Burmistrz Lyonu otwiera meczet, ale do kościoła na ślubowanie radnych nie wejdzie. Foto: print screen x/@bdemontille
Swoista schizofrenia panuje na francuskiej lewicy. Zieloni są prawdziwymi „strażnikami” laickości państwa, jeśli chodzi o chrześcijaństwo, ale nie mają nic przeciwko swojemu udziałowi w otwieraniu meczetów. Zielony mer Lyonu, Grégory Doucet, wywołał sporo kontrowersji po udziale w inauguracji meczetu.
W środę, 25 października, burmistrz Lyonu dokonał uroczystego otwarcia meczetu Imama Malika. Wielu polityków krytykuje go za dziwną „interpretację laicyzmu”. Ten sam mer bowiem odmawia od lat udziału np. w tradycyjnych i związanych z historią miasta ceremoniach katolickich, które od zawsze przebiegały z udziałem radnych.
„Laicyzm o zmiennej geometrii” – kpi opozycja na wieść, że ten polityk partii Zieloni (EELV) dokonał uroczystego otwarcia meczetu Imama Malika w 7. dzielnicy Lyonu. Ten sam polityk położył też kamień węgielny pod budynek meczetu jeszcze w 2020 r. Teraz uwieńczył swoje dzieło.
Niektórzy przypominają, że Doucet odmówił przybycia do bazyliki Fourvière na tradycyjne ślubowanie radnych. Mer jednak twierdzi, że „respektuje zasady sekularyzmu” i dbaniu, by o to, by wyznawcy religii mogli ją praktykować w „godnych warunkach”.
Ślubowanie radnych Lyonu to tradycja sięgająca roku 1643. Była to obietnica złożona przez rajców miasta Najświętszej Maryi Pannie za ocalenie od zarazy dżumy. Kiedy epidemia ustała, co roku miasto i jego przedstawiciele 8 września pielgrzymowali i składali hołd maryjny w bazylice Notre-Dame de Fourvière.
Takie uroczystości odbywają się w Lyonie co roku, z przerwą na okres rewolucji. Zielony mer tradycję przerwał w imię „zasady laickości Republiki”…
Refuser d’entrer dans la basilique de Fourvière pour le traditionnel Voeu des Echevins mais accepter de couper le ruban pour l’inauguration de la mosquée Imam Malik dans le 7ème à Lyon. Tout cela au nom de la “laïcité”. L’extrême gauche se perd dans ses incohérences.
W 2023 r. średnia siła nabywcza mieszkańca Polski wynosi 10 903 euro. To wynik o 38 proc. poniżej średniej europejskiej — wynika z badania „GfK Purchasing Power Europe 2023”. Istnieją jednak ogromne różnice między regionami — w Warszawie dochód rozporządzalny netto jest prawie trzykrotnie wyższy niż w powiecie, który znalazł się na końcu listy.
Średnia siła nabywcza mieszkańca Polski wynosi 10 903 euro | Foto: Shuttertsock/Kamil Zajaczkowski; GfK / Shutterstock
Polska znalazła się na 29. pozycji z 42 analizowanych europejskich krajów. Pierwsze miejsce zajmuje Liechtenstein, gdzie siła nabywcza wynosi ponad 68 000 euro
Pierwsze miejsce polskiego rankingu zajmuje miasto stołeczne Warszawa z wynikiem 17 980 euro na mieszkańca; siła nabywcza jest więc o prawie 65 proc. wyższa niż średnia krajowa
Najniższa siła nabywcza w Polsce dotyczy powiatu kolneńskiego z wynikiem 6 765 euro. Oznacza to, że mieszkańcy powiatu mają do dyspozycji prawie o 40 proc. mniej środków na zakupy, czynsz, prąd i oszczędności niż przeciętny Polak
Ranking pokazuje, iż pomimo poprawy poziomu życia w Polsce na przestrzeni ostatnich lat nadal istnieje znacząca przepaść między regionami — ocenia ekspertka GfK
Zgodnie z najnowszym badaniem mierzącym siłę nabywczą, Polska znalazła się na 29. pozycji z 42 analizowanych europejskich krajów. Oznacza to, że awansowaliśmy o jedno miejsce.
Ile może kupić Polak w 2023 r.?
Siła nabywcza jest miarą dochodu rozporządzalnego po odliczeniu podatków i składek na cele charytatywne. Obejmuje też otrzymane świadczenia państwowe. Badanie GfK wskazuje na poziom siły nabywczej w przeliczeniu na osobę, na rok, w euro i jako indeks. Siła nabywcza GfK opiera się na nominalnym dochodzie rozporządzalnym ludności, co oznacza, że wartości nie są korygowane o inflację.
Jak wynika z raportu, w 2023 r. średnia siła nabywcza na mieszkańca Polski wynosi 10 903 euro. To wynik o około 38 proc. poniżej średniej europejskiej. Średnia europejska wynosi 17 688 euro. Innymi słowy, średnia siła nabywcza mieszkańca Polski to 62 proc. średniej europejskiej.
Indeks siły nabywczej. Polska na tle UE według badania „GfK Purchasing Power Europe 2023” | „GfK Purchasing Power Europe 2023” / gfk.com
Siła nabywcza w Polsce. Przepaść między regionami
Z badanie wynika, że w podziale na regiony są jednak „ogromne” różnice. W Warszawie dochód rozporządzalny netto jest prawie trzykrotnie wyższy niż w znajdującym się na końcu listy powiecie kolneńskim.
Na szczycie polskiego rankingu zajmuje miasto stołeczne Warszawa z wynikiem 17 980 euro na mieszkańca; siła nabywcza jest tam o prawie 65 proc. wyższa niż średnia krajowa. Za Warszawą znalazł się Sopot, dalej Wrocław, Katowice, Poznań, Kraków, Bielsko-Biała, Gliwice, Piaseczno, a pierwszą dziesiątkę zamyka powiat Warszawski Zachodni.
Ile mamy na życie? Oto powiat z najniższą siłą nabywczą
Najniższa siła nabywcza w Polsce dotyczy powiatu kolneńskiego (woj. podlaskie) z wynikiem 6 765 euro. „Oznacza to, że mieszkańcy powiatu mają do dyspozycji o 38 proc. mniej funduszy na zakupy, czynsz, prąd i oszczędności niż przeciętny Polak” — czytamy.
Najbliżej wartości średniej siły nabywczej znalazł się z kolei powiat sokołowski ze średnim dochodem rozporządzalnym netto w wysokości 10 921 euro na mieszkańca, czyli o około 18 euro więcej niż średnia krajowa.
GfK Purchasing Power Poland 2023 | „GfK Purchasing Power Europe 2023” / gfk.com
Agnieszka Szlaska-Bąk z GfK wskazuje, że ranking pokazuje, iż pomimo znaczącej poprawy poziomu życia w Polsce na przestrzeni ostatnich lat „nadal istnieje znacząca przepaść między regionami”. „Tylko 83 powiaty mają ponadprzeciętną siłę nabywczą per capita, podczas gdy dochód rozporządzalny netto 297 powiatów jest poniżej średniej krajowej” — wskazała.
Jak dodała, w porównaniu do ubiegłego roku, w 2023 r. nastąpiła tylko jedna zmiana w pierwszej dziesiątce. „Tychy tracą trzy miejsca i spadają na 13. pozycję, podczas gdy powiat warszawski zachodni znajduje się obecnie na 10. miejscu z dochodem rozporządzalnym netto w wysokości 13 768 euro na mieszkańca” — wyjaśniła Agnieszka Szlaska-Bąk.
Europejczycy mają do wydania 12,1 mld euro w 2023 r.
Z badania GfK wynika, że łącznie Europejczycy w 2023 r. mają do wydania około 12,1 mld euro na żywność, mieszkania, usługi, koszty energii, prywatne emerytury, ubezpieczenia, wakacje, mobilność i zakupy konsumenckie.
„W przeliczeniu na mieszkańca oznacza to 5,8 proc. wzrostu w porównaniu ze skorygowanymi wartościami z poprzedniego roku. Jednak kwota, którą konsumenci faktycznie mają do dyspozycji na wydatki i oszczędności, różni się znacznie w zależności od kraju, a także zależy od tego, jak kształtują się ceny konsumpcyjne w 2023 r.” — tłumaczy GfK.
Liechtenstein, Szwajcaria i Luksemburg na szczycie rankingu
Jak dodano, podobnie jak w poprzednich latach, na szczycie rankingu siły nabywczej znalazł się niewielki Liechtenstein — siła nabywcza na mieszkańca tego kraju wynosi 68 843 euro, czyli prawie cztery razy więcej niż średnia europejska. Na drugim i trzecim miejscu uplasowały się Szwajcaria i Luksemburg. Podczas gdy siła nabywcza na mieszkańca Szwajcarii wynosi 49 592 euro — prawie trzy razy więcej niż średnia europejska — mieszkańcy Luksemburga mają rozporządzalny dochód netto w wysokości 40 931 euro na mieszkańca. To ponad dwa razy więcej niż średnia europejska.
Z badania wynika, że w 2023 r. największy awans w czołówce rankingu odnotowała Irlandia, która przesunęła się w górę o cztery pozycje w rankingu – z 10. na 6. miejsce.
Podobnie jak w poprzednich latach na dole zestawienia znajduje się pogrążona w wojnie Ukraina, gdzie siła nabywcza na mieszkańca wynosi 2 478 euro, czyli 14 proc. średniej europejskiej.
Cytowany w informacji Przemek Dwojak z GfK zauważa, że w tym roku kraje europejskie ponownie odnotowują znaczący wzrost siły nabywczej wynoszący średnio prawie 6 proc., ale nie jest to w stanie w pełni zrekompensować wciąż wysokiej inflacji. „Jednak siła nabywcza nie rozwija się w ten sam sposób w każdym kraju europejskim: na przykład, podczas gdy Irlandia wspięła się o cztery miejsca, sąsiednia Wielka Brytania spadła o trzy lokaty. Wiele wydarzyło się również wewnątrz poszczególnych krajów — na przykład w Czechach, gdzie rankingi są w tym roku bardzo zróżnicowane, lub w Polsce i Francji, gdzie przepaść między regionami staje się coraz większa” — zauważył.
Pragnę podzielić się z Państwem informacją o tym, że wiele dzieci w Polsce to ofiary handlu ludźmi oraz przestępstw o charakterze seksualnym.
Handel ludźmi to straszna trauma, szczególnie dla dzieci, które często cierpią potem całe życie. Dlatego stworzyliśmy petycję, w której apelujemy o wprowadzenie jednej ustawy o przeciwdziałaniu handlowi ludźmi w Polsce i o wsparcie dla ofiar, zwłaszcza dzieci.
Naszym celem jest zwrócenie uwagi na ten problem i ułatwienie ścigania sprawców.
Prosimy Państwa o wsparcie naszej petycji, byśmy mogli skuteczniej chronić dzieci przed tą raną psychiczną i pomóc im odzyskać utracone dzieciństwo oraz nadzieję na lepszą przyszłość.
Handel ludźmi to zorganizowana, transgraniczna przestępczość, w której osoby wykorzystywane są w seks-biznesie, do pracy przymusowej, do żebractwa, nielegalnych adopcji, a także w celu pozyskania komórek, tkanek lub narządów. Największą liczbę ofiar handlu ludźmi w obszarze seksbiznesustanowią kobiety i dzieci. To poważne naruszenie praw człowieka, które jest powszechne na całym świecie, również w Polsce.
Prosimy o podpisanie petycji, w której apelujemy o wprowadzenie w Polsce jednej, kompleksowej ustawy o przeciwdziałaniu handlowi ludźmi i o pomocy ofiarom. PROSZĘ PODPISAĆ PETYCJĘ
Sz. P. Profesor Miroslaw Dakowski ,
Nazywam się Agata Witkowska i jestem Prezesem Fundacji Czas Wolności, której głównym celem jest przeciwdziałanie handlowi ludźmi i prostytucji. Pracuję w organizacjach pozarządowych od 23 lat, niosąc pomoc głównie tym, w których nikt już nie wierzy i którym rzadko ktoś chce pomóc. Kiedy zadaję sobie pytanie, dlaczego to robię, od lat dochodzę do tej samej odpowiedzi. Nie potrafię pozostawać bierna, wiedząc, że mogę coś zrobić, co wpłynie na życie tych, którzy potrzebują pomocy.
18 października, Europejski Dzień Przeciwko Handlowi Ludźmi, stanowił dla nas zachętę do zwrócenia uwagi na tę formę przestępstwa.
Handel ludźmi to okrutna zbrodnia, która odbiera człowiekowi wolność i możliwość stanowienia o sobie. Wolność jest wartością, za którą ludzie oddają życie, walczą pokolenia. Handel ludźmi w obszarze seksbiznesu to kolejna odsłona tego procederu, która odbiera godność człowieka do głębi. Intymność, która powinna być zarezerwowana dla męża i żony, coś, co Bóg nazwał świętym, jest wystawiana na publiczny pokaz, pozbawiana wszelkiej godności. Gdy do tych okrucieństw dodamy fakt, że ofiarami często są dzieci, znajdujemy się w samym środku piekła, które rozgrywa się w codziennym, zwykłym, pozornie normalnym życiu, tuż obok nas.
Niedawno w polskich kinach mogliśmy zobaczyć głośny film „Sound of Freedom. Dźwięk Wolności”. Pomimo że opowiada on historię, która wydarzyła się daleko od nas, na innym kontynencie, to jednak przedstawiony przykład ciemności i okrucieństwa niestety ma miejsce także bardzo blisko nas, w Polsce.
Na zdjęciu A. Witkowska, Prezes Fundacji Czas Wolności
Kiedy zastanawiałam się, dlaczego chcę zajmować się przeciwdziałaniem handlowi ludźmi i pomaganiem ofiarom, przyszedł mi do głowy obraz Jezusa, który umarł na krzyżu, by człowiek mógł być wolny. Wolny od grzechu, chorób, ubóstwa i wolny w podejmowaniu decyzji. Zrozumiałam, że jeśli Bóg poświęcił swoje życie, by ludzie mogli być wolni, to ja także chcę działać na rzecz wolności, na miarę moich możliwości.
Moim celem jest podniesienie świadomości na temat tego przestępstwa, jego skali i podstępnego charakteru.
To przestępstwo jest dobrze ukrywane i trudno dostępne. Mechanizmy psychologiczne stosowane na ofiarach często sprawiają, że nawet same ofiary nie zdają sobie sprawy, że stały się ofiarami, co utrudnia ich identyfikację i możliwość pomocy. Ponadto obecne podejście do prostytucji, która często jest nazywana „sex workiem” (czyli „pracą”) i sprowadzana do zwykłej usługi kupna-sprzedaży, jest mylące.
Prostytucja jest szkodliwa i odbiera kobietom ich najważniejsze wartości, pozbawiając je wewnętrznego piękna. Trudno zrozumieć, jak można uważać, że prostytucja to tylko usługa. To nie mieści się w głowie! Największą korzyść z takiego podejścia mają handlarze, którzy na całym świecie zarabiają miliardy dolarów handlując kobietami, dziećmi i coraz częściej mężczyznami.
Jesteśmy zarzucani z każdej strony apelami o pomoc, a ja dzisiaj poproszę tylko o to, żebyśmy nie byli obojętni. Nie przechodźmy obojętnie obok sytuacji na ulicy, które wydają nam się dziwne. Liczba ludzi zaangażowanych w pomaganie ma znaczenie i czyni różnicę.
Na koniec chcę opowiedzieć Państwu prawdziwą historię, która miała miejsce w Polsce.
