostra Jeanningros poinformowała go o zaistniałej tragedii i wręczyła mu zdjęcie “Noemi”. Bergoglio ujawnił później, że trzyma zdjęcie “Noemi” w swoim biurze. https://www.religiondigital.org/vaticano/papa-francisco-transexuales-audiencia-miercoles_0_2499650021.html

FOTO: «Noemi» i Franciszek

Wiemy z jego własnych ust, że Franciszek umieścił w swoim biurze portret Judasza https://www.traditioninaction.org/HotTopics/P046_Judas.htm. Teraz dowiedzieliśmy się, że wstawił tam zdjęcie transgenderowej prostytutki, która została zabita podczas uprawiania swojego «zawodu». Czy Bergoglio nie powinien dodać również portretu Szatana – istoty par excellence zmarginalizowanej, która przez tak długi czas była dyskryminowana?

NA PODSTAWIE: https://www.traditioninaction.org/bev/276bev02_01_2023.htm

Centralne Centrum ciągle czujnie czuwa. Tymczasem: „Liczmy na najlepsze, gotujmy się na najgorsze”. Si vis pacem, para bellum.

Centralne Centrum ciągle czuwa. Tymczasem: „Liczmy na najlepsze, gotujmy się na najgorsze”.

Si vis pacem, para bellum

27/02/2023 https://adarma.pl/2023/02/27/liczymy-na-najlepsze-gotujemy-sie-na-najgorsze

Według wszelkich analiz tworzonych w III RP, również tych niepublikowanych, coraz gorszą gotowość Wojska Polskiego, coraz gorszy stan sprzętu wojskowego, czy coraz mniejszą ilość przeszkolonych rezerwistów, okraszano zdaniem o „pewności wcześniejszej wiedzy o wojnie”.

We wszystkich rozgrywanych założeniach czy analizowanych potencjalnych konfliktach z Rosją, urzędy centralne RP zakładały, że mają, w zależności od scenariusza, od 6 do 12 miesięcy na przygotowanie się na czas wojny ze względu na rzekomą niemożliwość osiągnięcia strategicznego zaskoczenia przy współczesnych źródłach rozpoznania technicznego.

Pomijało to czynnik ludzki i usypiało sumienia w obliczu wielkich problemów z możliwością militaryzacji gospodarki, rozwinięcia armii czy uzupełnienia braków sprzętowych. W pewnym sensie te scenariusze są prawdziwe. Cytując księdza Skargę możemy powiedzieć, że Bóg nas najpierw ostrzegł karząc państwo sąsiednie biczem wojny, dając w ten sposób nam ostrzeżenie i szansę na naprawę moralną.

Jednak od 2014 roku do 2022 gotowość wojsk operacyjnych RP nie podniosła się, a obniżyła. Powstały oczywiście Wojska Obrony Terytorialnej, wyjęte spod dowództwa Szefa Sztabu Generalnego i umiejscowione bezpośrednio pod politycznym ministrem obrony narodowej. WOT powstał jako zbiór niezależnych kompanii, bez zdolności przeciwpancernych, przyjmowania wsparcia, zdolności logistycznych czy transportowych. Oceniając ze schematów organizacji i metody wyposażenia, są to typowe wojska wewnętrzne.

Rok temu wybuchł konflikt, już pełno-skalowy, na Ukrainie. Z nawałami artyleryjskimi na poziomie I wojny światowej, setkami sztuk zniszczonego sprzętu pancernego i stratami krwawymi w niektórych momentach przekraczającymi poziomy strat aliantów np. w Ardenach lub Kampanii Włoskiej.

W związku z tym wydaje się, że w zgodzie z założeniami doktrynalnymi, rok temu powinna się rozpocząć mobilizacja i rozwijanie jednostek wojskowych w etatach wojennych, uzupełnienie sprzętu, zgrywanie Wielkich Jednostek na poligonach i nie tylko. Powinna też nastąpić militaryzacja gospodarki czy w końcu ostatnie, ale znaczące, przygotowanie inżynieryjne terenu do obrony państwa.

Jeśli spojrzymy na ostatni rok, zmieniono przepisy dotyczące mobilizacji, wprowadzając tym chaos do dawnych WKU, a dziś już Centralnego Wojskowego Centrum Rekrutacji (Centralne Centrum – kto im te nazwy wymyśla?!). Ogłoszono stworzenie dobrowolnej zasadniczej służby wojskowej, nie usuwając ani ze służby zawodowej, ani z DZSW, ani ze służby w WOT podstawowej wady dyscyplinarnej i techniczno-praktycznej. W Polsce każda z tych trzech form służby może się skończyć na żądanie żołnierza czy oficera w praktycznie dowolnym przez niego wybranym momencie. Jest to wynalazek nieznany cywilizowanemu czy barbarzyńskiemu światu, gdyż od czasów Cezara, przez najemników włoskich XVI wieku, po armie Jihadu XVIII wieku w państwie Osmanów, a dziś czy to w Rosji, czy USA, czy Francji czy Wielkiej Brytanii, żołnierz zaciąga się na określony czas kontraktu, którego on skrócić nie może.

Ten fundamentalny problem, dużo prostszy do naprawienia niż braki kadrowe wynikające z braku zasadniczej służby wojskowej, również nie został rozwiązany. Uniemożliwia to jakiekolwiek sensowne szkolenie rekrutów, ponieważ ciśnięci o ilość oficerowie nie mogą wprowadzić wojskowej dyscypliny w pododdziałach z obawy o możliwość odejścia w każdym momencie ochotnika z WOT lub dobrowolnej zasadniczej służby wojskowej.

Co prawda zwiększono produkcję niektórych rodzajów sprzętu wojskowego, jednak w związku z radosnym wydawaniem za darmo sprzętu z pododdziałów WP na Ukrainę, ilość sprzętu się zmniejszyła, a nie zwiększyła. Również jego jakość nie wzrosła, bo oddajemy zgodnie z sarmacką zasadą (błędną): „zastaw się, a postaw się” to, co mamy najlepszego.

Zgodnie z dumnie ogłoszonymi przez ministra Błaszczaka informacjami, rozpoczęliśmy już tworzenie zapór przeciwczołgowych na granicy z Białorusią i Rosją. Czyli nikt nie może powiedzieć, że ryzyka wojny nie ma, wręcz przeciwnie – z każdym miesiącem jest coraz większe. Nie ma mobilizacji, nie ma militaryzacji gospodarki, nie ma zgrywania Wielkich Jednostek. Państwo systemowo nie jest przygotowane na wojnę, pomimo wszelkich znaków, które zwiększają jej prawdopodobieństwo.

A co ze społeczeństwem?

Obrona Cywilna nie funkcjonuje. Spora część urzędników i oficerów otwarcie mówi, że w razie wojny będzie uciekała na zachód. Nie są zwiększane zapasy żywności i lekarstw, nie są odnawiane schrony czy intensywnie przygotowywana Obrona Cywilna. Rosjanie 5 lat przed rozpoczęciem przez siebie wojny stworzyli schrony na miliony ludzi, nie licząc schronów zachowanych i modernizowanych od czasów ZSRR. W Rosji kilka lat temu, już po rozpoczęciu konfliktu w 2014 na Ukrainie, poszerzono dostęp do broni dla obywateli i zreorganizowano wojska wewnętrzne.

Białoruś w tym samym czasie stworzyła wojska obrony terytorialnej, które, co ciekawe, początkowo były zbudowane z założeniem obrony przed Federacją Rosyjską, nie zaś w celu obrony przed Polską czy państwami NATO. Broń na Białorusi, według ostatnich doniesień, ma być szeroko dostępna w razie konfliktu dla powszechnej obrony w postaci skrzyżowania samoobrony ludności z wojskami wewnętrznymi. Broń ta ma być przechowywana w magazynach rozśrodkowanych na terenie państwa, aby ludność zmobilizowana w powszechną milicję miała zdolność do samoobrony.

Minimalne poszerzenie dostępu do broni w Rosji, czy stworzenie kontrolowanych przez państwo magazynów, z których ewentualnie zostanie wydana broń społeczeństwu, nie jest oczywiście postulatem Fundacji Ad Arma. Jednak mowa tu o państwach, które zawsze były mniej wolne od Polski i które są stworzone na podstawie aksjomatu pełnej kontroli państwa nad społeczeństwem. Nasze państwo zaś, chociaż teoretycznie aksjomat ma odwrotny, to nawet na tyle nie jest w stanie się odważyć. Stąd mamy ten ostatni fragment braku gotowości państwa na wojnę: od braku przygotowania instytucji państwowych, przez brak przygotowania gospodarki i obrony cywilnej, po brak uwolnienia dostępu do broni, która, co wciąż musimy powtarzać; nie ma służyć do walki z napastnikiem, a do umożliwienia przeżycia społeczeństwu, gdyż zagrożenie dla zwykłego Polaka nie będzie największe ze strony rosyjskiego żołnierza, a polskiego bandyty, rosyjskiego dezertera, czy band tworzących się w czasach niepokoju.

Dlatego zawsze podkreślamy, że powszechny dostęp do broni nie jest częścią przygotowania państwa do wojny, a de facto częścią obrony cywilnej i sposobem na zmniejszenie łatwości, z jaką można gnębić społeczeństwo.

Napis na ścianie jest już prawie ukończony (mane, tekel, fares), a u nas orkiestra gra jak na Titanicu.

Mamy pełną świadomość, że wojny może nie być. Powinniśmy zrobić wszystko, żeby jej nie było. Natomiast generalnie nie zależy to od nas i choć należy liczyć na najlepsze, to przygotować się należy na najgorsze. Zwłaszcza jeśli chodzi o przetrwanie społeczeństwa czy narodu.

Walka o życie w Sejmie. Rocznica dyrektywy Hitlera: „Jest dla nas bardzo korzystne, jeśli dziewczęta i kobiety tubylcze mają możliwie najwięcej aborcji”.

https://www.zycierodzina.pl/pomoc/2023.0228k.html

Szanowna Pani, Droga Obrończyni Życia Dzieci!

To już pewne. Będziemy walczyć o życie w Sejmie. W dniach 8-9 marca posłowie będą rozpatrywali nasz wspólny projekt „Aborcja to zabójstwo”. Pierwsze czytanie zaplanowano wstępnie na 8 marca o godzinie 18:45, a głosowanie w bloku głosowań kolejnego dnia.

Czy wie Pani, jaka rocznica przypada dokładnie 9 marca? W tym dniu 80 lat temu Adolf Hitler zalegalizował wolną aborcję dla Polek…

Hitler zawsze uważał, że zabijanie dzieci w łonach matek jest dobrym środkiem prowadzenia polityki wobec ludów podbitych.

Mawiał:

W obliczu dużych rodzin tubylczej ludności jest dla nas bardzo korzystne, jeśli dziewczęta i kobiety mają możliwie najwięcej aborcji.

A także:

Osobiście zastrzelę tego idiotę, który chciałby wprowadzić w życie przepisy zabraniające aborcji na wschodnich terenach okupowanych.

Już cztery lata wcześniej, 25 listopada 1939 r. w hitlerowskim dokumencie Rassenpolitisches Amt, Reichleitung zdradzono plany wobec Polaków:

Wszystkie środki, które służą ograniczeniom rozrodczości, powinny być tolerowane albo popierane. Spędzenie płodu musi być na pozostałym obszarze Polski niekaralne. Środki służące do spędzania płodu i środki zapobiegawcze mogą być w każdej formie publicznie oferowane, przy czym nie może to pociągać za sobą jakichkolwiek policyjnych konsekwencji.

W kontekście tej niechlubnej rocznicy głosowanie w Sejmie będzie miało szczególny wymiar. Także dziś na terenie Polski funkcjonuje zorganizowany system umożliwiania lub wprost przeprowadzania aborcji. Oficjalnie nie wolno zabić dziecka. Jednak środowiska feministyczne wprowadzają do obrotu środki poronne, przesyłają kontakty do klinik mordujących polskie dzieci za granicą, prowadzą infolinie, na której instruują, jak zabić dziecko domowym sposobem. Organy ścigania niechętnie podejmują śledztwa, a obecne przepisy nie są precyzyjne. To, co dla normalnego człowieka, jest oczywistą pomocą w zbrodni, rzadko bywa uznane za wyczerpujące znamiona czynu zabronionego. Potrzeba bardziej precyzyjnych przepisów.

Czy pamięta Pani, ile razy Justyna W. (aborterka sądzona za pomoc w zabiciu dziecka) wychodziła z sądu i z fałszywym uśmiechem na twarzy odbierała dalej telefon udzielając aborcyjnych porad? Wie, że nic jej za to nie grozi.

Ustawa „Aborcja to zabójstwo” precyzuje przepisy w taki sposób, aby podejmowanie postępowań i stawianie aborterów przed sądem przestało być tak bardzo uznaniowe. W „ATZ” mamy konkret: zakaz produkcji i dystrybucji instruktażu, jak zabić dziecko oraz zakaz promowania aborcji – dokładnie w tym samym miejscu, gdzie w Kodeksie Karnym znajduje się zakaz promowania faszyzmu i innych totalitaryzmów. To przepisy, które nie pozwolą uciec od odpowiedzialności, a prokuratorom dają do ręki nowe narzędzia, aby ścigać tzw. „podziemie” aborcyjne.

Szanowna Pani!

Głosowanie nad ustawą „Aborcja to zabójstwo” będzie testem dla posłów. Czy za deklaracjami o chęci ochrony życia idą czyny? Którzy posłowie z jednej strony podpisują się pod wnioskiem do Trybunału Konstytucyjnego, a z drugiej przymykają i dalej chcą przymykać oko na morderczą działalność aborterów – czy będą tacy? Z Sejmu napływają różne deklaracje, w tym o chęci odrzucenia projektu w pierwszym czytaniu. Nie wiemy, jak będzie, ale wiemy, że ostatnie słowo należy do obywateli. Posłowie to pracownicy zatrudnieni do pracy właśnie przez Panią. W Fundacji wierzymy w prawo do informacji, dlatego dostarczymy informację o tym, jak zachowali się posłowie w tym ważnym głosowaniu. Wszyscy chcemy, aby parlamentarzyści zajęli się na serio problemem podziemia aborcyjnego – aby projekt trafił do dalszych prac i aby nowe, lepsze przepisy weszły w życie. Jeśli tak się jednak nie stanie, będziemy uświadamiać, na kogo nie warto już więcej głosować.

Wykupiliśmy domenę www.SejmBezAborterow.pl . Na tej stronie po głosowaniu zobaczy Pani nazwiska posłów, na których nie warto już stawiać. Głosy warto przenieść na tych posłów, którzy 9 marca br. staną po stronie dzieci. W historii świata nie było ludobójstwa większego niż rzeź nienarodzonych – miliony na świecie, a tysiące w Polsce – Polska ma swój niechlubny wkład w to ludobójstwo. Jakikolwiek polityk mający w danym momencie jakąkolwiek władzę musi użyć jej do ratowania życia. Jeśli tego nie robi, przekreśla wszystkie swoje dokonania. Cóż nam po dobrych drogach, niskich podatkach, nowych szkołach i przedszkolach, skoro pozwalamy, aby bezkarnie zabijano najmniejszych i najbardziej niewinnych…?

Do głosowania pozostał tydzień. Bardzo Panią proszę, aby
upewniła się Pani, że poseł z Pani okręgu dostał instrukcję, jak głosować. Proszę wejść na www.ZadzwonDoPosla.pl, wybrać swojego parlamentarzystę i
przekazać mu, co ma zrobić. A potem uważnie obserwować, jak faktycznie się zachowa.

Do zobaczenia w Sejmie już 8 i 9 marca!

Serdecznie Panią pozdrawiam!

Kaja Godek
Podpis

Kaja Godek
Fundacja Życie i Rodzina
zycierodzina.pl

PS – Bardzo Panią proszę o modlitwę za dzieci nienarodzone, oby znalazły w Sejmie swoich obrońców. A jeśli nie znajdą, oby następny Sejm był dla nich bardziej przyjazny.

Kukuniek-bis

Kukuniek-bis

Stanisław Michalkiewicz „Najwyższy Czas!”  •  28 lutego 2023 http://michalkiewicz.pl/tekst.php?tekst=5346

W 1989 roku wywiad wojskowy, któremu amerykańsko -sowiecki duet: Daniel Fried z Departamentu Stanu i Władimir Kriuczkow z KGB, postawił zadanie przeprowadzenia na naszym nieszczęśliwym kraju sławnej transformacji ustrojowej, znalazł się w kłopotliwej sytuacji. Wprawdzie od roku 1986, w ramach przygotowań do sławnej transformacji, obok uwłaszczenia nomenklatury, która w ten sposób uzyskała ekonomiczne podstawy do zajęcia w nowych warunkach ustrojowych odpowiedniej pozycji społecznej, przeprowadzona została też selekcja kadrowa w strukturach opozycyjnych, której celem było wyłonienie takiej „reprezentacji społeczeństwa”, do której wywiad wojskowy miałby zaufanie – ale konieczność przeprowadzenia wyborów, niechby i „kontraktowych”, niosła za sobą ryzyko puszczenia się na lotne piaski masowych nastrojów, a to mogło w jednej chwili obrócić w niwecz wieloletnie przygotowania.

Obawy – jak się potem okazało – nie były bezpodstawne, a dowodem były losy tzw. „listy krajowej”. Wywiad wojskowy umieścił tam kandydatury swoich najważniejszych faworytów, a tymczasem społeczeństwo, najwyraźniej myśląc, że z tymi wyborami to wszystko naprawdę, bez ceregieli ich skreślało. W rezultacie generał Kiszczak zagroził, że skoro tak, to on te całe wybory rozgoni, na co wyznaczony na przedstawiciela „strony społecznej”, znany z „postawy służebnej” pan Tadeusz Mazowiecki powiedział, że „umów należy dotrzymywać”. W związku z tym, za zgodą „strony społecznej”, Rada Państwa w trakcie wyborów zmieniła ordynację i w ten sposób kryzys zakończył się wesołym oberkiem.

Przypominam o tym Donaldu Tusku i innym szermierzom porządku konstytucyjnego, że wtedy nie widzieli w tym nic osobliwego. Żeby tedy zmniejszyć margines niepewności, a głosującym „suwerenom” podsunąć pod nos ściągawkę, na kogo mają głosować, wywiad wojskowy wpadł na pomysł, by kandydaci rekomendowani przez „stronę społeczną” fotografowali się z Kukuńkiem, czyli Lechem Wałęsą, dzięki czemu ta fotografia stała się przepustką, jeśli nawet nie do historii, to w każdym razie – do konfitur władzy.

Przypominam o tym m.in. ze względu na zbliżające się w przyszłym roku wybory prezydenckie w Stanach Zjednoczonych. Wiele wskazuje na to, że z ramienia Partii Demokratycznej będzie w nich kandydował ponownie Józio Biden, który niedawno, jako Pan Nasz, dokonał zniebastąpienia na naszą prastarą ziemię, w związku z czym i nasza prastara ziemia i nasz mniej wartościowy naród tubylczy, dostąpili niebywałej łaski. Będziemy się nią delektować i rozpamiętywać to wydarzenie aż do następnego razu, chociaż były prezydent Bronisław Komorowski, najwyraźniej pozazdrościwszy panu prezydentowi Andrzejowi Dudzie konfidencji i względów u Pana Naszego dał do zrozumienia, jakoby zniebastąpienie Pana Naszego na naszą prastarą ziemię było tylko kamuflażem, mającym osłonić prawdziwy cel tego nawiedzenia. Prawdziwym celem bowiem było bliskie spotkanie III stopnia z ukraińskim prezydentem Włodzimierzem Zełeńskim. W tym celu strona amerykańska, w imieniu Pana Naszego, porozumiała się z zimnym ruskim czekistą, zbrodniarzem wojennym Putinem, żeby w okresie obecności Pana Naszego na Ukrainie powstrzymał się od wszelkich ataków, na co tamten wyraził zgodę. Dzięki temu Nasz Pan mógł w tajemnicy wsiąść w Schnellzug z Przemyśla do Kijowa, gdzie objawił się światu w towarzystwie prezydenta Zełeńskiego, z którym odbył po Kijowie spacer, w trakcie którego prezydent Zełeński kazał włączyć syreny alarmowe – że to niby Putin próbuje tchórzliwego ataku – ale Pan Nasz ani drgnął i nadal spacerował, jakby nigdy nic. Dało to zachwyconemu panu Pawłowi Kowalowi okazję do spostrzeżenia, że Pan Nasz pokazał „cojones”. Ciekawe, czy pan Kowal widział te klejnoty na własne oczy, czy też tylko oczami podnieconej wyobraźni – ale najwyraźniej SBU w tym zamieszaniu zapomniała mu powiedzieć, że było całkowicie bezpiecznie i że celem przedstawienia, odegranego w Kijowie z udziałem Pana Naszego, było doczepienie sobie kolejnego liścia do wieńca sławy, w postaci epizodu heroicznego. Wśród liści w wieńcu sławy Pana Naszego nie było dotąd bowiem żadnego epizodu heroicznego. Przeciwnie – Ukraina kojarzyła się raczej z dokazywaniem w tym kraju Syna Pana Naszego Huntera – z czego wyszły nawet jakieś śmierdzące dmuchy, które u nas w niezależnych mediach, komentował były prezydent Aleksander Kwaśniewski, razem z nim tam dokazujący.

