Jeżeli są to otwarte wydarzenia typu warsztaty erotyczne, to rozumiem, że chodzi o demoralizację dzieci. Bo jeśli nie ma żadnych obostrzeń wiekowych, to właściwie wychodzi na to, że każdy może wziąć w tym udział. Ja nie wiem nawet, czy rodzice są świadomi, że miasto Lublin proponuje ich dzieciom tego typu działania – mówi na łamach „Najwyższego Czasu!” dr Robert Derewenda.
W miniony weekend w Lubelskim Centrum Kultury przez środowiska LGBT zorganizowany był pewien festiwal. W ramach tej imprezy zaplanowano między innymi panel dotyczący promocji „pracy seksualnej”, czyli po prostu prostytucji, którą ukazano w sposób pozytywny.
Jeszcze przed tym wydarzeniem wywiadu na łamach „Najwyższego Czasu!” na kanale Rumble udzielił dr Robert Derewenda, przewodniczący klubu radnych Prawa i Sprawiedliwości w Lublinie. Na początku podkreślił, że wydarzenie finansowane jest przez podatników, bo dorzuca się do niego miasto Lublin.
– Ta edycja ma odbyć się w ramach organizowanych przez Centrum Kultury w Lublinie różnego rodzaju działań kulturalnych w mieście. Warto zaznaczyć, że z jednej strony miasto Lublin żałuje pieniędzy na inne działania, ponieważ kilka tygodni temu został odwołany festiwal jazzowy w Lublinie, a tymczasem są pieniądze na tego typu działania – powiedział Derewenda.
Zaznaczył, że władze miasta doskonale wiedziały, o jakiego typu „kulturze” mowa podczas wydarzenia, gdyż temat ten był podnoszony w lubelskim ratuszu. – To poważna odpowiedzialność, dlatego że jest to odpowiedzialność przede wszystkim za nasze publiczne pieniądze – powiedział.
Warsztaty erotyczne bez limitów wiekowych
– Na pewno dostaję szereg informacji od mieszkańców, którzy są zażenowani, że miasto Lublin w ogóle coś takiego organizuje. Tym bardziej, że mieści się to w ramach działań Centrum Kultury, na które przecież wszyscy de facto się składamy, ponieważ Centrum Kultury jako jednostka samorządowa jest utrzymywane z budżetu miasta. Co więcej, warto wskazać, że na część z tych działań, które są proponowane, na przykład na warsztaty erotyczne, nie ma żadnych limitów wiekowych. Czyli właściwie każdy mógłby zapisać się, każdy mógłby taką wejściówkę dostać. Ja sam spróbowałem jako radny wypełnić formularz. Tam było tylko pytanie o imię, nazwisko, o e-mail. Nie było pytania o wiek, więc de facto wiele z tych działań są całkowicie otwarte i są adresowane prawdopodobnie nie tylko do dorosłych mieszkańców, ale również do dzieci – kontynuował Derewenda.
Prowadząca rozmowę red. Julia Gubalska zapytała gościa, jaki jest „interes promocji prostytucji przez środowiska lewicowe”. Według Derewendy „to próba wpłynięcia na wychowanie dzieci i młodzieży, próba kreowania pewnej rzeczywistości”.
– Jeżeli rzeczywiście są to otwarte wydarzenia typu warsztaty erotyczne, to rozumiem, że chodzi o demoralizację dzieci. Bo jeśli nie ma żadnych obostrzeń wiekowych, to właściwie wychodzi na to, że każdy może wziąć w tym udział. Ja nie wiem nawet, czy rodzice są świadomi, że miasto Lublin proponuje ich dzieciom tego typu działania – zastanawiał się.
– Przecież jeśli dziecko powie w domu, że idzie do Centrum Kultury, no to jeśli ma ukończone 13 lat, może samodzielnie wyjść na basen, więc może i pójść do Centrum Kultury. Wyobrażam sobie, że jeśli dzieci mówią swoim rodzicom, że idą do Centrum Kultury, no to otrzymują rzeczywiście dobre słowo od rodziców, że świetny wybór. Do głowy by nie przyszło prawdopodobnie rodzicom dopytywanie, jakiego typu działania może prowadzić to Centrum Kultury. A już na pewno nie przyszło by do głowy rodzicom, że Centrum Kultury może prowadzić warsztaty erotyczne także dla dzieci – podsumował Derewenda.
Cała rozmowa, w której poruszano kilka innych wątków, m.in. patriotycznej postawy młodzieży, do obejrzenia poniżej oraz na kanale Rumble.
Operację „politycznego oczyszczenia terenu” podbitej części Polski, którą włączono do III Rzeszy, Niemcy ochrzcili kryptonimem „Tannenberg”, natomiast w kręgach nazistowskich dygnitarzy nazywano ją „Intelligenzaktion”. Wedle założeń SS – Gruppenführera Reinharda Heydricha miała ona mieć charakter: „nadzwyczaj radykalny, mianowicie chodziło w niej między innymi o likwidację szerokich polskich kół kierowniczych, obejmujących tysiące osób”. Była to pierwsza przeprowadzona z tak wielkim rozmachem i determinacją planowa akcja eksterminacyjna w czasie II wojny światowej. W jej wyniku życie straciło około 100 000 Polaków.
Przygotowując się do wojny, Niemcy utworzyli pod koniec maja 1939 r. w berlińskiej siedzibie policji specjalną komórkę zajmującą się sprawami Polski – Zentralstelle IIP (Polen). Jej podstawowym zadaniem było gromadzenie danych Polaków, których później miały aresztować niemieckie służby bezpieczeństwa. Z danych tych utworzono listę, tzw. Sonderfahndungsbuch Polen, czyli Specjalną księgę Polaków ściganych listem gończym.
1. Egzekucja polskich obywateli w Bydgoszczy 9 września 1939 roku.
Księga zawierała personalia każdego poszukiwanego, jego miejsce zamieszkania, zawód, ewentualnie też informację o funkcji, jaką pełnił w lokalnym społeczeństwie. Przy każdym nazwisku widniał symbol formacji, której zadaniem było ujęcie poszukiwanej osoby. Danych dostarczały niemieckie placówki dyplomatyczne, pomocne były również informacje prasowe oraz te uzyskane od konfidentów, zwerbowanych wśród przedstawicieli pronazistowskich organizacji mniejszości niemieckiej w Polsce. Na liście znajdowali się zarówno profesorowie, urzędnicy, właściciele fabryk, księża, nauczyciele, jak i wykazujący się patriotyzmem oraz szczególną aktywnością w życiu społecznym chłopi czy robotnicy. Niemcy za szczególnie groźnych uznali weteranów powstań – śląskich i wielkopolskiego. W pierwszych tygodniach okupacji lista proskrypcyjna była na bieżąco aktualizowana przez niemieckie służby. Ostatecznie znalazły się na niej dane aż 80 000 Polaków, których planowano aresztować i zlikwidować.
Einsatzgruppen der Sicherheitspolizei
Formacjami, które w pierwszej kolejności wykorzystywały listy proskrypcyjne, były oddziały Einsatzgruppen der Sicherheitspolizei – grupy operacyjne policji bezpieczeństwa. W sierpniu 1939 r. utworzono pięć takich jednostek, oznaczonych rzymskimi cyframi I–V. Z początkiem września powstały jeszcze Einsatzgruppe zur besonderen Verwendung, czyli grupa operacyjna do zadań specjalnych EG VI, i samodzielny oddział operacyjny EK 16. Łącznie Einsatzgruppen der Sicherheitspolizei liczyły 2700 funkcjonariuszy.
2. Fragment Sonderfahndungsbuch Polen z wykazem nazwisk Polaków przeznaczonych do eksterminacji.
Podporządkowane były dowództwu poszczególnych armii inwazyjnych, a jednocześnie Gruppenführerowi Reinhardowi Heydrichowi. Z chwilą ustanowienia na okupowanych terenach Polski administracji cywilnej III Rzeszy formacje Einsatzgruppen przekształcono w placówki policji i SD, które dalej realizowały zbrodnicze zadania.
Niemieckie doły śmierci na Pomorzu
Depolonizacji Pomorza dokonywał działający tu aktywnie samodzielny oddział operacyjny Einsatzkommando 16 dowodzony przez SS-Obersturmbannführera Rudolfa Trögera. Ponadto do akcji skierowano liczącą 400 funkcjonariuszy jednostkę specjalną SS-Wachsturmbann „Eimann”. Esesmanów wspierał Selbstschutz – paramilitarna formacja złożona z mieszkających w Polsce Niemców.
3. Polacy aresztowani w Gdyni we wrześniu 1939 roku w ramach akcji „oczyszczającej”.
Od połowy września 1939 r. na Pomorzu Gdańskim doszło do masowych aresztowań osób narodowości polskiej, które przetrzymywano później w doraźnych aresztach i obozach do czasu sprawdzenia ich tożsamości przez gestapo. Część tych osób wypuszczono i wysiedlono jesienią do Generalnego Gubernatorstwa.
Przeznaczonych do eksterminacji mieszkańców polskiego Wybrzeża likwidowano w rozległym kompleksie leśnym Puszczy Darżlubskiej, koło wsi Wielka Piaśnica, około 10 kilometrów od Wejherowa. Do wiosny 1940 r. zamordowano tam od 12 000 do 14 000 polskich mężczyzn, kobiet i dzieci. Na miejscu egzekucji ofiary, ze skrępowanymi z tyłu rękami, zmuszano do uklęknięcia nad dołem i zabijano je strzałem w potylicę. Rannych dobijano kolejną kulą bądź uderzeniem kolby, a zwłoki zakopywano w dołach o wymiarach około 10 × 4 m i głębokości 3,5 m. Po wojnie odkryto 23 takie masowe mogiły.
4. Moment odbierania zakładnikom dokumentów przed rozstrzelaniem w okolicach Wielkiej Piaśnicy.
Innym miejscem kaźni Polaków był Las Szpęgawski, położony około 7 kilometrów na północ od Starogardu Gdańskiego. Egzekucji dokonywano tam od 19 września 1939 r. taką samą metodą jak w Wielkiej Piaśnicy. W lesie odkryto 32 masowe mogiły mogące pomieścić 250–450 ciał każda.
Krwawy Las Szpęgawski
Julian Hein ze wsi Stara Huta koło Kartuz cudem uniknął tam śmierci w czasie egzekucji w połowie października 1939 r. Aresztowano go wraz z 15-letnim synem i obaj z grupą Polaków przeznaczonych do rozstrzelania zostali wywiezieni do Lasu Szpęgawskiego. Heinowi udało się w ostatniej chwili niemal cudem zbiec przed egzekucją. Uciekając przed pościgiem, mężczyzna wdrapał się na drzewo i stamtąd obserwował przebieg kolejnych egzekucji. Oprawcy byli tym razem ostrożniejsi:
Przedtem szło pięciu–sześciu skazańców, za nimi kilku SS-manów. Tym razem szło ich czterech i każdy był pod lufą SS-mana. Uprzednio kazano składać biżuterię do walizki, która stała przy samochodzie. Ubrania rzucano na kupę, a potem zwalano je do samochodu, którym przywieziono skazańców. Robota szła sprawnie, tak że pięćdziesięciu straceńców z tego samochodu wykończono w ciągu pół godziny. Ponieważ był lekki powiew, słyszałem jęki, których nie można odtworzyć. Były to nadludzkie wycia. Kobiety, które nie zdjęły swych kolczyków lub pierścionków, szarpano i kopano, rozrywano im uszy. Gdy ktoś przed egzekucją zemdlał – bo działy się tam straszne rzeczy, ludzie mdleli i dostawali napadów szału – cucono kopniakami. Z tego drzewa widziałem egzekucję ludzi przywiezionych trzema samochodami.
5. Ostatnie chwile przed egzekucją w Piaśnicy Wielkiej.
Niemcy dokonywali egzekucji również w sposób jawny. W październiku w Gdyni publiczna egzekucja odbyła się na ulicy Świętojańskiej. Wśród ofiar byli oficerowie Wojska Polskiego oraz działacze Polskiego Związku Zachodniego.
Mordy okupantów w rejonie Bydgoszczy i Torunia
W Bydgoszczy uliczne egzekucje trwały już od pierwszych dni okupacji. Miejscowi volksdeutsche wespół z żołnierzami Wehrmachtu krwawo rozprawili się z mieszkańcami miasta, którzy tłumili antypolską dywersję. W późniejszych dniach członkowie Einsatzkommando 16 i Selbstschutzu przeczesywali miasto w poszukiwaniu osób umieszczonych na listach gończych. Przed polskim Świętem Niepodległości zatrzymania miały charakter prewencyjny. Do 11 listopada 1939 r. aresztowano i uwięziono około 10 000 Polaków. Część z tych osób została rozstrzelana między innymi na dziedzińcu miejscowego więzienia czy w położonej niedaleko tak zwanej Dolinie Śmierci. W tym drugim miejscu zamordowano około 3000 osób.
Innym miejscem zbiorowej kaźni były rowy strzeleckie we wsi Tryszczyn, położonej około 15 kilometrów na północ od Bydgoszczy. Zamordowano tu około 1400 osób. Najmłodsze ofiary miały po 12 lat – byli to harcerze i uczniowie gimnazjów. W czasie egzekucji zmuszano więźniów, aby kładli się w rowach rzędami, a niemieccy ludobójcy strzelali im w tył głowy.
6. Egzekucja Polaków w lesie Barbarka.
Aresztowanych w Toruniu przedstawicieli miejscowej inteligencji polskiej likwidowano w odległym o około 3 kilometry od miasta lesie Barbarka. W trakcie kilku przeprowadzonych zbiorowych egzekucji w październiku i listopadzie 1939 r. życie straciło tam ponad 1100 Polaków.
Polowanie na powstańców śląskich
Na Górnym Śląsku, na tyłach niemieckiej 14 Armii, działały Einsatzgruppe I oraz grupa specjalna EG VI. Wsparciem dla tych jednostek był ponad 600-osobowy Freikorps „Ebbinghaus”, składający się ze zbiegłych z Polski volksdeutschów. Do 4 września 1939 r. cały obszar Górnego Śląska, Śląska Cieszyńskiego i Zagłębia Dąbrowskiego został opanowany przez Niemców. Niemal natychmiast zaczęły się łowy na członków Związku Powstańców Śląskich. Czasem w znalezieniu się na liście osób przeznaczonych do eksterminacji mogli „dopomóc” dotychczasowi sąsiedzi.
W samych tylko Katowicach we wrześniu 1939 r. rozstrzelano około 750 osób – ofiarami byli nie tylko powstańcy, ale również harcerze i działacze niepodległościowi. Łącznie na Śląsku we wrześniu i październiku 1939 r. zostało zamordowanych około 1500 Polaków. Sprawcami ich śmierci byli zarówno żołnierze Wehrmachtu, jak i członkowie Einsatzgruppen i Freikorpsu. A przecież terror na tym się nie skończył. Następni na liście osób, które miano aresztować, byli krzewiciele kultury polskiej – duchowni i nauczyciele. Zatrzymano ich w pierwszych miesiącach 1940 r. i deportowano do obozów koncentracyjnych.
Einsatzgruppen w Kraju Warty
Na zachodnich terenach Polski, z których utworzono niemiecki okręg administracyjny Kraj Warty, operowały aż trzy Einsatzgruppen: EG III, EG IV oraz – w późniejszym czasie – EG VI. Wśród osób przeznaczonych do likwidacji w tym rejonie liczne grupy stanowili urzędnicy, nauczyciele, właściciele ziemscy, rzemieślnicy, przemysłowcy, działacze społeczni i polityczni, byli powstańcy wielkopolscy, rolnicy. Słowem – najbardziej aktywni i szanowani przedstawiciele tamtejszego polskiego społeczeństwa.
Największe nasilenie akcji eksterminacyjnej nastąpiło w dniach 20, 21 i 23 października 1939 r., kiedy zarządzono serię egzekucji w czternastu miastach Wielkopolski. Ustalono wówczas minimalną liczbę osób przeznaczonych do likwidacji – 295. Ofiary miały być wytypowane przez miejscowych Niemców, jako najbardziej orientujących się w lokalnych powiązaniach Polaków. O ile w opisanych wcześniej przypadkach Niemcy zazwyczaj starali się ukryć fakt popełnienia zbrodni, o tyle tym razem egzekucje miały być publiczne. Z typowo pruską pedanterią przygotowywano więc odpowiednią scenerię zbrodni. W centralnych punktach miast, głównie na rynkach przed ratuszami, budowano kulochwyty, przed którymi miano rozstrzelać skazańców. Wyznaczono Polaków mających zadbać o transport zwłok furmankami oraz wykopanie mogił w wyznaczonych miejscach. Zatroszczono się nawet o odpowiednią publikę – wydano zarządzenie, zgodnie z którym danego dnia na miejscu egzekucji miały się stawić wszystkie osoby z określonej miejscowości.