Pewien chłopiec stwarzał problemy wychowawcze i dlatego trafił do ośrodka wychowawczego. Co drugi weekend przyjeżdżała po niego mama, żeby mógł wrócić do domu. Wychowawcy w ośrodku z czasem zauważyli jednak, że po powrotach z domu chłopiec jest mocno wycofany. Zostały uruchomione specjalne działania Policji, dzięki którym okazało się, że mama wcale nie przyjeżdża po chłopca z miłości, tylko po to, żeby weekendowo sprzedawać go pedofilom.
Okazało się, że chłopiec nie sprawiał problemów wychowawczych, bo był niegrzecznym dzieckiem, tylko sprawiał je, bo był wykorzystywany seksualnie. Tysiące takich historii, jak ta, ma miejsce w Polsce każdego roku…
Stanisław Michalkiewicz „Goniec” (Toronto) • 29 października 2023 tekst
W „Rzeźni numer 5” Kurt Vonnegut użył ciekawego porównania; po orgazmie zwycięstwa mamy rodzaj łagodnej gry miłosnej, która nazywa się „przeczesywaniem terenu”. Myślę, że odnosi się ono nie tylko do batalii militarnych, ale również – politycznych. Po wyborach, które można porównać do kulminacyjnego momentu bitwy, po orgazmie zwycięstwa, prawdziwego lub udawanego, nadchodzi łagodna gra miłosna w postaci umizgów „programowych”, no i konsultacji, które właśnie rozpoczął pan prezydent. Zaczął od spotkania z PiS-em, a następna w kolejce była Koalicja Obywatelska, której trzon stanowi Volksdeutsche Partei, a wokół niej krążą „stronnictwa sojusznicze”. Jednocześnie trwają pokątne starania o przeciągnięcie na jedną lub drugą stronę Trzeciej Nogi, to znaczy, pardon – oczywiście Trzeciej Drogi. Te freudowskie pomyłki biorą się chyba ze wspomnień z czasów prezydentury Kukuńka. Jak pamiętamy, najpierw wspierał on prawą nogę, potem lewą, a w końcu został między nogami, czyli czymś w rodzaju „trzeciej nogi”.
Pan minister Czarnek właśnie powiedział, że jakieś rozmowy „trwają”. Może i „trwają”, bo czemu nie – ale z drugiej strony właśnie został ogłoszony skład „gabinetu cieni” z charyzmatycznym Donaldem Tuskiem jako premierem.
Ten „gabinet cieni” został ogłoszony chyba trochę na wyrost, bo – jak wiadomo, pan prezydent ma 30 dni od dnia wyborów na zwołanie pierwszego posiedzenia nowego Sejmu. Potem komuś – prawdopodobnie komuś z PiS – powierzy misję tworzenia rządu. Ten ktoś będzie miał 14 dni na ogłoszenie Sejmowi jego składu, a Sejm albo udzieli mu votum zaufania, albo nie. Jeśli PiS-owi uda się przeciągnąć na swoją stronę Trzecią No… – to znaczy, pardon; nie żadną Trzecią Nogę, tylko oczywiście – Trzecią Drogę, to wtedy votum zaufania wydaje się bardzo prawdopodobne. Jeśli nie – to następny ruch należy do pana prezydenta, który może zaproponować Sejmowi własny rząd – na przykład złożony z tzw. „fachowców spoza Sejmu”.
Precedens już był w postaci rządu pana premiera Marka Belki, do którego nie przyznawało się żadne ugrupowanie parlamentarne – a on rządził, jak-gdyby-nigdy-nic. No, ale pan Marek Belka miał aż dwa pseudonimy operacyjne, co wiele wyjaśnia. Jeśli jednak Sejm w zuchwałości swojej tę propozycję odrzuci i votum zaufania takiemu rządowi nie udzieli, to wtedy sam musi przeforsować jakiś rząd i udzielić mu votum zaufania, bo jak nie, to prezydent rozwiązuje ten cały Sejm i rozpisuje nowe wybory.
Opozycja skupiona wokół Donalda Tuska i Volksdeutsche Partei już nie może się doczekać, kiedy wreszcie dorwie się do władzy. Nietrudno ich zrozumieć; 8 lat ścisłego postu robi swoje, a tu konfitury władzy już-już w zasięgu ręki. Dlatego apelują do pana prezydenta by nie czekał 30 dni, tylko zwołał Sejm natychmiast – ale jak dotąd prezydent jest głuchy na te wołania i solennie celebruje konstytucyjne procedury, a nawet zwyczaje. Inna rzecz, że tego „gabinetu cieni” nie musimy brać na serio. Jak bowiem pamiętamy, w roku 2007 Platforma Obywatelska też miała „gabinet cieni”. Kogóż tam nie było! Kiedy jednak przyszło do tworzenia rządu, to z tego całego „gabinetu” stanowiska swoje objęły tylko dwie osoby: pan Drzewiecki został ministrem sportu i pani Ewa Kopacz – ministrem zdrowia. Inne resorty objęły zupełnie inne osoby. Na przykład ministrem obrony, zamiast pana Zdrojewskiego, został lekarz psychiatra Bogdan Klich. Kiedy słuchałem komentarzy niektórych generałów na temat wojny, jaką USA prowadzą na Ukrainie z Rosją do ostatniego Ukraińca, to dopiero teraz potraktowałem tę nominację z pełnym zrozumieniem. Dla niepoznaki pan Klich prowadził jakiś instytut studiów strategicznych, ale niech nas ta nazwa nie myli, bo zajmował się on takimi zagadnieniami, jak wpływ kultury żydowskiej na polską – i temu podobnymi. Zamiast pana Chlebowskiego ministrem finansów został brytyjski poddany z pierwszorzędnymi korzeniami, pan Rostowski, ministrem sprawiedliwości – zamiast pani Pitery – pan Ćwiąkalski – i tak dalej.
Tłumaczyłem sobie te zdumiewające zmiany tym, że do premiera Tuska, który też zastąpił na tym stanowisku Jana Marię Rokitę, przyszedł ktoś starszy i mądrzejszy i powiedział jemu tak: „wiecie, rozumiecie, Tusk. Macie tu papierek ze składem waszego gabinetu i nic nie kombinujcie, bo wynikną z tego same zgryzoty, a my będziemy musieli przypomnieć wam, skąd wyrastają wam nogi”.
Toteż i teraz wprawdzie wiemy, że w marcu br. prezydent Józio Biden pozwolił Niemcom, jako swojej europejskiej duszeńce, urządzać Europę po swojemu, ale zdaje się że chciałby zachować kontrolę nad naszą niezwyciężoną armią, której zresztą podesłał amerykański kontyngent – już chyba na stałe.
Zatem o ostatecznym składzie „gabinetu cieni” nie będzie decydował ani Donald Tusk, ani pan Hołownia z panem Kosiniakiem-Kamyszem, ani pan Czarzasty, tylko ludzie poważni. Skoro my to wiemy, to wie to tym bardziej pan prezydent Duda i dlatego te wszystkie gesty nie robią na nim specjalnego wrażenia. Wiadomo, że skoro spod kurateli amerykańskiej przechodzimy, niechby i częściowo, pod kuratelę niemiecką, to na scenie politycznej naszego bantustanu musi dokonać się podmianka na pozycji lidera – taka sama, jak w roku 2015, tyle, że w drugą stronę.
Niemcy już rozpoczęły urządzanie Europy po swojemu i na początek chcą zlikwidować prawo weta w Unii Europejskiej, nie tylko zastępując je głosowaniem większościowym, ale również ograniczając skład Rady Europejskiej, będącej organem władzy prawodawczej UE, z 27 do 15 przedstawicieli. W ten sposób na drodze budowy IV Rzeszy uczyniony zostanie kolejny milowy krok.
Musi to w działaczach Volksdeutsche Partei wzbudzać rozmaite nadzieje, bo zapowiadają surowe rozliczenia – że będą wszystkich dusić gołymi rękami – i tak dalej. W tej sytuacji bez ponownego uruchomienia chwilowo nieczynnych obozów koncentracyjnych się nie obejdzie, a kto wie, czy nie trzeba będzie budować nowych – bo winowajców zagrażających demokracji przez te 8 lat namnożyło się co niemiara. Warto w związku z tym przypomnieć, że pierwszy taki nowy obóz w Gostyninie uruchomiony został właśnie z inicjatywy pobożnego Jarosława Gowina, który w drugim rządzie Donalda był ministrem sprawiedliwości – więc taki precedens też jest. Wyobrażam sobie, jak na tę myśl musi zacierać ręce trzecie pokolenie ubowców, bo czekać ich będzie bardzo dużo wesołych miejsc pracy, w których można będzie dać upust instynktom w tak zwanym „majestacie prawa”.
I tylko Konfederacja zachowuje się tak, jakby utraciła wszelką nadzieję i jak dotąd, całą swoją aktywność kieruje do wewnątrz. Właśnie pod zarzutem „sabotowania kampanii” „zawiesiła” Janusza Korwin-Mikke, co w przełożeniu na język ludzki oznacza zakaz wypowiedzi publicznych – no i „wyrzuciła” go w Rady Liderów. Kto tam teraz w tej Radzie radzi, komu i co – tego nie wie nawet pan Grzegorz Braun, który na razie ani nie został zawieszony, ani wyrzucony – ale wszystko przed nami, bo dintojra dopiero się rozpoczęła. Może nie wyaresztują się nawzajem – jak to pisał Mrożek w dramacie ze sfer żandarmeryjnych – ale to chyba jedyna, nowa nadzieja.
Stały komentarz Stanisława Michalkiewicza ukazuje się w każdym numerze tygodnika „Goniec” (Toronto, Kanada).
Caritas Internationalis rozpoczęła Globalny Rok Akcji.
To kolejny – kluczowy – etap kilkuletniej kampanii „My razem” [ang. Together we], mającej na celu promowanie integralnej ekologii, tak by chronić jednocześnie ludzi i planetę. Częścią wydarzeń inaugurujących było opublikowanie w czwartek raportu na temat osób, które musiały porzucić swe domy ze względu na zmiany klimatyczne. Nosi on tytuł „Displaced by a Changing Climate: Caritas Voices Protecting and Supporting People on the Move”.
Uchodźcy klimatyczni
Dane zebrane przez oenzetowski Międzyrządowy Zespół ds. Zmian Klimatu pokazują, że już ponad 20 mln ludzi musiało się przesiedlić ze względu na wydarzenia pogodowe, co stanowi dwukrotność liczby wewnętrznych uchodźców spowodowanych wojną.
Caritas poprzez publikację nowego raportu chce dać głos właśnie tej grupie ludzi poszkodowanych przez zmiany klimatyczne.
– Rzeczywistość jest teraz taka, że klimat staje się o wiele bardziej nieregularny, o wiele bardziej ekstremalny, o wiele trudniejszy, że ludzie nie potrafią już sobie z tym poradzić i są wypędzani ze swoich domów – mówił Alistair Dutton, sekretarz generalny Caritas Internationalis podczas prezentacji dokumentu. – Osoby stojące obecnie w obliczu realnych strat i szkód, z których nie mogą się podnieść, nie mają możliwości znalezienia alternatywnych sposobów na życie – dodał.
Cécile Stone, główna redaktorka raportu, wskazała, że zawarte w nim historie uchodźców pokazują, iż częstą przyczyną konieczności przesiedleń są luki w planach, prawie oraz systemie politycznym. Wobec tego istnieje pilna potrzeba, aby decydenci zmierzyli się z rzeczywistością i podjęli działania.
– Istnieje pustka pozostawiona przez rządy i w wielu miejscach Caritas stara się ją wypełnić, ale jej wysiłki stanowią kroplę w morzu w porównaniu do skali problemu. Ludzie nie powinni być pozostawieni sami sobie ze skutkami wysiedlenia. Potrzebują wsparcia – tłumaczyła Stone.
Kard. Gerhard Müller opublikował w magazynie „First Things” artykuł, w którym – komentując tzw. „Synod o synodalności” – wskazuje, iż papież nie posiada władzy nad doktryną i Boską konstytucją Kościoła, a gdyby próbował nauczać czegokolwiek sprzecznego z Tradycją, to automatycznie utraciłby swój urząd.
Kard. Müller fałszywemu pojęciu „synodalności” przeciwstawił przykład papieża św. Leona Wielkiego, w którego pontyfikacie silne hierarchiczne przywództwo łączyło się z elementem „synodalnym”, to znaczy chętnym korzystaniem z doradztwa braci w biskupstwie.
Występowała jednak zasadnicza różnica. Leon często gromadził biskupów i rzymskich prezbiterów na wspólne konsultacje. Zwoływanie takiego synodu nie miało na celu wydestylowania opinii większości ani ustalenia linii partyjnej. W czasach Leona synod służył ukierunkowaniu wszystkich na normatywną tradycję apostolską, a biskupi byli współodpowiedzialni za to, aby Kościół trwał w prawdzie Chrystusa.
Hierarcha po raz kolejny przestrzegł przed zgromadzeniem zwołanym przez Franciszka, wskazując, że „wiarę można łatwo wykorzystać do celów politycznych lub zamienić w uniwersalną religię braterstwa ludzi, która ignoruje Boga objawionego w Jezusie Chrystusie”.
W miejsce Chrystusa technokraci mogą zaprezentować się jako zbawiciele ludzkości. Jeśli Synod ma kierować się wiarą katolicką, nie może stać się spotkaniem ideologów post–chrześcijańskich i ich antykatolickiego programu – dodaje autor.
Były prefekt Kongregacji Doktryny Wiary wyraził przy tym swój optymizm odnośnie morale katolików, którzy jego zdaniem są zdolni przeciwstawić się „reformatorskiej” agendzie Franciszka. Jakakolwiek próba przekształcenia Kościoła założonego przez Boga w światową organizację pozarządową zostanie udaremniona przez miliony katolików. Aż do śmierci będą przeciwstawiać się przekształceniu domu Bożego w targowisko ducha epoki, gdyż wszyscy wierni, namaszczeni przez Świętego, nie mogą błądzić w „sprawach wiary” (Lumen Gentium) – czytamy.
Autor podkreślił przy tym, że „Kościół nie jest demokracją” i choć urzędujący papież przyznał obecnie osobom świeckim „prawo głosu” na Synodzie, to jednak „ani oni, ani biskupi nie mogą «głosować» w sprawach wiary”.
Bądźcie pewni, że nawet gdyby większość delegatów „zdecydowała” w sprawie „błogosławieństwa” (bluźnierczego i sprzecznego z samym Pismem) par homoseksualnych lub wyświęcania kobiet na diakonów czy księży, nawet władza papieża nie wystarczy, aby wprowadzić lub tolerować takie heretyckie nauczanie lub jakiekolwiek inne nauczanie, które jest sprzeczne ze Słowem Bożym zawartym w Piśmie Świętym, Tradycji Apostolskiej i dogmatach Kościoła– zaznaczył kard. Müller
Chrystus polecił Piotrowi, aby utwierdzał swoich braci w wierze w Niego, Syna Bożego, a nie wprowadzał doktryny i praktyki sprzeczne z Objawieniem. Nauczanie sprzeczne z wiarą apostolską automatycznie pozbawiłoby papieża urzędu. Wszyscy musimy się modlić i odważnie pracować, aby oszczędzić Kościołowi takiej próby – dodał.
Cała władza, ogromny zakres kompetencji idzie do Brukseli – powiedział europoseł PiS prof. Ryszard Legutko.
Komisja Spraw Konstytucyjnych Parlamentu Europejskiego (AFEC) przyjęła w tym tygodniu sprawozdanie zalecające zmianę unijnych traktatów – o Unii Europejskiej oraz o Funkcjonowaniu Unii Europejskiej.