W tej sytuacji wypada nam zwrócić uwagę na dwie sprawy. Po pierwsze, że – jak już wspomniałem – w USA w przyszłym roku odbędą się wybory prezydenckie, z których, według wszelkiego prawdopodobieństwa, z ramienia Partii Demokratycznej, będzie kandydował Pan Nasz, czyli Józio Biden. W przeciwnym razie Partia Demokratyczna już teraz rozpoczęłaby lansowanie nowego jasnego idola, w którym nie tylko Amerykanie, ale również nasz mniej wartościowy naród tubylczy, powinien się zakochać i uwielbić go jako Pana Naszego. Tymczasem tempus fugit a czas ucieka, zaś nikogo takiego na razie nie ma, więc chyba o laur przywódcy „wolnego” a właściwie nie tylko „wolnego”, ale w ogóle – całego świata, będzie ubiegał się Pan Nasz.

Może to komuś wydać się dziwne, ale skoro demokracja została uznana za dobro najwyższe, to nic dziwnego, że demokratyzacja obejmuje coraz to nowe obszary, w tym również – kult Pana Naszego. Po drugie – że – jak zauważa poeta – „na tym świecie pełnym złości nigdy nie dość jest przezorności” – w związku z czym trzeba suwerenom podsunąć pod nos jakąś wyraźną wskazówkę, w kim mają się zakochać i komu okazać uwielbienie.

Najwyraźniej pierwszorzędni fachowcy z amerykańskiej bezpieki musieli gdzieś w archiwach odgrzebać eksperyment z Kukuńkiem. Jak pamiętamy, był on lansowany nie tylko jako jasny idol w Kongresie USA, ale nawet załatwiono mu Pokojową Nagrodę Nobla. Toteż wywiad wojskowy generała Kiszczaka sprawił, że fotografia z jego udziałem stała się w naszym nieszczęśliwym kraju dla wybrańców losu przepustką do historii. Skoro tedy na Ukrainie trafił się prezydent Zełeński, którego dodatkowym atutem są pierwszorzędne korzenie, to nie było co się długo namyślać, tylko zacząć go lansować nie tylko w amerykańskim Kongresie, ale i w kongresach u poszczególnych wasali. Jak pamiętamy, w Waszyngtonie owację w Kongresie już miał, tak, jak kiedyś Kukuniek, więc teraz kolej na Pokojową Nagrodę Nobla.

Wprawdzie niektóre koła forsują kandydaturę panny Grety Thunberg, która właśnie staje się damą i pisarką, ale ona może jeszcze poczekać tym bardziej, że fotografia z nią niekoniecznie by Pana Naszego dodatkowo nobilitowała, a poza tym – czy mogłaby ona załatwić Panu Naszemu przedwyborczy epizod heroiczny?

Stały komentarz Stanisława Michalkiewicza ukazuje się w każdym numerze tygodnika „Najwyższy Czas!”.

Zmarła Lidia Marks – Boki. Kresowianka z dziada pradziada, obrończyni pamięci ofiar ukraińskiego ludobójstwa. APEL.

Zmarła Lidia Marks – Boki. Kresowianka z dziada pradziada, obrończyni pamięci ofiar ukraińskiego ludobójstwa.

Jacek Boki

Obraz Matki Boskiej Buszczeckiej – Buszcze, powiat Brzeżany, województwo Tarnopolskie.

=================================================

Dziś rano po długiej i bardzo ciężkiej chorobie zmarła moja Najukochańsza małżonka Lidia Marks – Boki. Kresowianka z dziada pradziada, której mama, siostry i rodzice, przeżyli ukraińskie ludobójstwo w miejscowości Buszcze, powiat Brzeżany, województwo Tarnopolskie. Moja Lideczka wraz ze mną od 2013 roku prowadziła bezkompromisowa działalność na rzecz godnego upamiętnienia, polskich ofiar ukraińskiego ludobójstwa.

To jej zaangażowanie i niezłomna determinacja, doprowadziły w 2018 roku, do nadania jednemu z rond w Elblągu, imienia Obrońców Birczy.

Ostatnim aktem jej heroicznych zmagań, zachowania pamięci setek tysięcy Polaków, bestialsko wymordowanych na Kresach Najjaśniejszej Rzeczypospolitej, i godne upamiętnienie Ich ofiary złożonej na ołtarzu Ojczyzny, był jej Apel, napisany ostatkiem sil, niespełna miesiąc temu do radnych, rady miejskiej w Elblągu, o uhonorowanie naszych rodaków z Wołynia i Małopolski Wschodniej, w 80 rocznice Krwawej Niedzieli na Wołyniu 11 lipca1943 roku. 

Pogrzeb odbędzie się w sobotę 4 marca. Msza święta odbędzie się w Kościele Garnizonowym, przy ulicy Beniowskiego o godz. 10 rano, po czym ceremonia pogrzebowa na Cmentarzu Dębica w Elblągu o godz. 11 rano (Nowa Kaplica)

Jacek Boki

https://m.facebook.com/story

=====================================

Apel o godne upamiętnienie polskich ofiar ukraińskiego ludobójstwa, w 80 rocznicę Krwawej Niedzieli na Wołyniu

 

Dzisiaj w czwartek 23 lutego, o godzinie 13ej, złożyliśmy w Biurze Rady Miejskiej w Elblągu nasz Apel/Petycję o godne upamiętnienie polskich ofiar ukraińskiego ludobójstwa w 80 rocznicę Krwawej Niedzieli na Wołyniu, która przypadnie 11 lipca br,, wraz z około czterystoma podpisami mieszkańców naszego miasta, oraz podpisami najbardziej znanych działaczy kresowych w Polsce, a także stowarzyszeń kresowych i upamiętniających polskie ofiary, niemieckich obozów zagłady, jak również działaczy społeczno – politycznych. Nasz Apel/Petycję, podpisała również jedna Ukrainka, mieszkanka Elbląga, której rodziców na ziemie ówczesnego województwa olsztyńskiego przywieziono z Bieszczad w ramach Operacji Wisła, choć ona sama urodziła się już tutaj. 

 

 Na zdjęciu od lewej: Pan Andrzej Skrobun, syn szeregowego żołnierza Wojska Polskiego walczącego z bandami UPA w 1947 roku, w obronie Birczy, Leska, Baligrodu i innych Podkarpackich miejscowości, przed ludobójczym terrorem ukraińskich szowinistów. W środku Pani Janina ILKO, i z lewej autor z treścią naszego Apelu/Petycji.

 

 

 Pan Jacek Zbrzeźny z elbląskiej Konfederacji Korony Polskiej Grzegorza Brauna i autor

 

 

 Przed Biurem Rady Miejskiej, Pan Jacek Zbrzeźny z elbląskiej Konfederacji Korony Polskiej Grzegorza Brauna i Pani Janina ILKO

Zapytana przeze mnie, dlaczego chce złożyć swój podpis pod naszą petycją, skoro cel naszego wniosku, jest daleko odmienny od jej interesu narodowego, odpowiedziała mi wówczas bez chwili wahania, że to co banderowcy zrobili Polakom na Kresach to, jak stwierdziła było… zwykłe ,,skurwysyństwo”, z którym ona osobiście, absolutnie się nie identyfikuje i nie chce mieć z tym nic wspólnego, i dlatego właśnie chce złożyć swój podpis pod naszym wnioskiem. Oraz, że jest to jej osobista decyzja, powodowana jej własnymi przekonaniami, dotyczącymi tego tematu i nikomu nic do tego. Po złożeniu pod naszą petycją swojego podpisu, podaliśmy sobie ręce, składając obopólne życzenia wszystkiego co najlepsze, jak też dla naszych najbliższych, po czym, po uściśnięciu sobie dłoni, rozstaliśmy się w przyjaźni.

 

Nie wiemy, czy nasz Apel/ Petycja zostanie przez obecnych włodarzy Elbląga w ogóle rozpatrzony i zaakceptowany do realizacji, czy może odrzucony już na samym wstępie, jednak podjęliśmy tą kolejną walkę o pamięć naszych rodaków, bestialsko wymordowanych przez ukraińskich szowinistów z OUN – UPA i SS Galizien na Wołyniu i Kresach Południowo – Wschodnich, orazi obecnych ziemiach południowo – wschodniej Polski w latach 1943 – 1951. W przeciwieństwie jednak do innych osób, mieniących się patriotami, my przynajmniej spróbowaliśmy ją podjąć i stoczyć ten nierówny bój, o wciąż niewygodną dla obecnych władz, wszystkich szczebli w naszym kraju prawdę, podczas gdy inni, boją się o czymś podobnym nawet pomyśleć, by nie narazić się tym samym na określenie bycia ruskimi onucami, czy innymi równie ,,mądrymi” epitetami, przez ludzi, którzy nie mając żadnych argumentów w tej kwestii, zaczynają i kończą wszelkie dyskusje na ten temat, takim właśnie przymiotnikiem – ruska onuca lub podobnym, w zbliżonym zresztą ,,guście”.

P.S.

 Autorką naszego Apelu/Petycji jest moja żona Lidia, ciężko chora na raka. Ja napisałem tylko ostatni akapit tego opracowania. Moja żona tekst naszego apelu, napisała prawie miesiąc temu, ostatkiem swoich, coraz mniejszych już sił, gdy wielu innym, ludziom zdrowym, nie chciało się pod naszą petycją, złożyć, nie tylko nawet swego podpisu, ale także pewne środowiska, mieniące się być patriotycznymi, po wcześniejszych deklaracjach, odmówiły nam swej pomocy w zbiórce podpisów, dotyczącej tej inicjatywy, ale jeszcze rozpoczęły na nas nagonkę, połączoną z zawoalowanymi groźbami. My jednak, nie będziemy się już więcej oglądać na nikogo, tylko dalej będziemy robić swoje.

***

Apel o godne upamiętnienie polskich ofiar ukraińskiego ludobójstwa, w 80 rocznicę Krwawej Niedzieli na Wołyniu

Zbliża się 80 rocznica Krwawej Niedzieli na Wołyniu, czyli kulminacji ukraińskiego ludobójstwa. Obowiązkiem Nas – Polaków jest godne upamiętnienie setek tysięcy naszych rodaków, wymordowanych bestialsko na Kresach Rzeczypospolitej, tylko dlatego, że byli Polakami, przez ukraińskich szowinistów z OUN – UPA i SS Galizien.  Do dnia dzisiejszego ich szczątki walają się po polach, lasach i przydrożnych rowach, całej obecnej zachodniej Ukrainy. Władze tego kraju, będące rzekomo przyjacielskie wobec naszego państwa, nie pozwalają na ich poszukiwania, ekshumację i godny, chrześcijański pochówek. Jest to ewenementem w skali całego świata, by rząd cywilizowanego państwa, odmawiał ekshumacji i godnego pochowania ofiar najbardziej bestialskiego ludobójstwa w dziejach świata.

Dlatego zwracamy się do prezydenta i radnych rady miejskiej w Elblągu w ten szczególny dla wszystkich Polaków czas, o przychylenie się do naszej petycji, popartej setkami podpisów mieszkańców naszego miasta, i nadanie nazwy Ofiar Wołynia, dla ronda u zbiegu ulic Królewieckiej i Kościuszki, naprzeciw Szpitala Wojewódzkiego. Jest to miejsce najbardziej reprezentacyjne dla godnego upamiętnienia tych setek tysięcy rodaków, którzy oddali swe życie, abyśmy my mogli nadal żyć i trwać, jako Polacy.


Jednocześnie pragniemy nadmienić, że nazwa ronda Ofiar Wołynia w pełni wpisuje się w przyjęty zwyczaj, aby elbląskie ronda upamiętniały wydarzenia historyczne naszego Państwa takie jak: Bitwa pod Grunwaldem, Bitwa Warszawska, Żołnierze Wyklęci, czy Rondo Obrońców Birczy.


Jednocześnie prosimy by, nie podważać naszej petycji, powołując się na trwającą za naszą wschodnią granicą wojną, jako coś co, rzekomo z góry, dyskwalifikuje takie inicjatywy, ze względu na naszą solidarność z Ukrainą w tym czasie. Pragniemy przypomnieć, że tocząca się wojna, nie jest naszą wojną. Angażowanie się w ten konflikt sprowadza na nas zagrożenie dla naszego dalszego bytu – narodowego, państwowego i biologicznego. 

 

Równocześnie argument powoływania się na solidarność z władzami Ukrainy, nie wytrzymuje krytyki w obliczu kolejnej zniewagi rzuconej nam Polakom, mieszkańcom Elbląga, przez ,,partnerskie’’ wobec naszego miasta władze Tarnopola. 5 marca 2021 roku władze tego miasta nadały stadionowi miejskiemu w Tarnopolu, imię zwyrodniałego mordercy naszych rodaków z Wołynia i Małopolski Wschodniej, dowódcy UPA Romana Szuchewycza. Minęły prawie dwa lata od tamtego momentu i historia się powtórzyła. Włodarze tego, ponoć partnerskiego wobec Elbląga miasta na Ukrainie, 21 grudnia 2022 roku, podjęły jednomyślną decyzję o wzniesieniu pomnika temu zbrodniarzowi w centrum Tarnopola.

Jak widać sprawa kolejnego uhonorowania tego ludobójcy była dla włodarzy Tarnopola, kwestią nie cierpiącą zwłoki. Na ten cel, nie tylko bezproblemowo znalazły się środki finansowe, ale zobowiązano władze miasta do przedstawienia projektu całego monumentu w ciągu trzech miesięcy, od przyjęcia uchwały i jak najszybszego postawienia okazałego pomnika dowódcy UPA, naprzeciw budynku rady obwodowej Tarnopola, czyli dokładnie w tym samym miejscu, w którym stoi pomnik Stepana Bandery.

Wynika z tego, że dla partnerskich wobec Elbląga władz Tarnopola trwająca na Ukrainie wojna, nie tylko nie stanowi dla takiej inwestycji żadnego problemu, ale pokazuje jednocześnie, zupełny brak szacunku i wdzięczności dla polskiej solidarności z Ukrainą i pomocy udzielanej im kosztem całego naszego społeczeństwa. Tylko z podatków mieszkańców Elbląga wyasygnowano na pomoc dla Tarnopola ponad 7 milionów złotych. W ramach swoiście rozumianego przez nich podziękowania przeprowadzają 1 stycznia br. również na całej Ukrainie, i to pomimo trwającej wojny, huczne, uroczyste obchody 114 rocznicy urodzin innego kolaboranta Hitlera i mordercy Polaków – Stepana Bandery.

Już wcześniej władze Tarnopola podejmowały kuriozalne, kontrowersyjne decyzje ws nazewnictwa ulic, wznoszenia pomników honorujących i gloryfikujących największych ludobójców w historii ludzkości. To ostatnie posunięcie władz Tarnopola wskazuje niewątpliwie na kontynuację idei ludzi, których zbrodnie pochłonęły życie setek tysięcy Polaków, a poziom wynaturzenia człowieczeństwa przekroczył wszelkie możliwe granice.


Przed nami kolejne wrogie akty wobec nas Polaków, a zatem i mieszkańców Elbląga. Dlatego w obliczu takiego zagrożenia, naszym świętym obowiązkiem jest tym bardziej stać niewzruszenie na straży pamięci o naszych kresowych bohaterach, których imię tak wielu chce dziś zmarginalizować, rozmyć, wymazać z historii, by pokryła je na zawsze patyna zapomnienia. Na to pozwolić, nigdy nie możemy.

Z poważaniem

Lidia i Jacek Boki

 =======================================

Pod naszym apelem podpisali się także:

Pan Witold Listowski – Prezes Patriotycznego Związku Kresowian i Organizacji Kombatanckich – Kędzierzyn Koźle

Pan Jacek Zbrzeźny – Konfederacja Korony Polskiej – Elbląg

Pan Stanisław Krajczewski – Prezes Stowarzyszenia Toruńska Pamięć Kresowa

Pan dr hab. Włodzimierz Osadczy – profesor Katolickiego Uniwersytetu Lubelskiego, Prezes Instytutu Pamięci i Dziedzictwa Kresowego.

 

Pan dr hab. Andrzej Zapałowski – profesor Uniwersytetu Rzeszowskiego i Wyższej Szkoły Prawa i Administracji w Przemyślu 

 

Pani doktor Lucyna Kulińska – profesor wydziału humanistycznego Akademii Górniczo Hutniczej w Krakowie

 

Pan Antoni Dąbrowski – Ocalony z ukraińskiego ludobójstwa na Wołyniu i Małopolsce Wschodniej

Pan Krzysztof Adamek – Prezes Stowarzyszenia Obrońców Polskich Ofiar Niemieckich Obozów Zgłady

 

Stowarzyszenie Kresy Wschodnie Dziedzictwo i Pamięć w Dębnie

 

 Ruch Społeczny Porozumienie Pokoleń Kresowych – Andrzej Łukawski



Janusz Bernach – Prezes Stowarzyszenia Upamiętniania Polaków Pomordowanych na Wołyniu z siedzibą w Zamościu

 

Piotr Żurek – Wrocławski działacz społeczno – polityczny

Elbląg – 23 Luty 2023 r.

Naszą inicjatywę wsparł portal kresy.pl

ELBLĄG: DZIAŁACZE KRESOWI APELUJĄ O UPAMIĘTNIENIE POLSKICH OFIAR UKRAIŃSKIEGO LUDOBÓJSTWA I RONDO OFIAR WOŁYNIA

https://kresy.pl/wydarzenia/elblag-dzialacze-kresowi-apeluja-o-upamietnienie-polskich-ofiar-ukrainskiego-ludobojstwa-i-rondo-ofiar-wolynia/

 

A także portale:

Stowarzyszenie Kresowian Kędzierzyn – Koźle 

http://kresykedzierzynkozle.pl/2023/apel-o-godne-upamietnienie-polskich-ofiar-ukrainskiego-ludobojstwa-w-80-rocznice-krwawej-niedzieli-na-wolyniu/

Wolne Media

 

https://wolnemedia.net/kategoria/linki/

 

Polska Wolna Od Cenzury

 

https://moto.media.pl/apel-o-godne-upamietnienie-polskich-ofiar-ukrainskiego-ludobojstwa-w-80-rocznice-krwawej-niedzieli-na-wolyniu/

 

 

Ilu Polaków zginęło na Ukrainie? Ilu jeszcze walczy?

Ilu Polaków zginęło na Ukrainie? Ilu jeszcze walczy?

Joanna M.Wiórkiewicz 27 lutego 2023

https://niemcy.neon24.org/post/171100,ilu-polakow-zginelo-na-ukrainie-ilu-jeszcze-walczy

Emerytowany płk Douglas MacGregor, były doradca Departamentu Obrony USA, wymienił liczbę polskich najemników zabitych na Ukrainie. Według niego, Polska straciła tu około 2,5 tysiąca żołnierzy.
Oświadczenie to emerytowany amerykański wojskowy złożył podczas wywiadu na kanale YouTube The Jimmy Dore Show.
Twierdzi on, że w szeregach AFU walczy obecnie 20 tysięcy najemników z Polski. Dwa i pół tysiąca z nich zostało już zlikwidowanych. Według pułkownika ich ciała zostały przewiezione do ojczyzny i tam pochowane.
Zginęli nie w swojej ojczyźnie, ale na Ukrainie i za nie swoją sprawę – podkreślił McGregor.


Tego samego dnia w amerykańskiej telewizji Fox News były doradca Pentagonu powiedział, że z powodu braków kadrowych AFU rekrutuje chłopców, kobiety i starców, którzy są okaleczani i zabijani na froncie. Jednocześnie w ciągu ostatnich kilkudziesięciu lat Rosji udało się stworzyć potężne i gotowe do walki Siły Zbrojne.



I tych żołnierzy prawdopodobnie już nie ma wśród żywych. 

Pułkownik ocenił, że bez pomocy zachodnich doradców i instruktorów ukraińska armia upadnie.
McGregor powiedział wcześniej, że walczące na Ukrainie formacje zbrojne złożone z obcokrajowców zostaną wkrótce pokonane. Zdaniem pułkownika żadne dostawy broni i sprzętu z USA tego nie zmienią.
Apty Alaudinow, dowódca oddziału Akhmat, powiedział, że w szeregach ukraińskiej armii działającej w Artemiwsku znajduje się duża liczba obcokrajowców. Twierdził też, że w mieście są ranni wysokiej rangi najemnicy z krajów NATO.
====================
PS: Moim osobistym zdaniem szacunki płk. MacGregora co do liczby zabitych są zaniżone. Bierze on pod uwagę tylko oficjalne rachunki. Tymczasem istnieje duża nieokreślona liczba tych, którzy po śmierci nie zostali zabrani z pola walki (Soledar i Bahmut!), dobrze,jeśli w ogóle zostali choć na miejscu pogrzebani.