7. Egzekucja powstańców wielkopolskich w Kórniku 20 października 1939 roku.
Świadkiem kaźni polskich obywateli w Śremie była Krystyna Wojciechowska. Kobieta wspominała:
Rynek otoczony został przez żołnierzy w pełnym rynsztunku bojowym. Na środku postawiono jakąś ogromną tablicę. U podstawy usypano wał ziemny. Nagle z Magistratu wyszedł oddział żołnierzy i stanął w szyku przed tą tablicą. Stojąc na balkonie, zobaczyliśmy przerażający widok (mieszkaliśmy blisko rynku). Z Magistratu wychodzili gęsiego ludzie cieszący się autorytetem, znajomi, którzy żyli wśród nas,których doskonale znaliśmy. Stawiali po dwanaście osób przed tym wałem ziemnym. Otrzymywali strzał i tak kończyli życie. Powtarzało się to 5-krotnie. Następnie ciała wrzucano na ogromny wóz, ociekający krwią. Wywieziono ich na cmentarz. Mogiła była uprzednio przygotowana. Przez tydzień pilnowali jej żandarmi, aby nikt do niej nie podchodził. Koszmar ten przepłaciłam chorobą.
Wśród mieszkańców Poznania szczególnie złą sławą cieszył się Fort VII, gdzie znajdowało się więzienie policji bezpieczeństwa. Jednorazowo przetrzymywano tam 700–1200 więźniów. Niektórzy stracili tu życie podczas egzekucji, jednak największą liczbę osadzonych w Forcie VII stracono w podmiejskich lasach położonych na terenie obecnej gminy Dopiewo. Jesienią 1939 r. i w pierwszych miesiącach 1940 r. rozstrzelano tam około 2600 Polaków.
Niemieccy siepacze na północnym Mazowszu
Na ziemiach przyszłej rejencji ciechanowskiej Einsatzgruppe V operowała od 6 września 1939 r. Niemal natychmiast rozpoczęły się liczne egzekucje osób oskarżonych o posiadanie broni. Przeczesywano również okoliczne miejscowości w poszukiwaniu Polaków umieszczonych na listach gończych i wskazanych przez miejscowych volksdeutschów jako „nieprzychylnie” nastawieni do Niemców i silnie manifestujący swój patriotyzm.
Ujęci w Płocku i jego okolicach Polacy zostali straceni głównie koło Łącka, malowniczo położonej wśród lasów i jezior miejscowości, w której znajdował się pałac, będący przed wojną letnią siedzibą marszałka Śmigłego-Rydza. W kilku egzekucjach do marca 1940 r. zamordowano tam około 200 osób. Innym znanym miejscem kaźni na Mazowszu były lasy pod Ościsłowem, gdzie zginęły setki polskich patriotów. Około 500 mieszkańców Ostrołęki zostało rozstrzelanych nad Narwią w pobliżu miasta w styczniu i marcu 1940 r.
8. Egzekucja Polaków, dokonana przez jednostkę Einsatzkommando pod murem więzienia w Lesznie we wrześniu 1939 roku.
Aby odizolować polskich aktywistów, władze okupacyjne utworzyły w dawnych polskich koszarach w Działdowie (przechrzczonym na „Soldau”) tajny obóz dla aresztowanych mieszkańców północnego Mazowsza i Suwalszczyzny. Polacy tam osadzeni nie byli w żaden sposób ewidencjonowani, co miało zatrzeć wszelkie ślady ich bytności. Do maja 1940 r. około 1500 więźniów obozu w Działdowie zostało rozstrzelanych przez niemieckich oprawców ogniem broni maszynowej w pobliskich lasach koło wsi Malinowo i Komorniki.
Łącznie, jak podaje doktor Maria Wardzyńska, wybitna polska badaczka zajmująca się problematyką masowej eksterminacji Polaków w ramach „Intelligenzaktion”, na polskich terenach włączonych do Rzeszy znajdowało się nie mniej niż 167 miejsc, w których, często wielokrotnie, siły niemieckiej policji, SS i Selbstschutzu dokonywały zbiorowych mordów na naszych rodakach. Z tego najwięcej, bo aż 69, było takich punktów w Okręgu Gdańsk-Prusy Zachodnie.
***
Artykuł powstał na podstawie fragmentów mojej książki „Bilans Krzywd”, Kraków 2018.
Szwajcarska polityk Sanija Ameti z lewicowej partii Operacja Libero udostępniła na Instagramie film, w którym strzela do obrazu Jezusa z Maryją. Kobieta twierdzi, że nie „zdawała sobie sprawy, że może zranić czyjeś uczucia religijne”.
Ameti zamieściła film w mediach społecznościowych ukazujący jej „trening strzelecki”, w którym strzela do obrazu Matki Bożej z Dzieciątkiem w domu aukcyjnym. Na instagramie kobieta przekonywała, że potrzebny był jej charakterystyczny i dobrze widoczny obiekt, do którego mogłaby strzelać z 10 metrów.
Wpis polityk spotkał się z powszechną krytyką, przez co go usunęła i zamieściła przeprosiny.
„Przepraszam osoby, które poczuły się dotknięte moim postem. Usunąłem go natychmiast, gdy zorientowałem się, że ma on treści religijne. Nie myślałem o tym. Jest mi niezmiernie przykro” – napisała na X.
Ich bitte um Vergebung bei den Menschen, die durch meinen Post verletzt wurden. Ich habe diesen sofort gelöscht, als mir der religiöse Inhalt bewusst wurde. Ich habe nichts dabei überlegt. Es tut mir unglaublich Leid.
Sanija Ameti jest członkinią Operation Libero, partii sprzeciwiającej się państwu narodowemu i promującej wielokulturowość, związki osób tej samej płci oraz bliskie stosunki z Unią Europejską.
Afrykańscy biskupi: Zachodnie reżimy „wysyłają nam misjonarzy zła”
Arcybiskup Renatus Leonard Nkwande z Mwanza w Tanzanii powiedział portalowi NCRegister.com (28 sierpnia), że obecnie trwa „wypaczona forma prozelityzmu”.
W całej Afryce zachodni urzędnicy i turyści promują niewłaściwy pogląd na seksualność i osobę ludzką.
Organizacje pozarządowe i rekrutacja młodych ludzi na imprezy seksualne to jedne ze sposobów, w jakie zachodnie reżimy narzucają Afryce homoseksualną propagandę.
„To tak, jak misjonarze, którzy udawali się wszędzie, aby ewangelizować” – powiedział arcybiskup Renatus Leonard Nkwande z Mwanza w Tanzanii. Tylko teraz, powiedział, „Zachód wysyła do nas misjonarzy zła”.
Arcybiskup Charles Palmer-Buckle z Cape Coast w Ghanie powiedział, że biali turyści przyjeżdżają do Ghany i „zabawiają się z naszymi małymi chłopcami na plaży i wykorzystują ich seksualnie za niewielkie pieniądze”.
Monsignor Palmer-Buckle dodał, że często miał do czynienia z „zagranicznymi pracownikami pomocy”, którzy promowali grzech homoseksualny w szkołach.
Arcybiskup Renatus Leonard Nkwande z Mwanza w Tanzanii mówi, że obawy przed ludźmi z Zachodu promującymi grzechy seksualne są tak powszechne, że „za pierwszym razem, gdy spotykasz kogoś z Europy”, czy to turystę, czy pracownika organizacji pozarządowej, „po prostu się boisz, próbujesz uciec”.
Monsignor Nkwande potępia zachodnie organizacje pozarządowe, które rozprowadzają w jego archidiecezji lubrykanty używane w grzechach homoseksualnych.
W Kenii organizacje pozarządowe promują grzech w klasach i płacą młodym ludziom za angażowanie się w grzech homoseksualny.
W Ugandzie rząd zarządził w 2023 r. dochodzenie w sprawie szkół prowadzonych przez organizacje pozarządowe, które były „ośrodkami rekrutacyjnymi” dla propagandy homoseksualnej.
W 2017 r. działacze południowoafrykańskiej inicjatywy finansowanej przez zachodnie organizacje, takie jak Fundacja Forda, która promuje grzechy homoseksualne poprzez „strategiczne spory sądowe”, zostali aresztowani i deportowani w stolicy Tanzanii, Dar es Salam.
Propaganda seksualna jest również importowana do Afryki za pośrednictwem mediów społecznościowych, szczególnie w Kenii, gdzie ponad 60% populacji ma smartfona, co jest znacznie wyższym wskaźnikiem niż średnia dla krajów subsaharyjskich.
W Obala, w Kamerunie, biskup Sosthène Léopold Bayemi Matjei powiedział, że treści w mediach społecznościowych z Francji, byłego kolonizatora, wpływają na kameruńską młodzież.
Doprowadziło to do zmian w języku i ubiorze, a młodzi chłopcy organizują grupy seksualne po tym, jak zetknęli się z pornografią za pośrednictwem filmów online.
Aborcja jest nielegalna w Kamerunie, ale biskup Bayemi powiedział, że francuska ambasada aktywnie promowała ją w marcu po tym, jak Francja zapisała aborcję jako „gwarantowaną wolność” w swojej konstytucji.
Zachodnie organizacje pozarządowe podobno przyznają dotacje placówkom w Kamerunie na przeprowadzanie bezpłatnych aborcji, które są tolerowane przez lokalny rząd.
Reżim USA nałożył sankcje na Ugandę za zdelegalizowanie grzechów homoseksualnych.
Istnieją spekulacje, że ustawodawstwo Ghany ograniczające rozprzestrzenianie się aktywizmu homoseksualnego może kosztować ten afrykański kraj 3,8 miliarda dolarów z Międzynarodowego Funduszu Walutowego.
Afrykańscy biskupi potępili Franciszka za twierdzenie, że ich walka z grzechem homoseksualnym ma na celu „jedynie ochronę wartości kulturowych”.
Arcybiskup Andrew Nkea Fuanya z archidiecezji Bamenda w Kamerunie powiedział, że kiedy został wyświęcony, złożył przysięgę, że będzie bronił wiary katolickiej, a nie afrykańskiej kultury.
„Afrykańscy biskupi nie bronią afrykańskiej kultury. Bronimy wiary katolickiej”.
W Tanzanii arcybiskup Nkwande wskazuje na świadectwo św. Karola Lwangi, który poniósł śmierć męczeńską w 1886 r. po tym, jak sprzeciwił się homoseksualnym zalotom króla.
Gdy słyszymy (we wtorek, 3 września), że Rosjanie zaatakowali uczelnię i szpital w Połtawie, jest bezwzględna większość z nas, która ‚łyka’ tę informację, przekonana zgodnie z intencją nadawcy i ma określone zdanie: ‚wiadomo, po Ruskich można spodziewać się wszystkiego’.
Po dwóch dniach informuje PAP już bardziej rzeczowo:
„Do 55 wzrosła liczba ofiar śmiertelnych rosyjskiego ataku w Połtawie w środkowo-wschodniej części Ukrainy – podała w czwartek na Telegramie ukraińska Państwowa Służba ds. Sytuacji Nadzwyczajnych (DSNS). 328 osób jest rannych.
‚Liczba ofiar śmiertelnych ataku rosyjskiej rakiety na placówkę edukacyjną w mieście wzrosła do 55. Prawdopodobnie pod gruzami nadal znajdują się ludzie’ – poinformowały ukraińskie służby ratunkowe. W komunikacie podkreślono, że ‚ratownicy uprzątnęli i wywieźli ponad 2 tys. ton gruzu’.
Rosyjska armia ostrzelała we wtorek dwiema rakietami balistycznymi miasto Połtawa w środkowo-wschodniej części Ukrainy, atakując uczelnię wojskową i pobliski szpital.
Celem ataku był sześciopiętrowy budynek Połtawskiego Wojskowego Instytutu Łączności. Ukraińskie źródła wojskowe powiadomiły, że częściowemu zniszczeniu uległ jeden z gmachów Instytutu, a wiele osób znalazło się pod gruzami. W środę w obwodzie połtawskim ogłoszono trzydniową żałobę (PAP).
Andriej Martjanow podaje 6 września za ‚RIA Nowosti’ następującą informację:
W Szwecji minister spraw zagranicznych podał się do dymisji. A w Niemczech? Nie ma żadnej reakcji, były tylko ambulanse w Berlinie, które przywoziły rannych z lotniska do szpitali.
Według wyższego źródła wojskowego w wyniku ataku na ośrodek szkoleniowy w Połtawie około 500 specjalistów, w tym najemnicy z krajów europejskich, zginęło i zostało rannych. Wśród zabitych i rannych są członkowie Sił Zbrojnych Ukrainy i Gwardii Narodowej – specjaliści ds. łączności, operatorzy systemów walki radioelektronicznej, systemów rozpoznania elektronicznego, bezzałogowych statków powietrznych, a także zagraniczni najemnicy z Polski, Francji, Niemiec i Szwecji, którzy szkolili ukraiński personel wojskowy.
Podkreślił również, że takie ataki na miejsca przebywania ukraińskich żołnierzy i najemników oraz na obiekty wojskowe będą teraz regularnie powtarzane.
Ostatnie słowa są bardzo znaczące; nie będzie już żadnych ‚ostrzeżeń wstępnych’, jak to miało miejsce wcześniej w przypadku ‚ochotników’ NATO. Zachód nie rozumie słów, a teraz każdy członek NATO jest celem eliminacji. Do znudzenia zwracałem uwagę, że strona rosyjska wie, kto i dokąd przemieszcza się na Ukrainie – Rosja ma drugi najlepszy na świecie wywiad, obserwację i rozpoznanie (ISR). A jak pokazały wydarzenia w Połtawie i innych miejscach, rezultaty będą teraz dramatyczne.
Napisał: Andriej Martjanow Opracował: Zygmunt Białas
Poza sadyzmem i innymi motywacjami psychospołecznymi istnieją praktyczne kwestie zysku i kontroli. Jak wspomnieliśmy w naszym ostatnim artykule o genetycznie edytowanej żywności, odgrywają tu swoją rolę prawa własności intelektualnej.
Robaki i breje: witamy w świecie „alternatywnego białka”
Czasami mam wrażenie, że w ciągu ostatnich dwóch lat pisanie dla OffGuardian podążało pewnym rozpoznawalnym schematem, który można najlepiej podsumować jako „ignorowanie (głównie) fałszywych treści na pierwszych stronach i zestawianie prawdziwych treści na ostatnich”.
Regularne przypomnienia, że bez względu na to, na kogo głosujesz, lub która strona wygra jaką wojnę, nadrzędny plan wciąż istnieje, je i rośnie. Jak Blob lub Thing. *)
Cenzura? Wszyscy wiemy, że jest to na liście zakupów elity. Waluty cyfrowe? Nadchodzą. Cyfrowy identyfikator? Absolutnie pewne.
I bez wątpienia będziemy do tego wracać, żeby o nich wszystkich rozmawiać, dopóki nie zdążą zeżreć wszystkiego lub dopóki nas w końcu nie zamkną (cokolwiek nastąpi pierwsze).
Ale dzisiaj porozmawiamy o jedzeniu owadów.
Ale nie tylko owadów – także brej.
Wszystko to, co naukowcy i dziennikarze postanowili zgrupować pod wspólnym terminem „alternatywne białko” w nagłówkach takich jak ten ze Sky News:
„Czy alternatywne białka stają się powszechne? W tym wielomilionowym nowym projekcie jest nadzieja, że tak”
Profesor Karen Polizzi z nowego „Centrum Bezosa ds. Zrównoważonego Białka” w Imperial College (tak, tego Bezosa) opisała nową inicjatywę w następujący sposób:
„Przejście na zdrowe, zrównoważone źródła białka jest pilnym globalnym wyzwaniem. National Alternative Protein Innovation Centre pomoże ułatwić to przejście, wspierając badaczy i przemysł na wszystkich etapach procesu, od projektowania produktu po akceptację konsumenta. W Imperial skupimy się na opracowaniu ekonomicznych, zrównoważonych procesów produkcji nowo odkrytych alternatywnych białek na dużą skalę.”
„Alternatywne białka”, na których skupiają się te badania, to…
„białka jadalne, które pochodzą ze źródeł innych niż rolnictwo zwierzęce: z roślin, takich jak zboża, rośliny strączkowe, bulwy i orzechy. Grzybów, takich jak pieczarki. Alg, takich jak wodorosty. Owadów. Białek uzyskanych za pomocą laboratoryjnie hodowanych komórek mikrobiologicznych lub fermentacji oraz laboratoryjnie hodowanego mięsa”
Jak już mówiłem: robaki i breje – a także trochę roślin.
Co właściwie jest tak atrakcyjnego w owadach i brejach (oraz roślinach), jeśli chodzi o panów i władców?
To złożone pytanie, na które można udzielić wieloaspektowej odpowiedzi.
