Dmytro Ushmaiev, „oligarcha” kupił polską fabrykę Calfrost i ją zamknął. “Boimy się o nasze życie”.

Ukraińcy kupili polską fabrykę i ją zamknęli. “Boimy się o nasze życie”

Paweł Kula 2024-06-17 superbiz/ukraincy-kupili-polska-fabryke-i-ja-zamkneli

Trwa dramat pracowników po upadku firmy Calfrost z Kalisza. Znany w regionie producent mrożonek został przejęty przez ukraińskiego oligarchę, który… zwolnił całą załogę. Z końcem czerwca kończy się ich okres świadczenia pracy, ale to nie koniec ich zmartwień. – Nie tylko straciłyśmy pracę, ale boimy się też o nasze życie – mówią „Super Expressowi” pracownice, które zimą jeszcze dostały wypowiedzenie umów o pracę. Skąd ten strach? – Po tym, jak sprawa trafiła do mediów dostajemy informację, że Ukraińcy nie są zadowoleni z rozgłosu – mówi nasza informatorka. Do sprawy odniósł się nawet prezydent Kalisza.

Upadek Calfrost w Kaliszu. Zatrudnieni tracą pracę

Tajemnicą poliszynela w Kaliszu było od dawna, że Calfrost jest niedoinwestowany i ma poważne kłopoty finansowe. Poza tym, Ukraińcy mieli być zainteresowani tylko produkcją lodów, a Calfrost specjalizował się w mrożonkach. Kupował warzywa i owoce od lokalnych rolników i sam czyścił, oparzał, blanszował, mroził i przechowywał. Po ubiegłorocznej podwyżce prądu, kłopoty na dobre dopadły Calfrost. Poprzedni właściciel o zwolnieniach nie mówił, tylko spółkę sprzedał.

Ukraińska spółka Three Bears przejmuje Calfrost i zwalnia wszystkich

Pracę w zakładzie przy ul. Wrocławskiej w Kaliszu, zajmującym się od 70 lat produkcją mrożonych warzyw i owoców, straciły 52 osoby.

Obecnie właścicielem spółki jest 48-letni Dmytro Ushmaiev. Jego pierwszą decyzją dotyczącą Calfrostu było… wygaśnięcie spółki. Pracownicy o wszystkim dowiedzieli się dopiero po kilku miesiącach. Domyślali się, że dzieje się coś złego, bo decyzje nowych władz spółki były irracjonalne dla pracowników. – Kazali czyścić magazyny, nie zamawiać towaru – mówi jedna z pracownic Calfrostu.

Wiosną dramat Calfrost zmienia się w skandal

Do sprawy odniósł się na m.in. Sławomir Mentzen, który będąc w Kaliszu rzekł, że to nieeleganckie, że nawet swoim pracownikom nowi właściciele nie powiedzieli dlaczego są zwolnieni.

– Nowy właściciel, nie podając przyczyny, zwolnił wszystkich pracowników. W marcu i kwietniu 2024 roku wręczono im wypowiedzenia – informacje tego rodzaju obiegły media i spowodowały oburzenie. Wyglądało na przejęcie spółki w celu jej zniszczenia. Jednak wcześniej wspomniane informacje o niedoinwestowaniu segmentu produkcji mrożonych warzyw rzucają nieco inne światło, a strona ukraińska mogła być ustawiona w negatywnym świetle bardziej niż na to zasługiwała.

Zwolnienie pracownicy Calfrost obawiają się o swoje życie

– Nie znamy tych ludzi, a oni znają nasze adresy. To ukraiński oligarcha, który podobno jest bardzo zły, że to wszystko wyszło poza mury zakładu. Boimy się o swoje dzieci – mówią i dodają, że właśnie dlatego chcą pozostać całkowicie anonimowi – ujawniono korespondentce „Super Express”.

Emocje studzi prezydent Kalisza – Na pewno będę chciał, żeby urzędnicy przyjrzeli się tej transakcji, bo jest to branża dla naszej gospodarki strategiczna – powiedział Krystian Kinastowski „Super Expressowi” i dodaje, że będzie interweniował u posłów i posłanek z regionu. Podkreślił ponadto, że „na terenie Kalisza mogą czuć się bezpiecznie”.

Rząd powstrzymuje rozwój biogazowni rolniczych

Rząd powstrzymuje rozwój biogazowni rolniczych, co redukuje nasz potencjał gospodarczy. naszdziennik

Tylko kilka miesięcy rządów Donalda Tuska, popieranych przez Platformę, Lewicę i PSL, wystarczyło, aby: zatrzymać wielkie inwestycje infrastrukturalne w Polsce, które już na samym etapie ich realizacji przynosiłyby dodatkowe wpływy do budżetu państwa; zabrakło pieniędzy w budżecie państwa chociażby na finansowanie ochrony zdrowia czy środków na 14. emeryturę w wysokości takiej jak w ubiegłym roku.

Destrukcja polskiej gospodarki – nawet przez zwykłe powstrzymywanie się od podjęcia decyzji (tłumaczone audytami, „koniecznymi analizami” czy „weryfikacją planów”) odbywa się na szeroką skalę. A ostatnio popierany przez siebie rząd zaatakował nawet poseł PSL, były minister rolnictwa Marek Sawicki, który wytykał rządowi opieszałość w działaniu w sprawie rozwoju polskich biogazowni. – Z przykrością stwierdzam, że kompletnie nic nie rozumiecie, jeśli chodzi o biogazownie rolnicze, o małe biogazownie rolnicze. One nie potrzebują dzisiaj żadnych zespołów, one nie potrzebują żadnych nowych ustaw, one potrzebują decyzji, przeznaczenia części KPO na wsparcie finansowe. […]

Wy będziecie tworzyć zespoły, wy będziecie pracować, a w tym czasie Shell, Total, Saudi Aramco już wykupiły w Polsce ponad 50 proc. biosubstratu do produkcji biometanu. Za chwilę zagraniczna konkurencja na polskim biosubstracie będzie wypracowywała swoje narodowe cele wskaźnikowe, a Orlen za 5 lat będzie bankrutem, bo nie ma poza jednym projektem ani jednej biogazowni rolniczej, która będzie pozwalała nam produkować biometan dla wypełnienia narodowego celu wskaźnikowego – grzmiał w czwartek z trybuny sejmowej Marek Sawicki.

Poseł PSL wezwał jednocześnie rząd Tuska do pracy. – Skończcie z tworzeniem zespołów, skończcie z przygotowywaniem ustaw, które są do niczego niepotrzebne. Weźcie się do roboty i zacznijcie inwestować – dodał polityk współtworzący „koalicję 13 grudnia”.

=======================

...dalej treść obcinają, łobuzy „pobożne”, żeby im płacić. Nie będę !! MD

Jaka będzie kolejność rozpadu „koalicji 13 grudnia”?

Jaka będzie kolejność rozpadu „koalicji 13 grudnia”?

Piotr Wielgucki 13/06/2024 patrzymy.pl/jaka-bedzie-kolejnosc-rozpadu-koalicji-13-grudnia

Foto: Andrzej Wiktor

Stereotypowe pytanie: „nie czy, ale kiedy” tym razem przybrało pełną formę w odniesieniu do „koalicji 13 grudnia”. Coraz więcej analityków i samych członków koalicji zadaje sobie to pytanie w pełnym brzmieniu: „Nie czy, ale kiedy nastąpi rozpad koalicji”. Dla pełnego obrazu warto dodać jeszcze jedno, a mianowicie w jakiej kolejności poszczególne partie w szalupach będą opuszczać okręt, zanim Donald Tusk bez kamizelek ratunkowych wyrzuci je za burtę.

Po pierwszych reakcjach wydawało się, że zacznie „Trzecia Droga” i w zasadzie tak się stało, bo we wczorajszych „Faktach po faktach” Joanna Mucha wręcz otwartym tekstem wieszczyła rozpad własnego ugrupowania:

Mam wrażenie, że i struktury Polski 2050, i struktury PSL-u dzisiaj bardzo mocno zastanawiają się, czy projekt Trzeciej Drogi należy kontynuować, czy nie. (…) Mogę powiedzieć, jakie jest moje zdanie. Mam wrażenie, że ten projekt był niezbędny po to, żeby wygrać z PiS-em. I mam wrażenie, że w tym projekcie na tyle rozmyliśmy się, (…), mam wrażenie, że mieliśmy jakby założony taki hak z tyłu, który nas ściągał właśnie przez to, że koalicjant ma dramatycznie różne poglądy w stosunku do nas w bardzo wielu kwestiach. Uważam, że powinniśmy wrócić do naszej wyrazistości – 12 czerwca Joanna Mucha na antenie TVN24.

Jednak dziś sprawy przybrały nieco innym obrót i wiele wskazuje na to, że pierwsza z koalicji wyjdzie partia „Razem”. Na wstępie warto zauważyć, że „Razem” jest tylko w jednej koalicji, która się nazywa „Lewica”, natomiast z Donaldem Tuskiem i resztą nie zawarli umowy. Dzięki temu mają łatwiejsze zadanie, nie muszą wychodzić z dwóch struktur, ale z jednej i taki plan między wierszami zdradził szef „Razem” Adrian Zandberg:

Biję się także w swoje piersi, żeby była jasność, ale też chcę powiedzieć bardzo jasno, że ja już nie będę się gryźć w język, że ja już nie będę dla dobra koalicji milczeć w różnych sprawach, nie będę udawać, że rzeczy się nie dzieją, nie będę liczyć, że coś się uda załatwić drogą gabinetowych rozmów, bo się nic nie udało załatwić drogą gabinetowych rozmów. W tych bardzo wielu ważnych sprawach i to po prostu oznacza, że trzeba być twardszym, bo jak się nie będzie twardszym to nic się nie wydarzy – 13 czerwca 2024 roku, fragment wypowiedzi w „Sygnałach dniach” PR1.

Po drugiej stronie „Lewicy” też słychać głosy krytyczne to we wszystkich kierunkach: „Wiosny” Biedronia, Czarzastego, Zandberga. Jak zwykle swoje do powiedzenia ma też Anna Maria Żukowska i w taki oto sposób odpowiedziała Zandbergowi:

Partia, która nie jest w rządzie, nie powinna decydować o przyszłości innej partii – 13 czerwca 2024 roku, fragment wypowiedzi szefowej klubu „Lewica” dla PAP.

Do tych wszystkich podchodów i zaczepek trzeba jeszcze dodać wzajemne pretensje koalicjantów, zarówno te powszechnie znane, jak konflikt marszałków rotacyjnych: Szymona Hołowni i Włodzimierza Czarzestego, jak i te świeżo odkryte, na przykład wypowiedź Marka Sawickiego w czasie dzisiejszej debaty sejmowej:

Wy będziecie tworzyć zespoły, wy będziecie pracować, a w tym czasie Shell, Total, Saudi Aramco wykupiły w Polsce ponad 50 procent biosubstratu do produkcji biometanu. I za chwilę zagraniczna konkurencja na polskim biosubstracie będzie wypracowywała swoje narodowe cele wskaźnikowe, a Orlen za pięć lat będzie bankrutem, bo poza jednym projektem nie ma ani jednej biogazowni rolniczej. Skończcie z tworzeniem zespołów, skończcie z przygotowywaniem ustaw, które są do niczego niepotrzebne. Weźcie się do roboty i zacznijcie inwestować.

Procesy gnilne zawsze wymagają czasu, ale biorąc pod uwagę, że pierwsze oznaki zepsucia nastąpiły zaledwie po pół roku, to dalszy rozkład może tylko i wyłącznie przyśpieszać. Jedyną zagadką pozostaje, kto odpadnie pierwszy, cała reszta jest kwestią najbliższego czasu.

Covidowy sanitarysta nowym szefem GIS! Przypominamy największe ABSURDY głoszone przez Pawła Grzesiowskiego

Covidowy sanitarysta nowym szefem GIS! Przypominamy największe ABSURDY głoszone przez Pawła Grzesiowskiego

17.06.2024 nczas/najwieksze-absurdy-gloszone-przez-grzesiowskiego

Paweł Grzesiowski.
Paweł Grzesiowski. / Fot. PAP

Paweł Grzesiowski został powołany na stanowisko Głównego Inspektora Sanitarnego. W trakcie ogłoszonej pandemii koronawirusa był przykładnym, podsycającym strach sanitarystą, a jego niektóre pomysły wciąż wołają o pomstę do nieba.

Grzesiowski na nowy stołek został powołany przez premiera Donalda Tuska, na wniosek minister zdrowia Izabeli Leszczyny. W komunikacie opublikowanym przez GIS czytamy, że Grzesiowski ukończył Wydział Lekarski Warszawskiego Uniwersytetu Medycznego. W latach 1989-1998 był asystentem, a potem adiunktem w Dziecięcym Szpitalu Klinicznym w Warszawie. Następnie pracował jako kierownik Zakładu Profilaktyki Zakażeń i Zakażeń Szpitalnych w Narodowym Instytucie Leków w Warszawie.