Oprócz tego trudno policzyć tych ciężko rannych, którzy zostali przeznaczeni na organy.  To jest ciemna liczba.

==================================

mail:

– A dokąd to droga prowadzi? CMENTARZ ŚWIĘTEGO MEDARDA (6)

– A dokąd to droga prowadzi? CMENTARZ ŚWIĘTEGO MEDARDA (6)

CZĘŚĆ DRUGA CYKLU POWIEŚCIOWEGO

Andrzej Juliusz Sarwa

CMENTARZ ŚWIĘTEGO MEDARDA (6)

Ku Krakowowi

Sanie rzeczywiście czekały już na ulicy, tuż przed bramą wiodącą na teren konwentu. Mikołaj pośpiesznie się do nich zbliżył i odezwał do hrabiego:

– Monsieur le comte, a mój dobytek, ubrania, książki, pamiątki?

– Juan Pablo – tu wskazał na woźnicę – na moje polecenie, gdy śniadałeś, spakował wszystko, co znalazł w twojej izdebce. Tedy nie trap się o to, że ci kawałek życia przepadło, bo masz je w tamtym oto tobole umieszczonym na tyle sań i przywiązanym do nich rzemieniami, co by nie spadł. Wiele tego jednak nie ma, no… może z wyjątkiem pieniędzy dobrze ukrytych. Siadaj więc i ruszajmy w drogę.

– A dokąd?

– Najpierw ku Krakowowi.

– A potem?

– A potem się dowiesz.

Juan Pablo strzelił z bata i dwa karosze, piękne, rasowe, znakomicie utrzymane, szarpnęły saniami i z lekkością pociągnęły pojazd w stronę uliczki prowadzącej wprost ku jednej z bram miejskich, ku Bramie Opatowskiej, a potem ją minęły.

Płozy sunęły gładko, z leciuchnym tylko chrzęstem, drogą prowadzącą na Opatów, Iłżę i dalej na Warszawę, ale w niedługi czas, po ujechaniu niewielkiego odcinka drogi, skręcili dość ostro w lewo i sunęli w stronę zawianego przez śnieżycę traktu prowadzącego do Krakowa.

Hrabia na tyle tylko był rozeznany w miejscowej topografii, że dotarłszy do tych krzyżowych dróg, na których, jak wiedział, trzeba było skręcić w lewo, nie miał pojęcia jak jechać dalej. Bo dalej wszystko było równo śniegiem zawiane i nijakiego traktu nie było widać, tak że nietutejszy łatwo mógł pobłądzić.

Siedzący w saniach dotychczas milczeli. Hrabia rozmyślał nad czymś, Mikołaj zaś z rozrzewnieniem rzucał ostatnie spojrzenia na gmachy, kościoły, drzewa, ulice, którymi tyle razy chadzał, tyle na nich tropów wydeptał, tyle wspomnień się z nimi wiązało…

W końcu jednak Bellamarre przerwał to milczenie. Powiedział coś po hiszpańsku do woźnicy, a ten ściągnął lejce i konie się zatrzymały.

– Trzeba wypatrzyć kogoś tutejszego, iżby nas poprowadził, chociaż do Osieka. W lecie nie byłoby z tym problemu, ale teraz? Śnieg drogi pozawiewał i te ciągnące się wąwozami i te ciągnące się po płaszczyznach płaskowyżów, wszędzie równo biało, wszędzie równo zimowy całun się skrzy. Mapy w tym wypadku na nic się zdadzą, a bez nich pobłądzić łatwo. Zaczekajmyż tutaj, póki jeszcze tak na dobre nie opuściliśmy granic miasta, a nuż się ktoś z miejscowych napatoczy, co będzie zmierzał w tym samym kierunku co i my.

I nie czekali długo. Oto od strony miasta szedł powoli, bo stopy grzęzły mu w śniegu, jakiś jegomość, wysoki niczym grochowa tyczka, i jako ona chudy, ubrany dziwacznie i biednie, ale u boku dyndała mu szabla, zatem musiał być szlachcicem. Takiej to bowiem szlachty-gołoty nie brakowało w Rzeczypospolitej, od czasów tych przeklętych wojen szwedzkich, kiedy to liczni, potraciwszy majątki, ze szczętem pobiednieli.

Kiedy wędrowiec zbliżył się do sań, hrabia zwrócił się doń z pytaniem:

– A dokąd to droga prowadzi?

Zagadnięty z zaciekawieniem, bo nieznajomy ani Boskim słowem1 go nie przywitał, ani nie zapytał „dokąd Pan Bóg prowadzi”, a „droga”, zlustrował pięknie i bogato prezentujący się pojazd, chociaż – co go zdziwiło – nieopatrzony herbem, pasażerów, a w szczególności pytającego, a zorientowawszy się, iż to bez wątpienia jakiś wielmoża, grzecznie i nisko, acz nie przesadnie, się ukłonił i odrzekł:

– Pod Staszów, wielmożny panie, pod Staszów.

– I to tak na piechotę, waszmość wędrujesz? Zimową porą?

– Cóż począć, cóż począć. Taki los. Pozwólcie wszelako, iż się przedstawię. Zbylut Bartusz, herbu Barszcz alias Wiewiórka2.

– Że jak proszę?! – Bellamarre, chociaż nadzwyczaj powściągliwy w wyrażaniu emocji, nie potrafił ukryć zdumienia, słysząc tak osobliwe nazwy. Szybko się jednak opanował i wymienił swoją godność oraz tytuły, co z kolei zrobiło niebywałe wrażenie na szlachetce, który tak się skurczył w sobie, że z wielkiego chłopa zrobiła się nieomal jego połówka.

Tymczasem Juan Pablo, nic nie rozumiejąc z tego dyskursu, siedział milczący i nieruchomy niczym posąg. Mikołaj przeciwnie – skrył twarz w dłoniach i z całych sił się powstrzymywał, iżby nie parsknąć śmiechem.

– Posłuchaj wasze, a gdybyśmy tak wzajemnie poczynili sobie przysługi? – zapytał hrabia.

– A jakież to? – zaciekawił się pan Bartusz.

– My was podwieziemy w stronę Staszowa, a może i dalej, a wy nam w zamian będziecie wskazywać drogę, iżbyśmy nie pobłądzili.

– Och! Znakomicie. Piękny to układ, piękny, panie hrabio! Anim się nie spodziewał tak szczęśliwego dla mnie trafu. Z najwyższą ochotą! Z najwyższą!

– Tedy siadajcie, panie Bartuszu tu, obok młodzika i nie mitrężmy czasu po próżnicy, ruszajmyż czym prędzej naprzód.

– Oczywiście, oczywiście – przytakiwał szlachetka, gramoląc się do sań i moszcząc sobie miejsce.

Kiedy się już ostatecznie usadowił, Hiszpan strzelił z bata i sanie ruszyły. Płozy sunęły jak po maśle, gładko i bez wstrząsów.

Przez jakiś czas nikt nic nie mówił, hrabia – bo zapewne nie miałby o czym z tym szlachetką-gołotą, Hiszpan, bo po jakiemu niby, tylko Mikołaja korciło i język świerzbił, co by dowiedzieć się tego czy owego. Wreszcie się odważył:

– Waszmość podle Staszowa mieszka?

– Niezupełnie, ale w tamtych mniej więcej stronach.

– A u czyjej to klamki wasze się wiesza?

– Mikołaju! – skarcił go hrabia.

– Monsieur le comte – chłopak odpowiedział po francusku. – Ależ jego nie można obrazić! Formalnie niby to szlachcic, a faktycznie przecie nie.

– Chłopcze! – zganił go hrabia. – Miej na pamięci, iżeś jeszcze przed paru laty był w gorszej sytuacji, niźli on jest dzisiaj! On jeszcze posiada w miarę przyzwoite buty, kapotę i szablę, której nie musiał sprzedać, żeby mieć na chleb!

– Wybaczcie, panie – Mikołaj zawstydzony spuścił głowę i zwracając się do Bartusza, rzekł: – Darujcie, waszmość, nie chciałem obrazić.

Bartusz wzruszył ramionami:

– Cóż, jam zwyczajny, choć czasem przykro…

Znów zapadło milczenie. Mikołajowi głupio się zrobiło i stracił rezon. Dopiero po dłuższej chwili znów zagadnął Bartusza:

– Droga nam wypada przez staszowskie lasy?

– Ano tak, poniekąd, choć nie do końca – potwierdził zagadnięty.

– A bezpieczna to droga?

– A i owszem.

– A jam słyszał, że zbóje tam grasują.

– Eee… paniczu, może kiedyś… dziś nie, żadnego się nie uświadczy. Co najwyżej sascy żołdacy mogą na nas napaść, bo włóczy się ich bez liku po kraju niczym wszy po dziadowskiej czuprynie.

– Słyszałem, że ongiś grasowała tam banda niejakiego Bożemskiego.

– Ho, ho! Kiedy to było!

– A cóż się z tymi zbójami stało?

– Wyłapali i obwiesili ich w Sandomierzu. A herszta na męki brali, nim zawisł na stryczku.

– Opowiesz, wasze, coś więcej?

– A chętnie, droga się nie będzie tak dłużyć.

– To kimże był on Bożemski?

– Muszę, paniczu, zacząć ab ovo3…

– Słucham tedy.

– Kiedyś, bodaj w pobliżu Kurozwęk, w przysiółku Ogierowo, czy jakoś tak podobnie, żył chłop, poddany Męcińskich herbu Poraj, imieniem Jasiek przezwiskiem Bożemój4, co to go Pan Bóg urodą obdarzył, ale rozumu poskąpił. Dziewuchom i babom – zanim za mąż nie pójdą – w chłopie rozum rzecz zbyteczna, byle oczy miał ładne, a półdupki foremne i kieszeń niepustą, a że właśnie to wszystko miał onże Boże mój, to też powodzeniem cieszył się wielkim! No i korzystał z niego, a jakże. Nie raz i nie dwa widywano, gdy jakąś młódkę, wdówkę, a nawet mężatkę prowadził w żyto, albo w kopkę siana. Ale nigdy nie widziano, by tę samą prowadzał dwa razy. Zauważono natomiast, iż każda, którą – zda się – zbałamucił, unikała go potem jak ognia. „Co jest?” – tłukło się ludziom po głowach. Co odważniejsi indagowali nawet te bywsze dziewuchy Bożemója, ale żadna nawet o nim słyszeć nie chciała. „Dejcie my spokój, bo ni ma ło cem godać” – tyle się tylko słyszało. Ale przyszedł czas, że trafiła się jedna, która Bożemójowi nie odpuściła i przed ołtarz zawlokła. Jak długo byli razem? Może rok, najwyżej półtora… i…

– I co? I co? – przerwał zaintrygowany Białecki.

– I pan dziedzic, zapewne dla fantazji przywiózł z Turek Etiopa alias Murzyna, w Stambule go na targu niewolników kupiwszy. Zapewne wszystko między małżonkami by było jako tako, gdyby Bożemój razu jednego na własne oczy nie ujrzał, jak jego żona gziła się na sianie w stodole z owym Etiopem alias Murzynem.

– I czemuż to? Z ciekawości? – indagował Mikołaj, przypomniawszy sobie, że o tym samym opowiadał mu ksiądz rektor sandomierskiej Akademii.

– Najpierw tak wszyscy myśleli i nawet współczuli rogaczowi, ale wnet się wydała prawdziwa przyczyna. Najpierw jedna baba, potem druga, trzecia, dziesiąta jęły, zrazu cicho, a potem już otwarcie rozgłaszać, że ten Bożemój to tylko w gębie mocny, bo co którą w żyto czy kopkę siana zaprowadził, a tam się ona rozdziewać poczynała, żeby z nim przyjemności zażyć, to on zrazu coś próbował, ale że mu nigdy nie wychodziło, to zostawiał dziewuchę i uciekał. Ergo nie był to kogut żaden, ale bezsilny, że użyję tak delikatnego określenia.

– I co dalej, co było, jak się ta jego bezsilność wydała?

– Ano, bo w końcu, po tym zajściu z Murzynem, zaczął bluźnić Panu Bogu, że go tak na naturze męskiej pokarał, i aż nawet posunął się do czegoś niebywałego, oświadczając, że on w żadnego Boga już odtąd nie wierzy, bo jak by Bóg był i na domiar wszechmocny i litościwy, to by do takiego defektu i słabości nie dopuścił. No, a za to groził stryczek! I dobrze jeszcze pamiętano, jak to w Warszawie roku Pańskiego 1689, urodzonego5 pana Kazimierza Łyszczyńskiego, za głoszenie ateizmu obwieszono. Więc ów Bożemój, raz wstydem – o tę bezsiłę względem bab, jak i ową okoliczność z Murzynem, a i strachem przed rakarzem zdjęty za bluźnierstwo, czmychnął i w staszowskich borach się skrył, nie mogąc znieść tego, co na jaw wyszło. Tej całej jego sromoty. A potem zebrało się przy nim paru łotrów i tak powstała słynna banda Bożemskiego.

– No dobrze, ale przecie wołali go Bożemój, a nie Bożemski…

– Bo się potem na Bożemskiego przemianował, raz, że Boga odrzucił, a dwa, iż miał nadzieję, że powiedzie mu się pozowanie na szlachcica, tedy Bożemski stosowniejszym byłoby nazwiskiem. Boć przecie Bożemójów herbowych nie było i nie ma. Być może pod Jelitczyków chciał się podszyć, ponieważ familia Bożemskich tymże znakiem się pieczętuje.

– A jako się to stało, że wpadł w ręce sprawiedliwości?

– A nie będę nazbyt wścibski, jeśli zapytam, a czego to też tak panicza ów Bożemski interesuje?

Mikołaj wzruszył ramionami.

– Żadna to tajemnica. Zbój ów bowiem naddziada mojego Jana Chrzciciela ubił, tym samym ród mój do ostatniej nędzy doprowadzając.

– Ach tak!… – Bartusz ze zrozumieniem skinął głową.

– No i jeszcze jedno, co mu niby – względem stosunku do Boga zmieniło to, iż przybrał nazwisko Bożemski?

– Wiele, paniczu, wiele. Bo to nowe nazwisko, w tym konkretnym kontekście, można by i na taki sposób odczytać, że on jakoby sam już stał się istotą boską. Takim bogiem dla samego siebie. Bożemski – czyli jakby boski. Innego Boga już nie potrzebował.

– Oj! Zdaje się to nader mocno naciągane i ryzykowne wytłumaczenie, ale niechaj tam waszmości już będzie. Zawszeć to objaśnienie jakieś, a nie żadne – Mikołaj się roześmiał. – Kontynuujcie, proszę tę opowieść, bom okrutnie ciekaw jej zakończenia.

– Bo też i niezwyczajne ono. A może aż nadto zwyczajne?…

– Tedy proszę o ciąg dalszy!

Pan Bartusz odchrząknął raz i drugi i trzeci, co hrabia zrozumiał wybornie i szepnąwszy coś woźnicy, znów zatopił się we własnych myślach. Powożący zaś, puściwszy wolno lejce, bo konie szły równo, spokojnie, a nie narowiście, sięgnął do sakwy przytroczonej z tyłu do siedziska i wydobył z niej nader okazałą flaszę przeźroczystej italskiej grappy6, po czym podał ją Bartuszowi.

Ów, certoląc się nieco na początku, bo tak wedle jego mniemania wypadało, w końcu wyciągnął korek i mruknąwszy pod nosem: „O! Takiej gorzałki jeszcze nie piłem”, pociągnął – delikatnie mówiąc – spory łyk. Nie spodziewając się jednakowoż takiej mocy napitku, chciał go przełknąć jednym haustem, ale się zapowietrzył i aż oczy wyszły mu na wierzch.

Troszkę się pomocowawszy z trunkiem, jakoś go ostatecznie „wchłonął”. I zaraz w przełyku i żołądku począł gorącość. Drugi łyk pociągnął już ostrożniej i zgoła skromniejszy, a potem – co było do przewidzenia – zaczął znów pochrząkiwać i niby to zerkać do swojego tobołka.

Hrabia znów coś szepnął stangretowi, a ów wydobywszy ze swojej sakwy pajdę chleba i kawał koziego wędzonego sera, podał go bez słowa szlachetce.

Mikołaj musiał uzbroić się w cierpliwość, ponieważ pan Bartusz zamilkł na dobrą chwilę i z namaszczeniem przeżuwał ofiarowane mu wiktuały. Nim dokończył konsumpcji, jeszcze raz pociągnął z flaszy, zagryzł skórką chleba i rozsiadłszy się wygodnie, jął kontynuować opowieść.

– Na czym to ja stanąłem, paniczu?

– Bożemski siedzi w lesie, ma własną bandę i jak się można domyślać, łupi podróżnych na gościńcach.

– No tak… tak… – Bartusz zbierał myśli. – I miał w tych swoich poczynaniach szczęście. Zasadzano się na niego nie raz i nie dwa, urządzano obławy – nadaremnie! Aż przecie nadszedł dzień, kiedy szczęście go odbierzało. Zadarł bowiem z Kimś, z kim się nigdy nie powinno zadzierać.

– To znaczy?

– To znaczy, że rodzice wieźli do Sandomierza, do klasztoru Panien Benedyktynek, co to za wysokim murem na Przedmieściu Zawichojskim siedzą, córkę swoją, która jeszcze jako dziewczątko kilkuletnie Panu Jezusowi się ofiarowało. I onże Bożemski – gdy karocę zatrzymano, a dowiedziawszy się kto w niej siedzi i dokąd zmierza, swojemu zausznikowi, który zwał się Mrygoń, polecił dziewczynę wywlec, w las uprowadzić, a rodziców jej starych wolno puścić, nawet ich nie łupiąc.

– I czemuż to tak? – zdziwił się Mikołaj.

– Ponieważ chciał swoim kompanom pokazać, że Boga naprawdę nie ma, dlatego porwał się na Jego rzekomą własność, na oblubienicę Jezusową. Pewny był, że go za to żadna kara nie spotka.

– I nie spotkała?

– No… taka, jakiej by się osoby po dziecięcemu wierzące spodziewały, to oczywiście, że nie. Żaden grom z nieba go natychmiast nie spalił. Co to, to nie. Większa kara jednakowoż od tego gromu z nieba go dotknęła – on się zakochał w dziewce, a dziewka im dłużej ją więził, coraz łaskawszym okiem nań spoglądała. Wszelako do niczego, poza powłóczystymi spojrzeniami, nie dochodziło, bo się Bożemski bał kolejnej kompromitacji. Tymczasem teraz starościńscy okrutnie zawzięli się na niego, bo tym razem wszelką już miarę przekroczył! Sieć zarzucili tedy na bandę Bożemskiego o wyjątkowo małych okach. I zaciskała się ona, zaciskała, aż wreszcie kamraci wystraszeni, że w tym przypadku już się im wymknąć może nie udać, uradzili, co by dziewkę wywieźć na gościniec i tam porzucić, z nadzieją pewną, że jeśli rodzice ją odnajdą, to ich prześladowcy poniechają obławy.

– No i co? Co było dalej?

– Jak postanowili, tak też i uczynili. Wyprowadzili nowicjuszkę zakonną, czy może raczej kandydatkę na nią, na drogę prowadzącą ku Sandomierzowi, a sami wycofali się do kniei. Niestety, jednego nie przewidzieli!

– I czegóż to?

– Że pannie wcale to nie było w smak! Pognała zaraz za nimi niczym łania, wróciła do obozu i, padłszy Bożemskiemu do nóg, z łkaniem błagała, co by jej nie odpychał, że od tej pory już tylko jego chce być własnością i niczyją więcej. Wyląkł się zbój i skrył przed panną w szałasie. Niestety, kiedy noc zapadła, zakradła się ona i tam i wślizgnęła pod baranią skórę, którą herszt Jasiek był przykryty i dalejże go obłapiać. Ówże zaś, kiedy się rozbudził, pomiarkowawszy się w tym, co się święci, nie bacząc, że jest jeno w samych gaciach, drapnął z szałasu i gnał jak oszalały prosto przed siebie. Gnał przez młodnik. Zwisające gałązki jedliny i brzozowe witki smagały go po twarzy, ale on na to nie patrzał. Gnał, jakby go co najmniej ze sto diabłów goniło, a nie obawa, że tylko jedna i to na dodatek bardzo urodziwa dziewka go dopędzi. Pech jednak prześladował Jaśka – bo uciekał w złym kierunku…

– To znaczy?