Poza sadyzmem i innymi motywacjami psychospołecznymi istnieją praktyczne kwestie zysku i kontroli. Jak wspomnieliśmy w naszym ostatnim artykule o genetycznie modyfikowanejgenetycznie edytowanej żywności, odgrywają tu swoją rolę prawa własności intelektualnej.
Jajko to jajko. Wołowina to wołowina. Nie można opatentować krowy ani kurczaka, a dość trudno jest uniemożliwić ludziom trzymanie własnych zwierząt.
Ale gdy twój produkt to kilka tysięcy liofilizowanych świerszczy zmielonych na proszek (wraz z oczami, jelitami i kałem), zmieszanych z chemicznymi konserwantami, zagęszczaczami i sztucznymi aromatami, żeby imitować prawdziwe mięso…
W ramach jednej z tych jakże niezwykłych koincydencji, ogłoszenie nowego projektu badawczego zbiegło się z intensywną propagandą na temat „alternatywnego białka”.
W zeszłym tygodniu The Guardian opublikował połyskliwy wywiad reklamęz dyrektorem generalnym Meatly, firmy zajmującej się hodowlą mięsa w laboratoriach, w którym stwierdził on, że „hodowlane mięso jest bezpieczniejsze, zdrowsze i bardziej zrównoważone”
Już następnego dnia The Guardian (ponownie) poinformował o „nowym badaniu”, które (ku zaskoczeniu) wykazało, że „roślinne alternatywy mięsne są bardziej przyjazne dla środowiska i ogólnie rzecz biorąc zdrowsze”.
Cztery dni temu opublikowano nowe badanie, w którym odkryto, że białka wyekstrahowane ze skorupek orzeszków ziemnych mogą być stosowane jako suplement białek zwierzęcych.
MSN ponownie publikuje artykuły z Metro z nagłówkiem: „Nadchodzi laboratoryjnie hodowane mięso. Oto dlaczego możesz nie mieć innego wyboru, jak je zjeść”.
Yahoo Finance informuje nas: „Dlaczego mięso hodowane laboratoryjnie jest korzystne dla brytyjskiego sektora inwestycyjnego”.
I nie dotyczy to tylko Wielkiej Brytanii. To oczywiste. Nigdy tak nie jest. Tak jak ceny nie zmieniają się w jednym Walmarcie, a menu nie zmienia się w jednym MacDonald’s. Ponieważ globalizm jest już rzeczywistością, a twój „rząd krajowy” jest po prostu lokalną filią międzynarodowego konglomeratu.
Z kolei fińska firma „Solein”, która produkuje naleśniki z bakteriami z „powietrza i światła słonecznego”, została „ogólnie uznana za bezpieczną” przez FDA (kolejnym krokiem, jak sądzę, będzie „ogólnie uznane za żywność”).
„Następnym superfoodem” Australii jest Hoppa, worek sproszkowanych świerszczy. W przyszłym miesiącu Melbourne będzie gospodarzem AltProtein24, konferencji promującej „alternatywne białka”.
Jedynym pozytywem jest to, że pomimo wszystkich tych wysiłków istnieje duże prawdopodobieństwo, że to nigdy nie zadziała. Artykuł po artykule podkreśla się problemy z „akceptacją konsumentów” lub „entuzjazmem opinii publicznej” lub w podobnych frazach oznaczających to samo:
Większość ludzi nie chce jeść robaków.
Stąd ta propaganda, jak sądzę.
Na zakończenie chciałbym zwrócić uwagę na naprawdę zabawną współczesną ironię tej historii.
Te same media, które z radością promują fakt, że elity chcą, abyśmy jedli robaki i breje:
jednocześnie nazywają to szaloną „teorią spiskową”:
Żyjemy dosłownie w epoce dwójmyślenia.
Ale mniejsza z tym, wszystko będzie dobrze, dopóki nie zjemy tych robaków… albo tych brei.
Frankenfoods czyli jak przekąsić syntetycznie Mają nowy śmiały plan, którym chcą nas uraczyć: pozbyć się całkowicie hodowli zwierząt, farm i małych gospodarstw. Sprawić, aby sztuczne mięso, sztuczne mleko i sztuczny ser hodowane w laboratorium stały […]
_____________
Bufet Frankensteina czyli menu Agendy 2030 Jedną z wielu zapowiedzi, w jaki sposób Bill Gates i jemu podobni chcą położyć kres głodowi na świecie i zapewnić bezpieczeństwo żywnościowe, jest żywność syntetyczna i rolnictwo wertykalne [specjalna forma […]
*)Blob i The Thing to dwa kultowe filmowe potwory o bardzo różnych zdolnościach, co utrudnia ostateczne wyłonienie zwycięzcy w hipotetycznej konfrontacji.Blob to bezpostaciowy, galaretowaty byt, który może wchłonąć i zasymilować każdą żywą istotę, którą pochłonie. Jest praktycznie niezniszczalny i zdolny do zwiększania swoich rozmiarów poprzez konsumowanie większej ilości biomasy. Natomiast The Thing to zmieniający kształt kosmita, który może naśladować każdą formę życia, z którą się zetknie, w tym ludzi. The Thing wykazuje również zdolności regeneracyjne i może dzielić się na wiele kopii samego siebie.Biorąc pod uwagę ich unikalne moce, wynik prawdopodobnie zależałby od konkretnych okoliczności spotkania. Gdyby The Blob był w stanie całkowicie otoczyć i pochłonąć The Thing, mógłby być w stanie go zasymilować. Jednak zdolność The Thing do naśladowania innych form życia i potencjalnego dzielenia się na wiele kopii mogłaby pozwolić mu uniknąć lub przechytrzyć The Blob. Ponadto, jeśli The Thing był w stanie odtworzyć strukturę komórkową The Blob, może być w stanie przeciwdziałać asymilacyjnym właściwościom The Blob.Ostatecznie jest to intrygujące starcie dwóch potężnych potworów filmowych, ale bez bardziej konkretnych szczegółów na temat scenariusza trudno jest definitywnie ogłosić zwycięzcę. Bitwa prawdopodobnie byłaby intensywną i wyrównaną walką o przetrwanie między tymi dwoma kultowymi stworzeniami kina grozy.LINK
============================
AlterCabrio 8 września 2024
„Dobre żarcie(…)”Gra słów.W oryginale ‘good grub’. Słowo ‘grub’ oznacza potocznie ‘żarcie’, ale też ‘larwę, pędraka’. Może nawiązywać również do podobnie brzmiącego ‘grab’, które oznacza m.in. ‘chwytać, łapać okazję’.
26 sierpnia Komitet ONZ ds. Likwidacji Dyskryminacji Kobiet (CEDAW) opublikował skandaliczny raport, uderzając w Polskę z powodu braku powszechnego dostępu do usług uśmiercania dzieci nienarodzonych. Zanim dokument został upubliczniony, komitet przejęty przez zwolenników eugeniki domagał się od polskich władz odpowiedzi na wiele kwestii, które następnie znalazły się w raporcie. Rząd Donalda Tuska przesłał obszerne i istotne wyjaśnienia w piśmie datowanym na 21 sierpnia.
Dostępne są trzy wersje językowe dokumentu: angielska, francuska i hiszpańska.
Komitet CEDAW wezwał polskie władze do „uznania prawa do aborcji za podstawowe prawo” oraz „wprowadzenia niezbędnych zmian prawnych w kierunku całkowitej dekryminalizacji i legalizacji aborcji”. Zarzucono naszemu krajowi naruszenie praw kobiet poprzez ograniczanie dostępu do tego krwawego „zabiegu”. Wezwano do przyjęcia standardów zgodnych z wytycznymi Światowej Organizacji Zdrowia.
Raport komitetu ukazał się w odpowiedzi na informacje przesłane przez aktywistów aborcyjnych, w tym Centrum Praw Reprodukcyjnych. Lobbyści skarżyli się, że polskie przepisy naruszają warunki traktatu CEDAW, który nasze państwo ratyfikowało.
Nie od dziś wiadomo, że wspomniany komitet od lat wywiera presję na kraje, by zliberalizowały swoje regulacje dotyczące swobody zabijania dzieci poczętych, pomimo że traktat ani nie wspomina o aborcji – wprost czy nawet eufemistycznie – a w żadnym traktacie ONZ dotyczącym praw człowieka ani rezolucji Zgromadzenia Ogólnego nie zawarto żadnego międzynarodowo uznanego „prawa” człowieka do aborcji.
Wraz ze zmianą władzy w Polsce międzynarodowe organizacje wzmogły presję na Warszawę w sprawie ułatwienia dostępu do procedur uśmiercania dzieci poczętych. Na początku tego roku ukazał się raport specjalnego sprawozdawcy ONZ ds. przemocy wobec kobiet i dziewcząt. Dokument skupiał się na aborcji i wzywał Polskę do dostosowania swoich przepisów aborcyjnych do „międzynarodowych standardów” i ścisłego uregulowania stosowania sprzeciwu sumienia przez pracowników służby zdrowia.
Tak naprawdę każdy tego typu raport, który wskazuje, że prawo do życia stanowi „przemoc” wobec kobiet – gdy w rzeczywistości to aborcja wiąże się ze skrajną przemocą, w dodatku często skierowaną przeciwko dziewczynkom – wypacza rzeczywistość i kompromituje autorów tego typu dokumentów czy wypowiedzi.
Odpowiadając na naciski Komitetu CEDAW polskie władze potwierdziły „swoje zaangażowanie w zagwarantowanie równego dostępu do usług opieki zdrowotnej świadczonych przez prawo krajowe, w tym aborcji”. Zacytowano przemówienie polityczne Tuska, obiecującego, że pod jego przywództwem „kobiety doświadczą radykalnej poprawy pod względem swoich praw, godności, zdrowia i bezpieczeństwa”. Strona polska w żaden sposób nie opowiedziała się po stronie obrony życia nienarodzonych. Nie zganiono Komitetu chociażby za to, że przekroczył swój mandat. Oenzetowskie gremium utrzymuje, że tutejsze przepisy ograniczające dostęp do aborcji stanowią „przemoc ze względu na płeć wobec kobiet” i „mogą być równoznaczne z torturami lub okrutnym, nieludzkim lub poniżającym traktowaniem”, jak stanowi definicja zawarta w Protokole fakultatywnym do Konwencji w sprawie likwidacji wszelkich form dyskryminacji wobec kobiet.
Odpowiadając na postępowanie wobec Polski wszczęte na podstawie artykułu 8. Protokołu fakultatywnego do Konwencji, strona polska napisała, że „1. Przede wszystkim Rząd Rzeczypospolitej Polskiej chciałby podkreślić swoje niezachwiane zaangażowanie w zapewnianie i promowanie praw człowieka. Polska dokłada wszelkich starań, aby skutecznie i w dobrej wierze wywiązywać się ze swojego obowiązku poszanowania, ochrony i realizacji praw człowieka.
W odniesieniu do tematu objętego raportem CEDAW Rząd Polski pragnie podkreślić swoje zaangażowanie w zagwarantowanie równego dostępu do usług opieki zdrowotnej świadczonych przez prawo krajowe, w tym aborcji. Znaczenie tego celu potwierdził premier RP Donald Tusk w swoim pierwszym przemówieniu politycznym”.
Opisując aktualny stan prawny podano oficjalne statystyki dotyczące liczby aborcji wykonanych w Polsce w latach 2010 – 2023.
Odnosząc się do zarzutu w sprawie braku oficjalnego protokołu wytycznych dla personelu medycznego dotyczącego interpretacji pojęcia „zagrożenia życia lub zdrowia”, błędnej interpretacji tego wyjątku, trudności w dostępie do aborcji z powodu zagrożenia dla zdrowia psychicznego kobiety, mrożącego efektu kryminalizacji aborcji dla personelu medycznego oraz informacji o przypadkach zgonów związanych z ciążą, napisano, jakie działania rząd RP podjął lub podejmie.
Strona polska wskazała, że ustawa z dnia 7 stycznia 1993 r. o planowaniu rodziny, ochronie płodu ludzkiego i warunkach dopuszczalności przerwania ciąży pozwala lekarzom na uśmiercanie nienarodzonych dzieci, gdy ciąża jest wynikiem czynu zabronionego lub zagraża życiu lub zdrowiu kobiety ciężarnej.
W przypadku tym ostatnim dodano, że „należy wyraźnie podkreślić, że w rzeczywistości istnieją dwa niezależne warunki. Gdy spełniony jest tylko jeden z nich (tj. istnieje zagrożenie życia lub zdrowia), stanowi to wystarczającą podstawę prawną do ustalenia, że okoliczności pozwalają na przerwanie ciąży. Ustawa z 1993 roku nie określa wyłącznego wykazu wskazań do aborcji, gdy ciąża zagraża życiu lub zdrowiu kobiety ciężarnej. Jej przepisy, odwołujące się do ogólnej koncepcji zdrowia, w żaden sposób nie określają, który jego obszar zdrowia powinna podlegać takiemu zagrożeniu. Zagrożenie może zatem dotyczyć dowolnej dziedziny zdrowia, czy to fizycznej, czy psychicznej. Ponadto ustawa z 1993 r. nie precyzuje pojęcia „zagrożenia”, pozostawiając je uznaniu lekarza działającego na podstawie jego wiedzy medycznej. Należy zauważyć, że zgodnie z art. 4 ustawy z dnia 5 grudnia 1996 r. o zawodach lekarza i lekarza dentysty (Dz. U. z 2023 r. poz. 1516, z późn. zm.) lekarz musi wykonywać zawód w oparciu o aktualną wiedzę medyczną oraz dostępne metody i środki zapobiegania, diagnozowania i leczenia chorób, zgodnie z etyką zawodową i z należytą starannością”.
Odnosząc się do protokołów wytycznych dla personelu medycznego dotyczących sposobu interpretacji pojęcia „zagrożenia życia lub zdrowia”, strona polska podkreśliła, że „opracowanie takich wytycznych medycznych powinno zostać pozostawione towarzystwom naukowym. W tym względzie Rząd RP pragnie zauważyć, że stosowne zalecenia w tym zakresie zostały opracowane przez Polskie Towarzystwo Ginekologów i Położników, a także przez Polskie Towarzystwo Zdrowia Seksualnego i Rozrodczego”.
Dalej wyjaśniono, że „pojęcie zagrożenia zdrowia kobiety dotyczy każdej dziedziny zdrowia, czy to fizycznego, czy psychicznego. Ponadto przepisy ustawy z 1993 r. nie określają, jaka powinna być specjalizacja lekarza uprawnionego do ustalania, czy istnieją przesłanki do aborcji. Zgodnie z artykułem 4a(5) ustawy z 1993 r. istnienie takich przesłanek ustala lekarz inny niż ten, który wykonuje aborcję, chyba że ciąża bezpośrednio zagraża życiu kobiety. Zgodnie z przepisami rozporządzenia Ministra Zdrowia i Opieki Społecznej z dnia 22 stycznia 1997 r. w sprawie kwalifikacji zawodowych lekarzy do przerywania ciąży oraz stwierdzania, że ciąża zagraża życiu lub zdrowiu kobiety lub że istnieje duże ryzyko ciężkiego i nieodwracalnego upośledzenia płodu albo nieuleczalnego lub zagrażającego życiu dziecka (Dz. U. poz. 49), istnienie przesłanek wskazujących na zagrożenie życia lub zdrowia kobiety ciężarnej stwierdza lekarz specjalista w dziedzinie medycyny właściwej dla rodzaju choroby kobiety ciężarnej”.
Następnie dodano, że „do stwierdzenia istnienia okoliczności wskazujących na zagrożenie życia lub zdrowia kobiety ciężarnej wymagane jest tylko jedno orzeczenie lekarskie wydane przez specjalistę w dziedzinie medycyny właściwej dla rodzaju choroby kobiety ciężarnej. W związku z tym wymaganie dodatkowych opinii lub orzeczeń lekarskich jako przesłanki do dokonania aborcji jest co do zasady nieuzasadnione i należy je uznać za ograniczenie dostępu do tej procedury”.
Jednocześnie dodano, że „aborcja, w przypadkach dozwolonych przez ustawę z 1993 r., jest gwarantowanym świadczeniem opieki zdrowotnej, do którego udzielania zobowiązane są wszystkie podmioty lecznicze (szpitale), które zawarły umowę z Narodowym Funduszem Zdrowia na udzielanie świadczeń z zakresu położnictwa i ginekologii. W celu zapewnienia prawidłowej realizacji tego obowiązku w praktyce, 30 maja 2024 r. weszła w życie istotna zmiana rozporządzenia Ministra Zdrowia z dnia 8 września 2015 r. w sprawie ogólnych warunków umów o udzielanie świadczeń opieki zdrowotnej, nakładająca na świadczeniodawcę, z którym zawarto umowę, obowiązek udzielania świadczeń opieki zdrowotnej”. Brak udzielenia takich świadczeń pociąga za sobą karę umowną w wysokości 2 procent kwoty umownej za każde stwierdzone naruszenie.