Główne propozycje to eliminacja zasady jednomyślności w głosowaniach w Radzie UE w 65 obszarach i transfer kompetencji z poziomu państw członkowskich na poziom UE m.in. poprzez utworzenie dwóch nowych kompetencji wyłącznych UE – w zakresie ochrony środowiska oraz bioróżnorodności (art.3 TFUE),a także znaczne rozszerzenie kompetencji współdzielonych (art.4), które obejmowałyby osiem nowych obszarów: politykę zagraniczną i bezpieczeństwa, ochronę granic, leśnictwo, zdrowie publiczne, obronę cywilną, przemysł i edukację.
Dokument przewiduje też uproszczenie procedury zawieszania w prawach członka tych państw, które naruszą „wartości unijne”, takie jak „praworządność”, „demokracja”, „wolność”, „prawa człowieka”, czy „równość”.
Legutko: To rewolucja
Polska zdecydowanie sprzeciwia się zaproponowanym zmianom. Niestety, świadomość zmian szykowanych w Brukseli jest niewielka.
– Za mało się o tym mówi, wielu ludzi nie zdaje sobie sprawy z powagi sytuacji, tego co się tak naprawdę szykuje, a szykuje się rewolucja – powiedział europoseł PiS prof. Ryszard Legutko.
Polityk ocenia, że po wprowadzeniu zmian „parlamenty krajowe będą służyły temu, by zajmować się technikaliami, jakimiś drobiazgami, albo akceptowaniem tego, co przyjdzie z góry”. Krajowe konstytucje przestaną obowiązywać, a rządy państw narodowych będą miały podrzędną funkcję.
– Wszystkim będzie kierować Komisja Europejska, cała władza, ogromny zakres kompetencji idzie do Brukseli – powiedział.
Polityczny dług PO
Jak ocenił Legutko, nowy rząd, który zostanie stworzony przez partie opozycyjne nie sprzeciwi się zmianom w traktatach. Donald Tusk i reszta polityków opozycji będzie bowiem musiała spłacić polityczny dług wobec Berlina, Paryża i Brukseli.
– Byli wspierani przez te instytucje bardzo mocno, z kompletnym brakiem poszanowania dla traktatów, prawa czy poczucia przyzwoitości. Donald Tusk nie ma żadnego kapitału politycznego, żeby mógł działać jako polityk samodzielny i niezależny, on już jest politykiem usłużnym politykom europejskim – powiedział.
PILNE! 11 państw odrzuciło traktat pandemiczny i dyktaturę WHO!
17 września 2023 r. jedenaście państw zadeklarowało, że nie poprze przyjęcia deklaracji politycznych w sprawie celów zrównoważonego rozwoju, zapobiegania pandemiom, gotowości i reagowania, powszechnego ubezpieczenia zdrowotnego w porządku obrad WHO.
Innymi słowy tylko i aż 11 państw odrzuciło szaleńczy pomysł, by skorumpowane WHO stało się globalnym „pandemicznym policjantem” i dyktatorem czasu pandemii, narzucającym swoje prawa demokratycznie wybranym narodowym rządom.
Tylko na chwilę globalny zamach stanu został powstrzymany.
Teraz trzeba zrobić wszystko, by obudzić naród i wywrzeć społeczną presję na polski rząd i Sejm, by odrzuciły dyktat Światowej Organizacji Zdrowia, który jest niczym innym jak przejęciem władzy nad narodami świata przez najbardziej skorumpowaną organizację, której władze nie są demokratycznie wybierane, nie ma nad nią żadnej demokratycznej kontroli, ani nie podlega żadnej odpowiedzialności za swoje działania.
Tony Perkins: Sesja Zgromadzenia Narodowego ONZ odbywająca się w Nowym Jorku, we wczorajszym harmonogramie zaplanowano spotkanie głów państw w ramach bloku dotyczącego gotowości reagowania na wypadek pandemii – sam ten fakt powinien stanowić już sygnał alarmowy – gdzie WHO, Światowa Organizacja Zdrowia, wyszła z inicjatywą głosowania nad niewiążącą deklaracją, która jak się zdaje ma na celu nadać impuls zakusom WHO na ogólnoświatową władzę, jak to wynika z jej majowego planu, a mianowicie inicjatywy – wiążącej tym razem – porozumienia dającego im de facto status globalnej policji pandemicznej.
Nasza sprawozdawczyni, Michele Bachmann, kongresmenka z 8-letnim stażem, a obecnie dziekan na Robertson School of Government na Regent University, jako kongresmenka zasiadała w niestałej Komisji do spraw Wywiadu Senatu Stanów Zjednoczonych, a teraz śledzi działania WHO w obszarze pandemii od samego początku.
Pani dziekan, witamy w Washington Watch.
Michele Bachmann: Tony, jestem zaszczycona mogąc wziąć udział w dyskusji na ten jakże ważki temat.
Tony Perkins: Żadnych nowych wiadomości, to znaczy, jedyne opublikowane informacje to komunikaty prasowe WHO oraz innych ośrodków wspierających tę inicjatywę, więc przybliż nam proszę wydarzenia które miały miejsce i jak to wpisuje się w ich plan globalnego skoku na władzę?
Michele Bachmann: Tak, w maju tego roku ustalono, że na posiedzeniu Zgromadzenia w tym tygodniu odbędzie się pierwszy, historyczny szczyt na temat gotowości do walki z globalną pandemią, który miał miejsce wczoraj. Ustalono taki oto plan, że wszystkie 194 kraje członkowskie podejmą rezolucję. Problem w tym, że ONZ miał nie lada problem, gdy w niedzielę siedem… przepraszam. W niedzielę 17 września 11 krajów wystosowało formalny list deklarując, że nie podpiszą tej rezolucji, która miała zostać przegłosowana w tym tygodniu.
Rezolucja faktycznie trafiła pod obrady w środę, jednakże nie odbyło się nad nią głosowanie. Przewodniczący Zgromadzenia wyznaczony na ten tydzień w materiałach dla prasy oświadczył, że rezolucja ta została przyjęta. Faktycznie nie została ona przyjęta, lecz przekazana pod głosowanie. Te 11 krajów członkowskich deklarujących swój sprzeciw zatrzymało proces przyjęcia rezolucji i teraz Zgromadzenie Ogólne ONZ będzie musiało faktycznie poddać pod głosowanie tę rezolucję. W przypadku głosów przeciwnych jej przyjęciu, taka rezolucja nie może zostać formalnie przyjęta. Rzecz o absolutnie historycznym znaczeniu.
Francis Boyle, profesor prawa międzynarodowego powiedział, że wczorajsze obrady ONZ to była historyczna porażka globalistów. Faktycznie jest to zwycięstwo dla tych wszystkich, którzy śledzą ten problem, ale musimy pamiętać, że globaliści się nie poddadzą, że już planują zmiany w międzynarodowych zasadach w zakresie zdrowia oraz traktatów na szczycie w maju następnego roku w Genewie, zatem musimy trzymać rękę na pulsie. Wczoraj odnieśliśmy sukces i jeśli pamięć mnie nie myli, był to pierwszy przypadek, gdy kraje członkowskie wystosowały formalny protest na piśmie bezpośrednio adresowany do przewodniczącego Zgromadzenia ONZ. Protest jest na piśmie, jest udokumentowany, a tego typu rezolucje przechodzą jednogłośnie przy braku sprzeciwu, ale tym razem 11 krajów zgłosiło stanowisko przeciwne. Było to ogromne zwycięstwo i jestem z tego faktu bardzo zadowolona.
Tony Perkins: Aby to miało znaczące skutki, kraje te będą musiały wyrazić swój sprzeciw w maju następnego roku, kiedy odbędzie się głosowanie nad rezolucją, prawda?
Michele Bachmann: Ten sprzeciw jest na piśmie. To jest istotne, kraje te podpisały się z nazwy na tym dokumencie, złożyły formalny sprzeciw na piśmie, a to ma duże znaczenie i wydźwięk, ale oczywiście musimy poczekać na stanowisko sprzeciwu wobec ostatecznego dokumentu. To była zaledwie rezolucja. Tylko tyle. Fatalna rezolucja, która oddawała narodową suwerenność w ręce ONZ w wielu obszarach. Nie jest to rzecz, której byśmy sobie życzyli. To miało być nic więcej, jak zwycięstwo PR-owe.
Tony Perkins: Cały ten proces zdaje się skomplikowano bardzo w kwestiach spotkań, oświadczeń i obywatelom trudno śledzić te rzeczy, gdyż mamy tu do czynienia z 2 równoległymi wątkami, ale jak sama powiedziałaś, było to raczej coś na kształt wstępnej kampanii PR-owej, która nie wypaliła wczoraj.
Michele Bachmann: Owszem, wystawili się na pośmiewisko. Starano się robić wrażenie, że wszystkie kraje członkowskie są zgodne, choć tak nie było, co więcej, sprowokowali do działania przeciwników, co wcześniej nie miało miejsca. Podczas majowego Światowego Zgromadzenie Zdrowia w Genewie żaden z krajów nie zgłosił protestu formalnie, za pośrednictwem Twittera, nigdzie, zatem zdawało się, że panuje jednogłośność i tego właśnie ONZ chciało. Chciano pokazać jednolite, solidarne stanowisko, ale tak się nie stało, dostali policzek w postaci listu z niedzieli 17 września, gdzie owe niżej podpisane 11 krajów nie zgadza się z tą rezolucją. Nie podobał im się sposób negocjowania treści rezolucji i przedstawiono 4 kryteria, co do których się nie zgadzają. Teraz ONZ ma problem, ponieważ ma w swoim gronie dysydentów.
Wyśmienicie, teraz pozostaje mi zachęcić inne kraje, by przejrzały na oczy. Zachęcam amerykańskich senatorów i kongresmenów, by się obudzili. Mamy uwiecznione na papierze do czego dąży administracja Bidena, czyli nic innego jak scedowanie prawa do podejmowania decyzji, narodowej suwerenności w kwestiach zdrowia publicznego i nie tylko, na organy poza Stanami Zjednoczonymi, poza Kongresem. Tak naprawdę odbierającą władzę z rąk prezydenta Bidena na rzecz ONZ. Nie wiem co gorszego można wymyślić. Obywatele muszą skontaktować się ze swoimi reprezentantami, senatorami i dać im do zrozumienia, że czas się obudzić, by zobaczyli co się dzieje w ONZ-cie, nie chcemy tego, co forsuje Biden, nie chcemy oddawać suwerenności narodowej w zakresie reagowania kryzysowego w przypadku pandemii na rzecz ONZ. To najgorsze co można zrobić. Obywatele muszą zacząć działać już teraz.
Tony Perkins: To jest działanie bez precedensu w historii ONZ-etu, które tradycyjnie stanowiło coś na kształt ciała doradczego, ale ta inicjatywa dałaby w ich ręce faktyczną władzę w zakresie ogłaszania stanu globalnego kryzysu pandemicznego. Co więcej, na co też zwracałaś uwagę, w trakcie tego procesu wrzucono do tego worka wiele innych kwestii, jak kwestia reprodukcji, sprawy klimatyczne i efekt jest taki, że praktycznie dowolna przesłanka może być podstawą ogłoszenia globalnego kryzysu dając im władzę dyktowania krajom członkowskim, co mają robić.
Michele Bachmann: Owszem, to jest standardowa metoda ONZ-etu z przesuwaniem poprzeczki, w tym przypadku zapewniając, że ta inicjatywa ma wyłącznie na celu walkę z pandemią, choć to już samo w sobie byłoby złe, ponieważ WHO na każdym kroku myliła się podczas niedawnej pandemii, zatem dlaczego mamy jej dawać jeszcze więcej władzy?
Ale to nie koniec. Jak sam powiedziałeś, gdy na przykład nie podoba im się, jak dany kraj odnosi się do problemów społeczności LGBT, aborcji, ubóstwa czy zmian klimatu, to mogą ingerować. Ale to dopiero początek – uwzględnia się takie kwestie jak kontrola populacji, czy inicjatywa „One Health”, czyli gdy taki czy inny gatunek ślimaka nie jest dostatecznie chroniony, to mogą odebrać danemu krajowi część suwerenności. Innymi słowy, dokument ten stara się zachować pozory, że dotyczy pandemii, ale tak naprawdę jest podstępem będącym elementem tworzenia Rządu Światowego. Obywatele muszą się obudzić. Kongres musi się obudzić, bo pierwszy raz w historii Rząd Światowy sięgnął po władzę w ONZ-ecie i my musimy się temu przeciwstawić i to już teraz. Nie możemy czekać do maja, trzeba działać już teraz.
Tony Perkins: To jawi się niczym obraz z Apokalipsy św. Jana.
Michele Bachmann: Owszem, tak to faktycznie wygląda. Bóg nam przepowiedział, co nas czeka. To są czasy ostateczne i mamy szansę przeciwstawić się temu, więc niech telefony w Waszyngtonie nie przestają dzwonić.
Tony Perkins: Tak, zatem do dzieła. Michele Bachmann, dziękuję pięknie za rozmowę.
Michele Bachmann: Dziękuję również i do zobaczenia.
We have the honor to address you, in our capacity as representatives from the delegations of Belarus, Bolivia, Cuba, the Democratic People’s Republic of Korea, Eritrea, the Islamic Republic of Iran, Nicaragua, the Russian Federation, the Syrian Arab Republic, Venezuela, and Zimbabwe, in relation to the unfortunate situation created around the draft political declarations of the SDG Summit, the High-level meeting on pandemic prevention, preparedness and response, the High-level meeting on universal health coverage, and the High-level meeting on the fight against tuberculosis.
==============================
mail:
Mirku, wiesz może co za francowaty wieprz reprezentuje tam Polskę?
W 2024 roku zapłacimy państwu znacznie więcej danin niż w tym roku. Wiele opłat powiązanych jest z inflacją oraz wyższą płacą minimalną. W górę o 15 proc. pójdą m.in. podatki i opłaty lokalne. A likwidacja tarczy na żywność i podwyżki cen energii przyniosą skokowy wzrost cen w sklepach. Będą też nowe podatki. Sprawę opisał portal money.pl.
Gigantyczna podwyżka podatków już od stycznia. Inflacja w wysokości 15 proc. oraz skokowa podwyżka płacy minimalnej o 19 proc. będą miały swoje odbicie w wysokości podatków, opłat, mandatów, grzywien i składek ZUS. Pojawią się też nowe daniny, w związku z zobowiązaniami, które rząd PiS wziął z Brukseli.
Musimy liczyć się ze skokowym wzrostem cen żywności. Rząd PiS nie uwzględnił w przyszłorocznej ustawie budżetowej tarczy na podstawowe produkty żywnościowe, które objęte są stawką 5 proc. VAT. Jakby było mało, w górę średnio o 70% pójdą ceny energii, co oznacza, że wzrosną też podatki płacone przez producentów i dostawców żywności. Koszty standardowo bowiem zostaną przerzucone na konsumentów.
Rządząca ekipa zapowiedziała co prawda, że nie wprowadzi żadnych nowych danin, ale – z uwagi na zobowiązana, które rząd PiS-u złożył w Brukseli w związku z pieniędzmi na Krajowy Program Odbudowy – obietnicy tej nie uda się dotrzymać.
Zgodnie z podpisaną w listopadzie ubiegłego roku umową z Komisją Europejską dotyczącą tzw. kamieni milowych, PiS zobowiązał się wprowadzić w 2024 r. nowy podatek – jednorazową opłatę od pojazdów spalinowych. Uiszczą ją właściciele starych i wysokoemisyjnych aut. Jak czytamy w projekcie ustawy, jej stawka podstawowa będzie wynosiła 500 zł.