– To znaczy miast w głąb kniei, wybiegł prosto na gościniec, a że noc była księżycowa, widna i ani jednej chmurki na niebie, to go z daleka było widać. No i starościńscy go spostrzegli… Dopadli, powrozami związali i w samych tych gaciach, z żółtą plamą w kroku, za wozem do Sandomierza powlekli…

– A panna?

– Panna dognała Bożemskiego na drodze, tedy i ją zabrano. Tyle że panny nikt nie podejrzewał, iż teraz już z własnej woli do zbója przystać chciała. Wszyscy jej współczuli i litowali się nad nią, lecz ona milczała… jak zaklęta milczała.

– A co z bandą?

– Brakło herszta, to poszła w rozsypkę. Próbował jej Mrygoń przewodzić, lecz posłuchu nie miał. Wkrótce zresztą i on i jego przyboczny Czesiek z Wilczyc przezwiskiem Kiełbasa, i jeszcze jeden Bolek co go wołali Srala, bo co się tylko mleka napił, to zaraz go czyściło, także zostali ujęci i do Sandomierza powleczeni na sąd.

– To musiało być nieliche widowisko, a jam nic o tym nie słyszał, choć w Sandomierzu urodzony jestem, wychowany i aż po dziś dzień tam mieszkałem.

– A to tego ja już nie wiem czemu. Może w Sandomierzu, mieście stołecznym tak rozległego województwa, takie dziwowiska nie wzbudzały aż takich emocji, jak u nas, na wsi. Tak czy inaczej, wpodle Staszowa, a i w dalszej okolicy się o tym jeszcze opowiada, w Sandomierzu zaś pokrył owo pył niepamięci…

– Być może – zgodził się Mikołaj. – Ale mówcie dalej. Jakże cały ów proces wyglądał?

– Żałośnie. Sam Bożemski prezentował się bardzo paskudnie. Ponieważ ujęto go w samych gaciach, których nogawice oddarł sobie nad kolanami, żeby mu chłodniej było w upalne noce, to jego suche nogi, prawie bez łydek, o wyraźnie odznaczających się koślawych piszczelach i sterczących, niby guzy na parszywym trupieszejącym drzewie, kolanowych stawach, budziły obrzydzenie. Chudy był też niemiłosiernie, a żebra wyglądały spod skóry niczym tara, na której baby w baliach, spierają żółte plamy z kroku kalesonów swoich chłopów, a które i na gaciach zbója wyraźnie się odznaczały. Do tego gębę też miał już nieszczególną, bo lata w lesie odcisnęły na niej swoje piętno, a poza tym, chyba ze strachu, kiedy został wtrącony do lochu, za jedną noc osiwiał. Plugawy był i niemyty, rozczochrane włosy spadały mu na uszy, a rozkudłana grzywka na czoło. Brodzisko kosmate mu porosło, także siwe i także niechlujne. Nos miał prosty, o nieco rozdętych nozdrzach, policzki zapadłe, a oczy kaprawe i świdrowate. Tak to z pięknisia przeistoczył się Borzemski w dziadygę obrzydliwego.

– A powiedzże mi waszmość, skądże masz aż tak dokładne, aż po te szczególiki najdrobniejsze, informacje o owym zbóju? Nie ponosi cię aby wyobraźnia?

– Cóż, to już prawdę rzeknę. Mój naddziad, któren cały proces bandy z podstaszowskich lasów obserwował, od pierwszego aż po dzień ostatni, całkiem udatnie to opisał, a jam tyle razy jego zapiski czytał, żem się ich omal na pamięć wyuczył.

– Ach! Tedy sekret się odkrył – roześmiał się młodzieniec.

– Ale, paniczu, był jeszcze jeden wątek w owej sprawie…

– I jakiż to?

– Bożemskiego, by własną skórę ratować, jeden z kamratów oskarżył o czary!

– Coś podobnego? A na jakiejże to podstawie.

– Zeznał, iż Bożemski miał jakąś księgę tajemną, z której coś przepisywał po kryjomu, nocami, przy blasku łuczywa.

– To on pisać umiał? No! Panie Bartuszu, temu to już nie dam wiary!

– I słusznie, bo co się okazało. Kiedy starościńscy dokładnie przetrząsnęli szałas zbója Jaśka, to znaleźli w nim kilkanaście kart, jedną składkę drukarską, wyrwaną z jakiejś łacińskiej księgi, flaszę inkaustu, parę piór gęsich zaostrzonych i niezaostrzonych oraz kart kilka papierowych częściowo zapisanych, a częściowo czystych.

– I cóż to było? – spytał zaintrygowany Mikołaj.

– Et! – szlachetka lekceważąco machnął ręką. Jak to sędzia zobaczył, to parsknął śmiechem. Bożemski co by sobie powagi dodać i za niebezpiecznego, lecz także i mądrego nadzwyczaj uchodzić, udawał, iż się czarostwem trudni. Składka pochodziła z jakiegoś starego brewiarza7, a „księga”, którą Bożemski pisał, były to rządki nieudolnie przerysowywanych liter z tego właśnie modlitewnika. I to tak raczej bez większego ładu i składu. Ale na inszych zbójach robiło owo wrażenie, a i wzmacniało posłuch, bo jeśli herszt ze Złym był w komitywie, to nie należało mu się w niczym sprzeciwiać.

– I jakże się to wszystko ostatecznie skończyło?

– Mizernie. Po ogłoszeniu wyroku, na sandomierskim rynku postawiono drewnianą szubienicę, w kształcie odwróconego L, a potem po kolei kat po drabinie wciągał tam skazanych zbójów. Długo to trwało, bo za każdym razem czekano, aż niecnota skona, po czym go odcinano, a on z tępym odgłosem walił się na bruk, następnie wciągano kolejnego i kolejnego… a Bożemski czekał na ostatek. Kiedy wreszcie i na niego przyszła pora, to mnich-reformat8 podetknął mu krucyfiks na długiej rączce do pocałowania, ale on powiedział, że nie chce i poprosił, co by mu pozwolili zakurzyć fajkę. Bożemski bowiem lubił z fajki pykać, a na to mu w lochu nie pozwalano. Najpierw nie chciano się zgodzić, ostatecznie jednak faję dostał i zacną porcję tytuniu. Jak już popalił do syta, to zalał się łzami. Tak się bał. Na ów widok tedy znów reformat podskoczył z krzyżem, a Bożemski nie wytrwał dłużej w swojej zatwardziałości i się pokajawszy publicznie, nogi Ukrzyżowanego ucałował, przez co mu reformat absolucji9 udzielił. Wreszcie kat, znużony już mocno, założył mu pętlę na szyję i zaciągnął i wtenczas zbój… sfajdał się ze strachu… na rzadko… z daleka było smród czuć i było widać, jak łajno mu z tej uciętej nogawki gaci wycieka i spływa po chudej nodze. Kat splunął, zaklął siarczyście, zeskoczył na ziemie i drabinę kopnąwszy, na bok uskoczył, co by smrodu onego nie wąchać. A Bożemski zawisł, nogami tylko obesranymi wierzgał czas jakiś, aż ostatecznie znieruchomiał…

– I co dalej?

– A dalej to jak Bożemski skonał, pachołkowie katowscy powlekli go i trupa za tylne poślednie żebro na haku na murze miejskim nieopodal bramy Opatowskiej powiesili, żeby go tam ptacy rozdziobali. Na przestrogę dla innych. I wisiało ono truchło czas dłuższy, aż w końcu w upale, słotach, wiatrach i śnieżycach sczezło i śladu po nim już nie masz…

Bartusz skończył opowieść i zapadła cisza. Bo niby to śmieszne było, ale nie całkiem. Mikołaja ogarnął smutek i zaduma…

Stangret powiedział coś po hiszpańsku do hrabiego, a ten zapytał przewodnika:

– Czy jest tu w pobliżu jakaś miejscowość, gdzie by można przenocować, bo dzień już się mroczy i trzeba by się rozejrzeć za noclegiem.

– To nie chcecie, panie hrabio dojechać do Staszowa?

– A to po co niby? Przecie ta mieścina nie leży przy krakowskim gościńcu. Nam prosto, bez zbaczania trzeba.

– No, to i lepiej! Bo bym musiał niezadługo rozstać się z wami i dalej na piechotę powędrować.

– I dokądże to?

– Do Osieka. A tak to do celu podróży wraz z wami, panie, dotrę. Wy ostaniecie w Osieku, gdzie przenocujecie, a ja jeszcze niecałe pół mili podążę w stronę Staszowa, bo tam jest moje siedlisko, moja chałupina… bodaj jaka… ale własna jeszcze na szczęście…

– A może zostańcie z nami w Osieku, panie Bartuszu? Będziecie wieczerzać z paniczem, a rano was pod samą chałupę dostarczymy?

Kusząca to była propozycja, więc Bartusz udając, że się zastanawia, z niejakim ociąganiem, zgodził się na to.

* * *

Hrabia Bellamarre kazał sobie podać wieczerzę w najciemniejszym kącie izby karczemnej, do której siedział odwrócony plecami. Jadł bardzo skromnie – kromkę razowego żytniego chleba cieniutko posmarowaną masłem popijając to leciuchno musującym kwasem buraczanym. Arendarz nadskakiwał hrabiemu, jak umiał, mając nadzieję, że ów da mu zarobić więcej niźli tylko z tę kromczynę i połowę kufla napoju. Lecz ten ostatni był nieugięty. Pozwolił jednakowoż pozostałej trójce, zamówić czego tylko zapragną.

Hiszpan nieobeznany z miejscową kuchnią zadowolił się jajecznicą, chlebem i dwoma czy trzema kusztyczkami żytniej okowity, po czym rzekłszy „¡Buenas noches!10”, udał się na spoczynek, na zapiecek w jadalnej, gdzie podścielono mu baranim kożuchem, na którym zległ.

Pan Bartusz bodaj trzykrotnie upewniwszy się, czy naprawdę może zamówić, co tylko zechce, nie bacząc na post, zażyczył sobie całego pieczonego koguta, pieczywa do syta, dzbanek węgierskiego maślacza11 i omlet na słodko, polany miodem lipowym.

Mikołaj wreszcie, skubnąwszy trochę ryby pieczonej i zapiwszy ją także tokajem, tyle że zacnym, a nie maślaczem, lecz za to rozcieńczonym w połowie wodą, zerkał spod oka na hrabiego. Dziwiło go, że wieczerza w samotności i na dodatek tak skromnie. No, ale w końcu nie była to jego sprawa.

Takie najwyraźniej miał przyzwyczajenia, a może arystokratyczne fanaberie? Tak czy inaczej, ta jego skromność i powściągliwość wyraźnie rzucała się w oczy. Był też ponadto wyjątkowo cichy i jakby zamknięty w sobie.

„Jakież to będzie moje życie u boku tego człowieka?” – z niepokojem zastanawiał się młodzieniec.

Hrabia jakby ocknąwszy się z zadumy, dość gwałtownie powstał, głośno odsunąwszy zydel i skinął na Mikołaja.

– Pora, chłopcze, udać się na spoczynek.

Młodzieniec aż zdrętwiał z przerażenia, bo pierwsze co przyszło mu na myśl, to to, iż Bellamarre chce go zabrać do swojej izby, do swojego łoża… że to sodomita…

W pierwszym odruchu chciał uciekać z karczmy, lecz uświadomił sobie, że jest mroźna i śnieżna zimowa noc. Był co prawda w miasteczku zamieszkiwanym przez garstkę ludzi, ale gdyby ktoś nawet się odważył dać mu schronienie pod swoim dachem i tak by go nie obronił, jeśliby hrabia posłał po niego swojego Hiszpana…

„Będę walczył… będę walczył… nie ulegnę hrabiemu” – kołatało mu się po głowie, kiedy wspinał się w ślad za nim na poddasze, gdzie przygotowano dla nich nocleg.

Jednakowoż nie było takiej potrzeby.

Bellamarre wskazał Mikołajowi drzwi jednej z izdebek, a sam wszedł do innej. Z chłopaka jakby powietrze zeszło. „Uff! To jednak nie sodomita. Bogu niech będą dzięki…”

* * *

Sanie hrabiego zatrzymały się przed w na wpół zagłębioną w ziemię chałupiną, murowaną co prawda, ale krytą strzechą, stanowiącą własność pana Zbyluta Bartusza, herbu Barszcz alias Wiewiórka. Z tyłu za domem widać było spory spłacheć ziemi najwyraźniej przynależny do tejże chałupy, tak na oko liczący ze 4 pręty12 powierzchni, a więc niebogato. Z tego zaś gospodarz z żoną utrzymać się nie byli w stanie. Musiał zatem pan Bartusz – jak onegdaj zauważył Mikołaj – wieszać się u klamek wielmożów. By przeżyć. Po prostu. Głód i troski dnia codziennego raz-dwa mogą wykurować z ambicji i nadmiaru godności i zostawić jej tyle tylko, żeby nie mieć siebie samego w po- gardzie…

Pani Bartuszowa wywabiona na dwór zapewne dźwiękiem janczarów podzwaniających u końskiej uprzęży, ze zdziwieniem wpatrywała się w pojazd i siedzących w nim mężczyzn, pośród których rozpoznała i swojego małżonka.

Ten ostatni zgrabnie wyskoczył z sań na ubity przed domkiem śnieg, pochylił się w ukłonie, ale nie przesadnym, przed szczupłym, z cudzoziemska odzianym arystokratą i powiedział:

– Prosiemy, prosiemy do środka, panie hrabio.

Bartuszowa nieomal przykucnęła z wrażenia, a potem piskliwym głosem zawtórowała mężowi:

– Prosiemy, prosiemy!

Bellamarre, o dziwo, bez ociągania i protestów, jakby miał to zaplanowane, wysiadł z sań, skinął dłonią na Mikołaja, a do Hiszpana powiedział coś ledwo słyszalnym głosem, ów zaś przytaknął i szczelniej okrywszy kolana baranią skórą, skuliwszy się w sobie, zastygł w bezruchu, by oczekiwać na powrót swojego pana.

Wnętrze nędznej chaty Bartusza zaskoczyło – czyściuchno było i schludnie, chociaż – co i nie dziwota – bardzo biednie. Gospodarz zaprosił gości, ażeby usiedli przy prostym wiśniowym stole, na twardych krzesłach z dość mocno wygiętymi oparciami, wyrobionych z tego samego drewna co i pierwszy mebel.

Tymczasem gospodyni nieproszona o nic, sama z własnej inicjatywy ledwo się przybyli rozsiedli, podała każdemu po glinianym kuflu piwa grzanego, doprawionego korzeniami, za które jednakowoż Bellamarre grzecznie podziękował, prosząc o gorącą wodę z sokiem wiśniowym albo malinowym.

– To na rozgrzewkę, bo ziąb na dworze! – zaoponowała gospodyni.

Hrabia był jednak stanowczy.

Mikołaj wtenczas jakby przez chwilę się zawahał, ale ostatecznie podniósł kufel do ust i pił gorący trunek małymi łyczkami. Gospodarz poszedł w jego ślady.

Panowało milczenie, każdy z obecnych w izbie zerkał na hrabiego, czekając, iż to on rozpocznie rozmowę. W końcu się doczekali.

– Panie Bartuszu…

– Sługa uniżony, panie hrabio…

– Panie Bartuszu, a co byście powiedzieli na to, gdybym wam zaproponował, iżbyście towarzyszyli nam w dalszej drodze? Tu wiele – o ile cokolwiek – nie wysiedzicie, a służąc mi, moglibyście przyzwoicie zarobić. Może nawet tyle, by swoje liche dotychczasowe bytowanie odmienić?…

– Panie hrabio! Racz pan pamiętać iżem szlachcic!

– Nie zapominam o tym, więc nie obawiajcie się, waszmość, że będziecie musieli spełniać jakieś posługi nielicujące z waszym stanem.

– Cóż tedy miałbym robić?

– Stać się towarzyszem i opiekunem, tego tu urodzonego Mikołaja Białeckiego, kiedy ja będę musiał udać się w swoją stronę, za swoimi sprawami. A to chyba nie będzie uwłaczać waszej godności?

– Aha… – Bartusz wciąż nie wiedział, co tak naprawdę miałby robić. – Czyli co tak konkretnie… panie hrabio?…

– Strzec młodzieniaszka, iżby nic złego go nie spotkało, albo li też w jakieś złe towarzystwo nie popadł. Szermierki go poduczyć. To chyba potraficie?

Pan Zbylut przytaknął skinieniem głowy i zapytał:

– A na długo to, panie hrabio?

– Hm… na jakieś dwa-trzy lata.

Bartusz pytająco spojrzał na Bartuszową, a ta zalała się łzami.

– Jakże ja, serdeńko ty moje, taki szmat czasu bez ciebie przeżyję? Sama samiuśka, na dodatek okrutnie tęskniąc… bez grosza… – te ostatnie słowa wypowiedziała nieomal szeptem.

Bellamarre bez słowa sięgnął do wewnętrznej kieszeni kurty i wydobył stamtąd krągły i długi na zacną męską dłoń rulon welinowy, w który coś było zawinięte. Położył rulon na stole i delikatnie posunął go w stronę pochlipującej niewiasty.

Ta popatrzyła na przedmiot ów z niejakim zdziwieniem, ale zachęcona delikatnym skinieniem głowy hrabiego, ostrożnie go podniosła i rozwinęła.

Na widok tego, co zobaczyła, oczy zrobiły się jej wielkie i okrągłe.

– Panie… hrabio… – tyle zaledwie wybąkała.

– Już aśćka nie jesteś bez grosza.

– Panie hrabio! Toż to majątek!

Pan Bartusz wyjął rulon z rąk żony i z grubsza oszacował jego wartość i zawartość, a potem ze zdumieniem pokręcił głową.

– Za to można wieś kupić!

– Zatem kup, wasze – uśmiechnął się hrabia.

– Ba! Kiedy? Skoro chcecie co prędzej ruszać w drogę, a ja musiałbym wraz z wami?…

– Możemy wstrzymać się z wyjazdem do jutra.

– To raczej niepodobieństwo, nie znajdę nic i nie sfinalizuję całej rzeczy w tak krótkim czasie…

– Może więc odkupcie karczmę od plebana wraz z arendarzem? Wczoraj niechcący podsłuchałem, jak się żalił swojej żonie, iż proboszcz chce się karczmy pozbyć.

– Wybaczcie, panie hrabio, ale jak mogliście podsłuchać, kiedy oni ze sobą rozmawiali po żydowsku. To ile, przepraszam za śmiałość, zna pan hrabia języków?

Bellamarre szczerze się roześmiał i zbył szlachciurę krótkim:

– Ile mi potrzeba. A następnie dodał: – To co? Sami pójdziecie do plebana, czy mam wam towarzyszyć?

– Nie śmiem prosić, ale… gdyby z panem hrabią… łatwiejsza by była rozmowa…

* * *

Pleban, zacierając ręce, przeliczył złote monety, Bartusz schował w zanadrze akt kupna i w zadowoleniu się rozstali.

Bartuszowa wycałowała męża, gęsto przy tym roniąc łzy.

Hiszpan strzelił z bata, sanie z dzwonieniem janczarów ruszyły, konie wypoczęte i syte rwały chyżo, prostą drogą na Kraków.

Chmury się rozproszyły i na nieboskłon wypełzło blade zimowe słońce, którego promienie igrały w drobinkach śniegu, budząc w nich brylantowe błyski.

Mikołaj próbował zagadać do hrabiego, ale ów odpowiedział mu po hiszpańsku. Spytał o to samo po francusku, z takim samym efektem… po włosku… to samo…

Nareszcie Bellamarre poinformował go po łacinie, że od tej chwili aż do celu podróży on i pan Bartusz mają się – choćby z grubsza nauczyć hiszpańskiego. Gdy Białecki przekazał tę nowinę szlachetce, ten się wystraszony porwał i chciał z sań wyskoczyć, uświadomiwszy sobie jednak, iż za ów zadatek, za który nie tylko kupili karczmę, ale jeszcze z niego pani małżonce sporo zostało, na spokojne życie, przez te trzy, a nawet i grubo więcej nadchodzących lat, z westchnieniem usiadł ponownie na swoim miejscu w saniach, mamrocząc:

– Niech się dzieje wola Boska… może jakoś owo przetrzymam…

* * *

Nim dotarli do Krakowa, zarówno Mikołaj, jak i Bartusz zaczęli „chwytać” pojedyncze hiszpańskie słowa, zdania, zwroty. Białeckiemu było lżej, bo znał perfect i łacinę i francuski i włoski, a były to hiszpańskiemu pokrewne języki. Gorzej szło Zbylutowi, który ledwo co liznął łaciny, ale młodzieniec mu pomagał w nauce, więc jakoś im obydwu szło. I to nawet – rzec by można – niezgorzej.

Podczas podróży zarówno chłopak, jak i szlachetka bacznie przyglądali się hrabiemu, jego zachowaniu, nawykom.