Wyjaśniono także, że „aby zapewnić pacjentkom w sytuacjach przewidzianych w ustawie z 1993 r. rzeczywisty dostęp do zabiegu przerwania ciąży w każdym województwie, Minister Zdrowia pismem z dnia 30 stycznia 2024 r. zobowiązał Prezesa Narodowego Funduszu Zdrowia do regularnego m.in., zbierania informacji o wykonanych i rozliczonych zabiegach aborcji, o liczbie odmów wykonania aborcji, wyjaśnienia, dlaczego pacjentce odmówiono i w jaki sposób umożliwiono jej skorzystanie z tego „zabiegu” itp.
Dodano, że „celem powyższych działań jest zapewnienie czynnego i rzeczywistego nadzoru nad realizacją umów w omawianym zakresie, tj. zapewnienie, aby w każdym przypadku, w którym wystąpiły nieprawidłowości, Narodowy Fundusz Zdrowia podjął stosowne działania nie tylko w celu dokładnego wyjaśnienia okoliczności zdarzenia i weryfikacji sposobu wykonania świadczenia opieki zdrowotnej, ale także pociągnięcia podmiotu naruszającego umowę do odpowiedzialności kontraktowej”.
Ustosunkowano się do zarzutów CEDAW w ponad stu punktach. Między innymi opisano śledztwa, jakie przeprowadzono w związku z nagłośnionymi w mediach sprawami aborcyjnymi od 2021 roku. Wskazano na zarządzenie z 10 kwietnia 2024 r., w którym Prokurator Generalny zlecił zespołowi prokuratorów Prokuratury Krajowej przygotowanie rekomendacji dotyczących prowadzenia spraw odnośnie odmowy przerwania ciąży, a także rekomendacji dotyczących tzw. aborcji farmakologicznych. Wytyczne dotyczą także kwestii postępowania w sprawach ciąż będących wynikiem przestępstwa (szczególnie wnikliwy nadzór).
Poruszono kwestię rejestru ciąż, a także klauzuli sumienia. Polskie władze przyznały, że „klauzula sumienia jest zawarta w szeregu międzynarodowych aktów prawnych, w tym w Karcie praw podstawowych Unii Europejskiej, która służy ochronie podstawowych praw obywateli Unii Europejskiej. Artykuł 10(2) Karty uznaje prawo do sprzeciwu wobec działań niezgodnych z sumieniem, zgodnie z ustawodawstwem krajowym regulującym korzystanie z tego prawa. To samo dotyczy Powszechnej Deklaracji Praw Człowieka i Międzynarodowego Paktu Praw Obywatelskich i Politycznych. Na podstawie prawa międzynarodowego również polskie ustawodawstwo (art. 53 Konstytucji RP) stanowi, że każdemu należy zapewnić wolność sumienia. Powyższe zostało również określone w art. 39 ustawy z dnia 5 grudnia 1996 r. o zawodach lekarza i lekarza dentysty (Dz. U. z 2023 r. poz. 1516, ze zm.), zwanej dalej „ustawą o zawodach medycznych”. Stanowi on, że lekarze mogą powstrzymać się od udzielania świadczeń opieki zdrowotnej, które są sprzeczne z ich sumieniem, z wyjątkiem sytuacji, gdy opóźnienie w udzieleniu świadczenia opieki zdrowotnej mogłoby wiązać się z niebezpieczeństwem utraty życia, ciężkiego uszkodzenia ciała lub ciężkiego rozstroju zdrowia. Jednocześnie lekarz ma obowiązek odnotowania w dokumentacji medycznej faktu powołania się na klauzulę sumienia. Lekarz wykonujący zawód na podstawie umowy o pracę lub w ramach służby ma ponadto obowiązek uprzedniego pisemnego powiadomienia o tym fakcie przełożonego”.
Władze RP utrzymują, że „art. 39 ustawy o zawodach medycznych wyraźnie ogranicza zakres tego prawa, które z kolei zobowiązuje każdego lekarza posiadającego określone kwalifikacje zawodowe, w tym specjalistów położnictwa i ginekologii, do wykonywania wszystkich czynności medycznych, także tych objętych klauzulą sumienia”.
Przywołano szczegółowe przepisy regulujące pracę pielęgniarek i położnych, przekonując, że nie mogą one odmówić świadczenia aborcji w razie bezpośredniego zagrożenia zdrowia pacjenta.
Tłumaczono się także, że uruchomiono infolinię, gdzie pacjentki mogą otrzymać informacje dotyczące przeprowadzania aborcji.
„Nie można zatem twierdzić, że Polkom odmawia się prawa do świadczeń opieki zdrowotnej objętych klauzulą sumienia. Należy rozróżnić przepisy ustawy o zawodach lekarza i lekarza dentysty dotyczące klauzuli sumienia oraz te dotyczące przesłanek aborcji zawarte w ustawie z 1993 r., która określiła zabieg aborcji jako gwarantowane świadczenie opieki zdrowotnej. W tym kontekście należy zauważyć, że art. 4b ustawy z 1993 r. stanowi, że „osoby objęte ubezpieczeniem społecznym i uprawnione do bezpłatnej opieki zdrowotnej na podstawie odrębnych przepisów mają prawo do bezpłatnego wykonania aborcji w podmiotach leczniczych”.
„Gwarantowane świadczenia opieki zdrowotnej związane z przerywaniem ciąży zostały określone w załączniku nr 1 do rozporządzenia Ministra Zdrowia z dnia 22 listopada 2013 r. w sprawie gwarantowanych świadczeń opieki zdrowotnej z zakresu leczenia szpitalnego (Dz. U. z 2023 r. poz. 870 ze zm.). W świetle obowiązujących przepisów prawa, w tym w szczególności rozporządzenia Ministra Zdrowia z dnia 8 września 2015 r. w sprawie ogólnych warunków umów o udzielanie świadczeń opieki zdrowotnej, wszystkie podmioty lecznicze (szpitale), które zawarły umowę z Narodowym Funduszem Zdrowia, zwanym dalej „Funduszem”, zobowiązane są do świadczenia usług określonych w tej umowie w pełnym zakresie i zgodnie z obowiązującymi przepisami prawa”.
By uporządkować i usprawnić zarządzanie umowami z placówkami medycznymi, wprowadzono z dniem 30 maja 2024 r. istotną zmianę przepisów rozporządzenia ministra zdrowia z 8 września 2015 roku w sprawie ogólnych warunków umów o udzielanie świadczeń opieki zdrowotnej, która wymaga realizacji legalnych aborcji przez placówki zdrowotne, „niezależnie od tego, czy lekarz wykonujący zawód u tego świadczeniodawcy powstrzymał się od udzielenia ww. świadczenia z uwagi na powołanie się na klauzulę sumienia”.
Władze zapewniły także, że studenci odbywający kształcenie w celu uzyskania kwalifikacji lekarskich w zakresie położnictwa i ginekologii, uczą się także na temat sztucznego rozrodu i aborcji. „W ramach stażu podyplomowego lekarz musi posiadać wiedzę na temat ram prawnych regulujących postępowanie lekarzy w zakresie sztucznego rozrodu i aborcji. Natomiast kształcenie specjalistyczne w zakresie położnictwa i ginekologii przewiduje dodatkowo konieczność zatwierdzenia przez kierownika specjalności zabiegu oczyszczenia i opróżnienia jamy macicy, który jest również wykonywany w przypadku większości innych zabiegów, tj. poronień lub martwych urodzeń. W odniesieniu do stosowania procedur próżniowych krajowy konsultant w dziedzinie położnictwa i ginekologii wskazuje, że są one znane od kilkudziesięciu lat i nie są procedurami nowoczesnymi; ponadto ich stosowanie jest ograniczone czasowo (do 8 – 10 tygodnia ciąży), a po zabiegu próżniowym jama macicy w większości przypadków i tak wymaga dodatkowego łyżeczkowania. Zwraca również uwagę, że zwiększanie dawek prostaglandyn nie eliminuje bólu, a wręcz przeciwnie, może go nasilać, w zależności od indywidualnej reakcji pacjentek na ból skurczowy”.
Strona polska zapowiedziała, że Ministerstwo Zdrowia planuje przeprowadzenie „pogłębionych analiz i konsultacji w zakresie usprawnienia procedury składania skarg na opinię lekarską o braku możliwości wykonania legalnego zabiegu aborcji. Obecnie, w ramach współpracy Ministerstwa Zdrowia i Ministerstwa Sprawiedliwości, trwają wstępne prace koncepcyjne mające na celu uproszczenie instytucji sprzeciwu wobec opinii lub orzeczenia lekarskiego oraz przyspieszenie procedury. Proponowane zmiany, popierane również przez Rzecznika Praw Pacjenta, obejmują:
Odstąpienie od wymogu wskazania w złożonym sprzeciwie przepisu prawnego, z którego wynikają prawa lub obowiązki pacjenta, których dotyczy opinia lub orzeczenie. Proponowana zmiana w tym zakresie uwzględnia propozycje organizacji społeczeństwa obywatelskiego, zgodnie z którymi ustawodawca narzucił osobom zamierzającym skorzystać z prawa sprzeciwu zbyt duże wymagania co do wskazania przepisu prawnego, z którego wynikają określone prawa i obowiązki pacjenta, pod rygorem odrzucenia sprzeciwu z przyczyn formalnych bez rozpatrzenia;
Wyjaśnienie, że sprzeciw jest dopuszczalny również w przypadku odmowy wydania opinii lub zaświadczenia, a także odmowy skierowania na badania diagnostyczne, jeżeli są one niezbędne do wydania takiej opinii lub zaświadczenia. Aby taki sprzeciw był skuteczny, odmowa powinna zostać odnotowana w dokumentacji medycznej pacjenta, dlatego proponuje się wprowadzenie ustawowego obowiązku dokonywania stosownych adnotacji w tym zakresie;
Skrócenie do 10 dni terminu wydania zaświadczenia przez Izbę Lekarską po złożeniu przez pacjenta całkowitego sprzeciwu wobec opinii lub zaświadczenia lekarskiego. Jeżeli nie jest możliwe wydanie zaświadczenia w terminie z uwagi na konieczność zbadania pacjenta, termin wydania zaświadczenia ulega przedłużeniu o czas niezbędny do przeprowadzenia badania. Termin wskazany w obowiązujących przepisach (30 dni) może być w niektórych przypadkach zbyt długi, co praktycznie pozbawia pacjentkę możliwości skutecznego skorzystania z instytucji sprzeciwu. Dotyczy to na przykład przypadku, gdy sprzeciw wnoszony jest przeciwko opinii lekarskiej lub orzeczeniu mającemu wpływ na prawo do przerwania ciąży, z uwagi na fakt, że ustawa z 1993 r. określa czas, w którym dopuszczalne jest przerwanie ciąży;
Przeniesienie do nowelizacji przepisu umożliwiającego pacjentce lub jej przedstawicielowi ustawowemu udział w posiedzeniu Komisji Lekarskiej, z wyjątkiem części posiedzenia, w trakcie której odbywa się narada i głosowanie nad zaświadczeniem, oraz udzielanie informacji i wyjaśnień w sprawie. Obecnie taki przepis wynika z rozporządzenia Ministra Zdrowia z dnia 10 marca 2010 r. o Izbie Lekarskiej Rzecznika Praw Pacjenta (Dz. U. Nr 41, poz. 244);
Wprowadzenie przepisu zapewniającego pacjentowi możliwość ustanowienia przedstawiciela w postępowaniu przed Izbą Lekarską. W celu uproszczenia procedury wnoszenia sprzeciwu i ułatwienia zainteresowanym pacjentom korzystania z tego prawa, proponuje się wprowadzenie możliwości wniesienia sprzeciwu w formie pisemnej, ustnej do protokołu lub drogą elektroniczną za pośrednictwem Elektronicznej Platformy Usług Administracji Publicznej (ePUAP). Proponuje się również, aby w ustawie jasno określono status zaświadczenia wydanego przez Izbę Lekarską. W celu zapewnienia skuteczności instytucji sprzeciwu proponuje się, aby opinia wydana przez Izbę Lekarską zastąpiła zaskarżoną opinię lub zaświadczenie”.
Zaznaczono, że „Rząd RP pragnie również podkreślić, iż podjął praktyczne działania w celu zapewnienia pacjentkom w sytuacjach przewidzianych w ustawie z 1993 r. rzeczywistego dostępu do zabiegu przerwania ciąży w każdym województwie”.
Wskazano na inne działania, jakie podjęto w celu ułatwienie dostępu do aborcji, to jest wytyczne prokuratorskie odnoszące się do przygotowania rekomendacji dotyczących prowadzenia spraw odmowy przerwania ciąży, a także rekomendacji dotyczących tzw. aborcji farmakologicznych.
Zapewniono również, że Rząd RP „podchodzi do problemu szczególnych potrzeb kobiet niepełnosprawnych z odpowiednią determinacją”. „W 2023 r. Ministerstwo Zdrowia zleciło agencji badawczej PBS Sp. z o.o. przeprowadzenie analizy potrzeb i dostępności opieki ginekologiczno-położniczej dla kobiet z niepełnosprawnościami”.
Wskazano także, że przymusowa aborcja i sterylizacja są zabronione w Polsce, a „sterylizacja bez wyraźnego wskazania medycznego jest zabroniona przez prawo polskie i podlega karze na podstawie art. 156(1)(1) Kodeksu karnego. Zgodnie z ww. przepisem, za spowodowanie ciężkiego uszczerbku na zdrowiu przez pozbawienie człowieka zdolności do prokreacji grozi kara pozbawienia wolności od 1 do 10 lat”.
Jednocześnie przytoczono art. 153 Kodeksu karnego, który stanowi, że „każdy, kto przerywa ciążę, stosując siłę wobec kobiety ciężarnej lub w inny sposób przerywa ciążę bez jej zgody, lub powoduje u niej przerwanie ciąży siłą, groźbą bezprawną lub oszustwem, podlega karze pozbawienia wolności na okres od 6 miesięcy do 8 lat”. „Dlatego – napisano – należy powtórzyć, że każda taka sytuacja wywołuje reakcję organów ścigania i wymiaru sprawiedliwości”.
W przypadku sterylizacji lansowanej przez instytucje międzynarodowe jako forma antykoncepcji, strona polska zastrzegła, że nie może być traktowana w Polsce w ten sposób, gdyż wiąże się z nieodwracalną utratą zdolności do poczęcia. Dodano jednak, że „zabiegi medyczne, takie jak obustronne podwiązanie i zmiażdżenie jajowodów, obustronne endoskopowe zamknięcie światła jajowodów lub wycięcie obu jajowodów, należą do procedur gwarantowanych wymienionych w załączniku nr 1 do rozporządzenia Ministra Zdrowia z dnia 22 listopada 2013 r. w sprawie świadczeń opieki zdrowotnej gwarantowanych z zakresu leczenia szpitalnego”.
Wskazano, że w Polsce powszechnie dostępne są różne środki antykoncepcyjne. Są one wydawane na receptę, ale nie każdy pracownik służby zdrowia ma prawo do wystawienia takiej recepty. Mogą to robić głównie lekarze, a nie pielęgniarki, położne i farmaceuci. „Z samej swojej natury recepta farmaceutyczna powinna obejmować leki antykoncepcyjne stosowane w nagłych przypadkach, a nie regularnie”.
W sprawie „pigułek dzień po” od 2 maja 2024 r. podmioty prowadzące apteki ogólnodostępne w Polsce mogą ubiegać się o udział w programie pilotażowym prowadzonym na podstawie rozporządzenia Ministra Zdrowia z dnia 29 kwietnia 2024 r. w sprawie programu pilotażowego świadczeń farmaceutycznych dotyczących zdrowia rozrodczego (Dz. U. z 2024 r. poz. 662) oraz stosownego zarządzenia Prezesa Narodowego Funduszu Zdrowia, które pozwala, po przeprowadzeniu odpowiedniego wywiadu przez farmaceutę, wystawić pacjentce powyżej 15. roku życia receptę farmaceutyczną na środek antykoncepcyjny postkoitalny (awaryjny) zawierający jedną z najczęściej stosowanych w takich przypadkach substancji (octan uliprystalu), jeżeli jest to uzasadnione ryzykiem dla zdrowia rozrodczego pacjentki”.
W tym wypadku strona polska wykazała się niekonsekwencją, ponieważ wcześniej wskazywano w dokumencie, że recepty na środki antykoncepcyjne nie mogą wystawiać farmaceuci, ponieważ nie są ani upoważnieni, ani nie są w stanie ocenić stanu zdrowia pacjentki.