Od 2001 r. jest wykładowcą akademickim m.in. na Wydziale Zdrowia Publicznego Uniwersytetu Medycznego w Warszawie, w Studium Podyplomowym Prawa Medycznego Uniwersytetu Warszawskiego oraz Uniwersytecie Kardynała Stefana Wyszyńskiego. „Współpracuje z Centrum Monitorowania Jakości w Ochronie Zdrowia” – dodał GIS.

Jak zaznaczył GIS, Grzesiowski jest autorem lub współautorem ponad 250 publikacji naukowych w krajowych i zagranicznych czasopismach medycznych z zakresu immunologii, szczepień ochronnych, profilaktyki, terapii i kontroli zakażeń oraz zakażeń szpitalnych.

„O sobie mówi: ’Jestem emisariuszem wiedzy medycznej, a najważniejszy jest dla mnie odbiorca. Jeżeli źle przekażę wiedzę, np. w sposób niezrozumiały, bo chcę błysnąć mądrym zwrotem, to po prostu jest stracony czas – mój i odbiorcy. To chyba jest podstawowa recepta’” – czytamy.

Grzesiowski podczas pandemii koronawirusa. TOP absurdów

Grzesiowski popularność zyskał podczas ogłoszonej pandemii koronawirusa. Był chętnie zapraszany przez media, a podczas swoich wystąpień wieszczył głównie armagedon i rzucał absurdalne propozycje. Tak jak niektóre wypowiedzi czy covidowe prognozy negatywnie zweryfikował czas, tak akurat prognozy czy propozycje Grzesiowskiego od razu były przedmiotem kpin.

Jako przykładny sanitarysta opowiadał się za jak najtwardszym lockdownem. Ubolewał, że współczesny styl życia – szczególnie mobilność i masowe podróże – sprzyjają występowaniu chorób o globalnym zasięgu. Mówił więc, że z takim trybem życia należy skończyć, a ludzi na długie miesiące zamknąć w domach.

Podejrzewam, że ostatecznym ruchem będzie zakaz opuszczania miejsca zamieszkania na jakąś większą odległość niż kilka kilometrów bez istotnej przyczyny, wygaszenie wszelkich aktywności – mówił w marcu 2021 roku. Oczywiście namawiał też, aby rodziny nie spotykały się podczas świąt.

Latem 2021 roku przewidywał, że jesienią, podczas czwartej fali pandemii, umierać będą tylko niezaszczepione osoby. Opowiadał się wówczas za lockdownem dla wszystkich, a dla niezaszczepionych dodatkowo regularne testowanie – „co najmniej dwa razy w tygodniu”.

Podważał doświadczenia kliniczne, które pokazywały, że zdecydowana większość zmarłych pacjentów z pozytywnym wynikiem testu na obecność wirusa SARS-CoV-2 cierpiała na tzw. choroby współistniejące. Dlatego w wielu przypadkach to nie covid był główną przyczyną śmierci, choć dla podkręcenia statystyk właśnie covid wskazywano.

Gdyby masowo chorowały na COVID-19 i umierały dzieci, młodzież, kobiety w ciąży, nikt nie odważyłby się kwestionować choroby. A ponieważ umierają głównie osoby starsze i schorowane, to pojawiają się koncepcje, że COVID-19 może nie być rzeczywistą przyczyną śmierci – wskazywał. I pewnie żałował, że dzieci, młodzież i kobiety w ciąży nie umierały z powodu covida.

Jeszcze w kwietniu 2022 roku, gdy już wszyscy – szczególnie media głównego nurtu – covidem się znudzili, więc nie było presji na kolejne restrykcje, obostrzenia, nakazy i zakazy, Grzesiowski grzmiał, że pandemia wciąż trwa.

Nie ma jednoznacznych przesłanek dalszego łagodzenia przebiegu choroby, ani uzyskania odporności populacyjnej, a wręcz przeciwnie. Jest wiele reinfekcji, wiele osób choruje ponownie, a drugie czy trzecie przebiegi często są gorsze niż pierwsze – mówił.

W tym samym wywiadzie – przypomnijmy raz jeszcze, że był to kwiecień 2022 roku, covid poszedł w odstawkę – mówił tak: – Krążenie wirusa powoduje masowe zachorowania, dlatego należy absolutnie utrzymać środki ochrony niefarmakologicznej m.in. maski i kłaść nacisk na oczyszczanie powietrza, nie tylko wietrzenie, czyli rozcieńczanie ale dezynfekcję metodami bezpiecznymi dla ludzi. (…) Testowanie powinno być absolutnie utrzymane na odpowiednim poziomie i refundowane.

Grzesiowski przewidywał covidowy armegedon i śmierć 10 proc. Polaków

To i tak łagodniejsze wypowiedzi. Chwilę wcześniej, bo w styczniu 2022 roku przewidywał „covidowy armagedon” w związku z wariantem Omikron. Mówił, że z tego powodu wymrze 10 proc. Polaków.

„Omicron w Polsce, za kilka tygodni armagedon, obecnie największy przyrost zachorowań w kraju widzimy w…Krakowie, ale tu na straży bezpieczeństwa w szkołach Pani Kurator, która twierdzi, że szczepionki to eksperyment, którego konsekwencje nie są do końca stwierdzone” – pisał Grzesiowski.

Stwierdził nawet dokładnie, kiedy tenże armagedon miałby nadejść. „Porozmawiamy za miesiąc. A teraz pa” – odpowiedział na jeden z komentarzy.

Oczywiście po miesiącu nic konkretnego się nie wydarzyło, żadnego armagedonu nie było. U Grzesiowskiego żadna refleksja jednak nie nastąpiła. O przywrócenie maseczek, dystansu i ograniczenie mobilności błagalnym tonem wypowiadał się także w czerwcu 2022 roku. Wówczas mówił też, że zachorowań „mogą być miliony”, tym razem w związku z wariantem Kraken.

Grzesiowski przez cały okres ogłoszonej pandemii wyrażał tego typu opinie, straszył na każdym kroku. Jego covidowe i katastroficzne przewidywania były równie nietrafione, co prognozy Andrzeja Horbana, który mówił m.in., że dla chorych na covida „zabraknie nawet stadionów”.

Grzesiowski chciał wyciągów nad stolikami w restauracjach

Na koniec zostawiamy wisienkę na torcie. Gdy trwał lockdown branży gastronomicznej, a jedzenie można było sprzedawać tylko na wynos, Grzesiowski bardzo ubolewał, że restauratorzy nie chcą współpracować i stosować się do jego pomysłów.

A pomysłem tym było na przykład montowanie specjalnych wyciągów nad stolikami, które odbierałyby skażone powietrze oraz specjalne dezynfekcja toalet, bo wirusem można się też było zarazić podczas oddawania stolca.

Da się zorganizować bezpiecznie wiele aktywności ludzkich, tylko trzeba umieć to zaplanować i potem egzekwować. Musimy zbudować zabezpieczenia, np. wyciąg nad każdym stolikiem, który będzie odbierał zakażone powietrze (…) Wirus może być przez chorego wydalany ze stolcem przez co najmniej tydzień po chorobie. W łazienkach również można się zarazić – mówił Grzesiowski.

Takie oto autorytety przemawiały do Polaków w trakcie ogłoszonej pandemii koronawirusa. Gdyby mieli honor, to ze wstydu powinni chociaż zapaść się pod ziemię, bo doskonale wiemy, że żadnych rozliczeń nie będzie. Grzesiowski jednak honoru za grosz nie ma, zniknąć z życia publicznego nie zamierza, a na dodatek teraz jeszcze obejmuje fuchę Głównego Inspektora Sanitarnego, czyli będzie nas wszystkich kontrolował i wciąż pouczał co wolno, a czego nie.

Kapliczki Krucjaty Różańcowej za Ojczyznę!

Kapliczki Krucjaty Różańcowej za Ojczyznę!

08/06/2024 przez antyk2013

Krucjata Różańcowa za Ojczyznę otrzymała w darze kapliczki, którymi możemy udekorować nasze domy, podwórza, okolice. Serdecznie dziękujemy darczyńcy, który już od wielu lat wykonuje takie kapliczki, które zdobią nie tylko polską ziemię ale także wysyłane są poza granice Polski.

Niestety znikają z polskiego krajobrazu przydrożne krzyże, kapliczki, figury wyrażające nasze przywiązanie do religii katolickiej.

Jeśli ktoś z uczestników Krucjaty Różańcowej za Ojczyznę chciałby powiesić kapliczkę u siebie lub w jakimś innym godnym miejscu (n.p. w przestrzeni publicznej – na trasie turystycznej, na osiedlu) to prosimy o kontakt by omówić szczegóły wysyłki.

Prosimy o kontakt na numer 22 759 18 67.

Śliczny Attal jest pierwszym otwarcie homoseksualnym premierem Francji. Ulubieniec Macrona.To pierwszy raz, kiedy Macron mianował osobę tak mu bliską…

Gabriel Attal. Kim jest nowy premier Francji?

Stephanie Höppner 10.01.2024 attal-pedałek-jest-premierem-francji

Nowym premierem Francji został dotychczasowy minister edukacji i zaufany prezydenta Macrona Gabriel Attal, który ma zaledwie 34 lata. Kim jest nowa gwiazda francuskiej polityki?

Nowy premier Francji Gabriel Attal cieszy się ogromną popularnością
Nowy premier Francji Gabriel Attal cieszy się ogromną popularnością
Zdjęcie: Raphael Lafargue/abaca/picture alliance

Wcześniej był najmłodszym ministrem edukacji w historii Francji, teraz jest najmłodszym premierem: we wtorek (9.01.2024) nowym szefem francuskiego rządu został Gabriel Attal. Jest następcą premier Elisabeth Borne, która w poniedziałek podała się do dymisji.

Nominacja nie jest wielkim zaskoczeniem. Attal uchodzi za zaufanego prezydenta Emmanuela Macrona już od jego pierwszych wyborów w 2017 roku. – To pierwszy raz, kiedy Macron mianował osobę tak mu bliską – powiedziała minister chcąca pozostać anonimową. – Po sporze dotyczącym prawa imigracyjnego zrozumiałe jest, że szuka solidarności – dodała. Ustawa, uchwalona w grudniu 2023, była tak kontrowersyjna, że ​​minister zdrowia Aurélien Rousseau w proteście podał się do dymisji.

Attala i Macrona łączą nie tylko młody wiek, duże ambicje i mała potrzeba snu. Podobnie jak Macron, Attal jest także byłym socjalistą. W 2017 roku przeszedł z Partii Socjalistycznej do socjalliberalnego i centrowego ruchu En marche! Macrona. Przed powołaniem na stanowisko premiera pełnił już kilka funkcji we francuskim rządzie – mimo że ma zaledwie 34 lata.

Kariera jak z bajki

Urodzony w 1989 roku na przedmieściach Paryża jako syn prawnika, producenta filmowego i pracownicy umysłowej, Attal zdobył doskonałe wykształcenie. Po ukończeniu prywatnej szkoły studiował prawo na Université Paris-Panthéon-Assas, a następnie nauki polityczne w elitarnej paryskiej Science Po. Jeszcze przed ukończeniem studiów został najmłodszym doradcą i autorem przemówień ówczesnej minister zdrowia Marisol Touraine.

Jego kariera polityczna gładko toczyła się dalej: w wieku 28 lat został najmłodszym sekretarzem stanu, w wieku 29 lat rzecznikiem partii, a w wieku 33 lat ministrem.

Attal żyje w związku ze Stéphane’em Séjourné, przewodniczącym liberalnej frakcji Odnówmy Europę w Parlamencie Europejskim. Jest pierwszym otwarcie homoseksualnym premierem Francji.

Między mobbingiem a abają

Jako minister edukacji Attal wzbudził ostatnio kontrowersje. Tuż po wakacjach rozpoczął kampanię na rzecz zakazu noszenia abai – długiego, szerokiego płaszcza, powszechnego wśród muzułmanek. Wywołało to oburzenie i temat był komentowany w mediach przez wiele tygodni. – Podobnie jak Macron dryfuje on coraz bardziej na prawo – komentuje pracownik ministerstwa.

Chciał także wprowadzić obowiązek noszenia przez uczniów mundurków szkolnych i wspierał w niektórych szkołach fazę testową. Także powtarzanie klasy z powodu złych ocen znów stało się możliwe. Po samobójstwie ucznia jednej ze szkół zaangażował się również w walkę z mobbingiem. Ponadto zamierzał na wzór duński wprowadzić w szkołach tzw. kursy empatii, by uwrażliwić uczniów na zjawisko przemocy.

Ulubieniec wszystkich?