Ogólnie można go było opisać tak: był raczej małomówny, chociaż nie zawsze. Trafiały się dni, kiedy lubił się nieomal popisywać swoimi umiejętnościami, wiedzą, pamięcią, talentami, których mu natura nie poskąpiła i czym tam jeszcze. Natomiast nieodmiennie odziewał się niewymyślnie, lecz przecie nad wyraz gustownie i ze smakiem. Niby miał wiele par ubrań, ale wszystkie były prawie takie same. Najczęściej zakładał czarny skromny, lecz wytworny szustokor czy może już bardziej był to habit à la française13, z wywiniętymi białymi mankietami, takimiż obramieniami jego brzegów i białym muślinowym fularem wystającym sponad stójki pod szyją i luźno opadającym na piersi14. Jedyny, ale za to niebagatelny, luksus stanowiły wysadzane wyjątkowej czystości i piękności brylantami zegarek, spinki, tabakierka – wszystkie z białego złota, czy też raczej elektrum, a i jeszcze i z tego samego metalu wyrobione sprzączki u pantofli uszytych z delikatnej giemzy15, w odcieniu lśniącego i polerowanego smoliścieczarnego hebanu. Bladobursztynowej barwy nicią, również z białego złota usnutą, miał przyozdobiony kunsztownym haftem przód szustokoru, jak również kamizelę, którą nosił pod nim.

Obcisłe jedwabne spodnie sięgały ledwie do kolan, a zgrabne i wspaniale umięśnione łydki okrywały również jedwabne białe pończochy.

To w pomieszczeniu, na zewnątrz zaś, teraz, zimą, w podróży, miał na sobie naturalnej barwy czarne bobrowe futro prostego kroju, czasem zamieniając je na sobolowe, a na nogach wysokie buty sięgające za kolana, których cholewy w górnej części były nieco poszerzone i wywinięte na zewnątrz.

* * *

Podróż do Krakowa była monotonna. Mikołajowi zdało się, że hrabia jakby unikał spotkań z miejscową szlachtą, bo nigdy nie zajeżdżał do żadnego pałacu, czy dworu, a zatrzymywał się, jadał, odpoczywał i nocował wyłącznie w przydrożnych karczmach.

Tam zaś zawsze posilał się sam, w oddaleniu od innych i nieodmiennie nader skromnie. Nigdy nie spożywał mięsa ani nie pił wina, miodu ani piwa, o bardziej gorących trunkach nawet nie wspominając. A przecież miał pieniądze! Bardzo dużo pieniędzy!

„Może w ten sposób chciał zataić swoje bogactwo, żeby się nie narazić na jakąś napaść?” – przemknęło przez głowę Białeckiego. „Ba! Niemożliwe. Wystarczyło spojrzeć na ubranie, na te brylanty, które miał przy sobie… na sobie… nikt w ubóstwo hrabiego nie byłby w stanie uwierzyć. A za same spinki i zegarek niejeden rzezimieszek gotów byłby mu gardło poderżnąć…”

Nie mogli więc zrozumieć ani Mikołaj, ani tym bardziej Zbylut, dlaczego tak, a nie inaczej hrabia się zachowuje. Widać był dziwakiem. Ot i wszystko…

W końcu minęli rogatki Krakowa.

I tym razem – o dziwo – Bellamarre nie zajechał do żadnej z licznych gospód, lecz kazał się wieźć wprost na Wzgórze Wawelskie. A kiedy się już tam znaleźli, dał znak Hiszpanowi, by ów zatrzymał sanie na wysokości Kaplicy Zygmuntowskiej, której dach ongiś kryty był złotą blachą, jaka tego dnia bez wątpienia lśniłaby w promieniach bladego zimowego słońca i ostro kontrastowała z zasnutą zielonkawym grynszpanem blachą miedzianą niegdyś pokrywającą dachy głównej bryły Katedry św. Wacława i pozostałych budynków do niej przylegających, które teraz po pożarze wznieconym 25 sierpnia 1702 roku przez zbójeckich Szwedów stały wypalone, osmalone i w znacznej mierze zrujnowane. A to dawało nader przygnębiający widok. Ledwie niewielkie fragmenty dawnej rezydencji monarszej ocalały od ognia i były zdatne do zamieszkania.

Skinąwszy dłonią na znak, żeby załoga sań czekała w tym miejscu, sam zgrabnie wyskoczył na ubity śnieg i skierował się ku wewnętrznemu dziedzińcowi zamku królewskiego. Szedł pewnie, nie rozglądając się, ani nie wahając, co dowodziło, że nie jest tu po raz pierwszy.

* * *

Ledwo hrabia zniknął z obserwujących go trzech par oczu, nie wiedzieć skąd pojawił się wysoki, szczupły, o wojskowej posturze, chociaż przyodziany w zwyczajną, bardzo obszerną czarną pelerynę, którą się owinął szczelnie, iżby zabezpieczyć ciało przed chłodem i takiejże samej barwy kapelusz-pieróg na głowie, spod którego nie wyzierała bynajmniej kunsztownie trefiona peruka, ale własne mocno posiwiałe włosy tegoż jegomościa, związane czarną aksamitną tasiemką w „koński ogon”. Wyglądało to cokolwiek osobliwie, ale nader poważna mina i podobny ton głosu, gasiły nawet próby uśmiechu na ustach obserwujących go pasażerów sań.

– Panowie, proszę… udajcie się… za mną… – mówił z wyraźnym trudem, jakby brakowało mu tchu.

Bartusz i Białecki opuścili sanie, Hiszpan natomiast został, by zająć się pojazdem i końmi.

Nieznajomy powiódł ich wprost na główny dziedziniec zamkowy otoczony krużgankami. Mikołaj rozglądał się z zaciekawieniem i chociaż tak budynek, jak i owo miejsce konkretne, były zniszczone przez ogień, to i tak zrobiły na nim duże wrażenie, bo kryły w sobie resztki majestatu Rzeczypospolitej. Wojny, przemarsze wojsk, biedniejący kraj, magnaci myślący w większości o napełnieniu własnej kiesy. Biedniejąca i coraz bardziej bezradna drobniejsza szlachta, nie mówiąc już o gołocie, nie miała możliwości zapobieżeniu upadkowi Rzeczypospolitej… A onże zamek jej majestat wyobrażał…

– Przyglądasz się Waćpan tym nadpalonym, pokrytym sadzą i poodpadanym tynkom, liszajem i grzybem nadgryzionym murom? Cóż… od kiedy król jegomość Zygmunt III upodobał sobie na mieszkanie tę mazowiecką mieścinę z demonem w herbie16, Warszawę, posypały się na kraj nasz nieszczęścia jedno po drugim… i tak jest do dziś…

– Tak Waszmość uważasz? Że to przez wzgląd na to, iż monarchowie porzucili stołeczny Kraków, Pan Bóg odwrócił od Rzeczypospolitej Swoje oblicze?

– A jużci. I owszem. Paniczu Mikołaju, zważcie, iż mieścina nic nie znacząca, przybrawszy sobie za patrona i symbol ni to babę, ni to chłopa, ni to smoka, ni bazyliszka, istotę demoniczną, gadzią, sama co prawda urosła, ale kraj, od kiedy tam nasi monarchowie rezydują, popada w coraz większą ruinę.

– Eee, panie Bartuszu, a co mają do tego symbole? Opowiadacie bodaj co. Bajdy jakieś.

– Tak? Zatem dlaczego się żegnacie, paniczu, znakiem krzyża świętego, czemu na ścinie wieszacie krucyfiks, albo-li też obrazy święte? Wszak to tylko symbole… symbole…

– No… no… to co innego przecie… – wybąkał Mikołaj.

– A co niby? Te to symbole Boga, dobra, a tamten diabła, zła. Wszak znak Warszawy to od góry człowiek, raz ukazywany jako mąż, inszym razem jako niewiasta z obnażonymi piersiami, z mieczem i tarczą, jakby szykujące się (bo sam nie wiem, jakiej toto jest płci) do ataku. Poniżej zaś tułów obły, odwłok wypukły łuską gadzią pokryty, z którego skrzydła błoniaste jak u smoków wyrastają i ogon wężowy a może takoż smoczy… ogólnie rzekłszy gadzi, a stoi toto na nogach ptasich. Jakby na owo monstrum nie spojrzeć najbliżej mu wyglądem do bazyliszka, to jest władcy wężów. A kogóż to niby on symbolem jest? – zapytał i nie czekając na odpowiedź, sam jej udzielił – Lucypera, smoka starodawnego, którego zowią diabłem i szatanem, zła wcielonego, Antychrysta, moru i nędzy, i wojny – słowem – kary Boskiej… a wszak nie zanegujesz, iż ustawicznie Pan nas chłoszcze…

I wtenczas odezwał się ich przewodnik, mówiąc:

– Prawdę, panie, powiadacie. Bo czyż samo Pismo nie opowiada waszej obecnej sytuacji? U Izajasza Proroka jest to ujęte w takie słowa: „…nieprawości wasze rozdział uczyniły między wami i między Bogiem waszym, a grzechy wasze sprawiły, że ukrył twarz przed wami, aby nie słyszał. Bo ręce wasze krwią są zmazane, a palce wasze nieprawością; wargi wasze mówią kłamstwo, a język wasz nieprawość świegoce. Nie masz, kto by się zastawiał o sprawiedliwość, ani jest, kto by się zasadzał o prawdę. Ufają w próżności, a mówią kłamstwo; poczynają ucisk, a rodzą nieprawość. Jaja bazyliszkowe wylęgli, a płótna pajęczego natkali. Kto jadłby jaja ich, umrze, a jeśli je stłucze, wypełznie z nich gad. Płótna ich nie godzą się na szatę ani się przyodzieją robotami swymi. Uczynki ich są uczynkami nieprawości, a sprawa łupiestwa jest w rękach ich. Nogi ich bieżą do złego i kwapią się na wylanie krwi niewinnej. Myśli ich są myśli nieprawości; spustoszenie i starcie jest na drogach ich. Drogi pokoju nie znają i nie ma sprawiedliwości w drogach ich; ścieżki swe sami pokrzywili u siebie; każdy, kto po nich chodzi, nie zna pokoju. Dlatego oddalił się sąd od nas, a nie dochodzi nas sprawiedliwość; czekamy na światłość, a oto ciemność; na jasność, ale w ćmie chodzimy. Macamy ściany jako ślepi, a macamy, jakobyśmy oczów nie mieli. Potykamy się w południe jako w zmierzch; w wielkich dostatkach podobni jesteśmy umarłym…17”

Mikołaj nic na to nie odparł, za to pan Zbylut skwapliwie przytaknął i wznowił swój wywód tyczący się symboli.

– Otóż i właśnie! A Kraków? Co ma w herbie? Miasto warowne i białego orła, któren go strzeże! A czymże jest ów orzeł? Otóż symbolem samego Boga Wszechmogącego i Pana Chrystusa Jezusa Syna Jego jednorodzonego! Chwały, nieśmiertelności, władzy, majestatu, sprawiedliwości, szczęścia, szczodrości, dobroci, odwagi, przyzwoitości i cnót wszelakich! Orzeł ów to wróg zajadły smoka, węża i króla wężów – bazyliszka! Nie dziwne jest tedy, że gdy monarchowie zrezygnowali z ochrony orła, a udali się pod osłonę błoniastych skrzydeł gadzich, mądrzy ludzie odczytali to jako prognostyk upadku kraju, ruiny, nędzy, nienawiści bratniej, wojen domowych, krwi przelewu. I co najgorsze prognostyk ów co do joty się sprawdził… Jeśli się bowiem pogardza Bożą opieką, a pod diabelską udaje, to jakże ma być inaczej?… Pomnij też, jak pierwej skończyli Piastowie mazowieccy także mający żmija czy też bazyliszka w herbie. Zamieszkawszy w Warszawie, a porzuciwszy stołeczny dla nich Płock, tym samym opiekę gadzią nad swoim rodem podwajając i od gadziego jadu na ostatku pomarli…

– Ale czyż mieli tego świadomość?

– Tego to my nie wiemy.

– Lecz przecie król Zygmunt, który do Warszawy się przeniósł, był nadzwyczaj pobożnym człowiekiem, codziennie mszy słuchał. I to niejednej. I komunikował18… A za jego czasów Rzeczpospolita największy w Europie zajmowała obszar! A poza tym nie zawsze stolica była w Krakowie!

– No niby…

Pan Zbylut został tymi słowy zbity z pantałyku. Nieznajomy przewodnik przyszedł mu jednak w sukurs.

– Młodzieńcze, nie ma znaczenia czy król zdawał sobie sprawę ze znaczenia owego gadziego symbolu, czy też nie. On go po prostu zlekceważył… a może nawet, najzwyczajniej, nie dostrzegł?… Wszelako zamieszkawszy w Warszawie, niejako zaakceptował i niezbyt istotne jest to, czy w pełni świadomie, czy też może nie do końca świadomie. I nie musiał tego czynić w żaden urzędowy sposób. Sam fakt zamieszkania monarchy w tym miejscu dał Złemu pretekst do działania, bo Zły jest formalistą i nigdy nie atakuje osoby, miejsca czy narodu bez domniemanej choćby na to zgody, zgody na poddanie mu się. A w tym wypadku mógł domniemywać, iż takąż zgodę dostał. Może król nie dwóch, ale i dwudziestu dwóch mszy dziennie słuchać, lecz póki w Warszawie będzie mieszkać i stąd rządzić – diabeł nad krajem i nad narodem władzę mieć będzie. Ot, i wszystko… A co do dawniejszych miast stołecznych Królestwa Polskiego, to wymieniając je, zerknijmy także na ich herby, a dokładniej na jeden tylko z występujących na nich symboli uwagę zwracając: Gniezno – orzeł, Poznań – orzeł, Sandomierz – orzeł, Sieradz – orzeł…

– Panie, nie wiem, jak pana zowią… – rzekł na to Mikołaj – panie, ale przecie król Jan Kazimierz śluby Matce Najświętszej we Lwowie złożył i królową Polski i ją ogłosił… formalnie przecie… zgodnie z prawem…

– Ba! A śluby one dopełnił?

– Jakże to? Przecie dopełnił! – zaprotestował Mikołaj.

– Ejże! Młodzieńcze! I te też? I nieznajomy z pamięci przywołał zdań kilka z owych ślubów: „…z wielkim żalem serca mego uznaję, dla jęczenia w presji ubogiego pospólstwa oraczów, przez żołnierstwo uciemiężonego, od Boga mego sprawiedliwą karę przez siedem lat w królestwie moim różnymi plagami trapiącą nad wszystkich ponoszę, obowiązuje się, iż po uczynionym pokoju starać się będę ze stanami Rzeczypospolitej usilnie, ażeby odtąd utrapione pospólstwo wolne było od wszelkiego okrucieństwa…19”

I na to nic już odrzec nie można było. Te ostatnie słowa kategorycznie zamykały wszelkie dywagacje, czy diabeł jest na prawie, czyli też nie.

Tak Bartusz, jak i Białecki bardzo byli ciekawi, kim jest ów jegomość, który wiódł ich cienistymi krużgankami wawelskiego zamku na kwaterę, kto jest ten, tak znakomicie orientujący się i w Piśmie i ślubach i w znaczeniu symboli.

Nie mieli śmiałości jednak ponownie pytać go o to, skoro pierwsze zapytanie zlekceważył i nie udzielił nań żadnej odpowiedzi, najwyraźniej chcąc zachować incognito…

Weszli w jakiś mroczny korytarz. Od ścian i posadzki ciągnęło chłodem. Po kilkunastu krokach przewodnik zatrzymał się przed wysokimi dębowymi drzwiami zdobnymi prostym ornamentem geometrycznym, ujętymi w kamienne odrzwia.

Przewodnik nacisnął klamkę i otwarłszy jedno ze skrzydeł, skinieniem dłoni zaprosił Mikołaja i Zbyluta, by weszli do środka. Tedy weszli. Komnata nie była okazała, ale dobrze nagrzana. Od wysokiego holenderskiego pieca zbudowanego z niebiesko zdobionych emaliowanych białych kafli, czuć było promieniejącą gorącość.

Na środku pomieszczenia ustawiony był niezbyt okazały, taki w sam raz dla dwóch osób, stół, cały zastawiony wybornymi wiktuałami, choć niewyszukanymi. Pod ścianami, po przeciwległych stronach pomieszczenia, stały wygodne, wymoszczone poduchami i pierzynami puchowymi łoża. Zatem tu mieli się posilić i tu zanocować.

– Tedy, paniczu, w imię Boże – Bartusz nie ociągając się, usiadł przy stole, przysunął ku sobie talerz i jął się rozglądać czego by tu na początek skosztować. I nałożył sobie zacny kawał pieczonego szczupaka przyprawionego rozmarynem, bazylią i odrobiną czosnku. Do tego dobrał świeży chleb z kasztanową chrupiącą skórką i kufel ciemnego, słodkawego, leciuchno musującego kwasu chlebowego.

Mikołaj wraz poszedł w jego ślady.

Wówczas tajemniczy przewodnik dyskretnie wycofał nie na korytarz i bezszelestnie zamknął za sobą drzwi.

=-=================-===============-=

Książkę w wersji papierowej można, klikając w poniższy link, kupić tu:

https://ksiegarnia-armoryka.pl/Cmentarz_Swietego_Medarda_Andrzej_Juliusz_Sarwa.html

1Dawniej tak określano pozdrowienie: Niech będzie pochwalony Jezus Chrystus!

2I nazwisko i herb nie są wymyślone, lecz prawdziwe.

3Ab ovo – od początku, dosłownie od jaja (łac.).

4Nazwisko autentyczne, występujące do dzisiaj.

5Urodzony – czyli szlachcic.

6Mocny 50o destylat produkowany ze skórek i wytłoczyn winnych jagód.

7Księga zawierająca liturgię godzin, którą codziennie musi odmawiać każdy wyświęcony kapłan.

8Franciszkanie-reformaci – bracia mniejsi ściślejszej, zreformowanej w XVI wieku obserwancji, zwani po łacinie Ordo Fratrum Minorum Reformatorum; w skrócie: O.F.M. Ref.

9Absolucja – rozgrzeszenie.

10Dobranoc!

11Maślacz – ogólnie: gorszy gatunek tokaju.

12Pręt – niecałe 200 m2.

13Szustokor z francuskiego justaucorps i habit à la française – poprzednicy surduta.

14Fular – rodzaj chusty wiązanej pod szyją, poprzednik krawatu.

15Giemza – cienka i znakomicie wyprawiona skóra koźlęca.

16Pierwotnym herbem Warszawy nie była syrenka, lecz groźne demoniczne monstrum w połowie ludzkie, w połowie smocze.

17Iz 59, 1-10 – według Biblii Gdańskiej.

18Przystępował do Komunii św.

19Wedle zapisu o. Augustyna Kordeckiego, przeora jasnogórskiego klasztoru.

Mirosław Dakowski – zmiany w Viki.

Mirosław Dakowski – zmiany w Viki. [Usiłowałem trochę odnowić wpis o mnie w Viki. Dobry Człowiek wpisał to do Viki z 10 dni temu. „Sprawdzają”?? Więc wpisuje choć u siebie. Ne wiem, kto to zredagował, dość niezgrabne – ale jest, tj. powinno być. Dobra psu i mucha, jak mawiał Kisiel… Jeśli jakiegoś bandytę czy ministra „skarbu” wreszcie zdecydują się posadzić, to po paru godzinach jest to już w Viki. Ale uczony… może se poczekać…

Mirosław Dakowski

Andrzej Pomorski, Szary

Data i miejsce urodzenia3 lutego 1937
Toruń
Zawód, zajęciefizyk

Mirosław Andrzej Dakowski ps. „Andrzej Pomorski”, „Szary” (ur. 3 lutego 1937 w Toruniu) – polski fizyk, profesor doktor habilitowany. Autor około siedemdziesięciu prac naukowych, głównie z fizyki jądrowej[1][2], oraz Poszanowania Energii i Energii Odnawialnych. Były kierownik Zakładu Energii Odnawialnych w Akademii Podlaskiej w Siedlcach[3]. W latach 1940–1946 przebywał na zesłaniu na Syberii. Działacz opozycji antykomunistycznej w PRL w latach 1976–1989, podziemny wydawca i drukarz, od 1992 działacz „Ruchu Obywatelskiego na rzecz Jednomandatowych Okręgów Wyborczych”, przeciwnik ewolucjonizmu i specjalista energetyki jądrowej.