„Od maja 2024 r. możliwe jest zatem uzyskanie antykoncepcji awaryjnej nie tylko na receptę lekarską, ale w przypadku octanu uliprystalu również w aptece. W rezultacie dostępność tej substancji w Polsce pozostaje na tym samym poziomie, co w niemal wszystkich innych państwach członkowskich UE. Według danych opublikowanych przez Narodowy Fundusz Zdrowia 28 maja 2024 r. w programie pilotażowym wzięło udział 468 aptek ogólnodostępnych”.
„Według danych z 2023 r. w Polsce wystawiono ponad 271 tys. recept lekarskich na leki antykoncepcyjne awaryjne zawierające dwie najczęstsze substancje tego typu (…). Jest to więcej niż w 2020 r. (ponad 127 tys. recept tego typu), 2021 r. (prawie 200 tys. recept) i 2022 r. (prawie 245 tys. recept). W 2023 r. skutecznie zrealizowano około 90% recept na takie leki. Podobny odsetek, z niewielkimi różnicami, obserwowano również w latach ubiegłych” – czytamy.
Rząd RP zapewnił, że od września 2025 r. wprowadzi obowiązkową edukację na temat zdrowia seksualnego i reprodukcyjnego oraz praw w oficjalnym programie nauczania szkół, który zastąpi obecne nieobowiązkowe zajęcia z wychowania do życia w rodzinie we wszystkich typach szkół. „Przedmiot edukacji zdrowotnej będzie obejmował zagadnienia zdrowia psychicznego i fizycznego, a także zagadnienia zdrowego żywienia, profilaktyki, uzależnień i edukacji seksualnej. Będzie to przedmiot kompleksowo traktujący zdrowie człowieka. Przeznaczony jest dla uczniów klas IV – VIII szkół podstawowych, a także klas I – III szkół ponadgimnazjalnych, liceów, techników, a także szkół zawodowych. Treści nauczania nowego przedmiotu będą obejmować m.in. regulacje prawne zawarte w art. 4 ust. 3 ustawy z dnia 7 stycznia 1993 r. o planowaniu rodziny, ochronie płodu ludzkiego i warunkach dopuszczalności przerywania ciąży, na podstawie których opiera się obowiązujące rozporządzenie Ministra Edukacji Narodowej z dnia 12 sierpnia 1999 r. w sprawie sposobu nauczania w szkole oraz zakresu treści dotyczących wiedzy o życiu seksualnym człowieka, zasadach świadomego i odpowiedzialnego rodzicielstwa, wartości rodziny, życia w fazie prenatalnej oraz metodach i środkach świadomej prokreacji ujętych w podstawie programowej kształcenia ogólnego. Minister Edukacji Narodowej powołał zespół ekspertów, w którego skład wejdą przedstawiciele o wysokim poziomie merytorycznym wymaganej wiedzy, a także eksperci doskonale znający praktykę szkolną. Wyniki prac zespołu mają stanowić podstawę i treść nowego przedmiotu”.
Odnosząc się na koniec do zaleceń Komitetu CEDAW napisano, że „Rząd Polski pragnie powtórzyć swoje niezmienne zaangażowanie w ochronę, poszanowanie i realizację praw człowieka wszystkich osób, w tym praw kobiet, oraz zapewnienie kobietom równego traktowania we wszystkich dziedzinach życia. Rząd Polski potwierdza również swoje zaangażowanie w zagwarantowanie równego dostępu do usług opieki zdrowotnej świadczonych przez prawo krajowe, w tym aborcji. Dostępność aborcji jest jednym z aspektów bezpieczeństwa zdrowotnego pacjentek w zakresie szeroko pojętej opieki okołoporodowej i zdrowia reprodukcyjnego. Kontynuując prace nad niezbędnymi, ale często aktualnymi zmianami legislacyjnymi (prace w polskim parlamencie nad kilkoma projektami ustaw dotyczącymi dopuszczalności aborcji), Rząd kładzie główny nacisk na przestrzeganie przez uczestników systemu opieki zdrowotnej obowiązujących przepisów, zapewniając poszanowanie praw pacjentek i wypełnianie przez podmioty medyczne swoich zobowiązań. Praktyczne i regulacyjne zmiany wprowadzone w tym zakresie zostały opisane powyżej. Rezultatem powinna być namacalna jakościowa zmiana w rzeczywistym dostępie do obecnie dopuszczalnych procedur aborcyjnych”.
Wyjaśniono, że „Zmiany wprowadzone rozporządzeniem Ministra Zdrowia z dnia 8 września 2015 r. w sprawie ogólnych warunków umów o udzielanie świadczeń opieki zdrowotnej powinny znacząco przyczynić się do poprawy dostępu do procedur aborcyjnych. Aby wesprzeć te działania, wprowadzono środki mające na celu zapewnienie egzekwowania umów zawartych z podmiotami świadczącymi opiekę zdrowotną. Ponadto polski parlament pracuje nad zmianami w odpowiednich przepisach. Jednocześnie w celu złagodzenia zgłaszanej niepewności co do stosowania obecnych przepisów prawnych i uniknięcia tzw. efektu mrożącego zarówno ze strony personelu medycznego, jak i organów ścigania, opracowano niezbędne zestawy wytycznych”.
Rząd przewiduje szereg kampanii promujących aborcję, in vitro, pigułki „dzień po” i edukację seksualną, „gdy tylko wejdą w życie odpowiednie akty prawne (ustawy, rozporządzenia)”.
Pełna wersja odpowiedzi rządu RP znajduje się pod tym linkiem:
Choć od czasu rosyjskiej inwazji Zachód dostarcza Ukrainie coraz więcej broni i amunicji, pojawiają się skargi na wsparcie militarne dla Rosji z zagranicy. Dotyczy to również niedawnych dostaw rakiet z Iranu.
Według raportu Wall Street Journal Iran dostarczył niedawno Rosji rakiety balistyczne krótkiego zasięgu, wywołując powszechne oburzenie w Stanach Zjednoczonych i Europie. Rakiety powinny móc zostać użyte przez wojska rosyjskie w wojnie z Ukrainą. Podobnie jak w przypadku tysięcy dronów kamikaze, które Republika Islamska dostarczyła do Rosji.
Urzędnicy amerykańscy potwierdzili dostawę i ogłosili „zdecydowaną reakcję” Iranowi. Państwa G7 chcą w skoordynowany sposób nałożyć środki karne na Teheran. Jednak zarówno Iran, jak i Rosja są już objęte rozległymi sankcjami, co prowadzi do zacieśnienia ich współpracy. Jak daleko więc posunie się Waszyngton, zwłaszcza że jest mało prawdopodobne, aby był naprawdę zainteresowany eskalacją na Bliskim Wschodzie na dużą skalę?
Krytycy zarzucają jednak także Zachodowi podwójne standardy, gdyż same USA i kraje europejskie dostarczają Ukrainie duże ilości broni i amunicji.
Iran odrzuca te zarzuty i podkreśla swoje neutralne stanowisko w konflikcie ukraińskim. Mówi się jednak, że na początku roku do Rosji dostarczono 400 takich rakiet krótkiego zasięgu.
Sytuacja na Bliskim Wschodzie ma znaczny potencjał eskalacji. „Ukaranie” Iranu za dostawy broni przez USA mogłoby jeszcze bardziej pogorszyć i tak już napięte stosunki. Teheran już grozi odwetem za poprzednie ataki i żąda, aby w zamian Rosja dostarczyła nowoczesne myśliwce.
Metalowa konstrukcja hali została częściowo stopiona. Zawarty w akumulatora Lit – jest jedną z substancji, które nie potrzebują tlenu – by się palić. Mimo tego dzielni Strażacy ugasili ten pożar w ciągu pięciu godzin.
Ale w lutym 2021 roku jakoś nie spieszyło się Im do zgaszenia pożaru Archiwum Miejskiego w Krakowie, które wypalali przez 10 dni!
No, może nie sami Strażacy – co Ich dowództwo akcji gaśniczej.
Jeden ze Strażaków dał mi wyraźnie do rozumienia, że nie było ŻADNEJ akcji gaszenia pożaru, ale jego podtrzymanie!
W tym celu rotacyjnie wymieniali Strażaków z całego Województwa Małopolskiego, by ŻADEN nie zorientował się: co jest grane?
Może – gdybym pół roku wcześniej nie uzyskał z tego Archiwum dowody, że wspólnie i w porozumieniu z Jackiem Majchrowskim – Urzędnicy miejscy fałszowali mapy geodezyjne i Uchwały Rady Miasta Krakowa – to Archiwum stałoby do dziś.
Ale to pozostanie w sferze przypuszczeń.
W Prokuraturze, Sądach i wobec samych zainteresowanych piszę, że fałszowali mapy geodezyjne i Uchwały Rady Miasta Krakowa – i WSZYSCY MILCZĄ! A przecież – gdybym nie posiadał niepodważalnych dowodów – to rzuciliby się na mnie jak wilki.
Tak więc mamy w Krakowie pożary „niepoprawne polityczne” (mocno spleśniałe sterty dokumentów), – których nie da się ugasić i zaangażowane politycznie (hulajnogi), które mimo ogromnej trudności i niebezpieczeństwa -gasi się w kilka godzin.
When Royal Air Force pilots discovered chocolate-coated marshmallow teacakes expanded at high altitudes, they became “the subject of some rather unscientific in-flight experiments” in the 1950s.
Air crews removed their silver foil packaging and perched them around the cabin for observation: The marshmallows swelled as pressure changed. Eventually, they became too big to eat in one bite.
Many noted that, despite the extreme physical effects, the expansion didn’t compromise the taste.
But the expanding teacakes’ fame was short-lived. After a period of marshmallow fever aboard the V-Bombers departing from Gaydon air base, an explosion put a stop to the fun.
During the summer of 1965, a captain and student pilot forgot they had placed unwrapped teacakes above their instrument panels. When the captain pulled an emergency depressurizing switch during a training mission, the treats erupted.
Shards of chocolate and marshmallow hit the windshield, flight controls, and the mens’ uniforms. Shortly thereafter, the RAF put marshmallows on their no-fly list.
Przybyliśmy, zobaczyliśmy, Bóg zwyciężył. Tymi słowami, a ściślej po łacinie Venimus, vidimus, Deus vicit Jan III Sobieski poinformował papieża Innocentego XI o zwycięstwie nad muzułmanami pod Wiedniem. Król Polski powtórzył słowa Karola V wypowiedziane po zwycięstwie nad protestantami w bitwie pod Mühlbergiem w 1547 r.: Veni, vidi, Deus vicit – Przybyłem, zobaczyłem, zwyciężył Bóg.
Sytuacja dzisiejsza jest gorsza pomimo że wróg wcale nie mocniejszy – ani ziemski ani ten piekielny, lecz Watykan złożony niemocą, a w całej Europie, wśród władców, na próżno szukać katolickiego wodza. Jedynie nieliczni stają przeciw Anty-Europejskiej Unii utytłanej w łajnie Bestii.
A Bergoglio… Co zrobił tym razem Namiestnik okupowanego Watykanu?
Postanowiłem nie komentować tego co zrobił heretyk Franciszek. Uważam, że nie ma to już sensu. Nie ma sensu pisać o tym co zrobił lub czego nie zrobił „ziemski awatar antykościoła”.
Kościół katolicki wraz z depozytem wiary jest największym skarbem ludzkości. Niestety, diabelska koteria opanowała Watykan i trzeba ją stamtąd orężem danym od Boga wypędzić.
Odpowiedź na tytułowe pytanie jest prosta. Mogą to zrobić tylko ludzie oddani Bogu. Wierzący w zwycięstwo Boga oznajmione tradycyjnym Deus vicit.
Tymczasem nie dajmy się już zwodzić kolejnymi dziełami prof. Diabelskiego w Kościele katolickim – coraz częstszymi dniami bez Jezusa i Maryi, dniami judaizmu i innymi bezeceństwami rozpoczętymi za sprawą sączonej trucizny Nostra aetate.
Powstałe ze strachu: bezczynność, bezmyślność i milczenie są objawami duchowego niewolnictwa.
Według dyrektor CDC Mandy Cohen, szczepionki mRNA przeciwko COVID-19 nie są przyczyną nagłego i niespodziewanego wzrostu zgonów wśród osób zaszczepionych po wprowadzeniu szczepionki.
Według Cohena szczepionki można odrzucić jako możliwą przyczynę wzrostu liczby nagłych i niespodziewanych zgonów, twierdząc zamiast tego, że „80% dorosłych Amerykanów ma ukryte problemy zdrowotne”.[Piękne, racjonalne wyjaśnienie… MD]
Podczas konferencji prasowej w zeszłym tygodniu Cohen oświadczyła, że jej dwójka dzieci w wieku 10 i 12 lat otrzyma nowe dawki przypominające, starając się w ten sposób przekonać opinię publiczną, że szczepionki przeciwko COVID-19 pozostają bezpieczne, skuteczne i niezbędne dla zdrowia publicznego w 2024 r.
Pytanie tylko, czy jej dzieci otrzymają “szczepionki” dla społeczeństwa, czy też “specjalnie przygotowane dla VIP-ów”, czyli roztwór soli fizjologicznej, w terminologii medycznej zwane PLACEBO?
Pożar magazynu z hulajnogami elektrycznymi w Krakowie. / Fot. facebook.com/kwpspkrakow
W Krakowie doszło do potężnego pożaru – spłonęły dwie hale magazynowe. Znajdowało się w nich około tysiąca hulajnóg elektrycznych.
Akcja gaśnicza, w której uczestniczyło blisko 50 strażaków, była niezwykle trudna i niebezpieczna. Młodszy brygadier Daniel Adamczyk z Komendy Miejskiej Państwowej Straży Pożarnej w Krakowie poinformował, że ze względu na intensywność ognia i niestabilność konstrukcji, podjęto decyzję o gaszeniu pożaru wyłącznie z zewnątrz. W trakcie akcji dach i ściany zewnętrzne hal zapadły się, co dodatkowo skomplikowało działania ratownicze.
Według rzecznika prasowego Małopolskiego Komendanta Wojewódzkiego PSP, mł. kpt. Huberta Ciepłego, w wyniku pożaru całkowitemu zniszczeniu uległo około tysiąca hulajnóg elektrycznych oraz tyle samo zapasowych baterii. Strażakom udało się jednak obronić trzecią halę, w której znajdowało się około dwóch tysięcy akumulatorów samochodowych i opon.
Po opanowaniu sytuacji, strażacy dokładnie sprawdzili teren, aby upewnić się, że nie ma żadnych nowych zarzewi ognia. Następnie obszar został przekazany właścicielowi hal, który oceni skalę strat. W zdarzeniu nikt nie został ranny. Obecnie trwa rozbiórka pozostałości po halach, a biegli pracują nad ustaleniem przyczyn pożaru. [hi, hi.. I ci muszą zarobić… MD]
Policja rozpoczęła najścia na naszych wolontariuszy, chce od razu przesłuchiwać w domach, innych wzywa na przesłuchania na komendę. Chodzi o kontrę do parady LGBT w Kielcach, gdzie lobby LGBT planowało swój ohydny występ tuż koło placu zabaw dla dzieci.
Być może pamięta Pan ten szczególny marsz równości kilka tygodni temu? Na kieleckim Skwerze Ireny Sendlerowej znajduje się duży, świeżo wyremontowany plac zabaw dla dzieci. Przychodzą tam dzieci w każdym wieku – od kilkumiesięcznych niemowlaków w wózkach z rodzicami po nastolatki, które chcą posiedzieć w cieniu i porozmawiać. Właśnie naprzeciw tego miejsca aktywiści LGBT ustawili scenę i chcieli gromadzić się, aby wyruszyć na paradę równości ulicami Kielc.
Na paradach zawsze pojawiają się osoby z zaburzeniami płciowości, mężczyźni przebrani za wulgarne kobiety (drag queens), tzw. „pracownicy seksualni”, czyli po prostu prostytutki, pary homoseksualne symulujące kopulację.
Czy to jest odpowiedni widok dla dzieci?
W wyniku zorganizowanej przez ŻiR kontry, cała ta menażeria musiała przesunąć się na drugą stronę placu.
Gorszyli, ale już nie w bezpośrednim sąsiedztwie dzieci.
Teraz policjanci nachodzą naszych wolontariuszy i wnoszą do sądu o ukaranie. Stawiają następujące zarzuty:
– przedstawiania na banerze geja-pedofila z PO, Krzysztofa F., który wykorzystał nieletniego chłopca, a ofiara popełniła samobójstwo,
– pokazywania uczestnikom marszu równości Różańca i wypowiadania na głos słów modlitwy,
– odmowy rozejścia się, gdy lobby LGBT naciskało, że chcą rozłożyć się koło placu zabaw.
W tej chwili wiem o 7 osobach z Fundacji, które już są ścigane, codziennie dochodzi informacja o kimś kolejnym.