Mianując Attala, Macron wybrał polityka, który – jak wynika z sondaży – cieszy się wśród społeczeństwa ogromną popularnością. Po wybuchach szalonego entuzjazmu podczas jego wystąpień publicznych francuskie media mówiły wręcz o „Attalmanii”.

Jego pierwszym zadaniem jest teraz sformowanie nowej ekipy rządzącej. Nie będzie prawdopodobnie miał tu zbyt dużej swobody. Przypuszczalnie sam prezydent już dawno podjął decyzję o obsadzeniu stanowisk.

Artykuł ukazał się pierwotnie na stronach Redakcji Niemieckiej DW

Radość z sukcesu Marszu dla Życia i Rodziny i… niepokój o losy Ordo Iuris

Ordo Iuris
 

Szanowny Panie,
wczoraj ulicami Warszawy, Krakowa, Gdańska, Katowic i 12 innych miast w Polsce przeszły Marsze dla Życia i Rodziny. Ulice polskich miast zalała radosna fala manifestacji, afirmujących przywiązanie do życia i rodziny.


To nasz wielki, wspólny sukces, który pokazał jak ważna dla Polski jest działalność Instytutu Ordo Iuris oraz Centrum Życia i Rodziny. Wspólnie jesteśmy wielką siłą, co pokazały nie tylko wczorajsze marsze i 35 innych marszów, które przeszły w ostatnich tygodniach przez Polskę, ale także wiele innych osiągnięć naszych ekspertów z ostatnich tygodni.
Wszystkie te działania oznaczają dla nas jednak nie tylko ogrom radości i satysfakcji ale też zwiększone koszty naszej działalności, a wyzwań mamy z każdym dniem coraz więcej, o czym pisał do Pana w ubiegłym tygodniu Prezes Instytutu Ordo Iuris mec. Jerzy Kwaśniewski.Chcemy na nie wszystkie odpowiedzieć, aby nikogo nie zostawić bez pomocy ale skala wyzwań jest ogromna. Szczególnie, że po ostatnich wyborach parlamentarnych wiele pożytecznych instytucji właśnie kończy lub ogranicza swoja działalność. W niektórych obszarach zostajemy sami na placu boju.
Bez większego niż dotychczas wsparcia naszych Darczyńców, trudno będzie temu wszystkiemu sprostać… Jeśli do tej pory, nie udało się Panu zapoznać ze wspomnianą wiadomością od mec. Kwaśniewskiego, w której Prezes Ordo Iuris szczegółowo opowiada o naszych sukcesach, planach i wyzwaniach – serdecznie zachęcam Pana do jej lektury. Z wyrazami szacunkuMonika Leszczyńska - Wiceprezes ds. Członkowskich Instytutu na Rzecz Kultury Prawnej Ordo Iuris 

Trump o Zełenskim. „Najskuteczniejszy handlarz, jaki kiedykolwiek żył”. Zawsze wyjeżdża z 60 miliardami.

Trump OSTRO o Zełenskim. „Najlepszy sprzedawca, jaki kiedykolwiek żył”

17.06.2024 nczas7/trump-o-zelenskim-najlepszy-handlarz

Wołodymyr Zełenski, Donald Trump
Wołodymyr Zełenski, Donald Trump Fot. PAP, collage

Donald Trump na wiecu wyborczym w Detroit w stanie Michigan nazwał Wołodymyra Zełenskiego „sprzedawcą”, który po każdej wizycie w USA „wyjeżdża z 60 miliardami”. Były prezydent i jednocześnie kandydat na prezydenta zapowiedział, że ukruci ten proceder, gdy znów zostanie wybrany na głowę państwa.

Trump przybył do Detroit na zaproszenie organizacji Turning Point USA. Na scenie były prezydent mówił o tym, że Joe Biden marnotrawi środki publiczne za „zieloną transformację”.

Polityk uważa, że jest to jedno z „największych oszustw w historii”. Z wydawaniem pieniędzy na zieloną politykę Trump zestawił sponsorowanie Ukrainy.

– [Zielona transformacja] to jedno z największych oszustw w historii. Chociaż Zełenski… Myślę, że Zełenski jest może najlepszym handlarzem spośród wszystkich polityków, jaki kiedykolwiek żył. Za każdym razem, kiedy przyjeżdża do naszego kraju, wyjeżdża z 60 miliardami – powiedział.

Jednocześnie Trump wyznał, że osobiście lubi Zełenskiego. – Więc lubię go. Ale on jest najlepszym handlarzem wszechczasów (…) On właśnie wyjechał cztery dni temu z 60 miliardami. Wraca do domu i ogłasza, że potrzebuje kolejnych 60 miliardów. To nigdy się nie kończy – powiedział Trump.

– Ja to załatwię, zanim jeszcze wejdę do Białego Domu, jako prezydent – elekt, ja to załatwię. To musi się skończyć zapowiedział były prezydent USA.

Siatka szpiegów – 13 Ukraińców, dwoje Białorusinów i jeden Rosjanin

Trzech szpiegów działało w siatce FSB. Zniknęli z radarów polskich służb

https://www.salon24.pl/newsroom/1383638,trzech-szpiegow-dzialalo-w-siatce-fsb-znikneli-z-radarow-polskich-sluzb


Poniedziałkowa „Rzeczpospolita” donosi, że troje sabotażystów działających na zlecenie rosyjskich [??? md] służb, którzy mają uchylony areszt, unika odbycia kary. Poszukiwane osoby były kierowane przez funkcjonariusza rosyjskiej FSB [??? md] , a zarzuca się im m.in. planowanie wysadzeń pociągów oraz zabójstw. Pozostają nieuchwytni dla polskich służb.

Sabotażyści planowali zabójstwa 

„Lubelski Sąd Okręgowy w grudniu ubiegłego roku skazał 14 z 16 oskarżonych cudzoziemców za udział w przygotowywaniu akcji dywersyjnych i sabotażowych na terenie Polski – grupa kierowana zdalnie przez 'Andrieja’, najprawdopodobniej funkcjonariusza rosyjskiej FSB, obserwowała lotniska, planowała wysadzenie pociągów, a nawet zabójstwa” – przypomniano w „Rzeczpospolitej”.

Jak wyjaśniono, „wszyscy – 13 Ukraińców, dwoje Białorusinów i jeden Rosjanin – przyznali się do winy i dobrowolne poddali karze”. „Już na procesie dwóch z nich wycofało się z tego – ich proces będzie się toczył” – dodano.

„Ogłaszając wyroki skazujące trzem oskarżonym na najniższe kary sąd uchylił tymczasowy areszt. Okazuje się, że żaden z nich – Artur M., Yaroslav B. i Maryia M. – do dziś nie trafił do więzienia” – czytamy w poniedziałkowym wydaniu dziennika.

Trzech szpiegów na wolności

Jak ustaliła „Rzeczpospolita”, „Ukrainiec Yaroslav B. zniknął z 'radarów’ służb – sąd wystawił za nim już w styczniu nakaz doprowadzenia do odbycia kary, a potem w kwietniu i maju – monity”. „Nieletni Artur M. ma nakaz doprowadzenia do poprawczaka. Zniknęła także Białorusinka Maryia M. – złożyła wniosek o warunkowe przedterminowe zwolnienie, ale do warszawskiego sądu, który miał podjąć decyzję, już nie przyszła. Ją również sąd nakazał zatrzymać i doprowadzić do więzienia” – wyjaśniono.

– Wszyscy pozostali skazani odbywają kary – powiedziała „Rzeczpospolitej” sędzia Barbara Markowska, rzecznik Sądu Okręgowego w Lublinie. Podkreśliła, że „w świetle obecnie obowiązujących przepisów nie wzywa się skazanego do stawienia do odbycia kary, a każdorazowo są wydawane nakazy doprowadzenia – we wszystkich trzech przypadkach realizacja czynności doprowadzenia jest po prostu w toku”.

Odsiadka a później deportacja 

Z kolei rzecznik ministra koordynatora służb specjalnych Jacek Dobrzyński poinformował, że „12 skazanych odbywa wyroki w zakładach karnych, trzynasty ma zostać doprowadzony w najbliższym tygodniu”, a „jedna osoba z siatki szpiegowskiej jest na wolności i jest poszukiwana”.

– Części skazanych odsiadka skończy się w tym roku. Monitorujemy ich losy. Po odbyciu kary zostaną deportowani z Polski – wyjaśnił Dobrzyński.

„To jest jakiś dramat” 

Publikacja „Rz” nie przeszła bez echa w mediach społecznościowych. „To jest jakiś dramat, że takie niskie kary grożą za szpiegostwo u nas podczas gdy w Rosji czy Białorusi grozi wiele lat w łagrze. I jeszcze sąd wypuszcza z aresztu. Dramat” – ocenia Witold Repetowicz, dziennikarz defence24.pl, ekspert ds. bezpieczeństwa. 

„Jak to poseł PO wczoraj napisał: 'Dumni po porażce'” – pisze z kolei historyk Sławomir Cenckiewicz. 

MP

@Beszad  Bo w Polsce nie wolno wsadzać do więzienia ukraińskich agentów pracujących dla ukraińskiego SBU

Zachodnie gazety podały, że to siatka ukraińskiego wywiadu. Na samym początku jak w polskich mediach podali informacje o podpaleniach i złapaniu podpalaczy, nie podali celowo narodowości tych ludzi bo sprawa wybitnie niewygodna. Teraz z Ukraińców robią już FSB. Co za obłuda.

Co tam szpiedzy i dywersanci,ważne ,że ksiądz co wybudował ośrodek pomocowy na Wilanowie siedzi.( Uwaga:ironia!)

yarc17 czerwca 2024, 09:51

„ Pozostają nieuchwytni dla polskich służb”.

Lżej się oddycha w uśmiechniętej Polsce.
.T.17 czerwca 2024, 10:19

@yarc 👍😁

Kosiniak i Siemioniak ścigają …..🙈

Polskich Żołnierzy od razu w kajdany Bodnary skuwają, a szpiegów wypuszczają  !!!!!

Walka na imigrantów z Niemcami. „Niech polska policja zacznie wysadzać murzynów na granicy niemieckiej”

Walka na imigrantów z Niemcami. „Niech polska policja zacznie wysadzać murzynów na granicy niemieckiej”

16.06.2024 nczas/walka-na-imigrantow-z-niemcami

Granica polsko-niemiecka. Zdjęcie ilustracyjne. Źródło: PAP/DPA
Granica polsko-niemiecka. Zdjęcie ilustracyjne. Źródło: PAP/DPA

Wojna hybrydowa, w której bronią są nielegalnie imigranci, rozszerza się. Do atakujących do tej pory Moskwy i Mińska najwyraźniej dołączył kolejny sojusznik czyli Berlin. Znów jesteśmy w kleszczach, jak w 1939 r.

Sprawa Niemców podrzucających do Polski nielegalnych imigrantów zrobią się głośna, kiedy zarejestrowano radiowóz niemieckiej policji podrzucający kilkuosobową rodzinę nielegalnych imigrantów do Polski.

Jak poinformował portal chojna24.pl, w piątek niemiecki radiowóz pojawił się w Osinowie Dolnym (woj. zachodniopomorskie), a z samochodu wysiadła rodzina migrantów. O incydencie portal został poinformowany przez jednego z czytelników. Z samochodu miały wysiąść dwie osoby dorosłe i troje dzieci. Pisaliśmy o tym TUTAJ.

Polska Straż Graniczna wystąpiła do niemieckiej policji o niezwłoczne wyjaśnienie incydentu, ale oni mają tam teraz weekend i Euro2024, więc odpowiedzi szybko nie uzyskamy. Jednak okazuje się, że to nie jest jednorazowy incydent, ale niemalże praktyka niemieckich służb. Regularnie podrzucają nam nielegałów.

Internauci alarmują, że nagle, praktycznie z dnia na dzień, w Szczecinie – a więc blisko granicy z Niemcami, pojawiło się dużo śniadych mężczyzn.

Poseł Dariusz Matecki z PiS przekazał następujące informacje, dotyczące podrzucania imigrantów przez niemieckie służby:

– 8 czerwca (sobota) przejście graniczne Rosówek policja niemiecka zostawiła 4 osoby pochodzące z Bliskiego Wschodu. Osoby te nie posiadały żadnych dokumentów, po interwencji polskiej policji, osoby te zostały przekazane i odwiezione na dworzec PKP przez Straż Graniczną.

– 9 czerwca (niedziela) taka sama sytuacja tylko że 6 osób, wsiedli do autobusu linii 241 kierunek Szczecin i tam policja ze Szczecina miała się nimi zająć.

Wygląda to na zorganizowaną akcję.

Do informacji odniósł się redaktor naczelny tygodnika „Najwyższy CZAS!” Tomasz Sommer.

To może niech polska policja też zacznie wysadzać murzynów bez dokumentów na granicy niemieckiej. Myślę, że chętnie zgodzą się na taki transport” – napisał Sommer.