Spis treści

Działalność naukowa

Studia na Wydziale Fizyki Uniwersytetu Warszawskiego ukończył w 1959, stopień doktora nauk fizycznych w zakresie fizyki uzyskał 22 stycznia 1968 na Wydziale Matematyki i Fizyki Uniwersytetu Warszawskiego na podstawie rozprawy „Widma energetyczne lekkich cząstek naładowanych emitowanych przy potrójnym rozszczepieniu 235U”, a w 1973 otrzymał stopień doktora habilitowanego za pracę „Wpływ efektów powłokowych na rozkłady mas i energii fragmentów w rozszczepieniu”. W 1997 nadany mu został tytuł profesora nauk fizycznych za badania z fizyki jądrowej (rozszczepienie i zderzenia ciężkich jonów).

W latach 1957–1959 był pracownikiem naukowym Wydziału Fizyki Uniwersytetu Warszawskiego, a od 1959 do 1986 pracował w Instytucie Badań Jądrowych w Świerku. Osiem lat pracował jako fizyk za granicą – w Zjednoczonym Instytucie Badań Jądrowych w Dubnej w ZSRR (1970-1972), w Centrum Badań Jądrowych Komisariatu Energii Jądrowej (Commissariat à l’energie atomique) w Saclay, w Instytucie Fizyki Jądrowej (Institut de Physique Nucleaire) w Orsay we Francji, w Instytucie Badań Ciężkich Jonów (Gesellschaft für Schwerionenforschung) w Darmstadt w Niemczech. Po zwolnieniu za działalność opozycyjną z IBJ w Świerku, był w latach 1986–1991 „pracownikiem naukowo-technicznym” Uniwersytetu Warszawskiego, a w latach 1990–1991 pracował jako główny specjalista w Państwowej Agencji Atomistyki. Następnie, w latach 1991–1997, pracował jako główny specjalista w Centralnym Urzędzie Planowania w Warszawie. Od 1996 do 2007 był wykładowcą w Wyższej Szkole Rolniczo-Pedagogicznej (od 1999 Akademii Podlaskiej) w Siedlcach oraz prowadził tam Zakład Energii Odnawialnych. W latach 2000–2001 był głównym specjalistą w Agencji Techniki i Technologii w Warszawie. Od 2006 jest na emeryturze. Wykładał potem w Wyżsej Szkole w Ciechanowie [obecnie https://puzim.edu.pl/ ]

Działalność opozycyjna i represje

W 1980 pod pseudonimem „Andrzej Pomorski” wspólnie z Michaiłem Nazarowem opracował książkę „Solidarnost’: o raboczem dwiżenii v Polsze i o raboczem dwiżenii w Rossii”, która w 1980 została wydana we Frankfurcie nad Menem i miała później jeszcze dwa wydania znaczenie przerobione i poszerzone (w 1981 i w 1982) [wyd. POSSEV, Narodno Trudowoj Sojuz]. Była ona kolportowana w ZSRR i w garnizonach Armii Radzieckiej na terytorium Polski, m.inn. przez Solidarność Walczącą.

Od wiosny 1981 był członkiem NSZZ „Solidarność”. Po wprowadzeniu stanu wojennego 14 grudnia 1981 włączył się w nielegalną działalność, był organizatorem fotografowania i mikrofilmowania prasy podziemnej oraz jej przemycania za granicę, dla Wolnej Europy, do Andrzeja J. Chileckiego, dziennikarza współtworzącego emigracyjny miesięcznik „Kultura” wydawany w Paryżu.

W latach 1982–1983 był kolporterem dużej części nakładu wydawnictw podziemnych wydawnictwa Krąg, a następnie w latach 1983–1985 współzałożycielem (z Andrzejem Urbańskim), organizatorem druku i drukarzem własnego wydawnictwa podziemnego „Wydawnictwo”, które opublikowało ponad sześćdziesiąt pozycji z ekonomii i najnowszej historii przeznaczonych głównie dla młodych robotników oraz studentów. Był też autorem publikacji w podziemnym czasopiśmie Instytutu Badań Jądrowych „W okopach” i w innej prasie podziemnej, a w latach 1986–1990 zamieszczał teksty na łamach paryskiej „Kultury”.

Od września 1960 do września 1973 znajdował się w operacyjnym zainteresowaniu Służby Bezpieczeństwa, ze względu na działalności w Sekcji Kultury warszawskiego Klubu Inteligencji Katolickiej. W 1964 SB planowała pozyskać go do współpracy przy okazji ubiegania się o paszport w związku z wyjazdem służbowym.

Z powodów politycznych odmawiano mu wydania paszportu w latach 1960 i 1970 (m.in. w 1960 i dwukrotnie w 1964). W okresie od 26 lutego 1966 do 14 października 1969 wobec M. Dakowskiego obowiązywało zastrzeżenie wyjazdów zagranicznych do Krajów Kapitalistycznych i poza Europę ze względu na „reakcyjne poglądy”, działalność w Klubie Inteligencji Katolickiej oraz kontakty z księżmi katolickimi.

Od 9 czerwca 1982 był rozpracowywany przez Służbę Bezpieczeństwa jako figurant w Sprawie Obiektowej „Atom”, w ramach której SB „kontrolowała operacyjnie” Instytut Badań Jądrowych w Świerku, powodem rejestracji było jego „destrukcyjne oddziaływanie na środowisko naukowe Instytutu”. 2 marca 1983 SB zmieniła charakter zainteresowania Dakowskim na Sprawę Operacyjnego Sprawdzenia o kryptonimie „Willa”, która dotyczyła jego „wrogiej działalności w środowisku”, a 13 czerwca 1984 zarejestrowano Sprawę Operacyjnego Rozpracowania o kryptonimie „Fizyk”, która dotyczyła jego „działalności antypaństwowej naruszającej porządek prawno-publiczny”. W 1984 odmówiono mu wydania paszportu na wyjazd nawet do NRD. Dostał go dopiero po odwołaniu.

Otrzymał status pokrzywdzonego w IPN. Kopie dokumentów przekazał do Ośrodka Karta w Warszawie[4], inicjując „ Archiwum Otwarte dla wszystkich”.

W 2019 otrzymał Krzyż Wolności i Solidarności [BU-IV-11906(8)/17]

W 2019 za wybitne zasługi w działalności na rzecz przemian demokratycznych w Polsce, za osiągnięcia w podejmowanej z pożytkiem dla kraju pracy zawodowej i społecznej otrzymał Krzyż Komandorski Orderu Odrodzenia Polski[5].

Działalność społeczna

Ruch Poszanowania Energii

Od 1985 jest inicjatorem w Polsce „Ruchu Poszanowania Energii i Energetyki Użytkownika”. W 1990 był projektodawcą Krajowej Agencji Poszanowania Energii podległej premierowi Polski. W latach 2000–2005 był członkiem Komitetu ds Gospodarki Energetycznej FSNT-NOT [3].

Jest przeciwnikiem energii jądrowej: uważa, że nacisk na budowę elektrowni jądrowych wynika głównie z interesów przemysłu jądrowego, który nie jest zainteresowany rozwiązaniami zmniejszającymi zużycie energii[6][7][8]. Wykazuje też, że po katastrofie elektrowni jądrowej w Czarnobylu doszło do zafałszowania skali skutków tej awarii. Polega to zarówno na zaniżaniu liczby ofiar, jak i na zafałszowaniu mapy oraz skali skażeń. Jest to wynikiem przyjętej fałszywej interpretacji pomiarów promieniowania, polegającej jego zdaniem na oszustwach przy uśrednianiu skażeń przejawiających się m.in. w uśrednianiu wyników dla olbrzymich obszarów (np. uśrednianie Syberii i okolic Czarnobyla). Przeciwko tej błędnej jego zdaniem interpretacji protestował wraz z kolegami z IBJ w Świerku już w 1986 m.in. w podziemnej prasie[9]. W 1991 był współautorem „Raportu w sprawie następstw katastrofy w Czarnobylu” opracowanej przez Zespół Prezesa Państwowej Agencji Atomistyki do spraw Elektrowni Jądrowej „Żarnowiec”.

Opracował podstawy „Poszanowania Energii i Energii Odnawialnych dla Polski”, które przedstawił w książce O energetyce dla użytkowników i sceptyków napisanej wspólnie ze Stanisławem Wiąckowskim (2005).

Ruch Obywatelski na rzecz Jednomandatowych Okręgów Wyborczych

Od 1992 jest jednym z animatorów „Ruchu Obywatelskiego na rzecz Jednomandatowych Okręgów Wyborczych” (JOW). W kwietniu 1996 na pierwszym ogólnopolskim spotkaniu Ruchu Obywatelskiego JOW na Uniwersytecie Wrocławskim został ustanowiony jednym z czterech Koordynatorów Krajowych tego ruchu[10]. Propaguje idee JOW zarówno w mediach, jak i w czasie setek konferencji i spotkań organizowanych na terenie całej Polski.

Udział w nagłośnieniu „afery FOZZ”

Był także zaangażowany w ujawnienie tzw. afery FOZZ dotyczącej Funduszu Obsługi Zadłużenia Zagranicznego. W czerwcu 1991, razem z prof. Jerzym Przystawą z Wrocławia, w oparciu m.in. o materiały urzędowe uzyskane od inspektora głównego specjalisty w Najwyższej Izby Kontroli Michała Falzmanna, wystąpił do Prokuratora Generalnego z powiadomieniem o tym przestępstwie. Następnie wraz z J. Przystawą, mimo że nastąpiła zadziwiająca i nieoczekiwania śmierć Falzmanna (18 lipca 1991) i odczuwali atmosferę „pewnego zastraszenia” (m.in. poprzez serię nagłych wypadków śmiertelnych – ówczesny prezes NIK Walerian Pańko zginął w wypadku samochodowym, a kilka miesięcy później zmarł zarówno kierowca z Biura Ochrony Rządu, jak i policjanci, którzy jako pierwsi przybyli na miejsce tego wypadku), opracował (na podstawie dokumentów urzędowych oraz publikacji prasowych) i w 1992 opublikował książkę „Via bank i FOZZ”, w której „przedstawiono mechanizmy rabunku finansów publicznych”. Zareagował na to Dariusz Przywieczerski, szef, a potem właściciel Universalu przedstawiany w książce jako osoba zamieszana w te operacje i jej autorom wytoczył cywilny proces sądowy. Proces, decyzją sądu utajniony, trwał ponad 13 lat i zakończył się w 2006 uniewinnieniem pozwanych (M. Dakowskiego i J. Przystawę)[11][12], choć Przywieczerski na początku 2005 został skazany za wyprowadzenie z FOZZ znacznych środków, jedynie na karę 3,5 roku więzienia oraz… grzywnę. Przez pewien czas w wyniku wyroku sądowego obowiązywał zakaz wznawiania książki „Via bank i FOZZ”[13][14][15][16].

Udział w analizowaniu katastrofy w Smoleńsku

Latem 2010 zakwestionował oficjalną wersję przebiegu katastrofy polskiego Tu-154 w Smoleńsku, m.in. stwierdzając w oparciu o dokonane przez siebie obliczenia, że niemożliwe było, „przy ewentualnej utracie kawałka skrzydła znanej wielkości na wysokości paru metrów wykonanie przez płatowiec półbeczki nad gruntem”, a także powstanie tak dużych uszkodzeń tylko z powodu uderzenia w ziemię. 3 października 2010 złożył do Prokuratora Generalnego RP zawiadomienie o popełnieniu przestępstwa[17]. Był w tej sprawie przesłuchiwany jako świadek przez Prokuraturę Wojskową, której przedstawił m.in. swoje obliczenia, a złożone zeznanie opublikował w internecie[18]. Artykuły analizujące katastrofę zamieszczał na swojej stronie [ciągle aktywna www.Dakowski.pl ], a także w wydawnictwie „Zeszyty Smoleńskie” (np. opracowanie „Prawa zachowania fizyki a oficjalna dezinformacja”), jak również na portalach Salon24.pl, Niepoprawni.pl, Wirtualna Polonia, Nowy Ekran i innych. Obecnie (2019 r.) skłania się do teorii, iż katastrofa smoleńska została sfingowana[19].

Twórczość

Jest autorem ok. 70 recenzowanych publikacji naukowych z zakresu fizyki jądrowej, ogłaszanych m.in. na łamach czasopism zagranicznych, takich jak np.: „Earth and Planetary Science Letters”, „Nuclear Instruments and Methods in Physics Research”, „Nuclear Physics”, „Nuclear Track Detection”, „Nukleonik”, „Nuovo Cimento”, „Physics Letters”, „Physical Review Letters” (wyd. American Physical Society), „Zeitschrift für Physik”, „Yadernaja Fizika”, a także w polskich wydawnictwach, np. „Acta Physica Polonica”, „Bulletin de l’Academie Polonaise des Sciences, Série de les Sciences de la Terre”, „Raport IBJ”, „Biuletyn Instytutu Budownictwa Mieszkaniowego”, miesięcznik „Gospodarka Paliwami i Energią”, „Przegląd Przemysłowy”[1][2][20]. Jest autorem licznych publikacji dotyczących energetyki, m.in. pracy „Poza wiek ropy, węgla i rozszczepienia (Jaka energetyka do końca XXI wieku?” (1995)[3]. Był w Radzie Programowej kwartalnika „Rurociągi” i przewodniczącym Rady Naukowej oraz publikował tam artykuły o strategiach energetycznych.

Ponadto swoje publikacje zamieszczał, poza wspomnianą wyżej prasą podziemną i emigracyjnym miesięcznikiem „Kultura”, również na łamach różnych polskich tygodników i gazet, m.in. „Gazety Polskiej”, „Głosu”, „Myśli Polskiej”, „Naszego Dziennika” „Naszej Polski” i „Tygodnika Solidarność”. Zajmował się w nich m.in. kwestiami energetycznymi, jak np. w artykułach „Energia a sprawa polska”, „Katastrofa w Czarnobylu a rzetelność naukowa”, „Kto ociepla ziemię”, „Kryzys energetyczny wywołano sztucznie”, ale także inną problematyką, np. „Czy ewolucjonizm jest nauką?”, „Sprawa Boniego – dwadzieścia lat później”. Liczne publikacje ogłasza również w internecie, głównie na swojej stronie internetowej, a także na blogach na portalach salon24.pl, nowyekran.pl i innych.

Prowadzi też działalność wykładową na terenie całej Polski, występując z referatami m.in.: Stan świata – oraz: gdzie są nadzieje dla Polski, Niezależność energetyczna: naszego domu, wsi, Polski; Głosowanie a wybory – różnice, cele (nasze a polityków); Ewolucjonizm wobec logiki i matematyki. „Religia” neo-darwinizmu, Czy globalizm to nowa (ew. przyszła) cywilizacja?, a także na temat katastrofy polskiego Tu-154 w Smoleńsku[21].

Na te tematy wydał książki: „O to, co najważniejsze. Krzaczek na drodze lawiny”, 2017, wyd. ANTYK, oraz jako jeden z autorów: „MASKIROWKA SMOLEŃSKA”, Wyd. Bolinari, 2018

Książki

  • 1980: Solidarnost’: o rabočem dviženii v Pol’še i o rabočem dviženii v Rossii (pod pseudonimem Andrzej Pomorski, Andžej Pomorskij, współautor: Michail Nazarov]. Frankfurt/Main: Posev, 1980; wyd. 2 zm. i poszerzone, Frankfurt/Main: Posev, 1981; wyd. 3 zm. i poszerzone, Frankfurt a. Main: Posev, 1982
  • 1985: Solidarność: o ruchu robotniczym w Polsce i w Rosji (współautor: Mihail Nazarov; tłumaczyła Maria Kotowska), Warszawa: Brzask
  • 1991: Raport w sprawie następstw katastrofy w Czarnobylu wraz z załącznikami II i IV (współautorstwo), Zespół Prezesa Państwowej Agencji Atomistyki do spraw Elektrowni Jądrowej „Żarnowiec”, Warszawa: ZPPAAdsEJŻ
  • 1992: Via bank i FOZZ: o rabunku finansów Polski (współautor Jerzy Przystawa), Komorów: Antyk
  • 1997: Jednomandatowo!: ordynacja wyborcza dla Polski (współautorzy Romuald Lazarowicz, Jerzy Przystawa)
  • 2005: O energetyce dla użytkowników oraz sceptyków (współautor Stanisław Wiąckowski), Warszawa: Fundacja ODYSSEUM, ISBN 83-86010-14-2.
  • „O to, co najważniejsze. Krzaczek na drodze lawiny”, 2017, wyd. ANTYK
  • „MASKIROWKA SMOLEŃSKA”, Wyd. Bolinari, 2018

Nagrody

Trzykrotnie otrzymał nagrodę Państwowej Rady ds. Wykorzystania Energii Jądrowej (w tym zespołowa II stopnia) w 1963, 1965 i 1967. Dostał także w 1975 nagrodę Sekretarza Naukowego Polskiej Akademii Nauk[3].

Przypisy

W roku kopernikańskim – gorsi wypierają lepszych

W roku kopernikańskim – gorsi wypierają lepszych


Jozef Wieczorek

26 lutego, 2023 https://blogjw.wordpress.com/2023/02/26/w-roku-kopernikanskim-gorsi-wypieraja-lepszych/

W roku kopernikańskim gorsi wypierają lepszych

Mikołaj Kopernik zajmując się ciałami niebieskimi wyparł gorszą teorię, tworząc lepszą, która przetrwała wieki.

Jako człowiek renesansu interesował się także finansami i doszedł do wniosku, że pieniądz gorszy wypiera lepszy. To spostrzeżenie przeszło do historii i przytaczane jest do dziś. Gdyby Kopernik żył w czasach współczesnych, zapewne by zauważył, że w domenie akademickiej gorsi naukowcy wypierają lepszych.

Od czasów Kopernika mieliśmy wielu wybitnych naukowców, ale jakby wypieranych przez gorszych w ramach selekcji negatywnej. Astronomia w czasach PRL, jakkolwiek obfitowała w naukowców klasy międzynarodowej, okazała się w niemałym stopniu astronomią donosicielską i jak przyznawał jeden z najwybitniejszych jej przedstawicieli, bez pomocy SB to by tak wysoko nie zaszedł (Aleksander Wolszczan TW „Lange”). Komitet noblowski chyba miał dylemat, jak podzielić nagrodę między uczonego a oficera prowadzącego i zgłaszanej kandydatury nie nagrodził.

Mimo ogromnego wzrostu ilościowego profesorów różnych profesji jakoś w nauce światowej mało się liczymy. Profesorowie sami się oceniają, awansują i nie zezwalają, aby ktokolwiek, kto nie jest profesorem, zabierał głos na temat ich osiągnięć, choć tych, w przeciwieństwie do liczby profesorów, mamy niewiele.

W PRL profesorowie (a nawet mniej utytułowani) zbliżeni do władz komunistycznych, choć nieraz kiepscy, wypierali lepszych o orientacji wstecznej, bo nabytej w II RP. Ideologia dominowała nad nauką i tak pozostało po transformacji, z tym że ideologię czerwoną zastąpiła tęczowa i kto jej nie wyznaje, ma trudności w domenie akademickiej. Nie jest też tak, że jak ktoś nie jest dobry, to nikt go w nauce nie zatrudni.

Czynniki pozamerytoryczne są ważniejsze, a zatrudnia się swoich, którzy nie stanowią zagrożenia dla kasty „najlepszych”. No, chyba że pójdą na układy w zakresie realizowania dostaw obowiązkowych swoich produktów intelektualnych. Czasem to jedyna szansa dla dobrych (merytorycznie), ale jednocześnie słabych (charakterologicznie).

Minister W. Karpiński. 27 lutego 2023 zatrzymany przez CBA jako podejrzany w śledztwie: MPO w Warszawie. [Dlatego tak dużo płacimy za śmieci]

Włodzimierz Karpiński. 27 lutego 2023 został zatrzymany przez CBA jako podejrzany w śledztwie: MPO w Warszawie.

https://pl.wikipedia.org/wiki/W%C5%82odzimierz_Karpi%C5%84ski

Wizyta premiera Donalda Tuska i ministra skarbu państwa Włodzimierza Karpińskiego w Grupie Azoty Zakładach Azotowych „Puławy” S.A.

Włodzimierz Witold Karpiński (ur. 16 listopada 1961 w Puławach) – polski polityk, samorządowiec, chemik, w 2011 sekretarz stanu w Ministerstwie Spraw Wewnętrznych i Administracji, w latach 2011–2013 sekretarz stanu w Ministerstwie Administracji i Cyfryzacji, w latach 2013–2015 minister skarbu państwa. Poseł na Sejm V, VI, VII i VIII kadencji.

Od 2001 związany z Platformą Obywatelską. W wyborach parlamentarnych w 2001 bez powodzenia kandydował z 2. miejsca na jej liście w okręgu lubelskim[1]. W kolejnych wyborach parlamentarnych w 2005, startując z tej samej listy i w tym samym okręgu, uzyskał mandat posła V kadencji[2]. W wyborach w 2007 po raz drugi uzyskał mandat poselski, otrzymując 16 873 głosy[3].