Czeka nas poważna przeprawa w sądzie, bo – jak sam Pan widzi – cała ta sprawa jest zemstą. Rząd chce uciszyć prawdę o LGBT, bo szykuje ustawę o związkach partnerskich. Chce też, abyśmy nie pokazywali, jak bardzo aktywne jest lobby LGBT w szeregach Platformy Obywatelskiej.
Potrzeba środków finansowych, aby zabezpieczyć pomoc prawną dla wszystkich, którzy w Kielcach bronili dzieci przed widokiem obnażonych homoseksualistów.
Chciałabym prosić Pana o tę pomoc, bo wiem, że rozumie Pan, jak ważne jest bronić dzieci przed sześciokolorowym zgorszeniem. Odważni ludzie odsunęli działaczy LGBT od dzieci. Teraz mogą zostać skazani.
Potrzeba 16 tysięcy złotych, aby zabezpieczyć ich proces w pierwszej instancji. Na koszty te złoży się pomoc prawna już teraz na etapie przesłuchań, a następnie pisma procesowe, obecność prawników na rozprawach, zbieranie materiału dowodowego i wszelkie inne czynności w sprawie.
Czy może Pan pomóc w pokryciu tego kosztu?
Czy może Pan przekazać 40, 70, 130 złotych lub inną kwotę, o której Pan zdecyduje na obronę działaczy przed represjami ze strony wymiaru sprawiedliwości? Czy może Pan pomóc ratować ludzi, którzy wiedzą, że lobby LGBT to nie jest towarzystwo dla kilkuletnich maluchów?
Bardzo proszę o wpłatę na konto Fundacji Życie i Rodzina z dopiskiem „KIELCE”, numer konta:
Bardzo proszę o pomoc w obronie ludzi, którzy ją organizowali.
WSPIERAM
NUMER RACHUNKU BANKOWEGO: 47 1160 2202 0000 0004 7838 2230 NAZWA ODBIORCY: FUNDACJA ŻYCIE I RODZINA TYTUŁEM: DAROWIZNA NA CELE STATUTOWE DLA PRZELEWÓW Z ZAGRANICY: IBAN:PL 47 1160 2202 0000 0004 7838 2230 KOD SWIFT: BIGBPLPW
MOŻNA TEŻ SKORZYSTAĆ Z SYSTEMÓW DO SZYBKICH PRZELEWÓW, BLIKA LUB PŁATNOŚCI KARTAMI POD LINKIEM: https://ratujzycie.pl/wesprzyj/
Burmistrz Londynu uruchomił specjalną trasę autobusową w północnej części miasta, aby pomóc londyńskim Żydom poczuć się „bezpiecznie podczas podróży”. Autobusami linii 310 będą mogli podróżować wyłącznie Żydzi.
I promised to introduce the 310 bus route to directly connect Golders Green and Stamford Hill if re-elected—I'm really pleased to have fulfilled that promise. pic.twitter.com/BlzdxPKfpr
Londyn wprowadził autobusy Nur für Juden. Autobus linii 310 ma kursować co 20 minut pomiędzy Stamford Hill w dzielnicy Hackney i Golders Green w Barnet. Jak poinformowało biuro burmistrza, projekt powstał w odpowiedzi na wieloletnie prośby ortodoksyjnych społeczności żydowskich o stworzenie usługi łączącej obie żydowskie dzielnice. Sadiq Khan powiedział, że stworzenie trasy, która będzie kursować codziennie w godzinach 7:00-19:00, było jedną z jego obietnic wyborczych.
Khan powiedział w BBC London: – Od 16 lat społeczności żydowskie w Stamford Hill i Golders Green zabiegają o bezpośrednie połączenie między tymi dwiema społecznościami. Byłem pod wrażeniem rozmów, jakie w ostatnich miesiącach odbyłem ze społecznością żydowską. Byli przerażeni z powodu gwałtownego wzrostu antysemityzmu od siódmego października ubiegłego roku. Opowiadano mi historie od rodzin, które, gdy przesiadały się z autobusów ze Stamford Hill do Golders Green w Finsbury Park, były przerażone nadużyciami, których doświadczyły. [Ciekawe, jakimi? Chyba pytaniami o rzeź przez Izrael Palestyńczyków, w tym kobiet i dzieci? ]
Metropolitalna Policja odnotowała 2065 incydentów przestępstw na tle „nienawiści na tle antyżydowskim” w okresie od października 2023 roku do lipca br. Spośród 2065 zgłoszeń, 390 miało miejsce w Barnet, 277 w Westminster, 250 w Hackney i 190 w Camden.
Khan dodał, że nowa trasa autobusowa „łączy społeczności” i zapewni londyńskim Żydom, że będą „bezpieczni podczas podróży między swoimi dwiema społecznościami”. – Myślę, że musimy zdać sobie sprawę ze strachu, jaki czują londyńczycy, którzy są Żydami, musimy zdać sobie sprawę z fali nienawiści, którą odczuwają Żydzi w całym kraju. Musimy być dobrymi sojusznikami dla naszych żydowskich przyjaciół i sąsiadów – powiedział.
London Jewish Forum i Board of Deputies of British Jews oświadczyły, że są „zachwycone” trasą autobusową Nur für Juden. – Ten autobus stanowi znaczące ulepszenie dla naszej ściśle ortodoksyjnej społeczności – napisano w oświadczeniu.
Testowa linia 310 to pierwsza bezpośrednia linia autobusowa łącząca Stamford Hill i Golders Green. Kosztowała Transport for London (TfL) ponad 3 160 000 funtów. Biegnie równolegle do linii 253, między stacjami Stamford Hill i Finsbury Park oraz do linii 210, między stacjami Finsbury Park i Golders Green. Autobusy kursują w godzinach 7.00-19.00.
NASZ KOMENTARZ: Jak zwykle, zgodnie z oficjalną narracją, ataki na Żydów są wynikiem spontanicznych wybuchów nienawiści gojów, a nie działań samych Żydów. W tym wypadku wzrostowi niechęci wcale nie są winni żydowscy naziści, mordujący kobiety i dzieci w Strefie Gazy i na Zachodnim Brzegu Jordanu. Co więcej, autobusy wyłącznie dla Żydów nie spowodują spadku tzw. antysemityzmu. Wręcz przeciwnie.
Swoją drogą dziwne, że Londyn nie zaproponował budowy dla Żydów specjalnych przejść podziemnych, wzorowanych na tych z siedziby Chabad Lubawicz w Nowym Jorku.
==============================
mail:
Jak sprawdzają, że kandydat na pasażera jest żydem? Każą spuścić spodnie?
7 września 2024 r. | Nr 36/2024 (688) Szanowni Państwo! Dzisiaj zamiast felietonu mini teatrzyk. Pozdrawiam Małgorzata Todd BEZMIAR OCEANU występują: Matka i Córka
Matka: Odnoszę wrażenie, jakby z telewizora zalewał nas ocean bzdur. Płeć to nie biologia, a imaginacja; klimat można zmienić przenosząc produkcję do Chin… Córka: Nie rozumiesz na czym polega dbałość o środowisko. Matka: Na umocowaniu nakrętek do plastikowych butelek? Córka: Chociażby. Matka: Rzeczywiście taka zakrętka mogłaby się zawieruszać i nie trafiać razem z butelką do oceanu. Córka: Oj, co tam środowisko, kiedy zepsuła nam się właśnie pralka. Matka: Znowu!? Córka: Jak to znowu? Poprzednia popsuła się po dwóch latach, a ta dopiero po pięciu. Matka: Bo wykupiłaś ekstra gwarancję na pięć lat, pamiętasz? Córka: Rzeczywiście. A tak, swoją drogą, jak oni umieją to wyliczyć, że zawsze psuje się akurat w momencie wygaśnięcia gwarancji? Matka: Pomyśl lepiej, co by było, gdyby trzeba było prać pieluszki ręcznie. Córka: Tego, to chyba najstarsi górale nie pamiętają. Matka: Twoja córka może nawet pralek nie będzie pamiętała. Córka: Dlaczego? Co chcesz przez to powiedzieć? Matka: Jak postęp utrzyma dotychczasowe tempo, to kiedy ona dorośnie będą wyłącznie jednorazówki w użyciu. Co się zabrudzi, to się wyrzuci. Oceany przyjmą wszystko, nie tylko niezniszczalne plastikowe butelki z nakrętkami, lub bez.
Dużo ostatnio mówi się o aborcji, zwłaszcza w kontekście wzmagających przykrywek. Jest to stała zagrywka rządzących, zwłaszcza obecnie, kiedy trzeba przykryć jakąś sporą niedogodność, by ta nie szkodziła rządowi, albo przykryć rządową niegodziwość, gdy ten ją gdzieś popełnia, zwłaszcza w permanencji. Wtedy się włącza uniwersalny temat, który natychmiast dzieli Polaków – ci rzucają się sobie do gardeł, bo tu co Polak, to opinia. Ale ostatnio aspekt aborcji, o której do tej pory się gadało wiele, a robiło niewiele, staje się ważnym elementem kompletnej erozji tzw. państwa prawa.Dziś piszę o aborcji nie z punktu widzenia etycznego, tylko chciałbym pozostać na gruncie prawa, przepraszam za cytat: takiego, jak go rozumiem. Od dawna bowiem zauważyłem, że zwłaszcza zwolennicy aborcji nie używają argumentów prawnych, gdyż tu jest czarno na białym w konstytucji napisane, że państwo chroni życie człowieka od momentu poczęcia. I żadne wygibasy, a widzieliśmy ich wiele, na nic tu się przydały. A więc w argumentowaniu, jeśli takie coś w ogóle przynależy debatowaniu z lewicą, ta powołuje się albo na argumenty emocjonalne – vide kompletne przeinaczenie casusu z Izą z Pszczyny – albo na stricte feministyczne, w dodatku pozbawiające płodu miana istoty ludzkiej. Ja obecnie, w tym tekście, chcę kompletnie odejść od takich „obejść” i zająć się sytuacja prawną, gdyż ta właśnie – po odbytych bojach medialnych – wchodzi już w fazę rympału prawnego. Trybunał czyli krzyżak W państwie prawa, szczególnie obecnie teraz odzyskanym przez walczącą o praworządność władzę, mamy w konstytucji do czynienia z art. 87, który mówi o źródłach prawa. Ale ważna jest kolejność – wygląda ona jak choinka. Na jej dole, u korzenia, wręcz na krzyżaku trzymającym całość w pionie stoi Konstytucja i z niej wyrastają później regulacje pochodne – ustawy Sejmu czy rozporządzenia ministerstw. Ale każda z tych pochodnych musi być osadzona w Konstytucji, czego badaniem w procesie legislacyjnym zajmuje się Trybunał Konstytucyjny. Sejm nie może przyjmować niekonstytucyjnych ustaw. To znaczy – może, ale jeśli po ich przyjęciu, nawet po wejściu w życie, jeśli komuś w wyznaczonych do tego instytucjach taki akt prawny się nie spodoba, to można zakwestionować jego konstytucyjność przed Trybunałem. Trybunał rozstrzyga, zaś czy rząd to uwzględni i poprawi, to już osobna sprawa. Ostatnio właśnie wokół tego toczyła się część plemiennej narracji politycznej. PO zarzucała PiS-owi, że ten nie ogłasza aktów, że nie wprowadza wyroków Trybunału Konstytucyjnego. W związku z tym pozostała tylko rządzącym z PiS-u… wymiana Trybunału i zmiana sposobu jego wybierania. Kłopot w tym, że w większości przypadków polska konstytucja jedynie powołuje dane instytucje, zaś w sprawie sposobu ich obsadzania odsyła do ustaw. A te mogą takie instytucje szarpać od ściany do ściany, bo jak rząd się zmieni, to może ustawami wypatroszyć dowolną instytucję. Dodajmy – powołaną w ramach checks and balances, czyli właśnie po to, by w trójpodziale władzy, kolejna wybrana władza nie miała wszystkiego, by był jakiś cień kontroli nad egzekutywą, chociażby z instytucji obsadzanych w innej kadencyjnności, czy przez ciała niebezpośrednio podlegające presji większości. PO zrobiła sobie z tego sztandar, nadęła się nad niezależnością i respektowalnością orzeczeń Trybunału Konstytucyjnego, a więc PiS nie zmienił tego układu (do tego trzeba by było zmieniać konstytucję) tylko wymienił Trybunał. No, trochę się pomęczył, bo musiał trochę poczekać. A więc miał po tym kontrolę nad tym czy przyjmowane przez jego większość sejmową ustawy będą uznane za konstytucyjne, czy nie. To znaczy – czy wejdą w życie bez problemów, ale i też bez należytej, nawet merytorycznej kontroli. Stąd się za czasów PiS-u zaczęły brać ustawy-potwory, uchwalane w jeden dzień, który i tak wystarczył na daremne wzywanie do opamiętania, gdyż rozgrzana i pędząca polityczna większość prokurowała ustawowe gnioty. Gnioty tak duże, że nawet uchwalając ustawę już przygotowywano jej nowelizację. PO po „zdobyciu” Trybunału przez PiS musiała zmienić narrację, gdyż TK nagle stał się omylny i można było kwestionować, nawet wypadało, jego postanowienia, ba – nawet jego… konstytucyjność. I dopóki będzie obsadzony przez PiS to za taki będzie uważany. Ale w świetle taktyki odpiłowywania PiS-u od państwa jeszcze się nie zdecydowano w uśmiechniętym rządzie, jak np. z wejściem do TVP, że można to zrobić skok na TK choćby za pomocą uchwały sejmowej. Bo inaczej trzeba by było zrobić porządek z Trybunałem Konstytucyjnym poprzez zmianę Konstytucji, a tego bez PiS-u się nie da. No, chyba, że przez referendum, ale POPiS na to nie pójdzie, bo obecne konstytucja gwarantuje temu układowi wieczną władzę, tyle, że z awanturami o rezultat naprzemienności. Aborcja Trybunał za PiS-u 22.10.2020 roku orzekł w sprawie aborcji, interpretując sławetny zapis z art. 38 konstytucji o ochronie życia. Wykluczył tym samym stosowanie przesłanki eugenicznej, co było zgodne z zapisem w konstytucji. Inaczej orzec nie mógł, a wcześniej tego nie zrobił, gdyż ani samodzielnie nie wszczął postępowania w sprawie tej niezgodności ustawy dozwalającej aborcję z Konstytucją, a właściwie nikomu nie zależało politycznie na naruszaniu tzw. „kompromisu aborcyjnego”, który stanowił jeden z nielicznych przykładów „porozumienia ponad podziałami”. Widać to było w 2017 roku, kiedy Trybunał, któremu przewodził profesor Zoll odrzucił wszelki próby relatywizowania zakazu aborcji, m.in. w sprawie przesłanki zdrowotnej. Dziś profesor już zmienił zdanie twierdząc, że sytuacja się zmieniła. To prawda – politycznie się zmieniła, ale nie konstytucyjnie i prawnie…Teraz mamy nową władzę, która jako się rzekło, nie tylko używa aborcji do siania zamętu, ale i ma to wpisane, i akurat tu się będzie dziwnie tego trzymać, że aborcję się zrobi dopuszczoną. Co prawda nie było to w umowie koalicyjnej napisane wprost, bo koalicjanci nie mogli się dogadać, ale były tam zalążki wyjścia na dzisiejsze postulaty. Cytuję: „Wzmocnimy prawa kobiet, które będą kluczowym obszarem działań, Koalicji. Unieważnimy wyrok Trybunału Konstytucyjnego z 2020 roku. Kobiety mają prawo decydowania o sobie”. Pierwszy poważny balon został wypuszczony już za nowej władzy 12 lipca 2024 roku, bo liczono na następujący ruch: dajemy do Sejmu ustawę, Sejm to klepie z naszym Senatem, lud aborcyjny jest wdzięczny (dowieziona już druga obietnica obok jedynej – ***** ***). Ustawa idzie do prezydenta, zaś ten albo ją odrzuca, albo kieruje do Trybunału, albo podpisuje (ale powiedział, że nie podpisze). To pierwsze, czyli odrzucenie miało grać na jego niekorzyść, szczególnie w kontekście wyborów prezydenckich. Wprawdzie Duda już nie może kandydować (na szczęście…), ale każde osłabienie jego pozycji będzie indukcyjnie przeniesione na przyszłego kandydata PiS-u. Jak zaś Trybunał się w sprawie aborcji zaprze (a nie zaprzeć się nie może, bo powiedział już A), to też będzie na PiS.Niestety PO tu przegrzała, bo cały ten łańcuszek nie wystartował. Powód był zaskakująco prosty – koalicja nie zebrała większości, bo wszystko – głównie – popsuł PSL, który zadeklarował brak poparcia. Natomiast katolicy nowocześni, zgrupowani u Hołowni, byli za i potem się dziwili, że córka ich lidera nie została dopuszczona do nauki w szkole katolickiej za brak kompatybilności wartości szkoły i deklaracji rodzica. Wzięto się więc za sprawę inaczej, po bodnarowsku. Nie kijem, to pałką Skoro nie można wprowadzić aborcji przez