Jedno jest pewne – dzieje się coś bardzo niepokojącego a rządzący zupełnie sobie z tym nie radzą i chyba tylko pod publiczkę udają, że coś robią.

Muszą spełnić warunki: Ten człowiek nie chce u nich złożyć wniosku o azyl; udowodnić, że trafił do Niemiec przez Polskę…

  1. Ten człowiek nie chce u nich złożyć wniosku o azyl;
  2. Trzeba udowodnić, że ten człowiek trafił do Niemiec przez Polskę;

Po socjal do Polski? Wsparcie ma być równe w całej Unii. Nielegalni imigranci mogą dostać więcej od obywateli  

https://niezalezna.pl/polityka/po-socjal-do-polski-wsparcie-ma-byc-rowne-w-calej-unii-nielegalni-imigranci-dostana-wiecej-niz-obywatele/520305


O pakcie migracyjnym i sytuacji w Polsce, która eskaluje wraz z kolejnymi doniesieniami o obecności imigrantów w różnych zakątkach kraju, mówił w Telewizji Republika poseł Prawa i Sprawiedliwości Zbigniew Kuźmiuk.

– Red. Aleksandra Fedorska w korespondencji ze stroną niemiecką ustaliła, że zwrotów imigrantów, tylko od stycznia do kwietnia, mieliśmy 3,5 tysiąca. Wiceminister tego rządu mówi zaś o dwustu ludziach. Atakował naszych posłów, pokrzykując, skąd mamy takie informacje. Jeśli strona niemiecka zawiadamia o tych liczbach, a polski rząd udaje, że nic o tym nie wie, to nie jest to dobra forma ochrony polskich interesów – zarzucił oponentom.

Tłumaczy, że „zgodnie z prawem azylowym Niemcy mają prawo w ciągu 48 godzin cofnąć do kraju sąsiedniego imigranta,

  • ale muszą spełnić cztery warunki”:
  1. Ten człowiek nie chce u nich złożyć wniosku o azyl;
  2. Trzeba udowodnić, że ten człowiek trafił do Niemiec przez Polskę;
  3. Jeżeli złożył wniosek o azyl, należy poczekać na jego rozpatrzenie;
  4. Polska strona musi być informowana o każdym pojedynczym fakcie zawrócenia.

Zapewnia, że „jeżeli niemiecka policja przejeżdża przez granicę i zostawia tę rodzinę to żadnego z tych warunków nie spełniła, a polskie państwo na to nie reaguje, rząd jest daleki od stanowczego podejścia do tej sprawy”. – Jeśli rząd będzie się tak zachowywał to oznacza, że takich dyspozycji nie ma polska Straż Graniczna – wskazał.

Wsparcie finansowe dla imigrantów

I dalej: „Przyjęto dyrektywę unijną, zgodnie z którą warunki wsparcia finansowego dla imigrantów muszą być jednakowe w całej Europie. Do tej pory było tak, że pomoc niemiecka czy francuska była na tyle atrakcyjna, że ci ludzie wędrowali tam, gdzie otrzymywali największe pieniądze”.

Migranci

Wskazał, że „jeśli warunki finansowe będą takie same, nie będzie motywacji, by się przemieszczać”.

– Osoba bezrobotna w Polsce będzie otrzymywała takie świadczenie, jakie wynika z prawa – a więc bardzo niskie i przez pół roku – a osoba, która trafi do Polski nielegalnie, będzie otrzymywała dwu-trzykrotnie większe, będzie miała prawo do mieszkania, a czas wsparcia finansowego będzie znacznie dłuższy. Jeśli rząd to zaakceptuje, czeka nas bunt społeczny – podsumował.

Dyrektywa 2024/1346 – wstrząsająca lektura azylowa. Imigranci mogą mieć lepiej, niż obywatele kraju UE | Niezalezna.pl

https://niezalezna.pl/polityka/rozporzadzenie-2024-1346-wstrzasajaca-lektura-azylowa-imigranci-moga-miec-lepiej-niz-obywatele-kraju-ue/520302

Litość jako broń psychologiczna. Migro-dywersanci.

Litość jako broń psychologiczna do zniszczenia Zachodu. Tak rosyjski generał opisał użycie imigrantów

Tomasz Teluk  https://niezalezna.pl/media/gazeta-polska-codziennie/litosc-jako-bron-psychologiczna-do-zniszczenia-zachodu-tak-rosyjski-general-opisal-uzycie-imigrantow/520093


Choć część ekspertów powołuje się na Walerego Gierasimowa jako autora nowoczesnej rosyjskiej doktryny wojskowej, wykorzystanie migrantów do destabilizacji wroga opisał szczegółowo gen. Aleksandr Władimirow w monografii „Podstawy ogólnej teorii wojny” wydanej w 2012 r. Sam Gierasimow dopiero rok później wygłosił serię teorii dotyczących koncepcji wojny nowej generacji. Zgodnie z nimi metody pozamilitarne są równie skuteczne do destabilizacji wrogich państw jak przeprowadzane tradycyjne działania wojenne. Dlatego Rosja tak chętnie używa nacisków ekonomicznych, szantażu politycznego, korupcji czy dezinformacji. 

Doktryna Władimirowa

Gierasimow twierdzi, że agresję rozpoczyna się w trakcie pokoju, nie wypowiadając wojny, natomiast agresywne działania maskuje się pod pretekstem misji pokojowych, humanitarnych i ewakuacyjnych. Główny cel ataku kieruje się na infrastrukturę krytyczną, natomiast działania prowadzone są zarówno przez cywilów, jak i służby specjalne. Zastosowanie tej strategii widzimy od dekady na Ukrainie. Władimirow szczegółowo opisał wykorzystanie migracji do uderzenia w stabilność systemów społecznych i gospodarczych.

Wojskowy zauważył, że polityka muliti-kulti zawiodła na Zachodzie, bowiem przybysze nie chcą się integrować, ponadto generują poważne problemy społeczne, głównie związane z przestępczością. Migranci, głównie ekonomiczni, powodują coraz więcej społecznych napięć. Natomiast skuteczna manipulacja opinią publiczną może jeszcze je zaognić. W ten sposób przeprowadzane są dezintegracja poszczególnych państw, niszczenie ich tkanki społecznej i wprowadzenie chaosu. Dlatego skutecznym narzędziem walki jest inżynieria przymusowej migracji, którą Rosjanie i Białorusini wdrożyli na użytek operacji „Śluza” prowadzonej przeciwko Polsce, Litwie i Łotwie od 2021 r.  [Przecież to samo robi UE, czyżby umówili się z ruskimi ideologami? M.D.]

W ten sposób stworzono komercyjny sposób przerzucania migrantów z Bliskiego Wschodu, Afryki i Azji na przyczółek białoruski. Tam szkoli się ich i uposaża, tak aby sami współtworzyli proces dyslokacji. Wśród części migrantów umieszcza się groźnych terrorystów czy byłych wojskowych, aby dokonywali aktów przemocy wobec mundurowych strzegących granic. Jako główne instrumenty psychologiczne tego rodzaju wojny asymetrycznej Władimirow określił wzbudzanie postaw odwołujących się do „człowieczeństwa”, „litości wobec słabszych” czy niechęci wobec użycia siły. Postawę tę można określić jako humanitarną, natomiast jej wspieranie jest elementem geopolitycznej wojny informacyjnej. Warto też podkreślić, że nie jest to pierwszy raz, gdy Rosjanie stosują migrację jako broń. Najbardziej znany przypadek to kontrolowany exodus Kubańczyków na wybrzeża Miami w latach 80. ubiegłego stulecia. 

Migrodywersanci 

Bardzo ciekawy termin, podczas jednej z ostatniej debat poświęconych bezpieczeństwu narodowemu w Polsacie, zaproponował Zbigniew Parafianowicz, dziennikarz i ekspert ds. wojskowości. Zauważył on, że szturmujący naszą granicę z Białorusią nie są żadnymi uchodźcami – co jeszcze niedawno próbowali Polakom wmawiać politycy Koalicji Obywatelskiej i Trzeciej Drogi – uciekającymi przed przemocą czy wojną, ale są migrantami ekonomicznymi lub wprost osobami wykonującymi określone zadania dywersyjne. Świadczą o tym celowe ataki na naszych strażników granicznych, a w szczególności zamordowanie jednego z nich. 

Zgromadzeni w studiu na tej interesującej debacie byli w zasadzie zgodni, że Polska powinna odejść natychmiast od biernej, uległej postawy, którą wyartykułował marszałek Sejmu Szymon Hołownia: żołnierze nie używają broni, aby przypadkowo nie zranić odpowiedników białoruskich, co mogłoby wywołać eskalację. Zachowawczą postawę naszego kraju potwierdził też wiceszef MON Paweł Zalewski, według którego poluzowanie zasad użycia broni palnej spowodowałoby, że migranci zabijani byliby po naszej stronie granicy i dochodziłoby do częstych wymian ognia z białoruskimi KGB-istami. Nic bardziej mylnego! Na tę chwilę konieczne jest podejmowanie działań ofensywnych. Co to oznacza? Gen. Leon Komornicki w omawianej debacie zwrócił uwagę, że problem trzeba zdusić w zarodku. Zarówno używając nacisków wewnątrz NATO, np. na Turcję, z której przylatują migrodywersanci, jak i wysyłając na miejsce swoich agentów, którzy nakłoniliby migrantów do działań na tyłach wroga

Jedna kwestia nie pozostawia żadnych wątpliwości. Polska jest w stanie hybrydowej wojny z Rosją i Białorusią. Z tym że Rosja i Białoruś atakują, a my jesteśmy w zasadzie bierni, rozzuchwalając wroga. Agresor rozumie tylko język siły. Bierność uznaje za słabość. Dlatego będzie eskalował, ponieważ mu się na to pozwala. Zupełnie inną postawę zaprezentowała Hiszpania, gdy w 2022 r. agresywny tłum Afrykańczyków szturmował granicę między Marokiem a hiszpańską enklawą w Melilli – wówczas siły bezpieczeństwa i żołnierze otworzyli ogień. Zginęło blisko 30 napastników – początkowo sądzono, że byli tam także funkcjonariusze służb marokańskich. 140 Hiszpanów zostało rannych, wielu również po stronie szturmujących. Agresorzy używali noży, pałek, żrących substancji. Forsując ogrodzenie, spadali z dużej wysokości i tracili życie. 

Błędy rządzących

Niestety kwestia naszego bezpieczeństwa na ten moment wygląda fatalnie. Za poprzedniej władzy zbudowaliśmy mur i sprawnie odparliśmy pierwszą falę ataków, łącznie z zaangażowaniem Grupy Wagnera. Słabo wyglądała jednak nasza obrona przeciwlotnicza. Obecnie jest coraz gorzej. Brakuje rozwiązań na poziomach strategicznym, taktycznym i prawnym. Funkcjonariusze służący na granicy czują się opuszczeni i zaszczuwani przez dowódców. W sieci można znaleźć zdjęcia prowizorycznych baraków przypominających slumsy, skleconych z byle czego, które mają chronić żołnierzy przed zimnem i chłodem. W porównaniu z profesjonalną infrastrukturą budowaną na froncie na Ukrainie jest to żenujące. 

Nie brakuje także relacji żołnierzy, którzy wysyłani są z gołymi rękami na migrodywersantów. Brakuje im broni i środków komunikacji. W dodatku nadzorujące ich służby tylko czekają na pretekst, aby im dopiec. W efekcie jest coraz mniej chętnych do takiej służby. W Straży Granicznej jest ponad 2 tys. wakatów. W Wojsku Polskim wielokrotnie więcej. Zresztą wysyłanie armii na granicę jest nieporozumieniem. Wiąże to wojskowych na granicy i ogranicza konieczne szkolenia w armii do celów prowadzenia wojny. 

Pojawiły się także głosy, aby uformować Korpus Ochrony Pogranicza, formację, która chroniła nasze Kresy po wojnie z bolszewikami. KOP chronił terytorium II RP przed przerzucaniem agentów, terrorystów i dywersantów przez granicę. Jego zakres działań obejmował tereny od granicy z Rumunią po województwo wileńskie. Jednak współcześnie nie ma potrzeby formowania dodatkowej formacji. Wydaje się, że tego typu rozeznanie lokalnych terenów i społeczności jest w gestii istniejących już Wojsk Obrony Terytorialnej, które mogłyby wspomagać Straż Graniczną w ochronie pasa nadgranicznego. Angażowanie w te zadania wojska i policji jest marnotrawieniem zasobów. 

Żołnierze jak tlenu potrzebują teraz odrodzenia morale i wsparcia dowódców. Miejmy nadzieję, że generałowie zdobędą się na odwagę i staną murem za polskim mundurem. Tego oczekiwałoby się od głównodowodzących, w których rękach jest kierowanie bezpieczeństwem narodowym.