Również od nowego roku wejdzie w życie nowy podatek od plastiku. Wyniesie 25 groszy i pobiorą go przedsiębiorcy prowadzący handel detaliczny i hurtowy oraz punkty gastronomiczne, którzy sprzedadzą klientom produkty jednorazowe z tworzyw sztucznych.
Daniną tą będą również obarczeni przedsiębiorcy, którzy używają tworzyw sztucznych jednorazowego użytku.
Od stycznia 2024 roku zostanie także przywrócony podatek minimalny. To nowa danina wprowadzona przy okazji Polskiego Ładu. Będzie nakładana na spółki i grupy kapitałowe, które osiągnęły stratę lub niski poziom dochodowości. Wyniesie ona 10 proc. podstawy opodatkowania.
Co prawda rząd nie przewidział na 2024 r. nominalnych wzrostów podatków, opłat czy danin, ale i tak będzie dużo drożej niż jest w tym roku.
Z powodu podwyżki płacy minimalnej, która w przyszłym roku wzrośnie rekordowo, bo aż o 19 proc., przedsiębiorcy zapłacą wyższe składki ZUS. Obecnie podstawowy ZUS wynosi miesięcznie 1418,48 zł. W przyszłym roku będzie to już 1600,27 zł.
Od wysokości płacy minimalnej uzależnione są również górne limity mandatów skarbowych i grzywien. Podwyżki tych opłat będą dwukrotne, bo od 1 stycznia 2024 roku płaca minimalna wzrośnie do 4224 zł, a od 1 lipca do końca grudnia 4300 zł.
To oznacza, że od 1 stycznia 2024 roku mandaty skarbowe będą wynosiły od 422,40 zł do 21 120 zł, a od 1 lipca 2024 r. od 430 do 21 500 zł.
Grzywna za wykroczenie skarbowe wymierzana przez sąd wyniesie od 1 stycznia 2024 roku od 422,40 zł do nawet 84 480 zł, a od 1 lipca 2024 roku – od 430 zł do 86 tys. zł. Za przestępstwa skarbowe kary wymierzane przez sądy mogą natomiast sięgać 40,55 mln zł (do czerwca), a następnie do 41,28 mln zł.
Dla porównania, w tym roku maksymalna wartość mandatów skarbowych do końca czerwca tego roku wynosiła od 349 zł do 6980 zł, a od lipca 2023 roku – od 360 zł do 7200 zł.
Od przyszłego roku możemy spodziewać się również znaczących podwyżek podatków lokalnych oraz opłat, których wysokość powiązana jest z inflacją. Wzrosną one maksymalnie o 15 proc. Dla porównania, w tym roku były to podwyżki nieprzekraczające 12 proc.
Rady gmin i miast będą mogły po Nowym Roku podnieść stawki podatków od nieruchomości do maksymalnie 1,15 zł za m kw. – w przypadku prywatnej nieruchomości, a dla lokali, gdzie prowadzona jest działalność gospodarcza – do 33,10 zł za m kw. Przykładowo, właściciel małego sklepu o powierzchni 40 m kw. zapłaci w przyszłym roku 1324 zł, czyli o 172,8 zł więcej niż w tym roku.
Podatki od nieruchomości i gruntów są znaczącą pozycją w budżetach samorządów. W dużych aglomeracjach sięgają nawet 22 proc. wszystkich dochodów. Polski Ład i zachęcanie przez rząd przedsiębiorców do przechodzenia na ryczałt ewidencjonowany spowodowały znaczący ubytek w miejskich i gminnych kasach. Samorządy mają udział w PIT i CIT, ale nie od ryczałtu.
W 2024 roku zapłacimy nie tylko więcej za nieruchomość czy grunt, ale również za psa oraz stragan. Posiadanie pupila będzie wiązało się już z wydatkiem 173,57 zł. W tym roku opłata ta wynosiła 150,91 zł.
Również właściciele straganów odczują podwyżki. Opłata targowa wzrośnie do maksymalnie 1096,39 zł za dzień. Obecnie najwyższa stawka to 953,38 zł.
Drożej będzie również w uzdrowiskach i miejscowościach turystycznych. Gminy będą mogły pobierać opłaty uzdrowiskowe sięgające nawet 6,21 zł dziennie. W przypadku obszaru ochrony uzdrowiskowej będzie to 4,54 zł dziennie. Obecnie jest to odpowiednio: do 5,40 zł maksymalnie oraz do 2,80 zł za dzień.
Więcej zapłacą rolnicy i właściciele szklarni. 19 października GUS podał średnią cenę skupu żyta za 1 dt (kwintal, czyli 100 kg). Jest ona podstawą do ustalenia podatku rolnego. Wyniosła za ostatnie 11 kwartałów 89,63 zł, a w zeszłym roku było to 74,05 zł. To oznacza, że rolnicy w przyszłym roku zapłacą o 21 proc. podatku więcej niż w tym roku.
Z kolei podatek dla gruntów gospodarstw rolnych za hektar przeliczeniowy wyniesie 224,08 zł (obecnie jest to 185,13 zł), a za pozostałe grunty rolne – 448,15 zł (w tym roku opłata wynosi 370,25 zł).
Również właścicieli szklarni czekają podwyżki, tyle że 15-procentowe. Podatek od szklarni wyniesie 15,69 zł za mkw, w miejsce obecnej stawki w wysokości 13,64 zł za mkw.
W górę pójdą również opłaty za środki transportu. Przykładowo, od samochodu ciężarowego o dopuszczalnej masie całkowitej powyżej 3,5 tony (ale poniżej 5,5 ton) podatek wyniesie 1173,19 zł, a powyżej 5,5 tony (ale mniej niż 9 ton) – 1957,12 zł. Za pojazd powyżej 9 ton opłata wrośnie już do 2348,52 zł.
Od nowego roku wzrośnie również akcyza na papierosy i to niemało, bo aż o 10 proc. oraz na alkohol – o 5 proc. Oznacza to, że za każdy tysiąc papierosów palacze zapłacą 303 zł, czyli o 27 zł więcej niż w tym roku.
NASZ KOMENTARZ: Pieniądze na rozwiązania socjalne i wdrażanie pomysłów eurokomunistów, nie biorą się z nieba. Jak wiadomo socjalizm = fiskalizm, dlatego Polacy będą jeszcze bardziej drenowani. Ku chwale Brukseli i patronującej jej idei komunistycznej.
Pamiętam go dokładnie – mały, biały prostokąt na tle drewnianej boazerii. Wisiał w najlepszym możliwym miejscu, tuż nad stołem kuchennym w moim rodzinnym domu. Dzięki temu można było codziennie rano oderwać kolejną kartkę i przeczytać krótkie motto na dany dzień. „W publicznych toaletach nigdy nie naciskaj spłuczki dłonią. Rób to łokciem”. Spośród setek praktycznych porad udzielanych mi każdego ranka przez „Mały poradnik życia” zapamiętałem (i stosuję do dzisiaj) tylko tę jedną. Jednak sam pomysł na niego wydawał mi się zawsze genialny w swej prostocie, tylko jakby nie do końca wykorzystany. Przypomniałem sobie o nim czytając kilka miesięcy temu książkę Johna Seniora, „Upadek i odbudowa kultury chrześcijańskiej”. Jej lektura jest jak przechadzanie się po plaży, na którą morze wyrzuciło przed chwilą mnóstwo mieniących się różnokolorowo muszli i pereł. Zdań, które chciałoby się podnieść, schować do kieszeni i ustawić nad biurkiem czy kuchennym stołem. Tak by nie tyle się w nie wpatrywać, co wypoczywać w ich blasku. A poza wszystkim innym – są też te zdania jak najbardziej praktycznymi radami.
Wysłuchaj artykułu w formie czytanej (tekst poniżej):
Książka Seniora (właściwie dwie książki umieszczone przez polskiego wydawcę – Wydawnictwo Dębogóra – w jednym tomie) należy do tych lektur, które napełniają ich czytelnika poczuciem głębokiej wdzięczności. Weźmy choćby kluczowy fragment eseju „Ciemna noc Kościoła”:
Zwykłe drogi zostały utracone. W widzialnym Kościele jest teraz niewiele pociechy. Liturgia, napadnięta przez złodziei, leży w rowie; kontemplatycy wygłaszają na ulicach polityczne hasła; zakonnice straciły habity wraz z cnotami, dziewice dziewictwo, spowiednicy sumienie, teologowie rozum. A jeśli to prawda, to jest to „szczęśliwy przypadek!” – ponieważ nie pozostał już absolutnie żaden powód, by być teraz katolikiem, poza tym jedynym, jaki kiedykolwiek naprawdę istniał – że w niewidzialnym życiu Kościoła znajdziesz miłość Chrystusa.
Geniusz katolicyzmu zawsze opierał się na paradoksie. Śmierć, która daje życie; moc leżąca w słabości; Król wywyższony na krzyżu; błogosławieni, którzy płaczą – można tak w nieskończoność. John Senior nie tylko poszczególne zdania i akapity, ale cały swój wielki projekt odnowy zbudował na paradoksie. Odpowiedzią na jazgot i wrzask uczynił ciszę. Płodne milczenie zakonów kontemplacyjnych, które jeśli tylko rozrosną się wokół największych miast, otoczą je pierścieniem swoich milczących modlitw, przyczynią się bardziej niż cokolwiek innego do tytułowej „odnowy”. Senior jest najłagodniejszym „kontrrewolucjonistą” jakiego tylko można sobie wyobrazić, a jednocześnie najbardziej radykalnym. „Nie możesz zapalić drewna, jeśli sam nie jesteś płomieniem. Ogień czyni ogień” – pisze. Jest przekonany, iż najgłębszą przyczyną otaczającego, wciągającego nas coraz głębiej upadku jest to, że najlepszym brakuje przekonania, podczas gdy najgorsi są pełni pasji. I jeśli coś próbuje swoją książką obudzić, to nie sentyment czy zgorzknienie, ale pasję właśnie.
Wielki pożar, a nie tylko słomiany zapał. Na niekończących się przykładach z życia, edukacji, literatury i sztuki udowadnia, że po drugiej stronie zbyt łatwych przyjemności sytuuje się nie poczucie moralnej wyższości, ale wielkie piękno. „Cała wściekła pogoń za przyjemnością kończy się rzeczywistym pragnieniem grozy i rozkoszą śmierci” – cytuje Johna Ruskina Senior i jednocześnie dopowiada (bo zło i rozpacz są w jego myśli zawsze niczym więcej niż tłem, ciemnością, w której wybucha światło): „Musimy bardzo ciężko pracować, aby przywrócić najpierw w nas samych i, poprzez wpływ, w innych – dążenie do prawdy kończące się rzeczywistym pragnieniem piękna i rozkoszy życia”.
To zdecydowanie jedno z tych zdań, które powinno wypełniać kartki „Seniorskiego” Małego poradnika życia. Obok wielu, niemniej celnych, ale najzupełniej praktycznych porad. Po pierwsze, zacznij od tego, że wyrzucisz z domu telewizor (to akurat można by uzupełnić o jakąś „cyfrowo-ascetyczną” radę zlikwidowania kont na swoich mediach społecznościowych).
Ufaj tylko tym autorom, przed których nazwiskiem znajduje się słowo „święty”.
Trzymaj się kilku niezaprzeczalnie dobrych książek i kilku prawdziwych zasad gramatyki i retoryki, i trzymaj się z dala od tych swędzących list lektur, a przede wszystkim z dala od tych niekończących się jałowych – głupich – dyskusji o bieżących wydarzeniach, które niemal wyparły poważne studiowanie historii i literatury.
Czy twoje dzieci są dla ciebie okazją do modlitwy?
Odprowadzaj dziesięcinę nie tylko ze swoich zarobków, ale też czasu. Praca, której nie wypełnia modlitwa, jest martwa, skazana na śmierć.
Aby wierzyć, trzeba smakować i widzieć. Ale aby robić to poprawnie, trzeba poddać się rygorystycznemu umartwieniu ciała i duszy, by oczyścić okna percepcji i inteligencji.
Niech twój dom wypełni żywa muzyka i głośna lektura. Dusza potrzebuje gruntu poezji, żeby wydać zdrowe plony.
Pozwalaj dzieciom biegać boso po trawie.
Cytuję te zdania z pamięci, pewnie nie do końca wiernie, ale liczy się obraz, który z mozaiki wszystkich tych „praktycznych porad” się wyłania. Wizja pełnego, prawdziwego życia. Takiego, które zaczyna swój wzrost „od gleby” czerpie z żywych soków natury i unosi – całego człowieka, z jego ciałem i duszą, oczami, skórą, uszami i przyrodzeniem – aż do nieba.
Każdemu, kto wypowiada słowo „tradycjonalista” z pogardą do usypanego w swej wyobraźni chochoła – sklerotycznego, wiecznie zrzędzącego, bojącego się świata i wszelkich zmian ponuraka – należy dać do poczytania Seniora. Jeśli tylko podejmie się tego zajęcia z otwartymi oczami, w jego umyśle eksploduje przygoda. Bo może to najważniejsze ze wszystkich słów-kluczy „Upadku i odbudowy”. Powrót do niej, ponowne jej podjęcie, wyruszenie w drogę. „Tradycja” to nic innego jak przygoda, która trwa. A dla której alternatywą mogą być tylko przygodne podniety. Za kardynałem Newmanem Senior pyta: „Co zaryzykowaliśmy dla Chrystusa?” W jaki sposób bylibyśmy w odrobinę gorszej sytuacji, zakładając – co jest niemożliwe, że Jego obietnica zawiedzie?
Słowo „przygoda” (a ang. „adventure”) wywodzi się od łacińskiego „venire”, przyjść. Czym jest przygoda? Jest to wystawienie siebie na spotkanie niespodziewanego, ryzyko tego, co mamy, na korzyść tego, co możemy mieć, tego, co znane, na korzyść tego, co nieznane, postawienie czegoś na przyszłość – życie wystawione na ryzyko klęski i sukcesu. Zaproszenie do tego, co nieoczekiwane, często wiąże się z rozczarowaniem; pójście w nieznane może oznaczać utratę tego, co znane.
Życie chrześcijańskie jest prawdziwą przygodą, a powołanie do niego pytaniem: tak jakbyś był biznesmenem, który zainwestował swoje oszczędności w statek handlowy: „Przypuśćmy, że statek pójdzie na dno. Ile zaryzykowałem, co mogę stracić, jeśli chrześcijaństwo okaże się fałszywe? Mój majątek? Moją karierę? Moje życie?”
Ten powyższy zakład Newmana – Seniora wydaje się być odwróceniem słynnego zakładu Pascala. Nie przekonuje do roztropności, wręcz przeciwnie – nakłania do szaleństwa. Zainwestowania duszy nie „na wszelki wypadek” w wieczność, ale utraty wszystkiego i wszystkich na tej ziemi, tak żeby zyskać nieskończenie więcej po drugiej stronie. Moglibyśmy to nazwać hazardem, gdyby nie fakt, że wygraną mamy w garści. Wystarczy tylko postawić wszystko na właściwe pole, przecież wiemy jaki będzie wynik. A przynajmniej weń wierzymy. Ten dystans między wiarą a decyzją można pokonać tylko w duchu prawdziwej przygody. Szaleńczej pogoni, nocnej ucieczki, konnej szarży. Taka jest nasza wiara.