konstytucję, skoro nie można uchwalić ustawy i zmienić prawa, postanowiono… odejść od jego stosowania, czyli egzekwowania. Wystarczy tylko powstrzymać aparat państwowy od stosowania prawa, czyli dać słynne wytyczne do prokuratorów i policji, by nie ścigać lekarzy za aborcje. Samym lekarzom zagwarantowało się (w mediach), że ścigani nie będą. Całość zaś wzmocniło się spektakularnymi karami dla klinik, które w świetle prawa, a nie odstąpienia od jego stosowania, odmówiły przeprowadzenia aborcji. W najbardziej jaskrawym przypadku kobieta domagająca się aborcji przyniosła kwitek wystawionego zdalnie zaświadczenia od specjalisty z całkowicie niepsychiatrycznej dziedziny. (I to jest zgodne z wytycznymi, gdyż wiceminister zdrowia twierdzi, że: „Jeśli chodzi o kolejki, zakłada się też możliwość uzyskania takiego zaświadczenia w formie teleporady. To miałoby ułatwić pacjentkom uzyskiwanie zaświadczeń – potwierdziła Urszula Demkow). Lekarz na takie kwity odmówił dokonania zabiegu, za co jego placówkę ukarano grzywną w wysokości 550.000 zł . Z chęcią zobaczyłbym uzasadnienie takiej kary, bo byśmy się z niej wiele dowiedzieli o „rozumieniu prawa” przez nowy rząd.Zastosowano tzw. sztuczkę z ogonkiem. W art. 38, konstytucji stoi jak stoi ochrona życia od poczęcia, ale to ustawy są od tego, by dookreślić szczegóły. I w kodeksie karnym stoi znowu jak byk, że aborcja jest karalna. Za to o możliwościach dokonania legalnej aborcji mówi ustawa z 1993 roku „o planowaniu rodziny…”, gdzie w art. 4a dozwala się na aborcję w wypadku gdy: „ciąża stanowi zagrożenie dla życia lub zdrowia kobiety ciężarnej.” I tu jest słaby punkt całej konstrukcji przechodzącej od ogółu konstytucyjnego i doszczegóławiania w ustawie. Bo popatrzmy: a co to jest zdrowie matki? Jaki jest zakres tego pojęcia? Czy mieści się w nim zdrowie psychiczne? A jakże! Gdzieżby się nie miało mieścić, bo o to dba postępowe definiowanie przez WHO w formule IHR pojęć medycznych. Od kiedy homoseksualizm przestał być zdefiniowanym zboczeniem, przeszedł przez fazę dysfunkcji i zniknął z zestawu chorób, bo to przecież wyklucza „kochających inaczej”, to kwestia definicji zdrowia podąża za postępackimi modami i obejmuje również, a jakże, kwestie środowiskowe. Co dopiero powiedzieć o zdrowiu psychicznym – na bank mieści się w definicji zdrowia, zwłaszcza, że zdrowie coraz bardziej jest traktowane jako wartość holistyczna, a więc można do niego przyporządkować i środowisko, i, niedługo zobaczycie, postulat niewystawiania (się) na śmiertelne zagrożenie mowy nienawiści.Wcześniej wydawało się, że WHO toczy słownikowe boje o rzeczy nieważne. Tak to jest, jak się nie rozumie intencji omnipotentnego regulatora. Tak samo było z definicją pandemii przed pandemią – kto by się tam zastanawiał nad definicjami? A tu zamiana z dotychczasowej definicji pandemii jako masowego umierania na wielkich terenach na chorobę zakaźną, gdy zostało zamienione na „masowe zachorowania” to wyszło, że można zamknąć świat z powodu masowej grypy. Tak i tutaj – dołączenie zdrowia psychicznego do całości, holistycznego podejścia do zagadnienia stworzyło szansę, że znalezienie wyrażenia „zagrożenie zdrowia” w ustawie dopuszczającej aborcję powoduje, że można z powodów psychicznych domagać się aborcji. I nie myślcie Państwo, że to wymysł ostatnich czasów, czy naszej rodzimej uśmiechniętej Polski. Skąd – kwestia połączenia tych pojęć w obszar aborcyjnej przesłanki psychiatrycznej była przygotowywana przez WHO od dawna, nawet promowana przez PiS-owskiego ministra pandemii – Niedzielskiego. A więc rządzą w Polsce – wytyczne. A one mówią wszystkim aborcyjnym interesariuszom co mają robić. Niechcące matki mają zdobyć zaświadczenie o tym, że ciąża powoduje zagrażające zdrowiu i życiu reperkusje, typu obniżenie nastroju, niepewność jutra czy depresję. Można taki kwit dostać zdalnie i niekoniecznie od psychiatry. Z tym kwitem idzie się do kliniki i – tu wchodzi rząd – placówka nie może nie wykonać zabiegu. W rezultacie bowiem takiej odmowy może stracić trwale kontrakty z NFZ i pójdzie do piachu. Ciekawą kwestią jest to, że kobieta może się psychicznie źle poczuć nawet w dziewiątym miesiącu ciąży, nawet tuż przed porodem. I lekarz będzie musiał zrobić aborcję. No, ja bym chciał zobaczyć, jak wyciąga się z brzucha zdrowe dziecko, bo mama ma depresję. I co się z nim robi? Dusi? Pozostawia na monstrualnej nerce na parapecie, jak w filmie Vegi? Tacy jesteście panowie, a zwłaszcza panie, dzielni? Wszystko wolno Ale aborcja w tym tekście to, jak zaznaczyłem, nie kwestia moralna, ale – tu – prawna. Popatrzmy na całość. Władza, jak chce, to może. Nic jej nie powstrzyma. Żadne trójpodziały, żadne tam check and balances, konstytucje czy nawet ustawy. One tam sobie gdzieś w szafach leżą, a my zrobimy prosty rympał. Nie można aborcjonować – ok, to my nie będziemy ani ścigać, ani karać. Tyle. Zostaje już tylko naga siła. I to siła nie państwa prawa, takiego, które jakoś dba o pozory, ale rympał w biały dzień, ku uciesze ludu, który niedawno dałby się pokrajać za praworządność, czytał do snu dzieciom a obywatelom w tramwajach konstytucję. Niewielu z tego ludu dziś patrzy w stronę praworządności – widać z tego, że te łże-wartości były tylko taktycznym pudrowaniem jedynego postulatu ***** ***.
Żeby się odbić od aborcji zastosujmy ten model w innym kontekście. Powiedzmy, że mamy w Polsce rząd ludożerców i chce on, by ludzie mogli być swobodnie zabijani, w celu – również – konsumpcji. Konstytucja zabrania, ustawa kodeks karny tudzież. W tej sytuacji wprowadza się kilka rzeczy na raz na poziomie władzy wykonawczej, odchodząc od woli ustawodawcy i roli prawa: policja nie będzie wykrywać, ewidencjonować i ścigać przypadków ludożerstwa. Sądy nie będą karać, bo jeszcze by się gdzie pomyliły, ale w opisanej procedurze – ludożerca nigdy nie trafi przed sąd. Każdy policjant, który się tu będzie starał i ścigał pójdzie na bruk, zaś komenda będzie ukarana. Ofiary ludożerców będą uważane za koszt postępu, zaś ich ochrona będzie piętnowana, jako stojąca na drodze realizacji ważnych powodów ludożerczych. Wystarczy tylko zaświadczenie od lekarza, że tożsamość ludożercza jest (dziś) u osobnika bardzo wyraźna i zaprzeczanie ludożerczej naturze (akurat tu) może być powodem trwałych defektów psychicznych lub chwilowego nawet dyskomfortu. I jak, pasuje taki system? Zamieniliśmy tylko aborcję na morderstwo w celach konsumpcyjnych, wszystko – jak teraz za Tuska – jest takie samo. A skutki takiego podejścia będą rozległe. Prawo, w rękach rozgrzanych polityków i prawników zmienia się w odrapaną fasadę, za którą kryją się prawdziwe konstrukcje niepowstrzymanej siły. Niekontrolowanej nawet przez zwolenników tej władzy. A jak się władza zmieni, to nowa to sobie zapamięta. To będzie tak, jak z tym, kiedy PO wybrało sobie zapasowych sędziów, PiS zobaczył, że – konstytucyjnie – wyszło, że można i „żaden piorun nie spalił” i poszedł dalej. Władza widzi, że jest bezkarna i jest to bezkarność narastająca i dziedziczona, pod warunkiem, że się zdobędzie władzę. Stąd ta walka, bo teraz po zerwaniu paktu POPiS-owego przez PO, każda władza, która nabroiła będzie walczyć o życie, bo konkurenci w razie zwycięstwa ich dojadą jeszcze bardziej. Polityka staje się już walką buldogów NA dywanie (nie – POD), na jawie, w biały dzień, bez żadnych reguł i kontroli. Prawo jest albo dekoracją, albo pałą, którą można użyć przeciwko każdemu.Źle to wróży nam, tu, obywatelom. Niepewni nie tylko swoich, ale żadnych praw będziemy żyli w politycznym darwinizmie. Totalnej opresji, utaplanej dodatkowo w walce wszystkich ze wszystkimi. Plemion z plemionami i plemion z nieplemiennymi. I to będzie Polska – państwo będzie narzędziem użytym do tych zmagań, wraz z jego oprzyrządowaniem – prawem. Po drugiej stronie alternatywy zostanie więc (coraz bardziej ślepy) bunt, albo zniechęcenie – społeczna depresja, która w połączeniu z krzykliwym ekstremizmem mniejszości czyni z naszego kraju jakieś panoptikum.
Na początku roku 2019 razem z żoną, która była w ciąży, udaliśmy się na pierwszą wizytę do ginekologa na badanie USG. Wszystko przebiegało tak jak sobie to wyobrażałem, ale w pewnym momencie lekarz poinformował nas, że zbada prawdopodobieństwo wystąpienia u dziecka zespołu Downa. Okazało się, że wynosi ono 1 do 3000. Wówczas usłyszeliśmy: „Jeśli boicie się Państwo, to mogę przygotować dla Was skierowanie na zabieg”. Do dzisiaj żałuję, że nie dałem mu w twarz… Do dzisiaj zastanawiam się również, ilu lekarzy złożyło rodzicom oczekującym dziecka tego typu „propozycję” oraz… ile się na nią zgodziło.
Żeby tego było mało – ów lekarz do momentu złożenia nam propozycji aborcji ani razu nie użył słów lansowanych przez lewactwo, takich jak „płód”, tylko mówił o „maluszku”, „bobasku”, „dzieciątku” i „dziecku”. Po tym jak moja żona powiedziała, że nie chcemy żadnego „skierowania na zabieg”, jak gdyby nigdy nic znowu zaczął nazywać nasze dziecko „maluszkiem”. Przypomniało mi się wówczas słynne opowiadanie Philipa K. Dicka pt. „Przedludzie”.
Kto jest człowiekiem, a kto nie?
Do napisania „Przedludzi” Philipa K. Dicka zainspirował Sąd Najwyższy USA, a konkretnie jego wyrok w słynnej sprawie Roe vs. Wade wydany 22 stycznia 1973. Przedstawiciele najważniejszego w USA ogniwa wymiaru sprawiedliwości zalegalizowali de facto aborcję na życzenie w Stanach Zjednoczonych, a dzieci w łonach matek nazwali „potencjalnym życiem ludzkim”. Sędzia Harry Blackmun powiedział wówczas, że dziecko poczęte nie jest osobą i dlatego nie ma przeciwwskazań w zalegalizowaniu zabijania w majestacie państwa i prawa dzieci w łonach matek.
Półtora roku po tym wyroku w czasopiśmie „Fantasy and Science Fiction” opublikowano „Przedludzi”. Stworzona przez pisarza Dicka rzeczywistość jest niemal całkowicie pozbawiona jakiejkolwiek racjonalności, logiki, ludzkich odruchów i pozytywnych uczuć. Władze mają absolutny monopol na przemoc, a zdecydowana większość społeczeństwa jest zmanipulowana, żeby nie napisać ogłupiona i bez słowa sprzeciwu godzi się na eksterminację ludzi, których dla uspokojenia sumienia nazywa „przedludźmi”.
Kim są w związku z tym przedludzie? W największym skrócie: są to „istoty ludzkie”, ale nie ludzie, ponieważ – zgodnie z prawem – „nie mają duszy”. Tej bowiem człowiek nie ma od momentu poczęcia, tylko musi ją „nabyć”, a dzieje się to – zgodnie z prawem – około 12. roku życia, kiedy przedczłowiek nabywa zdolność rozwiązywania prostych zadań algebraicznych i dlatego każdego, kto „nie ma duszy” można legalnie eksterminować poprzez „zabieg aborcji”.
„Kongres wprowadził prosty test określający przybliżony wiek, kiedy dusza wstępuje w ciało. Wyznaczała to zdolność rozwiązywania zadań algebraicznych. Do tego czasu były tylko ciała, zwierzęce instynkty, zwierzęce odruchy i reakcje na bodźce. Jak psy Pawłowa, kiedy widziały strużkę wody sączącą się spod drzwi laboratorium w Leningradzie; wiedziały, ale nie były ludźmi”, czytamy w opowiadaniu Dicka.
Oznaczało to, że każde dziecko, które nie znało algebry nie posiadało również praw, a w szczególności… prawa do życia i dlatego było postrzegane w najlepszym wypadku jako „istota ludzka”, a nie człowiek. A skoro ktoś nie jest człowiekiem, to można, BA!, trzeba go eksterminować poprzez „nietrwający dłużej niż dwie minuty” zabieg… uduszenia w specjalnie przygotowanym do tego pomieszczeniu.
„Doktor mógł przeprowadzić setkę takich zabiegów dziennie i było to zgodne z prawem, ponieważ nienarodzone dziecko nie było człowiekiem. Było przedczłowiekiem. Potem tylko przesunięto datę uzyskania człowieczeństwa”, wyjaśnił amerykański pisarz.
W swoim opowiadaniu Philip K. Dick opisał, jak w stworzonej przez niego rzeczywistości wyglądało wprowadzanie „prawa aborcyjnego”, i jakie argumenty przemawiały za przesuwaniem „początku człowieczeństwa”.
„Cały błąd zwolenników usuwania ciąży, od początku polegał na tym, ze arbitralnie ustalili granice. Do embriona nie stosuje się prawa Amerykańskiej Konstytucji i może być legalnie zabity przez lekarza. Ale starszy płód był osobą ludzką i miał prawa, przynajmniej przez jakiś czas. Potem zwolennicy aborcji zadecydowali, ze nawet siedmiomiesięczny płód nie jest człowiekiem i może być zabity przez dyplomowanego lekarza. A potem nowo narodzone dziecko… to właściwie jarzyna, nie potrafi skoncentrować wzroku, nic nie rozumie, nie mówi – argumentowało proaborcyjne lobby w sądzie i wygrało dzięki tezie, że noworodek jest tylko płodem na skutek przypadkowego procesu usuniętym z organizmu. Ale, nawet wtedy, gdzie należało przeprowadzić ostateczną granicę? Kiedy dziecko po raz pierwszy się uśmiechnie? Kiedy wypowie pierwsze słowo, czy kiedy po raz pierwszy sięgnie po upatrzoną zabawkę? Legalna granica była bezlitośnie odpychana coraz dalej i dalej. I wreszcie teraz najbardziej okrutna i arbitralna definicja: zdolność do rozwiazywania zadań algebraicznych”, czytamy w „Przedludziach”.
Co gorsza: ostateczna granica „początku człowieczeństwa” w opowiadaniu powstała jako efekt… kompromisu między zwolennikami aborcji, a hierarchami tzw. Kościoła Świadków – dominującej wspólnoty religijnej. „W ten sposób starożytni Grecy z czasów Platona nie byli ludźmi, gdyż nie znali algebry, tylko geometrię. Algebra była znacznie późniejszym wynalazkiem arabskim”, kpił Dick.
To jednak nie wszystko. W świecie stworzonym przez pisarza istnieje sprawnie działający i nieznający jakichkolwiek skrupułów aparat represji i propagandy. Po Stanach Zjednoczonych jeżdżą siejące grozę (niczym „czarne wołgi” w bloku wschodnim) „klimatyzowane ciężarówki”, do których kierowcy-hycle wrzucają „przedludzi”, żeby wywieźć ich do specjalnych ośrodków, tzw. Centrów Powiatowych.
W aborcyjnej ciężarówce może znaleźć się każde dziecko (a jak się później okazuje również każdy dorosły), które nie posiada odpowiedniego druku potwierdzającego, że jest ono „chciane przez rodziców”. Wydanie takiego pisma jest z jednej strony bardzo drogie przez co nie wszystkich stać na „luksus” posiadania dziecka, a z drugiej… i tak nie ma pewności, że odpowiednie papiery uratują życie dziecka.