Tekst ukazał się w dzisiejszym numerze „Gazety Polskiej Codziennie”. Źródło: niezalezna.pl

=================================

mail:

<<Zarówno używając nacisków wewnątrz NATO, np. na Turcję, z której 
przylatują migrodywersanci>>


To znaczy, że kraj NATO współpracuje z Rosją i Białorusią w hybrydowej 
wojnie przeciw Polsce..

Sunday Strip: Happy Father’s Day. Inflation. MEMy !

Sunday Strip: Happy Father’s Day

Give someone a reason to look up to you.

Robert W Malone MD, MS Jun 16, 2024






An old favorite.


If you think the meme below is just another conspiracy theory, please familiarize yourself with the 1974 Kissinger Report and then maybe re-evaluate your position.


Truthfully, I think a lot of the virus-denier stuff is just trollery.














UK News:

BREAKING: The Reform UK party has overtaken the Conservatives in the polls.

My friend Nigel Farage has asked me to create a video message to support him that reminds everyone that he has been calling for a public inquiry into vaccine harms since January 2023, which is true. I am honored and will put the video together later today.

In the meantime, enjoy this little video “montage” of Mr. WEF himself! That is, Rishi Sunak, the current Prime Minister of the United Kingdom and Leader of the “Conservative Party” since 2022.

But to call Sunak the leader of the Conservative Party is akin to believing that Mitch McConnell is the leader of the Conservative Party in the USA.

The Conservative Party in the UK is no longer conservative and needs to be replaced. And at this point, Mr. Farage is the only person who can take out the WEF trash!





Subscribe to Who is Robert Malone

By Robert W Malone MD · Tens of thousands of paid subscribers

Jak w kalejdoskopie

Jak w kalejdoskopie

Izabela BRODACKA

Wiele osób zdumiewa zmienność poglądów, a przede wszystkim zmienność wyrażanych publicznie przez Donalda Tuska opinii. Tusk wydaje się nie liczyć z faktem, że pomimo przetrzepania i zniszczenia zasobów telewizyjnych istnieją nagrania jego licznych całkowicie sprzecznych z obecnymi wypowiedzi.

Nie tak dawno Tusk twierdził na przykład, że atakujący naszą wschodnią granicę przybysze z różnych egzotycznych krajów to biedni ludzie, kobiety i dzieci, którym należy się pomoc. Obecnie obiecuje skuteczną obronę polskich granic przed tymi nieproszonymi gośćmi, którzy okazują się w jego narracji być młodymi agresywnymi mężczyznami żądnymi zasiłków i zagrażającymi bezpieczeństwu społeczeństwa polskiego.

Kilka lat temu oskarżał o antyrosyjskość Jarosława Kaczyńskiego natomiast sam postulował przyjacielskie stosunki z Rosją „taką jaka jest”. Obecnie chce zorganizować komisję, której celem miałby być badanie rosyjskich wpływów w Polsce. Swoim wypowiedziom i ujawnionym w serialu „Reset” obciążającym dokumentom przeciwstawia całkowicie gołosłowne oskarżenia o prorosyjskość pod adresem Konfederacji i PiS.

Nie warto przytaczać innych całkowicie sprzecznych wypowiedzi tego człowieka. Przede wszystkim jesteśmy do tego przyzwyczajeni. Tusk miał godnego siebie prekursora w Wałęsie z jego słynnym: „jestem za, a nawet przeciw”. Poza tym Tusk miał godnych siebie prekursorów również w elitach władzy PRL.

Poglądy partyjnych aparatczyków też zmieniały się i ewoluowały. W spektrum tych zmiennych poglądów znalazło się odchylenie prawicowe, za które Władysław Gomułka wylądował nawet w pudle. Znalazł się filosemityzm, bo jak wiadomo żona Gomułki była Żydówką, a chyba żonę trochę kiedyś lubił. Przy kolejnym obrocie areny politycznej, w 1968 roku, Gomułka okazał się groźnym antysemitą uczestniczącym – przynajmniej werbalnie – w prześladowaniu Żydów i wygrażającym na wiecach polskim syjonistom. Natomiast Edward Ochab podobno często mawiał: „co Oni zrobili z tym krajem” jakby nie należał do Onych i w tej robocie nigdy nie uczestniczył. Córki Ochaba brylowały w opozycyjnych salonach i przechowywały (też podobno) w tapczanie ojca najbardziej tajne dokumenty. Oczywiście były to salony opozycji kontraktowej inaczej zwanej kawiorową, która przeprowadziła kontrakt Okrągłego Stołu w interesie partyjniaków zorientowanych skąd wieje wiatr historii tudzież we własnym nie tyle opozycyjnym, co zupełnie prywatnym interesie. Ideowi komuniści ku zdumieniu szarych zjadaczy chleba okazywali się w czasie transformacji ustrojowej być odwiecznymi, wiernymi zwolennikami kapitalizmu i liberalizmu gospodarczego, wręcz leseferyzmu.

Wróćmy jednak do chwili obecnej. Koalicja 13 grudnia, która głosowała przeciwko zbudowaniu na granicy zapory i zarzucała poprzedniej władzy bezzasadne wydanie na tą inwestycję 1,5 miliarda złotych twierdzi teraz, że wydano zbyt mało. Nowa władza chce budować skuteczne umocnienia za 10 miliardów. Pikanterii tej zmianie frontu dodaje fakt, że skuteczna zapora ma się składać przede wszystkim z mokradeł i bagien. Jak żartowano w czasach PRL- „Droga do socjalizmu prowadzi przez Moczary i Bagna z Gomułką, Motyką i Kociołkiem.” Słabo zorientowanym przypominamy, że Moczar, Bagno, Motyka i Kociołek byli to komunistyczni aparatczycy.

Minister Obrony Narodowej Kosiniak Kamysz twierdzi, że Tarcza Wschód złożona z bagien i moczarów to inwestycja priorytetowa, a jej ocena jest jak powiedział „zerojedynkowa” Zapomniał, że Platforma prawie w 100% głosowała przeciwko budowie tej zapory. Wstrzymał się od głosu poseł Marcin Kierwiński ale za to nie klaskał – jak twierdzi – na filmie Agnieszki Holland. Sama Agnieszka Holland choć nie odszczekała kłamliwych insynuacji zawartych w filmie „ Zielona granica” , choć walczyła o to, żeby było tak, jak było wydaje się zmieniać stosunek do Tuska. „ Spodziewałabym się po nim innego języka” stwierdziła w rozmowie z Żakowskim. „Co z was za katolicy, macie krew na rękach” wrzeszczała na granicy jakaś nieznana mi zupełnie aktorka, a poseł Franciszek Sterczewski biegał z reklamówką z kanapkami dla „nachodźców”.

Wszyscy Oni przed wyborami pospiesznie zmieniają albo przynajmniej łagodzą swoje zdanie. Marszałek Hołownia zmienił zdanie w sprawie budowy Centralnego Portu Komunikacyjnego czyli CPK zwanego przez dowcipnisiów „ Co Polacy Kombinują?”. CPK miał być przejawem gigantomanii poprzedniego rządu, miał być marnowaniem pieniędzy, a jego budowa powodowała wywłaszczanie ludzi z ziemi. Faktycznie nic takiego nie miało miejsca.

Prawdziwie wielką zmianę zapowiedziała wicemarszałek Niedziela. Odtąd będzie można wchodzić do Sejmu z psami. Oczywiście zaszczepionymi, oznakowanymi i w kagańcu. Pani Niedziela ogłaszając tę rewolucyjną zmianę w polityce państwa zapomniała, że swego czasu swobodnie łaziła po Sejmie suka Saba marszałka Dorna, a prześmieszne inwokacje do niej wygłaszał dotknięty chorobą filipińską Kwaśniewski. [Młodzi , nieoczytani pytają mnie, co to, więc wyjaśniam: był jak często, pijany w 3D; tym razem na Filipinach. md]

Posłanka Agnieszka Dominika Pomaska potwornie gorszyła się dotacjami rzędu 3 miliardów złotych na media publiczne za czasu rządów PiS. „Zapewniam, że z tym skończymy, że te pieniądze pójdą na leczenie nowotworów” – grzmiała. Obecny rząd dofinansował przejęte nota bene w bandycki sposób media publiczne kwotą 3,5 miliarda złotych. W ramach poprawy opieki nad ludźmi starymi likwiduje się dodatkowe emerytury, w ramach poprawy dostępu do mieszkań, które są jak twierdził Tusk prawem a nie towarem spowodowano, że ceny tych mieszkań poszybowały w górę, podobnie rosną ceny paliwa, a ceny energii powalą nas na kolana dopiero po wyborach. Wbrew zapewnieniom Tuska podpisany został pakt relokacyjny, a za każdego „nachodźcę”, którego nie przyjmiemy albo który ucieknie z naszego kraju będziemy płacić karę. W tej kwestii Tuska bezceremonialnie i niesolidarnie sypnął premier Francji Gabriel Attal.

Zdumieni tymi zmieniającymi się jak w kalejdoskopie obrazami nie rozumieją jaka jest podstawowa zasada, czyli принцип kalejdoskopu. Obrazki zmieniają się za każdym obrotem ale szkiełka pozostają te same.

=========================

MD: Gabriel Attal, jest pierwszym otwarcie homoseksualnym premierem Francji, ulubieńcem Macrona, też pedała.

Odrzucenie Mszy Wszechczasów to „praktyczny ateizm” – kard. Sarah

Odrzucenie rytu rzymskiego to „praktyczny ateizm” – kard. Sarah gloria

Odrzucenie Boga ogarnia znaczną część Zachodu, zwłaszcza Europy, powiedział kardynał Sarah podczas wykładu na Katolickim Uniwersytecie Ameryki (CUA) 14 czerwca.

Nazwał to „praktycznym ateizmem”, który wkroczył również do Kościoła, gdy odrzuca się katolicką moralność, katolicką doktrynę i katolicką liturgię.

Kardynał dostrzega również praktyczny ateizm, gdy „socjologia” lub „żywe doświadczenie” staje się zasadą kształtowania moralnych [i niemoralnych] osądów. W ten sposób Bóg zostaje odsunięty na bok. Kardynał krytykuje fakt, że często słyszymy od biskupów i konferencji biskupów, „że musimy dostosować naszą teologię moralną do czysto ludzkich rozważań”.

Odrzucenie katolickiej moralności czyni wszystko warunkowym i subiektywnym, wyjaśnia Sarah: „Przyjęcie wszystkich [z wyjątkiem katolików] oznacza ignorowanie Pisma Świętego, Tradycji i Magisterium.”

Zwolennicy tej ideologii w Kościele traktują Objawienie jako „drugorzędne”. To pokazuje, jak działa praktyczny ateizm: „Nie zaprzecza Bogu, ale działa tak, jakby Bóg nie był w centrum”.

Sarah dostrzega również praktyczny ateizm w próbie stłumienia liturgii rzymskiej przez [Franciszka]: „Święte tradycje, które dobrze służyły Kościołowi przez setki lat, są teraz przedstawiane jako niebezpieczne”. Sarah wyjaśnia, że praktyczny ateizm skupia się na tym, co horyzontalne, wypierając to, co wertykalne, „tak jakby Bóg był raczej doświadczeniem niż rzeczywistością ontologiczną”.

Kardynał krytykuje próby opisania tradycji jako „ograniczającej” i „wiążącej”, a nie wyzwalającej i doskonalącej. W związku z tym uważa się, że szczęście polega na „byciu tym, kim chcemy być”, a nie na dostosowaniu się do Boga i Jego porządku.

Kardynał ostrzega przed „pogaństwem”, które wkroczyło do Kościoła i jego hierarchii [za pośrednictwem Franciszka]: „Prawdziwym kryzysem jest brak wiary w Kościele”.

Obraz: Photos courtesy of Napa Institute, Tłumaczenie AI

Przełomu nie było. Nawet ekscytowanie opinii publicznej się nie udało.

Przełomu nie było

Stanisław Michalkiewicz „Goniec” (Toronto)    16 czerwca 2024 michalkiewicz

Wybory do Parlamentu Europejskiego, którymi niezależne media głównego nurtu próbowały ekscytować opinię publiczną, nie przyniosły żadnego przełomu, ani na poziomie krajowym, ani na poziomie europejskim. Ale nawet ekscytowanie opinii publicznej się nie udało, o czym świadczy frekwencja wyborcza na poziomie 40 procent. Volksdeutsche Partei Donalda Tuska uzyskała 21 mandatów, podczas gdy PiS – 20, przy różnicy głosów na poziomie 1 procenta.

Pokazuje to, że scena polityczna w Polsce została na dobre zabetonowana, zgodnie z ustaleniami z Magdalenki, a dla pozostałych uczestników życia politycznego zostaje coraz mniej miejsca. Świadczy o tym wynik Lewicy, która wprowadziła do PE trójkę kandydatów, podobnie jak Trzecia Droga. Pewną niespodziankę sprawiła Konfederacja, która z wynikiem 12 procent wprowadziła do PE szóstkę kandydatów, wysuwając się na trzecie miejsce.