Ale lektura „Upadku i odrodzenia” równie zaskakująca może być też dla tych, którzy słowo „tradycjonalista” wymawiają patrząc w lustro. Udowadnia on też bowiem, że w każdym błędzie, a nawet w tej sumie, kuli śniegowej błędów i wypaczeń jaka pędzi przez współczesny Kościół – może tkwić pewna prawda. Ten ułamek błędu nie czyni go bynajmniej prawdziwym, ale pozwala mu żyć, dostarcza mu tlenu koniecznego do tego by nie tylko się tlił, ale i rozszerzał. „Aby właściwie obalić błąd – pisze Senior – nie można jedynie wykazać, że jest on fałszywy. To nigdy nie dociera do jego sedna. Podobnie jak diabły, powraca on po stokroć, chyba, że wyzwolisz w nim prawdę, która go uwalnia”.
Za rzadko – mówię to we własnym imieniu i w imieniu społeczności, grupy, której czuje się częścią – pamiętamy o tym, że litera zabija, a duch daje życie. Że nawet jeśli nauczymy nasze dzieci na pamięć pytań i odpowiedzi z katechizmu, to nie sprawi, że staną się one w pełni wykształcone w wierze. Ponieważ życie duchowe Kościoła miewa niekiedy tendencje do wysychania na rzecz recytacji formuł, a nawet zbierania pieniędzy i administrowania ogromnym zakładem fizycznym. Musimy zrozumieć, że pożar, który trawi naszą matką od kilkudziesięciu lat nie wybuchłby na tę skalę, gdyby wcześniej nie została ona w ten właśnie sposób „zasuszona”. Na tym polega niebezpieczeństwo dostrzegania wrogów tylko na zewnątrz, a nie w nas samych.
Lekarstwo na tamtą „oschłość” okazało się stokroć groźniejsze od choroby: zaprzeczenie prawdziwości formuł, burzenie ołtarzy i palenie wizerunków Maryi i świętych. Wydawało im się, że jeśli zabiją literę, wyzwolą jej ducha – w rzeczywistości popełnili mord na jednym i drugim. Senior przekonuje – i ja się z nim absolutnie zgadzam – że nie wystarczy sam powrót do litery. Musimy jeszcze zostać ożywieni jej duchem. Bo tylko ogień czyni ogień.
Tekst ten otwiera – mam nadzieję – cykl, czy też raczej spis książek znajdujących się na indeksie zapomnienia. Nie wiem jeszcze na ile regularnie ani z jaką częstotliwością ukazywać będą się kolejne jego części. Nie mam też jeszcze w głowie gotowego spisu lektur zapomnianych. Wiem tylko, co będzie je łączyć – to, że nie tyle warto sobie o nich samych przypomnieć, co że to one o czymś przypominają; są środkiem, narzędziem wykonywania czynności, którą Platon nazywał „anamnezą”. Metodą poznania, polegającą na wytrwałym i niekończącym się odświeżaniu pamięci. Tego co najważniejsze, decydujące o naszym być albo nie być, nie sposób wymyślić. Wszystko to jest zapisane – w nas i świecie. Trzeba tylko nauczyć się to odczytywać; przypomnieć, jak znajdujące się na końcu języka nazwisko słynnego aktora.
Jeśli trzeba by w jednym zdaniu streścić istotę choroby toczącej nasz świat, to byłby on dumny z własnej niepamięci. Uszczęśliwiony tym, że udało mu się o tak wielu rzeczach zapomnieć. Ale ta wesołkowatość ukrywa jedynie nerwową rozpacz, tęsknoty do słów, pojęć, gestów, barw i dźwięków który „jakbym już kiedyś gdzieś widział”, ale ni w ząb nie potrafię ani gdzie ani kiedy to było. Świat można uratować tylko wtedy kiedy będzie się – samemu sobie i jemu – przypominać.
Jan Maciejewski
Upadek i odbudowa kultury chrześcijańskiej, John Senior, Wydawnictwo Dębogóra
Dokument końcowy Synodu: Wszyscy obecni wyjeżdżają szczęśliwi refleksją poświęconą „przywództwu kobiet w Kościele”, orientacji seksualnej, migracji, klimatowi, czy ekumenizmowi.
Inkluzywny język, przywództwo kobiet, otwarta furtka do akceptacji LGBT
Jak relacjonował kard. Mario Grech, delegaci na Synod przyjęli wszystkie proponowane punkty dokumentu końcowego. Podczas głosowania żaden z głosowanych ustępów nie napotkał na opór więcej, niż jednej trzeciej delegatów. – Wszyscy obecni wyjeżdżają szczęśliwi, z sercem pełnym nadziei – przekonywał kard. Jean Claude Hollerich. Ustalenia uczestników zgromadzenia odzwierciedlają podejście akceptacji i „robienia miejsca” dla wszystkich w Kościele, wyjaśniali hierarchowie obecni na konferencji prasowej.
Dokument końcowy zawiera, jak informują watykańskie media, refleksję poświęconą „przywództwu kobiet w Kościele”, orientacji seksualnej, migracji, klimatowi, czy ekumenizmowi. – Myślę, że było jasne, że pewne tematy napotkają na większy sprzeciw. Jestem pełen zadumy, że tyle osób zagłosowało za. To znak, że opór nie jest tak duży– mówił kard. Hollerich komentując rezultat głosowania.
Pierwszym z podjętych w dokumencie zagadnień jest zauważenie oporu części hierarchów i wiernych względem kategorii synodalności, jako grożącej odejściu od apostolskiej tradycji i podważającej hierarchiczną strukturę Kościoła. Według autorów dokumentu takie obawy są niesłuszne, ponieważ „synodalność” oznacza „sposób bycia Kościołem, który zawiera komunię, misję i uczestnictwo”. Chodzi więc o rozpatrywanie różnych opinii i poglądów i rozwijanie aktywnego zaangażowania wszystkich, czytamy w podsumowującym obrady piśmie.
Jak dowiadujemy się od autorów dokumentu, „synodalność” implikuje również podejście do innowierców obliczone na wzajemną współpracę. W myśl tej zasady nawołują oni do uczynienia języka liturgicznego „bardziej zrozumiałym dla wiernych” i osadzonym w konkretnych, współczesnych kulturach.
Obszerny fragment „syntezy” obrad poświęcony jest „ubogim” i tym znajdującym się na „marginesach”. Chodzi o „ludy pierwotne, ofiary przemocy, rasizmu, uzależnionych, mniejszości, starszych i wykorzystywanych pracowników”. Wśród ignorowanych współcześnie osób zwrócono uwagę także na nienarodzonych. Autorzy dokumentu zobowiązują Kościół do aktywnego „obnażania niesprawiedliwości popełnianych przez jednostki, rządy (…)” i inne podmioty.
W tekście zwrócono także uwagę na migrantów – „jesteśmy zobowiązani zaoferować im otwarte przyjęcie”, twierdzą autorzy, zachęcając do „budowania międzykulturowych więzi” oraz walki z tzw. rasizmem i rzekomo powszechną ksenofobią. Kościół ma aktywnie zaangażować się w „zwalczanie” tych postaw, przede wszystkim w sferze edukacji i formacji katolickiej.
Ustęp poświęcony zaangażowaniu świeckich podkreśla „równą godność” kapłanów i laikatu. Ten wniosek, jak podają watykańskie media, wielokrotnie powraca w dokumencie. Zwrócono uwagę na coraz większe zaangażowanie świeckich i poparto zmiany w tym nurcie.
Ósmy rozdział dokumentu poświęcony jest roli pań w Kościele. „Kobiety wołają o sprawiedliwość w społeczeństwach wciąż naznaczonych seksualna przemocą, nierównościami ekonomicznymi i tendencją do ich przedmiotowego traktowania”, przekonują autorzy. Kościół jest więc ich zdaniem wezwany do silnego zaangażowania na ich rzecz płci pięknej, również w sferze duszpasterskiej i sakramentalnej. Kobiety obecne podczas obrad mówiły, że współczesny Kościół rani „klerykalizmem, szowinistyczną mentalnością i błędnym wyrazem autorytetu”, mówi litera dokumentu.
Wnioski dotyczące diakonatu kobiet mają zostać przedstawione podczas obrad w przyszłym roku – zwrócono uwagę na kontrowersje w tym zakresie i podkreślono, że kwestia powinna być dalej „rozeznawana”. Wedle ustaleń delegatów, prawo kanoniczne ma zostać dostosowane tak, by nadać kobietom większe kompetencje w zakresie duszpasterstwa i posługi. Ich dyskryminacji ma przeciwdziałać przyjęcie w Kościele „inkluzywnego języka”.
Dalsza refleksja ma zostać poświęcona zagadnieniu kapłańskiego celibatu. Jak czytamy w dokumencie, wszyscy delegaci dostrzegają ogromną wartość bezżeństwa w posłudze kapłańskiej, nie ma jednak jednomyślności, względem tego, czy powinna ona w konsekwencji być stanem obligatoryjnym.
Dokument zaleca, by „synodalne podejście” na trwałe uczynić zasadą kościelnej formacji. W taki sposób miano by m.in. podchodzić do „związków i edukacji seksualnej, by towarzyszyć młodym ludziom w dorastaniu w ich osobistych i seksualnych orientacjach (…)”. W tekście wskazano, że należy pogłębić „dialog” z naukami humanistycznymi, by „ostrożnie rozważyć kwestie najbardziej kontrowersyjne w Kościele”. Chodzi m.in. o zagadnienia tożsamości płciowej i seksualności, końca życia, skomplikowanych sytuacji małżeńskich i zagadnień etycznych dotyczących sztucznej inteligencji. Autorzy przestrzegali, by w odniesieniu do tych zagadnień nie kierować się „uproszczonym” myśleniem i dotychczasowe nauczanie Kościoła traktować jako „wskazówkę”, wymagającą „przemyślanego” przełożenia na duszpasterską praktykę.
W podsumowującym dokumencie wezwano, by z uwagę „wsłuchać” się w żądania „ludzi, którzy czują się marginalizowani lub wykluczeni z Kościoła z powodu ich stanu cywilnego, tożsamości bądź seksualności”. „Było głębokie poczucie miłości, litości i współczucia w Zgromadzeniu, dla tych, którzy są, lub czują się zranieni, lub zaniedbani przez Kościół”, czytamy w tekście. Otwarta refleksja ma dotyczyć również praktyki duszpasterskiej i myśli teologicznej dotyczącej poligamii.
Źródło: vatican.va FA
=====================
mail:
Przykład wodolejstwa: „Zarówno teologiczne, jak i duszpasterskie badania nad dostępem do diakonatu dla kobiet powinny trwać nadal i korzystać z wyników komisji ustanowionych przez Ojca Świętego oraz teologicznych, historycznych i egzegetycznych badań, które zostały już przeprowadzone”.
[Może by się Ktoś zgłosił, by tłumaczyć automatycznie i małe poprawki wprowadzać – z obcych języków?” Ja nie mam Czasu ani sił na WSZYSTKO. MD]
=======================
Despite government claims, myocarditis found not temporary after COVID mRNA injection
’50% of young men who got myocarditis after the vaccine now have permanent heart damage’
Posted by Eliyahu Tulshinskifrontline.news October 24, 2023|
10:52 AM
New research contradicts government claims that heart damage caused by COVID “vaccines” is short lived.
„Side effects mean the vaccine is working”
Public health officials initially downplayed the chance of serious side effects associated with the mRNA injections marketed by Pfizer and other Big Pharma companies as a vaccine against an allegedly once-in-a-century dangerous new virus. In March 2021, three months after the rollout of the shots, the World Health Organization (WHO) claimed that side effects were expected to be mild and are actually a “good thing”:
Common and mild or moderate side effects are a good thing: they show us that the vaccine is working.
Like any vaccine, COVID-19 vaccines can cause side effects, most of which are mild or moderate and go away within a few days on their own. As shown in the results of clinical trials, more serious or long-lasting side effects are possible. Vaccines are continually monitored to detect adverse events. . . .
Typical side effects include pain at the injection site, fever, fatigue, headache, muscle pain, chills and diarrhoea. . . .
Serious side effects, on the other hand, were listed as merely „possible” and „extremely rare”:
Less common side effects reported for some COVID-19 vaccines have included severe allergic reactions such as anaphylaxis; however, this reaction is extremely rare. . . .
Side effects usually occur within the first few days of getting a vaccine. Since the first mass vaccination programme started in early December 2020, hundreds of millions of vaccine doses have been administered. . . .
Experiencing side effects after getting vaccinated means the vaccine is working and your immune system is responding as it should. Vaccines are safe, and getting vaccinated will help protect you against COVID-19. [Emphases added].
Heart attacks in fit athletes and children?
Many people were therefore shocked by videos of an inordinate number of well-trained athletes succumbing to heart attacks on live broadcasts after the mRNA shots rolled out.
Athletes were generally required to receive the injections to be eligible to play and cardiologist Dr. Peter McCullough notes a strong link between the shots and cardiac events among professional athletes:
Recently I published with Dr. [Panagis] Polykretis from Europe, that before COVID-19 vaccine the average number of cardiac arrests in all of the European soccer and football leagues, which is way more players than the NFL, the average number of cardiac arrests were 29 per year, that’s before the vaccines.
The vaccines were ushered in in 2021 and since that time the tally now for cardiac arrest on the field with professional sports players in Europe is 1598; 1101 of them have been fatal cases. [Emphases added].
One pediatric cardiologist described a similar surge in heart damage in children:
Pre-jab, one or two cases per year of myocarditis. Now, half [my] waiting room. [Emphases added].
Goes away on its own?
The National Institutes of Health (NIH) defines the health risks myocarditis entails:
The walls of the heart become inflamed, which weakens the heart’s pumping action and can cause irregular heart rhythms, heart failure, and other complications.
The NIH goes on to claim that “[m]yocarditis usually goes away on its own with supportive care, including IV fluids, steroid therapy, and medicines.” Dr. McCullough, however, explains that the first sign of myocarditis may only be when one dies of a heart attack in their sleep or during a sports match:
Dr. Peter McCullough notes that a surge of adrenaline can trigger cardiac death in those with myocarditis. One natural surge happens between 3 a.m. and 6 a.m., which corresponds with many cases of people who have died in their sleep, and the other happens during athletic activity.
Could happen, but rare, short term and not so terrible
Public health officials eventually conceded, acknowledging myocarditis as well as pericarditis as side effects of the mRNA injections, but described these adverse events as “rare” and short lived. The CDC even claimed that most patients “felt better quickly”:
Myocarditis and pericarditis after COVID-19 vaccination are rare. Myocarditis is inflammation of the heart muscle, and pericarditis is inflammation of the outer lining of the heart. Most patients with myocarditis or pericarditis after COVID-19 vaccination responded well to medicine and rest and felt better quickly . . . [Emphases added].
COVID is still worse?
The CDC, in fact, still strongly recommends the injections, claiming that the benefits of the jabs “far outweigh” their potential risk:
CDC continues to recommend that everyone ages 6 months and older get vaccinated for COVID-19. The known risks of COVID-19 illness and its related, possibly severe complications, such as long-term health problems, hospitalization, and even death, far outweigh the potential risks of having a rare adverse reaction to vaccination, including the possible risk of myocarditis or pericarditis. [Emphases added].
Actually, not short term
Now, a scientific study reveals that the government’s revised claim is false as well — heart damage caused by the COVID mRNA injections is often permanent. Dr. Drew (Drew Pinsky) came on the Megyn Kelly show to describe the legacy media blackout of the study, which found that heart damage was permanent in fully half of the young men who suffered myocarditis from the injections.
Dr. Drew wants the news of this study to get out and to be used as the basis of tort suits against schools which mandated the shots:
“It took my breath away.” —Dr. Drew on the new study shows 50% of young men who got myocarditis after the vaccine now have permanent heart damage and he doesn’t understand why this isn’t front page news. And he recommends injured students sue any school that mandated it.