Po przetransportowaniu przedludzi do Centrum Powiatowego są one traktowane niczym psy w schronisku. Co jakiś czas organizowane są bowiem „pokazy” dla osób, które decydują się „adoptować dziecko”. Jeśli jednak w ciągu 30 dni nie znajdzie się żaden zainteresowany, wówczas natychmiast dokonywana jest tzw. aborcja.
I ty zostaniesz przedczłowiekiem…
Dlaczego o tym wszystkim piszę? Dlaczego to wszystko przypominam? Ponieważ apokaliptyczny świat, który w 1974 roku był jedynie przerażającą fikcją literacką staje się rzeczywistością… Aborcja jest przez lewaków całego świata nazywana „podstawowym prawem człowieka”, a kolejne państwa co rusz starają się przesunąć granicę zamordowania w majestacie prawa dziecka. I nie chodzi już tylko o dzieci w łonach matek.
W pierwszej połowie 2012 roku dwóch włoskich naukowców zatrudnionych na Uniwersytecie w Melbourne, Francesko Minerva i Alberto Giubilini, opublikowało w prestiżowym magazynie „Journal of Medical Ethics” esej pod tytułem „Aborcja po urodzeniu. Dlaczego dziecko powinno żyć”. Stwierdzili w nim, że skoro niemal na całym świecie dopuszczalne jest coś takiego jak aborcja, to dlaczego nie pójść krok dalej i nie wprowadzić prawa zezwalającego na legalne uśmiercenie dzieci po porodzie? Chodziło przede wszystkim o eliminacje „dzieci z wadami genetycznymi, których nie wykryto w czasie ciąży”. Włosi podkreślali, że zabicie noworodka, to w gruncie rzeczy nic złego i jest to moralnie dopuszczalne, ponieważ dziecko po porodzie „przede wszystkim śpi”, „nie umie mówić” etc. i dlatego jest co najwyżej „potencjalną osobą” przez co „nie posiada wszystkich atrybutów istoty ludzkiej”, a więc „nie ma moralnego prawa do życia”. Zabrakło tylko, żeby dodali, iż jest przedczłowiekiem…
Idźmy dalej: włoscy uczeni z zakresu… UWAGA! UWAGA! – ETYKI stwierdzili ponadto, że powinna być również zgoda na aborcję po przyjściu na świat dzieci, które będą „zbyt dużym obciążeniem dla rodziców, jak również dla społeczeństwa”.
„Nowe stworzenie wymaga ze strony rodziców energii, opieki i pieniędzy, których często nie ma w nadmiarze. Można uniknąć takiej sytuacji, dokonując aborcji, lecz czasami jest to niemożliwe”, napisali.
Ktoś powie: „Chwila, moment! Ja to dziecko adoptuję! Nie pozwolę, żeby zostało zamordowane!”. Minerva i Giubilini mają gotową odpowiedź na tego typu pomysły. „Owszem, zdrowe i potencjalnie szczęśliwe dzieci mogłyby zostać adoptowane. Musimy jednak pamiętać o interesach matki, która może doznać psychologicznej traumy z powodu przekazania własnego dziecka innej rodzinie (…). Prawdą jest, iż poczucie żalu i straty może towarzyszyć zarówno tradycyjnej aborcji, aborcji postnatalnej, jak i adopcji. Nie możemy jednak zakładać a priori, że adopcja będzie dla matki najmniej bolesna”, wyjaśnili „etycy”. Nie wiem jak Państwo, ale ja nie wiem jak to skomentować… Dziwne, że z miejsca tych ETYKÓW (!) nie zamknięto w pokoju bez klamek.
Będzie tylko gorzej…
Jeśli ktokolwiek myślał, że wyżej opisana „etyka” nigdy nie zagości w Polsce, to się mylił. Przypomnę tylko dwa skandaliczne incydenty z bieżącego roku.
Pierwszy miał miejsce w połowie marca, kiedy to przekonaliśmy się, że promotorzy tzw. aborcji są gotowi powiedzieć wszystko, aby wmówić opinii publicznej, że zabijanie dzieci w łonach matek to coś chwalebnego. Na „Kanale Zero” miała miejsce debata na temat tzw. aborcji, w której udział wzięli: dr hab. n. med. Ewa Dmoch-Gajzlerska (ginekolog-położna), dr Anna Orawiec (określana mianem „ginekolożka”), Katarzyna Sójka (poseł PiS, b. minister zdrowia), oraz Anna Maria Żukowska (poseł Lewicy).
Dr Orawiec powiedziała wówczas, że dziecko w łonie matki to pasożyt, zaś jego zabijcie jest bezpieczniejsze od wyrwania zęba.
– Z punktu widzenia biologii pasożytnictwo, to jest sytuacja, w której jeden organizm zabiera od drugiego i nie daje nic w zamian. No i ciąża w pewien sposób jest taką sytuacją, ponieważ płód nie odżywia w żaden sposób kobiety. Więc jest pasożytem. Ale większość kobiet jednak na to pasożytnictwo się decyduje i jest szczęśliwe z tego pasożyta, który jest w środku – stwierdziła „ginekolożka”.
„Ekspertce” poziomem próbowała dorównać poseł Żukowska. Kiedy ta tłumaczyła od kiedy mowa o zarodku, kiedy mamy do czynienia z płodem, a kiedy z noworodkiem, Robert Mazurek dopytywał czy to jest „zarodek ludzki” i czy może z niego powstać coś innego. Orawiec przyznała rację prowadzącemu program, deklarując, że nie może. Żukowska miała jednak inne zdanie. Uznała, że z tego zarodka może powstać coś innego i dodała, że „niestety czasem są patologiczne ciąże”.
Drugim skandalicznym incydentem jest sama Anna Maria Żukowska, której poziom najlepiej oddaje sytuacja ze stycznia 2020 roku, kiedy to zmarł sędzia Trybunału Konstytucyjnego Grzegorz Jędrejek. Kiedy ze wszystkich stron płynęły kondolencje i wyrazy żalu, Żukowska napisała na Twitterze: „To wygląda na Klątwę Dublera”.
Komentarz ówczesnej rzecznik Lewicy spotkał się z falą krytyki. Do jej wpisu odniósł się m. in. człowiek będący jedną z głównych twarzy postkomunistycznej lewicy w Polsce, czyli Leszek Miller, który był gościem Roberta Mazurka w porannej rozmowie RMF FM. – W przypadku tej pani, nie po raz pierwszy zresztą, milczenie nie jest złotem. Jest szansą. Żałuję, że ta szansa nie została wykorzystana – oświadczył były premier.
Szans, żeby milczeć Żukowska miała wiele, ale nie korzystała z nich i raczej nie ma zamiaru korzystać. 2 września podczas dyskusji na platformie X polityk stwierdziła, że nie powinna istnieć żadna granica dopuszczalności zabójstwa dziecka nienarodzonego w wypadku zagrożenia dla „zdrowia lub życia” matki również zdrowia psychicznego. Co więcej, Żukowska dała do zrozumienia, że jeśli prawo nakazuje, żeby dziecko, które przeżyło aborcję, zostało zostawione w miejscu odosobnienia na pewną śmierć, to należy tak uczynić.
„Jakie zdanie można mieć na temat abortowanej ciąży, np. gdy płód jest powyżej 24 tygodnia ciąży jest w stanie przeżyć? Lekarze mają obowiązek ratować/utrzymać przy życiu takie narodzone dziecko, niezależnie od tego czy zostanie z matką czy nie. Liczyła Pani na życzenie śmierci?”, zapytał jeden z użytkowników.
„To zależy, jakie wytyczne przyjmie NIL (Naczelna Izba Lekarska – red.). Na świecie jest różnie. Inaczej we Włoszech, inaczej w Szwecji, gdzie się płodów z oznakami życia nie ratuje, tylko czeka, aż przestaną oddychać”, odpowiedziała Żukowska.
Na uwagę innego użytkownika platformy X, który napisał: „A podobno dziecko jest po urodzeniu. A tutaj widzę, że dalej mowa o płodzie”, Żukowska odparła: „Bo on jest po aborcji, nie po urodzeniu”…
Można śmiało postawić tezę, że Żukowska i jej podobni i podobne są emanacją całego zła przed jakim w „Przedludziach” przestrzegał Philip K. Dick. Poseł Lewicy chce arbitralnie wyznaczać, kto jest człowiekiem, a kto nie; kto może żyć, a kto nie; kogo należy ratować, a kogo nie, a także promuje aborcję do porodu… To właśnie takie persony jak Żukowska i jej partyjne koleżanki głoszą, że lepiej zabić dziecko w łonie matki niż jeśli miałoby się ono urodzić i zostać oddane do adopcji. Tylko czekać aż stwierdzą one, że to, o czym pisali Francesko Minerva i Alberto Giubilini jest zgodne z ich światopoglądem i należy to wprowadzić do polskiego prawa.
Swego czasu w wywiadzie dla PCh24.pl prof. Tomasz Panfil, komentując tzw. czarne marsze, jakie miały miejsce po wyroku Trybunału Konstytucyjnego zakazującego w Polsce tzw. aborcji eugenicznej powiedział:
„Proszę spojrzeć na transparenty widoczne na protestach. Im wcale nie chodzi o dzieci podejrzane o chorobę. Na ich transparentach widać hasła typu Aborcja na życzenie czy Aborcja bez granic. Tu w ogóle nie chodzi o orzeczenie Trybunału Konstytucyjnego, tylko o totalną aborcję, nazywaną wolnością, która jest w rzeczywistości swobodą zabijania. I tym są właśnie te demonstracje – protestami, na których żąda się prawa do zabijania. Ten absurd próbują oni wmówić ludziom – że zabijanie jest prawem człowieka.
To jest niszczenie całego ładu, jaki przez wieki i tysiąclecia istniał w Europie, w którym zabijanie dzieci nienarodzonych zawsze było złem! O to im chodzi: oswoić ludzi z możliwością zabijania, a potem zrobi się krok następny – jak np. w Holandii – zabijanie dzieci do 12. roku życia, które są chore. Następnym będzie eutanazja na życzenie pacjenta lub żądanie rodziny.
Powtórzę: chodzi o prawo do zabijania!”.
– Ta przesłanka eugeniczna była bardzo wygodną furtką do nieskrępowanego zabijania dzieci. (…) Powiem więcej: istnieje prawdopodobieństwo, że kobieta nie przeżyje porodu. Czyli co? Dziecko jest zdrowe, ale istnieje statystycznie dostrzegalne prawdopodobieństwo, że kobieta może umrzeć, więc dajemy skierowanie na aborcję? To jest tylko jeden ze środków do osiągnięcia celu, którym jest zgoda na zabójstwo, czego od wieków chce każda rewolucja! – dodał historyk.
I o to właśnie chodzi. O prawo do nieskrępowanego, legalnego w majestacie prawa zabijania. Odbierając drugiemu człowiekowi życie tak naprawdę odbieramy mu wszystko, stajemy się niczym pogańskie bożki życia i śmierci. Taka była i jest logika rewolucji – każdego ubabrać krwią niewinnych; każdego przekonać do tego, że ta krew go wyzwoli, da mu siłę, moc i totalną władzę – władzę odbierania wszystkiego.
Jestem tylko ciekaw, co by na przykład stało się, gdyby na przykład okazało się, że matka Żukowskiej chciała „przerwać ciążę”, ale została przez kogoś zmuszona, żeby jednak urodzić Annę Marię… Czy Żukowska nie powinna wówczas spełnić woli matki, której „odebrano możliwość wyboru” i…?
Klaus Schwab, założyciel Światowego Forum Ekonomicznego. Zdjęcie ilustracyjne / Foto: Foundations World Economic Forum, CC BY 2.0, Wikimedia Commons
Nie milkną echa po gigantycznej aferze ze słynnym Klausem Schwabem w roli głównej. Czyżby jak zwykle „szury i foliarze” mieli rację wobec tych ludzi? Co planują ci niebezpieczni globaliści wobec nas, zwykłych, wolnych ludzi, którzy chcą po prostu normalnie żyć?
Sex afera z Klausem Schwabem w roli głównej? Czyżby najciemniej było pod latarnią?
O szokującej sprawie poinformował dziennik „Wall Street Journal”. Sześć pracownic organizacji przekazało, że były molestowane przez menedżerów wyższego szczebla. Dwie inne miały być molestowane przez tzw. gości VIP. Kilka źródeł słynnej amerykańskiej gazety podało, że molestowania wobec niemal każdej kobiety, z którą współpracował, miał dopuszczać się sam Klaus Schwab. Szef Forum Ekonomicznego miał notorycznie wygłaszać komentarze na temat wyglądu kobiet z seksualnym podtekstem. Czytamy również, że co najmniej sześć pracownic zostało zwolnionych lub w inny sposób ukaranych za zajście w ciążę i udanie się na urlop macierzyński. Gazeta pisze też o rzekomym rasizmie panującym w organizacji. Ponoć grupa czarnoskórych pracowników złożyła skargę, w której zarzucają, że wyższe szczeble menadżerskie miały zwracać się do czarnoskórych pracowników, używając słowa „czarnuch” (angielski odpowiednik nigger). Według skarżących czarnoskórzy pracownicy nie mogli liczyć na awans zawodowy. Jak już wiemy Schwab przestał być zarządzającym słynnym spędem globalistów z Davos. Czyżby to nie koniec jego kłopotów?
Czym jest globalistyczny szczyt Światowego Forum Ekonomicznego w Davos?
Ano właśnie, czym naprawdę jest, bo niby to zwykłe, niepisane, nawet nie międzynarodowe i nieoficjalne spotkanie, a trudno nie odbierać go jako jakiegoś globalnego spędu najważniejszych ludzi na świecie, którzy ten świat nam układają. Tak właśnie w rzeczywistości jest, bo zauważmy, że wszystko, o czym mówią tam zgromadzeni, praktycznie po czasie się ziszcza.
Od kwestii mniemanej pandemii po wojny, kończąc na likwidacji gotówki, samochodów spalinowych czy globalnych szczepień, wszystko to było omawiane na tym globalistycznym spędzie, zazwyczaj zanim te wszystkie sprawy się wydarzyły, więc możemy domniemywać – a ja jestem totalnym zwolennikiem tej teorii – że tam właśnie pisze się scenariusze na kolejne lata. Przypominam, że to, co wydarzyło się w 2020 roku ws. tzw. pandemii, było dokładnie opisane jeszcze przed rokiem 2010 w specjalnym raporcie fundacji Gatesa. Jak wiemy, Bill Gates ostro koleguje się od lat z Klausem Schwabem, twórcą Forum w Davos.
Zauważmy, kto bierze udział w tym zlocie – najważniejsi ludzie na świecie: prezydenci, premierzy, ministrowie, miliarderzy, światowy biznes – po prostu PANOWIE ŻYCIA I ŚMIERCI. Od nas byli Mateusz Morawiecki, gdy ten był jeszcze premierem za rządów PiSu i Andrzej Duda. Panowie oczywiście chwalili się tym, że rozbroili polską armię. Prezydent Duda, jak widzieliśmy, z uśmiechem na ustach mówił publicznie, że jest dumny z rozbrojenia polskiej armii oraz jak to cudownie, że zabrali żołnierzom sprzęt (bo zabierali aktualnie funkcjonujący, z którego obecnie korzystają polscy żołnierze), bo nie mamy żadnych rezerw. Wybaczcie, ale jak dla mnie to jest kryminał, by rozbrajać własne państwo, nie mając ze sprzętu nic w zamian.
Przypomnijmy, że to właśnie w Davos najprawdopodobniej zapadały wszystkie antynaukowe i bezprawne kwestie a propos mniemanej pandemii CYMBAŁA-19. Pamiętacie dyrektora generalnego gigantycznego koncernu farmaceutycznego Pfizer, który bredził na temat słynnej szczepionki, która miała być panaceum na wszystko, a wyszło jak zwykle.
Nowy Porządek Świata wg. Klausa Schwaba
Konkludując, spęd w Davos jest bardzo niebezpiecznym, groźnym zjawiskiem, które w mojej opinii zagraża światowemu ładowi i porządkowi. Właśnie zauważmy, że przez wszystkich non stop odmieniany jest tam przez wszystkie przypadki Nowy Porządek Świata. Czym on jest? Ano właśnie tym, że czeka nas CHOROBA, WOJNA, GŁÓD i ŚMIERĆ, jak w Czterech Jeźdźcach Apokalipsy, jeśli nie powstrzymamy tych szaleńców spod znaku Schwaba czy Harariego, którzy bredzą o tym, że depopulacja to zbawienie dla świata. Miejmy nadzieję, że jednak afera seksualna ze Schwabem w roli głównej pozwoli wielu ludziom inaczej spojrzeć na tych zboków.