Warto jednak rozebrać sobie ten wynik z uwagą tym bardziej, że jeden z liderów tego ugrupowania, pan Sławomir Mentzen wyraził opinię, że po odejściu do PE posła Brauna, klub Konfederacji „zyska na zwartości”. Może i zyska, chociaż zwracam uwagę, że to właśnie Grzegorz Braun, podobnie jak dwie kandydatki: pani Bryłka i pani Zajączkowska, które właśnie dostały się do PE, okazały się lokomotywami, ciągnącymi cały pociąg. Grzegorz Braun otrzymał ponad 113 tysięcy głosów, a obydwie panie – mniej więcej po tyle samo. Pozostali kandydaci uzyskali zaledwie połowę tego, co każda z pań, więc w tej sytuacji pytanie, co będzie z pociągiem, od którego odłączy się lokomotywy, staje się całkiem uzasadnione.

Zabawnym elementem tych wyborów jest wprowadzenie poprzez Lewicę do PE związku partnerskiego panów Biedronia i Śmiszka. Najwyraźniej sodomczykowie płci obojga musieli się zmobilizować, by związek partnerski nie został rozdzielony. Inna sprawa, że Polska nic z tego nie będzie miała, jako, że ten couple nie będzie mógł się rozmnażać, więc w ten sposób kryzysu demograficznego nie przezwyciężymy. Na domiar złego kultura polska poniosła niepowetowaną stratę, bo z ministerstwa odszedł do PE nie tylko pan pułkownik Sienkiewicz, ale i Wielce Czcigodna Joanna Scheuring-Wielgus.

I co my teraz zrobimy? Czy powstałą w ten sposób próżnię zdoła wypełnić 21 nowych posłów, którzy wejdą do Sejmu na miejsca zwolnione przez szczęściarzy, co to dostali się do Parlamentu Europejskiego? O tym nie ma mowy, bo już widać, że w związku z przejściem do PE Wielce Czcigodnego posła Szczerby np. komisja do afery wizowej będzie musiała zakończyć działalność, a przecież na panu Szczerbie świat się nie kończy, bo do PE poszedł Wielce Czcigodny poseł Pupka, podobnie jak Wielce Czcigodny poseł Łajza. Co tu ukrywać; dla polskiego parlamentaryzmu nadchodzą ciężkie czasy, to znaczy – nadeszłyby, gdyby nie to, że na poziomie europejskim ostatnie wybory do PE też nie przyniosły przełomu.

Bo po ostatnich wyborach nic się zasadniczo nie zmieniło. Najlepszy wynik, na poziomie 185 mandatów, uzyskała Europejska Volksdeutsche Partei, zaś „socjały nudne i ponure” uplasowały się na miejscu drugim ze 137 mandatami. Zieloni dostali 52 mandaty, a Czerwoni, czyli komuna – 36 mandatów. Do tego dochodzą „odnawiacze Europy” z 79 mandatami. Konserwatyści i Reformatorzy mają 73 mandaty – ale nie róbmy sobie złudzeń, jako, że do tej frakcji należy PiS, który jest „przeciw, a nawet za”. Tożsamość i Demokracja do której należy Zjednoczenie Narodowe Maryny Le Pen, Alternatywa dla Niemiec i Liga Północna ma 58 mandatów. Niezrzeszeni mają 46 mandatów, a „pozostali” – 54.

Jak z tego wynika przeciwnicy pogłębiania integracji mają akurat tyle, by móc groźnie kiwać palcem w bucie, ewentualnie wygłaszać płomienne, 2-minutowe manifesty przeciwko trzęsieniom ziemi – ale nic więcej. W tej sytuacji wydaje się pewne, że już wkrótce przeforsowana zostanie zarówno nowelizacja traktatu lizbońskiego, jak również Zielony Wał i inne wariackie wynalazki. W takim razie sprawa przekształcenia naszego nieszczęśliwego kraju w Generalne Gubernatorstwo w ramach IV Rzeszy wydaje się przesądzona.

Tymczasem za sprawą portalu „Onet”, któremu jakiś stary kiejkut wetknął nos w świeży trop („wiecie, rozumiecie, redaktorze; macie tu gotowca i opiszcie to wszystko własnymi słowami, jak to wy potraficie”) okazało się, że na polsko-białoruskiej granicy w okolicy w Dubicz Cerkiewnych, w marcu doszło do strzelaniny. Do granicy bowiem zbliżała się kilkudziesięcioosobowa wataha kaukaskich gołoworiezów, który nie reagowali ani na środki łagodnej perswazji, ani nawet na strzały ostrzegawcze w górę. Więc kiedy tyraliera gołoworiezów się zbliżała, żołnierze zaczęli strzelać w ziemię tuż przed skrajem tyraliery. Natarcie wprawdzie zostało powstrzymane, ale nie na długo, bo zaraz pojawiła się Żandarmeria Wojskowa, która żołnierzy zakuła w kajdany i odstawiła do aresztu wydobywczego.

I tu się zaczyna niezamierzony, komiczny element sprawy. Po publikacji „Onetu” okazało się, że żaden z dygnitarzy nic o tym incydencie nie wiedział. Ani pan prezydent, który – jak się wydaje – o wszystkim dowiaduje się przypadkowo, ani Donald Tusk – bo „po co babcię denerwować, niech się babcia cieszy” – jak śpiewał Wojciech Młynarski – ani pan prokurator Generalny Adam Bodnar, ani wreszcie – minister obrony, chociaż tu sprawa się komplikuje, bo podobno Kosiniak wiedział, ale Kamysz nie.

Okazało się jednak, że stare kiejkuty chciały w ten sposób trafić rykoszetem w znienawidzoną Ziobrę, bo ukrytą intencją publikacji było spławienie z wodą prokuratora Janeczka, podobno zatwardziałego ziobrystę. Ale prokurator Janeczek powiedział, że on też nic nie wiedział, jako że pan minister Bodnar odciął go od wszelkich ciekawych informacji.

Zapanowała szalenie kłopotliwa sytuacja, bo wprawdzie dygnitarze okazali się niewinni, ale pojawiło się pytanie, kto w takim razie kazał Żandarmerii zakuć żołnierzy w kajdany? O tym, żeby działała bez rozkazu mowy przecież być nie mogło, bo jakże to – w wojsku i bez rozkazu? Normalnie można by zwalić wszystko na Putina, że to on rozkazał, ale to by było chyba jeszcze gorzej, bo jeśli to Putin, to co powiedzą sojusznicy w Waszyngtonie i Brukseli? I tak już nie wiadomo, co zrobić z tą całą komisją do badania ruskich wpływów, a gdyby jeszcze się okazało, że Putin rozkazuje naszemu wojsku, to już nie można by pokazać się na oczy w żadnym towarzystwie.

Tedy rada w radę Rada Ministrów uradziła, że rząd pojedzie na sesję wyjazdową do Białegostoku, a kiedy przybędzie tam również pan prezydent, to nawet odbędzie się Rada Gabinetowa. I tak się stało.

Żeby zatrzeć nieprzyjemne wrażenie i zagłuszyć jaskółcze niepokoje, i pan prezydent i pan premier zaprezentowali szalenie buńczuczne stanowisko. Pan premier Tusk stanął na nieubłaganym gruncie ochrony polskich granic i surowo przykazał ministru Kosiniaku-Kamyszu, żeby w niedzielę, na poczekaniu, napisał na kolanie ustawę o zasadach użycia broni i w ogóle. Podobno pan minister coś tam nawet napisał, ale mało kto był tego ciekaw, jako, że premier Tusk zapowiedział wyznaczenie wokół granicy strefy buforowej od 200 metrów do 2 km, a pan prezydent zapowiedział, że migrant, podobno Marokańczyk, który niedawno śmiertelnie ugodził nożem polskiego żołnierza, zostanie zidentyfikowany, schwytany i ukarany. W związku z tym na mieście pojawiły się fałszywe pogłoski, jakoby w tym celu został wynajęty znany detektyw od spraw beznadziejnych pan Krzysztof Rutkowski. Jeśli nawet misja mu się nie uda, to odium spadnie na sektor prywatny, a nie na niewinnych dygnitarzy. To byłby nawet plus dodatni, ale czy w tych fałszywych pogłoskach jest chociaż ziarenko prawdy?

Stały komentarz Stanisława Michalkiewicza ukazuje się w każdym numerze tygodnika „Goniec” (Toronto, Kanada).

Jak zatrzymać potop, czyli cele klimatyczne. Jedni budują arkę, inni piszą dyrektywy unijne.

Jak zatrzymać potop, czyli cele klimatyczne UE kelkeszos

https://www.salon24.pl/u/qqc1968/1383326,jak-zatrzymac-potop-czyli-cele-klimatyczne-ue


Nie wiem czy w dziejach ludzkości były organizacje bardziej bezbożne od Unii Europejskiej, przypuszczam, że nie, bo nawet bolszewicy ogłosiwszy, że „Boga nie ma” natychmiast zorganizowali się w struktury silniej religijne niż jakakolwiek inna znana sekta.

W przypadku współczesnych „komisarzy” już tak nie jest, to ludzie idealnie obojętni, w typie lermontowskiego Pieczorina [„Bohater naszych czasów” md] , chyba najlepszego literackiego portretu tych, którzy nami rządzą. Nie uznają żadnej moralności, więc nie muszą sobie zaprzątać głowy poszukiwaniem korzeni, umocowań i prawomocności jakichkolwiek zasad, bo ich żadne zasady nie obowiązują poza każdodziennym powodzeniem objawiającym się w użyciu, w organizowaniu jednodniowych przyjemności, bez jakiegokolwiek zainteresowania konsekwencjami. Ale nawet oni się boją potopu, a przynajmniej tak deklarują. W każdym razie są to ludzie zdolni potopami zarządzać i to nie na zasadzie Noego co to wobec zagrożenia budował arkę przetrwania, ale tych rozkazujących słońcu, wodzie i wiatrowi. Bogowie olimpijscy, czy tam brukselscy, szczegóły nazwy nie są tu najistotniejsze – ważne jest tylko samo zjawisko.

Pewnie Lermontowa teraz czytać nie można, bo „ruski”, choć może na zasadzie indywidualnej abolicji ( w końcu pisał o niemytej Rosji ) warto przypomnieć „Bohatera naszych czasów” powieść tak genialną, że nawet w pozostającej pod rosyjską opresją Polsce, gdzie do słusznych obowiązków patriotycznych należało ignorowanie wytworów kultury Moskali – przetłumaczono ją i opublikowano w ledwie trzy lata po pierwszym petersburskim wydaniu. Nie wiem jak udało się Lermontowowi uchwycić istotę nowego człowieka, zanim jeszcze powstały warunki do jego pełnego rozkwitu, ale zdążył ze swoim proroctwem, tuż przed urodzeniem potworów. Bo pewnie pisał swoje arcydzieło jeszcze przy świecach, albo w najlepszym razie łojowej lampce, ale już za chwilę rozbłysło inne światło, będące oczywiście wielkim dobrodziejstwem ludzkości, ale wydające też skutki uboczne w postaci „jaśnie oświeconych” i to oni teraz rządzą stając się „bohaterami naszych czasów”.

Ledwie trzynaście lat po publikacji powieści Lermontowa nastąpiły wydarzenia dające w perspektywie jego Pieczorinowi możliwości techniczne, stwarzające nieograniczone pole do kultywowania doskonałej  amoralności. 31 lipca 1853r. Ludwik Rydygier w swoim lwowskim szpitalu przeprowadził pierwszą operację przy świetle lampy naftowej.

To był błysk, przenoszący ludzkość w zupełnie inny wymiar. Wyprodukowanie tak wydajnego paliwa, które natychmiast wyparło tłuszcz z nieszczęsnych wielorybów, stworzyło zupełnie inny świat, poruszający się z nieznaną żadnym wcześniejszym pokoleniom prędkością. Ziemia wprawdzie nadal kręci się tak samo wolno jak zawsze ( i oby to się nie zmieniło ), ale to co na niej – już nie. To co na ziemi pędzi, choć nie do końca wiemy dokąd.

W każdym razie Pieczorinowie, czy też może pieczeniarze, świetnie się w tym pędzie urządziwszy, nagle przestraszyli się potopu. Zaleje nas, lodowce płoną, słońce świeci za mocno, wiatry wieją zbyt silnie, a w tym wszystkim szaleją mikroby. Trzeba przeciwdziałać.

Jeszcze się ludzie nie zdążyli dobrze przyzwyczaić do wygód, od lampy naftowej, do energii atomowej i powszechnej motoryzacji, minęły raptem dwa nie najdłuższe życia, a już pod koniec trzeciego musimy to wszystko na śmietnik wyrzucić, bo za gorąco. I może zalać. Pieczorin musi się czymś zajmować, żeby zabić nudę, to zebrał się w kilku na dachu Europy, gdzie jeszcze chyba bywa chłodno ( nie wiem, bo nie byłem ) i wymyślił – koniec tego dobrego, trzeba schładzać.