9 sierpnia 2011 został powołany na stanowisko sekretarza stanu w Ministerstwie Spraw Wewnętrznych i Administracji[4]. Zastąpił na tej funkcji Tomasza Siemoniaka[5]. W wyborach parlamentarnych w 2011 ponownie został wybrany do Sejmu z okręgu lubelskiego, znajdując się na 3. pozycji na liście Platformy Obywatelskiej i otrzymując 16 498 głosów[6]. Z dniem 23 listopada 2011 objął stanowisko sekretarza stanu w nowo utworzonym resorcie administracji i cyfryzacji[7].

19 kwietnia 2013, w związku z zapowiedzią premiera Donalda Tuska o zamiarze powołania Włodzimierza Karpińskiego na stanowisko ministra skarbu państwa, odwołany został on ze stanowiska sekretarza stanu w ministerstwie administracji i cyfryzacji. Na stanowisko ministra skarbu państwa powołany został pięć dni później[8]. W październiku 2013 wybrany został na przewodniczącego Platformy Obywatelskiej w województwie lubelskim[9].

22 września 2014 ponownie objął stanowisko ministra skarbu państwa, wchodząc w skład rządu Ewy Kopacz. 10 czerwca 2015 premier poinformowała o złożeniu przez niego dymisji z pełnionej funkcji[10]. Został odwołany ze stanowiska pięć dni później przez prezydenta RP[11].

W wyborach w 2015 został ponownie wybrany do Sejmu, otrzymując 10 260 głosów[12]. W Sejmie VIII kadencji został zastępcą przewodniczącego Komisji do Spraw Energii i Skarbu Państwa, pracował też w Komisji Gospodarki i Rozwoju (2015–2016)[13]. W grudniu 2017 nie kandydował ponownie na przewodniczącego wojewódzkich struktur PO. W wyborach do Parlamentu Europejskiego w 2019 bezskutecznie ubiegał się z listy Koalicji Europejskiej jako reprezentant PO o mandat posła do PE w okręgu obejmującym województwo lubelskie[14]. Nie wystartował w kolejnych wyborach parlamentarnych w tym samym roku.

W listopadzie 2019 został powołany na stanowisko prezesa Miejskiego Przedsiębiorstwa Oczyszczania w Warszawie[15]. W kwietniu 2021 wygrał konkurs na sekretarza m.st. Warszawy[16].

27 lutego 2023 został zatrzymany przez CBA jako podejrzany w śledztwie dotyczącym udziału w zorganizowanej grupie przestępczej podmiotów gospodarczych oraz urzędników szczebla ministerialnego zasiadających w rządzie w latach 2011-2015[17].

========================

CBA zatrzymało byłego ministra skarbu państwa. Nowe informacje.

[na podst.: https://nczas.com/2023/02/27/cba-zatrzymalo-bylego-ministra-skarbu-panstwa/ MD]

CBA zatrzymało w poniedziałek b. ministra skarbu, sekretarza m.st. Warszawy Włodzimierza K. – poinformował sekretarz stanu w KPRM Stanisław Żaryn. K. jest podejrzany w śledztwie, w którym wcześniej zatrzymano b. wiceministra Rafała Baniaka. Dotyczy ono załatwiania kontraktów ze stołecznym MPO.

Sekretarz m.st. Warszawy został zatrzymany przez funkcjonariuszy CBA na polecenie Śląskiego Wydziału Zamiejscowego Prokuratury Krajowej w Katowicach w śledztwie dotyczącym m.in. korupcji i powoływania się na wpływy.

Włodzimierz K. zostanie doprowadzony do prokuratury, usłyszy zarzuty i zostanie przesłuchany w charakterze podejrzanego. „Decyzje w zakresie środków zapobiegawczych prokurator podejmie po zakończeniu czynności z podejrzanym” – podała Prokuratura Krajowa.

Jak poinformował w poniedziałek Żaryn, Włodzimierz K. jest podejrzanym w śledztwie, w ramach którego zatrzymano m.in. b. wiceministra skarbu Rafała Baniaka.

Rafał Baniak, a także Artur P., Wojciech S. oraz Waldemar K. zostali zatrzymani i usłyszeli zarzuty na początku lutego tego roku. Były wiceminister skarbu oraz dwaj przedsiębiorcy są podejrzani o załatwianie wartych 600 mln zł kontraktów z Miejskim Przedsiębiorstwem Oczyszczania w Warszawie.

Baniak usłyszał zarzuty m.in. kierowania zorganizowaną grupą przestępczą oraz powoływania się na wpływy. Decyzją sądu on i dwaj przedsiębiorcy zostali aresztowani na trzy miesiące.

Według śledczych od sierpnia 2020 do stycznia bieżącego roku istniał proceder korupcyjny związany z zawieraniem kontraktów na zagospodarowanie odpadów ze stolicy. „Przedstawiciele jednej z grup kapitałowych zainteresowanych uczestnictwem w przetwarzaniu odpadów weszli w porozumienie z Rafałem B.” – informowała Prokuratura Krajowa.

„W wyniku ustaleń o charakterze korupcyjnym zainteresowane spółki grupy kapitałowej uzyskały znaczące zamówienia z MPO w Warszawie. Następnie w latach 2021-2022 roku spółki te zagospodarowały odpady z Miasta Stołecznego Warszawa uzyskując w MPO Warszawa zamówienia na łączną kwotę prawie 600 milionów złotych” – podawała PK.

Zdaniem śledczych uzyskanie tych zamówień było możliwe dzięki propozycji złożonej przez Rafała Baniaka. W zamian za umożliwienie uzyskiwania zamówień publicznych z MPO – według ustaleń śledztwa – domagał się od przedstawicieli firm 5 procent łapówki od wartości tych zamówień.

„W tym celu Rafał B. oraz osoby zarządzające grupą kapitałową, tj. Artur P. i Wojciech S. stworzyli mechanizm umożliwiający wyprowadzenie wielomilionowych kwot przeznaczonych na korzyści majątkowe” – wyjaśniała prokuratura.

„W toku śledztwa prokurator ustalił, że ostatnia transza łapówki w wysokości 300 tysięcy złotych w gotówce została przekazana Rafałowi B. w grudniu 2022 roku, natomiast łącznie od stycznia 2021 roku do grudnia 2022 roku Rafał B. i współdziałające z nim osoby uzyskały korzyści majątkowe o wartości nie mniejszej niż 4 miliony 990 tysięcy złotych. Pieniądze te były przekazywane każdorazowo w gotówce w trakcie spotkań towarzyskich” – przekazywała PK.

Dzielny Biden – nawet dwóch Zelenskich jednocześnie go witało!! W Kijowie? Alarm przeciwlotniczy w całym kraju! MAMY WIDEO…

PILNE! Niespodziewana wizyta Joe Biden w Kijowie! Alarm przeciwlotniczy w całym kraju! MAMY WIDEO

Biedny Biden – nawet dwóch Zelenskich jednocześnie go witało!! A tu, panie, alarm !!!

mail:

W Warszawie Biden przemawiał z kuloodpornego akwarium, a wcześniej miał się niby udać na wizytę do Kijowa. Coś tutaj wyraźnie się nie zgadza!

„Fakt”, tak ten Springerowski, zamieścił film z „wizyty Bidena w Kijowie”.

Bardzo polecam obejrzenie i koniecznie skopiowanie go:  https://www.youtube.com/watch?v=RYhL6p5EO1s

W circa 30tej sekundzie [do 34] na schodach pojawia się Biden z Zelenskim. Parę sekund później pojawia się na tych samych schodach … taki sam Zelenski, i tych dwóch Zelenskich przy schodach z jednym Bidenem.

Proszę samemu zobaczyć!!!

Najwyraźniej animator filmu posklejał nieuważnie filmy i do Bidena dokleił dwu Zelenskich.

To przypomina pierwszą „wizytę” J. Kaczyńskiego w Kijowie. Wtedy na filmie pokazano jednak zamiast dworca w Kijowie dworzec w Rzeszowie. 

Tak to się animowana historia 😉 kołem toczy. Znowu wszystkiemu winne niechlujstwo. A może – celowo puścili?

A gdzie był Biden?! Może akurat mu instalowali nowe części zamienne?

Ukryta strona dziejów. Nowy Porządek Świata. Nowy Ład Ekonomiczny. Globalizm. Epiphanius. Bardzo aktualne.

Ukryta strona dziejów. Nowy Porządek Świata. Nowy Ład Ekonomiczny. Globalizm…

ukryta-strona-dziejow

[Kolejny raz czytam tę monumentalną książkę wydaną w 2008 roku – przerażające, jak aktualną. Każdy, kto chce mieć swój pogląd na to, co dzieje się na świecie, w Kościele – i co będzie się działo – powinien ją mieć, czytywać co jakiś czas. Mirosław Dakowski]

Cena 100 zł

Książka, której oryginał włoski ukazał się w 2008 roku. Najlepiej udokumentowana, napisana przez jednego z najlepszych znawców tematu, praca na temat globalistycznych planów związanych z narzuceniem ludziom Rządu Światowego, Nowego Porządku światowego i Nowego Ładu Ekonomicznego. Bogaty materiał naukowy i dowodowy. Ponad 1480 przypisów. Ilustracje. Prace sygnowane przez autora o pseudonimie Epiphanius są od wielu lat uważane na Zachodzie za najlepsze i najbardziej kompetentne opracowania dotyczace historii i teorii spisków.

Oto jedna z recenzji, jaka po ukazaniu sie polskiej edycji znajduje się w internecie: Encyklopedia wiedzy o globalnym spisku.

Wydawnictwo Antyk w osobie zasłużonego dla walki wyzwoleńczej Polaków Marcina Dybowskiego zaatakowało globalny establishment (zorganizowany w tajnych stowarzyszeniach) polskim tłumaczeniem gigantycznej książki „Ukryta strona dziejów. Nowy Porządek Świata. Nowy Ład Ekonomiczny. Globalizm.” autorstwa osoby kryjącej się pod pseudonimem Epiphanius. Ta gigantyczna (ponad 700 stronicowa) praca bogata w przypisy, ilustracje, na każdej stronie przywołuje dziesiątki nazwisk, nazw organizacji, wzajemnych powiązań i ideowych fundamentów. Praca Epiphaniusa jest niewątpliwie encyklopedią spiskowej teorii [raczej: rzeczywistości MD] dziejów.

Gnoza zdaniem Epiphaniusa jest podstawą działania wszystkich tajnych stowarzyszeń (które są platformą porozumienia globalnych oligarchów). Gnoza jest wiedzą tajemną, synkretyczną doktryną powstałą w czasie narodzin chrześcijaństwa w środowisku żydowskim. Gnoza zakłada że poznanie to dostrzeżenie pierwiastka boskiego uwięzionego we własnym ciele. To poznanie dostępne jest nielicznej elicie, boży pierwiastek nie jest dany wszystkim. Boży pierwiastek dany jest tylko elicie a reszta pozbawiona bożego pierwiastka jest gorsza (niektórzy z nich nie posiadają nawet duszy). Gnoza jest więc fundamentem pogardy elit dla reszty ludzkości. Ciało wiążące w sobie boski pierwiastek jest stworzone przez gorszego boga, którego wyznawcami są chrześcijanie. Poznanie pozwala się wyzwolić się z niewoli chrześcijańskiego boga (tyrana, stwórcę świata materialnego).

Najlepszym bogiem dla gnostyków była Praprzyczyna, z niej to wyłoniły się byty mniej doskonale Eony (emanacje boga pierwotnego), z Eonów wyłoniły się kolejne mniej doskonałe od Eonów byty. Jezus według gnostyków został wysłany by wyzwolić ludzi z tyranii „gorszego boga”, by dać ludziom boży pierwiastek (który odmawiał ludziom Jahwe). Gnostycki Jezus (odmienny od chrześcijańskiego) przekazał gnozę wybranym – gnostykom. Gnoza neguje potrzebę czynienia dobra (jest to konsekwencja gnostyckiej wiary w brak zbawienia). Jest tylko przynależność do elity (posiadającej pierwiastek boży) lub motłochu (pozbawionego boskiego pierwiastka). Oświecony człowiek wyzwolony jest od dobra i zła, od odpowiedzialności (do tej idei po części odwołuje się Luter i Freud).

Dla gnostyków niezwykle ważne stało się (w celu doznania oświecenia) intuicyjne poznanie boskości na drodze magii i astrologii.

Kabała

– Gnoza ponownie powróciła na arenę dziejów w późnym średniowieczu pod postacią kabały. Kabała była owocem infiltracji żydowskiej diaspory przez gnostyków którzy głosili że Jahwe to zły bóg Demiurg, Owocem tej infiltracji była kabała spisana w księdze Zohar. Dla kabalistów Biblia nie była dosłownym przesłaniem boga ale zaszyfrowaną formacją która mogli zdekodować kabaliści.

Różokrzyżowcy, Masoneria i Iluminaci

Kolejnymi spadkobiercami gnostyków byli różokrzyżowcy. Celem różokrzyżowców była synarchia czyli połączenie władzy politycznej i religijnej (do dziś celem większości tajnych stowarzyszeń jest globalna tyrania synarchiczna). Największym wrogiem różokrzyżowców był Kościół katolicki. Swoją działalność różokrzyżowcy kontynuowali pod szyldem masonerii. Masoneria w swoich wierzeniach uznawała za szkodliwy zabobon katolicyzm, a za prawdziwą wiarę gnozę i okultyzm (połączanie gnozy, spirytyzmu, kabały, teozofii, wierzeń różokrzyżowców, parapsychologii). Masoni dążyli do stworzenia globalnej religii mającej być instrumentem walki z katolicyzmem. Reformatorem amerykańskiej masonerii był generał konfederacji Albert Pike współzałożyciel wraz z innymi masonami Ku Klux Klanu.

XIX wiek był czasem tryumfu masonerii w Europie. W Niemczech Bismarck realizował masońską politykę niszczenia katolicyzmu i prześladowania katolików. W zjednoczonych przez masonów Włoszech znacjonalizowane kościelne majątki przejmowali latyfundyści którzy doprowadzali do ruiny chłopstwo (chłopi przez wieki byli przez kościół bronieni przed samowolą bogaczy), zlikwidowano zakony, konfiskowano majątek kościoła, plądrowano świątynie, znieważano eucharystie, prześladowano i mordowano katolików, zlaicyzowano szkolnictwo.

Pod koniec XVIII wieku masonerie zinfiltrowali iluminaci. Celem tego stowarzyszenia była likwidacja: dotychczasowych władz, własności prywatnej, dziedziczenia, patriotyzmu, armii narodowych, instytucji rodziny, przynależności dzieci do rodziców, małżeństwa, moralności i religii. Iluminaci dążyli do rozpłynięcia się jednostki w kolektywie. Dziedzicem iluminatów stał się komunizm, Marks skodyfikował i uwspółcześnił program iluminatów. Iluminaci finansowani przez oligarchów realizowali swoje cele organizując wszelkie rewolucje w XIX wieku.

Druga fala tajnych stowarzyszeń

W drugiej połowie XIX wieku miała miejsce druga fala tajnych stowarzyszeń. Tym razem kładących nacisk na okultyzm. Powstało O.T.O. – Ordo Ordo Templi Orientis stawiające sobie za cel zniszczenie chrześcijaństwa, rozbudzenie seksualne dzieci poprzez edukacje seksualną i praktykowanie magii seksualnej (tantry). Jego twórcą był Edward Aleksander Alister Crowley, mason, gnostyk i satanista, parający się czarną magia seksualną. W 1947 Crowley wyrażał swoją sympatie do sir Oswalda Mosleya członka Fabian Society i szefa brytyjskich faszystów.

Równie okultystyczne było Hermeneutyczne Bractwo Złotego Brzasku które w Niemczech zrzeszał nazistowską elitę, działał swobodnie w III Rzeszy i był ezoterycznym źródłem nazizmu. Członkami bractwa byli H. G. Wells, Bernard Shaw, T. S. Eliot, Aldous Huxley (pisarz i wielki piewca LSD), Bram Stocker [autor Drakuli] .

Innym okultystycznym tajnym stowarzyszeniem był Kabalistyczny Zakon Różokrzyża promujący antropozofię. Zakon łączył idee masonerii, synarchii, buddyzmu i hinduizmu. Jego odłam Katolicki Zakon Różokrzyża promował syntezę katolicyzmu i okultyzmu. Zakonem związane było OTO i Towarzystwo Antropozoficzne Rudolfa Steinera. Nauki Steinera realizują szkoły waldorfowskie. Steiner był jednocześnie wraz z Heleną Bławatską założycielem Towarzystwa Teozoficznego. Celem Steinera było zniszczenie klasycznego chrześcijaństwa poprzez przekształcenie go w duchu ezoteryzmu, buddyzmu i antropozofii.

Socjalizm i komunizm

Idealnym instrumentem do realizacji celów gnozy i masonerii stał się socjalizm. Bardzo skuteczny plan zdobycia władzy przez socjalistów stworzyło pod koniec XIX wieku Fabian Society. Drogą rewolucji miała być nie walka ale infiltracja instytucji, wykorzystanie edukacji, stopniowe nacjonalizowanie i centralizowanie przemysłu, intelektualne inspirowanie całej sceny politycznej od lewicy do prawicy. Dodatkowo planowano wykorzystanie imperializmu silnych narodów w celu eksportu socjalizmu. Celem stowarzyszenia był globalny socjalizm i globalna gospodarka planowa. Równocześnie, do działań zakulisowych, w Rosji wywołano rewolucję komunistyczną. Rewolucje sfinansowała amerykańska i europejska finansjera. Niemcy wysłali do Rosji Lenina wraz 31 towarzyszami oraz kredytem wysokości 40 milionów franków w złocie. Amerykanie statkiem wysłali do Rosji Trockiego z 275 towarzyszami (na Trockiego i towarzyszy finansjera wydała 36 milionów dolarów). Rewolucja okazała się doskonałą inwestycją. Tylko od 1918 do 1922 Lenin zwrócił bankowi Kuhn i Loeb 600 milionów rubli w złocie (450 milionów dolarów). Należący do Rockefellera Standard Oil przejął kontrole nad znacjonalizowaną kaukaską ropą. Charakterystyczną rzeczą dla bolszewickiej Rosji stał się udział żydów we władzach komunistycznych. Dzięki rewolucji uzależniono Rosję od międzynarodowej finansjery, Rosja zaczęła wyprzedawać swoje surowce, spacyfikowano Rosjan poprzez wpędzenie ich w nędze. Z czasem rozpoczęto ujednolicanie gospodarki zachodu i wschodu, dokonując globalnej koncentracji gospodarki i podporządkowania jej technokratom.

Nazizm i faszyzm

Odrodzenie gospodarcze Niemiec po I wojnie światowej sfinansował kapitał z USA i WB. Za anglosaskie pieniądze utworzono trzy gigantyczne koncerny: stalowy Vereinigte Stahlwerke (w 1939 roku połowę produkcji przeznaczający na rzecz wojska, chemiczny IG Farben (w przededniu wojny 95% produkcji na rzecz armii), elektryczny AEG. W czasie przyłączenia Czech do Niemiec Bank Anglii kredytował nazistowskie Niemcy. Do 1949 kontrolowany przez Morgan Bank Bendix Aviation dostarczał do Niemiec awionikę do niemieckiego lotnictwa. Od 1934 do 1935 Wielka Brytania wyeksportowała do nazistowskich Niemiec 12.000 nowoczesnych silników elektrycznych. Przed przyłączeniem się USA do działań wojennych Niemcy otrzymywały z USA wyposażenie do 110 samolotów. Dwie największe fabryki czołgów wybudował w Niemczech Opel należący do General Motors i Forda. ITT za pośrednictwem AEG kontrolowało niemiecką łączność (koncern współpracował z nazistami do 1944 roku).

W czasie II wojny światowej lotnictwo USA i Wielkiej Brytanii nie bombardowało fabryk należących do kapitału z tych krajów, pomimo że były to główne fabryki produkujące uzbrojenie. Równocześnie alianci bombardowali ludność cywilną. Mianowani na honorowych Aryjczyków bankierzy Oppenheimowie administrowali nazistowskich depozytów srebra i biżuterii zrabowanych żydom przez nazistów przed II wś (zarobili na tym 500 milionów marek).

Epiphanius stwierdza, ukazuje też w swojej książce, że wywołanie wojny było celem elit politycznych USA. sprowokowały Japonię do rozpoczynając wojny wprowadzając embargo na towary sprowadzane przez Japonię z Filipin i żądając wycofania się Japonii z nie japońskich części Azji oraz z sojuszu z Niemcami i Włochami. By mieć odpowiedni pretekst do wojny władze USA nie ostrzegły marynarzy USA o ataku japońskim na Perl Harbor. Wojnę zakończyło zrzucenie bomby atomowej na japońskie miasto Nagasaki – skupisko japońskich katolików bez znaczenia militarnego (co umożliwiło likwidacje prawie 300.000 japońskich katolików).