This 50% does not include those who died from heart attacks after the shot, for whom the side effect was as permanent as can be. Dr. Drew added that a lot remains unknown about the damage from the injections to the living:
In my world, throughout my entire career, 40-year career, myocarditis is a medical emergency . . . a publication just came out five days ago in circulation, a major cardiology journal, excellent study. . . .
We don’t know what percentage are going to be disabled by this as they get older; are gonna develop heart failure, or are gonna need cardiac transplants, some of them. It’s breathtaking this study. . .
In a 27-year-old male, the [COVID] illness is a nothing. So the vaccine is all risk [with no benefit]. Why the push? [Emphases added].
Kelly on board
Kelly fully agreed with Dr. Drew, telling her audience to avoid the shots even if it means having to fake a vaccination certificate.
If anyone tries to force you from this point forward, get a fake card . . . Don’t comply.
If they’re gonna create these bullsh-t rules, you can create your bullsh-t way around them.
It’s all just like a theater. Ok, so let’s act. I’ll act like I’ve gotten my 50th booster and you can act like you’re satisfied I’m telling you the truth. [Emphases added].
In fact, Kelly has gone public with her regrets over having taken the COVID shots, after suffering a severe adverse reaction herself. She described her difficulties to David Zweig from The Free Press:
I thank God I didn’t, I didn’t stick [my children] with that vaccine. I’m sorry I did it to myself. I’ve said this before, but I regret getting the vaccine, even though I’m a 52 year old woman, because I don’t think I needed it. I think I would have been fine. I got Covid many times and it was well passed when the vaccine was doing what it was supposed to be doing.
And then, for the first time, I tested positive for an autoimmune issue at my annual physical and I asked, I went to the best rheumatologist in New York, and I asked her, “do you think this could have to do with the fact that I got the damn booster and then got Covid within three weeks?”
And she said, “yes, yes.” I wasn’t the only one she’d seen that with.
Zweig himself was particularly perturbed by the failure of public health officials to disclose potential side effects:
I mean vaccines are like any other medication – that they have benefits and they have drawbacks and this is sort of the theme of our conversation. I feel like, whether it’s on masks, on vaccine, on a whole variety of issues, the CDC and other public health authorities, for some reason that I’m still trying to figure out, refused to give an honest and sort of broad picture of things
Typically, when you go to the doctor, if you’re going to have a procedure done or you’re going to get a medication, they will say to you, „Look, this is . . .” — or at least a good doctor will — they’ll say, “This is the benefit I think you’ll get but these are some of the side effects you may have.”
The CDC repeatedly and consistently downplayed the issue of myocarditis and particularly in young males. The issue of masks was repeatedly downplayed. We were gaslit, where they said there’s no downside. [Emphases added].
See our additional coverage of COVID disinformation:
Jezus Chrystus – to „do Niego należy czas i wieczność”, o czym przypomina nam liturgia Wigilii Paschalnej. Coraz częściej jednak człowiek nie tylko zapomina o Boskim wymiarze czasu, czy wręcz wyrzuca Stwórcę ze swojego ograniczonego czasem życia, ale również próbuje samego siebie uczynić panem czasu. To jednak nic innego jak pierwszy z siedmiu grzechów głównych, grzech szatana, o którym mówi się, że „z nieba spycha” – pycha.
[Oczywiście to nie „człowiek”, ale słudzy szatana, mieniący się „czcigodnymi”, czy „mędrcami”. md]
Stwórcą i jedynym panem Czasu jest Pan Wszechświata – Bóg. To On, tworząc czas, sam pozostaje poza czasem. Jest bowiem wieczny – nie ma ani początku, ani końca, gdyż takie pojęcia charakterystyczne są właśnie dla istnienia w czasie.
Nam, ludziom, niezwykle trudno pojąć rzeczywistość pozostającą poza czasem, rzeczywistość wieczności. Żyjemy bowiem w czasie. Potrafimy wskazać w kalendarzu ważne momenty z życia człowieka, z jego początkiem i końcem włącznie. Życie toczy się od początku do końca, tak jak świat, zmierzający do nieuchronnego, bo zapowiedzianego przez Pismo dnia Sądu Ostatecznego, Końca Czasów.
Początek i koniec czasu, początek i koniec świata to dla nas sprawy oczywiste. Zmierzanie od punktu A do punktu B nie tylko w przestrzeni, ale i w czasie, nie było jednak sprawą jasną dla ludów nieoświeconych jeszcze blaskiem Chrystusowego Kościoła. Poganie w wielu miejscach świata (w tym także niektórzy z uznawanych za wybitnych filozofowie greccy) czas postrzegali w sposób cykliczny, niczym powtarzające się pory roku.
Chrześcijaństwo, opierając się na biblijnym mozaizmie – jako pierwszym niepostrzegającym czasu w sposób cykliczny – i czerpiąc z Pism oraz teologicznej głębi, nauczyło ludy świata linearnego pojmowania czasu – a więc czasu mającego początek i koniec. My, ludzie wierzący, czekamy więc nie tylko nadejścia lata, czy – jak w odleglejszych perspektywach spoglądaliby poganie – końca obecnego świata i nadejścia nowego, w odrodzonej formie, by w końcu także on, po przejściu poszczególnych faz, obumarł robiąc miejsce kolejnemu. Starożytni Żydzi czekali na Mesjasza, zaś Kościół oczekuje na Paruzję – ponowne przyjście Jezusa Chrystusa. Będzie to jednak wydarzenie niepowtarzalne, jednorazowe. Po Sądzie Ostatecznym, po Końcu Świata, nie pojawi się świat w znanej nam obecnie formie. Pojawi się Nowe Jeruzalem – miasto dla zbawionych, życie wieczne. Tak bowiem zaplanował Stwórca.
To Pan Bóg jest jedynym, wyłącznym Panem czasu. Czas to Jego dzieło i tylko On wie, kiedy nastąpi koniec czasu. Człowiek jednak w swojej pysze próbuje ze swojego pojmowania czasu Boga usunąć. Dlatego też czas współczesnego Europejczyka z roku na rok staje się coraz bardziej… świecki.
Wielu nie mówi już o Bożym Narodzeniu – pojawiają się oderwane od wydarzeń z życia Jezusa Chrystusa Święta Zimowe, z kolei kalendarz na urządzeniach mobilnych produkowanych przez jedną z potężnych amerykańskich korporacji nie pokazuje swoim użytkownikom Wielkanocy, centralnego dnia całego roku, wspomnienia centralnego wydarzenia całej historii.
Bardzo wielu z nas dotknęła ta wszechogarniająca sekularyzacja. Mało kto planuje swoją przyszłość przez pryzmat liturgicznych wspomnień czy opisuje rzeczywistość czasu przy pomocy katolickich pojęć. Choć jeszcze nasi dziadkowie rozumieli, że jeśli ktoś zapowiedział odwiedzenie ich – dajmy na to – w świętego Wojciecha, to pojawi się 23 kwietnia, to dziś ta wiedza wydaje się niezwykle odległa, a dla niejednego sprawia wręcz wrażenie wiedzy tajemnej.
Podobnie rzecz ma się z porami dnia. Tradycyjna pobożność katolicka i związany z Wiarą obraz świata bogaty był – i nadal jest – w liczne modlitwy przewidziane na daną porę dnia. To liturgia godzin, ale również Anioł Pański, bliski sercom ludu chrześcijańskiego. Dziś jednak niewielu z nas zauważa godzinę 12 czy 15 – godzinę śmierci Pana Jezusa. A co dopiero mówić o odmawianiu przeznaczonych na te momenty modlitw? Zamiast modlitwy, coraz częściej obok głosu dzwonów słychać głosy niezadowolonych z sakralnego wymiaru czasu wpływającego na sakralny wymiar dźwięków w przestrzeni publicznej. Taka forma walki z Bogiem w czasie i przestrzeni nie jest jednak domeną XXI wieku – prowadzili ją już francuscy rewolucjoniści.
Próba wyrzucania Pana Boga z czasu polega również na niewłaściwym traktowaniu pewnych dni tygodnia – jedzenie mięsa w piątek czy robienie zakupów w niedzielę to najczęstsze przejawy tego chorobliwego nieuporządkowania. Boga ze swojego rozumienia czasu próbują się pozbyć również ludzie zaniedbujący niedzielną Mszę Świętą i codzienną modlitwę.
Człowiek, począwszy od „oświecenia”, przez wiek XIX aż po współczesność, próbował i próbuje nie tylko wyrzucić Boga z czasu, ale również pozbawić Stwórcy nad tym czasem władzy. Układ tygodnia z niedzielą jako dniem świętym próbowali zlikwidować francuscy rewolucjoniści oraz bolszewicy. Obie rewolucje pragnęły również oderwać początek naszej ery od roku narodzin Jezusa Chrystusa, a w miejsce tego wydarzenia wpisać wydarzenia dające początek rewoltom.
Znamiona rzucania Stwórcy wyzwania ma również praktykowana i we współczesnej Polsce zmiana godzin w związku z rozpoczynającą się porą roku. Działanie takie rodzi błędne przekonanie o ludzkiej wszechmocy. Skoro bowiem możemy „przesuwać do przodu” bądź „cofać czas”, to stajemy się – oczywiście jedynie w naszym mniemaniu – panami czasu. Taki pogląd jest w sposób jednoznaczny emanacją głęboko rewolucyjnego nieposłuszeństwa wobec naturalnego porządku.
Jednak to do Pana Jezusa należy czas i nie zmieni tego żadna administracyjna decyzja. „Chrystus wczoraj i dziś, początek i koniec, Alfa i Omega. Do Niego należy czas i wieczność, Jemu chwała i panowanie przez wszystkie wieki wieków. Amen” – mówi kapłan zapalając w Wielką Sobotę Paschał, symbol Zmartwychwstania.
Już niedługo te słowa wybrzmią w świątyniach na całym świecie. Kapłani w obecności wiernych, całego Kościoła, przypomną nam Prawdę o tym, że to Jezus Chrystus jest królem świata i to do Niego należy czas.
I to pomimo tego, że wielu z nas mawia: „mam czas”. Prawda jest bowiem zupełnie inna. Nie jesteśmy panami czasu. Nie dysponujemy nim. Nie mamy go. Czas nie jest nasz, gdyż to nie człowiek, a Pan Bóg go stworzył. Niejednemu „mającemu czas” o faktycznej marności przypomniał tragiczny wypadek, brutalnie pokazujący, że czas, który rzekomo „mieliśmy”, skończył się szybciej, niż planowaliśmy.
Zwrot „mam czas” jest zmysłowi katolickiemu (łac. sensus catholicus) niezwykle odległy. Godna noszenia w pamięci jest natomiast średniowieczna formuła Memento mori – pamiętaj człowiecze o śmierci. Pamiętaj i bądź gotowy. To na nią bowiem przyjdzie czas, niezależnie czy zimowy, czy letni.
MW
Noe 29 październik 2023
Tak zwany „czas letni” nie jest czasem astronomicznym i fizjologicznym ustanowionym przez Boga. Jest to czas państwowy, sztucznie narzucony przez rządzących i pogardzających ludźmi.
Już 3 niewielkie kraje UE, Bułgaria, Węgry i Słowacja, odmawiają pomocy USA w zamianie „samostojatielnej” U-krainy w kolejną, tegoż USA, kolonię.
Na zdjęciu: Premier Słowacji Robert Fico i Szefowa Rady Europy Urszula von der Leyen w Brukseli
O tym, że kilka dni temu, jako rezultat przyspieszonych wyborów parlamentarnych z 30 września, na Słowacji odrodził się rząd nie zamierzający wspierać Ukrainy w jej wojnie z Rosją, w polskich mediach ABSOLUTNA cisza. A tymczasem, portal http://www.napalete.sk podaje takie oto informacje:
Obejmując powtórnie, po 3 latach przerwy, szef zwycięskiej w tych przedwczesnych wyborach na Słowacji partii „Smer” (Kierunek) Robert Fico spotkał się z szfową UE, von der Leyen przed niedawnym spotkaniem Rady Europy w Brukseli. „Jest oczywistym że na początku mego, czwartego już mandatu jako przywódcy władzy na Słowacji, przedstawiłem jej mą krytykę pod adresem Brukseli za to, że ignorowała poważne poruszenie praw człowieka i nadużywanie środków karnych w wobec opozycji na Słowacji” powiedział jej premier.
„Także poinformowałem szefową Komisji, że nowe władze Słowacji nie będą wspierać wojskowo Ukrainy i tylko się skoncentrują na pomocy humanitarnej” powiedział premier. (…) Według niego von der Leyen odpowiedziała, że respektuje suwerenne prawo krajów członkowskich do wspierania, względnie nie wspierania Ukrainy i doceniła decyzję SR do udziału w humanitarnej pomocy.
No to mamy już 3 niewielkie kraje UE (Bułgaria, Węgry i Słowacja, z których dwa ostatnie mają wspólną granicę z U-krainą), które odmawiają pomocy USA w zamianie tej „samostojatielnej” U-krainy w kolejną, tegoż USA, kolonię.
A tutaj ewidentna SWASTYKA na każdej z 4 stron przeszklonej osłony promenady w samym centrum Bratysławy, zaraz obok bardzo izolowanego wysokim płotem budynku Ambasady USA
Stanisław Michalkiewicz 28 października 2023 michalkiewicz
Ponieważ wybory niczego zdecydowanie nie przesądziły, rozpoczęły się targi w postaci przeciągania Trzeciej Drogi. Rzecz w tym, że ani PiS, ani Volksdeutsche Partei, bez „Trzeciej Drogi” nie będą w stanie zapewnić rządowi utworzonemu przez jednych albo przez drugich, votum zaufania w Sejmie – którego uzyskanie jest wymagane przez konstytucję. Komu uda się przeciągnąć Trzecią Drogę na swoją stronę – ten będzie wygrany. Oczywiście takie zwycięstwo będzie bardzo kosztowne, bo „Trzecia Droga” nikomu swojego serduszka za darmo nie otworzy, ale – jak powiadają wymowni Francuzi – a la guerre comme a la guerre – czyli straty muszą być. Jakże inaczej, skoro Jarosław Kaczyński stoi przed alternatywą: albo stracić wszystko, albo tylko stracić dużo? Z kolei Donald Tusk jest spragniony zwycięstwa, bo w przeciwnym razie Niemcy mogą położyć na niego lachę i przestanie być ich najukochańszą duszeńką, co by oznaczało koniec dobrego fartu. Toteż gotów jest na zapłacenie za zwycięstwo, niechby nawet pyrrusowe, każdą cenę . Zresztą w jego przypadku inaczej być nie może, bo sama Koalicja Obywatelska jest zlepkiem kilku partii. Największa jest oczywiście Volksdeutsche Partei, ale są też popłuczyny po Nowoczesnej, poza tym – jacyś „Zieloni” i Bóg wie, kto jeszcze. Wszystkim im trzeba będzie pozwolić, by umoczyli pysk w melasie, a przecież to dopiero początek, bo nie ma większości bez Lewicy, która też ma swoje idee fixe, nie tylko na odcinku bzykania i skrobanek, ale również – na odcinku kościelnym i w ogóle – religijnym. Pozwolenie na umoczenie pyska w melasie również im, oznacza wojnę z Kościołem, ale również napięcia w stosunkach z PSL-em, który właśnie przymierza się do zajęcia po Jarosławie Kaczyńskim miejsca Męża Opatrznościowego Kościoła i Chrześcijaństwa. Jeśli idzie o pana Hołownię, to już dał głos, domagając się dla swojej partii resortu obrony. Nietrudno zgadnąć, że nowym ministrem musiałby zostać pan Michał Kobosko, który – jako były uczestnik niezwykle wpływowego waszyngtońskiego think-tanku: Rady Atlantyckiej – jest mężem zaufania USA. Skoro tak, nieomylny to znak, iż Amerykanie, którzy wprawdzie ustami prezydenta Bidena w marcu br. pozwolili Niemcom, jako swojemu najlepszemu sojusznikowi w Europie, urządzać ją po swojemu – pragną zachować kontrolę nad naszą niezwyciężoną armią tym bardziej, że wprowadzili do Polski swój kontyngent wojskowy już na stałe. Politycznie zatem oznacza to, że wprawdzie może u nas nastąpić podmianka na pozycji lidera politycznej sceny – podobna do tej z roku 2015, tyle, że w odwrotną stronę – ale nawet wtedy Polska będzie kondominium niemiecko-amerykańskim. Jak widzimy, wielkiej rewolucji nie będzie, bo przecież zarówno Jarosław Kaczyński, jak i premier Morawiecki robili co mogli na odcinku umacniania IV Rzeszy, z tą różnicą, że werbalnie się od niej odcinali, podczas gdy Donald Tusk uczynienie z Polski jednego z landów IV Rzeszy Niemieckiej uczynił dziełem swojego życia.