Owi bogowie nie byliby sobą, gdyby oszustwa nie zaczęli od manipulacji językiem i to na poziomie tak elementarnym, że aż dziw bierze w jaki sposób tak ogromne rzesze ludzi dają się łapać na tak prosty kant. „Cele klimatyczne” w istocie bowiem nimi nie są i to sprawa tak oczywista jak tylko być może. Jeśli bowiem wziąć walutę „brukselskich bogów” za prawdziwą monetę, to ograniczenia emisji, te wszystkie ich „fity”, są wyłącznie środkiem prowadzącym do schłodzenia. Ograniczamy wszystko, bo chcemy obniżyć temperaturę. To jest cel – obniżenie temperatury, a co za tym idzie, przywrócenie, no przynajmniej w Europie – długich, śnieżnych i mroźnych zim. Jeśli się nie uda, to będzie potop. 

O co zatem walczymy, nakręceni przez „bohaterów naszych czasów”? O to, żeby zima zaczynała się na początku listopada, kończyła w kwietniu, a wielkie śniegi i dwucyfrowe temperatury poniżej zera obowiązywały przez co najmniej trzy miesiące w roku. To jest w Europie klimat idealny i na żadne odstępstwa się zgodzić nie można. Czy wyłączywszy wszystko co spala i emituje, ten ideał osiągniemy? Tego nie wiadomo i Pieczorin, który się teraz nazywa Schwab, czy jakoś tak,  też tego nie wie, ale się dobrze bawi i to jest najważniejsze. Bawi się w zapobieganie potopowi i każe sobie za to bardzo dużo płacić. No to płacimy. A jak już osiągnie swoje „cele klimatyczne”, co zapewne dla nas objawi się dawno nie widzianym zamarznięciem Bałtyku, albo chociaż Wisły, to „bogowie” ogłoszą, że jest za zimno, musimy zatrzymać zlodowacenie, ale spokojnie, mamy na to sposób i za stosowną opłatą go wdrożymy. 

Zabawa w ciepło / zimno wydaje się najlepszym spośród Europejczyków przednia, tyle, że jako ludzie nieodmiennie „wybierający przyszłość”, tak skutecznie zapominają o przeszłości, że nie potrafią ustalać związków przyczynowych, a przy tym nie wiedzą, że potopom się nie da ludzką mocą zapobiec, zawsze w jakiejś formie przychodzą, bo nie od nas zależą.

Wtedy jedni budują arkę, inni piszą dyrektywy unijne.

Uwaga śledzie – Szczerba jedzie

15.06. Uwaga śledzie – Szczerba jedzie

15 czerwca, wpis nr 1273

Wybory się odbyły i komisje się skończyły. Trzeba być tak uśmiechniętą Polską, że napięte policzki zasłaniają oczy, by nie widzieć po co to wszystko było z tymi komisjami. Naiwni, tak – naiwni – myśleli, że to spektakl by dojechać PiS. Ale właśnie obrady komisji się zwijają, nie dlatego, że coś tam ujawniły i można już opublikować raport. Nie, one spełniły swą główną rolę, czyli – wypromowały, jak widać skutecznie – swych szefów na europosłów. To dlatego, tak jak Sienkiewicze czy Kierwińskie, nie certolili się w tańcu, bo po nich choćby i POtop. Dostali nagrodę od ichniego suwerena za chamstwo i ***** *** i będą t.ym promieniować gdzie indziej