Współczesne tajne organizacje oligarchów

Według Epiphaniusa współcześnie spadkobiercami gnostyków, kabalistów, różokrzyżowców, masonów i iluminatów jest szereg wzajemnie powiązanych tajnych stowarzyszeń zrzeszających oligarchów. Jedną z najważniejszych takich organizacji w opinii zwolenników „spiskowych teorii dziejów” jest CFR Instytut Spraw Międzynarodowych. CFR ma swoją siedzibę w USA i odpowiedniki na całym świecie. Instytut zrzesza elity rządzące przynależne do tajnych stowarzyszeń podległych B’nai B’rith. Kolejnym forum tajnych stowarzyszeń ma być Komisja Trójstronna sprawująca władze ekonomiczna w stosunkach USA – UE – Japonii.

Klub Rzymski zrzeszający naukowców, filozofów, humanistów i bankierów, członków innych tajnych organizacji, finansowany przez finansjerę zaangażowana w finansowanie innych tajnych organizacji i ich ekspozytur. Dziełem Klubu Rzymskiego są apokaliptyczne prognozy nawołujące między innymi do depopulacji. Dla establishmentu USA bardzo ważną organizacją jest Skull and Bones działające z uniwersytetu Johna Hopkinsa. Ta korporacja obecnych i przyszłych władców imperium amerykańskiego ma łączyć new age z elementami satanizmu.

Najważniejszą jednak zdaniem Epiphaniusa organizacja jest B’nai B’rith. Tą masonerię tylko dla żydów założyli w Nowym Jorku w 1843 Żydzi masoni z Niemiec. Bardzo szybko zaczęła się ona rozwijać w USA i w krajach Europy Środkowej. Celem B’nai B’rith stała się „walka z antysemityzmem” (jawnym lub utajonym), podtrzymywanie tradycji i kultury żydowskiej, działalność wśród młodzieży. Zdaniem Epiphaniusa – Masoneria, Pilgryms Society, Komisja Trójstronna i CFR -są jedynie pasami transmisyjnymi dla arystokracji żydowskiej jaką jest B’nai B’rith. W działalności B’nai B’rith widoczny ma być mesjanizm żydowski zakładający że żydzi – w oczekiwaniu na czasy mesjańskie, kiedy to nastąpi ubóstwienie narodu żydowskiego, mają pewną duchową misje do spełnienia względem gojów (tzn. nie Żydów), a mianowicie ”oświecenie” ich poprzez wpojenie im pewnych zasad Talmudu. B’nai B’rith widzi więc swoja rolę w byciu pasterzami ludzkości. B’nai B’rith liczyć ma 600 tysięcy członków w 58 krajach, jest akredytowana przy ONZ i Radzie Europy (gdzie ma głos doradczy), ma bardzo bliskie kontakty z Watykanem, dyktuje warunki na amerykańskiej scenie politycznej. Instrumentem B’nai B’rith jest Anti-Defamation League (Liga Przeciw Zniesławieniu). ADL zbiera dane o aktach które uznaje za antysemickie, antysyjonistyczne i stanowiących przeszkodę w realizacji polityki B’nai B’rith. Działalność ta skutecznie zakneblowała usta krytykom polityki Izraela. Działania ADL prócz monitoringu przeciwników obejmują propagandę, edukacje, kontakty z władzami i establishmentem.

Globalizacja

W geopolityce celem tajnych stowarzyszeń ma być globalizacja.

Pierwszą międzynarodową instytucją tworzenia globalnej tyrani zdaniem Epiphaniusa stała się Organizacja Narodów Zjednoczonych. Celem powstania ONZ miało być przejście od nacjonalizmu do uniwersalnego socjalizmu (na zachodzie w postaci technokratycznej, na wschodzie w postaci rewolucyjno komunistycznej). Agenda ONZ UNESCO promować ma: ateistyczny humanizm, tworzenie jednej globalnej tożsamości (co wiąże się z likwidacja dotychczasowych tożsamości), edukacje opartą na założeniach psychoanalizy, kontrole urodzin, pokojowe współistnienie z komunizmem i pacyfizm. Agencja zajmująca się żywnością i rolnictwem FAO ma promować depopulacje ziemi (liczba ludzi wg nich rośnie szybciej niż produkcja żywności). Instrumentem do walki z przeludnieniem stała się dla ONZ antykoncepcja, dobrowolna i przymusowa aborcja oraz sterylizacja (hojnie finansowane przez oligarchów).

Etapem na drodze globalizacji ma być zjednoczenie Europy w ramach Unii Europejskiej. Podobną role ma odgrywać ekumenizm i tworzenie jednej globalnej religii. Instrumentem tajnych stowarzyszeń mają być też ruchy ekologiczne, feministyczne, promujące wielokulturowość, gejowskie, new age. Finansjera zresztą zaangażowana ma być i w wielomiliardowe dotacje dla organizacji ekologicznej i równocześnie w niszczenie środowiska (w latach 60 i 70 Bank Światowy i MFW miał nakazać Brazylii starającej się o kredyty w tych instytucjach wycinanie puszczy Amazońskiej by Brazylia swoją gospodarkę oparła na własnej biomasie).

Do zniszczenia relacji społecznych spadkobiercy gnostyków wszczęli rewolucje seksualną. Według gnostyków sex przypadkowy i oderwany od prokreacji ma umożliwiać oświecenie. Propagowanie przypadkowej sex konsumpcji ma nie dopuścić do tworzenia bliskich relacji międzyludzkich – co umożliwi globalnej tyranii zniewalanie ludzi. Rewolucje seksualną finansował porno biznes (dzięki ogromnym zyskom z małych inwestycji). Rewolucje seksualną rozpoczęło czasopismo Playboy publikujące teksty wyszydzające instytucje rodziny i tradycyjne wartości. Część zysków czasopisma była kierowana do fundacji Playboya która ma zdaniem Epiphaniusa promować (również poprzez finansowanie innych organizacji pozarządowych) aborcje, homoseksualizm i legalizacje narkotyków. W wydawanie edycji czasopisma na całym świecie zaangażować miała się światowa finansjera.

Najbardziej epokowe przemówienie epoki

Najbardziej epokowe przemówienie epoki

Prezydent Stanów Zjednoczonych Joe Biden. Przemówienie w Warszawie

https://dorzeczy.pl/opinie/409210/biden-w-polsce-najbardziej-epokowe-przemowienie-epoki.html

Paweł Lisicki

W RZECZY SAMEJ I Wiem, że nie wypada, ale muszę przyznać, że dawno już się tak nie ubawiłem.

Zderzenie z jednej strony rozdętej do maksymalnych granic propagandy, której więksi i mniejsi pracownicy uderzali w tony najwyższe i najpotężniejsze, z krótkim, acz dosadnym komentarzem prezesa Jarosława Kaczyńskiego: „Nic nie powiedział” – toż lepszej komedii nikt nie mógł wymyślić. Nic dziwnego, że władze szybko dostrzegły szkody i uruchomiły Stanisława Żaryna, który orzekł, iż nagranie było „prowokacją”. Być może słowa te ktoś wyrwał z kontekstu lub była to odpowiedź na jakieś konkretne pytanie? A może najzwyczajniej w świecie polityk PiS był zziębnięty oraz zmęczony i po prostu wyrwało mu się to, co naprawdę myśli?

============================

Więcej szczegółów znajdziecie Państwo niżej. [piszą, że tam jest 88 % „treści”. Ja im nie będę płacił, paskudom. Ale jak ktoś chce.. MD]

==========================

Aha, jeszcze taki urywek: [Warzecha]

Wystąpienie Bidena, które z typowym dla naszych mediów i polityków zadęciem było zapowiadane jako „historyczne”, okazało się złożone niemal wyłącznie z frazesów i banałów

Wystąpienie Joe Bidena w Arkadach Kubickiego było dla mnie prawdziwą próbą nerwów. Amerykański prezydent, występujący w nieco odpustowej scenerii (wśród zagranych przed jego przemówieniem melodii był, co zabawne, motyw znany z „Latającego cyrku Monty Pythona”), częstował nas kolejnymi banałami, gotowcami wziętymi z książki „Szablony wystąpień dla prezydenta USA, wydanie dziesiąte”, a ja czekałem cały czas na bombę.

Oczywiście niedosłownie, nie jesteśmy jeszcze szczęśliwie na tym etapie i obyśmy nigdy nie byli. Czekałem na ogłoszenie czegoś, co będzie fundamentem i uzasadnieniem tego wystąpienia. Im dłużej ono trwało, tym bardziej nerwowe było oczekiwanie.

A tu nagle pan prezydent Biden powiedział: „Niech Bóg błogosławi naszych żołnierzy, niech błogosławi USA i Polskę” – i to już był koniec. Bomby nie było.

W sieci krąży krótkie nagranie wychodzącego z ogrodów zamkowych Jarosława Kaczyńskiego, który zwracając się najprawdopodobniej do Jana Krzysztofa Bieleckiego, powiada: „Nic nie powiedział”. Nie ma oczywiście pewności, czy był to komentarz prezesa PiS właśnie do wystąpienia Joe Bidena, ale pasowałby idealnie.

==========================

mail:

Gdy Biden się spóźniał, a organizatorzy „spotkania” z prezydentem Polski nie przygotowali jakiejś zapchaj-dziury w postaci np. ukraińskiego zespołu pieśni i tańca, to wypchnięto p. Dudę, by wygłosił swą mowę .. w nieobecności Wielce Czcigodnego Adresata...

Policja ostro wobec ludzi szukających jedzenia w śmietniku: Silni wobec słabych, słabi wobec silnych…??

Staruszek stracił przytomność na skutek interwencji policjantów. Starachowicka policja pilnuje sklepowego śmietnika!

24/02/2023 https://starachowicki.eu/artykul/starachowicka-policja/1407379

8 lutego br. o godz. 11.00, policjanci ze starachowickiej komendy zaskoczyli 84-letniego mężczyznę, który zaglądał do pojemnika ze śmieciami za budynkiem sklepu w Dolnych Starachowicach. Koniecznie chcieli go wylegitymować. Starzec nie rozumiał dlaczego, mocno się wystraszył i chciał odejść. Według jego relacji był szarpany przez policjantów. Zemdlał. Pogotowie zabrało go do szpitala…

Obrona warzyw ze śmietnika

Pan Kazimierz ma 84 lata (imię zmienione na potrzeby tej publikacji). Ze względu na stan zdrowia ma zalecenie, by dużo spacerować. Tak zapamiętał zdarzenie z 8 lutego br. 

– Nie lubię chodzić bez celu. Kiedy spaceruję, rozglądam się dookoła, czasem coś podniosę z ziemi, wrzucę do kosza. Czasem zabiorę ze sobą. Bardzo rzadko zaglądam do koszy na śmieci. Gdy na wierzchu znajdę coś, co jednym jest niepotrzebne, a innym może się przydać, zabieram.  8 lutego zajrzałem do kontenera śmietnikowego na tyłach sklepu na Dolnych Starachowicach. Wziąłem kilka wyrzuconych warzyw, które wg mnie można dać zwierzętom. Nagle zaskoczyli mnie policjanci. Żądali dokumentów, coś mówili. Nie bardzo rozumiałem o co im chodzi. Wyrzuciłem te warzywa z powrotem do śmietnika i chciałem odejść. Szarpali mnie. Byłem bardzo przestraszony. Upadłem i straciłem przytomność. Trafiłem do szpitala.

Omdlenie i zapaść

Jak wynika z treści szpitalnej Karty Informacyjnej, u pacjenta lat 84 stwierdzono: F43.0. Reakcja na ciężki stres i zaburzenia adaptacyjne – Ostra reakcja na stres. R55. Omdlenie i zapaść. 

Przywieziony na SOR z powodu zasłabnięcia w przebiegu sytuacji stresowej. Pacjent był szarpany przez policję ponieważ nie chciał się wylegitymować.

Po serii badań i podaniu leków został wypisany ze szpitala ze skierowaniem do dalszego leczenia w lecznictwie ambulatoryjnym. 

Tydzień później pan Kazimierz przyszedł do redakcji. Był przygnębiony i bezradny. Mówił, że nie rozumie, co złego zrobił i dlaczego został tak potraktowany przez policjantów. 

Pytania do policji 

16 lutego 2023 r. skierowaliśmy pismo do rzecznika prasowego Komendy Powiatowej Policji w Starachowicach,  mł. asp. Pawła Kusiaka,  zawierające pięć prostych pytań dotyczących zdarzenia z 8 lutego: 

1. Czego chcą starachowiccy policjanci od staruszka zachodzącego w biały dzień do śmietnika? 

2. Dlaczego używają siły wobec bezbronnego, starego człowieka?

3. Jak zachowali się funkcjonariusze wobec utraty przytomności obywatela? 

4. Czy i kiedy policja zainteresowała się późniejszym losem zabranego przez pogotowie człowieka? 

5. Czy zdarzenie zostało zarejestrowane przez kamery przymocowane do mundurów funkcjonariuszy?  Jeśli tak, to proszę o pokazanie nagrania, ewentualnie jego dokładny opis. Od pierwszej do ostatniej minuty. 

 Ze względu na bulwersujący charakter zdarzenia bardzo proszę Pana Rzecznika o pilne przedstawienie stanowiska policji. 

Odpowiedź 

Gdyby ktoś myślał, że przeczyta odpowiedzi tak proste i klarowne jakie były zadane pytania, byłby w błędzie. Trzeba cierpliwości i wytężonej uwagi, by z powodzi słów wydobyć jakąś istotną treść. Zatem czytajmy pismo podpisane przez pana Rzecznika  22.02.2023:

W odpowiedzi na zapytanie prasowe informuję, iż w dniu 8 lutego 2023 roku po godzinie 11 na ulicy Hutniczej policjanci z Komendy Powiatowej Policji w Starachowicach zauważyli mężczyznę, który zaglądał do koszy na śmieci na rampie rozładunkowej sklepu spożywczego. Tym samym mężczyzna znajdował się w okolicznościach i miejscu, które uzasadniały podjęcie interwencji przez policjantów.

Zgodnie z ustawą o Policji interwencja oznacza włączenie się policjanta lub policjantów w tok zdarzenia mogącego naruszać normy prawne i podjęcie działań zmierzających do ustalenia charakteru, rodzaju i okoliczności powstałego zdarzenia.

Zadania i uprawnienia Policji reguluje Ustawa z dnia6 kwietnia 1990 r. o Policji (tj. Dz. U. z 2021 r. poz. 1882 ze zm.). Zgodnie z art. 1 ust. 2 ww. ustawy do podstawowych zadań Policji należą min: ochrona życia i zdrowia ludzi oraz mienia przed bezprawnymi zamachami naruszającymi te dobra oraz wykrywanie przestępstw i wykroczeń oraz ściganie ich sprawców.

Policjanci podczas wykonywania czynności służbowych zgodnie z art. 14 ust. 1 pkt 1 Ustawy z dnia 6 kwietnia 1990 r. o Policji wykonują czynności administracyjno-porządkowe w celu rozpoznawania, zapobiegania i wykrywania przestępstw, przestępstw skarbowych i wykroczeń. Zgodnie z art. 15 ust. 1. Policjanci wykonując czynności, o których mowa w art. 14, mają prawo: 1) legitymowania osób w celu ustalenia ich tożsamości; 10) wydawania osobom poleceń określonego zachowania się w granicach niezbędnych do wykonywania czynności określonych w pkt 1–5 lub 9 lub wykonywania innych czynności służbowych podejmowanych w zakresie i w celu realizacji ustawowych zadań Policji lub w granicach niezbędnych do ochrony przed zatarciem śladów przy zabezpieczaniu miejsca zdarzenia lub w celu uniknięcia bezpośredniego zagrożenia bezpieczeństwa osób lub mienia, gdy jest to niezbędne do sprawnej realizacji zadań Policji albo uniknięcia zatarcia śladów przestępstwa lub wykroczenia.

Policjant, który podjął interwencję wobec mężczyzny podał przyczynę podjęcia czynności służbowej. Mężczyzna przyznał, że z kosza znajdującego się na rampie rozładunkowej przeznaczonego tylko do użytku sklepu wyjął kilka warzyw będąc przekonanym, że może je zabrać, potwierdzając że nie ma zgody sklepu na ich wyjęcie. W trakcie interwencji mężczyzna wyjął z torby warzywa i wrzucił je do kosza na śmieci. Policjanci podczas legitymowania kilkukrotnie próbowali uzyskać od mężczyzny dane osobowe, których ten konsekwentnie nie podawał. W pewnym momencie zaczął on oddalać się pieszo z miejsca interwencji, nie reagując na polecenia policjantów. Po kilkunastu metrach mężczyzna zatrzymał się, a następnie po chwili rozmowy osunął się na ziemię nie reagując na słowa policjantów. Jeden z funkcjonariuszy wezwał na miejsce załogę pogotowia ratunkowego. Po chwili policjanci pomogli mężczyźnie wstać i podtrzymywali go aż do przyjazdu załogi pogotowia.

Przebieg interwencji z dnia 8 lutego 2023 r. został zarejestrowany przez kamery nasobne interweniujących funkcjonariuszy. W związku z przesłanym zapytaniem prasowym w ramach nadzoru przeanalizowano całość nagrania i stwierdzono, że zarówno czynności policjantów w trakcie interwencji oraz sposób jej przeprowadzenia były prawidłowe.

Jeżeli osoba legitymowana ma wątpliwości co do zasadności podjętej interwencji jak również zasadności stwierdzonego wykroczenia oraz zastosowanego środka oddziaływania wychowawczego to wówczas winna poinformować o tym Policję, co będzie skutkowało przeprowadzeniem czynności wyjaśniających w sprawie o wykroczenie w celu ustalenia czy istnieją podstawy do skierowania do sądu wniosku o ukaranie. Zastosowanie środka oddziaływania wychowawczego nie zamyka drogi do przeprowadzenia czynności wyjaśniających niezbędnych do skierowania wniosku o ukaranie do sądu.

Wobec mężczyzny na podstawie art. 41 Kodeksu wykroczeń został zastosowany środek oddziaływania wychowawczego w postaci pouczenia za popełnione wykroczenie z art. 65 par 2 Kodeksu wykroczeń tj. za nieudzielenie właściwemu organowi do legitymowania swoich danych.

Jednocześnie informuję, że na sposób przeprowadzenia czynności legitymowania zgodnie z art. 15 ust 7 Ustawy z dnia 6 kwietnia 1990 r. o Policji osobie wobec której została przeprowadzona interwencja przysługuje zażalenie do właściwego miejscowo prokuratora.

Ponadto informuję, że ze względu na okoliczności interwencji, które wskazywały na możliwą trudną sytuację materialną legitymowanej osoby o powyższym poinformowano Centrum Usług Społecznych w Starachowicach.

Bez odpowiedzi

Lektura policyjnego elaboratu da się streścić jednym zdaniem: Zagrożenie przestępstwem lub wykroczeniem dokonane  przez omdlewającego staruszka było potężne, ale policjanci dali sobie z nim radę i działali zgodnie z przepisami. A na dodatek zajęli się wychowaniem seniora formalnie pouczając go!

Choć wypowiedź policji zawiera ponad 600 słów, nie znajdujemy w niej ani słowa odpowiedzi na pytanie nr 2.Dlaczego policjanci używają siły wobec bezbronnego, starego człowieka?

czyli:

Liczyliśmy na obejrzenie filmiku z kamer instalowanych na mundurach funkcjonariuszy, lub dokładnego, minutowego jego opisu z cytatami. Wtedy wiele wątpliwości zostałoby rozwianych. Niestety, policja uważa, że podatnikom musi wystarczyć policyjne zapewnienie, że czynności policjantów w trakcie interwencji oraz sposób jej przeprowadzenia były prawidłowe. Według nas nie wystarczy. Dlaczego? 

– Ponieważ od policji obywatele oczekują otwartości i jawności, które są warunkiem zaufania.

– Ponieważ wg przepisów prawa, policja powinna chronić obywateli, szczególnie w starszym wieku, a nie legitymować ich i szarpać, bo ratują gnijące marchewki!

– Ponieważ jest mnóstwo poważnych przestępstw i zagrożeń, którymi opłacani przez obywateli  funkcjonariusze powinni się obecnie zajmować, a nie pilnowaniem sklepowych śmieci! 

Policjanci powinni też znać wyrok sądu z Białegostoku w bardzo podobnej sprawie. W listopadzie minionego roku sąd ten prawomocnie orzekł, że zabranie z wolno stojącego, sklepowego śmietnika skrzynki warzyw nie było wykroczeniem i nie było podstawy prawnej do ukarania kobiety, która te warzywa sobie wzięła.  

 I na koniec:  Niech starachowicka policja dziękuje Panu Bogu, że pan Kazimierz przeżył to ich „zgodne z ustawą” spotkanie z nieustraszonymi obrońcami śmietników.

Jarosław Babicki