Jak wspomniałem odbywają się targi, których wyniku trudno przewidzieć, chociaż Wielce Czcigodny europoseł Dominik Tarczyński twierdzi, że „wszystko będzie dobrze”, dając do zrozumienia, że PiS już znalazło potencjalnego koalicjanta, ale chyba tkwi on jeszcze w wyborczym amoku, podczas gdy inni wybitni politycy powoli odzyskują poczucie rzeczywistości. Na przykład pan prof. Przemysław Żurawski vel Grajewski nawet chyba za bardzo poddaje się pesymizmowi, bo wyraża obawę, że opozycja zniszczy „wszystko, co zdołano zbudować w ciągu tych ośmiu lat”. Co zniszczy, to zniszczy – ale na pewno nie „wszystko”. Na przykład nie zniszczy „sektorów strategicznych”, które można rozpoznać po tym, iż właśnie tam funkcjonują spółki Skarbu Państwa. One nie zostaną wcale „zniszczone”, tylko – ponieważ ich organem założycielskim jest aktualny minister od gospodarki – obsadzone nowymi ludźmi w radach nadzorczych i zarządach. Podobnie rządowa telewizja – która odtąd będzie ćwierkała za nowym rządem, a nie za rządem „dobrej zmiany”. Na mieście krążą nawet fałszywe pogłoski jakoby Donald Tusk zamierzał pozostawić wszystkich tamtejszych funkcjonariuszy na dotychczasowych stanowiskach, z tym, że musieliby teraz ćwierkać z całkiem innego klucza. Gdyby ta fałszywa pogłoska jakimś cudem okazała się prawdziwa, to z całą pewności rządowa telewizja biłaby wszelkie rekordy oglądalności, przynajmniej w pierwszym okresie, bo potem nawet i to – jak zresztą wszystko inne – by spowszedniało. Wreszcie, skoro Amerykanie chcą utrzymać kontrolę nad naszą niezwyciężoną armią, to nikt nie ośmieli się na przykład przerwać budowy Centralnego Portu Komunikacyjnego, bo jest to amerykańska inwestycja wojskowa w naszym zakątku Europy, za którą Polska tylko płaci – jak zresztą za wszystko inne. Kto by na CPK, w ramach którego mają być zbudowane 4 pasy startowe o długości 4 kilometrów każdy, zdolne do przyjmowania najcięższych amerykańskich samolotów transportowych i w dodatku położone mniej więcej 200 km od granicy wschodniego obszaru NATO – więc kto by na CPK podniósł rękę, to ta ręka zostałaby mu natychmiast odrąbana, a egzekucji tej wcale nie musieliby przeprowadzać Amerykanie, tylko na przykład Niemcy, które bardzo sobie cenią amerykańskie przyzwolenie na urządzanie Europy po swojemu i nie będą się przejmowali żadnymi tubylczymi uprzedzeniami.
Słowem – świat wcale się nie zawali, tym bardziej, że istnieje jeszcze konstytucja, zawierająca takie kruczki, które mogą umożliwić rządowi „dobrej zmiany” trwanie przy sterze państwowej nawy niechby i do wiosny, kiedy to pan prezydent Duda będzie mógł w tak zwanym majestacie prawa rozwiązać Sejm i rozpisać nowe wybory. Na przykład – z powodu perturbacji z uchwaleniem ustawy budżetowej, której nieuchwalenie w przepisanym terminie wywołuje właśnie taki skutek. Art. 222 konstytucji stanowi, że rząd powinien przedstawić Sejmowi projekt ustawy budżetowej co najmniej na 3 miesiące przed rozpoczęciem roku budżetowego, który u nas rozpoczyna się 1 stycznia. Wprawdzie rząd „dobrej zmiany” przedstawił Sejmowi projekt budżetu, ale Sejm nie zdążył go uchwalić przed jego rozwiązaniem. Zgodnie z prawem, wszystkie projekty ustaw, których proces legislacyjny nie został zakończony przed końcem kadencji Sejmu, która upłynęła 30 września, traktowane są, jakby ich nie było. Dotyczy to również ustawy budżetowej. W takiej sytuacji już widać, że nowy rząd – wszystko jedno jaki, a zwłaszcza utworzony przez dotychczasową opozycję – nie będzie w stanie tego terminu dotrzymać. Co z tego wyniknie – tego oczywiście nie wiemy tym bardziej, że rozstrzyganie takich spraw leży w gestii Trybunału Konstytucyjnego, a akurat tam młyny sprawiedliwości mielą wyjątkowo powoli. Zatem może się sprawdzić porzekadło znane jeszcze z czasów pierwszej komuny, że „lajf ist brutal, plugaws and full of zasadzkas”.
Nie można pozostać obojętnymna słowa rektora Uniwersytetu Jagiellońskiego na inauguracji nowego roku akademickiego o „współwinie za zjawisko fałszowania historii”. O współwinie za fałszowanie historii, a nawet głównej winie, i to społeczności jagiellońskiej z rektorami na czele, nie należy mówić w trybie warunkowym. ..
Jozef Wieczorek
Nie można pozostać obojętnymna słowa rektora Uniwersytetu Jagiellońskiego na inauguracji nowego roku akademickiego o współwinie za zjawisko fałszowania historii. Rektor mówił: „Jednym z podstawowych problemów polskiej współczesności jest spór o historię. (…) Im mniejsza wiedza o historii w polskim społeczeństwie, tym większa temperatura tych sporów. Jeśli nasze środowisko nie włączy się w te spory, przedstawiając w oparciu o rzetelne materiały rzeczywisty wymiar wydarzeń, to będziemy współwinni, wydawałoby się już minionego, zjawiska fałszowania historii”. W oparciu o fakty trzeba to stanowisko sprecyzować. O współwinie za fałszowanie historii, a nawet głównej winie, i to społeczności jagiellońskiej z rektorami na czele, nie należy mówić w trybie warunkowym. Wystarczy sięgnąć do „Dziejów Uniwersytetu Jagiellońskiego”, a tam fałszowanie historii – i to najnowszej – deformuje „rzeczywisty wymiar wydarzeń”. A jest to dzieło profesorów uniwersytetu, i mimo moich wieloletnich alarmów w sprawie rozpowszechniania tam fałszów (brak komunizmu, stanu wojennego, PZPR, „Jaruzelskich” czystek akademickich) władze UJ pozostały bierne. Ich winy za to nikt nie może podważać.
Niestety, swego apelu rektor nie skierował do siebie i swoich współpracowników, więc apel nie może być skuteczny. Zawartość archiwów i ujawnione publicznie wyniki projektu „Pamięć uniwersytetu” potwierdzają tylko determinację „uczonych” w czyszczeniu niewygodnej dla nich pamięci.
Plaga amnezji chyba ma się rozpowszechniać. W trakcie debaty „Co tam, PANie, w polityce (naukowej)?” zorganizowanej przez Polską Akademię Nauk podnoszono zasadnie: „Pierwszy warunek: powinniśmy zacząć od siebie i zastanowić się, jak my się mamy udoskonalić”.
Tego warunku społeczność akademicka UJ (i nie tylko) nie zamierza realizować, a nawet na ten temat debatować. Podobno istotą uniwersytetu jest debata. Mamy zatem zanikuniwersytetu w przestrzeni publicznej, w której pozostały jednak nieruchomości z nazwą „uniwersytet”, wprowadzającą społeczeństwo w błąd.
Największe producent szczepionek mRNA przeciw COVID-19 ostrzega przed poważnymi skutkami ubocznymi własnych preparatów. W artykule poświęconemu nowej generacji szczepionek na obecny sezon jesienno-zimowy, Pfizer wskazuje na „zwiększone ryzyko zapalenia mięśnia sercowego i zapalenia osierdzia”, zwłaszcza u młodych mężczyzn w wieku od 12 do 17 lat. [To są dzieciaki, panie Pfitzer.. MD]
Jak zastrzega producent najpopularniejszego preparatu medycznego ostatnich lat, nie należy przyjmować szczepionki Comirnaty, „jeśli u pacjenta wystąpiła ciężka reakcja alergiczna na którykolwiek składnik szczepionki lub poprzednią dawkę szczepionki Pfizer-BioNTech”.
„Istnieje niewielkie (nie określono jakie – red.) prawdopodobieństwo, że przyjęcie szczepionki może wywołać ciężką reakcję alergiczną”- informuje Pfizer, wymieniając takie objawi jak trudności w oddychaniu, obrzęk twarzy i gardła, przyspieszone bicie serca, swędzącą wysypkę na całym ciele, zawroty głowy i osłabienie.
Co istotniejsze, szczepionki mRNA przeciwko COVID-19 „wykazują zwiększone ryzyko zapalenia mięśnia sercowego (myocarditis) i zapalenia osierdzia (pericarditis), szczególnie w ciągu pierwszego tygodnia po szczepieniu”. Jak zaznaczono, „obserwowane ryzyko jest najwyższe u mężczyzn w wieku od 12 do 17 lat”.[To są dzieciaki, panie Pfitzer.. MD]
„W przypadku wystąpienia któregokolwiek z poniższych objawów po otrzymaniu szczepionki, szczególnie w ciągu 2 tygodni po otrzymaniu dawki szczepionki, należy natychmiast zgłosić się do lekarza: ból w klatce piersiowej, duszność, uczucie szybkiego bicia, trzepotania lub łomotania serca” – piszą autorzy.
Źródło: pfizer.com PR
„Pandemia” koronawirusa – żyła złota dla Pfizera na wiele lat. Koncern chwali się miliardami ze sprzedaży tzw. szczepionek
„Produkty covidowe nadal są w top 10 produktów napędzających rynek farmaceutyczny w 2023 r., ale kluczowy gracz na pandemicznym rynku zaczyna tracić”, informuje w środę „Dziennik Gazeta Prawna”.
Dziennik zwraca uwagę, że tzw. pandemia koronawirusa stała się „żyłą złota dla niewielu firm, ale za to na wiele lat”.
„Głównym wygranym pozostaje Pfizer, który w USA i Europie jest niemal monopolistą na rynku szczepionek przeciwko COVID-19. Jednak po rekordowych wynikach w latach 2021 i 2022 przychody amerykańskiego koncernu spadają”, czytamy.
Jak wynika z danych portalu FiercePharma zajmującego się rynkiem farmaceutycznym, preparaty zwane szczepionkami przeciw COVID znajdują się na 2. i na 4. miejscu w ranking top 10 najlepiej sprzedających się medykamentów. Pfizer z kolei nadal zajmuje pierwsze miejsce wśród farmaceutycznych gigantów na świecie.
Z ustaleń „DGP” wynika, że w roku 2021 przychody Pfizera wyniosły 81 miliardów dolarów, a 2 roku 2022 przekroczyły 100 miliardów, z czego 37,8 mld koncern zarobił na sprzedaży tzw. szczepionek.
Ile Pfizer zarobi w 2023 roku? Według analityków, będziemy mieli do czynienia ze wzrostem sprzedaży covidowych preparatów w USA pod koniec III kwartału oraz wprowadzeniem do innych krajów produktów koncernu dotychczas dostępnych jedynie w USA. Oznacza to, że nawet jeśli firma odnotuje stratę w porównaniu z ostatnimi „złotymi” latami, to nie będzie ona zbyt wielka.
DGP zauważa, że po-pandemiczny wyścig na rynku farmaceutycznym dopiero się jednak zaczyna. „Już widać, że na pierwsze miejsce wysforował się lek na raka – keytruda firmy Merck. Według analiz branżowych mediów, stanie się on najlepiej sprzedającym się preparatem, przynosząc rocznie 24 mld dol. zysku. Dla porównania szczepionki Pfizera mają przynieść 19 mld dol. zysku. W czołówce pojawiają się także leki na otyłość”, podsumowano.
Źródło: „Dziennik Gazeta Prawna”, GazetaPrawna.pl
Spisek 26 lipiec 2023
Polskie noworodki przymusowo wyszczepiane kilkunastoma szczepionkami a ukraińskie nietykalne
BKP: Samobójczy synod przeciwko prawdziwemu chrześcijaństwu
W październiku 2023 roku w Watykanie odbywa się synod, który jest samobójstwem chrześcijaństwa. [Próbą – bo na pewno nieskuteczną. MD]
Czym tak naprawdę jest chrześcijaństwo i czym jest chrzest, który czyni nas chrześcijanami – dziećmi Bożymi? „Kto uwierzy i przyjmie chrzest, będzie zbawiony” (Mk 16:16).
Pismo Święte zaświadcza, że przez chrzest uczestniczymy w śmierci Chrystusa i w Jego zmartwychwstaniu (por. Rz 6:3-5). Tutaj dochodzimy do sedna głębokich, objawionych przez Boga prawd dotyczących naszego zbawienia. Są one w dużej mierze zakryte przed naszym zrozumieniem, Biblia odsłania nam wymiar duchowy, a wiara biblijna jest do tego kluczem. Poprzez tę wiarę działa wszechmoc Boga. Ale jest też inna wiara, fałszywa, przez którą człowiek łączy się z istotami duchowymi, zwanymi demonami. Przejawiają się one poprzez magię, wróżenie, spirytyzm, różne medytacje hinduskie i buddyjskie, a także różne formy okultyzmu i przesądów. Ta pseudowiara jest grzechem przeciwko pierwszemu przykazaniu Dekalogu. Pseudowiara jest również kojarzona z bałwochwalstwem i tzw. negatywnymi energiami. W rzeczywistości jest to czczenie fałszywej duchowości, czyli demonów.
Wiara biblijna jednoczy nas z Jezusem. Jeśli przyjmiemy Chrystusa, On jest w nas. Wszystko, co urobił Jezus Chrystus, nasz Zbawiciel, dzieje się z nami duchowo. Kiedy Pan Jezus umarł, my umarliśmy razem z Nim (Rz 6:8), a kiedy On zmartwychwstał, my zmartwychwstaliśmy razem z Nim (Kol 2:12). To, że umarliśmy razem z Nim, oznacza, że mamy udział w Jego odkupieńczej śmierci. Moc Jego śmierci działa w nas przez wiarę i zwycięża grzech, który powoduje śmierć duchową.
Jak mamy rozumieć tajemnicę, że wraz z Nim zmartwychwstaliśmy?