Robiłem to właściwie nie dla siebie. Może trochę dla Państwa mnie słuchających czy czytających. Może trochę ku pamięci. Chodzi o śledzenie śledczych komisji sejmowych. Jeżeli robiłem to dla Was, to po to, byście nie musieli się w tym babrać, aby poznać istotę miałkości systemu, w którym przyszło nam żyć. To ja – Wasz szambo-nurek schodzę co jakiś czas na dno tego zbiornika nieczystości, siadam tam i obserwuję co się dzieje. Z obrzydzeniem, które każe większości z Państwa tam nie zaglądać, jednak dla mnie ten mój masochizm jest uzasadniony, a właściwie wart mąk, gdyż w tym gnojowisku trzeba posiedzieć, by zejść pod powierzchnię zjawisk, mieć aparaturę odcedzającą nieczystości od znaków czasów. Ja mam taką aparaturkę, gdyż utkałem ją sobie za komuny, wystarczyło tylko sięgnąć do szafy doświadczeń, by wyciągnąć i filtry, ale i cały kombinezon. Bo trzeba go mieć na grzbiecie, by się tym wszystkim nie ubrudzić.
Krótka historia komisji
Właściwie w sensie obioru społecznego to komisje śledcze zaczęły się od komisji Rywina. Tak – to był przełom. Właśnie z powodu (chwilowego tylko) zerwania zasłon otaczających prawdziwe konstrukcje III RP. To tam dowiedzieliśmy się, że taki Urban z Michnikiem to się na kolacyjkach spotykają i to nie od wielkiego dzwonu, by uzgodnić zeznania przed komisją, ale, że to towarzyski obyczaj. Naród zobaczył, że elity nim rządzące to wcale nie podział na przegranych komuchów i zwycięskich opozycjonistów. Komisja ujawniła dwie rzeczy – jednak (wtedy) jakiś poziom merytoryczny, kulturalny i estetyczny prowadzenia obrad takiej komisji, ale i to – co stało się już tradycją pookrągłostołowej Rzeczpospolitej, że – choćby i najciekawsze, najbardziej dociekliwe ustalenia komisji nie prowadzą do żadnych konsekwencji.
Sukces PR-owski komisji został doceniony przez klasę polityczną, co zaciążyło na wieki nad przyszłymi powołaniami ciał podobnych. Komisje przestały służyć do wyjaśniania jakichś afer, tylko do dwóch rzeczy – grillowania aktualnych opozycjonistów oraz do lansowania się członków komisji. I tu jest ciągły ruch pomiędzy tymi ekstremami – raz grillują, a raz się lansują. Dziś przyszły czasy, by się lansowali na grillowaniu.
Istota komisji
Po co są komisje? W Polsce. Jak już napisałem – po te dwie rzeczy: grill i lans. Ale po co są naprawdę, po co się sięga – głównie do amerykańskich – wzorców jej wprowadzenia i prowadzenia?  W sumie komisje są dowodem na… niemoc systemu. Wyjaśniają bowiem kwestie, które jakoś wymknęły się detekcji przynależnej służbom. Są rozwodnionym w permanencji mini Trybunałem Stanu, przed którym stanął w III RP tylko jeden polityk – pan Wąsacz, nie licząc bohaterów afery alkoholowej, kiedy to polityków uwolniono i beknęli tylko jacyś pośledni urzędnicy, z tym, że to „beknięcie” polegało na pozbawieniu ich biernego prawa wyborczego na lat pięć i na tyle samo zakazu piastowania stanowisk kierowniczych. To się pewnie zmartwili… albo i napili. Co do pana Wąsacza, to jego sprawa trwała tak długo, że przedawniła… się. Tak, w Trybunale, który nic poza tym nie miał do roboty.
Ale wróćmy do samej istoty komisji sejmowych. Fakt, że jej obrady są transmitowane przez media jest tu kluczowy. Wystarczy sobie wyobrazić, że nie ma na sali przekaziorów, a już widać, że złamany poseł nie chciałby uczestniczyć w komisji, bo oba motywatory – grill i lans – nie zaistniałyby. Ale popatrzmy na „ideał założycielski”, jakim jest system komisji czy to Kongresu, czy Senatu w USA. Tam oczywiście istnieją wspomniane dwa motywatory, ale główną (jeszcze) ideą jest wytropienie systemowych błędów ustroju, praktyki sprawowania władzy, by nie tylko usunąć z życia publicznego jego deprawatorów politycznych, ale by widzieć ustrojowe niemoce i zdefiniować je poprawnie, na tyle, by je systemowo poprawić. No i od razu widać jak daleko my jesteśmy od tego ideału, do którego odwołują się chętnie „komisarze”.
Historia komisji
No, PiS takie swoje komisje przespał. Ale żyliśmy zdaje się jeszcze w czasach, kiedy „my nie ruszamy waszych, a wy nie ruszacie naszych”. W dodatku Kaczyńskie skupiły się na grillowaniu Tuska, co było tylko uzewnętrznieniem ich błędnej strategii: żeby w niego walić, to się własny twardy elektorat utwardzi, zaś wahacze zobaczą jakie to wilcze oczy ma ten Tusk i że Kaczyński jest przy nim „mniejszym złem”. Inne spotkania pisowskich komisji waliły nudą, Ambera Golda się nie dowiozło, skoro po wielu przesłuchaniach okazało się w raporcie, że „organy państwa nie zadziałały prawidłowo”. Tylko tyle – nie wiadomo nawet KTO to zrobił, o wspomnianych już wnioskach systemowych na przyszłość tym bardziej nie ma co mówić.Tuski z komisji zrobiły sobie stały format rozliczania PiS-u. Ci przynajmniej dowieźli (jedyną) obietnicę swemu elektoratowi. Jak ***** ***, to trzeba zrobić z tego widowisko. Komisje w sensie tematycznym ustawiono… słabo.
Pegasus i kwestie wyborów kopertowych, to – moim zdaniem – strzał w kolano. Afera podsłuchowa ekscytuje tylko ultrasów, a ich to i tak do niczego nie trzeba przekonywać. Tym daje się tylko satysfakcję z sadystycznego (a może i masochistycznego, patrząc na poziom komisji) oglądania tego, na co czekali tyle lat – doginania PiS-u. Wybory kopertowe to… samobój, bo w ich zaistnieniu sama PO odegrała kluczową rolę (nie licząc judasza-Gowina). W tę stronę idzie PiS i wszystkie jego zeznania – jak się komisja zlituje i da odpowiedzieć świadkowi – idą ku temu, że koperty były rozpaczliwym gestem pogodzenia terminów wyborczych z Konstytucji z zagrożeniem śmiertelnym wirusem.
Dwójpolówka plemienna wyszła z tego kompromisem klepnięcia niekonstytucyjnego terminu i porzucenia kopertowych pomysłów: PO to było potrzebne, by podmienić Trzaskowskiego na szorującą po dnie popularności Kidawę, bo bez tej podmianki, przy wyniku Kidawy, PO utraciłaby pierwsze miejsce na podium opozycyjnym na rzecz jakiegoś Hołowni i byłby problem. PiS wolał zmierzonego Trzaskowskiego, z którym wedle badań wygrywał o milion głosów, zaś z takim Hołownią w drugiej turze – gdyby przepadła Kidawa – to nie wiadomo co by się działo z Dudą.
I teraz jeden wspólnik drugiego wspólnika zaciągnął przed wysokie oblicze komisji, gdzie przy przekaziorach grilluje go za wspólne przecież ustalenia. No, cynizm, który przebija tylko powołanie na budowniczego CPK pana Laska, który szefował ruchowi Nie dla CPK.
Komisja ds. wiz to już lepsza sztuczka. Jest ona wymierzona w antyimigrancką narrację PiS-u. Że tu tak na zewnątrz to tacyście niby na nie, zaś wpuściliście do Polski setki tysięcy pigmentopozytywnych, w dodatku za kasę do własnej kieszeni.
Dziś, zgodnie z onucową licytacją, dodano do tego sprowadzanie ruskich agentów. Jednak i tu dochodzi do przegrzania tematu. Bo w sprawie wiz poluje się np. na prezesa Orlenu – Obajtka. Pytacie pewnie – co ma wspólnego Obajtek z wydawaniem wiz? Łańcuszek jest długi i słaby, ale policzmy jego ogniwa. Orlen z Azotami planuje inwestycję i potrzebni do tego są pracownicy. O tych występuje inwestor, do którego konsorcjum i Azoty, i Orlen tylko należą. Zapotrzebowanie jest zgłaszane do państwa polskiego, że szuka się takich to a takich. Pracodawca występuje o pozwolenie na pracę. To wystawia wojewoda, zaś wizę – MSZ. I gdzie tu biedny Obajtek?
Wzmożenie
Komisje w ogóle się wzmogły przed eurowyborami. I znowu wracamy do dwóch motywatorów: grillowania i lansu. To dlatego komisji teraz się narobiło jak grzybów. W dodatku, bez żadnego logicznego uzasadnienia ustala się karkołomne składy świadków. Celujemy wysoko, zamiast szukać prawdy wśród zapraszanych. A to z ich zeznań wynikałaby pewna kolejność dziobania sprawy. A tu się po dwa razy na każdej komisji słucha czy to Kaczyńskiego, czy Morawieckiego. Pretekstem jest „konfrontacja” ich zeznań z zeznaniami wcześniejszych świadków, ale z przebiegu ponownych przesłuchań wcale to nie wynika. Tu mamy pełen grill.Drugi czynnik to lans – wielu z członków komisji kandyduje do Europarlamentu.
I taki na ten przykład – faworyt mój – poseł Szczerba, to musi się nabudować jak wół na komisji, aby ze swego miejsca – numeros piątos – dostać do wymarzonej, jak widać, Brukseli.
Czemu to mój faworyt? Z dwóch powodów – pierwszy to merytoryczny, drugi – z oglądu. Bo muszę państwu powiedzieć, że posła spotkałem w okolicznościach przyrody, i to niesamowitej. Pamiętacie końcówkę 2016 roku? Mieliśmy próbę Ciamajdanu, nieudaną, ale dokonaną. Posłowie opozycji zablokowali mównicę (oj, by sobie z nimi teraz taki Hołownia poradził jednym pstryknięciem, nie to co pisowskie słabeusze) chcąc uniemożliwić posłom Zjednoczonej Prawicy przyjęcie budżetu, co rodziło duże zamieszanie systemowe.
Co tam się działo w świątyni demokracji… śpiewy, kolędy – bo posłowie się poświęcili nawet na Wigilię – cateringi i performance. Pod Sejmem szalał wzburzony tłum, redaktor Lis pisał na swoim TT „Polacy! Trwa zamach stanu!Teraz!!!!!!” plus flagi. We Wrocławiu przechodzący przypadkiem z tragarzami, wtedy szefo Rady Europejskiej, Tusk, czekał na rozwój wydarzeń.Tu się posłowie męczą, aż nadszedł Sylwester. Już było po sprawie, budżet klepnięty w sali kolumnowej, a posłowie opozycji wciąż w okupacji. Nikt im po prostu nie powiedział, że już dawno po wojnie i nie ma co wysadzać tych pociągów, bo nic już po tej trasie nie jeździ. A więc ja, niepomny na wagę spraw państwowych, siedzę sobie na sali balowej w knajpie jeszcze wtedy upadłego, ale już odżywającego Sowy, aż tu nagle na salę wchodzi poseł Szczerba. Mnie zatkało, bo facet się właśnie urwał z rotacyjnej okupacji Sejmu. Ale wcale nie wyszło, że mu się zmiana skończyła, bo mówił, że wraca, tylko, że musi obskoczyć jeszcze kilka balówek. Nie wiem co zbierał – żarcie dla okupantów, czy poparcie, ale wyglądało to na dziwną misję.
Mój faworyt
No, ale przejdźmy do merytoryki mego ulubieńca w dzisiejszym wykonaniu. Jest on członkiem trójki wynalazków przewodzących trzem komisjom śledczym: Sroka w komisji Pegasusa, Joński w sprawie wyborów kopertowych, i nasz Szczerba od wiz. No, panoptikum niekompetencji i chamstwa. Ktoś, kto ich wybierał, to musiał mieć jakiś wisielczy humor, co może przebić tylko pozostawienie Kopaczowej w roli premiera, kiedy Donald wybrał Brukselę, a więc poszlaki prowadzą chyba w jedno miejsce.
Ale zajmijmy się posłem-przewodniczącym, kolegą jak Flip i Flap, tej pary interwencji poselskich, posła Jońskiego z komisji kopertowej.Co my tu mamy? No – wszystko. Błędy językowe, nie tylko te odziedziczone, typu „czy posiada Pan wiedzę”, ale to nagminne błędy w wymowie. Mylenie „tę” z „tą”, to już narodowy rak, ale kwestia wygłosu na głosce „ą”, to już zęby zgrzytają (a nie – zgrzytajom). „Stawił się przed komsjom świadek” czy te „zajmiemy się kwestiom”. Przypomnę – na końcu wyrazu następuje tzw. wygłos. Głoski tracą swoją dźwięczność, jak np. w słowie „gołąb” czytanym jako „gołomp”. W przypadku głosek nosowych, takich jak „ą” czy „ę” na końcu wyrazu przechodzą one w tzw. dyftong, czyli połączenie samogłoski ustnej „a” i „u” w przypadku wygłosu a z kreseczką (czyli wymawia się wtedy „ou”) i „e” oraz „u” w przypadku e z kreseczką (wymowa „eu”). Ale w przypadku ą nie zawsze jest wygłos. Tak jest wtedy kiedy w mowie musimy mieć rozróżnienie między narzędnikiem liczby pojedynczej a celownikiem liczby mnogiej. Wymawia się „zrobiłem to ręką”, ale „to dzieło zawdzięczamy rękom tkaczek”.
Pisze się inaczej i czyta się inaczej. Zaś niedokształceni ludzie mieszają te dwie rzeczy i żal słuchać. A tu pan Szczerba ani razu nie mówił poprawnie.
Ale to nie jest najważniejsze. Polski się zachwaszcza nieuchronnie. Kiedyś to przynajmniej media trzymały poziom, który jakoś oddziaływał na ludność, zwłaszcza młodą. Ale od kiedy każdy influencer może przebić zasięgami niezłą telewizję, to te ich wynalazki przenikają do polszczyzny niezawodnie. I nie ma co tu prawić o dyftongach czy odmianach wśród ludu młodzieżowego, który – założę się – nie odróżnia deklinacji od koniugacji.
Ale obiecałem, że dam coś więcej niż użalanie się nad zagładą języka Jana z Czarnolasu. To były dwie techniki posła Szczerby. Pierwsza to jest „my story”, druga to guzik. Guzik jest prosty – to najczęstsze narzędzie. Wyłącza się mikrofon zadającym pytania, nawet zeznającym świadkom, przerywa się zeznania, wtrąca jakieś nieistotne uwagi po zakneblowaniu świadka. W dodatku pod względem traktowania swoich świadków czy kolegów koalicyjnych z komisji, to tu jest odwrotnie – swobodna wypowiedź.
Jak się widzi tę chamówę, to się nóż w kieszeni otwiera. W końcu – co prawda teoretycznie – komisja śledcza jest po to, by się czegoś tam dowiedzieć. Przewodniczący Szczerba był tak nakierowany na swoją story (o tym zaraz), że przerywa świadkowi, kiedy ten jest bliski zeznania ciekawych rzeczy. Nawet korzystnych dla swoich przeciwników, których poseł Szczerba reprezentuje. A ten nawet nie daje mu samego siebie obciążyć.
„My story”, to też ciekawa postawa, bo techniką to trudno nazwać. Świadkowie nie są zapraszani, by ich odpytywać, ale po to, by członkowie komisji powiedzieli swoje. Normalnie zajęcie stanowiska członków komisji śledczej następuje w raporcie. Ale nie po to są te komisje. Przypomnę – mają grillować przeciwników i lansować swoich. A jak idzie ciężko z pytaniami i odpowiedziami, to trzeba swoje powiedzieć i tak.
A więc mamy cyrk. Kilkunastominutowe tyrady członków komisji czasami nawet nie kończą się zadaniem pytania. Ostatnio pan Szczerba przesłuchiwał… nieobecnego prezesa Obajtka, który ryzykując karę 3 tysi pozbawił posła Szczerbę możliwości lansowania się przed wyborami, na których mu widać zależy, i nie pojawił się na komisji. Ot, i kulig nie udał się. Ale Szczerba zadał mu (?) przygotowane pytania, które składały się z kilkuminutowej tyrady oskarżeń (a przecież komisja jest od tego, by je dopiero udowodnić), nawet nie prowadzących do choćby i retorycznego zadania pytania, bo przecież to wszystko było wpustkę.
Inny poseł, chyba od Hołowni, wymienił wszystkie nieruchomości Obajtka, i tylko brakowało numeru bramy, bo padały miejscowości, ulice, opisy budynków i posiadłości. Normalnie jak za komuny – ludowi się pokazało czego to tam nieobecny nie miał, licząc pewnie na chorobę czerwonych oczu. No, jak się ma taki elektorat…
Można to ukrócić
Dziwię się tylko pisowcom. Przecież to nie ma nic wspólnego z kodeksem postępowania karnego. Świadkom się przerywa, kwestionuje ich prawa, zabrania zgłaszania wniosków, zadaje się pytania typu „co by zrobili, gdyby”, każe oceniać cudze wypowiedzi i dokumenty. Wreszcie – istnieje całe oprzyrządowanie praw świadka, akurat przygotowane na komisje śledcze, które daje prawo odmowy odpowiedzi na zadanie pytanie m.in. wtedy, kiedy zawiera ono tezy, jest przyczynkiem jedynie do wystąpień pytającego.
A tak wygląda 90% przesłuchań tych komisji. Same tezy, wciskanie Tuska w brzuch, naruszanie dóbr osobistych pytanego świadka, komentarze do wypowiedzi, zarzucanie kłamstw, bez żadnych podstaw. A tak w ogóle to pyskówka i kulturowe oraz proceduralne chamstwo, które ma doprowadzać świadków i opozycyjnych członków komisji do emocjonalnych reakcji. Najczęściej zakończonych wydaleniem z obrad. Dziwię się więc, że świadkowie dają się wciągnąć w tę zabawę, bo przecież przy powołaniu się na takie okoliczności zarówno publiczność, jak i ewentualne sądy ciągające za nieuzasadnioną odmowę zeznań, uznaliby takie zachowanie za uzasadnione.Komisje śledcze, zwłaszcza te z czasów koalicji któregoś tam dnia, któregoś miesiąca – tu też mamy spór, kalendarzowy – to kpina z ich istoty. Nic nie wyjaśnią, nie od tego są. W tym wypadku, poprzez agresję i chamstwo dają tylko satysfakcję swemu elektoratowi, i to jego szczególnie ekstremalnej frakcji. Resztę widowni odstraszają, a więc są kontr-produktywne, nawet dla ich autorów. Bo jak odstraszają, to są tylko widowiskiem dla jebaćpisów. Nikogo innego do niczego nie przekonają.

Paradoksalnie – są jednak elementem wyławiania błędów ustrojowych. Ale nie „w temacie” swoich obrad. To jest pokaz niedowładu „tego kraju”, który nigdy się nie uleczy, skoro z potencjału lekarstwa robi tylko narkotyk dla ekscytowania coraz to mniej licznych, ale coraz to bardziej zawziętych ultrasów. Sprawy pozostaną niezałatwione. Może się tam i kogoś przymknie, ale jak minęły wybory to i tempo spadnie, i popularka. Igrzyska nie będą już (tu) potrzebne, przedwyborcze motywacje się wypaliły. Trzeba będzie wrócić do strategii „jedna wrzutka dziennie”, tylko po to by wspomnianymi igrzyskami przykryć generalnie braki w chlebie. A z burczącym brzuszkiem to jest tak, że jego odgłosy są w stanie zagłuszyć największe propagandowe tuby. A, że się taki poseł Szczerba czy Joński tak wylansowali, iż lud ich zabrał w nagrodę do Brukseli, to może i dla Polski… dobrze.
Napisał 
Jerzy Karwelis
Wszystkie wpisy na moim blogu „Dziennik zarazy”.

Hodowla durni

15 czerwca 2024 r. | Nr 23/2024 (675)
Hodowla durni
       Szanowni Państwo!
    Jak poznać z jakim ustrojem mamy do czynienia? Po problemach jakie mają do rozwiązania społeczeństwa. Te wolne rozwiązują problemy stwarzane przez środowisko naturalne w jakim żyje. W systemach totalitarnych, to władza stwarza problemy, które usiłuje później „dzielnie” rozwiązywać, najczęściej z marnym skutkiem, bo władzę w takim systemie  stanowią dranie i durnie nie znający się na  niczym, prócz „demolki”.
       Unia Europejska jest najlepszym przykładem wylęgarni absurdów takich jak chociażby zakrętki do butelek na uwięzi. Tylko patrzeć, jak następni lobbyści zaproponują obowiązkowe dołączanie do każdej butelki małych nożyczek umożliwiających odcinanie korka na uwięzi.
       To, co jeszcze wczoraj było niewyobrażalnym absurdem, z dnia na dzień staje się unijną dyrektywą. Następna ma podobno dotyczyć zakazu umieszczanie papieru toaletowego w publicznych WC. To akurat wydaje się mieć sens, bo umożliwiłoby sprzedaż Gazety Wyborczej.
       Tusk, niezależnie od motywów jakimi się kieruje, zrobi wszystko, żeby Niemcom dogodzić, co już wielokrotnie udowodnił. Polska jest przeznaczona do zatopienia przez falę barbarzyńców w tym celu sprowadzanych i szkolonych przez GRU. Zielony jad, czy nieład dzieła dokończy.
       Czy można temu zaradzić? Można. Władza totalitarna hoduje durni, bo nimi najłatwiej sterować. Normalni Polacy zadbają o kształcenie nowych, prawdziwych elit. Chcemy być sterowani przez ludzi mądrych.
Z pozdrowieniami
Małgorzata Todd