Uświadommy sobie, że duchową istotą człowieka jest duch nieśmiertelny, który jakby odziany jest w ziemską powłokę ludzkiego ciała, która po śmierci rozpada się w pył. Ale nasz duch nie podlega śmierci. Naszym duchem jesteśmy stworzeni na obraz Boga. Naszym celem jest życie wieczne i niekończące się szczęście w Bogu.
Smutnym dziedzictwem pierwszych rodziców jest wewnętrzna dysharmonia w duszy. Przejawia się w egoizmie i duchowej ślepocie – dumie. Rodzi różne formy zła, amoralnego zepsucia, tyranii, zbrodni, wojen… Ta wewnętrzna dysharmonia nazywa się grzechem pierworodnym, siedliskiem zła… Jest to duchowa infekcja, która przenika także do ludzkiego ciała. Jest to tajemnica dla ludzkiego rozumu, ale Boże objawienie pokazuje nam, że za tą duchową infekcją stoi zła duchowa istota. Dla tego siedlisko zła w duszy objawia się zatem buntem przeciwko Bogu, odrzuceniem prawdy, a także sprawiedliwości w relacjach międzyludzkich.
Aby wybawić nas od tego smutnego dziedzictwa po naszych prarodzicach, Bóg przyjął ludzką naturę. Stał się człowiekiem z miłości do nas, abyśmy mogli stać się dziećmi Bożymi i przyjąć Bożą naturę.
Czym jest chrzest? To duchowe nowonarodzenie. Daną osobę zanurza się w wodzie lub polewa się jej wodę na głowę. Jednocześnie wzywa się imię Trójjedynego Boga. Co dzieje się w sferze duchowej? Przez tę tajemnicę sam Bóg daje ochrzczonym udział w swoim, Bożym życiu. Dusza ochrzczonego jest złączona z Chrystusem jak gałązka winorośli z pniem. Przyjmuje wraz z Nim wszystko, co wiąże się z Chrystusem. Osoba ochrzczona zostaje zanurzona w śmierci Chrystusa (Rz 6:3) i jednocześnie otrzymuje nowe życie Chrystusa zmartwychwstałego.
W czasie naszej ziemskiej pielgrzymki musimy kierować się sumieniem, które jest zintegrowane z przykazaniami Bożymi, aby w duszy rozwijało się życie Boże, dane nam na chrzcie świętym. Skutecznym środkiem przeciwko zniewalającej sile egoizmu jest radykalna zasada wyrażona w haśle: „Wyrzeknij się samego siebie” (swojego autodestrukcyjnego ego). To wyrzeczenie się, a nawet znoszenie cierpienia – fizycznego i psychicznego, – motywowane wiarą, przynosi pozytywne owoce, przekraczające nawet wymiar czasu. Terminologia biblijna nazywa takie wyrzeczenie się samego siebie współukrzyżowaniem z Chrystusem (Rz 6:6). Przez wejście w tę tajemnicę wiary w nas dokonuje się duchowa przemiana w Chrystusa. Apostoł Paweł woła: „Żyję już nie ja, lecz żyje we mnie Chrystus” (Ga 2:20).
W chrzcie Bóg także włożył w nas swego Ducha. Jeśli szukamy prawdy, On daje nam boską inspirację do poznania Źródła prawdy, którym jest Sam Bóg. Odsłania nam także tajemnicę zła i jego tragicznych konsekwencji. Jeśli mamy prawdziwą, biblijną samokrytykę, którą Ewangelia nazywa metanoią, i otwieramy się na Boga, w naszym wnętrzu dokonuje się głęboka przemiana, która objawia się także na zewnątrz. Przykładem są apostołowie w dniu Pięćdziesiątnicy. Oprócz zjawisk niezwykłych nastąpiła także zmiana ich charakteru. Przestraszeni apostołowie stali się odważnymi ludźmi, którzy w mocy Ducha głosili wieczne prawdy, a potem ponieśli za nie męczeństwo.
Jak urzeczywistnić wewnętrzne połączenie naszego ducha z Bogiem? Dzieje się to szczególnie w modlitwie wewnętrznej. Bóg jest nie tylko w wieczności, ale przez chrzest także w głębi naszego wnętrza. Duch dany przez Boga wprowadza poprzez słowo poznania w tajemnicę życia Bożego. W modlitwie wewnętrznej otrzymujemy udział w tajemnicach objawionych przez Boga.
W jaki sposób chrzest włącza nas w zbawienne dzieło Syna Bożego, który za nas umarł i zmartwychwstał? Możemy to zilustrować na przykładowym przykładzie. Wyobraźmy sobie małą kartkę papieru i książkę. Jeśli włożę papier do książki, a następnie wrzucę ją do ognia, ten sam los spotyka papier. Wszystko, co dzieje się z książką, dzieje się i z papierem. Książka nie może być w ogniu, a papier nie, dlatego, że jest w niej. Ta prosta analogia wskazuje na głęboką prawdę, że jeśli jesteśmy w Chrystusie, wszystko, co urobił Chrystus, odnosi się do nas. Kiedy Pan Jezus, nasz Zbawiciel, umarł za nas, my umarliśmy razem z Nim. Jest to rzeczywistość duchowa, która działa, mimo że wtedy nie żyliśmy fizycznie. Kiedy On zmartwychwstał, my także zmartwychwstaliśmy razem z Nim.
Analogicznie odnosi się to do nas i naszego praojca Adama: on zgrzeszył i jego grzech sprowadził śmierć także na nas. Jest genetyka naturalna, ale można powiedzieć, że w podobny sposób działa i genetyka duchowa.
Istnieje wymiar czasu i istnieje wymiar wieczności. Nasz duch jest nieśmiertelny, dlatego zło, które popełniliśmy w czasie, pozostałoby na wieki. Sami nie jesteśmy w stanie się tego pozbyć. Odwieczny Bóg stał się człowiekiem, bo tylko On może nas uwolnić od konsekwencji zła, które popełniliśmy. Warunkiem jest nasza wiara w Chrystusa. „Jeżeli chodzimy w światłości(wiary), … krew Chrystusa oczyszcza nas od wszelkiego grzechu” (1 J 1:7). W ten czas, w którym żyje, człowiek musi przyjąć dla siebie przez wiarę to, czego Jezus dokonał w przeszłości. To następnie trwa przez całą wieczność. Jezus jako Bóg przeszedł z czasu do wieczności. Jeśli zjednoczę się z Nim przez wiarę, moc Jego odkupieńczej śmierci mnie wyzwala, a Jego boskie życie urzeczywistnia się we mnie.
Jesteśmy podobni do Boga w naszej duchowej naturze. On jest naszym Ojcem, Stwórcą. Nasz duch nie podlega śmierci. Na końcu czasów Bóg podniesie nasze ciało z prochu, ale jednocześnie ono ulegnie przemianie i stanie się duchowe, czyli nie będzie już podlegało prawom fizycznym. Będzie jak zmartwychwstałe i uwielbione ciało Chrystusa. Ktokolwiek zmartwychwstanie w pełni, czyli w przemienionym ciele, zmartwychwstanie dlatego, ponieważ przez wiarę zmartwychwstał razem z Chrystusem. Taka osoba jeszcze w czasie przyjęła Jezusa jako swojego Zbawiciela, który za niej umarł i zmartwychwstał. Kto nie przyjmuje Jezusa, nie ma udziału w Chrystusie, a tym samym i we własnym zmartwychwstaniu do życia. Dlatego każdy, kto będzie zbawiony, zostanie zbawiony, ponieważ przez wiarę przyjął Zbawiciela, który za niego umarł, a on wraz z Nim umarł dla grzechu, diabła i śmierci wiecznej.
Tę prawdę, którą otrzymaliśmy na chrzcie, powinniśmy doświadczyć, zwłaszcza w modlitwie wewnętrznej w nocy z soboty na niedzielę, kiedy wspominamy zmartwychwstanie Chrystusa.
Apostoł mówi nam: „Jeżeli mieszka w was Duch Tego, który Jezusa wskrzesił z martwych, to Ten, co wskrzesił Chrystusa Jezusa z martwych, przywróci do życia wasze śmiertelne ciała mocą mieszkającego w was swego Ducha” (Rz 8:11).
Jest tu powiedziane, że Duch Boży, który wskrzesił Chrystusa Jezusa, ożywi nas już tutaj, w tym ziemskim życiu. Będziemy żyć dla Boga w Jezusie Chrystusie, naszym Panu, a śmierć fizyczna będzie jedynie przejściem do szczęśliwej wieczności. W końcu nawet skorupa naszego ciała, która rozsypała się w proch, dzięki wszechmocy Boga zostanie wskrzeszona.
Co otrzymałeś przez chrzest? Nowe życie, życie Chrystusa! Jesteś dzieckiem Bożym, synem Bożym, córką Bożą.
Wariat na swobodzie największą klęską jest w przyrodzie
” – przestrzegał Czesław Miłosz. Nie do końca zgadzam się z szacownym noblistą. Parafrazując jego słowa stwierdzam, że największą klęską w przyrodzie, w społeczeństwie i w polityce jest nie wariat lecz głupiec na swobodzie.
Pisałam już o tym lecz niektóre fakty warto przypominać.
Był to rok 1995. Obowiązywały wówczas egzaminy wstępne na wyższe uczelnie. Pewna znana mi nastolatka usiłowała dostać się na socjologię na UW. Egzaminy pisemne poszły jej znakomicie, z matematyki dostała najwyższą ocenę. Poległa na egzaminie ustnym. Postawiono jej pytanie: „świat z granicami czy bez granic?” Opowiedziała się za pozostawieniem granic, które jej zdaniem chronią przed przenoszeniem się chorób zakaźnych oraz przenikaniem w niekontrolowany sposób do kraju różnych niepożądanych osób, choćby przestępców, a także niepożądanych towarów, choćby narkotyków. „Ależ pani ma kosmatą wyobraźnię młoda damo” – powiedział jeden z zasiadających w komisji głupców z profesorskim tytułem i rozbawiony przekonywał ze swadą, że dzięki liberalnej demokracji wojen na świecie nie ma i już nigdy nie będzie, epidemie dawno zostały opanowane przez szczepienia i politykę zdrowotną, a imigranci to doskonali fachowcy, którzy wzbogacą naszą kulturę i pozytywnie wpłyną na rozwój gospodarki.
Nie dość, że głupi to dodatkowo źle poinformowany bo wprawdzie w lipcu 1995 roku skończyła się wojna domowa w Bośni I Hercegowinie, której efektem był rozpad dawnej Jugosławii, a Unia Europejska zdążyła już inkorporować 15 państw, nadal jednak trwała wojna domowa w Somali i nie było żadnych gwarancji że nie wybuchną w Afryce inne wojny. Poza tym w 1995 roku rozpoczęła się I Wojna czeczeńska. Ciekawe co powiedziałby pan profesor na temat trwającej obecnie wojny na Ukrainie oraz na temat pandemii, która – prawdziwa czy sztucznie wywołana – objęła cały świat, przenosząc się bez przeszkód z kraju do kraju.
Premier Polski zapowiedział ostatnio przywrócenie kontroli na granicy ze Słowacją, przez którą przeciekają podobno do Polski nielegalni imigranci. Już nikt nie próbuje obecnie twierdzić, że są to świetni fachowcy, inżynierowie i lekarze. To nie są również biedni ludzie, którzy jak twierdziła pewna idiotka poruszają się w zimie wpław graniczną rzeką jedząc korzonki i – jak zaprezentowała w filmie kolejna idiotka- popijając szkłem z termosu celowo rozbitego i podanego przez pogranicznika. A raczej nie idiotka lecz wredna kłamczucha, która przemyca swoje fantasmagorie jako wizję artystyczną, a pożyteczni idioci traktują to jako opis rzeczywistości.
Głupców na swobodzie dzielę na wrednych idiotów i -jak ich nazwał Lenin -pożytecznych idiotów. Pożytecznych oczywiście dla naszych wrogów a nie dla nas. Wredni idioci opowiadają kłamstwa czyli jak to się dzisiaj mówi prezentują różne nieprawdziwe narracje, a pożyteczni idioci wierzą w te kłamstwa.
Nasuwa się pytanie, którzy idiota jest gorszy – wredny czy pożyteczny?. Stalin zapytany co jest gorsze prawicowe czy lewicowe odchylenie w partii odpowiedział podobno: „ oba gorsze”. Za jego przykładem odpowiadam: „obaj gorsi”. Gdyby wredni głupcy jak Stalin i Hitler nie snuli wymyślonych przez ich spaczone umysły fantasmagorii świat nie doświadczyłby nieszczęścia stalinizmu i hitleryzmu. Gdyby nie oportunistyczni głupcy, którzy powielali i wcielali w życie te groźne brednie, niekoniecznie w nie wierząc, nie zginęłyby miliony niewinnych ludzi. Gdyby jednak liczni pożyteczni głupcy nie uwierzyli w te brednie ani Stalinowi ani Hitlerowi nie udałoby się przeprowadzić ich morderczych planów.
Nie dajmy się zwariować. Nie zapisujmy się do grona pożytecznych idiotów, którzy przełkną każdą brednię, nie zauważając oczywistych sprzeczności. Jeżeli Tusk chciał przyjąć tysiące imigrantów zaproszonych do Europy przez Merkel to jaki sens ma roztrząsanie przez niego sprawy kilkuset nielegalnie wydanych wiz? Jeżeli nasze władze pod pretekstem pandemii ograniczały liczbę uczestników rodzinnych spotkań i reglamentowały nawet dostęp do kościoła czy na cmentarz to zgodnie z jaką logiką przepuściły przez nasz kraj przeszło 7 milionów nieszczepionych i nieprzebadanych Ukraińców, a prawie dwóm milionom pozwoliły się osiedlić przyznając im pesel, prawa obywatelskie, bezpłatne leczenie, zasiłki i emerytury?
Albo zatem bzdurą była pandemia i nasze władze dobrze o tym wiedziały, albo przedkładają one interesy Ukraińców nad dobro obywateli własnego kraju. Jeżeli nawet to prawda, że nielegalnie wydane wizy uzyskiwano za łapówki to czy słynny doktor koperta, którego tylko immunitet chroni przed prokuratorem nie ośmiesza się bijąc w tej sprawie na alarm?
Niedoszła studentka socjologii skończyła studia przyrodnicze i zajmuje się dydaktyką. Uczy matematyki. Jest bardzo zadowolona, że nie musi uczyć historii czy biologii. Biologia została znowu, jak za czasów Miczurina i Łysenki, zindoktrynowana. Wprawdzie nie musimy już wierzyć w dziedzicznie cech nabytych (na przykład mrozoodporności) i możliwość hodowania gruszek na wierzbie lecz każą nam wierzyć w jeszcze gorsze brednie. Choćby w globalne ocieplenie i słuszność walki z emisją CO2, który jest przecież podstawowym surowcem asymilacji czyli gazem życia. Zmuszają również do popierania bredni genderowych.
Najlepszym dowodem pączkowania totalitaryzmu jest powrót obyczaju „rozrabiania” kolegów z pracy i ze studiów. Dokładnie jak za czasów Stalina gorliwi aktywiści uczelniani domagają się usunięcia ze studiów kolegów o niepoprawnych politycznie poglądach, a izba lekarska nagminnie odbiera prawo wykonywania zawodu lekarzom, którzy prezentowali inne niż obowiązujące poglądy na temat pandemii. Sądy, o których niezawisłość tak się troszczy UE skazują na karę bezwzględnego pozbawienia wolności dziewczynę, która wydarła innej szmacianą torbę tylko dlatego, że była to torba tęczowa, a więc niezwykle ideologicznie cenna. To czyste wariactwo.
Jeżeli jednak świat zwariował, jeżeli wokół nas są głupcy my musimy zachować zdrowy rozsądek.